zonnak
23.03.08, 22:43
Ma to zwiazek z moim mezem.
Wszystko jest dla mnie ok, kiedy jestem w pracy. Mam dobry humor. Lubie
pracowac. PO powrocie do domu mam czym sie zajac. Szybko mija mi czas.
Kiedy przychodzi weekend, sytuacja zmienia sie o 180 stopni. Ciagle klocimy
sie z mezem. Jestem przez caly weekend wsciekla, zmeczona. W poniedzialek
ledwie zwlekam sie do pracy, zmeczona po klotniach. Czuje sie totalnie
wypruta. Przychodza mi do glowy mysli, ze jak wyskocze przez okno, to
przynajmniej uwolnie sie od tych wszystkich klotni, spiec, wrzaskow,
przeklinan (a i tak jeszcze gorsze jest dla mnie jego ciagle dopraszanie sie o
uwage i glupie dazenie do zgody, jakby nie rozumial, ze jak sie komus
ublizylo, to ta osoba jest naprawde mocno urazona, nie mam ochoty na zadna
zgode, na zadne przechodzenie do porzadku dziennego). Nigdy wczesniej nie
mialam zadnych samobojczych mysli. Mam serdecznie dosyc. Nie wiem co ze soba
zrobic. Nie umiem sie niczym zajac. Jestem kompletnie rozbita. Z nikim nie
rozmawiam na ten temat.