Gość: aga
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
19.09.03, 11:24
Znaliśmy sie juz od jakiegoś czasu.Oboje czuliśmy wiele do siebie.W pewnym
momencie zaczęliśmy sie spotykać.Kilka wspaniałych ,romantycznych
spotkań,miłych słów,codzienne jego telefony,jakaś kolacja we dwoje i
rozmowy -na każdy temat.Widziałam w nim naprawde wartościowego człowieka(i
nadal widze),którego cały czas szukałam:czulego,powaznego a jednoczesnie
szalonego,meskiego,zdecydowanego,wrazliwego.Przez te kilka spotkan bylo
naprawde wspaniale.I czulam ze on tez czuje sie ze mną dobrze.Doszło
oczywiście do zblizenia(sex) i bylo nam dobrze.Po tym nic sie nie
zmienilo,ale...
od jakiegoś tygodnia w ogole sie do mnie nie odezwal..tzn nie napisał,nie
zadzwonil.Pierwszy dzień ciszy potraktowałam normalnie."przeciez nie
jesteśmy w związku,dlatego nie musi do mnie codziennie dzwonic"-pomyślałam
Ale na drugi dzien,podobnie nie odezwał sie.Czułam sie naprawde źle,bo nie
wiedziałam co sie stało.Nie bylo rzeczy ktora by mogła byc przyczyną jego
odejscia ode mnie,zrezygnowania ze mnie.Wręcz przeciwnie.
I przypomnialam sobie moją niedaleką przeszłośc-kiedy to rok temu -w podobny
sposob ,bez słowa zadnego odszedł ode mnie chłopak z ktorym byłam
miesiac.Czułam sie jeszcze bardziej podle ,gdy to sobie
przypomniałam.Myslałam,ze ten -terazniejszy jest naprawde dojrzały,powazny i
w zyciu nie zrobi mi czegos takiego-ze przestanie sie oddzywac bez
wyjasnienia chocby jednym zdaniem"to koniec-wybacz"...
I minął kolejny dzien,rowniez bez oddzewu..postanowiłam napisac smsa.Odpisał
od razu co u niego słychac-zwykle pytanie i najzwyklejsza odp.A potem
zadzwonil.Troche sie uspokoiłam.Gadaliśmy normalnie,ale nie dążył nawet do
spotkania." w sumie jest ok"-pomyślałam,ale..następnego dnia znow sie nie
odzezwal, i nastepnego znow.Myslę ze jakbym sie ja znow odezwala on by
odpowiedzial,ale nie uwazam to za stosowne.Do tej pory to on codziennie
pisał,dzwonil,zapraszał ,a teraz musiało coś sie stac ze tak nie
jest ,prawda?
Czuję się okropnie,porzucona i nie wiem co robic.Czy kontaktowac sie z nim?
Czy wyjaśniac cokolwiek?czy czekac na jego ruch?I co sie stało?Co mogło sie
stac?
Czy to koniec,początku wspaniałego?-bo tak czuje?
I czy faceci w wieku 30 lat tez są takimi szceniakami(pzrepraszam za wyraz)
jak młodsi? tzn ze nie kończą sprawy normalnie-rozmawiając ,tylko
uciekają ,są tchórzami.dlaczego?Wystarczy jedno słowo,by kobieta chociaz
wiedziała, ze facet ja szanuje(szanował),a tak? jak ma sie czuC?Jak pozucona
szmata..której nic sie juz nie nalezy,nawet jedno słowo wyjaśnienia?
Jaka jest psychika mężczyzn?,bo juz sie zgubilam.
Pozdrawiam.