Gość: jaga
IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl
20.09.03, 23:04
ja uwierzyłam i dziś bardzo żałuję. To pewnie banalne, takich historii jest
wiele. Zakochałam się w żonatym facecie. to on wszystko zaczął, nie szukałam
takich przygód. mówił że mnie kocha, że całe życie szukał takiej kobiety,
obiecywał rozwód, podał nawet termin, w którym zamierzał ten rozwód
przeprowadzić Była mowa o dzieciach i naszym wspólnym domu. przekonał mnie
że to jest możliwe. znam kilka szczęśliwych drugich małżeństw, chciałam
wierzyć,że możemy być razem. twierdził, że nigdy żony nie kochał, że nic go
z żoną nie łączy i dlatego właściwie nikomu się nie stanie krzywda jeżeli
się rozstaną, bo ona też go nie kocha. Zakochałam się jak nigdy wcześniej.
Był taki czuły, ciągle zapewniał mnie o miłości i rozwiewał moje
wątpliwości. Imponował mi, podziwiałam go i wierzyłam bezgranicznie. Niczego
nie żądałam, on uprzedzał moje oczekiwania, obiecywał to co chciałam
usłyszeć. Potem pojawiły się tzw. trudności. do dziś nie wiem na czym
polegały. przestaliśmy się spotykać, ale nadal mówił że mnie kocha i że nic
się nie zmieniło. teraz nie mówi nic. Widujemy się czasem, mówimy sobie
dzień dobry. Nie usłyszałam słowa wyjaśnienia a sama nie potafię spytać.
Podejrzewam że wrócił do żony, nawet się od niej nie wyprowadził. wiele jest
takich scenariuszy. nie usłyszałam nawet słowa wyjaśnienia. nawet nie
powiedział oficjalnie, że to koniec. po prostu przestał w ogóle cokolwiek
mówić, nagle. Straszne jest to oczekiwanie, właściwie sama się domyślam, że
to koniec, ale dopóki tego nie usłyszę, nie umiem tego zamknąć. i nie umiem
spytać co się stało. Może to źle pojęta duma, ale nie potrafię się
przełamać. Wykańcza mnie to. czuję się oszukana, wykorzystana i upokorzona.
Może ktoś w tej chwili powie, że sama jestem sobie winna. Czuję się winna.
Ale nadal nie rozumiem i nie potrafię się z tym pogodzić. Pokochałam faceta,
który twierdził, że zrobi dla mnie wszystko. Każda kobieta chce słyszeć
takie słowa. Zresztą czy to można wytłumaczyć? Zakochałam się. On mówił że
mnie kocha. i nagle taki koniec bez żadnego wyjaśnienia. Może gdybym
postawiła warunki, poczekała aż coś zrobi, a nie wierzyła na słowo, wszystko
potoczyłoby się inaczej. Myślałam, że kochając kogoś powinnam dać mu
wolność, nie nalegać, że jeśli on mnie kocha to zrobi wszystko, żebym była
szczęśliwa. Teraz wiem jakie to naiwne. powinnam nauczyć się wyrachowania i
babskich sztuczek. Jak można komuś zaufać po takiej historii? jak w ogóle
można się z tego otrząsnąć. mnie się to nie udaje, już od kilku miesięcy
próbuję. dlatego nie wierzcie żonatym, jeśli naprawdę nic go z żoną nie
łączy to powinien się wyprowadzić. jeżeli tego nie robi, to znaczy że jest
mu tak wygodnie a tylko szuka wrażeń, bo być może trochę znudziło mu się
małżeństwo. jednak nie na tyle, żeby odejść. wiem że żona w takim układzie
też cierpi, chociaż ja chciałam wierzyć, że można to rozwiązać bezboleśnie.
nie próbuję porównać kto bardziej. mówię tylko, że po takiej historii nie
można dojść do siebie. bo mimo całego bólu ,chyba wciąż coś do niego czuję.
a jednocześnie nikt tak jak on mnie nie skrzywdził. nie potrafię zrozumieć
co się stało, to chyba obsesja, bo ciągle o tym myślę. przecież jeżeli już
mnie nie kocha, albo nawet nidy nie kochał, to lepiej żeby mi o tym
powiedział a nie znęcał się nade mną tym milczeniem. nie wiem ile jeszcze
wytrzymam.czy to w ogóle może kiedyś minąć, taka historia bez zakończenia?