Dodaj do ulubionych

szansa na odrodzenie związku:(

09.03.07, 22:53
Moi mili
Jestem tu pierwszy raz.Chciałabym pokrótce przedstawić swoją historię.Jestem
z kimś 3 lata.Problem tkwi w tym,że on nadal mieszka zrodzicami(ja niestety
też).Na rozmowy w stylu"że może czas na stablizizację",żebyśmy zamieszkali
razem usłyszałam ze tak oczywiście ale na tym się kończy.Usłyszałam poza
tym,że boi się wiązać ze mna przyszłościowo bo wie,że jestem
nerwowa,wybuchowa itp.Chce być ze mną,ale nie myślał jeszcze ani o ślubie ani
o oświadczynach.Denerwuje mnie już ta sytuacja,szczególnie ze oboje jestesmy
przed 30:(Ja chciałabym wreszccie się wyprowadzić założyc swoją rodzine.To o
czym marzy kążda kobieta.Dodam jeszcze ze jest jedynakiem(nie wiem czy to ma
jakiś wpływ)bo facet jest zaradny i samodzielny.błagam pomózcie coś doradzcie
bo bardzo go kocham,ale nie umiemjuż tak,życ przelało się we mnie
wszystko.Poza tym muszę dodać,że odzywamy się do siebie w nerwach nie tak jak
powinniśmy.Padają bardzo bolące słowa obrażliwe dla obydwu stron.On nawet
powiedzial,że nie ma dla mnie szacunku bo ja nie ma do niego.Czy jest szansa
ratować ten związek czy odciąć coś definitywnie.Nie wiem już co robić
Obserwuj wątek
    • szpilkaaa Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 14:02
      słyszałam poza
      > tym,że boi się wiązać ze mna przyszłościowo bo wie,że jestem
      > nerwowa,wybuchowa itp

      widzisz,zazwyczaj jak się 2 ludzi ze sobą wiążą to również ze swoimi wadami i
      zaletami.bo szybko dosyć mija miesiąc miodowy , a w pokoju najlepiej ze sobą żyć.

      ten argument uważam za nietrafiony.
      albo Twój mężczyzna bzdurnie wierzy w modelki i te wszystkie ślicznotki , które
      są pokazywane jako cud-miód.

      myślę ,że warto byłoby zapytać czy tak naprawdę to Ty jesteś osobą z którą chce
      żyć czy (brzydko mówiąc) jesteś jakimś tylko etapem drogi.niekoniecznie tym
      ostatnim i zobowiązującym.

      czy zamieszkanie ze sobą jest dla Ciebie jednoznaczne ze ślubem(dziećmi)?
      tutaj być może też jest pies pogrzebany.
      jednak nie można żyć wiecznie z rodzicami i chodzić tylko na randki.

      zapytaj go może jak sobie wyobraża Wasze dalsze życie związkowe?
      2 randki w tygodniu,buzi buzi i do domu??
      • rozyczkabezkolcow Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 14:16
        wiesz szpilka rozmów to my przeprowadziliśmy tysiącei on nie wiem boi się
        ryzyka zamieszkania zemną bo jak twierdzi "już mnie poznał":(ale mnie kocha to
        ja już nie wiem o co chodzi też go kocham ale to jest jakas koszmarnie patowa
        sytuacja obecnie jest między nami koszmarnie...nie wiem już co robić mamy
        przecież po 27 lat
        • sandra_pepper Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 14:22
          Ten związek moim zdaniem nie ma żadnych szans,
          daj sobie spokój, Twój partnet to człowiek mało dojrzały,
          pępowina nigdy nie zostanie odcieta, mama zawsze bedzie najważniejsza:(
          • rozyczkabezkolcow Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 14:38
            myślisz,że to,że jest jedynakiem ma na to duży wpływ?poza tym w życiu jest
            zaradny.Z tym,że ma jedną wade której nie trawie u ludzi-chlapaniejęzykiem a
            raczej słowa bez pokrycia mowi i na tym się kończy jak narazie
            • sandra_pepper Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 16:50
              Oczywiście że to ,iż jest jedynakiem ,
              ma ogromny wpływ. Jak myślisz dlaczego nie jest w stanie podjąć
              decyzji o samodzielnym życiu ?, bo jest mu wygodnie w takim układzie?
              Raczej bym się zastanowiła czy on kiedykolwiek dorośnie
        • szpilkaaa Re: szansa na odrodzenie związku:( 10.03.07, 16:35
          skoro już Cię poznał to co stoi na przeszkodzie byśmy zamieszkali razem-pewnie
          takie słowa przeczytasz od innych użytkowników tego forum.

          mężczyzny nie zmienisz.
          możesz poznać przyczyny.dlaczego nie chce zamieszkać.
          prawdopodobnie jest mu wygodnie mieszkać z rodzicami.
          przykre jest co piszesz bo widać ,że Tobie na tym mocno zależy , a Twój
          mężczyzna ma klapki na oczach.
          jak on sobie wyobraża Waszą przyszłość?

          piszesz''nie wiem już co robić mamy przecież po 27 lat''-czy jest jakaś presja
          wywierana na Ciebie , która powoduje taki tok myślenia.
          Czy sama uważasz ,że 27 lat to najwyższy czas na stabilizację?

          Nie chciałabym oceniać tego czy macie się rozstać czy nie, ale warto byłoby
          gdybyś się przyjrzała Waszemu związkowi.
          Czy satysfakcjonuje Cię?
          Czy zbudowaliście coś razem?
          Czy wspieracie się,czy każde z Was coś daje?
          A może któreś z Was cały czas bierze powodując ,że ten związek jest destrukcyjny?

          Myślę ,że warto byłoby , gdybyś zrobiła takie małe podsumowanie.
          Oczywiście nie zakładając postawy''to ja jestem najważniejsza.i to tylko ja i
          moje uczucia się liczą.(taką postawę niestety eksponują kobiece czasopisma),ale
          też wzięła pod uwagę czy są jakieś problemy u niego z którymi Ty nie dajesz
          sobie radę.
          Czy jesteście na etapie ''chodzenia za rękę'' czy znacie członków rodzin partnera.
          I czy wreszcie widzisz jego zalety i jesteś w stanie zaakceptować.Nie chodzi mi
          o polubienie , ale zaakceptowanie.

          pozdrawiam,
          Justyna
          • apple_isle walcz 10.03.07, 22:52
            Hej, znasz juz moja historie. Chce tylko dodac, ze z tego co piszesz zalezy Ci
            na tym zwiazku a to chyba jest dobry powod, zeby o niego jeszcze powalczyc.
            jesli jedyna wada waszego bycia razem jest to, ze jemu jest ciezko podjac
            ostateczna decyzje zwiazana ze wspolnym mieszkaniem czy zareczynami to uwazam,
            ze nie jest to wystarczajacym powodem, zeby rezygnowac. Wsrod moich znajomych
            jest moze 10% par, u ktorych wszytsko odbywalo sie romantycznie na
            maksa...zareczyny i cala reszta. W pozostalych przypadkach to kobiety
            przejmowaly inicjatywe, bez wzgledu na to czy facet mial 25 lat czy 36. Moja
            mama tez wyszla za maz za jedynaka, ktoremu sie oswiadczyla... :) i sa juz 35
            lat szczesliwym malzenstwem. Glowa do gory, milosc przenosi gory. A jesli on
            skuli po sobie uszy i ucieknie, no coz...bedziesz miala odpowiedz na swoje
            pytania.
            Pozdrawiam
            • rozyczkabezkolcow Re: walcz 10.03.07, 23:04
              ale wiesz apple....to nie kobieta ma walczyc ale facet.To facet nosi spodnie:(
              Poza tym naprawde cholernie przykro i cholernie boli jesli zaczyna sie cos
              pieprzyc w zwiazku jesli obydwie osoby zaczynaja do siebie mowic
              wulgaryzmami,jesli pojawia sie zatracenie szacunku.Tu juz chodzi o
              caloksztalt.Słyszałam mnóstwo podobnych historii które kończyły sie happy endem
              ale to wymaga chyba drastycznych decyzji a ja juz nie wiem co robic
    • astralis7 szansa na odrodzenie związku:( 11.03.07, 08:34
      Ja tez jestem za tymi przedmowcami, ktorzy Ci doradzaja, abys sobie z nim dala
      spokoj. Generalna zasada jest niczego nie robic w tych sprawach na sile. Gdyby
      on byl malo operatywny, to co innego, ale facet jest zaradny i rzutki, tyle ze
      jest asekurantem i jest duza szansa, ze takim dlugo jeszcze pozostanie. Jezeli
      wasza relacja osiagnela poziom, w ktorym obrzucacie sie wyzwiskami (czyli nie
      darzycie sie szacunkiem), to jest to zapowiedzia dalszych i moze jeszcze
      wiekszych problemow. Zycie, rozyczko, jest i bez tego wystarczajaco cierniste,
      zeby jeszcze z pelna swiadomoscia do tych problemow dodawac poprzez niewlasciwe
      ulokowanie swych uczuc.
    • mazur39 jestem facetem, ale uważam, że nie warto 11.03.07, 09:11
      kontynuować tego związku.
      Szanse na naprawę na pewno są, ale po co coś naprawiać, jeżeli można mieć nowe.
      • rozyczkabezkolcow Re: jestem facetem, ale uważam, że nie warto 11.03.07, 09:28
        Nie wiem kolego ile masz lat ale masz banalne podejście do sprawy.Rzeczywiście
        w jednej kwestii masz racje,najłatwiej zabrać zabawki i problem z głowy
        • mazur39 jestem koleżanko dwa razy starszy od Ciebie 11.03.07, 10:15
          jeżeli masz skłonności masochistyczne to naprawiaj związek, który i tak nie
          istnieje. Będziesz miała w zamian mnóstwo tematów do użalania się na forach.
          • no1teresa krotko i celnie.... 11.03.07, 13:49
            jestem pod wrazeniem!
            akurat czytam ksiazke Robin Norwood "Kobiety, ktore kochaja za bardzo i ciagle
            licza na to, ze on sie zmieni"; ostatnio polecalam jej lekture komus tutaj, a
            tak naprawde uwazam, ze KAŻDY (nie tylko każdA) powinien ja na wszelki wypadek
            przeczytac - daje do myslenia, bez względu na to, czy pochodzimy z rodzin
            dysfunkcyjnych, czy nie
    • sandra_pepper Re: szansa na odrodzenie związku:( 11.03.07, 09:21
      Tak naprawde ,to boimy się zostać sami,ale czy w tym układzie,
      nie jesteś sama????????
      Jeśli już teraz obrzucacie się obrażliwymi słowami , to co bedzie
      kiedy naprawde bedziecie razem?
      • apple_isle Re: szansa na odrodzenie związku:( 11.03.07, 09:57
        Przyznaje racje, ze jesli w zwiazku zaczyna cos szwankowac to trzeba zatrzymac
        sie na chwile i przeanalizowac co i dlaczego. Pewnie, ze nie ma sensu
        uszczesliwiac siebie i jego na sile, tym bardziej ze z tego co piszesz to do
        szczescia jest w tej chwili daleko. Ja tylko zastanowilabym sie dlaczego
        zaczeliscie siebie nie szanowac i pojawila sie agresja (choc nie wiem czy to
        dobre slowo).Moze to jest reakcja na to, ze obydwoje nie radzicie sobie z ta
        sytuacja, Ty masz zal i wracasz caly czas do tematu waszej przyszlosci, on wie
        ze wymaga sie od niego konkretnych deklaracji i nie moze sobie z tym poradzic.
        Moze jest tak, a moze rzeczywiscie jak pisza inni Wasz zwiazek umiera. A
        moze 'zniknij' na chwile, pounikaj go przez jakis czas, niech poczuje jak to
        jest bez Ciebie, jesli nie zreflektuje sie i to mu nie da do myslenia to popre
        przedmowcow...
        A co do tych spodni i walki, to mysle, ze teraz juz nie ma takiego jasnego
        podzialu rol. Zeby nie okazalo sie, ze stracisz najlepsze swoje lata czekajac
        na rycerza na bialym koniu. No i ta kuchnia i dom i wychowywanie dzieci to
        wszytsko bylo tylko i wylacznie domena kobiet, ...duuuzo sie zmienia, swiat
        staje na glowie wiec dlaczego my - kobiety nie mamy walczyc o swoje szczescie?
        Pozdrawiam
        • rozyczkabezkolcow Re: szansa na odrodzenie związku:( 11.03.07, 14:10
          Apple...wiesz ja też nie byłam święta i popełniłam mnóstwo błędów w tym zwiąku
          (ale nie tylko ja).Są sytuacje życiowe,które dopiero jak ujrzysz u kogoś na
          żywe oczu stojąc z boku i widząc jak to wygląda dociera do ciebie,że musisz coś
          zmienć.My się kochamy,wiem że on mnie kocha.Niestety gdzies obydwoje się
          pogubiliśmy.Masz rację odnośnie tego,że czas beze mnie może dać mu do myślenia
          bo tak też zrobiłam ostatnio(niestety trwało to niezbyt długo)ale widziałam
          zmiane u niego w zachowaniu.Zaczął się starać zaczął zabiegać..powiedział,że mu
          mnie brakuje...Rozmawiałam z nim ostatnio postawiłam sprawe jasno i dałam
          określony czas na zmianę przede wszystkim relacji między nami.Bo jeśli osoby
          się nie szanują i cały czas walczą to rzeczywiście nie ma co myślec o wspólnym
          życiu mieszkaniu,bo się pozabijamy.Postanowiłam się zająć sobą i rozwojem
          włąsnego życia...i też oczywiściezmianą podejścia do niego czyli SZACUNEK!!!bo
          rzeczywiście to podstawa.A jeśli on do tego czasu o którym pisałam nic nie
          zrobi to trudno jego strata..ja będe miała podstawy dożycia samodzielnego.Jak
          myślisz dobry to pomysł?może masz ochote pogadać na mail?
          • apple_isle porozmawiajmy 11.03.07, 17:33
            Mysle rozyczko ze jestes na dobrej drodze. Rozpoczelas proces zmian, jak
            rozumiem swojego podejscia tez. Wina (jesli o niej mozna mowic) czesto lezy po
            obu stronach. Ja tez mialam cale mnostwo zastrzezen do swojego faceta i dopiero
            ktos na forum otworzyl mi oczy stwierdzeniem, ze czasem warto spojrzec
            krytycznie tez na siebie. Ja np. strasznie cieprpialam bo moj mezczyzna nie byl
            skory w okazywaniu uczuc tak otwarcie, nie przytula za czesto, nie cmokal za
            czesto, ale po jakims czasie dopiero oprzytomnialam, ze uczucia mozna okazywac
            na tysiace innych sposobow. Zauwazylam je... Moze to nijak ma sie do Twojej
            sytuacji, ale chodzi o to, ze kazda sprawa jest zlozona i nie powinno sie
            skreslac kogos juz na wstepie nie znajac szczegolow. Ja ich nie znam, ale
            chetnie pogadalabym wiecej. Napisz jesli bedziesz miala ochote
            apple_isle@gazeta.pl, mozemy tez spotkac sie na gg.
            Dzielna jestes :)
    • pimpus_sadelko1 spadaj trollu! 11.03.07, 10:18
      podobnie jak Ty jestem pierwszy raz tutaj, pod tym nickiem. :-))))))))))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka