jagodka20
25.07.03, 00:33
Sprobuje w punktach, bedzie przejrzysciej...
1. Typowa sytuacja na korytarzu w mieszkaniu: spiesze sie, korytarz ma metr szerokosci, musze szybko wyjsc, mama na drodze, usiluje ja wyminac, przez przypadek odrobinke o nia zahaczam,rzucam 'przepraszam' i wychodze z domu...Dowiedzialam sie ze ja POPYCHAM...tak jak popycha sie (odsuwa) niepotrzebna rzecz na drodze...
2. Kuchnia, wieczor, chce szybko cos zjesc, zaczynam robic kolacje, mama wchodzi do kuchni, bo ona akurat w tym samym momencie bedzie robic kolacyjke tatusiowi, mowie: mamus,ojej, musisz teraz? sekundka, tylko skoncze'...Dowiedzialam sie, ze CHCE SIE JEJ POZBYC...ZE ONA MI PRZESZKADZA, JAK NIEPOTRZEBNA RZECZ....
3. Matka ubzdurala sobie, ze skoro zamykam drzwi do pokoju, to na pewno cos przed nia ukrywam, bo inny powod dla zamkniecia drzwi nie moze istniec. Od pol roku nie mam drzwi...Na milosc boska, nigdy niczego przed nia nie ukrywalam!
4. Studia w innym miescie to moj wymysl...bo rownie dobrze moglabym mieszkac z nimi, tylko ja jak zwykle musialam wymyslic cos INNEGO NIZ WSZYSCY...
5. Powiedzenie czegos choc troche glosniej = JA NA NIA KRZYCZE.... Moje spojrzenie, zwykle spojrzenie, potrafi zinterpretowac jako JA NA NIA ZLE PATRZE, AZ ONA SIE BOI COS MI POWIEDZIEC...
6. Opowiadalam jej o 'niedobrej kolezance' ktora swojej matce zaczela swego czasu podkradac pieniadze z portfela. Minely niecale 2 tygodnie, ja calkiem wprost uslyszalam takie oskarzenie pod wlasnym adresem, siedzac naprzeciwko matki z portfelem w reku, w ktorym jej sie cos nie zgadzalo....
7. Na koniec moj ojciec: JA CIE USTAWIE....to uslyszalam, jak w ostatnie wakacje chcialam wreszcie sie wyspac (co u mnie oznacza 10 rano) a wieczorem cos sobie dluzej porobic (zaznaczam, w domu). Ustawianie dotyczylo godzin snu oczywiscie....
8. Aha, i jeszcze raz moj ojciec: jak ty traktujesz matke..... Problem polega na tym, ze on stoi za nia murem, a ja nie mam prawa do obrony, wytlumaczenia czegokolwiek....
Co mam zrobic, jak sie zachowywac, zeby praktycznie kazde moje zdanie lub gest nie byly zinterpretowane inaczej niz powinny? A co najgorsze, dowiaduje sie o tej interpretacji czasami miesiace po wydarzeniu, w czasie jakiejs klotni na przyklad.
Mam 20 lat i wielka chec uciekniecia gdzies bardzo daleko od tych wszystkich bzdurnych problemow, ktorymi moi rodzice, z matka na czele, karmia mnie kazdego dnia. I uciekam, od pazdziernika, z bagazem pretensji, ze robie cos innego niz wszyscy (bzdura, ale moja matka ma bardzo malo znajomych, ktorzy mogliby jej jakos uswiadomic rzeczywistosc...)
A moze jednak robie wszystko zle? Jestem podla egoistka, ktora nie potrafi z szacunkiem traktowac wlasnej matki? Ale ja juz nie wiem jak inaczej...tym bardziej, ze ZADNA z zarzucanych mi rzeczy nie jest prawda! I tak wiekszosc czasu spedzam w domu, zero imprez, zero podejrzanego towarzystwa, wlasciwie to juz prawie zero przyjaciol, samotnosc...Wiedza o wszystkim i jeszcze zarzucaja mi ukrywanie czegos...
Proba poskarzenia sie komus konczyla sie najczesciej' niemozliwe ze tylko o to chodzi' Tylko o to, na milosc boska, tylko o to!
Ja mam juz naprawde dosyc...Rzeczywiscie, moze od roku, coraz czesciej krzycze, bo juz nie mam sily na spokojne odpieranie ciaglych zarzutow, ktore nie sa prawda. To, o czym napisalam, to ulamek tego, co mam na codzien od lat. Ojciec mnie poinformowal, ze go zawiodlam, ze tak sie matki nie traktuje...
Ale JAK? Przeciez nigdy nie mialam na mysli nic zlego! Nie chcialam nic zlego! Ona wszystko inaczej rozumie! Kazdy drobiazg! A moze ma racje? Jestem samolubna egoistka? Nie wiem, nie wiem co juz myslec i co robic....wszystko jest rozumiane zle...