Dodaj do ulubionych

JAK ZMAYBACHOWAĆ BISKUPA

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:23
Od jakiegoś czasu w zachodnich środkach społecznego przekazu można
zaobserwować systematyczną kampanię przeciwko Kościołowi katolickiemu. Oto
nagle w różnych częściach świata zaczęły pojawiać się liczne artykuły o
"molestowaniu przez księży".

Kilkanaście dni temu austriacki lewicowy tygodnik "Profil" ogłosił "seksualny
skandal" w seminarium duchownym w St. Pölten. Według gazety, "prokuratura
zgromadziła ok. 40 tysięcy fotografii i filmów z zasobów seminarium", z
których "większość zawiera motywy seksualne". Jak się okazuje, owe "zasoby
seminarium" stanowi twardy dysk komputera jednego z seminarzystów, do którego
dostęp ma również kilku innych. Rektor seminarium ks. Ulrich Küchl składa
rezygnację z pełnionej funkcji. Ogłoszony 5 lipca przez biuro prasowe diecezji
St. Pölten komunikat stwierdza, że zdaniem ks. Küchla, zarzuty wobec niego są
bezpodstawne i stanowią "akt odwetu jednego z byłych seminarzystów". Kilka
tygodni wcześniej usunął bowiem z seminarium dwóch seminarzystów, których "z
powodu silnych zaburzeń psychicznych" uznano za niezdolnych do stanu
kapłańskiego. W rewanżu jeden z nich w telewizyjnym programie Zeit im Bild
skrytykował sytuację panującą w seminarium. Były rektor seminarium oświadcza,
że ustąpił ze swojej funkcji, aby "uspokoić napiętą sytuację". Dodaje, że całą
sprawę skieruje na drogę sądową.

Przyglądając się uważnie publikacjom ukazującym się w austriackich mediach od
początku sprawy, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż zamiast dążyć do
wyjaśnienia prawdy, traktują ją jako sposób ataku na Kościół, a zwłaszcza na
osobę ordynariusza diecezji St. Pölten ks. bp. Kurta Krenna. W niemal
wszystkich publikacjach pojawia się apel o jego rezygnację z funkcji. W
austriackich mediach ten 68-letni biskup określany jest jako konserwatysta,
rzekomo skłócony ze znaczną częścią swych wiernych... Nominowany 3 marca 1987
roku na biskupa pomocniczego Wiednia od początku swej posługi piętnowany jest
przez liberalne media za tzw. tradycjonalizm. Owe krytyki wzmagają się od
chwili, gdy Ojciec Święty ustanowił go ordynariuszem diecezji St. Pölten 11
lipca 1991 roku. Najbardziej zaciekły w atakach na biskupa jest tygodnik
"Profil".

Ale ordynariuszowi Sankt Pölten dostaje się nie tylko od mediów austriackich.
Przyczyną jest m.in. jego krytyczne stanowisko wobec Unii Europejskiej.
Również w Polsce środki przekazu nie potraktowały go dobrze, gdy w maju 2001
roku podczas obrad Konferencji Episkopatu Polski ostrzegł Polaków przed UE. -
Unia Europejska nie szanuje woli państw słabszych, nie jest ani demokratyczna,
ani tym bardziej chrześcijańska, decydują tam jedynie najsilniejsi - mówił
wtedy ordynariusz St. Pölten. Można więc odnieść wrażenie, że obecny atak na
jego osobę jest jednym z elementów trwającej od dłuższego czasu kampanii. Aby
zrozumieć jej mechanizm, trzeba się cofnąć o kilkanaście lat.

Pod koniec lat 80. i na początku 90. ks. kard. Groër w liberalnych mediach
krytykowany jest systematycznie.
Jednak punkt kulminacyjny przychodzi na początku 1995 roku, gdy metropolita
Wiednia wydaje list pasterski, w którym wyraża zastrzeżenia co do życia
moralnego Austriaków. Wkrótce potem, w Wielki Piątek tegoż roku, niemal
wszystkie gazety jednocześnie ogłaszają, że ks. kard. Groër jest winien
"seksualnego molestowania". Austriacka telewizja i radio powtarzają te
"rewelacje" regularnie co godzinę, do znudzenia... [ ... ] Okazało się, że do
lewicowego tygodnika "Profil" z oskarżeniem zgłosił się niejaki Josef
Hartmann, uczeń o. Groëra sprzed kilkunastu lat, twierdząc, że ten ostatni
rzekomo "wykorzystał go seksualnie". Choć arcybiskup Wiednia stwierdza, że
zarzuty są nieprawdziwe, a on sam padł ofiarą oszczerstw, media zgodnie
przyjmują wersję Hartmanna... Pojawiają się apele o ustąpienie kardynała.
Najgłośniej wyrażają je tzw. katolicy postępowi, występujący pod hasłem "My
jesteśmy Kościołem". Przy okazji wysuwają postulaty współdecydowania świeckich
przy obsadzaniu urzędów biskupich w Kościele, zniesienia celibatu, święceń
kapłańskich dla kobiet i zmiany nauki moralnej w kwestii seksualności.

Na początku sierpnia 1995 roku organizacja o nazwie Inicjatywa Wiedeńskich
Homoseksualistów oskarżyła o "skłonności homoseksualne" czterech innych
członków Episkopatu Austrii: ks. bp. Egona Kapellariego z Klagenfurtu, ks. bp.
Andreasa Launa z Salzburga, ks. bp. Christopha Schönborna z Wiednia oraz
wspomnianego już ks. bp. Klausa Künga z Feldkirch, którego Ojciec Święty
wyznaczył obecnie do wyjaśnienia sprawy w St. Pölten. Sekretarz organizacji
homoseksualistów Kurt Kricler oświadczył, że posiada "niezbite dowody",
których jednak nie chce ujawniać. Biskupi zaprzeczają. Specjalny list pisze do
nich Ojciec Święty, który podkreśla, że "najpierw czcigodny arcybiskup
Wiednia, a następnie inni biskupi zostali publicznie oskarżeni, bez wzięcia
pod uwagę nie tylko ich kościelnej godności, ale i godności po prostu
ludzkiej". Przy okazji ks. kard. Groërowi, który rok wcześniej osiągnął
przewidziany dla biskupów wiek emerytalny i zgodnie z Kodeksem Prawa
Kanonicznego złożył rezygnację z pełnionej funkcji, Papież dziękuje "za wierną
i hojną służbę Kościołowi" i wyraża nadzieję, że "próby zniszczenia Kościoła w
Austrii nie powiodą się". Biskupi kierują sprawę do sądu i wygrywają.

Ksiądz kardynał Groër wraca do swojego klasztoru w Göttweig. Ale oto pojawia
się wiadomość, że Jan Paweł II odwiedzi Austrię w czerwcu 1998 roku. Tak więc
8 grudnia 1997 roku rozpoczyna się następna lawina publicznych oskarżeń wobec
ks. kard. Groëra. Tym razem mówią o rzekomych nadużyciach wobec wielu osób,
które nagle "przypominają" sobie dziwne sytuacje z przeszłości. W imieniu
domniemanych poszkodowanych występuje jeden człowiek: znany z antypapieskich
wypowiedzi benedyktyński zakonnik Udo Fischer z Göttweig.

Z kolei w Australii o "molestowanie seksualne" oskarżony zostaje ks. abp
George Pell (obecnie kardynał). Nie jest to przypadek. Również metropolita
Sydney uważany jest w australijskim Kościele za tzw. konserwatystę. Jego
nieprzejednane stanowisko w sprawach moralności wielokrotnie wzniecało
dyskusję liberałów. [ ... ] Gdy pada oskarżenie, wiadomość o nim pojawia się
na pierwszych stronach gazet. Metropolita oświadcza, że jest ono "złośliwe i
kłamliwe". Zawiesza wykonywanie obowiązków arcybiskupich i kieruje sprawę do
wyjaśnienia. Gdy wiadomość o oskarżeniu obiega ze stosownymi komentarzami
niemal cały świat, śledztwo oczyszcza ks. abp. Pella z zarzutów. Zdaniem
komisji śledczej, na której czele stoi sędzia Alec Southwell, nie ma dowodów,
że w 1961 r. wówczas 19-letni kleryk Pell wykorzystał seksualnie 11-letniego
chłopca... Okazało się, że arcybiskupa oskarżał ponad 50-letni mężczyzna,
mający na swym koncie około czterdziestu wyroków sądowych, w tym za pobicie,
oszustwa finansowe i handel narkotykami. Twierdził, że rzekomo przypomniał
sobie o molestowaniu, gdy zobaczył metropolitę Sydney w telewizji... Po całej
sprawie sprostowania nie ukazują się w gazetach na pierwszych stronach.
Najczęściej gdzieś wewnątrz i w mało widocznym miejscu. Arcybiskupa nie
przeprasza żaden z dziennikarzy, którzy rozdmuchali sprawę...

W tym samym roku owa "fala" przelewa się również przez inne kraje. W Polsce
rezygnuje z pełnienia funkcji metropolita poznański ks. abp Juliusz Paetz, w
Irlandii ordynariusz Ferns ks. bp Brendan Comiskey, w Niemczech sufragan
Moguncji ks. bp Franziskus Eisenbach... Co ich łączy? Wszystkich prasa oskarża
o molestowanie seksualne. Wszyscy zaprzeczają. Nikomu z nich żaden prawomocny
sąd nie stawia zarzutów...

Najbardziej tragiczna sytuacja z podobnymi oskarżeniami miała miejsce kilka
lat wcześniej. 11 listopada 1993 roku w wieczornych wydaniach wiadomości
wszystkich amerykańskich stacji radiowych i telewizyjnych zostaje podana
informacja, że arcybiskup Chicago ks. kard. Joseph Bernardin został oskarżony
o nadużycia seksualne popełnione kilkanaście lat wcześniej. Os
Obserwuj wątek
    • Gość: obserwator Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ BISKUPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:48
      Najbardziej tragiczna sytuacja z podobnymi oskarżeniami miała miejsce kilka lat
      wcześniej. 11 listopada 1993 roku w wieczornych wydaniach wiadomości wszystkich
      amerykańskich stacji radiowych i telewizyjnych zostaje podana informacja, że
      arcybiskup Chicago ks. kard. Joseph Bernardin został oskarżony o nadużycia
      seksualne popełnione kilkanaście lat wcześniej. Oskarżenia przekazał
      dziennikarzom prawnik z New Jersey, reprezentujący niejakiego Stevena Cooka,
      byłego alumna seminarium duchownego w Cincinnati, usuniętego z seminarium przez
      oskarżonego, ówczesnego arcybiskupa tego miasta, z powodu problemów z psychiką i
      skłonności homoseksualnych...
      Następnego dnia oskarżenia wobec ks. kard. Bernardina są już na czołówkach
      niemal wszystkich gazet. Telewizja CNN regularnie co godzinę emituje krótkie
      reklamówki programu "Upadek", który ma ostatecznie pogrążyć cieszącego się
      ogromnym autorytetem arcybiskupa Chicago. Ten decyduje się zwołać konferencję
      prasową, na której zaprzecza wszystkim oskarżeniom. Ale zarzuty wykorzystują nie
      tylko niechętni Kościołowi, lecz także "ludzie Kościoła". Również wtedy
      pojawiają się duchowni, którzy na łamach gazet, przed mikrofonami radiowymi i
      kamerami telewizyjnymi podkreślają, że "wina kardynała jest bezsporna"... [ ...
      ] Gdy w sądzie federalnym w Cincinnati rozpoczyna się proces, okazuje się, że
      oskarżyciele nie dysponują żadnymi wiarygodnymi dowodami. 28 lutego 1994 roku
      chory na AIDS Steven Cook wycofuje oskarżenie i wysyła do kardynała serdeczny
      list, prosząc o przebaczenie. Okazuje się, że Cook padł ofiarą rozpętanej
      przeciwko kardynałowi nagonki. Ale nawet kiedy prawda wychodzi na jaw, żaden z
      atakujących dziennikarzy nie przeprasza kardynała...

      Wszystkie sprawy przypominają schemat procesów stalinowskich: to oskarżony ma
      udowodnić, że jest niewinny. Oskarżyciele nie muszą się wysilać - wystarczy samo
      oskarżenie: wszak pojęcie "molestowania" jest tak mętne, że można podciągnąć pod
      nie wiele różnych uczynków. Informacje o rzekomej winie podaje się jako
      wiadomość dnia: w gazetach na pierwszych stronach, w radiu i telewizji
      systematycznie co godzinę, do znudzenia... Przy czym niemal zawsze pada
      stwierdzenie, że "Stolica Apostolska nie reagowała", a "biskupi robili wszystko,
      by nadużycia księży utrzymać w tajemnicy". Dodatkowo w całą akcję angażuje się
      różnego rodzaju "specjalistów", którzy dowodzą, że "seminaryjne życie w gronie
      samych mężczyzn stwarza podatny grunt do szerzenia się homoseksualizmu" i że
      "rośnie poparcie dla kapłaństwa kobiet".
      • Gość: mmm Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ BISKUPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.04, 18:56
        Zdaje się, że sprawa Paetza też była spreparowana przez naszą ZNAKowską
        katolewicę w Krakowie. Gdyby Paetz rzeczywiście miał coś na sumieniu (poza
        głupotą) to nie siedziałby dalej w Poznaniu, tylko wyjechałby do innego rejonu.
        • Gość: kościelny Kazdy kościół ma soich Pieronków ! IP: *.czajen.pl / 212.244.182.* 28.07.04, 18:59
          • Gość: 777 Re: Kazdy kościół ma soich Pieronków ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 00:11
            > 28 lutego 1994 roku chory na AIDS Steven Cook wycofuje oskarżenie i wysyła do
            > kardynała serdeczny list, prosząc o przebaczenie. Okazuje się, że Cook padł
            > ofiarą rozpętanej przeciwko kardynałowi nagonki. Ale nawet kiedy prawda
            wychodzi > na jaw, żaden z atakujących dziennikarzy nie przeprasza kardynała...

            Ciekaw jestem, czy "Gazeta Pomorska" kiedykolwiek przeprosi za zmaybachowanie O.
            Rydzyka?
            • Gość: ania Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ BISKUPA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 16:18
              Nie musielismy dlugo czekac:

              "Molestowanie nieletnich - Podejrzany wysoki duchowny?


              Gdańska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie molestowania
              seksualnego osób nieletnich. Podejrzewanym może być wysoki rangą duchowny
              gdańskiego kościoła - twierdzi "Dziennik Bałtycki".

              Prokuratura nie chce tego potwierdzić, nie podaje nawet inicjałów osoby obwinianej.

              Zastępca prokuratora Okręgowego w Gdańsku Ryszard Paszkiewicz potwierdził, że
              wszczęto wczoraj śledztwo w sprawie molestowania z artykułu 200. Mówi on, że
              karze pozbawienia wolności od roku do lat 10 podlega ten, kto doprowadza
              małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego lub do poddania się innej
              czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności.

              Zawiadomienie trafiło do prokuratury dwa dni temu od osób pokrzywdzonych - tylko
              tyle mówi prokurator.

              Na razie nikomu nie postawiono zarzutów i nie wiadomo, kiedy to nastąpi.

              "Ze względu na dobro prowadzonego postępowania, a w szczególności na dobro
              małoletnich pokrzywdzonych nie komentuję tej sprawy"- powiedział prokurator
              Ryszard Paszkiewicz.

              Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku, o
              sprawie powiadomiona została także Prokuratura Krajowa.

              Tymczasem dzisiejszy Dziennik Bałtycki podał, że "szykuje się prawdziwe
              trzęsienie ziemi na Pomorzu".

              "Sprawcą molestowania miał być wysoki rangą i znany gdański duchowny".

              Redakcja nie zdecydowała się podać jego nazwiska."

              info.onet.pl/957028,11,item.html
    • Gość: Piotr Goworit Radio Maskwa czyli radio z ryjem IP: *.144.161.230.revip.asianet.co.th 29.07.04, 18:17
      Nie mpa watpliwosci skad ten klamliwy i bandycki komentarz pochodzi. Mam
      nadzieje, ze jego autorowi sparalizuje jezor.
      • Gość: angelo Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ PRAŁATA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 18:44
        Wczoraj dopiero zastanawiałem się, kiedy liberofaszyści oskarżą o. Rydzyka o
        pedofilię - a tu wpadli na pomysł oskarżenia ks. Jankowskiego! Ci ludzie
        naprawdę nie mają wyobraźni: to jest tak grubymi nićmi szyte, że tylko kretyn
        dałby się na to nabrać. To jest rzeczywiście w stylu stalinowskim. Jutro pewnie
        dowiemy się rewelacji o papieżu.
        • Gość: faoron Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ PRAŁATA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 18:28
          No i dlaczego wymiar sprawiedliwości jeszcze nie skontaktowała się z księdzem
          Jankowskim? Może jest zajęty pisaniem uzasadnienia wyroku?
          • Gość: ilonek Re: JAK ZMAYBACHOWAĆ PRAŁATA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 20:42
            Pewnie Lizut redaguje!
        • Gość: hehehe Angelo IP: *.devs.futuro.pl 30.07.04, 21:52
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14532390&a=14563832
      • Gość: adolf Re: jezor IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 10:54
        Swego czasu strasznie gardłował przeciwko Rydzykowi niejaki Józef Tischner -
        nagle zachorował na raka gardła i już nie gardłuje.
    • Gość: Czarny ;-) Zadziwiajace, IP: *.kabel.telenet.be 31.07.04, 11:00
      ze filmy ich rodzimej produkcji byly robione przez seminarzyste Polaka.

      Przeciez to czysta potwarz ;-)
      • Gość: oped PRAWDA WYSZŁA NA JAW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 11:28
        Ale nie dzięki "Wyborczej", oczywiście:

        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040731/kraj/kraj_a_9.html
        "Sprawa podejrzeń o pedofilię gdańskiego księdza

        Rzekoma ofiara zaprzecza

        Matka szesnastoletniego chłopca zeznała w prokuraturze, że podejrzewa znanego
        gdańskiego księdza Henryka J. o molestowanie jej syna. Tymczasem chłopak
        wszystkiemu zaprzecza. Jak się dowiedziała "Rz", zapewniał o tym już kilka
        miesięcy temu w oświadczeniu dla metropolity gdańskiego.

        - To naciągaczka - miał mówić Sławomir R. o swojej matce arcybiskupowi
        Tadeuszowi Gocłowskiemu. - Moja rodzina jest patologiczna. Wolałem być u księdza
        niż w domu.

        Metropolita wyjaśniał sprawę oskarżeń wobec księdza Henryka J. po doniesieniu
        złożonym do niego przez Marię R., sprzątającą na plebanii w parafii. Kobieta
        straciła po tym pracę.

        Z informacji "Rz" wynika, że chłopak także podczas zeznań przed sądem rodzinnym
        zaprzeczył, jakoby był molestowany. Biegły psycholog uznał jednak, że Sławomir
        R. kłamie. Istnieją też wątpliwości, czy prosty chłopak sam jest autorem
        napisanego literackim językiem oświadczenia dla arcybiskupa.

        - Śledztwo ma wyjaśnić, czy rzeczywiście ksiądz wykorzystywał chłopca, czy też
        pada ofiarą pomówienia matki - mówi jeden z gdańskich prokuratorów. Ksiądz
        twierdzi, że to "pomówienia i bzdury". Kuria nie komentuje doniesień.

        Jak informowaliśmy, zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu pedofilii księdza
        złożył sąd rodzinny. "Rz" ustaliła, że początkowo prokuratura badała sprawę
        "unikania obowiązku szkolnego" przez Sławomira R., o czym zawiadomiła szkoła.
        Przed sądem matka chłopca zeznała, że problemy z synem zaczęły się z powodu jego
        bliskiego kontaktu z księdzem Henrykiem J., a ona podejrzewa, iż chłopak był
        molestowany. Przesłuchiwany Sławomir R. nie potwierdził wersji matki, ale sąd
        zawiadomił prokuraturę, która 27 lipca wszczęła śledztwo. W czwartek kobieta
        powtórzyła zeznania przed prokuratorem.

        Maria R. pracowała od kilku lat na plebanii, m.in. była sprzątaczką. Jej syn
        zaprzyjaźnił się z duchownym. Chłopak pomagał księdzu, na przykład usługując do
        stołu. - Z czasem syn zaczął więcej bywać na plebanii niż w domu - zeznała
        kobieta. Powiedziała też, że ksiądz często całował go w policzek na pożegnanie.
        Początkowo nie wzbudzało to jej podejrzeń, myślała, że ksiądz lubi chłopca i
        żegna się z nim po ojcowsku. Chłopak jednak coraz częściej nocował u księdza, a
        ona czytając w gazetach o kolejnych przypadkach pedofilii, jest przekonana, że
        syn mógł być molestowany.

        Dopiero w piątek prokuratura ustaliła, że Sławomir R., z którym matka od dawna
        nie miała kontaktu, przebywa u babci. Prokuratura planowała jak najszybsze jego
        przesłuchanie. A.M., M.D."
        • Gość: fatti Re: PRAWDA WYSZŁA NA JAW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 02:30
          Ciekaw jestem, ile na tym wszystkim zarobił biegły psycholog? Na pewno od
          dziennikarzy dostał więcej, niż ta wzorowa matka! Powinna teraz jego szantażować.
          • Gość: kaganiec111 Re: PRAWDA WYSZŁA NA JAW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 11:25
            Myślę,że tak naprawdę za tym wszystkim kryje się kolejna próba (SLD, UP i
            oczywiście UW oraz po cichu PO) wprowadzenia małżeństw dla homoseksualistów i
            adopcji dzieci przez nich. Tylko, że ta ostatnia afera z Jankowskim - która
            miała "rzucić piasek" w oczy Polakow - spaliła na panewce i teraz każdy ksiądz
            będzie mógł powołać się na ten tak grubymi nićmi szyty precedens. Nawet jakiś
            prawdziwy ksiądz-pedofil - których na szczęście jest w Polsce bardzo, bardzo
            mało - będzie mógł mówić, że oto "Wyborcza" i inne media znów kłamią i że
            świadek brał forsę od dziennikarzy.
            • Gość: bywalec Re: PRAWDA WYSZŁA NA JAW IP: 65.110.6.* 01.08.04, 17:06
              Polskojęzyczne media (Radio TOK FM itp.) nadal robią nam wodę z mózgu -
              starannie wycinają wiadomość, że rzekoma "ofiara" księdza stanowczo zaprzecza,
              jakoby kiedykolwiek był molestowany a swoją matkę nazywa patologiczną
              naciągaczką. Oto dziesiejsze słowa samego prałata:

              "Co dotyczy ostatnich spraw, myślę, że wypowiem się w najbliższą niedzielę.
              Trzeba ujawnić prawdę o Polsce, nie pozwólmy niszczyć młodego pokolenia" -
              oświadczył na zakończenie kazania ksiądz Henryk J. Na słowa duchownego licznie
              zgromadzeni wierni zareagowali długimi oklaskami.

              Gdański ksiądz Henryk J., którego, według mediów, dotyczy prowadzone przez
              gdańską prokuraturę dochodzenie w sprawie pedofilii, zapowiedział w niedzielę
              podczas mszy, że w tej sprawie zajmie swoje stanowisko za tydzień.


              R E K L A M A czytaj dalej

              "Co dotyczy ostatnich spraw, myślę, że wypowiem się w najbliższą niedzielę.
              Trzeba ujawnić prawdę o Polsce, nie pozwólmy niszczyć młodego pokolenia" -
              oświadczył na zakończenie kazania ksiądz Henryk J. Na słowa duchownego licznie
              zgromadzeni wierni zareagowali długimi oklaskami.

              O sprawie Prokuraturę Okręgową w Gdańsku zawiadomił miejscowy sąd rodzinny,
              przed którym jeden ze świadków złożył zeznania informujące o molestowaniu przez
              księdza kilkunastoletniego Sławomira R. W połowie tygodnia prokuratura wszczęła
              dochodzenie i odmawia wszelkich informacji na jego temat. Prowadzone jest ono w
              sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie.

              Według gazet, to matka chłopca zeznała w prokuraturze, że podejrzewa znanego
              gdańskiego księdza Henryka J. o molestowanie jej syna. Według źródeł zbliżonych
              do organów ścigania, nastolatek miał wielokrotnie bywać na plebani Henryka J. Do
              wykorzystania go przez duchownego miało dochodzić od 2001 r. Chłopiec dostawał
              od księdza drobne pieniądze, buty, ubrania. Następnie opuścił się w nauce,
              sprawiał kłopoty wychowawcze. Jego matka pracowała w parafii księdza J. jako
              sprzątaczka.

              Rozpoczynając swoje niedzielne kazanie ksiądz J. powiedział, że zarówno ten
              dzień, jak i ostatnie dni, przynoszą wiele tematów, z którymi chciałby się
              podzielić z parafianami. "Nie chcę jednak odnosić się bezpośrednio do wielu z
              nich, gdyż formy ataku, jakie przypuściły siły zła stwarzają sytuację, w której
              nazbyt łatwo można dać się ponieść nerwom i powiedzieć słowa, które zostaną
              zmanipulowane i przekręcone, aby tylko bardziej opluć i sponiewierać człowieka"
              - zaznaczył.

              W następnych słowach podkreślił, że "na własnej skórze człowiek doświadcza tego,
              co można nazwać totalną wojną z Kościołem i polskością, w której metody walki są
              nieograniczone żadnymi normami". Te ostatnie określił jako "najbardziej plugawe,
              zakłamane i budzące obrzydzenie wobec tych, którzy je stosują".

              Zdaniem księdza, w dzisiejszej Polsce mamy do czynienia z moralnym relatywizmem,
              tolerancją dla "draństwa i łajdaków" i zerwaniem kontaktów z Bogiem. "Ale tak
              nam przecież wszyscy podpowiadają. Bohaterowie pełnych seksu i śmierci filmów,
              różni eksperci od młodzieżowego luzu, od »Róbta co chceta«, kolorowe atrakcyjne
              pisma i wielu, wielu innych namawia do kreowania świata według jednej zasady:
              mieć jak najwięcej" - głosił.

              "Kto ma odwagę się sprzeciwić jest bezceremonialnie zaatakowany, wyszydzony i
              ośmieszony. Formy tego ataku są różne, od najbardziej niewinnych po
              najostrzejsze, zmierzające do »uśmiercenia cywilnego« danej osoby (...)
              Fabrykuje się fakty, przekupuje osoby, podsuwa się pomysły i szatańskie kłamstwa
              (...) Jeśli do tego mówisz o Polsce, o zagrożeniach wynarodowienia, o kłamstwach
              polityków i oszukiwaniu społeczeństwa, stajesz się wrogiem, którego będzie się
              niszczyć wszystkimi, najbardziej nawet plugawymi metodami" - mówił ksiądz J.
              • Gość: wirtek Re: faktyczne szkody IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 10:53
                > teraz każdy ksiądz będzie mógł powołać się na ten tak grubymi nićmi szyty
                > precedens. Nawet jakiś prawdziwy ksiądz-pedofil - których na szczęście jest w
                > Polsce bardzo, bardzo mało - będzie mógł mówić, że oto "Wyborcza" i inne media
                > znów kłamią i że świadek brał forsę od dziennikarzy.

                Czego nie zrobi się dla pieniędzy! I dziennikarz człowiek i psycholog. Myślę, że
                w tej chwili naszym manipulatorom medialnym chodzi głównie o małżeństwa homo i
                nową definicję rodziny.
                • Gość: spyri Re: strategia antykościoła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 11:02
                  Ataki na Kościół prowadzone są z iście szatańskim sprytem. Wszystkie
                  zorganizowane w ostatnich latach mają ten sam schemat. Osobę, którą się chce
                  zniszczyć, zaczyna się powoli i po cichu obrzucać kalumniami. Taki proceder trwa
                  jakiś czas. Potem nagle "sprawę się ujawnia" oczywiście "dla dobra Kościoła".
                  Znajduje się świadków (z reguły anonimowych), media przez pewien czas pełne
                  świętego oburzenia rozpisują się i wyjaśniają, potem milkną. Człowiek obrzucony
                  kalumniami nie może się obronić, a nawet jeśli się obroni, nawet jeśli udowodni
                  swoją niewinność - i tak nikt nie zawiadomi o tym opinii publicznej.

                  Osoba wybrana do atakowania jest na ogół wysoko postawiona. Najczęściej atakuje
                  się biskupów. Używa się jednej z dwóch metod: atakuje się wprost, zarzucając
                  jakieś niemoralne czyny, lub pośrednio - pokazuje się osobę jako niezdolną do
                  zarządzania powierzonymi instytucjami. W tym drugim przypadku kalumniami obrzuca
                  się podległe biskupowi instytucje. Na razie obydwie metody okazywały się skuteczne.

                  Pierwszą zastosowano wobec austriackiego księdza kardynała H. Groera i naszego
                  księdza arcybiskupa J. Paetza, drugą - wobec księdza kardynała B. Lawa. Ataki na
                  wymienionych hierarchów doprowadziły - jak wiadomo - do zniesławienia i
                  usunięcia ich z funkcji, a w przypadku ataku na kardynała Bernarda Lawa -
                  dodatkowo do upadku niemalże całej archidiecezji bostońskiej.

                  Trzeba jednak uświadomić sobie, że w ramach tego podstawowego schematu występują
                  jeszcze inne elementy - mianowicie wszystkie ataki na niewinnych ludzi odbywają
                  się w kontekście prawdziwych wiadomości o niemoralnym zachowaniu niektórych
                  duchownych. Mieszanie prawdziwych wiadomości z nigdy nieudowodnionymi zarzutami
                  jest bardzo skuteczną metodą socjotechniki. Polega ona na tym, że pokazuje się
                  pewne zjawisko jako negatywne, a na tle tego podaje się wiadomości w ten sposób,
                  jakby były sprawdzone i udowodnione. Otóż rozpowszechniono opinię, że wśród
                  ludzi Kościoła szerzą się homoseksualizm, pedofilia i rozwiązłość. A że grzechy
                  bywają wszędzie, ujawniono kilka prawdziwych przypadków, choćby takich jak
                  osławionego biskupa Gaillota, by wykazać, że Kościół nie jest wolny od tych
                  problemów. Dalej sprawa idzie już łatwo.

                  Należy jednak podkreślić jeszcze jeden element szatańskiego planu. WSZYSTKIE
                  ZARZUTY O ZBOCZENIA SEKSUALNE ZDARZAJĄ SIĘ WTEDY, GDY PRASA, RADIO, TELEWIZJA,
                  INSTYTUCJE PRYWATNE I PAŃSTWOWE, A NAWET PARLAMENTY GŁOSZĄ POCHWAŁĘ DEWIACJI I
                  DOMAGAJĄ SIĘ "TOLERANCJI" DLA OSÓB HOŁDUJĄCYCH DEWIACJOM. OSŁAWIONE HASŁO
                  "TOLERANCJA DLA KOCHAJĄCYCH INACZEJ" ZALEWA ŚWIAT, A PARLAMENTY POZWALAJĄ NA
                  ZAWIERANIE QUASI-MAŁŻEŃSKICH ZWIĄZKÓW HOMOSEKSUALNYCH. Podkreślam - jest to
                  fragment dobrze przemyślanego planu walki z Kościołem a nie zwykły zbieg
                  okoliczności.

                  W sposób niejawny stawia się Kościół przed alternatywą: albo uznacie, że mamy
                  rację i poprzecie nas w sprawach "tolerancji dla kochających inaczej" (a wtedy
                  zrezygnujecie z waszej nauki, zasad moralnych chrześcijaństwa, inaczej rzecz
                  biorąc - zdradzicie Chrystusa), albo będziemy was atakowali i niszczyli waszych
                  ludzi, zarzucając im to, co wy uważacie za niecne.

                  Znamienne dla Austrii były późne lata czterdzieste i pięćdziesiąte, gdy ważyła
                  się przyszłość kraju. Stacjonowały tam wojska sowieckie i nic nie wskazywało na
                  to, że odejdą. Przypomnijmy, że Austria ma bardzo dobre położenie
                  geograficzno-strategiczne. Stalinowi zależało na utrzymaniu wpływów w tej części
                  Europy, gdyż dawałoby mu to wygodną pozycję przeciwko Zachodowi. Właśnie wtedy,
                  w roku 1948, zainicjowano słynną Krucjatę Różańcową o wyzwolenie Austrii. [ ...
                  ] I oto w rocznicę objawień Matki Bożej Fatimskiej, 13 maja 1955 roku, ZSRS
                  zgodził się na niezależność Austrii. 15 maja 1995 r. w Wiedniu podpisano
                  porozumienie o wycofaniu wojsk sowieckich. Ostatni żołnierz wyjechał w
                  październiku tego samego roku - w miesiącu poświęconym Maryi Różańcowej. [ ... ]
                  Czasy się jednak zmieniły i w późnych latach sześćdziesiątych, a szczególnie w
                  latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wielu ludzi odeszło od Kościoła.

                  Po ks. kard. F. Koenigu urząd arcypasterza Austrii objął ks. kard. H. Groer.
                  Wydawało się, że pod jego rządami Kościół odzyska nieco swej dawnej świetności,
                  wierni powoli do niego powracali. Taka sytuacja była nie do zniesienia dla
                  lewicowych sił. Należało coś zrobić. I zrobiono. W 1995 r. zaatakowano w sposób
                  podły i bardzo przebiegły sędziwego już kardynała. Zarzucono mu molestowanie
                  seksualne! Atak przypuszczono w bardzo perfidny sposób. Dokładnie w Wielki
                  Piątek wszystkie media ogłosiły Austrii i światu, że kardynał jest zboczeńcem. [
                  ... ] Należało zemścić się na kardynale za to, że [ ... ] za jego sprawą
                  ujawniono, jak potężny jest proceder zabijania dzieci poczętych, za jego
                  sprzeciw wobec liberalnej polityki rządu itd., itd. Ksiądz kardynał Groer został
                  zniesławiony i z punktu widzenia libertynów unieszkodliwiony. Choć prawda jest
                  taka, że nic mu nie udowodniono, mało tego - wspomniano nieśmiało, że nie był
                  niczemu winien - media nie raczyły ani przeprosić, ani nagłośnić prawdy o
                  niewinności kardynała. W powszechnej świadomości utrwalił się jako "winny".

                  Księdza kardynała Groera wyeliminowano, ale został jeszcze biskup K. Krenn. [
                  ... ] Biskup K. Krenn objął diecezję St. Poelten, która siłą rzeczy odgrywa
                  mniejszą rolę w życiu Kościoła w Austrii. Jednak jest on solą w oku kołom
                  libertyńskim. Z jednej strony niezmordowanie głosi swą wierność Papieżowi, w
                  sposób bezkompromisowy wyraża się o nadużyciach w środowiskach kościelnych, jest
                  przeciwny modernistycznym nowinkom, nie popiera liberalnych polityków. Jakby i
                  tego było mało, stara się, by seminarium diecezjalne było prowadzone w sposób
                  odpowiedzialny i by formacja przyszłych księży była zgodna ze zdrową nauką
                  Kościoła. [ ... ] W Austrii, jak już wspomnieliśmy, obserwuje się olbrzymi brak
                  kapłanów i powołań kapłańskich. Skłania to biskupa K. Krenna do przyjmowania
                  cudzoziemców (również Polaków). Ciekawe, że jest to jeden z "poważnych" zarzutów
                  postawionych obecnie biskupowi. Prasa świecka w ostatnich latach pisała dość
                  obficie na temat księdza biskupa K. Krenna. Nazywano go biskupem
                  "kontrowersyjnym", "fundamentalistą," "tradycjonalistą". Wytykano mu jako błąd
                  wszystko, co tylko można było pokazać jako wstecznictwo. Zdecydowanie piętnuje
                  zabijanie dzieci poczętych i homoseksualizm. Jest gorliwym obrońcą rodziny,
                  przeciwnikiem święceń kobiet.

                  Kulisy sprawy nie są w tej chwili jasne - można jednak na podstawie
                  docierających przez prasę i internet wiadomości z poprzednich lat i z ostatnich
                  dni wyciągnąć pewne wnioski. Prawdopodobnie jeszcze kilka lat temu zapadła
                  decyzja, aby zniszczyć biskupa Krenna poprzez atak na prowadzone przez niego
                  seminarium. Być może skierowano tam "swojego" człowieka lub kilku "swoich" ludzi
                  i kazano im być klerykami. Proceder ten znany nam jest bardzo dobrze z czasów
                  komunizmu, kiedy miała miejsce infiltracja wszystkich instytucji przez agentów.
                  Proceder ten nie był tylko charakterystyczny dla komunistów, ponieważ tak
                  naprawdę seminaria i zakony nigdy nie były wolne od infiltracji przez wrogów
                  Kościoła. By nie być gołosłowną, przytoczę tu cytowaną przez K. Kąkolewskiego w
                  jego książce "Ksiądz Jerzy w rękach oprawców" rozmowę z dwoma oficerami UB. Otóż
                  oficerowie wspominają, że spotkało ich wielkie szczęście w życiu: nie musieli
                  zostać w seminarium i uczyć się na księży. "Bylibyśmy teraz biskupami lub
                  prałatami, ale nie bylibyśmy sobą!" - stwierdził jeden z nich. Być może podobnie
                  było w przypadku seminarium w St. Poelten - prawdopodobnie wprowadzono tam
                  swoich ludzi i kazano im starać się o demoralizację kleryków lub jeśli się nie
                  uda - chociaż o tworzenie pozorów. Nie ma w tym nic trudnego. Przy okazji taki
                  ktoś mógł bez przeszkód wypełnić komputery zdjęciami pornograficznymi.

                  Przy okazji można było rzucić cień i na Polskę - wiadomo, Polska jest
                  pierwszoplanowym celem ataku - tu
                  • Gość: bolek ZNOWU MAYBACH !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 11:16
                    Szesnastoletni Sławomir R., którego według niektórych mediów dotyczy prowadzone
                    przez gdańską prokuraturę dochodzenie w sprawie ewentualnej pedofilii,
                    zaprzeczył, jakoby był molestowany przez gdańskiego duchownego Henryka J.
                    "Ksiądz prałat nie molestował mnie seksualnie - powiedział sędziemu Sławek R.
                    (16 l.). To właśnie rodzice tego chłopca oskarżali księdza Henryka Jankowskiego
                    (68 l.) o straszną zbrodnię - skrzywdzenie dziecka.
                    Nasze informacje o przesłuchaniu są nieoficjalne, ale stuprocentowo pewne" -
                    napisała wczoraj jedna z codziennych gazet. Ta sama gazeta jeszcze w zeszłym
                    tygodniu na pierwszej stronie nie zawahała się zamieścić wielkiego tytułu
                    "Kapłan musi się bronić". A skoro "musi", to widać i "musi być coś na rzeczy".
                    Tymczasem okazuje się, wcześniej niż się można było spodziewać, że nic na rzeczy
                    nie ma, a "rewelacje", o których rozpisywały się wysokonakładowe gazety, były
                    prymitywnymi oszczerstwami.

                    Przypomnijmy, że pod koniec ubiegłego tygodnia w piątek, 30 lipca, w tych
                    wielkonakładowych opiniotwórczych gazetach pojawiły się insynuacje, jakoby
                    ksiądz Henryk J. dopuścił się przestępstwa seksualnego molestowania nieletniego
                    chłopca. "Rewelacje" pojawiły się w mediach po tym, jak matka Sławomira R.,
                    sprzątaczka na plebanii pomówionego kapłana, zawiadomiła sąd rodzinny, że
                    "przypuszcza", iż jej syn jest właśnie "molestowany" przez duchownego. Sąd
                    zawiadomił prokuraturę, która 27 lipca wszczęła śledztwo. Przesłuchanie
                    Sławomira R. w charakterze świadka w obecności psychologa odbyło się na zlecenie
                    gdańskiej prokuratury we wtorek przed Sądem Rejonowym w Gdańsku. Sławomir R.
                    zaprzeczył, jakoby był molestowany przez księdza Henryka J.
                    Ksiądz prałat został więc pomówiony, jako nie pierwszy duchowny i zapewne nie
                    ostatni, w czasie gdy ataki na Kościół są nagminnie praktykowane. Sprawa jest
                    więc jasna. Ale tylko na pozór, bo jak się okazuje, dla sądu nic nie jest jasne.
                    Gdańska prokuratura sprawdzi, czy Sławomir R. nie był nakłaniany w trakcie
                    przesłuchania do podania wersji korzystnej dla księdza - w tym celu sąd powoła
                    biegłego. Domniemana ofiara zaprzecza, ksiądz zaprzecza, dowodów na to, że owo
                    molestowanie miało miejsce, nie ma, ale to wszystko - jak widać - dla sądu za
                    mało. Co nam to przypomina? To w procesach stalinowskich oskarżony miał
                    udowodnić, że jest niewinny. Oskarżyciele natomiast udowodnianiem sfingowanej
                    winy wysilać się nie musieli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka