geminus2
29.08.03, 08:39
Witajcie,
Nigdy nie byłem zwolennikiem takiegi psychicznego ekshibicjonizmu ale cóż,
teraz jestem już tak zakręcony, że nie bardzo wiem co mam robić......... i od
czego zacząć. Zacznę od tego, że jestem w drugim ziązku. Już 11 lat. Z osobą,
której poświęciłem swój wczesniejszy związek (z tamtego nie mam dzieci).
Moja , brzydko mówiąc "konkubina", bo taki jest układ, ze swojego
poprzedniego związku ma dwoje a oboje mamy wspaniałą 6 letnią córę. Co z
tego. Od kilku już lat narastał brak porozumienia. Jej dzieci a przynajmniej
jedno nie akceptowały mnie do końca, doszły z nimi kłopoty wychowawcze,
zmiany szkół, psycholog etc. I tu upatruje początki obecnej sytuacji. Nasz
związek obecnie praktycznie nie istnieje, chociaż ja dążę do tego, zeby
rodzina była całością. Kobieta której poświęciłem swoje życie okazała się nie
warta tego. Narastającą do mnie nienawiść (za co - nie wiem - dbam o dom, nie
palę nie chlam, nie zdradzam, z seksu była wczesniej zadowolona teraz -
kompletna separacja) wpaja w dwójkę swoich dzieci i w całą swoją rodzinę. To
co budowałem z mozołem rozsypuje się i powodem, jak to często bywa, nie jest
inny facet - tego jestem pewien. Mam wrażenie, że jest to czysta nienawiść,
za wg niej zepsucie jej zycia i jej dzieci. I tu powiem, że to ja ją własnie
wyciągnąłem z małżeństwa z pijakiem, a dzieci wychowywałem jak swoje, ale wg
niej robię to źle i za całość jestem obwiniany. Doszlo do tego, że jestem
szantazowany przez nią, że jezeli nie będę robił tak jak ona sobie życzy to
pozbawi mnie praw do najmlodszej córy (bardzo ją kocham, poswięcam jej w tej
chwili swój czas bez reszty) a ja nie wyobrażam sobie braku kontaktu z
dzieckiem. Wierzcie mi dawno nie widzialem kobiety która tak na siłę chce
rozwalić swój związek. Nie chce ze mną mieć do czynienia, nie chce żadnych
ustaleń, nie chce rozmowy u psychologa. Ja powiedziałem jej, że na niczym mi
w tej chwili tak nie zależy jak na wychowaniu dzieci w spokoju, ale nawet
najdrobniejsza rzecz urasta do problemu. Przykład: chce iść na spacer z
dzieckiem a tu wczesniejsze mycie i zakaz wychodzenia, tylko dlatego żebym
tego nie zrobił. Nie jeździ ze mną samochodem, nie chodzi na spacery, wisi
wiecznie na telefonie do swojej rodziny za granicą i często wychodzi z domu w
najmniej oczekiwanych chwilach (podkreslam: nie chodzi o faceta, a tylko do
koleżanek). Rodzinka zza granicy (była tam całe wakacje) daje jej dobre rady -
a ona bierze to wsztstko za dobra monetę i czasem robi tak jakby nie miała
własnego mózgu tylko kierowała się tymi wskzówkami. Dawno odszedłbym, ale
zbytnio zależy mi na wychowaniu dzieci (teraz szkoła - ja kupuję książki etc.
a ona wyjechała sobie na towarzyskie spotkanie z koleżankami z jakiegoś
kursu). naszych znajomych podzieliła na moich, z którymi kłóci się i swoich.
Ktoś, kto próbuje z nią porozmawiać o tej sytuacji natychmiast jest na
indeksie. Toleruje tylko tych którzy mówią jej komplementy. Groźby szantażu "
zabiorę ci dziecko" dobiła mnie całkiem. Bylo to powiedziane przy dziecku. I
tak wychowałem żmiję. Wg niektórych moich znajomych rozpuściłem ją:
wychodziła kiedy chce i na ile chce, praktycznie nie ma żadnych ograniczeń.
Oczywiście główny ciężar finansowy ponoszę ja, placąc za wszystko, pomimo, że
jest czynna zawodowo. Wszystko nakręca się jak sprężyna oc zegarka i nawet
znajomy (nasz wspólny) psycholog jest bezradny bo gdy jego opcją było
scalenie naszego związku - to natychmiast przestał być jej znajomym. Co do
cholery zrobić? Z niejednego pieca chleb jadłem ale kobiecie systematycznie
rozwalajacej związek, bez względu na dzieci,bez względu na partnera, tylko
dlatego żeby postawić na swoim - nie słyszałem. Geminus. Przepraszam za
chaotycznie rzucane informacje ale opisanie wszystkiego z detalami zajęłoby
kilkakrotnie więcej miejsca.