Dodaj do ulubionych

mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył

24.11.01, 18:48
Od ponad dwóch lat jestem związana z kimś, kogo bardzo kocham. I wiem, że on
czuje to samo. Jest między nami pewna czarodziejska nić, która nas wciąż do
siebie przyciąga. Mamy pewien problem, ponieważ wciąż nie możemy zamieszkać
razem. Wszyscy wiedzą, że bez pieniędzy żyć się nie da, nas narazie niestać na
wynajmowanie mieszkania. Problemów przez pieniądz mamy więcej, ale nie o tym
chcę mówić. Ponieważ On jest o mnie chorobliwie zazdrosny często dochodzi do
sprzeczek. Ja nigdy nie daję powodów do zazdrości, bo kocham tylko jego! Ale
niestety męska zazdrość bywa czasem okrutna! Wczorajszego wieczoru, po wyjściu
z lokalu, doszło do kolejnej kłótni, Ja podchodzę do tego typu akcji dość
emocjonalnie, choć staram się nie doprowadzać swego stanu do histeri. Wybucham
płaczem, zapewniam o swym uczuciu, Może głupio robię tłumacząc mu się, ale nie
znam innego wyjścia, jak prawda. Niestety On wczoraj mnie odepchną i uderzył
pięścią w ramię; dziś mam całe spuchnięte i posiniaczone.
Kocham Go, ale nie chcę by mnie upokarzał, zabraniał kontaktów z innymi
wspólnymi znajomymi, no i chcę by mnie akceptował taką jaką jestem.
Wiele nocy przepłakałam, ale wczoraj coś we mnie pękło! Nie wiem jak mam dalej
żyć , boję się jego! Ale nie chcę być ofiarą jego chorobliwej zazdrości!
Czy powinnam Go zostawić?
Jak mam sobie poradzić z uczuciem?
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 24.11.01, 18:53
      On Cie kocha w zwiazku z czym jest chorobliwie zazdrosny, awanturuje sie z Toba
      i bije?

      Buchachachachachachachachachachachachachachachachachachachachachacha!!!!

      O naiwnosci!
      • Gość: agma Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.chello.pl 24.11.01, 19:02
        zostaw go NATYCHMIAST zanim cie calkowicie zniszczy psychicznie pozbawiajac
        poczucia bezpieczenstwa i godnosci. Takie rany goja sie potem przez cale
        zycie.Im szybciej to zrobisz tym lepiej. Wspolczuje ci, ale co do mojego zdania
        nie mam ZADNYCH watpliwosci. I nie sluchaj jego glupich usprawiedliwien. Nie
        ma zadnego usprawiedliwienia dla rekoczynow!
      • Gość: Sara Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: 213.25.85.* 26.11.01, 11:09
        Postaw mu ultimatum: albo rozpocznie leczenie swojej chorobliwej zazdrości albo
        od niego odejdziesz. Nie licz na samoistną poprawę - takie cuda się nie zdarzją.
    • Gość: inayat Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 24.11.01, 19:11
      prawdopodobnie to czlowiek o bardzo niskim poczuciu wlasnej wartosci. moze
      niech sie idzie gdzies leczyc. jesli nie to daj sobie z nim spokoj. nie tak
      przejawia sie milosc do drugiej osoby.
      i.
    • Gość: Toi Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.cm-upc.chello.se 24.11.01, 20:51
      Zostaw.
      A do lizenia ran po zostawieniu , radzenia sobie z uczuciem i martwienia sie
      zabierzesz sie zaraz potem. Teraz go zostaw. Innego wyjscia tu nie ma.
    • Gość: zmadrzal Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.acn.waw.pl 24.11.01, 21:14
      zostaw go natychmiast!!!! Po pierwsze jest duże prawdopodobieństwo, że to się
      powtórzy a poza tym będzie Cię wyniszczał psychicznie w rozmaity sposób.
      dziewczyno - myśkl o sobie. Tobie też ma być dobrze w związku.
      kiedyś bita i poniżana "z miłości" - teraz wolna i szczęśliwa z Nowym
      • pomeranka Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 24.11.01, 21:35
        ZOSTAW GO NATYCHMIAST!!!!
        Już Ci wiele zabiera - przyjaciół, szczęście, swobodę rozwoju. Pomyśl, co
        bedzie za rok, za dwa? Przecież sama widzisz, że mimo tłumaczeń, nic nie
        pomaga. Prawdopodobnie to jest zazdrość chorobliwa, a z tą sobie nie poradzisz
        NIGDY.
        A jeśli nawet cudem, powtarzam, cudem udało by się go naprostować (w cuda nie
        wierzę) to fakt, iż Ciebie uderzył, świadczy o tym, że nie kontroluje swojej
        agresji, bez względu, jakie jest jej źródło i potrafi odreagowywać ją na Tobie.
        A jeśli raz to zrobił, zrobi to drugi raz, i trzeci... i będzie to co raz
        częstsze.
        Dlatego zostaw go jak najszybciej!!! I nie daj sie zwieźć błaganiom, prośbom i
        przysięgom, że to ostatni raz, że sie więcej nie powtórzy. Bo sie powtórzy. i
        powie Ci to każda kobieta, która została uderzona przez swojego mężczyznę.

        Pozdrawiam i życzę siły na trudny okres rozstania, który pewnie przed Tobą. Ale
        wierz mi - jeśli go zostawisz i będziesz mogła swobodnie żyć, będziesz
        swobodnie i radośnie oddychać. A strachy samotności odsuń od siebie. Bo w czym
        teraz tkwisz, jest znacznie gorsze.

        • Gość: 3X1 I jeszcze raz! IP: *.qc.sympatico.ca 24.11.01, 22:14
          I jeszcze raz - ZOSTAW GO NATYCHMIAST!
          Im dluzej bedziesz sie godzic na tego typu traktowanie, tym trudniej bedzie Ci odejsc. A to trzeba zrobic
          raz a dobrze. ON SIE NIE ZMIENI, jezeli to na gorsze. Nie sluchaj zadnych przeprosin, nie przyjmuj zadnych
          kwiatow, nie daj sie ludzic zadnymi obietnicami - stalo sie - on nie jest tym, z kim mozesz planowac
          przyszlosc.
          I jeszcze jedno - bedziesz teraz sama i wykorzystaj ten czas na refleksje nad soba. Jak to sie stalo, ze
          zwiazalas sie z kims, kto potrafil sie tak zachowywac wobec Ciebie. Czego szukalas w mezczyznie, ze
          wlasnie na niego trafilas. Ta refleksja jest Ci potrzebna nie po to, by szukac winy w sobie (to on jest winny
          swojemu zachowaniu!) ale po to by uniknac tego typu zwiazkow w przyszlosci.
          Nie pakuj sie tez w nastepny zwiazek zbyt szybko - daj sobie czas (conajmniej pol roku - rok) na
          przygladanie sie innym parom, innym mezczyznom, sobie samej - to da Ci szanse na spotkanie kogos, kto
          bedzie traktowac Cie jak partnera a nie jak wlasnosc. To bardzo wazne zebys znalazla ten balans w sobie
          samej zanim zdecydujesz sie na kolejna milosc.
          Trzmaj sie dzielnie - to jest jak przeciecie wrzodu - chwile boli ale ulga przychodzi bardzo szybko i
          czlowiek ma szanse na kompletne wyzdrowienie.
          • ja_nek Re: I jeszcze raz! 25.11.01, 00:13
            3X1 ma rację w swym wywodzie.
            Ja sobie nie wyobrażam, abym mógł kogoś kogo kocham uderzyć - nawet w
            najgorszej karczemnej awanturze.
            To nie jest miłość.

            Pozdrowienia
            Janek
            • kwieto Re: I jeszcze raz! 25.11.01, 00:29
              Ojeja - facet po prostu ma kompleksy i jest z dziewczyna, aby podreperowac dobre
              mniemanie o sobie - bo jakby byl sam, to by mial kompleksy, ze nikt go nie chce.
              No ale poniewaz boi sie, ze ona go zostawi (i to sie nijak nie ma do jej zapewnien, ze tak nie
              bedzie, tudzez rzeczywistosci) to stara sie ograniczyc mozliwosci ucieczki - zamknac w
              domu, i zero kontaktow z innymi ludzmi, bo mu jeszcze zbalamuca, uwioda, albo jeszcze
              cos... Tylko, ze to nie objaw milosci, a raczej checi posiadania dziewczyny na wlasnosc i
              wylacznosc. Burzenie jej poczucia wartosci tez ma taki podtekst - bo jak jej wmowi, ze jest
              beznadziejna, to nawet nie bedzie chciala go zostawic, skoro on jest taki wspanialy, a jej i tak
              nikt nie zechce (bo jest beznadziejna). Wymieniac mozna by bylo dlugo...
              Zatem on niech sie leczy, a nie przerzuca swoje kompleksy na nia, a ona, jesli ma choc
              odrobine instynktu samozachowawczego - niech ucieka gdzie pieprz rosnie.
    • Gość: KLAUDIA Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.chello.pl 25.11.01, 01:57
      Zostaw go!Jeśli tego nie zrobisz staniesz się jego niewolnicą!Z początku
      bedziesz cierpiała, potem staniesz się obojętna, a na koniec stwierdzisz,że
      żałujesz czasu spędzonego z nim i zostawisz go(jeśli będziesz silna).
      Ja całe szczęscie byłam silna i dziś mam wspaniałego faceta i cudownego synka!
      • Gość: couleur3 Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.01, 02:35
        Zostaw go natychmiast , spal w smole !!! Zabij ! Odrąb mu głowę siekierą !
        Czytaj potem dalej na forum - mili ludzie znajdą na każdy problem jakieś
        rozwiązanie - jak ukryć zwłoki też Ci podpowiedzą z pewnością.
        • Gość: renka damski bokser IP: *.home.cgocable.net 25.11.01, 04:36
          Damski bokser zasluguje na lanie od twoich kolegow.Nie trac czasu na takiego
          drania!
    • kiku Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 10:42
      facet ma problem, to oczywiste. jest zazdrosny i jeszcze do tego zaczyna być
      agresywny. ale czy ludzie nie są ze sobą właśnie po to żeby sobie pomagać i
      rozwiązywać problemy?!!!!! czy można i należy z kimś być tylko wtedy kiedy
      jest pięknie, cudownie, on przynosi kwiatki, nosi cię na rękach, podaje
      śniadanko do łóżka???? mówisz o nici która was łączy, może warto zrobić coś
      żeby to uratować a nie od razu rzuć! zabij! uciekaj! to akurat jest
      najprostsze rozwiązanie. zazdrość da się wyleczyć, pokonać, nawet łatwo, wiem
      coś na ten temat, tylko trzeba chcieć. Jak ci na nim zależy to po prostu z nim
      pogadaj spokojnie, (gdzieś gdzie nie będzie mógł być zazdrosny) że coś jest nie
      w porządku i albo on z tym czymś będzie pracował, albo nici z nici. a na
      pewno rozwiązaniem nie jest mówienie że go kochasz. jak go kochasz to mu
      pomóż!!!!
      • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 10:50
        Nie ma gorszej trucizny niz mowienie "jak kochasz to mu pomoz".

        1. Dziewczyna przez niego placze po nocach, zaczyna sie go bac. Rozumiem, ze juz
        probowala mu wytlumaczyc, ze nie ma powodu do zazdrosci
        2. Jesli ktos nie potrafi sie kontrolowac, to znaczy, ze powinien sie leczyc, u psychiatry
        najlepiej - dla jej zdrowia lepiej, zeby sie odizolowala, przynajmiej na jakis czas
        3. Liczenie na to, ze ktos "sie zmieni" jest nierealne - zeby sie zmienil, musi chciec sie
        zmienic, inaczej wszelkie wysilki sa bezskuteczne - a on jesli dochodzi do bicia, to raczej nie
        ma ochoty sie zmieniac?
        4. To co proponujesz "jesli kochasz to mu pomoz" to szantarz emocjonalny - rozumiem, ze
        ona ma znosic jego bicia i impertynencje? Tu sie wlacza zwykly instynkt samozachowawczy -
        jesli on bedzie w stanie sie zmienic - prosze bardzo. Ale teraz bym sie odizolowal, i
        powiedzial, ze poki nie zrobi czegos ze swoja zazdroscia, to nie ma szans na spotkania.
        Czasem jedyna pomoca jaka mozesz komus udzielic to solidny kopniak by oprzytomnial...
        • dike Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 10:53
          kwieto napisał(a):

          > Czasem jedyna pomoca jaka mozesz komus udzielic to solidny kopniak by oprzytomn
          > ial...

          No, ale to tez "bicie"...

          • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 11:03
            A i owszem.
            Jak Ci wycinaja wyrostek robaczkowy, to tez jest agresja na Twoja osobe.
            Albo jak ratuja topielca, to dosc czesto daja mu "po mordzie" bo jak sie miota w wodzie, to
            jest w stanie utopic siebie i ratownika...
            Pewien ratownik TOPR opowiadal mi, jak zbluzgal pewna wycieczke, bo pogoda byla
            burzowa, oni wybierali sie na gore ktora sciaga wszystkie pioruny w okolicy, i inna
            argumentacja do nich nie docierala...

            A typ, ktory zneca sie fizycznie i psychicznie znam osobiscie, i wiem, ze do niego dociera
            jedynie terapia szokowa - spokojne rozmowy mozna sobie darowac... Oczywiscie nie mozna
            generalizowac, zdarzaja sie wyjatki, ale z opisu wynika, ze to jednak nie ten przypadek, bo
            agresja zamiast znikac sie nasila.
        • kiku Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 11:03
          kwieto napisał(a):
          kwieto, jeżeli by ci na kims naprawdę BARDZO zależało , czyli jeżeli naprawdę byś
          kogoś kochał a nie posiadał, to chyba mógłbyś się przynajmniej zastanowić jak
          pomóc tej osobie - bo ten facet potzrebuje pomocy. przede wszystkim w
          uświadomieniu sobie że JEST zazdrosny, i DLACZEGO jest.

          >
          > 3. Liczenie na to, ze ktos "sie zmieni" jest nierealne - zeby sie zmienil, musi
          > chciec sie
          > zmienic, inaczej wszelkie wysilki sa bezskuteczne
          Oczywiście masz rację!!!

          - a on jesli dochodzi do bici
          > a, to raczej nie
          > ma ochoty sie zmieniac?
          Sądzę że na razie w ogóle się nie zastanawia nad zmianą. Bo dla niego to święte
          prawo być zazdrosnym, być właścicielem swojej dziewczyny. To takie proste, mam
          dom, mam samochód, mam telefon, mam kobietę, mam męża.

          > 4. To co proponujesz "jesli kochasz to mu pomoz" to szantarz emocjonalny - rozu
          > miem, ze
          > ona ma znosic jego bicia i impertynencje?
          NIEEEEEE!!!!! nie znosić, proponuję tylko żeby spokojnie z nim pogadała, a jak
          on nie potrafi, a przede wszystkim jeśli nie będzie się starał to niech SPADA!

          Rozumiesz?
          • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 12:42
            Rozumiem, rozumiem - ale wydaje mi sie, ze z postu Matyldy wynika to, ze juz probowala
            rozmawiac i ten etap ma za soba...

            Z drugiej strony wiem co sie dzieje, jesli ktos w pore nie ucieknie - wierz mi, jest to
            nieporownywalnie wiekszym problemem niz bol rozstania...

            Bo osoba ktora jest zazdrosna i agresywna ma wg mnie zadatki na psychopate - takiego co
            jak dziewczyna powie mu, ze odchodzi - to on przyjdzie i zarznie nozem ja i jej rodzine...
      • caroline_p Kiku!! 25.11.01, 15:53
        Kiku, ty chyba żartujesz??!!!! NIC, absolutnie NIC, żadne problemy, prawdziwe,
        czy wyimaginowane, nie usprawiedliwiają przemocy fizycznej. A niby dlaczego
        Matylda miałby poświęcać swój czas, swoje zdrowie, a może nawet życie (tak,
        tak, różnie to bywa, raz uderzy ręką, drugim razem siekierką) dla jakiegoś
        popaprańca, który nie potrafi nad soba zapanować. Matyldo, nie słuchaj takich
        rad, uciekaj od niego gdzie pieprz rośnie, póki czas.
        Pozdrawiam i trzymaj się.
    • Gość: Melba Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.01, 11:05
      Przemoc psychiczna.
      Przemoc fizyczna.
      Strach.
      Łzy.
      Rozpacz.
      Upokorzenie.
      Brak zrozumienia.
      Ból psychiczny.
      Ból fizyczny.

      Chcesz to dalej otrzymywać?
      • kiku Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 11:09
        A może by tak teraz wymieniła 10 fajnych i przyjemnych rzeczy które jej dawał?
        czy sądzicie że tylko ją bił i gnębił?
        • Gość: Melba Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.01, 12:37
          Na pewno nie. Pytanie tylko, co przeważa?
        • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 12:45
          To nawet nie o to chodzi - co przewaza.
          Nie wiem jak inni, ale jesli nawet dostane od kogos przyslowiowa "zlota kaczke na
          lancuchu", ale bede przez niego ponizany - nie wytrzymam i odejde.

          Moze mam za wysokie poczucie wlasnej godnosci?
          • Gość: claire Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.01, 13:08
            a dwie kaczki?
            haha
            • Gość: Toi Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.cm-upc.chello.se 25.11.01, 13:50
              Gość portalu: claire napisał(a):

              > a dwie kaczki?
              > haha


              Odejde.

          • Gość: Melba Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.01, 14:21
            Kwieto, nie sadzę, aby można było mieć "za wysokie" poczucie godności. A co do
            przewagi, chodzi mi o odczucia psychiczne. Bo jeśli przez 100 dni jest
            cudownie, to mozna zapomnieć kilka dni koszmarnych. Ale jeśli nieciekawie jest
            cały czas, a wygląda na to, że jest?
            Za dużo się napatrzyłam na kobiety krzywdzone przez mężów, na patologiczne
            rodziny i nieszczęśliwe dzieci. Ja bym zwiewała. Na koniec świata.
            • kwieto Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 14:36
              Mozna miec za wysokie poczucie godnosci - to przesada w druga strone na zasadzie:
              "korona mi z glowy spadnie" - ale to tez jest maskowany kryzys wl. wartosci wg mnie.

              Oczywiscie jesli 100 dni jest dobre, to kilka zlych mozna pominac. ale nie sadze, zeby
              jakikolwiek partner 100 dni uwielbial, a kilka dni bijal - jesli juz, to te dni mozna
              zakwalifikowac jako "srednie" a nie "zle". I z reguly on/ona wtedy wie, ze te kilka dni bylo
              gorszych, i stara sie naprawic. A tu rzeczywiscie nie ma takiej reakcji.
              Chyba, ze Matylda powie cos wiecej, czego nie wiadomo z pierwszej wypowiedzi?
    • Gość: Anna G. Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.pppool.de 25.11.01, 14:52
      UCIEKAJ , UCIEKAJ, UCIEKAJ szybciej niz myslisz. bedzie tylko gorzej. zafunduj
      sobie afere, kochanka, przyjaciela, kogokolwiek, to cie zaonteresuje i
      przytrzyma. I nie daj sie namowic na nic. zadne obietnice, zadne piekne slowka.
      On sie nie zmieni, bedzie tylko gorzej. Ty nie jestes niczyja wlasnoscia!!! A
      wiec moja droga, nogi za pas, pakuj manatki i dziekuj niebiosom, ze nie
      mieliscie pieniedzy na wspolne mieszkanie. Kiedys bedziesz sobie sam
      wdzieczna!!! Zaslugujesz na cos lepszego. I nie zastanawiaj sie ani chwili, nie
      mysl, co bylo piekne i ze go kochasz. Taki typ nie warty jest ani sekundy
      twojego zycia. Pomyslnosci.
    • Gość: Ewka Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.fotel.pl 25.11.01, 15:24
      zastanów się przede wszystkim dlaczego z nim jesteś, co daje Ci związek z
      nim..czasami warto przerwać taką sytuację po to by zrobić miejsce w swoim życiu
      na inną, jest pewien gatunek kobiet, które potrafią funkcjonować tylko w
      związkach w których cierpią np -jak facet da po mordzie tzn że kocha, te
      kobiety gdy jest spokojnie w związku męczą się..ale myślę, że to nie jest Twój
      problem....nie daj się - w moim otoczeniu zdarzyła się podobna historia, pewna
      dziewczyna wiele razy wybaczała takie różne historie swojemu facetowi, a kiedy
      miała już dość i chciała odejść to facet tak ją zbił,że znalazła się w
      szpitalu........to jest chore, daj sobie spokój, nie chcesz chyba zmarnować
      sobie życia
      • robertopolo Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 17:08
        Nie zastanawiaj się tylko zostaw go i zacznij nowe życie .Ktoś z was musi być
        tym rozsądnym , obyś to ty okazała się tą osobą.Dalsze życie znim wydaje mi się
        wręcz patologiczne
        • Gość: iwona Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.elblag.dialog.net.pl 25.11.01, 21:25
          Matyldo,uważnie przeczytałam o Twoim problemie i sądzę,że wiesz co chcesz zrobić
          tylko szukasz potwierdzenia.Wiesz o tym,że nikt nie ma prawa bić drugiego
          człowieka.Jeżeli Ty nie będziesz szanowała siebie samej to dlaczego ma dać Ci
          szacunek ktoś drugi.
          Boisz się,że teraz możesz zostać sama,i cóż z tego.Rozejrzyj się dookoła,świat
          naprawdę jest o.k.,i są wokół Ciebie normalni ludzie,respektujący prawa
          człowieka.
          Nie chcę Cię straszyć,ale znam tragiczny przykład,kiedy zazdrosny mąż zadżgał
          swoją żonę/był biedak zazdrosny/,wyszedł po 10 latach/tak,tak!/ i teraz domaga
          się praw do dzieci!!!!Tego napewno nie chciałabyś!pozdr.
    • Gość: mała mi Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.11.01, 21:45
      UCIEKAJ!!!!!!!!Mam to za sobą,nie uciekłam przed ślubem bo myślałam,że się
      zmieni!Ha,ha.Nie uderzył mnie co prawda przed tym wydarzeniem,ale dawał wyraźne
      sygnały(które widziałam lecz nie przyjmowałam do wiadomości)że będę stanowić
      jego własność.Przez 17 lat starał się mnie ubezwłasnowolnić,zamknąć ,odizolować
      od świata.Czasami zdarzały się rękoczyny,ale gorsze od nich były
      słowa,codzienne,upokarzające,niszcące.Chcesz przez to przejść?????Ja
      wytrzymałam długo,ale teraz wiem ,że o 17 lat za długo.Teraz liżę rany,zbieram
      sie każdego dnia od nowa i staram się ze wszystkich sił odnaleźć dawną
      siebie.Zyczę ci by Cię ominęło to wszystko.A teraz masz jeszcze szansę.RATUJ
      SIEBIE nie jego.On nie jest CIEBIE wart.Zresztą chyba nikogo.Pozdrawiam.
      • Gość: ryżymałp Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: 195.116.167.* 27.11.01, 15:30
        Piszesz, Mała MI, że dawał Ci sygnały...Jakie to były sygnały???? Napisz,
        proszę.
    • 007wc Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 25.11.01, 22:08
      Możesz być pewna że jeżeli zrobił to raz będzie więcej.Myśl kiedy jeszcze
      możesz i przestań sie łudzić że to przypadek. Ja facet ci to mówię.
      Zachowaj się jak należy ponieważ jeżeli teraz popuścisz będziesz żałowała przez
      całe życie braku swojego zdecydowania.
      • Gość: drugastr Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.11.01, 00:45
        Gdybym wierzył w twoją dyscyplinę, powiedziałbym zaczekaj do następnego razu.
        jednak Twoje uczucie zaczęło gasnąć, co wnioskuję ze sformułowqania "coś we
        mnie pękło".
        Kiedyś uderzyłem swoją dziewczynę tzn. popchnąłem ją. powiedziała mi , że już
        wychodzi od jednego tam gościa, w tejże chwili. Po godzinie zadzwoniłem, do
        tego gościa, powiedział mi ze wyszła. Zawsze wiedziałem gdzie jest, zadzwoniłem
        na policję po godzinie kolejnej już było po 23... O północy zacząłem jej szukać
        po wszystkich znajomych. O 1.00 oblazłem ze łzami w oczach wszystkie okoliczne
        krzaki. o wpól do trzeciej patrzę a ten gościu odwozi ją pod dom. Powiedziałem
        jej, że to koniec, byłem w amoku. odwróciłem się i poszedłem, ona mni dogoniła
        zaczęła przepraszać lekko rozbawiona, odsunąłem ją no to ona już szloch, że
        jak to, no i ja wybuchnąłem, strasznie klnąc powiedziałem jej ze szukałem
        właśnie już jej zgwałconych zwłok i naprawdę z całej siły ją popchnąłem. Wtedy
        uzmysłowiłem sobie,ze nie mogę być z kobietą, którą tak potraktowałem, lecz to
        ona mnie przekonała, ze miałem rację po 2tygodniach wróciłem do Niej, na jej
        prośbę żylismy szczęśliwie od czasu do czasu lejąc się do krwi. Teraz ona znów
        chce do mnie wrócić, mimo wszystko. Nie chcę być z kobietą, która współtworzyła
        na siłe chory związek.
        • Gość: Anna27 Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.157.51.190.Dial1.Washington1.Level3.net 26.11.01, 03:55
          Uderzyl Cie czyli dal powod by odejc i przez odejscie chronic sama siebie.
          Uderzyl Cie, gdy nawet nie mieszkacie razem. Uderzyl w miejscu publicznym. Co
          bedzie gdy zamieszkacie razem w tych samych czterech scianach. Mowi sie, ze
          pierwszy akt przemocy fizycznej powinien byc ostatni. Czy bylaby jakakolwiek
          nadzijA, ze on nigdy tego juz wiecej nie zrobi? To pytanie do Ciebie.

          Gdyby nawet Cie nie uderzyl, to ten Pan brzmi bardzo toksycznie. Chorobliwa
          zazdrosc, stawianie Cie w stsounku podrzednym. Od razu widac, ze nie bedzie to
          zwiazek partnerski. Teraz jescze doszedl element przemocy fizycznej. I Ty nie
          wiesz czy to sie nie powtorzy. Moze mozna byloby go leczyc - nie wiem. Nie
          sadze by takie indywiduum chcialo sie leczyc.

          Masz wybor miedzy soba a nim. Wybierz siebie.
    • Gość: Julka Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 26.11.01, 04:46
      Napiszę Tobie coś o miłości tego typu panów. Przeżyłam jednego osobiście. Na
      początku związku było to miłe uczucie jak okazywał troszeczkę zazdrości. Kiedy
      zamieszkaliśmy razem początek też nie zapowiadał niczego złego. Zaczęło się od
      humorów kiedy spotykaliśmy się ze znajomymi. Później zaczęłam się wstydzić
      razem wychodzić i przyjmować kogoś w domu bo zachowanie pozostawiało wiele do
      życzenia. Dla spokoju odsunęłam się od ludzi i zrezygnowałam ze wszystkich
      przyjemności. Jednak dla niego było to za mało. Znalazł pretekst (dlaczego
      będąc w domu jestem pomalowana). Wylądowałam w szpitalu z wybitymi zębami.
      Wyobraź sobie, że przebaczyłam. Rok było niby dobrze. Jednak strach przed
      uderzeniem paraliżował każde zbliżenie. Nigdy nie byłam pewna czy znowu nie
      zasłużyłam na kolejną dawkę. Nawet śpiąc kiedy niechcący mnie dotknął
      zakrywałam twarz i zrywałam sie na równe nogi z krzykiem. Było to nie do
      zniesienia. Rozstałam się z nim, teraz wiem, że żyję. Odzyskałam wiarę w
      siebie. Jak chcesz to przejść zostań, jednak licz się z tym, że stracisz swoją
      osobowość. Będzisz bezwolną lalką w jego rękach, z którą będzie robił co chce.
      Przepraszam za bezwład w formułowaniu zdań, ale jak przypomnę sobie co
      przeszłam, dostaję drgawek. Pozdrawiam serdecznie.
      P.S. On się nie zmienił. Z drugą postępuje tak samo.
    • kini Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 26.11.01, 15:47
      Musisz się liczyć z tym, że na pewno kiedyś znowu cię uderzy, skoro już się na
      to odważył. Mój był chłopak po tym, jak mnie pierwszy raz uderzył, zarzekał się
      i przysięgał, że nigdy więcej tego nie zrobił. Zrobił - jakieś dwa lata
      później. Najgorsze jest to, że to jest taki szok, iż racjonalizujesz sobie to
      postępowanie, mówisz sobie, że był zdenerwowany, bo ja beznadziejnie się
      zachowałam i tak dalej. Teraz już wiem na pewno, że nie pozwolę się uderzyć.
      Jeśli mój chłopak by mnie uderzył (chociaż w to nie wierzę, bo nie należy do
      gatunku damskich bokserów), to byłby pierwszy i ostatni raz.
      • Gość: nati Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 11:01
        zostaw go. nie usprawiedliwiaj jego postępowania. nie przyjmuj przeprosin. po
        prostu odejdź. koniec kropka.
        • Gość: sublima Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.bojary.sdi.tpnet.pl 27.11.01, 11:56
          Popieram wszystkich. Nie mozna pozwolić na takie traktowanie. Kobieto, jesli
          nie skończysz znim to gwarantuję Ci, ze za parę lat wyladujesz na terapii i
          będziesz sie musiała długo leczyć z tego toksycznego ukladu.
          Sama przeszłam tzez coś podobnego i dopiero po kilku latach odwazyłam się
          zacząć leczyć. tylko obawaim się ze juz jest na to za późno...
    • Gość: mroweczka1 Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.11.01, 15:44
      Droga Matyldo, pozwol, ze tak do Ciebie sie zwroce.

      Przeczytalam o Twoim problemie i postanowilam dopisac rowniez swoja historie.
      Nie chcialabym udzielac Tobie tzw. dobrych rad, gdyz tylko Ty- li i wylacznie
      bedziesz odpowiedzialna za decyzje, ktora podejmiesz i z ktora pozniej bedziesz
      musiala zyc.
      Nie chce komentowac czynu jaki popelnil "mezczyzna Twojego zycia". Jego
      zachowanie mowi samo za siebie, nie potrzebuje ani obrony, usprawiedliwienia,
      ani wiekszego niz wymagane potepienie. Jest ono po prostu niedopuszczalne w
      zwiazku dwoch kochajacych i poniekad szanujacych sie osob.

      Trzykrotnie zaangazowalam sie w "toksyczne zwiazki". Dlaczego? Ano dlatego, ze
      partnerzy z tych zwiazkow byli dla mnie spelnieniem marzenia o ideale: czuli,
      mescy, opiekunczy, interesujacy, wybitnie inteligentni, szarmanccy,
      wyksztalceni: slowem piekni dzentelmeni. Ich piekno bylo wewnatrz, zewnetrznie
      wygladali jak mezczyzni: zarosniete klatki i ich krzywe nozki, czasem czegos
      gdzies za duzo, czasem za malo, ale nie wyglad stanowi o istocie czlowieka,
      choc niezaprzeczalnie wywiera wplyw.
      Po zakonczeniu zwiazku z pierwszym mezczyzna zdalam sobie sprawe, iz nie on
      jest zly lub ja jestem zla tylko, ze nie pasujemy do siebie mimo, ze laczylo
      nas porozumienie dusz, mozgow i nerwow. Mimo pozornych wnioskow wtedy jeszcze
      do konca nie zrozumialam, ze ja nie jestem dla takiego typu mezczyzn, ani ten
      typ nie jest dla mnie. W koncu mial byc to ideal mezczyzny a takiego wlasnie
      sobie wyczarowalam. Jakis czas pozniej kolejny zwiazek. Byl wrazliwy, cudowny,
      pieknie mowil i przezywal milosc(wodnik znak zodiaku, aktor zawod). Druga
      wielka proba i kolejne niepowodzenie. Nigdy wiecej! powiedzialam, ale do czasu,
      az pojawil sie ten trzeci najlepszy, najpiekniejszy, najmadrzejszy. Pokochalam
      Go miloscia wielka, szalona, taka ktora czuje sie w trzewiach. Byl spelnieniem
      wszystkich cech, o ktorych marzylam aby mezczyzna je posiadal. Slowem, wpadlam
      jak sliwka w kompot. Niestety i tym razem nie udalo sie. Zaden z mezczyzn,
      ktorych znalam poprzednio ani pozniej nie potraktowal mnie tak jak on. Nie
      uderzyl mnie, ale sponiewieral slownie. Dla mnie bylo to rownoznaczne z
      dotkliwym fizycznym pobiciem. Moze bylo nawet gorsze, nie bylo bowiem widac
      siniakow a przeciez bolalo tak strasznie. Bolalo tym bardziej, ze byl on jak
      myslalam, dzentelmenem w kazdym calu, starannie wyksztalconym, z dobrym
      pochodzeniem, bardzo szanowanym i cenionym przez wspolpracownikow i
      podwladnych. Oboje bylismy zazenowani tym, co stalo sie. Wiele razy
      rozmawialismy, myslalam, ze to bedzie pierwszy i ostatni raz. Pomylilam sie.
      Ten pierwszy raz otworzyl puszke Pandory. Kilkakrotnie probowalam odejsc,
      zawsze wracalam wierzac, ze wielki czlowiek za jakiego mam go do tej pory nie
      moze zachowywac sie tak niegodziwie.
      Wreszcie nadszedl dzien, kiedy spojarzalam w dol i zobaczylam, ze nic juz pode
      mna nie ma. Stalam na poziomie zero. Zrozumialam, ze milosc to za malo, ze
      wzajemne zrozumienie, zainteresowania, cudowny seks nie wystarczy, aby
      zaprzyjaznic sie. Potrzebowalam przyjazni i szacunku, bo te uczucia gdy milosne
      uniesienie wygasnie, fascynacja przemieni sie w codzienosc, pozwola nam wciaz
      byc ze soba, pic wspolnie kawe rozmawiajac do switu, trzymac sie za reke, gdy
      jedno z nas bedzie umierac. Nigdy nie zaprzyjaznilismy sie ze soba w taki
      sposob, aby umiec pokonac wszelkie trudnosci. Gdy zrozumialam w jakim polozeniu
      znalezlismy sie oboje wiedzialam, ze nie ma juz innego wyjscia, nie ma wyboru.
      Nie czulam zalu, zlosci tylko przejmujacy smutek. Spakowalam kilka swoich
      rzeczy oraz ukochana Zuzie- lalke naszej coreczki (dzis ma 11 lat), wzielam
      dziecko za raczke i powiedzialam, ze jade na sobote i niedziele odwiedzic
      siostre. Przy drzwiach pocalowalam go czule i gleboko zajrzalam w oczy. Ulamek
      sekundy wystarczyl, aby magnetyczna nic porozumienia przeszyla nasze zrenice.
      On wiedzial. Nie zrobil jednak nic aby mnie zatrzymac, nie mogl, nie mial juz
      czym. W tej jednej krotkiej chwili zrozumial, ze tak bedzie lepiej dla niego,
      dla mnie i naszego dziecka. Gdy zeszlam do samochodu czulam jego spojrzenie,
      choc to bylo osme pietro. Odjezdzajac spojrzalam ukradkiem w gore. Stal z
      opartymi o okno rekami i patrzyl. Po wielu niedanych probach rozstan tym razem
      nie potrzebowalismy zbednych slow, ceremonii. Cisza byla odpowiedzia. Pamietam
      padal deszcz, a moze to nie byl deszcz. Jechalam powoli i myslalam wtedy o
      jednym: przede mna dluga droga po wiszacym nad przepascia moscie. Obejrzalam
      sie za siebie, juz nie bylo powrotu. Czelusc wypelniala pozostawiane za soba
      centymetry przebytej drogi. Most. No mala, pomyslalam, ruszaj, jest dla kogo
      zyc. Szlam powoli, ostroznie, przewracalam sie raz po raz, most byl niestabilny
      szarapany najczesciej nocnym wiatrem. Staralam sie nie ogladac za siebie ani
      nie patrzec w dol. Bylo ciezko, niewyobrazalnie ciezko, ale przeszlam na druga
      strone. Gdy postawilam stope na twardym gruncie dostrzeglam, ze zaczyna switac.
      Nie bylo juz ciemno ani zimno, przede mna rozpotarlo swe ramiona moje nowe
      zycie.
      Dzis nie jestem sama, znalazlam czlowieka, ktory jest nagroda dla mnie i dla
      mojej corki, ktora zreszta oddala swoja Zuzie mlodszej siostrzyczce. Znalazlam
      swoje szczescie.

      Powiesz jest nagroda, a gdzie lekcja?
      Jak zauwazylas pewnie nie ma we mnie zlosci w stosunku do mojego bylego
      partnera, choc skrzywdzil mnie i to swiadomie. Nie traktuje naszych doswiadczen
      w kategorii zlych czy dobrych badz tez winy, ktora nalezy kogos obarczyc. Osoby
      o takiej konstrukcji psychicznej jak on i ja nie powinny byc ze soba, gdyz ich
      zwiazek sila rzeczy stanie sie nie tylko toksyczny, ale zostanie popelniony
      kanibalizm (wampiryzm) psychiczny. Nie bylam dla niego wlasciwa kobieta, nie
      dlatego ze bylam gorsza, ale dlatego, ze on szukal innej, w jego pojeciu
      doskonalszej niz ja, tak jak ja szukalam absolutu. Nie ma winy, nie ma kary,
      nie dobra ani zla, sa tylko przezycia, doswiadczenie, ktore nas tworzy i
      wypelnia.
      Jedynie czego zaluje to, ze nie udalo nam sie zaprzyjaznic. W koncu raz w
      tygodniu odwiedza nasza corke i gdy zostaje na kolacji potrafimy przegadac cale
      godziny smiejac sie przy tym do rozpuku. Nie jest to jednak przyjazn, ktora
      mogla nas polaczyc.
      Za co jestem mu wdzieczna? Za wiele rzeczy. Najbardziej chyba za to, ze nigdy
      gdy stalismy i upadalismy razem czy osobno nie zadrwil z mojej do niego
      milosci. Dzieki temu czastka Niego przetrwa ze mna do ostatnich dni moich, a
      czastka ta na pewno nie bedzie tylko nasza corka.

      Matyldo, zanim zdecydujesz przeanalizuj wszystkie sytuacje za oraz przeciw a
      potem na spokojnie podejmij decyzje. Cokolwiek zrobisz nigdy tego juz nie zaluj.

      Trzymam za Ciebie kciuki!

    • rozkoszna Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył 28.11.01, 09:02
      Matyldo,to ja Ci coś powiem..uciekaj póki możesz i nawet się nie oglądaj za
      siebie!!!uwierz mi... ramie?,tak się zaczyna!jakieś przepychanki.. niby
      niewinne..u mnie tak się właśnie zaczęło,później dostałam w twarz,skroń,ramie
      chyba też było..!!jakby tego było mało dostałam ładnie z główki!!potem
      szpital..prześwietlenia,efekt - nastawiany nos!!!!!!bolało...3 dni chodziłam z
      wypchanym nosem gazami i jakimś świństwem,maścią..brrrrrrr
      Tak sie zastanawiam,nie wiem co bardziej bolało...ciało czy dusza,serce...znamy
      się 4 lata,rok po ślubie..2 dni po rocznicy...bardzo romantycznie,nie?jak ja
      mogłam sie tak pomylić...ślepa byłam z miłości..zapewniał,że będzie dobry,że
      nigdy nie uderzy i co?no właśnie..zszarpane nerwy na co dzień,psychika coraz
      gorzej..z dnia na dzień wymyśla totalne bzdury...zazdrość!!to już nie choroba
      to..jakiś obłęd!!!!!ja nie mam już siły,tłumaczyć,zapewniać..tak go
      kochałam,tak czułam tę miłość..a teraz?wszystko runęło!!!jak mnie o to pyta,nie
      umiem odpowiedzieć....mężczyźnie za którego wyszłam..czuje sie podle..on się
      czepia ,bo niby nie rozumie,nie wie o co mi chodzi,uważa,że zwyczajnie
      przesadzam..nie umiemy juz ze sobą nawet rozmawiać..ja nie umiem z nim żyć..mam
      dość!!próbowałam odebrac sobie życie...szkoda,że nie wyszło..nie kochamy sie
      dobre pare miesięcy..a szacunek?hmmm zabawne,straciłam go nawet sama do
      siebie!!!popadłam w taki dół,nie to nie dół,to krater!!!!!!zaczęłam pić
      codziennie,nawet jak nigdy - palić!!!byłam piekielnie samotna..odebrał
      przyjaciół..kom też,na zmiane karte bankomatową,kom,dowód rejestracyjny!!!
      wyzywał, od szmat,kurw,dziwek...nigdy go nie zdradziłam...ale no taki
      zacięty..wyszłam z dołka, dzięki paru osobom poznanych na czacie..ale nadal
      czuje jak stoje w miejscu i tylko patrze jak zycie mi upływa..a mam 21 lat!!!!
      Upssss wzięło mnie na żale..przepraszam...ale jak mówie..UCIEKAJ! póki nie jest
      za późno!!!!
    • Gość: żona? Re: mężczyzna mojego życia wczoraj mnie uderzył IP: *.punkt.pl 29.11.01, 13:44
      Matyldo, nie wiem czy podjęłas już decyzję, czy szukasz tu rady, czy raczej
      wsparcia. napisze tak- odpocznij od niego, daj sobie czas by zrozumieć czy on
      to On...Mój mąz nie był zazdrosny, ale...ale wszystko co czyniłam musiało być
      zgodne z jego chciejstwem...poczynając od tak banalnych spraw jak fryzura ,
      poprzez kawę i papierosy, po przyjaciół, studia...Wyrzekłam się absolutnie
      wszystkiego, poprawiałam wszelkie me niedoskonałości, budowałam nową Ja,by on
      miał nową plastelinową kobietę. przez trzy lata wspólnego zycia przed ślubem
      zdarzyło mu się kilkakrotnie mnie "poszarpać"- wiedział że podobne czyny
      sprawiły że skończyłam z poprzednim facetem. zawsze miał coś na
      przepraszam...potem ciąża, ślub i trzy lata małzeństwa-szczęśliwego chociaż nie
      było ono z całą pewnością takie jak sobie wymarzyłam...ale było. odszedł 4
      miesiące temu.tydzien temu , gdy wysłał wreszcie pozew rozwodowy(o co go
      poprosiłam), poturbował mnie dośc dotkliwie...bolało, spuchło, posianiało..w
      efekcie-dośc silne stłuczenia, podejrzenie złamania łopatki, obdukacja,
      fizjoterapia, usztywnienia, policja....nie pisałam zodnie z kolejnością...ale
      do czego zmierzam- pierwszy "bat" ze strony któregokolwiek mężczyzny mojego
      zycia, winą moją nie był,ale kolejne z całą pewnością tak- pozwoliłam przeciez
      na nie tkwiąc w związku tym. żałuję mych słów'- pierwszy raz nie oznacza
      kolejnych...nie musi , owszem, ale może i to może jest bardzo prawdopodobne...
      uwierz we własną siłę, w swoją wartość, w siebie...uwierz w to co potrafisz
      zdziałać dla własnego szczęścia. pozdr
    • yess zadrosc 30.11.01, 10:22
      najgorsza to ta zdarosc. to ona jest motorem waszych potyczek. on ma z tym duzy
      problem. czy ciebie to nie meczy? to ze musisz sie wiecznie usprawiedliwosc i
      go zapewniac ze jestes wierna itp. Trzeba cos z tym zrobic koniecznie.
    • Gość: Magda Re: Ważne-przeczytaj IP: 217.8.161.* 03.12.01, 20:20
      Niestety, według mnie powinnaś go zostawić, on się nie zmieni. Wiem że będzie ci ciężko, i on
      prawdopodobnie nie będzie ci ułatwiał odejścia, ale czym poźniej tym będzie gorzej.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki. Ja się wyprowadziłam od męża (jesteśmy w trakcie rozwodu)
      jak sie na mnie zamachnął i powiedział że następnym razem dostane. Nie znam historii, ani
      kogoś kto raz uderzył, a potem to już się więcej nie powtórzyło.
      • Gość: mała mi Re:Kobiety nie dajmy się....... IP: *.lodz.dialog.net.pl 03.12.01, 22:42
        poniewierać,nie pozwólmy się bić,poniżac,szkalować!Żadna miłość nie jest tego
        warta.Bo to jest chore,obrzydliwe,złe.Uwierzmy w swoje uczucie i przestańmy
        rozpatrywać życie w kategorii tego co było,a uwierzmy w to co jest.Co z tego że
        wcześniej było fajnie ,dobrze,miło?Było,minęło.Czy przebaczyłybyśmy komuś kto
        uratował nas od utonięcia(wspaniały!)a za parę dni w chwili rozdrażnienia
        chciałby nas utopić w łyżce wody bo "zupa była za słona"!!!!!!!!Nie dajmy się
        zwariwać!Mnie się udało,innym się udało,ale musimy się obudzić i zacząć siebie -
        kobietę -traktować jak człowieka ,a nie matkę polkę,męczennicę i niewolnicę.
        Pzdr.Mała mi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka