"Inni" znajomi

IP: *.matrix.pl 28.11.01, 12:46
rzecz ma sie tak: mam grono kilku osob (pary), znamy sie dobrych kilka lat,
chociaz sa tez osoby "swiezsze". Problematyczna jest jedna para z
tych "starszych". Nazwijmy ich: pani X, pan Y. Otoz pani X jest ciagle
niezadowolona, ton glosu non stop oskarzycielski, ciagle mnostwo problemow i
nic, tylko jej zalowac. Pan Y (jej maz) jest potulny, glosu prawie nie zabiera,
ciagle zbiera od zony docinki, ze cos zle, ze jej sie nie podoba, ze cos nie
zrobione, az przykro tego sluchac. Miny oboje maja ciagle skrzywione, ale
zapytac ich, co jest nie tak, tez ciezko, bo przy okazji wyznaja zasade, ze
wlasne brudy we wlasnym domu... Oni sa ciagle z boku. ALE pani X tez wydaje sie
z tego odsuniecia niezadowolona, bo niech sie komus wyrwie, ze odbylo sie np
babskie spotkanie bez niej, to mina wyraza pretensje i zal. Z imprez wychodza
wczesniej, a jak sie pozniej opowiada, co sie jeszcze dzialo (zeby
ich 'wdrozyc') to zle, no bo znowu czekalismy z dobra zabawa, az sobie pojda.
Wszysto traktuja na powaznie, ale z kolei o powaznych sprawach zadne z nas nie
potrafi z nimi rozmawiac, bo zaraz robi sie ciezka atmosfera i oni zmieniaja
temat.
Coz, uwazamy ich za dobrych znajomych i przykro nam, ze dystans sie powieksza.
Pozostale osoby mowia sobie o wielu, bardziej i mniej prywatnych rzeczach, co
tworzy pewna zazylosc. X i Y odmawiaja uczestniczenia w tej zazylosci, a
jednoczesnie nie wydaja sie z tego zadowoleni.
Mam dwa wyjscia - nadal sie nimi nie przejmowac, a nad ich uwagami (byc moze
nieswiadomymi) przechodzic do porzadku dziennego, ALBO wreszcie wygarnac pani
X, ze zeby cos wziac, trzeba tez dac, czasem sie z czegos szczerze ucieszyc, a
nie tylko narzekac. Ona jest bardzo zamknieta w sobie i ja nawet nie wiem, czy
jej to odpowiada, czy nie.
Co o tym sadzicie?
pozdrawiam
Aga
    • Gość: renka Re: potulna ofiara losu IP: *.home.cgocable.net 28.11.01, 13:08
      Moim skromnym zdaniem pani x sie meczy strasznie ze swoja ofiara losu
      mezusiem, ktory nie jest taki slodki na jakiego wyglada. Prawdopodobnie jest
      to wampir emocjonalny, ktory wykancza swoja zone w ciszy domu, kiedy nikt nie
      widzi. Malzonka odreagowuje sie publicznie, bo w ciszy domu nie ma argumentow
      i pewnie placze po nocach.A jak wciagnac ich do zabawy? Podstawic im takich
      samych jak oni!!! Beda mieli swietna zabawe przegladajac sie w swoich
      lustrach.Sprobujcie znalezc im te "zabawki"! Takie typy jak ten mezus to
      prawdziwe nieszczescie dla kobiety, wspolczuje jej.
      • Gość: Agniecha Re: potulna ofiara losu IP: *.matrix.pl 28.11.01, 13:38
        ze maz to ofiara losu, to masz racje, ale z tym emocjonalnym wykanczaniem jej,
        to bym nie powiedziala. Raczej wlasnie ją uwazam za emocjonalnego tyrana.
        Widzisz, sytuacje, w ktorych ona jest z meza zadowolona, to SPORADYCZNE
        przypadki (nie wiem, czy 5 bym sie doliczyla w kilkuletniej znajomosci),
        natomiast niezadowolenie z niego jest nagminne.
        Ale to co miedzy nia a mezem, to jedno, ale ona wykancza nas (zwlaszcza
        dziewczyny, bo panowie maja po prostu temat do zartow albo ignoruja)! No bo np.
        pytasz ja, co na praktykach, a ona Cie zalewa potokiem problemow, ktorych nikt
        poza nia w sytuacji nie widzi. Ja z jedna z dziewczyn sie przyjaznie (taka
        prawdziwa, babska przyjazn), ale np. przy pani X sprobuj cos wspomniec o tym,
        ze sie spotykamy bez niej, to juz ją urazasz. O co ją nie zapytasz, to
        uslyszysz 'w porzadku', nawet jak widzisz, ze jest zle. Probujesz drazyc, zeby
        pomoc, to jestes wscibska i wtracasz sie w nie swoje sprawy. Probujesz
        zartowac - zle. Probujesz na powaznie - grobowa atmosfera i 'za malo ufa'.
        No i jednoczesnie duzo patosu, ze przyjazn, ze to, ze tamto :-(
        • Gość: zosia11 Re: potulna ofiara losu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.01, 15:21
          Gość portalu: Agniecha napisał(a):

          > ze maz to ofiara losu, to masz racje, ale z tym emocjonalnym wykanczaniem jej,
          > to bym nie powiedziala. Raczej wlasnie ją uwazam za emocjonalnego tyrana.
          > Widzisz, sytuacje, w ktorych ona jest z meza zadowolona, to SPORADYCZNE
          > przypadki (nie wiem, czy 5 bym sie doliczyla w kilkuletniej znajomosci),
          > natomiast niezadowolenie z niego jest nagminne.
          > Ale to co miedzy nia a mezem, to jedno, ale ona wykancza nas (zwlaszcza
          > dziewczyny, bo panowie maja po prostu temat do zartow albo ignoruja)! No bo np.
          >
          > pytasz ja, co na praktykach, a ona Cie zalewa potokiem problemow, ktorych nikt
          > poza nia w sytuacji nie widzi. Ja z jedna z dziewczyn sie przyjaznie (taka
          > prawdziwa, babska przyjazn), ale np. przy pani X sprobuj cos wspomniec o tym,
          > ze sie spotykamy bez niej, to juz ją urazasz. O co ją nie zapytasz, to
          > uslyszysz 'w porzadku', nawet jak widzisz, ze jest zle. Probujesz drazyc, zeby
          > pomoc, to jestes wscibska i wtracasz sie w nie swoje sprawy. Probujesz
          > zartowac - zle. Probujesz na powaznie - grobowa atmosfera i 'za malo ufa'.
          > No i jednoczesnie duzo patosu, ze przyjazn, ze to, ze tamto :-(


          Agniecho, przepraszam, ze sie wtracam, nie zrozum mnie zle- ale skoro tak o niej
          myslisz to po co w gole kontynuowac te znajomosc? Przeciez Ty takimi opiniami
          wskazujesz, ze nie warto i Tobie nie zalezy. Mimo, ze moj list jest
          potwierdzeniem nieudanych prob to zobacz, ze wciaz cos jeszcze probuje zmienic. I
          jedno powiedziec musze. Choc opisalam siebie w pozytywnym swietle to na pewno i
          we mnie jest cos, co nie pozwala sie jej czuc w moim towarzystwie dobrze. Nie
          chcialam pisac, abys nie poczula sie urazona ewentualna aluzja, ale tak naprawde
          to zaczelam od siebie i zmiany swojego stosunku. Wierze w jedno na pewno: o ile
          niewadoma jest czy inni ludzie potrafia sie zmienic tak wiadomym jest czy my sami
          zmienic sie potrafimy. I potrafimy.
        • Gość: zosia11 Re: potulna ofiara losu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.01, 15:22
          Gość portalu: Agniecha napisał(a):

          > ze maz to ofiara losu, to masz racje, ale z tym emocjonalnym wykanczaniem jej,
          > to bym nie powiedziala. Raczej wlasnie ją uwazam za emocjonalnego tyrana.
          > Widzisz, sytuacje, w ktorych ona jest z meza zadowolona, to SPORADYCZNE
          > przypadki (nie wiem, czy 5 bym sie doliczyla w kilkuletniej znajomosci),
          > natomiast niezadowolenie z niego jest nagminne.
          > Ale to co miedzy nia a mezem, to jedno, ale ona wykancza nas (zwlaszcza
          > dziewczyny, bo panowie maja po prostu temat do zartow albo ignoruja)! No bo np.
          >
          > pytasz ja, co na praktykach, a ona Cie zalewa potokiem problemow, ktorych nikt
          > poza nia w sytuacji nie widzi. Ja z jedna z dziewczyn sie przyjaznie (taka
          > prawdziwa, babska przyjazn), ale np. przy pani X sprobuj cos wspomniec o tym,
          > ze sie spotykamy bez niej, to juz ją urazasz. O co ją nie zapytasz, to
          > uslyszysz 'w porzadku', nawet jak widzisz, ze jest zle. Probujesz drazyc, zeby
          > pomoc, to jestes wscibska i wtracasz sie w nie swoje sprawy. Probujesz
          > zartowac - zle. Probujesz na powaznie - grobowa atmosfera i 'za malo ufa'.
          > No i jednoczesnie duzo patosu, ze przyjazn, ze to, ze tamto :-(


          Agniecho, przepraszam, ze sie wtracam, nie zrozum mnie zle- ale skoro tak o niej
          myslisz to po co w gole kontynuowac te znajomosc? Przeciez Ty takimi opiniami
          wskazujesz, ze nie warto i Tobie nie zalezy. Mimo, ze moj list jest
          potwierdzeniem nieudanych prob to zobacz, ze wciaz cos jeszcze probuje zmienic. I
          jedno powiedziec musze. Choc opisalam siebie w pozytywnym swietle to na pewno i
          we mnie jest cos, co nie pozwala sie jej czuc w moim towarzystwie dobrze. Nie
          chcialam pisac, abys nie poczula sie urazona ewentualna aluzja, ale tak naprawde
          to zaczelam od siebie i zmiany swojego stosunku. Wierze w jedno na pewno: o ile
          niewadoma jest czy inni ludzie potrafia sie zmienic tak wiadomym jest czy my sami
          zmienic sie potrafimy. I potrafimy.
          • Gość: Agniecha Re: potulna ofiara losu IP: *.matrix.pl 28.11.01, 15:42
            Zosiu, nie przepraszaj, ze sie wtracasz, bo ja wlasnie licze na podpowiedzi.
            A teraz wyjasniam: napisalam tak o tej dziewczynie, bo po prostu czuje sie juz
            zniecierpliwiona jej stosunkiem do zycia. Widzisz, gdyby mi nie zalezalo, to
            machnelabym reka. Ale i ja, i inni z tego grona, probujemy do niej wyciagac
            reke, staramy sie, zeby nie omijaly jej zadne wydarzenia, probujemy mowic o
            sobie, a w zamian dostajemy jej grymasy. Byc moze ona nie zdaje sobie nawet z
            tego, ze tak nas mrozi i odstrasza. Ale to jest jakos tak, ze przy niej sie
            czujesz sparalizowana, bo co ona na to powie, jak oceni, pewnie znowu bedzie
            niezadowolona itd.
            Sprecyzuje dalej: To jej meza znamy dluzej (10 lat), ją poznalismy przez niego
            (5-7 lat temu, zalezy kto). No i dopoki to byly poczatki znajomosci, to
            wszystko wydawalo sie ok, polubilismy ją prawie tak mocno jak jego. I dla nas
            wszystkich naturalne jest, ze chcemy byc blisko ich spraw i zeby oni byli
            blisko naszych, ale oni do siebie bronia dostepu, a nasze sprawy interesuja ich
            w zakresie, powiedzmy, faktow. Tak powierzchownie. No i jednoczesnie zal z ich
            strony, ze sa odsunieci. Ja naprawde bym chciala moc z pania x rozmawiac tak
            otwarcie i o takich powaznych czy blahych rzeczach, jak z ta przyjaciolka, o
            ktorej wspomnialam. Ale nie potrafie. I wlasnie zastanawiam sie, czy probowac
            to zmienic przez rozmowe z x, czy nie.
            Widzisz, jej maz byl kiedys przyjacielem kilkorga z nas (napisalam 'byl', bo
            teraz jest duzy dystans, a on - przy niej? - niknie w oczach, tracimy go) i
            zalezy nam na tym, zeby byl szczesliwy, a na takiego nie wyglada. Moze bylby
            szczesliwy, gdyby mial szczesliwsza zone?
            • zosia11 Re: potulna ofiara losu 28.11.01, 18:36
              Agniecho, pozwol, ze porozbieram Twoja wypowiedz na czesci pierwsze. Latwiej
              bowiem ustosunkowac sie do wspomnianych przez Ciebie elementow.

              „Zosiu, nie przepraszaj, ze sie wtracasz, bo ja wlasnie licze na podpowiedzi.”

              Ciesze sie , ze i moj glos w dyskusji moze ( a nuz...) okazac sie przydatny. Do
              konca tygodnia mam wiecej czasu dla siebie, wiec z przyjemnoscia bede do Was
              zagladac i jesli kogokolwiek moje wypowiedzi interesuja – rowniez pisywac.

              „A teraz wyjasniam: napisalam tak o tej dziewczynie, bo po prostu czuje sie juz
              zniecierpliwiona jej stosunkiem do zycia. Widzisz, gdyby mi nie zalezalo, to
              machnelabym reka. Ale i ja, i inni z tego grona, probujemy do niej wyciagac
              reke, staramy sie, zeby nie omijaly jej zadne wydarzenia, probujemy mowic o
              sobie, a w zamian dostajemy jej grymasy. Byc moze ona nie zdaje sobie nawet z
              tego, ze tak nas mrozi i odstrasza. Ale to jest jakos tak, ze przy niej sie
              czujesz sparalizowana, bo co ona na to powie, jak oceni, pewnie znowu bedzie
              niezadowolona itd.
              Sprecyzuje dalej: To jej meza znamy dluzej (10 lat), ją poznalismy przez niego
              (5-7 lat temu, zalezy kto). No i dopoki to byly poczatki znajomosci, to
              wszystko wydawalo sie ok, polubilismy ją prawie tak mocno jak jego”

              Wiem, ze najtrudniej jest postawic sie na miejscu drugiej osoby, ale sprobuj
              moze latwiej bedzie zrozumiec i znalezc odpowiedz. Sprobuj przeanalizowac Wasze
              wspolne spotkania. Moze w przeszlosci zdarzylo sie cos, co zmienilo jej
              stosunek do Was, do zycia, swiata?
              Moze (swiadomie lub nie) zraniliscie ja, moze zadrwiliscie z niej , z jej
              zainteresowan, inteligencji, wiedzy. Moze , jak to bywa na tego typu
              spotkaniach, potraktowaliscie to -hipotetyczne podkreslam- zdarzenie jako dobry
              zart (...tynfa wart) , nad ktorym nie warto zatrzymywac sie na dluzsza chwile.
              A moze przyjacielsko-zartobliwie nabijaliscie sie z niej, a dla niej cala ta
              sytuacja nie byla zabawna tylko jak najbardziej bolesna? Jesli taka sytuacja
              miala miejsce to czy ja pozniej przeprosiliscie, slowem prostym i uczciwym?
              Moze ona ma tez problemy, o ktorych chcialaby powiedziec, ale boi sie , ze nie
              napotka zrozumienia? Napisalas, ze na poczatku znajomosci bylo inaczej,
              pozniej cos zmienilo sie. Kiedy nastapila zmiana i dlaczego?
              Napisalas, ze Was mrozi i paralizuje. To okropne, moze rzeczywiscie nie wie o
              tym i trzeba jej to powiedziec. Dla jej dobra glownie nie zapominajac jednak o
              rozwadze i „pomyslunku”


              „ I dla nas wszystkich naturalne jest, ze chcemy byc blisko ich spraw i zeby
              oni byli
              blisko naszych, ale oni do siebie bronia dostepu, a nasze sprawy interesuja ich
              w zakresie, powiedzmy, faktow. Tak powierzchownie.”

              W tej kwestii jest mnie najtrudniej odniesc sie. Z jakiekolwiek strony spojrze
              np. na wlasne relacje z przyjaciolmi to zawsze interesowaly mnie radosci i
              smutki bliskich osob, ich interesowaly moje. Jesli powierzam komus informacje o
              sobie, o swoich problemach to musze wiedziec, ze nikt nie zrobi z nich zlego
              uzytku. Mowisz, ze zamkneli sie w sobie, zatem albo nie potrafia mowic o tym co
              dla nich wazne albo zablokowali sie z jakiegos powodu.

              „No i jednoczesnie zal z ich
              strony, ze sa odsunieci. Ja naprawde bym chciala moc z pania x rozmawiac tak
              otwarcie i o takich powaznych czy blahych rzeczach, jak z ta przyjaciolka, o
              ktorej wspomnialam. Ale nie potrafie. I wlasnie zastanawiam sie, czy probowac
              to zmienic przez rozmowe z x, czy nie.”

              Na to pytanie musisz sama sobie odpowiedziec. Jesli wierzysz, ze ta znajomosc
              ma dla Ciebie jakas wartosc to smiem twierdzic, ze zawsze warto probowac i
              nigdy nie jest za pozno. Jesli zdecydujesz sie na rozmowe sprobuj dowiedziec
              sie dlaczego Wasze relacje zostaly doprowadzone do takiego stanu. Nie po to, by
              oskarzac kogokolwiek, ale po by zrozumiec. Jesli naprawde na nich Wam zalezy
              powinnas znalezc sposob, aby ona razem z Wami mogla na nowo smiac sie i dzielic
              te Wasza wspolna przyjacielska dole.

              „Widzisz, jej maz byl kiedys przyjacielem kilkorga z nas (napisalam 'byl', bo
              teraz jest duzy dystans, a on - przy niej? - niknie w oczach, tracimy go) i
              zalezy nam na tym, zeby byl szczesliwy, a na takiego nie wyglada. Moze bylby
              szczesliwy, gdyby mial szczesliwsza zone?”


              Jesli juz odpowiesz sobie na wczesniej zadane pytanie i podejmiesz
              probe „ratowania” to moze i z nim warto porozmawiac. Sugerujesz w tym i
              wczesniejszym poscie, ze ona go niszczy, zabija. To koszmarne miec swiadomosc
              ze zyje sie na zgube drugiego czlowieka, koszmarniejsze jednak nie zdawac
              sobie z tego sprawy. Rozmowa lub rozmowy moga okazac sie bardzo bolesne, ale
              moze dzisiaj juz niezbedne aby cokolwiek ocalic. Rozmowy moga byc
              oczyszczajace, ale tylko wtedy gdy beda szczere, z uczciwymi intencjami, z
              zachowaniem szacunku do wszystkich bioracych udzial (w tej historii)
              uczestnikow, rozmowy ktore zamkna pewien etap Waszego zycia. Zamkniecie zlego
              okresu i budowanie czegos nowego jest jedynym rozwiazaniem, ale tylko wtedy
              mozliwym jesli strony dadza sobie szanse. Jesli przy najblizszej okazji wroci
              do Was zla przeszlosc jako zarzut, argument, ktory bedzie bronia wymierzona
              przeciwko przyjacielowi wowczas nalezy Wasze kontakty definitywnie zakonczyc.

              Jak widzisz latwiej jest radzic komus niz samemu sobie. I co ja mam zrobic z ta
              moja przyjaciolka....? Maz smieje sie ze mnie, ze obchodze sie z nia jak z
              jajkiem, ale i tak to nie pomaga za wiele. Zobaczymy w przyszlym tygodniu jak
              uda nam sie kolacja. Moze jedyna dobra rzecza bedzie, ze czegos nie
              przypale.... A moze bedzie to poczatek mojej i jej nowej, wspolnej drogi.

              Mam nadzieje Agniecho, ze nie odebralas mojego postu jako nachalne mowienie kto
              ma co robic, mowic, czuc, badz tez obwinianie kogos kto moze jest zupelnie
              niewinny. Moja wypowiedz miala raczej sluzyc zastanowieniu sie i podjeciu
              jakichs krokow nawet jesli mialoby byc to nawet „zaniechanie”.

              Serdecznie pozdrawiam,
              zosia

              PS czy u Was tez tak super wolno otwieraja sie strony, czy tylko to moj problem?
              • Gość: Agniecha Do Zosi i do Renki IP: *.matrix.pl 29.11.01, 10:13
                Zosiu,
                przyznaje, ze Twoje wypowiedzi rzeczywiscie sklaniaja do refleksji, tak po
                prostu :-) Moze tego wlasnie mi bylo trzeba - troche przemyslen na ten temat.

                Piszesz, ze byc moze ją czyms urazilismy. Coz, niewykluczone. Jestesmy w tym
                naszym gronie raczej otwartymi ludzmi i czasem zdarza nam sie powiedziec cos,
                co osoba z zewnatrz uznalaby np. za docinek. Mielismy nadzieje, ze ona zna nas
                na tyle dobrze, ze wie, ze nie chodzi o dokuczanie komukolwiek. Poza nią nikt
                sie o te zarty nie obraza, a ona do wielu rzeczy - byc moze rowniez tych
                zartow - podchodzi niezwykle powaznie.

                O ile zrozumialam, sadzisz, ze jej stosunek do nas sie w pewnym momencie
                zmienil. Niezupelnie. Napisalam, ze na poczatku bylo ok=poprawnie. I po kilku
                latach znajomosci to po prostu zostalo na tym samym etapie. Nasza paczka jest
                coraz bardziej zżyta, a ona (oni oboje) nie wtopili sie w to tak mocno. Wiec
                to, ze teraz jest gorzej, oznacza raczej, ze oczekiwalabym wiecej zaangazowania
                z jej strony, a tego zaangazowania nie widze. Albo jest inne niz moje i dlatego
                trudno mi je dostrzec.

                I tu maly odnosnic do postu Renki - rzeczywiscie ich slub mial wplyw na to, co
                jest teraz. Oni od czasu slubu jeszcze bardziej zamkneli sie w sobie. Doszly
                im 'rodzinne' klopoty (wczesniej nie mieszkali razem), nauczenie sie
                kompromisow, co jedynakom nie przychodzi latwo. Nagle od rodzicow wyfruneli do
                wlasnego gniazdka. Plus przekonanie, ze sprawy rodzinne rozwiazuje sie u
                siebie... Coz... Jestem prawie pewna, ze nowa sytuacja (czyli mieszkanie razem)
                jest dla nich dosc trudna, ze tam relacja maz-zona jest nie do konca dobra, a
                jednak oni nawet nie probuja nam sie zwierzyc. Co wiecej, odtracaja nasze proby
                dotarcia do nich :-(

                I tak jak piszesz, Renko, oni publicznie nie 'obnażą sie', zeby nie wiem co.
                Sęk w tym, ze na razie zadne z nas nie potrafi ich sklonic do tego nawet w
                cichym kaciku, a proby spotkania sie np. tylko z nia, albo tylko z nim spelzaja
                na niczym - oni odmawiaja. Mowia o przyjazni, ale bronia nam do siebie dostepu.

                Chyba jeszcze musze to wszystko przemyslec, zanim cos zrobie. Bo tu
                rzeczywiscie dzialac trzeba delikatnie i nie oskarzac ich czy cos zarzucac, bo
                to moze miec tylko odwrotny skutek. Moze rzeczywiscie to moje/naszej paczki
                zachowanie jest przyczyna, dla ktorej jest jak jest. Moze to jest dobry
                kierunek...

                A Tobie, Zosiu, zycze zeby ta kolacja sie udala. Moze Twoj entuzjazm w koncu
                choc troche zarazi Twoja przyjaciolke. Oby udalo Wam sie ulozyc te przyjazn od
                nowa :-)

                pozdrawiam,
                Aga
                • zosia11 Re: Do Agniechy 29.11.01, 20:19
                  Bardzo ciesze sie, ze moje wypowiedzi sklonily Cie Agniecho do refleksji.
                  Przemyslen nigdy dla nikogo nie za wiele. Bardzo sympatycznie rowniez, ze i
                  panowie (Kwieto) zaczeli wypowiadac swoje zdanie w tym watku. My kobiety jak to
                  kobiety... myslimy zaledwie...po kobiecemu :o))).

                  Jesli wolno dodac- to jeszcze dwie uwagi, ktore nasunely mi sie po przeczytaniu
                  Twoich relacji. Napisalas wczesniej, ze tak naprawde to stoicie po jego
                  stronie, ona jest ciemiezycielka zarowno swojego meza jak i Was - przyjaciol.
                  Moze (nie musi) oznaczac to, ze nawet jesli on popelni jakis blad to Wy mu
                  wybaczycie. W koncu to Wasz przyjaciel "od zawsze", jesli ona natomiast nie
                  zachowa sie zgodnie z Waszymi oczekiwaniami to czy ona u Was ma taka sama jak
                  malzonek taryfe ulgowa? Przepraszam, ze tak brutalnie powiem, ale moze Wy juz
                  z gory wiecie jak ona zachowa sie lub co powie - nawet jesli chcialaby cos
                  pozytywnego (lub nieszkodliwego)? Jest taki dowcip, ktory odaje moja mysl, ale
                  wcale nie musi oddawac tresci sytuacji- bardzo licze Agniecho, ze moje
                  wypowiedzi nie obrazaja ani Ciebie, ani Twoich przyjaciol, nie moim zamiarem
                  jest obrazac kogolwiek, ale podyskutowac.
                  A teraz dowcip:
                  Idzie Masztalski do Kowalskiego pozyczyc sekator. Idzie i mysli na glos: Jak w
                  domu bedzie Kowalski to pozyczy mi sekator, jesli bedzie jego zona Kowalska to
                  nie pozyczy. Idzie dalej i mowi: Na pewno jak w domu bedzie Kowalski to pozyczy
                  sekator! Przeciez to swoj chlop, ale jak bedzie Kowalska, to nie! na pewno nie
                  pozyczy! Idzie dalej i mowi: Jestem pewien, na sto procent, ze Kowalski pozyczy
                  sasiadowi sekator, ale jak bedzie Kowalska to reke dam sobie uciac, ze nie
                  pozyczy!!!!!! Dochodzi do domu Kowalskich, dzwoni, otwiera Kowalska, na co
                  Masztalski mowi: Wiesz co Kowalska!!! Ty juz lepiej to wsadz se w d.... ten
                  sekator!!!!

                  Napisalas tez o zaangazowaniu. Kazdy zwiazek miedzy ludzmi niezaleznie czy to
                  milosc czy przyjazn wymaga pielegnacji przez kazda ze stron. Na pewno trudno
                  jest traktowac zwiazek w tych samych proporcjach, gdy jedna strona jest
                  bardziej aktywna niz druga. To fakt. Ale co to znaczy bardziej lub mniej
                  zaangazowany? Aguchu, czy Ty i Twoi przyjaciele z paczki jako strona bardziej
                  zaangazowana dzwonicie przypuscmy do pani X trzy razy w tygodniu, a pani X do
                  Was raz, czy Wy zapraszacie panstwa XY dwa razy w tygodniu, a oni Was raz na
                  dwa tygodnie itp? Napisalas, ze oni wychodza wczesniej z Waszych przyjatek,
                  moze nie dlatego, ze zle czuja sie wsrod Was, ale moze dlatego, ze musza rano
                  wstac do pracy, a Wy majac inny rodzaj obowiazkow mozecie nocne godziny
                  odespac? Nie zrozum bron Boze moich pytan jako formy ataku na Ciebie i Twoich
                  znajomych- zastanawiam sie tylko na glos- jesli wolno. Czy zaangazowanie liczy
                  sie "ile razy" a nie "jak"? Przez trzy lata walcze o swoja przyjaciolke i do
                  dzis nie potrafie ocenic "ile razy" ale wiem za to"jak". Nawet.. gdy dwa dni
                  temu (rozmowa o Andrzejkach) dzwoniac do niej informowalam o dokonanym zakupie,
                  o ktory prosila- a u mnie rozpoczela swe podboje jakas plugawa wirusowa angina-
                  po raz kolejny "przelknelam" to co powiedziala. A powiedziala
                  mianowicie: "skoro wlasnie jestes chora to nie ma sensu po to do ciebie w tym
                  tygodniu przyjezdzac". Inna natomiast moja przyjaciolka tego samego dnia z
                  sercem zapytala, czy zrobic zakupy, przywiezc witaminy; druga leczyla mnie
                  telefonicznie (spora odleglosc) kuracja czosnkowo-mleczna (fe!). Przeciez
                  zadnej z nich nie chcialabym zarazic. A moze przy okazji zapytam Ciebie i
                  innych, czy ja nie czepiam sie aby formy???

                  Ciekawa propozycja ma Kwieto. Jesli kogos traktujemy pieknie to osoba staje sie
                  rowniez piekna i rownie pieknie bedzie oddawac (az boje sie powiedziec, co
                  dzieje sie w odwrotnej sytuacji). Mysle, ze eksperyment moze udac sie z
                  korzyscia dla wszystkich. Istnieje jednak pewne zagrozenie: ona moze nie
                  uwierzyc, ze z brzydkiego towarzyskiego kaczatka stala sie nagle jak za
                  dotnieciem czarodziejskiej rozdzki labedziem. Falsz moze okazac sie gorszy od
                  obecnego stanu( choc nie musi). Natomiast eksperyment Kwieto wykonany uczciwie,
                  z dobrymi intencjami moze powiesc sie. Powiedzie sie na pewno.
                  Smiem jednak caly czas myslec, ze szczera (ale bez zarzutow)rozmowa moze byc
                  najlepszym rozwiazaniem. Jezeli jest zle- tak jak piszesz- to nie moze byc
                  gorzej co najwyzej przestaniecie sie spotykac. Natomiast jesli nie jest az tak
                  kiepsko :o)))) to moze porozmawiaj ze swoja paczka i opracujcie jakas pozytywna
                  strategie budowanie jeszcze jednego mostu?

                  Zycze Wam tego z calego serca :o)))))
                  i bardzo cieplutko (spod kocyka)
                  pozdrawiam :o)))
                  zosia

                  ps. zosia to by chciala posluchac i innych panow co maja do powiedzenia :o)
    • zosia11 Re: 28.11.01, 15:03
      Pomyslalam, ze kazdy glos w sprawie moze sie przydac. Mysle, ze nie ma lepszego
      ani skuteczniejszego sposobu niz szczera rozmowa, choc jej rezultaty moga byc
      nie do przewidzenia. Po prostu porozmawiaj ze swoja kolezanka lub z jej
      towarzyszem (sama wiesz z kim masz lepszy kontakt) i sprobuj dowiedziec sie co
      jest powodem ich zachowania. Mowienie jacy sa, jak napisalas, nie bedzie byc
      moze najlepsza metoda, gdyz potwierdzi ich frustracje. Sprobuj „na okretke” .

      Jedna z moich przyjaciolek (znamy sie od 9 lat) w ciagu ostatnich trzech lat
      bardzo zmienila sie. Powodow duzo lub malo: urodzila dziecko, przestala
      pracowac. W sumie wiele kobiet jest w podobnej sytuacji. Rzecz w tym, ze
      popadla w radykalizm i nie sposob z nia rozmawiac. Gdy rozpoczynaja sie
      dyskusje np. o polityce to ona nie znosi sprzeciwu, a jej poglady sa jedyne i
      sluszne, gdy mowi o religii to nie probuj powiedziec, ze nie wierzysz lub
      uznajesz religie za narzedzie a nie istote wiary. Gdy rozmawiamy o kulturach w
      innych krajach (jej maz pochodzi ze Skandynawii) to jedyny kraj i narod jaki
      akceptuje to Francja i Francuzow . Nienawidzi Niemcow, dostaje obrzydzenia
      slyszac ich jezyk, twierdzi, ze kraj jest brzydki, monotonny i nudny (choc zna
      tylko autostrade i przydrozne bary). Kilkakrotnie zaprosilismy (ja i moj maz)
      ich na kolacje, podczas ktorych my oraz jej malzonek dyskutowalismy na
      dziesiatki tematow, smialismy sie, a ona siedziala ze skwaszona mina. Raz nie
      wytrzymalam i zapytalam czy jej cos dolega, odpowiedziala, ze boli ja brzuch i
      tak ten bol towarzyszyl jej juz zawsze. Postanowilam z nia porozmawiac.
      Przyjechala kiedys do mnie na weekend, chcialam pokazac jej „moje” nowe miasto,
      moje mieszkanie. Cokolwiek jej nie pokazalam wszystko bylo beee, nudne,
      brzydkie nijakie. „Paryz to dopiero jest miasto” pod tym haslem uplynely nam
      trzy dni. Porozmawialysmy sobie jednak szczerze i to chyba bylo najwazniejszym
      punktem w programie odwiedzin. No coz, teraz raczej pesymistyczny dalszy ciag.
      Ona nie zmienila sie, stala sie jeszcze bardziej ponura, agresywna, wyobcowana.
      Nie tak dawno spotkalam sie z nia w szerszym gronie (inne moje przyjaciolki,
      ktore ona zna). Naszemu spotkaniu towarzyszyl smiech, radosc, niekonczace sie
      wielowatkowe dyskusje. Ona natomiast mowila tylko o remoncie, o remoncie i
      remoncie oraz wytykala bledy dyskutantek, gdy takowe sie pojawialy. Gdy wyszla
      wczesniej wszystkie odczulysmy ulge. Pomyslalam, o rany a moze ja tez taka
      jestem i tego nie widze? Moze powinnam zastanowic sie najpierw nad soba, czy
      aby ja nie jestem zla woda na mlynskie kolo. Ale jednak nie, jestem osoba
      pogodna, bardzo wesola w towarzystwie (moj maz tez), skupiam ludzi wokol
      siebie, mam wielu dobrych przyjaciol , na ktorych zawsze moge liczyc (ostatnio
      ze wzruszeniem doswiadczylam wielu tego dowodow) na twarzy mam zawsze usmiech i
      pogodne slowo, choc czasami w sercu smutek, wiec moze nie we „pies
      pogrzebany”? Poprosilam przyjaciolki o opinie. Bardzo lubia ze mna spotykac sie
      (daly zreszta temu wyraz przemierzajac nie tylko dziesiatki a setki km), ale
      widza zmiany na gorsze u tamtej. Wczoraj zadzwonilam do niej, zeby wyciagnac ja
      na andrzejki.”Dziecko, remont, brak czasu, moze ewntualnie, zastanowi sie...”
      taka uslyszalam odpowiedz. No coz, ja jednak pojde i to sama, aby wychylic
      kieliszeczek sherry za zdrowie Andrzejow, ktorych znam.

      Jak widzisz potwierdzam raczej, ze nie zawsze rozmowa jest skuteczna. Rozmowa
      byla czescia calosci, a ja wielokrotnie staralam sie. Postanowilam jeszcze
      ostatni raz sprobowac ( w przyszlym tygodniu przyjda do nas na kolacje). Jesli
      i tym razem bede musiala ogladac jej skwaszona mine to poddam sie.

      Moja historia jest jak najbardziej prawdziwa i pasujaca zapewne i do innych
      sytuacji a moze dla innych jak kalka tylko w druga strone.
      Napisalam o tym z kilku powodow. Jednym z nich to fakt, ze takie historie
      zdarzaja sie innym i wbrew proszacej o glos metaforze zyciowej sa jak
      najbardziej prawdziwe. Drugim to pragnienie pisywania od czasu do czasu na
      forum GW, gdyz ja lubie pisac i dzielic sie swoimi przemysleniami. Po trzecie
      przeczytalam w innym watku bardzo cenne zdanie mowiace, ze naszym wlasnym
      zachowaniem mozemy z innych wydobyc ich najpiekniejsze cechy, tak samo jak
      mozemy zrobic z nich bestie. Wiec o ile wydobywanie jest procesem trudnym,
      wymagajacym glownie oddawania przez co czasami staje sie wrecz awykonalnym to
      moze jednak warto otworzyc furtke na przyszlosc. Wydobycie z siebie i z
      drugiego czlowieka piekna powoduje, ze my sami stajemy sie ladniejsi,
      jasniejsi, a ludzie wokol nas szczesliwsi. Ostatnia rzecza jaka chcialabym
      osiagnac to ubudzic spiace bestie- mowie to ze szczerego serca.

      Tyle tu ciekawych watkow i osob . Czy i mnie wolno bedzie od czasu do czasu
      napisac cos powazniejszego, posmiac sie z Wami, powyglupiac , posmucic gdy pora
      ku temu i nie czuc sie intruzem.....?
    • Gość: renka Re: pomoc, to chciec akceptowac IP: *.home.cgocable.net 29.11.01, 01:07
      Czasem sie tak zdarza,ze ktos,kto byl z nami przez lata, po zamesciu zmienia
      sie calkowicie.Malzenstwo to nowy rozdzial w zyciu, to obowiazki.Przed, byla
      beztroska, zabawa.Poza tym, moze pani x jest zwyczajnie zazdrosna o przyjaciol
      meza? Bo sama nie ma wlasnych? Moze traktuje te wizyty jako
      uciazliwe "spelnianie obowiazku" wobec meza?(no bo jak, on sam ma pojsc?)
      (dlaczego?)
      Nie wiem, czy zauwazylas, ale przyjaznie zawiazuja sie we wczesnej mlodosci i
      potrafia przetrwac cale zycie. Te pozniejsze nie sa trwale, jak te ze szkoly.
      Dolaczenie kogos w "biegu" do starej paczki nie jest latwe, o ile w ogole
      mozliwe(...).Mam na mysli sprawy, ktorymi zyje grupa, nikt nie przywroci tych
      dni straconych, chwil razem przezytych..Swiezy jest zawsze "obcy".Trzeba lat ,
      aby "nabral praw"..Wszyscy go raczej traktuja bardziej krytycznie niz starych
      paczkowiczow.Moze wlasnie cos zostalo powiedziane , jakis komentarz, po ktorym
      wszyscy sie rozesmieli i zapomnieli, ale ona pamieta? Ja bym zaakceptowala te
      ich innosc.I przy zalozeniu, ze maja problem, ktorym nie chca sie podzielic ,
      nalezaloby im pomagac baaardzo delikatnie.
      Moja teza jest:
      1.problem malzenski maz-zona( kto jest zrodlem negatywnego myslenia i
      dzialania ?)
      2.reszta jest pochodna tej sytuacji
      tzn ona niezadowolona z niego(dlaczego?) wyrzuca z siebie ciagle pretensje i
      zgodnie z zasada volnego powstaje zamkniete kolo negatywnych mysli i czynow
      albo on jako cichy wysysacz jej szamocacych sie negatywnych uczuc , laduje sie
      nimi i ciska w nia, jak nikt nie widzi(bo to taki cichy wampirek uczuciowy),
      wtedy ona sie rewanzuje publicznie, bo jest bardziej outstanding niz on itditd
      To sa tylko moje przypuszczenia.Co do ich chlodu, to osobiscie popieram taka
      prywatnosc. Nie kazdy umie sie "obnazac" publicznie.Woli "po ciemku, gdzies w
      kacie", albo sam na sam z przyjacielem.

    • kwieto Ekhem 29.11.01, 11:09
      To ja powiem tak - To co mowi Renka jakos mi nie pasuje - bo nie sadze, ze on
      jest "wampirem emocjonalnym" i ze ona jest skwaszona przez niego. To raczej ona
      go dominuje (tak wynika z opisu). A tak naprawde, to ich zwiazek ma gdzies
      pewnie jakis punkt rownowagi - skoro on sie godzi na ciagle krytykanctwo, to
      znaczy, ze mu to odpowiada w jakis sposob...
      A co co przyjazni, ze te mlodziencze najtrwalsze - to jest to ewidentna bzdura!
      Nie utrzymaly sie zadne moje "podworkowe" przyjaznie. Rowniez te z podstawowki.
      Z LO mam kilku znajomych, (na 30pare osob w klasie). A najtrwalsze moje
      przyjaznie dotycza studiow, albo wrecz okresu ostatniego roku. I sa o wiele
      silniejsze niz te z mego dziecinstwa.

      Ale do rzeczy:
      Szukanie przyczyn zachowania pani X w sobie, wlasnym srodowisku - moze cos dac,
      ale nie robilbym tego na sile. Bo sa takie osoby, ktore MUSZA wszystko
      skrytykowac, ocenic, "objechac".

      Masz kilka wyjsc:
      - porozmawiac z nia
      - zignorowac
      - rozstac sie
      - zaeksperymentowac (to najciekawsze) - pono robiono kiedys taki test:
      nielubiana kolezanke znajomi zaczeli traktowac tak, jakby byla najwspanialsza
      na swiecie - pono po jakims czasie rzeczywiscie taka sie stala... Nie
      testowalem tego, ale moze to jest metoda? Ignorowac jej burkniecia i
      warkniecia, ale traktowac ja jak najlepsza przyjaciolke - zwierzac jej sie,
      pytac o rade, wyplakiwac w rekaw... (moze nie koniecznie sluchac jej rad,
      ale...)

      Acha - nie probojcie jej zmieniac na sile - bo efekt bedzie dokladnie odwrotny!
      • Gość: renka Re: Ekhem IP: *.home.cgocable.net 29.11.01, 16:07
        Popieram twoja propozycje z eksperymentem,kwieto.Co do wampira emocjonalnego,
        to tylko moje przypuszczenia, bo dlaczego on tak spokojnie znosi jej krytyke?
        Musi sie odreagowywac, bo jest normalny.Nie robi tego publicznie ,
        bo "przegralby" z nia, bardziej ekstrawertyczna.Moze "karze" ja gdzies w
        kuluarach sypialni?
        • kwieto Re: Ekhem 29.11.01, 16:11
          Raczej wydaje mu sie, ze musi sporo sie napracowac, zeby choc na taka
          "zasluzyc", nie mowiac juz o lepszej...
          Watpie, zeby z ciamajdy zmienial sie w wyrafinowanego sadyste - to nie film o
          Batmanie czy Supermanie
        • Gość: Agniecha Re: Ekhem IP: *.matrix.pl 29.11.01, 16:51
          Gość portalu: renka napisał(a):

          > Popieram twoja propozycje z eksperymentem,kwieto.Co do wampira emocjonalnego,
          > to tylko moje przypuszczenia, bo dlaczego on tak spokojnie znosi jej krytyke?
          > Musi sie odreagowywac, bo jest normalny.Nie robi tego publicznie ,
          > bo "przegralby" z nia, bardziej ekstrawertyczna.Moze "karze" ja gdzies w
          > kuluarach sypialni?

          pomysl z eksperymentem tez mi sie podoba :-)

          Znosi krytyke, bo uwielbia swoja zone i wierzy, ze skoro ona go krytykuje, to
          zapewne ma racje. A jego odreagowanie polega na duszeniu wszystkiego w sobie.
          Co do wspomnianych kuluarow, to moge sie spodziewac, ze raczej jest odworotnie,
          ale to tez gdybanie, bo nie wiem. A o ekstrawertyzmie to w przypadku zadnego z
          nich mowic nie mozna - skrajni intrawertycy.
          To tyle tytulem wyjasnienia :-)
          • Gość: renka introwertyczka? IP: *.home.cgocable.net 30.11.01, 04:24
            Chyba nie, skoro jest taka rozgadana o innych, chociaz nie o sobie.Ciekawe,
            czy "ciamajda " byl zawsze ciamajda?
Pełna wersja