chcesiezmienic
28.01.07, 01:19
powiem krótko - odkąd szukam pracy zaczęłam odczuwać potrzebę bliskości,
którą wcześniej tlumiłam i czuję się potowrnie nieszczęśliwa. Nigdy nie
opierałam się na nikim, w domu stawiano mi duze wymagania, ale nie o tym chcę
pisać, choć brak osoby, z którą moglabym porozmawiać i poczucie bycia
odrzuconą to tez mój problem.
Ja nie umiem już ze sobą wytrzymać - mialam jakis czas temu bardzo duzo
klopotów, wiele osób mnie upokorzylo a ja nie umiem we wlasnej rodzinie
uzyskac zainteresowania i wsparcia. Do tego stopnia, ze mam wraznie, jakby
to, ze jakis czas temu prawie "podlozylam" się kilku osobom wyniakaloz
sytuacji w domu, gdzie od niedawna byla wyzywana i odmawiano mi nawet rozmowy.
Mialam ojca, ktory byl tyranem i zwyczaje przez niego zaprowadzone pozostaly.
Mam wrazenie, ze u mnie w domu nikt nie moze okazac slabosci bo zostanie od
razu sprowadzony do roli ofiary i zwyczajnie jest ignorowany.
Powiem Wam, ze jesli nie pomoze mi ta terapia, na która uczęszczam to juz nie
wiem co mi pomoże. Bo tylko na terapii jestem akceptowana w takim sensie, ze
nikt tam nikogo nie zjezdza po calosci i nie stawia wymagań ponad siły.
Jedno czego mnie zycie nauczylo to to, ze juz nie pozwolę się uwiesić na
sobie zadnemu facetowi - koniec, teraz ja tez mam prawo do szczęścia i
szacunku.
A moze ja sobie wmawiam, moze to tak ma być? Kiedyś gdy pracowalam tak, ze
padalam do lozka po powrocie z 12godz.dnia pracy czulam się chyba bardziej
szczęśliwa i mialam poczucie wplywu na swoj los.I jakos nie odczuwalam tak
braku akceptacji w rodzinie dla moich błędów i nie powodzeń.