Dodaj do ulubionych

Moja matka...

25.07.03, 00:33
Sprobuje w punktach, bedzie przejrzysciej...

1. Typowa sytuacja na korytarzu w mieszkaniu: spiesze sie, korytarz ma metr szerokosci, musze szybko wyjsc, mama na drodze, usiluje ja wyminac, przez przypadek odrobinke o nia zahaczam,rzucam 'przepraszam' i wychodze z domu...Dowiedzialam sie ze ja POPYCHAM...tak jak popycha sie (odsuwa) niepotrzebna rzecz na drodze...

2. Kuchnia, wieczor, chce szybko cos zjesc, zaczynam robic kolacje, mama wchodzi do kuchni, bo ona akurat w tym samym momencie bedzie robic kolacyjke tatusiowi, mowie: mamus,ojej, musisz teraz? sekundka, tylko skoncze'...Dowiedzialam sie, ze CHCE SIE JEJ POZBYC...ZE ONA MI PRZESZKADZA, JAK NIEPOTRZEBNA RZECZ....

3. Matka ubzdurala sobie, ze skoro zamykam drzwi do pokoju, to na pewno cos przed nia ukrywam, bo inny powod dla zamkniecia drzwi nie moze istniec. Od pol roku nie mam drzwi...Na milosc boska, nigdy niczego przed nia nie ukrywalam!

4. Studia w innym miescie to moj wymysl...bo rownie dobrze moglabym mieszkac z nimi, tylko ja jak zwykle musialam wymyslic cos INNEGO NIZ WSZYSCY...

5. Powiedzenie czegos choc troche glosniej = JA NA NIA KRZYCZE.... Moje spojrzenie, zwykle spojrzenie, potrafi zinterpretowac jako JA NA NIA ZLE PATRZE, AZ ONA SIE BOI COS MI POWIEDZIEC...

6. Opowiadalam jej o 'niedobrej kolezance' ktora swojej matce zaczela swego czasu podkradac pieniadze z portfela. Minely niecale 2 tygodnie, ja calkiem wprost uslyszalam takie oskarzenie pod wlasnym adresem, siedzac naprzeciwko matki z portfelem w reku, w ktorym jej sie cos nie zgadzalo....

7. Na koniec moj ojciec: JA CIE USTAWIE....to uslyszalam, jak w ostatnie wakacje chcialam wreszcie sie wyspac (co u mnie oznacza 10 rano) a wieczorem cos sobie dluzej porobic (zaznaczam, w domu). Ustawianie dotyczylo godzin snu oczywiscie....

8. Aha, i jeszcze raz moj ojciec: jak ty traktujesz matke..... Problem polega na tym, ze on stoi za nia murem, a ja nie mam prawa do obrony, wytlumaczenia czegokolwiek....

Co mam zrobic, jak sie zachowywac, zeby praktycznie kazde moje zdanie lub gest nie byly zinterpretowane inaczej niz powinny? A co najgorsze, dowiaduje sie o tej interpretacji czasami miesiace po wydarzeniu, w czasie jakiejs klotni na przyklad.

Mam 20 lat i wielka chec uciekniecia gdzies bardzo daleko od tych wszystkich bzdurnych problemow, ktorymi moi rodzice, z matka na czele, karmia mnie kazdego dnia. I uciekam, od pazdziernika, z bagazem pretensji, ze robie cos innego niz wszyscy (bzdura, ale moja matka ma bardzo malo znajomych, ktorzy mogliby jej jakos uswiadomic rzeczywistosc...)

A moze jednak robie wszystko zle? Jestem podla egoistka, ktora nie potrafi z szacunkiem traktowac wlasnej matki? Ale ja juz nie wiem jak inaczej...tym bardziej, ze ZADNA z zarzucanych mi rzeczy nie jest prawda! I tak wiekszosc czasu spedzam w domu, zero imprez, zero podejrzanego towarzystwa, wlasciwie to juz prawie zero przyjaciol, samotnosc...Wiedza o wszystkim i jeszcze zarzucaja mi ukrywanie czegos...

Proba poskarzenia sie komus konczyla sie najczesciej' niemozliwe ze tylko o to chodzi' Tylko o to, na milosc boska, tylko o to!

Ja mam juz naprawde dosyc...Rzeczywiscie, moze od roku, coraz czesciej krzycze, bo juz nie mam sily na spokojne odpieranie ciaglych zarzutow, ktore nie sa prawda. To, o czym napisalam, to ulamek tego, co mam na codzien od lat. Ojciec mnie poinformowal, ze go zawiodlam, ze tak sie matki nie traktuje...

Ale JAK? Przeciez nigdy nie mialam na mysli nic zlego! Nie chcialam nic zlego! Ona wszystko inaczej rozumie! Kazdy drobiazg! A moze ma racje? Jestem samolubna egoistka? Nie wiem, nie wiem co juz myslec i co robic....wszystko jest rozumiane zle...
Obserwuj wątek
    • Gość: mary Re: Moja matka... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.07.03, 01:00
      Tu nie ma rady..do momentu ,kiedy sie wyprowadzisz.Tylko ,ze to twoja Mama ma
      problem ..nie TY..ja zawsze mowie jak ludzie się nie kochaja to szukaja
      problemow....
      • Gość: J.S. Re: Moja matka... IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 25.07.03, 04:23
        Gość portalu: mary napisał(a):

        > Tu nie ma rady..do momentu ,kiedy sie wyprowadzisz.Tylko ,ze to twoja Mama ma
        > problem ..nie TY..ja zawsze mowie jak ludzie się nie kochaja to szukaja
        > problemow....
        *****
        to chyba ekstremalna sytuacja gdy matka nie kocha wlasnego dziecka. Nie sugeruj
        nawet takiej mozliwosci.
        J.S.
    • fnoll Re: Moja matka... 25.07.03, 01:39
      polecam wspólne obejrzenie "natural born killers", ewentualnie zapytanie
      wprost "mamo, czy ty naprawdę chcesz, żebym się ciebie pozbyła?"

      a jeśli nie chce - to co robi, by cię odwieść od tego okrutnego zamiaru?

      wiesz, ty jesteś zła - to przecież widać

      ba! jesteś niebezpieczna

      a twoja mam jest jak owieczka - czy to naprawdę rozsądne z jej strony? może
      zwróć jej na to uwagę, wiesz, choćby z racji pokrewieństwa jesteś jej to winna,
      by ostrzec ją przed sobą

      że jesteś naprawdę zła i niebezpieczna!!!

      myślę, że powinna naprawdę na ciebie uważać... być bardziej czujna... czuła
      może nawet...
      • Gość: J.S. Re: Moja matka... IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 25.07.03, 04:28

        fnoll napisał:

        > polecam wspólne obejrzenie "natural born killers", ewentualnie zapytanie
        > wprost "mamo, czy ty naprawdę chcesz, żebym się ciebie pozbyła?"
        >
        > a jeśli nie chce - to co robi, by cię odwieść od tego okrutnego zamiaru?
        >
        > wiesz, ty jesteś zła - to przecież widać
        >
        > ba! jesteś niebezpieczna
        >
        > a twoja mam jest jak owieczka - czy to naprawdę rozsądne z jej strony? może
        > zwróć jej na to uwagę, wiesz, choćby z racji pokrewieństwa jesteś jej to
        winna,
        >
        > by ostrzec ją przed sobą
        >
        > że jesteś naprawdę zła i niebezpieczna!!!
        >
        > myślę, że powinna naprawdę na ciebie uważać... być bardziej czujna... czuła
        > może nawet...
        ******
        Sluchaj fnoll, troche "przefilozofowales" czy "przepsychologowales". jagodka
        moze sie w tym pogubic i nieszczescie gotowe.
        J.S.
        • Gość: J.S. W koncu IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net 25.07.03, 04:48
          moje trzy grosze. Mimo dlugiego listu nie wszystko jest jasne i wiemy to tylko
          z twojej strony. Twoi rodzice jesli masz dwadziescia lat sa jeszcze mlodzi i
          trudno szukac powodow takich zachowan w ich wieku. Moze istnieje jakis zal
          Mamy do ciebie. Masz lub mialas sympatie ktora ona nie akceptowala, nie chcesz
          edukowac sie dalej w kierunku o ktorym ona marzyla itp itd.
          Wyjsciem jest zaczecie samodzielne zycie (jesli cie stac) to znaczy wyprowadzic
          sie. Po naprawde szczerej rozmowie. To powinno obydwu stronom pomoc spojrzec
          bez emocji na wasze relacje i uczucia. Bez takich drastycznych zmian tez jest
          to mozliwe ale znacznie trudniejsze w utrzymaniu obiektywnego spojrzenia.

          To wszystko co napisalem mozna wyrazic jednym zdaniem. Zycie buduje sie na
          kompromisach. Nie moge zapytac twoich rodzicow, ale moge skierowac to pytanie
          do ciebie. Czy wyczerpalas juz wszystkie srodki by poprawic sytuacje?
          Ocvzywiscie sa granice ktore nie chcesz przekroczyc bo chodzi o twoja godnosc i
          ja wlasnie pytam czy jzu zblizylas sie do niej i dalej nie mozesz.
          pozdr.
          J.S.
          • jagodka20 Re: W koncu 25.07.03, 12:20
            Gość portalu: J.S. napisał(a):

            > Twoi rodzice jesli masz dwadziescia lat sa jeszcze mlodzi i
            > trudno szukac powodow takich zachowan w ich wieku. Moze istnieje jakis zal
            > Mamy do ciebie. Masz lub mialas sympatie ktora ona nie akceptowala, nie chcesz
            > edukowac sie dalej w kierunku o ktorym ona marzyla itp itd.

            Zal..Ona ma chyba zal o mnie cala...
            Sympatia - i tak brak, ze wzgledu na moja ostrozna nature, a ze brakowi tez czesciowo pomogli rodzice, to druga sprawa...
            Glownie chodzic moze o to, ze sie jej zdaniem uparlam na studia w innym miescie, kiedy rownie dobrze moglabym studiowac w swoim. Ale ja o dokladnie tamtym miescie marzylam od lat i od lat mowilam...

            > Wyjsciem jest zaczecie samodzielne zycie (jesli cie stac) to znaczy wyprowadzic
            > sie.

            Wyprowadzam sie...problem w tym, ze w 70% na ich koszt. Co prawda porownujac dotychczasowe koszty utrzymania mnie we wlasnym domu i te w nie wlasnym, wielkiej roznicy nie ma, ale to, ze z nimi nie bede mieszkac bedzie widac...

            > To wszystko co napisalem mozna wyrazic jednym zdaniem. Zycie buduje sie na
            > kompromisach. Nie moge zapytac twoich rodzicow, ale moge skierowac to pytanie
            > do ciebie. Czy wyczerpalas juz wszystkie srodki by poprawic sytuacje?
            > Ocvzywiscie sa granice ktore nie chcesz przekroczyc bo chodzi o twoja godnosc i
            >
            > ja wlasnie pytam czy jzu zblizylas sie do niej i dalej nie mozesz.

            Prawde mowiac juz nie wiem czasami co robie zle...Usilowalam cos zmienic, naprawde, ale i tak wszystko zostalo przeinterpretowane. A druga sprawa, sama jestem czlowiekiem bardzo dumnym i oskarzanie mnie o rzeczy, ktore by mi przez mysl nie przeszly sa do mnie nie do zakceptowania i wszelkie 'kajanie sie' potem przychodzi mi z trudem...Choc i tak sie staram, bo to w koncu moi rodzice...

            Ale dziekuje za te kilka slow...
      • santri Re: Moja matka... 25.07.03, 12:49
        www.psychologia.edu.pl/index2.php?category=artykul&level=28
        przeczytaj....
    • seksuolog Prawda nieco brutalna... 25.07.03, 07:29

      ...to niestety jezeli jestes dorosla i mieszkasz razem z rodzicami
      traktuj swoje zamieszkiwanie na zasadzie goscia. Jezeli rodzice na
      cos narzekaja staraj sie korygowac i byc do przesady uprzejma. Mozesz
      patrzec na to z takiego punktu widzenia ze rodzice wyswiadczaja ci
      duza przysluge jesli mieszkasz z nimi. A gdyby jeszcze mialo byc tak
      ze twoje zamieszkiwanie z nimi mialoby trwac jeszcze dlugo (np. ze
      wzgledu na brak pieniedzy, pracy) to tym bardziej powinnas czuc sie
      gosciem. Jeszcze nieco brutalniej: rodzice maja prawo "miec cie dosc"
      po 20 latach na glowie.
      • alfika Re: Prawda nieco brutalna... 25.07.03, 07:40
        Przyhamuj, człowieku, nie wiesz, co piszesz.
      • Gość: jar Re: Prawda nieco brutalna... IP: 195.136.33.* 25.07.03, 09:52
        te..seksuolog... to taka zmylka w nicku czy problemy?
      • jagodka20 Re: Prawda nieco brutalna... 25.07.03, 12:27
        seksuolog napisała:

        > Jeszcze nieco brutalniej: rodzice maja prawo "miec cie dosc"
        > po 20 latach na glowie.

        Wiesz, czasami chcialabym, zeby wrecz kazali mi sie wyprowadzic. Ale niestety, jestem jedynaczka i prkatycznie co krok matka mi powtarza, ze 'tu jestem u siebie', a nie tam gdzies sama. Tak na marginesie uslyszalam juz o planach, ze po 5 latach studiow mam spowrotem zamieszkac z nimi. Nawet w tym celu od prawie 4 lat buduja dom, z polowa pietra praktycznie przeznaczona dla mnie....

        Krotko mowiac: paradoks. Taka atmosfera i nadal chca?

        Czasami czuje sie winna, ze mam marzenia i chce je realizowac. Bo realizacja ich oznacza nie mieszkanie z nimi.
        • seksuolog Czy to jest jawa czy sen? 25.07.03, 13:48
          jagodka20 napisała:

          > > Jeszcze nieco brutalniej: rodzice maja prawo "miec cie dosc"
          > > po 20 latach na glowie.
          > Wiesz, czasami chcialabym, zeby wrecz kazali mi sie wyprowadzic. Ale
          >niestety, jestem jedynaczka i prkatycznie co krok matka mi powtarza, ze 'tu
          >jestem u siebie', a nie tam gdzies sama. Tak na marginesie uslyszalam juz o
          >planach, ze po 5 latach studiow mam spowrotem zamieszkac z nimi. Nawet w tym
          >celu od prawie 4 lat buduja dom, z polowa pietra praktycznie przeznaczona dla
          >mnie....
          > Krotko mowiac: paradoks. Taka atmosfera i nadal chca?

          To nie jest paradoks. To sa bardzo powazne objawy chorobliwej dominacji.
          Powinnas zaczac serio planowac zeby odlaczyc sie od rodzicow. Inaczej
          grozi ci gleboki kryzys.

          > Czasami czuje sie winna, ze mam marzenia i chce je realizowac. Bo realizacja
          >ich oznacza nie mieszkanie z nimi.

          To juz sa objawy zaburzonego stanu psychicznego. Marzenia i ich realizacja
          normalnie dostarczaja ludziom ogromnego zadowolenia.

          Wszystko to wyglada jakby nie moglo sie zdarzyc na jawie tylko w zlym snie.

          W tej sytuacji niezbedna jest twoja akcja zeby wydostac sie z tego kregu.
          Musi to wymagac duzego wysilku, stan obecny jest pozornie wygodny bo rodzice
          zapewniaja wszystko (ten dom!) ale psychicznie moze skonczyc sie bardzo
          niedobrze.

          Wlasciwym podejsciem bylaby duza serdecznosc i grzecznosc wobec rodzicow,
          uniknanie jakichkolwiek zadraznien i jednoczesnie dobre zaplanowanie
          opuszczenia ich domu bez informowania. Gdy wszystko bedzie gotowe nalezy
          oznajmic nieodwolalna decyzje i wyprowadzic sie. Innego wyjscia nie ma.
    • alfika Re: Moja matka... 25.07.03, 07:54
      Jagódko, mam wrażenie, że wyobrażenie sobie ich sytuacji pomoże Ci trochę
      spokojniej podchodzić do zaczepek Twojej mamy.
      Po pierwsze, lada chwila czeka Twoich rodziców "syndrom pustego gniazda".
      Wychowali córkę, dość długo, by jej obecność traktować jako coś naturalnego - a
      teraz ona zaczyna powoli osobne życie. To nieuniknione i rodzice zwykle bardzo
      ciężko to przeżywają.
      Może to się sprowadzać do poczucia, że ich opuszczasz, bo ich nie kochasz - i
      jeśli szukają potwierdzenia takiego stanu rzeczy - bo ty wyjeżdżasz, nie chcesz
      z nami mieszkać, nie szanujesz nas - to tylko po to, byś zaprzeczyła.

      To nie są idealne istoty, to zwykli ludzie, z normalnymi obawami - jak Ty, Twoi
      znajomi. I tak z domu wyjedziesz. Możesz pomóc rodzicom przejść przez ten czas
      choćby starając się im okazywać wyrozumiałość i życzliwość, może teraz paść z
      Twojej strony dużo dobrych słów - a możesz walczyć o to, co i tak już jest
      naturalną koleją rzeczy Twoje: samodzielność. A rodzice po prostu się i o
      Ciebie, i o siebie - o samotność i opuszczenie - boją. Który człowiek nie boi
      się opuszczenia? Oni przeżywają to tak samo.

      Byłam w bardzo podobnej sytuacji jak Twoja, mama bardzo chciała jeszcze
      nadrobić czas i wychować mnie w wakacje poprzedzające mój wyjazd na studia :)))
      Baaardzo przeżyła moje odejście z domu. Ale z czasem to zaakceptowała, przecież
      nie zrywa się kontaktów, a przyjazdy do domu są zwykle dla wszystkich bardzo
      przyjemne. Jest normalną rzeczą, że rodzice popełniają błędy - nawet jeśli
      czują, że coś nie gra. Daj im czas i jeśli możesz, to dużo wsparcia.
      • jagodka20 Re: Moja matka... 25.07.03, 12:34
        alfika napisała:

        > Jagódko, mam wrażenie, że wyobrażenie sobie ich sytuacji pomoże Ci trochę
        > spokojniej podchodzić do zaczepek Twojej mamy.
        > Po pierwsze, lada chwila czeka Twoich rodziców "syndrom pustego gniazda".
        > Wychowali córkę, dość długo, by jej obecność traktować jako coś naturalnego - a
        >
        > teraz ona zaczyna powoli osobne życie. To nieuniknione i rodzice zwykle bardzo
        > ciężko to przeżywają.
        > Może to się sprowadzać do poczucia, że ich opuszczasz, bo ich nie kochasz - i
        > jeśli szukają potwierdzenia takiego stanu rzeczy - bo ty wyjeżdżasz, nie chcesz
        >
        > z nami mieszkać, nie szanujesz nas - to tylko po to, byś zaprzeczyła.
        >
        > To nie są idealne istoty, to zwykli ludzie, z normalnymi obawami - jak Ty, Twoi
        >
        > znajomi. I tak z domu wyjedziesz. Możesz pomóc rodzicom przejść przez ten czas
        > choćby starając się im okazywać wyrozumiałość i życzliwość, może teraz paść z
        > Twojej strony dużo dobrych słów - a możesz walczyć o to, co i tak już jest
        > naturalną koleją rzeczy Twoje: samodzielność. A rodzice po prostu się i o
        > Ciebie, i o siebie - o samotność i opuszczenie - boją. Który człowiek nie boi
        > się opuszczenia? Oni przeżywają to tak samo.
        >
        > Byłam w bardzo podobnej sytuacji jak Twoja, mama bardzo chciała jeszcze
        > nadrobić czas i wychować mnie w wakacje poprzedzające mój wyjazd na studia :)))
        > Baaardzo przeżyła moje odejście z domu. Ale z czasem to zaakceptowała, przecież
        >
        > nie zrywa się kontaktów, a przyjazdy do domu są zwykle dla wszystkich bardzo
        > przyjemne. Jest normalną rzeczą, że rodzice popełniają błędy - nawet jeśli
        > czują, że coś nie gra. Daj im czas i jeśli możesz, to dużo wsparcia.

        Dziekuje...caly czas w jakis sposob sie staram, ale czasami to zupelnie nie wychodzi...
        Choc wiesz, rownie dobrze moja 'nagla zmiana' (ktora bynamniej nie bylaby nagla, ale jest kolejna z rzedu proba) moze zostac zinterpretowana jako egoistyczne przymilanie sie, bo w w koncu oni mnie przynajmniej troszke jeszcze poutrzymuja...Nigdy nic nie wiadomo co pomysla, ale staram sie i bede starac...
        • alfika Re: Moja matka... 25.07.03, 13:54
          jagodka20 napisała:

          > Choc wiesz, rownie dobrze moja 'nagla zmiana' (ktora bynamniej nie bylaby
          nagla
          > , ale jest kolejna z rzedu proba) moze zostac zinterpretowana jako
          egoistyczne
          > przymilanie sie, bo w w koncu oni mnie przynajmniej troszke jeszcze
          poutrzymuja
          > ...Nigdy nic nie wiadomo co pomysla, ale staram sie i bede starac...


          Oczywiście, wszystko może zostać odebrane jako złe. Ale jeśli będziesz
          wiedziała, że to ich błąd, łatwiej będzie przeczekać.
          Jak wyjedziesz na studia, dużo sie zmieni z czasem, zobaczysz.
          Po studiach Ty zadecydujesz, gdzie zamieszkasz.
    • Gość: Jo Mała uwaga IP: 193.128.25.* 25.07.03, 15:30
      Trudno mi coś powiedzieć znając sytuację tylko na tyle, na ile ją opisałaś, ale
      podczas czytania nasunęła mi się jedna uwaga. Ja tez czasami - czasami - byłam
      oskarżana o niegrzeczne zachowanie, spojrzenie czy gesty wobec mojej
      rodzicielki. Ku mojej irytacji nie rozumialam o co chodzi, bo nie mialam złych
      intencji. Problem mimowolnie pomógł mi rozwiązać mój chlopak. W czasie jakiejś
      sprzeczki powiedział: ty panuj trochę nad tonem, jakim się do mnie zwracasz,
      nie warcz tak... Zaczęłam przyglądać się sobie uważniej - faktycznie,
      wypadałoby trochę popracować nad tym, JAK się odzywam, JAK patrzę, JAKIE gesty
      wykonuję... Tearz widzę, że nie byłam bez winy, mimo że sobie tego nie
      uświadamiałam. Odkąd sie bardziej kontroluje, tego typu insynuacje sie
      skończyły.
      • Gość: dakota do Jo IP: *.ld.euro-net.pl 25.07.03, 19:52
        Gość portalu: Jo napisał(a):

        > Trudno mi coś powiedzieć znając sytuację tylko na tyle, na ile ją opisałaś,
        ale
        >
        > podczas czytania nasunęła mi się jedna uwaga. Ja tez czasami - czasami -
        byłam
        > oskarżana o niegrzeczne zachowanie, spojrzenie czy gesty wobec mojej
        > rodzicielki. Ku mojej irytacji nie rozumialam o co chodzi, bo nie mialam
        złych
        > intencji. Problem mimowolnie pomógł mi rozwiązać mój chlopak. W czasie
        jakiejś
        > sprzeczki powiedział: ty panuj trochę nad tonem, jakim się do mnie zwracasz,
        > nie warcz tak... Zaczęłam przyglądać się sobie uważniej - faktycznie,
        > wypadałoby trochę popracować nad tym, JAK się odzywam, JAK patrzę, JAKIE
        gesty
        > wykonuję... Tearz widzę, że nie byłam bez winy, mimo że sobie tego nie
        > uświadamiałam. Odkąd sie bardziej kontroluje, tego typu insynuacje sie
        > skończyły.

        Droga Jo!
        Czy mogłabyś pożyczyć /na trochę/ swojego chłopaka moim córkom?
        Już ja zadbam, żeby wrócił do Ciebie cały o nienaruszony, a może nawet ze
        stosowną gratyfikacją i serdecznym Bóg zapłać.

        A poważnie - to bardzo fajnie, że chłopak zwrócił uwagę na Twoje zachowanie w
        stosunku do Rodziców, a jeszcze lepiej, że i Ty się nad tym zastanowiłaś.
        Chociaż myślę, że jesteś całkiem udaną córeczką.

        Pozdrawiam Ciebie i chłopaka.
    • Gość: namarie Re: Moja matka... IP: 213.17.175.* 25.07.03, 15:36
      Tak się składa że mam podobny problem, choc moj wynika chyba ze zbyt dlugiego
      mieszkania z rodzicami.
      Rozumiem ich rozterki ale wsciekanie się o zamkniete drzwi w ciagu dnia (wolno
      je zamknac tylko wieczorem przed zasnieciem choc i to jest zle widziane),
      przegladanie korespondencji a nawet bielizny i dyktowanie w co mam sie ubrac
      uwazam za gruba przesade.
      Oczywiscie kazde moje przewinienie sprowadza sie rowniez do egoizmu i braku
      szacunku do matki, ktora mnie wychowala, wykarmila i wyksztalcila. I zywi do
      tej pory zebym mogla oszczedzac pieniadze - czego (po sprawdzeniu moich
      rachunkow bankowych) oczywicie nie robie.

      Taki tym. ic nie mozna na to poradzic. Moze kiedys?
    • Gość: maja Re: Moja matka... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.07.03, 16:58
      Dorastajacy syn przychodzi do ojca i mówi
      Tato, jestem już dorosły, czy mogę odejść ?
      Nie możesz - odpowiada ojciec.
      Po kilku latach syn przychodzi znów i pyta
      Czy mogę odejść, jestem już dorosły ?
      Nie możesz - odpowiada ojciec.
      Mija kolejnych kilka lat. Syn przychodzi
      i mówi
      Tato, odchodzę
      Możesz odejść, jesteś już dorosły - mówi ojciec.

      Każdy z nas musi kiedyś powiedzieć "Odchodzę". Często rodzice pomagają
      przejść bez bólu na druga stronę. Czasami jednak próbują zatrzymywać dziecko,
      manipulacją, szantażem, wzbudzajac wyrzuty sumienia, bo jak można ranić kogoś,
      kto tak kocha i poświęca się dla dzieci. To sztuka dobrze odejść, ale warto
      podjąć ten wysiłek, uwolnić się od toksycznej miłości, stworzyć bezpieczny
      dystans, bo tylko z takich miejsc można byc wolnym i kochać swoich rodziców.


      • jan33 Tyle tylko chce dodac 26.07.03, 06:31
        Masz cala game roznych odopwiedzi. W wiekszosvci rozsadnych. Masz prawo
        rozpoczac wlasne samodzielne zycie w wieku dwudziestu lat. Co nie znaczy
        wypowiedzenie walki rodzicom. Oni musza to zrozumiec, aczkolwiek z drugiej
        strony moga miec wieksze doswiadczenie zyciowe niz tobie sie wydaje. I to
        trzeba wziac pod rozwage.
        Jesli chcesz napisz na moj adres a wytlumacze co mysle.
        jan33 (J.S.)
        • Gość: jar Re: Tyle tylko chce dodac IP: *.ppi-sa.com.pl 26.07.03, 10:22
          nie wstydz sie, dawaj na forum wszystko:)

          > Jesli chcesz napisz na moj adres a wytlumacze co mysle.
          > jan33 (J.S.)
    • Gość: Jerzy Re: Moja matka... IP: 130.94.107.* 26.07.03, 07:18

      Jako psycholog jak rowniez psychiatra,moge Ci
      dac tylko jedna rade w tym zawilym przypadku:
      znajdz sobie jakiegos dobrze ladowanego murzyna
      z duza bardzo faja,ktory moglby przeczyscic Cie.
      Po tym wszytsko wroci do normy,zapewniam Cie.
      To jest moja diagnoza i recepta.
      powodzenia,

      Jerzy

      • Gość: pako Re: Moja matka... IP: *.gorzow.mm.pl 26.07.03, 20:29
        Czy wszystkim pacjentom mówisz tak dosadnie? Watpliwie "fachowe" uwagi a już na
        pewno pozbawione życzliwości. A może ty sam masz kompleks "małego"?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka