Dodaj do ulubionych

obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes?!

28.09.07, 21:10
Witam,

Moze tu wreszcie ktos mi wytlumaczy na czym polega moj problem.
Jestem chorobliwie zazdrosna o...przeszlosc ( o terazniejszosc
nie!). Jestem z nim od roku, mieszkamy razem. Ja mam 22 lata, on 35.
Ja w tym roku zaczynam studia (po raz kolejny), on jest architektem.
Rany, nawet usilujac pisac ten tekst napotykm trudosci...(to nie
jest normalne). On mial w swoim zyciu jedna powazniejsza dziewczyne,
z ktora byl ok 3 lat, i z ktora zwiazek byl jedna wielka pomylka
(byla alkoholiczka), procz tego dochodzi jedna mniej powazna pol
roczna relacja oraz dwie, czy trzy "okazje" (znajomosci
dwutygodniowe). Pomimo tego, ze wiem,iz ze mna czuje sie najlepiej
jestm obsesyjnie zadrosna o przeszlosc. To tak czesto mnie
przytlacza, choc wiem ze jest bez sensu. Kiedy widze scene milosna w
jakims filmie, od razu mam w glowie obrazek: Moj mezczyzna pieprzacy
sie z jakas swoja byla.
Nie mogo z siebie wyrzucic tego wszystkiego...Najgorsze jest to,ze
chodzi mi w glowniej mierze o seks!...Tak jakby to bylo cos
niedozwolonego. Tego typu wyobrazenia przesladuja mnie
codziennie.Np. jak ona wygladala, jak sie poznali, jak spedzali ze
soba czas, lacznie ze sposobem w jaki pierwszy raz poszli razem do
lozka!! Owe mysli krzywdza zarowna mnie , jak i jego.
Paradoksalnie, mam do niego zaufanie. Ma dwie dobra przyjaciolki,
ktore zupelnie mi nie przeszkadzja pod tym wzgledem. Wiem, ze mam
ogromny problem i nie mam pojecia co jest jego przyczyna.
Rozmawialam juz z nim o tym kilka razy, ale niestety on nie jest w
stanie mi pomoc. Boje sie..., wszak czesto owe obrazy, ktore sobie
tworze wioda prym w moim zyciu. Tak sie dzieje, moze dlatego, ze
zawsze chcialam byc wyjatkowa, najlepsza...Zawsze to ja pragnelam,
aby moj partner byl mna pochloniety. Chcialabym w koncu zaczac
normalnie zyc, wolna od wszystkich tych obsesji. Chcialbym w koncu
zdac sobie sprawe, ze on jest ze mna najszczesliwszy (hah!...,
kolejna paranoja, nie zastanawiam sie nad tym , czy ja jestem
szczesliwa!)
Mieszkam w Sevilli od roku. On jest rodowitym sevillczykiem.
Praktycznie, procz niego nie mam nikogo. Probuje zajac sobie jakos
czas, aby nie myslec. CO prawda studiuje, ale nawet kupa nauki nie
jest w stanie uwolnic mnie o tego toksycznego, niezdrowego i
nienormalnego myslenia!
Moja samoocena? Calkiem niezla, byc moze,ze czuje sie za bardzo
wyjatkowa, chce aby caly swiat tak mnie widzial.

Nie wiem jak mam sie tego wszystkiego pozbyc. Pwenie wydaje sie to
Wam takie niedojrzale i wydarte z zyciorysu nastolatki, zakochanej
pierwszy raz...Problem w tym, ze sama robie sobie krzywde, majac
swiadomosc glupoty mojego dzialania.

Byc moze, ktos z Was przechodzil przez podobna sytuacje i jest w
stanie mi pomoc. Prosze o rady jak mam sie WYLECZYC z moich
obsesji...bardzo prosze, pomozcie...! Juz nie daje z tym rady.
Obserwuj wątek
    • mahadeva Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 28.09.07, 21:26
      wyluzuj - skoncentruj sie na swojej milosci - w przyszlosci bedziesz
      musiala zaakceptowac inne kobiety - ktore Twoj facet bedzie mial
      rownolegle - atrakcyjni tak maja - ale jak mi ktos wczoraj
      powiedzial - zydowskie przyslowie - lepiej podzielic sie ciastkiem
      niz zjesc gowno w samotnosci :)
    • psychoguru Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 29.09.07, 12:48
      maria_antonieta napisała:

      >...
      > stanie mi pomoc. Prosze o rady jak mam sie
      WYLECZYC z moich
      > obsesji...bardzo prosze, pomozcie...! Juz nie
      daje z tym rady.

      Oczywiscie nalezaloby najpierw ustalic przyczyny
      twojej obsesji. Moga one wynikac z
      nieprawidlowego podstawowego nastrojenia mozgu i
      wtedy bylaby to sprawa dla psychiatry. Moga
      wynikac z utrwalonej nieprawdlowej reakcji
      wskutek wydarzen zyciowych i wtedy bylaby to
      sprawa dla psychoterapeuty.

      Zeby to wyswietlic potrzebny jest pelny wywiad
      (na przyklad czy mialas kiedys uprzednio stany
      wymagajace wizyty u psychiatry, czy mialas
      bardzo traumatyczne wydarzenia rodzinne lub z
      mezczyznami).

      Z tego co piszesz zwraca uwage fakt ze twoj
      partner jest znacznie starszy, jest obcokrajowcem
      i mieszkasz zagranica. To sa bardzo
      niekorzystne czynniki dla twojego stanu
      psychicznego bo zwiekszone poczucie obcosci,
      alienacji i izolacji powoduje zamkniecie w
      swiecie wewnetrznym czyli poteguje obsesje. Na
      pewno nie zaszkodziloby a raczej bardzo pomoglo
      w tej sytuacji nawiazanie kontaku z osoba ktorej
      moglabys sie wygadac w pelni swobodnie i bez
      barier jakie stwarza kontakt z obcokrajowcami.
      Nie jest to oczywiscie proste bo wyjazd
      zagranice przerywa bliskie kontakty jakie
      wytworzyly sie w naturalnym srodowisku. Gdyby
      twoj stan psychiczny ulegal stalemu pogorszeniu
      to powinnas rozwazyc powrot do kraju jezeli
      czujesz ze psychiczne srodowisko byloby lepsze.
    • synvilla Re: W sytuacjach 29.09.07, 13:36
      takich gdzie czlowiek czuje sie 'pewny' do glosu dochodza stale
      nierozwiazane problemy osobiste. odpowedzi na nie szukaj w sobie i
      tym co tobie sie kiedys tam moglo w zyciu wydarzyc.
      • maria_antonieta Re: W sytuacjach 29.09.07, 15:32
        Coz, moj ojciec zmarl jak mialam rok. Po kilku latach moja mama
        wyszla ponownie za maz, za czlowieka, ktorego nie znosilam ( uczucie
        obopolne). I on rowniez zmarl, kiedy ja mialam 12 lat. Nastepnie
        kolejni "mezczyzni" w moim zyciu odeszli: dwojka dziadkow i moj
        ukochany wujek. Majac 17 lat poznalam swojego pierwszego chlopaka,
        starszego ode mnie o 5 lat. Moje chorobliwe wizje bylych dziewczyn
        (niewazne ile ich by bylo, jedna , czy wiecej)pojawily sie po roku
        bycia z nim (4-letni zwiazek)...
        Wydaje mi sie,ze jednym z czynnikow odpowiedzialnym za moje obsesje
        ma zwiazek z seksem. Nie akceptuje "zwiazkow" bez zobowiazan, gardze
        (chcialabym przestac) dziewczynami, ktorym to pasuje. Nie znosze
        kobiet, ktore robia z siebie obiekt meskich fantazji, ktore
        wykorzystuja swoja seksualnosc. Ja sama jestem atrakcyjna,
        powiedzialabym ze nawet bardzo, niemniej jednak staram sie jak moge
        nie prowokowac. Nie znosze czuc na sobie meskich spojrzen...! Pewnie
        wydaje sie to nieco dziwne, ze 22-letnia, atrakcyjna dziewczyna
        brzydzi sie podrywaniem...
        Kiedy chodze po miescie staram sie nie patrzec na ludzi, jesli
        jakis facet na mnie kokieteryjnie spojrzy, ja jestem w stanie
        wystawic mu srodkowy palec...
        I znow pojawia sie kolejny paradoks: 90% moich znajomych to
        mezczyzni, glownie starsi, wszak z tymi w moim wieku nie mam o czym
        rozmawiac (zazwyczaj). Czuje sie wspaniale w ich towarzystwie, pod
        warunkeim ze nie jestem obiektem seksualnym. Mialam w zyciu tylko
        jedna przyjaciolke-kolezanke...Unikam damskich spotkan. Powod byc
        moze kryje sie w liceum, na 28 osob w klasie, 25 stanowily
        dziewczyny. Znaczna wiekszosc owego damskiego towarzystwa byla
        bardzo zawistna. Przeszkadzalo im ,ze ja jestm atrakcyjna i co
        wazniejsze zdaje sobie z tego sprawe. No i ze ma starszego faceta i
        w ogole "jakies takie" towarzystwo kanjpiane, ktore one widzialy
        jedynie w tv. Od tego czasu zle czuje sie w damskim towarzystwie,
        heh...(Moj chlop na sile chce mnie wcisnac w jakies babskie
        spotkania przy kawie, hehe , mysli ze w ten sposob bede szczesliwsza
        i spotkam sie ze zrozumieniem! raz poszlam z ciekawosci-> kosmetki,
        farby do wlosow...glowne tematy)...
        Sie trochu rozpislam, przepraszam i strasznie dziekuje za wasze
        posty. Jestem dosc dziwnym przypadkiem, ktory dla mnie jest
        nierozwiazywalny...

        dzieki wielkie
        • maureen2 Re: W sytuacjach 29.09.07, 15:37
          jesteś członkiem LPR
          • maria_antonieta Re: W sytuacjach 29.09.07, 18:38
            Dla czlonkow LPR najchetniej wybudowalabym pewien oboz, ktory
            niegdys w okolicach Krakowa powstal. A,...no i jeszcze tych , co sie
            znecaja nad zwierzetami bym tam wsadzila...

            Chyba jestem faszystka, skoro mam pewne grupy ludzi do wybicia.
            • piesbaskervill Re: W sytuacjach 29.09.07, 20:04
              co nie zmienia faktu,że jesteś LPR albo RM
        • synvilla Re: W sytuacjach 29.09.07, 16:20
          Ja sama jestem atrakcyjna,
          powiedzialabym ze nawet bardzo,
          ......................
          To milo uslyszec:=) Badz taka zawsze.

          Mysle ze jest rozwiazanie. Napewno ma ono wiele wspolnego z
          sytuacja jaka kiedys przed laty wydarzyla sie w domu rodzinnym. I
          ogolna sytuacja- teraz, ktora budzi dawne nieuswiadamiane
          uczucia.Robi je aktualnymi na nowo.
          Ja mysle, ze to ma duzo wspolnego z twoja mama. Ty sama wiesz
          najlepiej, co moglo byc powodem konfliktu i zazdrosci o uczucia
          matki.Moze byly sytuacje w domu, ktore stworzyly twoj tok myslenia
          takim jakim jest, moze w zwiazku z jej nowym mezem.Ten nowy pan,
          jakby nie bylo, w domu to nowy objekt do konkurencji o uczucia i
          miejsce w zyciu najwazniejszej osoby, jaka jest matka.To gdzies
          tam w tamte okolice powinnas wrocic pamiecia, aby przerobic swoje
          uczucia.
          Inna sprawa to niechec do kobiet. Jezeli jestes kobieta atrakcyjna,
          to spotyka cie na kazdym kroku mase wielbicieli ze strony mezczyzn
          i wiele kobiet, ktore ciebie nie daza sympatia, za to ze po prostu
          jestes atrakcyjna. W ich wyobrazni jestes "grozna konkurentka"-
          ludzie projektuja na druga osobe, to o czym sami skrycie np. marza?
          A w tej sytuacji jeszcze bardziej ten stan ducha jakgdyby cie
          rozbija na kawalki.I komplikuje do czucia sie calym.

          Mysle ze jest wyjscie z sytacji, ale powinnas sama starac sobie
          pomoc, jezeli nie dasz rady, szukaj pomocy w inny sposob, moze
          poprzez literature?
          • synvilla Re: W sytuacjach 29.09.07, 16:22
            Sorry za byczki:=)) Nie darza sympatia. Powinno byc.
          • maria_antonieta Re: W sytuacjach 29.09.07, 18:45
            Uwielbiam literature, choc przez moja wybrakowana skladnie pewnie
            tego nie widac. Cudownie jest wnikac w inne swiaty, szczegolnie gdy
            Twoj sprawia Ci niezrozumialy bol...
            Od dwoch lat trwam juz przy Prouscie. Zostaly mi cztery tomy.
            Troche wolno mi to idzie, ale dla mnie tym lepiej. Boje sie poznac
            odpowiedz jak w koncu mozna odnalesc ten stracony czas...Hehe.
            • synvilla Re: W sytuacjach 29.09.07, 20:37
              Maria_antonieta, wyglądasz na osobę ogromnie sympatyczną:-)
              Może spojrz na sprawę, z lekkim dystansem.Wiesz,że jesteś
              wartosciowa osobą,Nietuzinkową,twój partner ma szczęscie,że cię
              spotkał. Napewno w jakiś sposób docenia to.
              Jego przeszłości nie idzie zmienić, ani twojej.Liczy sie zawsze to
              co jest TERAZ.Sprobuj to jakos zamknąc za sobą jak pewien rozdziała
              w ksiązce.
              • maria_antonieta Re: W sytuacjach 29.09.07, 23:10
                Dziekuje Ci bardzo za te slowa:). Co do mojego chlopa, obawiam
                sie,ze nigdy nie bedzie mogl mnie w stanie poznac, tak jak ja bym
                rzeczywiscie tego sobie zyczyla. Prosta przyczyna: on hiszpan, ja
                polka...Polka, ktora pomimo tego,ze nieznosi tego co sie dzieje w
                Polsce, ogromnie teskni za swym krajem. Pewne symbole, momenty,gesty
                nigdy nie beda przez hiszpana odebrane, tak jak powinny byc. No i
                jezyk: nie waze, jak swietnie bede mowic w obcym narzeczu. Nie ma to
                jak nasza polska ekspresja, ktorej przetlumaczyc nikt nigdy nie
                bedzie w stanie.

                (tu chcialabym nadmienic, iz polsczyzna jest niesmowicie piekna i
                przebogata!)
                • psychoguru Re: W sytuacjach 01.10.07, 22:48
                  maria_antonieta napisała:

                  > Co do mojego chlopa, obawiam
                  > sie,ze nigdy nie bedzie mogl mnie w stanie
                  poznac, tak jak ja bym
                  > rzeczywiscie tego sobie zyczyla.

                  I to nie jest korzystne dla twojego stanu
                  psychicznego. Dla pelnej ekspresji pozostaej
                  tylko Forum:).

                  > polka...Polka, ktora pomimo tego,ze nieznosi
                  tego co sie dzieje w
                  > Polsce, ogromnie teskni za swym krajem. ´

                  A co takiego sie dzieje?
    • hubkulik Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 29.09.07, 13:45
      Nic nie trzeba z tym robic. Wystarczy po prostu obserwowac te uczucia. Niech
      przeplywaja.
    • psychoguru Nie ma odpowiedzi ale.... 29.09.07, 22:55
      maria_antonieta napisała:

      >Jestem dosc dziwnym przypadkiem, ktory dla mnie
      >jest nierozwiazywalny...

      Z twoich wypowiedzi wynika najpierw dosc
      nietypowy obraz mezczyzn z dziecinstwa ktorzy
      znikaja wskutek smierci. Pytanie z tym zwiazane
      to postac matki, wasze wzajemne stosunki i model
      wychowawczy matki oraz jej stosunek do mezczyzn
      oraz opinie przekazywane tobie.

      Drugi aspekt to twoj stosunek do kobiet w ogole,
      postrzeganie innych kobiet jako rywalek i
      stosujacych "brudne" metody w walce o facetow.

      Trzeci aspekt to podejscie do facetow i
      seksualnosci. Faceci maja na mysli tylko
      ciupcianie za friko wiec seksualnosc jest bardzo
      niebezpieczna a na dodatek inne "ohydne baby"
      wykorzystuja ja w "obrzydliwy" sposob dla
      zdobywania facetow. To rzuca swiatlo na twoje
      obsesje a wszystko razem wskazuje na
      nieprawidlowe nastrojenie systemow generalnej
      oceny stosunkow miedzyludzkich, w tym przypadku
      kobiet i mezczyzn. To nastrojenie odbywa sie na
      poziomie podswiadomym i jest bardzo trwale. Stad
      bierze sie twoje zdziwienie na poziomie swiadomym
      ze jestes dla siebie nierozwiazywalnym
      przypadkiem.

      Pytanie zasadnicze to skad wzielo sie takie
      nastrojenie. Na ten temat nie ma jeszcze
      odpowiedzi. Ale zwykle to podstawowe nastrojenie
      ksztaltuje sie wczesnie i jezeli jest tak
      skrajne to odbywa sie pod wplywem silnych
      nietypowych bodzcow z otoczenia (oczywiscie
      sprzyjac temu moze profil osobowosci).

      Sa pewne dosc typowe schematy jak to sie odbywa.

      Na przyklad matka (szczegolnie dominujaca i o
      duzym autorytecie) wpajajaca na podstawie swoich
      negatywnych doswiadczen corce swoje opinie o
      facetach i kobietach typu "faceci to dranie
      myslacy tylko o tym jak sie dobrac do majtek a
      inne kobiety to dziwki same zdejmujace majtki
      wiec seks to jest okropnie niebezpieczna sprawa".
      Tego typu wplyw jest szczegolnie silny jesli w
      rodzinie i otoczeniu nie ma mezczyzn ktorzy
      mogliby stanowic wzorce pozytywne dla
      przeciwwagi.

      Inny schemat to wplyw szoku z silnych
      negatywnych przezyc w rodzinie. Na przyklad
      ojciec odchodzi z mloda lasencja albo obserwuje
      sie rodzica w trakcie seksu z inna osoba.

      Z twoich wypowiedzi nie wynika co moglo
      uformowac nastrojenie systemu oceny stosunkow
      miedzyludzkich.

      Jest wiec pytanie czy cos w stylu opisanych
      schematow mialo miejsce? Jakies szczegolnie
      negatywne przezycia?
      • maria_antonieta Re: Nie ma odpowiedzi ale.... 30.09.07, 00:27
        > Jest wiec pytanie czy cos w stylu opisanych
        > schematow mialo miejsce? Jakies szczegolnie
        > negatywne przezycia?

        Nie bedzie mi latwo pisac o moich wspomnieniach z dziecinstwa. W
        duzej mierze zdominowane ono bylo agresja, zemsta i wstydem.
        Moj ojciec zmarl kiedy mialam rok. Tak naprawde nie wiem, co bylo
        przyczyna jego smierci. Babcia mowi, ze mial zawal serca, a poniewaz
        spacerowal bulwarami, wpadl do Wisly i sie utopil. Moj ojczym, chcac
        wyrzyc sie na mnie czesto uzywal sformuowania "corko topielca", co
        oznaczalo, ze ojciec popelnil samobojstwo. Mama czasem wspominala o
        pewnych pigulkach, ktore przedawkowal (swiadomie, czy nie...-nie
        wiadomo).
        Kiedy skonczylam 6,7 lat moja mama poznala nowego mezczyzne. Juz od
        poczatku nie darzylam go sympatia. Mama chyba tego nie widziala,
        wszak po dwoch latach zdecydowala sie wyjsc za niego za maz. Zanim
        to sie stalo, Tadek (jego imie) nie traktowal mnie zbyt dobrze.
        Pamietam jak majac 8 lat ucieklam z domu w poszukiwaniu mieszkania
        mojej babci, aby tam moc sie schronic. On widzac mnie uciekajaca z
        mz domu, wrzeszczal z balkonu: "Tam mieszka Twoja babcia, idz
        sobie!", wskazywajac mi kierunek placem. Pamietam, kiedy mama
        przyszla po mnie do domu babci, ja chowalam sie pod fotelami, aby
        mnie zabrala do domu.
        Tadek byl strasznie schorowany, kilka razy zdarzylo mu sie spedzic
        kilka miesiecy pod rzad w szpitalu, co bylo dla mnie wspanialym
        okresem, poniewaz on byl nieobecny. Moja mama sporo wydawala aby go
        utrzymac (byl na rencie), sprzedala dwa mieszkania-> wszystkie
        pieniadze szly na niego.
        Jego zycie polegalo na siedzeniu przed telewizorem i piciem. Tu
        pojawia sie wyzej przeze mnie wymieniony wstyd. Wstydzilam sie
        zaprosic moich kolegow do domu, wstydzilam sie przed sama soba, ze
        cos takiego w ogole jest mozliwe. Kiedy byl pijany i wrzeszczal na
        moja mame, ja siedzialam w swoim pokoju i widzialam oczami swojej
        wyobrazni jak go zabijam. I moja mama tak strasznie plakala pytajac
        go dlaczego to robi...
        Kiedys pojechalam na wakacje na wies z moja babcia, moja mama
        przyjechala po dwoch tygodniach z wybitym bebenkiem.
        Kiedys zrzucil mnie z krzesla, kiedy zobaczyl, ze jeszcze nie spie
        (pasterka), mama zaprotestowala i tez sie jej dostalo.
        Naprawde tyle razy chcialam go zabic...
        Az w koncu sam zmarl, na atak cukrzycowy, co okazalo sie
        najszczesliwszym dniem w moim zyciu. Kiedy zmarl mialam 13-14 lat.

        Jutro napisze wiecej, w tym momencie, dalej juz nie dam rady.
        • psychoguru Re: Nie ma odpowiedzi ale.... 30.09.07, 11:39
          maria_antonieta napisała:

          > Nie bedzie mi latwo pisac o moich
          wspomnieniach z dziecinstwa. W
          > duzej mierze zdominowane ono bylo agresja,
          zemsta i wstydem.
          >....

          Jak widac w twoim dziecinstwie byl potezny
          ladunek bardzo negatywnych emocji. To czesto
          daje efekty w postaci roznych napiec
          psychicznych czy zaburzen osobowosci. Wydaje sie
          ze w tym kierunku mogloby isc tlumaczenie
          twojego stosunek do seksualnosci, mezczyzn i
          relacji damsko-meskich. No bo juz w dziecinstwie
          doswiadczasz ze mezczyzni zdolni sa do
          potwornego zachowania, na dodatek ich dzialania
          sa szokujaco nieprzewidywalne (smierc), a
          otoczenie tylko cierpi z ich powodu - to rzecz
          jasna nastrojenie systemu relacji z ludzmi
          bedzie w kierunku podejrzliwosci, leku i
          tlumienia seksualnosci jako niebezpieczenstwa.

          To jednak nie tlumaczy jeszcze skad bierze sie
          obsesja na punkcie przeszlosci twoich partnerow.

          Pytanie jest czy nie bylo w twoim zycie innych
          silnych negatywnych emocji bezposrednio
          zwiazanych z ta sfera. Jako teoretyczny przyklad
          mozna by podac sytuacje w ktorej partner z
          ktorym byly bardzo silne wiezy uczuciowe nagle
          zdradza i wraca do partnerki ktora mial kiedys
          wczesniej. Szok i bol po tego typu wydarzeniu
          moze latwo przestroic caly system oceny relacji
          z partnerami. Ich poprzednie partnerki otrzymaja
          etykiety smiertelnego zagrozenia jako
          potencjalne super rywalki. Podsycac beda to
          wizje projekcji obecnego zwiazku na poprzednie.
          No bo jesli teraz uprawia sie seks z partnerem
          na najbardziej wyrafinowane sposoby to przeciez
          to samo robil on z poprzednimi partnerkami - a
          moze NAWET i wiecej? Stad juz blisko to obsesji
          w ktorej poprzednie partnerki czyhaja wszedzie
          oferujac najbardziej wyuzdany seks zeby ciebie
          pokonac.

          Oczywiscie sa to tylko obsesje wynikajace z
          nieprawidlowego nastrojenia. Normalnie ludzie
          maja bardziej realistyczne nastrojenie w ktorym
          przeszlosc jest martwa i zamknieta a bardziej
          liczy sie terazniejszosc i przyszlosc. Stad
          powroty do poprzednich partnerow nie sa czeste
          bo bardziej dziala efekt nowosci obecnego
          partnera.
    • alena75 Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 30.09.07, 23:16
      Maria_antonieta, ja też tak mam i za cholerę nie mogę sobie z tym poradzić. Moja
      wyobraźnię, zamiast planów i marzeń o przyszłości wypełniają obrazy z
      przeszłości mojego partnera. Wyimaginowane oczywiście. Współczuję Ci, wiem jakie
      to trujące i destrukcyjne.
      • maria_antonieta Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 01.10.07, 16:50

        Myslam, ze tylko mnie to dotyczy. Wiec wiesz, jak czuja sie takie
        osoby jak my...jak bardzo owe chore imaginacje wypelniaja nasze
        zycie, choc nie maja zupelnie zadnego znaczenia...

        Zycze powodzenia w walce z destrukcyjna obsesja:)
    • mona.blue Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 30.09.07, 23:32
      Wiem, co to znaczy, ale też nie wiem, jak sobie z tym radzić ;)
      • psychoguru Najpierw analiza 01.10.07, 12:21
        mona.blue napisała:

        > Wiem, co to znaczy, ale też nie wiem, jak
        sobie z tym radzić ;)

        Poczucie beznadziejnosci w radzeniu sobie z
        takimi problemami wynika z nieznajomosci
        zasad dzialania mozgu. Skoro obsesyjne mysli
        dzieja sie w mozgu to znaczy ze problem jest
        w nastrojeniu roznych jego systemow.
        Rozwiazaniem jest w zmiana nastrojenia. Nie
        jest to proste bo nastrojenie to jest zwykle
        bardzo trwale. Ale pierwszym krokiem jest
        zawsze analiza dlaczego takie nastrojenie
        istnieje i skad sie moglo wziac.

        Jest wiele mozliwych przyczyn, ale
        podstawowe sa dwie kategorie:

        - organiczne, problemy w podstawowym
        dzialaniu mozgu, moga byc wrodzone czy nawet
        dziedziczne. W tym przypadku obsesje bylyby
        zwiazane na przyklad z tendencja w kierunku
        paranoi czy schizofrenii i ich leczeniem
        powinien najpierw zajac sie psychiatra

        - nabyte, wskutek nastrojenia systemow w
        mozgu nabytego w trakcie zycia, pod wplywem
        bodzcow plynacych z otoczenia. Tego rodzaju
        obsesje nadaja sie do terapii
        psychologicznej. Terapia zaczyna sie od
        analizy historii zycia i profilu osobowosci
        w celu ustalenia jakie bodzce mogly
        spowodowac obsesje. Typowo sa to wydarzenia
        z dziecinstwa i mlodosci zwiazane z bardzo
        silnymi negatywnymi i traumatycznymi
        emocjami dotyczacymi w pewnym stopniu tematu
        obsesji. Na przyklad pierwsza szalona(i jak
        sie najpierw wydaje z wzajemnoscia) milosc
        dziewczyny konczy sie totalnym szokiem gdy
        okazuje sie ze jej partner utrzymuje intymne
        stosunki nie tylko z nia ale i ze swoja
        poprzednia partnerka czy nawet do niej
        odchodzi. Nastepuje wtedy przestrojenie
        systemu oceny partnerow w mozgu ktore na
        przyszlosc bedzie uruchamialo sygnaly o
        mozliwosci pontencjalnego zagrozenia ze
        strony poprzednich partnerek.

        Ten przyklad jest oczywiscie tylko jedna z
        bardzo wielu mozliwosci, czasem nie jest
        latwo ustalic przyczyn. Wynika to z tego ze
        wrazliwosc na bodzce zewnetrzne jest bardzo
        zroznicowana. Nieprawidlowe nastrojenie moze
        sie dokonac nie tylko pod wplywem bodzcow
        bezposrednich ale i plynacych z otoczenia,
        np. w rodzinie, z opowiesci matki, kolezanki,
        a nawet, przy niskim progu wrazliwosci i
        silnej wyobrazni, historii przeczytanych czy
        widzianych na filmie w dziecinstwie czy
        mlodosci.

        Jesli bezposrednia przyczyna zostanie
        ustalona to juz jest ogromny postep i mozna
        przejsc do dalszego etapu terapii.
        • mona.blue Re: Najpierw analiza 01.10.07, 15:36
          Dziękuję Ci za tak wyczerpującą odpowiedź. Niestety nie bardzo wyobrażam sobie,
          żebym mogła na terapii "wywlekac" takie wstydliwe dla mnie sprawy.
          • maria_antonieta Re: Najpierw analiza 01.10.07, 16:46
            Mnie nikt tu nie zna, wiec "wywlekajac" nic nie ryzykuje, a byc moze
            jest to jedyny sposob, ktory moze mi pomoc.

            Jesli chodzi o traumatyczne wspomnienia ze zwiazkow, nigdy zaden
            mezczyzna ,z kotrym bylam mnie nie zdradzil. Oczywiscie, ktos moze
            powiedziec: A co ty tam wiesz, co oni robia, gdy Cie nie ma...Jasne,
            jednak moj pierwszy partner, z ktorym bylam 4 lata, nawet by nie
            pomyslal aby cos takiego zrobic. Sa rozne typy ludzi, on nalezal to
            tych, ktorych zdrada nie interesuje. Z tego co pamietam, nigdy nie
            mialam powodow aby byc zazdrosna i taka nie bylam. Zawsze bylam
            zazdrosna jedynie o przeszlosc, ktora w tym wzgledzie byla najmniej
            istotna...

            Moja mama nigdy mi nie wmawiala, jakie to te chlopy sa zle, pomimo
            tego, ze przezyla, to co przezyla. Ona nigdy nie mowila zle o
            ludziach, chociaz niektorzy uczynili jej wiele zlego. Gorzej, mama
            zawsze szukala tego co zle w sobie...
          • psychoguru To jest totalne nieporozumienie 01.10.07, 17:08
            mona.blue napisała:

            Najpierw piszesz:

            > Wiem, co to znaczy, ale też nie wiem, jak
            sobie z tym radzić ;)

            A teraz:

            > Dziękuję Ci za tak wyczerpującą odpowiedź.
            Niestety nie bardzo wyobrażam sobie,
            > żebym mogła na terapii "wywlekac" takie
            wstydliwe dla mnie sprawy.

            To jest jakies totalne nieporozumienie, trudno
            uwierzyc ze mozna pisac na komputerze takie
            rzeczy??? Przeciez chodzi o terapie dokonywana
            przez specjaliste, moze byc nim np.
            psychologicznie ukierunkowany lekarz psychiatra
            lub seksuolog. Czy ty sie wstydzisz pojsc do
            lekarza???

            Taka postawe mozna porownac tylko z postawa
            kobiet ze wsi rzeszowskiej czy bialostockiej
            wobec badan ginekologicznych. One na takie
            badania nie pojda nawet gdy sa bezplatne bo to
            wstyd i grzech. Nawet jak pleban z ambony
            oglasza ze grzech to nie dbac o zdrowie to tez
            nie pojda. I wola umrzec na raka niz ze wstydu.


            Jesli naprawde masz takie poglady
            o "wywlekaniu" "wstydliwych" spraw to nie ma
            watpliowsci ze stanowia one duza czesc twojego
            problemu. To co uwazasz za wstydliwe jest w
            praktyce terapetutycznej normalnym, zwykle
            spotykanym przypadkiem, praktycznie niemozliwe
            jest zetknac sie z czyms zupelnie nowym.

            Wstydzic nalezaloby sie braku leczenia,
            poddawania sie dzialaniu destrukcyjnych sygnalow
            w mozgu i bezsensownego cierpienia wskutek nich.
            To jest w obecnych czasach niestety symptom
            ciemnoty i zacofania na poziomie tych gospodyn
            ze wsi.

            Jest bowiem tak ze najsilniejszy destrukcyjny
            efekt silnych negatywnych emocji pod wplywem
            szokujacych wydarzen jest wtedy gdy zostana one
            stlumione i nie sa ujawniane na zewnatrz. Wtedy
            bowiem wszystkie negatywne sygnaly kreca sie
            wewnatrz mozgu i ze zdwojona sila wplywaja na
            trwale przestrojenie systemow podswiadomych.
            Obecnie efekty te sa juz dobrze znane i dlatego
            ludziom pod wplywem silnych emocji organizuje
            sie opieke psychologiczna co polega na tym ze
            prosi sie ich o opisywanie wydarzen, emocji i
            uczuc. To powoduje spadek napiecia i
            ograniczenie trwalego przestrajania w
            podswiadomosci.

            No ale w twoim przypadku nalezaloby chyba
            najpierw zapytac czy poszlabys do ginekologa?
            Do lekarza-ginekologa mezczyzny? Bo przeciez oni
            grzebia we wstydliwych sprawach?
            • maria_antonieta Re: To jest totalne nieporozumienie 01.10.07, 22:08
              Pieknie. Ja tu pisze o moim nieciekawym i pelnym zlych uczuc
              dziecinstwie ,co w nastepstwie spowodowalo, ze moj partner tulil
              mnie przez godzine, wszak nie moglam przestac ryczec...a tu ktos
              pisze, ze nie bedzie "wywlekal" tak wstydliwych spraw...

              Hmmm, moze ja tu za duzo o sobie wypisuje w takim razie.
              Ale chyba chodzi mi o to, aby ktos mi pomogl.

              Mona.Blue...-> jesli masz problem, ktory Cie tak dreczy, chyba
              lepiej sie go pozbyc?

              Pozdrawiam
              • mona.blue Re: To jest totalne nieporozumienie 02.10.07, 22:12
                > Pieknie. Ja tu pisze o moim nieciekawym i pelnym zlych uczuc
                > dziecinstwie ,co w nastepstwie spowodowalo, ze moj partner tulil
                > mnie przez godzine, wszak nie moglam przestac ryczec...a tu ktos
                > pisze, ze nie bedzie "wywlekal" tak wstydliwych spraw...
                >
                > Hmmm, moze ja tu za duzo o sobie wypisuje w takim razie.
                > Ale chyba chodzi mi o to, aby ktos mi pomogl.

                Tu piszesz anonimowo, ja mówiłam o terapii, że byłoby mi ciężko na
                ten akurat temat poruszać.

                > Mona.Blue...-> jesli masz problem, ktory Cie tak dreczy, chyba
                > lepiej sie go pozbyc?

                To nie takie proste, do tego potrzebna jest wola obu stron.


                • maria_antonieta Re: To jest totalne nieporozumienie 03.10.07, 16:12
                  Mona, pamietaj, ze psychoterapeuta tez jest na swoj sposob
                  anonimowy...Jesli rzeczywiacie dreczy Cie ta sprawa i jest ona dla
                  Ciebie wstydiwa, zastanow sie dlaczego...

                  Pomysl o ludziach, ktorzy wybieraja sie na terapie z byle powodu
                  (sa tacy), albo dla zabicia czasu...heh, ja chyba wstydzilabym sie
                  bardziej isc do psychoterapeuty zeby sie po prostu wygadac.
                  Decydujac sie na wizyte musisz zdac sobie sprawe, ze to jest forma
                  pomocy...
                  • mona.blue Re: Dziękuję :) 03.10.07, 16:16
                  • psychoguru Re: To jest totalne nieporozumienie 03.10.07, 22:56
                    maria_antonieta napisała:

                    > Mona, pamietaj, ze psychoterapeuta tez jest na
                    swoj sposob
                    > anonimowy...Jesli rzeczywiacie dreczy Cie ta
                    sprawa i jest ona dla
                    > Ciebie wstydiwa, zastanow sie dlaczego...

                    Zeby pomoc w zastanawianiu mozna wyjasnic
                    ze "wstydliwosc" na poziomie ze nie mozna czegos
                    nikomu pod zadnym pozorem ujawnic oznacza ze
                    systemy w podswiadomosci zostaly totalnie
                    przestrojone. To znaczy ze nie tylko kompletnie
                    steruja osobowoscia ktora na poziomie swiadomym
                    jest bezsilna wobec destrukcji ale zablokowaly
                    mozliwosc swiadomej akcji zeby to zmienic.

                    Tego typu sytuacje spotyka sie na przyklad u
                    kobiet ktore jako dziewczynki byly molestowane,
                    zgwalcone czy tez bardzo wczesnie mialy stosunek
                    plciowy. Takie wydarzenia lacznie z poczuciem
                    szoku i ogromnej winy staja sie ich najwieksza
                    tajemnica i wtedy silne negatywne sygnaly nie
                    majac rozladowania demoluja nastrojenie na
                    poziomie podswiadomym. Pozniej takie kobiety nie
                    zdaja sobie sprawy ze rozne dziwne sprawy jakie
                    robia ze swoim zyciem maja zrodlo w tym
                    nastrojeniu.

                    > Pomysl o ludziach, ktorzy wybieraja sie na
                    terapie z byle powodu
                    > (sa tacy), albo dla zabicia czasu...heh, ja
                    chyba wstydzilabym sie
                    > bardziej isc do psychoterapeuty zeby sie po
                    prostu wygadac.
                    > Decydujac sie na wizyte musisz zdac sobie
                    sprawe, ze to jest forma
                    > pomocy...

                    Terapia jest po prostu proba przestrojenia
                    systemow na poziomie podswiadomym w mozgu. Ale
                    najpierw trzeba rozladowac napiecie przez
                    wypuszczenie likwidacje "wstydliwych" tajemnic.
                    Wstydzenie sie terapii jest wiec bardzo
                    nierozsadne, mozna je porownac do wstydzenia sie
                    chodzenia do ginekologa, seksuologa czy
                    psychiatry co podobno sie jeszcze gdzies na
                    prowincji zdarza.
        • mona.blue Re: Najpierw analiza 11.10.07, 21:20
          A jeżeli pozna się przyczyny tego "nastrojenia" to co dalej?
    • solaris_38 Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 03.10.07, 16:26
      nie wiem jak to z tobą jest
      ale zauważyłam ze często w związkach pojawiają sie problemy ZASTĘPCZE

      i to by mogło pasować
      dlatego dotyczy przeszłości której nie da sie zmienić a w teraźniejszości
      jakby zmienił niepożądane zachowanie to by było po problemie

      tymczasem chodzi o to aby problem BYŁ

      odciąga on uwagę od innego ważnieszego który został odsunięty i zlekceważony

      być moze nie kochasz faceta
      byc moze sama innych pożądasz
      być mozę odrzucasz myśl ze nie jest dla ciebie dość dobry

      nie wiem

      ale zastanów sie i obserwuj co sie będzie dalej działo

      bo jesli mam racje to związek zakończy sie w zaskakujący sposób (niby on będzie
      winny)
      a ty z innym partnerem
      powtórzysz ten sam schemat

      znam kobietę która
      była zachwycona partnerem (rzekomo)
      i nagle zaczęło jej przeszkadzać coś drobnego
      jak nos wyciera czy sie drapie
      i tak ja to dręczyło ze w końcu musiała zerwać z facetem

      dopiero potem zdała sobie sprawę że tak naparwdę to bała sie innych rzeczy (że
      był głupi) których nie dopuszczała do świadomości (chyba seks się jej bardzo
      podobał?)
      • maria_antonieta Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 03.10.07, 17:08
        Rzeczywiscie..., to mogloby byc to. Moj partner posiweca mi bardzo
        malo czasu, pomimo tego ze mieszkamy razem. Nigdy nie mowi ,ze mnie
        kocha, choc wiem, ze tak jest...Wazniejsze chyba dla mnie jest to
        czego nie robi, niz to co od niego dostaje...

        Brakuje mi pewnosci i potwierdzenia tego, ze on rzeczywiscie czuje
        do mnie cos wspanialego.

        W naszym zwiazku nigdy nie bylo pierwszych radek, pierwszych
        spojrzen..., teskonty za partnerem typu: kiedy go bede mogl jeszcze
        zobaczyc. Generalnie nie bylo normalnego poczatku. On z mojego
        wspolokatora przeksztalcil sie najpierw w kochanka, pozniej w
        partnera.

        Czuje, ze brakuje mi tych pierwszych momentow, ktorych razem nie
        mielismy, wiec moze je przenosze na jego ex..., z ktora napewno
        przezywal tego typu uniesienia.

        Solaris, dzieki Ci zq spostrzezenie..., bede sie daej obserwowac:)
        • psychoguru Temat rozszerzony 03.10.07, 22:31
          maria_antonieta napisała:

          > Moj partner posiweca mi bardzo malo czasu,...
          >...

          To jest bardzo istotne rozszerzenie tematu ktore
          doskonale ilustruje ze bez pelnego wywiadu
          wszelkie wnioski czy rady sa bardzo
          problematyczne albo wrecz idiotyczne.

          No bo teraz wylania sie taki obraz ze twoja
          sytuacja psychologicznie jest bardzo trudna co
          musi rzutowac na stan psychiczny wiec nic
          dziwnego ze pojawiaja sie zaklocenia. Jestes
          zagranica co jak dobrze wiadomo i jak sama
          potwierdzasz jest zyciem na dystans. Twoj
          partner jest z innego kraju i jest o wiele
          starszy, a do tego nie poswieca ci uwagi co
          poteguje alienacje. Zwiazek chyba zostal
          nawiazany bardziej pod wplywem okolicznosci (np.
          zeby nie byc samotnym?). To sa razem fatalne
          warunki psychiczne, szczegolnie dla osoby ktora
          ma silne potrzeby emocjonalne. Zaklocenia sa w
          tych warunkach normalne: jedni beda popadali w
          depresje, inni zaczna pic czy cpac, jeszcze
          innym pojawia sie nerwice.

          Pytanie jakie teraz nalezaloby wiec zadac to czy
          nie obserwujesz stopniowego pogarszania sie
          swojego stanu psychicznego (czego wyrazem moze
          byc tez kontakt na forum)?

          Pytanie dodatkowe to kim wlasciwie jest twoj
          partner? Nie chodzi o to czy jest architektem bo
          jest to bez znaczenia w swietle obrazu waszego
          zwiazku jaki przedstawiwasz. O wiele wazniejszy
          jest jego profil osobowosci, historia zycia i
          jakie ma plany na przyszlosc? Czy ty jestes dla
          niego powazna partnerka? Jak sobie wyobrazasz
          zycie na dluzsza mete z partnerem ktory poswieca
          ci bardzo malo czasu??? I jeszcze jedno: jak
          wyglada wasze wspolzycie jesli on poswieca ci
          malo czasu? Czy ten czas jaki ci poswieca to
          wlasnie jest na wspolzycie i koniec?
          • maria_antonieta Re: Temat rozszerzony 08.10.07, 19:41
            > Pytanie dodatkowe to kim wlasciwie jest twoj
            > partner? O wiele wazniejszy
            > jest jego profil osobowosci, historia zycia i
            > jakie ma plany na przyszlosc? Czy ty jestes dla
            > niego powazna partnerka? Jak sobie wyobrazasz
            > zycie na dluzsza mete z partnerem ktory poswieca
            > ci bardzo malo czasu??? I jeszcze jedno: jak
            > wyglada wasze wspolzycie jesli on poswieca ci
            > malo czasu? Czy ten czas jaki ci poswieca to
            > wlasnie jest na wspolzycie i koniec?


            Moj partner ma 35 lat. W wieku 30 lat skonczyl architekture (a wiec
            poswiecil jej jakies 8, 9 lat). Czasem wydaje mi sie, ze jest
            bardziej dziecinny niz ja, niekiedy jednak widze w nim wspanialego
            dojrzalego partnera. Alberto jest wiecznym marzycielem, aczkolwiek
            teraz juz tego tak nie okazuje...Kiedys byl czlowiekiem bardzo
            wrazliwym i sentymentalnym, teraz owe elementy prawie juz
            wyparowaly. Wydaje mi sie,ze to co mnie w nim pociaga, to to jakim
            byl...
            3 lata byl zwiazany z pewna szwedka, ktora okazala sie
            alkoholiczka. Pomimo tego,ze go psychicznie terroryzowala, mowi ze
            byl z nia, aby jej pomoc.
            Pdobno czuje sie ze mna najlepiej i nasz zwiazek jest
            najpowazniejszy jaki mial. Niemniej kwestia dzieci nie wchodzi w gre
            (jak narazie) i tym bardziej malzenstwa (a jezeli juz do tego
            dojdzie, to odbedzie sie na plazy- tak mowi).
            Nie poswieca mi duzo czasu poniewaz widzimy sie mniej wiecej pol
            godziny dziennie (pomimo tego,ze mieszkamy razem). Ja zaczynam
            zajecia o 8.30, koncze o 15, on przychodzi do domu o 22-23.
            Codzinnie spedza ok dwoch godzinych w domu swoich rodzicow, bez
            ktorych jak widze nie moze sie obejsc.
            Siedza w nim dwie osobowosci: jedna, ktora bez przerwy moglaby
            siedziec na kanapie i gapic sie w idiotyczne programy tv, i druga
            metafizyczna, ktora moglaby sie wpatrywac godzinami w fale oceanu i
            w gwiazdy...
            Uwielbia wloczyc sie sobotnimi wieczorami po knajpach, choc
            resultat nocy moze byc dosc przygnebiajacy. Ma wiecej znajomych
            obcokrajowcow, niz ludzi ze swojego miasta...
            Jak sobie dalej wyobrazam nasze zycie?...nie wiem, przyzwyczailam
            sie do tego co mam. Moj wiek moze byc tutaj pewnym wybawca, wszak
            majac 22 lata nie mysli sie jeszcze tak powanie o przyszlosci
            zwiazku, a przynajmniej ja nie powinnam tego robic (co nie oznacza
            oczywiscie, ze tak nie mysle)...Czesto dostrzegam, jak bardzo jest
            zalezny od rodzicow i az mnie serce sciska. Wtedy mysle: Rany, tak
            inteligentny i niepospolity czlowiek wciaz nie jest w pelni
            niezalezny.
            Nasze wspolzycie jest bardzo udane, pomimo ze najwiecej czasu
            poswiecamy na to oczywiscie w weekendy.

            Gdybym nie poznala Alberta, zapewne siedzialabym obecnie w Polsce.
            I byc moze bylabym szczesliwsza..., Niemniej obecnie studiuje
            Projektowanie Wnetrz- czyli to co zawsze bylo moim marzeniem- dzieki
            niemu...i powoli staram sie walczyc o to, o czym niegdys jedynie
            snilam.
          • maria_antonieta Re: Temat rozszerzony 08.10.07, 19:52
            Zapomnialam dodac, iz nasz zwiazek wzial sie tak naprawde z nikad. Z
            poczatku nigdy nie wyobrazalam sobie Alberta jako mojego partnera.
            Swietnie sie dogadywalismy, czulam sie z nim wspaniale, ale na
            czystej zazadzie przyjazni. Byc moze przeksztalcilam nasza relacje w
            cos wiecej, aby moc sie czuc bardziej bezpieczna...

            W ostatnim czasie czuje sie najlepiej odkad tu przyjechalam (ponad
            rok. Pewnie dlatego ze rozpoczelam nowe studia, i tak jak wczesniej
            moje mysli wedrowaly ku Albertowi, teraz procz tego maja juz nowy
            kierunek. Czesto przesladuje mnie taki obrazek: Ja chce od niego
            odejsc, a on mnie prosi i blaga abym zostala.

            Chyba w tym wszystkim chodzi o to, ze strasznie chcialabym byc
            doceniona...


            Sama juz nie wiem.
            • psychoguru Czy cos sie rysuje? 08.10.07, 22:07
              maria_antonieta napisała:

              > odejsc, a on mnie prosi i blaga abym zostala.
              > Chyba w tym wszystkim chodzi o to, ze
              strasznie chcialabym byc
              > doceniona...
              > Sama juz nie wiem.

              Cos sie tu rysuje:

              >Wydaje mi sie,ze to co mnie w nim pociaga, to
              >to jakim byl...
              >3 lata byl zwiazany z pewna szwedka, ktora
              >okazala sie alkoholiczka. Pomimo tego,ze go
              >psychicznie terroryzowala, mowi ze byl z nia,
              >aby jej pomoc.

              Wydaje sie ze twoja obsesja jest na powyzszym
              podlozu. Jest taki, byc moze wyimaginowany
              kontrast, miedzy tym ze on byl z ta laska "zeby
              jej pomoc" czyli w domysle "poswiecal jej wiele
              uwagi, opieki, czasu i zainteresowania" a twoim
              zwiazkiem:

              >Nie poswieca mi duzo czasu poniewaz widzimy sie
              >mniej wiecej pol godziny dziennie (pomimo
              >tego,ze mieszkamy razem). Ja zaczynam zajecia o
              >8.30, koncze o 15, on przychodzi do domu o 22-
              >23.

              W porownaniu twoj zwiazek to nie zwiazek tylko
              wygodny uklad dla niego. Czym bowiem sie to
              rozni od ukladu na zasadzie: weekendowy seks bez
              zobowiazan? Tym ze wspolne mieszkanie jest
              korzystniejsze finansowo? To za malo na normalne
              wspolne zycie.

              > Codzinnie spedza ok dwoch godzinych w domu
              >swoich rodzicow, bez ktorych jak widze nie moze
              >sie obejsc.

              Facet ma 35 lat i musi byc przy mamusi i tatusiu
              codziennie??? Wylania sie tu nastepny problem bo
              jego profil osobowosci musi byc bardzo
              specyficzny.

              Ten uklad wyglada niedobrze. Ty jestes dla niego
              postacia drugo, trzecio czy czwartoplanowa? On
              ma swoje zycie bez ciebie? A ty jestes w obcym
              srodowisku?

              Psychicznie wyglada to wszystko na tak
              obciazajace ze nic dziwnego cos w psychice
              zaczyna wysiadac.

              Hipoteza zrodel twojej obsesji jest teraz taka:
              Twoj podswiadomy system samooceny wysyla
              negatywne sygnaly na podstawie informacji ze
              partner mogl byc zupelnie inny w zwiazkach z
              poprzednimi partnerkami (swiadczyl im pomoc
              czyli poswiecal uwage, zainteresowanie i
              bardziej docenial) i wobec tego z toba musi
              byc "cos nie w porzadku" skoro tak sie
              zachowuje. Twoja samoocena zostaje wiec bardzo
              obnizona i jednoczesnie ocena jego poprzednich
              partnerek ma sie relatywnie wyzej. Wskutek tej
              roznicy w podswiadomosci powstaje sygnal
              zagrozenia czyli zazdrosc. Stad juz blisko do
              obsesji i snow.

              Na dodatek widac ze system planowania aktywnosci
              zyciowej na poziomie podswiadomym probuje
              podsunac rozwiazanie sytuacji majace na celu
              podniesienie poziomou samooceny. Stad wlasnie te
              fantazje "odejsc, a on mnie prosi i blaga abym
              zostala". A na poziomie swiadomym problem z
              zakloconym dzialaniem systemu samooceny objawia
              sie tez w prawidlowej interpretacji "Chyba w tym
              wszystkim chodzi o to, ze strasznie chcialabym
              byc doceniona..."

              Jezeli ta hipoteza jest sluszna to mozesz
              sprobowac autoterapii przez zmiane na poziomie
              swiadomym punktu widzenia "JA jestem w porzadku,
              jest problem z jego profilem osobowosci". Musisz
              uwolnic system samooceny od jego wplywu tak by
              przywrocic naturalna samoocene gdyby jego nie
              bylo.

              Zacznij od obalenia blednej oceny ze twoj
              partner zachowywal sie inaczej wobec innych
              partnerek bo wyglada to na bardzo malo
              prawdopodobne. W tym celu zbierz od niego
              informacje na czym polegala jego "pomoc"
              poprzedniej partnerce. Chyba "pomoc" to byla
              taka jak w twoim przypadku (on chyba sadzi ze ci
              pomogl w studiach czyli bardzo pomaga w zyciu)?
              Wiec czy czasem nie bylo to tak ze jego
              poprzednia partnerka zyjac z nim w podobnych
              psychicznie warunkach do ciebie po prostu
              rozpila sie? Czyli on jej nie tylko NIE pomogl
              ale ja wykonczyl?

              Z twojej historii widac ze psychicznie nie
              jestes calkiem zdolowana bo masz silna motywacje
              do dzialania, w postaci studiow. A jezeli jego
              poprzednia partnerka nie miala takiej silnej
              motywacji? Moze chciala po prosty z kims
              normalnie zyc, gdzies normalnie pracowac? Jezeli
              nie miala silnej motywacji a zyla z nim w takim
              ukladzie jak ty to oczywiste ze mogla nastapic
              demolka jej psychiki. Zalezy tylko od profilu
              osobowosci i budowy mozgu jakie beda konkretne
              objawy: depresja, ostra nerwica, alkoholizm,
              cpanie sa wtedy normalnymi reakcjami na stres
              sytuacji.
              • maria_antonieta Re: Czy cos sie rysuje? 10.10.07, 18:31

                Moj zwiazek nie wydaje mi sie byc weekendowym seksem bez
                zoobowiazan. Problem w tym,ze potrzbuje milosci i jej okazywania.
                Kiedy go o to prosze, mowi jedynie abym go nie trzymala pod presja.
                Ostatnio dowiedzialam sie,ze nie jest we mnie zakochany. Musze
                jeszcze podobno poczekac aby on to poczul, no i zaczac posiadac
                swoje wlasne zycie.
                Miec swoje wlasne zycie? co to oznacza?...Ja je chyba mam, mam
                swoje studia, mam swoje znajome..., jedyne czego nie mam to praca,
                za ktora moglabym oplacic swoje odrebne mieszkanie.

                Jest mi bardzo przykro. On mowi,ze teraz nie jest w stanie byc wobec
                mnie bardziej romantycznym, wszak ma za duzo rzeczy na glowie.
                Czy ja rzeczywiscie wymagam tak wiele?...

                W moim pierwszym zwiazku wiele razu powtarzalam: Kocham Cie. W
                odpowiedzi slyszalam: A ja Ciebie nie, ale ty przeciez o tym wiesz...
                To wszystko trwalo 4 lata, bo przeciez najwazniejsze bylo dla mnie
                to,za ja kocham...
                Teraz juz tak nie moge, nie mam na tyle cierpliwosci, aby
                czekac...Zawsze musialam czekac.

                W przypadku mojego obecnego zwiazku, nie jest mi latwo zerwac
                znajomosc. Mieszkamy razem, ja nie mam pieniedzy aby zyc na wlasny
                rachunek. Piszac, ze Alberto mi pomaga, mialam na mysli pomoc nie
                tylko dotyczaca studiow. Ciezko jest mi zyc z ta
                swiadomoscia...Czuje,ze zamiast partnerka, jestem dla niego
                problemem. Pomimo tego,ze on to neguje, nie pomaga mi czuc lepiej.
                Wrecz przeciwnie...

                Ostatnio przeczytalam kilka jego tekstow adresowanych do jego bylej
                dziewczyny (szwedki, ktora podobno go wykonczyla). Byly one pelne
                tak pieknych slow, nasaczone niesamowita miloscia (zakochaniem-
                obsesja), nigdy jeszce nie czytlam tak glebokich listow milosnych...
                Alberto twierdzi, ze siedem lat temu byl innym czlowiekiem,
                bardziej romantycznym, poddatnym na przerozne uczucia. Teraz juz nie
                ma czasu na takie rzeczy...
                On tego nie widzi, nie widzi tego jak sie czuje. Pomimo,ze
                rozmawiamy duzo o moich uczuciach, stwierdza jedynie ze to jest
                tylko i wylacznie moj problem. Nie bedzie mnie zapewnial o swoich
                uczuciach bo:

                a) nie potrafi tego zrobic (kiedys potrafil pisac garace listy
                milosne, pelne Kocham Cie i Nie moge bez Ciebie zyc)

                b) nie widzi takiego sensu


                A ja chcialabym dla niego cos znaczyc. Chcialbym po prostu aby moj
                parter mnie kochal...O tak wiele prosze...?


                Psychoguru, dziekuje Ci bardzo za poswiecony dla mnie czas
              • maria_antonieta Re: Czy cos sie rysuje? 10.10.07, 18:32
                Moj zwiazek nie wydaje mi sie byc weekendowym seksem bez
                zoobowiazan. Problem w tym,ze potrzbuje milosci i jej okazywania.
                Kiedy go o to prosze, mowi jedynie abym go nie trzymala pod presja.
                Ostatnio dowiedzialam sie,ze nie jest we mnie zakochany. Musze
                jeszcze podobno poczekac aby on to poczul, no i zaczac posiadac
                swoje wlasne zycie.
                Miec swoje wlasne zycie? co to oznacza?...Ja je chyba mam, mam
                swoje studia, mam swoje znajome..., jedyne czego nie mam to praca,
                za ktora moglabym oplacic swoje odrebne mieszkanie.

                Jest mi bardzo przykro. On mowi,ze teraz nie jest w stanie byc wobec
                mnie bardziej romantycznym, wszak ma za duzo rzeczy na glowie.
                Czy ja rzeczywiscie wymagam tak wiele?...

                W moim pierwszym zwiazku wiele razu powtarzalam: Kocham Cie. W
                odpowiedzi slyszalam: A ja Ciebie nie, ale ty przeciez o tym wiesz...
                To wszystko trwalo 4 lata, bo przeciez najwazniejsze bylo dla mnie
                to,za ja kocham...
                Teraz juz tak nie moge, nie mam na tyle cierpliwosci, aby
                czekac...Zawsze musialam czekac.

                W przypadku mojego obecnego zwiazku, nie jest mi latwo zerwac
                znajomosc. Mieszkamy razem, ja nie mam pieniedzy aby zyc na wlasny
                rachunek. Piszac, ze Alberto mi pomaga, mialam na mysli pomoc nie
                tylko dotyczaca studiow. Ciezko jest mi zyc z ta
                swiadomoscia...Czuje,ze zamiast partnerka, jestem dla niego
                problemem. Pomimo tego,ze on to neguje, nie pomaga mi czuc lepiej.
                Wrecz przeciwnie...

                Ostatnio przeczytalam kilka jego tekstow adresowanych do jego bylej
                dziewczyny (szwedki, ktora podobno go wykonczyla). Byly one pelne
                tak pieknych slow, nasaczone niesamowita miloscia (zakochaniem-
                obsesja), nigdy jeszce nie czytlam tak glebokich listow milosnych...
                Alberto twierdzi, ze siedem lat temu byl innym czlowiekiem,
                bardziej romantycznym, poddatnym na przerozne uczucia. Teraz juz nie
                ma czasu na takie rzeczy...
                On tego nie widzi, nie widzi tego jak sie czuje. Pomimo,ze
                rozmawiamy duzo o moich uczuciach, stwierdza jedynie ze to jest
                tylko i wylacznie moj problem. Nie bedzie mnie zapewnial o swoich
                uczuciach, bo uwaza ze to nieistotne.


                A ja chcialabym dla niego cos znaczyc. Chcialbym po prostu aby moj
                parter mnie kochal...O tak wiele prosze...?


                Psychoguru, dziekuje Ci bardzo za poswiecony dla mnie czas
                • psychoguru Nastepna odslona 10.10.07, 23:05
                  maria_antonieta napisała:

                  > Moj zwiazek nie wydaje mi sie byc weekendowym
                  seksem bez
                  > zoobowiazan.

                  Jednak takie wrazenie sprawia, innymi slowy jak
                  na staly zwiazek ilosc czasu spedzanego ze soba
                  jest znikoma

                  >Problem w tym,ze potrzbuje milosci i jej
                  >okazywania.

                  To jest naturalne.

                  > Kiedy go o to prosze, mowi jedynie abym go nie
                  trzymala pod presja.

                  To jest fatalne...

                  > Ostatnio dowiedzialam sie,ze nie jest we mnie
                  zakochany.

                  ...ale pasuje do stanu jaki deklaruje.

                  >Musze jeszcze podobno poczekac aby on to
                  >poczul, no i zaczac posiadac swoje wlasne zycie.
                  > Miec swoje wlasne zycie? co to oznacza?...Ja
                  je chyba mam, mam
                  > swoje studia, mam swoje znajome...,

                  Zdaje sie ze on ma koncepcje zwiazku z toba
                  bliska weekendowego seksu. Czyli chodzicie
                  swoimi drogami a w weekend rekreacja.

                  >jedyne czego nie mam to praca,
                  > za ktora moglabym oplacic swoje odrebne
                  >mieszkanie.

                  Jak wiadac jestes w stanie napiecia ktore
                  generuje twoj uklad planowania aktywnosci
                  zyciowej: z jednej strony zwiazek od strony
                  uczuciowej karlowaty, z drugiej zalatwione
                  sprawy materialne co jednak ociera sie o
                  sponsoring. A moze wiecej niz ociera bo wyglada
                  na to ze gdybys miala kase to zwiazku by nie
                  bylo?

                  > Jest mi bardzo przykro. On mowi,ze teraz nie
                  jest w stanie byc wobec
                  > mnie bardziej romantycznym, wszak ma za duzo
                  rzeczy na glowie.
                  > Czy ja rzeczywiscie wymagam tak wiele?...

                  No to jest nieco surrealistyczne pytanie. Nalezy
                  przyjac ze u niego w glowie nie zaklikalo
                  uczuciowo z toba, wiec czy ma oszukiwac albo
                  grac role ze jest romantycznie zakochany?


                  > W moim pierwszym zwiazku wiele razy
                  powtarzalam: Kocham Cie. W
                  > odpowiedzi slyszalam: A ja Ciebie nie, ale ty
                  przeciez o tym wiesz...
                  > To wszystko trwalo 4 lata, bo przeciez
                  najwazniejsze bylo dla mnie
                  > to,za ja kocham...

                  Zaraz, zaraz, chwileczke: to teraz jest twoj
                  drugi zwiazek tego typu??? Alez wtedy to
                  przestaje wygladac na przypadek! Czy ty czasem
                  podswiadomie nie kreujesz warunkow ze powstaja
                  takie zwiazki?

                  > Teraz juz tak nie moge, nie mam na tyle
                  cierpliwosci, aby
                  > czekac...Zawsze musialam czekac.

                  Alez tu nie chodzi o czekanie! Normalnie zwiazki
                  rozwijaja sie w ten sposob ze partnerzy
                  deklaruja swoje uczucia zanim przejda w staly
                  uklad i wtedy problemem jest tylko czy ich
                  uczucia beda stale.

                  Ty jak sie wydaje kreujesz sytuacje w ktorej
                  lapiesz faceta o okreslonych parametrach (ktory
                  to starszy facet nie da sie zlapac na wdzieki
                  swiezej laseczki) a potem liczysz na to ze sie
                  zakochaja.

                  To jest nastepna odslona tej sprawy. Teraz jest
                  kolej na pytanie jak ukladaly sie twoje stosunki
                  rodzinne? Co mozesz powiedziec o ojcu?


                  > W przypadku mojego obecnego zwiazku, nie jest
                  mi latwo zerwac
                  > znajomosc. Mieszkamy razem, ja nie mam
                  pieniedzy aby zyc na wlasny
                  > rachunek. Piszac, ze Alberto mi pomaga, mialam
                  na mysli pomoc nie
                  > tylko dotyczaca studiow. Ciezko jest mi zyc z
                  ta
                  > swiadomoscia...Czuje,ze zamiast partnerka,
                  jestem dla niego
                  > problemem. Pomimo tego,ze on to neguje, nie
                  pomaga mi czuc lepiej.
                  > Wrecz przeciwnie...

                  Chyba jest to dla niego calkiem wygodny problem?
                  I mu pasuje? Problem jest chyba raczej tylko dla
                  ciebie?

                  > Ostatnio przeczytalam kilka jego tekstow
                  adresowanych do jego bylej
                  > dziewczyny (szwedki, ktora podobno go
                  wykonczyla). Byly one pelne
                  > tak pieknych slow, nasaczone niesamowita
                  miloscia (zakochaniem-
                  > obsesja), nigdy jeszce nie czytlam tak
                  glebokich listow milosnych...
                  > Alberto twierdzi, ze siedem lat temu byl
                  innym czlowiekiem,
                  > bardziej romantycznym, poddatnym na przerozne
                  uczucia. Teraz juz nie
                  > ma czasu na takie rzeczy...
                  > On tego nie widzi, nie widzi tego jak sie
                  czuje. Pomimo,ze
                  > rozmawiamy duzo o moich uczuciach, stwierdza
                  jedynie ze to jest
                  > tylko i wylacznie moj problem. Nie bedzie mnie
                  zapewnial o swoich
                  > uczuciach, bo uwaza ze to nieistotne.

                  Byc moze on sie zmienil. Ale jego zachowanie czy
                  styl zycia wyglada na nietypowe czy dziwne. Na
                  przyklad przesiadywanie u rodzicow. Co w tym
                  jest?

                  > A ja chcialabym dla niego cos znaczyc.
                  Chcialbym po prostu aby moj
                  > parter mnie kochal...O tak wiele prosze...?

                  W tym jest surrealizm. Nie mozna u kogos
                  wyprosic zeby cie kochal. W tym sensie twoj
                  partner jest szczery bo mowi ci jak jest.
                  Pytanie jakie motywy skladaja sie na twoja
                  postawe "proszenia" czy mowiac brutalniej
                  "żebranie o milosc". Jeden aspekt ktory
                  wymagalby zbadania wiaze sie z tym ze jest to
                  drugi twoj zwiazek tego typu a na dodatek
                  pierwszy zaczal sie wczesnie i byl bardzo dlugi.

                  Drugi aspekt to sytuacja typu "jestem w gruncie
                  rzeczy sponsorowana ale gdyby powiedzial ze
                  kocha to ten problem znika". Byc moze oba
                  aspekty sa przemieszane.

                  > Psychoguru, dziekuje Ci bardzo za poswiecony
                  >dla mnie czas

                  Czas na forum jest bezinteresowny. Mozesz
                  przysluzyc sie wielu osobom kontunuujac ten
                  wątek bo to pomoze im zrozumiec ich problemy.
        • solaris_38 MariA :) nt 05.10.07, 00:16
    • upsik_u Re: obsesyjnie zazdrosna o przeszlosc! co mi jes 03.10.07, 23:12

      Dziwny jest ten świat ...
      Dziwny ten świat,
      świat ludzkich spraw,
      czasem aż wstyd przyznać się...

      coby nie mówić, Niemen miał rację.......





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka