Dodaj do ulubionych

Przeznaczenie czy kowale własnego losu?

IP: 217.96.109.* 09.01.02, 10:42
Co nami kieruje w życiu. Czy to my i tylko my decydujemy co się będzie działo
czy jest to nam z góry przeznaczone? Czekam na opinie!:)
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 10:53
      I jedno i drugie...
      • Gość: skło Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 217.96.109.* 09.01.02, 11:05
        W jakim stopniu - czy masz na to dowody?
        • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 11:18
          Zwyczajnie - pewne rzeczy jestem w stanie sam sobie zorganizowac, sam sobie
          nimi pokierowac. A pewne zwyczajnie nie zaleza ode mnie. Na przyklad: zalozmy,
          ze kupuje sobie, dajmy na to samochod. Oczywiscie, bedzie to moj wybor - kolor,
          model, rocznik, silnik, radio w srodku, wyposazenie... No ale zwykle nie jestem
          bogaczem, wiec kupuje sobie raczej cos blizszego cenowo maluchowi czy jakiemu
          volkswagenowi, fordowi - niz Ferrari, Lamborgini, czy innemu takiemu... Wiec z
          jednej strony - sam kieruje swoim wyborem, z drugiej, czesc tego wszystkiego
          jest rola przypadku swego rodzaju "przeznaczenia" - bo gdybym byl np. dzieckiem
          milionera, to bym mogl sprawic sobie Ferrari.
          Wybierajac sobie zyciowa partnerke oczywiscie kieruje sie wlasnym gustem, ale
          tez niesamowicie duzo zalezy od tego, czy na przyklad zobacze dana dziewczyne
          na danym momencie, w jakim bede nastroju, w jakim ona, czy zaczniemy ze soba
          rozmawiac - i tego wszystkiego chocbys chcial, nie jestes w stanie kontrolowac!

          I tak jest ze wszystkim...

          Polecam opowiadanko S.Lema "profesor A.Donda" - tam jest o czlowieku, ktorego
          cale zycie bylo splotem niesamowicie niewiarygodnych wrecz przypadkow - a
          zarazem potrafil w ramach tych przypadkow swietnie pokierowac swoim zyciem,
          wiec jednak byl kowalem swego losu...
          • tijo Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 11:28
            To zaeży ale jeżeli chodzi o mnie to uważam że jednak jest coś takiego jak
            przeznaczenie. Mianowicie moją koleżankę czekała cięzka operacja serca każdy w
            niepokoju oczekiwal na przebieg i oczywiście wynik tej operacji. W końcu
            nadzsedł upragniony dzień dziewczyna została zoperowana, wszystko przbiegło
            pomyślnie operacja zakończyła się sukcesem a przecież były obawy że może nie
            przeżyć a w trzy miesiące po operacji zginęła w wypadu samochodowym. I jak tu
            nie wierzyć w przeznaczenie.
            • Gość: macias Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 09.01.02, 23:00
              Nie rozumiem.
              Ale sugerujesz, ze niby co bylo jej przeznaczeniem? Smierc?

              Przeciez smierc jest przeznaczeniem kazdego bytu na tej Ziemi...
              Gdyby umarla za 20 lat na raka, to znaczy, ze juz sie rozminela
              z przeznaczeniem? Eeee... naciagane :/
          • Gość: skło Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 217.96.109.* 09.01.02, 11:29
            Jasne, że przeczytam. Jest to pytanie egzystencjalne i wiem, że odpowiedzieć
            jest trudno. Ale Ty poradziłeś sobie doskonale.
            Serdeczne dzieki i pozdrawiam
            • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 17:57
              Uprzedzam tylko, ze tam funkcjonuje typowe Lem'owskie poczucie humoru. W ramach
              splotu okolicznosci i przeznaczenia:

              "Profesor Donda przyszedl na swiat dzieki serii omylek. Ojcem jego byla Metyska
              ze szczepu Indian Navaho, matki zas mial dwie z ulamkiem, mianowicie biala
              Rosjanke, czerwona Murzynke, a wreszcie - Miss Aileen Seabury, kakierke, ktora
              urodzila go po siedmiu dniach ciazy, w powaznych okolicznosciach, bo w tonacej
              lodzi podwodnej"

              dalej nie wyjasniam, milego czytania :"))))
          • Gość: za Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.pressmedia.com.pl 11.01.02, 19:56
            kwieto napisał(a):

            > Zwyczajnie - pewne rzeczy jestem w stanie sam sobie zorganizowac, sam sobie
            > nimi pokierowac. A pewne zwyczajnie nie zaleza ode mnie.

            Hm, może to niespecjalnie do tego postu, ale obiła mi się taka historyjka o
            Rotszyldzie a może Rockefelerze. Pan R postanowił zostać milionerem. Dobrze
            płatnej pracy nie miał, wykształcenia też nie, szczególnych talentów też nie,
            bogatego wujka też nie, był sam. Oszczędzał jak mógł, bo w swojej sytuacji taką
            akurat drogę do bogactwa był w stanie zrealizować, wyliczył że najtaniej będzie
            mu gotować posiłki w domu na turystycznej kuchence i tak robił. Powtarzał, że
            będzie milionerem i że w ten sposób tego dokona. Wszyscy się z niego śmiali:
            przecież nawet gdybyś nic nie jadł z twoich pieniędzy nie uskładasz, innej pracy
            nie masz i nawet jej nie sukasz, kandydatki na żonę wśród córek milionerów też
            nie szukasz, tracisz czas na przygotowywanie obiadu przez dwie godziny, skąd ci
            się weźmie ten milion. Wiem co robię, to mnie doprowadzi do bogactwa. No i tym
            milionerem został. W jaki sposób - okazało się że jednak był jakiś wujek
            milioner, który nie pozostawił spadkobierców i cały majątek przypadł panu R,
            oczywiście istnienia owego krewniaka nawet nie podejrzewał.
            No i co? Czy gdyby pan R nie wierzył głęboko, że pichcąc tanie obiadki zostanie
            milionerem, to by tego spadku nie dostał??? A sam całe życie powtarzał, że do
            bogactwa doszedł właśnie dzięki wyrzeczeniom i własnej ciężkiej pracy. No tak,
            można uwierzyć, że swoją pracą ten początkowy majątek pomnożył do gigantycznych
            rozmiarów, ale gdyby nie ten spadek, to ciułaniem po parę centów g... by miał,
            prawda? Żeby być kowalem własnego losu trzeba nie tylko umieć kuć ale i mieć co
            kuć. I odwrotnie - nie umiesz kuć, to zmarnujesz nawet te sztaby, które z nieba
            ci spadają...
    • chudyy Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 11:25
      albo albo?
      • Gość: single2 Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.*.*.* 09.01.02, 12:26
        Z mojego doswiadczenia wynika, ze jedno i drugie na przemian. Cos sobie
        wypracujesz, zaplanujesz, wymyslisz i wydaje sie, ze zbudowales sobie to czego
        chciales, az tu nagle wtraca sie przeznaczenie (jak zwal tak zwal) i okazuje
        sie, ze to wszystko bylo zaledwie podstawa do zupelnie innego niz do tej pory
        zycia. Teraz buduje i planuje na nowo probujac nieco kowalem byc, ale do czasu
        jak sadze :)
    • Gość: ida Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.csk.pl 09.01.02, 12:38
      nie nazwałabym tego przeznaczeniem, bo przeznaczenie kojarzy mi się z takim
      podejściem do życia, że się leży do góry brzuchem no bo przecież jak coś ma się
      wydarzyć to i tak się wydarzy. Po co sie wysilać.

      ja mam zawsze wątpliwości kiedy dokonuję jakiegoś wyboru (czyli właśnie jestem
      tym kowalem swojego losu), i wybieram A a nie B, to właściwie dlaczego tak
      robię? Czy to nie jest rodzaj jakiegoś "przeznaczenia", że właśnie A?
      I z perspektywy czasu okazuje się, że był to bardzo dobry wybór, mimo że
      wówczas wcale nie byłam aż tak bardzo do tego wyboru przekonana.

      Może tak właśnie miało się stać? Czyli, ze jednak tym kowalem wcale nie jestem?
    • faxio Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 13:36
      Każdy jest kowalem na pewno w tym sensie, że tylko od niego zależy podejście i
      stosunek do tego, co go w życiu spotyka. Nad tym można pracować w kazdej
      sytuacji. Nie mamy wpływu na wszystkie wydarzenia, ale tylko od nas zależy jaką
      nadamy im wartość.
      • Gość: Andrzej Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.unl.edu 09.01.02, 18:10
        faxio napisał(a):

        > Każdy jest kowalem na pewno w tym sensie, że tylko od niego zależy podejście i
        > stosunek do tego, co go w życiu spotyka. Nad tym można pracować w kazdej
        > sytuacji. Nie mamy wpływu na wszystkie wydarzenia, ale tylko od nas zależy jaką
        >
        > nadamy im wartość.

        OK, juz odpowiadam. Jestesmy kowalami-niewolnikami wlasnego losu, a wynik tego
        kowalowania staje sie naszym przeznaczeniem. Jak sobie poscielesz, tak sie
        wyspisz. Co zasiejesz, to zbierzesz. Jakiego piwa se nawazysz, takie sobie
        wypijesz.
        Prostymi slowy: K A R M A. Karma dotyczy wszystkiego, nawet piegow na nosie
        i, tak, kwieto, nawet wyboru koloru swego nowego samochodu. To ze wybierasz
        kolor czerwony czy zielony z pozoru wyglada to na nasza swobode wyboru. Tak nie
        jest. Wybierajac cokolwiek z calej gamy roznych rzeczy, wybrales wlasnie to a nie
        cos innego. I choc przed podjeciem decyzji wydaje sie, ze mamy wolna reke, po
        dokonaniu jednak wyboru, lapiemy sie za glowe w niedowierzaniu, ze jednak bylismy
        zdeterminowani wybrac to a nie cos innego. Wiec z ta wolna wola to iluzja.
        Pozdr, Andrzej.
        • Gość: czarek Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 65.128.156.* 09.01.02, 18:47
          wybiera sie w wolnosci, czyli podswiadomosci (czasem swiadomymi przeczuciami
          etc., wynikajacymi z poprzednich doswiadczen, czytaj: geny, karma, co tam
          chcesz, jak tez doswiadczen z tutejszosci), a spelnia sie w tym zmyslowo-
          intelektualnym swiecie 'determinacji', u-ciele-snien, na potrzeby
          indywidualnego rozwoju, ku wiekszej radosci, mniej przemijajacej, i ku
          prawdziwszemu wspol-istnieniu. Decyzje w swiecie wolnosci czesto mozna odczytac
          z symboliki snow. Proces, struktura rozwojowa kazdej jednostki, choc
          niepowtarzalna dla kazdego (w nieskonczenie roznorodnych konfiguracjach
          doswiadczana) jest np. zawarta w roznych mitach, legendach, bajkach, bibliach,
          etc. Ale wiadomo, same modlitwy nie orza. Przeznaczenie to lekkie
          podenerwowanie rozumu na mglisty widok swiata przerastajacego intelekt...
          O, cos tu sie wypslo! Jak jeszcze nie rozwiany sen.
        • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 18:50
          Karma czyli zarcie? To kolor samochodu zalezy od tego czy jadlem mielone, czy
          schabowe? Ciekawa koncepcja ;")))
          • mariposa ZYCIE JEST JAK WIDELEC 09.01.02, 19:04
            ja juz to chyba napisalam kiedys, no ale powtorze, jesli sie komus zechce
            przeczytac.

            ja to widze tak: idziesz sobie po "raczce", az tu nagle rozwidlenie. czsami do
            wyboru 3 mozliwosci, czasami 5, wchodzisz na jeden "zabek", ale nie masz
            mozliwosci sprawdzenia, czy na koncu drugiego jest marchewka czy krewetka. a w
            koncu i tak ladujesz w...

            na straganie, w dzien targowy takie slyszy sie rozmowy:
            moze pan sie o mnie oprze, pan tak wiednie panie koprze (...)
    • roseanne Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 19:35
      wole wierzyc w przeznaczenie.
      Swiadomosc, ze moge byc odpowiedzialna za niektore "klopoty" (np zdrowie dzieci)
      w moim zyciu jakos nie miesci mi sie w glowie
      pozdrawiam serdecznie
      • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 19:44
        Za zdrowie dzieci, to jesli juz, to chyba dzieci odpowiadaja?
        • Gość: Andrzej Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.unl.edu 09.01.02, 19:47
          kwieto napisał(a):

          > Za zdrowie dzieci, to jesli juz, to chyba dzieci odpowiadaja?

          Ja bym wcale nie ignorowal zwiazku miedzy mielonym o kolorem wybranego samochodu.
          Andrzej.
        • roseanne Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 19:47
          niestety, nie zawsze.
          • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 09.01.02, 20:39
            A kiedy nie? Moze we wczesnym dziecinstwie, kiedy nie moga sie same ubrac...

            No ale - nigdy nie przewidzisz wszystkich sytuacji jakie sie moga zdarzyc z
            dana sprawa - masz ponosic odpowiedzialnosc za na przyklad wiatr albo deszcz? I
            tu nie chodzi o odpowiedzialnosc ani przeznaczenie, zwykle realne podejscie do
            zycia...
      • Gość: Renka Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.home.cgocable.net 09.01.02, 19:46
        Ja bym sie do tej KARMY sklonila.Wlasnie tak odczuwam swoje decyzje.Dokonuje
        wyborow i nazywam je swoim przeznaczeniem, wierzac gleboko , ze tak jest.
        • Gość: Mona Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 216.194.0.* 10.01.02, 01:22
          Ja tez uwazam, ze jedno i drugie. Owszem dokonuje wyborow i to jest moj los,
          nie mniej jednak w moim zyciu rowniez maja miejsce zdarzenia, ktorymi kieruje
          przeznaczenie. I na to juz nie mam wplywu.
          • Gość: Ewka73 Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 172.20.0.* 10.01.02, 16:04
            Myślę podobnie jak Mona: dokonujemy wyborów ale tak naprawdę kieruje nami to
            coś, czym jest przeznaczenie. Nam się chyba tylko wydaje, że coś zależy od nas -
            tak został stworzony ten dziwny świat, żebyśmy nie mieli za łatwo i walczyli z
            przeciwnościami, a nie spoczęli na laurach.
    • faxio Re: Do Andrzeja 10.01.02, 11:03
      Czy to znaczy, że nie masz na nic wpływu? Tak zupełnie?
      To bez sensu.
      Być może wydazenia, które nas spotykaja sa przez nas sprowokowane, ale to, jak
      się w danej sytuacji zachowamy nie moze być z góry jednoznacznie określone.
      Wtedy nie można by nigdy stwierdzić, że ktoś zrobił coś źle, bo skoro nie miał
      wyboru...
    • masaker Jaka KARMA? 10.01.02, 13:19
      Eee, no ludzie - karma? To mi się kojarzy z jakimś pieprzonym, zziębniętym ptakiem kwilącym bezradnie na
      parapecie. Jeśli ktoś z was tak się czuje, to przesyłam wyrazy współczucia.
      Uważam, że jesteśmy kowalami swojego losu, ale Bóg/Natura/Przypadek okazały się na tyle złośliwe, że nie
      każdemu dały taki sam młotek. Mój na przykład jest za ciężki, dlatego rzadko coś wykuwam, raczej zdarza mi się
      przypierdolić niechcący w palec. W zasadzie to powtórzyłem swoimi słowami to, co powiedział kwieto, ale to już
      nie moja wina, że ona zawsze mnie wyprzedzi (bo zamiast kuć żelazo, póki gorące, siedzi przed tym cholernym
      komputerem i wypisuje różne takie).

      chrumatki
      • Gość: fnoll karma dla ptakow naturalnie, niebieskich IP: 195.150.224.* 10.01.02, 19:04
        z gwarancja na trzy kalpy ;-)))
    • Gość: DSD 'Nic nie jest zapisane...' IP: 212.33.88.* 10.01.02, 13:29
      Przeznaczenie to po prostu te wszystkie zdarzenia, na ktore nie mamy zadnego wplywu. Np. upadek meteorytu.
      Kazdy jest kowalem wlasnego losu, ale tworzywo, z ktorego wykuwa swoje zycie nie zalezy tylko od niego
      samego, niestety. Inny bedzie los syna prezydenta, inny syna zebraka.

      Nie wierze w przeznaczenie jako nadprzyrodzona sile, ale w praktyce nie ma znaczenia, czy ma ono postac
      Boga, demona, genow czy jakis perturbacji w atmosferze. Tak czy inaczej, nie mamy wplywu na nie, a one maja
      wplyw na nas.

      A przeznaczenie moze byc tematem znakomitych scen w sztuce. Gdy 'Lawrence z Arabii' w filmie Leana
      uratowal zaginionego Araba na 'kowadle slonca', z triumfem zwraca sie do wodza, granego przez Omara Sharifa
      'Nic nie jest zapisane'. Wszystko mogez sam zmienic, jestem Panem losu. A los okrutnie zadrwi z Lawrenca i
      wkrotce bedzie musial sam zabic uratowanego...
      • Gość: soda Re: 'Nic nie jest zapisane...' IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 14:09
        Nawiąże jeszcze do odpowiedzi kintego czy andrzeja (zawsze mi się mylą),
        o tym czerwonych Ferrari.
        Jak byś nie siedział tyle w internecie, to byś uskładał na to Ferrari.
        A może Ty jesteś jakiś nałóg cyber - internautyczny, albo .............
        dopiąłeś się komuś do ....... na jego koszt.
        A trzymając się tematu to:
        Wszyscy wcześniej czy później skończymy TAM, albo u góry albo u dołu.
        A życie na ziemi to tylko sprawdzian nas samych, sprawdzian jakimi jesteśmy
        ludźmi, co sobą prezentujemy.
        Wg tego będziemy zaliczać albo górę, albo dół, z czego całego serca życzę góry.
        soda (ja zaliczę na pewno DOL).
        Buźki
        • Gość: sexy Re: 'Nic nie jest zapisane...' IP: *.daewoo.com.pl 10.01.02, 14:18
          dla mnie to tez sprawdzian na nierownych zasadach i mam tylko nadzieje ze 'tam'
          juz nic nie ma sie wspolnego z padolem ziemskim ze to tak jak okres kiedy
          bylismy w macicach u mam-zylismy rozwijalismy sie tam i po wyjsciu nie
          pamietamy kompletnie nic............
        • kwieto Re: 'Nic nie jest zapisane...' 10.01.02, 14:41
          Zakladasz, ze po smierci jest jakas gora albo dol. Jestes tego pewny? Bo ja
          nie...
    • Gość: wojtekt Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.comtica.pl 10.01.02, 14:36
      Litości!!! Po co przeznaczenie, karma, diabeł, duchy i kosmici - to rachunek
      prawdopodobieństwa i II zasada termodynamiki nie wystarczy? Trzeba tworzyć nowe
      byty?
      Na ich działanie nie mam wpływu i nie ma o czym dyskutować. Za to o reszcie
      decyduję sam (no chyba że kobieta obok) i mnie boli jak coś schrzanię, ja
      ponoszę konsekwencje i nie da się tego zrzucić na nieokreślone.
      A te wszystkie przeznaczenia, karmy itp. wymyślono pewnie po to byśmy nie
      poumierali z poczucia winy.
      Pozdrawiam
      Wojtek
      • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 10.01.02, 14:49
        Taaa... wlasnie mi przyszlo niedawno do glowy, ze Karma swietnie tlumaczy np.
        traumy z dziecinstwa, czy niedobrych rodzicow. (czyli cos na co wplywu nie
        mamy). Ale, ze czlowiek koniecznie chce znac POWOD, to odpowiedz na jego
        pytania w stylu "dlaczego nie", czy "przypadek" jakos mu nie lezy, szuka
        wyzszych racji... No i mamy Karme, zycie jako "probe" przed zyciem wiecznym i
        inne takie.

        A ta "materialistyczna" prawda jest taka, ze po prostu nic nie znaczymy w
        obliczu sil przyrody i przypadku - jestesmy po prostu zbyt "mali" aby
        przyporzadkowywano naszemu istnieniu jakies "wyzsze" cele, takie jak zycie
        wieczne...

        Bardzo ladnie oddaja to rysunki zwiazane z Zen: stoi sobie na polce przede mna
        pocztowka z rysunkiem niejakiego - Hokusai, tytul "fala". Na obrazku jest widac
        olbrzymia fale oceanu, dopiero po pewnej chwili zauwaza sie dwie lodzie, ktore
        pelne ludzi plyna naprzeciw tej fali. Ladna alegoria relacji czlowiek-swiat,
        gdzie czlowiek po prostu nic nie znaczy :")
      • Gość: tina Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 194.204.144.* 10.01.02, 15:02
        myślę i myślę... pora spisać przemyślenia - ujmę to tak:
        przeznaczenie to coś jak labirynt
        a my decydyjemy, którą ścieżkę labiryntu wybrać, a dalej kolejne rozdroża...
        pozdr
        • Gość: Andrzej Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.unl.edu 10.01.02, 15:23
          Gość portalu: tina napisał(a):

          > myślę i myślę... pora spisać przemyślenia - ujmę to tak:
          > przeznaczenie to coś jak labirynt
          > a my decydyjemy, którą ścieżkę labiryntu wybrać, a dalej kolejne rozdroża...
          > pozdr

          Tylko, ze jak juz przejdziesz ta swa "wybrana" sciezke, to sie okaze ze
          nie maialas wyboru tak naprawde, ze wybralas ta a nie inna, jedyna sciezke.
          Jeszcze raz. Przed wyborem wydaje sie ze mamy wiele drozek, po wyborze
          okazuje sie, ze mozliwy byl wybor tego a nie innego szlaku. To iluzja,
          ze wybieramy. Jest tylkko jedna droga dla nas wszystkich a ta cala sterta
          tak zwanych alternatyw to gra tylko.
          Pozdr, Andrzej.
          • Gość: tina Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 194.204.144.* 10.01.02, 15:34
            Gość portalu: Andrzej napisał(a):
            >
            > Tylko, ze jak juz przejdziesz ta swa "wybrana" sciezke, to sie okaze ze
            > nie maialas wyboru tak naprawde, ze wybralas ta a nie inna, jedyna sciezke.
            > Jeszcze raz. Przed wyborem wydaje sie ze mamy wiele drozek, po wyborze
            > okazuje sie, ze mozliwy byl wybor tego a nie innego szlaku. To iluzja,
            > ze wybieramy. Jest tylkko jedna droga dla nas wszystkich a ta cala sterta
            > tak zwanych alternatyw to gra tylko.
            > Pozdr, Andrzej.
            ... to zależy, jak na to patrzeć, bo - trzymając się mojej wersji - przecież
            przeznaczenie, to także i to, co kieruje nami przy wyborze tej, a nie innej
            drogi. Czyżby jednak przeznaczenie? skomplikowało się nieco...
            • Gość: Andrzej Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.unl.edu 10.01.02, 15:47
              Gość portalu: tina napisał(a):

              > Gość portalu: Andrzej napisał(a):
              > >
              > > Tylko, ze jak juz przejdziesz ta swa "wybrana" sciezke, to sie okaze ze
              > > nie maialas wyboru tak naprawde, ze wybralas ta a nie inna, jedyna sciezke
              > .
              > > Jeszcze raz. Przed wyborem wydaje sie ze mamy wiele drozek, po wyborze
              > > okazuje sie, ze mozliwy byl wybor tego a nie innego szlaku. To iluzja,
              > > ze wybieramy. Jest tylkko jedna droga dla nas wszystkich a ta cala sterta
              > > tak zwanych alternatyw to gra tylko.
              > > Pozdr, Andrzej.
              > ... to zależy, jak na to patrzeć, bo - trzymając się mojej wersji - przecież
              > przeznaczenie, to także i to, co kieruje nami przy wyborze tej, a nie innej
              > drogi. Czyżby jednak przeznaczenie? skomplikowało się nieco...

              Tina, mnie chodzi o rzecz nastepujaca. Wszystko to, co dzialo sie do pewnego,
              umownego punktu w naszym zyciu, ma wplyw na to co robimy. My widzimy te
              zaleznosci tylko w makroskali, na przyklad, jak pilismy wodke i mielismy wypadek
              to umiemy powiazac te dwa fakty w jedna siatke zaleznosci. Idac dalej, do coraz
              mniejszych wydarzen, to nasze rozumienie przyczyny i efektu zaczyna sie zacierac.
              Ale niedorosloscia byloby zalozyc, ze tylko co wielkie, oczywiste, generuje
              jakies skutki. Kontynuujac, wybor drogi w labiryncie jest scisle uwarunkowany
              wszystkim tym co stalo sie w naszym zyciu do tego momentu wyboru. Niedoroslym jest
              wlasnie widzenie takich wyborow jako calkowicie albo chocby czesciowo
              niezaleznych. Tak nam sie wygodniej zyje, zgadzam sie, majac jakies tam poczucie
              wolnosci, ale tak naprawde tej wolnosci nie mamy, a to z faktu, ze nie jestesmy w
              stanie widziec mikroskopijnych, miliardowych przyczyn i skutkow jakiejkolwiek
              wybranej przez nas akcji. KARMA nie jest czyms magicznym. Jest bardzo subtelna
              forma materii niosaca w sobie mechanizmy przyczynowo-skutkowe, ktore "osiadaja"
              na naszej swiadomosci.
              Pozdr, Andrzej.
            • Gość: czarek Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 65.128.156.* 10.01.02, 16:20
              a jesli cala rzeczywistosc jest projekcja ludzkich wyobrazni, ukrytych przed
              swiadomoscia, ktora jest tylko jednym z aspektow istnienia, i to niezbyt
              tworczym, opierajacym sie na danych bardzo ograniczonych zmyslow? A zatem swiat
              postrzegany intelektualnie-zmyslowo nie jest adekawtny do rzeczywistosci, skoro
              wiemy np. ze nie potrafimy jednoczesnie widziec we wszystkich miejscach swiata,
              albo myslec w sobie i w innych? Czyz to nie swiadczy o fakcie, iz sady wydawane
              w oparciu o taka percepcje beda zawsze nieadekwatne do istniejacej, lecz z
              jakiegos powodu ukrywajacej sie przed zmyslami i rozumem, rzeczywistosci? Zatem
              realnym jest wplyw na nasze istnienia czegos co wymyka sie rozumowi.A co
              objawia sie w przeczuciach, intuicji, dzialaniu z natchnienia artystycznego,
              czy naukowego.
              Zasada przyczyna-skutek (geny,karma,etc) moze zostac zaburzona (Tylko ten kto
              wali glowa w mur uwierzy ze muru nie ma, kiedy mur nagle zniknie), przynajmniej
              w sytuacjach rozwoju poszczegolnych ludzi, np. bylo sobie dwoch pustelnikow
              ktorzy wiele lat medytowali. W koncu nie wytrzymali, poszli do miasta zabawic
              sie, odwiedzili dom publiczny etc. Wrocili. Jeden z nich czul sie bardzo winny
              i to poczucie winy i swiadomosc grzechu jaki popelnil i konsekwencji jakie go
              za to czekaja, nie dawaly mu spokoju...przez reszte zycia. Drugi poprosil Boga
              o wybaczenie i dalej zarliwie medytowal az osiagnal oswiecenie. Jasne ze rozum
              zawsze moze poddac to w watpliwosc, twierdzac ze nic nie wiemy o poprzednich
              wcieleniach (genach etc.) tych konkretnych osob. No bo skad mialby miec ten
              zarliwszy swiety tyle sily, jesli nie z poprzednich zaslug, dobrych uczynkow,
              etc.? Nie, rozum zawsze bedzie relatywizowal. Dlatego wschod nie jest wcale tak
              oswiecony i odporny na zmyslowosc i materializm, jakby sie wydawalo na pierwszy
              rzut oka. A karma, nawet jesli dotyka prawdy, to tylko czesciowo, bo pozbywa
              czlowieka realnej wolnosci, tworczosci i aktywnosci, czyli prawdziwego wplywu
              na rzeczywistosc. W jaki sposob moze w czlowieku mieszkac pierwiastek boski(czy
              tez: tworczy) jesli pozbawia sie go wolnego, tworczego wplywu na wlasne
              istnienie? A tym samym czlowiek koduje sie w zyciu w posluszenstwie wobec
              jakichs zewnetrznych praw i regul i utrwala pasywnosc. I znowu tworzy sie
              kastowosc: swieci oswieceni i pariasi. I jak dziecko ma sie rozwinac pod opieka
              wszystkowiedzacego, swietego rodzica-kaplana? A przeciez 'tyran Karmi sie
              umyslowa biernoscia swoich poddanych'.
              • kwieto geny karma, inne takie. 10.01.02, 19:41
                Jest wlasnie swierzo wydana ksiazka - "strzal w serce" opowiada o rodzinie.
                Trzech braci. Rodzice popartaczeni. Start w zycie niby ten sam, a siciezki
                drastycznie rozne. Jeden byl (zdaje sie) zwyklym czlowiekiem, drugi zostal
                znanym i szanowanym krytykiem teatralnym, trzeci seryjnym zabojca, po
                uwiezieniu wrecz zadajacym kary smierci. I tu sie cala koncepcja determinacji
                troche rozpada. Bo wszyscy byli traktowani w ten sam sposob, mieli podobne
                doswiadczenia zyciowe. A to jak sobie z tymi doswiadczeniami poradzili (lub
                nie) bylo ich WLASNYM wyborem.

                Pytanie do Andrzeja: no dobrze, jesli wszystkie moje decyzje sa zdeterminowane
                przez wydarzenia wczesniejsze, to co z tymi wczesniejszymi? Taki sznureczek? no
                to czym byla zdeterminowana decyzja, ktora byla na poczatku tego sznureczka? W
                moim powiedzmy pierwszym wcieleniu?
                • Gość: Andrzej Re: geny karma, inne takie. IP: *.unl.edu 10.01.02, 20:23
                  kwieto napisał(a):

                  > Jest wlasnie swierzo wydana ksiazka - "strzal w serce" opowiada o rodzinie.
                  > Trzech braci. Rodzice popartaczeni. Start w zycie niby ten sam, a siciezki
                  > drastycznie rozne. Jeden byl (zdaje sie) zwyklym czlowiekiem, drugi zostal
                  > znanym i szanowanym krytykiem teatralnym, trzeci seryjnym zabojca, po
                  > uwiezieniu wrecz zadajacym kary smierci. I tu sie cala koncepcja determinacji
                  > troche rozpada. Bo wszyscy byli traktowani w ten sam sposob, mieli podobne
                  > doswiadczenia zyciowe. A to jak sobie z tymi doswiadczeniami poradzili (lub
                  > nie) bylo ich WLASNYM wyborem.
                  >
                  > Pytanie do Andrzeja: no dobrze, jesli wszystkie moje decyzje sa zdeterminowane
                  > przez wydarzenia wczesniejsze, to co z tymi wczesniejszymi? Taki sznureczek? no
                  >
                  > to czym byla zdeterminowana decyzja, ktora byla na poczatku tego sznureczka? W
                  > moim powiedzmy pierwszym wcieleniu?

                  Poczatek i koniec to nasze, wygodne koncepcje. Wyobraz sobie, ze istniales zawsze,
                  nie bylo pierwszego wcielenia kwieto. Tak wlasnie taki sznureczek, i to bez
                  poczatku i konca. To nie byl zaden ich WYBOR kwieto. Tylko glupiec wybieralby
                  sobie stryczek, jesli moglby wybrac palac i nagie hurysy. Przesadzasz ztym
                  wolnym wyborem. Jestes figura na szachownicy zycia i twoje ruchy sa zdeterminowane
                  poprzednimi ruchami. Jak sie wpakujesz ze swoja wieza w taki kat, ze ani rusz,
                  to na co Ci gadanina o mozliwosciach ruszania sie jak wieza. Dlatego Twoj wybor
                  czegokolwiek jest w ramach pola, w ktore sam (wraz z innymi) sie zamknales.
                  Pozdr, Andrzej.
    • Gość: nie_wiem Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 153.19.176.* 10.01.02, 16:14
      Weźmy pod rozwagę początek i koniec. Czy decydujesz o tym kiedy się urodzisz,
      kim będą twoi rodzice, czy będziesz biały czy ......, czy urodzisz się
      geniuszem czy z zespołem Down,a, piękny czy jak dzwonnik z Notre Damme ( nie
      wiem jak się pisze) itd. Albo w ogóle człowiekiem! Czy ty decydujesz o tym
      kiedy, jak, na co umrzesz? Wszystko co jest pośrodku też jest konsekwencją
      przypadku który Cię trafił u progu poczęcia. Takim samym przypadkiem jest Twój
      koniec. W tym korowodzie przypadków Twoim szczęściem jest - całkiem
      przypadkowo - że możesz sobie bajdurzyć oszukując się iż masz na cokolwiek
      wpływ. Np. aby być bogatym trzeba być najpierw mądrym, pracowitym,
      niekoniecznie uczciwym - ale też czasem. Masz wpływ na to by być mądrym,cwanym,
      pracowitym? Tego ani sam się nie nauczysz ani nikt Cię nie nauczy gdy będziesz
      urodzonym i na dodatek leniwym cymbałem.
      • mariposa Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 10.01.02, 19:17
        ze pewnie nie dojdziemy do niczego sensownego, bo taka dyskusja jest jeszcze
        bardziej jalowa niz na temat aborcji.

        taka tylko refleksja, ze z czasem przychylam sie do idei, ze pomimo tego, ze
        pewne decyzje wydaja sie byc atonomiczne i pozostawiajace wolny wybor, to coraz
        czesciej wydaje mi sie, ze JA w danym momencie NIE MOGLAM podjac innej opcji.

        i w duzym stopniu moze to zalezec od karmy, bo jak sie opcham czekolady, to
        bedzie mi mdlo i nie pojde na lyzwy i sobie nie zlamie nogi i nie poznam
        Clooney'a!
    • Gość: Martyna Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: 204.186.88.* 10.01.02, 19:17


      Kiedys wierzylam , ze moim zyciem kieruje przypadek, zwylke banalne zbiegi
      okolicznosci, ktore moga zmienic czasami bieg zycia.
      Teraz lubie wierzyc w przeznaczenie , ktorym bedzie dla mnie specjalna ,
      szczegolna przyszlosc i wszystko czego sobie zapragne. Wiec zgodznie z tym w co
      wierze staram sie pomoc mojemu przeznaczeniu.
      A tak pomiedzy wszystkim gleboko wierze , ze nic nie dzieje sie bez powodu.
      Zycie jest seria lekcji i jesli nie nauczymy sie tego czego powinnismy np
      doceniania , wdziecznosci, cierpliwosci, wiary itp nie mozemy isc dalej na doga
      naszego przeznaczenia.
      • kwieto A ja ostatnio urzadzalem dom 10.01.02, 19:51
        I wierzcie lub nie - kazdy mebel i kazda rzecz kupiona i zainstalowana byla
        moim wyborem.
        Oczywiscie wybor nie do konca jest swobodny, ale w obrebie plaszczyzny ktora
        tworza czynniki zewnetrzne + moja przeszlosc jest jeszcze calkiem sporo
        miejsca...

        Ktos to ladnie ujal mowiac: "nie mozemy wplynac na nasza przeszlosc, ale mozemy
        wplynac na to, co z ta przeszloscia zrobic!"

        Stwierdzenie, ze wszystko co sie nam przydarza to determinizm jest chyba
        "reductio ad absurdum" calej sprawy.

        Moze jestem zdeterminowany czymstam. Nie czuje tego. Mam wrazenie, ze moje
        wybory sa swobodne (w ramach plaszczyzny o ktorej mowie wyzej), i nie widze
        powodu, aby ten styl myslenia zmieniac. Pozwala byc odpowiedzialnym za to co
        sie robi. Bo idac droga Karmy, mozna zabic sasiada i powiedziec, ze wszystko
        przez to, ze w dziecinstwie, w trzecim roku zycia, wypadla mi z wozeczka
        grzechotka, i ma to teraz takie oplakane skutki.

        Oczywiscie ciag przyczynowo-skutkowy istnieje, ale nie sadze, ze sa to szyny z
        ktorych nie mamy szans zjechac gdziekolwiek... Raczej szeroka autostrada, i ode
        mnie zalezy, ktorym pasem jade, i w jakim kierunku...
        • Gość: Andrzej Re: A ja ostatnio urzadzalem dom IP: *.unl.edu 10.01.02, 20:25
          kwieto napisał(a):

          > I wierzcie lub nie - kazdy mebel i kazda rzecz kupiona i zainstalowana byla
          > moim wyborem.
          > Oczywiscie wybor nie do konca jest swobodny, ale w obrebie plaszczyzny ktora
          > tworza czynniki zewnetrzne + moja przeszlosc jest jeszcze calkiem sporo
          > miejsca...
          >
          > Ktos to ladnie ujal mowiac: "nie mozemy wplynac na nasza przeszlosc, ale mozemy
          >
          > wplynac na to, co z ta przeszloscia zrobic!"
          >
          > Stwierdzenie, ze wszystko co sie nam przydarza to determinizm jest chyba
          > "reductio ad absurdum" calej sprawy.
          >
          > Moze jestem zdeterminowany czymstam. Nie czuje tego. Mam wrazenie, ze moje
          > wybory sa swobodne (w ramach plaszczyzny o ktorej mowie wyzej), i nie widze
          > powodu, aby ten styl myslenia zmieniac. Pozwala byc odpowiedzialnym za to co
          > sie robi. Bo idac droga Karmy, mozna zabic sasiada i powiedziec, ze wszystko
          > przez to, ze w dziecinstwie, w trzecim roku zycia, wypadla mi z wozeczka
          > grzechotka, i ma to teraz takie oplakane skutki.
          >
          > Oczywiscie ciag przyczynowo-skutkowy istnieje, ale nie sadze, ze sa to szyny z
          > ktorych nie mamy szans zjechac gdziekolwiek... Raczej szeroka autostrada, i ode
          >
          > mnie zalezy, ktorym pasem jade, i w jakim kierunku...

          Patrz na moja poprzednia, swieza odpowiedz.
          Andrzej.
        • Gość: ida Re: A ja ostatnio urzadzalem dom IP: *.csk.pl 10.01.02, 20:41
          kwieto napisał(a):

          > I wierzcie lub nie - kazdy mebel i kazda rzecz kupiona i zainstalowana byla
          > moim wyborem.


          no właśnie, ale czy potrafisz powiedzieć dlaczego wybrałeś taką a nie inną rzecz,
          w takim a nie innym kolorze, kształcie itd (już całkowicie pomijając aspekt
          finansowy)

          Czy nie był to przypadkiem wybór zdeterminowany gustem? A gust ma jakieś tam
          korzenie w Twojej przeszłości. To jak to jest z tą swobodą?

          Choć oczywiście można zrobić sobie samemu na złość i zakupić rzecz, która w ogóle
          nam się nie podoba

          • Gość: Andrzej Re: A ja ostatnio urzadzalem dom IP: *.unl.edu 10.01.02, 20:46
            Gość portalu: ida napisał(a):

            > kwieto napisał(a):
            >
            > > I wierzcie lub nie - kazdy mebel i kazda rzecz kupiona i zainstalowana byl
            > a
            > > moim wyborem.
            >
            >
            > no właśnie, ale czy potrafisz powiedzieć dlaczego wybrałeś taką a nie inną rzec
            > z,
            > w takim a nie innym kolorze, kształcie itd (już całkowicie pomijając aspekt
            > finansowy)
            >
            > Czy nie był to przypadkiem wybór zdeterminowany gustem? A gust ma jakieś tam
            > korzenie w Twojej przeszłości. To jak to jest z tą swobodą?
            >
            > Choć oczywiście można zrobić sobie samemu na złość i zakupić rzecz, która w ogó
            > le
            > nam się nie podoba
            >

            I zdaje sie, ze kwieto tu rozbija sie ze swoja filozofia, innymi slowy, nie siega
            zbyt daleko, myslac, ze gust, zachcianka to jakis pierwotny impuls. Moze i tak
            latwiej zyc, ale to ma sie tak do prawdy, jak czubek gory lodowej do calego
            masywu.
            Andrzej.
          • magotka Re: A ja ostatnio urzadzalem dom 10.01.02, 20:53
            albo zorganizowac sobie zakup przypadkowy: poprosic szefa zeby wyplacil w dzien
            nieoczekiwany, wpasc do sklepu w ktorym nie wiesz czy byla swieza dostawa,
            kupic na macanta i jeszcze to nosic... alez to bezsens: gust, wybor koloru to
            moje pragnienie, w takiej teorii determinizm zostaje zdeterminowny przez moja
            wolnosc wyboru A co mnie to obchodzi ze ktos mi powie ze nie wiem dlaczego
            chce, albo ze to co chce to iluzja, wazne ze czuje ze zyje i ze rownie dobrze
            moglam wybrac cos innego, a nie wybralam, dlatego jestem soba. I mam poczucie
            wlasnego istnienia, poprzez spelnianie tego co pragne.
            • Gość: ida Re: A ja ostatnio urzadzalem dom IP: *.csk.pl 10.01.02, 21:08
              magotka napisał(a):

              A co mnie to obchodzi ze ktos mi powie ze nie wiem dlaczego
              > chce, albo ze to co chce to iluzja, wazne ze czuje ze zyje i ze rownie dobrze
              > moglam wybrac cos innego, a nie wybralam, dlatego jestem soba. I mam poczucie
              > wlasnego istnienia, poprzez spelnianie tego co pragne.

              Oczywiście, że to wszystko zależy od tego jak człowiek sam to odbiera
              ale będąc upierdliwą powiem, że to mi wygląda na to, że jesteś zdeterminowana tym
              co pragniesz

            • Gość: Andrzej Do Magotki IP: *.unl.edu 10.01.02, 21:14
              magotka napisał(a):

              > albo zorganizowac sobie zakup przypadkowy: poprosic szefa zeby wyplacil w dzien
              >
              > nieoczekiwany, wpasc do sklepu w ktorym nie wiesz czy byla swieza dostawa,
              > kupic na macanta i jeszcze to nosic... alez to bezsens: gust, wybor koloru to
              > moje pragnienie, w takiej teorii determinizm zostaje zdeterminowny przez moja
              > wolnosc wyboru A co mnie to obchodzi ze ktos mi powie ze nie wiem dlaczego
              > chce, albo ze to co chce to iluzja, wazne ze czuje ze zyje i ze rownie dobrze
              > moglam wybrac cos innego, a nie wybralam, dlatego jestem soba. I mam poczucie
              > wlasnego istnienia, poprzez spelnianie tego co pragne.

              No i wspaniale. Nikt Ci nie kaze rozbierac na atomy Twej decyzji. Czuj swoja
              suwarennosc jak tylko sobie zyczysz. To wlasnie piekno zycia, ze nie musimy
              analizowac takich rzeczy jak gust, zachcianki, swobodny czy tez nie, wybor.
              Jak pijesz wode nie musisz wiedziec, ze to H2O, ale to nie zmienia faktu, ze
              pijesz wodor polaczony z tlenem.
              pozdr, Andrzej.


              • kwieto Determinizm? 10.01.02, 21:39
                Kurcze, wierz mi Andrzeju, ze bardzo bym chcial w tej chwili poddac sie
                determinizmowi, i zwalic na to swoje wybory. A akurat stanalem na rozdrozu z
                totalna pustka, i jedynym stwierdzeniem - "nic nie wiem".

                Wybor jest jak biala kartka, rownie dobrze moglbym rzucic kostka.
                Czy to tez sie miesci w ramach determinizmu?
                • Gość: Andrzej Re: Determinizm? IP: *.unl.edu 10.01.02, 22:09
                  kwieto napisał(a):

                  > Kurcze, wierz mi Andrzeju, ze bardzo bym chcial w tej chwili poddac sie
                  > determinizmowi, i zwalic na to swoje wybory. A akurat stanalem na rozdrozu z
                  > totalna pustka, i jedynym stwierdzeniem - "nic nie wiem".
                  >
                  > Wybor jest jak biala kartka, rownie dobrze moglbym rzucic kostka.
                  > Czy to tez sie miesci w ramach determinizmu?

                  kwieto, tu nie chodzi o zwalanie winy na cos. Jak sie dobrze przyjrzysz pojeciu
                  karmy, to zobaczysz, dla tych co ja rozumieja, staje sie ona niesamowicie
                  sprawnym narzedziem nawigacyjnym po tym padole. Jesli wiec przyjmiesz, ze to co
                  robisz teraz jest konsekwencja poprzednich akcji, to dojdziesz do wniosku,
                  ze w takim razie warto postapic odpowiednio teraz, zeby zebrac dobre owoce
                  pozniej. Czy za sekunde, czy w nastepnym zyciu, niewazne. Tego uczyl Jezus, tego
                  uczyl Bugga ze swoimi 8 drogami. Niestety, dla wiekszosci z nas lepsza jest
                  filozofia: "raz sie zyje", albo "tu mie wisi". Konsekwencje przychodza z zelazna
                  punktualnoscia wtedy "kiedy czas ku temu". Niewielu tez z nas chce zastanowic sie
                  glebiej nad naszym postepowaniem. Dla mnie to jest jasne jak slonce i nie ma nic
                  pewniejszego niz to, ze karma istnieje i dziala jako uniwersalny dystrybutor
                  zlych i dobrych energii. To jest jedyna sprawiedliwosc na tym swiecie i nikt
                  nie ucieknie przed karma. Zauwaz, ze gdyby wszyscy, dokladnie wszyscy na tym
                  swiecie nagle zrozumieli czym jest karma, nikt nie mialby ochoty zranic nikogo,
                  nikt nie chcialby przywlaszczyc sobie niczego itp, itd. Ale w spoleczenstwach,
                  gdzie wierzy sie w przypadki, cuda niewidy, wolny wybor, "cos gdzies skads",
                  gdzie wierzy sie, ze mozna uniknac odpowiedzialnosci, nigdy nie zapanuje
                  braterstwo, milosc, czy zwykly szacunek.
                  Zaden wybor nie jest biala kartka kwieto. Nie przychodzimy na ten swiat jako
                  czyste duszyczki. A Einstein powiedzial, ze Pan Bog nie gra w kosci, czyli po
                  naszemu... nic nie jest przypadkiem. Przypadek, jak to mowili madrzy chlopcy
                  ze starozytnej Grecji, jest funkcja niewiedzy.
                  Pozdr, Andrzej.
                  • Gość: czarek Re: Determinizm? IP: 65.128.157.* 10.01.02, 23:30
                    a jak mowia chlopcy & dziewczeta z innej szkoly: przypadek jest wolnoscia
                    ducha, czyli brakiem kontroli rozumowej (a dzieje sie to zawsze wtedy kiedy
                    czlowiek zyje rowniez wedlug intuicji, a nie tylko czystego rozsadku).
                    Potencjalnie wszystko jest mozliwe. Lecz istnienie zycia jest bezustannym
                    samoograniczaniem sie potencjonalnosci, przybierajacej nieskonczenie roznorodne
                    formy, w postaci okreslonych, zdeterminowanych (ale dynamicznie, czyli
                    istniejacych w bezustannym procesie samokreslania sie) jednostek i osbowosci.
                    Formy nie sa ograniczone tylko zasada przyczyna-skutek, jesli przyjmiemy ze
                    zycie nie ma poczatku ani konca, gdyz wowczas nie ma zadnej pierwszej
                    przyczyny, ani ostatecznego celu. Jest tylko nieskonczony rozwoj, a
                    determinacja jest jednym z narzedzi tej spontanicznosci zycia, jak roznorodnosc
                    form i doswiadczen, po to zeby sie z niej, jak tez z nich, wyzwolic. Nauczyc
                    sie zyc paradoskem nie-posiadania zycia choc w formie. To jest tworzenie nowych
                    swiatow, nowych percepcji. A nie tylko bierne zaslugiwanie na nie, ze wzgledu
                    na dobre uczynki, poniewaz bez przeciwienstw, czyli rowniez zla, nie ma
                    rozwoju. I nie chodzi o usprawiedliwienie zla, bo trzeba stanac po ktorejs
                    stronie, ale o zrozumienie ze stawianie tylko na dobre uczynki jest
                    niezdolnoscia do bycia moralnym z milosci. Brakiem rozwoju. Bo tylko moralnosc
                    dobrowolna, aktywna, a nie z posluszenstwa, jest prawdziwa. A zeby do niej
                    dojsc, trzeba popelnic lub doswiadczyc rowniez pewnego zla. A jesli dobro i zlo
                    to tylko plus i minus, dwa przeciwne bieguny napedzajace istnienie? Noc i
                    dzien. Prawa i lewa polkula mozgu? Czym jest determinacja jesli nie okazja do
                    wyjscia poza nia? Czyli mozliwoscia doswiadczenia wolnosci wyboru.Ten sam
                    absurd byl z tolerowaniem nietolerancji. Czy mozna nietolerancje stawiac na
                    rowni miedzy tolerujacymi wszelka wzajemnosc i roznorodnosc istotami? Czy mozna
                    wolnosc, wolny wybor i istnieniowe poczucie tegoz, nazywac zdeterminowanym? Bo
                    przeciez nie ma absolutnej wolnosci, ktora nie bylaby absolutnym egoizmem,
                    traktujacym wszelka innosc jako przedmioty dla wlasnego jedynego bytu? Kazda
                    wolna decyzja jest czyms uwarunkowana. Ale to nie zmienia faktu istnienia
                    wolnosci, ktora jest mozliwoscia na zmiane status quo. Determinacja kreci sie
                    zas w kolko wlasnego ogona. Dlatego spirala oddaje bardziej ten dynamiczny
                    proces rozwoju albo uwsteczniania. Kazda terazniejszosc jest przeszloscia, ale
                    dzieki spotkaniu tu i teraz, dzieki wzajemnosci, tworzy sie tez nowa mozliwosc,
                    tak jak z kazdej pary rodzi sie nowa istota. Nie tylko zdeterminowana. A H2O?
                    To abstrakcja intelektualna, na uzytek praktyczny. Kazda kropla jest inna. To
                    cud jednosci w roznorodnosci. I to dynamicznej, wolnej-nie-wolnej. Czasem
                    rzezwi, czasem truje.
                  • kwieto Re: Determinizm? 11.01.02, 00:49
                    No to teraz przeczysz samemu sobie - bo z jednej strony to co robie teraz jest
                    wg Ciebie efektem tego co robilem w przeszlosci, zarazem to co robie teraz
                    wplywa na przyszlosc. Ale jesli terazniejszosc jest zdeterminowana przez
                    przeszlosc, to przyszlosc rowniedz, ergo - terazniejszosc nie ma zadnego
                    znaczenia dla przyszlosci

                    W jaki wiec sposob dzialajac w terazniejszosci moge ta przyszlosc zmienic? To
                    jest drastyczne sie wylamanie z determinizmu, karmy...
                    • Gość: czarek Re: Determinizm? IP: 65.128.156.* 11.01.02, 14:46
                      kwieto napisał(a):

                      > No to teraz przeczysz samemu sobie - bo z jednej strony to co robie teraz jest
                      > wg Ciebie efektem tego co robilem w przeszlosci, zarazem to co robie teraz
                      > wplywa na przyszlosc. Ale jesli terazniejszosc jest zdeterminowana przez
                      > przeszlosc, to przyszlosc rowniedz, ergo - terazniejszosc nie ma zadnego
                      > znaczenia dla przyszlosci
                      >
                      > W jaki wiec sposob dzialajac w terazniejszosci moge ta przyszlosc zmienic? To
                      > jest drastyczne sie wylamanie z determinizmu, karmy...

                      Poprzez refleksje, analize wlasnych doswiadczen, czynow, zlych i dobrych (ale
                      intensywnych i szczerych, czyli wynikajacych z bycia soba - 'badzcie goracy albo
                      zimni') mamy wplyw na ich skutki, w zaleznosci od tego w jakim stopniu taka
                      refleksja intelektualna wplywa na zmiane naszych osobowosci. Im glebsza
                      refleksja, tym glebsza zmiana. Im glebsza zmiana, tym mniejsze prawdopodobienstwo
                      pojawienia sie skutku proporcjonalnego do popelnionego czynu. Osoba jest juz
                      zmieniona, inna. Dany skutek traci waznosc, adekwatnosc. Im mniejsza aktywnosc,
                      refleksja umyslowa nad danymi doswiadczeniami, tym wiekszy bedzie wplyw
                      determinacyjny danych doswiadczen, przyczyn (szyny), i tak w kolko macieja,
                      albo 'powtorka z rozrywki', albo lot na dno, az do wyczerpania. Wybaczanie, czyli
                      nie mszczenie sie, jest rowniez daniem mozliwosci komus i sobie na przemiane
                      osobowosciowa poprzez refleksje. Oczywiscie nie oczekuje refleksji od mordercy,
                      ale poza srodkami skrajnymi, ograniczajacymi wplyw takiego osobnika na innych
                      ludzi, nie mszczenie sie, czyli przynajmniej nie maltretowanie lub odwetowe
                      mordowanie mordercy, jest jedyna szansa dla niego na zmiane. Odosobnienie i
                      refleksja, a moze nawet przymus refleksji? W Stanach widzialem taki program,
                      gdzie po jakims czasie aranzowano spotkania rodzin ofiar z mordercami. Ciekawy
                      wplyw psychologiczny na mozg mordercy. A z drugiej strony wszyscy jestesmy
                      mordercami i mordujemy, wystarczy to sobie tylko wyobrazic, wiec wszyscy
                      powinnismy jakos aktywnie umyslowo rozwiazywac to zagadkowe doswiadczenie. Im
                      glebsza ktos ma zdolnosc refleksyjna wobec wlasnych doswiadczen i czynow, tym
                      mniejszych skutkow tychze doswiadczen bedzie doznawal, tym intensywniej bedzie
                      sie zmienial, a tym samym wplywal na rozwoj przyszlosci. Rozwoj to doswiadczanie
                      przeciwienstw, zla i dobra, radosci i cierpienia, dnia i nocy, dlatego
                      uzaleznianie rozwoju i pozytywnego zycia od karmy, czyli ilosci dobrych uczynkow,
                      likwiduje pelny rozwoj i pelne objawianie wlasnych istnien, powodujac zycie w
                      iluzji, czyli biernym posluszenstwie. Tylko dobrowolna, spontaniczna moralnosc, z
                      pragnienia, milosci, jest moralnoscia prawdziwa. Jesli ktos nie chce zyc
                      moralnie, to lepiej zeby doswiadczyl tego skutkow, niz zeby udawal ze jest dobry.
                      Bo to jedyna droga dla niego do wyeliminowania tej iluzji i jej wplywu na innych.
                      Ktos kto jest pasywny umyslowo bedzie szedl torem przyczyna-skutek.
                      Doswiadczenie, bez wzgledu na jakosc moralna jest konieczne dla istnienia
                      wolnosci i mozliwosci na zmiane. Moze ono istniec tylko w ograniczonych,
                      zdeterminowanych istotach. Ale samo-ograniczanie sie istnien jest nieskonczone,
                      wolne, bez poczatku ani konca. I tak wolnosc wspol-istnieje z koniecznoscia.
                      • kwieto Re: Determinizm? - do czarka 11.01.02, 15:01
                        Oj, ja wiem, ale pytanie bylo do Andrzeja i jego koncepcji. U niego nie jest to
                        tak oczywiste...
                    • Gość: Andrzej Re: Determinizm? IP: *.unl.edu 11.01.02, 20:06
                      kwieto napisał(a):

                      > No to teraz przeczysz samemu sobie - bo z jednej strony to co robie teraz jest
                      > wg Ciebie efektem tego co robilem w przeszlosci, zarazem to co robie teraz
                      > wplywa na przyszlosc. Ale jesli terazniejszosc jest zdeterminowana przez
                      > przeszlosc, to przyszlosc rowniedz, ergo - terazniejszosc nie ma zadnego
                      > znaczenia dla przyszlosci
                      >
                      > W jaki wiec sposob dzialajac w terazniejszosci moge ta przyszlosc zmienic? To
                      > jest drastyczne sie wylamanie z determinizmu, karmy...

                      Zabiles mi cwiekulca, przyznaje.
                      pozdr, Andrzej.
                      • kwieto Re: Determinizm? 11.01.02, 20:45
                        hihihi :")))))
                        • Gość: Andrzej Re: Determinizm? IP: *.unl.edu 11.01.02, 20:55
                          kwieto napisał(a):

                          > hihihi :")))))

                          Ten sie smieje kto sie na KARMI ostatni, hihihi
                          • kwieto Re: Determinizm? 11.01.02, 20:57
                            Mamy tu takie piwo, browaru Okocim "KARMI". karmelkowe, slodkie, calkiem dobre
                            • Gość: Andrzej Re: Determinizm? IP: *.unl.edu 11.01.02, 21:29
                              kwieto napisał(a):

                              > Mamy tu takie piwo, browaru Okocim "KARMI". karmelkowe, slodkie, calkiem dobre

                              Dobrze ze rzucilem pijacki obyczaj, w innym razie naKARMIlbym sie tym browarem,
                              ze karmy starczyloby na trzy piekielne inkarnacje.
                              • Gość: czarek Re: Determinizm? IP: 65.128.157.* 11.01.02, 21:42
                                moje ulubione, bezalkoholowe. Nie masz sie czego obawiac Andrzej.
                                Chociaz przyznaje ze Podpiwek Szlachecki byl lepszy, bo na slodzie jeczmiennym,
                                a nie na karmelkach.
    • szary_ptak Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 10.01.02, 20:46
      Gość portalu: Skło napisał(a):

      > Co nami kieruje w życiu. Czy to my i tylko my decydujemy co się będzie działo
      > czy jest to nam z góry przeznaczone? Czekam na opinie!:)

      Czasem mam wrazenie, ze faktycznie wszystko jest "z gory" ustalone. Szczegolnie,
      gdy sie zaczyna walic...bo chyba tak jest, ze porazki najchetniej
      przypisalibysmy "fatum" a ewentualne sukcesy - to od nas jedynie zaleza...

      Pozdrawiam
      Szary_ptak

      • miss.s Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 00:40
        szary_ptak napisał(a):

        > Czasem mam wrazenie, ze faktycznie wszystko jest "z gory" ustalone. Szczegolnie
        > ,
        > gdy sie zaczyna walic...bo chyba tak jest, ze porazki najchetniej
        > przypisalibysmy "fatum" a ewentualne sukcesy - to od nas jedynie zaleza...
        >
        > Pozdrawiam
        > Szary_ptak


        wlasnie Jaskolko!

        mewy Cie pozdrawiaja!!!!!
        >

    • Gość: Sylwia Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 08:47

      Przeznaczenie - ale to nie znaczy, że mamy "leżeć do góry brzuchem"
      bo to "coś" samo przyjdzie. Napewno nie w ten sposób wypełnia sie
      nasze przeznaczenie.

      Mamy wolną wolę w kierowaniu swoim życiem, lecz ...

      No własnie, dlaczego pewne rzeczy układaja nam sie sprawnie, gładko,
      a drugie; jak woda pod górę ???

      Moim zdaniem, jeżeli idziemy drogą zapisaną nam "gdzieś tam w górze"
      to każda sprawa, każdą rzecz załatwiamy bezproblemowo.

      Natomiast "wbrew losowi" stale napotykamy trudności.

      Pozdrawiam wierzących w przeznaczenie.

      • ela1001 Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 10:04
        Gość portalu: Sylwia napisał(a):

        >
        > Przeznaczenie - ale to nie znaczy, że mamy "leżeć do góry brzuchem"
        > bo to "coś" samo przyjdzie. Napewno nie w ten sposób wypełnia sie
        > nasze przeznaczenie.
        >
        > Mamy wolną wolę w kierowaniu swoim życiem, lecz ...
        >
        > No własnie, dlaczego pewne rzeczy układaja nam sie sprawnie, gładko,
        > a drugie; jak woda pod górę ???
        >
        > Moim zdaniem, jeżeli idziemy drogą zapisaną nam "gdzieś tam w górze"
        > to każda sprawa, każdą rzecz załatwiamy bezproblemowo.
        >
        > Natomiast "wbrew losowi" stale napotykamy trudności.
        >
        > Pozdrawiam wierzących w przeznaczenie.
        >

        Wierzę zarówno w przeznaczenie jak i możliwość kierowania swoim losem .
        Niestety jest cała rzesza ludzi którzy wszelkie swoje życiowe niepowodzenia typu
        brak pracy, pieniędzy, rozwydrzone dzieci zwalają na karb losu.
        Nie przychodzi im do głowy , że swoją postawą sami prowokują konkretne sytuacje.
        Po prostu nie chce im się popracować nad sobą ze zwykego lenistwa i wygodnictwa,
        Czy to że mają taki a nie inny charakter należy tłumaczyć przeznaczeniem
        bo "bidule" mają to zapisane w genach? Bo mieli to parszywe szczęście że mamusia
        wybrała głupiego tatusia a nie kandydata do Nobla?
        Jeżeli ktoś jest pasożytem społecznym to też jest to winą przeznaczenia?
        Nie dajmy się zwariować!
        • Gość: Sylwia Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 10:49
          ela1001 napisał(a):
          > Wierzę zarówno w przeznaczenie jak i możliwość kierowania swoim losem .
          > Niestety jest cała rzesza ludzi którzy wszelkie swoje życiowe niepowodzenia typ
          > u brak pracy, pieniędzy, rozwydrzone dzieci zwalają na karb losu.
          > Nie przychodzi im do głowy , że swoją postawą sami prowokują konkretne sytuacje
          > Po prostu nie chce im się popracować nad sobą ze zwykego lenistwa i wygodnictwa
          > Czy to że mają taki a nie inny charakter należy tłumaczyć przeznaczeniem
          > bo "bidule" mają to zapisane w genach? Bo mieli to parszywe szczęście że mamusi
          > a wybrała głupiego tatusia a nie kandydata do Nobla?
          > Jeżeli ktoś jest pasożytem społecznym to też jest to winą przeznaczenia?
          > Nie dajmy się zwariować!>


          Nic nie przychodzi samo i nie jest wina przeznaczenia, że komuś
          nie chce "ruszać sie w zyciu" i korzystać z szansy dobrego losu.

          Od nas zalezy co zrobimy ze swoim życiem !!!
          Los/ przeznaczenie nam w tym pomaga, bądź przeszkadza jeżeli nie jest
          to dobra droga.


          • faxio Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 10:53
            Jeżeli los stawia nam trudności, to nie zawsze musi oznaczać "złą drogę".
            Taki Hiob np. ...
            • Gość: Sylwia Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 11:15
              faxio napisał(a):
              > Jeżeli los stawia nam trudności, to nie zawsze musi oznaczać "złą drogę".>


              "zła droga" moim zdaniem to jest niezgodna z naszym przeznaczeniem.



              • faxio Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 11:21
                A jak poznać swoje przeznaczenie?
                Piszesz, że jeżeli wybierzesz złą drogę, los Ci będzie przeszkadzał.
                Wjaki sposób np.
                Czy każda przeszkoda na drodze świadczy o złym wyborze.
                Czy tzn, że powinniśmy zawsze iść tam, gdzie najłatwiej?
                • Gość: Sylwia Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 11:55
                  faxio napisał(a):
                  > A jak poznać swoje przeznaczenie?>

                  Chyba wtedy, kiedy twoje decyzje i czyny spotykaja się z akceptacją.
                  Kiedys przeczytałam takie zdanie "żona, pies i działka przez Boga
                  przeznaczona tylko do tej decyzji trzeba dojrzeć".


                  > Piszesz, że jeżeli wybierzesz złą drogę, los Ci będzie przeszkadzał.
                  > Wjaki sposób np.>


                  Przykład z życia: Ktoś uparł się, że musi wyjechać i zyć w innym
                  kraju niż Polska. Początki trudne (jak w większości), rozpoczynają się
                  kłopoty ze zdrowiem bardzo poważne ( złamania nogi, ręki), bóle serca.
                  Utrata pracy, w końcu okradziono tego kogoś.
                  Decyzja powrotu!!!
                  Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki; zero kłopotów zdrowotnych,
                  zero problemów ze znalezieniem pracy. Jak jest praca to są i środki
                  do życia. Dziś ten "ktoś" ma ustablizowaną sytuację finansową,
                  rodzinną,piękny dom, samochód. Za jakiś czas okazało się, że jego
                  obecność jest niezbędna dla kogoś tam z rodziny, musi opiekować sie tą
                  osobą i wierzy, że to wszystko było mu przeznaczone- aby zrozumieć, iż
                  jego miejsce jest w Polsce.
                  Można by mnozyć tego typu przykłady.


                  > Czy każda przeszkoda na drodze świadczy o złym wyborze.
                  > Czy tzn, że powinniśmy zawsze iść tam, gdzie najłatwiej?>

                  Moim zdaniem nie. Sa przeszkody twórcze, a najłatwiej byłoby nie robić
                  nic.








        • Gość: za Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.pressmedia.com.pl 11.01.02, 19:19
          ela1001 napisał(a):

          > Czy to że mają taki a nie inny charakter należy tłumaczyć przeznaczeniem
          > bo "bidule" mają to zapisane w genach?

          Tak! wprawdzie charakter to trochę niejasne pojęcie, ale większość cech się
          dziedziczy a rodziców się nie wybiera. I jak ktoś będzie z natury słaby, to każda
          czynność będzie dla niego wielkim wysiłkiem i wcale nie z lenistwa nie będzie
          sobie radził tylko z przemęczenia, z braku zdolności i żadna praca nad sobą tu
          nie pomoże. Czterdziestoletnia bezrobotna pielęgniarka nie przekwalifikuje się na
          informatyka, usilną pracą może jakąś tam wiedzę owszem przyswoić, ale zawsze
          przegra z nastoletnim bystrzakiem, który tę samą wiedzę przyswaja sobie w lot. I
          te "bidule" najczęściej doskonale wiedzą co i ile mogą, więc namawianie ich do
          walenia głową w mur i wyzywanie od leniuchów tylko jest kopaniem leżącego.

          > Bo mieli to parszywe szczęście że mamusi
          > a wybrała głupiego tatusia a nie kandydata do Nobla?

          No więc potwierdzasz, że to kwestia szczęścia. A tak w ogóle to tych kandydatów
          do Nobla wcale nie jest tylu, żeby dla każdej chętnej mamusi starczyło. I choćby
          nie wiem jak się dziesięć "mamuś" kręciło koło "noblisty", to tylko jedna dostąpi
          tego zaszczytu zdobycia go, i najczęściej wcale nie ta która się najbardziej
          starała i nad tym pracowała, tylko ta która się spodobała bo np. miała długie
          nogi i niebieskie oczy... a tego nie da się wypracować...
    • faxio Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 10:32
      Jakoś do tej pory Karma nugdy nie kojarzyła mi się z brakiem wolności wyboru.
      Wręcz przeciwnie. Determinowane przez nia były tylko jakies punkty wyjsciowe, a
      dalej wszystko zalezało od człowieka. Inaczej to nie ma sensu. Jaki sens ma
      karma, jezeli nie mam na nia wpływu?
      Andrzeju, jak możesz mówić, że gdyby wszyscy uwierzyli w KARMĘ, życie byłoby
      lepsze? Przeciez wg Ciebie ona dotyczy wszystkich, tych co wierza i tych,
      którzy nie. A zatem jeżeli nikt nie ma wyboru, nie może tez zacząć wierzyc, ani
      zacząć żyć lepiej, bo taka jest jego karma.
      To najbardziej beznadziejna wizja świata z jaką się spotkałam.
      • never Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 12:03
        powiedzmy że nas "los" jest kombinacją (czy też wypadkową) działania con. 2
        czynników:

        1. własnych decyzji (mniejsza o to w tej chwili, na ile suwerennych, a na ile
        zdeterminowanych innymi czynnikami, o których pisaliście)
        2. zdarzeń od nas niezależnych

        i teraz powiedzcie mi, czy punkt 2. to:

        a) przeznaczenie - czyli w przybliżeniu zestaw zdarzeń "przygotowanych" dla
        nas, określonych z góry przez (w jakimś sensie) osobową/nadprzyrodzoną siłę
        sprawczą

        czy może raczej

        b) przypadek - czyli zdarzenia l o s o w e ??? (określone, powiedzmy, przez
        teorię katastrof czy inne prawo wielkich liczb)

        Przecież p r z y p a d e k - a - p r z e z n a c z e n i e to zupełnie nie to
        samo....

        pzdr :-)
        • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 12:16
          Jak dla mnie przypadek. Ale przypadek da sie podciagnac pod przeznaczenie (bo
          niewielka roznica, czy "tak sie stalo" czy "tak musialo byc"). A tak naprawde
          tu liczy sie tylko nastawienie do przypadku - czy jest w nim "sila wyzsza", czy
          nie
          • never Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 15:47
            kwieto napisał(a):

            > Jak dla mnie przypadek. Ale przypadek da sie podciagnac pod przeznaczenie (bo
            > niewielka roznica, czy "tak sie stalo" czy "tak musialo byc"). A tak naprawde
            > tu liczy sie tylko nastawienie do przypadku - czy jest w nim "sila wyzsza", czy
            > nie

            ha! dlaczego ? ja uważam, że to jest zasadnicza różnica: jeśli jest nam
            przeznaczone, to ew. możemy sprawcy/twórcy tegoż przeznaczenia zaufać, tudzież po
            prostu zwalić na niego odpowiedzialność za nasze dalsze losy, bo i tak już jest
            ustalone, co się stanie z nami jutro, za tydzień, czy za 10 lat. jeśli jednak
            jest to kwestia przypadku, to naszą zdrową reakcją powinien być chyba raczej
            blady strach .....
            • kwieto Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 15:51
              Ani jedno ani drugie. Blady strach? Dlaczego? Niby kazdy moze wpasc pod
              samochod wychodzac do sklepu po bulki. Ale czy to musi skazywac nas na
              siedzenie w domu, i drzenie, zeby sie tylko sufit nie zawalil (przypadkiem, czy
              przeznaczeniem, wszystko jedno). Przeznaczenie, przypadek - oba te pojecia
              tlumacza rzeczy na ktore nie mamy wplywu, ktore dzieja sie poza naszym
              jestestwem. A nazwa naprawde nie ma znaczenia. A zwalanie winy na
              przeznaczenie, stworce? A co z tego przyjdzie? Zycie idzie dalej, i trzeba
              jakos sobie z tym poradzic, oskarzenia sa jalowe
    • konvi Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 11.01.02, 20:26
      A ja myślę, że większość dyskutantów popełnia jeden, zasadniczy moim zdaniem,
      błąd w rozumowaniu. Za przeznaczenie bierze - przypadek. Przecież to nie jest
      to samo. Przypadek to losowo następujące zdarzenie. To czy ktoś sie uodziła
      taki, czy inny, czy miał trochę szczęścia w tym, czy w innym, to tylko
      przypadek. Przeznaczenie natomiast to określenie na pewne hipotetyczne
      zjawisko, które sugeruje, że ktoś twoje życie zaplanował i ropzisał na
      poszczególne zdarzenia. Albo przynajmniej waqżniejsze zdarzenia. Jakaś siła
      wyższa postanowiła, że stanie się z tobą to, a nie co innego. W świetle faktów
      naukowych teza taka jest nie do obronienia. Moim zdaniem każdy człowiek
      kształtuje sam swoje życie, mając do dyspozycji pewien, przypadkowy często,
      zasób możliwości. Tak jak kowal - potrafi wykuć najróżniejsze rzeczy, ale tylko
      z materiaów, które posiada. Nie zrobi pięknej, ozdobnej ogromnej kraty na okno
      z 10 dkg metalu.
      • Gość: Martyna Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? IP: *.proxy.aol.com 12.01.02, 20:13


        Chcilam tylko spytac dla scislosci, pelny determinizm zaklada, ze wszystko
        jest z gory zaplanowane i ustalone . Kazdy zdarzenie w zyciu czlowieka, kazda
        sytuacja, podjecie akcji. Czyli popelnienie morderstwa, czy tez inny perfidny
        czyn tez byl przeznaczeniem . Jesli byly to czyny przeznaczone, na ktore ich
        sprawcy nie mieli zadnego wplywu to chyba nie powinnysmy ich oceniac bo nie sa
        winni, to przeznaczenie jest winne.
        • konvi Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 13.01.02, 20:09
          Gość portalu: Martyna napisał(a):

          >
          >
          > Chcilam tylko spytac dla scislosci, pelny determinizm zaklada, ze wszystko
          > jest z gory zaplanowane i ustalone . Kazdy zdarzenie w zyciu czlowieka, kazda
          > sytuacja, podjecie akcji. Czyli popelnienie morderstwa, czy tez inny perfidny
          > czyn tez byl przeznaczeniem . Jesli byly to czyny przeznaczone, na ktore ich
          > sprawcy nie mieli zadnego wplywu to chyba nie powinnysmy ich oceniac bo nie sa
          > winni, to przeznaczenie jest winne.

          Ależ ja, droga Martyno, zakładam coś wręcz przeciwnego. Z mojego listu powinno
          wynikać, być może nie doprecyzowałem tego należycie, że nie uważam przeznaczenia
          za fakt. Raczej odwrotnie - uważam, że każdy jest odpowiedzialny za własne czyny
          i każdy sam kształtuje swoje życie. Chociaż czasami ma naprawdę mały wpływ na to
          jak ono wygląda, ale przecież nie dzieje się tak z powodu przeznaczenia. Raczej
          przypadku, obecnego w naszym życiu cały czas. I nie tylko w naszym, ale również
          zwierzęcym i roślinnym. Lecz każdy może, w danym mu zakresie, kształtować swoje
          żyie jak chce. A za tą wolnością podąża cały czas odpowiedzialność za czyny.

    • Gość: Eva Re: Kochani, wszyscy macie racje.... IP: 10.1.12.* 14.01.02, 12:15
      ... z pewnoscia kazdy dla siebie, a moze nawet ktos inny na swiecie podziela
      wasze poglady.
      Jaki cel wytyczyl sobie autor tego watku, co (oprocz wymiany pogladow i zachety
      do przemyslen o zyciu i jego sensie) miala przyniesc ta dyskusja?
      To, czy podejmujemy decyzje, bo tak chcemy, albo bo inaczej sie nie da w danych
      okolicznosciach, nie jest decydujacym faktorem. Wazne, by skutki tych rozwiazan
      harmonizowaly z kosmosem/boska energia/biegiem zycia, czy jak by to inaczej
      zwac. No i zebysmy my sami byli zadowoleni z tego, co wynika z tychze decyzji.
      Wszystkim (rowniez sobie) zycze zawsze najlepszych, wlasciwych i optymalnych
      decyzji/przypadkow/zbiegow okolicznosci/przeznaczenia.
      (nareszcie porzadny watek i cywilizowana dyskusja na tym slawetnym forum!!!)
      • Gość: kola swietnie IP: *.statsbiblioteket.dk 15.01.02, 12:05
        Bardzo duzo teori a mnie ciekawia konkretne przypadki.
        Kto je ma?
        • Gość: Sylwia Re: swietnie IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 15.01.02, 12:12
          Gość portalu: kola napisał(a):
          > Bardzo duzo teori a mnie ciekawia konkretne przypadki.>


          A nie znamy ustawy o ochronie danych osobowych ??


          O przeznaczeniu przepięknie śpiewa Zdzisława Śośnicka.


    • expartyzant Re: Przeznaczenie czy kowale własnego losu? 15.01.02, 15:16
      Otrzymujemy to co naprawdę chcemy. 90% z nas żyje byle jak bo tak chcą.
      • Gość: Renka Re: dzis bylo mi przeznaczone.. IP: *.home.cgocable.net 19.01.02, 08:04
        Dzis wszystko wskazywalo, ze nic nie zarobie , bo samochod byl dead i nie
        moglam pojechac do pracy.Jednak chcialam na sile i udalo sie . Zapalil przy
        temperaturze paliwa 1 C.Po drodze mialam zatankowac do pelna, stacje byly
        oblezone wiec zmienilam decyzje i pojechalam prosto do pracy. Niestety, po
        drodze, skrzyzowanie zostalo przede mna zablokowane i musialam w ostatniej
        chwili skrecic w prawo. Jade i nie wiem po co, goraczkowo myslac, ze gdzies
        musi byc stacja benzynowa. Podjezdzam na stacje, a tam zmarzniete moje dziecko
        zbliza sie do przystanku. Kompletny szok! Bylam pewna , ze jest z przyjaciolmi
        i wroci pozno.A ona byla dluzej w szkole i wlasnie wyszla. Prosto na mnie!
        No, w tym przypadku jestem na 100% przekonana, ze Cos mnie tam wlasnie zawleklo
        i w tym wlasnie celu, aby nie pojechac do roboty , tylko by wlasne , zmarzniete
        dziecko zdjac z przystanku!!! Tu znowu UWIERZYLAM w przeznaczenie.Mimo, ze
        dokonalam wyboru , na przekor , okrezna droga to i tak skutek byl taki jak mial
        byc ,zgodny z przeznaczeniem. Biznes byl dead .
        • Gość: czarek Re: dzis bylo mi przeznaczone.. IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 19.01.02, 15:26
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Dzis wszystko wskazywalo, ze nic nie zarobie , bo samochod byl dead i nie
          > moglam pojechac do pracy.Jednak chcialam na sile i udalo sie . Zapalil przy
          > temperaturze paliwa 1 C.Po drodze mialam zatankowac do pelna, stacje byly
          > oblezone wiec zmienilam decyzje i pojechalam prosto do pracy. Niestety, po
          > drodze, skrzyzowanie zostalo przede mna zablokowane i musialam w ostatniej
          > chwili skrecic w prawo. Jade i nie wiem po co, goraczkowo myslac, ze gdzies
          > musi byc stacja benzynowa. Podjezdzam na stacje, a tam zmarzniete moje dziecko
          > zbliza sie do przystanku. Kompletny szok! Bylam pewna , ze jest z przyjaciolmi
          > i wroci pozno.A ona byla dluzej w szkole i wlasnie wyszla. Prosto na mnie!
          > No, w tym przypadku jestem na 100% przekonana, ze Cos mnie tam wlasnie zawleklo
          >
          > i w tym wlasnie celu, aby nie pojechac do roboty , tylko by wlasne , zmarzniete
          >
          > dziecko zdjac z przystanku!!! Tu znowu UWIERZYLAM w przeznaczenie.Mimo, ze
          > dokonalam wyboru , na przekor , okrezna droga to i tak skutek byl taki jak mial
          >
          > byc ,zgodny z przeznaczeniem. Biznes byl dead .

          To mam na mysli kiedy mowie ze wszystkim rzadzi Milosc...(szczegolnie w istotach
          kochajacych)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka