Dodaj do ulubionych

Nadwrażliwość

IP: 10.129.132.* 02.12.01, 15:47
Bardzo łatwo ulegam nastrojom. Bardzo labilne są moje uczucia. Bardzo wstrząsa
mną poczucie nierównowagi.
Mam dwa wyjścia: uciekać od wrażeń, kontaktów z ludźmi i wystawiania się na
ryzyko - lub przeciwnie, szukać wrażeń, docierać do głębokiej wymiany z innymi,
nie obawiać się bólu, może się zahartuję.
Balansuję jak po linie.
Czy ktoś odczuwa podobnie, czy jestem dziwadłem?
Kreska
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 16:26
      Mial, zrozumial, ze jest przewrazliwiony, rozpracowal i przeszlo.
      Naprawde!
      • Gość: Kreska Re: Nadwrażliwość IP: 10.129.132.* 02.12.01, 16:29
        Ale domyślasz się, naturalnie, dlaczego mnnie naszło?
        Pa
        Kreska, czyli M.
        • fantasia Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 16:32
          Dlaczego?
          • Gość: Kreska Re: Nadwrażliwość IP: 10.129.132.* 02.12.01, 17:04
            fantasia napisał(a):

            > Dlaczego?
            Czy to pytanie do mnie, czy do Kwieto?
            Kreska

            • fantasia Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 17:08
              Oczywiście, że do Ciebie, Kresko.
        • Gość: inayat Re: Nadwrażliwość IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 02.12.01, 16:35
          kwieto mozna byc nadwrazliwcem a pozniej nie? czy to nie jest cecha
          charakteru,osobowosci? chyba zawsze niektorzy ludzie beda bardziej podatni na
          zranienie a inni bardziej gruboskorni.
          co to znaczy ze rozpracowales? w jaki sposob?
          i.
          • kwieto Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 16:45
            Ojeja - dluga historia, chcesz posluchac to napisz, wysle Ci story via e-mail

            w skrocie: zastanawialem sie dlaczego reaguje w dany sposob na pewne rzeczy, dotarlem do
            korzenie swojej "nadwrazliwosci" (o wiele lepszy jest termin "przewrazliwienie", naprawde!)
            no i postaralem sie cos z tymi "korzeniami" zrobic. W momencie kiedy zlikwidowalem, albo
            zmienilem (to lepsze slowo) przyczyny, owe "przewrazliwienie" samo zniknelo

            Natomiast co do Twych pytan

            1. Nikt nie ma cech, ktore bylyby stale, niezmienne, nie poddajace sie jakiejs ewolucji, wiec
            kazdy kto jest "nadwrazliwy" moze to zmienic - o ile mu sie chce. Usprawiedliwienia typu "ja
            taki jestem, to nie moja wina" zawsze mnie smieszyly...


            2. Dla mnie "gruboskornosc" oznacza szorstkosc, brak uczuc - a mozna tryskac cieplem i
            uczuciem i nie byc przez nikogo zranionym - kwestia glownie podejscia do siebie i swiata...
            • Gość: fnoll alleluja i do przodu? ;-) IP: 195.150.224.* 02.12.01, 20:38
              kwieto napisał(a):

              > 1. Nikt nie ma cech, ktore bylyby stale, niezmienne, nie poddajace sie jakiejs
              > ewolucji, wiec
              > kazdy kto jest "nadwrazliwy" moze to zmienic - o ile mu sie chce. Usprawiedliwi
              > enia typu "ja
              > taki jestem, to nie moja wina" zawsze mnie smieszyly...

              otoz cechy temperamentalne, bedace odbiciem fizjologicznych wlasciwosci naszego
              mozgu (sila procesow pobudzania, hamowania i szybkosc przestawiania sie z jednych
              na drugie) sa baaardzo stale, i moga byc istotnym czynnikiem w "przewrazliwieniu"

              "przewrazliwienie" zapewne niejedno ma imie - moze byc nabytym sposobem
              reagowania, w toku doswiadczen ktore nas przerastaly i pozostawily nas w stanie
              "rozchwianym", moze byc pochodna naszego "zapotrzebowania na bodzce" i cech
              temperamentalnych, a zwykle jest mieszanina jednego i drugiego

              nastawienie, ze wszystko w czlowieku da sie zmienic jest o tyle niebezpieczne, ze
              mozna sie latwo wpedzic w wyrzuty sumienia w bardzo fatalnej wersji ("to moja
              wina, ze taki jestem, nie mam dosc motywacji by sie zmienic, moja wina" etc.),
              gdy nabierze sie przekonania, ze powinno sie w sobie zmienic cos, co akurat na
              zmiany jest podatne slabo lub wcale

              innym ryzykiem zwiazanym z takim nastawieniem, jest nabycie modelu zachowania
              niezgodnego z nasza reaktywnoscia bedaca cecha temperamentalna, niepodatna na
              zmiany - moze sie to powaznie odbic na naszym zdrowiu (np. jakby choleryk sie
              uparl, ze bedzie osoba spokojna i opanowana - moglby wyhodowac sobie sliczne
              wrzody, czy rozregulowac swoj uklad autonomiczny co daje rozne, nieciekawe
              objawy, poza tym kazdy "wybuch" moglby budzic w nim wyrzuty sumienia nakrecajace
              proces nerwicowy - taki czarny scenariusz)

              pochodna cech temperamentalnych jest introwertycznosc i ekstrawertycznosc, takze
              bardzo stale cechy osobowosci

              inteligecja "intelektualna" i "emocjonalna" w wieku dojrzalym takze nie poddaja
              sie istotnym zmianom (chyba ze zwiazanym ze starzeniem)

              liste "stalych" cech moznaby wydluzyc

              takze zanim z okrzykiem "hurra" ruszy sie do zmieniania swojej osoby, warto sie
              dobrze poznac i rozwazyc, co w nas jest "rdzenne", a co "nabyte", a jesli
              "nabyte" to w jakim stopniu utrwalone itd., slowem - warto zachowac ostroznosc,
              bo chcac dobrze, mozna sobie zaszkodzic

              mozemy "pobudzac" swoj rozwoj, wspomagac gojenie sie ran, ale nie polecalbym
              stosowania na sobie "terapii inwazyjnej", ktora w istocie jest walka z niedobra
              osobowoscia

              a rozwoj ma to do siebie, ze trudno zaplanowac do czego sie dojdzie, bo to zywy
              nurt jest, a nie budowanie modelu na podstawie wykresow

              pzdr!

              fnoll
              • kwieto Re: alleluja i do przodu? ;-) 02.12.01, 20:57
                Fnoll, tak, oczywiscie, z tym, ze nie wmowisz mi, ze np. temperament ma wplyw na to, czy
                ktos jest "nadwrazliwy" czy nie. Wlasciwie w kazdym temperamencie (a mamy ich cztery, z
                tego co pamietam) znajdziesz przewrazliwionych, jak i nie. Temperament tez mozna zreszta
                zmienic, i to nie jest duzy problem.

                I nie o to chodzi, aby w czambul siebie przeksztaltowac, chodzi tylko o to, ze taka
                mozliwosc jest. Nie wiem, czy zwrociles uwage na pierwszy post Kreski, w ktorym zalila
                sie, ze ma problem z "nadwrazliwoscia" - a ta ceche mozna zmienic bez problemu.

                Dalej, poruszyles temat wazki, ale ze tak powiem z boku i nie na temat. Owszem
                przeksztalcanie siebie, czy tez stwierdzenie, ze wszystko da sie zmienic moze prowadzic do
                kompleksow, ale nie musi. Bo moge sie probowac zmienic dlatego, ze mi zle, a moge tez
                byc z siebie zadowolony, i zmieniac sie wylacznie dla wlasnej przyjemnosci, albo nie wiem -
                checi bycia jeszcze bardziej zadowolonym.

                Wiec stwierdzenie, ze pewne cechy da sie zmienic, a niebezpieczenstwa plynace z
                kompulsywnych prob ich zmieniania to dwie zupelnie rozne sprawy.
                • kwieto Dopisek 02.12.01, 21:03
                  A tak wogole, to mam wrazenie, ze nie przeczytales mojego pierwszego postu, albo go
                  przeczytales bardzo niedokladnie.

                  Bo nie wiem, czy zauwazyles, ze polozylem nacisk na zrozumienie skad sie bierze cierpienie,
                  czyli dotarcie do jego zrodel, oraz zmiane PODEJSCIA do pewnych spraw (tych cierpienie
                  przynoszacych). A to jest najlatwiej zmienic.

                  Wcale nie namawiam kogos by sie stal "twardy jak skala" - chodzi o to, ze jesli zrozumie,
                  czemu czuje sie raniony - to moze tak zmienic siebie, aby dana sytuacja go wiecej nie ranila -
                  nie chodzi o bezmyslne tlumienie wlasnych slabosci i dazenie do jakiegos idealnego
                  wizerunku herosa - to wydawalo mi sie dosc oczywiste?
                  • fnoll dopisek do dopisku 02.12.01, 23:57
                    kwieto, masz racje, ze zmiana naszej wewnetrzej reprezentacji sytuacji
                    problemowej moze nam wiele pomoc - jednakze chcialem zwrocic uwage na pewne
                    ograniczenia tej metody w przypadku "nadwrazliwosci"

                    mylisz sie, iz cechy temperamentalne mozna zmienic - tak jak sie je rozumie w
                    psychologii stanowia najbardziej "stabilny" element naszej osobowosci, gdyz sa
                    prostym odbiciem fizjologicznej charakterystyki naszego mozgu (moga sie zmienic
                    np po urazie czy operacji mozgu) i sklada sie nie cos takiego jak czas reakcji,
                    zapotrzebowanie na stymulacje, plynnosc "przestawiania" sie z jednego procesu
                    na drugi etc.

                    to co chcialem ukazac, to taki aspekt "nadwrazliwosci" ktory jest uwarunkowany
                    wlasnie temperamentem - byloby to nawykowe wchodzenie w sytuacje, ktore nas
                    "przestymulowuja", czyli sa zbyt obciazajace dla naszego ukladu nerwowego,
                    jesli mamy niskie zapotrzebowanie na bodzce (czyli stymulacje)

                    trudno sobie z tym poradzic zmieniajac cokolwiek w sobie - jedynym wyjsciem
                    jest unikanie sytuacji "przestymulowujacych"

                    i w ogole jest tak, sadze, ze nie da sie wyjsc z sytuacji dla nas przykrych
                    zmieniajac jedynie "siebie", czlowiek nie jest z plasteliny, i jakosc swojego
                    zycia powinien zabezpieczac takze przez czynne poszukiwanie w swiecie sytuacji
                    mu sprzyjajacych

                    chocbys nie wiem jak kombinowal ze swoim "nastawieniem" ciagly halas pozostanie
                    chronicznym stresorem negatywnie odbijajacym sie na twoim zdrowiu i
                    najmadrzejsze co mozesz zrobic, to unikac go

                    wracajac do osobowosci: cechy temperamentalne sa "biologiczna" stala, ale i
                    wiele innych rysow osobowosci, ktore nabywamy w pierwszych latach zycia, nie
                    sposob zmienic w latach dojrzalych - np. deficytow rozwojowych wynikajacych z
                    emocjonalnego odrzucenia nie da sie od pewnego wieku nadrobic, a jak nie
                    nauczysz sie mowic do zdaje sie piatego roku zycia, to nie opanujesz juz jezyka
                    mowionego, z lzejszego kalibru: nasz poziom "ufnosci" ksztaltuje sie w
                    niemowlectwie i potem niewiele sie zmienia, przyklady moznaby mnozyc

                    takze prawda jest, ze mozemy sie roznie "ulozyc" wobec naszych
                    "niedoskonalosci", ale z drugiej strony setek swoich ograniczen nie
                    przeskoczymy i juz

                    dobrze jest znac granice swoich mozliwosci :)

                    pzdr!

                    fnoll
                    • kwieto Re: dopisek do dopisku 03.12.01, 00:04
                      Ok. setek ograniczen nie da sie przeskoczyc - wiadomo.

                      Natomiast jesli chodzi o zmiany temperamentu - moze zrobisz na mnie badania?
                      Bo zdaje sie, ze jestem zywym przykladem zmian tego czego zmienic sie nie da.

                      Chociazby przestawienie sie z introwertyzmu na ekstrawertyzm :"))))
                      • fnoll Re: dopisek do dopisku 03.12.01, 00:27
                        ze tak pospekuluje:

                        trudno na pierwszy i drugi rzut oka odroznic introwertyka od lekowego (np.)
                        ekstrawertyka

                        to co ich rozni w blizszym ogladzie, to fakt, iz introwertyk w swym
                        introwertycznym stylu bycia czuje sie komfortowo z jego introwertycznymi
                        cechami, natomiast ekstrawertyk "introwertyczny" chodzi z jakis powodow
                        (nabytych) w "nie swoich butach" i bynajmniej nie jest mu z tym wygodnie

                        poza tym okres dojrzewania (kiedy byc moze byles introwertykiem) obfituje w tak
                        "mocne" napiecia wewnetrzne, chcac nie chcac, ze moga one wydatnie modulowac
                        wplyw temperamentu na zachowanie

                        jeszcze innym czynnikiem wpychajacym w "nie swoje buty" moze byc nacisk ze
                        strony otoczenia, ktore za nasze spontaniczne zachowania zgodne z nasza natura
                        konsekwentnie nas kaze, nagradzajac za inne, "obce" nam - jest to czesty
                        problem osob wyraznie nisko- lub wysoko- reaktywnych

                        takiemy wytresowaniu "wbrew naturze" towarzysza zwykle paralizujace wyrzuty
                        sumienia, gdy wciaz postepujemy "zle", ale przyswoilismy sobie narzucony nam
                        model zachowania jako wzorcowy - albo przy skutecznym wytresowaniu odbija sie
                        to z czasem na naszym zdrowiu, i naturalnie jakosci zycia

                        pzdr

                        fnoll
                        • kwieto Re: dopisek do dopisku 03.12.01, 00:40
                          introwertyk introwertyk. A zmiana nastapila napewno po "okresie dojrzewania".
                          Zreszta temperament tez mi sie zmienil, i na to nie poradze, :")
                          • Gość: Toi Re: dopisek do dopisku IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 01:31
                            To nie temperament Ci sie zmienil, tak Ci mozemy z fnollem powiedziec.
                          • Gość: fnoll do zywego fenomenu ;-) IP: 195.150.224.* 03.12.01, 08:44
                            coz, kwieto, nie bede ci sie narzucal

                            pakuj sie i przyjezdzaj do krakowa, skoro zmieniles swoj temperament w jedna
                            strone, to nie powinno byc problemem zmienienie go w celach eksperymentalnych w
                            druga i spowrotem, ewentualnie poinstruujesz jakas grupe ochotnikow, i razem
                            obalimy tezy postawione jeszcze przez pawlowa! czuje, ze doktorat mam juz w
                            kieszeni, a nawet habilitacje... ;-)

                            pzdr! i klaniam sie sile ludzkiego ducha! ;-)

                            fnoll
                            • kwieto Szanowny panie docencie 03.12.01, 11:55
                              Niestety, moge przyjac wizytacje w Warszawie, do Krakowa bedzie ciezko.
                              Poza tym, z uporem maniaka powtarzam detal, ktory szanowny pan przemilcza - tak
                              jakby uciekal z moich wywodow (ciekawe czemu?) ze zmiana temperamentu
                              wyskoczyla na skutek zmiany postaw wobec niego - wiec samego temperamentu nie
                              zmienialem odbywalo sie to przy okazji.
                              No i jeszcze jedna smutna wiadomosc. Bo (trzymam sie koncepcji czterech typow
                              temperamentow: choleryka, sangwinika, flegmatyka, melancholika) zmiana polegala
                              na calkowitym rozregulowaniu tej koncepcji - wlasciwie moge sie podpisac pod
                              kazdym typem - zaleznie od sytuacji.

                              Bywam flegmatycznie spokojny
                              Bywam towarzysko sangwiniczny
                              Cholerycznie wsciekly bywam rowniez
                              A i melancholia nie jest mi obca..

                              Co pan na to panie doktorze?
                              • Gość: fnoll wyklad o temperamencie IP: 195.150.224.* 03.12.01, 13:58
                                drogi potencjalny obiekcie badania (to do kwieto)

                                niestety ze wzgledu na czynniki obiektywne (KBN znowu nam obcial dotacje) nie
                                stac naszego zespolu badawczego na bilety do warszawy, a jazda stopem juz jakos
                                nie licuje z nasza pozycja, takze wiekopomne odkrycie musi zaczekac :-(

                                mam nadzieje, ze nie przechwyca cie zachodni naukowcy - pamietaj, jestes
                                polakiem, a wiec dobrem i zasobem polski, i powinienes dac sie wykorzystywac
                                jedynie polskim naukowcom!

                                zas starozytna koncepcja czterech temperamentow ma sie do wspolczesnych, na
                                ktorych sie opieralem, tak:

                                typy ukladu nerwowego dziela sie na silne i slabe, ze wzgledu na to jak duze
                                pobudzenie sa w stanie zniesc neurony korowe i podkorowe bez przechodzenia w stan
                                hamowania ochronnego (bedacego reakcja bezwarunkowa),

                                typy silne dziela sie na zrownowazone i niezrownowazone, co wyraza stosunkiem
                                miedzy wyzej opisana sila procesu pobudzenia a sila procesow hamowania (ktore sa
                                podlozem takich rodzajow warunkowych reakcji hamulcowych jak wygasanie,
                                roznicowanie czy opoznianie, istotnych w treningu spolecznym np. odraczaniu
                                nagrod, czy precyzowaniu kogo lubic a kogo nie)

                                typy zrownowazone zas na ruchliwe i powolne (ruchliwosc to szybkosc i latwosc z
                                jaka przestawiamy sie z jednego procesu na drugi)

                                typu slabego i niezrownowazonego nie roznicuje sie, gdyz sa to cechy dominujace w
                                ich charakterystyce

                                melancholik to typ slaby, cechujacy sie slaboscia zarowno procesu pobudzenia jak
                                i hamowania, jest malo odporny na dzialanie silnych bodzcow dodatnich jak i
                                hamulcowych, stad melancholicy bywaja czesto bierni, zahamowani, doswiadczajacy
                                "rozlanych" emocji.

                                choleryk to typ silny niezrownowazony, cechuje sie przewaga pobudzenia nad
                                hamowaniem, odznacza sie duza energia zyciowa przy jednoczesnym braku opanowania
                                (gwaltowny, wybuchowy, mozna rzec, ze chamski i majacy trudnosci z "kultura
                                osobista", ktora polega glownie na hamowaniu wlasnie, z latwoscia generalizowania
                                swoich nastawien)

                                flegmatyk to typ silny zrownowazony powolny, jego uklad nerwowy cechuje duza sila
                                i rownowaga procesow nerwowych przy jednoczesnej malej ruchliwosci, reaguje
                                spokojnie i powoli, wykazuje niechec do zmiany otoczenia i opor przed naglymi
                                zmianami w tym, czym obecnie sie zajmuje, jest odporny na bodzce silne i
                                dlugotrwale

                                sangwinik to typ silny zrownowazony ruchliwy, od flegmatyka rozni sie duza
                                ruchliwoscia korowych procesow nerwowych (czyli psychicznych), jest szybki, latwo
                                dostosowujacy sie do zmiennych warunkow, plynnie przestawia sie z jednego zajecia
                                na drugie

                                od czasow pawlowa rozwinieto znacznie typologie temperamentow oparta na
                                charakterystyce ukladu nerwowego i odeszlo sie wlasciwie od odnoszenia go do tych
                                czterech starozytnych typow hipokratesa

                                cechy temperamentalne zreszta sa warunkowane nie tylko przez "jakosc" naszych
                                neuronow, ale takze przez charakterystyke naszego ukladu hormonalnego (np przez
                                funkcjonowanie tarczycy)

                                mozna by rzec, ze cechy temperamentalne stanowia pewne ramy w ktorych sie
                                poruszamy, mozemy sie o nie obijac, mozemy tez sie z nimi dobrze zintegrowac

                                a ty, kwieto, to pewnie jestes sangwinik, i stad moze trudno ci zrozumiec istote
                                i realnosc ograniczen, gdyz sangwinicy z natury sa obdarzeni najwieksza swoboda

                                a natura, coz, nie jest demokratyczna...

                                pzdr

                                docent fnoll
                      • Gość: Toi Re: dopisek do dopisku IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 00:36
                        Wiesz kwieto, dokladnie to samo moglabym powiedziec o sobie, ale to co pisze
                        fnoll to faktycznie stwierdzone niejako naukowo. Mysle, ze nie zmienilismy tak
                        naprawde naszego temperamentu, tylko 'pozwolono/pozwolilismy' mu sie uwidocznic
                        czy 'realizowac', podobnie z intro- i ekstrawersja, ktore zreszta sa
                        tylko 'pochodnymi' temperamentu, a zatem moga podlegac nieco innym prawom.
                        Dobrze wiem, dlaczego bylam niesmiala i skryta, i nie zmienia to faktu, ze ten
                        stan mi nie odpowiadal. Mozemy tez oczywiscie na sile zmieniac cos co jest
                        stale, moze tez zmienic sie sposob funkcjonowania mozgu, o czym pisal fnoll,
                        ale to juz raczej nie z naszej woli.
                        • Gość: Toi Re: dopisek do dopisku IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 00:39
                          Ku wyjasnieniu ewentualnych pytan:
                          Zanim zaczelam pisac posta wyzej, posta fnolla jeszcze nie bylo... ;)
                          • kwieto Re: dopisek do dopisku 03.12.01, 08:54
                            Najlatwiej to opisac jako zmiane temperamentu. Bo wlasciwie wtedy zgadzaja sie
                            wszystkie objawy. Co ja poradze, ze medycyna mowi inaczej?
                            Medycyna sie czestawo myli (a juz zwlaszcza psychologia)...
                            • Gość: Toi Re: dopisek do dopisku IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 10:27
                              Kwieto, Ty mnie jednak czasem oslabiasz.
                              A czy kwieto sie zdarza mylic? Czy tylko medycynie, a zwlaszcza psychologii?
                              O ktorej pociag do Krakowa?
                              • Gość: kwieto Warszawa-Krakow-Sztokholm IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.12.01, 13:23
                                Toi. Kwieto zdarza sie mylic a jakze.
                                Ale tutaj opisuje pewien proces, ktory stal sie moim udzialem. Co ja poradze,
                                ze w moim przypadku przebiega to w ten sposob, ze gdy sie poobserwowalem
                                dokladniej wyszlo mi, ze nie mam nawet jednej stalej cechy charakteru?

                                Natomiast Fnoll serwuje mi w zamian papke informacyjna, ktora owszem zawiera
                                moze i madre mysli, ale jak ja przystawie do siebie, tego co sie dzieje ze mna
                                - nijak mi to nie pasuje! Wiesz, wole jednak za pewnik przyjac swoje odczucia,
                                a nie "madre ksiazki".

                                Fnoll natomiast nie dopuszcza w tym przypadku zadnego odstepstwa od teorii -
                                przypomina mi tu takiego czlowieka, ktory poszedl do Zoo, zobaczyl tam zyrafe,
                                przetarl oczy i powiedzial: "Niemozliwe. Takie zwierze nie moze istniec!" A
                                jednak istnieje i ma sie dobrze. I nie uwaza siebie za jakis szczegolny wyjatek
                                czy przypadek...

                                A kiedys madrzy ludzie mowili, ze ziemia stoi w miejscu i slonce sie kreci
                                wokol niej, bylo to naukowo udowodnione, i tych ktorzy twierdzili, ze jest
                                inaczej, tepili jako wariatow - no wlasnie...

                                W kazdym razie wole zaufac temu "co mi w duszy gra" niz madrym teoriom, po
                                ktorych przyjda jeszcze madrzejsze, a potem jeszcze madrzejsze... tylko, ze
                                nijak sie majace do rzeczywistosci.
                                • Gość: fnoll do kwieto-niedowiarka ;-) IP: 195.150.224.* 03.12.01, 14:48
                                  Gość portalu: kwieto napisał(a):

                                  > Co ja poradze,
                                  > ze w moim przypadku przebiega to w ten sposob, ze gdy sie poobserwowalem
                                  > dokladniej wyszlo mi, ze nie mam nawet jednej stalej cechy charakteru?

                                  nie uwierze, dopoki nie zobacze - bo podobnie jak ty ufam przede wszystkim
                                  doswiadczeniu ;-)

                                  byly takie pomysly, ze doszukiwanie sie stalych "wewnetrznych" cech czlowieka
                                  jest bledne, gdyz sa one jedynie odbiciem pewnych stalych relacji miedzy dana
                                  jednostka a jej otoczeniem, i gdyby zmienic te relacje (np. przez istotna zmiane
                                  otoczenia) to i cechy "osobowosciowe" by sie zmienily

                                  ale to byl skrajny idealizm nie bioracy pod uwage "czynnikow posredniczacych"
                                  miedzy bodzcem, a reakcja - czyli np. stalych cech naszego organizmu, majacych
                                  swe odbicie w naszej "psychicznosci"

                                  nie twierdze, ze cechy ukladu nerwowego i hormonalnego warunkujace nasz
                                  temperament sa kompletnie niezmienne - mozna na nie wplywac chemicznie,
                                  operacyjnie (slynna lobotomia u agresywnych recydywistow), a takze nasze
                                  doswiadczenie odbija sie na nich, ale nie w sposob nagly - na przyklad chroniczny
                                  niedobor jodu odbije sie na funkcjonowaniu tarczycy, co wplynie na nasze cechy
                                  temperamentalne

                                  takze nasza aktywnosc "psychiczna" ma swe odbicie na poziomie organicznym, ale
                                  czy do tego stopnia, aby zmieniac np. sile procesow pobudzenia neuronow korowych
                                  i podkorowych? nic o tym nie wiem - byloby to z pewnoscia rewolucyjne odkrycie,
                                  bo stad tylko krok do zwiekszania np. swego IQ!

                                  wiadomo np., ze psychoterapia zmienia biochemie mozgu tak jak neuroleptyki, jest
                                  to dosc swieze i bardzo ciekawe odkrycie, ktorego jednak mozna sie bylo
                                  spodziewac przy zalozeniu, ze psychoterapia jest skuteczna

                                  na koniec: nauka jest empiryczna tak samo jak ty, kwieto, (z ta roznica, ze jej
                                  doswiadczenia sa powtarzalne) kazdy argument jakiego uzyjesz na generalne
                                  "podwazenie" teorii naukowych mozesz roznie dobrze odniesc do swych sadow

                                  a do czego by to doprowadzilo? do postmodernistycznych klimatow w ktorych kazdy
                                  ma racje i nic z tego nie wynika, ale jest jakos swobodnie i fajnie?

                                  pzdr

                                  docent fnoll
                                  • Gość: Malwina Re: borderline IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.01, 15:09
                                    noooo, sprawa sie posunela do tego stopnia, moj ulubiony fnollu, ze tylko randka z jakas urocza
                                    i nie plocha dziewczyna moze cie uratowac (jesli widzisz co mam na mysli ;-))))))))))))))))))))))
                                    • Gość: fnoll do Malwiny IP: 195.150.224.* 03.12.01, 16:14
                                      wlasciwie jestem na nieustannej randce z pewnym dwu i pol rocznym dziewczeciem,
                                      z ktorym bynajmniej nie teoretyzuje :-)

                                      no i zyje w bliskim kontakcie z jeszcze jednym, nieplochym dziewczeciem, z
                                      ktorym razem nurzamy sie w "tu i teraz"

                                      takze odklejenie sie od praksis w odurzeniu slowem raczej mi nie grozi

                                      ale dzieki za troske :-)

                                      pozdrawiam!

                                      fnoll
                                  • Gość: Toi Dygresja. Do fnolla IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 17:28
                                    Gość portalu: fnoll napisał(a):

                                    chronicz
                                    > ny
                                    > niedobor jodu odbije sie na funkcjonowaniu tarczycy, co wplynie na nasze cechy
                                    > temperamentalne

                                    Jak? To wazne. I jak duzy niedobor byc to musi? Duze, widoczne wole czy
                                    niekoniecznie? Dzieki.
                                  • kwieto Kto tu jest niedowiarkiem? 03.12.01, 18:40
                                    Ty mowisz: "wiem - bo tak mowia madrzy ludzie - Freud, Pawlow" (moj promotor nazywal
                                    to argumentacja "na kolanach", hihihi)
                                    Ja mowie: "wiem - bo sprawdzilem"

                                    Kto tu jest niedowiarkiem?

                                    Jesli chodzi o ten tekst o relacjach, to on tez jest bez sensu (tu sie zgadzamy), bo jest
                                    naiwny, i opiera sie na zalozeniu, ze na to co robi czlowiek WYLACZNIE wplywa jego
                                    otoczenie (myslenie typu: "wyjade daleko i wszystko sie zmieni na lepsze"). Oczywiscie, to
                                    jest naiwne.

                                    I jeszcze jedna mala uwaga - czy ja mowilem, ze te "niestale cechy" zmieniaja sie gwaltownie
                                    i wybuchowo? Nigdzie czegos takiego nie napisalem. Owszem jedne zmieniaja sie szybciej,
                                    inne wolniej - ale zadna nie jest stala i niezmienna. (niestety)
                                    Jesli uwaznie patrzysz na proces ktorym jestes - zaczynasz to po prostu zauwazac.
                                    I zdaje sie, ze w ostatnim poscie z tym akurat sie zgodziles?
                                    Tyle, ze ja dostrzegam inne narzedzia ksztaltowania osobowosci niz lobotomia :"))))))
                                    • fnoll Re: Kto tu jest niedowiarkiem? 03.12.01, 19:46
                                      no pewnie ze ty, kwieto, bo opierasz sie na doswiadczeniu nie wierzac w rzeczy,
                                      o ktorych pisza i mowia ;-)

                                      widzisz, postulat oparcia w swoim doswiadczeniu i cwiczenia uwagi oraz wgladu
                                      etc. jest mi nieobcy, ale twierdzenie ze jest to jedyne godne uwagi zrodlo
                                      wiedzy ma pewne powazne wady:

                                      - czlowiek jest omylny, a wiec twoje wlasne doswiadczenie moze cie zwiesc i
                                      stad warto je ciagle douzgadniac z innymi (ryzykujac naturalnie zbiorowe
                                      bladzenie, ale co zrobic? generalnie wychodzi sie na plus, dopytujac o to czego
                                      my nie widzielismy, nie doswiadczylismy, wzbogacajac sie o inne punkty widzenia)

                                      - wiele istotnych doswiadczen moze byc poza twoim zasiegiem

                                      zdanie, ze poslugiwanie sie wiedza nie wytworzona przez ciebie jest
                                      "argumentowaniem na kleczkach" jest dziwne, bo jest w nim zawarta dezaprobata
                                      wobec poslugiwania sie jakakolwiek powszechnie uznana wiedza (a jak bysmy
                                      wygladali tak czyniac?) - moze temu panu chodzilo raczej o brak krytycyzmu?

                                      jesli chodzi o twoje podejscie do temperamentu to widze takie wyjscia: jesli
                                      uwazasz, ze "praca nad soba" mozna zmienic cechy temperamentalne bedace wyrazem
                                      "jakosci" naszych neuronow w korze i obszarach podkorowych (ktora to jakosc
                                      jest cecha wrodzona, uwarunkowana genetycznie), to albo nie rozumiesz pojecia
                                      "temperament" w znaczeniu naukowym, albo jestes cudem natury (w koncu -
                                      niewykluczone), ewentualnie nie rozrozniasz miedzy cecha a zachowaniem (bo co
                                      innego cechy temperamentalne, a co innego rozne, w warunkowanym przez nie
                                      zakresie, sposoby ich przejawiania sie)

                                      ze powtorze - znajomosc swoich ograniczen to bardzo przydatna wiedza

                                      natomiast wszelakie postulaty rozmywajace te granice uwazam za niebezpieczne,
                                      choc z drugiej strony - tworcze

                                      jak to mowia - spoleczenstwo pchaja ku zmianom szalency (dla ktorych wszystko
                                      jest mozliwe, np. powszechna rownosc i braterstwo)

                                      ale ja zostane sobie w obozie liberalnej ale konserwy ;-)

                                      pzdr

                                      fnoll
                                      • kwieto Re: Kto tu jest niedowiarkiem? 03.12.01, 23:47
                                        Fnoll - ta rozmowa jest bez sensu
                                        • fantasia Re: Kto tu jest niedowiarkiem? 04.12.01, 05:44
                                          kwieto napisał(a):

                                          > Fnoll - ta rozmowa jest bez sensu

                                          Większość rozmów na forum jest bez sensu!
                                          Nie poddawaj się, Kwieto! :-)
                                          Niechaj się kręci...

                                  • Gość: Kreska Do fnolla habilitowanego IP: 10.129.132.* 04.12.01, 00:21
                                    Gość portalu: fnoll napisał(a):
                                    >
                                    > wiadomo np., ze psychoterapia zmienia biochemie mozgu tak jak neuroleptyki,
                                    > jest
                                    > to dosc swieze i bardzo ciekawe odkrycie, ktorego jednak mozna sie bylo
                                    > spodziewac przy zalozeniu, ze psychoterapia jest skuteczna

                                    Czy zechcesz tę informację nieco rozwinąć? Jestem bardzo osobiście tym tematem
                                    zaiteresowana, gdyż oprócz nadwrażliwości będącej durnym przewrażliwieniem,
                                    cierpię na wiele innych, ciekawych dolegliwości, których chętnie bym się jednak
                                    pozbyła, bo już mi się śmiertelnie ponudziły. Moja teoria głosi, że analiza
                                    pozwoli mi przejrzeć, ale nie usunie choroby duszy. Czy mamy nowe dane, bardziej
                                    optymistyczne?
                                    Tak bym chciała...
                                    Kreska
                                    • Gość: fnoll do kreski IP: 195.150.224.* 08.12.01, 13:02
                                      sorki, ze dopiero teraz odpisuje, ale szukalem tego srtykulu w ktorym opisano
                                      wyniki badan nad wplywem psychoterapii na biochemie mozgu

                                      coz, streszcze z pamieci:

                                      neuroleptyki modyfikuja wrazliwosc receptorow synaptycznych na poszczegolne
                                      neurotransmittery, co okazalo sie miec wplyw na takie stany jak lek, depresja,
                                      mania, czy objawy psychotyczne - stosuje sie wiec je przede wszystkim w
                                      psychozach (schizofrenia, paranoja) i chorobach afektywnych (depresja, depresja z
                                      mania), ale i w ciezkich nerwicach (stany lekowe i depresyjne, napiecie
                                      towarzyszace przymusowym czynnosciom czy myslom)

                                      stosowanie neuroleptyku pomaga "mozgowi" wrocic do rownowagi - dlatego mozna je
                                      po pewnym czasie odstawic (choc nie zawsze), a niektore nawet trzeba, bo silnie
                                      uzalezniaja (np. przeciwlekowe)

                                      takze porownujacv czas przed zastosowaniem neuroleptyku, i po jego odstawienu,
                                      gdy terapia jest udana, obserwujemy zmiane w biochemii mozgu (np. wiecej
                                      neurotransmitterow danego typu)

                                      podobna zmiane zaobserwowano porownujac wskazniki poszczegolnych
                                      neurotransmitterow w zakonczonej sukcesem psychoterapii zdaje sie nerwicy lekowej
                                      i lekkiej depresji (ciezka zawsze trzeba leczyc farmakologicznie, lub nawet
                                      elektrowstrzasami)

                                      takze stan naszej psychiki nie jest czyms nieuchwytnym i nie odbijajacym sie na
                                      naszej "organice", zaleznosc jest dwukierunkowa - i zaburzenia na poziomie
                                      organicznym odbijaja sie na psyche, i czynniki "psychogenne" odbijaja sie na
                                      organice - zarowno na funkcjonowaniu samego mozgu, jak i w calym ciele

                                      naturalnie ten wielostronny wplyw (chocby najbardziej zlozonych "sfer" czlowieka,
                                      czyli ukladu hormonalnego, immunologicznego i nerwowego (z jego roznymi
                                      poziomami, od ukladu autonomicznego regulujacego najbardziej "cielesne" funkcje
                                      do wyzszych procesow korowych bedacych baza "swiadomosci")) ma swoje ramy i
                                      prawa, ktorych odkrywanie jest fascynujacym zadaniem na najblizsze
                                      dziesieciolecia, lub wieki :-)

                                      pzdr

                                      fnoll
                                      • Gość: ida DO FNOLLA PROFESORA IP: *.csk.pl 08.12.01, 15:17
                                        pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze:

                                        Podział na 4 typy temperamentu jest UMOWNY - owszem, melancholik
                                        doświadcza "rozlanych" emocji /nawiasem mówiąc bardzo mi się to określenie
                                        spodobało/ tylko w którym momencie wiadomo, że te emocje są już tak rozlane, że
                                        nie ma wątpliwości, że to melancholik?
                                        a nie np. flegmatyk albo nie zmęczony emocjonowaniem się choleryk?

                                        i właściwie do każdej cechy osobowości można się przyczepić - bo
                                        np. na osi spokojny - niespokojny gdzie przebiega ta granica? Kiedy ktoś
                                        przestaje być spokojny i staje się niespokojny?


                                        a może, że ten podział na 4typy należałoby rozwalić, bo każdy ma w sobie
                                        wszystko tylko w różnych proporcjach? I tak naprawdę temperament jest jeden,
                                        tylko dostosowuje się w zależności do okoliczności wybierając z każdej pary
                                        cech skrajnych jakąś wypadkową? Bo ja ma to samo co kwieto i w sumie mogłabym
                                        się poświęcić w imię nauki polskiej
                                        /tylko bez wbijania żadnych elektrod, pliiiizzzzzzz/

                                        Poza tym skoro psychoterapia zmienia biochemię mózgu to dlaczego tak
                                        sceptycznie podchodzisz do tego, że można sobie samemu pewne cechy wypracować -
                                        przecież to jest "samopsychoterapia" /nie wiem czy taki termin istnieje bo nie
                                        chce mi się tych wszystkich uczonych książek czytać/

                                        to tak jakby lekarze się upierali, że chorzy bez ich pomocy nie mogą się sami
                                        wyleczyć
                                        /tak nawiasem mówiąc wielu tak uważa/

                                        I na koniec - piszesz, że "chroniczny niedobór jodu odbije sie na
                                        funkcjonowaniu tarczycy, co wpłynie na nasze cechy temperamentalne" I z tym się
                                        zgadzam jak najbardziej, zachowanie się zmienia, fakt.

                                        ale - czyli jednak możliwa jest zmiana temperamentu?

                                        I to zmiana odwracalna, bo może wystarczyć zwykła suplementacja jodu? I co,
                                        znów zmiana temperamentu?
                                        A jak człowiek będzie cierpiał na niedobór jakiejś witaminy, to w sumie też mu
                                        się może temperament zmienić. Przykłady można mnożyć z wieloma innymi
                                        substancjami
                                        • Gość: fnoll do nieuwaznej idy ;-) IP: 195.150.224.* 08.12.01, 17:17
                                          gdybys czytala uwazniej moje posty, to bys nie miala tych watpliwosci, bo tak sie
                                          smiesznie sklada, ze jest juz w nich odpowiedz na twoje pytania, ale moge
                                          powtorzyc, dla jasnosci:

                                          1. podzial na cztery temperamenty jest autorstwa hipokratesa i zostal "rozwalony"
                                          juz dziesiatki lat temu, jako zbytnie uproszczenie - jednakze ze wzgledu na to,
                                          ze byl w pewnej mierze trafny, a w nauce istnieje tradycja, ze jesli pewne
                                          twierdzenie okazuje sie nie tyle bledne, co niedoskonale, to wlacza sie je w
                                          obreb kolejnej, lepiej tlumaczacej dana klase zjawisk, teorii, to odkrycia z
                                          zakresu neurologicznych uwarunkowan cech temperamentalnych autorstwa Pawlowa
                                          odniesiono do czterech typow temperamentu Hipokratesa; jednak, jak pisalem, w
                                          miare dokonywania kolejnych odkryc przez nastepcow Pawlowa zrezygnowano z
                                          czynienia tych odniesien

                                          2. jak pisalem roznice w cechach temperamentalnych wystepuja na poziomie
                                          neuronalnym (i nie tylko, o tym pozniej), a ich przejawianie sie w zachowaniu
                                          jest specyficzne, narzucajac na nie pewne ograniczenia, i nie sposob go ujac w
                                          tak ogolnych terminach jak "spokojny-niespokojny", mozna raczej mowic o
                                          predyspozycjach do bycia bardziej "spokojnym" czy bardziej na przyklad
                                          "ruchliwym", slowem "spokojnosc" nie jest cecha temperamentalna, ale moze byc
                                          cech temperamentalnych wyrazem - to roznica mniej wiecej taka jak miedzy
                                          struktura chemiczna tasmy filmowej (neurony) a obrazem na ekranie (zachowanie);
                                          moze dobrze zobrazuje to tez taki przyklad: zapotrzebowanie na stymulacje wynika
                                          z cech neuronalnych wlasnie, i jesli mamy dwie osoby znacznie rozniace sie w tej
                                          kwestii, to w sytuacji niskostymulujacej jedna z nich bedzie w srodowisku dla
                                          siebie optymalnym, bedzie spokojna i zadowolona, druga zas bedzie przejawiac
                                          oznaki niepokoju i frustracji, natomiast w sytuacji wysokostymulujacej beda
                                          reagowac na odwrot - jaka zmiana w zachowaniu! stoja za nia jednak stale cechy
                                          temperamentu

                                          3. niedawno udowodniono iz psychoterapia zmienia biochemie mozgu (ale to nie
                                          znaczy, ze w tym sie caly jej wplyw zawiera, to tylko jeden z uchwyconych
                                          skutkow), a konkretnie stezenie poszczegolnych neurotransmitterow czy tez
                                          wrazliwosc blon synaptycznych na nie - a taki sam skutek daje leczenie
                                          neuroleptykami, ale nigdzie nie napisalem, ze psychoterapia wplywa na takie
                                          wlasciwosci neuronow jak sila procesu pobudzenia, sila procesu hamowania czy
                                          ruchliwosc procesow nerwowych, ktore sa wlasnie podstawa cech temperamentalnych i
                                          nie spotkalem sie z twierdzeniem, iz sa podatne na zmiany, to taki "hardware" z
                                          ktorym sie rodzimy i ktory lezy u podloza takze takich naszych cech jak
                                          inteligencja "bazowa" (do ktorej sie doklada to jak sprytne nam sie miedzy
                                          neuronami w zyciu polaczenia wytworza, jak gesta siatka polaczen - co jest
                                          skutkiem np. nauki), szybkosc reakcji, pojemnosc i przerzutnosc uwagi, etc.

                                          4. pisalem, ze cechy temperamentalne tworza oprocz w zasadzie niepodatnych na
                                          zmiany cech neuronalnych (o ktorych pisalem najwiecej broniac pogladu, iz sa w
                                          nas wlasciwosci psychiczne na ktore wplywu nie mamy), takze cechy naszego ukladu
                                          hormonalnego, ktory cechuje spora zmiennosc, zreszta tez w duzej mierze bedaca
                                          poza nasza kontrola, co najpelniej odczuwaja na sobie kobiety; takze co innego
                                          nasza sila procesow pobudzenia, bedaca zdolnoscia komorek nerwowych do
                                          wytrzymywania dlugotrwalego lub krotkotrwalego ale silnego pobudzenia, bez
                                          przechodzenia w stan hamowania ochronnego, a co innego funkcjonowanie naszej
                                          tarczycy warunkujace poziom aktywacji ukladu nerwowego (gdzie nadczynnosc
                                          powoduje zwyzke pobudzenia az do drazliwosci i labilnosci nastrojow, a
                                          niedoczynnosc sennosc, osowialosc az do zaburzenia funkcji intelektualnych)

                                          wszystkiego tego ucza na drugim roku psychologii, wiec, choc niewatpliwie jest to
                                          wiedza "branzowa", to nie jest specjalnie "elitarna"

                                          czy rozwialem w jakims stopniu twoje watpliwosci, ido?

                                          pzdr :-)

                                          fnoll
                                          • Gość: ida Re: nieprzekonana ida do fnolla IP: *.csk.pl 08.12.01, 18:01
                                            przepraszam, faktycznie czytałam dość nieuważnie, ale to nie zmienia faktu, że
                                            Twoja argumentacja wogóle mnie nie przekonuje.

                                            Dlaczego zakładasz, ze wiemy już wszystko o neuronach?

                                            Skoro komórki nerwowe to jest hardware to można to rozbudować, jak w komputerach
                                            dokładasz pamięci /a komórki nerwowe potrafią się dzielić/ i komputer zaczyna
                                            zupełnie inaczej reagować

                                            Nie będę sie wypowiadać w sprawie psychologii, ale medycyna zabrnęła w ślepy
                                            zaułek wzajemnych cytowań i bezkrytycznego przyjmowania twierdzeń, które ktoś
                                            tam kiedyś "udowodnił" /ba, nawet powtórzył/ tylko kilkadziesiąt lat później
                                            wszystko okazuje się kompletną bzdurą i walą się też inne tezy, bo od początku
                                            oparto je na błędnych założeniach

                                            Żeby długo nie szukać przykładu, genetyka: ktoś kiedyś powiedział, że człowiek
                                            ma 100tys genów i tak się powtarzał bo w zasadzie nie można było tego
                                            zweryfikować. Teraz okazało się, że tak właściwie człowiek niewiele różni się
                                            od takiego głupiego nicienia. A ja moge dać sobie rękę uciąć, że to wcale nie
                                            koniec takich rewelacji.

                                            I dlatego twierdzę, że tak samo będzie z neuronami

                                            Dlatego, upieranie się, że cechy temperamentalne są stałe do mnie zupełnie nie
                                            przemawia. Bo to jest twierdzenie na tu i teraz

              • Gość: Toi Re: alleluja i do przodu? ;-) IP: *.cm-upc.chello.se 02.12.01, 23:09
                Gość portalu: fnoll napisał(a):

                > innym ryzykiem zwiazanym z takim nastawieniem, jest nabycie modelu zachowania
                > niezgodnego z nasza reaktywnoscia bedaca cecha temperamentalna, niepodatna na
                > zmiany - moze sie to powaznie odbic na naszym zdrowiu (np. jakby choleryk sie
                > uparl, ze bedzie osoba spokojna i opanowana - moglby wyhodowac sobie sliczne
                > wrzody, czy rozregulowac swoj uklad autonomiczny co daje rozne, nieciekawe
                > objawy, poza tym kazdy "wybuch" moglby budzic w nim wyrzuty sumienia nakrecajac
                > e
                > proces nerwicowy - taki czarny scenariusz)


                Taaaaaa
          • Gość: kreska Re: Nadwrażliwość IP: 10.129.132.* 02.12.01, 17:15
            Gość portalu: inayat napisał(a):

            > kwieto mozna byc nadwrazliwcem a pozniej nie?

            Pytanie jest do Kwieto, ale ja zaczełam wątek, więc Kwieto nie musi wszystkiego w
            mojej "sprawie" wiedzieć [bez umniejszania kwietowej mądrości :-)]
            Można mieć chwilowe większe lub mniejsze przewrażliwienia, ja tak mam. Jeśli nie
            oczekuję czegoś nieprzyjemnego, a takie mnie dopadnie, czuję się oszukana przez
            siebie samą (czyt. "nieprzygotowana", "niedysponowana"). Jeśli oczekuję rzeczy
            niezbyt przyjemnych, a one nadzchodzą - świat nie jest taki nieprzewidywalny, ja
            jestem "zwarta". W przeciwnym razie boli, jak borowanie zęba bez znieczulenia.
            Próg odporności na bóle jest zmienny. U każdego.
            pzdr
            Kreska
            PS. Wolę być niż okopywać się, stąd ekspozycja na razy większa, trudno.
            Dość szybko mi przechodzi, na tym polega labilność ;-)
            Kwieto posiadł zapewne większą dojrzałość emocjonalną, ja się tylko staram...
            wyrywać te korzenie. Strasznie poszły w kłącza... jak osiki, pokrzywy lub perz
            jaki.
            :-)
            • kwieto Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 17:25
              No dobrze, ale co to sa te "razy" ktore zadajesz? A probowalas sobie kiedys troche
              przewartosciowac podejscie do tych razow? Czytaj: zastanowic sie, dlaczego powoduja one
              Twoje cierpienie i tak SIEBIE przebudowac, aby staly sie obojetne? Wtedy mozesz sie
              wystawiac na nawet najciezsze "razy" tylko, ze one... nie bola! (wazne aby nie mylic tego z
              "okopywaniem" sie, czy wznoszeniem barier pomiedzy soba i swiatem)
              • Gość: Kreska Re: Nadwrażliwość IP: 10.129.132.* 02.12.01, 18:18
                kwieto napisał(a):

                > No dobrze, ale co to sa te "razy" ktore zadajesz?
                Nie ja zadaję - ja je otrzymuję. Gdybym umiała inaczej to zobaczyć - to nie
                byłyby "razy".
                Wyraziłam się niejasno, chodzi o nieoczekiwane przykrości, zarzuty, zawody,
                krytykę - wszystko to sprawia mi ból, zamiast żeby było tylko sygnałem do
                podjęcia odpowiednich działań. Wyzwalają mi się emocje, zaćmiewają przytomność
                umysłu. Odbierają spokój i dobry nastrój. Tracę poczucie humoru i dystans do
                siebie.
                Same kłopoty ... ;-)
                > A probowalas sobie kiedys tro
                > che
                > przewartosciowac podejscie do tych razow? Czytaj: zastanowic sie, dlaczego powo
                > duja one
                > Twoje cierpienie
                ... dlaczego? Bo byłam ambiwalentnie wychowywana i podatna na uzależnienie
                (słaba?). Matka chwaliła ponad miarę i krytykowała też nieumiarkowanie, żądała
                samych sukcesów i wywierała presję na całkowitą "lojalność' - czytaj uzależniała.
                Ja się buntowałam, ale skrycie, jak tchórz. Byłam na siebie zła, ale się bałam
                konfrontacji. Po studiach uciekłam za granicę.
                Teraz ona jest stara i wcale mi nie przeszkadza. Ale urazy tkwią jak zadry.

                > i tak SIEBIE przebudowac, aby staly sie obojetne? Wtedy mozesz
                > sie
                > wystawiac na nawet najciezsze "razy" tylko, ze one... nie bola! (wazne aby nie
                > mylic tego z
                > "okopywaniem" sie, czy wznoszeniem barier pomiedzy soba i swiatem)

                No coż, słuszne uwagi. Staram się...
                Uściski
                Kreska


                • fantasia Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 18:39
                  "...chodzi o nieoczekiwane przykrości, zarzuty, zawody, krytykę - wszystko to
                  sprawia mi ból, zamiast żeby było tylko sygnałem do podjęcia odpowiednich
                  działań. Wyzwalają mi się emocje, zaćmiewają przytomność umysłu..."

                  Wszystko jeszcze dobrze, dopiero w połowie tego ostatniego zdania dzieje się coś
                  niezwyczajnego...
                  Czy w tym punkcie - częściowej transformacji emocji w myślenie - nie ma miejsca
                  dla woli?
                  Pytam "nieagresywnie", tylko pytam. Bo jeśli znalazłoby się tam trochę miejsca -
                  to może dałoby się coś z tym zrobić?... Pokierować trochę może?... Poudawać?...
                  Nie dopuścić pewnych rzeczy?... Na chama ze sobą samą, jeśli łagodnie się nie
                  udaje?... Od łagodnego traktowania są inni ludzie. Bo oni przecież przeproszą,
                  gdy dowiedzą się, że razy to "razy", a nie po prostu słowa. A jeśli nie ci, to
                  inni przytulą się i nawet rozczulą, jeśli tak trzeba.
                  Przecież wiesz dobrze, że język jest znakomitym narzędziem jeśli nie kreującym,
                  to z pewnością hołubiącym nie do końca czasem prawdziwe stwierdzenia. Że im
                  bardziej tak powiesz, tym bardziej tak będzie. Nie czarno-biało, wpływ tylko
                  ograniczony, ale jednak jakiś.
                  To nie zawsze jest tak, że wyrzucenie z siebie niszczących emocji jest lepsze od
                  ich stłamszenia. Nie ma reguły. Czasem tak jest, że jeśli powiesz "razy bolą", to
                  ból od tego jakoś osłabnie. Ale czasem jest też tak, że trzeba powiedzieć "razy
                  NIE bolą", żeby wyjść na tym lepiej. Nigdy nie wiadomo, metodą prób i błędów,
                  trzeba, czasem wychodzi, czasem nie.

                  Jeśli - jak przypuszczam - jest też jakiś związek z "pewnym postem" i "pewnym
                  jego odczytaniem" - jeszcze raz Cię przepraszam, przecież przeprosiłam już w
                  chwili pisania, tam jest zdanie "Przepraszam, jeśli się mylę." Nie w celu
                  sprawienia przykrości, do diabła, było to pisane, a że wiedziałam, że może
                  przykrość sprawić - bardzo się starałam możliwość tę ograniczyć, wyjaśnić,
                  opowiedzieć. Jeśli mimo to - przepraszam Cię, "nie tak, nie tak." Nie
                  przewidziałam do końca przykrości, jaką mogło sprawić, teraz już więcej wiem, nie
                  powtórzę, mnie też przykro. Naprawdę.
                  (nie poznałaś wcześniej, że to ja? :-))

                  A tak wracając... jestem dość silnie przekonana, że wola jest w tym wszystkim
                  ważna i że ona dużo może. Tylko ją trzeba ukierunkować, i zawsze można się
                  przecież pomylić.
                  "Więc jeszcze seta, znakomicie,
                  Padniemy, ale zgódźmy się,
                  Że z tylu różnych dróg przez życie
                  Każdy ma prawo wybrać źle."
                  • Gość: Krrrrrrr Re: Nadwrażliwość IP: 10.129.132.* 02.12.01, 19:09
                    To po co my tak ... publicznie... skoro w swoim gronie :-)
                    Już się nie roztkliwiam nad sobą.
                    Człowiek to jest dziwna bestia. Idę na proszoną kolację.
                    M.
                • kwieto Re: Nadwrażliwość 02.12.01, 19:09
                  Przepraszam, przejezycznenie - oczywiscie nie zadajesz, a otrzymujesz.

                  No ale pytanie - dlaczego boli Cie na przyklad jesli ktos Ci powie cos przykrego? Jesli mowi
                  np. aby sie odegrac na czyms - nie potrafisz sie zdystansowac do tego?
                  Chodzi mi o pytanie dlaczego pewne rzeczy sprawiaja bol?
                  Dlaczego czyjas krytyka odbiera chec do zycia?

                  No i jesli chodzi o wychowanie przez matke - oczywiscie ma to jakis (zapewne duzy) wplyw
                  - ale czy to nie jest troche tak, ze przyczyn wszystkich naszych postaw, czy niepowodzen
                  doszukujemy sie gdzies w dalekim dziecinstwie, podczas gdy niekoniecznie to jest
                  powodem?
                  • Gość: Malwina Re: Nadwrażliwość IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.01, 11:07
                    taplam sie z luboscia w teoriach bo intelektualizacja jest faktycznie obrona ale z drugiej strony
                    wystrzegam sie ich jak ognia, tzn unikam jak moge wdrazania teorii w zycie bo najniebezpieczniejsza
                    choroba jest dla mnie "psychosztywnosc " (wiem tyle co zjem (kawior czy kanapka wsio rawno) i przez
                    pryzmat trzech teorii na krzyz swiat sobie postrzegam i tlumacze - uuuuu ! tak nie mozna !)
                    Ale, ale....czasem rzeczywistosc pasuje do wymyslunkow "uczonych ludzi" - wiec w moim wypadku
                    zrodlo emocjonalnych hustawek sytuuje sie w dziecinstwie i koniec kropka !
                    Cos z tym trzeba zrobic ale tylko i wylacznie gdy bardzo przeszkadza.
                    I mozna zrobic.
                    Nic, ale to absolutnie nic w relacjach spoleczno - zawodowych nie jest w stanie zachwiac, zranic
                    dotknac - i to jest rezultat pracy nad soba.
                    Warunki zyciowe zmusily mnie do adaptacji - jestem osoba "z natury" (?) wrazliwa, spontaniczna,
                    prawdomowna (obcesowa ?) i moja osobowosc jest akceptowana w pl bez problemow.
                    Tu nie. Inaczej to wszystko funkcjonuje i trzeba bylo wybrac - margines albo adaptacja. Wybralam
                    (jestem zaadaptowana na marginesie ;-).
                    Natomiast w relacjach intymnych nie mam mozliwosci (na razie) panowania nad emocjami (dziecinstwo),
                    i dlatego z nich aktualnie zrezygnowalam. Nie ma recepty Kresko, co dobre dla mnie moze niedobre dla
                    ciebie, zalezy od damage i zmeczenia.
                    Powyzsze odpowiada czesciowo na pytanie "dlaczego tu jestesmy".
                    Bo strach do ludzi wyjsc a ciagnie jednak:-)
                    Czasem gdy sztorm burza i statek rozbity, trzeba do portu aby zreperowac ale sa tacy ktorzy kajakiem
                    przez fale....
                    Tylko ty wiesz....
                    • Gość: Ped Re: Do Kreski IP: 212.191.70.* 08.12.01, 09:23
                      Nadwrazliwosc wspolistnieje z podatnoscia na migreny
                      .Czy cierpisz na te dolegliwosci ? Odczuwa je do 15 %
                      populacji , przewazaja kobiety . Moze na przemian
                      towarzyszyc sklonnosciom do depresji.
                      • Gość: Kreska Re: Do Kreski IP: 10.136.128.* 09.12.01, 19:46
                        Gość portalu: Ped napisał(a):

                        > Nadwrazliwosc wspolistnieje z ?.../
                        Migreny - prawie nigdy.
                        Depresje - stale podleczam.
                        W jakim celu zadajesz to pytanie?
                        Pozdrawiam
                        Kreska
                        • donjuan Re: Do Kreski 10.12.01, 18:30
                          Odczuwam podobnie do Ciebie . Do tego reaguje na zmiany
                          pogody . Jestem wrazliwy na alkohol i wszelkie trucizny
                          a takze na "toksycznych " bliznich . Trzeba polubic
                          swoja nature i pogodzic sie z nia i dostosowac do niej
                          swoj tryb zycia .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka