Gość: soho
IP: *.solar.silesianet.pl
08.07.03, 21:52
Niedoszła tesciowa to najbardziej dominujaca kobieta jaka znam.Przekonana o
swojej mądrości,przebojowości,udzielajaca bez przerwy rad .Od dawna nie
pracuje i nie bardzo wie jak swiat dzis sie kreci.Przez nią caly zwiazek moj
z chłopakiem sie rozlatuje.Jestem na nia uczulona ,zabija moja
inicjatywe,czuję sie jak dziecko.Nie mam siły sie jej przeciwstawiac i jej
prostackim pogladom.Dyskusja z nia jest bezsensowna.Ona nie pyta sie ona
dyryguje.
Jej mąz i syn nie sprzeciwiają się jej.Co mnie niezmiernie dziwi.
wszyscy wymagają na mnie ,ze tam bede mieszkac (z nia ,jej mezem i
chlopakiem/tzn.przyszłym mezem/)Chłopak praktycznie w domu jest rzadko
(praca).Jednak wręcz nie wyobraża sobie ze bedziemy miec osobna kuchnie a co
dopiero mieszkanie.
Tesciowa boi sie ze syn wyprowadzi sie i nie da tyle pieniedzy jak teraz na
dom i odpowiedni poziom zycia ,remonty.
Moj chlopak iota sie miedzy domem i finansami ,rodzicami a mną.
Na razie wybiera rodziców.
Co ja mam zrobić???Czy on mnie nie kocha czy moze wydorosleje i bedzie
myslał o moich potrzebach???/ma lat 30/
Czy tak duzo chce- zyc osobno,miec swobode??
Czy mam zostac niewolnikiem w pieknym domu???
Czy to powód zeby sie rozstac czy dramatyzuję??