Dodaj do ulubionych

Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia

07.12.07, 10:55
psychiatrycznego, kiedy na dźwięk słowa psycholog "wstępuje w nią diabeł"? Od
lat zachowuje się "nadpobudliwie", dwukrotnie miała stan skrajnej depresji, z
którego jakimś cudem udało mi się ją wydobyć. Za drugim razem udało się nawet
odwiedzić z nią psychologa! To było ok 6,7 lat temu. Zaliczyła w tej
przychodni również psychiatrę, ale nie podjęła leczenia. Psychiatra nic mi nie
chciał powiedzieć co stwierdzono u żony, stąd mogę jedynie domyślać się
jakiejś schizofrenii? Ale sytuacja takiej niepewności trwa nadal! Ostatnio
wzmogła różne pretensje i rzuca urojeniami, chce pełnej kontroli nade mną jak
nad dzieckiem, szantażuje, że się zabije a ja będę winien! W środę rano przed
wyjściem do pracy, wziąłem na poważnie te jej ostrzeżenia i zadzwoniłem na
Pogotowie Ratunkowe. W trakcie rozmowy (odgłosy tego napewno są nagrane)
zaatakowała mnie z furią, chcąc wyrwać komórkę, podrapała po twarzy, okładała
gdzie popadło - nie uderzyłem szalonej! Przyjechali ci z Pogotowia a ona udaje
normalną!? Lekarz mówi: panie, ja tu nic nie zrobię, odpowiada logicznie na
pytania.
- panie doktorze, a patrz pan na moją twarz, na świeżą krew, zadrapania!
- wezwij pan policję, to awantura domowa... Żona nie zgadza się na podanie
żadnych środków uspokajających. Nic nie mogę zrobić.
No to może ktoś z Was mi powie, co ja mogę zrobić!?
Obserwuj wątek
    • e_w_a_g_5 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 11:19
      skonsultować się z psychiatrą i mu o wszystkim opowiedziecieć.
      Jeżeli nie da się żony doprowadzić dobrowolnie, to niestety będziesz
      musiał złożyć pozew do sądu rodzinnego w trybie wnioskowym o leczenie.
      Ale na to sa potrzebne dowody jej niezrównoważenia w postaci interwencji
      policyjnych. Juz za pierwszym razem, kiedy wystapi atak
      agresji lub autoagresji,każ założyc niebieska karte podczas wizyty
      policji

      Psychiatra powinien Cie zorientowac w procedurach,policja równiez.
      Niewykluczone, że nie jest to choroba psychiczna, tylko zaburzenia innego
      typu,ale to wymaga zdiagnozowania. I na pewno, nie możesz się dac zastraszyć,
      ani ulec szantażom
      • bez_radny Dzięki Ewa_g5 07.12.07, 12:32
        Czyli:
        1. skonsultować się z psychiatrą - jak? Prywatnie, czy może w tej przychodni w
        której byliśmy? Może jest tam jeszcze ta jej kartoteka, testy, diagnoza? Czy to
        trzeba teraz jakieś skierowanie od rodzinnego?
        2. policja i założyć niebieską kartę. Ok. to dobre jest! Ufffff, nie mam siły.
        Ponad 20 lat mam co trochę jakąś "niespodziankę" ze strony żony. Niby normalna a
        ma takie "odpały". Prawdopodobnie wszystko zaczęło się od śmierci ojca, gdy
        miała 18 lat. Przeżyła to strasznie, podobno, bo nie znałem jej wtedy.
        Przebąkują gdzieś coś czasem ci z jej rodziny, że załamanie nerwowe. To był jej
        najukochańszy ojciec! Ojciec, który bronił ją przed matką i rodzeństwem. Od
        zawsze była agresywna i konfliktowa, więc przez rodzeństwo (2 braci i 4 siostry)
        nie była lubiana. Lali to złośliwe cholerstwo, a tato bronili! Zabrakło taty, to
        kryzys, załamanie, podobno szpital...? Ukrywają prawdę.
        • nangaparbat3 Re: Dzięki Ewa_g5 07.12.07, 19:10
          A po co Ci sie bylo zenic ze zlosliwym cholerstwem?
          • bez_radny Re: Dzięki Ewa_g5 10.12.07, 09:13
            nangaparbat3 napisała:

            > A po co Ci sie bylo zenic ze zlosliwym cholerstwem?

            Złośliwym ja też potrafię być, w pewnych granicach. Nie wiedziałem, że ta
            kobieta jest aż tak... Pochopna decyzja, ślub po 7-miu tygodniach znajomości,
            zaryzykowałem, praktycznie nie znając jej. Później praca w delegacjach, w domu
            byłem weekendowym gościem. Jakoś to szło, teraz, gdy jestem na stałe, okazało
            się, że jest źle, jak wyżej opisałem.
    • renebenay Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 12:01
      A czy Twoja zona nie ma czasem problemow z nadcisnieniem,mam wsrod sasiadow
      osoby ktore byly nie do zniesienia i od czasu gdy zaczely brac lekarstwa
      obnizajace cisnienie krwi to sie zmienily nie do poznania.Osobiscie mialem bole
      glowy, nog i plecow-myslalem ze to reumatyzm,rowniez mialem porzadnie wysokie
      cisnienie i lekarz rodzinny mi przepisal tabletki przeciw nadcisnieniowi i
      zwezaniu zyl,aktualnie nie mam zadnych boli i czuje sie znakomicie.Z telewizji
      francuskiej dowiedzialem sie ze,osoby z wysokim cisnieniem funkcjonoja
      cholerycznie,wystarczy mala uwaga czy niezrozumienie aby powstalo w ich glowach
      uczucie agresji.W tym momencie takie osoby eksploduja i moga byc nieobliczalne a
      z kolei to nieznaczy ze,chorymi psychicznie.
      • bez_radny Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 12:36
        Dzięki za podpowiedź, ale nie. Żona nie ma nadciśnienia. Powyżej w Re dla Ewa_g5
        podałem nieco więcej szczegółów. Pozdrawiam.
        • e_w_a_g_5 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 14:01
          w większości przypadków osoba z zaburzeniami psychicznymi "układa" się przed
          policją, jak i przed lekarzem (ogólnym, bo to nie specj.psychiatra) z pogotowia.
          Doświadczonego psychiatry, raczej nie udałoby sie jej zmylic. Nie jest to żaden
          argument, że podczas interwencji była spokojna.
          Wzywać posiłki -najlepiej policje jako pierwszą i domagac sie, by ta wezwała
          pogotowie. Policja nie ma prawa przewozic pacjenta do szpitala ewent.bez
          obecności lekarza. Pogotowia psychiatrycznego nie ma, więc robi to lekarz
          dyzurny z pogotowia. On natomiast, powinien uznać za stosowne
          przewieźć na konsultacje psychiatryczna.

          Karty, kartoteki, przebieg jakiegos leczenia, które miało miejsce w przeszłości,
          sa b. ważne. Prywatnego lekarza odradzam. Chyba, że masz kogoś, kto się tym
          zajmie i umieści w szpitalu.Skierowania do psychiatry nie trzeba

          Ważna jest w przebiegu procesu o ewent.przymusowe leczenie, ilośc
          udokumentowanych interwencji. W szpitalu, nie musi małżonka wyrażac zgody na
          pobyt, jeżeli psychiatra uzna za konieczne, zatrzymują wbrew woli w 3 dobie
          wzywając sad rodzinny.

          ps
          a gdybys do tego dołożył jakąś obdukcje z obrażeń, których dokonała,
          było super.
          • e_w_a_g_5 poprawka 07.12.07, 14:07
            byłoby* super

            i przygotuj sie na to, że bedziesz osoba atakowana, tak niestety bywa i to Ty
            musisz się domagać jej leczenia i bronic sie przed napastliwymi pytaniami,
            zarówno ze strony policji, jak i lekarzy.
            • fajnywilk Re: poprawka 07.12.07, 14:27
              Ty się lecz, kobito!
      • psychopatka.0 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 08.12.07, 08:07
        renebenay napisał:

        > A czy Twoja zona nie ma czasem problemow z nadcisnieniem,mam wsrod
        sasiadow
        > osoby ktore byly nie do zniesienia i od czasu gdy zaczely brac
        lekarstwa
        > obnizajace cisnienie [...]

        Mam osobę w rodzinie z niskim ciśnieniem i charakterem tak
        cholerycznym i wybuchowym, że tylko od niej uciekać jak coś idzie
        nie po jej myśli.
    • fajnywilk Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 14:30
      Stary, jak jej pretensje są nieuzasadnione, to przeprowadź z nią
      stanowcza rozmowę i daj do zrozumienia, że odejdziesz, jak cię
      bedzie atakować. I odejdź!
      • e_w_a_g_5 spadaj debilu 07.12.07, 15:08

        • fajnywilk Re: spadaj debilu 07.12.07, 15:14
          AUUUUUUUUUUUUUUUUU! Nie wolno wypowiedzieć swojego zdania? A ty co?
          Kulturalnie sie wyrażasz? HYHYHY!!!!!
          • psychcio Re: spadaj debilu 07.12.07, 19:06
            fajnywilk napisał:
            > AUUUUUUUUUUUUUUUUU! Nie wolno wypowiedzieć swojego zdania? ...
            Wolno, jeśli ma się pojęcie o temacie!!!
            Wnioskuję, że ty [jako małolat] nie znasz życia i dlatego
            upraszczasz!
      • bez_radny Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 15:14
        fajnywilk napisał:

        > Stary, jak jej pretensje są nieuzasadnione, to przeprowadź z nią
        > stanowcza rozmowę i daj do zrozumienia, że odejdziesz, jak cię
        > bedzie atakować. I odejdź!

        Dzięki, dobra rada, mogłem skorzystać 20 lat temu, ale nie było netu i nikt tak
        nie doradził? Teraz, gdy wszystkie kanały, altanki, studzienki c.o. zajęte, mam
        iść pod most? Mieszkanie to współwłasność, nie będzie opłacać, bo z czego,
        zadłuży mi to a ja wynajmując coś, ledwo sam wyrobię. Przecież nie będę opłacał
        żeby ona mieszkała? Zresztą, muszę zmienić auto, są inne potrzeby, wydatki, a
        moje dochody są nierozciągliwe, ograniczone niestety. Ponadto, nie uważasz, że
        głupio jest wynosić się z dobrego mieszkania, w dużym mieście, którego jest się
        współwłaścicielem wg Księgi wieczystej?
        • fajnywilk Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 15:16
          Jakoś sobie ludzie radzą - tylko początki najgorsze. Ale chyba nie
          zamkniesz kobitki u czubków, bo lubisz wygody?
          • bez_radny Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 15:24
            fajnywilk napisał:
            > ... Ale chyba nie
            > zamkniesz kobitki u czubków, bo lubisz wygody?

            Jak chyba każdy, chcę mieć normalne, spokojne życie, bez zbędnych rewelacji i
            niebezpiecznych zdarzeń. To nie jest kwestia sybarytyzmu czy spartanizmu, to
            kwestia wieku, zdrowia i logiki. Decyzja o sposobie leczenia nie leży w mojej
            gestii, ale nie sądzę aby tak drastyczny środek musiał być użyty?
            • fajnywilk Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 15:29
              Najlepsze rozwiązanie - rozwód. Ona nie chce sie leczyć - to nie.
              Jesli macie wspólny majątek, to pod most nie trafisz, ona też nie -
              bo sąd to odpowiednio podzieli.
              • bez_radny Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 17:19
                fajnywilk napisał:

                > Najlepsze rozwiązanie - rozwód. Ona nie chce sie leczyć - to nie.
                > Jesli macie wspólny majątek, to pod most nie trafisz, ona też nie -
                > bo sąd to odpowiednio podzieli.

                Prawdopodobnie tak by było najlepiej, ale czy moralnie? Żona jest skłócona z
                całą swoją rodziną, nie ma przyjaciół, nie ma nikogo, oprócz mnie.
                • nangaparbat3 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 19:15
                  bez_radny napisał:
                  > Prawdopodobnie tak by było najlepiej, ale czy moralnie? Żona jest skłócona z
                  > całą swoją rodziną, nie ma przyjaciół, nie ma nikogo, oprócz mnie.

                  Jesli ona ma tylko Ciebie, to masz duzy udzial w jej chorowaniu - absolutnie nie
                  mam tu na mysli winy, ale coś, co mozna by przyrownac do sytuacji osoby
                  uzaleznionej i wspoluzaleznionej.
                  W sytuacji uzaleznienia radzi sie najblizszym osobom, by zaczely od siebie -
                  zmiany w ich zachowaniu potrafią sklonic uzaleznionego do poszukania pomocy.
                  Moze tak i Tobie cos sie uda.
    • shangri.la Re: Well, well, well...:))) 07.12.07, 16:25
      Nawet taka stara wyjadaczka dała się podpuścić:)))
      A przecież jak nie wiadomo, o co chodzi to....:)

      P.S. Czy tutaj bywają jeszcze jakieś wątki opisujące realne, rzeczywiste problemy?
      • e_w_a_g_5 Re: Well, well, well...:))) 07.12.07, 16:32
        szlag by to trafił, tfu. Ludzie jak nie mają co robic, to ida na psyche i
        piernicza kocopoły. Juz sie nawet samobójca nie przejme
        • bez_radny Przykro mi że uwierzyłaś w te brednie Shangri 07.12.07, 17:24
          Twoja sprawa, nieważne. Za rzeczowe informacje dzięki. Zaręczam, nie mam
          zamiaru, nie mam ochoty, nie chcę znać ani słyszeć o żadnych podrywach, o
          żadnych kobitach! Jeśli któraś myśli, że wlazłem tu po to, to widocznie sama
          przyjęła taką taktykę! Sorry, ale tego typu insynuacje, muszą wywołać oburzenie!
      • bez_radny Chyba ktoś tu jest zwolenniczką 07.12.07, 17:08
        spiskowej teorii dziejów?
        shangri.la napisała:

        > Nawet taka stara wyjadaczka dała się podpuścić:)))
        > A przecież jak nie wiadomo, o co chodzi to....:)
        >
        > P.S. Czy tutaj bywają jeszcze jakieś wątki opisujące realne, rzeczywiste proble
        > my?

        Czy Ty rzeczywiście myślisz, że wszyscy tu postępują tak jak Ty? Poczytałem
        nieco Twoich postów i śmiem twierdzić, że z Tobą coś nie tak? Może się mylę, a
        może nie?
    • sun_of_the_beach Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 16:32
      Zdarza się najczęściej, że obiawy choroby psychicznej ujawniają się nie u osoby faktycznie chorej, ale u najsłabszej w grupie (tu: w rodzinie), podczas, gdy faktycznie zaburzoną jest osoba, która manipulując indukuje innym objawy chorobowe. Osobie takiej bardzo "zależy" na tym, aby inni byli przekonani, że np. jego żona jest chora. Może to czynić z pobudek instrumentalnych (np. żeby przejąć mieszkanie), żeby wzbudzić współczucie, albo dlatego, że ma skłonności sadystyczne, lub jest psychopatą i "lubi" dręczyć innych. Osoba taka wcale nie musi czynić tego świadomie.
      Do bez_radnego: odwieć lekarza albo terapeutę i opowiedz mu o SWOICH problemach, a nie żony.
      • bez_radny Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 17:10
        Interesująca analiza, szkoda że jako żywo przypomina bełkot pijanego. Może AA??
        • sun_of_the_beach Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 17:53
          Opis mechanizmu delegowania członka do choroby przez dysfunkcyjną rodzinę był skierowany do czytelników forum, którzy przejęli się twoją opowieścią i doradzając ci utwierdzając cię w przekonaniu, jaki jesteś biedny - w końcu po to założyłeś ten wątek, czyż nie?
          Do ciebie skierowana była ostatnia rada - z pełną życzliwością. Zrób to - choćby po to, by się przekonać, że jesteś wyjątkiem od opisanej reguły.
      • psychopatka.0 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 08.12.07, 08:24
        Sun of the beach, Brawo! Trafiłeś w sedno sprawy. Dokładnie to samo
        miałam na myśli czytając posty bez-radnego. Myśle, że bezradny ma
        spory udział w tym, że doprowadza swoją żone do furii.
        Prawdopodobnie go nosi i zatęsknił za wolnościa a tu taka stara
        żona, której już nei kocha, która nie ma nikogo, kto by mógł w
        pewnym stopniu zastąpić męza, wypełnić tą pustkę emocjonalną. Mąż
        widać bardzo "bystry", bo nie widzi rozpaczliwego wołania swojej
        żony o jego uwagę, o miłość. Woli uznać ją za niezrównoważoną
        psychocznie a najlepiej zamknąć w psychiatryku i pozbyć się
        problemu, mieć pretekst do rozwodu i móc znowu jak młody bóg wyrywać
        panienki, mając na to społeczne przyzwolenie, bo w końcu jego żona
        jest chora psychicznie, zagraża mu a facet ma prawo w takiej
        sytuacji szukać szcześcia gdzieś indziej.
        • matrek Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 10.12.07, 10:43
          latwo tak gadac, gdy samemu nie jest sie w cudzych butach.
    • bez_radny Jeśli ktoś nie ma coś sensownego 07.12.07, 17:16
      do powiedzenia w poruszony temacie, to proszę oszczędzić mnie i sobie tych
      pseudopsychologicznych analiz. Nadmierna podejrzliwość w stosunku do innych,
      może być sygnałem, że wkracza się na drogę "macierowszczyzny". Skądinąd wiadomo,
      że każdy bazuje na swoich doświadczeniach i praktykach, w myśl zasady "skoro ja
      tak robię, więc robi tak każdy". Prawda shangri_la?
      • shangri.la Już niedługo podyskutujemy o tym na wokandzie n/t 07.12.07, 17:24

        • bez_radny Co to jest?? 07.12.07, 17:28
          Kto to? O czym opowiada? Jaka wokanda? O co mam być oskarżony?
          Shangri, odbiło Ci??? Ja nie mam bladego pojęcia kim jesteś! Nie mam i nie chcę
          mieć!
    • solaris_38 Re: Jak skłonić żonę do podjęcia leczenia 07.12.07, 18:02
      jesli chcesz z nia byc p[omimo0 jej chory to niewiele
      to tak jak z alkoholizmem
      kto chce pzostac z alkoholikiem ma pzre ..fikane
      i ejdyne co mzoe to znosić swój los

      dziecko także będzie go z nosić
      bo taka partnerkę dziecku wybrałeś

      moższ sie rozwieść
      mrzesz mieć nowa rodzinę lub walczyć o opiekę nad dzieckiem
      możesz starac się skłonić żonę do leczenia
      możesz sam chodzić do psychologa aby móc znieść lub zmienić ta sytuację

      wszystkie wyjścia są bardzo trudne i wymagają wielkiej wiary w ten akurat wybór
      w który zainwestujesz

      a wybór to sens życia
      kiedy pzrestajesz wierzyć w mozliwość sensownego wyboru
      tracisz wiarę w sens

      i wtedy jest ci jeszcze gorzej
      wiec neki dopuszczaj do tego

      wybierz co chcesz a potem z determinacją dąż do tego długo
      daj temu czas



    • synvilla Re: Jedyna rada- radykalne ciecie. 07.12.07, 18:30
      Nie dasz rady.To zbyt skomplikowane nawet personel psychiatryczny
      wysiada z takimi ludzmi. Choroby schorzenia psychiczne typu
      Bordeline jakie ma prawdopodbnie twoja zona, to ciezkie przypadki i
      osoba musi sama sie leczyc.

      Najczesciej zapisuja leki typu antydepresanty.
      nawet jezeli trafi do szpitala tak jakbys tego chcial. To dlugo nie
      beda ja tam trzymali i po kliku miesiacach wypuszcza, co
      najczesciej okazuje sie zbyt krotko.

      Taka osoba wraca do swojego poprzedniego srodowiska i zaczyna z
      powrotem chorowac, to samo zachowanie do tego bedzie miala zal i
      pretensje,czyli jeszcze gorzej.
      Najlepiejby wziac ROZWOD, choc teraz wydaje ci sie to niemozliwe
      jednak nie jest takie skomplikowane. I ona wtedy bedzie musiala
      sobie poradzic i Ty czlowieku odzyjesz.
      • sun_of_the_beach Re: Jedyna rada- radykalne ciecie. 09.12.07, 16:54
        Kobito! Slorzystaj z googla i poczytaj, co to jest BPD zanim postawisz kolejną "fachową" diagnozę!
        • synvilla Re: beach pogoglowalam 09.12.07, 17:40
          specjalnie dla ciebie...

          www.alltombarn.se/du_och_barnet/rosta-fram-basta-barngrimasen-1.3772


          mam nadzieje ze sie otworzy:=)
          Pozdrowionka.
          • sun_of_the_beach Re: beach pogoglowalam 09.12.07, 17:51
            Domyśliłem się, że to mniej więcej ten poziom...
            • synvilla Re: beach pogoglowalam 09.12.07, 17:52
              sun_of_the_beach napisał:

              > Domyśliłem się, że to mniej więcej ten poziom...

              Ales ty zlosliwy, ugryz sie w swoj ogonek.
    • bez_radny Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 18:41
      Nie chcę aby wylądowała w "domu bez klamek", ale jeśli lekarze tak zadecydują,
      to przecież nie mogę oponować? Nie mam zamiaru ingerować w jakikolwiek sposób na
      wybór metody leczenia. Osobiście wolałbym aby była w domu, bo jednak coś
      ugotuje, coś posprząta itd. (zawodowo żona nie pracuje, ma niewielką rentę)
      Nie mamy dzieci, jesteśmy sami, tylko we dwoje. Nie dążę do rozwodu, chcę mieć w
      miarę normalne życie. Czy to dużo? Oceńcie sami.
      • synvilla Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 18:47
        czyli niech bierze swoje leki i sie leczy. Ale do tego daleka
        droga. najczesciej tacy nie maja swiadomosci potrzeby leczenia .
        • bez_radny Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 20:14
          synvilla napisała:
          > czyli niech bierze swoje leki i sie leczy. Ale do tego daleka
          > droga. najczesciej tacy nie maja swiadomosci potrzeby leczenia .

          W tym przypadku jest świadomość, że psychiatra jest potrzebny mnie i sporej
          grupie innych jej wrogów, ale broń Boże jej! I w tym problem, że nie ma siły aby
          przekonać, aby dobrowolnie podjęła leczenie.
          • e_w_a_g_5 Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 20:25
            ok. chyba Ci wierze, że to nie podpucha. Naswietliłam Ci tylko realia
            takiej sytuacji. Co sobie z tego weźmiesz, sam zdecydujesz. Synvilla ma racje,
            poczytaj jeszcze raz jej post i dokonaj wyboru, czy i komu pomagasz tkwiąc w
            takim stanie rzeczy
      • nangaparbat3 Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 19:20
        A dlaczego żona nie pracuje i ma rentę? Choruje? Choroba, podobnie jak
        niepracowanie, zdrowiu psychicznemu nie slużą.
        • bez_radny Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 20:10
          Ma trzecią grupę inwalidztwa. To taka niby renta, niby zasiłek? W młodości miała
          wszczepione sztuczne żyły do nóg, skutek wpadnięcia w zimie do wody i
          przemarznięcia. Gdyby tego nie zrobiono, groziła amputacja obu nóg.
          Mogłaby znaleźć jakieś nieuciążliwe i proste pół etatu, głównie dla celów
          kontaktu z ludźmi, ale nie szuka. Ja się nie odważę jej znaleźć, bo będzie atak,
          że wysyłam ją do pracy! Oczywiście, całodzienne siedzenie przed TV w czterech
          ścianach, nie sprzyja psychice! Ale weź i namów ją żeby chociaż poszła na spacer?!
          • nangaparbat3 Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 07.12.07, 21:43
            Ja powyzej napisalam, ale moze powtórzę - na Twoim miejscu, skoro zona ma tylko
            Cioebie, potraktowalabym sytuacje podobnie jak w przypadku osoby uzależnionej -
            Ty bylbys wspoluzalezniony w tym kontekście - i poszlabym sama do psychologa.
            Sprobowalabym tak zmienic swoje zachowanie, zeby mozliwe stalo sie zachecenie
            zony do leczenia.
            Inaczej sie chyba nie da.
            Co do nog - jeśli zonie grozila amputacja, jesli cos z tymi nogami nie tak, to
            moglo silnie podwazyc jej poczucie bezpieczeństwa, wiary we własne siły.
            Zaskakujace, jak bardzo mocne stanie na ziemi przekłada się na siłe ducha. Moze
            zona zechcialaby pochodzic na tai chi? Pomogloby na 100%. Moze razem byscie
            pochodzili - Tobie na pewno nie zaszkodzi, ją moze uratować, a na takie wspolne
            chodzenie moze łatwiej by sie zgodziła.
          • psychopatka.0 Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 08.12.07, 08:58
            Wiesz, Twojej żonie po prostu brakuje celu w życiu, ona już
            zrezygnowała ze swojego życia. Myślę, że uratowałyby ją jakieś
            hobby, to tai chi to dobry pomysł, może jeszcze aerobik (jeśli jej
            zdrowie pozwoli no i może powinieneś trochę zacząć urozmaicać WASZE
            życie, zabrać w podróż. Powtarzam, ja widzę spory Twój udział w
            stanie psychicznym w jakim znajduje się Twoja żona. Nie zapewniasz
            WAM urozmaiceń w tej szarej codzienności, nie interesujesz się nią
            jak kobietą, nie starasz się budować z nia więzi emocjonalnej i
            czyms wspólnie z nia zainteresować. Powiem tak, jedynym ratukniem
            dla Was (i pośrednio to żonie tez pomoże) będzie poszukanie jakiegoś
            wspólnego niecodziennego celu. Może właśnie podróż, poznawanie
            świata, kultury, dostarczenie sobie nowych doznań. Wiesz, samo
            zajęcie się robotą widocznie nie jest dla żony atrakcyjnym celem w
            sytuacji, kiedy ona czuje że i tak przegrała życie i nie widzi dla
            siebie perspektyw. Trudno w takiej sytuacji znaleźć motywację do
            działania i pracy. Ale może nadzieja jest w rozpoczęciu poszukiwania
            nowych doznań, takich niecodziennych. Założę się że np podróże po
            innych krajach albo chociażby poszukanie czegoś ciekawego w Polsce
            pozwolioby Wam odżyć i ponownie siebie polubić. W tej chwili co tu
            kryć, to miedzy Wami jest źle niekoniecznie problem lezy w samej
            zonie.
      • psychopatka.0 Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 08.12.07, 08:43
        Bezradny, to co piszesz, że "nie chciałbyś jej zamknąć w domu bez
        klamek, bo w końcu na coś ci sie żona w chacie przydaje (ugotuje
        upierze)" ale jak lekarze zdecydują ją zamknąć to nie będziesz mieć
        nic przeciwko, bo to utwierdzi Cię w Twoich racjach, że ZONA JEST
        PSYCHICZNIE CHORA. CZŁOWIEKU! Ja się nie dziwię Twoje żonie, przy
        takim mężu pewnie też bym na głowę dostała i zapewne rzuciłabym się
        z pazurami. Pozwól swojej żonie żyć. Wiesz, rozwiedźcie się, daj jej
        szansę poszukać nowego partnera, który ja po prostu będzie zauważać,
        a nie traktować jak panią na usługi, którą tolerujesz w domu tylko
        dlatego, bo Ci gotuje i pierze a poza tym mogłaby nie istnieć. Jak
        ja współczuję Twojej żonie... Biedaczka, mieć takiego męża :(
        • bszalacha Re: Może coś wyjaśnię, dodatkowo 08.12.07, 12:36
          Słuchajcie-my nie jesteśmy tutaj poradnią ani gabinetem
          specjalistycznym.człowiek napisał"co robić",więc niech wie,że musi
          się z tego wyzwolić.Już się dosyć naużalał nad żoną,już
          się ,niestety zaczął bawić w lekarza,który pozwala jej siedzieć
          bezczynnie.Wyszło,że to była woda na młyn,bo kobieta nic od siebie
          nie daje i gotowa zabić.
          ja bym poszła do tego psychiatry,zapytała też,czy i jak mam sprawę
          załatwić formalnie.Musisz być tylko zdecydowany,co chcesz
          osiągnąć:rozstanie czy dalszą pomoc dla żony.Ja byłabym za tym
          pierwszym ale pogadałabym z kimś na temat podziału majatku,sprawy
          dzieci itp.
          Trzymaj się,warto dbać o siebie.
    • bez_radny Musiałem przemyśleć to, 09.12.07, 16:03
      czego się tutaj dowiedziałem. Refleksje na teraz:
      1. Dziękuję za wszystkie rady i informacje, niezależnie od motywów, wartości i
      kompetencji osób wypowiadających się w tym wątku. Dzięki Wam, mam szerszy ogląd
      sytuacji i więcej alternatyw do wyboru.
      2. Ewa_g5 udzieliła mi wielu cennych rad praktycznych, jeszcze raz dziękuję.
      3. Po sugestii Ewy_g5 i głębszej analizie postów Synwilli odnoszę wrażenie, że
      mam do czynienia z profesjonalistką? Co gorsza, otrzymuję stanowcze zalecenie:
      Radykalne cięcie - rozwód. To znaczy, że nic się nie da zrobić, a moje ponad 20
      lat prób "uspołecznienia" żony, to był stracony czas i daremny wysiłek? To jest
      cios dla mnie, konieczna weryfikacja.
      4. Efekt uboczny - zachwiano moja wiarą w siebie. Kolejny negatyw, przemyślenie
      a co ze mną, z moim intelektem a głównie psychiką? Czy długoletnie, ciągłe
      przebywanie z taką osobą nie spowodowało u mnie nieodwracalnych odchyłek??
      Najpierw skorzystam z rady psychologa bądź psychiatry, to pewne, a później
      zobaczymy.
      W przypadku kolejnych agresji, bez oporów wezwę policję. Nie biłem jej i nie
      będę bił, ale jeśli jeszcze wywoła jakąś awanturę, bez wahania poproszę o
      założenie niebieskiej karty!
      • sun_of_the_beach Re: Musiałem przemyśleć to, 09.12.07, 16:56
        bez_radny napisał:

        > 3. Po (...) głębszej analizie postów Synwilli odnoszę wrażenie, że
        > mam do czynienia z profesjonalistką?

        Brawo! Takich "profesjonalistów" poszukujesz? ITakich, którzy potwerdzą twoje z góry przyjęte tezy...
        • bez_radny Dyskusje z durniami, którzy nie 09.12.07, 20:28
          rozumieją tego co czytają, to strata czasu. Młotku, tłumoczku, cytujesz mnie
          "odnoszę wrażenie" - wyjaśnię łopatologicznie - tzn. przypuszczam, podejrzewam,
          nie twierdzę że jest profi! Powyżej napisałem, że najpierw skonsultuję z
          psychologiem bądź psychiatrą, nie czytałeś? Masz "zaćmę wybiórczą"? Marnie z
          Tobą facet, marnie, może Alzheimer? Fakt, że tu na tym forum różnych magów,
          zaklinaczy deszczu i pospolitych debili pełno. A ja myślałem że tu poważni...
          • sun_of_the_beach Re: Dyskusje z durniami, którzy nie 10.12.07, 16:51
            Dobre, dobre. Do swojej żony też tak czule mówisz?
            • bez_radny Czy Ty się uważasz za kobietę? 16.12.07, 12:40
              Po nicku widzę, że men, więc mówię jak do mena. Coś nie pasuje? Czegoś nie
              rozumiesz? Spadaj przygłupie i nie wpieprzaj się z debilnymi wpisami jak nie
              masz nic mądrego do powiedzenia! Bałwan myślał, że jak mam nicka bezradny, to
              byle ćwok może bezkarnie popisywać się i jeździć po mnie?! Bezradny, to ja
              durniu jestem wobec sytuacji! A kobiet nie biję, nie znęcam się psychicznie,
              wprost przeciwnie, sam jestem obiektem agresji! Szantażu psychicznego i groźby
              karalnej!!! Rozumiesz ćwoku!? To żona zagroziła, że mnie w nocy zabije! Gdy
              chciałem zamknąć swój pokój, to mi klucz ukradła! Czytałeś moje dalsze
              wyjaśnienia? Wydaje mi się że nie, więc po co dajesz głos, gdy nie masz pojęcia?
              Ośmieszasz się, ale to Twoja sprawa. Nie życzę żadnemu menowi aby się znalazł w
              mojej sytuacji, żadnemu oprócz Ciebie! Może wtedy coś byś pojął?
              • sun_of_the_beach do admina 16.12.07, 17:13
                Powyższy post w sposób rażący łamie regulamin forum - proszę go skasować. Z jego autorem nie mam zamiaru polemizować.
          • 48xmax1 Re: Dyskusje z durniami, którzy nie 14.12.07, 16:13
            Jesli tak, a zpewnoscia tak wlasnie rozmawiasz rowniez z zona, to
            wspolczuje - zonie oczywiscie i nie dziwie sie, ze ma kobieta, co
            ma. Potrzebujesz sam dobrej terapii.
            • bez_radny Re: Dyskusje z durniami, którzy nie 16.12.07, 12:28
              48xmax1 napisała:

              > Jesli tak, a zpewnoscia tak wlasnie rozmawiasz rowniez z zona, to
              > wspolczuje - zonie oczywiscie i nie dziwie sie, ze ma kobieta, co
              > ma. Potrzebujesz sam dobrej terapii.

              A przeczytałaś wszystkie moje posty? Masz jakąś orientację w mojej sytuacji, czy
              raczej tak "na wyczucie" oceniasz mnie na podstawie własnych doświadczeń?
      • synvilla Re: bez_radny 09.12.07, 19:06
        Synwilli odnoszę wrażenie, że
        mam do czynienia z profesjonalistką?

        .......

        Ja juz wiele razy pisalam na forum,ze nie jestem
        profesjonalistka.Skad mam wiedze?Troche wiedzy mam z ksiazek, od
        znajomych, ktorzy pracuja w sluzbie zdrowia i opowiadaja rozne
        historie o swojej pracy.
        Z wlasnych przemyslen, ale przede wszsytkim psychologia jest
        ogromnie ciekawa bo dotyczcy psychiki czlowieka, jezeli ktos choc
        troche interesuje sie ludzmi, napewno jest zainteresowany
        szczegolami i zadaje sobie pytanie "dlaczego" ktos jest taki czy
        inny.jakie sa motywy, co jest pod "kotara" itp.

        Poza tym, psychologia ociera sie o ogromna ilosc zawodow. Ja mam
        zupelnie inny zawod, jednak w tym zawodzie bylo duzo z psychologii
        spoleczenstwa.Z zachowanai grup, kultur, itp.

        Nie mam ochoty ciebie na sile przekonywac o swoich racjach podalam
        ci jedynie mysl, gdzie wydaje mi sie bardzo trudne myslenie, ze
        kogos mozna zmienic. jezeli ten ktos sam sie nie zmieni twoje
        szanse na zmiane zachowania tej osoby sa marne. Ona musi sama to
        zrozumiec.
        jedynie co ci pozostaje to albo ludzic sie i czekac nastepne 20 lat.
        Albo ...zrobic radykalne ciecie i szukac nowego zycia i szczescia u
        boku spokojniejszej osoby.

        Pozdrawiam i zycze udanej decyzji.
      • ronja.r Re: Musiałem przemyśleć to, 09.12.07, 20:13
        Sa pewne rzeczy ktorych profesjonalista nigdy by nie powiedzial. "Rozwiedz sie"
        nigdy nie uslyszysz nigdy od profesjonalisty nie uslyszysz. Druga rzecz to po
        przeczytanych kilku zdaniach zaden profesjonalista nie postawil by diagnoze.
        Slusznie ze chcesz skontaktowac sie z psychologa, psychiatry gdyz ten moze
        naprowadzic Cie na prawidlowe postepowanie z Twoja chora zona. Pomoze Ci
        zrozumiec pewne mechanizmy. Dziwie sie ze psychiatra zony nie chcial z Toba
        rozmawiac gdyz z choroba psychiczna jest jak z choroba alkocholowa, trzeba
        leczyc cala rodzine. Najprawdopodobniej ona nie zgodzila sie aby lekarz cos
        powiedzial.
        Nie zgadzam sie ze ona zmienic sie juz nie moze. Nie lubie takiego przekreslanie
        kogos. Na zmiane nigdy nie jest za pozno ale, ta osoba musi chciec sie zmienic.
        Aby chciec sie zmienic musi zrozumiec co jest zlego w jej postepowaniu..Napewno
        probowales tego nie jeden raz ale . najblizsi nie moga byc terapeutami...niestety.

        Nigdy nie zgodzilabym sie zyc, mieszkac z osoba ktora nie pozwala lekarzowi
        powiedziec na co choruje. To wogole nie ma sensu...Jak mozna pomoc jesli sie nic
        nie wie? Nie zgadzaj sie na to...Ja w takiej sytuacji postawilabym ulimatum,
        albo albo. Albo wspolpraca ze mna, z lekarzami albo, niestety, jestes sam/a. Nie
        chce niszczyc mojego zycia dluzej.



        • bez_radny I to jest głos rozsądku 09.12.07, 20:42
          Masz rację, oczywiście.
          ronja.r napisała:
          > przeczytanych kilku zdaniach zaden profesjonalista nie postawil by >
          diagnoze. Slusznie ze chcesz skontaktowac sie z psychologa, >
          psychiatry gdyz ten moze naprowadzic Cie na prawidlowe postepowanie z > Twoja
          chora zona. Pomoze Ci zrozumiec pewne mechanizmy.

          Nie liczyłem na diagnozę, szukałem podpowiedzi co dalej robić, jak postępować.
          Nieporozumieniem jest podejrzewanie mnie przez niektórych o to, że po 20-tu
          latach małzeństwa szukam powodów do rozwodu.

          > Nie zgadzam sie ze ona zmienic sie juz nie moze. Nie lubie takiego > przekreslanie
          > kogos. Na zmiane nigdy nie jest za pozno ale, ta osoba musi chciec > sie zmienic.

          Właśnie o to chodzi, dokładnie tak. Nie można z góry zakładać, że już nic się
          nie da zrobić, ale może ktoś zna z autopsji metodę, sposób na przekonanie takiej
          opornej osoby do pójścia do lekarza, żeby zechciała sama sobie no i oczywiście
          mnie, pomóc.
          Dziękuję, pozdrawiam
        • bez_radny Proszę mnie źle nie zrozumieć 10.12.07, 10:10
          W tym poście
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=73012093&a=73104862 odniosłem
          się tylko do niektórych osób, celowo i świadomie zniekształcających moje
          wypowiedzi. Podejrzewam trollizm. Cenne rady i wskazówki udzieliła mi większość
          piszących, że wymienię (kolejność przypadkowa): e_w_a_g_5, nangaparbat3,
          renebenay, fajnywilk, solaris_38, synvilla, bszalacha, ronja.r - i tym osobom
          serdecznie dziękuję.
          A tak zupełnie już na marginesie, żona odgrażała się, że mnie zabije. W związku
          z tym zamykałem swój pokój na noc, niestety już nie zamykam, ukradła klucz. Nie
          wpadam w jakiś wielki strach, ale, kto może przewidzieć co jej przyjdzie do
          głowy gdy po pracy zmęczony mocno zasnę?
          • shangri.la Re: Proszę mnie źle nie zrozumieć, hih 10.12.07, 16:56
            Oho, zaczyna się podwątek kryminalny;)))
            Jesteś pewien, że dostaniesz premię , jeśli przekroczysz liczbe stu postów w
            swojej wyimaginowanej historii z taniego filmu?:)

            P.S. Jak zaśniesz , to skończy się wątek i wymienione powyżej "osoby" nie będą
            mogły się produkować.:)))
            Śpij słodko......
            • bez_radny Znowu?? Odpuść, nie wszedłem 10.12.07, 19:27
              tu na podrywy.
            • shangri.la No i bezradny zasnął, hihi n/t 11.12.07, 16:05

              • bez_radny Re: No i bezradny zasnął, hihi n/t 16.12.07, 12:41
                A ta się cieszy? Co tu jest do śmiechu? Trzpiotka...
      • bszalacha Re: Musiałem przemyśleć to, 10.12.07, 19:35
        Bo to Ty -jak się okazuje jesteś uzależniony od jej zachowania.Nie
        miałbyś kogo "uspołeczniać",gdyby ona była normalna.
        Masz jakieś poczucie winy,które utwierdza Cię w przkonaniu,że musisz
        wiecznie pomagać,by zasłuzyć na miłość.Czy miałes już wczesniej
        podobne problemy?/myslę o problemach z kobietą,która odrzucała Cię z
        powodu choroby/.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka