Dodaj do ulubionych

moje (.....)życie

29.08.03, 08:39
Witajcie,
Nigdy nie byłem zwolennikiem takiegi psychicznego ekshibicjonizmu ale cóż,
teraz jestem już tak zakręcony, że nie bardzo wiem co mam robić......... i od
czego zacząć. Zacznę od tego, że jestem w drugim ziązku. Już 11 lat. Z osobą,
której poświęciłem swój wczesniejszy związek (z tamtego nie mam dzieci).
Moja , brzydko mówiąc "konkubina", bo taki jest układ, ze swojego
poprzedniego związku ma dwoje a oboje mamy wspaniałą 6 letnią córę. Co z
tego. Od kilku już lat narastał brak porozumienia. Jej dzieci a przynajmniej
jedno nie akceptowały mnie do końca, doszły z nimi kłopoty wychowawcze,
zmiany szkół, psycholog etc. I tu upatruje początki obecnej sytuacji. Nasz
związek obecnie praktycznie nie istnieje, chociaż ja dążę do tego, zeby
rodzina była całością. Kobieta której poświęciłem swoje życie okazała się nie
warta tego. Narastającą do mnie nienawiść (za co - nie wiem - dbam o dom, nie
palę nie chlam, nie zdradzam, z seksu była wczesniej zadowolona teraz -
kompletna separacja) wpaja w dwójkę swoich dzieci i w całą swoją rodzinę. To
co budowałem z mozołem rozsypuje się i powodem, jak to często bywa, nie jest
inny facet - tego jestem pewien. Mam wrażenie, że jest to czysta nienawiść,
za wg niej zepsucie jej zycia i jej dzieci. I tu powiem, że to ja ją własnie
wyciągnąłem z małżeństwa z pijakiem, a dzieci wychowywałem jak swoje, ale wg
niej robię to źle i za całość jestem obwiniany. Doszlo do tego, że jestem
szantazowany przez nią, że jezeli nie będę robił tak jak ona sobie życzy to
pozbawi mnie praw do najmlodszej córy (bardzo ją kocham, poswięcam jej w tej
chwili swój czas bez reszty) a ja nie wyobrażam sobie braku kontaktu z
dzieckiem. Wierzcie mi dawno nie widzialem kobiety która tak na siłę chce
rozwalić swój związek. Nie chce ze mną mieć do czynienia, nie chce żadnych
ustaleń, nie chce rozmowy u psychologa. Ja powiedziałem jej, że na niczym mi
w tej chwili tak nie zależy jak na wychowaniu dzieci w spokoju, ale nawet
najdrobniejsza rzecz urasta do problemu. Przykład: chce iść na spacer z
dzieckiem a tu wczesniejsze mycie i zakaz wychodzenia, tylko dlatego żebym
tego nie zrobił. Nie jeździ ze mną samochodem, nie chodzi na spacery, wisi
wiecznie na telefonie do swojej rodziny za granicą i często wychodzi z domu w
najmniej oczekiwanych chwilach (podkreslam: nie chodzi o faceta, a tylko do
koleżanek). Rodzinka zza granicy (była tam całe wakacje) daje jej dobre rady -
a ona bierze to wsztstko za dobra monetę i czasem robi tak jakby nie miała
własnego mózgu tylko kierowała się tymi wskzówkami. Dawno odszedłbym, ale
zbytnio zależy mi na wychowaniu dzieci (teraz szkoła - ja kupuję książki etc.
a ona wyjechała sobie na towarzyskie spotkanie z koleżankami z jakiegoś
kursu). naszych znajomych podzieliła na moich, z którymi kłóci się i swoich.
Ktoś, kto próbuje z nią porozmawiać o tej sytuacji natychmiast jest na
indeksie. Toleruje tylko tych którzy mówią jej komplementy. Groźby szantażu "
zabiorę ci dziecko" dobiła mnie całkiem. Bylo to powiedziane przy dziecku. I
tak wychowałem żmiję. Wg niektórych moich znajomych rozpuściłem ją:
wychodziła kiedy chce i na ile chce, praktycznie nie ma żadnych ograniczeń.
Oczywiście główny ciężar finansowy ponoszę ja, placąc za wszystko, pomimo, że
jest czynna zawodowo. Wszystko nakręca się jak sprężyna oc zegarka i nawet
znajomy (nasz wspólny) psycholog jest bezradny bo gdy jego opcją było
scalenie naszego związku - to natychmiast przestał być jej znajomym. Co do
cholery zrobić? Z niejednego pieca chleb jadłem ale kobiecie systematycznie
rozwalajacej związek, bez względu na dzieci,bez względu na partnera, tylko
dlatego żeby postawić na swoim - nie słyszałem. Geminus. Przepraszam za
chaotycznie rzucane informacje ale opisanie wszystkiego z detalami zajęłoby
kilkakrotnie więcej miejsca.
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 08:48
      chcialam ci odpowiedziec ale doszlam do : " I tak wychowałem żmiję. Wg
      niektórych moich znajomych rozpuściłem ją: wychodziła kiedy chce i na ile chce,
      praktycznie nie ma żadnych ograniczeń."

      I nagle nie mam juz nic do powiedzenia.
      moze tylko ze pewnie zrobilabym tak samo jak ona

      skandaliczne
      ciao Pygmalionie

      • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 08:59
        To jest tylko krótki wniosek kogoś, kto wyczerpał już wszelkie możliwości
        zlepienia rodziny i czuje się w porządku wobec niej, dzieci i całego świata.
        Dlaczego nie da sobie pomóc?. Ja nie wyrażam takich prepensji w próbacg rozmowy
        z nią ( ona nawet nie usiłuje nawiązac dialogu). A samo wyrażenie Malwino
        prezentuje całą moją zgorzknialość i niewiarę w zmianę jej stosunku do mnie.
        Może rzeczywiści za ostro.
        • asma1 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 11:20
          To strasznie przykre, że osoba z którą zaplanowałeś życie gdzieś po drodze
          zagubiła jego wartość. Z Twojej wypowiedzi wynika, że na początku wszystko
          układało sie dobrze, tylko później zdarzyło się "coś niezrozumiałego", ale
          przecież widziały gały co brały, a jeśli ma Ci coś do zarzucenia teraz to
          sprawe można przedyskutować i rozegrać tak aby było dobrze.
          Czego ta kobieta tak właściwie chce od Ciebie i od życia?
          • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 11:28
            Ależ własnie takie pytanie po stokroć zadałem, odpowiedzi brak. Próba mediacji
            legła w gruzach. Z jej matką(!) jestem w b.dobrych układach i NIC. Rozklada
            ręce mówiąc, ze na prawdę nie ma już żadnego wpływu na corkę. Mnie ceni i
            współczuje, tylko co z tego. W tej chwili trzyma mnie tylko córka i obowiązek,
            że trzeba, że powinienem. Czuję, że poświęcam siebie ale ginę przy tym. A nie
            mam odwagi sprowokować rozpad i zebrać potem pod drzwiami osoby która mnie
            nienawidzi o godzinę widzenia z dzieckiem. Po moim trupie.
            • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 11:54
              dramatyzujesz
              o nic nie bedziesz zebral u niej
              to sad decyduje
              a sad nie glupi
              • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 12:07
                Malwino - sad to ostateczność do której nie dopuszczę. Upokarzajace jest pranie
                brudów przed sadem. Z mojego pierwszego związku (rozpad z braku dzieci - jak
                widać nie przeze mnie zawiniony , choć trudno mówić o winie)wiem co to znaczy:
                udowadnianie mi alkoholizmu, braku zainteresowania domem, "łupienie" finansowe
                ile się da. Wtedy wziąłem szczoteczkę od zębów, wsiadłem w samochód i tyle.
                Teraz warunki nieporównywalne. A co powiesz na zakaz spożywania posiłków przy
                wspólnym stole (czuję się jak pies)? Jezeli ja siadam - ona wychodzi- a
                dzieciom głupio. Brak mi słów.
                • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.d1.club-internet.fr 29.08.03, 12:45

                  masz racje - pozostan w tym malzenstwie
                  coz ci wiecej powiedziec ?

                  geminus2 napisał:

                  > Malwino - sad to ostateczność do której nie dopuszczę. Upokarzajace jest
                  pranie
                  >
                  > brudów przed sadem. Z mojego pierwszego związku (rozpad z braku dzieci - jak
                  > widać nie przeze mnie zawiniony , choć trudno mówić o winie)wiem co to
                  znaczy:
                  > udowadnianie mi alkoholizmu, braku zainteresowania domem, "łupienie"
                  finansowe
                  > ile się da. Wtedy wziąłem szczoteczkę od zębów, wsiadłem w samochód i tyle.
                  > Teraz warunki nieporównywalne. A co powiesz na zakaz spożywania posiłków
                  przy
                  > wspólnym stole (czuję się jak pies)? Jezeli ja siadam - ona wychodzi- a
                  > dzieciom głupio. Brak mi słów.
    • Gość: plutonka Re: moje (.....)życie IP: *.acn.waw.pl 29.08.03, 11:52
      po pierwsze tylko spokój moze nas uratować. A tak powaznie to odebranie prawa
      do dziecka i pozbawienie Cie opieki nad córka lub nawet ograniczenie to nie
      taka prosta sprawa. Ona cię tym szantażuje bo wie, że to twój słaby punkt.
      jesli postara się walczyc to i tobie pozostaje walka. Piszesz, że Ty głównie
      zajmujesz się dzieckiem, ona w rozjazdach, na spotkaniach i td. spróbuj
      porozmawiać rzeczowo i nie daj się sprowokować. To, że ona chce Cię odseparować
      od dziecka to jeszcze nie znaczy, że może to zrobić od tak sobie. Zapytaj ją
      czy faktycznie chce zostać sama z trójką dzieci i czy da sobie radę?
      Boże sama nie wiem co Ci poradzić bo to mnie po prostu obezwładnia... zmień
      taktykę, ona uderza bo ma w co.może przestań się z nią szarpać, zaryzykuj i nie
      walcz. Poczekaj co będzie. może ona jest za pewna siebie i Ciebie. dzieci żal,
      to prawda. Coś mi jednak mówi, że jakies racjonalne przyczyny jej zachowania
      muszą być. W innym przypadku musi być nienormalna. A wtedy żaden sad dzieci jej
      nie przyzna. możliwe, że to wszystko co tu napisałam jest bez sensu ale to mi
      tylko przyszło do głowy. Pamiętaj, że nawet jeśli przestaniecie być razem to Ty
      nie przestaniesz być ojcem. Dopóki nie pozbawi Cię praw rodzicielskich( a z
      tego, co piszesz nie ma grama podstaw) to bez twojej zgody nie może podjąć a
      propos dziecka żadnych decyzji. Nawet wyjechać na wakacje za granicę. Zacznij
      zbierac jakichś świadków i dowody w razie czego. Jesli to Ty opiekujesz się
      bardziej córką to nie ma sensu jej jako matki kryć. Pozdrawiam Cię mocno.
      • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 12:27
        Gość portalu: plutonka napisał(a):

        > po pierwsze tylko spokój moze nas uratować. A tak powaznie to odebranie prawa
        > do dziecka i pozbawienie Cie opieki nad córka lub nawet ograniczenie to nie
        > taka prosta sprawa. Ona cię tym szantażuje bo wie, że to twój słaby punkt.


        Niestety wie o tym gdzie celnie uderzyć. na niczym innym mi nie zależy.

        > jesli postara się walczyc to i tobie pozostaje walka. Piszesz, że Ty głównie
        > zajmujesz się dzieckiem, ona w rozjazdach, na spotkaniach i td. spróbuj
        > porozmawiać rzeczowo i nie daj się sprowokować.

        Walka?. Wczesniej starałem się walczyć, wtedy rozmowa i próby wyjasnień
        kończyły się dzikimi awantyrami, slownymi na szczęście. Zrozumiałem , że to
        ślepy zaułek. Zrezygnowałem z tego żeby było jak najmniej tych "pyskówek" -
        dzieci . teraz staram się chodzić opłotkami, ustępoweać i nie dawać się
        sprowokować, wychodząc z córka na długie spacery, jeżdżąc na wycieczki z
        obiema, etc.


        To, że ona chce Cię odseparować
        > od dziecka to jeszcze nie znaczy, że może to zrobić od tak sobie. Zapytaj ją
        > czy faktycznie chce zostać sama z trójką dzieci i czy da sobie radę?

        Pytam o to - odpowiedź. Dam sobie radę bez ciebie (rodzina za granicą)

        > Boże sama nie wiem co Ci poradzić bo to mnie po prostu obezwładnia... zmień
        > taktykę, ona uderza bo ma w co.może przestań się z nią szarpać, zaryzykuj i
        nie
        >
        > walcz. Poczekaj co będzie. może ona jest za pewna siebie i Ciebie. dzieci
        żal,
        > to prawda. Coś mi jednak mówi, że jakies racjonalne przyczyny jej zachowania
        > muszą być. W innym przypadku musi być nienormalna. A wtedy żaden sad dzieci
        jej
        >
        > nie przyzna.

        Psycholog, którego ona odrzuciła sam twierdzi, że wesprze mnie gdyby co, ale
        to, twierdzę, jest ostatecznośc na którą nie zgadzam się. Nie chcę wyszarpywać
        sobie dziecka. Rany, ile mnie to kosztuje. Zrezygnowałem już ze wszystkiego.
        Nie reaguję na przemeblowania zgodne z jej wizją. Wyrzucanie np. dywany - bo ja
        go kupiłem, itp, itd.

        możliwe, że to wszystko co tu napisałam jest bez sensu ale to mi
        > tylko przyszło do głowy. Pamiętaj, że nawet jeśli przestaniecie być razem to
        Ty
        >
        > nie przestaniesz być ojcem. Dopóki nie pozbawi Cię praw rodzicielskich( a z
        > tego, co piszesz nie ma grama podstaw) to bez twojej zgody nie może podjąć a
        > propos dziecka żadnych decyzji. Nawet wyjechać na wakacje za granicę. Zacznij
        > zbierac jakichś świadków i dowody w razie czego. Jesli to Ty opiekujesz się
        > bardziej córką to nie ma sensu jej jako matki kryć. Pozdrawiam Cię mocno.

        Nie przestanę, masz rację. Podstaw mniej niż zero. na następne wakacje nie dam
        zgody na wyjazd corki za granicę bo mam obawy , że nie wrócą. Nie mam siły na
        zbieranie swiadków, nagywania na dyktafon. Może robię źle ale brzydzi mnie to.

        Geminus.
        • naturella Re: moje (.....)życie 29.08.03, 12:38
          Mogę powiedzieć tylko tyle: chcesz mieć córkę? Walcz. Nie widzę szans na
          scalenie tego związku. Przemyśl wszystko i rozważ, czy Ty widzisz jakieś
          szanse, i czy dalej chciałbyś być z kobietą, która z taką premedytacją
          rozwaliła wasz związek, a na dodatek powoduje, że cierpią przez to dzieci. Jaka
          reakcja na szantaż? Identyczna. Postępuj tak, jak ona. Zrób coś, żeby zauważyła
          w Tobie mężczyznę, a nie tylko plastelinkę, którą się lepi na swój sposób.
          przecież ona Cię prowokuje, tymi dywanami, tym wychodzeniem. Tyle, że zrób to w
          męski, przemyślany sposób. Weź ją na rozmowę i powiedz (zimne oczy, twardy
          głos), że jeśli sie nie uspokoi i nie przerwie swoich demonstracji przy
          dzieciach, to będzie walka. Znajdź motyw, którego się boi i ją tym przygwoźdź.
          Na pewno jest taka rzecz.

          Wiem, że nie powinnam jako kobieta radzić mężczyźnie, jak postępować z kobietą,
          przepraszam, ale jeśli to wszystko opisane jest prawdą, to ja znam ten typ.
          • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 12:57
            naturella napisała:

            > Mogę powiedzieć tylko tyle: chcesz mieć córkę? Walcz. Nie widzę szans na
            > scalenie tego związku.

            Ja też nie widzę, ale trudno zyc w tym związku a poza nim jeszcze trudniej.
            Wierz mi nie mam siły (ani psychicznej ani finansowej) na zbudowanie czegoś od
            nowa. Zbyt dużo poświęciłem tej rodzinie i po prostu czułbym się parszywie
            odchodząc.

            Przemyśl wszystko i rozważ, czy Ty widzisz jakieś
            > szanse, i czy dalej chciałbyś być z kobietą, która z taką premedytacją
            > rozwaliła wasz związek, a na dodatek powoduje, że cierpią przez to dzieci.
            Jaka reakcja na szantaż? Identyczna. Postępuj tak, jak ona. Zrób coś, żeby
            zauważyła
            > w Tobie mężczyznę, a nie tylko plastelinkę, którą się lepi na swój sposób.
            > przecież ona Cię prowokuje, tymi dywanami, tym wychodzeniem. Tyle, że zrób to
            wmęski, przemyślany sposób. Weź ją na rozmowę i powiedz (zimne oczy, twardy
            > głos), że jeśli sie nie uspokoi i nie przerwie swoich demonstracji przy
            > dzieciach, to będzie walka. Znajdź motyw, którego się boi i ją tym
            przygwoźdź.
            > Na pewno jest taka rzecz.

            Były takie rozmowy ale ona w swoim postępowaniu brnie w nieznane. W czasie
            zimnego męskiego mówienia jej oczy szklą się ale nie rezygnuje ze swojego
            postępowania - robi głupio jak tylko może ale nie potrafi tego zrozumieć. Nie
            jestem typem mięśniaka. Ostatnio żczyłem jej nawet pewnej rzeczy: Odejdź,
            znajdź sobie faceta, daj mi spokojnie wychowac dzieci. A facet niech okaże się
            prawdziwym PANEM i pokaże ci co może FACET w domu. I może wtedy przejrzałaby na
            oczy. W tej chwili nie mam już nawet z czego rezygnować. Stoję pod ścianą.


            > Wiem, że nie powinnam jako kobieta radzić mężczyźnie, jak postępować z
            kobietą,przepraszam, ale jeśli to wszystko opisane jest prawdą, to ja znam ten
            typ.

            Typ stawiający na rozwój własnego JA bez względu na okoliczności. Ah, dodam, że
            przez ostatnie 2 lata przez prawie wszystkie weekendy doszkalała się i
            rozwijała zawodowo. Jej koleżanki zktórymi utrzymuje kontakt są (co mnie nie
            dziwi, w związkach porozwalanych, do których faceci poodchodzili lub takowych
            nie mają ). Mam wrażenie że pozostaje pod ich cholernym wpływem.
            Geminus.
        • asma1 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 12:51
          Zona nie chce rozmawiać, jej matka nie może nic zrobić - jakie to proste i
          wygodne i jak wiele chamstwa w tym wszystkim. Wiem, że sytuacje trudne
          uwidaczniają w człowieku cechy parszywe, cechy niegodne człowieka, nie wiem
          tylko dlaczego tak jest.
          Najgorsze, że poprzez nienormalne zachowania rodziców cierpią dzieci. Czytałam
          niedawno historię rozgrywającą się w Nowym Jorku. Para rozwodzi sie , mają
          synka.Wg. miejscowego prawa jest tak, że jeżeli jedno z małżonków wyprowadzi
          sie - opuści mieszkanie, prawo do niego nabywa drugi małżonek, który sie nie
          wyprowadził. I w tej historii umiejący zadbać o SWOJE interesy małżonkowie
          mieszkają w jednym mieszkaniu. Podzielili mieszkanie taśmą na części, w których
          mogą przebywać i tak żyja obrzucając sie wyzwiskami. Pewnego dnia do synka
          przychodzi kolega pobawić się. Na jego nieszczęście nie przynosi ze soba
          zabawek. Napisałam na nieszczęście, bo usłyszał: "Mówiłem ci skurwysunu, że
          masz przynieść zabawki".
          • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 13:04
            najgorsza zgoda jest lepsza niz najlepszy proces
            to prawda
            ale takie zachecanie do "walki " jest psu na bude
            wszyscy beda przegrani a zwlaszcza dzieci
            nie walcz
            wyjdz z tej logiki

            ma zajecia ? chce byc wolna ? wychodzic z kolezankami ? doksztalcac sie ?

            zaniechaj bitwy a ona zrozumie ze ma interes abys ty sie nimi opiekowal

            PS
            musze jednak dodac ze znam te meskie podejrzenia o pustoglowie w
            stylu "kolezanki podjudzaja"
            • matrek Re: moje (.....)życie 03.09.03, 05:18
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              >
              > PS
              > musze jednak dodac ze znam te meskie podejrzenia o pustoglowie w
              > stylu "kolezanki podjudzaja"

              Ooo, i co o nich sadzisz ? :)
          • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 13:09
            Asmo, ja nie sądziłem w najczarniejszych myślach, ze tak może być. Ale jest. A
            w nawiązaniu: do nas nie może przychodzić jedna z koleżanek córki i bawić się
            bo to są MOI znajomi. Nic bardziej głupiego. Tylko jak to wytlumaczyć dziecku.
            Ja jeżdżę do nich.
            Zdaję sobie sprawę, że częśc osób może mi nie wierzyć, ale wszystko jest tak
            jak piszę. Miałem kryzys i nawet byłem bliski pewnych rozwiązań.
            Po którejś nocnej rozmowie i proszeniu jej (wtedy jeszcze o seks, jakież to
            bylo głupie), wsiadłem z butelką do samochodu. A na odchodne usłyszałem , zebym
            sobie wybrał grube drzewo. Całe szczęśćie, opanowałem się i skończylo się tylko
            na szybiej jeździe. Skończyło się na psychologu. Ale jaki będzie koniec tego
            wszystkiego? Boję się, że zwali mnie jakiś zawał albo co.
            • Gość: Józia Re: moje (.....)życie IP: 195.50.100.* 29.08.03, 13:17
              A może wybierz się do adwokata. Podaj z nim baaardzo szczerze (tzn podając mu
              na talerzu również to co Twoja partnerka mogłaby Ci zarzucić (zrób porządny
              rachunek sumienia!!!)). I dowiedz się, jakie są szanse, żeby to Tobie sąd
              przyznał dziecko (jeżeli jesteś pod każdym względem przygotowany na samodzielne
              wychowywanie córki). Bo z tego co piszesz tego związku nie da się już uratować.

              Pozdrawiam
              J.
              • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 13:24
                Jstem gotowy na samotne wychowanie dzieci. I finanoswo i psychicznie. Jedna z
                moich propozycji dla niej to był wyjaz za granicę i pozostanie tam. W tym roku
                liczyłem na to, że ponad 2 miesięczny pobyt za granicą pozwoli jej się wyciszyć
                i jakoś to wróci do normy. Nic z tych rzeczy. Jest jeszcze gorzej - a ja nie
                wiem czemu. Nie mieliśmy przecież kontaktu. Ale, co staram się zrozumieć, ona
                tez chce mieć kontakt z dziećmi i jej wyjazd na stałe za granicę bez nich
                raczej nie wchodzi w grę. Geminus.
            • asma1 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 13:42
              geminus2 napisał:

              > Zdaję sobie sprawę, że częśc osób może mi nie wierzyć, ale wszystko jest tak
              > jak piszę.
              Wiesz ja tez kiedyś przeżyłam historię, w którą niewiele osób chciało wierzyć.
              Tak to juz jest u niektórych, że nie uwierzą zanim nie zobaczą.
              Wiem, że w takiej sytuacji w jakiej się znalazłeś musi Ci być bardzo ciężko.
              Ale uwierz, że w życiu zawsze tak jest, że w danej sytuacji albo poradzisz
              sobie sam, albo ktoś Ci w tym pomoże. I jeszcze jedno szanuj swoje życie, bo
              życie jest piękne (wiem to). Nie wiadomo jak zakończy sie ta historia, ale
              Twoje życie będzie jeszcze potrzebne, jak nie żonie to na pewno córce, a może
              im obu - czego gorąco życzę.Pa
              • geminus2 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 13:51
                asma1 napisała:

                > Wiesz ja tez kiedyś przeżyłam historię, w którą niewiele osób chciało
                wierzyć.
                > Tak to juz jest u niektórych, że nie uwierzą zanim nie zobaczą.
                > Wiem, że w takiej sytuacji w jakiej się znalazłeś musi Ci być bardzo ciężko.
                > Ale uwierz, że w życiu zawsze tak jest, że w danej sytuacji albo poradzisz
                > sobie sam, albo ktoś Ci w tym pomoże. I jeszcze jedno szanuj swoje życie, bo
                > życie jest piękne (wiem to). Nie wiadomo jak zakończy sie ta historia, ale
                > Twoje życie będzie jeszcze potrzebne, jak nie żonie to na pewno córce, a może
                > im obu - czego gorąco życzę.Pa

                Ja też nie mam pojęcia jak to się skończy. Wiem jednak, że mogę w tej chwli
                pomóc tylko sam sobie. Nie wierzę już w pomoc innych. Nawet nie spotykałem się
                teraz z psychologiem. Dlatego też "to" forumowe pisanie. Trochę to działa jak
                zawór bezpieczeństwa. Łatwiej znieść pewne rzeczy. Dzięki. Geminus.

                • asma1 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 14:05
                  geminus2 napisał:

                  > Ja też nie mam pojęcia jak to się skończy. Wiem jednak, że mogę w tej chwli
                  > pomóc tylko sam sobie. Nie wierzę już w pomoc innych. Nawet nie spotykałem
                  się
                  > teraz z psychologiem. Dlatego też "to" forumowe pisanie. Trochę to działa jak
                  > zawór bezpieczeństwa. Łatwiej znieść pewne rzeczy. Dzięki. Geminus.
                  >
                  To prawda, że jak sie z kimś podzielisz swoim problemem to jest Ci lżej.
                  Prawda też jest taka, że aby doszło do porozumienia, lub choćby wyjaśnienia
                  okoliczności, potrzebna jest wola obu stron. Jestem ciekawa, czy twoja żona,
                  gdy próbujesz z nią porozmawiać jest agresywna?
                  • geminus2 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 12:00
                    Witaj Asmo,
                    Postaram się wszystkim odpowiedzieć. Wydaje mi się, że na porozumienie, w
                    sensie scalenia związku jest za późno. Chciałbym dojśc tylko do wyjasnienia
                    pewnych rzeczy i powzięcia pewnych decyzji co do tzw. porzadku domowego. Kto
                    kiedy jest, kogo nie ma itp, itd.Niestety Asmo, nie chciałbym przesadzać z
                    określeniami, ale samo moje odezwanie się, pytanie o błachostkę budzi wybuch
                    agresji. Nie wiem nawet czym jest ona spowodowana bo próbowałem to analizować
                    (swoje odezwania itp.) ale - nie wiem. Wiem, że "dziki sprzeciw" budzi każda
                    rzecz jaką, nawet delikatnie, proponuję odnośnie dzieci, domu a różniącą się od
                    jej wizji. Przykład z wczoraj: godzina 0 30 (tak, pół do pierwszej w nocy !).
                    Ide do pokoju starszej córki i mówię, bez podnoszenia głosu, że może by tak
                    zakończyć już dzień i iść spać. I tu natychmiast wejscie smoka: nie, będzie
                    sprzątać, potem się myć itp, itd, do której jej się podoba, bo ja tak jej
                    pozwalam. Koniec. Lezałem i słuchałem do drugiej sprzatania i rozmów obu.
                    Podobnie jest ze wszystkim. Drzwi które otworzę - natychmiast sa zamykane, i
                    odwrotnie, zasłona którą zasunę (bez komentarza i słów) jest odsłaniana. W tej
                    całej paranoi czasem mnie to śmieszy (taki śmiech przez łzy) najgorzej, że
                    wobec starszej córki mamusia występuje jak adwokat. Jedyny spokój - wtedy dgdy
                    jej nie. Geminus.
                    • asma1 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 13:22
                      geminus2 napisał:

                      samo moje odezwanie się, pytanie o błachostkę budzi wybuch
                      > agresji. Nie wiem nawet czym jest ona spowodowana bo próbowałem to analizować
                      > (swoje odezwania itp.) ale - nie wiem.

                      Znam przypadek ujawnienia sie u pewnej osoby nieziemskiej agresji. Wiem jak to
                      jest, kiedy nic nie możesz ruszyc, bo nie wiadomo jak to zadziała
                      na "czcigodnego" wspólmałżonka.
                      Nie wiem czy uda Ci sie wyjaśnić przyczyne tak głębokiej przemiany u człowieka.
                      Mnie się nie udało, a pewnie i w Twoim przypadku będzie ciężko. Pozostaje tylko
                      jakoś przeboleć, że "trafiło" sie w życiu na tak nieodpowiedzialną i
                      egoistyczną osobę i zacząć żyć najlepiej jak się potrafi.

    • Gość: suzy Re: moje (.....)życie IP: proxy / 172.30.1.* 29.08.03, 14:28
      No cóż sprawdziłeś na żywym organizmie (własnym), to o czym ja jestem
      przekonana od zawsze - ludzie nie powinni wchodzic w związki z partnerami
      mającymi dzieci z poprzednich związków.
      Według mnie taki układ na dłuższa metę jest niemożliwy, a nieliczne wyjatki
      tylko potwierdzają regułę.
      Trudno jest zbudować dobry związek z osobą bez takiego bagażu doświadczeń,
      a gdy dochdzą jeszcze "cudze dzieci"....
      cóż ale chyba wiedziałeś, że tak będzie?
      na co liczyłeś?
      że jej dzieci nazwą cię tatusiem - i będziecie życ długo i szczęśliwie?
      • asma1 Re: moje (.....)życie 29.08.03, 14:38
        Gość portalu: suzy napisał(a):

        > No cóż sprawdziłeś na żywym organizmie (własnym), to o czym ja jestem
        > przekonana od zawsze - ludzie nie powinni wchodzic w związki z partnerami
        > mającymi dzieci z poprzednich związków.
        > Według mnie taki układ na dłuższa metę jest niemożliwy, a nieliczne wyjatki
        > tylko potwierdzają regułę.

        To jest jakas paranoja. Z tego co napisał autor tego wątku to nie dzieci są
        przyczyną tego co sie stało.
      • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 15:02
        co za bzdura !

        Gość portalu: suzy napisał(a):

        > No cóż sprawdziłeś na żywym organizmie (własnym), to o czym ja jestem
        > przekonana od zawsze - ludzie nie powinni wchodzic w związki z partnerami
        > mającymi dzieci z poprzednich związków.
        > Według mnie taki układ na dłuższa metę jest niemożliwy, a nieliczne wyjatki
        > tylko potwierdzają regułę.
        > Trudno jest zbudować dobry związek z osobą bez takiego bagażu doświadczeń,
        > a gdy dochdzą jeszcze "cudze dzieci"....
        > cóż ale chyba wiedziałeś, że tak będzie?
        > na co liczyłeś?
        > że jej dzieci nazwą cię tatusiem - i będziecie życ długo i szczęśliwie?
    • Gość: suzy Re: moje (.....)życie IP: proxy / 172.30.1.* 29.08.03, 15:22
      Od kilku już lat narastał brak porozumienia. Jej dzieci a przynajmniej
      jedno nie akceptowały mnie do końca, doszły z nimi kłopoty wychowawcze,
      zmiany szkół, psycholog etc. I tu upatruje początki obecnej sytuacji.

      Drogie przedmówczynie, prosze dokładnie czytać,
      zanim stwierdzicie, że ktoś mówi bzdury,

      na marginesie, śledzę to forum od jakiegos czasu - i generalnei ansuwa mi się
      jeden wniosek: nie warto dzielić sie tu swymi problemami a juz napewno nie
      kierować się usłyszanymi radami (w przeważajaceje części).
      pozdr.
    • Gość: suzy Re: moje (.....)życie IP: proxy / 172.30.1.* 29.08.03, 15:24
      a szczególnie trafne są wypowiedzi p. Malwiny - ciekawe czy to tak bogate
      dośwaidczenie życiowe pozwala udzielać jakże trafnych porad życiowych
      • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 15:29
        pozostaje ci obgryzac pazury z ciekawosci bo zaspokojona to ona nie bedzie
        NIGDY.
        • Gość: Malwina Re: moje (.....)życie IP: *.w81-51.abo.wanadoo.fr 29.08.03, 15:31
          a temat wam pozostawiam bo nie ma translatora zeby przetlumaczyc moj jezyk.
          (wasz jest natomiast znakomicie zrozumialy)
      • geminus2 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 12:09
        Witaj Suzy,

        Chyba masz wiele racji w tym co piszesz. Teraz wiem, że nie mozna być ojcem dla
        dzieci partnerki z poprzedniego związku. Nawet starając się, nie mozna unikąć
        błędów (mówię o obydwu stronach). W moim przypadku, wtedy, gdy jeszcze nie było
        na świecie wspólnej córki) partnerka postrzegała swoje dzieci jak z gruntu
        pokrzywdzone przez los i którym się nalezy specjalne traktowanie: roztaczanie
        parasola nad nimi. Zupelnie bez potrzeby. usuwanie im z drogi wszystkiego co
        stanowi jakąś przeszkode. A po przyjściu pilne patrzenie: swojej córce kupiłeś
        serek, a jeszcze dwa dla moich dzieci - gdzie? itp, itd. Oczywiście niemal
        zawsze były. Nie mogłem tolerować opdzywek jej syna: będę robił co mi się
        podoba, bo mamusia mi pozwoliła, a ty nie masz tu nic do gadania. Tragedia
        wychowawcza, moim zdaniem. I tak od drobiazgów do rzeczy istotnych. Geminus
        • asma1 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 13:11
          geminus2 napisał:


          Teraz wiem, że nie mozna być ojcem dla
          >
          > dzieci partnerki z poprzedniego związku. Nawet starając się, nie mozna unikąć
          > błędów (mówię o obydwu stronach).

          A ja uważam, że można. Wydaje mi sie, że jest to trudniejsze niż bycie
          ojcem/matką dla własnych dzieci, ale można. Co ważniejsz sa ludzie którym
          znakomicie udaje się wychować nie swoje dzieci, a są rodzice którym nie
          wychodzi wychowanie swoich własnych. A jeśli chodzi o błędy wychowawcze - to
          zdarzaja się każdemu, w końcu to my ludzie popełniamy błędy.
          • alfika Re: moje (.....)życie 01.09.03, 13:29
            Można stworzyć taką rodzinę, moim rodzicom to się w pełni udało, więc takie
            tłumaczenie, że to się nie uda, to zwalanie winy na jakąś siłę wyższą.
            Niemniej zawsze, jeśli jednemu dziecku coś było kupowane, to i pozostałe miały
            to samo.
            Nigdy nie zdarzało się tak, że dostawało prezent albo słodycze tylko jedno
            dziecko, choćby chodziło o serek.
            • geminus2 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 14:41
              Alfiko, ja nie usiłuję zwalić czegoś na jakąś wyższa siłę. Chcę tylko dociec
              istoty rzeczy, ponieważ nie zgadzam się na obwinianie o wszelkie zło jaski
              zaistnialo w rodzinie. Ja, w przeciwnieństwie do partnerki nie mam wszechwiedzy
              wychowawczej (ja wiem co mam robić i nie musisz mi niczego mówić, nie jesteś w
              tym domu nikomu potrzebny bo JA wiem jak wychowywać itp.). Analizowałem to i
              wiem, że jak mogłem, a ciołkiem nie jestem, starałem się zapewnić stronę
              materialną (vide:serki) i psychiczną dzieciom , bez różnicy. I nie udało się. A
              jak teraz sadzę, wystarczyłoby rozsadne podejście matki, która swoje jakieś
              urazy pozostawiłaby na boku (bez wielkiego uszczerbku dla swojego JA) i
              zachowałaby, nie wiem jak to nazwać - instynkt zachowania rodziny, czy jak.
              Geminus.
              • alfika Re: moje (.....)życie 01.09.03, 14:56
                Geminusie, dostałeś tu trochę dobrych rad.
                Najpierw prawnik, jeśli szczerze opowiesz sytuację, to będziesz bardziej
                zorientowany, co może się zdarzyć w sądzie, o ile do sprawy by doszło.
                Po prostu zorientuj się w sytuacji prawnej.

                Jak nadal nie chcesz, to skontaktuj sie z psychologiem, opowiedz, jaka w domu
                panuje sytuacja i zapytaj, jak to wpływa na dzieci i na Was.
                Wtedy już nie będziesz miał raczej wątpliwości, że porada u prawnika się przyda.

                A mając poradę i psychologa, i prawnika będziesz miał podstawy zaproponować
                swojej partnerce spotkanie z psychologiem i terapię.

                Jeśli choć jedno z Was popracuje z terapeutą, to łatwiej będzie jakoś
                rozsądniej sprawy poukładać, może warto, choćby dla dzieci, jeśli głupio się
                upierasz, że nie dla Ciebie?

                Szkoda mi Was wszystkich, tylko że dzieciaki nie mają szanstej sytuacji
                zmienić. Bierz to pod uwagę.

                Pozdr.
    • cossa Re: moje (.....)życie 29.08.03, 19:08
      nie wiem co gorsze dla corki
      czy "brak" ojca czy to, ze matka pomiata nim na codzien.
      ona to widzi i wyciaga juz swoje wnioski..

      trudno mi cos dodac. w mojej rodzinie ciotka mowila do
      dzieci o ich ojcu - ten pan. ojciec byl do robienia
      pieniedzy i uslugiwania na kazdym kroku kiedy byl
      potrzebny. dzis ich dzieci maja spore klopoty z zyciem
      emocjonalnym w zwiazkach.
      ciotka zorientowala sie, ze obok niej zyje zywy czlowiek,
      gdy dopadla ja choroba, gdy dzieci zaczely myslec o
      sobie. mysle jednak, ze relacje w tej rodzinie sa light w
      porownaniu z realcjami w Waszej rodzinie. pomysl co
      przyniesie wieksza korzysc dzieciom pozniej - nie teraz.

      pozdrawiam
      cossa
      • geminus2 Re: moje (.....)życie 01.09.03, 12:12
        Sadzę, że moją partnerkę potrafiłby otrzeźwić tylko jakiś niesamowity wstrząs,
        który spowodował jakieś przewartościowanie. Trudno wyczekieać na coś takiego,
        ale mam wrazenie, że nic nie zdoła temu sprostać.
    • mickey.mouse Rozpusciles ja 29.08.03, 19:18
      Wiesz co, rozlozyl mnie na lopatki ten fragment Twojego postu, w ktorym
      napisales, ze chcesz isc z dzieckiem na spacer, a ta na zlosac Tobie zarzadzila
      kapiel ...

      Czlowieku, a Ty oczywiscie potulnie stulies uszy i dales za wygrana tak ?
      Przepraszam za wyrazenie - gdzie masz jaja ? Dlaczego nie postawiles na swoim ?
      Masz prawo do wyjscia z dzieckiem na spacer, to wlasnie mycie moze poczekac.
      Zacznij w koncu zachowywac sie jak facet, i nie drzyj przed nia jak lisc. To
      tylko kobieta, taki sam czlowiek jak Ty - nie ma wiekszych praw od ciebie.
      Zacznij byc samodzielnym, normalnym facetem posiadajacym wlasne zdanie. Smiem
      przypuszczac, ze duzo z tego zlego co narobilo sie w waszym zwiazku, wzielo sie
      wlasnie z Twojego braku wlasnego zdania.
      A jej grozby pozbawienia Cie praw rodzicielskich wsadz w jej wlasna kieszen. To
      nie takie proste, jakby sie jej wydawalo, i mowie ci to z punktu widzenia
      czlowieka z branzy.
      • geminus2 Re: Rozpusciles ja 01.09.03, 12:26
        mickey.mouse napisał:

        > Wiesz co, rozlozyl mnie na lopatki ten fragment Twojego postu, w ktorym
        > napisales, ze chcesz isc z dzieckiem na spacer, a ta na zlosac Tobie
        zarzadzila
        >
        > kapiel ...
        >
        > Czlowieku, a Ty oczywiscie potulnie stulies uszy i dales za wygrana tak ?
        > Przepraszam za wyrazenie - gdzie masz jaja ? Dlaczego nie postawiles na
        swoim ?

        Stary, ja już dokładnie przerobiłem różnego rodzaju sprzeciwy, powodujęce
        kolosalną awanturę. Po pewnym czasie ma się czegos takiego serdecznie dosyć.
        Jaja mam. Ale gdybym przyjął jej postawę chyba byśmy sie pozabijali. Z mojej
        strony wydaje się, że jest to wieksza strata niż pożytek dla calości (głównie
        dzieci), chaciaż ja nigdy nie lubie takiej zimnej kalkulacji.

        > Masz prawo do wyjscia z dzieckiem na spacer, to wlasnie mycie moze poczekac.
        > Zacznij w koncu zachowywac sie jak facet, i nie drzyj przed nia jak lisc. To
        > tylko kobieta, taki sam czlowiek jak Ty - nie ma wiekszych praw od ciebie.
        > Zacznij byc samodzielnym, normalnym facetem posiadajacym wlasne zdanie. Smiem
        > przypuszczac, ze duzo z tego zlego co narobilo sie w waszym zwiazku, wzielo
        sie
        >
        > wlasnie z Twojego braku wlasnego zdania.


        Swoje zdanie zawsze miałem i do pewnego czasu było ok a związek należał do tzw.
        partnerskich. Podział obowiązków etc. Wydaje się, że wiele złego zrobiły jej
        wyjazdy za granicę (chociaz niezbyt długie) do rodziny, nie do pracy i to co w
        nią tam wcielano: pzrebojem w życie, liczy się tylko moje ja i to co chcę, ja
        mam patent na całą prawdę i wychowanie dzieci. Co z tego, że córka (mlodsza)
        przyjechała i jest supergrzeczna, puyta o wszystko: czy \moge tam pójść, czy
        mogę siusiu, czy mogę to i tamto. Co z tego , jak ja nie rozpoznaję dziecka
        wesolego usmiechniętego i musi upłynąć jakiś czas zanim pojawi się normalna
        radość i dziecięce "rozrabianie". Nie chcę małej wytresowanej małpki.

        Czy rozpuściłem - jak napisałem wcześniej częśc znajomych tak twierdzi. Ale
        teraz przekonałem się, że jeżeli osoba rozpuszczana ma prawodlowy system
        wartości to jest to przyjemne dla oby stron, kiedy indziej wyłazi z kobiet/
        mężczyzn - małostkowość. Geminus.
        • Gość: MM Re: Rozpusciles ja IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.09.03, 23:43
          Przyznam się szczerze, że nie przeczytałam wszystkich postów, ale sporą część
          tak. Na jedną rzecz zwróciłam uwagę. Piszesz, że z dzieckiem Twojej partnerki
          były jakieś problemy (czy dobrze pamiętam?). Dalej piszesz, że wszystkie dzieci
          traktujesz jednakowo. I jeszcze dalej - w kilku kolejnych wypowiedziach - w
          których wspominasz, jak Ci żal dzieci piszesz TYLKO o swojej córce. Co z nią
          robiłeś, co chciałeś zrobić. Podsumowując - Tobie WYDAJE SIĘ, że jednakowo
          traktujedsz wszystkie dzieci. I przypuszczam, że w tym tkwi przyczyna Waszych
          niepowodzeń. Twoja partnerka ma pretensje, że kłopoty z jej dzieckiem mogły być
          wynikiem Twoich zachowań. Nie przekonuj mnie, że wszystkie dzieci traktujesz
          jednakowo. Twoje wypowiedzi świadczą o czymś innym. I dlatego uważam, ze
          powinieneś zacząć pracować przede wszystkim nad dobrymi relacjami z dziećmi
          swojej partnerki. Życzę powodzenia:))
        • mickey.mouse Re: Rozpusciles ja 03.09.03, 05:57
          Mimo wszystko, nie moge oprzec sie wrazeniu, ze pozwoliles jej wejsc sobie na
          glowe. Przeczytalem przed chwila te Twoje postu, w ktorym pisales o porze
          zakonczenia dnia i zakazie wspolnego spozywania posilkow - po prostu nie moglem
          uwierzyc w to, ze normalny, zdrowy facet pozwala sie tak traktowac - masz
          racje, jak zwierze.

          W imie swietego spokoju pozwalasz jej na wszystko, na robienie z siebie w jej
          oczach ... nie napisze czego, abys nie poczul sie dotkniety, ale chyba wiesz co
          mam na mysli. Zrozum, istnieja pewne granice ustepstw w imie swietego spokoju.
          Naprawde. Pomysl o tym, jak przykro musi byc Twojej wlasnej corce, ktora widzi
          jak ktos pomiata jej ojcem (nie wazne w tym przypadku, ze to akurat jej matka),
          pomysl o tym, jakie ona bedzie kiedys miala fatalne relacje z mezczyznami. Ty
          jako ojciec, masz byc dla niej wzorcem meskosci, do ktorego ona podswiadomie
          bedzie porownywala w przyszlosci kazdego swojego mezczyzne - co bedzie miala
          wpojone ? Ze mezczyzna to nie silny punkt, ostoja rodziny - w ktorej cala
          rodzina mozna miec oparcie, nie partner, lecz osoba na samym dole drabiny
          hirarchii, ktos - przepraszam - ponizej domowego kundelka w tej hierarchii. To
          jest naprawde wazna sprawa. Jesli nie chcesz zrobic tego dla siebie samego, to
          przynajmniej dla niej, zrezygnuj ze swietego spokoju (wiem, ze mezczyzni sa
          czasami sklonni wiele poswiecic dla tego spokoju) i zacznij grac swoimi kartami.

          Wiesz, jakis czas temu na wlasnej skorze przekonalem sie, jak latwo mozna ulec
          pokusie zajecia stanowiska w sprawie, jedynie na podstawie jednostronnego
          przedstawienia na forum sytuacji, przez jedna tylko ze stron konfliktu. Dlatego
          tez teraz, staram sie nie oceniac Twojej kobiety, bo ona gdyby chciala, pewno
          rowniez mialaby cos do powiedzenia w sprawie. Jednak moge sie odniesc do faktow
          ktore przedstawiasz, takich faktow, ktore az mnie samego - jako mezczyzne -
          zabolaly (trawestujac pewne powiedzenie i wbrew biologii - solidarnosc
          plemnikow ?). To jakas paranoja. Masz do uratowania nie tylko swoje zycie, ale
          takze zycie Twojej corki. Nie mozesz, w imie swietego spokoju, chowac glowy w
          piasek i jedynie narzekac zalac sie calemu swiatu. Owszem, masz prawo
          wykrzyczec swoj bol, ale nie mozesz poprzestac jedynie na tym. Musisz w koncu
          wziac te sprawy w swoje rece, zaczynajac od tego, aby nie pozwolic jej tak sie
          traktowac. One zaszly juz chyba za daleko. Ona Cie komletnie nie szanuje, ale
          tez - jak ma Cie szanowac, skoro Ty sam siebie nie szanujesz ? Wobec tego,
          pozwala sobie na kolejne rzeczy i kolo sie zamyka.
    • Gość: greengrey Re: moje (.....)życie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.03, 15:42

      Witaj,

      Rozumiem, że idąc "na udry" nie chcesz mieć w domu piekła do kwadratu (dzieci!)-
      w ten sposób masz "tylko pojedyńcze" piekło.. ale zobacz, czy Twoja działanie
      przynosi jakikolwiek skutek? jakie masz wyniki? Piszesz, że sytuacja się STALE
      pogarsza. I to po czasie wakacyjnym kiedy miałeś szansę ,że się trochę wyciszy..
      Prawda jest taka, że Ty stoisz pod Scianą, chcesz spokoju za WIELKA cenę- ale I
      TAK go nie masz czyli Twoje działanie nie daje żadnego efektu...

      Zastanawia mnie niespotykana, nieopanowana NIENAWISC którą Twoja Kobieta do
      Ciebie czuje..z tego co piszesz- dla niej nie ma żadnej granicy, której by nie
      przekroczyła. Skąd aż TAKA nienawiść? To chyba punkt wyjścia..

      Jeśli natomiast tak Cię nienawidzi, pogardza Tobą, pomiata, upokarza, dlaczego
      ona sama Cię nie zostawia? Ślepa, niszcząca nienawiść- ale zostaje z Tobą
      pod jednym dachem. Przecież ,że sama (także finansowo) da sobie radę..

      Rozumiem,że nie chcesz walki, naprawdę. Ale w tej sytuacji - ULEGŁOŚCIĄ- NIC
      nie zyskasz.. to Ją tylko nakręca. Nie mówię że masz podtrzymywać kłótnie. Ale
      czas zacząć stawiać warunki. I je egzekwować. Nie bój się.
      pozdrawiam,
      gg
      • Gość: emi Re: moje (.....)życie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.09.03, 16:26
        strasznie trudna sytuacja, wykanczajaca byc musi. Wazne, ze zamiast podjac
        walke ktora ona "proponuje" starasz sie myslec o dzieciach.
        Popatrzylam na to z perspektywy "rozstanej", z dzieckiem, wchodzacej w zwiazek.
        Jest mi bardzo trudno miec dystans do sposobu, w jaki facet komunikuje sie z
        moim dzieckiem. mam wrazenie, ze ja wiem najlepiej, bo moje metody sie
        sprawdzaja, z dzieckiem mozna sie dogadac. trudno mi komunikowac cokolwiek na
        ten temat madrze i z dystansem, staram sie, lecz predzej czy pozniej mam dosc.
        Wiem, ze on ma ogromnie dobra wole, ale, jak 99% z nas, nie ywniosl z domu
        madrych sposobow rozmawiania z dzieckiem. to ,co mowi, utwierdza dziecko w
        negatywnych rolach, z ktorych i tak wystarczajaco trudno sie wyrwac, zarowno
        doroslym, jak i dzieciom. latwo doswiadczyc tkaiej gombrowiczowskiej"pupy"
        niezaleznie od wieku i zwykle komunikujac sie nawzajem sobie te pupy i gęby
        nakladamy. czesto, najczesciej, w bardzo dobrej wierze. na dziecko, ktore juz i
        tak swoje przeszlo, odgrywa na moich oczach skrupulatnie przypisane mu role.


        To powoduje, ze czesto mam juz dosc tej relacji. nie chce mi sie o nia walczyc,
        bo wymaga tyle wysilku ode mnie i od dziecka. Boje sie, ze zle sie odbije na
        ziecku. POMIMO niezaprzeczalnej jak najlepszej woli faceta.

        Ale troche nie o tym chcialam mowic.jesli twoja partnerka zostala przez Ciebei
        wyrwana ze zwiazku z alkoholikiem, to istnieje duza szansa, ze w natloku trosk
        o dzieci, dom, prace, problemy wychowawcze, nowe dziecko, etc, przy
        jednoczesnej radosci, ze los tka bardzo sie odmienil, ciezko bylo uprac sie
        tak naprawde z przeszloscia. Chyba kazdy z nas, a przynajmniej jakos rozmowy z
        innymi znajomymi mi to potwierdzaja, lapie sie czasme na tym, ze to co mowi
        komus, w istocie mowi komus innemu ,z przeszlosci, ze reaguje w istocie nie
        uwolnionymi emocjami sprzed lat czy miesiecy, ze trafiaja one do niewlasciwego
        adresata. jak tak czytam historie Twojej zony to mysle, ze ona dopiero niedawno-
        te wyjazdy, doszkolenia- miala czasp orazp ierwszy pomyslec o tym, kim jest,
        czego szuka, zaczela stawac na nogi jako niezalezna psychicznie jednostka i
        nagle, gdy poczula sie silniejsza, by w ogole zaczac zadawac sobie pytania na
        temat samej siebie, gdy odnalazla jakis kierunek, stowrzyla sie przestrzen do
        wyzwolenia emocji tak trudnych, ze spychanych gleboko i skrywanych cale lata...
        caly ten czas z roznych przyczyn nie umiala zaufac mezczyznie, ktory ja
        pokochal i zmienil jej los, zapewne dlatego, ze zbyt wiele w zyciu doswiadczyla
        czego innego, by sie na to zaufanie zdobyc- szczegolnie, jesli nie miala czasu
        na samotnosci uporanie sie z poprzednim zwiazkiem, przemyslenie go i
        przetrawienie, zanim weszla w nastepny.
        I nagle poczula sie dosc silna, samodzielna, niezalezna, takze finansowo, bo
        zarabia i potencjalnie sobie poradzi ( moim zdaniem duzo tego jest nienazwane
        dla niej, nieswiadome, tylko "sie dzieje", tylko jest odczuwane) by pozwolic
        sobie na uwolnienie tego syfu, ktory gdizes tam tkwil w niej przez lata. bylo
        tego tak duzo, itak wiele sie uzbieralo, i tak dlugo to bylo spychane, ze teraz
        erupcja wulkanu przy tym to fraszka.
        widac z twych postow, ze nie dziala racjonaleni, ap owodowana pzerastajacymi ja
        emocjami, wypelniajaca ja nienawiscia, ciagla agresja... moim zdnaiem ona
        zupelnie osbie z tmy nie radzi i jestes tego adresatem, bo ja przeroslo to
        qwszystko, an ie dlatego, ze az tyle ma wlasnie przeciw tobie. nigdy nie umiala
        Ci ufac, powtarzam, te sytuacje z pytaniami o serki pokazuja jej psychike-
        nigdy tak naprawde nie ywluzowala, nie odsapnela psychicznie, bo nie umiala,
        nie mowie, ze to Twoja wina jakkoliwek, prawdopodobnie z wielka miloscia, po
        ludzku, czyli bladzac i poszukujac, probowales stworzyc z nimi kochajaca sie
        rodzine, pomimo przeszkod. Nie musioales wiedziec, nikt nas tego nie uczy, ze
        czowiek po takich przejsciach jest zatruty i ten jad w ktoryms momencie, te
        chore emocje, wyleza i zaleja i zatruja wszystko. nie dlateog, zeo na tak chce.
        tylko nie umie inaczej. pzeciez dizala amoku te zakazy spotkan, bo to Twoi
        znajomi, zrywanie kontaktow z czescia przyjaciol, te szalone grozby.

        to nie jest kobieta, ktora po prostu ma dosc faceta i che sie rozejsc,
        szczegolnie, ze ona przeciez nie proponuje tego, tylko jakby co, mowi ze nie da
        ci dziecka i sobie poradzi. ale siedzi w tym ukladzie i gra role ofiary, ktora
        zycie nauczylo ja grac od zawsze. postrzega ciebie jako zlo, z ktorym trzeba
        walczyc, przed ktorym trzeba sie bronic, oprawce, ktory chce ja zniszyc i
        trzeba mu to uniemozliwic, lacznie z wyrzucaniem dywanow, bo on kupil.

        moim zdaniem, skoro ona nie godzi sie na terapie, to male sa szanse. poki
        czlowiek nie zdecyduje sie uwolnic od swej przeszlosci, nikt nie moze go zbawic
        na sile. i racjonalna komunikacja nie ma szans.

        Ty musisz sie zabezpieczyc prawnie i psychologicznie dla dobra dzieci. Ona maja
        tlyko jednego rodzia, ktory jest w stanie racjonaleni ocenic sytuacje.

        musisz miec wsparcie, wiedziec, jakie sa twoje prawa, wszystko zabezpieczyc. Ta
        kobieta nie radzi sobie z wlasnym zyciem, a co dopieroz wychowywaniem dzieci.
        moga liczyc na Ciebie, wiec walcz o normalnosc dla nich, taka jaka jest w tej
        sytuacji mozliwa.

        Strasznie to trudne. Czasem taki okres jest przejsciowy. ale nie ma gwarancji.
        moze sie na tym etapie zatrzymac, albo ruszyc dalej za cale lata.
        nie mozesz czekac. jesli nie widzisz mozliwosci pomoc kobiecie, ktora kiedys
        kochales, a ktora nie radzi sobie z zyciem i niszczy was wszystkich, pomoz
        dzieciom i sobie.

        masz tak trudna sytuacje. serdecznie wposlczuje. przeciez to musi strasznie
        bolec. przeciez ot byla wielka milosc, dla ktorej zmieniles cale zycie.
        zdecydowales sie na trudna droge,na wychowywanie nie swoich dzieci. I potem
        czlowiek mysli- czy bylo warto?
        moe uratowales te dzieci, a moze wciaz, choc teraz tego nie widac, uratowales
        ta kobiete? moze amok w koncu minie. moze zmeczy sie rola ofiary.

        moze potrzeba jej wstrzasu -od mezczyzny, ktory zawalczy w imie najwyzszych
        wartosci i przeciwstawi jej sie z cala moca.
        to rowniez dla niej bedzie dobre doswiadczenie moim zdaniem.

        trzymam kciuki. ale jakos nie watpie, ze sobie poradzisz. sadzac z twej drogi
        zyciowej, przeciwnosci Cie tak szybko nie zalamuja. wazne, bys sobie tez dal
        przestrzen uporania sie z tym, co przezywasz. msz pelne prawo do chwil zalaman,
        w tak koszmarnej sytuacji. wazne, ze chcesz isc do przodu i cos z tym robic.
        ten madrzejszy czasto dostaje po lbie. powinien miec gdzie zdjac zbroje
        rycerska, chocby na chwile. by odsapnac :)

        Czego Ci szczerze zycze.







    • jmx Re: moje (.....)życie 01.09.03, 16:26
      Przeczytałam cały wątek, dość uważnie, mogło mi coś umknąć, ale pierwsze co mi
      się nasunęło - to to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie zarzucam Ci
      złej woli, czy świadmego oszukiwania (zatajania prawdy) ale naprawdę trudno mi
      uwierzyć, że ktoś może się zacząć dziwnie zachowywać ze swojego widzimisię,
      bez żadnych przyczyn, znaków ostrzegawczych, sugerownia czego brakuje itp.

      To jest historia Twojego życia widzinana Twoimi oczami, tak czujesz, ale... co
      o tym wszystkim sądzi Twoja partnerka? Jak ona na to patrzy? Pisałeś, że masz
      wrazenie jakby "buntowała" ją rodzina z zagranicy i koleżanki. Ale - gdyby
      była szczęśliwa, gdyby w waszym związku wszystko było w porządku - nikt nie
      byłby w stanie mu zagrozić. Wydaje mi się, że mylisz skutki z przyczynami -
      jej zachowanie jest tylko pochodną wcześniejszych wydarzeń z wspólnego życia
      (takie mam wrażenie).

      Pisał ktoś, że zbyt łatwo ustępujesz, dajesz za wygraną, "odpuszczasz"
      potocznie mówiąc. Moze jest w tym część prawdy. Być może ona chce zwrócić na
      siebie Twoją uwagę - te wyrzucanie dywanów, demonstracyjne zmiany Twoich
      postaanowień... może patrzy co Ty zrobisz? jak się zachowasz? Być może ona
      Twoje zachowanie odczytuje jako obojętność a nie - niechęć do kłótni i chęć
      zgody.

      Wydaje mi się, że ta sytuacja już za daleko zaszła, żebyście sami mogli ją
      rozwiązać. Bez pomocy kogoś trzeciego, terapeuty, chyba nic nie da się zrobić.
      Odnoszę wrażenie, że potrzebujecie kogoś w rodzaju "tłumacza" własnych
      zachowań i reakcji, bo sami nie umiecie odczytywać znaczenia (i intencji)
      własnych czynów.

      Współczuję wam wszystkim, szczególnie dzieciom bo muszą patrzeć na walczących
      rodziców z zupełnie niezrozumiałych dla siebie powodów.
      Życzę powodzenia i słusznych decyzji :-).
    • Gość: stary Re: moje (.....)życie IP: *.net.autocom.pl 02.09.03, 17:25
      Miałem podobnie (mam 70 l). Odszedłem. Bezwzględnie kontaktowałem się z
      dzieckiem. Nie powiedziałem złego słowa o matce do dziecka (choć ona bardo żle
      o mnie i utrudniała kontakty). Po latach jestem z b. żoną w poprawnych
      stosunkach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka