tea_time
30.06.03, 11:08
A wszystko zaczelo sie od slow: podziwiam Cie, jestes taka silna. -
powiedziala kolezanka do kolezanki. Ja silna? - tamta zachnela sie.
Zartujesz! Tak naprawde jestem slaba i marze o tym, zeby sie mna ktos
zaopiekowal! :) Ale zachowujesz sie, jakbysmy byla bardzo silna - pierwsza
nie dala sie zbyc tak od razu. Bo musze taka byc, bo mam taka sytuacje
zyciowa, bo jest ktos, kto ode mnie jest jeszcze slabszy, za kogo czuje sie
opdowiedzialna. Ale gdybym tylko mogla sobie pozwolic na slabosc...
Zaczelysmy sie zastanawiac. Jacy naprawde jestesmy? Czy tacy, jakimi sie
czujemy my sami? Czy tacy, jakimi postrzegaja nas inni? A moze jednak tacy,
jak sami, bo przeciez ci inni postrzegaja nas poprzez siebie? A moze jednak
tacy, jakimi nas postrzegaja inni, bo obiektywniej, szczerzej, z wiekszym
dystansem?:) Dobrze, to jedno pytanie, a za nim drepcze drugie, skad ta
roznica pomiedzy samopostrzeganiem i postrzeganiem?
Tea