Dodaj do ulubionych

zagubilem sie

14.06.08, 00:20
Dorotę poznalem mając 19 lat. Zakochałem się bez pamięci, było
cudownie, do czasu gdy zaszła w ciążę. Zaproponowałem małzeństwo,
zgodziła się uważając to wyjście za jedyne mozliwe. Jednakże nie
była zadowolona. Powiedziała, że nie będziemy szczęsliwi.
Powiedziała w złym mopmencie. Ta przepowiednia sprawdziła się, ale
nie od razu. Po ślubie poświęciłem się pracy, potrzebowaliśmy
mieszkania, pieniędzy na utrzymanie. Dorota nie pracowała, zajmowała
się dzieckim. Układało w mażeństwie się nam róznie. Bardzo ją
kochałem, nie zauważałem że poswięcam się pracy, zaś żona odsuwa
mnie coraz bardziej od siebie. Nie chciała ze mną sypiać, tłumaczyła
się bólem głowy, brzucha i innymi dolegliwościami . Pracowałem coraz
więcej, ponieważ Dorota stawial wymagania, zaś ja starałem się
spełniać jej życzenia. Doszło do tego , że byłem w pracy po 12
godzin codziennie . Mialem mało czasu, aby zajmowac się synem, po 3
latach żona znów zaszła w ciąże,wpadła w szał. Kiedy urodziła się
córka, trochę się uspokoiła, stawiała jednak coraz większe wymagania
finansowe, natomiast ja pracowałem coraz więcej . Dzieci podrosły,
dorota zaczęla robić awantury. w międzyczasie założyłem dobrze
prosperującą firmę, kupiłem dla zony dom, ponieważ o tym marzyła .
Jednak ona coraz częściej robiła mi awantury .Jej zarzuty były
nastepujące: jestem nikim, zmarnowałem jej zycie,przeze mnei i
zajmowanie się domem i dziećmi nie zrobiła
kariery, nie znam się na niczym, nie zajmuję się dziećmi. Nie
chodziła ze mną na rodzinne uroczystości, nie chciała ze mną i
dziećmi jeżdzić na wczasy, natomiast stawała się coraz bardziej
agresywna.Pytałem dlaczego , wówczas mówiła, ze jestem draniem,
który zmarnował jej życie . Rzucała we mnie rzeczami, obrażała
obraźliwymi epitetami, biła pięśćiami, az doszło do tego ze wezwała
policję twierdząc, że to ja jestem agresywny. Nie miałem żadnej
sprawy o pobicie, ponieważ policjanci zapoznając się z sytuacją i
pytali sąsiadó, a ci potwierdzili, że są awantury, które prowadzi
moja zona .Wówczas Dorota zapraszała często teściów jako świadków
rzekomych pobić. Któregoś dnia powiedziała mi, że mnie wykończy za
wszystkie krzywdy, które jej zrobiłem. Nie wiem o czym Dorota mówi.
Nigdy nie podniosłem na nia ręki, nieobraziłem . Prosiłem o to ,
aby nie robiła awantur przy dzieciach, dawałem na wszystko co tylko
chciala, spełniałem każde żądanie. Dorota ciągle negowała wszystkie
moje poczynania. Dosżło do tego, że chciałem się zabić .W ostatniej
chwili zrezygnowałem. Ze względu na dzieci. Kocham je bardzo i nie
wiem , jak postapic, żeby nie zrobić im krzywdy swoją decyzja. Chće
odejśc od Doroty, ona stale wygraża się, awanturuje, obraża .Nie
chcę tak żyć. Chcę odejść , ale boję się jak zareagują dzieci. Mają
po 12 i 14 lat. Nie chcę ich skrzywdzić i stracić ich miłośc,
bardzo je kocham. Zony już nie potrafię kochać , ponieważ przez
kilka lat walczyłem o jej miłość, prosiłem o nią , ale żona nie chce
zgody. Dokładnie to powiedziała mi kilka tygodni temu.
Nie wiem jak mam postapić, ale muszę odejść. Jestem wrakiem
psychicznym.
Obserwuj wątek
    • kanapony Re: zagubilem sie 14.06.08, 00:31
      Twoje dzieci są już duże - jest szansa, że zrozumieją, dlaczego
      odszedłeś od żony...

      Ja bym jej zostawiła wszystko, jako rekompensatę za te
      wszystkie "krzywdy" i zniknęła, tak by nie wiedziała, co się ze mną
      dzieje, co robię... i spokojnie bym sobie żyła, pracowała, spotykała
      się z dziecmi
      pal licho rozwód (jeśli nie masz kogoś i nie chcesz się wiązac
      papierami) - by Doroty nie rozwścieczyc
      dzieci - dobrze by było, gdyby wiedziały... ale wtedy jest szansa,
      że powiedzą matce

      PS. nie zgadza mi się coś w wieku Twoich dzieci
      • zlotyswit Re: zagubilem sie 14.06.08, 00:35
        ty to masz talent, powinnaś jakąś telenowele napisać
      • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 00:44
        Mówisz o róznicy wieku ? Zauważyłem . Źle wpisałem wiek. Syn w tej
        chwili ma 15 lat.2 czerwca miał urodziny. Nie uzwlędniłem tego.
        Bardzo niepokoję się , jak dzieci zareagują. Chciałbym, żeby były ze
        mną. Radzisz, abym dał dorovie wszystko co posiadamy . Byłoby to
        najprostsze roziązanie, jednakże nie chce daćjej firmy, ponieważ
        jest moim miejscem pracy i dochodów. Sądzę, że żona chce
        wszystkiego. To usłyszałem podczas ostatniej awantury.
        • gapuchna Re: zagubilem sie 14.06.08, 00:54
          Przecież jeśli masz w miarę dobry kontakt z dziećmi, to zrozumieją. Musiały być
          niejednokrotnie świadkiem tego, co się między wami działo. Ale moze jeszcze
          porozmawiaj z żoną. Czasem można żyć obok siebie, wedle jakiegoś ustalonego
          schematu. Wtedy miałbyś dzieci przy sobie, dbał o nie.
          • mariaeva Re: zagubilem sie 14.06.08, 08:54
            Ostatnie 3 lata zyję mieszkam ze względu na dzieci. Obecnie jestem
            wykończony awanturami. Zaczęły się problemy zdrowotne, zaniedbuję
            pracę. Żona od stycznia w ogóle przestała rozmawiać ze mną.
            • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 08:57
              Skąd to wiesz?! My się znamy?
          • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 11:22
            Z dziećmi jestem w bardzo dobrych relacjach. Kochają matkę tak samo
            jak mnie, zdaję sobie z tego bardzo dobrze sprawę i stąd są moje
            obawy o ich reakcję. Moja żona nie zamierza dość do
            porozumienia,próbowalem z nią o tym rozmawiać,ale bezskutecznie.
            • gadagad Re: zagubilem sie 14.06.08, 12:35
              Masz w domu zupełnie "normalną" frustratkę.Ty pewnie nawet nie zauważyłeś,że
              żyjesz i masz to uczucie odruchowo,bo jednak się realizujesz,a ona "siedzi" i od
              początku myśli co by było,gdyby było,bo władowała się w rodzinę wcześniej,niż
              rzeczywistość skonfrontowała marzenia i pozwoliła realnie ocenić,co życie
              przynosi.Próbujesz jej prostować jej wyobrażenia,chcąc by cię doceniła,a
              wychodzi tylko konfrontacja wzajemnych głębokich rozczarowań niespełnionych i
              niesprawdzonych,a z jej strony zapewne infantylnych marzeń.Choć przypuszczam,że
              gdyby to ona napisała swój post,z jej perspektywy,to na tobie by się
              "przejechano",jako na wrednym,pozbawionym empatii,egoistycznym właścicielowi
              uprzedmiotowionej żony.Możliwe,że przekroczyliście granicę,za którą dało by się
              żony wysłuchać.Nie prostować jej poglądów,które cię ranią,czy uważasz za
              niesprawiedliwe,nie wchodzić w konfrontacje i wyjaśnianie,tylko cokolwiek z
              siebie wysypuje,pozwolić niech z siebie wywali,choćby mówiła najbardziej bzdurne
              rzeczy.I nie w ciągu jednego dnia.Przecież wcale się nie znacie,znacie tylko
              doskonale co macie drugiemu do zarzucenia i jakie żale,i to wyłącznie każdy sam
              w sobie.Powiedz sobie,że odchodzisz,ale żebyś naprawdę wiedział od kogo i
              dlaczego,spróbuj poznać to i od obiektywnej strony,nie tylko z własnego
              subiektywnego doświadczenia.Jak się ją da zaciągnąć do poradni,to spróbuj.Przed
              osobą trzecią się nie pobijecie,dowiesz się jak to naprawdę wygląda w całości,no
              i rezygnując z tego związku,będziesz naprawdę wiedział dlaczego.Bo tak na własne
              wyobrażenie,może cię dopaść przy zaczęciu życia od nowa silna depka,przy której
              trudno pozytywnie budować.Bo to nie prawda,że nic nie tracisz.Jednak to co
              robiłeś dotychczas,to było życie,miałeś poczucie własnej,choć
              niedocenionej,wartości,sensu,a tu nagle zero i trzeba się odnaleźć zupełnie od
              początku.Zderzenie się z tym,jak już naprawdę się stanie, rzeczywistością,nie
              wyobrażeniem co będzie jak utnę swoją dotychczasową drogę,bywa szokujące do
              zupełnie nieoczekiwanego załamania i stracenia uczucia celu,który się widziało w
              wyobrażeniach.Dlatego należy to robić z pełnym przekonaniem i świadomością
              decyzji,dla siebie ,nie z uczucia - rzucam cię,bo jesteś be,robię to dla
              ciebie,abyś to ty poczuła.A taką decyzje pozwoli świadomie podjąć właśnie
              zobaczenie od kogo się naprawdę odchodzi.Bo odchodzenie tylko od własnych
              rozgoryczeń,nie gwarantuje poprawy losu,bo i tak zostają z tobą.Weź pod uwagę,że
              dzieci znają też racje matki i widzą sytuację nie z twojej perspektywy.Może się
              okazać,że twoje racje,jeśli będziesz miał tylko subiektywne argumenty
              niespełnienia się tego małżeństwa,mogą nie znaleźć u dzieci zrozumienia.Nie
              twierdzę,że należy ratować to małżeństwo,być może całe było błędem i na innych
              warunkach obydwoje i dzieci wypracujecie zupełnie inne pozytywne
              relacje,zrealizujecie się z satysfakcją w życiu i po prostu będziecie wszyscy
              mieć lepsze perspektywy,niż gnić i rozwijać jakieś negatywne syndromy.Ale zrób
              wszystko,by rozwiązać sytuację nabierając innej perspektywy i dystansu,niż tylko
              jedno wielkie wzajemne emocjonalne rozgoryczenie z niespełnionych oczekiwań i
              kompletna nieznajomość siebie wzajemnie,bo w gruncie rzeczy to przysłania
              wszystkie inne relacje w waszym związku.
        • kanapony Re: zagubilem sie 14.06.08, 05:06
          o! 15... to duży chłopak, to już nie dziecko, potraktuj go jak
          dorosłego - zaufaj mu (oczywiście ciągle w ramach jego wieku, nie za
          dużo informacji czy bodźców), jeśli jest mądry i dobrze wychowany -
          będzie OK (jeśli można tak powiedziec)

          myślisz, że Dorota chce firmy jako - firmy? że zacznie tam
          przychodzic, pracowac, itp? nie pracowała tyle lat i nagle zacznie?
          wątpię
          ja myślę, że może jej chodzic o wartośc finansową twojego miejsca
          pracy - wtedy zgodzi się na pieniądze
          jeśli chce Cię zniszczyc... nie ma szans na ugodę
          baby sa pamiętliwe i wredne - wiem coś o tym
          ;)

          ja bym zaczęła w sprawie firmy działac jak najszybciej, póki możesz
          sam decydowac (czyli przed ewentualnym rozwodem)
          bo potem możesz miec związane ręce a ona będzie dyktowac warunki -
          oczywiście byle tylko niekorzystne dla Ciebie
          ja się na tym nie znam, ale czy nie jest to wasza wspólna własnośc
          (jako majątek małżeński) mimo braku nazwiska żony w dokumentach?
          jak sprzedasz teraz - kto Ci cokolwiek zarzuci? Ty decydujesz o
          firmie, ona o domu,
          firmę sprzedałeś z jakichś tam powodów - nowe plany, rozwój,
          zmęczenie, cokolwiek..., a nie by nie wpadła w ręce żony (bo
          przecież "długo" przed rozwodem)
          a po rozwodzie - zaczniesz od nowa... może od odkupienia firmy?

          ale... przecież nie może zabrac Ci WSZYSTKIEGO
          sąd podzieli majątek na dwie części (czy równe... w to wątpię)
          w końcu oboje w tym małżeństwie pracowaliście, to Wasz wspólny
          dorobek (jakkolwiek by to w rzeczywistości wyglądało)

          szczerze...
          żal mi Cię bardzo
          ja znam takie kobiety (jedna z nich jest moją babką)
          jeśli nawet uda Ci się wyplątac z w miarę nie pustym portwelem -
          będziesz wrakiem człowieka
          a jeśli zechcesz zostac przy zdrowych zmysłach - będziesz goły, jak
          święty turecki

          to są oczywiście moje pierwsze skojarzenia... a problem jest pewnie
          bardziej skomplikowany
          • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 08:59
            Jestem pewny,że tak się stanie. Jestem zdesperowany. W zasadzie nie
            wiem co robić. Każda decyzja będzie zła. Przede wszystkim boję sie
            reakcji dzieci.
            • mariaeva Re: zagubilem sie 14.06.08, 09:03
              mysle ze bardzo dobrze Andrzeju
              • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 09:06
                Nie sądziłem ,że bywasz w takich miejscach. Odezwe się na meila.
    • solaris_38 Re: zagubilem sie 14.06.08, 03:02
      nasze wybory świadczą o nas
      nie znam religii która wyznajesz i która by ci wyznaczała normę
      może jesteś z Dorota bo tak masz przykazane
      a może bo dlatego ze nie masz szacunku dla siebie

      kochać dzieci znaczy pokazać im jak pozytywnie rozwiązywać takie konflikty
      pokazywanie im że facet to istota która można bezkarnie poniżać jest bardziej
      patologiczne niż odejscie
      jesli nie potrafisz uzyskać dla siebie szacunku który jest twoim prawem i o
      którego dbanie jest twoim obowiązkiem - bo nie można pozytywnie funkcjonować -
      odejdź

      obawiam sie jednak ze kiedy zostaniesz sam pzobawiony mocnych emocji negatywnych
      rozsypiesz się
      bo niektórzy mają tak ze rozsypuja sie w takich emocjach'nietórzy zas gorzej
      funkcjonuja .. bez nich

      wskazane jest pzrejśc proces uczenia sie szacunku do siebie
      i radosći - z terapeutą

      kiedy ty zaczniesz sie szanować - dzieci to zobaczą

      dzieci tego własnie chcą
      mieć rodziców których mogą szanować
      a ty ich tego nei nauczysz bo sam tego nie umiesz

      musisz sie dopiero nauczyć

      często jest tak ze to czego nei umiemy sie, nauczyć dla samych siebie -potrafimy
      osiągnąć dla naszych dzieci

      a szacunek trzeba walczyć
      ani prosić ani liczyć na zrozumienie
      walczyć

      wiec się ucz

      nauka to najpiękniejsza rzecz jaka sie ludziom zdarza
      • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 09:01
        Napisałaś mądre słowa. Masz rację i wiem, że tak powinienem zrobić.
        Tchórzę dlatego nic dotąd nie robiłem.
    • malawinka Re: zagubilem sie 14.06.08, 03:39
      a trzeba było jej przylać parę razy,teraz to zostaje tylko otruć
      • kanapony ;) - ale już późno... 14.06.08, 05:08
        zahipnotyzowac i zasugerowac samobójstwo przy pomocy łuku
      • fotograf-wawa Re: zagubilem sie 14.06.08, 09:01
        Nie zartuj w ten sposób.
        • malawinka Re: zagubilem sie 14.06.08, 10:58
          tu akurat nikt nie żartuje,po tylku latach bzdurek,to należy jej się
          i nie biadol tu nam więcej
    • shangri.la Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:07
      Twoja żona jest manipulantką i szkoda, że czekałeś tyle lat, aby się przekonać ,
      że z takim człowiekiem nie da się żyć.
      Manipulanci rujnują życie innych, zwłaszcza najbliższych, zamieniajac
      codzienność w piekło.
      Mądrych decyzji Ci życzę.
      Powodzenia:)
      • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:17
        Mądre decyzje zawsze są potrzebne. Mnie przeraża wojna, która sie
        rozpocznie , kiedy powiem, że odchodzę .
        • kozica111 Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:23
          Walkę partyzancka przeżyłeś, to wojnę tez zniesiesz.

          Radze tez iść na terapie ddd - bo zapewne pochodzisz z rodziny dysfunkcyjnej,
          nikt "zdrowy" nie zniósłby takiego traktowania i nie był z taka osoba tyle
          lat.Zapewne jesteś mocno współuzależniony.
          • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:32
            Chciałbym wygrać tę wojnę sam z sobą . To będzie bardzo trudne
            zburzyć wsyzstko, co budowałem latami. Rodzinę, która zawsze była
            dla mnie najwazniejsza. Tak mnei wychowali moi rodzice, którzy żyli
            bardzo zgodnie do śmierci,obecnie oboje nie zyją. Mamy z braćmi
            wpojone wartości katolickie. Stąd także moje dylematy w zwiazku z
            decyzją o rozwodzie.
            • kozica111 Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:39
              Bład polega na tym ze zakładasz ze stracisz wszystko...a ty tylko "stracisz"
              żonę która zachowuje sie jak wróg a nie zona...Dzieci zrozumieją prędzej czy
              później bo widza co sie dzieje..

              Zacznij od wynajęcia sobie mieszkania i separacji, potem sam zobaczysz jak
              wszystko dalej sie ułoży.Bądź stanowczy, na jej teksty ze zmarnowałeś jej życie
              odpowiadaj, tak masz racje dlatego Cie od siebie uwalniam...itp;
              • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 09:48
                To mądra rada. Dzieci widzą awantury, uspokajają Dorotę, ale kiedy
                próbowałem rozmawiać z dziećmi o możliwym wyprowadzeniu się. Obawiam
                się, że moga mnei winic za rozpad małżeństwa , ponieważ to ja się
                wyprowadzę. Żona juz obecnie za moimi plecami do dzieci mówi o mnie
                niestworzone historie.Kiedy wyprowadzę się, będzie to nagminne .
                • kleo_fas Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 10:29
                  Wiele kobiet tak robi, uciekaja w macierzynstwo, bo nic innego im nie wychodzi,
                  a potem maja pretensje do calego swiata
                  Albo robia z siebie sprzataczki, kucharki i nie wiadomo co na kazde skinienie
                  rodziny.
                  Ciezko sie zrealizowac scierajac kurze z polek.

                  Nie ma bardziej odmozdzajacego zajecia niz siedzenie w domu z niemowlakiem.
                  Nie ma nic wazniejszego niz obserwowac rozwoj wlasnego dziecka.

                  tak, teza i anyteza
                  nie wiem, gdzie jest synteza

                  __________________________
                  To ja zabilem Laure Palmer.
        • shangri.la Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:03
          Nie potrzebujesz terapii tylko normalności. Najlepszą terapią na całe zło tego
          świata jest miłość. Jeśli kochasz swoje dzieci , znajdziesz sposób na
          utrzymywanie z nimi zdrowych i częstych kontaktów, na udział w ich wychowywaniu,
          na wspólne wakacje, imprezy szkolne i zainteresowanie ich problemami.
          Moim zdaniem Twoja perwersyjna manipulantka wykorzystuje Cie materialnie i
          zmieni nastawienie do Ciebie, kiedy odejdziesz razem ze swoimi kartami
          kredytowymi, ale nie daj sie zwieść. Tacy ludzie jak ona nie potrafiaąkochać,
          ani docenić szczęścia , jakie mają w życiu.
          Kościół katolicki akceptuje formalną separację w przypadku związku z
          manipulantem, więc możesz pozbyć się wszelkich oporów etycznych. Stanowi to
          nawet podstawę do unieważnienia małżeństwa, gdybyś kiedyś chciał się związać z
          kochającą Cię kobietą.
          • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:12
            Nie jesteś jedyną osobą,która tak twierdzi. Muszę uwierzyć, że sobie
            poradzę z tym wszystkim. Na ten moment jestem pełen obaw, boję się
            podjęcia trudnej decyzji,która zmieni całe moje życie.Muszę
            przełamać lęk.
            • shangri.la Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:16
              Masz na myśli sankcjonowaną separację?
              Ja to wiem od księdza-psychologa , który w mojej djecezji pełni bardzo ważną
              funkcje.Mądry, wspaniały człowiek, który w swoim czasie bardzo mi pomógł.
              Możesz być pewien:)
              Powodzenia:)
              • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:24
                Dziękuję. Jestem wierzący i to jest dla mnie istotne. Muszę zebrać
                siły na realizację decyzji.Nie chcę być już z Dorota, ale
                jednocześnie boję się zmian. Nie rozumiem sam siebie.
                • shangri.la Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:26
                  To oczywiste. Potrzebujesz wsparcia ze strony osób, które Cię kochają i
                  rozumieją. Mam nadzieję, że są takie w Twoim najbliższym otoczeniu.
                  Trzymaj się;)
                  • fotograf-wawa Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:38
                    Są takie osoby, bez nich nie wytrzymłbym tego wszytkiego.
                    • shangri.la Re: Re; Nie ma sytuacji bez wyjścia. 14.06.08, 11:42
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=80772683&a=80842599
    • fotograf-wawa / 14.06.08, 11:27
      Przeczytałem Wasze wypowiedzi. Wszystkie są podobne, zblizone z tym
      co zakiełkowało we mnie jakiś czas temu.
      Decyzja jest konieczna,chcę jej realizacji,ale boję się ją podjąć,
      przecież nie chcę już byc z Dorotą.
      Sam siebie nie rozumiem.
    • zlotyswit Re: zagubilem sie 14.06.08, 23:52
      Możesz jeszcze zgarnąć całą pulę.
      Kobieta nie pracuje i pewnie jest mało konkurencyjna zawodowo, bez twoich
      pieniędzy będzie na lodzie.
      Załatw sobie adwokata, nie rób nic na własną rękę Zacznij grać nie czysto,
      nagrywaj awantury, szantażuj, drwij, deprecjonuj przy dzieciach, bądź mężczyzną! ;]
      To że się po tobie wydziera nie jest oznaką siły tylko braku równowagi
      psychicznej, coś ją gniecie. Traktuj jej plwociny z dystansem i nie pokazuj jej
      że cię to rusza.
      Przecież ona nie ma żadnego argumentu!
      Tylko szczekanie jej zostało.
      Wydaje mi się że da się to dobrze rozegrać.
      A i dzieci muszą być po twojej stronie.
      • shangri.la Re: Złoty!:( 15.06.08, 09:34
        Stworzyłeś parę z Ledą?!
        Nagle zacząłeś się posługiwać jej wulgarnym i przesyconym nienawiścia językiem...:(
    • spinline Re: O ile to prawda 15.06.08, 22:28
      Nigdy nie spotkalam kto tak ladnie opisuje siebie, a tak bardzo
      oczernia druga strone.
      Sam fakt,ze dzieci sa po stronie zarowno matki jak i twojej cos tu
      nie gra jak pownno, bracie:=)))

      Moim zdaniem pokazales Dorote jako potwora, ktoremu nic tylko dac
      ten rozowod.

      Jak znam zycie nic nie jest, ani biale, ani czarne. I gdyby Dorota
      byla takim opisywanym potworem, to by i dzieci inaczej reagowaly,
      bedac bardziej po twojej stronie.

      Faktem jest ze tworzycie pare bardzo nieudana, co dzieci w domu
      ogladaja i biora przyklad. Za jakis czas i one wejda, w zycie
      dorosle i beda w podobny sposob regowac w zwiazku, czyli nie beda
      szczesliwe.

      Ty sie nie na pieniadze ogladaj, ale na szczescie twoich dzieci.
      Rodzina dysfunkcyjna nie jest dobra dla chowania dzieci i albo
      oboje bedziecie szukac jakijs skutecznej terapii, u kogos naprawde
      dobrego, albo ze wzgledu na dzieci rozwiedzcie sie i zakonczcie
      farse zwana rodzina, bo widac jej nie tworzycie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka