Dodaj do ulubionych

Polska kontra reszta swiata

06.12.01, 12:26
Ostatnio powstal watek w ktorym narzekalismy na polskie szkolnictwo, ze myslec
nie uczy, ze tylko zakuwanie i zakuwanie...

A dzis w radio slysze: "Co piaty Brytyjczyk uwaza, ze Polska juz jest w Unii
Europejskiej. Ale ciekawsze jest to, ze co pietnasty uwaza, ze USA tez sa w
Unii Europejskiej"

Dopisek od siebie:
A Francuzi sa (albo byli) przekonani, ze szarza pod Somosierra dowodzil general
francuskiej kawalerii Montbrun...
A Amerykanie, ze Enigme uprowadzili z niemieckiej lodzi podwodnej komandosi
Stanow Zjednoczonych...

Sluchajcie, wychodzi na to, ze umiejetnosc myslenia nie wystarcza, zeby nie
twierdzic idiotyzmow! :"))))
Obserwuj wątek
    • Gość: bonobo Re: Polska kontra reszta swiata IP: 195.187.97.* 06.12.01, 12:32
      Jasne, tyle że mniemam (i niestety, nie mogę przedstawić żadnych wiarygodnych badań), że
      większość Polaków sądzi, że dzieci przynosi bocian, a jak nietoperz przeleci na krową, to jej mleko
      odejmie. Natomiast z tzw. lektury prasy codziennej wiem, że ok. 70% dorosłych Polaków nie jest w
      stanie opowiedzieć własnymi słowami treści kilkuzdaniowej notatki, chwilę wcześniej przeczytanej.

      Więc z kim walczymy?
      • Gość: Toi Re: Polska kontra reszta swiata IP: *.cm-upc.chello.se 06.12.01, 16:14
        No wlasnie, z kim? A czym?
        bonobo, masz racje, (a ja naprawde chcialam wiedziec, czy lubisz barszcz z
        uszkami... :( ) ale cos jest w tym, co napisal kwieto. (Umiejetnosc myslenia
        nie wystarcza, zeby nie twierdzic idiotyzmow.) Takie przyklady moglabym mnozyc;
        niedawno znajoma z Irlandii, zreszta nauczycielka w podstawowce i osoba,
        uwierzcie, inteligentna, po przyswojeniu informacji, ze ogladany na sopockim
        deptaku zespol prezentuje muzyke folkowa z Mongolii poinformowala mnie, ze nie
        ma pojecia, gdzie owa Mongolia sie znajduje, czy to taka malenka republika
        rosyjska gdzies daleko na polnocy? Upewnila sie tez, czy Sztokholm jest
        stolica. Czesto odnosze wrazenie, ze oni w zyciu nie widzieli mapy swiata.
        No i co z tego wynika, mozna zapytac. Nie z kim walczymy, a o co. To jest
        pytanie o cel i zadania boskiej edukacji zinstytucjonalizowanej. Moze wcale nie
        trzeba wiedziec, czy Polska to jest gdzies w gore Mississippi czy nie, moze
        chodzi o to, zeby wiedziec jak zbudowac tratwe.
    • maly.ksiaze Re: Polska kontra reszta swiata 06.12.01, 17:34
      Problem w tym, ze jesli np. 'zwykly' Amerykanin (albo Kanadyjczyk) przeczyta
      ksiazke historyczna pt. 'Enigma', prawdopodobnie zrozumie, jak doszlo do
      zlamania kodow i jakie to mialo znaczenie dla przebiegu wojny. Usredniony Polak
      nic z tego nie zrozumie. Co wiecej - usredniony Polak wogole tej ksiazki nie
      przeczyta. Ani zadnej innej.

      Ja wiem, ze srednio pies i jego wlasciciel maja po trzy nogi. Moim zdaniem
      jednak cos w tym jest. Mam wlasna interpretacje wynikow tych testow, ale
      przypuszczam, ze nikt nie jest zainteresowany dyskusja na akurat ten temat,
      wiec zmilcze.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • sabe-na Re: Polska kontra reszta swiata 06.12.01, 21:45
        maly.ksiaze napisał(a):

        Mam wlasna interpretacje wynikow tych testow, ale
        > przypuszczam, ze nikt nie jest zainteresowany dyskusja na akurat ten temat,
        > wiec zmilcze.

        A ja mysle - jesli wolno mi tu wyrazic swoja opinie - ze testy wtedy sa
        wiarygodne jezeli moga dac cos konkretnego temu kto je rozwiazuje. Jezeli test
        jest anonimowy to wielu ludzi celowo pisze inaczej niz mysli lub wie.
        To jest dla niektorych ludzi po prostu fajna zabawa i mozliwosc bezinteresownego
        zaszkodzenia innym.
    • roseanne Re: Polska kontra reszta swiata 06.12.01, 17:48
      hi hi ,ktos mnie czytal!!!!
      • Gość: Renka Re: Polska kontra reszta swiata IP: *.home.cgocable.net 06.12.01, 19:19
        Przyznam , ze kiepsko mi sie zrobilo, jak zobaczylam ten artykul.Bo to
        oznacza , ze kawaly o "madrych" Polakach dalej beda sie szerzyc, mimo
        najwiekszych oporow polskiej emigracji.Niestety, tak to juz jest, ze jednostki
        daja swiadectwo calej grupie.Z drugiej strony wysmiewany przez Polakow system
        kanadyjski, ktory wypadl swietnie...To wyglada na jakies nieporozumienie, a
        jest FAKTEM, nie do ukrycia.Wierzcie mi, nie jest to mile szczegolnie dla
        mnie , tu na obczyznie.Trzeba tych z zawodowek zapedzic do nauki!
        • zet1 Re: Polska kontra reszta swiata 06.12.01, 22:15
          Curie Skłodowska też była kobietą?

          CZy może jednak jest tak, że "obcy" po szkole jest w stanie od razu rozpocząć
          pracę , a popolak musi się dopiero uczyć pracować, bo ma więcej wykształcenia
          ogólnego, a mniej kierunkowego? Polak zna mapę świata, wie jakie mięsnie i
          gruczoły siedzą w człowieku, zna historię Polski i świata, interesuje się
          polityką, sportem, motoryzacją, zna grzyby, ptaki, rośliny itd. itp.
          Hej! Nie za dużo? Nam ciągle mało, a zachodnie systemy kształcenia mają za
          zadanie wykształcenie określonej grupy fachowców, która nie będzie myśleć zbyt
          wiele ale będzie dobrze pracować w określonej dziedzinie.

          Na zachodzie chętnie z pewnych powodów widzieliby polaka u siebie w firmie. A
          to właśnie przez te szerokie wykształcenie. Powoli i u nas się będzie zmieniała
          polityka nauczania, ale tak czy inaczej obwiniając system kształcenia należy
          chyba zacząć od sprawdzenia potrzeb gospodarki nie tylko naszgo kraju, ale
          chyba całej europy i nie tylko. Nie chcę was zrazić do rozwijania tej dyskusji,
          ale parę lat temu w ministerstwie edukacji odbyło się spotkanie z młodzieżą i
          przedstawicielami szkół i dużych firm zachodnich, na temat potrzeb tychże firm,
          problemów z bardziej kiewrunkowym nauczaniem itd. Jak widać MEN nie wyciągnął
          żadnych wniosków, może gdyby mogli zaglądać na to forum...

          Pozdro
          Z
          • Gość: Renka Re: Polska kontra reszta swiata IP: *.home.cgocable.net 07.12.01, 01:02
            Testowane byly 15 letnie dzieci. 15 latek, np w Kanadzie wie duuuzo wiecej o
            WYSZUKIWANIU INFORMACJI z dostepnych zrodel niz polski uczen.Wezmy np taki
            science fair, ktore jest konkursem POWSZECHNYM, COROCZNYM wsrod 14 latkow na
            opracowanie najciekawszego zjawiska fizycznego ,np "jak powstaje tornado" ,
            albo "zasada dzialania silnikow elektrycznych", czy "zarowka". To sa
            przykladowe tematy,na ktore sklada sie informacja teoretyczna i czesc
            praktyczna , a nastepnie przedstawienie tego tematu na specjalnym seminarium.
            Wszystkie dzieci to musza robic. Powstaja zespoly, jedne WYBIERAJA sobie
            tematy mniej ambitne , inne bardziej.Najlepsi z poszczeglnych podstawowek
            (ocenieni przez nauczycieli ze szkol srednich) maja spotkanie na
            uniwersytecie , gdzie sa oceniani przez studentow i nauczycieli
            akademickich.Ten konkurs jest coroczny i angazuje kazdego ucznia.Chodzenie po
            bibliotekach, grzebanie po internecie, budowanie modeli praktycznych, a
            nastepnie przedstawienie tego w atrakcyjnej graficznej formie na ogromnej
            planszy tekturowej- to wszystko daje szanse 14 latkowi "pokazania sie" w
            dziedzinie , ktora prawdopodobnie w ciagu najblizszych lat wybierze.Poza tym
            juz 13 latki musza"wydac" ksiazke o temacie dowolnym( moj syn wybral MAGIE) i
            obowiazkowym, ktorym sa "najwieksi wynalazcy swiata".Te ksiazki trzeba bylo
            napisac, podzielic na rozdzialy, dac ilustracje , bibliografie, a nastepnie
            oprawic.
            Wydaje mi sie, ze te elementy zawarte w programie szkolnym niesamowicie go
            uatrakcyjniaja. Dzieci ida do szkoly jak na skrzydlach, bo jest tam naprawde
            interesujaco.Mysle, ze gdyby zamiast wkuwania na pamiec calych rozdzialow
            fizyki, czy chemii, ktora dziecku 13 letniemu zapodaje sie w Polsce wprowadzic
            te przedmioty w formie zabawy , jak to jest w Kanadzie, efekty bylyby na pewno
            rewelacyjne.
        • Gość: Sławek Re: Polska kontra reszta swiata IP: 192.168.10.* 07.12.01, 00:49
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Niestety, tak to juz jest, ze jednostki daja swiadectwo calej grupie.

          Dlatego rozsądni ludzie powinni wiedzieć, że nie należy oceniać grup na podstawie
          zachowania czy poglądów jednostek czyli, że należy walczyć ze stereotypami.

          > Trzeba tych z zawodowek zapedzic do nauki!

          Zmuszanie "tych z zawodówek" do nauki wzbudzi raczej ich nienawiść niż miłość do
          nauki i do zapędzających. Zresztą nie każdy urodził się naukowcem i umiłował
          wiedzę. Któryś z "tych z zawodówek" może napisać za chwilę, że należy
          zapędzić "tych darmozjadów z uniwersytetów" do ciężkiej i uczciwej roboty.
          Zamiast słowa "zapędzić" użyłbym raczej "zachęcić".
          Poza tym zdobycie wiedzy powinno nieść ze sobą jakieś perspektywy a z tym różnie
          bywa.

          Pozdrawiam
          • Gość: renka Re: Polska kontra reszta swiata IP: *.home.cgocable.net 07.12.01, 05:16
            Slawek, moja uwaga byla zartem.Tak naprawde uwazam, ze nie mozna porownywac
            tych dwoch roznych systemow edukacji. Zachodniego i polskiego. One sa zupelnie
            inne.Polacy dali sie zlapac we wlasna pulapke.Ale to tez polzartem..
    • Gość: bonobo Re: Polska kontra reszta swiata IP: 195.187.97.* 07.12.01, 11:22
      To trochę jak z dyskusją, czy lepiej myć ręce, czy nogi. Oczywiście, że ludzie, którzy myślą lub potrafią
      zbierać i wykorzystywać informacje, mają większe szanse niż ci, którzy zakuli na pamięć ileś tam
      wiadomości. Zwłaszcza że w obecnie wiedza dosyć szybko się dezaktualizuje i duża część tego,
      czego uczymy się w szkole, jest już przestarzała po skończeniu nauki (a czasem nawet przed).
      Dlatego umiejętność zdobywania informacji z wszelkich możliwych źródeł, ich weryfikacji, oraz
      ich wykorzystania w życiu codziennym/pracy zawodowej, jest umiejętnością podstawową i niezbędną.
      Z drugiej strony zgadzam się z tymi, którzy uważają za żenujące, jeśli wykształcona Irlandka nie wie
      kompletnie nic o Mongolii czy Sztokholmie. Rzeczywiście, można od ludzi z pewnym poziomem
      wykształcenia wymagać, aby wykazywali się podstawową wiedzą o świecie.
      Choć z drugiej strony... Kto z was jest w stanie bez spoglądania na mapę wymienić wszystkie
      państwa Ameryki Południowej?

      chrum-chrum
      • zet1 Re: Polska kontra reszta swiata 07.12.01, 17:59
        Tak juz bardziej na serio. Ilu z Was mialo mozliwosc nauki myslenia? Czyt to w
        podstawówce, czy też potem? Mnie osobiście zdarzyło się pare razy. Nie znaczy
        to że za każdym razem cała grupa była tego uczona. Zazwyczaj ograniczało się to
        do co najwyżej kilku jednostek, choć wychowawczyni w technikum stosowała metodę:
        książki na stół, zadanie na tablicy, proszę je rozwiązać. W książce są zapisane
        wzory, opisane jednostki itp. Ale brak myślenia i pierwotnej nauki nie daje
        szansy rozwiązania zadania.
        Bardzo ciekawe są wzorce zachodnie, ale czy wiecie jak z uzdolnionymi
        dzieciakami poczynał sobie ZSRR? Szkoły specjalne, dla szczególnie
        uzdolnionych, coroczny nabór poprzez serie testów. Oni wiedzieli jaki to jest
        potencjał. Ale czy słusznie go wykorzystywali?
        Bardzo chciałbym aby moje dzieci (jak już będę je miał) trafiły tam gdzie mogą
        się nauczyć myśleć, ale też żeby nie były światu-obojętne. Ja też nie potrafię
        wymienić wszystkich stolic państw afrykańskich.

        Pozdro
        Z
        • kwieto Re: Polska kontra reszta swiata 07.12.01, 18:24
          Taaaa... kurcze, jakie ja mialem szczescie... A na studiach, to tak dbali o moje myslenie, ze
          na egzaminach z matematyki moglem miec notatki z wzorami, a na niektorych przedmiotach
          to i ksiazki na lawce!
        • Gość: fnoll a'propos klas dzieci zdolnych IP: 195.150.224.* 07.12.01, 21:20
          akurat tworzenie klas samych "zdolniachow" to glupi pomysl - na zachodzie
          odeszlo sie od tego typu rozwiazan, gdy sie okazalo, ze nie wychodzi to
          dzieciakom na zdrowie

          dobrym rozwiazaniem jest natomiast organizowanie specjalnych, dodatkowych zajec
          i wyjazdow dla dzieci szczegolnie uzdolnionych, na ktorych szlifuja nie tylko
          swe umiejetnosci "przedmiotowe", ale dba sie takze o ich rozwoj spoleczny i
          emocjonalny, bo w tych wzgledach odstaja zwykle od grupy na niekorzysc (nie ma
          rozy bez kolcow)

          a traktowanie dzieci jak zasob (czyli jak rope i uran) uwazam za gleboko
          nieludzkie

          bo czy mozna sie zgodzic, ze "wartosc" czlowieka jest zalezna od "papierow"
          ktore za soba ciagnie i stopnia jego "przydatnosci" dla spoleczenstwa?

          pzdr

          fnoll
          • sabe-na Re: a'propos klas dzieci zdolnych 07.12.01, 21:30
            Gość portalu: fnoll napisał(a):
            >
            > dobrym rozwiazaniem jest natomiast organizowanie specjalnych, dodatkowych zajec>
            > i wyjazdow dla dzieci szczegolnie uzdolnionych, na ktorych szlifuja nie tylko
            > swe umiejetnosci "przedmiotowe", ale dba sie takze o ich rozwoj spoleczny i
            > emocjonalny, bo w tych wzgledach odstaja zwykle od grupy na niekorzysc (nie ma
            > rozy bez kolcow)

            A czy dziecko ktore nie zalapie sie na taki wyjazd nie bedzie sie czulo
            sfrustrowane?
            Nie mowiac o rodzicach ;)
            • Gość: fnoll Re: a'propos klas dzieci zdolnych IP: 195.150.224.* 07.12.01, 22:38
              sabe-na napisał(a):

              > A czy dziecko ktore nie zalapie sie na taki wyjazd nie bedzie sie czulo
              > sfrustrowane?
              > Nie mowiac o rodzicach ;)

              mysle, ze podobnie jak dziecko, ktore dostanie troje albo nie dostanie swiadectwa
              z wypaskiem

              to jeden z problemow szkolnictwa - jak ludzi roznic a nie poroznic, i na pewno
              urawnilowka to nie jest rozwiazanie

              pzdr

              fnoll
              • sabe-na Re: a'propos klas dzieci zdolnych 07.12.01, 22:49
                Gość portalu: fnoll napisał(a):

                >
                > mysle, ze podobnie jak dziecko, ktore dostanie troje albo nie dostanie swiadect
                > wa
                > z wypaskiem
                >
                > to jeden z problemow szkolnictwa - jak ludzi roznic a nie poroznic, i na pewno
                > urawnilowka to nie jest rozwiazanie

                Toz nie chodzilo mi bynajmniej o urawnilowke!
                Chcialam tylko powiedziec ze nie ma idealnego rozwiazania - zawsze bedzie
                jakas "nierownosc" i klasy dzieci - "geniuszy" i wyjazdy "wybrancow".
                Moze faktycznie dac sobie spokoj z "produkowaniem chodzacych encyklopedii"?

                A Ty to prawie "za a nawet przeciw" ;)

                • Gość: fnoll Re: a'propos klas dzieci zdolnych IP: 195.150.224.* 08.12.01, 00:12
                  roznica miedzy tworzeniem klas "zdolniejszych", a nie odcinaniem ich od reszty
                  rowiesnikow, z rownoczesnym przedstawieniem dodatkowej oferty jest taka, ze klasa
                  "zdolniejszych", jak dowodza obserwacje takich eksperymentow, szkodzi im

                  natomiast dodatkowa oferta dla uczniow szczegolnie zdolnych z jednej strony
                  wpisuje sie w cos takiego jak stypendia naukowe i temu podobne (rzecz calkiem
                  przyjeta i naturalna), a z drugiej umozliwia pewne korekcyjne, wychowacze
                  oddzialywania, przydatne dlatego, ze zarowno uczniow najslabszych jak i
                  najzdolniejszych cechuje szczegolna podatnosc na zaburzenia w rozwoju spoleczno-
                  emocjonalnym

                  stad wniosek, ze dodatkowa oferta edukacyjna powinna byc skierowana do
                  wszystkich, ktorzy drastycznie odstaja od normy (w dol czy w gore) i z ktorymi
                  nastawiony na przecietnego ucznia system edukacji nie radzi sobie po prostu

                  takze to nie jest za a nawet przeciw - to zupelnie inne podejscie od
                  "przemyslowej hodowli geniuszy"

                  pzdr

                  fnoll
              • Gość: renka urawnilowka IP: *.home.cgocable.net 07.12.01, 22:51
                Wedlug mnie dzielenie klas na sportowe i inne michaly nie ma sensu, jesli
                myslimy o rozwoju calego spoleczenstwa.Takie szkoly sportowe powinny istniec,
                ale powinny zapewnic wszystkim dzieciom mozliwosc odbycia testow i
                zakwalifikowania sie do takich szkol, nie klas.Przypuszczam, ze KOSZTY i
                EFEKTY bylyby lepsze.
                Moje myslenie jest tego typu: wszyscy musza znac podstawy matematyki ( i
                inne), niektorzy moga wiedziec (jak chca) wiecej.To "jak chca" oznacza albo
                platne z wlasnej kieszeni korepetycje , na ktore nie kazdego stac , albo
                szkoly dla szczegolnie uzdolnionych w tym kierunku .
          • Gość: unknown Re: a'propos klas dzieci zdolnych IP: *.travelers.com 08.12.01, 00:27
            Gość portalu: fnoll napisał(a):

            > akurat tworzenie klas samych "zdolniachow" to glupi pomysl - na zachodzie
            > odeszlo sie od tego typu rozwiazan, gdy sie okazalo, ze nie wychodzi to
            > dzieciakom na zdrowie


            fnolcio, nie wiem jak daleko siegasz na ten zachod, ale w USA ciagle praktykuje
            sie tworzenie klas dla "zdolniachow" gdzie przerabiany material jest na poziomie
            wyzszym niz w klasach o normalnym profilu - dla przykladu w szkole sredniej
            przerabia sie material na poziomie wyzszej uczelni i jesli na koniec
            roku "zdolniacha" uzyska wystarczjaco wysoka ocene przyszla uczelnia zaliczy
            mu "punkty" za ten material przerabiany w szkole sredniej.

            I czy moglbys wytlumaczyc w jaki to sposob poznawanie wiedzy na wyzszym poziomie
            szkodzi "zdolniachowi"? Ja nie zauwazylam zeby moim corkom to zaszkodzilo w
            jakikolwiek sposob. Nie mialo to wplywu na ich osobowosc ani zycie towarzyskie,
            natomiast poszerzylo ich wiedze. Jedyny "minus" :) to ich zwiekszony wysilek w
            poznawaniu materialu, wprost proporcjonalny do zwiekszonych wymagan.

            pozdr
            u
            >






            > dobrym rozwiazaniem jest natomiast organizowanie specjalnych, dodatkowych zajec
            >
            > i wyjazdow dla dzieci szczegolnie uzdolnionych, na ktorych szlifuja nie tylko
            > swe umiejetnosci "przedmiotowe", ale dba sie takze o ich rozwoj spoleczny i
            > emocjonalny, bo w tych wzgledach odstaja zwykle od grupy na niekorzysc (nie ma
            > rozy bez kolcow)
            >
            > a traktowanie dzieci jak zasob (czyli jak rope i uran) uwazam za gleboko
            > nieludzkie
            >
            > bo czy mozna sie zgodzic, ze "wartosc" czlowieka jest zalezna od "papierow"
            > ktore za soba ciagnie i stopnia jego "przydatnosci" dla spoleczenstwa?
            >
            > pzdr
            >
            > fnoll

            • Gość: fnoll do unknown IP: 195.150.224.* 08.12.01, 11:58
              mialem na mysli zachod - czyli zachodnia europe, a nie daleki wschod, czyli USA
              (druga strona bylego ZSRR) ;-)

              ciesze sie, ze twoim corkom wychodzi na dobre bycie w klasie "zdolniejszych" :-)

              do segregacji tak czy siak dochodzi podczas zmiany szkol, tworzenie klas dzieci
              szczegolnie zdolnych uwaza sie za niewskazane przed okolo 14-tym rokiem zycia,
              a juz na pewno w pierwszych czterech klasach szkoly

              dlaczego? powodow jest wiele, glownie dotycza wplywu tak wczesnej segregacji na
              dokonujacy sie w tym wieku intensywnie rozwoj spoleczny dzieci - wspolne
              spontaniczne gry, zabawy, rozne zajecia i spotkania maja naprawde fundamentalny
              wplyw na rozwoj czlowieka, o czym czesto sie zapomina podkreslajac glownie role
              nauki - przebywanie w grupach bardziej zroznicowanych z pewnoscia jest dla
              rozwoju spolecznego bardziej korzystne

              jesli nie jest to uregulowane ustawa, to szkolnictwo prywatne ma zapewne w
              kwestii segregacji wedlug kryterium zdolnosci wolna reke - byc moze tak jest
              wlasnie w USA

              wiedze w tym temacie mam od doktora psychologii, ktory robi w polsce rozne
              programy dla szczegolnie uzdolnionych dzieci

              pzdr

              fnoll
      • kwieto Re: Polska kontra reszta swiata 07.12.01, 18:19
        Nie jest ich tak duzo...

        Boliwia, Argentyna, Peru, Brazylia, Chile, Ekwador (?), Panama (po obu stronach kanalu, to
        nie wiem gdzie umiescic) Kolumbia (tez pas na granicy, nie pamietam)

        Sek w tym, ze nigdy nie bylem dobry z geografii - mialem oceny na poziomie 3...
        Ciekaw jestem co miala z geografii ta Irlandka?
        • zet1 Re: Polska kontra reszta swiata 07.12.01, 18:42
          Poznałem kiedyś jedną Irlandkę. Nie bardzo wiedziała gdzie jest Polska. Ale
          wiedziała gdzie jest Moskwa. Ponieważ był to sylwester, łuk triumfalny, pola
          elizejskie itp, doszliśmy do porozumienia. Pozytywnej oceny z geografii bym jej
          nie postawił, ale ocena ogólna... była bardzo ruda.
          Z
          • Gość: mariposa ja tez nie wiem IP: *.biz.mindspring.com 07.12.01, 20:00
            gdzie dokladnie jest Mongolia i wielu innych rzeczy tez.

            wiedza moim zdaniem prowadzi do frustracji, albo "jak ja ciagle malo wiem",
            albo "ale oni malo wiedza"

            wolalabym byc szczesliwa ignorantka majaca gdzies mongolie.
            • Gość: Z Re: ja tez nie wiem IP: *.*.*.* 07.12.01, 20:28
              Teraz dołożyłaś do pieca z tą frustracją.
              Choć wiedząc mało, a chcąc sprawdzić jak daleko masz do Mongolii, wystarczyłoby
              wziąc linijkę i na globusie sprawdzić, a wiedząc dużo więcej, zaczynasz się
              zastanawiać, czy wziąc pod uwagę strefy czasowe? Czy może zacząć od wyboru
              środka transportu, polecieć na wschód, czy na zachód? W końcu i tak się doleci.
              O ja skończony frustrat....
              • Gość: mariposa Re: ja tez nie wiem IP: *.biz.mindspring.com 07.12.01, 20:42
                no i sam widzisz!

                a poza tym dochodzi kwestia prestizu - przyznac sie czy lepiej zataic wlasna
                ignorancje...

                a taki Antek to nie mial takich problemow...
                • Gość: mariposa oskar dla tego/tej... IP: *.biz.mindspring.com 07.12.01, 20:56
                  co nie bedac po polonistyce (i besposrednio po maturze ;-) ) jest w stani
                  opowiedziec, o co chodzilo w "Antku" (pomijajac makabryczny epizod spalenia
                  Rozalki).
                  • sabe-na to ja poprosze tego oskara. 07.12.01, 21:12
                    Gość portalu: mariposa napisał(a):

                    > co nie bedac po polonistyce (i besposrednio po maturze ;-) ) jest w stani
                    > opowiedziec, o co chodzilo w "Antku" (pomijajac makabryczny epizod spalenia
                    > Rozalki).

                    Prus tez czlowiek - chodzilo o pieniadze.
                    Oskara poprosze na skrzynke
                    Pozdrawiam
                  • Gość: Toi Re: oskar dla tego/tej... IP: *.cm-upc.chello.se 08.12.01, 05:02
                    Gość portalu: mariposa napisał(a):

                    > co nie bedac po polonistyce (i besposrednio po maturze ;-) ) jest w stani
                    > opowiedziec, o co chodzilo w "Antku" (pomijajac makabryczny epizod spalenia
                    > Rozalki).

                    mariposa, teraz to ja juz nie wiem nic, bo jeszcze do tej pory bylam przekonana,
                    ze:
                    W 'Antku' chodzilo o biednego chlopca, co mial zdolnosci ponadprzecietne ku
                    artystycznemu struganiu z drewna. Niestety, nie pomne, jak sie dramat zakonczyl,
                    cos mi sie roi, ze sie taki, co mu haslo pracy u podstaw i dobroczynnosci na
                    sercu lezalo znalazl i Antka na ASP poslali. Ale moze skonczylo sie tragicznie ku
                    czytelnika wstrzasie i ostrzezeniu. Makabryczny epizod spalenia Rozalki mial
                    miejsce w dziele zatytulowanym 'Janko Muzykant', piora Sienkiewicza Henryka.

                    Ale moze ja sie myle??????!!!!!!!...
                    • maarys Re: oskar dla tego/tej... 13.12.01, 11:23
                      o co chodziło w Antku - wiesz doskonale :-) ale z Rozalką, to sie mylisz...
                      tyle, ze ja jestem po polonistyce....
                      pzdrw
                • Gość: Renka Re: ja tez nie wiem IP: *.home.cgocable.net 07.12.01, 21:20
                  Wiedza jest nieskonczonoscia, w kazdej dziedzinie. Oczywiscie , my, ludzie
                  przewaznie mowimy, ze wiedza jest ograniczona. Bo ja sami ograniczamy.Bo
                  kazdy z nas ma wieksze lub mniejsze mozliwosci do zglebiania jej.Jezeli nawet
                  nalezymy do tych z wiekszymi mozliwosciami , musimy wspolpracowac z tymi
                  slabszymi. Nie mozemy ich wyeliminowaac.Przyjecie do "gry" wszystkich jest
                  warunkiem rozwoju spoleczenstwa. Ale rowniez stworzenie wszystkim takich
                  samych mozliwosci .Gdy porownamy te polskie zawodowki, to nie historia , nie
                  geografia lecz prawdopodobnie literatura i jej analiza, a wiec analiza
                  czyjegos myslenia jest tym, co w porownaniu z liceami stawia je od razu na
                  straconej pozycji.Bogactwo literatury swiatowej przerabianej w liceach daje
                  studentom mozliwosc analizy i porownan w o wiele wiekszym zakresie, co
                  niewatpliwie ma wplyw na ksztaltowanie ICH sposobu myslenia .
              • maly.ksiaze Re: ja tez nie wiem 07.12.01, 20:45
                Widzisz. Tak naprawde nalezaloby zadzwonic do biura podrozy i spytac sie, ile
                sie leci i ile kosztuje bilet. W koncu odleglosc powyzej 600 km mierzy sie tak
                naprawde w dolarach.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • kwieto Re: ja tez nie wiem 07.12.01, 22:42
                  Do Mongolii mozna koleja transsyberyjska, co jest i tansze i ciekawsze (jedzie sie powyzej
                  tygodnia czasu). A oprocz WIEDZY o istnieniu owej kolei i mozliwosci dojazdu,
                  WIEDZAC co nieco o tamtym rejonie mozemy np. nastawic sie na Wspinaczke po
                  lodowcach Altaju Mongolskiego (najwyzsze szcyty okolo 7000m m.p.m., ciekawe
                  wspinaczkowo...

                  No ale tego wszystkiego nie da sie wymyslec, trzeba WIEDZIEC...

                  Co nie znaczy, ze usilowanie gromadzenia wiedzy byle wiecej wiedziec jest bez sensu (to
                  dygniecie w kierunku mariposy). Choc wiedza ogolna sie przydaje, np. po to, aby nie wybrac
                  sie do tej Mongolii piechota...
                  • maly.ksiaze Ja juz wiem... 07.12.01, 23:08
                    Wydaje mi sie, ze nie masz racji. A raczej, ze Twoj przyklad nie dowodzi,
                    ze 'tego sie nie da wymyslec, trzeba WIEDZIEC'.
                    Mozna to rowniez PRZECZYTAC. Ja na przyklad nie wiedzialem, ze koleja
                    transsyberyjska mozna dojechac do Ulan-Bator, myslalem, ze to po prostu nitka z
                    Moskwy do Wladywostoku bodajze. Teraz juz wiem, ze mozna dojechac i do Mongolii.
                    Dziekuje.
                    Nie zmienia to faktu, ze wybierajac sie tak daleko przeczytalbym cokolwiek o
                    Mongolii. Prawdopodobnie znalazbym wowczas te wiadomosc. Nawyk 'rozpoznania
                    terenu' przed wybraniem sie 'w nieznane' to bardzo przydatna rzecz. Wymaga innych
                    strategii niz zakucie rocznika statystycznego i atlasu.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • mariposa Re: Ja juz wiem... 07.12.01, 23:16
                      nie rozumiecie, ze jesli nie mam zielonego pojecia o istnieniu Mongolii, to
                      nigdy w zyciu nie przyjdzie mi ochota tam pojechac, a w zwiazku z tym nie bede
                      sie musiala martwic, ze nie stac mnie na bilet na kolej transyberyjska, ani ze
                      przez tydzien milabym sie nie myc, ani ze mnie w tym pociagu okradna.

                      wniosek...
                      • maly.ksiaze Re: Ja juz wiem... 07.12.01, 23:27
                        mariposa napisał(a):

                        > wniosek...
                        Ignorance is bliss.
                      • kwieto mariposa... 07.12.01, 23:41
                        To juz nie chcesz na Islandie? (no bo wychodzac z zalozenia, ze nie chcesz WIEDZIEC jak
                        tam jest...)
                        To moze z domu nie wychodzic, okna pozaslaniac? (Aby nie WIEDZIEC jaka pogoda, jak
                        wyglada ulica przy ktorej mieszkasz itd...)
                        Nie jesc? (aby nie WIEDZIEC jakie sa smaki potraw)

                        No i dopisek koncowy - poczekamy, az szef Cie wysle w sluzbowa podroz do Mongolii
                        :"))))
                    • sabe-na Re: Ja juz wiem... 07.12.01, 23:19
                      maly.ksiaze napisał(a):

                      > Wydaje mi sie, ze nie masz racji. A raczej, ze Twoj przyklad nie dowodzi,
                      > ze 'tego sie nie da wymyslec, trzeba WIEDZIEC'.
                      > Mozna to rowniez PRZECZYTAC.
                      Ale to chyba to samo?
                      Tu bede bronic Kwieta chociaz pewnie obroncy mu nie trzeba.
                      Czytanie jest przeciez jednym ze zrodel WIEDZY.
                    • kwieto Re: Ja juz wiem... 07.12.01, 23:24
                      Zgoda, tez nie lubie zakuwania na pamiec, wole rozumiec, ale pewna wiedza jest niezbedna,
                      zeby choc wiedziec jaki jest szkic mozliwosci.
                      Na przyklad, ostatnio bralem udzial w pewnym konkursie. Owszem, sporo rzeczy trzeba
                      wymyslec, ale trzeba bylo tez siegnac do (znienawidzonej do tamtego czasu) statystyki i pare
                      rzeczy zwyczajnie zakuc - zeby miec pojecie, ze do danego problemu mozna podejsc w taki a
                      taki sposob, uzyc tych i tych metod, i wtedy wynik bedzie mozna pdciagnac do zalozonego
                      modelu.
                      I wiesz co? Mimo calego swojego pojecia, zdolnosci szukania informacji, Ba! wiedzy do jakiej
                      ksiazki siegnac i posiadania takowej - aby sobie poradzic, musialem pokornie podreptac do
                      znajomego, ktory wdrozyl mnie w WIEDZE na ten temat - bez tego motalbym sie z
                      problemem miesiac, a mialem nan dokladnie tydznien czasu. I bez jego WIEDZY bym sobie
                      nie poradzil...
                      A zeby bylo smieszniej - elementarna znajomosc statystyki jest wymagana w moim
                      standardowym profilu wyksztalcenia... I ta WIEDZA bardzo sie przydaje - bo zeby cos
                      wymyslic, albo gdzies siegnac - trzeba WIEDZIEC gdzie siegnac, albo co mozna, a czego
                      nie mozna wymyslic (oszczedza to tracenie czasu na szukanie materialow na temat
                      wehikulow czasu czy innych takich...)
                      • maly.ksiaze Re: Ja juz wiem... 07.12.01, 23:33
                        Oczywiscie, wiedza 'szkieletowa' jest niezbedna, zeby poruszac sie w jakiejs
                        dziedzinie. Nie sugerowalem nic odwrotnego, nie przypisuj mi prosze tego.
                        Tylko ze bez 'strategii rozumienia' zadna wiedza juz nie pomoze - bo delikwent
                        nie bedzie w stanie zanalizowac tekstu. Dla mnie to jest wazniejsze, niz 'wiedza
                        detaliczna'.

                        kwieto napisał(a):
                        > I wiesz co? Mimo calego swojego pojecia, zdolnosci szukania informacji, Ba! wie
                        > dzy do jakiej
                        > ksiazki siegnac i posiadania takowej - aby sobie poradzic, musialem pokornie po
                        > dreptac do
                        > znajomego, ktory wdrozyl mnie w WIEDZE na ten temat - bez tego motalbym sie z
                        > problemem miesiac, a mialem nan dokladnie tydznien czasu. I bez jego WIEDZY bym
                        > sobie
                        > nie poradzil...
                        Czyzbys byl tzw. 'umyslem humanistycznym'? Hihi...

                        > A zeby bylo smieszniej - elementarna znajomosc statystyki jest wymagana w moim
                        > standardowym profilu wyksztalcenia... I ta WIEDZA bardzo sie przydaje - bo zeby
                        > cos
                        > wymyslic, albo gdzies siegnac - trzeba WIEDZIEC gdzie siegnac, albo co mozna, a
                        > czego
                        > nie mozna wymyslic (oszczedza to tracenie czasu na szukanie materialow na temat
                        >
                        > wehikulow czasu czy innych takich...)
                        Rzekles. Po to sa studia, zeby Ci powiedziec, gdzie szukac (i jak postepowac w
                        warunkach 'ograniczonej wiedzy'). JAK szukac powinno sie wiedziec wczesniej.
                        Polscy uczniowie maja z tym wyrazny problem - i tu jest pies pogrzebany.

                        Hau-hau.

                        mk.
                        • kwieto To moze zakonczmy... 07.12.01, 23:45
                          ... stwierdzeniem, ze potrzebne i jedno i drugie, bez przesady w zadnym z kierunkow?

                          Fakt, z uczeniem myslenia jest problem, wiekszosc uczy sie tego na studiach, albo i to nie...
                          wiem tylko, ze bede starannie wybieral szkole do ktorej posle dzieci - nawet jesli bede je
                          musial dowozic przez pol miasta!

                          Dopisek:
                          Gdyby nie tamten czlowiek (znajacy perfekcyjnie statystyke), to wogole bym nie wiedzial jak
                          problem ruszyl, bo idea, ze mozna statystyke dotego zaprzac nie przyszla mi do glowy - ale
                          gdybym nieco wiecej na jej temat WIEDZIAL... :")))))
                  • Gość: unknown Re: ja tez nie wiem IP: *.travelers.com 08.12.01, 00:45
                    kwieto napisał(a):

                    > Do Mongolii mozna koleja transsyberyjska, co jest i tansze i ciekawsze (jedzie
                    > sie powyzej
                    > tygodnia czasu). A oprocz WIEDZY o istnieniu owej kolei i mozliwosci dojazdu,
                    > WIEDZAC co nieco o tamtym rejonie mozemy np. nastawic sie na Wspinaczke po
                    > lodowcach Altaju Mongolskiego (najwyzsze szcyty okolo 7000m m.p.m., ciekawe
                    > wspinaczkowo...
                    >
                    > No ale tego wszystkiego nie da sie wymyslec, trzeba WIEDZIEC...





                    Kwieto ja mysle, ze nie trzeba WIEDZIEC wszystkiego i recytowac WSZYSTKO kiedy
                    cie ktos obudzi w srodku nocy, wystarczy czasem WIEDZIEC jaka strone otworzyc w
                    Internecie zeby te informacje znalezc... a musisz przyznac, ze jest czego i gdzie
                    szukac.

                    A polskie szkolnictwo myslenia mnie za bardzo nie nauczylo (ja po prostu taka
                    zdolna jestem z natury :))) - chociaz musze przyznac, ze moja niepokaznego
                    wzrostu geografka sprawila, ze skonczylam szkole srednia ze znajomoscia
                    wszystkich stolic swiata, rzek i ich doplywow, nazw wulkanow, pasm gorskich i
                    nawet nazw wszystkich bylych republik radzieckich z ich stolicami... troche ta
                    wiedza sie teraz zakurzyla ale wiele jeszcze z tego zostalo.

                    I jako ciekawostke podam, ze moja corka tez musiala sie nauczyc na pamiec nazw
                    stolic wszystkich panstw na swiecie a nauke pobierala w latach 90 - tych, czyli
                    duzo pozniej niz ja i na innym z calkiem niezlym skutkiem ...

                    pzdr

                    U
                    >


                    > Co nie znaczy, ze usilowanie gromadzenia wiedzy byle wiecej wiedziec jest bez s
                    > ensu (to
                    > dygniecie w kierunku mariposy). Choc wiedza ogolna sie przydaje, np. po to, aby
                    > nie wybrac
                    > sie do tej Mongolii piechota...

                    • Gość: unknown Re: ja tez nie wiem - ciag dalszy IP: *.travelers.com 08.12.01, 00:48
                      Gość portalu: unknown napisał(a):

                      > kwieto napisał(a):
                      >
                      > > Do Mongolii mozna koleja transsyberyjska, co jest i tansze i ciekawsze (je
                      > dzie
                      > > sie powyzej
                      > > tygodnia czasu). A oprocz WIEDZY o istnieniu owej kolei i mozliwosci dojaz
                      > du,
                      > > WIEDZAC co nieco o tamtym rejonie mozemy np. nastawic sie na Wspinaczke po
                      >
                      > > lodowcach Altaju Mongolskiego (najwyzsze szcyty okolo 7000m m.p.m., ciekaw
                      > e
                      > > wspinaczkowo...
                      > >
                      > > No ale tego wszystkiego nie da sie wymyslec, trzeba WIEDZIEC...
                      >
                      >
                      >
                      >
                      >
                      > Kwieto ja mysle, ze nie trzeba WIEDZIEC wszystkiego i recytowac WSZYSTKO kiedy
                      > cie ktos obudzi w srodku nocy, wystarczy czasem WIEDZIEC jaka strone otworzyc w
                      >
                      > Internecie zeby te informacje znalezc... a musisz przyznac, ze jest czego i gdz
                      > ie
                      > szukac.
                      >
                      > A polskie szkolnictwo myslenia mnie za bardzo nie nauczylo (ja po prostu taka
                      > zdolna jestem z natury :))) - chociaz musze przyznac, ze moja niepokaznego
                      > wzrostu geografka sprawila, ze skonczylam szkole srednia ze znajomoscia
                      > wszystkich stolic swiata, rzek i ich doplywow, nazw wulkanow, pasm gorskich i
                      > nawet nazw wszystkich bylych republik radzieckich z ich stolicami... troche ta
                      > wiedza sie teraz zakurzyla ale wiele jeszcze z tego zostalo.
                      >
                      > I jako ciekawostke podam, ze moja corka tez musiala sie nauczyc na pamiec nazw
                      > stolic wszystkich panstw na swiecie a nauke pobierala w latach 90 - tych, czyli
                      > duzo pozniej niz ja i na zupelnie innym, bo amerykanskim kontynencie, a
                      dodatkowo jeszcze uczono ja myslenia i to z calkiem niezlym skutkiem ...
                      >
                      > pzdr
                      >
                      > U
                      > >
                      >
                      >
                      > > Co nie znaczy, ze usilowanie gromadzenia wiedzy byle wiecej wiedziec jest
                      > bez s
                      > > ensu (to
                      > > dygniecie w kierunku mariposy). Choc wiedza ogolna sie przydaje, np. po to
                      > , aby
                      > > nie wybrac
                      > > sie do tej Mongolii piechota...
                      >

                    • kwieto Do unknown 08.12.01, 01:09
                      Przeczytaj sobie temat "to moze zakonczmy" oraz moj powyzej, na temat statystyki - tez
                      uwazalem, ze warto tylko wiedziec gdzie siegnac, ale okazalo sie, ze czasem jednak ta wiedza
                      jest potrzebna, i bez podstawowej wiedzy, siega sie strasznie po omacku...
                      • Gość: Renka Mongolia IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 06:36
                        Mongolia moze dla Polakow jest atrakcyjna, z jej egzotyka. Dla przecietnego
                        obywatela krajow zachodnich Mongolia jest w Rosji. A nikt przy zdrowych
                        zmyslach TAM NIE POJEDZIE. Wiec po co mu TA WIEDZA?
                        • kwieto Re: Mongolia 08.12.01, 09:46
                          Renka, czy Ty nie umiesz MYSLEC abstrakcyjnie? Mongolia jest tu tylko alegoria
                          tego, ze jesli chcesz cos wymyslec, musisz tez miec o tym choc blade pojecie -
                          minimum WIEDZY
                          Pod haslo "Mongolia" podstaw sobie dowolne panstwo swiata, okres historyczny,
                          pierwiastek chemiczny, teorie wzglednosci - COKOLWIEK.
                          • Gość: renka Re: Mongolia IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 14:50
                            WLASNIE!!!! O to dokladnie mi chodzi w mojej abstrakcyjnej odpowiedzi, do
                            ktorej PODTEKSTU sie nie doszukales.Moim zdaniem , taka wiedza o ktorej mowisz
                            nie jest potrzebna zwyklemu czlowiekowi na codzien.
                            W krajach demokratycznych wybierasz sobie przedmioty, ktore studiujesz w high
                            school.
                            Poziom zaawansowany to wiedza przekraczajaca polskie programy z liceow.
                            Poziom general , to dla przecietniakow, ktorzy nie wiedza jeszcze co maja w
                            zyciu robic.
                            Bardzo czesto wchodza na rynek pracy i wtedy juz nic ich nie obchodzi poza
                            prostym , zwyklym zyciem, praca, rodzina , wakacjami..
                          • Gość: renka dyskusja zmeczonego kwieto IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 14:55
                            Zapomnialam dodac, ze dyskutujesz o oczywistych sprawach i nie spodziewalam
                            sie , ze AZ TAK AMBITNY temat , "ze aby cos zrobic to trzeba wiedziec" MOZE w
                            ogole byc przedmiotem dyskusji...
                            • Gość: NH Boy Re: dyskusja zmeczonego kwieto IP: 213.25.166.* 08.12.01, 17:02
                              Nie jestem historykiem, ale wiem że było kilka rodzajów Enigmy. Generalnie
                              zarówno armia, lotnictwo jak i marynarka wojenna III Rzeszy używała swojej
                              odmiany enigmy. Brytyjczycy przechwycili maszynę szyfrującą z u-bota.
                              Amerykanie opisując historie świata podkreślają rolę Ameryki, Brytyjczycy
                              Wielkiej Brytanii, Francuzi Francji itd nie dziwmy się temu.
                              • Gość: renka enigma, wersje IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 21:11
                                Ogladalam nawet niedawno jakis amerykanski film o enigmie. W ogole nikt nie
                                wspomnial nawet o Polakach. To byli amerykanscy zolnierze i kradli ja z
                                jakiejs lodzi podwodnej.I taka wersje upowszechniaja filmowcy. A teraz
                                powiedzmy polskim filmowcom, aby zrobil polska wersje i ja rozpowszechnili.Za
                                co? Nawet nie ma za co adwokata wziasc. Albo prawda jest inna.Moze faktycznie
                                Polacy cos innego wykradli? Maszyne czy szyfr?
                                • taira Re: enigma, wersje 08.12.01, 21:27
                                  Renke Enigma to jest niemiecka maszyna szyfrująca i powstała około 20 lat,
                                  owszem były potem modyfikowana wiele razy. Używana była podczas II wojny
                                  światowej. Jej sposób kodowania złamali Rejewski, Różycki i Zygalski. Zbudowali
                                  replikę i w ten sposób deszyfrowali nienieckie tajne depesze, a potem
                                  przekazywali je Anglikom (wywiadowi) było to w 1933. Wiedza o sposobie
                                  szyfrowania depesz niemieckich w znacznym stopniu przyczyniła się do sukcesów
                                  militarnych wojsk sprzymierzonych.
                                  • Gość: renka Re: enigma, wersje IP: *.home.cgocable.net 08.12.01, 22:10
                                    Chyba chodzi o 1943?Dobrze wiedziec. Dzieki.
                                    • taira Re: enigma, wersje 08.12.01, 22:19
                                      Droga Renke, proszę poczytaj chociaż podstawy polskiej historii i nie tylko
                                      historię bo czasami nie znając faktów możemy wyjść na bardzo śmiesznych ludzi.
                                      Nie mam zamiaru Cię obrażać bo podobają mi się Twoje wypowiedzi pod względem
                                      innego myślenia i wytrwałości przy swoich przekonaniach. Bardzo mi się to
                                      podoba i można z Tobą dyskutować.

                                      A co do Enigmy to było to w 1933 – nie będę się rozwodzić dlaczego –powiem
                                      tylko tyle, że Jerzy Różycki zmarł w 1942 roku. Tak nie było by możliwe 1943
                                      roku rozszyfrowanie.
                                      • Gość: REnkA Re: enigma, wersje(taira) IP: *.home.cgocable.net 10.12.01, 07:38
                                        Przepraszam, ze obrazilam twoje uczucia moja niewiedza na temat enigmy.Swoja
                                        droga co z tego, ze Polacy rozszyfrowali ten szyfr. 10 lat bezkarnego
                                        mordowania i palenia. I moja rodzina ZYWCEM spalona .10 lat przygladania sie
                                        nazistom.
                                    • maly.ksiaze Re: enigma, wersje 08.12.01, 23:16
                                      Renka, do ksiegarni!

                                      W Chapters (mozesz sobie przy okazji kupic kawe) na polce 'History - Wars'
                                      znajdziejsz ksiazke 'Enigma'. Swiezo wydana, dobrze napisana. Tam znajdziesz
                                      wszystkie niezbedne informacje i bedziemy mogli sobie o Enigmie porozmawiac.

                                      Pozdrawiam,

                                      mk.

                                      PS. Devonshire Mall
                            • Gość: bonobo zgubiłem się? IP: 195.187.97.* 13.12.01, 11:05
                              Tyle nasmarowaliście, że straciłem wątek. Ale to nic, bo większość z was również. Moje pytanie
                              dotyczące państw Ameryki Południowej (kwieto - jest jeszcze m.in. Surinam i Gujana Francuska, a
                              Panama i inne to Ameryka Środkowa) miało pokazać, że pewne rzeczy ważne i oczywiste dla mnie
                              mogą być niezrozumiałe i nudne dla innych. Oburzamy się, że ktoś śmie nie wiedzieć, że Polska leży
                              w Europie, a kiedyś nawet - od morza do morza. Jasne, a kto powie coś sensownego na temat
                              Hondurasu? Co, że jest mały? Ktoś, chyba kwieto, powiedział, że tzw. wiedza ogólna czy szkieletowa
                              jest po to, żeby było łatwiej szukać informacji. I chyba o to chodzi. Jeśli ktoś zaproponuje mi wyjazd do
                              Mongolii, muszę(!) wiedzieć, czy to państwo, czy może wyspa, czy miasto w RPA. Muszę wiedzieć, że
                              bliższe informacje są w encyklopedii albo atlasie geograficznym. Muszę też umieć czytać, żebym użył
                              encyklopedii tak jak trzeba. Poza tym, dobrze by było wiedzieć, jak zdobyć informację o tym, gdzie,
                              kiedy i za ile kupić bilet do Mongolii, itd. itd. Moim zdaniem szkoła powinna uczyć pewnego minimum
                              oraz sposobu jego wykorzystania. Mogę znać wzór chemiczny kwasu fosforo-siarkawego, ale w życiu
                              codziennym wystarczy mi informacja, że nie powinienem go pić, chyba że marzę o operacji krtani i
                              przełyku.
                              Co do dzieci genialnych - oczywiście, należy pomóc im ukierunkować i wykorzystać swoje zdolności,
                              ale trzeba pamiętać trzy rzeczy: 1. Niemal 100% rodziców uważa, że ich dzieci są genialne, ale 99,9%
                              z nich myli się. 2. Każde dziecko można czegoś nauczyć, trzeba tylko znać jego możliwości (nawet
                              jeżeli są mikroskopijne). 3. Jeśli ktoś jest genialny, to geniusz wylewa się z niego wszystkimi
                              otworami.
                              Pytanie tylko, jak to przełożyć na język nauczania w szkole?
                              Aha, no i nie zapominajmy, że tak jak kobiety różnią się od mężczyzn, tak różnią się dziewczynki od
                              chłopców. I proszę - zanim ktoś zaprotestuje - odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bieg na sto metrów
                              jest organizowany razem dla obu płci. Żeby nie było wątpliwości - różnice płci nie oznaczają, że któraś
                              z nich jest gorsza lub lepsza.

                              Pa.
    • maly.ksiaze Trudna sztuka rozumienia 08.12.01, 23:38
      Szanowni Panstwo,

      Zrozumienie prostego tekstu naprawde moze sprawic problem. Badzmy wyrozumiali,
      bowiem zrozumienie tego, co napisano nie jest wcale rzecza latwa.
      Wezmy taka notatke prasowa, w ktorej napisano, ze przeprowadzono testy 15
      letnich uczniow w roznych krajach i ze Polacy wypadli slabo. Dalej jeszcze
      stoi, ze ci z liceow wypadli dosc dobrze, a ci ze szkol zawodowych bardzo zle.

      Notatke taka mozna zrozumiec na wiele sposobow. Na przyklad, ze "Trzeba tych z
      zawodowek zapedzic do nauki!" (tu obowiazkowe pozdrowienia dla Renki). Mozna
      tez cos wspomniec o pani Lybackiej i o maturach (jak sie masz, Soso?).
      Kochani, prosze przeczytac ten artykul. Juz? To jeszcze raz!
      Testowano dzieci 15 letnie. To nie swiadczy o nauczaniu w szkolach srednich i
      zawodowych, tylko w podstawowych. To oznacza, ze roznicowanie na "bystrych"
      i "tepych" nastepuje w szkole podstawowej, a nie w sredniej. I ze pani Lybacka,
      kimkolwiek ona jest, nie ma z tym raczej nic wspolnego.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: Z To jak z tą nauką? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.01, 02:13
        To już nie wiem? Popieramy wkuwanie, czy nie?
        Bo ja jestem przeciwny.
        Oczywiście zrozumiałem, że dla Kwieto szkieletem geografi jest nuczenie się
        wszystkich państw, ich stolic i rzek.
        Dla mnie ważne jest, że wiem gdzie mam atlas i że potrafię rozróżnić kontynenty.
        W przypadku zadania dla Mariposy, będąc rozsądnym człowiekiem a nie kujonem,
        sprawdziłbym:
        1. Inny kontynent
        2. Mongolia jest między Rosją a Afganistanem
        3. Osamy jeszcze nie złepali.
        4. Niech się pukną w głowę Ci co mnie tam wysyłają!
        Czyż nie jest to zdrowe myślenie?
        • Gość: Toi Re: To jak z tą nauką? IP: *.cm-upc.chello.se 10.12.01, 06:40
          E-ekhm, Z, jest wyzej taki post 'To moze zakonczmy'... :)
        • fnoll dygresja: maszyna tez czlowiek 13.12.01, 11:12
          Niech się pukną w głowę Ci co mnie tam wysyłają! - powiedzial B-12 do F-15

          i fru!

          :-)))))))))))

      • Gość: renka Re:nie taka znowu trudna mk IP: *.home.cgocable.net 10.12.01, 07:51
        Czytaj posty, MK (moj z 7 grudnia).W bardzo dlugim wywodzie napisalam o
        roznicach w edukacji 13 i 14 latkow polskich i kanadyjskich. Jest to
        oczywiste, ze wiedza 15 latkow to suma wiedzy z calego 15 letniego zycia, a
        wiec rowniez i z zawodowek i z liceow.Ja zrozumialam, ze te testy byly zrobione
        w 9 klasie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka