aw271
29.06.07, 21:53
Zaczęłam pracę 3 miesiące temu, jako współpracownika dostałam 40-letniego
mężczyznę, miał mnie szkolić. Był bardzo miły i pomocny, rozmawialiśmy na
różne tematy i nasze stosunki układały się wspaniale-do czasu. Jakiś tydzień
temu nagle zaczął się mnie czepiać w bardzo męczący sposób. Stwierdził, że
będę przez niego płakać jak poprzedniczki, aż w końcu sama zrezygnuje. Od
ludzi z wydziału dowiedziałam się, że na moim miejscu miała pracować jego
żona, ale szef się nie zgodził. Dodam jeszcze, że facet jest po zawodówce i
pracuje tam już 10 lat, ja mam studia i pewnie jestem dla niego głupią siksą.
Żałuje tylko, że się przed nim otworzyłam, niektórzy ludzie to jednak świnie.
Dodam też, że groźby takie rzuca wtedy jak jesteśmy w biurze sami, bez
świadków, a tym bardziej szefa. Jak mam się zachować? Przecież nie polecę do
szefa na skargę. Oczywiście zacznę go nagrywać na dyktafon, ale jak się
bronić? On jest tam znacznie dłużej, ma większe doświadczenie. Próbowałam też
porozmawiać z nim na temat tej sytuacji, ale nic z tego, otwarcie przyznał, że
chce wojny. Tylko po co? Czy nie lepiej mieć fajną atmosferę i z przyjemnością
chodzić do pracy? A tak się cieszyłam z tej pracy.
Może ma ktoś jakiś pomysł? Będę wdzięczna, jestem tak zestresowana, ale nie
mogę się poddać!!!