Dodaj do ulubionych

jak niedac sie wciagnac w konflikt?

IP: *.bredband.skanova.com 29.05.03, 03:27
miejsce pracy, jestem nowo zatrudninym w niestresujacym i interesujacym
dziale, mam jednak problem z kolega (jest nas tylko dwoje) który wprowadza i
przyucza mnie, jest zlosliwy, wymadzrza sie, krytykuje, jednak jest bardzo
dobry jako pracownik, wczesniej mial konflikt z innym pracownikiem,którego
przeniesiono na inny gorszy dzial, a ja dostalem jego miejsce, najgorsze ze
jestem zalezny od niego, musze od niego wyciagac wiadomosci, np. gdy widzi
ze robie cos zle, nie mówi od razu tylko dopiero po kilku godzinach,
znika gdy widzi ze niedlugo bede go chcial o cos zapytac, ukrywa przedemna
wiadomosci potrzebne mi w pracy, obgaduje, maksymalnie utrudnia mi prace,
Obserwuj wątek
    • Gość: ToeToe Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.ihug.net 29.05.03, 03:37
      Wspolczuje, ale idiotow nie sieja sami sie rodza. Najgorsze co mozesz robic, to
      sie tym przejmowac i zamartwiac..
    • Gość: Imagine Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.neb.rr.com 29.05.03, 04:12
      Gość portalu: arek napisał(a):

      > miejsce pracy, jestem nowo zatrudninym w niestresujacym i interesujacym
      > dziale, mam jednak problem z kolega (jest nas tylko dwoje) który wprowadza i
      > przyucza mnie, jest zlosliwy, wymadzrza sie, krytykuje, jednak jest bardzo
      > dobry jako pracownik, wczesniej mial konflikt z innym pracownikiem,którego
      > przeniesiono na inny gorszy dzial, a ja dostalem jego miejsce, najgorsze ze
      > jestem zalezny od niego, musze od niego wyciagac wiadomosci, np. gdy widzi
      > ze robie cos zle, nie mówi od razu tylko dopiero po kilku godzinach,
      > znika gdy widzi ze niedlugo bede go chcial o cos zapytac, ukrywa przedemna
      > wiadomosci potrzebne mi w pracy, obgaduje, maksymalnie utrudnia mi prace,

      To cudowna sytuacja, wytrzymaj to za wszelka cene. Trzymaj kamienna twarz
      i dziekuj mu za jego uprzejmosc. Niech on topnieje, ty sie nie daj. Badz
      uprzejmy do granic. POKONASZ GO TYLKO W TEN SPOSOB. Uwierz mi.
      Imagine.
    • Gość: miau Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.proxy.aol.com 29.05.03, 06:27
      Pozorami uleglosci, czyli pokora? Byc moze, na krotka mete, ale potem
      poprzeczke Ci podniesie, a jaka satysfakcja z bycia trawionym przez frustracje?
      Pogadaj z nim szczerze co o tym myslisz, powiedz mu ze to smieszne, zeby sie w
      ten sposob zachowywac, czy nie lepiej isc sobie na reke, pomagac. Byc moze go
      przelamiesz, moze sie odkryje, moze to samotnosc, moze poczucie zagrozenia?
      Jesli sie wyprze, to sytuacja bedzie sie pogarszac i lepiej szukac lepszego
      miejsca, bo w takim to tylko chorob sie czlowiek nabawi.

      miau
      (.
      • Gość: gosia Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.acn.pl 31.05.03, 07:45
        nie rozmawiac, z doswiadczenia wiem ze w takich sytaucjach druga strona wypiera
        sie wszystkiego...
    • kamfora Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? 29.05.03, 07:06
      Spróbuj zapisywać wszystko, co mówi kolega odpowiadając na Twoje
      pytania dotyczące pracy. ("nowemu" to jak najbardziej wypada)
      Nie udawaj, że wiesz, jeśli czegoś nie wiesz - pytaj o każdą
      bzdurę nawet i zapisuj (wtedy nie będzie przypadku pytania
      kilka razy o to samo - a właśnie takie pytanie kilka razy o to samo
      jest denerwujące dla "starych" pracowników ).
      Zapisuj również pojawiające się w czasie pracy problemy
      (szczególnie pod nieobecność kolegi) i jeśli nie jesteś w stanie
      sam ich rozwiązać - pytaj bez skrępowania.
      A przede wszystkim załóż, że ten kolega jest Ci życzliwy - nie
      sugeruj się sytuacją z Twoim poprzednikiem - znasz ją tylko
      z opowieści, więc nie wiesz, jak było naprawdę.
      Dziękuj koledze za każdą informację mimo, że uważasz informowanie Cię
      za jego obowiązek. Jeśli jest dobrym pracownikiem - masz szansę
      się dużo nauczyć.
      Nie mów o nim źle do innych pracowników.

      No i...pamiętaj, że obaj jesteście ludźmi i popełniacie
      błędy.
    • Gość: Krzysiek Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.petrobaltic.com.pl 29.05.03, 07:22
      A ja bym trzymał się drogi , która wymieniła Imagine.
      Dodatkowo ucz się, nawiązuj kontakty z innymi pracownikami. Spróbuj obchodzić
      go jeśli chodzi o zaciąganie informacji jak dane zadanie trzeba wykonać. Nawiąż
      np koleżeński kontakt z tym co został przesunięty. Nie mów nikomu o twojej
      strategii. Dąż konsekwentnie do zwiekszenia swojej wartości dla firmy nie
      wchodząc w konflikty, które mogą ci tylko zaszkodzić. Bądź zawsze w porządku,
      żeby nikt nie dawał wuiary temu co on mówi. Jeśli zaciągniesz jakieś informacje
      to nie mów mu co wiesz.
      To jest polityka.
      Nie każdy to lubi.
      Ale jak zrobić inaczej?

      powodzenia
      bardzo duzo jest takich co chcą się przejechac na czyichś plecach
      ale ten facet jest dodatkowo glupi bo nie widze u niego zadnego celu
      latwo powinines sobie z nim poradzic
      to kwestia czasu
      • Gość: Krzysiek Imagine IP: *.petrobaltic.com.pl 29.05.03, 07:26
        Sorry
        Jakoś tak automatycznie przyjałem że jestes dziewczyna
        A ty facet jesteś wynika
        • tea_time Razem, chociaz osobno:) 29.05.03, 10:38
          Jesli chodzi o strategie postepowania:) zgadzam sie z Imagine, jednak nie
          oczekiwalabym, jej wzorem, ze tym sposobem kolege "pokonasz". Zalecam takie
          zachowanie wylacznie z Twojego powodu, bys mogl spokojnie pracowac i
          przychodzic do pracy bez ciezaru w glowie i narastajacej frustracji.

          W poprzedniej pracy siedzialam w jednym pokoju z dziewczyna ( zajmowalysmy
          rownorzedne stanowiska ), ktora byla niezlym fachowcem i cenilam jej
          merytoryczne uwagi, niemniej jesli chodzi o poziom inteligencji emocjonalnej to
          w jej wypadku rownal sie zero:) Zero empatii rowniez:) W efekcie byla osoba
          nielubiana, najdelikatniej mowiac:), ludzie kontakty z nia ograniczali do
          koniecznego minimum, czesto spotykalam sie z pytaniem: jak Ty z nia
          wytrzymujesz?!:)

          Przypomnialam sobie to, co odkrylam kilka lat temu w Nowej Zelandii ( na
          warsztatach rozszerzania swiadomosci), ze wszystko jest jakie jest i tylko nasz
          stosunek do danej rzeczy czy osoby nadaje jej nazwe,a tym samym ocene,
          wystarczy zmienic punkt widzenia, to sie nazywalo zmiana kreacji:), by nie
          zmieniajac danej rzeczy/osoby znalezc sie w innej sytuacji.

          Po pierwsze powiedzialam sobie, ze nie musze sie z nia " zaprzyjazniac":)
          Po drugie nigdy sobie nie pozwolilam na nieuprzejmosc wobec niej, niemniej
          nigdy tez nie pozwolilam, by jej niegrzeczne zachowanie wobec mnie zranilo mnie
          z jednej strony, z drugiej pozostalo bez mojego komentarza. Mowilam otwarcie,
          ze nie podoba mi sie jej zachowanie w danej sytuacji, jednak wypowiedziana
          przeze mnie ocena, nie wplywala na zmiane mojego zachowania wobec niej. Slowem
          nie obrazalam sie:) Nadal pozostawalam uprzejma i kulturalna:)
          Po trzecie znalazlam bliskie mi osoby poza moim pokojem i tam ladowalam
          emocjonalne akumulatory:)
          Po czwarte, ktore powinno znalezc sie w punkcie drugim:) Jesli byl powod, dla
          ktorego moglam jej powiedziec cos przyjemnego, jak wspomnialam byla osoba
          kompetentna, robilam to i nie oczekiwalam, ze pochwala, ktora uslyszala cos
          zmieni:), bo nie zmieniala ani troche:))
          Po piate pomagalam jej, kiedy sie o pomoc do mnie zwracala i nie dziwilam sie,
          ze ona czasem odpowiadala nie, kiedy ja ja o cos prosilam:) Itd.

          Tak naprawde to bylo mi jej chwilami bardzo zal, bo widzialam, jak czuje sie
          samotna, jaka jest nieszczesliwa, jak sie zakleszcza w sobie coraz bardziej, i
          naturalnie co jakis czas robilam "podchody":), by ja troche rozluznic:) Ale
          zalamywalam rak, kiedy okazywalo sie to bezskuteczne. Coz, jestem zdania, ze
          czlowiek zmienic sie moze tylko wowczas, kiedy sam zechce, kiedy do zmiany
          dojrzeje. Jednak funkcjonujemy spolecznie, dlatego egoistycznie? myslmy o tym,
          jak ulozyc sobie zycie, bysmy czuli sie szczesliwi naturalnie nie kosztem
          szczescia innych:)
          Dlatego ( juz koncze:) skup sie na sobie i swojej pracy, korzystaj z kontaktu z
          kolega jako zrodla informacji, nie zrazaj sie jego zachowaniem, ale tez nie
          bierz osobiscie jego zachowan do siebie, badz uparty, konsekwentny i cierpliwy,
          i co najwazniejsze, zostaw prace za drzwiami, kiedy idziesz do domu:) Kolege
          tam tez:) On i tak pewno wychodzi po Tobie, wiec zgasi swiatlo:)
          Pozdrawiam serdecznie ( z pokoju juz bez kolezanki, moze dlatego takie dlugie
          posty pisze:))
          Tea
      • Gość: arek dzieki IP: *.bredband.skanova.com 30.05.03, 10:03
        cenne uwagi, jednak mój poprzednik, dziala na niego jak plachta na byka,
        na samym poczatku obgadywal go do mnie, ja nie wiedzialem co robic, nie moglem
        przeciez tylko na podstawie jego gadki, opowiedziec sie w konflikcie po jego
        stronie, staralem sie byc neutralny, rozmawiac z obydwoma, widze jednak ze
        bede zmuszony prosic jego wroga o pomoc, co on z radoscia uczyni, widze ze
        sama obecnosc mojego poprzednika na moim dziale wywoluje w nim wstret,zlosc i
        lek.
        • Gość: aleksandrynka Re: dzieki IP: 212.160.130.* 30.05.03, 11:28

          > na samym poczatku obgadywal go do mnie, ja nie wiedzialem co robic, nie
          moglem
          > przeciez tylko na podstawie jego gadki, opowiedziec sie w konflikcie po jego
          > stronie, staralem sie byc neutralny, rozmawiac z obydwoma


          Nie musisz opowiadać sie po niczyjej stronie, ten konflikt przecież Ciebie nie
          dotyczy. Nie dawaj się wciągać w podobne dyskusje, powiedz po prostu, że nie
          masz ochoty o tym rozmawiać. A gdy sie nie da proponuję CUDOWNE słowa - klucze,
          to taka technika psychologiczna (technika mgły). Jesli on np. mówi Ci: tamten
          jest podły, nieodpowiedzialny, jakiś tam, Ty jesteś jakiś... i tak dalej,
          odpowiadaj: "możliwe; być może"... Wytrącasz wszelkie argumenty z ręki, nie
          dajesz się wciągać w dyskusje. No bo co można na to odpowiedzieć? Dalej
          przekonywać? Wyjdzie sie na głupka chyba... Słówka "być może" mają magiczną
          moc, bo nic nie zamykają, ale nie zachęcaja też do otwierania dyskusji dalej...
          Cheche, to jest świetne, sama się przekonałam. Potrenuj troche i do dzieła!
    • Gość: ha! Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.nagraj.pl 29.05.03, 10:50
      a moze po prostu "dowalili" mu Ciebie do przyuczania gratis ? ma swoja prace za
      ktora mu placa a to ze Ty nic nie umiesz to nie powinien byc jego problem i nie
      ma ochoty byc instytucja charytatywna?
    • otryt System 29.05.03, 15:22
      Arku !

      Może być gorzej, niż tylko darmowe przyuczanie, podczas gdy własna praca czeka.
      Dyrekcja w mojej firmie wymyśliła, że nowego człowieka można przyjąć pod
      warunkiem, że zwolni się kogoś z dotychczas pracujących w zespole, gdy ten nowy
      po 3 miesięcznym okresie próbnym okaże się lepszy. Po prostu za te same
      pieniądze chcą mieć lepszych ludzi. Kierownicy pracowni już żałują, że
      wcześniej zgłosili dyrekcji chęć zatrudnienia nowych ludzi. Taki układ w
      praktyce oznacza blokadę, rywalizację miast współpracy, udawanie, że pomaga się
      nowemu, lawirowanie, aby nie popaść w otwarty konflikt, gdyż osoba konfliktowa
      wylatuje pierwsza. W efekcie praca zespołu idzie wolniej, a jest to praca
      wybitnie zespołowa. Cegiełka stworzona przez jedną osobę musi idealnie pasować
      do innych cegiełek.

      Z kolei specyfika pracy wymaga długiego i żmudnego przygotowania młodego,
      chociażby z powodu zaszłości w napisanych wcześniej programach i skonstruowanym
      wcześniej sprzęcie, we współpracy sprzętu telekomunikacyjnego z
      oprogramowaniem, specyficznymi rozwiązaniami firmowymi nie spotykanymi gdzie
      indziej, braku podstawowej dokumentacji, z której można się tego wszystkiego
      dowiedzieć. Wiele ważnych informacji istnieje tylko w głowach ludzi i trzeba
      sporego sprytu, aby wiedzieć do kogo po jaką informację się zwrócić. Do tego
      ostre terminy, w praktyce chodzi o to, aby jak najszybciej spławić nowego, by
      nie zabierał cennego czasu.

      W opisanym przeze mnie systemie strategia przyjęta przez Twojego kolegę wydaje
      się być optymalną. Niczego ważnego nie powiedzieć i jednocześnie nie popaść w
      konflikt. Albo obowiązuje w Twojej firmie podobny system albo takich zachowań
      kolega nauczył się gdzie indziej i tak już mu zostało.

      A co mówi o takim systemie naukowa teoria zarządzania? Wg mnie jest całkowicie
      bez sensu

      Pozdrawiam serdecznie
      otryt
      • Gość: Malwina obowiazek IP: *.d1.club-internet.fr 29.05.03, 16:22
        no wlasnie, nie ma zadnego obowiazku przyuczania cie, prawdopodobnie
        instruktorem zadnym nie jest. Wbij sobie do glowy ze nikt ci nie pomoze i
        dojdz do kompetencji sam. Bron boze, nie mow ze nie umiesz, lub sobie nie
        poradzisz. Siedz nocami jak trzeba i wertuj co mozesz. Usmiechaj sie do kolegi
        uprzejmie - rypne aforyzmem za trzy grosze : najlepsza brona przeciw zlu jest
        dobro - wiec uprzejmosc uprzejmosc uprzejmosc i zadnych zlosliwosci i gierek.
        Nikt faktycznie oprocz ciebie nie musi zajmowac sie twoja praca, efektywnoscia
        kompetencja. Twoja sprawa.

        (taki system - przetrzec oczka i do roboty)
        • otryt Re: obowiazek 30.05.03, 09:35
          Gdy nowy w którymś momencie zdobędzie konieczną wiedzę, a nawet w niektórych
          sprawach będzie wiedział więcej, ci starzy nagle się otwierają, nagle stają się
          partnerami, kolegami, zmieniają front, taktykę, bo zauważają, że przepływ
          informacji może się odbywać w dwóch kierunkach.
          • Gość: arek dotknales waznego aspektu IP: *.bredband.skanova.com 30.05.03, 09:49
            tylko jemu trudno sie przestawic, uwazal i traktowal mnie jako sezonowego
            pracownika z którym nie trzeba sie liczyc,którego mozna wysmiewac,wykanczac
            psychicznie,bylem pod ogromna presja chcialem sie wykazac przed szefem a tu mi
            kolega utrudnia, ukrywa wiadomosci. gdy nagle dostalem stala prace na jego
            dziale, na którym chcialby wsadzic swojego kumpla lub szwagra, (wczesniej byl
            w wielkim konflikcie z innym pracownikiem ,którego przeniesiono), o wygral,
            byl szczesliwy ze sie pozbyl wroga,
            kazdy mój blad opowiada innym, szkalujac mnie na kazdym kroku, a do tego
            wykancza mnie jego muzyka, ciagle slucha sentymentalnych ballad, na razie nie
            wie ze nie lubie tej muzyki gdy sie dowie bedzie uradowany.
            • otryt Re: dotknales waznego aspektu 30.05.03, 10:10
              Pisałeś, że 70-80 proc wiedzy już posiadasz. To już z górki. Wytrwaj, zdobywaj
              informacje, gdzie się da, pracuj ciężko. W pierwszym okresie to konieczne. Do
              tego uprzejmość i asertywność. Wygrasz ! Też kiedyś miałem takiego kolegę,
              potem nie mogłem się opędzić od niego, zawsze chciał się czegoś ode mnie
              dowiedzieć.
    • Gość: arek wykancza mnie psychicznie IP: *.bredband.skanova.com 30.05.03, 02:18
      najchetniej bym go uderzyl, ale jest prawdopodobnie silniejszy, no i
      podpadlbym szefowi..., nie chce zmieniac dzialu, ani skarzyc na niego do
      szefa, narazie udaje ze wszystko jest okej, a on mnie powoli wykancza, jestem
      uzalezniony od niego, wczoraj przez godzine próbowalem rozwiazac problem, otóz
      niezgadzal sie numer produktu, a on wiedzial i nie powiedzial, ´potem jeszcze
      mi wmawial ze mi mówil, a ja wzywalem naczelnego inzyniera i kierownika
      magazynu, nieraz wpuszcza mnie w pulapki, najgorsze ze wszystkim sie
      podlizuje, ma dobra opinnie, a ja jako nowy nie jestem wiarygodny, on ma mocna
      pozycje, jest zdolny i pracowity, jednak jego cechy charakteru wyszly dopiero
      gdy ma nademna przewage, na dodatek zlego na okraglo puszcza stare smetne
      ballady, chyba na to bede mogl sie poskarzyc szefowi,
      • Gość: arek zaskoczyl sie gdy dostalem stala prace IP: *.bredband.skanova.com 30.05.03, 02:29
        wczesniej pracowalem tymczasowo, obrazil sie gdy mu nie powiedzialem o tym,
        dowiedzial sie na sali przy wszystkich, jednak te 5 tygodni upokorzen,
        zlosliwosci, ukrywania wiadomosci potrzebnych mi w pracy,nie odpowiadanie na
        moje pytania, czesto mówil zebym sam cos wymyslil, lub ze mi raz juz pokazywal,
        stresowal mnie ciagle, wiec gdy ja mialem pozytywna dla mnie informacje, nie
        bylem wstanie sie z nim podzielic, na jego pózniejsze pretensje, powiedzialem
        mu ze mu nie ufam i ze chce sie mnie pozbyc, a on sie obrazil, i teraz
        odpowiada na pytania choc niechetnie, zas wszystkie inne problemy które umie
        rozwiazywac, wymiguje sie od nich ze niekompetentny, formalnie tak,ale przez
        to musze prosic innych przelozonych o pomoc i wychodze na durnia.
        • Gość: Malwina Re: zaskoczyl sie gdy dostalem stala prace IP: *.d1.club-internet.fr 30.05.03, 09:14
          jeszcze kilka takich postow i niestety stwierdze ze facet ma racje - nie
          jestes kompetentny. Radz sobie sam albo zmien prace, que diable !


          Gość portalu: arek napisał(a):

          > wczesniej pracowalem tymczasowo, obrazil sie gdy mu nie powiedzialem o tym,
          > dowiedzial sie na sali przy wszystkich, jednak te 5 tygodni upokorzen,
          > zlosliwosci, ukrywania wiadomosci potrzebnych mi w pracy,nie odpowiadanie na
          > moje pytania, czesto mówil zebym sam cos wymyslil, lub ze mi raz juz
          pokazywal,
          > stresowal mnie ciagle, wiec gdy ja mialem pozytywna dla mnie informacje, nie
          > bylem wstanie sie z nim podzielic, na jego pózniejsze pretensje,
          powiedzialem
          > mu ze mu nie ufam i ze chce sie mnie pozbyc, a on sie obrazil, i teraz
          > odpowiada na pytania choc niechetnie, zas wszystkie inne problemy które umie
          > rozwiazywac, wymiguje sie od nich ze niekompetentny, formalnie tak,ale przez
          > to musze prosic innych przelozonych o pomoc i wychodze na durnia.
          • Gość: arek nie jestem kompetentny, bo taka jest specyfika pra IP: *.bredband.skanova.com 30.05.03, 09:39
            -pracy, polega na przyuczeniu, problem w tym ze ten koles odgrywa swoje
            kompleksy na mnie, ma obowiazek mi pomagac,wprowadzic w rózne tajniki, a on
            nie chce sie dzielic swoimi doswiadczeniami, i cieszy sie z moich bledów,
            to nie jest ani kolezenska postawa ani nie wypelnia swoich obowiazków,
            a mi nie wypada sie skarzyc na niego, wyjsc na skarzypyte, zakonczyc sie moze
            to dla mnie przeniesieniem na inny dzial, i o to mu chodzi, chce swojego
            kumpla lub szwagra na moje miejsce, nie po to tyle wycierpialem zeby teraz gdy
            umiem wykonywac okolo 70-80 procent zadan, zmieniac dzial.
            • Gość: Malwina Re: nie jestem kompetentny, bo taka jest specyfik IP: *.d1.club-internet.fr 30.05.03, 10:13
              jesli to jest jego obowiazkiem masz poinformowac hierarchie ze perturbuje
              robote i to sie skarga nie nazywa.
      • Gość: Olga Re: wykancza mnie psychicznie IP: 212.14.38.* 30.05.03, 10:30
        Paradoksalnie masz szczęście, że od początku był niemiły, gdyby się kamuflował
        i zdobył Twoje zaufanie byłoby gorzej.
        Wracając do tematu - byłam kiedyś w takiej samej sytuacji jak ty - byłam
        całkowicie zależna od koleżanki, która była wcześniej i która moje przyjście
        odbierała jako zamach na swoją pozycję.
        Spróbuj potraktować tę sytuację jako nowe wyzwanie - jako mobilizację do nauki.
        Gdyby kolega był bardziej koleżeński prawdopodobnie nie nauczyłbyś się nawet
        połowy tego czego umiesz teraz. Ja tak zrobiłam, ona podemną ryła, przylepiała
        mi etykietki itp. Zawzięłam się, byłam w pracy pierwsza i wychodziłąm ostatnia,
        byłam miła dla niej i a przede wszystkim dla wszystkich wokół, po jakimś czasie
        (i nie trwałao to zbyt długo) sytuacja zaczęłą się zmieniać. Teraz jestem
        postrzegana zupełnie inaczej, a ona odeszła z pracy.
        Z perspektywy czasu, widzę tę sytuację zupełnie inaczej - ona przez dłuższy
        czas dochodziła do wszystkiego sama - owszem była ceniona, ale orała w pracy od
        świtu do zmierzchu. Aż tu nagle przychodzi nowa i ona ma tak po prostu
        przekazać mi całą wiedzę. Nie dziwię się jej rozgoryczeniu, ale układ był jaki
        był - ani moja wina, ani jej.
        Tak naprawdę to zżarła ją złość na całą tę sytuację, ja wykazałam się jedynie
        mocniejszymi nerwami i bardziej stoickim podejściem do sprawy i dlatego
        wygrałam. Czego i tobie życzę.
    • komandos57 [...] 30.05.03, 17:33
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: Meg Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 30.05.03, 20:10
        Tym razem to jest 100% racji, patrzymy na wyższość celu, jeżeli ważniejsza jest
        posada, zapominamy,że cokolwiek nas męczy. Takie jest dzisiejsze życie.
        Sytuację mozesz znokautować przez zapoznanie się z ulubioną przez wroga muzyką,
        kuchnią, w ogóle należy poznać go bliżej. Jeżeli nie możemy się odciąć, należy
        wypracować najlepsze możliwe warunki. Alternatywą jest wizyta u szefa.
        • Gość: rewizor Re: jak niedac sie wciagnac w konflikt? IP: *.proxy.aol.com 31.05.03, 04:38
          skoro Cie tak ssie z zewnatrz to musisz albo tez ssac albo sie odessac, a wtedy
          przestaniesz tak przezywac. Jak sie ssie trucizne to na pewno nie ma sie przy
          tym milych doznan, ale sie ssie, skoro trzeba?a jesli ktos mnie wysysa to
          niechybnie pozostanie zezwlok. Fresh flesh - tak krzyczeli tubylcy na widok
          plynacych Amazonka NOWYCH czlekoksztalnych przybyszy. A o co tu chodzi tak na
          prawde? Chodzi o przekazanie paleczki. Masz sie stac takim palantem jakim on
          jest, obojetnie czy on wyleci czy Ty, bo tylko w ten sposob przestaniesz
          cierpiec z powodu jego zoltonosnej wylewnosci, stajac sie nia, dzieki temu TY
          go milosiernie oczyszczasz z jej nadmiarow. Jak w Meatamorfozie u Kafki, pewnego
          pieknego ranka zorientujesz sie ze jestes juz caly robakiem. Potem jesze tylko
          troszke poboli i podziwi, az oswoisz sie z tym nowym stanem, przestanie Cie
          skrecac, mina zatwardzenia (czy tez rozwolnienia), a moze dostaniesz
          przeniesienie na jakas lzejsza posadke, kiedy juz Cie szefostwo obmaca, i
          stwierdzi zes gotowy i bezwzwodowy? Bedziesz mogl sie osobiscie wyladowywac na
          jakims nowym nieuprzedzonym podwladnym, albo na biureczku? A moze na dziupli w
          parku? W wielu miastowych dziuplach prakowych pochowane sa rozne butelki.Nie
          martw sie, jeszcze tylko rok, a staniesz sie doswiadczonym pracownikiem. Musisz
          udowodnic zes CIERP-LI-WY, inaczej zostaniesz wypluty jak Jonasz.
          Kiedys pracujac jako hotelowy sprzatacz, jechalem winda (dla sprzataczy) ze
          staruszkiem weteranem-sprzataczem, twarz mial jak karaluch, taka wasata,
          pomarszczona, koloru tej windy (kolor nakladajacych sie wiecznie brudow nad
          brudami - ktozby sprzatal winde sprzataczy?). Jechalismy razem w milczeniu, az w
          pewnym momencie on powiedzial: Przyzwyczaisz sie. I zniknal jak odrapany tynk na
          ktoryms pietrze. Ta demoniczna twarz scigala mnie dosyc dlugo, jak upior z
          czyscca. Mozna by rzec ze pracowalem w dupie swiata. Tez praca. Ciesz sie ze nie
          masz takiej.
    • Gość: arek pomozecie?? IP: *.bredband.skanova.com 05.06.03, 19:54
      • Gość: aleksandrynka Re: pomozecie?? IP: 212.160.130.* 05.06.03, 23:32
        Próbowałam wyżej coś podpowiedzieć, wiele osób się tu zaangażowało w Twoją
        sprawę. Nie wiem, jakiej pomocy oczekujesz, w końcu wiele tu powiedziano. A
        prawda jest taka, że zrobisz i tak to, co uważasz za najlepsze. Odpowiedź na
        pewno tkwi w Tobie, myślę, że intuicyjnie wiesz, jak należy postępować, tak na
        prawdę Cię nie znamy, nie wiemy, jakim jestes człowiekiem, razem z Tobą po
        omacku szukaliśmy jakiegoś rozwiązania. Nie czekaj więc, aż pojawi się tu złota
        recepta, tylko rób tak, żeby nie dać sobie wejść na głowę, wyjść z tej
        konfrontacji z godnością i nową wiedzą.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka