Dodaj do ulubionych

Poradcie...

IP: *.waw-smy.tdci.pl 07.05.03, 08:16
Cześć
Proszę was o radę, o pomoc bo sama nie potrafię sobie pomóc. Może ktoś z
was był w podobnej sytuacji, a może po prostu ktoś potrafi mi pomóc
doradzić wyrazić swoja opinię .... Mam 30 lat wspaniałą córeczkę 7 letnia
która jest moim życiem, mam i męża. Popraliśmy się 8 lat temu.... wszystko
wskazywało na to że będziemy wiedli wspaniałe życie a jednak zaczęły się
schody.... Mąż miał mieszkanie w mało ciekawym miejscu ( chodzi mi o
dzielnicę ) zaproponowałam abyśmy to mieszkanie sprzedali i kupili w innej
dzielnicy ( byłam w stanie pokryć ewentualna różnicę w cenie). Jak się
okazało to było moim największym błędem za który do dziś jak to mój mąż
twierdzi płacę. On i jego rodzice nie chcieli sprzedawać tego mieszkania bo
bali się że go okradnę ( nie wiem czemu mnie o to posądzali), twierdzili że
to mieszkanie jest tylko jego a jak kupimy drugie to będzie nasze. Prosiłam
męża aby zrozumiał że nie mam złych intencji że chcę abyśmy zamieszkali w
lepszej dzielnicy. Teście wymyślili ze jak im oddam pewna kwotę pieniędzy
którą oni dołożyli do tego mieszkania to wtedy będę mogła go sprzedawać a jak
na razie to nie mam nic do gadania. W tym czasie trwał remont tego
mieszkania... Gdy zaszłam w ciąże i powiedziałam mężowi ze spodziewam się
dziecka ... skwitował to jednym zdaniem „ uffff ulżyło mi bo myślałem ze nie
mogę mieć dzieci po kilka lat byłem kierowcą Tir-ów „ ... zaczęły się
kłótnie... zamieszkałam u rodziców .. gdy byłam w 5 miesiącu ciąży wrócim do
męża sądziłam że da się wszystko to jeszcze naprawić bo przecież będziemy
mieli dziecko.. ale wielkich zmian nie było ...gdy miałam ochotę na owoce
lub na sok .. on kwitował to że mam fanaberie tłumaczyłam mu że to witaminy
dla dziecka ... mówił „jak się urodzi to będzie widział że to dziecko je
witaminy a na razie to widzi ze ja jem „ .. po urodzeniu dziecka miałam
komplikacje leżałam miesiąc w szpitalu był tylko raz i to ja do niego
zadzwoniłam i poprosiłam aby przyszedł bo tęsknie , był możne 10 min .... ze
szpitala zabrali mnie rodzice bo ojciec dziecka nie raczył nas odebrać ze
szpitala... mieszkałam u rodziców 7 miesięcy w tym czasie dzwonił,
przyjeżdżał odwiedzał i prosił o wybaczenie obiecywał ze się zmienił , że
zrozumiał że źle postępował .. uwierzyłam. Znów zamieszkaliśmy razem ( w
jego mieszkaniu). Było dobrze 2 może 3 miesiące.. potem był podział
wydatków ( ja byłam na wychowawczym bezpłatnym) on płacił rachunki kupował
jedzenia ja miałam zaspakajać potrzeby swoje i dziecka ( ubrania ,
kosmetyki , zabawki). Do pewnego momentu rodzice mi pomagali mówiłam im ze
nam ciężko bo tylko on pracuje, pamiętam jak sprzedałam pierścionek swój aby
kupić córce buty. Wszelkie zabawki, pamersy to był nie potrzebny wydatek, mąż
twierdził że jego matka wychowywała go bez takich pieluch więc i jego
dziecko może się wychować. Po pewnym czasie zaczął wypominać mi ze mieszkam
w jego mieszkaniu , ze chodzę po jego podłodze, że używam jego łazienki. Gdy
dzwoniłam stał z zegarkiem w ręku i mierzył czas, liczył ile razy włączyłam
światło i wyłączyła , uważał że w ten sposób niszczę kontakt. Pewnego razu
gdy wróciłam od rodziców zapytał się co robiłam tam czy go przypadkiem nie
zdradzałam , roześmiałam się i powiedziałam że jest chorym człowiekiem,
kazał mi wyjść z domu i nie wracać, zostałam wyrzucona. Minęło 3 miesiące
przyjeżdżał z różami klękał przed domem i błagał o wybaczenia. Znów
uwierzyłam... załatwił przedszkole nawet dla dziecka, ja poszłam do pracy..
powodziło nam się nie najgorzej. Idylla trwała parę miesięcy .. znów zaczęły
się wypominania kto u kogo mieszka, kto tu rządzi, pewnego razu córeczka
chciał oglądać bajki, powiedział Jej że jak chce oglądać to nie matka ci
kupi bo ten telewizor jest jego. Uderzyłam go za to ... oddał mi ze zdwojona
siła, innym razem dziecko zerwało zasłonę dostałyśmy obie Ona że rozrabia ja
ze jej nie pilnuje.... Miałam tego wszystkiego dość ale nie potrafiłam sama
odejść bo były tez i dobre chwile, bałam się samotności ...Pewnego dnia mąż
dostał wiadomość od rodziny z ameryki że jak chce to może przyjechać do nich,
odradzałam mu ten wyjazd .. gdyż tu w Polsce ma dobrą pracę a tam nie
wiadomo czy znajdzie pracę, mówił raz ze mam racje a za chwilkę mówił że mu
zazdroszczę. Postanowiłam się nie wtrącać się ... i wtedy powiedział że sobie
już wszystko przemyślałam że jak on wyjedzie to ja sprzedam mieszkanie i on
nie będzie miał gdzie wrócić... w tym momencie czara się przelała ...
Sprzedałam działkę która dostałam od dziadka i kupiła sobie mieszkanie, przez
3 miesiące wynajmował to mieszkanie bo chciałam aby córka dochodziła do
końca roku do przedszkola.. jemu nic nie mówiłam o mieszkaniu że mam...
pewnego razu wróciła do domu z córką chciałyśmy zrobić tatusiowi
niespodziankę , kupiłam hulajnogę... jak się okazało tatuś nas uprzedził w
niespodziance.. w domu była inna kobieta gotowała mu obiad oboje byli w
tylko w bieliźnie. W ciągu 1 godz. spakowałam się i wyprowadziłam...
zamieszkałam w swoim mieszkaniu... od 2 lat nie mieszkamy razem on ma liczne
romanse nawet został oskarżony o czyn lubieżny, a ja w dalszym ciągu nie
potrafię się od niego odsunąć , pomagam mu w wieku sprawach, prosił mnie
abym mu pozwoliła zamieszkać u siebie .. w tedy nie byłam na to gotowa ...
jemu się lepiej powodzi ma lepsza pracę poprosiłam go o pożyczenie pieniędzy
pożyczył mi ale zarządzał odsetek .. ... teraz mi postawił ultimatów albo
wracam do niego albo zamieszka z nim inna osoba poznana podczas sprawy o
czyn lubieżny... Wiem powinnam czuć ulgę ... ale nie czuję .. powinnam
rozstać się z nim dawno .. ale nie potrafię się od niego odciąć... boje się
samotności , boje się myśli że zostanę sama , nie jestem osoba atrakcyjną,
jestem gruba , boje się czuć niepotrzebna, boje się że moje życie będzie
polegało tylko na pracy i wychowaniu dziecka, boję się że nie dam rady dalej
żyć.. Jestem spostrzegana przez ludzi jako wesoła zawsze pogoda... ale w
głębi duszy jestem samotna, pełna obaw, co mam robić jak mam sobie pomóc..
Czym mam wrócic do niego znów uwierzyć? PROSZĘ O POMOC .
A.

Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Poradcie... 07.05.03, 08:36
      Gość portalu: Aga napisał(a):

      ... boje się
      > samotności , boje się myśli że zostanę sama , nie jestem osoba atrakcyjną,
      > jestem gruba , boje się czuć niepotrzebna, boje się że moje życie będzie
      > polegało tylko na pracy i wychowaniu dziecka, boję się że nie dam rady
      dalej
      > żyć.. Jestem spostrzegana przez ludzi jako wesoła zawsze pogoda... ale w
      > głębi duszy jestem samotna, pełna obaw, co mam robić jak mam sobie pomóc..
      > Czym mam wrócic do niego znów uwierzyć? PROSZĘ O POMOC .


      Myślę, że może warto zadać sobie pytanie: KTO i DLACZEGO jest atrakcyjny
      dla Ciebie?
      I dla kogo Ty chciałabyś być atrakcyjna?
      • Gość: Aga Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 20.05.03, 14:28
        Dziękuję Wam za listy... wiem ze macie rację.
        Wczoraj miałam kłótnie z mężem .... i dziś mam doła. Powiedział kategorycznie
        że albo ja się do niego wprowadzam albo szuka innej, zaproponowałam żeby się
        przeprowadził do nas a on "odpowiedział że nie będzie mieszkał w mieszkaniu
        teściów, że jestem egoistka, że zabieram dziecu ojca,że myśłe że znajdę księcia
        z bajki. A ona nas tak mocno kocha."
        Dziś gryzą mnie wyrzuty że może tak naprawdę jest ?
        A.
    • Gość: Asia Re: Poradcie... IP: *.net 07.05.03, 09:47
      Witaj Ago.

      Strasznie mi przykro, że musisz przechodzić przez takie piekło.
      Życie pod jednym dachem z człowiekiem dla którego najbardziej liczy się jego
      własne dobro nie należy do przyjemności. Sama widzisz ile krzywdy i upokorzeń
      sprawił Tobie i Waszej Córeczce. Pomyśl ile musiałaś przez niego wycierpieć i
      jak wynika z Twojego listu w chwili obecnej jest podobnie. Mówisz,że ciągle go
      kochasz i nie potrafisz bez niego żyć ...
      Ale co to jest za życie? Ciągła niepewność, strach o to co stanie się za
      chwilę, poniżanie na każdym kroku. Podoba mi się, że postanowiłaś choć
      częściowo się od niego odizolować kupując własne mieszkanie. Uważam, że to była
      słuszna i jedyna w tej sytuacji dobra decyzja. Dobrze, iż miałaś takie
      możliwości, a teraz powinnaś jak najlepiej wykorzystać tę szansę.
      Piszesz, że boisz się samotności ...
      Nie wiem czy można tu mówić o samotności. Masz przecież córkę. Musisz Ty sama
      zapewnić jej piękne dzieciństwo, bo przecież na męża nie możesz liczyć w tej
      jak i w każdej innej sprawie. A to, że zostaniesz bez mężczyzny nie jest żadną
      tragedią. Na świecie jest tylu wartościowych ludzi i z pewnością jeśli nie
      dziś, czy jutro to kiedyś poznasz taką osobę, którą pokochasz z całego
      serca ;-). Poznasz osobę, która będzie umiała docenić Ciebie, która będzie
      Cię szanowała i liczyła się z Tobą. Nie uważasz, że właśnie szacunek jest w
      związku najważniejszy ????
      Twierdzisz, że nie jesteś atrakcyjna.. hmmm.
      Wiesz ja też tak kiedyś myślałam. Ale teraz wiem, że jeśli człowiek nie
      przejmuje się tym co go otacza do okoła, kiedy wleje w siebie trochę optymizmu
      i radości to urok sam przychodzi. Musisz uwierzyć w siebie i wyjść w końcu z
      cienia swojego męża. Ten związek nie wróży niczego dobrego ani dla Ciebie ani
      dla Córki. Jesteście jedynie odskocznią dla Twojego męża, w chwili gdy on
      czegoś potrzebuje lub czuje się samotny. Niech on żyje po swojemu, Ty nie
      musisz się na to godzić a tym bardziej ulegać.
      Twoje małżeństwo to zamknięte koło. Są upadki, potem wylewne przeprosiny i
      powrót małżonka na łono rodziny, tylko po to, aby zranić Cię za chwilę ze
      zdwojoną siłą. Przecież wiesz o tym dokładnie !!!!

      Ago życzę Ci przede wszystkim pewności siebie, wiary we własne siły. Bez tego
      nie poradzisz sobie. Musisz być silna i podnieść się z tego dołka. Zrób to dla
      siebie i Córki. Nie zasłużyłyście na takie traktowanie i nie możecie pozwolić
      aby ktoś kto nie dorasta Wam do pięt powoli i skutecznie niszczył Wasze
      życie !!!

      Trzymam kciuki i pozdrawiam serdecznie


      Asia



      • Gość: Aga Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 07.05.03, 09:57
        Bardzo dziekuję Asiu za tyle ciepłych słów..
        A.
        • Gość: pom Re: Poradcie... IP: 1ProxyWebServer:* 07.05.03, 10:21
          Ago, mam koleżankę, ktora przechodzi podobne piekło.
          Było jej bardzo ciężko, trudno było jej oderwać sie od niego, szczególnie
          psychicznie. Ale dziś, kiedy już podjęła decyzję, Ona j jej 4-letnia córeczka,
          są o wiele szczęśliwsze, spokojniejsze. Też jak Ty bała się samotności i że
          sobie nie poradzi.
          Nie mi wyrokować ale Twój mąż ma obajwy mizoginisty. Jak znajdę ksiażkę na ten
          temat - podam Ci tytuł i autora. Dzięki tej książce moja przyjaciółka otworzyła
          oczy na to, co robi z nią jej maż i jak ja krzywdził przez tyle lat a ona tego
          nie widziała! Zachowywała się bardzo podobnie do Ciebie.
          I jeszcze jedno... nie wiem, gdzie teraz mieszkasz, ale istnieją grupy wsparcia
          dla kobiet z takich związków. Bardzo trudno sie z nich wychodzi, dlatego by
          poczuć sie silniej, ze nie jesteś sama z tym problemem, dobrze by było, gdybyś
          do takiej grupy chodziła... Jest tam opieka psychologa, prawnika.

          Nie martw się - nie jesteś sama!
          • Gość: Aga Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 07.05.03, 10:44
            Hej
            Mieszkam w Warszawie i z chęcią bym do takiej grupy przystapiła ... jak również
            z chęcią bym przeczytała ową książke.
            Pozdrawiam A.
            • pom Re: Poradcie... 08.05.03, 18:14
              Już znalazłam tę książkę. Susan Forward, Joan Tores "Dlaczego on nie kocha a
              ona za nim szaleje". Wydawnictwo REBIS. Jeśli jej nie znajdziesz, mogę Ci ją
              pożyczyć, mi nie jest potrzebna. Jeśli byś chciała, daj znać na skrzynkę
              mailową.
              Niestety, nie jestem z Warszawy ale na pewno jest jakiś ośrodek, który zajmuje
              się problemem podobnym do Twojego i pomogą Ci wyjsc z niego. Popytaj, musi coś
              takiego być w Wawie.
              To jest toksyczny układ, z którego bardzo trudno sie wyzwolić a tym bardziej
              samej, pomyśl o tym ośrodku. Mojej koleżance to bardzo ale to bardzo pomogło,
              czuje się silniejsza i się go przede wszystkim tak nie boi. A była bardzo
              zastraszona.
    • Gość: ktoś Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 08.05.03, 10:19
      Współczuje Ci bardzo.... powinnaś popytać mzoę ktos na formu zna kontak z
      klubami z ośrodkami pomocy dla kobiet w podobnej sytacji jak TY.
      Pozdrawiam
    • tumoi Re: Poradcie... 08.05.03, 11:43
      ale w
      głębi duszy jestem samotna, pełna obaw, co mam robić jak mam sobie pomóc..
      Czym mam wrócic do niego znów uwierzyć? PROSZĘ O POMOC .
      A.

      Już sobie pomogłaś, kupiłaś mieszkanie i się wyprowadziłaś. I to było najlepsze
      co mogłaś zrobić. Teraz pora na całkowite zerwanie więzi z mężem (rozwód, albo
      co najmniej rozdzielnośc majątkowa-inaczej kiedyś zostaniesz w jednej koszuli)-
      Ty się z nim nie spotykaj, choćby skomlał na kolanach i wykupił kwiaty we
      wszystkich kwiaciarniach (choc na to jest za skąpy). Codziennie przypominaj
      sobie krzywdy jakie Tobie i dziecku wyrządzał-to pomaga. Pomyśl o tym, ze
      Twojemu dziecku (niech no tylko podrośnie) zacznie też wypominać każda kromkę
      chleba, którą zje, będzie najgorzej ubranym dzieckiem w szkole, nie pojedzie na
      wycieczkę, nie pójdzie na urodziny do koleżanki (bo trzeba kupić prezent), nie
      będzie miało płyt, itd. itp i to nie dlatego, że jej tatusia na to nie stać ale
      dlatego, ze jej tatuś ma skrzywioną osobowość i żadne leczenie nie pomoże.
      Rozumiem Cię, że czujesz sie nieatrakcyjna, osoby z nadwagą są tak
      spostrzegane. Ale z nadwagą można skutecznie walczyć, w Warszawie bez problemu
      znajdziesz choćby "Klub Kwadransowych Grubasów". W Twoim wypadku nie będzie to
      łatwa walka (podejrzewam, że typowo dla kobiet "zżerasz stres"), ale uwierz mi,
      że mozna ją wygrać. A potem w najmniej oczekiwanym momencie pojawi się ktoś na
      horyzoncie...
    • Gość: kulka Re: Poradcie... IP: *.gabo.pl 08.05.03, 13:19
      jezu kobieto kopnij go w dupe
      jak jestes gruba to idz na aerobik albo cwicz w domu
      on cie zdradza, ciagle poniza a ty dalej w to brniesz?jeszcze nie zobaczylas
      jaki on jest
      nie boj sie samotniosci..moze jak bedziesz samotna bedziesz cierpiec ale czy
      nie cierpisz bedąc z nim?
      zreszta co to za ultimatum??albo wracasz albo se wezmie inną?czy on cie w
      ogo.le kocha i czy ty go kochasz??????
      zaloze sie ze jak wrocisz bedzie tak samo albo jeszcze gorzej
      sorry aloe to jakis chory czlowiwek jezeli stawia takie ulitmatum
      masz sie nim dzielic albo wybierac miedzy tym a tym?gdzie obie rzeczy sa
      straszne?
      co bedziwesz miala z tego ze doe niego wrocisz?
      upokorzenia?
      albo znowu zastaniesz go z jakąs panienką(no bo ja powiedzial ze jak ty nie
      wrocisz to on bedfzie z nia) to watpie zeby mozna mu bylo zaufac
      kobieto..daj upust..jest wielu8 ludzi samotnycha jednak szczesliwych
      na [oczatku napewno bedzie trudno
      jak chcesz byc bardziej atrakcyjna to rob cos z sobą a nie myslisz o powocie do
      takiego meza
      co cie przy nim czeka???
    • myslewiecjestem Re: Poradcie... 08.05.03, 15:25
      ok, doczytalem tylko do "niszczenia" kontaktu.
      zostaw tego capa.
    • Gość: Monie_pl Re: Poradcie... IP: 62.6.160.* 09.05.03, 12:15
      Wszyscy ci tu dobrze radza i wspieraja jak moga, ale jest jeszcze prawo, ktore
      jest bezduszne.
      Moja rada jest bardziej prozaiczna:
      1. jest cos takiego jak Centrum PRaw Kobiet gdzie jest bezplatny prawnik, ktory
      objasni ci procedury i tam tez jest jakis psycholog,
      2. moim zdaniem ejst tez kwestia mieszkania, ktore kupilas w trakcie trwania
      malzenstwa - koniecznie wyjasnij to z prawnikiem, ebys nie stracila tego
      mieszkania
      3. rozwodzic sie nie musisz, bo to jest bardzo ciezkie przezycie i widac, ze
      jeszcze nie masz sily na to, ale juz zaczelas walczyc o dziecko i czesciowo o
      siebie, wiec na rpzyszlosc przyda ci sie zbieranie dowodow, tj. swiadkow
      robionych awantur czy rekoczynow - wezwanie policji i wymaganie zrobienia
      notatki (w ten sposob jeszcze go nie krzywdzisz, ale na rpzyszlosc jest slad w
      papierach, ze byl agresywny, a po kilku dniach zazadac od policji kopii tej
      notatki, bo masz do tego prawo
      4. jesli tylko porozmawiasz z psychologiem to juz duzo sie dowiesz, a tez te
      grupy wsparcia to swietny pomysl
      5. skoro ludzie uznaja cie za pogodna, to znaczy ze cie lubia, czyli uznaj za
      atrakcyjna takze (taki esjt mechanizm u ludzi,z e jak kogos lubia to takim
      jakim jest fizycznie)
      Zycze ci duzo sily i determinacji. Pisz tutaj jak tylko ejst ci zle, bo zawsze
      cie wysluchamy!
      Pozdrawiam cie bardzo serdecznie
      MOnie_pl
    • Gość: k.... Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 12.05.03, 09:44
      Witajcie
      Sprawa jest niby oczywista... każdy doradzi jej aby go zostawiła i ja tez radze
      Zostaw go jest nie warty tege abyś TY tak się męczyła i czekała na jego
      kolejna obelgę. Moja koleżanka jest w podobnej sytuacji, każdy jej mówi aby
      złożyła pozew ona odpowiada ze nie potrafi ze jeszcze nie jest na to gotowa.
      Ostatnio przeczytałam bardzo trafne zdanie dotyczace takich sytuacji " miłość
      do innej osoby przysłania godnosc do samej siebie" coś w tym jest,
      Trzymam kciuki
      P.S Zostaw go
      • Gość: Aga Re: Poradcie... IP: *.waw-smy.tdci.pl 20.05.03, 14:30
        Dziękuję Wam za listy... wiem ze macie rację.
        Wczoraj miałam kłótnie z mężem .... i dziś mam doła. Powiedział kategorycznie
        że albo ja się do niego wprowadzam albo szuka innej, zaproponowałam żeby się
        przeprowadził do nas a on "odpowiedział że nie będzie mieszkał w mieszkaniu
        teściów, że jestem egoistka, że zabieram dziecu ojca,że myśłe że znajdę księcia
        z bajki. A ona nas tak mocno kocha."
        Dziś gryzą mnie wyrzuty że może tak naprawdę jest ?
        A.

        • majaa Re: Poradcie... 20.05.03, 15:10
          Kobieto, pozwól sobie wreszcie oderwać się od tego egoisty!!!
          To nie Ty powinnaś mieć wyrzuty sumienia!
          On zatruwa życie nie tylko Twoje ale i dziecka. Najwyższy czas, żebyś się od
          tego oderwała całkowicie. Pomyśl, że przecież już tak niewiele brakuje - nie
          jesteś przecież od niego uzależniona - masz mieszkanie, pracę. A on się już nie
          zmieni!!! Musisz w to wreszcie uwierzyć i dać sobie szansę.
          Pozdrawiam i życzę siły wewnętrznej.
    • Gość: aleksandrynka Re: Poradcie... IP: 212.160.130.* 20.05.03, 21:03
      Aga, przede wszystkim www.niebieskalinia.pl Tak, jesteś/byłaś ofiarą przemocy,
      na szczęście okazałaś się na tyle silna i zdecydowana, że odeszłas od tyrana.
      Wiele w Tobie mocy, ale też niezałatwionych spraw, trudnych, niewyrażonych
      emocji... Własnie dlatego powinnaś poszukać pomocy u kogoś, kto pomoże Ci się z
      tym wszystkim uporac i wreszcie domknąć ten ciężki rozdział Twojego życia. Taką
      osobą może być terapeuta, a jeszcze lepiej - grupa wsparcia, o której pisał
      ktos wyżej. W NL może mają jakieś namiary, najpierw poszperaj na stronie,
      możesz też zadzwonić. Płatny tylko pierwszy impuls a przy słuchawce
      kompetentne, wyszkolone osoby siedzące tam własnie po to, żeby informować,
      wspierać, pomagać... Zachęcam. Jesli nic nie znajdziesz daj znać, może coś
      wyszperam. I nie daj się! Zrobiłaś juz dla siebie tak dużo, szkoda by było
      teraz się wycofać.
      Pozdrawiam serdecznie!
    • komandos57 Re: Poradcie... 20.05.03, 21:10
      Ty masz 7 lat czy coreczka?Ty bylas tyrowka czy twoj facet?I co ci poradzic?
      Wlacz pralke na odwirowywanie,wejdz do srodka,zamknij za soba
      drzwiczki.Moze,zaznaczam moze sila odsrodkowa wypierdoli twojego zajoba.Nie
      wiem jak masz zaawansowanego bzika.Pojebko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka