Dodaj do ulubionych

współczesny model związku

IP: 192.168.1.* 23.11.01, 11:11
Bardzo nurtuje mnie jedna rzecz a mianowicie czy ten ciągły pośpiech, stres
i "wyścig szczurów" nie niszczy naszych związków i relacji z innymi. Czy mimo
nawału pracy i innych obowiązków macie czas na wspólny wieczór z bliską osobą,
spokojną lekturę ulubionej książki..
Ale tak naprawdę za tymi rozważaniami kryje się jedno pytanie, czy jeśli mój
partner nie dąży do spotkań i wspólnego spędzania czasu tłumacząc się nawałem
pracy to znaczy że ma mnie już dosyć? :-(
Ja wiem że on bardzo dużo pracuje i rozumiem to, gdyż sama często też muszę
zostać po godzinach ale spotkanie raz w tygodniu ..czyżby w tym zabieganym
świecie była to "współczesna norma".
Obserwuj wątek
    • tully Re: współczesny model związku 23.11.01, 11:26
      Missy, a zawsze tak było??? tzn zawsze tak rzadko się chciał spotykać??? Bo to
      ważne.
      • Gość: missy Re: współczesny model związku IP: 192.168.1.* 23.11.01, 11:49
        tully napisał(a):

        > Missy, a zawsze tak było??? tzn zawsze tak rzadko się chciał spotykać??? Bo to
        > ważne.

        Nie, wcześniej widywaliśmy się prawie codziennie, były telefony, maile,smy ale od
        temtego czasu trochę się zmieniło. On dostał nowe bardziej absorbujące stanowisko
        w pracy, pojawiło się wiele stresujących sytuacji i trochę więcej kłótni niż
        zwykle. Właściwie to często nie ma nawet czasu żeby do mnie zadzwonić czy wysłać
        maila, a ja uparta jak osiołek też się wtedy nie odzywam i tak potrafimy
        przemilczeć sobie kilka dni.
        • tully Re: współczesny model związku 23.11.01, 11:58
          Missy...sama sobie odpowiedziałaś. Nowe stanowisko, więcej stresów...trzeba
          czasu, żeby się do tego przywyczaić. Najlepsze rozwiązanie to zamieszkanie
          razem - wtedy można być razem chocby nocą, wieczorami po pracy, rano przed
          pracą. Wiem coś o takiej sytuacji, jak Ty masz teraz. W moim poprzednim związku
          też tak się stało. Dopóki studiowaliśmy, wszystko było ok...codzienne
          spotkania, telefony, długie randki w pubach. A potem zaczęła się praca i
          spotkań było coraz mniej. Zaczęliśmy się od siebie oddalać. Coraz więcej
          osobnych spraw, zycie nie razem, ale obok, osobne problemy, coraz mniej czasu -
          czasem po prostu zmęczenie sprawiało, że nam się nie chciało spotykać. Tzn.
          tęskniliśmy za sobą, mielismy wielką ochotę się spotkać, ale po prostu fizyczne
          zmęczenie powodowało, że się po prostu nie chciało wychodzić z domu i jechać
          iles tam kilometrów. A jak do tego dołącza się stres...kryzys pewien. Więc są
          dwa wyjścia - albo przywyczaić się i przeczekać - ale może się stać, że się
          gdzieś po drodze zagubicie, albo zamieszkać razem. Nie wiem, czy to mozliwe.
          Ale jeśli tak - warto spróbować.
          • tully Re: współczesny model związku 23.11.01, 11:59
            Aha, i niech Cię nie zdołuje to stwierdzenie " w moim poprzednim związku"...:)
            Rozstaliśmy się, to prawda, ale powód był zupełnie inny, nie związany z tamtymi
            trudnościami. :)
            • Gość: missy Re: współczesny model związku IP: 192.168.1.* 23.11.01, 12:56
              Dziękuję za słowa otuchy.
              Ja próbuję się do tego przyzwyczaić i zaakceptować to, ale czasami trudno mi
              zrozumieć że on nie może zdobyć się nawet na krótkiego smsa. Zwyczajnie czuję
              się lekceważona. A co do wspólnego mieszkania to trochę się boję że to niczego
              nie zmieni, bo on zwyczajnie po pracy idzie spać. Ostatnio w czasie wieczornej
              rozmowy po prostu usnął- wystarczyło że wyszłam do łazienki a on padł w ramiona
              Orfeusza. Ja naprawdę rozumiem tylko czemu mnie to tak strasznie przygnębia?
              • Gość: ula Re: współczesny model związku IP: *.3miasto.net 23.11.01, 14:35
                Czy Missy to ja?, czy ja to Missy? :-))))))))
                Mam ten sam problem, też myslałam , ze rozwiązaniem jest wspólne zamieszkanie - no
                to zamieszkalismy razem - i nic, wracamy z pracy zmęczeni , bardzo pózno, do tego
                oboje jestesmy wczesno-łozkowcami ( godz. 21.00 już lulu), czas wieczorny i poranny
                przy wspólnym mieszkaniu doszczętnie jest wykorzystany pod "przyziemne sprawy", no i
                co - i nic dalej mam problem, bo ja bym chciała wieczór przy winku, mała kolacja przy
                swieczce - OK mogę sama to zaaranzowac, ale co mi z tego jak on przyjdzie padnięty i
                zarówno winko jak i jedzonko podziała jako swietny srodek nasenny - o jego inicjatywie
                juz nie wspomne, bo twierdzi, ze praca wyciaga z niego wszystkie soki. Jasne moge sie
                buntowac, denerwowac - na moment jest skrucha i przyznanie racji, ale na drugi dzień ta
                sama rzeczywistosc. Ja staram sie pomimo wszystko wywalczyc choć parę romantycznych
                chwil, cieszyc sie z nich nie mysląc ,ze mogłoby być ich więcej i nie tłumaczyć sobie , że
                jak on nie jest romantyczny to znaczy że co jest nie tak ( to działało u mnie jak
                wywoływanie wilka z lasu : on mi nie daje buzi na dobranoc, ja wymyslam co jest nie tak,
                męczę go o to, on sie denerwuje, ze cos wymyslam = awantura gotowa i w związku
                rzeczywicie zaczyna być nie tak .
                czy ja to Missy a Missy to ja??? , pozdrawiam:-))))))))
                • Gość: marta Re: współczesny model związku IP: 212.244.106.* 23.11.01, 15:03
                  Mam podobną do Was sytuację i pokonuję ją przez to, że staram się czynić
                  zwykłe, przyziemne czynności niezwykłymi i romantycznymi. Osobę myjącą gary
                  zawsze można pocałować w karczek, albo zrobić wspólną kąpiel z olejkami ( od
                  razu wracają siły) :-)
                  Życzę powodzenia i dużo wyobraźni
                  PS przyzwyczaiłam się, że mój facet w pracy myśli wyłącznie o pracy. Oni już
                  tak mają i nie warto obrażać się, że nie dzwonią. Lepiej wysłać SMS-a "wracając
                  kup wino i małże"
                  marta
          • Gość: crack66 Nieprawda! To koniec! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.01, 10:50
            Sam zawsze kiedy czułem, że coś "uciekło" nagle czułem się (naprawdę) strasznie
            zapracowany, przemęczony itd. Wobec siebie zresztą również to odczułem, ale
            kiedy mijały lata i następowało spotkanie bez napięcia, można było szczerze
            pogadać okazywało się jak to było naprawdę.
            Jaka rada na to? Żadna, domaganie się spotkań wywoła furię, niedomaganie się
            spotkań spowoduje cichą śmierć związku.
            Bywa, trzeba iść dalej.
    • Gość: missy Re: współczesny model związku IP: 192.168.1.* 23.11.01, 15:46
      Ula- ja właśnie się boję że wspólne mieszkanie nic nie zmieni, tylko jeszcze
      bardziej zaogni sytuację. Bo ja niestety ale siedzę do późna żeby jak
      najbardziej "rozciągnąć" dzień a on jak grzeczne dziecko kładzie się spać po
      dobranocce. Mogłabym oczywiście siedzieć i obserwować jak śpi i być dumna że
      mam takiego słodkiego faceta ale to nie jest bycie razem, dla mnie to bycie
      obok. Marta zaproponowała aby organizować miłe chwile, liczą się gesty i
      drobiazgi. Oczywiście zgadzam się z tym ale co mogę zrobić jeśli na kolację,
      którą zrobiłam żeby uczcić jego kontrakt on się zwyczajnie nie zjawił..Tak, Tak
      zadzwonił i przeprosił że musimy to przełożyć ale nie muszę wam chyba tłumaczyć
      jak czuje się dziewczyna siedząca w odświętnej kiecce przy ładnie nakrytym
      stole wiedząc że może wszystko co sie na nim znajduje zjeść sama lub
      ewentualnie wywalić do kosza. Nie wiem może ja przesadzam, ale mimo że jestem z
      niego bardzo dumna to nie potrafię już cieszyć się z jego sukcesów
      • Gość: marta Re: współczesny model związku IP: 212.244.106.* 23.11.01, 16:05
        A jak wygląda Twoja sytuacja zawodowa? Może zgodnie z zasadą cienia (kiedy go
        gonisz to ucieka, kiedy uciekasz to cię goni) zaangażować się w jakąś dodatkową
        działalność (brzmi okropnie a może to być aerobik, kurs płetwonurka) i
        sprawdzić czy Twój mężczyzna czasem nie wykorzystuje tego, że o niego zabiegasz
        i uważa, że zwalnia go to od odpowiedzialności za Wasz związek? Dać mu trochę
        odczuć jak to jest bez Ciebie ( w tym sensie, że się dostosujesz do jego czasu)
        i zobaczyć co z tego wyniknie... W najgorszym wypadku wymienisz egoistę na
        własny rozwój (czego Ci nie życzę) w najlepszym będziesz mieć jedno i drugie
        (nawróconego leniuszka i coś dla siebie)
        ściskam gorąco
        marta
        • Gość: missy Re: współczesny model związku IP: 192.168.1.* 23.11.01, 16:47
          No właśnie ja nic nie napisałam co ze mną. Ja nie żyję w jego cieniu, nie
          zazdroszczę mu jego pracy. Nie siedzę bezczynnie i nie czekam. Wręcz przeciwnie
          mam bardziej zajęty czas niż on. Mam fajną pracę, która daje mi niezależność
          nie tylko materialną, chodzę do klubu fitness, często też biore dodatkowe
          chałtury, bo zwyczajnie lubię to co robię. Do tego piszę pracę magisterską, ale
          mimo to zawsze mam czas i chęci na spotkanie. A on poza pracą, nie robi
          zupełnie nic, zero obowiązków (mieszka z mamusią) Więc to chyba nie to, nie
          jestem w cieniu jego sukcesu.
          • Gość: zulugula Re: współczesny model związku IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.01, 17:06
            missy,
            myśle że powinniście spróbować zamieszkać razem, mimo wszystko. Przynajmniej te
            kilka krótkich chwil bedziecie mieli dla siebie. Mój facet również zasypia
            szybciutko, godzina 20,21 a on już przewraca się na drugi bok. Nie wspominając,
            ze o 19 zaczyna być nieobecny, małomówny, zapada w letarg. No chyba że wróci
            później do domu, wówczas ten stanzasypiania troszkę się przesówa w czasie. Nie
            mniej jednak, dopóki nie zaśnie staram się maksymalnie spędzać z nim czas.
            Rozmawiamy, śmiejemy, wygłupiamy, razem sprzątamy ... Prawda, nie wiele tego
            czasu wieczorami 1 godzina, 2 ale zawsze coś. On zasypia a ja mam czas tylko
            dla siebie. Czytam to na co mam ochotę, czasami zabieram pracę do domu,
            delektuję się ciszą i swoim własnym towarzystwem. A ranki, to najcudowniejsze
            momenty. Budzimy się troszkę wcześniej i cieszymy swoją bliskością. W czasie
            dnia, rzeczywiście nie dzwoni, a jeśli to bardzo rzadko, sms-ów też nie
            wysyła... już... maili też nie... nie ma czasu. Ale za to ja wysyłam, chociażby
            po to by wiedział jak bardzo mi na nim zależy.

            Koniecznie zaproponuj mu wspólne mieszkanie. Jeśli się nie zgodzi to może
            problem wcale nie tkwi w przepracowaniu... A jeśli nie wyjdzie to nie będziesz
            tkwiła w związku bez przyszłości...
            Pozdrawiam.
    • Gość: Toi Re: współczesny model związku IP: *.cm-upc.chello.se 23.11.01, 17:30
      Gość portalu: missy napisał(a):

      > Bardzo nurtuje mnie jedna rzecz a mianowicie czy ten ciągły pośpiech, stres
      > i "wyścig szczurów" nie niszczy naszych związków i relacji z innymi. Czy mimo
      > nawału pracy i innych obowiązków macie czas na wspólny wieczór z bliską osobą,
      > spokojną lekturę ulubionej książki..



      Niszczy, nie tylko relacje.

      No to lece, obowiazki wzywaja...
    • kwieto Re: współczesny model związku 23.11.01, 21:25
      ja w pewnym momencie musialem wybrac: klapki na oczy, praca, praca, praca, albo
      walke o czas dla siebie. Wybralem to drugie. W jednej z prac mialem boje z
      przelozona, bo nie chcialem zostawac po godzinach, kiedy uznawalem, ze nie jest
      to konieczne, w drugiej firmie wychodzilem z pracy z zelazna punktualnoscia.
      Owszem, zdarzaly sie "obsuwy" kiedy trzeba bylo zostac dluzej - ale to byly
      sporadyczne przypadki. Natomiast tepilem z zawzietoscia takich, ktorzy
      przynosili mi prace do zrobienia o 17.30, podczas kiedy normalnie pracuje do
      18. Tacy ludzie po prostu nie potrafia uszanowac cudzego czasu!
      W kazdym razie, mialem sporo czasu dla siebie, bez zadnego ale... I w pewnym
      momencie zaczeto mnie w pracy szanowac wlasnie za to - za umiejetnosc
      zbalansowania czasu prywatnego i sluzbowego.

      Tak naprawde, jesli raz wdasz sie w ten "wyscig szczurow", dasz sie zabiegac,
      zapracowac - to potem bardzo ciezko sie zatrzymac. Ale warto walczyc o swoje.
      Mam znajomych z ktorymi nie widzialem sie juz z rok czasu albo dluzej - bo oni
      sa zapracowani, i nie maja na nic czasu. Z tego co opowiadaja przez telefon, to
      ich zycie wyglada mniej wiecej tak - praca-dom, praca-dom...
      Ja bym takiego trybu zycia po prostu nie wytrzymal! Nie jestem automatem i nie
      pozwole na zrobienie z siebie automatu!
      Tak naprawde, to ow "nawal pracy nie cierpiacej zwloki" to jest kwestia dobrego
      zarzadzania czasem, ustalania priorytetow - na przyklad, czy dla Ciebie
      (Twojego partnera) jest najwazniejsza praca, czy ukochana osoba... I nie obraz
      sie, ale jesli ktos wybiera praca - zostaje po prostu skreslony - nie mam
      ochoty sprowadzic swojej roli do "odpoczynku wojownika". Obojetnie jakiej plci.

      Mam taka znajoma, z ktora chcialem sie umowic w pubie mniej wiecej 200-300 m.
      od jej domu - uslyszalem: "wiesz, ja jestem zmeczona, jutro do pracy..." A ja
      bylem gotow tam jechac przez pol miasta. Probowalem zaaranzowac takie spotkanie
      pare razy, za kazdym razem tak samo - teraz jak ide gdzies ze znajomymi, nawet
      do niej nie dzwonie...

      Dla mnie ludzie sa wazniejsi. Pytanie co jest wazniejsze dla was?
      • kelim Re: współczesny model związku 23.11.01, 22:11
        Kwieto. Witam Cię i podpisuję się pod każdym, ale to każdym Twoim słowem.
        Jakbym sama to wszystko napisała. Ludzie, przecież największe bogactwo tkwi w
        nas. W pracy możemy nauczyć się profesjonalizmu, dyplomacji, ale jakże rzadko
        zdarza się aby w pracy ludzie szczerze otwierali się przed sobą aby można było
        czerpać z siebie nawzajem. Poza tym praca nie jest po to. Ja do pracy idę
        zarabiać na życie, to jest środek. Po pracy dzieją się najważniejsze rzeczy w
        moim życiu. I choćbym na twarz padała to na zaproszenie odpowiedziałabym z
        radością choćbym całe miasto (a duże ono jest) lub też kilka miast po kolei
        miała przejechać. Tak mało mamy okazji aby być z kimś bliżej. Aby mu dać swoją
        bliskość, ciepło, przyjaźń. Nie marnujmy tego dla jakiegoś irracjonalnego celu.
        Nie zarobimy więcej spędzając czas w firmie po godzinach. A napewno stracimy
        wiele jeśli chodzi o nasze wewnętrzne bogactwo. I dotyczy to relacji zarówno z
        tymi najbliższymi jak i mniej bliskimi.
        Kwieto chętnie bym z Tobą pokorespondowała. Jesteś interesującym człowiekiem.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • kwieto Re: współczesny model związku 23.11.01, 22:36
          Alez prosze bardzo. Moj adres jest w stopce, ew. bardziej bezposredni: kwieto@it.com.pl

          Pozdrawiam :")
        • Gość: missy Re: współczesny model związku IP: 217.99.1.* 23.11.01, 22:42
          No właśnie, świetnie piszecie i ja się z tym zgadzam tylko żeby jeszcze mój
          luby się z tym zgodził to dla mnie byłby raj. Ja już zwolniłam, mam czas na
          mały relaks, dobrą książkę i kapiel z bąbelkami tylko tak strasznie mi smutno
          że większość z tych rzeczy robię sama. Pozdrawiam wszystkich i zycze miłego
          weekendu, pełnego relaksu i wypoczynku.
          • kwieto Re: współczesny model związku 23.11.01, 22:58
            Pogadaj z nim... Jesli nie jest w stanie zrozumiec co jest dla niego wazne (czasem trzeba
            zmienic prace, zeby miec wiecej czasu, w firmach-korporacjach typu Coca-Cola, Procter&
            Gamble, Unilever i innych takich czesto nie rozumieja co to jest "zycie prywatne")

            A jesli wybierze prace - rozstan sie z nim bez zalu. Ja rozumiem, ze ktos ma obowiazki, ale
            jesli wciska mnie pomiedzy prace, biznes lunch i negocjacje z waznym klientem - to ja sie
            czuje jakby mnie traktowano jako istote "nizsza". A na to sobie nie pozwole.
            • Gość: eugenia Re: współczesny model związku IP: 212.182.31.* 23.11.01, 23:20
              Swięta prawda
              Tylko gdzie sa tacy mężczyźni, którzy uważają tak jak Ty.
              Gdybyż nasi szefowie chociaż w części podzielali Twoje poglądy
              Myślę, że ich żony ucieszyłyby się z tego
              • kwieto Re: współczesny model związku 24.11.01, 00:34
                Wiesz, ja zwracam uwage na kobiety (glownie) i nie widze kobiet ktore mysla jak ja (moge
                policzyc na palcach ile takich znam, i nie musze zdejmowac butow, aby sobie je wszystkie
                policzyc)
                Dlaczego wiec pytasz o takich mezczyzn?

                I pracowalem w roznych firmach, na roznych stanowiskach (jako pracownik na zlecenia
                "zaliczylem" kilkanascie duzych korporacji), i wiem, ze sa firmy, ktore traktuja pracownika
                jak smiecia, i takie, ktore traktuja go z naleznym mu szacunkiem. Trzeba tylko dobrze
                poszukac!

                Jest taki dowcip o Citibanku - jak to wlasnie pracownik wychodzacy punktualnie do domu
                zostal zbesztany przez kolegow, ze sie obija na co odrzekl: "ale ja jestem na urlopie!" -
                pracowalem tam, i tak sie tam rzeczywiscie pracuje

                Slyszalem opinie o Unileverze (nie mialem przyjemnosci pracowac), ze zatrudnia sie tam
                takich ludzi swierzo po studiach i nie z Warszawy - takich co ani rodziny nie maja, ani zbyt
                wielu znajomych - a potem dowala sie im tyle pracy, ze musza zostawac po godzinach -
                wtedy im sie mowi, ze sa malo wydajni, i ci pracownicy nie wpisuja nadgodzin do grafiku...
                Same oszczednosci!

                Osobiscie polecam firmy: Skanska, Cosmeor, Gillette, Digital... wlasciwie wszystkie firmy
                ktore nie zatrudniaja wiecej niz 50 osob (w danym biurze/oddziale) i/lub sa europejskie.
            • ilikesee Re: współczesny model związku 24.11.01, 12:39
              Kwieto,
              Czy naprawdę uważasz, że jedynym wyjściem jest zmienić pracę?A może to wszystko
              zależy od indywidualnego podejścia.
              Ja jestem kobietą-pracującą kobietą.Kiedy wychodzę z pracy jestem
              zmęczona.Pracuję ile się da.KOcham pracę.Zależy mi na moim mężczyżnie, ale
              zależy mi również na pracy.Nigdy nie zostaję po godzinach kiedy wiem ,że mamy
              iść na romantyczną kolację(wręcz przeciwnie wychodzę z pracy pierwsza i lecę
              jak na skrzydłach ).Widzę czasem rozczarowanie w jego oczach, kiedy natychmiast
              po przyjściu do domu zasypiam, zamiast rozmawiać,wymieniać poglądy,pić
              winko,itp...Widzę także w jego oczach milość kiedy pomaga mi założyć piżamę(bo
              właśnie zasnęłam).Zaznaczam,że wekendy należą do nas.Bardzo dużo
              podróżujemy,spotykamy sie ze znajomymi,chodzimy do kina.
              Moje pytanie:"co Wy robicie aby tej zmęczonej osobie pomóć przestac być
              zmęczonym,jak pomagacie jej odpoczywać?"
              • kwieto Re: współczesny model związku 24.11.01, 13:21
                Nie, nie uwazam, ze to jedyne wyjscie. Takie cos proponuje jedynie w
                ostatecznosci. Ale sa ludzie, ktorzy nie rozumieja, ze mozna miec cos takiego,
                co sie nazywa "czas prywatny" - jesli masz szefa pracoholika, to trudno mu
                bedzie zrozumiec, ze dla Ciebie praca nie jest najwazniejsza.
                Czasem (rzadko na szczescie) nie ma innego wyjscia...
                I co innego partner, ktory o Ciebie dba i duzo pracuje (to sie da pogodzic), a
                co innego partner, ktory duzo pracuje, i przez to Cie zaniedbuje.
                • ilikesee Re: współczesny model związku 24.11.01, 14:37
                  Oj,Kwieto,a czy Ty nie masz czegoś takiego na czym bardzo Ci zależy a z tego
                  powodu "cierpi"ktoś Ci bliski...A poza tym nie mówiłabym o zaniedbaniach tylko
                  o zmęczeniu...
                  • kwieto Re: współczesny model związku 24.11.01, 16:20
                    Byc moze. Ale praca, chocby najbardziej pasjonujaca, nie sprawi, ze sie bede
                    zacharowywal do tego stopnia, aby na przyklad usypiac na randce.
                    Poza tym - permanentne zmeczenie to tez jest cos, co nie wplywa pozytywnie na
                    jakosc pracy.
                    Zdaje sie, ze lepiej pracuja ludzie, ktorzy siedza osiem godzin w pracy i nie
                    biora pracy do domu, niz tacy, ktorzy pracuja po kilkanascie godzin na dobe -
                    im po prostu mozg powoli przestaje funkcjonowac, i nie kojarza tak dobrze jak
                    wtedy, gdy sa wypoczeci. Widac to na przyklad po jakosci rodzimych reklam -
                    agencje reklamowe slyna z tego, ze tam sie pracuje non stop wiecej niz 12h/dobe

                    Wiec tak na prawde, przedsiebiorca powinien w imie dobra firmy dbac o to, aby
                    pracownicy nie zostawali w pracy po godzinach.

                    A jedna z teorii biznesu/zarzadzania mowi, ze pracownik powinien miec obowiazek
                    brania co najmniej 2tyg. urlopu jednym ciagiem, bo jego glowa staje sie
                    wypoczeta tak na prawde pod koniec drugiego tygodnia... nawet jesli przez caly
                    ten czas lezy i patrzy sie tepo w niebo.
          • Gość: kelim Re: współczesny model związku IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.01, 23:21
            Missy.
            Dobra książka, mały relaks, kąpiel z bąbelkami. To Twoja część. A jego? Ja
            myślę, że on też się , hm, relaksuje, ale nie z Tobą. Być może jego relaks jest
            byle jaki z powodu złej oraganizacji , być może mu to odpowiada, być może jego
            relaks jest wyrafinowany, ale bez Ciebie. Można snuć, snuć, snuć. Zgadzam się
            (po raz kolejny) z Kwieto. Nie można dać się wciskać gdzieś pomiędzy .......
            Może nie warto czasem czekać aż ktoś łaskawie łypnie na nas okiem. Może warto
            zacząć żyć własnym życiem i chwytać to co nam niesie dzień z łapczywością
            wielką. Większość z nas (kobiet) ma tego rodzaju problem, że szybko zaczynamy
            żyć życiem swoich mężczyzn. A dajmy sobie spokój!!!!!! Żyjmy swoim życiem, a
            będzie ono ciekawsze dla nas samych i dla innych. A nasi mężczyźni? Może ich
            zainteresuje nasza odmiana?! Na plus, oczywiście. Pozdrawiam
            • Gość: kelim Re: współczesny model związku IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.01, 23:28
              Jeszcze jedno. Warto zacząć może od jakiejś systematyki. Codziennie przy
              kolacji można porozmawiać (w trakcie przygotowywania, jedzenia, sprzątania).
              Kąpiel z bąbelkami może być wspólna i jakże owocna w rozmowach (i nie tylko) -
              pożytecznie i miło, nieprawdaż? A chwila w łóżku przed spaniem? A krótki,
              choćby 15-minutowy spacer przed snem? Chcieć to mój, Missy. Czasem warto brać
              życie (i inicjatywę w swoje ręce).Pa.
              • Gość: renka Re: współczesny model związku IP: *.home.cgocable.net 24.11.01, 09:24
                Wydaje mi sie, ze opisany model mezczyzny jest typowym amerykanskim modelem.
                Praca jest NAJWAZNIEJSZA. (Potem zona , potem DOM, potem dzieci).Tem facet chce
                sie ustawic, jest ambitny.Ma cel.Ale chyba jest zbyt zimny i bezwzgledny.Nie ma
                romantyzmu w nim.No bo jak pogodzic pieniadze z romantyzmem?
                • maly.ksiaze Re: współczesny model związku 24.11.01, 16:46
                  Gość portalu: renka napisał(a):

                  > Wydaje mi sie, ze opisany model mezczyzny jest typowym amerykanskim modelem.
                  > Praca jest NAJWAZNIEJSZA. (Potem zona , potem DOM, potem dzieci).Tem facet chce
                  > sie ustawic, jest ambitny.Ma cel.Ale chyba jest zbyt zimny i bezwzgledny.Nie ma
                  > romantyzmu w nim.No bo jak pogodzic pieniadze z romantyzmem?

                  Kiedy widze slowa np. "typowym amerykanskim modelem" to mi sie robi wesolo. Ale
                  mniejsza z tym.

                  Piszesz: "Nie ma romantyzmu w nim.No bo jak pogodzic pieniadze z romantyzmem?".
                  A ja na to: a po co?

                  Czlowiek jest w stanie pogodzic w sobie dwa zupelnie przeciwstawne systemy
                  wartosci. Mozna byc romantykiem i jednoczesnie przywiazywac bardzo duza wage do
                  mamony. Oczywiscie, inni wtedy stwierdza, ze 'Nie ma romantyzmu w nim'. Romantyzm
                  to sposob patrzenia na swiat, a nie udzial w inscenizacji na benefis 'Krewnych i
                  Znajomych Krolika' - wobec tego nie obchodzi mnie to, co inni stwierdza.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (dzisiaj rozwazny i romantyczny zarazem)
                  • Gość: renka Re: współczesny model związku IP: *.home.cgocable.net 25.11.01, 05:22
                    Romantyczny to ty z nazwy jestes,pieniazd trzeba umiec liczyc, a romantyczni
                    czasu nie licza , nie mowiac o pieniadzach..
                    • kwieto Re: współczesny model związku 25.11.01, 08:47
                      Eeeetam! tu sie nie zgodze. Chyba ze uznajesz tylko romantycznych ekstremistow, takich co
                      sie zastrzela na grobie dziadka gdy sie zakochaja w jakiejs dziewczynie (dla takich milosc
                      odwzajemniona jest prawdziwym nieszczesciem!! biedacy...)
                      • maly.ksiaze Re: współczesny model związku 25.11.01, 15:56
                        W kwestii formalnej: z czym i z kim sie nie zgadzasz?

                        mk.
                        • kwieto Re: współczesny model związku 25.11.01, 16:01
                          upsss... myslalem, ze oczywiste, ze nie zgadzam sie z Renka?
                          • Gość: renka infantylizm IP: *.home.cgocable.net 26.11.01, 05:48
                            Romantyczni, czy infantylni? Chyba przyznam krytycznie, ze do infantylnych
                            naleze, tzn chyba skrajnych romantykow, ktorzy sie zapominaja i gubia
                            czasem.Podziwiam ten zdrowy romantyzm oparty na zdrowych, mocnych materialnych
                            zasadach, ale niestety preferuje ten drugi, obarczony pewna doza
                            nieodpowiedzialnosci.Nie bredze dzisiaj...? Bo to zabrzmialo cokolwiek
                            destrukcyjnie.
                            • fantasia Re: infantylizm 28.11.01, 08:11
                              Gość portalu: renka napisał(a):
                              Podziwiam ten zdrowy romantyzm oparty na zdrowych, mocnych materialnych
                              > zasadach, ale niestety preferuje ten drugi, obarczony pewna doza
                              > nieodpowiedzialnosci.Nie bredze dzisiaj...? Bo to zabrzmialo cokolwiek
                              > destrukcyjnie.

                              Bredzisz, niestety... Przynajmniej do pewnego stopnia.
                              Zjawisko pt. "zdrowy romantyzm oparty na mocnych materialnych zasadach" jest
                              kompletną fikcją. Typu "zdrowy altruizm oparty na mocnych egocentrycznych
                              zasadach". W przypadku niektórych pojęć jest tak, że albo rybki, albo akwarium.
                              Niektórych pojęć nie da się ze sobą pogodzić. Mocne osadzenie w rzeczywistości
                              materialnej wyklucza romantyzm, i tyle. Nic w tym złego ani dobrego zresztą nie
                              ma.
                              • seboc Re: infantylizm 28.11.01, 08:25
                                W przypadku niektórych pojęć jest tak, że albo rybki, albo akwarium.
                                >
                                > Niektórych pojęć nie da się ze sobą pogodzić. Mocne osadzenie w rzeczywistości
                                > materialnej wyklucza romantyzm, i tyle. Nic w tym złego ani dobrego zresztą nie
                                >
                                > ma.

                                A ludzie dla siebie są, albo nie. Jest związek, albo go nie ma.
                                Prawda,
                                nie jest ona dobra.
                                • fantasia Re: infantylizm 29.11.01, 09:07
                                  Nie jest dobra...

                                  Może i nie jest, ale nie jest też zła.
                                  Jest trudna.
                                  Ale jakby było łatwo, byłoby też nudno...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka