Dodaj do ulubionych

Pomóżcie po rozstaniu

21.02.08, 19:15
Nie radzę sobie :( Czy możecie kto co wie napisac jakieś rady jak to przeżyć?
To stało się wczoraj. Nie mogę przestać myslec, jestem smutna, od 2 dni nie
wychodzę z domu, płaczę, rozpamiętuję, mam nadzieję że wróci, huśtawki
nastrojów (a to się już niby pogodziłam a za chwilę znów rozpaczam). Słucham
jego płyt. Czytam smsy w komórce. Wydaje mi się, że już nie będe się w stanie
nikim zainteresować, próbuję pisac z jakimiś facetami z internetu i wciąż
szukam jego kopii.. Ze wszystkim z jego zaletami i wadami. Czuję że oszaleję :(
Obserwuj wątek
    • red_mug Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:19
      ale po co szukać jego kopii?
      daj sobie czas, nie szukaj na siłę nikogo.
      Zrób coś dla siebie - cokolowiek.
      Smsy wykasuj. Po co Ci one? tylko po to, żeby rany rozdrapywać?

      Pozdrawiam ciepło i będzie lepiej, czas leczy rany - wiem to na
      pewno:)
      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:24
        Bo mi jego brak. Potrzebuję go, tęsknię.
        Ssmsy to taka pamiatka, zawsze kasowałam smsy, maile i inne takie po facetach i
        teraz po latach tego żałuję, żałuję że zamykałam drzwi. To takie nasze piękne
        chwile w życiu, których jest niewiele i trzeba je kolekcjonować aby jakoś
        przetrwać. Moje życie jest bardzo puste jeśli chodzi o związki.
        Ja wiem że mi z zcasem przejdzie, nie 1 raz mnie facet zostawił, ale nie mogę
        znieść tego bólu, męczę się. Nie ma na to tabletki jak od bólu głowy :( Jak
        sobie ulżyć? Poza piciem, piję piwo i wtedy się znieczulam, ale zaczęłam się już
        źle czuć, nie mogę tyle chlac, jestem nieprzyzwyczajona.
    • powolutku007 Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:25
      > Czy możecie kto co wie napisac jakieś rady jak to przeżyć?

      nie przyjmować żadnych tabletek, pigułek, proszków.


      > To stało się wczoraj.

      koniec świata.


      > od 2 dni nie wychodzę z domu,

      a stało się wczoraj?
      wyjdź w końcu z domu.
      naprawdę.


      > płaczę, rozpamiętuję, mam nadzieję że wróci

      nie wróci. i dobrze. bo to kanalia była... ;) nie wart Ciebie.


      > Słucham jego płyt. Czytam smsy w komórce.

      wywal i skasuj, jeśli Ci to pomoże.


      >Wydaje mi się, że już nie będe się w stanie nikim zainteresować,

      wydaje Ci się.


      > próbuję pisac z jakimiś facetami z internetu i wciąż szukam jego kopii.

      wciąż od 2 dni?


      > Czuję że oszaleję :(

      nie oszalejesz. nie szaleje się bez powodu, a Ty nie masz żadnego. może idź pobiegać?
      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:52
        Bralam tabletki od bólu głowy.
        Owszem, dla mnie koniec świata.
        Wychodze bo mam psa, ale tylko na chwilę. I jest jeszcze gorzej, bo chodzę tam
        gdzie chodziłam z nim po moim osiedlu :(( Po takim spacerze się popłakałam.
        A może to ja byłam nie warta?
        Nie chcę wywalać i wykasowywać, to było dobre.
        Tak, od 2 dni.
        Mam powód, nie mam siły biegac. Jutro wychodzę na dłużej aby sobie zająć czas.
    • xmarysienkax Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:46
      Wiesz sądzę, że nie byłaś, jesteś i będziesz jedyną która to
      przeżywła, przeżywa lub będzie przeżywać...
      Wiem, że to może oklepane ale nie na darmo mówi się "Czas leczy
      rany".
      Czasami tak jest w życiu że coś się musi skończyć aby powstało coś
      zupełnie innego.
      Pomyśł- czy chciałabyś być znowu z człowiekiem który Cie zostawił?
      Nie można nic robić na siłę. Skoro się rozstaliście z jakiegoś
      powodu ( nie ważne jakiego, mniej lub bardziej ważnego) to znaczy że
      chyba nie pasujecie do siebie. Wierz mi ... na dłuższą mete takie
      związki nie maja sensu. Wez pod uwage fakt ze poźniej mogłoby być
      Tobie jeszcze gorzej. A czy tak naprawde warto cierpieć? Skup się na
      sobie. Na swoich zainteresowaniach, szkole, pracy, przyjaciołach itd.
      Wyjdz do ludzi! Z chlipania do poduszki raczej nie wyniknie nic
      dobrego. No chyba że lubisz mieć podpuchniete oczy ;)
      A jesli chodzi o to ze szukasz podobnych... no cóz kazdy ma swoj
      wymarzony typ partnera i warto ich szukac! ;)
      Głowa do góry! Jutro bedzie nowy dzien! Lepszy bo udowodnisz sobie i
      innym że jestes duzo warta!!! ;)
      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 19:58
        Tak, ale ilez można wciąż zaczynac coś nowego??? Ja już nie mam siły.
        Myślę że pasujemy, bardzo dużo mogliśmy sobie dać, nawzajem. Mogłabym, bo myślę
        ze powód tkwi w nim, nie ejst obiektywny, on uciekł, stchórzył, może nie jest
        gotowy, nie stało się nic co by jego odejście tak naprawdę tłumaczyło. Cały czas
        myślę że może gdybym zrobiła coś inaczej.. Że gdzieś popełniłam błąd. Związki na
        początku rozpadają się z bardzo głupich i niepotrzebnych powodów.
        A dlaczego tak myślisz? A może okazało by sie że stworzylibyśmy coś fajnego?
        Moze by się wszystko udało? Przecież to jest wielka niewiadoma.
        Nie ejstem w stanie się skupić na niczym innym. Po prostu nie mogę, nie mam sił
        na żadne działania. Próbuję ale nie wychodzi.
        Przyjaciele są przy mnie. Ale ja mieszkam sama.
        Ehhh.
        • xmarysienkax Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 20:18
          EEEEEEE tam. Przeżyjesz to, wzmocnisz się ... z czasem.
          Wypowiedziane słowa-ucichną, obrazy- zbledną, wspomnienia- zostana,
          ale pewnie tylko te miłe. Nabierzesz dystansu do zaistaniałes
          sytuacji. Przeżyjesz ;D
        • kalina-123 Re: Pomóżcie po rozstaniu 23.02.08, 21:41
          Czemu zabijasz samą siebie tymi pytaniami? Wiem, że nie masz siły, to zawsze
          jest ponad siły.
          Tak, ale ilez można wciąż zaczynac coś nowego???
          ... zawsze można, a nawet trzeba. Masz inne wyjście?

          > Myślę że pasujemy, bardzo dużo mogliśmy sobie dać, nawzajem.
          .... odpowiedz sobie tak w duchu: czy on tobie dawał, czy przede wszystkim ty jemu?

          on uciekł, stchórzył, może nie jest
          > gotowy, nie stało się nic co by jego odejście tak naprawdę
          ..... znam coś takiego, ale chyba to znaczy, że on nie był gotowy na bycie z
          TOBĄ (przepraszam za okrucieństwo tych słów).

          A może okazało by sie że stworzylibyśmy coś fajnego?
          > Moze by się wszystko udało? Przecież to jest wielka niewiadoma.
          ... jeśli tak bardzo ci na nim zależy, to porozmawiaj z nim. Najwyżej zaboli cię
          jeszcze bardziej. Problem w tym, że tylko ty tak to widzisz. Zastanów się,
          dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego to ty żałujesz, a nie on. Może takie myśli
          pomogą? I nie idealizuj ani jego, ani przeszłości. Była taka jaka była, pamiętaj
          że jest też i przyszłość. Nie znasz jej. Przynajmniej tę pewność musisz mieć.
          Można na tym zacząć budować coś, cokolwiek!
          I nie miej żalu za ostrość słów, to po prostu autopsja. Zwyczajna autopsja.
    • kore12 Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 20:09
      Obawiam się, że nie umiem Ci pomóc. Sama byłabym w takim samym
      stanie. Jestem tego pewna. Rzeczywiście najlepiej postaraj się
      wychodzić do ludzi.
      I trzymaj się. Trzeba to przetrwać.
      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 21:39
        Dziękuję. Tak, macie rację. Nie przeskoczę tego, muszę przecierpieć. A kiedyś
        przestanie bolec.
        Jest troszeczkę jakby lepiej bo zaczynam myślec o innych sprawach, o swoim
        życiu, o pracy, o studiach.
    • spinline Re:facet z wozu konim lzej:)))) 21.02.08, 21:39
      Placzesz po nim! Oj rzeczywiscie obled.

      Daj sobie spokoj. Co on takiego?

      Ciesz sie ze sobie poszedl zwrocil ci wolnosc, a to jest
      najcenniejsze.
    • wikikasia Re: :):):) pocieszacz 21.02.08, 22:09
      rozstania są straszne, wiem coś na ten temat bo sama musiałam rozstać się z
      ojcem mojego dziecka, po tym co mi powiedział, ale teraz wiem, że nie był mnie
      wart. Bo skoro myślał jak myślał to znaczy że jeszcze nie dorósł. Pamiętaj , że
      czas leczy rany. Nie szukaj kopi, podobnych egz. bo ich nie ma , każdy jest
      jedyny i niepowtarzalny, z czasem Ci przejdzie i jeszcze będziesz się z tego
      śmiać. Zajmij się czymś konkretnym: szkoła, praca i pamiętaj cyt.:" ... świat
      nie kończy się na jednym mężczyźnie, to może lepiej , że teraz a nie później,
      przecież nie jesteś stara, poradzisz sobie.." Głowa go góry.
      • nieuczesaana Re: :):):) pocieszacz 21.02.08, 23:11
        Ok, z ta różnica że właśnie jestem stara :) Od tylu lat nie mogę znaleźć faceta
        na życie że znalezienie go zakrawa już na cud. A cuda chyba niezwykle rzadko
        występują w przyrodzie.
        Ale dzięki.
    • solaris_38 Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 22:39
      poziom stresu jest nieznośny
      ale nie ma innej rady niż przetrwać

      ludzie potrafią przetrwać
      wojnę
      głód
      upokorzenia
      śmierć najbliozszych
      rozstanie z kims z kim było sie mocno zzytym


      dasz radę

      ale nei podstycaj swoejgo cierpienia

      pzrezyj go
      nei uciekaj od niego

      pzreywaj swiadomie


      to minie

      u jednych szybciej u innych bardzo długo

      nie szukaj zapomnienia w innych




      dasz radę

      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 23:12
        Dziękuję. Tak, ja wiem. Przeżyłam śmierć kogoś w rodzinie bliskiego to co to
        jest teraz, nic. Ale też boli.
    • mrsnice Re: Pomóżcie po rozstaniu 21.02.08, 22:54
      niestety to jest życie. Są rozstania, są choroby, jest brak pracy,
      jest śmierc bliskich. Z takich beznadziejnych historii składa się
      nasze życie. Inaczej nie będzie. Trzeba przetrwac. I jak wielu
      zauważyło, trzeba życ dalej, znajdowac cel, przeczekac czas, ktory
      faktycznie goi rany. Nic nie możemy zrobic, żeby tobie, sobie, innym
      pomoc. Czekac i życ... tyle tylko, i aż tyle.
    • mychazosia Re: Pomóżcie po rozstaniu 24.02.08, 00:02
      W sumie to nie ma reguły. Czasami zdarza się ,że znalezienie sobie
      kogoś , zaraz po rozstaniu jest lekarstwem bo zapominasz i goją się
      rany.Osobiście myslę że trzeba przez to przejść , wyleczyć rany i
      gdy wszystko już jest ok. poszukać sobie kogoś.
      Często lekarstwem bywa praca.Im więcej pracujesz , bardziej jesteś
      zmęczona i mniej masz czasu na myślenie i pogrążanie się w smutku i
      czas leczy rany.
    • kamilatko Re: Pomóżcie po rozstaniu 25.02.08, 23:23
      hej oklepane ale czas leczy rany. a teraz szybsze lekarstwo... Wyjedz gdzies, jak nie masz kasy to pozycz a co tam.. Odpoczniesz, wypoczniez zajmij sie czymś, nie siedz w domu, dużo spaceruj, biegaj, idz na basen , idz na dyske !
    • awahandziuk Re: Pomóżcie po rozstaniu 26.02.08, 21:55
      To jest normalna i typowa reakcja "po rozstaniu". Jeżeli powód
      rozstania był poważny to musisz przeczekać. To jest truizm, ale
      uwierz mi, że CZAS leczy wszystkie rany duszy.Naprawdę, wiem to z
      własnego doświadczenia! Tylko CZAS. Ale możesz sobie pomóc. Wyjdz do
      ludzi.Od czego sa przyjaciółki?Babskie pogaduszki, wypłakanie się na
      ramieniu innej kobiety, posłuchanie jej opinii -  to naprawdę
      pomaga.Zapisz się na basen, jakiś sport, pracuj fizycznie, rób
      cokolwiek.Ruch i zajęcie rąk naprawdę pomaga głowie, aby obsesyjnie
      nie myślała tylko o NIM.Za kilka tygodni będzie lepiej, a za kilka
      miesięcy sama zdziwisz się, że tak cierpiałaś z powodu faceta.Głowa
      do góry i pamiętaj,że po tej ziemi chodzi wielu facetów, może nawet
      bardziej wartościowych?
    • nieuczesaana Nie jest dobrze 29.02.08, 11:22
      Minęło trochę czasu, gdy ten post napisałam ale nic się nie zmieniło a nawet
      jest gorzej :-/ Nie wiem co się ze mną dzieje. Robiłam tak jak mówicie, ogromnie
      dużo rozmawialam z przyjaciólmi, rozmawiałam, rozmawiałam, są mi wielką podporą,
      rozumieją, radzą. Był taki moment, że myslałam że jest lepiej. Ale teraz od
      jakichś 2 dni znów jest gorzej, prawie tak jak na początku. Czuję się kompletnie
      rozbita, trzęsą mi się ręce, zrobiłam się strasznie nerwowa, wszystko mnie
      denerwuje. Mam kilka hobby i nie jestem w stanie na nie chodzić. Nawet wyszłam
      raz czy 2 ze znajomymi, i wtedy owszem na chwilę prawie zapomniałam. Ale wracam
      do domu, jest pusto i cicho... Czasami myślę żeby skoczyć z wysoka i to wszystko
      zakończyc. Nie mam sił.
      Idę do psychologa ale do wizyty jeszcze kilka dni. Co ja mam robić?
      • nieuczesaana Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 11:24
        I codziennie płączę. Wyczytałam ze dobrze jest płakać bo uchodza emocje, ale ja
        mam wrażenie że tych moich emocji jest całe morze..
        • red_mug Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 11:53
          To dobrze, płacz, płacz jak najwięcej.
          Poza tym lepiej mieć za dużo niż za mało emocji - z tego sie ciesz akurat:)

          Sorki, że pytam, może nie doczytałam - ile trwał ten związek i kiedy się skończył?
          • nieuczesaana Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 15:16
            3 miesiące a skończył się tydzień temu. A to jakaś ważna informacja? Ten zwiazek
            dla mnie więcej znaczył niz poprzedni, który trwał rok.
            • red_mug Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 20:56
              Może i nieważna.
              Czas leczy rany, że się tak powtórzę.
              Ja odeszłam po 5 latach, minęło już 8 od rozstania i żyję.
              Odeszłam niedawno po roku związku intensywnego i momentami
              przepięknego,intensywnego ale toksycznego i męczącego. Minęło niecałe 3
              miesiące, jest ciężko, ale żeby mi do głowy przyszło sobie coś zrobić przez tego
              kretyna? nie, nigdy.
              Wypłacz się porządnie. Potem płacz znowu ile trzeba będzie. Nie czytaj smsów.
              Przejdzie, uwierz mi.
              • nieuczesaana Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 21:38
                Eh. Ale w tym sięk, że mój związek nie był męczący ani toksyczny, nie było w nim
                nic złego. Po prostu nagle facet stwierdził że to nie to, bez widocznego dla
                mnie powodu. Nie był zły, nie był toksyczny, był kochany :( Nic nadal z tego
                wszystkiego nie rozumiem, czuję się jakbym żyła w jakimś matrixie. Nie mam po
                prostu go za co nienawiedzieć nawet. Chyba bardziej nienawidzę siebie.
                Ja sobie zdaję z tego sprawę, że kiedyś przejdzie. Tylko że wydaje mi się że już
                nigdy nikogo nie znajde i nie pokocham :(
                Czemu ludzie to wszystko robią..
                • red_mug Re: Nie jest dobrze 29.02.08, 21:55
                  No więc skoro po 3 miesiącach fajnego i super,jak twierdzisz, związku facet
                  nagle mówi: ciao i odchodzi bez słowa, to wybacz, ale dla mnie taki facet to zero.

                  Ps jak wnioskuję młoda jesteś, więc bez tragizmu - życie się nie kończy,
                  pokochasz - zobaczysz:)

    • listopadowalza Re: Pomóżcie po rozstaniu 29.02.08, 16:28
      www.kobieceserca.pl/index.html
      • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 29.02.08, 16:51
        Dzięki, ja znam ta stronę, ale ja nie jestem uzalezniona od miłości. Testy
        wypadają mi negatywnie. Poza tym ja jestem zupełnie inny przypadek, moje
        historie sa inne.
        • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 01.03.08, 14:41
          A możesz z nim porozmawiać? Umiesz domyślić się, dlaczego tak postąpił z tobą?
          Może nie mógł inaczej? Może coś go blokuje? Może on rzeczywiście szuka? Mówił ci
          że kocha? Wiem, wiem, same pytania, ale ... hmmm, pewne podobieństwa! Zresztą
          jak w wielu zamieszczanych tu wątkach. Kiedy mnie zostawił człowiek, którego
          pokochałam, o którym wiem, że był moją połówką na życie (moją! co nie znaczy, że
          ja byłam - jego), to przez kilka miesięcy żyłam tak jak ty. Miesięcy! Ale dziś
          wiem, ze jednocześnie czas ten przyniósł mi coś nowego. Ból który przeszłam
          stworzył ze mnie innego człowieka. Nie ma mnie dawnej, pod żadnym względem - ani
          fizycznym, ani psychicznym. I zmieniam się dalej. Jeszcze muszę nauczyć się paru
          rzezy i może jakoś się na nowo odnajdę.
          Nieuczesana - może i u ciebie będzie podobnie?
          • donella Re: Pomóżcie po rozstaniu 01.03.08, 16:50
            Gapuchna, dobrze piszesz Nieuczesanej. Napisałabym prawie to samo.
            Po rozpadnięciu się mojego 13-letniego związku, ktory tylko mnie
            wydawał się bliski ideału. Kochałam za dwoje, jak się okazało, ale
            tak na dłuższą metę się nie da. Po rozstaniu całe nasze życie
            rozpamietywałam 15(piętnaście)lat. Teraz wiem, że to kosmiczna
            głupota, ale tak było. Straciłam bezpowrotnie kawał życie i w
            efekcie nie potrafiłam i nie chciałam zbudować innego zwiazku. teraz
            jestem sama, ale nie samotna. Mam grono wypróbowanych znajomych,
            dwoje przyjaciół, spełniam nareszcie swoje zainteresowania. Tylko
            tego czasu spędzonego na rozpamiętywaniu mi szkoda. Może, istotnie,
            facet odszedł, aby Cię , Nieuczesana, bardziej nie krzywdzić?
            Łatwo jest mówić "weź się w garść" komuś, komu usunął się grunt pod
            nogami.
            Nieuczesana, myśl głównie o sobie i dbaj o kontakty z innymi ludźmi.
            Nie rozpamietuj bez końca. I nie bądź sama!
            Jeśli zostaniesz samotna, możesz tylko bywać szczęśliwa.
            Życzę Ci, aby Twój ból minął jak najszybciej i abyś z tego związku
            zapamiętała dobre chwile.Narazie pewnie, ten krótki zwiazek
            idealizujesz.
            Życzę Ci też, abyś nie "bywała" szczęślia, ale BYŁA.
            donella
            Pozdrawiam

            • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 05.03.08, 10:28
              Bardzo dziękuję :) Macie oczywiście we wszystkim rację. Tylko to jest tak
              ciężko.. To się nigdy nie zakłada, że się rozpadnie i że niby zostawił mnie aby
              nie krzywdzić, on mi dawał tylko dobro w tym krótkim związku, niczego złego od
              niego nie uświadczyłam, nawet nie mam go za co nienawiedzieć :-/ (to byłoby
              łatwiejsze). A może byliśmy dla siebie stworzeni? Nie wiem czy ja kiedykolwiek
              jeszcze spotkam kogoś takiego. Nigdy dotąd od żadnego faceta nie otrzymałąm tyle
              ciepła.
          • nieuczesaana Re: Pomóżcie po rozstaniu 05.03.08, 10:23
            Dzięki za odp. Tak pokrótce na pytania - nie nie mówił wprost że kocha ale
            widziałam że był na etapie zakochiwania się i o tym mi mówił. To za krótko
            trwało aby coś się na dobre zaczęło. Nie wiem czemu tak postąpił, mam bardzo
            powazne przypuszczenia że jednocześnie ze mną poznał inną i że to była
            przyczyna. Po prostu ona mnie przebiła i on się wycofał. Ale to są moje
            gdybania, nie wiem tego na pewno. Poza tym jest to człowiek po ciężich
            doświadczeniach z przeszłości, może w ogóle nie być gotowy na związek mimo że go
            bardzo chce, tak mi się wydaje.
            No nie bardzo mogę z nim porozmawiac, chociaz za jedną godzinę z nim i rozmowę
            oddałabym chyba rok życia :( Po 1 honor mi nie pozwala - to ja zostałam
            zostawiona, on mnie nie chce, nie liczył się w ogóle z tym co ja poczuję. Chciał
            uciec. Po 2 powiedziałam mu że nie chcę go znać. Nie wyobrażam sobie etraz
            dzwonienia i proszenia go o cokolwiek, czułabym się podle. Rozumiesz?
            Wiem, że pewnie keidyś mi minie ale na to potrzeba kilku miesięcy i nie wiem jak
            sobie pomóc. Czuję się bardzo bardzo źle. Wydaje mi się że już nigdy nikogo nie
            spotkam, on był moją 2 połówką, tak smao jak u ciebie.
            • gapuchna ... praktycznie długi list do Ciebie, Niuczesana. 08.03.08, 13:58
              No tak...pomóc, to ja ci Bidulko, nie pomogę. Wyjściem z pata byłby jego powrót.
              Może to pocieszy ciebie choć troszkę, ale wiem, przez co przechodzisz. Ze mną
              było bardzo dramatycznie na początku. To nie było tylko odejście kochanego
              człowieka, mnie zawaliło się życie. Bardzo dziecinnie musi to brzmieć, wiem. Ale
              tak właśnie ze mną było. Jestem dość zamkniętą/samotną osobą, dziwacznie
              uwikłaną w dziwaczne życie. Chwyciłam się tego chłopca jak ostatniej deski
              ratunku. Straciłam i jego i szansę na inne życie - takie, jakiego pragnę. Nie
              wiem, może on to widział i zląkł się? Też nie rozumiem dlaczego się skończyło. Z
              jego słów, zachowania i postępowania ze mną wypływał obraz człowieka
              szczęśliwego. Szczęśliwego, że mnie w życiu odnalazł. A potem stwierdził, ze to
              jednak nie to. Trudno. Czasem sobie myślę, czy on ma lub miał kiedykolwiek
              świadomość tego, jak bardzo był kochany. I czy nie jest mu żal, że sam z tego
              zrezygnował. Ale jednocześnie zbudowałam się na nowo. Wierz mi, można i tak
              zareagować. Trochę korzystałam z pomocy fachowców, bo było tak źle, że miałam
              trudności z pójściem do pracy, z normalnym funkcjonowaniem. Przy okazji wyszły
              problemy których nieco byłam świadoma, ale których nie artykułowałam nawet w
              myślach. Bałam się samej siebie. Chodziłam na terapię, brałam lek antydepresyjny
              - ale wiesz, u mnie posypało się dosłownie wszystko. Minął rok. Ja go pamiętam
              nadal. Jest o tyle źle, że wiem, że nadal go kocham. Przekroczyłam w uczuciach
              do niego taką cienką linię rozsądnej granicy i pozwoliłam sobie na luksus
              całkowitego oddania się uczuciowo drugiej osobie. Wiem już, że to błąd. Z kolei
              wiem też, że potrafię kochać mocno, cierpliwie, bezwarunkowo. Myślę, że dobrze
              byłoby, gdybym mogła jeszcze kogoś obdarzyć taką miłością ( a boję się, że już
              nie będę potrafiła - ile razy można kochać ponad siebie???). Zmieniłam się
              fizycznie - to zawdzięczam jemu. Lubię siebie taką, jaką jestem teraz. Zmieniłam
              w swoim wyglądzie bardzo wiele. Jestem inna. To była moja droga ucieczki przed
              całkowitym zapadnięciem się w siebie. Mam też inną duszę, inaczej patrzę na
              ludzi. Najbardziej zastanawia mnie jedno - dlaczego aż tak zareagowałam na tego
              chłopaka, nie był ani pierwszą moją miłością, ani też nie dał mi najwięcej. A
              pokochałam właśnie jego aż tak.
              Nieuczesana, odpowiedz mi, napisz. Nie zamykaj się w sobie. Po to jest to forum,
              by szukać pomocy, a rozmowa jest pomocą. Myślę o tobie. I piszę to na serio, a
              nie dlatego, że tak wypada.
              • 100krotka_88 Re: ... praktycznie długi list do Ciebie, Niuczes 08.04.08, 21:51
                Serce nie sługa, niestety...

                Ja też cierpię dziewczyny, strasznie. Nic tak nie zaprząta mi głowy, jak myśli o
                nim, o tym co było, jak było. Ja już chyba jestem chora przez to wszystko.
                Ciagle tkwię w jednym punkcie w przeszłości ale nie potrafię się uwolnić :( Mija
                już szósty miesiąc.


                Wszyscy mówią: baw się, ciesz się życiem, jesteś młoda, piękna, a on po prostu
                nie wart. A ja na to: i co z tego?
                • muffinka77 Re: ... praktycznie długi list do Ciebie, Niuczes 09.04.08, 14:32
                  oj, skad ja to wszystko znam. jakies trzy miesiace temu zostalam
                  sama. ciezko bylo, strasznie. tez myslalam, ze nie dam rady tego
                  przezyc. dalam. dalej mi sie teskni, dalej mysle, ale jakos daje
                  rade. najgorsze byly pierwsze dwa miesiace, nie moglam usiedziec w
                  pracy, wychodzilam pochlipac do ubikacji. koszmar jakis. pomogli
                  znajomi, jakies dodatkowe zajecia. staralam sie zajac czas
                  maksymalnie. wiec studia podyplomowe, basen, odnowilam troche
                  kontaktow. przemeblowanie w domu, jakies wyjazdy. wczesniejsze
                  chodzenie spac, zeby czas szybciej mijal.
                  schudlam sporo, wiec zaczelam sie lepiej czuc sama ze soba,
                  wymienilam prawie cala garderobe, zmienilam fryzure. czuje sie
                  lepiej.
                  z ex nie mam zadnego kontaktu, on sie czasem odzywa, ale ja nie chce
                  z nim rozmawiac, widziec sie, nic. kazda literka z jego strony to
                  kolejna porcja bolu.
                  kolezanka wyznaczyla mi termin, po ktorym mialam skonczyc z
                  uzalaniem sie. powiedziala, ze do tego i tego dnia mnie slucha,
                  pozniej juz nie. to tez pomoglo. powiedzialam, ze od 1 kwietnia
                  zaczelam nowe zycie, ze koniec uzalania sie nad soba, trzeba isc
                  dalej
                  wiem, ze jeszcze dluga droga przede mna, zwlaszcza ze ex zachowal
                  sie jak ostatnia swinka i odzyskanie zaufania do rodu meskiego
                  troche potrwa, ale mam nadzieje, ze jeszcze ktos sie pojawi w moim
                  zyciu i bede szczesliwa i kochana.
                  zatem nie kontaktuj sie z nim, pomysl o sobie, zrob cos dla siebie,
                  zebys sie poczula lepiej. zmien cos: fruzure, makijaz, kup nowego
                  ciucha. i wyznacz sobie termin na "zalobe"-wiosna idzie, szkoda
                  czasu na smutki!
                  3maj sie
                  • donella Re: ..Nieuczesana.................... ............. 10.04.08, 00:53
                    Masz prawo kochać, masz prawo żyć....
                    Teraz to dają w TV!!!
                    To, nie moja muzyka!. A, jeśli Twoja tym lepiej!
                    Nieuczesana, jakże chciałbym Ci pomóc.
                    Na wszelki wypadek słuchaj muzyki, może doznasz podobnie jak , ja
                    ile w nasze życie wnosi.
              • nieuczesanaa Ojej, dawno mnie tu nie było :) 12.04.08, 09:54
                Bardzo ci dziękuję Gapuchna za długi wpis! Przeczytałąm uwaznie. Tak mnie tylko
                nachodzi refleksja po co to wszystko się dzieje? Po co my kobiety tego
                wszystkiego dośiwiadczamy, jaki w tym jest sens? Sens by był gdybyśmy dzięki
                temu coś osiągnęli, gdybyśmy w końcu doszli do celu i byli szczęśliwi. A
                tymczasem mój cel i szczęście wydaje mi się tak odległy jak lot na Marsa!
                Ja się nie zamykam, już trochę okrzepłam, podniosłam się, próbuję poznac kogoś
                nowego...
                Ale wiesz co? U mnie jest trochę podobnie jak u ciebie. Myslałam ze mi przeszło,
                że zapomne. A tymczasem nie, wczoraj znów płakałam, mimo że próbuję w sobie
                wzniecić do niego uczucie nienawiści to ja go wciąż kocham. Mma wrażenie że będe
                już kochac zawsze. Mam jakieś dziwne przekonanie że on był moją 2 połową, był
                tak inny, tak niezwykły, spotkaliśmy się na drodze dwoje nieszczęśliwych ludzi...
                Wydaje mi się z tego co widzę i jestem w stanie znaleźć że on jest jednak sam.
                Co musi być w człowieku że woli porzucic kobietę, którą mu się podoba, którą
                lubi, z którą się dobrze czuje i zostać znów sam??? Wiem, że bardzo potrzebował
                kogoś. Czemu ludzie to robią, zcemu.. Mieliśmy szansę, zniszczył ją. I zniszczył
                mnie, przynajmniej jakąś część mnie.
                Ja teraz poznałąm kogoś nowego, tzn. jeszcze się nie spotkaliśmy bo to znajomość
                netowa ale znow z kimś mi się dobrze rozmawia, znów ktoś jest skrzywdzony, po
                przejściach - czemu mnie ci ludzie tak pociągają.? Ale oni sa głębsi
                wewnętrznie, jakby więcej czują i rozumieją, są do mnie podobni. Chcę go poznac
                ale nie mogę sobie wyobrazić że on mogłby coś dla mnie znaczyc, jestem pusta w
                środku, wypalona, nie wiem czy jeszcze potrafię pokochac kogoś innego. Wydaje mi
                się że nie..
                • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 12.04.08, 21:30
                  Rozumiem twój stan aż nader dobrze. Niestety, mylisz się. Nie tylko wam,
                  kobietom, zdarzają się takie tragedie. Sam jestem w takiej sytuacji, wiem o czym
                  mówię. Nawet honor nie jest już dla czymś istotnym. Trzeba rozmawiać, wiedzieć,
                  a nie tkwić w domysłach. Jedynie to może coś zmienić. Tyle tylko, że po takim
                  odium nic nie będzie już takie same jak dawniej. Żadna to dla ciebie pociecha
                  ale tak to już jest.

                  Pozdrawiam, nie zadręczaj się.
                  • nieuczesanaa Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 11:01
                    Hm, no to jeszcze gorzej :) Czemu to się w ogóle dzieje? Czy ludzie nie mogą
                    jakoś inaczej? Brać jakąś odpowiedzialność za to co robią i mówią?? Czemu ludzie
                    to takie "taborety"? Ja to wszystko widzę jako jakiś skrajny egoizm.
                    Tak, rozmowa mówisz, świetnie, tylko ze on w ogóle nei chcial ze mną rozmawiać,
                    ja tej rozmowy bardzo potrzebowała ale co go to... miał to w d.. Rozumiesz,
                    człowiek dla którego było się kims najważniejszym jak twierdził potem nawet nie
                    poczuwa się do jakichklowiek rozmów czy wyjaśnień. Mi normalnie niedobrze się
                    czasami robi.. Co to za ludzie są.
                    POzdrawiam też, ale dla mnie teraz facet to jest wróg nr 1. Od kobiet nigdy nie
                    doznałąm tyle przykrości.
                    • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 14:51
                      Wydaje mi się że to dużo bardziej złożone. Nie wierzę, że ktoś mówiąc "kocham"
                      lub wyrażając to w inny sposób, chce krzywdzić odchodząc. Są takie przypadki ale
                      to dałoby się wyczuć wcześniej.
                      Najprawdopodobniej strach najczęściej każe odejść. Wyimaginowana, oparta na
                      słabych przesłankach, niekorzystna wizja przyszłości. Brak wiary czy to w
                      siebie, czy w tę drugą osobę, lęk przed tzw. pójściem na całość i ew.
                      późniejszym byciem poranionym. Niektórzy nie są zdolni do wyższych uczuć właśnie
                      z powodu strachu, umiarkowania, asekuranctwa.

                      W swoim przypadku bardzo zabiegałem o rozmowę. Tak bardzo, że aż mnie samego to
                      dziwi. Musiałem wiedzieć, nie mogłem znieść niewiedzy. Cisnąłem starając się być
                      szczerym do żywego. Dowiedziałem się w końcu, choć ona sama nie miała
                      sprecyzowanego powodu. Koniec końców wypisałem listę pytań, na które dopiero
                      potrafiła znaleźć odpowiedzi. Cóż... umysł techniczny, nie potrafiący poruszać
                      się po obszarach emocji. Nie przypuszczałem jak można być siebie nieświadomym,
                      jakimi niedorzecznymi przesłankami można się kierować, a właściwie jakimi strach
                      drogami chodzić potrafi. To bardzo skomplikowane, dużo bardziej niż samoistne
                      pławienie się w goryczy.
                      Ludzie nie są aż tak źli jak się tobie wydaje, są słabi. Egoistyczna jesteś
                      zarówno ty, jak i osoba, która rzuciła. Jeżeli jednak odszedł do innej - jest
                      zwykłym złamasem. Trzymanie kogoś w zanadrzu jest zwyczajnie podłe. Świadczy też
                      o słabości, chyba.

                      Pozdrawiam i cóż... poznaj siebie lepiej, postaraj się zrozumieć też jego.
                      • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 15:26
                        Zastanowiło mnie to piszesz. Bo odpowiadasz z tej drugiej, męskiej strony. Mam
                        podobnie jak ty - muszę wiedzieć, żeby zrozumieć i jakoś tę wiedzę uporządkować.
                        Też cisnęłam pytaniami, mało tego, ja się narzucałam, a co gorsza, wcale się
                        tego nie wstydziłam ani nie wstydzę. Ja kochałam i czułam sie przez niego
                        kochana, więc miałam śmiałość.Zwłaszcza, że to on mnie w życiu wynalazł.
                        Zapytałam, dlaczego tyle razy mi mówiłeś o miłości , czemu potrafiłeś w nocy,
                        nad ranem pisać słowa miłości, dlaczego na 2-3 dni przed odejściem utwierdzałeś
                        mnie, że to miłość, że jest dobrze. Dokładnie tydzień przed odejściem zadał mi
                        pytanie: czy w ogóle mogłabyś beze mnie żyć, byłoby ci dobrze??? Dzień, w którym
                        odszedł, zaczął od czułych słów. I w końcu na moje pytanie odpowiedział: nie
                        kocham ciebie. Jak to zrozumieć?
                        Ostatecznie wiem, dlaczego tak postąpił. Udało mi się to od niego uzyskać. Też
                        dziwna odpowiedź, jak na realne bycie ze sobą: byłam za brzydka dla niego. Tego
                        też nie rozumiem.
                        • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 15:56
                          Dziwna zbieżność. W moim przypadku było podobnie. Dzień przed zapewnienia,
                          szczere zapewnienia o uczuciu, planach. Następnego dnia zupełnie nie przystające
                          formą do treści wyznanie o końcu.
                          Faceci są wzrokowcami zazwyczaj. Nawet będąc z kimś o wyjątkowej urodzie
                          oglądają się za innymi. Na oglądaniu się jednak sprawa się zamyka. Wydaje mi
                          się, że twój człowiek mógł się przerazić przyszłym złamaniem tej bariery. Mógł
                          nie wierzyć w to, co go trzyma przy kimś na tyle mocno, by na oglądaniu się
                          kończyło. Zauroczenie, nawet to piekielnie mocne mija w przeciwieństwie do tego
                          czegoś na m., tego czegoś, co dane niewielu zaznać. Dlaczego niewielu? Może
                          właśnie z powodu blokady przed pójściem na całość, a jeśli blokada okazała się
                          być zbyt trudną do pokonania, to jaki wniosek z tego...?

                          Czy aby czasem nie mylimy zawodu z urazą, dyshonorem? Stare porzekadło mówi, że
                          jeśli kochasz naprawdę i szczerze - pozwolisz odejść. Zapewne też nie będziesz
                          się już więcej z nikim wiązać. Znam takie przypadki. "Psują" sobie życie
                          zupełnie świadomie jednocześnie nie udając w nowych związkach czegoś, czego nie ma.

                          Sam się biję z myślami, toczę walkę między sferą emocji, a tzw. rozsądkiem
                          wiedząc, że jestem na straconej pozycji, w zawieszeniu nierozstrzygnięcia.
                          Praktyczniejszym wydaje się cyniczne założenie, że wygodniej sobie umilać czas
                          za pomocą kogoś, korzystać, wykorzystać. Nie boli, nie ma ryzyka i można się
                          przed kumplami pochwalić. Tyle tylko, że to nieprawdziwe, zwierzęce i wcale nie
                          takie przyjemne.
                          • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 16:14
                            Nie jest moim człowiek. Był. Miał we mnie przeogromną miłość, ale nie chciał jej.
                            Zbieżność? Tez tak pomyślałam, zwłaszcza gdy wspomniałeś o ścisłym umyśle.
                            Naprawdę zbieżność!!!
                            Nie jestem piękna, jestem raczej brzydka - tu mu przyznaję rację. Mógł mnie
                            odrzucić, tylko dlaczego wchodził we mnie? Nie zbrzydłam z upływem czasu.
                            Pozwoliłam odejść. Tylko raz jeden po rozstaniu zrobiłam coś, czego nie powinnam
                            była. Ale tylko jeden raz. Nie szukam go, nie oglądam zdjęć, nie czytam listów.
                            (on nosił przy sobie do ostatniego dnia moje listy - znów dziwaczność). 9
                            października pożegnałam się z nim "fizycznie", i od tego dnia są myśli, ale już
                            nic więcej.
                            Coś mu zawdzięczam: oś dobrego i coś złego.
                            Złe - wdarł się we mnie niszcząc pancerz, który miałam na sobie, ale w którym
                            było mi dobrze. Obudził mnie do życia, ale go nie dał, a był tego wszystkiego
                            świadomym.
                            Dobro - zrozumiałam że wygląd jest ważny i zmieniłam go jak tylko mogłam, twarzy
                            nie zedrę, ale wiele innych rzeczy - tak. Żeby nie zwariować znalazłam sobie
                            małą, osobistą niszę - walkę o swój wygląd. Nie pomyśl, że jestem infantylną
                            dziwusią, bo tak nie jest. To stało się moją walką, na której polu mogę odnieść
                            jakieś zwycięstwo i odnoszę. Może tym zyskam nieco pewności? Chciałabym bardzo.
                            • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 14.04.08, 13:11
                              Jest, był... Pewnie gdzieś pośrodku. Ktoś ważny zawsze zostaje dłużej nawet
                              jeśli tego nie chcemy. Niestety.

                              Uroda ma wielkie znaczenie, zwłaszcza na początku. W moim pojęciu jest czymś
                              podobnym do lepu. Z czasem jednak powszednieje, staje się oczywistością, tylko
                              czasami się ją dostrzega. Nawet tę bardzo ponadprzeciętną. Dlatego dziwi, że
                              nagle uroda zaczęła mieć dla niego znaczenie. Cóż, ludzie potrafią w chwilach
                              słabości omamić siebie samych na tyle, że plotą od rzeczy, bezwiednie. Później
                              starają się być konsekwentni, później nie mają już i na to siły.

                              Fascynowało mnie zjawisko stosunków homoseksualnych w więzieniach. Jak to
                              możliwe, że zdrowe samce, którzy za przezwisko "pedał" często mogliby skatować,
                              w więzieniu sami, z nieprzymuszonej woli zabawiają się wzajemnie. Nie jestem
                              specjalistą ale widać natura facetów trzyma mocno w garści, potrafią zrobić
                              wiele za chwilę "przyjemności". Najwyraźniej też uwierzyć we własne,
                              nieprawdziwe słowa.

                              W chwilach słabości, przerażenia, kiedy traci się pion, łatwo o akty desperacji.
                              Nie dziwne zatem działania, których można się później wstydzić i żałować.

                              Znów podobieństwo... Ona też moje listy do końca miała przy sobie. Ironią losu
                              jest też, że przez nią zapomniałem po kilkunastu latach o kimś innym -
                              natychmiast. Jak za sprawą czarodziejskiego badyla
                              zrozumiałem jak bardzo krzywdzi się ludzi będąc obok, na ćwierć gwizdka, trwając
                              jedynie. Staram się zrozumieć, dać odejść, zapomnieć nawet jeśli wyciągnąwszy
                              powód się z nim nie zgadzam, nawet jeśli jest mocno przesadzony. Walka? Tak,
                              tyle że z czym walczyć skoro ktoś zwątpił, wystraszył się. Sam mam niejedno na
                              sumieniu, czasem myślę, że to rodzaj podłej kary, bo przecież już za swoje
                              dotkliwie oberwałem. Przykre, piekielnie przykre. Odbiera siły i chęci.

                              Z drugiej strony patrząc: czy bycie z kimś na siłę, z kimś nieprzekonanym byłoby
                              przyjemne?
                          • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 16:14
                            Sam się biję z myślami, toczę walkę między sferą emocji, a tzw. rozsądkiem
                            wiedząc, że jestem na straconej pozycji, w zawieszeniu nierozstrzygnięcia.
                            ------
                            To znaczy, ze jeszcze jesteś z nią? Są jakieś szanse?
                            • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 15.04.08, 17:10
                              Nie jestem z nią. Szanse? Nadzieja zdycha ostatnia. Wiesz gapuchno, poczytałem
                              trochę forum i uderzył mnie pewien szczegół. Nadużywasz przymiotnika "ogromnie".
                              Ona wciąż powtarzała: "ogromnie cię kocham". To tylko zbieg okoliczności, jeden
                              z wielu. Głodnemu jedno na myśli.

                              Pozdrawiam i przepraszam za OT.
                              • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 17.04.08, 01:43
                                Głodnemu chleb na myśli.... masz wielką rację. I że nadzieja zdycha - też masz
                                rację. Mnie rozwala zupełnie fakt, że jest miłość, jest dobrze i nagle - pstryk!
                                Po wszystkim. Bez większych racji. Dużo myślę. Wspomniałeś o karze. Podobnie.
                                Może faktycznie należy tak podchodzić do życia. Kiedyś ktoś z mojej winy
                                cierpiał, teraz ja - jest sprawiedliwie. Nie wiem. Wiem, co jest we mnie i
                                podziwiam tego człowieka, że odszedł wiedząc, co czuję i jak czuję. Chciałabym
                                móc spotkać go za 30 lat i zapytać - znalazłeś szczęście?
                                Przykro mi, ze cierpisz. To naprawdę straszny czas w życiu, nie sposób uciec od
                                bólu, bo wszystko zieje się w głowie. A tej nie zablokujesz.

                                Ogromnie??? Nie zauważyłam. (uśmiech).
                                • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 17.04.08, 01:45
                                  Nie rozumiem, za co przepraszasz?
                                  • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 17.04.08, 13:23
                                    OT jest bardzo starym skrótem od Off Topic (nie na temat).
                                • kakomatique Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 17.04.08, 14:40
                                  Pstryk... To słowo też skądś znam. Mówiłem: "jednym pstryknięciem mogłabyś mnie
                                  utrącić". Zawsze było tak, że to ja kończyłem związki. Często w taki okrutny
                                  sposób. Najczęściej ze strachu przed porożem w przyszłości ale i ze znużenia,
                                  braku wiary. Za karę jestem od ponad 10 lat w zupełnie niesatysfakcjonującym
                                  związku ale przyjacielskim. W końcu spotykam ją, nieoczekiwanie, mnóstwo
                                  irracjonalnych przypadków, wszystko dotychczasowe traci sens. W końcu któregoś
                                  dnia wieczorem jeszcze zupełnie spontaniczne, szczere wyznanie - rano "pstryk".
                                  Lodowato, twardo, jak ktoś zupełnie inny.
                                  Przy tym "miałem" i piękniejsze, i ciekawsze, i jedno z drugim (najczęściej).
                                  Czasem zaskakiwała mnie swoimi brakami w podstawowych zupełnie dziedzinach,
                                  pomimo prestiżowego zawodu. Wyprodukowaliśmy wspólnie ponad tysiąc listów przez
                                  niecałe trzy miesiące... Bez lęku powierzyłem swoje najskrytsze tajemnice,
                                  wszystkie tajemnice. Jak nikomu wcześniej.
                                  Na odchodne zostałem potraktowany jak nigdy dotąd, wręcz po chamsku. Nie ma to
                                  jednak znaczenia, chociaż wcześniej jakikolwiek podobny krok z czyjejkolwiek
                                  strony spotkałby się z moją gwałtowną reakcją. Tzw męska duma jest najmniejszą z
                                  dolegliwości. Brak sił i sensu ale to banał.
                                  Pisząc o karze miałem na myśli żniwo, które nam przychodzi zbierać. Długo
                                  broniłem się, bronię się nadal, przed jakąkolwiek metafizyką. Nie mniej
                                  przytrafiały się z dużą regularnością przypadki wręcz nieprawdopodobne, nie
                                  dające się wyjaśnić znanymi mi dotąd miarami.

                                  Życzę każdemu czuć, co mi było niedawno dane, nikomu nie życzę takiego zawodu.
                                  Bezpieczniej trwać w czymś letnim. Tylko po co..?
                                  • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 18.04.08, 23:45
                                    Niesatysfakcjonujący związek - może spróbuj odejść, jeśli zbytnio nie boisz się
                                    ryzyka? Chyba że ona kocha ciebie, to nie, to próbuj. Może coś się uda.
                                    Miłość...., tak się smutnie złożyło, ze daje mi cierpienie. Jest pięknie,
                                    dobrze, są chwile błogości i koniec. Ja w swoim życiu mam pecha do uczucia.
                                    Oddaję wszystko, dostaję trochę. Nie umiem pojąć, skąd bierze się we mnie takie
                                    oddanie? Brak wiary w siebie? kompleksy? Mam dobrą rodzinę, rodziców, którzy
                                    pięknie się kochają od 43 lat. Nigdy żadnej zdrady. Podporządkowanie sobie
                                    wzajemne. I troska o mnie. Ale ja jestem jak kaleka. Tak w ogóle. Z ludźmi, ze
                                    sobą, z mężczyzną. Chyba jestem po prostu dziwaczna. Nieudany twór.
                                    ------------
                                    .....Bez lęku powierzyłem swoje najskrytsze tajemnice,
                                    > wszystkie tajemnice. Jak nikomu wcześniej.......
                                    --------
                                    Właśnie. Dlaczego otwieramy się, ufając? Kiedy doszło między nami do pierwszego
                                    zawirowania, zabolały mnie słowa jakie usłyszałam i chciałam odejść. Nawet tak
                                    fizycznie, bo działo się to na spacerze. Przytrzymał mnie za rękę i zaczął mówić
                                    o sobie rzeczy straszne, intymne, okrutne, wbrew logice. Niszczył obraz samego
                                    siebie. Z oczu popłynęły mu łzy. Patrzył z taką prośbą na mnie, szepnął w
                                    zasadzie, abym nie porzucała go. Wtedy właśnie we mnie narodziło sie nie
                                    zakochanie, tylko miłość. Dziś się zastanawiam - to była wyreżyserowana scena?
                                    Powiedz, czy takie zdarzenia nie mogą zabić?
                                    ----------
                                    > Życzę każdemu czuć, co mi było niedawno dane, nikomu nie życzę takiego zawodu.
                                    > Bezpieczniej trwać w czymś letnim. Tylko po co..?
                                    -----------------
                                    Nie wiem. Nie znam letniości. Zawsze mocne emocje i napięcie, bo oddaję się
                                    całkowicie. Może jednak taka zwyczajność jest błogosławieństwem. Znasz reguły,
                                    masz pewność. Możesz ufać. Naprawdę nie wiem. Ja mam samotność.
                                    --------
                                    Nie mniej
                                    > przytrafiały się z dużą regularnością przypadki wręcz nieprawdopodobne, nie
                                    > dające się wyjaśnić znanymi mi dotąd miarami.
                                    ----
                                    ???
                      • nieuczesanaa Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 13.04.08, 17:59
                        No pewnie masz rację. Ale to wcale takiego kogoś nie usprawiedliwia, to jest
                        zwykły brak odpowiedzialności, zwykłe tchórzostwo, brak empatii, brak
                        przewidywania konsekwencji swoich zachowań. Nie mozna komuś obiecywać gór złota,
                        opowiadać mu bajek a potem go zostawić bez słowa. To jest zwykłe bawienie się
                        ludźmi. Nie wiem czy to takie normalne bo ja NIGDY czegoś takiego nie zrobiłam.
                        Jeśłi nie ejstem czegoś pewna to nie snuję wizji i nie deklaruję nic i nie
                        opowiadam nikimu jak jest dla mnie wazny. Muszę być o tym przekonana, nie
                        potrafię tak rzucać słów an wiatr. A poza tym jak na kimś mi zalezy i jak kogoś
                        kocham to mi nie przechodzi w kilka dni!! To jest w ogóle jakieś nieludzkie i
                        potwornie niedojrzałe.
                        Teraz ja nikomu już nie wierzę, gorzej, postanowiłam że już nigdy się nie
                        zakocham. Może to mnie ochroni..
                        Siebie to ja już poznałam lepiej, dobiłam się od dna. Jego rozumiec nie
                        zamierzam, co z tego że ja coś tam zrozumiem, dla mnie takie zachowanie jest
                        podłe i takie zostanie. Nienawidze tego faceta i..go kocham :( Czasami. Jak
                        sobie przypomne te dobre chwile..
                        • gapuchna Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 20.04.08, 13:46
                          Mnie się czasem wydaje, ze my kobiety, jednak jesteśmy lepsze. Psychicznie
                          lepsze. też kobieta zdradza, też porzuca, niszczy - to prawda. Ale są to
                          przypadki. Większość jest wierna i chce, aby było dobrze. Mężczyźni czegoś
                          szukają, czego? Czy przygoda, krótkotrwała zabawa jest lepsza od życia
                          stabilnego? Dlaczego nie ma walki o przetrwanie, tylko odwrócenie się plecami i
                          słowa ...chcę czegoś innego.
                          Zbrodnią jest mówienie "kocham" ot tak, dla chwilowej przyjemności, dla efektu,
                          dla osobistej korzyści. To jest niewybaczalne.
                          • fantastic-lula Re: Ojej, dawno mnie tu nie było :) 23.04.08, 08:18
                            gapuchna napisała:

                            > Mnie się czasem wydaje, ze my kobiety, jednak jesteśmy lepsze.
                            Psychicznie
                            > lepsze. też kobieta zdradza, też porzuca, niszczy - to prawda. Ale
                            są to
                            > przypadki. Większość jest wierna i chce, aby było dobrze.
                            Mężczyźni czegoś
                            > szukają, czego? Czy przygoda, krótkotrwała zabawa jest lepsza od
                            życia
                            > stabilnego


                            oj oj chyba sie zagolopowalas nieco ;)

                            uwazaj, co napisze, bo to wazne:

                            MEZCZYZNI KORZYSTAJA PO PROSTU: 1. Z PRZYZWOLENIA KOBIET

                            2. KORZYSTAJA TEZ NA ICH BRAKU WZAJEMNEJ LOJALNOSCI, NA BRAKU
                            TEGO 'SIOSTRZENSTWA' KTORY TO ZWROT TYLKO WYPOWIADANY JUZ DZIWNIE
                            BRZMI I NIE WYSTEPUJE W POWSZECHNYM UZYCIU ;)

                            Jesli kobiety sa lepsze, to z kim mezczyzni zdradzaja swoje
                            partnerki na przyklad?

                            Kobiety kusza mezczyzn majac nadzieje, ze ow mezczyzna w tej a nie w
                            setkach/tysiacach innych ujrzy 'te jedyna' ;)))
                            A w jakim celu?
                            No chyba nie po to, aby miec fajny sex?

                            Gapuchno- otoz po to, aby odebrac mezczyzne, wydrzec go calej rzeszy
                            innych spragnionych kobiet, aby byl juz na wlasnosc zapisany w akcie
                            malzenskim

                            Tfu...
                            Hipokryzja kobiet jest bezdyskusyjna
                            Ale widac system, ktory sprawdza sie od tysiecy lat i sprzyja
                            zachowaniu gatunku- zdaje egzamin
                            I kolejne pokolenia kobiet zrobi wiele aby zdobyc na stale faceta,
                            chocby mialy nawet w tym celu udawac mezczyzne ;))) byc wyzwolone
                            etc.

                            Taka jest naga prawda...
                            Ja jestem jej swiadoma a Ty?
                            udajesz czy nie rozumiesz?


                            • nieuczesanaa Zaraz zaraz 24.04.08, 13:38
                              To chyba teraz ty się zagalopowałaś :) Kobiety od tysięcy lat biją się od
                              facetów i wydzierają ich sobie wzajemnie?? Tak to wynika z twojej wypowiedzi :))
                              Chyba grubo przesadzasz, stawiasz nas kobiety w roli jakichś harpi a męzczyzn w
                              roli jakiegoś strasznie pożądanego "dobra". Tak jakby oni byli bezwolni jak
                              marionetki a my tutaj ich podstępem sobie zawłaszczamy. Oj kobieto kobieto ;)
            • w5ae Re: Pomóżcie po rozstaniu 10.04.08, 01:09
              dziwne to życie...
              jesteś zrozpaczoną kobietą, ja przeżywam to samo chociaż jestem
              mężczyzną...też straciłem swoją drugą połówkę...

              a może skoro od miesiąca tu nie piszesz, poradziłaś sobie...jak?

              pozdrawiam
              • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 12.04.08, 10:03
                Poradziłam ale częściowo :) Patrz wpis wyżej. Jeszcze chyba dużo wody upłynie.
                Problem w tym że wy pewnie ejsteście młodzi a ja już nie mam czasu, zbliżam się
                do 40stki i mogę nie zdążyć spotkac tej 2 połowy i założyć rodziny... To jest
                teraz mój największy ból. Czasami mam przez to myśli samobójcze. Straszne to ale
                tak jest, czasami myślę że gdybym się dowiedziala ze ejstem ciężo chora i za pól
                roku umrę..to bym odetchnęła z ulgą :(
                • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 12.04.08, 19:38
                  Witaj. Wiek, to jest coś, co nagle może przerazić. Jestem niewiele od ciebie
                  młodsza. Mam takie same obawy. Nie, nawet nie obawy, co raczej pewność. Tylko ja
                  nie myślę o rodzinie, o dzieciach. To jest jakoś poza mną.
                  Podziwiam cię, ze potrafisz wejść w świat netu. Domyślam sie, że tamten
                  mężczyzna zdarzył się tobie podobnie? Bardzo boję się takich znajomości. One nie
                  są realne. Uważaj na siebie!!!! Czym innym są pisane słowa, czym innym żywy
                  człowiek. A jednocześnie podziwiam ciebie, bo postępujesz właściwie. Chyba tak
                  powinno się działać. Proszę, nie pisz tak smutnych słów......Straszne to ale tak
                  jest, czasami myślę że gdybym się dowiedziała ze jestem ciężko chora i za pół
                  roku umrę..to bym odetchnęła z ulgą :( ..... Coś jest nie tak z nami, że
                  potrafimy kochać aż tak. Myślę, ze mężczyźni tego nie potrzebują. Tylko dlaczego
                  same siebie tak nakręcamy???
                  Wspomniałaś, że on był czuły. To jest chyba to, czego najbardziej mi brak - jego
                  czułości i inteligencji. No, masz rację. Potrafi zaboleć aż do granic.
                  • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 12.04.08, 19:46
                    Powiem ci bardzo głupie słowa, sama je usłyszałam: nigdy nie wiesz do końca, co
                    przed tobą (zinterpretuj je sobie najkorzystniej, jak tylko potrafisz i jak
                    tylko jest ci to potrzebne). Amen!
                    • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 11:10
                      Oczywiście że tak, życie jest pełne neispodzianek. Tylko wiesz co, jeśłi ma się
                      same porażki to już nie ma się wiary że czeka jeszcze coś dobrego :) MOże przede
                      mn ą kolejne porażki, tak to dziś interpretuję niestety.
                  • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 11:07
                    A powiedz mi gdzie można poznac kogoś na zywo??:) Internet to jedyne źródło, ja
                    chodzę, staram się, wychodzę, ciągle bywam w knajpach, ale nikogo nie poznaję.
                    To jest po prostu bardzo trudne tak zaczepić kogoś z głupia frant, tym bardziej
                    jeżeli ja nie ejstem już 20stką, może faceci się boją, bo owszem, gapić się
                    potrafią ale nie podejdą, nie zagadają. Te znajomości netowe sa realne! Ja
                    poznaję tych facetów na żywo :) Tylko że wszyscy oni jacyś problemowi są.
                    Ale wiesz co, ja już się nastawiłąm na to że nigdy w życiu już się nie zakocham.
                    Przeżyłam to 3 razy, 3 razy klapa i mam już dosć. TRudno. ZAkochanie jak widać
                    prowadzi tylko do nieszczęścia, jest niebezpieczne, powoduje katastrofę. Może
                    znajdę kogoś jako przyjaciela i spróbuję ułożyć sobie życie z kimś takim. Tylko
                    nie wiem czy to realne..
                    • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 14:08
                      NIe! Ja broń Boże nie neguję poznawania ludzi w necie, tylko właśnie...., wydaje
                      mi się że te znajomości mogą ranić równie mocno. Bo najczęściej jako pierwsza
                      pada bariera duchowo-psychiczna. Znam to, naprawdę i wiem, o czym piszesz.
                      Wydaje mi się, że mężczyźni z netu mają strasznie wygórowane oczekiwania. Pewnie
                      dlatego, ze w sumie już setki tysięcy "szuka" się nawzajem, to wydaje się, ze
                      tylko pstryknie palcami i piękna, młoda kobieta będzie u jego boku. Może
                      dlatego tak łatwo porzucają. Nieuczesana, jeszcze raz powtórzę: ty i tak
                      postępujesz słuszniej niż np. ja, bo nie zamykasz się w sobie, tylko starasz
                      się. Moja kuzynka poznała swego męża przez internet, mój daleki znajomy jest z
                      dziewczyną tak poznaną. Może to zasada osobistego szczęścia? Lub jego braku?
                      • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 17:51
                        Masa ludzi poznaje się przez internet więc to nie może być wina tego medium. Ja
                        znam trochę par tak poznanych, jedno małżeństwo, jedno narzeczeństwo, naprawdę
                        :) Czyżby faktycznie brak szczęścia? A czy braku szczęścia nie mozna zastąpić
                        uporem i wytrwałością? Ja wytrwale szukam już od tylu lat, że chyba statystyka
                        siada. Już dawno powinna spotkać swoją połowe. Nie mam pojęcia co sie dzieje.
                        Trudno mi powiedziec jak to jest u ciebie.
                        • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 20:32
                          U mnie? Zraziłam się i wyszłam z komunikatorów wszelakich. W zasadzie to tylko
                          na forum się wyżywam.
                          • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 13.04.08, 20:42
                            Tak sobie jeszcze myślę, czego boję się najbardziej. Otóż w necie jest
                            odwrotność normalności. Bo przecież najpierw kogoś poznajesz okiem, oceniasz:
                            miły, fajny, ładny. I dopiero potem zaczynasz rozmawiać. Chyba najpierw jest
                            sprzężenie wzrokowe. Potem porozumienie duchowe. W necie czarują tylko słowa i
                            jak dochodzi do spotkania, wszystko może przepaść. Przecież jeśli kogoś lubimy,
                            a nie znamy, nie obserwujemy, to obdarzamy go naszym własnym wyobrażeniem. I
                            rzeczywistość nie zawsze jest z nim zgodna.
                            Jeśli mogę zapytać, czy ten chłopak jakoś wyjaśnił ci swoje postępowanie, swoje
                            odejście. Wspomniałaś, że spotkaliście się oboje biedni, doświadczeni przez
                            los.......
                            Widzę, ze bardzo ciebie to boli. Tak wielu ludzi jest tu pokaleczonych. Ja
                            również. Mnie trochę pomaga gdy tak sobie poczytam, gdy coś do kogoś napiszę.
                            Życia to nie zastępuje, ale daje taką maleńką odskocznię. Zawsze możesz do mnie
                            napisać!
                            • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 14.04.08, 17:47
                              Wiesz co, ja zawsze jakoś tak mam że po rozmowach w necie zawsze wiem że to jest
                              to! Czuję to. Z tymi facetami mi się fantastycznie pisało a potem fantastycznie
                              rozmawiało na zywo, my to porozumienie duchowe mielismy już w necie. Ono się
                              potem przenosiło realnie. Na zdjęciach mi się podobali jako tako, tak ze nic
                              mnie nie raziło. Na żywo się potem nie rozczarowywałam. Zwykle rzeczywistość
                              była lepsza a pzoa tym jak kogoś się darzy uczuciem to ta osoba staje się coraz
                              bardziej atrakcyjna :) I nawet wady rozczulają. Dla mnie klucz to osobowość,
                              niesamowita inteligencja i ciekawy charakter. To mnie ciągnie.
                              Nie :( Ten facet nic mi nie wyjasnił, obiecał zadzwonić i spotkanie i nie zrobił
                              tego, po prostu mnie wyrzucił jak papierek po cukierku ze swojego zycia.. To
                              boli potwornie. Że ktoś się z tobą aż tak nie liczy. Moje poczucie wartości
                              spadło do zera.
                              Dzięki :) Mi doskocznię daje zajęcie się czymś, zapełniam sobie czas, robię
                              mnóśtwo rzeczy, wychodzę, mam przyjaciól. Ale to wszystko i tak nie ejst w
                              stanie zastąpić blioskiego faceta :(( To tylko takie odsuwanie od siebie bólu..
                              • w5ae Re: Pomóżcie po rozstaniu 14.04.08, 23:34
                                co mnie tak zadziwia w tym wątku to to, że jest mnóstwo ludzi takich
                                jak Wy i ja - porzuconych, bez wiary w lepsze (czytaj wspólne)
                                jutro...
                                Są to i kobiety i mężczyźni i w różnym wieku...nieuczesana ja też
                                dobiegam do 40-tki :-) i też próbuje szukać swojej drugiej drugiej
                                połówki w necie... :-)
                                pozdrawiam
                                • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 15.04.08, 00:37
                                  Mi się wydaje że znacznie więcej jest jednak tych ludzi, którzy kogoś znależli.
                                  My jesteśmy dziwolągami, ja się tak czuje. Bardzo zadroszcze nawet tym ludziom
                                  po rozwodach, samotnym matkom, wydaje mi sie że być zupełnie samemu od lat jest
                                  najgorszym przekleństwem..
                                  Powodzenia życzę :) Zawsze jst jakiś mikroułamek szansy.
                                  • mruff Re: Pomóżcie po rozstaniu 15.04.08, 09:35
                                    Z każym dniem są nowe szanse.Teoretycznie.Solidaryzuję się z Wami
                                    dziewczyny:)
    • kimmie_baby Re: Pomóżcie po rozstaniu 14.04.08, 05:30
      hej, hej, hej!!!! napewno wyglada to w tej chwili strasznie ale
      przede wszystkim musisz wyjść z domu. spacer, co Ty na to? godzina
      ćwiczeń? kino? musisz zająć się czymś innym.

      jeżeli on Cię nie docenił to jest jego wielka strata i może zda
      sobie z tego sprawę albo później może to Ty stwierdzisz, że związek
      byłby na dłuższą metę nieudany albo znajdziesz kogoś dużo dużo
      lepszego.

      trzymaj się i nie przejmuj się: będzie tylko lepiej :)
      • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 14.04.08, 17:50
        Przeczytaj moje posty, to co ja robię w życiu starczyło by na kilka osób! Ale to
        pomaga troszkę, to mi nie zastąpi bliskiego człowieka przecież. To tylko taka
        mgła, zasłona dymna a pod spodem jest nadal ten problem.
        Nie, on sobie nie zda sprawy, ja dla niego jestem nikim. Nie wiem czy byłby
        udany czy nie, chciałam spróbować, ja nie mam czasu na szukanie księcia i ideału :(
        Dzięki.
        • kimmie_baby Re: Pomóżcie po rozstaniu 16.04.08, 02:43
          hej! doprawdy nie chciałam Cię urazić ani zasugerować, że to czy
          tamto. odniosłam poprostu wrażenie, że w danym momencie to znaczy
          teraz raczej nie zajmowałaś się niczym innym niż tym i to mnie
          trochę przestraszyło. miałam najlepsze intencje Ci jakoś pomóc.
          Paradoksalnie jak się na mnie wkurzyłaś to może i dobrze się stało
          bo nie będziesz w depresji. Zgadzam się z Tobą, że sprawy sercowe i
          międzyludzkie są bardziej istotne od innych osiągnięć. Chodziło mi
          tylko o to, że czasami nie zdajemy sobie sprawy w momencie jak nas
          coś spotyka czy dotyka a później z perspektywy czasu dopiero
          stwierdzamy, iż choć bardzo to bolało tak jak rozstanie to wyszło to
          na dobre. bardzo cierpiałam przy rozpadzie mojego związku ale po
          latach teraz cały czas twierdzę, że to jedna z najlepszych rzeczy,
          które się mogły zdażyć choć oczywiście napewno mogłam bym być
          mądrzejsza i nie wyjść za niego w pierwszym rzędzie. oszczędziło by
          mi to wielu, wielu lat.
          • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 17.04.08, 00:54
            Ale dlaczego myślisz że ja się wkurzyłam czy mnie uraziłaś?? Naprawdę nie
            rozumiem :) Po prostu stwierdziłam że nie czytałaś postów. Poza tym przeciez
            mnie nie znasz. Ja mam mnóstwo zainteresowań i aktywności, poza tym studiuję,
            zmieniam pracę. Jestem człowiek orkiestra ;) Ja potrafię robić wszystko na raz.
            Wkurzenie nic nie pomaga w depresji, hehe. Nie jestem już w depresji, jestem
            raczej zrezygnowana, smutna..
            Ja nie wiem nie mam pojęcia czy to wyszło by na dobre i nigdy sie nie dowiem,
            wiem tyle że przez całe moje życie nie mogę znaleźć 2 połowy co jest jakimś
            absurdem.
            • kimmie_baby brak połowy 21.04.08, 03:38
              Rzeczywiście to jakiś absurd bo stwierdzenie, że brak połowy jakby
              zakładało iż nie jesteś sama w sobie całością całkowicie zdolną sama
              do życia.
              • nieuczesanaa Re: brak połowy 24.04.08, 00:03
                Jestem ale nie wmawiaj mi i innym że życie dla samego siebie jest szczytem
                szczęścia. Bo to też jest absurd. Każdy potrzebuje kogoś, chociażby po to aby
                się przytulić i opowiedziec jak minął dzień..
                • kimmie_baby Re: brak połowy 24.04.08, 07:09
                  no, nie każdy. brzmi to bardzo pienknie i ckliwie ale takie
                  przytulanie się do siebie nie wszystkim odpowiada. napewno jest
                  wartościowe dbanie o bliskich ale poprzez pracę czasami możesz
                  postawić obiad na stole setek ludzi. jest to indywidualna sprawa.
    • mufetka Re: Pomóżcie po rozstaniu 17.04.08, 21:30
      Witaj Nieuczesana :)
      Sama bylam w 3 miesięcznym związku który zakonczyl sie jakis miesiąc
      temu...nawet juz nie pamietam ;) Niejaki D. był mężczyzną bardzo
      bliskim mojemu idealowi. Wspaniale sie przy nim czulam. Powiem Ci ze
      niełatwo mi kogoś znaleźć, bo sama wychowuje dziecko. Pisalas
      wczesniej ze w Twoim zwiazku bylo super....u mnie tez, tylko ze do
      tego doszly takie male "niezgodności" jesli chodzi o jego byla
      partnerke z która ma dziecko. Dalej mam jego zdjecie...gdzies.....
      poza tym pozbylam sie wszystkich rzeczy ktore mi sie z nim
      kojarzyly.poprostu wyrzucilam do smietnika. moze w zlosci-ale nie
      zaluje. Wierze jak Ci musialo byc ciezko i nadal jest.....nie wiem
      jak Cie pocieszyc. Niektórzy mężczyzni to takie energetyczne
      wampiry. Naobiecują, na nowo rozpalą w Nas - Kobietach nadzieje,
      obudzą uśpione uczucia, pragnienia. TO CHORE. A nam najtrudniej
      pozbyć sie emocji i zacząc mysleć racjonalnie. Wiem jak to jest
      kiedy nic juz nie cieszy, kiedy czuje sie ogole zrezygnowanie,
      wypalenie. Kiedy czuje sie odraze do mezczyzn. Wszyscy pisali ze
      CZAS LECZY RANY......i tak jest. Rozstanie z ojcem mojego dziecka
      spowodowalo u mnie wyłaczenie sie z zycia na prawie rok. I moja
      Droga Nieuczesana.......PODOBNO TRZEBA WIERZYC. Brzmi
      ironicznie...ale ktos mi tak powiedzial. Pamietam ze ktos tu na
      forum odpisał Ci ze najpierw trzeba wyleczyć rany z poprzedniego
      związku aby zacząc coś nowego. I w pełni sie z tym zgadzam. Trzymam
      kciuki za wszyskie kobiety takie jak My!!!!!
      • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 18.04.08, 14:36
        Dzięki :)) Ech ta wiara wiara, a ile można wierzyć? Gdzie to jest wiara a gdzie już głupota i mrzonki? Gdzie już fantazja i coś niemożliwego?
        Zazdoszczę ci że masz dziecko, to ogromnie wiele! Daje siły do życia, ja nie mam dla kogo żyć..
        Ale staram się nie poddawać. Ja o Nim wciąż pamiętam, wciąż czuję żal za to że nie dał nam szansy. On też ma dla kogo żyć.
        Pozdrawiam.
        • teaspoon1 Re: Pomóżcie po rozstaniu 19.04.08, 16:25
          przeczytaj może książkę Grocholi i Wiśniewskiego o związkach. Oni
          twierdzą, że wybieramy sobie takich partnerów na jakich jesteśmy my
          sami gotowi. Nie zdajemy sobie najczęściej sprawy czego naprawdę
          szukamy i często powielamy te same błędy. Nam się zawsze wydaje, że
          jesteśmy ok, że postępujemy dobrze, że mamy dobre intencje. Z
          pewnością po częsci tak się dzieje, ale relacje między ludźmi to nie
          tylko to co widzimy i mówimy.
          Dlatego warto zadawać sobie pytania, co takiego jest we mnie, co
          takiego robię, myslę, że trafiam a własciwie wybieram takie a nie
          inne osoby.
          Nie oznacza to wcale, że to nasza wina, że ktoś nas zostawił, że
          ktoś nas skrzywdził. Nie ma takiej recepty aby się przed tym
          uchronić. Jednak pozostawanie w roli ofiay, porzuconej, odbiera nam
          siły i wiarę w siebie. My w duzej częsci odpowiadamy za wybór
          takiego a nie innego człowieka i moim zdaniem kluczem do tego jest
          znalezienie odpowiedzi na pytanie - dlaczego akurat ten a nie inny,
          co takiego w nim widziałam, czym mnie do siebie przyciagnął.

          To wszystko jest bardzo skomplikowane i nie tak łatwo odkryć siebie
          bez samym sobą. Jednak zamiast rozmyślać dlaczego on mnie zostawił,
          może z korzyścią dla siebie warto zastanowić się jaki jest mój
          udział w tych relacjach.
          • nieuczesanaa Re: Pomóżcie po rozstaniu 24.04.08, 00:00
            No dzięki. Ja juz wiem. Dużo sie dowiedziałam. Po prostu panicznie boję się
            związku, nie wiem jak go strorzyć, czuję się za wszystko odpowiedzialna, nie mam
            zaufania do facetów, wydaje mi się że się nie nadaję, że jestej nie taka, inna..
            Tylko nie wiem jak sobie z tym poradzic i to naprawic (
    • gapuchna Re: Pomóżcie po rozstaniu 20.04.08, 14:00
      I chciałam ci jeszcze jedno powiedzieć. Dziękuję, ze założyłaś ten wątek. Byłoby
      sto razy lepiej, gdybyś nie musiała. Ale dla mnie stało się coś dziwnego:
      wchodzę i czytam te nasze słowa i jakoś mnie to uspokaja. Popatrz,
      nieoczekiwanie dla nieznanej sobie osoby - z Twojego bólu wyszła odrobinka
      dobrego. Myślę o Tobie, Nieuczesana.
      • sher-ida krotka historia... 23.04.08, 00:57
        cieszę się,że udało mi się znaleźc takie właśnie forum,bo wydaje mi
        sie ,że to idealne miejsce na odrobinę swiatełka,czyli moją krótką
        historię;) podobnie jak Ty- Nieuczesana, przeszłam burzliwy
        związek,pełen goracych uczuć i namiętności...myslałam,że to w końcu
        ten jedyny...myliłam się...czułam się identycznie jak Ty i spokojnie
        mogę sie utożsamiać z tym co wcześniej pisałaś. tak szczerze,jeszcze
        w tamtym momencie te wszystkie rady tu udzielane, na nic by mi się
        nie zdały...owszem w tych trudnych chwilach("leczyłam się" z tego
        blisko pół roku) starałam się zając sobie czas itd,ale to na
        niewiele sie zdało,bo i tak ciągle cierpialam...pamiętam,że wtedy
        zaczęłam dostrzegać coraz wyrazniej to co mam :
        rodzinę,chrześnicę,prace itd. starałam się tym cieszyć i to mi
        dodawało sił;)zaczęłam życ dla siebie i to mnie chyba uratowało
        przed ciezką depresja...i co najistoniejsze chyba: nikogo na sile
        nie szukalam ,chodząc codziennie do pubow,klubów itd. a jesli już to
        robiłam to dla siebie samej,by dobrze się bawiąc. kiedyś pewna mądra
        osoba mi powiedziała, że lepiej się oczarować niż rozczarować; od
        tamtej chwili te słowa stały sie moja zyciową dewiza;) dużo pomogła
        mi rozmowa z moim ex na spokojnie,(choć początkowo moja duma i honor
        tez sie przed tym wzbranialy)wszystko sobie wyjasnilismy i teraz
        rozmawiamy na stopie kolezenskiej.los chcial ,ze niedawno kogos
        poznalam i wszystko zaczyna sie ukladac-i to jest wlasniej to moje
        światelko dla was,szczęście predzej czy póżniej sie do nas uśmiechnie
        • nieuczesanaa Re: krotka historia... 24.04.08, 00:04
          :)
          Może, żyjemy póki mamy nadzieję.
          Pozdrawiam
          • sher-ida Re: krotka historia... 24.04.08, 16:05
            a jak się właściwie już czujesz?myślisz ,że najgorsze masz już za
            sobą? nie znamy się,ale wiem z autopsji,że pisanie to najlepsza
            forma analizy własnych myśli;)
            • sher-ida ... 27.04.08, 10:33
              ...dziś go widziałam...wszystko wróciło,dlaczego tacy faceci jak On
              chodzą po tej ziemi?! bawią się uczuciami innych jak jakąś
              maskotką ! nie mają prawa..:(
    • veroy Re: Pomóżcie po rozstaniu 27.04.08, 11:47
      wypłakać sie trzeba, zawsze ubolewam, ze te wszytskie placzace laski
      nie kochaly dosc, by wyplakac rzeke wystarczajaco gleboka do
      utopienia sie. mniej glupich byloby na swiecie.

      a'propos : gdyby cos takiego mi sie przydarzyklo i kolezanka
      probowalaby mnie pocieszyc mowiac "nie wart byl ciebie" z miejsca
      dalabym w pysk - za glupote. najwieksze klamstwo ,zjadliwe tylko dla
      wyjatkowo glupich kobiet.
      • sher-ida Re: Pomóżcie po rozstaniu 27.04.08, 16:27
        zgadzam się w zupełności.te wszystkie słowa,które tu padają mało
        pomagają,ale rozumiem,że są takim "standardem" który wypada
        powiedzieć.wszyscy tu mają dobre chęci i itd.,dlatego nie można mieć
        im tego za złe...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka