gobo06
10.10.07, 17:28
Witam serdecznie. Postaram się streszczać, choć ciężko będzie swoje
15 lat z życia ująć w kilku wersach. Problem jest taki: zerwałam z
chłopakiem (a było to tych 15 lat temu), podając za powód, że do
siebie nie pasujemy. Tak naprawdę ciągnął się za nim zapach
poprzedniej kobiety. Chciałam żeby do niej wrócił, ale gdybym mu to
powiedziała, to by się wyparł. Szukał ze mną kontaktu, ale byłam
wtedy nieuchwytna przez jakieś dwa miesiące. Po trzech miesiącach
zobaczyłam ich razem. Ale gdy zobaczyłam ich po raz drugi, trzeci i
czwarty, zaczęłam podejrzewać robienie spektaklu. Po pół roku znowu
chciał ze mną rozmawiać. Wróciliśmy na chwilę do siebie, ale już bez
wyznań o miłości. Tak naprawdę nigdy mu nie powiedziałam, że go
kocham. Gorzej! Na samym początku, kiedy on mówił "kocham", ja
mówiłam, że go nie kocham. Gdy go zapytałam o tamten związek,
opowiedział jak mu było żle i że to była "taka zabawa". Po tym
sformułowaniu poczułam, że i ja mogę się stać zabawką tego pana.
Postarałam się nie ciągnąć tego. Ale na jakieś 5 lat mnie
zablokował. Nie miałam ochoty na poważne związki. Jednak dla niego
stałam się panną zapasową. Jak jakieś nieszczęście, to szybko
potrafił mnie znaleźć. Ostatni powrót był 10 lat temu, gdy
postanowił zmienić religię. Najpierw wkręcił się do mnie, niby
mimochodem informując, że wśród ogólnych nieszczęść jest właśnie na
etapie rzucania palenia. Zainteresowana nową metodą trafiłam na
wykład. Na miejscu okazało się, że to szkółka sobotnia. Jestem lekko
aspołeczna i nie pociągają mnie tłumy rozhisteryzowanych i
fanatycznie nastawionych ludzi wołających "kochamy cię". Nie powiem,
że nie próbowałam. Men po jakimś miesiącu dopiero raczył mnie
poinformować, że przystąpił do tego wyznania i to pół roku temu. Nie
naciskał słownie, ale czułam presje, że ja też powinnam. No i tu
nasze drogi się rozeszły. Wytrzymałam pół roku. Nie chodziło o samą
religię. Bardziej o zakłamanie i tą jego pewność siebie. Dziękuję za
to, że mogłam się przekonać co to za człowiek. 8 lat temu wyszłam za
mąż, o czym poinformowałam Mena. I myślałam, że wreszcie temat się
skończył. Otóż nie. Najwyraźniej on czegoś nie może mi darować. 2
lata temu sprawdzał, czy dalej jestem szczęśliwą małżonką. I padło
zdanie "Oj, żebyś ty tej obrączki nie nosiła..." Ta wypowiedź dała
mi do myślenia i znowu postarałam się zniknąć z zasięgu. No a teraz
los nas znowu zetknął. Uspokoiłam się trochę gdy usłyszałam, że ma
żonę. Nawet się poznałyśmy. Moje zaskoczenie było duże, gdy okazało
się, że ona jest od niego młodsza o jakieś 20 lat. Ale zaczynam
popadać w obłęd, gdyż podejrzewam go o wynajęcie lub zakupienie
mieszkania, gdzieś blisko mnie. Prawie co dzień rano jedziemy z pętli
tym samym autobusem. Ostatnio zaczął mi zajmować miejsce. Mnie się
to nie podoba. Ja mu nie ufam, ale nie chcę wszczynać awantury.
Czego on ode mnie znowu chce? Może jestem tylko przewrażliwiona. Nie
zamierzam zawierać bliższych kontaktów z tą parą, ale wiem jak jest
trudno pozbyć się tego człowieka. Co ja mogę zrobić? Zacząć spóźniać
się do pracy?