IP: *.biz.mindspring.com 04.01.02, 01:45
temat zostal poruszony przy okazji dyskusji o aborcji. ja chce sie jednak
dowiedziec, czy w glebi serca (wiem, ze nikt sie nie przyzna otwarcie, mowiac o
podziwie dla takich rodzin) bezdzietne-nie-z-wyboru malzenstwa nie wzbudzja w
Was czegos w rodzaju litosci?

a po drugie, czy uwazacie, ze wiez dziecko-rodzic jest glownie biologiczna, czy
mozna ja "uksztaltowac" we wczesnym dziecinstwie z "cudzym" dzieckiem?
Obserwuj wątek
    • tijo Re: ADOPCJA 04.01.02, 09:21
      Moja mama wychowywała mnie sama do 12 lat. Kiedy poznała przyjaciela
      powiedziała mi o tym na początku nie akceptowalam go, denerwował mnie i
      złościł. Kiedy oświadczył się mamie ona zapytała mnie co ma robić. Potem był
      ślub, potem ciąża mamy i wtedy podjęli decyzję że ON mnie zaadoptuje i da mi
      swoje nazwisko bo teraz będzie miał dwoje dzieci oczywiście zapytał mnie czy
      wyrażam na to zgodę. Teraz noszę takie samo nazwisko jak rodzice do ojczyma
      mówię tato, mam brata i świetny kontakt z nimi. Czasem nawet lepiej się
      rozumiemy jak z mamą. A mój biologiczny ojciec? Znam go ale w jego stronę nawet
      patrzeć nie chcę i cieszę się że już nic mnie z nim nie łączy.
    • Gość: Iza_1 Re: ADOPCJA IP: *.chello.pl 04.01.02, 09:48
      wiez miedzy dzieckiem a rodzicem moze definitywnie zostac uksztaltowana i to
      nawet ze starszym dzieckiem.
      Bardzo powaznie rozwazalam mozliwosc adopcji dziecka i wbrew obiegowej opinii
      nie jest to sprawa latwa szczegolnie adpocja noworodka ( nie mowiac juz o
      noworodku dziewczynce)
      Kazde dziecko mozna bardzo pokochac to zalezy tylko i wylacznie od pokladow
      milosci w nas, jesli jej nie mamy tak samo nie bedziemy kochac wlasnego dziecka.
      • faxio Re: ADOPCJA 04.01.02, 10:03
        Na pewno więź z dzieckiem można ukształtować bez względu na pokrewieństwo.
        (Przykładem ojcowie wychowujący nieswoje dzieci nieświadomie..., ale nie tylko)
        Wydaje mi się jednak, że powinna się ona opierać bardziej na przyjaźni i
        zaufaniu, bo na 90% przyjdzie moment, kiedy adoptowane dziecko będzie chciało
        poznać biologicznych rodziców. Powinno czuć, że tym, którzy go wychowali może
        zaufać, że się o to nie obrażają (niestety w praktyce często czują się
        dotknieci i okazują to, a nawet zabraniają kontaktów).
    • roseanne Re: ADOPCJA 04.01.02, 15:20
      mysle, ze wiezi rodzinne nie zaleza od tego czy rodzice sa "biologiczni" czy
      adopcyjni. Jezeli okazuje sie taka sama troske, uczucia itd.

      Jeden problem jaki zawsze mi sie nasuwa to kiedy i jak poinformowac dziecko
      adoptowane we wczesnym dziecinstwie o tym fakcie.
    • Gość: ja Re: ADOPCJA IP: 194.196.235.* 04.01.02, 16:26
      e tam, bez przesady. A jesli malzenstwo jest bezdzietne z wyboru i adoptuje
      dziecko,zeby cos zrobic dobrego dla dziecka, nie chcac za wszelka cene
      zapelnic swiat swoimi genami? Rozne sa motywacje bedzietnosci, a poliowanie
      wobec podejmujacych decyzje tego rodzaju jest jeszcze jedna z malo stosownych
      reakcji otozcenia i przejawem braku tolerancji wobec kogos nie powielajacego
      wzorca "standard".
      Ja adoptowalam dziwczynke, kilkumiesieczna, nie jest to takie trudne, naprawde.
      NIe zastanawiam sie na temat wznioslosci wiezi, jakie sie wytwarzaja. Mala jest
      otwrta radosna, je, spi konkursowo, rozbraja wszystkich. Czy to nie wystarczy?
      Jest szczesliwa i tyle. NIe ma co dywagowac, lepiej dzialac ;) Pozdrwaiam
    • Gość: fnoll Re: ADOPCJA IP: 195.150.224.* 04.01.02, 16:58
      pierwszy raz sie spotykam z mysla iz bezdzietne malzenstwa moga budzic litosc,
      serio - czyli jestem od tego jak najdalszy osobiscie, w ogole nic we mnie nie
      budzi litosci - taki jestem bezlitosny ;)

      bo litowac sie nad kims to znaczy chyba uzalac sie nad nim, mowic "jakis ty
      biedny, jaki nieszczesliwy, ojejkujejku...", tak jakby sytuacja byla
      jednoznacznie zla i bez wyjscia

      a gdy chce sie miec dziecko, a nie moze sie go miec z powodow medycznych po
      jednej lub po drugiej stronie, to przeciez nie jest to sytuacja bez wyjscia

      czy mozna stworzyc wiez dziecko-rodzic z adoptowanym dzieckiem? jak najbardziej!
      zycie sluzy przykladami - ba, mozna nawet adoptowane dziecko wlasna piersia
      wykarmic! jesli tylko jest dosc male naturalnie

      na jakosc i rodzaj relacji na pewno ma wplyw wiek, w ktorym dziecko jest
      adoptowane - im wczesniej, tym glebsze wiezi moga sie wyksztalcic, no i jak
      zwykle wiele jest w rekach rodzicow

      z drugiej strony wiezi biologiczne nie sa przeciez gwarantem powstania dobrej
      wiezi dziecka z rodzicem

      pzdr

      fnoll
      • Gość: ESL Re: ADOPCJA IP: *.sympatico.ca 04.01.02, 19:48
        Wszystko pewnie zalezy od perspektywy (punkt widzenia zalezny o punktu siedzenia) - mam znajomych,
        ktorzy nie moga miec wlasnych dzieci (maz jest bezplodny o czym wiedza wszyscy Ich przyjaciele) - Ona
        jest Polka, On Kanadyjczykiem. Kilka lat temu adoptowali dziewczynke z Chin i za kilka tygodni leca po
        nastepna zeby Ich obecna corka miala siostre (oczywiscie, tez nie biologiczna).
        Mam tez innych znajomych, ktorzy nie moga miec dzieci i tej powyzej opisanej parze szczerze
        zazdroszcza, bo Ich po prostu jeszcze nie bardzo stac na koszty zwiazane z adopcja (powyzej $20K) - o
        litosci w ogole nie ma mowy.
        My, ktorzy mamy wlasne dzieci, patrzymy na Nich raczej z podziwem i moze czuloscia, ze buduja dom dla
        takiej specjalnej rodziny (babcia z Polski mieszka z Nimi do jakichs 3 lat) i wszyscy trzymamy kciuki zeby
        Im sie udalo, zeby rodzina byla zdrowa, szczesliwa i stabilna. O tlumaczeniu dziecku, ze jest adoptowane
        nie ma w tym przypadku mowy, bo jest to widoczne na pierwszy rzut oka ze wzgledow oczywistych.
        Iza napisala, ze trudno adoptowac dziewczynke - coz, w Chinach nikt nie chce dziewczynek - moze tam
        powinnas sie udac?
        Osobiscie uwazam, ze w tym gornolotnym hasle "wszystkie dzieci sa nasze" kryje sie bardzo duzo
        prawdy i litowac sie mozna tylko nad tymi, ktorzy nie dostrzegaja w tym szansy dla siebie.
        • Gość: Anna27 Re: ADOPCJA IP: *.244.231.185.Dial1.Washington1.Level3.net 04.01.02, 20:02
          Mysle, ze litosc wobec rodzicow, ktorzy sami nie moga miec dziecka i adoptuja
          wystepuja glownie w spolecznsciach o charakterze dawnych struktur wioskowych.
          Posiadanie dziecka bylo kiedys dowodem na bycia prwdziwa kobieta, a splodzenie
          dzicka na bycie prawdziwym mezczyzna. Spoleczenstwo polskie nie jest
          calkowicie wolne od tradycjonalizmu i pozostalosci takiego sposobu myslenia
          moga jeszcze wystepowac.

          Osobicie uwazam i pewnie posypia sie na mnie za to gromy od forumowiczow, ze
          sztuczne zaplodnienie jest nieporozumieniem. Nie dlatego, ze Kosciol i papiez
          tak mowia, ale dlatego, ze w dobie, gdy w swiecie tyle niechcianych dzieci,
          takie drogie eksperymenty sa przejawem egoizmu.

          Odpowiadajac na pytanie numer dwa bardziej sklaniam sie w kierunku zdolnosci
          wychowawczych i milosci rodzicow jako silniejszych niz biologia.
    • szary_ptak Re: ADOPCJA 04.01.02, 22:05
      Gość portalu: mariposa napisał(a):

      > temat zostal poruszony przy okazji dyskusji o aborcji. ja chce sie jednak
      > dowiedziec, czy w glebi serca (wiem, ze nikt sie nie przyzna otwarcie, mowiac o
      >
      > podziwie dla takich rodzin) bezdzietne-nie-z-wyboru malzenstwa nie wzbudzja w
      > Was czegos w rodzaju litosci?
      >
      > a po drugie, czy uwazacie, ze wiez dziecko-rodzic jest glownie biologiczna, czy
      >
      > mozna ja "uksztaltowac" we wczesnym dziecinstwie z "cudzym" dzieckiem?

      Litosc - nie. Jezeli cos - to wspolczucie.
      Mam bratanka adoptowanego w wieku 8 lat. Jest juz w rodzinie drugie osiem..
      Zanim zdecydowali sie na ten krok - najpierw dlugo "walczyli" o to, by mieć swoje
      wlasne...A potem jakoś trafili na to dziecko...
      Litosc moga budzic jego biologiczni rodzice...(nie zyja juz)
      Kiedys, w czasie ogladania rodzinnych zdjec u babci - chlopiec nagle powiedzial
      mi, ze jego to nikt tak nie przytulal, jak byl maly...
      Naprawde, trudno bylo powstrzymac lzy...a kiedy mi zaczal opowiadac, (jakby czul
      jakis przymus) - wierzcie mi do dzisiaj sni mi sie nieraz jak najgorszy koszmar...
      powiem tylko, ze "najlagodniejsza" rzecz, ktora mu robil jego biologiczny ojciec -
      to bylo gaszenie papierosow na jego nogach - do dziesiatego roku zycia nie nosil
      krotkich spodni, bo wstydzil sie blizn...

      Inna sprawa, ze wymagal naprawde duzo ciepla i... samozaparcia od terazniejszych
      rodzicow...bo przytrafialo mu sie ich wlasnie, jako najblizszych, w zasiegu
      slowa, obarczac wina za zlo mu wyrzadzone...

      Ale... nie moge sobie nawet wyobrazic juz, ze mogloby go nie byc przy wspolnym
      wigilijnym stole na przyklad...

      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka