Dodaj do ulubionych

Byla zona mojego mezczyzny

IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 15:05
Mam chlopaka, ktory ma za soba malzenstwo i 9 letnie dziecko.
Rozstal sie z zona 4 lata temu, wyprowadzil sie z mieszkania, ktore on
kupil,ale jego zona z dzieckeim tam mieszkala.
Ona rok temu wyprowadzila sie do innego miasta i co jakis czas sobie tu
wpada, bez zadnego stresu, tak jak do siebie. Maja ze soba dobry kontakt,
przyjaznia sie,ale na pewno nic wiecej miedzy nimi nie ma.
Ale jej nienawidze. Przez to,ze przyjezdza sobie tu jak do siebie. A jak on
mowi,ze ja bede, to ona nie ma nic przeciwko temu. Ale ja mam!!!
Kiedys przyjechala jak ja bylam. Nie wyszlam z pokoju dopoki sobie nie
pojechala. Strasznie sie wtraca, chcialaby sie ze mna zaprzyjaznic, a ja
coraz bardziej jej nienawidze.
I przez nia jeszcze sie nie przeprowadzilam do niego.
On boi sie jej cos powiedziec, bo boi sie ze zabroni jej kontaktu z dzieckiem.
Obiecal tez ze za rok kupi mieszkanie (to jego pomysl) i sie tam razem
wprowadzimy, i wtedy ona tam nie wejdzie.
A teraz mowi,ze nie ma wyjscia i ze musimy zacisnac zeby.
Ja bym chetnie zacisnela,ale na jej szyi.
Czy przesadzam swoim zachowanie wg Was?
Czy moj mezczyzna naprawde ma zwiazane rece?
Napiszcie prosze co o tym sadzicie.
Dzieki,
Patrycja
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.d1.club-internet.fr 14.07.03, 15:26
      no to juz ! zacisnij na jej szyi !
      umieram ze smiechu
      • Gość: Patrycja Do Malwiny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 15:32
        Czemu umierasz ze smiechu? Chcialabym wiedziec co myslisz? Czy to ja sobie
        stworzylam ten problem i wpadlam w jakas paranoje?
        Bo juz nie potrafie tego na spokojnie ocenic...
        • Gość: Malwina Re: Do Malwiny IP: *.d1.club-internet.fr 14.07.03, 15:36
          wiesz trudno jest odpowiedziec powaznie na watpliwosci osoby ktora zapowiada
          ze z przyjemnoscia by zeby w gardlo wbila eks zonie :-)
          po prostu mam wyobraznie i to zobaczylam - zaraz mi pomysly na odpowiedz
          odlecialy z glowy i tylko sie smieje

          No i oczywiscie przesadzasz
          a twoj bedzie cale zycie zwiazany z eks zona bo tworzy z nia az do smierci
          pare rodzicielska i mam nadzieje dla dziecka ze nic nie naruszy tego stanu.
          Nawet najwieksza druga milosc.
          natomiast nie jest juz w parze milosnej z eks i to jedyne co powinno cie
          interesowac. Masz do czynienia z dwojka dojrzalych i przyzwoitych ludzi.
          pzdr
          M.
          • Gość: Patrycja Re: Do Malwiny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 15:41
            masz racje.
            Ale przeszkadza mi to, ze ona sobie moze wpadac kiedy chce do jego mieszkania.
            Bez dziecka rowniez. Np na caly tydzien. I to juz jest wg mnie przesada.
    • mikawi Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 15:39
      trochę malo informacji podałaś
      w świetle prawa jeśli mieszkanie nabyli w trakcie małżeństwa i nie mieli
      rozdizelności majatkowej to ona ma prawo do połowy majątku (czy po rozwodzie
      dokonali go? kto wziął mieszkanie?)
      jeśłi mieszkanie jest twojego faceta (prawnie), oni są po rozwodzie to szczerze
      mówiąc zachowanie byłej żony jest trochę niesmaczne, tzn. takie włażenie w
      życie ex męża w butach, tutaj pojawia się kwestia że on na to pozwala, tylko
      dlaczego? czy ona przyjeżdża sama czy z dzieckiem, bo jak z dzieckiem to jestem
      to jeszcze w stanie zrozumieć, ale sama? chyba twój facet mógłby jej powiedzieć
      że nie życzy sobie takich wizyt, bo jest z kimś związany i ty jesteś stawiana w
      niezręcznej sytuacji. Co od kontaktow z dzieckiem - a co ma piernik do
      wiatraka? w końcu po to się rozwodzili żeby nie być ze sobą, a dziecko to
      dziecko, to z dzieckiem ma mieć dobry kontakt a nie z ex żoną. Ja rozumiem ich
      przyjacielskie stosunki i tylko chwalić można że nie plują na siebie, ale macie
      prawo do swojego zycia i prywatności i tu cie rozumiem.
      • Gość: Malwina Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.d1.club-internet.fr 14.07.03, 15:40
        nie ma dobrego kontaktu z dzieckiem bez POPRAWNEGO kontaktu z eksem (autopsja)
        • Gość: stary Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 14.07.03, 16:00
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > nie ma dobrego kontaktu z dzieckiem bez POPRAWNEGO kontaktu z eksem (autopsja)

          No właśnie. Ja też byłem w takiej sytuacji. Syn miał i ma dobry kontakt ze mną
          (wnuczka też). Dzięki spokojnemu ułożeniu spraw z jego matką. I nikt nikomu nie
          chciał przegryzac niczego. Jak to jest Malwina (dojrzałość/niedojrzałość)?
        • Gość: Dora Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 09:51
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > nie ma dobrego kontaktu z dzieckiem bez POPRAWNEGO kontaktu z eksem (autopsja)

          Bez POPRAWNEGO.
          A czy tu juz troche nie przesadzaja?
          Nie musza sie kochac i zatrzymywac u siebie.
          Chyba wystarczy jesli sie beda szanowac....
          Czy moze sie myle?
      • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 15:44
        Rozwiedli sie i mieszkanie jest na nia, ale tak naprawde jest jego. Tylko nie
        mieli czasu isc do notariusza i go przepisac.
        Ona nie robi problemow w stylu: przeciez to moje mieszkani.
        Problem w tym ze ona w ogole nie widzi tego problemu.
        Juz wczesniej napisalam,ze potrafi wyslac dziecko na wakacje i przyjechac sobie
        tutaj bo cos chce zalatwic.....
        • yagnieszka Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 15:51
          Patrycja - tak sobie pomysl - Ona ktoregos dnia powierzy swoje dziecko swojemu
          bylemu mezowi i Tobie np. na wakacje czy na dluzszy pobyt - to normalne, ze
          chce sie Tobie przyjrzec, jakos Cie oswoic, mowisz ze nawet zaprzyjaznic z
          Toba - dla Niej Ty jestes obca kobieta, z ktora chce sie zwiazac ojciec Jej
          dziecka - przyglada Ci sie - jak kazda normalna matka.
          Napisalas, ze mieszka w innym miescie i wpada do mieszkania, ktore wciaz jest
          prawnie Jej. No to chyba normalne, ze korzysta ze swojej wlasnosci w takim
          zakresie jaki Jej odpowiada. A ze sprawy majatkowe zostana kiedys rozwiazane
          inaczej to co do tego tez nie masz pewnosci - byly maz bedzie Ja musial splacic
          zanim mieszkanie da sie przepisac - wspolny dorobek - normalne.
          Nie przesadzaj - to ciagle Ty jestes NOWA w tym calym ukladzie i jesli
          cokolwiek chcesz zmieniac, to bardzo polutku i na paluszkach. Jesli
          doprowadzisz do animozji pomiedzy Nimi, moze na tym stracic tylko corka Twojego
          przyjaciela a tego bys sobie nie wybaczyla - zadna porzadna kobieta by sobie
          nie wybaczyla.
          • Gość: Patrycja Do yagnieszki IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 15:58
            Piszesz,ze moge cos zmienic.
            Nie bardzo wiem co i w jaki sposob...............
            • Gość: stary Do Patrycji IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 14.07.03, 16:04
              Gość portalu: Patrycja napisał(a):

              > Piszesz,ze moge cos zmienic.
              > Nie bardzo wiem co i w jaki sposob...............

              Swoje nastawienie, po primo. Ty masz jego, a ona nie chce Ciebie zagryźć. choć
              byłoby to bardziej zrozumiałe ze względu na dziecko. No i nie rób problemu,
              gdzie nie ma problemu (wielkiego)
              • Gość: Patrycja Re: Do Patrycji IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 16:09
                Moze powinnam dodac,ze na poczatku zwiazku bylam do niej przyjaznie nastawiona,
                gadalysmy przez tel i wszystko bylo ok. Pozniej zaczela sie strasznie wtracac
                ("ciocia dobra rada"), robic uwagi, ze nie opikuje sie nim tak jak trzeba, ze
                nie dbam nalezycie o "NASZEGO MISIA".

                I to mnie zaczelo wkurzac i dostalam paranoii zaczelam nienawidzic. I stad te
                teksty o przegryzaniu ;)
                • yagnieszka Re: Do Patrycji 14.07.03, 16:26
                  Po pierwsze jesli Jej obecnosc tak Cie wkurza, to nie musisz sie z Nia meczyc -
                  napisalas, ze wciaz mieszkacie oddzielnie wiec jak byla zona jest w Waszym
                  miescie, to Ty sie zajmujesz swoimi sprawami. Chcesz Jej patrzec na rece czy co?
                  Po drugie, jesli cos Ci nie odpowiada, mozesz to grzecznie i jesli sie uda
                  dowcipnie wyartykulowac - po cholere sie meczyc bez komunikacji jesli mozna na
                  spokojnie pogadac. Zwlaszcza jesli byla zona jest chetna do pogawedek - Ona
                  swoje bledy w zyciu z Twoim przyjacielem popelnila, Ty chcesz tez miec te
                  szanse. Nie musisz Jej podgryzac gardla, wystarczy, ze Jej powiesz, ze Ty
                  lubisz po swojemu.
                  No i po trzecie - nie masz wiekszych problemow? Kobita jest mila, czasem lekko
                  namolna ale kto jest bez wad? mieszka w innym miescie, nie nazywa Cie kur_a czy
                  czymkolwiek innym, chce sie dogadac, nie wydziera Wam ostatniego talerza sprzed
                  twarzy ani nie wyrzuca z tego mieszkania, facet ma przyzwoite uklady z
                  dzieckiem i jest sklonny do negocjacji na temat nowego mieszkania dla Was
                  dwojga - no wez Patrycja na wstrzymanie - jak sie zwiazalas z kims, kto ma za
                  soba malzenstwo moglas trafic w o wiele gorsza sytuacje. A tak to sama kreujesz
                  w sobie potwora jakim chyba normalnie nie jestes.
                  • Gość: Patrycja Re: Do Patrycji IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 16:51
                    Wiem, ze nie musze sie z nia meczyc. Nie zamierzam nawet na nia patrzec.
                    Tylko nie moge zrozumiec czy jest na tyle bezczelna zeby sie wpieprzac w czyjes
                    zycie czy tez jest taka glupia. Bo taktu to ona na pewno nie ma.
    • cossa Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 16:55
      facet juz nie "nowka", wiec decydujac sie na zycie z nim
      bierzesz na plecy rowniez jego bagaz. egzekwowac
      niepozadana obecnosc bylej zony bedziesz mogla dopiero w
      swoim badz w Waszym mieszkaniu. tak teoretycznie.

      poza tym, niezaleznie jaka ona jest, jak zachowuje sie
      Twoj chlopak - zastanow sie czy chcesz sie wiazac z
      mezczyzna z bagazem. jak bys chciala by wygladaly relacje
      miedzy Wami? bo moze wszystko byloby zle? najlepiej by
      bylo gdyby nie bylo bylej zony i potomka, czyz nie?:) ale
      sa - jak sobie wyobrazasz idealna sytuacje?

      cossa


      Gość portalu: Patrycja napisał(a):

      > Mam chlopaka, ktory ma za soba malzenstwo i 9 letnie
      dziecko.
      > Rozstal sie z zona 4 lata temu, wyprowadzil sie z
      mieszkania, ktore on
      > kupil,ale jego zona z dzieckeim tam mieszkala.
      > Ona rok temu wyprowadzila sie do innego miasta i co
      jakis czas sobie tu
      > wpada, bez zadnego stresu, tak jak do siebie. Maja ze
      soba dobry kontakt,
      > przyjaznia sie,ale na pewno nic wiecej miedzy nimi nie ma.
      > Ale jej nienawidze. Przez to,ze przyjezdza sobie tu jak
      do siebie. A jak on
      > mowi,ze ja bede, to ona nie ma nic przeciwko temu. Ale
      ja mam!!!
      > Kiedys przyjechala jak ja bylam. Nie wyszlam z pokoju
      dopoki sobie nie
      > pojechala. Strasznie sie wtraca, chcialaby sie ze mna
      zaprzyjaznic, a ja
      > coraz bardziej jej nienawidze.
      > I przez nia jeszcze sie nie przeprowadzilam do niego.
      > On boi sie jej cos powiedziec, bo boi sie ze zabroni
      jej kontaktu z dzieckiem.
      > Obiecal tez ze za rok kupi mieszkanie (to jego pomysl)
      i sie tam razem
      > wprowadzimy, i wtedy ona tam nie wejdzie.
      > A teraz mowi,ze nie ma wyjscia i ze musimy zacisnac zeby.
      > Ja bym chetnie zacisnela,ale na jej szyi.
      > Czy przesadzam swoim zachowanie wg Was?
      > Czy moj mezczyzna naprawde ma zwiazane rece?
      > Napiszcie prosze co o tym sadzicie.
      > Dzieki,
      > Patrycja
      >
      • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 17:01
        Idealna sytuacja?
        Zeby byla zona znalazla sobie nowego meza i zalozyla rodzine i miala jeszcze
        inne dziecko z innym mezczyzna. I zeby sie zajela swoja rodzina. To juz by bylo
        cos.
        Z reszta tak mialo byc i dlatego sie przeprowadzila do innego miasta, ale pare
        miesiecy po przyjezdzie rozstala sie z facetem.
        • cossa Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 17:07
          czyli wszystko zalezy od tego jak ona sobie ulozy zycie?

          cossa
          • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 17:41
            Chyba tak, bo chyba ja nie chce zmieniac mojego stosunku do niej. Moze za
            bardzo sie na nia uwzielam.
            A moze jak uporzadkuje swoje zycie i nie bedzie sie wcinac w nasze, to ja sama
            bede chciala ja blizej poznac....
            • cossa Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 17:48
              :) jak raczej jestem "cieta na baby" tak z Twoich kilku
              slow o niej wydaje sie, ze ona naprawde nie ma zlych
              zamiarow i jesli tylko rozpocznie swoje nowe zycie - da
              Wam spokoj:)

              pozdrawiam
              i badz dobrej mysli:)
              cossa
              • Gość: Malwina Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.d1.club-internet.fr 14.07.03, 17:54
                wiecie co dziewczyny ? ona nie ma co nowego zycia rozpoczynac bo nigdy jej sie
                nie przerwalo . Ani moze nie musi nic porzadkowac. Mozna zyc samemu zyciem
                rownie wartosciowym i interesujacym co w parze. Wiec nie pchajcie jej w
                ramiona kogokolwiek bo wynika ze bez faceta kobieta jest nikim. Albo
                niezrownowazona wariatka .
                A ja sie tu nie zgadzam :-)
                • cossa Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 18:14
                  ano racja. mozna zyc samemu rownie wartosciowym zyciem, z
                  tym ze niedoszla ofiara autorki watku szuka swego zycia u
                  innych. najlatwej wiec jest ja podrzucic innemu, czyz nie?:)

                  cossa

                  pees. sposob sprawdza sie rowniez w przypadku nieznosnych
                  tesciowych ;)

                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > wiecie co dziewczyny ? ona nie ma co nowego zycia
                  rozpoczynac bo nigdy jej sie
                  > nie przerwalo . Ani moze nie musi nic porzadkowac.
                  Mozna zyc samemu zyciem
                  > rownie wartosciowym i interesujacym co w parze. Wiec
                  nie pchajcie jej w
                  > ramiona kogokolwiek bo wynika ze bez faceta kobieta
                  jest nikim. Albo
                  > niezrownowazona wariatka .
                  > A ja sie tu nie zgadzam :-)
                  • Gość: Malwina Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.d1.club-internet.fr 14.07.03, 18:18
                    a ze najlatwiej to nie przecze ...
              • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 14.07.03, 18:03
                Dzieki za dobre slowo.
                A przegryzc gardla jej bym pewnie nie przegryzla, ale samo myslenie o tym mi
                pomaga. A jej nie szkodzi w zaden sposob.
                • cossa Re: Byla zona mojego mezczyzny 14.07.03, 18:16
                  w razie czego - jakbys miala probem z technika -
                  zapraszam na prv:) dawno to juz bylo wprawdzie, ale
                  odkryto juz w tym miejscu ma druga tozsamosc:)

                  la cossa vampirella:)


                  Gość portalu: Patrycja napisał(a):

                  > Dzieki za dobre slowo.
                  > A przegryzc gardla jej bym pewnie nie przegryzla, ale
                  samo myslenie o tym mi
                  > pomaga. A jej nie szkodzi w zaden sposob.
      • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 17:01
        cossa napisała:

        > zastanow sie czy chcesz sie wiazac z
        > mezczyzna z bagazem. jak bys chciala by wygladaly relacje
        > miedzy Wami? bo moze wszystko byloby zle?

        Prorokiem nie jestem, wiec nie wiem czy byloby dobrze czy zle.
        Czy mozna takie rzeczy przewidziec? Czy to co sei teraz dzieje to przedsmak
        tego co bedzie pozniej?
    • Gość: chłost Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.icpnet.pl 14.07.03, 19:08
      porozmawiaj z nią...

      pozdrawiam
      chł.
      • Gość: Patrycja Do chłost IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 09:25
        Porozmawiac? A o czym? I dlaczego ja, a nie on?? To chyba on powinien....
        Ja nie chce miec z nia zadnego kontaktu.
        • Gość: Malwina nic gorszego IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 15.07.03, 10:13
          jak falszywa ambicja. Porozmawiaj ty - przeciez korona z glowy ci nie spadnie...
          najwazniejsze osiagnac cel a nie przeciagac sie jak dzieciaki...
          wiec zrob ten pierwszy drugi i trzeci krok
          zwlaszcza ze to ty masz problem a nie oni
          powodzenia
          M.
        • Gość: a moze Re: Do chłost IP: *.nagraj.pl 15.07.03, 10:13
          piszesz ze na poczatku czesto rozmawialyscie przez telefon itd.
          moze bylas wtedy zbyt mila i "spolegliwa" i ona poczula sie pewnie?
          osobiscie nie cierpie gdy ktos mi mowi co i jak mam robic itd. i trafilo by
          mnie gdyby to jeszcze robila byla mojego faceta.
          moze zastopuj ja czasem jakims zartobliwym komentarzem w rozmowie?
          nie ma co psuc stosunkow wzajemnych- jedynie zaznacz swoja pozycje ;)
          a co do mieszkania- dopoki jest na nia to trudno ja wyrzucac, zalatwcie sprawy
          formalne jak najszybciej. czy ty i on tam mieszkacie razem ? jesli tak to
          powiedz jej ze wolisz zeby konsultowala z wami kiedy i na jak dlugo chce
          przyjechac.
          • Gość: Patrycja Re: Do chłost IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 10:19
            Prawie sie przeprowadzilam, ale powstrzymuje mnie byla zona swoim zachowaniem,
            wpadaniem tam itd.
            A moze po prostu nie dojrzalam do tego zeby byc w takim ukladzie (jestem
            mlodsza o 10 lat od nich) i powinnam sie wymiksowac??
            Moze nie byloby zadnego problemu gdybym miala 10 lat wiecej.............
            Przerasta mnie ta sytuacja.
        • Gość: chłost Re: Do chłost IP: *.icpnet.pl 15.07.03, 10:29
          Gość portalu: Patrycja napisał(a):

          > Porozmawiac? A o czym? I dlaczego ja, a nie on?? To chyba on powinien....
          > Ja nie chce miec z nia zadnego kontaktu.

          Może tak:
          Słuchaj, dobrze, że Twój były mąż ma dobry kontakt z Tobą, bo to ma pozytywny
          wpływ na wychowanie Waszego dziecka. Ale troche przeszkadza mi fakt, że
          przyjeżdżasz do nas jak do siebie i uważam, że czujesz się tutaj zbyt
          swobodnie. I proszę, pozostańmy na stopie dalszej znajomości, bo troche mnie
          denerwujesz, a chciałabym zachować dla Ciebie (i siebie) szacunek, i zachować
          normalne, na ile to możliwe, między nami relacje. Nie mówię tego złośliwie,
          przeszkadza mi stan, który jest teraz. Możemy się jakos dogadać?

          Krok do tyłu, a potem dwa naprzód:)
          pozdrawiam
          chł.
          • Gość: Patrycja Re: Do chłost IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 10:34
            To by bylo najlepsze rozwiazanie, ale nadal twierdze, ze to On powinien to
            zalatwic. Nie zgodzisz sie ze mna?
            A moja nienawisc do niej zabrnela tak daleko, ze chyba lepiej dla wszystkich
            zebym nie miala z nia kontaktu.
            • Gość: Patrycja PS IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 10:35
              .... zeby niczego nie pogorszyc
            • Gość: chłost Re: Do chłost IP: *.icpnet.pl 15.07.03, 10:39
              Nie zgodzę się. To TY masz z tym problem, i uważam, że Ty powinnaś go
              rozwiązywać. Twoje życie, Twoja nienawiść, Twoje działanie. Zakładając, że
              nawet Twój mąż załatwi problem i jego eks to przyjmie i zmieni postępowanie,
              Twoja nienawiść pozostanie i potem mogę inne rzeczy Cię w związku z tym
              wyprowadzać z równowagi. Zacznij od siebie, nikt za Ciebie spraw nie załatwi.

              Powodzenia:)
              chł.

              ps. ech, łatwo być prorokiem w nieswoim kraju...
              • Gość: Patrycja Re: Do chłost IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 10:41
                A moze jej wysle maila??
                Co o tym sadzisz??
                • Gość: chłost Re: Do chłost IP: *.icpnet.pl 15.07.03, 10:46
                  Patrycjo, rozmawia się w realu, w spokoju, bez grającego telewizora, bez
                  biegających dzieciaków, patrząc sobie w oczy. Najlepiej bez emocji, choć różnie
                  bywa.
                  chł.
                • alfika Re: Do chłost 15.07.03, 10:50
                  Albo my jej wyślemy maila, ogólnego, z forum :)

                  Żartuję bo widzę, że już jakieś rozsądne pomysły padły.
                  Patrycja, ja też mam wrażenie, że to Ty masz największy problem. Trudna
                  sytuacja, ale problem jednak w Twojej zapiekłości.

                  Decyzje, szczególnie dotyczące innych ludzi, podejmuj chłodnym umysłem.
                  Teraz możesz sobie ulżyć pisząc o niej, ale sto razy pomyśl, zanim się
                  zdecydujesz - i konsultuj może swoje pomysły z narzeczonym, jego też sytuacja
                  dotyczy.
                  • Gość: Patrycja Re: Do alfika IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 11:10
                    Czyli sugerujesz zeby sie lepiej nie odzywac???
                    Bo ja mam wrazenie, ze niestety tylko pogorsze te sytuacje i zaszkodze relacjom
                    ojciec-dziecko. A tego bym nie chciala.....
                    A we mnie sie tak gotuje, ze na pewno nie dam rady porozmawiac spokojnie, bez
                    emocji.....
                    • alfika Re: Do alfika 15.07.03, 11:27
                      Ponieważ się w Tobie gotuje, to nie ma sensu zaczynać rozmowy - póki co - bo i
                      tak skończy się awanturą. Korci, żeby wygarnąć :), ale to bez sensu.
                      Zwykle w złości widzi się tylko złą wolę drugiej strony i przypisuje jej
                      najgorsze pobudki.

                      Zaproponuj swojemu mężczyźnie szukanie innego mieszkania już teraz, to
                      normalne, że chcecie być osobno - i normalne, że mają cywilizowany układ ze
                      sobą - tego naprawdę nie potrzeba psuć.
                      Zamieszkajcie zupełnie osobno i to już da odseparowanie od mamy dziecka Twojego
                      mężczyzny. Kontakty z nią już nie będą tak denerwujące także dla Ciebie, bo
                      będziesz miała tylko swoje terytorium, wspólne z tylko Twoim mężczyzną.
                      Wilk syty i owca cała.

                      Ja też bym nie zdzierżyła, gdyby ktoś nazwał MOJEGO misia "naszym" :)))

                      A Twój mężczyzna powinien wiedzieć o Twoich kontaktach czy rozmowach z mamą
                      jego dziecka, żeby nie przerodziło się to w wojenkę damsko-damską z nim po
                      środku.
                      • Gość: Patrycja Re: Do alfika IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 11:51
                        Jak dobrze, ze jest to forum!!!
                        Inaczej bym chyba zwariowala i narobila duuuzych szkod sobie i innym......
                        • Gość: Malwina noo IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 15.07.03, 11:54
                          nie masz pojecia jaka przyjemnosc mi sprawiasz ta eksklamacja :-)
                        • alfika :))) 15.07.03, 12:00
                          Padłam z wrażenia. I życzliwość ktoś okaże klawiaturką :)))
                          Dziękujemy za dobre słowo, dobra kobieto :)
    • Gość: Patrycja PS IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 12:15
      Mam jeszcze jeden problem. Nie wiem jak traktowac mojego faceta. Bo obacnie
      strasznie sie na nim wyzywam, nie chce z nim rozmawiac, robie wyrzuty. Chociaz
      to nie jego wina.
      ALe ja sie nie chce zgodzic na taka sytuacje................ i chce zeby o tym
      wiedzial.
      • alfika Re: PS 15.07.03, 12:26
        To ja jeszcze coś dopiszę. Mów spokojnie. Nie krzycz i nie rób afer. Jak się do
        mężczyzny mówi jak do człowieka, to on słucha. Każdy potrzebuje być szanowany i
        traktowany jak mądra, rozumna osoba.
        Jak na mężczyznę się drzeć, to on przestaje słuchać, zamyka się i ludzie się od
        siebie mooocno oddalają. I czasem, żeby odzyskać zaufanie, trzeba dużo wysiłku.

        Sobie nie rób świństwa. Jemu też. Mów spokojnie i w miarę możliwości
        jednorazowo - posadź go, poproś o patrzenie w oczy i spokojnie powiedz. Nie
        dość, że zrozumie, to jeszcze się będzie cieszył, że ma mądrą kobietę.
      • Gość: coz Re: PS IP: *.nagraj.pl 15.07.03, 12:31
        siadzcie spokojnie naprzeciw siebie-
        powiedz mu , wytlumacz dokladnie w czym widzisz problem,
        co cie boli. dlaczego ci przykro. co jest nie tak, dlaczego ci zle.
        nie podnos glosu zeby nie zmieniac tego w klotnie ;)
        mow - niech slucha i ty tez jego sluchaj.
        popros by zaproponowal jakies rozwiazanie,
        powiedz jakie rozwiazanie sama widzisz, na co mozesz a na co nie chcesz sie
        zgadzac.
        ustalcie konsensus.
        taki ktory jest do zaakceptowania przez obie strony.
        amen.
        ;)

        • Gość: Patrycja Re: PS IP: *.int.warszawa.sint.pl 15.07.03, 12:48
          Bo teraz jest pieklo. Caly czas sie klocimy, nie jestem w stanie normalnie
          rozmawiac. On uwaza, ze nie ma zadnego problemu i to mnie doprowadza do szalu
          jeszcze bardziej...
          • Gość: Malwina Re: PS IP: *.d1.club-internet.fr 15.07.03, 12:55
            buzi sobie dajcie zamiast sie klocic, slowo Malwiny - znam sie :-)
          • Gość: Jołasia Re: PS IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.07.03, 00:15
            Patrycja...wiesz co...oni pieprza bez sensu...jak ktos nie był w takiej
            sutuacji,to rozprawia o tym jak dziewica o porodzie.No0rmalnie jest tak,ze
            poprzednia juz nie jest w tym ukłądzie i powinna sie nie pokazywac,to brak
            wychowania,toellementrany brak wychowania.Po prostu.Nie udawajmy siwetych i
            takich cywilizowanych.Nie ma..takie utrzymywanie kontaktow towarzyskich,jest
            straszne dla nowych partnerów,a nienormalne dla ludzi ktorzy sie
            rozwuiedli.."Misio?"Ja powaliło?jasno powinnams i wcale nie miłotylko ostro i
            stanowczo powiedziedziec co o tym myslisz.Bo to co sie teraz dzieje to jest
            upokarzające.Niech jeszce ci powie czy lubiła z nim sypiac rano czy wieczorem.
            To jest bez klasy i nienormalne.jak ludzie nie chcą byc ze soba to nie jest im
            wszytsko jedno,unikaja sie.Przyjaźn z byłym?Mozna udawac ,ze jest ok ,ale
            unika sie takich spotkań,at o,że panienka wpda ,bo cos sobie chce załatwić?
            Dno.Bez honoru..On tez jest benadziejny,ze nie zwraca uwagi..na to.nie zdazyli
            pzrez cztery lata iśc do notaruiusza? Bzdura! nie chcieli.Rozwod to
            porażka.tio sa jakieś pretensje ,to ktos zawalił coś..to zycie się trovhe
            przegrało..udawanie pzryjąźni to dno.nie wierzę..w taka pzryjażź to coś
            nienormalnego i jak okrutnego dla nowych partnerów...straszne i
            nieludzkie.patrycja nie wiem co masz zrobic.Myslę,ze powinnas im dwojgu
            powiedziedzięć,ze tak nie można,.Ja nie zrozumieja to sa dwa wyjścia możesz
            odejść albo mozesz zostać.Oba beznadziejne.oni są beznadziejni oboje,,hahah
            czetrey lat i nie zdązyli do notaruisza pójść...na litośc boską...co za
            bzdury......
            • Gość: Malwina Re: PS IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 00:32
              cale szczescie ze to dowcipek ten twoj post...
            • Gość: coz Re: PS IP: *.nagraj.pl 16.07.03, 09:47
              Gość portalu: Jołasia napisał(a):

              > Patrycja...wiesz co...oni pieprza bez sensu...jak ktos nie był w takiej
              > sutuacji,to rozprawia o tym jak dziewica o porodzie.No0rmalnie jest tak,ze
              > poprzednia juz nie jest w tym ukłądzie i powinna sie nie pokazywac,to brak
              > wychowania,toellementrany brak wychowania.Po prostu.Nie udawajmy siwetych i
              > takich cywilizowanych.Nie ma..takie utrzymywanie kontaktow towarzyskich,jest
              > straszne dla nowych partnerów,a nienormalne dla ludzi ktorzy sie
              > rozwuiedli.."Misio?"Ja powaliło?jasno powinnams i wcale nie miłotylko ostro i
              > stanowczo powiedziedziec co o tym myslisz.Bo to co sie teraz dzieje to jest
              > upokarzające.Niech jeszce ci powie czy lubiła z nim sypiac rano czy wieczorem.
              > To jest bez klasy i nienormalne.jak ludzie nie chcą byc ze soba to nie jest
              im
              > wszytsko jedno,unikaja sie.Przyjaźn z byłym?Mozna udawac ,ze jest ok ,ale
              > unika sie takich spotkań,at o,że panienka wpda ,bo cos sobie chce załatwić?
              > Dno.Bez honoru..On tez jest benadziejny,ze nie zwraca uwagi..na to.nie
              zdazyli
              > pzrez cztery lata iśc do notaruiusza? Bzdura! nie chcieli.Rozwod to
              > porażka.tio sa jakieś pretensje ,to ktos zawalił coś..to zycie się trovhe
              > przegrało..udawanie pzryjąźni to dno.nie wierzę..w taka pzryjażź to coś
              > nienormalnego i jak okrutnego dla nowych partnerów...straszne i
              > nieludzkie.patrycja nie wiem co masz zrobic.Myslę,ze powinnas im dwojgu
              > powiedziedzięć,ze tak nie można,.Ja nie zrozumieja to sa dwa wyjścia możesz
              > odejść albo mozesz zostać.Oba beznadziejne.oni są beznadziejni oboje,,hahah
              > czetrey lat i nie zdązyli do notaruisza pójść...na litośc boską...co za
              > bzdury......


              spokojnie.
              autorka napisala ze sie kloci o to z chlopakiem i bez skutku -tylko gorzej.
              dlatego powinna z nim po prostu porozmawiac. jesli sa sprawy ktorych przyjac
              absolutnie ona nie moze- to chlopak musi o tym uslyszec-najlepiej na
              spokojnie. zeby do niego dotarlo jak bardzo dla niej jest to wazne .
              jesli sa rzeczy ktore on moze teraz zalatwic by zmniejszyc jej problem -to w
              imie szacunku dla swojej "obecnej" powinien to zrobic.

              w ogole mam wrazenie ze autorka jest troche zakompleksiona w stosunku do bylej,
              a przeciez to ze oni sa 10 lat starsi to nic nie znaczy. i nie powinna
              przmilczac i gryzc sie sama z myslami -ale mowic i byc stanowcza -co
              prawdopodobnie nie bedzie latwe jak juz ma w sobie tyle zalu i nagromadzonych
              emocji. ale trzeba ;)

              • Gość: Patrycja Re: PS IP: *.int.warszawa.sint.pl 16.07.03, 10:06
                Nie mam kompleksow wobec bylej zony.
                Obiektywnie, nawet bardzo obiektywnie i z boku patrzac jestem od niej i
                ladniejsza i lepiej wyksztalcona i bardziej obyta. Przepraszam, ze tak pisze,
                ale chodzi mi o to, ze nie wpedza mnie w jakies kompleksy.
                Dziwi mnie bardzo jej zachowanie, tzn uwielbienie dla mojego obecnego faceta.
                Przeciez na jej miejscu bym go nienawidzila. Byl naprawde zlym mezem. Z reszta
                zlapala go na dziecko i musial sie z nia ozenic. A byl wtedy bardzo mlody i
                chyba sie nie nadawal na zakladanie rodziny.
                ALe po tym co slyszalam jak im sie ukladalo, to ich stosunki powinny byc co
                najwyzej poprawne, a nie przyjacielskie.
                On twierdzi,ze udalo im sie rozstac w przyjazni,bo nie zdazyli sie
                znienawidziec.
                Kompletnie nie rozumiem jej zachowania....
                • Gość: Alcik Re: PS IP: *.solcon.nl 16.07.03, 11:22
                  Rozumiem Ciebie bo sama mialam i czasami mam podobna sytuacje.Byla "zwalala"
                  mi sie na glowe,albo nam pod pretekstem przywozenia dzieci.Tak jak by nie
                  mogla dzieci pozegnac na dole i odjechac!!Zaznaczam,ze dzieci byly w wieku
                  lat -nascie.Teraz dzieci przywoza sie same wiec pretekst odpadl,ale powstal
                  nowy-wnuczka.Babsko tez chce sie ze mna za wszelka cene zaprzyjaznic.
                  Zachowuje sie poprawnie/ja/ale na dystans.Malo tego wysyla bylemu karty w dniu
                  rocznic slubu!Zalosne.Nie bylam powodem rozwodu,malo tego dluzej juz jestem
                  zona niz ona byla......Ich dzieci dorosle a problem calkowicie sie nie
                  zakonczyl.Badz stanowcza,ale mezczyznie nie rob scen!Faceci maja zupelnie inna
                  mentalnosc i brak inteligencji emocjonalnej,niestety.Postepuj grzecznie lecz
                  STANOWCZO.
                  Zycze sukcesu
                  • Gość: Patrycja Do Alcik IP: *.int.warszawa.sint.pl 16.07.03, 11:33
                    A czy ta kobieta ulozyla sobie swoje zycie od nowa? Tzn czy zyje z facetem?
                    Ja nie rozumiem dlaczego one sie nie moga odkleic od swoich bylych facetow.
                    Nie mialam eks meza, ale wydaje misie ze w takie sytuacji bym sie zupelnie
                    inaczej zachowywala.
                    Przede wszytskim z taktem i bez narzucania sie komukolwiek.
                    A jak reagowalas na kartki z okazji rocznicy slubu? I jak Twoj maz reagowal I
                    czy klociliscie sie z jej powodu?
                    • Gość: Alcik Re: Do Alcik IP: *.solcon.nl 16.07.03, 15:44
                      Ona nie ulozyla sobie ponownie zycia.On te kart "olewa"/przepraszam za
                      nieeleganckie slowo/.Ja uwazam to za zalosne.
                      Zapomnialam dodac,ze wysyla do niego karty na urodziny i swieta.Zdarza sie,ze
                      dzwoni pod pretekstem rozmowy o "dzieciach" i rozmawia godzine z bylym.
                      Mieszkamy w trzecim z kolei mieszkaniu i po przeprowadzce ZAPOWIEDZIALM
                      kategorycznie,ze nie chce by mi tu przegladala katy!Przez 6 lat sie udawalo,ale
                      ostatnio tu podjechala w drodze do ich wnuczki i zamiast poczekac na dole ZNOW
                      swoim zwyczajem przyszla na gore i zasiadla!Myslalam,ze mnie szlag trafi ze
                      zlosci,mialam chyba mine mordercy!jej mlodszy syn,ktory tez tu wszedl byl
                      wsciekly.On wie,ze ja nie lubie takich rzeczy.Tak to bywa z mezczyznami z
                      odzysku!!
                      Jestem rozwiedziona i z moim ex wogole nie utrzymuje kontaktu,z jego zonami tez
                      Pozdrawiam trzymaj sie i nie daj sie!
                      • Gość: Malwina a szkoda IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 16:02
                        ze z exami kontaktow nie utrzymujecie (gdy dzieci z nimi macie)
                        po latach bijatyki
                        po latach obojetnosci (wrogiej)
                        ponownie sie kontaktuje z eksem
                        i spadl mi ciezar z serca
                        czuje sie pogodzona z soba
                        czuje sie lepiej bez tych animozji i wyrzutow niemych
                        • yagnieszka Re: a szkoda 16.07.03, 17:04
                          Tez czytam i tez mi szkoda. Ale mysle, ze to wszystko z niepewnosci,
                          zaborczosci i dziecinnej potrzeby postaiwenia na swoim. Najdziwniejsze jest to,
                          ze panie, ktore pisza juz przeciez POSTAWILY NA SWOIM - maja tego swojego Misia
                          na codzien a jeszcze je boli, ze Misio mial przeszlosc, ktorej nie wspomina z
                          niesmakiem jak one by sobie tego zyczyly. No i swietnie dla Misia, ze potrafi
                          jednak przez lata zachowywac przyzwoitosc - oby wiecej takich Misiow!
                          • Gość: Alcik Re: a szkoda IP: *.solcon.nl 16.07.03, 23:39
                            Absolutnie mnie nie boli,ze ex ma przeszlosc!!Mam ja rowniez.Ale ani
                            ona/przeszlosc moja/ ani ja nie WPYCHAMY sie na sile w nasze obecne zycia.
                            Owszem mamy dziecko,ale jest dorosle i ma swoje wlasne zycie!
                            Nie wojuje z ex mojego,jak nazywasz Misia,wrecz przeciwnie jestem dla niej
                            telefonicznie i na wizji poprawnie uprzejma.Nie widze powodu jednak by sie z
                            nia zaprzyjazniac.A jesli chodzi o bylych mezow to podziwiam zony majace
                            kontakty z bijacymi je /kiedys/ gburami.Pozdrawiam
                • ann.k Re: PS 17.07.03, 12:39
                  wiesz tu akurat nic nie wiadomo; sama znam małzeństwo, które sie rozwiodło
                  chyba po 10 latach ciagłych kłótni i awantur; dwoje dzieci i wspólne
                  mieszkanie, które pomimo rozwodu nadal dzielili; od czasu jak sie rozwiedli
                  stali sie ideałem małżeńskim; żadnych kłótni, żadnych awantur; to bylo jakieś
                  10-15 lat temu, a oni nadal żyja sobie razem w zgodnym stadle; on miewał jakies
                  kobiety, ale nigdy na poważnie; ona natomiast ma juz od kilku lat stałego faceta

                  aha; oficjalnie mieszkanie jest jego
    • fiuutek Re: Byla zona mojego mezczyzny 17.07.03, 10:12
      bo tak to juz jest, ze pierwsza kobieta to pierwsza kobieta i juz! basta!
      on jej zawsze bedzie 'wierny' jest z nia silnie emocjonalnie zwiazany i kropka.
      zawies sie jej na szyi, a stracisz go, he, he

      Gość portalu: Patrycja napisał(a):

      > Mam chlopaka, ktory ma za soba malzenstwo i 9 letnie dziecko.
      > Rozstal sie z zona 4 lata temu, wyprowadzil sie z mieszkania, ktore on
      > kupil,ale jego zona z dzieckeim tam mieszkala.
      > Ona rok temu wyprowadzila sie do innego miasta i co jakis czas sobie tu
      > wpada, bez zadnego stresu, tak jak do siebie. Maja ze soba dobry kontakt,
      > przyjaznia sie,ale na pewno nic wiecej miedzy nimi nie ma.
      > Ale jej nienawidze. Przez to,ze przyjezdza sobie tu jak do siebie. A jak on
      > mowi,ze ja bede, to ona nie ma nic przeciwko temu. Ale ja mam!!!
      > Kiedys przyjechala jak ja bylam. Nie wyszlam z pokoju dopoki sobie nie
      > pojechala. Strasznie sie wtraca, chcialaby sie ze mna zaprzyjaznic, a ja
      > coraz bardziej jej nienawidze.
      > I przez nia jeszcze sie nie przeprowadzilam do niego.
      > On boi sie jej cos powiedziec, bo boi sie ze zabroni jej kontaktu z dzieckiem.
      > Obiecal tez ze za rok kupi mieszkanie (to jego pomysl) i sie tam razem
      > wprowadzimy, i wtedy ona tam nie wejdzie.
      > A teraz mowi,ze nie ma wyjscia i ze musimy zacisnac zeby.
      > Ja bym chetnie zacisnela,ale na jej szyi.
      > Czy przesadzam swoim zachowanie wg Was?
      > Czy moj mezczyzna naprawde ma zwiazane rece?
      > Napiszcie prosze co o tym sadzicie.
      > Dzieki,
      > Patrycja
      >
      • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 17.07.03, 10:39
        fiuutek napisała:

        > bo tak to juz jest, ze pierwsza kobieta to pierwsza kobieta i juz! basta!
        > on jej zawsze bedzie 'wierny' jest z nia silnie emocjonalnie zwiazany i
        kropka.
        > zawies sie jej na szyi, a stracisz go, he, he

        Ja rozumiem, ze mozna miec sentyment itd.
        Ale ta baba przesadza!!!
        I tym ciaglym wydzwanianiem do niego po nic doprowadza mnie do szalu.
        On o tym wie i stara sie przy mnie nie odbierac telefonow.
        Zalezy mu na dobrych kontaktach z nia ze wzgledu na dziecko.

        Czy uwazasz, ze jesli ktos jest DRUGI to dostje gorsza milosc??? I czy nie moge
        oczekiwac zebym to ja byla jego nr 1???
        • alfika Re: Byla zona mojego mezczyzny 17.07.03, 14:29
          fiuutek napisała:
          >
          > > bo tak to juz jest, ze pierwsza kobieta to pierwsza kobieta i juz! basta!
          > > on jej zawsze bedzie 'wierny' jest z nia silnie emocjonalnie zwiazany i
          > kropka.
          > > zawies sie jej na szyi, a stracisz go, he, he


          No cóż, Patrycja chyba najlepiej tu wie, że jej mężczyzna - mimo tych
          fatalistycznych przewidywań - nie do końca jest wierny swojej ex :))))

          Jak człowiek decyduje się na związek, to chyba nie po to, żeby
          pozostać "wiernym pierwszej miłości"?
          czego to się człowiek na forum dowie, no no...
      • Gość: Alcik Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.solcon.nl 17.07.03, 20:59
        Pierwsza zona czy maz to nie to samo co PIERWORODNY syn.Naogol pierwsze
        malzenstwo/to nieudane/ to trening do drugiego dojrzalego.Pierwsze jest
        zawierane czesto przez ludzi niedojrzalych do malzenstwa.....taka jest moja
        opinia,ale szanuje wasze.
        Babsko powinno miec takt i nie WLAZIC z kaloszami w czyjes zycie.Moze jej
        ukrytym zamiarem jest powodowanie niesnasek.Pozdrawiam Patrycje
        • Gość: Patrycja Do Alcik IP: *.int.warszawa.sint.pl 18.07.03, 09:20
          Ja rowniez Cie pozdrawiam.
          Chcialam tez zapytac jak sie w stosunku do niej zachowywalas (zachowujesz) jak
          np zwala sie Wam do domu. Czy rozmawialas z nia jakos powaznie, ze sobie tego
          nie zyczysz, albo dawalas jej do zrozumienia, ze nie bardzo chcesz zeby tak
          robila? Czy ja znosilas z milczeniu?
          • marialudwika Re: Do Alcik-do Patrycji 19.07.03, 16:05
            Zachowuje sie kulturalnie,ale raczej chlodno.Poniewaz nie umiem "grac komedii"
            ona z pewnoscia wyczuwa to.Kontakty" dzien-dobry dowidzenia" tak ,ale jak
            najrzadziej.Przyjazni,a tym bardziej pouczan typu "co mis lubi..." nie
            znioslabym.Ty jestes pania domu a ona, z koniecznosci,od czasu do czasu
            gosciem.Ze wzgledu na dziecko.Inaczej wogole by byla zbedna na Twoim
            terytorium!!!
            Niektore tutaj osoby maja zupelnie inny poglad.Moj jest nastepujacy :
            poprzednie malzenstwo to rozdzial zamkniety.Poniewaz jest dziecko-pewne
            minimalne kontakty z byla zona sa nie do unikniecia,ale poniewaz NIE grzeszy
            ona taktem
            musza byc minimalne.Pozdrawiam
    • Gość: Ava Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.07.03, 21:51
      Wiesz, to w sumie fajnie, że nie musisz się chować przed byłą żoną Twojego
      faceta. Rozstali się, rozmawiają normalnie, on wie, że nie chce z nią być tylko
      z Tobą - jest jasna sytuacja. A że się z nią nie gryzie i nie kłóci? Super. Tak
      uważam. A jakbyś się czuła, gdybyś w obawie przed "humorami" byłej żony,
      musiała np odwożąc dziecko swojego mężczyzny, po wakacjach spędzonych z nim i
      jego dzieckiem, usłyszała "no to teraz wysiądź, bo jak cię mama zobaczy, to
      będzie awantura" - i co robi mężczyzna? prosi, żebyś wysiadła na ulicy, o tu na
      przykład, przy kościele i poczekała, aż on dziecko ulicę dalej, do matki
      odwiezie. Fajne uczucie? Nie masz pojęcia jakie upokarzające, i nie chodzi tu o
      dumę! O uczucie!
      Masz bardzo dobrą sytuację, doceń ją i nie dopatruj się w tamtej kobiecie chęci
      zadominowania w waszym związku. Życzę Wam powodzenia

      Ava
      • Gość: Patrycja Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.int.warszawa.sint.pl 18.07.03, 09:16
        Nie, nie chcialabym sie ukrywac przed byla zona mojego faceta, ale jest roznica
        miedzy obgadywanie "naszego misia" i robieniem mi uwag, ze brudno w mieszkaniu
        i nie dbam o niego tak jak trzeba a POPRAWNYMI stosunkami. Czyli mowimy sobie
        dzien dobry do widzenia, prosze, dziekuje. I na tym koniec!!!
    • Gość: madrilena zachowac osobista godnosc! IP: *.w81-248.abo.wanadoo.fr 19.07.03, 19:13
      Patrycja czuje, ze ta cala sytuacja Cie przerasta. Zyjesz z rozwiedzionym
      panem, ktory pratykuje polityke strusia. Udaje, ze wszystko jest w porzadku, a
      Ty z rozesmianej, uprzejmej, blyskotliwej dziewczyny stajesz sie strzepem
      nerwow.
      Cala wasza sytuacja jest niezdrowa. Po pierwsze sprawa mieszkania. Piszesz, ze
      to On zakupil, ale akt wlasnosci jest zapisany na "eksie". Znaczy sie, ze to
      jest darowizna?!? a Wy jestescie lokatorami tego mieszkania. Aby odzyskac
      ten "lokal" trzeba bedzie podwazyc te darowizne przed sadem i uporzadkowac
      sprawy majatkowe. Tylko teraz po rozwodzie, ciezko mi powiedziec na jakiej
      podstawie i z jakiego paragrafu Twoj partner bedzie mogl uzyskac 50% lokalu,
      skoro podpisal akt wlasnosci na swoja pierwsza zone, a Ona spadkobierca zrobi
      najprawdopodobniej ich 9-letniego potomka? A jesli nie jestescie po slubie,
      tym bardziej nie kwapi sie do uregulowania tej sytuacji. O odzyskaniu calosci
      nie ma sie nawet co ludzic.
      Druga sprawa. Nie przecze, ze jestes atrakcyjna dziewczyna, ale w tej sytuacji
      zyciowej tracisz grunt pod nogami, latwo dajesz sie wyprowadzic z rownowagi i
      klotnie z partnerem tylko pogarszaja ten zwiazek. Z tego co piszesz, idzie on
      po najmniejszej linii oporu czyli akceptuje ten status quo.
      Dziecko (9lat) czyli drugie tyle do pelnoletnosci, eksia wyczula, ze ta cala
      sytuacja Cie przytlacza stad, z racji, iz jest sama, zyje nadal swoim
      poprzednim zyciem, a Ty nie czujesz sie szczesliwa w tym zwiazku. Tu nic nie
      pomoze "gdybanie" "ajakby" "zebytak".
      Powinnas zrobic swoja mea culpea i zapytac czy ten zwiazek na dluzsza mete
      warty jest aby o niego walczyc, a jesli tak to pod jakim warunkiem!
      I Ty w tym wszystkim pozostan pewna siebie, kobieta z charakterem! Klotnie nic
      dobrego nie wniosa, nie tedy droga!!!

      Przeczytalam tez list dziewczyny, ktorej narzeczony kazal wysiasc z samochodu,
      dla pozorow i hipokryzji! Coz za perfidia! Zachodze w glowe jak mozna pozostac
      z takim cynikiem w zyciu. To bylaby moja pierwsza i ostatnia wysiadka z jego
      zycia. Jak to sie mowi sroce spod ogona nie wyskoczylyscie stad respektujcie
      sie, a napewno was uszanuja!

      Trzeba miec stalowe nerwy do zycia, kiedy jest sie kobieta z "drugiej rundy"
      czy "dogrywki do zycia" dla swojego partnera:-))

      przepraszam za 1000 slow ale poszly jak z platka:-))
    • kamfora Re: Byla zona mojego mezczyzny 20.07.03, 15:43

      Tak sobie przeczytałam te wszystkie wypowiedzi.
      Dochodzę do wniosku, że Patrycja się po prostu boi,
      że jej "chłopak" wróci do byłej żony. Wydaje mi się
      nawet, że gdzieś tam między wierszami padło coś na
      temat nieudanej próby ułożenia sobie życia z innym
      mężczyzną przez byłą żonę - do tego czasu stosunki między
      obiema paniami były poprawne, czyż nie?

      Nawiasem mówiąc, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby
      pewnego pięknego dnia Patrycja usłyszała od swojego
      ukochanego, że najbardziej na świecie to on by chciał,
      "żeby tak dało się połączyć byłą żonę i Patrycję ;-)"

      Pozdrawiam Pakujących się w Kłopoty :-)

      Ba.
      • Gość: Patryja Do kamfory IP: *.int.warszawa.sint.pl 21.07.03, 09:47
        Piszesz, ze w glebi duszy boje sie ze moj facet zechce wrocic do swojej bylej
        zony. Przemyslalam to i stwierdzam, ze tego si enie boje. Boje sie natomiast
        tego, ze bede (bedziemy) ja miala na karku do konca zycia (jesli sie zdecyduje
        zwiazac na dobre z moim obecnym facetem).
        W paru postach pisaliscie, ze powinnam sie dobrze zastanowic zanim podejme taka
        decyzje i ze musze byc pewna, ze chce z nim byc do konca zycia mimo wszystko (i
        przede wszystkim mimo bylej zony).
        I chyba jeszcze nie podjelam decyzji, bo nie moge powiedziec na 100% ze TAK, TO
        NA PEWNO ON!
        Tylko czy mozna byc w zyciu czegos pewnym na 100%???
        • Gość: molly Re: Do kamfory IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 21.07.03, 11:57
          Niestety nie. Producent ("życie") nie daje żadnej gwarancji. Ale też to nie
          jest telewizor ani suszarka do włosów:(
    • Gość: anka Re: Byla zona mojego mezczyzny IP: *.Astral.Lodz.PL 22.07.03, 22:08
      to masz pecha, jestem z facetem z odzysku od sześciu lat i na oczy nie
      iwdziałam jego eks chociaż widuję jego dziecko - weekendowe pobyty u tatusia +
      część wakacji. Rozumiem Cię , ja też wcale nie palę się do zawarcia tej
      znajomości a mój facet na to nie naciska. Jego kontakty z jego eks to jego
      sprawa , ja czasami musiałam trochę studzić jego zapędy bo niestety faceci nie
      są domyślni i czasmai trzeba kawę na ławę. Obawy są uzasadnione ale trzeba
      faceta wziąć na dywanik i dokłądnie powiedzieć co i jak. Jak nie zrozumie a Ty
      nie jesteśpewna czy to ten - odpuść sobie nerwy i w międzyczasie rozejrzyj się
      za kimś może bez przeszłości. Generalnie z własnego doświadczenia wiem, że
      najlepiej jest gdy oboje partnerzy mają taką samą przeszłosć lub jej nie mają .
      Pozdr.
    • seksuolog Wyjasnic i dzialac 22.07.03, 22:21

      Obawa ze facet wroci do bylej jest nieuzasadniona, to sie zdarza rzadko.

      Ale byla trzeba trzymac na odleglosc oczywiscie jeszcze bardziej niz
      przyslowiowa tesciowa.

      Trzeba wiec facetowi jasno zakomunikowac swoj stan i zazadac szybkiego i
      konkretnego dzialania. On ma oczywiscie swoj bagaz ale ty jestes teraz na
      pierwszym planie czyli to on musi wykombinowac jak to ustawic.

      Natomiast jezeli on nie bedzie dzialal lub bedzie sie ociagal to sprawa jest
      powazna. Oznacza to ze nie ma problemy z zaczeciem nowego etapu i tkwi
      w starych ramach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka