Dodaj do ulubionych

o wrazliwosci

IP: *.d1.club-internet.fr 26.08.03, 17:52
bo mi moj wypoczynkowy watek zasmiecacie

co to jest ?
jak sie przejawia ?
kto ma ?
kto nie ma ?
ile kosztuje ?
gdzie kupic ?

pisac tu , bando grafomanow z programami komputerowymi
nooo
Obserwuj wątek
    • Gość: miau Re: o wrazliwosci IP: *.dialsprint.net 26.08.03, 18:02
      wra-zzzzzzliwosc to czucie, a czucie to nie tylko chucie
      chucia wiecie wrazliwosci malo jest na swiecie
    • Gość: rybkaa Re: o wrazliwosci IP: *.acn.waw.pl 26.08.03, 18:04
      Skoro tak ładnie prosisz pewnie zaraz się tłumek zrobi...
    • roseanne Re: o wrazliwosci 26.08.03, 18:54

      > co to jest ?

      cos blizej niesprecyzowane

      > jak sie przejawia ?


      jak ktos ma , to to po prostu widac

      > kto ma ?
      patrz wyzej
      > kto nie ma ?

      patrz wyzej
      > ile kosztuje ?

      ????????????

      > gdzie kupic ?
      ?????????????
      > pisac tu , bando grafomanow z programami komputerowymi
      > nooo


      pozdrowienia, grafomanka
    • cossa Re: o wrazliwosci 26.08.03, 19:27
      pardonsik Malwino ;)
      mialam szczery zamiar rozpoczac watek o wrazliwosci
      ale mam dlugi przewod myslowy ;)

      pozdrawiam
      cossa


      Gość portalu: Malwina napisał(a):

      > bo mi moj wypoczynkowy watek zasmiecacie
      >
      > co to jest ?
      > jak sie przejawia ?
      > kto ma ?
      > kto nie ma ?
      > ile kosztuje ?
      > gdzie kupic ?
      >
      > pisac tu , bando grafomanow z programami komputerowymi
      > nooo
    • kamfora Re: o wrazliwosci 26.08.03, 19:46
      Gość portalu: Malwina napisał(a):

      > co to jest ?
      > jak sie przejawia ?

      Wrażliwość to taka cecha, która, gdy człek ją posiada -
      pozwala reagować specyficznie na zmiany otoczenia.
      Najczęściej utożsamiana ze łzami pojawiającymi się
      w czyichś oczach (np. na widok krzywdy innego człowieka).

      > ile kosztuje ?

      Pytania "Ile kosztuje?" nie potraktowałabym w kontekście
      kupowania, a raczej ceny, jaką płacić muszą wrażliwi
      za ów "luksus" bycia wrażliwymi.
      Bo tę cechę dostaje się razem z kolorem oczu
      za darmo ;-)...Czasem można się wyzbyć, bo
      (jak już powiedziałam )- posiadanie kosztuje.
    • sdfsfdsf Re: o wrazliwosci 26.08.03, 21:36
      "kto ma ?"
      ja
      przeszkadza w codziennym zyciu, przezywam kazda bzdure i grymas ktore urastaja
      do nastrojow greckich tragedii
      pomaga w odbiorze muzyki, sztuki, rozumieniu kobiet i tworzeniu, szersze
      spojrzenie?
    • Gość: oak Re: o wrazliwosci IP: iB.rudanet.com:* 26.08.03, 21:45
      Gość portalu: Malwina napisał(a):

      > bo mi moj wypoczynkowy watek zasmiecacie
      >
      > co to jest ?

      jest jak jasne światło życia - oślepia

      > jak sie przejawia ?

      mniej więcej w ten sposób. że przeoczymy walec, który nas rozjeżdża rozczulając
      się nad jakimś pier... robaczkiem w kropki bordo

      > kto ma ?

      potencjalna ofiara losu

      > kto nie ma ?

      ta sama ofiara, po spotkaniu z walcem

      > ile kosztuje ?

      zależy co lekarz przepisze, albo w którym barze się "stołujesz"

      > gdzie kupic ?

      głupcom darmo dają

      > pisac tu , bando grafomanow z programami komputerowymi
      > nooo

      quod scripsi, scripsi
    • Gość: lagatta Re: o wrazliwosci IP: *.gorzow.mm.pl 26.08.03, 21:55
      Zakladam, ze jako dziecko ma kazdy . A potem zycie leci i albo pozostajesz
      wrazliwy albo nabierasz tzw. odpornosci( czyt. obojetnosci ). Co lepsze trudno
      powiedziec .
      Kosztuje wiele zwlaszcza tych wrazliwych nie mowiac juz o nadwrazliwcach .

      Wyraza sie w tym ,ze pewne sytuacje , problemy zauwazasz i czujesz potrzebe
      interwencji .Ale rowniez tym , ze tam w srodku czujesz czesciej bol, rozterki ,
      cierpienie. Ze jedna nutka jakiejs melodii wystarczy by poplynely lzy .

      Wrazliwosc pozwala widziec, slyszec, czuc wiecej .Czuc to calym soba .
    • komandos57 Re: o wrazliwosci Malwino 26.08.03, 21:57
      Opowiedz mi jak seksowalas sie ostatniej nocy.Po francusku,franco jedna?
      • Gość: Malwina . IP: *.w81-49.abo.wanadoo.fr 27.08.03, 08:56
        czy wrazliwym jest ten co lezke roni ?



    • cossa Re: o wrazliwosci - beton-stal 27.08.03, 12:36
      beton-stal napisal:

      Nie wiem, czy wrażliwość jest pojęciem względnym. Pan
      Hitler na pewno był
      wzruszony malując swoje obrazki.


      Wrazliwosc o ktorej mowie to nie podatnosc na
      wzruszenie. To, ze ktos lezke roni gdy wzrusza sie nad
      sztuka, biednym pieskiem nie oznacza, ze jest dobrym
      czlowiekiem. I tak chyba mozna podejsc do Hitlera. Nie
      watpie, ze "zli ludzie" maja taka sfere, o ktorej moznaby
      powiedziec - wrazliwosc. Niemniej to nie o tym mowaa


      Ależ ja dostrzegam, że niektórym dzieje się krzywda. Tyle
      że od razu
      zastanawiam się dlaczego. I naprawdę nie widzę powodu,
      abym miał się wzruszyć
      tym, że ktoś na skutek własnej głupoty wpadł w tarapaty.

      tu tez wzruszenie utozsamiasz z wrazliwoscia.
      wrazliwoscia jest to, ze dostrzegasz i co wiecej
      zastanawiasz sie dlaczego i ewentuana pomoc w miare
      mozliwosci. to dostrzeganie jest bardzo rzadkie - ludzie
      zazwyczaj nie widza wiecej jak czubek wlasnego nosa. a
      moze tych dosrzegajacych jest wiekszosc? jak myslisz?

      Można takiej osobie
      pomóc, jeśli to możliwe, ale niech płacze sobie sam/sama.

      no pewnie.

      Wydaje mi się, że wrażliwość to zdolność do przeżywania
      stanów emocjonalnych w
      sytuacjach, które same w sobie nie są nacechowane
      emocjonalnie. Może być?

      prosze podaj przyklad, bo nie wiem czy dobrze to
      zrozumialam. moja df wrazliwosci krazy wokol podatnosci
      na to co sie w okol dzieje.

      pozdrawiam
      cossa
      • beton-stal Re: o wrazliwosci - beton-stal 27.08.03, 15:09
        cossa napisała:

        > Wrazliwosc o ktorej mowie to nie podatnosc na wzruszenie. To, ze ktos lezke
        > roni gdy wzrusza sie nad sztuka, biednym pieskiem nie oznacza, ze jest dobrym
        > czlowiekiem. I tak chyba mozna podejsc do Hitlera. Nie watpie, ze "zli
        > ludzie" maja taka sfere, o ktorej moznaby powiedziec - wrazliwosc. Niemniej
        > to nie o tym mowaa

        A mnie się właśnie wydaje, że jesteś blisko. Spójrz na post Malwiny
        otwierający ten wątek. Z samego sformułowania pytań, z ich treści, z lekkiego
        zacięcia niby-artystycznego i pewnej napuszoności, wnoszę, że autorka
        podchodzi do kwestii wrażliwości niczym do świętej i nadobnej idei, jakiej
        należy się cześć najwyższa. Tymczasem ja uważam (a co ty częściowo zdajesz się
        potwierdzać), że sama w sobie wrażliwość nie jest cechą ani pozytywną, ani
        negatywną. Hitler MUSIAŁ być człowiekiem wrażliwym, bo tylko taki wie, jak
        zgotować innym prawdziwie krwawą łaźnię. Aby zadawać ból, muszę wiedzieć, co i
        kogo boli.

        > tu tez wzruszenie utozsamiasz z wrazliwoscia. wrazliwoscia jest to, ze
        > dostrzegasz i co wiecej zastanawiasz sie dlaczego i ewentuana pomoc w miare
        > mozliwosci. to dostrzeganie jest bardzo rzadkie - ludzie zazwyczaj nie widza
        > wiecej jak czubek wlasnego nosa. a moze tych dosrzegajacych jest wiekszosc?
        > jak myslisz?

        Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ujmę więc sprawę inaczej: staram się (na
        razie z miernym rezultatem) "własnymy ręcamy" kształtować swój los. Często
        doznaję w związku z tym wzlotów i upadków (tych ostatnich jakby więcej w
        ostatnim czasie), na co reaguję emocjonalnie. Co nie zmienia faktu, że zdaję
        sobie sprawę z błędów, które JA popełniłem, i z istnienia okoliczności, na
        które - niestety - nie mam wpływu. Dlatego nie oczekuję słów: "oj, aleś ty
        biedny i malutki", tylko albo pomocy, jeśli dana osoba może i chce mi jej
        udzielić, albo rozmowy, aby nabrać dystansu, spojrzeć z innej strony, dostrzec
        zalety, wady itp.

        > > Można takiej osobie pomóc, jeśli to możliwe, ale niech płacze sobie
        > > sam/sama.
        >
        > no pewnie.

        Tyle się napisałem (powyżej), a okazuje się, że oboje mówimy o tym samym...
        Ale jestem zbyt małoduszny i egocentryczny, aby użyć klawsza "delete".

        > prosze podaj przyklad, bo nie wiem czy dobrze to zrozumialam. moja df
        > wrazliwosci krazy wokol podatnosci na to co sie w okol dzieje.

        No właśnie to napisałem. Widzisz źdźbło trawy kołyszące się na wietrze o
        zachodzie słońca i doznajesz nie dającego się opisać uczucia jedności z naturą
        albo czegoś w tym stylu. Albo widzisz, jak ów nieszczęsny bezbronny psiak
        próbuje stawiać pierwsze kroki, i roztkliwiasz się. I tak dalej.
        • Gość: Malwina Re: o wrazliwosci IP: *.d1.club-internet.fr 27.08.03, 18:09
          nie bede sie tu ciapac w osobistych ping pongach - potwierdzam ze moj styl
          jest napuszony (bo taki ma byc) akurat nie tutaj co jest dowodem ze wizja
          Malwiny jaka posiadasz rzutuje ciezko na zrozumienie czegokolwiek co pisze.
          Jestes pod wplywem. Wlasnym.

          ale ja nie o tym
          glupi przyklad z tym furerem wybrales - kazdy czlowiek od noworodka poczawszy
          wie co to bol.
          Od tego zaczynamy zycie. Obserwuje rozwoj dzieci i widze te nauke bolu -
          pierwszy bol zebow, brzucha, potem glowy. I za kazdym razem mniej iluzji o
          edenie. Raj sie skonczyl - zycie boli.
          Nie trzeba zadnej wrazliwosci aby zadawac bol.
          Wrazliwosc to nie to.

          M.

          PS taaa, hitler uwielbial wagnera....utrzymujesz ze ma to zwiazek z
          wrazliwoscia ?
          hmmm, watpie....


          A mnie się właśnie wydaje, że jesteś blisko. Spójrz na post Malwiny
          otwierający ten wątek. Z samego sformułowania pytań, z ich treści, z
          lekkiego
          zacięcia niby-artystycznego i pewnej napuszoności, wnoszę, że autorka
          podchodzi do kwestii wrażliwości niczym do świętej i nadobnej idei,
          jakiej
          należy się cześć najwyższa. Tymczasem ja uważam (a co ty częściowo
          zdajesz się
          potwierdzać), że sama w sobie wrażliwość nie jest cechą ani
          pozytywną, ani
          negatywną. Hitler MUSIAŁ być człowiekiem wrażliwym, bo tylko taki
          wie, jak
          zgotować innym prawdziwie krwawą łaźnię. Aby zadawać ból, muszę
          wiedzieć, co i
          kogo boli.
          • Gość: diabelek Re: o wrazliwosci IP: *.dialsprint.net 27.08.03, 18:17
            na poczatku nie ma zebow,
            a jesli jest bol to bol tego swiata
            a nie zycia w ogole.
            Pesymistow nie lubimy
            bo wampiryzuja.
            • Gość: Malwina Re: o wrazliwosci IP: *.d1.club-internet.fr 27.08.03, 18:20
              odpowiedz nie na poziomie


              Gość portalu: diabelek napisał(a):

              > na poczatku nie ma zebow,
              > a jesli jest bol to bol tego swiata
              > a nie zycia w ogole.
              > Pesymistow nie lubimy
              > bo wampiryzuja.
              • Gość: diabelek Re: diabelki odpowiadaja w pionie n/t IP: *.dialsprint.net 27.08.03, 18:21
                • Gość: Malwina Re: diabelki odpowiadaja w pionie n/t IP: *.d1.club-internet.fr 27.08.03, 18:23
                  znow jakis psychosztywny ?
                  • Gość: diabelek Re: znow jakas nadwrazliwa? n/t IP: *.dialsprint.net 27.08.03, 18:25
                    • Gość: Malwina Re: znow jakas nadwrazliwa? n/t IP: *.d1.club-internet.fr 27.08.03, 18:27
                      cholernie bogata wymiana zdan
          • beton-stal Re: o wrazliwosci 28.08.03, 15:07
            Gość portalu: Malwina napisał(a):

            > nie bede sie tu ciapac w osobistych ping pongach - potwierdzam ze moj styl
            > jest napuszony (bo taki ma byc)

            Powiesz, że się czepiam - okay. Ale dlaczego styl jest napuszony (w
            zamierzeniu i w realizacji)?

            > akurat nie tutaj co jest dowodem ze wizja Malwiny jaka posiadasz rzutuje
            > ciezko na zrozumienie czegokolwiek co pisze.
            > Jestes pod wplywem. Wlasnym.

            No wiesz, to chyba dobrze czerpać wzorzec od kogoś o nieprzeciętnej osobowości
            i inteligencji, no nie?

            > glupi przyklad z tym furerem wybrales - kazdy czlowiek od noworodka
            > poczawszy wie co to bol.

            Może rzeczywiście przykład nie był najlepszy, bo w istocie chodziło mi o coś
            innego. Powiem więc tak - wydaje mi się (co za asekuranctwo!), że
            efektywniejszym sadystą jest sadysta wrażliwy, bo łatwiej mu zlokalizować
            czyjś czuły punkt, więc łatwiej mu dowalić (w sensie psychicznym). Dlatego
            napisałem, że Hitler MUSIAŁ być wrażliwym człowiekiem.

            > Od tego zaczynamy zycie. Obserwuje rozwoj dzieci i widze te nauke bolu -
            > pierwszy bol zebow, brzucha, potem glowy. I za kazdym razem mniej iluzji o
            > edenie. Raj sie skonczyl - zycie boli.
            > Nie trzeba zadnej wrazliwosci aby zadawac bol.

            Aby zadawać - nie. Aby czerpać satysfkację z cudzego bólu - koniecznie TAK.

            > Wrazliwosc to nie to.

            Właśnie to. Tylko od ciebie zależy, co robisz ze swoją wrażliwością (tzn.
            jakie korzyści dla siebie osiągasz dzięki niej).

            > PS taaa, hitler uwielbial wagnera....utrzymujesz ze ma to zwiazek z
            > wrazliwoscia ?
            > hmmm, watpie....

            A ja myślę, że tak. Owszem Rysio pasował Adolfowi ideologicznie, ale sądzę, że
            miał dla niego urok także muzyczny. Przyszło mi to kiedyś do głowy podczas
            oglądania "Czasu Apokalipsy".
            • Gość: Malwina Re: o wrazliwosci IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 28.08.03, 15:39
              Ho ho ! co za intymne pytania
              odpowiedzi nie bedzie (oczywiscie)

              a wzorce to najlepiej do kosza wrzucic
              nie masz 16 lat aby sie wzorowac na kimkolwiek a jeszcze mniej na forum, a
              jeszcze mniej mniej mniej na malwinie

              nie bede sie upierac przy niczym bo nie potrafie okreslic wrazliwosci - taka
              jest prawda
              wiem co mozna z nia zrobic
              skad sie bierze (mniej wiecej)
              ale czy jest jakas definicja ? nie mam pojecia...

              gdy widze ludzi ktorzy ronia "lzy wzruszenia" wygrywajac auto w grach
              telewizyjnych wiem jeszcze mniej niz myslalam

              i tym pesymistycznym akcentem...

              Malwina, zagubiona




              Powiesz, że się czepiam - okay. Ale dlaczego styl jest napuszony (w
              zamierzeniu i w realizacji)?
              • beton-stal Re: o wrazliwosci 28.08.03, 15:58
                Gość portalu: Malwina napisał(a):

                > Ho ho ! co za intymne pytania
                > odpowiedzi nie bedzie (oczywiscie)

                Intymne? Czy na pewno mówimy o tym samym? Pytałem, dlaczego styl masz z
                założenia napuszony - co w tym intymnego?
                Tak na marginesie - jak to jest, że chyba jeszcze nigdy nie udało mi się
                otrzymać odpowiedzi na moje ulubione pytanie: dlaczego?

                > a wzorce to najlepiej do kosza wrzucic
                > nie masz 16 lat aby sie wzorowac na kimkolwiek a jeszcze mniej na forum, a
                > jeszcze mniej mniej mniej na malwinie

                Oj, tośmy się nie zrozumieli. Napisałaś, że jestem pod swoim własnym wpływem.
                Potwierdziłem to - owa ponadprzeciętnie inteligentna osoba o wyjątkowej
                osobowości to ja sam, we własnej osobie.

                > nie bede sie upierac przy niczym bo nie potrafie okreslic wrazliwosci - taka
                > jest prawda
                > wiem co mozna z nia zrobic
                > skad sie bierze (mniej wiecej)
                > ale czy jest jakas definicja ? nie mam pojecia...
                >
                > gdy widze ludzi ktorzy ronia "lzy wzruszenia" wygrywajac auto w grach
                > telewizyjnych wiem jeszcze mniej niz myslalam
                >
                > i tym pesymistycznym akcentem...

                Myślałem, że pogadamy sobie o ciekawie zapowiadającym się temacie wrażliwości
                sadysty jako warunku koniecznego do staysfakcjonującego zadawania bólu. Cóż,
                trochę się rozczarowałem twoją odpowiedzią...
                • Gość: Malwina Re: o wrazliwosci IP: *.d1.club-internet.fr 28.08.03, 17:07
                  pogadamy jak pojmiesz ze fakt postawienia pytania nie pociaga automatycznie
                  odpowiedzi

                  na ra
                  M.
                  • beton-stal Re: o wrazliwosci 29.08.03, 10:28
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > pogadamy jak pojmiesz ze fakt postawienia pytania nie pociaga automatycznie
                    > odpowiedzi

                    Tak, tyle że wtedy mamy do czynienia z monologiem. Wybacz, ale mnie chodzi o
                    dialog.
                    • Gość: Malwina Re: o wrazliwosci IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 10:30
                      widze ze nie zrozumiales...o ksiaze...


                      beton-stal napisał:

                      > Gość portalu: Malwina napisał(a):
                      >
                      > > pogadamy jak pojmiesz ze fakt postawienia pytania nie pociaga automatyczni
                      > e
                      > > odpowiedzi
                      >
                      > Tak, tyle że wtedy mamy do czynienia z monologiem. Wybacz, ale mnie chodzi o
                      > dialog.
                      • beton-stal Re: o wrazliwosci 29.08.03, 10:43
                        Gość portalu: Malwina napisał(a):

                        > widze ze nie zrozumiales...o ksiaze...

                        Masz zatem szansę mnie oświecić. Załącz też listę pytań nieodpowiadalnych, że
                        pozwolę sobie sparafrazować pewnego poetę.
        • cossa Re: o wrazliwosci - beton-stal 27.08.03, 23:15
          beton-stal napisał:

          Dlatego nie oczekuję słów: "oj, aleś ty
          > biedny i malutki", tylko albo pomocy, jeśli dana osoba
          może i chce mi jej
          > udzielić, albo rozmowy, aby nabrać dystansu, spojrzeć z
          innej strony, dostrzec
          > zalety, wady itp.

          slowa z cytatu wyrzuc, to nie wrazliwosc. to uzalanie sie
          nikomu do niczego niepotrzebne (zero konstruktywnosci).
          pomoc, rozmowa o ktorej piszesz mozna nazwac wrazliwoscia
          czlowieka.

          teraz troche osobiscie, nie wiem czy uda mi sie dobrze
          nazwac. moja "wrazliwosc" przejawia sie np. tym, ze
          potrafie sie katowac wrecz mysleniem o niektorych
          relacjach, ludziach. widze, ze jest cos nie tak - nie
          umiem przejsc nad tym do porzadku dziennego. jakis czas
          temu zrozumialam, ze martwieniem sie, nadmiernym
          mysleniem, analizowaniem nie dojde do niczego, a tym
          bardziej nie pomoge drugiej osobie. powoli rozumiem, ze
          nie wszystko jest w naszej mocy. powoli tez ucze sie
          oddzielac to co moge od tego co bym chciala. w watku o
          sztuce porozumiewania sie napisalam o obserwacji, ze
          lubie obserwowac i jestem szczesliwa, gdy zauwaze cos
          niewidocznego dla oczu. czym to jest? wrazliwoscia? a
          moze czyms innym? to wrodzona cecha? czy z domu wyniesiona?

          pozdrawiam
          cossa

          • beton-stal Re: o wrazliwosci - beton-stal 28.08.03, 15:20
            cossa napisała:

            > slowa z cytatu wyrzuc, to nie wrazliwosc. to uzalanie sie nikomu do niczego
            > niepotrzebne (zero konstruktywnosci). pomoc, rozmowa o ktorej piszesz mozna
            > nazwac wrazliwoscia czlowieka.

            Tak mi wychodzi, że my o tym samym właśnie.

            > teraz troche osobiscie, nie wiem czy uda mi sie dobrze nazwac.
            > moja "wrazliwosc" przejawia sie np. tym, ze potrafie sie katowac wrecz
            > mysleniem o niektorych relacjach, ludziach. widze, ze jest cos nie tak - nie
            > umiem przejsc nad tym do porzadku dziennego. jakis czas temu zrozumialam, ze
            > martwieniem sie, nadmiernym mysleniem, analizowaniem nie dojde do niczego, a
            > tym bardziej nie pomoge drugiej osobie. powoli rozumiem, ze nie wszystko
            > jest w naszej mocy. powoli tez ucze sie oddzielac to co moge od tego co bym
            > chciala. w watku o sztuce porozumiewania sie napisalam o obserwacji, ze
            > lubie obserwowac i jestem szczesliwa, gdy zauwaze cos niewidocznego dla
            > oczu. czym to jest? wrazliwoscia? a moze czyms innym? to wrodzona cecha? czy
            > z domu wyniesiona?

            Podzielam zamiłowania obserwatorskie. Co do wrażliwości - powinniśmy chyba
            inaczej zdefiniować to pojęcie albo wprowadzić jakąś wewnętrzną klasyfikację.
            Swoje doświadczenia, o których piszesz, nazwałbym po prostu empatią (która
            siłą rzeczy niedostępna jest dla tzw. gruboskórów). To z jednej strony dobra
            cecha, a z drugiej - niekoniecznie. Dzięki empatii (i wrażliwości w ogóle)
            rzeczywiście "widzisz" więcej, tylko niekoniecznie to, co zobaczysz, jest miłe
            dla duszy. Czasem łatwiej jest żyć będąc częściowo ślepym emocjonalnie. Więcej
            nawet - czasem można komuś bardziej pomóc będąc mniej empatycznym i wylewając
            kubeł zimnej wody na przegrzaną głowę. Doświadczyłem kiedyś takiego kubła
            (parę razy). W pierwszym odruchu byłem wściekły na tę osobę, że zamiast
            pochylić się z troską nad moim problemem, oświadczyła wprost, żebym przestał
            pieprzyć i zrobił to i tamto. Ale potem stwierdziłem, że taka postawa bardziej
            pomogła mi wziąć się do kupy niż całe to gadanie: "wiele myślałem o twoim
            problemie", "współczuję ci", "bardzo się martwię o ciebie" itp.
            Jedyne, co mi na razie przychodzi do głowy jako podsumowanie, to, że jednej
            recepty nie ma. Ale to taki banał, aż mi we łbie trzeszczy.

            Wracając do wrażliwości - w tym samym worku umieściliśmy i empatię (czyli
            wrażliwość skierowaną na istoty żywe), i ów metafizyczny niepokój, jaki
            wyziera czasem spod duszy. A to jednak dwie różne kategorie i dobrze by było
            ustalić, co mamy na warsztacie.
            • cossa Re: o wrazliwosci - beton-stal 28.08.03, 23:24
              beton-stal napisał:

              > Tak mi wychodzi, że my o tym samym właśnie.

              a moich obliczen rowniez ;)


              > Co do wrażliwości - powinniśmy chyba
              > inaczej zdefiniować to pojęcie albo wprowadzić jakąś
              wewnętrzną klasyfikację.

              - wrazliwosc skierowana na istoty zywe (emaptia)
              - wrazliwosc na bodzce zewnetrzne uderzajce w nas samych
              - wrazliwosc jako metafizyczny niepokoj wyzierajacy spod
              duszy (podoba mi sie jak to nazwales ;)
              - wrazliwosc jako dostrzeganie np. natury, piekna, niczym
              wspol-istnienie

              mysle, ze wrazliwosc charakteryzuje sie dostrzezeniem i
              "docenieniem" tego co sie zauwazylo. tylko nie pasuje mi
              to do tej wrazliwosci ego (pkt 2). a moze to nie
              wrazliwosc, a np. mazgajstwo, przewrazliwienie, slabosc
              czy cos jeszcze zupelnie innego..

              pozdrawiam
              cossa
              • beton-stal Re: o wrazliwosci - beton-stal 29.08.03, 10:41
                cossa napisała:

                > a moich obliczen rowniez ;)

                Powiedzmy to Imagine'owi. Zaraz nam rozkaże odrzucić nasze ego. No właśnie,
                mamy dwa różne ega czy dzielimy wspólne, skoro ja=ty=on? Wiem, że nie
                odpowiesz, bo to wie (?) tylko Imagine, ale dyskusja z nim wydaje ten sam
                dźwięk co groch odbijający się od ściany.

                > - wrazliwosc skierowana na istoty zywe (emaptia)
                > - wrazliwosc na bodzce zewnetrzne uderzajce w nas samych
                > - wrazliwosc jako metafizyczny niepokoj wyzierajacy spod duszy (podoba mi
                > sie jak to nazwales ;)
                > - wrazliwosc jako dostrzeganie np. natury, piekna, niczym wspol-istnienie

                Okay, chyba nic więcej nie wymyślę. Nie kryję, że najczęściej jestem pod
                wpływem tej trzeciej wrażliwości.

                > mysle, ze wrazliwosc charakteryzuje sie dostrzezeniem i
                > "docenieniem" tego co sie zauwazylo. tylko nie pasuje mi
                > to do tej wrazliwosci ego (pkt 2). a moze to nie
                > wrazliwosc, a np. mazgajstwo, przewrazliwienie, slabosc
                > czy cos jeszcze zupelnie innego..

                To zależy, co "robisz" z tą wrażliwością, tzn. do czego ją "wykorzystujesz".
                Jeśli do ulepszania siebie poprzez refleksję nad motywacją swoich działań, to
                okay, jeśli do ciągłego użalania się nad sobą, to życzę szczęścia.

                Chciałem jeszcze powrócić do Hitlera (Malwina jakoś nie podjęła tematu).
                Napisałem, że MUSIAŁ być wrażliwym człowiekiem, bo najwyraźniej czerpał radość
                (metafizyczną) z organizowania ludobójstwa. Tak jak napisałem - do zadawania
                bólu rzeczywiście nie potrzeba wrażliwości, do czerpania satysfakcji z
                zadawania cierpienia - wrażliwość jest niezbędna. To taki mój głos w kwestii
                oceny, czy wrażliwość sama w sobie jest czymś pozytywnym, czy negatywnym.
    • alfika Re: o wrazliwosci 27.08.03, 14:01
      Gość portalu: Malwina napisał(a):

      > bo mi moj wypoczynkowy watek zasmiecacie
      >
      > co to jest ?
      > jak sie przejawia ?
      > kto ma ?
      > kto nie ma ?
      > ile kosztuje ?
      > gdzie kupic ?
      >
      > pisac tu , bando grafomanow z programami komputerowymi
      > nooo


      Nie da się ukryć, że wzięłam w zaśmiecaniu czynny udział :(

      Wrażliwość to umiejętność wyczucia, empatii, utożamiania się z innymi,
      dostrzeganie rzeczywistych stanów choćby pod pokładami agresji,
      pyszałkowatości, gniewu, smutku, uśmiechów, żartów czy czegobądź.

      Czasem się nie przejawia.
      Choćby w celach obronnych. Życie to ruch, nawet jeśli czasem nas nie stać na
      empatię, to wraca.

      Jeśli nie jest cechą wrodzoną, kosztuje trochę trudnych i trudniejszych lekcji.

      Kupuje się wszędzie, jeśli tylko nie próbujemy uciekać dla ocalenia swojego
      dobrego czy choćby w miarę stabilnego samopoczucia.
      • Gość: diabelek Re: o wrazliwosci IP: *.dialsprint.net 27.08.03, 17:56
        a propos historii to pan Milosz kiedys sie zastanawial
        dlaczego narod polski jest taki wrazliwy, a jednoczesnie taki okrutny
    • bukfa Re: o wrazliwosci 27.08.03, 20:05
      Gość portalu: Malwina napisał(a):

      > ile kosztuje ?
      > gdzie kupic ?
      >

      Ja to chetnie troche tej mojej p********* wrazliwosci bym odsprzedala, albo
      wymienila na troche zdrowej gruboskornosci. Jacys chetni?
      • Gość: diabelek Re: o wrazliwosci IP: *.dialsprint.net 27.08.03, 20:38
        bukfa napisała:

        > Gość portalu: Malwina napisał(a):
        >
        > > ile kosztuje ?
        > > gdzie kupic ?
        > >
        >
        > Ja to chetnie troche tej mojej p********* wrazliwosci bym odsprzedala, albo
        > wymienila na troche zdrowej gruboskornosci. Jacys chetni?



        ja zbieram tylko porzucone wrazliwosci, takie sierotki. Place w naturze -
        cynizmem (cy-nowe monety).
        • cossa Re: o wrazliwosci 27.08.03, 22:28
          no prosze.. pchli targ ?:)
          co jeszcze?:)

          cossa

          Gość portalu: diabelek napisał(a):

          > bukfa napisała:
          >
          > > Gość portalu: Malwina napisał(a):
          > >
          > > > ile kosztuje ?
          > > > gdzie kupic ?
          > > >
          > >
          > > Ja to chetnie troche tej mojej p********* wrazliwosci
          bym odsprzedala, alb
          > o
          > > wymienila na troche zdrowej gruboskornosci. Jacys chetni?
          >
          >
          >
          > ja zbieram tylko porzucone wrazliwosci, takie sierotki.
          Place w naturze -
          > cynizmem (cy-nowe monety).
    • komandos57 Re: o wrazliwosci 27.08.03, 22:09
      A ty Malwino jestes wrazliwa?Co znaczy byc wrazliwa?Bez frazesow
      ksiazkowych,prosze!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka