Dodaj do ulubionych

samotni z wyboru? a jesli nie to czemu...

23.01.07, 22:32
Coraz czesciej mam niepokojące mysli i leki zwiazane z samotnoscia. Czy mozna
wybrac swiadomie samotnosc?? Doswiadczam jej az w nadmiarze i zastanawiam sie
czy ktos wybiera to jako droge swojego zycia. Mam 23 lata z malym ognkiem
rodzine która nigdy nie spelniala roli wychodzacej poza zywicieli i
utrapicieli. Mam na mysli ojca oraz rozpuczonego i zepsutego brata. Mam
znajomych, ktorzy coraz bardziej rozchodza sie w kieronku swojich partnerów.
No a na mojej drodze jeszcze nikt nie stanol albo raczej nie pozwolilam na to.
Od prawie roku chodze na terapie ktora powoli sprawia ze otwieram sie na
innych a zwlaszcza na mezczyzn, ktorych z roznorakich przyczyn przez cale
zycie sie balam i odpychalam ze strachu przed odrzuceniem. Dopuszczalam plec
przeciwna tylko jako znajomych, na jasnych zasadach bez ryzyka. Sprawa jest
bardziej zawila ale nie chce tego dalej rozwijac. Dla mlodej osoby ktora nie
ma oparcia w rodzinie tylko poznanie partnera pozwoli uciec przed samotnoscia.
Czy nawet najlepsi znajomi, najblizsze kolezanki moga wypelnic samotnosc,
wedlug mnie nie... A wedlug was? Czy cokolwiek ma sens jesli nie ma sie z kim
podzielic czy to radoscia czy smutkiem, nie ma bliskich a sa tylko znajomi
ktorzy przeciez maja partnerow i swoje rodziny. Czy sa osoby samotne ktore
czuja sie szczesliwe i pelnowartosciowe albo przynajmniej czuja sie spokojne i
bezpiecznie?? Milo bedzie przeczytac jakiekolwiek refleksje.
Pozdrawiam
merka24
Obserwuj wątek
    • lady_bee1 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 23.01.07, 22:53
      Merka, mialam w Twoim wieku podobny problem. Mieszkalam z rodzina, w torej nie
      mialam zadnego oparcia (samotna matka, trojka dzieci, zadnego normalnego faceta
      w zasiegu M-4, bo brat do normalnych nie nalezy). Moim pragnieniem bylo
      wyprowadzic sie i pobyc samej. Marzylam o tym, ze mam swoje mieszkanie i nie
      musze ogladc zadnych osob, jesli tego sama nie chce. O facetach za duzo nie
      rozmyslalam, w zasadzie do szczescia nie byli mi potrzebni, bo jakos do tej
      pory sie bez nich obchodzilam. Bylam pewna, ze wystarcza mi znajomi i spotkanie
      z nim od czasu do czasu. Teraz, gdy mam swoja wlasna rodzine wiem, ze najgorsza
      dla mnie kara bylaby samotnosc. Znajomi to nie wszystko - mozna z nimi wypic
      piwko, zarwac nocke na imprezie, pojechac na urlop. Ale oni prawdopodobnie
      wroca do swego zycia pelego trosk i radosci i beda je dzielic z kims innym, nie
      z Toba. Ty pozostaniesz sama. To trudny wybor, ale masz dopiero 23 lata i czas,
      aby sprobowac pobyc sama i sprawdzic, czy jest to dla Ciebie odpowiednie. A o
      faceta sie nie martw, znajdziesz go w najmniej oczekiwanym momencie i bedziesz
      wiedziala ze to wlasnie ten. Musisz tylko sie tylko sama przekonac, ze Twoj
      swiat bedzie dla niego stal otworem. Jesli mimo wszystko wybierzesz samotniczy
      tryb zycia, zawsze mozesz sie oddac robotkom szydelkowym w samotne wieczory.
      Zycze Ci powodzenia i jestem pewna, ze wybierzesz wlasciwa dla siebie droge.
      Pozdrawiam. A
    • yagiennka Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 24.01.07, 00:13
      O czym ty dziewczyno piszesz, jaka samotnośc?? Masz DOPIERO 23 lata, życie przed
      tobą. Znajdziesz jeszcze dzesiątki facetów na swojej drodze.
      A co do samotności to nie, nie da się być w pełni szczęśliwym będąc samotnym.
      Tylko pytanie co to jest samotność. Bo jeśli ktoś nie ma stałego partnera, ale
      ma przyjaciół, rodzinę, znajomych to może żyć całkiem szczęśliwie i wcale nie
      czuc się samotnym. Nieszczęśliwi są ludzie którzy są zupełnie sami, nie mają z
      kim pogadać, wyjść do kina, nie mają kogo się poradzić, podzielić zmartwieniami
      i radościami. Ale oni zwykle sami pracują na swoja smaotność, przyjaciół jest
      łatwiej znaleźć niz życiowego partnera.
      • fale_morskie Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 24.01.07, 01:01
        Ja mam lat 19. Jestem samotna, nie czuję się szczęśliwa, ale bezpieczna (na ile
        to możliwe). Zdążyłam już na tyle poznać ludzi, że nie ufam nikomu. Kiedyś to
        bolało, dzisiaj śmieszy mnie, że można potrzebować bliskości. Świadomie,
        zabiłam w sobie takie potrzeby, ponieważ następnym razem (kiedy, znowu,
        zawiodłabym się na ludziach) mogłabym się targnąć na swoje życie i nie wiem,
        czy wtedy także by mnie powstrzymali. Myślę o swojej przyszłości zawodowej,
        pieniądzach... i tak jest bezpieczniej, bo to zależy ode mnie! I wiek tu nie ma
        znaczenia. Znam ludzi, starych i młodych, co to niby są tacy szczęśliwi i mają
        przyjaciół, rodziny - a jak przychodzi jakaś tragedia, to spieprzają, a i tak
        na kilometr śmierdzi od nich fałszem i głupotą. Ja miałam czternaście lat,
        złamane życie, nikt mi nie chciał pomóc, 'przyjaciele' dobijali, a nie zabiłam
        się, tylko dzięki osobie, z którą współpracuję i która, poza pracą, ma mnie w
        dupie. I znam wiele takich młodych osób.
        • littleblackdress3 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 24.01.07, 14:48
          Mam 18 lat, żadnych przyjaciół. Zbudowałam wokół siebie mur, nie umiem nikomu
          zaufać. Uczę się niczego nie odczuwać. Zawiodłam się na wszystkich, więc już
          nikogo do siebie nie dopuszczam, tak bardzo boje się zranienia. Z drugiej
          strony czuję ogromną pustkę, zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nie żyję, mam
          18 lat a jestem stara. Nie umiem tego zmienić...
    • brak-chmur Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 24.01.07, 14:03
      Tylko kochana kobieta jest wszytkim;)
      Dlatego nikt przeciętny ( z wyjątkiem urodzonych eremitów;) nie wybiera życia w
      pojedynkę.
      Życie towarzyskie,praca zawodowa, kariera, rodzeństwo i nawet najbardziej
      kochająca rodzina nie zastąpią kobiecie meżczyzny, który będzie ją otaczał
      miłością i zrozumieniem, będzie dawał wsparcie i sam będzie tego wsparcia oczekiwał.
      Jesteś jeszcze bardzo młoda i wszystko , co najlepsze przed Tobą:)
    • alfika Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 24.01.07, 14:19

      dokadnie tak - samodzielnie i spokojnie - czułam się, zanim weszłam w związek

      związek i zakochanie dobrze jest jednak przemyśleć, nie rzucać się na oślep
      tylko dlatego, że tak fajnie przez parę tygodni czy miesięcy się układa -
      wtedy można związać się z przypadkową osobą, która wsparciem być po prostu nie
      umie, bo sama szuka pomocy
      (nie ma tu zasady "ja pomogę tobie, a ty mi", bo z reguły kończy się tym,
      że: "albo mnie wykorzystujesz, albo ja ci się nie muszę odwdzięczać")
      • brak-chmur "Wiązanie się" wyklucza "przypadkowe osoby" :) n/t 24.01.07, 14:29

        • alfika Re: "Wiązanie się" wyklucza "przypadkowe osoby" : 24.01.07, 14:31
          i kto to mówi :P
          • brak-chmur Re: "Wiązanie się" wyklucza "przypadkowe osoby" : 24.01.07, 14:33
            alfika napisała:

            > i kto to mówi :P
            >

            Shan, która nigdy nie wiązała się z przypadkowymi osobami, ale tylko tymi, które
            kochała.:)
            A Ty robiłaś inaczej?:)
            • alfika Re: "Wiązanie się" wyklucza "przypadkowe osoby" : 24.01.07, 14:37
              ja tylko odparłam twoje wyobrażenie, kim okazują się ci, z którymi się
              wiążemy :)))

              i przypominam, że ów wątek nie powstał dla mnie i nie jest o mnie :P
    • simon369 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 25.01.07, 17:13
      Ja mam 23 lata i nie znam absolutnie nikogo - jestem totalnie sam ! To jest
      straszne po prostu - nie wiem jak to zmnienić
      - zreszta zawsze tak było :( :( :(
    • solaris_38 samotni 25.01.07, 22:18
      właściwie nie znam samotnych z wyboru

      znam samotnych ze strachu
      z wygody
      z braku kompatybilnego obiektu
      z bierności
      depresji
      małej atrakcyjności i braku wiary w siebie

      sama też jestem sama i choć jest mi dobrze twierdze ze gdybym spotkała kogoś z
      kim bycie razem byłoby równie dobre jak samej to podjąłbym to wyzwanie :)

      myślę ze bycie razem to wyz szy stopien
      wieksze wyzwanie

      myślę ze trudniej być fajnei razem niż amemu

      ludzie sie łudza sadzaqc ze towarzysz 9nie przyjaciel ale własnei maż)
      wpłynie na poczucie szczescia i spełnienia
      wiekszość ludzi tego oczekuje
      upaja sie zatem w pierwszym okresie po poznaniu partnera a następnie jest
      skrajnie nieszczęśliwa i obwinia kogo ? no własnie partnera za brak szczęścia
      ... bo gdyby tylko był Inny (takim jakim sie zdawał być na początku)

      jedym słowem
      szczęście to coś czego sie człowiek uczy na własny rachunek
      jesli poczujesz sie szcześliwa sama może i komuś przyniesiesz szczęście lub go
      nie zmniejszysz ;)

      powodzenia
    • mskaiq Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 25.01.07, 23:53
      Samotnosc to nie jest brak partnera, to brak milosci. Jesli potrafisz kochac to
      co jest wokol, ludzi, siebie wtedy nie jestes samotna.
      Czesto ludzie bywaja kochani, maja partnera i sa samotni, przyczyna jest brak
      ich wlasnej milosci.
      Twoja milosc zmienia samopoczucie, rozswietla Ciebie, otwiera na ludzi, dlatego
      najwazniejsza jest nauczyc sie kochac.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 27.01.07, 14:29
        Zgadzam sie z Toba mskaiq, ze samotnosc to brak milosci. Jesli nie bylas kochana
        przez najblizszych, bac tak skrzetnie to ukrywali, ze nigdy nie dali Ci odczuc
        tej miłosci, nauczyc jej, jak ja przyjmowac i okazywac- to odczuwasz dojmujacy
        brak milosci. Podobno czasmi ukochany piesek pozwala na wyzwolenie sie uczuc,
        nie zastapi milosci ludzkiej ale tez wyrowna przynajmniej w pewnym stopniu jej
        braki... Ja nawet tego nie mam i nie moge miec. Wiele osob pisze ze mam dopiero
        23 lata, ja sie czuje staro, dlugie sa lata w ktorym nie ma kogo kochac, ani nie
        jest sie tez przez nikogo kochanym. Nie palam nienawiscia do ludzi, nie zrzera
        mnie zawisc, choc czasmi jestem troche zazdrosna , ze innym sie uklada a mi
        nie... Nie wiem czy moge powiedziec ze kocham ludzi... byc moze kocham ale
        miloscia bezosobowa, oparta na zasadach humanizmu, wspolczucia i ciekawosci
        drugiego czlowieka. Ale taka milosc nie daje wzamian codziennej troski,
        zainteresowania, poczucia ze ktos na ciebie czeka gdy wracasz z daleka...Wiem ze
        milosc rozswietla i otwiera, widze takie promieniujace gwiazdy wokol siebie,
        osoby ktore rozkwitly w poczuciu byca kochanym. Studjuje i pracuje wsrod ludzi,
        jestem osoba lubiana, akceptowana ale kiedy kazdy rozchodzi sie w swoja strone,
        do swojich bliskich, ukochanych to ja zostaje sama na placu boju i wracam do
        pustego mieszkania i gluchego telefonu. Rodziny nie wybieralam, tego co mi zycie
        przynioslo, smierci najblizszych rowniez. Wiec albo kiedys kupie sobie pieska
        :)albo znajde drugiego czlowieka, ktory bedzie chcial ze mna dzielic zycie.
        Wiem, ze samotnosc ma swoje dobre strony, daje mozliwosc rozwoju, kosztalcenia
        siebie, ale tylko do pewnego etapu; przeczytalam tony ksiazek, koncze wymagajace
        studia, ucze sie jezykow, uprawiam sporty, podrozuje i rozwijam swoje pasje i
        zainteresowania, ale pozywka intelektualna nie zapelni pustki, kiedy nie ma do
        kogo sie przytulic, z kim dzielic wrazenia z podrozy, do kogo z niej wracac...
        Jestem samotna wsrod ludzi...
        • yagiennka Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 27.01.07, 16:59
          Chyba coś w tym jest. Samotność to zamknięcie się na ludzi i świat oraz użalanie
          sie nad sobą. Samotnośc a bycie samemu to nie to samo. Są ludzie, którzy
          przejściowo sa sami, samodzielni, czyli nie maja partnera i jest im dobrze, moga
          być nawet szczęśliwi. Ale musza miec przy tym przyjaciól, znajomych i rodzinę.
          Czyli jakichś ludzi, którym sa potrzebni, których kochają i przez których sa
          kochani.
          Nie wierzę w samotność 20kilku latków, to są jeszcze jakieś rozterki dojrzewania
          a nie faktyczna samotność. Ja pierwszy raz w życiu poczułam w ogóle coś takiego
          jak smaotnośc gdy skończyłam już 30 lat, przedtem było mi to zupełnie neiznane
          uczucie, mimo że rzadko miewałam chłopaka czy partnera. Ale miałam swoje sprawy
          i swoje życie i nie miałąm czasu na użalanie się nad sobą i zastanawianie czy
          przypadkiem aby to nie jestem samotna (??). Teraz nie pozwalam sobie na takie
          poczucie, jestem zadowolona, szczęliwa, ide sobie swoją drogą, partnera czasem
          amm a czasem nie, ale mam przyjaciół i fajną rodzine i nie mam zamiaru
          uzalezniac swojego szczęścia od jakiegoś faceta - czy on jest czy go nie ma. To
          zalezy od nas czy jesteśmy samotni i nieszczęśliwi czy NIE :)
      • solaris_38 samotność jako btrak miłości 28.01.07, 02:08
        podoba mi sie że samotność to brak miłości


        to wiele wyjaśnia
        • alfika Re: samotność jako btrak miłości 28.01.07, 14:27
          samotność to też miłość...
          chyba, że ktoś ma jakieś obiekcje co do siebie :)))))))

          to wtedy i tak dobrze, żeby się nauczył darzyć miłością siebie też...
          może nawet najpierw?
          • kobietapracujaca1 a ja myślę, że na początku naszego świadomegożycia 28.01.07, 14:43
            to tak naprawdę nasze zwiazki/ich brak i związana z tym świadomość są troszkę
            ukierunkowane tym co wynieśliśmy z domu. Bo np.jeśli w domu nie mamy oparcia
            finansowego i uczuciowego to często bywa tak, ze nadrabiamy te braki i uciekamy
            od miłości (a czasami nawet od grona znajomych coby nie wzbudzać litości, która
            nam na nic, bo jeść nam nie da ta litość).

            I potem jak już osiągniemy pewien próg stabilizacji to dopiero świadomie
            zaczynamy decydować na ile chcemy z kimś być.
            Ja np.nie umiem szukać faceta (czy z nim być) być w związku gdy mam kłopoty
            finansowe - muszę jak to się mówi stać na własnych nogach i dopiero wtedy
            rozpatruję posiadanie takowego*a że w babińcu często uczyłam się i pracowałam
            to też nie mialam okazji poznać swojej drugiej połówki.

            *o ile o drugiej osobie mozna mowic wkontekście posiadania lub nie ;)
          • solaris_38 samotność 28.01.07, 22:54
            mysle ze ludzie kiedy piszą o samotności to nie mja na myśli radości i miłości
            obcowania ze sobą
            tylko własnie .. deficyt miłości który objawia sie tym że nawet wśród ludzi
            CZUJA sie jakby byli w najgłębszej swej istocie
            sami

            • solaris_38 to do afiki było :) nt 28.01.07, 22:59
            • merka24 Re: samotność 28.01.07, 23:12
              trafilas solaris_38 w sedno sprawy :) choc mysle ze taki los czlowieka, ze tak w
              glebi bedzie zawsze sam ale mysle tez,ze mozna jakos to zalagodzic...
              przynajmiej taka mam nadzieje :)
              • solaris_38 połączenie 28.01.07, 23:20
                kiedy sama zaczynasz kochać rośliny zwierzęta sąsiadów ludzi to ... już nie
                jestes sama

                oni sie odwzajemniają
                i to j4est jak fala delikatnego ciepłą

                jakby połączenie miedzy nami

                wtedy nie jesteś sam nawet jesli nie masz męża żony dzieci czy ludzi którzy by
                myśleli ti czuli tak jak ty

                szukamy synchronizacji wspólnoty uczuć przemyśleń wartości
                ale czasem zrozumie cie nieznay autor lub czytelnik lepiej niż dziecko czy żona
                twoje uczuci lepiej wyrazi artysta i głebiej poczujesz sie połączona

                nie wymagajmy lokalnej silnej empatii i synchronizacji bo .. jeteśmy tak
                różnorodni że .. to prawie niemozliwe




                • alfika Re: połączenie 30.01.07, 18:25
                  alez o tym piszę
                  co więcej, myślę, że ludzie piszący o samotności w związku tez nei mają na
                  myśli radości obcowania z ukochaną osobą

                  najpierw trzeba umieć kochac siebie, żeby wiedzieć, co to jest miłość
                  inaczej zawsze odczuje się deficyt

                  i bez rozpędu - żadna empatia w takim stanie stanie nie jest możliwa...
                  • solaris_38 podobnie czujemy nt 30.01.07, 20:49
      • jan_stereo Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 28.01.07, 15:52
        mskaiq napisał:

        > Samotnosc to nie jest brak partnera, to brak milosci. Jesli potrafisz kochac to
        > co jest wokol, ludzi, siebie wtedy nie jestes samotna. Najwazniejsza jest nauczyc sie kochac.

        To ja mam jeszcze fajniejsza propozycje zeby nie czuc niegogodsci w byciu samotnym,proponuje nauczyc
        sie byc szczesliwym, wowczas nawet kochac nie trzeba i tez jest fajnie.
        • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 28.01.07, 19:20
          Nie czuje się niegodnie, uczę się bycia szczęśliwą w pojedynkę. Nie mówię o
          drugim człowieku jak o remedium na swoje nieszczęście, nie mam złudzeń co do
          tego, że szczeście wypływa z nas i jesli sami go w sobie nie odnajdziemy to nikt
          tego za nas nie zrobi. Nie zamierzam sie na nikim uwieszać, równiez finansowo.
          Ale nie potrafie uwierzyć ze bez dzielenia sie radoscia i smutkiem z bliska
          osoba mozna byc szczesliwym, i nawet w pieknych chwilach nie odczuwac uklucia
          gdzies w glebi, ze jest sie samemu. A trudno jest sie uczyc kochac na sucho, bez
          materialu do kochania :)
          • mskaiq Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 29.01.07, 07:42
            jan_stereo napisal:
            >o ja mam jeszcze fajniejsza propozycje zeby nie czuc niegogodsci w
            >yciu .amotnym,proponuje nauczyc sie byc szczesliwym, wowczas nawet kochac nie
            >rzeba i tez jest fajnie.
            Nie mozna byc szczesliwym bez milosci. Nsza swiadomosc podlega dwu rodzajom
            energi. Jedna pozytywna, uogolniajac mozna nazwac ja miloscia, druga negatywna
            ktora pojawia sie pod postacia strachu, zalu, nienawisci lub zlosci.
            Te dwie energie nigdy nie wystepuja razem sprobuj kochac kiedy jestes zly albo
            sie boisz. Milosc pojawia sie tylko kiedy przestaniesz sie bac albo byc zly.
            Jesli chodzi o szczescie to z negatywnosci nigdy nie wynika pozytywnosc dlatego
            musisz nauczyc sie kochac aby byc szczesliwy.

            Sympatia do drugiego czlowieka Merko24 czesto wywoluje milosc, ktora czesto
            jest nieczynna. Kiedy jest nieczynna wtedy pomimo licznych zainteresowan,
            aktywnosci panuje w nas puska.
            Kiedy pojawia sie ktos w naszym zyciu potrafi ja obudzic. Ta milosc moze byc
            obudzona rowniez do wszystkiego wokol, do ludzi zwierzat, przyrody, itp.
            Duzo latwiej przychodzi obudzic milosc do mezczyzny niz do wszystkiego wokol,
            dlatego ze czlowiek potrafi miec wiele czaru, dobroci i wyrozumialosci a takze
            urody a to przyciaga.
            Serdeczne pozdrowienia.

            • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 29.01.07, 18:22
              wlasnie kwestia czaru... chyba to jest to czego mi najbardziej brakuje, uroda
              bez czaru nic nie znaczy. Masz racje co do negatywnej energii mskaiq, od czasu
              do czasu takowa sie ujawnia, daje o sobie znac i brakuje rownowaznika pozytywnego :)
              • mskaiq Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 30.01.07, 04:17
                Ten czar to milosc, kiedy potrafisz sie cieszyc wszystkim, oczy przestaja byc
                zimne, rozpala je milosc. Kiedy poddajesz sie milosci, pojawia sie jej magia,
                jest niezwykla kiedy prowadzi, trudno sie jej oprzec.
                Serdeczne pozdrowienia.
                • lifelover Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 30.01.07, 07:20
                  Mysle, ze poczucie samotnosci wsrod ludzi chyba dotyczy wiekszosci z
                  nas.Przeciez nie zawsze mowimy co myslimy, w wiekszosci mowimy to, co wypada
                  powiedziec i zachowujemy sie podobnie jak inni.Gdybysmy wszyscy byli tak
                  zupelnie otwarci, zycie byloby nie do zniesienia.Nie moglibysmy sie ukryc w
                  naszej samotnosci, zeby odpoczac od tego halasliwego swiata.Nasza wlasna
                  samotnosc jest oaza, z ktorej czerpiemy energie zyciowa.Czy te energie nazywamy
                  miloscia czy Bogiem, to kwestia wiary. Fakt, ze ona pozwala odbudowac sie
                  duchowo.Czlowiek silny duchem nie poddaje sie stresom,a jego zycie jest
                  proste.Czlowiek taki dziala na innych motywujaco, bo ta energia dzieli sie w
                  tajemniczy sposob poprzez komunikacje z otoczeniem.Czy to pies, czy inne zywe
                  stworzenie, czy to roslina, czy czlowiek, wszyscy biora udzial w tej
                  komunikacji.Rosline pielegnujesz i upieksza twoje otoczenie,piekny pies,o
                  ktorego dbasz jest powodem do twojej dumy,w dodatku strzeze ciebie i twojej
                  wlasnosci.Same korzysci.Najwiecej problemow moze ci jednak dostarczyc drugi
                  czlowiek, poniewaz nie mozesz go tak kontrolowac jak rosline i psa :)Drugi
                  czlowiek ma swoje zycie, ktore moze biec rownolegle z twoim jezeli wasza
                  komunikacja bedzie dobra.Ale z pewnoscia dostarczy ci on extra powodow do
                  ucieczki w samotnosc jezeli zaczniesz narzucac mu swoje nawyki, zwyczaje,
                  jezeli zaczniesz wymuszac na nim okreslone zachowania i vice wersa.Stad tylu
                  samotnych wsrod nas..
    • ja_adam Samotność jest wspaniała 30.01.07, 07:36
      daje nam szanse na niesamowitą i arcytrudną lekcję.

      MYŚLENIE O SOBIE

      Przez życie biegniemy najczesciej z woli rodziny, przez innych, później dla
      innych..
      Czas mija...
      Samotność to zawór bezpieczeństwa dla tych co myśleć o sobie nie potrafią. Nie
      chca zyc życiem innych swoim nie potrafią więc żyja w samotności.

      Gdy zdecydujesz się żyć podług frazy TO JA JESTEM NA 1 miejscu w twoim zyciu
      zagoszzczą ludzie pragnący zaznawać tej samej odwagi.
      • lifelover Re: Samotność jest wspaniała 30.01.07, 08:52
        "Gdy zdecydujesz się żyć podług frazy TO JA JESTEM NA 1 miejscu w twoim zyciu
        zagoszzczą ludzie pragnący zaznawać tej samej odwagi."
        Ze niby wszyscy chca byc "u siebie" na pierwszym miejscu? A po kiego grzyba mi
        tacy egoisci ?
        • ja_adam Re: Samotność jest wspaniała 30.01.07, 08:57
          myślałem że osoby pejoratywnie rozumiejący egoizm dawno wymarli...
      • yagiennka A ja myslę 30.01.07, 16:48
        że Adam ma trochę racji. Jeśli ktos poddaje sie uczuciu samotności i jeszcze co
        gorsza się nim napawa, to znaczy że nie potrafi wytrzymac sam ze sobą. Nie
        potrafi lub nie chce życ swoim życiem. Nie ma celów, do niczego nie dąży, nie
        umie się cieszyć tym co wokół. Taka osoba potrzebuje KOGOŚ aby w ogóle
        funkcjonować, potrzebuje czyjegoś życia aby nim żyć i czyichś spraw aby się nimi
        zajmowac.
        Tak to z grubsza można ująć.
        Każdy zna uczucie samotności i mamy prawo czasami się tak poczuc. Ale jęczenie
        "ah taaaki jestem samotny" to już użalanie się nad sobą i napawanie tym stanem.
        Dla mnie tacy ludzie mają coś nie teges. Myślę że tak samo samotni byliby i w
        tłumie ludzi i w związku.
        Trzeba umiec żyć samemu ze sobą i siebie lubić :) I nie ma to nic wspólnego z
        egoizmem, raczej z instynktem samozachowawczym.
        • merka24 Re: A ja myslę 30.01.07, 20:47
          yagiennka napisała:
          "Każdy zna uczucie samotności i mamy prawo czasami się tak poczuc."

          A jesli ktos nie zna innego stanu? Nie mowie o samotnosci jako o stanie, ktorego
          kazdy potrzebuje zeby sie zregenerowac, przemyslec pewne sprawy, porozpieszcac
          siebie, zrzucic "maske" ale o stanie, w ktorym to nie Ty dokonca decydujesz
          kiedy jestes sam i kiedy odpoczywasz. Owszem masz swoje zajecia w ciagu dnia,
          studia, praca, spotkania ze znajomymi ale co z reszta... Ilez mozna isc samemu
          do kina, czytac ksiazki, ogldac filmy czy tez gdzies pojechac?? Nawet najlepsi
          znajomi nawet po najszerszej rozmowie, udanym wieczorze, wyjezdzie tak naprawde
          mysla jedynie o powrocie w swoje pielesze domowo- parnerskie.
          • yagiennka Re: A ja myslę 30.01.07, 21:18
            Nie mam pojęcia. Ja dokładnie pół roku jestem juz sama, bo skończył się mój
            związek i jakos mam się całkiem dobrze :) Nie czuje sie wcale samotna. Takie
            uczucie przychodzi tylko czasem, na chwilkę, i odchodzi. Mma swoje plany, pracę,
            zajęcia. Do kina chodzę ze znajomymi - ostatnio byłam w niedzielę. Spotykam się
            z przyjaciólmi, prawie codziennie ktoś zadzwoni, pogadam, popisze z kimś, jakoś
            znajdują czas. A jak się długo nie odzywam - ja a nie oni bo nie zawsze mi sie
            chce - to się pytają czemu milczę ;) Może zależy jakich kto ma przyjaciół i
            znajomych :) Mi tam jest dobrze. Czasem dla urozmaicenia pójde na jakąś randkę i
            sobie spokojnie szukam kogoś nowego na stałe. To ja decyduję właśnie. Trzeba
            brac życie w swoje ręce.
            • renkaforever Re: rozni sa ludzie i ludziska 31.01.07, 00:52
              Jednym dobrze z samotnoscia, bo nie znosza jak im sie inni pchaja do
              podswiadomosci. A inni sa smutni bo lubia bliskosc i chetnie by wszystkich tam
              wpuscili.Wszyscy maja prawo do zycia jak im sie podoba, ale z umiarem.
              I jedni i drudzy wiedza co robic.To jest oczywiste. Balans w przyrodzie musi
              byc.
              • ja_adam łatwizna 31.01.07, 08:40
                od życia w samotności, cięższe jest życie we dwoje.

                Jesli ktoś nie potrafi żyć w samotności z pewnością nie będzie wstanie stworzyć
                rodziny

                samotność to życie na latwizne
                • yagiennka A tu już nie bardzo 31.01.07, 10:48
                  się zgodzę. Życie we dwoje jest i łatwiejsze i trudniejsze jednocześnie. We
                  dwoje jest łatwiej żyć materialnie, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci,
                  dorobienie się czegoś, załatwienie różncyh spraw, podzielenie się obowiązkami
                  ale z drugiej strony częśc swojego czasu i energii trzeba poświęcić komuś, zyc
                  troche dla tego kogoś, iść na kompromisy itp.
                  Jeśli ktoś jest sam to wszystkie troski i problemy tego świata sa na jego głowie
                  :) Sam się musi o siebie troszczyc, i materialnie i mentalnie, nikt za niego
                  raczej nic nie załatwia, sam jest ze swoimi problemami ale z drugiej strony nie
                  musi się z nikim niczym dzielić, może do woli się rozkoszować swoimi
                  niezakręconymi tubkami od pasty do zebów i nie musi z nikim iść na kompromisy.
                  Jeden i drugi stan po prostu ma swoje wady i zalety :)
                  • ja_adam Re: A tu już nie bardzo 31.01.07, 10:55
                    zgódź się, zgódź się, prrroszę...:)
    • rsmtd Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 02.02.07, 16:06
      Witaj. Polecam Ci książkę Wojciecha Kruczyńskiego 'Wirus samotności' (pewnie
      jeszcze do zdobycia w księgarni), napisana z pasją przez człowieka, który też w
      swym życiu parę zakrętów pokonał (nie ukrywa tego). Mogę powiedzieć, że ta
      ksiażka pozostawia w człowieku, jego psychice jakiś ślad (u mnie pozostawiła),
      później już trochę inaczej patrzy się na świat. Być może tam znajdziesz dla
      siebie jakieś odpowiedzi. Pozdrawiam. Też samotny.
    • blablabla_plepleple Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 02.02.07, 18:03
      nie musisz być skazana na samotność - zawsze można sobie sprawić zwierzaka - najbardziej szczera, prawdziwa, spontaniczna i kochana istota
      • brak-chmur Spontanicznie można sobie kupić....:) 02.02.07, 18:23
        blablabla_plepleple napisała:

        > nie musisz być skazana na samotność - zawsze można sobie sprawić zwierzaka - na
        > jbardziej szczera, prawdziwa, spontaniczna i kochana istota

        ....tygryska albo lewka:)
        Wersja dla odważnych....skorpionek-ogonek:)
        • merka24 Re: Spontanicznie można sobie kupić....:) 03.02.07, 22:00
          brak-chmur napisała:

          > blablabla_plepleple napisała:
          >
          > > nie musisz być skazana na samotność - zawsze można sobie sprawić zwierzak
          > a - na
          > > jbardziej szczera, prawdziwa, spontaniczna i kochana istota
          >
          > ....tygryska albo lewka:)
          > Wersja dla odważnych....skorpionek-ogonek:)
          >
          >
          A kto sie zajmie zwierzaczkiem?? Bardzo chetnie chcialabym miec pieska ale
          piszac prace mgr, pracujac ciezko jest sie samodzielnie zaopiekowac
          zwierzakiem. Pozatym bedac na rozdrozu - co dalej po studiach- mieszkanie,
          praca?? nieodpowiedzialnie jest brac na siebie zwierzaka, ktorym nie wiadomo czy
          za pol roku bede miala jak sie opiekowac.

          Dziekuje za wszystkie posty. Ale taka mala refkeksja do osob, ktore podpisuja
          sie pod samotnoscia bo np od pol roku nie maja stalego partnera... Chyba nie
          dokonca wiedza o czym mowa, samotnosc to nie tylko brak parntera i to zaledwie
          od 6 miesiecy ale bliskiej osoby, na ktora zawsze mozna liczyc, i dla ktorej Ty
          jestes na pierszym miejscu a nie na ktoryms z koleji... jako bliska osoba ale
          nie najblizsza... To uczucie kiedy wszyscy sie rozejda do domu, na swieta,
          uroczystosci do najblizszych a Ty zostajesz sama. Kiedy wszystkie decyzje, plany
          i sprawy sa na Twojej glowie, kiedy nikt z bliskich nie doradzi, nie wesprze nie
          pomoze, nie wyreczy od czasu do czasu...To brak cieplego slowa, ramion do
          przytulenia i wyplakania, towarzysza do smiechu... To pustka i cisza.
          • brak-chmur Re: Spontanicznie można sobie kupić....:) 04.02.07, 09:29
            Merka, mój post był z zamierzenia kpiną z kpiny autora postu o zwierzątkach.
            Problem , o którym piszesz uważam, za bardzo poważny i nigdy nie śmiałabym
            pozwolić sobie na cynizm wobec cierpienia.
            Przepraszm, jeśli Cię uraziłam.
            Podobnie jak Ty , uważam że "samotni" od pół roku nigdy nie zrozumieją przeżyć
            osoby osamotnionej przez całe życie a banalizowanie i spłycanie problemu jest
            tutaj dość powszechne.
            Pięknie piszesz o swoim osamotnieniu a ja życzę Ci , aby jak najszybciej odeszło
            ono w niepamięć:)))
    • simba03 samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 00:48
      W moim przypadku, dlaczego jestem samotna/sama, odpowiedź jest bardzo prosta.
      Jestem sama, bo nigdy nikt, nawet pies z kulawą nogą, nie obejrzał sę za mną,
      nie umówił się ze mną, nie zaprosił na jakąś kawę czy randkę, nie podarował
      kwaitów, nie wykonał jakiegokolwiek wysiłku, żeby "zawalczyć" o mnie. Ot co -
      strasznie żałosne - ale jak boleśnie prawdziwe...
      Czyli jak wynika z powyższych moich reflekcji - na pewno nie jestem samotna z
      wyboru. Pozdrawiam
      • simba03 samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 00:51
        Przepraszam, jeszcze dodam tak od siebie, ze mam 34 lata, wiec to nie jest
        jakis moj wymysl lub chwilowa depresja...
        • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 11:22
          Mam nadzieje, ze nie urazi Cię moje pytanie simba03: czy zastanawialas sie czemu
          akurat Ciebie nikt nie zaprosil na kawe, nie dal kwiatów nie bylas osoba o ktora
          sie zabiega?? Przeciez nie jestes najbrzydsza, najglupsza, najmniej interesujaca
          kobieta w okolicy ( ja sobie tak to tlumacze :) ) wiec czemu akurat Ty jestes
          nieadorowana i samotna... To nie jest przypadek ani zrzadzenie losu czemu jest
          jak jest. ( oczywiscie od pewnego etapu, kiedy jestesmy na tyle dolosli i
          samodzielni zeby wyjsc poza krag z gory nam przypisany, mam na mysli rodzine)
          Tyle to juz wiem, ale czy uda mi sie odkrecic bieg zdarzen jaki dotychczas
          kierowal mojim zyciem... to inna kwestia. Trzeba walczyc o siebie i o swoje
          szczescie, aktywnie a nie biernie czekac az cos sie zmieni... ehhh trudne to,
          narazie jestem na etapie poczatkowym, teoretycznym a w zycie malenkimi krokami
          to wprowadzam. Zaprzeczenie sobie, walka ze swojimi nawykami, lekami jest
          najtrudniejsza.
          • elena9 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 12:02
            To właśnie przypadek i zdarzenie losu, że jest tak jak jest!! Człowiek owszem
            może walczyć o swoje szczęście, ale nie znam osób samotnych nie z wyboru, które
            byłyby bierne (no chyba, że po wielu nieudanych bitwach, które zupełnie
            odebrały im siłę do dalszej walki). Każdy z nas ma jakieś nawyki i lęki z
            przeszłosci nawet ten szczęśliwy i będacy w związku, tylko w jego przypadku
            nikt tego nie analizuje, nawet on sam. Niby po co? Przeciez nie jest sam, jest
            szczęśliwy i kochany. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś jest samotny i
            zaczyna się cała analiza, co on takiego zrobił, nie tak, jaki ma bagaż
            negatywnych doświadczeń i emocji z tym związanych, bo napewno właśnie to
            wpłyneło na jego obecną sytuację. Byc może, ale napewno nie jest to czynnikiem
            dominujacym. Znam osoby, kóre w swoim życiu były wyjatkowo bierne, a jedena
            chwila i pojawienie się w przypadkowym miejscu zmieniała całe ich zycie. Znam
            tez takie które, walczyły ze swoimi " lekami i nawykami" ze soba z losem,
            starały się z całych sił (były wyjatkowo czynne) i .......sa nadal samotne....
            Jedynym chyba lekarstwem jest jawnie mówić i przyznawać się do swoich
            uczuć....nawet gdyby miałoby się to okazać dla nas następną porażką.
            • wild_world Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 19:56
              Wydaje mi sie, ze to czy ktos jest w zwiazku czy nie jest zalezy najczesciej od
              przypadku, ale rowniez od samej checi (czy tez inaczej od desperacji). Sa
              przeciez i tacy ludzie, ktorzy sa na sile w jakims zwiazku i wcale nie sa
              dzieki temu szczesliwi. Jest wiele nieszczesliwych malzenstw. Dlatego czasami
              lepiej jest byc szczesliwym singlem niz nieszczesliwym z kims przypadkowym.
          • simba03 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 14:44
            Odpowiadasz na :
            merka24 napisała:

            > Mam nadzieje, ze nie urazi Cię moje pytanie simba03: czy zastanawialas sie
            czem
            > u
            > akurat Ciebie nikt nie zaprosil na kawe, nie dal kwiatów nie bylas osoba o
            ktor
            > a
            > sie zabiega?? Przeciez nie jestes najbrzydsza, najglupsza, najmniej
            interesujac
            > a
            > kobieta w okolicy ( ja sobie tak to tlumacze :) ) wiec czemu akurat Ty jestes
            > nieadorowana i samotna... To nie jest przypadek ani zrzadzenie losu czemu jest
            > jak jest. ( oczywiscie od pewnego etapu, kiedy jestesmy na tyle dolosli i
            > samodzielni zeby wyjsc poza krag z gory nam przypisany, mam na mysli rodzine)
            > Tyle to juz wiem, ale czy uda mi sie odkrecic bieg zdarzen jaki dotychczas
            > kierowal mojim zyciem... to inna kwestia. Trzeba walczyc o siebie i o swoje
            > szczescie, aktywnie a nie biernie czekac az cos sie zmieni... ehhh trudne to,
            > narazie jestem na etapie poczatkowym, teoretycznym a w zycie malenkimi krokami
            > to wprowadzam. Zaprzeczenie sobie, walka ze swojimi nawykami, lekami jest
            > najtrudniejsza.

            Droga Merko,
            jak poniżej wspomniała rozmówczyni - takie jest zrządzenie losu - że jest tak
            jak jest. Możesz być osobą bierną a los i tak i tak zapuka do Twoich drzwi, a
            możesz być aktywną i nie dane Ci będzie spotkać drugiej połowki.
            Bedąc w około Twoim wieku miałam głowę napchaną ideałami i czekałam na
            swojego "księcia z bajki", czekałam na swoją wielką miłość.
            "Poradnik życia" i zwykły dekalog były moimi wyznacznikami - dla wszystkich
            starałam się być (pomimo nawet smutnych dni) miła, uśmiechnięta, życzliwa,
            nigdy nie odmawiałam potrzebującym pomocy. Później stwierdziłam, że nie jestem
            widocznie jeszcze gotowa na swoją miłość, więc zajęłam się pracą zawodową,
            wertowałam podreczniki samorozwoju, "poszerzałam swoje horyzonty". Około
            30stki - żeby sobie nie zarzucić, że jestem zbyt bierna, nawet zapisalam się do
            biura matrymonialnego (ale po pytaniach typu - czy masz swoje mieszkanie, ile
            zarabiasz, dlaczego nie masz samochodu albo czy nie jesteś gruba, bo Twoje
            zdjęcie jest sprzed roku) zwątpiłam.
            Teraz tak sobie myślę, że może postawa bierna jest lepsza, bo jak się czegoś
            bardzo bardzo pragnie - to człowiek popada w obsesję i po prostu tego nie
            dostanie. Nie wiem. Nie martwcie sie moim poprzednim wpisem, może wygląda on na
            krzyk o pomoc, ale to miała być forma zartobliwa - w gruncie rzeczy ja na
            spotkaniach rodzinnych tak samo komentuję swoją sytuację śmiejąc się z tego -
            no bo co, mam płakać?
            Jesli chodzi o analizy - "dlaczego nikt nigdy" - to spokojnie - jako człowiek
            wykształcony i myślący, nieraz dokonywałam takiej ewaluacji i nic mądrego nie
            przychodziło mi do głowy. Mam dużo przyjaciół, którzy deklarują mi swoją
            sympatię i szacunek - ale oni mają swoje życie, swoje rodziny - i ja doskonale
            rozumiem, że każdą wolną chwilę powinni spędzać w swoim gronie (szczególnie
            kiedy są dzieci). A najgorsze są już imprezy okolicznościowo-społeczne typu
            Dzien Kobiet i Walentynki (rrrany, wtedy już nawet mój optymizm jest na
            wyczerpaniu). Patrze na kolezanki, które czytają kartki, odbierają bukiety z
            poczty kwiatowej - ale przepraszam bardzo - ja nie odważylabym sie przyjmować
            prezentów i podejmować kolacyjkami żonatych facetów z trójką dzieci na karku
            (czułabym się jak złodziej). Ech, dużo by tu się można rozpisywać, ale po co.
            Mam tylko prośbę do młodych, dwudziestoparoletnich ludzi (hmm dziewcząt w
            zasadzie) - nie marnujcie swojego życia i przełamcie się, zróbcie ten pierwszy
            krok - to nieprawda, że należy on do mężczyzny - żyjemy w innych czasach.
            Dbajcie o swoje związki i przymykajcie oko na drobne wady partnera. Mówcie
            sobie jak najcześciej jak bardzo sie kochacie, lubicie i szanujecie.
            Ludzie są stworzeni po to by żyć RAZEM a nie w pojedynkę!!!!
            Pozdrawiam...

            P.S. Acha i nie starajcie się być zbyt idealni ;-)

            • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 04.02.07, 15:56
              simba03 bardzo dziekuje za Twoja odpowiedz. Po jej przeczytaniu wydaje mi sie,
              ze zle sie wyrazilam, malo precyzyjnie. Nie chodzi mi o aktywnosc lub jej brak w
              takim sensie ze za malo robimy w kieronku poznania tej drugiej osoby... Tez
              denerwuja mnie zarzuty osob, ktore wypowiadaja sie w sprawie samotnosci, jak z
              niej wyjsc, widzac glowna przyczyne i tez antidotum na sytuacje poprzez
              zwiekszenie swojej aktywnosci- zapisz sie na kurs jezykowy, areaobik, sambe,
              taniec towarzyski i sto innych propozycji- idz do kina, galeri itp chodzilam i
              nic z tego nie wynika, bo ani ja nie zaczepie nieznajomego ani tacy, ktorzy mnie
              interesuja nie zaczepia mnie.
              W mojim przypadku aktywnosc oznacza zmiane swojego podejsca do mezczyzn, siebie
              i samotnosci. Zmniejszenie leku i nieufnosci, wieksza otwartosc. Bo jak sie
              wyglda i zachowuje jak chodzaca twierdza z murami i fosa to nikt nigdy nie
              zagada, nie zaczepi i nie zwroci uwagi.
              Nie chce sie poddac mysleniu, a wlasciwie staram sie je zwalczyc, ze nie jestem
              kowalem swojego losu, ze nic nie lezy w mojej gesti,mocy zeby dopomoc szczesciu,
              zmienic bieg wypadkow, to do czego zmierzam- czyli zycia troche poza nawiasem.
              Nie jest to kwestia idealizmu, raczej kola ratunkowego rzuconemu samemu sobie,
              zeby nie poddac sie beznadzieji.
              • renkaforever Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 05.02.07, 10:16
                Podobno podswiadomie dokonujemy zawsze "wlasciwych" wyborow, tj robimy zawsze
                to, co najbardziej chcemy robic.Nasze wybory to nie przypadki.Ty wybralas
                najpierw kariere, zaladowalas sobie zycie praca i studiami, a to jest
                nieustannym zrodlem stresu. Teraz brakuje ci kogos ( nazwijmy to doslownie
                tak jak to wyglada)do rozladowania tego stresu. Nawet wspominasz o nim jak o
                magicznej poduszce do wyplakania swoich zalow, wygadania sie, przytulenia..
                Potrzeba bliskosci z czlowiekiem pojawia sie u ciebie na koncu.Bo ubocznym
                efektem twojego wyboru jest samotnosc.A kto chce dzielic samotnosc? Ludzie chca
                dzielic radosny czas, szczesliwy czas, czas milosci,a nie samotnosc. Ile czasu
                mu ofiarujesz? I na co? Na swoje smutne zale? Ja watpie,czy ktos powaznie
                interesuje sie kobietami zbyt zajetymi.Kobieta zbyt zajeta jest jak dymiacy
                wulkan.Kto chce byc u stop takiego wulkanu. Chyba, ze silnie motywowany
                desperat.Wspolczuje ci w tej samotnosci, ale moim zdaniem to ty obecnie nie
                masz czasu dla bliskosci z drugim czlowiekiem.Bo doba ma tylko 24 godziny, a
                studia i praca zabieraja wiekszosc danego ci czasu.
                • merka24 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 05.02.07, 10:32
                  Niestety mylisz sie w swojej ocenie -renkaforever- moja praca to nie jest 8h
                  dziennie 5 razy w tygodniu...-ucze jezyka w szkole jezykowej i daje korepetycie,
                  tak nie bylo od poczatku studiow, to byla swiadoma decyzja zorganizowania sobie
                  nadmiaru wolnego czasu i zdobycia doswiadczenia, wyjscia do ludzi i czesciowego
                  usamodzielnienia sie od finansow rodzinnych. Mialam zawsze duzo czasu i nadal go
                  mam, moge miec wiecej jesli bedzie taka potrzeba. Nie jestem osoba ktora pedzi
                  na zlamanie karku niewidomo dokad, wole umairkowane tepo zycia, gdzie jest czas
                  na slodkie lenistwo, dobra ksiazke ale ggdzie dzien tez ma swoj rytm. Nie mozna
                  czekac z zyciem az kogos sie spotka, bo przeleci ono niepostrzezenie. Nie
                  potrzebuje poduszki tylko drugiego czlowieka, zawsze malo mowilam o sobie a
                  plakac nie potrafie. Jestem zajeta zeby nie myslec o samotnosci a nie odwrotnie.
                  A potrzeba bliskowsci jest na pierwszym miejscu jak u kazdego kto jej nigdy nie
                  zaznal...
                  Czy Ty wiesz o czym Ty piszesz-renkaforever-oceniasz? Chyba niegdy nie
                  zaznales/zaznalas takiego stanu skoro tak kategorycznie kogos oceniasz i
                  klasyfikujesz.
                  • sweetassugar Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 05.02.07, 12:48
                    wiesz merka zazwyczyj jest tak, że ci co najmniej o czymś wiedzą najgłośniej
                    sie udzielają i najłatwiej im wydawac osądy o drugiej osobie
                    tak to juz jest w naszym kraju niestety

                    i tak jak piszesz, jak ktos choćby troszeczkę nie zaznał samotności (i nie
                    mówię tu o byciu samemu tzn bez pary aż 5 miesięcy!!!! - o zgrozo jak niektórzy
                    uważają, że to wieczność)to nie zrozumie co tak naprawde czuje ta druga osoba

                    syty nigdy nie zrozumie głodnego



    • mac_q Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 05.02.07, 20:43
      Czesc. Z duzym zainteresowaniem przeczytalem odpowiedzi roznych osob na Twoj
      post. Chyba ile ludzi tyle opinii. Ja tez mam swoja. Mam kilka lat wiecej ale
      mimo wszystko nie odbieram ci prawa do posiadania wlasnych pogladow w tym wieku
      ktory masz. Nie bede tez twierdzic ze masz sobie dac spokoj z takim mysleniem bo
      masz na to czas a tym bardziej ze sie uzalasz nad soba. Czujesz wlasnie tak i
      rozne sprawy mialy na to wplyw. Tak samo jak na moje zdanie na ten temat.
      Tez duzo zastanawiam sie nad swoim zyciem, nad soba, nad jakoscia tego jak zyje
      jakim jestem czlowiekiem. I tak samo mysle o samotnosci, czy juz jestem samotny,
      czy moze dopiero bede. Albo tez ile w tym mojego dzialania lub jego braku a ile
      czystego przypadku. mimo wszystko staram sie nie poddawac. Udalo mi sie juz w
      zyciu spotkac kogos wyjatkowego i mimo ze teraz jestem sam to nie trace nadziei,
      ze znow kogos takiego znajde. W koncu za kazdym zakretem jest nastepna prosta i
      jak mozna sie spodziewac pewnie i kolejny zakret, i tak dalej. Taka juz nasza
      druga zyciowa. Chyba wiekszosci myslacych ludzi nie jest obce pragnienia bycia z
      kims z kim w skrocie mowiac mozna dzielic sie wszystkim, tym dobrym i tym zlym.
      To z reszta temat na baaaardzo dlugie rozmowy a nie na posta :))
      Powinnas spojrzec na to w ten sposob ze chociazby na tym forum znalazlo sie
      kilka osob ktore uznaly za warte poswiecic czas aby cos Tobie odpisac a pewnie i
      znalazloby sie i pare takich ktore chetnie poswiecilyby go wiecej.
      Wiec moze az tak samotni nie jestesmy... Pozdrawiam :D
    • joasol26 Re: samotni z wyboru? a jesli nie to czemu... 06.02.07, 12:46
      ludzie ktorym doskwiera samotnosc najczesicej sa zakompleksieni,niepewni
      siebie,niesmiali. ja tak sie czulam od dziecka.musialam nad tym pracowac ale to
      jest w tobie i bedzie dawac o sobie znac. zawsze analizowalam swoej zachowanie
      i zastanawialam sie czy cos wypada powiedziec lub zrobic. w wiekszym gronie
      czulam sie skrepowana. mam male grono znakjomych i jestem lubiana i czuje sie
      przy nich pewnie. jednak w zwiazkach z facetami mi nie wychodzilo i nawet w
      ciazy bylam sama bo moj mezczyzna mnie zostawil. teraz jestesmy ze soba a ja
      mam dziwna obsesje ze moze jest ze mna na sile, zmoze w tm mijscu gdzie
      spacerujemy on spacerowal z inna jak ja bylam w ciazy. kiedys bylam zazdrosna o
      jego przeszlosc. czesto sie go wstydze. czuuje sie skrepowana a tyle lat
      jestsmy ze soba. nie wstydze sie tylko jak sie klocimy albo kochamy bo nie
      musze tlumic w sobie emocji. sama musialm zaczynac wszystkjie znajomosci z
      facetami bo chyba sie mnie wstydzili. jestem dosc atrakcyjna ale nikt tak
      szczegolnie za mna nie szalal. bardzo mi tego brakowalo. na dyskotekach umialam
      przyciagac mezczyzn tancem ale potem nie umialam ich utrzymac chyba z powodu
      swoej niesmialosci. jestem w niepewnym zwiazku ale nie wierze ze ze ktos inny
      moglby mnie pokochac na tak dluzej. nigdy nie mialam takiej sytacji. moja
      siostar czy kuzynki albo pojedyncze kolezanki tez mialy z tym problemy. po
      prostu nie umia robic wrazenia na facetach choc sa atrakcyjne ale nie umia
      rozkochiwac w sobie facetow. to mnie przeraza bo tez zalezy mi na ich
      szczesciu.jesli macie podobne problemy -piszcie asia.sol@poczta.onet.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka