Dodaj do ulubionych

SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ

IP: *.zipnet.com.pl 09.01.02, 12:34
JEZELI MACIE OCHCOTĘ O TYM POGADAĆ A SZCZEGOLNIE O PRZYPADKACH DZIWNYCH
SAMOBÓJSTW BLISKICH NIE WIEDZĄCYCH DLACZEGO TAK SIĘ TO STAŁO TO ZAPRASZAM
BYŁAM SWIADKIEM TAKICH WYDARZEŃ CZŁOWIEK PO KTÓRYM SIĘ NIKT NIE SPODZIEWAŁ
USTABILIZOWANY, NIEŹLE WYKSZTAŁCONY MAJĄCY DOBRA PEWNĄ PRACĘ KOCHAJĄCĄ ŻONĘ I
CÓRECZKĘ BEZ NAŁOGÓW TOWARZYSKI ODCHODZI PEWNEGO PIEKNEGO POGODNEGO RANKA NIE
POZOSTAWIAJAC ŻADNYCH WSKAZUWEK DLACZEGO TAK ZROBIŁ?
ZNACIE TAKIE PRZYPADKI ???
CHĘTNIE POWYMIENIAM MYŚLI
Obserwuj wątek
    • Gość: Renka Re: SAMOBÓJSTWO , znaki IP: *.home.cgocable.net 10.01.02, 07:14
      Jako dziecko bylam swiadkiem samobojstwa .Pamietam , ta kobieta rzucila sie z
      balkonu w centrum miasta. Po drodze zachaczyla spodnica o jakis inny balkon.
      Pamietam ten kawalek materialu w drobna kratke fruwajacy na wietrze jak porwana
      choragiewka.Podbiegli do niej ludzie, nawet ksiadz z pobliskiego kosciola. Byla
      mloda, okolo 30stki.Jej maz to byla znana z TV osoba.Osierocila dwie male
      dziewczynki, ktore tego dnia bawily sie w pokoju nozyczkami," mama wtedy, kiedy
      szla na ten balkon, pozwolila im".Pocalowala je i wyszla na balkon. W kuchni
      gosposia przygotowywala obiad.Tatus bawil gdzies za granica, nawet nie bylo
      dokladnie wiadomo gdzie..Szukano go przez radio i TV.Znam te rodzine i wiem, ze
      on nigdy nie zwiazal sie z inna kobieta. Wychowywal swoje corki samotnie.
      Zawsze lubil alkohol, z racji pracy zawsze pil, wszyscy pili..
      Dzien przed tym fatalnym zdarzeniem slyszalam jej rozmowe z pania M (wole
      anonimowosc sytuacji). Bylam dzieckiem , ale zawsze, niby bawiac sie cicho w
      kacie, lubilam nadstawiac ucha na sprawy doroslych..
      Plakala.Mowila, ze on ja upokarza .Mowila, ze nie chcial jej w lozku. Wykopal
      ja na podloge..ze ona go kocha..a on ..
      Pani M byla raczej oschla. Pamietam to, jak powiedziala, ze "nie moze jej
      pomoc, bo sie nie chce wtracac"..Ona wyszla z placzem, bylam mala dziewczynka,
      ale pamietam ten dzien , to byl piatek, pozny wieczor, pamietam , jak mi jej
      bylo zal i nie moglam nic zrobic.
      W sobote zabila sie .
      Nigdy nie podniosila glosu na dzieci, byla taka slodka kobieta, dobra, zawsze
      czestowala mnie czekoladkami, ktorych na prozno bylo szukac w sklepach..
      Ja mysle, ze ludzie daja nam znaki..Nie badzmy wobec nich obojetni.

      Dzis , wsrod kolezanek mojej corki ..wiadomosc, ze X lezy w szpitalu.
      Nafaszerowala sie prochami, zostawil ja chlopiec.Niczego jej do szczescia nie
      brakuje tylko tej milosci, ktorej nie moze miec.Czemu to zrobila?
      Boi sie spojrzec innym w twarz, bo Ona ,ktora zawsze ma to,co chce, zostala
      odrzucona ? Woli odejsc..niz pogodzic sie z tym, ze on jej nie kocha?
      Szczesliwie odratowana.W tej samej rodzinie jest to drugi przypadek z tych
      samych powodow: milosc.Czy ona dawala jakies znaki? Matka pracuje, ojciec
      pracuje , cale dnie. Na zewnatrz jest to wspaniala rodzina.Wspolne wyjazdy,
      obiady rodzinne..I w tym przypadku nieprzecietne , wrecz luksusowe warunki
      zycia.Jak rozpoznac te znaki, ktore moga uratowac ludzkie zycie?
      • Gość: IDA 1 SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 09:35
        dzięki za post Renka.
        Ja niestety od kilku miesięcy staram się zgłębić przyczyny wspomnianej śmierci>
        Przebiega to śledztwo dosyć topornie ale nie tracę nadziei... pozdrawiam i
        zaprasza innych do rozmowy.
        • Gość: za Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.pressmedia.com.pl 18.01.02, 16:47
          Gość portalu: IDA 1 napisał(a):

          > od kilku miesięcy staram się zgłębić przyczyny wspomnianej śmierci

          Czy to na pewno było samobójstwo? Może zakamuflowane zabójstwo...
    • Gość: ID Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 09:58
      ZAPRASZAM
    • deniz.akaya Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 11:34
      CIEKAWE ....ALE SZKODA ZE MAŁE ZAINTERESOWANIE
      • emilla Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 12:31
        To trudny temat. Trudny poniewaz kazdy zawsze zostaje sam ze swoim cierpieniem.
        I sam musi sie z nim uporac.
        Byc moze sa sytuacje kiedy czlowiek czuje sie samotny, nie ma przyjaciol i to
        jest powodem depresji. Ale w wielu przypadkach samobojca jest otoczony ludzmi
        ktorzy go kochaja, rodzina, przyjaciolmi ale nie widzi tego bo nie chce
        widziec, nie dociera to do niego. Poza tym przyczyna depresji moze byc calkiem
        inna, wcale nie samotnosc.
        Jestem bardzo nieszczesliwa. Pomimo ze mam kochaja mame, dwojke dzieci,
        rodzenstwo na ktore moge liczyc, dzieci, meza (nie jest idealem i czesto placze
        przez niego, nie mniej moge na niego liczyc, wiele problemow stwarzam tez sama
        i nieporozumienia sa moja wina), przyjaciol- to czuje sie nieszczesliwa. Co ja
        mam im mowic? Ze mam mysli samobojcze? Ze nie chce mi sie zyc? Gram swoja role
        i jestem uwazana za osobe wesola i silna. A to co sie dzieje w srodku to wiem
        tylko ja no i ewentualnie moj maz. Mowie mu o swoich odczuciach i bolu ale on
        sie smieje wtedy. Nie bierze tego na powaznie.
        Dlatego twierdze ze po pierwsze nawet gdy sie daje sygnaly to i tak sa one bez
        sensu, bo kazdy poklepie tylko po ramionach i stwierdzi "wez sie w garsc", a po
        drugie po co mam wrzucac komus swoj "smietnik" na glowe. Kazdy dosc ma swoich
        problemow. A pomoc musze sobie sama. Mysli samobojcze mam codziennie od
        dluzszego czasu.
        emilla
        • Gość: IDA Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 12:40
          psychoterapeuta to jedyna odpowiedź a twój maż to jednym słowem baran
        • kwieto Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJAC 10.01.02, 12:53
          A czego te mysli dotycza? To znaczy - dlaczego nie jestes szczesliwa? Co sie
          sklada na to poczucie beznadziejnosci?
        • Gość: Amika Odp. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.01.02, 17:18
          Boze ,to straszne ...Moze Tobie czegos innego brakuje ? Witamin,
          mineralow ,czasu dla siebie, prawdziwej milosci ? Zastanow sie czego . Musi byc
          jakis powod. Depresja tez spowodowana jest brakiem jakiegos zwiazku chemicznego
          w mozgu.Moze powinnas zglosic sie do lekarza.
        • lilianajanson88 Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 25.01.02, 16:55
          emilla napisał(a):

          > To trudny temat. Trudny poniewaz kazdy zawsze zostaje sam ze swoim cierpieniem.
          >
          > I sam musi sie z nim uporac.
          > Byc moze sa sytuacje kiedy czlowiek czuje sie samotny, nie ma przyjaciol i to
          > jest powodem depresji. Ale w wielu przypadkach samobojca jest otoczony ludzmi
          > ktorzy go kochaja, rodzina, przyjaciolmi ale nie widzi tego bo nie chce
          > widziec, nie dociera to do niego. Poza tym przyczyna depresji moze byc calkiem
          > inna, wcale nie samotnosc.
          > Jestem bardzo nieszczesliwa. Pomimo ze mam kochaja mame, dwojke dzieci,
          > rodzenstwo na ktore moge liczyc, dzieci, meza (nie jest idealem i czesto placze
          >
          > przez niego, nie mniej moge na niego liczyc, wiele problemow stwarzam tez sama
          > i nieporozumienia sa moja wina), przyjaciol- to czuje sie nieszczesliwa. Co ja
          >
          > mam im mowic? Ze mam mysli samobojcze? Ze nie chce mi sie zyc? Gram swoja role
          >
          > i jestem uwazana za osobe wesola i silna. A to co sie dzieje w srodku to wiem
          > tylko ja no i ewentualnie moj maz. Mowie mu o swoich odczuciach i bolu ale on
          > sie smieje wtedy. Nie bierze tego na powaznie.
          > Dlatego twierdze ze po pierwsze nawet gdy sie daje sygnaly to i tak sa one bez
          > sensu, bo kazdy poklepie tylko po ramionach i stwierdzi "wez sie w garsc", a po
          >
          > drugie po co mam wrzucac komus swoj "smietnik" na glowe. Kazdy dosc ma swoich
          > problemow. A pomoc musze sobie sama. Mysli samobojcze mam codziennie od
          > dluzszego czasu.
          > emilla

          Droga Pani .
          przeczytalam pani list czuje sie zobowiazania odpisac i pocieszyc. Nie jest pani
          jedyna osoba z takimi problemami i sa one w zupeunosci uleczalne. W Polce
          niestety ta dziedzina medycyny prez dlugi okres czasu byla traktowana jak
          pasierbica i nie miala mozliwosci sie rozwinac tak jak w innych krajach Europy.
          Na calym zachodzie korzysta sie porad psychiatrycznych na rowni z innymi
          dzialami medycyny. Pani idzie do meza po porade gdy wlasciwie potrzebna jest
          pomoc lekarza. On morze i by chcial pomoc ale przeciesz od tego sa ludzie
          wyspecializowni. Depresia to nie oblakanie i jest totalnie uleczalna . Prosze
          przeczytac na internecie pod haslem Depresia a wiele pani zrozumie.
          Obeca depresia moze byc na przyklad wywolana zlym traktowaniem w dziecinstwie
          przez kogos z blizkich .To jest tak zwana depresia pourazowa. Ktora moze objawic
          sie nawet po 30 latach. Dopoki sie jej nie wyleczy (potrzebne jest zazywanie
          lekow) nie ma sie radosci i zadowolenia z zycia i nawet z kochanych osob.
          Pociaga to wyrzuty sumienia a sytuacja zamiast sie poprawiac stac sie moze
          gorsza . Nie leczona depresia.....
          My Polacy powinnysmy sie zmobilizowac i pomagac samym sobie. Trzeba kozystac z
          fachowcow a nie z najblizszych ..
          Zal mi wszystkich nekanych dusz lecz ieleczenie sie to autodystrukcja.
          Powodzenia . Wszystko co pisze jest oparte na moim wlasnym doswiadczeniu. LILKA
        • lilianajanson88 Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 25.01.02, 16:56
          emilla napisał(a):

          > To trudny temat. Trudny poniewaz kazdy zawsze zostaje sam ze swoim cierpieniem.
          >
          > I sam musi sie z nim uporac.
          > Byc moze sa sytuacje kiedy czlowiek czuje sie samotny, nie ma przyjaciol i to
          > jest powodem depresji. Ale w wielu przypadkach samobojca jest otoczony ludzmi
          > ktorzy go kochaja, rodzina, przyjaciolmi ale nie widzi tego bo nie chce
          > widziec, nie dociera to do niego. Poza tym przyczyna depresji moze byc calkiem
          > inna, wcale nie samotnosc.
          > Jestem bardzo nieszczesliwa. Pomimo ze mam kochaja mame, dwojke dzieci,
          > rodzenstwo na ktore moge liczyc, dzieci, meza (nie jest idealem i czesto placze
          >
          > przez niego, nie mniej moge na niego liczyc, wiele problemow stwarzam tez sama
          > i nieporozumienia sa moja wina), przyjaciol- to czuje sie nieszczesliwa. Co ja
          >
          > mam im mowic? Ze mam mysli samobojcze? Ze nie chce mi sie zyc? Gram swoja role
          >
          > i jestem uwazana za osobe wesola i silna. A to co sie dzieje w srodku to wiem
          > tylko ja no i ewentualnie moj maz. Mowie mu o swoich odczuciach i bolu ale on
          > sie smieje wtedy. Nie bierze tego na powaznie.
          > Dlatego twierdze ze po pierwsze nawet gdy sie daje sygnaly to i tak sa one bez
          > sensu, bo kazdy poklepie tylko po ramionach i stwierdzi "wez sie w garsc", a po
          >
          > drugie po co mam wrzucac komus swoj "smietnik" na glowe. Kazdy dosc ma swoich
          > problemow. A pomoc musze sobie sama. Mysli samobojcze mam codziennie od
          > dluzszego czasu.
          > emilla

          Droga Pani .
          przeczytalam pani list czuje sie zobowiazania odpisac i pocieszyc. Nie jest pani
          jedyna osoba z takimi problemami i sa one w zupeunosci uleczalne. W Polce
          niestety ta dziedzina medycyny prez dlugi okres czasu byla traktowana jak
          pasierbica i nie miala mozliwosci sie rozwinac tak jak w innych krajach Europy.
          Na calym zachodzie korzysta sie porad psychiatrycznych na rowni z innymi
          dzialami medycyny. Pani idzie do meza po porade gdy wlasciwie potrzebna jest
          pomoc lekarza. On morze i by chcial pomoc ale przeciesz od tego sa ludzie
          wyspecializowni. Depresia to nie oblakanie i jest totalnie uleczalna . Prosze
          przeczytac na internecie pod haslem Depresia a wiele pani zrozumie.
          Obeca depresia moze byc na przyklad wywolana zlym traktowaniem w dziecinstwie
          przez kogos z blizkich .To jest tak zwana depresia pourazowa. Ktora moze objawic
          sie nawet po 30 latach. Dopoki sie jej nie wyleczy (potrzebne jest zazywanie
          lekow) nie ma sie radosci i zadowolenia z zycia i nawet z kochanych osob.
          Pociaga to wyrzuty sumienia a sytuacja zamiast sie poprawiac stac sie moze
          gorsza . Nie leczona depresia.....
          My Polacy powinnysmy sie zmobilizowac i pomagac samym sobie. Trzeba kozystac z
          fachowcow a nie z najblizszych ..
          Zal mi wszystkich nekanych dusz lecz ieleczenie sie to autodystrukcja.
          Powodzenia . Wszystko co pisze jest oparte na moim wlasnym doswiadczeniu. LILKA
    • Gość: orange Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 12:22

      Ustabilizowany, nieźle wykształcony, pewna praca, bez nałogów, towarzyski,
      wszystkie kolory tęczy, tylko szkoda, zastanawiając się nad człowiekiem
      określasz jego życie w tak praktyczny sposób... Czego pragnął? Był szczęśliwy?
      Nikt się nie spodziewał... Więc kto kurwa tak naprawdę go znał?! Kogo
      obchodził?
      • reggina Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 12:28
        Może właśnie dlatego, że wszyscy mówili mu jaki "jest" szczęśliwy, czuł się tak
        nieszczęśliwie...
        • emilla Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 13:05
          Ida to wszystko jest zlozone i trudne. Mam swiadomosc swoich wad ktore
          powoduja bardzo neurotyczne zachowania. W moim miescie nie ma psychoterapeuty:
          ( Jak w takiej sytuacji sobie pomoc?
          emilla
      • Gość: IDA 1 Re: orange IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 12:51
        Gość portalu: orange napisał(a):

        >
        > Ustabilizowany, nieźle wykształcony, pewna praca, bez nałogów, towarzyski,
        > wszystkie kolory tęczy, tylko szkoda, zastanawiając się nad człowiekiem
        > określasz jego życie w tak praktyczny sposób... Czego pragnął? Był szczęśliwy?
        > Nikt się nie spodziewał... Więc kto kurwa tak naprawdę go znał?! Kogo
        > obchodził?

        myślę ze nie był szczęsliwy, po co w takim razie miałby to czynić. Nie warto
        stosować tu ironii orange....Bo to nic nie daje .A moja wypowiedx miała
        sprowokować dyskusje na ten temat choc wydarzenia opisane były prawdziwe i stan
        praktyczny ( nie duchowy) polegał na prawdzie.A z jego duchem było widocznie coś
        nie tak.Racja mimo, że grał uśmiechniętego zabawnego luzaka otoczony przyjaciółmi
        w jego głowie musiały dziać się rzeczy straszne, nigdy sie nie zwierzał a na
        jakiekolwiek pytania "jak się wiedzie?" zawsze odpowiadał "wszystko ok" i dlatego
        tak mnie to wszystko dziwi .Po tym wydarzeniu połowa jego rodziny leczy sie u
        psychterapeutów ( sa w kompletnym szoku-to ludzie wraki) . mimo że widziałam go
        na belce to jakoś sobie radzę choc był to mój szwagier. I tęsknie z nim. I mimo
        że byłam jedna z osób które go zdejmowały pozostaje w mojej pamięci taki jaki był
        dzień przed śmiercia na kolacji WSPANIAŁY FACET, OJCIEC , MĄŻ, Przyjaciel...
        • kwieto Re: orange 10.01.02, 13:03
          Pytanie orange wczale nie jest takie ironiczne. Co z tego, ze ma dom dzieci,
          samochod, wakacje na majorce? Ze dzieci ladne, zona kochajaca - ale na przyklad
          nie chca, albo on nie wierzy, ze chca go zrozumiec?

          Dla mnie depresja, dol to jest swego rodzaju alienacja - poczucie, ze caly
          swiat sie ladnie kreci, sam naprawia, sam oliwi, tylko ja jestem tu jakos
          bezuzyteczny i nie na miejscu. Jak na przyklad maskotka w czolgu.

          Milosc/przyjazn moze oznaczac wiele. niekoniecznie to, czego dany czlowiek na
          prawde potrzebuje. Milosc czy przyjazn to nie tylko przytulanie, ale i
          zrozumienie. Mowi sie - mial wielu przyjaciol. Ale czy byli to przyjaciele z
          ktorymi mozna pojsc na piwo i pogadac o dupach, czy tez tacy, ktorym mozna
          powiedziec: "zawsze chcialem byc krasnoludkiem" - a oni tego nie wysmieja?
          Tylko odpowiedza cos w stylu: "a wiesz, ze ja rowniez?"

          Mysle, ze tacy ludzie na codzien nosza "maski". Ze na zewnatrz mowia: "wszystko
          ok", a w srodku jest jeden wielki krzyk. Przerazajacy, bo bezglosny. Jak za
          szklana szyba, oddzielony od innych. Kto ta szybe postawil, czy mozna ja zbic -
          to juz zupelnie inna historia...
          • emilla Re: orange 10.01.02, 13:11
            Uwazam ze np. moi przyjaciele bardzo by sie przejeli gdybym zaczela im mowic ze
            nie chce im sie zyc. Ale co z tego? Jeszcze bardziej by mnie to dolowalo ze oni
            sie martwia, patrza na mnie dziwnie i wspolczuja mi. Poza tym wcale nie
            zmieniloby to niczego we mnie, mojego stosunku do tego sie wydarza i co sie
            dzieje u mnie w srodku.:(
            emilla

            • kwieto EMILIA 10.01.02, 13:58
              No ale co sie dzieje w Tobie w srodku?
              Jaki jest ten stosunek?
          • Gość: IDA 1 Re: orange IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 13:34
            Nie czuję się urażona. Po takich wydarzeniach czlowiek staje się silny.Cżęśc z
            was nie zrozumiała moich intencji. Nie jestem na tyle płytka ,by twierdzić że
            zabijają się ludzie biedni, osamotnieni, majacy problemy na pierwszy rzut oka
            widoczne, mówiące o targnięciu się na życie. Chodzi mi tylko o to, że mimo
            wysiłków nie jestem w stanie zgłębic tajemnicy jego zniknięcia, nie widzę
            żadnych symptomów, jakichkolwiek przyczyn... Może o czymś nie wiem....
        • Gość: orange Re: Ida IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 13:23
          Witaj,


          Twoja pierwsza myśl wydała mi się powierzchowna, zareagowałem ironią... Ale nie
          chciałem sprawić tobie przykrości, ot – taka gorzka refleksja. Spotykamy ludzi
          potrzebujących wyciągniętej ręki i (zbyt często) – „ach, taka miła osóbka” itd.
          i dalej nic... Piszesz - grał, myślę, że jeśli musiał grać - nie miał
          przyjaciół. „Jak się wiedzie?”, a równie dobrze powiem dzień dobry pani...

          Współczuję ci.
          • Gość: orange Re: Kwieto IP: *.sieradz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 13:27

            Przeczytałem cię trochę później, cóż – mogę tylko przytaknąć...
            • deniz.akaya SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 13:44
              Witam Ida i pozdrawiam. Znam podobny przypadek własciwie analogiczny .Też nie
              mozna określić dokładnych przyczyn, podejrzewam zbyt wielkie ambicje w pracy
              niespełnienie się, mimo tego, że była to osoba na pozór silna.
              Byłam jedną z osób która odkryła to zdarzenie.... Widok straszny ale człowiek
              się uodparnia i dział,a trzeba zająć się żoną dziećmi( one wielokrotnie tego
              nie rozumieją) gdy nie przyjeżdza jeszcze pogotowie i policja.... Straszne....
          • Gość: Alik Re: Samobójstwo.... IP: *.acn.waw.pl 10.01.02, 14:08
            Miałam dwie takie sytuacje wśród znajomych. Długo je analizowałam. Wydaje mi
            się, że takie osoby, w chwili podjęcia decyzji (i jej wykonania) mają wyłączoną
            świadomość. Bo jak wytłumaczyć sobie samobójstwo kobiety, która zostawia dwoje
            dzieci w wieku szkolnym, bez ojca, bez żadnej rodziny, bez żadnego
            zabezpieczenia finansowego? W tym przypadku, o którym piszę,ta kobieta napewno
            była w dołku, ale nie chciała z nikim rozmawiać o sobie. Wszelkie rozmowy
            ucinała, mimo że próby ze strony otoczenia były taktowne i delikatne. Trudno
            wchodzić w sprawy drugiego człowieka, gdy ten tego sobie wyraźnie nie życzy.
            W pewnym momencie musiała zdać sobie sprawę z tego, że jest źle, bo prosiła o
            pomoc w załatwieniu miejsca w szpitału psychiatrycznym. Miała się zgłosić na
            oddział za parę dni. Ale zanim nadszedł termin, poszła do lekarza rejonowego,
            dostała receptę na psychotropy, wykupiła je, część ich połknęła, weszła na
            klatkę schodową nieznanego budynku i wyskoczyła z ósmego piętra. Ktoś ją
            widział wcześniej na tej klatce, jak podchodziła do okna i się cofała. I tak
            kilkakrotnie. O czym myślała i czy w ogóle myślała? O dzieciach, że zostawia je
            na pastwę obcych ludzi i opiekę społeczną? Nie wierzę!!! A przecież chciała się
            leczyć! Kiedyś przeczytałam w książce "Lekcja przerwanej muzyki", że człowiek
            będący w depresji oswaja się z myślami samobójczymi. Początkowo budzą one
            grozę, ale stopniowo stają się czymś zwyczajnym, aż mogą stać się czynem. Mogą
            być też inne przyczyny samobójstwa - podłoże neurologiczne, nie psychiatryczne.
            Zdarza się, że człowiek może stracić świadomość na jakiś czas, np wyjść z domu
            w Koninie z znaleźć się po paru dniach w Rzeszowie i nic nie pamiętać łącznie z
            własnym imieniem i nazwiskiem. Nie wiadomo, co się wyłącza wtedy w jego mózgu i
            co może zrobić w tym czasie. Ale to są chyba rzadsze przypadki.
            Depresja jest straszną chorobą i wcale nie musi być uwarunkowana genetycznie.
            Żyjemy w takich czasach, że może dopaść każdego z nas.
            • deniz.akaya Re: Samobójstwo.... 10.01.02, 14:23
              Gość portalu: Alik napisał(a):

              > Miałam dwie takie sytuacje wśród znajomych. Długo je analizowałam. Wydaje mi
              > się, że takie osoby, w chwili podjęcia decyzji (i jej wykonania) mają wyłączoną
              >
              > świadomość. Bo jak wytłumaczyć sobie samobójstwo kobiety, która zostawia dwoje
              > dzieci w wieku szkolnym, bez ojca, bez żadnej rodziny, bez żadnego
              > zabezpieczenia finansowego? W tym przypadku, o którym piszę,ta kobieta napewno
              >
              > była w dołku, ale nie chciała z nikim rozmawiać o sobie. Wszelkie rozmowy
              > ucinała, mimo że próby ze strony otoczenia były taktowne i delikatne. Trudno
              > wchodzić w sprawy drugiego człowieka, gdy ten tego sobie wyraźnie nie życzy.
              > W pewnym momencie musiała zdać sobie sprawę z tego, że jest źle, bo prosiła o
              > pomoc w załatwieniu miejsca w szpitału psychiatrycznym. Miała się zgłosić na
              > oddział za parę dni. Ale zanim nadszedł termin, poszła do lekarza rejonowego,
              > dostała receptę na psychotropy, wykupiła je, część ich połknęła, weszła na
              > klatkę schodową nieznanego budynku i wyskoczyła z ósmego piętra. Ktoś ją
              > widział wcześniej na tej klatce, jak podchodziła do okna i się cofała. I tak
              > kilkakrotnie. O czym myślała i czy w ogóle myślała? O dzieciach, że zostawia je
              >
              > na pastwę obcych ludzi i opiekę społeczną? Nie wierzę!!! A przecież chciała się
              >
              > leczyć! Kiedyś przeczytałam w książce "Lekcja przerwanej muzyki", że człowiek
              > będący w depresji oswaja się z myślami samobójczymi. Początkowo budzą one
              > grozę, ale stopniowo stają się czymś zwyczajnym, aż mogą stać się czynem. Mogą
              > być też inne przyczyny samobójstwa - podłoże neurologiczne, nie psychiatryczne.
              >
              > Zdarza się, że człowiek może stracić świadomość na jakiś czas, np wyjść z domu
              > w Koninie z znaleźć się po paru dniach w Rzeszowie i nic nie pamiętać łącznie z
              >
              > własnym imieniem i nazwiskiem. Nie wiadomo, co się wyłącza wtedy w jego mózgu i
              >
              > co może zrobić w tym czasie. Ale to są chyba rzadsze przypadki.
              > Depresja jest straszną chorobą i wcale nie musi być uwarunkowana genetycznie.
              > Żyjemy w takich czasach, że może dopaść każdego z nas.

              RACJA RACJA RACJA TO WSZYSTKO O CZYM PISZESZ TO RACJA NIC DODAC NIC UJĄĆ
              POZDRAWIAM
    • ta_mar_ta Re: Samobójstwo... 10.01.02, 13:54
      Z zewnątrz "wspaniała " rodzina. Ludzie wykształceni, na wysokich stanowiskach,
      mili, kulturalni, słowem "tęcza", jak ktoś wyżej napisał.Po prostu lepiej być
      nie może... Tak postrzegana jest ta rodzina z zewnątrz od ponad 25 lat!
      Wewnątrz piekło, żona i córki zadręczone psychicznie przez tyrana,w którego w
      czterach ścianach zamienia się uroczy "pan domu"( patrz wątek " A czy to nie
      jest zdrada?) Kiedy złamana i zadręczona żona zaczyna mieć myśli samobójcze i
      prosząc ratunku zwierza się z nich małżonkowi zostaje wykpiona a on dostaje
      nowe narzędzie do jeszcze okrutniejszego dręczenia psychicznego. Małżonek
      stawia bowiem na tej podstawie diagnozę ( nie jest lekarzem!) :choroba
      psychiczna ( wg niego "normalni" nie mają myśli samobójczych i samobójstw nie
      popełniają).
      Od tego czasu do znanego juz żonie repertuaru maltretowania psychicznego
      dochodzi "przypominanie" jej i dzieciom o swoich spotrzeżeniach nt schorzenia
      psychicznego mamusi. Pisze o tym dlatego,żeby uświadomic Ci, jakie dramaty
      można skrywać długo i bardzo skutecznie.

      Myślę, że nie znasz życia swojego szwagra, mimo, że wydaje Ci się, że byłaś
      blisko tej rodziny. Musiał bardzo cierpieć i prawdopodobnie nie była to
      choroba. Depresję, która doprowadza do samobójstwa rozpoznać łatwo, nawet
      laikowi. Człowiek chorujący na depresję zaniedbuje siebie, rodzinę , obowiązki
      zawodowe. To widać, a z Twoich wypowiedzi wynika,że nic takiego nie miało
      miejsca.
      Prawdopodobnie był ze swoim problemem straszliwie samotny, dlaczego nie miał
      wokół siebie osoby, której mógł zaufać -chyba na to pytanie trzeba
      odpowiedzieć...
      Pozdrawiam Ta_
    • deniz.akaya Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 14:20
      nie masz racji tamarta . Pomyśl trochę o sytuacji kiedy osoba nie zdradza
      zadnych widocznych objawów depresji, zwierza się przyjaciołom i żonie ale nikt
      nie widzi nic niepokojacego. Są osoby które nie mowia o samobójstwie, zwierzają
      się i mozna ustalić że nie mają w życiu problemu . I co winic siebie???
      Jesli ktos nie wola o pomoc ani jesli niczego nie podejrzewasz nie jestes w
      stanie temu zaradzić <A tak na marginesie śmierć przez powieszenie to straszny
      klimat. TAMARTA ( nie bądź zła )nie przeżyłaś tego, nie masz nawet pojęcia co
      dzieje sie po znalezieniu zwłok, ten krzyk, te spazmy nie wiesz jakie to
      uczucie zdejmować z sanitariuszami młodego człowieka którego kochasz( niewazne
      czy to mąż szwagier,czy brat) co się dzieje przed pogrzebem nie masz pojęcia
      jacy ludzie sa wspaniali( oprócz tych kilku debili snujacych domysły ,ludzi
      nie zwiazanych z rodziną) więc nie mów co mieli czynić by do tego niedopuscic
      przypadek IDY i kobiety dręczonej przez męza sadystę nie majacego prawa do
      nazywania go istota ludzką to 2 rózne sprawy.A do Idy . Naprawdę wiem co
      czujesz.Mówilam ,że obie przeżyłysmy to samo.Nam tez pomagają terapeuci to
      jedyny sposób na utrzymanie się w równowadze.Zyczę powodzenia .Bądz Silna
      • Gość: ID Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.zipnet.com.pl 10.01.02, 14:53
        DZIĘKI
        • Gość: czarek Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: 65.128.157.* 10.01.02, 19:11
          rozne moga byc powody, tak jak rozni sa ludzie, czasem widoczne, czasem ukryte.
          Znalem kilka przypadkow. Narzeczony mojej siostry. Mieli sie pobrac. Ona byla
          juz w ciazy. Nasza matka namowila ja od usuniecia, bo stwierdzila ze on
          zniszczy jej zycie (juz wtedy bardzo duzo pil). Ona usunela, zerwala z nim, a
          on niedlugo potem powiesil sie. Siostra potem wyszla za maz za porzadnego
          czlowieka, ma calkiem udane zycie, dzieci, dobrobyt, etc. ale jakby cos w niej
          umarlo na zawsze, albo nigdy sie nie urodzilo... I jeszcze to udane,
          zabezpieczone materialnie malzenstwo, jakby sie rozklada we wlasnym sosie...
          ani w nim ducha, ani wspolczucia.
          Inny przypadek. Kolega z liceum. Zadnych znakow, poza tym ze narzekal ze go
          chemiczka ze szkoly przesladuje, nachodzi w domu, nastawia przeciwko niemu
          rodzine, rodzicow. Bogata rodzina. Zatrul sie spalinami samochodowymi.
          Inny przypadek. Wsrod mlodych ludzi krazy taka legenda ze samobojca-alkoholik
          to czlowiek tworczy. Mialem takiego kolege mlodego poete, jednego z nasladowcow
          Wojaczka, ktory po nieudanej probie samobojczej, chodzil dumny jak paw ze
          szrama na szyi i opowiescia ile to sekund mu brakowalo i plikiem wierszy
          napisanych w szpitalu psychiatrycznym. Podczas gdy Wojaczek pisal tylko na
          trzezwo, a Coltrane najlepsze rzeczy zagral po odwyku (to samo M.Davis).
          Nie wiem, ale w moim przypadku mysle ze ekspresja uczuc zawsze mi pomagala.
          Nawet w najgorszym przytloczeniu stanami depresyjnymi. Coz, jakby sie
          przyjerzec temu swiatu blizej, to pelen jest bezustannych okrucienstw. Nawet to
          co wydaje sie byc pieknie dzwieczaca natura ukrywa pod powloka wieczne
          pozerania i wyscig 'szczurow' o przetrwanie. Czlowiek wrazliwy to widzi i
          czuje. Przychodzi stan bezsilnosci. To stan przejsciowy, ale zanim dojrzy sie
          swiatlo, czlowiek znajduje sie w takim miejscu miedzy niebem a ziemia,
          zawieszony w nicosci. Jesli w tym momencie nie nastapi jakis 'przypadek', np.
          ja spotkalem przyjaciela, ktory mi pokazal glebszy, bardziej duchowy sens
          rzeczywistosci ktora boli, a nie tylko cieszy, to moze nastapic rezygnacja,
          albo tworzenie swojego swiata. Ucieczka. Nasza cywilizacja jest nastawiona do
          zycia bardzo racjonalistycznie, konsumpcyjnie, rywalizujaco.Mozna popelnic
          samobojstwo z obrzydzenia do tego swiata, wcale niekoniecznie z leku przed
          nadmiernymi obowiazkami czy cos w tym rodzaju.
          Pewne osoby nie potrafia sie do warunkow tego swiata dostosowac. Jesli ktos
          ofiarowuje siebie, chce kochac i byc kochany, a spotyka sie z odrzucaniem,
          to nie zawsze kazdy ma sile i sprzyjajace okolicznosci (przyjaciol, etc.) na
          podjecie walki o przetrwanie tu na tym swiecie, w imie np. dobra wlasnych
          dzieci. Czasem jest sie ze swoim bolem sam na sam i traci sie wiare w ludzi,
          szczegolnie kiedy ci najblizsi (wiem cos o tym) zajeci sa strasznie swoimi
          problemami i problemkami, wiec nie patrza poza siebie i sa przez to obojetni (a
          potem zaczynaja biegac do terapeutow, i, o dziwo, zaczynaja miec czas na
          myslenie i wczuwanie sie w sytuacje innych, dopiero z powodu wlasnego bolu lub
          po-czucia winy. Dlatego tez wczesniej usilowalem powiedziec, ze byc moze
          moznaby zmniejszyc ilosc istniejacego na swiecie cierpienia do tego ktore jest
          konieczne, poprzez wieksze uaktywnienie wyobrazni, myslenia i czucia nie tylko
          w zakresie wlasnego istnienia i najblizszej rodziny (ktora zazwyczaj jest
          przedluzeniem ego). Jak sobie przypomne te opowiesc z bodajze Borowskiego o
          kobiecie ktora chcac uniknac komory gazowej, nie chciala sie przyznac do
          wlasnego dziecka, za co ja zreszta pewien esesman zastrzelil, jako wyrodna
          matke, to mi sie tez czasem zyc odechciewa. Czy mozna winic taka kobiete ktora
          miala dobrobyt, zamiast zajac sie wychowywaniem dzieci,i utonela we wlasnym
          cierpieniu, nie majac nikogo kto by mogl ja pocieszyc? Pewnie ze mozna. Ale to
          niczego nie zmienia. To nie zmienia rowniez faktu, ze w Polsce bardzo mocno
          odczuwam nagminna obojetnosc na kogos drugiego, innego. To jest niesprawiedliwe
          zaogolnienie, ale tez mnostwo faktow. Tak jakby bycie ofiara i osoba
          poszkodowana weszlo nam za bardzo do krwi i zaczelo gdzies tam podswiadomie
          usprawiedliwiac nasze egoistyczne odruchy. To sie zdarza wszedzie. Podobno w
          Japonii jest bardzo duzo samobojstw, ale tez tam ludzie zyja najdluzej.
          Statystyka. A piec milionow rocznie zabijanych ludzi w Chinach, dziewczynki
          swiadomie glodzone na smierc w domach dziecka czy szpitalach? Nie bede wyciagal
          wielu roznych brudow ktore mialyby swiadczyc o tym ze warto by sie przynajmniej
          zastanowic czy zyc, czy nie. Nie o to chodzi. Wiadomo ze warto zyc i kochac. A
          ci ktorzy popelniaja samobojstwo, nie chca zyc dluzej wlasnie w cierpieniu
          jakie odczuwaja, a wiec tez chca sobie ulzyc, a czasem innym, dla ktorych czuja
          sie ciezarem (nikt mnie nie rozumie, po co bede im zawracal glowe). Jak bylem
          mlody i glupi to pamietam ze w jednym wierszyku dekadenckim, jaki napisalem,
          powtarzal sie taki refren: po co zyc skoro i tak umrzemy? Inni, popelniajac
          samobojstwo, moga miec bardzo mocne przekonanie ze wola rzeczywistosc duchowa,
          a czujac swoja niewinnosc i nadmiar bolu, nie zwazaja na grozby kar za grzechy
          wypowiadane przez ksiedza czy martwe instytucje panstwowo-koscielne, ani na los
          wlasnych dzieci, ktore powierzaja bogu, spoleczenswtu, rodzinie, w kazdym razie
          nie odbieraja im zycia, co tez warto doceniac (bo bywaja i tacy). To ze ta
          kboieta sie wahala, to straszny dramat. Ja tez nie raz sie wahalem, a raz
          poszedlem na calego,tylko, jak smiem twierdzic, zycie mnie uratowalo. To jej
          wahanie swiadczy o tym w jakim rozdarciu byla do samego konca. I to jest niemy
          krzyk przeciwko temu spoleczenstwu, zajetemu swoim codziennym szarym bzykaniem.
          A znaki? Im bardziej wrazliwa osoba, tym nieznaczniejsze sa znaki. W
          szczegolach, w mimochodnych reakcjach, zamilczeniach, wycofaniach. Kiedys jak
          osmielilem sie podnies reke na moja corke, a mialem racje, zobaczylem w jej
          oczach smutek wycofywania sie stad. Od tamtej pory juz nigdy tego nie zrobilem.
          Mozna zobaczyc znaki, jesli czlowiek chce sie uczyc, a wowczas wystarczaja male
          bledy obojetnosci, lub nadmiernej racji, azeby moc wyciagnac wlasciwe wnioski
          nie dopuszczajace do popelnienia wiekszych bledow i zadzialac zapobiegawczo.
          Uczyc sie prawdziwego wspol-istnienia to lekkie jarzmo i wcale nie lechtajace
          moje ego. A zreszta nikt nie jest doskonaly itd. W kazdym razie symptomy
          chorobowe (czyli fakt ze nie jest tu tak jak byc powinno) sa, a wiec trzeba
          jakos zmieniac, na swoja miare to jak jest. Pytanie jak ja moge, jest juz
          pytaniem osobistym.
      • ta_mar_ta Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 10.01.02, 22:35
        > TAMARTA ( nie bądź zła )nie przeżyłaś tego, nie masz nawet pojęcia co
        > dzieje sie po znalezieniu zwłok, ten krzyk, te spazmy nie wiesz jakie to
        > uczucie zdejmować z sanitariuszami młodego człowieka którego kochasz( niewazne
        > czy to mąż szwagier,czy brat) co się dzieje przed pogrzebem nie masz pojęcia...

        A TY skąd wiesz,że ja tego nie wiem???? I że ja tego nie przeżyłam??

        >więc nie mów co mieli czynić by do tego niedopuscic

        A mówiłam????

        > przypadek IDY i kobiety dręczonej przez męza sadystę nie majacego prawa do
        > nazywania go istota ludzką to 2 rózne sprawy.

        Czytaj proszę uważniej posty i zastanów się co piszesz.
        Opisany przeze mnie stan doskonale ilustruje dwa fakty:
        1) można przeżywać dramaty w rodzinie, a na zewnątrz wszystko wygląda "cacy"
        2) można miec myśli samobójcze i NIE PRZYZNAWAC SIĘ do nich,by nie być posądzonym
        o chorobę psychiczną i nie cierpieć jeszcze bardziej.
        Chciałam w ten sposób zwrócić uwagę Idy na to,że:
        1) mogła nie znać pożycia tego małżeństwa, choć tak jej sie teraz wydaje
        2) z różnych powodów, a między innymi tego o którym pisałam wyżej,zmarły mógł się
        nie przyznawać do dręczących go myśli samobójczych


        >A do Idy . Naprawdę wiem co
        > czujesz.Mówilam ,że obie przeżyłysmy to samo.

        Nie tylko Wy....

        Mówiłam w swoim poście o chorobie psychicznej- depresji edogennej, która często
        prowadzi do samobójstwa. W tej to chorobie jej symptomy są charakterystyczne i
        widoczne "nawet dla laika"( jeśli chce patrzeć)jak napisałam. I tak właśnie jest.
        Dlatego raczej wykluczam tę przyczynę w opisywanym przypadku, gdyż takich objawów
        nie było.Przyczyn należy szukać gdzie indziej. Myślę głośno i pomagam jak umiem
        Idzie, nie wiem za co dostałam taką burę...Przeczytaj prosze jeszcze raz mój
        poprzedni post uważniej :(((
        Ta_
    • deniz.akaya Re: ta_mar_ta 11.01.02, 08:53
      Nie zasłużyłaś na to co zostało w stosunku do Ciebie powiedziane.Górę wzięły
      emocje a nimi w dyskusji nie warto się kierować a ja popełniłam błąd zgadzam
      się z Tobą dlatego szczerze PRZEPRASZAM
    • szary_ptak Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 11.01.02, 11:43
      Mialam kolezanke, przyjaznilysmy sie od podstawowki...ona studiowala w innym
      miescie, potem zaczela prace...zmarl jej ukochany ojciec...
      Jednego dnia spotkalam ja na przystanku autobusowym - jechala do dentysty, bo
      "jakas dziurka jej sie zrobila"...A nastepnego dnia dowiedzialam sie, ze sie
      rzucila pod pociag...To bylo...bez sensu, musialo przyjsc jakims "odruchem",
      nic nie wskazywalo na takie mysli...smiala sie, zartowala...miala plany...Ale
      nie dala nawet cienia szansy maszyniscie - wybrala miejsce za zakretem,
      i..pociag expresowy...Dlugo nie moglam sobie poradzic z pewnymi myslami...

      Teraz...teraz chyba jestem w stanie ja zrozumiec...


      Ale czase mysle, ze ja to mam szczescie...zawsze, kiedy przychodzila na mnie
      chwila okropna, kiedy wydawalo mi sie, ze to juz koniec - spotykalam czlowieka,
      ktory...wystarczylo nieraz, ze po prostu byl...

      Do ilu razy sztuka...?

      Pozdrawiam
      • Gość: Ida Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.zipnet.com.pl 11.01.02, 13:28
        Do ilu razy sztuka?
        Mam nadzieję, mało tego, życzę tobie by nigdy takie pytanie więcej nie przyszło
        Tobie do głowy.
        Pozdrawiam
      • Gość: Marta Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: 10.136.128.* 12.01.02, 10:53
        szary_ptak napisał(a):
        > Do ilu razy sztuka...?

        Życzę Ci - dodatkowo - żeby zawsze ktoś taki stawał przed Tobą.
        Zawsze.
        Marta
    • Gość: jacek Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 14:36
      od kilku lat lecze sie z depresji mam 2 dzieci i zone ktora jest joz wdowa i to
      wlasnie trzyma mnie przy zyciu iz mogla by nie wytrzymac straty 2 meza (1 zgina
      w wypadku) mimo iz mam prywatny prosperujacy interes dom nic nie sprawia mi
      prawdziwej radosci we wszystkich czynnosciach nawet tych najprostszych widze
      problem staram sie nikomu tego nie mowic oraz nie okazywac
    • Gość: jacek Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 19:14
      depresja u niktorych jestniezauwazalna
      • Gość: Renka Re: Jacek , czy .. IP: *.home.cgocable.net 19.01.02, 09:03
        cierpiac na depresje, pomaga ci opowiadanie o jej objawach? Czy czujesz ulge,
        jak zrzucisz troche tego balastu na innych uszy?(lub oczy , jak na forum)
        Prowadzisz biznes w depresji? A jaki to biznes, jesli mozesz , to opowiedz
        ogolnie.Bo, ze nie jestes zadowolony to normalne, biznesy doluja, moj tez.Ale
        chyba nie jestem w depresji, chociaz czasem tez nic mnie nie cieszy. Jak sobie
        pomysle o swoim zyciu, to wydaje mi sie ze tak naprawde cholernie duzo w zyciu
        zrobilam i nie musialam sie po drodze "sprzedawac" nikomu i niczemu i zaczynam
        wtedy robic pozytywny rachunek sumienia. No i na koniec wychodzi na to, ze
        jestem genialna. Poprawia mi to nastroj cholernie. Wiesz mi.
      • Gość: Martyna Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: 204.186.88.* 20.01.02, 21:39

        Dlaczego nie zdecydujesz sie na psychoterapie? Z jakich to powodow nie
        starasz sie walczyc o siebie i o rodzine?
    • Gość: lu Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 00:52
      Miałam niecałe 15 lat gdy moja mama wyskoczyła przez okno. To była jej druga
      próba -za pierwszym razem nałykała się tabletk. Odratowali ją, miesiąc w
      szpitalu psychiatrycznym. Wyszła na przepustkę i udało jej się...
      Do dzisiaj, a minęło już ponad 10 lat pytam siebie dlaczego? Na początku bardzo
      obwiniałam siebie - może nie byłam dobrą córką, za mało kochałam, coś
      przeoczyłam. Nie mogłam spojrzeć w twarz babci - wydawało mi się, że cała
      rodzina mnie oskarza. Dziś wiem, że tak nie było ale wtedy niestety kontakty
      rodzinne się urwały ( rodzeństwo mamy wraz z dziećmi mieszkało niedaleko więc
      wcześniej spotykaliśmy się często).
      Dzisiaj sama jestem mamą i borykam się z wszystkimi problemami jakie niesie
      codzienność. Wydaje mi się, że im jestem starsza tym łatwiej jest mi zrozumieć
      mamę - gdy zbierają się kolejne troski i niepowodzania czasami wystarczy
      kropla, najmniejszy impuls popychający do tego kroku. A depresja to jest
      choroba a nie tylko zły nastrój...
      Bardzo brakuje mi mamy, zwłaszcza terez gdy mam dziecko. A gdy sama mam dosyć
      życia - myślę tylko o jednym - nie mogę zostawić mojego malucha samego, niech
      nigdy nie musi przechodzić przez to co ja.
      Pozdrowienia dla wszystkich załamanych - wiosną przeważnie jest lepiej...
    • Gość: leslawc Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ IP: *.uk.neceur.com 25.01.02, 11:15
      Byla sobota i umowilem sie ze znajoma i jej kolezanka ze wezme je w niedziele w
      gory. Znajoma mezatka, maz 23 lata. Proponowala mezowi zeby jechal z nami a on
      nie chcial. Jak wrocilismy wieczorem z gor maz lezal na bruku wewnetrznego
      podworka. Rzucil sie z okna. Jak go wczesniej spotykalem to zawsze byl lekko
      gdzies oddalony musial brac jakies prochy popijal je alkoholem. W sumie to go
      nie znalem. Jego zona urzadzala czasami party na ktorych mialem okazje bywac.
      Zamienialem z nim wtedy pare slow.
      Przed samobojstwem spedzili cudowny urlop w Turcji.
      23 lata..................
    • lilianajanson88 Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 25.01.02, 16:27
      polega to na bardzo glebokiej depresji. moze ona byc ciagnieta juz od
      dziecinstwa .czlowiek wtedy zyje tylko wartosciami innych . gdy jednak
      osiagnie to co inni uwazaja za dobre zycie nie ma juz nic . po prostu nic .on
      duzo przed odejciem moze juz tylko zyl na pozor. albo tez byl tak gleboki
      ciezar niezdefiniowanej dziury wewnetrznej ze juz nie mogl tego dluzej nosic.
      dobrze jeszcze ze nie kochal tak bardzo rodziny ze z litosci nad nimi nie
      pociagnal ich za soba.
    • lilianajanson88 Re: SAMOBÓJSTWO WŚROD KREWNYCH, ZNAJOMYCH, PRZYJACIÓŁ 25.01.02, 16:27
      Gość portalu: IDA 1 napisał(a):

      > JEZELI MACIE OCHCOTĘ O TYM POGADAĆ A SZCZEGOLNIE O PRZYPADKACH DZIWNYCH
      > SAMOBÓJSTW BLISKICH NIE WIEDZĄCYCH DLACZEGO TAK SIĘ TO STAŁO TO ZAPRASZAM
      > BYŁAM SWIADKIEM TAKICH WYDARZEŃ CZŁOWIEK PO KTÓRYM SIĘ NIKT NIE SPODZIEWAŁ
      > USTABILIZOWANY, NIEŹLE WYKSZTAŁCONY MAJĄCY DOBRA PEWNĄ PRACĘ KOCHAJĄCĄ ŻONĘ I
      > CÓRECZKĘ BEZ NAŁOGÓW TOWARZYSKI ODCHODZI PEWNEGO PIEKNEGO POGODNEGO RANKA NIE
      > POZOSTAWIAJAC ŻADNYCH WSKAZUWEK DLACZEGO TAK ZROBIŁ?
      > ZNACIE TAKIE PRZYPADKI ???
      > CHĘTNIE POWYMIENIAM MYŚLI

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka