maria_antonieta
28.09.07, 21:10
Witam,
Moze tu wreszcie ktos mi wytlumaczy na czym polega moj problem.
Jestem chorobliwie zazdrosna o...przeszlosc ( o terazniejszosc
nie!). Jestem z nim od roku, mieszkamy razem. Ja mam 22 lata, on 35.
Ja w tym roku zaczynam studia (po raz kolejny), on jest architektem.
Rany, nawet usilujac pisac ten tekst napotykm trudosci...(to nie
jest normalne). On mial w swoim zyciu jedna powazniejsza dziewczyne,
z ktora byl ok 3 lat, i z ktora zwiazek byl jedna wielka pomylka
(byla alkoholiczka), procz tego dochodzi jedna mniej powazna pol
roczna relacja oraz dwie, czy trzy "okazje" (znajomosci
dwutygodniowe). Pomimo tego, ze wiem,iz ze mna czuje sie najlepiej
jestm obsesyjnie zadrosna o przeszlosc. To tak czesto mnie
przytlacza, choc wiem ze jest bez sensu. Kiedy widze scene milosna w
jakims filmie, od razu mam w glowie obrazek: Moj mezczyzna pieprzacy
sie z jakas swoja byla.
Nie mogo z siebie wyrzucic tego wszystkiego...Najgorsze jest to,ze
chodzi mi w glowniej mierze o seks!...Tak jakby to bylo cos
niedozwolonego. Tego typu wyobrazenia przesladuja mnie
codziennie.Np. jak ona wygladala, jak sie poznali, jak spedzali ze
soba czas, lacznie ze sposobem w jaki pierwszy raz poszli razem do
lozka!! Owe mysli krzywdza zarowna mnie , jak i jego.
Paradoksalnie, mam do niego zaufanie. Ma dwie dobra przyjaciolki,
ktore zupelnie mi nie przeszkadzja pod tym wzgledem. Wiem, ze mam
ogromny problem i nie mam pojecia co jest jego przyczyna.
Rozmawialam juz z nim o tym kilka razy, ale niestety on nie jest w
stanie mi pomoc. Boje sie..., wszak czesto owe obrazy, ktore sobie
tworze wioda prym w moim zyciu. Tak sie dzieje, moze dlatego, ze
zawsze chcialam byc wyjatkowa, najlepsza...Zawsze to ja pragnelam,
aby moj partner byl mna pochloniety. Chcialabym w koncu zaczac
normalnie zyc, wolna od wszystkich tych obsesji. Chcialbym w koncu
zdac sobie sprawe, ze on jest ze mna najszczesliwszy (hah!...,
kolejna paranoja, nie zastanawiam sie nad tym , czy ja jestem
szczesliwa!)
Mieszkam w Sevilli od roku. On jest rodowitym sevillczykiem.
Praktycznie, procz niego nie mam nikogo. Probuje zajac sobie jakos
czas, aby nie myslec. CO prawda studiuje, ale nawet kupa nauki nie
jest w stanie uwolnic mnie o tego toksycznego, niezdrowego i
nienormalnego myslenia!
Moja samoocena? Calkiem niezla, byc moze,ze czuje sie za bardzo
wyjatkowa, chce aby caly swiat tak mnie widzial.
Nie wiem jak mam sie tego wszystkiego pozbyc. Pwenie wydaje sie to
Wam takie niedojrzale i wydarte z zyciorysu nastolatki, zakochanej
pierwszy raz...Problem w tym, ze sama robie sobie krzywde, majac
swiadomosc glupoty mojego dzialania.
Byc moze, ktos z Was przechodzil przez podobna sytuacje i jest w
stanie mi pomoc. Prosze o rady jak mam sie WYLECZYC z moich
obsesji...bardzo prosze, pomozcie...! Juz nie daje z tym rady.