Dodaj do ulubionych

ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!!

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.08.03, 21:21
Nagłówek brzmi śmiesznie, ale moja sytuacja wcale śmieszna nie jest (tak
sądzę). Ślub faktycznie bardzo niedługo, już wszystko załatwione, zakupione i
zorganizowane. Mieszkamy ze sobą kilka lat, mamy wspólne mieszkanie,
planujemy dziecko. A ja właśnie ostatnio rozmyślam sobie o tym i dochodzę do
następujących wniosków:

1. ja wcale nie lubię tego faceta, to znaczy lubię, ale nie na tyle, żeby z
nim spędzić jeszcze jakiś dłuższy czas, te parę lat mi wystarczyło
2. ani (ostatnio) seksu z nim
3. ani jego rodziny
4. irytują mnie (coraz częściej) z nim rozmowy
5. właściwie to mnie nudzi
6. wcale nie chcę mieć z nim dziecka, nie wiem czy w ogóle chcę je mieć
7. perspektywa ślubu niespecjalnie mnie cieszy, organizowanie średnio mnie
bawi
8. i to wszystko coraz mocniej ze mnie wyłazi, i to go, oczywiście, rani, bo
on tu nie jest niczemu winien - to ja go zaakceptowałam takim, jakim jest, a
teraz przestało mi się podobać

Winna jestem ja, a dokładnie
1. mój lęk przed samotnością
2. skłonności do samooszukiwania się i ignorowania własnych uczuć
3. brak wiary w siebie, a w związku z tym skłonność do godzenia się z tym, co
tak naprawdę mi nie odpowiada
4. lenistwo?

Jakie mam możliwości?
1. wyjść za niego i zaciskać zęby aż do późnej starości (masa ludzi tak żyje)
2. oznajmić mu, że nic z tego, i zmarnować kawałek życia sobie i jemu
3. wyjść za niego, a kiedy zaczną się poważne problemy (to znaczy zacznie
wyłazić, że ja właściwie tego nie chciałam) zacząć utrzymywać jakiegoś
psychologa od małżeństw i udawać, że jest ok
4. przekonać się, że tak naprawdę to wszystko tylko mi się zdaje, i że będzie
dobrze


Czy to może normalny syndrom przedślubny? Nie wiem, co robić. Na razie
zaczęłam się zastanawiać, czy utrzymałabym się samodzielnie. Sprawa jest
poważna.

Z.

Obserwuj wątek
    • kamfora Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 03.08.03, 21:29
      A kto właściwie chce tego ślubu?
      I po co?
    • saana Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 03.08.03, 21:37
      Gość portalu: zagubiona napisał(a):

      > Nagłówek brzmi śmiesznie, ale moja sytuacja wcale śmieszna nie jest (tak
      > sądzę). Ślub faktycznie bardzo niedługo, już wszystko załatwione, zakupione i
      > zorganizowane. Mieszkamy ze sobą kilka lat, mamy wspólne mieszkanie,
      > planujemy dziecko. A ja właśnie ostatnio rozmyślam sobie o tym i dochodzę do
      > następujących wniosków:
      >
      > 1. ja wcale nie lubię tego faceta, to znaczy lubię, ale nie na tyle, żeby z
      > nim spędzić jeszcze jakiś dłuższy czas, te parę lat mi wystarczyło
      > 2. ani (ostatnio) seksu z nim
      > 3. ani jego rodziny
      > 4. irytują mnie (coraz częściej) z nim rozmowy
      > 5. właściwie to mnie nudzi
      > 6. wcale nie chcę mieć z nim dziecka, nie wiem czy w ogóle chcę je mieć
      > 7. perspektywa ślubu niespecjalnie mnie cieszy, organizowanie średnio mnie
      > bawi
      > 8. i to wszystko coraz mocniej ze mnie wyłazi, i to go, oczywiście, rani, bo
      > on tu nie jest niczemu winien - to ja go zaakceptowałam takim, jakim jest, a
      > teraz przestało mi się podobać
      >
      > Winna jestem ja, a dokładnie
      > 1. mój lęk przed samotnością
      > 2. skłonności do samooszukiwania się i ignorowania własnych uczuć
      > 3. brak wiary w siebie, a w związku z tym skłonność do godzenia się z tym, co
      > tak naprawdę mi nie odpowiada
      > 4. lenistwo?
      >
      > Jakie mam możliwości?
      > 1. wyjść za niego i zaciskać zęby aż do późnej starości (masa ludzi tak żyje)
      > 2. oznajmić mu, że nic z tego, i zmarnować kawałek życia sobie i jemu
      > 3. wyjść za niego, a kiedy zaczną się poważne problemy (to znaczy zacznie
      > wyłazić, że ja właściwie tego nie chciałam) zacząć utrzymywać jakiegoś
      > psychologa od małżeństw i udawać, że jest ok
      > 4. przekonać się, że tak naprawdę to wszystko tylko mi się zdaje, i że będzie
      > dobrze
      >
      >
      > Czy to może normalny syndrom przedślubny? Nie wiem, co robić. Na razie
      > zaczęłam się zastanawiać, czy utrzymałabym się samodzielnie. Sprawa jest
      > poważna.
      >
      > Z.
      >
      siedzalam w kiblu przed samym slubem i gdyby wtedy ktos dam mi sposob na
      splyniecie, to bym splynela. Rozstalam sie po 6 latach malzenstwa z powodu
      roznic chrakteru.
      w zyciu nie nalezy sie bac. To,ze ktos jest sam nie oznacza ,ze bedzie sam w
      przyszlosci.
      A najgorzej to czuc ze cos jest nie tak i byc w potrzasku. Teraz wiem ,ze slub
      to decyzja na cale zycie na te kupy robione pod siebie tez- starosc. warto wiec
      czuc ze pozbierasz to kiedys.
      ozcywiscie zal jest planow. Ale pomysl czego Ci bedzie najbardziej zal.
      A moze tego faceta ,ktorego nie bedziesz zona.
    • Gość: jar Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.ppi-sa.com.pl 03.08.03, 21:37
      wymenilas tyle powodow, ze nie powinnas wychodzic za niego, zostaw chlopaka w
      spokoju bo tez ma prawo do szczescia, a z toba raczej to bedzie mu trudno

      > 1. ja wcale nie lubię tego faceta, to znaczy lubię, ale nie na tyle, żeby z
      > nim spędzić jeszcze jakiś dłuższy czas, te parę lat mi wystarczyło
      > 2. ani (ostatnio) seksu z nim
      > 3. ani jego rodziny
      > 4. irytują mnie (coraz częściej) z nim rozmowy
      > 5. właściwie to mnie nudzi
      > 6. wcale nie chcę mieć z nim dziecka, nie wiem czy w ogóle chcę je mieć
      > 7. perspektywa ślubu niespecjalnie mnie cieszy, organizowanie średnio mnie
      > bawi
      > 8. i to wszystko coraz mocniej ze mnie wyłazi, i to go, oczywiście, rani, bo
      > on tu nie jest niczemu winien - to ja go zaakceptowałam takim, jakim jest, a
      > teraz przestało mi się podobać
      >
      > Winna jestem ja, a dokładnie
      > 1. mój lęk przed samotnością
      > 2. skłonności do samooszukiwania się i ignorowania własnych uczuć
      > 3. brak wiary w siebie, a w związku z tym skłonność do godzenia się z tym, co
      > tak naprawdę mi nie odpowiada
      > 4. lenistwo?
      >
      > Jakie mam możliwości?
      > 1. wyjść za niego i zaciskać zęby aż do późnej starości (masa ludzi tak żyje)
      > 2. oznajmić mu, że nic z tego, i zmarnować kawałek życia sobie i jemu
      > 3. wyjść za niego, a kiedy zaczną się poważne problemy (to znaczy zacznie
      > wyłazić, że ja właściwie tego nie chciałam) zacząć utrzymywać jakiegoś
      > psychologa od małżeństw i udawać, że jest ok
      > 4. przekonać się, że tak naprawdę to wszystko tylko mi się zdaje, i że będzie
      > dobrze
      >
      >
      > Czy to może normalny syndrom przedślubny? Nie wiem, co robić. Na razie
      > zaczęłam się zastanawiać, czy utrzymałabym się samodzielnie. Sprawa jest
      > poważna.
      >
      > Z.
      >
    • rlitwin Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 03.08.03, 21:40
      Proponuje odlozyc slub na inna okazje. Pokazac Twojemu facetowi to co nam
      napisalas i poprostu pogadac. jak niec chcesz byc z nim to nie badz..

      > 2. oznajmić mu, że nic z tego, i zmarnować kawałek życia sobie i jemu

      hhmm.. tego nie rozumiem?... dlaczego mowisz o marnowaniu zycia komukolwiek? od
      kiedy to uswiadomienie sobie czegokolwiek jest marnowaniem zycia?
    • Gość: rybkaa Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.acn.waw.pl 03.08.03, 21:44
      Wygląda na to że faktycznie nie powinnaś za niego wychodzić, tylko dlaczego do
      licha dotarło to do ciebie tak pózno?Mimo wszystko nie wiem czy odważyłabym
      się zrezygnować ze ślubu dwa tygodnie przed terminem, do tego trzeba dużej
      odwagi. Z drugiej strony mozna się pocieszac, że w gruncie rzeczy ślub nic w
      twoim życiu nie zmieni.
    • m-a-g Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 03.08.03, 22:22
      to straszne!współczuję Ci...ale chyba nie powinnaś się dłużej zastanawiać,
      tylko wszystko szybko odwołać, póki jest jeszcze czas, bo jak za niego
      wyjdziesz, to dopiero zmarnujesz sobie i jemu życie!!!
    • platek_mydlany Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 03.08.03, 22:24
      Czesc!

      Przeczytalam twoj list i to co opisujesz wyglada na cos bardziej powaznego
      niz "nerwy przedslubne".

      Ty potrzebujesz troszke wiecej czasu!

      Recepty na udane malzenstwo nikt ci nie da, ale pierwszym krokiem do
      niego musi byc uczucie ze "to jest to", przynajmniej w dzien slubu.

      Nie "laduj" sie w malzenstwo tylko dlatego ze:

      - boisz sie jak on zareaguje na twoja propozycje o odlozenie slubu (jezeli cie
      naprawde kocha to zrozumie ze TY POTRZEBUJESZ CZASU i ze traktujesz
      slub/malzenstwo powaznie.)

      - boisz sie co "ludzie powiedza" ( tak czy siak, zawsze, w kazdej sytuacji
      znajda cos przeciwko tobie)

      - obawiasz sie reakcji rodzin (twoja cie poprze a jego moze odbierze to z
      zaskakujacym cie zrozumieniem)

      - "wszystko" juz zalatwione i nawet sasiadka z rogu wie o tym slubie (swiat sie
      nie zawali jak odwolasz ksiedza i wynajem lokali, a sasiadka bedzie tylko mialo
      o czym plotkowac ;))

      - boisz sie samotnosci ( bedziesz BARDZO SAMOTNA w nieszczesliwym malzenstwie,
      teraz masz pelna szanse zrobic cos ze swoim zyciem).

      Pamietaj to ze z nim bylas/mieszkalas kilka lat, NIE znaczy ze "zmarnowalas" mu
      te lata w zyciu !!!!! On tez sie czegos, jako czlowiek, w tym okresie nauczyl i
      te doswiadczenia pomoga mu w przyszlosci.

      Nie znam twego wieku, sytuacji ekonomiczno/ wyksztalceniowo/ mieszkaniowej ale
      z mojego wlasnego doswiadczenia poradzilambym ci POCZEKAC.

      Nikt ci przeszlosci nie przepowie ale MASZ PRAWO DO ZASTANOWIENIA sie czy ten
      zwiazek, czlowiek jest dla ciebie odpowiedni. To tez przez szacunek dla swojego
      partnera.
      Moze twoj instynkt samozachowawczy ostrzega cie.

      Ja przeszlam przez koszmar nieszczesliwego malzenstwa i uwlaczajacego rozwodu.

      Oszczedz ich sobie!


      pozdr.
      platek



    • procesor i chyba słusznie 03.08.03, 22:52
      Gość portalu: zagubiona napisał(a):
      > Czy to może normalny syndrom przedślubny? Nie wiem, co robić. Na razie
      > zaczęłam się zastanawiać, czy utrzymałabym się samodzielnie. Sprawa jest
      > poważna.

      Oj poważna. To nie jest syndrom przedslubny. Za dużo tego wszystkiego. Dla mnie
      jedna z tych rzeczy wymienionych przez ciebie jest symptomatyczna szczególnie.
      Że nie chcesz miec z nim dziecka. Moim zdaniem to jest śweitny test na partnera
      czy partnerke - zastanowic się czy w razie czego (czyli wpadki) widzimy ja/jego
      w roli matki/ojca NASZEGO dziecka. Czasem facet jest OK do rozrywek i życia we
      dwoje - ale w roli ojca sie go nie widzi.. No i jeśli nie chce sie miec dzieci -
      to w porządku. Ale jesli sie chce..?

      Nie zazdroszczę sytuacji.
      Jednak pomyśl - o ile łatwiej zakończyć to teraz bez rozwodów, podziału
      majątku w sądzie, alimentów dla dzieci, terminów widzeń z dziecmi. Bez
      wlokących się rozpraw.
      Nawet jeśli tylko to odłożycie - a potem jednak pobierzecie - będziesz miec
      poczucie że wiesz co robisz. Bo wygląda że popych acie strumiec zdarzeń a ty
      nad tym nie panujesz.. Paskudne uczucie.

      Zawsze lepiej teraz odwołać niz uciekac sprzed samego ołtarza wrzeszcząc NIE!!!!

      Tak w ogóle - to cywilny czy kościelny??
    • Gość: ru486 Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.03, 00:58
      Gość portalu: zagubiona napisał(a):

      > Na razie
      > zaczęłam się zastanawiać, czy utrzymałabym się samodzielnie.

      Jesli ma to byc Twoj kolejny dobry interes, to moze daj sobie spokoj i nie
      niszcz zycia drugiemu czlowiekowi.
    • Gość: rozbawiony Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.03, 11:50
      1. ja wcale nie lubię tego faceta

      ROTFL
    • Gość: weronika Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: 213.216.84.* 04.08.03, 13:18
      ja tez z miesiąc przed ślubem miałam wielkie watpiliwości, nawet wspominałam o nich mamie która na to powiedziala
      że bede jej zwracać wszystkie zaliczki. W dniu slubu chciało mi sie płakac jak jechałam do UC. Teraz już wiem czemu
      wtedy tak mialam:-( Dawaj noge dziewczyno nim twe wdzieki przemina.
      • Gość: gerbera Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.08.03, 17:05
        w Polsce sluby sa obarczone niesamowita presja (pieniadze, "na cale
        zycie",religia). nie wie tego ten, kto tego nie przeszedl- koszmar. jezeli to
        ta presja pogmatwala twoje szyki, pomieszala ci w uczuciach- przerwij to.
        pamietaj, ze najwazniejsza jestes ty, twoje przyszle zycie, uczucia. nie wiesz
        czego chcesz, bo jest za duze zamieszanie, w ktorym sie gubisz. juz po paru
        mies bedziesz mogla ocenic sytuacje na chlodno, przemyslec co ci przeszkadzalo,
        zmienic to i byc moze wtedy ci sie uda?
        moj slub mial sie odbyc w czerwcu tego roku. ja nie wytrzymalam tej presji.
        skomplikowane relacje rodzinne, "chcace dobrze" babcie i ciocie, brak pracy
        mojego meza (bylismy po cywilnym) doprowadzil mnie do niezlego metliku. sama
        nie wiedzialam czy dobrze robie, czulam ze trace grunt pod nogami i nikt nie
        mogl mi pomoc.. rozstalismy sie nawet na kilka mies (on wyjechal za granice),
        pobylam sama, wyjechalam nawet na wakacje z przyjaciolmi. dzis chcemy sprobowac
        od nowa, czujemy ze nasza niechec do siebie nie byla spowodowana przez nas
        samych, tylko przez rodzine. i jesli wezmiemy slub (koscielny), to spokojnie i
        niezaleznie od rodzin. zycze szczescia.
    • Gość: ola Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.03, 23:51
      nie rob tego!!!! Kilka lat temu czulam to samo i wygral tchorz i przywiazanie
      (bylo mi szkoda mojego obecnego meza). Juz przed slubem seks z nim przestal mi
      sprawiac przyjemnosc i mialam wszystkie @syndromy@opisane przez Ciebie.
      Obecnie jestem wrakiem i dalej nie umiem znalezc w sobie tej ily abyy skonczyc
      to malzensteo, w ktorym jestem nieszczesliwa. Nie umiem powiedziec mojemu
      mezowi ze nie chce z nim byc, ze go nie kocham i chyba nigdy nie kochalam. Nie
      chce go ranic, bo wiem ze jest dobrym czlowiekiem, moge na niego liczyc.
      Niestety to z jakichs powodow nie wystarcza do szczesliwego malzenstwa. nie
      sypaimay ze soba prawie od kilku lat, a on utrzymuje ze ja mam obnizone libido
      i jemu to nie przeszkadza.Wysylal mnie nawet dop lekarza. Przytlacza mnie to
      jeszcze bardziej. Nie rob tego. jesli jest ci ciezko tak po prostu odwolac slub
      to rozzchoruj si i idz do szpitala. Serio. Bedziesz miala czas na
      zastanowienie. Jesli czujesz tak jak piszesz to mozna tu chyba nowic o
      przywiazaniu nie o milosci. Tak bylo u mnie. Trzymam kciuki Za ciebie i zycze
      ci szczescia.
    • Gość: Eva Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.acn.pl / 10.69.1.* 06.08.03, 13:29
      musisz koniecznie przesunac date slubu i jeszcze raz wszystko przemyslec.Brac
      slub z mysla o szybkim rozwodzie to absurd, a meczenie sie w nie do konca
      chcianym zwiazku jest po prostu bez sensu.
      • Gość: Olga Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.08.03, 14:10
        Troszke zaszokowl mnie twoj list,dlaczego? bo juz masz wszystko zlatwione,i
        dopiero teraz masz odwage o tym pisac glosno. Wielkie brawa!!! dla ciebie
        lepiej pozno niz wcale.
        Wszyscy ktorzy odpisywali do ciebie maja racje.Bycie z kims na sile,bo tak
        trzeba, tak wypada zmarnuje tobie i jemu zycie i na dodatek calej twojej
        rodzinie.W zwiazku najwazniejsza jest milosc, a za milosci idzie partnerstwo,
        zrozumienie,uczciwosc i wiernosc.Jesli nie kochasz to taki zwiazek nie ma racji
        bytu,skrzywdzisz wszystkich a przedewszystkim siebie,naprawde bardzo ci
        wspolczuje i dobrze wiem co czujesz,ja od 2 lat zastanawiam sie nad rozwodem i
        dopiero niedawno podjelam decyzje ze nie moge tkwic w takim zwiazku, ktory mnie
        dusi i meczy. Jestes w lepszej sytuacji niz niejedna kobieta tutaj piszaca
        MOZESZ TEGO NIE ZROBIC. zycze powodzenia na twojej i tylko twojej szczesliwej
        drodze zycie.
        • Gość: zagubiona dziękuję IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.08.03, 15:09
          Bardzo dziękuję wszystkim, którzy się odezwali. Ale nadal nie wiem, co robić.
          Nie potrafię rozpoznać do końca własnych uczuć. Czy nie chcę mieć z nim
          dziecka, czy po prostu w ogóle boję się dzieci? Czy nie chcę ślubu, czy jestem
          zmęczona organizowaniem, albo boję się radykalnych decyzji? Nudzą mnie rozmowy,
          a może to ja nie dbam o to, żeby były ciekawe? Wydaje mi się, że o mnie nie
          dba, ale czy ja dbam o niego? Może to ze mną jest problem? Jakoś w końcu
          przeżyliśmy tych kilka lat, i nie powiem, żeby było nam źle - ale też nie
          czułam się w pełni szczęśliwa, zawsze gdzieś czaiło się rozczarowanie, często
          czułam, że nie jestem wobec niego szczera, jeśli chodzi o moje uczucia. Ale
          może mam za duże wymagania?

          Ostatnio często czuję się rozczarowana, zirytowana, mam wrażenie, że on nie
          jest mi do niczego potrzebny, że się rozmijamy, że się o mnie nie troszczy, że
          nie rozwijam się przy nim, że wpędza mnie w poczucie winy. Nie podziwiam go.
          Nie cieszą mnie jego sukcesy. Drażnią mnie wady, zapominam o zaletach.

          Ale nie potrafię stwierdzić, czy to wystarczający powód, żeby wszystko
          zniszczyć.
          Czy lepiej ratować to, co już zbudowaliśmy?

          Wygląda na to, że to własnie ślub miał być czymś, co nas uratuje, dać nam
          wspólne zajęcie i poczucie, że tego właśnie chcemy i że zaczyna się nowy etap.
          Ale kiedy goście się rozjadą, okaże się, że nic się nie zmieniło.

          Strasznie łatwo jest przyzwyczaić się do wygodnego życia we dwoje, czułości,
          wspólnych rozrywek. Strasznie łatwo jest zapomnieć - albo wmówić sobie - że
          tego się właśnie chciało. Ale z drugiej strony, ile można szukać ideału? Każdy
          związek to kompromis, jakieś tam rozczarowanie. Tylko że coś powinno go
          wynagradzać - radość, że jest się z tym właśnie człowiekiem, poczucie, że się
          przy nim rozkwita. A ja już się nie cieszę. Oprócz przyzwyczajenia,
          cierpliwości i sympatii nie ma we mnie nic.


          I znów nie wiem, czy opór przed ostateczną decyzją to faktycznie chęć ratowania
          związku, czy tylko żal ślubnej sukienki i rozesłanych zaproszeń, albo lęk przed
          samotnymi wieczorami?



          Z.
          • kubajek Re: dziękuję 06.08.03, 15:13
            jeżeli WIESZ że nie chcesz
            to nad czym tu się zastanawiać?
            ale Ty NIE WIESZ czy chcesz
            a to już zupełnie inna bajka.
          • ann.k Re: dziękuję 08.08.03, 10:49
            Szkoda mi dziewczyn, które klepią jak chore w kółko ten sam tekst, które zdaje
            się w ogóle nie rozumieją. Myślę tu o tych słowach:

            "nie ma ideału, każdy związek to jest kompromis"

            Ideału, owszem, nie ma. Ale to oznacza, że nie ma dwojga identycznych ludzi,
            którzy zawsze myśleliby tak samo, zawsze chcieliby tego samego, zawsze byli
            identyczni, zawsze mieli takie same potrzeby i pragnienia.
            I właśnie do takich sytuacji przydaje się kompromis. Myślenie w taki sposób,
            jak Ty opisałaś prowadzi tylko do niepotrzebnych nieporozumień i łez z powodu
            tkwienia w nieszczęśliwym związku.


            Moje zdanie jest takie. Jeśli już teraz uważasz, że w tym małżeństwie nie
            będziesz szczęśliwa, to się nie pchaj w nie. Myśl, że małżeństwo mogłoby w
            jakiś sposób uleczyć rozpadający się związek jest równie mylna, co wiara iż
            pojawienie się dziecka ma podobne działanie. Jeśli nie chcecie lub nie umiecie
            sobie poradzić dalej w tej znajomości, po prostu ją zakończcie.
            Z tego co napisałaś ewidentnie wynika, że to Ty nie bardzo wiesz czego chcesz.
            I nie są to myśli związane z gorączką przedślubną. Owszem. Normalne jest, że z
            powodu stresu tuż przed wszystkim nagle dopada nas myśl: Boże co ja robię?! czy
            ja na pewno tego chcę?! Ale ta myśl mija. Ty zaś wymieniłaś zbyt wiele powodów
            na nie.

          • jmx Re: dziękuję 11.08.03, 18:37
            Gość portalu: zagubiona napisał(a):

            > Ale nie potrafię stwierdzić, czy to wystarczający powód, żeby wszystko
            > zniszczyć.
            > Czy lepiej ratować to, co już zbudowaliśmy?


            Po pierwsze - przeżyliście kilka pięknych lat i żadna Twoje decyzja tego nie
            przekreśli. Po drugie - wg mnie lepiej się rozstać teraz niz za kilka
            lat "organizować" rozwód lub tkwić nieszczęsliwie w małżeństwie.

            Piszesz, ze nie chcesz go ranić, ja to rozumiem, ale wychodząc za niego bez
            przekonania, bez miłości też go nie uszczęśliwiasz. Kiedyś pisałam na tym
            forum, że nie mozna mież 100% pewności na powodzenie małżeństwa ale jeśli
            wkracza się w nie bez przekonania (ze strachu?) to można z dużym
            prawdopodobieństwem stwierdzić, że prędzej czy później się rozpadnie.
            Wg mnie - "lepiej zapobiegać niż leczyć". Lepiej odejść zachowując (jeszcze)
            dobre wspomnienia niż żyjąc wspólnie znienawidzić się.
    • Gość: Rozwódka POSŁUCHAJ SIEBIE , NIE PATRZ NA INNYCH !!! IP: 10.120.22.* 08.08.03, 07:39
      Witaj !
      Ja także miałam dylematy przed ślubem. Niestety nie posłuchałam wewnętrznego
      głosu, który podpowiadał mi zerwanie z osobnikiem. Wzięliśmy ślub , zaczął się
      koszmarny czas...Po 10 miesiącach rozstaliśmy się, po 18 - rozwód. Na szczęście
      nie mieliśmy dziecka.
      JESZCZE MASZ CZAS - PRZEMYŚL DECYZJĘ !!!
      LEPIEJ SIĘ ROZSTAĆ PRZED , NIŻ PO ŚLUBIE !!! I nie chodzi mi tylko o finanse
      (rozwód naprawdę dużo kosztuje, adwokat też ) - jeszcze ileś miesięcy trwa
      zmiana dokumentów... Człowiek jest psychicznym wrakiem.
    • mandaryn_ka Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 08.08.03, 08:47
      Litowanie się nad narzeczonym i nad swoją rodziną jest kiepskim rozwiązaniem.
      Robiąc dobrą minę do złej gry, wdeptując w coś, czego nieprzyjemny zapach
      będzie ciągnął się za Tobą przez całe życie! To nie jest rozsądne! Ja też
      miałam podobny dylemat. U mnie było o tyle gorzej, że moja rodzina widziała mój
      lęk przed małżeństwem, moje niezdecydowanie i widziała, że człowiek, za którego
      wychodzę za mąż nie jest odpowiednim kandydatem na męża. Ja natomiast chciałam
      za wszelka cenę pokazać swoją niezalezność i to, że nikt nie ma prawa decydować
      o moim życiu i wybierać mi kandydata na męża. No i pokazałam, wszystkim na
      przekór i na nieszczęście dla siebie...Gdybym wtedy posłychała tego, co inni
      mają mi do powiedzenia, gdybym nie wyszła za niego za mąż jestem pewna, że
      byłabym w życiu o wiele szczęśliwasza.
    • Gość: ds Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! IP: *.itpp.pl 11.08.03, 10:20
      Ja przed ślubem też się wahałam, a mój obecny mąż dobijał mnie tekstami, jakie
      to OSTATECZNE wydarzenie - tak jak by to miał być dla niego wyrok. Długo się
      zastanawiałam, co mam zrobić, znaliśmy się tak długo, a przed samym ślubem było
      poprostu paskudnie między nami.
      Tylko, że ja z NIM o tym rozmawiałam...
      Powiedzieliśmy sobie, że przecież NIC NIE MUSIMY. I wtedy wszystko się
      skończyło.
      Już ponad rok jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i to prawdziwie szczęśliwym... I
      nie wyobrażam sobie, że mogłoby NAS nie być. I wiem, że to tylko i wyłącznie
      nasza załuga! Bo miłość to nie tylko sielanka, ale też walka każdego dnia, żeby
      nie zgasła, jak wakacyjne ognisko.
      Porozmawiaj z nim, tylko szczerze!! Przecież szczerość to podstawa.
      Pozdrawiam
      D.S.
    • sebas7 Re: ślub za dwa tygodnie - ja nie chcę!!! 11.08.03, 17:12
      Hm tak się zastanawiam jak taka SZCZERA rozmowa by wyglądała

      - Wiesz właściwie to cie nie lubie

      - ?????

      - Ani seksu z Tobą

      - ???????

      - Twojej rodziny tez tak naprawdę nie lubię

      - ?????????

      - Właściwie to rozmowy z Tobą mnie denerwują i jesteś nudny

      - ????????????????#@&***#@^****#@#%%##

      - No bo naszło mnie tak do tej rozmowy bo się zastanawiałam nad naszym ślubem









      (A propos rady o SZCZEREJ rozmowie)



      • Gość: zagubiona podjęłam decyzję IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.08.03, 20:15
        sebas7 napisał:

        > Hm tak się zastanawiam jak taka SZCZERA rozmowa by wyglądała


        Doszło do szczerej rozmowy. Nie trzeba sobie mówić tego wszystkiego, co
        zacytował sebas, żeby zrozumieć, że dalej nie ma sensu tego ciągnąć.
        Odchodzę. Czuję się bardzo źle. Jest mi potwornie smutno, czuję się winna,
        czarno widzę przyszłość.

        Dam znać, kiedy zacznę cieszyć się z tej decyzji.


        Pozdrawiam wszystkich

        Bardzo zagubiona
        • sebas7 Re: podjęłam decyzję 11.08.03, 20:21
          Brawo!! Moim zdaniem jedyna słuszna decyzja jaką mogłaś podjąć.
          Na razie będziesz się czuła kiepsko, ale poczekaj jedynie parę tygodni
          a zobaczysz jak nastrój zacznie Ci się stopniowo poprawiać i odczujesz
          ulgę.
        • Gość: tak Re: podjęłam decyzję IP: *.net.pl / 192.168.1.* 11.08.03, 20:47
          Gość portalu: zagubiona napisał(a):

          > Odchodzę. Czuję się bardzo źle. Jest mi potwornie smutno, czuję się winna,
          > czarno widzę przyszłość.

          Smutek - jest zrozumiały, coś się skończyło, coś odeszło
          Poczucie winy - to już Ty wiesz z jakiego powodu (powodów)
          Czarnowidztwo - właśnie oddaliłaś czarną przyszłość

          Głowa do góry. Życie przed Tobą. A Ty jesteś bogatsza o ostatnie doświadczenie.

          Pozdrawiam
        • cizinec Re: podjęłam decyzję 11.08.03, 21:02
          Gość portalu: zagubiona napisał(a):

          [...]

          > Odchodzę.

          [...]

          > Dam znać, kiedy zacznę cieszyć się z tej decyzji.

          [...]

          Trzymam kciuki i licze na to, ze szybko sie tutaj odezwiesz!!!:o)

          Cizinec
          (ktory kiedys zignorowal swoje przedslubne obawy)
          • Gość: gerbera Re: podjęłam decyzję IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.03, 21:21
            gratuluje odwagi! niczego nie zaprzepascilas, nie zniszczylas swojego zwiazku.
            masz teraz czas na przemyslenia. daj sobie odetchnac, wyjedz na wakacje, odprez
            sie, przeczytaj fajna ksiazke. bedzie dobrze. ze zniknieciem daty slubu, nie
            znika wasz zwiazek. powodzenia!
        • procesor Re: podjęłam decyzję 11.08.03, 23:32
          Trzyamaj się, odważna z ciebie dziewczyna.

          Jak rozumiem podjęłaś decyzje nie tylko o tym że ślub sie nie odbedzie - ale ze
          w ogóle się rozstajecie?
          Masz kogos bliskiego kto z toba teraz troche pobedzie? Bo poczatki moga być
          trudne..
          • cizinec Re: podjęłam decyzję 11.08.03, 23:42
            ... poczatki beda trudne, ale lepiej wczesniej niz pozniej.
            Bo za czas jakis taka decyzja (nie wazne, czy nazwiemy ja poczatkiem czy
            koncem) kosztowalaby Cie o wiele wiecej. I wcale nie przeliczam tego na
            brzeczaca monete...

            Mimo wszystko zycze usmiechu! I garsci optymizmu przy patrzeniu w przyszlosc:o)
            Cizi.
        • Gość: jar Re: podjęłam decyzję IP: 195.136.33.* 12.08.03, 07:59
          noo.. i dzieki bogu, nie zmarnujesz zycia chlopakowi
    • seksuolog Uwaga koncowa 12.08.03, 07:51

      Podjelas decyzje ktora wyglada na odwazna i sluszna.

      Ale jezeli teraz beda cie nachodzily duze watpliwosci czy
      zrobilas dobrze, chec powrotu do partnera a nawet 'cos'
      bedzie cie popychalo do odnowienia zwiazku z nim to bedzie
      raczej swiadczylo o twojej niedojrzalosci psychicznej.

      Wprawdzie w zyciu wszystko sie zdarza ale w tym przypadku
      nalezy uznac ze sprawa jest zakonczona i absolutnie do niej
      nie wracac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka