Dodaj do ulubionych

kamień zamiast serca

06.05.08, 12:40
Witam Was,
Historia stara jak świat ale jak dopiero dotknie to ożywa na
nowo... Co zrobić jak po nieudanym długoletnim związku nie potrafi
się na nowo zaangażować? Coś mnie przeraża, czegoś się boję (pewnie
kolejnego rozczarowania i tego, że na nowo ktoś moze mnie
skrzywdzić).
Poznałam kogoś ale niestety nie potrafię dać z siebie więcej,
chciałabym ale pozostaje te nieszczęsne "ale" którego moje serce
najbardziej się boi. Co zrobić by z tego wyjść? Macie jakieś rady
dla osoby, której serce zamieniło się w kamień? Jak go skruszyć?
Obserwuj wątek
    • shangri.la Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 13:04
      Chyba nie da się....każda kolejna próba zaufania potwierdza tylko , że nie
      warto, a ty po raz kolejny wysłuchujesz zarzutów o zaborczość, histerię,
      chorobliwą zazdrość i inne przejwy braku równowagi.
      Ten nowy facet zna oczywiście doskonale przyczyny twojego braku równowagi,
      koszmarnego balastu z przeszłości, który wleczesz za sobą mniej lub bardziej
      świadomie, ale nie zawaha się, aby cię poniżyć , podeptać twoją godność,
      zmieszać z błotem i znów zostawić jak bezużyteczny przedmiot.
      Jest jeden sposób, przestać eksperymentować.
      • sliwkawczekoladzie Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 15:08
        Sęk w tym, że nowa moja znajomość dokładnie nie wie co się stało
        (generalnie nawet o to nie pyta) i nie wie czemu jestem taka w
        strachu zawsze wtedy, kiedy próbuje zbliżyć się do mnie. Widzi że
        chcę ale panicznie się boję. Jedno mi powiedział: "nieufnośc to nie
        jest zła rzecz" potem mówi że nic sie nie stało a ja widzę że jednak
        się stało, ża za każdym razem zamiast bliżej to jest dalej między
        nami. Przeraża mnie myśl, że doświadczenia z przeszłości tak mogą
        rzutować na teraźniejszość, a tym samym na przyszłość... Wydaje mi
        się, że to kwestia mojej psychiki ale za chińskiego boga nie
        potrafię sama sobie z tym poradzić. Nie chcę nie ufać już żadnemu
        facetowi! Ech.. chyba powinnam zmienić swój login zamiast "śliwka w
        czekoladzie" na "śliwkę w kompocie" bo popadłam w istny marazm
        damsko-męski...
        • shangri.la Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 19:34
          Więc powiedz mu o tym.
          To będzie test. Albo zrozumie i zostanie, albo niech sobie idzie...
          • sliwkawczekoladzie Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 15:48
            Pomysł z "testem" nie jest zły. Ciekawe jak wypadnie on w praktyce,
            bo czuję że powinnam wywalić kawę na przysłowiową ławę aby być fair
            w stosunku do niego jak i siebie samej. Ciekawe jaka jest średnia w
            zdawalności takich testów... (niezależnie od płci testowanego)
            Pozdrawiam
            • gadagad Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 16:21
              Jeżeli po jakimś "złym doświadczeniu" nabieramy zachowań,które przeszkadzają w
              życiu i nie umiemy się ich sami pozbyć,nie jest nam z nimi dobrze i czujemy,że
              coś przez nie tracimy,to trzeba poszukać pomocy.Tym bardziej,że może coś co
              doprowadziło do "złego doświadczenia" nie jest przypadkiem,tylko powody siedzą w
              nas.Ale "lekarzem" nie powinien być "bogu ducha winny" inny człowiek.Innym
              ludziom należy się "czysta karta",a nie żeby płacili i naprawiali nie swoje
              błędy.Ci, którzy wyszukują zranionych dusz,by je ukoić,są w mniejszym bądź
              większym stopniu niebezpieczni jak mamusie z synd.M,mogą się starać by
              cierpionko,to czy następne trwało.
            • shangri.la Re: Średnia jest fatalna...;) 08.05.08, 16:33
              ...ale myślę, że zawsze warto grać w otwarte karty i wyłowić tą/tego perełkę w
              morzu poparanców.
              Powodzenia;)
        • leda16 Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 07:27
          To nie kwestia Twojej psychiki, tylko postawy. Odkąd każde rozstanie będziesz postrzegać jako "krzywdę", Twoje męsko-damskie relacje zawsze będą nacechowane strachem przed nową "krzywdą". Zamiast spontanicznego, radosnego seksu bez zobowiązań, będzie prostytucja. Tu sprawa banalna - facet rwie do łóżka, Ty chętnie, ale za gwarancje trwałości związku. Jeżeli Ci je da na tym etapie, będzie oszustem. Z tego prosty wniosek - ani Ty nie kochasz jego, ani on Ciebie. Więc po co się tak śpieszyć do handlowej relacji? Im będziesz "trudniejsza", tym facet będzie miał poczucie, że dostał coś wyjątkowego. Jeżeli jest zbyt leniwy, żeby zabiegać o Ciebie i Waszą przyszłość, jeśli poza seksem nie ma Ci nic do zaoferowania i niczego od Ciebie nie chce - noga, dupa, brama. Kobiecie do 50-tki wystarczy stanąc na ulicy i gwizdnąć - kolejka do seksu ustawi się natychmiast. I co rozumiesz przez pojęcie "ufać facetowi"??? Ufać można Bogu, a obcych ludzi traktować jak nakazuje kodeks drogowy - zasada OGRANICZONEGO ZAUFANIA. Sama piszesz, że chłopisko jest świeżo poznane, "nowe", więc niby w czym miałabyś mu ufać??? Składał Ci jakieś obietnice, przysięgi którym miałabyś podstawy ufać albo nie, czy tylko chce Cię zawlec do wyra? Chcesz "ufać", że Cię po tym wcześniej czy później nie zostawi, to ufaj, nie chcesz, nie ufaj. Ale kupczyć seksem to jakoś tak nieładnie :(.
          • sliwkawczekoladzie Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 15:44
            A nie jest tak że moja postawa wynika z mojej psychiki? Tego co mi w
            głowie siedzi (a raczej sercu) po nieduanym jednym związku?
            Psychologiem nie jestem i raczej nie zostanę ale coś mi się wydaje
            że to ma powiązanie jedno z drugim.
            Co do seksu to nawet nie ma o czym gadać, bo ani ja ani On nie
            traktujemy tego jak karty przetargowej w naszych relacjach ani tym
            bardziej czynności samej w sobie. Chodzi o to, że ufać dla mnie
            oznacza otworzyć się na kogoś, mieć z kim naprawdę szczerze i o
            wszystkim pogadać a czas pokaże czy takie rozmowy w przyszłości będą
            także kontynuowane w łóżku... Nie wiem być może jestem staroświecka
            w tej materii ale wg mnie wpierw wypada kogoś poznać, polubić, mieć
            o czy rozmawiać i dobrze się z kimś czuć nim się wyląduje w
            sypialni...
        • mruff Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 10:13
          Ufać, ufać, ufać...To przyjdzie z czasem
          na razie proponuję Tobie cieszyć się tą relacją
          pomyśl czy wolałabyś 3 samotne miesiące czy 3 miesiące z tym
          człowiekiem? Co byś wybrała?

          Ja tak ostatnio podeszłam do związku
          Nie oczekiwałam jakiś deklaracji

          Po prostu cieszyłam się relacją
          Nie myślałam co będzie jak mnie zostawi a zostawił i to nagle

          I teraz, jakbym miała wybierać-wybrałabym jeszcze raz tę relację
          Było dużo miłych chwil,
          a teraz dużo wspomnień na koncie życiowym

          Owszem był smutek po rozstaniu ale nie śmiercionośny:)
          I ten smutek nie przeważył nad radościami jakich doświadczyłam

          Nie wmawiaj sobie, że będziesz szczęsliwa w tej relcji jak będziesz
          PEWNA jego uczuć
          Zresztą co to jest pewność?

          Ciesz się życiem:)
    • gocha033 udac sie do fachowca 06.05.08, 13:12
      specjaliste od problemow sercowych po fachowa porade, a nie pytac
      tu laikow. dostaniesz tu dziesiatki roznych odpowiedzi, a i tak sama
      nie bedziesz wiedziala, ktora jest dla Ciebie wlasciwa.
      • shangri.la Re: ;( 06.05.08, 13:16
        Nie ma fachowców od złamanych serc, a gdyby byli, nie było by tutaj 90% postów.
        Dlatego dla kożdej kobiety taka ważna jest jej pierwsza relacja z mężczyzną,
        pierwsze doświadczenia, pierwszy związek.
        • gocha033 Re: ;( 07.05.08, 16:58
          Mysle, ze nie.
          Na forum GW spytac jest najtaniej (zamiast tracic czas i pieniadze
          u specjalisty) stad tutaj te 90 % postow.
          • gadagad Re: ;( 07.05.08, 17:11
            Ani specjalista nie pomoże,jak się samemu sobie nie chce pomóc."Specjaliści" są
            tylko po to,aby przestać "czcić" swój problem i zmuszać innych by go "czcili" z
            nami.
      • malawinka Re: udac sie do fachowca 06.05.08, 13:29
        to dziwne,że nikt nie założył tu forum - złamane serduszko-,albo
        -pocieszarnia zgorzknałych kobiet- :)
        tylko plącze się na f.psychologia,że to niby problem psychologiczny,
        bzdurki z ambicjami :)
        • shangri.la Re: do psa/malawinki 06.05.08, 13:32
          Od kiedy spanikowali twoi zleceniodawcy, masz dużo czasu.
          Zakładaj forum;;)
          • malawinka Re: :)) 06.05.08, 13:40
            jest tyle ciekawych tematów na forum -słodki pępuszek-, -marzenia o
            ślubie-,-ja chcę ciebie a ty mnie nie-,-czy mój śluz cię polubi-,
            - wzgardzona ale nie poddana-, -znudzona nienawiścią-,-twój sztywny
            pal w mojej głowie-,-doświadczona kobieta radzi-, :)
            no za coś płacą w tej gw,myśleć,myśleć.
    • akwarysta84 Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 18:01
      A jesteś pewna , że to już ten moment by otwierac serce na nowo?
      • malawinka Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 18:23
        tu zasiałeś mą wątpliwość,pozwól,że w nią zagłębię się na dłużej
    • solaris_38 Re: kamień zamiast serca 06.05.08, 19:31
      nie wmawiać sobie ze z tobą coś nie tak
      zaufaj sercu
      Skoro serce zimne to znaczy że to jeszcze nikt naparwdę bliski
      wszyscy boimy sie być sami
      wszyscy zawsze ryzykujemy otwierając serce i wszyscy nei mamy wyboru
      jak przychodzi na nas czas to płoniemy nawet dla niewłaściwej osoby i żadna
      ostrożność i fobie przed tym nie bronią

      serce mądrzejsze jest niż ty i twoje lęki
      i ma swoje ścieżki którymi prowadzi nas ku poznaniu siebie bardziej niz ku
      szczęśliwej starości w papciach
    • kimmie_baby Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 05:50
      serce nie sługa. facet jest najwyraźniej nieodpowiedni.
      • madziamm1 Re: kamień zamiast serca 07.05.08, 17:17
        Mam podobny problem. Moze jesli chodzi o faceta to nie bo ja akurat
        nie dopuszczam zadnego do siebie. Byl jeden owszem, ale nie
        potrafilam się otworzyc. I pewnie jest racja w tym, że to zwyczajnie
        nie był ten. Tylko, że ja już jestem sama 4 lata. I wcale nie jestem
        z tego powodu dumna. Czasami myślę, że fajnie byłoby znów kochać i
        być kochaną. A potem robie wszystko, żeby do tego nie dopuścic. Dwie
        sprzeczności.
    • panismok Re: kamień zamiast serca 08.05.08, 11:07
      Witam Cię ;-)
      Mam wrażenie, że postrzegasz facetów (generalnie) jako stworzenia z innej planety. Nie wiadomo, czy się im zwierzać, nie wiadomo, jak zareagują, a w ogóle pewnie im chodzi tylko o łóżko...
      Chyba po cichu zakładasz, że są in gremio prymitywni i "inni".
      Gdybyś poznała fajną dziewczynę, zaprzyjaźniła się nią - to zwierzałabyś się bez problemu, prawda? Nie zakładałabyś, ze ona Cię zrani/oplotkuje/wykorzysta. A przy facetach tego oczekujesz.

      Porządni ludzie występują w przyrodzie w obu wersjach - męskiej i żeńskiej. Postaraj się trochę "równouprawnić" mężczyzn w Twoim myśleniu, oni naprawdę nie zawsze idą za głosem "mniejszej główki" ;-))
      A co do ryzyka zranienia - kto nie ryzykuje, ten nie ma. Otwierając się, możesz oberwać - ale pozostając zamknięta, nigdy nie zbudujesz dobrej, rozwijającej relacji z drugim człowiekiem.
      Biegacz ryzykuje, że będzie ostatni i wygwizdany - ale startuje! W końcu może też być pierwszy ;-)
      • sliwkawczekoladzie Re: kamień zamiast serca 09.05.08, 11:17
        Hej,
        Nawiązując do postrzegania przeze mnie facetów jako kogoś gorszego
        jest mylne. Mam dla całej męskiej płci szcunek i tym bardziej nie
        traktuję żadnego "z góry", ani jako kogoś gorszego, czy kogoś kto
        działa tylko instynktownie. Zarówno jedna płeć jak i druga ma wiele
        zalet jak i wad. Ze względu na to wiem że w królewną zamkniętą w
        jakieś lodowatej wieży nie jestem i żaden idealny książę mnie z tej
        wieży nie wyciągnie.
        Mężczyzn (kolegów, znajomych), których znam szanuję i często bywa
        tak że mam więcej z nimi do gadania niż z niejedną moją koleżanką.
        Sęk w tym, że jak znalazłam takiego co mnie akceptuje taką jaką
        jestem, z którym czas się nie dłuży, bo mamy masę wspólnych tematów
        i który chciałby czegoś wiecej niż znajomości na stopie koleżeńskiej
        to nie potrafię się zbliżyć do niego by było z tego coś więcej. To
        mnie zastanawia. Ktoś powyżej napisał że może to nie ten, może nie
        jestem jeszcze gotowa na to by przed kimś się otworzyć. Pewnie każdy
        z Was ma po trochu racji, bynajmniej mnie zastanawia co będzie jeśli
        mi to zostanie? Jeśli każdy napotkany facet będzie już teraz tylko
        kolegą, znajomym? To mnie chyba najbardziej preraża... Co za
        ironia... jak to jeden nieudany i bolący związek może rzutować na
        wszystkie potencjalnie inne...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka