Dodaj do ulubionych

gwozdziem po szybie

16.03.08, 18:08
pl.youtube.com/watch?v=Glqrt4KoIbA&NR=1
czuliscie sie tak kiedys? tak absurdalnie? kiedy wasze nieszczescie jest tak obce swiatu, kiedy jestescie niemal wrogiem swiata przez swoje kalectwo takiej czy innej kategorii?
czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie zharmonizowac sie z radosnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do tego zdolni?
a moze macie zupelnie inne refleksje na temat tego zestawu youtuba?
Obserwuj wątek
    • prairiewind Re: gwozdziem po szybie 16.03.08, 20:53
      swiat nie jest wcale radosny. wszyscy udajemy
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 16.03.08, 22:28
        troche jest, zalezy z ktorej strony spojrzec i w jakich osobistych
        okolicznosciach :)
    • solaris_38 wątek 16.03.08, 23:56
      Lemurka zamieść to an wątku o pięknie

      to jest piękne

      :)
      • szarylemur serio? 17.03.08, 00:37
        ty to masz, solaris, doprawdy wyjatkowe poczucie estetyki ;)
        tak kusilo mnie aby to w Watku ;) zamiescic, ale myslalam ze to raczej diabel
        mnie kusi...
        • solaris_38 narodzenie też boli 17.03.08, 23:30
          to dobra alegoria życia

          idziesz
          tracisz różne swoje części i siły
          mało widzisz jeszcze mniej rozumiesz
          ale idziesz
          aby sie po drodze w pył obrócić

          nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
          także zamiana w pył wydaje mi się piękna

          choć boję sie jej
          bo może bolec

          wszak Narodzenie tez bolało:)

          ale na wątku jest też trochę o rzeczach strasznych
          niech i one nie bedą wygnane

          • szarylemur Re: narodzenie też boli 18.03.08, 04:20
            hmm, ciekawe spojrzenie!

            "nie martwiło mnie powstawanie z pyłu
            także zamiana w pył wydaje mi się piękna"

            mnie tez nie martwilo, ale to chyba dlatego ze nie mialam swiadomosci
            a przynajmniej nie pamietam aby dane mi bylo rozwazac jak by to bylo nie byc lub
            nie byc pylem...
            natomiast rozpadajac sie ku smierci taka swiadomosc lub jakies wyobrazenia o
            bolu i o braku bolu mam
            i tutaj wydaje mi sie lezy glowna roznica miedzy tymi dwoma stanami

            nie wiem solaris czy zamiana w pyl jest piekna
            zalezy pewnie od perspektywy

            ale faktycznie, dzieki tobie zyskalam zupelnie nowa perspektywe
            nie widzialam w tym zestawie nic z tego o czym napisalas
            ale kiedy juz to co napisalas przeczytalam
            nie moge tego nie widziec
            :)
            ze tak zamotam...
            • solaris_38 Re: narodzenie też boli 18.03.08, 23:12
              jak wielu ludzi kocha stare meble
              rozpadające sie ruiny
              zaschnięte kwiaty
              stare cmentarze

              to co sie rozpada wciąż opowiada historie o sobie

              zacytuję siostrzenicę
              " nie boję sie końca.
              Doświadczam go w każdy początku"
              • szarylemur Re: narodzenie też boli 19.03.08, 03:35
                a jak niewielu ludzi kocha ludzi ktorzy sa
                jak stare meble
                rozpadajace sie ruiny
                zeschniete kwiaty
                stare smetarze...?
                mimo ze wciaz chca opowiadac historie o sobie
                nieliczni godza sie ich sluchac

                wiesz, moja matka tez niby nie bala sie konca
                ale kiedy smierc jej w oczy zaczela zagladac juz czesto
                rozpaczliwie czepiala sie zycia

                moze slaba byla...
                w kazdym razie cichaczem podlozyla mi skrypt z tekstem:
                nie mow hop poki nie przeskoczysz

                ja jestem wiosennym dzieckiem
                choc lubie ruiny i smetarze tez czasem
                to smierci jednak nie lubie
                moge pokornie schylic glowe przed silniejsza
                ale nie lubie
                obumierania rozpadu itp jesiennych klimatow
                • solaris_38 Re: narodzenie też boli 19.03.08, 21:19
                  mój były mąż nauczył mnie cieszyć się
                  późnym latem
                  razem z tym
                  przyszła do mnie otwartość na piękno milknącego dnia
                  • szarylemur Re: narodzenie też boli 20.03.08, 03:08
                    solaris, prosze, wstaw w ten klip siebie zamiast tego czlowieka, ale w stanie w
                    jakim on sie znajduje i w jego wieku
                    czy jestes otwarta na piekno tej sytuacji?
                    • solaris_38 Re: narodzenie też boli 20.03.08, 11:38
                      skąd wiesz ze tak już nie jest
                      • szarylemur Re: narodzenie też boli 20.03.08, 16:26
                        z nikad nie wiem, solaris.
                        po prostu: nie wiem, i prosilam cie abys przeprowadzila taki eksperyment.
                        • solaris_38 Re: narodzenie też boli 26.03.08, 20:38
                          przeprowadziłam go
                          jako osoba potrzebuję zastanawiać się nad moim osądem
                          gdybym była w innym ciele czasie środowisku

                          jestem świnią którą wiodą na rzeź i oprawcą który czuje że musi zabijać
                          nie mam oczu i nóg
                          lub mam najpiekniejsze
                          jestem Mateuszem z Zywotu Mateusza Vesasa
                          i pomarańczową cipą z Aktów w miłości Kazana
                          jestem Katią z czechowa i dzwonnikiem z Notre dam
                          szalonym królem z dramatów Strindberga i Poloniuszem z Hamleta

                          jestem w wyobraźni

                          pragnę choć wyobrazić sobie pole odczuwanie innych

                          niektóre postacie bolą do szpiku kości

                          najbardziej te drętwe pół żywe stereotypowe zatrzaśnięte w stereotypach za
                          życia wystraszone

                          nie potrafię sobie wyobrazić co czuje Howking zamknięty w ciele
                          jak może on swój piękny mózg uprawiać w tak upośledzonym cierpiącym i
                          sparaliżowanym ciele

                          niektórych rzeczy nie potrafię sobie wyobrazić

                          boję sie
                          nie umiem
                          nie chce

                          • szarylemur Re: narodzenie też boli 27.03.08, 00:59
                            hmm, a wiec z pewna latwoscia znajdujesz sens i piekno w czyims przemijaniu,
                            bedac tego przemijania obserwatorem.
                            natomiast wczucia sie boisz, nie umiesz i nie chcesz?

                            nadal nie ulozyla mi sie w glowie zadna puenta do tego watku, wiec nic wiecej
                            ani bardziej kategorycznie napisac nie moge.
                            • solaris_38 Re: narodzenie też boli 27.03.08, 22:20
                              w swoim też
                              dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

                              nie zostawiam tego jak zły uczeń na ostatnią chwilę przed śmiercią bo wtedy jest
                              .. za późno ?
                              • leda16 Re: narodzenie też boli 01.04.08, 07:12
                                dlatego codziennie kontempluję to przemijanie

                                Zawsze irytują mnie takie egzaltowane, bezmyślne, szczeniackie teksty. Przypuszczam, że gdyby Ci matka lub jedyne dziecko umierało na raka w hospicjum, przestałabyś z emfazą pierdzielić bez sensu jakie to przemijanie piękne :(.
                                • solaris_38 dobre owoce 02.04.08, 09:55
                                  kiedy umierał mój kochany ojciec
                                  istota kóra najbardziej na świecie kochałam (może dodam że umarł on wcześnie
                                  kiedy dopiero sie kształtowałam)
                                  wtedy czułam to najpełniej

                                  akceptację
                                  i wdzięczność że miałam takeigo ojca
                                  i że tyle miłości doznałam

                                  kiedy moje dziecko było malutkie
                                  drżałam każdego dnia ze może umrzeć
                                  wydawało mi sie że nei zdołałabym tego przeżyć
                                  wtedy podjęłam decyzję
                                  KADZY dzień mojego dziecka ma być wypełniony moją miłością
                                  a jeśli sie zdarzy że umrze
                                  przyjmę to i będę sie cieszyć tym co otrzymałam
                                  a macierzyństwo jest wspaniałym stanem którego życzę każdej kobiecie
                                  takie podejście irytuje się i drażni
                                  jednak zwróć uwagę
                                  że dzięki niemu nie marnowałam czasu na lęk gorycz rozpacz nienawiść do świata
                                  że mi coś zabrał bądź mozę zabrać
                                  a zarówno mój ojciec jak i moje dziecko doznali ode mnie wiele radosci i
                                  czuli jak wdzięczna jestem światu za każdy z nimi dzień

                                  może to podejście jest trochę nei z tego świata
                                  może to obcowanie ze śmiercią tego mnie nauczyło
                                  nie wiem

                                  ale to dobre podejście i daje dobre owoce

                                  • leda16 Re: dobre owoce 03.04.08, 07:07
                                    Akceptację i wdzięczność czego, śmierci ojca????!!!
                                    Twoje dziecko, czy może jednak Wasze? Miałaś dziecko, bałaś się, że umrze, więc "nie marnowałaś czasu na lęk,gorycz, rozpacz, nienawiść do świata"? A co ma za przeproszeniem piernik do wiatraka? Chyba tylko tyle, że Twoja szczeniacka egzaltacja sięgnęła granic absurdu :(. Stawiam tezę, że nie "obcowałaś" z żadną śmiercią a śmierć ojca spłynęła po Tobie jak woda po kaczce. Inaczej nie zachłystywałabyś się wypowiadanymi z lubością wyświechtanym, grafomańskimii frazesami o "pięknie przemijania" i nie koncentrowała na czubku własnego nosa ("ja czułam, ja drżałam, ja podjęłam decyzję, ja, ja ,ja). Owoc egocentryzmu może tylko śmierdzieć :(.
                                    • solaris_38 Re: dobre owoce 04.04.08, 00:09
                                      jesli spotkasz coś dobrego i to sie kończy
                                      masz zawsze dwa wyjścia
                                      płakać że sie skończyło i w ten sposób okazywać swoje przywiązanie i zal po
                                      stracie
                                      albo dziękować że miałaś to szczęście spotkać coś dobrego i byś wdzięcznym

                                      nie chcę porównywać mojej i twojej miłości do taty bo to nie sa rzeczy
                                      porównywalne tak bardzo to jest osobiste

                                      co zaś do różnych twoich odczuć to być może twoje ego-centrum jest zranione i
                                      nie możesz na nie spoglądać przyjaznym okiem ani u siebie ani u innych

                                      ja jest czymś dla człowieka bardzo ważnym

                                      twoje czy moje każde jest ważne

                                      jesteś niezwykle emocjonalna

                                      ale masz swoja własną madrosć i nic mi do tego




    • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 17.03.08, 01:27
      Jestes kaleka, wiec jestes obca albo jestes obca, wiec jestes
      kaleka. Czasami naprawde nie chodzi o rekacje swiata na nas, ale
      nasza reakcje na swiat.

      Wszyscy (blogoslawieni) ktorzy czuja sie jakby byli nie stad, na
      wiecznej przepustce, przerwie, lunchu, co sie przeciez skonczy
      znaja doskonale to uczucie zadziwienia, kiedy zaczynaja sie
      przygladac swiatu. Jak ogladanie chomikow przez szybe terrarium w
      sklepie akwarystycznym albo homarow w akwarium w wykwintnej
      restauracji. I one, i mizerny pejzazyk ktory je otacza i szyby i
      kit w szybach sa tak samo godne uwagi.

      Z tego oczywiscie moga wyniknac piekne rzeczy, jakas dzika odwaga,
      drzemka w miejscu swietym, jakies fandanga i szalejace tlumy
      (ktorych czlonkowie naprawde nie lapia, o co cho).
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 17.03.08, 02:01
        chodzilo mi o poczucie obcosci wobec swiata, poczucie bycia wyrzuconym poza
        normalnosc i to uczucie ktore rodzi sie po wielokrotnych nieudanych probach
        wlaczenia sie w nurt zwyklego zycia. stan kiedy okazuje sie ze piekne slogany o
        braterstwie i milosierdziu i wspolczuciu i rownosci i pomocy sa tylko sloganami
        przykrywajacymi odraze.
        stan kiedy wcale nie krytykujesz tych normalnych ludzi, jedynie pragniesz z
        calego serca dolaczyc do nich, ale - z przyczyn od ciebie nie - tak -
        bezposrednio - zaleznych , nie jestes w stanie dokonac tego o wlasnych silach.
        stan, kiedy stopniowo dociera do ciebie, ze jestes tredowata a inni albo maja
        cie gdzies, albo sie ciebie boja. stan w ktorym stoisz w opozycji do pieknego
        swiata, kiedy chcialabys nawet uczestniczyc w tym chomiczym kolowrocie,
        przylaczyc sie do zabaw promowanych przez abecadla radosci, potwierdzic teze o
        tym, ze wiara czyni cuda, ale ... nie mozesz...po prostu nie i juz...
        • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 17.03.08, 02:19
          No wiec wlasnie chodzi o to, zeby to poczucie chcenia puscic, a
          poczuc i powitac swiadomosc bycia obcym/niechcianym/
          niezapraszanym/kosmita - w kazdym razie etatowym innym.

          Z calego serca cie wtedy nie obchodzi ani sasiadka i jej wscibskie
          ucho, ani tlumy szlochajace na czarno po smierci papieza.

          A jesli gdzies i tak kolata sie chec wspolnego oddychania, to
          przeciez kazdego dnia swiat sie zmienia, takze na lepsze:
          tnij.com/LS50
          Moze odkryja caly wszechswiat dla ciebie, moze ktoregos poranka
          odkryja ciebie, modl sie i pracuj :) Ewentualnie przeczytaj cos o
          kruchosci swiata tego.
          • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 17.03.08, 02:54
            hmm, przemyslec musze twoje slowa jeszcze chwilke, na razie dziekujeee za
            lemura. znam go, kontemplowalam juz milion razy, lapy, oczy, rece, mine,
            wszystko. jest on na mojej liscie top ten na nastepne wcielenie :)))
          • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 17.03.08, 05:16
            poczucie obcosci, innosci towarzyszy mi od dziecinstwa. w normalnych warunkach
            nie mam tez wielkich checi dlugotrwalego obcowania z ludzmi.
            troche obchodza mnie sasiadki, ale od dosc dawna mieszkam wsrod milych i
            malowscisbskich ludzi, poza tym moj ekscentryzm nie jest juz glosny ani
            skandaliczny.
            tlumy po smierci papieza uwazam za aberracje narodowa i tlumow takich czy innych
            nie trawie.

            a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na marginesie tak
            nieco, poza glownym rwacym nurtem.
            zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy przymusowo
            zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych ludzi, zepchnieta w
            cien, zamieciona pod dywan.
            co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w konstatacji ze nie
            jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze ludzi gorszy
            wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.
            to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza aby wyjsc do
            ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co slyszysz szczek
            zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja sie przed toba
            drzwi.
            kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest godzic sie na
            bycie niechciana.

            dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i brzytwy by sie
            schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.

            choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim przedluzeniem watku,
            iluzja rozwiazania problemow...
            • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 18.03.08, 23:59
              szarylemur napisała:

              > a jednak nie lubie zyc w opozycji do swiata, raczej wole na
              marginesie tak
              > nieco, poza glownym rwacym nurtem.

              Tak, wlasnie - bo zycie w opozycji zaklada wysilek opozycjonistki,
              a rozmawiamy o tym, co jest naturalne, z urodzenia chyba.

              > zestaw cunningham + jackson 5 kojarzy mi sie z sytuacja kiedy
              przymusowo
              > zostajesz odcieta od swiata zywych normalnie funkcjonujacych
              ludzi, zepchnieta
              > w
              > cien, zamieciona pod dywan.

              Jeden madrala (ktory potem z tego wszystkiego dostal swira) mawial
              mi w takich sytuacjach: 'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
              sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'

              > co jest do lubienia w rozpadaniu sie? co jest do lubienia w
              konstatacji ze nie
              > jest sie zdolnym do normalnej zabawy, samodzielnego chodzenia;ze
              ludzi gorszy
              > wrecz twoj stan, a i ciebie sama - przeraza.

              Dzis czytalam, ze w nie tak dawnych szamanskich i szeptunskich
              czasach traktowano chorobe jak pieknego przybysza i tak tez sie do
              niej zwracano - z szacunkiem i podziwem. Na Kurpiach mowiono do
              bolu 'o moj najpiekniejszy'.

              Totalna samotnosc to lepkie dno, czana pochlaniajaca dziura, ale to
              sie zdarza. Po prostu.

              > to video to "warunki nienormalne" - zdarza sie ze potrzeba zmusza
              aby wyjsc do
              > ludzi. wolasz cala soba " na pomoc, ratunku", w odpowiedzi na co
              slyszysz szcze
              > k
              > zasuwanych zaluzji. dyskretnie lub brutalnie zamaszycie zamykaja
              sie przed toba
              > drzwi.
              > kiedy potrzebuje pomocy, ostatnia rzecza jaka mi w glowie jest
              godzic sie na
              > bycie niechciana.

              A czy to nie jest moment prawdy, nawet jesli niesprawiedliwej i
              niezasluzonej?

              > dla mnie koles z tego klipu jest kims kto - gdyby mogl - i
              brzytwy by sie
              > schwycil. ale nie moze, bo zadnej brzytwy nie ma.
              >
              > choc wlasciwie chwytanie sie brzytwy jest tylko krotkim
              przedluzeniem watku,
              > iluzja rozwiazania problemow...

              Historie takie jak Hioba dzieja sie codziennie, ale 'zazwyczaj
              komus innemu'. To nie jest, oczywiscie, krzepiaca swiadomosc, ale
              warto ja miec z tylu glowy.
              • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 19.03.08, 17:12
                hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec swiata. kiedy
                cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie to bardziej
                uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.
                ^^^
                'a jakbys tak teoretycznie zalozyla, ze to
                > sie zdarzylo po cos, to po co by sie to mialo ci zdarzyc?'
                ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
                taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie odpowiada.
                moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie po to, aby
                pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
                albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich wczesniejszych wobec
                tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens. co wiecej, ty
                rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego wszystkiego co wywolalo
                " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej strzelaniem na slepo.
                ^^^
                tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka, daje, a raczej
                narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej perspektywy,
                przemyslenia, refleksji.
                mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
                skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym plaszczeniem sie przed
                sila wyzsza...
                ^^^
                moment prawdy?
                tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii. nie mniej, nie
                wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa. ale taki
                swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej osobowosci.
                ^^^
                historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie dostala
                ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob jakie czlowiek
                podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i niesprawiedliwosci zycia.
                taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

                pozdrawiam
                • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 20.03.08, 00:23
                  szarylemur napisała:

                  > hmm, nie widze potrzeby okreslenia mnie jako opzycjonistki wobec
                  swiata. kiedy
                  > cos mi odpowiada mowie " tak", kiedy nie - " nie". wydaje mi sie
                  to bardziej
                  > uwaznym stylem zycia niz ciasna rola oredownika czy opozycjonisty.

                  O, to chwalebne, ale trudne, bo wymaga ciaglego zadawania sobie
                  pytan. Ludzie na ogol tego wysilku nie robia, bo go nie lubia :)

                  > ojej, tysiac scenariuszy moznaby dopisac...
                  > taka deterministyczna postawa wobec zycia w ogole mi nie
                  odpowiada.
                  > moglabym odpowiedziec tak: to, co sie zdarzylo mialo zdarzyc sie
                  po to, aby
                  > pokazac tobie i mi, ze niektore rzeczy zdarzaja sie przypadkiem.
                  > albo inaczej: nie jestem w stanie objac zbioru wszystkich
                  wczesniejszych wobec
                  > tego zdarzenia zdarzen,wiec dla mnie jest to przypadek i bezsens.
                  co wiecej, ty
                  > rowniez, ani nikt inny, nie jest zdolny do objecia tego
                  wszystkiego co wywolalo
                  > " x", tak wiec kazda odpowiedz bedzie mniej lub bardziej
                  strzelaniem na slepo.

                  To jest pytanie pomocnicze, a nie deterministyczne:) Uparte go
                  doswiadczanie pomaga uwierzyc, ze dzieje sie to, co wlasciwe.
                  Mozna milion razy pytac 'dlaczego ja', 'dlaczego akurat to', ale na
                  te pytania nie ma odpowiedzi. 'Jesli nie umiesz zmienic rzeczy,
                  zmien swoj stosunek do rzeczy' - i zeby nie bylo nieporozumien:
                  chodzi nie o zyciowy konformizm, ale raczej madrosc modlitwy Marka
                  Aureliusza (ta z mityngow AA).

                  Oczywiscie, to (pytanie i wiara) przestaja dzialac w momentach
                  najwiekszego cierpienia i bezradnosci, ale zawsze mozna powiedziec,
                  ze to tez jest po cos. Duzo pozniej, ale mozna.

                  > ^^^
                  > tak, choroba wyrzuca nas poza nawias codziennego kolowrotka,
                  daje, a raczej
                  > narzuca mozliwosc spojrzenia na swiat, na siebie z innej
                  perspektywy,
                  > przemyslenia, refleksji.
                  > mowic o bolu" o moj najpiekniejszy"? kojarzy mi sie z ofiarami
                  > skladanymi bogom w celu oblaskawienia ich, z przymilnym
                  plaszczeniem sie przed
                  > sila wyzsza...

                  A mi z 'Mezczyzna, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem' Sacksa.

                  > ^^^
                  > moment prawdy?
                  > tak samo jak momentem prawdy jest szczescie i doznanie harmonii.
                  nie mniej, nie
                  > wiecej. prawda wg mnie, nie jest statyczna i jednowartosciowa.
                  ale taki
                  > swiatopoglad na pewno ugruntowany jest na meandrach mojej
                  osobowosci.

                  Wedlug mnie tez nie jest statyczna!
                  Prawda jest w doswiadczaniu, a nie w tym, co sie dzieje, bo tego
                  mozemy doswiadczac falszywie, nakladajac na to rozne swoje
                  ulatwiajace-wszystko-filtry. W doswiadczaniu skrajnych emocji - i
                  rozpaczy i bezradnosci i ekstazy te filtry przestaja dzialac.

                  Noale odruch buntu przeciw cierpieniu jest naturalny.

                  > ^^^
                  > historia hioba to jedna z najohydniejszych lekcji od boga jakie
                  dostala
                  > ludzkosc. a inaczej : to jedna z najbardziej pokretnych prob
                  jakie czlowiek
                  > podjal w celu zaasymilowania ogromu bolu, zla i
                  niesprawiedliwosci zycia.
                  > taka swiadomosc mam z tylu glowy ja

                  Wg mnie, to Hiob tu nie mial nic do gadania - Bog po prostu mial
                  ochote na mala zabawe, nie pierwszy i nie ostatni raz w Starym
                  Testamencie. Wlasnie fakt, ze Hiob nie mial tu nic do powiedzenia
                  jest imo w tej historii najwazniejszy.

                  czulko
                  • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 20.03.08, 02:41
                    byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie oredownikiem badz
                    opozycjonista
                    taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
                    nic mi do tego
                    ja po prostu sie w tym nie odnajduje
                    byc moze gra tu role nawyk
                    dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez najrozniejsze plotki
                    nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
                    :)

                    " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w ten sposob
                    zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos nauczyc...
                    ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?
                    oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na kolana. wscieklosc
                    kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat wyobrazen, i
                    kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc rozczarowanym. jesli
                    wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie otrzymujemy, to -
                    jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to mialo umocnic
                    nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos inny
                    powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt slabi aby zyc...
                    a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze inni patrzac na
                    nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...
                    uroczy teatrzyk lalkowy...
                    oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc przytrafiajacych sie nam
                    zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie z zyciem
                    nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w jakiegokolwiek
                    rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli jego dobroc jest
                    dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym pojmowaniem dobra.
                    tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
                    tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed hiobem i hioba
                    przed zalosna smiesznoscia?

                    ***
                    nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem". dlaczego
                    kojarzy ci sie z odami do bolu?

                    dwa czulki
                    • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 20.03.08, 16:37
                      szarylemur napisała:

                      > byc moze ludzie jako ogol preferuja stale role, bycie
                      oredownikiem badz
                      > opozycjonista
                      > taka automatyzacja swiatopogladu usprawnia dzialanie
                      > nic mi do tego
                      > ja po prostu sie w tym nie odnajduje
                      > byc moze gra tu role nawyk
                      > dla mnie wielkim wysilkiem byloby biegac od switu do nocy przez
                      najrozniejsze p
                      > lotki
                      > nie chcialabym zeby ktokolwiek mnie do tego zmuszal
                      > :)

                      Hehe.
                      Jakos mi nie przyszlo do glowy, ze latwiejsze jest to, co sama
                      sobie wybralam. Ale to inspirujacy pomysl :)

                      > " dzieje sie to co wlasciwe" wlasciwe dla czego? przyjmujemy w
                      ten sposob
                      > zalozenie ze zycie jest seria lekcji, ktore maja nas czegos
                      nauczyc...
                      > ale czego? madrosci? tego jak poruszac sie w zyciu?

                      Tego, ze bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
                      cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
                      cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole.

                      > oczywiscie, zdarzaja sie sytuacje ktore po prostu rzucaja na
                      kolana. wscieklosc
                      > kiedy przetrawi wlasna bezsilnosc staje sie pokora. peka swiat
                      wyobrazen, i
                      > kiedy ochloniemy, trzeba sie w nim na nowo odnalezc
                      rozczarowanym. jesli
                      > wlasciwym w sytuacji gdy pragniemy pomocy jest to ze jej nie
                      otrzymujemy, to -
                      > jesli przezyjemy i sie jakos "odkujemy" - mozna powiedziec ze to
                      mialo umocnic
                      > nasza samodzielnosc.a jesli nie otrzymawszy pomocy zginiemy, ktos
                      inny
                      > powiedziec moze , ze wlasciwym bylo abysmy zgineli jako zbyt
                      slabi aby zyc...

                      Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                      wyobrazenie.

                      > a moze wlasciwym byloby to, co nas ominelo, tj pomoc? tak, moze
                      inni patrzac na
                      > nas powiedza, ojej, tosmy niewlasciwie postapili...

                      No tak, ale to czasem w ten sposob nie dziala. Albo dziala na
                      zasadzie 'wez zrob cos ze soba w koncu', 'wez sie w garsc'. Totalne
                      doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                      tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego.

                      > uroczy teatrzyk lalkowy...
                      > oczywiscie, wiara w opatrznosc, w sensownosc/ celowosc
                      przytrafiajacych sie nam
                      > zdarzen jest wielka sila. wlasciwym zatem sposobem radzenia sobie
                      z zyciem
                      > nieraz nieskonczenie dalekim od czyichs pragnien jest wiara w
                      jakiegokolwiek
                      > rodzaju boga wszechmogacego, planujacego i dobrego nawet jesli
                      jego dobroc jest
                      > dla nas nie do pojecia , a nawet jest sprzeczna z naszym
                      pojmowaniem dobra.

                      Byloby dosc dziwnie, gdbyby Bog sprawial nam same mile rzeczy, bo
                      to by czynilo zycie niemozliwym :)
                      Sakralizacja doswiadczenia to nie to samo, co wiara w Boga, tylko
                      domorosle nadawanie zyciu - takiemu, jakie jest - sensu. Mozna to
                      oczywiscie nazwac proteza - jak mozna 'proteza' nazwac wiare w
                      Boga - ale to akurat ten rodzaj wiary, ktory pozwala maksymalnie
                      wykorzystywac doswiadczenie do dorastania.

                      > tylko taka wiara moze nas przeprowadzic przez noc.
                      > tylko mistycyzm, myslenie magiczne moze uchronic swiat przed
                      hiobem i hioba
                      > przed zalosna smiesznoscia?

                      Dla wielu ludzi, ktorzy przezyli jakims cudem Holocaust, historia
                      Hioba jest historia o nich. Zapewne odnajduja sie w niej ocalency
                      wszystkich zaglad tego swiata. Mysle, ze ich historie to akurat te,
                      ktore sie na 'teorie sensu' nie lapia.
                      Ale cos im po przezyciu pomoglo przestac 'przezywac', a zaczac zyc.

                      > nie czytalam " mezczyzny, ktory pomylil swoja zone z kapeluszem".
                      dlaczego
                      > kojarzy ci sie z odami do bolu?

                      A bo tam opisane sa - jedna po drugiej - historie o tym, co choroba
                      _wnosi_ do zycia.

                      czulko
                      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 20.03.08, 17:57
                        "bunt przeciw temu na co nie mamy wplywu sprawia ze
                        cierpimy bardziej. Sprawia tez, ze czesto nie mozemy przyjac
                        cennego doswiadczenia w calosci. W zasadzie - w ogole."

                        jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac sie czy
                        rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.
                        i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania sobie
                        rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych slodkich kojacych
                        zludzen.

                        "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                        wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie doznajemy
                        cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
                        mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne konstrukcje
                        jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym co latwo godza
                        sie na smierc.

                        "Totalne
                        doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                        tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
                        takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na innych...

                        "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
                        wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
                        no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata, trzeba zgodzic
                        sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie lubi, to
                        trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma." czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jest
                        zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.
                        czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja wiem... jest to
                        jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem zadowolonego
                        niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym niewolnikiem
                        uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy osiagnac?

                        to tak roboczo, pozdrawiam
                        • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 20.03.08, 23:56
                          szarylemur napisała:

                          > jasne, tyle ze najpierw musimy sprobowac zawalczyc aby przekonac
                          sie czy
                          > rzeczywiscie na cos nie mamy wplywu.

                          Nie musimy - chcemy. Ale tak - imo to najslistszy moment w tym
                          procesie - ocenienie, czy mamy na to cos wplyw. Tu czeka wiele raf,
                          z Krytykiem na czele.

                          > i chyba najbardziej bolesne w calym tym procesie uswiadamiania
                          sobie
                          > rzeczywistosci jest stopniowe lub nagle, tracenie ukochanych
                          slodkich kojacych
                          > zludzen.

                          To w zasadzie jest sciezka bez powrotu. Mozna sie zatrzymac, ale
                          raczej trudno zapomniec, ze iluzje, ktore sie juz odczarowalo, sa
                          tylko iluzjami. Mozna to np zapic, oczywiscie. Generalnie to wybor
                          miedzy 'glupi i szczesliwy' i 'nie najmadrzejszy i nieszczesliwy'.
                          :)

                          > "Czasem istotnie lepiej nie zyc niz doswiadczac bolu ponad
                          > wyobrazenie." to juz kwestia osobista bardzo, nie zyjac nie
                          doznajemy
                          > cierpienia, ale tracimy tez szanse na odwrocenie sytuacji.
                          > mysle, ze instynkt zycia jest silniejszy niz wszelkie teoretyczne
                          konstrukcje
                          > jakie jest w stanie stworzyc dumne ego, dlatego nie dowierzam tym
                          co latwo godz
                          > a
                          > sie na smierc.

                          A ja dowierzam. Mysle, ze silowe zabieranie ludziom tego prawa jest
                          bezmyslne i okrutne.

                          > "Totalne
                          > doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych. Nie
                          > tylko uslyszenia glosu prosby, ale i wlasciwej reakcji na niego."
                          > takie doswiadczenie moze nauczyc tez msciwej niewrazliwosci na
                          innych...

                          No tak. A mlotka mozna uzyc do wbicia nader pozytecznego gwozdzia
                          albo do zabicia nader nieprzyjemnego sasiada.

                          > "sakralizacja doswiadczenia ... pozwala maksymalnie
                          > wykorzystywac doswiadczenie do dorastania."
                          > no, tak, jako ze nie da sie przeforsowac wlasnej wizji swiata,
                          trzeba zgodzic
                          > sie na dopasowanie do tego co zastalismy. " jak sie nie ma co sie
                          lubi, to
                          > trzeba nauczyc sie lubic to co sie ma."

                          E.
                          "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                          nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                          I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                          To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie...'

                          > czy dziecinnym jest mowic swiatu ze jes
                          > t
                          > zly bo nie odpowiada naszym pragnieniom? pewnie tak.

                          Pewnie nawet bardzo, ale mysle, ze czasem jest fajnie obrazic sie
                          na rzeczywistosc.

                          > czy dojrzalym jest chwalic swiat za to jaki jest? hmm, bo ja
                          wiem... jest to
                          > jakas strategia przezycia, ale zalatuje mi nieco zapachem
                          zadowolonego
                          > niewolnika. ale moze - w ogolnym rozrachunku - byc zadowolonym
                          niewolnikiem
                          > uwarunkowan zewnetrznych - jest wszystkim co w zyciu mozemy
                          osiagnac?

                          Alez skad. Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                          Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
                          nastawienie.

                          czulko
                          • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 21.03.08, 02:11
                            wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie mamy, musimy ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.
                            jesli chodzi o samo wywieranie wplywu, to racja - wcale nie musimy, lecz raczej jedynie chcemy.
                            o najslistszym momencie pisalam w innym watku, o tym, kiedy sie poddac, kiedy uznac ze cos jest poza naszym zasiegiem.

                            czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

                            co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz pisalam : to kwestia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co pragna zyc mimo wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne) deklaracje na zas... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani troche powazniej niz wizji wlasnie...

                            co do mlotka, oczywiscie masz racje. wydalo mi sie stosowne skontrowanie wznioslosci - maloscia, dla zachowania rownowagi. idiotyczne byloby dla mnie gdyby ktos zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie samotnosci moze nauczyc wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ... pomoc tej osobie w rozwoju " duchowym".

                            "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                            nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                            I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                            To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi co sie ma"

                            dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka aureliusza wyrazone piekniej.
                            dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi: sprobowac zdobyc to co lubisz, albo polubic to co masz.
                            jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie na to, aby w tym co masz odnalezc wartosc.
                            a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj ideal, czy masz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

                            ---
                            "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                            Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do tego
                            nastawienie."
                            to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie bede, bo nie moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie schylic glowe. jesli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic swoje nastawienie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac do nich i w ich obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza obszarem tego co mozliwe.
                            tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie prowadzi w zadne urocze rejony.
                            ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa tylez rozumna co nabozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie przysnilo, biore co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara za niesubordynacje jest rozczarownie.
                            a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego czego nie ma, co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci trzy razy, warto czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za nierealnym.
                            chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo, niepokornosc nie zapewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge ku tworczosci, wynalazczosci.
                            przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w obrebie rzeczy istniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie i zdrowy rozsadek.
                            niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja, zostaja kreatorami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego rozsadku. czasem sporo sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu krytykowi.

                            dla mnie
                            hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te historie sa straszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze sie na nie obie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno - spolecznych ani skutecznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac operacji mentalno - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad ohydne, nazwe normalnym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed ogromem ( absurdu, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi spokoj i pogode ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz rzeczywistosc ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac swoj system nerwowy do rzeczywistosci.
                            nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego przez najezdzce i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem dzisiejszym musi porzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach przewidzianych dla niewolnikow.
                            ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja proznosc mechanizm wedlug ktorego funkcjonuje swiat.
                            'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
                            mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi, wydawalo mi sie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
                            po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
                            z ludzmi wszystko jest w porzadku,
                            chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie powiem, wrogich harmonii, kiepskich

                            mamy g...niany system operacyjny
                            tak mysle
                            choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

                            :)
                            • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 22.03.08, 01:25
                              szarylemur napisała:

                              > wybacz, ale nadal uwazam, ze aby stwierdzic czy na cos wplywu nie
                              mamy, musimy
                              > ( a nie - chcemy) sprobowac na to wplyw wywrzec.

                              A schomikowane doswiadczenie? Czasem naprawde nie trzeba siadac na
                              rozgrzanej blasze, zeby zalozyc, ze to sie nie uda.
                              Jest jeszcze kwestia kosztow - rownie wazna. Swiety spokoj ma swoja
                              cene, lepsze wrogiem dobrego, sukces tez moze przerazac, koszty
                              dzialania dla bliskich, brak tego czy owego, itd - tego sa cale
                              dlugasne listy.
                              ...

                              > czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
                              zycia wbrew l
                              > ogice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)

                              Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam.

                              > co do wyboru miedzy zyciem w cierpieniu a nie - zyciem. jak juz
                              pisalam : to kw
                              > estia bardzo osobista. ja wierze i tym co chca umrzec i tym co
                              pragna zyc mimo
                              > wszystko. wierze nawet tym, co skladaja dumne ( takie czy inne)
                              deklaracje na z
                              > as... wierze im klarownym wizjom, ale nie traktuje tego ani
                              troche powazniej ni
                              > z wizji wlasnie...

                              Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz. Mozna
                              przypuszczac i niedowierzac, ale to jest czyjes - twoje np -
                              niedowierzanie, a nie tej osoby ze srodka.
                              To czasem jest cenna perspektywa, takie wszystkobedzie dobrze, ale
                              czasem wiadomo, ze nie bedzie.

                              > idiotyczne byloby dla mnie gdyby kt
                              > os zechcial powolac sie na slowa "Totalne doswiadczenie
                              samotnosci moze nauczyc
                              > wrazliwosci na innych." i odmowil komus pomocy, po to aby ...
                              pomoc tej osobie
                              > w rozwoju " duchowym".

                              To by znaczylo, ze nawet walniecie mlotkiem w glowe by tu nie
                              pomoglo. Zadziwiajace, ze tacy ludzie sie zdarzaja.

                              > "Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić
                              > nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
                              > I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego."
                              > To nie jest to samo, co 'jak sie nie ma, co sie lubi to sie lubi
                              co sie ma"
                              >
                              > dla mnie to jest to samo, mniej wiecej, tylko slowami marka
                              aureliusza wyrazone
                              > piekniej.
                              > dokladniej: jesli nie masz tego co lubisz, masz dwie drogi:
                              sprobowac zdobyc to
                              > co lubisz, albo polubic to co masz.
                              > jesli nie mozesz zdobyc tego czego pragniesz, musisz zdobyc sie
                              na to, aby w ty
                              > m co masz odnalezc wartosc.
                              > a twoja madrosc posluzy ci do okreslenia czy mozesz osiagnac swoj
                              ideal, czy ma
                              > sz sily na jego realizacje, czy tez raczej nie.

                              No nie, madralo - wszystkie trzy linijki sa wazne, a ty skupiasz
                              sie na pierwszej i ostatniej. I 'lubienie' mocno to wszystko
                              trywializuje.

                              > "Chodzi mi raczej o swiadomosc wyboru w kazdej chwili.
                              > Nawet, jesli nie mozesz czegos zmienic, mozesz wybrac swoje do
                              tego
                              > nastawienie."
                              > to znaczy tak: bardzo cos lubie, ale okazuje sie ze tego miec nie
                              bede, bo nie
                              > moge. przez moment sie jeszcze szamocze, by po chwili pokornie
                              schylic glowe. j
                              > esli jest sie zbyt slabym na to aby zmienic swiat, nalezy zmienic
                              swoje nastawi
                              > enie i nie obrazac sie na prawa rzadzace swiatem, lecz dostosowac
                              do nich i w i
                              > ch obrebie szukac przyjemnosci zamiast wypartywac ich poza
                              obszarem tego co moz
                              > liwe.
                              > tak, ja wiem, inaczej nie mozna, to jest mozna, ale to nie
                              prowadzi w zadne uro
                              > cze rejony.
                              > ale chodzi mi o to, ze to jest niewolnictwo! to jest postawa
                              tylez rozumna co n
                              > abozna wobec rzeczywistosci. jesli nie moge miec tego co mi sie
                              przysnilo, bior
                              > e co jest i w tym co jest staram sie odnalezc wartosc, gdyz kara
                              za niesubordyn
                              > acje jest rozczarownie.

                              Druga linijka! Przy jej pomocy robiono rewolucje, palono staniki i
                              wymyslano szczepionki na wscieklizne.

                              > a jednak warto sie czasem obrazic na swiat, i warto pragnac tego
                              czego nie ma,
                              > co nie istnieje, warto probowac wiecej niz trzy i trzydziesci
                              trzy razy, warto
                              > czasem oderwac sie od ziemi i nie dac sie latwo ukoic w zalu za
                              nierealnym.
                              > chora ambicja, niezadowolenie z tego co jest, marzycielstwo,
                              niepokornosc nie z
                              > apewnia spokoju ani osiagniecia czegokolwiek, ale otwiera droge
                              ku tworczosci,
                              > wynalazczosci.

                              Ja wierze, ze wiekszosc wynalazkow powstala z lenistwa.
                              I ciagle: naprawde, decyzja 'uda sie - nie uda' nie zawsze musi sie
                              konczyc na 'nie'.

                              > przecietni ludzie korzystaja z tego, co juz jest stworzone, w
                              obrebie rzeczy is
                              > tniejacych szukaja swojego szczescia. ich cnota jest umiarkowanie
                              i zdrowy rozs
                              > adek.
                              > niektorzy z tych, ktorzy przecietni byc nie chca lub nie umieja,
                              zostaja kreato
                              > rami nowego takze dzieki brakowi umiarkowania i zdrowego
                              rozsadku. czasem sporo
                              > sily zyskuje sie przez odebranie jej wewnterznemu i zewnetrznemu
                              krytykowi.

                              Ci dwaj krytycy tak naprawde sa najczesciej jednak w srodku.
                              Zazwyczaj oni sie - nawet jesli zewnetrzni najpierw - bardzo szybko
                              uwewnetrzniaja, czesto na cale zycie.
                              Ale wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku.

                              Zreszta - wiele moich niewatpliwie genialnych osiagniec kuchennych
                              (bo na swoja skale, kazdy z nas jest tworca, nie tylko artysci i
                              naukowcy) bylo dzieckiem przypadku i pustawej lodowki.

                              > dla mnie
                              > hiob nie jest piekny, klip cunninghama nie jest piekny, obie te
                              historie sa str
                              > aszne, obrzydliwe, absurdalne i nie powinny miec miejsca!!! godze
                              sie na nie o
                              > bie, gdyz nie czuje sie na silach zmienic praw fizyczno -
                              spolecznych ani skute
                              > cznie lagodzic skutkow ich dzialania. nastepnie moge dokonac
                              operacji mentalno
                              > - nominalnej, w wyniku ktorej to, co wydawalo mi sie dotad
                              ohydne, nazwe normal
                              > nym, i jako norme przyjme i zaakceptuje. schylenie glowy przed
                              ogromem ( absurd
                              > u, bezimiennego sprzezonego z zyciem okrucienstwa) przyniesie mi
                              spokoj i pogod
                              > e ducha. moge wytlumaczyc sobie ( na sile!) , ze to nie ja, lecz
                              rzeczywistosc
                              > ma racje, ze zyjemy na najlepszym z mozliwych swiatow. dopasowac
                              swoj system ne
                              > rwowy do rzeczywistosci.
                              > nadal przypomina mi to bardzo mocno sytuacje krola schwytanego
                              przez najezdzce
                              > i zamienionego w niewolnika, kogos kto aby cieszyc sie dniem
                              dzisiejszym musi p
                              > orzucic swoje stare krolewskie ja i odnalezc radosc w kategoriach
                              przewidzianyc
                              > h dla niewolnikow.
                              > ja wiem, ze jest to metoda skuteczna. ale nadal boli moja
                              proznosc mechanizm we
                              > dlug ktorego funkcjonuje swiat.

                              Ejze, przeciez caly czas robimy tak, jak z niesmakiem to opisujesz.
                              Gdzies tam torturuje sie ludzi, gdzies brutalnie gwalci i zabija,
                              gdzies ginie starozytna kultura, pare domow dalej rodzice
                              przepijaja caly zasilek i po pijaku katuja syna itd itd. Codziennie
                              mozna o tym przeczytac, uslyszec, ba - obejrzec filmik na ktoryms z
                              serwisow. Rusza cie ta swiadomosc? Co pare sekund umiera ktos na
                              AIDS w Afryce, co pare sekund ginie z glodu kolejne dziecko. A
                              spimy spokojnie, wpuszczamy jednym uchem i wypuszczamy drugim, bo
                              jakby sie tak tym przejac, to nic tylko rozdac majatek i ruszyc na
                              ratunek, przeciez jest kredyt do splacenia i za dwa lata obiecali
                              awans, a wlasnie planujemy dziecko i moze kupimy samochod...

                              > 'swiat jest zgnity" mawial moj znajomy.
                              > mlodziutka wtedy bylam, probowalam dowiedziec sie o co mu chodzi,
                              wydawalo mi s
                              > ie ze swiat czynia tak podlym ludzie.
                              > po jakims czasie zrozumialam o co chodzilo A.
                              > z ludzmi wszystko jest w porzadku,
                              > chodzi o to, ze swiat funkcjonuje na zasadach, ze tak oglednie
                              powiem, wrogich
                              > harmonii, kiepskich
                              >
                              > mamy g...niany system operacyjny
                              > tak mysle
                              > choc istnieje ogromne prawdopodobienstwo ze sie myle

                              Mysle, ze jakby byl gowniany, to by to wszystko pie..elo juz
                              dawno.
                              • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 22.03.08, 05:12
                                odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
                                mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny krytyk co woli dmuchac na zimne.
                                ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i to tylko czasami :0


                                "> czlowiek z klipu poddawal sie powoli, widze w nim przywiazanie do
                                zycia wbrew logice i mimo nadzwyczajnej kruchosci ;)
                                Zawstydzam sie, kiedy widze cos takiego. Na krotko, ale zawstydzam."

                                nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w jakiej znalazl sie ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

                                "Pieklo ze srodka wyglada zupelnie inaczej niz z zewnatrz."
                                chyba mnie nie zrozumialas - nie chodzi o to, ze niedowierzam czyjemus cierpieniu. niedowierzam deklaracjom skladanym przez w miare zdrowych wobec tego jak by sie zachowali wobec cierpienia i umierania. wierze, ze tak wlasnie zachowac by sie chcieli, i tak zachowac sie zamierzaja, ale nie wierze, ze nigdy nie zmienia zdania.

                                ---
                                ok, zgodze sie, ze fraza " jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma" nie wnosi ze soba tyle wazkich tresci co aforyzm marka aureliusza. aforyzm ten jest pelna wykladnia problemu, podczas gdy przyslowie odnosi sie tylko do jego fragmentu.
                                ---
                                "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to juz wlacza sie chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest krytyk.
                                taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje ja - swiat to chyba najwiekszy problem :)
                                ---
                                to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj, przymykamy oczy na nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie naszych snow za niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to znaczy, wg ciebie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc szczesliwym trzeba ogluchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne pragnienia. i przestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
                                czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach z wata cukrowa w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak muchy?
                                tak, to jest straszne.
                                ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy nie maja gdzie spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i tak jest pieknie, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda pekac z radosci, wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem stalo.
                                nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.
                                zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez odwracanie wzroku od nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne. przemieszczanie osrodka zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do obszaru gdzie cos znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
                                tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co mozemy zrobic, i - gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani troche.
                                a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
                                reasumujac z przekasem:
                                mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na spokojnie i nie paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac przed wyrokiem, lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac obroconym w proch ;)
                                • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 23.03.08, 01:54
                                  szarylemur napisała:

                                  > odnosnie schomikowanych doswiadczen i " koniecznosci" sprawdzania.
                                  > mysle, ze schomikowanymi doswiadczeniami zawiaduje apodyktyczny
                                  krytyk co woli
                                  > dmuchac na zimne.
                                  > ale byc moze nie jest to powszechne, tj jest tak tylko u mnie a i
                                  to tylko czas
                                  > ami :0

                                  Wydaje mi sie, ze u znakomitej wiekszosci ludzi tak jest. Z dwoch
                                  powodow - po pierwsze, krytyka nam wtloczono, polscy rodzice nie
                                  wiedziec czemu to na ogol defetysci, jesli chodzi o uda sie - nie
                                  uda ich dzieci, od najwczesniejszych lat (nie wchodz na murek, bo
                                  spadniesz, nie skacz, bo sie przewrocisz). Po drugie - kazda
                                  zmiana, nawet taka na lepsze, to stres.

                                  > nie rozumiem, co cie zawstydza? moja wypowiedz czy sytuacja w
                                  jakiej znalazl si
                                  > e ten czlowiek czy moze jego sposob radzenia sobie z ta sytuacja?

                                  Zawstydza mnie cudzy irracjonalny heroizm. Na szczescie szybko o
                                  tym zapominam.

                                  ...
                                  > "wewnetrzny krytyk jest potrzebny. Tylko nie na poczatku." a to
                                  juz wlacza sie
                                  > chyba metakrytyk, znaczy krytyk oceniajacy kiedy potrzebny jest
                                  krytyk.
                                  > taa, z ta madroscia sluzaca do odrozniania, oceniajaca relacje
                                  ja - swiat to ch
                                  > yba najwiekszy problem :)

                                  Nie, alez skad - nie chodzi o metakrytyka, ktory zapewne
                                  potrzebowalby swojego wlasnego metametakrytyka, ale o proste
                                  narzedzie: guzik do wylaczania fonii.
                                  Kiedy pojawiaja sie pomysly na rozwiazanie problemu, nalezy
                                  krytykowi te fonie wylaczyc i spokojnie generowac kolejne
                                  pojawiajace sie idee. Kiedy czuje sie, ze juz nic sie z siebie nie
                                  wycisnie, zadnego malutenkiego albo najglupszego pomyslu, krytyk
                                  zostaje wlaczony. Wtedy moze stac sie zyczliwym, madrym doradca.

                                  > to ze caly czas robimy tak, jak to z niesmakiem opisuje - tj,
                                  przymykamy oczy n
                                  > a nasze wyobrazenia o tym jakie zycie powinno byc, wyrzekamy sie
                                  naszych snow z
                                  > a niewolnicza porcje realnego spokoju i szczescia - to... co? to
                                  znaczy, wg cie
                                  > bie, ze nie mam prawa o tym z niesmakiem stukac? aby byc
                                  szczesliwym trzeba ogl
                                  > uchnac i oslepnac nie tylko na czyjes ale nawet na swoje wlasne
                                  pragnienia. i p
                                  > rzestac nazywac straty poniesione przez ego stratami.
                                  > czy to takie straszne ze spimy i jemy i krecimy sie na karuzelach
                                  z wata cukrow
                                  > a w dloni, kiedy mali zahifieni mieszkancy afryki padaja jak
                                  muchy?
                                  > tak, to jest straszne.
                                  > ale straszniejsze wydaje mi sie tlumaczyc takim osobnikom, ktorzy
                                  nie maja gdzi
                                  > e spac nie maja co jesc i nikt ich na karuzele nie wpusci, ze i
                                  tak jest piekni
                                  > e, ze winni sa pokore, ze moga tak wymodelowac swoje ja ze beda
                                  pekac z radosci
                                  > , wdzieczni losowi za te babie lato co sie ich jol jol udzialem
                                  stalo.
                                  > nie odwazylabym sie pojsc glosic im ewangelii.

                                  Czesto myslac 'wiara', mieszkancy takiej np Polski mysla 'KK',
                                  czesto myslac 'swiat', skupiamy sie na cywilizowanej, zamoznej
                                  Europie. To, co dziala u sytej, odaszonej, mieszkajacej w bogatym i
                                  cywilizowanym kraju osobie, nie zadziala u nie znajacego jutra
                                  nedzarza. Nie trzeba byc Maslowem, aby wiedziec, ze by myslec o
                                  emocjach czy silic na dojrzalosc, dystans i takie tam rzeczy,
                                  najpierw nalezy miec pelen brzuch i podstawowe poczucie
                                  bezpieczenstwa.

                                  > zaczyna mi sie zdawac ze spokoj umyslu uzyskujemy poprzez
                                  odwracanie wzroku od
                                  > nieprzyjemnych widokow i kierowanie go na rzeczy ladne.

                                  Mhm. A deficyt nieprzyjemnych emocji uzupelniamy w kinie na
                                  dreszczowcach albo w galeriach ogladajac sztuke wspolczesna.
                                  Drazni, ale tylko na chwile, a potem idziemy cos zjesc na miescie.

                                  przemieszczanie osrodka
                                  > zainteresowania ze strefy rzeczy na ktore nie mamy wplywu, do
                                  obszaru gdzie co
                                  > s znaczymy, gdzie nasza sila jest sila.
                                  > tak, to tez jest swego rodzaju wysilek. to chyba wszystko co
                                  mozemy zrobic, i -
                                  > gdybym byla silna prawdopodobnie nie martwiloby mnie to ani
                                  troche.
                                  > a ze nie zawsze silna jestem, to coz...czasem mnie to martwi...
                                  > reasumujac z przekasem:
                                  > mysle, ze hiob cunninghama powinien rozwazyc swoja sytuacje na
                                  spokojnie i nie
                                  > paletac sie po ulicach, nie wykrzywiac tak twarzy, nie uciekac
                                  przed wyrokiem,
                                  > lecz z pokora przyjac swoj los. wtedy z godnoscia moglby zostac
                                  obroconym w pro
                                  > ch ;)

                                  O, ja bym sie nie zgodzila. Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
                                  ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
                                  ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
                                  moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia.
                                  • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 23.03.08, 03:52
                                    potraktujmy ten klip metaforycznie. nie musisz byc czarna ani porcelanowa aby
                                    grac w nim glowna role.to nie ma znaczenia czy bedziemy biala burzuazje
                                    kontrowac czarnymi zahifionymi afryczatkami...
                                    wystarczy ze zadowolonych, jako tako stabilnych przeciwstawimy tym, ktorym
                                    wlasnie wali sie swiat.
                                    aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy odwrocic wzrok,
                                    zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych przypadkach - wlasne.
                                    byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc wydarzen,
                                    bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
                                    ale nie wiadomo.

                                    krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z kumplem ulicami
                                    walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro moglam urodzic
                                    sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w somalii urodzic,
                                    wiec nie narzekaj :]
                                    kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno skrzywila.
                                    byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich " bogaczy", lecz nie
                                    znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.
                                    mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne, nie jest
                                    adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani plci ani rasy.
                                    te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od tego czy jest
                                    sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i nikt z nas nie
                                    jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci * dzieki madrosci*
                                    bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i cierpliowosci, zas krol -
                                    sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
                                    pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej szczodrze przez los
                                    wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie maja do
                                    rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o wolnosci juz nawet
                                    nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie wystarczy wierzyc
                                    w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy dzialania
                                    zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
                                    trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji kopernikanskiej, zgodzic sie
                                    iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty ludzkiej.
                                    trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec sie wielu
                                    procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
                                    szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej fortuny, jesli
                                    sie nagle traci grunt pod nogami.
                                    " Mi to sie zawsze wydaje, ze tacy
                                    ludzie - bez nogi, perspektyw na cokolwiek, bez niczego zupelnie,
                                    ktorzy i tak walcza - sa upgradeowani, maja cos ponad moje pojecie,
                                    moje standardowe wyposazenie. Wiec ja nie mam pojecia."
                                    mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje viste do xp,
                                    tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
                                    tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
                                    w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

                                    problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie, jednostki w tym kraju
                                    laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
                                    w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla jednostki jest byc
                                    ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
                                    trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie oczekiwac pomocy,
                                    lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie " poskapilo" naszych
                                    doznan.


                                    pozdrawiam!
                                    • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 25.03.08, 02:13
                                      szarylemur napisała:

                                      ...
                                      > aby utrzymac stan radosnej afirmacji zycia, swiata, musimy
                                      odwrocic wzrok,
                                      > zobojetniec na cierpienie innych, a - w co drastyczniejszych
                                      przypadkach - wlas
                                      > ne.
                                      > byc moze jednak gdybysmy byli w stanie objac swiadomoscia calosc
                                      wydarzen,
                                      > bilans piekna/ brzydoty wyszedlby na zero albo nawet dodatnio.
                                      > ale nie wiadomo.

                                      Raczej jednak wiadomo. Ale od tego tez lepiej odwrocic wzrok.

                                      > krotka wstawka retrospektywna: gdy po raz pierwszy szlismy z
                                      kumplem ulicami
                                      > walencji, zawylam: boze, dlaczego urodzilam sie w polsce, skoro
                                      moglam urodzic
                                      > sie tu??? na co kumpel odrzekl: ano moglas sie rownie dobrze w
                                      somalii urodzic,
                                      > wiec nie narzekaj :]
                                      > kiedy opowiadalam ta historie znajomej portugalce, ta sie mocno
                                      skrzywila.
                                      > byc moze somalijczykom obce sa przyjemnosci europejskich "
                                      bogaczy", lecz nie
                                      > znaczy to wcale, ze obce sa im przyjemnosci zycia w ogole.

                                      Zapewne dzieciaki, zyjace w brazylijskich domkach z dykty jak i
                                      pare milionow im podobnych wspolobywateli tez maja swoje
                                      przyjemnosci, bo wlasciwie czemu nie. Jednak upre sie, ze nie mozna
                                      porownywac perspektywy i zadowolenia sytego i glodnego. Takiego,
                                      ktory moze zginac ot tak od tego, ktorego spokoj i majatek
                                      pilnowany jest przez uzbrojonych funkcjonariuszy. Itd.
                                      Badania poziomu szczescia udowadniaja, ze odsetek ludzi, ktorzy sa
                                      szczesliwi jest w prawie wszystkich grupach ekonomicznych taki sam -
                                      okolo 7%. Siedem procent bogaczy, siedem procent przedstawicieli
                                      klasy sredniej, siedem procent niezamoznych. Ale te siedem procent
                                      nie dotyczy nedzarzy. Maslow.

                                      > mysle, ze aforyzm marka aureliusza ma odniesienie uniwersalne,
                                      nie jest
                                      > adresowany do zadnej konkretnej grupy spolecznej ani nacji ani
                                      plci ani rasy.
                                      > te kilka wersow mozna uczynic mottem swojego zycia niezaleznie od
                                      tego czy jest
                                      > sie krolem czy zebrakiem. kazdy z nas dysponuje jakas sila, i
                                      nikt z nas nie
                                      > jest wszechmogacy. oczywiscie, beznogi zebrak z koniecznosci *
                                      dzieki madrosci*
                                      > bedzie mial wieksze pole do popisu w zakresie pokory i
                                      cierpliowosci, zas krol
                                      > -
                                      > sily... i tutaj widze pulapke, pulapeczke...
                                      > pulapeczka zastawiona jest na nieszczesnikow nieco mniej
                                      szczodrze przez los
                                      > wyekwipowanych. szczytne hasla rewolucji francuskiej nijak sie
                                      maja do
                                      > rzeczywistosci. nie ma rownosci, nie ma braterstwa, a " o
                                      wolnosci juz nawet
                                      > nikt nie wspomina mi". sa labirynty ukladow i ukladzikow. nie
                                      wystarczy wierzyc
                                      > w idealy aby byc szczesliwym, trzeba poznac rzeczywiste schematy
                                      dzialania
                                      > zycia, spoleczenstwa, aby moc odnalezc szczescie na tej ziemi.
                                      > trzeba zdradzic swoje marzenia, dokonac rewolucji
                                      kopernikanskiej, zgodzic sie
                                      > iz egocentryzm wlasciwy jest wczesnym stadium rozwojowym istoty
                                      ludzkiej.
                                      > trzeba odlozyc do lamusa bardzo wiele z dzieciecych bajek, wyrzec
                                      sie wielu
                                      > procent wlasnego ego, aby zrobic miejsce na to, co oferuje swiat.
                                      > szczegolnie jesli sie jest dziedzicem mitycznej nieistniejacej
                                      fortuny, jesli
                                      > sie nagle traci grunt pod nogami.

                                      No nie, to nie moze byc az tak. 'Zeby byc szczesliwym, trzeba
                                      zdradzic siebie' - nie zgodze sie na to, to kit, nie recepta. To
                                      jest kwestia wyboru, rozwazenie kosztow i nastepstw decyzji, tego,
                                      co sie faktycznie moze zrobic itd. Wazna jest 'madrosc, abym
                                      odroznil' i decyzja, co sie wybiera: mniej lub bardziej
                                      metaforyczne afrykanskie dzieci, ktore gina z glodu czy wlasna
                                      wygodna kanape. Wbrew temu, co sie sadzi o zaniechaniu, ono takze
                                      jest wyborem i rodzajem dzialania. Niekoniecznie najgorszym, bo
                                      moze nie jest sie stworzonym do ratowania swiata. Takiej Emilii
                                      Plater wydawalo sie, ze zbawia Polske, tymczasem reszta oddzialu
                                      uwazala ja za klopotliwy, nieprzydatny i nieznosnie natchniony
                                      nadbagaz.

                                      > mi sie wydaje, ze sa upgradeowani dokladnie tak jak sie upgraduje
                                      viste do xp,
                                      > tj w zasadzie w dol, ale jednak nie do konca :)
                                      > tacy ludzie mocniej doznaja istynktu przetrwania.
                                      > w czasie wojen podobno znacznie spada odsetek ludzi z depresja...

                                      Nie pamietam juz kto upieral sie, ze ludzi od zwierzat rozni
                                      niedoskonalosc ludzkiego instynktu. Nie mozemy na nim polegac i
                                      musimy kombinowac, wymyslac rzeczywistosc i przyrzady do niej.
                                      Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
                                      instynkcie. Nie bez powodu cialo migdalowate nazywane jest 'gadzim
                                      mozgiem'.

                                      > problem w tym, ze jesli caly kraj pograzony jest w wojnie,
                                      jednostki w tym kraj
                                      > u
                                      > laczy mniej wiecej podobna perspektywa poznawcza czy jaka tam.
                                      > w pewnym sensie znacznie gorszym, ciezszym doswiadczeniem dla
                                      jednostki jest by
                                      > c
                                      > ofiara wojny/ choroby w sytym, bezpiecznym, spokojnym kraju.
                                      > trudno wowczas nie czuc sie obcym, wyalienowanym. trudno nie
                                      oczekiwac pomocy,
                                      > lecz trudno ja otrzymac wsrod tych, ktorym doswiadczenie "
                                      poskapilo" naszych
                                      > doznan.

                                      No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                      piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek.



                                      czulko
                                      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 25.03.08, 05:14
                                        witaj po swietach :)
                                        troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci zdradzenia siebie"...
                                        chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji swiata. nie musi
                                        to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np, trudno bylo sie
                                        pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
                                        niemetaforycznie*.
                                        uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba niekoniecznie potrzebnie,
                                        raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac wiedza, RACZEJ
                                        szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze np wstretne
                                        takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...
                                        ty widac mialas na mysli nieco bardziej wziosle idealy piszac o ewentualnej ich
                                        zdradzie :)
                                        moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy zatroskanie sytuacja
                                        dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja rzeczywistosci
                                        jak zal nielota za lataniem?
                                        czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do latania wiec
                                        nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy, czy
                                        podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki, wiec i nad
                                        nimi nie warto plakac?
                                        swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male latynoski z burdelow,
                                        bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do nosa pt" jesli
                                        ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im" rzucic na otarcie
                                        lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???
                                        ---
                                        niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej przerobce,
                                        moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
                                        wystarczy tylko chciec...
                                        ---
                                        myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko na tym, co
                                        napisalas ty), chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
                                        nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy spoleczne. nawet w
                                        najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies warstwy, choc dla
                                        nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego mysle, ze faktu
                                        urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie dobrostanu.
                                        dobrostan jest relatywny :)

                                        ---
                                        "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na instynkcie. "
                                        dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma tylez zalet co
                                        wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)
                                        ---
                                        "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                        piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
                                        tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz uwage, a juz na
                                        pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi cudzym
                                        nieszczesciem.

                                        pozdrawiam :)))
                                        • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 26.03.08, 03:01
                                          szarylemur napisała:

                                          > witaj po swietach :)

                                          Dobrywieczor :)

                                          > troszke pomieszalam w miejscu gdzie pisze o " koniecznosci
                                          zdradzenia siebie"..
                                          > .
                                          > chodzi mi o koniecznosc wyzbywania sie elementow wlasnej wizji
                                          swiata. nie musi
                                          > to dotyczyc wcale kwestii wznioslych czy ogolnoludzkich. mi np,
                                          trudno bylo sie
                                          > pogodzic z utrata nadziei na to ze kiedykolwiek naucze sie latac *
                                          > niemetaforycznie*.
                                          > uzylam dramatycznego zwrotu " zdradzic siebie" chyba
                                          niekoniecznie potrzebnie,
                                          > raczej - wyrzucic z glowy utopijne rojenia, pragnienia zastepowac
                                          wiedza, RACZE
                                          > J
                                          > szukac spelnienia w obrebie rzeczywistosci niz plakac nad tym, ze
                                          np wstretne
                                          > takie prawa fizyczne ograniczaja moja wolnosc...

                                          Pamietasz ten fragment rozmowy o samotnosci? Ze to paskudne jest,
                                          kiedy sie potrzebuje/prosi o pomoc i znikad ratunku? Napisalam
                                          wtedy, ze to jest moment prawdy, niekoniecznie milej, ale jednak
                                          prawdy.

                                          Na tym imo polega dorastanie - na kolejnym, mozolnym i
                                          ultrabolesnym rozbijaniu iluzji. W jednym z opowiadan Lema facet
                                          lyka jakies pigulki i nagle widzi, ze caly swiat jest udawany, tzn
                                          on zaczyna widziec go _naprawde_ - ze wszystko jest szare i
                                          odrapane, a ludziom rozne rzeczy sie wydaja i w tym zyja, nawet
                                          roslinki w doniczkach to tak naprawde druciane stelaze z troczkami
                                          od kalesonow zamiast lisci. Pozniej cos takiego bylo w Matrixie.

                                          Kultura lubuje sie w dramatyzmie, ale przeciez po lyknieciu
                                          czerwonej pigulki mozna tez zobaczyc rozne nieiluzoryczne diamenty,
                                          ktorych jakos wczesniej nie mozna bylo zauwazyc.

                                          ...
                                          > moznaby jednak polaczyc nasze perspektywy i zapytac, czy
                                          zatroskanie sytuacja
                                          > dzieci afryki nie jest tak samo idiotyczna zapora przed afirmacja
                                          rzeczywistosc
                                          > i
                                          > jak zal nielota za lataniem?
                                          > czy tak jak madrosc podpowiada, ze czlowiek nie jest stworzony do
                                          latania wiec
                                          > nie ma co sie gryzc tym ze sie latac nie umie i nigdy nie nauczy,
                                          czy
                                          > podpowiada ona tez, ze na los dzieci afryki wplyw mamy niewielki,
                                          wiec i nad
                                          > nimi nie warto plakac?
                                          > swoja droga, "bogu dzieki" za te dzieci afryki i inne male
                                          latynoski z burdelow
                                          > ,
                                          > bez nich zdaje sie stracilibysmy nasz ostatni kij i chusteczke do
                                          nosa pt" jesl
                                          > i
                                          > ci zle, pomysl jak zle jest im". ciekawe tylko co owym " im"
                                          rzucic na otarcie
                                          > lez? moze jakies krolestwo niebieskie ???

                                          Prawda pewnie lezy gdzies po srodku. Ze niby niewiele mozemy, ale
                                          jednak cos tam mozemy. Sa programy 'adopcji na odleglosc', sa rozne
                                          konta, na ktore mozna wplacac. Rownie dobrze moznaby sie uprzec, ze
                                          tego typu pomysly istnieja po to, zeby juz calkiem na dobre pozbyc
                                          sie poczucia winy.

                                          > niemal wszystko a moze wszystko po prostu, poddane odpowiedniej
                                          przerobce,
                                          > moznaby umiescic w watku o tym ze swiat jest coraz piekniejszy.
                                          > wystarczy tylko chciec...

                                          Nie zagladalam do watku, ale mi to smierdzi. Wole zakatki ponure i
                                          wilgotne.

                                          > myslac o badaniach maslowa ( ktorych nie znam i opieram sie tylko
                                          na tym, co
                                          > napisalas ty),

                                          Aaa. A ja myslalam, zes ty po psychologii.
                                          Maslow to ten psycholog od 'piramidy Maslowa':
                                          pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb - po angielsku jest
                                          to o wiele lepiej opisane.
                                          Donioslosci tej teorii nie sposob przecenic, mozna tlumaczyc nia
                                          bardzo wiele zachowan ludzkich, mozna jej uzywac w bardzo wielu
                                          sytuacjach.

                                          chcialam wyobrazic sobie taka spolecznosc nedzarzy, ale mi sie
                                          > nie udalo. nedzarze sa wszedzie, tak samo jak inne klasy
                                          spoleczne. nawet w
                                          > najbiedniejszej skupinie ' somalijczykow' tworza sie jakies
                                          warstwy, choc dla
                                          > nas moga oni wszyscy, lacznie z krolem, byc nedzarzami. dlatego
                                          mysle, ze faktu
                                          > urodzenia tutaj czy tam, nie mozna latwo przekladac na poczucie
                                          dobrostanu.
                                          > dobrostan jest relatywny :)

                                          No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
                                          Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
                                          tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
                                          jest dopiero lekcja.

                                          > "Mozliwe, ze w sytuacjach ekstremalnych zaczynamy polegac na
                                          instynkcie. "
                                          > dokladnie tak, tj tak mysle. takie poleganie na instynkcie ma
                                          tylez zalet co
                                          > wad, ale przeciez jest na te wady sposob ;)

                                          E tam, nudno jest jak sie tak bardzo zgadzamy. To w takim razie
                                          zapytam, jaki jest na te wady sposob?

                                          > "No tak, laczy wtedy perspektywa 'z wnetrza piekla'. Ci, ktorzy w
                                          > piekle nie byli, musza uzbroic sie w uwage i szacunek."
                                          > tyle, ze wybieramy/ lub " wybieramy" odwrocenie uwagi raczej niz
                                          uwage, a juz n
                                          > a
                                          > pewno nie lubimy - generalizuje, przepraszam - byc bombardowanymi
                                          cudzym
                                          > nieszczesciem.

                                          No nie, niekoniecznie, nie zyjemy w pustce pelnej emocjonalnych
                                          wydmuszek. Jest cala masa ludzi, ktorzy - z milosci, empatii czy
                                          innych chwalebnych pobudek zadadza sobie trud.
                                          czulko
                                          • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 26.03.08, 07:06
                                            dzieki za streszczenie lema. moze mi sie przysni :)
                                            co do lykania kolorowych pigulek rodem z matrixa - kiedys skatowalam znajomych
                                            pytaniem o to, ktora by wybrali.
                                            zaskoczylo mnie, ze kilka osob wybraloby niebieska
                                            obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa niebieskie... tj, czy
                                            mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

                                            ( bezwiednie zabilam pajaka idacego po scianie)

                                            co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o nie same i nie
                                            o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im udzielic, moze
                                            przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja sie karta
                                            przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie swiata.
                                            poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z tych dzieci,
                                            jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa sie gra zwana
                                            zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej niezgody na status
                                            quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja rozne nowe ciekawe
                                            a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic sie nie da - to
                                            czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze krece sie w
                                            kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

                                            zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy. zastanawiam
                                            sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest to forma
                                            zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania, moze...

                                            piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad poziomem
                                            szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

                                            "No jasne, trzeba miec grupe odniesienia.
                                            Najdziwniej jest, kiedy ci, ktorych mielismy za 'biedaczkow' (z
                                            tego czy owego wzgledu) lituja sie nad nami. Bosmy tacy biedni. To
                                            jest dopiero lekcja." ano :)))

                                            jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko, odwrocic glowe,
                                            zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji lub potupac
                                            nozkami..." bo ja tak chce"
                                            nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie sprowokowac, jakims
                                            szmatlawym epitetem w moja strone rzucic. podyskutowac jak najbardziej, jesli
                                            wiec ten temat sie skonczyl/ wysechl calkiem lub tymczasowo, mozna wziac na
                                            warsztat inny temat.


                                            jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do pomocy.
                                            jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci nic nie pokona.
                                            takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja biernosc
                                            uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze czyjes cierpienie
                                            tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest to, to i tamto.
                                            i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy prawda tak objawiona?

                                            od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
                                            to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze szklanka jest tak
                                            samo pusta jak pelna?



                                            pozdrawiam sennie :)
                                            • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 27.03.08, 02:58
                                              szarylemur napisała:

                                              > obecnie zastanawia mnie czy aby wszystkie pigulki nie sa
                                              niebieskie... tj, czy
                                              > mamy dostep do prawdy czy tylko do kolejnych kolorowanek?

                                              A czytalas Cortazara takie short story o tym, jak mrowka widzi
                                              ogrod? Jestesmy potwornie ograniczeni naszymi zmyslami, naszą
                                              skalą, automatyzmami percepcyjnymi, inteligencja, intencja i czym
                                              tam jeszcze. Czy 1/55500 prawdy to prawda?

                                              Zdarza mi sie natknac tu i tam w roznych ksiazkach i opowiesciach
                                              na opisy pewnego specyficznego stanu, ktory mozna okreslic
                                              jako 'doswiadczanie boskiej jednosci', noale nie ma gwarancji, ze
                                              to najprawdziwsza prawda. Moze to kolejna iluzja, tym razem błoga?
                                              W dodatku wepchnieta w ciasny jezyk i ciasnye szparki naszego
                                              pojmowania.

                                              W kazdym razie mi to sie wydaje, ze prawdy nie mozna wymyslec,
                                              mozna jej natomiast doswiadczyc. Chyba to, co opisuja mistycy,
                                              poeci i niektorzy natchnieni fizycy to jedyne, na co mozemy liczyc.

                                              ...
                                              > co do zalu nad dziecmi afryki, chodzilo mi tutaj wlasciwie nie o
                                              nie same i nie
                                              > o pomoc im, lecz o to, czy ograniczonosc pomocy jakiej mozemy im
                                              udzielic, moze
                                              > przeslaniac radosc naszego istnienia. te " dzieci afryki" staja
                                              sie karta
                                              > przetargowa pomiedzy zwolennikami a przeciwnikami tezy o pieknie
                                              swiata.
                                              > poczucie winy wpojone " europejczykom" moze pomoc niektorym z
                                              tych dzieci,
                                              > jednak najwyrazniej swiat jest zgnity i regul na jakich odbywa
                                              sie gra zwana
                                              > zyciem zmienic wedle wlasnych idealow sie nie da. lecz z tej
                                              niezgody na statu
                                              > s
                                              > quo czlowieka, chocby z niezgody na bycie nielotem, powstaja
                                              rozne nowe ciekawe
                                              > a czasem nawet uzyteczne wynalazki. a jesli juz czegos zmienic
                                              sie nie da - to
                                              > czy warto tego nienawidziec, chocby tych regul? mam wrazenie ze
                                              krece sie w
                                              > kolo, zadajac wciaz te same pytania... :)

                                              'odroznic jedno od drugiego'.
                                              Wystarczy popatrzec na tych, ktorzy cos zrobili, nieloty ktore
                                              zaczely smigac po niebie. Malgorzata Chmielewska, Janina Ochojska,
                                              Matka Teresa, Ghandi i zapewne cale miliony cichych bohaterow,
                                              dzieki ktorym jednak sie kreci.

                                              > zajrzyj do watku o pieknie, jest tam sporo interesujacych rzeczy.
                                              zastanawiam
                                              > sie jednakze, co" kaze " nam widziec pelne pol szklanki? czy jest
                                              to forma
                                              > zastepcza, dopelnienie utraconej czesci instynktu przetrwania,
                                              moze...

                                              Potrzeba wiary, ze wszystko dobrze sie skonczy, po burzy przychodzi
                                              tecza, a swiat jest sprawiedliwy. Po co zagladac w czelusc, malo
                                              kto by potem mogl zyc spokojnie.

                                              > piramide maslowa mniej wiecej znam, nie znam natomiast badan nad
                                              poziomem
                                              > szczescia w poszczegolnych ' klasach spolecznych"

                                              A, ok. Chodzilo mi o to, ze te badania, o ktorych pisalam, idealnie
                                              w zasadzie pokrywaja sie z piramida - bo te 7% dziala dopiero
                                              wtedy, kiedy potrzeby z pierwszych dwoch stopni piramidy sa
                                              zaspokojone.

                                              > jaki jest sposob na wady? ten sam co zwykle: przymknac oko,
                                              odwrocic glowe,
                                              > zmienic oswietlenie, zracjonalizowac, oddac hold nalezny tradycji
                                              lub potupac
                                              > nozkami..." bo ja tak chce"

                                              No nie, mozna jeszcze uderzyc w czynow stal, zmienic swiat i
                                              wszyscy bedziemy zyli dlugo i szczesliwie.

                                              > nie chce mi sie z toba klocic, musialabys sprobowac mnie
                                              sprowokowac, jakims
                                              > szmatlawym epitetem w moja strone rzucic.

                                              Czytalam kiedys, ze jedna z nauczonych jezyka migowego szympansic
                                              nazywala swoja opiekunke w chwilach zlosci 'zla, zepsuta ubikacja'.

                                              ...
                                              > jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                              pomocy.
                                              > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                              nic nie pokona
                                              > .

                                              Noi ktorzy sa szczesliwsi?

                                              > takich, ktorzy w ramach pomocy rzuca garsc banalow, zechca swoja
                                              biernosc
                                              > uzasadniac fraza ' sam sobie winien', lub wrecz stwierdza ze
                                              czyjes cierpienie
                                              > tak naprawde nie jest cierpieniem bo prawdziwym cierpieniem jest
                                              to, to i tamto
                                              > .

                                              Wierze - zlosliwie - ze za takie numery ludzie (ja tez, tez) placa.
                                              Bo gdzies sie ten obraz cudzego cierpienia w tyle glowy plącze,
                                              wiec trzeba go jakos zabic - imo min stad biora sie kompulsyjne
                                              nawyki i nalogi - z rozgniecionej jak pajak na scianie wrazliwosci.

                                              > i to jest ten moment prawdy, powiadasz? czego zatem dotyczy
                                              prawda tak objawion
                                              > a?

                                              Zapewne tego, ze sie jest samemu.
                                              Rzeczywistosc pozayoutubowa pokazuje jednak, ze w realu bywa
                                              inaczej - zwykle znajduje sie ktos, czasem nawet pare osob, ktore w
                                              cierpieniu towarzysza, czasem nawet nader umiejetnie.
                                              Nawet jesli nie, to - o ile sie to wszystko przezyje - mozna zaczac
                                              budowac takie wiezi z ludzmi, ktore nie pekna latwo.

                                              > od watku o pieknie wolisz miejsca ponure i wilgotne
                                              > to znaczy wolisz puste pol szklanki? czy raczej widziec ze
                                              szklanka jest tak
                                              > samo pusta jak pelna?

                                              Powiadaja, ze pesymista widzi tunel, optymista - tunel i swiatelko
                                              na koncu, a realista - tunel, swiatelko i nastepny tunel.

                                              A poza tym troche sie boje, ze w watku o pieknie
                                              spotkalabym zbyt wiele wpisow
                                              ktore sa pisane

                                              bialym uroczystym wierszem.
                                              Nie cierpie

                                              ...tego

                                              (doceniam, ze w tym watku tak nie piszesz ;)

                                              czulko
                                              • mmax20 Re: gwozdziem po szybie 27.03.08, 08:28

                                                pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
                                                na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?
                                              • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 27.03.08, 17:08
                                                "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
                                                tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu calej prawdy.
                                                malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania ich na kolana,
                                                zapewne ;)

                                                tak jak czystorozumowe ( apriori) poznanie prawdy wypaczaja struktury umyslu,
                                                twory w stylu logiki i aksjomatow, tak i poznanie doswiadczalne nie jest wolne
                                                ani bezposrednie, lecz zawsze filtrowane, wtlaczane w ramy tych struktur,
                                                dopasowywane do tego co juz wiemy.
                                                obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym krytyce. nie
                                                sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to zapomniec o tym, by moc
                                                cieszyc sie wizja/ objawieniem.

                                                "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                                pomocy.
                                                > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                                nic nie pokona
                                                > .

                                                Noi ktorzy sa szczesliwsi?"

                                                NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?
                                                ---
                                                nie boj sie watku o pieknie
                                                nie wszystko tam jest uroczyste
                                                a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji opozycji i
                                                dyskusja sprowokowac zmiany.

                                                pozdrawiam !!!
                                                • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 28.03.08, 01:20
                                                  szarylemur napisała:

                                                  > "Czy 1/55500 prawdy to prawda?" nie, oczywiscie, nie
                                                  > tyle ze dosc powszechne jest przekonanie o osobistym poznaniu
                                                  calej prawdy.
                                                  > malo pokory jest w ludziach na codzien, stad koniecznosc rzucania
                                                  ich na kolana
                                                  > ,
                                                  > zapewne ;)

                                                  A to zazwyczaj widac na forum, kiedy to dwoje spiera sie nie o
                                                  swoje poglady na prawde, ale o prawde. I az dziwne, ze kazdy te
                                                  prawde ma inna, a nawet zupelnie, lustrzanie inna.

                                                  > obiektywna prawdziwosc doswiadczenia mistykow rowniez poddalabym
                                                  krytyce. nie
                                                  > sposob wykroczyc poza subiektywnosc, jedyne co mozna, to
                                                  zapomniec o tym, by mo
                                                  > c
                                                  > cieszyc sie wizja/ objawieniem.

                                                  No nie mozna, chyba ze ktoregos dnia ty albo ja zostaniemy bogiem,
                                                  ale roboczo to wykluczam.
                                                  Chociaz wydaje mi sie, ze takie olsnienie, doznanie transcendencji,
                                                  braku granic, swiadomosci typu 'fala jest morzem', jest tak
                                                  niebywale, ze - z naszej mrowczej perspektywy - jest wszystkim, co
                                                  mozemy udzwignac, jesli mowa o prawdzie.
                                                  Wilber o tym pisal w "Niepodzielonym", zreszta dosyc sprytnie.

                                                  > "> jest wielu ludzi ktorych widok nieszczescia poruszy i skloni do
                                                  > pomocy.
                                                  > > jest takze wielu takich ktorych biernej afirmacji rzeczywistosci
                                                  > nic nie pokona
                                                  > > .
                                                  >
                                                  > Noi ktorzy sa szczesliwsi?"
                                                  >
                                                  > NIE WIEM, a wedlug ciebie - ktorzy?

                                                  Ci, ktorzy postapia zgodnie ze soba chyba. Cokolwiek przez to
                                                  rozumiec. I nawet, jesli ta zgodnosc ze soba opiera sie na
                                                  klamstwie (tzn wrazliwosc cierpi, ale rozsadek racjonalizuje,
                                                  ze 'nic im nie jest, a ty sie zaraz spoznisz do pracy, wiec
                                                  zapomnij'), to byc moze w tym momencie jest akurat wszystko, na co
                                                  kogos stac. Siebie samego nie mozna przeskoczyc. Plączę?

                                                  > nie boj sie watku o pieknie
                                                  > nie wszystko tam jest uroczyste
                                                  > a nawet wobec tych uroczystosci mozesz ustawic sie na pozycji
                                                  opozycji i
                                                  > dyskusja sprowokowac zmiany.

                                                  Otoz
                                                  nic z tego
                                                  uparlam sie
                                                  iiiiii


                                                  nigdy tam nie wejde

                                                  czul.
                                                  • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 28.03.08, 01:50
                                                    w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach na oslep ;)
                                                    budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda intersubiektywna bedzie
                                                    odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
                                                    wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac wagi dyskusji.

                                                    " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;), ale
                                                    powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia mistycznego, ktore raz
                                                    na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest dobre co zle itd. z
                                                    drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia, wiec i pewnosc i
                                                    spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych konsekwencji
                                                    lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

                                                    wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek byle silna i
                                                    jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w rozum. cokolwiek.
                                                    w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie czesto ludzka
                                                    arogancja...

                                                    " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
                                                    byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla mojej
                                                    wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.
                                                    aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie ugruntowanych przekonan,
                                                    ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych z zewnatrz i
                                                    wewnatrz.
                                                    dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie obsluguje formatu
                                                    danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
                                                    wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego programu albo
                                                    wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub wiecej programy o
                                                    roznym przeznaczeniu.
                                                    marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na kazda okazje.
                                                    aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej kategorii :)
                                                    ---
                                                    z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
                                                    z drugiej dziwi mnie ten upor
                                                    mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem krytyk
                                                    dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
                                                    hem,
                                                    no spytam:
                                                    czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

                                                    czulki :)
                                                  • mmax20 soorry za bąknięcie 28.03.08, 09:03
                                                    mam odczucie, że uraziłem..
                                                    ostatnio zdarza mi się coraz częściej rąbnąć coś pasującego jak
                                                    piernik do wiatraka... tak że nic, tylko się rozpłakać.
                                                    traktuję to jako rodzaj ułomności, z którą przyszło mi żyć, a która
                                                    tłumiona przez lata, zaczyna się dopominać o należny jej respekt.
                                                    hm, zgłębianie własnych cieni nie należy do szczególnych
                                                    przyjemności, ale jaki mam wybór?, mogę czmychać, tylko, że robiłem
                                                    to do tej pory..

                                                    pozdrawiam



                                                  • mmax20 to bylo do szaregolemura 28.03.08, 09:05

                                                  • szarylemur Re: soorry za bąknięcie 28.03.08, 16:28

                                                    no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos wspolnego z puszczaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie ludzkie ...
                                                    zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
                                                    odnoszac sie do zdania:
                                                    "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
                                                    uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby ze soba poczucie wolnosci, samotnosci i nudy?
                                                    jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci i poznawcze/ p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
                                                    moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie, uznac za jedna z idealnych potrzeb duchowych.
                                                    zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne zaspokojenie ludzkich potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial zaspokajac wszelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...

                                                    a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)
                                                    owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o czym piszesz wlasciwie. chyba za bardzo skrotowo.
                                                    mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam wrazenie, ze jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
                                                    no, coz...
                                                    pozdrawiam :)
                                                  • mmax20 Re: soorry za bąknięcie 28.03.08, 18:35
                                                    szarylemur napisała:

                                                    >
                                                    > no, co ty? milo cie znowu widziec, choc jesli bakniecie ma cos
                                                    wspolnego z pusz
                                                    > czaniem bakow, to niekoniecznie milo, choc to niby takie
                                                    ludzkie ...
                                                    > zalozywszy, ze nie ma - milo cie widziec
                                                    > odnoszac sie do zdania:
                                                    > "na szczycie możnaby wpisać: wolność, samotność, nuda i co dalej?"
                                                    > uwazasz, ze zaspokojenie calej tej piramidy potrzeb przyniosloby
                                                    ze soba poczuc
                                                    > ie wolnosci, samotnosci i nudy?
                                                    > jesli tak, to nie zgodze sie, gdyz potrzeby swobody,przynaleznosci
                                                    i poznawcze/
                                                    > p. samorealizacji znajduja sie na nizszych stopniach piramidy.
                                                    > moze tylko wolnosci potrzebe moznaby ustawic na samym szczycie,
                                                    uznac za jedna
                                                    > z idealnych potrzeb duchowych.
                                                    > zreszta, wydaje mi sie ze bardzo rzadko zdarza sie totalne
                                                    zaspokojenie ludzkic
                                                    > h potrzeb, a i nie jest tak, jakoby - kazdorazowo czlowiek musial
                                                    zaspokajac ws
                                                    > zelkie nizsze szczeble potrzeb, aby moc zapragnac czegos wiecej...
                                                    >
                                                    > a jesli miales na mysli cos innego, to wytlumacz :)

                                                    niewiele jest do tłumaczenia:), tylko tyle, że człwiek dziwnie nie
                                                    docenia tego, co osiągnął lub otrzymał, i dlatego po -teoretycznie-
                                                    osiągnięciu wszystkiego w piramidzie ogarną go te uczucia, o których
                                                    mówiłem.. he,he,
                                                    w ogóle, cały ten system działa - moim zdaniem - na tej zasadzie:
                                                    niedoceniania, wręcz lekceważenia tego, co się ma, i przeceny
                                                    CHCENIA, aby nie dopuścić do jakiegoś globalnego rozmamłania
                                                    nakręcana jest spirala potrzeb.. hi


                                                    > owszem, dosc czesto, kiedy cie czytam, trudno mi powiedziec o
                                                    czym piszesz wla
                                                    > sciwie. chyba za bardzo skrotowo.
                                                    > mam nadzieje, ze otuchy doda ci, ze ja ostatnio coraz czesciej mam
                                                    wrazenie, ze
                                                    > jestem debilka, stoje i nie rozumiem.
                                                    > no, coz...

                                                    faktycznie, że mnie wzmocniło, dzięki;)), ostatnio ogarnia mnie
                                                    jakaś niechęć do mówienia, wolę ciszę myśli, i gdyby nie twoja
                                                    wstawka z jajami, już by mnie nie było,
                                                    potraktowałem osobiście:)))))

                                                    ciekawy wątek, lubię czytać
                                                    pozdrawiam

                                                  • szarylemur Re: soorry za bąknięcie 29.03.08, 02:11
                                                    o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz wielokrotnie.
                                                    coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
                                                    najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego modelu moznaby
                                                    uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
                                                    mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna z potrzeb
                                                    duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu ponadjednostkowego a nawet
                                                    uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie tylko wtedy
                                                    gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy gdy w
                                                    realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do przeskoczenia, nie do
                                                    rozbicia, nie do podkopania itd.

                                                    bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim wolnym
                                                    przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.

                                                    latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i popedzajac kijem.
                                                    jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac przez coraz wyzsze
                                                    plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego ( niekoniecznie stricte
                                                    materialnego ) brakuje im do szczescia.
                                                    i tak! ja tez ...
                                                    choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

                                                    jesli robimy z zycia poscig za kroliczkiem, to nic dziwnego ze czujemy pustke
                                                    trzymajac w zebach matke - krolice.
                                                    na szczescie takie krolewskie polowanie rzadko konczy sie sukcesem, tj na ogol
                                                    na horyzoncie znow pojawia sie jakis intrygujacy fantom,
                                                    a przeciez - dzieki wlasnie tej proznej ambicji zaspokojenia coraz nowszych
                                                    pragnien, rozwija sie/ pieknieje nasz cudny kolowrotek, przepraszam, swiat.

                                                    a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co chcesz procz
                                                    tego co masz" ...
                                                    mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki mamy, moze
                                                    moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na gwaltowna zmiane.
                                                    jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to jutro obudzisz
                                                    sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/ szef/ pies/
                                                    zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

                                                    so, dont hejt de pleja, pokochaj gejm...
                                                    albo i nie

                                                    ===
                                                    jaja w ogole nie byly do ciebie, paranoiku ;)))
                                                  • mmax20 Re: soorry za bąknięcie 29.03.08, 11:45

                                                    > o tym niedocenianiu, nawet za mojej " kadencji" byla mowa juz
                                                    wielokrotnie.
                                                    > coz, jak to napisala bene : " dont hejt de pleja, hejt de gejm"
                                                    > najwidoczniej tak skonstruowany jest swiat, tak, ze jako jego
                                                    modelu moznaby
                                                    > uzyc ulubionej karuzelki chomikow...
                                                    > mysle, ze na samym szczycie tej piramidy znajduje sie - jako jedna
                                                    z potrzeb
                                                    > duchowych/ samotranscendencji - pragnienie sensu
                                                    ponadjednostkowego a nawet
                                                    > uniwersalnego. choc moze to pragnienie sensu dopada czlowieka nie
                                                    tylko wtedy
                                                    > gdy juz zaspokoi wszystkie ponizsze pragnienia, lecz takze wtedy
                                                    gdy w
                                                    > realizacji " nizszych" pragnien natknie sie na mur nie do
                                                    przeskoczenia, nie do
                                                    > rozbicia, nie do podkopania itd.

                                                    ja myślę, że zagubiona stycyjka parowej ciuchci nad brzegiem
                                                    Wielkiego Oceanu, tam się znajduje..

                                                    >
                                                    > bardzo fajnie odpisala mi gadagad w watku o przeszkodzie. w moim
                                                    wolnym
                                                    > przypomnieniu: kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnej przeszkody.
                                                    >

                                                    na pewno, w końcu inni też zdobywają..

                                                    > latwo manipulowac ludzmi trzymajac im przed nosem marchewke i
                                                    popedzajac kijem.
                                                    > jesli tylko nie znajda sposobnosci do zamyslenia, beda skakac
                                                    przez coraz wyzsz
                                                    > e
                                                    > plotki, niemal pewni ze jeszcze tylko tego czy tamtego (
                                                    niekoniecznie stricte
                                                    > materialnego ) brakuje im do szczescia.
                                                    > i tak! ja tez ...
                                                    > choc lenistwo wielokrotnie uratowalo mnie przed smiesznoscia ;)

                                                    twoim zdaniem: czy walenie głową w mur jest ośmieszaniem się?

                                                    > a moglibysmy przeciez juz teraz polozyc sie nucac pod nosem " co
                                                    chcesz procz
                                                    > tego co masz" ...
                                                    > mysle ze napedza nas drapiezniczy instynkt. mamy taki swiat jaki
                                                    mamy, moze
                                                    > moglby byc inny, ale problem w braku powszechnej zgody na
                                                    gwaltowna zmiane.

                                                    EWOLUCJA, ruch motylich skrzydeł, takie paradygmaty, w to wierzę..
                                                    podobało mi się, co napisałaś o wierze

                                                    > jesli ty polozysz sie dzisiaj cieszac sie swoim status quo, to
                                                    jutro obudzisz
                                                    > sie z reka w nocniku, dlatego, ze twoj sasiad/ zona/ kochanek/
                                                    szef/ pies/
                                                    > zmutowany w nocy wirus ma w dupie duchowa rewolucje.

                                                    a to co jak nie paranoja ;))

                                                  • szarylemur smiesznosc 29.03.08, 17:05
                                                    myslisz ze na zagubionej stacyjce zrealizowalbys / zrealizowalaby sie twoja
                                                    potrzeba samotranscendencji, tam odnalazlbys sens, dostapil objawienia?

                                                    coz, ja ostatnio rozmyslam nad posada latarnika na jakiejs egzotycznej zacofanej
                                                    , ale z internetem wyspie...
                                                    choc mysle, ze raczej zaspokoiloby to moja potrzebe samorealizacji niz
                                                    samotranscendencji.

                                                    moim zdaniem, walenie glowa w mur jest osmieszaniem sie, ale czesto warto sie
                                                    osmieszyc. wydaje mi sie, ze ocena innych zalezy od tego, czy uda ci sie ten mur
                                                    przebic czy nie. jesli nie, to zleca sie ciotki potrzasajac glowami " a nie
                                                    mowilam?", jesli sie uda, tez sie zleca tym razem z haslem " no pain, no gain"
                                                    poza tym, kazde doswiadczenie mozemy zuzyc jako material edukacyjny dla nas
                                                    samych, ale tez wcale nie musimy, chyba.

                                                    ciesze sie, ze podobalo ci sie co napisalam o religii, niestety nie pamietam co
                                                    pisalam o religii... mam wrazenie ze ostatnio pisywalam tylko o silnych czesto
                                                    nieuswiadomionych przeswiadczeniach, takich prywatnych religiach. kazdy jakas
                                                    ma, chyba, bo swojej jakos dociec nie moge, ale to pewnie dlatego ze najtrudniej
                                                    mi dokonac wiwisekcji samej siebie.

                                                    pisanie o tym ze jesli nie idziesz do przodu to sie cofasz, poparte przykladami
                                                    to nie paranoja, to tylko przejaskrawe przejaskrawienie, ktore - zauwazam -
                                                    stosuje nader szczodrze i niekoniecznie potrzebnie. znow sie powtorze i napisze,
                                                    ze trzebaby bylo silnej wiary, przekonania na poziomie samych korzeni, zeby
                                                    machnac reka na wyscig i trwac niewzruszenie przy swojej zbawczej prawdzie o
                                                    naturze i celu swiata.

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • mmax20 Re: smiesznosc 01.04.08, 10:31

                                                    myślę, że dla NIEGO/NIEJ nie ma rzeczy śmiesznych..
                                                    nie pytaj, dlaczego, nie mam pojęcia :)
                                                  • szarylemur Re: smiesznosc 01.04.08, 17:27
                                                    czy chodzi tu o jakiegos boga/ boginie?
                                                  • mmax20 Re: smiesznosc 02.04.08, 09:43

                                                    eh, to taka próba odwrócenia uwagi i spojrzenia gdzieś tam, nie
                                                    wiem, każdy ma swoją perspektywę, moja jest taka, widzę coś nie
                                                    potrafię określić, gubię się w domysłach i natrojach, patrzęz nowu ,
                                                    nic nie widzę, taki nie wiedząc co i jak
                                                    ciao
                                                  • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 29.03.08, 03:15
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > w wyniku dyskusji ( uwaga! dyskusji a nie walenia sie po jajach
                                                    na oslep ;)

                                                    No wlasnie, wlasnie. Onlajnowe spotkanie malpiatki z czarownica z
                                                    odleglej planety samo w sobie dziwne nie jest. Egzotyczna jest sama
                                                    rozmowa.

                                                    > budujemy jakas tam prawde intersubiektywna. taka prawda
                                                    intersubiektywna bedzie
                                                    > odpowiednikiem " mniejszego zla", nadal prawda/ dobrem nie bedac.
                                                    > wniosek ( moj) z tego - warto dyskutowac, nie warto przeceniac
                                                    wagi dyskusji.

                                                    No tak, bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
                                                    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
                                                    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc.

                                                    > " niepodzielonego" tez nie czytalam :( wlazisz mi na ambicje ;),

                                                    Wlazenie ci na cokolwiek nie bylo moja intencja, raczej niechetna
                                                    uczciwosc wskazania, ze moje pomysly maja swoje zrodlo. Jesli nie
                                                    znasz Wilbera, to poznaj, spodoba ci sie - i warto zaczac od
                                                    Niepodzielonych wlasnie, chociaz on sie potem wycofal z paru tez z
                                                    tej ksiazki.

                                                    Tak czy inaczej patrzenie na to, jak zgrabnie on syntetyzuje
                                                    doswiadczenie Wschodu i Zachodu to czysta przyjemnosc. Noi sam
                                                    model integracji osobowosci, ktory on tam prezentuje jest bardzo
                                                    praktyczny i do codziennego uzytku, jak obierak do ziemniakow.

                                                    ale
                                                    > powiem szczerze, ze kusiloby mnie przezycie doswiadczenia
                                                    mistycznego, ktore ra
                                                    > z
                                                    > na zawsze daloby mi poczucie pewnosci tego jak jest, co jest
                                                    dobre co zle itd.

                                                    Nie nie, to nie tak.
                                                    Najlepiej, jesli z streszcze jedna z tez tej ksiazki.
                                                    Wilber uwaza, ze rozwoj wiaze sie ze znoszeniem granic. Pierwsza
                                                    jest ta we wnetrzu psychiki - miedzy Cieniem a Persona, Anima i
                                                    Animusem itd. Kiedy (wulgaryzuje) czlowiek sie jako-tako zintegruje
                                                    na tym poziomie, winien zniesc granice miedzy 'soba' a 'cialem'
                                                    (ktre w naszej kulturze nie jest 'mna', a 'czyms, co ja
                                                    posiadam', 'biednym bratem osiolkiem'). No a potem - to kolejne dwa
                                                    stopnie - zintegrowany wte i wewte czlowiek moze zniesc kolejna
                                                    granice - miedzy 'ja' i 'nie ja'. Tanscendencja.

                                                    I to doswiadczenie ladnie opisuje jeden chrzescijanski mistyk
                                                    jako 'fala, ktora jest morzem' - roztopienie sie takie. Jestes
                                                    jednoscia ze Wszechswiatem, a nie Supermozgiem. Zreszta - wg
                                                    Wilbera Bog uwaza, ze zlo i dobro to dwie czesci tej samej
                                                    jednosci :)

                                                    > z
                                                    > drugiej strony nie wierze w obiektywna prawdziwosc objawienia,
                                                    wiec i pewnosc i
                                                    > spokoj uzsykane w jego wyniku zdaja mi sie podobne do zbawczych
                                                    konsekwencji
                                                    > lobotomii ( o ktorej tez malo wiem, wiec mozliwe ze bredze).

                                                    Przeczytaj, przeczytaj. Jesli nie to, to Willigisa Jaegera 'Fala
                                                    jest morzem' np.
                                                    To, czy takie przezycie jest 'obiektywne' czy jakiekolwiek inne,
                                                    nie ma zadnego znaczenia.

                                                    > wydaje mi sie ze swietne wyniki w terapii zycia daje jakakolwiek
                                                    byle silna i
                                                    > jak najmniej swiadoma siebie wiara. moze byc to takze wiara w
                                                    rozum. cokolwiek.
                                                    > w sumie kazdy z nas ma jakis sposob na zycie i tylko drazni mnie
                                                    czesto ludzka
                                                    > arogancja...

                                                    To jest udowodnione akurat, ze silnie wierzacy sa zdrowsi fizycznie
                                                    i psychicznie. A arogancja? 'Unikaj glosnych i napastliwych, sa
                                                    udreka ducha'. Na forum mozna ich splonkować.

                                                    > " szczesliwsi beda ci , ktorzy postapia w zgodzie z soba"
                                                    > byc moze wlasnie jestem na etapie wyszukiwania potwierdzen dla
                                                    mojej
                                                    > wczesniejszej tezy, ale ... wlasnie je znajduje w tym zdaniu.

                                                    Hihi.
                                                    'Bycie soba' mi sie kojarzy z tym, co mowia bohaterowie roznych Big
                                                    Braderow i gwiazdki, ktore udzielaja pierwszego wywiadu.

                                                    Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
                                                    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
                                                    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem? Prawda o sobie
                                                    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
                                                    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
                                                    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'.

                                                    > aby byc szczesliwym nalezy miec w sobie system silnie
                                                    ugruntowanych przekonan,
                                                    > ktory bedzie dzialal jak program do obrobki danych naplywajacych
                                                    z zewnatrz i
                                                    > wewnatrz.

                                                    Nie wiem, nie wiem. Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
                                                    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
                                                    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
                                                    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'.

                                                    > dosc dramatyczne sa momenty kiedy okazuje sie ze program nie
                                                    obsluguje formatu
                                                    > danych z ktorymi akurat przyszlo nam sie zmierzyc.
                                                    > wowczas, na gwalt musimy dograc sobie jakas wtyczke do naszego
                                                    programu albo
                                                    > wywalic calosc w cholere i zastapic nowym, albo miec dwa/ lub
                                                    wiecej programy o
                                                    > roznym przeznaczeniu.
                                                    > marzeniem jest aby miec program uniwersalny. cos niezawodnego na
                                                    kazda okazje.
                                                    > aforyzm marka aureliusza jest calkiem niezlym programem z tej
                                                    kategorii :)

                                                    Uwielbiam wytrychy.

                                                    > z jednej strony zazdroszcze ci uporu w oporze
                                                    > z drugiej dziwi mnie ten upor
                                                    > mnie zasadniczo kusza rozne nowosci i odmiennosci, choc z wiekiem
                                                    krytyk
                                                    > dziamoli/ ostrzega coraz bardziej stanowczo...
                                                    > hem,
                                                    > no spytam:
                                                    > czemu nigdy TAM nie wejdziesz???

                                                    Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie
                                                    nogami, jak kto na co nalega :)
                                                  • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 29.03.08, 04:20
                                                    egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym waleniem po
                                                    wirtualnych jajach?
                                                    jesli tak, to: e tam, ja tu siedze jak kot przy mysiej norze i czyham, czyham, a
                                                    nuz pojawi sie jakis drugi kot do uciecia wartowniczej gadki ;)
                                                    a jesli nie, to o co idzie z ta egzotyka?

                                                    "bo nad miedlenie ozorami i wyniki tegoż przedkladamy te
                                                    nieliczne momenty totalnego bycia tu i teraz. O ktorych mozna sobie
                                                    poopowiadac, ale o wiele lepiej je przezyc."

                                                    aha, a mi wcale nie to bylo na mysli! nie warto przecieniac wagi dyskusji, bo
                                                    choc moze prowadzic do sformulowania jakiejs prawdy intersubiektywnej, do
                                                    odkrycia tej obiektywnej nie doprowadzi nigdy. tzn: ja mysle, ze to moje
                                                    twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze niekoniecznie musi.

                                                    co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad miedlenie
                                                    ozorami? z jakiego powodu? czy to jest przyjemne?czy bycie ma wlasciwosci zbawcze?
                                                    czy jest moze jakims egzotycznym afrodyzjakiem dla przejedzonych europeanow?
                                                    moze nie pojmuje istoty bycia tu i teraz, stad debilnie zabrzmiec moze moje
                                                    pytanie, lecz je zadam mimo to: chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
                                                    i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne, wydaje mi sie,
                                                    ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla tego, jakies ramy.
                                                    moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak fizyczny bol czy
                                                    przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow juz tak. no,
                                                    jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego ze to jest TO?

                                                    dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie przerasta...jak mam
                                                    zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?
                                                    jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to sprobuj prosze
                                                    opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem roztopienia.
                                                    roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

                                                    dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde obiektywna czy
                                                    jest tylko subiektywna wizja. ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
                                                    obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje nigdzie ze takie
                                                    dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej prawdy i w to
                                                    watpie.

                                                    odnosnie " bycia soba", a raczej " bycia w zgodzie z soba" to ty podalas to jako
                                                    recepte na bycie szczesliwszym.

                                                    "Jesli tak w ogole jestem madra, a teraz chrzanie jak potluczona, to
                                                    jestem madra? Jesli seryjny zabojca zginie, ratujac dziecko z
                                                    pozaru, to jest dobrym czy zlym czlowiekiem?Prawda o sobie
                                                    istnieje tylko w tu i teraz, chociaz lubimy wierzyc, ze jestesmy
                                                    jacys tacy bardziej okresleni. 'kiedy biegam, to jestem biegaczem/
                                                    kiedy fruwam, to jestem fruwaczem'."
                                                    no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej. nikt nie jest
                                                    ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne wypracowanie
                                                    obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
                                                    widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu zycia jako
                                                    serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ. koncepcji
                                                    celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow, wzajemnego powiazania/
                                                    odzialywania konkretnych faktow.
                                                    hmm, moze byc to tu i teraz terapeutyczne dla jednostek, a nawet - dlugofalowo -
                                                    wywolac zmiany w kulturze, lecz nie bardzo widze sposob na zastosowanie
                                                    koncepcji tu i teraz na szersza spoleczna skale. co z edukacja, co z
                                                    sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na to ( byc moze
                                                    powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
                                                    czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze pomocniczy?


                                                    "Mi to sie kojarzy z osobowoscia autorytarna.
                                                    A w ogole np taki defensywny pesymista jest szczesliwy, kiedy
                                                    uciekna mu sprzed nosa trzy autobusy. Bo moze wtedy z satysfakcja
                                                    wycedzic 'A nie mowilem? One tak zawsze'."
                                                    albo: bog tak chcial, albo: to nic, za chwile przyjedzie nastepny; albo:
                                                    cokolwiek innego, wazne ze nie zastanawia sie dlaczego akurat tak a nie inaczej
                                                    odpowiada na dany bodziec, wazne ze asymilacja tego doswiadczenia idzie gladko,
                                                    nic sie nie wiesza, nie zgrzyta.
                                                    ---
                                                    he he
                                                    mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
                                                    mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)
                                                    to zart
                                                    poniekad, mam nadzieje...
                                                    nie zmuszam cie zatem juz wiecej
                                                    za to
                                                    pozdrawiam !
                                                  • bene_gesserit Re: gwozdziem po szybie 30.03.08, 03:26
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > egzotyczna jest ta rozmowa w jakim sensie? ze nie jest onlajnowym
                                                    > waleniem po wirtualnych jajach?

                                                    Tak, tak.
                                                    Od paru lat czuje sie w cyberze tak, ze mam ochote pokiwac glowa
                                                    jak starsza pani w kapelusiku i rzucic cos w rodzaju 'ach, co to
                                                    sie porobilo, kiedys ludzie byli inni'.

                                                    > tzn: ja mysle, ze to moje
                                                    > twierdzenie o prawdzie jest prawdziwe, ale jakos tak wynika, ze
                                                    niekoniecznie m
                                                    > usi.

                                                    A to na razie wychodzi tylko tyle, ze mozesz miec jak najbardziej
                                                    obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym
                                                    wiedziec.

                                                    > co to jest byc tu i teraz? i dlaczego niby przedkladamy je nad
                                                    miedlenie
                                                    > ozorami? z jakiego powodu?

                                                    To jest skomplikowany i dlugi temat.
                                                    Bycie tu i teraz to jest ten stan, kiedy nie niejestesmy tam i
                                                    gdzies. Ludzie w wiekszosci maja tendencje do zycia w przeszlosci
                                                    ('a moglam jej powiedziec...', 'a przeciez moglem tego nie
                                                    robic...') albo w przyszlosci ('od jutra rzucam fajki', 'za pare
                                                    lat na pewno napisze magisterke').

                                                    Zycie w przyszlosci polega np na tym, ze kiedy parzysz sobie
                                                    herbate, zeby ja spokojnie wypic, a potem pojsc na umowione
                                                    spotkanie, to tak naprawde nie parzysz herbaty, tylko juz zalozylas
                                                    kurtke i wyszlas, a kiedy wychodzisz po wypiciu herbaty, to tak w
                                                    glowie swojej juz na to spotkanie doszlas, a kiedy dojdziesz na
                                                    miejsce, to juz dawno jestes po spotkaniu... itd. Zawsze pare
                                                    minut/godzin/lat do przodu, nigdy nie ma cie w tej chwili.
                                                    Analogicznie z zyciem w przeszlosci - zamiast skupiac sie na boskim
                                                    smaku herbaty placzesz nad rozlanym piec lat temu mlekiem.

                                                    Niebycie tu jest z tym scisle zwiazane (itd itd)

                                                    Wiec bycie tu i teraz jest taka magiczna umiejetnoscia, ktora
                                                    pozwala zycie przezywac nie w sensie wegetacji, ale - to nie jest
                                                    najlepsze slowo - celebracji i prawdziwosci.

                                                    A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
                                                    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
                                                    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
                                                    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
                                                    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
                                                    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
                                                    swiata. A guzik.

                                                    > chcialabys byc tu i teraz gdy odpada ci reka
                                                    > i/lub noga? zreszta, nawet pominawszy doswiadczenia nieprzyjemne,
                                                    > wydaje mi sie,
                                                    > ze aby przyswoic doswiadczenie musimy miec jakis kontekst dla
                                                    > tego, jakies ramy.

                                                    No tak - to jak z tym mlotkiem, co to mozna i to, i to.
                                                    Kiedy mi cos odpada, wycofuje sie na pozycje, zwlaszcza kiedy bol
                                                    jest nieznosny. To jest ok i chroni mnie i pewnie innych przed
                                                    szalenstwem. Natomiast zycie gdzies i kiedys, gdy w poblizu nic
                                                    nikomu nie odpada jest juz patogenne, uwazam.

                                                    > moze nie dotyczy to prostych, fizjologicznych doswiadczen, jak
                                                    fizyczny bol czy
                                                    > przyjemnosc. ale wszystkich bardziej " wyrafinowanych" bodzcow
                                                    juz tak. no,
                                                    > jeszcze raz: co to znaczy byc tu i teraz i co w tym jest takiego
                                                    ze to jest TO?

                                                    Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
                                                    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
                                                    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
                                                    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
                                                    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
                                                    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on.

                                                    Na jednym z licznych warsztatow, na ktorych bylam, zapracowanym
                                                    ludziom zaproponowano, aby w ramach cwiczenia poszli do
                                                    nieodleglego parku i pobyli w nim godzine, starajac sie byc tu i
                                                    teraz. Wrocili odmienieni, ze zdziwieniem opowiadajac, ze liscie sa
                                                    takie zielone, a ptaki to kazdy inaczej spiewa, z tylu sluchac bylo
                                                    dzieci, ziemia pachnie, a na niebie sa chmurki... Zdziwienie, jakby
                                                    wrocili z innej planety. Pisze o tym, zeby bylo jasne, ze bycie tu
                                                    i teraz mozna praktykowac rowniez w samotnosci :)

                                                    > dalej - transcendencja modelem wilbera chyba jednak mnie
                                                    przerasta...jak mam
                                                    > zniesc granice miedzy ja i nie ja? i po co?

                                                    No bo ja to pokretnie opisuje, on to o wiele lepiej wyjasnia.
                                                    Wg niego to jest pewien wlasciwy kierunek rozwoju. Jesli sie kto np
                                                    zabierze za rozwoj duchowy (poziom 3 i 4) przed zrobieniem porzadku
                                                    w poziomach 1 i 2, to moze miec potezne problemy. Albo jesli bedzie
                                                    probowal sie zintegrowac z wlasnym cialem, kiedy nie bedzie nawet
                                                    wiedzial, co ma w Cieniu - bez sensu.

                                                    Widzialam pare takich historii na wlasne oczy i wychodzi na to, ze
                                                    Wu mial racje.

                                                    > jesli udalo ci sie to kiedys - roztopic we wszechswiecie - to
                                                    sprobuj prosze
                                                    > opisac roznice miedzy stanem normalnym czlowieka a stanem
                                                    roztopienia.
                                                    > roznice postrzegania, odczuwania czy jakies inne wazne.

                                                    Eee. No tak, mi sie to kilka razy wydarzylo spontanicznie, bez
                                                    intencji, tak po prostu jak ziewniecie. Tego nie da sie
                                                    opisac. 'jestem fala, ktora jest morzem'. Totalna jednosc i
                                                    bliskosc. Jak odkopie Niepodzielone, to moze tu wklepie jakis
                                                    najfajniejszy cytat z tych opisow, ktore on tam cytowal.

                                                    > dla mnie MA znaczenie czy przezycie mistyczne odslania prawde
                                                    obiektywna czy
                                                    > jest tylko subiektywna wizja.

                                                    To jest nieweryfikowalne. Rownie dobrze to moga byc jakies spiecia
                                                    na neuronowych laczach.

                                                    ma, gdyz w tym miejscu zastanawialam sie nad
                                                    > obiektywna wartoscia wiedzy plynacej z objawienia. nie neguje
                                                    nigdzie ze takie
                                                    > dosw ma jakas wartosc, tylko pytam czy sluzy poznaniu obiektywnej
                                                    prawdy i w to
                                                    > watpie.

                                                    Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
                                                    pewnego ultraintensywnego stanu.

                                                    > no, niezupelnie. istnieje tez cos w stylu prawdy statystycznej.
                                                    nikt nie jest
                                                    > ani calkowicie dobry ani calkowicie zly ( w podstawowce piekne
                                                    wypracowanie
                                                    > obroncze hitlerowi napisalam :0, och, pamietam to jak dzis ;)
                                                    > widze ze " filozofia" bycia tu i teraz opiera sie na traktowaniu
                                                    zycia jako
                                                    > serii oddzielnych epizodow, przeciwstawnie do tradycyjnej europ.
                                                    koncepcji
                                                    > celowosci, przyczynowosci, nastepstw przyczyn i skutkow,
                                                    wzajemnego powiazania/
                                                    > odzialywania konkretnych faktow.

                                                    E-e. No skad. Chodzi nie o nastepstwa, przyczyny i td, ale o zycie
                                                    w realu, a nie we wlasnej glowie, w niby-swiecie. Bedac tu i teraz
                                                    mozna byc bankierem, gwiazda filmowa albo jak Wilber zbic fortune
                                                    na ksiazkach.

                                                    co z edukacja, co z
                                                    > sadownictwem, chociazby? bardzo mi zalezy, zebys odpowiedziala na
                                                    to ( byc moze
                                                    > powstale na skutek nieprzecietnej ignorancji pytanie)
                                                    > czy mialby byc to program glowny( wytrych, aksjomat) czy moze
                                                    pomocniczy?

                                                    Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
                                                    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
                                                    kalkulatory.

                                                    > mnie tez zmuszano do jedzenia, wiec ...
                                                    > mysle ze to normalne kogos do czegos zmuszac dla jego dobra ;)

                                                    Tak tak - a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
                                                    kieszeni fartuszka i jest problem.
                                                    Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
                                                    to spiewajaco.
                                                  • szarylemur sie rozpisalam ... 30.03.08, 06:55
                                                    hm, ja ( na szczescie :) w cyberze nawet roku jeszcze nie jestem, wiec nieco inne refleksje mam.
                                                    pierwszy upadek pod wirtualnym krzyzem mam za soba, ale bylo to rzeczywiscie ciezkie doswiadczenie
                                                    nadal, co i rusz zdumiewa mnie czestotliwosc wypowiedzi PO PROSTU agresywnych, najwidoczniej obliczonych na odreagowanie. zdumiewa, ale juz nie tak bardzo.
                                                    dobrze to czy zle, ze sie przyzwyczajam? ze zaczynam uwazac iz najwidoczniej istnieje spora grupa ludzi, ktorzy UWIELBIAJA SIE KLOCIC. tylko, cholera, nadal nie moge pojac fenomenu tych, co bluzgaja na innych nawet piszac. coz, zapewne wynika to z roznic w historii osobistej, innego nastawienia do tematu.
                                                    czasem dziala jeszcze impuls zeby pouczyc czy zaprotestowac czy przywalic na wirtualny odlew. ale przekonanie o tym, ze ' to bedzie na dlugo", znaczy ze wdam sie w jakas wyniszczajaca mnie psychicznie bijatyke ( slowna) , kaze mi siedziec na krzesle i nie wstawac. nie dla mnie te ' rarytasy'. a jednak cos tam krzyczy we mnie w strone panow i pan jazgotek: ...no nie bede pisac co, jak starczy mi odwagi i ochoty i przekonania, okazja do napisania tego pod wlasciwym adresem pewnie sie znajdzie :]
                                                    a co do tego, ze " ludzie kiedys byli inni" tego nie wiem, ale zauwazam ze przez forum co jakis czas przetaczaja sie burze, po ktorych jest spokoj, po ktorym znow sa burze. tyle, ze glowne postacie dramatu sie zmieniaja *a napewno ich nicki * :]
                                                    ---

                                                    "mozesz miec jak najbardziej obiektywna, boską w jakosci prawde, ale niekoniecznie o tym wiedziec."
                                                    ano wlasnie o to sie rozchodzi! mozemy widziec swiatlo prawdziwego slonca, ale nie mamy mozliwosci zweryfikowania tej prawdziwosci. wszystko co mamy to hipotezy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza granicami tzw twardej nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki dobrego zycia.

                                                    ___

                                                    hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja? jest stopieniem sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem mniej przyjemne niz zycie tym co bedzie lub bylo. rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze oczyszczac nas z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to odciazac mozg i inne narzady, ale czy cos ponad to? dosc czesto celebruje rytual picia ' porannej ' kawki z bita smietana i cynamonem, pollezac na dachu wchlaniajac slonce i blekit nieba. dobrze relaksuje na poczatek dnia.
                                                    ale jakos nie wyobrazam sobie celebrowania kazdej czynnosci jaka sie zajmuje, np mycia wlosow , wiazania butow, jazdy winda. zwyczajnie NIE MAM NA TO CZASU, sa rzeczy ciekawsze niz to! nie lubie wstawac na 10minut przed pojsciem do pracy ani zyc w biegu, kiedy to lykam herbate szukajac jakiejs bluzki, wiaze buty w windzie itd. lubie miec kilka godzin na rozkrecenie sie. najchetniej w ogole porzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i jeszcze pomarzyc i powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)
                                                    nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na bogactwo swiata, odwrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja ku temu co realnie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako makiete, tlo dla naszych pragnien?
                                                    ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

                                                    "A przez miedlenie ozorami mozna cos przemiedlic na amen.
                                                    Ludziom sie czesto wydaje, ze teoretyczne rozpracowanie pewnego
                                                    problemu/zagadnienia jest jednoznacze z przyswojeniem go w
                                                    praktyce. Nie jest. A im kto bardziej inteligentny *niekoniecznie
                                                    pisze tu o sobie*, tym lepiej go moze teoretycznie rozpracowac i
                                                    tym bardziej moze mu sie wydawac, ze posiadl cala madrosc tego
                                                    swiata. A guzik."
                                                    ano guzik, racja

                                                    "Kiedy obejmuje cie ukochany, jesli sie na tu i teraz skupisz,
                                                    odczujesz bliskosc tak wielka, ze w zasadzie jest ona jednoscia.
                                                    TO. Jesli natomiast w momencie jego ciebie obejmowania przed oczami
                                                    bedzie ci sie natretnie pojawiac zolza z pracy, ktora pod toba
                                                    dolki kopie, niewypelniony PIT i pomysly na jutrzejszy obiad, to
                                                    juz TEGO nie doswiadczysz. Ani zreszta on."
                                                    zalozmy ze nie pojawi mi sie przed oczami w tym momencie ani zolza z pracy ani pit ani zaden obiad, a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowanie z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
                                                    oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac sie, a w nastepnym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego zachowania, zaglebic sie w istote tej przykrosci?czy jak?
                                                    ---
                                                    co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w weekend stac sie rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie nie zapisze ...
                                                    ja wiem ze liscie sa zielone itd. mieszkam w miejscu gdzie chyba tylko daltonista moglby to przeoczyc o tej porze roku. natura tutaj jest tak bujna i fantazyjna ze odciaga uwage od wszystkiego innego. palmy daktylowe daktyluja, inne kwitna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej strukturze, kwiaty wariuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe drzewka uliczne, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir kontemplacji tych cudow!
                                                    podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

                                                    ---
                                                    wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby mi milo, gdybys wrzucila tu jakies smaczne cytaty
                                                    ---

                                                    wszystko to sa rowniez spiecia neuronalne czy jak to sie nazywa ( nie wiem). chodzilo mi o to, jakiej kategorii info te spiecia niosa. jest to nieweryfikowalne, zgadzam sie, rzecz jasna. ultraintensywnosc jakiegos stanu nie przeklada sie ( wbrew potocznym odczuciom) na obiektywnosc istnienia bodzcow ktore uczestniczyly w jego spowodowaniu, ze tak przynudze.
                                                    "Nie ma wiedzy. To jest odczucie, nie odmyslenie. Pozostaje pamiec
                                                    pewnego ultraintensywnego stanu."
                                                    i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty stosunek do dosw mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym osobowosc, styl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale bardziej cholera prawdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie. moze byc przezyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to - z mojego upartego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym uwagi niz lobotomia.
                                                    kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii sa szczesliwsi,a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

                                                    "Wychowac pokolenia ludzi spokojnych i szczesliwych jak buddyjscy
                                                    mnisi? Wolalabym to zamiast tabliczki mnozenia. Od tabliczki sa
                                                    kalkulatory." * podlozylas sie, a ze mnie drapiezna fretka wylazla na to :)
                                                    hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia nie moznaby tych kalkulatorow wymyslic...

                                                    wiec moze jednak program dodatkowy?
                                                    ---
                                                    i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i stukam te swoje mysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

                                                    ---

                                                    "a potem mama odkrywa po paru dniach surowke z marchewki w
                                                    kieszeni fartuszka i jest problem."
                                                    he he, ja tam wrzucalam za wielki ciezki regal w salonie...

                                                    a tak na marginiesie tego urywku dyskusji:
                                                    przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas gdy ja - z rodzicem.
                                                    tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje nastepstwa.
                                                    ----

                                                    "Gwizdze na wasza liste, ja swoje blogoslawienstwa licze codzien, i
                                                    to spiewajaco."
                                                    myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?
                                                    nie, nie naleze, czasem wrzucam co mi sie wydaje swiadczyc o pieknieniu swiata, czasem z nia polemizuje czasem slucham czasem jej zazdroszcze czasem podziwiam czasem jestem wdzieczna za jej slowa czasem mam ochote ja udusic
                                                    zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze filozofie zyciowe maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa, zmienna i cherlawa)

                                                    pozdrawiam :)))
                                                    aha, interesujace rzeczy napisalas w watku o asertywnosci, dzieki.
                                                  • bene_gesserit Re: sie rozpisalam ... 31.03.08, 02:36
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [jazgot]
                                                    Tak. Mi tez sie zdarza wdawac w pyskowki i robie to z upodobaniem,
                                                    lubie wyzsza temperature rozmow, pod warunkiem, ze sama rozmowa ma
                                                    sens. Ale akurat na tym forum pyskowki to chyba niewiele daja, co.

                                                    > wszystko co mamy to hipote
                                                    > zy, przynajmniej odnosnie tematow z dziedzin bedacych poza
                                                    granicami tzw twarde
                                                    > j nauki - metafizyki, aksjologii, etyki, czy chocby sztuki
                                                    dobrego zycia.

                                                    Tak, ale jak sie temu przyjrzec, to to jest nawet zabawne.

                                                    > hmm, dlaczego bycie tu i teraz ma byc czyms wiecej niz wegetacja?
                                                    jest stopieni
                                                    > em sie z chwila obecna, czasem moze byc przyjemniejsze, czasem
                                                    mniej przyjemne
                                                    > niz zycie tym co bedzie lub bylo.

                                                    Bo nie mozesz zmienic przeszlosci, a na przyszlosc masz znikomy
                                                    wplyw ('jesli chcesz rozsmieszyc Boga, opowiedz mu o swoich
                                                    planach'). Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z
                                                    najczestszych przyczyn stresu.

                                                    Noi wieczna pogon za tym, co bedzie, albo trucie sie tym, co bylo
                                                    sprawiaja, ze zycie zwyczajnie i po prostu przecieka ci przez
                                                    palce. Bo zyjesz we wlasnej glowie, a nie na jawie. Terazniejszosc
                                                    jest wszystkim, co istnieje.

                                                    rozumiem ( pewnie nie spodoba ci sie to slowo
                                                    > tutaj... ), ze takie skupienie na smaku wypijanej herbaty, moze
                                                    oczyszczac nas
                                                    > z mysli o tym, co akurat teraz sie nie dzieje, a przez to
                                                    odciazac mozg i inne
                                                    > narzady, ale czy cos ponad to?

                                                    Jesli widzialas kiedys male koty, to one to robia najlepiej - sa
                                                    tak tu i teraz, jak tylko mozna, obojetnie od tego, co robia. Duze
                                                    zreszta tez, ale nei sa juz takie wzruszajace :)

                                                    najchetniej w ogole p
                                                    > orzucilabym prace zarobkowa aby moc byc sobie tu i teraz, i
                                                    jeszcze pomarzyc i
                                                    > powspominac, jednakze ... sama wiesz jak jest :)

                                                    Wiem, wiem, zamiast pracy chomik w kolowrotku, a po kolowrotku joga
                                                    w niewietrzonej sali z jakims nawiedzonym swirem. Nie ma ucieczki.

                                                    > nie wiem, moze technika tu i teraz ma nam zwrocic uwage na
                                                    bogactwo swiata, od
                                                    > wrocic nasza uwage od planowania i rozpamietywania i zwrocic ja
                                                    ku temu co real
                                                    > nie jest w naszym zasiegu a co lekcewazymy, traktujemy jako
                                                    makiete, tlo dla na
                                                    > szych pragnien?
                                                    > ale czy snucie planow i wspomnien to juz wegetacja?

                                                    Nie. Pod warunkiem, ze to nie dominuje twojego swiata.
                                                    Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
                                                    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
                                                    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
                                                    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc. Czasem naprawde
                                                    trzeba zwolnic - zycie w przyszlosci wymusza nieustanny bieg, zycie
                                                    w przeszlosci - najczesciej cofanie sie. Nie ma nic patogennego w
                                                    marzeniach i wspomnieniach, pod warunkiem, ze nie staja sie one sa
                                                    takim prawdziwszym zyciem.

                                                    > a jedynie rzeczonego ukochanego przykre dla mnie zachowani
                                                    > e z np wczoraj, czy poddac sie magii tu i teraz czy nie?
                                                    > oto jest pytanie nurtujace mnie w tym miejscu dyskusji. poddac
                                                    sie, a w nastep
                                                    > nym epizodzie pt tu i teraz jest mi przykro z powodu twojego
                                                    zachowania, zagleb
                                                    > ic sie w istote tej przykrosci?czy jak?

                                                    O mamusiu, nie wiem.
                                                    Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
                                                    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
                                                    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
                                                    zupelnie sie z tym nie kloci.

                                                    > co do warsztatow - mi przydalyby sie raczej takie w stylu jak w
                                                    weekend stac si
                                                    > e rekordowym szczurem wyscigowym... oczywiscie na nic takiego sie
                                                    nie zapisze

                                                    A ja miewam takie pomysly, bo jestem swoim ulubionym kroliczkiem
                                                    doswiadczalnym. To bardzo rozszerza perspektywe.
                                                    A takie dla ciebie pewnie nazywaja sie 'jak radzic sobie ze
                                                    stresem' i 'jak uniknac wypalenia w pracy'.

                                                    > palmy daktylowe daktyluja, inne kwi
                                                    > tna dziwnymi bialymi liszkopodobnymi liscmi o frapujacej
                                                    strukturze, kwiaty wa
                                                    > riuja po prostu, a najlepsze ze wszystkich sa i tak pomaranczowe
                                                    drzewka uliczn
                                                    > e, co to naraz owocuja i kwitna. nie da sie nie wpasc w wir
                                                    kontemplacji tych c
                                                    > udow!
                                                    > podobnie " zasysajaco' dziala na mnie kontakt z kotami :)

                                                    Na mnie tez, ale ja w chwilach depresji marze o wyjezdzie na
                                                    Islandie, bo kocham zimno.
                                                    Ale za to koty uwazam za zywy dowod istnienia Boga :)

                                                    > wilber mnie intryguje, moze gdzies znajde jakiegos ebooka. byloby
                                                    mi milo, gdyb
                                                    > ys wrzucila tu jakies smaczne cytaty

                                                    A to kiedy indziej, bo teraz mi sie nie chce.
                                                    Niepodzielonego (No boundary) w sieci nie ma, jest za to Wilbera i
                                                    o Wilberze mnostwo - on ma masy prawie-wyznawcow i zwyklych
                                                    fanatykow. Jego strona tez jest dosc bogata, chociaz smiesznie
                                                    narcystyczna (ale ta jego slabosc do wlasnej powierzchownosci czyni
                                                    go milo ludzkim), jest na niej nawet jego blog. Haslo w angielskiej
                                                    Wiki jest bardziej niz wyczerpujace.
                                                    Tylko zebys nie byla zaskoczona: jego wczesne ksiazki (a
                                                    Niepodzielone bylo pierwsza albo druga) znacznie sie roznia od
                                                    pozniejszych, wiec jesli ci sie uda zalatwic 'cos Wilbera', mozesz
                                                    byc mocno zdziwiona po tym, o czym pisalam.

                                                    > i wlasnie dlatego kilka postow temu, wyrazilam moj ambiwalenty
                                                    stosunek do dos
                                                    > w mistycznego. moze byc ono jakims glebokim rytem transformujacym
                                                    osobowosc, st
                                                    > yl zycia czlowieka, ale jakosciowo nie jest zdaje sie wcale
                                                    bardziej cholera pr
                                                    > awdziwe niz jakakolwiek inna wiedza czy wiara czy doswiadczenie.

                                                    Bo ja wiem.
                                                    To jest tak, jakbys sie cale zycie unosila jak korek na wodzie i
                                                    nagle mogla zanurkowac, obejrzec swiat z syreniej perspektywy,
                                                    omszale brzuchy statkow i rafy koralowe.
                                                    To jest doswiadczenie totalnej, zgarniajacej jednosci i harmonii,
                                                    jakiegos takiego spokoju. Imo to zmienia o wiele wiecej, niz rowne
                                                    inne doswiadczenia.

                                                    moze byc prze
                                                    > zyciem tak silnym ze niwelujacym wszelkie watpliwoscia, ale to -
                                                    z mojego upart
                                                    > ego akurat tutaj punktu widzenia, nie czyni go bardziej wartym
                                                    uwagi niz loboto
                                                    > mia.

                                                    To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki
                                                    czy wielokrotny orgazm.

                                                    > kto wie ( znaczy : ja pojecia nie mam) moze ludzie po lobotomii
                                                    sa szczesliwsi,
                                                    > a mimo to ja glupia nadal sie waham ;]

                                                    Lobotomii sie chyba juz od dawna nie robi. Podobno to prosty
                                                    zabieg, ale nie polecam domowego jego wykonania.

                                                    > hmm, no tak, ale prawdopodobnie bez znajomosci tabliczki mnozenia
                                                    nie moznaby t
                                                    > ych kalkulatorow wymyslic...

                                                    Ale sa juz wymyslone.
                                                    I czy ludzie, ktorzy nie znaja i nie potrzebuja tabliczki mnozenia
                                                    sa mniej szczesliwi?

                                                    Kiedy pakuje sie na wakacje zawsze staje mi przed oczyma scena z
                                                    filmu o jakis plemionach z dzungli, ktorzy w wielodniowa podroz
                                                    zabieraja tobolek wielkosci poduszki-jaśka. Cywilizacja juz dawno
                                                    gryzie wlasny ogon i zajmuje sie glownie wytwarzaniem sensow ponad
                                                    potrzebe.

                                                    > i jeszcze jedno: gdzie ja wlasciwie jestem kiedy tak stukam i
                                                    stukam te swoje m
                                                    > ysli, totalnie na nich i stukaniu skoncentrowana?

                                                    Na przyklad jestes w tej rozmowie?
                                                    Internet sprawia, ze przestrzen przestaje istniec, a czas ma
                                                    mniejsze znaczenie.

                                                    > przyszlo mi na mysl, ze identyfikujesz sie z dzieckiem, podczas
                                                    gdy ja - z rodz
                                                    > icem.

                                                    Dlaczego tak uwazasz?

                                                    > tutaj, ale niestety nie tylko tutaj, a " niestety" tez ma swoje
                                                    nastepstwa.

                                                    Imo kazde takie 'niestety' mozna zmienic.

                                                    > myslisz ze naleze do " ugrupowania solaris" ?

                                                    Bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika :))))
                                                    No wlasnie wydajesz sie na to za fajna :)

                                                    > zastanawiajace, ze z mojej perspektywy wy dwie, a raczej wasze
                                                    filozofie zyciow
                                                    > e maja wiecej ze soba wspolnego niz moja ( jakas taka fantomowa,
                                                    zmienna i cher
                                                    > lawa)

                                                    Chyba powinnam sie obrazic teraz ;(
                                                    Czytalam, ze fantomowy, zmienny i cherlawy czlowiek jest do gdzies
                                                    tak trzydziestki, a potem juz m
                                                  • szarylemur sie znow... 31.03.08, 06:50
                                                    jazgot. nie, nie lubie jazgotu. ironie sarkazm takze w dyskusji lubie, ale NIE ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i tak, bo taka jest prawda, bo ja mam zawsze racje. jesli taki czlowiek jest, mimo wszystko zyczliwy i opanowany, to widze jeszcze szanse na dyskusje. jesli zas zaczyna wyzywac mnie, krzyczec coraz glosniej, to mam dwa wyjscia awaryjne: rzucic sie do twarzy i wydrapac oczy ( to z domciu ) albo mniej wiecej z godnoscia odsunac sie i popatrzec przez chwile w zimnej zadumie jak mloci powietrze lapami. strategia nr 2 jest w sam raz na potrzeby sieci, rowniez w realu staram sie stosowac ja zanim przeskocze do strategii nr 1. klotnia nie kojarzy mi sie z niczym dobrym, milym ani przyjemnym. tak juz mam.
                                                    ---
                                                    ta cala historia z prawda jest dosc smieszna jesli spojrzy sie na nia z perspektywy " wiele halasu o nic". ale i ten mlotek jest wielozadaniowy.
                                                    nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc moze " prawda" sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

                                                    "Zycie w przeszlosci i przyszlosci to jedne z najczestszych przyczyn stresu". myslisz ze bez wyciagania wnioskow z przeszlych zdarzen i planowania tych przyszlych, cieszylibysmy sie bardziej tym co mamy? z dalszej czesci postu wnioskuje, ze tak nie uwazasz, za patogenne uznajesz nadmierne przebywanie poza rzeczywistoscia. jesli tak, to moge sie zgodzic.
                                                    ---
                                                    czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i teraz?

                                                    "Na tym samym warsztacie, o ktorym juz pisalam, tym zapracowanym
                                                    ludziom kazano sie polozyc i zamknac oczy. Po minucie mieli sie
                                                    podniesc. Polowa podniosla sie po 30-40 sekundach, rekordzistce
                                                    minuta trwala 15 sekund - nie mogla w to uwierzyc.'
                                                    to dziwne, przeciez wystarczyloby dosc powoli liczyc do szescdziesieciu...
                                                    no, nie az tak powoli jak ja ;)
                                                    mi ta minuta trwala 99 sekund...
                                                    ---
                                                    "Gdybym ja byla wkurzona czy smutna po jego wczorajszych wybrykach,
                                                    to bym sie po prostu nie przytulala. Skupianie sie na t-i-t jest
                                                    rownowazne ze szczeroscia zachowania. Chyba. W kazdym razie
                                                    zupelnie sie z tym nie kloci."
                                                    tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez zasmuca mnie lub zlosci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa przed mozliwa powtorka, a wtedy co? co wowczas bedzie szczerym zachowaniem wg ciebie?
                                                    a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc wywolanych przez a na b?
                                                    ---
                                                    warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by bylo, ' jak pokonac inercje, lenistwo i strach przed porazka", moze cos z mysleniem megapozytywnym, autoprezentacja, tego typu sprawy.
                                                    ---
                                                    ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko. czasem tesknie za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.
                                                    o kotach napisze tylko tyle, ze uwazam je za idealne :)
                                                    ---
                                                    o doswiadczeniu mistycznym
                                                    . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju nigdy nie przynioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac takiego dosw jako glosu prawdy. wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci dokonanej przez twoj maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.
                                                    fajnie miec ladne lustro, fajnie jak okazuje sie ze przechodzisz na druga strone lustra ktore upieksza swiat. ale to tyle.
                                                    ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a raczej czegos czego nie doswiadczylam.
                                                    ---
                                                    "To troche tak, jakbys zastanawiala sie, co jest lepsze - łaskotki czy wielokrotny orgazm." jesli moim celem byloby to co przyjemniejsze, wybralabym wielokrotny orgazm i to bez dlugich namyslow. jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki ani orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec uwazam porownanie za nietrafione.
                                                    byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do prawdy metafizycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i odrzucac wszystkiego co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
                                                    no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci gustow..., przekonania itd
                                                    i juz, zostanie tylko dyskusja, krucjaty i tupanie nozkami. czyli to co mamy teraz.

                                                    poczytam sobie o lobotomii, moze kiedys, ciekawa jestem czemu sie jej juz nie stosuje i jakie byly jej wyniki.
                                                    ---
                                                    co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do takiego momentu kiedy juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
                                                    a ja zaloze sie ze za klikadziesiat czy kilkaset lat ( o ile kultura kolowrotka przetrwa ) ludzie beda naprawde zadziwieni tym , jak my moglismy zyc bez tego czy tamtego, o czym nam sie moze sni czasem ale tylko tyle.
                                                    co nie znaczy ze ci ludzie beda szczesliwsi niz my.
                                                    co do plemion dzungli... oni tez ewoluuja i wymyslaja nowe sensy. czemu robia to jakos tak wolniej niz zachodnia cywilizacja, nie bardzo wiem , ale watpie aby chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co obecnie wydaje im sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki nieopanowany ped do przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?
                                                    ---
                                                    " kazde takie 'niestety' mozna zmienic." a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...
                                                    ---
                                                    dlaczego uwazam, ze identyfikujesz sie z dzieckiem? z powodu twoich odpowiedzi na moje dwukrotne bodajze zaproszenie do watku o pieknieniu swiata.
                                                    " nic z tego, uparlam sie
                                                    iiiiii
                                                    nigdy tam nie wejde"
                                                    "Bo w dziecinstwie zmuszano mnie do jedzenia i od tamtej pory tupie nogami, jak kto na co nalega :)"
                                                    kojarzy mi sie to z rola dziecka. byc moze jest to powiedziane z przymruzeniem oka, zartem, tak jak moja kontra, a jednak ...
                                                    poczulas chyba jakies zagrozenie dla swojej wolnosci, ale zamiast ( kolejnej ) dyskusji, wybralas nie i juz.
                                                    pojecia nie mam jaka jestes na codzien, moja uwaga dotyczyla tylko tego kawalka.
                                                    ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez tlumaczenia przyczyn, tak sobie jak innym. bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzucic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego wiecej powodow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie musi byc smaczne, a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba ktora nie mowi ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych " dziecinnych " rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.
                                                    choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie niedojrzale"), to jednak rodzic ma silny glos.
                                                    " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie zreformormowania sie w doroslego nie pochodzi od rodzica"
                                                    bleeeeeeeeeeeeee ( komentarz zbuntowanego dziecka )
                                                    ---
                                                    uwazasz ze jestem za fajna na to zeby nalezec do "bandy solaris, fleuret i swirow w rodzaju meskaika"
                                                    hmm, ja po prostu nie umiem nalezec do zadnej bandy,
                                                    wyglada na to, ze cos innego niz nalezenie do bandy interesuje mnie glebiej
                                                    i mecza mnie te powinnosci wynikle z przynaleznosci do band
                                                    nie nawyklam , odwyklam czy jakos tak
                                                    ---
                                                    a zreszta mam watpliwosci co do tego ze istnieje banda skupiajaca solaris fleuret i mskaika
                                                    ogolnie - solaris lubie ( choc niepotrzebnie kojarze ja z moja matka)
                                                    fleuret - raczej nie znam jej pogladow
                                                    msqaik - spotkalam sie z opiniami ze jest swirem, coz, moze jest troche nawiedzony, nie rozmyslam nad nim, ma u mnie plusa za to ze nie krzyczy.
                                                    ---
                                                    jesli uwazasz ze mozliwosc podobienstwa swiatopogladowego z solaris jest powodem do smutku i obrazy, to dawaj,obrazaj sie i smuc.
                                                    ja tak akurat nie uwazam, a na dodatek, to podobienstwo to ja sobie tak prywatnie swoim rozumkiem zauwazylam i ... no wiesz co dalej ... :)))

                                                    pozdrawiam serdecznie ( msqaik nie ma monopolu na ten zwrot i zwrot ten nie musi byc z nim kojarzony :)))

                                                  • bene_gesserit Re: sie znow... 01.04.08, 02:18
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > NIE
                                                    > ZNOSZE gdy ktos celujac we mnie palcem oznajmia : bo jest tak i
                                                    tak, bo taka je
                                                    > st prawda, bo ja mam zawsze racje.
                                                    ...
                                                    Wychodzi na to, ze jestes bardziej dojrzala ode mnie. Moze to wynik
                                                    trudnego dziecinstwa i nieustannych klotni do pierwszej krwi z
                                                    siostra, ale ja to lubie.
                                                    ;)
                                                    Na zawodowcow od 'bo taka jest prawda' jest jedna recepta:
                                                    poprosic, zeby swoja boprawde umiescili w jakimkolwiek
                                                    obiektywizujacym kontekscie. Badania naukowe, statystyki, ogolnie
                                                    znany fakt typu trawa jest zielona, logiczne rozumowanie. Jest
                                                    szansa, ze zalapia na czym polega roznica miedzy pogladem na prawde
                                                    a prawda. Swoja droga, takie zalapanie to podstawa asertywnej
                                                    komunikacji.

                                                    > nie jest smieszne gdy ludzie zabijaja sie w imie prawdy. choc byc
                                                    moze " prawda
                                                    > " sluzy tylko jako przykrywka dla potrzeby dominacji.

                                                    Bylo wiele halasu w ciagu ostatnich paru lat w Polsce o sprawy
                                                    molestowania dzieci. Molestowal ksiadz, molestowal dyrygent znanego
                                                    choru chlopiecego.
                                                    Obu tych panow najgorliwiej bronili rodzice dzieci, w tym rodzice
                                                    ich ofiar.
                                                    Oni tak naprawde bronili siebie, a nie tych zboczencow.

                                                    > czy nie jest tak, ze " zwykle" zwierzeta w ogole zawsze sa tu i
                                                    teraz?

                                                    No pewnie. I czy ten widok cie nie przekonuje?

                                                    > no, nie az tak powoli jak ja ;)
                                                    > mi ta minuta trwala 99 sekund...

                                                    Mi tez cos kolo tego. Bardzo bylam z siebie dumna :)

                                                    > tj, szczerze mam ochote sie przytulic ale szczerze rowniez
                                                    zasmuca mnie lub zl
                                                    > osci wspomnienie tego co czulam wczoraj, oraz niepokoi obawa
                                                    przed mozliwa pow
                                                    > torka, a wtedy co?

                                                    Nie mam pojecia - moze przytulic sie i w przytuleniu wyjasnic, skad
                                                    wkurw i skad smutek?

                                                    > a moze chodzi tylko o to, by nie przemieszczac swoich uczuc
                                                    > wywolanych przez a na b?

                                                    To tez. To bardziej dotyczy 'tu'.

                                                    > warsztaty dla mnie to cos z gatunku " jak wybrnac z impasu" by
                                                    bylo, ' jak poko
                                                    > nac inercje, lenistwo i strach przed porazka",

                                                    W tym twoim ultraegzotycznym krolestwie na pewno organizuja jakies
                                                    kursy narodowych tancow albo etnicznego spiewu, sztuki ludowej,
                                                    lokalnej kuchni itp. Zauwazylam, ze umiejetnosc gry na bebnach czy
                                                    zaliczone kursy ludowego spiewu bardzo pomagaja w pracy - na wiele
                                                    sposobow. Powaga.

                                                    > ja kocham zimno tylko na mapie pogody, patrzec jak jest daleko.
                                                    czasem tesknie
                                                    > za deszczem, ale nie za bardzo, bo szarosci w naturze nie lubie.

                                                    Mylisz sie fatalnie. Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
                                                    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
                                                    kaluzach. Same przyjemnosci.

                                                    > . dosw psychodeliczne tez wiele zmienia, choc akurat mi spokoju
                                                    nigdy nie przyn
                                                    > ioslo. mimo tego ( ze wiele zmienia) nie zamierzam traktowac
                                                    takiego dosw jako
                                                    > glosu prawdy.

                                                    Mi doswiadczenia psychodeliczne zostawialy zazwyczaj na pamiatke
                                                    gigantyczny zjazd, wiec o spokoju istotnie byc mowy nie moglo. Ale
                                                    tez zostawily spory material do przemyslen o tym, jak bardzo
                                                    rzeczywistosc zalezy od chemicznej rownowagi organizmu. I ze np
                                                    skad wiadomo, ze to, czego doswiadczamy na trzezwo jest prawdziwsze
                                                    od tego, czego doswiadczamy na nietrzezwo?

                                                    wiec jedyne co mi pozostalo to zwatpic w prawde doswiadczenia. w
                                                    > dosw widzisz, doznajesz lustrzanego odbicia rzeczywistosci
                                                    dokonanej przez twoj
                                                    > maly pluszowy mozg, a nie rzeczy samych w sobie.

                                                    A skad wiesz, ze nie rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
                                                    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie.

                                                    > ale moze prowadze tu krytyke czegos o czym pojecia nie mam, a
                                                    raczej czegos cze
                                                    > go nie doswiadczylam.

                                                    Wez sobie tego Wilbera poczytaj. On to wszystko sprzdaje w bardzo
                                                    zgrabnym pakuneczku, napisane przyjaznie, i jak po sznurku wszystko
                                                    ladnie z siebie wynika itd.

                                                    > jednakze smiem twierdzic iz ani laskotki a
                                                    > ni orgazmy nie prowadza do poznania obiektywnej prawdy, wiec
                                                    uwazam porownanie
                                                    > za nietrafione.

                                                    Przeciez zwolalysmy juz miedzynarodowa komisje i ustalilysmy,
                                                    ze 'poznanie obiektywnej prawdy' jest nie do osiagniecia, chyba ze
                                                    nieswiadomie, wiec o czym w ogole mowa? To jest klincz, jak w 'Blow
                                                    up', i tylko koniec kazdy sobie wybiera. Albo podnosi pileczke i ja
                                                    rzuca, albo do konca zycia szuka trupow pod krzakami.

                                                    > byc moze zechcesz teraz napisac iz skoro " ustalilysmy" juz ze do
                                                    prawdy metafi
                                                    > zycznej dotrzec nie sposob, to nie ma co lac lez nad tym i
                                                    odrzucac wszystkiego
                                                    > co mniej niz obiektywna prawde przynosi.
                                                    > no, tak, ale w takim momencie wkraczamy w strefe dowolnosci
                                                    gustow..., przekona
                                                    > nia itd

                                                    :)))
                                                    Byc moze zechcialam :)))
                                                    To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
                                                    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
                                                    smierci.

                                                    > co do kalkulatorow, chyba sugerujesz ze ludzkosc doszla do
                                                    takiego momentu kied
                                                    > y juz wymyslanie rzeczy nowych nie jest potrzebne.
                                                    ...
                                                    ale watpie aby
                                                    > chcieli sie zatrzymac nawet gdyby osiagneli juz wszystko co
                                                    obecnie wydaje im
                                                    > sie potrzebne do zycia. ale moge sie mylic, byc moze taki
                                                    nieopanowany ped do
                                                    > przodu nie jest wlasciwy czlonkom kazdej cywilizacji?

                                                    Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich.
                                                    Internet, komorki, znane marki i kremy przeciwzmarszczkowe to sa
                                                    klopotliwe, wcisniete ludzkosci dodatki do sensu zycia.

                                                    > a co z markiem aureliuszem, ja sie pytam ...

                                                    Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
                                                    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
                                                    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
                                                    zmienic, o ile sie nad tym popracuje.

                                                    [dziecko]

                                                    Jesli operujemy tym samym modelem tutaj, to chodzi o to, zeby i
                                                    Dziecko, i Rodzic robili swoje pod czujnym okiem Doroslego. Na tym
                                                    polega integracja i zdrowa osobowosc wg analizy transakcyjnej.
                                                    Czyli i Dziecko moze podokazywac i pokazac jezyk, i Rodzic zrobic
                                                    usta w ciup - wazne, zeby kontrolowal to Dorosly.
                                                    Ja to robilam troche od innej strony, bo na terapii wewnetrznego
                                                    dziecka, ale w sumie to to samo jest.

                                                    > ja raczej rzadko pozwalam sobie na powiedzenie "nie" bez
                                                    tlumaczenia przyczyn,
                                                    > tak sobie jak innym.
                                                    bardzo tez przejmuje sie autorytetami, nie potrafie odrzu
                                                    > cic czegos tylko dlatego ze mi sie nie podoba, potrzebuje do tego
                                                    wiecej powod
                                                    > ow. czesto zachowuje sie jak ktos kto wie, ze to co dobre nie
                                                    musi byc smaczne,
                                                    > a to co smaczne nie musi ladnie wygladac itd. inaczej: jak osoba
                                                    ktora nie mow
                                                    > i ' nie, bo nie" poniewaz "to takie dziecinne" i wielu innych "
                                                    dziecinnych "
                                                    > rzeczy nie robi i nie pochwala ( szczerze) u innych.

                                                    Jesli zechcialabys to wszystko zmienic, to na moje laickie oko to
                                                    nieduzy zabieg.

                                                    > choc zmienna jestem tak, ze mnie sama to meczy ( bo " to takie
                                                    niedojrzale"), t
                                                    > o jednak rodzic ma silny glos.
                                                    > " najmilej" jest mi zaplatac sie w wezel pt czy pragnienie
                                                    zreformormowania sie
                                                    > w doroslego nie pochodzi od rodzica"

                                                    A jakie to ma znaczenie?

                                                    czulko, ledwo sie wyrobilam z limitem znakow znowu.
                                                  • szarylemur Re: sie mniej tym razem 01.04.08, 06:04
                                                    o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara morla. nad wiek powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat, znow jestem powazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi kamraci. taki los?
                                                    zabawne, ze jak ty swoje upodobanie, tak ja moja niechec do klotni tlumacze ciezkim dziecinstwem wlasnie. tyle ze ja jestem raczej jedynaczka ( tj, mam brata ale duuzo starszego i przyrodniego ), odkad pamietam trzymajaca sie na marginesie grupy.
                                                    co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna dziala calkiem dobrze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i doswiadczenie prawde wykrzywiac moga. do tego sa jeszcze zawodowcy, ktorym nie w glowie dyskusje, oni po prostu MUSZA miec racje i daza do niej po mniej czy bardziej metaforycznych trupach. kiedy ktos zaczyna krzyczec, ja zaczynam sie czuc niepewnie, kiedy nie widze innego wyjscia ( a zdarza sie, ze zaslepia mnie strach), sama przeksztalcam sie w morderce. jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac takich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla mnie przyjemnoscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla zabawa ani gra, byla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.
                                                    zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja kojarzyc klotnie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz nie umiem sie w nich zadowalajaco odnalezc.

                                                    widok zwierzat mnie przekonuje do zycia w ogole znacznie bardziej niz widok metazwierzat, znaczy ludzi :)
                                                    tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo? bylo warto dac sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
                                                    i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do punktu wyjscia?
                                                    ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

                                                    moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko hiszpania. poludnie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w lecie bedzie pustynnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze bardziej egzotyczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z moich szlagierow)


                                                    "Chlod jest bialy, lsniacy, chrupiacy i
                                                    iskrzacy. To robienie aniolow na sniegu i fikolkow na zamarznietych
                                                    kaluzach. Same przyjemnosci."
                                                    szczerze? brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
                                                    :)
                                                    ----

                                                    skad wiesz, ze nie ( doswiadczamy)rzeczy samych w sobie? I kiedy wiadomo, czy
                                                    cos jest rzecza sama w sobie a kiedy sama w niesobie."
                                                    rzecz sama w sobie to taka jaka ona jest niezalezenie od jakiegokolwiek obserwatora. z takiego ustawienia wynika, ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze. " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem obserwatora, jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa te rzeczy "niesamewsobie" fenomenami, zjawiskami.
                                                    a skad ja wiem ze nie doswiadczamy rzeczy samych w sobie? ja wiem to z refleksji nad doswiadczeniem. skoro rozni ludzie moga widziec te sama rzecz na rozne sposoby, a takze ten sam czlowiek moze widziec/ doswiadczac te sama rzecz na rozne sposoby, a nawet rozne gatunki stworzen moga doswiadczac tej samej rzeczy na rozne sposoby, to nie widze powodu innego niz jakas konwencja na wyroznienie najwlasciwszego sposobu widzenia/ doswiadczenia danej rzeczy i nazwania tego sposobu "obiektywnym", przynoszacym wiedze o obiektywnym stanie tej rzeczy. choc oczywiscie potocznie trudno byloby zyc biorac coraz wszystko w nawias, to warto miec taka swiadomosc z tylu glowy. albo i nie warto ...
                                                    ---
                                                    "To nie jest kwestia gustow. To jest miara jakosciowa. To jest
                                                    doswiadczenie podobne intensywnoscia do narodzin albo pewnie
                                                    smierci."
                                                    ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz samonarzucajace sie, ale czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia ostrej psychozy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?
                                                    wlasnie poczytalam sobie ze wedle maslowa przezycia mistyczne pojawija sie u wszystkich ludzi i pozostawiaja niezatarte wspomnienie."Pamiętamy te zdarzenia jako coś jednoznacznie dobrego. Przeciętnym osobom zdarzają się one jednak rzadko. Ludziom pozytywnie samorealizującym się bardzo często, lub w ogóle widzą oni świat z perspektywy doznań szczytowych." to z wikipedii
                                                    tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o wiele wiecej niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie chyba tylko na zatrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem. kiedy taka spelniona przystaniesz na moment w pieknym ogrodzie, zaleje cie zapewne fala szczescia i wdziecznosci za ten piekny piekny swiat, ktorego zabiegana nie dostrzegalas wcale, a przeciez jest, jestescie razem harmonijnie cudowni.
                                                    natomiast kiedy odpada ci reka i noga i nie ma bliskich i nie ma dachu nad glowa, rozplyniecie sie w swiecie i poczucie wszechogarniajacej blogosci bedzie sygnalem ze cos ci sie w glowie z tego nieszczescia pomieszalo... raczej. to byloby jak w tym klipie, sliczna muzyczka z offu i ktos kto nijak nie moze do niej tanczyc chociaz bardzo bardzo by chcial. wolalby pewnie nie widziec i nie czuc i nie myslec o sobie, tylko rozplynac sie w swiecie...
                                                    osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja potrzebe samorealizacji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego ogrodu.
                                                    ---
                                                    "Do zycia potrzebne jest jedzenie, dach nad glowa i cieplo bliskich. " oczywiscie, silne cialo i silna psychika tez bylyby nieodzowne do zycia w warunkach naturalnych. twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac, wymyslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms innym niz wynajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie wymyslac badz wynajdywac problemy.
                                                    ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w fascynacje mrokiem i wilgocia...

                                                    ===
                                                    'Rozwaza sie, ze przeciez wielcy badacze natury ludzkiej ustalili
                                                    juz dawno, ze cos takiego jak 'osobowosc' jest modyfikowalne i to w
                                                    100%. Zaczynaja przebakiwac nawet o tym, ze i temperament mozna
                                                    zmienic, o ile sie nad tym popracuje. "

                                                    widze swiatelko nadziei...
                                                    o, zgaslo...

                                                    nie zegnam sie
                                                    jak mawial moj znajomy satanista

                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: sie mniej tym razem 02.04.08, 02:12
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > o tak, dojrzala to ja bylam chyba juz od poczecia.jak prastara
                                                    morla. nad wiek
                                                    > powazna. po okresie mlodzienczego buntu co trwal chyba z 10 lat,
                                                    znow jestem po
                                                    > wazna, a nawet w czasach buntu bylam powazniejsza niz moi
                                                    kamraci. taki los?

                                                    Pewnie poniekad tak.
                                                    Co zreszta zaskakuje, bo na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,
                                                    ale trzpiotki. Czyli na moje oko gdzies tam niepowaga i sklonnosc
                                                    do - bo ja wiem - publicznego udawania Hanki Ordonowny w tobie
                                                    siedzi, tylko jest niewypuszczana. Widzialas 'Idiotow' Triera?

                                                    > co do zawodowcow od prawdy, metoda logiczna i doswiadczalna
                                                    dziala calkiem dobr
                                                    > ze, ale zawodzi, jesli sie przyjmie uparcie, ze takze logika i
                                                    doswiadczenie pr
                                                    > awde wykrzywiac moga.

                                                    Oczywiscie. Jedne badania przecza innym, powolywanie sie na
                                                    statystyki moze wiesc do mylacych wnioskow itd. Ale chodzi o to,
                                                    zeby taki 'widzimisię' zrozumial, ze opowiada o tym, co ma w swojej
                                                    glowie, a nie o realu. I ze to _moze_ a nie _musi_ byc zgodne z
                                                    tym, co na zewnatrz jego slicznej malej glowki.

                                                    ...
                                                    jako wcielenie osobowsci unikajacej, wole unikac ta
                                                    > kich sytuacji, a juz na pewno , pozostawanie w nich nie jest dla
                                                    mnie przyjemn
                                                    > oscia, zabawa czy gra. u mnie w domciu klotnia nigdy nie byla
                                                    zabawa ani gra, b
                                                    > yla walka na smierc i zycie, czasem doslownie.

                                                    Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
                                                    starymi demonami. A pod tym calym lękiem i agresja jest osamotnione
                                                    dziecko. Tak mi sie wydaje, chociaz sie nie znam.

                                                    > zdalam sobie sprawe z tego, ze inni moga zupelnie inaczej niz ja
                                                    kojarzyc klot
                                                    > nie, mimo to wole unikac co bardziej rozbujanych konfliktow, gdyz
                                                    nie umiem sie
                                                    > w nich zadowalajaco odnalezc.

                                                    Zlosc mi sie jawila odkad zaczelam z nia prace jako wielkie dzikie
                                                    konisko. Nie taki rumak oszalaly jak z 'Szału' Podkowinskiego, ale
                                                    taki demoniczny, olbrzymi kon pociagowy, caly w mroku ze skrzacymi
                                                    oczami. To jest olbrzymia sila.
                                                    Jesli ktos doswiadczyl przemocy, to taki kon w nim siedzi. Latwo o
                                                    lęk przed ta sila, bo sie wtedy wie, jak bardzo mozna czyms takim
                                                    skrzywdzic. Byle ofiary empatie maja wielka i zazwyczaj nie do
                                                    wylaczenia.

                                                    ...

                                                    > tutaj wstawie przewrotna aluzje: bylo warto poznawac dobro i zlo?
                                                    bylo warto da
                                                    > c sie skusic ( spelniona ) obietnica swiadomosci?
                                                    > i czy mozna wrocic, czy trzeba raczej isc na okolo aby wrocic do
                                                    punktu wyjscia
                                                    > ?
                                                    > ale to takie mocno naciagane metaforyczne pytanka

                                                    Wcale nie.
                                                    Nie, nie mamy wyjscia, chociaz chyba coraz bardziej go potrzeba.
                                                    Tak mi sie wydaje po popularnosci zagluszaczy - nalogow
                                                    chemicznych i niechemicznych. Imo to sa wspolczesne plagi.

                                                    > moje "krolestwo " nie jest az tak ultra - egzotyczne. to tylko
                                                    hiszpania. polud
                                                    > nie poludnia. zaczyna byc sucho, zaczyna byc jasnozielono. w
                                                    lecie bedzie pusty
                                                    > nnie i rudo. chetnie zmienilabym miejscowke na ... inna, jeszcze
                                                    bardziej egzot
                                                    > yczna. ( zmiana poprzez zmiane miejsca lub iluzja zmiany, jeden z
                                                    moich szlagie
                                                    > row)

                                                    A, obstawialam Maroko albo Egipt.
                                                    To niby jest tak, ze sie od siebie nie ucieknie, chocby sie
                                                    uciekalo bardzo szybko i daleko (czyalas "Czarnoksieznika z
                                                    Archipelagu"?), ale z drugiej strony zmiana miejsca potrafi byc
                                                    bardzo ozywcza. Kiedy ucieklam do Londynu, bardzo wiele rzeczy sie
                                                    we mnie poukladalo, bo sie wyjelam z kontekstu rodziny, przyjaciol
                                                    i roznych innych takich rzeczy. Moglam (hm, nie znosze ekonomicznej
                                                    nomenklatury w odniesieniu do psychologii, ale trudno) sprawdzic
                                                    swoja wartosc i wynik bilansu postawil mnie na nogi.

                                                    ...

                                                    > ze nikt rzeczy samej w sobie poznac nie moze
                                                    > . " rzecz nie w sobie" to taka samawsobie zanieczyszczona wplywem
                                                    obserwatora,
                                                    > jej odbicie w lustrze - mozgu jakiegos obserwatora. kant nazywa
                                                    te rzeczy "nies
                                                    > amewsobie" fenomenami, zjawiskami.

                                                    No tak - poznanie naznaczone intencja. Co nie wyklucza, ze rzecz
                                                    nie istnieje. Jesli uwzglednimy, ze rzeczywistosc to pewna
                                                    konwencja, to wszystko gra i stuka, jak w Blow up. Noi - moze sie
                                                    zdarzyc, ze doswiadczamy szklanki, a nie naszej intencji szklanki.
                                                    W tych chwilach transcendencji wszystko takie sprawia wrazenie.

                                                    > ja rozumiem ze jest to dosw ogromnie intensywne, wrecz
                                                    samonarzucajace sie, a
                                                    > le czy nie podobnie intensywne i samonarzucajace sa doswiadczenia
                                                    ostrej psycho
                                                    > zy paranoidalnej, glosy schizofrenikow itp pomysly lustra?

                                                    Tak, oczywiscie. Ten stan jednak nie jest patogenny, jest jak
                                                    blogoslawienstwo, jak antychoroba.

                                                    > tak sobie rozmyslam, ze moze wlasnie tak - jesli osiagnelas juz o
                                                    wiele wiecej
                                                    > niz zaspokojenie podstawowych potrzeb, trudnosc polegac bedzie
                                                    chyba tylko na z
                                                    > atrzymaniu sie w pedzie za kolejnym kroliczkiem.
                                                    ...
                                                    > osobiscie : mysle, ze najpierw dobrze bedzie zaspokoic moja
                                                    potrzebe samorealiz
                                                    > acji, aby nie czuc sie opozycja dla kwitnacego cwierkajacego
                                                    ogrodu.

                                                    I tu sie z wilberowskim modelem zaczynaja problemy.
                                                    Bo niby najpierw trzeba rozne rzeczy uporzadkowac, zalatwic
                                                    wszystko po kolei i grzecznie, najpierw wnetrze, potem psyche=soma,
                                                    potem, ja-real-bog.
                                                    Ale tak sie nie da (Wilber zreszta pozniej raczyl to zauwazyc).
                                                    Ciagle z przeszlosci wylaza jakies sprawy niezalatwione, jakies
                                                    otchlanie, demony, znaczace sny i wolajace glosy. Im dluzej bawie
                                                    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
                                                    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem.
                                                    Musze konczyc te rozmyslania, bo im dluzej nad tym mysle, tym mniej
                                                    rozumiem.
                                                    O zesz jak rany, ale to wszystko pokomplikowane.

                                                    >twoim zdaniem cywilizacja zachodu osiagnela to co miala osiagnac,
                                                    wym
                                                    > yslono juz to co bylo potrzebne/ niezbedne i pora zajac sie czyms
                                                    innym niz wyn
                                                    > ajdywaniem problemow i rozwiazan na nie? byc moze... ja lubie
                                                    wymyslac badz wyn
                                                    > ajdywac problemy.

                                                    A ja tesknie za zyciem Amiszow. Mam dosc cholernych reklam, dosc
                                                    pazernych deweloperow, ktorzy pstrza kajobraz mojego miasta, dosc
                                                    wmawiania mi, ze jesli nie bede opalona w srodku zimy, wydepilowana
                                                    od stop do szyi i szczupla jak 13tolatka, to nie bede szczesliwa.

                                                    A na dodatek dawno juz ustalilismy z przyjaciolmi, ze ucieczka od
                                                    systemu to tez czesc systemu. Po prostu dupa blada.

                                                    > ty taka radosna sie wydajesz, ze az trudno mi uwierzyc w
                                                    fascynacje mrokiem i
                                                    > wilgocia...

                                                    To z pewnoscia ucieczkowe marzenia o powrocie do macicy :)

                                                    > widze swiatelko nadziei...
                                                    > o, zgaslo...

                                                    A, to wszystko ok. Czasem okazuje sie, ze to swiatelko to
                                                    ultraszybki pociag :)

                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: sie niemniej 02.04.08, 07:04
                                                    "Bywam ptakiem, źwierzęciem, kotką abo sową, | W nocy wielką niewiastą, co mię
                                                    śmiercią zową. | Kto mię ujźrzy w południe, to przypołudnicą, | A pod wieczór
                                                    zaś wiedmą abo latawicą." peregrymacja dziadowska

                                                    "na forum sprawiasz wrazenie intelignetnej,ale trzpiotki. "
                                                    hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
                                                    ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
                                                    mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez wszystkie te historie
                                                    nie z tej ziemi
                                                    ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
                                                    albo ciumkam do kotkow na ulicach
                                                    wychodzi na to ze nie jestem dojrzala
                                                    tj nie zawsze Dorosly zawiaduje calym tym cyrkiem

                                                    ---
                                                    "Czyli tak naprawde walczysz nie z banda durniow z forum, ale ze
                                                    starymi demonami." hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
                                                    nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

                                                    a ty, widze, znow widzisz jakas bande ... :)

                                                    ---
                                                    czytalam wiele o zlosci, gniewie, agresji. bylam i bywam ( choc na szczescie
                                                    coraz rzadziej ) agresywna. wiem, ze to wielka sila. kiedys raczej nie tlumilam
                                                    wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w twarz, czy w
                                                    twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie tego zmiescic.
                                                    teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo zrozumialam, i jakos
                                                    tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje otoczenie w pole
                                                    dyskusji raczej niz walki. byc moze po prostu przekonalam sie ze istnieje
                                                    calkiem sporo ludzi, ktorzy nie sa dla mnie smiertelnym niebezpieczenstwem, z
                                                    ktorymi mozna negocjowac, ale... hmm, no ,nie fanka klotni nadal nie jestem.
                                                    piszesz o tym, ze ofiara przemocy moze byc bardzo empatyczna na bol innych. ja
                                                    mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie ludzmi, ktorzy
                                                    najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura. mialam ich za cyborgi bez
                                                    serca, a wobec tego co mowisz, wyglada ze mielismy rozne skojarzenia z agresja
                                                    zwiazane i stad ta bezdusznosc...
                                                    niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich budzic i
                                                    oswajac na sile.

                                                    poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o tym, ze ofiary
                                                    przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej niz z
                                                    twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

                                                    ---
                                                    mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie gratuluje :)
                                                    ---
                                                    nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow up. ogladalam za
                                                    to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja mi sie
                                                    swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie. kiedys
                                                    utozsamialam sie z karen, i chyba nadal z nia sie utozsamiam, choc juz nie tak
                                                    mocno.
                                                    a ty?
                                                    ---
                                                    moze sie zdarzyc ze doswiadczymy szklanki a nie naszej intencji... jesli
                                                    wyjdziemy poza ramy teorii ktora glosi ze szklanki nigdy nie doswiadczamy...
                                                    mozna to wszystko ujac z drugiej strony, i tak chyba poszedl wilber, skoro
                                                    twierdzi ze prawdziwe sa tylko zjawiska. jesli uznamy ze prawda nie istnieje
                                                    poza doswiadczeniem, musimy ( chyba) uznac, ze wszystko czego doswiadczamy jest
                                                    prawda. ale byloby to rownoznaczne z teza, ze nie istnieje zadna Szklanka, zadna
                                                    Prawda, zadna Rzeczywistosc a jedynie szklanki, prawdy i rzeczywistosci.
                                                    jesli pozostaniemy w ramach teorii gloszacej niemozliwosc poznania prawdy
                                                    niezaposredniczonej przez przez zmysly, logike, jezu nie wiem, chemie mozgu, to
                                                    jedyne co mozemy skonstruowac dla obrony obiektywnosci doswiadczenia
                                                    transcendentalnego bedzie zalozenie ze istnieje jakis idealny stan rownowagi
                                                    biochemicznej mozgu ktory czyni go zdolnym do objecia prawdy i wiernego jej odbicia.
                                                    tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac jej jako
                                                    legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
                                                    ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji wszystko
                                                    sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako dowodu, ni
                                                    cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.
                                                    sa takie substancje, ktore po przedawkowaniu opanowuja twoj mozg BEZ RESZTY,
                                                    tworza nowa rzeczywistosc nie pozostawiajac echa w postaci " aha, ale to mi sie
                                                    tylko wydaje", nic z tych rzeczy. nie wiem jak tam malownicze omamy
                                                    psychotyczne, ale chorzy chyba nie rzucaliby sie tak bardzo, gdyby mieli jakies
                                                    watpliwosci ze im sie tylko wydaje ze cos tam...
                                                    ale my im nie wierzymy!
                                                    byc moze w doswiadczeniu mistycznym doswiadcza sie obiektywnej rzeczywistosci
                                                    wbrew wszelkim niemozliwosciom technicznym i logicznym. byc moze, ale tylko
                                                    tyle. jesli zechcesz twierdzic, ze na pewno, twoja wola, ale ja nazwe to wiara,
                                                    domniemaniem, niczym wiecej.
                                                    ---
                                                    "Im dluzej bawie
                                                    sie z ta cicha armia, tym bardziej dociera do mnie, ze to sie chyba
                                                    nigdy nie skonczy. I to sciaga z powrotem."
                                                    a mowilam : lobotomia...
                                                    nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze pocieszy cie
                                                    wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu twojego pulapu?
                                                    spotkalam dzis znajomego zula polskiego. mily facet. stwierdzil ze mam super
                                                    zycie bo mam dom i prace i nie mam wielkich niegojacych sie ran na reku, na
                                                    ktore nic nie dziala.
                                                    orzezwilo mnie nieco to spotkanie...
                                                    ---
                                                    "A ja tesknie za zyciem Amiszow"
                                                    no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
                                                    czytalas 29.99 beigbedera ? polecam, choc dawno to czytalam wiec obecnie
                                                    moglabym nieco inaczej ocenic
                                                    u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki
                                                    taka banda amiszy, ordnung, kolejna " jedyna"recepta na bycie szczesliwym

                                                    "ucieczka od
                                                    systemu to tez czesc systemu.' tak, w kolejny system, ktory jest fajny poki
                                                    jestes jego tworca, a potem juz tylko zaczynasz zauwazac ze zdumieniem jak
                                                    stajesz sie jego niewolnikiem. mile zlego poczatki ;)

                                                    pozdrawiam !!!

                                                  • bene_gesserit Re: sie niemniej 03.04.08, 01:51
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > peregrymacja dziadowska

                                                    Bardzo ladne, dziekuje. Nie wiem, co to jest peregrynacja, ale
                                                    sobie sprawdze.

                                                    > hej, no to w koncu dojrzala jestem czy trzpiotka?
                                                    > ja sie zgrywam bardzo czesto, takze w realu
                                                    > mam wesolkowaty charakter, prawdopodobnie zmieniony przez
                                                    wszystkie te historie
                                                    > nie z tej ziemi
                                                    > ale rownie czesto bywam powazna, sztywna, calkiem wycofana
                                                    > albo ciumkam do kotkow na ulicach

                                                    Zauwazylam, ze koty - skadkolwiek by byly - rozumieja po polsku.
                                                    A dojrzalosc sie z trzpiotowatoscia nie kloci. Swoboda jest z
                                                    dojrzaloscia mocno zwiazana.

                                                    > hmm, chyba tak. staram sie nie dac sie porwac demonom, bo z
                                                    > nimi tylko jeden sposob walki byl skuteczny.

                                                    W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
                                                    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
                                                    osamotnienie. To tak, jakby dzieci (w wieku, w ktorym doswiadczalo
                                                    sie zbyt mocnych dla dzieci uczuc, np strachu przed rodzicem) byly
                                                    zamkniete w podziemnych celach. Kazde z tych dzieci to jakas emocja
                                                    z tej drugiej grupy, a zamki to emocja z tej pierwszej. Tak o tym
                                                    mysle.

                                                    > kiedys raczej nie tlumilam
                                                    > wlasnej agresji, zlosci. wolalam cos komus wykrzyczec prosto w
                                                    twarz, czy w
                                                    > twarz dac niz trzymac to w sobie, bo juz chyba nie bylo gdzie
                                                    tego zmiescic.
                                                    > teraz na szczescie nie ma wokol mnie przemocy, a i ja sporo
                                                    zrozumialam, i jako
                                                    > s
                                                    > tam w koncu dzieki wlasnemu wysilkowi przeksztalcilam swoje
                                                    otoczenie w pole
                                                    > dyskusji raczej niz walki.

                                                    Imo emocje to energie.
                                                    Jesli sie nie moglo wypuscic takiej poteznej, ponad sily energii
                                                    wtedy, kiedy powstala, i jesli to sie powtarzalo, to to w czlowieku
                                                    siedzi zaraz pod skora, dlatego latwo wylazi. Tak jakby polknac
                                                    klab wezy, ktore jak tylko widza jakies male zadrapanie, chca sie
                                                    przez nie wydostac. Obrzydliwa metafora, sorry, ale nie chce mi sie
                                                    to skojarzyc estetyczniej.

                                                    > mysle, ze oliwy do mojego ognia agresji dolewalo przerazenie
                                                    ludzmi, ktorzy
                                                    > najwyrazniej nie mieli pojecia jak mnie boli awantura.

                                                    Empatia w takiej sytuacji bierze sie stad, ze kiedy narusza sie
                                                    czyjes granice ofiara musi nauczyc sie rozpoznawac emocje
                                                    otoczenia, zeby wiedziec, kiedy ma oczekiwac ataku. To strategia
                                                    przetrwania. A dziecko nie potrafi oddzielic swoich uczuc od uczuc
                                                    innych. Stad tak nabyta empatia jest automatyczna i polega na
                                                    przejmowaniu cudzych emocji.

                                                    No i - czy sie chce, czy nie, jesli agresor byl postacia znaczaca,
                                                    bardzo czesto sie go integruje. I on co jakis czas wylazi i
                                                    traktuje innych tak, jak sie samemu bylo traktowanym. To - (dzis
                                                    mam wieczor metafor) jak ukaszenie wampira. Zaraza moze nie checia,
                                                    ale zdolnoscia do kasania.

                                                    > niemniej jednak te upiory spia we mnie snem lekkim i nie chce ich
                                                    budzic i
                                                    > oswajac na sile.

                                                    I bardzo slusznie.
                                                    Wierze, ze ludzie maja w sobie taka jakas czesc madrzejsza od
                                                    siebie. Jesli i kiedy ona uzna, ze jestes wystarczajaco silna i
                                                    gotowa, to pchnie cie w kierunku zmian. W takim tempie, w jakim to
                                                    bedzie dla ciebie najlepsze.

                                                    > poza tym, ciekawe, ze czesciej spotykalam sie z twierdzeniem o
                                                    tym, ze ofiary
                                                    > przemocy rowniez stosuja przemoc jako cos naturalnego, czesciej
                                                    niz z
                                                    > twierdzeniem, ze maja duza, trudna do wylaczenia empatie.

                                                    Ja tego dokladnie nie rozgryzlam, mam wrazenie.
                                                    Mysle jednak, ze jesli naruszenia granic dokonywaly na dziecku
                                                    osoby znaczace (rodzice, opiekunowie, bliscy), to takie zachowanie
                                                    bylych ofiar wzgledem np. wlasnych dzieci byloby wyrazem milosci i
                                                    szacunku do tychze rodzicow-agresorow.
                                                    Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
                                                    milosci jest czesto ponad sily.

                                                    > mnie wynik bilansu raczej doluje niz stawia na nogi. tobie
                                                    gratuluje :)

                                                    On niekoniecznie musi byc dobrze zrobiony, ten twoj bilans. Hint:
                                                    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych.

                                                    > nie czytalam czarnoksieznika z archipelagu, nie ogladalam blow
                                                    up.

                                                    Czarnoksieznik jest w sieci jako ebook, ale po angielsku.
                                                    Blow up mozna wypozyczyc w mniej komercyjnych wypozyczalniach,
                                                    pewnie u ciebie tez. Wspominam i powoluje sie na takie rzeczy, bo
                                                    one mi sie wbudowaly w system.

                                                    ogladalam za
                                                    > to idiotow, w sobote po raz kolejny po kilku latach. nadal wydaja
                                                    mi sie
                                                    > swietni. chetnie zafundowalabym sobie taki trip, bardzo chetnie.

                                                    Ja to nie wiem, chyba utozsamiam tym gosciem na A, co sie w koncu
                                                    wypisal.
                                                    I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku. Z jednej strony
                                                    troche mnie to kosztuje, z drugiej - to niesamowicie uwalnia. Dla
                                                    mnie to jest walka ze wstydem. Emily Watson, ta ktora Trier meczyl
                                                    w 'Przelamujac fale' powiedziala kiedys o swojej roli 'im
                                                    bezpieczniej sie czujesz, tym bardziej mozesz zaszalec'.

                                                    [szklanka i prawda]
                                                    > tyle, ze to baaardzo sliska teza - dowolna banda moglaby uzywac
                                                    jej jako
                                                    > legitymacji slusznosci swego widzenia swiata, wizji prawdy.
                                                    > ja nie robie tego zlosliwie, ale "W tych chwilach transcendencji
                                                    wszystko
                                                    > sprawia wrazenie prawdziwosci" ... nie moge przyjac tego jako
                                                    dowodu, ni
                                                    > cholery, nijak nie przechodzi przez detektor.

                                                    Bo to nie jest dowod. To jest wlasnie wiara, nie wiedza. Pisalam o
                                                    tych mrowkach - to jest prawda z naszej mrowczej perspektywy, tak
                                                    jak to mozemy objac naszymi prymitywnymi aparatami do pojmowania,
                                                    amen.

                                                    > a mowilam : lobotomia...
                                                    > nie umiem nic poradzic tutaj, nielot nie nauczy cie latac, moze
                                                    pocieszy cie
                                                    > wstretny argument ze jest masa ludzi marzacych o osiagnieciu
                                                    twojego pulapu?

                                                    Kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
                                                    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
                                                    siebie. A co do pulapu - mialam po prostu duzo szczescia w swoim
                                                    nieszczesciu.

                                                    > no, nareszcie i ja moge zapytac: a czytalas ... :)))
                                                    > czytalas 29.99 beigbedera ?

                                                    Nie!

                                                    > u amiszow moglabys wpasc w inne pulapki

                                                    Oczywiscie ze tak, pewnie bym nie zniosla paru dni nawet. Hoduje
                                                    jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
                                                    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
                                                    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
                                                    tygodni.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: sie niemniej 03.04.08, 04:23
                                                    "W sprawach z przeszlosci zlosc, pogarda, pragnienie odwetu i tego
                                                    typu uczucia czesto przykrywaja smutek, pragnienie akceptacji, zal,
                                                    osamotnienie. " u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistnieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie akceptacji np zaspokojone nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene. te uczucia sa i beda, mimo zrozumienia bla bla bla bla,
                                                    pozostaly i odzywaja w snach lub sytuacjach schematycznych jako przeniesione.
                                                    moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako male dziecko walczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim walczylam wrecz w obronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies, nie trzymalam nic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna, hamowac sie. pewnie dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go nienawidzilam niz sie balam jego fizycznej sily
                                                    ale z tym zadrapaniem i wezami masz racje. jest we mnie jeszcze duzo ciemnej iskrzacej energii, zeby jadowe mi wylaza przy co bardziej sarkastycznych wicach. jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje mnie skrzywdzic. ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.
                                                    kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem lubilam ja wypuszczac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo duzego kopa rejestrowanie zdumienia i czesto przerazenia w oczach innych. a potem byl moralniak. wielki rozdzwiek miedzy " mna" a moim cieniem...
                                                    teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic dzikich zwierzat ani przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie zwierzeta miec, jeszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.
                                                    tego chcialam jako nastolatka - oswoic swoja pantere/ dobermana na tyle, zeby nie bac sie spacerowac z nia/nim bez smyczy.
                                                    chyba sie udalo, choc , no oj, odgryzl nozke?! ... czasem nie.
                                                    ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim bezpieczniejsza, ciesze sie ze na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
                                                    lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim ojcu. takiej bestii nie moglam zaakceptowac w sobie.
                                                    ---
                                                    "Bo przyznanie, ze od wlasnych rodzicow doznalo sie zla czy braku
                                                    milosci jest czesto ponad sily."
                                                    tak, znam przynajmniej jedna osobe ktora ma takich " cudownych rodzicow", ktorych ja cudownymi nie nazwalabym za zadne skarby.
                                                    i wiele takich, ktore co prawda niby wiedza ze rodzice stoja troche na przekor z' polityczna poprawnoscia', ale wysmieja raczej polityczna poprawnosc niz zaneguja postepowanie rodzicow.
                                                    mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego chca. otwieranie komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu widzenia - pomyslem.

                                                    ===
                                                    "ten twoj bilans. Hint:
                                                    porownuj siebie do siebie, nie siebie do innych."

                                                    bardzo przydatna dla mnie rada!!! dziekuje :)))

                                                    ---
                                                    blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)
                                                    ---
                                                    mi sie w system wbudowal caly zastep wielkich filozofow albo raczej refleksja nad sprzecznoscia tresci przez nich gloszonych. takze henry miller. jakos nikt wiecej, oprocz tych poznanych na zywo ludzi, mi sie teraz nie przypomina.
                                                    no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...
                                                    ===
                                                    utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i kochanki?
                                                    dlaczego?

                                                    " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad? ciekawi mnie to

                                                    pewna panna z pracy powiedziala ze jestem jak dziecko, nie nakladam maski na twarz.
                                                    z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac jej z bledu, z drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji nie powiem ze podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms bez ogladania sie na to czy innych to zachwyca czy nie. kiedys UWIELBIALAM tez " rozwalac innych puzzle mniemania o mnie", szokowac z mina malej dziewczynki. to znow tez rozdzwiek miedzy mna we wladzy rodzica - despoty a zbuntowanym dzieckiem.

                                                    jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja psycholog - traktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed wiekami, bezkompromisowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie byly dla mnie wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.
                                                    zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego miasta, widze te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym spacerze w najlepszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak jak ma byc, leniwe zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu, CIERPIE. wywracaja mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko przykrywka dla zazdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie to obcy swiat, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do ktorego nalezec nie chce i nie czuje sie zdolna nalezec. choc biore pod uwage, ze ci usmiechnieci ludzie usmiechaja sie szczerze, ze IM jest naprawde dobrze.

                                                    ---
                                                    szklanka
                                                    no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub wiara.
                                                    ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do krzewienia wiary, prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda solaris " i kimkolwiek innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu mi podobnych jestem do niej gleboko przekonana"
                                                    propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz lobotomia ;)
                                                    ---
                                                    "kiedy ja lubie babranie sie we wlasnych flakach. Gdybym mogla
                                                    poprosic o bilet do dowolnego miejsca, poprosilabym o taki wglab
                                                    siebie. "
                                                    interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze zalezaloby mi na bilecie powrotnym ;)
                                                    hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!
                                                    ---
                                                    "Hoduje jednak marzenia o zyciu bez komorki, za to z pomidorami z wlasnej
                                                    grzadki. Chociaz wiem, ze bez mojej ulubionej rozrywki, czyli
                                                    coffe&cake&gazetka w ktorejs z kawiarni nie przezylabym dwoch
                                                    tygodni."

                                                    przezylabys na pewno!
                                                    moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet wlasna mozna zalozyc.
                                                    slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?


                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: sie niemniej 03.04.08, 23:59
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > u mnie nie przykrywaja raczej, takie mam wrazenie, ze wspolistn
                                                    > ieja i zawsze wspolistnialy. ale wiem tez ze pragnienie
                                                    akceptacji np zaspokojo
                                                    > ne nie bedzie, albo inaczej - mialoby za wysoka cene.

                                                    Na terapii robilismy takie fikumiku, ze te wszystkie deficyty
                                                    zaspokajalam sobie sama - dojrzala i dorosla czesc mnie glaskala po
                                                    glowie te czesc mnie, ktora ciagle przezywala dramat.

                                                    > moja sytuacja byla dosc specyficzna, jak sadze. oczywiscie, jako
                                                    male dziecko w
                                                    > alczyc z ojcem nie moglam, ale pozniej to wlasnie ja z nim
                                                    walczylam wrecz w ob
                                                    > ronie mojej matki. reagowalam na niego jak dziki wsciekly pies,
                                                    nie trzymalam n
                                                    > ic w sobie, nawet nie przyszloby mi do glowy byc posluszna,
                                                    hamowac sie. pewnie
                                                    > dlatego, ze on MNIE nie bil, wiec w zasadzie bardziej go
                                                    nienawidzilam niz si
                                                    > e balam jego fizycznej sily

                                                    Wchodzilas kiedy na strone niebieskiej linii?
                                                    Tam jest duzo o przemocy.
                                                    www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.

                                                    > jestem gotowa zabijac, kiedy tylko wyda mi sie, ze ktos usiluje
                                                    mnie skrzywdzic
                                                    > . ale juz nie tak odruchowo jak kiedys.

                                                    Duzo czytalam na temat takich emocjonalnych zlogow. One czesto
                                                    zalegaja w ciele i nieprzepracowane wylaza w formie jakiejs choroby.

                                                    > kiedys mialam w sobie dzika bestie trzymana w klatce. potem
                                                    lubilam ja wypuszc
                                                    > zac, rozkoszowac sie taka ciemna sila, podniecalo mnie, dawalo
                                                    duzego kopa

                                                    No tak, to jest calkiem normalne - ofiara albo bezradny swiadek
                                                    przemocy dosiada tej sily z gorliwoscia neofity, zeby nareszcie moc
                                                    pobyc po tej drugiej stronie. To milo, ze sie w tym etapie nie
                                                    zafiksowalas.

                                                    > teraz jestem starsza i przekonalam sie, ze nie warto glodzic
                                                    dzikich zwierzat a
                                                    > ni przetrzymywac ich w klatkach, jak i ze inni tez moga takie
                                                    zwierzeta miec, j
                                                    > eszcze bardziej drapiezne i wyglodniale niz moje.

                                                    Intensywne doswiadczenia terapeutyczne daly mi min swiadomosc, ze
                                                    kazdy ma za soba jakis koszmarny dramat. To zmienia troche
                                                    perspektywe.

                                                    > ja lubie swoje agresywne zwierze, czuje sie z nim
                                                    bezpieczniejsza, ciesze sie z
                                                    > e na ogol mnie slucha i nie musze trzymac go w klatce.
                                                    > lubie je za to, ze juz nie przypomina bestii siedzacej w moim
                                                    ojcu. takiej best
                                                    > ii nie moglam zaakceptowac w sobie.

                                                    Bo to jest wielka sila, bez ktorej ludzie sa kalecy. Zlosc jest
                                                    olbrzymim akumulatorem, ktorego energie mozna wykorzystac w roznych
                                                    fajnych celach.

                                                    > mysle, ze takim ludziom mozna pomoc tylko jesli oni sami tego
                                                    chca. otwieranie
                                                    > komus oczu na sile jest ryzykownym - z egoistycznego punktu
                                                    widzenia - pomyslem

                                                    No jasne.
                                                    Zreszta, nie sadze, zeby oni to skapowali. Takie rzeczy rozumie sie
                                                    _naprawde_ tylko wtedy, kiedy je mozna zrozumiec. Zadne zbawianie
                                                    na sile nie wchodzi w gre.

                                                    > blow up gotowy bedzie za kilka godzin ;)

                                                    A to zazdroszcze, ze bedziesz mogla go obejrzec po raz pierwszy. Ja
                                                    go widzialam cztery razy jako nastolatka i mam go w swoim hardware.

                                                    > no, pi , oczywiscie takze, jestem niemal pewna ze ogladalas...

                                                    Ogladalam, ale jakos nie tenten.

                                                    > utozsamiasz sie z andersem , tym od "dzieciecego dania", zony i
                                                    kochanki?
                                                    > dlaczego?

                                                    Az sprawdzilam, jak on mial na imie - Axel.
                                                    Pewnie chodzi o to, ze mam uraz do grup. Predzej czy pozniej
                                                    odwracam sie na piecie i wychodze.

                                                    > " I czasem robie takie rzeczy na ulicy - no, nie az takie, takie
                                                    > wymiaru moze 1/8 tego, co robili na poczatku". tj co na przyklad?
                                                    ciekawi mnie
                                                    > to

                                                    Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
                                                    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
                                                    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
                                                    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
                                                    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej.

                                                    > z jednej strony bardzo sie mylila, i nie mam zamiaru wyprowadzac
                                                    jej z bledu, z
                                                    > drugiej cos w tym jest, ze mimo usilowan delikatnosci, dyplomacji
                                                    nie powiem z
                                                    > e podoba mi sie cos co mi sie nie podoba, i zachwyce sie czyms
                                                    bez ogladania si
                                                    > e na to czy innych to zachwyca czy nie.

                                                    A to fajne chyba jest, co?

                                                    > jako ze ja tez - jak z rosnaca bezradnoscia zauwazyla kiedys moja
                                                    psycholog - t
                                                    > raktuje siebie jak eksperyment, a juz na pewno kiedys, przed
                                                    wiekami, bezkompro
                                                    > misowo tak siebie traktowalam. godnosc, normalnosc, kompromis nie
                                                    byly dla mnie
                                                    > wartosciami nadrzednymi, ze tak powiem.

                                                    Ale to sa jakies etapy. Terapeutce to sie nie musi podobac.

                                                    > zreszta nadal, gdy ide niedziela glowna ulica malego burzujskiego
                                                    miasta, widze
                                                    > te wszystkie malzenstwa z dzieciatkami w wozkach na rodzinnym
                                                    spacerze w najle
                                                    > pszych stosownych na niedziele strojach, gdy wszystko jest tak
                                                    jak ma byc, leni
                                                    > we zadowolone i osnute zapachem ciezkiego familijnego obiadu,
                                                    CIERPIE. wywracaj
                                                    > a mi sie flaki. moznaby bylo powiedziec ze ten wstret to tylko
                                                    przykrywka dla z
                                                    > azdrosci. ale ja raczej nie widze na tym obrazku siebie. dla mnie
                                                    to obcy swi
                                                    > at, do ktorego nie tyle, ze mi sie nie spieszy, a raczej - do
                                                    ktorego nalezec n
                                                    > ie chce i nie czuje sie zdolna nalezec.

                                                    Tez tak troche mialam.
                                                    To znaczy - dzieci mnie draznily. Nie jakos bardzo, ale nie
                                                    potrafilam ani zaciulkac z zachwytem nad wozkiem, ani jakos
                                                    normalnie sie pobawic z nimi. Wiele - o sobie - nauczylam sie,
                                                    pracujac jako niania. Zeby nawiazac kontakt z dzieckiem, trzeba
                                                    nawiazac kontakt z Dzieckiem, nie ma innej drogi.
                                                    A reszte dokonczylam podczas bardzo intensywnej (i kosmicznie
                                                    dziwnej) pracy na warsztatach. Jak reka odjal obojetnosc wobec
                                                    dzieci minela. Co prawda nadal nie cmoktam z zachwytem, jak tylko
                                                    zobacze niemowle, ale mam do maluchow cieply, akceptujacy stosunek.

                                                    > no, okej, nie ma dowodu, nie ma wiedzy jest przekonanie i/ lub
                                                    wiara.
                                                    > ale w takim tez razie nie ma podstaw do niczego wiecej niz do
                                                    krzewienia wiary,
                                                    > prezentowania przekonan jak rowny z rownym z tzw " banda
                                                    solaris " i kimkolwie
                                                    > k innym. "moja prawda to tylko propozycja, ja osobiscie i wielu
                                                    mi podobnych j
                                                    > estem do niej gleboko przekonana"
                                                    > propozycja mniej drastyczna i chyba ' mniej nieodwracalna" niz
                                                    lobotomia ;)

                                                    Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac.

                                                    > interesujace zagadnienie. ja nie wiem dokad bym chciala, wiem ze
                                                    zalezaloby mi
                                                    > na bilecie powrotnym ;)

                                                    Czasem sie bawie mysla, ze wglebi siebie to ja wlasnie teraz jestem.

                                                    > hmm, chcialabym w to doswiadczenie mistyczne!!!

                                                    Wilber w przed przed ostatniej chyba swojej ksiazce opisuje, ze
                                                    jest w tym takim stanie kilka-kilkanascie godzin na dobe. Wiec
                                                    mozna. Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
                                                    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
                                                    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
                                                    swojej za nimi tesknocie.
                                                    Jakbys kiedys zawadzila o Wawe, to normalnie ci skseruje tego Wu i
                                                    podrzuce, co?

                                                    > przezylabys na pewno!
                                                    > moze warto sprobowac? jest tyle wspolnot alternatywnych, a nawet
                                                    wlasna mozna
                                                    > zalozyc.

                                                    Jak mnie tak calkiem skreca, jedziemy z moim ultramiejskim
                                                    chlopakiem na dzika wies na koncu swiata, gdzie zyje sie
                                                    prymitywnie, biednie i cudownie. Zadnego telewizora, prasa i
                                                    internet o 12 kiloskow dalej, chleb dowoza co drugi dzien, wlasne
                                                    maliny i jajka od sasiadow, jak burza to nie ma pradu itd. Tydzien
                                                    to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac. A zima to bysmy tam
                                                    chyba wyli caly dzien na ganeczku.

                                                    > slyszalas o festiwalu ( ? ) rainbow?

                                                    O matko. Najbardziej nawiedzona z moich przyjaciolek (dredy i
                                                    sklonnosci do etnicznych instrumentow) jezdzila na 'rejnboł, zeby
                                                    poznac fa
                                                  • szarylemur rutyna? 04.04.08, 01:29
                                                    fakt, anders to byl kto inny.
                                                    mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co odchodzi, bo wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
                                                    dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego mieszczanskiego bezpieczenstwa.
                                                    chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde, z zaryzykowaniem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie miala ... :)

                                                    mysle, ze nawet bez tego historia byla niezle wybuchowa i niezapomniana
                                                    ---
                                                    dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy i nie mam ochoty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
                                                    obsesja zbawczej prawdy...
                                                    ---
                                                    "Nic takiego szczegolnego, idiotow w wersji skromnej, ale na ogol
                                                    bez czynnego angazowania w to osob trzecich. Osoby drugie czesto
                                                    sie za mnie wstydza i prosza, zebym tego juz wiecej nie robila, tym
                                                    razem naprawde. Jedna mam tylko przyjaciolke, ktora w to ochoczo
                                                    wchodzi, ale nie w klimacie psychodramy, ale wyglupu raczej."

                                                    spotkalam takiego 'idiote", co to potrafil podejsc do czlowieka jedzacego obiad w ogrodku wykwintnej restauracji, wlozyc brudny paluch do talerza zupy i z szerokim usmiechem rzucic zszokowanemu typowi mlaskajac :" hmm, no no, naprawde dobre" ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam go od stolika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to robil? hmm, chyba lubil przekraczac granice, bawilo go to.
                                                    po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce niestosownego", dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)
                                                    ---
                                                    terapeutce nie podobalo sie glownie to, ze zaczelam traktowac terapie jak wysypisko smieci, odciazajaca spowiedz, cos w tym stylu.
                                                    tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek, szlam coraz dalej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to doswiadczenie sobie
                                                    chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie stac. choc oczywiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie zamiast kretych sciezek.
                                                    spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej dopinguje do zmiany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab siebie, i jako taka nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?
                                                    ---
                                                    loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza bardzo i bardzo malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci ( pewnie z takim sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego nie trawie. poklepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie familijnym. swiata w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje spoleczna sasiadom. tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla mnie zbyt obcy.
                                                    ---
                                                    "Tak, ale tu sie konczy rozmowa. O wierze nie ma sensu dyskutowac."
                                                    ale o przekonaniach dyskutowac jest sens, jak najbardziej. tylko bez tej calej zacieklosci z jaka walczy sie o prawde.
                                                    ---
                                                    "Znalam tez kilka nawiedzonych ciotek w stylu niektorych z
                                                    tego forum, ktore z przejeciem opowiadaly o swoich tripach i
                                                    budowaly im cos w rodzaju kapliczek, opowiadajac przy byle okazji o
                                                    swojej za nimi tesknocie."
                                                    to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez byloby w tym stanie dobrze. ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdzieczna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko o kotach. snuje tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i o sobie uwielbiam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
                                                    fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub chocby podobna baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie jakas bande, fajnie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac umysl jak sredniowieczny zakon marii.
                                                    ---
                                                    "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co sie dzieje po tygodniu?
                                                    -
                                                  • bene_gesserit Re: rutyna? 05.04.08, 02:16
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > mysle jednak ze niezle sie wykpilas porownaniem axela do tego, co
                                                    odchodzi, bo
                                                    > wczesniej czy pozniej ma dosc kazdej grupy ;)
                                                    > dla mnie axel to ten co nawet nie sprobowal naruszyc swojego
                                                    mieszczanskiego be
                                                    > zpieczenstwa.

                                                    A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
                                                    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
                                                    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.

                                                    > chociaz, fakt wszyscy oni mieli problem z byciem idiota naprawde,
                                                    z zaryzykowan
                                                    > iem ustalonej pozycji spolecznej. nie mowie , ze ja bym nie
                                                    miala ... :)

                                                    Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
                                                    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
                                                    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
                                                    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu.

                                                    > dla mnie " pi " jest swietne, moje. widzialam to moze ze dwa razy
                                                    i nie mam och
                                                    > oty widziec wiecej jak na razie, ale to bylo to.
                                                    > obsesja zbawczej prawdy...

                                                    He he.
                                                    Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam. Obecnie zadowalam sie
                                                    wiara i nie jest to takie zle.

                                                    > ja niby przepraszalam panstwa za zachowanie kolegi i odciagalam
                                                    go od sto
                                                    > lika, ale w duchu wylam ze smiechu w ekstazie. dlaczego on to
                                                    robil? hmm, chyba
                                                    > lubil przekraczac granice, bawilo go to.
                                                    > po pewnym czasie i mi zdarzalo sie pozwolic sobie na cos "wysoce
                                                    niestosownego"
                                                    > , dziwnego, idiotycznego. ciesze sie z tego jak cholera :)

                                                    Moze mala smialosc moich wyglupow wynika z tego, ze nie mam ochoty
                                                    przekraczac cudzych granic. Fajnie jest poobserwowac ludzkie
                                                    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
                                                    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
                                                    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
                                                    Moze na starosc nabiore ochoty.

                                                    > tj, zamiast pracowac na zmiane w sobie, na wyprostowanie sciezek,
                                                    szlam coraz d
                                                    > alej i dalej, a jej plakalam jak to mi zle. ale i to
                                                    doswiadczenie sobie
                                                    > chwale. mysle, ze na tamtym etapie na nic innego nie bylo mnie
                                                    stac.

                                                    I bardzo dobrze uwazasz. Zly to terapeuta, ktory pogania klienta
                                                    albo cos w tym stylu.

                                                    choc oczy
                                                    > wiscie mozliwe, ze popelnilam wielki blad porzucajac terapie
                                                    zamiast kretych sc
                                                    > iezek.

                                                    Terapia ma to do siebie, ze zawsze mozna do niej wrocic.

                                                    > spotkalam sie z opinia, iz platna terapia/ droga terapia mocniej
                                                    dopinguje do z
                                                    > miany. ale terapia moze byc chyba nadzorowana podroza w glab
                                                    siebie, i jako tak
                                                    > a nie powinna byc dostepna tylko dla bogatych, nie?

                                                    Mysle, ze terapia powinna byc platna, niekoniecznie duzo, ale w
                                                    ogole - tak. To wyrownuje stosunki i przypomina o handlowosci
                                                    ukladu, co imo jest bardzo zdrowe.

                                                    > loj, nie chodzi o te dzieci tylko, choc przyznam ze mnie mecza
                                                    bardzo i bardzo
                                                    > malo interesuja, lubie chyba tylko te spokojne, dziwne dzieci (
                                                    pewnie z takim
                                                    > sie utozsamiam). chodzi o klimat mieszczanskiej niedzieli. tego
                                                    nie trawie. pok
                                                    > lepywania sie bo napasionym brzuchu przy amerykanskim filmie
                                                    familijnym. swiata
                                                    > w ktorym wazne jest aby dobrze zaprezentowac swoja pozycje
                                                    spoleczna sasiadom.
                                                    > tego kurzego swiata nie kocham. moze nie rozumiem, moze jest dla
                                                    mnie zbyt obc
                                                    > y.

                                                    Wiem, z tymi dziecmi to jest przyklad tylko, ze wszystko moze sie
                                                    zmienic, i to niespodziewanie (bo moj obecny stosunek do dzieci to
                                                    nie byla sprawa, ktora przepracowywalam, tylko pojawil sie jako
                                                    skutek uboczny). Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
                                                    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
                                                    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili.

                                                    Czasem mam takie dni, ze ludzie mnie normalnie zachwycaja, ale
                                                    tylko czasem.

                                                    > to ich swiat, to ich ideal, one w to wierza, wierza ze innym tez
                                                    byloby w tym s
                                                    > tanie dobrze.

                                                    Nienie, to bylo cos innego, taka dziwna cecha, ktora ja
                                                    nazywam 'pragnieniem bycia niezwykla', taki specyficzny rodzaj
                                                    egzaltacji. Jak bylam na takich pol szamanskich, pol
                                                    hellingerowskich warsztatach, to zauwazylam cicha rywalizacje
                                                    miedzy uczestnikami, ktory bedzie mial trudniejsze ustawienie,
                                                    ktoremu bedzie sie dziwniej dzialo. Tez sie w to wkrecilam :)
                                                    Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
                                                    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
                                                    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale.

                                                    ja potrafie sie tak rozgaworzyc o zyciu kotow spod bloku i wdziec
                                                    > zna jestem, ze sa tacy co pozwalaja mi snuc opowiesc. i nie tylko
                                                    o kotach. snu
                                                    > je tez swoje tezy, swoje przekonania udowadniac chce co i rusz. i
                                                    o sobie uwiel
                                                    > biam nawijac,co na pewno nie uszlo twojej uwadze...
                                                    > fajnie miec kogos kogo twoja baja wciaga, kto zyja taka sama lub
                                                    chocby podobna
                                                    > baja, to wzmacnia poczucie prawdziwosci bai. a jak juz ma sie
                                                    jakas bande, faj
                                                    > nie spotkac inna bande, by w toku wymiany pogladow, gimnastykowac
                                                    umysl jak sre
                                                    > dniowieczny zakon marii.

                                                    Tak, ale to co innego. Ciebie wkreca to, co cie interesuje dla
                                                    samego faktu zainteresowania tematem, nawiedzone specjalistki od
                                                    proroczych snow sa imo zainteresowanie byciem 'taka inna', a sny,
                                                    wizje i lewitacja sa dla nich srodkiem do tego wlasnie celu. To
                                                    wyscig szczurow w wersji uduchowionej.

                                                    > "Tydzien to maksimum, jakie i ja, i on mozemy wytrzymac." a co
                                                    sie dzieje po ty
                                                    > godniu?

                                                    Po tygodniu mamy ochote pojsc do kina, do ktorejs z ulubionych
                                                    kawiarni i nawzajem wyrzucamy sobie, zesmy znowu przyjechali w
                                                    miejsce, w ktorym nie mozna kupic gazety do sniadania.

                                                    > dawaj opowiesc o nawiedzonej dredatej z rejnbol, please !!!
                                                    > czy rzeczy, ktorych nie doswiadczylas osobiscie, postrzegasz
                                                    przez pryzmat sym
                                                    > patii/ antypatii wobec osob, ktore ci o nich opowiadaja?
                                                    > anyway, dawaj opowiesc dredatej, zeby juz ostrze...

                                                    Nie, chodzi o to, ze znajac gust innych moge sie ustosunkowac
                                                    posrednio do tego, co ich zachwyca albo nie. Np my z siostra mamy
                                                    taki sam gust filmowy, wiec mozemy sobie filmy polecac w ciemno,
                                                    bez czytania recenzji. A z Ewa bylo tak, ze wiedzialam, iz to, co
                                                    ona opisywala z ekstatycznym zachwytem mi sie nie spodoba. I tak
                                                    bylo z rejnbol. Jej opowiesc jakby wyjeta zywcem z jakiegos
                                                    amerykanskiego dokumentu o dzieciach kwiatach skupiala sie na
                                                    kapielach nago przy swietle ksiezyca, niezobowiazujacym seksie z
                                                    nieznajomymi za to bez zabezpieczen w krzakach i ogolnej atmosferze
                                                    milosci-do-wyrzygania.

                                                    Taki byl film Percy'ego Aldona z przecudowna Marianne Szlagecostam,
                                                    Bagdad Cafe, w ktorej zrownowazona Marianne zaprzyjaznia sie ze
                                                    swirnieta wlascicielka podupadlego motelu i kawiarni dla tirowcow
                                                    na pustyni, i one razem urzadzaja zycie okolicznym dziwakom i
                                                    wyrzutkom. W pewnym momencie wszystkim zaczyna byc tak dobrze, ze
                                                    piekna i wystepna tatuazystka pakuje swoje ekscentryczne stroje i
                                                    wyjezdza. Ciagnac walizy i brnac w szpilkach przez piasek, cedzi z
                                                    zalem 'za duzo tu harmonii'.
                                                    Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
                                                    idiotow mojego zycia. Hehe.

                                                    Czulko, oby twoje sny nie okazaly sie prorocze ;)
                                                  • szarylemur have you seen my donkey? 05.04.08, 04:01
                                                    axel.
                                                    "A dla mnie kims, kto mial odwage grupie powiedziec, zeby sie
                                                    walili. Kims, kto uznal, ze jest mieszczanski, w odroznieniu od
                                                    tych wszystkich takich odwaznych i przeoffowych ludzi.'
                                                    ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak bardzo niemieszczanski jest...
                                                    moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i tyle.
                                                    inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze eksperymentow juz wystarczy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie prywatnego zycia innych ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak inna grupe - ta wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

                                                    "Mi sie idioci z jakiejs tam strony wydawali banda hipokrytow.
                                                    To nie byla droga bez powrotu. Moze z klopotami, ale mogli sie
                                                    otrzepac i wrocic do przyzwoitego, mieszczanskiego zycia. Imo to
                                                    nie bylo doswiadczenie totalne, jak z tego twojego klipu."
                                                    hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to, zeby jego doswiadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
                                                    postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego* raczej nie jest kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli widzi sie inne wyjscie z sytuacji, raczej.

                                                    "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez takich ;) jasne, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest skuteczniej. czasem jest to po prostu konieczne.
                                                    ja na pewno tez w cos wierze, tylko jakos niekonkretne mi sie to wydaje. byc moze dla jakiegos uwaznego obserwatora z zewnatrz jestem bardzo prosta do rozszyfrowania, byc moze ktos taki potrafilby wskazac mi moja wiare...

                                                    "Fajnie jest poobserwowac ludzkie
                                                    zmieszanie, kiedy im sie wydaje, ze kolo nich siedzi wariatka, ale
                                                    niefajnie jest miec cudzy kciuk w ulubionej zupie. Byc moze mnie to
                                                    ogranicza, ale nie uwazam, ze powinnam to zmieniac na razie.
                                                    Moze na starosc nabiore ochoty."

                                                    wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie ludziom brudnych rak do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup, taki maly thrill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz dalsze granice. na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie innym przekraczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje, czyli stawia sie siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach. ' w czerwonych szpilkach bez szpilek, ofiarowanych mi przez jakas dziwke w tgv, stanalem pod blokiem moich rodzicow, znow z niczym... kiedy uswiadomilem sobie ze bede musial spojrzec w oczy matce, rzewnie zaplakalem".
                                                    ---
                                                    "Trzask prask i bedziesz sie z zyczliwym usmiechem
                                                    przygladac tym okraglym panom i ich rozowym malzonkom, z werwa
                                                    opowiadajacym im ostatni odcinek serialu, ktory przegapili."
                                                    ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam blizej rozowa pania czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol stanowia cos na ksztalt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym usmiechem? hmm, jakos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten temat nieco wiecej?
                                                    ===
                                                    "Opowiadanie przy kazdej okazji o tym, jakie cudowne stany ma sie
                                                    podczas medytacji, albo ze sie mialo wizje z boginia Kali, albo ze
                                                    sie ma prorocze sny drazni mnie niebywale."
                                                    mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi niebywale wyrosnietymi, naturalnymi ciastami?
                                                    AMBICJA jest w chyba kazdym z nas, pragnienie bycia w czyms dobrym, najlepszym. byc najszybszym szybkobiegaczem, najcwanszym biznesmenem, byc najpiekniejsza modelka, miec najzdolniejsze cudowne dziecko, byc najmadrzejszym filozofem, najcudowniejszym cudotworca, uwodzicielem ktoremu nawet drzewo sie nie oprze, byc najswietsza swieta i najokrutniejszym tyranem. najlepiej lepic pierogi, najladniej rysowac, najwytrwalej lezec na szpilkach, przeklinac najodrynarniej, posiadac najwieksza kolejkcje najwybitniejszych dziel sztuki, byc najskromnijeszym ze skromnych.
                                                    cokolwiek, ze tak znow stotalizuje...
                                                    a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w czym jestesmy dobrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
                                                    jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power pozytywnego myslenia" ???
                                                    mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie cudzych wartosci. ale jako aspirujaca obecnie do tytulu najsprawiedliwszej wsrod sprawiedliwych powiem: tak, ja tez tak miewam lub po prostu mam.

                                                    "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
                                                    da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru, marchewki?
                                                    a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos takiego byc nie powinno?
                                                    ---
                                                    " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten narkotyczny glod cywilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam jest dalej za zakretem?
                                                    ---
                                                    " rejnbol"
                                                    powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.
                                                    tylko nie zapomnij dobrze sie wyekwipowac na te okazje, bo prawdziwa przymusowa asceza zabija wiare w komunistyczna utopie. aha, i psa zostaw w domu, bo " psow mialo nie byc", wiec moze pasc z glodu jesli sam sobie czegos nie upoluje. ogolnie, przygotuj sie bardzo rozwaznie na to lono dzikiej natury, jesli sen o utopii ma przetrwac. szczypta stosownej stylistyki w walizce nie zawadzi.
                                                    poza wszystkim, bardzo ciekawe doswiadczenie...
                                                    choc o harmonii w moim i moich znajomych wypadku nie bylo mowy. za bardzo idealistycznie, by nie powiedziec " pasozytniczo' podeszlismy do tej sprawy.
                                                    rozbawil mnie framgment z bloga jakiegos:" Gdy podchodzisz do jednego ogniska i częstują Cię herbatą, przy drugim częstują Cię też ciapatami i tak przy każdym, które napotkasz na twoim wieczornym spacerze. Co zrobisz gdy rozpalisz swe własne ognisko? Jeśli masz otwarte serce i szybko się uczysz zrobisz herbatę ,skręcisz dżointa, zrobisz jedzenie itp. Wszystko po to by ugościć każdego kto do Ciebie zawita. Tak nauczyłeś się gościnności i teraz czujesz jakie to wspaniałe." positi.blogspot.com/2007/08/rainbow-festiwal_24.html
                                                    zaiste, wspaniale. jak widza ze nic nie masz, krag zyczliwych sie znacznie zaweza, takze na rainbow :)))
                                                    "Jesli bym pojechala na rejnboł, to po to, zeby im tam urzadzic
                                                    idiotow mojego zycia. Hehe."
                                                    sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z szokowaniem nie byloby az tak trudno.
                                                    tylko inaczej , np szampon pod prysznic i frenetyczne spazmy gdy chca ci go odebrac.
                                                    hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ... ale czy oni nie maja prawa do swojej baji?
                                                    ---
                                                    jakie moje sny?

                                                    sciskam
                                                  • bene_gesserit Re: have you seen my donkey? 06.04.08, 01:24
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ok, ale przeciez zostal idiota po to by pokazac wlasnie jak
                                                    bardzo niemieszczan
                                                    > ski jest...
                                                    > moim zdaniem, idiotyzmu na powaznie wybrac sie przestraszyl i
                                                    tyle.
                                                    > inaczej: w trakcie eksperymentu doszedl do wniosku, ze
                                                    eksperymentow juz wystar
                                                    > czy, kiedy zaczelu dotyczyc jego prywatnego zycia, a nie
                                                    prywatnego zycia innyc
                                                    > h ludzi. kiedy zaczelo sie robic goraco, uznal, ze woli jednak
                                                    inna grupe - ta
                                                    > wobec ktorej bunt doprowadzil go do domku idiotow.

                                                    To jest punkt widzenia jak najbardziej uprawniony.
                                                    Ale mozna jeszcze powiedziec, ze facet mial jaja i odwage, zeby
                                                    wycofac sie z tego, co mu nie pasowalo. Z jednej strony straszny
                                                    mieszczanski swiat, zycie w burzujskim smrodku, z drugiej -
                                                    szalenie awangardowe, odwazne zachowania i poczucie ultrafajnosci.
                                                    Mysle, ze na pewien pokretny sposob mozna jego rejterade
                                                    zinterpretowac jako akt odwagi. "OK, nie jestem i nie bede fajny i
                                                    taki supercool jak wy, zegnam".

                                                    > hmm, stawiam zaklad ze ten facet z klipu oddalby wszystko za to,
                                                    zeby jego dosw
                                                    > iadczenie nie bylo az takie totalne, bezpowrotne.
                                                    > postawienie na szali wlasnego zycia * chocby zycia spolecznego*
                                                    raczej nie jest
                                                    > kwestia swobodnego wyboru. w otchlanie sie nie skacze, jesli
                                                    widzi sie inne wy
                                                    > jscie z sytuacji, raczej.

                                                    No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
                                                    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic?

                                                    > "Kiedy ja bylam w twoim wieku, tez tak mialam." och, prosze, bez
                                                    takich ;)

                                                    Hehehe.

                                                    jasn
                                                    > e, ze trzeba w cos wierzyc, tak jest latwiej, tak jest
                                                    skuteczniej. czasem jest
                                                    > to po prostu konieczne.

                                                    Mnie po prostu moja wiara jakos tak sama odnalazla, specjalnie sie
                                                    nie wysilalam. To sie wszystko dzieje poza mna.

                                                    > wszystko jest wzgledne, ma swoje plusy i minusy. wsadzanie
                                                    ludziom brudnych rak
                                                    > do zupy to - jak dla mnie - nic szczegolnie agresywnego, wyglup,
                                                    taki maly thr
                                                    > ill, nieszkodliwy, no ale potem ma sie ochote przekraczac coraz
                                                    dalsze granice.

                                                    No wlasnie, to jest spora pokusa, pare razy ja poczulam. Taka
                                                    roztrenowana umiejetnosc idioty daje duza wladze.
                                                    Wczoraj przeczytalam w gazecie, ze Rosjanie maja takie
                                                    okreslenie 'pandrioszka'. To cos pomiedzy puszka Pandory a lalkami-
                                                    matrioszkami. Jedna puszka w drugiej, i na dodatek w kazdej cos
                                                    gorszego od tego, co w tej wiekszej bylo.

                                                    > na ogol tez, kiedy nie respektuje sie cudzych granic, pozwala sie
                                                    innym przekr
                                                    > aczac swoje wlasne az do punktu kiedy naprawde cos sie czuje,
                                                    czyli stawia sie
                                                    > siebie i innych w dosc dramatycznych sytuacjach.

                                                    No tak, nie pomyslalam o tym, ze takie cos moze powodowac, ze
                                                    potrzebuje sie coraz mocniejszych bodzcow w obie strony, a to
                                                    skazuje na samotnosc albo jakies stracencze akcje.

                                                    > ja czasem odnajduje swoja nisze w tym swiecie, kiedy poznam
                                                    blizej rozowa pania
                                                    > czy pana, jakies tematy do rozmow znajduje, ale jako ogol
                                                    stanowia cos na kszt
                                                    > alt obcej rasy. po co mialabym przygladac sie im z zyczliwym
                                                    usmiechem? hmm, ja
                                                    > kos sobie tego dzis nie wyobrazam. czy mozesz napisac na ten
                                                    temat nieco wiecej
                                                    > ?

                                                    Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
                                                    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
                                                    oddzwieka. Nie chodzi o umiejetnosc prowadzenia salonowych
                                                    konwersacji, ale o takie zyczliwe uznanie ich swiata.

                                                    > mistyczne kolo gospodyn wiejskich, gdzie kazda chwali sie swoimi
                                                    niebywale wyro
                                                    > snietymi, naturalnymi ciastami?
                                                    > AMBICJA jest w chyba kazdym z nas,

                                                    Nie pisalam o ambicji.
                                                    Tu znowu wchodzi model Wilbera - ludzie, ktorzy traktuja duchowosc
                                                    jako sposob na 'jazde' i udowodnienie sobie czegos (ze moga, ze sa
                                                    lepsi od innych, ze sa tacy inni od innych) nie poprzerabiali
                                                    podstawowych rzeczy na pierwszym poziomie. Najczesciej nie ostukali
                                                    swojego poczucia wartosci. Duchowosc to nie jest dobry sposob na
                                                    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
                                                    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury.

                                                    > a najciekawsza jest powszechnosc z jaka zawyzamy wartosc tego w
                                                    czym jestesmy d
                                                    > obrzy a deprecjonujemy walor tego w czym dobrzy sa inni.
                                                    > jedna z technik manipulacji perspektywa, " skuteczny power
                                                    pozytywnego myslen
                                                    > ia" ???
                                                    > mnie drazni wlasnie to przecenianie wlasnych a niedocenianie
                                                    cudzych wartosci.

                                                    Tak? Czesto tez robimy dokladnie odwrotnie.

                                                    > "wyscig szczurow w wersji uduchowionej." dobre :)
                                                    > da sie ustac w tym biegu, czy mozliwa jest tylko zmiana toru,
                                                    marchewki?
                                                    > a moze chodzi ci o to, ze akurat w dziedzinie duchowosci czegos
                                                    takiego byc nie
                                                    > powinno?

                                                    Juz napisalam powyzej, co mi w tym nie pasuje.
                                                    A tego byc nie powinno, bo moze sie naprawde fatalnie skonczyc.
                                                    Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
                                                    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki - medytacje, sracje,
                                                    polroczny pobyt w klasztorze w Tybecie czy cos w tym stylu. Rozne
                                                    zabawy energia, dlubania sobie i innym w aurze czy w co sie tam
                                                    wierzy.
                                                    Kiedys rozwoj duchowy byl superwizorowany, a kolejne wtajemniczenia
                                                    rozdzielaly od siebie lata. Teraz to sobie mozna po prostu kupic. I
                                                    jesli sie nie trafi na odpowiedzialnego sprzedawce, mozna sie
                                                    przejechac, na przyklad do wariatkowa.

                                                    > " po tygodniu..." to moze warto byloby jakos przeczekac ten
                                                    narkotyczny glod cy
                                                    > wilizacji, moze byloby to ciekawe doswiadczenie, zobaczyc, co tam
                                                    jest dalej za
                                                    > zakretem?

                                                    Za zakretem jest moja tesknota za dlubaniem w ziemi, ja to wiem.
                                                    Geny po chlopskich przodkach - uwielbiam pielic, sadzic, przerywac
                                                    marchewke i wynajdywac ekologiczne pulapki na krety. Z drugiej
                                                    strony uwielbiam duze miasta, z ich nerwowym rytmem, gestą zabudową
                                                    i wszyskimi pokusami, ktore oferuja. Wiec litania marzen o wlasnym
                                                    przydomowym ogrodzie koncza sie 'ale zeby byl w centrum Wawy'.

                                                    > " rejnbol"
                                                    > powiem tyle: pojedz i przekonaj sie sama.

                                                    Nie wiem, twoj opis tez nie wyglada zachecajaco. Raczej
                                                    odstreczajaco, jak kolko rozancowe hipokrytow :)
                                                    Ja klimaty siostro-bracie-wez-spadaj zaliczylam na pielgrzymce, a i
                                                    prymitywizm koczowania tu i tam rowniez mam zaliczony, wiec
                                                    dziekuje, ale nigdy w zyciu.

                                                    > sporo tam takich idiotow, ale mysle ze - wbrew pozorom - z
                                                    szokowaniem nie bylo
                                                    > by az tak trudno.

                                                    Wiem :)
                                                    Znajomych Ewy - a przez jej dom przewalala sie kupa fajnychludzi -
                                                    szokowalam dobrymi manierami, ktore na ich czesc dodatkowo
                                                    krochmalilam. Ona sie mnie czasem strasznie wstydzila przez to :)

                                                    > hmm, taki " idiota " moglby ladnie pokazac caly ten schemat ...
                                                    ale czy oni nie
                                                    > maja prawa do swojej baji?

                                                    A czy ja bym im ja zabrala? Kto chce, ten bierze.

                                                    > ---
                                                    > jakie moje sny?

                                                    Jakies takie, jakie masz?
                                                    To byla aluzja do natchnionego watku z tego forum o tym, ze jedna
                                                    pani ma sny i 'czymze jest przyszlosc, skoro potrafie ja
                                                    przewidziec'. Hehe.

                                                    czulkiem
                                                  • szarylemur idioci 06.04.08, 03:49
                                                    az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
                                                    " gdu tylko zaczyna troche bolec, zwijacie zagle"
                                                    stoffer stwierdza ze nie podchodza do bycia idiota powaznie, na co henrik
                                                    odpowiada ze jasne, mozemy spastykowac w domu, mozemy w pracy, inaczej to nie
                                                    mialoby sensu.
                                                    to kto bedzie pierwszy?
                                                    graja w butelke i wypada na axela.
                                                    axel ( zwroc uwage na jego mine): " mam spuscic cale moje zycie z woda w kiblu?"
                                                    katrine:" ta twoja krowa musi polubic siedzacego w tobie idiote"
                                                    axel: "nie moge".
                                                    sciska reke stoffera i wychodzi.
                                                    tak, W BARDZO POKRETNY sposob mozna zinterepretowac takie odejscie jako akt
                                                    odwagi. axel zdobywa sie na odwage wyznania ze oblal test na wiernosc deklaracjom
                                                    ( jakby grupa ultraawangardy umowila sie, ze ten na ktorego wypadnie, popelni
                                                    samobojstwo. x dosiada sie do koleczka, wypada na niego, x mowi: "nie, nie
                                                    moge". pytanie: jest rozsadny czy jest tchorzem? czy moze jest przebudzonym,
                                                    ktoremu wiele trzeba bylo aby dojsc do wniosku o tym, ze nie warto popelniac
                                                    samobojstwa? )
                                                    axel zdal sobie sprawe, ze to wszystko z czego drwil, jego domowa krowa/ zona i
                                                    bezsensowna praca, pogardzany STATUS SPOLECZNY liczy sie dla niego bardziej niz
                                                    sadzil. w tescie axela wyszlo, ze idiota chcial byc dopoki nie uswiadomil sobie
                                                    co to tak naprawde znaczy.
                                                    jasne, ze mial dosc grupy, pomyslow stoffera, kiedy zaczely kolidowac z jego
                                                    prywatnymi sprawami. ale - zwroc uwage - zanim doszedl do wniosku o wyzszej
                                                    wartosci mieszczanstwa nad idiotyzmem, mieszczanstwem pogardzal. nie wahal sie
                                                    wkladac brudnych paluchow do zupy jakiegos tam typa w restauracji, ale nie
                                                    odwazyl sie na cos takiego wobec szefa czy zony. pomysl stoffera uswiadomil
                                                    axelowi, ze nie podchodzil do calej sprawy na serio. jesli axel obrazil sie na
                                                    grupe to chyba tylko o to, ze byla swiadkiem odkrycia jego prawdziwego oblicza
                                                    ... tego nieultraawangardowego.
                                                    latwo bylo nasmiewac sie z nieznajomych, robic z siebie idiote bez praktycznie
                                                    zadnych powazniejszych konsekwencji, niemozliwe okazalo sie pokazac ze naprawde
                                                    ma sie w dupie co o tobie mysla ludzie.
                                                    nie winie go za to, ze " nie rzucil na szale eksperymentu' calego wlasnego
                                                    zycia, nie zdecydowal sie na doswiadczenie totalne.
                                                    ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic sekte. mial
                                                    prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na sile nie wciagnal
                                                    go do bandy idiotow.
                                                    jasne, w miare doswiadczen zmieniaja sie nasze poglady, poznajemy samych siebie
                                                    lepiej. czasem okazuje sie, ze dalej nam z kims, czy z grupa nie po drodze. ale
                                                    jesli grupa, z ktora sie juz nie zgadzamy, konsekwentnie wypelnia program, ktory
                                                    na poczatku nam sie podobal, ktory traktowalismy jak wlasny, nie ma co mowic, ze
                                                    grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie przemyslelismy do konca
                                                    naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i odejsc. bez zwalania
                                                    winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)
                                                    oczywiscie masz racje, zawsze lepiej odejsc niz robic cos TYLKO dlatego ze
                                                    przysiegalo sie, ze sie cos zrobi.

                                                    "No tak, ale co to za przekraczanie granic, jesli ma sie w odwodzie
                                                    bezpieczne, spokojne zycie, do ktorego mozna wrocic? "

                                                    to fakultatywne przekraczanie granic, jak eksperyment idiotow. nadal mysle, ze w
                                                    prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie wybor.
                                                    nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec zalozen grupy, ja
                                                    to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania - malo kto
                                                    pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do swiatla, nawet
                                                    jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.
                                                    dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie ogladajac sie za
                                                    siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co jakos tam
                                                    znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.
                                                    im wiecej masz, tym wiecej boisz sie stracic, dlatego twoje ryzyko jest tak
                                                    scisle kontrolowane, jest wlasciwie tylko gra, symbolicznym przekraczaniem
                                                    granic. jesli ma sie do czego wrocic przekraczanie granic jest wycieczka
                                                    krajoznawcza, rowniez pozyteczna.
                                                    ewentualnie moze okazac sie, ze przekraczanie kolejnych granic staje sie twoim
                                                    powolaniem/ uzaleznieniem. wychodzi na to samo, gdyz wowczas nawet jesli cos
                                                    masz, przestajesz nadawac temu znaczaca wartosc. ale to sa raczej odosobnione
                                                    przypadki, kiedy szukanie totalnych doswiadczen okazuje sie byc tym, co nadaje
                                                    twojemu zyciu sens. znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
                                                    i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to smakuje.
                                                    wiekszosc z nas jest mocno przywiazana do tego co zna, schematu, w ktorym wiedza
                                                    o tym, ze a powoduje b, daje mozliwosc planowania, poczucie bezpieczenstwa.
                                                    tylko nieliczni spluna na to wszystko, by przejsc na druga strone bez
                                                    jakiejkolwiek mapy. moze nie cenia zycia, moze ich zycie nie ma smaku zycia, a
                                                    moze brak im logicznej wyobrazni?
                                                    ---
                                                    "Ludzie w tym, co nas tak mierzi (estetycznie, nie etycznie) moga
                                                    byc ladni. Wchodze w te ich estetyke i odnajduje cos, co we mnie
                                                    oddzwieka. " wiem, ze moga. uznaje ich swiat i ich estetyke ( pisalam o tym
                                                    kilka postow temu), nie neguje szczerosci ich usmiechu . i wiem, ze jakies tam
                                                    podobienstwa, tozsamosci nawet miedzy mna a " nimi" sa. ale tylko tyle, zatracic
                                                    sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc. jedyna obecnie
                                                    opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.
                                                    ---
                                                    "Duchowosc to nie jest dobry sposob na
                                                    zalatwienie swoich kompleksow, bo ich sie zalatwic w ten sposob nie
                                                    da, to jest karmienie czarnej nienazartej dziury."
                                                    ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu filozoficznego ani
                                                    trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni czarnej
                                                    nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.
                                                    zobacz:" Ktos niedojrzaly, emocjonalnie pospinany i z fatalnym poczuciem na
                                                    swoj temat dostaje do reki potezne zabawki" - wladze nad panstwem, male dziecko,
                                                    kupe kasy, katedre filozofii i zaczynaja sie niebezpieczne zabawy.
                                                    jasne, chodzi ci o to, ze pod przykrywka szlifowania duchowosci mozna sobie i
                                                    innym zrobic krzywde.
                                                    i o to, pewnie, zeby nie dawac mlotka do reki komu popadnie...
                                                    no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew jego woli?
                                                    ja nie.
                                                    nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze ma taka duza
                                                    materialna podstawe...
                                                    moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac, dyskutowac...
                                                    a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?
                                                    mi podobal sie jakos nauczyciel beatrix kiddo, ten siwowlosy okrutny azjata. co
                                                    myslisz o jego metodach wychowawczych ?
                                                    ---
                                                    nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem. po co ci one
                                                    kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz je w glowie
                                                    jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?
                                                    ---
                                                    nie bede zatem namawiac cie wiecej na rainbow i w ogole na nic nie bede cie
                                                    namawiac, bo widze ze nie ma sensu.
                                                    co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie wydaje sie godne
                                                    sprobowania?
                                                    ---
                                                    he he
                                                    miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko wprost. wierze,
                                                    ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie rozpracowywac
                                                    czasami.
                                                    ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))
                                                    mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie powiem ze jestem
                                                    tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala na mnie ;)
                                                    ---
                                                    czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/ animus?czytalam
                                                    co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie zainteresowalo.
                                                    cztery poziomy animy/ usa.

                                                    pozdrawiam
                                                    mam zamiar obejrzec dzis powiekszenie
                                                  • bene_gesserit Re: idioci 07.04.08, 01:58
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > az sobie obejrzalam kawalek od nowa:
                                                    ...
                                                    > ale nie robie tez z niego bohatera, ktory odwazyl sie porzucic
                                                    sekte. mial
                                                    > prawo, nikt go nie trzymal gdy odchodzil, tak samo jak nikt na
                                                    sile nie wciagna
                                                    > l
                                                    > go do bandy idiotow.

                                                    A to nie o tym pisalam, chociaz filmu w domu nie mam i nie zwroce
                                                    uwagi na miny. Pisalam o tym, ze gdyby ten facet zostal w grupie to
                                                    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
                                                    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
                                                    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa.

                                                    > grupa jest be, nalezy raczej spokojnie przyznac ze nie
                                                    przemyslelismy do konca
                                                    > naszych deklaracji, ze nie jestesmy w stanie ich wypelnic i
                                                    odejsc. bez zwalani
                                                    > a
                                                    > winy na grupe czy ogolna niechec do grup :)

                                                    Nie moge sie zgodzic.
                                                    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
                                                    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
                                                    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa.

                                                    ...
                                                    > prawdziwie totalne doswiadczenia wrzuca nas koniecznosc a nie
                                                    wybor.
                                                    > nazwij to rozsadkiem, nazwij to duchem buntu jednostki wobec
                                                    zalozen grupy, ja
                                                    > to nazwe atawizmem, bezwarunkowym odruchem instynktu przetrwania -
                                                    malo kto
                                                    > pojdzie w calkowita ciemnosc JESLI moze zawrocic jeszcze do
                                                    swiatla, nawet
                                                    > jesli nie jest to po platonsku prawdziwe swiatlo.

                                                    Jasne. Ale czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
                                                    rodzaj teatru?

                                                    > dopiero kiedy nie ma dokad wracac, mozna isc naprzod nie
                                                    ogladajac sie za
                                                    > siebie. inaczej zawsze jakas tam wygodna, przywiazana do tego co
                                                    jakos tam
                                                    > znane, oswojone, czesc nas odciaga od brzegu przepasci.

                                                    Rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?

                                                    ...
                                                    > znakomita wiekszosc z nas wybierze raczej " ta swoja krowe"
                                                    > i prace niz wiedze o tym, co NAPRAWDE jest za zakretem i jak to
                                                    smakuje.

                                                    Na wszystko jest czas.
                                                    Jesli wchodzimy w cos, co nie jest 'nasze', to mozemy sie poparzyc
                                                    raczej niz zyskac. Nie przekroczymy tez siebie samych - na wiedze
                                                    plynaca z doswiadczenia musimy byc przygotowani, inaczej guzik
                                                    zrozumiemy.

                                                    ...

                                                    > ale tylko tyle, zatracic
                                                    > sie w tym swiecie kojarzy mi sie z wyssaniem powietrza z pluc.
                                                    jedyna obecnie
                                                    > opcja jest: ' oni' jako nurt glowny, ja na marginesie.

                                                    No to moze wrzuce ci tu linka i zobaczymy, co z tego wyjdzie:
                                                    tnij.com/oDH0

                                                    > ani duchowosc ani nowy mustang ani stworzenie nowego systemu
                                                    filozoficznego ani
                                                    > trojka slicznych dzieci ani wladza , nic w ogole nie zapelni
                                                    czarnej
                                                    > nienazartej dziury kompleksow, jesli taka istnieje.

                                                    No tak, bo to jest poczucie wlasnej wartosci na zewnatrz, nie w
                                                    srodku. Wlasnie o tym pisze ja.

                                                    > no, coz, wierzysz ze mozna uratowac kogos przed nim samym wbrew
                                                    jego woli?
                                                    > ja nie.

                                                    Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
                                                    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
                                                    zbawienny wplyw na innych.
                                                    Kiedy ja poszlam na terapie, w ciagu trzech nastepnych lat 4 moje
                                                    przyjaciolki tez to zrobily :)

                                                    > nie wszyscy chca wierzyc w piramide maslowa, zapewne dlatego ze
                                                    ma taka duza
                                                    > materialna podstawe...

                                                    Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.

                                                    > moze wiec warto, mimo wszystko, dyskutowac, dyskutowac,
                                                    dyskutowac...
                                                    > a nieuchronne porazki przyjac ze stoicka pokora?

                                                    A czy my w ogole mamy inne wyjscie, ja sie pytam.

                                                    > mi podobal sie jakos nauczyciel , ten siwowlosy okrutny azjata. co
                                                    > myslisz o jego metodach wychowawczych ?

                                                    Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    jak kiedys, khe khe.

                                                    > nie bardzo lapie te twoje tesknoty za amiszami, prostym zyciem.
                                                    po co ci one
                                                    > kiedy uzalezniona jestes od zycia w wielkim miescie? czy trzymasz
                                                    je w glowie
                                                    > jako jakis cel "na potem", czy tylko cie rozpraszaja, czy jak?

                                                    Tak jakbym miala jakis wybor.
                                                    Jestem tragicznie, hamletowsko rozdarta miedzy rozne chcenia, nie
                                                    ma dla mnie miejsca idealnego, a ty sie pytasz, po co mi to. To
                                                    krzyz, ktory musze niesc, pokuta jakas karmiczna.

                                                    ;)))

                                                    > co robisz ty aby przekonac kogos do sprobowania czegos co tobie
                                                    wydaje sie godn
                                                    > e
                                                    > sprobowania?

                                                    Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
                                                    to przeswietnie.

                                                    > miewam totalnie pokrecone sny, czasem tez prorocze. ale rzadko
                                                    wprost. wierze,
                                                    > ze sny sa inna wersja opowiesci o mnie, dlatego lubie je sobie
                                                    rozpracowywac
                                                    > czasami.
                                                    > ty nie masz proroczych? eee, to slaba jestes ;)))

                                                    Nie mam, bo nie chce. To glupie miec prorocze sny ;)))

                                                    > mysle, ze bierzesz udzial w wyscigu o duchowe laury, ale nie
                                                    powiem ze jestem
                                                    > tego pewna, bo nie chce cie wku..c, bo nie chce zebys krzyczala
                                                    na mnie ;)

                                                    A guzik!
                                                    Tamte historie z wariatami, warsztatami, ustawieniami i wogle
                                                    jechaniem czolgiem po duszy to sa stare historie. Sprzed dobrych
                                                    paru lat. Teraz czytam glownie ksiazki kucharskie, przy prasowaniu
                                                    ogladam tv i konsumuje owoce mojej ciezkiej pracy. Zaden wyscig -
                                                    meta.

                                                    > czy bylabys w stanie/ zainteresowana przyblizeniem tematu anima/
                                                    animus?czytala
                                                    > m
                                                    > co tam krociutko napisali o tym w wikipedii ang, i bardzo mnie
                                                    zainteresowalo.
                                                    > cztery poziomy animy/ usa.

                                                    On/a ma jeden poziom. (z tymi poziomami to moze zrobie rysunek w
                                                    paincie i ci wysle poczta, to moze wszystko stanie sie bardziej
                                                    zrozumiale, ale najpierw musze ksiazke w tym burdlu odkopac -
                                                    wlasnie probowalam i nie dalo sie, chociaz mam wrazenie, ze jest
                                                    gdzies z wierzchu).


                                                    [W tym miejscu przez pol godziny, zaczynajac kilkakrotnie
                                                    probowalam jasno opisac, o co chodzi z archetypami, Cieniem,
                                                    Persona, Animusem i Anima, ale nic z tego - nie potrafie i ciagle
                                                    mi sie wyczerpuje limit znakow. Moze sobie sama poryj swoim
                                                    lemurzym noskiem i jakbym ci sie w tym ryciu nasunelo jakies
                                                    pytanie lub watpliwosc, to pomoge w miare moich niezaduzych
                                                    mozliwosci]


                                                    czulko - i jak powiekszenie?
                                                  • szarylemur Re: idioci 07.04.08, 02:53
                                                    leb mi urywa bol glowy ale napisze

                                                    "Nie moge sie zgodzic.
                                                    To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?
                                                    Mam na grupy wplywu uczulenie, bo w grupie trzeba sie wypstrykac z
                                                    tego, czego sie chce i zajac sie tym, czego chce grupa."

                                                    kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej przeswietnej
                                                    wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?
                                                    zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze grupa nie zmienila
                                                    swoich pierwotnych zalozen.
                                                    male porowanie: axel i jego zona postanowili sie pobrac. obiecali sobie byc na
                                                    dobre i na zle ( ta melodyjka chwyta za ucho), w zdrowiu i w chorobie i
                                                    wyjechali na miesiac miodowy. po miesiacu miodowym, kiedy to axelowi podobalo
                                                    sie jak cholera, ubaw byl po pachy i no- bez -kitu sie- dzialo, malzonka mowi,
                                                    no dobra, misiek, to teraz czas powiedziec kumplom , ze masz zonke i koniec z
                                                    partyzanckimi wypadami. albo jeszcze ostrzej, malzonka zachorowywuje nieco
                                                    powazniej i koniec z partyzanckimi wypadami nocnymi na miasto. a axel na to: co,
                                                    mam cale swoje zycie spuscic z woda w kiblu? nie moge! nie moge..."
                                                    jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony? hmm, jakis tam
                                                    moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma zadnego.
                                                    ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia? czy tego rozczarowania
                                                    grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na grupe i na
                                                    siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia. ale chodzi o
                                                    to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl ze do grupy nie
                                                    pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.
                                                    nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na innych swoje
                                                    pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca, mozesz odejsc.
                                                    "gdyby ten facet zostal w grupie to
                                                    zostalby nie dlatego, ze to jest cos, czego _chce_on_, tylko zeby
                                                    kultywowac _zludzenie_ ze jest fajnym, wyluzowanym i odwaznym
                                                    kolezką. To jest inny rodzaj tchorzostwa."
                                                    hmm, oki, zgadzam sie.

                                                    'czy wobec tego idioci byli prawdziwi czy tez byl to
                                                    rodzaj teatru?"
                                                    idioci byl to performance, rodzaj teatru, eksperyment.

                                                    "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
                                                    totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje powrotu czy nie.

                                                    teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc mozgowa odzyje.
                                                    jak nie, to reszte napisze jutro
                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: idioci 08.04.08, 00:40
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > kolezanka pozwolila sobie chyba ominac lekture calosci mojej
                                                    przeswietnej
                                                    > wypowiedzi w tym temacie, czyz nie?

                                                    Czyz wcale nie.

                                                    > zdaje sie zwiazek axela z grupa nie trwal lata. zdaje sie, ze
                                                    grupa nie zmienil
                                                    > a
                                                    > swoich pierwotnych zalozen.
                                                    ...
                                                    > jaki sens kontynuowac zwiazek w ktorym strony ida w inne strony?
                                                    hmm, jakis tam
                                                    > moze moznaby znalezc, jakies dzieci czy co, ogolnie: nie ma
                                                    zadnego.
                                                    > ale po co bylo wchodzic w taki zwiazek bez zastanowienia?

                                                    Mozna wejsc z zastanowieniem. Ale to moze byc zle, klamliwe,
                                                    naboznozyczeniowe zastanowienie, albo ze jakos to bedzie albo ze
                                                    sie nie dowiem, jak nie sprobuje. Dotrzymywanie obietnic dla samych
                                                    obietnic jest jak przechodzenie przez ulice _zawsze_ na pasach i na
                                                    zielonym. Nawet na polnej drodze.

                                                    czy tego rozczarowani
                                                    > a
                                                    > grupa nie dalo sie uniknac, gdyby realistycznie spojrzalo sie na
                                                    grupe i na
                                                    > siebie samego? moze sie nie dalo, moze trzeba bylo doswiadczenia.
                                                    ale chodzi o
                                                    > to, ze najwyrazniej to nie grupa sie zmienila, lecz axel odkryl
                                                    ze do grupy nie
                                                    > pasuje. wiec niech sie axel nie wykreca tutaj niecheciami.

                                                    Niecheci sa oddzielnie od tematu.
                                                    Kazdy ma prawo do pomylki i nie rozumiem sensownosci pokuty trwania
                                                    przy poczatkowym postanowieniu 'bo tak'.

                                                    > nie ma czegos takiego jak pragnienia grup, przywodcy forsuja na
                                                    innych swoje
                                                    > pragnienia. mozesz sie przeciwstawic, zostac nowym przywodca,
                                                    mozesz odejsc.

                                                    Wlasnie dlatego trwanie w grupie jest dla mnie trudne - bo sa takie
                                                    wyjscia: sie nie podoba to zrob lepiej, wypad albo sie przystosuj.
                                                    Cos jak ta najmniej przyjemna strona zwiazku (czyli liczenie sie z
                                                    czyims jeszcze obok swojego zdaniem) pomnozona przez liczbe
                                                    uczestnikow grupy.

                                                    > "rozumujac w kategoriach jakosci doswiadczenia, ktore bedzie
                                                    > prawdziwsze - to z opcja powrotu czy to totalne?"
                                                    > totalne. choc nie zawsze da sie powiedziec czy dane dosw ma opcje
                                                    powrotu czy n
                                                    > ie.

                                                    W krajach skandynawskich to zawsze jest chyba jakis powrot.
                                                    Wlasnie dlatego, ze to byla taka udawanka, nie przejelam sie
                                                    idiotami tak bardzo.

                                                    > teraz ide na dwor moze mnie przewieje te bolesc i ma aktywnosc
                                                    mozgowa odzyje.

                                                    Przewialo?
                                                  • szarylemur " i am in paris..." 07.04.08, 16:20
                                                    lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
                                                    juz przeszlo, na szczescie i nareszcie
                                                    :)

                                                    "To tak, jakbys zakazywala rozwodow.
                                                    Poznalismy sie, bylo fajnie, zostalismy ze soba. W miedzyczasie
                                                    zesmy sie zmienili (albo doszli, ze jednak nie jestesmy tacy,
                                                    jacysmy sie sobie wydawali), ja poszlam w jedna strone on/grupa -
                                                    obok, albo w inna. Jaki jest sens kontynuowac taki zwiazek?"
                                                    prawdopodobnie nie ma zadnego. ale wezmy to malzenstwo. jesli ktos slubuje
                                                    wiernosc, w zdrowiu i w chorobie itd, to mozna sadzic ze przemyslal swoja
                                                    decyzje i zwiazek traktuje jako cos innego niz uklad trwajacy poki jest mu
                                                    przyjemnie. jesli x i z omawiaja szczegoly ukladu i z pozostaje wiernym
                                                    ustaleniom, a x nagle uswiadamia sobie, ze bycie wiernym tym ustaleniom =
                                                    pogrzebaniu wlasnego zycia, to czy x moze miec jakiekolwiek pretensje do
                                                    kogokolwiek innego poza soba samym? moze, ale moim zdaniem sa one
                                                    nieuprawnione.usprawiedliwia takie x jedynie nieswiadomosc/ niezdolnosc do
                                                    glebokiej refleksji nad wlasnymi deklaracjami i skutkami tychze.
                                                    moznaby rownie dobrze wziac przyklad jakiejs organizacji, ktorej program xa
                                                    ENTUZJAZMUJE na tyle, ze postanawia do niej wstapic. jednak wraz z biegiem
                                                    wydarzen okazuje sie, ze na zywo i na powaznie xowi realizacja tego (
                                                    niezmienionego) programu organizacji nie lezy, x odkrywa w sobie konflikt i
                                                    odchodzi. naturalnie, ze bedzie usilowal zrzucic *wine* za swa decyzje na grupe,
                                                    bo tak bedzie mu latwiej. ale tylko tyle. jesli wie sie, ze ma sie na grupy
                                                    uczulenie, jesli wie sie, ze nie jest sie ' stworzonym" do zycia malzenskiego,
                                                    to po co podejmowac akcje przeczace takiej samowiedzy? bo sie myslalo, ze tym
                                                    razem bedzie inaczej? a niby dlaczego mialoby byc?
                                                    mozna miec pretencje do grupy, jesli grupa zmienia program w trakcie swego
                                                    dzialania. wtedy wetowac " nie na to sie zgodzilem". ale jesli wszystko dziala
                                                    wedle ustalonego i zaakceptowanego przez xa planu, to" niechec wobec grup
                                                    wszelakich" bedzie tylko szybka wymowka uwalniajaca xa od glebszych przemyslen
                                                    na temat wlasny.imo.

                                                    oczywiscie, aktem odwagi i dowodem inteligencji jest raczej wysuplac sie ze zbyt
                                                    ciezkich zobowiazan niz w nich pozostawac tylko dlatego ze sie je podjelo.
                                                    to juz pisalam wczesniej. ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywanie
                                                    winnych poza samym soba tylko.
                                                    ---
                                                    co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy? fajne obrazki, nie powiem, ze nie,
                                                    szczegolnie podoba mi sie krolik szablozeby, ale nie lapie odniesienia do tematu
                                                    ja - rozowi panstwo... :)
                                                    ---
                                                    "Wierze, ze mozna komus czasem specjalnie przekluc balonik, albo ze
                                                    mozna mimowolnie zainspirowac. W taki czy inny sposob wywrzec
                                                    zbawienny wplyw na innych."
                                                    pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne. takze te panie od
                                                    kapliczek...
                                                    ---
                                                    piramida maslowa
                                                    'Tu wiara nie ma nic do rzeczy, bo to jest wiedza.'
                                                    hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od wszelkiej wiedzy.
                                                    przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze mozna
                                                    zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna powiedziec, ze
                                                    piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie, gloszac wiare w
                                                    idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...
                                                    ---
                                                    "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    jak kiedys, khe khe."
                                                    zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co bylo warte
                                                    zobaczenia, poznania?
                                                    czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?
                                                    ---
                                                    pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i porzuceniu
                                                    wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem cieszyc sie z tego co
                                                    masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie nieosiagalne.
                                                    ---
                                                    "Promieniuje entuzjazmem na zadany temat. Zdaje sie, ze wychodzi mi
                                                    to przeswietnie. "
                                                    ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...
                                                    ---
                                                    w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna wiele lat po slubie
                                                    odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci, dlatego jest
                                                    wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie za swoja
                                                    anima, swoim animusem, dlaczego to nie to. i czy anima animus to proste
                                                    odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to glownie moja
                                                    matka, a moj animus to ojciec? czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
                                                    sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?
                                                    ---
                                                    powiekszenie - SWIETNE
                                                    obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji, zagadnien w tym
                                                    filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!
                                                    jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak uspokoila... w stylu
                                                    marnosc nad marnosciami.
                                                    co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?
                                                    swietne, naprawde.
                                                    tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms takim.

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: " i am in paris..." 08.04.08, 02:07
                                                    Wlasnie mi glupi komp zezarl wszystko, co napisalam - pisze raz
                                                    jeszcze, ale bedzie skrotowo.

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > lol, i tak dowiedzialam sie ze jestem meteopatka/ metereopatka
                                                    > juz przeszlo, na szczescie i nareszcie

                                                    Witaj w klubie, mysmy z moim kotem przesypiali wszystkie obnizenia
                                                    cisnienia.

                                                    > ale ani odwazne ani inteligentne nie jest wypatrywani
                                                    > e
                                                    > winnych poza samym soba tylko.

                                                    Winni tu nie sa istotni. Istotna jest jakosc doswiadczenia
                                                    (obojetnie, czy jego wynikiem jest pozostanie w grupie czy
                                                    odejscie) i postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy.

                                                    > co ma wyjsc z linka do tworczosci sowy?

                                                    On portretuje strasznych mieszczan glownie.
                                                    W tych jego obrazkach jest jakas groza, ma sie wrazenie, ze za
                                                    chwile poleci czyis leb, ale jest tez smutek, pustka i opuszczenie -
                                                    a nade wszystko jest zyczliwosc i brak osadu. Dlatego jego
                                                    spojrzenie jest imo idealem stosunku do Innych.

                                                    > pewnie wiekszosc ludzi w to wierzy a nawet uwaza za stosowne.
                                                    takze te panie od
                                                    > kapliczek...

                                                    Mozna probowac byc zbawicielem, mozna nauczycielem, a mozna tez
                                                    zajmowac sie soba, i to w skrajnie egoistyczny sposob - wszystko
                                                    moze byc inspirujace, zalezy dla kogo i jak.

                                                    > hmm, ma oczywiscie, ze ma. wiara bywa o wiele silniejsza od
                                                    wszelkiej wiedzy.

                                                    Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    matematyka.

                                                    > przekonania wyznaczaja ramy do interpretacji doswiadczen. zawsze
                                                    mozna
                                                    > zmanipulowac sie tak, ze czarne bedzie biale i na odwrot. mozna
                                                    powiedziec, ze
                                                    > piramida maslowa opisuje stan normy, i pominac ja calkowicie,
                                                    gloszac wiare w
                                                    > idealy., a holdowanie normom odrzucic jako np" zwierzece'...

                                                    No tak, ale idywidua typu prof Giertych to sa jakies odosobnione
                                                    przypadki.

                                                    > "Nie widzialam tego i chyba nie chce. Kino nie cieszy mnie juz tak
                                                    > jak kiedys, khe khe."
                                                    > zamykasz sie na nowe? czy uwazasz ze widzialas juz wszystko co
                                                    bylo warte
                                                    > zobaczenia, poznania?
                                                    > czy nie dziwi cie brak otwartosci u innnych?

                                                    W dzieciectwie i mlodosci chadzalam do kina nawet i trzy razy
                                                    tygodniowo - w Wawie bylo preznie dzialajace kino studyjne,
                                                    Konfrontacje, DKFy, Tygodnie Filmowe. Za taka milosc trzeba jednak
                                                    placic - obecnie malo ktory film zadowala moj wysublimowany i nadto
                                                    wydelikacony gust, dlatego jestem wybredna. Ale moje przekonanie,
                                                    ze w kinie nie przezyje juz niczego leglo w gruzach nie dalej, niz
                                                    dwa tygodnie temu, kiedy bylam na "Once". Znowu mialam 16 lat i
                                                    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
                                                    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi.

                                                    > pytam o amiszy ze wzgledu na wczesniejsza dyskusje o tu i teraz i
                                                    porzuceniu
                                                    > wyscigu. dla mnie to troche tak, jakbys nie umiala calkiem
                                                    cieszyc sie z tego c
                                                    > o
                                                    > masz, pragnela rzeczy, o ktorych sama sadzisz, ze sa dla ciebie
                                                    nieosiagalne.

                                                    Jakbym sie spiela, to bym to osiagnela - pelnie szczescia w domku
                                                    pod miastem, z dwoma samochodami, basenem, psem i kotem itd. Jak
                                                    pomysle o energii, ktora trzeba zuzyc na budowe domu i na codzienne
                                                    stanie w korkach to jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    nie mam.

                                                    > ale do entuzajzmu innych juz tak aprobujaco nie podchodzisz...

                                                    To wez sobie przeczytaj twoje zachety nt rajbol. To _naprawde_
                                                    brzmi zniechecajaco :))

                                                    > w kwestii animusow poryje. bylo tam takie zdanko : mezczyzna
                                                    wiele lat po slubi
                                                    > e
                                                    > odkryl, ze poslubil swoja anime a nie kobiete z krwi i kosci,
                                                    dlatego jest
                                                    > wyczerpany malzenstwem, cos w tym stylu. co zlego jest w gonitwie
                                                    za swoja
                                                    > anima, swoim animusem, dlaczego to nie to.

                                                    Wielu ludzi odrzuca bol i wysilek integracji swojego Animusa/Animy
                                                    i zastepczo integruje go/ja w osobie partnera. Co zazwyczaj nie
                                                    jest dobrym pomyslem na zwiazek. Jakby co, to wytlumacze na
                                                    przykladzie.

                                                    i czy anima animus to proste
                                                    > odwzorowania cech matki/ ojca czy cos wiecej? czy moja anima to
                                                    glownie moja
                                                    > matka, a moj animus to ojciec?

                                                    I tak, i nie - archetypy integrujemy i od rodzicow, i 'z
                                                    powietrza', kultury i z jungowskiego Niby-landu, czyli
                                                    nieswiadomosci zbiorowej. Np jesli ojciec jest (fizycznie lub
                                                    emocjonalnie) w rodzinie nieobecny, chlopiec w sytuacji braku
                                                    innych znaczacych mezczyzn w otoczeniu musi zadowolic sie
                                                    integracja (czesto slabo zintegrowanego) Animusa od matki. Co
                                                    pieknie tlumaczy wspolczesny kryzys meskosci.

                                                    czy mozemy to zmieniac czy tylko zdac sobie z te
                                                    > sprawe z tego jakie wartosci przypisujemy archetypom?

                                                    Praca z archetypami to poczatek pracy nad soba, dlatego imo (jestem
                                                    laiczka, mam naiwna perspektywe itd) jest _zawsze_ skuteczna. Mozna
                                                    je i poznac, i wplywac na ich postac i ich wzajemne relacje.
                                                    Roznymi metodami - min przez interpretacje snow i mitow. Tu jest
                                                    troche o tym, mam nadzieje, ze te watki nie zamącą:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44753&w=54805397&v=2&s=0
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25719&w=37910286&v=2&s=0

                                                    > powiekszenie - SWIETNE

                                                    Ha!

                                                    > obejrze to sobie pewnie nie raz jeszcze. duzo jest sytuacji,
                                                    zagadnien w tym
                                                    > filmie nad ktorymi mozna sie rozmyslec!

                                                    Jak ci sie uda zdobyc inne jego filmy, to - z wyjatkami - warto
                                                    obejrzec, kilka jest rownie wybitnych. W Hemmingsie oczywiscie
                                                    kochalam sie jako nastolatka.

                                                    > jak skojarzyla ci sie koncowa gra w tenisa? mnie jakos tak
                                                    uspokoila... w stylu
                                                    > marnosc nad marnosciami.

                                                    Nie mozesz zlapac boga za piete, nie dojdziesz prawdy (zauwaz, jak
                                                    bardzo powiekszony kadr TEGO zdjecia przypomina obrazy jego
                                                    przyjaciela), wiec podejmujesz gre. Udawana pileczka. To
                                                    niekoniecznie jest zle, to jest pogodzenie sie z tym, czego nie
                                                    mozesz zmienic :P

                                                    > co by znaczylo byc tu i teraz na takiej imprezie przepalonej?

                                                    Chyba do tego trzebaby byc trzezwym jak swinia, co?

                                                    > swietne, naprawde.
                                                    > tyle tematow. ciekawe tez byly recenzje na filmwebie czy czyms
                                                    takim.

                                                    Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    wiem :)

                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: " i am in paris..." 08.04.08, 03:14
                                                    dobrze, wiec
                                                    ty koncentrujesz sie na bezsensie dotrzymywania obietnic dla samych obietnic
                                                    i w zwiazku z tym axel wydaje sie rosnac na pozytywnego bohatera, ktory nie wahal sie stanac po stronie wewnetrznej prawdy
                                                    ja skupiam sie na dotrzymywaniu obietnic mimo niedogodnosci jakie sie z tym zawsze wiaza
                                                    i w takim oswietleniu axel wyglada jak malorozgarniety zdrajca, ktory porwal sie na cos, czego ostatecznie sie przestraszyl.
                                                    ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz przynaleznosc do awangardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
                                                    to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym miejscu. ale juz co do motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
                                                    ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty na indywidualizm?

                                                    'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
                                                    yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom, rownie czesto entuzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to cos jest mna?

                                                    'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

                                                    "Znowu mialam 16 lat i
                                                    wychodzilam z kina jakbym wracala z innego swiata. Jest nadzieja,
                                                    ze pare takich filmow jeszcze mi sie w zyciu trafi."
                                                    trzymam kciuki za kinematografie ;)

                                                    "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem, po co to "rozdracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis sens?
                                                    dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia pomiedzy pragnieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?
                                                    czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych buddystach, o potrzebie ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
                                                    czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac nie zamierzasz? czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a wyscigiem szczurow?
                                                    ---
                                                    moje zniechety nt raibow.
                                                    ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!
                                                    nie jestem entuzjastka rainbow jako cudownego swieta hipisow. jestem entuzjastka dziwnych doswiadczen, ale jako ze nie sa one zawsze i calkowicie przyjemne, nie bede im wystawiac mylacej opinii.
                                                    ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie, myslalam ze juz po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak mysle, ze kogos innego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.
                                                    do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po prostu, co tobie sie podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?
                                                    ---
                                                    wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie partnera, prosze!
                                                    i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z idealami krazacymi w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?
                                                    watki linkowane poczytam, dzieki :)
                                                    ---
                                                    w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba mi sie on ani troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie mierzi.
                                                    innych jego kreacji nie widzialam, chyba.

                                                    hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w tej grze, czy wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

                                                    "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    wiem :)"
                                                    . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane przez rozne osoby, dlatego - dla mnie - warto .

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: " i am in paris..." 08.04.08, 22:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ostatecznie wychodzi na to, ze dla axela wazniejsze niz
                                                    przynaleznosc do awang
                                                    > ardowej grupy okazala sie przynaleznosc do spoleczenstwa.
                                                    > to okazalo sie jego wewnetrzna prawda. zgadzamy sie w tym
                                                    miejscu. ale juz co d
                                                    > o motywacji axela mamy chyba rozne zdania.
                                                    > ja stawiam na lek przed zabrnieciem w doswiadczenie totalne. ty
                                                    na indywidualiz
                                                    > m?

                                                    I tak, i nie.
                                                    Gleboka ingerencja w dusze musi przyjsc w odpowiednim momencie.
                                                    Robienie czegos za wczesnie moze spowodowac wiecej strat, niz
                                                    pozytku. To cos prawie jak gwalt czasem. Pamietam, ze w trakcie
                                                    mojej terapii czesto przyciskalam pedal gazu, zeby sie dzialo, zeby
                                                    szybciej i wiecej. Byl taki moment w moim zyciu, kiedy chodzilam na
                                                    terapie indywidualna, na grupowa i jezdzilam na warsztaty. Nie
                                                    mozna walic w siebie bez umiaru - dostalam pare ostrzezen i
                                                    przestalam pakowac sie we wszystko tylko dlatego, ze moglam i ze mi
                                                    sie podobalo.
                                                    Nawet na (iluzoryczne czy nie) oswiecenie dzieki uczestnictwie w
                                                    grupie idiotow trzeba byc gotowym. Jesli nie jest sie gotowym, tym
                                                    bardziej jesli sie nie jest gotowym zupelnie (imo Axel tak wlasnie
                                                    mial), lepiej sie wycofac. Z nadzieja na podobna szanse i
                                                    skorzystanie z niej w przyszlosci albo bez. Imo lepiej byc
                                                    szczesliwym burzujem niz nieszczesliwym polamancem.

                                                    > 'postapienie w zgodzie ze soba, cokolwiek to znaczy."
                                                    > yhm, no wlasnie co to znaczy? czesto poddaje sie swoim lekom,
                                                    rownie czesto ent
                                                    > uzjazmowi, " sumieniu" badz " pragnieniu". cos przewaza, czy to
                                                    cos jest mna?

                                                    Nie mam pojecia. Najczesciej roboczo uznaje, ze pierwszy,
                                                    automatyczny odruch jest mna. Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu - wtedy staram
                                                    sie ufac drugiemu, trzeciemu i dalszym odruchom. Kieruje sie snami,
                                                    intuicja, rzutem moneta. Reaguje na zasadzie checi i rozwazenia
                                                    kosztow dzialania.

                                                    Zasadniczo nie mam mocno ukonstytuowanego zdania na swoj temat, nie
                                                    bardzo wiem, kim jestem i nie bardzo mnie to zajmuje. Rozmowa o
                                                    tym, kim sie wlasciwie jest rozwinela sie w watek o 'tu i teraz' -
                                                    gdzies tu u gory juz raz.

                                                    > 'Jesli bysmy wynalezli rownanie, za pomoca ktorego bysmy mogli
                                                    > obliczyc Boga, to wszelkie religie swiata by upadly - pozostalaby
                                                    > matematyka." obsesja zbawczej prawdy, pi...

                                                    Myslisz, ze ona rzeczywiscie jest zbawcza?
                                                    ...
                                                    > "jest mi bardzo przyjemnie z tym, co mam i czego
                                                    > nie mam." to dobrze, wiec po co ci amiszowie i domki pod miastem,
                                                    po co to "roz
                                                    > dracie"? nie umiesz przestac pragnac? sadzisz ze jest w tym jakis
                                                    sens?

                                                    Nie mam jeszcze wobec siebie dystansu madrej staruszki. Nie jestem
                                                    tez po buddyjsku wycoolowana, wiec pytanie 'po co' trafia w pustke.
                                                    Po prostu tak mam.

                                                    > dlaczego niewinnym dzieciom szkolnym odmawiasz rozkoszy rozdarcia
                                                    pomiedzy prag
                                                    > nieniem zabawy a pragnieniem 5 z tabliczki mnozenia?

                                                    Odmawiam? Ojej.

                                                    > czepiam sie caly czas tego postu o szczesliwych malych
                                                    buddystach, o potrzebie
                                                    > ustania w biegu, o nadprodukcji sztucznych sensow.
                                                    > czemu ogolowi swiata polecasz cos z czego chyba sama skorzystac
                                                    nie zamierzasz?

                                                    Alez ja z tego korzystam. Tyle, ze nie uznaje dogmatow. To jest
                                                    sciezka, ktora polega na nieustannym kwestionowaniu i zadawaniu
                                                    pytan. Sa zasady (jak Aureliusz), ktore sie w wielu momentach
                                                    sprawdzaja, ale nie zawsze i nie wszedzie.

                                                    > czy moze jest jakas istotna roznica miedzy twoimi pragnieniami a
                                                    wyscigiem szc
                                                    > zurow?

                                                    Eee?
                                                    Nie rozumiem.

                                                    > moje zniechety nt raibow.
                                                    > ale ja nie mowilam ze moim sposobem na promocje jest entuzjazm!

                                                    A, ok.
                                                    Mialam w swoim zyciu pare okresow dziwnych i mocnych doswiadczen i
                                                    na razie naprawde nie tesknie. Pewnie dlatego twoj pozbawiony
                                                    entuzjazmu opis imprezy mnie nie zachecil.

                                                    > ja powiem, o jezu, to byla niezla masakra, mocne doswiadczenie,
                                                    myslalam ze juz
                                                    > po mnie, ale zyje. i to mnie cieszy potwornie, ale jakos tak
                                                    mysle, ze kogos i
                                                    > nnego nie musi, wiec nie bede wpuszczac w maliny.

                                                    Z opowiesci Ewy wynikalo, ze nic takiego tam sie nie dzieje.
                                                    Jedyne, co by mnie moglo skusic to bezkarna mozliwosc gry na
                                                    bebnach, bo lubie. Ale powalic sobie moge w innych miejscach bez
                                                    koniecznosci spania w namiocie z pajakami. Ty napisalas o
                                                    specyficznym rodzaju - moze to za mocne slowo - hipokryzji i niczym
                                                    wiecej. Hipokryzji w wersji ekstremalnej doswiadczylam ostatnio az
                                                    nadto, wiec za to tez dziekuje.

                                                    > do entuzjazmu innych podchodze z rezerwa. inni sa inni, po
                                                    prostu, co tobie sie
                                                    > podoba dla mnie moze byc nieciekawe i odwrotnie, prawda?

                                                    Tak, nie ma jednego lekarstwa dla wszystkich.

                                                    > wytlumacz na przykladzie,blad integracji animy/usa w osobie
                                                    partnera, prosze!

                                                    Kasia od zawsze miala swietny kontakt z tata. Ojciec chodzil z nia
                                                    na spacery, na ryby, uprawiali razem sporty. Bardzo kiepsko jej sie
                                                    ukladalo z mama - w zasadzie wcale, Kasia miala wrazenie, ze matka
                                                    ja bezustannie odrzuca, byc moze byla niechcianym (poznym bardzo)
                                                    dzieckiem. Kiedy dorosla, Kasia miala wiec znakomicie
                                                    zintegrowanego Animusa, a Anime kompletnie nie. Ubierala sie jak
                                                    chlopak, po chlopacku sie ruszala, byla glosna i agresywna.
                                                    Zabawnie bylo patrzec, jak kupuje rozne rzeczy - zawsze siegala po
                                                    szampon w 'meskiej' butelce, najprostsze, uniseksulane polbuty. Itd.
                                                    Po kilku nienajfajniejszych zwiazkach z facetami Kasia poznala Ele.
                                                    Ela byla urocza, bardzo ciepla i ulegla kobieta
                                                    z nieciekawa historia dlugiego zwiazku z facetem, a przedtem z
                                                    ojcem w domu rodzinnym. Obie w blyskawicznym czasie sie w sobie
                                                    zakochaly i staly sie para.

                                                    Nie wiem, czy to dobrze opisalam. Dla mnie od poczatku bylo jasne,
                                                    ze Ela jest 'zastepcza' Anima Kasi, a Kasia - Animusem Eli.
                                                    Dla nich obu proba integracji z Animusem i Anima wiazala sie z
                                                    koniecznoscia bardzo bolesnego skonfrontowania z odrzuceniem przez
                                                    rodzica. Z drugiej strony - odczuwaly pustke w miejscach
                                                    niezintegrowanych archetypow, wiec byly dla siebie (tymczasowym)
                                                    wybawieniem.

                                                    (Jezu mario, mam nadzieje, ze nie przeczyta tego jakis jungista ani
                                                    postjungista i nie zabije mnie smiechem. To nie jest oficjalna
                                                    wykladnia, tylko moja proba rozumienia).

                                                    > i co sie dzieje kiedy pierwotny wzor animy/ usa kloci sie z
                                                    idealami krazacymi
                                                    > w sferze kultury czy zbiorowej podswiadomosci?

                                                    Pierwotny, czyli ten niby od rodziny?
                                                    Zyje sie trudniej i trudniej sobie ulozyc zycie imo. Ale nic nie
                                                    stoi na przeszkodzie w pracy nad Animusem czy Anima. Chyba, ze sie
                                                    nie chce albo uzna ze nie warto.

                                                    > w hemmingie z powiekszenia czy z innych rol? fizycznie nie podoba
                                                    mi sie on ani
                                                    > troche, a w tej roli ( przez znaczna czesc filmu) wrecz mnie
                                                    mierzi.

                                                    To byla magia kina - facet kompletnie nie w moim typie, nawet wtedy.

                                                    Zauwazylas, ze to jest film bez milosci? Tam nikt nikogo nie kocha.

                                                    > hmm, skoro nie ma nic poza gra, podejmujesz gre. zapominasz sie w
                                                    tej grze, czy
                                                    > wciaz towarzyszy ci swiadomosc ze to nic wiecej niz gra jest?

                                                    Przeciez o tym rozmawialysmy - dlatego wspomnialam pare razy o
                                                    Powiekszeniu. Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
                                                    gra, ale i tak sie nie dowiemy.

                                                    > "Sa cale grube tomiska opracowan, ale czy warto to czytac, to nie
                                                    > wiem :)"
                                                    > . zadziwiajace jak bardzo moga sie roznic interpretacje dokonane
                                                    przez rozne os
                                                    > oby, dlatego - dla mnie - warto .

                                                    Kiedy oni rozbieraja calosc na takie male farfocle. Troche szkoda
                                                    takiego filmu. Ja bym na twoim miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.

                                                    czulko
                                                  • szarylemur cockroach friendly rest. 09.04.08, 02:43
                                                    axel*
                                                    wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
                                                    "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
                                                    wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami dzialania, czy cos
                                                    w tym stylu.
                                                    uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez siebie wartosciami,
                                                    zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.
                                                    jest taka scenka z axelem w jego domu, w tle slychac gderanine zony ( cos o
                                                    dziwkach na temat katrine). axel nie prezentuje sie jak szczesliwy burzuj.
                                                    prezentuje sie jak przydeptany kapciem, przejechany dzieciecym wozkiem kartofel.
                                                    moim zdaniem, axel wrocil do tego co znal, gdyz bal sie to stracic, w idioctwo
                                                    nie poszedl bo sie przestraszyl co to bedzie. niekoniecznie trzeba jakos
                                                    szczegolnie wysoko wartosciowac jakis stan rzeczy, wystarczy ze wiazace decyzje
                                                    podejmuje sie pod wplywem leku i lenistwa. w takim stanie mozna wybrac to, co
                                                    uwaza sie za gorsze tylko dlatego, ze boi sie zaryzykowac, boi sie ze nie zyska
                                                    sie nic z tego co sie chcialo, a za to straci to, co sie jeszcze da uratowac
                                                    wycofujac z gry.
                                                    -
                                                  • bene_gesserit my mum thinks i'm cool 10.04.08, 01:01
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > axel*
                                                    > wszystko oki, ze wszystkim sie zgadzam, ale... :)
                                                    > "Chyba ze wyjdzie, ze ten odruch to
                                                    > lenistwo albo obronny defetyzm czy cos w tym stylu "
                                                    > wlasnie o to mi chodzilo. lenistwo, lek przed konsekwencjami
                                                    dzialania, czy cos
                                                    > w tym stylu.
                                                    > uwazam, ze to nie jakis gleboki namysl nad wyznawanymi przez
                                                    siebie wartosciami
                                                    > ,
                                                    > zawrocil axela z drogi ku " idioctwu", ale wlasnie lek i lenistwo.

                                                    Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
                                                    doswiadczenie czegos trudnego?

                                                    ...
                                                    > czy ja mysle ze prawda rzeczywiscie jest zbawcza? w takim sensie
                                                    ze moglaby nas
                                                    > wybawic od calej tej gry w dyskusje i krucjaty, tak, zbawilaby
                                                    nas od rozterek.
                                                    > zabralaby tez cenna/ prozna rozrywke. tak, jest zbawcza. prawda
                                                    stoi ponad wiar
                                                    > a
                                                    > i wszelkimi spekulacjami, jasno, dobitnie, niepodwazalnie mowi o
                                                    celu zycia, o
                                                    > jego wartosci, o rzeczywistych wartosciach.

                                                    Hm. Mam wrazenie, ze mowimy o dwoch roznych rzeczach, wiec czy
                                                    moglabys zdefiniowac pojecie? Dramatyczne pytanie: a co to jest
                                                    prawda?

                                                    > jest zbawcza o tyle, ze zbawia nas od bledow, smiesznej,
                                                    zenujacej koniecznosci
                                                    > holdowania falszom.
                                                    > szkopul w tym, ze prawda metafizyczna lezy - zdaje sie - poza
                                                    granicami
                                                    > naszego poznania.

                                                    Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
                                                    obudzisz? Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
                                                    zasniesz? Gdzies sie to ograniczenie, ta polprawdalnosc konczy. To
                                                    niekoniecznie jest ostra granica, ale ona przeciez jest.
                                                    Dlaczego koty na jawie nie spiewaja?

                                                    > jaka jest roznica miedzy twoimi pragnieniami proamiszowskimi,
                                                    powiedzmy, a
                                                    > pragnieniami ludzi uczestniczacych w wyscigu szczurow?

                                                    Ze te pierwsze sa moje, a te drugie ich?

                                                    > czy twoje pragnienia sa ok, " godne pragniecia" a szczurze nie,
                                                    gdyz szczurze
                                                    > dotycza wartosci materialanych?
                                                    > wspominalas cos o tym, ze masz dosc bycia bombardowana propaganda
                                                    wedle ktorej
                                                    > nie masz prawa byc szczesliwa o ile nie wygladasz jak 13latka.
                                                    > wiec pytam, czy jest jakas istotna roznica miedzy propaganda
                                                    wiecznej
                                                    > szczesciodajnej mlodosci, propaganda sukcesu materialnego a
                                                    propaganda sukcesu
                                                    > duchowego, propaganda wg ktorej szczesliwym mozna byc tylko
                                                    wiodac proste czyst
                                                    > e
                                                    > spokojne zycie?

                                                    Ale czy ja ten swoj pomysl komukolwiek narzucam? Moge wspolczuc
                                                    chomikom w kolowrotkach, wspolczuc 24-karatowym buddyjskim
                                                    wspolczuciem, bez cienia litosci czy innego falszu, ale nic do nich
                                                    nie mam, chociaz imo sie unieszczesliwiaja. Jesli moja definicja
                                                    nieszczescia jest dla nich synonimem szczescia, to bog z nimi.

                                                    > bo moze sa tacy, ktorym naprawde do szczescia wystarczyloby
                                                    zdobywac wciaz nowe
                                                    > i nowsze rzeczy, piac sie w gore po drabinie sukcesu, a ktos im
                                                    glowe zawraca
                                                    > jakims idiotycznym rozwojem duchowym, psychoterapia i innymi
                                                    nowomodnymi bzdura
                                                    > mi...

                                                    Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to
                                                    znaczy, ze cos jest na rzeczy. Ale ja nie mam ambicji bycia
                                                    proroczka czy zbawczynia, wyroslam z tego w II klasie lo. Moge
                                                    zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
                                                    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nie
                                                    tenten/uwaza, ze ja sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i
                                                    mowie, ze jesli chce, to se wszystko znajdzie w przegladarce i
                                                    niech sobie sam robi.

                                                    > jest tu na forum watek o niepelnosprawnosci, gdzie ja odkrylam
                                                    ile hipokryzji
                                                    > siedzi we mnie samej.

                                                    Forum to fantastyczne narzedzie do tropienia wlasnej hipokryzji.
                                                    Moja dyskusja z mieszczanskim, pomlaskujacym samozadowoleniem
                                                    solaris w watku o jalmuznie byla dyskusja z moja hipokryzja.
                                                    Pomlaskujaca i mieszczanska, ze hoho.

                                                    > ustalamy jakos tak aksjomatycznie pewne oczywiste granice, o
                                                    ktorych nie mowimy
                                                    > ,
                                                    > ktorych w naszych wyidealizowanych rozmyslaniach nad tematem nie
                                                    przekraczamy,
                                                    > nie dotykamy nawet. potem dopiero, w praniu, wychodzi caly brud
                                                    tych
                                                    > zapomnianych, nigdy nie wspominanych aksjomatow, teorii.
                                                    > i cudzej i wlasnej hipokryzji odkrycie boli, tylko troche
                                                    inaczej...

                                                    No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
                                                    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)

                                                    > hemmings
                                                    > " magia kina" ?
                                                    > juz kiedy ustawial modelki mialam ochote go kopnac...
                                                    > ty nie?

                                                    Imo obie sceny z modelkami - ta z grupa i ta z ta chudzina to
                                                    swietne metafory seksu. Zgrzytalam zebami (tam ktoras z tej grupy
                                                    malo co nie placze, o ile pamietam), ale takie rzeczy to woda na
                                                    moj feministyczny mlyn. Na temat kobiet w filmach Antonioniego
                                                    moznaby napisac tomy. Pewnie zreszta ktos to zrobil.

                                                    > "Gra to wszystko, co mamy - moze to zrszta nie jest
                                                    > gra, ale i tak sie nie dowiemy. "
                                                    > ok, ale mozna sie w tej grze zatracic calkowicie, a mozna tez zyc
                                                    jakby
                                                    > dwutorowo albo chocby katem oka dostrzegac plaskosc scenografii,
                                                    schematycznosc
                                                    > rozmow podrzucanych przez suflera. ja wole ten drugi sposob na
                                                    ogol.

                                                    To znaczy? Co masz na mysli? Jak to sie przeklada na codziennosc?
                                                    Prosze o przyklad.

                                                    > na razie musze wyjsc na lowy, nie bardzo mi sie chce, ale nowa
                                                    prace ulowic
                                                    > musze, a jeszcze chce zeby dala mi mozliwosc samorealizacji, wiec
                                                    tym wiecej
                                                    > staran w lowy wlozyc musze. abym nie skonczyla jak axel i na
                                                    dzien przed koncem
                                                    > okresu wypowiedzenia, nie dokonala naglej wuelty w ramiona
                                                    oswojonego diabla,
                                                    > czy jak to sie tam mowi ;)

                                                    Powodzenia.
                                                    Moj terapeuta mi wmawial, ze kazda praca jakos samorealizuje, ale
                                                    mu nie wierzylam i mialam racje. Badz wybredna i nie sprzedaj sie
                                                    tanio. Ja sobie w takich momentach powtarzalam kwestie Lady
                                                    Andzeliki z pewnego filmu plaszcza i szpady z lat 50.: "predzej
                                                    umre, niz sie oddam bez milosci".

                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: my mum thinks i'm cool 10.04.08, 03:42
                                                    "Jak myslisz, czemu czasem moze byc za wczesnie na pelne
                                                    doswiadczenie czegos trudnego?"
                                                    jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
                                                    przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie jest na zbyt
                                                    wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej zabojcze niz
                                                    rozwojowe...
                                                    ---
                                                    prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej rzeczywistosci. "zgodność sądów z
                                                    rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg arystotelesa z wikipedii ;)
                                                    ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...
                                                    "Jesli sni ci sie spiewajacy kot, to czy on zniknie, jesli sie
                                                    obudzisz? " tak, zniknie z mojej swiadomosci, a pojawi sie powrotnie kiedy o nim
                                                    pomysle
                                                    "Jesli na jawie widzisz kota, czy on zniknie, kiedy
                                                    zasniesz? " j.w, a o tym czy bedzie istnial niezaleznie ode mnie moge
                                                    przypuszczac, ale dopiero jesli po obudzeniu go znow zobacze, moge powiedziec ze
                                                    najwyrazniej mimo, iz zniknal z mojej swiadomosci, istniec nie przestal.
                                                    zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim jestes albo gdzie
                                                    jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu zabieralo ulozenie
                                                    info w spojna rame rzeczywistosci.
                                                    jakie ograniczenie, jaka polprawdalnosc, nie rozumiem.
                                                    dlaczego koty na jawie nie spiewaja? tj dlaczego dzwieki wydawane przez koty nie
                                                    sa przez czlowieka w normalnych warunkach odbierane jako spiew?
                                                    a juz w " nienormalnych warunkach" i owszem moga?
                                                    kotek spod bloku oswoil sie na tyle, ze wybiera sie ze mna i z moim psem na
                                                    spacery juz naprawde daleko. i tak sobie po nocach spaceruje z rudym psem i z
                                                    czarnym kotem, a pies jest fenomenalny kiedy spokojnie staje i czeka machajac
                                                    ogonem, az kot przydrobi swoim kocim truchtem. i jaka jest - wobec tego i innych
                                                    przypadkow - prawda o zyciu psa z kotem?
                                                    ---
                                                    pragnienia
                                                    uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy nie uwazasz ze
                                                    wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym, ze zawsze
                                                    pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie przyblizac do
                                                    szczescia? chcialam zapytac czy to naprawde robi roznice, pragnac czegos z
                                                    zakresu duchowosci czy czegos materialnego? moze i robi, pewnie tak. poziom
                                                    wyzej w piramidzie. moze tylko o to mozemy sie starac, aby wejsc szczebelek
                                                    wyzej, jesli tak w ogole to wszystko jest gra i poza gra nie ma nic, a
                                                    przynajmniej nic co moglibysmy odczuwac jakos tak swojsko... i miec czym sie zajac.

                                                    "Jesli cos z opowiesci dziwnych tresci w glowie im oddzwieka, to znaczy, ze cos
                                                    jest na rzeczy."
                                                    no, ale tobie tez cos tam o 13latkach oddzwieka. propaganda jest po to aby
                                                    oddzwiekac, na oddzwiek jest obliczona. pewnie chodzi ci o to, ze cos tam
                                                    znajduje oddzwiek w naturalnych sklonnosciach czy potrzebach czlowieka. ale
                                                    propaganda wlasnie tak jest skonstruowana aby w czyms naturalnym, jawnym czy
                                                    ukrytym oddzwiekac.
                                                    nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale przyjmuje za
                                                    mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana propaganda, a nie
                                                    - koniecznie glosem mojego wnetrza.

                                                    "Moge zanecic, ale jesli ktos mnie po zaneceniu prosi, zebym mu
                                                    zalatwila/umowila/zadzwonila, bo on nie ma czasu/jakos nietenten/uwaza, ze ja
                                                    sie tym lepiej zajme, to wzruszam ramionami i mowie, ze jesli chce, to se
                                                    wszystko znajdzie w przegladarce i niech sobie sam robi. "
                                                    masz racje. uwazam, ze najlepiej ugruntowuje sie wiedza zdobyta wlasnym, nie -
                                                    cudzym, wysilkiem. z potrzeby tak silnej, ze do wysilku wlasnego zmuszajacej.
                                                    ---
                                                    na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty, ale temat
                                                    bardzo interesujacy ( i sliski :))
                                                    ---
                                                    "No nie wiem, mnie zaczyna nosic, jesli mi samej ze soba za dobrze.
                                                    Pachnie tak pieknie, ze az zaczyna smierdziec :)"
                                                    hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to jakas obsesja
                                                    tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie zwiazane, wpisane
                                                    w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?
                                                    mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi to tez jakos
                                                    smierdzi w innych i we mnie samej.
                                                    ---
                                                    "Na temat kobiet w filmach Antonioniego moznaby napisac tomy." zapewne, bo nawet
                                                    nie chodzi tylko o to, ze ktoras tam z nich niemal placze, tylko o to, ze ona
                                                    sama podejmuje sie takiej roli. i o wiele innych rzeczy. o wiele innych kobiet -
                                                    rzeczy ;)
                                                    ---
                                                    do "gry" pasuje rowniez watek gitary. umowna wartosciowosc rzeczy. nie dosc ze
                                                    cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest wlasciwie
                                                    czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana tylko jakiejs
                                                    grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos nie ma poza
                                                    kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.
                                                    ---
                                                    jak sie przeklada na codziennosc to katem-oka widzenie plaskosci scenografii,
                                                    czy - rzadziej u mnie - dwutorowosc doswiadczania?
                                                    najwyrodniej i najnachalniej przejawia mi sie to w sytuacji niewyszukanego
                                                    flirtu, powiedzmy. wlasciwie nie moge sie skoncentrowac na rozmowie, bo dobija
                                                    lub niestosownie rozsmiesza mnie nagla klujaca swiadomosc tego dokad ona
                                                    zmierza. wlasciwie wolalabym powiedziec xowi, wiesz, to moze juz to zrobmy,
                                                    jesli mi sie podoba, albo wiesz co, spadaj po prostu, jesli mi sie nie podoba,
                                                    zamiast wic sie tak jeszcze i jeszcze, po to wlasciwie tylko aby sprostac
                                                    wartosciotworczej konwencji.( ale czasem sie zanurzam w pelni i zyje ta gra...)
                                                    widze ten truman show czasem kiedy tak strasznie boli i kiedy tak ekstatycznie
                                                    cieszy. jesli troche bardziej niz zwykle sie wysile na dystans, widze ze to
                                                    tylko etap obrotu kolowrotka, czy tez kola fortuny. a juz najczysciej widze to
                                                    patrzac na perypetie ( najlepiej milosne! ) innych.
                                                    i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym wspomne: "sukces jest
                                                    zapowiedzia kolejnej przeszkody. " tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie o
                                                    tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze generalnie
                                                    wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.
                                                    ---
                                                    cos tam racji mial twoj terapeuta. to tak jak u marka aureliusza -
                                                    skonfrontowana z sytuacja ktorej nie mozesz sobie podporzadkowac, nie masz
                                                    innnego wyboru niz podporzadkowac siebie tej sytuacji, co tez wymaga wysilku i
                                                    czegos cie uczy. zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
                                                    ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.
                                                    "Badz wybredna i nie sprzedaj sie
                                                    tanio. " no skoro juz dawac d.upy ( systemowi ;]) to nie tanio...
                                                    hmm, no, niestety, mysle, ze lady andzelika byla w bardziej komfortowej sytuacji
                                                    niz ja jestem. :]
                                                    z oddawania sie milosciom nie przybylo mi ladnych wersow w cv, tak wyszlo, widac
                                                    nie dosc rozwazne me ploche serce...
                                                    he hee he

                                                    zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
                                                    coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym tylko dalej grala
                                                    jej starsza siostre.

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit as seen on youtube 11.04.08, 01:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > jakos nie najlepiej u mnie z mysleniem dzisiejszej nocy...
                                                    > przychodza mi do glowy jakies oklepane frazesy w stylu: bo sie
                                                    jest na zbyt
                                                    > wczesnym etapie, kiedy trudne doswiadczenie byloby bardziej
                                                    zabojcze niz
                                                    > rozwojowe...

                                                    Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
                                                    (Pisze o Axelu, he he he)

                                                    > prawda - wierne odwzorowanie obiektywnej
                                                    rzeczywistosci. "zgodność sądów z
                                                    > rzeczywistym stanem rzeczy, którego ten sąd dotyczy." wg
                                                    arystotelesa z wikiped
                                                    > ii ;)
                                                    > ale jest jeszcze przynajmniej kilka definicji prawdy...

                                                    Ok. Czy taka prawde mozemy zweryfikowac?
                                                    I po jaka cholere mielibysmy?

                                                    [spiewajace koty]
                                                    To byly takie pytania, ktore mialy pokazac, moze nieudolnie, ale
                                                    lepiej nie potrafie, absurd poszukiwania prawdy przez duze Pe.
                                                    Peułapki wewnatrz Peułapek w Peułapkach.

                                                    Nie zastanawialo cie, ze istnieje nie prawda, ale Prawda, prawda
                                                    obiektywna, prawda naukowa, prawda moralna, prawda czasu, prawda
                                                    ekranu, nieprawdaz?
                                                    I nie zastanawialo cie, ze kiedy naciskasz pstryczek w scianie, to
                                                    zarowka sie swieci dlatego, ze ktos kiedys _naprawde_ obliczyl i
                                                    wymyslil, jak ona ma dzialac? Albo co ustalaja oficerowie sledczy
                                                    podczas prowadzenia postepowania? I pewnie juz doszlas do tego, ze
                                                    wszystko, czego prawdziwosc starasz sie dostrzec, i w ogole
                                                    wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
                                                    glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?

                                                    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, wymyslilam dzis pyszne
                                                    ciasto. Prawda jest taka, ze nie ma to jak kawalek cieplego ciasta
                                                    po polnocy.

                                                    > zdarzalo ci sie budzac ze snu nie wiedziec przez moment kim
                                                    jestes albo gdzie
                                                    > jestes? jakby system sie dluzej otwieral, jakby wiecej czasu
                                                    zabieralo ulozenie
                                                    > info w spojna rame rzeczywistosci.

                                                    Nie jakos. Ale czesto obie rzeczywistosci sie przenikaja, na jawie
                                                    przypomina mi sie fragment snu, albo senna rzeczywistosc krazy we
                                                    mnie caly ranek. Robilam kiedys cwiczenia z 'dosniwania' roznych
                                                    historii zupelnie na trzezwo.

                                                    A koty Naprawde spiewaja.
                                                    www.youtube.com/watch?v=siJOj1ZjLD4
                                                    Imo bardziej hardcoreowe sa te, ktore mowia - mnie przeszly ciarki
                                                    www.youtube.com/watch?v=eV71mpbvl-g

                                                    Znalam kiedys taka kotke, zasluzona podworkowa matke, ktora jak
                                                    tylko miala troche czasu, to zaczepiala przechodniow i cos im
                                                    zapamietale opowiadala. Potrafila mowic z pol godziny, wystarczylo
                                                    tylko dziwic sie uprzejmie oooo? niemozliwe! no co ty?!.

                                                    > pragnienia
                                                    > uzylam porownania moze zbyt homeryckiego, chcac spytac cie, czy
                                                    nie uwazasz ze
                                                    > wyscig szczurow opiera sie na gonieniu marchewki na kiju, na tym,
                                                    ze zawsze
                                                    > pozostaje cos , co wydaje sie warte zdobycia, co wydaje sie
                                                    przyblizac do
                                                    > szczescia?

                                                    Alez oczywiscie. Buddyzm np dazy do wyrugowania pragnien z
                                                    czlowieka, bo uwaza, ze pragnienia sa zrodlem cierpienia. Ten,
                                                    ktory nie pragnie, nie moze byc nieszczesliwy.

                                                    > nie zrozum mnie zle, ja wierze w wartosc rozwoju duchowego, ale
                                                    przyjmuje za
                                                    > mozliwe, ze ta moja wiara jest jakims memem, zinternalizowana
                                                    propaganda, a nie
                                                    > - koniecznie glosem mojego wnetrza.

                                                    He he. A skad twoje wnetrze sie wzielo? Jestes, lemurze, cala
                                                    dzielem zewnetrza, suma genow i wychowania, biologii i kultury, jak
                                                    by na to nie spojrzec.

                                                    > na dyskusje o jalmuznie jakos obecnie nie mam zbyt duzej ochoty,
                                                    ale temat
                                                    > bardzo interesujacy ( i sliski :))

                                                    Sliskie to jest bronienie roznych dziwnych konstrukcji w glowie,
                                                    ktore maja costam tlumaczyc. Co przyjemniej jest jednak obserwowac
                                                    u innych, a nie u siebie. Nauka mniej bolesna.

                                                    > hmm, no moznaby powiedziec, ze szukasz dziury w calym, ze to
                                                    jakas obsesja
                                                    > tropienia niedoskonalosci, " ktore sa przeciez nierozerwalnie
                                                    zwiazane, wpisane
                                                    > w nature ludzka". obsesja perfekcjonizmu moze?

                                                    O, zupelnie nie. Po prostu wiem, jak latwo mozna zracjonalizowac
                                                    sobie wszystkie swoje zaniechania, lenistwa, podlostki i w zwiazku
                                                    z tym poczuc sie ze soba dobrze, podczas kiedy dobrze nie jest. To
                                                    nieszczescie ludzi inteligentnych. Im kto mundrzejszy, tym ma
                                                    latwiej.

                                                    > mnie drazni latwosc z jaka ludzie popadaja w samozadowolenie, mi
                                                    to tez jakos
                                                    > smierdzi w innych i we mnie samej.

                                                    Anoi wlasnie.

                                                    > nie dosc ze
                                                    > cala gra jest jakas pantomomima, to jeszcze wartosc wygranej jest
                                                    wlasciwie
                                                    > czysto symboliczna, znaczaca tylko w pewnym kontekscie,znana
                                                    tylko jakiejs
                                                    > grupie. to gra, spor o cos, nadaje czemus wartosc, ktorej to cos
                                                    nie ma poza
                                                    > kregiem osob uczestniczacych w sporze, grze.

                                                    On ladnie pokazal, co robi z nami kultura, te wszystkie wymyslone i
                                                    ruchome sensy i reguly, ktore bierzemy za stale i wieczne.

                                                    > i to co napisala gadagad, po raz drugi w tym watku o tym
                                                    wspomne: "sukces jest
                                                    > zapowiedzia kolejnej przeszkody. "

                                                    W i-cingu jest napisane 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
                                                    i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. Czasem mnie irytuje ten
                                                    konfucjanski spokoj.

                                                    tak to idzie i tak bardzo wciaga, kiedy sie
                                                    > o
                                                    > tym zapomni. pewnie dlatego, ze to ma wciagac. pewnie dlatego, ze
                                                    generalnie
                                                    > wlasnie do takiego zycia jestesmy zaprojektowani.

                                                    Nie jestem pewna, byc moze gdyby umiescic nas od dziecka w
                                                    akwarium, oddychalibysmy pod woda i za najlepsze dobro tego swiata
                                                    uwazalibysmy plankton.

                                                    > zawsze realizujesz jakis potencjal w tobie tkwiacy. nie zawsze
                                                    > ten, ktory sobie realizowac zapragnelas.

                                                    Uhu, tak tak. Chromolic jasnie oswieconych, czasem trzeba rzucic
                                                    sie z motyka na slonce.

                                                    > zastanowilam sie czy moja matka uznalaby ze jestem cool...
                                                    > coz, ona zapewne kochalaby mnie w kazdej postaci, ... gdybym
                                                    tylko dalej grala
                                                    > jej starsza siostre.

                                                    Moze jednak kochalaby cie, ale inaczej. Moze nawet i madrzej.
                                                    Moja mama uwaza, ze Richard Chamberlain jest cool, wiec sama
                                                    rozumiesz, ze wole nie nalezec do tego eksluzywnego klubu.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: as seen on youtube 11.04.08, 03:53
                                                    "Mhm. Bo sie nie doroslo. To sie czesto objawia lękiem.
                                                    (Pisze o Axelu, he he he)"
                                                    no, i dobrze, idzmy tym tropem. axel zostal losowo wytypowany do idioctwa. axel
                                                    oczuwa lek na mysl o takim zadaniu. axel mysli sobie: " ocho, czuje lek, znaczy
                                                    pewnie ze nie doroslem do zadania, axel postanawia odejsc." a mogloby byc
                                                    inaczej: axel czuje lek i mowi sobie, ocho, jakas czesc mnie sie bardzo boi tego
                                                    zadania, przemawia przeze mnie przerazone dziecko, dziecko chce sie schowac za
                                                    spodnica matki. ocho, moze lepiej zostawie matke i jednak sprobuje"
                                                    mniej metaforycznie: mozna sobie cale lata tlumaczyc, ze jesli sie czegos boimy
                                                    to po prostu do tego nie doroslismy i po prostu lepiej bedzie jesli nie bedziemy
                                                    tego robic poki bac sie nie przestaniemy...
                                                    jesli chodzi o jakas bolesna chorobe, rozwiazaniem, kijem staje sie narastajacy
                                                    bol. on nas zmusza do tego, zeby pominac przerazenie.
                                                    jesli chodzi o usamodzielnienie sie, to takim odczulaczem leku moze byc kop od
                                                    zycia, rodzicow, losu, ktory zmusi do przekroczenia leku przed niewygodnym i
                                                    nieznanym.
                                                    jesli natomiast chodzi o rozne fakultatywne eksperymenty typu bycie idiota na
                                                    serio, to bata, odczulacza nie bedzie.
                                                    masz racje, axelowi nie zalezalo az tak bardzo na opinii grupy, aby ta mogla
                                                    stac sie czynnikiem odczulajacym lek przed przekroczeniem ostrej granicy, ani
                                                    tez to co moglby stracic nie bylo az tak malo warte, az tak zabojcze jak w
                                                    przypadku karen.
                                                    moze chodzi zatem o taki splot czynnikow zewnetrznych, ktory przycmiewa strach
                                                    przed skokiem w przepasc. u axela tego nie bylo, racja.
                                                    axel ani sam z siebie nie dorosl do dows totalnego ,ani nie czul sie zmuszony
                                                    do zerwania z rutyna. szkoda, bo chcialam zobaczyc go spastykujacego w domu ;) (
                                                    czesciowo identyfikuje sie tez z wrednie figlarna, zywa katrine)
                                                    -
                                                  • bene_gesserit Re: as seen on youtube 12.04.08, 02:06
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [axel]
                                                    Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel.
                                                    Ktos kto nie poda ci gotowych rozwiazan, ale zyczliwie bedzie ci
                                                    towarzyszyl - dwa kroki za toba, w razie jakby co.
                                                    To ma sens wlasnie w przypadku dzialan inicjacyjnych czy innych
                                                    niebezpiecznych historiach.

                                                    > o absurdzie poszukiwania prawdy metafizycznej przez duze p juz
                                                    wiem :) ale to
                                                    > poszukiwanie zdaje sie byc nie tylko absurdem, ale i jakas
                                                    gleboka, a raczej
                                                    > najwyzsza potrzeba ludzka ( vide piramida maslowa). miec racje i
                                                    moc to
                                                    > udowodnic ponad wszelka watpliwosc. nie - wierzyc, a wiedziec!,
                                                    jak to pragnela
                                                    > moja najblizsza przyjaciolka, ktora byc moze czasem czyta co ja
                                                    tu motam :)))

                                                    'Coz to jest Wiedza? spytal gorzko Klapouchy. -Wiedza to jest
                                                    Rzecz, ktora posiadl Krolik'.
                                                    Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?

                                                    > "i w ogole
                                                    > wszystko, co istnieje, _tak_naprawde_ moze istniec tylko w twojej
                                                    > glowie? Ktorej tak naprawde nie ma?"
                                                    > czemu tak naprawde " nie ma ' mojej glowy? mow, bo mnie to
                                                    martwi ;]

                                                    A jak weryfikujesz istnienie swojej glowy?

                                                    > idac tym tropem latwo na jednym wydechu dorzucic: prawda jest
                                                    taka, ze bog
                                                    > kocha tylko tych o jedza kartofle i nikogo wiecej, " a karmazyn
                                                    najpiekniejszy
                                                    > jest"

                                                    Wlasnie o to chodzi. Koty widza trawe w szarosciach.

                                                    > przy okazji : gratuluje ciasta. z tym przekonaniem( "ze nie ma to
                                                    jak kawalek
                                                    > cieplego ciasta po polnocy") sie zgadzam. chociaz mam warunek:
                                                    ciast
                                                    > czekoladowych za Prawdziwie dobre nie uwazam o zadnej porze,
                                                    chyba ze umieram z
                                                    > glodu, wtedy pora nie ma znaczenia.

                                                    Dobrze, nastepnym razem wymysle cos bez czekolady i zjem kawalek w
                                                    twoim imieniu. Chociaz to procz czekolady mialo zurawiny, gruszki,
                                                    pieczone orzechy i rodzynki. I kruszonke.

                                                    > szkopul w tym, ze wieeeluu ludzi nigdy nie zostala nauczona
                                                    patrzec na
                                                    > gloszone przez siebie sady jako na wlasnie swoje subiektywne
                                                    zdanie, ze wlasnym
                                                    > przekonaniom bezrefleksyjnie nadaje status prawdy.

                                                    Mhm. To sie pojawia w wielu postaciach, mnie najbardziej chyba
                                                    wkurza 'moja ciocia'. Argument typu "no tak, ty tak uwazasz, a moja
                                                    ciocia to miala co innego" - taki upierdliwy wariant prymatu
                                                    wlasnego doswiadczenia, tym glupszy, ze z drugiej reki, czyli
                                                    sfalszowany o efekt gluchego telefonu.

                                                    > rownie powszechne jest za prawde obiektywna brac tezy, ktore sa
                                                    niczym wiecej
                                                    > niz prawdami intersubiektywnymi, powszechnie funkcjonujacymi
                                                    kliszami, lub za
                                                    > prawde uznawac tradycje.

                                                    Tak, ale to imo latwiej obnazyc, chyba ze komus wroslo w rdzen
                                                    kregowy.

                                                    > kot mowiacy hello bardzo poruszyl mojego psa :)

                                                    Moze dlatego, ze kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. Mnie przechodza ciarki za
                                                    kazdym razem.

                                                    > mialam kiedys taka koteczke ktora darla ryja niemal non stop aby
                                                    tylko ja glask
                                                    > ac.
                                                    > a dzis przyszedl do mnie - sam z siebie - niesamowity kot, jakis
                                                    taki wiekszy,
                                                    > wyzszy, z twarza dzikich wielkich kotow. super zwierz.

                                                    Moze Maine Coon?

                                                    > delikatnie nakrecajac wyscig kotow zapytam: znow zdarzylo mi sie
                                                    ze kot sam z
                                                    > siebie po prostu zaczal sie do mnie lasic, kiedy wypatrywalam
                                                    mojego psa.
                                                    > czy to cos oznacza? moze promieniuje zla energia? ;)

                                                    Nie mam pojecia, ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
                                                    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)

                                                    > propaganda
                                                    > no wlasnie, wiec czemu niby pragnienie duchowosci ma byc lepsze
                                                    niz pragnienie
                                                    > materialnosci lub pragnienie braku pragnien? jest jakas roznica
                                                    czy to tylko
                                                    > rozne drogi wartosciowania swiata/ zycia?

                                                    Ale jest lepsze? To sa pragnienia z roznych poziomow po prostu.
                                                    Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
                                                    potrzeba.

                                                    > inny powod, ze musialabym tam lawirowac miedzy toba a solaris, co
                                                    tez akurat
                                                    > teraz nie jest tym czego na pewno chce sie podjac. axel, axel,
                                                    axel.... ;)

                                                    A, to o mnie sie nie boj, ataku na poglady nie odbieram jako ataku
                                                    na siebie.

                                                    > mundrzejszy co znaczy? bardziej cwany chyba. jesli tak, to zgoda.
                                                    a moze "
                                                    > niegotowy", he?

                                                    Mundrzejszy to taki madry inaczej.
                                                    Mialam przyjaciela, ktory posiadl wieksza czesc wiedzy swiata tego.
                                                    Byl to czlowiek leciwy (jak mi sie wydawalo, mial tyle lat, co ja
                                                    teraz :(, duzo przeczyal, przemyslal i przedyskutowal z innymi
                                                    madrymi. Cechowala go procz tego zywa inteligencja i powalajaca
                                                    blyskotliwosc. I caly ten potencjal intelektualny wprzegal w
                                                    przekonywanie siebie, ze wcale nie jest uzalezniony. A problem rosl
                                                    i w koncu go przerosl. To jest wlasnie mundrosc.

                                                    > 'kazdy sukces jest zapowiedzia kleski',
                                                    > i 'kazda kleska jest zapowiedzia sukcesu'. no tak, to taka
                                                    ostrzejsza wersja. '
                                                    > kazdy sukces jest zapowiedzia kolejnego wyzwania" jawi mi sie
                                                    jako wywazone
                                                    > polaczenie " konfucjanizmu" i wiedzy o zyciu, po prostu.

                                                    Tak, ale to jest takie okropne!
                                                    Rzucilam i-cing rowniez przez to, bo zaczynalam sie cieszyc, kiedy
                                                    wychodzily mi zle heksagramy, a martwic - jak dobre.

                                                    > nie wolno raczej tego mowic glosno, wiec powiem cicho, wyszemrze:
                                                    mnie zawsze
                                                    > krecily eksperymenty w stylu doktora mengele ... :)

                                                    Historie o 'wilczych dzieciach' albo o Kasparze Hauserze - mnie tez
                                                    to fascynuje.

                                                    > sprawdzilam kto to r. chamberlain, ale nie nadal nie lapie
                                                    aluzji, niestety.

                                                    To aktor o urodzie fryzjera z malego miasta, ktory grywal w
                                                    serialach typu 'ptaki ciernistych krzewow'. Cos jakby
                                                    powiedziec 'cool' o Michale Wisniewskim.

                                                    > a co do mojej matki... hmm, chcialabym miec mozliwosc
                                                    przesledzenia moich
                                                    > alternatywnych losow. na pewno gdyby zyla, i moje zycie inaczej
                                                    by sie
                                                    > potoczylo. fajnie byloby miec taka maszyne, taka mozliwosc
                                                    doswiadczenia
                                                    > alternatywy!

                                                    Praca z postaciami rodzicow nie musi sie konczyc po ich smierci.
                                                    Oprocz pracy z wewnetrzna matka - tym jej odbiciem, ktore
                                                    zinternalizowalas, mozna tez poleciec w bardziej szamanskie
                                                    historie - jakies ustawienia czy cos. Tylko to trzeba bardzo dobrze
                                                    przemyslec.
                                                  • szarylemur lucky twice ;] 12.04.08, 04:17
                                                    axel...
                                                    "Moze byc tak, ze w lęku pomaga nauczyciel."
                                                    oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc uznania kogos
                                                    za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/ zaufa sie raczej
                                                    nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom, prawda?
                                                    ---
                                                    wiedza.
                                                    "Co nam mialoby przyjsc z wiedzy, kim jest bog?"
                                                    bo ja wiem? wiedzielibysmy jak sie mu przypodobac i jak sie przed nim chronic???
                                                    nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil celem zycia,
                                                    co jest wg niego dobre/ zle itd.
                                                    poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas, wiedzielibysmy jak isc zeby
                                                    dojsc do szczescia.
                                                    a tak tylko zgadujemy chyba...
                                                    ---
                                                    hmm, istnienie mojej glowy zweryfikowac moge doswiadczalnie, choc jako ze w tym
                                                    dosw bierze udzial takze moj mozg, calosc eksperymentu moze byc oszustwem,
                                                    iluzja. mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie jej
                                                    istnienia. o, tak...
                                                    ---
                                                    wlasnie o to chodzi, ze moznaby uzyc modelu zbiorow twierdzen uznanych za
                                                    prawdziwe. trawa jest zielona a niebo niebieskie nalezaloby do zbioru prawd
                                                    ogolnoludzkich ( z wyjatkami), teza o ciescie bylaby prawda o mniejszym zasiegu
                                                    obowiazywania/ podzielania. moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
                                                    powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji jakiejs tezy
                                                    zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.
                                                    ---
                                                    jezu, jestem medium ;) cos nasunelo mi mysl o ciastach czekoladowych, lada
                                                    chwila przemowia glosy...
                                                    jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc tez oczywiscie
                                                    samym sernikiem zyc bym nie mogla...
                                                    ---
                                                    "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
                                                    hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie uslyszalam :)
                                                    ---
                                                    maine conn
                                                    nie, zdecydowanie nie. ten byl gladkowlosy, krotkowlosy. mial taka dziwna twarz.
                                                    wydluzona ale nieostra. moze go jeszcze kiedys dopadne albo on mnie, kiedy bede
                                                    miec aparat.
                                                    ---
                                                    "ja bym na twoim miejscu myslala, ze to rodzaj
                                                    honorowego odznaczenia za jakies karmiczne zaslugi :)"
                                                    jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja niechecia wobec
                                                    samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)
                                                    ---
                                                    propaganda
                                                    "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam najbardziej
                                                    potrzeba."
                                                    albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

                                                    podziwiam taka perelke, diamencik taki sliczny, na pewno znasz przyspiewke
                                                    lucky twice
                                                    YOU CAN FOOL YOURSELF
                                                    I PROMISE IT WILL HELP
                                                    now
                                                    every single day i just wanna hear you saying
                                                    i'm so lucky
                                                    lucky
                                                    i'm so lovely
                                                    lovely

                                                    ja myslalam ze to jest straszne
                                                    a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego myslenia
                                                    o! juz
                                                    zaczynam myslec ze to genialne
                                                    ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy przepis na
                                                    lukrowanie kupy
                                                    ???
                                                    ---
                                                    twoj " leciwy " przyjaciel...
                                                    jakos tak poplynelam przy tym...
                                                    jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za medrca, kogos kto
                                                    wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.
                                                    he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam nigdy takiego
                                                    nauczyciela. wolalam ksiazki.
                                                    moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym przywodca ... rzeszy
                                                    17latek hi hi.
                                                    on wymysla, one realizuja.
                                                    mnie tez chcial zagonic do roboty, ale splynelo po mnie jak po kaczce. innych,
                                                    niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos niewiele mnie
                                                    poruszyli. osiolek jestem i tyla.
                                                    ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany przeze mnie typ
                                                    mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy entuzjazm pomaga mi
                                                    przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac to, co bym
                                                    chciala ale sie boje :)
                                                    z medrcem moge polemizowac albo zasnac z nudow. medrkowie zas proszeni sa o
                                                    zaniechanie oracji...
                                                    ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o tym za uszami ;)
                                                    ---
                                                    michal wisniewski, pamietam, mial fajne rozowe wlosy.
                                                    fakt, moja matka szczerze kochala ambitna, wysoka sztuke raczej niz seriale.
                                                    dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
                                                    za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...
                                                    ---
                                                    zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w wikipedii
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
                                                    myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie identyfikujemy? i
                                                    jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Who's don Piano? 13.04.08, 02:53
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > oj, to by byla gratka! ale chyba trzeba by miec w sobie gotowosc
                                                    uznania kogos
                                                    > za nauczyciela. trzeba by podjac decyzje, ze da sie posluch/
                                                    zaufa sie raczej
                                                    > nauczycielowi niz wlasnym strachom i nawykom,i wlasnym pomyslom,
                                                    prawda?

                                                    Niby tak. Zaufanie jednak nie wyklucza zachowania trzezwosci osadu
                                                    i samodzielnosci myslenia. Moim ostanim nauczycielem byl moj
                                                    terapeuta - naprawde wiele mnie nauczyl. Ale kiedy zauwazylam, ze
                                                    dzieje sie cos zlego, a on nie byl nawet w stanie o tym
                                                    porozmawiac, zakonczylam wymiane.

                                                    Jesli sie mialo duze deficyty w rodzicach, latwo obsadzic
                                                    nauczyciela w roli boga. Lepiej wiec pamietac, ze nie warto :)

                                                    [bog]
                                                    > nie az tak wazne kim on jest, wazne czego od nas chce, co ustawil
                                                    celem zycia,
                                                    > co jest wg niego dobre/ zle itd.
                                                    > poznajac go i jego preferencje, jego pomysl na nas,
                                                    wiedzielibysmy jak isc zeby
                                                    > dojsc do szczescia.
                                                    > a tak tylko zgadujemy chyba...

                                                    Niedawno ogladalam program dla dzieci z udzialem ks biskupa, ktory
                                                    opowiadal maluchom, czego od kobiet chce Bog. Bardzo mi sie to
                                                    wydalo smieszne - nie to, co mowil, ale jak mowil: z niewzruszona
                                                    pewnoscia.

                                                    > mozliwe zatem ze moja glowa nie istnieje , a tylko mam wrazenie
                                                    > jej istnienia. o, tak...

                                                    Sama chcialas sie dowiedziec :P

                                                    > moze o to tylko chodzi - wlasciwie tylko
                                                    > powszechnosc obowiazywania/ wyznawania/ pozytywnej weryfikacji
                                                    jakiejs tezy
                                                    > zmienia jej nazwe z prawdy na przekonanie.

                                                    W tak ustawionej prespektywie nie chodzi o rzeczy, ale o slowa,
                                                    ktore je okreslaja.

                                                    > jak dla mnie, nie musisz bardzo wymyslac - uwielbiam sernik, choc
                                                    tez oczywisci
                                                    > e
                                                    > samym sernikiem zyc bym nie mogla...

                                                    Jesli sa jakies istotniejsze roznice miedzy plciami to np taka, ze
                                                    wsrod mezczyzn jest wiecej tych, ktorzy by przetrwali na prawie-
                                                    mono diecie, typu 'bulki, parowki i pierogi z garmazu'. Wiekszosc
                                                    kobiet jest bardziej skomplikowana kulinarnie :)

                                                    Jestes medium, albo moze ja - niedawno kupilam sobie ksiazke o
                                                    samych sernikach. Druga.

                                                    > "kot mowil 'hello' i 'I'm alone, I'm on my own, I'm
                                                    > alone', wszystko z brytyjskim akcentem. "
                                                    > hmm, nie spodziewalam sie tego po kocie, totez nic takiego nie
                                                    uslyszalam :)

                                                    Glosem starej kobiety, brrr. Przypomnialy mi sie te wszystkie
                                                    horrory, ktore obejrzalam.
                                                    Dobra - jak chce sie naprawde bac, puszczam sobie te staruszke z
                                                    Tajwanu chyba, w kazdym razie akcent ma egzotyczny:
                                                    www.youtube.com/watch?v=ONmhQJy1ViA

                                                    > jestes pewna? jakos kloci mi sie to stwierdzenie z twoja
                                                    niechecia wobec
                                                    > samouwielbienia i wzmiankami o dosw z i cing ;)

                                                    Kiedy spojny obraz mojej osoby to pomylka.
                                                    To zreszta dotyczy kazdego, tylko malo kto o tym wie. Jesli
                                                    mialabym sobie wybrac indianskie imie, to brzmialoby ono 'Proces W
                                                    Trakcie', tylko to sie kiepsko zdrabnia.

                                                    > propaganda
                                                    > "Realizujemy albo to, co najlatwiej, albo to, czego nam
                                                    najbardziej
                                                    > potrzeba."
                                                    > albo to co nam najlepiej sprzedadza, wmowia...

                                                    Tak, ale nie ma sensu sie nad tym zastanawiac przesadnie. Troche -
                                                    tak, bardzo - nie.

                                                    > ja myslalam ze to jest straszne
                                                    > a teraz mysle ze to tylko jedna z wersji promocji pozytywnego
                                                    myslenia
                                                    > o! juz
                                                    > zaczynam myslec ze to genialne
                                                    > ewentualnie ze cale to pozytywne myslenie to cyniczny otepiajacy
                                                    przepis na
                                                    > lukrowanie kupy

                                                    Jak kiedys zaczelam mieszkac naprawde sama i do tego stracilam
                                                    prace, to po okresie paskudnej, chamskiej deprechy doszlam do
                                                    wniosku, ze najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie. To
                                                    jak zjezdzalnia - w dol latwo, pod gorke nie sposob.

                                                    Gdzies tam jest jakis rdzen 'mnie' czy 'ciebie', gdzies tam glos,
                                                    ktory powtarza 'there is some shit I will not eat' czy w jakis inny
                                                    sposob wyznacza granice. Jakos trzeba znalezc srodek miedzy 'trust
                                                    no one' i kupowaniem wszystkiego jak leci. To sie najlepiej udaje,
                                                    kiedy sie ma mocne poczucie wlasnej wartosci.

                                                    > twoj " leciwy " przyjaciel...
                                                    > jakos tak poplynelam przy tym...
                                                    > jak smieszne wydaje mi sie teraz uwazac kogos w moim wieku za
                                                    medrca, kogos kto
                                                    > wie, jak zyc itd... cos tam juz wiem, ale to wciaz tak malo.

                                                    Tak malo to sie wie i po osiemdziesiatce. Jesli wciaz sie porownuje
                                                    z innymi. Ejno!

                                                    > he he, na mnie medrcy okolo 30 nigdy nie dzialali, nie chcialam
                                                    nigdy takiego
                                                    > nauczyciela. wolalam ksiazki.

                                                    Tak, jasne, potem sie zaglada do jakiegos Wilbera i wuala,
                                                    nauczyciel, ktorego mozna schowac do kieszeni.
                                                    Czytalas Estes, btw?

                                                    > moj brat jest takim medrcem, nauczycielem, charyzmatycznym
                                                    przywodca ... rzeszy
                                                    > 17latek hi hi.
                                                    > on wymysla, one realizuja.

                                                    O matko, to brzmi jak fantazja wiekszosci facetow.
                                                    A wladza nad rzedem dusz to chyba spory ciezar, co.

                                                    > niespokrewnionych nauczycieli tez spotkalam. ale tez jakos
                                                    niewiele mnie
                                                    > poruszyli. osiolek jestem i tyla.

                                                    Moze nie potrzebujesz? Moze nauczycielem jest dla ciebie kazdy w
                                                    jakis sposob? Moze spotkasz kiedy indziej.

                                                    > ja nauczyciela raczej nie potrzebuje, nie chce. preferowany
                                                    przeze mnie typ
                                                    > mezczyzny to raczej porywajacy szaleniec, ktorego szalenczy
                                                    entuzjazm pomaga mi
                                                    > przemoc moj lek i przekroczyc granice wyobrazni, urzeczywistniac
                                                    to, co bym
                                                    > chciala ale sie boje :)

                                                    Nauczycielem tez moze byc kobieta przeciez - niekoniecznie musi to
                                                    byc partner czy ktos w rodzaju. W pewnym okresie mojego zycia moim
                                                    nauczycielem byla grupa ludzi, ktora poznalam na - hehe - forum
                                                    psycholo (akurat nie tym).

                                                    Ja jak sie boje, a nie mam ochoty, to czasem stosuje sposob 'na
                                                    blondynke': zamykam oczy i naciskam pedal gazu... To sie roznie
                                                    konczy, ale przynajmniej jest ciekawie.

                                                    > ja sie obawiam ze mundra to jestem ja... tak mnie cos skrzeczy o
                                                    tym za uszami
                                                    > ;)

                                                    Kazdy ma takiego zagadywacza-specjaliste od racjonalizacji. Czasem
                                                    sie przydaje, czasem trzeba nasadzic mu jakis kubel na leb, zeby
                                                    sie w koncu zamknal.

                                                    > dzieki ci, matko, zatem za dobrego mema :)
                                                    > za to moj ojciec i jego kolejna zona lubia piosenke biesiadna...

                                                    'Hej sokoly' sie swietnie spiewa w nocy o polnocy. Imo kazda chec
                                                    kontaktu ze sztuka jest dobrym odruchem, niezaleznie od wysokosci
                                                    tej sztuki.

                                                    > zainteresowala mnie bardzo typologia anima/ animus znaleziona w
                                                    wikipedii
                                                    > en.wikipedia.org/wiki/Anima_and_animus
                                                    > myslisz ze da sie mniej wiecej ustalic z ktorym z typow sie
                                                    identyfikujemy?

                                                    Nie wiem, mi to nie bardzo trafia do przekonania. Np kiedy zaczelam
                                                    prace z Animusem, to snila mi sie postac, nijak majaca sie do tej
                                                    typologii - biseksualny, androgyczny bog, majacy w sobie cos z
                                                    transwestyty i dziwki, jednoczesnie promieniujacy dziwnym urokiem i
                                                    pewnoscia siebie, zawsze otoczony rojem wyznawczyn. On zupelnie nie
                                                    pasuje do tych opisow, jakos strasznie byl obok, za to bardzo z
                                                    mojego srodka, wiec dla mnie prawdziwszy
                                                    Zostaw te encyklopedie, poszukaj w snach :)
                                                    i
                                                    > jak - samodzielnie - przejsc od refleksji do zmiany?

                                                    Nie wiem, bo mi sie to nigdy chyba nie udalo, a jesli juz - to tak
                                                    powoli, ze nie zauwazylam.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur vente pa madrid! 13.04.08, 15:30
                                                    nauczyciel.
                                                    nie wiem, moze nie spotkalam jeszcze w realu prawdziwego nauczyciela, mojego
                                                    nauczyciela/ nauczycielki, ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
                                                    przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos wie lepiej ode
                                                    mnie, co jak jest. prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
                                                    Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no prawie od
                                                    kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)
                                                    ---
                                                    programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w stylu wyrzucic
                                                    tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.
                                                    zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
                                                    pudełka
                                                    ---
                                                    prawda
                                                    tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co rzeczywiscie jest,
                                                    takim jak jest.
                                                    ---
                                                    sernik i plec/ gusta kulinarne
                                                    buuuuuuu
                                                    i znow wyszlo, ze nie jestem kobieta.... buuuuu ;)))
                                                    ja naprawde mala wage przywiazuje do tego co jem
                                                    tzn: ma mi to smakowac i tyle
                                                    mam takie ciagi zywieniowe, rok temu przez kilka miesiecy jadlam tylko smazona
                                                    kurza watrobke ( wiem, dla wielu to ohyda, ale ja mam anemie)
                                                    kiedys przez ponad rok odzywialam sie suchym makaronem z zupek chinskich
                                                    kiedy doszlam do wniosku ze jestem uzalzeniona, przerzucilam sie na corn flakes
                                                    obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert
                                                    choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w tygodni jadalam
                                                    frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
                                                    co dalej : zobaczymy
                                                    takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe nie jest
                                                    przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii
                                                    inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie znosze
                                                    zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...
                                                    ---
                                                    kot horror
                                                    zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly jezyk angielski,
                                                    nieprawdaz??? ;)
                                                    ---
                                                    idianskie imie
                                                    Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
                                                    podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne
                                                    ---
                                                    czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi przez nas sensami?

                                                    "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
                                                    a ile to jest za duzo?

                                                    mi czesto powtarzali znajomi
                                                    " za duzo myslisz"
                                                    co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko dotrzec do
                                                    tego co czyni zycie latwiejszym?
                                                    ---
                                                    nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci
                                                    ---
                                                    malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale zawsze jest sie
                                                    sklonnym mowic innym co maja robic
                                                    he he he he
                                                    marnosc nad marnosciami
                                                    ---
                                                    nie czytalam estes znaczy biegnacej z wilkami
                                                    mam zamiar
                                                    ale solaris czytala...
                                                    mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
                                                    www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
                                                    mnie to dosc zszokowalo
                                                    wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
                                                    ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
                                                    ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym
                                                    ---
                                                    w moich snach, czego mam szukac?
                                                    czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety symbolicznie?
                                                    kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
                                                    nienawisc, strach, walka.
                                                    jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
                                                    nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
                                                    przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
                                                    na rozmowe nie licze, to nie ten typ
                                                    i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
                                                    nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
                                                    co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
                                                    choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy to juz taka jak
                                                    ona nie bede.
                                                    ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie relacji moich rodzicow
                                                    ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
                                                    nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani tym bardziej
                                                    mojego partnera

                                                    widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie bardzo wiem jak nie
                                                    wpasc w jego pulapke
                                                    bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

                                                    pozdrawiam :)))
                                                    wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego wlasnie
                                                  • bene_gesserit Re: vente pa madrid! 14.04.08, 02:37
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ale w relacji z tymi ktorzy sie przez moje zycie
                                                    > przewineli, zawsze braklo mi przekonania co do tego, ze ten ktos
                                                    wie lepiej ode
                                                    > mnie, co jak jest.

                                                    He he. Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?
                                                    Nauczyciel nie musi wiedziec lepiej. Wystarczy, zeby inspirowal -
                                                    to sie raczej skupia na robieniu lepiej.

                                                    Nauczyciel to ktos, kto funkcjonuje lepiej w tych sferach, ktore u
                                                    ciebie sa potrzebne do ulepszenia. Nie ktos kto mądraluje sama
                                                    teorie - taki ktos to najczesciej odpowiednik erotomana-
                                                    gawedziarza, ktory okazuje sie byc prawiczkiem.

                                                    > prawdopodobnie masz racje, ze zamiast jakiejs jednej figury
                                                    > Nauczyciela, mam ich wielu, od kazdego czegos tak sie ucze, no
                                                    prawie od
                                                    > kazdego. jednym z moich nauczycieli byl tez moj piesek :)

                                                    Obecnosc zwierzat w rozwoju bardzo duzo uczy. Tzn dyskutowalabym
                                                    moze o rybkach, ale psy i koty posiadaja wielka madrosc. I
                                                    zazwyczaj hojnie sie nia dziela. Tym to fajniejsze, ze poza slowami.

                                                    > programy religine dla dzieci doprowadzaja mnie na skraj furii w
                                                    stylu wyrzucic
                                                    > tv przez okno. pranie mozgu od poczatku, paskudztwo, brudztwo.

                                                    E, czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
                                                    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.

                                                    > zreszta w ogole ostatnio mam totalna awersje do grajacego pudelka
                                                    > pudełka

                                                    A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
                                                    chemii i uzywek, latwiej odstawic.

                                                    > prawda
                                                    > tak, prawda to sa slowa ktore adekwatnie maja opisywac to co
                                                    rzeczywiscie jest,
                                                    > takim jak jest.

                                                    Nie ma takich slow. Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami:
                                                    tnij.com/zm1C

                                                    ...
                                                    > obecnie moim hitem jest rzodkiewka humus i camembert

                                                    O jezu - razem? Bardzo awangardowe.

                                                    > choc musze nadmienic ze przez ostatnie trzy lata szesc dni w
                                                    tygodni jadalam
                                                    > frykasy z top restaurant gdzie pracuje ( jeszcze trzy tygodnie)
                                                    > co dalej : zobaczymy

                                                    Jesli tak, to pewnie masz smak wyrobiony bardziej, niz wiekszosc
                                                    powaznych krytykow restauracyjnych w Polsce.

                                                    > takze trudno mi powiedziec czy kulinarne zroznicowanie plciowe
                                                    nie jest
                                                    > przypadkiem kolejnym mitem z tej kategorii

                                                    Jest moja naiwna obserwacja uogolniona bez uprawnienia. Kobiety nie
                                                    tworza jej upodobania kulinarne, ale glownie tozsamosc.

                                                    > inaczej: ja lubie jesc, mam czule kubki smakowe, ale gotowac nie
                                                    znosze
                                                    > zawsze zapominam o tym co tam akurat robie...

                                                    Moze jeszcze nie znalazlas swojego nauczyciela ;)

                                                    > kot horror
                                                    > zastanawiajace, ze te mowiace koty jakos tak sobie upodobaly
                                                    jezyk angielski,
                                                    > nieprawdaz??? ;)

                                                    A nieprawdaz. Znalam bardzo zasluzona kotke (ktora zastepowala
                                                    mojej przyjaciolce matke przez cale jej trudne dojrzewanie), ktora
                                                    kiedy byla glodna wchodzila do kuchni i mowila z prawidlowym
                                                    akcentem 'merde'.

                                                    > idianskie imie
                                                    > Ten Co Duzo Mowi Ale Malo Rzecze
                                                    > podoba mi sie, choc mam nadzieje ze jednak nie jest adekwatne

                                                    Nie pasuje mi do ciebie. Tzn nie mam pojecia, czy jestes gadula,
                                                    ale nie wydaje mi sie, zeby to bylo cos, co cie okresla z
                                                    najwazniejszej strony.

                                                    > czemu nie ma sensu PRZESADNIE zastanawiac sie nad realizowanymi
                                                    przez nas sens
                                                    > ami?

                                                    Bo do jakich sensownych wnioskow mozna dojsc?

                                                    > "najgorsza rzecz to miec za duzo czasu na myslenie"
                                                    > a ile to jest za duzo?

                                                    Moja przyjaciolka, osoba niezwykle urodziwa, rozmawiajac kiedys ze
                                                    mna, patrzyla w lustro. Po jakiejs godzinie westchnela 'a w ogole,
                                                    to ja mam za duzo skory na twarzy'.
                                                    W jej przypadku bylo to akurat o godzine za dlugo.

                                                    > mi czesto powtarzali znajomi
                                                    > " za duzo myslisz"
                                                    > co to znaczy? czy znaczy to ze nie warto dociekac Prawdy, a tylko
                                                    dotrzec do
                                                    > tego co czyni zycie latwiejszym?

                                                    Pewien czlowiek mial dwoch synow. Kiedy siedzial na brzegu rzeki,
                                                    jednego z nich porwal znienacka nurt - dzieciak utopil sie w pare
                                                    sekund. Mezczyzna wpadl w rozpacz, chodzil przez caly rok co dzien
                                                    na brzeg rzeki i oddawal sie ponurym rozmyslaniom. Wiosna
                                                    nastepnego roku utopil sie jego drugi syn.
                                                    (To nie jest ponura historia rodzinna, tylko jakas tam buddyjska
                                                    przypowiastka chyba).
                                                    Historia zakonczylaby sie inaczej, gdyby mezczyzna zamiast chodzic
                                                    na brzeg rzeki i sie zadreczac nauczyl swojego drugiego syna plywac.

                                                    > nie mam silnego poczucia wlasnej wartosci

                                                    Na slabe poczucie wlasnej wartosci najlepsza jest terapia poznawcza.
                                                    To ma sens w twoim przypadku zwlaszcza jesli jestes DDA.

                                                    > malo sie wie nawet po 80tce, jesli porownuje sie z innymi. ale
                                                    zawsze jest sie
                                                    > sklonnym mowic innym co maja robic
                                                    > he he he he
                                                    > marnosc nad marnosciami

                                                    Phi. To nie byla akwizycja, tylko zyczliwe pohukiwanie.

                                                    > mam tu takie cos, o czym chcialabym zasiegnac twojej opinii:
                                                    > www.taraka.pl/index.php?id=labikobieini.htm
                                                    > mnie to dosc zszokowalo
                                                    > wyszlo na to ze dokladnie wypelnilam schemat inicjacji
                                                    > ze dostalam od losu wszystkie warunki dla niej potrzebne
                                                    > ... dziwnie sie poczulam czytajac o tym

                                                    Jakos mi ten tekst nie lezy. To nie znaczy ze jest glupi,
                                                    nieprawdziwy czy zly, tylko taki nie moj.

                                                    Przeczytaj te Estes, tam jest o wiele wiecej o wiele fajniej.
                                                    Zwlaszcza rozdzial o Madrej Wasylisie.

                                                    > w moich snach, czego mam szukac?
                                                    > czy mam traktowac pojawiajacych sie w nich mezczyzn i kobiety
                                                    symbolicznie?
                                                    > kiedy sni mi sie ojciec, caly dzien mam do tylu.
                                                    > nienawisc, strach, walka.
                                                    > jesli to jest moj archetyp mezczyzny, to ... straszne
                                                    > nawet nie wiem jak mialabym sobie z tym poradzic!
                                                    > przychodzi mi na mysl realne wyrownanie rachunkow, zemsta
                                                    > na rozmowe nie licze, to nie ten typ
                                                    > i zauwazam jak ta postac rzutuje na moje relacje z mezczyznami
                                                    > nie jest dobrze, wszedzie zadry, rany, shizy
                                                    > co do matki, obawiam sie pojsc jej droga
                                                    > choc terapeutka wspierala mnie slowami, ze skoro widze jej bledy
                                                    to juz taka ja
                                                    > k
                                                    > ona nie bede.
                                                    > ale mialam relacje, ktora niezauwazalnie wyewoluowala w kopie
                                                    relacji moich rod
                                                    > zicow
                                                    > ciesze sie, ze mialam na tyle sily aby z niej wyjsc
                                                    > nie umialam jej zmienic, nie umialam zmienic siebie w niej, ani
                                                    tym bardziej
                                                    > mojego partnera

                                                    Mysle, ze bardzo tesknisz za terapia, co? Tzn pytam, czy o tym
                                                    wiesz, bo ja to widze.
                                                    Mysle tez, ze sobie ze wszystkim poradzisz.
                                                    Jak ci zle, to obejrzyj sie do tylu na osobe, ktora bylas. Bez
                                                    zlosci, ze wspolczuciem, ale i z duma - mysle, ze masz do niej
                                                    prawo.

                                                    > widze wiele rzeczy, umiem dostrzec schemat, ale wlasnie nie
                                                    bardzo wiem jak nie
                                                    > wpasc w jego pulapke
                                                    > bo to ze nie chce go powtarzac to jasne

                                                    Mi by sie to nie udalo, gdybym nie chodzila na terapie. Byc moze da
                                                    sie to zrobic 'na sucho', pozaterpeutyjnie, np w madrej przyjazni
                                                    albo madrym zwiazku. Ale tym o nie trudniej, im sie jest samemu
                                                    bardziej zasuplanym.

                                                    > pozdrawiam :)))
                                                    > wieczorem jade do madrytu wiec jesli nie odpisze to dlatego
                                                    wlasnie

                                                    No jasne, wez sie wyspij.
                                                    Powodzenia :)
                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: vente pa madrid! 14.04.08, 22:44
                                                    'Specyficzne polaczenie czegos w rodzaju dumy i nieufnosci?"
                                                    dumy i nieufnosci? hmm, nie, raczej dociekliwosci. choc owszem, namaszczonych
                                                    oracji, dloni wskazujacych jedynie sluszny kierunek ani innych form ' zyczliwej
                                                    manipulacji' nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
                                                    kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie za kims, uznaje
                                                    takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii, spraw urzedowych
                                                    itp).

                                                    pies nauczyl mnie, ze moja wiedza o kotach na nic sie z nim przyda, gdyz on
                                                    kotem nie jest i dziala inaczej. na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
                                                    za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.
                                                    ===
                                                    programy religijne
                                                    'czasy sa takie, ze dzieci maja szanse to w wieku kontestatcji
                                                    duzo latwiej swiadomie przyjac lub odrzucic, niz my.'
                                                    naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji ' religijnej ' ze
                                                    strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla do tego jedna
                                                    rozmowa z matka.
                                                    a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem, nie ma mnie
                                                    tam, nie wiem jak to jest.
                                                    jak jest?
                                                    ---
                                                    tv
                                                    'A mi sie przydalo ostatnio jako znieczulacz. Mniej szkodliwe od
                                                    chemii i uzywek, latwiej odstawic.'
                                                    nie wyobrazam sobie zeby ogladanie tv moglo mnie znieczulic... raczej mnie mocno
                                                    irytuje, przynajmniej hiszpanska tv. tak samo bylo w polsce, lubilam ogladac tvp
                                                    pozna noca, gdy lecialy dziwaczne filmy, czyli raczej po to by cos
                                                    interesujacego zassac niz zeby sie znieczulic. imo, tv odmozdza, taka papka jak
                                                    wata cukrowa, niewiele wiecej.
                                                    na co sie tak znieczulasz tv?
                                                    ---
                                                    prawda
                                                    'Reprezentacje rzeczy nie sa rzeczami'
                                                    a ktos mowil ze sa???
                                                    funkcja prawdy jest adekwatnie opisywac rzeczy takie jakie sa. tyle
                                                    a ze nie ma takich slow...
                                                    paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich opisow rzeczy to te,
                                                    ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko twory ludzkiego
                                                    umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko przyblizeniem?
                                                    ---
                                                    rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy rzodkiewki,
                                                    troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu spoczywaja...
                                                    awangardowe?
                                                    przypomnialo mi sie jak z przyjaciolka lazilysmy po ciuchlandach i nabywalysmy
                                                    stosy pieknych szmat, ktore nastepnie nosilysmy w roznych kombinacjach.
                                                    nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem sezonu :)
                                                    kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a co jest not w
                                                    nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie wierzyc, ze
                                                    istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze menu w
                                                    restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju, idola...
                                                    obserwuje rowniez dziewczeta i kobiety skazane na widzimisie popularnych
                                                    kreatorow mody. i tak np teraz wiekszosc pomyka w obcislych dzinsach z waskimi
                                                    nogawkami, niezaleznie od figury. ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
                                                    one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki upychaja w
                                                    ciasny material... i po co?
                                                    w madrycie, donosze gorace niusy, jest znacznie bardziej jak w kolorowym
                                                    magazynie - szczuple lub chude kobiety w markowych indywidualnie skomponowanych
                                                    strojach nie sa ewenementem. heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
                                                    prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...
                                                    ---
                                                    z ta nieumiejetnoscia gotowania to wyglada na kolejny shiz z domu, gdzie
                                                    gotowanie bylo jedna z obsesji mojego ojca i niekoniecznie ulubionum zajeciem
                                                    mojej matki.
                                                    byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za uszami: "naucz sie
                                                    gotowac, bo nikt cie nie zechce"
                                                    he he he
                                                    byc moze to lekkomyslnosc z mojej strony ;)
                                                    ---
                                                    kotka
                                                    ' merde' wydaje mi sie dosc oryginalnym, by nie powiedziec - niestosownym -
                                                    wezwaniem posilku...
                                                    ---
                                                    idianskie imie
                                                    ten co duzo rzecze to chyba z dead man walking, nie pamietam
                                                    spodobalo mi sie
                                                    w wolnej chwili wymysle sobie stosowne indianskie imie :) trzeba by zawrzec w
                                                    tym istote samej siebie, a to nie takie latwe
                                                    ---
                                                    przypowiastka ciekawa, dziekuje.
                                                    przemysle ;)
                                                    ---
                                                    terapia poznawcza opiera sie - jesli dobrze zrozumialam - na zalozeniu o tym, ze
                                                    istnieja poprawne i niepoprawne sposoby interpretowania zdarzen, tak?
                                                    i na zmianie skojarzen pacjenta?
                                                    to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje tezy odnosnie
                                                    prawdy...
                                                    zapisalam sie do psychologa po to, aby poradzic sobie z odczuwanym przeze mnie
                                                    cierpieniem. chcialam byc normalna, choc zaznaczylam, ze nie chce w zwiazku z
                                                    tym stac sie kura, takim przecietnym drobiowatym stworzeniem. ze lubie moj
                                                    sposob odczuwania o swiecie, lubie wymyslac swoje shizy, ale nie wytrzymuje juz
                                                    bolu jakiego doswiadczam w gwaltownych spadkach nastroju.
                                                    na to pani psycholog odparla, zebym sie zastanowila, gdyz terapia doprowadzi do
                                                    znormalizowania mnie, i wraz z bolem strace ekstazy tworcze, wowczas czeste.
                                                    powiedziala ze bedzie to mniej wiecej tak, ze zamiast hustac sie na hustawce do
                                                    oporu, przefruwac z jednego ekstremum w drugie, bede uczyc sie lagodniejszych
                                                    sposobow zycia.
                                                    wczesniej ( i pozniej tez zreszta ) bralam rozne leki, typu prozac czy bioxetin,
                                                    takze cos przeciwlekowego, co podobalo mi sie tylko na poczatku. po pewnym
                                                    czasie, kiedy leki zaczynaly naprawde dzialac, czulam sie jak sprawnie
                                                    dzialajacy automat, pozbawiona dramatycznych stanow czarnej rozpaczy i bolu,
                                                    ciagot samobojczych, ale tez i jakas taka wyprana z zycia, pusta, jak
                                                    marionetka, na dodatek nie moglam po tych lekach pisac, gdyz nic poza banalami
                                                    nie przychodzilo mi do glowy, gdzies uciekla wena.
                                                    nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy, wiec inaczej, na
                                                    bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?
                                                    choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych dosc znaczaco
                                                    sie zmienilam...
                                                    a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac i zasuplywac
                                                    sama :)

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: vente pa madrid! 15.04.08, 01:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > nie przyjmuje jak wyczekanego zbawienia. od czasu do czasu moze,
                                                    > kiedy czuje sie kompletnie stracona, moge sie polasic na pojscie
                                                    za kims, uznaj
                                                    > e
                                                    > takze autorytet innych dotyczacy spraw tego swiata ( ekonomii,
                                                    spraw urzedowyc
                                                    > h
                                                    > itp).

                                                    Ja nie wiem, ja to mam tak, ze najpierw widze to, czego nie ma. W
                                                    sensie braku. Czytam tlumaczenie ksiazki i widze kalke z
                                                    angielskiego, ktorego redaktor nie wychwycil - zamiast sie
                                                    zachwycac wyszukanymi metaforami. A jak czegos nie rozumiem
                                                    (ekonomii, spraw urzedowych), to sie od tego trzymam z daleka. Mam
                                                    jakis problem z autorytetami, to pewnie przez trudne dziecinstwo ;)

                                                    > na poczatku go nie lubilam, w ogole mialam psy
                                                    > za glupsze od kotow. teraz wiem, ze po prostu sa inne.

                                                    Inne sa. Moj szwagier twierdzi, ze sa madrzejsze od kotow, bo psy
                                                    sie daja tresowac. Tlumacze mu, ze jesli juz takie kryterium
                                                    madrosci przyjac, to raczej swiadczyloby to o ich madrosci, ale on
                                                    sie jakos nie chce zgodzic.

                                                    [kontestacja]
                                                    > naprawde? dlaczego tak sadzisz? ja nie czulam zadnej presji '
                                                    religijnej ' ze
                                                    > strony rodzicow. w liceum wypisalam sie z religii, a wystarczyla
                                                    do tego jedna
                                                    > rozmowa z matka.

                                                    Dzieciaki maja teraz o wiele wiecej do wyboru.
                                                    O wiele wiecej sciezek, religii, drog zycia. Imo oni, kiedy dorosna
                                                    i uslysza slowo 'religia' nie beda jej tak zupelnie automatycznie
                                                    tlumaczyc sobie w glowie na 'katolicyzm', co jest powszechne
                                                    obecnie.

                                                    Moja rodzina tez byla liberalna, z nikim nawet nie rozmawialam,
                                                    zeby dac sobie siana z religia. Ale do glowy by mi nie przyszlo,
                                                    zeby sie np konwertowac na buddyzm tybetanski.

                                                    > a teraz ten papiez wszedzie jako swiety niemal, zreszta nie wiem,
                                                    nie ma mnie
                                                    > tam, nie wiem jak to jest.
                                                    > jak jest?

                                                    Teoretycznie jest swiety, chca ustanowic rocznice smierci swietem
                                                    (=dniem wolnym), ale nie wiadomo, czy lobby przedsiebiorcow sie
                                                    zgodzi.
                                                    Praktycznie nic sie nie zmienilo, procz mojej wzrastajacej z roku
                                                    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
                                                    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu.

                                                    > imo, tv odmozdza, taka papka jak
                                                    > wata cukrowa, niewiele wiecej.
                                                    > na co sie tak znieczulasz tv?

                                                    Wlasnie o to chodzi, ze papka.
                                                    Albo to, albo chemia - wolalam to. Odczulam sie po dosc dotkliwym
                                                    seansie bezsilnosci. Ale juz mi prawie przeszlo, do tego jestem
                                                    madrzejsza o kilkadziesiat obejrzanych programow poradnikowych.
                                                    Jakbym skonczyla wydzial gotowania, sprzatania domu, asertywnego
                                                    wychowywania dzieci i stylingu :)

                                                    > paradoksalnie, byc moze najbardziej prawdziwe ze wszystkich
                                                    opisow rzeczy to te
                                                    > ,
                                                    > ktore dotycza bytow idealnych takich jak pojecia. byc moze tylko
                                                    twory ludzkieg
                                                    > o
                                                    > umyslu mozna opisac za pomoca slow. a wszystko inne bedzie tylko
                                                    przyblizeniem?

                                                    Wittgenstein chyba twierdzil, ze nawet jeslibysmy mieli tlumacza,
                                                    ktory by tlumaczyl np z lwiego, to bysmy lwa nie zrozumieli. Bo
                                                    zeby zrozumiec lwa, trzeba wejsc w jego swiat, byc lwem, i to tym
                                                    konkretnym najlepiej. (Tzn moze cos poplatalam, ale to mi akurat
                                                    utkwilo, i jesli to nie W, a ja, to i tak sie z tym zgadzam).

                                                    > rzodkiewka humus camembert razem? no, tak dwie lyzki humusu, trzy
                                                    rzodkiewki,
                                                    > troche soli, trojkat camemberta razem na jednym talerzu
                                                    spoczywaja...
                                                    > awangardowe?

                                                    Dziwne.
                                                    Rozumiem polaczenie tych trzech konsystencji, ale humus wolalabym
                                                    jesc sam. I moglabym, dlatego przestalam go robic.

                                                    > nad wyraz czesto okazywalo sie ze wlasnie takie szmaty sa hitem
                                                    sezonu :)

                                                    Mam takiego kolege, ktory nadal sie strasznie przejmuje moda. On
                                                    jest zawsze dwa sezony do przodu, od kiedy pamietam byl. Potwornie
                                                    jest z tego dumny.

                                                    > kiedys tez dorwalam jakis nedzny magazyn z wykazem co jest hot a
                                                    co jest not w
                                                    > nadchodzacym sezonie. fascynujaca lektura. az nie chce mi sie
                                                    wierzyc, ze
                                                    > istnieja ludzie, ktorzy czyms takim kierowaliby sie przy wyborze
                                                    menu w
                                                    > restauracji, miejsca na urlop, perfum, ksztaltu brwi, stroju,
                                                    idola...

                                                    To jest taka pulapka. Zeby sie utrzymac, musisz pracowac - ale
                                                    praca w jakis sposob wyznacza twoje standardy spedzania wolnego
                                                    czasu i w ogole stylu zycia. Jesli pracuje sie w f-me x, to
                                                    powinnas jezdzic na wakacje tu i tu, nosic takie a nie inne
                                                    torebki, pachniec perfumami, kupionymi za sume nie mniejsza niz x.
                                                    Wiec pracujesz, zeby moc to wszystko kupic, bo jakbys nie kupila,
                                                    moglabys za bardzo odstawac, spasc w hierarchii i stracic prace,
                                                    przez ktora musisz zyc tak a nie inaczej. Wiec wydajesz jak trzeba,
                                                    a zeby wydawac, musisz pracowac...

                                                    Podobnie jest, oczywiscie, grup wplywu typu rodzina czy krag
                                                    znajomych. Czesto.

                                                    ostatnio moj flatmejt zachodzil w glowe, jak
                                                    > one te swoje wielkie ( naprawde wielkie! ) andaluzyjskie odwloki
                                                    upychaja w
                                                    > ciasny material... i po co?

                                                    Moj boze, pamietam czasy, kiedy ciuchy z powodow brakow na rynku
                                                    wykonywalo sie samodzielnie, takoz ozdoby oraz niektorzy posuwali
                                                    sie do wykonywania wlasnorecznie obuwia... A cala ta energia po to,
                                                    zeby sie wyrozniac.
                                                    Naprawde, swiat zmierza ku upadkowi, zdecydowanie.

                                                    > heh, znow sie poczulam jak uboga krewna z
                                                    > prownicji, dokladnie tak jak kiedy jezdzilam do ciotki do wwy...

                                                    Ja ze swoimi butami i wszystkim tak mialam w Londynie.
                                                    Ale nauczylam sie jakos tak siebie nosic, ze pare razy zdarzylo
                                                    sie, ze mnie zaczepiono, pytajac, skad mam taki plaszczyk czy farbe
                                                    do wlosow. Z dzika frajda mowilam 'ju kant baj dis in london. aj
                                                    bołt it in poland'.
                                                    W dodatku Anglicy to ostatni narod swiata, ktory by kogokolwiek
                                                    zaczepial na ulicy z takimi pytaniami. Jezu, jak to ładowalo moje
                                                    watle ego :)

                                                    > byl taki jeden samozwanczy nauczyciel, ktory trul mi za
                                                    uszami: "naucz sie
                                                    > gotowac, bo nikt cie nie zechce"

                                                    W moim domu, po czesci z chlopskimi tradycjami, gotowanie bylo
                                                    sposobem na mowienie 'kocham' i w ogole na okazywanie uczuc.
                                                    Zamiast 'widze, ze czujesz sie fatalnie' bylo 'a moze zrobie
                                                    nalesniczki?'
                                                    Moze latwiej nauczyc sie mowic o uczuciach, niz gotowac, nie wiem.

                                                    [terapia poznawcza]
                                                    > to faktycznie mogloby by mi pomoc, gdybym tylko porzucila moje
                                                    tezy odnosnie
                                                    > prawdy...

                                                    Mysle, ze mogloby.
                                                    Temat mam na swiezo, bo szukalam czegos takiego dla kogos
                                                    bliskiego. Jak sobie o tym poczytalam, to sama nabralam ochoty az :)

                                                    [terapia]
                                                    > nie wiem, byc moze przyzwyczailam sie czuc tylko mocne rzeczy,
                                                    wiec inaczej, na
                                                    > bardziej zrownowaznym poziomie czuje sie troche odrealniona?

                                                    Mysle, ze jesli przez cale zycie nosilas w brzuchu plonace
                                                    zgliszcza, to kiedy one zaczely gasnac, masz prawo odczuwac to jako
                                                    pustke.
                                                    Co nie znaczy, ze takie poczucie to jest stan docelowy. Imo to etap.
                                                    Ja mialam taka pustke, jak pozegnalam sie z katolicyzmem - bardzo
                                                    dotkliwe, prawie fizyczne odczucie straty. I jakies takie zbicie z
                                                    tropu.
                                                    Bez tego jednak nie poszlabym dalej.
                                                    Przychodza mi tu do glowy dosc ckliwe metafory o ostatecznej
                                                    smierci sprochnialego pnia, ktora to smierc umozliwia malym
                                                    roslinkom, ginacym dotad w jego cieniu, wyrosnac w silny las.

                                                    > choc w sumie od tamtej terapii minelo pare lat, w ciagu ktorych
                                                    dosc znaczaco
                                                    > sie zmienilam...
                                                    > a jako ze na terapie obecnie mnie nie stac, bede sie rozsuplywac
                                                    i zasuplywac
                                                    > sama :)

                                                    To jesli moge ci dac rade - badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    dla swojej ukochanej coreczki.
                                                    A jesli jestes DDA, to pewnie gdzies tam w okolicy sa spotkania, bo
                                                    sa wszedzie chyba.
                                                    czul.
                                                  • szarylemur Re: 15.04.08, 03:31
                                                    hmm, no nie mozna trzymac sie z daleka od wszystkiego czego sie nie rozumie.
                                                    eksperci sa bardzo wazni, bardzo przydatni, wrecz nieocenieni. wazne, zeby ich kompetencja w danym temacie nie uderzala do glowy, aby ktos nie myslal ze skoro jest swietnym pilkarzem to moze tez wystepowac w roli autorytetu religijnego np.

                                                    wlasnie tak to bywa i ze mna - widze braki autorytetow, wrecz sie ich doszukuje, tym bardziej, im bardziej dany czlowiek pozuje na alfe i omege.
                                                    ---
                                                    koty vs psy
                                                    to chyba rozne rodzaje inteligencji. koty sa dziksze, bardziej instyktowne, niezalezne, maja swoja kocia madrosc i nie zamierzaja sie jakos specjalnie do ludzkich wymagan przystosowywac. psy sa inteligentne o tyle, ze szybciej lapia, o co chodzi czlowiekowi, daja sie tresowac, aby moc czerpac wieksze korzysci ze wspolpracy z czlowiekiem. zanim zrozumialam i pokochalam mojego psa, psy byly dla mnie jakims podlym gatunkiem, plaszczacym sie, pozbawionym niemal umiejetnosci niezaleznego myslenia niewolnikiem. ale tu wlasnie tkwi ten edukacyjny haczyk, aby nauczyc sie nie wykorzystywac psiego oddania, zaleznosci, a jednoczesnie nie zrobic z siebie psiego podnozka. pies uczy jak byc dobrym wladca :)
                                                    ---
                                                    masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest uznawac istnienie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku z tym, ubolewaja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka w ogole itd ;)
                                                    "mojej wzrastajacej z roku
                                                    na rok checi przedefilowania sie w kolejna rocznice w koszulce z
                                                    napisem 'nie plakalam po papiezu'. Ale sie boje linczu."
                                                    ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?
                                                    to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu. pewnie wiekszosci z wyznawcow papieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego kpic tak jak kpi sie z jakiejkolwiek osoby publicznej. kiedy wrony kracza ze cos jest be, to trudno nie zaczac sie zastanawiac czy faktycznie nie maja racji, nawet jesli samemu sadzi sie inaczej. a jesli juz jednak zdecydujesz sie wyrazac swoja wewnetrzna prawde, swoje przekonanie przeciwstawic temu, co za prawde zostalo uznane przez wiekszosc, urastasz do rangi bohatera niemalze, buntownika, czarnej owcy. i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli przyznasz racje ogolowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem ludu - z jednej strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej ograniczenie swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.
                                                    ---
                                                    tv papka
                                                    mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv. szczegolnie od kiedy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi wyrazajacych wlasne zdanie. he he
                                                    (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game typu uzupelnij brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila pokaznego pawia, ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu niejakiego, po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala program.)
                                                    mowic to co oni tam mowia, usmiechac sie, palac entuzjazmem na jakis temat, zadawac pytania w tloku z blyskiem szczerego zainteresowania w oku, to wszystko spektakl, z rzadka cos wiecej. nie trafiaja do mnie te ustawienia kompletnie. moi flatmejci lubia grajace pudelko, ja prosze o sciszenie albo zamykam drzwi do mojego pokoju. a na widok tv szopu wstaje i wychodze. kominek na rtl 7 lubilam za to, kojarzyl mi sie ze schylkowymi godzinami domowych imprez.
                                                    ---
                                                    wittgenstein i lew
                                                    heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w . wymyslil :)
                                                    ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy, takze prawdy doswiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w stanie przekroczyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem, analogizowaniem.
                                                    ---
                                                    sie uparlas z tym humusem i reszta! nie lacze ich, zagryzam na przemian. inna sprawa ze potem i tak sie lacza w jedno...
                                                    ---
                                                    heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj obsesja jest calkiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny - to za ten dystans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet jest moim nauczycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym wzorem :)))
                                                    ---
                                                    pulapka bycia trendy
                                                    zaproszenie ludzi na impreze do domu po to by pochwalic sie kazdemu z osobna swoim nowym 40calowym tv...
                                                    no, nie wiem, ja tam mam rower bez hamulcow :)))
                                                    inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje nogi, ale tak mysle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec tego prezentuje nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny moznaby mnie posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby sie moc tym pochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.
                                                    ---
                                                    'ju kant baj dis in london. aj
                                                    bołt it in poland'.
                                                    hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy. mam swoj dziwaczny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po prostu. i wlasciwie nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy lublina wygladalo by to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj wyrozniam sie nonszalancka prostota raczej.
                                                    ---
                                                    gotowanie
                                                    och, nie , w moim poje...nym domu ojciec wyzywal sie w gotowaniu takze. czulam sie kaczka do tuczenia, nie czulam w tym milosci, czulam w tym jakas chora obsesje. czesto demonstracyjnie wywalalam wszystko za okno prowokujac kolejna awanture. czesto tez zjadalam, bo niektore potrawy wychodzily mu swietnie. gdy bylam starsza konsekwentnie odmawialam zjadania jego wytworow. cos jak strajk glodowy.
                                                    zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo raczej gotowanie i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie poswieca, tak jej dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie chce, kiedy zaraz wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                                                    ---
                                                    pien i roslinki...
                                                    tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna powolutku, ale czasem, szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej glowie jakies sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
                                                    kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...
                                                    ---
                                                    "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    dla swojej ukochanej coreczki."
                                                    hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina gdzies przeczytane. dziekuje :)

                                                    pozdrawiam !
                                                  • bene_gesserit Re: 16.04.08, 02:20
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > koty vs psy

                                                    Mysle, ze glowna roznica w osobowosciach to taka, ze wilki to
                                                    zwierzeta stadne, wiec uznaja hierarchie i wszelkie jej
                                                    konsekwencje, a koty to wojownicy, chadzajacy samotnie.
                                                    Chociaz widzialam chyba program o tym, ze koty sa jedynymi
                                                    stworzeniami znanymi nauce, ktore spotykaja sie tylko po to, zeby
                                                    byc ze soba, bez innego konkretnego celu. Zakladali biednym kocinom
                                                    jakies czujniki i okazywalo sie, ze one sie zbieraja co jakis czas
                                                    razem i siedza w kregach, wydajac rozne dzwieki albo milczac. A jak
                                                    juz sie razem nasiedza, wracaja sobie do domow.
                                                    Prezencik (juz cie nie bede zameczac, obiecuje):
                                                    www.youtube.com/watch?v=z3U0udLH974
                                                    (i jesli chcesz z trybu lirycznego przejsc w pekanie ze smiechu:
                                                    www.youtube.com/watch?v=1JynBEX_kg8 )

                                                    > masz racje, ze polska mentalnosc ulegla zmianie. naturalnym jest
                                                    uznawac istnie
                                                    > nie wielu mozliwych wyznan. pewnie wielu jest tych co, w zwiazku
                                                    z tym, ubolewa
                                                    > ja nad upadkiem prawdziwej wiary w narodzie, nad kondycja ludzka
                                                    w ogole itd ;)

                                                    To naturalne dopiero idzie, bardzo powoli. Mysle, ze musi minac
                                                    jeszcze jedno pokolenie, albo i dwa.
                                                    Prawej frakcji politycznej udalo sie zwiazac symbole religijne z
                                                    symbolami narodowymi; dla nich kazdy, kto mowi o sobie, ze nie jest
                                                    katolikiem, automatycznie wyklucza sie z bycia Polakiem.

                                                    > ha ha, brak kultu papieza jako szczyt bohaterstwa?

                                                    Bylas w kraju, kiedy JPII umarl?
                                                    Czarne marsze na ulicach, potoki zniczy w roznych pamiatkowych
                                                    miejscach, obowiazkowe zalobne przepaski na ramionach. Kiedy jedna
                                                    z moich kolezanek z pracy oswiadczyla, ze jedzie 'pozegnac papieza'
                                                    do Wloch, a druga ryknela placzem, poczulam sie naprawde inna. Tak
                                                    solidnie i z gruntu, jak rasowy kosmita. W ogole to najpierw
                                                    myslalam, ze sie wyglupiaja.
                                                    Tak jest co roku, moze bez placzow i marszy, ale obowiazkowo na
                                                    smutno, bo kochalismy papieza wszak wszyscy, ojciec nie zyje.
                                                    Mile w tym jest to, ze nieliczni nieplaczacy sie z ulga konsoliduja
                                                    w swojej obcosci.

                                                    > to sa objawy indoktrynacji o narodowym zasiegu.

                                                    Zastanawialismy sie w kole wykluczonych z zaloby, co sie stalo.
                                                    Moja koncepcja jest taka, ze to zbiorowy zal po figurze ojca,
                                                    ktorej wspolczesnie bardzo brak. Nie chodzi o indoktrynacje tylko
                                                    powazne deficyty, ktore ten jeden czlowiek zapelnial.

                                                    pewnie wiekszosci z wyznawcow p
                                                    > apieza nie przyszloby do glowy, ze gdzies indziej mozna z niego
                                                    kpic tak jak kp
                                                    > i sie z jakiejkolwiek osoby publicznej.

                                                    Z jednej strony nalezy szanowac cudze uczucia, z drugiej -
                                                    potwornie mnie drazni takie domyslne zalozenie, ze mi tez smutno.
                                                    I korci mysl o tiszercie.

                                                    ...
                                                    > i czyhaja na ciebie konsekwencje tego wyboru. zreszta jesli
                                                    przyznasz racje ogo
                                                    > lowi, to konsekwecje tez czyhaja. niebezpieczny romans z glosem
                                                    ludu - z jednej
                                                    > strony mile poczucie przynaleznosci do wielkiej grupy, z drugiej
                                                    ograniczenie
                                                    > swobody mysli i czynu, sabotaz indywidualizmu.

                                                    No tak, to jest jak cos w stylu 'a jednak sie kreci' Bruno.

                                                    > tv papka
                                                    > mnie bardzo meczy i denerwuje to co jest lansowane przez tv.
                                                    szczegolnie od kie
                                                    > dy widze w prezenterach wynajetych do rol aktorow zamiast ludzi
                                                    wyrazajacych wl
                                                    > asne zdanie. he he

                                                    No tak, ale wiekszosc z nas w pracy robi prawie to samo,
                                                    przynajmniej od czasu do czasu.

                                                    > (kumpel pokazal mi urywek z jakiejs chyba holenderskiej tv game
                                                    typu uzupelnij
                                                    > brakujace slowo i wygraj. prezenterka ni stad ni zowad puscila
                                                    pokaznego pawia,
                                                    > ale to naprawde cale morze tresci sie z niej wylalo jak z wulkanu
                                                    niejakiego,
                                                    > po czym blyskawicznie otarla usta, i rozesmiana kontynuowala
                                                    program.)

                                                    O matko, to przeswietna metafora tv chlamu. Usmiech, rzyg, usmiech.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > wittgenstein i lew
                                                    > heh, wstyd przyznac, nie umiem powiedziec, nie wiem, czy to w .
                                                    wymyslil :)
                                                    > ale tak wlasnie o to chodzilo z ta perspektywicznoscia prawdy,
                                                    takze prawdy dos
                                                    > wiadczenia. to rowniez mozna odniesc do empatii. nie jestesmy w
                                                    stanie przekroc
                                                    > zyc granic drugiego ja, wszystko jest domniemaniem,
                                                    analogizowaniem.

                                                    Jestesmy i nie.
                                                    Na pewno nie slowami, wlasnie z powodu ich rozmytych znaczen.

                                                    > heh, moj przyjaciel - gej tez ma mala obsesje bycia modnym. tj
                                                    obsesja jest cal
                                                    > kiem spora, ale rownowazy ja ten jego autodystans zawsze obecny -
                                                    to za ten dys
                                                    > tans zyczliwy wobec niemal wszystkiego tak go kocham. ten facet
                                                    jest moim naucz
                                                    > ycielem spokoju i aktywnosci w jednym, moim niedoscignionym
                                                    wzorem :)))

                                                    Fajnie :)
                                                    Ja i tak nigdy nie zrozumiem metkowej religii.

                                                    > pulapka bycia trendy
                                                    > inaczej: ten trendy swiat to moze za wysokie progi jak na moje
                                                    nogi, ale tak my
                                                    > sle, ze i moj poziom spoleczny ma swoje hot i not, ja zas wobec
                                                    tego prezentuje
                                                    > nieskrepowany tumiwisizm. no, chyba tylko o snobizm intelektualny
                                                    moznaby mnie
                                                    > posadzic. nie jestem osoba ambitna, nie robie tez nic po to aby
                                                    sie moc tym p
                                                    > ochwalic przed kims. mam slaby naped zyciowy, innymi slowy.

                                                    Troche o cos innego mi chodzilo.
                                                    O cos takiego, ze owszem, sa ludzie, ktorzy swoj osrodek ciezkosci,
                                                    dobre mniemanie o sobie maja na zewnatrz. Stad wynika fura skora i
                                                    komora, czyli licytacja, kto ma lepsze. (Oczywiscie, znam tez
                                                    takich, ktorzy licytuja sie na liczbe przeczytanych madrych
                                                    ksiazek, to w zasadzie to samo, tylko ze w innym srodowisku).
                                                    Sa ludzie, ktorzy mierza sie sami soba.
                                                    Ale nawet oni moga wymieknac, jesli presja srodowiska jest zbyt
                                                    wielka.
                                                    I nie moga pojechac na wakacje na ukochane Mazury do jakiejs
                                                    rozwalajacej sie chaty, ale na Bali, zeby moc pokazac szefowi
                                                    zdjecia z wakacji. (W Rosji jest nawet specjalna firma, ktora
                                                    oferuje fotomontazowe zdjecia ciebie na egzotycznej wyspie,
                                                    etniczne pamiatki i zwiezle sprawozdanie z wycieczki - taki pakiet
                                                    jest kosztowny, ale o wiele tanszy niz dwutygodniowe wakacje na
                                                    luksusowym koncu swiata).
                                                    Zjadanie wlasnej stopy.

                                                    > hmm, moja czeska kolezanka mawia w ten desen. mnie to smieszy.
                                                    mam swoj dziwacz
                                                    > ny gust, i wdzieczna jestem ze tutaj moge nosic co zechce po
                                                    prostu.

                                                    A to tak samo zrobilo sie w Wawie, oczywiscie jesli nie jest sie
                                                    ekscentrykiem. Ekcentrykow nadal nie kochamy.

                                                    i wlasciwi
                                                    > e nie nosze nic niezwyklego, chociaz byc moze z perspektywy
                                                    lublina wygladalo b
                                                    > y to inaczej. hiszpanki i hiszpanie kochaja sie stroic, ja tutaj
                                                    wyrozniam sie
                                                    > nonszalancka prostota raczej.

                                                    Snobka :P

                                                    > gotowanie
                                                    ...

                                                    > zreszta, nie bylo nigdy gotowania na pocieszenie, nie, to bylo
                                                    raczej gotowanie
                                                    > i robienie ze mnie wyrodnej corki, dla ktorej tatus tak sie
                                                    poswieca, tak jej
                                                    > dogadza, a ona wredna, podla wariatka na zlosc jemu jesc nie
                                                    chce, kiedy zaraz
                                                    > wystygnie, zaraz sie zepsuje. bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

                                                    A to nic dziwnego, ze masz taki akurat stosunek do kuchni. Szkoda.
                                                    Az dziwne, ze ci po czyms takim nie poszlo w zaburzenia zywienia.

                                                    > pien i roslinki...
                                                    > tak, w zasadzie pien juz gnije od dawna, roslinki rosna
                                                    powolutku, ale czasem,
                                                    > szczegolnie kiedy nadchodzi wiosna, wicher zaczyna hulac w mojej
                                                    glowie jakies
                                                    > sentymentalno kozackie piesni zagubionej mlodosci przywolujac...
                                                    > kim jestem ? nie wiem ... kim chce byc? tez nie bardzo...

                                                    W Matrixie Fishburne chyba mowi Neo 'nie wystarczy znac Drogi,
                                                    nalezy nia podazac'. Ja sobie sama potem wymyslilam, ze 'nie trzeba
                                                    znac Drogi, zeby nia podazac'. Imo to najmadrzejsze, co wymyslilam
                                                    w zyciu do tej pory.

                                                    > "badz dla siebie lagodna, jakbys byla
                                                    > dla swojej ukochanej coreczki."
                                                    > hmm, to bardzo fajna rada. od kilku lat mi sie to przypomina
                                                    gdzies przeczytane

                                                    No t
                                                  • szarylemur ´eta si! aznar no!´ 16.04.08, 04:03
                                                    koty:)
                                                    koty pierwsze znam, przepiekne som :)))))
                                                    drugie .... e, pierwsze naturalne sa lepsze, imo
                                                    ' moje' koty organizuja takie zgromadzenia
                                                    raz sie zdarzylo ze cala grupa poszly ogladac ' tego dziwnego psa', siadly i
                                                    patrzyly co tez on robi
                                                    w ogole lubie zapoznawac mijane koty z moim psem, ktory na ogol merda do nich
                                                    ogonem albo omija malym kolkiem wachajac trawe na okolo kota pozostajacego w
                                                    stanie ' zachania sie', wrecz zbulwersowanego nieinwazyjnoscia dziwnego psa...
                                                    hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale nie wiem czy
                                                    bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)
                                                    ---
                                                    nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne strony polskich
                                                    portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.
                                                    moja przyjaciolka tez mowila ze glupio sie czula kiedy wszyscy w pracy, lacznie
                                                    z jakims fanem muzyki metalowej, plakali jak bobry lub przynajmniej byli
                                                    doglebnie a przeuroczyscie zafrasowani...
                                                    potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?pewnie tak.
                                                    powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona, odrealniona
                                                    ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze ludzkie ;)))
                                                    ---
                                                    to nie chodzi o to, ze nalezy szanowac czyjes uczucia, to wiadomo, chodzi o to,
                                                    ze ogrom tego nalezytego szacunku przygniata swobode myslenia i gustow.
                                                    tyle tego jest, ze - komus tak niepewnemu siebie jak ja - byloby trudno nie
                                                    zaczac rozmyslac o mozliwej racji ogolu, gdybym w tym ogole tkwila.
                                                    na szczescie, nie tkwie.
                                                    lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed blokiem byla rownie
                                                    przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich oczach sie czailo.
                                                    bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na widok mojej
                                                    koszulki z cytatem nietzschego.
                                                    hmm, no dobrze, prosze pana :)
                                                    ---
                                                    tv papka
                                                    jasne, nie tylko w pracy gram
                                                    ale jesli mam ochote zobaczyc jakies ciekawe przedstawienie, wlaczam film raczej
                                                    niz tv papke.
                                                    nie wierze im tym bardziej po 10marca, ataku bombowym na atochy w madrycie.
                                                    bylo to na dzien czy dwa przed wyborami w hiszpanii. tv trabila o tym, jakie to
                                                    straszne rzeczy sie staly, przez trzy dni nie podajac wiadomosci o sprawcach.
                                                    przebakneli cos o eta, wiec w wielu miastach odbyly sie wielkie czarne marsze,
                                                    na ktorych ludzie skandowali" aznar si, eta no!".
                                                    blokersi po cichutku szydzili : " eta si, aznar no '
                                                    przyjaciolka przez telefon powiedziala mi, ze przeciez juz od dawna wiadomo, ze
                                                    to alquaida a nie eta... i faktycznie, dzien po wyborach, tv w hiszpanii
                                                    zaczela trabic inne wiesci.
                                                    propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie mozgow.
                                                    3 razy nie z mojej strony :)))
                                                    ---
                                                    wittgenstein i lew
                                                    nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim zdaniem.
                                                    nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc
                                                    ---
                                                    metkowa religia
                                                    ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow ladne rzeczy
                                                    dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa zara czy
                                                    hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta kilogram, piekne,
                                                    prawda? ;)"
                                                    ---
                                                    pulapka bycia trendy
                                                    moze to wszystko o czym piszesz to tylko kolejna odmiana kuszacego romansu z
                                                    duchem czasow, glosem ludu?
                                                    ja tak to widze.
                                                    a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od innych, a juz na
                                                    pewno nie gorszym"
                                                    wojna na wizytowki z american psycho...
                                                    ---
                                                    'ekscentrykow nadal nie kochamy'
                                                    he he
                                                    wiem, zauwazylam ;] zawsze i wszedzie
                                                    ---
                                                    'nie trzeba
                                                    znac Drogi, zeby nia podazac'.

                                                    no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
                                                    czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
                                                    czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?
                                                    moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek idziecie tam jestescie"
                                                    rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

                                                    czulko ;)
                                                  • bene_gesserit Re: ´eta si! aznar no!´ 17.04.08, 01:27
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > hmm, moj czarny kotek juz prawie wszedl z nami do windy... ale
                                                    nie wiem czy
                                                    > bedzie mu sie podobac zycie w wiezieniu... :)

                                                    Pewnie nie bardzo, ale taki gosc jest bardzo mily.
                                                    Moj kot, znajda, bardzo cenil sobie zycie w bloku i posiadanie
                                                    rodziny. Natomiast nie wyobrazal sobie zycia bez wladania
                                                    podworkiem. I tak rano byl wypuszczany, wieczorem - zgarniany na
                                                    pieszczoty, miche i spanie. W miedzyczasie zazwyczaj rozkladal sie
                                                    na chodniku, wpoprzek, i dawal sie podziwiac przechodniom. Z psami
                                                    sie przyjaznil na ogol, mial swoich ulubiencow, z ktorymi robili
                                                    sobie wyscigi i grali w berka.

                                                    > nie bylam w polsce kiedy papiez umarl. zauwazylam tylko czarne
                                                    strony polskich
                                                    > portali. takie egzotyczne mi sie to zdalo.

                                                    Bo zyjesz w panstwie laickim. Z mojej perspektywy _to_ jest
                                                    egzotyczne.

                                                    > potrzeba Figury, Ojca, Przewodnika, symbolu madrosci i dobra?
                                                    pewnie tak.
                                                    > powazne deficyty bajek staramy sie zapelnic jakas odczlowieczona,
                                                    odrealniona
                                                    > ikona, kreujemy idola bez skazy. meczace i naiwne, ale jakze
                                                    ludzkie ;)))

                                                    Skala tej rozpaczy uwidocznila skale tego braku.
                                                    Jakos tak pare lat po smierci JP2, czyli niedawno, zaczela sie
                                                    publiczna debata nad ojcostwem, prawami ojca i obecnoscia ojca. A
                                                    to tym wygodniejsze, ze papiez jest swiety w zasadzie z urzedu.

                                                    > lawa przysieglych zlozona z babc czatujacych na lawce przed
                                                    blokiem byla rownie
                                                    > przygniatajaca jak kac po piekielnej imprezie. dozywocie w ich
                                                    oczach sie czail
                                                    > o.

                                                    Zaleta duzego miasta jest mozliwosc zignorowania babc. Mieszkam od
                                                    10 lat tu, gdzie mieszkam, dopiero ostatnio nauczylam sie
                                                    rozrozniac pozostalych 7 rodzin z mojej klatki jako najblizszych
                                                    sasiadow.

                                                    > bede sie modlic za ciebie, dziecko, wyszeptal pan w autobusie na
                                                    widok mojej
                                                    > koszulki z cytatem nietzschego.
                                                    > hmm, no dobrze, prosze pana :)

                                                    Ja bym sie starala odpowiedziec 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.

                                                    > propaganda, chamstwo i brudztwo, programy sponsorowane, pranie
                                                    mozgow.
                                                    > 3 razy nie z mojej strony :)))

                                                    E, takie rzeczy to sa u nas na porzadku dziennym <chwali sie>
                                                    Dlatego wiadomosci nie ogladam, ale za to czytam dwa dzienniki -
                                                    prawicowy i centrowy, zagryzajac lewicowym periodykiem.

                                                    > wittgenstein i lew
                                                    > nie, nie jestesmy w stanie przekroczyc granicy drugiego ja, moim
                                                    zdaniem.
                                                    > nawet minimalne roznice przekreslaja tozsamosc

                                                    Kiedy ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    kompletnego braku granic.

                                                    > metkowa religia
                                                    > ha ha, ale on to robi w ten sposob ze wybiera sobie z ciuchlandow
                                                    ladne rzeczy
                                                    > dobrych marek i potem tak sie niby dumnie obnosi ze swoja nowa
                                                    zara czy
                                                    > hilfigerem, dodajac " czwartek rano, wolska 10 , 20 zeta
                                                    kilogram, piekne,
                                                    > prawda? ;)"

                                                    No to zalatwia dwie rzeczy naraz.
                                                    Pierwsza to gorliwe praktykowanie swojego kultu, druga - udane
                                                    polowanie, obowiazek kazdego maczo ;)

                                                    > a moze jest to wysublimowana postac walki. "byc lepszym od
                                                    innych, a juz na
                                                    > pewno nie gorszym"
                                                    > wojna na wizytowki z american psycho...

                                                    Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
                                                    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
                                                    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
                                                    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
                                                    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
                                                    klasa.

                                                    > 'nie trzeba
                                                    > znac Drogi, zeby nia podazac'.
                                                    >
                                                    > no, jasne, tyle ze wtedy nie wiadomo gdzie sie wyjdzie...
                                                    > czy moze Droga to ta wlasciwa droga?
                                                    > czy moze chodzi o to ze kazda droga jest wlasciwa?

                                                    To sie wiaze z ufnoscia, ze dzieje sie to, co wlasciwe - ze kazde
                                                    cierpienie (no, prawie) ma sens i jest po cos - jakis rodzaj wiary
                                                    w Gore. Oraz wiare w siebie - cos jakby sie bylo swoja
                                                    najukochansza kumpela, ktora nigdy przenigdy nie zawiedzie.

                                                    > moja przyjaciolka miala taka swoja perelke:" gdziekolwiek
                                                    idziecie tam jestesci
                                                    > e"
                                                    > rozumiesz to? ja jakos nie bardzo

                                                    Nie, ale moze takich rzeczy nie trzeba rozumiec, tylko byc tam,
                                                    gdzie sie idzie ;)
                                                    czul.
                                                  • szarylemur sama nie wiem... 17.04.08, 02:56
                                                    co do czarnego kotka to jestem dosc niezdecydowana. jesli wsiadzie do windy, to
                                                    okej. na sile ciagnac go nie bede.
                                                    na razie staram sie oswoic go z braniem na rece. idzie dosc opornie :)
                                                    ---
                                                    panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki rozmyty bardzo
                                                    juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.
                                                    ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach. kilkaset
                                                    kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...
                                                    ---
                                                    myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny jako ojca? hmm,
                                                    moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do nasladowania, potrzebe
                                                    dobrotliwego wodza?
                                                    ---
                                                    babcie...
                                                    eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np mozliwosc zabicia
                                                    kogos wzrokiem ;)
                                                    zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas mimo wszystko
                                                    bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk lublina.
                                                    eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem obecnie co bym
                                                    wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia mojego zadupia
                                                    odczuwam chwilami
                                                    ---
                                                    'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
                                                    hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z warkoczykami albo "phi" :)
                                                    przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki, feministki i
                                                    satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma dusze modlitwa.

                                                    w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy sie ze jestem
                                                    polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego katolika...
                                                    ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...
                                                    he he, a mam nawet krzyzyk na szyi. moj przyjaciel - gej/ uliczny jubiler/
                                                    marokanski biznesmen/ rozwoziciel pizzy/ niestaly podroznik obecnie na wakacjach
                                                    w brazylii wyrobil setki naszyjnikow z krzyzykami i szklanymi kamieniemi w
                                                    kolorze rozowym i niebieskim. szly jak swieze buleczki :) ja tez dostalam w
                                                    prezencie takie cudo.
                                                    i kiedy tak kojarza mnie z papiezem, odruchowo lapie za ten krzyzyk, i sie
                                                    usmiecham pod nosem, na to jak roznie kojarzymy ten sam symbol...

                                                    tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu' nowego papieza
                                                    czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca. prawda to?
                                                    ---
                                                    tv
                                                    na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna jest w programach
                                                    informacyjnych, to chyba i w innych tez?
                                                    wiec po co to ogladac?
                                                    a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
                                                    znasz?
                                                    ---
                                                    'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    kompletnego braku granic.'
                                                    hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze to rodzaj obledu, na ktory skazuje nas wspolczesnosc.
                                                    Mi latwo patrzec na to z boku, z glodu nie umre i nie mam kredytow
                                                    nad glowa, ani tez dzieci na utrzymaniu. Oni czesto nie sa stad, na
                                                    zaplecze finansowe bliskich liczyc nie moga, kredyty maja
                                                    pozaciagane na 40 lat, a dzieci chca miec takie buty, jak cala
                                                    klasa.'
                                                    a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
                                                    to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za moja teza
                                                    obsesji bycia lepszym.
                                                    moja teza idzie zreszta dalej i glosi ( ona!, to ona!, to nie ja! ;)), ze na tym
                                                    polega ta zajefajna gra.
                                                    tiu tiu rozwoj duchowy, tiu tiu walory duchowe, tiu tiu tiu
                                                    ale dzieci musza miec takie buty jak cala klasa ( a najlepiej lepsze ).
                                                    dlaczego musza? no, k.wa, dlaczego?
                                                    wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni wyprzedza wiec biegne
                                                    jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
                                                    ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

                                                    a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo bliskich...

                                                    ja nie biegne
                                                    ja czlapie raczej
                                                    mam teczowa koszulke
                                                    z numerem zero
                                                    z nazwiskiem loser

                                                    ciekawe kiedy sie ockne???
                                                    moze za dwa tygodnie?
                                                    ---
                                                    droga
                                                    a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga, prawda... i
                                                    wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie autorytetu,
                                                    reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge. idac taka droga
                                                    wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma sens, tak wiec i
                                                    cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas personifikacja
                                                    nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi stopniowo uczymy
                                                    sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci, wyzszej madrosci...
                                                    nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa smiertelne? czy
                                                    one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil je smiertelnymi
                                                    dla towarzystwa czlowiekowi?
                                                    marnosc nad marnosciami
                                                    a marek aureliusz rzadzi

                                                    czulko :)))
                                                  • bene_gesserit Re: sama nie wiem... 18.04.08, 01:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > panstwo laickie? niby katolicka jest hiszpania, ale jest to taki
                                                    rozmyty bardzo
                                                    > juz katolicyzm przynajmniej z mojej perspektywy.

                                                    No nie wiem, roznica jest spora.
                                                    W Hiszpanii Kosciol flirtowal ile wlezie z rezimem, w Polsce - byl
                                                    jedna z sil napedowych walki z nim.

                                                    > ale ty masz ta ' laicka egzotyke' tuz pod nosem - w czechach.
                                                    kilkaset
                                                    > kilometrow obok zyja ludzie o zupelnie innej mentalnosci...

                                                    Bliskosc geograficzna nie zmienia faktu, ze to egzotyka. Bardzo
                                                    niestety.

                                                    > myslisz ze papiez ma jakis zwiazek z debata nad rola mezczyzny
                                                    jako ojca? hmm,
                                                    > moze chodzi o brak jakiejkolwiek silnej figury meskiej do
                                                    nasladowania, potrzeb
                                                    > e
                                                    > dobrotliwego wodza?

                                                    Przeciez to jedno i to samo, gdziestam.
                                                    Tak jak Matka Polka to w istocie Matka Boska.

                                                    > babcie...
                                                    > eh, mysle ze takim babciom tez cos sie od zycia nalezy, np
                                                    mozliwosc zabicia
                                                    > kogos wzrokiem ;)

                                                    Kiedy zrozumialam, o co chodzi mojemu terapeucie, potrafilam zabic
                                                    takie babcie dobrym slowem.
                                                    Technika jest taka, zeby pozwolic sobie na odczuwanie niecheci,
                                                    naturalnej wobec niechetnych spojrzen albo aroganckich uwag, ale
                                                    rownowazyc to wspolczuciem - babcie nie sa takie wredne bez powodu
                                                    przeciez. I kiedy na 'co sie tak pcha' mowilam 'a, przepraszam -
                                                    tez jakis ciezki dzien mialam', babcia glupiala.

                                                    > zaleta tamtego malego miasteczka z babciami na lawce byla jakas
                                                    mimo wszystko
                                                    > bardziej tolerancyjna atmosfera niz ta ktora pamietam z blokowisk
                                                    lublina.
                                                    > eh, i male i duze miasto ma swoje zalety, ja jakos nie wiem
                                                    obecnie co bym
                                                    > wolala... cos jak rozdarcie miedzy wieloscia madrytu i blogoscia
                                                    mojego zadupia
                                                    > odczuwam chwilami

                                                    Uroki zadupia? Wakacyjne, jak dla mnie :)

                                                    > 'dziekuje, ale prozny trud, jestem
                                                    > Zydowka, feministka i satanistka, szkoda panskiego wysilku'.
                                                    > hmm, ja wybieram albo wymijajacy usmiech dziewczynki z
                                                    warkoczykami albo "phi"

                                                    Ja jestem na to za stara.
                                                    Chociaz niedawno jeden kolo powiedzial do mnie na przystanku
                                                    per 'ty', bo ubieram sie niepowaznie. Chcialam go wysciskac, ale
                                                    sie powstrzymalam :)

                                                    > przeciez ten pan juz dokonal oceny mnie, jako ' zydowki,
                                                    feministki i
                                                    > satanistki' i calego innego zla, dlatego zapragnal zbawic ma
                                                    dusze modlitwa.

                                                    Zapragnal sobie polepszyc humor raczej.
                                                    W wersji ekstremalnej skutkuje (raz tak powiedzialam) dramatycznym
                                                    szeptem wypowiedziane 'szatan o pani pamieta'.
                                                    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec, wiec nie namawiam.
                                                    Pewnie po hiszpansku brzmialoby to jeszcze potworniej :)

                                                    > w zaklopotanie wpedzaja mnie ludzie tutaj, kiedy dowiedziawszy
                                                    sie ze jestem
                                                    > polka, zaczynaja usmiechac sie do mnie jako rodaczki wielkiego
                                                    katolika...
                                                    > ale, co ciekawe, coraz rzadziej zdarzaja sie takie skojarzenia...

                                                    Tak, 'poland-papa', 'polisz pipol are so relidzys', bleh.

                                                    > tak mi sie cos kolacze po glowie, ze tuz po ' zaprzysiezeniu'
                                                    nowego papieza
                                                    > czesc polakow nie mogla sie pogodzic z faktem papieza - niemca.
                                                    prawda to?

                                                    Krazyly takie dowcipy typu ze B16 przylatuje do Polski, wysiada z
                                                    samolotu i krzyczy z niemieckim akcentem 'Polacy! Jestescie
                                                    otoczeni!', ale szybko one przestaly byc popularne. Acz oczywiscie
                                                    nowy papiez nie cieszy sie nawet cwiercia popularnosci starego,
                                                    chociaz sie stara. Trauma.

                                                    > tv
                                                    > na porzadku dziennym jest totalna propaganda? ale skoro obecna
                                                    jest w programac
                                                    > h
                                                    > informacyjnych, to chyba i w innych tez?
                                                    > wiec po co to ogladac?

                                                    Wiadomo, ze TVP jest propisowska - mniej niz kiedys, ale stale, TVN
                                                    jest dusza i sercem za PO, Polsat sie niesmialo wycofuje z poparcia
                                                    dla PiSu. To samo z innymi mediami. Trzeba ogladac wiadomosci przez
                                                    odpowiednie okulary.

                                                    > a o gazetach to zielone zabki maja dobry kawalek ;)
                                                    > znasz?

                                                    A nie.

                                                    > 'ja jestem zdania, ze w chwilach intymnosci zdarzaja sie
                                                    > chwile transcendencji, wlazenia sobie nawzajem pod skore,
                                                    > kompletnego braku granic.'
                                                    > hmm, najwyrazniej nie doswiadczylam chwil takiej intymnosci :(

                                                    A to fajnie, ciagle jeszcze twoj pierwszy raz przed toba.

                                                    > a dajze pokoj, dobra kobieto... ;)))
                                                    > to wszystko co napisalas o ' nich' to dla mnie tylko swiadczy za
                                                    moja teza
                                                    > obsesji bycia lepszym.

                                                    Wcale nie lepszym, a 'takim samym'.
                                                    To olbrzymia roznica.

                                                    > wyscig szczurow jest be, ale jak sie zatrzymam to mnie inni
                                                    wyprzedza wiec bieg
                                                    > ne
                                                    > jakby oni sie zatrzymali to i ja moglabym
                                                    > ale oni sie nie zatrzymuja to i ja biec musze

                                                    No tak, jak sobie pomysle o perspektywie mrowczej pracy do 65 roku
                                                    zycia a potem skromnego zycia za marna emeryturke, co do ktorej
                                                    nikt nie wie, czy wystarczy na przezycie, to mi sie slabo robi.
                                                    Wole o tym nie myslec.

                                                    > a przeciez mial byc dach nad glowa, cos do zjedzenia i cieplo
                                                    bliskich...

                                                    Uhm. I minimum z pierwszych stopni drabiny Maslowa.

                                                    > ja nie biegne
                                                    > ja czlapie raczej
                                                    > mam teczowa koszulke
                                                    > z numerem zero
                                                    > z nazwiskiem loser
                                                    >
                                                    > ciekawe kiedy sie ockne???
                                                    > moze za dwa tygodnie?

                                                    Moze warto rozwazyc, co cie powstrzymuje od ockniecia sie.

                                                    > droga
                                                    > a tak sie rozmyslilam dzisiaj nad tym papiezem, bogiem, droga,
                                                    prawda... i
                                                    > wyszlo mi ze papieza zikonizowalo polsko ludzkie pragnienie
                                                    autorytetu,
                                                    > reprezentanta boga - prawdy, ktory by zapodal jakas dobra droge.

                                                    Tak, takiego czegos mozna sie w tej postaci dopatrzec.
                                                    Pisma JP2, jego sztuki (kiepskie) i wiersze (tez) z okresu mlodosci
                                                    sa badane, ogladane przez lupke i doszukuje sie w nich wielu
                                                    naprawde tresci:
                                                    www.ipjp2.pl/

                                                    Noi nie bez powodu jedne z najpopularniejszych wizerunkow JP2 to te
                                                    z dziecmi.

                                                    idac taka drog
                                                    > a
                                                    > wlasciwa ma sie wrazenie ze wszystko co sie na niej przydaza ma
                                                    sens, tak wiec
                                                    > i
                                                    > cierpienie jest usprawiedliwione. a bog to tylko jakas
                                                    personifikacja
                                                    > nieokielznanego swiata, okrutnych praw przyrody, nad ktorymi
                                                    stopniowo uczymy
                                                    > sie panowac, znieczulajac sie istnieniem wyzszej sensownosci,
                                                    wyzszej madrosci.
                                                    > ..

                                                    Mozemy tez zalozyc (po buddyjsku), ze zycie jest cierpieniem, a
                                                    jedyna radosc w tym zyciu to zmniejszenie ilosci cierpienia, a w
                                                    ogole najlepiej byloby nic nie chciec. A jak umrzemy, to sie
                                                    urodzimy z powrotem i bedziemy znowu cierpiec.
                                                    Up to you, filozofii i drog o swiecie myslenia jest naprawde
                                                    sporo :)

                                                    > nurtuje mnie pytanie, dlaczego zwierzeta i rosliny rowniez sa
                                                    smiertelne? czy
                                                    > one rowniez zgrzeszyly czy bog w swej dobroci po prostu uczynil
                                                    je smiertelnymi
                                                    > dla towarzystwa czlowiekowi?

                                                    Popatrz - przeciez patrzysz na swiat przez katolickie szkielka,
                                                    tacy np starozytni Rzymianie wierzyli, ze wszystko ma swoja dusze,
                                                    driade i bostwo, i chyba szyntoisci tez - ze kazde zdzblo trawy ma
                                                    swojego niesmiertelnego ducha.

                                                    > marnosc nad marnosciami

                                                    Oj, beznadziejna masz mantre.

                                                    > a marek aureliusz rzadzi

                                                    Rzadzi, a umarl. Niesmiertelny inaczej.
                                                  • szarylemur Re: sama nie wiem... 18.04.08, 03:32
                                                    panstwo laickie
                                                    czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?
                                                    ---
                                                    no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek z debata nad meskoscia?
                                                    ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?
                                                    uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku nieposzlakowanych postaci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
                                                    czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
                                                    czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej podswiadomosci polakow?
                                                    dla mnie byloby to szokujace odkrycie...
                                                    ---
                                                    babcie i asertywna empatia/ empatyczna asertywnosc
                                                    a to akurat mam dobrze opanowane. czasem wrecz potrafie taka wredna babcie ukasic werbalnie, ale tutaj rzadko sa jakies powody ku temu. to jeszcze fajniejsze niz laickosc tego kraju :) ostatnia babe w realu odkasilam ... w styczniu w lublinie :)))
                                                    ---
                                                    'szatan o pani pamieta'.
                                                    Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
                                                    dlaczego?
                                                    skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i szatan tez, nie? :)
                                                    ---
                                                    dowcip o b16 :)
                                                    ja znam taki: b16 rozpoczyna oredzie do polakow slowami " witam was cziule"

                                                    trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na etapie 'edyktow' jp2?
                                                    ---
                                                    wyscig
                                                    ' takim samym ' jak kto?
                                                    jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami, ale jak juz dorownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
                                                    moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie smutnie na szarym jak listopadowy lemur koncu?

                                                    nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co pisalas, ze masz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie musi byc az taka cienka...
                                                    za to kiedy ja pomysle o swojej, to az mi gwiazdki przed oczami wiruja... sehr tragisch, o ile dozyje, rzecz jasna...
                                                    a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
                                                    wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan, wyborow. ide po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje pewnosc ze najzwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
                                                    coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej, prawdopodobnie, bedzie utrzymac chocby status quo.
                                                    mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
                                                    zawsze bardzo sie balam zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych scenariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie coraz lepiej sie udawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do mnie docierac to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w karby...
                                                    stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich szansach.
                                                    a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w wyscigu na dorownywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty tumiwisizm i niechec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.
                                                    ---
                                                    znow papa
                                                    juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien abdykowac, gdyz widzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos o nieco trzezwiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
                                                    oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
                                                    to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
                                                    bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania nowatorskiego czy po prostu madrego mysliciela.
                                                    on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym okiem, to moze pod lupa, a moze w lustrze.
                                                    szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

                                                    jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na mnie jego wizerunki z dziecmi
                                                    na kogo niby tak dzialaja mocno?
                                                    ---
                                                    patrze na swiat przez katolickie szkielko? nie, raczej drwie z tych, co przez nie patrza, stad to pytanie o smiertelnosc zwierzat.
                                                    choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku. a raczej w mojej i zbiorowej podswiadomosci.
                                                    ---
                                                    mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk. dobrze, ze mozna. ciekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?
                                                    ---
                                                    beznadziejna mam mantre?
                                                    mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy, jest w sam raz dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie rzeczy samych w sobie :)
                                                    jaka ty masz mantre, zatem?

                                                    pozdrawiam :)
                                                    ---

                                                    youtube.com/watch?v=UGjFGORxbm0

                                                  • bene_gesserit Re: sama nie wiem... 19.04.08, 01:08
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > panstwo laickie
                                                    > czy roznica nie wynika przypadkiem z pewnej odmiennosci rezimow?

                                                    Bo ja wiem? Rezimy to chyba na calym swiecie sa podobne. Mi
                                                    klarowala Amor, moja znajoma, ze Hiszpanie nie kochaja tak bardzo
                                                    Kosciola za te flirty z Franco wlasnie. To byl margines rozmowy o
                                                    tym, czemu ona tak potwornie bluznila.

                                                    > no i co z tego ze matka polka to matka boska? jaki to ma zwiazek
                                                    z debata nad m
                                                    > eskoscia?
                                                    > ze niby prawdziwy polak to taki papiez mialby byc?

                                                    Takie, ze to porownanie bylo.

                                                    > uwazam, ze papieza wzieto na warsztat wzorcowni z braku
                                                    nieposzlakowanych posta
                                                    > ci wojakow, marszalkow itp wojowniczych mezow.
                                                    > czy moze wpolczesny polak chcialby byc takim ojcem swietym?
                                                    > czy moze wrecz taki ideal mezczyzny tkwi w zbiorowej
                                                    podswiadomosci polakow?
                                                    > dla mnie byloby to szokujace odkrycie...

                                                    Kiedy Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
                                                    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
                                                    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.

                                                    > 'szatan o pani pamieta'.
                                                    > Ale to jednak zla rzecz komus tak powiedziec"
                                                    > dlaczego?
                                                    > skoro w swiecie tego kogos bog na niego patrzy, to pewnie i
                                                    szatan tez, nie? :)

                                                    Z jakis powodow ludzie zapominaja o diabelkach.
                                                    Moze nie trzeba tego skrobac paznokciem.

                                                    > trauma? taaa, czy katolicyzm w polsce zatrzyma sie na
                                                    etapie 'edyktow' jp2?

                                                    O, zeby tylko.
                                                    Pape sie w Polsce kocha bezgranicznie, ale sie go nie zna. Nawet,
                                                    jesli sie czytuje, to i tak nie stosuje. Dlatego trzy lata po
                                                    smierci JP2 jasne jest, ze zadnego pokolenia ta smierc nie
                                                    stworzyla.

                                                    > wyscig
                                                    > ' takim samym ' jak kto?

                                                    Jak reszta.
                                                    Sa duze ruchy spoleczne, z mniejszych miast do wiekszych, z
                                                    nizszych klas do wyzszych. Chociaz, moze wiekszosc tego, o czym
                                                    pisalam, dotyczy wawskiej specyfiki.

                                                    > jasne, staramy sie dorownac do tego, co biegnie tuz przed nami,
                                                    ale jak juz dor
                                                    > ownamy to zza jego plecow widzimy nastepnego, i nastepnego...
                                                    > moze chodzi tylko o to, zeby dolaczyc do peletonu, a nie snuc sie
                                                    smutnie na sz
                                                    > arym jak listopadowy lemur koncu?

                                                    Mysle, ze chodzi o poczucie tozsamosci zbiorowej i potrzebe
                                                    przynalezenia - Maslow.

                                                    > nie znam detali twojej pozycji w wyscigu, ale wnioskuje z tego co
                                                    pisalas, ze m
                                                    > asz juz tam upolowane troche roznych rzeczy, takze emeryturka nie
                                                    musi byc az t
                                                    > aka cienka...

                                                    Nie wiem, ja sie nigdy o forse specjalnie nie martwie, nawet jak
                                                    jej nie mam, duzo nie potrzebuje zreszta. Ale strach, ze na starosc
                                                    nie bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami,
                                                    towarzyszy wielu ludziom.

                                                    > a co mnie stopuje przed ocknieciem sie i ruszeniem do boju?
                                                    > wlasnie to, ze nie mysle o dalekich konsekwencjach moich dzialan,
                                                    wyborow. ide
                                                    > po najmniejszej linii oporu, zdaje sie. w zlych chwilach zyskuje
                                                    pewnosc ze naj
                                                    > zwyczajniej w swiecie przepuszczam zycie przez palce.
                                                    > coz, ono i tak minie, tyle tylko ze mi coraz trudniej,
                                                    prawdopodobnie, bedzie u
                                                    > trzymac chocby status quo.

                                                    Wesze tu duze poklady strachu. Co zreszta nie dziwi w swietle tego,
                                                    co o swojej przeszlosci powiedzialas.

                                                    > mialam straszny sen dzis w nocy, ktory nieco mnie otrzezwil.
                                                    > zawsze bardzo sie balam

                                                    A, wlasnie.

                                                    zmian, co sklanialo mnie do szykowania sobie roznych sc
                                                    > enariuszy na wszelki wypadek. i zawsze jakos tam, w zasadzie
                                                    coraz lepiej sie u
                                                    > dawalo. tym razem jakos sie nie balam, i jakos dopiero zaczyna do
                                                    mnie docierac
                                                    > to wszystko straszne co moze nastapic o ile sie nie wezme w
                                                    karby...
                                                    > stopuje mnie lenistwo oraz lek i przekonanie o niewielkich
                                                    szansach.

                                                    Ech, ty nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie
                                                    ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam.

                                                    > a jesli chodzi o to, co mnie stopuje przed wzieciem udzialu w
                                                    wyscigu na dorown
                                                    > ywanie innym miejscem urlopu i marka koszuli, to jest to czysty
                                                    tumiwisizm i ni
                                                    > echec. tutaj zdecydowanie poplyne pod prad, o ile znam siebie.

                                                    To chyba nie jest taki ostry wybor?
                                                    Pracowalam w roznych miejscach, mniej lub bardziej zabawnych, ale
                                                    bez korporacji tez sie da.
                                                    Nie mozesz sie rozeznac w tym, co cie interesuje i pojsc na jakies
                                                    studia czy cos w rodzaju? Przeciez to fajne.

                                                    > znow papa
                                                    > juz na kilka lat przed jego smiercia bylam zdania ze powinien
                                                    abdykowac, gdyz w
                                                    > idzialam w nim marionetke, pusta ikone ktora moglby zastapic ktos
                                                    o nieco trzez
                                                    > wiejszym umysle, ... ale tej mocy idola cudownej pozbawiony ...
                                                    > oczywiscie, takie slowa budzily wyraz grozy w sluchaczach
                                                    > to tak odnosnie tego wizerunku papieza z linka
                                                    > bla bla bla w jego ustach ma wieksza sile niz sensowne zdania
                                                    nowatorskiego czy
                                                    > po prostu madrego mysliciela.

                                                    Jak rozmawialam z rodzina przy niedzielnym obiedzie i
                                                    powiedzialam 'przeciez to stary czlowiek, ktory umiera', to
                                                    spojrzeli sie na mnie wzrokiem modliszek.

                                                    > on musi miec racje, bo jest papiezem, jesli racji nie widac golym
                                                    okiem, to moz
                                                    > e pod lupa, a moze w lustrze.
                                                    > szkoda ze na innych medrcow tyle energii nie poswiecono

                                                    No szkoda, szkoda. Ale jesli istotnie kupy sie trzyma teoryjka, ze
                                                    to JP jakos wzbudzil energie i nakierowal ja na postac ojca, to to
                                                    jest ok. Troche sie tu dzieje na ten temat i moze cos z tego
                                                    dobrego wyniknie.

                                                    > jedynie sluszny swiety budyn mnie nie ubogaca i nie dzialaja na
                                                    mnie jego wizer
                                                    > unki z dziecmi
                                                    > na kogo niby tak dzialaja mocno?

                                                    Na ludnosc dzialaja, bo potwierdzaja, ze to swiety _ojciec_ jest i
                                                    ze kazde dziecko jego.
                                                    Nawiasem mowiac, papiez - nie wiem, czy sam to wymyslil, czy jakis
                                                    jego watykanski PR - bardzo sprytnie kierowal swoim wizerunkiem.
                                                    Zadnych chrzeszczacych od pierscieni palcow i haftowanych szat,
                                                    przeciwnie - wiele wizerunkow w cywilu, w skromnym sweterku, na
                                                    nartach, z ksiazka w reku, na spacerze, taki, smaki i owaki - a
                                                    prawie zawsze usmiechniety. Swiety, a taki jak my, jak tu sie nie
                                                    zakochac.

                                                    > choc oczywiscie, ze kawalki tego szkielka wciaz tkwia w moim oku.
                                                    a raczej w mo
                                                    > jej i zbiorowej podswiadomosci.

                                                    To jest normalne i zupelnie na miejscu, nic w tym zlego, uwazam.
                                                    Warto jednak o tym pamietac.

                                                    > mozna chrz kontrowac panteizmem, mozna setka innych optyk.
                                                    dobrze, ze mozna. ci
                                                    > ekawe na ile mozna wybrac w co sie uwierzy?

                                                    To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
                                                    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury
                                                    (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). Mozna sie spierac, czy
                                                    jakikolwiek wybor, w tym ten co sie bedzie jadlo na sniadanie, jest
                                                    moj czy nie moj.

                                                    > beznadziejna mam mantre?
                                                    > mi sie ona podoba, uwazam ze nader udatnie wyraza ducha rzeczy,
                                                    jest w sam raz
                                                    > dla tych, ktorym marzy sie absolut, obiektywnosc, ogladanie
                                                    rzeczy samych w sob
                                                    > ie :)

                                                    Jest beznadziejna, potwornie negatywna i samousprawiedliwiajaca.
                                                    Fuj, phe, ohyda.

                                                    > jaka ty masz mantre, zatem?

                                                    Najczesciej mowie 'kocham cie', a potem 'to smutne'.
                                                    Kocham cie mowie do narzeczonego, a 'to smutne' po blizszym
                                                    kontakcie z gazeta albo wiadomosciami w tv.
                                                    Czesto mowie 'nie wiem' i to by chyba byla moja mantra - pokora i
                                                    uwolnienie w jednym.

                                                    Czulko, zabki urocze, mlodosc mi sie przypomniala, brzmieli jak
                                                    idole mojego dziecinstwa
                                                  • szarylemur rosario w dolinie muminkow 19.04.08, 03:12
                                                    'Polakom postac kaplana kojarzy sie z wojownikiem. Ks Skarga,
                                                    ks Popieluszko - to sa postacie obdarzone wielkim szacunkiem.
                                                    Ksiadz czyli wojownik, do tego swiety - ideal po prostu.'
                                                    ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania czy cos...
                                                    autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.
                                                    ---
                                                    czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?
                                                    ---
                                                    hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie. kto, jaka grupa spoleczna, pape kocha?
                                                    ---
                                                    'strach, ze na starosc bedzie sie musialo wybierac miedzy czynszem a lekarstwami, towarzyszy wielu ludziom.'
                                                    byc moze, ale czy akurat tym, ktorzy czytuja poradniki hot i not? chyba nie im...
                                                    ---
                                                    'nalezysz do pokolenia, ktore sie zalapalo na Europe. Nie ten kraj to inny, sru i po klopocie. Ja osiadlam. '
                                                    naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz? byc moze kiedy ciagle zyje sie na walizkach, to owszem, dzis holandia, jutro honduras, nie ma sprawy.
                                                    ale kiedy juz zapusci sie nieco korzonki, to coraz ciezej sie wyrwac do zupelnie innego miejsca i zaczynac wszystko od poczatku. dodatkowo, jesli nie ma sie jakichs sporych oszczednosci albo zawczasu zaklepanego kontraktu, albo znajomych w tym nowym miejscu, jest trudno. ciekawie, ale trudno. i to stopuje.
                                                    mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.
                                                    z twojej perspektywy moze to byc blahe, no ale coz, dla mnie az tak blahe nie jest.
                                                    i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?
                                                    ---
                                                    ostry wybor - metkowosc
                                                    to ty, nie ja, wyszlas z mysla, ze dostosowanie sie do hot i not jest konieczne i powszechne, ja mowilam ze dziwie sie tym, ktorzy na to leca.
                                                    pytalam czemu te panny wciskaja sie - bez wzgledu na wlasny rozmiar - w obowiazkowe modne tu waskie portki... po co im te bluzy, torebki, czapki, torby z napisem firmowym? skad ta obsesja epatowania przedmiotami, emblematami, mundurkami, ostentacyjnego niemal chwalenia sie tym na co moge sobie pozwolic (nawet jesli to jest na raty),ty zdajesz sie mowic, ze to strategia przetrwania, a mnie to dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych ubozszych. mysle, ze dotyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a najczesciej - irracjonalnie - niepewni.

                                                    sie rozeznaje w tym, co mnie interesuje.
                                                    ale np weterynarii studiowac mi sie nie chce, calkowicie zadowoli mnie - tak mi sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo * moze jako expo w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla zwierzat itp klimatach. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej rano niz to mam w zwyczaju....mañana, mañana....
                                                    poza tym moglabym tez wrocic do polski i dokonczyc filozofie, i zostac na uniwerku jesli by mnie zechcieli - taki plan sobie uknulam po ostatniej wizycie w kraju, ale mysle, ze skoro juz jestem tu , to jeszcze poprobuje cos tu cos zrobic. naprawde kocham to cieplo tutaj, te kolory, otwartosc ludzi, tyle rzeczy mnie wciaz tu cieszy :)
                                                    jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne takie praktyczne kierunki, i nadal nie interesuja.
                                                    generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic sie do rozpoczecia poszukiwan...
                                                    mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco podobnych do mnie, co szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze po prostu wszedzie i zawsze bede outsiderem. to bylo dobre w starej pracy: jestem bardzo dobrym pracownikiem ale jestem dziwaczna raczej, dlatego z poczatku bywam traktowana jak ufo, i dopiero po czasie akceptowana jaka jestem. tzn: za dobra prace zyskuje z czasem przywilej bycia soba.
                                                    ale skoro wymowienie sie zlozylo, to trzeba bedzie zaczac wszystko od poczatku gdzie indziej :)
                                                    ---
                                                    papa - modliszki
                                                    no, wlasnie, nawet ci niereligijni z mojego otoczenia jakos tak lekliwie spogladali na mnie, z wyrzutem jakby, kiedy postulowalam abdykacje jp2.
                                                    jakby nie wolno bylo nawet o czyms takim pomyslec. jakby to szatan dyktowal takie pomysly. tabu.
                                                    kiedy moj bezposredni przelozony sadzil angielskie szydy o religiach, papiezu, poczatkowo odbieralam to z mieszanymi uczuciami/ myslami.
                                                    jakbym radosnie zachlysnela sie ta swoboda, ale jakas taka ' bojazn boza' tez sie czaila we mnie.
                                                    duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako typowo polskie, dzieki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz od dawna nie lubilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery nietykalnej, do niby trzonu czlowieczenstwa.
                                                    ---
                                                    papa i dzieci
                                                    toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez roznicy. a wciaz dziala?
                                                    co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to uwagi, ha ha. myslisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w krysztalowym pucharku?
                                                    oj, jest taki tu ksiezunio, co czwartek wpada na lunch. oj, faktycznie, gdyby papiez sie na to odwazyl, nie wzbudziloby to mojego zaufania ni zachwytu..., a przeciez o chlebie i wodzie papa nie zyl, ani w take awayach nie jadal...
                                                    hmmm
                                                    ---
                                                    "To zalezy, jak zdefiniujemy 'siebie'.
                                                    Ja jest ulepione z biologii (genow od kogos dostanych) i kultury (tego, jak rzeczywistosc mnie szturchala). "
                                                    wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?
                                                    zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru wlasnej wiary bylo postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...
                                                    alternatywa dla chrz moze byc - posrod innych opcji - takze panteizm, ale nie da ukryc, i ukrywac nie ma po co, ze taplamy sie kulturze chrzescijanskich skojarzen, wartosci, czy wartosciowania swiata, ktora niby wyrosla z wczesniejszych religii i filozofii, ale to z czego wyrosla przetransformowala na swoj sposob. to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow ( ?) polakow, glosem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista religie, ale calej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z tymi wartosciami w zyciu spolecznym. natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie, ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych wiekszych spolecznych konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.
                                                    to szkielko w oku nie jest calkowicie zbedne - ono daje ci mozliwosc dostosowania sie do perspektywy poznawczej twojego otoczenia, ulatwia kontakt wewnatrz grupy, czyni pewne rzeczy szybkozrozumialymi. taka nakladka na swiat, kolejna z tych co umozliwiaja przetrwanie...;)-
                                                  • r_t_38 Re: rosario w dolinie muminkow 19.04.08, 07:55
                                                    Skąd znasz hasła do moich skrzynek pocztowych?
                                                  • szarylemur Re: rosario w dolinie muminkow 19.04.08, 15:56
                                                    jesli to zart - to 'ha ha'
                                                    jesli to twoja paranoja - to nic mi do niej...
                                                  • r_t_38 Re: rosario w dolinie muminkow 19.04.08, 16:20
                                                    Zadałam konkretne pytanie.Nie udawaj , że nie rozumiesz.


                                                    Czyżby perfidność była domeną ludzi słabych lub przyzwoitość domeną
                                                    ludzi silnych?A może poprostu ma się to w genach?


                                                    I mam się świetnie jak widzisz.


                                                  • szarylemur Re: rosario w dolinie muminkow 19.04.08, 16:24
                                                    spadaj, tyle ci powiem
                                                  • bene_gesserit Re: rosario w dolinie muminkow 20.04.08, 03:04
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ideal mezczyzny wg polakow? nie wierze, zapodaj jakies badania
                                                    czy cos...
                                                    > autorytet moze tak, ale nie ideal mezczyny.

                                                    Alez nie rozmawiamy o mezczyznie, ale o ojcu. Ideal ojca. Gotowy -
                                                    na pape mowilo sie 'ojciec'. 'Ojciec swiety'.

                                                    > czemu "nie skrobac lepiej diabelka"? czym to grozi?

                                                    Zobacz, co sie porobilo solaris, kiedy jej sie poskrobalo.
                                                    Z uduchowionej cioci calej w zwiewnych tiulach i falbankach
                                                    wyskoczylo popluwajace jadzikiem stworzenie.
                                                    Ona miala duzo do stracenia - swoje dobre o sobie mniemanie,
                                                    ktorego budowa pewnie zajela jej duzo czasu i wysilku. Jaki jest
                                                    sens to burzyc? W imie czego?

                                                    > hmm, jakos nikt z moich znajomych papy nie kocha bezgranicznie.
                                                    kto, jaka grupa
                                                    > spoleczna, pape kocha?

                                                    Wszyscy. Procz mnie i doprawdy garstki ludzi. Kochaja niezaleznie
                                                    od wieku, wyksztalcenia i innych zmiennych.
                                                    Polscy politycy jak chca przegiac, powoluja sie na slowa papieza.
                                                    Oczywiscie to hipokryzja, ale skuteczna.

                                                    > naprawde myslisz ze to tak latwo, 'sru' i juz?

                                                    Mysle, ze nie tak latwo, ale latwiej.
                                                    Strasznie zazdroscilam tym dzieciakom, ktore sie zalapaly. Ze moga
                                                    wyjechac, a jak chca to wrocic, a jak chca to wyjechac.
                                                    To jest oczywiscie tez kwestia wieku i mobilnego zawodu.

                                                    > mnie stopuje jeszcze jedna kwestia: piesnog moj.

                                                    A jak sobie oswoisz kota, to beda cie stopowac dwie kwestie.
                                                    Moze o to chodzi w tym oswajaniu? To tylko taki pomysl.

                                                    > i ze tak zapytam zaciekawiona: ile masz lat, bene?

                                                    Nie mam zadnego problemu z publicznym mowieniem, ile mam lat. Ale
                                                    na forum staram sie ograniczac ilosc 'twardych' danych o sobie.
                                                    Jako stara (hehe) netowa wyzeraczka wiem, czym to grozi.

                                                    > dziwi i smieszy, i nie wierze, ze dotyczy to tylko tych
                                                    ubozszych. mysle, ze d
                                                    > otyczy to tych, ktorzy czuja sie niepewni, mimo wszystko, a
                                                    najczesciej - irrac
                                                    > jonalnie - niepewni.

                                                    Kazdy chce do czegos nalezec.
                                                    Kazdy (z naprawde pojedynczymi wyjatkami - fobikami albo
                                                    mizantropami np) chce moc mowic 'my'. Ty sobie to zalatwiasz w
                                                    jakis inny sposob, te dziewczyny - wbijajac sie w te straszne
                                                    dzinsy.

                                                    (Doprawdy, obserwowalam juz pare powrotow mody na obcisle spodnie
                                                    typu rajstopy i za kazdym razem z przyjemnoscia przyjmuje zmiane
                                                    kierunku.)

                                                    calkowicie zadowoli mnie - tak mi
                                                    > sie obecnie wydaje - zupelnie poslednie stanowisko w jakims zoo *
                                                    moze jako ex
                                                    > po w klatce, na wybiegu ;)* , parku przyrody, klinice dla
                                                    zwierzat itp klimatac
                                                    > h. i o to bede sie starac, bede jak sie zwloke kiedys wczesniej
                                                    rano niz to mam
                                                    > w zwyczaju....mañana, mañana....

                                                    Maniana, a moze - poki co - wystaraj sie o jakis wolontariat w tego
                                                    typu jednostce? Zawsze bedzie co wpisac do cv i swiadczyc o twojej
                                                    pasji. To mowilam ja, wujek dobra rada.

                                                    > jakos nie interesowaly mnie nigdy ekonomie, marketingi ani inne
                                                    takie praktyczn
                                                    > e kierunki, i nadal nie interesuja.

                                                    Sa jeszcze rozne humanistyczne kierunki, jakies dziennikarstwa,
                                                    kierunki spoleczne (socjologia, psych spol, psych klin), filologie,
                                                    jezkoznawstwo, antropologie itd

                                                    > generalnie wszystko rozbija sie o to, ze nie moge jakos zmusic
                                                    sie do rozpoczec
                                                    > ia poszukiwan...

                                                    No tak, a potem rozni ludzie na lozu smierci rzucaja teksty
                                                    typu 'najbardziej zaluje tego, czego nie zrobilam'.
                                                    Marnosc nad marnosciami po prostu.

                                                    > mniemam, ze w obu tych klimatach spotkalabym ludzi nieco
                                                    podobnych do mnie, co
                                                    > szczerze by mnie uradowalo, bo wlasciwie to zaczelam wierzyc, ze
                                                    po prostu wsze
                                                    > dzie i zawsze bede outsiderem.

                                                    No to co?

                                                    > duzo w ogole moich cech mentalnych zaczelam postrzegac jako
                                                    typowo polskie, dzi
                                                    > eki czemu bylo mi latwiej wyeliminowac/ oslabic te, ktorych juz
                                                    od dawna nie lu
                                                    > bilam, ale kojarzylam jakos z 'kolorem bialym', nalezaly do sfery
                                                    nietykalnej,
                                                    > do niby trzonu czlowieczenstwa.

                                                    To jest wlasnie fajne w wyrwaniu sie z kontekstu - nie tylko z
                                                    kontekstu rodziny, ale i spoleczenstwa. Mozna zobaczyc swoja
                                                    polskosc w ogole. Bo jak sie w niej tkwi, to jej zobaczyc nie mozna.

                                                    > toz kazdy wielki lubi focic sie z dziecmi, bierut czy papa, bez
                                                    roznicy. a wcia
                                                    > z dziala?

                                                    Dzieci i male zwierzeta.
                                                    Papa jednak wybieral dzieci. Ojciec swiety.

                                                    > co do wizerunku swojskiego papieza - jakos nie zwrocilam na to
                                                    uwagi, ha ha. my
                                                    > slisz ze w samotnosci ostentacyjnie zajadal sie lemon posset w
                                                    krysztalowym puc
                                                    > harku?

                                                    Nie, nie chodzi i hipokryzje, ale o to ze religie (nawet ja) trzeba
                                                    sprzedawac przy pomocy - pardon le mot - pin-up papieza.

                                                    Sa skargi na B16, ze nie ociepla wizerunku. Chociaz przeciez biedny
                                                    przebral sie za Sw Mikolaja na swieta, a teraz wychodzi ksiazka o
                                                    jego dziecinstwie, ktorej narratorem jest jego kot.

                                                    > wiec jak zdefiniowalabys siebie, aby ten wybor istnial?

                                                    Jak zdefiniowalabym siebie, zeby moc powiedziec, ze ja sama
                                                    wybralam swoja wiare?
                                                    Tak, ze wiare wpojona przez srodowisko prawidlowo skontestowalam w
                                                    wieku dojrzewania, wzielam pod lupe i nie przyjelam jej juz na
                                                    swiadomie jako wlasna. Odrzucilam. W powstalej bolesnej pustce
                                                    pojawilo sie cos innego, poniekad niezaleznie ode mnie i
                                                    spontanicznie.

                                                    > zreszta, to cale moje retoryczne pytanie o mozliwosc wyboru
                                                    wlasnej wiary bylo
                                                    > postawione odnosnie twych ubolewan nad szkielkami w moim oku...

                                                    No tak, ale meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt.

                                                    > to chrz widzenie swiata jest punktem wyjscia dla 90 procentow
                                                    ( ?) polakow, glo
                                                    > sem ludu, glownym nurtem. mozesz to odrzucic jako swoja osobista
                                                    religie, ale c
                                                    > alej kultury raczej nie odrzucisz, bedziesz wciaz stykac sie z
                                                    tymi wartosciami
                                                    > w zyciu spolecznym.

                                                    To sa dwie rozne rzeczy.
                                                    Nie mam zamiaru walczyc z wplywem xianstwa na mnie w sensie
                                                    kulturowym. Odwolanie sie do Hioba, przykazania milosci, gorejacego
                                                    krzaku itd jest ok. Takze przekonanie ludzi, ze X przykazan to
                                                    bardzo oczywisty kierunkowskaz (ktorego to przykazania nie
                                                    podzielam, ale rozumiem podzielanie innych). Ale to nie to samo, co
                                                    wiara w xianskiego Boga i td.

                                                    natomiast panteizm czy inny izm to takie twoje widzimisie,
                                                    > ladny to biore, nie ladny, to odkladam na polke, zadnych
                                                    wiekszych spolecznych
                                                    > konsekwencji takiego odrzucenia nie bedzie.

                                                    Przeciez od dawna ludzie tak traktuja xianstwo tez.
                                                    'Jestem xianka, ale uwazam ze seks przedmalzenski nie jest
                                                    grzechem'. Chociaz jest.
                                                    'Jestem xianinem, ale uwazam, ze pieklo nie istnieje' - chociaz to
                                                    dogmat. itd

                                                    Coraz wiecej religii rozumie, ze do odbiorcy (platnika, duszyczki)
                                                    trzeba sie wdzieczyc, wabic go, marketingowac. A odbiorcy traktuja
                                                    religie jak supermarket z mniej lub bardziej ciekawymi pomyslami.
                                                    Ktore kupia albo nie.

                                                    [mantra]
                                                    > widze ze ktos ci wmowil, ze prawda jest ladna i optymistyczna ,
                                                    khe khe

                                                    Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
                                                    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu

                                                    > 'nie wiem'
                                                    > pokora i uwolnienie w jednym?
                                                    > toc to beznadzieja, negatyw i samouprawiedliwienie jako zywo ;)
                                                    > no chyba, ze chodzi o to, ze ty JESZCZE TEGO AKURAT nie wiesz, a
                                                    ja kracze ¨i t
                                                    > ak sie nie dowiesz´´

                                                    Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie. Brzeczace komary
                                                    typu 'dlaczego trawa jest zielona? Czemu niebo jest niebieskie? Czy
                                                    trawa jest? Czy trawa? Czy? Niebo czy? Dlaczego niebotrawa?'
                                                    moje 'nie wiem' odgania skutecznie.


                                                    czulko, ide posprawdzac, ktore slowo z twojego postu to haslo do
                                                    skrzynki pocztowej r_t_38
                                                    ;)
                                                  • szarylemur muminki w dolinie tijeras 20.04.08, 05:02
                                                    ojciec/ swiety
                                                    wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei ojca ze swietoscia ;)
                                                    moze stad ufoidalnosc?
                                                    i moge kontrowac twoje zapewnienia o istnieniu tego idealu w spoleczenstwie, przykladem znanych mi osob, nijak tu nie pasujacych, ale... coz, pewnie znam blizej tylko ludzi choc troche podobnych do mnie. nie ma mnie tam, nie zawieram nowych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie smieszne... :)
                                                    ---
                                                    diabelek/ solaris
                                                    wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie ogrodowej, ale... hmm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra debata z - dokladnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i falbankach' , choc to nie byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow wiatru...
                                                    i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...
                                                    to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora nijak nie chciala przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i zbawiac moja dusze salaterkami poezji. nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona dalej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i nadzieja, sila swojej irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest dobra, a ja bladze i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam przez zacisniete zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj swiety onanizm pseudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten morderca zimny ze mnie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu ducha jeszcze wiekszego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej prawdy... hmm, bylabym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :]. jak sie zachowac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i odejsc, ale to czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie mozna... co mozna robic aby nie zostac zagadanym, zaglaskanym dotykiem wiatru na psychiczna smierc?
                                                    w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta przynajmniej walczyc mozna. najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach zaczynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa pod reka... jesli sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
                                                    co mozna zrobic asertywnie?
                                                    ---
                                                    sru i juz
                                                    tak, oczywiscie, moja niestabilnosc jest kolejnym powodem do niecheci wobec nadmiernego oswajania kota. choc z drugiej strony, pies jest znacznie wiekszym problemem niz kot, jest wiekszy, szczeka, musi wychodzic na dwor, nie da sie go przemycic niezauwazenie do hotelu czy cos... juz wiele razy stawalam przed dylematem, czy by go komus nie oddac, dostawalam rozne porady typu: zostaw, nikt ci mieszkania tu nie wynajmie, ale nie. wlasciwie mysle, ze oboje potrzebujemy siebie rownie mocno :))) no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynskich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))
                                                    ---
                                                    okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie czy naprawde jestes wiele starsza ode mnie, gdyz poczatkowo myslalam ze jestes mniej wiecej okolo mnie :)
                                                    ---
                                                    my/ outsider
                                                    mnie cieszylo odnalezienie ksiazki, gdzie naturalnie identyfikowalabym sie z bohaterem, z narratorem. albo pojedynczej osoby.
                                                    niesamowicie tez uszczesliwilo mnie spotkanie grona moich dlugoletnich przyjaciol. lol, te same shizy, poczucie humoru. oczywiscie, ze sie pozmienialismy bardzo, ale to takie cudowne odczuc, ze pod tymi wszystkimi roznicami, dalej tak wiele nas laczy.

                                                    dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak pragnienie - tak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to pragnienie bardzo mocno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to by dopasowac sie do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie po drodze ot tak, po prostu, naturalnie.
                                                    nie ma we mnie jakiegos parcia na przynaleznosc do grupy, ale ciagle dowiadywanie sie, ze " o, tutaj tez znalazlam sie na marginesie, tutaj tez nie pasuje, tu zostalam czarna owca" jest nieco smutne czasami. tak patrzec jak sobie inni wspolnie hasaja i wiedziec ze chocby sie chcialo hasac z nimi, to sie nie da, bo nie bedzie wspolnego klimatu do hasania, bo to byloby sztuczne.
                                                    a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze nieoplacalnie jest mowic co sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej przeszlosci albo zamiarach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn, mozna, czemu nie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane doswiadczalne- grupa bedzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra, albo sie jest soba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku jak jakis material zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu sie bede rozmnazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym nastaje gleboka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze spojrzenia. o czyms takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl jak wielkie " tak" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie wstydzilam, nie mialam smialosci wypowiedziec
                                                    "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć jad. - Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie wilgotna, bezwładna ręka zadawała kłam tym słowom.
                                                    Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje oczywiste! Żadnych wyborów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i starać się to polubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur rynsztokowy albo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się uodparnia. Żeby zyskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej indywidualności, trzeba się nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo. |"


                                                    i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie - niepewnej - nie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie, he he ;)
                                                    ---
                                                    wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje rozrywki, lubie spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i nocy juz niewiele zostaje...
                                                    ---
                                                    sa inne niz ekonomia i marketing kierunki, ale zanim ja je skoncze, bede miec sto lat, i konkurencje mlodziezy na karku...
                                                    jesli to zrobie to w polsce. no, nie jestem tytanem pracy ani koniem wyscigowym.
                                                    ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie sobie samej wyrzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz bym byla daleko itd...
                                                    ---
                                                    komercyjna klapa b16...
                                                    biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil sie w nim " slynny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?
                                                    ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w mozliwosc opetania, totez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
                                                    tworzy wlasny wizerunek ?
                                                    ---
                                                    kontestacja
                                                    odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu warunki. pewnie takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym , jaka konkretnie wiare wybralas sama... czy nie?
                                                    ---
                                                    "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
                                                    he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie wrocic ;)
                                                    ---
                                                    cdn...
                                                  • bene_gesserit Re: muminki w dolinie tijeras 21.04.08, 01:08
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ojciec/ swiety
                                                    > wybacz, ale MI chyba nigdy nie bedzie juz dane skojarzyc idei
                                                    ojca ze swietosci
                                                    > a ;)

                                                    A moze bedzie, bralam udzial w takich rzeczach, ze moge spokojnie
                                                    uwierzyc we wszystko.

                                                    > moze stad ufoidalnosc?

                                                    Pewnie tak, u ciebie postac ojca nie kojarzy sie z pelna tesknoty
                                                    luka, tylko z czyms zupelnie innym.

                                                    > nie ma mnie tam, nie zawieram now
                                                    > ych znajomosci, wiec nie wiem. dalej wydaje mi sie to absurdalnie
                                                    > smieszne... :)

                                                    Dalej to jest element poprawnosci politycznej w polskim wydaniu.

                                                    > wez, wez , wez, przestan, teraz ty powiesisz mnie na lampie
                                                    ogrodowej, ale... h
                                                    > mm, jednak jestem medium. snila mi sie dwa dni temu taka ostra
                                                    debata z - dokla
                                                    > dnie - "uduchowiona ciocia cala w zwiewnych tiulach i
                                                    falbankach' , choc to nie
                                                    > byla solaris, bylo to zbiorcze wcielenie typu podmuchow/ dotykow
                                                    wiatru...
                                                    > i, cholera, az sie boje drapac tego diabelka...

                                                    A nie, dlaczego?
                                                    Ja wierze, ze wszystko, co sie nam sni, to jakies emanacje wnetrza.
                                                    Nawet, jesli sie sni ktos z zewnatrz, to dlatego, ze jakos w nas
                                                    oddzwieka, w jakiejs naszej wewnetrznej zbitce cech. Pisalam, ze
                                                    wierze, iz kazdy ma taka wewnetrzna solaris.
                                                    Ktora, nota bene, wyobrazam sobie jako sporej wielkosci meduze.
                                                    Rozowa.

                                                    > to bylo takie nie- do- zniesienia, ta slodycz uduchowiona ktora
                                                    nijak nie chcia
                                                    > la przejsc na logiczny tryb argumentowania, tylko zbawiac i
                                                    zbawiac moja dusze
                                                    > salaterkami poezji.

                                                    Hehehe.

                                                    nawet kiedy wyszarpnelam jej krzeslo spod siedzenia, ona da
                                                    > lej trelowala, nakrecona swoja eteryczna miloscia, wiara i
                                                    nadzieja, sila swoje
                                                    > j irracjonalnej prawdy, sila przekonania o tym, ze ona jest
                                                    dobra, a ja bladze
                                                    > i ona mnie zbawi. najpierw prosilam, potem rzadalam, cedzilam
                                                    przez zacisniete
                                                    > zeby, warczalam ' przestan, to nie jest rozmowa, to jest twoj
                                                    swiety onanizm ps
                                                    > eudoduchowy' , ale nic... kopnelam ja, oj jak mi wstyd, ten
                                                    morderca zimny ze m
                                                    > nie wylazl, na chwilke zamilkla, nabrala lez w oczy, i hartu
                                                    ducha jeszcze wiek
                                                    > szego, nie do pobicia w roli apostola, meczennika trelujacej
                                                    prawdy... hmm, byl
                                                    > abym ja zabila z tej bezsilnosci, ale sumienie mnie obudzilo :].

                                                    Moze rzuc mysli o pisaniu nowel czy czegotam, a zajmij sie
                                                    scenariuszami. Thrillerow.

                                                    jak sie zachow
                                                    > ac wobec takich swietych gwalcicieli? niby mozna machnac reka i
                                                    odejsc, ale to
                                                    > czyni z kanarkow triumfatorow... dyskutowac sie nie da, bic nie
                                                    mozna...

                                                    Moze warto uswiadomic sobie, po co toczymy te boje?
                                                    Ja napisalam, ze w celach szkoleniowych, zeby podkrecic moja
                                                    wewnetrzna rozowa meduze, zmniejszyc jej obszar.
                                                    Oraz, hm, po prostu mnie to bawi, niestety. Nie wyrywalam muszkom
                                                    nozek, kiedy bylam mala, pewnie mam deficyt.

                                                    Po co to robisz?

                                                    > w sumie juz chyba lepiej zeby z cioci wyszla jaszczurka, z ta
                                                    przynajmniej walc
                                                    > zyc mozna.

                                                    Nie mozna, bo w takim stanie umyslu/ducha jaszczurka kasa, ale nie
                                                    zostawia sladow. Tam sie pojawily bardzo charakterystyczne rzeczy:
                                                    krytyka aluzyjna i bierna agresja. To atak, ktory madrosc ludowa
                                                    okresla 'dziurki nie zrobi, ale krew wypije'. Chodzi o to, zeby
                                                    ocalic dobre mniemanie o sobie (bardzo pojemny Cien, hehehe), a
                                                    jednoczesnie przysrac tej glupiej rurze, pardon - tej nieprzyjemnej
                                                    dyskutancte, czyli akurat tam chodzilo o mnie ;)

                                                    najgorsze sa meczennice lubujace sie w umieraniu za wiare, strach za
                                                    > czynac rozmowe z taka, jesli sie nie ma kaftanu bezpieczenstwa
                                                    > pod reka... jesl i sie jest "do szpiku kosci zlym" ???
                                                    > co mozna zrobic asertywnie?

                                                    Aertywnie: 'to jest moj poglad, a to twoj. Roznia sie' i isc z
                                                    bogiem :)

                                                    > no, to taka moja optymalnie do rozmiarow moich macierzynsk
                                                    > ich instynktow dostosowana wersja dziecka:)))

                                                    Nie ma sie co smiac.
                                                    W zasadzie u co najmniej polowy posiadaczy zwierzat mozna zauwazyc
                                                    cos podobnego albo takiego samego.

                                                    > okej, nie mow zatem ile konkretnie masz lat. zastanawialo mnie
                                                    czy naprawde jes
                                                    > tes wiele starsza ode mnie,

                                                    Nie :)
                                                    Ale lubie udawac stara, wiec madra ;P

                                                    > my/ outsider
                                                    ...
                                                    > dzisiaj mysle rowniez, ze to jednak nie niepewnosc, ze to jednak
                                                    pragnienie - t
                                                    > ak jak mowisz - przynaleznosci. tyle, ze niektorzy maja to
                                                    pragnienie bardzo mo
                                                    > cno rozwiniete, tak mocno, ze gotowi sa zmienic sie tylko po to
                                                    by dopasowac si
                                                    > e do jakiejs grupy. ja raczej szukam grupy, kogos z kim mi bedzie
                                                    po drodze ot
                                                    > tak, po prostu, naturalnie.

                                                    No tak, to mozna w dwie strony. Ale jednak grupa jakos - nawet
                                                    jesli dyskretnie i subtelnie - tez modeluje swoich poszczegolnych
                                                    czlonkow. Sa dos i don'ts, rzeczy ktore obsmiewamy i ktore
                                                    traktujemy powaznie, takie ktore sie nam podobaja i takie, na ktore
                                                    prychamy. Itd.

                                                    > a najgorsze chyba ze wszystkiego jest przeczucie, ze
                                                    nieoplacalnie jest mowic c
                                                    > o sie mysli, byc kim sie jest, he he opowiadac o swojej
                                                    przeszlosci albo zamiar
                                                    > ach szczerze, zdradzac tajnikow wlasnej filozofii zyciowej. tzn,
                                                    mozna, czemu n
                                                    > ie, ale trzeba sie liczyc z tym, ze - tak wygladaja dane
                                                    doswiadczalne- grupa b
                                                    > edzie bardzo rozczarowana tym, co zobaczyla. wiec albo sie gra,
                                                    albo sie jest s
                                                    > oba. albo tak po troszeczku, tak sie siebie przemyca po kawalku
                                                    jak jakis mater
                                                    > ial zracy. i sie zdaje czasem ze ach tu mi dobrze tu mi cieplo tu
                                                    sie bede rozm
                                                    > nazac ( rozmrazac), i sie odwaznie wyjawia wlasne prawdy, po czym
                                                    nastaje glebo
                                                    > ka glucha cisza, zonk, grupa puszcza sobie porozumiewawcze
                                                    spojrzenia.

                                                    To moze zalezy od tego, ile i jak.
                                                    Ja zazwyczaj bardzo bardzo powoli sie otwieram, raczej slucham niz
                                                    mowie i czesto na tym wygrywam.

                                                    o czyms
                                                    > takim pisze miller, w ktorym znalazlam wlasne mysli, ktory byl
                                                    jak wielkie " ta
                                                    > k" dla tego wszystkiego co nosilam w sobie, i czego sie
                                                    wstydzilam, nie mialam
                                                    > smialosci wypowiedziec
                                                    > "Chociaż więc śmiech dopiero zamierał, już się dawało wyczuć
                                                    jad. - Mam nadziej
                                                    > ę, że się jeszcze zobaczymy - powiadano, ale wyciągnięta do mnie
                                                    wilgotna, bezw
                                                    > ładna ręka zadawała kłam tym słowom.
                                                    > Persona non grata! Jezu, jakie mi się to dzisiaj wydaje
                                                    oczywiste! Żadnych wybo
                                                    > rów, żadnych możliwości: musiałem brać to, co było do wzięcia i
                                                    starać się to p
                                                    > olubić. Musiałem się nauczyć żyć z szumowinami, pływać jak szczur
                                                    rynsztokowy a
                                                    > lbo zatonąć. Jeżeli ktoś postanowi dołączyć do stada, już się
                                                    uodparnia. Żeby z
                                                    > yskać poparcie i poklask, trzeba się wyrzec swojej
                                                    indywidualności, trzeba się
                                                    > nie wyróżniać ze stada. Można marzyć, jeżeli marzy się tak samo.
                                                    |"

                                                    O rany, jakie to smutne jest.

                                                    > i chyba nie ma to jednak zwiazku z pewnoscia siebie, skoro mnie -
                                                    niepewnej - n
                                                    > ie dotyczy. a moze? trudno mi ocenic sie adekwatnie, prawdziwie,
                                                    he he ;)

                                                    Nie wiem, trudno mi sobie wyobrazic, kim bym byla, gdybym nie
                                                    spotkala tych, ktorych spotkalam.
                                                    Pewnie mogloby byc bardzo zle.
                                                    W ogole to znakomina wiekszosc waznych dla mnie ludzi znalazlam
                                                    przez internet, chociaz przyjaznimy sie i znamy realnie juz od lat.

                                                    > wolontariat, piekna rzecz, ale skad brac na to czas? lubie moje
                                                    rozrywki, lubie
                                                    > spac, musze pracowac aby miec jakies pieniadze, i tak z dnia i
                                                    nocy juz niewie
                                                    > le zostaje...

                                                    Nawet nie chodzilo mi o piekno, chociaz to tez, ale o wzgledy
                                                    pragmatyczne - atut w CV i przymiarke twoja do zmiany kierunku
                                                    sciezki zawodowej.
                                                    Noale jak sie chce i miec ciasteczko, i je jednoczesnie zjesc...
                                                    Ok, bez moralow ;)

                                                    > ale masz racje, czasem popadam w stan niewczesnych zali i czynie
                                                    sobie samej wy
                                                    > rzuty , ze a jakbym zaczela cos tam dwa lata temu, to dzis juz
                                                    bym byla daleko
                                                    > itd...

                                                    Lapie sie dokladnie na tym samym, wiec wiem, jakie to jest glupie.
                                                  • szarylemur muminki w dolinie tijeras 2 20.04.08, 05:06
                                                    religia supermarket
                                                    niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste chrzescijanstwo, ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..
                                                    jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale mimo wszystko w chwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten ciezki glos.
                                                    pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co seks przed slubem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od religii, tutaj moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...
                                                    choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest glownie fasadowy, niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza, traktujac to wszystko bardzo wybiorczo. moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o wygode jaka daje dostosowanie sie do tradycji?
                                                    zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby sie narazonym na dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich racji, takze na wytykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i poklepalyby po glowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie skonczylyby sie pytania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista. oszczednosc czasu i energii :)
                                                    ---
                                                    mantra
                                                    'Widze, ze ktos ci wmowil, ze masz numer komorki do Boga, i wydaje
                                                    ci sie, ze wiesz jaka jest prawda, bo sobie do niego dzwonisz, hu hu'
                                                    skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos odwrotnego, jesli juz cokolwiek... chlip chlip ;)))

                                                    okej, " nie wiem" uwalnia cie od pytan na ktore odp nie znasz, dobrze ci z tym
                                                    a ja lubie te moje czyniebotrawy, a takze mnie moja marnosc uwalnia od nich niejako.
                                                    marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.
                                                    moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych obserwacja pantomimy gry
                                                    czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb
                                                    tak w sumie
                                                    choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
                                                    to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
                                                    tak, to malo prolife
                                                    wymysle cos innego, byc moze :)
                                                    myslisz ze powinnam?
                                                    ---
                                                    rt38
                                                    no, zhiz niezly
                                                    mam kilka typow
                                                    najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
                                                    a haslo to cos o muminkach
                                                    co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
                                                    a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
                                                    mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

                                                    sciskam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: muminki w dolinie tijeras 2 21.04.08, 01:37
                                                    > komercyjna klapa b16...
                                                    > biedny, az mi sie go zrobilo szkoda, ciekawe czy nie uaktywnil
                                                    sie w nim " slyn
                                                    > ny niemiecki syndrom antypolski" z tego wszystkiego?

                                                    Nie wiem, bo nie sledzilam az tak. Chyba nie.

                                                    > ale, ale, czytalam, ze b16 wierzy w istnienie szatana, w
                                                    mozliwosc opetania, to
                                                    > tez powolal specjalne 'oddzialy' duchownych - egzorcystow...
                                                    > tworzy wlasny wizerunek ?

                                                    Wojownika? Mozliwe.
                                                    Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
                                                    jakos nie pomoglo.

                                                    > kontestacja
                                                    > odrzucialas wiare wpojona i wybralas inna. widac mialas po temu
                                                    warunki. pewnie
                                                    > takze specyfika szturchniec od zycia i genow zadecydowala o tym ,
                                                    jaka konkret
                                                    > nie wiare wybralas sama... czy nie?

                                                    No wlasnie nie wiem.
                                                    Bardzo dawno temu jas stereo chyba zadal takie pytanie - 'czy
                                                    gdybys mogla przezyc zycie jeszcze raz, tzn urodzic sie na nowo, w
                                                    tym samym miejscu i porze, bez pamieci tego, co przezylas,
                                                    powtorzylabys je bez zadnych zmian?'

                                                    > "meandry sa tak samo dobre, jak glowny nurt."
                                                    > he he, tylko ze na meandrach mozna utknac i juz w nurt nie
                                                    wrocic ;)

                                                    Moze tak ma byc :)

                                                    > religia supermarket
                                                    > niby supermarket ale jednak i tabu. moze nie jest to juz czyste
                                                    chrzescijanstwo
                                                    > , ale nie jest to chyba jeszcze post- chrz..

                                                    Bo ja wiem, czy tabu?
                                                    Bardzo rzadko chodze do kosciola, ale nie widac po ludziach
                                                    jakiegos duchowego uniesienia - po kaplanie najmniej.

                                                    Czytalam dzis bardzo fajny felieton o Kosciele w Polsce - o tym,
                                                    czemu rozni duchowi intelektualisci od niego odchodza (bylo pare
                                                    spektakularych odejsc koscielnych myslicieli w ciagu paru lat).
                                                    Otoz napisali, ze hierarchia koscielna byla u nas dobierana tak,
                                                    zeby mogla walczyc z ustrojem o ludzkie dusze. To byla wygrana
                                                    walka, o politycznym zasiegu zreszta. Tyle, ze ci koscielni
                                                    urzednicy na swoich stolkach zostali i wychowali sobie rzesze
                                                    nastepcow w swoim stylu.
                                                    A urzednik-wojownik z syndromem oblezonej twierdzy ('wrogowie sa
                                                    wszedzie, musimy zewrzec szeregi i bronic naszych za wszelka cene')
                                                    nigdy raczej nie bedzie sie zajmowal kwestiami wprost duchowymi czy
                                                    mistycznymi.

                                                    Stad rozczarowanie niektorych duchownych, wielu wiernych i stad
                                                    afery pedofilskie oraz zawziete przekonanie, ze zaden kaplan KK nie
                                                    kolaborowal z systemem. Mimo dowodow.

                                                    > jest to chyba juz bardziej tradycja niz szczere wyznanie, ale
                                                    mimo wszystko w c
                                                    > hwilach kryzysu wielu wraca do korzeni, dudni im w glowach ten
                                                    ciezki glos.

                                                    W chwilach kryzysu to Polak nie chodzi do kosciola, ale do
                                                    supermarketu, a najlepiej do centrum handlowego.
                                                    Na najwieksze centrum handlowe w Europie, warszawską Arkadię, mowi
                                                    sie czesto 'Swiatynia'.

                                                    > pokusze sie o teze, ze w chwili trwogi, nieszczescia, ta chrz co
                                                    seks przed slu
                                                    > bem akceptuje, zacznie czynic sobie wyrzuty z powodu odejscia od
                                                    religii, tutaj
                                                    > moze szukac usprawiedliwienia dla zlych wydarzen w jej zyciu...

                                                    'Jak trwoga to do boga'
                                                    No tak, ale chwile kryzysu zdarzaja sie od swieta. A na codzien z
                                                    kolezanki, ktora dziewictwo trzyma do nocy poslubnej, mowi sie z
                                                    usmieszkiem politowania, protekcjonalnie.

                                                    > choc chyba jednak masz racje, ze chrz, katolicyzm polski jest
                                                    glownie fasadowy,
                                                    > niewielu scisle przestrzega nakazow katechizmu, ustalen papieza,
                                                    traktujac to
                                                    > wszystko bardzo wybiorczo.

                                                    Imo to zjawisko dotyczy chrzescijanstwa w ogole.
                                                    W odroznieniu od roznych wyznawcow islamu np.

                                                    moze chodzi zatem o mile ciepelko przynaleznosci do
                                                    > establiszmentu ( nie wiem, czy poprawnie uzywam tego slowa), o
                                                    wygode jaka daje
                                                    > dostosowanie sie do tradycji?

                                                    O rozne rzeczy. Np o to, zeby dzieciak nie nudzil sie, kiedy jego
                                                    koledzy ida na lekcje religii, albo zeby przystapil do komunii jak
                                                    jego koledzy albo zeby tesciowa nie gadala, 'zesmy dzieciaka nawet
                                                    nie ochrzcili'. Albo zeby jednak miec slub koscielny, bo kosciol
                                                    jest bardziej uroczysty od urzedu. itd

                                                    > zaangazowanie w panteizm wymagaloby glebszych przekonan, byloby
                                                    sie narazonym n
                                                    > a dyskusje, na koniecznosc przemyslen i udowadniania swoich
                                                    racji, takze na wyt
                                                    > ykanie palcami. ale tez wszystkie ciotki odetchnelyby z ulga i
                                                    poklepalyby po g
                                                    > lowce, gdyby panteizm zostawic z dnia na dzien,... wreszcie
                                                    skonczylyby sie pyt
                                                    > ania. latwiej byc fasadowym chrz, katolikiem niz panteista.
                                                    oszczednosc czasu i
                                                    > energii :)

                                                    Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,
                                                    ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi
                                                    postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'.
                                                    Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje
                                                    zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X
                                                    przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.

                                                    > mantra
                                                    > skad to widzisz? ode mnie tego nie widac... raczej cos
                                                    odwrotnego, jesli juz co
                                                    > kolwiek... chlip chlip ;)))

                                                    A jakbys nie mantrowala tak, to jak bys mantrowala?


                                                    > marnosc to twoje nie wiem wypowiedziane z innego poziomu.

                                                    Mi sie wydaje, ze poziom tej twojej marnosci to jest jakos pod
                                                    piecioma metrami mulu. To pesymistyczne jest, obezwladniajace takie.

                                                    > moze malo prolife, ale skuteczne w leczeniu udarow wywolanych
                                                    obserwacja panto
                                                    > mimy gry
                                                    > czy wygrasz czy przegrasz jeden grzyb

                                                    'Pesymizm defensywny'?

                                                    > tak w sumie
                                                    > choc tak, to jest o orbite za daleko od ziemi
                                                    > to prawie jak sukces, ktory jest kleska, ktora jest sukcesem.
                                                    > tak, to malo prolife
                                                    > wymysle cos innego, byc moze :)
                                                    > myslisz ze powinnam?

                                                    Tylko wtedy, kiedy ty tak uznasz.

                                                    > rt38
                                                    > no, zhiz niezly
                                                    > mam kilka typow
                                                    > najmniej psychotyczny to ten, ze rt to rosario tijeras
                                                    > a haslo to cos o muminkach
                                                    > co byloby kolejnym przyczynkiem za tym, ze jestem medium
                                                    > a konkretnie to 36\ 38 (!) rozmiar nosze ;]
                                                    > mam nadzieje ze nie wyniknie z tego jakas niesmieszna draka...

                                                    Zlewka.
                                                    Imo albo sie gosciowi cos kosmicznie pomerdalo, albo ma cos
                                                    nietenten. Proponuje nie podsycac jego plomyczka.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur morla to piekne imie 21.04.08, 03:45
                                                    hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na pyt dlaczego tak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
                                                    mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed byciem pozartym przez taka osobe. hymny ku czci czegos tam, kompletne bzdury zalewaja coraz wieksze obszary przestrzeni, memy sie reprodukuja, wzeraja jak rak. jest ok, kiedy mozna odejsc, kiedy jest gdzie odejsc... kiedy nie ma dosc przestrzeni, w realu czy chocby na forum, w jakims watku zaczyna sie trelowanie, czuje jak jedna reka mi opada a druga symultanicznie ostrzy noz w kieszeni.
                                                    swietlicki napisal taki chory tekst " ktoregos dnia to miasto bedzie nalezec do mnie, na razie chodze, patrze, wkladam zdejmuje kastet"
                                                    a kilka lat pozniej " pomylilem sie, to miasto nigdy nie bedzie nalezec do mnie, pomylilem sie"
                                                    jak by to trafnie ujac???
                                                    czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie zakrakanie.jestem przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie zreplikuja, ze oddam mecz walk overem. ale ta druga strona niesiona na skrzydlach " prawdy" i ' milosci' jeszcze do tego, jest slabszosilniejsza ode mnie. i nie dopuszcza mozliwosci dyskusji, o ile rozmowca nie sklada rak do rytmu jej slow.
                                                    jasne, w swietle matry " marnosc nad marnosciami" powinnam dac sobie siana i odejsc, bo coz z tego ze krolewna sniezka wygra?
                                                    widac takie sytuacje sciagaja mnie mocno wprost na kort. a na tym korcie, po drugiej stronie siatki stoi sobie ktos, kto wdzieczy sie do publicznosci, juz dawno sobie wieniec laurowy byl nalozyl...co rozdraznia mnie niebotycznie, psychotycznie?
                                                    a czasem mam tak, ze nie wdaje sie w dyskusje, omijam 'romantyczne' watki, zawczasu pogodzona z przeczuwana porazka.
                                                    ale to byl sen, i nie bylo w nim opcji exit.
                                                    --
                                                    nie sadze aby chodzilo tu o moja wewnetrzna ciotke, ale zastanowie sie nad tym. hmm, chyba ze w tym ujeciu, ze swoje nielubiane cechy tiulowe wyalienowalam w matke.
                                                    wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam zintegrowac ten cien? na czym to polega?
                                                    ---
                                                    thrillery to zycie pisze, ja sie tylko o nie potykam co jakis czas ;) akurat to wylapuje z rzeczywistosci...
                                                    ---
                                                    wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury wolno zabijac, natomiast meczennic nie.

                                                    hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
                                                    tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz, ze to nieladnie tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do domu i jej tego w twarz nie powiesz, co, niedobra? bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to jakos nie wiem co robic...
                                                    ---
                                                    z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w sytuacji ostrego konfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?
                                                    jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole uzasadniac swoich racji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i pieknie takiego zycia, to co ja mam robic. odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i cofam pod mur. i gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o takiej sytuacji snilam...
                                                    wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem jako neurotycznego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...
                                                    ---
                                                    piesek/ nie ma sie co smiac
                                                    ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
                                                    myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow wlasnych ciagot macierzynskich?
                                                    czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ), poglebieniem ?
                                                    raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.
                                                    ---
                                                    grupa
                                                    jasne, rozumiem ze ludzi ktorych spotykam nie musza mnie lubic.
                                                    jako i ja ich bezgranicznie rzadko kiedy akceptuje
                                                    ale milo jest raczej byc w grupie, gdzie pozytywna ocena jest wzajemna i akcepatacja grupy nie wymaga ode mnie zbyt olbrzymich wysilkow z zakresu mimikry.
                                                    najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu wzajemnej odmiennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.
                                                    ---
                                                    co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz mowisz?
                                                    ---
                                                    miller smutny?
                                                    tak, ale tylko przez 5 sekund, za chwile znow podskoczy z motyka na slonce :)))
                                                    podobno miller byl raczej spokojnym czlowiekiem, moze nie akuratnym i ugrzecznionym, ale tez nie takim wariatem jakby wynikalo z jego ksiazek...
                                                    piszac dawal upust fantazji i temu wszystkiemu co sie w nim zbieralo, bez ograniczen.
                                                    ---
                                                    niewczesne zale
                                                    to jak ilustracja do opowiastki o tym ojcu dwoch chlopcow co nie umieli plywac...
                                                    ---
                                                    "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale jakos nie pomoglo."
                                                    he he
                                                    moze niani pomoglo chociaz?
                                                    ---
                                                    gdybys znalazla sie w dokladnie takim samym swiecie w jakim bylas, gdyby wszystko bylo dokladnie takie same, to i ty bylabys taka sama, zrealizowalby sie nietzscheanski wieczny powrot.
                                                    jaki problem masz z odp na takie pytanie?
                                                    to troche tak jak z naszym axelem... skoro wybierasz a a nie b, to znaczy, ze do wyboru b jeszcze nie doroslas w jakims sensie ( albo juz cie to nie interesuje). czy nie?
                                                    ---
                                                    refleksje na temat kk - artykul
                                                    bardzo ciekawe, brzmi to sensownie
                                                    a masz moze jakies porownanie z kosciolami w innych panstwach?
                                                    ---
                                                    centrum handlowe swiatynia
                                                    oj, dobre :)))
                                                    naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
                                                    czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem marginalnym?

                                                    doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie dlatego, ze sie nie modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

                                                    islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze, jest alternatywa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak lodyzka a jednoczesnie wielkiej, tak mi sie zdaje.
                                                    ---
                                                    te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub koscielny, komunia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos wyprobowanego, odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo rowniez i w sumie niepowazne traktowanie religii.
                                                    'Mysle, ze po prostu ludzie nie przechodza tego (waznego) etapu,ktory udalo sie przejsc mi: tzn kontestacji wiary miedzy roznymi postawami wyniesionymi z domu, czyli 'wchowanymi'. Albo istotnie przezyli, ale po stwierdzeniu, ze wiara organizuje zycie (swieta np) albo wmowieniu, ze 'katolik ma moralnosc, bo ma X przykazan', machneli reka i wydeptuja te same sciezki.'
                                                    o wlasnie :)
                                                    ---
                                                    obezwladniajaca sila mojej mantry...
                                                    e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka sluzaca wymknieciu sie z gonitwy za doczesnoscia. poza tym tak to widze ...
                                                    taka postac jest w tarocie : pustelnik
                                                    on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak migaja sylwetki biegaczy. czasem wode poda.

                                                    pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
                                                    rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
                                                    uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?
                                                    nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba zgadzac
                                                    wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest moje zycie
                                                    z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na swiat zewnatrzny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke w sobie, co sklania ich ku ' duchowosci"
                                                    hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa, cwiczac survival i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza wydaja mi sie absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka przeciez...
                                                    ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz niedlugo powinnam sie obudzic.

                                                    a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko i glowke jeno zostawily, he he

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: morla to piekne imie 22.04.08, 01:54

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > hmm, polaczmy ojca i matke z ciocia w tiulach i otrzymamy odp na
                                                    pyt dlaczego t
                                                    > ak koszmarnie zalezy mi nieraz na dialogu.
                                                    > mniej? neurotycznie sytuacje rozpatrujac, chodzi mi o lek przed
                                                    byciem pozartym
                                                    > przez taka osobe.

                                                    Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza
                                                    mozna uznac, ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
                                                    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.

                                                    > czuje przymus/ potrzebe obrony wlasnego zdania, przeraza mnie
                                                    zakrakanie.jestem
                                                    > przeswiadczona, ze jesli po prostu odejde, te bzdury sie
                                                    zreplikuja, ze oddam
                                                    > mecz walk overem.

                                                    Skoro lubisz pytania, moze popytaj sie, co sie stanie, jesli te
                                                    bzdury sie zreplikuja? Dlaczego odczuwasz to jako porazke? Co
                                                    byloby sukcesem i czemu bylby on dla ciebie taki wazny?
                                                    Itd.
                                                    Ja tez mam w sobie rzeczy, ktore odczuwam jako przymusy, ale mam
                                                    uczulenie na sytuacje, w ktorej czuje przymus nierozpracowany, nie
                                                    zrozumialy. Zrozumialy przymus latwiej zmienic w wybor.

                                                    > wg ciebie, tiulowosc jest zatem moim cieniem, tak? jak mam
                                                    zintegrowac ten cien
                                                    > ? na czym to polega?

                                                    Zeby zintegrowac cien, trzeba wyszarpnac mu kawalek.
                                                    Zobacz, jaka fajna jest sytuacja twoja z solaris i moja (z
                                                    watku 'daczego') z groszkiem. One obie tam pokazuja cien w akcji,
                                                    jednoczesnie kompletnie go nie dostrzegajac, czasem nawet
                                                    zaklinajac, piszac cos w rodzaju 'i nikogo nie atakuje',
                                                    jednoczesnie przejawiajac agresje.
                                                    Cien dlatego nazywa sie Cieniem, ze go trudno zobaczyc. Dlatego, ze
                                                    go nie chcemy zobaczyc.

                                                    Roboczo najlepiej zalozyc, ze skoro np uwazasz, ze jestes sklonna
                                                    do milosci, pewnie tez sklonna jestes do nienawisci. Jesli do
                                                    agresji to pewnie tez do lagodnosci. Itd. Poczym zastanowic sie,
                                                    czemu nie widzisz tych cech, ktorych nie ma w twojej Personie. I -
                                                    witaj, Cieniu.
                                                    Nie wiem, czy to sa terapeutyczne metody, ja to sobie sama
                                                    wymyslilam.

                                                    > wole jaszczura od meczennicy. bo wg ' naszych tradycji' jaszczury
                                                    wolno zabijac
                                                    > , natomiast meczennic nie.

                                                    Forum jest o tyle bezpieczna sytuacja, ze nie ponosi sie tu tak
                                                    wielkich konsekwencji za zachowania niezgodne z normami.
                                                    A nauke stad mozna przeflancowac do realu.

                                                    > hmm, krytyka aluzyjna i bierna agresja...
                                                    > tu wyloni sie ze mnie wzorowa uczennica i powie: a nie myslisz,
                                                    ze to nieladnie
                                                    > tak ludzi za plecami obmawiac? czemu nie pojdziesz do solaris do
                                                    domu i jej te
                                                    > go w twarz nie powiesz, co, niedobra?

                                                    Za jakimi plecami?
                                                    Przeciez to publiczne forum i publiczna wymiana. Nie sadze, aby
                                                    byla zainteresowana tym, co mam na jej temat do powiedzenia, wiec
                                                    nie zamierzam jej wysylac zbawiajaco-uswiadamiajacego listu
                                                    typu 'prawda o tobie, sol'. Ona tu z kolei nie zaglada - ale ma
                                                    taka mozliwosc. Imo sytuacja fair, chociaz nie sadze, aby znalazl
                                                    sie ktokolwiek, komu by sie chcialo przez to brnac i czytac. To jak
                                                    kat w zatloczonej sali, w ktorym sa nasze zasiedziane fotele, nasze
                                                    gazety porozkladane, jakies kubki z niedopitymi kawami i okruchy po
                                                    ciasteczkach.

                                                    bo ze ja nie pojde to wiadomo, bo ja ten
                                                    > tego, nie lubie jak krzycza, szczegolnie jak sa plci zenskiej to
                                                    jakos nie wiem
                                                    > co robic...

                                                    No tak, to jest sluszna obawa, bo kobiety w drodze spolecznego
                                                    treningu, ktory zabrania im wyrazania wkurwu wprost, staja sie
                                                    niekiedy mistrzyniami w niekonfrontacyjnych, manipulanckich
                                                    atakach. Ale fechtunku z tego typu technikami mozna sie nauczyc na
                                                    kursach asertywnosci.

                                                    > z ta asertywnoscia jest taki problem ze raczej nie dziala w
                                                    sytuacji ostrego ko
                                                    > nfliktu o jakas niepodzielna rzecz np, prawda?

                                                    Jednym z (i imo najwazniejszym) prawem asertywnosci jest 'masz
                                                    prawo nie zachowywac sie asertywnie'. Sa sytuacje, w ktorych trzeba
                                                    to cale asertywne fiku-miku schowac do kieszeni, a wyjac i oddac
                                                    portfel, jak cie ktos prosi sugestywnie prezentujac dzialanie
                                                    mechanizmu sprezynowego swojego noza. Itd.

                                                    > jesli ktos mowi mi " masz zyc tak i tak' i nie chce w ogole
                                                    uzasadniac swoich r
                                                    > acji, tylko treluje o korzysciach, a raczej o wznioslosci i
                                                    pieknie takiego zyc
                                                    > ia, to co ja mam robic.

                                                    To zalezy, ile ma nad toba wladzy.
                                                    Np szef to troche taki bandzior z nozem - zwlaszcza, jesli o nowej
                                                    pracy z takich czy innych wzgledow mozesz pomarzyc tylko. Ale jaka
                                                    wladze ma nad toba anonimowy forumowicz np? Odpowiedz ponizej.












                                                    Taka, jaka mu dajesz.

                                                    odejsc mowiac, to twoj poglad, bye... ale gdy od trelu
                                                    > nie ma ucieczki, gdy trel staje sie glosem ludu, cofam sie i
                                                    cofam pod mur. i
                                                    > gdy tak stoje do muru przyparta trelem morelem, to co? to o
                                                    takiej sytuacji sni
                                                    > lam...

                                                    No ale na ile ty te cala sytuacje wymyslasz?
                                                    Tzn na ile tam jest ten mur i ile z tego ludu mowi jednym glosem?
                                                    Skoro ty masz inny glos, to sa tacy, ktorzy tez go maja. Skoro nie
                                                    ten lud, to inny. Moze ty sie sama w te sytuacje braku wyboru
                                                    wpedzasz, podczas kiedy wybor jest? Nawet we snie :)

                                                    > wazne jednak chyba, aby nie traktowac kazdego spotkania z trelem
                                                    jako neurotycz
                                                    > nego powrotu do sytuacji bycia przypartym do muru...

                                                    Mhm. Kalki z dziecinstwa?

                                                    > piesek/ nie ma sie co smiac
                                                    > ale ja sie nie smieje, ja sie usmiecham szeroko :)
                                                    > myslisz ze jest cos zlego w uswiadomieniu sobie rozmiarow
                                                    wlasnych ciagot macie
                                                    > rzynskich?
                                                    > czy moze ' powinnam' pracowac nad ich powiekszeniem ( he he ),
                                                    poglebieniem ?
                                                    > raczej nie po drodze mi z tym... mimo ze slysze trel wokol.

                                                    W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
                                                    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi. Dziwnym zbiegiem okolicznosci
                                                    malo kto w takiej decyzji mysli o dziecku w sensie osoby. Istnieje
                                                    natomiast dziecko w sensie posiadania dziecka.

                                                    > najbardziej zas interesuja mnie znajomosci oparte na poszanowaniu
                                                    wzajemnej odm
                                                    > iennosci, pelne wyrozumialosci choc niekoniecznie lukrowania.

                                                    No tak, ale to sie po prostu rzadko zdarza. Kropka.

                                                    > co wygrywasz na tym ze dlugo sie otwierasz, sluchasz raczej niz
                                                    mowisz?

                                                    Wiedze o ludziach. Wiem, jakim jezykiem mowic, zeby mnie
                                                    wysluchiwali, albo rozumieli; jak sie zachowywac, zeby mysleli o
                                                    mnie to, co z grubsza chce, zeby mysleli. Oczywiscie nie zawsze to
                                                    wychodzi, psiakrew, ale to i tak wiele ulatwia.

                                                    > "Nad moja siostra nasza niania odprawila kiedys egzorcyzmy, ale
                                                    jakos nie pomog
                                                    > lo."
                                                    > he he
                                                    > moze niani pomoglo chociaz?

                                                    Nie, ona nadal miala kosmicznego szmergla. Cieplo ja wspominam.

                                                    [zagwozdka stereo]
                                                    > jaki problem masz z odp na takie pytanie?

                                                    Taki, ze to determinizm jest. Cos w rodzaju. I nie problem, chociaz
                                                    to chyba smutne - ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni
                                                    jestesmy.

                                                    > naprawde nie ma juz poboznych katolikow w polsce?
                                                    > czy tylko masz na mysli, ze gleboka poboznosc jest zjawiskiem
                                                    marginalnym?

                                                    Nie wiem, pewnie sa. Wyrozniaja sie byc moze tym, ze sie nei
                                                    wyrozniaja.

                                                    > doszly mnie sluchy,ze kk przegrywa w supermarkecie wlasnie
                                                    dlatego, ze sie nie
                                                    > modernizuje, nie trzyma tempa przemianom...

                                                    Nie montuje neonow na kosciolach i nie odmadza/odchudza dziewczat z
                                                    choru, nie robi promocji typu dzis tylko dzis podczas spowiedzi nie
                                                    dajemy pokuty?

                                                    Nie chodzi o wyjscie frontem do klienta, ale raczej o uciazliwy
                                                    konserwatyzm, kolesiostwo (wyszlo po raz ktorys przy kolejnej
                                                    sprawie z pedofilia w Polsce), hipokryzje, niedouctwo (oj, tak),
                                                    nieznajomosc realiow zycia poza murami, syndrom oblezonej twierdzy,
                                                    niechetne kwestionowanie tego, co istnieje tylko dlatego, ze 'tak
                                                    bylo zawsze'. Itd. Duzo tych grzeszkow.

                                                    cdn
                                                  • bene_gesserit Re: morla to piekne imie cd 22.04.08, 02:10
                                                    > islam jest mlodszy o te kilkaset lat, prawda? jest zywy jeszcze,
                                                    jest alternaty
                                                    > wa dla tych, ktorzy chcieliby religii preznej, zielonej jak
                                                    lodyzka a jednoczes
                                                    > nie wielkiej, tak mi sie zdaje.

                                                    Swiety kolor islamu to zielen :)
                                                    Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie, w dodatku
                                                    wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami. Co
                                                    jest bzdura, bo to nie religia tworzy ludzi, ale ludzie religie.
                                                    Noale w Europie wyznawcy islamu chyba latwo nie maja.

                                                    > te rozne rzeczy ktore wymieniasz, chrzest dla tesciow, bialy slub
                                                    koscielny, ko
                                                    > munia to dla mnie wlasnie obrazuje chec przynalezenia do czegos
                                                    wyprobowanego,
                                                    > odegnania koniecznosci myslenia, buntu..., pewne wygodnictwo
                                                    rowniez i w sumie
                                                    > niepowazne traktowanie religii.

                                                    Funkcjonalnie, tak.
                                                    Ale moze masz racje, moze gdzies tam pod tym gdzies sie ten Bog
                                                    pałęta i moze od czasu do czasu poglaszcze taka swoja mroweczke,
                                                    nie wiem.

                                                    > obezwladniajaca sila mojej mantry...
                                                    > e tam, ja wiem? raczej przykrywka dla lenistwa i leku, wymowka
                                                    sluzaca wymkniec
                                                    > iu sie z gonitwy za doczesnoscia.

                                                    No tak, ona sie nie pojawila bez przyczyny. A mi sie wydaje, ze ona
                                                    z czasem mogla/moze stac sie sama przyczyna.

                                                    poza tym tak to widze ...
                                                    > taka postac jest w tarocie : pustelnik
                                                    > on tak sobie siedzi na kamieniu przed swym eremem i patrzy jak
                                                    migaja sylwetki
                                                    > biegaczy. czasem wode poda.

                                                    Fantastyczny plan na zycie, taki podawacz.
                                                    'Jestem podawaczka, i jestem szczesliwa'
                                                    'Cale zycie marzylam o podawaniu i w koncu sie udalo'

                                                    > pesymizm defensywny? no, cos w ten desen jakby
                                                    > rzeczywiscie nie trawie ofensywnych optymistow...
                                                    > uwazasz ze istnieje sluszna postawa wobec zycia?

                                                    Nie, jedynie sluszna to ta moja z zamykaniem oczu i naciskaniem
                                                    pedalu gazu ;)

                                                    > nawet jesli tak uwazasz, to ja nie musze na szczescie sie z toba
                                                    zgadzac
                                                    > wiem, wiem, sama sobie robie krzywde...,tak troche odwrocone jest
                                                    moje zycie
                                                    > z reguly ludzie do trzydziestki zajmuja sie wywieraniem wplywu na
                                                    swiat zewnatr
                                                    > zny, i tak okolo tego wieku, zaczynaja odczuwac jakas tam pustke
                                                    w sobie, co sk
                                                    > lania ich ku ' duchowosci"
                                                    > hmm, a ja jakos tak w poprzek temu ide, za nic majac maslowa,
                                                    cwiczac survival
                                                    > i ' asceze' jak mnie bieda przycisnie. choc ta bieda i ta asceza
                                                    wydaja mi sie
                                                    > absurdalnie przesadzone. biedne to sa te nasze dyzurne afryczatka
                                                    przeciez...
                                                    > ale jestem na dobrej drodze - czas plynie, lek narasta, juz
                                                    niedlugo powinnam s
                                                    > ie obudzic.

                                                    No tak, to tez jest metoda.
                                                    Imo to dzialanie w stylu Dziecka.

                                                    > a moje kochane slodkie kotki upolowaly sobie ptaszka. skrzydelko
                                                    i glowke jeno
                                                    > zostawily, he he

                                                    To o wiele lepsze niz odkrycie, ze po podworku trzepocze sie
                                                    nadgryziony, ale zywy ptaszek, ktorego brzydzisz sie dobic, a on
                                                    jakos nie chce umrzec sam z siebie. A kiedy sie zastanawiasz, co
                                                    zrobic, kot zaczyna sie domagac pochwal, ze taki zdolny...

                                                    czulko
                                                  • szarylemur moria 22.04.08, 04:27
                                                    'Gdzies tam czytalam, ze rodzice sa pierwszym Bogiem. I z grubsza mozna uznac,
                                                    ze relacja z nimi (ta z wczesnego dzieciectwa)
                                                    ksztaltuje nasza relacje z Bogiem.'
                                                    tez o tym slyszalam. zatem : ja mam dwoch i z zadnym sie nie zgadzam. aniola i
                                                    diabla. hem, wlasciwie to wymyslilam to zanim jeszcze dotknelam psychologii.
                                                    bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
                                                    moze i stad ta marnosc sie wywodzi?
                                                    ---
                                                    sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie sytuacji
                                                    rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
                                                    porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie zakrakac.
                                                    ---
                                                    cien?
                                                    po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole? bo mi sie zdaje ze
                                                    wciaz sie zmieniam jak kalejdoskop, to jestem milutka i opiekuncza, to zimna i
                                                    wredna. kiedy jestem smutna moim cieniem jest radosc, z wielkiej powagi
                                                    przeskakuje w gadanie glupot. tak caly czas. zdaje mi sie, ze widze swoje jasne
                                                    i ciemne strony i nie buduje zbyt sztywnej maski. lubie tez zaglebiac sie w
                                                    cieniu na ogol. moze nawet zbyt namietnie ;)
                                                    ---
                                                    czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z ciekawosci.
                                                    chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie jestem gotowa
                                                    na to, co moglabym tam zastac.
                                                    ---
                                                    kobiety walczace.
                                                    yhm, zmije i zmijki lukrowane zeby jadowe. rzadko sie z tym stykam w realu,
                                                    raczej nie podejmuje konfrontacji z takimi kobietami. choc sama potrafie
                                                    zaatakowac znienacka i chyba dosc finezyjnie/ brutalnie osobe, ktorej nie lubie,
                                                    kiedy ta sie tego nie spodziewa a ja mam akurat jadowity nastroj...
                                                    ale typowo kobiecych szarpaninek nie lubie.
                                                    ---
                                                    " masz zyc tak i tak'
                                                    chodzilo o zycie w grupie...
                                                    czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach
                                                    ---
                                                    'W decyzji o posiadaniu dziecka nalezy brac pod uwage glos dziecka,
                                                    jakkolwiek to glupio nie zabrzmi'
                                                    no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem bardzo
                                                    skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie lubie zycia
                                                    ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako ze nie jestem
                                                    ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
                                                    moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz bala sie
                                                    zaglady nuklearnej ( sic!). ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
                                                    mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej potrzebuje , jest
                                                    odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy nie" ( zagrozenie
                                                    flirtem z tradycja, grupa ). itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
                                                    dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez. ale wiecej przeslanek temu
                                                    przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i sobie rowniez?
                                                    ---
                                                    znajomosci
                                                    mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja towarzystwa jak
                                                    powietrza. ja nie az tak bardzo.
                                                    ---
                                                    przypatrywanie sie, dystans
                                                    konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia? chronisz siebie?
                                                    przed czym?
                                                    ---
                                                    determinizm
                                                    problem? w takim sensie chyba, ze juz glupio brzmia pioseneki o wolnosci :)
                                                    ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic determinizm?
                                                    smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?
                                                    'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
                                                    hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?
                                                    ---
                                                    islam
                                                    'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
                                                    moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?
                                                    'w dodatku wielu ludziom kojarzy sie z roznymi nieprzyjemnymi rzeczami.'
                                                    taaa, zapewne wielu z tych ludzi nie jest w stanie skojarzyc chrz z krucjatami,
                                                    paleniem czarownic i innymi takimi ' grzeszkami'
                                                    fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych wbrew ich woli i
                                                    dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
                                                    a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci bardziej
                                                    mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy - egzotyczne sekty.
                                                    wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich niewielu, a
                                                    musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i reszte
                                                    europocentrycznej tuby.
                                                    choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze ogladalam
                                                    reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
                                                    nawracac na demokracje czy nie nawracac?
                                                    to dylemat prawie jak z mojego snu...
                                                    ciezka sprawa
                                                    twoje zdanie?
                                                    ---
                                                    podawacz.
                                                    he he
                                                    jak wyjezdzalam z kraju mialam chwiejny plan zostac marysia w bogatym domu
                                                    starego madrego profesora. odbebnic co moje i zajac sie tym co mnie interesuje w
                                                    sprzyjajacej atmosferze.
                                                    a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami, jacksonami,
                                                    nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
                                                    ale juz mi przeszlo :)))
                                                    a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc. jakos nie
                                                    krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak jest ;)

                                                    ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych gustow ;)
                                                    brzmi " hmmm"
                                                    to chyba najczesciej wypowiadana przeze mnie fraza (?)
                                                    indianskie imie nadala czeka
                                                    tak na kiedys to znana bylam jako Ta Co Zawsze Ma Dwa Wina W Plecaku
                                                    mi sie podobalo ...
                                                    ale jest nieadekwatne od dluuugiego juz czasu
                                                    czas pokaze
                                                    na razie cos w stylu
                                                    Biegnacej w Zawieszeniu
                                                    ---
                                                    drapiezne kotki
                                                    oj, nadgryziony, powiadzasz? nie spotkalam sie z takim dylematem, na szczescie,
                                                    na razie.
                                                    dotad tylko z tym, ze kotek bawi sie motylkiem poki sie motylek troche chociaz
                                                    rusza...
                                                    ale to nie to samo... uj, moze psu wystawic?

                                                    sciskam, lece spac, jak sie uda.
                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: moria 23.04.08, 02:20
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > bylam arbitrem w tych meczach. co za los :(
                                                    > moze i stad ta marnosc sie wywodzi?

                                                    Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
                                                    lez padolu.

                                                    > sukcesem byloby odbycie dialogu . sukcesem byloby stworzenie
                                                    sytuacji
                                                    > rownoprawnosci/ rownoprawdnosci, cos w tym stylu.
                                                    > porazka jest zabic przeciwnika brudnym chwytem, jak i dac sie
                                                    zakrakac.

                                                    Jesli dobrze rozumiem to, co napisalas wyzej, to byc moze odgrywasz
                                                    role mediatora nadal. Jesli bylas mediatorka miedzy rodzicami, to
                                                    wbilo ci sie pod skore to, ile od tego zalezy. I nadal o to
                                                    walczysz, kazda sytuacja niezgodnosci ci sie na to naklada?

                                                    > cien?
                                                    > po tym co napisalas zastanawiam sie czy mam cien w ogole?

                                                    No nie, kazdy ma Cien.
                                                    Moze tak - u solaris (sorry - ale to jest jedyna osoba, ktora znamy
                                                    wspolnie, no offence, to jest jedno wielkie IMO) w Cieniu jest
                                                    agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu
                                                    bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.

                                                    I co?
                                                    A sny? Czy procz falbaniastych meduz snia ci sie ucieczki przed
                                                    demonami, postacie nieprzyjemne, ktore chca cie dopasc, istoty
                                                    grozne i nieprzyjemne?
                                                    Dlatego napisalam, ze moze Falbana jest twoim Cieniem - bo w snach
                                                    pojawieniu sie jego emanacji towarzyszy lęk (czasem panika), a co
                                                    najmniej dyskomfort.
                                                    A moze przyjrzyj sie swojej Personie, nie wiem.
                                                    Wlasnie przeczytalam, ze w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    Progu. No no no.

                                                    > czy we mnie widzisz bierna agresje i krytyke aluzyjna? pytam z
                                                    ciekawosci.

                                                    Nie.
                                                    To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
                                                    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego
                                                    tam.

                                                    > chcialam nawet zalozyc watek " jak mnie widzicie" ale jednak nie
                                                    jestem gotowa
                                                    > na to, co moglabym tam zastac.

                                                    Kiedys na tym forum powstalo pare watkow skojarzeniowych.
                                                    To znaczy wymienialo sie swoich znajomych forumowiczow i
                                                    przypisywalo sie im np jakies strony z internetu (w sensie
                                                    obrazkow). Albo utwory muzyczne, itd.

                                                    Chociaz ty masz takiego nicka, ze to by ci raczej nic nie dalo ;)

                                                    ...
                                                    > " masz zyc tak i tak'
                                                    > chodzilo o zycie w grupie...
                                                    > czesto wybieram ' duchowa emigracje' w grupach

                                                    Wrzuc se 'potrzeba afiliacji'. Moze to bedzie na temat.

                                                    > no wlasnie, biore. nie sadze aby miala byc dobra matka, jestem
                                                    bardzo
                                                    > skoncentrowana na sobie, na swoim zyciu wewnetrznym. poza tym nie
                                                    lubie zycia
                                                    > ktore jest walka, a z dzieckiem byloby ona walka na pewno, jako
                                                    ze nie jestem
                                                    > ani zamozna ani pomocnej rodziny nie posiadam.
                                                    > moja matka mowila ze nie chciala miec dzieci tak dlugo, poniewaz
                                                    bala sie
                                                    > zaglady nuklearnej ( sic!).

                                                    O. To ciekawy watek: ile i jakich lęków przekazala ci mama. Nie
                                                    musisz tego wrzucac tutaj, bo to sa intymne sprawy, ale mi np takie
                                                    przemyslenie pomoglo.

                                                    ja nie chce bo nie wiem jak wychowac dziecko, i nie
                                                    > mam ochoty mierzyc sie z taka odpowiedzialnoscia. pies mniej
                                                    potrzebuje , jest
                                                    > odporniejszy, nie musze sie zastanawiac " czy go ochrzcic czy
                                                    nie" ( zagrozenie
                                                    > flirtem z tradycja, grupa ).

                                                    Tak w ogole to mozesz go ochrzcic, cywile moga dokonywac chrztu,
                                                    ale nie wiem, czy za ochrzczenie psa nie idzie sie do piekla.

                                                    itd itp. nie wiem, byc moze wszystko ulozyloby sie
                                                    > dobrze, dziecko byloby szczesliwe i ja rowniez.

                                                    Mi to sie wydaje, ze szczesliwe dziecko moga wychowac tylko
                                                    szczesliwi rodzice.

                                                    ale wiecej przeslanek temu
                                                    > przeczy, wiec po coz ... skoro mozna zapewnic szczescie psu i
                                                    sobie rowniez?

                                                    To jest imo bardzo rozsadne wyjscie.

                                                    > znajomosci
                                                    > mozna isc na jakosc lub na ilosc. niektorzy po prostu potrzebuja
                                                    towarzystwa ja
                                                    > k
                                                    > powietrza. ja nie az tak bardzo.

                                                    A - niska potrzeba afiliacji.

                                                    > przypatrywanie sie, dystans
                                                    > konstruujesz persone kierujac sie zapotrzebowaniem otoczenia?
                                                    chronisz siebie?
                                                    > przed czym?

                                                    Dlaczego pomyslalas o lęku?
                                                    Mi raczej chodzi o skutecznosc. Nowe srodowiska kojarza mi sie
                                                    glownie z praca - jesli bede wiedziala, jak rozmawiac i zachowywac
                                                    sie tak, zebym byla rozumiana, to mam polowe roboty z glowy. To
                                                    strategia lenia.

                                                    > ale zobacz, co by zostalo z psychologii chociazby gdyby odrzucic
                                                    determinizm?
                                                    > smutne, ale i wyzwalajace zarazem, nie sadzisz?

                                                    No tak, ale to gdybanie, wiec i tak bez znaczenia.

                                                    > 'ale chodzilo, przypomne, o to, z czego zrobieni jestesmy. '
                                                    > hmm, nie lapie jakos? o geny i memy, tak? i co?

                                                    To, ze ludzie glownie utozsamiaja sie z 'dusza'. Ze owszem - mam
                                                    geny w 100% od rodzicow, okresla mnie tez srodowisko, ale
                                                    jestem 'mna', bo jestem swoja (niesmiertelna w dodatku) dusza.
                                                    Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
                                                    dzialania innych, od stop do glow.
                                                    To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?

                                                    > islam
                                                    > 'Jest mlodszy, ale jest czesto uzyty do celow politycznych albo
                                                    > obyczajowych - w stopniu wiekszym niz xianstwo obecnie,'
                                                    > moze to taki etap w cyklu rozwojowym religii?

                                                    Nie mam pojecia, moze?

                                                    > fanatycy maja to do siebie ze sklonni sa nawracac niewiernych
                                                    wbrew ich woli i
                                                    > dla ich dobra zarazem, a i jeszcze ku chwale bozej.
                                                    > a czy to bedzie taka czy inna wiara to juz mniej istotne. ci
                                                    bardziej
                                                    > mainsteamowi ' wybiora' jakas duza religie, snobi i ekscentrycy -
                                                    egzotyczne se
                                                    > kty.

                                                    Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa
                                                    nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)

                                                    > wyznawcy islamu maja pewnie niezaciekawie w polsce, gdyz jest ich
                                                    niewielu, a
                                                    > musza mierzyc sie z obrazkami, tresciami pompowanymi przez tv i
                                                    reszte
                                                    > europocentrycznej tuby.

                                                    Tak, chociaz jest ich na tyle niewielu, ze nie ma (chyba) zamieszek
                                                    czy czegos w stylu tego, co sie dzieje z antysemityzmem. Mieszkam
                                                    dosc blisko meczetu i zadnych ekscesow nie odnotowalam.

                                                    > choc nie bylo mi do smiechu kiedy w jakiejs kawiarni w tangerze
                                                    ogladalam
                                                    > reklamy , po prostu reklamy swietej wojny.
                                                    > nawracac na demokracje czy nie nawracac?
                                                    > to dylemat prawie jak z mojego snu...
                                                    > ciezka sprawa
                                                    > twoje zdanie?

                                                    Moje zdanie jest takie, ze jest islam-do-zabijania i islam
                                                    oswiecony. O dziwo, oba bazuja na tych samych swietych pismach.
                                                    To jak z tym mlotkiem, co to nim mozna wszystko...

                                                    > a w podstawowce, kiedy dzieci chcialy byc madonnami, strazakami,
                                                    jacksonami,
                                                    > nauczycielkami itd, ja zupelnie powaznie chcialam byc jezusem. :0
                                                    > ale juz mi przeszlo :)))

                                                    To suma twojego wychowania.
                                                    I to dobrze, ze ci przeszlo.

                                                    > a tak w ogole to nigdy nie myslalam wczesniej kim chcialabym byc.
                                                    jakos nie
                                                    > krecily mnie rozkminy na ten temat, i wlasnie dlatego jest jak
                                                    jest ;)

                                                    Jakis plus-minus plan na przyszlosc warto miec.
                                                    Poniewaz trudno przewidziec, co nas czeka, nie warto sie do niego
                                                    przywiazywac, ale jakis tam kierunek chyba jest sens obrac.

                                                    > ale mam nowa mantre, choc obawiam sie ze nie zadowoli twych
                                                    gustow ;)
                                                    > brzmi " hmmm"

                                                    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)

                                                    > czas pokaze
                                                    > na razie cos w stylu
                                                    > Biegnacej w Zawieszeniu

                                                    Heheh. Przeczytaj 'biegnaca z wilkami'.

                                                    A Muminki - tak, lubie. Kiedys mialam koncepcje, ze caly ten
                                                    przedstawiony w tomikach swiat to opis wewnetrzny jednej osoby.
                                                  • szarylemur minikot... 23.04.08, 04:17
                                                    mediator
                                                    hmm, kiedy bylam naprawde mala mediatorem nie bylam, raczej obserwatorem zachodzacym w glowe po co to wszystko. albo lina przeciagana raz na jedna, raz na druga strone. z refleksja wczesnodziecieca, ze to wszystko o kant potluc...
                                                    kiedy nieco podroslam, jako nastolatka robilam za cos w stylu rycerza obronnego matki. nie mediowalam miedzy nia a nim, gdyz on swoje racje dyskredytowal zachowaniem. zreszta zadne z nich nie chcialo sluchac o potencjalnych racjach drugiej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w teatrzyku cieni byc mediatorem.

                                                    'Skopane dziecinstwo to przyczyna 99% nieszczescia mieszkancow tego
                                                    lez padolu.'
                                                    myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos wczesniej krzywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim zdaniem? komu mozna przebaczyc i po co?
                                                    ---
                                                    cien.
                                                    'u solaris w Cieniu jest agresja, pogarda, nienawisc. U przecietnego drecha - w Cieniu bedzie wrazliwosc, potrzeba czulosci, lagodnosc.'
                                                    tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica miedzy persona a cieniem jest bardziej plynna?
                                                    choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w zwiazkach z mezczyznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby ktoregos dnia odkryc ze mnie zjadl... na ogol...
                                                    ---
                                                    'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    Progu. '
                                                    jakiego progu? progu czego? interesujace
                                                    ---
                                                    bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore z takich czy innych wzgledow nie chca
                                                    dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy czego tam."
                                                    z jakich wzgledow?

                                                    i jeszcze jedno pytanie: jak okreslilabys taktyke wynajdywania wad w osobach ktore nie sa dla nas mile? np: ktos mowi ci ze jestes glupia, a ty na to odp : ale ty masz krzywe nogi, o rany" moze to dotyczyc nawet sytuacji bez osobistej konfrontacji z osoba, ktora jakos zagraza naszym interesom.
                                                    np: u top modelki wynalezc grube uda, czy cos w tym stylu.
                                                    dlaczego ludzie to robia?
                                                    moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez ponizenie ' przeciwnika'. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem tego.
                                                    ---
                                                    moja matka przekazala mi cala biblie lekow i zhizow, niektore tak shizowe, ze juz za pierwszym wysluchaniem, przecieralam oczy ze zdumienia. ale to juz kiedy byla starsza. lek przed swiatem, to generalnie i w roznych odmianach. brak przebojowosci. cos w stylu dekalogu chrz bez religijnej podbudowy.
                                                    sporo wartosciowych memow, ale niektore zdecydowanie za ciezkie.
                                                    ---
                                                    psu szczescie?
                                                    he he
                                                    juz nie wiem, czy tu ktos w ogole bedzie szczesliwy poczawszy od dzisiaj... wiele sie zmieni w kazdym razie. przytargalam sobie do domu kotka mlodego...
                                                    poznalam go w niedziele i dzis znow spotkalam. lasil sie bardzo i lazil za mna jak pies, i mojego psa uznal chyba za matke... wiec go wzielam ale uciekl mi tuz przed blokiem. pozostawiajac na mej klatce piersiowej dramatyczny rozlegly trojslad.
                                                    ale spotkalam go wracajac z pracy - siedzial pod samochodem na skraju dwupasmowki i mialczal dziko. zostal wiec schwytany i odniesiony do domu.
                                                    niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi kotki, o ile kotki nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie stalo, ale kotek doznal obrazen oka...
                                                    obecnie spi na poduszce na oknie :)))
                                                    wystarczy dotknac aby uaktywnic podzespol mruczacy :)
                                                    tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac ze nikt nie wynajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i ze chyba nie zamierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus pokoj, inaczej nie dam rady)
                                                    a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac ( wiezienie? moze lepiej kotu byloby w parku?)
                                                    i jest mi smutno i nie wiem co robic.
                                                    zaluje ze go w ogole wzielam, bo i on i ja i pies i flatmejt mamy przez to problemy, eh...
                                                    ---
                                                    twoja persona
                                                    dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
                                                    zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed nieskutecznoscia...
                                                    ---
                                                    'Jesli roboczo zalozymy, ze dusza nie istnieje, to jestesmy wynikiem
                                                    dzialania innych, od stop do glow.'
                                                    dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie jest moje robocze zalozenie.

                                                    'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
                                                    tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie na nas zlozylo.
                                                    i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie - ja.
                                                    tak teoretycznie, ale przemawia to do mnie tak bardzo,ze sklonna jestem uznac, ze praktycznie tez.
                                                    ---
                                                    'Nie masz pojecia, jak wielu wyznawcow zenu uzywa nonszalanckiego 'jestem buddysta' jako strategii podrywu :)'
                                                    ano, pewnie dlatego, ze to dziala... ;)
                                                    ---
                                                    islam-do-zabijania i islam oswiecony.
                                                    no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac tu asertywnosc? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja od propagandy ' oblezonej twierdzy"?
                                                    ---
                                                    byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w liceum - poszlam w nauki ojca. tak sobie kontestowalam...
                                                    teza - antyteza - synteza. jakas taka kulawa. polaczenie wody z ogniem... jak eksperyment doktora mengele. krete sciezki.' karma'.
                                                    ---
                                                    " hmmm"
                                                    Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
                                                    no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to kupilam...
                                                    ---
                                                    a ja nie lubie muminkow!
                                                    sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie moglam utozsamic, he he

                                                    a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

                                                    pozdrawiam z minikotem za plecami . . .
                                                  • bene_gesserit Re: minikot... 24.04.08, 01:43
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ej strony. takze mediowac moglam sobie tylko wewnetrznie, w
                                                    teatrzyku cieni byc
                                                    > mediatorem.

                                                    No to nie wiem - moze wlasnie o to chodzi.

                                                    > myslisz ze refleksja typu ' oni mnie krzywdzili , gdyz i ich ktos
                                                    wczesniej krz
                                                    > ywdzil" pomaga w przebaczaniu? i jaki sens ma przebaczenie twoim
                                                    zdaniem? komu
                                                    > mozna przebaczyc i po co?

                                                    Mysle, ze bardzo pomaga, bo wlacza wspolczucie, ktore rownowazy
                                                    nienawisc. Przebaczanie uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.

                                                    > tak, ale to takie skranje przyklady. moze zatem u mnie granica
                                                    miedzy persona a
                                                    > cieniem jest bardziej plynna?

                                                    Ty masz wszystkie odpowiedzi :)

                                                    > choc tak, mam cien ktorego sie wstydze, a ktory ujawnia sie w
                                                    zwiazkach z mezcz
                                                    > yznami. tego cienia nie lubie, walcze z cieniem, ha ha, zeby
                                                    ktoregos dnia odkr
                                                    > yc ze mnie zjadl... na ogol...

                                                    Jesli glownym problem twojego dziecinstwa byl ojciec, to moze byc
                                                    tak, ze bez przepracowania swoich z nim relacji nie ruszysz dalej,
                                                    niz to co cie do tej pory w zwiazkach spotkalo.
                                                    Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.

                                                    > 'w okultyzmie Cien nazywa sie Straznikiem
                                                    > Progu. '
                                                    > jakiego progu? progu czego? interesujace

                                                    No wlasnie, interesujace.

                                                    > bierna agresja i krytyka aluzyjna. "To jest strategia osob, ktore
                                                    z takich czy
                                                    > innych wzgledow nie chca
                                                    > dopuscic do konfrontacji, a kotluje sie w nich od zlosci czy
                                                    czego tam."
                                                    > z jakich wzgledow?

                                                    Mysle, ze najczesciej chodzi o strach przed sytuacja konfrontacji
                                                    jako takiej (np z powodu wpojonego przykazania 'masz byc grzeczna')
                                                    albo o lęk, ze sie w takiej sytuacji nie uda sprostac oponentowi.

                                                    > moim zdaniem jest to proba dowartosciowania sie poprzez
                                                    ponizenie ' przeciwnika
                                                    > '. dosc czesto to obserwuje i jakos mnie to boli, nie rozumiem
                                                    tego.

                                                    www.geocities.com/Athens/Forum/5921/books/carter/

                                                    > niestety, juz teraz wiem, ze moj kochany piesek bardzo lubi
                                                    kotki, o ile kotki
                                                    > nie panosza sie w ' jego' pokoju. nie jestem pewna jak to sie
                                                    stalo, ale kotek
                                                    > doznal obrazen oka...
                                                    > obecnie spi na poduszce na oknie :)))

                                                    Calkiem mozliwe, ze sie z takim kotkiem latwo utozsamiasz. Tzn
                                                    swoje Wewnetrzne Dziecko.

                                                    > tyle ze pozniej jeszcze napatoczyl sie moj flatmejt oznajmiajac
                                                    ze nikt nie wyn
                                                    > ajmnie pokoju w takim malym mieszkaniu gdzie jest pies i kot, i
                                                    ze chyba nie za
                                                    > mierzam kota zatrzymac na zawsze. ( a wlasnie musze wynajac komus
                                                    pokoj, inacze
                                                    > j nie dam rady)
                                                    > a jesli juz to chyba u siebie w pokoju go bede trzymac (
                                                    wiezienie? moze lepiej
                                                    > kotu byloby w parku?)

                                                    Kota w jednym pokoju? Z nielubiacym go psem?
                                                    (Wiesz, ze to oznacza rowniez trzymanie w twoim pokoju kuwety?)

                                                    > twoja persona
                                                    > dlaczego pomyslalam o leku? hmm, tak odruchowo ;)
                                                    > zawsze moglabym powiedziec ze chodzi tu o twoj lek przed
                                                    nieskutecznoscia...

                                                    To tez chodzi o szacunek, czesc mojej asertywnej praktyki. Latwo
                                                    kogos urazic, jesli sie nie zna jego 'kodu'. Nie mozna
                                                    mowic 'wsiowe' do kolezanki, ktora jest ze wsi, nie mozna
                                                    powiedziec 'nie cygan' do Romki. Tak sie po prostu latwiej zyje - i
                                                    innym, i mi.
                                                    Chodzi tez o szacunek dla granic. Otwierajac sie na dziendobry te
                                                    granice przekraczamy - rzadko kiedy kto ma ochote sluchac na
                                                    poczatku znajomosci o intymnych szczegolach naszego zycia. Dzieki
                                                    obserwacji mozna zobaczyc, gdzie ma byc ta granica - a ona sie
                                                    potem dalej sama przesunie - w te albo wewte.

                                                    > dusza czyli psyche? istnieje, jest pochodna genow i memow. takie
                                                    jest moje robo
                                                    > cze zalozenie.

                                                    No tak, taka jest moja wiara. Od dziecka wierze w reinkarnacje,
                                                    sama ja wymyslilam.

                                                    > 'To co jest 'nami'? Tylko ta wykrzesana z polaczenia synergia?'
                                                    > tak, my to ta niepowtarzalnosc wynikla z tego wszystkiego co sie
                                                    na nas zlozylo
                                                    > .
                                                    > i wlasnie dlatego nie jest mozliwa tozsamosc z jakimkolwiek nie -
                                                    ja.

                                                    Jest mozliwa!
                                                    Ja tu zreszta nie widze logicznego polaczenia. Ze nie mozna sie
                                                    potozsamic z nikim, kto jest rozny od nas?

                                                    > islam-do-zabijania i islam oswiecony.
                                                    > no wiec co robic z islamem - do - zabijania? czy da sie stosowac
                                                    tu asertywnosc
                                                    > ? raczej nie? ale jak odroznic koniecznosc obrony przed inwazja
                                                    od propagandy '
                                                    > oblezonej twierdzy"?

                                                    Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?

                                                    > byc jezusem, to bylo chyba wypelniac nauki matki. potem - w
                                                    liceum - poszlam w
                                                    > nauki ojca. tak sobie kontestowalam...

                                                    A, to fajnie, ze od niego tez cos dostalas pozytecznego (?).

                                                    > " hmmm"
                                                    > Brzmi prawie jak 'ommmmmmm'. Kupuje ;)
                                                    > no, tez mi sie tak skojarzylo, ale raczej nie dlatego to
                                                    kupilam...

                                                    Acha. To sa wszystkie twoje pytania w jednym, cos jak klucz
                                                    francuski do kazdej srubki.

                                                    > a ja nie lubie muminkow!
                                                    > sa rozowe i budyniowe, nijak sie z tym zyciem w ich dolinie nie
                                                    moglam utozsami
                                                    > c, he he

                                                    Tu sie bardzo rozowo mylisz.
                                                    Tove miala wybitnie ciezkie zycie, z bardzo specyficznymi
                                                    rodzicami, ch..owymi z nimi ukladami, a w dodatu byla
                                                    homoseksualna, co jej pewnie nic nie ulatwialo. Dlatego pisala
                                                    ponure ksiazki.
                                                    Rozowa jest tylko Mama Muminka, ktorej nigdy nie lubilam.
                                                    Reszta obywateli tego swiata pielegnuje swoje neurozy az milo,
                                                    kazdego cos trawi i dreczy - caly przeglad kompulsji, lęków,
                                                    obsesji, tesknot bez powodu, kompleksow. To jest panoptikum
                                                    zaburzen.
                                                    A ze z tego robia niemrawa wykastrowana papke w postaci glupiej
                                                    dobranocki, to juz naprawde wina tylko jej tworcow.

                                                    > a ktorego z bohaterow kubusia puchatka lubisz najbardziej?

                                                    Klapouchego. Z muppetow - Szwedzkiego Kucharza.

                                                    > pozdrawiam z minikotem za plecami . . .

                                                    Jesli jest sliczny i grzeczny, to ma duza szanse na adopcje. Przez
                                                    schronisko albo ogloszenia na slupach.
                                                  • szarylemur zebrak/ zrebak czyli kot 24.04.08, 03:43
                                                    na poczatek o kocie, jako ze zdecydowanie to zagadnienie zdominowalo obecnie moj maly swiatek :)

                                                    czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...
                                                    myslalam o tym dzis w pracy, gdzie nic sie nie dzieje... yhm, to tez zhiz z dziecinstwa, kot jako centralna postac swiata.
                                                    a kiedy mezczyzna, ktoremu nagle zaczelo sie wydawac ze jest niewiadomo kim, zdaje sie, nonszalancko domaga sie ( chyba korzystajac z mojej oslabionej pozycji) abym kota wyrzucila...
                                                    to bardzo zle dla tego mezczyzny, choc i dla mnie tez, bo mnie sciska w srodku z zalu za kota. no i dla kota nie za dobrze...
                                                    z serii ' kwietno - tiulowej' : znam tutaj dziesiatki kotow, ale zawsze mialam jakies ale do ich pobierania do domu. tego tez ominelam, ale zawrocilam. jakos tak.
                                                    nawet nie lubie malych kotow, bo to w koncu dzieci, a z tymi tyle klopotu... ale ten jakos tak...
                                                    w jednym mini pokoju... ale do tego jest jeszcze caly dach wierzowca... tyle ze jak na razie kot nie wychodzi z szafy. wiec zrobilam male przemeblowanie i ma tam teraz bezpieczne stanowisko.
                                                    mam plan nauczyc go zalatwiac sie do kuwety z chlonnym zwirkiem na dachu, za oknem, takze po to aby uniknal stresogennego psa. na razie kuweta stoi tuz przy jego legowisku, co nie jest szczegolnie udana manipulacja, lecz najlepsza jaka zdolalam wymyslic. a kot i tak z niej nie korzysta, jako ze wysikal z siebie cale morze wprost na moje lozko w nocy... :)
                                                    poza tym nastapil obrot kola fortuny i drugi flatmejt wyniesie sie dopiero za miesiac, co zdecydowanie utarlo nosa panu p. :)))
                                                    choc mysle ze to sie moze jeszcze ze trzy razy zmienic.
                                                    najwiekszy problem to chyba jednak pies i kocia trauma...
                                                    ciekawe, ze z kotami podworkowymi nadal sa swietnymi kumplami.
                                                    mysle ze potwornie psa rozpuscilam, po prostu. kiedys juz mieszkalam z tym psem i z innym czarnym kotem w malej kawalerce i bylo ok, spali razem, bawili sie razem ( zelaznym lancuchem najchetniej ), czasem pies chcial zgwalcic kota... ale to tyle w sumie.
                                                    hmm, mam nadzieje ze jakos to sobie ulozymy.
                                                    o schronisku nawet mi nie wspominaj!!!
                                                    dwadziescia kotow zamknietym w klatce 2 na 5 metrow w palacym sloncu.
                                                    tutaj nikt nie chodzi do schroniska po kota. tu albo wezmiesz z ulicy albo w kerfurze ( sic!) kupisz jednego z tych trzymanych w terrariach. sa tam tez psy( np, kilkumiesieczny bulgod za 700 e), gryzonie i ... jeze po 150 za sztuke... spoleczenstwo hiszpanskie na pewno nie nalezy do czolowki animal lovers.
                                                    a na gib go przemycac raczej nie bede.
                                                    moglabym go takze podrzucic pod blok do reszty kotow, gdyby nie to, ze on sie ich panicznie boi ( bardziej niz mojego psa zanim ten chcial go zezrec).
                                                    i gna do parku. i co bede tak chodzic po tym parku i go sobie obczajac, czy moze raczej omijac???
                                                    a czy jest sliczny?.no ladny byl bardzo jeszcze wczoraj do okolo polnocy, po tym jak doznal urazu oka jest troche mniej piekny
                                                    a jeszcze tez nie widzialam zeby sie myl, a troche smierdzi... :))) no i czy jest grzeczny tez trudno mi ocenic, gdyz jest w szoku, nie rusza sie z szafy. spi.
                                                    pisalam ze uaktywnia mruczenie od pierwszego dotyku?
                                                    nieprawda...
                                                    zaczyna mruczec kiedy tylko podejdziesz blizej...
                                                    taki on ...
                                                    no, zakochalam sie ... rozum stracilam, zobaczymy, moze wypadki najblizszych dni sklonia mnie do jego odzyskania...
                                                  • bene_gesserit Re: zebrak/ zrebak czyli kot 24.04.08, 22:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > czy sie z nim utozsamiam... nie do konca, ale...

                                                    Kot na dachu to jest bardzo niebezpieczna dla kota sytuacja. Jesli
                                                    go nie wykastrujesz - albo przed wykastrowaniem - chuc moze go
                                                    sklonic do skoczenia na dol. Nie zawsze to sie dobrze dla kota
                                                    konczy. No i skakanie za ptakami.
                                                    Pies jest na kota wkurzony, bo co innego kumple na podworku, a co
                                                    innego w _jego_ wlasnym pokoju, zaprzatajacy glowe _jego_ wlasnej
                                                    pani. Jesli kota zatrzymasz, ktorys z nich bedzie musial ustapic i
                                                    usunac sie na ostatnia pozycje.
                                                    Kot sliczny. Tym latwiej bedzie dla niego o rodzine - z ogrodkiem,
                                                    bez psa i bez dachu.
                                                    Jesli smierdzi, to moze juz byc na tyle duzy, ze oznacza
                                                    terytorium - ma takie gruczoly okolodobytnicze i z nich wyciekaja
                                                    kocie perfumy. Kastracja to zalatwi - kastrowanie kota jest
                                                    zabiegiem banalnym dosc. Pewnie tez ma robaki (trzeba odrobaczyc),
                                                    kleszcze (weterynarz usunie, domowe sposoby sa niebezpieczne) i
                                                    pchly. Nie zaszkodzi go umyc - np bardzo mokra szmatka. Jesli
                                                    chcesz go zatrzymac - albo oddac tez - powinnas z nim odwiedzic
                                                    weterynarza. Moze weterynarz zna jakis system adopcji kotow.
                                                  • szarylemur Re: zebrak/ zrebak czyli kot 24.04.08, 23:14
                                                    pytalam znajomych, oni popytaja innych znajomych, moze ktos go zechce.
                                                    kazdy kot jest sliczny...
                                                    smierdzi bo sie zasikal, bo bal sie przejsc kolo psa pierwszej nocy. i nie myje sie. nie mam zamiaru stresowac go myciem, nie smierdzi az tak bardzo.
                                                    a jest mlodziutki, moze dwa miesiace ma.
                                                    i nadal sie boi.
                                                    na kastracje jeszcze za wczesnie, nieprawdaz?
                                                    ze powinnam odwiedzic weterynarza to wiem.
                                                    system adopcji kotow polega tu na rozwieszaniu ogloszen, pytaniu znajomych albo oddaniu do schroniska.
                                                    dzieki za dobre rady, ale czuje sie troche urazona twoim postem.
                                                    dlaczego zakladasz ze nic absolutnie o kotach nie wiem i dzialam calkiem egocentrycznie?
                                                  • bene_gesserit Re: zebrak/ zrebak czyli kot 26.04.08, 00:35
                                                    Wiem, ze kotu bedzie lepiej u ciebie, niz na ulicy. Mysle jednak,
                                                    ze bedzie mu lepiej u innych dobrych ludzi z lepszymi dla kota
                                                    warunkami lokalowymi, niz u ciebie. Wahalam sie, czy dac ci to do
                                                    zrozumienia, czy wybuchnac entuzjazmem i napisac, ze sliczny i
                                                    zebys go koniecznie zatrzymala, bo przeciez chcesz go zatrzymac.

                                                    Ciocia dobra rada wystapila na wszelki wypadek.
                                                    Wiem, ze znasz sie na kotach, nie wiedzialam, czy znasz sie na
                                                    kotach znalezionych - roznica jest. Wielu ludzi nie wie nic na ten
                                                    temat i dziwi sie, znajdujac potem na kanapie gdzie lezal kot
                                                    dziwne biale robaczki. Niewiedza na temat kotow znalezionych nie
                                                    jest niczym nadzwyczajnym ani tez godnym wstydu. Nie staralam sie
                                                    ciebie obrazic.

                                                    Na kastracje za wczesnie. Im pozniej sie wykastruje kota, tym
                                                    wieksza szansa, ze nie stanie sie on opaslym kanapowym wałkiem,
                                                    czyms w rodzaju mebla. Moj zostal wykastrowany, kiedy mial okolo
                                                    roku i nie zmienil sie ani fizycznie, ani psychicznie.
                                                  • szarylemur Re: zebrak/ zrebak czyli kot 26.04.08, 01:37
                                                    dzisiaj mysle, ze to moze i lepiej, ze nie wybuchlas entuzjazmem...
                                                    kotek sie nieco rozruszal, ale tylko nieco, gdyz nadal boi sie psa, a pies nie
                                                    spuszcza go z oka i raczej trudno go minac jako ze na ogol spoczywa na samym
                                                    srodku pokoju. a nawet jakby go ominac to za drzwiami czyha flatmejt, ktory
                                                    szczerze sie wkrecil w awersje do kota... a ja w awersje do flatmejta, wiec
                                                    raczej sie pozegnamy ( nie przeszlismy levelu ' cien' ...)
                                                    takze kota i psa odrobaczam ( myslisz ze siebie tez powinnam?), choc nie wystaja
                                                    mu z miniodbytu zadne podejrzane biale stwory ( tak jak wystaja innym moim
                                                    ulicznym podopiecznym...). umylam go tez troche gabka, a i on jakos tam jedna
                                                    noge wylizal i ogon chyba.
                                                    kuwete zalapal od razu :)))
                                                    robie mu fotki, powywieszam je okolo sklepow zoologicznych i u znajomych wetow,
                                                    moze ktos sie trafi.
                                                    i jakos caly ten zhiz z kotem dal mi nieco kopa do starania sie o nowa prace :)
                                                    znam sie chyba glownie na kotach znalezionych :)
                                                    moja matka jakos nie mogla przejsc spokojnie kolo miauczacej piwnicy.
                                                    a raz nawet ojciec kota do domu przywlokl.
                                                    tyle ze 5 na osiem tych kotow zabilo sie spadajac na beton z osmego pietra...
                                                    a raz kota ukradlam, choc nie wiedzialam ze jest czyjs a na ogloszenia nikt nie
                                                    odpowiadal. ale - cudownym dosc trafem ten wlasciciel odnalazl sie gdy
                                                    rozmyslalam co ja z kotem zrobie, kiedy wyjade z polski...
                                                    psa z kolei znalazl moj kumpel, ale nie mogl zatrzymac wiec ja wzielam i juz nie
                                                    mialam serca/ sumienia oddawac do schroniska, choc zachwycona nim nie bylam (
                                                    delikatnie mowiac).
                                                    coz, nie wiem jak to dalej bedzie...
                                                    chcialabym znalezc jakas w miare przyjemna robote za ktora spokojnie sie
                                                    utrzymam i spokojnie bede czekac az zechce wynajac u mnie pokoj jakis animal
                                                    lover plci dowolnej :)

                                                    ewentualnie moze trafi sie animal lover, ktory zabierze mojego zebraka
                                                    futrzastego do swego komfortowego domu.
                                                    i nawet nie jestem pewna jakiej plci jest moj zwierz... jakos nie moge sie
                                                    zdecydowac nawet porownujac z rysunkami i zdjeciami...
                                                    kilka fotek :
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174083,2,2.html
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174082,2,3.html
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1174086,2,1.html
                                                    * ale jakos linki te nie ida, moze pozniej*

                                                    :)

                                                  • szarylemur szwedzki kucharz? 24.04.08, 04:44
                                                    teraz przejde do czegos mniej ot ;)

                                                    wybaczanie.
                                                    okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie radykalne wybaczanie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie poprosi, i nie dlatego ze akurat nie zyje juz?
                                                    moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli akceptacja dziala tylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu wybaczam, byloby kolejnym kopem w brzuch?
                                                    'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
                                                    wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila, gdybys tylko do niej podeszla? wybaczyc mimo to?
                                                    i czy wybaczyc znaczy zapomniec?
                                                    jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
                                                    wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale zapamnietaj to i wiecej reki nie pchaj w ogien...
                                                    jesli tak , to tak
                                                    i tylko tak
                                                    ---
                                                    'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
                                                    liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze sie zdarzyc, ale raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi madrze kochajacych.
                                                    ---
                                                    cien jako straznik progu
                                                    jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie oddalam sie temu szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
                                                    przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z cieniem jako warunek dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?
                                                    ---
                                                    krytyka aluzyjna cien i kwestia solaris
                                                    wydaje mi sie, ze solaris przyznala sie do swego cienia w watku 'czego sie wstydzimy'. i co rusz sie do niego przyznaje, czasem probujac rozmyc sie stwierdzeniem " to naturalne, to ludzkie, zwierzece, wszyscy tak robimy"
                                                    ---
                                                    umniejszanie.
                                                    czemu to takie powszechne.
                                                    sama sie tego nauczylam i czasem stosuje. jak bylam mlodsza bardzo bardzo mnie to dziwilo, bardzo bolalo, szczegolnie zauwazane w grupach moich znajomych,np hipisow.
                                                    ---
                                                    twoja persona, szacunek, granice, badanie terenu.
                                                    aha, w realu tez raczej tak mam. nazywam to ostroznoscia.
                                                    ---
                                                    jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?
                                                    ---
                                                    tozsamosc
                                                    hmm, ty widzisz, ja nie widze dlatego, ze inaczej pojmujemy ' tozsamosc'. nasze rozumienia, znaczenie, pojemnosc ' tozsamosci ' nie sa tozsame :)
                                                    tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak mozna byc takim samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/ kulturowych szturchniec odrozniaja od nas?
                                                    utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy znalezc w sobie cechy przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z bohaterem literackim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych przezyciach, odczuciach, myslach itd.
                                                    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest mozliwa,' wtedy i tylko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow są wspólne.'
                                                    tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim zdaniem zawsze beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak roznice.
                                                    mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
                                                    ? jak myslisz?
                                                    ---
                                                    islam do zabijania
                                                    'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
                                                    no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli druga strona zechce pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej prawdy?
                                                    ---
                                                    'klucz
                                                    francuski do kazdej srubki.'
                                                    hmmm ;) to raczej jakby kazdorazowa proba ogarniecia tego co juz wiem oraz polaczenia tego z wyobrazeniem/ swiadomoscia ze jednak wieeeele wiedzy( i to nie w sensie informacji tylko) mi brakuje
                                                    ---
                                                    muminki
                                                    byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki rozowe z tv. jakos zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i innych im podobnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.
                                                    ---
                                                    no, klapouchy jest cudny, ale ja lubie go podkrecic tygryskiem :)

                                                    a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • szarylemur ps 24.04.08, 04:52
                                                    'logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia tozsamosci jest
                                                    takie, ze ... chyba go nie ma. '
                                                    bredze, rzecz jasna.
                                                    logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a tozsamoscia jest takie, ze jesli
                                                    mamy dwie rzeczy, ktorych wszystkie wlasciwosci sa wspolne, to zadna z tych
                                                    rzeczy juz niepowtarzalna nie jest.

                                                  • bene_gesserit Re: szwedzki kucharz? 24.04.08, 23:40
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wybaczanie.
                                                    > okej, wlacza wspolczucie, pozwala stopic nienawisc. ale takie
                                                    radykalne wybacza
                                                    > nie ma sens? czy jest sens wybaczyc cos komus, kto nigdy o to nie
                                                    poprosi, i ni
                                                    > e dlatego ze akurat nie zyje juz?

                                                    Nie wiem, co to jest radykalne wybaczanie i nie bardzo chce
                                                    wiedziec. Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    nie czujesz tego, co czulas. Moze to byc skutek terapii, ale nie
                                                    musi. To nie jest akt woli, nie wierze w to.

                                                    > moze i jest... ale na ile to wybaczanie jest szczere, jesli
                                                    akceptacja dziala t
                                                    > ylko na dystans, jesli wiem, ze kolejne spotkanie z tym, ktoremu
                                                    wybaczam, bylo
                                                    > by kolejnym kopem w brzuch?

                                                    Wlasnie dlatego tak cenie sobie sztuczke z jednoczesnym
                                                    uruchamianiem wspolczucia. To bardzo dobrze dziala w roznych
                                                    sytuacjach. I - mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po
                                                    tym wybaczeniu.

                                                    > 'uwalnia od noszenia krzywdziciela ze soba.'
                                                    > wlasnie, co jesli wiesz ze ta osoba nadal by cie krzywdzila,
                                                    gdybys tylko do ni
                                                    > ej podeszla? wybaczyc mimo to?
                                                    > i czy wybaczyc znaczy zapomniec?

                                                    Roznie chyba.
                                                    I - zdarzaja sie cuda. Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis
                                                    czlonek systemu (rodziny np), to inni czy chca czy nie, tez sie
                                                    zmieniaja. To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.

                                                    > jesli tak, to nie bylabym az taka entuzjastka tego procederu...
                                                    > wybacz plomieniowi ze cie spazyl, bo taka jego natura, ale
                                                    zapamnietaj to i wie
                                                    > cej reki nie pchaj w ogien...
                                                    > jesli tak , to tak
                                                    > i tylko tak

                                                    Jesli utulisz wszystkie twoje Wewnetrzne Dzieci, jesli one beda z
                                                    twoja Dorosla bezpieczne i silne, nie sadze, abys miala cokolwiek
                                                    przeciw temu.

                                                    > 'Druga mozliwosc to taka, ze trafisz na kogos, kto cie pokocha tak
                                                    > madrze, ze cie ta milosc wyleczy.'
                                                    > liczyc na spelnienie tej mozliwosci to jak czekac na cud. moze
                                                    sie zdarzyc, ale
                                                    > raczej byloby to wbrew logice - raczej nie przyciagam ludzi
                                                    madrze kochajacych

                                                    Jeszcze.

                                                    > cien jako straznik progu
                                                    > jakos nic na temat sensownego znalezc nie moglam, ale tez nie
                                                    oddalam sie temu
                                                    > szukaniu jakos wielce wytrwale... ;)
                                                    > przejsc na ciemna strone? wejscie w cien, zmierzenie sie z
                                                    cieniem jako warunek
                                                    > dalszej podrozy? rozwoju? prog zmiany? prog podswiadomosci?

                                                    Ja to rozumiem jako Straznika Progu do pelni, calosci.

                                                    ...

                                                    > jak sie ma dusza zlozona z genow i memow do reinkarnacji?

                                                    O rany, nie mam pojecia. Tym, ze istnieje? Z czegos ona musi byc,
                                                    jakis rodzaj energii. W bialym przescieradle z dziurami.

                                                    > tozsamosc, wg mnie,to bycie takim samym, nierozroznialnym. a jak
                                                    mozna byc taki
                                                    > m samym z kims kogo geny i minimalne chocby roznice memetycznych/
                                                    kulturowych s
                                                    > zturchniec odrozniaja od nas?

                                                    No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie
                                                    logika - ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic,
                                                    znika ten cienki wlos miedzy ja-on.

                                                    > utozsamic sie z kims w twoim rozumieniu, jak sadze, znaczy
                                                    znalezc w sobie cech
                                                    > y przypisywane przez nas tej osobie. tak mozna utozsamic sie z
                                                    bohaterem litera
                                                    > ckim np., czy z drugim czlowiekiem o podobnych do naszych
                                                    przezyciach, odczucia
                                                    > ch, myslach itd.

                                                    Nie, nic podobnego, wcale o tym nie pisalam wlasnie ze.

                                                    > logiczne polaczenie miedzy niepowtarzalnoscia a niemozliwoscia
                                                    tozsamosci jest
                                                    > takie, ze ... chyba go nie ma. logicznie identycznosc jest
                                                    mozliwa,' wtedy i ty
                                                    > lko wtedy, kiedy wszystkie ich właściwości porownywanych obiektow
                                                    są wspólne.'
                                                    > tyle czy jest to mozliwe w odniesieniu do obiektow zywych? moim
                                                    zdaniem zawsze
                                                    > beda dzielic nas od identycznosci chocby i minimalne ale jednak
                                                    roznice.
                                                    > mozemy byc ' tozsami' tylko metaforycznie, moim zdaniem.
                                                    > ? jak myslisz?

                                                    Sytuacja posiadania w brzuchu plodu z jeszcze niewyksztalconym UN
                                                    chyba zaklada tozsamosc? Tak na logike. Bo tak w ogole, jesli cos
                                                    jest rozne, to tez jest osobne i na odwrot, zgadzam sie.

                                                    > islam do zabijania
                                                    > 'Nie zamykac sie na dialog? Wymiesc wielka miotla stereotypy?'
                                                    > no, tak, to mozemy uczynic ze swojej strony... ale co, jesli
                                                    druga strona zechc
                                                    > e pozostac przy swoich stereotypach i wizji jedynej zbawczej
                                                    prawdy?

                                                    Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.

                                                    ...
                                                    > muminki
                                                    > byc moze, masz racje, ja pamietam wlasnie te oble pulpeciki
                                                    rozowe z tv. jakos
                                                    > zdecydowanie sie po tym do muminow uprzedzilam. bohaterow klanu i
                                                    innych im pod
                                                    > obnych tak wlasnie nazywalismy : muminki.

                                                    Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora
                                                    :(((((
                                                    Nadrob to przy okazji moze. Moje ulubione tomiki to 'Zima'
                                                    i 'Kometa nad Dolina' - obie o smierci i samotnosci.

                                                    > a szwedzkiego kucharza nie pamietam. co on robil?

                                                    Mowil po szwedzku i nikt go nie rozumial. Krecil sie po kuchni (bo
                                                    mial swoje okienko kulinarne), spiewal w swoim narzeczu, wymachujac
                                                    tasakiem, kurczaki i krowy uciekaly mu spod noza, biegajac po
                                                    kuchni i tratujac wszystko po drodze, a na koniec wszystko mu
                                                    wybuchalo, sypiac iskrami i buchajac klebiami dymu. Cala ja po
                                                    prostu. Tylko wygladam inaczej:
                                                    www.youtube.com/watch?v=ZOKUdMr95Ig&feature=related
                                                    www.youtube.com/watch?v=04CDjYUZuBU&feature=related
                                                    (na wszelki wypadek to sa odcinki wegetarianskie)

                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: szwedzki kucharz? 25.04.08, 00:42
                                                    to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/ warsztatow.
                                                    'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    nie czujesz tego, co czulas.'
                                                    byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i rana znow
                                                    otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

                                                    'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym wybaczeniu.'
                                                    nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej zludne, jesli
                                                    czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie utrzymanie dystansu?
                                                    inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie przekonanym ze w razie
                                                    ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie wybacza,
                                                    kontaktu sie unika?
                                                    ---
                                                    'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny np), to inni
                                                    czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
                                                    yhm, czasem nawet na gorsze.
                                                    'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
                                                    gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety... inaczej: a jesli
                                                    zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to automatycznie oznacza ze
                                                    sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak, ze jacys inni
                                                    sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...
                                                    ---
                                                    odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w cuda chyba?
                                                    ---
                                                    straznik progu
                                                    znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi sie spodobal.
                                                    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html---
                                                    no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?
                                                    ---
                                                    tozsamosc
                                                    'No wiec wlasnie mozna. Nie wiem jak, bo takich momentow nie ima sie logika -
                                                    ale to jest to samo uczucie doswiadczania braku granic, znika ten cienki wlos
                                                    miedzy ja-on.'
                                                    fajnie...
                                                    ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac tego
                                                    wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie odpada, a zostaje
                                                    lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy poza logike
                                                    ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie mozna utozsamic
                                                    sie z drugim bytem.
                                                    byc moze praktycznie mozna, a byc moze tylko tak sie silnie wydaje, samo-narzuca
                                                    jak oczywistosc...
                                                    ---
                                                    nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem tozsamosci.
                                                    banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?
                                                    ---
                                                    'Wolnosc jednej osoby konczy sie tam, gdzie zaczyna wolnosc drugiej.'
                                                    znaczy: swoboda?
                                                    a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak daleko siega
                                                    ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania konkretnie?

                                                    ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze, ale podobno
                                                    glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany przez rzad usa.
                                                    wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i mojego kumpla
                                                    z roku rowniez... paranoicy?
                                                    chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...
                                                    ---
                                                    'Tak sie konczy poznawanie wielkiej literatury z ekranu telewizora '
                                                    coz, nikt nie jest doskonaly, do tego takze czesto roznimy sie gustami...;)
                                                    ---
                                                    mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple ple z fraglesow.
                                                    nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
                                                    nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w malej
                                                    dziewczynce...

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • szarylemur Re: szwedzki kucharz? 25.04.08, 00:45
                                                    www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html


                                                  • bene_gesserit Re: szwedzki kucharz? 26.04.08, 00:59
                                                    Wiem wiem - domyslilam sie, jak mi sie nie otwieralo :)
                                                  • bene_gesserit Re: szwedzki kucharz? 26.04.08, 00:58
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > to radykalne wybaczanie odnosilo sie do jakiesj formy terapii/
                                                    warsztatow.
                                                    > 'Wybacza sie samo - po prostu ktoregos dnia sie budzisz i
                                                    > nie czujesz tego, co czulas.'
                                                    > byc moze, a potem ktoregos dnia sie budzisz po ciezkim snie i
                                                    rana znow
                                                    > otwarta... wiec jak to jest? a moze tak byc nie moze?

                                                    To boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez
                                                    tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego
                                                    cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie
                                                    wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie
                                                    przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.

                                                    > 'mozna wybaczyc na odleglosc i wcale nie tesknic po tym
                                                    wybaczeniu.'
                                                    > nie o to mi chodzilo. lecz o to czy to wybaczenie nie jest raczej
                                                    zludne, jesli
                                                    > czasem dotyczy tylko sytuacji gdzie w planach jest dozywotnie
                                                    utrzymanie dystan
                                                    > su?

                                                    Tak naprawde nosisz tego czlowieka w sobie.
                                                    Po pierwsze, caly czas zywisz do niego gwaltowne i pewnie zmienne
                                                    uczucia. Nienawisc, agresje, pragnienie akceptacji i milosci -
                                                    wszystko naraz. Po drugie - zinternalizowalas swojego ojca i on
                                                    gdzies tam w tobie siedzi. Nawet, jesli jest daleko, nawet jesli
                                                    umrze, twoj problem nie znika.

                                                    > inaczej: na ile prawdziwe jest wybaczenie, jesli jest sie
                                                    przekonanym ze w razi
                                                    > e
                                                    > ponownego kontaktu znow zostanie sie zranionym i dlatego choc sie
                                                    wybacza,
                                                    > kontaktu sie unika?

                                                    Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z
                                                    uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci:
                                                    potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.

                                                    Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wszystkie dzieci tego pragna
                                                    najbardziej na swiecie. Jesli rodzic dopuszczal sie skrajnych
                                                    naduzyc, puszczenie żracych emocji łączy sie czesto z puszczeniem
                                                    tych dwoch potrzeb. Wiec kontaktu sie nie unika, ale sie go po
                                                    prostu nie potrzebuje, a spotkania wymuszone okolicznosciami wiaza
                                                    sie z traktowaniem tej osoby jako postaci z przeszlosci, kogos, kto
                                                    nie dotyczy terazniejszosci swojej bylej ofiary. 'Ktos wazny, kto
                                                    stal sie nikim, obojetny'.

                                                    > 'Jesli zmienia sie dosc gruntownie jakis czlonek systemu (rodziny
                                                    np), to inni
                                                    > czy chca czy nie, tez sie zmieniaja. '
                                                    > yhm, czasem nawet na gorsze.

                                                    Zmiany, nawet na lepsze, wiaza sie z duzym stresem dla kazdego.

                                                    > 'To dziwne i czarodziejskie, ale sama tego doswiadczylam.'
                                                    > gratuluje, ale jedna jaskolka wiosny nie czyni, niestety...
                                                    inaczej: a jesli
                                                    > zmiana w tobie nie powoduje zmiany w innych, to czy to
                                                    automatycznie oznacza z
                                                    > e
                                                    > sie nie zmienilas? wydaje mi sie, ze nie. przeciez moze byc tak,
                                                    ze jacys inni
                                                    > sa zwyczajnie zaslepieni i zmiany w tobie nie dostrzega...

                                                    Jesli to cie ciekawi, wrzuc se w przegladarke 'terapie systemowa'.
                                                    Jesli potraktowac rodzine jako zamkniety okrag, a jej
                                                    poszczegolnych czlonkow jako wypelniajace go szczelnie barwne plamy
                                                    o roznych ksztaltach, to latwo zrozumiec, ze zmiana ksztaltu jednej
                                                    z plam musi spowodowac zmiany innych plam. Moga zmieniac ksztalty,
                                                    pozycje, polozenie, moga robic sie wieksze - wtedy inne musza zajac
                                                    mniej miejsca, moga robic sie mniejsze - wtedy inne maja wiecej
                                                    miejsca dla siebie. Itd, roznie.

                                                    > odnosnie cudu madrej milosci. jestes dzis w nastroju do wiary w
                                                    cuda chyba?

                                                    Congrats.
                                                    Ja spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca
                                                    zycia bede raczej sama.

                                                    > straznik progu
                                                    > znalazlam taki dosc odlegly tematycznie artykul, ktory calkiem mi
                                                    sie spodobal.
                                                    > www.film.org.pl/prace/12_etapow_wyprawy_bohatera.html

                                                    Bardzo fajny, dzieki!
                                                    (i przeczytaj Estes ;)

                                                    > no wiec jak przekonalas sie do idei reinkarnacji?

                                                    Nie przekonalam, ja to wymyslilam sama.
                                                    Nie rozumialam nic z tego, co mi opowiadano o Bogu. Ze mieszka w
                                                    kosciele a jest wszedzie np. Albo ze jak umrzemy, to w nagrode
                                                    pojdziemy do nieba, chyba ze za kare do piekla - chociaz Bog jest
                                                    miloscia. Itd. System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
                                                    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.

                                                    > ale skoro nie ima sie tego logika, skoro nie mozna zrekonstruowac
                                                    tego
                                                    > wydarzenia za pomoca niesprzecznych twierdzen, to logicznie
                                                    odpada, a zostaje
                                                    > lew ' wittgensteina'. o to tylko chodzilo. jesli nie wyjdziemy
                                                    poza logike
                                                    > ludzka, to w sporze o tozsamosc racje ma ' wittgenstein', nie
                                                    mozna utozsamic
                                                    > sie z drugim bytem.

                                                    No tak.
                                                    Ja mam wiele szacunku dla tego czlowieka, w ogole mnie pociagaja
                                                    ludzie z pasja, a ci z pasja do myslenia to juz najbardziej. Ale
                                                    ten, nie medrca szkielko i oko...

                                                    > nie, sytuacja posiadania w brzuchu plodu nie jest zadnym obrazem
                                                    tozsamosci.
                                                    > banalny przyklad: plod ma inne dna niz matka, nie?

                                                    Ale ma jej emocje, je jej pozywienie, oddycha jej powietrzem i w
                                                    ogole zyje jej zyciem. Chociaz nie upieram sie, ze to najlepszy
                                                    przyklad.

                                                    > znaczy: swoboda?
                                                    > a wiec jesli ktos narusza nasza wolnosc, to co? bronic sie? a jak
                                                    daleko siega
                                                    > ta obrona? w przypadku walki z islamem - do - zabijania
                                                    konkretnie?

                                                    Mysle, ze nie ma uniwersalnej recepty. Asertywnosc czasem dziala, a
                                                    czasem nie bardzo.
                                                    NIe mialabym nic przeciw temu, zeby w Polsce powstalo wiecej
                                                    meczetow, ale wkurzalabym sie, gdyby ktos mi kazal nosic chuste pod
                                                    kara chlosty.

                                                    > ogladalas fahrenheit 9/11 moora? ja nie ogladalam tego jeszcze,
                                                    ale podobno
                                                    > glosi on tam teze, ze atak na dwie wieze mogl byc sfingowany
                                                    przez rzad usa.
                                                    > wlasnie taka byla jedna z moich pierwszych mysli na ten temat...i
                                                    mojego kumpla
                                                    > z roku rowniez... paranoicy?
                                                    > chcialabym wiedziec jak bylo naprawde...

                                                    Ja Moorowi nie wierze, w tym filmie jest mnostwo przeklaman. Niby w
                                                    slusznej sprawie, ale imo tak naprawde po to, zeby Moore stal sie
                                                    slawny. Cynik obrzydliwy, ble.

                                                    > mnie dzieci w pierwszych klasach podstawowki nazywaly wiedzma ple
                                                    ple z fragles
                                                    > ow.
                                                    > nadal wydaje mi sie to bardzo dziwne
                                                    > nie wiem co one we mnie widzialy takiego podobnego, male dzieci w
                                                    malej
                                                    > dziewczynce...

                                                    Dzieci sa troche jak zwierzeta, nie wiedza co to okrucienstwo,
                                                    dopoki ono ich samych nie dotyczy.

                                                    czul
                                                  • szarylemur ple ple 26.04.08, 03:34
                                                    'boli dopoty nie zaopiekujesz sie dzieckiem, skrzywczonym przez tego kogos. Jesli mysl o tym czlowieku albo cos z nim zwiazanego cie boli, to znaczy, ze emocje tego dziecka sa nadal w tobie i nie wybrzmialy, sa zamrozone. Dopoki nie skonfrontujesz sie z nimi, nie przygarniesz i nie zaopiekujesz sie nimi, bedzie cie to ranilo.'

                                                    wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze soba, nie z ojcem.
                                                    ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl dalej od mnie, nie mialam osobistej ' przyjemnosci'
                                                    gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale wybuchaja na nowo, gdy idzie zle.
                                                    przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych ' aforyzmow', opowiadania innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma przeszlosci.
                                                    a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie rozwala, ladunek nienawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.
                                                    co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam wtedy bardzo silnie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.
                                                    slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to nic nie zmienia.
                                                    nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna gwalcona przez niego. mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale tak, mysl o tym, ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy psychopata, jakos nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi i swiata.
                                                    nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje pozytywnie wobec postaci matki.
                                                    wobec ojca czuje chec zemsty.
                                                    znamienne ze jego pierwsza zona na jego trzecim slubie rozesmiala sie: boze, jak sie ciesze ze dal mi rozwod, ja mu za to pol litra jeszcze kupie.
                                                    znamienne ze moj brat/ jego syn, izoluje go od swoich dzieci. ' ja do ojca nic nie mam, byle sie trzymal ode mnie z daleka'
                                                    ze jego siostra go nie znosi.
                                                    ze wszyscy sie od niego odwracaja z przerazeniem, oprocz tych glupich i slabych, pokreconych kobietek, ktore daly sie zlapac na mile pozory a potem nie wiedza jak sie z tego wyplatac.
                                                    nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze nigdy. po prostu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko pozornie.

                                                    nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu z rodzina - to i tak zyje w mojej pamieci.
                                                    jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie ze on zaluje tego co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest winny, on jest ok, to inni sa podli', zawsze.

                                                    'Wybaczenie rodzicowi-krzywdzicielowi łączy sie czasem, z uwolnieniem sie od tego, czym sa obdarzone wszystkie dzieci: potrzeba milosci i akceptacji ze strony rodzica.'
                                                    alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka! w chwilach czlowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.
                                                    tak, jak sam to ocenial, nie pytajac mnie ani innych o zdanie.
                                                    nie chodzi tylko o to, ze mnie nie kochal albo nie kochal mnie tak, jakbym sobie tego zyczyla. chodzi o to, ze on byl totalnie zaslepiony swoja kliniczna paranoja, z ktorej brala sie nienawisc i agresja wobec calego swiata.
                                                    w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem krzywdziciela od jakichkolwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata. trzebaby przyznac" on jest chory psychicznie". tak, najwyrazniej jest. uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w innych, on pozostanie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich konsekwencji.
                                                    nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie nie da. ile bedzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
                                                    wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

                                                    mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby uzmyslowic sobie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie byli jakims swobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow. tylko tak - tylko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
                                                    tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do lodowki rozumu...

                                                    a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym przypadku?
                                                    ---
                                                    'spotkalam milosc zycia wtedy, kiedy uwierzylam w to, ze do konca zycia bede raczej sama.'
                                                    heh, no tak sie zdarza czasem. fajnie, ze tobie sie zdarzylo :)))
                                                    ---
                                                    'System reinkarnacyjny, w ktorym powrot na ziemie byl
                                                    ksztalcacym dusze czyscem, scalal to wszystko jako-tako.'

                                                    lubie reinkarnacje, ale mam male/ duze do niej ale...
                                                    swietnie nadaje sie do tlumaczenia np utrzymywania systemu kastowego, rowniez do odmowy pomocy czy wspolczucia komus, np moim ulubionym afryczatkom... ' masz to na co sobie zapracowalas' , takze przeszlym wcieleniem niby...
                                                    a moze kalwinizm?
                                                    'Kalwin oparł swoją doktrynę na Biblii uznając, że tradycja podlega stałej rewizji (ecclesia reformata et semper reformanda). Jej centralnym punktem była nauka o predestynacji, wedle której ludzie od chwili urodzenia są przeznaczeni przez Boga albo do zbawienia, albo do potępienia. Bóg dokonał tego wyboru przed stworzeniem świata i nie będzie on zmieniony. Spełnianie dobrych uczynków jest wyłącznie dowodem, że należymy do grona wybranych przez Boga. Również powodzenie w biznesie i w życiu jest dowodem łaski Bożej.' za: wikipedia.
                                                    piekne, prawda? religia przedsiebiorczych kapitalistow ;)
                                                    'Według Maksa Webera chęć udowodnienia przynależności do grupy, która zostanie zbawiona motywowała ludzi do wytężonej pracy, czym przyczyniła się do rozwoju kapitalizmu.'
                                                    jak dla mnie, do 'smiechu warte' sie to nadaje...

                                                    a reinkarnacja jest dobrym sprzymierzencem idei, wg ktorej zycie to zbior lekcji do odrobienia.
                                                    poszukiwanie sensu, konstruowanie sensu... , tak widze religie. jedno z podstawowych pragnien czlowieka - sens, cel, jakas teodycea, cos co wytlumaczy dlaczego jest na swiecie cierpienie i jak sobie z nim radzic, jakim byc... i mysle, ze to pragnienie nie stoi gdzies bardzo wysoko w hierachii maslowa, a raczej lezy gdzies tuz za woda i skrawkiem chleba. choc przeciez jakas wiara zawsze sie przydaje, moze nawet wlasnie szczegolnie wtedy gdy wody i chleba brak lub gdy trzebaby o nie walczyc... tak sobie prastaromorluje na temat wiary...
                                                    ;)
                                                    kontestacja chrz u lemurow:
                                                    zdarlam swiete obrazki ze sciany gdy ojciec wyrzucil naszego ukochanego kocura przez okno ( stad takze ta awersja do awersji wobec kotow, nota bene)
                                                    choc juz sporo wczesniej zaczelam powaznie watpic w boga, w jego dobroc.
                                                    moze wiec bog to taki byt co dobrym duszom daje w posagu kochajacych rodzicow, a zlym - zlych, hem? ironizuje, oczywiscie.
                                                    albo przedstawiam pokretny przyklad na to jak byt ksztaltuje swiadomosc.
                                                    ---
                                                    matka plod tozsamosc
                                                    no i co z tego ze ma jej emocje, pozywienie itd? nie posiada jednak tylko i wylacznie jej genow, a zatem tozsamy z nie jest z nia, ani ona z nim tym bardziej. to tak logicznie, bo zdaje sie ta matka z plodem to mial byc przyklad praktyczny logicznej tozsamosci.
                                                    ---
                                                    'Ja Moorowi nie wierze'
                                                    ja obejrze. ale moge nie wylapac przeklaman ewentualnych, z racji zapoznienia informacyjnego :)
                                                    ---
                                                    z tymi dziecmi i wiedzma ple ple
                                                    ale dlaczego akurat wiedzma ple ple? nie moge pojac? watpie abym jako siedmioletnia jedynaczka z bogatego jeszcze wowczas domu, przypominala kupe gadajacych lisci/ smieci ( bo to chyba byla owa wiedzma). moze to dlatego ze sie z nimi nie bawilam zbyt ochoczo, bylam na uboczu?
                                                    teraz identyfikuje sie z wiedzma znacznie latwiej. moze byc nawet i ple ple ;)
                                                    szukajac w sieci czegos o niej trafilam na strone jakiegos artprojektu feministycznego pod tym tytulem. zdziwilo mnie ze skojarzono wiedzme ple ple z rozplotkowana pramatka/ dziewczynka, a na plakacie widnieje rzad kobiet nawzajem zaplatajacych sobie warkocze.
                                                    co ma moja kupa lisci do tego, ja sie dziwie... :)))

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: ple ple 27.04.08, 02:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wydaje mi sie ze przygarniam i opiekuje sie, utozsamiam sie ze
                                                    soba, nie z ojce
                                                    > m.
                                                    > ale latwiej mi zrozumiec hitlera niz wlasnego 'pape'...bo byl
                                                    dalej od mnie, ni
                                                    > e mialam osobistej ' przyjemnosci'
                                                    > gdy mi sie dobrze wiedzie, rany po ojcu jakos przysychaja, ale
                                                    wybuchaja na now
                                                    > o, gdy idzie zle.

                                                    Jesli wyobrazic sobie, ze emocje to rodzaj energii, to kiedy w
                                                    odpowiednim czasie nie da sie im ujsc, zaczynaja krazyc w srodku.
                                                    Kazde dziecko ma tak, ze z tajemniczych powodow uwaza,
                                                    iz 'negatywne' uczucia do rodzicow sa czyms niewlasciwym.
                                                    Oczywiscie - silne uczucia 'negatywne' sa w ogole dla malej istoty
                                                    za ciezkie. Kiedy wiec np 5-latka czuje nienawisc do swojego ojca,
                                                    odcina te czesc siebie i chowa gleboko w srodku. Mozna to sobie
                                                    wyobrazic jako dziecko zatrzymane w tamtym momencie i zamkniete w
                                                    piwnicy (pisalam o tym). Ono caly czas to przezywa, jest
                                                    niewolnikiem tamtej chwili. 'Wlascicielka' dziecka moze robic rozne
                                                    rzeczy, zeby nie slyszec glosu z piwnicy - palic, pic, zazywac,
                                                    rozrywac sie goraczkowo itd. Ale kiedy jest w dolku zwykle
                                                    zagluszacze nie pomagaja - szloch albo wrzaski z piwnicy staja sie
                                                    wyrazniejsze.

                                                    > przelatujace mysli niosa jakies strzepki jego syczacych '
                                                    aforyzmow', opowiada
                                                    > nia innych ludzi o ich kochajacych ojcach wywoluja widma
                                                    przeszlosci.

                                                    Zamkniete w piwnicy sa tez dzieci, ktore zostaly zranione przez
                                                    okrutne slowa i te, ktore tesknia za akceptacja i miloscia ojca.

                                                    > a juz zdecydowanie najgorzej gdy ojciec mi sie sni, to mnie
                                                    rozwala, ladunek ni
                                                    > enawisci, czystej nienawisci w jego odniesieniu do swiata.

                                                    Kiedys w para-hellingerowskim ustawieniu bylam kims takim -
                                                    kobieta, ktora byla cala przepelniona nienawiscia. Strasznie to
                                                    bylo wypalajace, musialam to odchorowac. Kiedy bylam tamta kobieta,
                                                    czulam dotkliwa pustke i swiadomosc, ze nic mnie nie pokona - nie
                                                    mialam nic do stracenia, kompletnie nic. Taka nienawisc daje
                                                    wolnosc, nie trzeba sie niczego bac.

                                                    Nie wiem, czemu ta emocja ci sie sni.
                                                    Moze to szczepionka tej energii, ktora dostalas od ojca. Moze to
                                                    trauma ultragwaltownej emocji, ktora cie uderzyla.

                                                    > co oznacza konfrontacja z tymi emocjami dziecka? ja je czulam
                                                    wtedy bardzo siln
                                                    > ie, choc ukrywalam, bo on wykrywal i wykorzystywal kazda slabosc.

                                                    Praca z Wewnetrznym Dzieckiem polega na otwieraniu tych piwnicznych
                                                    pomieszczen i probach zblizania sie do dzieci. Ja to robilam pod
                                                    okiem fachowca. Mozna, mysle, sprobowac wizualizacji (skupionego
                                                    wejscia w taka sytuacje w wyobrazni), mozna sprobowac np rysujac
                                                    rozne rzeczy, pewnie mozna tez w to wejsc ruchem jakos.
                                                    Wazne, zeby Dziecka do niczego nie zmuszac, nie przytulac na sile.

                                                    > slabosc trzeba bylo zastapic sila furii. teraz moge plakac ale to
                                                    nic nie zmien
                                                    > ia.

                                                    Moze to jest placz Doroslej, a nie Dziecka.

                                                    > nie wyobrazam sobie zebym mogla przebaczyc ojcu dziewczyna
                                                    gwalcona przez niego
                                                    > . mnie, na moje male/ wielkie szczescie to akurat ominelo.ale
                                                    tak, mysl o tym,
                                                    > ze moim ojcem jest calkowity po.jeb, niebezpieczny dwulicowy
                                                    psychopata, jakos
                                                    > nie daje mi spokoju. bola mnie jego slowa, jego stosunek do ludzi
                                                    i swiata.

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Pograniczne_zaburzenie_osobowo%C5%9Bci
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Psychopatia

                                                    Nie wiem, dlaczego kazdy czlowiek moze miec dziecko - nawet taki,
                                                    ktory nie powinien nigdy zostac rodzicem.

                                                    > nic nie daje przytulenie tego wewn dziecka. to skutkuje
                                                    pozytywnie wobec postac
                                                    > i matki.

                                                    Calkiem mozliwe, ze emocje zwiazane z matka masz plycej schowane i
                                                    ze sa one latwiejsze.

                                                    > wobec ojca czuje chec zemsty.

                                                    Imo zemsta jest zawsze z poziomu Dziecka, ale to moja prywatna
                                                    teoria.

                                                    ...
                                                    > nie ma we mnie wybaczenia dla niego. nie ma. moze kiedys, a moze
                                                    nigdy. po pros
                                                    > tu nie wiem jak moglabym wybaczyc mu naprawde, a nie tylko
                                                    pozornie.

                                                    Nie masz obowiazku wybaczenia. Nie masz obowiazku pracy nad tym.

                                                    > nawet jesli on umrze - nie wiem czy zyje, nie utrzymuje kontaktu
                                                    z rodzina - to
                                                    > i tak zyje w mojej pamieci.

                                                    No wlasnie o tym pisalam - w takich historiach tak naprawde
                                                    niewiele zmienia fakt, ze ten ktos nie zyje. Bo on w roznych
                                                    sensach zyje.

                                                    > jedynym sposobem na przebaczenie byloby wg mnie wyobrazic sobie
                                                    ze on zaluje te
                                                    > go co zrobil. ale to wielka sciema. on nie zaluje. 'on nie jest
                                                    winny, on jest
                                                    > ok, to inni sa podli', zawsze.

                                                    Znalam kiedys pokrecona dziewczyne z borderline.
                                                    Ona robila wszystko (_wszystko_), zeby to swiat sie zmienil, a ona
                                                    nie musiala.
                                                    'i madrosc, zeby odroznic jedno od drugiego'.

                                                    > alez, paradoksalnie ja bylam jego ksiezniczka, ukochana coreczka!
                                                    w chwilach cz
                                                    > lowieczenstwa staral sie dac mi wszystko co najlepsze.

                                                    To pewnie paprze ci stosunki z facetami.
                                                    Zmienne sygnaly, dwie (co najmniej) postaci zamiast ojca - potwor i
                                                    dobry wujek, obie podszyte agresja. Gdzies tam bliskosc z mezczyzna
                                                    kojarzy ci sie z takim obrazem moze.

                                                    > w tym przypadku wybaczenie laczyloby sie z uwolnieniem
                                                    krzywdziciela od jakichk
                                                    > olwiek zobowiazan empatycznych wobec swiata.

                                                    No wlasnie nie.
                                                    Ty caly czas myslisz o nim, o tym, jak twoje wybaczenie mialoby sie
                                                    odbic na nim (zyjacej osobie, czy tej postaci ojca, ktora masz).
                                                    Tymczasem chodzi o to, zebys zajela sie _soba_, a nie tym
                                                    czlowiekiem. Znalam ofiare potwornych naduzyc, dla ktorej po
                                                    dlugiej terapii jej przesladowca stal sie obcym czlowiekiem -
                                                    jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie. Po
                                                    dlugiej pracy nad soba ta dziewczyna stracila go z piedestalu
                                                    centrum jej zycia, osoby, wobec ktorej zywila najgwaltowniejsze
                                                    uczucia, ktora chciala zabic, okaleczyc, zemscic sie, wygarnac,
                                                    skompromitowac itd itd. Wiele jej energii krazylo caly czas wokol
                                                    niego - caly czas byl emocjonalnym osrodkiem jej psychiki. Dzieki
                                                    terapii to sie skonczylo.

                                                    trzebaby przyznac" on jest chory p
                                                    > sychicznie". tak, najwyrazniej jest.

                                                    Mozliwe - co go zupelnie nie zwalnia z odpowiedzialnosci.

                                                    uwazam ze z taka osoba nie moze byc mowy o
                                                    > jakimkolwiek kontakcie - niezaleznie od zmian we mnie czy w
                                                    innych, on pozosta
                                                    > nie plama o stalej mniej wiecej wielkosci urojen i ich
                                                    konsekwencji.

                                                    Mozliwe, ze na zaden kontakt nie zasluguje.

                                                    > nie mozna traktowac ognia jako czegos neutralnego, po prostu sie
                                                    nie da. ile be
                                                    > dzie mily, cieply? dwie minuty, dwa dni, dwie sekundy?
                                                    > wierz mi, ze nie przesadzam ani troche...

                                                    Czesto wspominasz o kontakcie z nim.
                                                    Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
                                                    przytulil albo pochwalil.

                                                    > mysle, ze wobec mojego ojca jedynym sposobem na wybaczenie byloby
                                                    uzmyslowic so
                                                    > bie doglebnie, ze on i jego psychika nie wzieli sie z prozni, nie
                                                    byli jakims s
                                                    > wobodnym wyborem, a raczej pochodna przeszlych na niego wplywow.

                                                    Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.

                                                    tylko tak - ty
                                                    > lko na poziomie mniej wiecej racjonalnym - moge mu wybaczyc.
                                                    > tylko wlasnie mniej wiecej wkladajac oszalale z bolu dziecko do
                                                    lodowki rozumu.
                                                    > ..

                                                    No wez popatrz co ty piszesz.

                                                    > a moze masz jakis pomysl na bardziej autentyczne wybaczenie w tym
                                                    przypadku?

                                                    Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
                                                    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
                                                    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
                                                    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.


                                                    [reinkarnacja - watpliwosci]

                                                    Nie bardzo orientuje sie w hinduizmie, ale za brak wspolczucia
                                                    karmicznie sie w nastepnym wcieleniu cofa do jakis malo przyjemnych
                                                  • szarylemur zla krew 27.04.08, 03:48
                                                    dziecko w piwnicy
                                                    ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac nienawisc do ojca.
                                                    matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci jednego rodzica
                                                    nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!
                                                    ja nie zagluszalam swoich uczuc, awanturowalam sie z nim wsciekle, po czym
                                                    trzaskalam drzwiami i wylam. jasne, ze nie chcialam caly czas tego czuc, tego
                                                    poczucia skrzywdzenia, tego braku milosci, szacunku jakiegokolwiek poza
                                                    pozorowanym jakos tam... nie bylo mi na reke to pamietac ciagle, wiec uciekalam
                                                    z domu fizycznie i psychicznie. ale co niby mialam zrobic? gdybym podeszla
                                                    powiedziec " tatusiu, to mnie tak boli, ze tak brzydko do mnie mowisz, ze w
                                                    ogole nie wiesz do ktorej klasy ja chodze, ze mnie ciagle zostawiasz, ze
                                                    obiecujesz cos i tego nie robisz, ze mnie nie kochasz... itd" ... hmm, nigdy
                                                    tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac wlasnej slabosci,
                                                    balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
                                                    uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi pomoglo?

                                                    czemu sni mi sie nienawisc dzika? to energia walki. ja z ojcem walczylam. nie
                                                    bylo trudno walczyc z pijanym ktory jakos na mnie reki nie podnosil. niesamowita
                                                    energia, jak dzikie zwierze. caly strach, niepewnosc, zawod, zal,
                                                    niezrozumienie, poczucie totalnej niesprawiedliwosci, tranformowalam na to - na
                                                    walke. spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z bolu
                                                    swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
                                                    a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby odejsc, a
                                                    jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna byc szczesliwym.
                                                    bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to przedstawienie
                                                    straciloby racje bytu.
                                                    to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje wolnosc od strachu.
                                                    ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i nie myslisz o
                                                    jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

                                                    czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to psychopata czystej
                                                    proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem bardziej jest to
                                                    dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci. a rodza i robia dzieci
                                                    bo nie mysla, i w sumie malo kto do myslenia naklania...

                                                    terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej przesladowca stal sie
                                                    obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to pogarda i obrzydzenie."
                                                    nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

                                                    'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je przytulil albo
                                                    pochwalil."
                                                    a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak bylam mala, byl
                                                    moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o mnie gdy byl
                                                    pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka agresji.
                                                    potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz od niego nic,
                                                    nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

                                                    'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly biologiczne.'
                                                    yhm, tak zwana ' zla krew'
                                                    silne pokrecone osobowosci
                                                    ojciec ja moj brat

                                                    'Wybaczenie sie wydarzy samo, jesli odetniesz wszystkie emocjonalne
                                                    sznurki, za ktore on caly czas pociaga, czyli kiedy zaopiekujesz
                                                    sie wszystkimi swoimi zamrozonymi dzieciecymi uczuciami. Co jest
                                                    bardzo bolesna podroza i mozesz na to jeszcze dlugo nie miec sily.'

                                                    no, co ty...
                                                    ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla o ojcu i matce
                                                    i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam sie od niego
                                                    totalnie
                                                    ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos boyfrienda
                                                    i wtedy jest krzyk muncha

                                                    pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez do matki. ale
                                                    nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi produktami procesu
                                                    wybaczenia!!! wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
                                                    tak bylo u mnie przez kilka lat.
                                                    uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana powstala w
                                                    wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci, to bedzie sie
                                                    otwierac dosc czesto...
                                                    jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych mezczyzn, to moge
                                                    powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa rozni, ten akurat
                                                    jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
                                                    a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec" coz, ten tez
                                                    jest zdeformowany, sa inni, no coz"
                                                    i moglabym tak mowic czesto, moze stale
                                                    a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to zrobilam' i wszystko
                                                    wraca.
                                                    moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego poziomu animusa?
                                                    hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w stylu mojego
                                                    ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?
                                                    choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie spotkalam mezczyzny
                                                    mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi monstrualnoscia.

                                                    czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich rodzicow, wtedy
                                                    nienawidze losu. czesto zazdroszcze tym co chca tylko swoj los wypelniac, swoje
                                                    powolanie. ja raczej nie chce, jakos tak nie chce ... ;]

                                                    i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
                                                    choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

                                                  • bene_gesserit Re: zla krew 28.04.08, 01:13
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > dziecko w piwnicy
                                                    > ale ja mialam te ' komfotowa sytuacje' ze moglam wyrazac
                                                    nienawisc do ojca.
                                                    > matka mi na to pozwalala, problem raczej w tym, ze w obecnosci
                                                    jednego rodzica
                                                    > nie wolno bylo mi mowic dobrze o drugim!

                                                    No tak.
                                                    Ale zostala chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
                                                    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
                                                    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
                                                    winy.

                                                    > tego w sumie nie probowalam...nie potrafilabym ojcu okazac
                                                    wlasnej slabosci,
                                                    > balabym sie tego - dac mu poznac ze mi w ogole na nim zalezy...
                                                    > uwazasz, ze powinnam pojechac mu to wykwilic? ze to by mi
                                                    pomoglo?

                                                    Nie mam pojecia. Tak myslisz? Kompletnie nie o tym pisalam. Nie on
                                                    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
                                                    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.

                                                    > spalam z nozem pod poduszka przez pare dobrych he he lat wyjac z
                                                    bolu
                                                    > swiadomosci/ wyobrazenia ze to nie tak wyglada zycie rodzinne.
                                                    > a matka gardzilam za to, ze nie znalazla w sobie sily na to zeby
                                                    odejsc, a
                                                    > jedynie na to, aby tlumaczyc sobie ze nawet w takim piekle mozna
                                                    byc szczesliwy
                                                    > m.
                                                    > bo przeciez to wszystko bylo gra. on mogl mnie uderzyc, i cale to
                                                    przedstawieni
                                                    > e
                                                    > straciloby racje bytu.

                                                    No tak, ale jednak cie nie bil.

                                                    > to nie jest tak, przynajmniej u mnie, ze ta nienawisc daje
                                                    wolnosc od strachu.
                                                    > ta nienawisc jest tak wszechogarniajaca ze zaslania horyzont i
                                                    nie myslisz o
                                                    > jutrze, o konsekwencjach swojego dzialania.

                                                    No bo w tobie jest tez duzo innych emocji.

                                                    > czemu wklejasz te linki. ja jestem 99% pewna ze moj stary to
                                                    psychopata czystej
                                                    > proby. jak i tego ze ja jestem borderline. czasem mniej czasem
                                                    bardziej jest t
                                                    > o
                                                    > dla mnie oczywiste... takze dlatego nie chce miec dzieci.

                                                    Czasem latwiej jest, kiedy mozna cos nazwac. Chociaz autodiagnozy
                                                    bywaja mylace. A BPD sie leczy.

                                                    > terapia dziewczyny " dla ktorej po dlugiej terapii jej
                                                    przesladowca stal sie
                                                    > obcym czlowiekiem - jedyne uczucia, jakie do niego zywila to
                                                    pogarda i obrzydze
                                                    > nie."
                                                    > nie bardzo rozumiem... gdzie tu wybaczenie?

                                                    Ono przestalo byc potrzebne po prostu.

                                                    > 'Nie sadze, abys ukoila te Dzieci, ktore by chcialy, zeby tata je
                                                    przytulil alb
                                                    > o
                                                    > pochwalil."
                                                    > a jak je ukoic? widzisz, ojciec mnie chwalil i przytulal jak
                                                    bylam mala, byl
                                                    > moim najlepszym kumplem ale tylko part - time, bo zapominal o
                                                    mnie gdy byl
                                                    > pijany lu gdy rzucila mu sie na glowe kolejna paranoiczna zajawka
                                                    agresji.
                                                    > potem tez mnie chwalil, ale ja od tego uciekalam, nie bralam juz
                                                    od niego nic,
                                                    > nie chcac placic za to rozgoryczeniem, zawodem.

                                                    Nie wiem, jak to zrobic w domu, czy to w ogole jest bezpieczne itd.
                                                    Mysmy takie sprawy zalatwiali na ustawieniach albo podczas pracy
                                                    indywidualnej. Po prostu skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
                                                    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
                                                    kontakt. Mozna ten kontakt nawiazac tez rysujac np.

                                                    > 'Mozliwe, ze przyczyny powstania takiej osobowosci byly
                                                    biologiczne.'
                                                    > yhm, tak zwana ' zla krew'
                                                    > silne pokrecone osobowosci
                                                    > ojciec ja moj brat

                                                    Ja w to niebardzo wierze. Bralam udzial w kilku bardzo mocnych
                                                    ustawieniach i wiem, ze to nie 'zla krew', ale rodzaj energii,
                                                    ktora krazy przez pokolenia.

                                                    > no, co ty...
                                                    > ja podrozuje wewnetrznie wciaz, wiekszosc dwuletniej terapii byla
                                                    o ojcu i matc
                                                    > e
                                                    > i niby juz bylo ok, odkad wywalczylam sobie mieszkanie, odcielam
                                                    sie od niego
                                                    > totalnie
                                                    > ale czasem znienacka wraca we snie... lub w slowach jakiegos
                                                    boyfrienda
                                                    > i wtedy jest krzyk muncha

                                                    Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
                                                    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
                                                    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
                                                    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.

                                                    Nie jestem zwolenniczka pracy ze soba za wszelka cene. Imo kazdy ma
                                                    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.

                                                    > pograda i obrzydzenie, to czulam do ojca od wielu lat. czasem tez
                                                    do matki. ale
                                                    > nie uwazam ze pogarda i obrzydzenie do kogos sa koncowymi
                                                    produktami procesu
                                                    > wybaczenia!!!

                                                    Moga byc. To moze byc litosc tez np. Rozne rzeczy.

                                                    wydaje mi sie , ze to jakis wczesny etap, etap zmylkowy bardzo.
                                                    > tak bylo u mnie przez kilka lat.
                                                    > uwazam ze to za malo, ze to tylko strupek na ranie. i jesli rana
                                                    powstala w
                                                    > wyniku dzialan kogos tak waznego jak ojciec - archetyp meskosci,
                                                    to bedzie sie
                                                    > otwierac dosc czesto...

                                                    No tak, ale to sa inne uczucia. To jest dokladnie taki strupek, czy
                                                    moze raczej plaster. Pod pogarda - obrzydzenie, pod obrzydzeniem -
                                                    zlosc, pod zloscia - agresja, pod nia nienawisc, pod ktora jest
                                                    pragnienie milosci, pod ktorym jest samotnosc itd.

                                                    A ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
                                                    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
                                                    mrocznego piekla.

                                                    > jesli bym odciela w swiadomosci postac ojca od postaci innych
                                                    mezczyzn, to moge
                                                    > powiedziec " tak, dla mnie jest to obcy czlowiek, ludzie sa
                                                    rozni, ten akurat
                                                    > jest zdeformowany na ksztalt zombie, no coz"
                                                    > a kiedy cos by mi nie szlo z jakims facetem, moglabym powiedziec"
                                                    coz, ten tez
                                                    > jest zdeformowany, sa inni, no coz"
                                                    > i moglabym tak mowic czesto, moze stale
                                                    > a ja mowie" o kur.wa teraz widze w nim mojego ojca, znow to
                                                    zrobilam' i wszystk
                                                    > o
                                                    > wraca.
                                                    > moze to znaczy ze nie polaczylam swiadomego i nieswiadomego
                                                    poziomu animusa?
                                                    > hym? tj: niby odrzucam ale jednak ide do i przyciagam mezczyzn w
                                                    stylu mojego
                                                    > ojca? nie znam sie na tym... jak myslisz?

                                                    Nie mam pojecia, ale to sie _bardzo_ czesto zdarza. Milion piecset
                                                    corek alkoholikow przysiegalo sobie, ze one sobie znajda trzezwego -
                                                    i ladowaly w zwiazku z pijakiem. Ksiazkowy klasyk.

                                                    > choc w sumie szydze sobie z samej siebie, ze to dlatego nie
                                                    spotkalam mezczyzny
                                                    > mojego zycia, bo zaden z poznanych nie dorownal ojczulkowi
                                                    monstrualnoscia.

                                                    Mysle, ze tu o cos innego chodzi. Czyli on jest i potworem, i
                                                    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
                                                    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
                                                    sygnal. To nie tylko miesza ci w zwiazkach (szukasz ? facetow,
                                                    ktorzy tez maja kilka glow), ale i dalo ci sprzeczne informacje o
                                                    tobie samej.

                                                    > czasem obawiam sie ze jestem skazana na powtorzenie bledow moich
                                                    rodzicow, wted
                                                    > y
                                                    > nienawidze losu.

                                                    To jest bzdura akurat, nawet ja to wiem, nie znajac ciebie. Jestes
                                                    o cale niebo bogatsza i swiadoma.

                                                    > i wtedy czuje sie jak rosario tijeras w dolinie muminkow.
                                                    > choc przeciez muminki nie sa az takie znowu rozowe, podobno... :)

                                                    Mysle, ze to dla niej bylo terapeutyczne, nawet jesli sobie z tego
                                                    nie zdawala sprawy: opisac cale swoje wnetrze w taki wlasnie
                                                    ezopowy sposob. Mnostwo neuroz, lękow, sztywnosci i
                                                    niezaspokojonych tesknot, wstydu. Rosario wnioslaby pewnie inna
                                                    energie, ale nie sadze, aby nie znalazla tam swojego miejsca.
                                                  • szarylemur re 28.04.08, 04:35
                                                    chec odwetu, nienawisci, zemsty, zyczenie smierci.
                                                    Takie rzeczy, ktorych dziecko nie jest w stanie chyba przez siebie
                                                    przepuscic - a nawet jesli, to zostaje po nich gigantyczne poczucie
                                                    winy.'

                                                    nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu wypaczona. moze '
                                                    zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...
                                                    nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde chorego, proszacego
                                                    mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
                                                    sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem opuszczony i
                                                    bezradny...
                                                    moze nie pamietam, moze wymazalam z pamieci dzieciece wyrzuty sumienia z racji
                                                    zyczenia mu smierci. ale jakos nie pamietam tego z dziecinstwa.
                                                    ---
                                                    'Nie on
                                                    ma sie zajac twoimi dziecmi, ale ty sama. Zreszta - do 'wykwilenia'
                                                    jemu czegokolwiek on ci nie jest fizycznie potrzebny.'
                                                    czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone pragnienia. odbyc taka
                                                    szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?
                                                    ---
                                                    'no tak, ale jednak cie nie bil.'
                                                    no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?
                                                    zawsze mozna znalezc jakies jasne punkty w ciemej tkaninie, chyba zawsze.
                                                    dzieki temu ze mnie chociaz nie bil, nie pociagaja mnie fizycznie agresywni
                                                    mezczyni. hip hip hurra
                                                    ---
                                                    'A BPD sie leczy.'
                                                    jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma lekarstwa. ale moze
                                                    lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie wspominal mi o bpd,
                                                    podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.
                                                    ---
                                                    dziewczyna pogarda
                                                    'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
                                                    tj: spelnilo swoja role?
                                                    ---
                                                    ' skupialam sie na emocji w jej wyobrazeniu
                                                    dziecka i nie odpedzalam jej tylko probowalam z nia nawiazac
                                                    kontakt.'
                                                    co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z przeszlosci
                                                    dzieckiem? czy ?
                                                    ---
                                                    ustawienia
                                                    moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym teatrem mojego domu.
                                                    okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie wzmacniamy. koszmar,
                                                    koniecznosc, znany diabel.
                                                    ciekawe, dla mnie, ze kiedy ojciec zaczal znecac sie nad swoja nastepna zona,
                                                    jak jak dobrze wytresowany pies obronny, zaczelam jej bronic ( choc jej nie
                                                    lubilam, nie powazalam, no wiadomo... ). ale ona byla inna niz moja matka, grala
                                                    w inna gre. nie wciagnela mnie w to. i choc kiedys wyrzekalam bardzo na jej
                                                    kretynizm ( meczennica) , w sumie jestem wdzieczna jej za zaprezentowanie mi
                                                    jakiegos po prostu innego modelu relacji, miejsca dziecka w relacji rodzicow.
                                                    moze nie lepszego, ale innego. no i za te potrawy rybne rodem z pomorza ;)
                                                    ---
                                                    'Bo to jest jak odkrywanie kolejnych warstw malowidla. Najpierw jest
                                                    taka z ukladna rodzina, wszyscy usmiechnieci. Pod spodem - kazdy
                                                    osobno i kazdy ponury, potem - sklebieni ludzie walczacy ze soba.
                                                    A jest jeszcze pewnie pare co najmniej warstw.'
                                                    hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga stala sie pierwsza.
                                                    pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]
                                                    ---
                                                    'Imo kazdy ma
                                                    prawo zatrzymac sie na chwile albo na zawsze na dowolnej warstwie.'
                                                    czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie wiem co dalej
                                                    robic z tymi znaleziskami...
                                                    ---
                                                    'ja pisalam o takim wyzwoleniu, w ktorym zostaje ci tylko ten
                                                    plaster, ktory przykrywa blizne, nie rane. Nie ma calego tego
                                                    mrocznego piekla.'
                                                    a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
                                                    naprawde, tylko tyle?
                                                    pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej wiecej przez to
                                                    przeszlam, ale ukojenia nie ma...
                                                    jest strupek na ranie.
                                                    a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?
                                                    ---
                                                    'Czyli on jest i potworem, i
                                                    kochajacym ojcem, moze tez czasem jest kims jeszcze trzecim i
                                                    czwartym. Osoba z kilkoma glowami, z ktorych kazda daje ci inny
                                                    sygnal. '
                                                    tak, jak bog janus, to moj diamencik przemyslen wczesnomlodziezowych.
                                                    ---
                                                    wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to pomaga, i samo
                                                    pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia
                                                    tak sobie kiedys wyobrazilam moj proces poznawczo - rozwojowy jako zataczanie
                                                    kregow - niby wciaz docieram do punktu wyjscia, ale za kazdym razem przybywa
                                                    jednak nowej wiedzy, nowych kawalkow puzzli.
                                                    mi to jakos pomaga, ale dla ciebie moze byc uciazliwe, a moze nie wiesz jak sie
                                                    wywinac...
                                                    jesli masz ochote pisac o czyms innym, zacznij temat.
                                                    chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub nie bardzo,
                                                    wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: re 29.04.08, 00:57
                                                    Hej,
                                                    mam dzis wyjatkowo beznadziejny dzien.
                                                    Napisze jutro.
                                                    Nie chodzi o ciebie, czy to co napisalas, tylko o to, co mi sie
                                                    zadzialo w moim realu.
                                                    do jutra, czul
                                                  • szarylemur oki 29.04.08, 02:15
                                                    trzymam kciuki za pozytywne rozwiazanie realnych problemow :)))
                                                    sciskam :)
                                                  • szarylemur Re: re 29.04.08, 02:24
                                                    a moze napiszesz o tym co sie zadzialo wprost albo transformujac to w jakas
                                                    alegorie, zrobisz z tego wycieczke psychotyczno - terapeutyczna?
                                                    jak masz ochote, to zachecam. ale oczywiscie nie mam pojecia o co chodzi i jesli
                                                    to nic z rzeczy ' tranformowalnych' to po prostu po raz kolejny sciskam i
                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: re 30.04.08, 01:27
                                                    Nie, to raczej po prostu bylo wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
                                                    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
                                                    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. Trzymaj
                                                    kciuki, albo idz w mojej intencji na spacer z psem lepiej :)
                                                  • bene_gesserit Re: re 30.04.08, 01:25
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > nie, nie zostaje. moze mam uraz sumienia, jakas czesc mozgu
                                                    wypaczona. moze '
                                                    > zarazilam sie' psychopatia, a moze istnieje gen psychopatii...

                                                    Wez - takie rzeczy to sie naprawde diagnozuje u specjalisty, a nie
                                                    u siebie samej, w dodatku nie - specjalistki.

                                                    > nie ma wyrzutow sumienia. moze jakbym go zobaczyla naprawde
                                                    chorego, proszacego
                                                    > mnie o to, bym sie nim zaopiekowala... to mogloby ruszyc moje
                                                    > sumienie. moze gdybym dowiedziala sie ze umiera powoli calkiem
                                                    opuszczony i
                                                    > bezradny...

                                                    Chodzilo mi o to, ze jesli jest w tobie potrzeba uznania i milosci
                                                    od niego (zaloze sie, ze jest), to kiedy zyczylas mu smierci,
                                                    musialas jednoczesnie miec z tego powodu wyrzuty sumienia. Nie
                                                    upieram sie - bo ty sama wiesz najlepiej, co czujesz itd. Mi sie to
                                                    wydaje logiczne po prostu, chociaz logika nie ma duzo do emocji.

                                                    > czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
                                                    pragnienia. odbyc taka
                                                    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

                                                    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi.

                                                    > 'no tak, ale jednak cie nie bil.'
                                                    > no, zapewne sa jeszcze gorsi ojcowie, ale co w zwiazku z tym?

                                                    To nie chodzi o to, czy sa lepsi czy gorsi, ale o to, ze widac - na
                                                    swoj sposob - cie kochal. Bardzo latwo jest uderzyc dziecko,
                                                    zwlaszcza wlasne.

                                                    > 'A BPD sie leczy.'
                                                    > jak ? podobno jest to zaburzenie osobowosci na ktore nie ma
                                                    lekarstwa.

                                                    Wrzuc w przegladarke.

                                                    ale moze
                                                    > lepiej jednak sie tak nie diagnozowac? ... psychiatra nie
                                                    wspominal mi o bpd,
                                                    > podobno mam tylko ' zaburzenia adaptacyjne'.

                                                    No to po co sobie dokopujesz?

                                                    > dziewczyna pogarda
                                                    > 'przebaczenie przestalo byc potrzebne.' po prostu?
                                                    > tj: spelnilo swoja role?

                                                    Nie o to chodzi.
                                                    Tak jak napisalam, on dla niej przestal byc wazny po prostu. Ukoila
                                                    wszystkie swoje odepchniete uczucia, przepracowala sama i z grupa,
                                                    zaczela sama sie bronic i kochac. Stopniowo ten facet przestal dla
                                                    niej byc osrodkiem jej emocji, wirem, ktory zasysal duza czesc jej
                                                    energii. Im wiecej pracy - tym bardziej z boku jego postac byla.
                                                    Ktoregos dnia po prostu zniknela prawie. Jest 'przykra sprawa z
                                                    przeszlosci', nie 'kims, kogo nienawidzi, boi sie itd'. Resztki
                                                    tamtej sprawy pozostaly w postaci obrzydzenia wlasnie. Nic wiecej.

                                                    > co to oznacza? poczuc? wczuc sie w jakas konkretna sytuacje z
                                                    przeszlosci
                                                    > dzieckiem? czy ?

                                                    Mysle, ze to indywidualna sprawa jest. Mnie wciagalo wyobrazenie
                                                    piwnicy z pozamykanymi drzwiami. Kiedy podczas pracy wylazilo cos
                                                    dziwnego, wizualizowalam piwnice i otwieralam _te_ drzwi.

                                                    Ale mozna pracowac inaczej - moze i na konkretnych sytuacjach,
                                                    mozna rysowac (tez rysowalam, reka sama robila rozne rzeczy,
                                                    lapalam sie na tym, ze brakowalo mi kartki i mazalam po podlodze z
                                                    duza pasja), mozna tanczyc, jesli ruch jest twoim zywiolem. Nie
                                                    wiem jednak, czy takie tripy powinno sie odbywac samemu.

                                                    > ustawienia
                                                    > moze troche nie na temat ale to kojarzy mi sie z calym tym
                                                    teatrem mojego domu.
                                                    > okopani na swoich pozycjach gramy swoje role. nawzajem sie
                                                    wzmacniamy. koszmar,
                                                    > koniecznosc, znany diabel.

                                                    Duza wartosc ustawien wynika rowniez stad, ze pokazuja rzeczy
                                                    ukryte. No i samemu jest sie z boku tego, nie trzeba nic przezywac
                                                    ani cierpiec, bo ustawiani robia to za ciebie. Chociaz na
                                                    dogmatycznie hellingerowskie ustawienia nie namawiam, bo imo to
                                                    toksyczna sprawa.


                                                    > hmm, pierwsza warstwa odlazla jak mialam jakies 11 lat. druga
                                                    stala sie pierwsz
                                                    > a.
                                                    > pozytyw: nie trzeba duzo zdzierac ;]

                                                    Na ustawieniach wylazily nam takie rzeczy, ze mysle, ze by sie
                                                    znalazlo wiele warstw. Postacie, o ktorych zapomniano, niezyjacy
                                                    trzymajacy sie zyjacych, wydarzenia sprzed kilkudziesieciu lat,
                                                    ktore wciaz trwaly. Moja rzeczywistosc od tamtych doswiadczen mocno
                                                    zgestniala.

                                                    > czy ja sie chce zatrzymac? raczej nie widze tak tego. raczej nie
                                                    wiem co dalej
                                                    > robic z tymi znaleziskami...

                                                    No wlasnie dlatego lepiej nie grzebac w sobie tak calkiem samemu.
                                                    > a dotrzec mozna tam dzieki kontaktowi z emocjami dziecka, tak?
                                                    > naprawde, tylko tyle?
                                                    > pytam, moze glupio o to co i rusz, gdyz wydaje mi sie, ze mniej
                                                    wiecej przez to
                                                    > przeszlam, ale ukojenia nie ma...
                                                    > jest strupek na ranie.
                                                    > a moze powinnam przestac rozdrapywac te rane? zapomniec?

                                                    A to ja nie wiem, ty sama wiesz najlepiej.
                                                    Ten caly syf z dziecinstwa wylazi po kawalku specjalnie. Straznik
                                                    Progu wie, kiedy jest sie gotowym na kolejna porcje. Moze nie
                                                    jestes, a moze rzeczywiscie juz wszystko przerobilas, i nie
                                                    pomoglo, nie wiedziec czemu.

                                                    > wybacz jesli mecze cie tym moim pisaniem o sobie. mi jakos tam to
                                                    pomaga, i sam
                                                    > o
                                                    > pisanie i twoje wskazowki, rady, spostrzezenia

                                                    Ok, ale nie chce, zeby to byla taka terapia on-line. Bo po
                                                    pierwsze, nie jestem zadnym fachowcem i niewiele wiem, a po drugie
                                                    mi sie to by nie podobalo po prostu.
                                                    Ale mi dzieki temu, ze o tym pisze, jakos sie ten caly moj
                                                    terapeutyczny przewrot uklada w glowie.


                                                    > chyba ze nie masz juz ochoty pisac ze mna akurat tutaj wcale lub
                                                    nie bardzo,
                                                    > wtedy powiedz to jakos i ja to jakos zrozumiem pewnie.

                                                    He he he.
                                                    To nie brzmi jak osoba z borderline ;)
                                                    Jednak pudlo z autodiagnoza.
                                                  • szarylemur ' jaka piekna katastrofa' 30.04.08, 03:57
                                                    wyrzuty sumienia itd

                                                    tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc powszechnych tezach. i ja tez wlasciwie mniej wiecej staram sie dopasowac siebie, opisac sie wedlug jakiegos modelu dostepnego w ' nowoczesnej' kulturze. nie wymienie autorow, bo i nie o nich chodzi, a chodzi o to, ze tresci wyczytane w ksiazkach weszly na stale do naszej wiedzy, staly sie punktem odniesienia.
                                                    oj, nie umiem precyzyjnie tego okreslic...
                                                    cos takiego mi sie roi: wg pewnych nurtow psychologii dziecko nie potrafi zyczyc smierci rodzicowi. moze miec takie pragnienia, moze nienawidzic rodzica i zyczyc mu zle, ale kiedy cos zlego rodzica rzeczywiscie spotyka, dziecko przezywa ogromne poczucie winy. irracjonalnie wini siebie za to, co rodzica spotkalo, biorac to za pochodna swoich zlych zyczen.
                                                    jesli wie sie cos takiego, i wierzy sie w slusznosc tych tez, odnajdujac w sobie nienawisc do rodzica, bedzie sie natepnie poszukiwac w zakamarkach siebie i poczucia winy.
                                                    hmmm, pamietam ze ja sie ojca wstydzilam do czasu, az przeczytalam ( jako 13, 14 latka) o falszywym wstydzie, o wstydzeniu sie za innych. przerobiwszy ta lekcje, pozbylam sie wstydu.
                                                    zapomnialam na pewno wiele z moich przezyc mlodzienczych, pamietam jednak ze bardzo chcialam znalezc jakies autorytety, ktore pozwolilyby mi zrozumiec siebie i cala ta sytuacje, w ktorej sie znajdowalam, ktore pomoglyby mi przetrwac i wskazaly kierunek. tak stereotypowo bardzo -
                                                    - zainteresowalam sie psychologia, bardzo duzo czytalam, wrecz pochlanialam ksiazki.
                                                    te wszystkie pojecia, teorie, przynajmniej te bardziej popularne, sa mi mniej wiecej od dawna znane, dawno przyswojone, wyprobowane.
                                                    nie jestem zszkowana, nie traktuje relacji z rodzicami jako sacrum, tabu.
                                                    ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien milosci. za to co robil moglby pojsc do wiezienia ( albo do piekla chrz ;)), dlatego nie czuje wyrzutow sumienia z powodu moich negatywnych emocji wobec niego.
                                                    z matka jest wiekszy problem... wlasciwie dopiero terapia pozwolila mi ' rozprawic sie' z jej postacia, odkryc i ujawnic drugie dno moich mysli i uczuc wobec niej.

                                                    takze, pozwolilam nie miec mojemu wewn dziecku wyrzutow sumienia wobec mojego ojca, mimo ze on nader czesto usilowal je wywolac we mnie...
                                                    jak bylo wczesniej, zanim zaczelam myslec ' swiadomie' tzn, zanim skonczylam jakies 10 - 12 lat?
                                                    wtedy chyba jeszcze bylam na etapie ' bycia chrystusem', wybaczalam, chcialam wierzyc ze tatus mnie kocha. wtedy jeszcze matka grala komedie, ukrywala jego alkoholizm i okrucienstwo, wtedy chyba bylismy jeszcze ta rodzina z pierwszej warstwy malowidla, dramat rozgrywal sie w czterech scianach i byl co rano tuszowany.
                                                    ale umarla matka mojej najlepszej kolezanki. a zostala sama z siostra i ojcem alkoholikiem. one nie baly sie prawdy o wlasnym ojcu, a moja matka zaczela matkowac a. i od tamtej pory takze w mojej rodzinie zaczelo sie zdrapywanie fototapety, mowienie prawdy...
                                                    fizycznie wciaz zylysmy z matka w tym piekle, jednak juz bez oszukiwania, bez wybaczania, bez tuszowania...uczucia zostaly uwolnione.
                                                    szkoda, ze matka nigdy nie znalazla w sobie tyle sily aby siebie i mnie od tego fizycznie uwolnic.
                                                    ---
                                                    "czyli mam je przezyc te wszystkie zawiedzione, zamrozone
                                                    pragnienia. odbyc taka
                                                    > szczera rozmowe z wyobrazonym ojcem?

                                                    Ja bym sie najpierw zajela dziecmi."

                                                    a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia nieprzykryte nakazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?
                                                    ----
                                                    'na swoj sposob - cie kochal. "
                                                    no, tak. uderzyl mnie tylko raz jak bylam mala, za jakis bzdet. i juz nigdy wiecej. co nie przeszkadzalo mu wyzywac mnie od kur. ew, smieci, gownien i saczyc jad w moje uszy.
                                                    mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo chodzic o jakis silny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

                                                    terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? " nie. ' wiec to nie byla milosc'
                                                    co myslisz na temat takiej diagnostyki?
                                                    ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo glupi i egocentryczny. byl bardzo poplatany, unikal samooceny jak mogl. jakby najwiekszym marzeniem, nadrzednym celem mojego ojca bylo niedopuszczenie do jakiejkolwiek negatywnej refleksji na wlasny temat. stad proby pozbycia sie tych niecalkiem go uwielbiajacych, a nastepnie proby odkupienia atakow furii. a z czasem, calkowita niemal alienacja od swoich zlych uczynkow.
                                                    narcyzm?
                                                    ---
                                                    bpd
                                                    no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to takie stabilizujace bardziej... z tego co pamietam
                                                    ---
                                                    dziewczyna/ pogarda
                                                    yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt wazna, aby ja tak latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem. wylazi w kontaktach z mezczyznami.
                                                    i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.
                                                    moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez niektorzy mieli gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie materilaanie... moze nadmiernie szukam wymowki w rodzicach?
                                                    ...
                                                    ---
                                                    dziecko
                                                    wizualizacja, rysunek , taniec
                                                    ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
                                                    o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku bezpieczenstwa?

                                                    mialam taki bardzo zly czas, gdy w zasadzie runely ostatnie naiwne nadzieje, dzieciece marzenia. wtedy duzo pilam, robilam burdy, polecialam mocno w kierunku czystego bpd. czesto siadywalm sama gdzies za sklotem, i wylam, ryczalam, zanosilam sie placzem tak jak w dziecinstwie. plakalam nad wszystkim, nad swoja niedola, totalnie w to wczuta. po wielu latach od calkowitej utraty zdolnosci do placzu.
                                                    bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze musialabym tak plakac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.
                                                    ---
                                                    Straznik Progu
                                                    kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
                                                    znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju osobowosci. levele gry.

                                                    'wydarzenie z cyklu 'myslalam, ze wiem
                                                    na czym stoje, a to guzik prawda akurat'. Musze sie do tego
                                                    przyzwyczaic chyba, chociaz nie wiem, czy mi sie uda. '
                                                    a to Wieza akurat :)
                                                    znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj przyjaciel - gej. to chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

                                                    eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)
                                                    'W bajce o Muminkach jest taka bohaterka, która zajmowała się domem pełnym szklanych i porcelanowych bibelotów i była cały czas tym zajęta, odkurzała je i ustawiała. Pewnego dnia zobaczyła na horyzoncie zbliżającą się trąbę powietrzną i pomyślała sobie, ku własnemu zaskoczeniu: "Och, jaka piękna katastrofa!".'

                                                    dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to oznaka osiagniecia wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'

                                                    a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

                                                    ---
                                                    trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
                                                    i ide z psem
                                                    a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
                                                    obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
                                                    moze byc? :)

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: ' jaka piekna katastrofa' 01.05.08, 02:33
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > tak mi przyszlo do glowy, ze moze ty opierasz sie na jakichs dosc
                                                    powszechnych
                                                    > tezach.

                                                    Nie, ja tezy mam w nosie, raczej opieram sie na moim terapeutycznym
                                                    doswiadczeniu. Sa pewne wzory, ktore sie powtarzaja. Ludzie lubia
                                                    myslec, ze ich nieszczescie jest unikalne i niepowtarzalne, ale
                                                    zazwyczaj nie jest. Co nie oznacza, ze twoje nie jest. Ty sama
                                                    wiesz najlepiej, co sie z toba dzieje.

                                                    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
                                                    To sie opiera na tej dzieciecej wlasciwosci, ktora polega na
                                                    pragnieniu akceptacji ze strony rodzicow.
                                                    Nigdy nie spotkalam nikogo, kto by tego nie mial.
                                                    Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
                                                    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
                                                    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
                                                    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
                                                    milosci do niego.

                                                    (Przypomniala mi sie opowiesc pewnego prominentnego polityka,
                                                    niejakiego Marcinkiewicza, ktory w wywiadzie opowiadal, jak to
                                                    ojciec jego i braci bil za drobne nawet przewinienia, nawet jak
                                                    byli juz dorosli. Opisywal, jak kiedy cos spsocili, bali sie
                                                    smiertelnie wrocic do domu, bo wiedzieli, ze ojciec czeka z pasem i
                                                    nie odpusci. Kiedy nie uwazali w kosciele, ojciec ich wywlekal za
                                                    brame, lał i mogli wrocic z powrotem do swiatyni.
                                                    'Tata bardzo nas kochal, dlatego to robil'. Ciekawe, jak on sam
                                                    kocha swoje dzieci.)

                                                    Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
                                                    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
                                                    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?

                                                    Nie twierdze, ze mam racje, nie wiem. Moze sie z tej milosci
                                                    wyleczylas, ale trudno mi w to uwierzyc.
                                                    ...
                                                    > ojciec dal mi ten komfort, ze obiektywnie nie wydawal sie godzien
                                                    milosci.

                                                    Mozliwe, ze tak jest. Mozliwe tez, ze kryje sie w tobie zamrozone
                                                    Dziecko z okresu dosc wczesnego, ktore chce, zeby tata je przytulil.

                                                    ...
                                                    > a ' dzieci ' to nie sa ' uczucia", pierwotne emocje, pragnienia
                                                    nieprzykryte na
                                                    > kazami morlanosci, rozumem? co to sa 'dzieci' w takim razie?

                                                    No tak, to sa one wlasnie. To sa duzego kalibru smutek, strach,
                                                    samotnosc, poczucie winy itd. Wszystko to, czego male dziecko nie
                                                    jest w stanie udzwignac.

                                                    Dlatego pisze o 'zamrozeniu', bo to czasem az widac po mowie ciala
                                                    albo pewnych niekontrolowanych odruchach. Np dorosly czlowiek,
                                                    ktory chichocze sie jak pieciolatek, albo wkurzony robi mine malego
                                                    dziecka, kompletnie o tym nie wiedzac. W momentach, w ktorych nie
                                                    panuje nad soba, wladze przejmuje to zamrozone dziecko na chwile.

                                                    Kiedys w bardzo specyficznych okolicznosciach (ktore przypominaly
                                                    traume) poczulam obecnosc zamrozonego Dziecka fizycznie. Kosmos -
                                                    czulam, ze w miejscu, w ktorym stoje, stoi ktos jeszcze, duzo
                                                    mniejszy ode mnie, i krzyczy przez moje gardlo. Nie moglam
                                                    zapanowac nad tym glosem, bo on nie byl moj, chociaz stopy tej
                                                    istoty staly w moich. To bylo pare lat przed terapia i bylo
                                                    calkowicie spontaniczne.

                                                    > mozna wiec przypuszczac, ze rownie dobrze jak o milosc, moglo
                                                    chodzic o jakis s
                                                    > ilny wewnetrzny zakaz uzywania fizycznej przemocy wobec dzieci.

                                                    No tak, ale i tak ten zakaz to byl jedyny (?) albo jeden z
                                                    nielicznych, ktorego nie chcial zlamac. Z tego, co piszesz, on mial
                                                    niewiele zasad chyba.

                                                    > terapeutka zadala mi pytanie: ' czy czulas od tej osoby milosc? "
                                                    nie. ' wiec t
                                                    > o nie byla milosc'
                                                    > co myslisz na temat takiej diagnostyki?

                                                    Nie podoba mi sie.
                                                    Po ustawianiu sie trudno uwierzyc w takie proste wyliczanki. To
                                                    moze byc prawda na pewnym poziomie. A na innym - klamstwo.

                                                    > ja mysle teraz, ze on mogl mnie kochac na swoj sposob,taki bardzo
                                                    glupi i egoce
                                                    > ntryczny.

                                                    Zdaje sie, byl bardzo slabym czlowiekiem.
                                                    ...
                                                    > narcyzm?

                                                    Nie wiem.

                                                    > no wlasnie wrzucalam bpd w przegladarke juz nieraz. i te leki to
                                                    takie stabiliz
                                                    > ujace bardziej... z tego co pamietam

                                                    A ja wrzucilam niedawno, i tam pisali ciekawe rzeczy np o diecie
                                                    (nie pamietam, jakie dokladnie) itd. Ale imo ty bpd nie masz, wez
                                                    no.

                                                    > dziewczyna/ pogarda
                                                    > yhm, rozumiem. tylko wydaje mi sie, ze postac ojca jest zbyt
                                                    wazna, aby ja tak
                                                    > latwo ' uleczyc', aby raz na zawsze rozprawic sie z tym tematem.

                                                    To nie bylo 'latwo'. Pare dobrych lat terapii (nie wiem, dokladnie,
                                                    ile) i roznego innego dlubania w duszy. Potwornie bolesnego.

                                                    wylazi w konta
                                                    > ktach z mezczyznami.
                                                    > i nie tylko : wylazi mna, w moim widzeniu siebie i innych.

                                                    To w tej sytuacji to jest zupelnie normalne.

                                                    > moze winie za swoje niepowodzenia osoby trzecie? moze... przeciez
                                                    niektorzy mie
                                                    > li gorzej, a tyle wiecej osiagneli, niemkoniecznie
                                                    materilaanie... moze nadmier
                                                    > nie szukam wymowki w rodzicach?

                                                    'Wymowki'?
                                                    Przeciez nie robisz tych swoich bledow swiadomie.

                                                    > ...
                                                    > dziecko
                                                    > wizualizacja, rysunek , taniec
                                                    > ale co mam wizualizowac, o czym mam tanczyc, rysowac?
                                                    > o jakiejs sytuacji konkretnej czy moze ogolnie np o braku
                                                    bezpieczenstwa?

                                                    Ja nie wiem nawet, czy ty sie za to powinnas sama brac za to. Wiec
                                                    nie wiem, co ci napisac. Mi material do tych akcji pojawial sie
                                                    spontanicznie na terapii, i wtedy sie za to bralismy.

                                                    > bylo to jakims oczyszczeniem, ale czasem zdawalo mi sie, ze
                                                    musialabym tak plak
                                                    > ac kilka lat, aby wyplakac caly bol. a tak sie nie dalo.

                                                    O, to bardzo fajne - tzn to, ze ci sie to zdarzylo.
                                                    Nie bolala cie po tym placzu glowa potwornie? Mnie napie..la po
                                                    prostu.
                                                    Moze to wlasnie bylo takie wyjscie dziecka z zamrozenia. Moze nie
                                                    musisz plakac kilka lat, ale odnalezc ten smutek i sie nim
                                                    zaopiekowac.

                                                    > Straznik Progu
                                                    > kojarzy mi sie z Diablem i z Pustelnikiem z tarota.
                                                    > znasz tarot? to rowniez taka wedrowka przez etapy rozwoju
                                                    osobowosci. levele gr
                                                    > y.

                                                    Boje sie tarota, tarocisci czesto sa nawiedzeni potwornie. Wole i-
                                                    cing, ale nie wyciagalam Przepowiedni juz z 5 lat chyba.
                                                    Co to sa Diabel i Pustelnik?

                                                    > a to Wieza akurat :)
                                                    > znam kogos kto lubi te karte/ wydarzenia tego typu - to moj
                                                    przyjaciel - gej. t
                                                    > o chyba wlasnie takiego nastawienia do zycia mu zazdroszcze.

                                                    Siedzialam w jednej z moich ulubionych kawiarni, dosc dziwacznie
                                                    urzadzonej. Tam wisiala taka tabliczka - kawalek deski z plotu,
                                                    zniszczonej, na ktorej niewprawna dziecieca reka napisala 'Nie
                                                    zawsze tak bedzie'.
                                                    To takie memento mori w wersji madrzejszej. Bardzo konfucjanskie w
                                                    sumie.

                                                    > eichelberger przytoczyl gdzies kiedy historie o muminkach (!)

                                                    To jest historia Filifionki z tomu opowiadan. Z bardzo ladnym
                                                    rysunkiem porcelanowego kotka z utluczonym uszkiem.

                                                    > dla mnie - o ile nie jest to czyste szalenstwo - to jest to
                                                    oznaka osiagniecia
                                                    > wyzszego stopnia rozwoju ' z kategorii zen'
                                                    >
                                                    > a moze czysty pragmatyzm w obliczu realiow zycia? :)

                                                    Widzialam kiedys, jak sie leczy ludzi z lękiem wysokosci: kaze im
                                                    sie wchodzic coraz wyzej. Stopniowo, ale stanowczo - przez pare dni
                                                    pokonuja coraz wieksze wysokosci. Chodzi o to, ze strach nie
                                                    wzrasta w nieskonczonosc. W pewnym momencie boisz sie tak, ze juz
                                                    bardziej nie mozesz. Jesli wytrzymasz ten moment i zrobisz kolejny
                                                    krok wyzej, wygralas, to poczatek konca terapii.

                                                    > trzymam kciuki za twoja pomyslnosc!
                                                    > i ide z psem
                                                    > a kotu w intencji polozylam zakretke od soku na glowie
                                                    > obruszyl sie nieco i jakze pieknie :)
                                                    > moze byc? :)

                                                    Pomoglo, dzieki :)
                                                    czul.
                                                  • szarylemur come to daddy 01.05.08, 18:27
                                                    [teoria, ze dziecko nie chce zyczyc smierci rodzicowi]
                                                    'Spotkalam sporo ludzi, skrzywdzonych przez rodzicow, ale nawet ci,
                                                    ktorzy byli skrzywdzeni wyjatkowo podle (fizyczne naruszenie
                                                    granic) dlugo nie chcieli sie nawet przyznac, ze ich rodzic robi
                                                    zle rzeczy. Dziecko pilnuje nieskalanego obrazu rodzica wlasnie z
                                                    milosci do niego.'
                                                    no, tak, ale to prawdop bylo ludzie, ktorzy z psychoterapia i zagadnieniami z
                                                    tego kregu zetkneli sie po raz pierwszy w zyciu.
                                                    taki szok, jakas reakcja obronna u kogos, kto zyje na poziomie fotki
                                                    usmiechnietetj rodziny, na ktorej nie widac nog kopiacych sie nawzajem pod stolem.
                                                    mnie to nie dotyczy, to sie skonczylo jeszcze w podstawowce.
                                                    naprawde, bylabym obecnie twisted potworem, takim kotkiem zywym ale wywroconym
                                                    na druga srone * snil mi sie taki kiedys*, gdybym pielegnowala obraz mojej
                                                    rodziny jako szczesliwej, modelowej, kochajacej, idealnej.

                                                    moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia psychologiczne, moze
                                                    wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim jaki jest mniej
                                                    wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu odwage dokonywania
                                                    nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
                                                    skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach calkiwitej
                                                    dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...
                                                    ja od dziecka, nie chcialam zrezygnowac z mojej opinii na temat tego co sie
                                                    dzieje. moze to nie jest powszechne, ale tak wlasnie bylo.
                                                    moze mam wrodzona niska potrzebe afiliacji? dziwne, jakos sprzeczne z teoria,
                                                    ale jednak.
                                                    ---
                                                    marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy. takie
                                                    zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym uwielbieniem dla
                                                    tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi brak, a co maja
                                                    inni.
                                                    ---
                                                    'Czy w twoim emocjonalnym stosunku do ojca kryje sie tylko
                                                    pragnienie sprawiedliwosci i/lub zemsty?
                                                    Czy chcesz mu cos wyjasnic? Wytlumaczyc? Dlaczego?'

                                                    nie, jest poczucie krzywdy i jakas groza wynikajaca z faktu istnienia realnego
                                                    rzeczy,ludzi, zachowan rodem z horrorow.
                                                    pragnienie sprawiedliwosci? kiedy bylam mniejsza, tak.
                                                    on byl wplywowym czlowiekiem, zajmowal wysokie stanowisko, byl dosc wysoko w
                                                    partii. rzadzil ludzmi, mial nad nimi wladze. w tamtych czasach byl praktycznie
                                                    nietykalnym lokalnym watazka. ludzie ustepowali mu z drogi wiedzac ze jest
                                                    zdolny do psychicznego ich wykonczenia. takze matka i ja, mimo otzrymywania
                                                    prawie ze potajemnych sygnalow sympatii, na nic wiecej nie moglysmy liczyc. i to
                                                    bylo ogromnie dolujace.
                                                    zemsty?
                                                    nie wiem
                                                    mysle, ze gdybym teraz stanela z nim twarza w twarz i znow sprobowalby swoich
                                                    upadlajacych sztuczek, moglabym go udusic, wytoczyc mu sprawe o wieloletnie
                                                    znecanie sie nad rodzina i innymi ludzmi. chcialam to zrobic wczesniej, ale
                                                    widzialam jak ludzie, ktorzy mogliby ewentualnie zeznawac, boja sie to robic...,
                                                    nie chca dac sie wciagnac w moje prywatne rozgrywki.
                                                    stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
                                                    niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

                                                    a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
                                                    kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni. a on na to,
                                                    nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to raczej na gorsze.
                                                    ---
                                                    z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
                                                    kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw, uwielbialismy sie
                                                    nawzajem.
                                                    potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
                                                    wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam sie nabierac
                                                    na nadzieje jakie mi robil.
                                                    az wreszcie przestalam.
                                                    zreszta, on mysli ze mnie kocha, a ja jestem niewdzieczna.
                                                    ---
                                                    reszta pozniej, bo nie mam czasu teraz

                                                    pozdrawiam:)

                                                  • bene_gesserit Re: come to daddy 01.05.08, 22:35
                                                    szarylemur napisała:


                                                    > moze nawet nie trzeba wglebiac sie szczegolnie w studia
                                                    psychologiczne, moze
                                                    > wystarczy miec w sobie dziecieca odwage widzenia swiata takim
                                                    jaki jest mniej
                                                    > wiecej, ufania wlasnym uczuciom, refleksja, a moze po prostu
                                                    odwage dokonywania
                                                    > nieprzekupnych sadow? mysle, ze to jest trudniejsze w sytuacjach
                                                    > skomplikowanych, niewyraznych, a moze takze w sytuacjach
                                                    calkiwitej
                                                    > dlugotrwalej zaleznosci od jakiegos tam kata...

                                                    Znowu: ty sama wiesz najlepiej. Jesli sobie ufasz, to ok, naprawde.
                                                    Po prostu pierwszy raz kogos takiego spotykam.
                                                    ...

                                                    > marcinkiewiczow wszelkiego sortu nie znosze. dla mnie to glupcy.
                                                    takie
                                                    > zachowanie wiaze rowniez z balwochwalczym, bezrefleksyjnym
                                                    uwielbieniem dla
                                                    > tego, co moje, dla moich wartosci, i pogarda dla tego, czego mi
                                                    brak, a co maja
                                                    > inni.

                                                    Mnie oni z jednej strony oburzaja (bo, jesli sa czemus winni, to
                                                    temu, ze na ogol nie przerywaja miedzypokoleniowej przemocy), a z
                                                    drugiej - budza wielkie wspolczucie.

                                                    ...
                                                    > stad bierze sie moje poczucie bycia na przegranej pozycji.
                                                    > niejako z zemsty chcialam rowniez zmienic nazwisko.

                                                    Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu
                                                    na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
                                                    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby
                                                    dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
                                                    siebie.
                                                    Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
                                                    emocji powstalaby nagle pustka?

                                                    > a wytlumaczyc, wyjasnic sie NIE DA.
                                                    > kiedys rozmawial z bratem, mowilam, moze teraz ojciec sie zmieni.
                                                    a on na to,
                                                    > nie ludz sie, jest juz stary, w tym wieku jesli ma sie zmienic to
                                                    raczej na gor
                                                    > sze.

                                                    Podobno do 40 sa najwieksze szanse.
                                                    Chociaz ja widzialam juz rozne rzeczy. Ale to on by musial chciec.

                                                    > z milosci sie wyleczylam? czy z potrzeby milosci?
                                                    > kochalam go, gdy bylam mala, byl swietnym kompanem do zabaw,
                                                    uwielbialismy sie
                                                    > nawzajem.
                                                    > potem juz nie, kiedy zaczal niszczyc wszystko co kochalam.
                                                    > wtedy bylo mi starsznie zle, ze mnie nie kocha. ale wciaz dawalam
                                                    sie nabierac
                                                    > na nadzieje jakie mi robil.
                                                    > az wreszcie przestalam.
                                                    ...

                                                    Noale on jest ciagle dla ciebie bardzo wazny. Byc moze istotnie
                                                    tylko w negatywnym sensie, ale jest centralna postacia twojego
                                                    zycia. Moze czasem (to ty to wiesz) wazniejsza od ciebie samej.


                                                    czul
                                                  • szarylemur come to daddy2 02.05.08, 03:44
                                                    oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
                                                    A tranquz rodzicow, nawet mocno...
                                                    i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

                                                    teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
                                                    ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos dotkliwie pokiereszowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

                                                    mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze psychologia trafila pod strzechy :)

                                                    jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat ( wczesniej nie pamietam ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak. wtedy ostro histeryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci, chorobliwosci relacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze moim glownym opiekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej, to strona bardziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze ojciec byl po prostu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...
                                                    ---
                                                    marcinkiewicze
                                                    'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
                                                    dlaczego?
                                                    i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?
                                                    ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem swiadczacym o niewierze w szczesliwosc ich rodzin...
                                                    ---
                                                    'Takie mam wrazenie ciagle, ze wiele sie w tobie dzieje ze wzgledu na niego, a nie na ciebie. W sensie, ze on nadal koncentruje twoje
                                                    zycie i twoja energie. Miewasz rozne checi i pomysly na niego (zeby dotknac, zemscic sie, wymierzyc sprawiedliwosc itd), a nie na
                                                    siebie.'
                                                    masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby zycie bylo po to, aby uciec przed potworem ;]
                                                    zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych lat czasu, aby wyznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z niepokojem oczekujac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo nigdy nie wiadomo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze trzeba bedzie splacac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba bedzie placic... zawsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego swiatka przetrwania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach spoczywa caly cholerny swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco wyczerpujace.
                                                    wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do patrzenia w przyszlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed siebie uciekajac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we mnie wylo i krzyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo problematycznego z kim tak niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac, przetwarzac i znieczulac traumy...
                                                    moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i moja energie. ze mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.
                                                    mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam utrzymywac z ojcem jakiegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a dlatego ze wiem jak ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

                                                    ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych celow. wiele juz mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla mnie. i wciaz dosc czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod przykrotka kolderka.

                                                    'Jakby bylo, gdyby w miejscu tych wszystkich twoich jego dotyczacych
                                                    emocji powstalaby nagle pustka?'

                                                    jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy przez zapomnienie, wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede, zostawie w spokoju"?
                                                    ---
                                                    'jest centralna postacia twojego zycia. '
                                                    nie jest, jest jeszcze matka...tak samo centralna i chyba bardziej skomplikowana.

                                                    bardzo wielkie dzieki za uwage :]
                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: come to daddy2 03.05.08, 01:10
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > oki, piszesz, ze spotkalas wielu ludzi skrzywdzonych prze-
                                                    > A tranquz rodzicow, nawet mocno...
                                                    > i naprawde wszyscy oni twierdzili ze wszystko bylo cacy cacy?

                                                    Nie, nie tak.
                                                    Potrafili przyznac, ze cos bylo nie tak, albo nawet wiele, ale
                                                    nadal ich bronili po calosci i tak w ogole.
                                                    Zreszta - ja sama przez pol terapii mowilam 'no tak, to i to, ale
                                                    to bylo dla mojego dobra/niechcieli tego/sami mieli gorzej' itd. Ta
                                                    granica sie przesuwala, ale zawsze gdzies byla. Pewnie nadal jest.

                                                    > teraz to z kolei ja sie bardzo dziwie...
                                                    > ja spotkalam pare osob, sporo osob, i to niekoniecznie jakos
                                                    dotkliwie pokieres
                                                    > zowanych, ktore wprost umialy powiedziec, co i jak.

                                                    Ale to niekoniecznie ich zwalnialo z wrodzonego (?) obowiazku
                                                    kochania rodzicow i pragnienia ich akceptacji.

                                                    > mysle, ze naprawde nie mozna nie doceniac, nie zauwazac faktu, ze
                                                    psychologia t
                                                    > rafila pod strzechy :)

                                                    Kiedys bralam udzial w czyms w rodzaju ustawienia starszej pani,
                                                    ktorej matka zniszczyla i zabrala zycie. Ta pani terapeutyzowala
                                                    sie intensywnie od trzech lat, i nadal nie byla w stanie odmowic
                                                    matce-potworowi tej swojej kurczowej milosci.

                                                    > jasne, ze kiedy bylam naprawde mala, mialam 4 czy 5 lat (
                                                    wczesniej nie pamieta
                                                    > m ), tylko czasem doznawalam poczucia ze cos tu jest nie tak.
                                                    wtedy ostro histe
                                                    > ryzowalam. a juz jako 6- 7 latka taka swiadomosc nieidealnosci,
                                                    chorobliwosci r
                                                    > elacji wewnatrz mojej rodziny mialam dosc czesto. choc jako ze
                                                    moim glownym opi
                                                    > ekunem byla moja matka i to ona wyznaczala biale/ czarne silniej,
                                                    to strona ba
                                                    > rdziej chora wydawal mi sie ojciec. obecnie wydaje mi sie, ze
                                                    ojciec byl po pro
                                                    > stu strona chora bardziej brutalnie, jednoznacznie i jawnie...

                                                    Moze to takie twoje szczescie w leju po bombie, ze sie nie zlapalas
                                                    na te pulapke nadziei na milosc i akceptacje?

                                                    > marcinkiewicze
                                                    > 'z drugiej - budza wielkie wspolczucie.'
                                                    > dlaczego?

                                                    Bo ich pobite dzieci ciagle placza i nikt ich nie ukoi.

                                                    > i jak im mialoby to wspolczucie pomoc?

                                                    Kiedys do mnie dotarlo, ze wielu doroslych ludzi w wielu sytuacjach
                                                    nie zachowuje sie jak dorosli. Nawet jesli maja garnitury i nie
                                                    wyginaja ust w podkowke, to dzialaja i czuja z pozycji Dziecka.
                                                    Wspolczucie pozwala uruchomic lagodnosc zamiast np pohukiwania po
                                                    kapralsku albo cedzenia 'siadaj, niedostateczny'.

                                                    > ja mysle, ze m. raczej broniliby sie przed jakimkolwiek gestem
                                                    swiadczacym o ni
                                                    > ewierze w szczesliwosc ich rodzin...

                                                    Wiesz - mozna sie pobawic z taka solaris w obnazanie slabosci jej
                                                    zamku z piasku, ale to tylko zarty. Nie mam ambicji
                                                    terapeutyzowania calego swiata, naprawde. Jesli komus wygodnie w
                                                    kokonie jego iluzji, to Bog z nim.

                                                    [ojciec - wir]
                                                    > masz racje. to pewnie z przyzwyczajenia do zycia w cieniu. jakby
                                                    zycie bylo po
                                                    > to, aby uciec przed potworem ;]
                                                    > zwyczajnie - niezwyczajnie, nie bylo jakos przez wiele waznych
                                                    lat czasu, aby w
                                                    > yznaczyc jakis cel w przyszlosci. zylo sie z dnia na dzien, z
                                                    niepokojem oczeku
                                                    > jac nocy. nie planowalo sie zadnych inwestycji finansowych np, bo
                                                    nigdy nie wia
                                                    > domo bylo czy ojciec da w tym miesiacu cos czy nie da, a moze
                                                    trzeba bedzie spl
                                                    > acac jakies dlugi, a moze znow cos rozwali sasiadom i trzeba
                                                    bedzie placic... z
                                                    > awsze tak bylo. podobno dda sa jak karly - dostosowane do malego
                                                    swiatka przetr
                                                    > wania. ogolnie czulam sie jak atlas, na ktorego ramionach
                                                    spoczywa caly cholern
                                                    > y swiat i zagadnienie jak to utrzymac jest juz wystarczajaco
                                                    wyczerpujace.
                                                    > wymowka to jest moze, moze calkiem dobra: nie bylo warunkow do
                                                    patrzenia w przy
                                                    > szlosc bardzo dlugo, ponad 20 lat. i wyrosla ta co biegnie przed
                                                    siebie uciekaj
                                                    > ac na oslep. bo potem, kiedy juz byly warunki, wszystko nadal we
                                                    mnie wylo i kr
                                                    > zyczalo, a w miedzyczasie poznalam tez kogos bardzo
                                                    problematycznego z kim tak
                                                    > niesamowicie ekscytujaco bieglo sie przed siebie, odtwarzac,
                                                    przetwarzac i znie
                                                    > czulac traumy...

                                                    Noi co zrobisz z ta swiadomoscia?

                                                    > moze wygladac na to, ze ojciec nadal koncentruje moje zycie i
                                                    moja energie. ze
                                                    > mysle nad zemsta, spotkaniem, sadzeniem sie.

                                                    No tak, bo to mnie naprawde pare razy zakulo w oczy: kilka razy
                                                    sugerowalam, zebys sie zajela swoim Dzieckiem, a ty 'ale ja nie
                                                    chce sie z ojcem spotykac', albo 'ale to mam z nim porozmawiac czy
                                                    co' - jakos tak.

                                                    > mysle o tym tutaj. realnie nie utrzymuje i nie zamierzam
                                                    utrzymywac z ojcem jak
                                                    > iegokolwiek kontaktu. ale nie dlatego ze jest mi obojetny, a
                                                    dlatego ze wiem ja
                                                    > k ciezko bym przezyla takie spotkanie i ewentualna reszte.

                                                    Czyli ciagle jest dla ciebie wazny, chociaz przeciez nie moze cie
                                                    juz w zaden sposob skrzywdzic. Ani nikogo z twoich bliskich.

                                                    > ale faktycznie zyje z dnia na dzien, bez zadnych dalekosieznych
                                                    celow. wiele ju
                                                    > z mozliwosci stracilam, wiele drzwi jest juz zamknietych dla
                                                    mnie. i wciaz dosc
                                                    > czesto powtarzam stare bledy, usilujac sie po prostu wyspac pod
                                                    przykrotka ko
                                                    > lderka.

                                                    Byc moze.
                                                    Ale tez wiele zrobilas, wykonalas kupe pracy.

                                                    > jak mialaby powstac??? przez utulenie wszystkich dzieci? czy
                                                    przez zapomnienie,
                                                    > wypelnianie postanowienia ' tej rany juz drapac nie bede,
                                                    zostawie w spokoju"?

                                                    No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    cokolwiek. No?

                                                    Czul
                                                  • szarylemur come to daddy3 03.05.08, 02:58
                                                    no to ja teraz jako matka - kotka z kocieciem na kolanach, lapiacym za koraliki na reku pisac bede ;)

                                                    {skrzywdzone dzieci broniace rodzicow}
                                                    myslalam nad tym dzisiaj troszke i przypomnial mi sie ten watek:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=71875653&a=71875653
                                                    poczytaj, jesli jeszcze nie czytalas
                                                    zobacz, jakie jest spektrum stosunku doroslych dzieci do rodzicow. to na poczatek.
                                                    ---
                                                    'ja sama przez pol terapii mowilam 'no tak, to i to, ale
                                                    to bylo dla mojego dobra/niechcieli tego/sami mieli gorzej' itd.'
                                                    tez tak mialam z matka na terapii... choc wlasciwie bardzo wielka ulge przyniosla mi mozliwosc wypowiedzenia moich ' niepoprawnych' mysli, wyplakania lez, do ktorych nie mialam niby prawa. ta metoda diagnostyczna " czy czulas milosc od tej osoby" dotyczyla wlasnie matki.
                                                    wobec rodzicow, ktorzy nie byli jednoznacznie potworni, trudno jest na glos i bez poczucia winy wysunac jakies wieksze obiekcje.
                                                    jest tym trudniej, ze reszta rodziny, swiat niemal caly upiera sie przy tlumaczeniu i/ lub pomijaniu ciemnych stron osoby, przez ktora jako dziecko czulas sie skrzywdzona.
                                                    hem, wiesz, ja czesto obawiam sie glosno mowic o moim stosunku do rodzicow, czy chocby i pisac w jakichs pobierznych watkach ( kot je bulke, dziwne, prawda?) o tym. w moim przekonaniu, stereotypem spolecznym jest przedstawianie sie jako owocu milosci i dbalosci pary cudownych ogrodnikow pelnych cnot wszelakich. jesli mowisz inaczej, zaczynaja lypac zle oczy, w w zlych oczach widzisz siebie jako wyrodnego, niewdziecznego chwasta. doprawdy, nie wiem czy milosc i szacunek wobec rodzicow sa wrodzone i wiecznotrwale, raczej potrzeba milosci i szacunku takimi sa, ale przekonana jestem, ze czwarte przykazanie chrz, czy tez orientalny nakaz ' naboznosci synowskiej' tkwia w ludziach mocno zakorzenione. na dodatek, identyfikacja z rodzicami, z ich systemem wartosciowania swiata, choc moze byc bolesna dla pewnej czesci ego czy raczej id, dla dziecka po prostu, z drugiej strony daje mu szybszy i pewniejszy start oraz poczucie oparcia w czyms co jakoby ma wieksza wartosc, wieksza prawdziwosc niz dziecka wlasne pomysly.
                                                    powielanie tradycji daje poczucie ciaglosci, zakorzenienia. konsekwencja buntu bedzie przymus stworzenia czegos o wlasnych silach, na wlasna reke, bez pomocy ze strony rodzicow, wobec ktorych sie buntujesz.
                                                    ---
                                                    'niekoniecznie ich zwalnialo z wrodzonego (?) obowiazku
                                                    kochania rodzicow i pragnienia ich akceptacji.'
                                                    niekoniecznie, ale jednak juz jakos...
                                                    latwiej bylo uwolnic swoje ' brzydkie' mysli i emocje przy kims, kto sie tego nie bal, lub robil to mimo leku, swego rodzaju ' bojazni bozej'
                                                    ---
                                                    'Moze to takie twoje szczescie w leju po bombie, ze sie nie zlapalas
                                                    na te pulapke nadziei na milosc i akceptacje?'
                                                    moze, u mnie to bylo o tyle latwiejsze, ze naprawde, chyba nawet ciele z panstwowej laki, pojeloby ze cos jest nie tak, jak byc powinno, jak to jest w czytankach i bajkach, jesli u niego w domu, przy mamie nie wolno kochac taty, a przy tacie - mamy... ze warunki te sa jakies naprawde z lipnego kosmosu wziete...
                                                    ---
                                                    marcinkiewicze/ wspolczucie
                                                    'ich pobite dzieci ciagle placza i nikt ich nie ukoi.'
                                                    no, tak, tu masz wielka racje. to smutne.
                                                    lagodnosc zamiast pohukiwania...
                                                    myslisz ze zadziala? przeciez lagodnosc nie jest u takich m. kojarzona z autorytetem...
                                                    ---
                                                    'mozna sie pobawic z taka solaris w obnazanie slabosci jej
                                                    zamku z piasku, ale to tylko zarty.'

                                                    hmm, szkoda. wg mnie, solaris ma spore grono niemalze wyznawcow na fp, ma wplyw na wielu ludzi.
                                                    jesli jej tezy to zamki z piasku, moze dobrze byloby gdyby jednak runely?
                                                    mnie sama nieraz pociaga to co solaris pisze. ja chcialabym widziec jak rozwalasz jej teorie.
                                                    ona sama pewnie nie...

                                                    to jest juz w ogole temat ktory jakos tam we mnie podrasta powoli, niespiesznie, opornie pewnie. oczywiscie nie lubie, nie znosze, najczesciej reaguje agresywnie na takie zdarzenie, gdy ktos rozwalala moje zamki z piasku... tak trudno pogodzic dobre mniemanie o sobie, chec utzrymania ladnego obrazu, dobre samopoczucie z adekwatnym samopoznaniem...
                                                    dosc latwo przychodzi mi obnazac slabosci tez innych, trudno - przyjac zalozenie, ze moj krytyk moze miec racje...

                                                    a co do twoich ewent atakow/prob zbawienia solaris czy kogokolwiek innego - mysle, ze byloby to trudne dla ciebie, ze obawialabys sie utracic mozliwosc wplywu na osobe, ktora zaczelaby sie bronic przed twoimi uswiadomieniami. moge sie mylic w tej kwestii, tak sobie wnioskuje z tego co wczesniej pisalas.
                                                    ---
                                                    ojciec/ wir/ swiadomosc zycia w cieniu
                                                    co zrobie z ta swiadomoscia?
                                                    jeszcze nie wiem... co polecalabys?
                                                    ulozyc sobie plan na zycie bez ogladania sie na niego, ktory - jak slusznie zauwazylas - nie moze juz mnie skrzywdzic?

                                                    pytalam o ojca, kiedy polecalas zajecie sie moim wewn dzieckiem, poniewaz ... nadal w sumie nie wiem, co rozumiesz przez ' zajecie sie Dzieckiem'.
                                                    jego placze i zranienia odnosza sie w duzej mierze do ojca, stad moje ad ojciec pytania.
                                                    ---
                                                    utulenie
                                                    pustka po uczuciach do ojca, jak mialaby powstac?
                                                    'No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    cokolwiek. No?'
                                                    no, co?
                                                    co byloby gdyby nie bylo juz tych uczuc?
                                                    no, nie wiem, nie wiem jak to mozliwe byloby. chyba tylko w ten sposob ze sila zakazalabym sobie wracac do przeszlosci, do przeszlosci odnosic wydarzenia z ' teraz'. ale to nie wydaje mi sie tym, o co chodzilo, nie wydaje mi sie, zeby to mialo zmienic moje zycie na lepsze.
                                                    czy moze wlasnie tak?

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: come to daddy3 04.05.08, 03:41
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > {skrzywdzone dzieci broniace rodzicow}
                                                    > myslalam nad tym dzisiaj troszke i przypomnial mi sie ten watek:
                                                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=71875653&a=71875653
                                                    > poczytaj, jesli jeszcze nie czytalas
                                                    > zobacz, jakie jest spektrum stosunku doroslych dzieci do
                                                    rodzicow. to na poczat
                                                    > ek.

                                                    Yhy.

                                                    > wobec rodzicow, ktorzy nie byli jednoznacznie potworni, trudno
                                                    jest na glos i b
                                                    > ez poczucia winy wysunac jakies wieksze obiekcje.

                                                    O, prawda to.

                                                    > jest tym trudniej, ze reszta rodziny, swiat niemal caly upiera
                                                    sie przy tlumacz
                                                    > eniu i/ lub pomijaniu ciemnych stron osoby, przez ktora jako
                                                    dziecko czulas sie
                                                    > skrzywdzona.

                                                    Nie wiem, nie napotkalam na opor srodowiska.
                                                    Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum, a krag znajomych kiwal
                                                    glowami i przemawial jednym glosem, ze sie zgadza.

                                                    > hem, wiesz, ja czesto obawiam sie glosno mowic o moim stosunku do
                                                    rodzicow, czy
                                                    > chocby i pisac w jakichs pobierznych watkach ( kot je bulke,
                                                    dziwne, prawda?)

                                                    (moj jadal biszkopciki - siadal przy stole, powoli wyciagal lape,
                                                    wbijal pazury w jednego, sciagal go z talerzyka, zrzucal na podloge
                                                    i zzeral, nic sobie nie robiac z towarzyszacych temu chichotow)

                                                    > doprawdy, nie wiem czy milosc i szacunek
                                                    > wobec rodzicow sa wrodzone i wiecznotrwale, raczej potrzeba
                                                    milosci i szacunku
                                                    > takimi sa, ale przekonana jestem, ze czwarte przykazanie chrz,
                                                    czy tez oriental
                                                    > ny nakaz ' naboznosci synowskiej' tkwia w ludziach mocno
                                                    zakorzenione.

                                                    Kiedy umarla Agnieszka Osiecka, jej corka dala o niej wywiad, ktory
                                                    wydrukowala poczytna gazeta. Mowila w nim min o alkoholizmie swojej
                                                    matki - od razu posypaly sie na jej glowe gromy, ze to nieladnie
                                                    tak o mamusi mowic.

                                                    Moze to czesciowo z xianstwa (chociaz bezwzgledne posluszenstwo i
                                                    szacunek dla co najmniej jednego rodzica to cecha wszystkich chyba
                                                    kultur), moze wynik ekonomicznego zalozenia, wg ktorego rodzina
                                                    byla nastawionym na przetrwanie przedsiebiorstwem, a dyrekcja tegoz
                                                    byli rodzice.

                                                    A teraz takie czasy, ze w naszej szerokosci geograficznej wszystko
                                                    staje na glowe, pani kochana.

                                                    na dodat
                                                    > ek, identyfikacja z rodzicami, z ich systemem wartosciowania
                                                    swiata, choc moze
                                                    > byc bolesna dla pewnej czesci ego czy raczej id, dla dziecka po
                                                    prostu, z drugi
                                                    > ej strony daje mu szybszy i pewniejszy start oraz poczucie
                                                    oparcia w czyms co j
                                                    > akoby ma wieksza wartosc, wieksza prawdziwosc niz dziecka wlasne
                                                    pomysly.

                                                    Nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to, co
                                                    w domu uslyszaly. Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.

                                                    > powielanie tradycji daje poczucie ciaglosci, zakorzenienia.

                                                    W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co
                                                    powtarzalne.

                                                    konsekwencja buntu
                                                    > bedzie przymus stworzenia czegos o wlasnych silach, na wlasna
                                                    reke, bez pomocy
                                                    > ze strony rodzicow, wobec ktorych sie buntujesz.

                                                    No tak, i najczesciej to jest zle.
                                                    I tak dzieci ukladnych ksiegowych odkrywaja seks, dragi i
                                                    rokendroll, a dzieci hells riders - garnitury, porzadek w pokoju i
                                                    szczoteczki do zebow.

                                                    ...
                                                    > marcinkiewicze/ wspolczucie
                                                    ...
                                                    > lagodnosc zamiast pohukiwania...
                                                    > myslisz ze zadziala? przeciez lagodnosc nie jest u takich m.
                                                    kojarzona z autory
                                                    > tetem...

                                                    Tak, ale to jest mozliwa droga dotarcia do dziecka, ktore czesto
                                                    bierze w takiej osobie gore.
                                                    W ogole to poznalam calkiem sporo osob na kierowniczych
                                                    stanowiskach, ktore byly uznawane przez podwladnych za
                                                    psychotyczne. Po przygladnieciu wychodzila z nich nie psychoza, ale
                                                    Dziecko wlasnie. Obrzydliwy i samotny (najczesciej) bachor, ktorego
                                                    nieustepliwosc, egoizm i wrzaskliwe 'ja chce! teraz!' poprowadzilo
                                                    na szczyty menedzerskiej kariery. I nie jak z doroslymi nalezalo z
                                                    nimi postepowac, ale jak z dziecmi, ktore udaja doroslych.

                                                    > hmm, szkoda. wg mnie, solaris ma spore grono niemalze wyznawcow
                                                    na fp, ma wplyw
                                                    > na wielu ludzi.

                                                    Pewnie tak, ale przeciez kazdy ma wybor i wlasna glowe. Jesli ktos
                                                    kupuje to, co ktos inny pisze, i kupuje bez cienia refleksji, to
                                                    jego wybor.

                                                    > jesli jej tezy to zamki z piasku, moze dobrze byloby gdyby jednak
                                                    runely?

                                                    Moze i dobrze, ale jakos nie czuje misji. Jesli mnie to bedzie
                                                    bawic, albo jesli jej argumenty beda pokretne i glupawe, to sie
                                                    pofatyguje.

                                                    > mnie sama nieraz pociaga to co solaris pisze. ja chcialabym
                                                    widziec jak rozwala
                                                    > sz jej teorie.
                                                    > ona sama pewnie nie...

                                                    No nie, ja tu nie jestem od dostarczania rozrywki, ja tu jestem po
                                                    to, zeby sie sama rozerwac.

                                                    > tak trudno po
                                                    > godzic dobre mniemanie o sobie, chec utzrymania ladnego obrazu,
                                                    dobre samopoczu
                                                    > cie z adekwatnym samopoznaniem...

                                                    To jest potwornie bolesne. Mi znawczynie kuchni wloskiej na forum
                                                    kuchnia spuscily jakis czas temu z balonika powietrze - okazalo
                                                    sie, ze wiem na temat nic albo niewiele. To byl kop w podbrzusze
                                                    mojego ego.
                                                    Ale dzieki temu wiedzialam, co mam poczytac.

                                                    > dosc latwo przychodzi mi obnazac slabosci tez innych, trudno -
                                                    przyjac zalozeni
                                                    > e, ze moj krytyk moze miec racje...

                                                    Caly myk polega na tym, zeby ewentualnie rozwalic, ale nie zatykac
                                                    na ruinach swojej flagi. Bo to nie o to chodzi.

                                                    > a co do twoich ewent atakow/prob zbawienia solaris czy
                                                    kogokolwiek innego - mys
                                                    > le, ze byloby to trudne dla ciebie, ze obawialabys sie utracic
                                                    mozliwosc wplywu
                                                    > na osobe, ktora zaczelaby sie bronic przed twoimi
                                                    uswiadomieniami. moge sie my
                                                    > lic w tej kwestii, tak sobie wnioskuje z tego co wczesniej
                                                    pisalas.

                                                    Hehehe. No wez :)
                                                    Nie szukam ani wyznawcow, ani uczniow ani nic - min dlatego, ze
                                                    sama nie lubie byc nauczana i sama nie lubie wyznawac.

                                                    > ojciec/ wir/ swiadomosc zycia w cieniu
                                                    > co zrobie z ta swiadomoscia?
                                                    > jeszcze nie wiem... co polecalabys?

                                                    A nie wiem, moze sobie walnij i-cinga online.

                                                    > ulozyc sobie plan na zycie bez ogladania sie na niego, ktory -
                                                    jak slusznie zau
                                                    > wazylas - nie moze juz mnie skrzywdzic?

                                                    Jest calkiem mozliwe, ze tak sie przyzwyczailas do jego intensywnej
                                                    obecnosci, ze on trwa na swoim miejscu tylko dlatego, ze nie bardzo
                                                    masz pomysl co zrobic z ewentualna po nim dziura.

                                                    > pytalam o ojca, kiedy polecalas zajecie sie moim wewn dzieckiem,
                                                    poniewaz ... n
                                                    > adal w sumie nie wiem, co rozumiesz przez ' zajecie sie
                                                    Dzieckiem'.
                                                    > jego placze i zranienia odnosza sie w duzej mierze do ojca, stad
                                                    moje ad ojcie
                                                    > c pytania.

                                                    No tak, ale to juz nie chodzi o twojego ojca fizycznego, gdzies w
                                                    Polsce, tylko tego, ktory siedzi w tobie, zintegrowanego, postac ze
                                                    snow i jawy, ktora cie nie opuszcza. To ten ma nad toba wieksza
                                                    wladze.

                                                    > utulenie
                                                    > pustka po uczuciach do ojca, jak mialaby powstac?
                                                    > 'No jakos tam, dobra wrozka matka chrzestna albo zlota rybka,
                                                    > cokolwiek. No?'
                                                    > no, co?
                                                    > co byloby gdyby nie bylo juz tych uczuc?
                                                    > no, nie wiem, nie wiem jak to mozliwe byloby. chyba tylko w ten
                                                    sposob ze sila
                                                    > zakazalabym sobie wracac do przeszlosci, do przeszlosci odnosic
                                                    wydarzenia z '
                                                    > teraz'. ale to nie wydaje mi sie tym, o co chodzilo, nie wydaje
                                                    mi sie, zeby to
                                                    > mialo zmienic moje zycie na lepsze.
                                                    > czy moze wlasnie tak?

                                                    Nie o to mi chodzilo.
                                                    Rozne intensywne uczucia do ojca jakos organizuja twoj swiat, twoje
                                                    zycie pod wieloma wzgledami. I wyobraz sobie, ze spotykasz zlota
                                                    rybke, a ona mowi: 'jak nie oddasz mnie kotu, to sprawie, ze
                                                    wszystkie twoje uczucia do ojca wywale w kosmos i juz do ciebie nie
                                                    wroca, uwolnie cie od tego bagazu'. Ty kiwasz glowa, ona macha
                                                    pletwa i znika, a wraz z nia twoja nienawisc, wkurw i co tam
                                                    jeszcze. I co?

                                                    czul
                                                  • szarylemur rozne 04.05.08, 17:30
                                                    rodzice

                                                    'Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum'
                                                    czyli trzymasz fason rodem z pierwszej warstwy? dlaczego? po co?

                                                    ---
                                                    kotek totek
                                                    ma ochote na czekolade, takze.
                                                    dziwak, takiego jeszcze nie znalam :)
                                                    ---
                                                    posluszenstwo wobec rodzicow i nakaz milosci

                                                    ' teraz takie czasy, ze w naszej szerokosci geograficznej wszystko
                                                    staje na glowe, pani kochana.'
                                                    taa, te lustracje siegajace nawet rodzinnego gniazda... dwa nurty scierajace sie: tradycjonalizm oraz lustratyzm, oba wzajmnie zwalczajace sie. coz, czekac az z tej opozycji wyloni sie synteza, nowa jakosc :)
                                                    ---
                                                    'nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to, co
                                                    w domu uslyszaly.
                                                    och, skoro tak twierdzisz...
                                                    ja mysle, ze jesli dziecko ma wsparcie jakiejs innej osoby, ma szanse opowiedzenia swiata z wlasnej, zduszonej w domu, perspektywy.
                                                    albo, jesli jest ' cudownym' albo ' potwornym' dzieckiem...

                                                    'Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.'
                                                    no, widzisz, a marcinkiewiczom pomysly wlasne jakos przez mozg przejsc nie moga...
                                                    wiec kiedy to dziecko przestaje byc dzieckiem, wlasciwie?
                                                    ---
                                                    'W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co powtarzalne.' dwie oddzielne odp/ pytania:
                                                    1. powtarzalne burdy np?
                                                    2. tylko dzieciom? mysle, ze wszystkim stworzeniom niezaleznie od wieku.
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'I tak dzieci ukladnych ksiegowych odkrywaja seks, dragi i
                                                    rokendroll, a dzieci hells riders - garnitury, porzadek w pokoju i
                                                    szczoteczki do zebow.'
                                                    to nie wydaje mi sie takie jednoznaczne.
                                                    moze poczatek buntu, ten plomienny bunt na tym polega. niszczy sie to, co zastane, na tym polega kontestacja. ale potem nastepuje rowniez kontestacja kontestacji. idealnie byloby, aby wybrac, tak z wlasnych jak i cudzych pomyslow na zycie, te ktore autentycznie sie sprawdzaja i odpowiadaja naszym 'gustom'.
                                                    nie tylko i po prostu, po malpiemu, biale nazwac czarnym itd i na tym bunt zakonczyc.to takie troche na przekor babci odmrazanie soebie uszu
                                                    ale bunt sam w sobie uwazam za potrzebny - przekroczenie tabu, granic narzuconego sacrum i profanum, ksztaltowanie swiata na wlasna kreatywna modle.
                                                    odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru idei falsyfikowalnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.
                                                    ---
                                                    szefowie - dzieci
                                                    no, tak, pracujac dosc czesto z moim szefem, takie wlasnie odnosze o nim wrazenie: bachorek z klapkami wlasnej wspanialosci/ kompleksow/ jakiejs koniecznej slusznosci wlasnej na oczach.
                                                    te klapki na oczach zalozone przez jakies ja zatrzymane na poziomie omnipotentnego pieciolatka, wyznaczaja prosta droge na szczyt. no, jeszcze szczypta inteligencji, pracowitosci i odpornosci na stres nie zawadzi, jesli sukces ma byc trwaly :)
                                                    ---
                                                    solaris/ zamki z piasku
                                                    chcialabym widziec, sledzic jak rozwalasz jej teorie, NIE dla mojej, czy czyjejs rozrywki, a z powodu glebszej potrzeby pomocy w rozumieniu swiata.
                                                    w ogole mnie nie zrozumialas.
                                                    jesli umiesz obalic jej teorie, wykazac bledy, czy - najwazniejsze - wykazac szkodliwosc gloszenia takich teorii jakie glosi ona czy ktokolwiek inny - ja chcialabym to zobaczyc. nie dla rozrywki, ale po to, by moc spokojnie minac je bokiem i miec na to usprawiedliwienie.
                                                    na razie nie wiem, co konkretnie mialabys jej do zarzucenia poza tym, ze niechetnie widzi swoj cien. nie wiem czy tak jest faktycznie... jakie mialoby to przelozenie na jej teorie, mniej wiecej jestem sobie w stanie wydedukowac.
                                                    ---
                                                    kuchnia wloska
                                                    zapraszam na wakacje
                                                    jestem pewna, ze moj wloski flatmejt kucharz amator z wlasciwym sobie entuzjazmem wobec roli autorytetu, udzieli ci pokazowych korepetycji ;)
                                                    i on sie ucieszy, i ty skorzystasz.
                                                    a nawet ja i moj pies - jako jurorzy ;)
                                                    ---
                                                    ale ... porazka na polu wloskiej kuchni to, wg mnie, naprawde powierzchowna rana dla ego. mi chodzilo raczej o krytyke calego twojego sposobu odbioru/ reakcji wobec swiata, core twojej zyciowej filozofii, wlasnego obrazu siebie...
                                                    ---
                                                    ojciec
                                                    'Jest calkiem mozliwe, ze tak sie przyzwyczailas do jego intensywnej
                                                    obecnosci, ze on trwa na swoim miejscu tylko dlatego, ze nie bardzo
                                                    masz pomysl co zrobic z ewentualna po nim dziura.'

                                                    hmm, ja to widze nieco inaczej: tak bardzo sie przywyczailam ( przyzwyczajenie druga natura) do organizowania zycia wokol, w odniesieniu do jakiegos problemu, ze nawet jesli po ojcu zostaje pusta przestrzen, to ja ja - odruchowo - zapelnie innym problemem do gryzienia, mamlania, krazenia wokol.
                                                    jesliby ujac to np jakiegos modelu, to powstalby model zycia jako ucieczki od jakiegos problemu, zycia reaktywnego wobec problemow raczej, niz model kreowania celow, zycia ' do'.
                                                    inaczej mowiac , ciezko mi sie zmobilizowac do dzialania, jesli nic nade mna nie wisi. marchewki nie dzialaja na mnie tak skutecznie, tak dopingujaco, jak widmo bata ( do ktorego wymierzenia czaja sie co jakis czas zaniedbane okolicznosci, rzeczywistosc).
                                                    ---
                                                    zlota rybka
                                                    no, tak znikaja uczucia wobec ojca, zostaje pustka. nie wiem co robic ...

                                                    pozdrawiam :)



                                                  • bene_gesserit Re: rozne 05.05.08, 01:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > rodzice
                                                    >
                                                    > 'Rewelacji nie ujawnialam na rodzinnym forum'
                                                    > czyli trzymasz fason rodem z pierwszej warstwy? dlaczego? po co?

                                                    Ale zupelnie nie o to chodzi.
                                                    Dwie moje przyjaciolki podczas terapii wykrzyczaly to i owo swoim
                                                    rodzicom, ale nie wiem, czy cos dobrego z tego wyniklo. Imo to nie
                                                    jest ani konieczne, ani dobre - pisze o przypadkach 'niezawinionych
                                                    krzywd', ktore wynikly z niekompetencji osoby jako rodzica, bez
                                                    intencji robienia krzywdy.
                                                    Do rozliczenia sie z mrocznym spadkiem nie sa potrzebni ci, od
                                                    ktorych sie go dostalo po prostu.

                                                    > kotek totek
                                                    > ma ochote na czekolade, takze.
                                                    > dziwak, takiego jeszcze nie znalam :)

                                                    Czekolada jest trujaca dla psow, a dla kotow z pewnoscia niezdrowa.
                                                    To mowie ja, przyszywana ciotka.

                                                    > posluszenstwo wobec rodzicow i nakaz milosci
                                                    ...
                                                    > e: tradycjonalizm oraz lustratyzm, oba wzajmnie zwalczajace sie.
                                                    coz, czekac az
                                                    > z tej opozycji wyloni sie synteza, nowa jakosc :)

                                                    Ktora by polegala na wzajemnym sluchaniu.
                                                    Czyli nie ma obrazkow typu wrzeszczaca na ulicy i bijaca dziecko
                                                    matka, a potem nie ma obrazkow typu pobitych przez wlasne
                                                    podrosniete dzieci rodzicow.

                                                    > 'nie bardzo wierze w 'dziecka wlasne pomysly'. Dzieci klepia to,
                                                    co
                                                    > w domu uslyszaly.
                                                    > och, skoro tak twierdzisz...

                                                    Dziecko nie bierze (bieze? nie wiem) sie z siebie, tylko skreca sie
                                                    z zastanych elementow. To mialam na mysli, pani czepialska.

                                                    > ja mysle, ze jesli dziecko ma wsparcie jakiejs innej osoby, ma
                                                    szanse opowiedz
                                                    > enia swiata z wlasnej, zduszonej w domu, perspektywy.
                                                    > albo, jesli jest ' cudownym' albo ' potwornym' dzieckiem...

                                                    Ogladalam wczoraj 'Gadajace glowy' Kieslowskiego - ten dokument, w
                                                    ktorym pytal on ludzi w roznym wieku kim sa i co jest w zyciu
                                                    najwazniejsze. Siedmiolatek wyznal, ze chcialby byc samochodem.
                                                    Syrenka.

                                                    > 'Wlasne pomysly to sie raczej zaczynaja wtedy,
                                                    > kiedy dziecko przestaje byc dzieckiem.'
                                                    > no, widzisz, a marcinkiewiczom pomysly wlasne jakos przez mozg
                                                    przejsc nie moga
                                                    > ...

                                                    Bo mial tak dominujacych starych, ze nie przeszedl przez wiek
                                                    kontestacji. Zahibernowanego ma w sobie zbuntowanego pietnastolatka.

                                                    > wiec kiedy to dziecko przestaje byc dzieckiem, wlasciwie?

                                                    Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow chyba, co?

                                                    > 'W ogole dzieciom spokoj i poczucie bezpieczenstwa daje to, co
                                                    powtarzalne.' dw
                                                    > ie oddzielne odp/ pytania:
                                                    > 1. powtarzalne burdy np?

                                                    O zesz, tam jakies niskie cisnienie jest u was czy jak.
                                                    Nie, mialam na mysli domaganie sie czytania tej samej od miesiecy
                                                    bajeczki na dobranoc, ogladanie z zapalem reklam, ten sam poranny
                                                    rytual kazdego poranka itd.

                                                    > 2. tylko dzieciom? mysle, ze wszystkim stworzeniom niezaleznie od
                                                    wieku.

                                                    Nie, jest taka cecha osobowosci (wg koncepcji tzw Wielkiej Piatki),
                                                    jak otwartosc na nowe doswiadczenia. I ci, co ja maja w skali
                                                    wysoko, cierpia, kiedy im sie powtarza. To tez zwiazane jest z
                                                    cechami temepramentalnymi - sa ludzie, ktorzy musza po prostu miec
                                                    duzo nowych bodzcow i zeby sie ciagle cos dzialo nowego. Stagnacja
                                                    i obiad na stole nie dla nich.

                                                    > moze poczatek buntu, ten plomienny bunt na tym polega. niszczy
                                                    sie to, co zasta
                                                    > ne, na tym polega kontestacja. ale potem nastepuje rowniez
                                                    kontestacja kontesta
                                                    > cji. idealnie byloby, aby wybrac, tak z wlasnych jak i cudzych
                                                    pomyslow na zyci
                                                    > e, te ktore autentycznie sie sprawdzaja i odpowiadaja
                                                    naszym 'gustom'.

                                                    To dziala imo mniej wiecej tak, ze kontestuje sie zasady i zycie
                                                    rodzicow, zeby potem - juz swiadomie - wybrac to samo albo
                                                    inspirowac sie nim czesciowo albo calkowicie je odrzucic.
                                                    Ale sama kontestacja polega zgrubnie na robieniu rzeczy, o ktorych
                                                    wie sie, ze rodzicom by sie nie spodobaly. To ich normy sa punktem
                                                    odniesienia i wyznaczaja pewien kierunek. Tzn najczesciej wrecz
                                                    odwrotny.

                                                    > nie tylko i po prostu, po malpiemu, biale nazwac czarnym itd i na
                                                    tym bunt zako
                                                    > nczyc.to takie troche na przekor babci odmrazanie soebie uszu
                                                    > ale bunt sam w sobie uwazam za potrzebny - przekroczenie tabu,
                                                    granic narzucone
                                                    > go sacrum i profanum, ksztaltowanie swiata na wlasna kreatywna
                                                    modle.

                                                    No nie, ona nie zawsze jest jakas specjalnie kreatywna. Sa tacy,
                                                    ktorzy wkladaja w ten etap swojego rozwoju duzo serca, sa tacy,
                                                    ktorzy go odbebniaja.

                                                    > odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru
                                                    idei falsyfikow
                                                    > alnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.

                                                    Wg mnie raczej obejrzenie ich z _wlasnej_ perspektywy.

                                                    > solaris/ zamki z piasku
                                                    > chcialabym widziec, sledzic jak rozwalasz jej teorie, NIE dla
                                                    mojej, czy czyje
                                                    > js rozrywki, a z powodu glebszej potrzeby pomocy w rozumieniu
                                                    swiata.

                                                    A to zly adres, bo ja swiata nie rozumiem.

                                                    > w ogole mnie nie zrozumialas.

                                                    I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej, a
                                                    tu jej jakos nie ma.

                                                    > jesli umiesz obalic jej teorie, wykazac bledy, czy -
                                                    najwazniejsze - wykazac sz
                                                    > kodliwosc gloszenia takich teorii jakie glosi ona czy ktokolwiek
                                                    inny - ja chci
                                                    > alabym to zobaczyc. nie dla rozrywki, ale po to, by moc spokojnie
                                                    minac je boki
                                                    > em i miec na to usprawiedliwienie.

                                                    A sama probuj.
                                                    Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.

                                                    > na razie nie wiem, co konkretnie mialabys jej do zarzucenia poza
                                                    tym, ze nieche
                                                    > tnie widzi swoj cien. nie wiem czy tak jest faktycznie...

                                                    S nie rozni sie od wielu innych, ktorzy swoje wlasne przemyslenia
                                                    przestawiaja w pozycji objawionych prawd. Swoj poglad na prawde
                                                    prezentuja jako prawde. Tymczasem z tego nie wynika nic ponad to,
                                                    ze 'moja prawda jest najmojsza' bo przeciez nie najprawdziwsza. Nie
                                                    mowiac juz o plynnym przechodzeniu od 'zebracy to agresywne smieci'
                                                    do 'nie daje im pieniedzy z szacunku dla nich'.

                                                    > kuchnia wloska
                                                    > zapraszam na wakacje
                                                    > jestem pewna, ze moj wloski flatmejt kucharz amator z wlasciwym
                                                    sobie entuzjaz
                                                    > mem wobec roli autorytetu, udzieli ci pokazowych korepetycji ;)
                                                    > i on sie ucieszy, i ty skorzystasz.
                                                    > a nawet ja i moj pies - jako jurorzy ;)

                                                    ;)
                                                    Wielkie dzieki. Na razie kupujemy rowery i przechodzimy na pozimowa
                                                    diete :)

                                                    > ale ... porazka na polu wloskiej kuchni to, wg mnie, naprawde
                                                    powierzchowna ran
                                                    > a dla ego.

                                                    Moze dla ciebie.

                                                    mi chodzilo raczej o krytyke calego twojego sposobu odbioru/ reakcji
                                                    > wobec swiata, core twojej zyciowej filozofii, wlasnego obrazu
                                                    siebie...

                                                    No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    Powaznie: tak, wiem, wiem.

                                                    > hmm, ja to widze nieco inaczej: tak bardzo sie przywyczailam (
                                                    przyzwyczajenie
                                                    > druga natura) do organizowania zycia wokol, w odniesieniu do
                                                    jakiegos problemu
                                                    > , ze nawet jesli po ojcu zostaje pusta przestrzen, to ja ja -
                                                    odruchowo - zapel
                                                    > nie innym problemem do gryzienia, mamlania, krazenia wokol.

                                                    No tak, ale on przeciez i tak jest wciaz obecny?

                                                    > inaczej mowiac , ciezko mi sie zmobilizowac do dzialania, jesli
                                                    nic nade mna ni
                                                    > e wisi. marchewki nie dzialaja na mnie tak skutecznie, tak
                                                    dopingujaco, jak wid
                                                    > mo bata ( do ktorego wymierzenia czaja sie co jakis czas
                                                    zaniedbane okolicznos
                                                    > ci, rzeczywistosc).

                                                    Reaktywne vs aktywne. Mentalnosc ofiary?

                                                    > zlota rybka
                                                    > no, tak znikaja uczucia wobec ojca, zostaje pustka. nie wiem co
                                                    robic ...

                                                    Czyli jest on ci do czegos potrzebny - np do zapelniania pustki.
                                                  • szarylemur Re: rozne 05.05.08, 04:32
                                                    wahadlo
                                                    alez - wg mnie - wahadlo jest wlasnie najlepsza z powiesci o zgubnych skutkach ulegania teoriom spiskowym!
                                                    ---
                                                    zywoty muz
                                                    'szczerze' w kontekscie niedokonczenia i rzucenia ksiazki na rzecz netu nie brzmi dobrze :)'
                                                    ty to chyba nie masz wysokiego wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia., co?
                                                    powiedz, czy tylko pianie z orgazmicznego zachwytu nad czyms, mogloby sklonic cie do zainteresowania sie polecana rzecza?
                                                    ;]
                                                    polecam te ksiazke szczerze, mysle ze ci sie spodoba. jest tam przedstawionych kilka sylewtek muz znanych mezczyzn, lektura o ich losach moze byc inspirujaca. jest tez sporo metarefleksji nad sama istota bycia muza i kobieta w roznych czasach. wlasciwie caly pierwszy rozdzial - ten wstep teoretyzujacy - zostal przeze mnie zakreslony jako warty ponownej lektury. a o losach yoko ono jakos nie chcialo mi sie czytac. ale ciesze sie ze zetknelam sie z ta ksiazka.
                                                    ---
                                                    'Szacunek do cierpienia jednak imo wyklucza porownywanie cierpien.'
                                                    hmm, chyba racja.
                                                    chodzilo mi o to, ze takie doznanie bycia ofiara najstarszniejszych cierpien moze bardzo zamykac perspektywe, wrecz znieczulac na bol innych.
                                                    ---
                                                    pierwsza warstwa
                                                    zupelnie nie chodzi o to, zeby ujawniac niewygodne uczucia przed rodzina?
                                                    'Dwie moje przyjaciolki podczas terapii wykrzyczaly to i owo swoim
                                                    rodzicom, ale nie wiem, czy cos dobrego z tego wyniklo. Imo to nie jest ani konieczne, ani dobre - pisze o przypadkach 'niezawinionych
                                                    krzywd', ktore wynikly z niekompetencji osoby jako rodzica, bez intencji robienia krzywdy.'
                                                    hmm, a moze byloby dobrze wlasnie, uswiadomic rodzicom czy tez rodzinom to i owo? dlaczego nie?
                                                    bo nie chodzi o to, aby zmieniac swiat , przeszlosc lecz siebie?
                                                    ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?
                                                    ---
                                                    synteza tradycji i lustracji
                                                    nie ma trzymania obrazu idealnosci rodzicow za wszelka cene, jak i nie ma zadania idealnosci wobec rodzicow.
                                                    ---
                                                    'Gadajace glowy' Kieslowskiego
                                                    yhm, moze byc ciekawe
                                                    ---
                                                    marcinkiewicz
                                                    dominujacych starych...
                                                    hmm, a to ja nie wiem czy rzeczywiscie mial... ty wiesz?
                                                    'Zahibernowanego ma w sobie zbuntowanego pietnastolatka.'
                                                    co to mialo oznaczac?
                                                    ze ma w sobie potencjal buntu wobec rodzicow czekajacy sprzyjajacej okazji do ujawnienia?
                                                    jak dotrzec do kogos kto za wszelka cene trzyma obraz idealnej rodziny?
                                                    ---
                                                    dziecko przestaje byc dzieckiem,
                                                    Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow?
                                                    hmm, z tego zdaje sie wynika, ze nie trzeba przestac byc dzieckiem aby zaczac podwazac autorytet rodzicow, tak chociaz troche...
                                                    ---
                                                    'O zesz, tam jakies niskie cisnienie jest u was czy jak.'
                                                    a zebys wiedziala ze jest. i bardzo zle to na mnie wplywa, absolutnie nie-ozywiajaco...
                                                    jakies takie tropikalne, ciezkie klimaty sa tu w maju.
                                                    ---
                                                    'sama kontestacja polega zgrubnie na robieniu rzeczy, o ktorych wie sie, ze rodzicom by sie nie spodobaly. To ich normy sa punktem
                                                    odniesienia i wyznaczaja pewien kierunek. Tzn najczesciej wrecz odwrotny.'
                                                    yhm, zgoda. to o czym pisalam ja, to raczej etap po plomiennym buncie.
                                                    ---
                                                    'sa tacy,
                                                    ktorzy bunt odbebniaja.' hmmm? tak dla zasady, bo kumple sie zbuntowali to i ja? interesujace...
                                                    ale moze takiego odbebnionego buntu doznaja dzieciaki z naprawde dobrych rodzin? moze po prostu, po jakiejs tam przyrodzonej kontestacji okazuje sie ze rodzice jednak calkiem sprawny model poslugiwania sie zyciem im przekazali, wiec nie ma sensu jakos szczegolnie upierac sie przy tym swoim buncie?...
                                                    czy moze jakies inne zjawisko masz na mysli?
                                                    ===
                                                    'odrzucenie swietosci, aksjomatow rodzinnych, tradycji do zbioru idei falsyfikowalnych, to najwieksza zaleta buntu, wg mnie.'
                                                    oczywiscie, powinno byc " dorzucenie ..."
                                                    i wtedy jest to mniej wiecej twoje ' objerzenie ich z wlasnej perspektywy' :)
                                                    ---
                                                    "I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej, a tu jej jakos nie ma."
                                                    no, moze byc tez dlatego, ze sobie dopisujesz rzeczy, ktorych ja nie pisze? i czasem ta nadinterpretacja zgadza sie z moim zamyslem, a czasem wcale nie.
                                                    ---
                                                    solaris
                                                    'A sama probuj. Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.'
                                                    probuje, kiedy widze za co moge zlapac. czesto nie widze. chocby taki problem: holistyczne ujmowanie swiata jako organizmu i etyka utylitarystyczna.
                                                    z tym jakos powalczylam w watku o zebrakach.
                                                    ale np watek o coraz piekniejszym swiecie, i wszystkie inne propagujace optymizm, patrzenie na jasna strone zycia, widzenia we wszystkim pozytywow...
                                                    hmm, ja wciaz nie jestem pewna jak najlepiej patrzec na swiat..., skoro i tak nie mozna dotrzec do prawdy o nim.
                                                    czasem z solaris dyskutuje. ale nie umiem np wytoczyc kontrargumentu przeciw twierdzeniu, ze moj wybor ' mistrzow' jest chybiony, ze powinnismy wybierac sobie mistrzow niezatrutych smutkiem, cierpieniem.

                                                    'Swoj poglad na prawde prezentuja jako prawde.'
                                                    jak wiele innych osob, jak wiekszosc w sumie, co tez zauwazasz.
                                                    ale - zastanawia mnie, dlaczego akurat solaris cieszy sie taka atencja i wrecz adoracja na tym forum?
                                                    ona sama napisala kiedys, ze " ludzie zawsze pojda za tym co daje szczescie"
                                                    moze tutaj tkwi sekret? ludzie nie chca dociekac prawdy? ludzie chca slonecznego autorytetu.
                                                    ale grozbe widze tu taka, w tym calym autorytecie solaris -
                                                    "Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce."
                                                    Lew Tołstoj
                                                    zeby bylo smieszniej ten cytat zostal przez sama solaris zacytowany... :)
                                                    oczywiscie, kazdy ma swoja maszynke obliczeniowa, o mniejszych lub wiekszych wydajnosciach, ale...
                                                    chyba warto czuwac nad autorytetem, aby nie zamienial w zloto byle czego...
                                                    czy nie warto? iyo?
                                                    ---
                                                    'No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    haaa haa
                                                    to sobie przypomnij co pisalas o gracjanie jako pracowniku supermarketu, skrzywdzony misiu ;)
                                                    tak to bywa z generalizacja...

                                                    "Powaznie: tak, wiem, wiem."
                                                    no, wiec o co chodzi?
                                                    nawet jesli z zawodu jestes szefem kuchni ( ja - na potezna ironie losu - moze juz wkrotce bede :0), to krytyka twoich umiejetnosci kulinarnych chyba jeszcze nie bedzie ciosem tak ostrym, tak rujnujacym, jak krytyka calego twojego stosunku do swiata czy siebie czy innych prowadzona metoda np neofity lifeisparadoksa tutaj. no, chyba ze ktos totalnie utozsamia sie z jakas konkretna 'dzialka', wtedy taki atak ekspercki moze byc rownie bolesny co atak na osobowosc.
                                                    ---
                                                    ojciec
                                                    'No tak, ale on przeciez i tak jest wciaz obecny?'
                                                    po czym wnosisz? ;)
                                                    jest obecny jako osoba, wspomnienie jedno z najwazniejszych. nie uwazam, ze lepiej byloby gdyby go nie bylo. nie umiem takiego jego niebytu ad hoc 'wytworzonego' ocenic inaczej niz samooklamywania sie. byl kims waznym, jest wspomnieniem. przez kilka dni zostal rozdrapany do rozmiarow pokaznej rany. nie bede udawac ze nic sie nie stalo, ze juz jest oki. przeciez nie o to chodzi, prawda?
                                                    ---
                                                    'Reaktywne vs aktywne. Mentalnosc ofiary?'
                                                    hmm, a czego sie spodziewalas?
                                                    moze byc mentalnosc groznej reaktywnie ofiary...
                                                    jakies pomysly na to, jak to zmienic?
                                                    aby nie odbierac swiata jako mi wrogiego, zagrazajacego?
                                                    ---
                                                    "Czyli jest ojciec ci do czegos potrzebny - np do zapelniania pustki.'
                                                    nie, to nie tak, imo.
                                                    ta pustka jest raczej konsekwencja dlugotrwalego przebywania w tamtej sytuacji, nalezy do modelu reaktywnego zycia.
                                                    ojca moze nie byc. bedzie ktos inny, cos innego, jakis inny problem, jakies inne slonce wokol ktorego bedzie mozna krazyc.
                                                    co z tym zrobic? wysilic sie i wymyslac sobie wlasne cele?

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • bene_gesserit Re: rozne 06.05.08, 02:01
                                                    szarylemur napisała

                                                    > ty to chyba nie masz wysokiego wskaznika otwartosci na nowe
                                                    doswiadczenia., co?

                                                    He he he.
                                                    O ile sie nic nie zmienilo od dziesieciu lat, mam te potrzebe
                                                    patologicznie wysoka - tzn najwyzsza z mozliwych.

                                                    > powiedz, czy tylko pianie z orgazmicznego zachwytu nad czyms,
                                                    mogloby sklonic c
                                                    > ie do zainteresowania sie polecana rzecza?

                                                    Polecana ksiazka. To roznica. Najpierw musialabys zlikwidowac mi
                                                    nieprzeczytane stosy pietrzace sie w tym burdlu.

                                                    > polecam te ksiazke szczerze,

                                                    Brzmi rzeczywiscie fajnie.
                                                    Przeczytam na emeryturze, obiecuje.

                                                    > chodzilo mi o to, ze takie doznanie bycia ofiara
                                                    najstarszniejszych cierpien mo
                                                    > ze bardzo zamykac perspektywe, wrecz znieczulac na bol innych.

                                                    No tak, to jest fajne na grupowej, ze (he, wlasciwie 'fajne')
                                                    okazuje sie, ze kazdy ma swoje wlasne pieklo. Pamietam po
                                                    pierwszych warsztatach jak patrzylam na ludzi na ulicy i docieralo
                                                    do mnie, ze pewnie wszyscy oni byli chociaz raz w zyciu samym
                                                    cierpieniem.

                                                    > hmm, a moze byloby dobrze wlasnie, uswiadomic rodzicom czy tez
                                                    rodzinom to i ow
                                                    > o? dlaczego nie?

                                                    Ale po co?
                                                    Imo to by mialo sens w kontrolowanych warunkach terapii systemowej,
                                                    pod okiem fachowca. Dla mnie to jak zastanawianie sie, czy
                                                    interweniowac chirurgicznie w kulawy, ale dzialajacy organ, bedac
                                                    uzbrojona w tepy noz kuchenny i nie calkiem dobre checi. Na
                                                    poczucie winy u rodzicow wystarczy, na nic wiecej raczej.

                                                    > bo nie chodzi o to, aby zmieniac swiat , przeszlosc lecz siebie?

                                                    Tez. I - bo nie czuje sie uprawniona do grzebania innym w duszy.

                                                    > ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?

                                                    Co nie oznacza od razu wywlekania krwawych terapeutycznych flakow,
                                                    czyz nie?

                                                    ...
                                                    > jak dotrzec do kogos kto za wszelka cene trzyma obraz idealnej
                                                    rodziny?

                                                    Jak? Z latwoscia. Jesli tego chce.

                                                    > dziecko przestaje byc dzieckiem,
                                                    > Kiedy zaczyna na powaznie kwestionowac zasady rodzicow?
                                                    > hmm, z tego zdaje sie wynika, ze nie trzeba przestac byc
                                                    dzieckiem aby zaczac p
                                                    > odwazac autorytet rodzicow, tak chociaz troche...

                                                    Dzieci nieustannie to robia. Sa nawet cale fazy w rozwoju, w czasie
                                                    ktorych mowi sie np tylko jedno slowo: 'nie!', albo probuje sobie
                                                    podporzadkowac caly dom.

                                                    ...
                                                    > ktorzy bunt odbebniaja.' hmmm? tak dla zasady, bo kumple sie
                                                    zbuntowali to i ja
                                                    > ? interesujace...

                                                    To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach i
                                                    fajki na przerwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.

                                                    > ale moze takiego odbebnionego buntu doznaja dzieciaki z naprawde
                                                    dobrych rodzi
                                                    > n? moze po prostu, po jakiejs tam przyrodzonej kontestacji
                                                    okazuje sie ze rodzi
                                                    > ce jednak calkiem sprawny model poslugiwania sie zyciem im
                                                    przekazali, wiec nie
                                                    > ma sensu jakos szczegolnie upierac sie przy tym swoim buncie?...

                                                    Od dobrych kilku lat w badaniach mlodziezy w wieku LO wychodzi, ze
                                                    oni nie maja najmniejszej ochoty na zaden bunt. Ze zalezy im na
                                                    rodzinie i wzglednej zamoznosci, spokojnej pracy i niczym wiecej.
                                                    Pokolenie konformistow.

                                                    A dzieciaki z dobrych rodzin po prostu maja do czego wracac, nawet
                                                    jesli ich bunt byl burzliwy.

                                                    > "I na dodatek nie rozumiem ciebie.
                                                    > To moze dlatego, ze ja duzo informacji przechwytuje niewerbalnej,
                                                    a tu jej jako
                                                    > s nie ma."
                                                    > no, moze byc tez dlatego, ze sobie dopisujesz rzeczy, ktorych ja
                                                    nie pisze? i c
                                                    > zasem ta nadinterpretacja zgadza sie z moim zamyslem, a czasem
                                                    wcale nie.

                                                    A to musisz mi wybaczyc. Glowa juz nie ta i wogle.

                                                    > solaris
                                                    > 'A sama probuj. Jesli ci cos brzmi falszywie, to podwazaj.'
                                                    > probuje, kiedy widze za co moge zlapac. czesto nie widze. chocby
                                                    taki problem:
                                                    > holistyczne ujmowanie swiata jako organizmu i etyka
                                                    utylitarystyczna.

                                                    Och, nazwijmy to po imieniu: te pomysly o utylizacji staruszkow
                                                    byly rodem z horroru albo z ideologi faszystowskiej.

                                                    > ale np watek o coraz piekniejszym swiecie, i wszystkie inne
                                                    propagujace optymiz
                                                    > m, patrzenie na jasna strone zycia, widzenia we wszystkim
                                                    pozytywow...

                                                    To cudny watek, jesli cieszy sie taka popularnoscia, widac ludziom
                                                    jest potrzebny, chociaz mnie jakos drazni - bo w koncu zajrzalam.

                                                    > hmm, ja wciaz nie jestem pewna jak najlepiej patrzec na swiat...,
                                                    skoro i tak n
                                                    > ie mozna dotrzec do prawdy o nim.

                                                    "Trawa jest zielona".
                                                    Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.

                                                    > czasem z solaris dyskutuje. ale nie umiem np wytoczyc
                                                    kontrargumentu przeciw tw
                                                    > ierdzeniu, ze moj wybor ' mistrzow' jest chybiony, ze powinnismy
                                                    wybierac sobie
                                                    > mistrzow niezatrutych smutkiem, cierpieniem.

                                                    Mi by sie od razu cisnelo pod palce tysiac znakow zapytania.
                                                    'Dlaczego >>powinnismy<<? A moze ty powinnas, a ja nie? A moze na
                                                    odwrot? A dlaczego uwazasz, ze smutek zatruwa? A jak by wygladal
                                                    swiat bez cierpienia?'

                                                    > 'Swoj poglad na prawde prezentuja jako prawde.'
                                                    ...
                                                    > ona sama napisala kiedys, ze " ludzie zawsze pojda za tym co daje
                                                    szczescie"
                                                    > moze tutaj tkwi sekret? ludzie nie chca dociekac prawdy? ludzie
                                                    chca sloneczneg
                                                    > o autorytetu.

                                                    A to jest mozliwe, ale nie wiem.
                                                    Pod koniec terapii mialam sny o falszywych prorokach i stad moje
                                                    uczulenie chyba.

                                                    > ale grozbe widze tu taka, w tym calym autorytecie solaris -
                                                    > "Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są
                                                    za wzorce."
                                                    > Lew Tołstoj
                                                    >...
                                                    > oczywiscie, kazdy ma swoja maszynke obliczeniowa, o mniejszych
                                                    lub wiekszych wy
                                                    > dajnosciach, ale...
                                                    > chyba warto czuwac nad autorytetem, aby nie zamienial w zloto
                                                    byle czego...
                                                    > czy nie warto? iyo?

                                                    Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo
                                                    zamyka. Cos jak jedna jedyna sukienka w szafie - nie nada sie na
                                                    wszystkie okazje, nie ma sily.

                                                    > 'No tak, wiele osob do spraw kuchni podchodzi lekcewazaco,
                                                    > a 'kucharka' jest dla nich synonimem slowa 'prosta' :(
                                                    > haaa haa
                                                    > to sobie przypomnij co pisalas o gracjanie jako pracowniku
                                                    supermarketu, skrzyw
                                                    > dzony misiu ;)
                                                    > tak to bywa z generalizacja...

                                                    Misiu, ale on sam sie tego wstydzil, to widac bylo.
                                                    Zreszta bycie kucharka to co innego niz magazynier w supermarkecie.
                                                    Pierwsze to artyzm drugie - nie bardzo.

                                                    > "Powaznie: tak, wiem, wiem."
                                                    > no, wiec o co chodzi?
                                                    > nawet jesli z zawodu jestes szefem kuchni

                                                    Nie jestem i nie chcialabym.

                                                    ( ja - na potezna ironie losu - moze
                                                    > juz wkrotce bede :0)

                                                    O mamusiu.
                                                    Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.
                                                    To knajpa dla masochistow?

                                                    , to krytyka twoich umiejetnosci kulinarnych chyba jeszcze
                                                    > nie bedzie ciosem tak ostrym, tak rujnujacym, jak krytyka calego
                                                    twojego stosun
                                                    > ku do swiata czy siebie czy innych prowadzona metoda np neofity
                                                    lifeisparadoks
                                                    > a tutaj.

                                                    Alez dlaczego nie.
                                                    Cios w moja pasje to cios we mnie.

                                                    no, chyba ze ktos totalnie utozsamia sie z jakas
                                                    konkretna 'dzialka',
                                                    > wtedy taki atak ekspercki moze byc rownie bolesny co atak na
                                                    osobowosc.

                                                    No wlasnie.

                                                    > ojciec
                                                    ...
                                                    > byl kims waznym, jest wspomnieniem.
                                                    > przez kilka dni zostal rozdrapany do rozmiarow pokaznej rany. nie
                                                    bede udawac
                                                    > ze nic sie nie stalo, ze juz jest oki. przeciez nie o to chodzi,
                                                    prawda?

                                                    Nie.
                                                    Mi by np chodzilo o to, zeby juz nie wysysal z ciebie tyle energii,
                                                    bo nie wart tego jest.

                                                    [mentalnosc ofiary]
                                                    > jakies pomysly na to, jak to zmienic?
                                                    > aby nie odbierac swiata jako mi wrogiego, zagrazajacego?

                                                    Nie, oprocz terapii to nie mam pomyslu. DDA.

                                                    > ta pustka jest raczej konsekwencja dlugotrwalego przebywania w
                                                    tamtej sytuacji,
                                                    > nalezy do modelu reaktywnego zycia.
                                                    > ojca moze nie byc. bedzie ktos inny, cos innego, jakis inny
                                                    probl
                                                  • szarylemur cytat kradziony nie tuczy 06.05.08, 03:42
                                                    'Wszystko da sie wyrazic słowami, tylko nie żywą prawdę'. Ionesco
                                                    och, jak bardzo mi sie podoba to sformulowanie!!!
                                                    genialne ujecie problemu, imo, rzecz jasna.
                                                    to moje znalezisko na dzisiaj, totez pisze to na wstep :)
                                                    ---

                                                    wysoki wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia'
                                                    patologicznie wysoki masz?
                                                    hmm., nie pozostaje nic innego jak sadzic, ze w realu jestes inna osoba niz tutaj ;)
                                                    ---
                                                    'Najpierw musialabys zlikwidowac mi nieprzeczytane stosy pietrzace sie w tym burdlu.'
                                                    no, wlasnie... na studiach, kiedy akurat nie wciagal mnie zaden temat, szlam do biblioteki i grzebalam w katalogu, wybieralam sobie szesc dozwolonych ksiazek dziennie i je pozeralam. do tego jeszcze jakis film w tv noca dziwaczny, kilka stron przemyslen na papier, pies na dwor, list do skrzynki i spac.
                                                    teraz nie mam juz na to czasu. juz chyba pisalam, ze doba powinna dla mnie trwac 48 godzin, wtedy byc moze bym sie wyrobila z obowiazkami, z przyjemnosciami i nawet moze cos by zostalo na planowanie przyszlosci badz rozdrapywanie ran... za szybko ten swiat sie kreci, moim zdaniem...
                                                    ---
                                                    co do tych ' zywotow muz' . mam wrazenie , ze chyba bardzo niewiele osob to czytalo. a ksiazka, sam temat w ogole, jest bardzo interesujacy.
                                                    moze jednak znajdziesz nieco czasu przed emerytura?
                                                    ---
                                                    'Pamietam po pierwszych warsztatach jak patrzylam na ludzi na ulicy i docieralo do mnie, ze pewnie wszyscy oni byli chociaz raz w zyciu samym
                                                    cierpieniem.'
                                                    lol, mi sie cos takiego zdarzylo kiedys spontanicznie w porannym trolejbusie, ktorym musialam przejachac od rogatek miasta az do centrum. ludzie, ktorzy dortad byli dla mnie jakas masa, czesto odbierana jako wroga, nagle stali sie takimi samymi ksiazkami jak ja. nagle do mnie dotarlo, ze wlasciwie to nie wiem, co dzieje sie pod powierzchnia ich masek, bo tak bardzo skoncentrowana jestem na sobie, a do tego jeszcze te maski sa zaprojektowane na neutralne. pomyslalam, ze dla kogos z tego pojazdu ten dzien moze byc najszczesliwszym lub najokrutnijeszym w calym jego zyciu. ze komus pewnie z tych ludzi, urodzilo sie dzis dziecko, ktos oblal egzamin itd...
                                                    od tamtej pory lubie - na ogol - patrzec na ludzi i zgadywac, co jest pod maska.
                                                    ---
                                                    rodzice
                                                    czy to wszystko co piszesz, znaczy ze nie rozmawialas nigdy z wlasnymi rodzicami o tym, co uznajesz za ich bledy?
                                                    jesli tak, to powiedz mi, co robisz, kiedy zaczyna sie stara ( tragi)komedia?
                                                    postepujesz inaczej niz ' powinnas' bez tlumaczenia dlaczego?

                                                    'ale dlaczego mialabym nie mowic co mysle i czuje?
                                                    Co nie oznacza od razu wywlekania krwawych terapeutycznych flakow, czyz nie?'
                                                    to chyba zalezy od ustalonych drog komunikacji w rodzinie. moja matka traktowala mnie jak swoja starsza siostre, chyba nieswiadomie, totez non stop pokazywala mi swoje flaki, moje ignorujac caluskiem. z ojcem sie krzyczalo.
                                                    moja sytuacja byla dosc specyficzna, wyrazna. a moze to ja bylam tak bardzo specyficznym nieuzytym, dziwnym stworzeniem, ze - jesli juz rozmawialam z kims powaznie, to bez ogladania sie na pierwsze i drugie warstwy obrazka.

                                                    'nie calkiem dobre checi'
                                                    hmm, powialo poczuciem winy..., jak dla mnie

                                                    a zreszta chyba nie rozumiem jednak sformulowania ' terapeutyczne flaki'
                                                    co to oznacza dla ciebie?
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach i fajki na przerwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.'
                                                    a po czym poznajesz to ' zero refleksji'?
                                                    ---
                                                    Pokolenie konformistow
                                                    no, i dobrze ;)
                                                    niech buduja silna polske
                                                    i urodza troche nowych punkow i hipisow ;)
                                                    ---
                                                    solaris
                                                    'te pomysly o utylizacji staruszkow byly rodem z horroru albo z ideologi faszystowskiej.'
                                                    no, co ty? to byla czysta logika w sluzbie utylitaryzmu i budowania swiata silnych stworzen.
                                                    chodzilo o to tylko, aby zmienic wartosciowanie etyczne w spoleczenstwie.
                                                    sol niestety uciekla chyba, zeby nie musiec rozwijac akcji filmu, do ktorego wstep napisala w tak optymistycznym tonie...
                                                    i znow chcialabym miec taki maly zywy ale nierealny model swiata, ktory moznaby wyhodowac na jej modle i zobaczyc co to bedzie...
                                                    bo, byc moze, ona ma racje, i tak byloby lepiej. moze trzeba wyrwac chwasty, nawet jesli mialoby to sprowadzac sie do wyrwania chwasta ukochanej corki, ojca, matki, narodu, czy wreszcie samej siebie, khe khe? moze to co nas powstrzymuje lepiej byloby odrzucic? zbudowac nowe sumienie?
                                                    ---
                                                    'cudny watek, jesli cieszy sie taka popularnoscia, widac ludziom
                                                    jest potrzebny, chociaz mnie jakos drazni - bo w koncu zajrzalam.'
                                                    :)))
                                                    ---
                                                    'Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.'
                                                    no, wez...
                                                    moj wybor to chyba ' moj' ' wybor', jesli juz...
                                                    a u mnie to jest tak, ze w chwilach ciezkich, kiedy zdaje mi sie, ze trace grunt pod nogami, kierunek, ... nierzadko lapie sie jakiegos autorytetu. jak brzytwy, na chwile. prawie jakbym boga miala zamiar przekupic : juz bede grzeczna, tylko mi pomoz
                                                    przez wiele lat wykorzystywalam w tym celu ludzi, ale mialam juz dosc serdecznie takiej siebie - chroniacej sie w trwodze pod skrzydlami autorytetu/ tyrana, az do czasu, gdy wydobrzeje na tyle, by zaczac znow stawiac wyzej swobode myslenia nad poczucie bezpieczenstwa. pewnosci CZYJEJS slusznosci.
                                                    co sadzisz o takim postepowaniu, czy mozesz mi to jakos steoretyzowac, uogolnic? prosze
                                                    ---
                                                    smutni mistrzowie
                                                    tak, mi tez sie cisnely pod palce te wszystkie buntownicze znaki.
                                                    ale nie bylo we mnie pewnosci. w koncu: po co nam smutni mistrzowie?
                                                    inaczej: przyznajmy im prawo gloszenia swych mysli, nawet w formie systemowej, ale ... zastanowmy sie co nas sklania do tego, aby im akurat, tym smutnym, badz szalonym, ufac?
                                                    czy smutek jest wartoscia pozadana czy skaza? na to pytanie ja odpowiedziec nie umiem! a ty?
                                                    ---
                                                    ty prawdop nie powazylabys sie zbawiac nikogo, kto sam sie tego nie dopomina. solaris ma jednak sklonnosci profetyczne i przywodcze...
                                                    a ja stoje i patrze jak lata pileczka. czasem nawet dokonuje tej ekwilibrystycznej sztuczki, ze jednoczesnie i pileczke odbijam i patrze z offu jak lata...
                                                    ale wtedy nie gra mi sie zbyt dobrze :)
                                                    ---
                                                    sny o falszywych prorokach
                                                    hmmm, interesujace!
                                                    mnie - oz k.wa, z wiadomych powodow - fascynowala niegdys postac tzw: czarnego nauczyciela.
                                                    ---
                                                    'Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo zamyka. '
                                                    hmm, a moze po prostu definiujesz autorytet jakos cos tyranicznego? ja lubie eksperckie autorytety, oraz autorytety otwarte na dyskusje :)
                                                    ---
                                                    'bycie kucharka to co innego niz magazynier w supermarkecie.
                                                    Pierwsze to artyzm drugie - nie bardzo.'
                                                    a to juz WYBITNIE - in your opinion ;] -
                                                    - mozna miec pozytywne skojarzenia z artyzmem magazynierow, tak samo jak bardzo niepozytywne z rzekomym artyzmem kucharek...
                                                    serio, to zalezy tylko od poznanych osob obu tych profesji :)
                                                    ---
                                                    'Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.'
                                                    czego sie nie robi dla pieniedzy ;))) - oboje z szefem jestesmy w kiepskiej sytuacji finansowej, wiesz, no...
                                                    no, nie bede
                                                    moze bede magazynierem, a moze bede napelniac noca polki marketow towarem, a moze przebiore sie za gibraltarska malpe i zarobie fortune na wrzeszczacych dzieciach, a moze mnie ufo porwie znienacka, naprawde sama juz nie wiem... :] jakbym miala spokojnych rodzicow, poszlabym droga marcusa kembi, ale ze nie mam, to pojde gdzie indziej.
                                                    ---
                                                    o pustce reaktywnej ci ucielo :(

                                                    pozdrawiam, dzis jako ksiezniczka z wiezy cisnien ;)))
                                                  • bene_gesserit Re: cytat kradziony nie tuczy 07.05.08, 02:22
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'Wszystko da sie wyrazic słowami, tylko nie żywą prawdę'. Ionesco
                                                    > och, jak bardzo mi sie podoba to sformulowanie!!!
                                                    > genialne ujecie problemu, imo, rzecz jasna.
                                                    > to moje znalezisko na dzisiaj, totez pisze to na wstep :)

                                                    No to gratuluje.
                                                    Cytujac klasyka: 'prawde najlepiej sie czuje' czy jakos tak.

                                                    > wysoki wskaznika otwartosci na nowe doswiadczenia'
                                                    > patologicznie wysoki masz?
                                                    > hmm., nie pozostaje nic innego jak sadzic, ze w realu jestes inna
                                                    osoba niz tut
                                                    > aj ;)

                                                    Kazdy jest inny.
                                                    Mam za soba kilkadziesiat konfrontacji net-real (i to nawet nie
                                                    zlotow), i zawsze wszystko jest inaczej. Dlatego mam duzy dystans.

                                                    A sama moja patologia temperowana jest moim typem osobowosci i
                                                    temperamentem.

                                                    > za szybko ten swiat sie kreci, moim zdaniem...

                                                    To sobie pomysl w biegu o reinkarnacji i ze masz caly czas swiata
                                                    do swojej nirwany.

                                                    > co do tych ' zywotow muz' . mam wrazenie , ze chyba bardzo
                                                    niewiele osob to czy
                                                    > talo. a ksiazka, sam temat w ogole, jest bardzo interesujacy.
                                                    > moze jednak znajdziesz nieco czasu przed emerytura?

                                                    Moj bardzo wybitnie oczytany chlopak ubolewa nad moja marna
                                                    wydolnoscia ksiazkowa i coraz to podsuwa mi jakis smakowity kasek,
                                                    ktory wlasnie nabyl. W sumie jestem o jakies trzydziesci tomikow do
                                                    tylu - lekko liczac. Moze byc trzydziesta pierwsza, nie ma sprawy.

                                                    [maski w autobusie]
                                                    > od tamtej pory lubie - na ogol - patrzec na ludzi i zgadywac, co
                                                    > jest pod maska.

                                                    To jeden z powodow, dla ktorych lubie przesiadywac w kawiarniach.

                                                    > rodzice
                                                    > czy to wszystko co piszesz, znaczy ze nie rozmawialas nigdy z
                                                    wlasnymi rodzicam
                                                    > i o tym, co uznajesz za ich bledy?

                                                    Nie. Z siostra rozmawialam i obu nam to duzo dalo, wliczajac w to
                                                    rozliczenie naszej dosc bujnej relacji.

                                                    > jesli tak, to powiedz mi, co robisz, kiedy zaczyna sie stara (
                                                    tragi)komedia?
                                                    > postepujesz inaczej niz ' powinnas' bez tlumaczenia dlaczego?

                                                    Komedia polega u nas na tym, ze ona sie nie zaczyna.

                                                    ...
                                                    > 'nie calkiem dobre checi'
                                                    > hmm, powialo poczuciem winy..., jak dla mnie

                                                    Nie. Uwazam ze zemsta nie jest w moim wypadku dobra opcja.

                                                    > a zreszta chyba nie rozumiem jednak sformulowania ' terapeutyczne
                                                    flaki'
                                                    > co to oznacza dla ciebie?

                                                    Cokolwiek wlasciwie 'z terapii'.
                                                    Sek z takimi rzeczami taki, ze operujemy nimi na poziomie glebszego
                                                    wtajemniczenia. Terapeutyzowani swietnie dogaduja sie miedzy soba,
                                                    ale postronni patrza na nich jak na swirow, bo nie operuja nawet
                                                    polowa grepsow, skrotow i zwrotow.

                                                    > 'To tez, ale po prostu chodzi mi o pewna mechanicznosc - jakis
                                                    > standard typu szkolne mieszanki lekarstw, obmacywanki w krzakach
                                                    i fajki na prz
                                                    > erwie, z zerem refleksji, szukania czegos wiecej.'
                                                    > a po czym poznajesz to ' zero refleksji'?

                                                    Zakladam apriorycznie.
                                                    Imo bycie w wieku 15 lat nie oznacza jeszcze, ze koniecznie trzeba
                                                    byc posiadaczem ultraglebokiej wrazliwosci.

                                                    > Pokolenie konformistow
                                                    > no, i dobrze ;)
                                                    > niech buduja silna polske
                                                    > i urodza troche nowych punkow i hipisow ;)

                                                    To sie juz nie stanie, kultura zaczela zjadac wlasny ogon - i
                                                    kazda 'nonkonformistyczna' subkultura jest po jednym sezonie, na
                                                    samym jej poczatku pochlaniana przez projektantow odziezy,
                                                    gadzetow, rzemiechow od muzyki itd. Np ciuchy dla emo dotarly do
                                                    Polski wczesniej niz sama subkultura, he he he.

                                                    > solaris
                                                    > 'te pomysly o utylizacji staruszkow byly rodem z horroru albo z
                                                    ideologi faszys
                                                    > towskiej.'
                                                    > no, co ty? to byla czysta logika w sluzbie utylitaryzmu i
                                                    budowania swiata siln
                                                    > ych stworzen.

                                                    Dokladnie tak tlumaczyli to nazisci. Ogladalam tydzien temu film o
                                                    tym, co i jak zrobili z chorymi psychicznie w swoim kraju. Chociaz
                                                    pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo im nie przyszlo do glowy,
                                                    zeby mordowac tez starych ludzi.

                                                    > chodzilo o to tylko, aby zmienic wartosciowanie etyczne w
                                                    spoleczenstwie.

                                                    Szkoda, ze dyskusja sie skonczyla, po cichu liczylam na jakis
                                                    projekt wykorzystania cial zmarlych ku pozytkowi spolecznemu.

                                                    ...
                                                    > bo, byc moze, ona ma racje, i tak byloby lepiej. moze trzeba
                                                    wyrwac chwasty, na
                                                    > wet jesli mialoby to sprowadzac sie do wyrwania chwasta ukochanej
                                                    corki, ojca,
                                                    > matki, narodu, czy wreszcie samej siebie, khe khe? moze to co nas
                                                    powstrzymuje
                                                    > lepiej byloby odrzucic? zbudowac nowe sumienie?

                                                    Przeciez to naprawde juz bylo. Matki, rodzace zolnierzy dla
                                                    ojczyzny czy pionier, donoszacy na reakcyjnych rodzicow do KGB.
                                                    Bylo i jakby sie nie sprawdzilo - tzn roznilo sie od mojej wizji
                                                    raju.

                                                    > 'Twoj wybor, czy schylasz sie po pileczke i czy ja rzucasz.'
                                                    > no, wez...
                                                    > moj wybor to chyba ' moj' ' wybor', jesli juz...

                                                    Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci latwiej.
                                                    ...
                                                    > ia nad poczucie bezpieczenstwa. pewnosci CZYJEJS slusznosci.
                                                    > co sadzisz o takim postepowaniu, czy mozesz mi to jakos
                                                    steoretyzowac, uogolnic
                                                    > ? prosze

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_zale%C5%BCna ?
                                                    Imo to echo twoich relacji z rodzicami. Moze oni nie mieli racji,
                                                    ale mieli nad toba wladze, do ktorej ty jedynie sie okreslalas.
                                                    Reaktywna, nie aktywna.

                                                    > smutni mistrzowie
                                                    > tak, mi tez sie cisnely pod palce te wszystkie buntownicze znaki.
                                                    > ale nie bylo we mnie pewnosci. w koncu: po co nam smutni
                                                    mistrzowie?

                                                    Nie ma nic zlego w smutku, jesli jest szczery. Imo szczerosc to
                                                    podstawowy warunek dobrej relacji z mistrzem.

                                                    > inaczej: przyznajmy im prawo gloszenia swych mysli, nawet w
                                                    formie systemowej,
                                                    > ale ... zastanowmy sie co nas sklania do tego, aby im akurat, tym
                                                    smutnym, badz
                                                    > szalonym, ufac?

                                                    Nie mam pojecia, bo ja ufam tylko troche. Wiec nie wiem.

                                                    > czy smutek jest wartoscia pozadana czy skaza? na to pytanie ja
                                                    odpowiedziec nie
                                                    > umiem! a ty?

                                                    Skaza jest niewatpliwie odrzucanie pewnych emocji, bo sa 'zle'
                                                    i 'szkodliwe'. To nie sprawia, ze one znikaja przeciez. Mistrz,
                                                    ktory przezywa zalobe po kims swoim bliskim i przez pare lat
                                                    przywdziewa dziarski usmiech kiedy ma ochote wyc z zalu, to jakis
                                                    kretyn jest, a nie mistrz. Ktory w dodatku umrze na watrobe albo
                                                    serce, bo ten niewyplakany smutek zezre mu takze cialo.

                                                    > ty prawdop nie powazylabys sie zbawiac nikogo, kto sam sie tego
                                                    nie dopomina.

                                                    Nawet dopominajacych sie. Jakos by mi glupio bylo.

                                                    ...
                                                    > 'Nie wiem, nie mam autorytetow. Imo posiadanie autorytetu bardzo
                                                    zamyka. '
                                                    > hmm, a moze po prostu definiujesz autorytet jakos cos
                                                    tyranicznego?

                                                    Pomijajac autorytety robocze typu lekarz-prawnik, mi sie autorytet
                                                    kojarzy z jakas podporka, trzecia noga.

                                                    ...
                                                    > 'Przeciez pisalas, ze nie lubisz/umiesz gotowac.'
                                                    > czego sie nie robi dla pieniedzy ;))) - oboje z szefem jestesmy w
                                                    kiepskiej syt
                                                    > uacji finansowej, wiesz, no...

                                                    Moze w koncu zaskoczysz i zaczniesz gotowac z pasja? Bym ci tego
                                                    zyczyla. Jesli sie w gotowanie wklada duzo milosci, nie ma nic
                                                    przyjemniejszego od widoku ludzi, ktorzy sie na to jedzenie
                                                    rzucaja. To jest doskonaly sposob komunikacji ze swiatem.

                                                    > o pustce reaktywnej ci ucielo :(

                                                    A to juz nie pamietam, co tam bylo.

                                                    czul. i niech cie nie cisnie
                                                  • szarylemur we frontach niskiego cisnienia 07.05.08, 04:28
                                                    'Mam za soba kilkadziesiat konfrontacji net-real (i to nawet niezlotow), i zawsze wszystko jest inaczej'

                                                    cudza autokreacja ( nawet nieswiadoma) + nasze dryfowanie w powoli tworzonych wyobrazeniach - skojarzeniach, deducjach i indukcjach?
                                                    ---
                                                    'To sobie pomysl w biegu o reinkarnacji i ze masz caly czas swiata do swojej nirwany.'
                                                    to sobie pomysl, ze jakbys sie spiela, to moze juz za dwa obroty bylaby nirwana ;)
                                                    o to chyba chodzi w calej ' reinkarnastycznie' uzasadnionej potrzebie moralnosci/ dazenia do doskonalosci, prawda?
                                                    ---
                                                    'W sumie jestem o jakies trzydziesci tomikow do tylu - lekko liczac. Moze byc trzydziesta pierwsza, nie ma sprawy.'
                                                    to moze tak sobie popodczytuj po kawalku kazdy z tomikow i wgryz sie w to co akurat najbardziej necace wyda sie?
                                                    ja ze swej strony ide szukac estes w necie, mam nadzieje ze jest. tak ja sobie po kawaleczku zamierzam spozyc :)
                                                    ---
                                                    ludzie i maski obserwacja
                                                    'To jeden z powodow, dla ktorych lubie przesiadywac w kawiarniach.'
                                                    yhmm, ja czesto ogladam sobie klientow, jezyk ciala na nich studiuje. cale sytuacje, historie ktore ich przywiodly do tego zamowionego wczesniej stolika staram sie odgadnac.
                                                    bywa fascynujace.
                                                    ---
                                                    'Komedia polega u nas na tym, ze ona sie nie zaczyna'.
                                                    tj: wszystko jest na powaznie i bez trzymania fasad? czyli twoje dziecko skrzywdzone bylo zwyczajna i nie- do- przeskoczenia- tragedia- zycia- ktore jest splotem zaleznosci- i - gdzie- nie zawsze - wszystko-bylo- po jego- mysli/ pragnieniu, tak?
                                                    jesli tak, to mniej wiecej o to chodzilo mi w etapie przekroczenia lustratyzmu dzieciecego - jest jakas moda, postpsychoterapeutyczna tendencja kulturowa do wymagania od rodzicow idealnosci. a przeciez idealnosc nie istnieje, rodzice to tez tylko ludzie, a nie jacys wszechmogacy bogowie. ta lustratyczna tendencja nie bierze tego pod uwage, dajac dziecku do reki bicz skrecony z najdrobniejszych zawiedzionych w dziecinstwie pragnien.
                                                    zle jest, moim zdaniem, kiedy ubostwiamy rodzicow - niezaleznie od tego, co robili z nami, nazywamy ich dobrymi i kochajacymi, i przejmujemy ich swiatopoglad bezrefleksyjnie. ale zle tez, kiedy z dziecka robimy boga, ktoremu uchybic nie wolno - zapominajac o zlozonosci swiata, kazdej drobnej sytuacji.
                                                    a jesli cos innego mialas na mysli, mowiac o ' komedii ktora sie nie zaczyna' to wyjasnij mi pograzonej we frontach niskiego cisnienia i wysokiej wilgotnosci powietrza :)
                                                    ---
                                                    'Imo bycie w wieku 15 lat nie oznacza jeszcze, ze koniecznie trzeba byc posiadaczem ultraglebokiej wrazliwosci.'
                                                    no, nie trzeba, nie kazdy 15latek jest ultragleboko wrazliwy. ale wydaje mi sie, ze wrazliwosc takiego przepoczwarzajacego sie dziecka w byt zdolny do samostanowienia o sobie, a wykarmionego bajkami lektur obowiazkowych i innych, jest bardzo wysoka. 15latek ma wizje lepszego swiata, co wcale nie znaczy, ze umie ja zrealizowac. a moze idealizuje mlodych gniewnych..., nie wiem, nie stykam sie raczej z mlodzieza.
                                                    ---
                                                    konformisci rodzicami punkow i hipisow
                                                    'To sie juz nie stanie, kultura zaczela zjadac wlasny ogon - i kazda 'nonkonformistyczna' subkultura jest po jednym sezonie, na samym jej poczatku pochlaniana przez projektantow odziezy, gadzetow, rzemiechow od muzyki itd. '
                                                    e tam, mowie ci, e tam. zastoj w kulturze nastapil. porownajmy to z pokoleniem x, naglym triumfem nirvany w ameryce.
                                                    uwazam, ze pewnego dnia sytuacja dojrzeje do ' zupelnie nieoczekiwanego' pojawienia sie jakiejs nowej subkultury. ' nowej' nie znaczy ' nie dajacej sie, po rozbiciu na czynniki pierwsze, sprowadzic do czegos co juz bylo, utozsamic z czyms starym", lecz tych starych rzeczy wymiksowanych w taki sposob, ze stanowic beda rewolucyjnie nowa jakosc. umieramy - jako kultura - juz chyba ze dwiescie lat, a wciaz cos nowego powstaje :)
                                                    ---
                                                    'pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo nazistom nie przyszlo do glowy, zeby mordowac tez starych ludzi.'
                                                    ejze, to byl moj pomysl ;]
                                                    a raczej: to typowy erystyczny podpik walkowany tysiac razy na cwiczeniach z etyki, a etyka byla jednym z moich ulubionych zajec :)

                                                    'Szkoda, ze dyskusja sie skonczyla, po cichu liczylam na jakis projekt wykorzystania cial zmarlych ku pozytkowi spolecznemu.'
                                                    a to swietne! ;)))
                                                    ----
                                                    i co z tego ze to juz bylo? moze bylo zle przeprowadzone? tak jak komunizm - zamiast jak marks polecal w bogatym, stabilnym spoleczenstwie anglii, wprowadzono go w dziadujacej rosjii...
                                                    kazda rewolucja powinna zaczynac sie od ... prania mozgow, od rewolucji duchowej, ladniej mowiac ;]
                                                    najskuteczniej byloby przerobic ideologie na religie, ha, w obecnych czasach moznaby wyprodukowac jakiegos boga, doniesc o doswiadczalnym jego odkryciu a nastepnie pozwolic mu komunikowac swoja boska prawde :)
                                                    ewentualnie moznaby bylo zafundowac swiatu jakas pokazna katastrofe aby cofnac ludzkosc do stanu psychiki osobowosci zaleznej i wtedy pokazac droge ku swiatlu. :]
                                                    ... a potem i tak by sie wredne dzieci zbuntowaly...
                                                    co rodzi we mnie pytanie: czy to nie przypadkiem nagly dramatyczny skok jakosci zycia ostudzil zapal wiernych i zrobil z potulnych wielbladow ' zbuntowana mase'?
                                                    ---
                                                    . 'Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci latwiej.'
                                                    oportunistka ;p
                                                    ---
                                                    osobowosc zalezna -
                                                    yhmm, strzal w szostke. gdybym miala tak na stale, bylaby dziesiatka. ale wlasnie mam tak tylko w okresach depresji i poczucia osaczenia przez rzeczywistosc. kiedys mialam tak bardziej, z czasem powstala we mnie refleksja o beznadziejnosci oddawania wladzy nad moim losem w rece innych.
                                                    wiec teraz - i owszem - czesto prosze o rade, czesto nawet z tych rad korzystam, ale czesto tez mysle sama nad problemem i nad tym, dlaczego konkretna osoba daje mi taka a nie inna porade.
                                                    ale fakt nieposiadania rodziny dziala na mnie dosc frustrujaco, hamujaco. cos w stylu" jak mi sie nozka powinie, to nie mam gdzie sie schronic, wiec bede ostrozna'. no i ta ciagla niepewnosc czy mam racje czy przesadzam itd...

                                                    ale po os. zaleznej przeskoczylam na borederline a potem na os. impulsywna i tam tez znalazlam siebie.
                                                    wazne jest chyba to, ze sa w moim postrzeganiu swiata i siebie jakies odchylki od ... zdrowej optymalnosci.
                                                    ale tu pojawia mi sie kolejny peczek pytan o te zdrowa optymalnosc i .prawidlowe widzenie swiata i juz nie chce sie w to wkrecac.
                                                    ale jesli masz ochote mowic na ten temat, to prosze bardzo.
                                                    ---
                                                    'Skaza jest niewatpliwie odrzucanie pewnych emocji, bo sa 'zle' i 'szkodliwe'. To nie sprawia, ze one znikaja przeciez. Mistrz, ktory przezywa zalobe po kims swoim bliskim i przez pare lat przywdziewa dziarski usmiech kiedy ma ochote wyc z zalu, to jakis kretyn jest, a nie mistrz. Ktory w dodatku umrze na watrobe albo serce, bo ten niewyplakany smutek zezre mu takze cialo.'
                                                    hmm, no a jak sie maja do tego mistrzowie zen, bodajze?ci, ktorzy nie placza nad rozlanym mlekiem, chocby tym mlekiem byl utopiony syn, zmarla ukochana zona, spalony dom? moze nie przywdziewaja oni ' dziarskich usmiechow' , jedynie spokojny usmiech-oczami oswieconych. czy im niewyplakany smutek ' zzera cialo'? chyba nie...
                                                    tak wiec nie idzie o to aby smutek maskowac usmiechem, lecz o to by nie czuc powodu do smutku. czy w takiej perspektywie smutek nie jest skaza?
                                                    ---
                                                    'Moze w koncu zaskoczysz i zaczniesz gotowac z pasja? Bym ci tego zyczyla.'
                                                    moze. dziekuje. ( ale wolalabym dostac szanse w pracy ze zwierzatkami :))
                                                    'Jesli sie w gotowanie wklada duzo milosci, nie ma nic przyjemniejszego od widoku ludzi, ktorzy sie na to jedzenie rzucaja. To jest doskonaly sposob komunikacji ze swiatem.'
                                                    hmm, wiem, pracuje w polotwartej kuchni. he he, spelniam swoje potrzeby aktorskie ;)
                                                    a przekraczajac granice minimum dwa razy dziennie - w jakis sposob spelniam potrzebe przekraczania granic... :)
                                                    czasem zadziwiaja mnie te korelacje. zastanawiam sie, czy sa realne czy tylko ' dodane w postproducji' przeze mnie...
                                                    to troche jak interpretacja snow...

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: we frontach niskiego cisnienia 08.05.08, 02:12
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [net-real]
                                                    > cudza autokreacja ( nawet nieswiadoma) + nasze dryfowanie w
                                                    powoli tworzonych w
                                                    > yobrazeniach - skojarzeniach, deducjach i indukcjach?

                                                    Trudno powstrzymac wyobraznie, kiedy sie tak kogos poznaje. A ona z
                                                    reguly wytwarza obraz ladniejszy, gladszy i jakis taki bardziej
                                                    wybitny niz realowy egzemplarz. Nauczona doswiadczeniem, po paru
                                                    spotkaniach przed konfrontacjami przyklejalam tozsamosc kolejnej
                                                    niespotkanej jeszcze osoby do z grubsza pasujacego demograficznymi
                                                    wymiarami przechodnia i przyzwyczajalam sie do roznicy miedzy
                                                    wyobrazeniem. Trening taki.
                                                    O mnie ludzie mowia zazwyczaj, ze spodziewali sie kogos bardzo
                                                    wysokiego :) A ja jestem nikczemnego wzrostu.

                                                    > to sobie pomysl, ze jakbys sie spiela, to moze juz za dwa obroty
                                                    bylaby nirwana
                                                    > ;)
                                                    > o to chyba chodzi w calej ' reinkarnastycznie' uzasadnionej
                                                    potrzebie moralnosc
                                                    > i/ dazenia do doskonalosci, prawda?

                                                    Mozliwe, ale po co sie scigac z czasem? Proces, w odroznieniu od
                                                    celu, nie musi byc mily, ale na swoj sposob jest interesujacy.

                                                    > to moze tak sobie popodczytuj po kawalku kazdy z tomikow i wgryz
                                                    sie w to co ak
                                                    > urat najbardziej necace wyda sie?

                                                    Czytam trzy ksiazki naraz. I dwa dzienniki codziennie. I pare
                                                    tygodnikow. Nic mnie juz nie zneci.

                                                    ...
                                                    [komedia]
                                                    > tj: wszystko jest na powaznie i bez trzymania fasad? czyli twoje
                                                    dziecko skrzyw
                                                    > dzone bylo zwyczajna i nie- do- przeskoczenia- tragedia- zycia-
                                                    ktore jest splo
                                                    > tem zaleznosci- i - gdzie- nie zawsze - wszystko-bylo- po jego-
                                                    mysli/ pragnien
                                                    > iu, tak?

                                                    Eeee?
                                                    Nie, u nas po prostu o tym co 'piwniczne' sie nie mowi.
                                                    Bez sensu wywlekac to teraz - rodzice sa teraz bardzo w porzadku,
                                                    mamy swoje wlasne zycia w dodatku.

                                                    > jesli tak, to mniej wiecej o to chodzilo mi w etapie
                                                    przekroczenia lustratyzmu
                                                    > dzieciecego - jest jakas moda, postpsychoterapeutyczna tendencja
                                                    kulturowa do w
                                                    > ymagania od rodzicow idealnosci.

                                                    Nie wiem, to chyba nie tak.
                                                    Raczej nie chodzi o to, zeby po przeczytaniu 'Toksyczych rodzicow'
                                                    przez 10 lat odgrywac sie na starych. To jest lektura dla dziecka,
                                                    nie dla nich. Zemsta rzadko kiedy wydaje zdrowe owoce. I - czesto
                                                    takie rozliczenia zzeraja wiecej energii niz niz przynosza pozytku.
                                                    Bilans na minus.

                                                    a przeciez idealnosc nie istnieje, rodzice to
                                                    > tez tylko ludzie, a nie jacys wszechmogacy bogowie.

                                                    Otoz to.
                                                    Warto sobie uswiadomic, co bylo nie tak, co bylo glupie i zle.
                                                    Warto dla siebie glownie. I nie brac na barki terapii ani rodziny,
                                                    ani rodzicow. Jak beda chcieli, to se sami pojda.

                                                    ...
                                                    > bezrefleksyjnie. ale zle tez, kiedy z dziecka robimy boga,
                                                    ktoremu uchybic nie
                                                    > wolno - zapominajac o zlozonosci swiata, kazdej drobnej sytuacji.

                                                    No.

                                                    ...
                                                    > konformisci rodzicami punkow i hipisow
                                                    > e tam, mowie ci, e tam. zastoj w kulturze nastapil. porownajmy to
                                                    z pokoleniem
                                                    > x, naglym triumfem nirvany w ameryce.

                                                    Ktory natychmiast zostal kupiony i sprzedany. Flanelowe koszule i
                                                    czapki dziane z akrylu sprzedawali najlepsi projektanci - nie za
                                                    kilka, ale kilkadziesiat dolcow. A zespolow nirwanopodobnych
                                                    wyprodukowano na peczki.

                                                    Jest nawet taki zawod - mlody czlowiek, zanurzony w kulturze
                                                    mlodzierzowej donosi koncernom, co sie nosi, czego slucha, co ludzi
                                                    kreci.

                                                    > uwazam, ze pewnego dnia sytuacja dojrzeje do ' zupelnie
                                                    nieoczekiwanego' pojawi
                                                    > enia sie jakiejs nowej subkultury. ...

                                                    No tak, ale ona zostanie ometkowana juz jako niemowle.
                                                    Co to za bunt, jesli caly zestaw stroju rebelianta mozesz sobie
                                                    kupic nawet za nieduze pieniadze w centrum handlowym? Co to za
                                                    bunt, kiedy buntownicza fryzure potrafi ci zrobic kazdy glupi
                                                    fryzjer?

                                                    > 'pomysl solaris wyprzedza ich troche - bo nazistom nie przyszlo
                                                    do glowy, zeby
                                                    > mordowac tez starych ludzi.'
                                                    > ejze, to byl moj pomysl ;]
                                                    > a raczej: to typowy erystyczny podpik walkowany tysiac razy na
                                                    cwiczeniach z et
                                                    > yki, a etyka byla jednym z moich ulubionych zajec :)

                                                    Twoj, ale kupiony bez cudzyslowiu.

                                                    > i co z tego ze to juz bylo? moze bylo zle przeprowadzone? tak jak
                                                    komunizm - za
                                                    > miast jak marks polecal w bogatym, stabilnym spoleczenstwie
                                                    anglii, wprowadzono
                                                    > go w dziadujacej rosjii...

                                                    Starcow zabijalo sie w wielu innych kulturach - np w Japonii albo w
                                                    plemionach indianskich - wszedzie tam, gdzie srodki byly
                                                    ograniczone. Po spelnieniu swojej roli, kiedy juz stawali sie zbyt
                                                    niedolezni, aby cokolwiek robic dobrowolnie albo 'dobrowolnie'
                                                    udawali sie w odludne miejsce, zeby umrzec.

                                                    Plecenie w kulturze dobrobytu w bogatym kraju o takim rozwiazaniu
                                                    jest co najmniej nei na miejscu. Nie jestesmy mrowkami.

                                                    > najskuteczniej byloby przerobic ideologie na religie, ha, w
                                                    obecnych czasach mo
                                                    > znaby wyprodukowac jakiegos boga, doniesc o doswiadczalnym jego
                                                    odkryciu a nas
                                                    > tepnie pozwolic mu komunikowac swoja boska prawde :)

                                                    Sa takie gry komputerowe. Ale zle traktowani wyznawcy potrafia sie
                                                    na bogu zemscic.

                                                    > ewentualnie moznaby bylo zafundowac swiatu jakas pokazna
                                                    katastrofe aby cofnac
                                                    > ludzkosc do stanu psychiki osobowosci zaleznej i wtedy pokazac
                                                    droge ku swiatlu

                                                    Wszystko po prostu zacznie sie od poczatku. Nowa rewolucja
                                                    neolityczna, kiedy tylko pojawia sie nadwyzki czegokolwiek zaczna
                                                    sie podzialy a skonczy komuna i agape.

                                                    > . 'Moze sie jednak umow ze soba na jakas konwencje, bedzie ci
                                                    latwiej.'
                                                    > oportunistka ;p

                                                    Wcale nie. Realistka.

                                                    > osobowosc zalezna -

                                                    Moze powinnas przestac czytac takie rzeczy?
                                                    Masz wysoki poziom lęku i, byc moze, sklonnosci do hipohondrii
                                                    psychicznej. Jednym tchem wymienilas kilka poteznych zaburzen,
                                                    ktore w jakims stopniu niby posiadasz. Ejze :)

                                                    > hmm, no a jak sie maja do tego mistrzowie zen, bodajze?ci, ktorzy
                                                    nie placza na
                                                    > d rozlanym mlekiem, chocby tym mlekiem byl utopiony syn,

                                                    Z tego, co sie orientuje (ale slabo) oni emocje przezywaja inaczej,
                                                    w pewnym nawiasie. Medytacja tego uczy.

                                                    ...
                                                    > tak wiec nie idzie o to aby smutek maskowac usmiechem, lecz o to
                                                    by nie czuc po
                                                    > wodu do smutku. czy w takiej perspektywie smutek nie jest skaza?

                                                    To bardzo dzieciece pragnienie - zeby uchronic sie od cierpienia,
                                                    zeby nigdy nie czuc bolu. Bez bolu nie ma rozwoju, nie da sie.
                                                    A Elias Canetti pytal kiedys nawet 'ilu ludzi chcialoby zyc, gdyby
                                                    wiedzieli, ze nie moga umrzec'.

                                                    > a przekraczajac granice minimum dwa razy dziennie - w jakis
                                                    sposob spelniam pot
                                                    > rzebe przekraczania granic... :)
                                                    > czasem zadziwiaja mnie te korelacje. zastanawiam sie, czy sa
                                                    realne czy tylko '
                                                    > dodane w postproducji' przeze mnie...
                                                    > to troche jak interpretacja snow...

                                                    Nic nie rozumiem, ale dobranoc i czulko :)
                                                  • szarylemur target: magazynier ;] 08.05.08, 17:09
                                                    'O mnie ludzie mowia zazwyczaj, ze spodziewali sie kogos bardzo
                                                    wysokiego :) A ja jestem nikczemnego wzrostu.'
                                                    ha ha
                                                    bo pewnie kojarzysz sie z kims silnym, a sila kojarzy sie z pokaznym wzrostem... :)
                                                    ---
                                                    reinkarnacja
                                                    'po co sie scigac z czasem? Proces, w odroznieniu od celu, nie musi byc mily, ale na swoj sposob jest interesujacy.'
                                                    hmm, no tak, w ujeciu reinkarnastycznym to jeszcze mozna tak to wszystko pojmowac.
                                                    ale juz w kregu chrz piekiel/ rajow, raczej sie nie da... w takim odniesieniu trzeba sie spieszyc, ' bo nie znasz dnia ni godziny' he he
                                                    ---
                                                    'Czytam trzy ksiazki naraz. I dwa dzienniki codziennie. I pare tygodnikow. Nic mnie juz nie zneci.'
                                                    to moze tak nieco przerwy na tej wzmiankowanej niegdys wsi spokojnej...
                                                    aby sie to wszystko przeczytane ulozylo lepiej...
                                                    ---
                                                    rodzice
                                                    ale czy nie jest tak, ze dajac sobie prawo do ingerencji w piwniczne klimaty wobec wlasnych rodzicow, ulatwiasz takze to swoim ewentualnym potomkom.
                                                    inaczej: czy gdybys sie jednak reprodukowala, to nie ciagneloby cie do powielania schematu jaki przecwiczylas z rodzicami?
                                                    ---
                                                    bunt w swiecie komercji
                                                    hmm, czytalam kiedys w magazynie Q wywiad z malcolmem maclarenem, ktory to twierdzil ze caly ten punk zostal wykreowany przez niego wlasnie i to calkiem swiadomie, a to wszystko w celu promocji jego butiku odziezowego, a takze zaspokojenia jego ambicji manipulacji. ciekawe rzeczy m. tam gadal, choc w sumie mysle, ze bardzo wiele w tym bylo megalomanskich przechwalek...
                                                    ale... moze masz racje ze dokonala sie w kulturze totalna komercjalizacja, bunt zostal wchloniety i wykorzystany jako zrodlo dochodow. bunt nie jest juz spolecznym zagrozeniem, jest opcja do wykorzystania, tworzy kolejna nisze ekonomiczna... jest to jakis sposob na oswojenie ' potwora', ktory z potwora robi kolejny gadzet. smutne to czy radosne? i tak i tak, po trochu...
                                                    ---
                                                    'Co to za bunt, jesli caly zestaw stroju rebelianta mozesz sobie kupic nawet za nieduze pieniadze w centrum handlowym?'
                                                    oj, ja to sobie wyobrazam tak, ze w centrum handlowym kupuja czlonkowie przeroznych ' kinder' odmian subkultur, ktorzy przez ' ortodoksow' nazywani sa wlasnie tak pogardliwie ' kinder '- punkami, metalami czy innymi...

                                                    ale fakt, ze postepujaca liberalizacja/ komercjalizacja ulatwiajac bunt odbiera mu smak ' prawdziwego ' buntu :)
                                                    ---
                                                    solaris kontra starcy ;)
                                                    'Plecenie w kulturze dobrobytu w bogatym kraju o takim rozwiazaniu * eksterminacji nieuzytecznych jednostek/ grup*jest co najmniej nei na miejscu. Nie jestesmy mrowkami.'
                                                    alez to zalezy od spojrzenia. dla solaris jestesmy czyms w stylu mrowek. i ja nie jestem w stanie zaprzeczyc mozliwosci lepszego wykorzystania zasobow, nie jestem w stanie zaprzeczyc temu, ze taka szczodrosc wobec jednostek/ grup slabszych nie skutkuje dlugofalowo oslabieniem calego naszego mrowiska. zasoby wykorzystywane sa nieracjonalnie, sa marnowane po prostu. nie jestem temu w stanie zaprzeczyc bez odwolania do zachodniej/ tradycyjnej etyki, empatii i wyobrazni.
                                                    bo przeciez ten racjonalizm solaris ma krotkie nozki. likwidujac osoby nieproduktywne zyskujemy pewne zasoby, ale jednoczesnie stwarzamy ogromne zamieszanie, uaktywniamy zjawisko, o ktorym w zasadzie nie wiemy jak sie rozwinie, ale juz mamy podstawy przypuszczac, ze nie skonczy sie to wcale poprawa sytuacji na swiecie.
                                                    pojawia sie tu pytanie: co to jest postep, czym jest postep w odniesieniu do zycia czlowieka jako jednostki czy spoleczenstwa?

                                                    natomiast ustawianie celem nadrzednym etycznych dzialan czlowieka, dzialania zgodne z interesem calej biosfery, uwazam za plecenie andronow, budowe fantasmagorii z serii tych co brzmia wzniosle ale nijak sie maja do glebszej refleksji nad ich praktyczna mozliwoscia realizacji.
                                                    ---
                                                    stworzyc boga
                                                    'Sa takie gry komputerowe. '
                                                    black and white, z tego co mgliscie pamietam. nudzilo mnie smiertelnie. jak widac, bycie bogiem tez wymaga konsekwencji. przynajmniej w grze zaprojektowanej przez czlowieka :)
                                                    ---
                                                    os. zalezna
                                                    'Moze powinnas przestac czytac takie rzeczy? Masz wysoki poziom lęku i, byc moze, sklonnosci do hipohondrii psychicznej. Jednym tchem wymienilas kilka poteznych zaburzen, ktore w jakims stopniu niby posiadasz."
                                                    dobre;) podsylasz mi linki, po to abym ich nie czytala? ;)
                                                    sklonnosci do hipochondrii psych...
                                                    ano, mam. a moze raczej jakas silna potrzebe okreslenia sie przy pomocy testow wszelakich. kiedys o wiele silnijesza niz teraz.
                                                    jako nastolatka zaczytywalam sie w podrecznikach medycznych. ale dzieki temu ' zaczytywaniu sie' po jakims dluzszym czasie doszlam do wniosku, ze to w sumie niezbyt sensowne, skoro i tu i tam, i siam, moge odnalezc siebie.
                                                    ---
                                                    smutni mistrzowie
                                                    'Z tego, co sie orientuje (ale slabo) oni emocje przezywaja inaczej, w pewnym nawiasie. Medytacja tego uczy. '
                                                    hmm, no i tu wlasnie tkwi haczyk. skad wiesz, moze solaris a nawet msqaik nie przezywaja swoich emocje inaczej, w nawiasie?
                                                    trudnosc polega na tym, aby rozpoznac ktory z radosnych mistrzow rzeczywiscie jest oswiecony i wskazuje droge do oswiecenia, a ktory tylko dusi w sobie i spycha nielubiane emocje w glab siebie.
                                                    po czym to rozpoznac wlasciwie? po zyciu mistrza? w necie, w slowie pisanym chyba bardzo trudno o to...
                                                    a ilu z tych mistrzow mozemy ' zlustrowac' realnie?
                                                    moze masz jakies pomysly weryfikacyjne?
                                                    ***
                                                    zreszta, tu dalsza refleksja laika nad 'buddyzmami':
                                                    czy to odrzucenie pragnien, zrobienie z pragnien ' diabla', przyczyny zla i cierpienia, nie jest takim wlasnie manipulatorskim wybiegiem dziecka, ktore nie chce cierpiec? ...
                                                    ---
                                                    moje ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu', ktorego nie rozumiesz
                                                    chodzi o to po prostu, ze zastanawiam sie na ile swiadomie wybieramy miejsce do zycia, partnera, prace itd...
                                                    zgodnie z zalozeniem o byciu synergia przeszlych wplywow - nieswiadomie ' wybieramy'. i tylko mozemy to sobie pozniej uswiadamiac.
                                                    ale byc moze to jest tak jak ze snami czy z przepowiedniami: nie widzimy calosci obrazu, ale pragnac ulozyc jakis obraz z rozsypanych puzzli, z niemal nieskonczonego ich zbioru wybieramy te, ktore nam pasuja do jakiegos mniejszego obrazka. a to wszystko po to, by zorganizowac chaos informacyjny jakim jest zycie i jakim sami jestesmy. pomijamy puzzle, czesci rzeczywistosci, detale snu, ktore nam nijak sie do schematu - wczesniej gdzies wyszperanego, nie pasuja... dobrym przykladem sa tu chocby moje proby okreslenia sie wedlug kryteriow objawowych roznych skrzywien psychiki :), zas
                                                    bohater ' pi' jest tu juz krancowo ostrym przykladem obsesji stworzenia ladu z luznego zbioru informacji - on wszedzie widzi swoje pi- spirale, prawdop dlatego,ze nastawil sie na ich wlasnie odnajdywanie....

                                                    kiedys myslalam ze oznaka inteligencji jest dopuszczanie do siebie jak najwiekszej ilosci info. potem przeczytalam podrecznik zapomnialam- kogo, wstep do filozofii, w ktorym' inteligentym ' zostalo nazwane ograniczenie, filtrowanie doplywajacych danych.
                                                    i dalej zastanawiam sie, czy to rzeczywiscie takie madre, choc oczywiscie i bez zastrzezen oceniam to jako praktyczne ... :], ale rowniez potencjalnie niebezpieczne, ograniczajace, samonapedzajace sie usztywnianie percepcji i myslenia.

                                                    a poza wszystkim, na tym wlasnie polegaloby moje wymarzone zycie: na zastanawianiu sie nad swiatem bez koniecznosci ' walki o byt' :)
                                                    mysle, ze bylabym swietnym magazynierem ;]

                                                    pozdrawiam serdecznie:)))

                                                  • ja_adam Re: target: magazynier ;] 08.05.08, 17:45
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                    im miejscu przed poryciem opracowan
                                                    obejrzala Blow up jeszcze co najmniej raz.
                                                  • szarylemur Re: target: magazynier ;] 08.05.08, 17:53
                                                    ymmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm?
                                                  • bene_gesserit Re: target: magazynier ;] 09.05.08, 01:59
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > reinkarnacja
                                                    > ale juz w kregu chrz piekiel/ rajow, raczej sie nie da... w takim
                                                    odniesieniu t
                                                    > rzeba sie spieszyc, ' bo nie znasz dnia ni godziny' he he

                                                    Kazdy sobie sam wybiera wiare, wiec lepiej wybrac taka, ktora
                                                    ulatwia, nie utrudnia.

                                                    > mnie juz nie zneci.'
                                                    > to moze tak nieco przerwy na tej wzmiankowanej niegdys wsi
                                                    spokojnej...
                                                    > aby sie to wszystko przeczytane ulozylo lepiej...

                                                    Nam sie uklada w rozmowach, bo wszystko przeczytane obgadujemy. Na
                                                    dodatek pare ksiazek przeczytalismy sobie na glos, razem.

                                                    > rodzice
                                                    > inaczej: czy gdybys sie jednak reprodukowala, to nie ciagneloby
                                                    cie do powielan
                                                    > ia schematu jaki przecwiczylas z rodzicami?

                                                    Nie, bo go przelamalam. Zaczelam sie opiekowac wlasnym Wewnetrznym
                                                    Dzieckiem, zobaczylam w ustawieniu jak bardzo i czym obciazona jest
                                                    moja rodzina i jestem teraz kims osobnym, soba.

                                                    > bunt w swiecie komercji
                                                    ...
                                                    > komercjalizacja, bunt
                                                    > zostal wchloniety i wykorzystany jako zrodlo dochodow.
                                                    ...
                                                    > smutne to czy radosne? i tak i tak, po trochu...

                                                    Smutne - bo mi, zeby zaczac sie zbuntowac, wystarczylo
                                                    wlasnorecznie robic ciuchy i ozdoby oraz zakladac szelki z tylu
                                                    naprzod. A te pokolenia buntu nie wyraza strojem, co jak wiemy
                                                    istotne jest w tym wieku, bo ten stroj jest modny - czyli
                                                    akceptowany, pozadany, cool. Przez wszystkich, nie przez
                                                    grupe 'innych'.

                                                    > oj, ja to sobie wyobrazam tak, ze w centrum handlowym kupuja
                                                    czlonkowie przeroz
                                                    > nych ' kinder' odmian subkultur, ktorzy przez ' ortodoksow'
                                                    nazywani sa wlasnie
                                                    > tak pogardliwie ' kinder '- punkami, metalami czy innymi...

                                                    Tak, a ci bardziej offowi kupuja na szemranych stronach
                                                    internetowych jakies wszywki i wulgarne t-shirty? E tam.

                                                    > ale fakt, ze postepujaca liberalizacja/ komercjalizacja
                                                    ulatwiajac bunt odbiera
                                                    > mu smak ' prawdziwego ' buntu :)

                                                    Moze dlatego coraz popularniejsze stalo sie wsrod dzieciakow ciecie
                                                    zyletkami?

                                                    > solaris kontra starcy ;)
                                                    > alez to zalezy od spojrzenia. dla solaris jestesmy czyms w stylu
                                                    mrowek.

                                                    Niby tak, niby nie.
                                                    O co zaklad, ze ona kiedy stanie sie stara i niedolezna nie bedzie
                                                    odpowiedzialna i nie dokona autoeksterminacji. Nawet pewnie nie
                                                    zgodzi sie, aby jej cialo zostalo wykorzystane jako, bo ja wiem,
                                                    nawoz albo pasze dla zwierzat.

                                                    > zasoby wykorzy
                                                    > stywane sa nieracjonalnie, sa marnowane po prostu. nie jestem
                                                    temu w stanie zap
                                                    > rzeczyc bez odwolania do zachodniej/ tradycyjnej etyki, empatii i
                                                    wyobrazni.

                                                    Jasne - mozemy sie pobawic w mrowcza perspektywe, ale po co?
                                                    Przeciez od razu dojdziemy do pomyslow typu zabicie nieuleczalnych
                                                    pacjentow szpitali psychiatrycznych, hospicjow i oddzialow
                                                    geriatrycznych. Samo myslenie o tym dla zabawy wydaje mi sie
                                                    obrzydliwe.

                                                    > likwidujac osoby nieprodu
                                                    > ktywne zyskujemy pewne zasoby, ale jednoczesnie stwarzamy ogromne
                                                    zamieszanie,
                                                    > uaktywniamy zjawisko, o ktorym w zasadzie nie wiemy jak sie
                                                    rozwinie, ale juz m

                                                    Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna niknac,
                                                    jesli panstwo dziala z glowa.
                                                    Sek w tym, ze nie samym chlebem z zasobami czlowiek zyje. I o tym
                                                    uduchowiona ciocia zapomina jakos. Dziwne.

                                                    > pojawia sie tu pytanie: co to jest postep, czym jest postep w
                                                    odniesieniu do zy
                                                    > cia czlowieka jako jednostki czy spoleczenstwa?

                                                    Postep to jest jak jakas zmiana przynosi polepszenie. Tu wciskaja
                                                    sie kategorie zla/dobra, ktore z kopyta prowadza do rozwazan nt
                                                    definicji tych slow, ktore mozna ukrocic, zastepujac
                                                    je 'cierpieniem'/'brakiem cierpienia'.

                                                    > natomiast ustawianie celem nadrzednym etycznych dzialan
                                                    czlowieka, dzialania zg
                                                    > odne z interesem calej biosfery, uwazam za plecenie andronow,

                                                    Jesliby przyjac pomysly s. za dobra monete, nalezaloby wyeliminowac
                                                    caly gatunek ludzki - tak by bylo najzdrowiej dla planety, ktora by
                                                    odetchnela z ulga i w ciaglu stulecia zagospodarowalaby skwapliwie
                                                    resztki po naszym istnieniu.

                                                    > stworzyc boga
                                                    > 'Sa takie gry komputerowe. '
                                                    > black and white, z tego co mgliscie pamietam.

                                                    Nie, ja czytalam ostatnio recenzje takiej gry na 'gemboja' czy inne
                                                    takie male cos, co nie wiem jak sie nazywa, o takie grze w boga,
                                                    ktory rzadzi rytmem. Tzn lud jego jest wrazliwy na wlasciwy rytm,
                                                    ktory wystukuje bog na swojej klawiaturze. Jesli sie myli albo
                                                    gubi, lud przestaje sie sluchac, a w dodatku wybuchaja wojny.

                                                    www.youtube.com/watch?v=wodbiCT2JBI

                                                    > jako nastolatka zaczytywalam sie w podrecznikach medycznych. ale
                                                    dzieki temu '
                                                    > zaczytywaniu sie' po jakims dluzszym czasie doszlam do wniosku,
                                                    ze to w sumie n
                                                    > iezbyt sensowne, skoro i tu i tam, i siam, moge odnalezc siebie.

                                                    Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno ci
                                                    zrozumiec i zlapac wlasna tozsamosc.

                                                    > smutni mistrzowie
                                                    > hmm, no i tu wlasnie tkwi haczyk. skad wiesz, moze solaris a
                                                    nawet msqaik nie p
                                                    > rzezywaja swoich emocje inaczej, w nawiasie?

                                                    Nie znam ich za dobrze, chociaz meskaika nie znosze od lat, ale to
                                                    imo da sie wyczuc w tym, co i jak pisza. Dosc latwo.

                                                    > trudnosc polega na tym, aby rozpoznac ktory z radosnych mistrzow
                                                    rzeczywiscie j
                                                    > est oswiecony i wskazuje droge do oswiecenia, a ktory tylko dusi
                                                    w sobie i spyc
                                                    > ha nielubiane emocje w glab siebie.

                                                    He he
                                                    I to jest caly klopot z mistrzami - jak nieoswiecony uczen ma to
                                                    niby rozpoznac?

                                                    > po czym to rozpoznac wlasciwie? po zyciu mistrza? w necie, w
                                                    slowie pisanym chy
                                                    > ba bardzo trudno o to...
                                                    > a ilu z tych mistrzow mozemy ' zlustrowac' realnie?
                                                    > moze masz jakies pomysly weryfikacyjne?

                                                    Zadnych :)
                                                    Mam mistrzow w nosie :)

                                                    > ***
                                                    > zreszta, tu dalsza refleksja laika nad 'buddyzmami':
                                                    > czy to odrzucenie pragnien, zrobienie z pragnien ' diabla'
                                                    , przyczyny zla i cie
                                                    > rpienia, nie jest takim wlasnie manipulatorskim wybiegiem
                                                    dziecka, ktore nie ch
                                                    > ce cierpiec? ...

                                                    Dziecko by tego nie potrafilo.
                                                    To jest dazenie doroslego.

                                                    > moje ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu', ktorego
                                                    nie rozumiesz
                                                    > chodzi o to po prostu, ze zastanawiam sie na ile swiadomie
                                                    wybieramy miejsce do
                                                    > zycia, partnera, prace itd...

                                                    A jakie to ma znaczenie?

                                                    > zgodnie z zalozeniem o byciu synergia przeszlych wplywow -
                                                    nieswiadomie ' wybie
                                                    > ramy'. i tylko mozemy to sobie pozniej uswiadamiac.

                                                    Noi?
                                                    Oczywiscie, ze motywy naszych dzialan sa w znikomej czesci swiadome
                                                    i 'na wierzchu'. To, co wiemy i co nam sie wydaje to czubek gory
                                                    lodowej.

                                                    > ale byc moze to jest tak jak ze snami czy z przepowiedniami: nie
                                                    widzimy calosc
                                                    > i obrazu, ale pragnac ulozyc jakis obraz z rozsypanych puzzli, z
                                                    niemal nieskon
                                                    > czonego ich zbioru wybieramy te, ktore nam pasuja do jakiegos
                                                    mniejszego obrazk
                                                    > a. a to wszystko po to, by zorganizowac chaos informacyjny jakim
                                                    jest zycie i j
                                                    > akim sami jestesmy.

                                                    No nie wiem - od tego to sa rozne automatyzmy - schematy, skrypty,
                                                    stereotypy, uprzedzenia. Pierwsza reakcja 'lubie-nie lubie' i to,
                                                    co do niej dopasowujemy.

                                                    > kiedys myslalam ze oznaka inteligencji jest dopuszczanie do
                                                    siebie jak najwieks
                                                    > zej ilosci info. potem przeczytalam podrecznik zapomnialam- kogo,
                                                    wstep do filo
                                                    > zofii, w ktorym' inteligentym ' zostalo nazwane ograniczenie,
                                                    filtrowanie dopl
                                                    > ywajacych danych.

                                                    Ale zawsze nam dziala jakis filtr - pamietamy i zauwazamy to, co
                                                    jest dla nas interesujace, czy/li w jakis sposob wazne. Nie ma sie
                                                    co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac wszystko.
                                                    Zreszta - po paru dniach a moze godzinach takiego chloniecia
                                                    rozpukla by ci sie glowka.

                                                    > a poza wszystkim, na tym wlasnie polegaloby moje wymarzone zycie:
                                                    na zastanawia
                                                    > ni
                                                  • szarylemur repete 09.05.08, 04:03
                                                    aj, napisalam jakies trzy kilo bzdurek, i juz nie mi sie dzis strzepic jezyka :)
                                                    zamiast male co nieco
                                                    www.youtube.com/watch?v=v2QaMJj9-tw
                                                    :)
                                                  • szarylemur nastepny 10.05.08, 05:33
                                                    'Kazdy sobie sam wybiera wiare, wiec lepiej wybrac taka, ktora ulatwia, nie utrudnia.'
                                                    no, niby tak. ale wlasciwie takie ujecie tematu prowadzi juz do czegos w stylu oportunistycznego przymykania oczu na absurd, a z tym srednio mi po drodze, przynajmniej swiadomie...
                                                    ---
                                                    'jestem teraz kims osobnym, soba. '
                                                    okej, skoro tak twierdzisz, to pewnie fajniej niz byc korelatem czy tez synergia przeszlych wplywow...

                                                    a teraz takie poslednie nawiazanie do tematu rodzicow: czemu wlasciwie nie chcesz miec dzieci? nie musisz odp, wiesz o tym pewno.
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    no, dobrze, bunt fasadowy jest obecnie trudniejszy. ale czy w tym fasadowym buncie nie chodzilo o to, by krzyknac: ' patrzcie, jestem inna, mysle inaczej niz wy, mam inne idealy" - zwrocic uwage ubiorem na to, co ma sie do powiedzenia?
                                                    i tak jak stroj jakikolwiek jest teraz latwiej/ powszechniej niz kiedys akceptowany, tak i kategoria prawd prawdziwych sie rozszerzyla. moze nie jest juz tak latwo byc bohaterem romantycznym ' umierajacym' za agrafki w uszach, bo nawet i to byloby akceptowalne jako wyraz odmiennej, subiektywnej filozofii zyciowej; ale
                                                    ...coz w tym wlasciwie takiego strasznego???
                                                    czyzby zostala odebrana mlodym ( i nie tylko) mozliwosc zaspokojenia potrzeby braku akceptacji? czy cos takiego istnieje?
                                                    ---
                                                    kinder subkultury
                                                    nie, ci bardziej offowi ubiora sie w to co im sie podoba, kreatywnie skomponuja stroj i poglady. zawsze i wszedzie, imo.
                                                    ---
                                                    zyletkami tnie sie subkultura emo. moze dlatego, ze przeczytala ze tak sie robi jak sie jest emo, i ze tak robic trzeba, aby emo byc? ;)
                                                    coz, widze nisze dla producentow zyletek ;]
                                                    powaznie: yhm, poza emolatkami, to moze swiadczyc o potrzebie przekraczania granic akceptowalnosci. a granica sie przesunela z ubioru na cialo.
                                                    ---
                                                    solaris vs starcy
                                                    'O co zaklad, ze ona kiedy stanie sie stara i niedolezna nie bedzie odpowiedzialna i nie dokona autoeksterminacji. '
                                                    o nic. ona sama napisala ze nie jest w stanie podjac takiej decyzji, ze duzo zalezaloby od emocji i np jej stosunku do konkretnej grupy na rzecz ktorej mialaby sie poswiecic.
                                                    ---
                                                    'mozemy sie pobawic w mrowcza perspektywe, ale po co? Przeciez od razu dojdziemy do pomyslow typu zabicie nieuleczalnych pacjentow szpitali psychiatrycznych, hospicjow i oddzialow geriatrycznych. Samo myslenie o tym dla zabawy wydaje mi sie obrzydliwe.'
                                                    solaris tez sie zawstydzila swoimi pomyslami... i przestala je rozwijac, a mimo to z nich nie zrezygnowala.
                                                    to nie myslenie jest obrzydliwe, ale jego brak, lub polowicznosc, niechlujnosc,.krotkodystansowosc, imo.
                                                    ---
                                                    'Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna uniknac, jesli panstwo dziala z glowa.'
                                                    raczej, jesli panstwo jest wyizolowanym mocarstwem jednoznacznie stojacym ponad wplywami innych panstw... znasz takie obecnie?
                                                    ---
                                                    'Sek w tym, ze nie samym chlebem z zasobami czlowiek zyje. I o tym uduchowiona ciocia zapomina jakos. Dziwne.'
                                                    ja natomiast jakos nie moge zapomniec o afryczatkach tyle juz razy wzmiankowanych, jak jaks zmora powracajacych. pomysl, gdybysmy przeznaczyli fundusze jakie wydatkujemy na podtrzymywanie zycia ludzi - roslin, na edukacje i rozwoj srodowiska afryczatek, czy nie byloby moze lepiej ...
                                                    ale oczywiscie, nie zgodzilabym sie podejmowac decyzji o tym, czyje zycie jest wazniejsze...
                                                    o to chyba chodzi w calym dylemacie ' piwnicznym'
                                                    ---
                                                    'Jesliby przyjac pomysly s. za dobra monete, nalezaloby wyeliminowac caly gatunek ludzki - tak by bylo najzdrowiej dla planety, ktora by
                                                    odetchnela z ulga i w ciaglu stulecia zagospodarowalaby skwapliwie resztki po naszym istnieniu.'
                                                    ano
                                                    ---
                                                    patapon
                                                    fajna grafika, ale denerwujace dzwieki
                                                    moj flatmejt ma to na psp
                                                    ---
                                                    'Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno ci zrozumiec i zlapac wlasna tozsamosc.'
                                                    znaczy: takie, ze cos ze mna nie tak?
                                                    ymmm, to bylo jeszcze zanim ojciec zaczal mnie wyzywac ( w sumie na powazniej zaczal dopiero gdy umarla jego glowna ofiara - moja matka/ czyli dosc pozno). ja chcialam tam znalezc opis i kwalifikacje calej tej sytuacji.i siebie w niej. ale - racja - sprzeczne ' dyrektywy moralne' ze stron rodzicow na pewno nie przysluzyly sie do budowy silnej tozsamosci we mnie.
                                                    ---
                                                    mistrzowie
                                                    'Nie znam ich za dobrze, chociaz meskaika nie znosze od lat, ale to imo da sie wyczuc w tym, co i jak pisza. Dosc latwo.'
                                                    ciekawe... ze chyba wiecej osob tego nie wyczuwa niz wyczuwa... dlaczego?
                                                    a moze ludzie garna sie do swietlistych prostych sciezek, troszke stromych, ale okolonych ladnymi szlaczkami?
                                                    ale czemu nie garna sie do shangri.li np , a do solaris sie garna?
                                                    ---
                                                    'Mam mistrzow w nosie :)'
                                                    hmm, nie bardzo ci wierze. albo moze znow dzieli nas skojarzenie: ja nie mowie o tym, zeby uczepic sie mistrza sukienki, ale o tym, zeby wyprobowac jego/ jej pomysly.
                                                    nie masz w nosie ani psychoterapii metoda kogos- tam, ani wilbera, ani estes, jak mi sie zdaje...
                                                    ---
                                                    buddystyczne odrzucenie pragnienia jako zrodla cierpien
                                                    'Dziecko by tego nie potrafilo. To jest dazenie doroslego.'
                                                    racja. ale co to zmienia w temacie? nie sadzisz ze taka wlasnie moze byc geneza stosunku do pragnien w b.?
                                                    taka proba zmanipulowania siebie, przechytrzenia zycia? pragnienie pozbycia sie pragnien... czy to jest ' oswiecone'?
                                                    ---
                                                    ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu'
                                                    'A jakie to ma znaczenie?'
                                                    hmm, interesuje mnie, ma wiec dla mnie znaczenie. odp na to pyt sprawilaby mi przyjemnosc i prowadzila do dalszych pytan, na ktore moj umysl mialby chec sobie mozdzyc i delektowac sie odkryciami :)
                                                    ---
                                                    'zawsze nam dziala jakis filtr - pamietamy i zauwazamy to, co jest dla nas interesujace, czy/li w jakis sposob wazne. '
                                                    ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy sie jako wazne postrzegac. to wielka roznica! mozemy cwiczyc widzenia swiata przez inny filtr, mozemy ewoluowac, zmieniac sie= widziec inny swiat.
                                                    'Nie ma sie co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac wszystko.
                                                    nie ludze sie, ze mozna takie wchlanianie rozszerzac w nieskonczonosc. ale podoba mi sie pomysl, aby jednak poszerzac horyzonty.
                                                    'Zreszta - po paru dniach a moze godzinach takiego chloniecia rozpukla by ci sie glowka.'
                                                    skoro nie mozna, to po co ta zlosliwosc?

                                                    podobal ci sie filmik?
                                                    mi bardzo :)
                                                    pozdrawiam :)))


                                                  • bene_gesserit Re: nastepny 11.05.08, 03:09
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [wybor wiary]
                                                    > no, niby tak. ale wlasciwie takie ujecie tematu prowadzi juz do
                                                    czegos w stylu
                                                    > oportunistycznego przymykania oczu na absurd, a z tym srednio mi
                                                    po drodze, pr
                                                    > zynajmniej swiadomie...

                                                    Na jaki absurd, bo nie rozumiem?

                                                    > 'jestem teraz kims osobnym, soba. '
                                                    > okej, skoro tak twierdzisz, to pewnie fajniej niz byc korelatem
                                                    czy tez synergi
                                                    > a przeszlych wplywow...

                                                    O, bez watpienia.
                                                    Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie pochodza
                                                    od moich rodzicow.

                                                    > a teraz takie poslednie nawiazanie do tematu rodzicow: czemu
                                                    wlasciwie nie chce
                                                    > sz miec dzieci? nie musisz odp, wiesz o tym pewno.

                                                    Bo nie czuje sie na silach wychowywac nikogo, skoro jeszcze siebie
                                                    nie wychowalam. Z jednej strony trudno mi uwierzyc, ile mnie omija,
                                                    z drugiej - naprawde nie zamierzam mnozyc cierpienia.

                                                    > bunt
                                                    > no, dobrze, bunt fasadowy jest obecnie trudniejszy. ale czy w tym
                                                    fasadowym bun
                                                    > cie nie chodzilo o to, by krzyknac: ' patrzcie, jestem inna,
                                                    mysle inaczej niz
                                                    > wy, mam inne idealy" - zwrocic uwage ubiorem na to, co ma sie do
                                                    powiedzenia?
                                                    > i tak jak stroj jakikolwiek jest teraz latwiej/ powszechniej niz
                                                    kiedys akcepto
                                                    > wany,

                                                    To nawet nie o to chodzi, ze latwiej.
                                                    Kiedys poklocilam sie z ta moja przyjaciolka od Rainbow, bo ona
                                                    wlasnie przezywala spozniona kontestacje. Dumna z tego, ze jest
                                                    taka inna, rowniez ubiorem. Ona byla doskonale taka sama imo jak
                                                    jej liczni offowi znajomi.

                                                    Ale w tamtych niewinnych czasach i tak oni sie roznili miedzy soba
                                                    bardziej niz teraz emo od siebie nawzajem. Oni sie zaopatruja w
                                                    jednej-dwoch sieciach, sa o cale niebo bardziej ubraniowo
                                                    homogeniczni.

                                                    moze nie jest juz tak
                                                    > latwo byc bohaterem romantycznym ' umierajacym' za agrafki w
                                                    uszach, bo nawet i
                                                    > to byloby akceptowalne jako wyraz odmiennej, subiektywnej
                                                    filozofii zyciowej;

                                                    Hehe. Temu pokoleniu bylo dane przezyc cos takiego z powodu
                                                    szalonych pomyslow ministra G. Reklamowal jego akcje 'zero
                                                    tolerancji' (swoja droga, swiatly tytul) filmik z fajnie i
                                                    pomyslowo ubranymi dzieciakami, przed ktorymi zatrzaskuje sie
                                                    szkolna brama. Jak sie pewnie domyslasz, nikt nie kupil tej akcji.
                                                    Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke, zeby
                                                    jutro do mnie przyszla'.

                                                    > ale
                                                    > ...coz w tym wlasciwie takiego strasznego???
                                                    > czyzby zostala odebrana mlodym ( i nie tylko) mozliwosc
                                                    zaspokojenia potrzeby b
                                                    > raku akceptacji? czy cos takiego istnieje?

                                                    Raczej nie sadze :)
                                                    Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez
                                                    tego trudno sie od nich oddzielic i wyodrebnic.

                                                    > powaznie: yhm, poza emolatkami, to moze swiadczyc o potrzebie
                                                    przekraczania gra
                                                    > nic akceptowalnosci. a granica sie przesunela z ubioru na cialo.

                                                    Dokladnie o tym pisalam. Ciuchy niespecjalnie kogokolwiek
                                                    przekonuja, ciecie jest 'tylko twoje'.

                                                    > solaris vs starcy
                                                    > o nic. ona sama napisala ze nie jest w stanie podjac takiej
                                                    decyzji, ze duzo za
                                                    > lezaloby od emocji i np jej stosunku do konkretnej grupy na rzecz
                                                    ktorej mialab
                                                    > y sie poswiecic.

                                                    Hehehe.

                                                    > solaris tez sie zawstydzila swoimi pomyslami... i przestala je
                                                    rozwijac, a mimo
                                                    > to z nich nie zrezygnowala.
                                                    > to nie myslenie jest obrzydliwe, ale jego brak, lub polowicznosc,
                                                    niechlujnosc,
                                                    > .krotkodystansowosc, imo.

                                                    A jednak. Brniecie w takie pomysly oswaja je. Co mialoby dobrego
                                                    wyniknac z fantazjowania nt niektorych pomyslow faszystow?

                                                    > 'Kiedy przyklad nazistow pokazuje, ze zamieszania mozna uniknac,
                                                    jesli panstwo
                                                    > dziala z glowa.'
                                                    > raczej, jesli panstwo jest wyizolowanym mocarstwem jednoznacznie
                                                    stojacym pona
                                                    > d wplywami innych panstw... znasz takie obecnie?

                                                    Chiny - tam realizuje sie pomysly godne dyskusji o jalmuznie. Np
                                                    przerabiajac wiezniow politycznych na banki organow, zabijajac
                                                    masowo zenskie plody, dokonujac niedozwolonych badan genetycznych
                                                    godnych dr Mengele. Itd.

                                                    > ja natomiast jakos nie moge zapomniec o afryczatkach

                                                    No to zadzialaj w jakiejs akcji adopcji 'na odleglosc'.

                                                    > ale oczywiscie, nie zgodzilabym sie podejmowac decyzji o tym,
                                                    czyje zycie jest
                                                    > wazniejsze...
                                                    > o to chyba chodzi w calym dylemacie ' piwnicznym'.

                                                    W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas
                                                    czeka jednak. Nawet, jesli to na mur-beton, jesli zaplanowane i
                                                    jest u Boga w grafiku.

                                                    ...
                                                    > 'Jak dostawalas takie sygaly od rodzicow, nic dziwnego, ze trudno
                                                    ci zrozumiec
                                                    > i zlapac wlasna tozsamosc.'
                                                    > znaczy: takie, ze cos ze mna nie tak?

                                                    To znaczy zmienne i rozne. Ze jestes i dnem i kochana coreczka
                                                    jednoczesnie.

                                                    ...
                                                    > mistrzowie

                                                    > ciekawe... ze chyba wiecej osob tego nie wyczuwa niz wyczuwa...
                                                    dlaczego?
                                                    > a moze ludzie garna sie do swietlistych prostych sciezek, troszke
                                                    stromych, ale
                                                    > okolonych ladnymi szlaczkami?
                                                    > ale czemu nie garna sie do shangri.li np , a do solaris sie garna?

                                                    Nie wiem, musialabym poczytac obie, ale _naprawde_ nie mam na to
                                                    ochoty.

                                                    > 'Mam mistrzow w nosie :)'
                                                    > hmm, nie bardzo ci wierze. albo moze znow dzieli nas skojarzenie:
                                                    ja nie mowie
                                                    > o tym, zeby uczepic sie mistrza sukienki, ale o tym, zeby
                                                    wyprobowac jego/ jej
                                                    > pomysly.
                                                    > nie masz w nosie ani psychoterapii metoda kogos- tam, ani
                                                    wilbera, ani estes, j
                                                    > ak mi sie zdaje...

                                                    (Estes nie jest od psychoterapii)
                                                    Moge uznac czyjas solidna wiedze w dziedzinie chirurgii czy
                                                    hodowania marchewki albo psychologii transpersonalnej. Ale jesli
                                                    chodzi o cos tak ulotnego, subiektywnego i olbrzymiego jak 'bycie
                                                    mistrzem zycia' - to dziekuje, postoje. Jeszcze raz: od mnostwa
                                                    ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z tego powodu
                                                    traktowac jak guru.

                                                    > buddystyczne odrzucenie pragnienia jako zrodla cierpien
                                                    > 'Dziecko by tego nie potrafilo. To jest dazenie doroslego.'
                                                    > racja. ale co to zmienia w temacie? nie sadzisz ze taka wlasnie
                                                    moze byc geneza
                                                    > stosunku do pragnien w b.?
                                                    > taka proba zmanipulowania siebie, przechytrzenia zycia?
                                                    pragnienie pozbycia sie
                                                    > pragnien... czy to jest ' oswiecone'?

                                                    Nie mam pojecia, jak to wyglada od srodka, ale tak na moj prosty
                                                    umysl, kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem
                                                    na tasme pozbywasz sie potrzeby nie posiadania potrzeby....
                                                    Banieczka peka - i byc moze wchodzi sie w stan, w ktorym posiadanie
                                                    potrzeby niczym sie nie rozni od jej posiadania.

                                                    Ale nie wiem, pewnie niemozliwie trywializuje ultragleboka duchowa
                                                    tradycje b.

                                                    > ' postprodukcyjne dodawanie, nadpisywanie sensu'
                                                    > 'A jakie to ma znaczenie?'
                                                    > hmm, interesuje mnie, ma wiec dla mnie znaczenie.

                                                    Jakie znaczenie maja odpowiedzi na pytania, na ktore nie mozemy
                                                    zdobyc odpowiedzi?

                                                    [pamietamy i zauwazamy to, co wazne]
                                                    > ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy
                                                    sie jako wazne
                                                    > postrzegac. to wielka roznica!

                                                    Wytlumacz prosze, na czym polega w tym przypadku.

                                                    mozemy cwiczyc widzenia swiata przez inny filtr,
                                                    > mozemy ewoluowac, zmieniac sie= widziec inny swiat.

                                                    Pamiec dlugotrwala dziala tak, ze mamy w niej dostep do tego, co
                                                    zostalo zapamietane w stanie pobudzenia ukladu limbicznego, ktory
                                                    odpowiada za emocje. Czyli jesli czemus towarzyszy pobudzenie
                                                    (obojetnie od znaku + - ) to siedzi nam ono w glowie.

                                                    Oczywiscie - mozemy tropic automatyzmy, utrzymywac czujnosc nt
                                                    stereotypow, skryptow, uprzedzen, prymatu afektu nad poznaniem itd.
                                                    Ale imo we wspolczesnej rzeczywistosci byloby to tylez meczace, co
                                                    nieefektywne.

                                                    > 'Nie ma sie co łudzić, ze jakby sie skupic, moznaby chlonac
                                                    wszystko.
                                                    > nie ludze sie, ze mozna takie wchlanianie rozszerzac w
                                                    nieskonczonosc. ale podo
                                                    > ba mi sie pomysl, aby jednak poszerzac horyzonty.

                                                    To jest
                                                  • szarylemur potrzeba wyzbycia sie potrzeb 11.05.08, 05:49
                                                    absurd wiary
                                                    no, troche jakbys sobie rozrysowala wedle wlasnego widzimisie mape, a potem upierala sie ze taka mapa pomoze ci dotrzec do realnego celu...
                                                    ---
                                                    'Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie pochodza od moich rodzicow.'
                                                    smiem watpic. i to mocno
                                                    ---
                                                    'Bo nie czuje sie na silach wychowywac nikogo, skoro jeszcze siebie nie wychowalam.'
                                                    o, to dokladnie jak ja!
                                                    dlatego podoba mi sie ta odp ;] ( ironia)
                                                    perfekcjonizm???
                                                    ---
                                                    o buncie mlodych
                                                    hmm, nie wiem, moze te rozwazania to takie gderanie starych ciotek w stylu ' bo jak ja bylam mloda, to bunt byl prawdziwy, jak i rogale bardziej zakrecone'
                                                    tobie te emo moga wydawac sie jedna homogeniczna masa. ale czy taka masa hipisow czy punkow sprzed 10, 15 lat, postronnym, podstarzalym obserwatorom rowniez nie wydawala sie jednolita? coz z tego,czy ciuchy kupione sa w markecie czy wygrzebane na strychu i skomponowane odpowiednio? moda subkultur zawsze obowiazywala ich czlonkow, a juz w szczegolnosci - neofitow, kinderadeptow.
                                                    'Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke, zeby jutro do mnie przyszla'.
                                                    wiec jednak...
                                                    'Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez tego trudno sie od nich oddzielic i wyodrebnic."
                                                    na pewno. ale przeciez te granice nadal istnieja, tylko juz nieco dalej przesuniete, niekoniecznie jednak az wprost do ciala.
                                                    ---
                                                    skrajny utylitaryzm
                                                    'Brniecie w takie pomysly oswaja je. '
                                                    znaczy: pewne sfery niech jednak pozostana tabu? od niektorych mysli lepiej uciekac z krzykiem, wstydliwie odwracac wzrok, nie otwierac niektorych drzwi, czy tez puszek w myslach...?
                                                    ja mysle, ze warto myslec rowniez na ' niebezpieczne' tematy. nie poprzestawac na ' genialnych ' eurekach, prostych domowych pomyslach na zbawienie swiata, lecz probowac stworzyc model mozliwego rozwoju sytuacji. nawiazujac do 'wiezy denetta ' - lepiej wspiac sie na wyzszy jej poziom, gdzie nasze teorie umra za nas, zanim my umrzemy hurraoptymistycznie wprowadzajac je w zycie bez glebszej analizy. w wyniku naszej symulacji moze sie okazac ze nowy wspanialy swiat nie bedzie wcale az taki wspanialy, a moze - takze - okazac sie, ze nie taki diabel straszny jak go maluja.
                                                    ---
                                                    a wlasnie:
                                                    snilo mi sie ze szatan sie we mnie zaduzyl, zauroczyl wielce. mial buty o skosnych noskach, takie cizemki. i spodnie w krate rudobrazowa. byl dandysem chyba ;)
                                                    interesujacy sen:]
                                                    ---
                                                    chiny
                                                    dlaczego chinczycy sie nie buntuja? a moze sie buntuja?
                                                    ---
                                                    'W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas czeka jednak. ' yyy???
                                                    ze o co chodzi?
                                                    jak kichniesz to zabija wszystkich, a moze spadnie w miedzyczasie bomba i zabije innych wszystkich, tak mniej wiecej? no, tak... ale na ogol swoje dzialania opieramy na logicznym przewidywaniu opartym na jakims rachunku prawdopodobienstwa. w zasadzie i ' w piwnicy' tak powinnismy zadzialac, ale w wiekszosci nie zadzialamy, gdyz przeciwstawia sie temu ...? instynkt zycia? moralnosc? ... nagly przyplyw wiary w cuda? co wlasciwie?
                                                    ---
                                                    '(Estes nie jest od psychoterapii)'
                                                    przeciez nie pisze, ze jest...
                                                    'od mnostwa ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z tego powodu traktowac jak guru.'
                                                    ale jest chyba spore pole manewru miedzy ' traktowaniem kogos jako guru' a 'gwizdaniem na mistrzow'?
                                                    ---
                                                    'kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem na tasme pozbywasz sie potrzeby nie posiadania potrzeby....' bo potrzeby sa zle, sa zrodlem cierpienia i jedynym sposobem jest pozbycie sie ich? ( aha, a czym motywujesz to pozbywanie sie potrzeb? moze potrzeba braku cierpienia? potrzeba rozwoju duchowego? potrzeba wyzwolenia z cyklu wcielen?)

                                                    potrzebne ;) byloby cos w stylu uswiadomienia sobie beznadziejnosci pogoni za kroliczkiem, aby zamiast zepchniecia w glab, zamrozenia potrzeb, uwalniac sie od nich. to samo ze smutkiem. no i swietnie
                                                    ale nadal nie wiem, po czym, wg ciebie, znac, ze msqaik nie wie o czym mowi, kiedy neguje zasadnosc przezywania smutku czy bolu? dlaczego uwazasz, ze on nie moze posiadac madrosci mistrzow zen ' na wlasnosc'?
                                                    ---
                                                    'Jakie znaczenie maja odpowiedzi na pytania, na ktore nie mozemy zdobyc odpowiedzi?' znaczenie subiektywnie rekreatywne, np. podnosze pileczke. akurat ta przyciaga moja uwage.
                                                    ---
                                                    'ale zauwazamy nie tyle to co dla nas wazne, a to co nauczylismy sie jako wazne postrzegac. to wielka roznica!'
                                                    Wytlumacz prosze, na czym polega w tym przypadku.'
                                                    ymm, przypuscmy ze a lazi i zawodzi, ze swiat jest taki paskudny. jest w nim tyle zla i niebezpieczenstw.
                                                    na to przybiega rozpromienione b i szczebiocze ; jaki ten swiat jest piekny, tyle cudnosci w nim sie zdarza ciagle, same radosci'
                                                    jesli a i b uswiadomia sobie ograniczonosc, narzucona wybiorczosc swojej percepcji swiata, otworza sie na dostrzeganie w nim jakosci ktore wczesniej zostaly odrzucane przez nalozony filtr. byc moze b nie bedzie wcale zadowolone z utraty swojej ' naturalnej' perspektywy, ale a - pewnie tak.
                                                    ---
                                                    'Oczywiscie - mozemy tropic automatyzmy, utrzymywac czujnosc nt stereotypow, skryptow, uprzedzen, prymatu afektu nad poznaniem itd.
                                                    Ale imo we wspolczesnej rzeczywistosci byloby to tylez meczace, co nieefektywne. '
                                                    1.dlaczego nieefektywne? to mnie interesuje szczegolnie.
                                                    2.tj: lepszym rozwiazaniem jest puscic cugle i po prostu byc?
                                                    a jak ma sie to do bycia ' osobna soba"

                                                    chociaz, pewnie na te pytania odp nie uwidze ;p

                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb I 11.05.08, 19:06
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > absurd wiary
                                                    > no, troche jakbys sobie rozrysowala wedle wlasnego widzimisie
                                                    mape, a potem upi
                                                    > erala sie ze taka mapa pomoze ci dotrzec do realnego celu...

                                                    Jesli ja wybieram wiare, to dlaczego nie mialabym wybrac takiej,
                                                    ktora jest najmojsza? Albo w jakim celu mialabym wybrac wiare,
                                                    ktora mi kompletnie pod zadnym wzgledem nie pasuje?

                                                    > 'Jestem teraz korelatem terazniejszych wplywow, ktore nie
                                                    pochodza od moich rod
                                                    > zicow.'
                                                    > smiem watpic. i to mocno

                                                    Hehe, oczywiscie ze nie tylko. Pamietam przeciez dobrze to, co sie
                                                    dzialo na moim i innych ustawieniach. Ale w duzym stopniu jest tak,
                                                    jak napisalam.

                                                    > ---
                                                    [niewychowanie]
                                                    > o, to dokladnie jak ja!
                                                    > dlatego podoba mi sie ta odp ;] ( ironia)
                                                    > perfekcjonizm???

                                                    Odpowiedzialnosc.

                                                    > o buncie mlodych
                                                    > hmm, nie wiem, moze te rozwazania to takie gderanie starych
                                                    ciotek w stylu ' bo
                                                    > jak ja bylam mloda, to bunt byl prawdziwy, jak i rogale bardziej
                                                    zakrecone'
                                                    > tobie te emo moga wydawac sie jedna homogeniczna masa. ale czy
                                                    taka masa hipiso
                                                    > w czy punkow sprzed 10, 15 lat, postronnym, podstarzalym
                                                    obserwatorom rowniez n
                                                    > ie wydawala sie jednolita?

                                                    Tamten bunt byl spotnaniczny, sterowany oddolnie, przynajmniej w
                                                    duzej swojej czesci. Ten mozna kupowac na kilogramy, on jest caly
                                                    na sprzedaz.
                                                    To nie jest gderanie dzieciaka, ktory sie wpychal pokatnie na
                                                    punkowe koncerty. Imo w ciagu ostatnich 20 lat zaszla w relacji
                                                    mlodziez - rynek zmiana, ktora polega na tym, ze rynek jednoczesnie
                                                    karmi sie tym, co sie dzieje z mlodymi, ale potem to przezuwa i
                                                    sprzedaje. Za moich czasow tak nie bylo. W Polsce nawet przemysl
                                                    muzyczny byl od tego wolny.

                                                    > 'Noi ciagle za niebieskie wlosy mozna uslyszec 'popros matke,
                                                    zeby jutro do mni
                                                    > e przyszla'.
                                                    > wiec jednak...

                                                    Jednak teraz nauczyciel moze uslyszec od matki 'przeciez sama mu te
                                                    wlosy farbowalam'.

                                                    > 'Chodzi o przekraczenie wyznaczonych przez rodzicow granic - bez
                                                    tego trudno si
                                                    > e od nich oddzielic i wyodrebnic."
                                                    > na pewno. ale przeciez te granice nadal istnieja, tylko juz nieco
                                                    dalej przesun
                                                    > iete, niekoniecznie jednak az wprost do ciala.

                                                    No tak, ale chodzi o to, zeby samemu wyczuc rozne rzeczy. Sa
                                                    zreszta tacy, ktorzy rowniez te dalsze - czyli reguly spoleczne -
                                                    przkraczaja - rabuja, gwalca i zabiaja.

                                                    > skrajny utylitaryzm
                                                    > 'Brniecie w takie pomysly oswaja je. '
                                                    > znaczy: pewne sfery niech jednak pozostana tabu? od niektorych
                                                    mysli lepiej uci
                                                    > ekac z krzykiem, wstydliwie odwracac wzrok, nie otwierac
                                                    niektorych drzwi, czy
                                                    > tez puszek w myslach...?

                                                    Niby tak, niby nie.
                                                    Nie trzeba konstruowac calego swiata, opartego na energii czerpanej
                                                    z cial zamordowanych starcow (na przyklad), zeby wiedziec, ze
                                                    bedzie on bestialski i podly. Itd

                                                    > a wlasnie:
                                                    > snilo mi sie ze szatan sie we mnie zaduzyl, zauroczyl wielce.
                                                    mial buty o skosn
                                                    > ych noskach, takie cizemki. i spodnie w krate rudobrazowa. byl
                                                    dandysem chyba ;
                                                    > )
                                                    > interesujacy sen:]

                                                    Szatany i demony to czesto emanacje cienia. Moze cien cie
                                                    kokietowal?

                                                    > ---
                                                    > chiny
                                                    > dlaczego chinczycy sie nie buntuja? a moze sie buntuja?

                                                    en.wikipedia.org/wiki/Image:Tianasquare.jpg
                                                    Pamiec o ofiarach z Placu Niebianskiego Spokoju jest w Chinach
                                                    niemal nieobecna, bo media (lacznie z Internetem) sa kontrolowane
                                                    przez rzad.

                                                    To jest bardzo zlozony temat.
                                                    Ale imo Chiny sa teraz w najbardziej neiciekawym punkcie swojej
                                                    historii - z jednej strony toalitaryzm, ktory jest osobliwa
                                                    mieszanka feudalizmu i wypaczonego komunizmu, z drugiej -
                                                    drapiezny, pozbawiony emocji i skrupolow kapitalizm, w ktorym
                                                    wszystko jest na sprzedaz.

                                                    A ze cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni, to:
                                                    tinyurl.com/363kfg

                                                    > 'W dylemacie piwnicznym chodzi o to, ze nigdy nie wiadomo, co nas
                                                    czeka jednak.
                                                    > ' yyy???
                                                    > ze o co chodzi?
                                                    > jak kichniesz to zabija wszystkich, a moze spadnie w miedzyczasie
                                                    bomba i zabij
                                                    > e innych wszystkich, tak mniej wiecej? no, tak... ale na ogol
                                                    swoje dzialania
                                                    > opieramy na logicznym przewidywaniu opartym na jakims rachunku
                                                    prawdopodobienst
                                                    > wa. w zasadzie i ' w piwnicy' tak powinnismy zadzialac, ale w
                                                    wiekszosci nie za
                                                    > dzialamy, gdyz przeciwstawia sie temu ...? instynkt zycia?
                                                    moralnosc? ... nagly
                                                    > przyplyw wiary w cuda? co wlasciwie?

                                                    Wiara, ze jakos sie uda.

                                                    > 'od mnostwa ludzi czerpie inspiracje, ale nie zamierzam ich z
                                                    tego powodu trakt
                                                    > owac jak guru.'
                                                    > ale jest chyba spore pole manewru miedzy ' traktowaniem kogos
                                                    jako guru' a 'gwi
                                                    > zdaniem na mistrzow'?

                                                    No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo wiedza
                                                    o jego ulubionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela.

                                                    > 'kiedy pozbedziesz sie juz wszytkich potrzeb na koncu rzutem na
                                                    tasme pozbywasz
                                                    > sie potrzeby nie posiadania potrzeby....' bo potrzeby sa zle, sa
                                                    zrodlem cierp
                                                    > ienia i jedynym sposobem jest pozbycie sie ich? ( aha, a czym
                                                    motywujesz to poz
                                                    > bywanie sie potrzeb? moze potrzeba braku cierpienia? potrzeba
                                                    rozwoju duchoweg
                                                    > o? potrzeba wyzwolenia z cyklu wcielen?)

                                                    Nie jestem i nie bylam buddystka, to by sie trzeba do nich udac z
                                                    takim pytaniem. Sa od tego odpowiednie fora.

                                                    cdn, ale potem.
                                                  • szarylemur Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb I 12.05.08, 02:52
                                                    na poczatek wymowka:
                                                    cierpie
                                                    ja cierpie
                                                    przeziebienie ( ach, te roznice temperatur) trzyma sie ostrzej niz myslalam...
                                                    ---
                                                    wiara
                                                    och, nie chodzi o to, ze mniej absurdalna bylaby wiara mniej ci odpowiadajaca..., idzie o calosc wiary.
                                                    ale , moim zdaniem , wiara musi jakos pokrywac sie z realnoscia, inaczej bedzie nie wiecej niz ostra psychoza paranoidalna, chyba...
                                                    nie moze zatem czynic zycia praktycznie niemozliwym, ale poza tym drobnym ograniczeniem: hulaj dusza..., bo wiekszosc rzeczy da sie zinterpretowac na bardzo duza liczbe sposobow. i tylko tyle, nic wiecej.
                                                    ---
                                                    Odpowiedzialnosc jako radykalna ' metoda antykoncepcyjna'
                                                    tzn: chcialabys miec dziecko ale decydujesz sie go nie miec z powodu przekonania o wlasnej nieidealnosci rodzicielskiej? taki akt czystej altruistycznej milosci wobec idei dziecka? czy moze jednak niespecjalnie ci na byciu matka zalezy, a do tego jeszcze oceniasz sie jako ' niedorosla' do tej roli?
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'Tamten bunt byl spotnaniczny, sterowany oddolnie, przynajmniej w duzej swojej czesci. Ten mozna kupowac na kilogramy, on jest caly na sprzedaz. '
                                                    ale jaka roznice to robi tym, ktorzy czuja potrzebe buntu?

                                                    'Jednak teraz nauczyciel moze uslyszec od matki 'przeciez sama mu te wlosy farbowalam'.
                                                    to chyba zalezy od matki. choc pewnie obecnie matki sa bardziej tolerancyjne niz kiedys. ale wiesz co, ja to tak rozpatruje mniej wobec jakiejs tam bazy danych statystycznych, a bardziej odnoszac do siebie z okresu buntu... - mi granic jakichs szczegolnych, ciasnych nie stawiano.
                                                    nie wiem, czy moze chodzi ci o to, ze obecnie bunt jest traktowany jak moda, do takiego kalibru ' chorob' zaliczany, i stad licza sie glownie metki i gadzety...
                                                    ze nie ma nic glebiej?
                                                    jesli tak, to zalezy od osoby, od indywidualnego podejscia.
                                                    ja bym sie cieszyla z tolerancji. nie mialam nigdy nakretki na bycie wielkim punkiem wielkim hipisem wielkim rastamanem. draznila mnie - takze WTEDY - sztampowosc masy, bezgraniczne utozsamianie sie z jakas grupa. ja sobie tak po kawalku albo i rewolucyjnie odkrywalam co mnie cieszy co mnie zlosci w danej subkulturze, tak sobie lawirowalam placzac czasem nad tym, ze nigdzie nie czuje sie jak miedzy swoimi, ze wszedzie jestem nieco mniej lub bardziej obca. choc mialam akurat szczescie trafic w objecia ' zepsutej' lubelskiej smietanki, gdzie kazdy byl osobny - zamiast do jakiejs konkretnej subkultury
                                                    moze masz wiecej niz ja danych statystycznych na temat zjawiska buntu obecnie..., ja mysle, po prostu, ze na tym polega starzenie sie: mlodzi staja sie dziwni i niezrozumiali, nieautentyczni, glupi nawet, ich fascynacje sa' sztuczne' i 'sprowokowane', w przeciwienstwie do tych z naszej mlodosci, jakby wszystko co ' dobre i piekne' bylo i sie skonczylo juz ' za moich czasow'...
                                                    ---
                                                    ' niebezpieczne myslenie' albo myslenie o niebezpiecznych ideach
                                                    'Nie trzeba konstruowac calego swiata, opartego na energii czerpanej z cial zamordowanych starcow (na przyklad), zeby wiedziec, ze bedzie on bestialski i podly. Itd'
                                                    niby tak, niby nie ;)
                                                    moze dla ciebie nie trzeba, ale moze warto dla tych, ktorzy dali sie poniesc entuzjazmowi prostych pomyslow na upiekszenie mrowiska... moze im warto rozwinac watek...
                                                    ---
                                                    chiny
                                                    'cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni
                                                    hmm, olbrzymi rynek i inne grozne rzeczy, w koncu... jak to ruszyc zeby nie wybuchlo?...
                                                    ---
                                                    dylemat piwniczny
                                                    'Wiara, ze jakos sie uda.' wykrecasz sie, moim zdaniem
                                                    raczej zdasz sie na przypadek, liczac na to 0, 001 procenta szansy na cud, niz pojdziesz tropem logiki, prawdopodobienstwa, akurat chyba w tym przypadku. dlaczego?
                                                    dlaczego oburza cie poswiecenie zycia jednego czlowieka dla zycia powiedzmy innych pietnastu osob? szczegolnie w sytuacji, gdy brak poswiecenia tej jednej osoby z olbrzymim prawdopodobienstwem doprowadzi do smierci wszystkich szestnastu?
                                                    prosze, nie denerwuj sie, w miare mozliwosci. sprobuj odpowiedziec, dlaczego.
                                                    ---
                                                    'No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo wiedza o jego ulubionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela. '
                                                    i slusznie. nieslusznie i z nie znanych mi powodow natomiast, przypisujesz mi dzialanie odwrotne od twojego :)
                                                    ---
                                                    potrzeba braku potrzeb
                                                    'Nie jestem i nie bylam buddystka, to by sie trzeba do nich udac z takim pytaniem.'
                                                    yhm
                                                    ja sobie tylko dywaguje....
                                                    ale az sie usmiecham polgebkiem na mysl o tym, jakby mnie buddysci zjedli za proby podwazania ich aksjomatow ;]
                                                    a moze nie... moze by mnie oswiecilo?
                                                    wreszcie
                                                    ...
                                                  • bene_gesserit Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb I 13.05.08, 01:37
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > na poczatek wymowka:
                                                    > cierpie
                                                    > ja cierpie
                                                    > przeziebienie ( ach, te roznice temperatur) trzyma sie ostrzej
                                                    niz myslalam...

                                                    Syrop z bzu bialego, albo malinowy albo cokolwiek napotnego (np
                                                    dwie aspiryny i setka) i pod piec kocy. Jak sie spocisz, to
                                                    zaczniesz zdrowiec, cierpiąca. Tak sie konczy chodzenie bez
                                                    szaliczka.

                                                    > wiara
                                                    > och, nie chodzi o to, ze mniej absurdalna bylaby wiara mniej ci
                                                    odpowiadajaca..
                                                    > ., idzie o calosc wiary.
                                                    > ale , moim zdaniem , wiara musi jakos pokrywac sie z realnoscia,
                                                    inaczej bedzie
                                                    > nie wiecej niz ostra psychoza paranoidalna, chyba...

                                                    No to moze zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy
                                                    wierza, ze ich Bog zmienia chleb w swoje cialo, ktore oni co
                                                    tydzien zjadaja... Brzmi rozsadnie?

                                                    > nie moze zatem czynic zycia praktycznie niemozliwym, ale poza tym
                                                    drobnym ogran
                                                    > iczeniem: ...

                                                    Moze, alez moze. Ale wtedy, kiedy ta oderwana od zycia religia jest
                                                    wyznawana przez grupe tak liczna, ze jej zalozenia wrastaja w
                                                    kulture i kreuja normy spoleczne.

                                                    > Odpowiedzialnosc jako radykalna ' metoda antykoncepcyjna'
                                                    > tzn: chcialabys miec dziecko ale decydujesz sie go nie miec z
                                                    powodu przekonani
                                                    > a o wlasnej nieidealnosci rodzicielskiej?

                                                    Nie do konca jestem pewna, czy bym chciala, bo lubie swoj styl
                                                    zycia i nie wiem, czy bym polubila zmiane. Nie jestem pewna tez
                                                    swoich intencji co do ewentulanego dziecka (z wpadki) - tzn czy
                                                    umialabym je kochac madrze i nie traktowac jako przedluzenia siebie
                                                    albo swojej wlasnosci albo swojego automatu do bezwarunkowego
                                                    kochania mnie samej albo ubezpieczenia i darmowej opieki na starosc
                                                    itd. Nie chce mnozyc cierpienia.

                                                    > bunt
                                                    [bunt kupiony]
                                                    > ale jaka roznice to robi tym, ktorzy czuja potrzebe buntu?

                                                    Taki, ze ten z H&M to moda, a nie bunt. Ciuchy z sieci, postawa
                                                    wobec swiata z 'Dziewczyny' albo 'Brawo'. Ile w tym autentyzmu?

                                                    > to chyba zalezy od matki. choc pewnie obecnie matki sa bardziej
                                                    tolerancyjne ni
                                                    > z kiedys.

                                                    Raczej sa bardziej zmeczone i maja bardziej w dupie. Noi wiedza, ze
                                                    wyglad to podstawa sukcesu towarzyskiego, a od tego wiele zalezy.
                                                    Niech sie mlody przyucza.

                                                    > nie wiem, czy moze chodzi ci o to, ze obecnie bunt jest
                                                    traktowany jak moda, do
                                                    > takiego kalibru ' chorob' zaliczany, i stad licza sie glownie
                                                    metki i gadzety.
                                                    > ..
                                                    > ze nie ma nic glebiej?
                                                    > jesli tak, to zalezy od osoby, od indywidualnego podejscia.

                                                    Z pewnoscia.

                                                    > ja bym sie cieszyla z tolerancji. nie mialam nigdy nakretki na
                                                    bycie wielkim pu
                                                    > nkiem wielkim hipisem wielkim rastamanem. draznila mnie - takze
                                                    WTEDY - sztampo
                                                    > wosc masy, bezgraniczne utozsamianie sie z jakas grupa. ja sobie
                                                    tak po kawalku
                                                    > albo i rewolucyjnie odkrywalam co mnie cieszy co mnie zlosci w
                                                    danej subkultur
                                                    > ze, tak sobie lawirowalam placzac czasem nad tym, ze nigdzie nie
                                                    czuje sie jak
                                                    > miedzy swoimi, ze wszedzie jestem nieco mniej lub bardziej obca.
                                                    choc mialam a
                                                    > kurat szczescie trafic w objecia ' zepsutej' lubelskiej
                                                    smietanki, gdzie kazdy
                                                    > byl osobny - zamiast do jakiejs konkretnej subkultury
                                                    > moze masz wiecej niz ja danych statystycznych na temat zjawiska
                                                    buntu obecnie..

                                                    Tego buntu nie ma, naprawde. Pisalam ci juz o wynikach badan wsrod
                                                    dzieciakow - one chca tego, co ich starzy, tylko wiecej i lepiej.
                                                    Nie ma.

                                                    > ., ja mysle, po prostu, ze na tym polega starzenie sie: mlodzi
                                                    staja sie dziwni
                                                    > i niezrozumiali, nieautentyczni, glupi nawet, ich fascynacje sa'
                                                    sztuczne' i '
                                                    > sprowokowane', w przeciwienstwie do tych z naszej mlodosci, jakby
                                                    wszystko co '
                                                    > dobre i piekne' bylo i sie skonczylo juz ' za moich czasow'...

                                                    Bez watpienia.
                                                    Ale my tu jestesmy swiadkami przelomu, czego dobitnym potwiedzeniem
                                                    sa wyniki tych badan o braku buntu. To jest pierwsze pokolenie,
                                                    ktore nie pamieta nic a nic z szarych lat konca komuny i poczatku
                                                    pozal-sie-boze-kapitalizmu w Polsce. Ono naprawde jest kompletnie
                                                    inne od tego, co bylu tu wczesniej.

                                                    Probowano ich nazwac 'pokoleniem JPII', bo sie bardzo wszyscy
                                                    wzruszali, jak JP umarl. Byly jakies slubowania, teges-smeges. I
                                                    nic z tego nie wyniklo, nic sie nie zmienilo. Nie ma pokolenia. Ono
                                                    sie wyroznia tym, ze sie nie wyroznia i ze z calych sil jest
                                                    konformistyczne. Stad 'moda emo', a nie 'emo'.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > chiny
                                                    > 'cala Europa i USA siedza u Chin w kieszeni
                                                    > hmm, olbrzymi rynek i inne grozne rzeczy, w koncu... jak to
                                                    ruszyc zeby nie wy
                                                    > buchlo?...

                                                    Nie da sie, bo wszyscy sie boja tygrysa. Wystarczy popatrzec na
                                                    dyskusje o olimpiadzie w Chinach - bardzo jestem ciekawa, czy beda
                                                    jakies gesty solidarnosci z Tybetem. Nie zdziwie sie, jesli nie.

                                                    Noale Chiny czeka demograficzna bomba - za kilkadziesiat lat
                                                    wszystko moze sie zmienic.

                                                    > dylemat piwniczny
                                                    > 'Wiara, ze jakos sie uda.' wykrecasz sie, moim zdaniem
                                                    > raczej zdasz sie na przypadek, liczac na to 0, 001 procenta
                                                    szansy na cud, niz
                                                    > pojdziesz tropem logiki, prawdopodobienstwa, akurat chyba w tym
                                                    przypadku. dlac
                                                    > zego?

                                                    Bo jakos nie wyobrazam sobie siebie skrecajacej kark niemowleciu,
                                                    nawet w imie szczytnych celow.

                                                    > dlaczego oburza cie poswiecenie zycia jednego czlowieka dla zycia
                                                    powiedzmy inn
                                                    > ych pietnastu osob? szczegolnie w sytuacji, gdy brak poswiecenia
                                                    tej jednej oso
                                                    > by z olbrzymim prawdopodobienstwem doprowadzi do smierci
                                                    wszystkich szestnastu?

                                                    'Chcesz rozsmieszyc Boga? Opowiedz mu o swoich planach'.
                                                    Naprawde nie mamy wladzy nad przyszloscia. Zadnej.

                                                    ...
                                                    > 'No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem albo
                                                    wiedza o jego ulu
                                                    > bionej potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w
                                                    > takiej chwili' itd. Ja oddzielam czlowieka od jego dziela. '
                                                    > i slusznie. nieslusznie i z nie znanych mi powodow natomiast,
                                                    przypisujesz mi
                                                    > dzialanie odwrotne od twojego :)

                                                    He he he. No ciekawe w ktorym momencie ja ci cos przypisuje. Raczej
                                                    ty przypisujesz przypisywanie mi. Zaraz sie nadmę.

                                                    [budd]
                                                    > ja sobie tylko dywaguje....
                                                    > ale az sie usmiecham polgebkiem na mysl o tym, jakby mnie
                                                    buddysci zjedli za pr
                                                    > oby podwazania ich aksjomatow ;]
                                                    > a moze nie... moze by mnie oswiecilo?
                                                    > wreszcie

                                                    Najmadrzejszy czlowiek jakiego znam przez pare dobrych lat swojej
                                                    terapii zajmowal sie glownie odklejaniem buddyjskich nakladek na
                                                    swoj mozg. Wiec, hm, co do tego oswiecenia to zalezy w co sie
                                                    wierzy :)
                                                  • szarylemur bez szaliczka 13.05.08, 02:39
                                                    bez szaliczka?
                                                    raczej jazda na rowerze kiedy w samym tiszercie w cieniu jest za chlodno, a w polarze pocisz sie jak mysz, dajmy na to...
                                                    albo dlugie polowanie na uroczego malego kotka * a raczej kotke he he* o czwartej w nocy na dachu...

                                                    z malinowych rzeczy mam malinowy plyn pod prysznic, i kurcze, nieswiadomie wiedziona instynktem, wlasnie sie w nim wczoraj wypluskalam...
                                                    ---
                                                    wiara
                                                    "zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy wierza, ze ich Bog zmienia chleb w swoje cialo, ktore oni co tydzien zjadaja... Brzmi rozsadnie? '
                                                    ale tak doslownie?
                                                    jesli doslownie to jakies powidoki po kanibalistycznym karmieniu sie sila... chyba
                                                    przeciez chyba nikt tego doslownie nie bierze.
                                                  • bene_gesserit Re: bez szaliczka 14.05.08, 02:05
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > bez szaliczka?
                                                    > raczej jazda na rowerze kiedy w samym tiszercie w cieniu jest za
                                                    > chlodno, a w polarze pocisz sie jak mysz, dajmy na to...
                                                    > albo dlugie polowanie na uroczego malego kotka * a raczej kotke
                                                    > he he* o czwartej w nocy na dachu...

                                                    Albo oslabienie systemu immunologicznego stresem.

                                                    > z malinowych rzeczy mam malinowy plyn pod prysznic, i kurcze,
                                                    > nieswiadomie wiedziona instynktem, wlasnie sie w nim wczoraj
                                                    wypluskalam...

                                                    Nienie! Powinnas go wypic.

                                                    ;)

                                                    > wiara
                                                    > "zastanow sie nad chrzescijanstwem, ktorego wyznawcy wierza, ze
                                                    > ich Bog zmieniachleb w swoje cialo, ktore oni co tydzien
                                                    zjadaja... Brzmi rozsadnie? '
                                                    > ale tak doslownie?
                                                    > jesli doslownie to jakies powidoki po kanibalistycznym karmieniu
                                                    > sie sila... chyba
                                                    > przeciez chyba nikt tego doslownie nie bierze.

                                                    Nie kanibalistycznego. Zjadanie boga to nie to samo co zjadanie
                                                    czlowieka. I ja sie specjalnie o to dopytywalam - cud na mszy jest
                                                    cudem, nie symbolem cudu. To cialo boga. Religia naprawde nie musi
                                                    miec nic wspolnego ze zdrowym rozsadkiem. Jak wszystko inne
                                                    zreszta. Wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne.

                                                    > no, topra. ale teraz juz trudniej chyba, choc wciaz wielu czuje
                                                    sie totalnie zagubionych... ale teraz to
                                                    > sie nazywa sekta. tak jak i chrz kiedys. szukalam genealogii
                                                    slowa chrystianie, cos mi sie paleta po .
                                                    > glowie ze to byla pogradliwa nazwa dla nowej sekty, cos jak
                                                    kretyni, ale znalezc tego nie moge, wiec
                                                    > moze to urojenie. a moze znasz to i masz jakis namiar na info?

                                                    ‘Chrystian’ przegladarka wypluwa. Ale nic wiecej nie wiem. Noi to
                                                    nie musi być sekta, żeby było dziwnie. Może być kazda z panujących
                                                    oswojonych religii.

                                                    [dziecko]
                                                    > optymistycznie rzekne: nie sadze abys popelnila te grzechy jakby
                                                    co...
                                                    > mysle ze moglo by ci grozic raczej ciagle sprawdzanie sie, co
                                                    > zablokowaloby spontanicznosc, tak na zle, jak na dobre.

                                                    Mysle, ze mnie nie znasz, wiec ten.

                                                    ---
                                                    > yhm, niewiele zapewne. a kiedys tego nie bylo, tak? ale ja tez
                                                    czytalam bravo i dziewczyne, tyle ze
                                                    > jak przyszla pora buntu, to to poszlo w ... kat. chociaz nie, raz
                                                    zrobilismy sobie jam session z '
                                                    > napisz do tosi' i fsol... :)

                                                    Kiedys nie było mody na bunt, noi buntowanie się kosztowalo
                                                    psychicznie. Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych
                                                    na zakupy w mallu. I niebuntowanie moze kosztowac. Ergo - bunt moze
                                                    byc wynikiem konformizmu ('bede emo bo wszyscy sa emo'). A listy od
                                                    czytelniczek Brawo starszy brat jednej naszej znajomej śpiewał jako
                                                    punkowe teksty.

                                                    ---
                                                    >>'Tego buntu nie ma, naprawde. Pisalam ci juz o wynikach badan
                                                    wsrod dzieciakow - one chca tego,
                                                    >> co ich starzy, tylko wiecej i lepiej. Nie ma.'
                                                    >> znaczy, ze chyba sa szczesliwe te dzieciaki w swiecie takim jaki
                                                    jest. interesujace.

                                                    No. Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych. Ciekawe co
                                                    z tego wyjdzie. Imo nic ciekawego.

                                                    pokolenie 2000
                                                    >> Ono sie wyroznia tym, ze sie nie wyroznia i ze z calych sil jest
                                                    konformistyczne"
                                                    > jak szary panoramix brzmi ... tak 200% procentowo normalnie ze
                                                    az ...niestosowne i monstrualne

                                                    To jest dla nich wielki klopot z tożsamością.


                                                    > i ty twierdzisz ze sie nie zmieni juz, ze buntu nie bedzie, bo
                                                    wszystko bedzie pochlaniane przez
                                                    > komercje w paczkach jeszcze...
                                                    > hmm, no zobaczymy. albo i nie ;)

                                                    Może przyjść wielki koniec swiata, albo Polske mogą zdmuchnąć
                                                    tajfuny (podobno będzie ich wiecej coraz) itd. Wszystko, co cale
                                                    pokolenie pchnie na wyższy poziom energetyczny. Smierc JPII jak
                                                    widac to za Malo.

                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    >> 'Bo jakos nie wyobrazam sobie siebie skrecajacej kark
                                                    niemowleciu, nawet w imie szczytnych celow.'

                                                    > to ja moze tak ' optymistycznie' dodam 3 grosze swojej wizji na
                                                    temat: nie martw sie ;), w 15
                                                    > osobowej piwnicy znajdzie sie na pewno paru chetnych aby cie
                                                    wyreczyc. moznaby to nawet uznac za specyficzny bardzo akt
                                                    milosierdzia wobec matki.

                                                    Jest możliwe, ze próbowałabym go zaszantażować. Ze np. krzykne,
                                                    zanim zdazy mnie zabic.
                                                    Po terapii wewnętrznego dziecka jestem jeszcze bardziej czula na
                                                    krzywde dzieci, niż wczesniej.
                                                    Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej.

                                                    ...
                                                    ---
                                                    > o tu:"No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem
                                                    albo wiedza o jego ulubionej
                                                    > potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w takiej chwili'
                                                    itd.'
                                                    > no, chyba ze zwracasz sie tu per ' ty' do swiata jako ogolu ;)

                                                    W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.

                                                    > i nie nadymaj sie, plisss, pliss- jak mawiala mala emelline, o
                                                    > ktorej zapomnieli wszyscy *nawet listonosz* - bo bedziesz
                                                    > wygladac jak psycholog napojony bolem , cierpieniem, krwia i
                                                    zagubieniem...

                                                    Przeciez jestem na tej liscie, żeby się tym karmic <demoniczny
                                                    smiech>
                                                    Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego
                                                    poziomu glupoty i ignorancji.

                                                    > reszta jutro, bo spac musze.
                                                    Phi, sen to takie przyziemne.

                                                    > pamietaj jeno, zeby w razie czego sie nie wieszac, bo to do
                                                    > dziewczyny nie pasuje

                                                    Tak tak. Tez czytalam o tym w Brawo.

                                                    > ( plask, prewencyjnie wymierzylam sobie policzek, zeby bylo
                                                    widac, ze wiem, zem zla ;|)

                                                    Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich
                                                    uczennic. Hehehe.

                                                    Czulko!

                                                    PS Tez ci sie pieprzy system odpowiadania cytujac czy tylko mi i
                                                    czy tylko dzisiaj, bo nie wiem.
                                                  • szarylemur kretyn :) 14.05.08, 02:18
                                                    kretyn idiota, głupiec, tępak, bałwan; med. człowiek mający objawy kretynizmu,
                                                    matołectwa, upośledzenia fiz. i umysłowego na tle niedoczynności tarczycy.


                                                    Etym. - fr. crétinisme 'kretynizm' od crétin 'kretyn' z dial. fr. cretin
                                                    'chrześcijanin (w pierw. sensie: też człowiek, nasz bliźni) - o chorych na
                                                    kretynizm alpejczykach' od łac. christianus 'chrześcijanin'.
                                                    zrodlo: www.slownik-online.pl/kopalinski/861EEE8A38DD544AC12565ED004114B0.php

                                                    musze spac isc, jutro reszta
                                                    ale sie ciesze ze znalazlam ta fiszke :)
                                                    jednak to nie byl omam :]
                                                  • szarylemur anyway the wind blows... 16.05.08, 03:30
                                                    choroba
                                                    stresem, ale tez chyba wirusem niejakim. ja juz prawie spoko, a moi flatmejci sie rozkladaja...
                                                    ---
                                                    'Nie kanibalistycznego. Zjadanie boga to nie to samo co zjadanie czlowieka. I ja sie specjalnie o to dopytywalam - cud na mszy jest cudem, nie symbolem cudu. To cialo boga. Religia naprawde nie musi miec nic wspolnego ze zdrowym rozsadkiem. Jak wszystko inne zreszta. Wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne.'

                                                    cud za cudem sie tu prezentuje, zjada sie cialo boga w ciele czlowieka. to w sumie czyje cialo sie zjada? jakkolwiek by nie bylo, zjada sie je po to aby polepszyc swoj stan, uswiecic jakos. jesli wierzyc wikipedii, ze kanibalizm wiaze sie z wiara w przejmowanie wlasciwosci zjadanej osoby, latwo wyjasnic owo ' uswiecenie'. co jeszcze nie znaczy, ze ten zwyczaj jest racjonalny. mozna natomiast mniej wiecej racjonalnie wyjasnic jego geneze.
                                                    poza tym nie wszyscy chrz wierza, ze w wyniku konsekracji dokonuje sie przemiana w krew i cialo. prostestanci wierza ze owszem sie dokonuje, ale wino i chleb pozostaja winem i chlebem, bedac zarazem krwia i cialem. zagmatwane to wielce. jakby co to wiki.
                                                    wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne. yhm, jasne. ale religie w obecnych czasach nieco sie juz przejadly masom, ich urok pociaga nielicznych. nie jest juz latwo przebic sie z szalenstwem, ktore byloby czyms wiecej niz modom. to ta tolerancja tak oslabia prorokow...
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'Kiedys nie było mody na bunt, noi buntowanie się kosztowalo psychicznie.'
                                                    a teraz bunt zostal przyjety za stadium rozwoju czlowieka i jako takie zaakceptowany, a nastepnie wykorzystany jako nisza komercji. no, chyba tak.
                                                    'Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych na zakupy w mallu.'
                                                    w mallu? ze tak sie czepie...
                                                    'I niebuntowanie moze kosztowac.Ergo - bunt moze byc wynikiem konformizmu ('bede emo bo wszyscy sa emo').'
                                                    ergo - nie ma co zalamywac rak nad niezbuntowanymi wobec starych mlodzianami. bunt przebiega inaczej teraz.
                                                    ---
                                                    'Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych.' skad wiesz, ze omijaja. moze przychodzi ona pozniej, wraz z rozwojem intelktualno - duchowym?
                                                    pozyja sobie wedle wzorcow rodzicow az im sie przejje i wtedy zaczna kontestowac te wartosci, moze...
                                                    pozniej zburza stara i zbuduja nowa tozsamosc.
                                                    nazra sie, pobuduja domy, wyhasaja w klubach do woli, i moze im sie to znudzi, i wtedy zaczna szukac glebiej lub ' glebiej'
                                                    nie? dlaczego nie?
                                                    byc moze po raz pierwszy w dziejach bunt jest aprobowalny. wielosc/ wielowartosciwowsc moze powodowac zagubienie, stad moze brac sie potrzeba Autorytetu, ktory by wskazal jakas droge jasna. i tak sie turlaja miedzy jedna a druga subkultura aby gdzies sie wpasowac stylistycznie. a moze/ bo czemu nie?/ w czasie tego turlania pojawi sie mysl aby spojrzec glebiej na ideologie danej grupy i wobec niej okreslic siebie, chocby na poziomie lubie/ nie lubie.
                                                    ---
                                                    'wielki klopot z tożsamością.' pokolenia 2000/ konformistow
                                                    gdzie ten problem? moze po prostu szczerze im sie podobaja wartosci rodzicow?
                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    'Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej. '
                                                    mozesz sobie wyobrazic ze chodzi o ciebie sama, po prostu.
                                                    ---
                                                    [o tu:"No tak, ale mistrza kupujesz w pakiecie z jego zdjeciem
                                                    albo wiedza o jego ulubionej
                                                    > potrawie albo mysla 'co mistrz by powiedzial w takiej chwili'
                                                    itd.'
                                                    > no, chyba ze zwracasz sie tu per ' ty' do swiata jako ogolu ;)

                                                    W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.]
                                                    co ma piernik do wiatraka???
                                                    w zwiazku z odniesiem per ty, zasadnie jest sadzic ze tekst skierowany jest do mnie, prawda?
                                                    ---
                                                    'Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego poziomu glupoty i ignorancji.'
                                                    znaczy: dyskusja o psychologii z klosowskim?
                                                    och, dla shangri.li to woda na jej mlyn, taki post. a reszta chyba po nim pojechala. wiec w sumie zostala tylko shan...
                                                    no, i ja, z moja trawka w zebach, mamlajaca moje prawdy niedouczonego filozofa.
                                                    jasne, opracowanie danych statystycznych pozwala odkryc mechanizmy ludzkich zachowan, tym samym przyczyniajac sie do poszerzenia wiedzy o czlowieku i jego 'przeprogramowywaniu'. psychoterapia zas sluzy ... doskonaleniu czlowieka w jego umiejetnosci szczesliwego zycia.
                                                    i tu juz potrzeba sporo wiary w zasadnosc zrywania strupow, grzebania sie we wnetrzu, dokonywania okreslonych zmian, wytrwalego podazania ta a nie inna droga.
                                                    ---
                                                    'sen to takie przyziemne.'
                                                    zalezy od nocy. czasem przyziemne, czesciej - nie. zawsze - bardzo przyjemne. kocham spac.
                                                    ---
                                                    'Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich uczennic. Hehehe.'
                                                    tzn: kogo masz na mysli?
                                                    ---
                                                    system gazeta ma bardzo slaby. ja pisze w wordzie na ogol i dopiero potem wrzucam.

                                                    pozdrawiam

                                                  • bene_gesserit Re: anyway the wind blows... 18.05.08, 02:24
                                                    Listozmian ma polegac na tym, ze jednego dnia odpowiadam ci na
                                                    jeden list, a drugiego - na jego druga polowe. I ty tez. A nie
                                                    codziennie na oba.

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > choroba
                                                    > stresem, ale tez chyba wirusem niejakim. ja juz prawie spoko, a
                                                    moi flatmejci s
                                                    > ie rozkladaja...

                                                    To mozesz ich troskliwie pielegnowac. W koncu twoje zarazki.

                                                    > cud za cudem sie tu prezentuje, zjada sie cialo boga w ciele
                                                    czlowieka. to w su
                                                    > mie czyje cialo sie zjada?

                                                    Ksiadz na religii mowil w takich momentach 'to jest tajemnica
                                                    wiary'.

                                                    jakkolwiek by nie bylo, zjada sie je po to aby polep
                                                    > szyc swoj stan, uswiecic jakos. jesli wierzyc wikipedii, ze
                                                    kanibalizm wiaze si
                                                    > e z wiara w przejmowanie wlasciwosci zjadanej osoby, latwo
                                                    wyjasnic owo ' uswie
                                                    > cenie'. co jeszcze nie znaczy, ze ten zwyczaj jest racjonalny.

                                                    No tak, na ten obyczaj sa wyjasnienia. Synkretyczne.

                                                    ...
                                                    > wystarczy aby szalenstwo bylo powszechne. yhm, jasne. ale religie
                                                    w obecnych cz
                                                    > asach nieco sie juz przejadly masom, ich urok pociaga nielicznych.

                                                    Przeciwnie. Obserwuje sie duzy powrot do religii. Ale w ich milszej
                                                    wersji. W USA, jak czytalam, sa cale kombinaty religijne.
                                                    Przyjezdza sie tam z rodzina, mozna sie i pobawic, i nauczyc 'jak
                                                    osiagnac sukces w biznesie', i pojsc na msze z charyzmatycznym
                                                    kaznodzieja. Dla kazdego cos milego, a dla wlascicieli - duzy
                                                    dochod, bo za to sie placi.

                                                    > bunt
                                                    > a teraz bunt zostal przyjety za stadium rozwoju czlowieka i jako
                                                    takie zaakcept
                                                    > owany, a nastepnie wykorzystany jako nisza komercji. no, chyba
                                                    tak.
                                                    > 'Teraz kosztuje tyle, ile uda się wyciągnąć od starych na zakupy
                                                    w mallu.'
                                                    > w mallu? ze tak sie czepie...

                                                    W shopping mallu. A gdzie sie niby robi zakupy w tej twojej
                                                    Hiszpanii?

                                                    > 'I niebuntowanie moze kosztowac.Ergo - bunt moze byc wynikiem
                                                    konformizmu ('bed
                                                    > e emo bo wszyscy sa emo').'
                                                    > ergo - nie ma co zalamywac rak nad niezbuntowanymi wobec starych
                                                    mlodzianami. b
                                                    > unt przebiega inaczej teraz.

                                                    Tak, ze go nie ma. Mnie to zdumiewa.
                                                    Co prawda prasa od czasu do czasu sobie przypomina, ze wspolczesna
                                                    mlodziez jest bardzo rozwiazla, ze dyszy chucia i puszcza sie w
                                                    kiblach. Moze to jest ten bunt, bo za moich czasow malo kto sie
                                                    puszczal w sensie co tydzien z innym a juz za zakupy to wcale.

                                                    > 'Znaczy one omijaja faze ustanawiania siebie samych.' skad wiesz,
                                                    ze omijaja. m
                                                    > oze przychodzi ona pozniej, wraz z rozwojem intelktualno -
                                                    duchowym?

                                                    Pozostaje pytanie, jak ten rozwoj przebiega, skoro go przebiegajacy
                                                    nie przeszedl fazy budowania wlasnej tozsamosci, opartej na
                                                    wlasnych doswiadczeniach.

                                                    > pozyja sobie wedle wzorcow rodzicow az im sie przejje i wtedy
                                                    zaczna kontestowa
                                                    > c te wartosci, moze...

                                                    Tak, trzydziestolatkowie wyskocza z garniturow i przerzuca sie
                                                    masowo na motory.

                                                    > pozniej zburza stara i zbuduja nowa tozsamosc.
                                                    > nazra sie, pobuduja domy, wyhasaja w klubach do woli, i moze im
                                                    sie to znudzi,
                                                    > i wtedy zaczna szukac glebiej lub ' glebiej'
                                                    > nie? dlaczego nie?

                                                    A jak myslisz, po co jest inicjacja? I co jest inicjacja w
                                                    doroslosc wspolczesnie?

                                                    > byc moze po raz pierwszy w dziejach bunt jest aprobowalny.

                                                    Nie ma czegos takiego, jak 'aprobowalny bunt'.

                                                    wielosc/ wielowartos
                                                    > ciwowsc moze powodowac zagubienie, stad moze brac sie potrzeba
                                                    Autorytetu, ktor
                                                    > y by wskazal jakas droge jasna.

                                                    No, kiedys to byli rodzice. Oni wskazywali droge jasna (co powinno
                                                    sie) i ciemna (bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie
                                                    spodoba).

                                                    i tak sie turlaja miedzy jedna a druga subkultu
                                                    > ra aby gdzies sie wpasowac stylistycznie. a moze/ bo czemu nie?/
                                                    w czasie tego
                                                    > turlania pojawi sie mysl aby spojrzec glebiej na ideologie danej
                                                    grupy i wobec
                                                    > niej okreslic siebie, chocby na poziomie lubie/ nie lubie.

                                                    Moze i tak, ale wspolczesnie subukultury to jest modniarskie emo,
                                                    ktore raczej subkultura nie jest, a podsycana przez mtv moda i
                                                    rozne ruchy polackie, prawicowo-faszyzujace.
                                                    Czytalam pare reportazy o wspolczesnych gimnazjach i liceach i jako
                                                    zywo te relacje przypominaly mi egzotyke seriali o szkolach dla
                                                    amerykanskich nastolatkow: sa popularni, ktorzy nadaja ton,
                                                    sredniaki i pogardzani. Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest
                                                    niszczony. Ostatnio modnie sie niszczy w necie.

                                                    > 'wielki klopot z tożsamością.' pokolenia 2000/ konformistow
                                                    > gdzie ten problem? moze po prostu szczerze im sie podobaja
                                                    wartosci rodzicow?

                                                    Jak moga im sie szczerze podobac, skoro ten wybor to dzielo
                                                    przypadku? Skoro nie jest ich?

                                                    > piwnica
                                                    > 'Może jakby chodzilo o dorosłego, to by było inaczej. '
                                                    > mozesz sobie wyobrazic ze chodzi o ciebie sama, po prostu.

                                                    A, to latwe: po prostu bym sie nie dala zabic.

                                                    > W paru postach jakbys czekala na cios. Interpretowalas rozne moje
                                                    > rzeczy na swoja niekorzyść. "warriors walk alone”.]
                                                    > co ma piernik do wiatraka???
                                                    > w zwiazku z odniesiem per ty, zasadnie jest sadzic ze tekst
                                                    skierowany jest do
                                                    > mnie, prawda?

                                                    Noale sama wpadlas na pomysl, ze to moze byc taka figura
                                                    retoryczna.

                                                    > 'Swoja droga to smutnie dobre miejsce do obserwacji niebywalego
                                                    poziomu glupoty
                                                    > i ignorancji.'
                                                    > znaczy: dyskusja o psychologii z klosowskim?

                                                    Imo na takie posty trzeba odpowiadac, bo moga byc szkodliwe dla
                                                    mniej kumatych gosci. Wchodza, czytaja, przejmuja sie i nie ida z
                                                    depresja do fachowca tylko sie truja apapem w domu. Gdyby sie dalo
                                                    takie posty bez dyskusji wyslac w kosmos, to bym byla za.

                                                    > och, dla shangri.li to woda na jej mlyn, taki post. a reszta
                                                    chyba po nim pojec
                                                    > hala. wiec w sumie zostala tylko shan...
                                                    > no, i ja, z moja trawka w zebach, mamlajaca moje prawdy
                                                    niedouczonego filozofa.

                                                    Filozofki.

                                                    > 'sen to takie przyziemne.'
                                                    > zalezy od nocy. czasem przyziemne, czesciej - nie. zawsze -
                                                    bardzo przyjemne. k
                                                    > ocham spac.

                                                    Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy
                                                    ludzie na osiem godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.

                                                    > 'Ufam, ze sol jako dobra mistrzyni potrafi się uczyc od swoich
                                                    uczennic. Hehehe
                                                    > .'
                                                    > tzn: kogo masz na mysli?

                                                    Nie pamietam, o co mi szlo, ale chyba o 'forum'.

                                                    czul
                                                  • szarylemur kto idzie po wode? 18.05.08, 03:58
                                                    listozmian
                                                    rozumiem o co ci szlo, ale mam takie ale: a jesli akurat dobrze mi sie mysli, to czy nie byloby fajniej napisac dwa posty zamiast noworegulaminowego jednegpo dziennie? czy mam sobie napisac, jesli chce, ale wysylac pojedynczo? albo: mam piach w glowie, rane cieta na sercu itd i nie czuje weny, mam pisac mimo to?

                                                    skad u ciebie to dazenie do organizacji zjawisk? czuje sie niemal zmuszona oponowac ( mina sierotki marysi, gdy spod pelerynki wystaje ogon ;)

                                                    mielismy taka sytuacje na sklocie, w komunie ktora stworzylismy od podstaw. wode nosilo sie w butelkach pod stroma gore, co bylo dosc niewdziecznym zajeciem. i porobilo sie tak, ze wolontariuszy braklo. tj, wszyscy chcieli miec wode, ale czesc nieustennie migala sie od jej dostarczania. wiec siedllismy i zrobilismy ' totalitarny grafik'. niby nic takiego, ale momentalnie z pozornie wolnej grupy stalismy sie grupa zhierarchizowana i opatrzona zasadami.
                                                    w zasadnosc ustalenia tych zasad wtedy jednak juz nie watpilam, dlatego pytam:
                                                    po co wlasciwie ten listozmian? co ma ulatwic? w czym pomoc? jaki jest problem?
                                                    ---
                                                    'troskliwie pielegnowac flatmejtow.'
                                                    to nie moje zarazki, ja ich nie wytworzylam :)
                                                    niech sie sami pielegnuja, nie kocham ich wcale tak bardzo/ nie jestem pielegnica ;]
                                                    ---
                                                    kombinaty religijne.
                                                    lo, jezu... coz, podobno jest w mozgu osrodek religijnosci. ja mam taki maly, ze nie rozumiem tych co leca do kombinatow. oni nie rozumieja mnie.
                                                    amen

                                                    ale relatywnie do innych okresow historycznych , religia przezywa znaczny spadek popularnosci. temu chyba nie zaprzeczysz?
                                                    ---
                                                    w hiszpanii robi sie zakupy w tiendach. a w polsce w shopping mallach? ;p czepilam sie. nie kontynuujmy czepiania sie, no chyba ze bardzo chcesz, to probuj...
                                                    ---
                                                    chuc mlodziezy jako wyraz buntu.
                                                    no co ty? przeciez to juz bylo, na dodatek jest kompletnie skomercjalizowane i wypromowane. wiec chyba nie tu grzyb rosnie...

                                                    a mi chodzilo o to, ze jesli za brak buntu mozna zostac odrzuconym, to moze brak buntu jest buntem przeciw wpolczesnie pojetemu buntowi?
                                                    ---
                                                    'jak ten rozwoj przebiega, skoro go przebiegajacy nie przeszedl fazy budowania wlasnej tozsamosci, opartej na wlasnych doswiadczeniach.'
                                                    dzieci dluzej sa dzieci, przedluzeniami rodzicow. tak juz bylo, zdaje sie w przypadku amerykanskich hipisow - to nie byly 16latki, ale studenci.
                                                    moze i lepiej, bo bunt dzieki temu nie jest juz taki infantylny, pozorny, slomiany i niebezpieczny?
                                                    ---
                                                    co jest inicjacja w doroslosc wspolczesnie?
                                                    nie mam pojecia! co?
                                                    ---
                                                    '(bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie spodoba).'
                                                    o, cholera, a to ci dopiero ciekawa definicja buntu!
                                                    to ja sie nigdy nie buntowalam :)
                                                    bunt wg mnie: robimy to, co wydaje nam sie stosowne, nawet jesli rodzicom sie nie spodoba. to wg mnie spora roznica. to twoje to, bez urazy, ale malpi bunt, imo.
                                                    ---
                                                    w szkole "sa: popularni, ktorzy nadaja ton, sredniaki i pogardzani. '
                                                    to jakas nowosc niby? mysle, ze to po prostu szkolna odmiana hierarchizacji grupy.
                                                    'Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest niszczony. '
                                                    a kiedys nie byl?
                                                    ---
                                                    'Jak moga sie dzieciakom szczerze podobac idealy rodzicow, skoro ten wybor to dzielo przypadku? Skoro nie jest ich?'
                                                    a czyj jest jak nie ich, trzymajac sie stylistyki wolnego wyboru, zapytam?
                                                    przeciez dalej chyba tlucze sie dzeciom do glow lektury obowiazkowe z roznych okresow, peczniejace od idealow roznego sortu. maja tez telewizory, czesto chyba uczeszczaja na msze. wiec wielosc opcji jest.
                                                    przeciez dzieciaki ankietowane iles tak lat temu, tez byly w podobnej sytuacji - mialy do wyboru miedzy idealami rodzicow a idealami spotkanymi w innych kregach. dlatego mowie, ze wg mnie, wybor tych dzieci swiadczy o tym, ze one po prostu zgadzaja sie z rodzicami, ze najwyrazniej rodzice wygrywaja ze wszystkim innym na polu idealow, ktorym warto zadedykowac zycie.
                                                    ---
                                                    piwnica
                                                    'po prostu bym sie nie dala zabic.'
                                                    znaczy kompletna odmowa poswiecenia w imie domniemanego szczescia reszty swiata?
                                                    no, jest to jakas postawa.
                                                    doprowadzona na wysokie tony, moze okazac sie rownie absurdalna jak tezy solaris.

                                                    w tej piwnicy chyba nie ma dobrych rozwiazan. wychodzi cale stado sprzecznosci i problemow. nic dziwnego, ze wojna zmienia psychike. dosw. esktremum, gdzie idealy, przekonania, kultura, ' czlowieczenstwo' padaja jak domki z kart...
                                                    ---
                                                    twoja ' figura retoryczna' czemu miala sluzyc? spolaryzowaniu nas dwoch?
                                                    w jakim celu?
                                                    ---
                                                    watek klosowskiego
                                                    "Imo na takie posty trzeba odpowiadac, bo moga byc szkodliwe dla mniej kumatych gosci. Wchodza, czytaja, przejmuja sie i nie ida z depresja do fachowca tylko sie truja apapem w domu.'
                                                    1.zgadzam sie.
                                                    ale tez mialam ochote wyrazic swoje zdanie w temacie. i shan tez mogla miec.
                                                    2.pamietasz jak namawialam cie na otwarty spor z autorytetem solaris? nie chcialas, bo m. in kazdy ma swoj rozum zeby oceniac.
                                                    czym roznia sie te dwie sytuacje?
                                                    3. dlaczego drwisz z klosowkiego nazywajac go ' klosiem'? czy dlatego, ze nie jestes idealem i zdarza ci sie popelniac bledy wytykane innym?
                                                    4. tak z innej bajki, ale ciagle zapominam: gracjan w wywiadzie mowi ze jest cukiernikiem i pracuje w zawodzie swoim... a to prawie jak kucharz, tylko slodkie.
                                                    ja tam uwielbiam serwowac desery, to podkreca moja kreatywnosc kuchenna :)
                                                    ---
                                                    filozofki...
                                                    rozwin watek koncowek, prosze :)
                                                    bo faktycznie lapie sie na tym, ze filozofka brzmi mi ' nieszlachetnie', pogardliwie niemal... gdybysmy uzywali/ly tych koncowek zawsze, zmienilyby sie ich konotacje u jednostek i spolecznie?
                                                    ---
                                                    'Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy ludzie na osiem godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.'
                                                    no i co z tego ze on tak powiedzial? przeciez z tego, ze dla ciebie jest fajny nie wynika ze ma racje odnosnie snow ;p
                                                    mi sie podoba ten problemat : czy realnosc nie jest tylko snem, czy sen nie jest przypadkiem rownolegla rzeczywistoscia?
                                                    ktos to ladnie ujal, ale nie pamietam i nie chce mi sie szukac. pewnie to znasz
                                                    ---
                                                    sol jako uczennica forum.
                                                    uff, odetchnelam, bo juz kielkowala mi w glowie ponura idea, ze sol - idac tropem dziewczat - mialaby sie powiesic.
                                                    bryyy
                                                    ( jak widzisz sama, najczesciej naprawde latwo mnie uspokoic ..., co ma tyle zalet co wad)


                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: kto idzie po wode? 20.05.08, 02:13
                                                    szarylemur napisała:
                                                    ...
                                                    > kombinaty religijne.
                                                    > lo, jezu... coz, podobno jest w mozgu osrodek religijnosci. ja
                                                    mam taki maly, z
                                                    > e nie rozumiem tych co leca do kombinatow. oni nie rozumieja mnie.
                                                    > amen

                                                    A ja tego nie rozumiem, bo to sie wszystko kupy nie trzyma.
                                                    Ja jestem bardzo wierzaca. Ale wierze poza wszelkim systemem i poza
                                                    wszelkimi mozliwymi kombinatami i instytucjami. To przeciez tylko
                                                    przeszkadza i ogranicza.

                                                    > ale relatywnie do innych okresow historycznych , religia przezywa
                                                    znaczny spade
                                                    > k popularnosci. temu chyba nie zaprzeczysz?

                                                    Nie wiem, bo nie znam statystyk.

                                                    > w hiszpanii robi sie zakupy w tiendach. a w polsce w shopping
                                                    mallach? ;p czepi
                                                    > lam sie. nie kontynuujmy czepiania sie, no chyba ze bardzo
                                                    chcesz, to probuj...

                                                    Sama zaczelas, phi.

                                                    > chuc mlodziezy jako wyraz buntu.
                                                    > no co ty? przeciez to juz bylo, na dodatek jest kompletnie
                                                    skomercjalizowane i
                                                    > wypromowane. wiec chyba nie tu grzyb rosnie...

                                                    Nie bylo jak teraz.
                                                    Za khe khe moich czasow w szkole bylo kilka puszczalskich, teraz
                                                    (podobno, tak pisza w gazetach) jest ich wiecej niz kilka. Noi
                                                    dochodzi do tego np zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-
                                                    14 latki, ktore puszczaja sie za sweter albo spodniczke w
                                                    warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum
                                                    handlowym), maja nawet swoja nazwe - 'galerianki'.
                                                    Czytalam o nich pare reportazy - to nie sa dzieci, ktore
                                                    przymieraja glodem albo nie maja za co kupic zeszytu.

                                                    > a mi chodzilo o to, ze jesli za brak buntu mozna zostac
                                                    odrzuconym, to moze bra
                                                    > k buntu jest buntem przeciw wpolczesnie pojetemu buntowi?

                                                    Nie sadze.

                                                    > dzieci dluzej sa dzieci, przedluzeniami rodzicow. tak juz bylo,
                                                    zdaje sie w prz
                                                    > ypadku amerykanskich hipisow - to nie byly 16latki, ale studenci.
                                                    > moze i lepiej, bo bunt dzieki temu nie jest juz taki infantylny,
                                                    pozorny, slomi
                                                    > any i niebezpieczny?

                                                    Noa jaki jest? Kto sie wspolczesnie buntuje?

                                                    > co jest inicjacja w doroslosc wspolczesnie?
                                                    > nie mam pojecia! co?

                                                    Rytualow przejscia jest malo - moze matura, moze zamieszkanie na
                                                    swoim, chocby tylko w akademiku. Ale bunt, pragnienie bycia 'nie
                                                    taka, jaka rodzice chca, zebym byla' zaczyna inicjacje w siebie.
                                                    Mysle, ze dzieciaki, ktore nie przechodza przez kontestacje, beda
                                                    mialy wielki problem z okresleniem, kim wlasciwie sa - swoimi
                                                    starymi? Wiecznymi dziecmi? Nawet tego nie beda wiedzieli.

                                                    > '(bunt: czyli robimy to, co sie mamie i tacie nie spodoba).'
                                                    > o, cholera, a to ci dopiero ciekawa definicja buntu!
                                                    > to ja sie nigdy nie buntowalam :)
                                                    > bunt wg mnie: robimy to, co wydaje nam sie stosowne, nawet jesli
                                                    rodzicom sie n
                                                    > ie spodoba. to wg mnie spora roznica. to twoje to, bez urazy, ale
                                                    malpi bunt, i
                                                    > mo.

                                                    Przeciez chodzi o poszerzanie granic, o badanie, gdzie sie
                                                    konczy 'moj swiat', o 'bycie zla' i 'robienie zlych rzeczy'. Ja w
                                                    kazdym razie nie przechodzilam przez swoja kontestacje 'stosownie'.

                                                    > w szkole "sa: popularni, ktorzy nadaja ton, sredniaki i
                                                    pogardzani. '
                                                    > to jakas nowosc niby? mysle, ze to po prostu szkolna odmiana
                                                    hierarchizacji gru
                                                    > py.

                                                    Nie w tym stopniu. W tej chwili z artykulow i jednego opracowania
                                                    naukowego, ktore mialam w reku, wynika, ze to jest jakies ekstremum.

                                                    > 'Jesli ktos nie pasuje do tych grup, jest niszczony. '
                                                    > a kiedys nie byl?

                                                    Za moich czasow nie byl.
                                                    Tu jest troche o realiach:
                                                    wyborcza.pl/1,76842,5163538.html
                                                    Innych, bardziej opisujacych system kastowy artykulow jakos nie
                                                    moge znalezc.

                                                    > 'Jak moga sie dzieciakom szczerze podobac idealy rodzicow, skoro
                                                    ten wybor to
                                                    > dzielo przypadku? Skoro nie jest ich?'
                                                    > a czyj jest jak nie ich, trzymajac sie stylistyki wolnego wyboru,
                                                    zapytam?

                                                    Jesli nie obejrzaly tego pod lupa buntu, nie jest ich.

                                                    > przeciez dalej chyba tlucze sie dzeciom do glow lektury
                                                    obowiazkowe z roznych o
                                                    > kresow, peczniejace od idealow roznego sortu.

                                                    Wiele sie tutaj pozmienialo i jeszcze wiele pozmienia.

                                                    maja tez telewizory, czesto chyba
                                                    > uczeszczaja na msze. wiec wielosc opcji jest.

                                                    Mhm. Jak zamachowiec z pietnastoma lontami w reku, ktory zapomnial
                                                    zapalek.

                                                    > ch. dlatego mowie, ze wg mnie, wybor tych dzieci swiadczy o tym,
                                                    ze one po pros
                                                    > tu zgadzaja sie z rodzicami, ze najwyrazniej rodzice wygrywaja ze
                                                    wszystkim inn
                                                    > ym na polu idealow, ktorym warto zadedykowac zycie.

                                                    Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety
                                                    spokoj i nie brac na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora
                                                    uzywana, secondhandowa, od rodzicow.

                                                    [piwnica]
                                                    > znaczy kompletna odmowa poswiecenia w imie domniemanego szczescia
                                                    reszty swiata
                                                    > ?
                                                    > no, jest to jakas postawa.

                                                    Uff, mam postawe.

                                                    > doprowadzona na wysokie tony, moze okazac sie rownie absurdalna
                                                    jak tezy solari
                                                    > s.

                                                    A to doprowadz, bo chce to zobaczyc.

                                                    > w tej piwnicy chyba nie ma dobrych rozwiazan. wychodzi cale stado
                                                    sprzecznosci
                                                    > i problemow. nic dziwnego, ze wojna zmienia psychike. dosw.
                                                    esktremum, gdzie id
                                                    > ealy, przekonania, kultura, ' czlowieczenstwo' padaja jak domki z
                                                    kart...

                                                    I tak, i nie. W sytuacjach eksteremalnego zagrozenia najbardziej
                                                    sprawdzaja sie wiezi klanowe, plemienne. Solidarnosc, altruizm i
                                                    poswiecenie kwitna wlasnie tam.

                                                    > twoja ' figura retoryczna' czemu miala sluzyc? spolaryzowaniu nas
                                                    dwoch?
                                                    > w jakim celu?

                                                    Ktorych nas?
                                                    Ja, lemurze, nie zawsze mocno sie zastanawiam nad tym co pisze,
                                                    wiec nawet jesli specyzujesz, o ktore nas chodzi, to moze sie
                                                    skonczyc na domyslaniu sensu do tego, co napisalam. Nei jestem
                                                    przesadnie gleboka osoba, wiec rzadko to, co pisze, ma jakis
                                                    okreslony tajny cel.

                                                    > watek klosowskiego

                                                    > 1.zgadzam sie.
                                                    > ale tez mialam ochote wyrazic swoje zdanie w temacie. i shan tez
                                                    mogla miec.
                                                    > 2.pamietasz jak namawialam cie na otwarty spor z autorytetem
                                                    solaris? nie chcia
                                                    > las, bo m. in kazdy ma swoj rozum zeby oceniac.
                                                    > czym roznia sie te dwie sytuacje?

                                                    Moze moim chceniem sie?

                                                    > 3. dlaczego drwisz z klosowkiego nazywajac go ' klosiem'? czy
                                                    dlatego, ze nie j
                                                    > estes idealem i zdarza ci sie popelniac bledy wytykane innym?

                                                    To jest calkiem mozliwe. Mam taka maniere zdrabniania nicka, zeby
                                                    zakomunikowac swoj do jego wlasciciela protekcjonalizm.
                                                    Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich wadach?
                                                    Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.

                                                    > ja tam uwielbiam serwowac desery, to podkreca moja kreatywnosc
                                                    kuchenna :)

                                                    Cukiernictwo to pot, krew i lzy i bardzo rzadko ma cos wspolego z
                                                    deserowka.

                                                    > bo faktycznie lapie sie na tym, ze filozofka brzmi mi '
                                                    nieszlachetnie', pogard
                                                    > liwie niemal... gdybysmy uzywali/ly tych koncowek zawsze,
                                                    zmienilyby sie ich ko
                                                    > notacje u jednostek i spolecznie?

                                                    W to wierze. Nie brzmi pogardliwie 'lekarka', nie brzmi 'aktorka'.

                                                    > 'Jeden fajny pisarz SF powiedzial, ze to niesamowite, ze wszyscy
                                                    ludzie na osi
                                                    > em godzin codziennie pograzaja sie w szalenstwie.'
                                                    > no i co z tego ze on tak powiedzial? przeciez z tego, ze dla
                                                    ciebie jest fajny
                                                    > nie wynika ze ma racje odnosnie snow ;p

                                                    Jakos mi sie wydaje, ze wyzej napisalas, ze sie nie bedziesz
                                                    czepiac czy cos.

                                                    > mi sie podoba ten problemat : czy realnosc nie jest tylko snem,
                                                    czy sen nie jes
                                                    > t przypadkiem rownolegla rzeczywistoscia?

                                                    A co to za roznica.

                                                    > ktos to ladnie ujal, ale nie pamietam i nie chce mi sie szukac.
                                                    pewnie to znasz

                                                    Z opowiadan SF - Lem o tym pisal i Cortazar chyba i jeszcze paru.

                                                    > sol jako uczennica forum.
                                                    > uff, odetchnelam, bo juz kielkowala mi w glowie ponura idea, ze
                                                    sol - idac trop
                                                    > em dziewczat - mi
                                                  • bene_gesserit Re: kto idzie po wode? 20.05.08, 02:14
                                                    Obcielo, ale to byly tlko zlosliwostki nt sol i czulko.
                                                    Czulko.
                                                  • szarylemur Re: kto idzie po wode? 21.05.08, 02:42
                                                    no, dobra
                                                    mozg moj dzis zajmowal sie glownie utrzymaniem ciala na chodzie i chyba tak mu zostalo. zaraz powinnam zaczac proces wygaszania aktywnosci, bo drugie takie dzisiaj moze sie ciezko odbic na mym delikatnym zdrowiu ;]
                                                    ---
                                                    systemy i kombinaty religijne ' ograniczaja i przeszkadzaja tylko'
                                                    no, moze tobie tak, a innym juz niekoniecznie.
                                                    ogolnie lemur rzecze: kombinaty bada pociagac ludzi religijnych, o wysokiej potrzebie afiliacji
                                                    (brzmi tak prosto, ze az nie wierze, no ale moze...)
                                                    dalej mozna sie zaczac zastanawiac skad bierze sie religijnosc i czym uwarunkowana jest zmiennosc osobniczej potrzeby afiliacji.
                                                    ---
                                                    'zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-14 latki, ktore puszczaja sie za sweter albo spodniczke w
                                                    warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum handlowym), maja nawet swoja nazwe - 'galerianki'. Czytalam o nich pare reportazy - to nie sa dzieci, ktore przymieraja glodem albo nie maja za co kupic zeszytu.'
                                                    przymieraja glodem nowego sweterka, i jeszcze jednego. nie samym chlebem czlowiek zyje... szczegolnie w kapitalizmie.
                                                    wiec , niech bedzie ze jednak nowe jest to zjawisko, znaczy nowa jest jego umasowiona skala, ale skomercjalizowane i wypromowane na pewno. od bravo po cosmo.
                                                    ciekawe jak wyglada psychika takich dziewczynek?
                                                    ---
                                                    'Kto sie wspolczesnie buntuje?'
                                                    no, kto? wydaje mi sie ze pisalas ze nikt tak ' naprawde'....
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze dzieciaki, ktore nie przechodza przez kontestacje, beda mialy wielki problem z okresleniem, kim wlasciwie sa - swoimi starymi? Wiecznymi dziecmi? Nawet tego nie beda wiedzieli.'
                                                    a moze kontestacja przebiega po prostu mniej burzliwie, inaczej, w innym czasie?
                                                    ---
                                                    'Przeciez chodzi o poszerzanie granic, o badanie, gdzie sie konczy 'moj swiat', o 'bycie zla' i 'robienie zlych rzeczy'.'
                                                    yyyyy? no, nie rozciagaj moze jednak swoejgo podejscia, swojej definicji buntu na ogol...
                                                    poszerzanie granic, tak, jak najbardziej. ale ze bunt jest ' o byciu zla i robieniu zlych rzeczy?' e tam, u nas takie rzeczy sie nie zdarzaly.
                                                    ja tylko wyrazalam siebie, niemal nigdy - na przekor. zawsze tlumaczylam matce dlaczego robie to, co robie, a jesli nie umialam znalezc wytlumaczenia, probowalam swoje postepki zataic, aby jej nie stresowac niepotrzebnie. ale ja dosc dziwnie wzrastalam, bardzo malo bylo ograniczen i raczej nie byly glupie.
                                                    pewnie wiele zalezy od specyfiki danej rodziny.
                                                    ---
                                                    artykul o marysi jest b. interesujacy. ale jeszcze nie doczytalam. jak doczytam, pogadamy o marysi, znaczy: to taka moja propozycja :)
                                                    jak na razie marysia przeraza, zdumiewa mnie poukladaniem swoim * ale jestem w polowie artykulu*.
                                                    ale powiedz mi: jak traktuje sie w pracy nowa osobe, ktora zamiast nawiazac kontakt z grupa, grupe olewa i chce byc z miejsca pupilka szefa, gwiazda? moze nie az tak okrutnie, moze w ten sposob okrucienstwo sie wyraza, ale... to chyba taki schemat grupy.
                                                    ---
                                                    'Jesli nie obejrzaly tego pod lupa buntu, nie jest ich.'
                                                    oj tam, piszesz jakby trzeba bylo doswiadczyc, przetrenowac jakies wartosci, aby moc je wybrac w ankiecie szkolnej...
                                                    ---
                                                    'Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety spokoj i nie brac na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora uzywana, secondhandowa, od rodzicow.'
                                                    raczej wydaje mi sie, ze im sie te wszystkie wzniosle idealy wydaja smieszne. nie wierza w wartosc ' bycia', chca ' miec', aby byc 'kims'. a dlaczego? moze chca sie odnalezc w swiecie 'gospodarki wolnorynkowej'? a czemu tak ja kochaja? a to juz rzeczywiscie nie wiem...
                                                    ---
                                                    mozliwa absurdalnosc twojej postawy
                                                    ymmm, nie dzisiaj, sorry
                                                    mozliwe ze nic nie wymysle :) ale postaram sie ;)
                                                    ---
                                                    'W sytuacjach eksteremalnego zagrozenia najbardziej sprawdzaja sie wiezi klanowe, plemienne. Solidarnosc, altruizm i poswiecenie kwitna wlasnie tam. '
                                                    no, jakos watpie aby zakwitly w tej nieszczesnej piwnicy...
                                                    ---
                                                    pomijam watek klosowski - solaris - ratowanie rozumnych oraz polaryzacje, jak i gracjana, bo najpierw to:
                                                    'Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich wadach?'
                                                    bo ja wiem? te kilka sytuacji, szczeg klosowski wydala mi sie bardzo lepka... jakbys odwolanie do kryterium racjonalnosci, np, stosowala jedynie przeciw komus, ale juz nie wobec siebie
                                                    oczywiscie, przyjemniej byloby gdybysmy skupily sie na wadach innych ludzi... niz zaczely sie szarpac za wlosy.
                                                    ale jakos tak slodzic by slodzic to nie wiem, czy ma sens poznawczy... z drugiej strony jednak nie lubie jak mnie chwytaja za piety

                                                    'Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.'
                                                    ha ha, to ze sama przyznasz sie do winy, nie znaczy jeszcze ze sie z nich wyczyscisz, ze inni ich nie wytkna.
                                                    to bardzo sprytne. sama tak czesto robie/ robilam.

                                                    czepianie sie, wytykanie bledow
                                                    to boli.
                                                    ale czy jest niepotrzebne?
                                                    wolalabys zebym przemilczala to, co uwazam za twoje bledy na forum?
                                                    ---
                                                    na razie :)
                                                  • bene_gesserit Re: kto idzie po wode? 22.05.08, 02:18
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > no, dobra
                                                    > mozg moj dzis zajmowal sie glownie utrzymaniem ciala na chodzie i
                                                    chyba tak mu
                                                    > zostalo. zaraz powinnam zaczac proces wygaszania aktywnosci, bo
                                                    drugie takie dz
                                                    > isiaj moze sie ciezko odbic na mym delikatnym zdrowiu ;]

                                                    Znam paru kucharzy i to sa krzepkie, halasliwe chlopy. Jakos
                                                    ciebie, chuchrzaku, w kuchni nie widze.

                                                    > systemy i kombinaty religijne ' ograniczaja i przeszkadzaja tylko'
                                                    > no, moze tobie tak, a innym juz niekoniecznie.
                                                    > ogolnie lemur rzecze: kombinaty bada pociagac ludzi religijnych,
                                                    o wysokiej pot
                                                    > rzebie afiliacji
                                                    > (brzmi tak prosto, ze az nie wierze, no ale moze...)

                                                    Jasne - imo to jedna z podstawowych potrzeb, ktore spelnia wiara.
                                                    Przynalezy sie i ma sie gotowa tozsamosc. Noi wiara na ogol jest
                                                    sposobem tlumaczenia kosmosu, sensu zycia itd. Wszystko w zgrabnym
                                                    pakiecie, nei trzeba tego sobie sklejac samemu po omacku.
                                                    Noale to tez ogranicza - z tych samych powodow.

                                                    > dalej mozna sie zaczac zastanawiac skad bierze sie religijnosc i
                                                    czym uwarunkow
                                                    > ana jest zmiennosc osobniczej potrzeby afiliacji.

                                                    Imo w kombinatach chodzi raczej o konsumpcyjna filozofie zycia.
                                                    Taki kombinat jest dla kanapowych ziemniakow, ktore polowe swoich
                                                    zyciowych problemow usuwaja przy pomocy pilota do telewizora.

                                                    > 'zjawisko dziecieco-mlodziezowej prostytucji. 13-14 latki, ktore
                                                    puszczaja sie
                                                    > za sweter albo spodniczke w
                                                    > warszawskiej Galerii Mokotow (duzym, dosc ekskluzywnym centrum
                                                    handlowym), maja
                                                    > nawet swoja nazwe - 'galerianki'. Czytalam o nich pare reportazy -
                                                    to nie sa d
                                                    > zieci, ktore przymieraja glodem albo nie maja za co kupic
                                                    zeszytu.'
                                                    > przymieraja glodem nowego sweterka, i jeszcze jednego. nie samym
                                                    chlebem czlowi
                                                    > ek zyje... szczegolnie w kapitalizmie.

                                                    Tak tak. Jednak sweterek u Maslowa jest dosc wysoko, w sensie do
                                                    przezycia niekonieczny. Albo wiec te dziewczynki cenia swoja
                                                    intymnosc nisko albo presja na posiadanie sweterka lokuje sie
                                                    jednak u nich zaraz po potrzebie zaspokajania glodu.

                                                    > wiec , niech bedzie ze jednak nowe jest to zjawisko, znaczy nowa
                                                    jest jego umas
                                                    > owiona skala, ale skomercjalizowane i wypromowane na pewno. od
                                                    bravo po cosmo.
                                                    > ciekawe jak wyglada psychika takich dziewczynek?

                                                    Mnie to tez ciekawi, ale osobiscie nigdy sie nie spotkalam -
                                                    zreszta pewnie nie mialabym smialosci wypytywac o to dzieci. W
                                                    artykulach bylo cytowanych rozmow z tymi dzieciakami - chyba te
                                                    kwadranse w samochodach sponsorow to dla nich cos w rodzaju czegos,
                                                    o czym nalezy szybko zapomniec, a napawac sie reszta. Uwaga 'wujka'
                                                    i nowym fantem glownie.
                                                    Dla mnie to wszystko jest potwornie smutne.

                                                    > 'Kto sie wspolczesnie buntuje?'
                                                    > no, kto? wydaje mi sie ze pisalas ze nikt tak ' naprawde'....

                                                    No bo tak wlasnie mysle.
                                                    Jak pisali idole mojej mlodosci, 'walka z Babilonem moze stac sie
                                                    Babilonem samym w sobie'.

                                                    > a moze kontestacja przebiega po prostu mniej burzliwie, inaczej,
                                                    w innym czasie
                                                    > ?

                                                    Moze to sie jeszcze okaze.

                                                    > ja tylko wyrazalam siebie, niemal nigdy - na przekor. zawsze
                                                    tlumaczylam matce
                                                    > dlaczego robie to, co robie, a jesli nie umialam znalezc
                                                    wytlumaczenia, probowa
                                                    > lam swoje postepki zataic, aby jej nie stresowac niepotrzebnie.
                                                    ale ja dosc dzi
                                                    > wnie wzrastalam, bardzo malo bylo ograniczen i raczej nie byly
                                                    glupie.
                                                    > pewnie wiele zalezy od specyfiki danej rodziny.

                                                    No tak.
                                                    Moglam wyrazac siebie do imentu i w dowolnych granicach. Dlatego
                                                    nie kojarzy mi sie to z buntem, bo to bylo na zupelnym legalu.

                                                    > artykul o marysi jest b. interesujacy. ale jeszcze nie
                                                    doczytalam. jak doczytam
                                                    > , pogadamy o marysi, znaczy: to taka moja propozycja :)

                                                    To czekam.

                                                    > ale powiedz mi: jak traktuje sie w pracy nowa osobe, ktora
                                                    zamiast nawiazac kon
                                                    > takt z grupa, grupe olewa i chce byc z miejsca pupilka szefa,
                                                    gwiazda? moze nie
                                                    > az tak okrutnie, moze w ten sposob okrucienstwo sie wyraza,
                                                    ale... to chyba ta
                                                    > ki schemat grupy.

                                                    Ale ona nie chciala byc pupilka szefa, tylko po prostu taka byla.
                                                    Zreszta poszlo o wladze, w moim przekonaniu. Zaatakowala ja
                                                    bowiem 'grupa trzymajaca wladze' w klasie.

                                                    ...
                                                    > ---
                                                    > 'Rownie dobrze mozna zalozyc, ze te dzieciaki wola miec swiety
                                                    spokoj i nie bra
                                                    > c na siebie mąk tworzenia tozsamosci, wiec biora uzywana,
                                                    secondhandowa, od rod
                                                    > zicow.'
                                                    > raczej wydaje mi sie, ze im sie te wszystkie wzniosle idealy
                                                    wydaja smieszne. n
                                                    > ie wierza w wartosc ' bycia', chca ' miec', aby byc 'kims'. a
                                                    dlaczego?

                                                    Z tego, co czytalam w Newsweeku jakiis miesiac czy dwa temu, 'miec'
                                                    jest juz passe. Zeby byc kims, trzeba posiadac unikalny talent,
                                                    zdolnosci, zainteresowania albo osiagniecia. 'Miec', jak sobie sama
                                                    dopowiedzialam, panuje tam, gdzie 'byc' sie w taki sposob nie moze,
                                                    czyli pewnie w mniejszych osrodkach.

                                                    moze ch
                                                    > ca sie odnalezc w swiecie 'gospodarki wolnorynkowej'? a czemu tak
                                                    ja kochaja? a
                                                    > to juz rzeczywiscie nie wiem...

                                                    Moze bo nie pamietaja nic innego.
                                                    Pare razy spotkalam sie u dwudziestolatkow z silna niechecia do
                                                    PRLu, z taka zupelna nienawiscia, potepieniem w czambul
                                                    wszystkiego. Nawet na forum Kuchni - mlodzieniec ktory nie mial
                                                    pojecia o latach 40-90 ubieglego wieku, upiera sie, ze ludzie
                                                    zywili sie wtedy mniej wiecej tym, czym nierogacizna. Itd. Maja
                                                    jeden model swiata, wiec trudno im o dystans do niego?

                                                    > mozliwa absurdalnosc twojej postawy
                                                    > ymmm, nie dzisiaj, sorry
                                                    > mozliwe ze nic nie wymysle :) ale postaram sie ;)

                                                    Dawaj!

                                                    [sila plenienia]
                                                    > no, jakos watpie aby zakwitly w tej nieszczesnej piwnicy...

                                                    Rodzice na pewno broniliby dziecka.

                                                    > pomijam watek klosowski - solaris - ratowanie rozumnych oraz
                                                    polaryzacje, jak i
                                                    > gracjana, bo najpierw to:
                                                    > 'Czy bedziemy w tych listach czesciej skupiac sie na moich
                                                    wadach?'
                                                    > bo ja wiem? te kilka sytuacji, szczeg klosowski wydala mi sie
                                                    bardzo lepka... j
                                                    > akbys odwolanie do kryterium racjonalnosci, np, stosowala jedynie
                                                    przeciw komu
                                                    > s, ale juz nie wobec siebie

                                                    E, nic z tego nie rozumiem.

                                                    > oczywiscie, przyjemniej byloby gdybysmy skupily sie na wadach
                                                    innych ludzi... n
                                                    > iz zaczely sie szarpac za wlosy.
                                                    > ale jakos tak slodzic by slodzic to nie wiem, czy ma sens
                                                    poznawczy... z drugie
                                                    > j strony jednak nie lubie jak mnie chwytaja za piety

                                                    To, ze ja przemilcze sprawe twojego - powiedzmy - wielkiego
                                                    nochala, a ty nie bedziesz mi przy kazdej okazji powtarzac, ze
                                                    wolisz miec wielki nos niz stopy jak pletwy, to nie oznacza,
                                                    ze 'bedziemy sobie slodzic'.

                                                    > 'Ja je moge od razu wszystkie wymienic, zeby bylo szybciej.'
                                                    > ha ha, to ze sama przyznasz sie do winy, nie znaczy jeszcze ze
                                                    sie z nich wyczy
                                                    > scisz, ze inni ich nie wytkna.

                                                    To akurat mam w nosie. Niespecjalnie sie z nimi kryje.

                                                    > to bardzo sprytne. sama tak czesto robie/ robilam.

                                                    Nie o to chodzilo. Piszesz o retorycznym chwycie - 'uprzedzaniu
                                                    krytyki', ale mi po prostu nie o taka rozmowe chodzi. Poczulam sie
                                                    po prostu tak, jakbym poszla do kina, a tu nagle okazalo sie, ze
                                                    zamiast filmu beda mi robic pedikjur. Nie halo.

                                                    > czepianie sie, wytykanie bledow
                                                    > to boli.
                                                    > ale czy jest niepotrzebne?

                                                    No, bo ja wiem.
                                                    Zalozmy, ze mam gruby tylek i o tym wiem. I ktos w rozmowie o
                                                    pogodzie, bogu i muzyce mowi znienacka 'a twoj tylek jest gruby'.
                                                    Mamy czas i ochote i wszystkie tematy swiata. Noi - mozesz mi
                                                    powtorzyc kilkaset razy te zalozona prawde o mnie - i?

                                                    > wolalabys zebym przemilczala to, co uwazam za twoje bledy na
                                                    forum?

                                                    Wolalabym zrozumiec, po co w ogole mamy o tym rozmawiac.
                                                    czul
                                                  • szarylemur ucieczka z kina 22.05.08, 05:10
                                                    'Znam paru kucharzy i to sa krzepkie, halasliwe chlopy. Jakos
                                                    ciebie, chuchrzaku, w kuchni nie widze.'
                                                    lol! co za stereotypy!
                                                    jestem silna i zwinna, wycwiczona w ' srodowisku kuchennym', tylko mam slabe baterie. zreszta, do czego ta sila mialaby byc potrzebna?
                                                    zas chef z ktorym pracuje preferuje dryl niemal wojskowy i sarkazm, angielski humor zamiast - na szczescie - przasnych mlaskajacych dowcipasow.
                                                    jesli przestane sie katastrofalnie spozniac ( 2, 5 godziny dzisiaj, grrr), zmienie sobie grafik zycia, to bedzie spoko.
                                                    choc, rzecz jasna, jestem otwarta na zmiany w mej mikrej karierze.
                                                    ---
                                                    kombinaty rel
                                                    ' Noale to tez ogranicza - z tych samych powodow.'
                                                    no, jasne, wszystko ma swoje plusy i minusy. zapewne niektorzy nie maja po prostu szczegolnie silnej potrzeby wolnosci, moze wolnosci ' duchowej'. wola sie bezpiecznie 'zafiliowac'
                                                    kilka lat temu wyborcza wydrukowala tekst kolakowskiego, w ktorym opisuje on czlowieka jako rozpietego pomiedzy potrzeba bezpieczenstwa a potrzeba wolnosci. moze jakos to gdzies znajde, to przelinkuje.
                                                    ---
                                                    'w kombinatach chodzi raczej o konsumpcyjna filozofie zycia'
                                                    czyli, tworcy kombinatow wpasowali sie w nisze ekonomiczna, target sobie znalezli.
                                                    doskonaly przyklad na to jak to obecnymi czasy - zamiast krytykowac i zwalczac jakies zjawisko, robi sie na nim kase. granice ' zdrowego rozsadku' czy normalnosci, akceptowalnosci znacznie sie przesunely.
                                                    zamiast nazywac rzeczy czy sytuacje dobrymi/ zlymi, wykorzystuje sie je jako zrodlo zysku. pluralizacja prawdy, moralnosci do tego doprowadzily, moim zdaniem, i w skrocie.
                                                    ---
                                                    'sweterek u Maslowa '
                                                    mozliwe, ze gdyby maslow zyl w naszych czasach, u samej postawy swojej piramidy, w zakres potrzeb podstawowych, fizjologicznych wpisalby ' nowy sweterek' ;) no, przynajmniej w odniesieniu do dziewczynek z warszawy, przedstawicielek kultury zachodniej.
                                                    moze bez tego sweterka dziewczynka nie umrze w sensie fizycznym , ale juz w sensie spolecznym - mozliwe ze tak, ze brak tego sweterka zepchnie ja na dno dzieciecego stada, zmiejszy jej szanse juz na starcie, przyczyniajac sie dlugofalowo do jej niskiej pozycji spolecznej, gorszej pracy, mniejszych szans na rynku erotyczno - zwiazkowym, prokreacyjnym... dziewczynka taka zapewne sama sobie takich mysli nie precyzuje, za to ma je podsuniete w formie zmodyfikowanej przez prase, telewizje, reklamy...

                                                    "chyba te kwadranse w samochodach sponsorow to dla nich cos w rodzaju czegos, o czym nalezy szybko zapomniec, a napawac sie reszta. '
                                                    chyba tak
                                                    znam jedna doslownie dziewczyne, ktora dorabiala sobie czasem jako nieletnia sprzedajac sie w agencji wrecz. ymm, bilo od niej czyms co ja nazwalabym ' kompletnym odcieciem emocjonalnym' od tego co robila, zimnem. takie male transkacje, nic nadzwyczajnego, cos o czym mozna blizszym znajomym powiedziec pilujac pazury na kanapie. raczej koncentrowala sie na tym, co z tego ma. z zewnatrz widac bylo maske cynicznej cwaniary co byka/ zycie wziela za rogi, z politowaniem patrzacej na tych, co na nia wybaluszaja oczy w smutnym niedowierzaniu. a jak naprawde, ' w skrytosci ducha' ona to odczuwala i oceniala, to nie wiem. nie wiem, czy naprawde ja to ch.. obchodzilo, czy tylko grala taka twarda, taka co sobie twojego smutku nie zyczy, bo ja twoj smutek poniza bardziej niz prostytucja. bo twoj czy moj smutek jej sweterka nie da.
                                                    ---
                                                    'Moglam wyrazac siebie do imentu i w dowolnych granicach. Dlatego nie kojarzy mi sie to z buntem, bo to bylo na zupelnym legalu.'
                                                    tzn: co ci sie z buntem nie kojarzy?
                                                    ---
                                                    marysia
                                                    no, przeczytalam, choc niecaly, bez tych koncowych tresci o radach pedago itd.
                                                    ja nie wiem, czy tego nie bylo kiedys. jasne, nie bylo obsmarowywania w necie, ale reszta... no, nie wiem. slyszalam historie z dwoch najlepszych lubelskich liceow, o podlosci, kopaniu dolkow. w moim - nie az tak elitarnym liceum - tego nie bylo, przynajmniej w klasie z ambicjami, do ktorej trafilam przez swoje roztrzepanie i z ktorej po dwoch latach radosnie przenioslam sie do eksperymentalnej klasy ' dla niedostosowanych spolecznie' . tam juz nie bylo w ogole nic z tych rzeczy, niemal czysta anarchia, a moze cos w stylu rzadow ' anarchistow'...
                                                    dla mnie swiat marysinej szkoly to jakas odlegla galaktyka mlodych - starych, juz zorientowanych ale jeszcze niedomutowanych. dobry start w upatrzona kariere jest dla nich wazny.
                                                    no, ja chyba nadal jestem bardziej infantylna i oderwana od ' rzeczywistosci' niz te 16 ( ?) latki. ale czy takich ich kiedys nie bylo, powiedziec nie umiem.
                                                    ja nie spotkalam, pewnie dlatego, ze omijalismy sie duzymi kolami ;)
                                                    ---
                                                    'Zaatakowala ja bowiem 'grupa trzymajaca wladze' w klasie.'
                                                    no, tak, dla mnie schemat ogolny, zauwazalny tak w szkole jak w pracy. nowe jest uzycie netu do niszczenia ' zagrozenia'. okrutne dzieciaki dostaly skrzydel. trudniej zlapac za reke, niz kiedy maze sie sprayem po scianach i wiecej mozna napisac.
                                                    a marysi zachcialo sie walczyc. bardzo fajnie. pewnie wyrosnie na ' kontrowersyjna , odwazna, prowokujaca artystke' :)
                                                    ---
                                                    'miec' jest juz passe. Zeby byc kims, trzeba posiadac unikalny talent, zdolnosci, zainteresowania albo osiagniecia. '
                                                    no, to fajnie. zmiana warty na swieczniku mod. a moze rokuje to jakies nadzieje na bunt? a przynajmniej na drazenie, poszukiwanie czegos naprawde swojego w sobie?
                                                    ---
                                                    mlodzi ' kapialisci'
                                                    'Maja jeden model swiata, wiec trudno im o dystans do niego?'
                                                    asem z historii to ja nie jestem, a jedynie cos mi tam dzwoni, ze z komunizmem bylo podobnie. poprzedni system przedstawiony jako wrog czlowieczenstwa, nowy jako super ultra hit ponadsezonowy, zbawienie, i mlodzi za tym ida, wierza w budowanie nowego pieknego swiata, ignorujac niewygodne dla optymizmu
                                                    wiesci. potem przychodzi rozczarowanie. choc moze w tym przypadku rozczarowanie nie nadejdzie tak szybko, gdyz system ten nie jest tak jawnie opresyjny, a takze w wiekszym stopniu oparty jest o potrzeby ludzkie w porzadku wyluszczonym przez maslowa ( a nie, na odwrot ). kapitalizm chyba jednak bardziej odpowiada naturze czlowieka, nie gwalci tak jawnie jego naturalnych potrzeb w imie gornolotnych idealow.

                                                    cdn
                                                  • bene_gesserit Re: ucieczka z kina 24.05.08, 02:02
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [krzepcy kucharze]
                                                    > lol! co za stereotypy!

                                                    Asekurancko gdzies tu stwierdzilam, ze bez nich sie nie da. No
                                                    wlasnie.

                                                    > jestem silna i zwinna, wycwiczona w ' srodowisku kuchennym',
                                                    tylko mam slabe
                                                    > baterie. zreszta, do czego ta sila mialaby byc potrzebna?

                                                    Do tych wielkich garow, noszenia towaru i obierania pietnastu kilo
                                                    cebuli?

                                                    > jesli przestane sie katastrofalnie spozniac ( 2, 5 godziny
                                                    dzisiaj, grrr),

                                                    Musza cie bardzo cenic albo musza byc na ciebie skazani ;)

                                                    > choc, rzecz jasna, jestem otwarta na zmiany w mej mikrej karierze.

                                                    Przeciez kucharzenie to moze byc wielka kariera. Nie pamietam czy w
                                                    Hiszpanii czy Portugalii rodak twoj i moj gotowal dla krola i
                                                    zdobyl jakies tam narodowe wyroznienia.

                                                    ...
                                                    Kolakowskiego znajdz, dziekuje z gory.

                                                    [kombinaty]

                                                    > doskonaly przyklad na to jak to obecnymi czasy - zamiast
                                                    krytykowac i zwalczac
                                                    > jakies zjawisko, robi sie na nim kase. granice ' zdrowego
                                                    rozsadku' czy normal
                                                    > nosci, akceptowalnosci znacznie sie przesunely.
                                                    > zamiast nazywac rzeczy czy sytuacje dobrymi/ zlymi, wykorzystuje
                                                    sie je jako zr
                                                    > odlo zysku. pluralizacja prawdy, moralnosci do tego doprowadzily,
                                                    moim zdaniem,
                                                    > i w skrocie.

                                                    Zgadnij, jaki ruch polityczny w Polsce uchodzi za najbardziej
                                                    awangardowy i cool. Lewica. Nie ta stara, ktora ma powiazania z
                                                    tym, co bylo, ale nowa - z ludzmi, ktorzy urodzili sie juz po.

                                                    > 'sweterek u Maslowa '

                                                    > moze bez tego sweterka dziewczynka nie umrze w sensie fizycznym ,
                                                    ale juz w sen
                                                    > sie spolecznym - mozliwe ze tak, ze brak tego sweterka zepchnie
                                                    ja na dno dziec
                                                    > iecego stada, zmiejszy jej szanse juz na starcie,

                                                    Tak sie jakos porobilo, ze wyglad liczy sie coraz bardziej dla
                                                    coraz mlodszych.

                                                    > raczej koncentrowala sie na tym, co z tego ma. z zewnatrz widac
                                                    > bylo maske cynicznej cwaniary co byka/ zycie wziela za rogi, z
                                                    politowaniem pa
                                                    > trzacej na tych, co na nia wybaluszaja oczy w smutnym
                                                    niedowierzaniu. a jak nap
                                                    > rawde, ' w skrytosci ducha' ona to odczuwala i oceniala, to nie
                                                    wiem. nie wiem,
                                                    > czy naprawde ja to ch.. obchodzilo, czy tylko grala taka twarda,
                                                    taka co sobie
                                                    > twojego smutku nie zyczy, bo ja twoj smutek poniza bardziej niz
                                                    prostytucja. b
                                                    > o twoj czy moj smutek jej sweterka nie da.

                                                    Nie chce mi sie wierzyc, ze to jest 'czysty handel'. Chociaz moze
                                                    mam mala wyobraznie. Pewnie jesliby czlowieka wychowac w bardzo
                                                    specyficznym srodowisku, to moglby w to spokojnie wierzyc.
                                                    Ale i tak nie wierze.

                                                    > 'Moglam wyrazac siebie do imentu i w dowolnych granicach. Dlatego
                                                    nie kojarzy m
                                                    > i sie to z buntem, bo to bylo na zupelnym legalu.'
                                                    > tzn: co ci sie z buntem nie kojarzy?

                                                    Wyrazanie siebie.
                                                    Z buntem to mi sie kojarza fajki np, nie wspominajac juz o
                                                    substancjach. Fajki byly u nas w domu zabanowane, a 'narkotyki'
                                                    mama wymawiala jak slowo wulgarne.

                                                    > marysia
                                                    > no, przeczytalam, choc niecaly, bez tych koncowych tresci o
                                                    radach pedago itd.
                                                    > ja nie wiem, czy tego nie bylo kiedys. jasne, nie bylo
                                                    obsmarowywania w necie,
                                                    > ale reszta... no, nie wiem. slyszalam historie z dwoch
                                                    najlepszych lubelskich l
                                                    > iceow, o podlosci, kopaniu dolkow.

                                                    No to ja nie slyszalam. Za moich czasow wogole tego nie bylo.

                                                    > dla mnie swiat marysinej szkoly to jakas odlegla galaktyka
                                                    mlodych - starych, j
                                                    > uz zorientowanych ale jeszcze niedomutowanych.

                                                    Noale wlasnie o to chodzi: czy oni domutuja bez buntu wogole?

                                                    dobry start w upatrzona kariere
                                                    > jest dla nich wazny.
                                                    > no, ja chyba nadal jestem bardziej infantylna i oderwana od '
                                                    rzeczywistosci' n
                                                    > iz te 16 ( ?) latki. ale czy takich ich kiedys nie bylo,
                                                    powiedziec nie umiem.

                                                    Mysle, ze to sa pierwsze dzieciaki, ktore widza, jak bardzo praca
                                                    sie liczy. Ja pamietam 'czy sie stoi czy sie lezy', pamietam tez
                                                    czasy, w ktorych do zlapania dobrej roboty wystarczyl 'jezyk i
                                                    komputer'. A oni z kolei (zapewne) dorastaja sluchajac rodzicow,
                                                    ktorzy powtarzaja sobie 'oby tylko mnie z roboty nie wylali'.

                                                    > 'Zaatakowala ja bowiem 'grupa trzymajaca wladze' w klasie.'
                                                    > no, tak, dla mnie schemat ogolny, zauwazalny tak w szkole jak w
                                                    pracy. nowe jes
                                                    > t uzycie netu do niszczenia ' zagrozenia'. okrutne dzieciaki
                                                    dostaly skrzydel.
                                                    > trudniej zlapac za reke, niz kiedy maze sie sprayem po scianach i
                                                    wiecej mozna
                                                    > napisac.

                                                    No i wlasnie o to chodzi.
                                                    Wiele osob rezyguje z gnojenia, jesli musi troche pokombinowac,
                                                    poglowkowac, powycierac odciski palcow. Internet oferuje
                                                    sprytniejszym mozliwosci o wiele lepsze i latwiejsze niz real.

                                                    > a marysi zachcialo sie walczyc. bardzo fajnie. pewnie wyrosnie
                                                    na ' kontrowersy
                                                    > jna , odwazna, prowokujaca artystke' :)

                                                    Ma naprawde duzo sily i zimnej krwi. Ciekawe, kiedy jej pokolenie
                                                    do niej dorosnie.

                                                    [miec jest passe]
                                                    > no, to fajnie. zmiana warty na swieczniku mod. a moze rokuje to
                                                    jakies nadzieje
                                                    > na bunt? a przynajmniej na drazenie, poszukiwanie czegos naprawde
                                                    swojego w so
                                                    > bie?

                                                    No pewnie, ze to o wiele lepsze niz licytacja, komu za ile co
                                                    kupili. Potencjal rozwoju - fajnie.

                                                    > mlodzi ' kapialisci'
                                                    > 'Maja jeden model swiata, wiec trudno im o dystans do niego?'
                                                    > asem z historii to ja nie jestem, a jedynie cos mi tam dzwoni, ze
                                                    z komunizmem
                                                    > bylo podobnie.

                                                    Jasne. Dlatego latwiej jest tym, ktorzy stoja w rozkroku.

                                                    > choc moze w tym przypadku rozczarowani
                                                    > e nie nadejdzie tak szybko, gdyz system ten nie jest tak jawnie
                                                    opresyjny,

                                                    On w ogole nie jest opresyjny dla tych, ktorzy maja pieniadze.
                                                    Jawnie opresyjny jest dla tych, ktorzy ich nie maja. Ale oni z
                                                    kolei maja slaby dostep do mediow, polityki itd, wiec problem znika
                                                    i nikt nie wie, o co chodzi.

                                                    kapitalizm chyba jednak bardziej odpowiada n
                                                    > aturze czlowieka, nie gwalci tak jawnie jego naturalnych potrzeb
                                                    w imie gornolo
                                                    > tnych idealow.

                                                    Ja bym powiedziala - tak, ale raczej dlatego, ze apeluje do tego,
                                                    czego mamy jako gatunek w nadmiarze - do egoizmu.

                                                    > 'Rodzice na pewno broniliby dziecka.'
                                                    > no, ale kto by bronil rodzicow? ;] a raczej : dlaczego nierodzice
                                                    mieliby przed
                                                    > kladac zycie czyjegos dziecka nad swoje wlasne? kto z kim by sie
                                                    tu mial solida
                                                    > ryzowac i dlaczego?

                                                    To zalezy, kto by w tej piwnicy siedzial, nie?

                                                    cd
                                                  • szarylemur ucieczka2 22.05.08, 05:12
                                                    cd
                                                    mozliwa absurdalnosc twojej postawy w ' piwnicy'
                                                    hmm, odmowa poniesienia jakichkolwiek wyrzeczen na rzecz grupy, wynikajaca z twojego egoizmu, krotkowzrocznej niecheci wobec grupy, wobec sytuacji, ktore nie przyniosa wymiernych korzysci tobie.
                                                    hmm, niech bedzie wyciecie wiekowego lasu na podpalke w twoim [ domniemanie ] ukochanym kominku
                                                    slabe...
                                                    jak mi wpadnie do glowy, to napisze, nie martw sie ;)
                                                    ---
                                                    'Rodzice na pewno broniliby dziecka.'
                                                    no, ale kto by bronil rodzicow? ;] a raczej : dlaczego nierodzice mieliby przedkladac zycie czyjegos dziecka nad swoje wlasne? kto z kim by sie tu mial solidaryzowac i dlaczego?
                                                    ---
                                                    1.ymm, metody dyskusji to nie jest wielki nochal.
                                                    zmienianie wielkiego nochala, nie jest jeszcze powszechne, a juz na pewno nie jest mozliwe samodzielnym aktem woli wyniklej z autorefleksji.
                                                    to/ twoj sposob dyskusji czasem/ raczej porownalabym do takiego konglomeratu:
                                                    pietnowania i naprowadzania do dobra droge osob, ktore wytykaja innym ' stopy jak pletwy' polaczonego z wytykaniem ludziom ' stop jak pletwy' i polaczonego z awersja do przyznania, ze sama masz takie wlasnie oraz reagowania co najmniej drazliwie, kiedy ci o nich/ lub o tym napisze.
                                                    ale nie wiem wlasciwie czy opisujac ten konglomerat jak go widze z mego zaulka, nie kontynuuje watku wytykania ;]
                                                    dalej: zapewne i ja czasem staje sie wlascicielka ' konglomeratu', i rani moje ego, gdy ktos to zauwaza i oznajmia mi.
                                                    ale - jesli nie jest to czysto zlosliwe, absurdalne sranie na mnie, to raczej pozytywne skutki - na dluzsza mete - przynosi.

                                                    2. czasem mam dosc siebie usilujacej zrozumiec motywy innych, wczuc sie, i tym wczuciem i zrozumieniem objac kogos kto mi wbija szpile i kontynuowac tlumaczenie siebie jakbym byla spolegliwym misiem.
                                                    czasem mam tych szpil dosyc, np szpil ' a jakie to ma znaczenie' kiedy pisze o czyms dla mnie waznym. nawet teraz szukam winy po mojej stronie, pojawia sie mysl ' no, przeciez moglam jej to napisac kiedy mnie uklulo'. ale nie napisalam, uzbieralo sie, i chce o tym napisac.

                                                    nie jestem tylko i wylacznie spokojna mila osoba, mam swoje wrazliwe punkty.
                                                    ---
                                                    'Poczulam sie po prostu tak, jakbym poszla do kina, a tu nagle okazalo sie, ze zamiast filmu beda mi robic pedikjur. Nie halo.'
                                                    hmm, ale to chyba my dwie ustalamy czy to jest kino czy cos innego, prawda?
                                                    weszlam na cien?
                                                    ---
                                                    'Wolalabym zrozumiec, po co w ogole mamy o tym rozmawiac.'
                                                    bo to forum psychologia?
                                                    ---
                                                    okej, skoro naprawde wiesz jakie sa twoje wady, i naprawde nie masz ochoty/ nie widzisz sensu w ich analizowaniu tutaj, to zostawie to.
                                                    ale - jak znam siebie - wytkne ci je w jakims bierzacym watku na fp. tak samo jak wytykam kazdemu innemu, jesli mam ochote/ przekonanie o wlasnej slusznosci w temacie, jesli draznia mnie metody dyskusji badz wyglaszane przez kogos poglady.

                                                    pozdrawiam :)


                                                  • bene_gesserit Re: ucieczka2 24.05.08, 02:09
                                                    > zmienianie wielkiego nochala, nie jest jeszcze powszechne, a juz
                                                    na pewno nie j
                                                    > est mozliwe samodzielnym aktem woli wyniklej z autorefleksji.

                                                    Imo porownanie jednak trafne.
                                                    Samodzielny akt zmiany swojego postepowania jest nawet trudniejszy
                                                    (czasem, dla niektorych) niz operacja.

                                                    > to/ twoj sposob dyskusji czasem/ raczej porownalabym do takiego
                                                    konglomeratu:
                                                    > pietnowania i naprowadzania do dobra droge osob, ktore wytykaja
                                                    innym ' stopy
                                                    > jak pletwy' polaczonego z wytykaniem ludziom ' stop jak pletwy'

                                                    Nie 'ludziom', ale 'ludziom, ktorych nie lubie/nie podobaja mi
                                                    sie'. To gwoli uscislenia.

                                                    i polaczonego
                                                    > z awersja do przyznania, ze sama masz takie wlasnie oraz
                                                    reagowania co najmnie
                                                    > j drazliwie, kiedy ci o nich/ lub o tym napisze.

                                                    Mysle, ze wszystko/wiele jest kwestia formy.
                                                    Slabo sie znamy - wez to pod uwage. A medium - jedyne, jakie mamy -
                                                    nie ulatwia.
                                                    ...

                                                    > czasem mam tych szpil dosyc, np szpil ' a jakie to ma znaczenie'
                                                    kiedy pisze o
                                                    > czyms dla mnie waznym.

                                                    Zalozenie, ze odbiorca telepatycznie wyczuwa, co wazne, co mniej,
                                                    jest niesprawiedliwe. Czytanie tekstu z ekranu jest w jakiejs
                                                    czesci rozmowa z lustrem. I mozna wazyc slowa na wadze
                                                    aptekarskiej, a i tak trafic w czuly punkt.

                                                    Moze to jest kwestia oswojenia medium. Ja je oswajalam duzo dluzej
                                                    i maloco biore do siebie - min dzieki zalozeniu, ze via Internet
                                                    nie mozna sie wyczuc.

                                                    nawet teraz szukam winy po mojej stronie, pojawia sie my
                                                    > sl ' no, przeciez moglam jej to napisac kiedy mnie uklulo'. ale
                                                    nie napisalam,
                                                    > uzbieralo sie, i chce o tym napisac.

                                                    Na warsztatach asertywnosci (TERAPEUCI prowadzili, tak tak ;)
                                                    tlumaczyli nam, ze najlepiej od razu pisac, a nie zbierac i
                                                    hodowac. Imo awantury (pisze teraz o swoim niegdysiejszym realu)
                                                    pt 'jak to nie wiesz, co co mi chodzi??! Ty sie nawet nie
                                                    domyslasz???!') sa zupelnie bez sensu.

                                                    > nie jestem tylko i wylacznie spokojna mila osoba, mam swoje
                                                    wrazliwe punkty.

                                                    Jak kazdy. Ich istnienie latwo dostrzec. Ale bardzo trudno jakos je
                                                    umiejscowic.

                                                    > hmm, ale to chyba my dwie ustalamy czy to jest kino czy cos
                                                    innego, prawda?
                                                    > weszlam na cien?

                                                    Nie :)
                                                    Tylko ja tu na terapie nie przychodze.

                                                    > ---
                                                    > 'Wolalabym zrozumiec, po co w ogole mamy o tym rozmawiac.'
                                                    > bo to forum psychologia?

                                                    Tak, i rozmawia sie tu o tym, dlaczego niektorzy lubia szpinak i o
                                                    groszku w puszce.

                                                    ...

                                                    > ale - jak znam siebie - wytkne ci je w jakims bierzacym watku na
                                                    fp. tak samo j
                                                    > ak wytykam kazdemu innemu, jesli mam ochote/ przekonanie o
                                                    wlasnej slusznosci w
                                                    > temacie, jesli draznia mnie metody dyskusji badz wyglaszane przez
                                                    kogos pogla
                                                    > dy.

                                                    Prosze bardzo - a ja ci radosnie przyklasne i przestane sie tym
                                                    zajmowac.

                                                    czul
                                                  • szarylemur mry mry 24.05.08, 04:08
                                                    sily trzeba:' Do tych wielkich garow, noszenia towaru i obierania pietnastu kilo cebuli?'
                                                    ale to nie jest stolowka stoczni gdanskiej ani nawet hotel jakis. to taka mala rest dla snobow i smakoszy.
                                                    ---
                                                    'Musza cie bardzo cenic albo musza byc na ciebie skazani ;)'
                                                    i jedno i drugie ;] to znaczy tak sie jakos dopelnia jedno z drugim, drugie z pierwszym
                                                    ---
                                                    kolakowski
                                                    nie moge znalezc przez google :(
                                                    moze to zbyt stare, zeby bylo w archiwum? moze sprobuj w jakiejs porzadnej bibliotece, mysle ze to bylo jakies 4 - 5 lat temu. moze byl to urywek jakiejs ksiazki wtedy wydanej?
                                                    poszukam jeszcze w sieci
                                                    ---
                                                    i coz z tego ze lewica jest teraz cool? jakie ma to odniesienie do pluralizacji prawdy i kombinatow ( siedzialam zbyt dlugo na sloncu, jestem nieco oglupiala, najbardziej dzis wciagala mnie gra w mahjonga hashira... )
                                                    ---
                                                    'Tak sie jakos porobilo, ze wyglad liczy sie coraz bardziej dla coraz mlodszych. '
                                                    filmiszcza w tv, mammy und daddy, siostrunie, plepleple sie wzyna w mozg szybko.
                                                    ---
                                                    maloletnie puszczalskie
                                                    Nie chce mi sie wierzyc, ze to jest 'czysty handel'. Chociaz moze mam mala wyobraznie. Pewnie jesliby czlowieka wychowac w bardzo specyficznym srodowisku, to moglby w to spokojnie wierzyc.
                                                    srodowisko na pewno ma wplyw, ale sa tez jakies osobiste predyspozycje.
                                                    zanim ta dziewczyna zaczela sie puszczac, tez nie byla moja faworytka w tej rodzinie, ja znalam ja jako mala, wyszczekana, zimna, kiczowata cwaniare. nie neguje, ze ona cos czuje, ale zauwazam ze ona nie chciala aby ktokolwiek mial watpliwosci co do tego, ze nie czuje nic, poza satysfakcja z zarobku. wydaje mi sie, ze nawet byla dumna ze swego sprytu i hardosci, doroslosci tak specyficznie pojetej. i fakt, ze cala rodzina miala wielkie problemy z uczuciami.
                                                    ---
                                                    'Z buntem to mi sie kojarza fajki np, nie wspominajac juz o substancjach' a nie - wyrazanie siebie
                                                    hmm, a ja chyba jako 16 latka wydmuchnelam matce dym w twarz, aby wyrazic swoj bol i reszte. a o narkotykach ani matka ani ojciec woleli nie wiedziec a i ja sie z takimi info nie narzucalam...
                                                    nadal uwazam, ze wiele zalezy od specyfiki rodziny. wobec ojca buntowalam sie ostro. z matka wolalam dyskutowac, rozmawiac. a jesli nie dochodzilysmy do kompromisu , przepraszalam i robilam swoje. ale kiedy mialam 17 lat ona ciezko zachorowala, dlugo lezala w szpitalu, ojciec balowal po polsce, wiec w sumie moje realia byly nieco inne niz te przecietne, statystyczne.
                                                    a poza tym:
                                                    coz mialoby przyjsc z lamania zakazow, o ktorych nawet ty sadzisz, ze sa rozsadne?
                                                    ---
                                                    marysia
                                                    moze to uwspolczesniona specyfika jakiegos modnego liceum ( czy co to tam jest)?
                                                    czy domutuja bez buntu?
                                                    moze nie, moze nie wszyscy musza bunt przejsc. moze niektorzy nie sa do buntu stworzeni - jak nie byla niemal cala moja klasa ' z ambicjami'. moze oni nie chca niszczyc podstaw jakie dali im rodzice, lecz na nich budowac swoj zamek. moze nie martwi ich brak autentycznosci, moze sobie samym zdaja sie doskonale autentyczni, a moze zadowala ich powielanie wzorcow jakie uznaja za dobre. a moze w ogole po prostu nastawieni sa na kariere niz na wewnetrzne podroze. . ? .
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze to sa pierwsze dzieciaki, ktore widza, jak bardzo praca sie liczy.'
                                                    takie pokolenie - jak pisalas - bez pamieci poprzedniego systemu, a jeszcze z wielka wiara w to, ze dostosowujac sie do obecnego - ktory jest reklamowany jako swietny - osiagna szczescie.
                                                    ---
                                                    'Ma naprawde duzo sily i zimnej krwi. Ciekawe, kiedy jej pokolenie do niej dorosnie.'
                                                    nie wiem, nie pokochalam marysi wcale ;]
                                                    jak to mowia: artysta musi miec jakies problemy. ja mysle, ze marysia tez ma problematyczna osobowosc, tylko problematyczna inaczej niz ta klasa.
                                                    ---
                                                    kapitalizm apeluje do ludzkiego egoizmu
                                                    no, tak. dlatego wspolgra z ludzka natura, a nie - jak komunizm - z ludzka kultura, z ideami ludzkimi.
                                                    mowie ci, ze sie przezra w koncu kiedys. w koncu opadna na fotel zmeczeni tymi zwyciestwami i porazkami i pomysla , ze mogloby byc, ze wlascwie to powinno byc inaczej. nie wszyscy, ale czesc z nich, na pewno.
                                                    trzeba ich tylko schwytac w sidla gdy beda slabi. a na codzien - karmic kontrpropaganda.
                                                    oczywiscie, moglabym to opisac bardziej wzniosle...
                                                    ---
                                                    czepianie sie
                                                    okej, no to odwolam sie do twojego zapytania czy nie lepiej byloby przemilczec zauwazane w rozmowcy wady.
                                                    no, moze i lepiej. ale czemu by wowczas nie przemilczec rowniez zalet?
                                                    ---
                                                    'Nie 'ludziom', ale 'ludziom, ktorych nie lubie/nie podobaja mi sie'. To gwoli uscislenia.'
                                                    tym gorzej :) znaczy, trzeba starac sie zebys kogos lubila, bo inaczej nie reczysz za siebie? ;)))
                                                    ---
                                                    'Zalozenie, ze odbiorca telepatycznie wyczuwa, co wazne, co mniej, jest niesprawiedliwe. '
                                                    nie wierzysz w telepatie ? o ty ;))) spojrz na watek obok :)
                                                    no, dobra, racja
                                                    ---
                                                    'najlepiej od razu pisac, a nie zbierac i hodowac.'
                                                    no, to chyba dobrze, ze to napisalam zamiast poczekac jeszcze i jeszcze troche. ja tak uwazam.
                                                    ---
                                                    'ja tu na terapie nie przychodze'
                                                    ale to nie jest terapia, tylko kilka moich zapytan/ zarzutow pod adresem twojego sposobu prowadzenia dyskusji oraz rzucenie terap grypsem.
                                                    ---
                                                    fp
                                                    .'rozmawia sie tu o tym, dlaczego niektorzy lubia szpinak i o groszku w puszce' .
                                                    no, nie tylko, nie tylko. sa gorsze i lepsze dni, co moze odwrotnie przekladac sie na psychologicznosc watkow. a groszek porusza swoim watkiem kilka waznych tematow, imo
                                                    ---
                                                    w sumie to zapomnialam juz o co mi konkretnie chodzilo w moich zarzutach i jojczeniach, wiec daje spokoj biciu piany.
                                                    ale mam nadzieje, ze - szczerze - nie oczekiwalas i nie oczekujesz ode mnie nadlojalnosci - tj. poparcia na forum z samej racji tego ze tutaj sie spotykamy.
                                                    moze oczekujesz, byloby to dla mnie dziwne,niespodziewane ale przeciez nikt nie mowil ze jestesmy podobne. wazne abysmy sie zrozumialy. przynajmniej dla mnie ;)
                                                    'a ja ci radosnie przyklasne i przestane sie tym zajmowac.'
                                                    czym?

                                                    pozdrawiam
                                                  • bene_gesserit Re: mry mry 26.05.08, 18:42
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ale to nie jest stolowka stoczni gdanskiej ani nawet hotel jakis.
                                                    to taka mala
                                                    > rest dla snobow i smakoszy.

                                                    Z takim czyms w cv moglabys w Polsce dyktowac warunki: strasznie
                                                    wielkie zapotrzebowanie jest na specjalistow z glowa i tego typu
                                                    doswiadczeniem.

                                                    > kolakowski
                                                    > nie moge znalezc przez google :(

                                                    Poszukam, jak nie zapomne.
                                                    Zaczela mi sie alergia, biore leki antyaler, ktore mnie skutecznie
                                                    otepiaja, snuje sie jak zombie i nic tylko bym spala.

                                                    i coz z tego ze lewica jest teraz cool? jakie ma to odniesienie do
                                                    pluralizacji
                                                    > prawdy i kombinatow ( siedzialam zbyt dlugo na sloncu, jestem
                                                    nieco oglupiala,
                                                    > najbardziej dzis wciagala mnie gra w mahjonga hashira... )

                                                    Nie pamietam, dlaczego mi sie to skojarzylo :)
                                                    Pewnie dlatego, ze tego typu zjawisko jest paradoksalnym wynikiem
                                                    (czy wspolgraniem) z uwielbieniem dla kapitalizmu wsrod pokolenia-
                                                    bez-pokolenia.

                                                    Madzong kojarzyl mi sie do tej pory ze starszymi paniami z
                                                    amerykanskich powiesci ('babci nie ma, poszla do sasiadki grac w
                                                    madzonga'). ;)


                                                    > 'Tak sie jakos porobilo, ze wyglad liczy sie coraz bardziej dla
                                                    coraz mlodszych
                                                    > . '
                                                    > filmiszcza w tv, mammy und daddy, siostrunie, plepleple sie wzyna
                                                    w mozg szybko
                                                    > .

                                                    Tez wyglad i w ogole hiper-wszechswiatowy kult idolek, roznych
                                                    gwiazdek itd. Nawet jesli ktora zadebiutuje jako pulchniutka
                                                    szesciolatka, to jesli utrzyma sie w branzy (filmowej, muzycznej),
                                                    to po 10 latach wyglada jak rozwiazla 20tolatka.

                                                    > maloletnie puszczalskie
                                                    > Nie chce mi sie wierzyc, ze to jest 'czysty handel'. Chociaz moze
                                                    mam mala wyob
                                                    > raznie. Pewnie jesliby czlowieka wychowac w bardzo specyficznym
                                                    srodowisku, to
                                                    > moglby w to spokojnie wierzyc.
                                                    > srodowisko na pewno ma wplyw, ale sa tez jakies osobiste
                                                    predyspozycje.

                                                    Noale czy one sie tez nie biora ze srodowiska?
                                                    Czy ta twoja krewna gdyby byla madrze kochana i otoczona troska
                                                    nalezna dziecku, tez bylaby 'zimna kiczowata cwaniara'?

                                                    > nadal uwazam, ze wiele zalezy od specyfiki rodziny.

                                                    No tak, mi bylo duzo wolno, pomijajac wlasnie palenie i zazywanie.
                                                    Mama zaczela cmokac z niezadowoleniem dopiero wowczas, kiedy
                                                    zaczelam demonstracyjnie nosic obcieta bardzo krotko meska bluze z
                                                    wielka plama czerwonej farby akrylowej z faktura - co wygladalo
                                                    (czy przynajmniej mialo wygladac) jak swieza rana postrzalowa w
                                                    brzuch, z flakami. Niestety, efekt nie byl jakis piorunujacy, cos w
                                                    rodzaju 'benusiu, jestes pewna, ze chcesz tak ubrana wyjsc? benusia
                                                    na to z nadzieja 'oczywiscie, a co??? nie podoba ci sie!?' matka -
                                                    'no, jak tam sobie chcesz, chociaz ja bym zalozyla jednak co
                                                    innego'. Moglam jezdzic gdzie i z kim chcialam, wracac do domu
                                                    kiedy zechce, dostawalam forse na jakie tylko dzikie zajecia sobie
                                                    wymyslilam itd.

                                                    > a poza tym:
                                                    > coz mialoby przyjsc z lamania zakazow, o ktorych nawet ty
                                                    sadzisz, ze sa rozsad
                                                    > ne?

                                                    Nie wiem.
                                                    Jak sie wyprowadzilam na swoje, pare lat nie scielilam lozka - bo o
                                                    ile moglam wracac do domu po czwartej rano, o tyle lozko scielic
                                                    musialam. I sprawialo mi to rozbebeszone loze dzika frajde. Chociaz
                                                    to rozsadne scielic lozko.

                                                    moze oni nie chc
                                                    > a niszczyc podstaw jakie dali im rodzice, lecz na nich budowac
                                                    swoj zamek. moze
                                                    > nie martwi ich brak autentycznosci, moze sobie samym zdaja sie
                                                    doskonale auten
                                                    > tyczni, a moze zadowala ich powielanie wzorcow jakie uznaja za
                                                    dobre. a moze w
                                                    > ogole po prostu nastawieni sa na kariere niz na wewnetrzne
                                                    podroze. . ?

                                                    Ja bym wlasnie na to stawiala.
                                                    To dzieci dobrobytu i wolnosci, dlaczego niby mialoby sie w nich
                                                    gotowac i zawęźlać, skad niby iskra. Pisalas chyba tu o skojarzeniu
                                                    z powojennymi czasami USA - moze oni wloasnie sa takimi dzieciakami
                                                    z lat 50-60, domek z ogrodkiem, rasowy pies, jakies dziecko i modne
                                                    ciuchy.

                                                    > mowie ci, ze sie przezra w koncu kiedys. w koncu opadna na fotel
                                                    zmeczeni tymi
                                                    > zwyciestwami i porazkami i pomysla , ze mogloby byc, ze wlascwie
                                                    to powinno byc
                                                    > inaczej. nie wszyscy, ale czesc z nich, na pewno.

                                                    No tak, to sie dzieje. Bogacze przyjezdzaja swoimi wypasionymi
                                                    furkami do dzielnic nedzy i rozdaja bezdomnym zupe. Albo edukuja
                                                    biedne glupie dzieci. Albo daja datki, zeby im zbudowac swietlice.
                                                    Po co socjal, jak jest charytatywnosc, nie.

                                                    > czepianie sie
                                                    > okej, no to odwolam sie do twojego zapytania czy nie lepiej
                                                    byloby przemilczec
                                                    > zauwazane w rozmowcy wady.
                                                    > no, moze i lepiej. ale czemu by wowczas nie przemilczec rowniez
                                                    zalet?

                                                    Ale ja naprawde nie potrzebuje informacji ani o jednym, ani o
                                                    drugim. Nie przywyklam via Internet rozmawiac o sobie. Nie
                                                    potrzebuje tego.

                                                    > ---
                                                    > 'Nie 'ludziom', ale 'ludziom, ktorych nie lubie/nie podobaja mi
                                                    sie'. To gwoli
                                                    > uscislenia.'
                                                    > tym gorzej :) znaczy, trzeba starac sie zebys kogos lubila, bo
                                                    inaczej nie recz
                                                    > ysz za siebie? ;)))

                                                    Tylko wtedy, jesli pieprzy jak potluczony, a do tego mi sie akurat
                                                    chce.

                                                    > 'najlepiej od razu pisac, a nie zbierac i hodowac.'
                                                    > no, to chyba dobrze, ze to napisalam zamiast poczekac jeszcze i
                                                    jeszcze troche.
                                                    > ja tak uwazam.

                                                    Ja tez tak uwazam.

                                                    > 'ja tu na terapie nie przychodze'
                                                    > ale to nie jest terapia, tylko kilka moich zapytan/ zarzutow pod
                                                    adresem twojeg
                                                    > o sposobu prowadzenia dyskusji oraz rzucenie terap grypsem.

                                                    Obawiam sie, ze to sie nie zmieni u mnie.

                                                    > ale mam nadzieje, ze - szczerze - nie oczekiwalas i nie
                                                    oczekujesz ode mnie nad
                                                    > lojalnosci - tj. poparcia na forum z samej racji tego ze tutaj
                                                    sie spotykamy.

                                                    Alez skad. Jaszczurki dzialaja samotnie :)

                                                    > 'a ja ci radosnie przyklasne i przestane sie tym zajmowac.'
                                                    > czym?

                                                    Tym, co napisalas o moim domniemanym tylku czy nosie.
                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: mry mry 27.05.08, 01:15
                                                    Zaczela mi sie alergia'
                                                    mi pomagal spray kumpla - astmatyka. to tak z cyklu ' medycyny niekonwencjonalnej'
                                                    czy nie ma takich lekow antyal, ktore nie otepiaja?
                                                    ---
                                                    lewica 'cool'
                                                    a moze ta nowa lewica jawi sie jako w miare dobra alternatywa dla partii prokosciolkowych? i na tym polega jej najwieksza zaleta?
                                                    ---
                                                    madzong
                                                    ale to inny madzong
                                                    madzong tetris. dosc wciagajace odreagowanie. kulki mi sie znudzily.
                                                    ---
                                                    'maloletnie puszczalskie'
                                                    osobiste predyspozycje, no tak, sa w sensie genetycznym dostarczane z zewntarz, w takim sensie chyba wszystko zatem pochodzi ze srodowiska.
                                                    'Czy ta twoja krewna gdyby byla madrze kochana i otoczona troska nalezna dziecku, tez bylaby 'zimna kiczowata cwaniara'?'
                                                    to nie jest moja krewna. he he, jak sie wypieram ;) to siostra jednej z moich znajomych.
                                                    moze i by nie byla, pewnie nie bylaby. ale - zauwaz - reszta rodzenstwa otoczona byla tymi samymi klimatami co owa x, ale tylko ta x. wybrala akurat ten sposob zycia.
                                                    oczywiscie, te 'wplywy srodowiskowe' w swym unikalnym miksie, o tym zadecydowaly. dosc latwo byloby mi wskazac, co wplynelo na nia tak a tak, ale dopiero z perspektywy dokonanej, nie na ' zas'
                                                    ---
                                                    bunt
                                                    'mi bylo duzo wolno...'
                                                    no, to prawie jak obecnej mlodziezy, prawda? czy zatem roznica polega jedynie na skomercjalizowaniu buntu? na tym, ze choc z wlasna matka nie szlo, to na ulicy, ogol moglas relatywnie latwo szokowac?
                                                    czy na czym polega roznica miedzy glodna buntu bene i zadowolonym z rodzicielskiej drogi wspolczesnych nastolatkow?
                                                    ---
                                                    lamanie zakazow, o ktorych nawet ty sadzisz, ze sa rozsadne
                                                    ja juz nie bardzo pamietam, ale chyba raczej nie lamalam tego, z czego zasadnoscia sie naprawde, bez wewnetrznej sprzecznosci, zgadzalam.
                                                    kiedy wyprowadzilam sie z domu, wrecz zaczelam stosowac sie do niektorych regul, ktore z ojcem torpedowalam tylko po to, aby okazac swoj opor wobec niego. ale to tez juz troszke z innej bajki , bo - poza wszystkim innym - moj ojciec jest tez megaupierdliwym pedantem
                                                    ---
                                                    'moze oni wlasnie sa takimi dzieciakami z lat 50-60, domek z ogrodkiem, rasowy pies, jakies dziecko i modne ciuchy.'
                                                    no, mozliwe. dlaczego zatem watpic w autentycznosc ich pragnien?
                                                    ---
                                                    nazra sie
                                                    i wcale nie chodzilo mi o jakis zryw charytatywny tych bogaczy, lecz o moment, w ktorym zamarzy im sie rozpoczecie wedrowki wewnetrznej, poszukania czegos ' duchowego' w zyciu.

                                                    'Po co socjal, jak jest charytatywnosc, nie.'
                                                    socjal po to, aby to wsparcie bylo bardziej stale, rownomierne, pewniejsze niz w przypadku aktow filantropii ktore moze beda a moze ich nie bedzie.
                                                    ---
                                                    'Nie przywyklam via Internet rozmawiac o sobie'
                                                    czyli dosc odmiennie net traktujemy.
                                                    coz, ocenilam cie jako osobe podobna do mnie, jak zauwazylas ja nie mialam oporow przed licznymi wycieczkami osobistymi. mnie to interesuje, skad mialam wiedziec ze ciebie nie?
                                                    ale mi wydaje sie zdziebko nie fair, dziwne po prostu i nieoczekiwane, rozmawianie o innych, 'rozpracowywanie' innych ( np: solaris), z jednoczesnym bronieniem dostepu do siebie.
                                                    ---
                                                    poparcie
                                                    'Alez skad.Jaszczurki dzialaja samotnie :)'
                                                    ???
                                                    a prawdziwi ludzie dzialaja inaczej?
                                                    ---
                                                    hmm, no, coz, zobaczymy jak to sie dalej potoczy
                                                    pozdrawiam :)


                                                  • bene_gesserit Re: mry mry 27.05.08, 21:28
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > czy nie ma takich lekow antyal, ktore nie otepiaja?

                                                    Wlasnie takie biore. I wg pani magister z apteki, mnostwo ludzi
                                                    skarzy sie, ze i tak oglupiaja. Na specjalnie madra nie trafilo, a
                                                    teraz jeszcze jakbym dostala obuchem w leb. Oj kiepsko.

                                                    > lewica 'cool'
                                                    > a moze ta nowa lewica jawi sie jako w miare dobra alternatywa dla
                                                    partii prokos
                                                    > ciolkowych? i na tym polega jej najwieksza zaleta?

                                                    To tez. Ale imo ona jest odpowiedzia na dumna bezideowosc tego
                                                    pokolenia. Nie tylko bezideowosc koscielna, ale kazda inna. Wielu z
                                                    dwudziestolatkow chlubi sie tym, ze sa wolni od ideologii (w
                                                    cichosci ducha holdujac dosc powaznej, czyli ultraliberalnemu
                                                    gospodarczo kapitalizmowi). Wiec ten nowy ruch skupia tych, ktorzy
                                                    w cos tam jeszcze wierza, cos ich boli i rozsadza chec dzialania.

                                                    > madzong
                                                    > ale to inny madzong
                                                    > madzong tetris. dosc wciagajace odreagowanie. kulki mi sie
                                                    znudzily.

                                                    A to jest gdzies w sieci? Bo wyskakuja jakies dziwne strony, boje
                                                    sie wchodzic. Ja ostatnio rozbroilam Shift 2 :)
                                                    armorgames.com/play/964/shift-2

                                                    > 'maloletnie puszczalskie'
                                                    > osobiste predyspozycje, no tak, sa w sensie genetycznym
                                                    dostarczane z zewntarz,
                                                    > w takim sensie chyba wszystko zatem pochodzi ze srodowiska.

                                                    Mi sie wydaje, ze znakomita wiekszosc.

                                                    > moze i by nie byla, pewnie nie bylaby. ale - zauwaz - reszta
                                                    rodzenstwa otoczo
                                                    > na byla tymi samymi klimatami co owa x, ale tylko ta x. wybrala
                                                    akurat ten spos
                                                    > ob zycia.
                                                    > oczywiscie, te 'wplywy srodowiskowe' w swym unikalnym miksie, o
                                                    tym zadecydowa
                                                    > ly. dosc latwo byloby mi wskazac, co wplynelo na nia tak a tak,
                                                    ale dopiero z p
                                                    > erspektywy dokonanej, nie na ' zas'

                                                    Bardzo duzo w pozornie 'takim samym srodowisku' zalezy nawet od tak
                                                    banalnej rzeczy, jak kolejnosc urodzenia (wg badan np najstarsze
                                                    dzieci zostaja naukowcami o wiele czesciej, niz mlodsze - a
                                                    najmlodsze dzieci czesciej niz srednie i najstarsze zostaja
                                                    artystami).
                                                    I oczywiscie - jesli np w srodowisku tej dziewczynki puszczala sie
                                                    juz jakas jej kolezanka, to jej bylo o wiele latwiej w to wejsc.
                                                    Ale byloby trudniej albo wcale by w to nie weszla, gdyby miala
                                                    przyzwoity dom. Chyba ze miala cos nietenten z glowa w sensie
                                                    klopoty neurologiczne.

                                                    > bunt
                                                    > 'mi bylo duzo wolno...'
                                                    > no, to prawie jak obecnej mlodziezy, prawda?

                                                    I tak, i nie. Dochodzilo do tej wolnosci bowiem dosc hermetyczne i
                                                    homogeniczne srodowisko podworkowe, z ktorym bylam mocno zwiazana.
                                                    Bylam po uszy w 'dobrym' towarzystwie i buntowalam sie w obrebie
                                                    tej wlasnie grupy odniesienia. W dodatku nie mielismy jako zrodla
                                                    inspiracji jackassow, ultraerotycznych nimfetek czy czego tam.

                                                    czy zatem roznica polega jedynie n
                                                    > a skomercjalizowaniu buntu?

                                                    Na tym tez. Ja sie wychowalam na autentycznym, prawdziwie
                                                    prymitywnym garazu, ktory byl puszczany tylko w jednej rozglosni i
                                                    tylko czasem.

                                                    na tym, ze choc z wlasna matka nie szlo, to na ulic
                                                    > y, ogol moglas relatywnie latwo szokowac?

                                                    Wez, w tamtych czasach wystarczylo zalozyc szelki tylem do przodu i
                                                    juz ludzie byli przerazeni. A ja procz malowania co popadlo,
                                                    robilam tez dosc odwazna bizuterie - kiedys, widzac moje klipsy w
                                                    ksztalcie zlotych krokodyli wychodzacych z ucha, jedna staruszka w
                                                    autobusie palnela mi kazanie, ze powinnam sie nosic skromnie,
                                                    normalnie i znalesc sobie meza. Najlepiej tenisiste, bo oni sa
                                                    bogaci.

                                                    > czy na czym polega roznica miedzy glodna buntu bene i zadowolonym
                                                    z rodzicielsk
                                                    > iej drogi wspolczesnych nastolatkow?

                                                    Na tym chyba, ze wszystko jest inaczej.
                                                    Mi juz sie nie chce buntowac od dawna, nawet sciele lozko :)

                                                    > kiedy wyprowadzilam sie z domu, wrecz zaczelam stosowac sie do
                                                    niektorych regul
                                                    > , ktore z ojcem torpedowalam tylko po to, aby okazac swoj opor
                                                    wobec niego. ale
                                                    > to tez juz troszke z innej bajki , bo - poza wszystkim innym -
                                                    moj ojciec jest
                                                    > tez megaupierdliwym pedantem

                                                    To jest jedna z tych cech, ktora sprawia, ze sie jeze
                                                    automatycznie. I to pewnie troche tlumaczy eksplozje koloru i
                                                    wzorow w twoim wlasnym mieszkaniu, co.

                                                    > 'moze oni wlasnie sa takimi dzieciakami z lat 50-60, domek z
                                                    ogrodkiem, rasowy
                                                    > pies, jakies dziecko i modne ciuchy.'
                                                    > no, mozliwe. dlaczego zatem watpic w autentycznosc ich pragnien?

                                                    Bo kupili to bez porownania innych ofert.

                                                    > nazra sie
                                                    > i wcale nie chodzilo mi o jakis zryw charytatywny tych bogaczy,
                                                    lecz o moment,
                                                    > w ktorym zamarzy im sie rozpoczecie wedrowki wewnetrznej,
                                                    poszukania czegos ' d
                                                    > uchowego' w zyciu.

                                                    No tak - dzieci odchowane, studiuja, konto pelne, telewizja nudzi,
                                                    swiat zwiedzony - moze pomozmy jakims biednym Afrykaniatkom.

                                                    > 'Po co socjal, jak jest charytatywnosc, nie.'
                                                    > socjal po to, aby to wsparcie bylo bardziej stale, rownomierne,
                                                    pewniejsze niz
                                                    > w przypadku aktow filantropii ktore moze beda a moze ich nie
                                                    bedzie.

                                                    Otoz to. Filantropijne zrywy (zazwyczaj raz w roku, przed Bozym
                                                    Narodzeniem) nie przerwa lancucha dziedziczenia nedzy.

                                                    > 'Nie przywyklam via Internet rozmawiac o sobie'
                                                    > czyli dosc odmiennie net traktujemy.
                                                    > coz, ocenilam cie jako osobe podobna do mnie, jak zauwazylas ja
                                                    nie mialam opor
                                                    > ow przed licznymi wycieczkami osobistymi.

                                                    Wycieczki osobiste to sa cienkie zlosliwawe aluzje.

                                                    mnie to interesuje, skad mialam wiedz
                                                    > iec ze ciebie nie?

                                                    Skad ja mialam wiedziec, ze masz jakies oczekiwania wobec mnie? I
                                                    jakie.

                                                    > ale mi wydaje sie zdziebko nie fair, dziwne po prostu i
                                                    nieoczekiwane, rozmawia
                                                    > nie o innych, 'rozpracowywanie' innych ( np: solaris), z
                                                    jednoczesnym bronienie
                                                    > m dostepu do siebie.

                                                    Przykro mi, bo nie mialam intencji ani cie nabrac ani nic. Ale tez
                                                    do winy sie nie poczuwam, bo ani reka, ani noga nie dawalam znac,
                                                    ze cos takiego mnie interesuje.

                                                    > poparcie
                                                    > 'Alez skad.Jaszczurki dzialaja samotnie :)'
                                                    > ???
                                                    > a prawdziwi ludzie dzialaja inaczej?

                                                    Czesto chyba?

                                                    > ---
                                                    > hmm, no, coz, zobaczymy jak to sie dalej potoczy
                                                    > pozdrawiam :)
                                                  • szarylemur linense 28.05.08, 16:34
                                                    leki antyal
                                                    ale mimo wszystko lepiej czujesz sie biorac te leki niz ich nie biorac?
                                                    (ja nie wiem, jesli mam alergie na pylki to bardzo slaba, na szczescie)
                                                    ---
                                                    'Wielu z dwudziestolatkow chlubi sie tym, ze sa wolni od ideologii (w cichosci ducha holdujac dosc powaznej, czyli ultraliberalnemu gospodarczo kapitalizmowi). '
                                                    bo chyba nie jest mozliwe zyc bez jakiegos sortu wiary w cos. szkoda tylko, ze wiara nazywa sie pogardliwie to, w co samemu sie nie wierzy.
                                                    ' Wiec ten nowy ruch skupia tych, ktorzy w cos tam jeszcze wierza, cos ich boli i rozsadza chec dzialania. '
                                                    a mlodziez wszechpolska to co? niby oni nie wierza w cos? nic ich nie boli? nie rozsadza ich juz chec dzialania? ;)
                                                    a berety? co z torunskimi beretami? ;)
                                                    ---
                                                    madzong
                                                    no, jest w sieci. mozesz sobie sciagnac z ktoregos z portali softwarowych darmowego madzonga ' stacjonarnego' i grac ile zechcesz. ja juz jakos mniej chce. juz jakos nie wchlania tak dokumentnie mojej swiadomosci.
                                                    ---
                                                    puszczalskie
                                                    nie bede tu dokonywac analizy syt rodzinnej/ srodowiskowej tej dziewczyny. nie miala ona zadnych problemow neurologicznych, tak jak i nie miala naprawde przyzwoitego domu. mowilam tylko, ze latwo byloby wyjasnic dlaczego jej zycie potoczylo sie tak a nie inaczej. byc moze komus innemu - i nie mam tu na mysli wrozek- nie sprawiloby wielkich trudnosci przewidzenie tego jak sie ono potoczy. ale zawsze latwiej nazwac oczywistosci po ich zaistenieniu, niz prorokowac ktory z czynnikow wywrze na czlowieka wplyw decydujacy. przynajmniej mi.
                                                    ---
                                                    ' Ja sie wychowalam na autentycznym, prawdziwie prymitywnym garazu, ktory byl puszczany tylko w jednej rozglosni i tylko czasem. '
                                                    czyli co? aby sie zbuntowac autentycznie trzebaby wynalezc taki unikalny underground? bez tego ani rusz, nie ma mowy o buncie? jesli tak, to rzeczywiscie, nastolatki maja teraz przechlapane, w zwiazku z demokratyzacja, rownouprawnieniem i ta nieszczesna komercjalizacja gustow. moze zatem bunt jest niemozliwy, albo mozliwy tylko w odniesieniu do przekraczania granic bardziej uniwerslanie ludzkich, tj juz niemal tylko i wylacznie przez kaleczenie ciala? no, ale nawet w tym wymiarze sa juz idole, i tylko w spolecznej swiadomosci ten temat nadal pozostaje tabu, poza granica jakiejkolwiek powszechnej akceptacji i komercjalizacji.
                                                    czy taki bunt jest potrzebny? czy sie oplaca, patrzac z punktu widzenia kontenstacji i konstruowania wlasnej osobowosci?

                                                    wydaje mi sie, ze obecnie to pokoleniowe przekraczanie granic idzie bardzo szybko - wartosci garazowe jednego pokolenia staja sie wartosciami pelnoprawnymi nastepnego. moze bunt przestal byc potrzebny? czy nie chodzilo w buncie o to, aby wyciagnac wartosci z garazu, wlaczyc je w obreb pelnoprawnej prawdziwosci, jako jedna z opcji odp na zycie? czy nie chodzilo o to, aby inni uznali twoja prawde? jesli tak, to tak sie stalo. i jesli tak, to nie ma o co walczyc. nie da sie juz wywazyc drzwi, gdyz drzwi sa otwarte. dorastanie moge zatem okreslic juz nie jako wywazanie drzwi lecz jako zagladanie w korytarz pelen drzwi otwartych. miala byc wolnosc i tolerancja, no to jest ;)
                                                    pytanie jeszcze jedno: sprobuj sobie wyobrazic ze w czasach twojej mlodosci istniala tak swoboda wyboru, ze twoja muzyka miala swoje stale pasmo w radiu . czy nadal bys jej sluchala czy szukala, czego w radio nie da sie uslyszec?
                                                    czy mozna skonstruowac swoje wlasne ja wybierajac z oszalamiajacego bogactwa opcji ogolnodstepnych czy moze polega to na szukaniu czegos trudnodostepnego, zabanowanego i tylko tak moze byc autentyczne?
                                                    ---
                                                    'pewnie troche tlumaczy eksplozje koloru i wzorow w twoim wlasnym mieszkaniu, co.'
                                                    raczej nie. dekorowalam moj pokoj zawsze dostepnymi mi srodkami, ignorujac lub odszczekujac jazgot ojca. na tyrady o tym, ze robaki zyja za moim lozkiem, odp zeby mi nie zagladal za lozko, np, ze to moje lozko, moj pokoj itd. nasze wojny byly o wiele srozsze niz o wyglad moj czy mojego pokoju, to stawalo sie czyms naprawde nieistotnym.

                                                    nie chcialam natomiast pokazywac mu ze mam kase kiedy walczylam z nim o zamiane mieszkania, bo to by nie przysluzylo sie moim planom. takie chore klimaty :)
                                                    ---
                                                    50 - 60
                                                    ich pragnienia nie sa autentyczne bo ' kupili je bez porownania ofert'
                                                    skad to wiesz?
                                                    a moze to jest to, co wobec wszelkich danych wydaje im sie najoptymalniejszym wyborem?
                                                    z czasem, z osiagnieciami i zawodami, przyjda dalsze refleksje. wtedy najprawdopod wyprobuja inne opcje. bez otoczki buntu, co nie znaczy - imo - ze mniej wiarygodnie, mniej autentycznie.
                                                    ---
                                                    'Wycieczki osobiste to sa cienkie zlosliwawe aluzje.'
                                                    no. wiem. mialam na mysli porownanie do osobistych wycieczek duchowych. ale ok, ciekawie bledne uzycie wyrazenia popelnilam :)
                                                    ---
                                                    'Skad ja mialam wiedziec, ze masz jakies oczekiwania wobec mnie? I jakie.'
                                                    hmm, myslalam, ze skoro jestes na fp, towarzyszysz mi w zdrapywaniu fasad i strupow, to dlatego, ze cie to interesuje, takze osobiscie.
                                                    tzn, ze takze ty sama jestes sklonna do autowiwisekekcji na forum, via net.
                                                    w kazdym razie, teraz juz mniej wiecej wiemy, co nas tu przyciagnelo, a w kazdym razie, ze nie jest to to samo :)
                                                    ---
                                                    'bo nie mialam intencji ani cie nabrac ani nic. '
                                                    alez w porzadku. rozdzial miedzy naszymi oczekiwaniami a rzeczywistoscia wychodzi ' w praniu' i nie ma co robic z tego wielkiego dramatu :)))

                                                    tylko mnie zastanawia, w jaki sposob ty piszesz... czy zawsze piszesz tak aby wygrac pojedynek slowny czy tak, aby dojsc do mniej wiecej sprawiedliwej oceny? ja raz tak, raz tak. idealem moim jest druga opcja.
                                                    ale jest to w sumie pytanie z serii ' czy ty mnie nie oklamujesz?' - dosc naiwne. no, ale niech sobie tu rosnie :]
                                                    ---
                                                    prawdziwi ludzie dzialaja w ten sposob ze stoja - w dyskusji! - murem za znajomym niezaleznie od tego, czy sie zgadzaja z nim merytorycznie czy nie?
                                                    ejze, serio?
                                                    czy znow cos nadinterpretowalam?

                                                    pozdrawiam slonecznie, liniejac ;)

                                                  • bene_gesserit Re: linense 30.05.08, 02:11
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > leki antyal
                                                    > ale mimo wszystko lepiej czujesz sie biorac te leki niz ich nie
                                                    biorac?

                                                    Jesli nie biore, to z nosa mi leci jak z kurka, oczy lzawia, a w
                                                    gardle pojawia sie mala, opazurzona kicia. Powinno mi za pare dni
                                                    brania lekow otepienie minac, ale na razie snuje sie jak swoje
                                                    wlasne zombie, ponura i rozkojarzona oraz oglupiala. Pewnie to kara
                                                    za wszystkie moje grzechy.

                                                    > bo chyba nie jest mozliwe zyc bez jakiegos sortu wiary w cos.

                                                    No nie, bo nawet brak zasad jest zasada, a wiara w niewiare wiara.
                                                    Chyba.

                                                    szkoda tylko, ze
                                                    > wiara nazywa sie pogardliwie to, w co samemu sie nie wierzy.

                                                    No, to mozna tlumaczyc mlodym wiekiem i typowa dla niego
                                                    bunczucznoscia.

                                                    > a mlodziez wszechpolska to co? niby oni nie wierza w cos? nic ich
                                                    nie boli? nie
                                                    > rozsadza ich juz chec dzialania? ;)

                                                    Moze to jest niesprawiedliwe, ale ja mysle, ze zgarnal ich po
                                                    prostu inny przypadek. Ze chec to oni wykrzesali sami z siebie, ale
                                                    akurat w takim srodowisku byli i juz.

                                                    > a berety? co z torunskimi beretami? ;)

                                                    Berety to inna liga. To sa okropnie potraktowani przez historie
                                                    starsi ludzie, o ktorych swiat chce zapomniec, a teraz jeszcze
                                                    stali sie obiektem atakow i zartow.

                                                    Biedne, rozgoryczone i zagubione babcie, nic dziwnego ze trzymaja
                                                    sie akurat tego, kto je jeszcze w ogole zauwaza.

                                                    > puszczalskie
                                                    ...
                                                    ale
                                                    > zawsze latwiej nazwac oczywistosci po ich zaistenieniu, niz
                                                    prorokowac ktory z
                                                    > czynnikow wywrze na czlowieka wplyw decydujacy. przynajmniej mi.

                                                    No tak, bo jest jeszcze czynnik x, czyli przypadek. Jedna
                                                    niekochana ulozy sobie zycie, pojdzie na terapie i bedzie miala
                                                    modelowe, jak z elementarza zycie, druga zacznie sie puszczac,
                                                    stoczy i zacpa, trzecia bedzie szukac sensu zycia w klasztorze itd.
                                                    Co nie zmienia faktu, ze ta dziewucha nieszczesna jest ofiara tego
                                                    czerwia, ktory toczy jej rodzine.

                                                    > czyli co? aby sie zbuntowac autentycznie trzebaby wynalezc taki
                                                    unikalny underg
                                                    > round? bez tego ani rusz, nie ma mowy o buncie? jesli tak, to
                                                    rzeczywiscie, nas
                                                    > tolatki maja teraz przechlapane, w zwiazku z demokratyzacja,
                                                    rownouprawnieniem
                                                    > i ta nieszczesna komercjalizacja gustow.

                                                    Chyba ironizujesz, ale ja sie z tym wlasnie zgadzam.

                                                    moze zatem bunt jest niemozliwy, albo
                                                    > mozliwy tylko w odniesieniu do przekraczania granic bardziej
                                                    uniwerslanie ludzk
                                                    > ich, tj juz niemal tylko i wylacznie przez kaleczenie ciala?

                                                    Tak mi sie wydaje, chociaz i ciecie sie to moda. Noale taka troche
                                                    inna.

                                                    no, ale nawet w t
                                                    > ym wymiarze sa juz idole, i tylko w spolecznej swiadomosci ten
                                                    temat nadal pozo
                                                    > staje tabu, poza granica jakiejkolwiek powszechnej akceptacji i
                                                    komercjalizacji
                                                    > .

                                                    Tak jak stwarzaja sobie przytulnie schronienia (w internecie)
                                                    anorektyczki, ludzie eksperymentujacy z substancjami (czytalam
                                                    kiedys przepis na domowy odlot przy pomocy opakowania galki
                                                    muszkatalowej), tak i oni pewnie maja jakies swoje fora i
                                                    spolecznosci - takie od ciecia sie.

                                                    > czy taki bunt jest potrzebny? czy sie oplaca, patrzac z punktu
                                                    widzenia kontens
                                                    > tacji i konstruowania wlasnej osobowosci?

                                                    Od ciecia sie, tak jak od niejedzenia, mozna sie uzaleznic. A
                                                    uzaleznienie to nie jest dobra droga do doroslosci.

                                                    > wydaje mi sie, ze obecnie to pokoleniowe przekraczanie granic
                                                    idzie bardzo szyb
                                                    > ko - wartosci garazowe jednego pokolenia staja sie wartosciami
                                                    pelnoprawnymi na
                                                    > stepnego.

                                                    Nawet i nie to - ja kiedy uslysze cos z tamtych lat to mi mocno
                                                    dziwnie, bo wydaje mi sie to w wiekszosci bardzo slabe po prostu.

                                                    moze bunt przestal byc potrzebny? czy nie chodzilo w buncie o to,
                                                    aby
                                                    > wyciagnac wartosci z garazu, wlaczyc je w obreb pelnoprawnej
                                                    prawdziwosci, jak
                                                    > o jedna z opcji odp na zycie? czy nie chodzilo o to, aby inni
                                                    uznali twoja praw
                                                    > de?

                                                    No nie, mi sie zawsze wydawalo, ze chodzi o to, zeby zakwestionowac
                                                    to, co sie dostalo w domu, zdystansowac sie do tego, obejrzec i
                                                    przyjac albo odrzucic - ale refleksyjnie i swiadomie.
                                                    ...

                                                    > pytanie jeszcze jedno: sprobuj sobie wyobrazic ze w czasach
                                                    twojej mlodosci ist
                                                    > niala tak swoboda wyboru, ze twoja muzyka miala swoje stale pasmo
                                                    w radiu . czy
                                                    > nadal bys jej sluchala czy szukala, czego w radio nie da sie
                                                    uslyszec?

                                                    Jesli bylaby puszczana w dajmy na to 3 i trafila na liste
                                                    przebojow, a zespol pogrywalby na roznych Sopotach i Opolach,
                                                    wydawal bez problemu plyty i robil komercyjna kariere w bratnich
                                                    krajach Ukladu, to niczym nie roznilby sie od pogardzanego
                                                    kotleciarskiego Lady Pank czy innej Zdzislawy Sosnickiej :)

                                                    > czy mozna skonstruowac swoje wlasne ja wybierajac z
                                                    oszalamiajacego bogactwa o
                                                    > pcji ogolnodstepnych czy moze polega to na szukaniu czegos
                                                    trudnodostepnego, za
                                                    > banowanego i tylko tak moze byc autentyczne?

                                                    Autentyczne jest to, co sie swiadomie przyjmuje. Czyli najpierw
                                                    negacja i wyprobowaywanie roznych opcji, a potem decyzja: tak, nie,
                                                    troche.

                                                    > 50 - 60
                                                    > ich pragnienia nie sa autentyczne bo ' kupili je bez porownania
                                                    ofert'
                                                    > skad to wiesz?

                                                    Tak to wynika z tych badan i artykulow imo.

                                                    > a moze to jest to, co wobec wszelkich danych wydaje im sie
                                                    najoptymalniejszym w
                                                    > yborem?

                                                    Bez watpienia.
                                                    Oczywiscie, mnie to przeraza, bo mierze ich mlodosc wlasna. A mi by
                                                    do glowy nie przyszlo wybierac dom z ogrodkiem, bo
                                                    to 'najoptymalniejszy wybor'.

                                                    > z czasem, z osiagnieciami i zawodami, przyjda dalsze refleksje.
                                                    wtedy najprawdo
                                                    > pod wyprobuja inne opcje. bez otoczki buntu, co nie znaczy - imo -
                                                    ze mniej wia
                                                    > rygodnie, mniej autentycznie.

                                                    A to zobaczymy.
                                                    Sama jestem ciekawa, jak to sie potoczy. Ale tak roboczo to mi sie
                                                    wydaje, ze oni po czyms takim (braku buntu) nie beda mieli
                                                    Doroslego. Dziecko bedzie nimi rzadzilo, a Dorosly czasem sie
                                                    odzywal, bo rodzicow przeciez zintegrowali. A Dorosly to jest ten,
                                                    ktory sie rodzi w wieku dojrzewania, podczas buntu - najmlodszy,
                                                    najbardziej 'swoj' i najbardziej swiadomy.
                                                    Noale moze sie myle.

                                                    ...
                                                    > tylko mnie zastanawia, w jaki sposob ty piszesz... czy zawsze
                                                    piszesz tak aby w
                                                    > ygrac pojedynek slowny czy tak, aby dojsc do mniej wiecej
                                                    sprawiedliwej oceny?

                                                    Mnie nie bardzo interesuje pojedynek jako taki - raczej pewna
                                                    wymiana energii i inspiracja. Jesli zaczyna byc nudno, albo
                                                    przeciwnik krwawi, to przestaje sie tym zajmowac.
                                                    Nie wiem, co to ejst 'sprawiedliwa ocena', ja po prostu lubie
                                                    wiedziec wiecej, glownie o sobie. Szermierka to jeden ze sposobow.

                                                    > ja raz tak, raz tak. idealem moim jest druga opcja.

                                                    Imo druga opcja to czesto iluzja, ale na zdrowie.
                                                    ;)

                                                    > prawdziwi ludzie dzialaja w ten sposob ze stoja - w dyskusji! -
                                                    murem za znajom
                                                    > ym niezaleznie od tego, czy sie zgadzaja z nim merytorycznie czy
                                                    nie?
                                                    > ejze, serio?
                                                    > czy znow cos nadinterpretowalam?

                                                    Calkiem byc moze, nie mam pojecia, bo musialybysmy najpierw
                                                    zdefiniowac ;prawdziwosc' czlowieka. A ja wole siedziec w swojej
                                                    jamie i dawac sie popychac chwilom.

                                                    > pozdrawiam slonecznie, liniejac ;)

                                                    Pewnie wygladasz jak skwarek, hehe.
                                                    Kup se ten filtr, 30 najmarniej - opalic sie opalisz, ale nie
                                                    bedziesz sie nikomu kojarzyla z czyms z patelni. A i ja bede
                                                    spokojniejsza.
                                                    czul
                                                  • szarylemur 000 31.05.08, 03:10
                                                    jesli otepienie minie, znaczy trwa tylko kilka dni, to raczej warto to przetrwac :)
                                                    ---
                                                    nazywanie pogardliwie ' wiara' czegos w co samemu sie nie wierzy bez refleksji nad podstawami wlasnego swiatopogladu, to nie jest - wg moich przemyslen - ' kwestia mlodego wieku ' ' bunczucznosi owszem, ale ta dopada w kazdym wieku co niektorych ;)
                                                    ---
                                                    mlodziez wszechpolska
                                                    mam kumpla - niegdys zwanego ' moim najlepszym kumplem' , ktory za bardzo mlodu zostal skinheadem. mieszka na typowej lubel dzielnicy skinowato - dresiarskiej, przez ktora kiedys naprawde balam sie chodzic tak w dzien jak w nocy. pytalam go po co sie z nimi skumal. otoz, po to, aby w sytuacji gdzie mozna byc katem lub ofiara nie zostac przypadkiem ofiara katow. moze to taki wybor w sytuacji opresywnej, kiedy zdaje ci sie, ze musisz/ lub musisz po prostu sie z ktoras ze stron utozsamic?... jak w education for death, w scenie o kroliczku...
                                                    youtube.com/watch?v=eU1LHeim_hA
                                                    moja bliska znajoma tez byla skinheadka, duzo kiedys skinow bylo tam u nas..., na szczescie tak jej przypadlo do gustu towarzystwo naszej grupy, znalazla 'inne srodowisko' dosc silne bo liczne, ze stopniowo zaczela od skinow odchodzic. najlepszy byl etap, kiedy na prawym rekawie kurtki miala jakies logo white power, a na lewym - boba marleya :))) taki etap metamorfozy dosc ucieszny.

                                                    ciekawe, kilka lat wstecz, a akwarysta forumowy moglby ogolic sobie glowe na lyso i wreszcie znalezc grupe o jasnych zasadach...
                                                    ---
                                                    'Berety to inna liga. To sa okropnie potraktowani przez historie starsi ludzie, o ktorych swiat chce zapomniec, a teraz jeszcze stali sie obiektem atakow i zartow.'
                                                    nie bylo mnie w polsce w okresie znacznej beretyznacji zycia, nie bede sie wiec wypowiadac na ten temat wiecej. ale jesli masz rozwinac ten watek, to poprosze :)
                                                    ---
                                                    'Chyba ironizujesz, ale ja sie z tym wlasnie zgadzam. ' znaczy z demokractyzacja gustow, ktora niszczy szanse na bunt. nie, nie ironizuje - ide, patrze i pytam co ty widzisz na tej drodze.
                                                    ---
                                                    'Tak jak stwarzaja sobie przytulnie schronienia (w internecie) anorektyczki, ludzie eksperymentujacy z substancjami (czytalam
                                                    kiedys przepis na domowy odlot przy pomocy opakowania galki muszkatalowej), tak i oni pewnie maja jakies swoje fora i spolecznosci - takie od ciecia sie.'
                                                    kiedys forow nie mieli, ale mieli swoje grupki w realu.
                                                    choc, oczywiscie, swiadomosc wielkiego swiatowego, niemalze ponadkulturowego, a na pewno kosmopolitycznego kregu zwolennikow/ czek np anoreksji, dodaje im pewnie pary/ wiary w slusznosc idei.
                                                    a galka to lipa. mdli jak cholera i prawie zero schiza ;)
                                                    ---
                                                    'Od ciecia sie, tak jak od niejedzenia, mozna sie uzaleznic. A uzaleznienie to nie jest dobra droga do doroslosci.'
                                                    no, ale zakladajac, ze to bedzie' tylko na chwile' ,' tylko na przekor starym' i ' pod kontrola' he he, to okej, warto sie ciac, glodzic, cpac, upijac itd zeby odrzucic falszywe ja zaprojektowane przez rodzicow?
                                                    ---
                                                    'ja kiedy uslysze cos z tamtych lat to mi mocno dziwnie, bo wydaje mi sie to w wiekszosci bardzo slabe po prostu.'
                                                    a mi nie. moje stare skarby nadal mi sie podobaja. moze jestem sentymentalna, a moze jak krowa, zatrzymalam sie w rozwoju? jasne, ze pewne rzeczy odrzucilam jako chlam, ale to juz jakis czas temu - taka kontestacja kontestacji. sporo rzeczy wytrzymalo ta probe. moze ty zmienialas sie bardziej niz ja, bardziej diametralnie... a moze chodzi o to, ze u mnie ten fasadowy bunt byl wyrazeniem mnie, a nie tylko potrzeby buntu? a moze ... a moze ... hi hi ;)
                                                    ---
                                                    'Autentyczne jest to, co sie swiadomie przyjmuje. Czyli najpierw negacja i wyprobowaywanie roznych opcji, a potem decyzja: tak, nie,troche. '
                                                    czyli nie ma tu znaczenia czy jakas rzecz jest trudnodostepna czy powiedzmy pochodzi z bogatej oferty przykladowego 'empiku'?
                                                    ---
                                                    '50 - 60
                                                    > ich pragnienia nie sa autentyczne bo ' kupili je bez porownania ofert'
                                                    > skad to wiesz?

                                                    Tak to wynika z tych badan i artykulow imo.

                                                    > a moze to jest to, co wobec wszelkich danych wydaje im sie najoptymalniejszym wyborem?

                                                    Bez watpienia. '

                                                    no, to jak wreszcie?

                                                    'Oczywiscie, mnie to przeraza, bo mierze ich mlodosc wlasna. A mi by do glowy nie przyszlo wybierac dom z ogrodkiem, bo to 'najoptymalniejszy wybor'.'
                                                    no, mi tez nie. ja chcialam kamienice cala, jakas fabryke albo palacyk z wielkim ogrodem. mogl byc w rozsypce ;)
                                                    mnie tacy ' mieszczanie' przerazali kiedys. teraz po prostu nie zwracam na nich tak bardzo uwagi - oni swoje, ja swoje, byle mi zyc pozwolili jak chce. vide moj post o ' muminkach'. nie jestesmy juz tez tak odlegli ' duchowo' jak kiedys - i ja chce domek, z ogrodem, z fajna dorosla palma :) z woda, pradem,netem i niedziurawym dachem. szczyt burzujstwa, nie? ;)
                                                    a ' mieszczanska' mlodziez? nie wiem, nie znam, ale wydaje mi sie, ze zawsze, w kazdej epoce bylo wiecej tych, co chcieli sie po prostu ' ustawic' w zyciu ...
                                                    ---
                                                    'oni po czyms takim (braku buntu) nie beda mieli Doroslego. Dziecko bedzie nimi rzadzilo'
                                                    a nie rodzic?
                                                    mi sie wydaje, ze oni wlasnie poprzez brak buntu nie dopuszczaja do siebie dziecka, i dlatego dorosly stac sie z nich nie moze... ale moze sie myle :)
                                                    ---
                                                    'Mnie nie bardzo interesuje pojedynek jako taki - raczej pewna wymiana energii i inspiracja.'
                                                    a to fajnie :)
                                                    'Nie wiem, co to ejst 'sprawiedliwa ocena','
                                                    ym, chodzilo mi o sytuacje, gdy zamiast koncentrowac swoje wszystkie sily i mysli na tym, jak pokonac przeciwnika by wygrac, wazysz jego slowa, jestes sklonna przemyslec jego argumenty i oddac mu racje, tam gdzie wg ciebie ma racje. zamiast wykrecac kota ogonem po to tylko aby wygrac, dociekasz prawdy na temat danej rzeczy, np kota ;)
                                                    'druga opcja to iluzja', o tyle, o ile prawda jest iluzja. ale porownalabym to do odslaniania ' siedmiu zaslon'
                                                    ---
                                                    prawdziwi ludzie to - dla mnie tutaj - tacy, ktorzy maja ludzki/ niejaszczurczy stosunek do lojalnosci.
                                                    moge inaczej zadac tamto pytanie:
                                                    czy uwazasz, ze lojalnosc to * w dyskusji ogolnej * merytoryczne wspieranie znajomego, mimo posiadania innych na dana sprawe pogladow?
                                                    albo: czy uwazasz ze nielojalnym jest ten, kto [ w dyskusji w wiekszym gronie] wyrazi inne niz jego znajomy poglady lub nawet wejdzie z nim w dyskusje?
                                                    ja tak nie uwazam
                                                    ---
                                                    'Pewnie wygladasz jak skwarek, hehe. '
                                                    he he. nie, raczej wygladalam jak skonczona kretynka, ewent patriotka polsko - gibraltarska, w pasy bialo - czerwone :) ale juz w sumie bardzo ladnie zlinialam :)

                                                    pozdrawiam :)))
                                                    ---

                                                    a dzis widzialam jak dzieci tanczyly do kawalka jackson 5
                                                    i tak mi sie przypomnial ten polamaniec
                                                  • bene_gesserit Re: 000 01.06.08, 02:43
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > jesli otepienie minie, znaczy trwa tylko kilka dni, to raczej
                                                    warto to przetrwa
                                                    > c :)

                                                    No nie wiem, nie wiem. Jesli wtedy palne cos glupiego, nie bede
                                                    miala na co zwalic winy.

                                                    > nazywanie pogardliwie ' wiara' czegos w co samemu sie nie wierzy
                                                    bez refleksji
                                                    > nad podstawami wlasnego swiatopogladu, to nie jest - wg moich
                                                    przemyslen - ' kw
                                                    > estia mlodego wieku ' ' bunczucznosi owszem, ale ta dopada w
                                                    kazdym wieku co ni
                                                    > ektorych ;)

                                                    Moze. Moze tych, ktorym nie dane bylo dorosnac. Tu sie ladnie
                                                    zapetlamy do dyskusji o braku buntu i tego konsekwencjach.

                                                    > mlodziez wszechpolska
                                                    ...
                                                    > lub ofiara nie zostac przypadkiem ofiara katow. moze to taki
                                                    wybor w sytuacji
                                                    > opresywnej, kiedy zdaje ci sie, ze musisz/ lub musisz po prostu
                                                    sie z ktoras ze
                                                    > stron utozsamic?...

                                                    Z tego, co czytalam czasem istotnie moze byc to (niemal) kwestia
                                                    zycia lub smierci. Ale chyba najczesciej to grupa wplywu,
                                                    srodowisko ktore imponuje.

                                                    > youtube.com/watch?v=eU1LHeim_hA

                                                    (Uwielbiam komentarze jutubowcow: 'the big fat germany woman holds
                                                    hitler's head in her boobs at 3:15-3:18 ' :)

                                                    > ciekawe, kilka lat wstecz, a akwarysta forumowy moglby ogolic
                                                    sobie glowe na l
                                                    > yso i wreszcie znalezc grupe o jasnych zasadach...

                                                    Weszpolacy nadal maja jasne. Tyle, ze nie nie powinni golic glow, a
                                                    nauczyc nosic garnitury - taki jest prikaz od samego wodza.

                                                    [biedne berety]
                                                    > ale jesli masz rozwinac ten watek, to poprosze

                                                    Jest w Polsce cala armia ludzi wykluczonych - i te radyjne babcie,
                                                    i inni, ktorzy z racji malego znaczenia spolecznego nie sa w stanie
                                                    sie przebic do mediow. A kogo nie ma w mediach, ten nie istnieje.
                                                    Na tym spolecznym kapitale zbudowal wiekszosc swojej armii wyborcow
                                                    PiS. Noale nie mam zludzen, ze to byla cyniczna gra, a problem
                                                    wykluczonych pozostal, bo wszyscy ich maja w dupie. A oni w
                                                    zasadzie nie maja wyboru, chyba ze maja jaja i troche szczescia,
                                                    zeby sie zalapac bez jezyka na jakas budowe w Anglii.

                                                    Staruszki sa wykluczone w kazdy mozliwy sposob. Starych ludzi nie
                                                    ma w mediach prawie wcale (oprocz Radyja. Za granica, w Europie,
                                                    ktorej nie znaja i nie rozumieja, starcy to rynek - medialny,
                                                    kulturalny, medyczny, uslugowy, turystyczny. U nas to sie nie
                                                    oplaca. Swiat nie jest im tlumaczony i oswajany przez media, wiec
                                                    coraz mniej kapuja i sie coraz bardziej zamykaja. itd

                                                    > kiedys forow nie mieli, ale mieli swoje grupki w realu.

                                                    No tak, ale to byly wyizolowane wysepki, ktore nie mogly miedzy
                                                    soba wymieniac doswiadczen i inspiracji. Internet edukuje - takze w
                                                    tej najbardziej ponurej edukacji.

                                                    > choc, oczywiscie, swiadomosc wielkiego swiatowego, niemalze
                                                    ponadkulturowego, a
                                                    > na pewno kosmopolitycznego kregu zwolennikow/ czek np anoreksji,
                                                    dodaje im pe
                                                    > wnie pary/ wiary w slusznosc idei.

                                                    No tak, nawet nie trzeba myslec o sobie w kategoriach
                                                    nienormalnosci, skoro tyle ludzi robi to samo.

                                                    > a galka to lipa. mdli jak cholera i prawie zero schiza ;)

                                                    Moze trafilas na przeterminowana. Co nie oznacza, ze zachecam cie
                                                    do dalszych eksperymentow w kuchni.

                                                    > no, ale zakladajac, ze to bedzie' tylko na chwile' ,' tylko na
                                                    przekor starym'
                                                    > i ' pod kontrola' he he, to okej, warto sie ciac, glodzic, cpac,
                                                    upijac itd ze
                                                    > by odrzucic falszywe ja zaprojektowane przez rodzicow?

                                                    Kazdy nalogowiec tak zaczynal, wiec nie wydaje mi sie. To sliska
                                                    droga, z poboczami pelnymi trupow. Tak czy inaczej, to jest
                                                    wlasciwy czas na robienie glupich, zlych i szkodliwych rzeczy.

                                                    > moje stare skarby nadal mi sie podobaja. moze jestem
                                                    sentymentalna, a
                                                    > moze jak krowa, zatrzymalam sie w rozwoju?
                                                    ...
                                                    > moze ty zmienialas sie bardziej niz ja, bardziej diame
                                                    > tralnie...

                                                    Raczej nie to. Te garaze byly po prostu bardzo proste. Jesli sie
                                                    zmienilam, to po prostu chodzi o to, ze sluchalam po tym bardzo
                                                    duzo bardzo roznej i o wiele lepszej muzyki.

                                                    > 'Autentyczne jest to, co sie swiadomie przyjmuje.'...
                                                    > czyli nie ma tu znaczenia czy jakas rzecz jest trudnodostepna czy
                                                    powiedzmy po
                                                    > chodzi z bogatej oferty przykladowego 'empiku'?

                                                    Oczywiscie, ze ma. Jak cenic to, co sie dostalo bez wysilku? Jak to
                                                    mozna nazwac swoim, jesli jest po prostu kupione?

                                                    > ---
                                                    > '50 - 60
                                                    > > ich pragnienia nie sa autentyczne bo ' kupili je bez porownania
                                                    ofert'
                                                    > > skad to wiesz?
                                                    >
                                                    > Tak to wynika z tych badan i artykulow imo.
                                                    >
                                                    > > a moze to jest to, co wobec wszelkich danych wydaje im sie
                                                    najoptymalniej
                                                    > szym wyborem?
                                                    >
                                                    > Bez watpienia. '
                                                    >
                                                    > no, to jak wreszcie?

                                                    Przeciez to sie sklada w jedna calosc.

                                                    [mieszczanie]
                                                    > nie jestesmy juz tez tak odlegli ' duchowo' jak kiedy
                                                    > s - i ja chce domek, z ogrodem, z fajna dorosla palma :) z woda,
                                                    pradem,netem i
                                                    > niedziurawym dachem. szczyt burzujstwa, nie? ;)

                                                    Bo ja wiem. Bedzie, jesli na telewizorze w domku polozysz
                                                    wydziergana wlasnorecznie serwetke, a na niej figurke slicznej
                                                    pastereczki i portret JP2.

                                                    > a ' mieszczanska' mlodziez? nie wiem, nie znam, ale wydaje mi
                                                    sie, ze zawsze, w
                                                    > kazdej epoce bylo wiecej tych, co chcieli sie po prostu '
                                                    ustawic' w zyciu ...

                                                    No tak, ale teraz to nie jest wiekszosc, tylko bardzo duza
                                                    wiekszosc. Chociaz nie pamietam ile.

                                                    > 'oni po czyms takim (braku buntu) nie beda mieli Doroslego.
                                                    Dziecko bedzie nimi
                                                    > rzadzilo'
                                                    > a nie rodzic?

                                                    Przeciez napisalam, ze Rodzic tez, no.

                                                    > mi sie wydaje, ze oni wlasnie poprzez brak buntu nie dopuszczaja
                                                    do siebie dzie
                                                    > cka, i dlatego dorosly stac sie z nich nie moze... ale moze sie
                                                    myle :)

                                                    E tam. Po prostu orientuja sie, ze nie musza dokonywac wysilku
                                                    wykluwania Doroslego. I przejecie sztafety rodzicow jest imo z
                                                    dzieciecej perspektywy - z jednej strony lenistwa, z drugiej -
                                                    dzieciecego dla nich podziwu. Ale moze sie myle.

                                                    > 'Nie wiem, co to ejst 'sprawiedliwa ocena','
                                                    > ym, chodzilo mi o sytuacje, gdy zamiast koncentrowac swoje
                                                    wszystkie sily i mys
                                                    > li na tym, jak pokonac przeciwnika by wygrac, wazysz jego slowa,
                                                    jestes sklonna
                                                    > przemyslec jego argumenty i oddac mu racje, tam gdzie wg ciebie
                                                    ma racje.

                                                    No nie, mozna kota wykrecac nie w celu udowodnienia racji swojej,
                                                    ale zeby wybadac granice zagadnienia, albo poddania go probie. Mam
                                                    nadzieje, ze zrozumiesz, bo jakos nie jestem w stanie wymyslic
                                                    przykladu. To przez te proszki na alergie pewnie.

                                                    > prawdziwi ludzie to - dla mnie tutaj - tacy, ktorzy maja ludzki/
                                                    niejaszczurczy
                                                    > stosunek do lojalnosci.

                                                    A w i-cingu 'czlowiek sprawiedliwy', to ten, ktory studiuje i-
                                                    cing ;)

                                                    > moge inaczej zadac tamto pytanie:
                                                    > czy uwazasz, ze lojalnosc to * w dyskusji ogolnej * merytoryczne
                                                    wspieranie zn
                                                    > ajomego, mimo posiadania innych na dana sprawe pogladow?

                                                    Nie.
                                                    Mam swoje forumowe obopolne sympatie, co nie oznacza, ze ich nie
                                                    atakuje, jesli pisza glupoty.

                                                    > albo: czy uwazasz ze nielojalnym jest ten, kto [ w dyskusji w
                                                    wiekszym gronie]
                                                    > wyrazi inne niz jego znajomy poglady lub nawet wejdzie z nim w
                                                    dyskusje?
                                                    > ja tak nie uwazam

                                                    Ja tez nie.

                                                    > he he. nie, raczej wygladalam jak skonczona kretynka, ewent
                                                    patriotka polsko -
                                                    > gibraltarska, w pasy bialo - czerwone :) ale juz w sumie bardzo
                                                    ladnie zlinial
                                                    > am :)

                                                    Moze sobie wnies jeden z tych licznych kremow na dach, zeby byl pod
                                                    reka. Dziekuje z gory.

                                                    > a dzis widzialam jak dzieci tanczyly do kawalka jackson 5
                                                    > i tak mi sie przypomnial ten polamaniec

                                                    A ja dzis odkrylam na jutubie rozne fajne piosenki, co je pogubilam
                                                    i teraz siedze i sie kiwam, szkoda ze za pozno na wycie.

                                                    czul
                                                  • szarylemur przypadek z pogranicza blogu ;)/ off 01.06.08, 04:03
                                                    czy rowerzysci z wiekiem sie zmieniaja?
                                                    samobojstwo jest coraz piekniejsze
                                                    facet ktory nie walczy o groupies. POMOCY!!!!
                                                    z zycia wkur..ajacych postmodernistycznych rozproszonych alfa
                                                    chory, wyniszczajacy smiech
                                                    gwozdziem po 30 letnich dzieciach
                                                    nie umiem juz prac skarpet
                                                    czym dla was jest k...
                                                    czy juz sie wyspalam?
                                                    cisza po fraszce
                                                    wesoly ogrod kaczek
                                                    czy miasteczko niezdarzen czyni kobiete silniejsza?
                                                    przypadek z pogranicza blogu

                                                    dzis odkladam na jutro, bo nie mam weny, a jutro ide z 'samego rana' zegnac kolezanke co opuszcza te osade
                                                    wiec ...
                                                    napisze jutro albo pojutrze, ale raczej jutro
                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: przypadek z pogranicza blogu ;)/ off 02.06.08, 01:17
                                                    Zglos sie na moderatorke i wyrwij chwasty. Masz o wiele wiecej
                                                    cierpliwosci niz ja, wiec cie nie znienawidza od razu.

                                                    Jesli chodzi o kolezanke, obecnie jest w naszym kraju podobnie jak
                                                    u was, to znaczy slonce grzeje w idiotyczny sposob, zero wiatru i w
                                                    ogole nic, tylko emigrowac na lodowiec.
                                                  • szarylemur 300 % normy :] 02.06.08, 02:11
                                                    ale kolezanka jest z kraju osciennego.
                                                    choc, u nich podobniez, tak istnie.
                                                    nie sadze natomiast, aby chciala emigrowac na lodowce :)
                                                    przybyszy sciaga tu wlasnie milosc do slonca, raczej nie - masochizm.

                                                    wyrywac chwastow nie zamierzam, niech sobie kazdy sam oceni co chwast a co kwiat.
                                                    po prostu tak mi sie smiesznie czytalo te tytuly a nic innego do glowy mi nie
                                                    przylazilo.

                                                    :}
                                                  • szarylemur to 02.06.08, 02:06
                                                    'Jesli wtedy palne cos glupiego, nie bede miala na co zwalic winy.'
                                                    ym, alez nadal mozesz odkryc u siebie wiele uroczych schorzen ;) w ostatecznosci
                                                    zostaje jeszcze powolac sie na ruch motylich skrzydel gdzies daleko...
                                                    ---
                                                    mlodziez wszechp
                                                    'Z tego, co czytalam czasem istotnie moze byc to (niemal) kwestia zycia lub
                                                    smierci. Ale chyba najczesciej to grupa wplywu, srodowisko ktore imponuje.'
                                                    przede wszystkim, imo, chodzi o czyjes subiektywne poczucie znajdowania sie w
                                                    sytuacji ekstremalnej.
                                                    u obu tych moich znajomych zauwazam, tak czy inaczej, manifestujaca sie silna
                                                    potrzebe dominacji. choc mimo wszystko fajniej jednak, ze obecnie ta potrzeba
                                                    znacznie sie juz u nich wysublimowala.
                                                    ---
                                                    ' weszpolacy', hmm, znow sie nasmiewasz ?' nie nie powinni golic glow, a nauczyc
                                                    nosic garnitury - taki jest prikaz od samego wodza.' o, widzisz, wodz sie tez
                                                    wysublimowal :) ciekawe czy rzesze spelnia rozkaz, czy raczej znajda sobie
                                                    nowego wodza... jak myslisz?
                                                    ---
                                                    dzieki za wyluszczenie syt. staruszek. pewnie masz racje, co do tego jak jest.
                                                    czy berety nadal maja zludzenia co do ojca r? pewnie wiekszosc tak, bo co im
                                                    pozostalo...
                                                    ---
                                                    galka.
                                                    eee, juz mnie takie rzeczy nie podniecaja. zreszta, ja raczej entuzjastka
                                                    'chemii' bylam ...
                                                    ---
                                                    'Kazdy nalogowiec tak zaczynal, wiec nie wydaje mi sie. To sliska droga, z
                                                    poboczami pelnymi trupow. Tak czy inaczej, to jest wlasciwy czas na robienie
                                                    glupich, zlych i szkodliwych rzeczy.'
                                                    czy mozesz rozwinac mysli zawarte w tym akapicie?
                                                    dla mnie brzmi to jakbys mowila, ze nie warto, ale jednak warto...
                                                    ---
                                                    'Te garaze byly po prostu bardzo proste.'
                                                    proste tez bywa piekne ;]
                                                    ja tez slyszalam wiele muzyki przez te kilka/ nascie lat, ale to jakos nie
                                                    bardzo zmienia moj stosunek do ulubionych kawalkow z ... jezu drogi... ' tamtych
                                                    lat'.
                                                    w swojej kategorii nadal wydaja mi sie swietne. i nigdy nie bylo u mnie idei, ze
                                                    tylko dziela z danej kategorii, danego stylu moga byc dobre.
                                                    ---
                                                    'czyli nie ma tu znaczenia czy jakas rzecz jest trudnodostepna czy powiedzmy
                                                    pochodzi z bogatej oferty przykladowego 'empiku'?

                                                    Oczywiscie, ze ma. Jak cenic to, co sie dostalo bez wysilku? Jak to mozna nazwac
                                                    swoim, jesli jest po prostu kupione?''
                                                    hmm, a tylko dom ktory sama poskladalas z cegiel nazwiesz swoim?
                                                    no, nie wiem, zaczyna mi to wygladac na absurd relatywizacji buntu do zasobow
                                                    posiadanych, w stylu : dla biednych buntem bedzie kupienie jakiejs tam plyty
                                                    offowej w sklepie, bo duzo wysilku wlozyl w realizacje tego zakupu.
                                                    bardziej powaznie:
                                                    jesli bunt musi w sobie zawierac wysilek, to zaczyna jawic sie mozliwy tylko tam
                                                    gdzie sa sztywne, najlepiej waskie granice, jakies cztery smoki do pokonania
                                                    czynia z dziecka rycerza/ rycerke (?)
                                                    pytanie: a jak nie ma juz smokow, to co?
                                                    pociac sie z zalu, ze nie ma?

                                                    to jest chyba calkiem dobra metafora sytuacji wspolczesnej mlodziezy.
                                                    dalej: moim zdaniem o to walczyli buntownicy innych epok - aby smokow sie pozbyc
                                                    ze swiata...
                                                    ---
                                                    brak autentycznosci pragnen 50 60, ktorzy kupili je bez porownania ofert. ten
                                                    brak porownania , iyo, wynika z badan
                                                    ale bez watpienia wybor jakiego dokonuja 50 60 jest optymalny wobec wszelkich
                                                    danych jakie maja.
                                                    aha, czyli sugerujesz ze oni - choc maja jakies dane - to ich nie porownali,
                                                    znaczy nie sprobowali?
                                                    ale czy musza probowac ich az doswiadczalnie?
                                                    czy ty probowalas PRZYKLADOWO ( bo moze probowalas ),kroic koty zywcem na
                                                    czarnych mszach, aby przekonac sie czy ci sie to podoba czy nie, czy moze juz
                                                    teoretycznie bylas pewna, ze to akurat nie jest to twoje TO?
                                                    ---
                                                    'Bedzie, jesli na telewizorze w domku polozysz wydziergana wlasnorecznie
                                                    serwetke, a na niej figurke slicznej pastereczki i portret JP2.'
                                                    cepelia wchodzi w sklad wartosci burzu? ;]
                                                    wg mnie, to tylko bardzo jaskrawy przejaw jakiejs kiczowatej opcji b. tak
                                                    jaskrawy, ze latwo siebie wykluczyc z kregu ' podejrzanych' o to ' przestepstwo'.
                                                    ---
                                                    'Przeciez napisalam, ze Rodzic tez, no.'
                                                    aha, czyli pojmujesz to - konsekw brak buntu - jako syt jakiegos raczej
                                                    rozdwojenia na rodzica i dziecko, niz zbudowania doroslego, poprzez odsianie z
                                                    obu komponentow tego, co sie nie sprawdza, co nie pasuje danemu czlowiekowi
                                                    autentycznie?
                                                    no,mozliwe
                                                    ---
                                                    'Po prostu orientuja sie, ze nie musza dokonywac wysilku wykluwania Doroslego. I
                                                    przejecie sztafety rodzicow jest imo z dzieciecej perspektywy - z jednej strony
                                                    lenistwa, z drugiej - dzieciecego dla nich podziwu. Ale moze sie myle.'
                                                    no, moim zdaniem, mylisz sie przypisujac dzieciakom oportunizm. a nawet jesli,
                                                    to moze byc to op wynikly z bardzo sprytnej, nad wiek chyba racjonalnej analizy
                                                    danych, ktory nazwac mozna calkiem pozytywnym koniunkturalizmem. co mialoby
                                                    przyjsc tym dzieciakom z bujania w oblokach, kiedy wyscig za marchewka trwa?
                                                    ---
                                                    'mozna kota wykrecac nie w celu udowodnienia racji swojej, ale zeby wybadac
                                                    granice zagadnienia, albo poddania go probie.'
                                                    no, jasne. ale tak samo swojego kota jak kota rozmowcy! :)
                                                    ---
                                                    milego wycia i przytupywania
                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: to 03.06.08, 01:38
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'Jesli wtedy palne cos glupiego, nie bede miala na co zwalic
                                                    winy.'
                                                    > ym, alez nadal mozesz odkryc u siebie wiele uroczych schorzen ;)
                                                    w ostatecznosc
                                                    > i
                                                    > zostaje jeszcze powolac sie na ruch motylich skrzydel gdzies
                                                    daleko...

                                                    E, to ponizej godnosci jest. I teoria chaosu i schorzenia, chociaz
                                                    mi mocno ulzylo swego czasu, kiedy zdianozowalam u siebie wszystkie
                                                    objawy dyskalkulii, bo mi cale zycie wmawiano, ze jestem zwyczajnie
                                                    tepa, a tu prosze - mam po prostu dziure w mozgu, uff.

                                                    > mlodziez wszechp
                                                    > przede wszystkim, imo, chodzi o czyjes subiektywne poczucie
                                                    znajdowania sie w
                                                    > sytuacji ekstremalnej.
                                                    > u obu tych moich znajomych zauwazam, tak czy inaczej,
                                                    manifestujaca sie silna
                                                    > potrzebe dominacji. choc mimo wszystko fajniej jednak, ze obecnie
                                                    ta potrzeba
                                                    > znacznie sie juz u nich wysublimowala.

                                                    Ja to nie wiem, zawsze za takimi ludzmi wesze jakas wielka slabosc
                                                    i strach, moze to prymitywne, ale jakos nie widze wiele innego.

                                                    > ' weszpolacy', hmm, znow sie nasmiewasz ?

                                                    Oczywiscie. Darze ich prymitywna, zajadla niechecia i nei mam
                                                    ochoty ich inaczej traktowac.

                                                    o, widzisz, wodz sie tez
                                                    > wysublimowal :) ciekawe czy rzesze spelnia rozkaz, czy raczej
                                                    znajda sobie
                                                    > nowego wodza... jak myslisz?

                                                    Oczywiscie, ze spelniaja. Proba generalna byla przy tych wyborach,
                                                    weszpolacy sa czysci i zadbani, malo ogolonych glow... chociaz bylo
                                                    pare antysemickich wyskokow, wiec wodz oficjalnie sie zdystansowal
                                                    od MW. Biedny Giertych, nie jest glupi, ale imo po prostu za
                                                    brzydki i za dziwny na popularnego polityka. Ludzie sie go
                                                    zwyczajnie boja i wola kogos o mniej dziwnym spojrzeniu.

                                                    > czy berety nadal maja zludzenia co do ojca r? pewnie wiekszosc
                                                    tak, bo co im
                                                    > pozostalo...

                                                    Maja, maja. Jest to typowe histeryczne uwielbienie, podszyte gdzies
                                                    tam tlumiona seksualnoscia. Zajadlych zwolennikow Radyja mozesz
                                                    sobie poszukac na jutubie.

                                                    > 'Kazdy nalogowiec tak zaczynal, wiec nie wydaje mi sie. To sliska
                                                    droga, z
                                                    > poboczami pelnymi trupow. Tak czy inaczej, to jest wlasciwy czas
                                                    na robienie
                                                    > glupich, zlych i szkodliwych rzeczy.'
                                                    > czy mozesz rozwinac mysli zawarte w tym akapicie?
                                                    > dla mnie brzmi to jakbys mowila, ze nie warto, ale jednak warto...

                                                    Gdyby kazdy, kto palil trawke i zachlewal sie w weendy konczyl na
                                                    bajzlu albo umieral w szpitalu, to pewnie 88% ludzi juz by nie
                                                    bylo.
                                                    Warto probowac, nie warto wpadac w nalog albo niszczyc sobie
                                                    zdrowia.

                                                    > ---
                                                    > 'Te garaze byly po prostu bardzo proste.'
                                                    > proste tez bywa piekne ;]
                                                    > ja tez slyszalam wiele muzyki przez te kilka/ nascie lat, ale to
                                                    jakos nie
                                                    > bardzo zmienia moj stosunek do ulubionych kawalkow z ... jezu
                                                    drogi... ' tamtyc
                                                    > h
                                                    > lat'.
                                                    > w swojej kategorii nadal wydaja mi sie swietne. i nigdy nie bylo
                                                    u mnie idei, z
                                                    > e
                                                    > tylko dziela z danej kategorii, danego stylu moga byc dobre.

                                                    Tych sprzed kilkunastu lat tez slucham, i to z duza przyjemnoscia.
                                                    Ale tych sprzed... no. Sprzed prawie 20 to juz nie, bo 'proste' to
                                                    eleganckie okreslenie bylo. Muzyka prymitywna, teksty naiwne, rymy
                                                    czestochowskie, wszystko zgrzebne.

                                                    [cenne bez wysilku?}
                                                    > hmm, a tylko dom ktory sama poskladalas z cegiel nazwiesz swoim?

                                                    A bedzie ci sie fajnie mieszkalo w domu, ktory ktos wyszykowal,
                                                    pomalowal i umeblowal - tak zebys sie mogla wprowadzic i mieszkac?
                                                    Ja bym w czyms takim nie zmruzyla oka, nawet jesli bym wyklaskala
                                                    cudza energie z katow.

                                                    > no, nie wiem, zaczyna mi to wygladac na absurd relatywizacji
                                                    buntu do zasobow
                                                    > posiadanych, w stylu : dla biednych buntem bedzie kupienie
                                                    jakiejs tam plyty
                                                    > offowej w sklepie, bo duzo wysilku wlozyl w realizacje tego
                                                    zakupu.

                                                    O zesz, bo wszystko zalezy, bo nie ma jednego przepisu na
                                                    dojrzewanie, i kazda dobra teoria ma to do siebie, ze mozna ja,
                                                    uszczegolowiajac, sprowadzic do absurdu, co tez i tobie sie udalo.

                                                    > bardziej powaznie:
                                                    > jesli bunt musi w sobie zawierac wysilek, to zaczyna jawic sie
                                                    mozliwy tylko ta
                                                    > m
                                                    > gdzie sa sztywne, najlepiej waskie granice, jakies cztery smoki
                                                    do pokonania
                                                    > czynia z dziecka rycerza/ rycerke (?)
                                                    > pytanie: a jak nie ma juz smokow, to co?
                                                    > pociac sie z zalu, ze nie ma?

                                                    Moze to jest sedno wlasnie. Nieznosna lekkosc.

                                                    > to jest chyba calkiem dobra metafora sytuacji wspolczesnej
                                                    mlodziezy.
                                                    > dalej: moim zdaniem o to walczyli buntownicy innych epok - aby
                                                    smokow sie pozby
                                                    > c
                                                    > ze swiata...

                                                    Pare lat temu, jak wybuchla ta cala sprawa z Ukraina, to dzieciaki
                                                    sie nia zajely. Organizowaly demonstracje, ulotki, pomoc - nawet
                                                    Taras Szewczenko na skwerku w Wawie mial przewiazana szyje
                                                    pomaranczowym szalikiem. Jakby oni tylko na to czekali. Noale
                                                    sprawa sie niby skonczyla, entuzjazm i zaangazowanie odpadlo.

                                                    > brak autentycznosci pragnen 50 60, ktorzy kupili je bez
                                                    porownania ofert. ten
                                                    > brak porownania , iyo, wynika z badan
                                                    > ale bez watpienia wybor jakiego dokonuja 50 60 jest optymalny
                                                    wobec wszelkich
                                                    > danych jakie maja.
                                                    > aha, czyli sugerujesz ze oni - choc maja jakies dane - to ich nie
                                                    porownali,
                                                    > znaczy nie sprobowali?
                                                    > ale czy musza probowac ich az doswiadczalnie?
                                                    > czy ty probowalas PRZYKLADOWO ( bo moze probowalas ),kroic koty
                                                    zywcem na
                                                    > czarnych mszach, aby przekonac sie czy ci sie to podoba czy nie,
                                                    czy moze juz
                                                    > teoretycznie bylas pewna, ze to akurat nie jest to twoje TO?

                                                    No, to jest pytanie jak kula w plot, bo istotnie zdarzylo mi sie
                                                    dreczyc zwierzeta (mrowki, jak mialam 4 i 5 lat), i kiedys bylam
                                                    zywo zainteresowana chaotami i wampiryzmem...

                                                    ALe oczywiscie - nie trzeba probowac _wszystkiego_, ale _czegos_
                                                    jednak trzeba, nie?

                                                    > 'Bedzie, jesli na telewizorze w domku polozysz wydziergana
                                                    wlasnorecznie
                                                    > serwetke, a na niej figurke slicznej pastereczki i portret JP2.'
                                                    > cepelia wchodzi w sklad wartosci burzu? ;]

                                                    Nie cepelia, ale wlasnie taki zestaw elegancko-patriotyczny.
                                                    Moznaby to wlasciwie wykonywac i sprzedawac jako zestaw 'Polka'.

                                                    > wg mnie, to tylko bardzo jaskrawy przejaw jakiejs kiczowatej
                                                    opcji b. tak
                                                    > jaskrawy, ze latwo siebie wykluczyc z kregu ' podejrzanych' o
                                                    to ' przestepstwo
                                                    > '.

                                                    No to nie wiem, co wymyslic, jelenie odpadaja, w Wawie jelenie pod
                                                    wplywem artystycznej awangardy staly sie symbolem nowoczesnosci i
                                                    odwagi.

                                                    > 'Przeciez napisalam, ze Rodzic tez, no.'
                                                    > aha, czyli pojmujesz to - konsekw brak buntu - jako syt jakiegos
                                                    raczej
                                                    > rozdwojenia na rodzica i dziecko, niz zbudowania doroslego,
                                                    poprzez odsianie z
                                                    > obu komponentow tego, co sie nie sprawdza, co nie pasuje danemu
                                                    czlowiekowi
                                                    > autentycznie?
                                                    > no,mozliwe

                                                    Rodzic z Dzieckiem sie kiepsko porozumiewaja, raczej to jest
                                                    naprzemienne przejmownaie wladzy.

                                                    > no, moim zdaniem, mylisz sie przypisujac dzieciakom oportunizm. a
                                                    nawet jesli,
                                                    > to moze byc to op wynikly z bardzo sprytnej, nad wiek chyba
                                                    racjonalnej analizy
                                                    > danych, ktory nazwac mozna calkiem pozytywnym koniunkturalizmem.

                                                    Raczej bym to nazwala cynizmem i zblazem.

                                                    co mialoby
                                                    > przyjsc tym dzieciakom z bujania w oblokach, kiedy wyscig za
                                                    marchewka trwa?

                                                    Kiedy oni wlasnie chca pracowac mniej. Miec materialnie tyle, ile
                                                    ich starzy, tylko wiecej, do tego mniej pracowac. Odkopie te
                                                    badania, jak mi sie uda, bo malo juz pamietam.

                                                    > no, jasne. ale tak samo swojego kota jak kota rozmowcy! :)

                                                    Nie wiem. Jak ruszysz mojego kota moze sie okazac, ze jest on
                                                    wyjatkowo dzikim rosomakiem.

                                                    czulkiem
                                                  • szarylemur jak lemur z rosomakiem... 03.06.08, 18:32
                                                    ml wszechp
                                                    'Ja to nie wiem, zawsze za takimi ludzmi wesze jakas wielka slabosc i strach, moze to prymitywne, ale jakos nie widze wiele innego.'
                                                    ja tez nie wiem za bardzo, totez sie zgodze tutaj z toba. slabosc i strach, ktorych sie dana osoba bardzo wstydzi, chce je ukryc, napedzajace pragnienie przynaleznosci do jakiejs silnej grupy.
                                                    ---
                                                    'Biedny Giertych, nie jest glupi, ale imo po prostu za brzydki i za dziwny na popularnego polityka. Ludzie sie go zwyczajnie boja i wola kogos o mniej dziwnym spojrzeniu.'
                                                    oj, jaki biedny giertych, tulu tulu ( wez sobie to wyobraz takiego niemowlaka z glowa giertycha) ;] chyba musi pozostac na zapleczu - nawet jesli wlozy ciemne okulary, tym bardziej bedzie sie zle kojarzyl...
                                                    ---
                                                    'Zajadlych zwolennikow Radyja mozesz sobie poszukac na jutubie.'
                                                    nie, dzieki...
                                                    ---
                                                    'Gdyby kazdy, kto palil trawke i zachlewal sie w weendy'
                                                    jakos moze wynikac to z mojego niepobytu stalego w polsce, ale palenie trawki i zachlewanie sie w weekendy absolutnie juz mi sie z buntem nie kojarzy. toz to norma, wrecz szeroko promowana.
                                                    czy wiec i ten sposob na bunt odpadal?
                                                    2. w polsce to niby buntownicze jest?
                                                    ---
                                                    'Muzyka prymitywna, teksty naiwne, rymy czestochowskie, wszystko zgrzebne.'
                                                    a ja rechocze jak plaskoglowa zaba z mojej wizytowki, na wspomnienie nagran jakie poczynilam niegdys z przyjaciolmi. a byla to doprawdy, ale to doprawdy! prymitywna i zgrzebna ' produkcja'
                                                    ale chodzi o klimat, to wszystko jest jak ramka do mentalnej fotografii, jak maszyna do podrozy w czasie. no, chyba jednak jestem nadspodziewanie sentymentalna ;))) ale nie wadzi mi to.
                                                    ---
                                                    'A bedzie ci sie fajnie mieszkalo w domu, ktory ktos wyszykowal, pomalowal i umeblowal - tak zebys sie mogla wprowadzic i mieszkac?'
                                                    ale tak specjalnie dla mnie? dostane do tego klucze?
                                                    no, nie ma sprawy, juz ja sobie przemebluje jak mi sie zechce.
                                                    a jesli chodziloby o sklotowanie, to - wrecz uwielbiam/ lam mieszkac w czyims domu, to tak troche jak zanurzyc sie w czyjejs swiadomosci.
                                                    ale wiem, wiem, nie o to ci chodzilo, a moze wlasnie o to, ze te niezbuntowane nasto sa zanurzone w swiadomosci, gustach, wartosciach innej osoby.
                                                    i nic nie chca zmieniac. ymmm, no, to sie nad tym zastanowie, jesli czas pozwoli.
                                                    ---
                                                    'i kazda dobra teoria ma to do siebie, ze mozna ja, uszczegolowiajac, sprowadzic do absurdu, co tez i tobie sie udalo.'
                                                    no, wiec co, odpuscic lepiej proby podwazenia ulubionych teorii? niby dlaczego?

                                                    'nie ma jednego przepisu na dojrzewanie'
                                                    zdaje sie, ze tak w skrocie daloby sie ujac moje intuicje w tym temacie

                                                    nie ma co plakac nad tym, ze rewolucjonisci wybili smoki co do nogi, niemal. skoro nie ma smokow, a ludzie wciaz dorastaja, to znaczy ze inicjacja bedzie dotyczyc czegos innego niz prostego smoka. no, chyba ze uprzemy sie, ze bez smoka dorosnac sie nie da. i ze smoki prawdziwe to tylko jak sie ma ok 16 lat mozna spotkac, a potem to nawet jak smok cos wyglada, to smok to nie jest...
                                                    ---
                                                    'ALe oczywiscie - nie trzeba probowac _wszystkiego_, ale _czegos_ jednak trzeba, nie?'
                                                    no, ale wychodzi na to, ze z rzeczy naprawde poza granicami akceptacji to juz jest tylko skrajna ( auto)agresja!
                                                    wiec co im po tym,. ze sobie czegos sprobuja, skoro im to wolno, to nie jest bunt, a to ,czego nadal nie wolno, faktycznie jest niebezpieczne...
                                                    no, i co teraz?
                                                    jak tu sie buntowac? i jak dorosnac skoro nie da sie chyba zbuntowac nie szkodzac sobie/ innym, za bardzo?
                                                    ---
                                                    masz cos na poparcie tezy, ze wlasnorecznie wydziergana serweteczka, pastereczka i portret jp2 to rekwizyty wspolczesnej polki?
                                                    znam ' kilka' wspolczesnych polek i jakos obywaja sie bez tego. chyba ze chodzi ci o polki w przedziale wiekowym 60 - 80...
                                                    ---
                                                    'jelenie odpadaja, w Wawie jelenie pod wplywem artystycznej awangardy staly sie symbolem nowoczesnosci i odwagi. '
                                                    sielskosc byla awangarda kilka lat temu, z tego co pamietam. nadal w modzie?
                                                    cudownie ;]
                                                    ---
                                                    cynizm i zblazowanie jakos malo dziecieco mi sie kojarza. starzy/ malency?
                                                    ---
                                                    'Nie wiem. Jak ruszysz mojego kota moze sie okazac, ze jest on wyjatkowo dzikim rosomakiem.'
                                                    odetchnelam, wyczytawszy ( boze, co za slowo !), ze rosomaki nie sa agresywne w stosunku do czlowieka.
                                                    tak wiec, jak ty do mnie rosomakiem, to ja do ciebie po ludzku. boj sie, juz!!!! ;)))

                                                    pozdrawiam
                                                    ps
                                                    nie mam czasu na korekte, sorry za literowki i inne
                                                  • bene_gesserit Re: jak lemur z rosomakiem... 05.06.08, 02:14
                                                    szarylemur napisała:

                                                    ...
                                                    > oj, jaki biedny giertych, tulu tulu ( wez sobie to wyobraz
                                                    takiego niemowlaka z
                                                    > glowa giertycha) ;] chyba musi pozostac na zapleczu - nawet jesli
                                                    wlozy ciemne
                                                    > okulary, tym bardziej bedzie sie zle kojarzyl...

                                                    No tak, to wycwiczone terapeutycznie uruchamianie wspolczucia:
                                                    brzydze sie kims, a jednoczesnie moge mu wpolczuc. Czasem mnie to
                                                    lekko zastanawia - pana duze g mi z jednej strony zal, a z drugiej
                                                    z ulga i msciwie mysle, ze dobrze mu tak.

                                                    > 'Zajadlych zwolennikow Radyja mozesz sobie poszukac na jutubie.'
                                                    > nie, dzieki...

                                                    Hehe. Mozna spokojnie znalezc rozne rzeczy, ale skoro tak, to
                                                    zlinkuje ci zjadliwa satyre na 'swietego czlowieka', ktora jest
                                                    stylizowana na reklame Mastercard:
                                                    www.youtube.com/watch?v=WsslCdg4yys

                                                    Po programie Majewskiego nastepnego dnia mowilo o tym pol Polski w
                                                    autobusach.

                                                    > 'Gdyby kazdy, kto palil trawke i zachlewal sie w weendy'
                                                    > jakos moze wynikac to z mojego niepobytu stalego w polsce, ale
                                                    palenie trawki
                                                    > i zachlewanie sie w weekendy absolutnie juz mi sie z buntem nie
                                                    kojarzy. toz to
                                                    > norma, wrecz szeroko promowana.
                                                    > czy wiec i ten sposob na bunt odpadal?

                                                    Nie wiem, za moich czasow to norma nie byla, chociaz moze to wina
                                                    srodowiska, ze zesmy zaczeli sie zaciagac gdzies w okolicy 20tki,
                                                    nie wiem. Nadal, nawet jesli to norma, to nie jest zachowanie
                                                    akceptowane przez rodzicow wszak chyba?

                                                    > 'Muzyka prymitywna, teksty naiwne, rymy czestochowskie, wszystko
                                                    zgrzebne.'
                                                    > a ja rechocze jak plaskoglowa zaba z mojej wizytowki, na
                                                    wspomnienie nagran ja
                                                    > kie poczynilam niegdys z przyjaciolmi. a byla to doprawdy, ale to
                                                    doprawdy! pry
                                                    > mitywna i zgrzebna ' produkcja'

                                                    Tak, ja tez mam gdzies nagranie 'jam session' - mam nadzieje, ze
                                                    tasma sie rozmagnesowala...

                                                    > ale chodzi o klimat, to wszystko jest jak ramka do mentalnej
                                                    fotografii, jak ma
                                                    > szyna do podrozy w czasie. no, chyba jednak jestem
                                                    nadspodziewanie sentymentaln
                                                    > a ;))) ale nie wadzi mi to.

                                                    Ksiazki i filmy sie oparly probie czasu, bo akurat mialam dostep do
                                                    najlepszych. A tamta muzyka ratowala autentycznosc, ktora juz dawno
                                                    stracila waznosc. Pozostaly natomiast plaskie rytmy i
                                                    czestochowskie rymy oraz afektacja wokalistow.

                                                    > 'A bedzie ci sie fajnie mieszkalo w domu, ktory ktos wyszykowal,
                                                    pomalowal i um
                                                    > eblowal - tak zebys sie mogla wprowadzic i mieszkac?'
                                                    > ale tak specjalnie dla mnie? dostane do tego klucze?
                                                    > no, nie ma sprawy, juz ja sobie przemebluje jak mi sie zechce.

                                                    A noi widzisz. Zeby sie dobrze czuc, trzeba co najmniej pare szaf
                                                    poprzesuwac.

                                                    > a jesli chodziloby o sklotowanie, to - wrecz uwielbiam/ lam
                                                    mieszkac w czyims d
                                                    > omu, to tak troche jak zanurzyc sie w czyjejs swiadomosci.

                                                    A ja to nie bardzo. Zle spie, draznia mnie obce zapachy i,
                                                    hm, 'nieobsikany' teren. Mam mocny terytorialny instynkt, a moje
                                                    mieszkanie to moja sukienka, ktora sobie zrobilam doklanie jak
                                                    chcialam, cos w rodzaju rzeczywistosci niemal idealnej (bo lazienka
                                                    i kuchnia nadal do remontu).

                                                    > ale wiem, wiem, nie o to ci chodzilo, a moze wlasnie o to, ze te
                                                    niezbuntowane
                                                    > nasto sa zanurzone w swiadomosci, gustach, wartosciach innej
                                                    osoby.
                                                    > i nic nie chca zmieniac. ymmm, no, to sie nad tym zastanowie,
                                                    jesli czas pozwol
                                                    > i.

                                                    Pomysl o tym np w drodze do pracy.

                                                    > 'i kazda dobra teoria ma to do siebie, ze mozna ja,
                                                    uszczegolowiajac, sprowadzi
                                                    > c do absurdu, co tez i tobie sie udalo.'
                                                    > no, wiec co, odpuscic lepiej proby podwazenia ulubionych teorii?
                                                    niby dlaczego?

                                                    Moze jakos inaczej? Bo postepujac w ten sposob mozna od razu kazdy
                                                    spor zakonczyc z gory. Bo zawsze znajdzie sie jakis kazus typu 'a
                                                    moja ciocia miala inaczej' albo 'a jak przyjada kosmici to moze
                                                    bedzie na wspak'.

                                                    > 'nie ma jednego przepisu na dojrzewanie'
                                                    > zdaje sie, ze tak w skrocie daloby sie ujac moje intuicje w tym
                                                    temacie

                                                    Chociaz oczywiscie naukowcy to zmierzyli i zwazyli. Wiec nie jest
                                                    tak latwo, wszystko podzielone na wykresy, grafy i teorie.

                                                    > nie ma co plakac nad tym, ze rewolucjonisci wybili smoki co do
                                                    nogi, niemal. sk
                                                    > oro nie ma smokow, a ludzie wciaz dorastaja, to znaczy ze
                                                    inicjacja bedzie doty
                                                    > czyc czegos innego niz prostego smoka. no, chyba ze uprzemy sie,
                                                    ze bez smoka d
                                                    > orosnac sie nie da. i ze smoki prawdziwe to tylko jak sie ma ok
                                                    16 lat mozna sp
                                                    > otkac, a potem to nawet jak smok cos wyglada, to smok to nie
                                                    jest...

                                                    No nie wiem, w dzisiejszych czasach smokiem jest chyba presja
                                                    rowiesnicza.

                                                    > no, ale wychodzi na to, ze z rzeczy naprawde poza granicami
                                                    akceptacji to juz j
                                                    > est tylko skrajna ( auto)agresja!

                                                    To sie tylko tak wydaje, bo zaharowani rodzice racjonalizuja
                                                    wybryki dzieci. 'Raz sie tylko upil', 'e, to na pewno zwyczajne
                                                    oslabienie, moja corka nie bierze narkotykow'. To nie jest
                                                    akceptacja, tylko przymykanie oczu na wlasna nieudolnosc jako
                                                    rodzica. Z tych artykulow i wywiadow z dzieciakami wynikalo, ze
                                                    rodzice o niczym nie wiedza, a i niespecjalnie dopytuja
                                                    sie, 'ufaja', ze fajki to kolegi, dwie noce spedzila u kolezanki, a
                                                    zostawiona forse wydala na obiady w szkole.

                                                    > wiec co im po tym,. ze sobie czegos sprobuja, skoro im to wolno,
                                                    to nie jest bu
                                                    > nt, a to ,czego nadal nie wolno, faktycznie jest niebezpieczne...
                                                    > no, i co teraz?
                                                    > jak tu sie buntowac? i jak dorosnac skoro nie da sie chyba
                                                    zbuntowac nie szkodz
                                                    > ac sobie/ innym, za bardzo?

                                                    No, ty sie mnie pytasz? Ja sie bardzo ciesze, ze mam to juz za
                                                    soba, i przezywalam to w czarno-bialych czasach.

                                                    > masz cos na poparcie tezy, ze wlasnorecznie wydziergana
                                                    serweteczka, pastereczk
                                                    > a i portret jp2 to rekwizyty wspolczesnej polki?
                                                    > znam ' kilka' wspolczesnych polek i jakos obywaja sie bez tego.
                                                    chyba ze chodzi
                                                    > ci o polki w przedziale wiekowym 60 - 80...

                                                    Oczywiscie, ze mam - obserwacje. Noi czemu wspolczesna Polka
                                                    mialaby miec okolo 30tki? Mieszczanska definicja elegancji nie ma
                                                    wieku... u mieszczanek mlodszych serweteczki by nie bylo, a zamiast
                                                    Pastereczki bylby gustowny wyrob dla turystow z wielkim
                                                    napisem 'TENERYFA'.

                                                    > 'jelenie odpadaja, w Wawie jelenie pod wplywem artystycznej
                                                    awangardy staly si
                                                    > e symbolem nowoczesnosci i odwagi. '
                                                    > sielskosc byla awangarda kilka lat temu, z tego co pamietam.
                                                    nadal w modzie?
                                                    > cudownie ;]

                                                    One nie byly sielskie, one byly demoniczne, rozowe i swiecily w
                                                    nocy - do tego mozna bylo ich dosiadac:
                                                    www.kalplastsc.pl/wsp.html

                                                    > cynizm i zblazowanie jakos malo dziecieco mi sie kojarza. starzy/
                                                    malency?

                                                    Zblazowanie powstaje w wyniku przebodzcowania. Wspolczesne dziecko
                                                    ma do wyboru 4 czy nawet piec kanalow z kreskowkami.

                                                    > odetchnelam, wyczytawszy ( boze, co za slowo !), ze rosomaki nie
                                                    sa agresywne w
                                                    > stosunku do czlowieka.
                                                    > tak wiec, jak ty do mnie rosomakiem, to ja do ciebie po ludzku.
                                                    boj sie, juz!!!
                                                    > ! ;)))

                                                    Zapominasz o pancernikach ;)

                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: jak lemur z rosomakiem... 06.06.08, 04:09
                                                    o, jaka ladna sygnaturka ;]

                                                    zmeczona jestem po splicie, znaczy dwoch zmianach i dziwnych zhizach w pracy
                                                    kieliszek wina tez raczej nie pomogl mi myslec dzis
                                                    udalam sie na poszukiwanie weny w still life
                                                    ale utknelam na sejfie w kostnicy
                                                    tragicznie, bo nawet solucja nie przechodzi
                                                    jak to mozliwe???
                                                    chyba cos ominelam po drodze, a moze niepotrzebnie gadalam z ta dziwka w parku?
                                                    gralas w still life?
                                                    to stara gra, ale podoba mi sie grafika
                                                    i te zagadki tez, o ile mnie nie wykanczaja ...

                                                    w temacie napisze jutro
                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • szarylemur plaskoglowa 06.06.08, 17:38
                                                    'giertych'
                                                    'to wycwiczone terapeutycznie uruchamianie wspolczucia: brzydze sie kims, a jednoczesnie moge mu wpolczuc. Czasem mnie to
                                                    lekko zastanawia - pana duze g mi z jednej strony zal, a z drugiej z ulga i msciwie mysle, ze dobrze mu tak.'
                                                    to ja tak psychoanalitycznie moze zarzuce: z jednej strony wspolczujesz temu, kto jest oceniany za wyglad, a z drugiej raduje cie msciwie jakos, ze tepiona jest osoba ktorej pogladow sama nie znosisz, pewnie.
                                                    a poza tym, znowu to ' terapeutyczne '... naprawde przed terapia tego nie potrafilas?
                                                    ---
                                                    zjadliwa satyra
                                                    no, dobre, dobre
                                                    niestety
                                                    dobrze, ze juz i w polsce wolno dopuszczac sie satyr na osoby zwiazane z religia
                                                    choc zapewne niektore reklamu ktore widzialam tu, nadal w polsce nie przeszlyby przez cenzure * ktorej ' nie ma'* ;)
                                                    ---
                                                    palenie i picie
                                                    'Nadal, nawet jesli to norma, to nie jest zachowanie akceptowane przez rodzicow wszak chyba?'
                                                    czyli jednak? nie wiem, bene, zdaje mi sie sie , ze krecimy sie w kolko w tym temacie...
                                                    ---
                                                    'Tak, ja tez mam gdzies nagranie 'jam session' - mam nadzieje, ze tasma sie rozmagnesowala...'
                                                    a to tak mniej wiecej wypowiadaja sie i moi przyjaciele, z ktorymi dokonalismy tych nagran - zazenowanie wlasnym poziomem
                                                    mi obce. dla mnie to bylo i jest piekne. czysty plomien szalenstwa ;) czy cos w tym stylu...
                                                    ---
                                                    mieszkanie
                                                    umm, tyle razy juz sie przeprowadzalam, ze usne wszedzie o ile nie jest za glosno. i lubie to - nowe, obce miejsca, bycie w czyims swiecie, obczajanie czyichs wnetrz( nosci). lubie tez spac w hotelu. to na ogol w takich obcych miejscach zdarzalo mi sie budzic z sekundowa niepamiecia tego kim i gdzie jestem, co mam robic.
                                                    no, a sklotowac wrecz uwielbiam. taki dreszczyk emocji, lepszy niz ogladanie filmu. na ogol tez nieco ' gotycki', bo na ogol te miejsca sa przeciez od dawna opustoszale, dziwne jakies...uuuuuuuuu
                                                    ---
                                                    'Pomysl o tym np w drodze do pracy.'
                                                    nie da rady. w drodze do pracy mysle o tym, ze jestem spozniona i co wymyslic jako powod i zeby sie tym nie przejmowac, i ze i tak nikt nie uwierzy w moje wymowki, wiec nie bede z siebie durnia robic itd itp. poza tym musze uwazac jak jade, bo jezdze rowerem, na ogol. ostatnio nie jezdze, bo podnosilismy wielka lodowke do sprzatania i nie czuje sie rewelacyjnie po tym... ( wykrakalas tym ' chucherkiem', ty... ;] )
                                                    ---
                                                    ale wezmy porownanie wyboru do wlasnej drogi zyciowej, siebie do wyboru mieszkania. wyobrazmy sobie ze mamy katalog z roznymi wnetrzami. chyba na tej podstawie mozemy dokonac wlasnego wyboru, nie musimy koniecznie probowac jak by nam sie w danym wnetrzu mieszkalo, po to, aby powiedziec ktore nam sie podoba, zgodzisz sie?
                                                    oczywiscie, ja bym nie wybrala jednego konkretnego modelu, raczej bym polaczyla komponenty znalezione tu i tam.
                                                    ---
                                                    podwazanie teorii.
                                                    coz, wydaje mi sie, ze dobra teoria to wlasnie taka, ktora oprze sie roznym tam kazusom, ktorej doprowadzenie do absurdu bedzie trudne, jesli nie niemozliwe.
                                                    to podwazanie wydaje mi sie sluszne. niesluszne wydaje mi sie natomiast obchodzenie sie z tym, co nam sie podoba jak z drogocennym jajem i przymykanie oczu na mankamenty.
                                                    utrata zludzen moze bolec, ale to tylko bol fantomowy ;)
                                                    ---
                                                    'No nie wiem, w dzisiejszych czasach smokiem jest chyba presja rowiesnicza.'
                                                    no, i znow petla. zarzucilam kilkanascie postow temu taka teze, ale ja odparlas, chyba.
                                                    ---
                                                    '....To sie tylko tak wydaje, bo zaharowani rodzice racjonalizuja
                                                    wybryki dzieci. 'Raz sie tylko upil', '...'
                                                    czyli jednak sa granice, nie ma az takiej swobody? ale to chyba ty mowilas ze jest...
                                                    ---
                                                    'Mieszczanska definicja elegancji nie ma wieku... u mieszczanek mlodszych serweteczki by nie bylo, a zamiast Pastereczki bylby gustowny wyrob dla turystow z wielkim napisem 'TENERYFA'.'
                                                    aha, teraz juz rozumiem, o co ci chodzilo... yhm, znaczy to wszystko co ja wyrzucilabym do kosza...
                                                    coz, co jak kolor bialy, zaciska petle wokol mojej szyi, jakos tak. a na dodatek kojarzy mi sie z bialym kolorem scian jako tlo dla tego.
                                                    ---
                                                    jelenie
                                                    o, te drugie, swiecace, to nam tu na rondach i w ogole w osadzie, jak dluga i szeroka, ustawiaja na swieta zima. co wyglada dosc absurdalne, taki jelen pod palma, ciagnacy neonowe sanie...
                                                    a te rozowe... jezuuuu
                                                    moznaby je ciekawie wkomponowac w jakas parodie lub druzgoczaca psychodele, ale - jakos tak obawiam sie, ze to nie w tym kontekscie niektorzy je sobie hoduja na trawniku przed willa z kolumienkami. luuuuuuuuuu
                                                    to ja tu historyjke o krasnalach ogrodowych sprzedam :)
                                                    jechalam kiedys na stopa przez niem granice z hurtownikiem krasnali rzeczonych. i wszedzie przy granicy te krasnale na sprzedaz. pytam faceta, po co te krasnale, co w nich ludzie widza. a on na to: 'heh, wiesz, to nie chodzi o te krasnale, tylko o to co maja w srodku.... " to tak nie na temat wybitnie :)
                                                    ---
                                                    'Zblazowanie powstaje w wyniku przebodzcowania. Wspolczesne dziecko ma do wyboru 4 czy nawet piec kanalow z kreskowkami.'
                                                    ymm, trafna, imo, uwaga/ wniosek/ analiza.
                                                    no, ale przeciez nie ma sensu zawracac rzeki kijem ani powszechnie, ani wobec jakiegos hipotetycznego wlasnego dziecka, czy szerzej - siebie ( bo to samo przebodzcowanie dotyczy teraz i tu doroslych ). trzeba isc dalej. to sklanie mnie do wniosku, ze ' przezarcie' zaowocuje poszukiwaniem czegos ponad powierzchowne bodzce.
                                                    ale na pewno, nie jakos powszechnie. wiekszosc zapewne pozostanie na poziomie nieustannego miotania sie w poszukiwaniu nowych, silniejszych ale rownie powierzchownych bodzcow.
                                                    ---
                                                    'Zapominasz o pancernikach ;)'
                                                    fakt, zapomnialam o nich ;) bo ostatnio marze o wielkiej plaskoglowej zabie do calowania w plaskie czolo;]]]
                                                    ---
                                                    wybacz, mam poczucie ze nie odpowiadam doglebnie na twojego posta, tylko jakos tak powierzchownie nieco, tak na szybko spisuje co mi sie w glowie pojawia, bez odnoszenia tego co wiekszego obszaru naszej dyskusji. moze troche to zamieszac, ale tez pozytywnie.

                                                    sciskam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: plaskoglowa 07.06.08, 02:34
                                                    PS - nawet nie wiem, co to ejst stil life. Ja sie zatrzymalam na
                                                    poziomie Prince of Persia 0.1 i gry w kulke na komorce oraz
                                                    tetrisa. Shift to dla mnie nowosc, ale szybko sie znudzil.

                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'giertych'
                                                    > to ja tak psychoanalitycznie moze zarzuce: z jednej strony
                                                    wspolczujesz temu, k
                                                    > to jest oceniany za wyglad, a z drugiej raduje cie msciwie jakos,
                                                    ze tepiona je
                                                    > st osoba ktorej pogladow sama nie znosisz, pewnie.

                                                    Tak. Swiat, ktory jest czarno-bialy jest o wiele latwiejszy.

                                                    > a poza tym, znowu to ' terapeutyczne '... naprawde przed terapia
                                                    tego nie potra
                                                    > filas?

                                                    Czuc do jednej osoby dwoch calkowicie sprzecznych uczuc? Nie.

                                                    > zjadliwa satyra
                                                    > no, dobre, dobre
                                                    > niestety
                                                    > dobrze, ze juz i w polsce wolno dopuszczac sie satyr na osoby
                                                    zwiazane z religi
                                                    > a
                                                    > choc zapewne niektore reklamu ktore widzialam tu, nadal w polsce
                                                    nie przeszlyby
                                                    > przez cenzure * ktorej ' nie ma'* ;)

                                                    To sie powoli zmienia - Majewski podobno ma glejt 'na wszystko'.
                                                    Ma taka widownie, ze koszty jakiegokolwiek procesu to betka, a
                                                    skandal i proces tylko nakreca publicznosc.
                                                    Dzieki takim rzeczom rozszerza sie pojecie tego, co wolno a kurczy
                                                    to czego nie. Ale:
                                                    tinyurl.com/3va9ey

                                                    > zazenowanie wlasnym poziomem
                                                    > mi obce. dla mnie to bylo i jest piekne. czysty plomien
                                                    szalenstwa ;) czy cos w
                                                    > tym stylu...

                                                    O, ja bym chetnie zobaczyla remake Obcego - Osmego, ktorego
                                                    krecilismy w piwnicach naszych blokow, lazience i kuchni kolegi
                                                    oraz na budujacym sie Ursynowie (Kosciol w ksztalcie neobarokowej
                                                    cukiernicy, caly w rusztowaniach, byl statkiem obcych). Ale siebie
                                                    sluchac bym nie chciala. Pewnie dlatego, ze bardzo bym sie chciala
                                                    nauczyc spiewac, a nie idzie, chociaz i sluch i poczucie rytmu mam.
                                                    Cos mi siedzi w gardle.

                                                    > mieszkanie
                                                    > umm, tyle razy juz sie przeprowadzalam, ze usne wszedzie o ile
                                                    nie jest za glos
                                                    > no. i lubie to - nowe, obce miejsca, bycie w czyims swiecie,
                                                    obczajanie czyichs
                                                    > wnetrz( nosci). lubie tez spac w hotelu.

                                                    Mnie w hotelach uwieraja wszystkie te nawarstwione obecnosci
                                                    kolejnych podroznych; nigdy nie mam wrazenia, ze jestem tam sama.
                                                    Co jest wyjaktowo dokuczliwe, kiiedy sie siedzi pod prysznicem.

                                                    > no, a sklotowac wrecz uwielbiam. taki dreszczyk emocji, lepszy
                                                    niz ogladanie fi
                                                    > lmu. na ogol tez nieco ' gotycki', bo na ogol te miejsca sa
                                                    przeciez od dawna o
                                                    > pustoszale, dziwne jakies...uuuuuuuuu

                                                    A ja, khe khe, jestem juz za stara. Mam dosc nocowania byle gdzie,
                                                    podsypiania na dworcach, stodolach i pod namiotami, zarcia zimnych
                                                    frytek albo braku zarcia. Jesli nas nie stac na hotelowe wakacje,
                                                    jedziemy na moja wioske.


                                                    > nie da rady. w drodze do pracy mysle o tym, ze jestem spozniona i
                                                    co wymyslic j
                                                    > ako powod i zeby sie tym nie przejmowac,

                                                    Ja, jak sie zaczynalam spozniac do pracy, wiedzialam, ze czas
                                                    rozejrzec sie za inna.

                                                    poza tym musze uwazac jak ja
                                                    > de, bo jezdze rowerem, na ogol. ostatnio nie jezdze, bo
                                                    podnosilismy wielka lod
                                                    > owke do sprzatania i nie czuje sie rewelacyjnie po tym... (
                                                    wykrakalas tym ' ch
                                                    > ucherkiem', ty... ;] )

                                                    Nastepnym razem, jak ci kaza podnosic lodowe, to sie wytezaj,
                                                    stekaj, naprezaj miesnie i spraw, by ani drgnela.

                                                    > ale wezmy porownanie wyboru do wlasnej drogi zyciowej, siebie do
                                                    wyboru mieszka
                                                    > nia. wyobrazmy sobie ze mamy katalog z roznymi wnetrzami. chyba
                                                    na tej podstawi
                                                    > e mozemy dokonac wlasnego wyboru,

                                                    Niekoniecznie.
                                                    Jesli cos obejrzysz ze srodka, masz inna perspektywe, ktora moze
                                                    sprawic, ze zmienisz poglad i gust.

                                                    > oczywiscie, ja bym nie wybrala jednego konkretnego modelu, raczej
                                                    bym polaczyla
                                                    > komponenty znalezione tu i tam.

                                                    Ktore w praniu moga okazac sie bez sensu albo irytujace, wiec
                                                    zapragniesz wymienic je na inne. Bo je poznalas z perspektywy
                                                    praktycznej, sprawdzilas.

                                                    > podwazanie teorii.
                                                    > coz, wydaje mi sie, ze dobra teoria to wlasnie taka, ktora oprze
                                                    sie roznym tam
                                                    > kazusom, ktorej doprowadzenie do absurdu bedzie trudne, jesli nie
                                                    niemozliwe.

                                                    A to ja takiej nie znam.

                                                    > to podwazanie wydaje mi sie sluszne. niesluszne wydaje mi sie
                                                    natomiast obchodz
                                                    > enie sie z tym, co nam sie podoba jak z drogocennym jajem i
                                                    przymykanie oczu na
                                                    > mankamenty.
                                                    > utrata zludzen moze bolec, ale to tylko bol fantomowy ;)

                                                    Wystarczy poczynic zalozenie, ze od kazdej reguly sa wyjatki. Ktore
                                                    jest zreszta oczywista oczywistoscia.

                                                    > 'No nie wiem, w dzisiejszych czasach smokiem jest chyba presja
                                                    rowiesnicza.'
                                                    > no, i znow petla. zarzucilam kilkanascie postow temu taka teze,
                                                    ale ja odparlas
                                                    > , chyba.

                                                    Nie pamietam.

                                                    > '....To sie tylko tak wydaje, bo zaharowani rodzice racjonalizuja
                                                    > wybryki dzieci. 'Raz sie tylko upil', '...'
                                                    > czyli jednak sa granice, nie ma az takiej swobody? ale to chyba
                                                    ty mowilas ze j
                                                    > est...

                                                    Jest, bo oni 'nie widza'. Wystarczy naprawde gruby pozor.

                                                    > jelenie
                                                    > o, te drugie, swiecace, to nam tu na rondach i w ogole w osadzie,
                                                    jak dluga i s
                                                    > zeroka, ustawiaja na swieta zima. co wyglada dosc absurdalne,
                                                    taki jelen pod pa
                                                    > lma, ciagnacy neonowe sanie...

                                                    I taka jest roznica miedzy zimnym wschodem a goracym poludniem - w
                                                    Wawie rozowe jelenie to byly dziela sztuki awangardowej,
                                                    sfinansowane przez fundacje i komisyjnie postawione. A zmarly, bo
                                                    artysci autorzy sie o cos tam obrazili. I pozostal zal.

                                                    > to ja tu historyjke o krasnalach ogrodowych sprzedam :)
                                                    > jechalam kiedys na stopa przez niem granice z hurtownikiem
                                                    krasnali rzeczonych.
                                                    > i wszedzie przy granicy te krasnale na sprzedaz. pytam faceta, po
                                                    co te krasna
                                                    > le, co w nich ludzie widza. a on na to: 'heh, wiesz, to nie
                                                    chodzi o te krasnal
                                                    > e, tylko o to co maja w srodku.... " to tak nie na temat
                                                    wybitnie :)

                                                    Jesu, a co one maja w srodku? Myslalam ze gipsowe maja gips a takie
                                                    z plastiku nic nie maja?
                                                    A na Kaszubach widzialam w ogrodku Matke Boska, otoczona przez
                                                    szesciu krasnali z tej samej chyba fabryki, bo wszyscy byli bardzo
                                                    kolorowi i weseli.

                                                    > 'Zblazowanie powstaje w wyniku przebodzcowania. Wspolczesne
                                                    dziecko ma do wybor
                                                    > u 4 czy nawet piec kanalow z kreskowkami.'
                                                    > ymm, trafna, imo, uwaga/ wniosek/ analiza.
                                                    > no, ale przeciez nie ma sensu zawracac rzeki kijem ani
                                                    powszechnie, ani wobec j
                                                    > akiegos hipotetycznego wlasnego dziecka, czy szerzej - siebie (
                                                    bo to samo prze
                                                    > bodzcowanie dotyczy teraz i tu doroslych ). trzeba isc dalej. to
                                                    sklanie mnie d
                                                    > o wniosku, ze ' przezarcie' zaowocuje poszukiwaniem czegos ponad
                                                    powierzchowne
                                                    > bodzce.

                                                    To zalezy jak powaznie potraktuje sie nude. Bo po przebodzcowaniu
                                                    pojawi sie zblaz, a wraz z nim nuda wlasnie. Nuda, ten dzwonek
                                                    alarmowy duszy, jak pisal jakis ksiadz gdzies kiedys. Utkwilo mi to
                                                    w pamieci, bo mi nuda sie kojarzy z zamarznietym stalym i
                                                    niezmieniajacym sie dzwiekiem kamertonu, a nie z ostrym dzwonkiem.

                                                    > ale na pewno, nie jakos powszechnie. wiekszosc zapewne pozostanie
                                                    na poziomie n
                                                    > ieustannego miotania sie w poszukiwaniu nowych, silniejszych ale
                                                    rownie powierz
                                                    > chownych bodzcow.

                                                    Niepokoj nakreca nalogi. Podobno pojawili sie ludzie, ktorzy ile
                                                    razy obiecaja sobie, ze juz nic nie kupia na Allegro i probuja nie
                                                    kupowac, maja syndromy odstawienia. A od tanorektyczek pelna ulica -
                                                    spalone na skwarki, pomaranczowe pieknotki wygladaja jak egipskie
                                                    mumie. A ortorektykiem jest moj kolega Sebek. Itd. Brr.

                                                    > 'Zapominasz o pancernikach ;)'
                                                    > fakt, zapomnialam o nich ;) bo ostatnio marze o wielkiej
                                                    plaskoglowej zabie do
                                                    > calowania w plaskie czolo;]]]

                                                    Normalnie masz jakis syndrom gniazdowania z ta checia powiekszania
                                                    rodziny.

                                                    >
                                                  • szarylemur matka boska od pingwina 08.06.08, 17:17
                                                    giertych
                                                    'Swiat, ktory jest czarno-bialy jest o wiele latwiejszy.'
                                                    to a propos 'giertychow' czy mnie? jesli mnie - to ???
                                                    jesli ogolnie, to - no, jest, ale to bardzo zubazajacy rzeczywistosc filtr.
                                                    ---
                                                    przed terapia nie potrafilas 'Czuc do jednej osoby dwoch calkowicie sprzecznych uczuc'. zatem co czulas na temat przykladowego giertycha wowczas? co czulas na temat takich ludzi?
                                                    ---
                                                    plakat i dyskusja
                                                    "Kto nie walczy, ten ustępuje pola żywiołom wrogim.'
                                                    o, to mi sie spodobalo szczegolnie.
                                                    'Dzieki takim rzeczom rozszerza sie pojecie tego, co wolno a kurczy to czego nie. '
                                                    tzn: nadal w polsce mowienie o aborcji, dyskusja nad tym jest szczytem odwagi?
                                                    ---
                                                    'Ale siebie sluchac bym nie chciala. Pewnie dlatego, ze bardzo bym sie chciala nauczyc spiewac, a nie idzie, chociaz i sluch i poczucie rytmu mam.
                                                    Cos mi siedzi w gardle.'
                                                    moze masz problem z ' edycja ' glosu zatem? probowalas sie ' rozspiewac', tzn rozkrecic?
                                                    ja ogladajac siebie na filmikach, czy sluchajac siebie po czasie, w nagraniu ( nie mowie o spiewie, to wcale nie idzie mi za dobrze, chodzi o glos i o to, co mowie), przezywam ... zadziwienie. czesto patrze bowiem na idiotke... ale to nic, nadal mi sie to podoba. ale tylko wtedy, gdy czuje sie dobrze miedzy ludzmi, z ktorymi jestem. inaczej - uciekam, chowam sie i nijak mnie do wystepow nie zmusisz.
                                                    ---
                                                    hotele
                                                    no, nie wiem, ja lubie, bardzo lubie atmosfere hotelu, podrozy, tymczasowosc.

                                                    'Jesli nas nie stac na hotelowe wakacje, jedziemy na moja wioske.' ymm, przygoda umyka zamknieta w luksusie, nie? ;)
                                                    ---
                                                    'Ja, jak sie zaczynalam spozniac do pracy, wiedzialam, ze czas rozejrzec sie za inna.'
                                                    no, ale ja sie prawie zawsze i prawie wszedzie spozniam lub dobiegam punkt 12... wiec chyba to cos innego, niz ' nieodpowiedniosc pracy' gra tu role...
                                                    ---
                                                    'Nastepnym razem, jak ci kaza podnosic lodowe, to sie wytezaj, stekaj, naprezaj miesnie i spraw, by ani drgnela.'
                                                    eee, raczej mowie wprost ze czegos nie zrobie. po prostu nie myslalam, ze to sie moze tak skonczyc.
                                                    ---
                                                    wybor z katalogu
                                                    'Jesli cos obejrzysz ze srodka, masz inna perspektywe, ktora moze sprawic, ze zmienisz poglad i gust.'
                                                    no, tak, jasne, ale to bylo porownanie wobec ankietowanych dzieciakow.
                                                    sie wprowadza do wybranego modelu, zobacza jak im sie mieszka i wtedy sobie ewentualnie cos przemebluja albo nawet wyniosa sie gdzie indziej.
                                                    moim zdaniem, ten ich wybor to taki wstepniak wlasnie.
                                                    ---
                                                    'Wystarczy poczynic zalozenie, ze od kazdej reguly sa wyjatki. Ktore jest zreszta oczywista oczywistoscia.'
                                                    ymm, byleby nie przesadzic z ta oczywistoscia wyjatkow... nie powinno byc ich zbyt wiele
                                                    ---
                                                    presja rowniesnicza i bunt
                                                    wlasnie mniej wiecej tak to pisalam, i to byly nawet wnioski na temat tego, co pisalas ty - ze wspolczesnie brak buntu ( w znaczeniu ulegania modom ubraniowo - zachowaniowym) moze byc prawdziwym buntem. to bylo zdaje sie a propos identyfikacji z grupa wsrod nastolatkow.
                                                    ---
                                                    jelenie
                                                    'I taka jest roznica miedzy zimnym wschodem a goracym poludniem'
                                                    e tam, to raczej roznica w zasobnosci budzetu miasta, przede wszystkim. z aachen pamietam konie - zwierze ' totemiczne' tego miasta, w najrozniejszych, takze plastikowo/ kiczowato/ kolorowo/ awangardowych formach poustawiane w roznych miejscach.
                                                    moze byc tez roznica wrazliwosci estetycznej czy gustu ' narodowego' a moze tylko lokalnego - tutaj czesto maluja drzewa na rondach na rozne wesole kolory, ot tak, absolutnie nieawangardowo. raczej - bo to tanie, a dla oka przyjemne. zadnego skandalu tu one nie wzbudzaja.
                                                    a sa jeszcze krowy malowane, do nabycia w sklepach w wersji mini.
                                                    www.cowparade.com/WorldwideGallery.php
                                                    niektore bardzo mi sie podobaja
                                                    a ze konie zmarly, to mnie jakos nie martwi ;)
                                                    a jak tam palma warszawska sie trzyma?
                                                    ---
                                                    co mialy w srodku krasnale?
                                                    nie wiem, nie powiedzial. ale cos drogocennego. moze polska amfetamine, moze papierosy, nie wiem... a moze zartowal?

                                                    'A na Kaszubach widzialam w ogrodku Matke Boska, otoczona przez szesciu krasnali '
                                                    ej, to piekne ;))) ciekawe czy efekt szoku byl zamierzony, czy tak po prostu wylazl miszmasz 'ideologiczny' hodowcy...
                                                    moj znajomy ma taki oltarzyk na szafce nocnej: mala matka boska a obok niej figurka diabla tasmanskiego z kreskowki - jego amulet. jazda.
                                                    jego oczywiscie nie niepokoi to polaczenie...
                                                    ---
                                                    "to zalezy jak powaznie potraktuje sie nude. Bo po przebodzcowaniu pojawi sie zblaz, a wraz z nim nuda wlasnie. '
                                                    to znaczy, ograniczylabys doplyw bodzcow aby uchronic siebie czy kogos przed grozba nudy?
                                                    mi sie to wydaje bez sensu, takie ograniczenie, szczegolnie dziecka, gdyz ktos ograniczony z zewnatrz bedzie pragnal [pozbyc sie tego ograniczenia, bedzie mu sie prawdopod zdawac ze za brama jest lepiej, bedzie go kusic ten zakazany owoc. wg mnie - niech je, je i je. a potem zobaczymy co ma do powiedzenia.
                                                    ---
                                                    'Normalnie masz jakis syndrom gniazdowania z ta checia powiekszania rodziny.'
                                                    :)))
                                                    no, nie wiem, mi sie po prostu dusza raduje na widok fajnego zwierzatka. a prawie kazde jest fajne :)

                                                    pozdrawiam

                                                    ps:
                                                    tutaj kilka screenow ze still life
                                                    www.gaminator.pl/gra/1679,Still-Life.html
                                                    ( utknelam na cholernym wlamaniu, tym razem :))
                                                  • bene_gesserit Re: matka boska od pingwina 09.06.08, 01:57
                                                    Jutro.
                                                  • naj_sztub Re: matka boska od pingwina 09.06.08, 02:18
                                                    Ale co jutro?
                                                    Będzie futro?
                                                  • szarylemur Re: matka boska od pingwina 09.06.08, 02:35
                                                    gustowne futro ze sztucznej zaby, moze byc, na takie mozna zaczekac...
                                                  • szarylemur Re: matka boska od pingwina 09.06.08, 02:33
                                                    dobra, moze byc jutro.
                                                    screena zasylam:
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1248200,2,1.html
                                                  • syreni_grod Re: matka boska od pingwina 12.06.08, 05:59
                                                    Jaka jest pełna nazwa gatunkowa lemura szarego?
                                                  • syreni_grod Re: matka boska od pingwina 12.06.08, 06:02
                                                    lemur płochliwy?

                                                    Czy raczej lemur wylewny ( podgatunek niedyskretny )?
                                                    lemurus logoreus ( tak to było chyba po łac )

                                                    Ale nie mam pewności.
                                                  • szarylemur Re: matka boska od pingwina 12.06.08, 10:29
                                                    plochliwo - wylewny lemur
                                                    podgatunek: ' wylekniony bluznierca'
                                                    jak to po lacinie byloby, pojecia nie mam
                                                    ;]
                                                  • bene_gesserit Re: matka boska od pingwina 10.06.08, 00:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > przed terapia nie potrafilas 'Czuc do jednej osoby dwoch
                                                    calkowicie sprzecznych
                                                    > uczuc'. zatem co czulas na temat przykladowego giertycha wowczas?
                                                    co czulas na
                                                    > temat takich ludzi?

                                                    Albo-albo naraz. Albo niechec, albo wspolczucie, moglo byc na stale
                                                    jedno, albo oba na zmiany. Ale nie oba naraz.

                                                    > tzn: nadal w polsce mowienie o aborcji, dyskusja nad tym jest
                                                    > szczytem odwagi?

                                                    W ogole robi sie coraz gorzej.
                                                    Sprawa aborcji to teraz polityczna szmata do przeciagania przez
                                                    glodne wladzy psy (alez rozdeta metafora). Sama se poczytaj:
                                                    tinyurl.com/6bo9ku
                                                    Jest dalszy ciag, jedna z parti sie zaoferowala, ze jej w tej
                                                    aborcji pomoze, Radyjo naglasnia cala sprawe i apeluje,
                                                    zeby 'uratowac dziecko' itd.
                                                    I obydwie strony nie wiedza, ze w tym calym zamieszaniu gubi sie to
                                                    nieszczesne zaciazone dziecko, ze jej niszcza zycie, ze jest
                                                    zupelnie w tym niewazna.

                                                    Noi nie - publicznie raczej aborcyjnego koming ałtu nikt nie robi
                                                    (oprocz paru feministek). Zreszta, aborcja jest w Polsce
                                                    nielegalna, dopuszczalna tylko w paru wypadkach.

                                                    > moze masz problem z ' edycja ' glosu zatem? probowalas sie '
                                                    rozspiewac', tzn r
                                                    > ozkrecic?

                                                    Nie wiem, rozkrecony mam chyba, bo przez lata spiewalam w szkolnym
                                                    chorze, potem bylam na warsztatach, chodzilam tez na kolka
                                                    aktorskie, wiec mam dosc spora swiadomosc ciala i emisji glosu -
                                                    gdzie go rzucic, czym rezonowac, zeby osiagnac okreslony efekt. Ale
                                                    on mi leci w bok, nie panuje nad nim do konca. Noi - mam, jak
                                                    wiekszosc kurdupli, sopran, a wolalbym zmyslowy alt :(

                                                    > ja ogladajac siebie na filmikach, czy sluchajac siebie po czasie,
                                                    w nagraniu (
                                                    > nie mowie o spiewie, to wcale nie idzie mi za dobrze, chodzi o
                                                    glos i o to, co
                                                    > mowie), przezywam ... zadziwienie. czesto patrze bowiem na
                                                    idiotke... ale to n
                                                    > ic, nadal mi sie to podoba. ale tylko wtedy, gdy czuje sie dobrze
                                                    miedzy ludzmi
                                                    > , z ktorymi jestem. inaczej - uciekam, chowam sie i nijak mnie do
                                                    wystepow nie
                                                    > zmusisz.

                                                    No tak, wsrod milych ludzi to jak po ciemku - latwiej.

                                                    > hotele
                                                    > no, nie wiem, ja lubie, bardzo lubie atmosfere hotelu, podrozy,
                                                    tymczasowosc.

                                                    Mnie to meczy.
                                                    Jest fajnie odkrywac siebie w podrozy, wyrwana z kontekstu - ale
                                                    zycie na walizkach sprawia, ze czuje sie jak kwiatek w doniczce -
                                                    bez sensu. Wole rabaty :)

                                                    > 'Jesli nas nie stac na hotelowe wakacje, jedziemy na moja
                                                    wioske.' ymm, przygod
                                                    > a umyka zamknieta w luksusie, nie? ;)

                                                    O, jasne.
                                                    Kiedys bardzo dumni z siebie odkrylismy najtanszy hotel we
                                                    Wroclawiu. Jak zesmy zajechali, okazalo sie - z wystroju,
                                                    znaczacych spojrzen oblesnego recepcjonisty i gosci - ze to hotel
                                                    na godziny jest, w kazdym razie sluzacy glownie do milosci, a nie
                                                    spania. Nasz pokoj mial wzruszajaca makate z gola baba naturalnej
                                                    wielkosci, a lozko bylo zaopatrzone w lustra w dziwnych miejscach :)

                                                    > ---
                                                    > 'Ja, jak sie zaczynalam spozniac do pracy, wiedzialam, ze czas
                                                    rozejrzec sie za
                                                    > inna.'
                                                    > no, ale ja sie prawie zawsze i prawie wszedzie spozniam lub
                                                    dobiegam punkt 12..
                                                    > . wiec chyba to cos innego, niz ' nieodpowiedniosc pracy' gra tu
                                                    role...
                                                    > ---
                                                    > 'Nastepnym razem, jak ci kaza podnosic lodowe, to sie wytezaj,
                                                    stekaj, naprezaj
                                                    > miesnie i spraw, by ani drgnela.'
                                                    > eee, raczej mowie wprost ze czegos nie zrobie. po prostu nie
                                                    myslalam, ze to si
                                                    > e moze tak skonczyc.
                                                    > ---
                                                    > wybor z katalogu
                                                    > 'Jesli cos obejrzysz ze srodka, masz inna perspektywe, ktora moze
                                                    sprawic, ze z
                                                    > mienisz poglad i gust.'
                                                    > no, tak, jasne, ale to bylo porownanie wobec ankietowanych
                                                    dzieciakow.
                                                    > sie wprowadza do wybranego modelu, zobacza jak im sie mieszka i
                                                    wtedy sobie ewe
                                                    > ntualnie cos przemebluja albo nawet wyniosa sie gdzie indziej.
                                                    > moim zdaniem, ten ich wybor to taki wstepniak wlasnie.
                                                    > ---
                                                    > 'Wystarczy poczynic zalozenie, ze od kazdej reguly sa wyjatki.
                                                    Ktore jest zresz
                                                    > ta oczywista oczywistoscia.'
                                                    > ymm, byleby nie przesadzic z ta oczywistoscia wyjatkow... nie
                                                    powinno byc ich z
                                                    > byt wiele
                                                    > ---
                                                    > presja rowniesnicza i bunt
                                                    > wlasnie mniej wiecej tak to pisalam, i to byly nawet wnioski na
                                                    temat tego, co
                                                    > pisalas ty - ze wspolczesnie brak buntu ( w znaczeniu ulegania
                                                    modom ubraniowo
                                                    > - zachowaniowym) moze byc prawdziwym buntem. to bylo zdaje sie a
                                                    propos identyf
                                                    > ikacji z grupa wsrod nastolatkow.
                                                    > ---
                                                    > jelenie
                                                    > 'I taka jest roznica miedzy zimnym wschodem a goracym poludniem'
                                                    > e tam, to raczej roznica w zasobnosci budzetu miasta, przede
                                                    wszystkim. z aache
                                                    > n pamietam konie - zwierze ' totemiczne' tego miasta, w
                                                    najrozniejszych, takze
                                                    > plastikowo/ kiczowato/ kolorowo/ awangardowych formach
                                                    poustawiane w roznych mi
                                                    > ejscach.
                                                    > moze byc tez roznica wrazliwosci estetycznej czy gustu '
                                                    narodowego' a moze tyl
                                                    > ko lokalnego - tutaj czesto maluja drzewa na rondach na rozne
                                                    wesole kolory, ot
                                                    > tak, absolutnie nieawangardowo. raczej - bo to tanie, a dla oka
                                                    przyjemne. zad
                                                    > nego skandalu tu one nie wzbudzaja.
                                                    > a sa jeszcze krowy malowane, do nabycia w sklepach w wersji mini.
                                                    > www.cowparade.com/WorldwideGallery.php
                                                    > niektore bardzo mi sie podobaja
                                                    > a ze konie zmarly, to mnie jakos nie martwi ;)
                                                    > a jak tam palma warszawska sie trzyma?
                                                    > ---
                                                    > co mialy w srodku krasnale?
                                                    > nie wiem, nie powiedzial. ale cos drogocennego. moze polska
                                                    amfetamine, moze pa
                                                    > pierosy, nie wiem... a moze zartowal?
                                                    >
                                                    > 'A na Kaszubach widzialam w ogrodku Matke Boska, otoczona przez
                                                    szesciu krasnal
                                                    > i '
                                                    > ej, to piekne ;))) ciekawe czy efekt szoku byl zamierzony, czy
                                                    tak po prostu wy
                                                    > lazl miszmasz 'ideologiczny' hodowcy...
                                                    > moj znajomy ma taki oltarzyk na szafce nocnej: mala matka boska a
                                                    obok niej fig
                                                    > urka diabla tasmanskiego z kreskowki - jego amulet. jazda.
                                                    > jego oczywiscie nie niepokoi to polaczenie...
                                                    > ---
                                                    > "to zalezy jak powaznie potraktuje sie nude. Bo po
                                                    przebodzcowaniu pojawi sie z
                                                    > blaz, a wraz z nim nuda wlasnie. '
                                                    > to znaczy, ograniczylabys doplyw bodzcow aby uchronic siebie czy
                                                    kogos przed gr
                                                    > ozba nudy?
                                                    > mi sie to wydaje bez sensu, takie ograniczenie, szczegolnie
                                                    dziecka, gdyz ktos
                                                    > ograniczony z zewnatrz bedzie pragnal [pozbyc sie tego
                                                    ograniczenia, bedzie mu
                                                    > sie prawdopod zdawac ze za brama jest lepiej, bedzie go kusic ten
                                                    zakazany owoc
                                                    > . wg mnie - niech je, je i je. a potem zobaczymy co ma do
                                                    powiedzenia.
                                                    > ---
                                                    > 'Normalnie masz jakis syndrom gniazdowania z ta checia
                                                    powiekszania rodziny.'
                                                    > :)))
                                                    > no, nie wiem, mi sie po prostu dusza raduje na widok fajnego
                                                    zwierzatka. a praw
                                                    > ie kazde jest fajne :)
                                                    >
                                                    > pozdrawiam
                                                    >
                                                    > ps:
                                                    > tutaj kilka screenow ze still life
                                                    > www.gaminator.pl/gra/1679,Still-Life.html
                                                    > ( utknelam na cholernym wlamaniu, tym razem :))
                                                  • szarylemur monit 10.06.08, 01:06
                                                    monituje,jesli mozna tak powiedziec, pania, ze pani pol postu zapomniala...
                                                    ale to w sumie moze i lepiej, bo i tak musze juz isc spac.
                                                    i prosze pamietac, iz 10 procent z dobroczynnej energii wytwarzanej przez
                                                    specerujacego psa, wplywa na pani konto... a przynajmniej powinno
                                                    ;)

                                                  • bene_gesserit Re: monit 10.06.08, 01:21

                                                    Dziekuje za monit, ale pani sie skapowala, jak widac.
                                                    Macham ogonem (ogonem???!aaaaaaa) w pozdrowieniu.
                                                  • bene_gesserit Re: matka boska od pingwina cd 10.06.08, 01:20
                                                    Zabijalam komara i mnie pokaralo, sie samo wyslalo.

                                                    > no, ale ja sie prawie zawsze i prawie wszedzie spozniam lub
                                                    dobiegam punkt 12..

                                                    A dlaczego?
                                                    Noi - twoi przyjaciele sie nie wkurzaja lekko?

                                                    > . wiec chyba to cos innego, niz ' nieodpowiedniosc pracy' gra tu
                                                    role...

                                                    No, jakby w pracy obowiazywala cie dyscyplina, to pewnie jednak
                                                    musialabys przychodzic punktualnie, co.
                                                    A co gra role?

                                                    > 'Nastepnym razem, jak ci kaza podnosic lodowe, to sie wytezaj,
                                                    stekaj, naprezaj
                                                    > miesnie i spraw, by ani drgnela.'
                                                    > eee, raczej mowie wprost ze czegos nie zrobie. po prostu nie
                                                    myslalam, ze to si
                                                    > e moze tak skonczyc.

                                                    Nie macie tam szkolen bhp z panem, ktory tlumaczy, jak sie podnosi?
                                                    Bardzo to sa zabawne rady niektore, ale wdrozylam je i
                                                    stwierdzilam, ze dzialaja znakomicie.

                                                    > wybor z katalogu
                                                    > no, tak, jasne, ale to bylo porownanie wobec ankietowanych
                                                    dzieciakow.
                                                    > sie wprowadza do wybranego modelu, zobacza jak im sie mieszka i
                                                    wtedy sobie ewe
                                                    > ntualnie cos przemebluja albo nawet wyniosa sie gdzie indziej.
                                                    > moim zdaniem, ten ich wybor to taki wstepniak wlasnie.

                                                    Zobaczymy, jestem bardzo ciekawa, jak to sie rozwinie, na razie
                                                    wesze rozkwit para-terapeutycznych ofert typu 'zlikwiduj
                                                    stres/dorosnij/poukladaj swoje zycie w dwa dni'.

                                                    > 'Wystarczy poczynic zalozenie, ze od kazdej reguly sa wyjatki.
                                                    Ktore jest zresz
                                                    > ta oczywista oczywistoscia.'
                                                    > ymm, byleby nie przesadzic z ta oczywistoscia wyjatkow... nie
                                                    powinno byc ich z
                                                    > byt wiele

                                                    Wielosc czesto zalezy od tworczej wyobrazni oponenta.
                                                    Ja np jestem tworczo rozcwiczona, wiec se uwazaj :P

                                                    > jelenie
                                                    > 'I taka jest roznica miedzy zimnym wschodem a goracym poludniem'
                                                    > e tam, to raczej roznica w zasobnosci budzetu miasta, przede
                                                    wszystkim. z aache
                                                    > n pamietam konie - zwierze ' totemiczne' tego miasta, w
                                                    najrozniejszych, takze
                                                    > plastikowo/ kiczowato/ kolorowo/ awangardowych formach
                                                    poustawiane w roznych mi
                                                    > ejscach.
                                                    > moze byc tez roznica wrazliwosci estetycznej czy gustu '
                                                    narodowego'

                                                    To wlasnie mialam na mysli. U nas na ulicach stawia sie pomniki:
                                                    tinyurl.com/3wyocc
                                                    wiec rozowy swiecacy jelen czy Dotleniacz
                                                    (www.rajkowska.com/pl/oxygenator.php ) wydaja sie byc nie
                                                    tylko zartem, ale i kpina z historii, powagi, meczenstwa narodu czy
                                                    czego tam. Konkurentami niepowaznymi i w swojej niepowadze podlymi,
                                                    niskimi.
                                                    Ta zlinkowana historia - absurdalnego, ochydnego pomnika to dobry
                                                    tego przyklad. Projekt zostal uczyniony na podstawie zdjecia, ktore
                                                    wcale nie przestawialo ofiar wojny, ale dzielo szalonej kobiety w
                                                    czasach pokoju. Na placu zostal tymczasowo zbudowany Dotleniacz,
                                                    jako akcja jednoroczna, ale mieszkancy go z miejsca pokochali i
                                                    chca zatrzymac na zawsze. Konflikt trwa, i wcale nie wiadomo, czy
                                                    nie wygraja poprzykrecane drutem kolczastym do pnia dzieci, na
                                                    zlosc wszystkim.

                                                    Czesc ludzi nadal mysli, ze miasto powinno ociekac krwia, ze kazdy
                                                    strup trzeba zerwac, zeby wciaz krwawilo. I w zwiazku z tym
                                                    Dotleniacze, jelenie i inne tego typu inicjatywy budza skrajne
                                                    emocje.

                                                    Palma sie trzyma, Rajkowskiej udalo sie wcisnac ja miastu przy
                                                    pomocy spontanicznie zawiaznego Komitetu Obrony Palmy, dostala od
                                                    miasta nowe liscie i tabliczke wyjasniajaca, ze to dzielo sztuki.

                                                    Krowy i u nas byly, trzy lata temu chyba. Sympatyczne, pare bylo
                                                    fajnych, pare bylo pomalowanych przez znanych artystow ktorzy nawet
                                                    sie postarali, ale jakos nie do konca lapie, po co to.

                                                    > co mialy w srodku krasnale?
                                                    > nie wiem, nie powiedzial. ale cos drogocennego. moze polska
                                                    amfetamine, moze pa
                                                    > pierosy, nie wiem... a moze zartowal?

                                                    Tajemnicza sprawa z tymi krasnalami. Niby symbol kiczu, ale ludzie
                                                    je uwielbiaja, nawet jesli nie sa nafaszerowane dragami.
                                                    Ogladalas 'Amelie'?

                                                    > ej, to piekne ;))) ciekawe czy efekt szoku byl zamierzony, czy
                                                    tak po prostu wy
                                                    > lazl miszmasz 'ideologiczny' hodowcy...

                                                    E, po prostu mitologiczna ekumenia.

                                                    > moj znajomy ma taki oltarzyk na szafce nocnej: mala matka boska a
                                                    obok niej fig
                                                    > urka diabla tasmanskiego z kreskowki - jego amulet. jazda.
                                                    > jego oczywiscie nie niepokoi to polaczenie...

                                                    Moze sobie tak integruje Cien z Persona :)

                                                    > to znaczy, ograniczylabys doplyw bodzcow aby uchronic siebie czy
                                                    kogos przed gr
                                                    > ozba nudy?
                                                    > mi sie to wydaje bez sensu, takie ograniczenie, szczegolnie
                                                    dziecka, gdyz ktos
                                                    > ograniczony z zewnatrz bedzie pragnal [pozbyc sie tego
                                                    ograniczenia, bedzie mu
                                                    > sie prawdopod zdawac ze za brama jest lepiej, bedzie go kusic ten
                                                    zakazany owoc
                                                    > . wg mnie - niech je, je i je. a potem zobaczymy co ma do
                                                    powiedzenia.

                                                    To zalezy, czy mowimy o doroslym czy dzieciaku. Jesli dzieciaku, to
                                                    jestem zwolenniczka wychowywania w deprywacji od telewizora. Moi
                                                    siostrzency tak wlasnie maja - w domu tylko filmy na dvd, a piec
                                                    tysiecy kanalow z kretynskimi i zazwyczaj pozbawionymi wdzieku
                                                    kreskowkami - u dziadkow, raz na tydzien.
                                                    A dorosly - pewnie, niech sie zazre. Nota bene, boskie sa truskawki
                                                    tego roku, slonce daje jak nie wiem i wszystkie sa ultraaromatyczne
                                                    bomby smaku. Dzis zesmy zezarli razem poltora kilo.

                                                    > 'Normalnie masz jakis syndrom gniazdowania z ta checia
                                                    powiekszania rodziny.'
                                                    > :)))
                                                    > no, nie wiem, mi sie po prostu dusza raduje na widok fajnego
                                                    zwierzatka. a praw
                                                    > ie kazde jest fajne :)

                                                    Albo to hormony?
                                                    Ja tez piszcze jak widze zwierzeta, ale w telewizji. W realu psy
                                                    mnie przerazaja, a na koty mam koszmarne uczulenie. Szynszylom nie
                                                    ufam :)

                                                    > tutaj kilka screenow ze still life
                                                    > www.gaminator.pl/gra/1679,Still-Life.html

                                                    Huhuhu, mala odtrutka od hiszpanskiego slonca i doladowanych
                                                    witamina D ludzi :)

                                                    czul
                                                  • szarylemur rks motor lublin 11.06.08, 03:46
                                                    14 latka
                                                    po tym, co przeczytalam, sadze raczej, ze to po prostu jakas absolutna, niewiarygodna paranoja!
                                                    'Radyjo naglasnia cala sprawe i apeluje, zeby 'uratowac dziecko' itd.'
                                                    ale ktore dziecko, ze tak niby zapytam? to co ma sie urodzic czy to, ktore ma rodzic?
                                                    brak mi slow, po prostu. gdyby to nie bylo takie bogate w realne skutki, to powiedzialabym: zenada.
                                                    a jako ze jest, powiem: bez przesady rzecz ujmujac - to jakis chory horror.
                                                    rodem z lublina :/

                                                    'aborcja jest w Polsce nielegalna, dopuszczalna tylko w paru wypadkach.'
                                                    no tak, ale wlasnie w przypadku gwaltu jest legalna.

                                                    'Noi nie - publicznie raczej aborcyjnego koming ałtu nikt nie robi (oprocz paru feministek).'
                                                    hmm, mnie tylko zdumiewa ta LOKALNA ciezkosc tych polskich grzechow ciezkich...
                                                    ---
                                                    'No tak, wsrod milych ludzi to jak po ciemku - latwiej.' to tez, ale bardziej chodzi o moje wewntrzne poczucie ze jest okej.
                                                    ---
                                                    'Jest fajnie odkrywac siebie w podrozy, wyrwana z kontekstu - ale zycie na walizkach sprawia, ze czuje sie jak kwiatek w doniczce - bez sensu. Wole rabaty :)'
                                                    ja swoja rabate lubie, a kotkiem usadzilam sie w niej ze hej ;), ale tak naprawde zmeczona podrozami poczulam sie po jakims roku ulicznego survivalu.
                                                    a podrozowalam od dziecka - cala rodzina miala darmowe bilety pkp ( ach, co za sen zloty... ), wiec jak tu nie korzystac... i tak weszlo w nawyk.
                                                    najbardziej lubilam zasypiac w takt stukotu kol gdzies okolo radomia, a budzic sie w gdyni, np...
                                                    ---
                                                    'najtanszy hotel we Wroclawiu. '
                                                    brrr
                                                    nie lubie energii takich miejsc. nie zostalabym tam.
                                                    ---
                                                    'Zabijalam komara i mnie pokaralo, sie samo wyslalo.'
                                                    no, widzisz, jednak to prawda o tych skutkach ruchu owadzich skrzydel ;)
                                                    ---
                                                    spoznianie sie
                                                    pewnie sie moi przyjaciele wkurzaja, ale chyba widac ze sie staram, a nie wychodzi... poza tym chyba raczej sa przyzwyczajeni.

                                                    'No, jakby w pracy obowiazywala cie dyscyplina, to pewnie jednak musialabys przychodzic punktualnie, co.'
                                                    no, pewnie tak. na pewno musialabym sie wziac w karby w jakiejs nowej pracy. to pewnie jest wazne, ze tu juz pewien schemat dawno temu sie utarl.

                                                    a co gra role?
                                                    a rozmaite czynniki, po krotce i pobieznie moznaby to ujac slowami piosenki, ktora moj przelozony spiewal mi ostatnio:
                                                    ' lemur, she's always late
                                                    but when she comes
                                                    she works sooo hard'

                                                    a dzis, gdy znow entuzjastycznie zapowiedzialam ze wroce o 7, j. zamachal rekami w gescie odzegnywania sie od zlego i rzekl:' brak doskladnych ustalen pozwoli nam uniknac rozczarowan' ( ale rano gdy znow sie spoznilam, mial mine chmury gradowej trzymanej na smyczy z calych sil, na co ja stapam jak po polu minowym przeklinajac siebie w myslach, bo na glos juz nie wypada... grrr)
                                                    ---
                                                    'Nie macie tam szkolen bhp z panem, ktory tlumaczy, jak sie podnosi? '
                                                    nie, no co ty. slyszalam ze kiedys byla jakas inspekcja bhp, ale to bylo dawno temu, i po znajomosci oczywiscie...
                                                    ---
                                                    mlodzi - wybor stylu zycia
                                                    'Zobaczymy, jestem bardzo ciekawa, jak to sie rozwinie, na razie wesze rozkwit para-terapeutycznych ofert typu 'zlikwiduj stres/dorosnij/poukladaj swoje zycie w dwa dni'.
                                                    no, pewnie tak, nlpy i inne takie. na razie biegna wszyscy bardzo zwawo i z usmiechem obowiazkowym na ustach, czesc z nich odpadnie, czesc cos tam wygra, a czesc z tych czesci kiedys sie jeszcze nad swoim zyciem zastanowi. troszke inaczej niz w poprzednim systemie, bo - jak juz laicko sobie i radosnie gaworzylam wczesniej - ten system nie jest tak widocznie sprzeczny z natura czlowieka, a i mlody jest w polsce na tyle, ze jeszcze na 'wypaczenia' jego skwapliwie przymyka sie oczy...
                                                    ---
                                                    wyjatki
                                                    'Ja np jestem tworczo rozcwiczona, wiec se uwazaj :P'
                                                    alez prosze bardzo, nie krepuj sie wcale :]
                                                    ---
                                                    pomnik
                                                    'Projekt zostal uczyniony na podstawie zdjecia, ktory wcale nie przestawialo ofiar wojny, ale dzielo szalonej kobiety w czasach pokoju. '
                                                    ???
                                                    skad to wiesz?

                                                    dotleniacz jest okej.
                                                    ale mi sie marza takie lekkie pomniki jak w aachen
                                                    www.panoramio.com/photo/3325933
                                                    to bylo super, te ruchome lalki z mosiadzu chyba
                                                    sa tez inne: www.panoramio.com/photo/6315113
                                                    ale mojej ulubionej dziewczynki znalezc nie moge ( ale wciaz pamietam jak isc zeby ja zobaczy:)

                                                    nam tu z kolei postawili most, jak w san francisco prawie ;], ohydny i nijak pasujacy do calosci
                                                    laquintaesquina.com/images/puente.jpg
                                                    no i przy granicy stoi sobie niesmiertelny hiszpanski robotnik - rowerzysta, ten to mniej wiecej oddaje ducha osady ;)
                                                    www.panoramio.com/photos/original/6830908.jpg
                                                    w calej hiszpanii stoja metalowe konstrukcje odwzorowujace byka - symbol panstwa. daja rade, od biedy.
                                                    natomiast nieopodal tarify jakis dzieciol ustawil stelaz gigantycznej dloni trzymajacej pileczke golfowa...
                                                    bo tak w ogole, to oprocz nazwy geogr costa del sol, funkcjonuje tez calkiem oficjalnie okreslenie costa del golf.
                                                    szkoda slow...

                                                    ale z braku rozowych jeleni to sie akurat ciesze!
                                                    wpisalyby sie doskonale w kierunek zapoczatkowany przez nas niegdys, ktoremu na imie bylo - ni mniej ni wiecej, lecz ch .ujart ;]]]
                                                    ---
                                                    po co krowy? ja nie wiem. krowy sa spoko, malowane tez w sumie :) ot, tak
                                                    ---
                                                    'Tajemnicza sprawa z tymi krasnalami. Niby symbol kiczu, ale ludzie je uwielbiaja, nawet jesli nie sa nafaszerowane dragami. '
                                                    no, serwetki i reszte tez uwielbiaja, chyba wlasnie ci sami ludzie, ci od krasnali...

                                                    ogladalam amelie. pozytywna jest amelka, ale pozytywnie :)
                                                    ---
                                                    'Moze sobie tak integruje Cien z Persona :)'
                                                    a co jest tu cieniem a co persona? nie, raczej nie widze przelozen.
                                                    ---
                                                    'jestem zwolenniczka wychowywania w deprywacji od telewizora.'
                                                    ale co to ma dac temu dziecku?
                                                    ---
                                                    'boskie sa truskawki tego roku'
                                                    no, u nas tez okej dzisiaj byly, jak przestalo padac w truskawkowym zaglebiu kolo huelvy.
                                                    jedz truskawki, badz polskim patriota w andaluzji, moznaby rzec, jako ze ich legalnym zbieraniem tutaj trudnia sie glownie polskie i rumunskie kobiety ( a przynajmniej tak bylo pare lat temu ). czytalam nawet o nich rok temu w lokalnej prasie. hiszpanie je sobie chwala, bo sa ' pracowite, ladne i ... chca tylko seksu ' piekne, nie? ;]
                                                    ---
                                                    ' gniazdowania syndrom' rzekomy...
                                                    'Albo to hormony?' aha, od dziecka ;) wiekszosc moich zdjec z dawna to maly lemur oblapiajacy jakiegos napotkanego wlasnie kotka albo dwa, albo trzy. pieski tez byly fajne, ale jeden taki duzy wilczur troche mnie kiedys przestraszyl, co ostudzilo moj zapal w tym kierunku, nieco.

                                                    'Ja tez piszcze jak widze zwierzeta, ale w telewizji. W realu psy mnie przerazaja, a na koty mam koszmarne uczulenie. Szynszylom nie ufam :)'
                                                    a nie pisalas ty przypadkiem o swoim psie i kotach? eee?
                                                    ---
                                                    o, jeszcze zanim zapomne o inspiracji smutkiem
                                                    nie zrozumialysmy sie, jesli chodzilo ci o moje bla bla na temat brania antydepresantow...
                                                    ja po nich w ogole nie moglam pisac. ani nic smutnego ani wesolego, czulam sie doszczetnie zautomatyzowana, nijaka. bo przeciez to bez sensu brac antydep i tkwic w chorej sytuacji. lepiej wysilic sie na zmiane polozenia na bardziej sprzyjajace zyciu, dobrostanowi, a dopiero wowczas - jesli satn psych sie nie poprawia, myslec o chemii.
                                                    nie za wiele w tamtym czasie bylo radosci w moim zyciu i rozne odmiany smutku wydaja mi sie teraz calkiem zdrowa reakcja na zycie takim jakie dla mnie wowczas bylo.

                                                    pozdrowienia :)))

                                                  • bene_gesserit Re: rks motor lublin 12.06.08, 21:55
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 14 latka
                                                    > ale ktore dziecko, ze tak niby zapytam? to co ma sie urodzic czy
                                                    to, ktore ma r
                                                    > odzic?

                                                    E, w tej chwili to juz zadne z nich sie nie liczy. Agata stala sie
                                                    zkladniczka idei i obie strony - pro i anty- sobie jej losem
                                                    wycieraja usta. Ona, jej los i zycie sa tu juz bez znaczenia, dla
                                                    obu stron liczy sie Sprawa.

                                                    > 'aborcja jest w Polsce nielegalna, dopuszczalna tylko w paru
                                                    wypadkach.'
                                                    > no tak, ale wlasnie w przypadku gwaltu jest legalna.

                                                    Nie wiadomo, czy to byl gwalt, ale w ogole ciaza bedaca wynikiem
                                                    przstepstwa moze byc legalnie usunieta. Wspolzycie z nieletnia to
                                                    przestepstwo.

                                                    > hmm, mnie tylko zdumiewa ta LOKALNA ciezkosc tych polskich
                                                    grzechow ciezkich...

                                                    To znaczy? Bo nie rozumiem.

                                                    > ale tak napraw
                                                    > de zmeczona podrozami poczulam sie po jakims roku ulicznego
                                                    survivalu.

                                                    O rany, naprawde masz jakis gen wloczegostwa czy jak.

                                                    (Wlasnie strzelilismy Austriakom gola - cale osiedle ryczy)

                                                    > najbardziej lubilam zasypiac w takt stukotu kol gdzies okolo
                                                    radomia, a budzic
                                                    > sie w gdyni, np...

                                                    Przedziwne. Kiedy wchodze do pociagu, od razu robie sie zmeczona,
                                                    brudna jakas, cala ta atmosfera i zapach towotu mnie kompletnie
                                                    rozbijaja. Moj facet nauczyl mnie podczas podrozy siedziec w
                                                    Warsie - przynajmniej ma sie swoja wlasna przestrzen, jakis
                                                    stoliczek czy cos, bez tego calego pociagowego ocierania sie o
                                                    innych.

                                                    > spoznianie sie
                                                    > pewnie sie moi przyjaciele wkurzaja, ale chyba widac ze sie
                                                    staram, a nie wycho
                                                    > dzi... poza tym chyba raczej sa przyzwyczajeni.

                                                    Mi sie zrobilo glupio, zwlaszcza, ze potrafilam spozniac sie
                                                    poltorej godziny na bardzo wazne uroczystosci i eee... no, nigdy
                                                    wiecej. Ale jesli spotkanie jest niezobowiazujace, spozniam sie jak
                                                    dawniej i mam piekne antre.

                                                    > no, pewnie tak. na pewno musialabym sie wziac w karby w jakiejs
                                                    nowej pracy. to
                                                    > pewnie jest wazne, ze tu juz pewien schemat dawno temu sie utarl.

                                                    Jakby cie do tej roboty ciagnelo, i jakbys ja bardzo lubila, to bys
                                                    sie zwlekala z lozka ze spiewem na ustach.

                                                    > a rozmaite czynniki, po krotce i pobieznie moznaby to ujac
                                                    slowami piosenki, kt
                                                    > ora moj przelozony spiewal mi ostatnio:
                                                    > ' lemur, she's always late
                                                    > but when she comes
                                                    > she works sooo hard'

                                                    No tak, wypracowalas sobie status gwiazdeczki :)

                                                    > a dzis, gdy znow entuzjastycznie zapowiedzialam ze wroce o 7, j.
                                                    zamachal rekam
                                                    > i w gescie odzegnywania sie od zlego i rzekl:' brak doskladnych
                                                    ustalen pozwoli
                                                    > nam uniknac rozczarowan' ( ale rano gdy znow sie spoznilam, mial
                                                    mine chmury gradowej

                                                    No to istotnie, moze nie obiecuj, albo rzucaj niezobowiazujaco, ze
                                                    pojawisz sie tak o siodmej a moze o dziewiatej.

                                                    > mlodzi - wybor stylu zycia
                                                    > no, pewnie tak, nlpy i inne takie. na razie biegna wszyscy bardzo
                                                    zwawo i z usm
                                                    > iechem obowiazkowym na ustach, czesc z nich odpadnie, czesc cos
                                                    tam wygra, a cz
                                                    > esc z tych czesci kiedys sie jeszcze nad swoim zyciem zastanowi.

                                                    Najpierw im sie wszystkim porozbija ta pudeleczkowa wizja swiata.

                                                    troszke inacze
                                                    > j niz w poprzednim systemie, bo - jak juz laicko sobie i radosnie
                                                    gaworzylam wc
                                                    > zesniej - ten system nie jest tak widocznie sprzeczny z natura
                                                    czlowieka, a i m
                                                    > lody jest w polsce na tyle, ze jeszcze na 'wypaczenia' jego
                                                    skwapliwie przymyka
                                                    > sie oczy...

                                                    Niektorzy nie przymykaja. W ramach systemu dzieje sie naprawde
                                                    wiele zla. I to zwykle dotyczy tych, ktorzy nie potrafia sie sami
                                                    bronic, czyli najgorzej wyksztalconych.

                                                    > wyjatki
                                                    > 'Ja np jestem tworczo rozcwiczona, wiec se uwazaj :P'
                                                    > alez prosze bardzo, nie krepuj sie wcale :]

                                                    Dobrze, zeby nie bylo - ostrzegalam. ;)

                                                    > pomnik
                                                    > 'Projekt zostal uczyniony na podstawie zdjecia, ktory wcale nie
                                                    przestawialo of
                                                    > iar wojny, ale dzielo szalonej kobiety w czasach pokoju. '
                                                    > ???
                                                    > skad to wiesz?

                                                    Pisali o tym:
                                                    miasta.gazeta.pl/warszawa/1,86767,4150421.html

                                                    > dotleniacz jest okej.

                                                    W ogole ja miejska tworczosc Rajkowskiej darze cichym uwielbieniem.

                                                    > ale mi sie marza takie lekkie pomniki jak w aachen
                                                    > www.panoramio.com/photo/3325933
                                                    > to bylo super, te ruchome lalki z mosiadzu chyba

                                                    Bardzo fajne! Ale takie 'przyjemnosciowe' pomniki z ruchomym
                                                    mechanizmem to sa na pewno za drogie na polskie realia. Gdyby to
                                                    jakies ofiary czegos mialby sie ruszac, to moze by sie udalo zebrac
                                                    na to forse.

                                                    > sa tez inne: www.panoramio.com/photo/6315113

                                                    Sliczne :)

                                                    > ale mojej ulubionej dziewczynki znalezc nie moge ( ale wciaz
                                                    pamietam jak isc z
                                                    > eby ja zobaczy:)

                                                    A to jej zrob zdjecie, co?

                                                    > nam tu z kolei postawili most, jak w san francisco prawie ;],
                                                    ohydny i nijak pa
                                                    > sujacy do calosci
                                                    > laquintaesquina.com/images/puente.jpg

                                                    Wyglada jak kladka osiedlowa.

                                                    > no i przy granicy stoi sobie niesmiertelny hiszpanski robotnik -
                                                    rowerzysta, te
                                                    > n to mniej wiecej oddaje ducha osady ;)
                                                    > www.panoramio.com/photos/original/6830908.jpg

                                                    Robotnik kul, ale glupio wyglada na postumencie :)
                                                    A w Wawie po wielu deliberacjach zafundowano takiego potwora:
                                                    www.flickr.com/photos/olsniewajacy/411336955/
                                                    Jak go zobaczylam, to nie zalowalam, ze nie ma pomnika studentki.

                                                    > w calej hiszpanii stoja metalowe konstrukcje odwzorowujace byka -
                                                    symbol panstw
                                                    > a. daja rade, od biedy.

                                                    E, to takie toporne, jednoznaczne, dosadne. Widzialam na zdjeciach
                                                    i jakos nie ten.

                                                    > ale z braku rozowych jeleni to sie akurat ciesze!
                                                    > wpisalyby sie doskonale w kierunek zapoczatkowany przez nas
                                                    niegdys, ktoremu na
                                                    > imie bylo - ni mniej ni wiecej, lecz ch .ujart ;]]]

                                                    A skad, to zwykla kpina, zadych wielkich sensow i dlatego taka
                                                    ozywcza. Temu miastu potrzeba bajek.

                                                    [krasnalki]
                                                    > no, serwetki i reszte tez uwielbiaja, chyba wlasnie ci sami
                                                    ludzie, ci od krasn
                                                    > ali...

                                                    Ja mam wielka slabosc do kiczu. Krasnal jakby mnie jakis ujal, to
                                                    bym go przygarnela.

                                                    > ogladalam amelie. pozytywna jest amelka, ale pozytywnie :)

                                                    Mi by sie podobala bardziej, gyby jej odjac piec kilo cukru, ale
                                                    akurat historia z krasnalem jest wporz.

                                                    > 'jestem zwolenniczka wychowywania w deprywacji od telewizora.'
                                                    > ale co to ma dac temu dziecku?

                                                    Mnostwo czasu, wolnosc wyobrazni, o wiele mniej stereotypow i
                                                    innego jadu z ekranu. To bardzo duzo.

                                                    > jedz truskawki, badz polskim patriota w andaluzji, moznaby rzec,
                                                    jako ze ich le
                                                    > galnym zbieraniem tutaj trudnia sie glownie polskie i rumunskie
                                                    kobiety ( a prz
                                                    > ynajmniej tak bylo pare lat temu ). czytalam nawet o nich rok
                                                    temu w lokalnej p
                                                    > rasie. hiszpanie je sobie chwala, bo sa ' pracowite, ladne i ...
                                                    chca tylko sek
                                                    > su ' piekne, nie? ;]

                                                    W dodatku pachna truskawkami. Mi sie gastarbajterki kojarza z
                                                    umeczonymi kobiecinami, ktore chca tylko odpoczynku. Przy
                                                    truskawkach robi sie prawie tak samo zle, jak przy ziemniakach.

                                                    > 'Ja tez piszcze jak widze zwierzeta, ale w telewizji. W realu psy
                                                    mnie przeraza
                                                    > ja, a na koty mam koszmarne uczulenie. Szynszylom nie ufam :)'
                                                    > a nie pisalas ty przypadkiem o swoim psie i kotach? eee?

                                                    Psa nigdy nie mialam, a kota mialam. Tak sie dziwnie jednak sklada,
                                                    ze na mojego kota mialam alergie nieporownanie mniejsza, niz na
                                                    obce. To bylo prawdziwe uczucie. Noi wychowywalam cale pokolenia
                                                    kotow na mojej wiosce - kiedy sie otwiera sezon zjazdow calej
                                                    rodziny tam, one traktuja nasz dom jak stolowke.

                                                    > ja po nich w ogole nie moglam pisac. ani nic smutnego ani
                                                    wesolego, czulam sie
                                                    > doszczetnie zautomatyzowana, nijaka.

                                                    A czytalas 'Mezczyzne, ktory pomylil
                                                  • szarylemur todo por la fresa 13.06.08, 02:48
                                                    'Agata stala sie zkladniczka idei i obie strony - pro i anty- sobie jej losem wycieraja usta. Ona, jej los i zycie sa tu juz bez znaczenia, dla obu stron liczy sie Sprawa. '
                                                    no, pieknie, pieknie...
                                                    'Nie wiadomo, czy to byl gwalt, ale w ogole ciaza bedaca wynikiem przstepstwa moze byc legalnie usunieta. Wspolzycie z nieletnia to przestepstwo.'
                                                    no, ale ten co z nia powiedzmy wspolzyl, ile ma lat? 15 jesli sie nie myle...
                                                    nie wiem, chyba odpadlabym z tej dyskusji. dla mnie to jakas paranoja , to polskie prawo antyab
                                                    a jakies tlumy ciagnace sie za kobieta/ dziewczyna, chcaca aborcji dokonac, to juz paranoja skrajna. nie wspominajac o zastraszonych lekarzach.....
                                                    niesmaczne.
                                                    ---
                                                    zdumiewa mnie lokalna ciezkosc ciezkich polskich grzechow. zdumiewa mnie, ze tutaj znalezc osobe z oporami wobec usuwania ciazy byloby dosc trudno, podczas gdy w polsce presja otoczenia, oficjalnej prawdy i prawo, rodzi wyrzuty sumienia takze u tych, ktore poczatkowo byly pewne swojej decyzji. zapewne przeciwnicy aborcji uwazaja to za swoj wielki sukces.
                                                    ---
                                                    'O rany, naprawde masz jakis gen wloczegostwa czy jak.'
                                                    przeprowadzila tu trzcina myslaca obok gdzies podzial na typ tatarski i holenderski. ja jestem tatarska dusza ( boze, moj brat bylby wniebowziety wiedzac to - zawsze oskarzal mnie o prozachodniosc kulturowa ), choc: 1. niska nie jestem ani mordy nie dre raczej( jak to jej maz- prototyp czyni ), 2. mam jednak domieszke krowiej krwi holenderskiej w sobie.
                                                    ;)
                                                    ty bys raczej za holenderskoscia optowala?
                                                    ---
                                                    'Kiedy wchodze do pociagu, od razu robie sie zmeczona, brudna jakas, cala ta atmosfera i zapach towotu mnie kompletnie rozbijaja. Moj facet nauczyl mnie podczas podrozy siedziec w Warsie - przynajmniej ma sie swoja wlasna przestrzen, jakis stoliczek czy cos, bez tego calego pociagowego ocierania sie o
                                                    innych.'
                                                    no, ale dla mnie w dziecinstwie pociagi to byla pierwsza klasa, salonki ( taki podwojny przedzial sypialny ). druga klasa zaczelam jezdzic dopiero z moimi znajomymi, dla towarzystwa, o ile mieli bilety - jesli nie mieli, to jechalismy w kiblu i jak cos, to ja wystawialam swoja legitymacje przez drzwi albo rozkladalismy siedzenia i oni jechali pod nimi ... he he
                                                    kocham tez tgv! najlepsza jest trasa paryz - bruksela - amsterdam, bo ma tylko trzy przystanki, i raczej nikt tezewki dla terroturysty bez biletu zatrzymywac nie bedzie. super jest tez nocny pociag posp relacji amsterdam - cerbere, gdzie nikt raczej biletow nie sprawdza :)))))
                                                    a oczywiscie, ze znanych mi, najlepsze sa niemieckie koleje, gdzie pani drukuje ci mase alternatywnych planow podrozy, a jesli pociag sie spoznia, oddaja za bilety ( o ile sie je ma )
                                                    ---
                                                    'Jakby cie do tej roboty ciagnelo, i jakbys ja bardzo lubila, to bys sie zwlekala z lozka ze spiewem na ustach.'
                                                    tak, jak znam siebie, potrwalo by to gora miesiac.
                                                    ---
                                                    'No tak, wypracowalas sobie status gwiazdeczki :)'
                                                    no, ciezko pracowalam na to ;]
                                                    nie wiem, to dosc specyficzny biznes - restauacja - wszyscy sa tu dziwni nieco, a do tego akurat ja jestem tam najdluzej stazem i naprawde ciezko pracuje ( bo tak uwazam za stosowne) kiedy juz wreszcie uda mi sie dotrzec. dzis np, pies strasznie mi wolno spacerowal, a potem wdalam sie w rozmowe z paniami o tym, jak doszlo do znikniecia malych kotkow spod bloku, i zanim sie obejrzalam bylo juz 15 po...
                                                    a ztym szefem ( kuchni ) to juz w ogole inna baja - on mi kiedys przypadkiem przypalil reke patelnia prosto z pieca wyjeta... nawet jednej lzy nie uronilam ( szok ), ale jak to odwinelam z prowizorycznego bandaza, to zrobilo mi sie autentycznie slabo i zle...
                                                    ---
                                                    'tak o siodmej a moze o dziewiatej.'
                                                    7 - 7. 30
                                                    ---
                                                    a moze to klimat tego miejsca tez troche. hiszpanie rzadko robia cos na czas, organizacja zycia i niepunktualnosc, umownosc wszystkiego doprowadza niemieckich turystow na skraj rozpaczy :))) a przeciez swiat nadal sie kreci :)
                                                    ---
                                                    'Najpierw im sie wszystkim porozbija ta pudeleczkowa wizja swiata.'
                                                    wlasnie zastanawia mnie, po co w ogole lansowana jest ta ' pudeleczkowa wizja swiata'...
                                                    ---
                                                    'W ramach systemu dzieje sie naprawde wiele zla. I to zwykle dotyczy tych, ktorzy nie potrafia sie sami bronic, czyli najgorzej wyksztalconych.'
                                                    no, tak, ale oni nie maja, zdaje sie, zbyt znacznej sily politycznej. czasem ktos tak nimi pomanipuluje ale to tyle, chyba, nie?
                                                    ---
                                                    pomnik
                                                    no, w takim razie, to kolejna z polskich paranoi...

                                                    dla mnie dotleniacz jest fajny, bo ' dotlenia' , ale ogolnie to nic szczegolnie estetycznie mnie pociagajacego nie widze. palmy zas wole naturalne.
                                                    ---
                                                    ''przyjemnosciowe' pomniki z ruchomym mechanizmem to sa na pewno za drogie na polskie realia. '
                                                    nie mam pojecia o kosztach stawiania/ utrzymania pomnikow. wiecej niz staw by to kosztowalo?
                                                    wladzy chodzi zapewne o te ofiary ( tylko one zasluguja na pomnik ), a ludzie moze nie dostali przed nos alternatywnych projektow miasta?
                                                    ---
                                                    nie moge zrobi zdjecia mojej ulubionej rzezbie dziewczynki, bo ona jest w aachen a ja tu, w osadzie rybackiej
                                                    ((o moze ploteczke? nie slysze sprzeciwu, wiec nadaje ;]
                                                    jak wiesc niesie, w dawnych czasach zloczyncy mieli do wyboru: isc do wiezienia lub osiedlic sie w la linii, i tak wlasnie powstala ta szacowna osada...
                                                    gibraltar natomiast, jak glosi przewodnik byl waznym punktem starozytnego szlaku przemytniczego, czego pozostalosci widac do dzis ( przemyt papierosow, np ).))
                                                    ale obiecuje, ze jak pojade do aachen, to ja obfoce. ale moze ty bedziesz pierwsza? od dworca w prawo do konca, a potem w dol, jakby co :)
                                                    ---
                                                    nasz most
                                                    'Wyglada jak kladka osiedlowa.'
                                                    jak smiesz!!! ;)
                                                    robotnik na postumencie - fakt ten postument jest ni przypial ni przylatal, taki tu styl w osadzie. ' najlepsze ' sa letnie miniatury slawnych budowli, wykonane z dykty...

                                                    student
                                                    no, faktycznie, potworny, jakis taki gruzliczy i bardzo de mode...
                                                    a ilu macie juz jp2 w miescie? ;)
                                                    ---
                                                    'Temu miastu potrzeba bajek.'
                                                    nie, no wybacz, ale takiego oslepiajaco rozowego jelenia to moglabym po pijaku w przyplywie jakiejs chorej weny wkomponowac w jakis bardzo ekscentryczny zhiz chwili, ale z rana bym go jednak odniosla w geste krzaki...
                                                    mysle ze turysci mogliby jednak nie dostrzec kpiny w jeleniu... a taki przykurzony smogiem jelen, albo jelen w burych roztopach, to juz zalosc sciska...
                                                    zbyt wulgarne te jelony.
                                                    dzieci z pomnika maja w sobie duzo schiza za to, tyle ze nie dosc, ze makabrycznego to jeszcze w sumie nie na temat schiza...
                                                    ---
                                                    'Ja mam wielka slabosc do kiczu. Krasnal jakby mnie jakis ujal, to bym go przygarnela.'
                                                    ja wole ' infantylizm afganski' krasnal kojarzy mi sie zle, z ' w kamiennym kregu'
                                                    ---
                                                    amelka
                                                    ale przeciez krasnal to nic wiecej niz jeszcze jeden przyklad stosunek amelki do swiata. ten jej cukier mnie nie mdli jakos, moze przez te jej oczy z ognikami...
                                                    ---
                                                    'Mi sie gastarbajterki kojarza z umeczonymi kobiecinami, ktore chca tylko odpoczynku. '
                                                    a te co tam poznalam byly bardzo zadowolone z tego co maja. nadmieniam ze to bylo kilka lat temu. a marokanki nawet w tv pokazywali jak dziekowaly aznarowi za etaty przy truskawkach.
                                                    a dzialy sie tam - w zaglebiu - cuda niewidy: oprocz legalnych, masa ludzi usilujacych zalapac robote na czarno. afrykanie koczujacy w rzadkim lasku, lazacy w ta i spowrotem brzegiem pustej dwupasmowki, helikoptery ich tropiace z gory, miasteczka obstawione policja... todo por la fresa ;)
                                                    ---
                                                    i znow zezarlo ci kawalek posta
                                                    nie, nie czytalam tej ksiazki.

                                                    pozdrawiam
                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa 13.06.08, 22:27
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > dla mnie to jakas paranoja , to pols
                                                    > kie prawo antyab

                                                    To nawet nie chodzi o prawo, tylko o lewo. Gdyby ta dziewczynka
                                                    poszla na normalna nielegalna skrobanke (w prasie mnostwo ogloszen
                                                    typu 'aaaaa przywracanie miesiaczki') to by w ogole nie miala
                                                    problemu. Ale miala prawo zrobic to legalnie, wiec stala sie
                                                    bohaterka cyrku. W dodatku na stronie frondy (skrajnej prawicy
                                                    mlodych) ktos podal jej dane i telefon.

                                                    > a jakies tlumy ciagnace sie za kobieta/ dziewczyna, chcaca
                                                    aborcji dokonac, to
                                                    > juz paranoja skrajna. nie wspominajac o zastraszonych
                                                    lekarzach.....
                                                    > niesmaczne.

                                                    To jest poprawnosc w poprawnosci. Ksiedza podobno zawiadomila
                                                    ordynatorka, wiec szeregowi lekarze nie chca sie jej narazac i
                                                    zaslaniaja 'klauzula sumienia'. Tak samo w innych lubelskich
                                                    szpitalach, to pewnie nie jest duze srodowisko.

                                                    > zdumiewa mnie lokalna ciezkosc ciezkich polskich grzechow.
                                                    zdumiewa mnie, ze tu
                                                    > taj znalezc osobe z oporami wobec usuwania ciazy byloby dosc
                                                    trudno, podczas gd
                                                    > y w polsce presja otoczenia, oficjalnej prawdy i prawo, rodzi
                                                    wyrzuty sumienia
                                                    > takze u tych, ktore poczatkowo byly pewne swojej decyzji. zapewne
                                                    przeciwnicy a
                                                    > borcji uwazaja to za swoj wielki sukces.

                                                    No tak, ale ci sami lekarze, ktorzy w szpitalu sie zaslaniaja
                                                    klauzula, po godzinach w prywatnych gabinetach 'przywracaja
                                                    miesiaczke' i kwestia oplaty jest, w ktorym miesiacu ciazy oni
                                                    ja 'przywroca'. To jest szalenstwo do kwadratu.

                                                    > ty bys raczej za holenderskoscia optowala?

                                                    Nie wiem, co to oznacza. Zwlaszcza ze Holendrzy zawedrowali kawal
                                                    swiata wszak.

                                                    > no, ale dla mnie w dziecinstwie pociagi to byla pierwsza klasa,
                                                    salonki.

                                                    Czegos takiego to ja w zyciu nie zaznalam.

                                                    [podroze na piekne oczy]

                                                    O, masz niezly tupet i wogle. Co sie robi, kiedy kanar kolejowy
                                                    miedzynarodowy zlapie? Czy mruganie rzesami dziala?

                                                    > 'Jakby cie do tej roboty ciagnelo, i jakbys ja bardzo lubila, to
                                                    bys sie zwleka
                                                    > la z lozka ze spiewem na ustach.'
                                                    > tak, jak znam siebie, potrwalo by to gora miesiac.

                                                    A zarzucilas mysl o pracy w lecznicy wet? Moze tam se mozesz
                                                    jakiegos technika wet albo licencjat zrobic w tej Hiszpanii np.
                                                    Fajnie jest wstawac z piesnia na ustach :)

                                                    > dzis np, pies s
                                                    > trasznie mi wolno spacerowal, a potem wdalam sie w rozmowe z
                                                    paniami o tym, jak
                                                    > doszlo do znikniecia malych kotkow spod bloku, i zanim sie
                                                    obejrzalam bylo juz
                                                    > 15 po...

                                                    Hehe. Wszystko sie znowu sprzysieglo przeciw tobie, a chociaz to
                                                    prawda, to nikt nie bedzie mial ochoty uwierzyc w twoje
                                                    tlumaczenia... Najdziwniejsze usprawiedliwienie, jakie
                                                    wyprodukowalam, spozniwszy sie na polaka, to bylo 'bo rodzice
                                                    wstawili makaron i wyszli, a ja musialam zostac dopoki sie nie
                                                    ugotuje, pani psor'. Tak ja zatkalo, ze to kupila :)

                                                    > a ztym szefem ( kuchni ) to juz w ogole inna baja - on mi kiedys
                                                    przypadkiem pr
                                                    > zypalil reke patelnia prosto z pieca wyjeta... nawet jednej lzy
                                                    nie uronilam (
                                                    > szok ), ale jak to odwinelam z prowizorycznego bandaza, to
                                                    zrobilo mi sie auten
                                                    > tycznie slabo i zle...

                                                    Specjalnie ci przypalil???
                                                    Jak pracowalam w pizzerii, to ciagle sobie cos czyms przypalalam.
                                                    Zaczynalo bolec dopiero w domu.

                                                    > a moze to klimat tego miejsca tez troche. hiszpanie rzadko robia
                                                    cos na czas, o
                                                    > rganizacja zycia i niepunktualnosc, umownosc wszystkiego
                                                    doprowadza niemieckich
                                                    > turystow na skraj rozpaczy :))) a przeciez swiat nadal sie
                                                    kreci :)

                                                    Chyba caly swiat hiszpanskojezyczny tak ma. Wiem, ze w Ameryce
                                                    Lacinskiej slowem - kluczem do wszystkiego jest 'maniana'.

                                                    > 'Najpierw im sie wszystkim porozbija ta pudeleczkowa wizja
                                                    swiata.'
                                                    > wlasnie zastanawia mnie, po co w ogole lansowana jest ta '
                                                    pudeleczkowa wizja s
                                                    > wiata'...

                                                    No, konsumenta trzeba sobie wychowac.

                                                    > 'W ramach systemu dzieje sie naprawde wiele zla. I to zwykle
                                                    dotyczy tych, ktor
                                                    > zy nie potrafia sie sami bronic, czyli najgorzej wyksztalconych.'
                                                    > no, tak, ale oni nie maja, zdaje sie, zbyt znacznej sily
                                                    politycznej. czasem kt
                                                    > os tak nimi pomanipuluje ale to tyle, chyba, nie?

                                                    Nie maja, ale ruch zwiazkowy rosnie w sile, mimo (nielegalnych)
                                                    dzialan przedsiebiorcow, ktorzy robia wiele, aby go zlikwidowac.
                                                    Mysle, ze zwiazki to wlasciwy kierunek i jedyny sposob, zeby
                                                    powstrzymac dzikosc polskiego kapitalizmu.

                                                    > pomnik
                                                    > no, w takim razie, to kolejna z polskich paranoi...

                                                    No pewnie! Pomniki na kazdym skwerku, duperku, scianie. W Wawie na
                                                    jednym placu stoja dwa. W innym miejscu zlikwidowano plac zabaw
                                                    (jedyny w okolicy), zeby pie..ac pomnik. Itd. Od dziecka mam na
                                                    to oko, bo mnie to bardzo niepokoi. A od kiedy w Wawie stanal
                                                    pomnik Dmowskiego, mam ochote zaczac jakas akcje terrorystyczna. Od
                                                    niego wlasnie.

                                                    [dotleniacz i okolice]
                                                    > wladzy chodzi zapewne o te ofiary ( tylko one zasluguja na
                                                    pomnik ), a ludzie m
                                                    > oze nie dostali przed nos alternatywnych projektow miasta?

                                                    Dostali, wlasnie w tym rzecz - bylo zbieranie podpisow, akcje
                                                    obywatelskie, angazowanie radnych - na razie nic nie wiadomo.
                                                    Miasto w kazdym razie ma w dupie mieszkancow i naciska na pomnik z
                                                    zadrutowanymi dziecmi.

                                                    > nie moge zrobi zdjecia mojej ulubionej rzezbie dziewczynki, bo
                                                    ona jest w aache
                                                    > n a ja tu, w osadzie rybackiej

                                                    No, ale przeciez nie jestes holenderka. Wierze w ciebie i czekam.

                                                    > jak wiesc niesie, w dawnych czasach zloczyncy mieli do wyboru:
                                                    isc do wiezienia
                                                    > lub osiedlic sie w la linii, i tak wlasnie powstala ta szacowna
                                                    osada...

                                                    O, popatrz - tak samo zostala skolonizowana Australia. Bardzo
                                                    ciekawe eksperymenty. I co wyszlo? Jakies podobienstwa do Australii?

                                                    > i tu styl w osadzie. ' najlepsze ' sa letnie miniatury slawnych
                                                    budowli, wykona
                                                    > ne z dykty...

                                                    Potiomkin forever :)

                                                    > a ilu macie juz jp2 w miescie? ;)

                                                    Nie mam pojecia. Wiem natomiast, ze w calej Polsce przemianowano
                                                    glowne ulice miasteczek, miast i wsi, na JPII. Oczywiscie na
                                                    ryneczku musi stanac pomnik. Noi sa rzezbiarze, ktorzy specjalizuja
                                                    sie w temacie. Kiedys czytalam o rekordziscie, ktory trzasnal
                                                    kilkadziesiat pomnikow - postaci i popiersi. Niezly kawal grosza to
                                                    jest.

                                                    > 'Temu miastu potrzeba bajek.'
                                                    > nie, no wybacz, ale takiego oslepiajaco rozowego jelenia to
                                                    moglabym po pijaku
                                                    > w przyplywie jakiejs chorej weny wkomponowac w jakis bardzo
                                                    ekscentryczny zhiz
                                                    > chwili, ale z rana bym go jednak odniosla w geste krzaki...

                                                    Masz fatalny gust po prostu :(

                                                    > dzieci z pomnika maja w sobie duzo schiza za to, tyle ze nie
                                                    dosc, ze makabrycz
                                                    > nego to jeszcze w sumie nie na temat schiza...

                                                    Podwojnie nie na temat, bo one nie maja nic wspolnego z ofiarami,
                                                    ktore maja upamietniac, a pomnik chca postawic w sercu bylego getta.

                                                    > 'Ja mam wielka slabosc do kiczu. Krasnal jakby mnie jakis ujal,
                                                    to bym go przyg
                                                    > arnela.'
                                                    > ja wole ' infantylizm afganski' krasnal kojarzy mi sie zle, z ' w
                                                    kamiennym kr
                                                    > egu'

                                                    Pojedz se kiedy do Wroclawia - symbolem miasta jest krasnal. Wiele
                                                    wroclawskich krasnali jest cudownych:
                                                    tinyurl.com/62et5s

                                                    > amelka
                                                    > ale przeciez krasnal to nic wiecej niz jeszcze jeden przyklad
                                                    stosunek amelki d
                                                    > o swiata.

                                                    No tak, ale mozna sobie wyobrazic, ze on po tych wymuszonch
                                                    podrozach sie zachecil. Stoisz w kolejce do odprawy a za toba
                                                    gipsowy krasnal z walizeczka i paszporciczkiem.

                                                    > a dzialy sie tam - w zaglebiu - cuda niewidy: oprocz legalnych,
                                                    masa ludzi usil
                                                    > ujacych zalapac robote na czarno. afrykanie koczujacy w rzadkim
                                                    lasku, lazacy w
                                                    > ta i spowrotem brzegiem pustej dwupasmowki, helikoptery ich
                                                    tropiace z gory, m
                                                    > iasteczka obstawione policja... todo por la fresa ;)

                                                    Ech, j
                                                  • szarylemur todo por la fresa2 14.06.08, 03:36
                                                    hmm, no nie wiem co
                                                    mam jeszcze pisac na temat sprawy tej 14latki
                                                    zdaje mi sie ze na jej miejscu gryzlabym i plula na te wszystkie ciotki i
                                                    wujkow, zrobila niezle piekielko itd. ale nia nie jestem.
                                                    ---
                                                    'Ksiedza podobno zawiadomila ordynatorka, wiec szeregowi lekarze nie chca sie
                                                    jej narazac i zaslaniaja 'klauzula sumienia'. Tak samo w innych lubelskich
                                                    szpitalach, to pewnie nie jest duze srodowisko.'
                                                    nie wiem, jak duze. uwazam, ze to tragiczne.

                                                    'No tak, ale ci sami lekarze, ktorzy w szpitalu sie zaslaniaja klauzula, po
                                                    godzinach w prywatnych gabinetach 'przywracaja miesiaczke' i kwestia oplaty
                                                    jest, w ktorym miesiacu ciazy oni ja 'przywroca'. To jest szalenstwo do kwadratu.'
                                                    dokladnie, niestety, sie z toba zgadzam tutaj.
                                                    ---
                                                    holenderskosc wg trzciny myslacej
                                                    "Najlepiej czuję się w domu, przy garach, wychowując dzieci. Lubię urządzać
                                                    mieszkanie, sprzątać w nim, gotować, piec, robić na drutach, wieczorem
                                                    wcześniesię kładę, rano wcześnie wstaję, umiem też szyć, strzyc włosy,
                                                    szydełkować. Przeszkadza mi kurz na meblach, nieuprasowana
                                                    koszula, przywiązuję wagę do wyglądu, stroju – schludności (!) oraz w jakiej
                                                    zasypiam pościeli.'
                                                    caly, nieduzy, watek masz tutaj:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=80649156
                                                    mam seksistowskie wrazenie, ze kobiety sa albo naturalnie - albo kulturowo -
                                                    przyciete na modle holenderska. hmm, ta holenderskosc wrecz mi sie z jakas
                                                    stereotypowo - tradycyjnie - nieco archaicznie pojeta kobiecoscia kojarzy. ale
                                                    znam tez przynajmniej jednego faceta tego ' porzadnego' typu.
                                                    ---
                                                    pkp
                                                    a ja wciaz jezdzilam z rodzicami ( najczesciej osobno he he) to tu to tam na '
                                                    wycieczki wagonowe' fajne to bylo, naprawde takie troche cyganskie.
                                                    ale ze moi rodzice tez to lubili, to byc moze jest ten pociag do pociagu
                                                    faktycznie zapisany w moich genach ;) heh, ojciec matki i ojciec ojca tez byli
                                                    kolejarzami...
                                                    ---
                                                    'Co sie robi, kiedy kanar kolejowy miedzynarodowy zlapie? '
                                                    oj, teraz to juz nie tak latwo - poustawiali jakies bramki straszne, kontroluja
                                                    bilety przed wejsciem do pociagu, ... mysle, ze moze to miec jakis tajemniczy
                                                    zwiazek z poszerzeniem ue ;]
                                                    a kiedys, to sie siedzialo sobie wygodnie, a na widok kanara oznajmialo sie : '
                                                    no ticket, no money, passport, please! :)' i sie dostawalo bilet kredytowy.
                                                    potem do domu przychodzily takie zolte karty dla mademoiselle lemuhr roznych
                                                    ciekawych tras.
                                                    no, ale po pewnym czasie na danej trasie, nie dawalo sie kanara nabierac na
                                                    bycie okradzionym itp rzewne spiewki...
                                                    raz wtopilismy na mase - wyrzucili nas na osobowego na jakims totalnym zadupiu,
                                                    gdzie pociagi jezdzily co dwie godziny, i tak czekalismy na nastepny, i nastepny
                                                    i nastepny, poniewaz kanar jak tylko nas widzial na peronie, usmiechal sie
                                                    zlosliwie i mowil " wy nie jedziecie, adios'
                                                    a na stopa tez nikt zabrac nie chcial. takie przypadki to tzw ' boss na levelu'
                                                    jak to przejdziesz, to idziesz poziom wyzej, w calkiem nowy etap, no ale przejsc
                                                    to wcale nie jest latwo :]

                                                    'Czy mruganie rzesami dziala?'
                                                    rzadko... na ogol sa bezlitosni na swoim poletku wladzy. ale zdarzaja sie mile,
                                                    anarchistyczno - olewcze wyjatki. ale recydywa z kazdego chyba kanara czyni diabla.
                                                    ---
                                                    ' Fajnie jest wstawac z piesnia na ustach :)'
                                                    z piesnia na ustach wstawalam na wyprawy z moim szalonym ukochanym z dawien dawna.
                                                    generalnie, wstaje mi sie dobrze gdzieniebadz, ale nigdy w dramatycznych
                                                    porannych porach ( tj, do czternastej ) choc juz przywyklam, i teraz wstajac o
                                                    tej 9 rano, jakos ludzko funkcjonuje nawet.
                                                    ymm, studia tutaj to bylby problem - musialabym jezdzic do duzego miasta itd,
                                                    itp. technikow generalnie nie honoruja * rozmawialam z kilkoma wetami o tym *,
                                                    choc sa 'uczelnie ' czeszace na tym gruuba kase.
                                                    ---
                                                    'Wszystko sie znowu sprzysieglo przeciw tobie, a chociaz to prawda, to nikt nie
                                                    bedzie mial ochoty uwierzyc w twoje tlumaczenia... '
                                                    alez ja sie juz nie tlumacze - szybko przemykam sie przebrac i zasuwam do roboty
                                                    ze zbyt moze szeroko rozpostartym usmiechem i blednym wzrokiem.
                                                    tlumacze sie z jakichs strasznych spoznien tylko. zreszta, kiedy sie tlumacze,
                                                    nie klamie. wiem, wychodze pewnie na niezle szajbnieta. moze to jest prawda...
                                                    ---
                                                    'Specjalnie ci przypalil???'
                                                    no, co ty?!
                                                    od tamtej pory wypracowalismy juz system wczesnego ostrzegania, kiedy
                                                    przechodzisz za kims, siegasz po cos itd. zwinnosc zawsze w cenie jest w kuchni.
                                                    ---
                                                    'Wiem, ze w Ameryce Lacinskiej slowem - kluczem do wszystkiego jest 'maniana'.'
                                                    ymm, tutaj tez. ahora viene, znaczy juz jedzie, znaczy ze ... kiedys powinien
                                                    dotrzec.
                                                    btw; strajk sie chyba skonczyl, zegnaj widmo karczocha :)))
                                                    ---
                                                    'konsumenta trzeba sobie wychowac.'
                                                    ale to zaczyna wyglada na jakas spiskowa teorie dziejow, lub powrot do '
                                                    arystokracji i mas', przez nie sterowanych.
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze zwiazki to wlasciwy kierunek i jedyny sposob, zeby powstrzymac
                                                    dzikosc polskiego kapitalizmu.'
                                                    wlasnie, opowiadli mi moi czescy przyjaciele o tym, jak to ' kapital zachodni'
                                                    nie godzac sie na ' wygorowane ' zadania polskich zwiazkowcow przeniosl sie do
                                                    czech, tam przejal/ pobudowal fabryki, ... ktore po kilku latach upadly albo
                                                    malo przyczyniaja sie do rozwoju ekonomicznego tego panstwa/ swoich pracownikow.
                                                    ---
                                                    'W innym miejscu zlikwidowano plac zabaw (jedyny w okolicy), zeby pie..ac pomnik. '
                                                    no, to dosyc ciekawa polityka ;] co na to 'doktor freud'?
                                                    'Miasto w kazdym razie ma w dupie mieszkancow i naciska na pomnik z
                                                    zadrutowanymi dziecmi.'
                                                    no, to sie jakos da zlozyc w calosc z ta likwidacja placu zabaw, co?
                                                    ---
                                                    'Wierze w ciebie i czekam.'
                                                    e tam, przekonaj sie naocznie lepiej sama, zamiast tu wierzyc na prawo i lewo
                                                    komu popadnie niemal ;]
                                                    ---
                                                    'Jakies podobienstwa do Australii?'
                                                    trudno mi ocenic, nie wiem co tam w australii. co tam?
                                                    ---
                                                    pomniki jp2
                                                    'Kiedys czytalam o rekordziscie, ktory trzasnal kilkadziesiat pomnikow - postaci
                                                    i popiersi. Niezly kawal grosza to jest.'
                                                    no, wiesz sa rozne typy artystow/ rzemieslnikow. nie wszyscy uznaja za stosowne
                                                    zdychac z glodu dla sztuki.
                                                    ---
                                                    'Masz fatalny gust po prostu :('
                                                    ech, mam calkowicie odmienne zdanie na ten temat. no, ale chyba nie bedziemy o
                                                    tym dyskutowac, nie? ;)
                                                    ---
                                                    wroclawski papa - krasnal
                                                    ym ten jest w porzadku. wroclam w ogole ma duzo ciekawych, oryginalnych '
                                                    zabytkow' , pomnikow, budowli.
                                                    np to: pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Wroclaw_PamieciZwierzatRzeznych.jpg
                                                    nawet bloki tam jakies mi sie podobaly
                                                    ---
                                                    'Stoisz w kolejce do odprawy a za toba gipsowy krasnal z walizeczka i
                                                    paszporciczkiem.'
                                                    taa, a potem okazuje sie ze siedzi obok ciebie w samolocie. nie , dzieki ;]

                                                    pozdrawiam
                                                    ps: widze ze ty z tym ucinaniem to prawie jak ja ze spoznianiem - za pan brat
                                                    jestes... :)
                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa I 15.06.08, 01:53
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > holenderskosc wg trzciny myslacej

                                                    Moim zdaniem dwie skrajnosci splaszczaja obraz.
                                                    Ja mam troche tego, troche tamtego. Gotowac lubie, zmywac
                                                    nienawidze, podrozowac lubie, spac na dworcu - nie, itd.

                                                    > mam seksistowskie wrazenie, ze kobiety sa albo naturalnie - albo
                                                    kulturowo -
                                                    > przyciete na modle holenderska. hmm, ta holenderskosc wrecz mi
                                                    sie z jakas
                                                    > stereotypowo - tradycyjnie - nieco archaicznie pojeta kobiecoscia
                                                    kojarzy. ale
                                                    > znam tez przynajmniej jednego faceta tego ' porzadnego' typu.

                                                    Wiele sie zmienia, teraz wlasnie. W duzych miastach pojawiaja sie
                                                    np faceci, ktorzy ida na urlop rodzicielski, bo ich zony zarabiaja
                                                    wiecej. Ja sama znalam dwie takie dziewczyny - one w pracy, oni w
                                                    domu. A sprzatac to nikt nie lubi, tylko kobietom wpajany jest
                                                    ordnung, a facetom nie.

                                                    > ale ze moi rodzice tez to lubili, to byc moze jest ten pociag do
                                                    pociagu
                                                    > faktycznie zapisany w moich genach ;) heh, ojciec matki i ojciec
                                                    ojca tez byli
                                                    > kolejarzami...

                                                    Stefan Grabinski, 'zapomniany polski Poe', napisal kiedys taka
                                                    nowele - 'Demon ruchu', o takim czyms, co ludzi gna i o tym, ze
                                                    niektorzy czuja sie zywi tylko wtedy, kiedy krajobraz miga za
                                                    oknem. 'Demonem ruchu' nazwalam jednego pana, ktory w mojej okolicy
                                                    wystawal na przystankach i sie ekscytowal, kiedy przyjezdzal
                                                    autobus, a jeszcze bardziej - kiedy odjezdzal. Demon ruchu nigdy do
                                                    tych autobusow nie wsiadal.
                                                    A ja miewam w zyciu cale okresy, kiedy snia mi sie autobusy, ktore
                                                    kraza i nie moga trafic do zajezdni, autokary, ktore sie gubia,
                                                    lotniska, z ktorych nie moga wystartowac samoloty. Na szczescie
                                                    prowadzenie samochodu mi sie juz nie sni, chociaz po tych snach
                                                    (wielu) mam wrazenie, ze moglabym zdac na prawko :)

                                                    > a kiedys, to sie siedzialo sobie wygodnie, a na widok kanara
                                                    oznajmialo sie : '
                                                    > no ticket, no money, passport, please! :)' i sie dostawalo bilet
                                                    kredytowy.
                                                    > potem do domu przychodzily takie zolte karty dla mademoiselle
                                                    lemuhr roznych
                                                    > ciekawych tras.
                                                    > no, ale po pewnym czasie na danej trasie, nie dawalo sie kanara
                                                    nabierac na
                                                    > bycie okradzionym itp rzewne spiewki...

                                                    E, wiec i tak trzeba bylo w koncu zaplacic? Chyba ze nie zlapali.
                                                    ...

                                                    > rzadko... na ogol sa bezlitosni na swoim poletku wladzy. ale
                                                    zdarzaja sie mile,
                                                    > anarchistyczno - olewcze wyjatki. ale recydywa z kazdego chyba
                                                    kanara czyni dia
                                                    > bla.

                                                    Kanar to dziwny zawod jest chyba. Niby malo wladzy, ale jak sie ja
                                                    juz ma, to mozna sobie zaszalec.

                                                    > generalnie, wstaje mi sie dobrze gdzieniebadz, ale nigdy w
                                                    dramatycznych
                                                    > porannych porach ( tj, do czternastej ) choc juz przywyklam, i
                                                    teraz wstajac o
                                                    > tej 9 rano, jakos ludzko funkcjonuje nawet.

                                                    Dziwne jest z tym rytmem dnia.
                                                    Mi cale zycie wmawiano, ze trzeba wstawac skoro swit, o szostej
                                                    najlepiej i klasc sie wczesnie za to. I dopoki musialam, to sie
                                                    strasznie meczylam. Kiedys przez rok prawie musialam wstawac o 4:30
                                                    i to dopiero byl koszmar, zylam w letargu, chocbym sie kladla spac
                                                    o dwudziestej. Najszczesliwszy rytm dobowy dla mnie to taki, jak
                                                    mam teraz - ide spac o drugiej, budze sie przed dziesiata. Wyspanie
                                                    nie tylko zalezy od ilosci snu, ale i od pory snu. A swiat jest
                                                    skrojony dla tych, co sie budza o siodmej :(

                                                    > ymm, studia tutaj to bylby problem - musialabym jezdzic do duzego
                                                    miasta itd,
                                                    > itp. technikow generalnie nie honoruja * rozmawialam z kilkoma
                                                    wetami o tym *,
                                                    > choc sa 'uczelnie ' czeszace na tym gruuba kase.

                                                    Studiowalam zaocznie, wiec wiem, jaki to bol jest. Co prawda w tym
                                                    samym miescie, ale. Nauka tego, co interesuje daje jednak taka
                                                    frajde, ze jest ona w stanie wynagrodzic kazde zmeczenie i kazda
                                                    niewygode. Po latach meki w roznych szkolach, ktore mi sie wydawaly
                                                    odmozdzajace i totalitarne, nareszcie rozwinelam skrzydla. Zreszta -
                                                    wiesz, jak to jest.

                                                    > alez ja sie juz nie tlumacze - szybko przemykam sie przebrac i
                                                    zasuwam do robot
                                                    > y
                                                    > ze zbyt moze szeroko rozpostartym usmiechem i blednym wzrokiem.
                                                    > tlumacze sie z jakichs strasznych spoznien tylko. zreszta, kiedy
                                                    sie tlumacze,
                                                    > nie klamie. wiem, wychodze pewnie na niezle szajbnieta. moze to
                                                    jest prawda...

                                                    He heheh. Moze sie ciebie troche boja tam, co? Dobra strategia :)

                                                    > 'Specjalnie ci przypalil???'
                                                    > no, co ty?!

                                                    Wolalam sie upewnic.

                                                    > od tamtej pory wypracowalismy juz system wczesnego ostrzegania,
                                                    kiedy
                                                    > przechodzisz za kims, siegasz po cos itd. zwinnosc zawsze w cenie
                                                    jest w kuchni
                                                    > .

                                                    Tak, pamietam to, sie krzyczalo. Od kucharzy wiem, ze kazdy kiedys
                                                    oblal sie garem zurku albo przyskwierczyl sobie skore na rozgrzanej
                                                    patelni.

                                                    > 'Wiem, ze w Ameryce Lacinskiej slowem - kluczem do wszystkiego
                                                    jest 'maniana'.'
                                                    > ymm, tutaj tez. ahora viene, znaczy juz jedzie, znaczy ze ...
                                                    kiedys powinien
                                                    > dotrzec.
                                                    > btw; strajk sie chyba skonczyl, zegnaj widmo karczocha :)))

                                                    Bo ja wiem - taka inna rzeczywistosc, jakas taka raptowna zmiana,
                                                    to jest prawie jak swieto, cos sie zmienia na chwile, ludzie
                                                    inaczej na siebie patrza i w ogole.

                                                    > 'konsumenta trzeba sobie wychowac.'
                                                    > ale to zaczyna wyglada na jakas spiskowa teorie dziejow, lub
                                                    powrot do '
                                                    > arystokracji i mas', przez nie sterowanych.

                                                    Bo ja wiem. Popatrz, co robi fakdonald, ktory nachalnie przyciaga
                                                    najmlodszych, bo dobrze wie, ze jesli ich zlapie w wieku lat
                                                    trzech, to beda przychodzili dopoki nie umra od tego tluszczu na
                                                    serce. Itd. Reklamy tworza ten sliczny swiat, do ktorego aspiruja
                                                    mlodzi. Nie wiem, czy masz pojecie, jak tu u nas sie rozkrecil
                                                    rynek dla nastoletnich dzieciakow.

                                                    > wlasnie, opowiadli mi moi czescy przyjaciele o tym, jak to '
                                                    kapital zachodni'
                                                    > nie godzac sie na ' wygorowane ' zadania polskich zwiazkowcow
                                                    przeniosl sie do
                                                    > czech, tam przejal/ pobudowal fabryki, ... ktore po kilku latach
                                                    upadly albo
                                                    > malo przyczyniaja sie do rozwoju ekonomicznego tego panstwa/
                                                    swoich pracownikow
                                                    > .

                                                    Rozne rzeczy sie slyszy. Kasjerkom nie dawali przerw na siku i
                                                    kazali im siedziec na kasie w pampersach, w fabrykach oszczedzali
                                                    prad, nie wlaczajac jakiejs ochrony i mlodego czlowieka doslownie
                                                    zmiazdzylo, nikt nie poczuwa sie do winy, odszkodowan,
                                                    czegokolwiek. Ludzie nie byli przyzwyczajeni do takiego
                                                    traktowania, tego stopnia bezwzglednosci i cynizmu, dlatego dopiero
                                                    teraz sie organizuja. Oczywiscie dzialaczy zwiazkowych wywala sie z
                                                    pracy (bezprawnie, ale proces moze trwac pare lat), ludzi sie
                                                    zastrasza, nasyla prawnikow, komplikuje im zycie. Itd.

                                                    > 'W innym miejscu zlikwidowano plac zabaw (jedyny w okolicy), zeby
                                                    pie..ac pomni
                                                    > k. '
                                                    > no, to dosyc ciekawa polityka ;] co na to 'doktor freud'?

                                                    E?
                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa II 15.06.08, 02:02
                                                    Tak to mi nei wytnie na pewno:

                                                    > 'Miasto w kazdym razie ma w dupie mieszkancow i naciska na pomnik
                                                    z
                                                    > zadrutowanymi dziecmi.'
                                                    > no, to sie jakos da zlozyc w calosc z ta likwidacja placu zabaw,
                                                    co?

                                                    Na placu zabaw postawili poete, sympatycznego zreszta. A dzieci
                                                    siedza w domach, przy komputerach i plejstejszyns.

                                                    > 'Wierze w ciebie i czekam.'
                                                    > e tam, przekonaj sie naocznie lepiej sama, zamiast tu wierzyc na
                                                    prawo i lewo
                                                    > komu popadnie niemal ;]

                                                    He.
                                                    Jakos sie boje. Zreszta - nigdzie sie nie ruszam bez pary.
                                                    Jedziemy wiec na Wegry, to prawie postanowione.

                                                    > 'Jakies podobienstwa do Australii?'
                                                    > trudno mi ocenic, nie wiem co tam w australii. co tam?

                                                    No bo biala Australie tez tworzono w podobny sposob - dajac
                                                    mniejszym lub wiekszym przestepcom mozliwosc wyboru miedzy
                                                    wiezieniem albo wyjazdem. I tak czesc modercow, gwalcicieli,
                                                    zloczyncow i ludzi, ktorych nie bylo stac na placenie podatkow,
                                                    wyjechala i pobudowala panstwo.

                                                    > pomniki jp2
                                                    > no, wiesz sa rozne typy artystow/ rzemieslnikow. nie wszyscy
                                                    uznaja za stosowne
                                                    > zdychac z glodu dla sztuki.

                                                    Ale oni powinni miec swiadomosc, ze te ich potwory (widzialam
                                                    galerie, niektore jp2 sa naprawde straszne) przetrwaja wieki.

                                                    > wroclawski papa - krasnal
                                                    > ym ten jest w porzadku. wroclam w ogole ma duzo ciekawych,
                                                    oryginalnych '
                                                    > zabytkow' , pomnikow, budowli.
                                                    > np to:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Wroclaw_PamieciZwierzatRzeznych.jpg

                                                    Widzialam go na wlasne oczy. Wroclaw jest moim drugim miejscem po
                                                    Wawie. W sensie ulubienia w Polsce. A krasnal papa ma dlatego taka
                                                    mine, bo w jednej z trzymanych z tylu raczek ma kulke. Trzeba
                                                    zgadnac, w ktorej.

                                                    > nawet bloki tam jakies mi sie podobaly

                                                    Mi sie strasznie podobaly hitlerowskie budowle. Zrobilismy sobie
                                                    szlak tego, co zostalo po Niemcach - komendy policji, ten dom ludu
                                                    czy jakos tak i pare jeszcze innych. Zrozumialam w koncu, jak
                                                    architektura moze budzic uczucia, zwlaszcza respektu i strachu.
                                                    Genialne w swojej potwornosci.

                                                    > 'Stoisz w kolejce do odprawy a za toba gipsowy krasnal z
                                                    walizeczka i
                                                    > paszporciczkiem.'
                                                    > taa, a potem okazuje sie ze siedzi obok ciebie w samolocie. nie ,
                                                    dzieki ;]

                                                    A gdzie twoj duch przygody? O co zaklad, ze gdybys mu oddala swoje
                                                    orzeszki, siedzial by grzecznie i cicho przez caly czas. A orzeszki
                                                    i tak sa niezdrowe :)

                                                    > ps: widze ze ty z tym ucinaniem to prawie jak ja ze spoznianiem -
                                                    za pan brat
                                                    > jestes... :)

                                                    No dobra, to masz, trzeci list w sensie trzeciego ogona listu,
                                                    ktory kiedys byl jeden.
                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: todo por la fresa II 15.06.08, 21:35
                                                    'holenderskosc wg trzciny myslacej'
                                                    'Moim zdaniem dwie skrajnosci splaszczaja obraz.'
                                                    na pewno, ale w ona przypadek swojego malzenstwa widzi wlasnie tak ostro.
                                                    'Ja mam troche tego, troche tamtego.'
                                                    ja tez , na szczescie :)
                                                    gotowac w domu nie lubie, zmywac uwielbiam ( ale nie podejmuje sie zmywania po moich flatmejtach), sprzatac tez lubie ( ale np wycieranie kurzy uwazam za niedorzecznosc ), uprasowac cos zdarza mi sie chyba rzadziej niz raz na rok ( nie jestem ' mundurkowa' ), podrozowac lubie, spac na dworcach - zalezy gdzie - niektore sa swietne do spania, inne - sie nie nadaja, strzyc moge, ale to raczej ' bardzo kreatywnie' i 'awangardowo' mi wychodzi.
                                                    ' A sprzatac to nikt nie lubi, tylko kobietom wpajany jest ordnung, a facetom nie.'
                                                    no, to jestem nikim, chyba ... ;]
                                                    przeciez sprzatanie to doskonaly relaks fizyczny, gimnastyka, tudziez zabawa z psem i kotem ! i mozna myslec o czym sie tylko chce, podczas tego zajecia. hmm, mowilam juz ze bylabym swietna magazynierka... he he
                                                    ---
                                                    'Demon ruchu', o takim czyms, co ludzi gna i o tym, ze niektorzy czuja sie zywi tylko wtedy, kiedy krajobraz miga za oknem. '
                                                    yhmm, dokladnie. wlasciwie cel podrozy nie byl wazniejszy niz podroz sama w sobie. ' jedzmy juz stad, juz to widzielismy'

                                                    'A ja miewam w zyciu cale okresy, kiedy snia mi sie autobusy, ktore kraza i nie moga trafic do zajezdni, autokary, ktore sie gubia, lotniska, z ktorych nie moga wystartowac samoloty'
                                                    zagubirnir, utrata kierunku, celu, tudziez mozliwosci kierowania zdarzeniami, soba, imo.
                                                    ---
                                                    'E, wiec i tak trzeba bylo w koncu zaplacic? Chyba ze nie zlapali.'
                                                    nie, kiedys nikt nie egzekwowal tych kredytow z zagranicy. potem to sie zmienilo, w niemczech ustalono jakis tam limit , chyba 100 euro, do ktorego podroze bezbiletowe byly bezkarne. ale w tym czasie mielismy juz opracowany inny terroturystyczny patent ;)
                                                    ---
                                                    'A swiat jest skrojony dla tych, co sie budza o siodmej :('
                                                    ano, to pozostalosci po czasach gdy nie bylo pradu, chyba :]
                                                    ---
                                                    studia
                                                    ale ja nie chce studiowac weterynarii.
                                                    w ogole to jakos chmura mi zamajaczyla na horyzoncie wczoraj - tak malo ludzi przychodzi ostatnio do rest., ze chyba padnie... i trzeba bedzie jednak szukac czegos innego. eh, zobaczymy
                                                    ---
                                                    'He heheh. Moze sie ciebie troche boja tam, co? Dobra strategia :)'
                                                    moze i sie boja, ja nic umyslnie nie robie zeby sie bali mnie ludzie. ale slyszalam kiedys ze niektorzy sie mnie boja. ale podobno ' lepiej zeby sie ciebie bali, niz zeby sie z ciebie smiali'
                                                    nie wiem, jestem mila, wyrozumiala, trzymac sie w cieniu, ale umiem tez stanowczo, wrecz lodowato zakomunikowac komus, ze cos mi sie nie podoba i ze tego nie akceptuje. no, i jestem dziwna., tak wiem, odczytuje to z reakcji innych na mnie...
                                                    ---
                                                    strajk
                                                    'taka inna rzeczywistosc, jakas taka raptowna zmiana, to jest prawie jak swieto, cos sie zmienia na chwile, ludzie inaczej na siebie patrza i w ogole.'
                                                    tutaj raczej nie - nikt nie histeryzowal, jakos bardzo spokojnie i pogodnie to przebieglo wszystko.
                                                    ale z lublina pamietam takie ' swieto' - w czasie marcowej sniezycy zasypalo drogi tak, ze staly sie nieprzejezdne dla komunikacji miejskiej takze. i kiedys wreszcie przysunal na przystanek jakis trolejbus, i nie mogl sie dalej ruszyc, czesc ludzi wysiadla i go popchnela dla rozpedu, ot tak, nagle oddolnie zsolidaryzowana :)
                                                    ---
                                                    czyzby hiszpania wygrala jakis mecz? osada trabi jak dzika
                                                    ---
                                                    fakdonald
                                                    to co piszesz, to wlasnie jest jakas teoria spiskowa - ludzie na wysokich stolkach manipuluja maluczkimi dla wlasnych zyskow.
                                                    nie przecze, ze ta teoria moze miec i ma odbicie w rzeczywistosci.
                                                    tylko, zdaje mi sie, ze takze i ci, na stolkach, sa zmanipulowani - robia to po to, aby sprostac definicji sukcesu sprzedawanej ' maluczkim'
                                                    ---
                                                    'Na placu zabaw postawili poete, sympatycznego zreszta. A dzieci siedza w domach, przy komputerach i plejstejszyns.'
                                                    a to dla dzieci w jakim wieku byl ten plac zabaw przeznaczony? czy w polsce 5 latki siedza przed kompem?
                                                    ---
                                                    aachen
                                                    'He. Jakos sie boje.'
                                                    czego?
                                                    'Zreszta - nigdzie sie nie ruszam bez pary.'
                                                    to zupelnie jak moj flatmejt... sam nic nie zrobi, musi miec towarzystwo.
                                                    jasne, ja tez nie lubie sie wloczyc sama. ale wole sama niz z byle kim, totez dwukrotnie zdarzylo mi sie przejechac samej i bez grosza przy duszy, niemal, tysiace kilometrow. poza tym jest jeszcze hospitality i couch surfing - znaczy jedziesz sobie sama do jakiegos lokalsa, ktory zapewnia ci nocleg u siebie w domu i jakis maly sightseeing. dobra alternatywa dla samotnego blakania sie po obcym miescie, imo.
                                                    ---
                                                    australia
                                                    no, to co napisalas to wiem. chodzilo mi raczej o to, jak to obecnie wyglada, czy sa jakies szczegolne konsekwencje takiego sladu wyjsciwego tego spoleczenstwa.
                                                    ---
                                                    tworcy jp2
                                                    'Ale oni powinni miec swiadomosc, ze te ich potwory (widzialam galerie, niektore jp2 sa naprawde straszne) przetrwaja wieki.'
                                                    no, zawsze mozna je pewnie powtornie przetopic, zrecyklowac, czy nie?
                                                    zreszta, jp2 adonisem nie byl, wiec to pewnie nie o piekno tu chodzic mialo...
                                                    ---
                                                    'Zrozumialam w koncu, jak architektura moze budzic uczucia'
                                                    we mnie to budzi uczucia - hotel w kszalcie statku w cerbere
                                                    www.culture.gouv.fr/culture/inventai/itiinv/archixx/imgs/p39-01.htm
                                                    bylam tam w srodku - kiedy jeszcze byl w renowacji - bylo to niesamowite, wszystko jeszcze z jakiejs zamierzchlej epoki, kasa na korbke, stare fiszki z recepcji... i dobra energia, klimat. dla mnie to bylo, jak znalezc sie nagle w jakiejs przygodowej grze komputerowej - naciskasz po kolei klamki, badasz co jest w pokojach itd. ha ha , a robotnicy zostawili paczke fajek, to nawet mielismy co palic :)))
                                                    ---
                                                    krasnal
                                                    'A gdzie twoj duch przygody?'
                                                    pisalam ze krasnale zle mi sie kojarza - nie mam ochoty na przygody z nimi, ani najmniejszej nawet, takiej tyci tyci... ;)
                                                    ---
                                                    a tu jeszcze wkleje ci co mnie ' wzruszylo' ostatnio. matka mojego flatmejta zostawila gazete, a tam taka fote znalazlam ' swietej maryjki'
                                                    styl24.pl/i/1/_art/756/250_70062058647d7b80633ad9.jpg
                                                    nie moge na to patrzec za dlugo, gdyz zebami jadowymi kalecze sobie kolana...
                                                    matce polce nie daleko do matki boskiej, tak to bylo ?
                                                    ;]

                                                    pozdrawiam



                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa II 15.06.08, 22:23
                                                    Jutro. Mam tu duzo problemow.
                                                  • syreni_grod Re: todo por la fresa II 22.06.08, 22:38
                                                    Przeglądam to forum w weekendy, albo o 6 rano ( nieuważnie ).

                                                    Nie widziałam tego.
                                                  • syreni_grod Re: todo por la fresa II 22.06.08, 22:40
                                                    Tłumaczę się?

                                                    Tak, tłumaczę się.
                                                    :/
                                                  • szarylemur Re: todo por la fresa II 23.06.08, 04:25
                                                    w tym watku tlumaczymy sie zazwyczaj rozwlekle ;)))
                                                  • syreni_grod Re: todo por la fresa II 27.06.08, 06:38
                                                    Owszem Wy.
                                                    Ja z natury jestem lapidarna.
                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa II 17.06.08, 01:04
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > gotowac w domu nie lubie, zmywac uwielbiam

                                                    Na zmywanie (no, nie tylko) poderwal mnie moj obecny i pewnie
                                                    dozywotni.

                                                    > ale np wycieranie kurzy uwazam za nie
                                                    > dorzecznosc )

                                                    Ja tez, ale jestem uczulona na kurz (na szczescie, jak twierdzi
                                                    moja matka).

                                                    > uprasowac cos zdarza mi sie chyba rzadziej niz raz na rok

                                                    A to jest akurat czynnosc, ktora jestem w stanie zniesc, ale tylko
                                                    wtedy, kiedy jest telewizor. Nie mam wtedy wyrzutow, ze marnuje
                                                    zycie przed pudlem.

                                                    > strzyc moge, ale to raczej '
                                                    > bardzo kreatywnie' i 'awangardowo' mi wychodzi.

                                                    Ja pare razy zarobilam na strzyzeniu, bez intencji, bo to miala byc
                                                    przysluga. Teraz regularnie strzyge, bo chlop powiedzial, ze zadna
                                                    fryzjerka go nie rozumie. Znudzilo mi sie juz tylko jego strzyc i
                                                    bym se postrzygla innych ludzi. Zreszta - kiedy moje podworkowe
                                                    przyjaciolki nie bylo za bardzo stac na fryzjera, nie tylko je
                                                    podstrzygalam, ale kladlam tez farbe i robilam balejaze i takie
                                                    tam. Moze pojde z nozyczkami i krzeslem na ryneczek jakis i sie
                                                    zaofiaruje, co łaska :)

                                                    [sprzatac nikt nie lubi]
                                                    > no, to jestem nikim, chyba ... ;]
                                                    > przeciez sprzatanie to doskonaly relaks fizyczny, gimnastyka,
                                                    tudziez zabawa z
                                                    > psem i kotem ! i mozna myslec o czym sie tylko chce, podczas tego
                                                    zajecia.

                                                    Zalezy, ile sie ma tego sprzatania. Noi inaczej sie sprzata tylko
                                                    swoje, a inaczej - swoje i nie swoje, zwlaszcza kiedy ta druga
                                                    osoba ma jakies bardzo dziwne wymowki...

                                                    [snia mi sie autobusy, samoloty]
                                                    > zagubirnir, utrata kierunku, celu, tudziez mozliwosci kierowania
                                                    zdarzeniami, s
                                                    > oba, imo.

                                                    Tak tak, wiem. Tylko jeszcze nie rozpracowalam do konca, kiedy
                                                    autobusy, a kiedy samoloty.

                                                    [podroze bez biletu]
                                                    > w niemczech ustalono jakis tam limit , chyba 100 euro, do ktorego
                                                    podroze be
                                                    > zbiletowe byly bezkarne. ale w tym czasie mielismy juz opracowany
                                                    inny terrotur
                                                    > ystyczny patent ;)

                                                    Reczny hamulec i w nogi? Myslalam, ze tak sie robi tylko w Polsce :)

                                                    > 'A swiat jest skrojony dla tych, co sie budza o siodmej :('
                                                    > ano, to pozostalosci po czasach gdy nie bylo pradu, chyba :]

                                                    Podle to jest i wredne. Jak o tym mysle, zaraz sie nadymam.
                                                    Cholerny terroryzm.

                                                    > w ogole to jakos chmura mi zamajaczyla na horyzoncie wczoraj -
                                                    tak malo ludzi p
                                                    > rzychodzi ostatnio do rest., ze chyba padnie... i trzeba bedzie
                                                    jednak szukac c
                                                    > zegos innego. eh, zobaczymy

                                                    Albo malo turystow, albo konkurencja, albo za wysokie ceny.
                                                    Ogloscie sie na miescie w sensie wiosce i z glowy.

                                                    [ ciebie troche boja tam]
                                                    > moze i sie boja, ja nic umyslnie nie robie zeby sie bali mnie
                                                    ludzie. ale slysz
                                                    > alam kiedys ze niektorzy sie mnie boja.

                                                    Mnie tez sie boja, dosc czesto. 'Bo ty taka madra jestes'. Ludzie
                                                    latwo kupuja blef ;)
                                                    Kiedys, kiedy bylam mloda panienka, bardzo mnie to bolalo. Teraz
                                                    sie z tego ciesze, i lubie ten dystans.

                                                    ale podobno ' lepiej zeby sie ciebie ba
                                                    > li, niz zeby sie z ciebie smiali'

                                                    E tam, jakie to ma znaczenie, jak kto ma ochote sie posmiac, to
                                                    prosze bardzo, moge nawet zrobic mine. W pracy dobrze jest miec
                                                    dystans do innych i taka lekka obawa w jego utrzymaniu pomaga.

                                                    > nie wiem, jestem mila, wyrozumiala, trzymac sie w cieniu, ale
                                                    umiem tez stanowc
                                                    > zo, wrecz lodowato zakomunikowac komus, ze cos mi sie nie podoba
                                                    i ze tego nie
                                                    > akceptuje. no, i jestem dziwna., tak wiem, odczytuje to z reakcji
                                                    innych na mni
                                                    > e...

                                                    Noale to co opisalas brzmi bardzo profesjonalnie.

                                                    > strajk
                                                    > ale z lublina pamietam takie ' swieto' - w czasie marcowej
                                                    sniezycy zasypalo dr
                                                    > ogi tak, ze staly sie nieprzejezdne dla komunikacji miejskiej
                                                    takze. i kiedys w
                                                    > reszcie przysunal na przystanek jakis trolejbus, i nie mogl sie
                                                    dalej ruszyc, c
                                                    > zesc ludzi wysiadla i go popchnela dla rozpedu, ot tak, nagle
                                                    oddolnie zsolidar
                                                    > yzowana :)

                                                    W Wawei byl trzy dni strajk komunikacji lata temu cale. Och, jak
                                                    sie wiezi zaciesnialy, kazdy samochodziarz, ktory zwykle pomykal
                                                    samochodem samotnie do roboty (szczyt nieekologicznego egoizmu),
                                                    zatrzymywal sie na przystanku i krzyczal 'do centrum, okolice
                                                    Marszalkowskiej, trzy miejsca!' i bral ludzi. Tak samo sie wracalo.
                                                    Fajnie bylo, az zalowalam, ze tak krotko.

                                                    > czyzby hiszpania wygrala jakis mecz? osada trabi jak dzika

                                                    Nic nie rozumiem z tych krazacych w powietrzu emocji, tych
                                                    wszystkich 'naszych' i roznych jekow i ochow. Czuje sie
                                                    wyalienowana, takze w swoim wlasnym domu, bo jestem kobieta kibica :
                                                    (

                                                    > fakdonald
                                                    > to co piszesz, to wlasnie jest jakas teoria spiskowa - ludzie na
                                                    wysokich stolk
                                                    > ach manipuluja maluczkimi dla wlasnych zyskow.

                                                    Nie, to jest dlugofalowa strategia marketingowa, opisana w
                                                    klasykach z pogranicza ekonomii i socjologii.

                                                    > nie przecze, ze ta teoria moze miec i ma odbicie w
                                                    rzeczywistosci.
                                                    > tylko, zdaje mi sie, ze takze i ci, na stolkach, sa
                                                    zmanipulowani - robia to po
                                                    > to, aby sprostac definicji sukcesu sprzedawanej ' maluczkim'

                                                    Nie wiem, mi sie wydaje, ze oni robia to po to, zeby zwiekszyc
                                                    zyski.
                                                    W mollu moim osiedlowym jest kino trojwymiarowe, zelazny punkt
                                                    szkolnych wycieczek. Tam sa rozne punkty gastronomiczne i turek, i
                                                    kubanczyk, i jedzenie z Ameryki Lacinskiej, i Arab, i Chinczyk.
                                                    Dzieci uznaja tylko Fakdonalda. Bo wujek Fak daje zabawki.

                                                    > a to dla dzieci w jakim wieku byl ten plac zabaw przeznaczony?
                                                    czy w polsce 5 l
                                                    > atki siedza przed kompem?

                                                    No. Rodzice maja wtedy pewnosc, ze nic im sie nie stanie i nie
                                                    wpadnie im do glowy cos glupiego. Dzieciaka na podworku rzadko
                                                    kiedy uswiadczysz, o wiele rzadziej niz za mojej czy twojej
                                                    mlodosci. A juz jakies gry, jakies dwa ognie, w gume czy slimaka, w
                                                    klasy to w ogole nic nie ma takiego.

                                                    > aachen
                                                    > 'He. Jakos sie boje.'
                                                    > czego?

                                                    Normalna trema.

                                                    [podroze z para i bez]
                                                    Slyszalam o takich rzeczach, tej jakby wymianie. Ale jakos mnie to
                                                    nie zacheca. A mojego faceta to juz, o ile go znam, kompletnie nie.

                                                    > australia
                                                    > no, to co napisalas to wiem. chodzilo mi raczej o to, jak to
                                                    obecnie wyglada, c
                                                    > zy sa jakies szczegolne konsekwencje takiego sladu wyjsciwego
                                                    tego spoleczenstw
                                                    > a.

                                                    Nie wiem za bardzo, ale chyba nie. Procz koszmarnych realizacji
                                                    wyniszczenia miejscowej ludnosci, niemal zreszta udanych. Z
                                                    mizernych osiagniec kulturowych Australiczykow mozna wnosci, ze to
                                                    narod nudziarzy i safandulow.

                                                    > tworcy jp2
                                                    > no, zawsze mozna je pewnie powtornie przetopic, zrecyklowac, czy
                                                    nie?
                                                    > zreszta, jp2 adonisem nie byl, wiec to pewnie nie o piekno tu
                                                    chodzic mialo...

                                                    Moze kiedys nastapia takie czasy, ze pomniki jp2 bedzie sie
                                                    przekuwac na politycznie poprawne, czyli ateistyczne... byloby
                                                    zabawnie.

                                                    > 'Zrozumialam w koncu, jak architektura moze budzic uczucia'
                                                    > we mnie to budzi uczucia - hotel w kszalcie statku w cerbere
                                                    > www.culture.gouv.fr/culture/inventai/itiinv/archixx/imgs/p39-
                                                    01.htm
                                                    > bylam tam w srodku - kiedy jeszcze byl w renowacji - bylo to
                                                    niesamowite, wszy
                                                    > stko jeszcze z jakiejs zamierzchlej epoki, kasa na korbke, stare
                                                    fiszki z recep
                                                    > cji... i dobra energia, klimat.

                                                    Mi sie tak kojarzy francuska dzielnica w Nowym Orleanie, ale nie
                                                    wiem, co z tego zostalo po tym koncu swiata, ktory sie tam
                                                    wydarzyl. Mam chyba (i ty tez) szczegolny stosunek do
                                                    niefalszowanej starosci, to sie wynosi z Polski, gdzie tak
                                                    malo 'prawdziwego' zostalo. A jak juz jest, to sie w tym nie spi
                                                    tylko oglada zza sznurka i plotu, ktorym jest ogrodzone.

                                                    > a tu jeszcze wkleje ci co mnie ' wzruszylo' ostatnio. matka
                                                    mojego flatmejta zo
                                                    > stawila gazete, a tam taka fote znalazlam ' swietej maryjki'
                                                    > styl24.pl/i/1/_art/756/250_70062058647d7b80633ad9.jpg
                                                    > nie moge na to patrzec za dlugo, gdyz zebami j
                                                  • bene_gesserit Re: todo por la fresa III 17.06.08, 01:05
                                                    Zebys mi nie wyrzucala:
                                                    > matce polce nie daleko do matki boskiej, tak to bylo ?

                                                    Nie przepadam za ta pania, ale z tego, co o nie wiem, to chyba
                                                    autoironiczne zdjecie. Chyba. Sliczne :)))

                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: todo por la fresa II 17.06.08, 01:15
                                                    kusi mnie, kusi, ale raczej spac pojde, aby dotrzymac kroku rannym ptaszkom, eh
                                                    :)
                                                  • szarylemur 300 mil do nieba 18.06.08, 16:17
                                                    'Na zmywanie (no, nie tylko) poderwal mnie moj obecny i pewnie dozywotni.'
                                                    ojej, to chyba naprawde i zdecydowanie zmywanie jest dla ciebie tortura...
                                                    ---
                                                    prasowanie
                                                    moze szybki patetent : kolnierzyk i mankiety?
                                                    ---
                                                    'Teraz regularnie strzyge, bo chlop powiedzial, ze zadna fryzjerka go nie rozumie. '
                                                    ja mam fobie na punkcie fryzjera - nie ufam ze to bedzie fajne, co ta osoba sobie wymysli.

                                                    'Moze pojde z nozyczkami i krzeslem na ryneczek jakis i sie zaofiaruje, co łaska :)'
                                                    mozesz tez sprobowac wypromowac - o ile jeszcze w p nie istnieje - mode na strzyzenie psow. tutaj sie blakaja takie golone i strzyzone. podobaja mi sie te z ogonem zrobionym na lwi.
                                                    a i nie widac aby te psy cierpialy, byly zazenowane czy cos
                                                    no, ale do tego musialabys sie przestac ich bac :)
                                                    ---
                                                    'Noi inaczej sie sprzata tylko swoje, a inaczej - swoje i nie swoje, zwlaszcza kiedy ta druga osoba ma jakies bardzo dziwne wymowki...'
                                                    och, no jasne. jak dotad byly w tym skladzie mieszkaniowym u mnie tylko dwie awantury - obie wlasnie o sprzatanie i wymowki.
                                                    ja sprzatam swoje plus czesc wspolna i jest okej, poki moge to robic kiedy mi sie zechce. p. wyciera kurze i z wlasnej inwencji wywiesza moje pranie (o ile w ogole pamieta aby je wyjac z pralki ), a. jako tecnico polivaliente zajmuje sie naprawami, poza tym sprzata po sobie. w innym mieszkaniu mielismy z kolei grafik - sprzatalismy naprzemiennie i juz.
                                                    ---
                                                    sny
                                                    samoloty to chyba sprawy ciezszego kalibru, jakies wrecz rewolucyjne.
                                                    ale to moje skojarzenia
                                                    ---
                                                    'Reczny hamulec i w nogi? Myslalam, ze tak sie robi tylko w Polsce :)'
                                                    nie, nigdy tego nie probowalam. raczej balabym sie skakac z pociagu - moj znajomy tak sie zabil.
                                                    mielismy bilety, taka wlasna wersje biletow... ;]
                                                    ---
                                                    rest
                                                    'Albo malo turystow, albo konkurencja, albo za wysokie ceny.'
                                                    wszystko po trochu
                                                    'Ogloscie sie na miescie w sensie wiosce i z glowy.'
                                                    wiosce - hmm, no moze z perspektywy wwy gib jest wioska, ale raczej nie jest - jest jednym z najgesciej zaludnionych obszarow swiata, do tego multum turystow. tyle ze ci turysci rzadko maja w planach akurat na gibie raczyc sie wyszukanym zarciem. malpy, fajki, alkohol, perfumy, i powrot do hiszpanii- tak wyglada rozklad wycieczek tutaj. he he , poznalam taksiarza ktory uczy sie polskiego - bo tylu polakow tu przybywa. mowi bardzo ladnie - nie draznij malpy!, malpa gryzi!, uwazaj na glowa!, pomnik sikorskiego!, lotnisko!, magiczny kapelusz!, ufoludek!..., bo ma taka dziwna ksiazke :)
                                                    a klopoty rest biora sie z podejscia do sprawy mojego szefa - znaczy knajpy wlasciciela, ktory zdecydowanie naduzywa alkoholu i zdecydowanie spoczal na laurach, nadto zywi wielka niechec do zatrudniania managera oraz do realizowania jakichkolwiek nieswoich pomyslow...
                                                    ---
                                                    'Mnie tez sie boja, dosc czesto. 'Bo ty taka madra jestes''
                                                    a to madrosc wywoluje strach u innych?
                                                    ---
                                                    'jak kto ma ochote sie posmiac, to prosze bardzo, moge nawet zrobic mine. '
                                                    ymm, chodzilo raczej o " lepiej zeby sie ciebie bali, niz z ciebie WYSMIEWALI'
                                                    ---
                                                    stosunek do ludzi
                                                    'to co opisalas brzmi bardzo profesjonalnie.'
                                                    e tammm, ja to stosuje na kazdej plaszczyznie, nie tylko w pracy
                                                    ---
                                                    futbol
                                                    'Czuje sie wyalienowana, takze w swoim wlasnym domu, bo jestem kobieta kibica :('
                                                    juz sie zatem czuc wyalienowana nie bedziesz ;p
                                                    a to nie z powodu hiszpanii osada trabila - to la linia jakis mecz wygrala...dwa dni obchodow zwyciestwa, na szczescie juz minelo :)
                                                    ---
                                                    fakdonald
                                                    'Nie, to jest dlugofalowa strategia marketingowa, opisana w klasykach z pogranicza ekonomii i socjologii.'
                                                    no, tak, ale kto ciagnie do uskuteczniania tej strategii - raczej nie ci zainteresowani rozwojem osobowosci, duchowoscia itd...
                                                    moim zdaniem, sterujacy sami sa juz wysterowani - wierza, ze sukces ma taki komerecyjny smak
                                                    ---
                                                    'Dzieci uznaja tylko Fakdonalda. Bo wujek Fak daje zabawki.'
                                                    no, przeciez to dzieci, a nie smakosze potraw..... nie rozumiem zdziwienia
                                                    ---
                                                    'wymiana' typu hospitality
                                                    a mozna wiedziec co cie wobec tego pomyslu zniecheca?
                                                    ---
                                                    'Z mizernych osiagniec kulturowych Australiczykow mozna wnosci, ze to narod nudziarzy i safandulow.'
                                                    to znaczy, ze pierwotny sklad spol nie decyduje wcale o tym, jak sie ono dalej rozwinie
                                                    ---
                                                    'Moze kiedys nastapia takie czasy, ze pomniki jp2 bedzie sie przekuwac na politycznie poprawne, czyli ateistyczne... byloby zabawnie.'
                                                    watpie, imo, odarty z nimbu swietosci jp2 nie utrzyma sie na swieczniku.
                                                    ---
                                                    'Mam chyba (i ty tez) szczegolny stosunek do niefalszowanej starosci, to sie wynosi z Polski, gdzie tak malo 'prawdziwego' zostalo. '
                                                    ymm, z polski powiadasz? nie wiem, nie konfrontowalam tego z innymi narodowosciami.
                                                    ale fakt, ze kiedy lubie sobie wyobrazac jak zycie takiego wiekowego miasta wygladalo kiedys, jak to wszystko wygladalo
                                                    ---
                                                    gdzie ty widzisz w tej martynie ironie?


                                                    pozdrawiam:)))

                                                  • bene_gesserit Re: 300 mil do nieba 20.06.08, 02:30
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'Na zmywanie (no, nie tylko) poderwal mnie moj obecny i pewnie
                                                    dozywotni.'
                                                    > ojej, to chyba naprawde i zdecydowanie zmywanie jest dla ciebie
                                                    tortura...

                                                    To mam z domu: kazdy, obojetnie od plci, powinien umiec obrobic
                                                    wokol siebie: gotowac, zmywa, sprzatac, obszyc sie itd. Jesli mam
                                                    jakies warunki dla idealnego partnera, to zmywanie jest pierwszym,
                                                    ktory powinien spelniac.

                                                    > prasowanie
                                                    > moze szybki patetent : kolnierzyk i mankiety?

                                                    Co kto lubi. Mnie do prasowania przekonuje swiadomosc, ze
                                                    piecdziesiat lat temu zaledwie laczylo sie ono z klopotliwym i
                                                    niewygodnym systemem z grzaniem na piecu duszy. Prababki moje
                                                    siedzac na jakiejs chmurze i majatajac nozkami skrecaja sie z
                                                    zazdrosci, widzac moj super duper kombajn do prasowania.
                                                    [strzyzenie na ryneczku]
                                                    > mozesz tez sprobowac wypromowac - o ile jeszcze w p nie istnieje -
                                                    mode na strz
                                                    > yzenie psow.

                                                    Co ty, rynek jest zajety, tu sie nawet robi balejaze yorkom. I
                                                    istotnie - to nie jest najlepszy pomysl akurat dla mnie.
                                                    [inaczej sie sprzata tylko swoje]
                                                    > och, no jasne. jak dotad byly w tym skladzie mieszkaniowym u mnie
                                                    tylko dwie aw
                                                    > antury - obie wlasnie o sprzatanie i wymowki.

                                                    Generalnie to w moim zyciu jesli sa awantury, to tylko o to.
                                                    Niezaleznie od tego, z kim mieszkalam.
                                                    Zastanawiamy sie nad pobraniem pani, ktora by zalatwiala wieksza
                                                    czesc problemu.

                                                    > ja sprzatam swoje plus czesc wspolna i jest okej, poki moge to
                                                    robic kiedy mi s
                                                    > ie zechce. p. wyciera kurze i z wlasnej inwencji wywiesza moje
                                                    pranie (o ile w
                                                    > ogole pamieta aby je wyjac z pralki ), a. jako tecnico
                                                    polivaliente zajmuje sie
                                                    > naprawami, poza tym sprzata po sobie. w innym mieszkaniu mielismy
                                                    z kolei graf
                                                    > ik - sprzatalismy naprzemiennie i juz.

                                                    Ja ze swoimi sublokatorkami mialam regulamin, ktory zesmy ustalaly
                                                    na poczatku i uroczyscie podpisywaly. Wszystko bylo jasne. Kiedys
                                                    regulamin znalezli nasi koledzy i sie oburzyli, ze takich rzeczy
                                                    nie mozna od siebie wymagac. To sa te subtelne roznice genderowe :)

                                                    > a klopoty rest biora sie z podejscia do sprawy mojego szefa -
                                                    znaczy knajpy wla
                                                    > sciciela, ktory zdecydowanie naduzywa alkoholu i zdecydowanie
                                                    spoczal na laurac
                                                    > h, nadto zywi wielka niechec do zatrudniania managera oraz do
                                                    realizowania jaki
                                                    > chkolwiek nieswoich pomyslow...

                                                    No to jesli sie nie zmieni, jego statek zatonie. Madrze sie, bo w
                                                    swoim dziwnym zyciu zawodowym pracowalam w paru roznych branzach.

                                                    > 'Mnie tez sie boja, dosc czesto. 'Bo ty taka madra jestes''
                                                    > a to madrosc wywoluje strach u innych?

                                                    Najwyrazniej. Ludzie sie z grubsza boja tego, ze im rentgenowskim
                                                    okiem przeswietle zaladek i powiem, co jedli na sniadanie. Jak mi
                                                    sie chce, potrafie emanowac niegroznym cieplem, ale zazwyczaj mi
                                                    sie nie chce.

                                                    > 'jak kto ma ochote sie posmiac, to prosze bardzo, moge nawet
                                                    zrobic mine. '
                                                    > ymm, chodzilo raczej o " lepiej zeby sie ciebie bali, niz z
                                                    ciebie WYSMIEWALI'

                                                    Wiem. Ale mi sie to powiedzenie kojarzy z jedna rura, ktora mnie
                                                    kiedys uczyla niemieckiego. Byla koszmarna wiedzma, ktora
                                                    terroryzowala uczniow, pare osob przed jej lekcjami ladowalo w
                                                    kiblu, gdzie rzygalo ze strachu, jedna dziewczyna zemdlala, kiedy
                                                    szla do tablicy, inna - wyladowala z nerwica na oddziale
                                                    zamknietym. Moja kuzynka kiedys ja na gruncie zawodowym poznala, i
                                                    tamta jej zdradzila, ze kieruje sie jedna zasada - wlasnie taka.

                                                    Jesli o mnie chodzi, uwazam, ze jesli ktos sie ze mnie wysmiewa, to
                                                    jest zwyczajnie glupi. Szczerze i bez udawania tak uwazam :)

                                                    > ---
                                                    > stosunek do ludzi
                                                    > 'to co opisalas brzmi bardzo profesjonalnie.'
                                                    > e tammm, ja to stosuje na kazdej plaszczyznie, nie tylko w pracy

                                                    No to nadal - tylko pogratulowac.

                                                    > fakdonald
                                                    > 'Nie, to jest dlugofalowa strategia marketingowa, opisana w
                                                    klasykach z pograni
                                                    > cza ekonomii i socjologii.'
                                                    > no, tak, ale kto ciagnie do uskuteczniania tej strategii - raczej
                                                    nie ci zainte
                                                    > resowani rozwojem osobowosci, duchowoscia itd...
                                                    > moim zdaniem, sterujacy sami sa juz wysterowani - wierza, ze
                                                    sukces ma taki kom
                                                    > erecyjny smak

                                                    Mozliwe, ale znam ludzi, ktorzy zyja w takim czy innym bagnie (np
                                                    srodowisku dziennikarskim) i z jednej strony aspiruja do niego jak
                                                    najbardziej i sie utozsamiaja, i jest 'my, luzacy dziennikarze' - z
                                                    drugiej - dystansuja sie od 'tych polmozgow debili i choloty'.
                                                    Coraz wiecej takiej schizofrenii wokol siebie widze.

                                                    > ---
                                                    > 'Dzieci uznaja tylko Fakdonalda. Bo wujek Fak daje zabawki.'
                                                    > no, przeciez to dzieci, a nie smakosze potraw..... nie rozumiem
                                                    zdziwienia

                                                    No tak, ale fakdonaldowska chemia skrzywia sie im smak. Raczej nie
                                                    wyrosna na bywalcow ekskluzywnych knajp hiszpanskich - raczej tanie
                                                    perfumy, pomnik, zdjecie, bar szybkiej obslugi i gudbaj.

                                                    > 'wymiana' typu hospitality
                                                    > a mozna wiedziec co cie wobec tego pomyslu zniecheca?

                                                    Wchodzenie w czyjes zycie i w moje.
                                                    Mi jest trudno nawiazywac znajomosci powierzchowne w sensie takie
                                                    czesc - czesc. Noi jestem co do towarzystwa bardzo wybredna. Wiec
                                                    obecnosc w czyims przypadkowym domu i goszczenie u siebie goscia
                                                    przypadkowego mi nie lezy zupelnie.

                                                    > ---
                                                    > 'Z mizernych osiagniec kulturowych Australiczykow mozna wnosci,
                                                    ze to narod nud
                                                    > ziarzy i safandulow.'
                                                    > to znaczy, ze pierwotny sklad spol nie decyduje wcale o tym, jak
                                                    sie ono dalej
                                                    > rozwinie

                                                    No nie - zreszta, moze niektorzy postanowili wykorzystac druga, a
                                                    raczej trzecia szanse. Darowanie wyroku, przezycie niebezpiecznej
                                                    podrozy - po tym mozna uwierzyc, ze teraz nalezy sie starac.

                                                    > 'Moze kiedys nastapia takie czasy, ze pomniki jp2 bedzie sie
                                                    przekuwac na polit
                                                    > ycznie poprawne, czyli ateistyczne... byloby zabawnie.'
                                                    > watpie, imo, odarty z nimbu swietosci jp2 nie utrzyma sie na
                                                    swieczniku.

                                                    To mam na mysli, ze przekuja go na jakiegos herosa ateizmu, pro-
                                                    choice'owca, a nie daj boze buddyste.

                                                    [szczegolny stosunek do niefalszowanej starosci, to sie wynosi z
                                                    Polski]
                                                    > ymm, z polski powiadasz? nie wiem, nie konfrontowalam tego z
                                                    innymi narodowosci
                                                    > ami.

                                                    We Wloszech to poczulam. Oni w kazdej zaplutej wiosce maja jakis
                                                    renesansowy jesli nie etruski zamek, brame, swiatynie. Kiedy
                                                    zamieszkalam w kamienicy z XVIw (w ktorej niewiele sie doprawdy od
                                                    czasow powstania zmienilo ;) czulam sie jakbym mieszkala w muzeum.
                                                    Dziwnie. A oni wszyscy w tej Perugii mieszkali w muzeach, bo cale
                                                    miasto jest ze sredniowiecza, a czesciowo starsze.

                                                    > ale fakt, ze kiedy lubie sobie wyobrazac jak zycie takiego
                                                    wiekowego miasta wyg
                                                    > ladalo kiedys, jak to wszystko wygladalo

                                                    Pasjami dlatego lubie dobre filmy kostiumowe.

                                                    > gdzie ty widzisz w tej martynie ironie?

                                                    Te nowe gwiazdy telewizji - a moze gwiazdy nowych telewizji
                                                    prezentuja dwie postawy: albo sa potwornie soba przejeci albo maja
                                                    do siebie mnostwo luzu. Wydawalo mi sie, ze M. nalezy do tych
                                                    drugich, ale nie bede sie upierac.

                                                    czul
                                                  • szarylemur 300 kilka mil do nieba 21.06.08, 01:54
                                                    wybacz, nie wiem czy to wplyw astralny czy hormonalny ale jestem w nastroju kiedy chce sie czegos .. ale nie wiadomo czego. nie wiadomo co mogloby mnie ucieszyc. w sumie ucieszylo mnie, ze przestal mnie bolec zoladek po figach, ale to tyle mniej wiecej.
                                                    ---
                                                    'Jesli mam jakies warunki dla idealnego partnera, to zmywanie jest pierwszym, ktory powinien spelniac.'
                                                    no, u mnie na szczescie nie bylo podzialu na prace meskie i kobiece, wiec w ogole nie zwracam na to uwagi, zdaje mi sie to zupelnie naturalne i oczywiste ze normalny mezczyzna wie jak sie zmywa itd. choc zauwazylam ze wielu nie wie jak uzywa sie pralki ;)
                                                    ---
                                                    'Zastanawiamy sie nad pobraniem pani, ktora by zalatwiala wieksza czesc problemu.'
                                                    bardzo dobry koncept, moim zdaniem, dla osob bardzo zajetych i nie chcacych tarcic czasu i energii na domowa rutyne, a przy okazji - szansa na zarobek dla kogos innego.
                                                    ---
                                                    'Ja ze swoimi sublokatorkami mialam regulamin, ktory zesmy ustalaly na poczatku i uroczyscie podpisywaly. Wszystko bylo jasne. Kiedys regulamin znalezli nasi koledzy i sie oburzyli, ze takich rzeczy nie mozna od siebie wymagac. To sa te subtelne roznice genderowe :)'
                                                    e tam - ja regulaminy sprzatania - i na sklocie i w mieszkaniu poprzednim - ustalam z mezczynami wlasnie. regulamion na sklocie wrecz byl meskim pomyslem, a ja sie wahalam.
                                                    ---
                                                    rest
                                                    'No to jesli sie nie zmieni, jego statek zatonie. '
                                                    no, to jest oczywiste, chyba nawet dla niego. dlatego siega po kolejna butelke wina... cala nadzieja w jego girlfriend - jedynej osobie, ktora swa zreczna, lisia manipulacja przekonuje go to tego... co akurat wydaje jej sie stosowne.
                                                    ---
                                                    'Ludzie sie z grubsza boja tego, ze im rentgenowskim okiem przeswietle zaladek i powiem, co jedli na sniadanie. '
                                                    wybacz, chyba zbyt lotna nie jestem umyslowo, ale jakos nie wiem jak ma sie to do madrosci
                                                    'Jak mi sie chce, potrafie emanowac niegroznym cieplem, ale zazwyczaj mi sie nie chce.'
                                                    ja mam rozne okresy - teraz raczej jestem niegrozna, a ludzie lgna do mnie. to tez mile. czasem meczace. ale obecnie nie czuje potrzeby wykladania komu popadnie kim jest. ( o to chodzilo z tym rentgenem? )
                                                    ---
                                                    wiedzma od niemieckiego
                                                    wiec pewnie niemieckiego nie znosisz?
                                                    a we mnie diabel wstepowal/ wstepuje na takich ludzi - zaczynam byc zimno - agresywna, lod w oku, kly na wierzchu. moze to trening domowy tak poskutkowal, nie wiem.
                                                    ale w zastosowaniu przyslowia nie chodzilo mi o taka skrajnosc :)
                                                    ---
                                                    'Jesli o mnie chodzi, uwazam, ze jesli ktos sie ze mnie wysmiewa, to jest zwyczajnie glupi. '
                                                    ymm, ja raczej sadze o takiej osobie, ze jest podla lub pozbawiona empatii.
                                                    ---
                                                    'Mozliwe, ale znam ludzi, ktorzy zyja w takim czy innym bagnie (np srodowisku dziennikarskim) i z jednej strony aspiruja do niego jak
                                                    najbardziej i sie utozsamiaja, i jest 'my, luzacy dziennikarze' - z drugiej - dystansuja sie od 'tych polmozgow debili i choloty'.
                                                    Coraz wiecej takiej schizofrenii wokol siebie widze'
                                                    tzn: jedna osoba gada raz tak raz inaczej? jesli tak, to by, imo, oznaczalo trwanie jakiegos procesu oceny srodowiska, scieranie sie jakichs dwoch, co najmniej systemow wartosci w czlowieku.
                                                    a jesli mowisz o roznych typach dziennikarzy - to czy nie ma roznicy w tym jak pisza swoje artykuly, proporcjonalnej do tego co mowia, zbierznej?
                                                    ---
                                                    'fakdonaldowska chemia skrzywia sie im smak. Raczej nie wyrosna na bywalcow ekskluzywnych knajp hiszpanskich - raczej tanie perfumy, pomnik, zdjecie, bar szybkiej obslugi i gudbaj.'
                                                    w kwestii ' formalnej ' - to jest knajpa gibraltarska. a perfumy i reszta sa te same co u was, tyle ze tansze o podatek
                                                    a czy wyrosna na fast ludzi - nie wiem. byc moze, przyjemnosc dziecieca bedzie im sie kojarzyc z donaldem, dobre skojarzenia, itd, ale naprawde mi sie wydaje to komicznie absurdalne.
                                                    2. dzieci w restauracji to raczej takie wieksze, jesli maja jesc to co dorosli. co nie znaczy ze male karmilabym burgerami!
                                                    ---
                                                    hospitality
                                                    ja tez czuje zniechecienie na ogol gdy ktos sie wprasza z hosp. ale potem, gdy ta osoba juz tu jest, jest okej. niektorzy sa naprawde ciekawi!
                                                    ---
                                                    'We Wloszech to poczulam. Oni w kazdej zaplutej wiosce maja jakis renesansowy jesli nie etruski zamek, brame, swiatynie. Kiedy zamieszkalam w kamienicy z XVIw (w ktorej niewie..."
                                                    no, ale jak stad doszlas do wniosku, ze to z polski wynosi sie ' szczegolny stosunek do niezafalszowanej starosci" ?
                                                    ---
                                                    martyna maryjna
                                                    'Wydawalo mi sie, ze M. nalezy do tych drugich, ale nie bede sie upierac.'
                                                    no, ja tez nie bede, bo nie chce mi sie czytac wywiadu z nia. moze kiedys. jesli masz ochote - pewnie nie masz - to twoj styl z kwietnia zamieszcza ten wiekopomny dokument.

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: 300 kilka mil do nieba 22.06.08, 14:51
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wybacz, nie wiem czy to wplyw astralny czy hormonalny ale jestem
                                                    w nastroju kie
                                                    > dy chce sie czegos .. ale nie wiadomo czego. nie wiadomo co
                                                    mogloby mnie uciesz
                                                    > yc. w sumie ucieszylo mnie, ze przestal mnie bolec zoladek po
                                                    figach, ale to ty
                                                    > le mniej wiecej.

                                                    Kup se lecytyne, mi po lecytynie przechodzi taka chec na 'ciasto a
                                                    moze siano a moze wlasna bezludna wyspe'.
                                                    :)

                                                    > 'Jesli mam jakies warunki dla idealnego partnera, to zmywanie
                                                    jest pierwszym, k
                                                    > tory powinien spelniac.'
                                                    > no, u mnie na szczescie nie bylo podzialu na prace meskie i
                                                    kobiece, wiec w ogo
                                                    > le nie zwracam na to uwagi, zdaje mi sie to zupelnie naturalne i
                                                    oczywiste ze n
                                                    > ormalny mezczyzna wie jak sie zmywa itd. choc zauwazylam ze wielu
                                                    nie wie jak u
                                                    > zywa sie pralki ;)

                                                    Dla mnie tez to bylo normalne. Dopoki nie doswiadczylam, ze to
                                                    normalne nie jest, a raczej bardzo wyjatkowe.

                                                    > 'Zastanawiamy sie nad pobraniem pani, ktora by zalatwiala wieksza
                                                    czesc problem
                                                    > u.'
                                                    > bardzo dobry koncept, moim zdaniem, dla osob bardzo zajetych i
                                                    nie chcacych tar
                                                    > cic czasu i energii na domowa rutyne, a przy okazji - szansa na
                                                    zarobek dla kog
                                                    > os innego.

                                                    Tak, ale moja proletariacka krew sie burzy. Sprzatalam u ludzi i
                                                    jakos bym sie niewygodnie czula, gdyby ktos mnie obslugiwal.

                                                    > rest
                                                    > cala nadzieja w jego girlfriend - jedynej osobie, ktora swa
                                                    zreczna, li
                                                    > sia manipulacja przekonuje go to tego... co akurat wydaje jej sie
                                                    stosowne.

                                                    Kiedys tkwilam w podobnie beznadziejnej instytucji. Wszyscy mi
                                                    mowili 'rzuc to w cholere', a mnie ogarnela jakas inercja. Po
                                                    trzech latach rzucilam to w cholere, zeby reszte zycia dziwic sie,
                                                    czemu tak pozno to zrobilam.

                                                    > 'Ludzie sie z grubsza boja tego, ze im rentgenowskim okiem
                                                    przeswietle zaladek
                                                    > i powiem, co jedli na sniadanie. '
                                                    > wybacz, chyba zbyt lotna nie jestem umyslowo, ale jakos nie wiem
                                                    jak ma sie to
                                                    > do madrosci

                                                    Nijak, bo oni widza cos, czego nie ma. Ja jestem prosta kobieta,
                                                    chwilami prostolinijna bardzo i czesto ograniczona. Dlatego ta
                                                    sytuacja 'taka madra jestes' mnie dziko bawi.

                                                    > ja mam rozne okresy - teraz raczej jestem niegrozna, a ludzie
                                                    lgna do mnie. to
                                                    > tez mile. czasem meczace. ale obecnie nie czuje potrzeby
                                                    wykladania komu popadn
                                                    > ie kim jest.

                                                    A to dzieki bogu ;)

                                                    > ( o to chodzilo z tym rentgenem? )

                                                    Z tym rentgenem to chodzi czasem o to, ze zdarza mi sie widziec
                                                    takie rzeczy, o ktorych ludzie mysla, ze ich po nich nie widac. I
                                                    czasem mi sie to wypsnie - raczej nie robie tego wypsniecia celowo,
                                                    tylko ot tak, bo to wchodzi u mnie w poziom pewnej oczywistosci,
                                                    chociaz moze nie powinno.
                                                    Oczywiscie, czasem mi sie to wypsnie celowo, ale to sa juz inne
                                                    historie.

                                                    > wiedzma od niemieckiego
                                                    > wiec pewnie niemieckiego nie znosisz?

                                                    I nie umiem, oznajmiam dumnie. Uczylam sie siedem lat i umiem
                                                    powiedziec gutenmorgen i was gibt es hojte cum frustik. Wymazany z
                                                    pamieci, dziura, nul, nic kompletnie.

                                                    [wysmiewanie sie]
                                                    > ymm, ja raczej sadze o takiej osobie, ze jest podla lub
                                                    pozbawiona empatii.

                                                    Noale to jest taka sytuacja: jesli ktos sie wysmiewa z mojej
                                                    prawdziwej wady, to znaczy tylko tyle, ze nie jest pozbawiony
                                                    pewnej dozy madrosci, ale za to cham. Jesli kto sie wysmiewa z
                                                    mojej wady przez niego urojonej, to znaczy ze i cham, i glupi. On
                                                    ma problem, nie ja.

                                                    > Coraz wiecej takiej schizofrenii wokol siebie widze'
                                                    > tzn: jedna osoba gada raz tak raz inaczej? jesli tak, to by, imo,
                                                    oznaczalo trw
                                                    > anie jakiegos procesu oceny srodowiska, scieranie sie jakichs
                                                    dwoch, co najmnie
                                                    > j systemow wartosci w czlowieku.

                                                    Chodzi o prestiz mediow i calkiem niezle zazwyczaj pieniadze kontra
                                                    raczej nieciekawy element ludzki.

                                                    > a jesli mowisz o roznych typach dziennikarzy - to czy nie ma
                                                    roznicy w tym jak
                                                    > pisza swoje artykuly, proporcjonalnej do tego co mowia, zbierznej?

                                                    Widzialam rozne przypadki upadku etyki dziennikarskiej. Parcie jest
                                                    na wysokosc sprzedazy.

                                                    [fakdonald wychowuje dzieci]
                                                    > a czy wyrosna na fast ludzi - nie wiem. byc moze, przyjemnosc
                                                    dziecieca bedzie
                                                    > im sie kojarzyc z donaldem, dobre skojarzenia, itd, ale naprawde
                                                    mi sie wydaje
                                                    > to komicznie absurdalne.

                                                    Ale dlaczego?

                                                    > 2. dzieci w restauracji to raczej takie wieksze, jesli maja jesc
                                                    to co dorosli.
                                                    > co nie znaczy ze male karmilabym burgerami!

                                                    W Polsce modne jest wyprawianie dzieciom imienin/urodzin w FakD.
                                                    Nie jest to specjalnie tanie, ale dzieciarom nie trzeba nic
                                                    wymyslac, a dom nie zostanie stratowany. Zestawy dla dzieci sa
                                                    takie same jak dla doroslych, tylko mniejsze.

                                                    > hospitality
                                                    > ja tez czuje zniechecienie na ogol gdy ktos sie wprasza z hosp.
                                                    ale potem, gdy
                                                    > ta osoba juz tu jest, jest okej. niektorzy sa naprawde ciekawi!

                                                    Chetnie wierze.

                                                    [Wlochy]
                                                    > no, ale jak stad doszlas do wniosku, ze to z polski wynosi sie '
                                                    szczegolny sto
                                                    > sunek do niezafalszowanej starosci" ?

                                                    No bo u nas tego jest bardzo nieduzo. Wszystko, co stare zasloniete
                                                    jest, okryte kolderka, za barierka i w muzeum, w ktorym mowi sie
                                                    cicho.

                                                    > martyna maryjna
                                                    > jesl
                                                    > i masz ochote - pewnie nie masz - to twoj styl z kwietnia
                                                    zamieszcza ten wiekop
                                                    > omny dokument.

                                                    Wszystkie czasopisma kobiece procz WO nudza mnie niepomiernie.
                                                    Probowalam i to sie juz nie zmieni.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur acting out 23.06.08, 04:21
                                                    zmywanie
                                                    no, i tak wlasnie po malutku po cichutku, doszlo do tego, ze ustalilam dzis moim sublokatorom he he grafik typu ' co tydzien sprzata kto inny'
                                                    bo juz mi sie znudzilo, delikatnie mowiac, napominanie i nukanie. pare talerzy tez potluklam, dla lepszego efektu dramatycznego i rozladowania agresji.
                                                    uff, czuje sie lepiej :]
                                                    az mnie zdziwilo, ze tak sie zgodzili obaj ... zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce
                                                    ---
                                                    gosposia
                                                    ale nie wiem na co sie burzy ta twoja proletariacka krew w tym przypadku? jesli naprawde nie masz czasu to po prostu odetchniesz z ulga, nawet nie zauwazysz jej jak sprzata. a takze - w czasach proletariackich juz nie zyjemy. w razie oporow wybierz taka pania/ albo pana ( ! ), ktora nie bedzie robic przy pracy miny meczennicy itd
                                                    ---
                                                    'Po trzech latach rzucilam to w cholere, zeby reszte zycia dziwic sie, czemu tak pozno to zrobilam.'
                                                    no, tak, czasem mam takie zajawki, ze to wszystko smiechu warte. ale jeszcze wierze ze sie rozwijam i ucze.
                                                    poza tym, wczoraj np bylo tak duzo ludzi, ze nie mialam czasu nawet spojrzec na sale
                                                    poza tym, ja NIE CHCE zajmowac sie produkcja typowo angielskiego zarla, typu pie i fish and chips, a fuj !
                                                    ---
                                                    no wiec skad ten rentgen w tobie?
                                                    ---
                                                    niemiecki
                                                    'I nie umiem, oznajmiam dumnie'
                                                    oj, no tak, znow trafilam na rafe koralowa bene tupiacej nozka ' nie, bo nie i mnie nie namawiaj, bo i tak nie"
                                                    no, dobra. ja lubie niemiecki, choc zapominam go po jakims tygodniu po opuszczeniu niemieckolandow, bo trudne - dla mnie - te wszystkie detale.
                                                    ale bardzo lubie rozumiec jak najwiecej z tego co ludzie mowia, takze w obcych jezykach
                                                    ---
                                                    'Noale to jest taka sytuacja: jesli ktos sie wysmiewa z mojej prawdziwej wady, to znaczy tylko tyle, ze nie jest pozbawiony pewnej dozy madrosci, ale za to cham. Jesli kto sie wysmiewa z mojej wady przez niego urojonej, to znaczy ze i cham, i glupi. On ma problem, nie ja.'
                                                    no ale ;) jednak nie kazdy kto cie wysmiewa to po prostu glupek, jak pisalas wczesniej. moze byc tez ze ktos przeswietla cie rentgenem lepiej niz ty sama siebie. nie bierzesz tego pod uwage? ja - panna niepewna- siebie, dosc czesto, choc juz nie tak nagminnie jak kiedys
                                                    ---
                                                    'Chodzi o prestiz mediow i calkiem niezle zazwyczaj pieniadze kontra raczej nieciekawy element ludzki.'
                                                    prestiz bylby dla mnie dyskusyjny dosyc...
                                                    ---
                                                    dzieci jedzace w donaldzie wyrosna na fast ludzi
                                                    czemu komicznie absurdalne mi sie to zdaje?
                                                    nie wiem, nie mam powodu racjonalnego by tak sadzic.
                                                    moznaby jakies badania odkopac...
                                                    choc zapewne tym, ktorych rodzice nie prowadzali za mlodu do fastfoodow, korzystanie z ich uslug zywieniowych nie przychodzi tak ' naturalnie'
                                                    wiec w druga strone - odwrotnie byc moze.
                                                    nie wiem
                                                    dla mnie to absurd, bo mnie po burgerach boli moj delikatny, jak juz wspominalam, zoladek. ale lubie apple pie za euro :)
                                                    w la linii widzialam kiedys przyjecie slubne w mcdonalds ! zgroza...
                                                    a na gib mcd wyglada jak bar kuronia, nie przymierzajac za bardzo, i nawet to ze szlugi tam mozna jarac, mnie do tego miejsca nie przekona. szczegolnie zalosnie to wyglada zima, mikre stadka obfitych bezgustnie odzianych lokalsow, snieta obsluga ...
                                                    ---
                                                    moja znajoma z tutaj, wlasnie ostatnie urodziny wyprawila w tym ww mcd na gibie. ale to taka bezpieczna i tansza opcja, zaden tam gorny level czy szyk.
                                                    a dzieciom sie podobalo na zjezdzalniach itd.
                                                    nie wiem, naprawde moje teoretyzowanie nt szczegolow wychowania dzieci mnie nie interesuje, bo ... przypomina mi gadanie ksiedza o seksie, aborcji itp
                                                    ---
                                                    'No bo u nas tego jest bardzo nieduzo. Wszystko, co stare zasloniete jest, okryte kolderka, za barierka i w muzeum, w ktorym mowi sie cicho.'
                                                    no, byc moze. w lublinie w sumie starowka jest autentyczna, ale jakos tam tego nie czulam, nawet w mieszkaniach znajomych.
                                                    dla mnie italia ma jakis bardzo odmienny od wszystkiego innego smak * takze paryz* - wlasna zywa dusze, genius loci czy cos.
                                                    raczej na to bym stawiala - na tego ducha, niz na nasz polski szczeg stosunek do staroci...
                                                    ---
                                                    'Wszystkie czasopisma kobiece procz WO nudza mnie niepomiernie. '
                                                    ja czytam prase kobieca czasem w podrozy albo w poczekalni dokads, i tyle mi calkowicie wystarcza :)

                                                    pozdrawiam noca :)))
                                                  • bene_gesserit Re: acting out 24.06.08, 01:18
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > zmywanie
                                                    > no, i tak wlasnie po malutku po cichutku, doszlo do tego, ze
                                                    ustalilam dzis moi
                                                    > m sublokatorom he he grafik typu ' co tydzien sprzata kto inny'
                                                    > bo juz mi sie znudzilo, delikatnie mowiac, napominanie i nukanie.

                                                    Co to jest 'nukanie'?
                                                    A bycia pania dyrektor, co to porzadku niby to ustalonego kilkaset
                                                    razy pilnuje, tez nie lubie. Dobrze, niech robia.

                                                    pare talerzy
                                                    > tez potluklam, dla lepszego efektu dramatycznego i rozladowania
                                                    agresji.
                                                    > uff, czuje sie lepiej :]

                                                    Mam nadzieje, ze to byly ich talerze. Albo jesli twoje, to nieumyte.

                                                    > az mnie zdziwilo, ze tak sie zgodzili obaj ... zobaczymy jak to
                                                    wyjdzie w prakt
                                                    > yce

                                                    Ten rodzaj perswazji, ktory zastosowalas, ma do siebie to, ze
                                                    niestety musi eskalowac. Zastanow sie lepiej, co zrobisz nastepnym
                                                    razem.

                                                    > gosposia
                                                    > ale nie wiem na co sie burzy ta twoja proletariacka krew w tym
                                                    przypadku? jesli
                                                    > naprawde nie masz czasu to po prostu odetchniesz z ulga, nawet
                                                    nie zauwazysz j
                                                    > ej jak sprzata.

                                                    Kiedy ja wiem. Wszystkie racjonalne argumenty przemawiaja 'za'.
                                                    Nawet ten, ze jestesmy przy forsie. Ale zostaja argumenty
                                                    nieracjonalne, a z nimi wlasnie z powodu ich natury trudno
                                                    dyskutowac.

                                                    > a takze - w czasach proletariackich juz nie zyjemy.

                                                    O, tu sie mylisz. Miedzynarodowka ma sie dobrze :)

                                                    w razie opo
                                                    > row wybierz taka pania/ albo pana ( ! ), ktora nie bedzie robic
                                                    przy pracy miny
                                                    > meczennicy itd

                                                    Ja sie w kazdej pracy najpredzej zaznajomialam ze sprzataczkami i
                                                    dzialem IT. Z informatykami po prostu nie wiem czemu, jakos mnie do
                                                    nich ciagnie, zapewne moj niby przepracowany ale jednak
                                                    introwertyzm. A sprzataczki to sa zazwyczaj wielkie oryginalki.
                                                    Dobrze wiem, jak to jest widziec swiat z perspektywy podszewki,
                                                    tego, czego maja inni nie ogladac, najwyzszej formy prywatnosci -
                                                    czyli syfu i balaganu. Jedna mi spiewala godzinki, inna robila
                                                    doktorat z psychologii - z kazda sie dobrze gadalo. Ale to bylo w
                                                    pracy, a w domu to jakos tak glupio.
                                                    Kiedys w ramach pomocy zatrudnilam u siebie glodujaca przyjaciolke -
                                                    skonczylo sie tak, ze placilam jej za lezenie na lozku i ogladanie
                                                    moich ksiazek z obrazkami.

                                                    [rzucilam to w cholere]
                                                    > no, tak, czasem mam takie zajawki, ze to wszystko smiechu warte.
                                                    ale jeszcze wi
                                                    > erze ze sie rozwijam i ucze.
                                                    > poza tym, wczoraj np bylo tak duzo ludzi, ze nie mialam czasu
                                                    nawet spojrzec na
                                                    > sale
                                                    > poza tym, ja NIE CHCE zajmowac sie produkcja typowo angielskiego
                                                    zarla, typu p
                                                    > ie i fish and chips, a fuj !

                                                    No pewnie. Moze powspieraj te sensowna podstepna dziewczyne szefa w
                                                    jej wysilkach, a do szklanek wrzucaj mu cichaczem jakies gorzkie
                                                    pigulki, moze mu obrzydnie.

                                                    > no wiec skad ten rentgen w tobie?

                                                    To pewnie wynik przystosowania. Np w szkole, zeby przetrwac na
                                                    lekcjach 'liczbowych', musialam rozpracowac nauczyciela jakos. Mam
                                                    dosc zaawansowana dyskalkulie, cyfry mi sie mieszaja i placza - a w
                                                    tamtych czasach nikt nie slyszal o takiej egzotycznej przypadlosci.
                                                    Zeby zdawac z klasy do klasy musialam nadrabiac rentgenem.
                                                    Tak to sobie tlumacze w kazdym razie.

                                                    > niemiecki
                                                    > no, dobra. ja lubie niemiecki, choc zapominam go po jakims
                                                    tygodniu po opuszcze
                                                    > niu niemieckolandow, bo trudne - dla mnie - te wszystkie detale.
                                                    > ale bardzo lubie rozumiec jak najwiecej z tego co ludzie mowia,
                                                    takze w obcych
                                                    > jezykach

                                                    Biernie to ja rozumiem, jesli jest kontekst i nie mowia za szybko.
                                                    Pisany tez. Ale mowic nie bede, nienienie. Musialabym po tym umyc
                                                    buzie.

                                                    [z wysmiewaniem on ma problem, nie ja]
                                                    > no ale ;) jednak nie kazdy kto cie wysmiewa to po prostu glupek,
                                                    jak pisalas wc
                                                    > zesniej. moze byc tez ze ktos przeswietla cie rentgenem lepiej
                                                    niz ty sama sieb
                                                    > ie. nie bierzesz tego pod uwage? ja - panna niepewna- siebie,
                                                    dosc czesto, choc
                                                    > juz nie tak nagminnie jak kiedys

                                                    Biore pod uwage, ale przeciez napisalam - nawet jesli trafnie
                                                    uchwycil wade, to wysmiewajac ja, okazuje sie zwyklym chamiszczem.
                                                    Kims doprawdy nie wartym mojej uwagi.
                                                    Mi strasznie wzrosla krzywa pewnosci po terapii, chociaz kiedys w
                                                    jednym zjezdzie sie okazalo, ze stare demony trzymaja sie mocno,
                                                    ale w podziemiu.

                                                    ...
                                                    > dla mnie to absurd, bo mnie po burgerach boli moj delikatny, jak
                                                    juz wspominala
                                                    > m, zoladek. ale lubie apple pie za euro :)
                                                    > w la linii widzialam kiedys przyjecie slubne w mcdonalds !
                                                    zgroza...
                                                    > a na gib mcd wyglada jak bar kuronia, nie przymierzajac za
                                                    bardzo, i nawet to z
                                                    > e szlugi tam mozna jarac, mnie do tego miejsca nie przekona.
                                                    szczegolnie zalosn
                                                    > ie to wyglada zima, mikre stadka obfitych bezgustnie odzianych
                                                    lokalsow, snieta
                                                    > obsluga ...

                                                    To sa straszne miejsca. Nie ma jedzenia, tylko zarcie, wyprane z
                                                    czegokolwiek, zero w nim uczuc. Mi to najbardziej smakuje, jak ktos
                                                    gotuje z miloscia i oddaniem i pasja (czyli zazwyczaj swoje lubie
                                                    najbardziej ;), a nie takie.

                                                    [wszystko co stare]
                                                    > no, byc moze. w lublinie w sumie starowka jest autentyczna, ale
                                                    jakos tam tego
                                                    > nie czulam, nawet w mieszkaniach znajomych.
                                                    > dla mnie italia ma jakis bardzo odmienny od wszystkiego innego
                                                    smak * takze par
                                                    > yz* - wlasna zywa dusze, genius loci czy cos.
                                                    > raczej na to bym stawiala - na tego ducha, niz na nasz polski
                                                    szczeg stosunek d
                                                    > o staroci...

                                                    Kiedys widzialam scene kiczowata jak z Zanussiego: w niemieckiej
                                                    katedrze siedziala figurka Chrystusa Frasobliwego taka mniej wiecej
                                                    polowy skali. Stara niemozebnie, trzysta lat najmarniej. Ja sobie
                                                    lubie w zabytku posiedziec, wiec siedzialam w lawce i ogladalam.
                                                    Wycieczka dzieci niemieckich doszla do figurki i jak sie
                                                    nauczycielka odwrocila, to te maluchy (osiem lat czy cos) zaczely
                                                    sie chichrac i wpychac palce do rany na boku postaci.

                                                    > ja czytam prase kobieca czasem w podrozy albo w poczekalni
                                                    dokads, i tyle mi ca
                                                    > lkowicie wystarcza :)

                                                    Nie wiem, mnie papierowosc tego swiata jakos smieszy, nie potrafie
                                                    sie tym przejac i pasjonowac, tak samo jak opera. Dekoracje z
                                                    dykty, primadonna w peruce, na koturnach i usmarowana szminka,
                                                    zadnego zycia w tym, wszystko stechle. Jesli mam okazje, ogladam
                                                    obrazki.


                                                    czulko
                                                  • szarylemur Re: acting out 26.06.08, 01:58
                                                    ja spac chce/ musze.
                                                    pracowity dzien mnie oczekuje jutro, juz wiem :)
                                                  • szarylemur acting out2 27.06.08, 15:54
                                                    nukanie to takie stanie nad kims i powtarzanie ' no, wez zrob to i tamto, no wez, no wez, no wez'
                                                    ---
                                                    talerze
                                                    byly wlasciciela tego mieszkania. brudne, bo juz trzy tygodnie stoja w zlewie i nikt sie do nich nie przyznaje. jeszcze troche zostalo.
                                                    ---
                                                    'Ten rodzaj perswazji, ktory zastosowalas, ma do siebie to, ze niestety musi eskalowac. Zastanow sie lepiej, co zrobisz nastepnym razem.'
                                                    eh, nastepnym razem... moze zaproponuje wynajecie panu p. wynajecie pani do sprzatania, a moze podniesienie czynszu, a moze ewikcje...
                                                    jak ty bys rozwiazala taki trywialny problem?
                                                    ---
                                                    gosposia
                                                    'Ale zostaja argumenty nieracjonalne, a z nimi wlasnie z powodu ich natury trudno dyskutowac.'
                                                    mozesz jej zatem placic ' nieracjonalnie' duzo, to powinno odciazyc twoje sumienie ;)
                                                    ---
                                                    byc moze miedzynarodowka ma sie dobrze, ale jednak codzienne zycie w dobie kapitalizmu wymaga czegos innego niz wiary w slusznosc komunistycznych idealow....
                                                    ---
                                                    'Kiedys w ramach pomocy zatrudnilam u siebie glodujaca przyjaciolke - skonczylo sie tak, ze placilam jej za lezenie na lozku i ogladanie moich ksiazek z obrazkami.'
                                                    tez mam na swoim koncie kilka tego typu akcji pomocowych, ale - u mnie - pozostal po nich raczej niesmak do tych ludzi. moze dlatego, ze raczej nigdy nie bylam przy forsie, tak naprawde.
                                                    ---
                                                    'Moze powspieraj te sensowna podstepna dziewczyne szefa w jej wysilkach, a do szklanek wrzucaj mu cichaczem jakies gorzkie pigulki, moze mu obrzydnie.'

                                                    ymm, ta dziewczyna jest co prawda bardzo inteligentna i sprytna, ale tez bardzo chimeryczna. raczej nie umialabym nia manipulowac.
                                                    knajpa ma sie lepiej, mamy nowe menu i duzo roboty. i w sumie caly czas tak to idzie, ze jest zmiennie, jak juz wyglada na dno, nagle sie odbijamy.
                                                    ---
                                                    i jak rentgenowalas nauczycielki matmy?
                                                    ---
                                                    niemiecki
                                                    'Ale mowic nie bede, nienienie. Musialabym po tym umyc buzie.'
                                                    dlaczego?
                                                    ---
                                                    'Mi strasznie wzrosla krzywa pewnosci po terapii'
                                                    to chyba dobrze :)
                                                    ---
                                                    'Mi to najbardziej smakuje, jak ktos gotuje z miloscia i oddaniem i pasja (czyli zazwyczaj swoje lubie najbardziej ;), a nie takie. '
                                                    a ja doszlam do wniosku, ze lubie gotowac ale dla innych, i tak samo ludzie jesc to, co inni mi przygotuja.
                                                    a co do fastfoodow - bylam kiedys na okresie probnym w burger kingu tutaj, od tamtej pory tym bardziej smiesznostraszne wydaje mi sie zywienie sie w takich przybytkach. ( nie przyjeli mnie, za ' breaking the chain of production' he he, bylam dosc dumna z siebie po tym )
                                                    ---
                                                    prasa kobieca
                                                    'Jesli mam okazje, ogladam obrazki.'
                                                    yhm, niektore gazety maja dobre zdjecia i fajne reklamy - doskonale nadajace sie do robienia kolazy.


                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: acting out2 28.06.08, 02:14
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > nukanie to takie stanie nad kims i powtarzanie ' no, wez zrob to
                                                    i tamto, no we
                                                    > z, no wez, no wez'

                                                    O, bardzo wtedy krzycze.
                                                    Nie znosze takich co uwazaja, ze wiercac dziure w brzuchu da sie
                                                    wszystko osiagnac i jesli sie im odmawia to uznaja to za zart czy
                                                    cos. Jesli rozpoznam nukacza to z kopyta robie sie agresywna.

                                                    Dobre slowo, dzieki :)

                                                    > ---
                                                    > talerze
                                                    > byly wlasciciela tego mieszkania. brudne, bo juz trzy tygodnie
                                                    stoja w zlewie i
                                                    > nikt sie do nich nie przyznaje. jeszcze troche zostalo.

                                                    To bardzo rozsadnie tluc takie talerze. Pogratulowac.

                                                    [perswazja bedzie musiala eskalowac ;]
                                                    > eh, nastepnym razem... moze zaproponuje wynajecie panu p.
                                                    wynajecie pani do spr
                                                    > zatania, a moze podniesienie czynszu, a moze ewikcje...
                                                    > jak ty bys rozwiazala taki trywialny problem?

                                                    To zalezy, z kim bym miala do czynienia. Nie ma jednego sposobu na
                                                    wszystkich.

                                                    Ale z mojego repertuaru przed kursami asertywnosci:
                                                    1. ustalenie trzystronicowego regulaminu wraz z karami. Moze byc
                                                    gradacja (zolta i czerwona kartka); kary musza byc latwe do
                                                    egzekwowania, np niestety pieniezne, chociaz to niebezpieczne, zeby
                                                    sobie nie pomyslal, ze za X euro kupuje ciebie zmywajaca jego gary.
                                                    Najmadrzejsze byloby danie odczuc sub konsekwencje jego lenistwa,
                                                    tzn np skladowanie jego nieumytych garow w jego pokoju w zgrabnym
                                                    stosiku (zaraz za progiem, zeby nie bylo, ze mu sie wpie..sz do
                                                    pokoju). Itd. Regulamin podpisany powinien byc rytualnie i
                                                    powieszony w widocznym miejscu. Acha - jesli jednak kara finansowa,
                                                    to pieniadze najlepiej przeznacz od razu na szczytny cel, w sensie
                                                    jakas instytucje charytatywna, schronisko dla zwierzat czy cos.
                                                    Sytuacja bedzie zdrowsza, imo.

                                                    2. wkurw blyskawiczny i na wysokich obrotach, jesli regulamin jest
                                                    lamany notorycznie (to w istocie rodzaj szantazu emocjonalnego, ale
                                                    uwaga - to moze tez ciebie kosztowac i w efekcie nie stwarza dobrej
                                                    atmosfery)

                                                    3. granie na litosc - wykorzystywanie slabszych dni do pogrania w
                                                    stylu 'jestem biedna spracowana sierota, w zasadzie umieram, a ty
                                                    mi dokladasz swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem deske do trumny'.
                                                    Tez raczej kosztowne, bo w taka bajke mozna w pewnych
                                                    okolicznosciach samej uwierzyc.

                                                    (Z metod 2 i 3 nie jestem dumna, ale docen moja szczerosc).

                                                    Metoda pieciu krokow (po kursach asertywnosci ;):
                                                    1. poinformuj
                                                    'znowu nie umyles naczyn. obiecales, ze bedziesz to robil'

                                                    Jesli to nie pomoze, idz dalej:
                                                    2. popros
                                                    'a jednak nie umyles tych naczyn. Prosze, zebys to zrobil w ciagu
                                                    najblizszej pol godziny. Oczekuje, ze nie bede musiala cie o to
                                                    wiecej prosic'.

                                                    Jesli to nie pomoze, idz dalej:
                                                    3. poinformuj o wlasnych emocjach
                                                    'wkurza mnie to i denerwuje, ze lamiesz obietnice i ze musze prosic
                                                    cie o wypelnianie czegos do czego sie zobowiazales'. 'Twoje
                                                    zachowanie sprawia mi naprawde wielka przykrosc. Nie rozumiem go'.
                                                    Uwaga: nie wdwawaj sie tu w zawile dyskusje o tym, co czujesz, co
                                                    powinnas czuc itd. Chodzi tu jedynie o to, by sprawca byl
                                                    poinformowany o skutkach jego postepowania dla ciebie. To nie jest
                                                    informacja sluzaca do negocjacji.

                                                    Jesli to nie pomoze, idz dalej:
                                                    4. powolaj sie na konsekwencje
                                                    (uwaga: wchodzac w krok 4 musisz byc gotowa na zrealizowanie kroku
                                                    5)
                                                    'Jesli nie bedziesz zmywal po sobie, tak jak sie umawialismy,
                                                    bedziesz musial zaplacic 30 eurakow za kazde pol dnia
                                                    niezwywania/sie stad wyniesc w tempie ekspresowym'

                                                    5. Zrealizuj grozbe
                                                    ...

                                                    W zasadzie ten pieciokrokowy scenariusz moze sprawdzic sie w niemal
                                                    kazdej sytuacji zyciowej podobnego typu.

                                                    > ---
                                                    > gosposia
                                                    > mozesz jej zatem placic ' nieracjonalnie' duzo, to powinno
                                                    odciazyc twoje sumie
                                                    > nie ;)

                                                    No nie, taka glupia to ja nie jestem :))))

                                                    > ---
                                                    > 'Kiedys w ramach pomocy zatrudnilam u siebie glodujaca
                                                    przyjaciolke - skonczylo
                                                    > sie tak, ze placilam jej za lezenie na lozku i ogladanie moich
                                                    ksiazek z obraz
                                                    > kami.'
                                                    > tez mam na swoim koncie kilka tego typu akcji pomocowych, ale - u
                                                    mnie - pozost
                                                    > al po nich raczej niesmak do tych ludzi. moze dlatego, ze raczej
                                                    nigdy nie byla
                                                    > m przy forsie, tak naprawde.

                                                    We mnie wielkie zdziwienie. Pare razy dalam sie tak wkrecic i nie
                                                    moglam wyjsc ze zdziwienia, ze mozna tak lekka reka polozyc na
                                                    szali lenistwo i przyjazn i dac przewazyc lenistwu.

                                                    > ymm, ta dziewczyna jest co prawda bardzo inteligentna i sprytna,
                                                    ale tez bardzo
                                                    > chimeryczna. raczej nie umialabym nia manipulowac.
                                                    > knajpa ma sie lepiej, mamy nowe menu i duzo roboty. i w sumie
                                                    caly czas tak to
                                                    > idzie, ze jest zmiennie, jak juz wyglada na dno, nagle sie
                                                    odbijamy.

                                                    A to trzymam kciuki.
                                                    Tez za to, ze kiedys stamtad odfruniesz na wlasnych skrzydlach :)

                                                    > ---
                                                    > i jak rentgenowalas nauczycielki matmy?

                                                    Nie wiem jak, po prostu sie skupialam, ale widac skutecznie, skoro
                                                    umiem to dosc dobrze robic teraz. Tamten surviwal nie byl na darmo.

                                                    > ---
                                                    > niemiecki
                                                    > 'Ale mowic nie bede, nienienie. Musialabym po tym umyc buzie.'
                                                    > dlaczego?

                                                    Bo mi sie kojarzy z tym monstrum z fioletowa trwala.

                                                    > ---
                                                    > 'Mi strasznie wzrosla krzywa pewnosci po terapii'
                                                    > to chyba dobrze :)

                                                    Tak, zwlaszcza ze zyje z kims, kto wszystkie moje tanie szczuczki
                                                    jest w stanie przejrzec od razu i od razu przekluc mi balonik,
                                                    jesli sie nadymam niezdrowo.

                                                    > ---
                                                    > 'Mi to najbardziej smakuje, jak ktos gotuje z miloscia i oddaniem
                                                    i pasja (czyl
                                                    > i zazwyczaj swoje lubie najbardziej ;), a nie takie. '
                                                    > a ja doszlam do wniosku, ze lubie gotowac ale dla innych, i tak
                                                    samo ludzie jes
                                                    > c to, co inni mi przygotuja.

                                                    A sama sobie nie? Czemu?

                                                    > a co do fastfoodow - bylam kiedys na okresie probnym w burger
                                                    kingu tutaj, od t
                                                    > amtej pory tym bardziej smiesznostraszne wydaje mi sie zywienie
                                                    sie w takich pr
                                                    > zybytkach. ( nie przyjeli mnie, za ' breaking the chain of
                                                    production' he he, b
                                                    > ylam dosc dumna z siebie po tym )

                                                    Tam sie morduje jedzenie i w ogole jakies jedzeniowe czarne msze
                                                    odprawia, rodzaj kulturowej zbrodni, wiec tez jestem z ciebie
                                                    dumna :)

                                                    > ---
                                                    > prasa kobieca
                                                    > 'Jesli mam okazje, ogladam obrazki.'
                                                    > yhm, niektore gazety maja dobre zdjecia i fajne reklamy -
                                                    doskonale nadajace si
                                                    > e do robienia kolazy.

                                                    Robisz kolaze?
                                                    Jak bylam mlodsza to robilam, a teraz mi sie nie chce. Za to od
                                                    kilku miesiecy wyczajam jakis najidealniejszy dla mnie aparat
                                                    fotograficzny, bo mnie ciagnie w te strone.

                                                    czul
                                                  • szarylemur schweini 28.06.08, 16:41
                                                    ad metody egzekwowania ustalen
                                                    '1. poinformuj
                                                    'znowu nie umyles naczyn. obiecales, ze bedziesz to robil''
                                                    2. popros
                                                    'a jednak nie umyles tych naczyn. Prosze, zebys to zrobil w ciagu
                                                    najblizszej pol godziny. Oczekuje, ze nie bede musiala cie o to
                                                    wiecej prosic'.'
                                                    no, i wlasnie to prowadzone przez dluzszy czas ( bo czasem pomagalo powiedziec
                                                    to raz, a czasem trzy czy cztery razy), zaczyna wygladac na nukanie pod adresem
                                                    tej osoby, i to jest to czego mam juz serdecznie dosyc :)
                                                    bo to nie tak - irinizuje - ze p. nie chce zmywac i innych chce obarczyc tym, on
                                                    po prostu zapomina, notorycznie zapomina. zreszta, zauwazylam ze to wlasnie jest
                                                    jego metoda postepowania z ludzmi : przyznac racje, zgodzic sie na cos itd, a
                                                    robic swoje...
                                                    punkt 3 tez przerabialismy.
                                                    z wariacja na temat punktu 2 z zachowan preasertywnych ( dramatyczna awantura),
                                                    jednak to jakos nam zbyt gladko nie idzie, bo kiedy ja sie dre i wyzywam go od
                                                    najgorszych, on stoi spokojnie i nic nie mowi. takze i mi ten wkurw momentalnie
                                                    przechodzi. no, i wlasnie ten punkt 2. wolalabym pominac - to sa moje stare
                                                    metody, i przynaje racje - atmosfera po tym i moje samopoczucie sa kiepskie.
                                                    takze mysle, ze nadejszla pora na krok 5 - kary finansowe, podniesienie czynszu
                                                    itp.
                                                    ---
                                                    gosposia
                                                    no, wiec moze zracjonalizuj sobie to tak, ze dzieki forsie zarobionej u ciebie,
                                                    ta osobe stac bedzie na realizacje jakichs szczytnch celow, np edukacje dzieci
                                                    ---
                                                    'nie moglam wyjsc ze zdziwienia, ze mozna tak lekka reka polozyc na szali
                                                    lenistwo i przyjazn i dac przewazyc lenistwu. '
                                                    no, ja nie moglam wyjsc ze zdziwienia jak mozna pomyslec ze jezeli mieszka sie u
                                                    kogos w domu, to nie placi sie nawet bierzacych rachunkow...
                                                    ale - zeby nie bylo ze jestem swieta - tez mam na swoim sumieniu tego typu
                                                    grzechy - tzn przedlozenie wlasnej korzysci nad przyjazn. dawno bo dawno, ale
                                                    jednak.
                                                    ---
                                                    'kiedys stamtad odfruniesz na wlasnych skrzydlach :)'
                                                    taki zarcik z pracy : ' wiadomo przeciez, ze nikt nie zostaje w danej pracy na
                                                    zawsze. no, nikt poza lemurem ...'
                                                    grrr, ale tak to wlasnie wyglada.
                                                    takze trzymaj kciuki :) mocno :)
                                                    ---
                                                    niemiecki
                                                    wiec dobrze by bylo poszerzyc krag skojarzen. mi niemiecki kojarzy sie z wieloma
                                                    ROZNYMI sytuacjami * teraz np doszlo nowe - nowa niemiecka kelnerka - bardzo
                                                    mila, przyjazna dziewczynka )a takze doswiadczalnie stwierdzilam, ze niemiecki
                                                    moze brzmiec ladnie i melodyjnie jak i chropowato i ' hitlerowsko'.

                                                    ---
                                                    'Tak, zwlaszcza ze zyje z kims, kto wszystkie moje tanie szczuczki jest w stanie
                                                    przejrzec od razu i od razu przekluc mi balonik, jesli sie nadymam niezdrowo.'
                                                    a po co ty w ogole uzywasz tych ' tanich sztuczek'? szczegolnie zyjac z kims kto
                                                    cie szybko sprowadza na ziemie...
                                                    ---
                                                    gotowanie
                                                    sama sobie - nie, nie lubie. bo to dlugo trwa, a ja jem kiedy jestem juz
                                                    naprawde bardzo glodna. poza tym lubie jesc malymi porcjami, czesto, ale malo i
                                                    rozne rzeczy. wiec jeden duzy obiad to naprawde nie dla mnie. poza tym podjadam
                                                    gotujac - bo jestem glodna - wiec kiedy juz ugotuje to mi sie jesc nie chce za
                                                    bardzo.
                                                    ale jesli jestem glodna a ktos mi pod nos podsunie cos fajnego, to oczywiscie
                                                    jestem bardzo zadowolona. i chce deser :)
                                                    ---
                                                    fastfoody
                                                    'Tam sie morduje jedzenie i w ogole jakies jedzeniowe czarne msze odprawia,
                                                    rodzaj kulturowej zbrodni'
                                                    a takze - ' morduje sie' tam pracownikow. w sumie nie daje to wszystko ( takze
                                                    stosunek tych pracownikow do jedzenia, swojej pracy i klientow ), zbyt wiele
                                                    dobrej energii. uwaga : jesli cos spadnie na podloge, to dalej jest okej ;]
                                                    ---
                                                    kolaze
                                                    no, teraz to rzadko. raczej tak mnie czasem ' nachodzi' i wtedy robie duzo, aby
                                                    potem nie robic dlugo nic.

                                                    aparat - hej, baletnico, aparatem sie tu nie zaslaniaj :]

                                                    pozdrawiam:)))
                                                  • bene_gesserit Re: schweini 01.07.08, 02:02
                                                    szarylemur napisała:

                                                    Co to jest 'schweini'?

                                                    > 2. popros

                                                    > no, i wlasnie to prowadzone przez dluzszy czas ( bo czasem
                                                    pomagalo powiedziec
                                                    > to raz, a czasem trzy czy cztery razy), zaczyna wygladac na
                                                    nukanie pod adresem
                                                    > tej osoby, i to jest to czego mam juz serdecznie dosyc :)
                                                    > bo to nie tak - irinizuje - ze p. nie chce zmywac i innych chce
                                                    obarczyc tym, o
                                                    > n
                                                    > po prostu zapomina, notorycznie zapomina. zreszta, zauwazylam ze
                                                    to wlasnie jes
                                                    > t
                                                    > jego metoda postepowania z ludzmi : przyznac racje, zgodzic sie
                                                    na cos itd, a
                                                    > robic swoje...
                                                    > punkt 3 tez przerabialismy.

                                                    To moze wymyslic jakis inny sposob konfrontacji jego z jego
                                                    zaniedbaniem? Nie wiem jaki.

                                                    > z wariacja na temat punktu 2 z zachowan preasertywnych (
                                                    dramatyczna awantura),
                                                    > jednak to jakos nam zbyt gladko nie idzie, bo kiedy ja sie dre i
                                                    wyzywam go od
                                                    > najgorszych, on stoi spokojnie i nic nie mowi.

                                                    Pewnie wie, ze wystarczy, abys sie wykrzyczala.

                                                    takze i mi ten wkurw momentalnie
                                                    > przechodzi. no, i wlasnie ten punkt 2. wolalabym pominac - to sa
                                                    moje stare
                                                    > metody, i przynaje racje - atmosfera po tym i moje samopoczucie
                                                    sa kiepskie.
                                                    > takze mysle, ze nadejszla pora na krok 5 - kary finansowe,
                                                    podniesienie czynszu
                                                    > itp.

                                                    To jesli jeszcze moge sie pomadrzyc (tez mam za soba sublokatorski
                                                    zywot calkiem bujny, paruletni), to spiszcie to i niech on sie na
                                                    te zasady zgodzi. Jesli chodzi o forse to wszystko musi byc
                                                    przejrzyste jak krysztal.

                                                    > ---
                                                    > gosposia
                                                    > no, wiec moze zracjonalizuj sobie to tak, ze dzieki forsie
                                                    zarobionej u ciebie,
                                                    > ta osobe stac bedzie na realizacje jakichs szczytnch celow, np
                                                    edukacje dzieci

                                                    Dobrze, zracjonalizuje.
                                                    Ale nadal mam taki odruch jak moja mama, ktora zawsze sprzata przed
                                                    przyjsciem swojej pani, bo 'wstyd jest, jak brudno' :)

                                                    > ---
                                                    > 'nie moglam wyjsc ze zdziwienia, ze mozna tak lekka reka polozyc
                                                    na szali
                                                    > lenistwo i przyjazn i dac przewazyc lenistwu. '
                                                    > no, ja nie moglam wyjsc ze zdziwienia jak mozna pomyslec ze
                                                    jezeli mieszka sie
                                                    > u
                                                    > kogos w domu, to nie placi sie nawet bierzacych rachunkow...

                                                    Chociaz dla przyzwoitosci zapytac albo cos, prawda?

                                                    > ale - zeby nie bylo ze jestem swieta - tez mam na swoim sumieniu
                                                    tego typu
                                                    > grzechy - tzn przedlozenie wlasnej korzysci nad przyjazn. dawno
                                                    bo dawno, ale
                                                    > jednak.

                                                    E tam, kazdy ma jakies grzechy, ale po to one sa, zeby sie z nich
                                                    uczyc.

                                                    > ---
                                                    > 'kiedys stamtad odfruniesz na wlasnych skrzydlach :)'
                                                    > taki zarcik z pracy : ' wiadomo przeciez, ze nikt nie zostaje w
                                                    danej pracy na
                                                    > zawsze. no, nikt poza lemurem ...'
                                                    > grrr, ale tak to wlasnie wyglada.
                                                    > takze trzymaj kciuki :) mocno :)

                                                    Mysle, ze to wina tego, ze nie masz wizji swojej przyszlosci.
                                                    Pewnie jestes teraz - wybacz - w stadium gluta w kokonie ;)

                                                    > ---
                                                    > niemiecki
                                                    > wiec dobrze by bylo poszerzyc krag skojarzen. mi niemiecki
                                                    kojarzy sie z wielom
                                                    > a
                                                    > ROZNYMI sytuacjami * teraz np doszlo nowe - nowa niemiecka
                                                    kelnerka - bardzo
                                                    > mila, przyjazna dziewczynka )a takze doswiadczalnie stwierdzilam,
                                                    ze niemiecki
                                                    > moze brzmiec ladnie i melodyjnie jak i chropowato i '
                                                    hitlerowsko'.

                                                    Nie, kiedy ja nie mam zadnych wojennych skojarzen, nawet poznalam
                                                    kiedys bardzo milych Austriakow, ktorzy mowili z wiedenska i bardzo
                                                    ladnie. Ale jakies zimno na mnie splywa, kiedy widze niemiecki i
                                                    juz.

                                                    Pewnie moglabym sie jakos przemoc i przebrnac przez te bariere, ale
                                                    bardziej kusi mnie odswiezenie rosyjskiego. Oni maja mase swietnych
                                                    przepisow i moglabym czytac Czechowa w oryginale.

                                                    > ---
                                                    > 'Tak, zwlaszcza ze zyje z kims, kto wszystkie moje tanie
                                                    szczuczki jest w stani
                                                    > e
                                                    > przejrzec od razu i od razu przekluc mi balonik, jesli sie
                                                    nadymam niezdrowo.'
                                                    > a po co ty w ogole uzywasz tych ' tanich sztuczek'? szczegolnie
                                                    zyjac z kims kt
                                                    > o
                                                    > cie szybko sprowadza na ziemie...

                                                    Przeciez raczej nie na nim, tylko w stosunku do innych. On mi to
                                                    wytyka czasem i ja to bardzo cenie.

                                                    > ---
                                                    > gotowanie
                                                    > sama sobie - nie, nie lubie. bo to dlugo trwa, a ja jem kiedy
                                                    jestem juz
                                                    > naprawde bardzo glodna. poza tym lubie jesc malymi porcjami,
                                                    czesto, ale malo i
                                                    > rozne rzeczy. wiec jeden duzy obiad to naprawde nie dla mnie.
                                                    poza tym podjadam
                                                    > gotujac - bo jestem glodna - wiec kiedy juz ugotuje to mi sie
                                                    jesc nie chce za
                                                    > bardzo.

                                                    E, przeciez sa receptury 5-10 minutowe, cala masa.

                                                    > ale jesli jestem glodna a ktos mi pod nos podsunie cos fajnego,
                                                    to oczywiscie
                                                    > jestem bardzo zadowolona. i chce deser :)

                                                    I jeszcze zeby pozmywal, co?
                                                    ;)

                                                    > ---
                                                    > fastfoody
                                                    > a takze - ' morduje sie' tam pracownikow.

                                                    Znalam dziewczyne z bardzo nieciekawego domu, dla ktorej praca w
                                                    Fakdonaldzie byla powodem do dumy. I jeszcze byla zadowolona, ze
                                                    moze tyle miesa zjesc, bo mieli prawo do pracowniczych posilkow.
                                                    Noale moze jej minie, jak popracuje dluzej w normalnej knajpie.

                                                    w sumie nie daje to wszystko ( takze
                                                    > stosunek tych pracownikow do jedzenia, swojej pracy i klientow ),
                                                    zbyt wiele
                                                    > dobrej energii. uwaga : jesli cos spadnie na podloge, to dalej
                                                    jest okej ;]

                                                    O, nie takie rzeczy widzialam (pracowalam kiedys przy oprawach
                                                    plastycznych promocyjnych w popularnej sieci) i slyszalam
                                                    (kolezanka). Ale na zapleczach knajp tez sie dzieja rozne rzeczy, z
                                                    naciskiem na rozne.

                                                    > aparat - hej, baletnico, aparatem sie tu nie zaslaniaj :]

                                                    O, od razu baletnico. Nawet JA nie zrobie zdjecia bez aparatu.
                                                    czul
                                                  • szarylemur alienator 02.07.08, 01:34
                                                    schweini to przezwisko pilkarza rep niemiec - schweinsteigera

                                                    ---
                                                    'To moze wymyslic jakis inny sposob konfrontacji jego z jego zaniedbaniem? Nie wiem jaki.'
                                                    nukanie chyba jednak podzialalo. chyba nawet te zasyfione trzytygodniowe naczynia umyl, ale nie wiem, bo nie chce mi sie rozmawiac z zadnym z nich.
                                                    ---
                                                    'Pewnie wie, ze wystarczy, abys sie wykrzyczala.'
                                                    to, dobrze, ze takie ma mniemanie na ten temat - calkiem sluszne. choc pewnie jakby mi przyje. bal na odlew tez by pomoglo.
                                                    ale jest w tej jego postawie cos takiego, ze mi sie po prostu odechciewa krzyczec, nie zmuszam sie - po prostu sie uspokajam.
                                                    na tyle, aby mowic normalnie.
                                                    ---
                                                    'Ale nadal mam taki odruch jak moja mama, ktora zawsze sprzata przed przyjsciem swojej pani, bo 'wstyd jest, jak brudno' :)'
                                                    alez to absurd!
                                                    totalny absurd
                                                    ---
                                                    'E tam, kazdy ma jakies grzechy, ale po to one sa, zeby sie z nich uczyc.'
                                                    mam nadzieje, ze moi znajomi nauczyli sie nieco odpowiedzielnosci. ja sie nauczylam, ze lepiej wynajac mieszkanie obcym ludziom niz zostawiac znajomym, jesli sie nie chce narazac na zbyt duze rozczarowanie.
                                                    ---
                                                    'Mysle, ze to wina tego, ze nie masz wizji swojej przyszlosci. Pewnie jestes teraz - wybacz - w stadium gluta w kokonie ;)'
                                                    a ja mysle, ze to glownie wina moich kompleksow, w szczeg kompleksu nizszosci, bycia smieciem oraz syndromu stanu zagrozenia. choc mozliwe, ze calkiem obiektywnie - mam dwie lewe rece i za maly mozdzek, zeby cokolwiek w zyciu osiagnac. mialam przykry dzien w pracy.
                                                    a ze nigdy nie zastanawialam sie nad torem kariery zawodowej, to inna sprawa.
                                                    mialam tez wczoraj wizje zakupu vana czy czegos jeszcze wiekszego, wygodniejszego i podrozowania znow. ale doszlam do wniosku ze taki cyganski zywot nie pasowalby kotu. wiec nie wiem. ogarnal mnie pesymizm i czarnowidztwo.
                                                    ---
                                                    'nawet poznalam kiedys bardzo milych Austriakow, ktorzy mowili z wiedenska i bardzo ladnie.'
                                                    nie wiem, jak to brzmi 'z wiedenska' ale to wlasnie austracki niemiecki kojarzy mi z czyms szorstkim, pogardliwym. plutym i ' hitlerowskim'. a wieden - z porcelanowa pania dulska. ale to moze z racji mojej niezbyt ciekawej tam sytuacji.
                                                    ---
                                                    sztuczki
                                                    no, ale na czym polegaja te sztuczki? po co ich w ogole uzywasz?
                                                    ---
                                                    'E, przeciez sa receptury 5-10 minutowe, cala masa.'
                                                    i niech beda. mam awersje od dzisiaj.
                                                    ---
                                                    'ale jesli jestem glodna a ktos mi pod nos podsunie cos fajnego,
                                                    to oczywiscie
                                                    > jestem bardzo zadowolona. i chce deser :)

                                                    I jeszcze zeby pozmywal, co?'
                                                    nie, pozmywac ja moge. to idzie mi doskonale.
                                                    ---
                                                    'Znalam dziewczyne z bardzo nieciekawego domu, dla ktorej praca w Fakdonaldzie byla powodem do dumy. I jeszcze byla zadowolona, ze moze tyle miesa zjesc, bo mieli prawo do pracowniczych posilkow. Noale moze jej minie, jak popracuje dluzej w normalnej knajpie.'
                                                    pewnie minie. bedzie sie piac po szczebelkach, coraz bardziej dumna, ale sentyment pozostanie... :]
                                                    ---
                                                    'Ale na zapleczach knajp tez sie dzieja rozne rzeczy, z naciskiem na rozne.'
                                                    no, jasne, jasne - im nizszy poziom, tym wieksze niebezpieczenstwo
                                                    ogolnie - nie polecam ' dan dnia' i innych takich specjalow, co zaraz wyjda z kuchni same.
                                                    to w tej mojej kuchni jest okej - nie ma rzeczy starych, brudnych itd.
                                                    ---
                                                    'Nawet JA nie zrobie zdjecia bez aparatu. '
                                                    no, to oczywiste. ale kilka miesiecy poszukiwan to naprawde bardzo dlugo

                                                    pozdrawiam
                                                  • bene_gesserit Re: alienator 03.07.08, 01:05
                                                    szarylemur napisała:

                                                    Moze bys se zrobila jakis urlop na pare dni, co?
                                                    Wygladasz na zmeczona i przygnebiona oraz osaczona. Rozwaz prosze
                                                    chocby opcje trzydniowa.

                                                    > 'Ale nadal mam taki odruch jak moja mama, ktora zawsze sprzata
                                                    przed przyjsciem
                                                    > swojej pani, bo 'wstyd jest, jak brudno' :)'
                                                    > alez to absurd!
                                                    > totalny absurd

                                                    Mi to mowisz?

                                                    > ---
                                                    > 'E tam, kazdy ma jakies grzechy, ale po to one sa, zeby sie z
                                                    nich uczyc.'
                                                    > mam nadzieje, ze moi znajomi nauczyli sie nieco
                                                    odpowiedzielnosci.

                                                    Do trzydziestki czlowiek w pewnym sensie ma prawo popelniac
                                                    podlostki i glupoty. Potem - raczej nie, chyba ze niechcacy.

                                                    ja sie naucz
                                                    > ylam, ze lepiej wynajac mieszkanie obcym ludziom niz zostawiac
                                                    znajomym, jesli
                                                    > sie nie chce narazac na zbyt duze rozczarowanie.

                                                    Stara prawda to jest, ze starzy przyjaciele i nowy uklad finansowy
                                                    nie lacza sie dobrze. Odwrotnie (zaprzyjazniac sie z kims, z kim
                                                    cie laczy jakas relacja handlowa) jest ok.

                                                    > ---
                                                    > 'Mysle, ze to wina tego, ze nie masz wizji swojej przyszlosci.
                                                    Pewnie jestes te
                                                    > raz - wybacz - w stadium gluta w kokonie ;)'
                                                    > a ja mysle, ze to glownie wina moich kompleksow, w szczeg
                                                    kompleksu nizszosci,
                                                    > bycia smieciem oraz syndromu stanu zagrozenia.

                                                    No tak, ale to sa bzdury, ktore sprzedal ci ojciec, nic to nie ma
                                                    wspolnego z toba. Porownaj siebie teraz i siebie sprzed lat.
                                                    Przeszlas kawal drogi, raczej bez trzymanki. To jest bardzo duzo i
                                                    swiadczy o tym, jak wiele jestes warta.

                                                    \choc mozliwe, ze calkiem obiekty
                                                    > wnie - mam dwie lewe rece i za maly mozdzek, zeby cokolwiek w
                                                    zyciu osiagnac. m
                                                    > ialam przykry dzien w pracy.

                                                    Hak im w smak, nie ta praca to inna.
                                                    Obiektywnie to na kilkadziesieciu stalych bywalcow tego forum
                                                    jestes jedyna, z ktora da sie sensownie pogadac :)
                                                    A osiagniecia masz spore - np finansowa niezaleznosc bez niczyjej
                                                    laski i pomocy. Niewiele osob w twoim wieku moze sie tym pochwalic.
                                                    Mi pomagali rodzice.

                                                    > a ze nigdy nie zastanawialam sie nad torem kariery zawodowej, to
                                                    inna sprawa.
                                                    > mialam tez wczoraj wizje zakupu vana czy czegos jeszcze
                                                    wiekszego, wygodniejsze
                                                    > go i podrozowania znow. ale doszlam do wniosku ze taki cyganski
                                                    zywot nie pasow
                                                    > alby kotu.

                                                    Kotu by nie sluzylo w sensie ze by drapnal szybko. A tobie tez -
                                                    nie da sie uciec od siebie, a nawet jesli, to w koncu i tak dostaje
                                                    sie zadyszki. Przemysl, prosze, sprawe wyjazdu na pare dni.

                                                    wiec nie wiem. ogarnal mnie pesymizm i czarnowidztwo.

                                                    Dlatego, ze mialas kiepski dzien w pracy czy to c.d.?

                                                    Tu calkiem inteligenty dowcip:
                                                    tinyurl.com/43fgsw

                                                    A jesli cie bardzo gryzie twoja przyszlosc, zrob cos dla niej - np
                                                    zacznij kurs jakiegos jezyka. W kazdej pracy ci sie moze przydac.

                                                    > ---
                                                    > nie wiem, jak to brzmi 'z wiedenska'

                                                    Slicznie miekko, melodyjnie. A juz dialekt wiedenski, taki
                                                    prawdziwy, brzmi jak spiew :)

                                                    ale to wlasnie austracki niemiecki kojarzy
                                                    > mi z czyms szorstkim, pogardliwym. plutym i ' hitlerowskim'. a
                                                    wieden - z porc
                                                    > elanowa pania dulska.

                                                    Mialam dwa blizsze spotkania z Wiedenczykami - jeden to byl
                                                    przemily i przegrzeczny chlopak, maniery ksiazatka i umujacy sposob
                                                    bycia, drugi - burdel mama na emeryturze, z ktora sie pokochalysmy
                                                    bardzo i uwielbialysmy wzajemnie. Kojarzy mi sie wiec Wieden
                                                    przeswietnie.

                                                    >ale to moze z racji mojej niezbyt ciekawej tam sytuacji.

                                                    Zapewne tak, bo niby z czego. Tak bez bodzca to by chyba nie bylo.

                                                    > ---
                                                    > sztuczki
                                                    > no, ale na czym polegaja te sztuczki? po co ich w ogole uzywasz?

                                                    Uzywam, bo tak latwiej i przyjemnie jest miec swiadomosc, ze sie
                                                    potrafi. Ale nie bede tego opisywac tutaj - to cos jak humor
                                                    sytuacyjny, traci kiedy sie zacznie o tym.

                                                    > ---
                                                    > 'E, przeciez sa receptury 5-10 minutowe, cala masa.'
                                                    > i niech beda. mam awersje od dzisiaj.

                                                    Oj tam, przejdzie ci moze.

                                                    > 'Nawet JA nie zrobie zdjecia bez aparatu. '
                                                    > no, to oczywiste. ale kilka miesiecy poszukiwan to naprawde
                                                    bardzo dlugo

                                                    Dlatego, ze nie mam o tym zielnego pojecia. A parametrow jest
                                                    milion piecset. Moze zaczne od jakiegos Lomo za 150. Nie wiem.

                                                    czul
                                                  • szarylemur alienator alienator 03.07.08, 01:18
                                                    nie da rady z urlopem - specyfika firmy
                                                    ale urlop od pisania o sobie, o swiecie wg mnie chyba zrobie. bo wciaz jest up and down, wiec nic pewnego napisac ani wymyslic nie moge.
                                                    dzieki za slowa otuchy :)))
                                                    napisze za jakis czas - moze nawet jutro, na pewno w weekend.
                                                    przepraszam i pozdrawiam serdecznie :)))


                                                  • szarylemur dezitegracja i glut 07.07.08, 00:40
                                                    sie rusza duzo i bardzo, chyba, nie wiem, moze tak sie caly czas rusza i nic z
                                                    tego ruchu nie wychodzi? taki ruch pozorny, byc moze...
                                                    ---
                                                    silowni nie chce. mam wystarczajaco dobrze wymodelowane miesnie.
                                                    ani wiecej endorfin. piep.rze endorfiny :]
                                                    ---
                                                    'Kiedys jeden psycho mi powiedzial, ze klotnie miedzy rodzenstwem o
                                                    spadek po rodzicach to klotnie w istocie o milosc rodzicow. Kto byl
                                                    kochany najbardziej, kto mniej...'
                                                    to tez, na pewno. ale nie warto lekcewazyc czystofinansowej plaszczyzny konfliktu.

                                                    'Moze chodzi ci o bezpieczenstwo finansowe (normalka), ale tez o
                                                    tesknote za 'nalezytym' rodzicem. '
                                                    o jedno i drugie. juz tyle lat ( jedenascie dokladnie ) zdana jestem sama na
                                                    siebie i jak to spiewali chyba gratefull dead ' good times bad times - noone
                                                    cares for you'
                                                    a tak naprawde to nie wiem czy ktoskolwiek kiedykolwiek rzeczywiscie sie mna
                                                    przejmowal, mna - a nie swoim dzieckiem, jesli wiesz co chce powiedziec.
                                                    no, ale chociaz jakies namiastki byly.
                                                    ---
                                                    'Strach, nieufnosc i cale morze bolu.'
                                                    'ale one sa juz za toba, to przeszlosc przeciez.'
                                                    niby tak, ale ona - ta przeszlosc- stala sie trzonem mojej osobowosci. nawet nie
                                                    to, ze ciagnie sie za mna jak przyglugi cien, raczej - mna jest i juz.
                                                    ---
                                                    'A osiagniecia masz spore - np finansowa niezaleznosc bez niczyjej
                                                    laski i pomocy. Niewiele osob w twoim wieku moze sie tym pochwalic.
                                                    Mi pomagali rodzice.'
                                                    wiesz, ja chyba wolalabym nie moc - lub raczej nie musiec - pocieszac sie ta
                                                    moja samodzielnoscia. bo chwalic to ja sie nie mam za bardzo czym.
                                                    ne tylko dlatego, ze nikt mi nie pomogl, lecz takze dlatego, ze ja nie walczylam
                                                    z jakas szczegolna determinacja.
                                                    ---
                                                    dowcip jest w sam raz na te okazje. w sumie jest bowiem up and down, juz kiedys
                                                    tak bylo, ze jeden dzien spoko, a nastepny - dno.
                                                    i tak jak patrze na siebie z jakiegos tam dystansu, zauwazam ze wlasciwie to
                                                    niewiele sie zmienilam. i watpie, ze w ogole moge sie zmienic.
                                                    bo 1. to nie jest tak ze chciec to moc i juz
                                                    2. moja silna wola jest slaba
                                                    i inne

                                                    duzo tego sie we mnie gniecie, glutuje, zrasta i lamie i wiruje i gnije itd. i
                                                    nie chce mi sie o tym pisac ani rozmawiac z nikim. nie chce mi sie sluchac
                                                    dorych rad ani besztan ani wyrazow litosci czy wspolczucia.
                                                    zrobilam sobie przemeblowanie w pokoju i teraz mam idealny kat do ogladania
                                                    filmow, a mnie do pisania.
                                                    wczoraj obejrzalam persone bergmana i powiem, ze w zyciu czuje sie nieco jak ta
                                                    pielegniarka. a jednoczesnie milcze, nie chce juz/ jeszcze wkladac zadnej maski.
                                                    choc tak sie nie da zyc - bez maski. wiec mam pragnienie posiadania czapki
                                                    niewidki, bycia niewidzialna. itd itp. duzo sie we mnie dzieje chyba, ale na
                                                    pewno nie mam ochoty tego ubierac w zdania zlozone.
                                                    ogladam sobie swiat, ludzi i siebie.
                                                    i z tego wszystkiego swiat jest najladniejszy.
                                                    moze to epizod mizantropiczny? antrofobiczny? nieistotne.
                                                    ---
                                                    aparat
                                                    zacznij chocby i od lomo ( choc nie wiem co to lomo ). wiec inaczej - zacznij od
                                                    czegos dobrego i w rozsadnej cenie. powodzenia :)))

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • bene_gesserit Re: dezitegracja i glut 07.07.08, 00:56
                                                    Laskawie przemysle i odpowiem, tym razem mniej spontanicznie.
                                                    Ewentualnie moge tez sprawdzic, czy da sie jeszcze skads sciagnac
                                                    pare ksiazek, ktore chcialabym zebys przeczytala (mam nadzieje, ze
                                                    przemeblowanie nie przeszkadza w czytaniu?) - przemysl wiec ty, czy
                                                    chcesz je przeczytac (inaczej szkoda mojego trudu, czyz nie) i
                                                    podac mi swoj adres w realu, zebym je (o ile uda mi sie je zdobyc)
                                                    mogla wyslac.

                                                    Och, lemur - zeby te twoje owce w koncu zamilkly. Tego ci zycze.
                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: dezitegracja i glut 07.07.08, 01:36
                                                    'Laskawie przemysle i odpowiem, tym razem mniej spontanicznie.'
                                                    noo, dobra... tylko nie wiem co ' przemyslisz'...

                                                    przemeblowanie jest akurat takze idealne do czytania, wiec jak sie nie
                                                    rozmyslisz to wysle ci adres na priv.

                                                    zeby moje owce zamilkly???

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: dezitegracja i glut 07.07.08, 01:48

                                                    Owce sa ze znakomitej ksiazki i niezlego filmu 'Milczenie owiec'.
                                                    Glowna ich bochaterka jest jedna z moich ulubionych postaci w
                                                    literaturze w ogole.

                                                    O tym, skad jest tytul, dowiadujemy sie, kiedy opowiada ona
                                                    doktorowi Hannibalowi Lecterowi, seryjnemu mordercy i
                                                    wyrafinowanemu psychopacie, ktory jada ludzkie watroby zapijajac
                                                    Chianti, o swoim dziecinstwie.

                                                    Kiedy umiera jej ojciec, zostaje odeslana na farme wujostwa. Czuje
                                                    sie tam bardzo fajnie, sa konie i owce, ktorych doglada. Do czasu,
                                                    kiedy odkrywa, ze wszystkie te zwierzeta po miesiacu na farmie ida
                                                    na rzez. Wtedy kradnie jednego konia i ucieka z farmy. Ale beczenie
                                                    zabijanych owiec slyszy nadal - mimo ze jest dorosla, ten dzwiek
                                                    nadal ja budzi.

                                                    Hannibal: "A więc coś cię obudziło. Co? Coś ci się śniło? Co to
                                                    było?"
                                                    Clarice: "Obudziłam się i usłyszałam krzyk owiec. Obudziłam się w
                                                    ciemności i gdzieś obok przeraźliwie beczały owce."
                                                    Hannibal: "Budzisz się i słyszysz ryk owiec?"
                                                    Clarice: "Tak."
                                                    Hannibal: "I myślisz że koszmar minie jeśli uda ci się uratować
                                                    biedną Catherine, że nie będziesz budzić się w ciemności, słysząc
                                                    ryk zarzynanych owiec?"

                                                    No wiec wlasnie zycze ci tego, czego Lecter zyczyl Clarice: zeby
                                                    owce zamilkly.

                                                    Sprawdze, co uda mi sie sciagnac i oczywiscie ze na priw.
                                                    czul
                                                  • szarylemur bezmozgie yeti 09.07.08, 03:34
                                                    no, tak, historia clarice inspirujaca tylko jakos nie przychodzi mi do glowy
                                                    nic, co ja bym robila, aby w sposob ' rytualny ' te owce uciszyc.

                                                    juz pisalam chyba, ze przez wiele lat snil mi sie goniacy mnie potwor.
                                                    kilka lat temu przysnilo mi sie, ze go zabilam, calkiem, na amen.
                                                    ale to byl tylko sen.

                                                    i tak moge marudzic jeszcze dlugo dlugo ( podobno na mej dloni widac, ze zyc
                                                    bede dlugo tyle ze marudnie, rozdwaja mi sie tez linia glowy ), ale juz mi jakos
                                                    glupio, niedorzecznie, poza tym malo inteligentna dzis jestem, pusta jak
                                                    wydmuszka.

                                                    moze ty bys cos pomarudzila dla odmiany. mozesz tez sie z czegos pocieszyc,
                                                    jesli masz ochote. lub wywlec jakis temat do dyskusji.

                                                    pozdrawiam serdecznie :)))



                                                  • szarylemur ps :) 09.07.08, 03:39
                                                    ale ale
                                                    moje zwierzaki spia sobie razem
                                                    i oswoil mi sie jeszcze jeden kot - bardzo podobny do tego ' tygrysiego' z fotki :)
                                                  • bene_gesserit Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb II 12.05.08, 02:25

                                                    > ale nadal nie wiem, po czym, wg ciebie, znac, ze msqaik nie wie o
                                                    czym mowi, ki
                                                    > edy neguje zasadnosc przezywania smutku czy bolu? dlaczego
                                                    uwazasz, ze on nie m
                                                    > oze posiadac madrosci mistrzow zen ' na wlasnosc'?

                                                    Bo mistrzu, ktory poleca zaprzec sie swoich emocji to dupa, nie
                                                    mistrz. Troche jakby ci ktos powiedzial 'twoje lewe oko jest zle,
                                                    wiec je sobie wylup, albo chociaz udawaj, ze go nie masz'. Dlaczego
                                                    uczucia maja byc zle? Zle moze byc jedynie to, co z nimi robimy.

                                                    > 'Jakie znaczenie maja odpowiedzi na pytania, na ktore nie mozemy
                                                    zdobyc odpowie
                                                    > dzi?' znaczenie subiektywnie rekreatywne, np. podnosze pileczke.
                                                    akurat ta przy
                                                    > ciaga moja uwage.

                                                    No tak, ale to jest tylko/az wymyslanie swiata.

                                                    [roznica nie miedzy tym, co dla nas wazne a tym, co nauczylismy sie
                                                    jako wazne postrzegac]

                                                    > ymm, przypuscmy ze a lazi i zawodzi, ze swiat jest taki paskudny.
                                                    jest w nim ty
                                                    > le zla i niebezpieczenstw.
                                                    > na to przybiega rozpromienione b i szczebiocze ; jaki ten swiat
                                                    jest piekny, ty
                                                    > le cudnosci w nim sie zdarza ciagle, same radosci'
                                                    > jesli a i b uswiadomia sobie ograniczonosc, narzucona wybiorczosc
                                                    swojej percep
                                                    > cji swiata, otworza sie na dostrzeganie w nim jakosci ktore
                                                    wczesniej zostaly o
                                                    > drzucane przez nalozony filtr. byc moze b nie bedzie wcale
                                                    zadowolone z utraty
                                                    > swojej ' naturalnej' perspektywy, ale a - pewnie tak.


                                                    Nie bardzo rozumiem. Nasza 'waznosc' tez jest nauczona, czyli 'to
                                                    co dla nas wazne' tez jest wyuczone - i klapouchosc i solarijnosc.

                                                    [wszechczujnosc meczaca i nieefektywna]
                                                    > 1.dlaczego nieefektywne? to mnie interesuje szczegolnie.

                                                    Z powodu ograniczenia naszego mozgu.
                                                    Ogladalam program autystykach - niektorzy z nich chlona caly swiat
                                                    kazdego dnia od nowa, nic na pamiec. Ale zeby tak miec, trzeba miec
                                                    troche inny mozg.

                                                    > 2.tj: lepszym rozwiazaniem jest puscic cugle i po prostu byc?

                                                    W sensie?

                                                    > a jak ma sie to do bycia ' osobna soba"

                                                    A mozna jasniej?

                                                    > chociaz, pewnie na te pytania odp nie uwidze ;p

                                                    Nie wiem, nie wiem, nie wiem :P
                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb II 12.05.08, 03:31
                                                    'Dlaczego uczucia maja byc zle?'
                                                    hmm, no tylko dlatego, ze jako zle je sobie ustawilismy apriori, wstepnie, aksjomatycznie.
                                                    to chyba tak samo z potrzebami by bylo.

                                                    'Zle moze byc jedynie to, co z nimi robimy.'
                                                    ano wlasnie. wiec jesli ustalimy ze odpowiednia metoda traktowania uczuc bedzie przezywanie ich doglebne, to bedziemy je przezywac jak najdoglebniej umiemy.
                                                    a jesli ustalimy ze odp met traktowania uczuc jest ignorowanie ich, analizowanie ich zrodel i wykorzenianie ich, to w tej sztuce cwieczyc sie bedziemy.
                                                    analogicznie - wobec potrzeb...

                                                    najbezpieczniej, najmniej smiesznie chyba bedzie zachowac zdrowy umiar.
                                                    ---
                                                    'Nasza 'waznosc' tez jest nauczona, czyli 'to co dla nas wazne' tez jest wyuczone - i klapouchosc i solarijnosc.'
                                                    yhm, ale czesc z nas o tym nie wie/nie ma takiego przekonania i to co w sobie znajduje traktuje jako naturalne i niezmienne, swiete wrecz i jedynie sluszne, prawdziwe. wytworzony w dziecinstwie filtr percepcji swiata, traktuje jako sama rzeczywistosc, a w najlepszym z gorszych przypadkow - jako filtr prawidlowy, pozwalajacy widziec swiat adekwatnie.
                                                    w toku rozwoju moga przybywac nam jakies nowe waznosci, nowe spostrzezenia, ale - jesli nie zanegujemy jedynej prawdziwosci tych wczesniejszych, nie bedzie stac nas na to aby je ewentualnie odrzucic, zrewidowac - nie uda sie tez na tych nowych waznosci wlaczyc do naszego starego filtru.
                                                    ---
                                                    'Ogladalam program autystykach - niektorzy z nich chlona caly swiat kazdego dnia od nowa, nic na pamiec. Ale zeby tak miec, trzeba miec
                                                    troche inny mozg.'
                                                    lal, opowiedz o tym wiecej :)
                                                    --
                                                    lepszym rozwiazaniem jest puscic cugle i po prostu byc?

                                                    'W sensie?'
                                                    w sensie braku prob nadzoru nad filtrowaniem. braku zastanawiania sie powtornego i powtornego nad jakas kwestia. braku prob zobaczenia swiata z mniej ' naturalnej' dla nas perspektywy. warto?
                                                    ---
                                                    jak ma sie to do bycia osobna soba?
                                                    tzn: jestem ktora jestem znaczy - jesli nie ingerowalam w siebie probami uswiadomienia, metaogladu, refleksji, zonglowania perspektywa - jestem synergia przeszlych wplywow, czyms w stylu marionetki calkowicie przekonanej o byciu panem wlasnego postepowania. a dalej: wydaje mi sie, ze ' rewolucyjna czujnosc' he he , nalezy utrzymywac stale. nie ma nic gorszego niz okopac sie w swoim grajdolku ''ja wiem lepiej" i puszyc sie jak paw. choc moze to sie nazywa doroslosc w potocznym jezyku?... i moze przegiecie w druga strone tez nie jestes najszczesliwszym rozwiazaniem... ;)

                                                    nos mi sie zapchal juz calkiem i czuje sie jak ryba :(

                                                    CZULKO :)))
                                                  • ja_adam Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb II 12.05.08, 08:13
                                                    Uczucia mają i mogą być projektowane. Tak jak w reklamie, czujemy nagłą potrzebe
                                                    kochania proszku ono który z obsranych gaci zrobi obrus na ołtarzu komunijnym.
                                                    Złe? Hm.dziecko mówi be, dorosły złe...nic się nie zmieniło, ten sam poziom
                                                    rozumienia emocji...

                                                    Aksjologiczne a priori....uwielbiam takie teoretyczne wartościowanie względnego
                                                    absolutyzmu, będące w aspekcie systematyzującym i postulatywnym wyodrębnianiem
                                                    wartości autotelicznych w obrębie statusu ontycznego.
                                                    Ustalić metody poprawnego traktowania uczuć
                                                    -metoda palcowa: wkładamy palec w tyłek i sprawdzamy w lustrze czy na policzkach
                                                    powstaje przebarwienie koloru czerwonego. Jeśli tak nasza postawa wobec uczucia
                                                    napawa nas lękiem który rodzi się z braku wiedzy, doświadczenia- więc uczucie
                                                    które nami targa jest jak najbardziej potrzebne, wzbogaca nasze życie.
                                                    Inaczej mówiąc powinniśmy wsadzić sobie palec głębiej, może nawet i rękę, do
                                                    łokcia...
                                                    -metoda na klapsa: prosimy adwersarza naszych emocji o to by przy.. linijką
                                                    kreślarską centymetrów pięćdziesiąt w karczycho. Jeśli pod wpływem uderzenia
                                                    skłonimy głowę w dół, znaczy że prawda jest dla nas mało istotna, nie dojdzie do
                                                    naszego olśnienia, objawienia. Zwykła strata czasu. Jeśli odwrócisz głowę w
                                                    kierunku jebiącego cie linijką, znaczy, że gość nie ma racji, pieprzy farmazony
                                                    i nie warto wyzwalać w sobie uczuć.
                                                    -metoda doustna: idziemy do spowiedzi, tam prosimy księdza by nam włozył penisa
                                                    w usta. Jeśli mając go w ustach będziesz wstanie powiedzieć na końcu amen,
                                                    dowiesz sie że aksjologia jest równie miękka i podatna na moralne zęby
                                                    spowiadanych przez życie.
                                                    -metoda na psa: bierzesz łopatę, walisz w łepetynkę pierwszego lepszego psa.
                                                    Wrzucasz go do uprzednio wykopanego dołka i zakopujesz się razem z nim (w razie
                                                    kłopotów z samozakopywaniem się możesz poprosić krecika) do szyi. Myślę, że na
                                                    działce pełnej mrówek, kretów przyciąganych przez świeżą juchę zabitego
                                                    psa,będzie to doskonała metoda do ćwiczeń emocji.
                                                    Umiar, ważność i co...kłapouchość- .. jesteś, o tym nie pomyślałem.

                                                    czułko...
                                                    bo się zeszczam
                                                  • szarylemur Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb II 12.05.08, 15:39
                                                    'Uczucia mają i mogą być projektowane. '
                                                    znaczy: sa i moga?
                                                    jesli tak, to zgoda.
                                                    'Złe? Hm.dziecko mówi be, dorosły złe...nic się nie zmieniło, ten sam poziom
                                                    rozumienia emocji...'
                                                    nie, nie ten sam. dziecko jest spontaniczne, osad dokonywany jest ze wzgledu na
                                                    przyjemnosc lub jej brak odnosnie jakiegos bodzca.
                                                    dla doroslego natomiast to co przyjemne niekoniecznie bedzie dobre, a to co w
                                                    sposob prosty nieprzyjemne - niekoniecznie zle. chyba, ze dorosly jest wyznawca
                                                    hedonizmu, ale przeciez nie dotyczy to ogolu doroslych.

                                                    'Aksjologiczne a priori....uwielbiam takie teoretyczne wartościowanie względnego
                                                    absolutyzmu, będące w aspekcie systematyzującym i postulatywnym wyodrębnianiem
                                                    wartości autotelicznych w obrębie statusu ontycznego. '
                                                    eee, tak mi sie zdaje, nie wiem czemu ;), ze w zakresie aksjologii
                                                    wartosciowanie odbywa sie glownie apriori. zawsze musimy przyjac jakies
                                                    nienegowalne twierdzenie wstepne odnosnie tego, co jest wartosciowe a co nie,
                                                    potem mozemy system rozbudowac, a nawet pokusic sie o jakies metody
                                                    eksperymetalnej diagnozy slusznosci tego systemu.
                                                    a czy ' wzgledny absolutyzm' jest czyms wiecej niz gra slowna z twojej strony?
                                                    dalej oczywiscie mozemy sie pobawic w okreslenie, ktore wartosci sa autoteliczne
                                                    a ktore prowadza, odnosza sie do innych wartosci. a jeszcze dalej, a moze i
                                                    wczesniej, pozapytywac sie o ich status bytowy.
                                                    fajnie, ze to uwielbiasz, ale czy ja cokolwiek na ten temat pisalam w poscie, na
                                                    ktory odpowiadzasz?
                                                    no, moze troche..,, tyle ze ja nie prowadze tu zadnej osobistej klasyfikacji
                                                    odnosnie uczuc --->
                                                    'Ustalić metody poprawnego traktowania uczuć'
                                                    no wlasnie ja tego tutaj ( jeszcze) nie robie, staram sie tylko pokazac ze
                                                    istnieje mozliwosc odmiennego wartosciowania ich waznosci.

                                                    twoje metody na niewiele sie zdadza, jesli nad wszystkimi odczuciami postawisz
                                                    silne przekonanie o zbawczej koniecznosci ignorowania uczuc, odczuc, emocji.
                                                    ---
                                                    moge okrecic wode w kranie, jesli masz trudnosci z wydalaniem moczu.
                                                    ale pewnie wystarczy ci to co pisze ;)
                                                  • bene_gesserit Re: potrzeba wyzbycia sie potrzeb II 13.05.08, 01:49
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'Dlaczego uczucia maja byc zle?'
                                                    > hmm, no tylko dlatego, ze jako zle je sobie ustawilismy apriori,
                                                    wstepnie, aksj
                                                    > omatycznie.
                                                    > to chyba tak samo z potrzebami by bylo.

                                                    No wiec to jest tak glupie jak glupie jest ustawienie jako zlej
                                                    reki, oka albo prawego posladka.

                                                    > 'Zle moze byc jedynie to, co z nimi robimy.'
                                                    > ano wlasnie. wiec jesli ustalimy ze odpowiednia metoda
                                                    traktowania uczuc bedzie
                                                    > przezywanie ich doglebne, to bedziemy je przezywac jak
                                                    najdoglebniej umiemy.
                                                    > a jesli ustalimy ze odp met traktowania uczuc jest ignorowanie
                                                    ich, analizowani
                                                    > e ich zrodel i wykorzenianie ich, to w tej sztuce cwieczyc sie
                                                    bedziemy.
                                                    > analogicznie - wobec potrzeb...

                                                    Co, jak dowodzi praktyka, _zawsze_ szkodzi, obojetnie od tego, w co
                                                    kto wierzy.

                                                    > najbezpieczniej, najmniej smiesznie chyba bedzie zachowac zdrowy
                                                    umiar.

                                                    Jassne. Zamiast niewyplakalnych dzieci w komorkach pod schodami
                                                    trzymac ich cienie. Kompromisik.
                                                    To tak jakby zaszyc rane, ktora jest nie do konca oczyszczona.

                                                    > 'Nasza 'waznosc' tez jest nauczona, czyli 'to co dla nas wazne'
                                                    tez jest wyuczo
                                                    > ne - i klapouchosc i solarijnosc.'
                                                    > yhm, ale czesc z nas o tym nie wie/nie ma takiego przekonania i
                                                    to co w sobie z
                                                    > najduje traktuje jako naturalne i niezmienne, swiete wrecz i
                                                    jedynie sluszne, p
                                                    > rawdziwe. wytworzony w dziecinstwie filtr percepcji swiata,
                                                    traktuje jako sama
                                                    > rzeczywistosc, a w najlepszym z gorszych przypadkow - jako filtr
                                                    prawidlowy, po
                                                    > zwalajacy widziec swiat adekwatnie.

                                                    Dlatego kazdego nalezaloby przepuscic przez oboz typu survival
                                                    asertywnosci. Gdzie by pojal, ze dysponuje pogladami, nie prawda i
                                                    swoja wizja swiata, nie obiektywnym spojrzeniem Boga. O ile on
                                                    takie ma.

                                                    > w toku rozwoju moga przybywac nam jakies nowe waznosci, nowe
                                                    spostrzezenia, ale
                                                    > - jesli nie zanegujemy jedynej prawdziwosci tych wczesniejszych,
                                                    nie bedzie st
                                                    > ac nas na to aby je ewentualnie odrzucic, zrewidowac - nie uda
                                                    sie tez na tych
                                                    > nowych waznosci wlaczyc do naszego starego filtru.

                                                    No to dokladnie tak dziala. I to dziala w 90% tak na oko poza
                                                    swiadomoscia.

                                                    > 'Ogladalam program autystykach - niektorzy z nich chlona caly
                                                    swiat kazdego dni
                                                    > a od nowa, nic na pamiec. Ale zeby tak miec, trzeba miec
                                                    > troche inny mozg.'
                                                    > lal, opowiedz o tym wiecej :)

                                                    Wiecej to nie pamietam, bo ogladalam i prasowalam, wiec sie nei
                                                    skupilam :)

                                                    > lepszym rozwiazaniem jest puscic cugle i po prostu byc?
                                                    >
                                                    > 'W sensie?'
                                                    > w sensie braku prob nadzoru nad filtrowaniem. braku zastanawiania
                                                    sie powtorneg
                                                    > o i powtornego nad jakas kwestia. braku prob zobaczenia swiata z
                                                    mniej ' natura
                                                    > lnej' dla nas perspektywy. warto?

                                                    To zalezy, czego sie chce.
                                                    Bez watpienia walka z automatyzmami jest trudna, bolesna i kosztuje
                                                    duzo energii. Oraz skazana na porazke, bo my na automatyzmy
                                                    jestesmy skazani. Wiec nie kazdy sie ma ochote jej podjac.

                                                    > jak ma sie to do bycia osobna soba?
                                                    > tzn: jestem ktora jestem znaczy - jesli nie ingerowalam w siebie
                                                    probami uswiad
                                                    > omienia, metaogladu, refleksji, zonglowania perspektywa - jestem
                                                    synergia przes
                                                    > zlych wplywow, czyms w stylu marionetki calkowicie przekonanej o
                                                    byciu panem wl
                                                    > asnego postepowania. a dalej: wydaje mi sie, ze ' rewolucyjna
                                                    czujnosc' he he ,
                                                    > nalezy utrzymywac stale. nie ma nic gorszego niz okopac sie w
                                                    swoim grajdolku
                                                    > ''ja wiem lepiej" i puszyc sie jak paw. choc moze to sie nazywa
                                                    doroslosc w pot
                                                    > ocznym jezyku?... i moze przegiecie w druga strone tez nie jestes
                                                    najszczesliws
                                                    > zym rozwiazaniem... ;)

                                                    Mysle, ze jestem na tej sciezce i nie ma mozliwosci przegiecia w
                                                    druga strone - dlatego, ze ciagle dzieje sie cos, co bolesnie
                                                    sprowadza mnie do parteru, tzn odkrywam jakies swoje uprzedzenie,
                                                    stereotypizacje itd. To jak smok z siedmioma glowami - na miejsce
                                                    odcietej zaraz wyrastaja nowe.

                                                    > nos mi sie zapchal juz calkiem i czuje sie jak ryba :(

                                                    Sprobuj parowki - ziola zaparz duza iloscia wrzatku w misce albo
                                                    garnku, pochyl sie nad tym, nakryj calosc recznikiem i tak siedz
                                                    (jak glupia) ze 15 minut. Moze ci sie odblokowac.

                                                    CZULKO
                                                  • szarylemur kompromisik ze smokiem 14.05.08, 02:01
                                                    uczucia
                                                    aprioryczne ustawianie uczuc ' zlymi' jest glupie.
                                                    zgoda
                                                    ---
                                                    praktyka dowodzi ze ignorowanie uczuc zawsze szkodzi.
                                                    zgoda
                                                    ---
                                                    ale oba - imo, choc mniemam ze mam ogolna racje
                                                    ---
                                                    kompromisik
                                                    ano, kompromisik. nie widze potrzeby ani sensu calkowitego oddania sie we
                                                    wladanie uczuciom.
                                                    choc czasem mam na to ochote ;)
                                                    i chyba ty tez nie jestes piewca irracjonalizmu. a moze jestes? nie wiem, powiedz
                                                    dla mnie idealnie byloby tak:
                                                    wysluchac uczuc wysluchac rozumu i jakos wywazyc te racje
                                                    mniemam ze o to chodzi ' doroslemu'
                                                    nie zawsze potrafie
                                                    ---
                                                    'Dlatego kazdego nalezaloby przepuscic przez oboz typu survival asertywnosci.
                                                    Gdzie by pojal, ze dysponuje pogladami, nie prawda i swoja wizja swiata, nie
                                                    obiektywnym spojrzeniem Boga. O ile on takie ma.'
                                                    ze tak patosem po oczach drapne: zycie jest wlasnie takim obozem survivalu.
                                                    niektorzy jednak okazuja sie zadziwiajaco odporni na natlok bodzcow. a moze taka
                                                    ich obrona, strategia przetrwania... wierzyc, wbrew wszystkiemu, i to
                                                    niekoniecznie w cos pochodzacego od osobowego boga.
                                                    moze to wrecz ogolna strategia przetrwania, tylko odmiany wiary, przedmiot
                                                    najglebszych przekonan bywa mniej lub bardziej osobisty? powtarzam sie, pisalam
                                                    juz o tym. pewnie pisze o tym, w co wierze ;)...
                                                    ---
                                                    'Bez watpienia walka z automatyzmami jest trudna, bolesna i kosztuje duzo
                                                    energii. Oraz skazana na porazke, bo my na automatyzmy jestesmy skazani. Wiec
                                                    nie kazdy sie ma ochote jej podjac.'
                                                    ano, wlasnie, w sumie pewnie wyglada to tak, ze po okresie buntu wobec starych
                                                    krepujacych nas automatyzmow, nawracamy sie na jakas zywa wiare, zakladamy sobie
                                                    nowe okularki na nosek i znow zaczynamy gnac na przod, pewni ze ' tym razem cos
                                                    musi sie udac'... az zywa wiara nie zamieni sie w wyalienowany od nas schemat,
                                                    filtr ... i tak to idzie, jak w rewolucjach naukowych u khuna albo - w wersji
                                                    beznadziejnej - jak w tym ' repete' troche...
                                                    ale ... moze jednak jest jakas wartosc w tych syzyfowych probach zastapienia
                                                    schematu prawdziwoscia, a przynajmniej - mniej aktulanego schematu, schematem,
                                                    filtrem bardziej adekwatnym do danego stadium naszego rozwoju? to samo odnosnie
                                                    persony, maski.
                                                    zluszczac sie i odrzucac przymala wylinke co jakis czas, warto, moim zdaniem.
                                                    a kiedy piszesz, ze walka z automatyzmami skazana jest na porazke i dlatego nie
                                                    kazdy ma ochote ja podejmowac, wlacza mi sie zaczepny usmieszek " a pamietasz co
                                                    mowilas na moja ' marnosc nad marnosciami'?' ;)
                                                    tak sie zamienilysmy miejscami na korcie... juz kilka razy zreszta tylko w
                                                    innych momentach, tematach :)
                                                    ---
                                                    bycie osobna soba, czujnosc jako "smok z siedmioma glowami - na miejsce
                                                    odcietej zaraz wyrastaja nowe."
                                                    heh, tez tak mialam kiedys. i pewnie wroci nie raz.
                                                    oswoic smoka byloby fajniej :)))
                                                    ---
                                                    dziekuje za troske i rady zdrowotne :)szczerze :)
                                                    to mile:) i skuteczne :)

                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: kompromisik ze smokiem 15.05.08, 02:06
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > uczucia
                                                    > aprioryczne ustawianie uczuc ' zlymi' jest glupie.
                                                    > zgoda
                                                    > ---
                                                    > praktyka dowodzi ze ignorowanie uczuc zawsze szkodzi.
                                                    > zgoda
                                                    > ---
                                                    > ale oba - imo, choc mniemam ze mam ogolna racje
                                                    > ---
                                                    > kompromisik
                                                    > ano, kompromisik. nie widze potrzeby ani sensu calkowitego
                                                    oddania sie we
                                                    > wladanie uczuciom.

                                                    Nikt tego nie postuluje.
                                                    Zreszta przezywanie uczuc wcale nie na tym polega. Oddaje sie
                                                    uczuciom dziecko - jak rozwalone kolanko albo lodow dzis nie
                                                    dostaniesz, to cale jest wyciem i zloscia. Jak idziemy do parku i
                                                    mozesz sie bujac ile zechcesz to cale jest radoscia. Dorosly tak
                                                    nie ma.

                                                    > choc czasem mam na to ochote ;)

                                                    Czasem twoje dziecko ma na ciebie ochote w sensie przejecia wladzy.

                                                    > i chyba ty tez nie jestes piewca irracjonalizmu. a moze jestes?

                                                    Piewczynia, jesli juz.
                                                    Bo ja wiem?

                                                    nie wiem, powie
                                                    > dz
                                                    > dla mnie idealnie byloby tak:
                                                    > wysluchac uczuc wysluchac rozumu i jakos wywazyc te racje
                                                    > mniemam ze o to chodzi ' doroslemu'
                                                    > nie zawsze potrafie

                                                    To sa umiejetnosci z terapii.
                                                    I dokladnie tak to ma wygladac. Tzn procz wysluchania trzeba ukoic,
                                                    poglaskac sie po glowce. Jesli nie zawsze potrafisz, to znaczy ze
                                                    czasem potrafisz. Na twoim miejscu rozwazylabym, czemu czasem
                                                    potrafisz a czasem nie. Co jest czynnikiem, ktory o tym decyduje.

                                                    [survival asertywnosci]
                                                    > ze tak patosem po oczach drapne: zycie jest wlasnie takim obozem
                                                    survivalu.
                                                    > niektorzy jednak okazuja sie zadziwiajaco odporni na natlok
                                                    bodzcow. a moze tak
                                                    > a
                                                    > ich obrona, strategia przetrwania... wierzyc, wbrew wszystkiemu,
                                                    i to
                                                    > niekoniecznie w cos pochodzacego od osobowego boga.
                                                    > moze to wrecz ogolna strategia przetrwania, tylko odmiany wiary,
                                                    przedmiot
                                                    > najglebszych przekonan bywa mniej lub bardziej osobisty?
                                                    powtarzam sie, pisala
                                                    > m
                                                    > juz o tym. pewnie pisze o tym, w co wierze ;)...

                                                    Kazda wiara jest wyborem. Jesli ktos nie chce roznych rzeczy, ktore
                                                    do jego wizji nie pasuja, zobaczyc, to znaczy ze z niezobaczenia
                                                    ich cos osiaga.

                                                    [walka z automatyzmami porazką]
                                                    > ano, wlasnie, w sumie pewnie wyglada to tak, ze po okresie buntu
                                                    wobec starych
                                                    > krepujacych nas automatyzmow, nawracamy sie na jakas zywa wiare,
                                                    zakladamy sobi
                                                    > e
                                                    > nowe okularki na nosek i znow zaczynamy gnac na przod, pewni ze '
                                                    tym razem cos
                                                    > musi sie udac'...

                                                    To raczej (u mnie) jest inaczej - tzn odkrywam coraz glebsze pietra
                                                    (w dol) w tym wszystkim.

                                                    az zywa wiara nie zamieni sie w wyalienowany od nas schemat,
                                                    > filtr ... i tak to idzie, jak w rewolucjach naukowych u khuna
                                                    albo - w wersji
                                                    > beznadziejnej - jak w tym ' repete' troche...
                                                    > ale ... moze jednak jest jakas wartosc w tych syzyfowych probach
                                                    zastapienia
                                                    > schematu prawdziwoscia, a przynajmniej - mniej aktulanego
                                                    schematu, schematem,
                                                    > filtrem bardziej adekwatnym do danego stadium naszego rozwoju?

                                                    Oczywiscie, ze tak. Sama swiadomosc ciasnoty to bardzo duzo. NOi
                                                    codzienne male zwyciestwa. Partyzantka to tez jakas metoda.

                                                    to samo odnosnie
                                                    > persony, maski.
                                                    > zluszczac sie i odrzucac przymala wylinke co jakis czas, warto,
                                                    moim zdaniem.
                                                    > a kiedy piszesz, ze walka z automatyzmami skazana jest na porazke
                                                    i dlatego nie
                                                    > kazdy ma ochote ja podejmowac, wlacza mi sie zaczepny usmieszek "
                                                    a pamietasz c
                                                    > o
                                                    > mowilas na moja ' marnosc nad marnosciami'?' ;)

                                                    Heroizm to marnosc? Bo nie bojmy sie wielkich slow.

                                                    > tak sie zamienilysmy miejscami na korcie... juz kilka razy
                                                    zreszta tylko w
                                                    > innych momentach, tematach :)

                                                    A to nie wiem, ale nie tu.

                                                    > ---
                                                    > bycie osobna soba, czujnosc jako "smok z siedmioma glowami - na
                                                    miejsce
                                                    > odcietej zaraz wyrastaja nowe."
                                                    > heh, tez tak mialam kiedys. i pewnie wroci nie raz.
                                                    > oswoic smoka byloby fajniej :)))

                                                    Nie, byloby latwiej, a w zyciu nie o to chodzi. Tak?

                                                    > ---
                                                    > dziekuje za troske i rady zdrowotne :)szczerze :)
                                                    > to mile:) i skuteczne :)

                                                    Jestem otoczona niezaleznymi ludzmi, wiec dobrze moc sie na kims
                                                    powyzywac w sensie rad. Dzieki :)

                                                    czulko
                                                  • szarylemur aureliusz, marek 15.05.08, 03:35
                                                    okej, nie postulujesz zatem 'neurotycznego powrotu do dziecinnego sposobu
                                                    przezywania swiata" jako jedynej opcji - swietnie.
                                                    tylko czemu, kiedy ja mowie o kompromisie miedzy uczuciami a rozumem, zakladasz
                                                    ze chodzi mi o jakies zamykanie 'dzieci' w 'komorkach'?

                                                    czym w ogole wg ciebie jest ' przezywanie' uczuc'?
                                                    nadal tego nie lapie, ja glupia ;|
                                                    ---
                                                    'piewczynia'
                                                    okej, moze byc i piewczynia. dla mnie - zero roznicy, naprawde.
                                                    ---
                                                    kompromis miedzy uczuciami a rozumem.
                                                    mozna sie tego nauczyc na terapii, ale mozna i poza nia. ktos to przeciez kiedys
                                                    jakos wymyslil, bez uprzedniej terapii...
                                                    nie trzeba tez koniecznie terapii po to, by dac ' wolnosc slowa' dziecku.
                                                    odnosze wrazenie, ze wg ciebie bez terapii ani rusz, ze nie ma innych
                                                    przewodnikow niz terapeuci, ze kazdy czlowiek przed terapia tlumi i dusi wewn
                                                    dziecko.
                                                    nie zgadzam sie z tym, oczywiscie. terapia moze niektorym byc niezbedna,
                                                    niektorym pomocna, a inni bez niej wiedza lub dochodza do wnioskow jakie podsuwa
                                                    terapia.
                                                    ---
                                                    czemu czasem potrafie a czasem nie - wywazyc uczucia i rozum? zalezy od
                                                    sytuacji, po prostu. z niektorymi radze sobie calkiem dobrze, z innymi - gorzej.
                                                    tak jak i czasem sie staram , a czasem nie mam sily lub ochoty sie starac i
                                                    ulegam automatyzmowi. nie ma jednego czynnika, a przynajmniej ja go nie
                                                    dostrzegam. czasem po prostu sytuacje neurotycznie przenosza mnie w przeszlosc i
                                                    odbebniam schemat. stres ma tu duze znaczenie, co jeszcze nie znaczy ze w kazdej
                                                    stresowej sytuacji ' sie uwsteczniam', polaryzuje. wiele czynnikow razem, w
                                                    jakichs proporcjach konkretnych zapewne ma na to wplyw.
                                                    ---
                                                    'Jesli ktos nie chce roznych rzeczy, ktore do jego wizji nie pasuja, zobaczyc,
                                                    to znaczy ze z niezobaczenia ich cos osiaga.'
                                                    yhm, innymi slowy : jak nasz znajomy axel - jest niegotowy na nastepny etap podrozy.
                                                    ---
                                                    'Heroizm to marnosc? '
                                                    eh, taki syzyfowy ten herozim, ale moze tym bardziej - heroizm.
                                                    ale nie o to chodzilo.
                                                    piszesz ze walka ze schematami, automatyzmami grozi porazka, moze/ ogolnie, z
                                                    dalekiej perspektywy/ byc lub jest daremna. piszesz, ze nie kazdy ma ja ochote,
                                                    odwage podejmowac. ' marnosc nad marnosciami' to odniesienie do daremnosci,
                                                    syzyfowosci tych wysilkow.
                                                    syzyfowosc mozna uznac i za marnosc i za heroizm. zalezy z jak daleka sie popatrzy.
                                                    prolife bedzie spojrzec z wystarczajaco daleka ale z nie za daleka. cos miedzy
                                                    mrowka a bogiem, tak zeby nie zatracic widzenia sensu, poprawy, rozwoju, w tym
                                                    calym pokonywaniu przeszkod i osiaganiu nowych levelow.
                                                    ---
                                                    latwiej byloby oswoic smoka? taak?
                                                    moze metaforycznie - bylaby to lepsza, skuteczniejsza metoda poradzenia sobie z
                                                    problemem namnazajacych sie po odcieciu glow?
                                                    ale to inna sciezka - to cos w stylu wielbladziego meczennictwa, pokory,
                                                    godzenia sie z tym, co przerasta nasza moc.
                                                    praktycznie - wobec mniejszych smokow wybieramy metode odcinania glow.
                                                    eliminujemy problemy, na miejsce ktorych powstaja nowe problemy. no, i dobrze,
                                                    niech tak bedzie, w koncu jakos nas to popycha naprzod, tudziez - glebiej.
                                                    jest jeszcze jedna opcja: moze by tak wyrwac smokowi serce?
                                                    ale jesli problemem jest zycie samo w sobie, badz my, to raczej odpada : ].wiec
                                                    walczmy
                                                    ... z cytatem z aureliusza, marka, na czarna godzine ; ]
                                                    i tu masz odp na to czy ' byloby latwiej'...
                                                    wszystko ma swoja cene, jakby to merkantylnie nie zabrzmialo, wiec w sumie -
                                                    trudno mi to ocenic...
                                                    ---
                                                    'Jestem otoczona niezaleznymi ludzmi, wiec dobrze moc sie na kims powyzywac w
                                                    sensie rad. Dzieki :)'
                                                    hmm, juz rozumiem co mogloby grozic twojemu dziecku Niespelniony Autorytecie (
                                                    kwasny usmiech)
                                                    mojemu groziloby zalanie potokiem rzesistych slow... ;]


                                                    pozdrawiam

                                                  • bene_gesserit Re: aureliusz, marek 16.05.08, 00:32
                                                    W pasku 'sortuj' ustawiaj sobie, jak juz wejdziesz, opcje 'od
                                                    najnowszego, bo ci sie gubi:

                                                    tinyurl.com/5eekjw
                                                    Chyba ze to specjalnie?
                                                  • szarylemur Re: aureliusz, marek 16.05.08, 01:07
                                                    gubi mi sie na ogol sporo rzeczy, ale zazwyczaj sie odnajduja.
                                                    odpisalam na ten, bo ... juz nie pamietam.
                                                    plan byl aby odp na oba, chyba, ale juz nie dalam rady.
                                                    czy sprawia ci to roznice? czy sa tam jakies tresci na ktore nalezaloby odp w
                                                    kolejnosci chronologicznej?
                                                  • bene_gesserit Re: aureliusz, marek 17.05.08, 01:39
                                                    Nie sprawia mi to zadnej roznicy, ale raz juz jedna polowa ci umkła
                                                    na amen, wiec ten. Odpowiadajmy sobie moze na polowki na zmiane,
                                                    co? Wiecej czasu na myslenie i wiecej na spanie?
                                                  • bene_gesserit Re: aureliusz, marek 17.05.08, 02:12
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > okej, nie postulujesz zatem 'neurotycznego powrotu do dziecinnego
                                                    sposobu
                                                    > przezywania swiata" jako jedynej opcji - swietnie.
                                                    > tylko czemu, kiedy ja mowie o kompromisie miedzy uczuciami a
                                                    rozumem, zakladasz
                                                    > ze chodzi mi o jakies zamykanie 'dzieci' w 'komorkach'?

                                                    A to wyjasnij, jak by mial ten kompromis wygladac, bo widac nie
                                                    rozumiem.

                                                    > czym w ogole wg ciebie jest ' przezywanie' uczuc'?
                                                    > nadal tego nie lapie, ja glupia ;|

                                                    Przezywanie uczuc polega na, hm, ich przezywaniu.
                                                    To znaczy jak jest mi smutno, to jestem smutna. Oczywiscie, jesli
                                                    ide do pracy w tym smutku, to zakladam inna czesc mojej Persony,
                                                    profesjonalna i cool i ten smutek chowam. Ale tylko na ten
                                                    konieczny czas, bo kiedy bede mogla, to sobie go wyciagne.

                                                    Przezywanie uczuc nie polega na ich metkowaniu jako 'zle' albo, bo
                                                    ja wiem - 'niekobiece'. Kiedy mam wkurw, wku..am sie. Moge
                                                    najwyzej starac sie, aby sie wku..ac konstruktywnie.

                                                    > 'piewczynia'
                                                    > okej, moze byc i piewczynia. dla mnie - zero roznicy, naprawde.

                                                    Zadne zero, zadne.
                                                    O damskie koncowki bede walczyc dopoki mi starczy palcow.

                                                    > kompromis miedzy uczuciami a rozumem.
                                                    > mozna sie tego nauczyc na terapii, ale mozna i poza nia. ktos to
                                                    przeciez kiedy
                                                    > s
                                                    > jakos wymyslil, bez uprzedniej terapii...

                                                    No tak, ale podazajac ta sciezka, moznaby zalozyc, ze skoro ktos
                                                    kiedys wymyslil kolo... aspiryne... prad, to po co z nich
                                                    korzystac, skoro moge 'ja sama'.
                                                    Ja tam wole gotowe, jesli jest, noale jak se kto lubi zycie
                                                    utrudniac...
                                                    ;P
                                                    (jes indid, akurat tu pije do ciebie)

                                                    > nie trzeba tez koniecznie terapii po to, by dac ' wolnosc slowa'
                                                    dziecku.
                                                    > odnosze wrazenie, ze wg ciebie bez terapii ani rusz, ze nie ma
                                                    innych
                                                    > przewodnikow niz terapeuci, ze kazdy czlowiek przed terapia tlumi
                                                    i dusi wewn
                                                    > dziecko.
                                                    > nie zgadzam sie z tym, oczywiscie.

                                                    Oczywiscie pleciesz, bez obrazy.
                                                    Imo kazdy czlowiek dusi wewnetrzne dziecko, bo taki nas obowiazuje
                                                    model wychowania. Owszem. Udowodnij, ze jest inaczej, bo ja wsrod
                                                    swoich licznych doprawdy bardziej znanych jakos w zyciu nie
                                                    natknelam sie na kogos wychowanego bez duszenia.
                                                    Pomoca w zmianach nie musi byc terapeuta. Moze byc kto inny. Ale
                                                    malo jest przyjaciol, ktorzy potrafia pomoc calosciowo. Osob z
                                                    gruntowna wiedza psycholo, rozwinietych w paru dziedzinach, ludzi
                                                    odpowiedzialnych, z otwartym sercem i glowa, nieoceniajacych i
                                                    znajacych rozne narzedzia do radzenia sobie z trudnosciami, poza
                                                    tym posiadajacych gruntowna wiedze o zaburzeniach.
                                                    Nie twierdze, ze takich ludzi 'w cywilu' nie ma. Obawiam sie
                                                    jednak, ze zdarzaja sie dosc rzadko. Oraz, jesli juz, to
                                                    niekoniecznie znowu mogliby miec ochote na zwiazek mistrz-uczen czy
                                                    nauczyciel-uczen czy co tam. Albo nawet jakikolwiek. Oraz, jesli
                                                    juz, to o co zaklad, ze oni sami sa po terapii. He. He.
                                                    A terapeucie zaplacisz - i jest twoj. Imo to genialnie urzadzone.

                                                    terapia moze niektorym byc niezbedna,
                                                    > niektorym pomocna, a inni bez niej wiedza lub dochodza do
                                                    wnioskow jakie podsuw
                                                    > a
                                                    > terapia.

                                                    No to byc moze, ale co z tego?
                                                    Ja bym moze doszla do roznych wnioskow i roznych punktow w moim
                                                    zyciu sama, ale nastapiloby to jak sadze jakies 20 lat pozniej.
                                                    Troche pozno na Wielka Milosc np i na pare innych rzeczy. Troche
                                                    szkoda czasu.

                                                    > czemu czasem potrafie a czasem nie - wywazyc uczucia i rozum?
                                                    zalezy od
                                                    > sytuacji, po prostu. z niektorymi radze sobie calkiem dobrze, z
                                                    innymi - gorzej
                                                    > .

                                                    Mi chodzilo o to, zebys moze wylowila jakis pstryczek, cos co
                                                    decyduje o tym, czemu czasem tak, a czasem nie.
                                                    Np ze cisnienie jest niskie. Albo ze sa uczucia z ktorymi sobie
                                                    radzisz, a z innymi nie. Albo ze jak ci sie cos projektuje. Takie
                                                    tam. Jak chcesz.

                                                    > tak jak i czasem sie staram , a czasem nie mam sily lub ochoty
                                                    sie starac i
                                                    > ulegam automatyzmowi. nie ma jednego czynnika, a przynajmniej ja
                                                    go nie
                                                    > dostrzegam. czasem po prostu sytuacje neurotycznie przenosza mnie
                                                    w przeszlosc
                                                    > i
                                                    > odbebniam schemat. stres ma tu duze znaczenie, co jeszcze nie
                                                    znaczy ze w kazde
                                                    > j
                                                    > stresowej sytuacji ' sie uwsteczniam', polaryzuje. wiele
                                                    czynnikow razem, w
                                                    > jakichs proporcjach konkretnych zapewne ma na to wplyw.

                                                    Moje intuicyjne sensory wyczuwaja tu zmeczenie fizyczne.
                                                    Wiem, ze wykonujesz wykanczajaca robote. Pewnie do tego nie dbasz o
                                                    siebie, nie prowadzisz regularnego trybu zycia, palisz jak smoczyca
                                                    i w ogole i zazywasz malo pozapracowego ruchu.
                                                    To sie po trzydziestce zaczyna mscic na psychice mocno. Takie jest
                                                    moje doswiadczenie.

                                                    ...
                                                    > 'Heroizm to marnosc? '
                                                    > eh, taki syzyfowy ten herozim, ale moze tym bardziej - heroizm.

                                                    No wlasnie! Polskie tradycje - okopy Swietej Trojcy i z szabelka na
                                                    czolgi!
                                                    (ironizuje)
                                                    Ale tak, o to mi chodzilo.

                                                    > ale nie o to chodzilo.

                                                    hehehe.

                                                    > piszesz ze walka ze schematami, automatyzmami grozi porazka,
                                                    moze/ ogolnie, z
                                                    > dalekiej perspektywy/ byc lub jest daremna. piszesz, ze nie kazdy
                                                    ma ja ochote
                                                    > ,
                                                    > odwage podejmowac. ' marnosc nad marnosciami' to odniesienie do
                                                    daremnosci,
                                                    > syzyfowosci tych wysilkow.
                                                    > syzyfowosc mozna uznac i za marnosc i za heroizm. zalezy z jak
                                                    daleka sie popat
                                                    > rzy.

                                                    No nie, ona nie jest syzyfowa w 100%. Imo marnych pare procet to
                                                    juz jest duzo. A im bardziej sie pracuje nad tym, tym to 100% sie
                                                    kurczy. I chociaz wiemy, ze powiedzmy 70% bedzie ciagle schowanych,
                                                    to wyszarpniecie tej niemal 1/3 to juz jest cos.

                                                    > prolife bedzie spojrzec z wystarczajaco daleka ale z nie za
                                                    daleka. cos miedzy
                                                    > mrowka a bogiem, tak zeby nie zatracic widzenia sensu, poprawy,
                                                    rozwoju,

                                                    Cos miedzy mrowka a bogiem to wlasnie jestesmy my. Powiedzmy.

                                                    > ---
                                                    > latwiej byloby oswoic smoka? taak?
                                                    > moze metaforycznie - bylaby to lepsza, skuteczniejsza metoda
                                                    poradzenia sobie z
                                                    > problemem namnazajacych sie po odcieciu glow?

                                                    Zaplatalam sie w tej metaforze.

                                                    > ale to inna sciezka - to cos w stylu wielbladziego meczennictwa,
                                                    pokory,
                                                    > godzenia sie z tym, co przerasta nasza moc.
                                                    > praktycznie - wobec mniejszych smokow wybieramy metode odcinania
                                                    glow.
                                                    > eliminujemy problemy, na miejsce ktorych powstaja nowe problemy.
                                                    no, i dobrze,
                                                    > niech tak bedzie, w koncu jakos nas to popycha naprzod, tudziez -
                                                    glebiej.
                                                    > jest jeszcze jedna opcja: moze by tak wyrwac smokowi serce?

                                                    Terapia!

                                                    He
                                                    he
                                                    he
                                                    .

                                                    Nieno, powaznie mowie.

                                                    > ale jesli problemem jest zycie samo w sobie, badz my, to raczej
                                                    odpada : ]

                                                    Zycie samo w sobie -> Aureliusz.
                                                    My -> terapia & Co.

                                                    .wiec
                                                    > walczmy
                                                    > ... z cytatem z aureliusza, marka, na czarna godzine ; ]

                                                    Nnonie, to akurat mozna sobie codziennie powtarzac. W koncu to
                                                    modlitwa, dozwolone jest.

                                                    > 'Jestem otoczona niezaleznymi ludzmi, wiec dobrze moc sie na kims
                                                    powyzywac w
                                                    > sensie rad. Dzieki :)'
                                                    > hmm, juz rozumiem co mogloby grozic twojemu dziecku Niespelniony
                                                    Autorytecie (
                                                    > kwasny usmiech)

                                                    E, nie - jestem zasluzona niania, operka i czym tam. Dzieci pod
                                                    moja reka znaly mores, ale i samodzielnosc - w tym samodzielnosc
                                                    myslenia i czynienia. Tyle, ze w stosunku do swoich dzieci to sie
                                                    ma inaczej, niz jednak do cudzych.
                                                    A autorytetem jestem. Kulinarnym. Mimo dziur w wiedzy.

                                                    > mojemu groziloby zalanie potokiem rzesistych slow... ;]

                                                    Horror vacui?
                                                    czul

                                                    PS to jak - listozmian?
                                                  • szarylemur Re: aureliusz, marek 17.05.08, 03:50
                                                    kompromis uczucia/ rozum
                                                    juz pisalam : 'wysluchac uczuc wysluchac rozumu i jakos wywazyc te racje'
                                                    ---
                                                    przezywanie uczuc wg ciebie
                                                    aha, dzieki za wyjasnienie. czyli nic magicznego, nic z ksiezyca. zrozumiale dla
                                                    mnie.
                                                    ---
                                                    'O damskie koncowki bede walczyc dopoki mi starczy palcow'
                                                    okej, moze komus cos tym zaiste uswiadomisz. mi to wszystko jedno. w polsce na
                                                    pewno wiecej z tym zamieszania niz w krajach anglojezycznych :)
                                                    a propos, jeszcze przystane, zeby zapytac: a jesli chce sie tuytulowac meskimi
                                                    koncowkami, pominac ich kobiece odmiany, to co? wg ciebie pewnie swiadczy o tym,
                                                    ze nie traktuje kobiet jako istot godnych szacunku, np filozofka, psycholozka,
                                                    pisarka czy praczka byc tytulowana nie chcialabym, bo to brzmi ' smiesznie".
                                                    niegodnie, nie tak powaznie ja meskie tytuly???
                                                    o, tu podsune ci smakowity kasek rozsierdzajacy: jeden z moich wykladowcow taki
                                                    wic sobie ukochal: ' kobieta - filozof to jak swinka morska
                                                  • bene_gesserit Re: aureliusz, marek 19.05.08, 00:27
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > kompromis uczucia/ rozum
                                                    > juz pisalam : 'wysluchac uczuc wysluchac rozumu i jakos wywazyc
                                                    te racje'

                                                    Noi ja wlasnie tego nie rozumiem. Co to znaczy 'jakos wywazyc te
                                                    racje'? O to sie pytalam.

                                                    ...
                                                    [damskie koncowki]
                                                    Generalnie, chodzi o to, zeby damska koncowka przestala byc
                                                    niecodzienna, a przez to pozbawiona umniejszajacaego znaczenia.
                                                    Bo fizyk jest 'normalny' - i kojarzy sie z naukowcem, a 'fizyczka'
                                                    to psorka od fizy. Kiedy powie sie 'dyrektor' to mysli sie 'prezes
                                                    przedsiebiorstwa' a 'dyrektorka' - to taka pani, ktora kieruje
                                                    przedszkolem albo podstawowka. Kiedy redaktorka chce brzmiec
                                                    profesjonalnie, prosi o wydrukowanie na wizytowce 'redaktor'.

                                                    Na tej zasadzie zresza imo nalezy propagowac slowa takie
                                                    jak 'psycholozka', 'znawczyni', 'pilotka' - i tworzyc neologizmy
                                                    jak 'kierowczyni' czy 'sędzia' - '_ta_ sędzia'.

                                                    Chodzi o to, zeby te slowa odczarowac, uzywac ich czesto, wtedy
                                                    wszyscy sie z nimi oswoja i przestana marudzic, ze dziwne, ze
                                                    przeciez jest 'pani pedagog' i 'pani minister'. Najczesciej marudza
                                                    zreszta ci, ktorzy milkna, zapytani czy nie przeszkadzaloby im,
                                                    gdyby zaczeli pracowac w przedszkolu przy dzieciach i byli
                                                    nazywani 'panem przedszkolanka'.

                                                    > o, tu podsune ci smakowity kasek rozsierdzajacy: jeden z moich
                                                    wykladowcow taki
                                                    > wic sobie ukochal: ' kobieta - filozof to jak swinka morska
                                                  • szarylemur nie lubie neofitow 19.05.08, 02:03
                                                    'Co to znaczy 'jakos wywazyc te racje'?
                                                    no, no.... no
                                                    wytworzyc kompromis pomiedzy uczuciami i rozumem. nie negowac waznosci zadnego z osrodkow percepcji, poprzelewac troche z pustegow prozne ;), wziac pod uwage wlasne jak i cudze interesy, to co by sie chcialo i to co sie moze, wlasne uczucia i normy spoleczne , cale mnostwo danych...
                                                    inaczej: uczuciowosc doprawiac rozumem, racjonalnosc rozrzedzac uczuciowoscia.
                                                    ---
                                                    damskie koncowki: zgoda, cel szczytny i wart zachodu, moim zdaniem
                                                    :)
                                                    ---
                                                    'kobiety powinny byc rozowe i pachnace. '
                                                    znaczy : rumiane czy w roz ubrane?
                                                    hmm, ja nie mam nic przeciw estetycznemu wygladowi, tak kobiet jak mezczyzn, o ile wartosc estetyczna nie jest jedynym wyznacznikiem wartosciwosci i/ lub celem zyciowym kobiety/ mezczyzny.
                                                    ---
                                                    terapia jako zrodlo umiejetnosi wywazenia emocji/ rozumu
                                                    okej, terapia znacznie ulatwia i przyspiesza nabycie tej umiejetnosci.
                                                    ale skoro mozna nabyc je poza nia, pisanie ze sa to ' umiejetnosci z terapii' uwazam za lekko sekciarskie naciaganie prawdy.
                                                    ---
                                                    'Dobra terapia to taka, na ktorej sie samemu dochodzi ( do wnioskow)' a widzisz, tu obok, lifeisparadox pieje z zachwytu nad swoim ostrym terapeuta co go prawde po oczach wali...
                                                    co gorsza, sam przejal i uzywa tych ' zbawiennych' praktyk.
                                                    'Przeciez terapeuta nie ma wgladu w łeb, nie ma jakiegos cudownego klucza francuskiego, ktorym otwiera dusze, potem gmera, przykreca i przestawia, zamyka i gotowe. Sama dobrze wiesz.'
                                                    hmm, niektorzy chyba maja... patrz: wyzej

                                                    nie lubie neofitow :]
                                                    ---
                                                    'Duszenie dziecka to odmawianie mu prawa do uczuc.'
                                                    'Dziewczynki sie tak nie zloszcza', 'zobacz jak brzydko
                                                    wygladasz, kiedy masz taka nadeta mine', 'chlopcy nie placza''
                                                    ale czy to jest wlasciwie odmowa prawa do uczuc czy tylko odmowa wyrazania tych uczuc tak jakby dziecko chcialo, naturalnie?

                                                    z tym wychowaniem to jest taki, wg mnie, problem, ze polega ono nie tylko na wpojeniu dziecku szczytnych idealow ( chocby to byl ideal wolnosci uczuc), ale takze na dostosowaniu go do spoleczenstwa, poprzez wpojenie mu jakich zasad wyznawanych przez to spol, okrawanie go do poziomu grupy w jakiej zyc dalej bedzie. stopniowo mozemy sie uwalniac z za ciasnych masek, ale chyba lepiej stopniowo, zachowujac jakis common sense, zdrowy rozsadek, wyczucie, ogolnozyciowy savoir vivre.
                                                    bez tego moze byc trudno, tak dziecku jak doroslemu.
                                                    ---
                                                    'dobra terapia w porownaniu do takiej domoroslej to jak zanurzenie sie na 150 metrow pod wode w porownaniu do plywania na powierzchni jak boja.'
                                                    no, jasne, ze terapia to inna jakosc, nie neguje tego! neguje tylko jedno: ze bez terapii sie nie da zmienic, nie da sie uwolnic, ze bez terapii nic sie w sumie nie da. a neguje, bo mysle, ze jak sie tak mocno rozpedzisz w swoim ubostwieniu terapii, mozesz minac kogos madrego , kto jej nie przeszedl, obojetnie i lekcewazaco, TYLKO dlatego, ze nie byl terapeutyzowany.
                                                    ---
                                                    senniki
                                                    egipskie czy nie, co za roznica
                                                    nie posluguje sie sennikami na ogol. to cos jak horoskop w gazecie, dla mnie. a moze nawet jeszcze mniej trafne.
                                                    hmm, mialam poczucie olbrzymiej ulgi i takiego szczesliwego zdziwienia. cos dobrego sobie tam w srodku mysle, znaczy :)
                                                    ---
                                                    'W pustce/milczeniu pojawia sie ten demon, ktory znika w gadaniu i zapelnionych powierzchniach.'
                                                    alez ja normalnie gadatliwa wcale nie jestem, wrecz odwrotnie. ale fakt, ze niemal nieustannie o czyms tam sobie rozmyslam, cos tam przezuwam mentalnie.
                                                    ...
                                                    ale czy pojawia sie demon?... nie, raczej gonie mysli przewijajace sie przez moja glowe, rozwijam je, przyszpilam, kontynuuje, zamiast medytacyjnie - puszczac.
                                                    za to biale sciany w mieszkaniu moglby mnie powaznie oslabic, tak mysle. nie lubie tego, czuje jak zamieram. hmm, dziwne...
                                                    ---
                                                    okej, niech bedzie listozmian.
                                                    ale daje sobie prawo do niepisania jesli nie czuje sie jakbym miala cos pisac :)
                                                    ---
                                                    'Nie lubie czytac tego, co napisalam, wiec nie wiedzialam, ze mi cos zzeralo. '
                                                    a ja lubie, ale tylko tego samego dnia. wtedy wydaje mi sie to ok, dobre, stosowne. a nastepnego juz nie, najczesciej, prawie zawsze. juz bym wtedy duzo zmienila, czesto calosc. moze to bardzo lekko i pseudo autystyczne konstruowanie swiata codziennie od nowa ? a moze ' pomrocznosc jasna'?

                                                    'Postaram sie, ale bez zapalu.'
                                                    prosty sposob: klikasz ' podglad' , patrzysz na sam koniec czy jest 'czulko', jak jest to wysylasz, jak nie, to np obcinasz nieco cytatow.
                                                    albo wycinasz czesc postu, wysylasz, odpowiadasz drugi raz i tam wklejasz to co wycielas.

                                                    'Moze jak obcina, to moze tak ma byc czy cos'
                                                    taa, analogicznie z obcinaniem reki przez maszyne w fabryce ;p
                                                    stawiam na ' czy cos ' raczej

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: nie lubie neofitow 23.05.08, 01:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > wytworzyc kompromis pomiedzy uczuciami i rozumem.

                                                    To brzmi ok i nie wyglada na zamykanie dzieci w komorkach.
                                                    Ale wiele ludzi tego nie rozumie. Albo wiele ludzi to rozumie, ale
                                                    tego nie umie.

                                                    > damskie koncowki: zgoda, cel szczytny i wart zachodu, moim zdaniem
                                                    > :)

                                                    He. Ucieszylam sie :)

                                                    > 'kobiety powinny byc rozowe i pachnace. '
                                                    > znaczy : rumiane czy w roz ubrane?
                                                    > hmm, ja nie mam nic przeciw estetycznemu wygladowi, tak kobiet
                                                    jak mezczyzn, o
                                                    > ile wartosc estetyczna nie jest jedynym wyznacznikiem
                                                    wartosciwosci i/ lub cele
                                                    > m zyciowym kobiety/ mezczyzny.

                                                    Kontekst byl taki, ze faceci to robia rozne rzeczy, a kobiety, no
                                                    coz... - tu dowcip -
                                                    Generalnie to mi chodzilo o to, ze profesor powaznej uczelni nie
                                                    powinien takich tlustawych dowcipow puszczac, nawet jesli
                                                    towarzyszylo temu mrugniecie. Chociaz nie towarzyszylo.

                                                    > terapia jako zrodlo umiejetnosi wywazenia emocji/ rozumu
                                                    > okej, terapia znacznie ulatwia i przyspiesza nabycie tej
                                                    umiejetnosci.
                                                    > ale skoro mozna nabyc je poza nia, pisanie ze sa to '
                                                    umiejetnosci z terapii' u
                                                    > wazam za lekko sekciarskie naciaganie prawdy.

                                                    Jak najdalsza od sekciarstwa jestem.
                                                    Czytam to, co napisalas tak, jakbys stwierdzila, ze 'zlamana noga
                                                    to sie sama moze zrosnac, wiec zachwalanie lekarzy to nie jest do
                                                    konca ok'.

                                                    > 'Dobra terapia to taka, na ktorej sie samemu dochodzi ( do
                                                    wnioskow)' a widzisz
                                                    > , tu obok, lifeisparadox pieje z zachwytu nad swoim ostrym
                                                    terapeuta co go praw
                                                    > de po oczach wali...

                                                    Sa ludzie, na ktorych byc moze sie taka terpia sprawdza. Mi sie to
                                                    wydaje obrzydliwe i nade wszystko - niebezpieczne (min to mnie
                                                    odrzuca w klasycznym Hellingerze), ale odrobina przekory czasem
                                                    pomaga. Natomiast takie cuda na kiju jak 'terapia prowokatywna' to
                                                    balansowanie na ostrzu noza, cos jak chirurg rzucajacy w pacjenta
                                                    skalpelem - albo trafi i moze cos naprawi, albo zabije. Jest
                                                    jeszcze jedna rzecz: w takiej terapii osoba terapeuty jest na
                                                    pierwszym miejscu, takie dzialanie odbiera klientowi poczucie
                                                    sprawstwa, a to zbrodnia jest.

                                                    > co gorsza, sam przejal i uzywa tych ' zbawiennych' praktyk.

                                                    To normalne po duzej zmianie, pewnie wiesz. I ze z tego sie wyrasta
                                                    raczej - tez.

                                                    [terapeuta nie ma klucza do glowy]
                                                    > hmm, niektorzy chyba maja... patrz: wyzej

                                                    Falszywi prorocy z przerosnietym ego niestety zdarzaja sie w kazdej
                                                    branzy. I owszem - jesli to ksiegowosc, narobia mniej szkod. Co nie
                                                    oznacza, ze terapia... itd.

                                                    > nie lubie neofitow :]

                                                    A ja sie wlasnie nawrocilam na szparagi, bo odkrylam takie miejsce
                                                    w poblizu domu, w ktorym mozna je kupic _naprawde_ swieze. I jem je
                                                    codziennie, caly peczek dla mnie, bo chlop nie lubi. Moze im zrobie
                                                    oltarzyk i moze pojde w miasto nawracac innych, musze sie
                                                    zastanowic.

                                                    > 'Duszenie dziecka to odmawianie mu prawa do uczuc.'
                                                    > 'Dziewczynki sie tak nie zloszcza', 'zobacz jak brzydko
                                                    > wygladasz, kiedy masz taka nadeta mine', 'chlopcy nie placza''
                                                    > ale czy to jest wlasciwie odmowa prawa do uczuc czy tylko odmowa
                                                    wyrazania tych
                                                    > uczuc tak jakby dziecko chcialo, naturalnie?

                                                    Chodzi o to, zeby dziecko moglo wypuscic te energie. Sa rozne
                                                    sposoby, wszystkich uczy sie od rodzicow (brak nauki tez jest jakas
                                                    nauka). Te cytaty zabraniaja obcowania z energia uczuc. Wpajaja
                                                    natomiast lęk przed nimi, wstyd, poczucie winy, poczucie
                                                    nieadekwatnosci i inne toksyczne syfy. A na tym sie potem buduja
                                                    problemy wieku dojrzewania. A na nich problemy w zyciu doroslym.

                                                    > z tym wychowaniem to jest taki, wg mnie, problem, ze polega ono
                                                    nie tylko na wp
                                                    > ojeniu dziecku szczytnych idealow ( chocby to byl ideal wolnosci
                                                    uczuc), ale ta
                                                    > kze na dostosowaniu go do spoleczenstwa, poprzez wpojenie mu
                                                    jakich zasad wyzna
                                                    > wanych przez to spol, okrawanie go do poziomu grupy w jakiej zyc
                                                    dalej bedzie.

                                                    Oczywiscie - dlatego mozna, a nawet trzeba je nauczyc obcowania ze
                                                    swoimi uczuciami w sposob spolecznie akceptowalny. Co nie oznacza
                                                    zakazu ich czucia czy zakazu ich wyrazania, chociaz wielu rodzicow
                                                    tego nie rozumie. Bo ich tez nikt tak (wlasciwie) nie wychowal.

                                                    > stopniowo mozemy sie uwalniac z za ciasnych masek, ale chyba
                                                    lepiej stopniowo,
                                                    > zachowujac jakis common sense, zdrowy rozsadek, wyczucie,
                                                    ogolnozyciowy savoir
                                                    > vivre.
                                                    > bez tego moze byc trudno, tak dziecku jak doroslemu.

                                                    Bez masek tez trudno. Najgorzej zyc z maskami, ktorych nie
                                                    umiemy/nie chcemy zdejmowac. A powinno sie miec ludzi, przed
                                                    ktorymi mozna stanac nago i z pustymi rekami.

                                                    > a neguje, bo mysle, ze jak sie tak mocno rozpedzisz w swoim
                                                    ubostwie
                                                    > niu terapii, mozesz minac kogos madrego , kto jej nie przeszedl,
                                                    obojetnie i le
                                                    > kcewazaco, TYLKO dlatego, ze nie byl terapeutyzowany.

                                                    Nie ma takiej mozliwosci, bo pierwsza moja intelektulana fascynacja
                                                    czternastoletnia byl Sokrates, a on terapii nie przeszedl wszak.
                                                    Co nie znaczy, ze gdyby mial okazje, to by mu nie pomoglo...
                                                    ;)

                                                    A powaznie: z terapeutyzowanymi inaczej mi, latwiej rozmawiac, nie
                                                    trzeba im tlumaczyc kompletnych podstaw, znaja grepsy i skroty. To -
                                                    sama wiesz - caly metajezyk i metaswiat w zasadzie. To wiele
                                                    ulatwia.

                                                    [sen twoj]
                                                    > hmm, mialam poczucie olbrzymiej ulgi i takiego szczesliwego
                                                    zdziwienia. cos dob
                                                    > rego sobie tam w srodku mysle, znaczy :)

                                                    Sny warto zapisywac albo opisywac. Mozna w takim pisaniu w
                                                    nie 'wejsc' i rozszerzyc to, co sie tam dzialo.

                                                    > 'W pustce/milczeniu pojawia sie ten demon, ktory znika w gadaniu
                                                    i zapelnionych
                                                    > powierzchniach.'
                                                    > alez ja normalnie gadatliwa wcale nie jestem, wrecz odwrotnie.
                                                    ale fakt, ze nie
                                                    > mal nieustannie o czyms tam sobie rozmyslam, cos tam przezuwam
                                                    mentalnie.
                                                    > ...
                                                    > ale czy pojawia sie demon?... nie, raczej gonie mysli
                                                    przewijajace sie przez mo
                                                    > ja glowe, rozwijam je, przyszpilam, kontynuuje, zamiast
                                                    medytacyjnie - puszczac
                                                    > .
                                                    > za to biale sciany w mieszkaniu moglby mnie powaznie oslabic, tak
                                                    mysle. nie l
                                                    > ubie tego, czuje jak zamieram. hmm, dziwne...

                                                    No troche dziwne.

                                                    > okej, niech bedzie listozmian.
                                                    > ale daje sobie prawo do niepisania jesli nie czuje sie jakbym
                                                    miala cos pisac :
                                                    > )

                                                    Nie ma mowy.
                                                    Nasle na ciebie siepaczy, inkwizycje i czerwonoarmistow - oddzial
                                                    pancerniakow. I pancerniki.

                                                    > 'Nie lubie czytac tego, co napisalam, wiec nie wiedzialam, ze mi
                                                    cos zzeralo. '
                                                    > a ja lubie, ale tylko tego samego dnia. wtedy wydaje mi sie to
                                                    ok, dobre, stoso
                                                    > wne. a nastepnego juz nie, najczesciej, prawie zawsze. juz bym
                                                    wtedy duzo zmien
                                                    > ila, czesto calosc. moze to bardzo lekko i pseudo autystyczne
                                                    konstruowanie swi
                                                    > ata codziennie od nowa ? a moze ' pomrocznosc jasna'?

                                                    A nie wiem, ale ja tak mam bez przerwy.
                                                    Kiedys zylam z pisania artykulow, i ile razy czytalam tekst, tyle
                                                    razy go zmienialam. Oczywiscie, mialam ochote go zmienic, jak
                                                    czytalam juz wydrukowany...

                                                    > 'Moze jak obcina, to moze tak ma byc czy cos'
                                                    > taa, analogicznie z obcinaniem reki przez maszyne w fabryce ;p
                                                    > stawiam na ' czy cos ' raczej

                                                    Stawianie na 'czy cos' to zawsze strzal w dziesiatke.
                                                    :)
                                                    czul
                                                  • szarylemur prosta droga, ptaszki spiewaja 23.05.08, 03:52
                                                    'profesor powaznej uczelni nie powinien takich tlustawych dowcipow puszczac'
                                                    no, nie powinien, ale niektorzy mysla, ze kiedy zostaja profesorami, ich wszystkie mysli staja sie wrecz boskie.
                                                    niektorzy tak przeginaja, ze sie latwo kompromituja. i w sumie lepiej - sa takim ostrym, wyraznym przykladem dla zagubionych poszukiwaczy autorytetow.
                                                    ---
                                                    terapia
                                                    czepie sie jednak:
                                                    'Czytam to, co napisalas tak, jakbys stwierdzila, ze 'zlamana noga to sie sama moze zrosnac, wiec zachwalanie lekarzy to nie jest do konca ok'.
                                                    a ja czytam to co napisalas ty, jakbys mowila:' nogi sie zrastaja dzieki lekarzom' co jest bzdura, bo lekarz pomoze nodze zrosnac sie prawidlowo, ale nigdzie nie jest powiedziane/ nie jest prawda, ze tylko i wylacznie noga pod okiem lekarza sie zrosnie porzadnie. rozumiemy sie?
                                                    to nie jest zarzut merytoryczny wobec terapii, lecz zarzut wobec sposobu wyrazania twojego zdania.
                                                    ---
                                                    neofici
                                                    czytalam w wo o terapeucie amer. , ktory taka wlasnie terapie szokowa, prowokatywna stosowal.
                                                    kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,3693037.html
                                                    pewnie to czytalas. nie wiem, moje pierwsze skojarzenia tutaj to: ameryka, cos okolo kombinatow religijnych.
                                                    niby pomogl jakiejs liczbie osob. ale czy mowi o tych, ktorym nie pomogl?
                                                    chociaz, to tak troche abstrahujac od glownego nurtu gadki, takie podpuszczanie w stylu ' wiem, ze nie masz sily zeby to zrobic' czasem skutkuje u mnie tym, ze sie spinam i dopinam swego... ale nie zawsze.
                                                    'albo trafi i moze cos naprawi, albo zabije'
                                                    tak tez mniemam...
                                                    uhm, i terapeuta staje sie guru, staje sie byc moze niezbednym do przelamywania kolejnych kryzysow pacjenta.
                                                    ---
                                                    no, wiem, ze z 'neofictwa' sie wyrasta, ale wlasnie osoby w stanie swiezego nawrocenia draznia mnie mocno. nie wiem, moze dlatego, ze katem oka zazdroszcze im tej jasnej wizji, tej zywej wiary, tych silnych przekonan, ktore robia z zycia prosta droge, gdzie ptaszki spiewaja...
                                                    ale -nie dla psa kielbasa ;], znaczy - to nie dla mnie - zbyt gleboko przekonana jestem o slusznosci watpienia.
                                                    ---
                                                    szparagi
                                                    jakos czesto kojarza mi sie z polskimi gastarbeiterami co to je z ziemi golymi rekami wyjmuja za 5 euro na godzine.
                                                    te biale gotowane lubie. tych zielonych - nie.
                                                    zjadlabym jakies leniwe czy cos w tym stylu, ale nie chce mi sie ich robic ...
                                                    takze mnie nie nawrocisz na szparaga
                                                    ---
                                                    'Bez masek tez trudno. Najgorzej zyc z maskami, ktorych nie umiemy/nie chcemy zdejmowac.'
                                                    ano, z takimi ktore uzurpuja sobie prawo do bycia naszymi jedynymi, slusznymi, prawdziwymi obliczami.
                                                    mnie strasznie, ale to strasznie krecilo kiedys przelamywanie konwencji, rozwalanie swoich czy czyichs puzzli na moj temat, robienie rzeczy nieoczekiwanych, nie pasujacych logicznie do schematu jakim szlam jeszcze przed chwila. robienie tego na co akurat mialam ochote, co czulam ze chce zrobic, ze zrobic - ze wzgledu na prawdziowsc, autentycznosc siebie - powinnam, probowanie siebie i innych. duzo radosci i duzo bolu odrzucenia z tego bylo. ale teraz ciesze sie z noszenia na twarzy maski, ktora mniej wiecej wyraza mnie, zamiast byc kims dokrojonym do rzezby maski.
                                                    'A powinno sie miec ludzi, przed ktorymi mozna stanac nago i z pustymi rekami.'
                                                    ano, powinno sie. ale z uwagi na to, ze ludzie na ogol, o ile nie zawsze, dobieraja sie interesownie, takie nagle zdjecie maski moze zaowocowac ucieczka przyjaciela. dlatego uwazam, ze po prostu lepiej byloby dla wszystkich, aby maska wyrazala ' ja', byla jego tylko nieco podretuszowanym odbiciem, nie zas - ja odwrotnoscia, chinskim bucikiem, tworem spelniajacym nasze wyobrazone oczekiwania swiata wobec nas.ale ta potrzeba afiliacji moze tu mocno macic...
                                                    ---
                                                    sokrates
                                                    taa, kiedys bardzo s. lubilam. dzis zastanawiam sie od czasu do czasu, czy rzeczywiscie wiedziec co dobre = czynic dobro.
                                                    ---
                                                    'z terapeutyzowanymi inaczej mi, latwiej rozmawiac, nie trzeba im tlumaczyc kompletnych podstaw, znaja grepsy i skroty'
                                                    no, tak, pojecia i zjawiska sa podobnie odbierane, rozumiane. filtr jest ten sam, czy podobny. to, owszem, wiele ulatwia, ale tez stwarza takie niebezpieczenstwo, ze pewne zjawiska ujmuje sie tylko tak, jak ujmuje je psychologia, a inne ujmowanie swiata, czyjes poglady ustawia sie pod jej lupa, opisuje jako skutek np dzieciecych urazow czy zmian w osobowosci.
                                                    nie wiem czy dobre to czy zle.
                                                    nie wiem nawet czy sztuka jakiegos artysty cierpi czy zyskuje na jego psychoterapii... to zagadnienie wydaje mi sie tematem rzeka, na razie zamoczylam w nim tylko pol stopy...
                                                    ---
                                                    'sny warto zapisywac albo opisywac. Mozna w takim pisaniu w nie 'wejsc' i rozszerzyc to, co sie tam dzialo.'
                                                    wiem, wiem, robilam to kiedys. teraz tylko czasami.
                                                    ale tego z cudownym spadkiem po rodzicach nie umialabym zaanalizowac. przedstawia sytuacje zbyt nieoczekiwana. i moze o tym jest wlasnie :)
                                                    ---
                                                    biale sciany
                                                    he he, pomalowalam sobie moje mieszkanko w polsce porazajaco - kazda sciana na inny kolor, dosc ostry. do tego kuchnia w stylu po smakowitym namysle nazwanym ' infantylizmem afganskim' , czesto tez spedzalam cale popoludnia przy muzyce malujac cos tam na drzwiach np. mialam tez caloroczny lancuch choinkowy wijacy sie po scianach i male popiersie mojego pupilka z lat szczeniecych - karola marxa. fajnie bylo, mi sie podobalo bardzo, bardzo, dumna bylam z mego gniazdka. kiedy wyjechalam, wynajelam je, ale moja przyjaciolka orzekla, ze koniecznie musze je przemalowac na bialo, bo tego nikt nie zechce. no, wiec przemalowalismy.
                                                    w domu rodzinnym z kolei mialam wszedzie notatki na scianach i kilka na suficie, czesto czarna farba. nowi mieszkancy polozyli kasetony ( chyba tak sie to nazywa), bo spod farby wciaz wylazil frank zappa :)))
                                                    no, i przyjechalam tu. gdzie czesto spotyka sie intensywnie amarantowe domy, ktore tak cudnie wybuchaja w sloncu na tle obowiazkowo blekitnego nieba.
                                                    moj pokoj tutaj jest kaczo zolty, wolalam ten niz wiekszy w kolorze zdechlego lososia. i nie tyle kojarzy mi sie to z przerazeniem pustka, z nieumiejetnoscia jej zniesienia, co z uwielbieniem dla buzujacego, zmyslowego zycia. mozliwe, ze to dwie strony tego samego medalu :)
                                                    ---
                                                    'Nasle na ciebie siepaczy, inkwizycje i czerwonoarmistow - oddzial pancerniakow. I pancerniki.'
                                                    ymm, jesli mozna, prosilabym raczej w zamian za siepaczy, inkwizycje i czerwonoarmistow, pancerniakow - cztery dodatkowe oddzialy pancernikow ;)
                                                    ---
                                                    'ile razy czytalam tekst, tyle razy go zmienialam. '
                                                    perfekcjonizm, imo
                                                    poza tym, ciagle dochodza nowe dane, otwieraja sie nowe drzwiczki, i juz nie jest to dokladnie tym, co sie wie/ mysli na dany temat.
                                                    ale trzeba pogodzic sie z ta niedoskonaloscia i miec jej swiadomosc, takze czytajac teksty innych.

                                                    pozdrawiam

                                                  • bene_gesserit Re: prosta droga, ptaszki spiewaja 25.05.08, 02:10
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > niektorzy tak przeginaja, ze sie latwo kompromituja. i w sumie
                                                    lepiej - sa taki
                                                    > m ostrym, wyraznym przykladem dla zagubionych poszukiwaczy
                                                    autorytetow.

                                                    Studiowalam w dosc ciekawych czasach na jednej z pierwszych
                                                    powaznych prywatnych uczelni. Ktorej kadra byla w calosci
                                                    panstwowa, w dodatku niemal w calosci z PAN-u. Wykladowcy byli
                                                    przyzwyczajeni do czapkowania, stromej hierarchii, ukladu
                                                    feudalnego i kompletnie nie rozumieli ludzi, ktorzy prezentowali
                                                    postawe 'place i wymagam'. Tracili piedestal i mieli stac sie
                                                    sprzedawcami wiedzy. Bylo dziko interesujaco obserwowac ich
                                                    konfuzje.

                                                    > a ja czytam to co napisalas ty, jakbys mowila:' nogi sie zrastaja
                                                    dzieki lekarz
                                                    > om' co jest bzdura, bo lekarz pomoze nodze zrosnac sie
                                                    prawidlowo, ale nigdzie
                                                    > nie jest powiedziane/ nie jest prawda, ze tylko i wylacznie noga
                                                    pod okiem leka
                                                    > rza sie zrosnie porzadnie. rozumiemy sie?
                                                    > to nie jest zarzut merytoryczny wobec terapii, lecz zarzut wobec
                                                    sposobu wyraza
                                                    > nia twojego zdania.

                                                    Alez ja cos podobnego wszak napisalam - ze moze sie zrosnie, a moze
                                                    nie, a moze krzywo.
                                                    Imo to jest kwestia gotowosci i checi poniesienia ryzyka. Moj
                                                    temperament jakos nie zacheca mnie do uczestnictwa w ruskiej
                                                    ruletce.

                                                    [terapia prowokatywna]
                                                    > e w stylu ' wiem, ze nie masz sily zeby to zrobic' czasem
                                                    skutkuje u mnie tym,
                                                    > ze sie spinam i dopinam swego... ale nie zawsze.

                                                    Wlasnie o to chodzi. Czasem przekora wobec jakiegos Klapouchego,
                                                    jakies takie przytakiwanie mu zbyt ochocze kiedy opowiada, ze swiat
                                                    do dupy, i on sam do dupy moze spowodowac u niego w koncu
                                                    oburzenie, ze jak to 'ty mowisz ze ja do dupy??'.
                                                    Ale to, co opisywal ten pajac ze zlinkowanego wywiadu to
                                                    gigantyczne ryzyko, igranie z ogniem i mialam wrazenie, ze on sobie
                                                    tym bardzo laduje ego, bateryjki i wogole. Ohyda.

                                                    > szparagi
                                                    > jakos czesto kojarza mi sie z polskimi gastarbeiterami co to je z
                                                    ziemi golymi
                                                    > rekami wyjmuja za 5 euro na godzine.

                                                    To juz przeszlosc.
                                                    Np niemiecki rynek szparagow stal rekami Polakow. Jak sie szparagi
                                                    sypnely, w panice pojeli ze Polacy w tym roku nie przyjada - wola
                                                    pracowac w Ladku albo Polsce, bo okazalo sie ze zarobia wiecej.
                                                    Czytalam wywiad z jednym bauerem, ktorzy potrzebowal 600 osob, a
                                                    przyjechalo - z łaski, za wieksza stawke - 25.

                                                    > te biale gotowane lubie. tych zielonych - nie.
                                                    > zjadlabym jakies leniwe czy cos w tym stylu, ale nie chce mi sie
                                                    ich robic ...
                                                    > takze mnie nie nawrocisz na szparaga

                                                    Och, kazdy tak mowi. Ale wierze, ze jeszcze na ciebie przyjdzie
                                                    czas i splynie na ciebie łaska, jak na szparaga zlociste maslo.

                                                    ciesze sie z nos
                                                    > zenia na twarzy maski, ktora mniej wiecej wyraza mnie, zamiast
                                                    byc kims dokrojo
                                                    > nym do rzezby maski.

                                                    Jest latwiej chyba jak sie nie ma klopotliwych zobowiazan w postaci
                                                    dzieci.

                                                    > 'A powinno sie miec ludzi, przed ktorymi mozna stanac nago i z
                                                    pustymi rekami.'
                                                    > ano, powinno sie. ale z uwagi na to, ze ludzie na ogol, o ile nie
                                                    zawsze, dobie
                                                    > raja sie interesownie, takie nagle zdjecie maski moze zaowocowac
                                                    ucieczka przyj
                                                    > aciela.

                                                    'Uwaga uwaga rozbieram sie do naga!'? Nie spotkalam sie z tym, to
                                                    raczej u mnie - u nas, ilu tam tych przyjaciol mialam i mam -
                                                    trwalo dlugo. Bardzo niechetnie i powoli wchodze w nowe blizsze
                                                    znajomosci, wiec ten taniec siedmiu zaslon trwal pare lat w kazdym
                                                    przypadku.

                                                    dlatego uwazam, ze po prostu lepiej byloby dla wszystkich, aby
                                                    maska wy
                                                    > razala ' ja', byla jego tylko nieco podretuszowanym odbiciem, nie
                                                    zas - ja odw
                                                    > rotnoscia, chinskim bucikiem, tworem spelniajacym nasze
                                                    wyobrazone oczekiwania
                                                    > swiata wobec nas.ale ta potrzeba afiliacji moze tu mocno macic...

                                                    Zwykle tak jest, ale w sytuacji przemocy - np w pracy - czesto bywa
                                                    roznie. Nie ma nic gorszego, niz ksiegowa, ktora swoj pms tylko
                                                    podretuszowala, nie ma nic gorszego od urzednika, ktory ma muchy w
                                                    nosie, bo lekarz kazal mu rzucic fajki.

                                                    > sokrates
                                                    > taa, kiedys bardzo s. lubilam. dzis zastanawiam sie od czasu do
                                                    czasu, czy rzec
                                                    > zywiscie wiedziec co dobre = czynic dobro.

                                                    Oczywiscie, ze nie.
                                                    Ja np jestem tego zywym przykladem.

                                                    > 'z terapeutyzowanymi inaczej mi, latwiej rozmawiac, nie trzeba im
                                                    tlumaczyc kom
                                                    > pletnych podstaw, znaja grepsy i skroty'
                                                    > no, tak, pojecia i zjawiska sa podobnie odbierane, rozumiane.
                                                    filtr jest ten sa
                                                    > m, czy podobny. to, owszem, wiele ulatwia, ale tez stwarza takie
                                                    niebezpieczen
                                                    > stwo, ze pewne zjawiska ujmuje sie tylko tak, jak ujmuje je
                                                    psychologia, a inne
                                                    > ujmowanie swiata, czyjes poglady ustawia sie pod jej lupa,
                                                    opisuje jako skutek
                                                    > np dzieciecych urazow czy zmian w osobowosci.

                                                    A to juz by bylo sekciarstwo.
                                                    Mialam kiedys grupe przyjaciol, ktorzy byli po w trakcie albo przed
                                                    terapia, cale nasze spotkania byly w zasadzie terapeutyczne i w
                                                    ogole bylo to bardzo dziwne doswiadczenie. Ale sekciarstwo nikomu z
                                                    nas nie grozilo, bo mielismy wszak innych swoich bliskich, rodziny,
                                                    kolegow z pracy itd - kazdy ma takie punkty odniesienia
                                                    normalnosci.

                                                    [sen twoj]
                                                    > ale tego z cudownym spadkiem po rodzicach nie umialabym
                                                    zaanalizowac. przedstaw
                                                    > ia sytuacje zbyt nieoczekiwana. i moze o tym jest wlasnie :)

                                                    Mhm. Sa sny, ktore przygotowuja.


                                                    [psychodelia mieszkaniowa]
                                                    Tez mam slabosc do rwacych oko kolorkow, ale po namysle przy
                                                    zagniezdzaniu z nich zrezygnowalam - imo intensywnosci w polskim
                                                    swietle wychodza blado, nedznie i bez sensu. Kolory wybralam w
                                                    koncu 'dziwne' jak wszyscy powiedzieli - ni to blekit, ni to
                                                    zielen, brzoskwiniowo-rozowo-pomaranczowy, troche zolty, troche
                                                    pistacjowy itd

                                                    TO mi przypomina, ze powinam zrobic remont. O jezu.

                                                    > no, i przyjechalam tu. gdzie czesto spotyka sie intensywnie
                                                    amarantowe domy, kt
                                                    > ore tak cudnie wybuchaja w sloncu na tle obowiazkowo blekitnego
                                                    nieba.

                                                    Noi wlasnie, tam u was to se mozna poszalec, bo wszystko jest
                                                    inaczej oswietlone.

                                                    > moj pokoj tutaj jest kaczo zolty, wolalam ten niz wiekszy w
                                                    kolorze zdechlego l
                                                    > ososia.

                                                    Reklama farb teraz leci taka: facet przychodzi do sklepu
                                                    chemicznego z calym lososiem w lapie. Zaczepia go ekspedientka, on
                                                    duka, ze zona... zona chciala taki kolor... i wymachuje tym
                                                    lososiem. Ekspedientke olsniewa: aaaa, lososiowy? Facet: Nie...ten,
                                                    no... morski!
                                                    Moj chlop twierdzi, ze 'oni tak wlasnie maja', a 'sliwka to jest
                                                    owoc a nie kolor'. Dla mnie to jest nie do pojecia.

                                                    i nie tyle kojarzy mi sie to z przerazeniem pustka, z
                                                    nieumiejetnoscia
                                                    > jej zniesienia, co z uwielbieniem dla buzujacego, zmyslowego
                                                    zycia. mozliwe, ze
                                                    > to dwie strony tego samego medalu :)

                                                    A, to fajna mysl, musze sie nad tym zastanowic.

                                                    > ymm, jesli mozna, prosilabym raczej w zamian za siepaczy,
                                                    inkwizycje i czerwono
                                                    > armistow, pancerniakow - cztery dodatkowe oddzialy pancernikow ;)

                                                    Nie ma mowy, pancerniki nam wyszly wlasnie i nie wiadomo kiedy beda.

                                                    > 'ile razy czytalam tekst, tyle razy go zmienialam. '
                                                    > perfekcjonizm, imo

                                                    Na pewno nie umnie. Jestem mistrzynia robienia czegos do polowy,
                                                    odpuszczania sobie i trwania przy tym w zadowoleniu, a nad lozkiem
                                                    (nieposcielonym) mialam latami napis 'lepsze jest wrogiem dobrego'.
                                                    Noi torty zawsze mi wychodza uroczo krzywe, stwierdzilam dzis po
                                                    raz nasty w zadumie.

                                                    > poza tym, ciagle dochodza nowe dane, otwieraja sie nowe
                                                    drzwiczki, i juz nie je
                                                    > st to dokladnie tym, co sie wie/ mysli na dany temat.

                                                    No wlasnie, bo przy pisaniu tekstow taka wlasnie mam metode
                                                    tworcza - ze pisze cokolwiek, a potem to obrabiam, potem ide na
                                                    spacer, a potem znowu obrabiam. Pewnie chodzi tez o to, ze proces
                                                    jest dla mnie bardziej interesujacy niz wynik, nie wiem.

                                                    czul
                                                  • szarylemur close call 25.05.08, 02:49
                                                    to dzis tylko podziele sie doswiadczeniem zmieniajacym swiadomosc jakie mi moja mru mrau mry zafundowala rozplywajac sie w powietrzu, bez sladu.

                                                    tak mi to zmienilo swiadomosc, przewartosciowalo troche swiat, wyrwalo z toru, ktorym ostatnio podazalam, ze ... musze to przespac, aby swiat mi sie na nowo w glowie ulozyl.
                                                  • bene_gesserit Re: close call 27.05.08, 00:41
                                                    Mam nadzieje, ze przysnilo sie cos dobrego jednak.
                                                    A koty jak to koty, same wiedza co dla nich najlepsze.
                                                    'niech zawsze tak bedzie' mowione po polsku brzmi bardzo podobnie
                                                    do 'nie zawsze tak bedzie'.
                                                  • szarylemur Re: close call 27.05.08, 01:25
                                                    ymm, przeczytalam ten moj post raz jeszcze i doszlam do wniosku, ze wynika z niego, ze kot is gone.
                                                    no, i prawie tak bylo.
                                                    ale wrocila. a jak wrocila, to az ja obejrzalam czy to na pewno ona...
                                                    ale to byl tylko - na szczescie - close call.
                                                    a cala ta historyjka uswiadamia mi, ze tak naprawde to moge sobie gdybac co by bylo jakby naprawde zniknela.
                                                    wiem, ze by mi to nastroj zmienilo radykalnie.
                                                    tylko nie wiem i raczej nie moge wiedziec jak.

                                                    ---
                                                    z cyklu obrazkow do medytacji:
                                                    n a story from Zen Flesh, Zen Bones, the master Hakuin is falsely accused of fathering a child. His reputation in the village is ruined, but he accepts this loss and takes tender care of the child for a year. Suddenly, the real father appears, and Hakuin willingly yields the child to its parents, accepting loss again.
                                                  • szarylemur Re: prosta droga, ptaszki spiewaja 25.05.08, 15:33
                                                    'Studiowalam w dosc ciekawych czasach na jednej z pierwszych powaznych prywatnych uczelni...'
                                                    ciekawe co mialoby oznaczac ' place i wymagam ' odnosnie studiow filozoficznych ;)))
                                                    chociaz mogloby to moze oznaczac aby nie czynil wykladow zgrzybialy prof - antysemita, u kt egzamin zdawalo sie w szpilkach i z dekoltem recytujac z pamieci fragmenty jego ksiazki... czy jego cos moglo wprowadzic w konfuzje? raczej nie, doskonale wiedzial, ze jest potrzebny do ' produkcji 'nowych profesorow.
                                                    ---
                                                    'zlamana noga to sie sama moze zrosnac, wiec zachwalanie lekarzy to nie jest do konca ok'.
                                                    zachwalanie lekarzy jest ok, twierdzenie ze nogi zrastaja sie prawidlowo wrecz z ich powodu, jest nie okej. chodzi mi o sposob ujecia przez ciebie tej kwestii.
                                                    ---
                                                    f. farrely / t. prowokatywna
                                                    no, wez, popatrz na jego fotke. dla mnie to wujek sam w sztandarowej pozie. a ten mierzacy w odbiorce paluch, napawa mnie zgroza. nie znosze tego gestu.
                                                    \'Ohyda.' ano
                                                    ---
                                                    bauer vs polacy
                                                    a to milo, ze sie pozmienialo. to bardzo milo.
                                                    szparagi
                                                    nie, raczej nie splynie na mnie laska szparaga ;]
                                                    wczoraj natomiast nabylam wloskie pierozki nadziewane serem owczym i zeszlonan cebulka. polane sosem cztery sery, wyszly prawie jak polskie ruskie.
                                                    tego mi bylo trzeba :)))
                                                    egzotyka tez jest rzecza umowna
                                                    ---
                                                    maska
                                                    'Jest latwiej chyba jak sie nie ma klopotliwych zobowiazan w postaci dzieci.'
                                                    tzn co? jesli sa dzieci to trzeba trzymac fasade nieodpowiadajaca wnetrzu?
                                                    dalej wspominasz o urzedniczkach z pms, co sklania mnie do mysli, ze troszke inaczej niz ja pojmujesz maske.
                                                    dla mnie maska to nie jest cos co doraznie temperuje autoekspresje, lecz raczej trwale uwypukla/ niweleuje pewne stale rysy osobowosci jej nosiciela.
                                                    -
                                                    'Bardzo niechetnie i powoli wchodze w nowe blizsze znajomosci, wiec ten taniec siedmiu zaslon trwal pare lat w kazdym przypadku'
                                                    a u mnie jest troszke inaczej. wobec ludzi z ktorymi pracuje jestem bardzo ostrozna. a moze raczej jest tak, ze jestem ostrozna wobec ludzi, o ktorych sadze, ze ich moja prawdziwa twarz nie interesuje. a w ogole to jestem zwolenniczka autoekspresji, jak zapewne zauwazylas.
                                                    to jest - moge chronic siebie za ' siedmioma zaslonami' tam, gdzie moim cele sa pieniadze, np, ale odnosnie znajomosci towarzyskich, to nie widze sensu utrzymywania bliskiej znajomosci z kims, o kim sadze, ze sklonny bylby utrzymywac jedynie z moja fasada.
                                                    a zreszta i tak staram sie aby fasada wyrazala mnie, jeszcze raz podkresle - nie w sensie wyrazania moich zmiennych emocyjek.
                                                    -
                                                    'Nie ma nic gorszego, niz ksiegowa, ktora swoj pms tylko podretuszowala, nie ma nic gorszego od urzednika, ktory ma muchy w nosie, bo lekarz kazal mu rzucic fajki.'
                                                    a ja dlugi czas tego nie rozumialam, rozumialam, usprawieliwialam ludzi, ktorzy odreagowali, przenosili swoej emocje z jednego obszaru zycia na inny. i sama oczywiscie taka bylam. ktos mi kiedys uswiadomil dobitnie bezsens takiego modelu postepowania.
                                                    ale nadal dziwia mnie nieco ludzie, ktorzy totalnie oddzielaja rozne tereny swojego zycia. mysle, ze tak totalnie to tez niezbyt dobrze.
                                                    ---
                                                    czy wiedziec co dobre = czynic dobro
                                                    'Oczywiscie, ze nie. ja np jestem tego zywym przykladem.'
                                                    hmm, sokrates moglby powiedziec, ze to znaczy tyle, ze ty tak naprawde nie wiesz co jest dobre. nie ma w tobie wiedzy, a tylko jakies cienie wiedzy majacza.
                                                    ---
                                                    'Noi wlasnie, tam u was to se mozna poszalec, bo wszystko jest inaczej oswietlone.'
                                                    racja. jak ohydnie to wszystko tutaj wyglada bez slonca... i wszystko zaprojektowane jest wlasnie ze slonca uwzglednieniem.
                                                    auuu, spalilam sie makabrycznie. mysle, ze zlezie mi skora.
                                                    ---
                                                    mezczyzni nie maja mniejsza wrazliwosc na niuanse kolorow...
                                                    no, byc moze, ale to nie wszyscy. sa mezczyzni artysci. i kobiety tej wrazliwosci nie posiadajace.
                                                    ja mam przyjaciela, ktory nie moze zalapac roznicy miedzy spodnica a sukienka :)
                                                    ---
                                                    'Pewnie chodzi tez o to, ze proces jest dla mnie bardziej interesujacy niz wynik, nie wiem.'
                                                    no, ja tez nie wiem, ale moze chodzic o to, ze nie masz ogolnej wizji tego, co chcesz napisac na dany temat.
                                                    ja czasem mam taka wizje, ktora w trakcie pisania sie rozmywa.

                                                    u, musze spadac, i tak juz jestem spozniona........
                                                    pozdrawiam

                                                  • bene_gesserit Re: prosta droga, ptaszki spiewaja 27.05.08, 01:30
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ciekawe co mialoby oznaczac ' place i wymagam ' odnosnie studiow
                                                    filozoficznych
                                                    > ;)))

                                                    Np dobrze zaopatrzona biblioteke, czynna 12/7, z wieloma kopiami
                                                    ksiazek, czynnym ksero. Wykladowcow kompetentnych i przygotowanych,
                                                    panie w dziekanacie poinformowane i wyrozumiale itd.

                                                    > chociaz mogloby to moze oznaczac aby nie czynil wykladow
                                                    zgrzybialy prof - anty
                                                    > semita, u kt egzamin zdawalo sie w szpilkach i z dekoltem
                                                    recytujac z pamieci f
                                                    > ragmenty jego ksiazki... czy jego cos moglo wprowadzic w
                                                    konfuzje? raczej nie,
                                                    > doskonale wiedzial, ze jest potrzebny do ' produkcji 'nowych
                                                    profesorow.

                                                    Ano wlasnie.
                                                    Znam swiat naukowy od srodka poniekad, te wszystkie uklady,
                                                    czapkowania i malo co mnie zdziwi, a najmniej taki okaz, jakiego
                                                    opisalas, niestety.

                                                    > zachwalanie lekarzy jest ok, twierdzenie ze nogi zrastaja sie
                                                    prawidlowo wrecz
                                                    > z ich powodu, jest nie okej. chodzi mi o sposob ujecia przez
                                                    ciebie tej kwesti
                                                    > i.

                                                    A to nie zauwazylam, wiec prosze o zacytowanie, gdzie dokladnie
                                                    dopuscilam 'wrecz z ich powodu'.

                                                    > szparagi
                                                    > nie, raczej nie splynie na mnie laska szparaga ;]
                                                    > wczoraj natomiast nabylam wloskie pierozki nadziewane serem
                                                    owczym i zeszlonan
                                                    > cebulka. polane sosem cztery sery, wyszly prawie jak polskie
                                                    ruskie.

                                                    Oj bluznisz :)

                                                    > tego mi bylo trzeba :)))
                                                    > egzotyka tez jest rzecza umowna

                                                    Jest scisle lokalna rzecza. Np na moim brzegu Wisly egzotyczne sa
                                                    potrawy z drugiego brzegu, chociaz z tego samego miasta. Flaki z
                                                    pulpetami, brr.

                                                    > ---
                                                    > maska
                                                    > 'Jest latwiej chyba jak sie nie ma klopotliwych zobowiazan w
                                                    postaci dzieci.'
                                                    > tzn co? jesli sa dzieci to trzeba trzymac fasade nieodpowiadajaca
                                                    wnetrzu?

                                                    Jesli dzieci sa, to niekoniecznie musza dzielic wszystkie demony
                                                    rodzicow. Imo najtrudniejsze w byciu rodzicem jest to.

                                                    > dalej wspominasz o urzedniczkach z pms, co sklania mnie do mysli,
                                                    ze troszke in
                                                    > aczej niz ja pojmujesz maske.
                                                    > dla mnie maska to nie jest cos co doraznie temperuje
                                                    autoekspresje, lecz raczej
                                                    > trwale uwypukla/ niweleuje pewne stale rysy osobowosci jej
                                                    nosiciela.

                                                    Czyli moje przyklady roznily sie od twoich definicji czasem
                                                    noszenia. Sa maski takie i smakie. Maski na maskach wewnatrz masek.

                                                    > a u mnie jest troszke inaczej. wobec ludzi z ktorymi pracuje
                                                    jestem bardzo ostr
                                                    > ozna. a moze raczej jest tak, ze jestem ostrozna wobec ludzi, o
                                                    ktorych sadze,
                                                    > ze ich moja prawdziwa twarz nie interesuje.

                                                    O, popatrz. Ja sie w ogole nie zastanawiam, czy zainteresuje czy
                                                    nie, w koncu to praca. A na privie jesli nie zaintersuje, to moze
                                                    sie odwrocic na piecie. Dla mnie czynnik wiec zupelnie nie istotny.

                                                    a w ogole to jestem zwolenniczka au
                                                    > toekspresji, jak zapewne zauwazylas.

                                                    Zapewne odrobine.
                                                    ;)

                                                    > to jest - moge chronic siebie za ' siedmioma zaslonami' tam,
                                                    gdzie moim cele sa
                                                    > pieniadze, np, ale odnosnie znajomosci towarzyskich, to nie widze
                                                    sensu utrzym
                                                    > ywania bliskiej znajomosci z kims, o kim sadze, ze sklonny bylby
                                                    utrzymywac jed
                                                    > ynie z moja fasada.

                                                    Przeciez maska nie jest doskonala.
                                                    Wielu ludzi sadzi, ze ich blizsi i dalsi nie wiedza ich i nie
                                                    znaja, a potem opadaja im szczeki, kiedy moga uslyszec to, co tamci
                                                    o nich mysla. Z reguly ci 'nieznajacy' trafiaja w sedno z czymstam.
                                                    Malo kto - chyba nikt- nie jest w stanie wytworzyc maski
                                                    doskonalej, zawsze z niego wyjdzie to, czego nie chce ujaniac,
                                                    jesli nie w tej sytuacji, to w innej. Wiec z ta 'tylko fasada' to
                                                    nieprawda jest, chyba ze bylby slepy i gluchy emocjonalnie, a to
                                                    kiepski material na przyjaciela, wiec akurat nie zal chyba.

                                                    > a zreszta i tak staram sie aby fasada wyrazala mnie, jeszcze raz
                                                    podkresle - ni
                                                    > e w sensie wyrazania moich zmiennych emocyjek.

                                                    No to musi byc dosc ekstremalne doswiadczenie byc z toba blisko.

                                                    > ale nadal dziwia mnie nieco ludzie, ktorzy totalnie oddzielaja
                                                    rozne tereny swo
                                                    > jego zycia. mysle, ze tak totalnie to tez niezbyt dobrze.

                                                    Znowu - nigdy nie widzialam kompletnie szczelnej maski.

                                                    > czy wiedziec co dobre = czynic dobro
                                                    > 'Oczywiscie, ze nie. ja np jestem tego zywym przykladem.'
                                                    > hmm, sokrates moglby powiedziec, ze to znaczy tyle, ze ty tak
                                                    naprawde nie wies
                                                    > z co jest dobre. nie ma w tobie wiedzy, a tylko jakies cienie
                                                    wiedzy majacza.

                                                    Wiem, ale to glupie jest. Spokojnie mozna wiedziec, co zle i robic
                                                    to zle.

                                                    > auuu, spalilam sie makabrycznie. mysle, ze zlezie mi skora.

                                                    I dostaniesz raka i umrzesz. Czy twoja anarchistyczna dusza buntuje
                                                    sie tez przeciw kremom z filrami?

                                                    > 'Pewnie chodzi tez o to, ze proces jest dla mnie bardziej
                                                    interesujacy niz wyni
                                                    > k, nie wiem.'
                                                    > no, ja tez nie wiem, ale moze chodzic o to, ze nie masz ogolnej
                                                    wizji tego, co
                                                    > chcesz napisac na dany temat.

                                                    No nie mam, wlasnie o to chodzi, o to zeby nie miec niczego
                                                    przemyslanego i ulozonego.


                                                    Ide spac, bo zasne z twarza na klawiaturze.czul
                                                  • szarylemur z nog padam 28.05.08, 01:35
                                                    ' place i wymagam ' odnosnie studiow
                                                    filozoficznych''

                                                    Np dobrze zaopatrzona biblioteke, czynna 12/7, z wieloma kopiami
                                                    ksiazek, czynnym ksero. Wykladowcow kompetentnych i przygotowanych,
                                                    panie w dziekanacie poinformowane i wyrozumiale itd.'

                                                    smy mieli i naprawde zasobna, nie tylko w dziela tamtyczne, biblioteke i wykladowcow, ktorzy naprawde wiele wiedzieli i umiejetnie te wiedze przekazac potarfili, jak i do zazartych, rozwijajacych dyskusji zachecic umieli. a pani z dziekanatu, no, coz, dodawala wydzialowi malowniczosci ;)
                                                    a to wszystko za jakies 120 zeta rocznie.
                                                    troche to przykre, ze teraz zdaje sie zmiany ida w tym kierunku, ze aby studiowac trzeba albo miec na to duze poparcie rodzicow ( takze materialne), albo byc geniuszem ukierunkowanym na nauke, albo ciezko pracowac i trzymac sie twardo rzeczywistosci.
                                                    ---
                                                    'wrecz z ich powodu'. sie nie dopuscilas.
                                                    ale powiedzenie ' to sa umiejetnosci z terapii' sugeruje ze terapia jest zrodlem, powodem zaistnienia umiejetnosci rownowazenia myslenia i czucia.
                                                    ---
                                                    'Flaki z pulpetami, brr.'
                                                    brr? raczej ZGROZA :\\\
                                                    dla mnie - przez te pulpety - stanowczo nietykalne.
                                                    ---
                                                    'Jesli dzieci sa, to niekoniecznie musza dzielic wszystkie demony rodzicow. Imo najtrudniejsze w byciu rodzicem jest to.'
                                                    wobec obu zdan - pewnie racja.
                                                    ---
                                                    'No to musi byc dosc ekstremalne doswiadczenie byc z toba blisko.'
                                                    dlaczego ?
                                                    ( jakos nie lapie tematu masek dzisiaj)
                                                    ---
                                                    'ale nadal dziwia mnie nieco ludzie, ktorzy totalnie oddzielaja rozne tereny swojego zycia. mysle, ze tak totalnie to tez niezbyt dobrze.
                                                    Znowu - nigdy nie widzialam kompletnie szczelnej maski.'
                                                    a tu z chodzilo mi o to, ze nie czuje jakos zbyt dobrze ludzi, ktorzy w pracy sa tylko pracownikami, pracuja zawsze tak samo niezaleznie od wszelkich szczesc i dramatow. mysle, ze to strasznie ciezkie. choc w pewnym sensie, z innej perspektywy patrzac moze to i dobrze wplywa na psychike, odciac sie od innych tematow, skoncentrowac sie na tym, co sie robi tu i teraz. ale nie w przypadkach ekstremalnie smutnych czy radosnych. jakies robocie mi sie zdaje, niepotrzebne. zreszta, pewnie zalezy od zespolu i typu pracy/ kariery.
                                                    ---
                                                    'Spokojnie mozna wiedziec, co zle i robic to zle. '
                                                    tak, jesli przyjmiemy istnienie obiektywnego dobra/ zla.
                                                    nie, jesli pozbedziemy sie tej koncepcji. wowczas moze sie okazac, ze czesto wbrew swoim najbardziej uswiadomionym rozumowaniom, postepujesz w zgodzie z tym, co rzeczywiscie w danej sytuacji za dobro uznajesz, nawet jesli ogolnie nazywasz to zlem.
                                                    ---
                                                    'dostaniesz raka i umrzesz'
                                                    dzieki, i tak umre. moja ' anarchistyczna dusza' sie zaczytala w tych ' muzach' wspominanych kiedys.
                                                    ---
                                                    'wlasnie o to chodzi, o to zeby nie miec niczego przemyslanego i ulozonego. '
                                                    dlaczego? po co? czemu to sluzy?

                                                    lol, ja tez spadam spac mniej wiecej.
                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: z nog padam 29.05.08, 00:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > smy mieli i naprawde zasobna, nie tylko w dziela tamtyczne,
                                                    biblioteke i wyklad
                                                    > owcow, ktorzy naprawde wiele wiedzieli i umiejetnie te wiedze
                                                    przekazac potarfi
                                                    > li, jak i do zazartych, rozwijajacych dyskusji zachecic umieli. a
                                                    pani z dzieka
                                                    > natu, no, coz, dodawala wydzialowi malowniczosci ;)

                                                    No toscie mieli szczescie, bo moim przyjaciolom szczeki opadaly, ze
                                                    w bibliotece mamy po pietnascie - 20 kopii jednej ksiazki itd.
                                                    A panie w dziekanacie sa zawsze takie, to regula, nawet rozne
                                                    sytuacje naduzywania wladzy przez ludzi na malo prestizowych
                                                    stanowiskach (wozni, ochoroniarze etc) nazywam 'syndromem pani z
                                                    dziekanatu'.

                                                    > troche to przykre, ze teraz zdaje sie zmiany ida w tym kierunku,
                                                    ze aby studiow
                                                    > ac trzeba albo miec na to duze poparcie rodzicow ( takze
                                                    materialne), albo byc
                                                    > geniuszem ukierunkowanym na nauke, albo ciezko pracowac i trzymac
                                                    sie twardo rz
                                                    > eczywistosci.

                                                    To jest bardzo przykre, bo nawet i pracujacych nie zawsze stac na
                                                    te 9 czasem tysiakow rocznie. Noale w tym kierunku zmierza
                                                    kapitalizm w polskiej odmianie - aby w spoleczenstwie status
                                                    spoleczny byl dziedziczny.

                                                    > 'wrecz z ich powodu'. sie nie dopuscilas.
                                                    > ale powiedzenie ' to sa umiejetnosci z terapii' sugeruje ze
                                                    terapia jest zrodle
                                                    > m, powodem zaistnienia umiejetnosci rownowazenia myslenia i
                                                    czucia.

                                                    Oj zesz czepu czepu. 'To sa umiejetnosci _tez_ z terapii', albo 'to
                                                    sa u mnie umiejetnosci z terapii'.

                                                    > 'Flaki z pulpetami, brr.'
                                                    > brr? raczej ZGROZA :\\\
                                                    > dla mnie - przez te pulpety - stanowczo nietykalne.

                                                    Wszystko zalezy - zrobilam ostatnio pulpety z parmezanem, w sosie
                                                    musztardowym i byly owszem owszem. Ale flakow sie brzydze, chociaz
                                                    z zapamietaniem ogladam programy podroznicze typu 'bizarre foods'.

                                                    > 'No to musi byc dosc ekstremalne doswiadczenie byc z toba blisko.'
                                                    > dlaczego ?
                                                    > ( jakos nie lapie tematu masek dzisiaj)

                                                    Wyobrazilam sobie bycie z kims, kto jest - wg twoich slow -
                                                    humorzasty i zmienny i pomyslalam, ze trzeba miec do tego nerwy
                                                    albo zaciecie.

                                                    > a tu z chodzilo mi o to, ze nie czuje jakos zbyt dobrze ludzi,
                                                    ktorzy w pracy s
                                                    > a tylko pracownikami, pracuja zawsze tak samo niezaleznie od
                                                    wszelkich szczesc
                                                    > i dramatow. mysle, ze to strasznie ciezkie. choc w pewnym sensie,
                                                    z innej persp
                                                    > ektywy patrzac moze to i dobrze wplywa na psychike, odciac sie od
                                                    innych temato
                                                    > w, skoncentrowac sie na tym, co sie robi tu i teraz. ale nie w
                                                    przypadkach ekst
                                                    > remalnie smutnych czy radosnych. jakies robocie mi sie zdaje,
                                                    niepotrzebne. zre
                                                    > szta, pewnie zalezy od zespolu i typu pracy/ kariery.

                                                    Ja sie staram skupic na pracy, kiedy jestem w pracy i na realu,
                                                    kiedy jestem po pracy. Przez to, ze efektywnie wykorzystuje czas,
                                                    nie mieszam tych dwoch rzeczywistosci ze soba. A przelaczam sie w
                                                    drodze do albo z, kompletnie i totalnie.

                                                    Noale oczywiscie zadne przegiecie nie jest zazwyczaj dobre, chyba
                                                    ze jest dobre.

                                                    > 'Spokojnie mozna wiedziec, co zle i robic to zle. '
                                                    > tak, jesli przyjmiemy istnienie obiektywnego dobra/ zla.
                                                    > nie, jesli pozbedziemy sie tej koncepcji. wowczas moze sie
                                                    okazac, ze czesto wb
                                                    > rew swoim najbardziej uswiadomionym rozumowaniom, postepujesz w
                                                    zgodzie z tym,
                                                    > co rzeczywiscie w danej sytuacji za dobro uznajesz, nawet jesli
                                                    ogolnie nazywas
                                                    > z to zlem.

                                                    Ech, akurat. Jesli komus zadaje cierpienie, na zimno i z rozmyslem,
                                                    to robie cos zlego, obojetnie od tego, miarka jakich czasow i
                                                    jakiej kultury bedzie sie to mierzyc.

                                                    > 'dostaniesz raka i umrzesz'
                                                    > dzieki, i tak umre. moja ' anarchistyczna dusza' sie zaczytala w
                                                    tych ' muzach'
                                                    > wspominanych kiedys.

                                                    Kup se krem z filtrem, duszo! Na pewno sa teraz promocje trzy w
                                                    cenie jednego albo co. Jeszcze ci na kota starczy.

                                                    > 'wlasnie o to chodzi, o to zeby nie miec niczego przemyslanego i
                                                    ulozonego. '
                                                    > dlaczego? po co? czemu to sluzy?

                                                    Temu zeby sie nie krygowac, upiekszac i kreowac, wiory i drzazgi.

                                                    Zdech pies, slaniam sie
                                                    czul
                                                  • szarylemur o, jak pozno ;| 29.05.08, 05:02
                                                    'w tym kierunku zmierza kapitalizm w polskiej odmianie - aby w spoleczenstwie status spoleczny byl dziedziczny.'
                                                    tragiczne, jak dla mnie. ciezkie czasy dla lekkoduchow... i dla ich potomkow.
                                                    ---
                                                    'Oj zesz czepu czepu. 'To sa umiejetnosci _tez_ z terapii', albo 'to sa u mnie umiejetnosci z terapii'.'
                                                    o, merci, merci :)))
                                                    ---
                                                    'pulpety z parmezanem, w sosie musztardowym i byly owszem owszem'
                                                    a ja wlasnie takich rzeczy nie znosze i nie tykam, o ile nie znajduje sie na skraju zapasci glodowej.
                                                    flakami brzydze sie natomiast teoretycznie, bo to flaki przeciez. ale takie flaczki jak robil moj ojciec - yhm, pycha.
                                                    po glebszej refleksji przynaje ze moj stary jednak swietnie gotowal, te wszystkie maczne potrawy szczegolnie, niestety mial wlasnie slabosc do pulpetow i schabowych, i miesnych sosow - czyli tego czego ja nie znosze dobrze.
                                                    ---
                                                    'programy podroznicze typu 'bizarre foods'.'
                                                    ymm, wlasnie widzialam program o zarciu z korei. zolw bez skorupy pokrojony w idealne kwadraty oraz suszone jeze. za duzo ostrych, palacych przypraw, jak dla mnie. ja mam taki delikatny zoladek... zniszczony tanim winem w czasach gdy myslalam ze jestem wieczna ;]
                                                    ---
                                                    'Wyobrazilam sobie bycie z kims, kto jest - wg twoich slow - humorzasty i zmienny i pomyslalam, ze trzeba miec do tego nerwy albo zaciecie.'
                                                    po pewnym czasie takze ja staje sie przewidywalna, moze trwa to ze mna dluzej niz z innymi, ale jednak. juz mniej sie placze, mniej eksperymentuje, mniej ulegam naglym przeswiadczeniom o ' dziejowej koniecznosci' pojscia za jakims moim odczuciem czy mysla. wiecej pewnosci co do jakiejs tam drogi jest we mnie, totez i fasada jest bardziej spojna.
                                                    choc - z moich doswiadczen wynika, ze czesto moje wyobrazenia na temat tego, jak powinnam sie zachowac w danej roli, malo przystaja do jakichs spolecznych oczekiwan.
                                                    mozliwe ze jest to konsekwencja braku nauk domowych w tym wzgledzie.
                                                    wg ojca caly swiat mial byc dla mnie i ja bylam najwazniejsza, wg matki konwencje spol sa nieistotne, a liczy sie tylko szacunek, empatia, proby zrozumienia niezaleznie od statusu czy plci adresata.
                                                    ---
                                                    'Ja sie staram skupic na pracy, kiedy jestem w pracy i na realu, kiedy jestem po pracy. '
                                                    no, jasne, ja rowniez. ale oprocz tego lubie wiedziec w jakim stanie sa moi wspolpracownicy. nie tylko oszczedza mi to ewentualnych nerwow spowodowanych tym, ze nie wzielam pod uwage ze ktos nie spal cala noc i ze zmeczenia robi pomylki, ale tez tworzy bardziej ' rodzinna' , ludzka atmosfere, ktora lubie.
                                                    to zapewne nieprofesjonalne. w tescie jakims gazetowym wyszlo mi ze kariery nie zrobie. no, zobaczymy, moze doznam metamorfozy, ale jak na razie moj charakter odpowiada mi mniej wiecej taki jaki jest
                                                    ---
                                                    'Jesli komus zadaje cierpienie, na zimno i z rozmyslem, to robie cos zlego, obojetnie od tego, miarka jakich czasow i jakiej kultury bedzie sie to mierzyc.'
                                                    a dentysta borujacy, wyrywajacy zab? niby zadaje komus cierpienie 'z rozmyslem i na zimno', ale w zboznym celu.
                                                    ale nie o to chodzilo.
                                                    jesli bowiem postepujac wbrew swoim uswiadomionym rozumowaniom na temat dobra, postepujesz w zgodzie z tym, co nieswiadomie uznajesz za najwyzsze dobro w danej sytuacji, to znaczy w sumie tyle, ze nie wiesz co dobre, ze mylnie je nazywasz. tzn wydaje ci sie ze wiesz co jest zle i to wlasnie zle czynisz, dlatego, ze nie wiesz, ze tym razem to zle wydaje ci sie dobrem, czyms lepszym niz cale to ' dobro'. i w ten sposob wyszla mi teza raczej przerazajaca dla sokratesa, a mianowicie, ze z uczynienia czegos wynika, iz to cos ocenilismy jako dobre.
                                                    pomylilam sie podajac ten przyklad wczoraj i niewykluczone ze myle sie piszac to sprostowanie dzisiaj.
                                                    w kazdym razie, problem staje sie bardziej jednoznaczny, gdy przyjmiemy istnienie bezwzglednego dobra.
                                                    na pytanie o to, czy wiedziec co znaczy byc sprawiedliwym, oznacza bycie sprawiedliwym, mozna odp tak lub nie. ja rowniez odpowiedzialabym , ze nie, wiedza nie rowna jest cnocie. teza przeciwna oparta jest chyba o pobozne zyczenie s. tylko.
                                                    z tego, ze kazdy sprawiedliwie czyniacy wie, co to jest sprawiedliwosc, nie wynika, ze kazdy wiedzacy czym jest spr, bedzie postepowal sprawiedliwie. poza tym, nie kazdy oceniany jako sprawiedliwy musi byc swojej cnoty swiadom, imo.
                                                    albo mi cos umknelo z jego tyrad.

                                                    a idac ta sciezka potknelam sie o moja dawna refleksje o tym, ze obecne czasy - kultura, filozofia postmodernizmu przypominaja mi bardzo sofistow.
                                                    totez czekam na sokratesa, skoro jp2 nie dal rady :)
                                                    a najbardziej mnie ciekawi, czy sie doczekam, czy zdecydowany powrot do absolutyzmu nastapi...
                                                    ---
                                                    'Kup se krem z filtrem, duszo! '
                                                    krem caly czas stal w szafie. a drugi i trzeci w lazience. tyle ze to mialy byc dwa szlugi, kawka i kilka stron, a nie poltorej godzinki... :)
                                                    a na kota czas nadszedl - szczepienia. tylko jak takiego dzika przekonac, ze drapanie naprawde nie jest konieczne? to bedzie ciezkie zadanie.
                                                    ---
                                                    'zeby sie nie krygowac, upiekszac i kreowac, wiory i drzazgi.'
                                                    radosna tfurczosc? :)
                                                    no, moze byc i tak.

                                                    mam nadzieje ze pies ' zdech' metaforycznie tylko!
                                                    pozdrawiam :)))

                                                  • bene_gesserit Re: o, jak pozno ;| 31.05.08, 02:03
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > 'w tym kierunku zmierza kapitalizm w polskiej odmianie - aby w
                                                    spoleczenstwie s
                                                    > tatus spoleczny byl dziedziczny.'
                                                    > tragiczne, jak dla mnie. ciezkie czasy dla lekkoduchow... i dla
                                                    ich potomkow.

                                                    To nie tylko dla lekkoduchow, ale w ogole kazdego z nizszych klas
                                                    spolecznych. Malo ktorego robotnika bedzie stac na wypasione
                                                    przedszkole (albo przedszkole w ogole), podstawowke i gimnazjum z
                                                    jezykami, dodatkowe zajecia i najlepsze LO, nie mowiac juz o
                                                    studiach. Noi sen o milionerze z pucybuta znika, po co sie starac i
                                                    w ogole marzyc.

                                                    > po glebszej refleksji przynaje ze moj stary jednak swietnie
                                                    gotowal, te wszystk
                                                    > ie maczne potrawy szczegolnie, niestety mial wlasnie slabosc do
                                                    pulpetow i scha
                                                    > bowych, i miesnych sosow - czyli tego czego ja nie znosze dobrze.

                                                    Ale swoja droga to dzika ironia losu, ze zostajesz mistrzynia
                                                    sztuki, ktora ci sie nieodmiennie z nim kojarzy. Wesze tu jakies
                                                    glebsze sensy albo boze poczucie humoru, czasem dosc cierpkie.

                                                    > 'programy podroznicze typu 'bizarre foods'.'
                                                    > ymm, wlasnie widzialam program o zarciu z korei. zolw bez skorupy
                                                    pokrojony w i
                                                    > dealne kwadraty oraz suszone jeze. za duzo ostrych, palacych
                                                    przypraw, jak dla
                                                    > mnie. ja mam taki delikatny zoladek... zniszczony tanim winem w
                                                    czasach gdy mys
                                                    > lalam ze jestem wieczna ;]

                                                    W tym programie o dziwnym jedzeniu mowili, ze larwy z pni sa
                                                    lekkostrawne. Tylko trzeba z nich wycisnac to, co maja w srodku.

                                                    > po pewnym czasie takze ja staje sie przewidywalna, moze trwa to
                                                    ze mna dluzej n
                                                    > iz z innymi, ale jednak.
                                                    ...
                                                    > choc - z moich doswiadczen wynika, ze czesto moje wyobrazenia na
                                                    temat tego, ja
                                                    > k powinnam sie zachowac w danej roli, malo przystaja do jakichs
                                                    spolecznych ocz
                                                    > ekiwan.
                                                    > mozliwe ze jest to konsekwencja braku nauk domowych w tym
                                                    wzgledzie.

                                                    To jest imo pewne raczej.

                                                    > wg ojca caly swiat mial byc dla mnie i ja bylam najwazniejsza, wg
                                                    matki konwenc
                                                    > je spol sa nieistotne, a liczy sie tylko szacunek, empatia, proby
                                                    zrozumienia n
                                                    > iezaleznie od statusu czy plci adresata.

                                                    Moze stad ta zmiennosc, ze jestes dwoma osobami - troche od mamy,
                                                    troche od taty.

                                                    > no, jasne, ja rowniez. ale oprocz tego lubie wiedziec w jakim
                                                    stanie sa moi wsp
                                                    > olpracownicy. nie tylko oszczedza mi to ewentualnych nerwow
                                                    spowodowanych tym,
                                                    > ze nie wzielam pod uwage ze ktos nie spal cala noc i ze zmeczenia
                                                    robi pomylki,
                                                    > ale tez tworzy bardziej ' rodzinna' , ludzka atmosfere, ktora
                                                    lubie.

                                                    No tak, ale to zazwyczaj i tak i tak widac.
                                                    Pracowalam kiedys w jedym pokoju z taka dziewucha bez maski, ktora
                                                    byla mocno choleryczna i z lagodna jak aniol pania, ktora sie
                                                    bardzo chowala. I po tej drugiej tez bylo widac, ze ja cos gryzie,
                                                    ale nie bylo tego czuc. Za to tamta hetera potrafila swoimi
                                                    wyrzekaniami na podly swiat zepsuc humor wszystkim i od razu.

                                                    > a dentysta borujacy, wyrywajacy zab? niby zadaje komus
                                                    cierpienie 'z rozmyslem
                                                    > i na zimno', ale w zboznym celu.

                                                    No nie wiem, ja tam zawsze prosze o znieczulenie.

                                                    > ale nie o to chodzilo.
                                                    > jesli bowiem postepujac wbrew swoim uswiadomionym rozumowaniom na
                                                    temat dobra,
                                                    > postepujesz w zgodzie z tym, co nieswiadomie uznajesz za
                                                    najwyzsze dobro w dan
                                                    > ej sytuacji, to znaczy w sumie tyle, ze nie wiesz co dobre, ze
                                                    mylnie je nazywa
                                                    > sz. tzn wydaje ci sie ze wiesz co jest zle i to wlasnie zle
                                                    czynisz, dlatego, z
                                                    > e nie wiesz, ze tym razem to zle wydaje ci sie dobrem, czyms
                                                    lepszym niz cale t
                                                    > o ' dobro'. i w ten sposob wyszla mi teza raczej przerazajaca dla
                                                    sokratesa, a
                                                    > mianowicie, ze z uczynienia czegos wynika, iz to cos ocenilismy
                                                    jako dobre.
                                                    > pomylilam sie podajac ten przyklad wczoraj i niewykluczone ze
                                                    myle sie piszac t
                                                    > o sprostowanie dzisiaj.
                                                    > w kazdym razie, problem staje sie bardziej jednoznaczny, gdy
                                                    przyjmiemy istnien
                                                    > ie bezwzglednego dobra.

                                                    Ja nie wiem, to sobie przemysle za dnia, bo tak teraz to nie
                                                    zalapalam.

                                                    > na pytanie o to, czy wiedziec co znaczy byc sprawiedliwym,
                                                    oznacza bycie sprawi
                                                    > edliwym, mozna odp tak lub nie. ja rowniez odpowiedzialabym , ze
                                                    nie, wiedza ni
                                                    > e rowna jest cnocie. teza przeciwna oparta jest chyba o pobozne
                                                    zyczenie s. tyl
                                                    > ko.

                                                    Noi mozna znalezc dziesiatki przykladow z gazet, ze praktyka te
                                                    teze ignoruje.

                                                    > a idac ta sciezka potknelam sie o moja dawna refleksje o tym, ze
                                                    obecne czasy -
                                                    > kultura, filozofia postmodernizmu przypominaja mi bardzo
                                                    sofistow.
                                                    > totez czekam na sokratesa, skoro jp2 nie dal rady :)
                                                    > a najbardziej mnie ciekawi, czy sie doczekam, czy zdecydowany
                                                    powrot do absolut
                                                    > yzmu nastapi...

                                                    Moze jednak pomysl o powrocie na filozofie.

                                                    > 'Kup se krem z filtrem, duszo! '
                                                    > krem caly czas stal w szafie. a drugi i trzeci w lazience. tyle
                                                    ze to mialy byc
                                                    > dwa szlugi, kawka i kilka stron, a nie poltorej godzinki... :)

                                                    Oj naprawde, no. Powinnas miec jakas zone albo kogos w tym stylu,
                                                    co by ci ten krem przyniosl.

                                                    > a na kota czas nadszedl - szczepienia. tylko jak takiego dzika
                                                    przekonac, ze dr
                                                    > apanie naprawde nie jest konieczne? to bedzie ciezkie zadanie.

                                                    Musisz go jakos tloczyc do kotobusu, a potem to juz z gorki. Dobry
                                                    patent na zamkniecie kota w kotobusie to taki, w ktorym kotobus
                                                    stawia sie pionowo - dziura do gory i zlapanego kota wrzuca -
                                                    latwiej zamknac drzwiczki wtedy. A juz potem weterynarz chyba
                                                    powinien sobie z dzikiem poradzic?

                                                    > 'zeby sie nie krygowac, upiekszac i kreowac, wiory i drzazgi.'
                                                    > radosna tfurczosc? :)
                                                    > no, moze byc i tak.

                                                    Chodzi o to, zeby uniknac pokusy tego medium, to znaczy
                                                    autokreacji. Bez myslenia, bez filtra latwiej.

                                                    > mam nadzieje ze pies ' zdech' metaforycznie tylko!

                                                    metaforycznie, ale jak zywy
                                                    czul
                                                  • szarylemur mam go, mam!!!/ off 31.05.08, 17:50
                                                    akurat mialam telefon ze soba, gdy natrafilam na mego ulubionego kotta
                                                    oto on:
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1235344,2,3.html
                                                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1235345,2,4.html
                                                    pienkne, co nie? :)))
                                                  • bene_gesserit Re: mam go, mam!!!/ off 01.06.08, 02:44
                                                    Cudne :)
                                                  • szarylemur muzeum palenia czarownic 02.06.08, 00:24
                                                    'Malo ktorego robotnika bedzie stac na wypasione przedszkole (albo przedszkole w
                                                    ogole), podstawowke i gimnazjum z
                                                    jezykami, dodatkowe zajecia i najlepsze LO, nie mowiac juz o studiach. Noi sen o
                                                    milionerze z pucybuta znika, po co sie starac i
                                                    w ogole marzyc.'
                                                    zgadzam sie ze wszystkim, z mina ' niestety', oprocz tego ze sen pucybuta znika.
                                                    sen przeciez powstal w podobnych warunkach ( czy nie? ), wiec dlaczego niby
                                                    mialby zniknac?
                                                    wystarczy ze dziecko robotnika bedzie miec smykalke do interesow, hazadru
                                                    zyciowego i ciezkiej pracy, i juz.
                                                    zreszta, podobno, pierwszy milion trzeba ukrasc ;)

                                                    a moze jeszcze troche czasu przeplynie i znow nastanie era pozytywistycznej
                                                    pracy u podstaw, lagodzenia twarzy kapitalizmu lub rewolucji. jasne, ze nie
                                                    bedzie to dokladnym powtorzeniem historii, bo jednak czegos tam niektorzy sie
                                                    ucza, a czesc z tej nauki przenika nawet do ' spolecznej swiadomosci' ...
                                                    ale moze to byc niejaka wariacja na temat zaistnialych juz idei.
                                                    ---
                                                    'ale swoja droga to dzika ironia losu, ze zostajesz mistrzynia sztuki, ktora ci
                                                    sie nieodmiennie z nim kojarzy.'
                                                    ale mi sie generalnie kazda praca jakos z nim kojarzy. jakos pamietam jak
                                                    szydzil ze mnie slowami: ' ty, ksiezniczko, roboty nigdy nie znajdziesz'
                                                    interesujace, dla mnie, co siedzi w czlowieku ktory takie jadowite sprzecznosci
                                                    sprzedaja swojej corce. lek przed tym, ze poradze sobie bez niego i podyktowane
                                                    nim zamachiwanie sie na mnie sekatorem, zapewne.
                                                    ---
                                                    'larwy z pni sa lekkostrawne. Tylko trzeba z nich wycisnac to, co maja w srodku.'
                                                    no, dobra. jak glod w lesie mnie przycisnie, to wiem co robic, dzieki :]
                                                    kiedys, wiedzeni pragnieniem przetrwania, nalapalismy caly garnek francuskich
                                                    slimakow. wedle przepisu zostawilismy je do namoczenia na noc. ale, kurcze,
                                                    przykryc zapomnielismy, wiec sie rozlazly.
                                                    lecz w zamian za to, galijskie bostwo plodnosci, zeslalo nam cala palete serow,
                                                    skrzynke kielbasy i kontener prawie- swiezych buleczek.
                                                    i wina moc.
                                                    na to pojawili sie znikad polscy robotnicy i na postawie naglej obfitosci
                                                    oskarzyli nas o kradziez ich ' zlota, komorek i forsy'.
                                                    wymachujac kluczami francuskimi i zlorzeczac., przeszukali i odeszli tak nagle
                                                    jak przyszli.
                                                    a potem wymienilismy nadmiar serow na papierosy.
                                                    i tak to wlasnie fortuna kolem sie toczy w miejscu o kodzie pocztowym 66600
                                                    :]
                                                    ---
                                                    'Pracowalam kiedys w jedym pokoju z taka dziewucha bez maski, ktora byla mocno
                                                    choleryczna i z lagodna jak aniol pania, ktora sie bardzo chowala. I po tej
                                                    drugiej tez bylo widac, ze ja cos gryzie, ale nie bylo tego czuc. Za to tamta
                                                    hetera potrafila swoimi wyrzekaniami na podly swiat zepsuc humor wszystkim i od
                                                    razu.'
                                                    no, ale - wg mnie - one obie nosily maski. jedna - maske aniola, druga - jedzy.
                                                    pod maskami zas mogly byc, u obu, komponenty innej tresci niz te powierzchniowe.
                                                    wg ciebie maska jest tylko po to, aby ulatwiac innym zycie z nami?
                                                    wg mnie jest to po prostu pewna nasza poza, niekoniecznie swiadomie przybrana,
                                                    majaca na celu nie tylko zaspokojenie oczekiwan spol, ale tez wyrazenie siebie.
                                                    cos jak pomost, mediacja miedzy jednym a drugim. maska ma tez zapewnic nam
                                                    skutecznosc w grupie. na podstawie obserwacji maski mozna powiedziec jakie
                                                    wartosci, zachowania dana osoba uwaza za stosowne, np.
                                                    mysle, ze o ile czyjas cholerycznosc moze informowac o tym, ze maska tej osoby
                                                    jest nieszczelna, o tyle czyjes malkontenctwo juz nie - to tez maska, wg mnie.
                                                    ---
                                                    dentysta
                                                    prosisz o znieczulenie... ale jego podanie odbywa sie poprzez bolesne, celowe
                                                    wbicie igly w dziaslo...
                                                    ---
                                                    'Powinnas miec jakas zone albo kogos w tym stylu, co by ci ten krem przyniosl.'
                                                    och, nie. nie nadaje sie do zwiazku ze ' sluzacym'/ ca'. to mogloby uaktywnic
                                                    moje poklady demonicznego sadyzmu zazwyczaj uspione i przeblyskujace tylko w
                                                    zartach.
                                                    mowie ci, probowalam troszke, ale czulam wowczas pogarde dla tej osoby i
                                                    niechec/ lekkie przerazenie do samej siebie. taki zimny ogien.
                                                    zdecydowanie wole bardziej partnerskie uklady.
                                                    jednak nie mam w glowie zakodowanego ' bycia ksiezniczka i juz'.
                                                    ---
                                                    kot
                                                    'Musisz go jakos tloczyc do kotobusu'
                                                    taa, a wiesz ile ona ma lap jak sie postara?! ;) ile pazurow?
                                                    'A juz potem weterynarz chyba powinien sobie z dzikiem poradzic?'
                                                    no, zobaczymy, czy sobie poradzi. jakos na pewno. ale ile to stresu bedzie dla
                                                    nas wszystkich... ;)))
                                                    ---
                                                    'Chodzi o to, zeby uniknac pokusy tego medium, to znaczy autokreacji. Bez
                                                    myslenia, bez filtra latwiej.'
                                                    yhmm, ciekawa idea, serio. :)

                                                    pozdrawiam serdecznie :)
                                                  • bene_gesserit Re: muzeum palenia czarownic 02.06.08, 02:19
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > zgadzam sie ze wszystkim, z mina ' niestety', oprocz tego ze sen
                                                    pucybuta znika
                                                    > .
                                                    > sen przeciez powstal w podobnych warunkach ( czy nie? ), wiec
                                                    dlaczego niby
                                                    > mialby zniknac?
                                                    > wystarczy ze dziecko robotnika bedzie miec smykalke do interesow,
                                                    hazadru
                                                    > zyciowego i ciezkiej pracy, i juz.
                                                    > zreszta, podobno, pierwszy milion trzeba ukrasc ;)

                                                    To jest wiara, ktora podzielaja wszyscy, a najbardziej Amerykanie.
                                                    Tymczasem wskazniki mobilnosci spolecznej (czyli na przestrzeni
                                                    dwoch pokolen zmienia sie przynaleznosc klasowa dzieci wzgledem
                                                    rodzicow) dowodza, ze tam, gdzie nie ma rozrosnietego socjalu i
                                                    wielkich wydatkow panstwa na edukacje _dla_wszystkich_, 'smykalka
                                                    do interesow' nie wystarczy. Najnizsza moblilnosc spoleczna jest w
                                                    USA, najwyzsza - to nietrudno zgadnac - w Szwecji i w ogole
                                                    Skandynawii. Roznice szans ksztaltuja sie juz w wieku 3-4 lat, w
                                                    wieku przedszkolnym, bo ci, ktorzy chodzili do przeszdkola, i to
                                                    dobrego, maja o wiele wieksze szanse lepiej sobie radzic w szkole i
                                                    zyciu, niz ci, ktorzy nie chodzili. To sa suche dane statystyczne i
                                                    ten jednen na piec milionow, ktoremu sie udalo dojsc z nedzy do
                                                    pieniedzy, ich nie zmieni.

                                                    > a moze jeszcze troche czasu przeplynie i znow nastanie era
                                                    pozytywistycznej
                                                    > pracy u podstaw, lagodzenia twarzy kapitalizmu lub rewolucji.
                                                    jasne, ze nie
                                                    > bedzie to dokladnym powtorzeniem historii, bo jednak czegos tam
                                                    niektorzy sie
                                                    > ucza, a czesc z tej nauki przenika nawet do ' spolecznej
                                                    swiadomosci' ...
                                                    > ale moze to byc niejaka wariacja na temat zaistnialych juz idei.

                                                    Nie rozumiem, czemu mialaby przyjsc.
                                                    Musialaby sie bowiem oplacac, i to szybko, najlepiej w czasie
                                                    jednej kadencji rzadu. Inaczej ma marne szanse.

                                                    > kiedys, wiedzeni pragnieniem przetrwania, nalapalismy caly garnek
                                                    francuskich
                                                    > slimakow. wedle przepisu zostawilismy je do namoczenia na noc.
                                                    ale, kurcze,
                                                    > przykryc zapomnielismy, wiec sie rozlazly.
                                                    > lecz w zamian za to, galijskie bostwo plodnosci, zeslalo nam cala
                                                    palete serow,
                                                    > skrzynke kielbasy i kontener prawie- swiezych buleczek.
                                                    > i wina moc.
                                                    > na to pojawili sie znikad polscy robotnicy i na postawie naglej
                                                    obfitosci
                                                    > oskarzyli nas o kradziez ich ' zlota, komorek i forsy'.
                                                    > wymachujac kluczami francuskimi i zlorzeczac., przeszukali i
                                                    odeszli tak nagle
                                                    > jak przyszli.
                                                    > a potem wymienilismy nadmiar serow na papierosy.
                                                    > i tak to wlasnie fortuna kolem sie toczy w miejscu o kodzie
                                                    pocztowym 66600

                                                    Moj boze, mogliscie te slimaki namoczyc w piwie, jesli wam jakies
                                                    zostalo, podobno takie lepiej wchodza.

                                                    > no, ale - wg mnie - one obie nosily maski. jedna - maske aniola,
                                                    druga - jedzy.

                                                    A nienie. Jedza, a raczej zrzeda i maruda od razu wywalala to, co
                                                    miala na watrobie, na tego kto sie napatoczyl. Zero kaganca. Kiedys
                                                    nie wytrzymalam i odpowiedzialam na jej codzienny bluzg na 'ch..owy
                                                    swiat', ze jej kupie tlumik na twarz, ktory nastepnie ochotniczo
                                                    zatkam kartoflem. Czasem naprawde asertywnosc przydaje sie tylko do
                                                    tego, zeby ja potrzaskac o kant stolu.

                                                    > pod maskami zas mogly byc, u obu, komponenty innej tresci niz te
                                                    powierzchniowe
                                                    > .

                                                    Nie. Po tygodniu wiedzialysmy wszystko o A., bez pytania. Co, jak
                                                    gdzie, cala historie jej zycia itd. Jak sie czula kiedy, jak sie
                                                    czuje teraz i w ogle.
                                                    Naprawde, zdarzaja sei ludzie bez maski i ta ich bezmasknosc jest
                                                    wyjatkowo odstreczajaca. Zwlaszcza jesli sie jest na nich skazana.

                                                    > wg ciebie maska jest tylko po to, aby ulatwiac innym zycie z
                                                    nami?

                                                    Przeciez to dziala w obie strony. Rownie dobrze mozna to nazwac
                                                    wykalkulowanym egoizmem.

                                                    > wg mnie jest to po prostu pewna nasza poza, niekoniecznie
                                                    swiadomie przybrana,
                                                    > majaca na celu nie tylko zaspokojenie oczekiwan spol, ale tez
                                                    wyrazenie siebie.
                                                    > cos jak pomost, mediacja miedzy jednym a drugim. maska ma tez
                                                    zapewnic nam
                                                    > skutecznosc w grupie. na podstawie obserwacji maski mozna
                                                    powiedziec jakie
                                                    > wartosci, zachowania dana osoba uwaza za stosowne, np.
                                                    > mysle, ze o ile czyjas cholerycznosc moze informowac o tym, ze
                                                    maska tej osoby
                                                    > jest nieszczelna, o tyle czyjes malkontenctwo juz nie - to tez
                                                    maska, wg mnie.

                                                    Tak byc moze, ale nie musi. Czasem to poza, czasem szczerosc.

                                                    > dentysta
                                                    > prosisz o znieczulenie... ale jego podanie odbywa sie poprzez
                                                    bolesne, celowe
                                                    > wbicie igly w dziaslo...

                                                    Ostatnio po paru probach zrobienia mi tego i owego, dentystka
                                                    zrezygnowala z pokonywania mojego oporu i dala mi jakas piguleczke,
                                                    po ktorej osunelam sie radosnie na fotel i zaszczebiotalam 'to co
                                                    dzisiaj robimy?', a potem pamietam strzykawki i niewiele wiecej.
                                                    Kazali mi potem siedziec godzine w poczekalni, zebym otrzezwiala i
                                                    mogla wrocic do domu.

                                                    > och, nie. nie nadaje sie do zwiazku ze ' sluzacym'/ ca'. to
                                                    mogloby uaktywnic
                                                    > moje poklady demonicznego sadyzmu zazwyczaj uspione i
                                                    przeblyskujace tylko w
                                                    > zartach.
                                                    > mowie ci, probowalam troszke, ale czulam wowczas pogarde dla tej
                                                    osoby i
                                                    > niechec/ lekkie przerazenie do samej siebie. taki zimny ogien.

                                                    Tym bardziej powinnas wejsc w cos takiego. Chyba.

                                                    > zdecydowanie wole bardziej partnerskie uklady.
                                                    > jednak nie mam w glowie zakodowanego ' bycia ksiezniczka i juz'.

                                                    No wiesz.
                                                    Miec wladze znaczy sluzyc, jak mawiali Chinczycy.

                                                    > kot
                                                    > 'Musisz go jakos tloczyc do kotobusu'
                                                    > taa, a wiesz ile ona ma lap jak sie postara?! ;) ile pazurow?

                                                    Z tego co pamietam, jak sie go znienacka owinie grubym recznikiem,
                                                    to nie ma zadnej.

                                                    > 'A juz potem weterynarz chyba powinien sobie z dzikiem poradzic?'
                                                    > no, zobaczymy, czy sobie poradzi. jakos na pewno. ale ile to
                                                    stresu bedzie dla
                                                    > nas wszystkich... ;)))

                                                    Nam z weterynarzem kot kiedys uciekl w trakcie doodbytniczego
                                                    mierzenia temperatury. Z termometrem sterczacym w zadku. Szczesciem
                                                    gabinet byl malutki i bylo nieduzo łapania.

                                                    > 'Chodzi o to, zeby uniknac pokusy tego medium, to znaczy
                                                    autokreacji. Bez
                                                    > myslenia, bez filtra latwiej.'
                                                    > yhmm, ciekawa idea, serio. :)

                                                    Oczywiscie tego sie calkiem nie da ominac. Noale.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur maska pucybuta 02.06.08, 22:16
                                                    wiara pucybuta
                                                    co do tego, ze rzeczywistosc przeczy snom pucybotow, masz racje, tak to wyglada, zdaje sie.
                                                    ale ta wiara oporna jest na argumenty badan i przewidywania na nich oparte. dlatego moze istniec nawet teraz i tutaj.
                                                    o to tylko mi chodzilo, byc moze wyrazilam sie nieprecyzyjnie.
                                                    ---
                                                    'Nie rozumiem, czemu mialaby przyjsc [ epoka pozyt pracy o podstaw].Musialaby sie bowiem oplacac, i to szybko, najlepiej w czasie jednej kadencji rzadu. Inaczej ma marne szanse.'
                                                    a ja nie rozumiem czemu mialaby nie przyjsc, skoro sympatie ideolo wciaz kraza pomiedzy jednym a drugim biegunem. pamietasz taka sinusoide epok z polskiego?
                                                    moze teraz idzie to szybciej, a moze tylko sie miesza? ja bym chciala wiedziec gdzie nas 'potomnosc' umiesci, patrzac na to wszystko z dystansu.
                                                    a jesli przyjdzie, to oczywiscie dlatego, ze sie bedzie oplacac, w jakims sensie. i niekoniecznie za kadencji jednego rzadu, gdyz chodzi tu o jakas ogolnoeuropejska fale w kulturze raczej, niz o dzialania jednostkowego rzadu.
                                                    czy taka fala moze w ogole obecnie, w czasach tzw globalizacji, powstac, to sie dopiero zastanawiam, niemrawo...
                                                    ---
                                                    'mogliscie te slimaki namoczyc w piwie, jesli wam jakies zostalo'
                                                    nie, nie zostalo, bo i nie bylo :))) soli tez nie bylo. byly za to plakaty z wystawy o inkwizycji, poniewierajace sie po tej wyludnionej wiosce...
                                                    ---
                                                    'A nienie. Jedza, a raczej zrzeda i maruda od razu wywalala to, co miala na watrobie, na tego kto sie napatoczyl. '
                                                    no, ale ty dalej traktujesz, widze, maske jako jakiegos rodzaju kaganiec dobrej miny. dla mnie maska oznacza ta czesc osobowosci, ktora osoba pokazuje. moze zatem i jedza miec maske - pokazywac tylko wrogie reakcje do swiata, tylko skwaszone miny i nadete marudztwo moga jej sie wydawac stosownymi do okazania swiatu. swoja delikatnosc, swoje nadzieje i jakies tam radosci ploche ( lubie dzis to slowo ), trzymac dla siebie, pod maska.
                                                    maska to nie tylko usmiech, moim zdaniem.
                                                    chyba dobrze, ze jej tak powiedzialas, moze to chociaz sklonilo ja do refleksji nad swoja maska? choc pewnie byla to jedynie gorzka refleksja ' znow niezrozumianej ofiary zlego swiata'...
                                                    ---
                                                    'Po tygodniu wiedzialysmy wszystko o A., bez pytania. Co, jak gdzie, cala historie jej zycia itd. Jak sie czula kiedy, jak sie
                                                    czuje teraz i w ogle. Naprawde, zdarzaja sei ludzie bez maski i ta ich bezmasknosc jest wyjatkowo odstreczajaca. Zwlaszcza jesli sie jest na nich skazana.'
                                                    naprawde, nie wydaje mi sie aby to byla bezmaskowosc. to raczej wyraz skrajnego ekstrawertyzmu. nie powiesz mi chyba, ze ktos kto zanudza innych opowiesciami o sobie, to ten, co nie nosi maski? a im wiecej introwertyzmu, tym wiecej maski, niby?
                                                    wg mnie - nie
                                                    choc, rzecz jasna, ekstrawertyzm moze byc polaczony ze slaba maska. ale wtedy osoba raczej nie filtruje opowiesci stosownych i niestosownych wg siebie dla publicznosci. mozesz powiedzec, ze ta A. wlasnie nie filtrowala, mowila wszystko, co jej przyszlo do glowy.
                                                    byc moze, ale niekoniecznie.
                                                    ---
                                                    dentystka
                                                    'Ostatnio po paru probach zrobienia mi tego i owego, dentystka zrezygnowala z pokonywania mojego oporu i dala mi jakas piguleczke,
                                                    po ktorej osunelam sie radosnie na fotel...'
                                                    a to suka, zepsula mi moj przyklad ;[
                                                    no, wiec, wezmy szczepionki u dzieci :) jako przyklad zadawania bolu na zimno i swiadomie, ale w zboznym celu
                                                    ---
                                                    zwiazek ze sluzacym/ ca
                                                    "tym bardziej powinnas wejsc w cos takiego. Chyba.'
                                                    intrygujace! myslalam nad tym wczoraj troche, ale nadal jakos slisko mi to wyglada.
                                                    w jakim celu mialabym w to wchodzic, wg ciebie?
                                                    ---
                                                    'Miec wladze znaczy sluzyc, jak mawiali Chinczycy.'
                                                    ale to sie akurat raczej chyba do relacji z grupa stosuje, niz z pojedynczym czlowiekiem, imo.
                                                    ---
                                                    rada z recznikiem jest swietna! dzieki, jakos o tym nie pomyslalam. wyprobujemy.
                                                    ---
                                                    uniknac autokreacji w necie poprzez pisanie bez planu
                                                    no, taaak... ale czy to nie skutkuje wyrazeniem jakiejs nieintencjonalnej maski?
                                                    ja sie juz w tym nieco gubie dzisiaj chyba.
                                                    ale za to dostalam piekny darek urodzinowy od przyjaciol z dalekiego kraju
                                                    m. in historie brzydoty eco, ktora chcialam kupic ale zapomnialam... ( czytalas to? )
                                                    wiec mozliwe, ze w te strone pojda moje zainteresowania, jak tylko znajde czas aby poczytac.

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: maska pucybuta 04.06.08, 02:04
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > [ epoka pozyt pracy o podstaw].
                                                    > a ja nie rozumiem czemu mialaby nie przyjsc, skoro sympatie
                                                    ideolo wciaz kraza
                                                    > pomiedzy jednym a drugim biegunem. pamietasz taka sinusoide epok
                                                    z polskiego?
                                                    > moze teraz idzie to szybciej, a moze tylko sie miesza? ja bym
                                                    chciala wiedziec
                                                    > gdzie nas 'potomnosc' umiesci, patrzac na to wszystko z dystansu.

                                                    Przeciez to, co my teraz, spoleczenstwa zachodnie przezywaly
                                                    kilkadziesiat lat temu. I jakos nie widac, zeby w nich wykielkowala
                                                    Nowa Epoka Szczesliwosci. Musialoby imo cos pie..ac zdrowo, zeby
                                                    sie az tak pozmienialo.

                                                    A potomnosc mysle, bedzie nas widziec jako niewinnych, zacofanych i
                                                    glupawych. To sie akurat nie zmienia :)

                                                    > a jesli przyjdzie, to oczywiscie dlatego, ze sie bedzie oplacac,
                                                    w jakims sen
                                                    > sie. i niekoniecznie za kadencji jednego rzadu, gdyz chodzi tu o
                                                    jakas ogolnoeu
                                                    > ropejska fale w kulturze raczej, niz o dzialania jednostkowego
                                                    rzadu.

                                                    A co z USA i Chinami? Przeciez gdyby dajmy na to Europejczycy
                                                    przejrzeli na oczy i zaczeli, dajmy na to, mniej konsumowac, a
                                                    wiecej przezywac, to by im sie gospodarka zalamala. By raczej nie
                                                    odpuscili latwo.

                                                    > czy taka fala moze w ogole obecnie, w czasach tzw globalizacji,
                                                    powstac, to sie
                                                    > dopiero zastanawiam, niemrawo...

                                                    Nie mam pojecia o ekonomii, ale z tego, co wiem - tylko wtedy,
                                                    jesli mialalaby sie oplacac.
                                                    ;)

                                                    > 'A nienie. Jedza, a raczej zrzeda i maruda od razu wywalala to,
                                                    co miala na wat
                                                    > robie, na tego kto sie napatoczyl. '
                                                    > no, ale ty dalej traktujesz, widze, maske jako jakiegos rodzaju
                                                    kaganiec dobrej
                                                    > miny. dla mnie maska oznacza ta czesc osobowosci, ktora osoba
                                                    pokazuje.

                                                    No to rozmawiamy o czyms innym. Dla mnie maska sluzy do ukrywania
                                                    sie - siebie jako takiej i/lub tego, co sie akurat przezywa. No
                                                    wiec ona i z jednym i drugim sie nie kryla, cale flaki na wierzchu.

                                                    moze z
                                                    > atem i jedza miec maske - pokazywac tylko wrogie reakcje do
                                                    swiata, tylko skwas
                                                    > zone miny i nadete marudztwo moga jej sie wydawac stosownymi do
                                                    okazania swiatu
                                                    > . swoja delikatnosc, swoje nadzieje i jakies tam radosci ploche (
                                                    lubie dzis to
                                                    > slowo ), trzymac dla siebie, pod maska.

                                                    Bez watpienia. Ale czasem zdarza sie ktos, kto obiecuje wesola
                                                    historie, a konczy sie ona tak 'no i urwalo mu trzy palce'.

                                                    > maska to nie tylko usmiech, moim zdaniem.

                                                    No oczywiscie, ze nie. Persony sa rozne, zalezy od srodowiska.

                                                    > chyba dobrze, ze jej tak powiedzialas, moze to chociaz sklonilo
                                                    ja do refleksji
                                                    > nad swoja maska? choc pewnie byla to jedynie gorzka refleksja '
                                                    znow niezrozum
                                                    > ianej ofiary zlego swiata'...

                                                    Zapewne. A u mnie odzyl pomysl przymusowych kazamatow
                                                    terapeutycznych. Utopijny, wiem.

                                                    > naprawde, nie wydaje mi sie aby to byla bezmaskowosc. to raczej
                                                    wyraz skrajnego
                                                    > ekstrawertyzmu.

                                                    Bez obrazy, ale ty z nia nie siedzialas tam.

                                                    nie powiesz mi chyba, ze ktos kto zanudza innych opowiesciami
                                                    > o sobie, to ten, co nie nosi maski? a im wiecej introwertyzmu,
                                                    tym wiecej maski
                                                    > , niby?
                                                    > wg mnie - nie

                                                    To jest oczywiste. Ekstrawertyk chocby dlatego ma mniejsza maske,
                                                    ze wywala ze srodka wszystko, co ma obecnie na watrobie. Co
                                                    oczywiscie nie zmienia faktu, ze bedzie probowal sie przestawic
                                                    tak, zeby jak najwiecej ludzi go zaakceptowalo. U introwertykow
                                                    dochodza takie emocje, jak wstyd i strach, a to pogrubia maske.

                                                    > choc, rzecz jasna, ekstrawertyzm moze byc polaczony ze slaba
                                                    maska. ale wtedy o
                                                    > soba raczej nie filtruje opowiesci stosownych i niestosownych wg
                                                    siebie dla pub
                                                    > licznosci. mozesz powiedzec, ze ta A. wlasnie nie filtrowala,
                                                    mowila wszystko,
                                                    > co jej przyszlo do glowy.
                                                    > byc moze, ale niekoniecznie.

                                                    No to sa te dwie rzeczy: ksztaltowanie dlugofalowego wizerunku i
                                                    informacje o swoich uczuciach teraz. Maruda bez watpienia
                                                    ksztaltowala swoj wizerunek (bo z pewnych wzgledow chciala na sobie
                                                    skupiac uwage), ale jednoczesnie byla bezmaskowo szczera co do
                                                    tego, co teraz przezywa.

                                                    > no, wiec, wezmy szczepionki u dzieci :) jako przyklad zadawania
                                                    bolu na zimno i
                                                    > swiadomie, ale w zboznym celu

                                                    No, ale to jest po prostu wybor mniejszego bolu. Zabki nieleczone
                                                    bola sto piecdziesiat razy bardziej niz wyleczane.

                                                    > zwiazek ze sluzacym/ ca
                                                    > "tym bardziej powinnas wejsc w cos takiego. Chyba.'
                                                    > intrygujace! myslalam nad tym wczoraj troche, ale nadal jakos
                                                    slisko mi to wygl
                                                    > ada.
                                                    > w jakim celu mialabym w to wchodzic, wg ciebie?

                                                    Dla eksperymentu, oczywiscie. Zeby zobaczyc siebie.
                                                    Moje 'chyba' wynika ze skrupulow co do twojego rekwizytu w tym
                                                    eksperymencie.
                                                    Na marginesie: czytalas cos kiedys o patologicznawych zwiazkach
                                                    typu biorca-dawca? Bo moze to jest to.

                                                    > 'Miec wladze znaczy sluzyc, jak mawiali Chinczycy.'
                                                    > ale to sie akurat raczej chyba do relacji z grupa stosuje, niz z
                                                    pojedynczym cz
                                                    > lowiekiem, imo.

                                                    No nie, to w zwiazku dwojga jak najbardziej sie stosuje, z tym ze
                                                    imo w zdrowej relacji to jest symetryczne, a przez to superfajne.

                                                    > rada z recznikiem jest swietna! dzieki, jakos o tym nie
                                                    pomyslalam. wyprobujemy

                                                    A to sie ciesze. Chociaz kot po tym nei bedzie lubil ani ciebie,
                                                    ani recznikow.

                                                    > uniknac autokreacji w necie poprzez pisanie bez planu
                                                    > no, taaak... ale czy to nie skutkuje wyrazeniem jakiejs
                                                    nieintencjonalnej maski
                                                    > ?

                                                    Bez watpienia, ale dlaczego mialabym skakac sama przez siebie? Ja
                                                    sie jakis czas temu wyluzowalam i takie fiku miku mnie nie
                                                    intersuje.

                                                    > ja sie juz w tym nieco gubie dzisiaj chyba.
                                                    > ale za to dostalam piekny darek urodzinowy od przyjaciol z
                                                    dalekiego kraju
                                                    > m. in historie brzydoty eco, ktora chcialam kupic ale
                                                    zapomnialam... ( czytalas
                                                    > to? )

                                                    Nie czytalam, bo wszyscy to czytali, a ja tak nie lubie.
                                                    Noi: tinyurl.com/6y9zu4

                                                    > wiec mozliwe, ze w te strone pojda moje zainteresowania, jak
                                                    tylko znajde czas
                                                    > aby poczytac.

                                                    Mniej netu, to czas sie znajdzie. He he.

                                                    czul.
                                                  • szarylemur gluptaki 04.06.08, 03:43
                                                    Przeciez to, co my teraz, spoleczenstwa zachodnie przezywaly kilkadziesiat lat temu. I jakos nie widac, zeby w nich wykielkowala Nowa Epoka Szczesliwosci.'
                                                    no, moze i nie wykielkuje, ale moze trzeba temu kielkowi teraz nie kilkadziesiat a kilkaset lat... no, i zeby cos porzadnie gruchotnelo... to tez, zapewne, bo ostatnio jakos sie trzymamy na krawedzi stabilnosci.

                                                    'A potomnosc mysle, bedzie nas widziec jako niewinnych, zacofanych i glupawych. To sie akurat nie zmienia :)'
                                                    no, to na pewno, ale mi chodzilo o to, czy uznaja nas za epoke ciemna czy jasna, takie wiesz opozycje antyk/ sredniowiecze itp.
                                                    reasumujac : jednak chyba musi cos ... sie przykrego ludzkosci przytrafic, aby moja teza o powrocie do pozyt pracy u podstaw okazala sie sluszna ;]
                                                    i sama nie wiem, czy zyczyc tego swiatu czy moze raczej zyczyc zachowania tej kruchej ' stabilnosci' ...
                                                    ---
                                                    maska
                                                    'No to rozmawiamy o czyms innym'
                                                    no, tak, na to wyszlo.

                                                    'Ale czasem zdarza sie ktos, kto obiecuje wesola historie, a konczy sie ona tak 'no i urwalo mu trzy palce'.'
                                                    o! zakrzyknela z ospala radoscia - to ja! a moze nie? czasem tez stosuje odwrotne triki.
                                                    ale, jak to sie ma do zagadnienia maski ?

                                                    'pomysl przymusowych kazamatow terapeutycznych. Utopijny, wiem.'
                                                    a nie dalo sie jej powiedziec spokojnie i pewnie, zeby juz przestala opowiadac tak soczyscie o swoim zyciu, ze cie to nuzy, denerwuje i krepuje, czy co tam czulas? albo rozbawic nieco? sprawic aby zaczela przezywac i wyrazac cos bardziej optymistycznego?
                                                    pewnie uwazasz ze praca to nie miejsce na zabawianie/ zbawianie ' maruderow' ?
                                                    zgadzam sie tu z toba, w zasadzie.
                                                    ---
                                                    dentysta
                                                    'No, ale to jest po prostu wybor mniejszego bolu. Zabki nieleczone bola sto piecdziesiat razy bardziej niz wyleczane. '
                                                    co nie zmienia faktu, ze aby je leczyc ( czy szczepic dzieci, np ) zadaje sie na zimno i z premedytacja bol. to taki pokretny przyklad byl wobec sokratesa zdaje sie. i to jeden z tych malowatpliwych moralnie i malosliskich. sliskie mamy w watku adama...
                                                    ---
                                                    zw ze sluzacymi
                                                    'Dla eksperymentu, oczywiscie. Zeby zobaczyc siebie.'
                                                    no, ale pisalam, ze juz troche probowalam... i nie dalam rady psychicznie
                                                    'Moje 'chyba' wynika ze skrupulow co do twojego rekwizytu w tym eksperymencie.'
                                                    co??? jakiego rekwizytu?
                                                    ymm, tak czytalam o dawca biorca sporo.
                                                    i wlasnie jakos sobie tak to przedstawilam, ze namawiasz mnie na zwiazek, w kt bylabym biorca tylko. dlatego zaoponowalam, piszac o zw zrozwnowazonym, partnerskim.
                                                    ale cala ta odnoga moze byc nieporozumieniem...

                                                    miec wladze = sluzyc w zwiazku
                                                    moze na przykladach, bo jakos nie lapie...

                                                    o, i jeszcze jednego bym sie obawiala : ze taki dbajacy o mnie ktos, wymysli sobie, ze wie lepiej niz ja co dla mnie dobre. tak sie dzialo z niektorymi. a ja tego nie znosze, mimo ze czasem bywam zagubiona lub rozstrojona na kilka kierunkow. wtedy lubie nieco powariowac, podramatyzowac komediowo lub sie kogos poradzic, ale tylko tyle: poradzic, a nie - spelniac czyjes pomysly. ci, ktorzy mnie dobrze znaja, doskonale wiedza o mojej oslej naturze.
                                                    a mili cisi ' sluzacy' bywali dosc nudni jak dotad, choc przeciez nie bylo ich znowu tak wielu, ani jakos szczegolnie silnie zdeklarowani nie byli, w sumie.
                                                    mysle, ze mam tzw ciezki charakter.
                                                    na dodatek szczegolnie lubie mezczyzn - muzy, tych, ktorzy wyzwalaja moc tworcza, inspiruja intelektualnie lub artystycznie.
                                                    jasne, ze byloby cudownie gdyby ten ktos, kto przynosi krem i dba o mnie na wszelkie mozliwe sposoby, jednoczesnie nie probowal mna sterowac jak szmaciana kukielka, a za to zainteresowal mnie swoja osobowoscia, pomyslami, okazal sie kompanem do rozmyslan, wycieczek psychoanalitycznych, zabaw i performancow, ale ... takiego kogos to ja jeszcze nie spotkalam. i jakos taki ideal wydaje mi sie niemozliwy do zaistnienia. ale jesli sie pojawi, to na pewno sprobuje.
                                                    jest jeszcze jedno: moj stary zlapal matke wlasnie na dbanie o nia, uboga dziewczyne z prowincji z artystycznymi ambicjami. napewno i to nastawia mnie do tej idei podejrzliwie.
                                                    jakby nie bylo, jak dotad zaden z tych ' opiekunow do dziecka' nie zadowolil innych moich pragnien poza pragnieniem opieki.
                                                    oczywiscie moze chodzic tez o to, ze nie umiem odwzajemniac pozytywnych uczuc w bliskich interseksualnych zwiazkach...

                                                    a na skraj ( albo i poza skraj kawalek nawet ) sadyzmu doprowadzaja mnie naiwnie drapiezne smety w stylu gestow ' bezinteresownej dobroci' ze strony slodkich kluchow polaczone z widocznym oczekiwaniem a nieraz i wrecz domaganiem sie tych gestow odwzajemnienia.
                                                    moralny plus dla mnie, ze przynajmniej nie poluje na ' gluptaki' , a raczej je odpedzam, jesli przypadkiem podejda.
                                                    jakos juz przestalam wierzyc w to, ze mi dobrze bedzie ze zwyklym, przecietnym, poukladanym, milym, ukladnym mezczyzna. nie bedzie, z tego prostego powodu, ze mnie nie zrozumie, ze bede dla kogos takiego wariatka, a jego swiat dla mnie - wiezieniem. i bedzie zle, a z czasem jeszcze gorzej. no, przynajmniej tak bylo wlasnie :)
                                                    uff
                                                    ---
                                                    kot w recznik... oj, musze ja zaszczepic i wysterylizowac bo sie meczy biedna.
                                                    niech i mnie nie lubi, trudno, przejdzie jej.
                                                    ---
                                                    eco
                                                    'Nie czytalam, bo wszyscy to czytali, a ja tak nie lubie.'
                                                    o, boze, ty to naprawde jestes ... ciezka.
                                                    wiesz, moze przestan czytac recenzje i rankingi.
                                                    ja to zobaczylam w ksiegarni i bylo mi naprawde obojetne czy ktos to czytal czy nie.
                                                    ja wiedzialam, ze ja przeczytac to chce.
                                                    ---
                                                    'Mniej netu, to czas sie znajdzie. He he.'
                                                    genialne;]
                                                    zastanowie sie

                                                    DZIEKI ZA FILM
                                                    :)))

                                                    pozdrawiam
                                                  • bene_gesserit Re: gluptaki 06.06.08, 01:04
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [nowy wspanialy swiat]
                                                    > no, moze i nie wykielkuje, ale moze trzeba temu kielkowi teraz
                                                    nie kilkadziesia
                                                    > t a kilkaset lat... no, i zeby cos porzadnie gruchotnelo... to
                                                    tez, zapewne, bo
                                                    > ostatnio jakos sie trzymamy na krawedzi stabilnosci.

                                                    z ciebie, z tego twojego cynizmu, czasem wylazi niezly idealizm.
                                                    Ja jestem zdania, ze jesli sie cos wykluje, to raczej jakas
                                                    antyutopia.

                                                    > no, to na pewno, ale mi chodzilo o to, czy uznaja nas za epoke
                                                    ciemna czy jasna
                                                    > , takie wiesz opozycje antyk/ sredniowiecze itp.

                                                    Noale wszyscy, ktorzy czytali Huizinge, wiedza, ze jednoznaczna
                                                    ocena sredniowiecza nie jest mozliwa. Chociaz pewnie z XXw w
                                                    podrecznikach znajda sie glownie informacje o wojnach swiatowych i
                                                    Holocauscie.

                                                    > reasumujac : jednak chyba musi cos ... sie przykrego ludzkosci
                                                    przytrafic, aby
                                                    > moja teza o powrocie do pozyt pracy u podstaw okazala sie
                                                    sluszna ;]

                                                    Cos raczej mega-przykrego. I wcale nie jest pewne, ze nie
                                                    skorzystaja na tej przykrosci inne stworzenia, np karaluchy albo
                                                    szczury, tworzac cywilizacje konkurencyjna i w efekcie - wygrana
                                                    (sorry, ja sie na sf wychowalam).

                                                    > i sama nie wiem, czy zyczyc tego swiatu czy moze raczej zyczyc
                                                    zachowania tej k
                                                    > ruchej ' stabilnosci' ...

                                                    Stabilnosc to jest moze u nas, a w Afryce czy Azji dalej jest
                                                    ucisk, wojny i nedza.

                                                    ['no i urwalo mu trzy palce'.']
                                                    > o! zakrzyknela z ospala radoscia - to ja! a moze nie? czasem tez
                                                    stosuje odwrot
                                                    > ne triki.
                                                    > ale, jak to sie ma do zagadnienia maski ?

                                                    Nie pamietam :)

                                                    > 'pomysl przymusowych kazamatow terapeutycznych. Utopijny, wiem.'
                                                    > a nie dalo sie jej powiedziec spokojnie i pewnie, zeby juz
                                                    przestala opowiadac
                                                    > tak soczyscie o swoim zyciu, ze cie to nuzy, denerwuje i krepuje,
                                                    czy co tam cz
                                                    > ulas? albo rozbawic nieco?

                                                    Dalo. Stad opowiesc o urwanych palcach. Boki zrywac.

                                                    sprawic aby zaczela przezywac i wyrazac cos bardziej
                                                    > optymistycznego?

                                                    No nie, biuro to nie jest terapia. Niech se zaplaci i idzie, jak
                                                    chce. Zreszta ona by pewnie nie chciala.

                                                    > pewnie uwazasz ze praca to nie miejsce na zabawianie/ zbawianie '
                                                    maruderow' ?
                                                    > zgadzam sie tu z toba, w zasadzie.

                                                    W pracy to powinno byc tak, ze mozemy sie dogadac, nawet jesli za
                                                    soba nie przepadamy, chociaz dobrze jest sie lubic. Co z kolei nie
                                                    oznacza 'team spirit' i nawiazywania zaawansowanych przyjazni. Co
                                                    jeszcze bardziej nie oznacza, ze z roznych miejsc, w ktorych
                                                    pracowalam, nie wynioslam paru bardzo bliskich zwiazkow.

                                                    > dentysta
                                                    > co nie zmienia faktu, ze aby je leczyc ( czy szczepic dzieci,
                                                    np ) zadaje sie n
                                                    > a zimno i z premedytacja bol. to taki pokretny przyklad byl wobec
                                                    sokratesa zda
                                                    > je sie.

                                                    Ja juz nie pamietam, o co poszlo, ale tez mam przyklad - karcenie
                                                    dzieci w celu sprawienia, zeby wyrosly na dobrych ludzi. Wcale nie
                                                    mowie o bolu fizycznym. Noale tak czy siak to ejst wciaz mniejsze
                                                    zlo, zloty srodek czy cos w duchu filozofii antycznej, czyz nie.

                                                    i to jeden z tych malowatpliwych moralnie i malosliskich. sliskie
                                                    mamy
                                                    > w watku adama...

                                                    Mi sie noz w kieszeni otwiera, kiedy slysze, ze 'albo bicie albo
                                                    rozwydrzone bachory'. W moim antyutopijnym swiecie takich rodzicow
                                                    by sie reedukowalo obowiazkowo i bez procesu, jak w komunistycznej
                                                    Rosji.

                                                    > zw ze sluzacymi
                                                    > 'Dla eksperymentu, oczywiscie. Zeby zobaczyc siebie.'
                                                    > no, ale pisalam, ze juz troche probowalam... i nie dalam rady
                                                    psychicznie

                                                    No tak, ale to bylo jakis czas temu. Nawet jesli niedawno. A teraz
                                                    jestes madrzejsza o ten swoj ostatni raz, nie.

                                                    > 'Moje 'chyba' wynika ze skrupulow co do twojego rekwizytu w tym
                                                    eksperymencie.'
                                                    > co??? jakiego rekwizytu?

                                                    Osoby ci podleglej.

                                                    > dlatego zaoponowalam, piszac o zw zrozwnowazonym, partner
                                                    > skim.

                                                    No, dla odmiany moglabys znalezc sobie kogos, kto by nie dal sie
                                                    tak latwo wziac za leb. Zreszta, te twoje historie mogly sie
                                                    wlasnie z tego brac, tzn ze strachu przed dominujacym mezczyzna i
                                                    jego agresja, czyli wzorcem rodzinnym. Cieple kluchy nie stanowia
                                                    zagrozenia.

                                                    > miec wladze = sluzyc w zwiazku
                                                    > moze na przykladach, bo jakos nie lapie...

                                                    Ja bym tu musiala wejsc w intymne meandry zwiazku mojego zycia, a
                                                    tego bym nie chciala, wiec ogolnikowo i tajemniczo napisze, ze
                                                    opiera sie to na symetrycznej postawie szacunku i uwaznosci, czyli
                                                    codziennym wysilku.

                                                    > o, i jeszcze jednego bym sie obawiala : ze taki dbajacy o mnie
                                                    ktos, wymysli so
                                                    > bie, ze wie lepiej niz ja co dla mnie dobre.

                                                    Przeciez to chyba latwo wynegocjowac, cos w rodzaju 'sluchaj, ty
                                                    masz swoje pomysly na moje szczescie, ale one mi sie niekoniecznie
                                                    musza podobac i jesli masz ochote cos takiego realizowac, to ja
                                                    zawze chce wiedziec o tym i zawsze musze wyrazac zgode, zero tego
                                                    typu niespodzianek'.

                                                    > a mili cisi ' sluzacy' bywali dosc nudni jak dotad, choc przeciez
                                                    nie bylo ich
                                                    > znowu tak wielu, ani jakos szczegolnie silnie zdeklarowani nie
                                                    byli, w sumie.
                                                    > mysle, ze mam tzw ciezki charakter.

                                                    Mysle, ze z tego co piszesz, to mozliwe. Noi biorac pod uwage
                                                    wzorzec, w ktorym wyroslas. Ale to moze byc sprawa tymczasowa
                                                    wszak, nie wyrok.

                                                    > na dodatek szczegolnie lubie mezczyzn - muzy, tych, ktorzy
                                                    wyzwalaja moc tworc
                                                    > za, inspiruja intelektualnie lub artystycznie.

                                                    Hehe. Sama pisalas, ze najlepiej ci sie pisze w dole.

                                                    [ktos idealny]
                                                    > a za to zainteresowal mnie swoja osobowoscia, pomyslami, okazal
                                                    sie komp
                                                    > anem do rozmyslan, wycieczek psychoanalitycznych, zabaw i
                                                    performancow, ale ...
                                                    > takiego kogos to ja jeszcze nie spotkalam. i jakos taki ideal
                                                    wydaje mi sie ni
                                                    > emozliwy do zaistnienia.

                                                    No nie wiem, ja swoj ideal (na dodatek bosko przystojny] spotkalam,
                                                    kiedy juz przestalam w jego spotkanie wierzyc. I, zeby bylo
                                                    dziwniej, na tym forum.

                                                    > ale jesli sie pojawi, to na pewno sprobuje.

                                                    Ducha nie gascie!

                                                    > jest jeszcze jedno: moj stary zlapal matke wlasnie na dbanie o
                                                    nia, uboga dziew
                                                    > czyne z prowincji z artystycznymi ambicjami. napewno i to
                                                    nastawia mnie do tej
                                                    > idei podejrzliwie.

                                                    To nie dziwi, jesli sie troche zna forum kobieta bezpieczna albo
                                                    okoloforumowe tematy. To sie doskonale miesci we wzorcu.

                                                    > oczywiscie moze chodzic tez o to, ze nie umiem odwzajemniac
                                                    pozytywnych uczuc w
                                                    > bliskich interseksualnych zwiazkach...

                                                    To mozliwe. Ze strachu. Odwzajemnienie sprawia, ze jestes
                                                    odslonieta, bezbronna.

                                                    > a na skraj ( albo i poza skraj kawalek nawet ) sadyzmu
                                                    doprowadzaja mnie naiwn
                                                    > ie drapiezne smety w stylu gestow ' bezinteresownej dobroci' ze
                                                    strony slodkich
                                                    > kluchow polaczone z widocznym oczekiwaniem a nieraz i wrecz
                                                    domaganiem sie tyc
                                                    > h gestow odwzajemnienia.

                                                    Wesze tu jakies rodzinne resentymenty, ale moze sie myle.

                                                    > jakos juz przestalam wierzyc w to, ze mi dobrze bedzie ze
                                                    zwyklym, przecietnym,
                                                    > poukladanym, milym, ukladnym mezczyzna.

                                                    W istenie takich to ja po prostu nie wierze, wiec spokojnie sie z
                                                    toba zgodze.

                                                    nie bedzie, z tego prostego powodu, ze
                                                    > mnie nie zrozumie, ze bede dla kogos takiego wariatka, a jego
                                                    swiat dla mnie -
                                                    > wiezieniem. i bedzie zle, a z czasem jeszcze gorzej. no,
                                                    przynajmniej tak bylo

                                                    Pewnie potrzebujesz kogos z jednej strony dojrzalego, z drugiej -
                                                    swobodnego, noi z umiejetnoscia cieplej, ale rozumnej akceptacji.

                                                    > eco
                                                    > 'Nie czytalam, bo wszyscy to czytali, a ja tak nie lubie.'
                                                    > o, boze, ty to naprawde jestes ... ciezka.

                                                    Eee, zejdz z mojej wagi, bo cie kopne.
                                                    I to jedna z moich licealnych cech, kiedyto bylam barzo offowa i z
                                                    automatu nie lubilam i nie zapoznawalm sie z tym, co wszyscy :)
                                                    Staram sie to pielegnowac, to maly pomniczek mojej mlodosci.

                                                    > DZIEKI ZA FILM
                                                    > :)))

                                                    :)))

                                                    czul.
                                                  • szarylemur niewidy 07.06.08, 03:53
                                                    postaram sie szybko odpisac...

                                                    'z ciebie, z tego twojego cynizmu, czasem wylazi niezly idealizm.'
                                                    ciekawe, wiesz wcale nie uwazam sie za osobe cyniczna, ani za idealistke.
                                                    moje wnioski o mozliwej zmianie glownego nurtu ideolo opieram na pobieznej analizie historii, co kolem sie toczy. dalej zas zastanawiam sie, czy moze nastapial w swiecie ludzkim tak duza zmiana, ze weszlismy na jakis nowy poziom, likwidujacy mozliwosc powrotu do wzorcow przeszlosci ( i chodzi mi tu o globalizacje, inny uklad sil polit/ ekon na swiecie).
                                                    a z tym cynizmem,idealizmem to dobry przyklad na to, jak traktuje maske, a raczej czyjes wyrobione zdanie na moj temat. zdarza mi sie je rozbic w drobny mak, nawet tego nie zauwazywszy ( poki mi ktos nie powie) i popic kawa.jesli juz jakas maska mialaby byc mi przypisana, to moze panny co lubi popatrzec zza winkla, z dystansu. ale to tez sie sypie. tutaj dogonilam swoja mysl, co mi zwiala niegdys - maska jest to cos, co czyni osobe przewidywalna, imo.
                                                    to doskonala definicja tego jak ja ujmuje te sprawe.
                                                    i dalej: nie powiem, ze nie mam maski, lecz raczej jakby wycigam na powierzchnie rozne aspekty mojej zwichrowanej osobowosci, czyniac je fasada na chwile. choc obecnie mam juz swoja ' stala' mniej wiecej ' twarz', to 'ta kotka nie zawsze tak wygladala' ( pamietasz to?)
                                                    ---
                                                    'Noale wszyscy, ktorzy czytali Huizinge, wiedza, ze jednoznaczna ocena sredniowiecza nie jest mozliwa. '
                                                    ja czytalam, ale juz nie pamietam. wiec powiem od siebie - chodzi o jakis ogolny trend danej epoki, tylko tyle.
                                                    ---
                                                    'W pracy to powinno byc tak, ze mozemy sie dogadac, nawet jesli za soba nie przepadamy, chociaz dobrze jest sie lubic.'
                                                    to jasne. powiem tylko, ze mnie meczy cos innego : obgadywanie za plecami, podczas gdy twarza w twarz jest tiutiu tiu. nadal nie umiem tego zaakceptowac, dlatego pewnie trzymam sie na dystans wobec ludzi, z ktorymi pracuje.
                                                    ---
                                                    'Mi sie noz w kieszeni otwiera, kiedy slysze, ze 'albo bicie albo rozwydrzone bachory'.
                                                    ja sie nie wypowiadam w tamtym watku. trudno mi cos powiedziec praktycznie. nie bylam bita, nie mam wiec odruchu bicia dzieci. ale mam tez jak najbardziej otwarta ' czakre przemocy', i jestem do przemocy dosc latwo sklonna, tyle ze powoduje ona u mnie olbrzymie wyrzuty sumienia.
                                                    naprawde trudno mi powiedziec czy malemu dziecku da sie pewne sprawy racjonalnie wytlumaczyc, czy tez trzeba uzyc jakiejs formy autorytatywnej. i czy wieksza szkode poniesie dziecko, ktore dostalo pare klapsow czy takie ktoremu mowi sie ostro ' nie , i juz'., czy moze jest to to samo? nie mam pojecia, bo nie znam roznicy miedzy jednym a drugim.
                                                    teoretycznie mysle, ze jest roznica miedzy klapsem a biciem sznurem, ze sporadycznie klapsy moga przerodzic sie w lanie sznurem. kampania przeciw przemocy wobec dzieci jest jak najbardziej potrzebna, pomaga zmienic status bicia w swiadomosci powszechnej. ale jak realnie poradzic sobie z dzieckiem kiedy nie jest sie aniolem i nie dysponuje sie calym czasem swiata na jego wychowanie, tak aby nie naruszac jego granic nigdy, ja nie wiem.
                                                    mowie ci, bene, dzieci ' to nie na moje zdrowie/ nerwy...
                                                    ---
                                                    zw ze sluzacymi
                                                    'A teraz jestes madrzejsza o ten swoj ostatni raz, nie.'
                                                    hm, madrzejsza? bo ja wiem, moze o tyle, ze nie chce zwiazkow tego typu. sporo myslalam na ten temat, na temat zw w ogole, i jakos mi wyszlo, ze ja sie do zwiazku nazwijmy to seksualnego, w ogole nie nadaje. nagle okazuje sie jaka jestem delikatna, neurityczna, poraniona. po przekroczeniu granicy zaangazowanie emocjonalnego w zwiazku seksualnym, trace zimna krew i to razem z glowa, czesto, zbyt czesto, zbyt szybko i zbyt bolesnie.
                                                    wlaze w swoj cien, ktory - wnioskujac po reakcjach - nie jest fajny ani kuszacy. i robi sie wielki szajs.

                                                    'Zreszta, te twoje historie mogly sie wlasnie z tego brac, tzn ze strachu przed dominujacym mezczyzna i jego agresja, czyli wzorcem rodzinnym. Cieple kluchy nie stanowia zagrozenia.' nie, to nie tak. mnie nie pociagaja jawnie agresywni mezczyni. mnie pociagaja ci, ktorym agresja wylazi katem oka, ze tak powiem. a cieple kluchy sprawiaja z kolei, ze ze mnie zaczyna wylazic jadowita wazka. poza tym, przeciez wiadomo, ze wszyscy naprawde fajni mezczyni sa juz dawno zajeci ;] zostaje watpliwy second hand, osobniki ze skaza na psychice i ci, ktorych nikt nie chcial. oraz cuda ;) niewidy

                                                    czasem mysle, ze moze model francuski bylby dla mnie najlepszy - znaczy kluchowaty opiekunczy maz i iskrzacy kochanek na boku. ale to za wysokie progi na moje nogi.
                                                    ---
                                                    'Przeciez to chyba latwo wynegocjowac, cos w rodzaju 'sluchaj, ty masz swoje pomysly na moje szczescie, ale one mi sie niekoniecznie
                                                    musza podobac i jesli masz ochote cos takiego realizowac, to ja zawze chce wiedziec o tym i zawsze musze wyrazac zgode, zero tego
                                                    typu niespodzianek'.
                                                    ach, to nie chodzilo o to, lecz o trucie za uszami. bylam wtedy baaahdzo nieszczesliwa istota, i przyciagnelam i takiego pocieszyciela co na kazdy moj bol mial tuzin optymistycznych porad, wywodzacych sie z filozofii kompletnie mi obcej i zgrzytliwej dla mnie. on chcial mnie zbawiac, podczas gdy ja chcialam tylko sie wypatroszyc z bolu zycia... i nie rozumial dlaczego nie chce byc szczesliwa na jego modle. eh.
                                                    ---
                                                    'Sama pisalas, ze najlepiej ci sie pisze w dole.'
                                                    gdzie? nie pamietam.
                                                    to jest: pamietam ze jak mialam lat 16 - 20 to i'm only happy when it rains bylo jedna z moich sztandarowych piosnek. ale to bylo dawno temu.
                                                    znacznie lepiej mi sie pisze gdy jest mi wesolo, serio. smutek i rozterki nie sa jedynymi emocjami dostarczajacymi inspiracji. szczerze mowiac, piep.rze taka inspiracje. juz wypisalam te tonacje.
                                                    ---
                                                    'No nie wiem, ja swoj ideal (na dodatek bosko przystojny] spotkalam, kiedy juz przestalam w jego spotkanie wierzyc.'
                                                    no, wiem, juz pisalas. ciesze sie.
                                                    ja wlasnie jestem w fazie raczej glebokiej utraty wiary w takie spotkanie. ale , z natury, jestem bardzo ' nadziejnym' stworzeniem, czego kiedys jednakowo silnie nienawidzilam w sobie i za co dziekowalam.
                                                    ---
                                                    gluptaki i moj sadyzm
                                                    'Wesze tu jakies rodzinne resentymenty, ale moze sie myle.'
                                                    nie, raczej sie mylisz. moj stary jest moze ' idiota' ale do malointeligentnych nie nalezy. moze da sie to wyprowadzic z ogolego miksu mojego domu, ale jakos teraz tego nie widze.
                                                    mysle, ze potrzebuje mezczyzny o silnej ( niekoniecznie agresywnej) osobowosci, dodatkowo zbieznej z moja. slabego gluptaka przeraze na pierwszym zakrecie, a gdy bedzie chcial mi wspanialomyslnie wybaczyc ten wyskok, ten zgrzyt, ktory byl moim spiewem..., to bedzie wlasnie zapowiedz konca.....
                                                    ---
                                                    'Pewnie potrzebujesz kogos z jednej strony dojrzalego, z drugiej - swobodnego, noi z umiejetnoscia cieplej, ale rozumnej akceptacji.'
                                                    nie, nie, nie. ja potrzebuje gruszek na wierzbie, pegazow, siedmiomilowych butow i miliarda euro. i cudnych snow za kazdym spaniem.
                                                    ;)
                                                    ---
                                                    'to jedna z moich licealnych cech, kiedyto bylam barzo offowa i z automatu nie lubilam i nie zapoznawalm sie z tym, co wszyscy :)'
                                                    nie, no wybacz, ale to ' z automatu' to dla mnie czysta ' paranoja' tchnie, absurdem...
                                                    ja tam lubilam i lubie laczyc rzeczy w przekorne zestawy, kompozycje eklektyczne tworzyc, kolaze. czesto na przyklad nosilam kwiatek do korzucha, choc moj hit to byl jednak duzy zolty plastikowy zyrandol - niebywale twarzowe nakrycie glowy * szczegolnie po paru winach*, mowie ci ;)))
                                                    ---
                                                    film i tobie stworze, ale na razie nie znalazlam nic interesujacego. ale twoj jest super :)))))

                                                    czulko :)
                                                    ps: przestalam czytac swoje posty przed wyslaniem, nie mam serca do tego, nie chce mi sie nic zmieniac. wiec sorry za bzdety i literowki.
                                                  • bene_gesserit Re: niewidy 08.06.08, 02:27
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > dalej zas zastanawiam sie, czy moze nastapia
                                                    > l w swiecie ludzkim tak duza zmiana, ze weszlismy na jakis nowy
                                                    poziom, likwidu
                                                    > jacy mozliwosc powrotu do wzorcow przeszlosci ( i chodzi mi tu o
                                                    globalizacje,
                                                    > inny uklad sil polit/ ekon na swiecie).

                                                    A to kiedys bylo mozliwe? Powracalo sie?

                                                    > a z tym cynizmem,idealizmem to dobry przyklad na to, jak traktuje
                                                    maske, a racz
                                                    > ej czyjes wyrobione zdanie na moj temat.

                                                    No, tu sie miesza pare rzeczy. Ktos kiedys powiedzial, ze kiedy
                                                    rozmawiaja dwie osoby, rozmawia ich szesc, po trzy z kazdej strony:
                                                    ja jako ja
                                                    ja taka jaką chcę abyś mnie wiedziala
                                                    ja taka, jaka mnie widzisz

                                                    Nie zawsze to, co nam sie wydaje nasza maska, akurat nia jest - a
                                                    tu to juz zupelnie, bo wyobraznia.

                                                    > maska jest to cos, co czyni osobe przewidywalna, imo.

                                                    E, nie kupuje tego. Jesli sie ludzie znaja jak lyse konie i moga z
                                                    prawie stuprocentowym prawdopodobienstwem przewidziec drugiego, to
                                                    znaczy, ze obaj maja maski? Noi co, jesli ktos nosi maske
                                                    nieprzewidywalnego i tajemniczego?

                                                    > nie powiem, ze nie mam maski, lecz raczej jakby wycigam na
                                                    powierzchni
                                                    > e rozne aspekty mojej zwichrowanej osobowosci, czyniac je fasada
                                                    na chwile. cho
                                                    > c obecnie mam juz swoja ' stala' mniej wiecej ' twarz', to 'ta
                                                    kotka nie zawsze
                                                    > tak wygladala' ( pamietasz to?)

                                                    Nie pamietam. Noi przeciez jasne - nosimy rozne maski, dla roznych
                                                    ludzi i roznych okolicznosci i dla roznych naszych nastrojow.

                                                    > to jasne. powiem tylko, ze mnie meczy cos innego : obgadywanie za
                                                    plecami, podc
                                                    > zas gdy twarza w twarz jest tiutiu tiu. nadal nie umiem tego
                                                    zaakceptowac, dlat
                                                    > ego pewnie trzymam sie na dystans wobec ludzi, z ktorymi pracuje.

                                                    To zasadniczo sluszna taktyka. Ale nie wszyscy obgaduja.

                                                    ...
                                                    > ale jak realnie poradzic sobie z dzieckiem kiedy nie jest sie
                                                    > aniolem i nie dysponuje sie calym czasem swiata na jego
                                                    wychowanie, tak aby ni
                                                    > e naruszac jego granic nigdy, ja nie wiem.

                                                    Niby skad masz wiedziec?
                                                    Dziecko, ktore nie jest aniolem jest zywym przykladem tego, ze jego
                                                    rodzice nie sa aniolami.
                                                    Pomijajac rozne przypadki chorob, nieposluszne, 'zle', niegrzeczne
                                                    dziecko bedzie zawsze swiadectwem niekompetencji swoich rodzicow.
                                                    Nie ma genu 'zla' dziecka, jest za to cale morze braku umiejetnosci
                                                    wychowawczych. A idealna kara to kara stanowcza, ale i wykonana
                                                    lagodnie (w sensie: bez wyzywania sie). Moj emocjonalny stosunek do
                                                    tego tematu wynika z faktu, ze bylam bita. Od czasu do czasu,
                                                    paskiem, na zimno, kiedy cos przeskrobalam. I nie pamietam bolu,
                                                    ale potworny strach przed bijacym. Mysle, ze brak tego strachu w
                                                    mojej biografi nie sprawilby, ze bylabym gorszym czlowiekiem
                                                    obecnie.

                                                    > mowie ci, bene, dzieci ' to nie na moje zdrowie/ nerwy...

                                                    Dlatego, ze mialas poranione dziecinstwo.
                                                    Kiedy pracowalam jako niania, odkrylam, ze aby miec dobry,
                                                    prawdziwy kontakt z podopiecznym, trzeba sie cofnac do siebie samej
                                                    w jego wieku, odkleic wszystkie te lata ksztalcenia sie i
                                                    socjalizowania i wejsc w siebie z jego poziomu.

                                                    > hm, madrzejsza? bo ja wiem, moze o tyle, ze nie chce zwiazkow
                                                    tego typu. sporo
                                                    > myslalam na ten temat, na temat zw w ogole, i jakos mi wyszlo, ze
                                                    ja sie do zwi
                                                    > azku nazwijmy to seksualnego, w ogole nie nadaje. nagle okazuje
                                                    sie jaka jestem
                                                    > delikatna, neurityczna, poraniona. po przekroczeniu granicy
                                                    zaangazowanie emoc
                                                    > jonalnego w zwiazku seksualnym, trace zimna krew i to razem z
                                                    glowa, czesto, zb
                                                    > yt czesto, zbyt szybko i zbyt bolesnie.

                                                    Znam takiego chlopaka. Swietny czlowiek. Widac doszedl do podobnych
                                                    co twoje wnioskow, bo jest teraz pustelnikiem.

                                                    > wlaze w swoj cien, ktory - wnioskujac po reakcjach - nie jest
                                                    fajny ani kuszacy
                                                    > . i robi sie wielki szajs.

                                                    Cien z natury swojej nie budzi entuzjazmu.

                                                    > mnie nie pociagaja jawnie agresywni m
                                                    > ezczyni. mnie pociagaja ci, ktorym agresja wylazi katem oka, ze
                                                    tak powiem.

                                                    A to sie wszystko zgadza. Np czesto corek alkoholikow tez nie
                                                    pociagaja ochlapusy. Chociaz zapalaja wielkim uczuciem, kiedy
                                                    dotrze do nich, ze ten chlop ma z piciem problem.

                                                    > poza
                                                    > tym, przeciez wiadomo, ze wszyscy naprawde fajni mezczyni sa juz
                                                    dawno zajeci
                                                    > ;] zostaje watpliwy second hand, osobniki ze skaza na psychice i
                                                    ci, ktorych ni
                                                    > kt nie chcial. oraz cuda ;) niewidy

                                                    E tam.

                                                    > czasem mysle, ze moze model francuski bylby dla mnie najlepszy -
                                                    znaczy kluchow
                                                    > aty opiekunczy maz i iskrzacy kochanek na boku. ale to za wysokie
                                                    progi na moje
                                                    > nogi.

                                                    Ble, mi sie to wydaje obrzydliwe. Noi potwornie meczace.

                                                    [pozytywny pocieszyciel]

                                                    Od takiego 'wez sie w garsc i usmiechnij sie' ucieklabym po paru
                                                    godzinach z krzykiem.


                                                    > 'Sama pisalas, ze najlepiej ci sie pisze w dole.'
                                                    > gdzie? nie pamietam.

                                                    W pierwszej setce :)

                                                    > ja wlasnie jestem w fazie raczej glebokiej utraty wiary w takie
                                                    spotkanie. ale
                                                    > , z natury, jestem bardzo ' nadziejnym' stworzeniem, czego kiedys
                                                    jednakowo sil
                                                    > nie nienawidzilam w sobie i za co dziekowalam.

                                                    Jest takie sformulowanie 'panika zatrzasnietych drzwi': ze od
                                                    przekroczenia jakiegos progu cos dla nas bedzie niedostepne.
                                                    Dlaczego wielka milosc zycia mialaby kogs spotkac przed
                                                    trzydziestka, a nie pozniej. Tak np.

                                                    ...
                                                    > 'to jedna z moich licealnych cech, kiedyto bylam barzo offowa i z
                                                    automatu nie
                                                    > lubilam i nie zapoznawalm sie z tym, co wszyscy :)'
                                                    > nie, no wybacz, ale to ' z automatu' to dla mnie czysta '
                                                    paranoja' tchnie, abs
                                                    > urdem...

                                                    Wlasnie o to chodzi, zeby poflogowac szczatkom swojej mlodosci.

                                                    > ja tam lubilam i lubie laczyc rzeczy w przekorne zestawy,
                                                    kompozycje eklektyczn
                                                    > e tworzyc, kolaze. czesto na przyklad nosilam kwiatek do
                                                    korzucha, choc moj hit
                                                    > to byl jednak duzy zolty plastikowy zyrandol - niebywale twarzowe
                                                    nakrycie glo
                                                    > wy * szczegolnie po paru winach*, mowie ci ;)))

                                                    To chyba ci wiatr zwiewal?

                                                    Z filmem sie nie napinaj, bo to zle sztuce robi. Zrobisz, jak
                                                    bedziesz miala melodie.

                                                    czul

                                                    ---
                                                    So, lemme ask you. What's the point in looking into the mirror if
                                                    the real you isn't visible at all?
                                                  • szarylemur niewidy2 09.06.08, 03:42
                                                    czy moim zdaniem kiedys powracalo sie do zarzuconych gdzies po drodze idei? moim zdaniem, tak, wracalo sie. jak sie rozum i czyste poznanie przejadlo, zwracalo sie ( rozumem ) w kierunku wiary. tak mniej wiecej, bardzo ogolnie i bardzo laicko, czyli wlasnie moim zdaniem. bic sie o to linkami nie bede ;)
                                                    ---
                                                    'Nie zawsze to, co nam sie wydaje nasza maska, akurat nia jest - a tu to juz zupelnie, bo wyobraznia.'
                                                    ale czy zawsze to co sie wydaje komus nasza maska, nia rzeczywiscie jest? tez pewnie nie. percepcje zaburza, ukierunkowuje filtr.
                                                    ---
                                                    'Jesli sie ludzie znaja jak lyse konie i moga z prawie stuprocentowym prawdopodobienstwem przewidziec drugiego, to znaczy, ze obaj maja maski?'
                                                    nie, niekoniecznie. to znaczy raczej tyle, ze ich wiedza dotyczy rowniez tych maskowanych terenow. ale, powiedz sama, jesli o pewnych rzeczach nie wiesz, to przewidziec ich nie mozesz ( racjonalnie, o snach i wizjach tu nie mowie, bo nie ma po co ).
                                                    a jesli ktos nosi maske nieprzewidywalnego, to wlasnie tyle o nim mozna powiedziec, ze przewidywalne jest, iz nie mozemy przewidziec co zrobi.
                                                    a jesli jest to maska tajemniczosci, to mozna przewidziec, ze osoba zachowa sie jak zwykle, mgliscie i wykretnie.
                                                    ---
                                                    'Dziecko, ktore nie jest aniolem jest zywym przykladem tego, ze jego rodzice nie sa aniolami. '
                                                    yhm, i tak az do poczatku stworzenia...
                                                    ale szczerze mowiac troche zdumialo mnie, ze chyba calkiem sporo ludzi bije swoje dzieci. bicie czymkolwiek i kogokolwiek, jakos malo kojarzylo mi sie dotad z normalnoscia, nawet jesli bilam ja.
                                                    ale mowie ci bene, jeszcze raz, ja nie wiem co bym robila, gdybym byla pracujaca matka bardzo aktywnego dziecka, caly dzien i pol nocy na nogach, mysle ze nie starczyloby mi spokoju na tlumaczenie, uwage itd. jak na razie, wobec tego wszystkiego, najzwyczajniej w swiecie, nie starcza mi na dziecko checi.
                                                    i nie sadze, ze to dlatego, ze mialam poranione dziecinstwo. ja nie lubilam dzieci juz kiedy bylam dzieckiem.
                                                    niektore sa fajne, ale na jakies 5 minut albo przynajmniej nie moje. dzieci sa zbyt absorbujace. a jesli nie poswiecasz im tyle uwagi ile chca, to robisz im krzywde itd...
                                                    'trzeba sie cofnac do siebie samej w jego wieku, odkleic wszystkie te lata ksztalcenia sie i socjalizowania i wejsc w siebie z jego poziomu. '
                                                    no, tak, to zapewni dobry kontakt. ale ja tego nie umiem i , prawde powiedziawszy, srednio mnie to interesuje.
                                                    ----
                                                    'Widac doszedl do podobnych co twoje wnioskow, bo jest teraz pustelnikiem.'
                                                    przeciez pisalam ci juz o tym, ze jedna z moich ulubionych kart tarota jest pustelnik wlasnie.
                                                    nie wiem, czy to pisalas ku przestrodze?
                                                    ---
                                                    'Np czesto corek alkoholikow tez nie pociagaja ochlapusy. Chociaz zapalaja wielkim uczuciem, kiedy dotrze do nich, ze ten chlop ma z piciem problem.'
                                                    chyba za bardzo upraszczasz, jak na moj gust racjonalny. a moze po prostu potraktowalas mnie z ' terapeutyczna wyzszoscia' , jako kogos kto mechanicznie odtwarza nieuswiadomione nawet schematy...
                                                    ja juz probowalam zwiazku z kims kto do zludzenia przypominal mojego ojca ( z postury, charakteru, nawet rodzinnie i spolecznie ). byl to tez w zasadzie moj jedyny trwalszo- stabilniejszy, z dwoma podejsciami zwiazek. i juz wiecej nie chce tego modelu.
                                                    ---
                                                    model francuski
                                                    czemu obrzydliwe? czemu meczace?
                                                    ---
                                                    'Od takiego 'wez sie w garsc i usmiechnij sie' ucieklabym po paru godzinach z krzykiem.'
                                                    nie, to bylo raczej ' lemusiu, tak ci wspolczuje, ale zeby z tego wyjsc to musisz zrobic tak i tak, bo caly swiat kreci sie tak a tak'
                                                    to byl fajny czlowiek, swoja droga, moze na innym etapie spotkanie daloby inny rezultat... ale meczyly mnie jego ciagoty manipulatorskie i brakowalo w sumie chemii miedzy nami.
                                                    ---
                                                    offowosc odrzucajaca wszystko co popularne, co zdobylo rozglos.
                                                    no, dobra, moze to nostalgiczna kontynuacja mlodosci, ale czy nie masz wrazenia ze sporo na tym tracisz?
                                                    ---
                                                    zyrandol
                                                    nie, wiatr nie zwiewal, to bylo na imprezie, choc strasznie mnie kusilo zeby jednak pojechac w nim autobusem... ale to juz byloby zbyt ryzykowne jak dla mnie, i moich przyjaciol.
                                                    a poza tym, to byla cala konstrukcja, gumka trzymala zyrandol na glowie jak trzeba.

                                                    pozdrawiam :)))


                                                  • bene_gesserit Re: niewidy2 11.06.08, 00:48
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > czy moim zdaniem kiedys powracalo sie do zarzuconych gdzies po
                                                    drodze idei? moi
                                                    > m zdaniem, tak, wracalo sie. jak sie rozum i czyste poznanie
                                                    przejadlo, zwracal
                                                    > o sie ( rozumem ) w kierunku wiary. tak mniej wiecej, bardzo
                                                    ogolnie i bardzo l
                                                    > aicko, czyli wlasnie moim zdaniem. bic sie o to linkami nie
                                                    bede ;)

                                                    A mi sie to po prostu wydaje teza naciagana. Niby np Renesans
                                                    czerpal inspiracje ze starozytnosci, ale starozytny przeniesiony w
                                                    rzeczywistosc Renesansu nie skumalby, o co cho i jesli by cos
                                                    rozpoznal jako swoje, to pewnie jakies oryginalne ze swojej epoki
                                                    posagi. Itd, nie bede mnozyc przykladow, bo nie kumam do konca o co
                                                    szlo ci.

                                                    > 'Nie zawsze to, co nam sie wydaje nasza maska, akurat nia jest -
                                                    a tu to juz zu
                                                    > pelnie, bo wyobraznia.'
                                                    > ale czy zawsze to co sie wydaje komus nasza maska, nia
                                                    rzeczywiscie jest? tez p
                                                    > ewnie nie. percepcje zaburza, ukierunkowuje filtr.

                                                    Mysle, ze czesciej nasze intencje maskowe sa odbierane opacznie
                                                    albo dziurawo. Maska doskonala, ktora by klamala jak powinna,
                                                    musialaby nalezec do manipulatora genialnego. A geniuszy malo.

                                                    > 'Jesli sie ludzie znaja jak lyse konie i moga z prawie
                                                    stuprocentowym prawdopod
                                                    > obienstwem przewidziec drugiego, to znaczy, ze obaj maja maski?'
                                                    > nie, niekoniecznie. to znaczy raczej tyle, ze ich wiedza dotyczy
                                                    rowniez tych m
                                                    > askowanych terenow. ale, powiedz sama, jesli o pewnych rzeczach
                                                    nie wiesz, to p
                                                    > rzewidziec ich nie mozesz ( racjonalnie, o snach i wizjach tu nie
                                                    mowie, bo nie
                                                    > ma po co ).

                                                    To raczej dziala w druga strone. Jesli czegos u siebie nie widzimy,
                                                    to probujemy tego u innych nie zauwazac. A jeszcze inaczej jest,
                                                    jesli czegos u siebie widziec nie lubimy - wtedy u innych widzimy
                                                    to nader czesto i ostro. Zazwyczaj ( ->to dodaje na wypadek
                                                    czepiania sie teorii i wynajdowania kosmicznych wyjatkow).

                                                    > a jesli ktos nosi maske nieprzewidywalnego, to wlasnie tyle o nim
                                                    mozna powiedz
                                                    > iec, ze przewidywalne jest, iz nie mozemy przewidziec co zrobi.
                                                    > a jesli jest to maska tajemniczosci, to mozna przewidziec, ze
                                                    osoba zachowa sie
                                                    > jak zwykle, mgliscie i wykretnie.

                                                    E tam. W przyjazni - prawdziwej - tzn jak ja ja rozumiem - jest sie
                                                    golym i z pustymi rekoma. Takie zasady moze dzialaja w kregu
                                                    znajomkow, kolezkow, ale nie w zwiazku milosnym, ktorym jest
                                                    przyjazn. Pewnie, ze to nie jest szczerosc 100%/24/7, ale w moich
                                                    przyjazniach, jesli kto (ja tez) zaczynamy cyrk z maskami, to sobie
                                                    to dosc skutecznie wykpiwamy wczesnie.

                                                    > yhm, i tak az do poczatku stworzenia...
                                                    > ale szczerze mowiac troche zdumialo mnie, ze chyba calkiem sporo
                                                    ludzi bije swo
                                                    > je dzieci.

                                                    Mnie to zdumiewa caly czas. Trzeba miec w sobie nienawisc ostatniej
                                                    mendy, zeby bic taka kompletnie bezbronna i skazana na nas istote.

                                                    bicie czymkolwiek i kogokolwiek, jakos malo kojarzylo mi sie dotad z
                                                    > normalnoscia, nawet jesli bilam ja.
                                                    > ale mowie ci bene, jeszcze raz, ja nie wiem co bym robila, gdybym
                                                    byla pracujac
                                                    > a matka bardzo aktywnego dziecka, caly dzien i pol nocy na
                                                    nogach, mysle ze nie
                                                    > starczyloby mi spokoju na tlumaczenie, uwage itd.

                                                    Jesli masz takie watpliwosci, to dobrze ze nie planujesz na razie
                                                    miec dzieci. Ot i cala filozofia.

                                                    jak na razie, wobec tego wsz
                                                    > ystkiego, najzwyczajniej w swiecie, nie starcza mi na dziecko
                                                    checi.

                                                    Bardzo madrze.

                                                    > i nie sadze, ze to dlatego, ze mialam poranione dziecinstwo. ja
                                                    nie lubilam dz
                                                    > ieci juz kiedy bylam dzieckiem.
                                                    > niektore sa fajne, ale na jakies 5 minut albo przynajmniej nie
                                                    moje. dzieci sa
                                                    > zbyt absorbujace. a jesli nie poswiecasz im tyle uwagi ile chca,
                                                    to robisz im k
                                                    > rzywde itd...

                                                    Mialam bardzo podobnie do czasu, kiedy - ekhe - zjednoczylam sie ze
                                                    swoim wewnetrznym dzieckiem. To bylo na bardzo wyczerpujacych
                                                    warsztatach, bardzo dziwne, pol-szamanskie i potwornie osobiste. Po
                                                    wszystkim czulam sie bardzo lekka i pare dni jeszcze kiedy sie nie
                                                    pilnowalam, unosily mi sie rece do gory ( z lekkosci, same z
                                                    siebie). A skutek uboczny tego byl taki, ze inaczej traktuje
                                                    wszystkie dzieci. Przed tym lubilam bardzo niektore, teraz mam
                                                    mocno zyczliwy stosunek do kazdego. Co nie oznacza, na szczescie,
                                                    ze szczebiocze nad kazdym wozeczkiem.

                                                    > 'trzeba sie cofnac do siebie samej w jego wieku, odkleic
                                                    wszystkie te lata kszt
                                                    > alcenia sie i socjalizowania i wejsc w siebie z jego poziomu. '
                                                    > no, tak, to zapewni dobry kontakt. ale ja tego nie umiem i ,
                                                    prawde powiedziaws
                                                    > zy, srednio mnie to interesuje.

                                                    To moze byc (ale nie musi) niechec do siebie z tego okresu. Duzo
                                                    bolu, ukrytego pod tym 'nie interesuje'. Czesciowo to znam.

                                                    > 'Widac doszedl do podobnych co twoje wnioskow, bo jest teraz
                                                    pustelnikiem.'
                                                    > przeciez pisalam ci juz o tym, ze jedna z moich ulubionych kart
                                                    tarota jest pus
                                                    > telnik wlasnie.
                                                    > nie wiem, czy to pisalas ku przestrodze?

                                                    Bo ja wiem? Troche. Ile razy spotykam tamtego chlopaka, mam
                                                    wrazenie, ze on w zasadzie juz prawie nie zyje. Nie ma depresji czy
                                                    czegos tam, ale po prostu wycofal sie z zycia. Potrzeby zredukowane
                                                    do minimum. Moze ja czegos nie rozumiem, ale nie ufam mu, kiedy
                                                    twierdzi, ze moze nie jest szczesliwy, ale jest mu dobrze.

                                                    > 'Np czesto corek alkoholikow tez nie pociagaja ochlapusy. Chociaz
                                                    zapalaja wiel
                                                    > kim uczuciem, kiedy dotrze do nich, ze ten chlop ma z piciem
                                                    problem.'
                                                    > chyba za bardzo upraszczasz, jak na moj gust racjonalny. a moze
                                                    po prostu potra
                                                    > ktowalas mnie z ' terapeutyczna wyzszoscia' , jako kogos kto
                                                    mechanicznie odtwa
                                                    > rza nieuswiadomione nawet schematy...

                                                    Wez no sie puknij w czolko z wyzszoscia.
                                                    I - schematy odtwarza kazdy. Nikt mnie nie przekona, ze jest
                                                    inaczej.

                                                    > ja juz probowalam zwiazku z kims kto do zludzenia przypominal
                                                    mojego ojca ( z p
                                                    > ostury, charakteru, nawet rodzinnie i spolecznie ). byl to tez w
                                                    zasadzie moj j
                                                    > edyny trwalszo- stabilniejszy, z dwoma podejsciami zwiazek. i juz
                                                    wiecej nie ch
                                                    > ce tego modelu.

                                                    Noi dobrze. Ale calkiem mozliwe, ze pewne elementy twojego ojca
                                                    wmontowaly sie w twojego Animusa. Tzn trudno by mi bylo uwierzyc,
                                                    ze juz sie zdemontowaly.

                                                    > model francuski
                                                    > czemu obrzydliwe? czemu meczace?

                                                    Obrzydliwe, bo zdrada zaklada klamstwo, a mi sie to w zwiazku
                                                    wydaje ochydne. I meczace, bo klamac od rana do wieczora, byc w
                                                    nieustannym pogotowiu, bo a nuz sie wyda skatowaloby mnie po
                                                    poltora dnia.

                                                    ...
                                                    > offowosc odrzucajaca wszystko co popularne, co zdobylo rozglos.
                                                    > no, dobra, moze to nostalgiczna kontynuacja mlodosci, ale czy nie
                                                    masz wrazeni
                                                    > a ze sporo na tym tracisz?

                                                    Nie, to jest bardzo pozyteczny filtr. Kilka ksiazek ktore bym
                                                    chciala przeczytac, ukazuje sie co tydzien. Nie mam takiego
                                                    przerobu, wiec fajnie, ze mi cos odpada od mojej listy zyczen.
                                                    Mniej sie frustruje.

                                                    > zyrandol
                                                    > nie, wiatr nie zwiewal, to bylo na imprezie, choc strasznie mnie
                                                    kusilo zeby je
                                                    > dnak pojechac w nim autobusem... ale to juz byloby zbyt ryzykowne
                                                    jak dla mnie,
                                                    > i moich przyjaciol.
                                                    > a poza tym, to byla cala konstrukcja, gumka trzymala zyrandol na
                                                    glowie jak trz
                                                    > eba.

                                                    Ja wpadlam na patent ze sznurowkami.
                                                    Kiedy szlysmy na druga zmiane do szkoly, schodzily sie u mnie
                                                    kolezanki i przebieralysmy sie, potem trzeba bylo prowadzic
                                                    salonowe rozmowy albo jakies bajki inscenizowalysmy albo fragmenty
                                                    ksiazek czy cos w tym stylu. Ja czesto wlazilam w zyrandol,
                                                    przytwierdzalam go do pasa sznurowkami i na to nakladalam spodnice
                                                    mojej mamy w kwiatki. To byl moj patent na krynoline. Cos kuszacego
                                                    jest w zyrandolach najwyrazniej, i inspirujacego.

                                                    czul
                                                  • szarylemur baby alcachofa 12.06.08, 01:19
                                                    powrot idei
                                                    'Niby np Renesans czerpal inspiracje ze starozytnosci, ale starozytny przeniesiony w ...'
                                                    no, moze i tak, moze to dopiero patrzac wstecz da sie powiedziec: a to, co oni tam maja, to juz bylo kiedys'...
                                                    ---
                                                    'To raczej dziala w druga strone. Jesli czegos u siebie nie widzimy, to probujemy tego u innych nie zauwazac. A jeszcze inaczej jest,
                                                    jesli czegos u siebie widziec nie lubimy - wtedy u innych widzimy to nader czesto i ostro. Zazwyczaj ( ->to dodaje na wypadek czepiania sie teorii i wynajdowania kosmicznych wyjatkow).'
                                                    zgoda, zgoda, mi chodzilo jednak tylko o to, ze - jak mniemam - nie wiedzac zbyt wiele o danej osobie, trudno bedzie powiedziec skad wynikaja takie a nie inne jej zachowania albo co wlasciwie maja na celu zakomunikowac/ ukryc. rzecz jasna, ze najprawdopodobniej bedziemy rozgryzac dana osobe przez analogie do siebie, ale czy jest to wlasciwy sposob, to watpie.
                                                    ---
                                                    'W przyjazni - prawdziwej - tzn jak ja ja rozumiem - jest sie golym i z pustymi rekoma.'
                                                    znaczy: bez maski?
                                                    no, zgoda. nie wiem tylko czemu tu mowisz o prawdziwej przyjazni? jak ma sie to do rozwazan na temat maski osoby nieprzewidywalnej lub tajemniczej?
                                                    ---
                                                    bicie
                                                    ' Trzeba miec w sobie nienawisc ostatniej mendy, zeby bic taka kompletnie bezbronna i skazana na nas istote.'
                                                    no, niekoniecznie. mozna byc tez po prostu glupcem, nie umiec sobie wyobrazic jak to boli. ---> czasem zlo wynika jednak z niewiedzy
                                                    ---
                                                    dzieci
                                                    'Co nie oznacza, na szczescie, ze szczebiocze nad kazdym wozeczkiem.'
                                                    a skad to ' na szczescie ' tutaj?
                                                    czemu ' na szczescie' ?
                                                    ---
                                                    'To moze byc (ale nie musi) niechec do siebie z tego okresu. Duzo bolu, ukrytego pod tym 'nie interesuje'. Czesciowo to znam.'
                                                    ale jaka niechec? jaki bol? o co chodzi ?
                                                    ---
                                                    pustelnik
                                                    'Moze ja czegos nie rozumiem, ale nie ufam mu, kiedy twierdzi, ze moze nie jest szczesliwy, ale jest mu dobrze.'
                                                    ano, 'potrzeby zredukowane do minimum', unikanie wyzwan, takze okolozwiazkowych, aby uniknac bolu porazki. szczypta egzotyki w naszej kulturze, mozna powiedziec przekornie.
                                                    moze lepiej zyc tak,zeby bylo po prostu dobrze, niz placic za chwile poczucia szczescia workami cierpienia? dzis nie wiem.
                                                    ---
                                                    'Ale calkiem mozliwe, ze pewne elementy twojego ojca wmontowaly sie w twojego Animusa. '
                                                    no, oczywiscie ze sie wmontowaly. ale to nie jest jakas niezwykle prosta, trzyczesciowa ukladanka, o jakiej wspominasz powyzej. a i pisac mi sie o tym dzis nie chce za bardzo ani dociekac.
                                                    ---
                                                    model francuski
                                                    'Obrzydliwe, bo zdrada zaklada klamstwo, a mi sie to w zwiazku wydaje ochydne. I meczace, bo klamac od rana do wieczora, byc wnieustannym pogotowiu, bo a nuz sie wyda skatowaloby mnie po poltora dnia.'
                                                    czyli nie przyszlo ci do glowy, ze wszystkie strony zainteresowane maja swiadomosc tego, jak jest...
                                                    ja klamac nie lubie, i nie umiem za dobrze i rowniez nie mialabym najmniejszej ochoty na zwiazek oparty na klamstwie.
                                                    zalozylam wiec ze klamstwa w tym modelu nie bedzie, a takze - optymistycznie/ idealistycznie - za znalazloby sie wystarczajaco duzo chetnych do obstawienia bokow tego swiadomego wielkokata.
                                                    czy dalej jest obrzydliwie i meczaco?
                                                    ---
                                                    'offowosc'
                                                    'Nie, to jest bardzo pozyteczny filtr. Kilka ksiazek ktore bym chciala przeczytac, ukazuje sie co tydzien. Nie mam takiego przerobu, wiec fajnie, ze mi cos odpada od mojej listy zyczen. Mniej sie frustruje.'
                                                    interesujaca teoria. to ja cie - na chama i podstepem zapoznam z jednym cytatem z hb, co mi sie spodobal bardzo, choc moze nie bardzo jest wniosly:
                                                    " zapytajcie ropuche, czym jest piekno, piekno prawdziwe, kalon. odpowie wam, ze piekna jest jego samica, z jej dwojgiem pieknych, kraglych oczu, nasadzonych na drobnej glowce, o szyi plaskiej i szerokiej, zoltym brzuszku i brunatnym grzbiecie. zapytajcie czarnego mieszkanca gwinei: dla niego piekno uosabia ciemna, lsniaca skora, gleboko osadzone oczy i plaski nos. zagadnijcie o to diabla: powie wam, ze piekno jest rogate, ma cztery pazurzaste lapy i ogon" Voltaire, slownik filozoficzny
                                                    az zaczelam sie zastanawiac czy aby samcem zaby nie jestem ... ;]
                                                    ---
                                                    'Ja czesto wlazilam w zyrandol, przytwierdzalam go do pasa sznurowkami i na to nakladalam spodnice mojej mamy w kwiatki. '
                                                    ymm, spoko :)))

                                                    pozdrawiam
                                                    ps: strajk transportu nam sie dzieje. sklepy pustoszeja. moze niedlugo zostana tylko mrozone mlode karczochy? i bedzie jak za ' starych dobrych czasow' ;]
                                                  • bene_gesserit Re: baby alcachofa 13.06.08, 01:02
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > zgoda, zgoda, mi chodzilo jednak tylko o to, ze - jak mniemam -
                                                    nie wiedzac zby
                                                    > t wiele o danej osobie, trudno bedzie powiedziec skad wynikaja
                                                    takie a nie inne
                                                    > jej zachowania albo co wlasciwie maja na celu zakomunikowac/
                                                    ukryc. rzecz jasn
                                                    > a, ze najprawdopodobniej bedziemy rozgryzac dana osobe przez
                                                    analogie do siebie
                                                    > , ale czy jest to wlasciwy sposob, to watpie.

                                                    Ale za to jedyny, jaki mamy :)

                                                    > 'W przyjazni - prawdziwej - tzn jak ja ja rozumiem - jest sie
                                                    golym i z pustymi
                                                    > rekoma.'
                                                    > znaczy: bez maski?

                                                    Znaczy - raczej tak. Na tyle, na ile umiemy.

                                                    > no, zgoda. nie wiem tylko czemu tu mowisz o prawdziwej przyjazni?
                                                    jak ma sie to
                                                    > do rozwazan na temat maski osoby nieprzewidywalnej lub
                                                    tajemniczej?

                                                    Stad:
                                                    bene: 'Jesli sie ludzie znaja jak lyse konie i moga z prawie
                                                    stuprocentowym prawdopodobienstwem przewidziec drugiego, to znaczy,
                                                    ze obaj maja maski?'
                                                    lemurio: 'nie, niekoniecznie. to znaczy raczej tyle, ze ich wiedza
                                                    dotyczy rowniez tych maskowanych terenow.'

                                                    > bicie
                                                    > ' Trzeba miec w sobie nienawisc ostatniej mendy, zeby bic taka
                                                    kompletnie bezbr
                                                    > onna i skazana na nas istote.'
                                                    > no, niekoniecznie. mozna byc tez po prostu glupcem, nie umiec
                                                    sobie wyobrazic j
                                                    > ak to boli. ---> czasem zlo wynika jednak z niewiedzy

                                                    Tak, ale to raczej nie glupota, ale brak empatii.

                                                    > dzieci
                                                    > 'Co nie oznacza, na szczescie, ze szczebiocze nad kazdym
                                                    wozeczkiem.'
                                                    > a skad to ' na szczescie ' tutaj?
                                                    > czemu ' na szczescie' ?

                                                    Bo nie znosze tego tititi dzidziu sliczna i kto ty jestes chlopczyk
                                                    czy dziewczynka roznych bab nad kazdym wozkiem. Nie znosze, ble.

                                                    > 'To moze byc (ale nie musi) niechec do siebie z tego okresu. Duzo
                                                    bolu, ukryteg
                                                    > o pod tym 'nie interesuje'. Czesciowo to znam.'
                                                    > ale jaka niechec? jaki bol? o co chodzi ?

                                                    Niechec do dzieci twoja moze byc spowodowana istnieniem w tobie
                                                    twojego oblalego wewnetrznego dziecka.

                                                    > pustelnik
                                                    > ano, 'potrzeby zredukowane do minimum', unikanie wyzwan, takze
                                                    okolozwiazkowych
                                                    > , aby uniknac bolu porazki. szczypta egzotyki w naszej kulturze,
                                                    mozna powiedzi
                                                    > ec przekornie.
                                                    > moze lepiej zyc tak,zeby bylo po prostu dobrze, niz placic za
                                                    chwile poczucia
                                                    > szczescia workami cierpienia? dzis nie wiem.

                                                    Ja tez nie wiem. Mi bilans wychodzi na plus, chociaz nie chce
                                                    chwalic dnia przed zachodem. I kazdy bol cos mi tam w efekcie dal,
                                                    kazda porazka nauczyla. Chociaz jakbym mogla nie placic za te
                                                    madrosc takiej az ceny, to bym pewnie grzecznie za nia podziekowala
                                                    i zyla spokojniej :)

                                                    Inna sprawa, ze zyjac w pustelnictwie nie ma mozliwosci zaistnienia
                                                    jakiejkolwiek zmiany. Czyli brak porazki, ale i brak nadziei. Taki
                                                    bardziej trup niz zywy.

                                                    > 'Ale calkiem mozliwe, ze pewne elementy twojego ojca wmontowaly
                                                    sie w twojego A
                                                    > nimusa. '
                                                    > no, oczywiscie ze sie wmontowaly. ale to nie jest jakas niezwykle
                                                    prosta, trzyc
                                                    > zesciowa ukladanka, o jakiej wspominasz powyzej. a i pisac mi sie
                                                    o tym dzis ni
                                                    > e chce za bardzo ani dociekac.

                                                    Ja tylko glosno wyrazam swoje przypuszczenia, do niczego lemura nie
                                                    zmuszam ani nie nalegam.

                                                    > model francuski
                                                    > 'Obrzydliwe, bo zdrada zaklada klamstwo, a mi sie to w zwiazku
                                                    wydaje ochydne.
                                                    > I meczace, bo klamac od rana do wieczora, byc wnieustannym
                                                    pogotowiu, bo a nuz
                                                    > sie wyda skatowaloby mnie po poltora dnia.'
                                                    > czyli nie przyszlo ci do glowy, ze wszystkie strony
                                                    zainteresowane maja swiadom
                                                    > osc tego, jak jest...

                                                    Nie. Tzn znalam kiedys ludzi, ktorzy tak mniej - wiecej zyli, w tzw
                                                    zwiazku otwartym, on i ona pukali sie jak chcieli i z kim chcieli,
                                                    a on dodatkowo chadzal do burdelu. Pare lat byli dla mnie zywym
                                                    przykladem, ze tak mozna, poczym z hukiem i wyjatkowo nienawistnie
                                                    sie rozwiedli. Wiec nie mam swojego dowodu na to, ze tak mozna. I
                                                    stanowczo wole meza i kochanka w jednym, po co w dwoch?

                                                    > ja klamac nie lubie, i nie umiem za dobrze i rowniez nie mialabym
                                                    najmniejszej
                                                    > ochoty na zwiazek oparty na klamstwie.
                                                    > zalozylam wiec ze klamstwa w tym modelu nie bedzie, a takze -
                                                    optymistycznie/
                                                    > idealistycznie - za znalazloby sie wystarczajaco duzo chetnych do
                                                    obstawienia b
                                                    > okow tego swiadomego wielkokata.
                                                    > czy dalej jest obrzydliwie i meczaco?

                                                    Jest meczaco, bo do takiej poligamii nalezy miec duzo czasu i
                                                    energii. Jednemu zona, drugiemu kochanka, a w miedzyczasie i
                                                    podrozy miedzy jednym i drugim jeszcze sobą byc sobie. Jakies mi
                                                    sie to wydaje malo ergonomiczne.

                                                    > 'offowosc'
                                                    > interesujaca teoria. to ja cie - na chama i podstepem zapoznam z
                                                    jednym cytatem
                                                    > z hb, co mi sie spodobal bardzo, choc moze nie bardzo jest
                                                    wniosly:
                                                    > " zapytajcie ropuche, czym jest piekno, piekno prawdziwe, kalon.
                                                    odpowie wam, z
                                                    > e piekna jest jego samica, z jej dwojgiem pieknych, kraglych
                                                    oczu, nasadzonych
                                                    > na drobnej glowce, o szyi plaskiej i szerokiej, zoltym brzuszku i
                                                    brunatnym grz
                                                    > biecie. zapytajcie czarnego mieszkanca gwinei: dla niego piekno
                                                    uosabia ciemna,
                                                    > lsniaca skora, gleboko osadzone oczy i plaski nos. zagadnijcie o
                                                    to diabla: po
                                                    > wie wam, ze piekno jest rogate, ma cztery pazurzaste lapy i ogon"
                                                    Voltaire, slo
                                                    > wnik filozoficzny
                                                    > az zaczelam sie zastanawiac czy aby samcem zaby nie jestem ... ;]

                                                    Cudne. Ale nie rozumiem zwiazku.

                                                    > ps: strajk transportu nam sie dzieje. sklepy pustoszeja. moze
                                                    niedlugo zostana
                                                    > tylko mrozone mlode karczochy? i bedzie jak za ' starych dobrych
                                                    czasow' ;]

                                                    Z karczochow robi sie swietne karczochowe zegary :)

                                                    Noi nic tak nie rusza wyobrazni, niz pusta lodowka, w ktorej jest
                                                    sloiczek z reszta musztardy, pol paczki makaronu w szafce i puszka
                                                    z tajemnicza zawartoscia np. Tylko ograniczenia daja prawdziwa
                                                    wolnosc, jak mowil von Trier, kiedy sie go pytali, czemu nigdy nie
                                                    kreci w studiu, tylko we wnetrzach autentycznych.

                                                    czul.

                                                    PS Sygnaturka ma cie pocieszyc w tym naglym karczochowym kryzysie,
                                                    chociaz pewnie to dobrze znasz.
                                                  • szarylemur what a difference a day made... 13.06.08, 16:44
                                                    ' rozgryzanie' masek, zachowan osob trzecich przez analogie do siebie, jest '
                                                    jedynym sposobem jaki mamy'.
                                                    bo ja wiem? to takie naturalnie pociagajace, dosc proste rozwiazanie, ale jesli
                                                    to jest wszystko co mamy, to chyba nie warto sie szczegolnie oddawac takim
                                                    zajeciom. juz lepiej chyba wnikliwie zebrac jak najwiecej info nt danej osoby,
                                                    poczytac nieco fachowej literatury i dopiero wowczas przystapic do '
                                                    rozgryzania'. inaczej nie dowiemy sie niczego wiecej niz tego, co na by
                                                    popchnelo do danych dzialan.
                                                    ---
                                                    maski w przyjazni
                                                    aha, no to juz wiem, skad ten nagly wtret o przyjazni i nagosci :)
                                                    ---
                                                    bicie
                                                    ' to raczej nie glupota, ale brak empatii"
                                                    no, tak, niska inteligencja emocjonalna, cos w tym stylu
                                                    ---
                                                    szczebiotanie
                                                    'Bo nie znosze tego tititi dzidziu sliczna i kto ty jestes chlopczyk czy
                                                    dziewczynka roznych bab nad kazdym wozkiem. Nie znosze, ble.'
                                                    a czemu? przeciez chyba i tobie wydaja sie te ' aniolki' sliczne?
                                                    ---
                                                    'Niechec do dzieci twoja moze byc spowodowana istnieniem w tobie twojego
                                                    oblalego wewnetrznego dziecka.'
                                                    no, moze byc.
                                                    ale czy twoje reakcje przerazenia na psy spowodowane sa przez lek przed twoim
                                                    wewnetrznym psem? a alergia na koty , czy bierze sie z niepoprawnego
                                                    zintegrowania tresci symbolu kota?
                                                    w nawiasie : a czemu cie psy przerazaja?
                                                    ---
                                                    'Chociaz jakbym mogla nie placic za te madrosc takiej az ceny, to bym pewnie
                                                    grzecznie za nia podziekowala i zyla spokojniej :)'
                                                    tez tak mowie, w przyplywach rozpaczy i zmeczenia
                                                    na wszystko jest czas, moim zdaniem, i nie warto ani przyspieszac nadmiernie
                                                    rozwoju ani go powstrzmywac jakimis bardzo sztucznymi tamami. a poza tym: nie
                                                    zapominajmy o aleksie z ' idiotow' ;)
                                                    ---
                                                    'Inna sprawa, ze zyjac w pustelnictwie nie ma mozliwosci zaistnienia
                                                    jakiejkolwiek zmiany.'
                                                    noe zgodze sie - zyjac z dala od zgielku i ograniczajac doplyw nowych bodzcow,
                                                    zyskujesz szanse na uporzadkowanie tego, czego juz doswiadczylas, refleksje i
                                                    zmiany wewnetrzne, ktore pozwola ci sie przepoczwarzyc i wyjsc do swiata inna
                                                    niz od niego odeszlas.
                                                    ---
                                                    ' m francuski '
                                                    'Pare lat byli dla mnie zywym przykladem, ze tak mozna, poczym z hukiem i
                                                    wyjatkowo nienawistnie sie rozwiedli. Wiec nie mam swojego dowodu na to, ze tak
                                                    mozna. '
                                                    a to akurat bardzo nietarfiony dowod przeciw. zobaczmy, ile malzenstw, par
                                                    zyjacych wg tradycyjnego modelu 1 plus 1 ( gdzie jest plus na tej klawiaturze?! )
                                                    + o jest!, rozwodzi sie w nienawisci i z hukiem.
                                                    ---
                                                    'Jest meczaco, bo do takiej poligamii nalezy miec duzo czasu i energii. Jednemu
                                                    zona, drugiemu kochanka, a w miedzyczasie i podrozy miedzy jednym i drugim
                                                    jeszcze sobą byc sobie'
                                                    och, a tak naraz byc matka zona i kochanka, a do tego jeszcze soba, przeciez to
                                                    polifrenia jest.... ;)

                                                    ale na dzien dzisiejszy dochodze do wniosku, ze jesli ja moge laczyc w sobie
                                                    sprzecznosci, to moze i ktos inny moze.
                                                    a w moim modelu fr chodzilo o to, ze malzenstwo zawiera sie kierujac sie glosem
                                                    rozsadku, ze maz jest raczej twoim przyjacielem, i jest to raczej biale
                                                    malzenstwo. ale czy rzeczywiscie mozna znalezc ludzi bez jakichs wielkich
                                                    mrocznych zhizow, godzacych sie na ten uklad, trwajacych w nim bez poczucia
                                                    krzywdy??? dzis nieco watpie.
                                                    wlasnie dlatego mniej wiecej, sa to ' za wysokie' progi dla mnie - mysle, ze
                                                    wciaz zastanawialabym sie, czy ten moj maz jest aby normalny, matkujac mi w
                                                    sumie za friko.
                                                    jako przedluzenie tego tematu pojawia sie zatem dawny plan bycia marysia w domu
                                                    starego profesora. w zamian za opieke nad domem, marysia zyskuje kogos, kto
                                                    aseksualnie zaopiekuje sie marysia, sfere seksualnosci marysi pozostawiajac wolna.
                                                    ---
                                                    cytat o pieknie
                                                    'Cudne. Ale nie rozumiem zwiazku.'
                                                    aj, no zwiazek jest tu z nieczytaniem tego, co czytaja wszyscy. chcialam cie
                                                    zapoznac z tresciami historii brzydoty :)
                                                    ---
                                                    karczochowe zegary :)
                                                    a to co?

                                                    'Noi nic tak nie rusza wyobrazni, niz pusta lodowka, w ktorej jest sloiczek z
                                                    reszta musztardy, pol paczki makaronu w szafce i puszka z tajemnicza zawartoscia np'
                                                    eee, nie, dzieki. jakos nie.
                                                    ---
                                                    'Tylko ograniczenia daja prawdziwa wolnosc, jak mowil von Trier'
                                                    he he
                                                    nie wyczuwasz w tym ironii nt 'wolnosci'? dla mnie to brzmi jak " poczucie
                                                    wolnosci odzywa podczas przekraczania granic'
                                                    czyli nie ma granic, nie ma poczucia wolnosci? czyli potrzebujemy tego, przeciw
                                                    czemu sie buntujemy....
                                                    (petla do nastolatkow)
                                                    ---
                                                    z poprzedniego posta, przeoczone
                                                    ''jestem zwolenniczka wychowywania w deprywacji od telewizora.' > ale co to ma
                                                    dac temu dziecku?
                                                    Mnostwo czasu, wolnosc wyobrazni, o wiele mniej stereotypow i innego jadu z
                                                    ekranu. To bardzo duzo.'
                                                    a z drugiej strony, poczucie wyobcowania wsrod rowniesnikow paplajacych o
                                                    bohaterach z kreskowek..., co jest chyba - to wyobcowanie - duzym problemem dla
                                                    dziecka.
                                                    tak sobie przeprowadze daleko idacy wniosek - mysle ze dziecko matki, ktora
                                                    pociaga offowosc, ktora z zalozenia nie tyka tego, co popularne w jej srodowisku
                                                    i takie standardy wymaga na dziecku, bedzie pragnac wlasnie tych zabranianych
                                                    rzeczy, a w ramach buntu, pojdzie sie nazrec popkultura.
                                                    i w sumie to nic w tym strasznego nie widze. teza - antyteza, itd.
                                                    ---
                                                    senior euchenio jest swietny!!!
                                                    tyle, ze - nie wiem jak tam na polnocy hiszpanii - ale tutaj nie zdarzaja sie
                                                    raczej budynki z instalacja gazowa. wszystko opiera sie na pomaranczowej/
                                                    srebrnej butli gazowej. takze inkasent odpada, to mogl byc tylko butanero -
                                                    dostarczyciel gazu :)))

                                                    pozdrawiam :)

                                                    ps masz jakis pomysl, czym zastapic kolnierz dla kotki po sterylizacji ( zeby
                                                    nie lizala, nie wyciagala szwow )?
                                                    tak dziwnie z ta sterylizacja...

                                                  • bene_gesserit Re: what a difference a day made... I 13.06.08, 22:32
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ps masz jakis pomysl, czym zastapic kolnierz dla kotki po
                                                    sterylizacji ( zeby
                                                    > nie lizala, nie wyciagala szwow )?
                                                    > tak dziwnie z ta sterylizacja...

                                                    Nic mi do glowy nie przychodzi procz kolnierza, niestety. Jesli ci
                                                    go w klinice nie dali, moze sprobuj wykonac z plastiku z butelek?
                                                    Dwie poltoralitrowe chyba by wystarczyly. A cos nie tak z kicia?
                                                  • szarylemur Re: what a difference a day made... I 13.06.08, 22:40
                                                    dali kolnierz i kazali pilnowac zeby kotka go nosila, gdyz inaczej na pewno
                                                    bedzie walczyc ze szwami.
                                                    ale ona patrzy na mnie jakbym ja ciezko krzywdzila.
                                                    wlasnie pozbyla sie kolnierza i znow jest szczesliwa, mimo ze juz kobieta raczej
                                                    nie jest
                                                    i tak dziesiec dni w tym kolnierzu...
                                                    nie wiem, moze ubiore ja w skarpete meska lepiej...
                                                    :(
                                                  • bene_gesserit Re: what a difference a day made... I 14.06.08, 23:09
                                                    Nic dziwnego, ze tak patrzy. Kot, ktory zmuszony jest robic cos nie
                                                    po swojej woli jest hanba dla swojego gatunku. Ale tlumacz jej, ze
                                                    to dla jej dobra i wcale sie nei przejmuj spojrzeniami. Jest
                                                    szansa, ze sie troche przyzwyczai.
                                                  • szarylemur kot satelitarny 15.06.08, 03:07
                                                    no, dziwnie, dziwnie - po drugim zalozeniu dala za wygrana.
                                                    i je i spi i zalatwia sie w tym stworze naokolo glowy, i mruczy i bawi sie i juz
                                                    tak strasznie nie patrzy. tylko sie garbi i dziwnie chodzi, o ile chodzi w ogole
                                                    ( poczatkowo - chodzila do tylu tylko )
                                                    a dziwne jest w tym, ze tak szybko przywykla...
                                                    ale to dobrze.
                                                    :)
                                                  • bene_gesserit Re: what a difference a day made... 19.06.08, 03:15
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [' rozgryzanie' masek]
                                                    > bo ja wiem? to takie naturalnie pociagajace, dosc proste
                                                    rozwiazanie, ale jesli
                                                    > to jest wszystko co mamy, to chyba nie warto sie szczegolnie
                                                    oddawac takim
                                                    > zajeciom. juz lepiej chyba wnikliwie zebrac jak najwiecej info nt
                                                    danej osoby,
                                                    > poczytac nieco fachowej literatury i dopiero wowczas przystapic
                                                    do '
                                                    > rozgryzania'. inaczej nie dowiemy sie niczego wiecej niz tego, co
                                                    na by
                                                    > popchnelo do danych dzialan.

                                                    Ja rutynowo ufam intuicji. Jakims nieszczerym rybim okiem
                                                    spojrzenie, jakies zabebnienie palcami po stole, kiwniecie noga,
                                                    glos, wychodzacy przez scisniete dziwnie gardlo, jakies cos. Bardzo
                                                    szybko z takich rzeczy buduje hipotezy, ktore potem bardzo szybko
                                                    obalam albo przebudowywuje. W sumie, dochodze do wniosku, robie to
                                                    zupelnie tak samo jak z pisaniem czy jakimkolwiek innym procesem
                                                    tworczym.

                                                    > 'Bo nie znosze tego tititi dzidziu sliczna i kto ty jestes
                                                    chlopczyk czy
                                                    > dziewczynka roznych bab nad kazdym wozkiem. Nie znosze, ble.'
                                                    > a czemu? przeciez chyba i tobie wydaja sie te ' aniolki' sliczne?

                                                    Sliczne? Nie, one mi sie wydaja swietymi istotami, ktore czeka
                                                    wiele cierpienia. Infantylny szczebiot to nie jest odpowiedni
                                                    sposob komunikacji.

                                                    > ---
                                                    > 'Niechec do dzieci twoja moze byc spowodowana istnieniem w tobie
                                                    twojego
                                                    > oblalego wewnetrznego dziecka.'
                                                    > no, moze byc.

                                                    U mnie tak bylo.
                                                    I, jak pisalam, nie zlapie sie dobrego kontaktu z dzieckiem, jesli
                                                    sie nie ma kontaktu dobrego ze swoim wlasnym wewnetrznym.

                                                    > ale czy twoje reakcje przerazenia na psy spowodowane sa przez lek
                                                    przed twoim
                                                    > wewnetrznym psem? a alergia na koty , czy bierze sie z
                                                    niepoprawnego
                                                    > zintegrowania tresci symbolu kota?
                                                    > w nawiasie : a czemu cie psy przerazaja?

                                                    Mam psia traume, z ktorej wyksztalcila sie fobia. Co nie oznacza,
                                                    ze nie mam psich przyjaciol - przeciwnie. Bylam kiedys nawet blisko
                                                    psiej adopcji, ale powstrzymala mnie mysl, ze ona (psica kochana)
                                                    meczyla by sie ze mna, bo mnie w domu nie ma.
                                                    Ale na codzien to wyglada tak, ze ide moim zapsionym osiedlem i sie
                                                    boje. A psy wesza moj strach i szczekaja na mnie. Chociaz, to tez
                                                    sie zmienia - calkiem ostatnio dopadl mnie rottweiler, zaczal na
                                                    mnie skakac, warczec i szczekac. Mimo ze byl w kagancu, zamurowalo
                                                    mnie ze strachu, ale - to nowosc - tylko na chwile. Po sekundzie
                                                    odzysklam rezon i zaczelam tak krzyczec, ze pies spadl ze mnie i
                                                    zaczal przygladac jak wariatce, szczekajac z odleglosci dwoch
                                                    metrow. (rozkrzyczalam sie na terapii, chociaz to warsztaty
                                                    aktorskie i spiewnicze daly mi technike:)

                                                    [zyjac w pustelnictwie nie ma mozliwosci dostapienia zmiany]
                                                    > noe zgodze sie - zyjac z dala od zgielku i ograniczajac doplyw
                                                    nowych bodzcow,
                                                    > zyskujesz szanse na uporzadkowanie tego, czego juz doswiadczylas,
                                                    refleksje i
                                                    > zmiany wewnetrzne, ktore pozwola ci sie przepoczwarzyc i wyjsc do
                                                    swiata inna
                                                    > niz od niego odeszlas.

                                                    To jest trohe tak, jakbys upierala sie, ze krowa, zaganiana na noc
                                                    z pastwiska do obory sie najada. A ona po prostu cofa trawe zezarta
                                                    w dzien, przezuwa i posyla do innego zoladka. Czyli i tak, i nie.

                                                    > och, a tak naraz byc matka zona i kochanka, a do tego jeszcze
                                                    soba, przeciez to
                                                    > polifrenia jest.... ;)

                                                    Nie wiem, co to jest polifrenia. A do tego zeby tak naraz i zeby
                                                    wszystko gralo i stukalo, trzebaby pic zamiast wody paliwo
                                                    rakietowe.

                                                    > ale na dzien dzisiejszy dochodze do wniosku, ze jesli ja moge
                                                    laczyc w sobie
                                                    > sprzecznosci, to moze i ktos inny moze.

                                                    Wszyscy laczymy, tylko nie kazdy ma tego swiadomosc.

                                                    > a w moim modelu fr chodzilo o to, ze malzenstwo zawiera sie
                                                    kierujac sie glosem
                                                    > rozsadku, ze maz jest raczej twoim przyjacielem, i jest to raczej
                                                    biale
                                                    > malzenstwo.

                                                    No tak, ale dlaczego od razu biale?

                                                    ale czy rzeczywiscie mozna znalezc ludzi bez jakichs wielkich
                                                    > mrocznych zhizow, godzacych sie na ten uklad, trwajacych w nim
                                                    bez poczucia
                                                    > krzywdy??? dzis nieco watpie.

                                                    Wyobrazam sobie, ze sa ludzie cierpiacy na jakas nieuleczalna
                                                    impotencje, ktorym by taki uklad mogl odpowiadac.

                                                    > wlasnie dlatego mniej wiecej, sa to ' za wysokie' progi dla mnie -
                                                    mysle, ze
                                                    > wciaz zastanawialabym sie, czy ten moj maz jest aby normalny,
                                                    matkujac mi w
                                                    > sumie za friko.

                                                    No za jakie friko, pytam sie. Przeciez jestes w stanie wniesc w
                                                    zwiazek duzo fajnych rzeczy.
                                                    Imo 'matkujac' to odpowiednie slowo tutaj, bo wychodzi mi
                                                    freudowsko, ze to pomysl surogatu rodzica jest.

                                                    Wiele osob z pokreconych domow w swoich zwiazkach probuje
                                                    odwzorowac dom idealniejszy i przezyc relacje para-
                                                    corczana/synowska. Znalam co najmniej trzy kobiety i jednego
                                                    chlopaka, ktorzy lecieli na starszych panow, bo nie znali za dobrze
                                                    swoich ojcow czy mieli z nimi fatalne relacje. Wiedzieli, ze
                                                    to 'jak z podrecznika' i troche z tego pokpiwali, ale i tak tak juz
                                                    mieli.

                                                    > cytat o pieknie
                                                    > 'Cudne. Ale nie rozumiem zwiazku.'
                                                    > aj, no zwiazek jest tu z nieczytaniem tego, co czytaja wszyscy.
                                                    chcialam cie
                                                    > zapoznac z tresciami historii brzydoty :)

                                                    A ch.., stosy w domu raczej grubna, bo chlop jest przy forsie i
                                                    wydaje bez opamietania, a ja 'koniecznie musze to przeczytac'.
                                                    Chyba sie z tej wiezy spuszcze na swoich zlotych warkoczach do
                                                    jakiegos solarium, kupie bikeje i zrobie rozowe tipsy i nareszcie
                                                    bede wolna.

                                                    > ---
                                                    > karczochowe zegary :)
                                                    "zegar-karczoch jest karczochem w bardzo dobrym gatunku, włożonym
                                                    do dziury w ścianie; niezliczone liście karczocha wskazują aktualną
                                                    godzinę, a ponad to wszystkie godziny".

                                                    > 'Tylko ograniczenia daja prawdziwa wolnosc, jak mowil von Trier'
                                                    > he he
                                                    > nie wyczuwasz w tym ironii nt 'wolnosci'? dla mnie to brzmi jak "
                                                    poczucie
                                                    > wolnosci odzywa podczas przekraczania granic'

                                                    No nie, nie wiem, czy to zaznaczylam, ale on to powiedzial przy
                                                    okazji odpowiedzi na pytanie, czemu nie kreci w studiu, tylko w
                                                    autentycznych wnetrzach. Skala trudnosci i ograniczen jest
                                                    nieporownywalna, ale wlasnie o to chodzi. Latwosc to taki
                                                    wspolczesny humbug, wszyscy jej chca, ale ona prowadzi w slepy
                                                    zaulek.

                                                    > czyli nie ma granic, nie ma poczucia wolnosci? czyli potrzebujemy
                                                    tego, przeciw
                                                    > czemu sie buntujemy....
                                                    > (petla do nastolatkow)

                                                    Granice na szczescie zawsze sa, chyba ze sie jest Kenem Wilberem,
                                                    he he he. (petla dla ciebie ;)

                                                    [dzieci wychowywane bez pudla]
                                                    > a z drugiej strony, poczucie wyobcowania wsrod rowniesnikow
                                                    paplajacych o
                                                    > bohaterach z kreskowek..., co jest chyba - to wyobcowanie - duzym
                                                    problemem dla
                                                    > dziecka.

                                                    Nie - zeby sie orientowac co i jak to oni maja kino pod nosem,
                                                    filmy na dvd oraz kilkugodzinny maraton telewizyjny u dziadkow.
                                                    Zadna przesada nie jest dobra, a to imo idealny model.

                                                    > tak sobie przeprowadze daleko idacy wniosek - mysle ze dziecko
                                                    matki, ktora
                                                    > pociaga offowosc, ktora z zalozenia nie tyka tego, co popularne w
                                                    jej srodowisk
                                                    > u
                                                    > i takie standardy wymaga na dziecku, bedzie pragnac wlasnie tych
                                                    zabranianych
                                                    > rzeczy, a w ramach buntu, pojdzie sie nazrec popkultura.
                                                    > i w sumie to nic w tym strasznego nie widze. teza - antyteza, itd.

                                                    Tak, i stanie sie nazerajacym sie popkultura ksiegowym albo
                                                    korporacyjnym wilkiem. W sumie to niekoniecznie tak.

                                                    > senior euchenio jest swietny!!!

                                                    Uff, bo ja wciaz nie wiem, co cie z racji pobytu tam, a nie tu
                                                    omija w kulturze. Mumio maja status kabaretu kultowego, oni wg mnie
                                                    uprawiaja humor ocierajacy sie o metafizyke - taki, w obecnosci
                                                    ktorego powoli staje sie nam niewygodnie. Co dziwniejsze, trzej
                                                    czlonkowie kabaretu deklaruja w wywiadach daleko idaca
                                                    kosciolkowosc i np ogolne i szczegolne uwielbienie dla jp2, co
                                                    wzbudza niepokoj do kwadratu :)

                                                    Nie bede cie z tego odpytywac, ale nie moge sie
                                                  • bene_gesserit Re: what a difference a day made...II 19.06.08, 03:15


                                                    Nie bede cie z tego odpytywac, ale nie moge sie powstrzymac, zeby
                                                    tego nie wrzucic:
                                                    Tu znowu brawurowy, chociaz bardziej klasyczny numer:
                                                    www.youtube.com/watch?v=wUt7zktUkoM
                                                    A to mnie ciagle wzrusza:
                                                    www.youtube.com/watch?v=0jRQRbRBDZc

                                                    Noi zesz, cholera - juz swita. czul.
                                                  • szarylemur gry dla dziewczynek 19.06.08, 05:12
                                                    'Ja rutynowo ufam intuicji'
                                                    a ja raczej srednio. znaczy - tak, konstruuje sobie z pierwszych wrazen jakis obraz, ale nie bronie tego obrazu zaciekle.
                                                    ---
                                                    dzieci
                                                    'Sliczne? Nie, one mi sie wydaja swietymi istotami, ktore czeka wiele cierpienia.'
                                                    w jakim sensie swietymi?
                                                    ---
                                                    'Bylam kiedys nawet blisko psiej adopcji, ale powstrzymala mnie mysl, ze ona (psica kochana) meczyla by sie ze mna, bo mnie w domu nie ma. '
                                                    troche mnie irytuja takie tlumaczenia - bo czy na pewno lepiej jest psom w schronisku niz u kogos w domu?
                                                    ---
                                                    pustelnictwo
                                                    na krowach sie nie znam, nie mam pojecia o trawieniu u krow., wiec nie wiem czy twoja metafora jest trafna, czy nie.
                                                    'A ona po prostu cofa trawe zezarta w dzien, przezuwa i posyla do innego zoladka. '
                                                    ale tak wlasnie lubie - nie moge tylko zrec i zrec wrazen/ zdarzen, lubie tez/ potrzebuje moich chwil dystansu i samotnosci.
                                                    ---
                                                    polifrenia to zdaje sie moj slowotwor. wielofrenia, jak multi schizofrenia
                                                    ---
                                                    sprzecznosci
                                                    'Wszyscy laczymy, tylko nie kazdy ma tego swiadomosc.'
                                                    ale nie wszyscy lacza wode z ogniem pol na pol, np. i nie mowie ze ja akurat tak.
                                                    ---
                                                    biale malzenstwo, dlaczego?
                                                    dlatego, ze nie wyobrazam sobie seksu z rodzicem ( tak, to mialby byc zastepczy rodzic )
                                                    nie pociagaja mnie mezczyzni duzo starsi ode mnie.
                                                    ---
                                                    'A ch.., stosy w domu raczej grubna, bo chlop jest przy forsie i wydaje bez opamietania, a ja 'koniecznie musze to przeczytac'.
                                                    Chyba sie z tej wiezy spuszcze na swoich zlotych warkoczach do jakiegos solarium, kupie bikeje i zrobie rozowe tipsy i nareszcie
                                                    bede wolna.'
                                                    tak po bandzie poszlas od razu. a moze wystarczy znalezc nieco czasu na to aby spokojnie przerzucic nieco z tych wchlonietych wczesniej w nadmiarze tresci do drugiego zoladka? co, ze drugi to gorszy, niby ? ;)
                                                    i co to sa bikeje?
                                                    ---
                                                    von trier
                                                    'No nie, nie wiem, czy to zaznaczylam, ale on to powiedzial przy okazji odpowiedzi na pytanie, czemu nie kreci w studiu, tylko w autentycznych wnetrzach.
                                                    zaznaczylas
                                                    'Latwosc to taki wspolczesny humbug, wszyscy jej chca, ale ona prowadzi w slepy zaulek.'
                                                    coz, nadal jestem przeciwna zawracaniu rzeki kijem. a to dlatego, ze wolnosc osiagnieta tym sposobem to nic wiecej niz zludzenie. to tak troche jakby zamkniecie granic panstwa mialo nas chronic przed rozczarowaniem swiatem.
                                                    te granice opozniaja, hamuja podroz, ktorej miejscem docelowym - wedle slow twoich - bedzie sciana, slepy zaulek. majac przeszkode do pokonania, bedziemy sie cieszyc kiedy tego dokonamy, wowczas rozeprze piers oszalamiajace poczucie wolnosci. przeciez to mistyfikacja jest..., groteska jakas...
                                                    ---
                                                    dzieci bez tv
                                                    no, moze i idealny
                                                    nie wiem, co mi tam do dzieci. ja tv i tak nie znosze, wiec watpie abym w ogole tv we wlasnym domu sobie zamontowala.
                                                    ---
                                                    'Uff, bo ja wciaz nie wiem, co cie z racji pobytu tam, a nie tu omija w kulturze.'
                                                    mnostwo cale mnie omija, niestety. ale za to mam inne zabawki :)

                                                    za kabaretami nie przepadam. nie, po prostu nie lubie. moge sobie obejrzec tak, jak mi linkujesz ty albo ktos z moich znajomych, ale zeby jakis dluzszy czas nad tym spedzic - to nie.

                                                    piosenka o sokole kojarzy mi sie z katrine z ' idiotow' :)))
                                                    'Ja rutynowo ufam intuicji'
                                                    a ja raczej srednio. znaczy - tak, konstruuje sobie z pierwszych wrazen jakis obraz, ale nie bronie tego obrazu zaciekle.
                                                    ---
                                                    dzieci
                                                    'Sliczne? Nie, one mi sie wydaja swietymi istotami, ktore czeka wiele cierpienia.'
                                                    w jakim sensie swietymi?
                                                    ---
                                                    'Bylam kiedys nawet blisko psiej adopcji, ale powstrzymala mnie mysl, ze ona (psica kochana) meczyla by sie ze mna, bo mnie w domu nie ma. '
                                                    troche mnie irytuja takie tlumaczenia - bo czy na pewno lepiej jest psom w schronisku niz u kogos w domu?
                                                    ---
                                                    pustelnictwo
                                                    na krowach sie nie znam, nie mam pojecia o trawieniu u krow., wiec nie wiem czy twoja metafora jest trafna, czy nie.
                                                    'A ona po prostu cofa trawe zezarta w dzien, przezuwa i posyla do innego zoladka. '
                                                    ale tak wlasnie lubie - nie moge tylko zrec i zrec wrazen/ zdarzen, lubie tez/ potrzebuje moich chwil dystansu i samotnosci.
                                                    ---
                                                    polifrenia to zdaje sie moj slowotwor. wielofrenia, jak multi schizofrenia
                                                    ---
                                                    sprzecznosci
                                                    'Wszyscy laczymy, tylko nie kazdy ma tego swiadomosc.'
                                                    ale nie wszyscy lacza wode z ogniem pol na pol, np. i nie mowie ze ja akurat tak.
                                                    ---
                                                    biale malzenstwo, dlaczego?
                                                    dlatego, ze nie wyobrazam sobie seksu z rodzicem ( tak, to mialby byc zastepczy rodzic )
                                                    nie pociagaja mnie mezczyzni duzo starsi ode mnie.
                                                    ---
                                                    'A ch.., stosy w domu raczej grubna, bo chlop jest przy forsie i wydaje bez opamietania, a ja 'koniecznie musze to przeczytac'.
                                                    Chyba sie z tej wiezy spuszcze na swoich zlotych warkoczach do jakiegos solarium, kupie bikeje i zrobie rozowe tipsy i nareszcie
                                                    bede wolna.'
                                                    tak po bandzie poszlas od razu. a moze wystarczy znalezc nieco czasu na to aby spokojnie przerzucic nieco z tych wchlonietych wczesniej w nadmiarze tresci do drugiego zoladka? co, ze drugi to gorszy, niby ? ;)
                                                    i co to sa bikeje?
                                                    ---
                                                    von trier
                                                    'No nie, nie wiem, czy to zaznaczylam, ale on to powiedzial przy okazji odpowiedzi na pytanie, czemu nie kreci w studiu, tylko w autentycznych wnetrzach.
                                                    zaznaczylas
                                                    'Latwosc to taki wspolczesny humbug, wszyscy jej chca, ale ona prowadzi w slepy zaulek.'
                                                    coz, nadal jestem przeciwna zawracaniu rzeki kijem. a to dlatego, ze wolnosc osiagnieta tym sposobem to nic wiecej niz zludzenie. to tak troche jakby zamkniecie granic panstwa mialo nas chronic przed rozczarowaniem swiatem.
                                                    te granice opozniaja, hamuja podroz, ktorej miejscem docelowym - wedle slow twoich - bedzie sciana, slepy zaulek. majac przeszkode do pokonania, bedziemy sie cieszyc kiedy tego dokonamy, wowczas rozeprze piers oszalamiajace poczucie wolnosci. przeciez to mistyfikacja jest..., groteska jakas...
                                                    ---
                                                    dzieci bez tv
                                                    no, moze i idealny
                                                    nie wiem, co mi tam do dzieci. ja tv i tak nie znosze, wiec watpie abym w ogole tv we wlasnym domu sobie zamontowala.
                                                    ---
                                                    'Uff, bo ja wciaz nie wiem, co cie z racji pobytu tam, a nie tu omija w kulturze.'
                                                    mnostwo cale mnie omija, niestety. ale za to mam inne zabawki :)

                                                    za kabaretami nie przepadam. nie, po prostu nie lubie. moge sobie obejrzec tak, jak mi linkujesz ty albo ktos z moich znajomych, ale zeby jakis dluzszy czas nad tym spedzic - to nie.

                                                    piosenka o sokole kojarzy mi sie z katrine z ' idiotow' :)))

                                                    ---
                                                    spodobalaby ci sie pewnie ta ' gra dla dziewczynek' ( z takim okresleniem sie spotkalam wertujac net - sadze, ze chodzilo o brak przemocy )
                                                    jest bardzo bialo i bardzo mrozno, i wciaz pada snieg :)
                                                    www.microids.com/en/catalogue/13/syberia-2-kate-walker-s-adventures.html
                                                  • szarylemur Re: gry dla dziewczynek2 19.06.08, 05:24
                                                    o sorry, jakiegos psikusa mi wykrecila moja chyba maszyna...

                                                    :)
                                                  • bene_gesserit Re: gry dla dziewczynek2 21.06.08, 01:13
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > o sorry, jakiegos psikusa mi wykrecila moja chyba maszyna...

                                                    Mi tez probowala, ale sie skapnelam, ze nalezy byc czujna. To jestem.

                                                    > spodobalaby ci sie pewnie ta ' gra dla dziewczynek' ( z takim okresleniem sie s
                                                    > potkalam wertujac net - sadze, ze chodzilo o brak przemocy )
                                                    > jest bardzo bialo i bardzo mrozno, i wciaz pada snieg :)
                                                    > www.microids.com/en/catalogue/13/syberia-2-kate-walker-s-adventures.html

                                                    Swietne, dzieki :)
                                                    Jesli komputer podola (bo bralismy taki nie do gier), to sie w tym rozejrze.
                                                    czul
                                                  • szarylemur Re: gry dla dziewczynek2 21.06.08, 02:06
                                                    syberia
                                                    komp podola na pewno, wymagan to wielkich nie ma.
                                                    a mnie juz znudzila ta syberyjska wyprawa, moze to ta biel wszechobecna, a moze
                                                    brak przemocy...
                                                  • bene_gesserit Re: gry dla dziewczynek2 22.06.08, 14:52
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > syberia
                                                    > komp podola na pewno, wymagan to wielkich nie ma.
                                                    > a mnie juz znudzila ta syberyjska wyprawa, moze to ta biel
                                                    wszechobecna, a moze
                                                    > brak przemocy...

                                                    A co - lubisz jak ci sei krew po ekranie rozmazuje?
                                                  • szarylemur Re: gry dla dziewczynek2 22.06.08, 19:44
                                                    'A co - lubisz jak ci sei krew po ekranie rozmazuje?'
                                                    troche krwi, troche mroku - lubie.
                                                    przygodowki z dreszczykiem emocji - lubie.
                                                    still life znacznie bardziej mi pasuje niz syberia 2.
                                                  • bene_gesserit Re: gry dla dziewczynek 21.06.08, 01:08
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [ufam intuicji]
                                                    > a ja raczej srednio. znaczy - tak, konstruuje sobie z pierwszych wrazen jakis o
                                                    > braz, ale nie bronie tego obrazu zaciekle.

                                                    Badania wykazuja, ze ludzie ufaja ponad miare temu, co im intuicja podpowie. Ale
                                                    ja po prostu staram sie to zauwazac, a potem lacze z innymi danymi.

                                                    [dzieci swiete]
                                                    > w jakim sensie swietymi?

                                                    W takim, ze najwiekszym sensem jest dla nich milosc. Oczywiscie, dla doroslego
                                                    gdzies tam pewnie milosc bedzie na szczycie drabiny, ale on ma na to mnostwo
                                                    nakladek i erzatzow. Dziecko jest w tej checi milosci niezafalszowane.

                                                    [psica niezaadaptowana]
                                                    > troche mnie irytuja takie tlumaczenia - bo czy na pewno lepiej jest psom w schr
                                                    > onisku niz u kogos w domu?

                                                    Troche mnie irytuje, ze uznalas, iz skazalam zwierze na powolne umieranie w
                                                    niechlujnej klatce. Ona miala do wyboru jako matke mnie i bezdzietna rodzine z
                                                    willa z ogrodem, bogaczy z najlepszej dzielnicy w Wawie. Ja mialam pierwszenstwo
                                                    wyboru, bo sie kumplowalam z babcia suni. Wiec moja decyzja psica dostala
                                                    krzyzyk na lepszy los psiej arystokratki.

                                                    > na krowach sie nie znam, nie mam pojecia o trawieniu u krow., wiec nie wiem czy
                                                    > twoja metafora jest trafna, czy nie.

                                                    Bardzo trafna. Krowy maja cale mnostwo zoladkow i w dzien wogole nie trawia ani
                                                    nie przezuwaja. Polecam jakies informacje o systemie trawiennym krow, to sa
                                                    fascynujace sprawy.

                                                    > 'A ona po prostu cofa trawe zezarta w dzien, przezuwa i posyla do innego zoladk
                                                    > a. '
                                                    > ale tak wlasnie lubie - nie moge tylko zrec i zrec wrazen/ zdarzen, lubie tez/
                                                    > potrzebuje moich chwil dystansu i samotnosci.

                                                    No tak, i wlasnie jest i tak, i nie.

                                                    > polifrenia to zdaje sie moj slowotwor. wielofrenia, jak multi schizofrenia

                                                    Cos wychodzi w przegladarce, ale nie skumalam kontekstu. Zreszta, co nie
                                                    wychodzi w przegladarce.

                                                    > sprzecznosci
                                                    > 'Wszyscy laczymy, tylko nie kazdy ma tego swiadomosc.'
                                                    > ale nie wszyscy lacza wode z ogniem pol na pol, np. i nie mowie ze ja akurat ta
                                                    > k.

                                                    Imo kazdy ma w sobie calosc, ale na tym polega opozycja Cienia i Persony, ze
                                                    jedne rzeczy widzi, a drugie nie. Co oczywiscie nie oznacza, ze one sie nie
                                                    przejawiaja w dzialaniu.

                                                    > biale malzenstwo, dlaczego?
                                                    > dlatego, ze nie wyobrazam sobie seksu z rodzicem ( tak, to mialby byc zastepczy
                                                    > rodzic )
                                                    > nie pociagaja mnie mezczyzni duzo starsi ode mnie.

                                                    No tak, ale to stale jest surogat, proba zintegrowania Animusa z zewnatrz, a nie
                                                    we srodku.

                                                    [ksiazkowa rozpacz w bikejach]
                                                    > a moze wystarczy znalezc nieco czasu na to aby
                                                    > spokojnie przerzucic nieco z tych wchlonietych wczesniej w nadmiarze tresci do
                                                    > drugiego zoladka? co, ze drugi to gorszy, niby ? ;)

                                                    Ja mam ograniczone mozliwosci przyswajania. Nawet jakbym czytala wiecej, to by
                                                    mi sie skleilo w kulke i podskakiwalo w glowie, nic bym z tego nie skapowala.

                                                    > i co to sa bikeje?

                                                    Biale Kozaki, 'BK', po polsku z angielska 'bikeje'. 'Bikejka' to synonim
                                                    bezpretensjonalnej intelektualnie, latwej dziewczyny, bo biale kozaki nosza
                                                    elegantki raczej z najnizszej polki. Sobie zobacz:
                                                    bialekozaczki.blog.pl/

                                                    > 'Latwosc to taki wspolczesny humbug, wszyscy jej chca, ale ona prowadzi w slepy
                                                    > zaulek.'
                                                    > coz, nadal jestem przeciwna zawracaniu rzeki kijem. a to dlatego, ze wolnosc os
                                                    > iagnieta tym sposobem to nic wiecej niz zludzenie. to tak troche jakby zamkniec
                                                    > ie granic panstwa mialo nas chronic przed rozczarowaniem swiatem.

                                                    Przeciwnie wrecz. Zamkniecie granic to trudna proba wejscia w siebie, uwolnienia
                                                    sie calkowitego. To oczywiscie sztuka niedostepna kazdemu, a raczej wybranym.

                                                    > te granice opozniaja, hamuja podroz, ktorej miejscem docelowym - wedle slow tw
                                                    > oich - bedzie sciana, slepy zaulek. majac przeszkode do pokonania, bedziemy sie
                                                    > cieszyc kiedy tego dokonamy, wowczas rozeprze piers oszalamiajace poczucie wol
                                                    > nosci. przeciez to mistyfikacja jest..., groteska jakas...

                                                    Ja juz pisalam, ze gdybym mogla poprosic o bilet do kazdego miejsca na swiecie,
                                                    poprosilabym o mozliwosc podrozy wglab siebie :) To sa kosmosy cale, a nie biale
                                                    sciany.

                                                    > za kabaretami nie przepadam. nie, po prostu nie lubie. moge sobie obejrzec tak,
                                                    > jak mi linkujesz ty albo ktos z moich znajomych, ale zeby jakis dluzszy czas n
                                                    > ad tym spedzic - to nie.

                                                    Polskie kabarety od czasu zmiany systemu przezywaja kryzys, bo nie ma za bardzo
                                                    sie z czego smiac w sensie politycznym. Bylo im lepiej, od kiedy zaczal sie caly
                                                    ten cyrk z PiSem i Samoobrona, dowcip prymitywny jak kiedys, oni i my, oni w
                                                    beretach z antenka. Rzadko zdarza sie taka perelka jak wyklad o podrywaniu, bo
                                                    malo jest takich, jak Mumio, ktorzy nigdy nie smieja sie z polityki czy
                                                    telewizji (drugi popularny temat, tez latwy), a raczej probuja smiechem i
                                                    podstepnym wciaganiem widzow w srodek ekscentrycznego, niewygodnego szalenstwa.
                                                    Fascynuje mnie zjawisko w Polsce nieznane - stand up comedy. Ze ktos sprawia, ze
                                                    przez pol godziy czy godzine ludzie sie smieja, ze wchodzi w interakcje z tym
                                                    wieloglowym wielorybem z drugiej strony rampy i zmusza go do tego, zeby robil
                                                    to, czego on chce.
                                                  • szarylemur gran misterio de la vaca 22.06.08, 02:58
                                                    intuicja
                                                    no, ale przeciez wlasnie mowilam o tym, ze takie ' rozgryzanie kogos' na podstawie intuicyjnej, nie zawiedzie nas duzo dalej niz do rozumowania przez analogie z nami. i bedzie to poprawne, o tyle, o ile wczesniej zalozymy sobie, ze my jestesmy takim modelem psyche idealnej lub uniwersalnej.
                                                    czy nie?
                                                    ---
                                                    swietosc dzieci
                                                    'W takim, ze najwiekszym sensem jest dla nich milosc. Oczywiscie, dla doroslego gdzies tam pewnie milosc bedzie na szczycie drabiny, ale on ma na to mnostwo nakladek i erzatzow. Dziecko jest w tej checi milosci niezafalszowane.'
                                                    a jakie nakladki i erzatze mieliby miec dorosli wg ciebie? tak z ciekawosci pytam.
                                                    ---
                                                    psica
                                                    a to sorry. to ladnie z twojej strony ze zadbalas tak o pieska :)
                                                    ---
                                                    'Polecam jakies informacje o systemie trawiennym krow, to sa fascynujace sprawy.'
                                                    skoro tak mowisz... ;p

                                                    'A ona po prostu cofa trawe zezarta w dzien, przezuwa i posyla do innego zoladk
                                                    > a. '
                                                    > ale tak wlasnie lubie - nie moge tylko zrec i zrec wrazen/ zdarzen, lubie tez/
                                                    > potrzebuje moich chwil dystansu i samotnosci.

                                                    No tak, i wlasnie jest i tak, i nie.'
                                                    co jest ' i tak i nie"?
                                                    przeciez pisze ze nie mam ochoty wciaz napelniac sie nowymi tresciami, gdyz potrzebuje czasu na trawienie
                                                    jednym z moich najbardziej nielubianych stanow jest wlasnie stan kompletnego napelnienia, az po uszy i towarzyszace temu uczucie ciezkosci.
                                                    ---
                                                    'Imo kazdy ma w sobie calosc, ale na tym polega opozycja Cienia i Persony, ze jedne rzeczy widzi, a drugie nie. Co oczywiscie nie oznacza, ze one sie nie
                                                    przejawiaja w dzialaniu.'
                                                    ymm, a mi sie zdaje, ze owszem, kazdy ma calosc, ale ' procentowy' sklad roznych komponentow waha sie w zaleznosci od jednostki. albo jeszcze inaczej: ze czesc skladowych, cech osobowosci jest aktywna , a czesc tkwi w uspieniu - moznaby tu cala skale rozbudzenia wykreslic teoretycznie.
                                                    ---
                                                    biale malz
                                                    'No tak, ale to stale jest surogat, proba zintegrowania Animusa z zewnatrz, a nie we srodku.'
                                                    nie rozumiem. wytlumacz prosze bardziej rozwlekle te kwestie.
                                                    ---
                                                    'Ja mam ograniczone mozliwosci przyswajania. Nawet jakbym czytala wiecej, to by mi sie skleilo w kulke i podskakiwalo w glowie, nic bym z tego nie skapowala.'
                                                    no, dlatego wysunelam pomysl, aby zamiast pozerania nowych rzeczy, zajac sie raczej trawieniem/ przemysleniem tych, ktore dotad sie wchlonelo.
                                                    ---
                                                    bikeje
                                                    o, bardzo ' piekne'
                                                    najbardziej podoba mi sie fotka bk w muzealnych niebieskich torbach ochronnych ;]
                                                    czy jest jakas ' subkultura' bk, jakas powaznej liczby grupa wyznawczyn/ cow bk?
                                                    tutaj jest takiego chlamu dosc sporo...
                                                    no, ale tutaj to znaczy w osadzie na koncu europy, gdzie slonce rok za rokiem wyzera mozgi...;)
                                                    ---
                                                    'Zamkniecie granic to trudna proba wejscia w siebie, uwolnienia sie calkowitego. To oczywiscie sztuka niedostepna kazdemu, a raczej wybranym.'
                                                    na elitaryzm ci sie zebralo, he? ;] wybranym przez kogo i do czego?
                                                    1. jak to ma sie do tych krowich zoladkow? bo dla mnie ' trawienie' to wlasnie odejscie od pedzacego, pelnego swiezych bodzcow swiata na rzecz podrozy wewn
                                                    2. chyba nietrafna metafore zastosowalam: zamkniecie granic panstwa mialoby niby sluzyc naglemu wzrostowi poczucia wolnosci tych, ktorym udalo sie je pokonac. gdyby granice byly otwarte zabrakloby elementu niezbednego - jak rozumiem wg ciebie - dla poczucia wolnosci... i taki sposob na poczucie wolnosci to dla mnie groteska i mistyfikacja
                                                    ---
                                                    'Ja juz pisalam, ze gdybym mogla poprosic o bilet do kazdego miejsca na swiecie, poprosilabym o mozliwosc podrozy wglab siebie :) To sa kosmosy cale, a nie biale sciany.'
                                                    ja pamietam ze juz pisalas o tym. jak i zgadzam sie ze kosmosy sa to, choc i tam bywa nudnawo raz za czas...
                                                    ale jak to ma sie do krowy
                                                    btw: bilet moge ci zaprojektowac, a mozna i bez biletu przecie... ;]
                                                    ---
                                                    'Fascynuje mnie zjawisko w Polsce nieznane - stand up comedy.'
                                                    mnie fascynuje bardziej moj z dawna przyjaciel, ktory z kazdego niemal swojego dnia potrafi na poczekaniu zrobic taki gig, ze sluchaczy tego boli twarz i brzuch od smiechu ;)))

                                                    nie wiem, bene, zespoly kabaretowe to nie moj swiat zainteresowan, po prostu.

                                                    ale i tak pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: gran misterio de la vaca 25.06.08, 00:47
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ' rozgryzanie kogos' na podsta
                                                    > wie intuicyjnej, nie zawiedzie nas duzo dalej niz do rozumowania
                                                    przez analogi
                                                    > e z nami. i bedzie to poprawne, o tyle, o ile wczesniej zalozymy
                                                    sobie, ze my j
                                                    > estesmy takim modelem psyche idealnej lub uniwersalnej.
                                                    > czy nie?

                                                    Nie, no jak.
                                                    Tzn wszystko, co mamy to nasze wlasne doswiadczenie i wiedza i
                                                    ograniczajacy nas model/e swiata, ludzi itd. Ale intuicja poszerza
                                                    to spektrum, imo. Poznanie idzie dwoma kanalami: rozumem i
                                                    emocjami, nie wiadomo co jest pierwsze, i co wazniejsze
                                                    (oficjalnie, nieoficjalnie mi sie wydaje, ze jak najbardziej
                                                    emocje). Intuicja do tego cos jeszcze dodaje.

                                                    > swietosc dzieci
                                                    > a jakie nakladki i erzatze mieliby miec dorosli wg ciebie? tak z
                                                    ciekawosci pyt
                                                    > am.

                                                    To, co nabywamy w procesie socjalizacji, a co u dzieci jest jeszcze
                                                    slabo albo w ogole nie rozwiniete - nakladki to Persony, erzatze to
                                                    nalogi czy inne sposoby kanalizowania energii.

                                                    > 'A ona po prostu cofa trawe zezarta w dzien, przezuwa i posyla do
                                                    innego zoladk
                                                    > > a. '
                                                    > > ale tak wlasnie lubie - nie moge tylko zrec i zrec wrazen/
                                                    zdarzen, lubie
                                                    > tez/
                                                    > > potrzebuje moich chwil dystansu i samotnosci.
                                                    >
                                                    > No tak, i wlasnie jest i tak, i nie.'
                                                    > co jest ' i tak i nie"?
                                                    > przeciez pisze ze nie mam ochoty wciaz napelniac sie nowymi
                                                    tresciami, gdyz pot
                                                    > rzebuje czasu na trawienie
                                                    > jednym z moich najbardziej nielubianych stanow jest wlasnie stan
                                                    kompletnego
                                                    > napelnienia, az po uszy i towarzyszace temu uczucie ciezkosci.

                                                    No tak, ale chodzilo o to, ze ja napisalam, ze 'sprawa, ze zyjac w
                                                    pustelnictwie nie ma mozliwosci zaistnienia jakiejkolwiek zmiany',
                                                    a ty sie nie zgodzilas, bo 'zyjac z dala od zgielku mozna sie
                                                    uporzadkowac'.

                                                    Chodzilo mi o to, ze pustelnictwo jest wtorne, bo krowa nie mialaby
                                                    co przezuwac, jakby jej w dzien nie wygonili na pastwisko. I ze
                                                    jest niebezpieczenstwo popadniecia w pustelniczy stupor, mielenia
                                                    szczeka powietrza, bo polubilo sie ten bezpieczny brak bodzcow, a
                                                    wiec i brak ryzyka. Pol-smierc.

                                                    [kazdy ma w sobie calosc
                                                    > ymm, a mi sie zdaje, ze owszem, kazdy ma calosc, ale '
                                                    procentowy' sklad roznyc
                                                    > h komponentow waha sie w zaleznosci od jednostki. albo jeszcze
                                                    inaczej: ze czes
                                                    > c skladowych, cech osobowosci jest aktywna , a czesc tkwi w
                                                    uspieniu - moznaby
                                                    > tu cala skale rozbudzenia wykreslic teoretycznie.

                                                    Ta skala rozbudzenia to kwestia podzialu miedzy Persone a Cien.

                                                    > biale malz
                                                    > 'No tak, ale to stale jest surogat, proba zintegrowania Animusa z
                                                    zewnatrz, a n
                                                    > ie we srodku.'
                                                    > nie rozumiem. wytlumacz prosze bardziej rozwlekle te kwestie.

                                                    To wyjasnialam na podstawie zwiazku dwoch lesbijek, na poczatku
                                                    gdzies. Zamiast integrowac Animusa ze swojego srodka, integruje sie
                                                    go w zwiazku, wchodzac w relacje z kims, kto tego Animusa uosabia.
                                                    Co jest o tyle niebezpieczne, ze kiedy ten zwiazek (np) sie
                                                    rozpada, odchodzi nie tylko facet, ale i czesc tej kobiety, ktora
                                                    ona sobie z niego integrowala.

                                                    {mam ograniczone mozliwosci przyswajania]
                                                    > no, dlatego wysunelam pomysl, aby zamiast pozerania nowych
                                                    rzeczy, zajac sie ra
                                                    > czej trawieniem/ przemysleniem tych, ktore dotad sie wchlonelo.

                                                    Dziekuje bardzo, wiem o tym, dlatego mam takie, a nie inne tempo.
                                                    Czytam bardzo szybko, ale nie otwieram nowej ksiazki, kiedy tylko
                                                    przstane czytac poprzednia.

                                                    > ---
                                                    > bikeje
                                                    > o, bardzo ' piekne'
                                                    > najbardziej podoba mi sie fotka bk w muzealnych niebieskich
                                                    torbach ochronnych
                                                    > ;]
                                                    > czy jest jakas ' subkultura' bk, jakas powaznej liczby grupa
                                                    wyznawczyn/ cow bk
                                                    > ?

                                                    Nie ma, chyba. Chociaz w opinii ogolu bikejki widuje sie z
                                                    karkami/ABSami/drecholami, albo aspirujace do takiego zwiazku.
                                                    Kwestia chyba tego, jak tacy panowie wyobrazaja sobie atrakcyjna
                                                    kobiete.

                                                    > 'Zamkniecie granic to trudna proba wejscia w siebie, uwolnienia
                                                    sie calkowitego
                                                    > . To oczywiscie sztuka niedostepna kazdemu, a raczej wybranym.'
                                                    > na elitaryzm ci sie zebralo, he? ;] wybranym przez kogo i do
                                                    czego?

                                                    A bo ja wiem? Na pewno sa tacy.

                                                    > 1. jak to ma sie do tych krowich zoladkow? bo dla mnie '
                                                    trawienie' to wlasnie
                                                    > odejscie od pedzacego, pelnego swiezych bodzcow swiata na rzecz
                                                    podrozy wewn

                                                    No tak, ale jak napisalam: to sie moze stac sensem samym w sobie, i
                                                    to wlasnie mialam na mysli. Ze krowa juz przezula, ale w oborze
                                                    cieplo, slonce nie razi i gzy nie tna, to ona tam sobie postoi pare
                                                    lat, przezuwajac wciaz i wciaz to samo (mam nadzieje, ze nie jesz
                                                    teraz nic :)

                                                    > 2. chyba nietrafna metafore zastosowalam: zamkniecie granic
                                                    panstwa mialoby nib
                                                    > y sluzyc naglemu wzrostowi poczucia wolnosci tych, ktorym udalo
                                                    sie je pokonac
                                                    > . gdyby granice byly otwarte zabrakloby elementu niezbednego -
                                                    jak rozumiem wg
                                                    > ciebie - dla poczucia wolnosci... i taki sposob na poczucie
                                                    wolnosci to dla mni
                                                    > e groteska i mistyfikacja

                                                    Chodzi o to, ze w sytuacji mozliwosci wyboru krecenia w studiu i we
                                                    wnetrzu, wybiera sie wnetrze, ktore ogranicza. Czyli wybiera sie
                                                    utrudnienie, szorstkosc wyniku, ale i jego wieksza prawdziwosc. Co
                                                    sie przeklada na rozne sytuacje w zyciu, ale nie moge wymyslic
                                                    przykladu.

                                                    > ja pamietam ze juz pisalas o tym. jak i zgadzam sie ze kosmosy sa
                                                    to, choc i ta
                                                    > m bywa nudnawo raz za czas...
                                                    > ale jak to ma sie do krowy

                                                    Nie pamietam :)))))

                                                    > btw: bilet moge ci zaprojektowac, a mozna i bez biletu
                                                    przecie... ;]

                                                    Tak, a potem sie ma zjazdy, w trakcie ktorych sie mysli, ze nikt
                                                    nie kocha i wogle - nie, dziekuje.

                                                    Jest najobrzydliwsza pogoda dla alergikow czyli sucho od miesiecy,
                                                    wietrznie i bardzo cieplo. W takie dni mam w dupie swoje
                                                    ekologiczne starania i marze o klimatyzacji. Na szczescie to za
                                                    duzo wysilku, zebym wyszla za marzenia.

                                                    czul
                                                  • szarylemur krowa 25.06.08, 02:25
                                                    a dzis to jakos jestem sklonna przyznac ci racje, cokolwiek piszesz. jakos czuje
                                                    sie niedorobiona, powykrzywiana i bledna tak, ze sama wciskam sie w cien ( nie
                                                    chodzi o Cien, a moze chodzi..., nie wiem )
                                                    ale nic to, popluje jeszcze nieco tresci z wnetrza siebie, opowiem jak ja to
                                                    wszystko widze, choc bez roszczen do posiadania racji.

                                                    ---
                                                    wiec czym jest intucja? glosem podswiadomosci zbiorowej? czy czym, wg ciebie?
                                                    bo wg mnie jest ona tworem powstalym z przemieszania i selekcji tresci tzw
                                                    zbiorowej nieswiadomosci, modeli swiata poznanych w ciagu zycia ( z naciskiem na
                                                    wyniesione z wczesnego dziecinstwa ), a to wszystko mniej wiecej podzielone
                                                    przez nasze wlasne doswiadczenie. a wszystkie te operacje przetwarzania
                                                    dostepnej nam wiedzy i wierzen/ danych, odbywaja sie jakos tak * co za piekne
                                                    naukowe wyrazenie * blyskawicznie, ze prezentuja sie jako pierwszy wynik w
                                                    osobistej wewn przegladarce systemu.

                                                    czy mozna nie miec intuicji? albo miec chora, zwodnicza? czy ona zawsze jednak
                                                    wskazuje prawidlowa dla kogos droge, a dopiero potem nadchodzi krytyk i mowi :
                                                    iiiitam, toz to badziewie, a nie pomysl' ?
                                                    ---
                                                    swiete dzieci
                                                    tzn: czy mowisz, ze dzieci pragna milosci jako takiej, a nie - dzieci ubieraja
                                                    ja w twarze lub kanalizuja w inne rodzaje zaspokojenia?

                                                    i jeszcze o poczuciu swietosci - dla mnie koty sa swiete, inne zwierzaki tez
                                                    czasem, ale koty niemal zawsze.kiedy taki oswojony kot zaczyna lgnac do ludzi
                                                    jak leci, nagle mnie sciska w srodku, ze ta kocia nabyta ufnosc moze kota bardzo
                                                    drogo kosztowac.
                                                    ----
                                                    'I ze jest niebezpieczenstwo popadniecia w pustelniczy stupor, mielenia szczeka
                                                    powietrza, bo polubilo sie ten bezpieczny brak bodzcow, a wiec i brak ryzyka.
                                                    Pol-smierc.'
                                                    aha, no moze i tak. kilka stopni od nirwany, czy nie?
                                                    ---
                                                    'Ta skala rozbudzenia to kwestia podzialu miedzy Persone a Cien'
                                                    ym, no dobrze. jakos przyplatala mi sie mysl, ze cien to to czego nie chcemy w
                                                    sobie, stad taka moja gadka.
                                                    ---
                                                    animus
                                                    ;Co jest o tyle niebezpieczne, ze kiedy ten zwiazek (np) sie rozpada, odchodzi
                                                    nie tylko facet, ale i czesc tej kobiety, ktora ona sobie z niego integrowala.'
                                                    aha.
                                                    ale dlaczego uwazasz, ze moje ewent biale malzenstwo mialoby byc integracja
                                                    animusa z zewn? tzn: czy gdybym miala postac opiekunczego rozdica zintegrowana
                                                    w sobie, nie ciagneloby mnie do takiej relacji? i co to znaczy, jesli ja taki
                                                    zwiazek przypuszczam raczej jako fantazje, nigdy nie szukalam takiego ukladu?

                                                    i jak do postaci i zintegrowania animusa mialaby sie proba zw ze ' sluzacym'? i
                                                    to ze tego tez nie chce probowac?
                                                    ---
                                                    'odejscie od pedzacego, pelnego swiezych bodzcow swiata na rzecz podrozy wewn
                                                    ... moze stac sensem samym w sobie' no, moze, czasem pewnie jest to patologiczne.
                                                    'Ze krowa juz przezula, ale w oborze cieplo, slonce nie razi i gzy nie tna, to
                                                    ona tam sobie postoi pare lat, przezuwajac wciaz i wciaz to samo (mam
                                                    nadzieje,ze nie jesz teraz nic :)'
                                                    postoi, moim zdaniem dotad, az poczuje, ze czas sie ruszyc.
                                                    a jesli pijesz do mnie, to odpowiem, a jakzeby nie - mozliwe ze masz racje, ze
                                                    to stalo sie patologiczne. tak samo jak niegdys patologiczne moglo byc moje
                                                    nieustanne przemieszczanie sie z miejsca na miejsce. w pewnym momencie - w sumie
                                                    stopniowo na roznych poziomach aktywnosci to sie dzialo - zaczelam zwalniac i
                                                    zwalniac - na poczatku bylo to tortura, bo nie wiedzialam co ze soba zrobic,
                                                    jesli nie wychodze na kolejna codzienna impreze. ale te imprezy, uzaleznienie od
                                                    ludzi, zabawy przy alkoholu, ta moja rola zyciowa zaczela mnie nuzyc swoja
                                                    rutynowoscia. po jakims czasie znuzyly mnie tez podroze i cala ten etap/ maska.
                                                    a teraz nie czuje jeszcze dostatecznego impulsu do kolejnej zmiany ( ' idiota'
                                                    alex kiwa glowa ). dlugo u mnie trwaja te etapy poszczegolne. nie wiem co bedzie
                                                    dalej. nigdy tego nie wiem. na razie zuje, kawalki przeszlosci blizszej i
                                                    dalszej, jak rasowa samica byka ;)
                                                    nie powiem dzis, ze mi dobrze. i chyba nigdy nie powiem, ze to co robie ja
                                                    akurat jest normalne.
                                                    ---
                                                    'Chodzi o to, ze w sytuacji mozliwosci wyboru krecenia w studiu i we wnetrzu,
                                                    wybiera sie wnetrze, ktore ogranicza. Czyli wybiera sie utrudnienie, szorstkosc
                                                    wyniku, ale i jego wieksza prawdziwosc. Co sie przeklada na rozne sytuacje w
                                                    zyciu, ale nie moge wymyslic przykladu.'
                                                    ale moze jemu chodzilo tu tylko o to, ze krecenie poza studiem zwalnia z
                                                    perfekcjonistycznych staran o doskonalosc produkcji? od tego ta wolnosc mialaby
                                                    byc we wnetrzu naturalnym. przesuniecie punktu ciezkosci.
                                                    tyle ze tak, to byloby raczej po prostu olanie pewnej tendecji, a nie budowanie
                                                    granic czy szukanie trudnosci - raczej wlasnie uwolnienie energii, ktora
                                                    poszlaby na ' odpowiednia stylizacje'
                                                    ale moze jednak wymyslisz jakies przyklady przelozenia tak, jak ty je rozumiesz
                                                    ---
                                                    bilet
                                                    'Tak, a potem sie ma zjazdy, w trakcie ktorych sie mysli, ze nikt nie kocha i
                                                    wogle - nie, dziekuje.'
                                                    och, to ty o takich biletach myslalas? oj, nie nie, nie o to chodzilo mi z
                                                    biletami wlasnej produkcji :) chodzilo o to, ze chyba sama tez mozesz udac sie
                                                    do wnetrza. albo z pomocnikiem. w kazdym razie ta podroz to nie jakis sen
                                                    mglawiczny, tylko cos co da sie latwo zrealizowac, tak czy inaczej. nie? :)
                                                    a to o projekcie to tylko moja durna chelpliwa aluzja do innego postu
                                                    ---
                                                    'Jest najobrzydliwsza pogoda dla alergikow czyli sucho od miesiecy, wietrznie i
                                                    bardzo cieplo. '
                                                    heheh, zapraszam tutaj - trawa juz zolta, jesli niepodlewana.
                                                    to dlatego tak lubisz zime?

                                                    pozdrawiam :)

                                                  • bene_gesserit Re: krowa 26.06.08, 22:22
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > a dzis to jakos jestem sklonna przyznac ci racje, cokolwiek
                                                    piszesz. jakos czuj
                                                    > e
                                                    > sie niedorobiona, powykrzywiana i bledna tak, ze sama wciskam sie
                                                    w cien ( nie
                                                    > chodzi o Cien, a moze chodzi..., nie wiem )

                                                    Oj biedna. To ciag dalszy tego, ze najpierw ci sie chcialo
                                                    niewiadomoczego? Moze to nadejscie PMSu, ze tak strywializuje? Bo
                                                    ja raz w miesiacu uprzytamniam sobie, jak wiele zalezy od hormonow
                                                    (u mnie zaczyna sie nie wkurwem, ale zaloba jaks taka ogolna).

                                                    > ale nic to, popluje jeszcze nieco tresci z wnetrza siebie,
                                                    opowiem jak ja to
                                                    > wszystko widze, choc bez roszczen do posiadania racji.

                                                    Hehe, to ostrze sobie zeby.

                                                    [intuicja]
                                                    > bo wg mnie jest ona tworem powstalym z przemieszania i selekcji
                                                    tresci tzw
                                                    > zbiorowej nieswiadomosci, modeli swiata poznanych w ciagu zycia (
                                                    z naciskiem n
                                                    > a
                                                    > wyniesione z wczesnego dziecinstwa ), a to wszystko mniej wiecej
                                                    podzielone
                                                    > przez nasze wlasne doswiadczenie. a wszystkie te operacje
                                                    przetwarzania
                                                    > dostepnej nam wiedzy i wierzen/ danych, odbywaja sie jakos tak *
                                                    co za piekne
                                                    > naukowe wyrazenie * blyskawicznie, ze prezentuja sie jako
                                                    pierwszy wynik w
                                                    > osobistej wewn przegladarce systemu.

                                                    Nie mam pojecia, czym jest.
                                                    Tzn z twojego modelu bym zamienila 'zbiorowa nieswiadomosc' na pole
                                                    rodzinne i dodalabym czulosc na informacje niewerbalna. Byc moze
                                                    szybkosc takiego osadu polega na tym (kombinuje), ze to sa rzeczy
                                                    nie przetwarzane (jak pole rodzinne, bo jest poza zasiegiem
                                                    swiadomosci) albo kontrolowane przez jakies pierwotne czesci
                                                    naszego mozgu (inf niewerbalna to sposob porozumiewania sie
                                                    zwierzat).

                                                    > czy mozna nie miec intuicji? albo miec chora, zwodnicza? czy ona
                                                    zawsze jednak
                                                    > wskazuje prawidlowa dla kogos droge, a dopiero potem nadchodzi
                                                    krytyk i mowi :
                                                    > iiiitam, toz to badziewie, a nie pomysl' ?

                                                    Jest bardzo niewiele badan dotyczacych intuicji, ale te, ktore sa,
                                                    wskazuja na to, ze ludzie sadom intuicyjnym bardzo ufaja. Tzn po
                                                    fakcie ufaja, jak sie sprawdza. A jak sie nie sprawdza, to raczej o
                                                    tym nie pamietaja :)

                                                    > swiete dzieci
                                                    > tzn: czy mowisz, ze dzieci pragna milosci jako takiej, a nie -
                                                    dzieci ubieraja
                                                    > ja w twarze lub kanalizuja w inne rodzaje zaspokojenia?

                                                    No, chyba tak. O ile cie dobrze rozumiem.

                                                    > i jeszcze o poczuciu swietosci - dla mnie koty sa swiete, inne
                                                    zwierzaki tez
                                                    > czasem, ale koty niemal zawsze.kiedy taki oswojony kot zaczyna
                                                    lgnac do ludzi
                                                    > jak leci, nagle mnie sciska w srodku, ze ta kocia nabyta ufnosc
                                                    moze kota bardz
                                                    > o
                                                    > drogo kosztowac.

                                                    "Jestes odpowiedzialny za to, co oswoiles".

                                                    Ogldalam niedawno film dokumentalny, ktory mnie potwornie wzruszyl.
                                                    O strazniku lasu gdzies z Afryki, ktoremu cale zycie przynoszono
                                                    chore i ranne dzikie zwierzeta, a on sie nimi opiekowal i
                                                    przywracal je w miare mozliwosci wolnosci. A jak byl na emeryturze
                                                    znalazl dopiero co urodzona hipopotamice, jeszcze z pepowina
                                                    (zgubila sie podczas powodzi). I ja wychowal. W miedzyczasie sie
                                                    zakochal w paniusi z miasta, wymuskanej kosmetyczce, ktorej dopiero
                                                    podczas jej przeprowadzki do niego opowiedzial, ze mieszka z
                                                    hipopotamem. Ale ta pani sie w hipopotamie bardzo zakochala z
                                                    wzajemnoscia od razu i zyli razem dlugo i szczesliwie: stary
                                                    samotny jezdziec, ukojona macierzynsko samotna kobieta i osierocona
                                                    samotna hipopotamiczka. Rzadko mam lzy w oczach podczas ogladania :)

                                                    > ----
                                                    > 'I ze jest niebezpieczenstwo popadniecia w pustelniczy stupor,
                                                    mielenia szczeka
                                                    > powietrza, bo polubilo sie ten bezpieczny brak bodzcow, a wiec i
                                                    brak ryzyka.
                                                    > Pol-smierc.'
                                                    > aha, no moze i tak. kilka stopni od nirwany, czy nie?

                                                    Chyba od piekla.

                                                    > ---
                                                    [animus integrowany protezowo]
                                                    > ale dlaczego uwazasz, ze moje ewent biale malzenstwo mialoby byc
                                                    integracja
                                                    > animusa z zewn? tzn: czy gdybym miala postac opiekunczego rozdica
                                                    zintegrowana
                                                    > w sobie, nie ciagneloby mnie do takiej relacji?

                                                    Mi sie tak bardzo wydaje.

                                                    i co to znaczy, jesli ja taki
                                                    > zwiazek przypuszczam raczej jako fantazje, nigdy nie szukalam
                                                    takiego ukladu?

                                                    To nie znaczy, ze go nie zrealizujesz. Moze nie mialas mozliwosci,
                                                    moze smialosci - w koncu rodzic kojarzy ci sie jednak traumatycznie.

                                                    > i jak do postaci i zintegrowania animusa mialaby sie proba zw
                                                    ze ' sluzacym'?

                                                    Nie mam pojecia. To mi sie jakos kojarzy, moze jako jakis etap,
                                                    moze probe nauki zmiany, nie wiem. Metnie.

                                                    > i
                                                    > to ze tego tez nie chce probowac?

                                                    Bo sie boisz? Nie wiem, ty masz odpowiedzi :)

                                                    > ---
                                                    > 'Ze krowa juz przezula, ale w oborze cieplo, slonce nie razi i
                                                    gzy nie tna, to
                                                    > ona tam sobie postoi pare lat, przezuwajac wciaz i wciaz to samo
                                                    (mam
                                                    > nadzieje,ze nie jesz teraz nic :)'
                                                    > postoi, moim zdaniem dotad, az poczuje, ze czas sie ruszyc.

                                                    No to tu by byla lepsza metafora z poczwarka.
                                                    Btw, wiedzials, ze kiedy gasiennica otacza sie kokonem, rozpuszcza
                                                    sie prawie calkiem? W takiego gluta i z tego gluta robi sie motyl?
                                                    Czy to nie jest przecudowne i przedziwne? Myslalam do tej pory, ze
                                                    ona po prostu sobie zapuszcza skrzydelka, cos jej tam odpada, cos
                                                    dorasta i juz moze latac, ale nie - ona wlasciwie umiera, w kazdym
                                                    razie w wielkim swoim procencie.

                                                    > a jesli pijesz do mnie, to odpowiem, a jakzeby nie - mozliwe ze
                                                    masz racje, ze
                                                    > to stalo sie patologiczne. tak samo jak niegdys patologiczne
                                                    moglo byc moje
                                                    > nieustanne przemieszczanie sie z miejsca na miejsce.

                                                    Obie czynnosci moga byc ucieczkowe, ale nie musza.
                                                    Przeczytaj se 'Czarnoksieznika z Archipelagu', ze tak ponudze.

                                                    > nie powiem dzis, ze mi dobrze. i chyba nigdy nie powiem, ze to co
                                                    robie ja
                                                    > akurat jest normalne.

                                                    Nie przepadam za tym okresleniem, bo ono jest bardzo niejasne i
                                                    niepotrzebnie zupelnie wartosciuje.

                                                    [studio i wnetrze]
                                                    > ale moze jemu chodzilo tu tylko o to, ze krecenie poza studiem
                                                    zwalnia z
                                                    > perfekcjonistycznych staran o doskonalosc produkcji? od tego ta
                                                    wolnosc mialaby
                                                    > byc we wnetrzu naturalnym. przesuniecie punktu ciezkosci.
                                                    > tyle ze tak, to byloby raczej po prostu olanie pewnej tendecji, a
                                                    nie budowanie
                                                    > granic czy szukanie trudnosci - raczej wlasnie uwolnienie
                                                    energii, ktora
                                                    > poszlaby na ' odpowiednia stylizacje'
                                                    > ale moze jednak wymyslisz jakies przyklady przelozenia tak, jak
                                                    ty je rozumiesz

                                                    O, psze pani, ja tez mam dzis stupor, wiec moze jutro.

                                                    > bilet
                                                    > och, to ty o takich biletach myslalas? oj, nie nie, nie o to
                                                    chodzilo mi z
                                                    > biletami wlasnej produkcji :) chodzilo o to, ze chyba sama tez
                                                    mozesz udac sie
                                                    > do wnetrza. albo z pomocnikiem. w kazdym razie ta podroz to nie
                                                    jakis sen
                                                    > mglawiczny, tylko cos co da sie latwo zrealizowac, tak czy
                                                    inaczej. nie? :)

                                                    No tak, wiem, pamietam takie realizacje, ale jakos ostatnio bawi
                                                    mnie bardzo przyziemnosc, jakies robienie zakupow, sprztanie,
                                                    jakies gotowanie i takie rzeczy.
                                                    Dzis przy porzadkowaniu szafy znalazlam pocztowke z jeleniami na
                                                    rykowisku, ktora wymalowal moj swierniety krewny, prawie Nikifor.
                                                    Oprawie ja i powiesze w honorowym miejscu.

                                                    > a to o projekcie to tylko moja durna chelpliwa aluzja do innego
                                                    postu

                                                    A to nie odczytalam, moze rozwin i sie pochelp, chetnie poczytam.

                                                    > heheh, zapraszam tutaj - trawa juz zolta, jesli niepodlewana.
                                                    > to dlatego tak lubisz zime?

                                                    Lato ma mnostwo wad (pomijajac dlugi dzien i brak maziajowatej
                                                    pogody), a zima mnostwo zalet (najwazniejszy jest snieg, mozliwie
                                                    swiezy, ktory wszystko pieknie otula i wytlumia), ale nie chodzi o
                                                    wady i zalety, ale o po prostu upodobanie. Lubie jak jest chlodno,
                                                    sucho i ciemnawo ('jestes jak suche zarcie dla psow - tez to lubi',
                                                    powiedziala moja przyjaciolka kiedys).

                                                    czul
                                                  • szarylemur domino 27.06.08, 16:32
                                                    'To ciag dalszy tego, ze najpierw ci sie chcialo niewiadomoczego? '
                                                    ymm, no tak. ale to nie jest pms. juz raczej wplyw planetarny chyba...
                                                    zaczelo sie od pelni, czyli chyba z dziesiec dni temu, zaczelam snic niemile sny. i tak trwa. w dol.
                                                    jakos tak zaczelo sie sypac domino. pierwszy sen przyszedl ' znikad', kolejne tez staralam sie ignorowac, ale sny zawsze oddzialuja na moje samopoczucie dzienne. nie sa to jakies koszmary straszne, to raczej wlasnie tak, jakby swiat po kawalku sie rozpadal.
                                                    pms to u mnie rowniez raczej ordynarny wkurw, jakis jednodniowy bardzo duzy spadek nastroju. a to nijak ma sie do ' kalendarzyka' - raczej ' ma sie' do realiow, nieco bardziej niz mi sie zdawalo - zignorowanych.
                                                    bleee
                                                    ---
                                                    intuicja
                                                    ale widzisz, wlasnie ostatnio, cos mi mowi, ze cos waznego jest zle, tak jak jakis czas temu - mimo zdawaloby sie obiektywnie gorszej sytuacji realnej, czulam ze wszystko bedzie ok.
                                                    i nie wiem czy to moje leki i strachy, czy moze faktycznie podlaczylam sie do jakiegos podskornego kanalu informacyjnego... ;)
                                                    to te sny maja taki wplyw na mnie, chyba. potwor wychyla glowe za czesto, zeby go ignorowac. chyba lepiej bedzie sie z nim spotkac, po raz kolejny.
                                                    nie bede pisac o co dokladnie chodzi, nie mam ochoty na taki ekshibizjonizm.
                                                    ---
                                                    koty
                                                    "Jestes odpowiedzialny za to, co oswoiles".
                                                    tzn; co?
                                                    w ogole do nich nie podchodzic, odganiac, ignorowac zeby nie dac szansy innym na skrzywdzenie ich?
                                                    bo przeciez nikt nie jest w stanie uchronic poldzikich zwierzatek od skutkow interakcji z ' niewlasciwymi' ludzmi, i swiatem w jego brutalnych przejawach...
                                                    ---
                                                    historyjka o parze z hipopotamem bardzo ladna :)))
                                                    ---
                                                    pustelniczy stupor jako pieklo.
                                                    takie zimne, zamarzniete pieklo?
                                                    czy chodzi ci moze o pieklo przezuwania wciaz i wciaz zdarzen z przeszlosci?
                                                    ale mi nie o taki rodzaj wykorzystania samotnosci chodzilo.
                                                    ----
                                                    animus
                                                    tzn jak? ciagnie nas do tych osob, ktore uosabiaja cos dla nas waznego ( witalnie wrecz ), czego nam brak, czego w sobie nie mamy? tylko i wylacznie na tym opiera sie selekcja?
                                                    dziwne mi sie to zdaje...

                                                    biale malz
                                                    korekta: raz z moim przyjacielem gejem wpadliwsmy na pomysl aby sie poslubic. ale po dluzszym namysle doszlam do wniosku ze to byloby fajne jako idea, w rzeczywistosci juz tak dobrze by nie funkcjonowalo.
                                                    ---
                                                    a zwiazki z opiekunami kojarza mi sie slisko - byc moze z powodu traumatycznych relacji z rodzicami - gdzie chyba nie bylo raczej dla mnie milosci bezwarunkowej, za friko. takze z powodu dalszych moich relacji z mezczynami -' jakos tak ' zakodowalo mi sie w glowie, ze jesli ktorys mowi, ze mezczyna bywa mily w konkretnym seksulanym celu. a jesli o tym celu nie wspomina, to znaczy ze oszukuje.
                                                    ---
                                                    ale masz racje, co do zw ze ' sluzacym'.
                                                    mysle, ze czesciej powinnam usmiechac sie do tych, ktorzy sie do mnie usmiechaja. pozornie proste, banalne i latwe, ale zeby to osiagnac potrzebuje dokonac powaznej reorganizacji mojej psychiki... przepoczwarzyc sie :)
                                                    ---
                                                    normalne
                                                    'Nie przepadam za tym okresleniem, bo ono jest bardzo niejasne i niepotrzebnie zupelnie wartosciuje.'
                                                    normalne, czyli - wg mnie - najbardziej rozpowszechnione wsrod danej spolecznosci.
                                                    ---
                                                    'Dzis przy porzadkowaniu szafy znalazlam pocztowke z jeleniami na rykowisku, ktora wymalowal moj swierniety krewny, prawie Nikifor.
                                                    Oprawie ja i powiesze w honorowym miejscu.'
                                                    ymm, ja kiedys zbieralam wiersze znajomego schizofrenika. lubilam go, uwazalam za ciekawa postac, szukalam w jego tworczosci objawien niedostepnych ' normalsom' . czar prysl po podrozy z nim zagranicznej.
                                                    choc oczywiscie - rysunki - moga byc po prostu fajne.
                                                    ---
                                                    bilet
                                                    'moze rozwin i sie pochelp, chetnie poczytam.'
                                                    nie, nie jestem w nastroju na chelpienie sie. i jakos w ogole nie mam ochoty opowiadac na publicznym forum o biletach wlasnego projektu.
                                                    ---
                                                    'Lato ma mnostwo wad (pomijajac dlugi dzien i brak maziajowatej pogody), a zima mnostwo zalet (najwazniejszy jest snieg, mozliwie swiezy, ktory wszystko pieknie otula i wytlumia), ale nie chodzi o wady i zalety, ale o po prostu upodobanie. Lubie jak jest chlodno, sucho i ciemnawo ('jestes jak suche zarcie dla psow - tez to lubi', powiedziala moja przyjaciolka kiedys)'
                                                    brrr, serio, moje antypody. lubilam zime kiedy bylam dzieckiem, wtedy chyba wszystko lubilam :)
                                                    ale teraz juz nie, od dawna juz zimy nie lubie. ani grubych ubiorow, nic z chlodnawych klimatow. czasem tylko tesknie tutaj do deszczu.
                                                    dla mnie idealne miejsce to takie, gdzie noca mozna siedziec na dworze w koszulce na ramiaczkach.
                                                    ale dobrze cie poznac - dzieki temu juz wiem, ze istnieje na swiecie ktos, kto rzeczywiscie lubi zime. dotad myslalam - o ile sie nad tym zastanawialam, ze takich osob po prostu nie ma :)

                                                    pozdrawiam :)
                                                  • bene_gesserit Re: domino 28.06.08, 14:54
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > ymm, no tak. ale to nie jest pms. juz raczej wplyw planetarny
                                                    chyba...
                                                    > zaczelo sie od pelni, czyli chyba z dziesiec dni temu, zaczelam
                                                    snic niemile sn
                                                    > y. i tak trwa. w dol.
                                                    > jakos tak zaczelo sie sypac domino. pierwszy sen przyszedl '
                                                    znikad', kolejne t
                                                    > ez staralam sie ignorowac, ale sny zawsze oddzialuja na moje
                                                    samopoczucie dzien
                                                    > ne.

                                                    Imo ignorowanie nie jest najlepsza metoda.
                                                    Tzn czasem se mozna poignorowac, ale zasadniczo jestem przeciw.
                                                    Raczej w kontrolowany sposob nawiazac kontakt. Jesli piszesz -
                                                    pisaniem, jesli kolazujesz - kolazowaniem. Np zrobic portret tego,
                                                    co ci sie w srodku klebi.

                                                    nie sa to jakies koszmary straszne, to raczej wlasnie tak, jakby
                                                    swiat po k
                                                    > awalku sie rozpadal.

                                                    Dezintegracja to kluczowy element procesu terapeutycznego.
                                                    Ja to sobie wyobrazam jako powtorne lamanie zle zrosnietej nogi. Na
                                                    zrosnietej zle mozna chodzic, kulawo, bo kulawo, powtorne jej
                                                    zlamanie boli, zrastanie takze, ale kiedy sie juz zrosnie
                                                    poprawnie - mozna tanczyc i skakac.

                                                    Raczej chyba nie jest to taka dezintegracja (?), ale moze mozna ja
                                                    tak potraktowac w sensie pchnac w tym kierunku? Nie wiem, moze ty
                                                    wiesz.

                                                    > pms to u mnie rowniez raczej ordynarny wkurw, jakis jednodniowy
                                                    bardzo duzy spa
                                                    > dek nastroju. a to nijak ma sie do ' kalendarzyka' - raczej ' ma
                                                    sie' do realio
                                                    > w, nieco bardziej niz mi sie zdawalo - zignorowanych.
                                                    > bleee

                                                    Kiedy regularnie chodzilam na silownie (3x w tygodniu po 2
                                                    godziny), to dusza mnie wcale nie bolala, cialo cale spiewalo itd.
                                                    Endorfiny :)

                                                    > ---
                                                    > intuicja
                                                    > ale widzisz, wlasnie ostatnio, cos mi mowi, ze cos waznego jest
                                                    zle, tak jak ja
                                                    > kis czas temu - mimo zdawaloby sie obiektywnie gorszej sytuacji
                                                    realnej, czulam
                                                    > ze wszystko bedzie ok.
                                                    > i nie wiem czy to moje leki i strachy, czy moze faktycznie
                                                    podlaczylam sie do j
                                                    > akiegos podskornego kanalu informacyjnego... ;)
                                                    > to te sny maja taki wplyw na mnie, chyba. potwor wychyla glowe za
                                                    czesto, zeby
                                                    > go ignorowac. chyba lepiej bedzie sie z nim spotkac, po raz
                                                    kolejny.
                                                    > nie bede pisac o co dokladnie chodzi, nie mam ochoty na taki
                                                    ekshibizjonizm.

                                                    Rozumiem. Wiedz, ze w miare moich skromnych mozliwosci calkowicie
                                                    cie w tym kierunku spotkania z potworem popieram, uwazam ze
                                                    slusznie i wogole.

                                                    (Z mojego doswiadczenia wynika, ze potwor ma w srodku skrzywdzone
                                                    dziecko.)

                                                    > ---
                                                    > koty
                                                    > "Jestes odpowiedzialny za to, co oswoiles".
                                                    > tzn; co?
                                                    > w ogole do nich nie podchodzic, odganiac, ignorowac zeby nie dac
                                                    szansy innym n
                                                    > a skrzywdzenie ich?

                                                    Nie wiem.

                                                    > bo przeciez nikt nie jest w stanie uchronic poldzikich zwierzatek
                                                    od skutkow in
                                                    > terakcji z ' niewlasciwymi' ludzmi, i swiatem w jego brutalnych
                                                    przejawach...

                                                    Zgadza sie.

                                                    > pustelniczy stupor jako pieklo.
                                                    > takie zimne, zamarzniete pieklo?
                                                    > czy chodzi ci moze o pieklo przezuwania wciaz i wciaz zdarzen z
                                                    przeszlosci?
                                                    > ale mi nie o taki rodzaj wykorzystania samotnosci chodzilo.

                                                    Wiem, ale tak tez sie to moze skonczyc czasem.

                                                    > ----
                                                    > animus
                                                    > tzn jak? ciagnie nas do tych osob, ktore uosabiaja cos dla nas
                                                    waznego ( witaln
                                                    > ie wrecz ), czego nam brak, czego w sobie nie mamy? tylko i
                                                    wylacznie na tym op
                                                    > iera sie selekcja?
                                                    > dziwne mi sie to zdaje...

                                                    Nie zawsze.
                                                    To jest pewna boczna sciezka i ona nie jest imo dobra, chociaz
                                                    bardzo latwa. Juz pisalam czemu - bo kiedy taka osoba z ktorej
                                                    sobie dointegrowalismy odejdzie, to wraz z nia odchodzi ten dla nas
                                                    wazny kawalek niby-nas.

                                                    Zasadniczo to jest tak, ze kobiety z neurotycznymi Animusami
                                                    szukaja sobie neurotycznych partnerow (oczywiscie symetrycznie
                                                    dotyczy to tez mezczyzn). To zwieksza sume neurotyzmu w zwiazku
                                                    ponad wszelkie granice i sprawia, ze jest on gwaltowny,
                                                    nieprzyjemny i krotki.

                                                    > biale malz
                                                    > korekta: raz z moim przyjacielem gejem wpadliwsmy na pomysl aby
                                                    sie poslubic. a
                                                    > le po dluzszym namysle doszlam do wniosku ze to byloby fajne jako
                                                    idea, w rzecz
                                                    > ywistosci juz tak dobrze by nie funkcjonowalo.

                                                    Noi pewnie, lepiej funkcjonowac na poziomie rodzenstwa.

                                                    > ---
                                                    > a zwiazki z opiekunami kojarza mi sie slisko - byc moze z powodu
                                                    traumatycznych
                                                    > relacji z rodzicami - gdzie chyba nie bylo raczej dla mnie
                                                    milosci bezwarunkow
                                                    > ej, za friko. takze z powodu dalszych moich relacji z mezczynami -
                                                    ' jakos tak
                                                    > ' zakodowalo mi sie w glowie, ze jesli ktorys mowi, ze mezczyna
                                                    bywa mily w kon
                                                    > kretnym seksulanym celu. a jesli o tym celu nie wspomina, to
                                                    znaczy ze oszukuje
                                                    > .

                                                    Strach, nieufnosc i cale morze bolu.

                                                    > ---
                                                    > ale masz racje, co do zw ze ' sluzacym'.
                                                    > mysle, ze czesciej powinnam usmiechac sie do tych, ktorzy sie do
                                                    mnie usmiechaj
                                                    > a. pozornie proste, banalne i latwe, ale zeby to osiagnac
                                                    potrzebuje dokonac po
                                                    > waznej reorganizacji mojej psychiki... przepoczwarzyc sie :)

                                                    Zmieniamy sie albo 'od srodka' (pchani impulsem z zewnatrz
                                                    dokonujemy zmian w zachowaniu) albo 'od zewnatrz' (zmieniamy
                                                    zachowanie, zeby dokonac zmiany w srodku).

                                                    Moze gdybys zaczela sie usmiechac czesciej w ogole, nawet i na
                                                    poczatku nie do konca szczerze, to by ci pojasnialo we srodku. Tzn
                                                    sa na to nawet badania, ze to tak wlasnie dziala, naukowo
                                                    udowodnione, wiec sie moze przejmij :)

                                                    ...
                                                    [jestem jak suche zarcie dla psow]
                                                    > brrr, serio, moje antypody. lubilam zime kiedy bylam dzieckiem,
                                                    wtedy chyba wsz
                                                    > ystko lubilam :)
                                                    > ale teraz juz nie, od dawna juz zimy nie lubie. ani grubych
                                                    ubiorow, nic z chlo
                                                    > dnawych klimatow. czasem tylko tesknie tutaj do deszczu.
                                                    > dla mnie idealne miejsce to takie, gdzie noca mozna siedziec na
                                                    dworze w koszul
                                                    > ce na ramiaczkach.

                                                    To sa imo skutki tradycyjnego polskiego cieplego chowu.
                                                    Dzieci sa od malenkosci otulane milionem kocy, ubierane w
                                                    kombinezony nawet pozna wiosna, bo 'zaziebia sie i umra'. Spia
                                                    oczywiscie w niewietrzonych pokoikach. Dobre dziecko to spocone
                                                    dziecko.

                                                    Mnie chowano na zimno, nade wszystko wietrzono mnie czesto i teraz
                                                    nie umiem zyc w upale, stechlosci i goracu. A kiedy zobaczylam w UK
                                                    chlopcow z podstawowki, ktorych pierwsze sniegi zastaly w krotkich
                                                    spodenkach i podkolanowkach i oni nie sinieli z zimna, przeciwnie -
                                                    bylo im w sam raz, poczulam sie jak w domu:)))

                                                    > ale dobrze cie poznac - dzieki temu juz wiem, ze istnieje na
                                                    swiecie ktos, kto
                                                    > rzeczywiscie lubi zime. dotad myslalam - o ile sie nad tym
                                                    zastanawialam, ze ta
                                                    > kich osob po prostu nie ma :)

                                                    Jest nas mniej, niz was, ale coraz wiecej. Zdobedziemy swiat i
                                                    zapanuje wieczna zima! hahahahahaHAHAHAHA....

                                                    czul
                                                  • szarylemur domino2 28.06.08, 17:21
                                                    sny
                                                    hmm, ale te sny to wlasciwie rozne filmiki nt sytuacji bezsilnosci albo czegos w stylu ' okazuje sie ze wszystko wyglada inaczej, grozniej, niz by sie zdawalo z pozoru.'
                                                    choc dzis przysnil mi sie ojciec - co przypomnialo mi sie gdy czytalam watek o psychopatii heh - ale tym razem nie byl straszny, byl starym cherlawym ze starosci, slabym czlowieczkiem.
                                                    zaczynam czuc sie nieco lepiej, spokojniej, pogodniej, ale do stabilonosci mi chyba jeszcze daleko...
                                                    ---
                                                    'Raczej chyba nie jest to taka dezintegracja (?), ale moze mozna ja tak potraktowac w sensie pchnac w tym kierunku? '
                                                    moze nieco jest - jak przemieszczenie elementow, ktore byly pomylka, weryfikacja tego czegos co zdawalo sie trwalym, solidnie i dobrze zbudowanym konstruktem.
                                                    ---
                                                    'Kiedy regularnie chodzilam na silownie (3x w tygodniu po 2 godziny), to dusza mnie wcale nie bolala, cialo cale spiewalo itd. Endorfiny :)'
                                                    ja zamiast na silownie chodze do pracy - to jak areobik z elementami silowymi w saunie. endorfiny - i owszem, ale wierz mi - nie zawsze to pomaga, nie zawsze tez masz na to ochote.
                                                    ogolnie, dla mnie praca fizyczna jest okej ( choc przed jej podjeciem tak bym nie powiedziala, no i nie moze byc za ciezka ) - wyzywam sie w niej fizycznie, o wiele spadl poziom mojej agresywnosci.
                                                    ---
                                                    animus

                                                    nie bardzo rozumiem, jakos do mnie nie trafia to co piszesz, choc jest dosc jasno napisane.
                                                    chyba trudno mi ocenic na jakiej zasadzie dobieram sobie partnerow. kiedys to chyba bylo faktycznie tak, ze szukalam tych, ktorzy uaktywnia uspione we mnie, ale interesujace mnie cechy.
                                                    i chociaz bardzo bolalo gdy odchodzili i faktycznie czulam sie odcieta od tej energii, to takze w czasie tej relacji uczylam sie od tych ludzi pewnych ich zachowan, te upragniona ceche aktywowalam w sobie.
                                                    -
                                                    a o bialym malz - doszlam do wniosku, ze wlasciwie najwieksza zaleta tego mojego opiekuna byloby... zapewnienie mi bezpieczenstwa finansowego.
                                                    i wlasciwie to chcialabym po prostu odziedziczyc jakas fortune, co pozwoliloby mi porzucic prace zarobkowa na rzecz uskuteczniania hobby przez 24 godziny na dobe. ot, takie tak mrzonki :)
                                                    ---
                                                    'Strach, nieufnosc i cale morze bolu.'
                                                    znikad sie nie wziely, takie mam doswiadczenia
                                                    ---
                                                    'Zmieniamy sie albo 'od srodka' (pchani impulsem z zewnatrz dokonujemy zmian w zachowaniu) albo 'od zewnatrz' (zmieniamy zachowanie, zeby dokonac zmiany w srodku).'
                                                    tak, wlasnie wczoraj o tym myslalam. powolutku moze jakos...
                                                    ---
                                                    'Mnie chowano na zimno, nade wszystko wietrzono mnie czesto i teraz
                                                    nie umiem zyc w upale, stechlosci i goracu. A kiedy zobaczylam w UK
                                                    chlopcow z podstawowki, ktorych pierwsze sniegi zastaly w krotkich
                                                    spodenkach i podkolanowkach i oni nie sinieli z zimna, przeciwnie -
                                                    bylo im w sam raz, poczulam sie jak w domu:)))'
                                                    no, sorry, bene, ale czy ty wyznaczasz jakis ideal, wzor do nasladowania?
                                                    na tej samej zasadzie moge napisac, ze ci ktorych przyzwyczajano do zimna zatracili naturalne poczucie tego co przyjemne i nieprzyjemne.
                                                    mysle, ze mozemy PO PROSTU roznic sie preferencjami, nie?

                                                    'Zdobedziemy swiat i zapanuje wieczna zima! hahahahahaHAHAHAHA....'
                                                    popadacie jak muchy po 15 minutach walki w upale ;p

                                                    ( o, wlasnie mnie p. przekupuje serniczkiem , bo weekend nadszejdl... heh... )

                                                    pozdrawiam :)))
                                                  • bene_gesserit Re: domino2 02.07.08, 01:28
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > sny
                                                    > choc dzis przysnil mi sie ojciec - co przypomnialo mi sie gdy
                                                    czytalam watek o
                                                    > psychopatii heh - ale tym razem nie byl straszny, byl starym
                                                    cherlawym ze staro
                                                    > sci, slabym czlowieczkiem.
                                                    > zaczynam czuc sie nieco lepiej, spokojniej, pogodniej, ale do
                                                    stabilonosci mi c
                                                    > hyba jeszcze daleko...

                                                    Noale po takiej jezdzie jaka ci zafundowano i chalupniczo to to tak
                                                    wlasnie ma byc: powoli i spokojnie. Imo te sny swiadcza wyraznie,
                                                    ze sie rusza, a jak rusza, znaczy ze dobrze. Nawet jesli mialoby
                                                    pobolewac.

                                                    > ---
                                                    [dezintegracja]
                                                    > moze nieco jest - jak przemieszczenie elementow, ktore byly
                                                    pomylka, weryfikacj
                                                    > a tego czegos co zdawalo sie trwalym, solidnie i dobrze
                                                    zbudowanym konstruktem.

                                                    To wyglada nie jak 'nieco' ale bardzo.

                                                    > ---
                                                    > ja zamiast na silownie chodze do pracy - to jak areobik z
                                                    elementami silowymi w
                                                    > saunie. endorfiny - i owszem, ale wierz mi - nie zawsze to
                                                    pomaga, nie zawsze
                                                    > tez masz na to ochote.

                                                    Bo to zupelnie co innego.
                                                    Dobrze wiem, jak wyglada fizyczny zapieprz. Nijak to sie ma do
                                                    silowni.

                                                    > ogolnie, dla mnie praca fizyczna jest okej ( choc przed jej
                                                    podjeciem tak bym n
                                                    > ie powiedziala, no i nie moze byc za ciezka ) - wyzywam sie w
                                                    niej fizycznie, o
                                                    > wiele spadl poziom mojej agresywnosci.

                                                    A to byloby ciekawie, gdybys zrobila sobie urlop. Sprawdzic, czy
                                                    spadlo ci od pracy czy od jakis tam przetentegowan w tobie.

                                                    > ---
                                                    ...
                                                    > a o bialym malz - doszlam do wniosku, ze wlasciwie najwieksza
                                                    zaleta tego mojeg
                                                    > o opiekuna byloby... zapewnienie mi bezpieczenstwa finansowego.

                                                    Kiedys jeden psycho mi powiedzial, ze klotnie miedzy rodzenstwem o
                                                    spadek po rodzicach to klotnie w istocie o milosc rodzicow. Kto byl
                                                    kochany najbardziej, kto mniej...
                                                    Moze chodzi ci o bezpieczenstwo finansowe (normalka), ale tez o
                                                    tesknote za 'nalezytym' rodzicem.

                                                    > i wlasciwie to chcialabym po prostu odziedziczyc jakas fortune,
                                                    co pozwoliloby
                                                    > mi porzucic prace zarobkowa na rzecz uskuteczniania hobby przez
                                                    24 godziny na d
                                                    > obe. ot, takie tak mrzonki :)

                                                    He, kto by nie chcial.
                                                    Ja np zaczelam od jakiegos czasu kupowac kupon totolotka - zawsze
                                                    jednen i zawsze tylko wtedy, kiedy jest jakas kumulacja przyzwoita -
                                                    glupi milion albo pol mnie nie urzadza.
                                                    Chociaz nie zdarzylo mi sie jeszcze sprawdzac, czy wygralam. Zwykle
                                                    skrecone kupony znajduje w spodniach do prania.

                                                    > ---
                                                    > 'Strach, nieufnosc i cale morze bolu.'
                                                    > znikad sie nie wziely, takie mam doswiadczenia

                                                    Ale pewnie - dlatego o tym napisalam.
                                                    I drugie ale - ale one sa juz za toba, to przeszlosc przeciez.

                                                    > ---
                                                    > 'Zmieniamy sie albo 'od srodka' (pchani impulsem z zewnatrz
                                                    dokonujemy zmian w
                                                    > zachowaniu) albo 'od zewnatrz' (zmieniamy zachowanie, zeby
                                                    dokonac zmiany w sro
                                                    > dku).'
                                                    > tak, wlasnie wczoraj o tym myslalam. powolutku moze jakos...

                                                    Poczytaj sobie o behawioryzmie. Moze tam bedzie cos ciekawego dla
                                                    ciebie.

                                                    > ---
                                                    > no, sorry, bene, ale czy ty wyznaczasz jakis ideal, wzor do
                                                    nasladowania?

                                                    Ideal - tak, dla mnie. Wzor - owszem, ale czy ja kogo zmuszam do
                                                    maszerowania w podkolanowkach przez zaspy? Ja sie tym tylko
                                                    zachwycam.

                                                    > na tej samej zasadzie moge napisac, ze ci ktorych przyzwyczajano
                                                    do zimna zatra
                                                    > cili naturalne poczucie tego co przyjemne i nieprzyjemne.
                                                    > mysle, ze mozemy PO PROSTU roznic sie preferencjami, nie?

                                                    Nie wiem, czy wykonywalas kiedy prace biurowa, ale jesli siedzi sie
                                                    z kims w pokoju, jest to pewne zrodlo konfliktow.
                                                    Przykrecona/rozkrecona klima albo otwarte/zamkniete okno. Kiedys na
                                                    Dilbertozie chyba byl dlugasny watek na ten temat. Jedna
                                                    zwolenniczka twojej opcji wyznala, ze ktoregos dnia przyniosla z
                                                    domu klej do plastiku i skleila okno tak, ze sie nie moglo
                                                    otworzyc. Zeby nie wietrzyc.

                                                    >
                                                    > 'Zdobedziemy swiat i zapanuje wieczna zima!
                                                    hahahahahaHAHAHAHA....'
                                                    > popadacie jak muchy po 15 minutach walki w upale ;p

                                                    Dlatego bedziemy walczyc na przednowku. W zamarznietym blocie.

                                                    > ( o, wlasnie mnie p. przekupuje serniczkiem , bo weekend
                                                    nadszejdl... heh... )

                                                    No, ktos cie tam rozpieszcza, to dobrze.
                                                    czul
                                                  • syreni_grod Re: gran misterio de la vaca 27.06.08, 06:42
                                                    W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    gdyby nie jej mąż.

                                                    Który mąz? Miała kilku.
                                                    Kochanków z resztą też.
                                                  • bene_gesserit Re: gran misterio de la vaca 28.06.08, 01:35
                                                    syreni_grod napisał:

                                                    > W szczególności np. Skłodowska Curii też siedziałaby w jaskini
                                                    > gdyby nie jej mąż.
                                                    >
                                                    > Który mąz? Miała kilku.
                                                    > Kochanków z resztą też.

                                                    Z reszta mezow miala kochankow. Czlowiek cale zycie czegos sie
                                                    uczy, chociaz czy warto Curii zagladac do i pod lozko? I reszcie
                                                    mezow.
                                                  • syreni_grod Re: gran misterio de la vaca 30.06.08, 00:50
                                                    Co to za łapanie za słówka?
                                                    6 rano to zła godzina.

                                                    Egzemplifikacja kiepska.
                                                    Lepsza byłaby jakaś dwubiegunowa siostra Szekspira.
                                                    Choć to też nie takie oczywiste.
                                                  • gadagad Re: come to daddy 01.05.08, 23:35
                                                    youtube.com/watch?v=5Az_7U0-cK0
                                                  • szarylemur Re: come to daddy 02.05.08, 03:45
                                                    dokladnie ;]
                                                  • szarylemur straznik progu 02.05.08, 02:39
                                                    'Boje sie tarota, tarocisci czesto sa nawiedzeni potwornie. '
                                                    nie wiem, nie znam tarocistow :)
                                                    nawiedzenie jest chyba kwestia odchylu fanatycznego, a nie samego przedmiotu
                                                    przekonan czy fascynacji, nie sadzisz?
                                                    nawet zwolennicy jakichs diet czy konkretnego zespolu moga byc nieprzyjemnie
                                                    nawiedzeni, imo...

                                                    i cing nie znam zbyt dobrze, mialam kiedys ksiege i cing ale ktos mi zwinal. z
                                                    tego co poznalam wydal mi sie bardziej surowy niz tarot.
                                                    tarot, badz co badz, bardziej niz i cing osadzony jest w kulturze zachodu, i
                                                    raczej taka wedrowke, na modle bardziej zachodnia niz wschodnia, propaguje.

                                                    interesuje mnie tarot juz dosc dlugo. sporo czytalam na ten temat, bylo cos
                                                    takiego jak ' tarot i psychologia', tam, zdaje sie, byly lekcje medytacji -
                                                    wizualizacji na temat problemu, etapu metaforyzowanego przez dana karte.
                                                    ciekawe, ze wlasciwie kazdy tarotowy autorytet inaczej opisuje, charakteryzuje
                                                    poszczegolne karty.
                                                    bazuja one na archetypach, a jednak kazdy cos od siebie dodaje. wazne sa kolory
                                                    wystepujace na kartach ( w czasach powstania tarota, kolory mialy o wiele
                                                    wieksze symboliczne znaczenie). hmm, kazda karta to taki maly obraz, gdzie
                                                    wszystko jest wazne, gdzie wszystko cos oznacza, jest odnosnikiem do
                                                    metaforyzowanej zrecznosci dostepnej na levelu.
                                                    czy wiesz np ze <a
                                                    href="http://gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/hieronymus_bosch/hieronymus_bosch_wedrowiec_d.htm="_blank">wedrowiec
                                                    boscha</a> to jako zywo <a
                                                    href="http://en.wikipedia.org/wiki/Image:0-Mat-Fou.jpg="_blank">tarotowy
                                                    glupiec</a> ?

                                                    spotkalam sie kiedys z interpretacja karty diabla jako najciezszego z wyzwan, a
                                                    jednoczesnie takiego, ktorego nie mozesz ominac jesli chcesz isc dalej w
                                                    rozwoju. diabel to wszystkie twoje strachy i zadze. mozesz uciekac, ale on i tak
                                                    bedzie powracal, w postaci takiej czy innej pokusy, w tym czy innym
                                                    wydarzeniu...nie nalezy wiec uciekac, lecz przejrzec sie w lustrze. wtedy
                                                    zobaczysz, ze lancuch ktory nosisz na szyi jest luzny, mozesz go zdjac.
                                                    przy spotkaniu z diablem, z czyms czego wolisz o sobie czy innych nie wiedziec,
                                                    nie nalezy zamykac oczu ani sie cofac, to nie neguje istnienia swiata/ problemu
                                                    sygnalizowanego przez diabla.
                                                    dla niektorych co bardziej swiatobliwych, diabel bedzie ich cieniem. dla
                                                    wszystkich bedzie straznikiem progu, ktory jednoczesnie kusi i przeraza.

                                                    pustelnik nie jest tak zwierzecy ani ekscytujacy, jednak i poziom uosabiany
                                                    przez niego, moze byc dla niektorych powaznym wyzwaniem.
                                                    w tej psychologii i tarocie, chyba, byla taka wizualizacja nt eremity: wyobraz
                                                    sobie, ze stoisz pod drzwiami ogromnej biblioteki, obok ciebie jest starzec z
                                                    latarnia w rece, wokol gesty mrok. otwierasz drzwi i wchodzicie tam, gdzie polki
                                                    uginaja sie od ksiag o tobie, zapisanych twoimi wspomnieniami. otwierasz co raz
                                                    jakas i czytasz o sobie. co tam jest?
                                                    pustelnik to tez madra doswiadczona osoba, ktora delikatnie poprowadzi cie do
                                                    wiedzy o tobie. nie udzieli ci zadnych wiazacych rad, wskazowek, jedynie
                                                    poswieci aby znalazla droge do siebie, do swojego cienia takze. ale pustelnik
                                                    nie kusi, on sobie jest gdzies na skraju swiata, poza glowna arteria.

                                                    ---
                                                    konfucjanizm jakos nie bardzo do mnie przemawia. nie podoba mi sie nacisk na '
                                                    ordnung', posluszenstwo wobec autorytetow, rytualizm, tradycje.
                                                    kwadratowe to jest dla mnie za bardzo :)
                                                    ---
                                                    filonka
                                                    ogladalas moze ' szklana menazerie"? ja - bardzo dawno temu, ale jakos tak mocno
                                                    mnie zasmucil ten film. taka cicha rzeznia.
                                                    ---
                                                    'W pewnym momencie boisz sie tak, ze juz
                                                    bardziej nie mozesz. Jesli wytrzymasz ten moment i zrobisz kolejny
                                                    krok wyzej, wygralas, to poczatek konca terapii.'
                                                    no, tak, przekraczanie granic wytrzymalosci, oporow.
                                                    tutaj - w zboznym celu :)
                                                    ---
                                                    skoro pomoglo na problem, to pomysl ile pomyslnosci przeplynie do ciebie z,
                                                    przypuscmy 10% kazdego spaceru i zakretki dedykowanego tobie ;)
                                                    :)))

                                                  • szarylemur Re: straznik progu 02.05.08, 02:42
                                                    hmm, nie podgladnelam
                                                    tak bedzie latwiej
                                                    wedrowiec boscha
                                                    gnosis.art.pl/iluminatornia/sztuka_o_inspiracji/hieronymus_bosch/hieronymus_bosch_wedrowiec_d.htm

                                                    glupiec z tarota
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Image:0-Mat-Fou.jpg
                                                  • bene_gesserit Re: straznik progu 03.05.08, 00:47
                                                    szarylemur napisała:

                                                    [tarot]
                                                    > nawiedzenie jest chyba kwestia odchylu fanatycznego, a nie samego
                                                    przedmiotu
                                                    > przekonan czy fascynacji, nie sadzisz?

                                                    To tez, ale kiedy ja rozmawialam z i-cingiem, czesto mialam
                                                    wrazenie, ze rozmawiam z kims tylez wspolczujacym, co okrutnie
                                                    prawdomownym i przy tym zyczliwie dowcipnym (i to bardzo czesto). A
                                                    tarot budzi jakies ciemne moce - slyszalam o jakis nawiedzeniach
                                                    nawet. Jakos sie boje.

                                                    > nawet zwolennicy jakichs diet czy konkretnego zespolu moga byc
                                                    nieprzyjemnie
                                                    > nawiedzeni, imo...

                                                    Kiedys dosc gruntownie weszlam w rozne dziwne klimaty - przez
                                                    internet zaczelismy z kolega poznawac rozne dziwniejsze srodowiska,
                                                    i z tego wszystkiego zaczely sie dziac dziwne rzeczy, od paru do
                                                    dzis mi ciarki chodza po plecach. Wole stanowczo wyznawcow
                                                    marchewki albo reaktywowanego Papa Dance od nawiedzonych tarocistow.

                                                    > i cing nie znam zbyt dobrze, mialam kiedys ksiege i cing ale ktos
                                                    mi zwinal. z
                                                    > tego co poznalam wydal mi sie bardziej surowy niz tarot.

                                                    Jest nieznosnie konfucjanski i czasem to irytuje.
                                                    Ale - przekonalam sie - zawsze ma racje, skubany. Chociaz
                                                    oczywiscie polowa tej prawdy wynika z zawilosci tekstu :)
                                                    Czytalas Dicka 'Czlowieka z Wysokiego Zamku'?

                                                    > tarot, badz co badz, bardziej niz i cing osadzony jest w kulturze
                                                    zachodu, i
                                                    > raczej taka wedrowke, na modle bardziej zachodnia niz wschodnia,
                                                    propaguje.

                                                    No tak, ale do tarota nie ma ksiazki, gdzie jest wylozone co i jak,
                                                    jak w i-cingu. To oddzwieka we wrozacym. Z tego, co wiem, to trzeba
                                                    miec poukladane w glowie, zeby sie nie zaplatac.

                                                    [Wedrowiec]

                                                    Ale co wynika z podobienstw obu postaci, nie rozumiem?

                                                    [karta diabla]

                                                    A to mi sie kojarzy z archetypem spotkania ze Smokiem. Bolesna i
                                                    straszna inicjacja w ukryta madrosc. Czytalas 'Czarnoksieznika z
                                                    Archipelagu'?

                                                    [pustelnik]

                                                    To cos jak terapeuta idealny?

                                                    > konfucjanizm jakos nie bardzo do mnie przemawia. nie podoba mi
                                                    sie nacisk na '
                                                    > ordnung', posluszenstwo wobec autorytetow, rytualizm, tradycje.
                                                    > kwadratowe to jest dla mnie za bardzo :)

                                                    Tego w i-cingu nie ma.
                                                    Jest za to prawie w kazdym heksagramie cos w stylu 'zwyciestwo jest
                                                    zapowiedzia upadku, upadek jest zapowiedzia zwyciestwa'.

                                                    > filonka
                                                    > ogladalas moze ' szklana menazerie"? ja - bardzo dawno temu, ale
                                                    jakos tak mocn
                                                    > o
                                                    > mnie zasmucil ten film. taka cicha rzeznia.

                                                    Ogladalam, nawet w teatrze.
                                                    Ale ten kotek to nie to samo, co tamten jednorozec.

                                                    > skoro pomoglo na problem, to pomysl ile pomyslnosci przeplynie do
                                                    ciebie z,
                                                    > przypuscmy 10% kazdego spaceru i zakretki dedykowanego tobie ;)

                                                    O ile psu wybieganie sie pewnie przyda, o tyle kot dostanie
                                                    nerwicy :) Wez nie mecz go :)
                                                  • szarylemur Re: straznik progu 03.05.08, 01:43
                                                    w kwestii tarota:
                                                    nie musisz od razu, nie musisz w ogole, uzywac tarota do przepowiadania czy tez
                                                    ' przepowiadania ' przyszlosci.
                                                    mozna do uzywac tylko jako narzedzia do medytacji.

                                                    a cala ta mrocznosc i dziwnosc, ktorej sie boisz, ktora kojarzysz z tarocistami...
                                                    no, coz, tarot kojarzony jest z magia, a wizerunek maga w naszej kulturze winien
                                                    byc mroczny i niepokojacy co najmniej ;) moze to takie skojarzenia kulturowe?
                                                    ' tarot budzi jakies ciemne moce'
                                                    wybacz, dla mnie to bardzo smieszna klisza.
                                                    dlaczego niby i cing ich nie budzi, w odniesieniu do wrozenia?
                                                    czy to nie tak, ze samo wrozenie, przepowiadanie przyszlosci, budzi lek i jakis
                                                    tam opor zawodzacy w glebi podswiadomosci?

                                                    'Wole stanowczo wyznawcow
                                                    marchewki albo reaktywowanego Papa Dance od nawiedzonych tarocistow.'
                                                    ja tam nie lubie zadnych nawiedzonych :)))

                                                    i cing
                                                    'Ale - przekonalam sie - zawsze ma racje, skubany. Chociaz
                                                    oczywiscie polowa tej prawdy wynika z zawilosci tekstu :)'
                                                    ano wlasnie. mniej wiecej podobnie jest z tarotem w moim przypadku ;)

                                                    'Czytalas Dicka 'Czlowieka z Wysokiego Zamku'?'
                                                    czytalam wszystko chyba dicka, ale juz nie pamietam detali. o czym to? o paranoi?
                                                    a czytalas 'wahadlo foucaulta' eco?
                                                    tez nie pamietam tresci, ale mechanizm funcjonowania nakretki psychotycznej byl
                                                    tam, wg mnie, swietnie opisany.


                                                    "No tak, ale do tarota nie ma ksiazki, gdzie jest wylozone co i jak,
                                                    jak w i-cingu. To oddzwieka we wrozacym. Z tego, co wiem, to trzeba
                                                    miec poukladane w glowie, zeby sie nie zaplatac.'

                                                    nie ma ksiegi, to fakt. nie ma ortodoksji. mozna sie zaplatac. odwracajac kota
                                                    ogonem, mozna powiedziec: tarot aktywuje twoja kreatywnosc :)

                                                    co wynika z podobienstwa wedrowca do glupca?
                                                    hmm, a wiesz, jakos nie wiem po co o tym wspomnialam... yyy
                                                    czytalam kiedys w netowym chyba muzeum boscha opis tego obrazu. umieszczenie na
                                                    nim konkretnych zwierzat majacych podkreslac charakter tego czlowieka, takze
                                                    przedmioty, cala kompozycja - nic nie jest przypadkowe, kazdy detal jest
                                                    odsylaczem do innych znaczen. tak bardzo na sredniowieczna czy - jak niektorzy
                                                    twierdza - takze postnowoczesna modle. i tak samo jest z kartami tarota - na
                                                    taliach starego projektu, nie ma obiektow zbednych czy przypadkowych. obecnie to
                                                    sa juz takie minimaksizagadki, trzebaby dokonac powaznych wykopalisk aby dojsc
                                                    do pierwotnego zamyslu autorow projektu ' tarot' :)
                                                    z tego co mi sie tam w glowie kolacze, tarot jest szyfrem, ktory trzebaby
                                                    rozkodowac, aby dotrzec do informacji. a szyfrowany byl z uwagi na
                                                    'niesprzyjajace okolicznosci przyrody', czyli wieki triumfu jedynie slusznej
                                                    wiary chrz.
                                                    tworcy i cing raczej nie mieli podobnych problemow , chyba...

                                                    '[karta diabla]

                                                    A to mi sie kojarzy z archetypem spotkania ze Smokiem. Bolesna i
                                                    straszna inicjacja w ukryta madrosc. Czytalas 'Czarnoksieznika z
                                                    Archipelagu'?'
                                                    yy, juz pisalam ze nie,i nadal nie :(

                                                    spotkanie ze smokiem.
                                                    yhm, moze byc.
                                                    nie tylko w madrosc ale i w sile.

                                                    pustelnik
                                                    'terapeuta idealny'
                                                    yhm, Nauczyciel ktory za toba nie gania ani nie odrabia za ciebie twoich lekcji.
                                                    ---
                                                    moze w i cingu nie ma odniesien wprost do rytualizmu i posluszenstwa, prymatu
                                                    ogolu nad jednostka, ale jesli te dwie rzeczy - konfucjanizm i i cing sa
                                                    powiazanie, to chyba logiczne jest, ze odp, lekcje udzielane przez i cing beda w
                                                    tym duchu mniej wiecej?...
                                                    ---
                                                    szklana menazeria
                                                    'ten kotek to nie to samo, co tamten jednorozec.'
                                                    no, wiem. tak tylko wspomnialam, bo ten film wstrzasnal mna jakos tak po cichu.
                                                    odebralam to jako historie straszniejsza niz moja, chociaz cichsza...
                                                    ---
                                                    'kot dostanie nerwicy '
                                                    kot powoli schodzi z tonow nerwicowych, na szczescie :)))

                                                    :)))
                                                  • bene_gesserit Re: straznik progu 04.05.08, 02:35
                                                    szarylemur napisała:

                                                    > w kwestii tarota:
                                                    > nie musisz od razu, nie musisz w ogole, uzywac tarota do
                                                    przepowiadania czy tez
                                                    > ' przepowiadania ' przyszlosci.
                                                    > mozna do uzywac tylko jako narzedzia do medytacji.

                                                    I dostac szmergla, dziekuje bardzo.
                                                    Mozesz mnie nazwac przesadna, ale wole czyste linie heksagramow od
                                                    tych dziwnych obrazeczkow.

                                                    > no, coz, tarot kojarzony jest z magia, a wizerunek maga w naszej
                                                    kulturze winie
                                                    > n
                                                    > byc mroczny i niepokojacy co najmniej ;) moze to takie
                                                    skojarzenia kulturowe?
                                                    > ' tarot budzi jakies ciemne moce'
                                                    > wybacz, dla mnie to bardzo smieszna klisza.

                                                    To nie ja.
                                                    Mialam pare znajomych w srodowisku, w tym bliska przyjaciolke, i
                                                    ona mi rozne dziwne opowiesci przynosila.

                                                    > dlaczego niby i cing ich nie budzi, w odniesieniu do wrozenia?

                                                    Bo wschodnie nacje sa inaczej zakrecone?

                                                    > czy to nie tak, ze samo wrozenie, przepowiadanie przyszlosci,
                                                    budzi lek i jakis
                                                    > tam opor zawodzacy w glebi podswiadomosci?

                                                    Nie, dlaczego? Ludzie placa mase forsy za przepowiednie,
                                                    do 'dobrych' wrozow pchaja sie drzwiami i oknami. Znalam kiedys
                                                    zawodowo pare takich osob, narzekaly na nadmiar gotowki.

                                                    ...
                                                    > 'Czytalas Dicka 'Czlowieka z Wysokiego Zamku'?'
                                                    > czytalam wszystko chyba dicka, ale juz nie pamietam detali. o
                                                    czym to? o parano
                                                    > i?

                                                    Paranoje to on sam mial w sobie.
                                                    'Czlowiek', imo najlepsza ksiazka Dicka to ta historia o
                                                    alternatywnej historii, w ktorej Niemcy i Japonia wygrywaja II WS i
                                                    Japonczycy okupuja USA. Okupantow fascynuje pop-kultura amerykanska
                                                    z pierwszej polowy wieku, glownego bohatera - i-cing.

                                                    > a czytalas 'wahadlo foucaulta' eco?
                                                    > tez nie pamietam tresci, ale mechanizm funcjonowania nakretki
                                                    psychotycznej byl
                                                    > tam, wg mnie, swietnie opisany.

                                                    Az dziw, ze Eco nie jest Polakiem. My sie lubujemy w teoriach
                                                    spiskowych.

                                                    > nie ma ksiegi, to fakt. nie ma ortodoksji. mozna sie zaplatac.
                                                    odwracajac kota
                                                    > ogonem, mozna powiedziec: tarot aktywuje twoja kreatywnosc :)

                                                    Phi. A potem aktywuje szmergla.
                                                    ;)

                                                    > co wynika z podobienstwa wedrowca do glupca?
                                                    > hmm, a wiesz, jakos nie wiem po co o tym wspomnialam... yyy
                                                    > czytalam kiedys w netowym chyba muzeum boscha opis tego obrazu.
                                                    umieszczenie na
                                                    > nim konkretnych zwierzat majacych podkreslac charakter tego
                                                    czlowieka, takze
                                                    > przedmioty, cala kompozycja - nic nie jest przypadkowe, kazdy
                                                    detal jest
                                                    > odsylaczem do innych znaczen. tak bardzo na sredniowieczna czy -
                                                    jak niektorzy
                                                    > twierdza - takze postnowoczesna modle. i tak samo jest z kartami
                                                    tarota - na
                                                    > taliach starego projektu, nie ma obiektow zbednych czy
                                                    przypadkowych. obecnie t
                                                    > o
                                                    > sa juz takie minimaksizagadki, trzebaby dokonac powaznych
                                                    wykopalisk aby dojsc
                                                    > do pierwotnego zamyslu autorow projektu ' tarot' :)

                                                    Przeczytaj Estes (!)

                                                    > z tego co mi sie tam w glowie kolacze, tarot jest szyfrem, ktory
                                                    trzebaby
                                                    > rozkodowac, aby dotrzec do informacji. a szyfrowany byl z uwagi na
                                                    > 'niesprzyjajace okolicznosci przyrody', czyli wieki triumfu
                                                    jedynie slusznej
                                                    > wiary chrz.
                                                    > tworcy i cing raczej nie mieli podobnych problemow , chyba...

                                                    Odbiorcy i-cingu maja za to beznadziejnych tlumaczy :(
                                                    A wez to przeczytaj w oryginale :(
                                                    I w ogole zrozum cos napisanego piec tysiecy lat temu :(

                                                    > A to mi sie kojarzy z archetypem spotkania ze Smokiem. Bolesna i
                                                    > straszna inicjacja w ukryta madrosc. Czytalas 'Czarnoksieznika z
                                                    > Archipelagu'?'
                                                    > yy, juz pisalam ze nie,i nadal nie :(

                                                    Wy tam w tej Hiszpanii nie macie bibliotek czy jak?

                                                    ...

                                                    > moze w i cingu nie ma odniesien wprost do rytualizmu i
                                                    posluszenstwa, prymatu
                                                    > ogolu nad jednostka, ale jesli te dwie rzeczy - konfucjanizm i i
                                                    cing sa
                                                    > powiazanie, to chyba logiczne jest, ze odp, lekcje udzielane
                                                    przez i cing beda
                                                    > w
                                                    > tym duchu mniej wiecej?...

                                                    Nie, skad i w ogole nie.
                                                    Wez sobie zrob sama:
                                                    www.iching.pl/iching.php
                                                    (oczywiscie tlumaczenie jest ubogie i po lebkach, a komentarze
                                                    metne, ale ten.)

                                                    > odebralam to jako historie straszniejsza niz moja, chociaz
                                                    cichsza...

                                                    Nie ma historii straszniejszych niz twoja. Najstraszniejsze jest
                                                    imo to, co sie _nam_ wydarzylo.

                                                    > 'kot dostanie nerwicy '
                                                    > kot powoli schodzi z tonow nerwicowych, na szczescie :)))

                                                    Wiedzialam, ze sie zadomowi.
                                                  • szarylemur tarot/ i cing i reszta 04.05.08, 03:28
                                                    tarot/ i cing

                                                    no, coz, nie bede cie tu nawracac na tarota, ja lubie tarot i tyle. nie lubie za
                                                    to o tarocie opowiadac, nie uznaje sie za zadnego eksperta w tej dziedzinie, ale
                                                    ciesze sie, ze moge przygladac sie tym dziwnym obrazeczkom, rozmyslac nad nimi.
                                                    lubie czasem takie zmudne zadania detektywistyczne. :)

                                                    'Mialam pare znajomych w srodowisku, w tym bliska przyjaciolke, i
                                                    ona mi rozne dziwne opowiesci przynosila.'
                                                    tj, w srodowisku tarocistow? oj, juz chyba wole srodowisko kocich mamek :), ale
                                                    i to na krotko i pobieznie, przelotem, bez zrzeszania sie.
                                                    hmm, chyba nie lubie ' srodowisk' po prostu...

                                                    'czlowiek z wysokiego zamku.'
                                                    wrzucilam to w google wczoraj i cos tam sobie przypomnialam
                                                    ale czemu o tym tutaj wspominasz?
                                                    tylko dlatego, ze tam pojawia sie i cing?

                                                    ---
                                                    'Az dziw, ze Eco nie jest Polakiem. My sie lubujemy w teoriach
                                                    spiskowych.'
                                                    widac nie tylko ' my' ;)
                                                    czytalas wahadlo? ja lubie takie zakrecone i wciagajace rzeczy jak 'wahadlo'
                                                    wlasnie, jak tarot, jak labirynt :)
                                                    ---
                                                    'Wy tam w tej Hiszpanii nie macie bibliotek czy jak?'
                                                    tu mamy jedna biblioteke, do ktorej mozna sie zapisac jesli sie ma karte rezydenta.
                                                    ja nie mam, chociaz moze sobie zrobie, podobno po 10 latach mozna starac sie o
                                                    obywatelstwo.
                                                    nie czytam tak dobrze ani po hiszpansku ani po angielsku. lubie rozumiec pelen
                                                    sens, a nie sens mniej wiecej. chociaz, prawda, ze z czasem, z czytaniem , ten
                                                    sens stalby sie latwiej mi dostepny. a moze nawet uchwycilabym sens lepiej niz
                                                    tlumacz?... druga sprawa to, ze nie przeczytalam ani jednej ksiazki od kiedy mam
                                                    internet na stale, czyli od roku.. ( czas jaki przeznaczalam na ksiazki, spedzam
                                                    w necie). ostatnia ksiazka, nie dokonczona, to ' zywoty muz' f. prose. jesli nie
                                                    czytalas, to szczerze polecam!!!
                                                    ---
                                                    sobie zrobilam, wyszly raczej mile rzeczy :)
                                                    a co do powiaznia i cing i konfucjanskich ' przykazan', to coz, faktycznie nie
                                                    widze tego zwiazku w przepowiedniach...
                                                    ale mniemam , ze jest :)
                                                    ---
                                                    'Nie ma historii straszniejszych niz twoja. Najstraszniejsze jest
                                                    imo to, co sie _nam_ wydarzylo.'

                                                    na pewnym poziomie to prawda, na innym - juz nie, ze zacytuje klasyka ;)

                                                    kiedy pisze, ze uznalam tamta historie za straszniejsza niz moja, to nie znaczy
                                                    ze deprecjonuje moje cierpienie, ze mowie z pozycji zamrozonego,
                                                    racjonalizujacego dziecka. to znaczy tylko tyle, ze dostrzegam tez inne poza
                                                    moim wlasnym wersje piekiel, nawet jesli nie sa one jakos szczegolnie podobne do
                                                    mojego.
                                                    dlaczego niby najstraszniejsze mialoby byc moje pieklo?
                                                    a moje szczescie najwspanialsze?

                                                    czy chodzi ci o to, aby nie dac sie latwo pocieszyc, aby - patrzac na moje
                                                    ulubione sztandarowe murzyniatka, nie negowac istnienie wlasnego bolu?
                                                    to wazne, aby czuc swoja rzeczywistosc doglebnie. ale wazne tez umiec oddac
                                                    sprawiedliwosc cierpieniu innych, imo. bez tego jest sie jak kon z klapkami na
                                                    oczach, stad juz niedaleko do usprawiedliwiania czynionego przez siebie zla
                                                    swoim bolem. czy nie?
                                                    ---
                                                    kot ma na imie chyba totek.
                                                    jak totek i sesek z takiego jednego portalu zoo.
                                                    tak mi sie podobal tam baner kiedys
                                                    i taka sie szczesliwa czulam wczoraj, kiedy sobie pomyslalam ze ha, oto mam
                                                    totka i seska :)))
                                                    pies juz zaczal machac do kota ogonem, ale teraz to kot fuka na niego...
                                                    ale to dopiero tydzien, czy dziesiec dni ... :)
                                                    ---
                                                    cos jeszcze mialam o tarocie skrobnac ale sie mi zapomnialo...
                                                  • bene_gesserit Re: tarot/ i cing i reszta 05.05.08, 02:20
                                                    szarylemur napisała:

                                                    ...
                                                    > 'czlowiek z wysokiego zamku.'
                                                    > wrzucilam to w google wczoraj i cos tam sobie przypomnialam
                                                    > ale czemu o tym tutaj wspominasz?
                                                    > tylko dlatego, ze tam pojawia sie i cing?

                                                    Ksiega Przemian jest tam glowna bohaterka wlasciwie.
                                                    Wielu Polakow, w tym ja, zaiteresowalo sie i-cingiem po
                                                    przeczytaniu 'Czlowieka'.

                                                    > 'Az dziw, ze Eco nie jest Polakiem. My sie lubujemy w teoriach
                                                    > spiskowych.'
                                                    > widac nie tylko ' my' ;)
                                                    > czytalas wahadlo? ja lubie takie zakrecone i wciagajace rzeczy
                                                    jak 'wahadlo'
                                                    > wlasnie, jak tarot, jak labirynt :)

                                                    Czytalam, ale dawno.
                                                    Ja lubie kryminaly. Historie o spiskach mnie wkurzaja, bo
                                                    przypominaja o ulubionych teoriach spiskowych Polakow, ktorych nie
                                                    cierpie alergicznie.

                                                    > 'Wy tam w tej Hiszpanii nie macie bibliotek czy jak?'
                                                    > tu mamy jedna biblioteke, do ktorej mozna sie zapisac jesli sie
                                                    ma karte rezyde
                                                    > nta.
                                                    > ja nie mam, chociaz moze sobie zrobie, podobno po 10 latach mozna
                                                    starac sie o
                                                    > obywatelstwo.

                                                    To chyba dobry pomysl, ktory ci ulatwi zycie?
                                                    Imo sama karta biblioteczna jest tego warta :)

                                                    > nie czytam tak dobrze ani po hiszpansku ani po angielsku.

                                                    Im wiecej sie czyta, tym lepiej sie rozumie.
                                                    Ja sie angielskiego uczylam na ksiazkach Roalda Dahla w oryginale.
                                                    Prosty jezyk, fascynujaca tresc. Pierwsze trzy strony z bolem,
                                                    potem - z gorki.

                                                    > chociaz, prawda, ze z czasem, z czytaniem , ten
                                                    > sens stalby sie latwiej mi dostepny. a moze nawet uchwycilabym
                                                    sens lepiej niz
                                                    > tlumacz?...

                                                    No pewnie!
                                                    Bez kabla, posrednika, bez suflera. Twoj wlasny w oryginale nie
                                                    wiem kto, jakis hiszpanski geniusz albo Ursula Le Guin.
                                                    Imo 'Czarnoksieznik' jest dosc prosto napisany - co prawda nie
                                                    pierwszy, ale ktorys tam raz czytalam w oryginale i weszlo.

                                                    druga sprawa to, ze nie przeczytalam ani jednej ksiazki od kiedy ma
                                                    > m
                                                    > internet na stale, czyli od roku.. ( czas jaki przeznaczalam na
                                                    ksiazki, spedza
                                                    > m
                                                    > w necie). ostatnia ksiazka, nie dokonczona, to ' zywoty muz' f.
                                                    prose. jesli ni
                                                    > e
                                                    > czytalas, to szczerze polecam!!!

                                                    hehe, to 'szczerze' w kontekscie niedokonczenia i rzucenia ksiazki
                                                    na rzecz netu nie brzmi dobrze :)

                                                    > sobie zrobilam, wyszly raczej mile rzeczy :)

                                                    Czasem nie wychodza mile.
                                                    Ile razy rzucalam, tyle razy sie balam, ze mi wyjda krzaki z tych
                                                    paskudniejszych. Ale przeciez 'upadek jest zapowiedzia sukcesu'...

                                                    > kiedy pisze, ze uznalam tamta historie za straszniejsza niz moja,
                                                    to nie znaczy
                                                    > ze deprecjonuje moje cierpienie, ze mowie z pozycji zamrozonego,
                                                    > racjonalizujacego dziecka. to znaczy tylko tyle, ze dostrzegam
                                                    tez inne poza
                                                    > moim wlasnym wersje piekiel, nawet jesli nie sa one jakos
                                                    szczegolnie podobne d
                                                    > o
                                                    > mojego.
                                                    > dlaczego niby najstraszniejsze mialoby byc moje pieklo?
                                                    > a moje szczescie najwspanialsze?

                                                    Bo jest twoje wlasne imo.
                                                    Podczas terapii i w zyciu spotkalam sie z 'gorszymi' rzeczami, niz
                                                    moja. Ale takie porownywanie nie ma sensu dla glownego aktora
                                                    nieszczescia, czyli dla Dziecka.
                                                    Tzn moze grozic niebezpieczenstwem, ze zlekcewazymy jego bol, 'bo
                                                    inni mieli gorzej i to twoje to w zasadzie nie jest takie
                                                    duze/wazne/godne zajecia sie nim'. Material do racjonalizacji,
                                                    ktora ma na celu odwleczenie kontaktu z Dzieckiem.

                                                    > czy chodzi ci o to, aby nie dac sie latwo pocieszyc, aby -
                                                    patrzac na moje
                                                    > ulubione sztandarowe murzyniatka, nie negowac istnienie wlasnego
                                                    bolu?

                                                    No. O takie 'A Madzia to miala gorzej i nie placze'.

                                                    > to wazne, aby czuc swoja rzeczywistosc doglebnie. ale wazne tez
                                                    umiec oddac
                                                    > sprawiedliwosc cierpieniu innych, imo.

                                                    Oczywiscie.
                                                    Szacunek do cierpienia jednak imo wyklucza porownywanie cierpien.

                                                    > pies juz zaczal machac do kota ogonem, ale teraz to kot fuka na
                                                    niego...
                                                    > ale to dopiero tydzien, czy dziesiec dni ... :)

                                                    Pewnie sie polubia, chyba nie maja innego wyjscia.

                                                    czul
                                                  • bene_gesserit Re: ple ple 27.04.08, 03:05

                                                    > poszukiwanie sensu, konstruowanie sensu... , tak widze religie.

                                                    Bez watpienia wiara pomaga. To zreszta wychodzi w badaniach -
                                                    wierzacy sa zdrowsi i na umysle, i na ciele.
                                                    Co nie oznacza, ze boga nie ma :)


                                                    > kontestacja chrz u lemurow:
                                                    > zdarlam swiete obrazki ze sciany gdy ojciec wyrzucil naszego
                                                    ukochanego kocura
                                                    > przez okno ( stad takze ta awersja do awersji wobec kotow, nota
                                                    bene)
                                                    > choc juz sporo wczesniej zaczelam powaznie watpic w boga, w jego
                                                    dobroc.
                                                    > moze wiec bog to taki byt co dobrym duszom daje w posagu
                                                    kochajacych rodzicow,
                                                    > a zlym - zlych, hem? ironizuje, oczywiscie.

                                                    Jakos nie spotkalam nikogo (a ludzie mi sie zwierzaja dosc latwo),
                                                    kto nie doswiadczylby cierpienia ponad miare. Oczywiscie sa
                                                    cierpienia typu wojenna trauma i takie, ze 'rodzicow nie bylo stac
                                                    na to czy tamto' - rozne. Ale kazdy dostaje swoja porcje. Nawet
                                                    najbardziej kochajacy rodzice nie sa w stanie uchronic swojego
                                                    dziecka przed jego czescia bolu.

                                                    > albo przedstawiam pokretny przyklad na to jak byt ksztaltuje
                                                    swiadomosc.

                                                    No bo ksztaltuje, z tym akurat nie mozna dyskutowac.
                                                    ...

                                                    > z tymi dziecmi i wiedzma ple ple
                                                    > ale dlaczego akurat wiedzma ple ple? nie moge pojac?

                                                    Pewnie dlatego, ze to akurat wtedy lecialo w telewizji. Jakby byly
                                                    Muminki, moze nazwalyby cie Hatifnatem.

                                                    watpie abym jako siedmiol
                                                    > etnia jedynaczka z bogatego jeszcze wowczas domu, przypominala
                                                    kupe gadajacych
                                                    > lisci/ smieci ( bo to chyba byla owa wiedzma). moze to dlatego ze
                                                    sie z nimi ni
                                                    > e bawilam zbyt ochoczo, bylam na uboczu?

                                                    Moze bylas za mocno naznaczona cierpieniem.

                                                    > teraz identyfikuje sie z wiedzma znacznie latwiej. moze byc nawet
                                                    i ple ple ;)
                                                    > szukajac w sieci czegos o niej trafilam na strone jakiegos
                                                    artprojektu feminist
                                                    > ycznego pod tym tytulem. zdziwilo mnie ze skojarzono wiedzme ple
                                                    ple z rozplotk
                                                    > owana pramatka/ dziewczynka, a na plakacie widnieje rzad kobiet
                                                    nawzajem zaplat
                                                    > ajacych sobie warkocze.
                                                    > co ma moja kupa lisci do tego, ja sie dziwie... :)))

                                                    Obejrzalam sobie jej zdjecie, bo nie pamietam Fraglesow za dobrze.
                                                    Ona istotnie jest kupa lisci i ziemi - bardzo biologiczna,
                                                    matkoziemianska postac. Imo bardzo potezna. Wiedzma to ta, co wie.
                                                    Wez te Estes przeczytaj.

                                                    czul
                                                  • r_t_38 Re: rosario w dolinie muminkow 20.04.08, 09:25
                                                    He he ... skoro publicznie się chwalicie znajomością hasła do mojej
                                                    nowej skrzynki , w hotmailu , to niewątpliwie macie dostep i do
                                                    moich skrzynek na gazeta pl.




                                                  • szarylemur Re: rosario w dolinie muminkow 20.04.08, 19:03
                                                    niewatpliwie...tak wlasnie jest
                                                    a my to oczywiscie odnosnik do rastamanskiego ja i ja?
                                                    jak wiesz na pewno, wszyscy jestesmy jednoscia ;]
                                                    nasza podswiadomosc jest jednoscia ;]
                                                    stad ten niekontrolowany i mimowolny przeplyw hasel do skrzynek ;]
                                                    ...
                                                    ktory, nawiasem mowiac, pozostalby pewnie niezauwazony, gdybys nie zwrocila na
                                                    to uwagi

                                                    a jesli na serio dostalas jakies wiesci dziwnej tresci z mojego konta to ignoruj
                                                    tresc ale daj znac o fakcie

    • facettt bezsens harmonizacji 20.03.08, 07:13
      szarylemur napisała:
      > czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie
      zharmonizowac sie z radosnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do
      tego zdolni?

      a po hollere Ci ta "harmonizacja" ze Swiatem?
      nie wystarczy znalezienie swojego miejsca?
      • szarylemur Re: bezsens harmonizacji 20.03.08, 16:29
        hmm, powiedzmy ze po prostu to lubie.
        chwile poczucia doskonalosci uniwersum, chwile gdy wszystkie puzzle ukladaja sie
        w calosc.
    • jan_stereo Re: gwozdziem po szybie 04.04.08, 22:00
      a to trzeba ten filmik ogladac, nie mozna wersji tekstowej dla leniwych zapodac :"))
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 05.04.08, 04:13
        hhmmm, dla leniwych, powiadzasz?
        leniwym to moznaby jakies na zywo wydarzenie zaserwowac, elektrody podlaczyc, te
        sprawy...
        ale komu by sie chciaaaloo
        leniwiej jest film wrzucic
        imo
    • jan_stereo Re: gwozdziem po szybie 11.04.08, 22:17
      szarylemur napisała:

      > czuliscie sie tak kiedys? tak absurdalnie? kiedy wasze nieszczescie jest tak obce swiatu, kiedy jestescie niemal wrogiem swiata przez swoje kalectwo takiej czy innej kategorii?

      Zmeczylem ten filmik..ja sie tak czulem wielokrotnie i to wcale nie z powodu jakiegos nieszczescia,ale zwyczajnie wycienczenia, wrecz sie bardzo pozytywnie czulem, chyba sie zapedzilas w tym jak Cie postrzega swiat, jak maja cie w dupie to ty nie jestes wowczas zadnym wrogiem swiata, a zwyczajnie papierkiem na wietrze...

      > czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie zharmonizowac sie z radosnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do tego zdolni?

      Co to znaczy sharmonizowac sie z radosnym swiatem ? z ktora jego czescia ? Czyja radoscia ? Jak jestem radosny to nie mysle z czym, jestem radosny ze soba...

      > a moze macie zupelnie inne refleksje na temat tego zestawu youtuba?

      pewnie, dla mnie to wracanie z dyskoklubu nadmorskiego plaza,kiedy nogi ledwo niosa i caly swiat wiruje ze zmeczenia i naszego zmyslow oslabienia/zobojetnienia...
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 12.04.08, 04:56
        skoro dla ciebie jest to filmik o powrocie z nadmorskiej dyskoteki, to nie dziwi
        mnie, ze ciebie dziwi moj sposob interpretacji odczuc i zamierzen glownego bohatera.
        • jan_stereo Re: gwozdziem po szybie 12.04.08, 10:37
          Szanowna kolezanko, nie pisalem ze filmik jest o powrocie z nadmorskiej dyskoteki (co latwo przeczytac powyzej),ale ze facet w nim przypomina mi takich ludzi, bo zdaje sie o niego pytasz. Ja wiem, to tylka jedna z moich interpretacji, takich twoich (youtubowych) bohaterow dosc sporo widze u siebie w miescie w weekendy nad ranem, wracajacych wlasnie z roznych imprez, z lekka nacpanych (dokladnie wygladajacych jak koles na filmiku) i bladzacych w swej mgle, belkoczac cos do siebie...
          • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 12.04.08, 16:18
            wybacz, ale nie pisales ze facet z filmu przypomina ci ludzi wracajacych z
            dyskoteki, lecz ze filmik jest o powrocie z dyskoteki.
            jako ze wczesniej opisujesz wlasne stany psychiczne, a nawet fizyczne,
            wywnioskowalam ze to wracanie dotyczylo ciebie, ze dokonales tutaj opisu
            wlasnych, a nie cudzych domniemanych stanow psychofizycznych.
            nie pytalam " czy widujecie takich polamancow i jak myslicie co to tez oni
            czuja, mysla?" pytalam ' czy byliscie w takiej sytuacji?"
            i na to pytanie odpowiedziales w pierwszym twoim poscie.
            w drugim poscie stawiasz sie na pozycji obserwatora, nie wiem po co wlasciwie...
            oczywiscie, jesli sytuacja mialaby dotyczyc powrotu z dyskoteki a stan
            wyciencznia - skutkow calonocnej balangi, calosc znacznie traci na dramatyzmie.
            choc w sumie zdarzyc sie moze ze w czasie disco zostalo przyjete cos, co
            rzeczywiscie doprowadzi do powolnego rozpadu ciala i psychiki. tak wiec
            istenieje mozliwosc ze ktoras z tych osob sunacych plaza z disco, gdzies tam po
            drodze padnie po prostu.
            a swiat obojetnie przetoczy sie obok w swoja strone wnioskujac ze ach to nic
            takiego, to tylko weekend w miescie.
            • jan_stereo Re: gwozdziem po szybie 12.04.08, 16:34
              pytalas sie o refleksje, to wlasnie takie ten filmik u mnie wywolal, a konkretnie ten zataczajacy sie koles, bo przeciez to o niego Ci chodzi glownie, a nie o scenerie miejska jak sadze. Jesli jednak to miasto jest motywem przewodnim tego youtubowskiego wrzutu wedlug Ciebie, to ja nie mam zadnych refleksji.Owo wracanie dotyczylo mnie w pierwszym poscie,ale ze taki przyklad uznalas za wyraz mojego niezrozumienia Twoich dylematow, to zapodalem w kolejnym swoje obserwacje dotyczace innych dla odmiany, a kojarzacyh mi sie z tym wlasnie filmikiem. To wypominasz mi teraz ze sie stawiam w pozycji obserwatora niewiadomo po co, tak zle i tak niedobrze widze...
              • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 12.04.08, 16:54
                nie, miasto mnie tu nie interesuje,obserwatorzy tez nie sa centralnym punktem
                mojego zainteresowania, wazny jest glowny bohater.
                tj, pytanie czy ty kiedykolwiek byles w jego sytuacji. na to pytanie
                odpowiedziales, dziekuje.
                a ze inaczej niz ja ustawiasz sie w takiej roli, inne okolicznosci tu dobierasz,
                to juz zdaje sie twoja specyfika.
                moglabym niby dyskutowac z twoim sposobem pojmowania calej sytuacji, ale to
                troche jak tlumaczenie komus ze zle/ mylnie czuje, bo poprawnie to sie powinno
                czuc tak a tak.
                moim zdaniem lekkosc twojego podejscia wynika z ustawienia calej sytuacji w
                kontekscie zmeczenia poimprezowego. mi nie przyszloby szybko do glowy taka
                interpretacja, ja - jak to ja - poszlam w hekatomby, katastrofy, konce swiata,
                powolne agonie i inne takie delicje.
    • groszek_w_puszce Re: gwozdziem po szybie 15.04.08, 10:31
      szarylemur napisała:

      > pl.youtube.com/watch?v=Glqrt4KoIbA&NR=1
      > czuliscie sie tak kiedys? tak absurdalnie? kiedy wasze
      nieszczescie jest tak ob
      > ce swiatu, kiedy jestescie niemal wrogiem swiata przez swoje
      kalectwo takiej cz
      > y innej kategorii?
      > czy zdarzaja wam sie chwile kiedy bardzo bardzo chcecie
      zharmonizowac sie z rad
      > osnym swiatem, ale po prostu nie jestescie do tego zdolni?
      > a moze macie zupelnie inne refleksje na temat tego zestawu
      youtuba?

      Dopiero teraz to obejrzałam.
      Nie mam refleksji.

      A co do czucia się ,tak jak opisujesz, to czułam się podobnie.

      Wczoraj po południu poczułam zharmonizowanie się z ludzmi na ulicy ,
      z powietrzem , ze słońcem, każdą czastka mojego ciała i duszy , z
      moim dzieckiem.
      I dalej się tak czuję.I jak tu nie wierzyć w cuda?
      Nic się nie zmieniło.Problemy te same , samotność ta sama , ludzie
      tacy sami.Ale jest inaczej.Szkoda tylko, że te ludzkie marności
      jakoś tak nagle widzę ostrzej i wyraźniej.
    • akwarysta84 Re: gwozdziem po szybie 19.04.08, 16:26
      Szczerze. Stojąc na dwuch nogach w białej koszuli, z teczką wręce w
      tramwaju czuje sie bardziej zagubiony i przestraszony.
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 19.04.08, 16:33
        moze dlatego, ze - wbrew temu, co piszesz w swoim watku - wybiegasz jednak mysla
        naprzod, spodziewasz sie 'ciosu'?
        nie wiem
    • akwarysta84 Re: gwozdziem po szybie 25.04.08, 01:12
      Ciosy jak ciosy. Jest wiele rodzajów, płytsze, głębsze, z przekrętem.
      Spodziewam się to dostaje:)
      Gdy ci sie dobrze widzie to obraźliwe słowa, sarkatyczne uśmiechy
      robi na tobie małe wrażenie, jak idźie źle , bolą z każdym momentem
      bardziej.

      Moze jestem przewrażliwoiny...

      No niestety zagubionych, nieszcześliwych poetów ci u nas dostatek:)
      • szarylemur Re: gwozdziem po szybie 25.04.08, 01:47
        'Spodziewam się to dostaje:)'
        to nawet nie o to sie rozchodzi
        ' kto sie boi ten wiele razy umiera'
        ale trudno sie nie spodziewac, jesli wciaz sie dostaje.
        niby powinno sie wowczas zmienic taktyke, dostosowac do swiata.
        chyba trzeba sie zdecydowac jakos tak konkretniej: czy wierzysz w swoja prawde i
        jestes gotow wszystko dla niej zniesc
        czy pozegnasz sie z wlasna prawda po to by uniknac kolizji ze swiatem.
        a moze daloby sie to jeszcze elastycznie wyposrodkowac?
        czy jakos tak...
    • kimmie_baby Re: gwozdziem po szybie 10.05.08, 14:39
      swiat taki pienkny i takie fajne som drzewa i ptaki itp itd i te
      doniczki tez (a tam som teraz promocje na co?)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka