alfika
27.06.03, 09:25
Starsi ludzie mówią o śmierci.
Czasem tak, jakby nie byli jeszcze gotowi na jej nieuchronność - a może ja
mam takie wrażenie?
Czasem zastanawiają się, co córka zrobi z mieszkaniem, że właściwie już nie
ma sensu remontować. Niektórzy są bardzo spokojni. Mówią - ja nie będę już
zdawał sobie sprawy, z tego, co się ze mną dzieje, ale o żonę sie boję. Inny
się martwi się, że jego ciało jest duże i ciężkie.
Odbiera się tak różne emocje podczas tych rozmów (mówienie to jeden ze
sposobów na oswojenie tematu), ale jedno jest dość stałe: w podeszłym wieku
już się wie, że czasem życie się kończy.
Czasem bliscy mówią: niech tata da spokój. Niech mama nie mówi na
takie tematy, po co się smucić? Czasem starszy chce usłyszeć takie
zaprzeczenie, ale to oznaka, że i tak zaczyna myśleć na temat śmierci. To
naturalne.
Bo potrzebujemy.
Bo oswajamy.
Bo nie potrzeba nerwowości w tym temacie.
Co Wy na to?