Gość: Agniecha
IP: *.matrix.pl
28.11.01, 12:46
rzecz ma sie tak: mam grono kilku osob (pary), znamy sie dobrych kilka lat,
chociaz sa tez osoby "swiezsze". Problematyczna jest jedna para z
tych "starszych". Nazwijmy ich: pani X, pan Y. Otoz pani X jest ciagle
niezadowolona, ton glosu non stop oskarzycielski, ciagle mnostwo problemow i
nic, tylko jej zalowac. Pan Y (jej maz) jest potulny, glosu prawie nie zabiera,
ciagle zbiera od zony docinki, ze cos zle, ze jej sie nie podoba, ze cos nie
zrobione, az przykro tego sluchac. Miny oboje maja ciagle skrzywione, ale
zapytac ich, co jest nie tak, tez ciezko, bo przy okazji wyznaja zasade, ze
wlasne brudy we wlasnym domu... Oni sa ciagle z boku. ALE pani X tez wydaje sie
z tego odsuniecia niezadowolona, bo niech sie komus wyrwie, ze odbylo sie np
babskie spotkanie bez niej, to mina wyraza pretensje i zal. Z imprez wychodza
wczesniej, a jak sie pozniej opowiada, co sie jeszcze dzialo (zeby
ich 'wdrozyc') to zle, no bo znowu czekalismy z dobra zabawa, az sobie pojda.
Wszysto traktuja na powaznie, ale z kolei o powaznych sprawach zadne z nas nie
potrafi z nimi rozmawiac, bo zaraz robi sie ciezka atmosfera i oni zmieniaja
temat.
Coz, uwazamy ich za dobrych znajomych i przykro nam, ze dystans sie powieksza.
Pozostale osoby mowia sobie o wielu, bardziej i mniej prywatnych rzeczach, co
tworzy pewna zazylosc. X i Y odmawiaja uczestniczenia w tej zazylosci, a
jednoczesnie nie wydaja sie z tego zadowoleni.
Mam dwa wyjscia - nadal sie nimi nie przejmowac, a nad ich uwagami (byc moze
nieswiadomymi) przechodzic do porzadku dziennego, ALBO wreszcie wygarnac pani
X, ze zeby cos wziac, trzeba tez dac, czasem sie z czegos szczerze ucieszyc, a
nie tylko narzekac. Ona jest bardzo zamknieta w sobie i ja nawet nie wiem, czy
jej to odpowiada, czy nie.
Co o tym sadzicie?
pozdrawiam
Aga