Dodaj do ulubionych

Jak wychowywać syna w pojedynke?

11.01.07, 17:53
Podobno w Anglii przeprowadzono badania, które dowiodły że 80%
homoseksualistów to chłopcy wychowywani przez samotne matki.
Co zrobić jeśli ojciec mojego, malutkiego jeszcze synka ( obcokrajowiec,
prawdopodobnie nigdy na stałe nie przyjedzie do Polski ) będzie takim tatusiem
przez internet ( choć bardzo kochającym syna ), przyjeżdzającym do nas raz do
roku na miesiąc ( dzielą nas tysiące kilometrów )?
Jak wychowywać dziecko żeby nie czuło się odrzucone przez ojca, żeby nie miało
tej strasznej "luki" emocjonalnej ?

Bardzo proszę o odpowiedzi tych, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

Pozdrawiam,

Joanna
Obserwuj wątek
    • dingdong Re: Jak wychowywać syna w pojedynke? 11.01.07, 18:06
      jezeli Cie to tak przeraza ze Twoj syn moze zostac homoseksualista, to wy wyslij
      go na wychowanie do tatusia i wtedy bedziesz miala 80% pewnosci ze zostanie
      lesbijka...

      No, a teraz do rzeczy...dzisiejsza komunikacja jest tak dobra, za kilka lat
      bedzie jeszcze lepsza, ze dopoki tatus bedzie mial ochote miec kontakt i Ty nie
      bedziesz w tym przeszkadzac, to Twoj syn bedzie mial wielkie szanse zalapac sie
      do tych wymarzonych 20% :)
    • renebenay Re: Same bzdury..... 11.01.07, 20:11
      Takie badania sa plukaniem muzgow bo znalem wiele samotnych matek wychowujacych
      dzieci,byli tam i chlopcy i zaden z nich nie mial zainteresowania do tej samej
      plci,orientacje seksualna mamy juz zaprogramowana od poczecia a nie od czynnikow
      zewnetrznych.Mialem sporo kolegow i kolezanek wychowanych tylko przez matki i
      wszyscy oni byli bardziej przystepni i rozsadniejsi jak rowniez mieli zawsze
      dobre wyniki w szkole.
      • aska_ou Re: Same bzdury..... 11.01.07, 20:42
        Są psycholodzy, którzy twierdzą że homoseksualizm ma właśnie takie podłoże ( np
        Eichelberger ) Chłopiec, który został porzucony przez ojca szuka akceptacji i
        miłości u mężczyzn. To takie oczywiste...
        • fiji60 Re: Same bzdury..... 11.01.07, 20:59
          Przychylam się do opinii rene...
          Samotnie wychowałam syna, a było to tym trudniejsze, że mój ex mieszkał (i
          mieszka nadal) w tej samej miejscowości. Ojciec mojego syna przez wiele lat
          tylko śladowo się nim interesował. S. nigdy nie otrzymał najmniejszego prezentu
          od niego. Mnie to bardzo bolało, nie wspominam nawet jak cierpiało dziecko.
          Czasami kupowałam coś i udawałam, że to tatuś przesłał mu upominek przez kolegę.
          Sytuacja zmieniła się, kiedy syn skończył studia i stał się ojcu potrzebny.
          Tylko, że to już w drugą stronę nie działa chociaż ich stosunki są nawet
          poprawne i mnie to cieszy.
          Znam kilka samotnych matek synów. Wszyscy są już dawno dorośli i mają własne
          rodziny i serce rośnie na widok jak dobrymi są ojcami.
          Nie jest łatwo samotnej matce, ale miej nadzieję, że i Twój Syn wyrośnie ,na
          prawdziwego mężczyznę i dobrego człowieka.
          Wszelkie statystyki nie traktuj tak bardzo serio.
          Powodzenia.
          fidżi
          • brak-chmur Re: Same bzdury..... 11.01.07, 21:05
            Podpisuję się pod słowami powyżej.
            Mój młody wprawdzie na studia dopiero się wybiera , ale po tym wszytkim, co
            doświadczył, a raczej czego nie doświadczył od swego ojca, sam będzie ojcem
            doskonałym, jestem przekonana:)
            • street_pop Re: Same bzdury..... 11.01.07, 21:56
              Pewno, te statystyki mogą tylko spowodowac jakies nabezpieczne przyklejenie
              sobie etykiety i samospełniającą się przepowiednie więc lepiej w ogole się tym
              nie przejmowac i w ogole w to nie wierzyc! Choc rozmowa o homosexualizmie jest
              tez potrzebna to po dzien dzisiejszy naukowcy nie sa w 100% pewni jaka jest
              etiologia bycia homosexualistą. Niemniej zachodzi związek pomiędzy pojawianiem
              się homosexualizmu a sposobem wychowania, (ale to nie musi byc wcale samotna
              matka wychowujaca syna!) i tę korelację stwierdzono. Nie uznano w 100%, że
              homosexualizm jest wrodzony (koncepcja związana z migracją hormonów w życiu
              płodowym). Co do etiologii homosexualizmu nie ma dziś 100% jasnosci w swiecie
              nauki. Obie komoncepcje są jedynie teoriami naukowymi. Istnieją wprawdzie
              sexuolodzy i nurty naukowe, gdzie szala przechyla sie w jedna badź drugą
              stronę. Nie wolno generalizowac i poddawac się temu generalizowaniu.

              Ale chciałabym przestrzec przed czyms innym:
              1) PROBA REKOMPENSOWANIA BRAKU OJCA - powszechne fałszywe przekonanie, że matka
              musi zastapic dziecku ojca. Nie jest to absolutnie mozliwe. Gonienie za wszelka
              cenę za pieniędzmi bo syn musi miec wszystkie dobra materialne, których pragnie.
              Praca na 3 etaty i skutki - kształtowanie postawy rozczeniowej dziecka co wynika
              z poczucia winy matki ("bo nie ma ojca"), stawanie się sfrustrowaną,
              nieszczęsliwa kobietą, która poświęca się synowi. Inne niebezpieczeństwo polega
              na tym, że gdy dorosnie, to cięzko bedzie mu opuscic mamę, która przeciez tak
              bardzo się starała, dziecko bedzie wkraczac w dorosłe zycie z poczuciem winy
              wobec matki albo z wyrzutem, ze dała za mało. Prawda jest taka, ze nigdy nie
              zastąpi matka ojca chocby dlatego, że zyczliwe spojrzenie i uznanie matki ma
              inna treśc psychologiczną dla syna niż uznanie faceta - męskiego autorytetu.
              Jedyne, co możesz zrobic, to byc szczesliwa, kochac go i wychowywac jak umiesz
              najlepiej - kazde dziecko chce szczęsliwej mamy, która nie obciąza go skutkami
              swojego rozstania np. poprzez proby zapewnienia mu "wszystkiego" kosztem
              własnych potrzeb. No i starac się by miał meski wzorzec - substyut. Może jakis
              ważny wujek, dziadek, trener, nauczyciel?

              2) Nadmierne obarczanie syna swoimi sprawami powodowane myśleniem : "jestesmy
              razem, tylko on i ja, musimy byc jak najbliżej siebie" - i pojawia sie
              niebezpieczeństwo przerwania więzi miedzypokoleniowej, opowiadanie dziecku o
              sprawach, które sa dla niego zbyt trudne i nieswiadome obarczanie go
              odpowiedzialnoscią za te sprawy. Intencja bliskiego kontaktu jest jak
              najbardziej wspaniała ale istnieje własnie ta pułapka.

              Te niebezpieczeństwa, które napisałam są bardzo szablonowe, ogólnikowe i nie
              nalezy ich odnosic do swojego indywidualnego przypadku - bo każdy przypadek jest
              inny i na szczęscie nie zdarząją się w kazdej rodzinie bez jednego rodzica. Znam
              masę wspaniałych ludzi, (w tym fajnych chłopaków), cudownych mam, które dały
              radę, cieszą się szczęściem swoich dzieci, które maja swoje dzieci i bynajmniej
              homo nie są. Utarło się takie przekonanie, że pochodzenie z rodziny
              dysfunkcyjnej (czytaj: rozwiedzionej - w tym wypadku) wyklucza mozliwosc
              normalnego funkcjonowania w dorosłym zyciu i wchodzenia w zdrowe związki. Na
              pewno jest łatwiej tym, którzy mieli dobre wzorce - to nie podlega kwestii. Ale
              nie dajmy się wtłaczac w jakies wąskie szablony, tym bardziej nie wtłaczajmy w
              nie swoich dzieci. Poza dzieciństwem, człowiek posiada jeszcze wolną wolę, może
              decydowac o swoim losie. Zapewniam, ze dzieciom z rozbitych rodzin tez się udaje
              (choc na pewno wkladaja w to większy wysiłek bo uczą sie troche na zasadzie prob
              i błędów) - to jednak się udaje i wcale nie muszą zostawac np. homosexualistami!
              Wszystko zalezy od Ciebie! Powodzenia!

              p.s. A gdyby któras z teorii okazała się prawdziwa i syn jednak byłby geyem...
              Przeciez dziecko kocha się bezwarunkowo! Najważniejsze zeby był szczęsliwy i na
              pewno znajdzie swoją receptę na własne szczęscie!
              • dingdong street uspokuj sie... 11.01.07, 22:02
                to juz po tym watku widac ze to dziecko wybralo kiepsko...no, ale tak chcialo to
                tak ma...no i dalej, to to dziecko, miejmy nadzieje ze bedzie silniejsze od
                matki i ja odpowiednio wychowa...
                • aska_ou Dziękuję za każde dobre słowo 12.01.07, 08:33
                  szczególnie Tobie street - pop, wierzę że dam radę, mam dobrą rodzinę i synek ma
                  się na kim wzorować w życiu :)

                  dingdong - to Pan Bóg wybiera dziecku rodziców, uważam za bardzo krzywdzącą
                  Twoją ostatnią wypowiedz, nie wnoszącą nic i nie mającą nic wspólnego z moim
                  pytaniem " jak wychować dziecko w pojedynkę ". Myślę że wyżywasz się w ten
                  sposób na forum lecząc własne kompleksy, ale to już Twój problem.

                  • dingdong Re: Dziękuję za każde dobre słowo 12.01.07, 09:58
                    strasznie mnie zdenerwowalas tym postem, strasznie. z kilku powodow, jednym z
                    nich to Twoje bledne stwierdzenie ze Pan Bog wybiera dziecku rodzicow. Otoz tak
                    wcale nie jest...Pan Bog z Diablem caly czas w pokera graja...i obstawiaja
                    nami...no, rozumiesz, no nie?

                    Inne powody mojego zdenerwowania podam pozniej, bo teraz musze pobiegac...
                  • street_pop Re: Dziękuję za każde dobre słowo 12.01.07, 10:13
                    Trzymaj się, Asiu, ciepło! Wszystko bedzie super! Zobaczysz!
                    Pozdrowienia Ciebie i Twojego synka :-)
                    • aska_ou Re: Dziękuję za każde dobre słowo 12.01.07, 12:15
                      Dziękuję street_pop jeszcze raz ! Dzięki takim ludziom jak Ty powoli odzyskuję
                      wiarę w człowieka ;)

                      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

                      Joanna
                • bszalacha Re: street uspokuj sie... 12.01.07, 23:25
                  Zwykle,jeśli matka ma problemy ze swoją dojrzałoscią,syn/dziecko/musi być od
                  niej silniejsze.Wtedy jednak staje się zastępczym partnerem matki,co raczej
                  wyklucza wejscie w swój własny,niezalezny od niej związek z kobietą.Tak więc
                  nie szukaj raczej zależności między zdrowiem psychicznym syna a brakiem ojca
                  ale między zdrowiem pstchicznym matki a zdrowiem syna/żeby ta matka nie
                  wkładała mu do głowy swoich osobistych nieszczęść i żeby go nie wciągała we
                  własne problemy/.Takie rzeczt dzieją sie nie tylko przy braku ojca ale np.gdy
                  małzeństwo jest nieszczęśliwe,jest wóda,awantury,bicie,bieda....i szukanie
                  pocieszenia w dzieciach.
                  • dingdong Re: street uspokuj sie... 12.01.07, 23:32
                    nie zawsze tak sie dzieje, poniewaz wiele zalezy od otoczenia...jednak
                    przyznaje...w wielu przypadkach to dziecko zostaje partnerem matki...
                    • jan_stereo Re:Wakacje 12.01.07, 23:38
                      Sorry ze wykorzystuje miejsce,ale masz pelne zaproszenie,mozemy ustalic szczegoly prywatnie,albo
                      nawet sie spotkac w tym zalanym deszczem kraju ;")
            • bszalacha Re: Same bzdury..... 12.01.07, 23:15
              Problem w tym,że będzie ZBYT doskonałym zamiast normalnym.
    • brak-chmur Re: Jest takie poczucie winy.... 12.01.07, 16:32
      ....którego nie sposób się pozbyć.
      Życie ze świadomością, że swojemu własnemu , ukochanemu dziecku odebrało się
      szansę dorastania i rozwijania się w przeciętnej rodzinie z wymagajacym ojcem i
      kochajacą matką.
      Być może dotyczy to tylko kobiet , również pochodzacych z rozbitych rodzin, ale
      to jakby dublowanie własnego, niewesołego dzieciństwa....
    • taisy Re: A ty bys chciala miec syna' macho- grande' 12.01.07, 17:28
      Mając takiego maluszka juz teraz martwisz się co on bedzie robił za 20 lat!I
      czytasz durne statystyki.
      Zajmij sie istotnymi sprawami wychowania dziecka, aby czuło się dobrze ze sobą
      jako człowiek. A to z kim bedzie spał zostaw jemu, to jego zycie. Jak bedzie mu
      dobrze z dziewczynkami, to okej jak z chlopcami, to tez okej skoro go to cieszy
      i robi szczesliwym.
      • alfika Re: A ty bys chciala miec syna' macho- grande' 12.01.07, 18:38
        to nie jest kwestia statystyk, ale badań...
    • alfika Re: Jak wychowywać syna w pojedynke? 12.01.07, 18:37
      to nie chodzi o wychowywanie przez samotną matkę, ale o matkę, która ma bardzo
      autokratyczne podejście, jest nadopiekuńcza i rządzi synem, nie pozostawiając
      mu miejsca na samodzielność (to prowadzi do podświadomego lęku przed kobietami,
      a to do homoseksualizmu) -
      ważne są też kontakty syna z dojrzałymi mężczyznami (wujek, dziadek, przyjaciel
      itp), którzy mogliby z powodzeniem ojca zastąpić jako wzór męskości

      syn wybiera z reguły sam w pewnym wieku - o ile ma kontakt! - taki wzór do
      naśladowania i przy zachowaniu przynajmniej pierwszego warunku jest ok

      kobiety w Polsce mają jednak manię "ukochanego synalka"...
      • taisy Re: Zgadzam sie .... 12.01.07, 21:54
        Tu chodzi o mame, ktora jest nadopiekuncza. Juz teraz zamartwia sie co bedzie o
        ile bedzie...Czy warto byc tak nadopiekunczym? Nadopiekunczosc robi
        dzieci "spaczone" pod wzgledem emocjonalnym. tacy ludzie jako dorosli maja duze
        trudnosci z umiejetnoscia kochania innych ludzi.
        Nadmiar uczucia wyrazanego w niewlasciwy sposob jest tak samo szkodliwy jak
        brak uczuc.
        • brak-chmur Re Nadopiekuńczość nie jest dowodem..... 12.01.07, 21:57
          ...."nadmiaru uczuć", bo UCZUć nigdy dość , wiec nie ma mowy o nadmiarze.:)
          • street_pop Re: Re Nadopiekuńczość nie jest dowodem..... 12.01.07, 23:16
            Zachęcam do przeczytania książki m.in.

            Susan Forward "Toksyczni rodzice"
            Maria Ziemska "Postawy wychowawcze"
            Mauriel Mazet "Zranione dziecko"
            • bszalacha Re: Re Nadopiekuńczość nie jest dowodem..... 12.01.07, 23:28
              wreszcie jakieś rozsądne odsyłacze.Ludzie naprawdę nie wiedzą o czym mówią.
          • brak-chmur Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 07:19
            Uczucia prawdziwe , głębokie i szczere, oczywiście.
            Nadopiekuńczość wypływa z cech osobowości rodzica i zwykle niewiele z uczuciami
            ma wspólnego.
            Znam smak "nadopiekuńczości" na zasadzie "co ludzie powiedza" i inne karykatury
            manifestowania uczuć, których nigdy nie było.

            Dziecko jest jednak bardzo wrażliwe emocjonalnie i krytyczne wobec wszelkiej
            nieszczerości w postawach rodziców. Tak więc doskonale odróżnia szczerą troskę
            od domowej tyranii.

            A szczere uczucia są na wage złota i jeśli troska o dziecko i zainteresowanie
            nim samym płynie z głębi serca , nigdy nie może go skrzywdzić.
            Miłość nigdy nie krzywdzi, ale jej brak ZABIJA.
            • street_pop Re: Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 10:32
              -Dziecko jest jednak bardzo wrażliwe emocjonalnie i krytyczne wobec wszelkiej
              > nieszczerości w postawach rodziców. Tak więc doskonale odróżnia szczerą troskę
              > od domowej tyranii.

              Jest wrażliwe i krytyczne. Pytanie tylko czy matka/ojciec odróżnia troskę
              rodzicielską od psychomanipulacji, swoje potrzeby od potrzeb dziecka...

              W imię rodzicielskiej troski płynącej z głebi serca i tzw. dobrych intencji
              można np.:
              1) podciąc dziecku skrzydła bo "matka wie, co jest dla niego dobre",
              2) uniemozliwic mu podejmowanie własnych decyzji i nienauczenie go samokontroli
              w waznych dla niego sprawach życiowych bo "mama wie lepie, przeciez on sobie nie
              poradzi, młody jest jeszcze",
              3)zafundowac mu permanentnte poczucie winy wobec matki, ktora się "poświęciła" a
              "on teraz taki niewdzięczny bo np. ma dziewczynę albo mysli inaczej niz ja
              -mamusia."(A juz nie daj Boże jak postepuje inaczej, jest D.J'em a nie np. lekarzem.
              4) nadmierne zainteresowanie, wtykanie nosa w nieswoje sprawy w imie tzw.
              "rodzicielskiej troski" jako wyraz całkowitego braku szacunku dla jednej z
              najbardziej elementarnych potrzeb człowieka - potrzeby intymnosci...
              5) wyręczanie i tym samym wspomaganie "życiowego kalectwa" - w imię troski.

              To wszystko się robi niekoniecznie dlatego, "co ludzie powiedzą" tylko to tzw.
              "dobre intencje" by czuc się dobrą matka i nie miec sobie nic do zarzucenia bo
              "chciałam dobrze". Taka pseudo-miłosc (bo w mojej ocenie to miłosc własna,
              narcystyczna wręcz, podrajcowywanie swojego chorego ego) - niestety ZABIJA.
              Wszak "intencjami jest piekło wybrukowane" i nie ma nic gorszego jak "zagłaskac
              kota na śmierc".

              Ktos kiedys powiedział, ze paradoksalnie "najbardziej niebezpiecznym miejscem na
              ziemii dla człowieka może byc do rodzinny". I oby nie był!
              • brak-chmur Re: Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 10:43
                Zgadzam się z Tobą z ta różnicą , że to o czym piszesz NIE MA NIC WSPółNEGO Z
                MIłOSCIĄ(!)
                O tym właśnie myślałam pisząc o karykaturach nadopiekuńczości powyżej.

                Dziecko trzeba kochać, a MANIPULACJA jest złem, które zabija powoli, chociaż
                postronni obserwatorzy uważają ją za wyraz miłości.

                Gdyby więcej było kochajacych rodziców , nie mielibyśmy takich patologii o
                jakich czytamy niejdnokrotnie w prasie i słuchamy w innych mediach.
                Świat będzie piękniejszy a ludzie szczęśliwśi , jeśli będą się
                kochać.....uczucia SĄ NA WAGE ZłOTA!:)))
                • street_pop Re: Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 11:18
                  Bingo!
                  tak rzeczywiście jest, że wszystkie nieszczęścia świata biorą się z braku miłości.
                  I to jest święta prawda!
                  • street_pop Re: Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 11:19
                    I niestety, wiekszośc ludzi tak tę MILOSC pojmuje...Zgroza!
                  • brak-chmur Re: Re Uczucia są na wagę złota... 13.01.07, 11:22
                    Cieszę się, że w kwestii zasadniczej nie ma między naszymi poglądami różnic:)

                    "Kochaj i czyń co chcesz" a będzie to na pewno dobre zarówno dla Ciebie jak i
                    obiektu Twoich uczuć:)))
    • solaris_38 załóżmy 12.01.07, 20:42
      załóżmy
      ze matki homoseksualistów sa .. mnie kobiece
      albo cokolwiek innego np ze sa jakieś naprawdę trudne i DLATEGO faceci od
      nich odchodzą a syn zraza sie do matki jako kobiety

      w obu przypadkach homoseksualiści mieliby częściej samotne matki

      ale czy to TOBIE grozi?

      tylko jesli masz predyspozycje
      nie mam pojęcia jakie ... ale np jesteś dominująca apodyktyczxan i
      pochłaniasz swojego syna

      jesli jesteś zwycxajną kobietą której nei ułożyło sie z facetem
      który nie dorósł do ojcostwa
      to się nie martw

      masz inne problemy
      wychowywanie z ojcem czy bez jest niesamowicie złożone i jest wielka szkoła życia

      syn za ojcem będzie tęsknił i będzie się czuł "odrzucony" i TY nic z tym nie
      masz wspólnego

      dlaczego syn NIE ma sie czuć "odrzucony" skoro jak rozumiem ojciec nie podjął
      swoich obowiązków rodzicielskich (od razu czy po rozwodzie ... nie wiem jak
      było), nei spotyka sie z synem itd ... i chwilowo lub na zawsze to - prawda

      nie raz będzie potzrebował twojego wsparcia
      nie raz syn cie odrzuci

      to sa normalne dzieje nawet kiedy jest ojciec

      bądź dzielna i kochaj i ucz się nadal co znaczy kochać i tyle

      • jan_stereo Re: załóżmy 12.01.07, 20:49
        Solaris,

        Moja matka jest wlasnie apodyktyczna i dominujaca,ale mimo to pozostalem wierny szlachetnym
        zasadom milosci do kobiet ;")
        • brak-chmur Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 20:51
          Post niżej piszesz o CHUCI:)))
          • jan_stereo Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 21:22
            brak-chmur napisała:

            > Post niżej piszesz o CHUCI:)))

            ach ta wszechstronnosc :")
            • brak-chmur Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 21:33
              jan_stereo napisał:

              > brak-chmur napisała:
              >
              > > Post niżej piszesz o CHUCI:)))
              >
              > ach ta wszechstronnosc :")

              Ach, ci ściemniacze;)
              • jan_stereo Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 21:36
                ach Ci oskarzyciele co nie maja odwagi sprawdzic mych slow ;")

                ps. przeciez to latwe,wystarczy sluchac i rozumiec.
                • brak-chmur Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 21:39
                  jan_stereo napisał:

                  > ach Ci oskarzyciele co nie maja odwagi sprawdzic mych slow ;")
                  >
                  > ps. przeciez to latwe,wystarczy sluchac i rozumiec.


                  Słuchać to nie zawsze rozumieć:)

                  P.S.I kogo Ty tu o brak odwagi posądzasz?:)))
                  • jan_stereo Re: Załóżmy, że miłoscią:) 12.01.07, 22:27
                    ja zwyczajnie jeszcze nigdy nie natrafilem na pojmujacych odwaznie,tak czy siak, zglaszam swoja
                    osobowosc !
        • solaris_38 Janek 12.01.07, 23:13
          kobieta powołuje się na badania
          ja na logikę

          a ty na jeden przypadek

          cóż mam rzec miło mi że kochasz kobiety bo tak jest łatwiej
          homoseksualiści mają dużo cięższy los

          ich losy są różnorodne
          historie zawiłe naprawdę trudno znaleźć jakieś reguły które odnoszą się do
          choć części tej grupy

          to trudna praca


          nie pamiętam jednak badań które by donosiły ze wszystkie lub choćby większość
          dzieci matek apodyktycznych było homoseksualna
          jednak wśród homoseksualistów jest ich statystycznie większy procent
          • jan_stereo Re: Janek 12.01.07, 23:21
            solaris_38 napisała:

            > kobieta powołuje się na badania
            > ja na logikę

            > a ty na jeden przypadek

            Przynajmniej prawdziwy .


            > cóż mam rzec miło mi że kochasz kobiety bo tak jest łatwiej
            > homoseksualiści mają dużo cięższy los

            Ej. Nie kocham wszystkich kobiet(sa beznamietne w wiekszosci przypadkow),tak jak i Ty nie kochasz
            wszystkich mezczyzn, a kochanie kobiet wcale nie jest latwiejsze.

            > nie pamiętam jednak badań które by donosiły ze wszystkie lub choćby większość
            > dzieci matek apodyktycznych było homoseksualna
            > jednak wśród homoseksualistów jest ich statystycznie większy procent.

            No coz,to zwyczajnie domena niudolnych umyslowo.
            • solaris_38 Janek - no coments nt 12.01.07, 23:41
              • jan_stereo Re:Solaris - no coments nt 12.01.07, 23:46
    • jan_stereo straszna glupota... 12.01.07, 20:47
      ja jako wynaturzony syn "wychowany" (powiedzmy ze nie wpychala mi sie ze swymi madrosciami co
      sekunde wychowawcza) przez matke, palam niezmiennie chucia do plci przeciwnej w sposob wielce
      zadawalajacy nawet najbardziej wybrednych.
      Daj spokoj i pozwol sie synowi wychowac samemu w Twoim towarzystwie.
      • alfika Re: janie, janie... 12.01.07, 21:25
        czy to, że nie potwierdzasz wyników badań homoseksualistów jest dowodem na to,
        że są one nieprawdziwe? :)
        • dingdong Alfiko, to jest bardzo zludne... 12.01.07, 21:30
          poniewaz...nie wiadomo ilu z tych 80% bylo dziecmi homoseksualistow...
        • jan_stereo Re: janie, janie... 12.01.07, 21:31
          oczywiscie, jestem wyjatkiem ktory potwierdza regule ;")
        • bszalacha Re: janie, janie... 12.01.07, 23:34
          On po prostu miał matkę,która nie zniechęciła go do kobiet/bo sama czuła sie ze
          sobą wystarczająco dobrze więc pozwoliła mu zostać na swoim miejscu/.
          • jan_stereo Re: janie, janie... 12.01.07, 23:36
            szkoda ze ja nie bylem taki wrazliwy i spostrzegawczy.
            • aska_ou Nie jestem apodyktyczna 13.01.07, 12:14
              i nie rozumuję na zasadzie " synusiu, tatusia nie ma z nami, świat jest zły
              jesteśmy tylko ja i ty i musimy trzymać się razem " Jestem daleka od takich
              chorych relacji z własnym dzieckiem.
              Wiem co znaczy mieć toksyczną matkę i zrobię co w mojej mocy, żeby dać dziecku
              wolność taką na jaką każdy człowiek zasługuje.
              Moje obawy dotyczące homoseksualizmu nie oznaczają, że odrzucę syna jeśli powie
              że woli facetów. To znaczy tylko tyle, że jako matka rozważam wszystkie
              ewentualności i niektórych się obawiam. To wszystko.
              Jestem też zwolenniczką szybkiego " odcinania dziecka od pępowiny " i
              traktowania jako odrębnego, niezależnego "bytu". Pytałam jedynie o porady dla
              matki, która jest skazana na wychowywanie syna bez ojca. Gdybym miała córkę
              sprawa byłaby "nieco " ułatwiona ( choć to może tylko pozory ) ale wychowywanie
              chłopca...mam obawy ponieważ pochodzę z rodziny rozbitej, ojca "nigdy nie było"
              a matka wyrażała się o nim bardzo źle i nigdy nie przestała. To właśnie moja
              mama przelała wszystkie uczucia na brata i traktowała Go jak kalekę życiową,
              twierdząc " będę Mu usługiwała dopóki żyję " . Taki chory model to ja mam na co
              dzień i brzydzę się tym jej nadskakiwaniem. Do mojego syna doskakuje i
              asekuruje Go nawet jeśli nie ma takiej potrzeby, byleby dziecko nie musiało nic
              w życiu samo zrobić " mamusia we wszystkim pomoże i wszystkiemu zaradzi" ehhh...
              cóż tu dużo pisać..wiem którą drogą nie wolno mi pójśc.
              • anna-studentka Re: Nie jestem apodyktyczna 20.03.07, 14:39
                Witam! Sama nie jestem jeszcze matką, ale znalazłam się na tym forum w innym
                celu. Mam do was ogromną prośbę. Jestem studentką V roku Pedagogiki i właśnie
                piszę pracę magisterską. Na temat pracy obrałam sobie zagadnienie, które już od
                dawna mnie interesowało, mianowicie problematykę samotnego macierzyństwa. W
                związku z tym muszę przeprowadzić badania. I w tym tkwi moje zapytanie i
                prośba. Czy któraś z was wypełniłaby mi ankietę na temat samotnego
                macierzyństwa? Najbardziej zależy mi na matkach wychowujących dzieci w wieku
                szkolnym. Oczywiście wyniki nie będą nigdzie publikowane ani pokazywane. Służyć
                mi będą wyłącznie do opracowania pracy magisterskie i pogłębienia mojej wiedzy
                w tejże problematyce. Za okazaną pomoc z góry bardzo dziękuję. Podaje swoje gg:
                3460041. P.S. Ankiety przesłałabym e-mailem.
      • kryskaedka Re: pytanie 20.03.07, 22:31
        jan jak to jest byc synkiem bez taty, pytam bo kiedys mi po glowie chodzilo ze
        sama wychowam syna ale cos mi sie widzi ze to by cala jego radosc z zycia
        zabilo. mnie tez wychowala tylko mama i zawsze milam kompleksy ze nie mam taty,
        co implikuje w rąbniete zwiazki
    • saksalainen Nie bardzo rozumiem 20.03.07, 22:00
      Ojciec Twojego syna to Twój partner zyciowy? Jezeli tak, dlaczego nie przeprowadzisz sie do niego? Zwiazek na odległosc moze wytrzymac kilka lat, ale na dłuzsza mete to nie to... bo na dłuzsza mete człowiek potrzebuje kogos obok siebie, bliskosci, seksu, zasypiania i budzenia sie razem, i to nie tylko od swieta.

      Jak juz ktos napisał, wazne zeby zapewnic synowi jakis meski wzorzec. Jezeli to _nie jest_ Twój partner, to pewnie predzej czy pózniej sobie kogos znajdziesz i sprawa bedzie rozwiazana. A jezeli jest - to dobrze byłoby gdyby ktos z rodziny przejał ta role. Nie wiem jak sie rozumiesz z bratem, jezeli dobrze, to on moze taka role spełnic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka