Dodaj do ulubionych

wielkie NIC

IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 00:38
Zyję na tym świecie juz prawie 22 lata i NIGDY nie byłam całowana, przytulana,
obejmowana, kochana...Załosne co???Wiele razy podejmowałam próby zmiany mojego
nieszczesnego położenia - niestety dalej tkwie w tym samym miejscu - czyli na
samutkim poczatku. Czasami zastanawiam sie czy wogolle wiem co to znaczy ŻYC.
Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke siebie.A ja czuje
ogromna PUSTKĘ.Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie podobnie????
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: onnanohi Liso!!! IP: *.devs.futuro.pl 30.12.01, 00:47
      Liso kochana. Jakbym czytała swój pamiętnik sprzed kilku, kilkunastu lat. Cóż
      ja Ci mogę poradzić? Było mi strasznie, ale teraz jestem kochana, przytulana i
      bezpieczna. Było strasznie. Najważniejsze to NIE DAĆ SIĘ i wierzyć w siebie.
      Napisz coś więcej, możemy pogadać.

      Pamiętaj: WIERZYĆ W SIEBIE.
      • Gość: lisa Re: Liso!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 01:41
        wierzyć w siebie - codziennie sobie to powarzam . I co z tego skoro to nie
        pomaga. Mam poczucie własnej wartości, myślę ,że na swój sposób jestem atrakcyjna
        i ciekawa poznania - ale chyba tylko ja to widzę. Moim problemem jest
        nieśmiałośc - wynika ona nie z niskij samooceny a raczej jest to moja obrona -
        rodzaj takiego mechanizmu obronnego . Bronię sie ,a wręcz samami uciekam przed
        tymi wszytkimi ( czytaj mężczyznami ) którzy nie zauważaja mnie. W pewnym
        monencie mojego życia " obraziłam se na cały świat " - mt ślałam, że to tylko
        kwestia czasu, że nie warto sie przejmowac . Ale czas łynie i nic dsie nie
        zmienia ....
        • Gość: Toi Re: Liso!!! IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 01:46
          A dlaczego sie obrazilas? Czy nadal jestes obrazona?
    • Gość: Toi Re: wielkie NIC IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 01:45
      Erotycznie nie bylas kochana czy w ogole, rowniez w sensie przyjazn, rodzina?
      Czy to jest calkowite, wielkie NIC?
      Bo jezeli tylko to pierwsze - to jest to do przejscia... Zreszta jesli to
      drugie to tez...
      Tymczasem przytulam Cie i glaszcze i pozdrawiam - jeszcze troszke zycia przed
      Toba, wiesz ile sie moze zdarzyc dobrego???! :) Uwierz mi...
      • Gość: Renka Re: nie wmawiaj sobie bzdur IP: *.home.cgocable.net 30.12.01, 03:10
        Nawet nie wiesz ilu ludzi cie kocha, ale pewnie dla nich wyrazenie czynem
        milosci jest trudniejsze niz myslisz.Tak sie ulozylo, ze z jakichs powodow
        jestes wsrod ludzi chlodnych (uczuciowo). Moze uwazaja , ze to nie wypada?
        Moze ty zacznij? Niesmialo..jakos tak niby przypadkiem. Skoro TEGO pragniesz,
        musisz cos z tym zrobic, aby to osiagnac! A najpierw to wycisz sie , niech ten
        krzyk w tobie ucichnie.
    • Gość: volny Lisa napisz do mnie witold@volny.com IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 30.12.01, 03:54
      Gość portalu: lisa napisał(a):

      > Zyję na tym świecie juz prawie 22 lata i NIGDY nie
      byłam całowana, przytulana,
      > obejmowana, kochana...Załosne co???Wiele razy
      podejmowałam próby zmiany mojego
      > nieszczesnego położenia - niestety dalej tkwie w tym
      samym miejscu - czyli na
      > samutkim poczatku. Czasami zastanawiam sie czy wogolle
      wiem co to znaczy ŻYC.
      > Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke
      siebie.A ja czuje
      > ogromna PUSTKĘ.Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie
      podobnie????
      > Pozdrawiam

    • Gość: ida Re: wielkie NIC IP: *.csk.pl 30.12.01, 09:54

      Gość portalu: lisa napisał(a):

      > Zyję na tym świecie juz prawie 22 lata i NIGDY nie byłam całowana, przytulana,
      > obejmowana, kochana...Załosne co???

      Lisa, wiem że to trudne, ale postaraj sie nie porównywać się z innymi. Że jeśli
      inni mają 22 lata i wszystko to już przeżyli, to Ty też powinnaś. Wcale bo nie.
      Jakby tak człowiek wszystko przeżył w tym wieku to co by robił dalej? Biorąc pod
      uwagę, że średnia życia wynosi 70-80 lat. Dalej to już by były cholerne nudy. I
      chyba znalazłoy się sporo osób które mają zupełniie inny problem, przez 22 lata
      żyły tak intensywnie, że potem już ich nic nie cieszy bo wszystko (a przynajmniej
      wszystko wg nich) już przeżyły.


      Wiele razy podejmowałam próby zmiany mojego
      > nieszczesnego położenia - niestety dalej tkwie w tym samym miejscu - czyli na
      > samutkim poczatku.

      Lisa, albo za każdym razem robisz to w ten sam najwyraźniej mało skuteczny
      sposób, albo za bardzo Ci zależy. Wiem, że zabrzmi paradoksalnie, ale wtedy jak
      się czegoś tak bardzo chce i bardzo się tym przejmuje, to jest największe
      prawdopodobieństwo, że się coś spieprzy. Przynajmniej u mnie to tak jest.


      Czasami zastanawiam sie czy wogolle wiem co to znaczy ŻYC.
      > Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke siebie.A ja czuje
      > ogromna PUSTKĘ.

      Czujesz pustkę bo taką przyjęłaś definicję życia. Moim zdaniem żyć to nie tylko
      znaczy kochać (bez miłości, przynajmnie takiej w tradycyjnym ujęciu też da się
      żyć, przynajmniej przez jakiś czas), ale także robic masę innych rzeczy i wtedy
      jak akurat czegoś nie ma (np miłości) to ta pustka wypełnia się czymś innym


      Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie podobnie????

      Oj tak, o ile sobie dobrze przypominam to właśnie tak się czułam jak miałam
      jakieś 20 lat. teraz mam 29 i jak widać podejście do zycia trochę mi się
      zmieniło. Podejrzewam, że Tobie też się zmieni i to tylko taki tylko okres
      przejściowy, trochę bolesny przyznaję, ale przejściowy.
      Trzymaj się
    • kwieto Re: wielkie NIC 30.12.01, 11:14
      Gość portalu: lisa napisał(a):

      > Zyję na tym świecie juz prawie 22 lata i NIGDY nie byłam całowana, przytulana,
      > obejmowana, kochana...Załosne co???

      Dlaczego niby zalosne??????????

      > Wiele razy podejmowałam próby zmiany mojego
      > nieszczesnego położenia - niestety dalej tkwie w tym samym miejscu - czyli na
      > samutkim poczatku.

      A dlaczego wlasciwie "nieszczesnego"?

      > Czasami zastanawiam sie czy wogolle wiem co to znaczy ŻYC.

      A co umiejetnosc zycia ma do przytulania i calowania? Umiec zyc, to znaczy umiec
      zalatwic kredyt w banku, zapewnic sobie wikt i opierunek, i inne takie - malo tu
      miejsca na przytulanie i calowanie, prawda?


      > Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke siebie.

      Czyzby kolejna dziewczyna z kompleksem Matki Polki? Tak malo siebie szanujesz, ze
      uprawiasz rozdawnictwo samej siebie? Jesli chcesz dac komus czastke siebie, to co
      Cie wlasciwie powstrzymuje? Cos mi sie wydaje, ze nie o wspanialomyslne darowanie
      czastki siebie tu chodzi, ze Ty chcialabys dostac cos w zamian...

      No i czy zyc znaczy kochac? i o jakie kochanie Ci chodzi? Bo o ile "zyc, to
      znaczy kochac swiat, wszystkie stworzenia duze i male" - tu moglbym sie zgodzic,
      to Ty raczej myslisz o kochaniu konkretnej jednej osoby - poczytaj sobie watek
      "czy to nie jest zdrada" - tam masz taka co to chciala kochac (nie obrazajac jej
      tutaj oczywiscie), i raczej niezbyt dobrze sie to skonczylo. Moze wiec nie warto?

      > A ja czuje
      > ogromna PUSTKĘ.Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie podobnie????

      Twoja pustka raczej dotyczy Ciebie, a nie braku kochania. Myslisz, ze ksiaze na
      bialym koniu ta pustke wypelni? Moze - na rok, dwa lata. Potem pustka powroci, a
      Ty bedziesz jego oskarzac o "zmarnowane zycie".

      Najpierw postaraj sie nie czuc pustki gdy jestes sama, dopiero potem bedziemy
      mogli mowic o milosci, calowaniu i przytulaniu...

      Tak sobie mysle, ze Twoj problem zupelnie nie w tym przytulaniu lezy...
      • Gość: Toi Re: wielkie NIC IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 11:23
        Heeej, kwieto, ostrozniej, ciszej... Wiesz, gdy przez 22 lata nic, czasem
        odczuwa sie pustke, zwlaszcza jesli czuje sie, ze ma sie sporo milosci do
        dania... a nie wielkie nic... Mysle, ze o tym Lisa pisze...
        • Gość: Toi Re: wielkie NIC IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 11:25
          Aha. Lisa pyta w pierwszym poscie 'Czy jest ktos, kto kiedys czul podobnie?!'
          TAK.
          :)
          • kwieto Re: wielkie NIC 30.12.01, 11:40
            Oczywiscie, ze ja tez tak czulem! I to w wieku Lisy i jeszcze troche
            pozniejszym.
            A krzycze, bo nie tedy droga (przynajmniej mi sie tak wydaje), wiec im szybciej
            sie zorientuje, tym lepiej...
            • Gość: onnanohi Re: wielkie NIC IP: *.devs.futuro.pl 30.12.01, 12:04
              I właśnie to mnie w Tobie denerwuje, Kwieto. Przestań walić ludziom między oczy
              swoje prawdy niezależnie od wszystkiego. Czemu Ty nie dopuszczasz do siebie
              myśli, że KTOŚ, druga osoba, ukochany jest NIEKTÓRYM ludziom potrzebny jak
              POWIETRZE? A Lisa jest teraz bardzo smutna i potrzebuje się do kogoś przytulić
              i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze a nie dostać młotem między oczy. Przestań
              pitolić o tym, że to jej pustka i niech ją sama czymś wypełni. ONA CHCE BYĆ
              KOCHANA i w dupie ma wypełnianie pustki. Tez tak się czułam. Jestem
              inteligentna, mam różne pasje mniejsze i większe, zawsze byłam jakoś tam z
              siebie zadowolona i nie odczuwałam pustki ogólnie tylko STRASZNIE
              POTRZEBOWAŁAM, żeby ktoś (TEN JEDYNY) mnie pokochał a ja Jego. I właśnie dla
              mnie "Lekiem na całe zło" jest mój mąż. To że Ty jesteś taki silny,
              samowystarczalny i nikogo nie potrzebujesz do zapełniania pustki w sobie nie
              oznacza że tak jest w każdym przypadku.
              Jeżeli o mnie chodzi - choćby nie wiem co się działo w moim życiu
              fantastycznego itd. itp., życie w pojedynkę jest dla mnie beznadziejne, bez
              sensu i do dupy. Wiele lat czułam się tak jak Lisa teraz i gdy pomyślę sobie,
              że wtedy usłyszałabym takie słowa jak te od Ciebie, Kwieto I Wspaniały - płakać
              mi się chce.
              Moim zdaniem jesteś nieczuły i chciałabym zobaczyć jak radzisz i wspierasz w
              codziennym życiu swych przyjaciół. Też zawsze Twoja prawda między oczy
              bezwzględu na konsekwencje?
              Pozdrawiam chłodno.

              Wszystko jest nieistotne, bez zaczenia gdy mój mąż bierze mnie za rękę i ze
              wzruszeniem w głosie mówi, że to właśnie na mnie czekał całe życie. I jaki jest
              szczęśliwy. I gdy mogę się do Nigo przytulić. WSZYSTKO oddałabym za naszą
              miłość. S Ł Y S Z Y S Z !!!!

              I nie umniejszaj w każdej wypowiedzi znaczenia uczuć w życiu człowieka i
              drugiej osoby.
              • Gość: lisa Re: wielkie NIC IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 12:47
                Bardzo dziękuje za ten list !!! tak właśnie sie czuje - chcę kochac i byc
                kochana. Kochana czyli zrozumiana , akceptowana, bezpieczna w szerokich męskich
                ramionach. Tak sobie myślę, że jest to tak bardzo naturalne, proste ale dla
                innych a nie dla mnie. Męczy mnie to czekanie , stanie w miejscu . Jak chcę
                czuć, okazywać swoje uczucia, otrzymywac informację , że jest ktos komu na mnie
                zależy . I wcale Kwiereto - nie jest to egoistyczne, nie chcę byc żadna Matka
                Polka, nie chćę sie kims na siłe " opiekowac " , ja po prostu chcę mieć bliska
                osobe . Kiedy napisałam, że dla mnie życ oznacza kochać, to miałam na mysli,
                to że bardzo brakuje mi w moim życiu uczuć, emocji , okazywania ich i
                doświadczania... Czy to tak dużo ????
                • Gość: ida Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.csk.pl 30.12.01, 13:13
                  Lisa, dlaczego uzależniasz akceptacje siebie i swoje bezpieczeństwo od szerokich
                  męskich ramion (nie powiem, fajna sprawa te ramiona, ale czasem sobie odchodzą w
                  siną dal, no i zostaje jak to mówisz pustka)?

                  za wszelką cenę chcesz być z kimś? "posiadanie" tego kogoś naprawdę niczego tak
                  naprawde nie załatwia jeśli ma się problemy z akceptacją samego siebie

                  Czy Ty siebie lubisz? taką jaką teraz jesteś? bez tego kogoś?
                  Czy się sobie podobasz?
                  jeśli odpowiedzi brzmią nie, to ten ktoś i tak Ci tej pustki nie zapełni.
                  Niestety takie jest moje zdanie


                  • Gość: lisa Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 17:13
                    Gość portalu: ida napisał(a):

                    > > za wszelką cenę chcesz być z kimś? "posiadanie" tego kogoś naprawdę niczego
                    tak
                    >

                    >
                    > Czy Ty siebie lubisz? taką jaką teraz jesteś? bez tego kogoś?
                    > Czy się sobie podobasz?
                    > lubie siebie, akceptuje siebie taka jaka jestem bez zastrzeżeń. choc
                    oczywiście ojawiaja się pytania, wątpliwości wóczas gdy nie znajdyje akceptacji,
                    zaintersowania ze strony męzczyzn. jest we mnie jakas taka nipewność - ale wynika
                    ona z braku pozytywnych informcji zwrotnych. ot co.
                    >

                    • Gość: ida Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.csk.pl 30.12.01, 17:50
                      Gość portalu: lisa napisał(a):

                      jest we mnie jakas taka nipewność - ale wyni
                      > ka
                      > ona z braku pozytywnych informcji zwrotnych. ot co.

                      Lisa, informacje zwrotne są oczywiście ważne, należy je analizować, ale trzeba
                      też wyrobic w sobie jakis taki do nich dystans. Bo te informacje rzadko kiedy są
                      tylko pozytywne. Jakbyś sie nie starała to i tak znajdą się osoby, które będą Ci
                      dostarczać tylko i wyłącznie negatywnych informacji zwrotnych. Nie wszyscy w
                      życiu bedą Cie uwielbiać.

                      Jesli to co robisz nikogo nie rani, to jesteś w porządku, i możesz sobie olać
                      opinie innych.
                      Szczęście zbudowane na tym, "a co sobie ludzie pomyślą" jest bardzo kruche.
                      Bo zawsze znajdzie się jakaś kanalia, która stwierdzi, że tak wogóle to jesteś
                      brzydka, beznadziejna itd.
                      I co? szczęście leży w gruzach?


                  • Gość: lisa Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 17:44
                    zapomniałam o bardzo ważnym wątku - poznawanie siebie w bliskim kontakcie z
                    bliką osoba . Dojrzałam do tego aby dzielic sie swoimi myślami, przeżyciami,
                    wrażeniami, marzeniami z mężczyzną. kiedy myśle o związku dwojga ludzi, to
                    traktuje to jak tworzenie zupelnie nowej całości . Chce , pragne poświęcic
                    cząstke siebie - dzielic sie swoimi wewnetrznymi przeżyciami, aby dostac o
                    wiele więcej - zrozumienie, akceptacje , oparcie...
                    • Gość: ida Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.csk.pl 30.12.01, 18:02
                      Gość portalu: lisa napisał(a):

                      > Chce , pragne poświęcic
                      > cząstke siebie - dzielic sie swoimi wewnetrznymi przeżyciami, aby dostac o
                      > wiele więcej - zrozumienie, akceptacje , oparcie...

                      to wygląda na taki handel wymienny. i to w dodatku nierówny
                      ja byłam najbardziej nieszczęśliwa właśnie wtedy kiedy czegoś od kogoś
                      oczekiwałam . No i byłam bardzo zawiedziona bo tego nie dostawałam







                      • Gość: lisa Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 18:21
                        Gość portalu: ida napisał(a):


                        > to wygląda na taki handel wymienny. i to w dodatku nierówny
                        > ja byłam najbardziej nieszczęśliwa właśnie wtedy kiedy czegoś od kogoś
                        > oczekiwałam . No i byłam bardzo zawiedziona bo tego nie dostawałam
                        to prawda wygląda to jak handel wymienny - dawanie i branie .Ale poza tym
                        powstaje noć nowego - My . i chyba o to chodzi. Nie warto się zabardzo
                        zastanawiać ile kto dał, czy dostał tyle samo - to jest ważbne ale nie
                        najważniejsze. Tak przynajmiej to sobie wyobrażam Serdecznie pozdrawiam
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >

                        • Gość: ida Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.csk.pl 30.12.01, 18:44
                          eeeech, wkróce to chyba ja będę musiała założyć sobie wątek "Czy ja jestem
                          normalna"

                          Ja również pozdrawiam bardzo serdecznie, i życzę spotkania kogoś, kto będzie miał
                          podobne spojrzenie na świat ja Ty.
                        • kwieto Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? 30.12.01, 18:45
                          Ale "My" nie mozna budowac na barterowych transakcjach wymiennych! A co jesli
                          Ty bedziesz duzo dawac, a nie bedziesz nic dostawac w zamian? Potem bedziesz
                          pisac posty w stylu "wwszyscy faceci to dranie" czy inne takie?

                          Jesli mowimy o milosci, to mowimy o bezinteresownosci - oparcie, akceptacje -
                          owszem, mozna dostac w milosci, ale jesli jej tam szukasz - raczej nie
                          znajdziesz, wszystkie te stworzonka (oparcie, akceptacja, milosc) sa bardzo
                          kaprysne, i nie lubia przymusu
                          • Gość: lisa Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 19:42
                            kwieto napisał(a):

                            > Ale "My" nie mozna budowac na barterowych transakcjach wymiennych! A co jesli
                            > Ty bedziesz duzo dawac, a nie bedziesz nic dostawac w zamian? Potem bedziesz
                            > pisac posty w stylu "wwszyscy faceci to dranie" czy inne takie? >
                            > Jesli mowimy o milosci, to mowimy o bezinteresownosci - oparcie, akceptacje -
                            > owszem, mozna dostac w milosci, ale jesli jej tam szukasz - raczej nie

                            > znajdziesz, wszystkie te stworzonka (oparcie, akceptacja, milosc) sa bardzo
                            > kaprysne, i nie lubia przymusu
                            Zgadzam sie , że isnieje niebezpieczeństwo asymetrii w dawaniu i braniu uczucia.
                            Pisząc, żę chce dawać i otrzymywac coś w zamian mam na myśli naturalny proces, na
                            który godza się dwie strony. miłośc to dla mnie właśnie bezinteresowne
                            ofiarowywanie ciepła, szacunku, zrozumienia , wsparcia , dzieleniem sie wszystkim
                            co sie ma. Oczywisnie nie mozna sie w tym dawaniu zatracić, należy zachować jakąś
                            częśc siebie tylko dla siebie samego.
                      • kwieto Re: dlaczego chcesz się od kogoś uzależnić? 30.12.01, 18:42
                        Gość portalu: ida napisał(a):

                        > Gość portalu: lisa napisał(a):
                        >
                        > > Chce , pragne poświęcic
                        > > cząstke siebie - dzielic sie swoimi wewnetrznymi przeżyciami, aby dostac
                        > o
                        > > wiele więcej - zrozumienie, akceptacje , oparcie...
                        >
                        > to wygląda na taki handel wymienny. i to w dodatku nierówny
                        > ja byłam najbardziej nieszczęśliwa właśnie wtedy kiedy czegoś od kogoś
                        > oczekiwałam . No i byłam bardzo zawiedziona bo tego nie dostawałam
                        >
                        Mam dokladnie takie same spostrzezenia - no i mysle, ze tu wlasnie lezy problem,
                        na tym, ze Lisa chce dostac cos w zamian - ale czy taki "handel" jest miloscia?
                        Wedlug mnie nie.
              • Gość: ida Re: wielkie NIC - do Onnanohito IP: *.csk.pl 30.12.01, 14:58
                Gość portalu: onnanohi napisał(a):

                > KTOŚ, druga osoba, ukochany jest NIEKTÓRYM ludziom potrzebny jak
                > POWIETRZE?

                i to jest chyba największy problem. Ja gdybym wyczuła, że jestem komuś potrzebna
                jak powietrze to bym pewnie nie udźwignęła takiej odpowiedzialności za tę drugą
                osobę i zwyczajnie uciekła i to jak najdalej. Ale dla pocieszenia Lisy powiem, że
                są ludzie, którzy lubią jak się na nich wisi. I Lisa prędzej czy później na kogoś
                takiego trafi. i jeśli obojgu to to będzie odpowiadało to nie ma sprawy


                A Lisa jest teraz bardzo smutna i potrzebuje się do kogoś przytulić
                > i usłyszeć, że wszystko będzie dobrze a nie dostać młotem między oczy.

                na przykład na mnie jakoś takie banały, że wszystko będzie dobrze nigdy
                specjalnie nie działały. ja bym wolała usłyszeć konkretne propozycje jak te moje
                problemy można rozwiązac albo usłyszeć jak one wyglądają z perspektywy innego
                człowieka, bo pewnie je wyolbrzymiam. Zamiast się nad sobą dalej rozczulać.


                > życie w pojedynkę jest dla mnie beznadziejne, bez
                > sensu i do dupy.

                no i proszę, dowiedziałam się, że moje życie jest beznadziejne, bez sensu i do
                dupy, bardzo ciekawe, tylko ja tego w ten sposób nie odczuwam. Natomiast
                odczuwałam to tak gdy byłam w wieku Lisy i z perspektywy czasu wiem, że facet
                nie jest na to lekarstwem. Bo jak sie to lekarstwo odstawi to wszystkie objawy
                wracają. I jest tak jak w naszej służbie zdrowia. Zamiast leczyć przyczyny leczy
                sie objawy choroby i to coraz większą liczbą leków w coraz większej dawce, a i
                tak za jakiś czas okazuje się, że to za mało i pacjentowi znów sie pogorszyło i
                trzeba jeszcze więcej i tak w kółko

                jesli Lisa uzależnia swoje szczęście od tego jedynego to niestety ale będzie
                miała ten problem za każdym razem kiedy ten jedyny okaże się jednak nie tym
                jedynym



                • Gość: onnanohi Do Idy IP: *.devs.futuro.pl 30.12.01, 16:00
                  1.Napisałam wyraźnie DLA MNIE życie w pojedynkę jest bez sensu. Nie wiem w jaki
                  inny sposób miałam zaznaczyć, że chodzi O MNIE i o moje z tym związane uczucia.
                  2. To, że ktoś jest mi potrzebny, jak powietrze nie oznacza, że na Nim wiszę,
                  wybacz. Dalsze tego wyjaśnienie jest moim zdaniem bezcelowe.

                  Mam 30 lat, za sobą różne związki i również - długie - życie w pojedynkę. I mam
                  chyba prawo powiedzieć, jak ja się w tych sytuacjach czuję i co dla mnie jest
                  ważne. Jeszcze raz powtarzam: wszystkie wspaniałe rzeczy, które wydarzyły się w
                  moim życiu - np. wyjazd do kraju moich marzeń Japonii - są dla mnie NICZYM w
                  porównaniu z byciem z moim Mężem. Oddałabym wszystko za naszą miłość. Sama ze
                  soba uwielbiam być. Jak wiem, że On jest.

                  Wolę oglądać z Nim ścianę w naszym pokoju niż bez Niego = bez świadomości, że
                  On jest, nie musi być ze mną - Wielki Kanion itp.

                  Możecie się śmiać i powątpiewać, ale wiem, że nigdy się rozstaniemy.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: ida Re: Do Idy IP: *.csk.pl 30.12.01, 16:44
                    Onnanohito, ja się bardzo cieszę, że spotkałaś na swojej drodze takiego człowieka
                    jak Twój mąż. Wcale sie nie śmieję, przykro mi jesli tak odebrałaś moje słowa.
                    Nie taki był mój zamiar. Każdy układa sobie życie na własny sposób i ma do tego
                    pełne prawo. No i dla każdego ważne w życiu jest coś innego

                    gdybym tylko mogła to bym podarowała Lisie tego kogoś kogo mogłaby kochać i kto
                    kochałby ją na wieki wieków.

                    Problem w tym, że nie mam takiej możliwości i jedyne co mogę zrobić, to spóbować
                    uswiadomić Lisie życie naprawdę nie zaczyna sie i nie kończy tylko i wyłącznie na
                    miłości. A moim zdanie LIsa jest w tej chwili tak nieszczęśliwa własnie dlatego,
                    że tak uważa. Albo ktoś to jej wmówił. Że bez faceta nie można byc szczęśliwą.

                    I niestety będzie nieszczęśliwa dopóki kogoś nie znajdzie. Taki ktoś na pewno
                    pojawi się w jej życiu, ale równie dobrze może to byc jutro a równie dobrze za
                    kilka lat. Czy warto być nieszczęsliwą przez pare lat z powodu braku faceta?
                    Moim zdaniem nie warto.
                    A facet z czasem i tak sam się znajdzie, i to możliwe, że w najbardziej
                    nieoczekiwany sposób. Czego Lisie bardzo życzę.





                  • Gość: fragola Re: Do onnanohi IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 17:59
                    Piękne to co napisałaś.Myślimy podobnie.Pozdrawiam.
                • Gość: lisa Re: wielkie NIC - do Onnanohito IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 17:19
                  dzięki za list ! Wiele razy kłuciłam sie z moimi kolezankami , kiedy te
                  uskarżaly sie na brak faceta. zawsze uważałam , że bez niego można sobie radzic
                  i to całkiem nieżle. Nadal tak uważąm - nie użalam sie , że nie mam z kim
                  całować sie w ostatnim rzędzie kina . Ja po prostu bardzo pragnę kochac - dla
                  samego kochania - ekscytacji, emocji, niepewności...chcę
                  doświadczać "prawdziwych " uczuć a przez to wiedziec że żyję naprawdę.
                  • kwieto Znowu sie czepiam 30.12.01, 18:54
                    A co to sa "prawdziwe" uczucia? To znaczy, ze milosc jest prawdziwa, a na
                    przyklad przyjazn nie? A czy smutek, to prawdziwe uczucie, czy nieprawdziwe?

                    Moze bardziej sensowne by bylo napisanie "ognistych" uczuc, takich, ze "leb
                    urywa" (jak to zauwazyl maly ksiaze)?
                    No ale przeciez milosc nie jest ognista wiecznie? Jest taka plyta pt: "Do
                    widzenia do jutra", inspirowana filmem Mordensterna pod tym samym tytulem. I na
                    plycie jest taki dialog z filmu:

                    On: - Bedziemy zawsze razem, ty i ja, rozumiesz?
                    Ona: - Zawsze? Nie bardzo... Teraz jest dobrze, ale potem? Bedzie nudno, coraz
                    nudniej... Ja bede brzydka, coraz brzydsza...

                    No i co zrobisz, jak dojdziesz do tego etapu? Rzucisz faceta na rzecz nowych
                    "ognistych" czy "prawdziwych" uczuc z kims innym?

                    To moze lepiej poskakac na banji?
                    • Gość: toska Re: Znowu sie czepiam IP: *.elblag.dialog.net.pl 02.01.02, 17:41
                      Też się zastanawiam... Potem przychodzi nowe, starsze, mądrzejsze, głębsze... A
                      czym się różni owoc od kwiatu i co wolisz?
                      Pozdrawiam :)
              • kwieto Do Onnanohito 30.12.01, 15:48
                Moze zacznijmy od poczatku:

                Co do moich "prawd miedzy oczy" - niestety nie umiem przekazywac odczuc i uczuc
                przez Internet, a na pewno nie osobom ktorych totalnie nie znam. Tych co beda
                "glaskac" znajdzie sie tu wystarczajaco wielu i nie mam zamiaru im przeszkadzac
                - ukoja bole wystarczajaco dobrze. Ja niestety nie potrafie, wiec nie bede sie
                do tego zmuszal - ogranicze sie do wypowiadania swoich przemyslen i
                spostrzezen, i tyle.

                Co do milosci - ja nie mowie, zeby nie kochac, milosc jest piekna i fajna,
                oczywiscie. Ale jesli mam od milosci lub jej braku uzalezniac CALE swoje zycie
                - to uwazam to za lekka przesade. Nie wiem, ja zawsze dazylem do tego, aby moje
                poczucie szczescia, czy radosci zycia, bylo jak najbardziej stabilne. A
                uzaleznianie sie od tego czy ktos mnie kocha czy nie, takiej stabilnosci nie
                daje, poza tym, zawsze ustawia mnie w relacjach z innymi ludzmi w pozycji
                proszacej, sluzalczej wiec. Owszem milosc to jest cudowne uczucie, ale nawet
                gdy jest nieobecne - swiat sie nie zawali.

                Po prostu wiem co mna kierowalo, kiedy tak bardzo usilowalem kochac, "dawac
                czastke siebie", byc kochanym - i nikomu nie zycze takiej milosci jaka wtedy
                moglem sam zaoferowac... (co nie znaczy, ze ten obecny model jest szczytem
                mazen - tego nie wiem, jest on za to na pewno lepszy od poprzedniego).

                Jesli sie zakocham - to cudownie. Ale jesli mam ganiac od jednej kobiety do
                drugiej, potrzasac kazda z nich, w nadziei, ze wreszcie ktoras z nich mnie
                pokocha - nie wiem jak Ty, ale ja takiej sytuacji nie uwazam za "normalna".
                Jesli chodzi o dawanie milosci - gdyby chodzilo o samo dawanie "czastki siebie"
                - nic prostrzego tylko zostac wolontariuszem w Caritasie... ale chyba nie o to
                chodzi przeciez?

                Wiec podstawa tu jest odpowiedz na pytanie, dlaczego calosc swojego zycia, jego
                jakosci i szczesliwosci mam uzalezniac od tego czy ktos (oczywiscie plci
                przeciwnej) mnie kocha? Bo czuje sie wtedy lepszy?

                I dyskutujmy o tym, a nie o mnie, prosze. Jesli chcesz rozmawiac o mie,
                przeniesmy sie na maila, adres przeciez znasz...
                Styl pisania mam taki jaki mam - i nie jestem pewien, czy chce go zmieniac.
                Natomiast co do mojej ewentualnej "idealnosci" albo nie - ja sie jako ideal
                chodzacy nie postrzegam. Jesli Ty to tak odbierasz, ze jestem "Kwieto I
                Wspanialy" - to jest Twoj problem, ja nie moge i nie chce ponosic
                odpowiedzialnosci za to kto jak mnie postrzega. Podejrzewam, ze wielu ludzi
                mnie uwaza za kompletnego idiote - i nie interesuje mnie to. Tak samo jak to,
                kto i dlaczego uwaza, ze jsestem wspanialy. To jego opinia, i niech on sam sie
                nia zajmuje, mnie nic do tego.
            • ja_nek Re: wielkie NIC 30.12.01, 12:15
              Liso
              To o czym piszesz jest mi bardzo dobrze znane. Znam te odczucia aż nazbyt
              dobrze. Jak chcesz, napisz do mnie na skrzynkę. Porozmawiamy.

              Pozdrawiam noworocznie
              Janek
      • Gość: lisa Re: wielkie NIC IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 17:54
        Dlaczego niby zalosne?????????? Dlatego żałosne , ponieważś mim wrażenie, żę
        dlatego, że nie kocham trace cos bardzo cennego, żę życie przecieka mi między
        palcami, że nie dotykam prawdziwej powierchni życia, że żyje jakby obok.
        A dlaczego wlasciwie "nieszczesnego"? Z braku doświadczen - bo czymże jest życie
        jak nie doświadczaniem , dla mnie życie składa sie z wrażeń, przeżyc, emocji,
        zapachów , chwil...
        A co umiejetnosc zycia ma do przytulania i calowania? Umiec zyc, to znaczy umie
        > c zalatwic kredyt w banku, zapewnic sobie wikt i opierunek, i inne takie - malo
        tmiejsca na przytulanie i calowanie, prawda? i tu sie z Toba nie zgodze Ma i to
        dużo. Może sie powtarzam , ale doświadczanie - dawanie i otrzymywanie miłości,
        wsparci, zrozumienia to najpiekniejsze co można nas spotkac w życiu, tak to
        sobie wyobrażam.
        >
        >
        > > Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke siebie.
        >
        > Czyzby kolejna dziewczyna z kompleksem Matki Polki? Tak malo siebie szanujesz,
        > ze uprawiasz rozdawnictwo samej siebie? Jesli chcesz dac komus czastke siebie,
        to o ie wlasciwie powstrzymuje? Cos mi sie wydaje, ze nie o wspanialomyslnedarowan
        > ie czastki siebie tu chodzi, ze Ty chcialabys dostac cos w zamian... Zapewniam
        ciebie szanuje sie . Szanuje , lubie i akceptuję. Nie akceptuje natomiast , że
        brak jest w moim życiu takich chwil, w których mogłabm dzielic sie kimś swoimi
        wrażeniami, marzeniami, przeżyciami.... Nie pragnę opiekować sie kims , chcę po
        prostu okazywac uczucie - a to sa dwie rózne rzeczy.
        > No i czy zyc znaczy kochac? i o jakie kochanie Ci chodzi? Bo o ile "zyc, to
        > znaczy kochac swiat, wszystkie stworzenia duze i male" - tu moglbym sie zgodzic
        > ,
        > to Ty raczej myslisz o kochaniu konkretnej jednej osoby - poczytaj sobie watek
        > "czy to nie jest zdrada" - tam masz taka co to chciala kochac (nie obrazajac je
        > j
        > tutaj oczywiscie), i raczej niezbyt dobrze sie to skonczylo. Moze wiec nie wart
        > o?
        >
        > > A ja czuje
        > > ogromna PUSTKĘ.Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie podobnie????
        >
        > Twoja pustka raczej dotyczy Ciebie, a nie braku kochania. Myslisz, ze ksiaze na
        >
        > bialym koniu ta pustke wypelni? Moze - na rok, dwa lata. Potem pustka powroci,
        > a
        > Ty bedziesz jego oskarzac o "zmarnowane zycie". Mam świadomość, że w życiu nie
        jest tak jak w filmie, choć prawdziwe cuda tez sie zdarzaja :).
        >
        > Najpierw postaraj sie nie czuc pustki gdy jestes sama, dopiero potem bedziemy
        > mogli mowic o milosci, calowaniu i przytulaniu... Lubię siebie !!!!
        >
        > Tak sobie mysle, ze Twoj problem zupelnie nie w tym przytulaniu lezy...
        A twoim zdaniem w czym ????
        • Gość: lisa Do kwieto !! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 18:18
          Gość portalu: lisa napisał(a):

          > Dlaczego niby zalosne?????????? Dlatego żałosne , ponieważś mim wrażenie, żę
          > dlatego, że nie kocham trace cos bardzo cennego, żę życie przecieka mi między
          > palcami, że nie dotykam prawdziwej powierchni życia, że żyje jakby obok.
          > A dlaczego wlasciwie "nieszczesnego"? Z braku doświadczen - bo czymże jest życi
          > e
          > jak nie doświadczaniem , dla mnie życie składa sie z wrażeń, przeżyc, emocji,
          > zapachów , chwil...
          > A co umiejetnosc zycia ma do przytulania i calowania? Umiec zyc, to znaczy umie
          > > c zalatwic kredyt w banku, zapewnic sobie wikt i opierunek, i inne takie -
          > malo
          > tmiejsca na przytulanie i calowanie, prawda? i tu sie z Toba nie zgodze Ma i to
          >
          > dużo. Może sie powtarzam , ale doświadczanie - dawanie i otrzymywanie miłości,
          > wsparci, zrozumienia to najpiekniejsze co można nas spotkac w życiu, tak to
          > sobie wyobrażam.
          > >
          > >
          > > > Dla mnie bowiem życ oznacza kochać, dawać komus cząstke siebie.
          > >
          > > Czyzby kolejna dziewczyna z kompleksem Matki Polki? Tak malo siebie szanuj
          > esz,
          > > ze uprawiasz rozdawnictwo samej siebie? Jesli chcesz dac komus czastke sie
          > bie,
          > to o ie wlasciwie powstrzymuje? Cos mi sie wydaje, ze nie o wspanialomyslnedaro
          > wan
          > > ie czastki siebie tu chodzi, ze Ty chcialabys dostac cos w zamian... Zapew
          > niam
          > ciebie szanuje sie . Szanuje , lubie i akceptuję. Nie akceptuje natomiast , że
          > brak jest w moim życiu takich chwil, w których mogłabm dzielic sie kimś swoimi
          > wrażeniami, marzeniami, przeżyciami.... Nie pragnę opiekować sie kims , chcę po
          >
          > prostu okazywac uczucie - a to sa dwie rózne rzeczy.
          > > No i czy zyc znaczy kochac? i o jakie kochanie Ci chodzi? Bo o ile "zyc, t
          > o
          > > znaczy kochac swiat, wszystkie stworzenia duze i male" - tu moglbym sie zg
          > odzic
          > > ,
          > > to Ty raczej myslisz o kochaniu konkretnej jednej osoby - poczytaj sobie w
          > atek
          > > "czy to nie jest zdrada" - tam masz taka co to chciala kochac (nie obrazaj
          > ac je
          > > j
          > > tutaj oczywiscie), i raczej niezbyt dobrze sie to skonczylo. Moze wiec nie
          > wart
          > > o?
          > >
          > > > A ja czuje
          > > > ogromna PUSTKĘ.Czy jest ktoś kto kiedys czuł sie podobnie????
          > >
          > > Twoja pustka raczej dotyczy Ciebie, a nie braku kochania. Myslisz, ze ksia
          > ze na
          > >
          > > bialym koniu ta pustke wypelni? Moze - na rok, dwa lata. Potem pustka powr
          > oci,
          > > a
          > > Ty bedziesz jego oskarzac o "zmarnowane zycie". Mam świadomość, że w życiu
          > nie
          > jest tak jak w filmie, choć prawdziwe cuda tez sie zdarzaja :).
          > >
          > > Najpierw postaraj sie nie czuc pustki gdy jestes sama, dopiero potem bedzi
          > emy
          > > mogli mowic o milosci, calowaniu i przytulaniu... Lubię siebie !!!!
          > >
          > > Tak sobie mysle, ze Twoj problem zupelnie nie w tym przytulaniu lezy...
          > A twoim zdaniem w czym ????

        • kwieto Re: wielkie NIC 30.12.01, 18:37
          Z tym "zalosnym" to sie nie zgadzam - ja na przyklad nigdy nie skakalem ze
          spadochronem, nie bralem udzialu w rajdach samochodowych, nie latalem balonem
          dookola swiata - czy to znaczy, ze zycie mi przecieka przez palce?

          I z miloscia jest wedlug mnie podobnie - jesli sie pojawi, to tylko sie
          cieszyc, ale traktowac sie jako osobe "zalosna" z tego powodu, ze jej nie ma?
          To tak, jakby mowic, ze zalosne, bo pada deszcz, albo ze nie masz szesciu
          palcow u reki...

          Poza tym, czy milosc nie jest zalosna? Wyobraz sobie taka scenke, - on nie
          wiedzac co powiedziec daje jej przywiedla roze, ona maslanymi oczami patrzy sie
          na niego jak ciele na malowane wrota, oboje speszeni, zagubieni, zupelnie nie
          potrafiacy odnalezc sie w sytuacji, ktora staje sie coraz bardziej koslawa...
          Albo - on sledzi ja calymi dniami, wystaje pod jej oknami, nie decydujac sie
          nawet na podejscie i rozmowe - czy to nie jest zalosne?

          Albo seks, opisywany zewszad jako cudowne zjawisko - przeciez to tylko troche
          posuwistych, mechanicznych ruchow - czy to nie jest zalosne????

          Wiec moze ostrozniej z tym okreslaniem sie jako osobe "zalosna"??


          No i skad jestes taka pewna, ze milosc, dawanie i otrzymywanie wsparcia (swoja
          droga - czemu przy mowieniu o milosci tak akcentuje sie to "wsparcie" przeciez
          w kochaniu zupelnie nie chodzi zupelnie o to aby sie wspierac!!!) to jest takie
          wspaniale, skoro nigdy go nie zaznalas jak mowisz? "Syndrom cudzego ogrodka"?
          Po drugiej stronie drogi trawa zielensza? A skad jestes taka pewna, skoro nigdy
          tej trawy nie widzialas??


          To teraz przejdzmy do problemu dawania milosci - rozejrzyj sie wokolo! Mozesz
          dac swoja milosc rodzinie, kolezankom, kolegom, ptakom, (ktore teraz w zimie
          jej bardzo potrzebuja), pani od polskiego... - wiec na co wlasciwie narzekasz?
          Co Cie przed tym powstrzymuje wlasciwie? Moze to jednak nie o dawanie milosci
          tu chodzi?

          Dlatego uwazam, ze to nie brak milosci jest problemem - bo milosc mozna sobie
          zorganizowac bez obecnosci jednej "jedynej" osoby. Ba! Z cala
          odpowiedzialnoscia stwierdzam, ze milosc mozna okazywac zawsze i wszedzie -
          nawet trawie na trawniku!
          • Gość: lisa Re: wielkie NIC IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.12.01, 19:49
            kwieto napisał(a):

            > Z tym "zalosnym" to sie nie zgadzam - ja na przyklad nigdy nie skakalem ze
            > spadochronem, nie bralem udzialu w rajdach samochodowych, nie latalem balonem
            > dookola swiata - czy to znaczy, ze zycie mi przecieka przez palce?
            >
            > I z miloscia jest wedlug mnie podobnie - jesli sie pojawi, to tylko sie
            > cieszyc, ale traktowac sie jako osobe "zalosna" z tego powodu, ze jej nie ma?
            > To tak, jakby mowic, ze zalosne, bo pada deszcz, albo ze nie masz szesciu
            > palcow u reki...
            Załosna czyli ciągle beznadziejnie czekająca na miłość, " nie pełna' > A poza tym
            ile jest 22 - latek , które nigdy nie czuły konstelacji różnorodnych emocji (
            zachwytu, pożadania, radości, smutku, niepokoju, zachytu ) w związku z inna
            osoba . Ja pragne tylko doświadczyc tych wszystkich emocji ....

            >
            czy milosc nie jest zalosna? Tak pojmowana miłość , jak ja opisujesz oczywiście ,
            że jest załosna - ale wówczas nie jest to Ta miłość .
            pozdrawiam
            >
            >
            > >
            >
            > >
            >

            >
            • kwieto Re: wielkie NIC 30.12.01, 20:27
              A "Ta milosc" to znaczy jaka?

              Wiesz, opowiem Ci o czyms. Jestem wlasnie na progu milosci. Nie jest to jeszcze
              milosc, ale nie wiele temu brakuje. I tak na prawde, to widze w tym jedynie
              radosc, chec bycia ze soba - nie ma tu nawet cienia rzeczy takich jak
              "wsparcie", "oddanie" "branie i dawanie". Nie wiem, nie czuje, ze cos daje, i
              nie czuje ze cos biore - wiec po co o tym mowic?

              Po co poslugiwac sie ta kategoria, jesli ona zupelnie nie przystaje do
              sytuacji? A jesli na poczatku, przed zakochaniem sie, zakladam, ze to bedzie
              "branie i dawanie" - to dziekuje, kupczyc miloscia nie zamierzam.
          • Gość: Toi Re: wielkie NIC IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 20:06
            Nie.
            Sa rozne rodzaje milosci - i Lisa cierpi, bo nie daje i nie dostaje tego
            jednego. Moze faktycznie troche go przecenia, moze faktycznie nie docenia
            innych - ale to jest gigantyczna ludzka potrzeba, i niezaspokojona w
            najdrobniejszym stopniu w wieku 22 lat potrafi bolec jak diabli, bardziej niz
            wszystko inne... Tak juz bywa.
            Co pozostaje? Uwazac z przecenianiem i marzeniami (wiecej obserwacji swiata i
            realizmu?) i docenic inna milosc, przyjazn i bliskosc... Zajmowac sie czyms,
            interesowac, pracowac, rozwijac, przyjmowac zycie, radosc (np z wolnosci,
            niezwiazania), rozwijac te inne rodzaje milosci, zwlaszcza dawanie - bo inaczej
            dopiero odkryje sie, ze czas przeciekl przez palce... i ze nie ma sie nic do
            zaoferowania i zainteresowania soba kogos. A milosc - wtedy sama pojawi sie...
            zapewne nieoczekiwanie. Czasem mozna jej w tym troszke pomoc... chocby tylko
            pracujac nad soba i uczac sie otwartosci... ale bez krzyku o milosc w oczach.
            Pozdrawiam Cie Liso :-)
            Toi
            • kwieto Re: wielkie NIC 30.12.01, 20:31
              Nie mam nic do dodania, wiec milcze, a jednak nie zostawie tego postu tak bez
              slowa...
              • Gość: Toi Re: wielkie NIC IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 21:07
                :-)
    • donjuan Re: wielkie NIC Do Lisy 30.12.01, 12:16
      Napisz do mnie . Sprobuje ci pomoc .
    • zdezorientowana Re: wielkie NIC 30.12.01, 13:38
      Lisa,
      myślę, że wszystko przed tobą: wspaniały facet, którego pokochasz, wieczory
      spędzane razem, snucie wspólnych marzeń. To będzie!!! Może za miesiąc, może za
      rok, czy jeszcze więcej. Zakochanie i miłość to dwie najwspanialsze rzeczy na
      świecie. Wszystko przed Tobą!!!
      Serdeczności
    • szary_ptak Re: wielkie NIC 30.12.01, 20:38
      Wlasciwie to nie wiem, czy powinnam zabierac glos...
      Ale...Tak jakos mi tu sie dziwnie robi.
      Masz 22 lata, mieszkasz w Poznaniu...Moze problem w czym innym?
      Nie wiem, dlaczego - przypomniala mi sie rozmowa z 4-letnim chlopcem: Ja to juz
      jestem do niczego, do konca zycia bede sam, NIKT mnie nie lubi! Serce mi sie
      scisnelo...Wiec spiesznie pytam: A Kubus? Tez nie lubi? No, nie, Kubus lubi...ale
      NIKT nie lubi...
      I od slowa do slowa...wyszlo, ze akurat jest taki KONKRETNY chlopczyk w tym
      przedszkolu - okazuje sie - najwazniejszy w tym momencie...

      Czy Tobie moze tez chodzi o konkretnego kogos? I wszyscy inni wydaja sie malo
      istotni, niewarci, aby przyjac ich milosc?, dotyk?, obecnosc sama?

      Tak po omacku...
      Pozdrawiam, zycze wiary w siebie!
      Lepszego Nowego Roku!



    • Gość: anita Re: wielkie NIC IP: *.client.attbi.com 02.01.02, 17:25
      ja pierwszy raz bylam przytulana w wieku 27 lat i prawie go do tego zmusilam -
      roznie zycie sie uklada,teraz pare lat pozniej na brak meskich spojrzen nie
      narzekam moze dlatego ,ze mi na nich nie zalezy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka