Dodaj do ulubionych

urok samotności

16.07.03, 10:21
Na czym polega urok samotności, czy - jak kto woli - singlowatości? Kto ją
oswoił, wie, że potrafi być przyjemna i radosna. Robisz, co chcesz ze
świadomością, że nikogo nie zrani Twoje skupienie na samym sobie. Można
bezpiecznie myśleć o sobie, sprawiać sobie przyjemności, robić, na co ma się
ochotę. A przyjaciele dają poczucie bliskiego bycia z ludźmi. Polegasz
głównie na sobie, więc kontrolujesz sytuację, wszystko zależy od Ciebie.
Jest łatwo i spokojnie. Bezpiecznie.

A jednak chętnie rezygnujemy z tego komfortu. Chociaż bycie we dwoje potrafi
być czasem walką na śmierć i życie, wymaga wysiłku, uwagi, myślenia za dwoje,
ryzykowania samym sobą... Co daje w zamian, czego nie dałoby życie w
pojedynkę?
Obserwuj wątek
    • Gość: Dora Re: urok samotności IP: *.int.warszawa.sint.pl 16.07.03, 10:28
      Bycie samotnym jest fajne, gdy ma sie wokol przyjaciol, ktorzy tez nie sa z
      nikim zwiazani.
      ALe gdy zaczna sie "parowac", a Ty nadal nikogo nie masz, to juz wtedy nie jest
      fajne.
      Nie jest tez fajne jesli wyjedzasz z grupa przyjaciol na wakacje i wszyscy sa w
      parach.
      To samo sie tyczy imprez, wyjsc itd.
      Ale z drugiej strony jak sie tak przyjrze 80-90% par ktore znam, to mysle
      sobie, ze bycie singlem jest jednak lepsze........
      • Gość: rybkaa Re: urok samotności IP: *.acn.waw.pl 16.07.03, 10:33
        regularny seks? :)
        • Gość: jar Re: urok samotności IP: 195.136.33.* 16.07.03, 11:14
          i wspolna kasa, zawsze to wiecej :)
          • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 12:06
            Gość portalu: jar napisał(a):

            > i wspolna kasa, zawsze to wiecej :)

            To rzeczywiście konkretny argument. Ale odpada, jeśli się zarabia zauważalnie
            więcej niż średnia krajowa.
            • Gość: jar Re: urok samotności IP: 195.136.33.* 16.07.03, 13:44
              no to juz nie wiem, jezeli nie ma sie instynku macierzynskiego i potrzeby bycia
              w stalym zwiazku, jezeli seks jest ok z przyjacielem, jezeli kasy wystarcza...
              to nie widze potrzeby aby byc w zwiazku na stale:)))..ale pomysle jeszcze:)
              • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 14:12
                Gość portalu: jar napisał(a):

                > no to juz nie wiem, jezeli nie ma sie instynku macierzynskiego i potrzeby
                bycia
                >
                > w stalym zwiazku, jezeli seks jest ok z przyjacielem, jezeli kasy
                wystarcza...
                > to nie widze potrzeby aby byc w zwiazku na stale:)))..ale pomysle jeszcze:)

                Pytam o te zalety zwiąków, bo mam wrażenie, że coraz więcej ludzi wybiera
                pojedynczość. Ja po rozwodzie przez ponad rok byłam sama. Najpierw było trudno,
                ale stopniowo umościłam się w tym byciu tylko z sobą. Spotkałam jednak kogoś,
                dla kogo porzuciłam to ciepłe, komfortowe siedzisko. I dochodzę do wniosku, że
                w samotności było mi łatwiej. A mimo to nie wracam do niej. Więc tak sobie
                rozmyślam... I na razie z logiki i nic mi nie wychodzi.
                • Gość: jar Re: urok samotności IP: 195.136.33.* 16.07.03, 14:19
                  czesto chyba takie bycie w pojedynke, nawet najwygodniejsza pojedynke, jest
                  jednak jakby wymuszone przez doswiadczenia, okolicznosci, czy co tam jeszcze...
                  wydaje mi sie, ze kazdy gdzies tam jednak dazy aby byc z kims, taka potrzeba
                  naturalna zwierzecia stadnego.... i ciezko tutaj rzucac na szale wlasnie
                  materialne wygodnictwo przeciw czemus tam w nas ;)
                  • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 14:39
                    Gość portalu: jar napisał(a):

                    > czesto chyba takie bycie w pojedynke, nawet najwygodniejsza pojedynke, jest
                    > jednak jakby wymuszone przez doswiadczenia, okolicznosci, czy co tam
                    jeszcze...
                    >
                    > wydaje mi sie, ze kazdy gdzies tam jednak dazy aby byc z kims, taka potrzeba
                    > naturalna zwierzecia stadnego.... i ciezko tutaj rzucac na szale wlasnie
                    > materialne wygodnictwo przeciw czemus tam w nas ;)

                    Może z tą potrzebą naturalną jest trochę tak, jak z nieskończonością - trzeba
                    zaakceptować jako aksjomat, bo nie da się do końca wytłumaczyć. Ale masz rację -
                    po prostu coś w nas pcha ku bliskiemu byciu z kimś, ku byciu "na wyłączność".
                    Tylko kiedy jest wyjątkowo trudno, kiedy wątpliwości podgryzają, a w głowie
                    wiruje miliard myśli - wtedy samotność wydaje się oazą spokoju i dobrobytu. A
                    jednak o związek walczymy do ostatniej kropli... nadziei.
        • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 12:08
          Do tego nie potrzeba Bycia Razem z tym całym bagażem zobowiązań, wzajemnej
          troski itd. Wystarczy takie_sobie_spotykanie_się.
      • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 12:10
        Gość portalu: Dora napisał(a):

        > Bycie samotnym jest fajne, gdy ma sie wokol przyjaciol, ktorzy tez nie sa z
        > nikim zwiazani.
        > ALe gdy zaczna sie "parowac", a Ty nadal nikogo nie masz, to juz wtedy nie
        jest
        >
        > fajne.
        > Nie jest tez fajne jesli wyjedzasz z grupa przyjaciol na wakacje i wszyscy sa
        w
        >
        > parach.
        > To samo sie tyczy imprez, wyjsc itd.
        > Ale z drugiej strony jak sie tak przyjrze 80-90% par ktore znam, to mysle
        > sobie, ze bycie singlem jest jednak lepsze........


        Mam wrażenie, że coraz więcej ludzi wokół wybiera bycie singlem. A nawet jeśli
        są w związkach, to też chętnie spędzają czas osobno.
    • alfika Re: urok samotności 16.07.03, 12:21
      Na drugiej szali niż naprawdę niewątpliwe plusy bycia w pojedynkę, mamy:
      - ciężką harówkę nad swoim "idealnym" charakterem,
      - wytykanie błędów, o których nie życzymy sobie słuchać,
      - uczenie się barania pod uwagę uczuć innego człowieka, jego pragnień,
      możliwości (mimo szczerozłotego serca, jakie każdy ma :),
      - uczenie się akceptowania niedostatków innego człowieka (pomimo doskonałej
      miłości do wszystkich stworzeń, jaką "tak naprawdę" kazdy przejawia:),
      - pokonywanie własnych słabości i ograniczeń,
      - ustępliwości,
      - jak najbardziej pokojowego załatwiania sporów,
      - wszystkie pomimo trudności cudne chwile: głębokich spojrzeń w oczy, czułych
      słów, kiedy ktoś stanął nawet nieoczekiwanie po Twojej stronie, kiedy
      przytulił, kiedy podziękował za to, co udało Ci się z siebie dla niego
      wykrzesać, nawet jeśli to tylko 1/1000 cząstka tego, co z siebie wykrzesałeś...
      Duuużo tego.

      O plusach pojedynczości też mogę :)
      Żeby nie było, że coś uważam za lepsze!
      • ellen Re: urok samotności 16.07.03, 14:20
        alfika napisała:

        > Na drugiej szali niż naprawdę niewątpliwe plusy bycia w pojedynkę, mamy:
        > - ciężką harówkę nad swoim "idealnym" charakterem,
        > - wytykanie błędów, o których nie życzymy sobie słuchać,
        > - uczenie się barania pod uwagę uczuć innego człowieka, jego pragnień,
        > możliwości (mimo szczerozłotego serca, jakie każdy ma :),
        > - uczenie się akceptowania niedostatków innego człowieka (pomimo doskonałej
        > miłości do wszystkich stworzeń, jaką "tak naprawdę" kazdy przejawia:),
        > - pokonywanie własnych słabości i ograniczeń,
        > - ustępliwości,
        > - jak najbardziej pokojowego załatwiania sporów,
        > - wszystkie pomimo trudności cudne chwile: głębokich spojrzeń w oczy, czułych
        > słów, kiedy ktoś stanął nawet nieoczekiwanie po Twojej stronie, kiedy
        > przytulił, kiedy podziękował za to, co udało Ci się z siebie dla niego
        > wykrzesać, nawet jeśli to tylko 1/1000 cząstka tego, co z siebie
        wykrzesałeś...
        > Duuużo tego.
        >
        > O plusach pojedynczości też mogę :)
        > Żeby nie było, że coś uważam za lepsze!


        E, to wszystko mam w relacjach z (bardzo wymagajacymi) przyjaciolmi plci
        obojga. No moze oprocz tych glebokich spojrzen w oczy, ale w koncu to dla mnie
        Humprey Bogart co wieczor na TCM sie wysila ;)
        • alfika Re: urok samotności 16.07.03, 14:28
          ellen napisała:

          > E, to wszystko mam w relacjach z (bardzo wymagajacymi) przyjaciolmi plci
          > obojga. No moze oprocz tych glebokich spojrzen w oczy, ale w koncu to dla
          mnie
          > Humprey Bogart co wieczor na TCM sie wysila ;)


          Z tymi spojrzeniami to się nie ciesz, póki nie zaznasz tego w przyrodzie :)
          A H.Boghart nie żyje :P
          • ellen Re: urok samotności 16.07.03, 16:45

            >
            > Z tymi spojrzeniami to się nie ciesz, póki nie zaznasz tego w przyrodzie :)
            > A H.Boghart nie żyje :P


            acha, to juz wiem co uwazasz za lepsze :-)

            PS Newton tez nie zyje a grawitacja wciaz dziala.
            • alfika Re: urok samotności 17.07.03, 07:48
              ellen napisała:

              > acha, to juz wiem co uwazasz za lepsze :-)
              >
              > PS Newton tez nie zyje a grawitacja wciaz dziala.


              Guzik wiesz :) Każdy potrzebuje innych doświadczeń, a pisanie, że to albo to
              jest lepsze - to jak wmawianie choremu na gardło, że Ty się lepiej poczułaś po
              maści na pięty, więc jemu też pomoże.
              Pytasz, ludzie odpowiadają, Ty zbijasz argumenty - więc to normalne, że i Twoje
              będą zbijane :)

              A różnice między prawami fizyki a organami są dość duże :)))
    • saana Re: urok samotności 16.07.03, 14:44
      slowem pytasz skoro jest tak swietnie samemu po co sie czlowiek pcha.
      Moze gdzies w podswiadomosci tkwi to,ze do pelni potrzeba dwojga ludzi.Dlaczego
      dwojga.
      Naleze do tych odzyskanych-straconych kobiet.To nie bylo tak dawno, wiec
      jeszcze pamietam swoje mysli Bylo mi dobrze byc samej ale mialam momenty ze
      czulam sie zmeczona niesiem ciezaru kazdego dnia na sobie. Niby rodzina byla
      niedaleko ale czulam odpowiedzialnosc za sama siebie. I spotkalam kogos kto
      sprawial na mnie wrazenie wystarczajaco odpowiedniego do dzielenia tego
      ciezaru, wtedy czasem cos kielkowalo. Ale blokada byla niezla, dopiero po
      jawnych intencjach tego czlowieka i po wielkiej batali z sama soba.
      Zdecydowalam sie na porzucenie samotnosci. Ale blokada na obdarzenie uczuciem
      zaczela pekac duzo pozniej. I to by sie nie stalo gdyby nie upartosc tego
      drugiego czlowieka.
      I nie wiem czy to jest rezygnacja czy w ostatecznosci wybranie czegos innego.
      Nie wiem, moze ta samotnosc jest taka fajna bo zawiera w sobie zblokowanie
      pewnych mysli. Niedopuszczanie ich. A potem sypie sie ta blokada jak ktos sie
      pojawia.

      PS jak bylam sama to najbardziej mi zal bylo seksu. Myslalam okropne juz nigdy-
      mam zelazne zasady.Ale nie wyobrazalam sobie tez bycia samotna matka , wiec
      czasem patrzac na dzieci robilo mi sie troche smutno- ale rzadko.

      co daje chyba wlasnie pozorne poczucie bezpieczenstwa. Pozorne bo z rozsadnego
      puntu widzenia trzeba liczyc na siebie.

      walentyna napisała:

      > Na czym polega urok samotności, czy - jak kto woli - singlowatości? Kto ją
      > oswoił, wie, że potrafi być przyjemna i radosna. Robisz, co chcesz ze
      > świadomością, że nikogo nie zrani Twoje skupienie na samym sobie. Można
      > bezpiecznie myśleć o sobie, sprawiać sobie przyjemności, robić, na co ma się
      > ochotę. A przyjaciele dają poczucie bliskiego bycia z ludźmi. Polegasz
      > głównie na sobie, więc kontrolujesz sytuację, wszystko zależy od Ciebie.
      > Jest łatwo i spokojnie. Bezpiecznie.
      >
      > A jednak chętnie rezygnujemy z tego komfortu. Chociaż bycie we dwoje potrafi
      > być czasem walką na śmierć i życie, wymaga wysiłku, uwagi, myślenia za dwoje,
      > ryzykowania samym sobą... Co daje w zamian, czego nie dałoby życie w
      > pojedynkę?
      • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 14:48
        razem sie zbieramy do kupy aby dzieci splodzic i wychowac. Jak podrosna sypia
        sie rozwody. Mezczyzna i kobieta nie sa stworzeni do wspolnego zycia lecz zeby
        sie...odwiedzac :-)
      • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 15:40
        A mnie po okresie samotności oczarowało uczucie. I tak w nie wbiegłam radośnie
        i myślałam, że będzie jeszcze wspanialej i piekniej niż w pojedynkę. Ale po
        początkowej euforii przyszedł czas na takie normalne bycie razem. A właściwie
        nie do końca normalne, bo z jednym dużym problemem, który zżera nam radość
        życia i zdrowie. Stąd te myśli, czy nie lepiej pojedynczo... czy nie lepiej się
        poddać...
        Skąd czerpać siłę, aby bycie razem - mimo trudności i bólu - wygrywało w tych
        rozważaniach z samotnością?

        saana napisała:

        > slowem pytasz skoro jest tak swietnie samemu po co sie czlowiek pcha.
        > Moze gdzies w podswiadomosci tkwi to,ze do pelni potrzeba dwojga
        ludzi.Dlaczego
        >
        > dwojga.
        > Naleze do tych odzyskanych-straconych kobiet.To nie bylo tak dawno, wiec
        > jeszcze pamietam swoje mysli Bylo mi dobrze byc samej ale mialam momenty ze
        > czulam sie zmeczona niesiem ciezaru kazdego dnia na sobie. Niby rodzina byla
        > niedaleko ale czulam odpowiedzialnosc za sama siebie. I spotkalam kogos kto
        > sprawial na mnie wrazenie wystarczajaco odpowiedniego do dzielenia tego
        > ciezaru, wtedy czasem cos kielkowalo. Ale blokada byla niezla, dopiero po
        > jawnych intencjach tego czlowieka i po wielkiej batali z sama soba.
        > Zdecydowalam sie na porzucenie samotnosci. Ale blokada na obdarzenie uczuciem
        > zaczela pekac duzo pozniej. I to by sie nie stalo gdyby nie upartosc tego
        > drugiego czlowieka.
        > I nie wiem czy to jest rezygnacja czy w ostatecznosci wybranie czegos innego.
        > Nie wiem, moze ta samotnosc jest taka fajna bo zawiera w sobie zblokowanie
        > pewnych mysli. Niedopuszczanie ich. A potem sypie sie ta blokada jak ktos
        sie
        > pojawia.
        >
        > PS jak bylam sama to najbardziej mi zal bylo seksu. Myslalam okropne juz
        nigdy-
        > mam zelazne zasady.Ale nie wyobrazalam sobie tez bycia samotna matka , wiec
        > czasem patrzac na dzieci robilo mi sie troche smutno- ale rzadko.
        >
        > co daje chyba wlasnie pozorne poczucie bezpieczenstwa. Pozorne bo z
        rozsadnego
        > puntu widzenia trzeba liczyc na siebie.
        >
        • Gość: Sergiusz Re: urok samotności IP: 213.17.172.* 16.07.03, 18:12
          Twój problem jest znany - opisałaś niedawno go na forum.

          Czegoś jednak nie rozumiem.
          Hmmm... czy, w momencie podejmowania decyzji o "byciu
          razem" ten problem nie był Ci znany? A może Cię przerósł?
          No ale przecież pisałaś, że masz za sobą podobne
          doświadczenia...
          A może to było rzeczywiście tylko oczarowanie, ucieczka
          od samości? Chwilowe zachwycenie, które niknie w starciu
          z codziennością i koniecznością zmagań z przecwnościami losu?

          Tylko,jeśli już podjęłaś decyzję o współ-byciu, to
          przecież nie jesteś odpowiedzialna tylko za siebie. Jeśli
          Ty się poddasz, ktoś inny dozna bólu. Nie twierdzę, że
          utrzymywanie związku bez przyszłości ma jakikolwiek sens,
          ale może należało to wszystko przemyśleć wcześniej?

          MS.

          I pytanie na koniec: ...czy rozmawiałaś o tym z Nim? Czy
          On wie o Twoich rozterkach? Forum to, choć najczęściej
          życzliwi, jednak obcy i anonimowi ludzie.
          • walentyna Re: urok samotności 17.07.03, 13:16
            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

            > Twój problem jest znany - opisałaś niedawno go na forum.
            >
            > Czegoś jednak nie rozumiem.
            > Hmmm... czy, w momencie podejmowania decyzji o "byciu
            > razem" ten problem nie był Ci znany? A może Cię przerósł?
            > No ale przecież pisałaś, że masz za sobą podobne
            > doświadczenia...
            > A może to było rzeczywiście tylko oczarowanie, ucieczka
            > od samości? Chwilowe zachwycenie, które niknie w starciu
            > z codziennością i koniecznością zmagań z przecwnościami losu?
            >
            > Tylko,jeśli już podjęłaś decyzję o współ-byciu, to
            > przecież nie jesteś odpowiedzialna tylko za siebie. Jeśli
            > Ty się poddasz, ktoś inny dozna bólu. Nie twierdzę, że
            > utrzymywanie związku bez przyszłości ma jakikolwiek sens,
            > ale może należało to wszystko przemyśleć wcześniej?

            Gdybyśmy mogli przewidzieć przyszłość, na pewno uniknęlibyśmy wielu kłopotów.
            Ale nie umiemy.
            Nie mówię, że się poddaję, lub że chcę to zrobić. Rozmyślam. Nie szukam
            argumentów dla podjęcia jakiejś decyzji, bo trwam w podjętej (odpowiedzialność
            za uczucia drugiego człowieka). Rozpoczęłam ten wątek nie po to, by znaleźć
            instrukcje, co dalej. Chcę o tym gadać, bo to ważne i dla mnie osobiście i dla
            wielu osób, które znam. Nurtuje mnie to - niekoniecznie ze względu na mnie samą.
            >
            > MS.
            >
            > I pytanie na koniec: ...czy rozmawiałaś o tym z Nim? Czy
            > On wie o Twoich rozterkach? Forum to, choć najczęściej
            > życzliwi, jednak obcy i anonimowi ludzie.

            Z nim rozmawiam o wszystkim. Wiele razy dyskutowaliśmy o zaletach bycia razem i
            bycia singlem. I o wadach też. Takie dyskusje są spowodowane tym, że
            zastanawiamy się nad życiem, światem, ludźmi. A nie tym, że wątpimy w sens
            naszego związku. To, że jest trudno i akurat teraz nasza ścieżka jest dość
            wyboista - to fakt, ale trwamy i staramy się pokonywać trudności.
            Ta dyskusja na Forum jest dla mnie raczej wzbogaceniem świadomości, czym jest
            związek i umocnieniem w trwaniu w nim.
            • Gość: Sergiusz ? IP: 213.17.172.* 17.07.03, 13:22
              Nooo, ale przecież napisałaś:

              "stąd te myśli, czy nie lepiej pojedynczo... czy nie
              lepiej się poddać..."

              ?
              MS.
              • walentyna Re: ? 17.07.03, 17:53
                Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                > Nooo, ale przecież napisałaś:
                >
                > "stąd te myśli, czy nie lepiej pojedynczo... czy nie
                > lepiej się poddać..."
                >
                > ?
                > MS.

                Przyłażą, ale jakoś tak, jakby teoretycznie. I towarzyszy im przekonanie, że ja
                poddawać się nie chcę. Chociaż czasami jest bardzo, bardzo ciężko. Ale o tym
                pisałam gdzie indziej.
                (Zastanawiam się, czy naprawdę wiesz, o czym mówię, czy trafiłeś na te z moich
                wypowiedzi na forach, gdzie piszę wprost o tym, z czym się mierzę...)
                • Gość: Sergiusz Re: ? IP: 213.17.172.* 17.07.03, 18:39
                  Czytam, analizuję, zestawiam i na tej podstawie staram
                  się wywnioskować, co chcesz powiedzieć.
                  Czy, jeśli czytający źle odczytuje intencje piszącego, to
                  jest to wina czytającego, czy może jednak piszący
                  niejasno wyraził swoje myśli?

                  Ja jednak uważam, że na ogół to drugie. To piszący chce
                  coś przekazać i to po jego stronie leży "obowiązek"
                  wypowiedzenia się w sposób jasny i nie budzący wątpliwości.

                  Jeszcze jedno. Jeśli wypowiadasz się na publicznym forum
                  i przedstawiasz otwarcie swoje problemy, to chyba jest
                  oczywistym, że każdy może je poznać? Ja też.


                  MS.
                  • walentyna Re: ? 17.07.03, 19:01
                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                    > Czytam, analizuję, zestawiam i na tej podstawie staram
                    > się wywnioskować, co chcesz powiedzieć.
                    > Czy, jeśli czytający źle odczytuje intencje piszącego, to
                    > jest to wina czytającego, czy może jednak piszący
                    > niejasno wyraził swoje myśli?
                    >
                    > Ja jednak uważam, że na ogół to drugie. To piszący chce
                    > coś przekazać i to po jego stronie leży "obowiązek"
                    > wypowiedzenia się w sposób jasny i nie budzący wątpliwości.
                    >
                    > Jeszcze jedno. Jeśli wypowiadasz się na publicznym forum
                    > i przedstawiasz otwarcie swoje problemy, to chyba jest
                    > oczywistym, że każdy może je poznać? Ja też.
                    >
                    >
                    > MS.

                    Oczywiście! Piszę o tym, czym chcę się podzielić z innymi. I z Tobą - tu ukłon
                    głęboki za wszystkie Twoje mądre, ciekawe, rozsądne i z poczuciem humoru
                    wypowiedzi. To, co napisałam, to nie był zarzut wobec Ciebie. Tylko się
                    zastanawiałam, gdzie i jak dużo już mnie przeczytałeś. Nawiązałeś do moich
                    postów "skądinąd", więc zastanowiło mnie, czy mamy na myśli te same.
                    To nie było warknięcie :-)
                    A co do jasnego wyrażania myśli - pewnie każdy z nas stara się to robić, bo
                    chcemy być zrozumiani. Pisanie jest o tyle "ułomne", że bez wyrazu oczu, tonu
                    głosu, czasami słowa niedokładnie przekazują intencje piszącego.
                    Czego przykład mamy właśnie.

                    Serdeczne :-))))
                    Walentyna
                    • Gość: Sergiusz Re: ? ---> :-) IP: 213.17.172.* 17.07.03, 19:14
                      No to i ja się kłaniam uniżenie i z gracją, na jaką mnie
                      stać ;-))))
                      Rzeczywiście, odczytałem Twój ostatni list jako
                      warknięcie i, jeśli niesłusznie, przepraszam.
                      I pięknie dziękuję za "mądre (itd.) wypowiedzi". Są tak
                      naprawdę po prostu... normalne i wynikające z myśli.

                      Cóż mogę dodać... czytałem sporo różnych wypowiedzi
                      różnych osób. A że poznawanie kogoś na podstawie tego, co
                      pisze na forum jest ułomne yo prawda. Chociaż... ma tez
                      swoje ogromne zalety. Tutaj można poznawać czyjeś
                      "czyste" myśli, bez obciążeń wynikających z tego, kto
                      kimś naprawdę jest i jak np. wygląda. Czasem tak jest
                      dużo łatwiej po prostu.

                      :-)

                      MS.
                      • walentyna Re: ? ---> :-) 18.07.03, 12:00
                        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                        > No to i ja się kłaniam uniżenie i z gracją, na jaką mnie
                        > stać ;-))))
                        > Rzeczywiście, odczytałem Twój ostatni list jako
                        > warknięcie i, jeśli niesłusznie, przepraszam.
                        > I pięknie dziękuję za "mądre (itd.) wypowiedzi". Są tak
                        > naprawdę po prostu... normalne i wynikające z myśli.
                        >
                        > Cóż mogę dodać... czytałem sporo różnych wypowiedzi
                        > różnych osób. A że poznawanie kogoś na podstawie tego, co
                        > pisze na forum jest ułomne yo prawda. Chociaż... ma tez
                        > swoje ogromne zalety. Tutaj można poznawać czyjeś
                        > "czyste" myśli, bez obciążeń wynikających z tego, kto
                        > kimś naprawdę jest i jak np. wygląda. Czasem tak jest
                        > dużo łatwiej po prostu.
                        >
                        > :-)
                        >
                        > MS.

                        A to już chyba temat na osobny wątek ;-)

                        Może jest jakiś emotikon na warczenie, żeby uniknąć nieporozumień?
                        • Gość: Sergiusz :-? IP: 213.17.172.* 18.07.03, 13:31
                          :-W ?
                          Niee, to by się mogło niepotrzebnie źle kojarzyć ;-)

                          No to może :-[ :-H albo :-E ???

                          ----------

                          Osobny wątek... no może, ale poznawanie jest bardzo
                          ściśle związane z samo(tno)ścią W pewnym sensie to są
                          dwie strony tego samego - relacji człowieka z otoczeniem.

                          MS.
                          • walentyna Re: :-? 18.07.03, 14:17
                            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                            > :-W ?
                            > Niee, to by się mogło niepotrzebnie źle kojarzyć ;-)
                            >
                            > No to może :-[ :-H albo :-E ???
                            >
                            > ----------
                            >
                            > Osobny wątek... no może, ale poznawanie jest bardzo
                            > ściśle związane z samo(tno)ścią W pewnym sensie to są
                            > dwie strony tego samego - relacji człowieka z otoczeniem.
                            >
                            > MS.

                            Patrząc ogólnie to życie głównie składa się z relacji: człowieka z otoczeniem i
                            człowieka z samym sobą. I chyba nie pomylę się bardzo, jeśli powiem, że
                            wszystkie elementy naszego życia dają się do tego sprowadzić.


                            :-E chyba najlepiej szczerzy zębiska.

                            • Gość: Sergiusz Re: :-? IP: 213.17.172.* 18.07.03, 14:23
                              Cóż można dodać... racja.
                              Ale nie będę Ci "wpychał" do wątku tematu, którego tu nie
                              chcesz.

                              ------

                              No to proponuję przyjąć wyszczerzone grabie :-E i ich nie
                              używać...
                              Niech sobie rdzewieją w składziku.

                              W składziku jest jeszcze szufla: :-D
                              A na co dzień proponuję uśmiech aż za uszy: :-3

                              MS.
                              • walentyna Re: :-? 18.07.03, 14:30
                                Alez zapraszam! Zresztą, zawsze można rozpocząć nowy wątek :-)

                                __

                                Nie będę warczała :-3
                                • Gość: Sergiusz Re: :-? IP: 213.17.172.* 18.07.03, 15:05
                                  Nie zawsze. O czwartej nad ranem najczęściej śpię...

                                  ;-))

                                  MS.
    • Gość: Sergiusz urok samotności - myślenie przewrotne IP: 213.17.172.* 16.07.03, 15:03
      Dużo zależy od charakteru konkretnego człowieka. Bycie "jednoosobowym" (lecz niekoniecznie samotnym) też chyba nie oznacza nieograniczonego prawa do wolności absolutnej. Przecież człowiek sam(otny) żyje w otoczeniu innych ludzi i jednak na ogół jego los jest z ich losami pozazębiany jak kółka szwajcarskiego zegarka.

      Czy tylko >>bycie z kimś<< ma oznaczać oddawanie części siebie, troskę, współ-myślenie? Czy przyjaciele i znajomi szczęśliwego jednoosobowca służą tylko do tego, by "dawać poczucie [..]"? Czy, będąc "singlowatym", można sprawiać sobie przyjemności nieograniczonym zakresie, nie zastanawiając się nad tym, że to jednak może komuś sprawić przykrość? Czy na pewno skupienie wyłącznie na sobie nie może nikogo zranić? Czy można być pustelnikiem - biorcą?

      Czy na pewno taka "singlowatość" to wybór jednego ze sposobów na spędzanie życia, czy raczej objaw egoizmu i po prostu braku umiejętności współ-bycia z ludźmi?


      Ja myślę, że prawdziwe "bycie z kimś" to nie rezygnacja z komfortu posiadania wolności lecz umiejętność tej wolności współdzielenia. Myślę, że jeśli ktoś potrafi być wolnym - nie-wolnym jednoosobowo, w otoczeniu przyjaciół, to i dzieląc z kimś życie nie będzie czuł ciągłego ucisku swego wolnego "ja".

      MS.

      • Gość: Malwina Re: urok samotności - myślenie przewrotne IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 15:46
        a ja jestem singlowata i pozostane poki nie spotkam kogos kto jest zdolny dawac
        i dzielic z innymi i nie bedzie mi wrzeszczal egoistycznie (tzw egoizm pary
        przed telewizorem ;-) ze o drugiej w nocy nie pojedzie ratowac kolezanki na
        drodze wiejskiej z przebitym kolem. Ja tak. Wiec jak to z tym egoizmem ????
        Moi wszyscy faceci mysleli o ich 4 literach, wygodnictwie, kredytach, i kanapie
        podczas gdy dla mnie zycie ma sens gdy dziele je z przyjaciolmi a nawet
        znajomymi. I robie obiady dla nie zaproszonych ludzi, karmie dzieci z podworka
        i placze w nocy z przyjaciolka ktorej zmarl ojciec. ("no jak to ! chodz spac !
        jutro do pracy trzeba isc" ooo kuuuuuuuuuu........m........... - nie nie
        nie !)

        Singlowo egoistycznie ???????????
        • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie przewrotne IP: 213.17.172.* 16.07.03, 15:51
          Napisałem o innej "singlowatości", niż Twoja...
          Po prostu nie spodobało mi się określenie bycia samym(otnym?) jako bezgraniczne prawo do zainteresowania wyłącznie sobą i swoimi sprawami.

          MS.
          • walentyna Re: urok samotności - myślenie przewrotne 16.07.03, 16:08
            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

            > Napisałem o innej "singlowatości", niż Twoja...
            > Po prostu nie spodobało mi się określenie bycia samym(otnym?) jako
            bezgraniczne
            > prawo do zainteresowania wyłącznie sobą i swoimi sprawami.
            >
            > MS.

            Sergiuszu,
            nie pisałam o niczym bezgranicznym, ani o zainteresowaniu WYŁĄCZNIE sobą.
            • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie przewrotne IP: 213.17.172.* 17.07.03, 00:48
              Widać źle zrozumiałem Twoje słowa "robisz co chcesz ze
              świadomością, że nikogo nie zrani [...]" i "wszystko
              zależy od Ciebie".
              ?
              MS.
      • walentyna Re: urok samotności - myślenie przewrotne 16.07.03, 16:06
        Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

        > Dużo zależy od charakteru konkretnego człowieka. Bycie "jednoosobowym" (lecz
        ni
        > ekoniecznie samotnym) też chyba nie oznacza nieograniczonego prawa do
        wolności
        > absolutnej. Przecież człowiek sam(otny) żyje w otoczeniu innych ludzi i
        jednak
        > na ogół jego los jest z ich losami pozazębiany jak kółka szwajcarskiego
        zegarka

        Oczywiście, zawsze jesteśmy w związkach, nawet jeśli żyjemy w pojedynkę. Jednak
        życie z kimś w sensie bycia parą, mieszkania razem to bycie_bardzo_z_kimś.


        >
        > Czy tylko >>bycie z kimś<< ma oznaczać oddawanie części siebie, tro
        > skę, współ-myślenie? Czy przyjaciele i znajomi szczęśliwego jednoosobowca
        służą
        > tylko do tego, by "dawać poczucie [..]"? Czy, będąc "singlowatym", można
        spraw
        > iać sobie przyjemności nieograniczonym zakresie, nie zastanawiając się nad
        tym,
        > że to jednak może komuś sprawić przykrość? Czy na pewno skupienie wyłącznie
        na
        > sobie nie może nikogo zranić? Czy można być pustelnikiem - biorcą?

        Nie to miałam na myśli. Bycie singlem to większa swoboda w decyzjach, ale nie
        ekstremalny egoizm. (Np. możesz pojechać na wakacje tam, dokąd chcesz, bo jeśli
        Twoi przyjaciele nie zechcą jechać w to samo miejsce, pojedziesz sam i nikogo
        to nie będzie bolało; spędzenie wakacji oddzielnie, kiedy jest się z kimś "w
        parze" rodzi wątpliwości, obawy - więc jedziesz nad morze, chociaż wolisz góry,
        albo na odwrót).
        Bycie singlem to więcej uwagi i troski dla samego siebie, ale nie totalne
        zapomnienie o innych.


        > Czy na pewno taka "singlowatość" to wybór jednego ze sposobów na spędzanie
        życi
        > a, czy raczej objaw egoizmu i po prostu braku umiejętności współ-bycia z
        ludźmi
        > ?

        >
        >
        > Ja myślę, że prawdziwe "bycie z kimś" to nie rezygnacja z komfortu posiadania
        w
        > olności lecz umiejętność tej wolności współdzielenia. Myślę, że jeśli ktoś
        potr
        > afi być wolnym - nie-wolnym jednoosobowo, w otoczeniu przyjaciół, to i
        dzieląc
        > z kimś życie nie będzie czuł ciągłego ucisku swego wolnego "ja".

        Znasz to z własnego doświadczenia? Myślałam zupełnie tak samo jakiś czas temu.
        A jednak... dwoje ludzi, jak dwie krople wody - tak podobni a tak różni. Wydaje
        się, że myślą podobnie, że współdzielą część świata, pozostawiając też sobie
        jego części osobne. Ale z czasem okazuje się, że każde z nich to współdzielenie
        vs. osobność i wolnośc rozumie nieco inaczej...

        • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie przewrotne IP: 213.17.172.* 16.07.03, 16:35
          Jestem jednoosobowcem - ani z wyboru, ani z przymusu. Z takiego, a nie innego ułożenia świata i życia. Może i z egoizmu... nie wiem. Chyba też nieco ze świadomości, że rzeczywistość mogłaby się rozminąć z tym, co napisałem. Łatwo można poranić i siebie i, przede wszystkim, kogoś.

          A ludzi podobnych jak dwie krople wody po prostu nie ma, więc bycie_z_kimś to, moim zdaniem, przede wszystkim akceptacja jego odmienności, a nie jej zaniedbywanie. Podobieństwa są "łatwe", a tam gdzie się kończą, zaczynają się trudności.

          MS.
          • walentyna Re: urok samotności - myślenie przewrotne 16.07.03, 16:53
            Teraz ja przewrotnie:
            jeśli akceptujesz inność drugiej osoby, chciałbyś, aby i ona akceptowała Twoją.
            A jeżeli jej inność polega właśnie na tym, że Twojej zaakceptować nie umie?

            Gdzie jest granica pomiędzy akceptacją czyjejś inności a poświęceniem kawałka
            swojej?
            Jak uszanować te inności, kiedy stają ze sobą w konflikcie i nie chcą się dać
            pogodzić bez naruszania harmonii świata wspólnego ze światami osobnymi?



            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

            > Jestem jednoosobowcem - ani z wyboru, ani z przymusu. Z takiego, a nie innego
            u
            > łożenia świata i życia. Może i z egoizmu... nie wiem. Chyba też nieco ze
            świado
            > mości, że rzeczywistość mogłaby się rozminąć z tym, co napisałem. Łatwo można
            p
            > oranić i siebie i, przede wszystkim, kogoś.
            >
            > A ludzi podobnych jak dwie krople wody po prostu nie ma, więc bycie_z_kimś
            to,
            > moim zdaniem, przede wszystkim akceptacja jego odmienności, a nie jej
            zaniedbyw
            > anie. Podobieństwa są "łatwe", a tam gdzie się kończą, zaczynają się
            trudności.
            >
            > MS.


            • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie przewrotne IP: 213.17.172.* 16.07.03, 17:17
              To nie jest przewrotnie, to jest pytanie podstawowe, od którego zależy możność bycia z tą konkretną osobą lub nie.

              Jest dla mnie oczywistym, że istnieje nieprzekraczalna granica aceptacji odmienności drugiej osoby, ale jej położenie jest czymś osobistym. Jedni pozwalają drugiemu człowiekowi na wiele, są gotowi oddać mu swoją ogromną część, inni - nie ustępują prawie wcale. Ani jedni, ani drudzy nie są gorsi, są po prostu inni. Tyle że ci, którzy nie są w stanie oddać ani kawałka siebie, mają nikłą szansę "być z kimś" trwale i pięknie.

              "Inność, polegająca na tym, że Twojej zaakceptować nie umie"... Czy to na pewno jeszcze inność, czy już niemożność porozumienia? A może to żądanie niemożliwego - akceptacji jednostronnej? Może to wynika z postawy "ani kroku wstecz" i oczekiwania czyjejś na to zgody?

              MS.
        • Gość: Sergiusz urok samotności - myślenie... IP: 213.17.172.* 18.07.03, 14:12
          Wpisuję w tym miejscu choć to, co chcę powiedzieć,
          dotyczy wszystkich tu zamieszczonych wypowiedzi. Proszę
          więc o wybaczenie, że tylko po części dotyczy
          poprzedzającego listu.

          No bo tak się jeszcze zastanawiam... punktem wyjścia jest
          lato za oknem i "rzucony" między wierszami problem morze
          <-> góry. Ale - proszę - niechaj to zostanie potraktowane
          wyłącznie jako przykład.

          Hmmmm, własciwie w pierwszym momencie można się zaśmiać -
          taka drobnostka to jakiś problem? No i własnie... czy to
          jest zawsze drobnostka? Myślę, że nie. Myślę, że taka
          "drobnostka", jeśli nie została dostatecznie wcześnie
          uświadomiona i, być może, przegadana - może się stać
          powodem poważnego rozdźwięku. Bo przecież to nie jest
          tylko różnica na poziomie formy spędzania urlopu. To tak
          naprawdę wrażliwość na inny rodzaj piękna, inna
          preferowana forma aktywności (lub bierności), inne
          wspomnienia, inne... Oczywiście można się wzajemnie
          "nauczyć" odczuwania mało dotychczas znanego piękna, ale
          hmm, czy tak do końca? Wilka zawsze będzie ciągnęło do
          lasu. Wilk morski może i pokocha góry, ale dla niego
          prawdziwym zapachem pozostanie zapach, unoszacy się nad
          morskiki falami. Górołaz chętnie wypłynie w morze, ale
          jak usłyszy szum świerków i poczuje zapach kosodrzewiny...
          Do rzeczy. Czy uważam, że takie różnice są przeszkodą,
          uniemożliwiającą współ-bycie ze sobą? Nie, w żadnym
          razie, ale ogromnym, moim zdaniem, błędem jest
          zaniedbywanie ich i mówienie sobie: "aaaa, jakoś to
          będzie". Będzie. Miesięc? rok? dwa? trzy? A potem?

          Cóż, mnie nie-podlotkowi ;-) już to chyba wypada
          powiedzieć. Podjęcie decyzji o współ_byciu_bardzo, o
          współ_mieszkaniu, o współ_dzieleniu_życia wymaga czasu,
          wzajemnego poznania, zastanowienia. Potrzeba wielu chwil
          na "dotarcie się", na ujawnienie różnic typu góry <->
          morze, na sprawdzenie czy te różnice są do
          zaakceptowania, czy nie. Często nie wystarczy ustnie
          zawarta "umowa", ona nie zastąpi stopniowego, (jednak)
          powolnego procesu wzajemnego poznania.
          Wiem, powiecie: "ach, miłość, zauroczenie, zakochanie -
          to jest jak burza, tego się nie wybiera". Ha, mając
          piętnaście lat powiedziałbym tak samo, mając nieco więcej
          powiem że "jestem za, a nawet przeciw". I, patrząc
          dookoła, widząc ogrom rozpadających się z hukiem
          "młodych" małżeństw i błyskawicznie "zawartych" związków
          bezmałżeńskich, utwierdzam się w przekonaniu iż mam rację.
          Gdzieś jest ten złoty środek pomiędzy szaleństwem a
          rozsądkiem i znalezienie go to ogromna sztuka.

          MS.



          • walentyna Re: urok samotności - myślenie... 18.07.03, 14:26
            I okazuje się, że każdy szczegół - i ten , który łączy i ten, który dzieli - ma
            swoje znaczenie. Jedni mówią, że przeciwieństwa się uzupełniają... Być może...
            Ale nie na długo. Żeby budować świat wspólny trzeba mieć z czego. A tym czymś
            są właśnie te łączące szczegóły - wspólne zainteresowania, upodobania, gusta...
            Złapanie właściwych proporcji między wspólnym a osobnym to chyba jedno z
            najtrudniejszych zadań w ziązkach. Być razem pozostając sobą.

            Dzięki, Sergiuszu, za mądre (nie po raz pierwszy :-) słowa. Podpisuję się pod
            nimi wszystkimi kończynami.

            PS. A Ty jesteś morski, czy górowy?
            • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie... IP: 213.17.172.* 18.07.03, 14:38
              Odpowiem Ci przewrotnie:

              na powierzchni morza czasem zdarza się coś pięknego -
              góry (z wody, niestety).

              MS.
            • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie... IP: 213.17.172.* 18.07.03, 14:57
              Myślę, że przeciwieństwa też mogą wspaniale łączyć.
              Różniąc się można sobie wzajemnie dawać coś, czego druga
              strona dotychczas nie znała. Można się wzajemnie uczyć.
              Można dyskutować, można się spierać, ba - nawet kłócić...

              Wszystko to można. Tylko nie można jednego - być
              obojętnym na pasje i emocje partnera/ki. O sprawach
              własnych, o pasjach osobistych, o różnicach trzeba gadać,
              trzeba je chcieć poznać. Ze świadomością, że być może
              Twoje nie staną się Moimi - ale może staną się Wspólnymi?

              Tak sobie... rozważam. No bo przecież jestem
              jednoosobowcem. Teoretykiem.

              MS.
              • walentyna Re: urok samotności - myślenie... 18.07.03, 15:28
                Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                > Myślę, że przeciwieństwa też mogą wspaniale łączyć.
                > Różniąc się można sobie wzajemnie dawać coś, czego druga
                > strona dotychczas nie znała. Można się wzajemnie uczyć.
                > Można dyskutować, można się spierać, ba - nawet kłócić...
                >
                > Wszystko to można. Tylko nie można jednego - być
                > obojętnym na pasje i emocje partnera/ki. O sprawach
                > własnych, o pasjach osobistych, o różnicach trzeba gadać,
                > trzeba je chcieć poznać. Ze świadomością, że być może
                > Twoje nie staną się Moimi - ale może staną się Wspólnymi?
                >
                > Tak sobie... rozważam. No bo przecież jestem
                > jednoosobowcem. Teoretykiem.
                >
                > MS.


                Jako aktualnie praktyk - potwierdzam słuszność powyższych stwierdzeń :-)


                • Gość: Sergiusz Re: urok samotności - myślenie... IP: 213.17.172.* 18.07.03, 15:33
                  Czyli mogę się podpisać:

                  >> wierzący, ale nie praktykujacy <<

                  :-)

                  MS.
                  • walentyna Re: urok samotności - myślenie... 18.07.03, 16:20
                    Najważniejsze, że wierzący :-)
                    Wiara ponoć cuda czyni... A czy czyni także rzeczy powszednie?
                    • Gość: Sergiusz tym razem po prostu myślenie... IP: 213.17.172.* 18.07.03, 16:50
                      No to ja znowu tak po swojemu, czyli jątrząco i
                      rozdrabniająco, i wspak, i pod prąd. I na tak, i na nie.

                      --------

                      A gdzie leży granica pomiędzy cudem, a rzeczą powszednią?
                      Na przykład mówi się obiegowo o "cudzie narodzin". No i
                      dla rodziców jest to pewnego rodzaju cud, a dla
                      towarzyszącego temu samemu wydarzeniu lekarza - rzecz
                      powszednia.
                      Zwykłe "iście" tym samym chodnikiem może byc raz cudowne,
                      a raz powszednie - w zależności od tego, czy się idzie do
                      znienawidzonej pracy, czy na spacer z kimś ciekawym lub
                      bliskim.

                      Czy na pewno jest słusznym dzielenie rzeczy na powszednie
                      i cudowne? Czy w harmonijnej powszedniości nie jest
                      zawarta pewnego rodzaju cudowność? A czy teraz
                      wydarzający sie cud nie stanie się za chwilę przekleństwem?

                      Wniosek? Dążąc do gwiazd napotykamy na drodze tysiące
                      rzeczy małych i powszednich. Spotykamy setki "zwykłych"
                      ludzi. Warto te rzeczy i tych ludzi zauważać. Bo cud i
                      gwiazdy mogą się okazać nieosiągalne i może się okazać,
                      że przez zaniedbanie codzienności wytworzyliśmy dookoła
                      siebie pustkę.

                      No i znowu ten sam problem - poszukiwanie równowagi...
                      A może to on właśnie jest w życiu najważniejszy?

                      MS.

                      Jak już wszyscy będa mieli dosyć mojego majędzenia -
                      proszę o jakiś znak, to się dla odmiany powygłupiam.
                      ;-))

                      S.
                      • walentyna Re: tym razem po prostu myślenie... 18.07.03, 17:07
                        Wczytaj się uważnie w swoje pytania, bo w nich są zawarte odpowiedzi :-)

                        __

                        Do...
                        poczytania za tydzień - jadę spływać kajakiem :-)))


                        Wszystkim tu zgromadzonym - przesyłam serdeczny urlopowy uśmiech po uszy :-3
                        • Gość: Sergiusz odpowiedzi IP: 213.17.172.* 18.07.03, 17:28
                          Wiem, ja swoją odpowiedź na nie znam.
                          Ale myślę, że warto czasem wypowiedziec takie pytania
                          głośno i otwarcie i warto sobie powtórzyć te, oczywiste,
                          odpowiedzi.
                          Bo zbyt często ulegają one zapomnieniu.

                          Szerokiej wody ;-)))

                          :-3
                          MS.
                    • Gość: Sergiusz myślenie - cd IP: 213.17.172.* 18.07.03, 17:05
                      Tak naprawdę myślę, że wiara nie czyni ani cudów, ani
                      rzeczy powszednich. Wiara pomaga osiągnąć - i rzeczy
                      "cudowne" i te powszednie. Ale nie wystarczy sama wiara,
                      trzeba jej pomóc. Komplet stanowi dopiero połączenie:
                      wiara + człowiek.

                      MS.
    • jmx Re: urok samotności 16.07.03, 15:43
      walentyna napisała:

      > Polegasz
      > głównie na sobie, więc kontrolujesz sytuację, wszystko zależy od Ciebie.
      > Jest łatwo i spokojnie. Bezpiecznie.


      To zdanie wywołalo uśmiech na mojej twarzy - ten kto tak uważa, nigdy tak
      naprawdę, nie był samotny. Tak NAPRAWDĘ samotny. "Przyjaciele daja poczucie
      bliskiego bycia z ludźmi" - to jest samotność? Nie wiedziałam....
      Ludzie za samotność uważają stan, w którym nie posiadają tzw. "drugiej
      połówki". To trochę pójście na łatwiznę - bo niedostrzegamy, albo nie chcemy
      dostrzec i docenić tej całej masy ludzi "tylko" przyjaciół, znajomych, którzy
      są na każde zawołanie, pomagają nam jak mogą, do tego rodzina (matka, ojciec,
      rodzeństwo itp.). Człowiek nie jest samotną wyspą i zawsze powinien zwracać
      uwagę na innych ludzi by swoją osobą, swoim postępowaniem nie ranić innych, nie
      sprawiac im przykrości. Takie sa założenia, czasem w życiu różnie wychodzi.


      > A jednak chętnie rezygnujemy z tego komfortu. Chociaż bycie we dwoje potrafi
      > być czasem walką na śmierć i życie, wymaga wysiłku, uwagi, myślenia za dwoje,
      > ryzykowania samym sobą... Co daje w zamian, czego nie dałoby życie w
      > pojedynkę?

      Co daje? Właśnie to - możliwośc polegania nie tylko na sobie. Poczucie
      bezpieczeństwa (szeroko rozumiane), świadomość, że jest się komuś potrzebnym i
      że sami jesteśmy komuś potrzebni.
      Ale generalnie wszystko zależy co rozumiemy przez "bycie z związku" czy
      małżeństwo, wspólne mieszkanie, itd.


      A tak zupełnie od siebie juz dodam, że jeśli ktoś będąc w szczęśliwym(?)
      związku ma takie myśli, że lepiej samemu niż z ukochanym(?) to coś z tym
      uczuciem jest nie tak.....
      • walentyna Re: urok samotności 16.07.03, 16:15
        jmx napisała:

        > walentyna napisała:
        >
        > > Polegasz
        > > głównie na sobie, więc kontrolujesz sytuację, wszystko zależy od Ciebie.
        > > Jest łatwo i spokojnie. Bezpiecznie.
        >
        >
        > To zdanie wywołalo uśmiech na mojej twarzy - ten kto tak uważa, nigdy tak
        > naprawdę, nie był samotny. Tak NAPRAWDĘ samotny. "Przyjaciele daja poczucie
        > bliskiego bycia z ludźmi" - to jest samotność? Nie wiedziałam....
        > Ludzie za samotność uważają stan, w którym nie posiadają tzw. "drugiej
        > połówki". To trochę pójście na łatwiznę - bo niedostrzegamy, albo nie chcemy
        > dostrzec i docenić tej całej masy ludzi "tylko" przyjaciół, znajomych, którzy
        > są na każde zawołanie, pomagają nam jak mogą, do tego rodzina (matka, ojciec,
        > rodzeństwo itp.). Człowiek nie jest samotną wyspą i zawsze powinien zwracać
        > uwagę na innych ludzi by swoją osobą, swoim postępowaniem nie ranić innych,
        nie
        >
        > sprawiac im przykrości. Takie sa założenia, czasem w życiu różnie wychodzi.
        >

        Samotnością rzeczywiście nazywa się różne stany. Ja miałam na myśli "niemanie
        pary", stan, kiedy nie ma tej_jednej_jedynej_osoby. I o takiej samotności
        pisałam. Może lepiej nazywać ją singlowatością - dla jasności dyskusji.

        I nie chodzi o to, że będąc singlem nie liczysz się z ludźmi. Tylko o to, że
        wtedy relacje, w których jesteś są inne niż kiedy jesteś/żyjesz/mieszkasz/
        dzielisz codzienność z Tą Jedną osobą.


        >
        > > A jednak chętnie rezygnujemy z tego komfortu. Chociaż bycie we dwoje potra
        > fi
        > > być czasem walką na śmierć i życie, wymaga wysiłku, uwagi, myślenia za dwo
        > je,
        > > ryzykowania samym sobą... Co daje w zamian, czego nie dałoby życie w
        > > pojedynkę?
        >
        > Co daje? Właśnie to - możliwośc polegania nie tylko na sobie. Poczucie
        > bezpieczeństwa (szeroko rozumiane), świadomość, że jest się komuś potrzebnym
        i
        > że sami jesteśmy komuś potrzebni.
        > Ale generalnie wszystko zależy co rozumiemy przez "bycie z związku" czy
        > małżeństwo, wspólne mieszkanie, itd.
        >
        >
        > A tak zupełnie od siebie juz dodam, że jeśli ktoś będąc w szczęśliwym(?)
        > związku ma takie myśli, że lepiej samemu niż z ukochanym(?) to coś z tym
        > uczuciem jest nie tak.....
        >

        Wiem. Ale to długa i pokręcona historia... I nie na forum.
        • jmx Re: urok samotności 16.07.03, 17:06
          walentyna napisała:

          > I nie chodzi o to, że będąc singlem nie liczysz się z ludźmi. Tylko o to, że
          > wtedy relacje, w których jesteś są inne niż kiedy jesteś/żyjesz/mieszkasz/
          > dzielisz codzienność z Tą Jedną osobą.

          No ale coś chyba sprawiło, że jesteś właśnie z nim a nie z kimś innym?
          A może to nie była miłość? Uczucie zrodzone z prawdziwego poznania drugiej
          osoby tylko właśnie strach przed byciem_samemu? A teraz nadeszły
          trudności, "szara codzienność" i obecność tej osoby uwiera... znudziła się, bo
          trzeba myśleć "my" a nie "ja" i "on"....

          Podjęcie decyzji o wspólnym zamieszkaniu (stworzeni związku) niektórym
          przychodzi zaskakująco szybko. Bo przez tydzień było cudownie, więc tak będzie
          zawsze, bo sie kochamy.... A potem...?
    • fiuutek Re: urok samotności 16.07.03, 16:04
      SEX!
      w singlu brakuje sexu,
      nie ma sexu.
      nie ma maxymalnej bliskosci drugiego osobnika. nie ma calkowitego oddania sie
      jednej osobie. nie ma sexu.
      jest wszystko poza sexem.

      nie jestem maniakiem sexu
      fiuutek

      ps. bo ja sexu dla sportu z tzw. 'dobrym przyjacielem' nie uznaje.
      • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 16.07.03, 16:06
        a mnie nic tak nie nudzi jak sex w zwiazku ! po szesciu pierwszych miesiacach
        umieram z nudow (przepraszam z gory wszystkich panow ale ...ziewac mi sie
        chce....:-)))
        • saana Re: urok samotności 16.07.03, 18:49
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > a mnie nic tak nie nudzi jak sex w zwiazku ! po szesciu pierwszych miesiacach
          > umieram z nudow (przepraszam z gory wszystkich panow ale ...ziewac mi sie
          > chce....:-)))
          bo za czesto uzywasz....no nie stosujesz naturalnych metod, wtedy to najwyzej 1
          tydzien moze dwa.
          • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.w81-49.abo.wanadoo.fr 18.07.03, 15:07
            hi hi hi
    • guerreiro_da_luz Re: urok samotności 16.07.03, 16:36
      "Wojownik wie, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Wie, że nie może
      walczyć sam. Jakiekolwiek byłyby jego zamiary, zawsze potrzebuje innych ludzi"

      "Wojownik światła potrzebuje miłości. Przywiązanie, przyjaźń i czułość są
      częścią jego natury (...). I jeśli o zachodzie słońca nie czuje się szczęśliwy,
      znaczy nie jest z nim w porządku. (...) rusza na poszukiwanie kogoś, kto razem
      z nim obejrzy zachód słońca. (...)Wojownik światła może wybrać samotność, ale
      nie może paść jej ofiarą."

      Uważać więc należy z wybieraniem samotności.
    • Gość: Mała Re: urok samotności IP: *.toya.net.pl 16.07.03, 17:26
      No ciekawa ta dyskusja, pozwolcie ze i ja wtrace swoje trzy grosze. dla mnie
      singiel to osoba, ktora jest w zwiazku ale od czasu do czasu bo kiedy
      przychodzi czas na zaangazowanie to singiel sie wycofuje i zaczyna kolejny
      zwiazek. oczywiscie osoba ta jest niezalezna i mieszka u siebie, a partnera ma
      u siebie na kilka godzin po pozniej to juz klopot. wydaje mi sie ze tutaj
      mylone sa pojecia singla z samotnikiem.To nie jest tak ze singiel nie mysli o
      zwiazku. chodzi o to by czerpac z zycia jak najwiecej przy najmniejszym
      poswieceniu ze swojej strony. i co wy na to?
      • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 18:00
        faktycznie poswiecac sie nie bede w zadnym znaczeniu slowa tego.
        Ale pytam czy jest latwiej oprzec sie na meskim ramieniu (czesto calkowicie -
        decyzjonalnie, finansowo, zyciowo) czy wygodniej jest samemu brac WSZYSTKO na
        swoje barki ?
        tzn relacje (ze znajomymi)
        intendencje
        prace zarobkowa
        decyzje
        smutki i przegrane
        problemy z hydraulikiem
        z administracuja
        deklaracje podatkowa
        edukacje dziecka
        wywiadowki
        auto - mycie i naprawe
        budzet
        kredyty itd itp

        no i co ?
        • Gość: Sergiusz krawaty wiąże, przerywa ciążę... IP: 213.17.172.* 16.07.03, 18:25
          Suuuper!
          Specjalizowny mężczyzna do robót domowych...

          Tylko trzeba uważnie patrzeć, czy się nie "wdaje" w
          fajtłapę i życiowego niedojdę. Na początek proponuję
          zestw testów: ostrzenie noży, naprawa pralki, pucowanie
          samochodu, budowa szafy i mycie okien. Za każdy test
          można przyznawać punkty i jeśli gość "wypełni normę" -
          zostaje umieszczony na liście kandydatów. A potem można
          zrobić dogrywkę albo konkurs świadectw.

          Jedna mała prośba - niech coś takiego odbywa się
          uczciwie, niech każdy kandydat wie, w czym bierze udział.
          Wtedy będzie wiedział, w co się pakuje i, jakby co,
          bedzie mógł mieć żal tylko do siebie.

          :-/

          MS.
          • Gość: Malwina Re: krawaty wiąże, przerywa ciążę... IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 18:29
            nie wiem o czym piszesz ? to chyba nie do mnie....testow na bycie mezczyzna
            nie zdawalam, na mechanice samochodowej sie nie znam, wanny nie naprawie ...a
            musze sobie z tym radzic. Tak jakos wyszlo....
            (a jak bylam zaobraczkowana to sobie tez radzilam bo malzonek rowniez testow
            nie przechodzil ale on nie czul sie zobowiazany - ja tak)

            No i krawaty mu wiazalam i o ciazy uslyszalam : "podejmij decyzje"
            No i co , pytam po raz wtory ?
            • Gość: Sergiusz Re: krawaty wiąże, przerywa ciążę... IP: 213.17.172.* 16.07.03, 18:39
              No i nic...
              Pewnie "technicznie" łatwiej z kimś, tylko chyba nie o to
              chodzi, to powinno "wyjść" przy okazji.
              przepraszam, jeśli to wzięłaś do siebie. Po prostu trochę
              się zdegustowałem, czytając ten wykaz zalet posiadania
              "na stanie" jakiegoś Pana. Ja akurat pewnie bym testy
              przeszedł, ale nie bardzo by mi się uśmiechało bycie
              wyłącznie domowym fachowcem.

              :-)
              MS.
              • Gość: Malwina Re: krawaty wiąże, przerywa ciążę... IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 18:57
                to MOJE zalety ! zadnego pana ! no widzisz jaki jestes tradycjonalny. Moze tez
                bym chciala ale nie moge.
                teorii tez mam pelno - w kazdym rekawie ...eeeh
                • Gość: Sergiusz rękawy wiąże... IP: 213.17.172.* 17.07.03, 12:31
                  A na czym polega mój "tradycjonalizm"?



                  Teraz nieco mniej poważnie:

                  no to masz dwie teorie - tyle, ile rękawów... (chyba, że
                  wliczysz teorie wiszące w szafie)
                  ;-)

                  MS.
                  • Gość: Malwina Re: rękawy wiąże... IP: *.d1.club-internet.fr 17.07.03, 13:51
                    bos sobie wyobrazil ze wymieniam cechy ksiecia z bajki ktory to tradycyjnie ma
                    rury wymieniac, auto naprawic, piniundze zarabiac, szerokie barki na silowni
                    wypracowywac itd
                    a gdzie tam ! to ja jestem jak ta plywaczka olimpijska z dawnego DDR !
                    • Gość: Sergiusz Re: rękawy wiąże... IP: 213.17.172.* 17.07.03, 14:06
                      Jeśli to JA sobie wyobraziłem, że to TY tak uważasz, to
                      nie JA jestem "tradycjonalny", ale - na podstawie tego,
                      co przeczytałem - pomyślałem, że TY...

                      Jeśli się, jak widzę, pomyliłem - przepraszam.

                      ***
                      Eeee, gdybyś była pływaczką z byłego DDR, to byś już nie
                      żyła...
                      ;-)

                      MS.
        • saana Re: urok samotności-Malwina 16.07.03, 18:56
          Malwina
          faceta oczywiscie mozna wykorzystywac swiadomie. Ale nie jestem przekonana,ze
          opieranie sie to dobre slowo. To niewiele ma wspolnego z partnerstwem.
          Dzielic sie to chyba najsensowniejsze wybrniecie.
          Widze go na codzien w Szweckich rodzinach , facet zasuwa z wozkiem na
          wywiadowki sprzeta goruje, potem to samo robi kobieta.
          I jakos sa ze soba szczesliwi.
          Malwina zlap Szweda zamiast Francuza- bedziesz miala moze troche zimniejsza
          relacje-inna ale ten Szwed jak uzna za konieczne pojedzie z Toba w srodku nocy.
          Tylko bedziesz musiala logicznie argumentowac. I wogole polecam.

          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > faktycznie poswiecac sie nie bede w zadnym znaczeniu slowa tego.
          > Ale pytam czy jest latwiej oprzec sie na meskim ramieniu (czesto calkowicie -
          > decyzjonalnie, finansowo, zyciowo) czy wygodniej jest samemu brac WSZYSTKO na
          > swoje barki ?
          > tzn relacje (ze znajomymi)
          > intendencje
          > prace zarobkowa
          > decyzje
          > smutki i przegrane
          > problemy z hydraulikiem
          > z administracuja
          > deklaracje podatkowa
          > edukacje dziecka
          > wywiadowki
          > auto - mycie i naprawe
          > budzet
          > kredyty itd itp
          >
          > no i co ?
          • Gość: Malwina Re: urok samotności-Malwina IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 19:01
            przysiegam ci ze o tym myslalam - jak masz cos pod reka to mozesz mi
            przyslac :-)
            szwedzi sa swietni (byle nie pili) i lubie blondynow :-) nie mam pojecia co
            robie na tym poludniu gdzie na ulicach gwizdza za babkami !
            • saana Re: urok samotności-Malwina 16.07.03, 21:13
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > przysiegam ci ze o tym myslalam - jak masz cos pod reka to mozesz mi
              > przyslac :-)
              > szwedzi sa swietni (byle nie pili) i lubie blondynow :-) nie mam pojecia co
              > robie na tym poludniu gdzie na ulicach gwizdza za babkami !
              rozejrze sie. Ci wokolo niestety zajeci. A moze na szczescie z powodu
              profesji ;-).
              • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 21:15
                o rany ! co oni robia ???
                • saana Re: urok samotności 16.07.03, 21:28
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > o rany ! co oni robia ???
                  to samo co ja ;-), wiec wiem o czym pisze.
                  • Gość: Malwina Re: urok samotności IP: *.d1.club-internet.fr 16.07.03, 22:18
                    o raaanyyy, a co ty robisz ??? (mialam racje : w bialym fartuchu !!!)
                    • krasska Sergiuszu! Na litosc Boska!!! 17.07.03, 07:25
                      naucz sie pisac tak jak inni, piszesz przez cala strone bez "marginesow" !

                      Co do mnie to mieszkam sama i uwielbiam to. Daje mi to poczucie indywidualnosci
                      wolnosci. Robie doslownie na co mam ochote. Uwielbiam byc sama, sluchac muzyki,
                      czytac poezje, myslec. Mam bliskiego sobie mezczyzne przyjaciela, z ktorym sie
                      spotykam, a przez telefon mamy kontakt codziennie. I seksu wbrod:-))))))))))))
                      Raz spimy u niego raz u mnie.
                      • Gość: Sergiusz Ciiiiiii..... ;-))) IP: 213.17.172.* 17.07.03, 11:32
                        Przepraszam za to moje bez-marginesów-pisanie. To nie
                        moja wina, tylko używanej przeze mnie przeglądarki. Nie
                        wiedziałem, że to aż tak fatalnie "wychodzi". Już się
                        poprawiłem - do pisania na forum używam innej, powinno
                        być lepiej.

                        Co do Ciebie - nic dodać, nic ująć. Jeśli taki układ
                        odpowiada i Tobie i jemu - tylko pozazdrościć. Jednak
                        chyba trudno o Tobie powiedzieć, że jesteś "sama", czy
                        "jednoosobowa". Sama mieszkasz, ale jesteś z kimś
                        wyraźnie powiązana i sądzę, że jednak tak zupełnie wolna
                        w swoich poczynaniach nie jesteś. Podejrzewam (choć być
                        może się mylę), że ani Tobie ani jemu nie jest zupełnie
                        obojętne to, czy telefon zadzwoni czy nie. No i czy na
                        pewno przyjęłabyś zupełnie spokojnie niespodziewane
                        zerwanie tej znajomości albo "tylko" długą, niczym nie
                        uzasadnioną, przerwę?
                        A Ty? Pewnie też, mimo poczucia swobody i wolności,
                        starasz się postępować tak, by i jemu nie sprawić przykrości.

                        *******

                        Wydaje mi się, że prawdziwy problem "sposobu" współ-bycia
                        dwojga ludzi pojawia się dopiero wówczas, kiedy zaczyna
                        się myśleć o dziecku (lub jeśli ono już jest).
                        Właśnie... a może tu właśnie jest prawdziwe uzasadnienie
                        dla bycia_z_kimś_bardzo? Ale jeśli - to należy się bardzo
                        bardzo bardzo poważnie zastanowić, bo ewentualna ucieczka
                        oznacza krzywdę kogoś, kto na nią zupełnie nie zasłużył i
                        nie ma żadnej możliwości obrony.

                        MS.
            • Gość: astinger Re: urok samotności-Malwina IP: 213.231.15.* 17.07.03, 15:42
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > przysiegam ci ze o tym myslalam - jak masz cos pod reka to mozesz mi
              > przyslac :-)
              > szwedzi sa swietni (byle nie pili) i lubie blondynow :-) nie mam pojecia co
              > robie na tym poludniu gdzie na ulicach gwizdza za babkami !

              Malwina, serio, to mam jednego szweckiego kolesia. Jedna wątpliwość na poczatek
              to wasza różnica wieku. W kazdym razie on poszukuje.
              • Gość: Malwina Re: urok samotności-Malwina IP: *.d1.club-internet.fr 18.07.03, 00:40
                a ile to bébé ma latek ?
        • walentyna Re: urok samotności 17.07.03, 18:29
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > faktycznie poswiecac sie nie bede w zadnym znaczeniu slowa tego.
          > Ale pytam czy jest latwiej oprzec sie na meskim ramieniu (czesto calkowicie -
          > decyzjonalnie, finansowo, zyciowo) czy wygodniej jest samemu brac WSZYSTKO na
          > swoje barki ?
          > tzn relacje (ze znajomymi)
          > intendencje
          > prace zarobkowa
          > decyzje
          > smutki i przegrane
          > problemy z hydraulikiem
          > z administracuja
          > deklaracje podatkowa
          > edukacje dziecka
          > wywiadowki
          > auto - mycie i naprawe
          > budzet
          > kredyty itd itp
          >
          > no i co ?

          Jeśli bardzo nie chcesz sama z tym wszystkim się zmagać, to polecam dobrych
          sąsiadów. Zgodnie z zasadą, że prędzej ci sąsiad niż mąż noże naostrzy
          (sprawdziłam kiedyś - prawda!)
          • jmx Re: uroki sąsiada 17.07.03, 18:44
            A po co się wysługiwać sąsiadem/ami i glowę im zawracać jeśli samemu umie się
            coś zrobić? Sąsiad ma swoje życie i swoje sprawy do załatwienia.
            A noże ostrzyć to prosta sprawa - sprawdziłam! ;-))))
            • walentyna Re: uroki sąsiada 17.07.03, 19:03
              jmx napisała:

              > A po co się wysługiwać sąsiadem/ami i glowę im zawracać jeśli samemu umie się
              > coś zrobić? Sąsiad ma swoje życie i swoje sprawy do załatwienia.
              > A noże ostrzyć to prosta sprawa - sprawdziłam! ;-))))
              >

              Opcja: sąsiad jest dla narzekających, że trzeba wszystko samodzielnie ;-)
              • jmx Re: uroki sąsiada 17.07.03, 19:20

                Niektórzy/niektóre wolą się dzielić (zwalać?) obowiązkami z życiowym partnerem
                nie sąsiadem...
                • walentyna Re: uroki sąsiada 18.07.03, 12:01
                  Dobrze, kiedy ma się wybór ;-)

                  • Gość: Sergiusz a na sąsiada urok! ;-) IP: 213.17.172.* 18.07.03, 14:17
                    Trzeba sobie kupić mieszkanie w bloku - wtedy jest wielu
                    sąsiadów i jest wybór...

                    ;-))

                    MS.
                  • jmx Re: uroki sąsiada 18.07.03, 15:42
                    walentyna napisała:

                    > Dobrze, kiedy ma się wybór ;-)


                    Tak, wybór to piękna rzecz. Zastanawiam się tylko jaki wybór ma ów rzeczony
                    sąsiad/sąsiedzi.


                    Do S.: Fuj! nie lubię mrówkowców - cienkie ściany i wszystko słychać, za głośną
                    muzykę, miłość... zero intymności. No ale - coś za coś.
    • Gość: astinger Re: urok samotności IP: 213.231.15.* 17.07.03, 15:12
      Moją singlowatośc burzyła przemożna cheć zobaczenia sie ze swoim dzieckiem.
      Takie coś jak instynkt macierzyński, ale w meskim wydaniu....no i jedna taka
      jeszcze, która kusiła , kusiła i skusiła. Ale co do uroków bycia singlem to
      masz rację że hej....
      • tea_time Re: urok samotności 17.07.03, 16:31
        Bycie sama sama? nie, ale po-byc od czasu do czasu sama ( ze soba)- tak, jak
        najbardziej:) Z samotnoscia, zdaniem moim, jest jak z deszczem. Tea
        • walentyna Re: urok samotności 18.07.03, 12:03
          tea_time napisała:

          > Bycie sama sama? nie, ale po-byc od czasu do czasu sama ( ze soba)- tak, jak
          > najbardziej:) Z samotnoscia, zdaniem moim, jest jak z deszczem. Tea


          Jak zwykle trafiasz w sedno - krótko, zgrabnie i poetycko troszkę :-)
    • sdfsfdsf Re: urok samotności 17.07.03, 17:50
      a ja jak samotny bialy zagiel, zeglowanie we dwojke to nie to samo, to juz nie
      wyprawa w nieznane tylko turystyka familijna
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka