Dodaj do ulubionych

Romans- nie umiem już tego wytrzymać

19.04.07, 12:38
Osiem miesięcy temu nawiązałam romans z 15 lat starszym mężczyzną. On ma
rodzinę, ja mam rodzinę. Mieszkamy tuż obok siebie. Pokochałam go szybko,
jakby od pierwszego wejrzenia. Potrzebowałam go tak bardzo jak on mnie
pragnął. Potrzebowaliśmy swojej bliskości. Bardzo krótkie spotkania kilka razy
w tygodniu i ciągła tęsknota. Tylko, że ja już nie mogę. Nie mogę tego
wytrzymać. Tak bardzo chcę być z nim blisko, tak bardzo chcę zasnąć w jego
ramionach...
Niedawno doprowadziłam do poważnej rozmowy. Przyznałam się przed nim, że go
kocham. Jaka była jego odpowiedź? - I ja cię kocham, ale mamy rodziny,
obowiązki. Poza tym moja żona zniszczyłaby nam życie, nie znasz jej...Nie mogę..
Nie może? Chyba raczej nie chce. Miłość przecież wszystko pokona. Czy on w
ogóle może mnie kochać? Proszę pomóżcie, bo jestem bliska obłędu. Chciałabym
zapaść sie pod ziemię albo wyjść z domu i nigdy nie wrócić...
Obserwuj wątek
    • facettt Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 14:34
      madaline3 napisała:
      Nie może? Chyba raczej nie chce.

      - moze nie moze, gdyz przyzwoitosc mu tego zabrania?
      milosc miloscia, ale zasady zasadami...
      , a moze strach, czy obawa o dzieci, o pieniadze, lub inne kalkulacje?


      Miłość przecież wszystko pokona.

      - wiele, ale nie wszystko i nie zawsze. to bajki, co piszesz.
    • mazur39 Facet boi się zmian ;-) 19.04.07, 14:46
      ja idę zawsze za głosem serca ;-))
    • c_y_n_i_k Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 14:46
      Trochę mi cię szkoda, ale nie dlatego, że twój kochanek ma inne zdanie niż tego
      po nim oczekujesz.
      Szkoda mi cię dlatego, że zaangażowałaś się w coś do czego nie dojrzałaś.
      Nawiązałaś romans z oczekiwaniami przygody rodem z Harlekinów (czy jak to się
      pisze). Niestety życie jest trochę inne.
      Twój przyjaciel jest zgoła bardziej dojrzały emocjonalnie i prawidłowo ocenia
      rzeczeczywistość i swoje w niej miejsce. Romans romansem, ale rodzina, za którą
      odpowiada to coś bardzo ważnego. Ty nawet nie wspominasz o swojej. Przykre.
      Nie wiem czego ci w małżeństwie brakowało, czego szukałaś poza nim, ale
      ewidentnie źle do tego podeszłaś.
      Wydaje mi się, że powinniście zakończyć to "kochankowanie" się. Daj facetowi
      spokój nim zrujnujesz mu życie rodzinne, które jak widać wysoko ceni.
      Z sobą musisz sobie sama poradzić - nikt ci w tym nie pomoże.
    • taisy Re:A ja mam inne zdanie:=))) 19.04.07, 15:22
      Miłość jest piękna. I jezeli to ten mezczyzna to miej do niego cierpliwość.
      Warto zaryzykować, gdy się kogos bardzo kocha.

      Daj sobie teraz na spokój i kochaj go zawsze, razem czy oddzielnie. Moze kiedyś
      sam dojdzie do wniosku, że miłosc do ciebie jest dla niego wszystkim
      i...podejmie taka decyzję jaka jest słuszna dla wszystkich.

      Nie koncz tego romansu, miłosc jest dobra dla psychiki nawet taka tajemnicza i
      ukrywana, kiedyś moze się rozwiąże.
      • madaline3 Re:A ja mam inne zdanie:=))) 19.04.07, 16:27
        Jestem cierpliwa i wyrozumiała, po prostu czasem brakuje mi już sił. Może jest
        dojrzalszy, ale ja nie uważam, że skrzywdziłby rodzinę bardziej gdyby od niej
        odszedł. Jego córka jest już duża, ma 14 lat, mój syn pewnie też by się
        przyzwyczaił a nasi małżonkowie są dorośli. Poza tym nie wydaje mi się, żeby
        jego żona bardzo go kochała. Nie mówi o nim jak o kimś kogo kocha tylko o tym
        jakie korzyści ma będąc jego żoną. To prawda, że mogą być tu przeszkodą sprawy
        finansowe, gdyż ich zasoby materialne naprawdę są bardzo duże. Ale pomyślmy
        logicznie, jak się kogoś kocha to co ma za znaczenie to co pomyślą inni, to czy
        straci się trochę pieniędzy czy rzeczy. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie co
        tak naprawdę jest w życiu ważne.
        Dla mnie ważny jest on i mój synek. Podchodząc do tego obiektywnie wiem, że syn
        nie ucierpiałby na zmianie charakteru naszego związku. Teoria? Może, ale w takim
        razie Ci wszyscy którzy udzieliliście tutaj naprawdę mądrych i dużo dających do
        myślenia rad powiecie mi jak żyć ze świadomością, że mogę spotykać mojego
        ukochanego jedynie 20-30 minut 2-3 razy w tygodniu i jak pogodzić się z tym, że
        nigdy nie zrobię mu kolacji a potem śniadania gdy przebudzę się w jego objęciach?
        Nie potrafię tego i tak dziwię się, ze tak długo to wytrzymywałam...
        • taisy Re:Mi sie wydaje ze dzieci sa silne. 19.04.07, 16:49
          Zwlaszcza wtedy gdy widza matke szczesliwa.Dlatego latwo im zrozumiec. Nie wiem
          jak potocza sie wasze losy, ale milosc to nie blahostka, to wazny element zycia
          kazdego z nas.
    • greengrey Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 17:43

      Niestety, Twój partner nie planuje z Tobą wspólnego życia, tzn dzielenia życia-
      z śniadaniem i jajecznicą rano w sobotę i wspólnym oglądaniem telewizji
      wieczorem... wyraźnie Ci to powiedział.

      Jakie są tego przyczyny- to w zasadzie bez znaczenia. On nie zmieni całego
      swojego życia. Jeśli będziesz z nim to na dotychczasowych zasadach.

      Do Ciebie należy decyzja czy się na to zgodzisz, czy przerwiesz ten układ

      Oczywiście- może jemu się to kiedyś zmienić i zechce zostawić rodzinę- ale
      tego nie wiesz, możesz czekać - czy chcesz jeszcze poczekać ?

      Jeśli zdecydujesz się poczekać- daj sobie i jemu określony czas, nie czekaj w
      nieskończoność..

      Jeżeli czekać już nie możes- nie chcesz to pozostaje przerwać ten związek,
      który w tej postaci najwyraźniej zaczyna dawać Ci więcej cierpienia niż
      radości..

      daj sobie trochę czasu do namysłu..

    • kryskaedka Re: jestem oburzona!! 19.04.07, 17:56
      widac promujemy tu zycie w klamstwie..oklamywanie innych w imie milosci?!! co
      za bzdury...wspolczuje ci twojego obrzydliwego charakteru, ktory pozwala ci
      codziennie patrzec mezowi w oczy, po bzykaniu z innym. Jak jestes taka
      wspaniala to odejdz od niego..przeciez go nie kochasz... rodzina na klamstwie
      zyjaca to zadna rodzina... zobaczysz doprowadisz do tragedii..zdecyduj sie na
      cos aby nie krzywdzic meza.
      • madaline3 Ryzyko jest nieodłączne 19.04.07, 18:55
        Czytając Wasze posty przypomniały mi się dwie myśli:
        "
        Biada temu kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i
        utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje
        marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie - bowiem zawsze dogania nas przeszłość -
        usłyszy go głos własnego sumienia: "A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg
        obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś
        te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została Ci jedynie
        pewność, że zmarnowałeś własne życie."

        "Upadek z trzeciego piętra jest równie tragiczny w skutkach, jak upadek z
        wysokości stu pięter. Jeśli już mam spadać, niechaj będzie to przynajmniej z
        wysoka."

        Życie w kłamstwie? Każdy z nas żyje w kłamstwie, czyż nie? Czy jest tu osoba,
        która nie skłamała, której nie zdarza się raz w tygodniu skłamać? Nie żyję w
        kłamstwie, mój mąż wie o wszystkim i tylko dlatego, że jestem z nim szczera mogę
        mu spojrzeć w oczy.
        Co do czekania to byłabym w stanie czekać bardzo bardzo długo, ale czy jest
        sens? Czy on kiedyś pomyśli inaczej niż teraz? Mówią, ze miłość wszystkiemu
        wierzy i wszystkiego się spodziewa. Wierzę w to, że ten człowiek którego kocham
        jest wspaniały, najpiękniejszy, najmądrzejszy...
        Wierzę w każde jego słowo choć czasem wolałabym żeby tak nie było. Cierpię ale
        nie dlatego, że spotykam się tak jak się spotykam tylko dlatego, że wiem, iż
        szanse na to, by było inaczej są praktycznie żadne.
        Nie czekać w nieskończoność? Tylko jak określić ten czas który mu jeszcze dam?
        • kryskaedka Re: Ryzyko jest nieodłączne 19.04.07, 19:01
          a to sorka jesli maz wie o wszystkim to jestes ok wobec niego..boze jak dobrze
          za ja niem mam takich znajomych z pobabranymi zwiazkami..upadek wartosci
          rodzinnych ..widze ogromny na swiecie
          • narko_manka Re: Ryzyko jest nieodłączne 19.04.07, 19:02
            Po tym, co ja ostatnio widzialam, nic mnie nie zdziwi:)
      • incogn Jego dziecko???? 19.04.07, 19:02
        Jeszcze jeden aspekt, ktorego nie uwzglednilas. Napisalas, ze jego dziecko ma 14 lat. Jestes mloda,
        nasz male dziecko wiec nie wiesz jak trudne sa relacje rodzicow z nastolatkami. Zdrada ojca bedzie dla
        jego dziecka dramatem, tak glebokim, ze moze zlamac mu zycie. To okres wielkiej niestabilnosci
        emocjonalnej dzieci, bardzo krytycznego stosunku do rodzicow. Mozesz zostac znienawidzona , Ty i
        Twoj ukochany. Czy jestes w stanie byc szczesliwa, wiedzac ze ktos przez Ciebie tak cierpi.
        Moze dla Twego ukochanego, tak jak dla Ciebie, wlasne dziecko i jego dobro tez jakos sie liczy.

        A zniszczenie milosci boli bardzo i dlugo, ale jest mozliwe....
        • madaline3 Re: Jego dziecko???? 19.04.07, 20:15
          Wydaje mi się, że taka sytuacja nie miałaby miejsca, ponieważ mała związana jest
          bardziej z ojcem niż matką. Oczywiście mogę się mylić, ale co w taki wypadku
          robić? Czekać aż osiągnie pełnoletność i pójdzie na swoje?
    • imagiro do autorki 19.04.07, 20:14
      puknij ty sie w glowe ...
      • madaline3 Re: do autorki 19.04.07, 20:17
        imagiro napisał:

        > puknij ty sie w glowe ...

        ale zabłysnąłeś imagiro ;)
        Gdyby pukanie w głowę pomagało to zapłaciłabym Ci za tą radę :)
        • madaline3 Re: do autorki 19.04.07, 20:20
          madaline3 napisała:

          > imagiro napisał:
          >
          > > puknij ty sie w glowe ...
          >
          > ale zabłysnąłeś imagiro ;)
          > Gdyby pukanie w głowę pomagało to zapłaciłabym Ci za tą radę :)

          Przepraszam, bo zdałam sobie sprawę, że może źle określiłam płeć, ale i tak
          wiele to nie zmienia
          • taisy Re:walka starego z nowym. 19.04.07, 20:36
            Ja jestem takim dzieckiem matki, która przez całe swoje życie zdradzała ojca.
            Cały czas szukała kogoś nowego, lepszego, na jego miejsce. Ojciec oczywiscie
            wkurzał się, a że temperament ma krewki to te przygody mamy konczyły się
            potwornie. Ale ona i tak się tym nie przejmowała, co roku miała nową miłość.
            W końcu po wielu latach, wyrosła z tych zabaw.
            Jako dziecko przejmowałam się tym co mama robiła, ale jedynie skutkiem tego-
            czyli awanturami o kochanków, którzy dzwonili i pisali czułe listy do mamy, bo
            wiedziałam jaki łomot tata tym panom sprawi i czy sam wyjdzie z tego dziarsko i
            cały? Wychodził... z pięsciami podrapanymi. Płakałam, przezywałam, az w końcu
            wyrosłam z tego, bo zrozumiałm, ze taki styl zycia maja moi kochani rodzice.
            Czy bedą razem, czy osobno i tak by to nic nie zmieniło,a zwłaszcza mojego
            uczucia do nich.
            Zostali razem, a po setnej zdradzie mojej mamy tata machnął reką i ja też, co
            to zmieniłoby, kochamy ja wszyscy taką jaką ona jest.
            Mama nie znalazła tego jedynego prawdziwego meżczyzny, o którym tak marzyła i
            wzdychała wspominając czułe chwile. Miała i ma go, blisko siebie przez cały
            czas, ale na to było jej potrzeba aż 35 lat wspólnego życia, aby zauważyć ze
            wymarzony książe jest tuż obok.Dzis to wie.
            Ale gdyby tak sie nie skończyło to i tak by nie zmieniło moich uczuć do
            rodziców. Uważam ze są wprost wspaniali:))))
        • lalka-mi Re: do autorki 19.04.07, 20:25
          Życie to nie tani romans, nie scenariusz do brazylijskiego serialu...
          Miłość...
          Tak, ona się zdarza. Zdarza się tym, którym "wolno" i także tym, którym "jest
          już zabroniona".
          Jedno jest tylko pewne, że na niej świat się nie kończy, to ona się skończy
          prędzej lub później, ale świat będzie trwał...
          Jesteś zbyt niedojrzała ( i taka już możesz pozostać, gdyż nie jest to tylko
          cecha młodości), a mężczyzna , w którym się zakochałaś -kolokwialnie mówiąc- ma
          trochę więcej oleju w głowie...
          I powiem Ci jak kobieta kobiecie, że nie rozumiem takich kobiet jak Ty- dlaczego
          nie cieszysz się uczuciem dla samego uczucia, dlaczego potrzebne Ci są zaraz
          radykalne rozwiązania??? Może trochę mniej egzaltacji i egoizmu ?
          Jak piszesz, macie rodziny, a to już moja droga do czegoś zobowiązuje...
          Przemyśl sobie na spokojnie co chcesz osiągnąć tymi "decydującymi rozmowami"...?
          • madaline3 Re: do autorki 19.04.07, 20:39
            Nie wierzę, że miłość się kończy. Chyba tylko wtedy, gdy nie była miłością lub
            gdy dwoje kochających się ludzi umiera. Zgadzam się, ze można pomylić miłość np.
            z zauroczeniem, przywiązaniem, ale jeśli jest to miłość to warto dla niej ryzykować.

            Czy niedojrzałością jest to, że w to wierzę? A może to, że chcę być z kochaną
            osobą? Cieszę się tym uczuciem, ale miłość to nierozerwalnie zazdrość i
            tęsknota. Może bardziej tęsknota niż zazdrość. Właśnie z powodu tęsknoty,
            pragnienia bycia blisko tak trudno jest cieszyć krótkimi chwilami? One tak
            szybko mijają a potem człowiek zostaje sam. Czy życie nie jest zbyt krótkie, by
            tracić czas?
            • triss_merigold6 Re: do autorki 19.04.07, 21:16
              No proszsz Cie, kobieto... jaka miłość? Mieliście skok w bok, pan jest
              racjonalny, czas zejść na ziemię.
    • solaris_38 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 21:01
      tak to jest ze stanami narkotycznymi

      zmieniają wszystkie wartości siebie samego windując
      zapominasz o rodzinie o swoich ideałach planach
      nagle ważny tylko On i z nim narkotyczna wieź

      wiec idz w to
      zobacz to co się wtedy dzieje


      rozbicie rodziny ma tez swoje dobre strony

      ale czy pozbawiona i rodziny i narkotyku (facet chyba rodziny nei zostawi) nie
      załamiesz sie

      twoje wybory

      śledzi je uważnie

      bo jesteś jedyna która sie nauczy na swoich błędach

      inni będą jej popełniać nawet znając twa historię

      bo jest w ludziach potzreba doświadczenia hazardu uzależnienia zniewolenia

      znając wszelako koniec tej historii ponieś godnie jej konsekwencje

      jesli czujesz ze nie możesz ich ponieść lepiej zagraj w inna grę

      • incogn Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 21:25
        Autorka napisala
        >Nie wierzę, że miłość się kończy. Chyba tylko wtedy, gdy nie była miłością lub
        gdy dwoje kochających się ludzi umiera.<

        Czegos nie rozumiem, czy Ty majac meza i dziecko po raz pierwszy przezywasz milosc??? Nikogo
        wczesniej nie kochalas, nawet meza w dniu slubu????

        Zareczam, Ci ze milosc konczy sie...zdarza sie to w sposob naturalny poprzez wypalenie /liczne
        przyklady na to wskazuja/, a takze w wyniku decyzji obu stron i zerwania kontaktow. Przezylam taka
        historie przed laty, pokochalam mezczyzne zonatego i z dzieckiem. Mimo bolu i tesknoty nasze drogi
        rozeszly sie na zawsze, bylo ciezko, wlacznie z myslami samobojczymi, ale poczucie obowiazku o
        bliskich kazalo zyc, i az trudno uwierzyc, po paru latach wogole przestalo bolec. Stare przyslowie
        ludowe "co z oczu
        • madaline3 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 21:45
          incogn napisała:
          > Czegos nie rozumiem, czy Ty majac meza i dziecko po raz pierwszy przezywasz mil
          > osc??? Nikogo
          > wczesniej nie kochalas, nawet meza w dniu slubu????

          Tak naprawdę nie czytałaś dokładnie. Pisałam, że kończy się to co wydaje nam sie
          że było miłością.
          > c. Stare przyslowie
          > ludowe "co z oczu
          • incogn Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 19.04.07, 22:37
            madaline3 napisała:
            > Tak naprawdę nie czytałaś dokładnie. Pisałam, że kończy się to co wydaje nam sie
            > że było miłością.

            Wiara, ze teraz to prawdziwa milosc, a przedtem sie mylilas, bierze sie stad, ze ta jest z przeszkodami i
            trudno osigalna, wiec silniej ja odczuwasz. Poza tym swiadczy o mlodosci i braku doswiadczenia.
            Kiedys w przyszlosci i ta milosc okaze sie byc moze nieprawdziwa - w Twoch kategoriach ja oceniajac.

            > "We wszystkich niemal językach świata istnieje to samo przysłowie: ?Czego
            > oczy nie widzą, tego sercu nie żal?. Twierdzę, że nie ma nic bardziej fałszywe
            > go. Im bardziej oczy nie widzą, tym bardziej sercu żal ? tych uczuć, które stara
            > my się w sobie stłumić, o których chcemy zapomnieć.

            Masz racje, co trudno osiagalne to cenniejsze, ale stlumienie to tylko kwestia czasu. Operujeesz bardzo
            krotka perspektywa.

            Ogolnie widac, ze choc jestes jeszcze bardzo mloda, na kazde pytanie masz gotowa odpowiedz..
            Dziwi mnie wiec ze szukasz tu pomocy. Jakiego typu, co chcesz uslyszec????? Bo domyslam sie, ze cos
            konkretnego, scisle okreslonego...
    • yagiennka A trzeba było 19.04.07, 22:42
      w ogóle nie zaczynac takiej znajomości. Gdzie ty masz rozum kobito. Myślisz że z
      tego wyjdzie coś dobrego? Może wyjśc tylko masa problemów, nieszczęść, a nawet
      tragedii. Na twoim miejscu bym natychmiast to zakończyła.
    • taisy Re: Przeczytałam prawie wszystkie odpowiedzi. 20.04.07, 09:36
      I mój wniosek jest taki.
      Skoro ta piekna miłość i uczucia zaczynają boleć, to oznaka ze to wypada ze
      swojego naturalnego toru. Miłosc ma nie 'bolec'/według mnie/
      Nie mozna czekać na kogoś w nieskończoność.
      W podobnej sytuacji bym przedstawiłas prawę jasno tej drugiej stronie i dała
      czas do namysłu, albo w jedną stronę, albo w drugą.Inaczej i tak ta miłosc sama
      się wypali. Bo bedzie jak ogień, ale z braku powietrza i perspektyw nawet
      największe uczucie ginie i zanika.
      • kryskaedka Re: Przeczytałam prawie wszystkie odpowiedzi. 20.04.07, 09:47
        taisy.. ale wiesz mamy ta swoja milosc "codzienna" i ona tez czasem boli.. tak
        juz jest
        • taisy Re: Krystyna:=))) 20.04.07, 10:45
          Lubię czytać twoje posty, bo w nich jak na dłoni widać,że jestes swietną
          kobietą, jakich dzis mało. Jednak co do miłosci mam zdanie takie,ze miłość boli
          najczęściej wtedy, gdy nie potrafimy czegoś tej drugiej stronie dać.

          Poza tym, trudno jest juz dziś o jakieś fundamentalne związki, które jak
          bastylia oprą się ciekawości i pokusom życia.
          Człowiek widać tak skonstruowany, że idzie do przodu poprzez sumę swoich
          doświadczeń.
          Moim zdaniem dla wszystkich lepiej jest się rozwieść, kiedy zwiazek nie
          funkcjonuje jak powinien, kiedy brak w nim uczuć i miłości. Nawet wtedy, kiedy
          są w nim dzieci i własnie ze wzgledu na dzieci, jest lepiej się rozstać niż
          zyc i pokazywać na codzień dzieciom pustkę owego związku.Tak jest uczciwej dla
          wszystkich.
          A czy rodzina przezywa kryzys? Kryzys przezywa małżeństwo jako takie, ale od
          dzieci nie idze się rozwieść.Moze fakt kruchości instytucji małżeństwa, wpływa
          na to, ze wiele małżeństw zaczyna naprawdę doceniać chwilę jaką ma i dba
          rzeczywisćie o zwiazek? Takich zwiazków jest coraz więcej.>))))
          • madaline3 Ironia losu 20.04.07, 11:01
            Wiecie, ja zawsze myślałam, ze nigdy nic takiego mnie nie spotka. Byłam pewna
            czego chcę i że nigdy ale to nigdy nie zakocha się w nikim innym niż mój mąż, a
            tym bardziej żonatym i dzieciatym. A jednak stało się i na próżno szukać tu
            przyczyn.
            Wszystkie moje plany na przyszłość nagle się rozwiały, ale nie żałuję tego
            doświadczenia. Nie wiem jak dużo czasu minie, zanim to wszystko wróci do normy.
            Nie wiem jak to wszystko przerwać i jak zapomnieć. Wiem, że jestem bliska
            załamania i nawet jesli przez długi czas mogę trzymać się dobrze, to przychodzi
            taki moment, gdy tama pęka i łzy zaczynają płynąć same.
            • greengrey Re: Ironia losu 20.04.07, 11:57
              >Nie wiem jak to wszystko przerwać i zapomnieć.

              Wiesz, raczej nie da się o tym zapomnieć.. na próżno

              Raczej - przeżyj to.. wejdź w to doświadczenie, poczuj wszystko.

              Poczujesz,że boli, poczujesz,że tak czy inaczej ten człowiek jest Ci bardzo
              bliski, prawdopodobnie poczujesz też wdzięczność do losu-że Ci się takie
              uczucie zdarzyło... na pewno będzie to źródłem wielu doświadczeń..

              Kiedy tama pęka i lecą łzy- to taż jest wpisane w nasze życie.. w każdy związek

              Rzecz w tym,że chętnie przeżywamy dobre,szczęśliwe chwile, radosne, które
              dodają skrzydeł, a buntujemy się przed tęsknotą, cierpieniem, rozczarowaniem..

              Tylko,że zawsze sąte dobre i złe strony, nierozerwalnie ze sobą połączone... :)
          • kryskaedka Re: Krystyna:=))) 20.04.07, 11:57
            Taisy dzieki za dobre słowa:) powiem ci tak ze zostałam kiedys zdradzona i
            natychmiast sie rozwiodłam.. bo nie potrafie zyc z kims kto jest do tego
            zdolny..jakos tak jestem idealistka i taka pozostane ...mam nadziejej ze moje
            drugie małrzenstwo bedzie dalej w milosci otulkane:
            • taisy Re: Krystyna:=))) 20.04.07, 21:42
              Napewno bedzie.
              Moje pierwsze malzenstwo:) A jakze, ja tez mam ten ból za sobą, też sie
              rozleciało, ale powodem nie były panie, z którymi sypiał mój były mąż,a jego
              stosunek do mnie i do dzieci. Wiele lat temu mój ex był jako osoba bardzo
              okresliłabym to nerwowy, ze wzgledu na ciagłe kłótnie jakie prowokował
              rozstaliśmy się. Wtedy myslałam, ze robie to ze względu na nasze małe dziatki
              aby miały spokojny, normalny dom, bez awantur. Dzis wiem, ze dobrze zrobilam bo
              dzieci wyrosły na swietnych ludzi a ex jest doskonały jako ojciec, ktory
              pilnuje interesow dzieci. Jest dobrze.
              Innymi kobietami nigdy specjalnie się nie przejmowałam, jedynie wdzieczna
              jestem owym paniom, ze nie przyszły się ze mną awanturować do domu.:))))

              Dzis zyję w innej relacji, cenię sobie spokoj.
    • jszhc Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 12:51
      A twoj maz i dzieci....tylko ty sie liczysz i twoje uczucia? Zal mi ludzi,
      ktorzy trafiaja na takich egoistow i wskakuja do lozka facetowi, jak tylko p**a
      zaswedzi. Pomysl o wszytskich, a nie tylko o sobie. A myslalam, ze ja jestem
      straszna egoistka, bo zaluje coli mojemu chlopowi;p.
      • madaline3 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 13:22
        jszhc napisała:
        Zal mi ludzi,
        > ktorzy trafiaja na takich egoistow i wskakuja do lozka facetowi, jak tylko p**a
        >
        > zaswedzi.

        No wiesz, ja mogłabym powiedzieć, ze żal mi ludzi którzy myślą tak
        powierzchownie. Dla mnie seks nie jest aż tak ważny, żeby z takiego powodu o
        jakim wspomniałaś komukolwiek gdziekolwiek wskakiwać.
        Gdyby tu chodziło o "swędzenie" to uwierz mi, życie byłoby bardzo proste.
        • jszhc Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 15:39
          Uzylam ogolnikowego stwierdzenia, bo rozpisywac sie nie mam czasu;p, ale chyba
          powinnas wiedziec o co sie rozchodzi.
          Nie znam cie, jakiejs oceny psycho i ble ble nie dokonuje przeciez, jedynie
          wydaje opinie na temat tego, co tutaj przeczytalam, a przeczytalam tyle, ze
          wydajesz sie byc egoistka myslaca tylko o swoich potrzebach. Nie kochalas meza
          jak za niego wychodzilas i plodziliscie dziecko? Wiem, ze 'stare' czasem sie
          nudzi, przyzwyczajamy sie, a nowosc stanowi dla nas przygode, ozywamy;), ale
          czy warto dla przygody wszytsko rujnowac, niszczyc rodzine?
          • madaline3 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 17:30
            jszhc napisała:
            > wydajesz sie byc egoistka myslaca tylko o swoich potrzebach. Nie kochalas meza
            > jak za niego wychodzilas i plodziliscie dziecko? Wiem, ze 'stare' czasem sie
            > nudzi, przyzwyczajamy sie, a nowosc stanowi dla nas przygode, ozywamy;), ale
            > czy warto dla przygody wszytsko rujnowac, niszczyc rodzine?

            Gdy wychodziłam za mojego męża byłam pewna, że go kocham. Teraz nie jestem już
            taka pewna.
            TO nie jest przygoda. Powodem tego, że nawiązałam romans na pewno nie był seks.
            To coś bardzo głębokiego. Tak głębokiego jak głęboka jest miłość. Czy warto? A
            kto to wie? Chyba nie ma takiego mądrego, który odpowiedziałby na to pytanie.
            • jszhc Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 18:47
              Ty masz rodzine i on ma rodzine, macie zobowiazania....A co jesli to "szal
              nowosci" (namietnosci, ktorej byc moze nie masz juz w malzenstwie)? Zostawisz
              meza, skrzywidzisz dziecko, a potem stwierdzisz, ze wcale sobie tego
              wszytskiego tak nie wyobrazalas, jak minie rok czy dwa i twoj "ukochany"
              zapomni o rocznicy i o buzki na dzien dobry itd. Oczywiscie moze byc tak, ze
              znalazlas milosc swego zycia, jednak jak sama piszesz - kochalas swego meza.
              Wiec co sie stalo, ze juz nie kochasz? Moze warto ozywic obecny zwiazek, choc o
              tym moglas dla swego i meza dobra pomyslec wczeniej;), ale podobno na pewne
              rzeczy nigdy nie jest za pozno.
              Jestes pewna, ze chcesz wyjsc z domu i....now lasnie i co dalej?
              • ewag52 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 20:10
                powiem ci z pozycji kogoś, kto miał podobne doświadczenia.
                Powiem ci rownież z jak to wyglada z perspektywy czasu.
                Po pierwsze, nie wolno takiego układu (bo to jest układ), traktowac
                w kategoriach "miłość wszystko pokona, mam prawo..."etc
                Nie masz żadnego prawa!
                Prawo, ma jego rodzina. Jego dzieci.
                Nie tobie wnikac w stosunki, jakie panuja w ich domu i nie tobie oceniac,
                czy żonę kocha, czy nie.
                Czy wiążą ich sprawy majątkowe, czy jakieś inne.
                Kobiety maja do do siebie,że są skłonne iść na całośc.
                Mężczyźni, bywają bardziej zdroworozsądkowi.
                Dzisiaj jesteś gotowa, rzucic wszystko. Męża, dom, zostawić bez skrupułów
                (może się mylę) całe dotychczasowe życie.
                Nie bądź taka pewna,że na takich ruinach, bez konsekwencji, można zbudować
                szczęście.
                Na szczęście twój ukochany, myśli trzeźwiej. Jemu sie widać nie pali,
                by dla -powiedzmy-kaprysu chwili, zaprzepaszczać wszystko.
                Zrobisz z tym co zechcesz, ale perspektyw nie macie.
                Zawsze w takich przypadkach, mam przed oczami "Pestkę".
                ps
                moją miłość wspominam najczulej, do tej pory.
                I to co sie przydarzyło, zostawie sobie, jako miód, na starośc.
                • madaline3 Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 20.04.07, 20:24
                  ewag52 napisała:

                  Nie masz żadnego prawa!
                  > Prawo, ma jego rodzina. Jego dzieci.
                  > Nie tobie wnikac w stosunki, jakie panuja w ich domu i nie tobie oceniac,
                  > czy żonę kocha, czy nie.
                  > Czy wiążą ich sprawy majątkowe, czy jakieś inne.
                  > Kobiety maja do do siebie,że są skłonne iść na całośc.
                  > Mężczyźni, bywają bardziej zdroworozsądkowi.
                  > Dzisiaj jesteś gotowa, rzucic wszystko. Męża, dom, zostawić bez skrupułów
                  > (może się mylę) całe dotychczasowe życie.
                  > Nie bądź taka pewna,że na takich ruinach, bez konsekwencji, można zbudować
                  > szczęście.

                  Masz rację. I dłużej czytam te posty, tym bardziej pewna jestem, że masz rację.
                  Wiem, ze nie mogę, nie powinnam i jak napisałaś "nie mam prawa". Nie wiem czy na
                  czymś takim można zbudować szczęście, jednak niektórym się to udaje. Czy mi by
                  się udało?

                  A jeśli nie powinnam to co zrobić z tą miłością, z tym jak to nazwałaś "układem"?
                  • taisy Re: Nic na siłe. 20.04.07, 21:34
                    Człowiek ma prawo do własnych uczuć, do kochania, do spełniania swoich marzeń,
                    jednak nie ma prawa na siłe rozbijać owej rodziny o ile ten mezczyzna tego nie
                    chce. Decyzja o zyciu razem jest wspolna.
                  • jszhc Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 21.04.07, 15:36
                    Odbuduj milosc pomiedzy Toba a mezem. Przypomnij sobie jak to bylo na
                    poczatku....faceci to kretyni, on nie wpadnie na to;p....ty przejmij inicjatywe.
                    • narko_manka Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 21.04.07, 15:41
                      Nie da sie juz po zdradzie wydaje mi sie. Jak uczucie szlag trafil to trafil
                      • jszhc Re: Romans- nie umiem już tego wytrzymać 21.04.07, 17:05
                        A film "Niewierna";)?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka