monika16551
10.05.08, 09:30
Witam,
od dłuższego czasu nie potrafię porabić sobie z natłokiem myśli,
które powodują, że stale jestem smutna, przygnęgiona, łatwo mnie
zdenerwować. Stan taki wywołują u mnie myśli o nauce. Przyznam, że
mam tej nauki bardzo dużo (studiuję 1rok) a myśli jakie chodzą mi
cały czas po głowie zamiast mnie podbudowywać psychicznie to
bardziej zniechęcają i dołują. Efektem takiego myślenia jest u mnie
przyspieszony rytm serca(niekiedy ból w okolicy mostka),
zaczerwienienie twarzy, uczucie gorąca, staje się bardziej nerwowa,
nie umiem wówczas spokojnie wysiedzieć w jednym miejscu. Problem
odnosi się do nauki, ale jako takiego problemu z przyswajaniem
wiedzy nie mam, w przeciwieństwie do wielu innych studentów mam
pozaliczne kolowia i zawsze staram się uczyć na bierząco. Problem
tkwi w tym, że za bardzo się wszystkim przejmuje, przygotowując się
do zaliczenia zawsze chciałbym żeby powiodło mi się za pierwszym
razem, myśl o niepowodzeniu wprawia mnie w zakłopotanie
(przykład:obawa, że nie zdąże się czego nauczyć lub myśl o tym że mi
coś nie pójdzie mimo, że się przygotowywałam, wówczas tymbardziej
się zniechęcam)Stany lęku są bardzo silne, czasmi ustają jeśli uda
mi się oderwać od książek na jakiś czas, chociaż zdaża mi się to
bardzo rzadko tymbardziej, że kontakt z nauką mam prawie każdego
dnia. W przypadku kiedy mam zacząć nauke objawy pojawiają się na
nowo. Jest to dla mnie bardzo uciążliwe, ponieważ życie przestaje
już mnie cieszyć tak jak kiedyś a mam dopiero 20lat. Nie chciałabym,
żeby myśl o nauce wprawiała mnie zawsze w takie zakłopotanie,
ponieważ mogłoby to doprowadzić do zupełnego zniechęcenia. Często
zdarza mi się płakać z tego powodu. Pewnie z Waszego punktu widzenia
jest to banalne, przejmować się takimi błahymi rzeczami skoro inni
ludzie mają wieksze problemy i jakoś sobie radzą. Przyznam, że jest
to bardzo dziwne uczucie, ponieważ w jednej chwili przepełnia mnie
smutek, zamykam się w sobie, nie mam na nic ochoty, ale zdarzają się
również takie momenty kiedy czuję sile zadowolenie, wówczas
odzyskuję chęci do działania, ale trwa to zazwyczaj krótko i
ponownie popadam w codzienną monotonie. Niegdyś byłam optymistką.
Teraz trudniej jest mi to okazywać z powodu natłoku tych myśli. Nie
oznacza to, że przestałam myśleć optymistycznie. Nieustanie wpajam
sobie do głowy, że będzie dobrze. Staram się dużo uśmiechać,
rozmawiać z innymi ludźmi, być miła i uprzeja, jednak czasami wydaję
mi się że to wszystyko na marne, bo i tak wkońcu myśli biorą górę.
Ciało swoje a myśli niestety swoje. Mimo moich zaburzeń czuję się
silna psychicznie i wierzę, że uda mi się 'wyzdrowiec', ponieważ z
dnia na dzień robie coraz większe postępy. Jeszcze miesiąc temu nie
mogłam z tego powodu w ogole spać i jeść. Teraz jest już znacznie
lepiej, chociaż budzę się wcześnie rano z szybkim biciem serca.
Jestem świadoma tego że jest to nawyk. Wiem, że myślę źle i to jest
główną przyczyną mojego złego samopoczucia, ale nie potrafię się od
tego uwolnić. Jeśli nawet pozbędę się jednej myśli pojawia się inna,
która zaczyna zakłocać mój spokój. Przyznam się że zasięgałam już
porady psychologa, który nie umiał mi w żaden sposób pomóc. Byłam
również u bioenergoterapety, który stwierdził, że tłumie w sobie
dużą dawkę energii, dzięki której mogłabym leczyć innych ludzi
(raczej nie wierzę w takie rzeczy). Stosowałam również leki
uspakajające na bazie ziół typu Deprim i nasenne. Jednak po pewnym
czasie uodporniłam się na ich działanie a spożywanie ich nie
przynosiło pożądanych efektów. Zdaje sobie sprawę, że nie pozbęde
się problemu dzięki zażywaniu tabletek. Efekt ich zażywania jest
zazwyczaj krótki, poźniej powraca się do punktu wyjścia. Problem
tkwi w mojej podświadomości, która 'podrzuca' mi niepożądane myśli.
Proszę o poradę. Jakieś wzskazówki lub pomocną literaturę.
Z całego seca dziękuję i pozdrawiam
Monika
...przepraszam za długi tekst