Dodaj do ulubionych

Co byście zrobili???

08.08.08, 19:06
Co byście zrobili jakby była następująca sytuacja?
Poznajecie kogoś w internecie, rozmawiacie codziennie przez parę
godzin przez wiele miesięcy (gg, skype, telefon, maile, forum),
rodzi się coś pięknego, co się rzadko spotyka, ale mieszkacie od
siebie parę tysięcy kilometrów, co później okazuje, że to żadna
przeszkoda, bo on kupuje bilet i chce przyjechać, ona na niego czeka
w wyznaczonym miejscu, ale on...nie przyjeżdża, bo ma wypadek i
ląduje w szpitalu... Ziemia usunęła mi się spod stóp...ryczałam
bardzo długo.
Okazało się, że nic strasznego się nie stało, wyjdzie z tego, ale
trochę to jeszcze potrwa. On jest załamany i nie chce mu się żyć -
tak przynajmniej twierdzi. Ona jest pogrążona w czarnej rozpaczy i
bliska depresji... On mówi, że się spotkamy, ale jak z tego wyjdzie,
to dopiero będzie myślał co dalej. Ona się boi, że znajomość się
rozpadnie, bo nikt nie wytrzyma tego psychicznie i fizycznie, bo
tyle rozmów przez tyle miesięcy było czasem istną męką dla obojga.
A teraz niewiadomo co dalej... To jest dla mnie straszne, bo on może
okazać się kimś naprawdę ważnym, już jest ważny i jak pomyślę, że
teraz nie wiem kiedy się spotkamy, to ogarnia mnie straszne
uczucie. Wtedy wiedziałam kiedy się spotkamy i na co mam czekać,
teraz nie wiem nic, żyć mi się odechciało. Nie wiem jak z nim teraz
postępować, nie chcę strzelać żadnych fochów, ale już naprawdę nie
mogę, on wie, że jestem z nim i za nim i może na mnie liczyć, ale ja
nie chcę się narzucać więc od dziś odsuwam się trochę w cień. Nie
wiem co dalej, nie wiem czy ta znajomość wytrzyma próbę czasu, ja po
prostu oszaleję. Boże, poradzcie co robić, bo moja koleżanka uważa,
że on zacznie mnie olewać i żeby dać sobie spokój. Ja po prostu
zwariuję jak go nie poznam...
Obserwuj wątek
    • mortior Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 19:14
      moja znajoma rozmawiała z facetem w internecie przez rok, zakochali się
      internetowo ogromnie, po nocach całych pisali listy do siebie,dzwonili, ochy,
      achy, itd.
      wreszcie przyjechał - zobaczyli się, okazało się że w realu to zupełnie inny
      typ faceta niż sobie wyobrazała. jakoś przemęczyli się razem przez kilka dni.
      potem kontakt się urwał bo to było nieporozumienie i stracony rok na.. złudzenia.

      biorąc pod uwagę poziom kłamstw i oszustw w internecie to =
      sprawdziłaś czy ten wypadek był naprawdę? zadzwoniłas do szpitala gdzie leży?
      może to bujda faceta który nigdzie nie jechał?

      jeśli tak Straaaasznie ci zależy na nim - to nie rozumiem co jeszcze tu robisz
      zamiast trzymać go w tym szpitalu za rękę...
      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 19:29
        To, że Twoja znajoma miała taką historię wcale nie oznacza, że moja
        wyglądałaby tak samo. Dopóki się z nim nie spotkam, to tego wiedzieć
        nie będę więc nie bądź złym prorokiem. Wystarczy mi, że widziałam
        jego bilet do Polski i rozmawiałam z jego rodziną w Polsce i nie
        będę popadała w jakąś paranoję, bo można założyć, że ufać nikomu nie
        można. Zależy mi na nim strasznie, ale za rękę to go teraz raczej
        nie potrzymam, muszę dostać wizę, a z tym wiadomo jak bywa, ale będę
        się starać to załatwić w ciągu najbliższych dni, tygodni, ale nie
        pojadę do niego, kiedy on chodzić nie może, bo to nie ma sensu. Ja
        na jego miejscu, to nie chciałabym żeby on przyjechał do mnie i
        oglądał w takim stanie.
        • mortior Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 19:58
          no to jak wszystko jest na nie, i wszystko wiesz lepiej to siedź ,cierp jak
          lubisz, i nie zawracaj forumowiczom głowy.
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:05
            Nie wiem o co Ci chodzi. Na nie to Ty na razie tylko jesteś
            przytaczając historię swojej znajomej, szkoda się kłócić,
            naprawdę :)
            Gdyby to była Polska lub Europa, to już dawno bym tam była, ale tam
            muszę mieć wizę i trochę pieniędzy, to nie jest tak hop siup i się
            jedzie. Po za tym ja na jego miejscu nie chciałabym żeby akurat on
            oglądał mnie w złym stanie jak chodzić nie mogę i jestem przybita.
            Ja tylko nie wiem jak z nim teraz postępować i co dalej...
            • kozica111 Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:12
              Ja następnego dnia złożyłabym wniosek o wizę.
              • demi77 Re: Co byście zrobili??? 11.08.08, 20:31
                chodzić nie może, no dziękuje Ci bardzo, ja też chodzić nie moge i
                co, nie mam prawa do miłości???

                a co do sprawdzenia, czy on miał wypadek, to rzeczywiście sprawdź
                jakoś, czy go miał, zanim polecisz do Juesej ;) i trzymaj go za tą
                rękę, bo właśnie na tym polega prawdziwa uczucie... masz szansę juz
                to pokazać.
                • demi77 to oczywiście odp. do Eweline 11.08.08, 20:32
                  .
    • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:12
      ale on...nie przyjeżdża, bo ma wypadek i
      > ląduje w szpitalu...


      > Okazało się, że nic strasznego się nie stało, wyjdzie z tego, ale
      > trochę to jeszcze potrwa. On jest załamany i nie chce mu się żyć -
      > tak przynajmniej twierdzi.

      On mówi, że się spotkamy, ale jak z tego wyjdzie,
      > to dopiero będzie myślał co dalej.


      Trochę to dziwne.
      Masz dowody na to, że faktycznie miał wypadek?
      Wiesz, co mu dolega?
      Jaka opinia lekarzy - kiedy z tego wyjdzie?
      Przebywa w szpitalu?
      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:21
        Co jest dziwne? Że ktoś miał wypadek? No wypadków to się nigdy nie
        planuje, sama to wiem najlepiej, bo kiedyś przed ważnym wyjazdem do
        kogoś ważnego wylądowałam nagle na stole operacyjnym i sorry, ale ta
        osoba nie wymagała ode mnie dokumentów, że mówię prawdę, bez
        przesady, nie bawmy się w jakichś śledczych, bo gdyby ktoś wtedy
        mnie poprosił o dówód, pokaż, że jesteś w szpitalu, przyślij mi
        dowód, to bym komuś takiemu powiedziała żeby puknął się w głowę i
        żeby spadał. Opinia lekarzy jest taka, że z tego wyjdzie, ale na
        razie chodzić nie może i potrwa to prawdopodobnie parę tygodni, a
        potem czeka go pewnie rehabilitacja.
        • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:50
          Opinia lekarzy jest taka, że z tego wyjdzie, ale na
          > razie chodzić nie może i potrwa to prawdopodobnie parę tygodni, a
          > potem czeka go pewnie rehabilitacja.

          Zaproponuj mu,że przyjedziesz do niego.
          Chodzić nie może, ale rozmawiać tak, a obecność
          miłej sercu osoby niewątpliwie przyspieszy jego rehabilitacje.

          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 21:54
            No nie wiem, ja bym nie pozwoliła żeby przyjechał do mnie i pierwszy
            raz oglądał mnie w nie najlepszym stanie psychicznym i fizycznym, po
            prostu bym nie chciała i kazała mu czekać.
        • ca-ti Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 13:18
          ewelline napisała:

          > sama to wiem najlepiej, bo kiedyś przed ważnym wyjazdem do
          > kogoś ważnego wylądowałam nagle na stole operacyjnym

          Sam wiesz najlepiej jak kończą sie takie historie - przezylaś to już.
          Może opowiesz jak skończyla się tamta historia?
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 17:03
            Normalnie się skończyła ta historia - wypadki chodzą po ludziach i
            nikt wypadku nie planuje. Ja też wtedy nie planowałam, że wyląduje
            akurat w takim ważnym dniu na stole operacyjnym, ale stało się, a on
            nie wierzył na początku, że tak się właśnie stało tego dnia, zresztą
            tak samo jak ja na początku też nie wierzyłam jemu. Ale potem
            skontaktował się z moją matką, która mu wszystko opowiedziała. I
            leżałam trochę w szpitalu, on chciał przyjechać, ale powiedziałam
            mu, że jak wyjdę dopiero, no i przyjechał do mnie jak wyszłam ze
            szpitala i było ok, byliśmy dalej razem. Dlatego wiem, że właśnie
            takie z punktu widzenia innych niesamowite zbiegi okoliczności się
            zdarzają, bo sama to przeżyłam na własnej skórze.
    • lifeisaparadox Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 20:31
      Skladaj podanie o wize, pozyczaj pieniadze, dzialaj, milosc powstaje w potrzebie
      a nie jak wszystko jest idealnie.
      Masz idealne warunki zebyscie sie w sobie zakochali - w takiej niedoli.

      Opcji z przekretem bym nie wykluczal... moze nie czujesz zeby to bylo tak do
      konca prawdziwe, skoro nie chcesz leciec mu z pomoca?
      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 21:38
        Właśnie z nim rozmawiałam, to nie jest ten człowiek, którego znam.
        Ma taki głos, że aż serce mi się kraje. Jest tak zdołowany i na
        jakichś silnych prochach, że ciężko się w ogóle z nim dogadać na
        jakikolwiek temat. Jego głos od paru dni jest straszny po prostu...

        Opcje z przekrętem raczej wykluczam, bo takiego głosu to on nigdy
        nie miał :( Po za tym nie mogę ot tak sobie lecieć mu z pomocą, bo
        najpierw muszę załatwić wizę, a potem bilet.
        Ale jest jedno duże "ALE" - żona...
        • wredzioszek Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 21:58
          ewelline napisała:

          > Właśnie z nim rozmawiałam, to nie jest ten człowiek, którego znam.
          >
          >
          > Opcje z przekrętem raczej wykluczam, bo takiego głosu to on nigdy
          > nie miał :( Po za tym nie mogę ot tak sobie lecieć mu z pomocą, bo
          > najpierw muszę załatwić wizę, a potem bilet.
          > Ale jest jedno duże "ALE" - żona...

          hehehe, ewelline ta ostatnia linijka wyjaśnia wszystko. sorry, ale z jakiej Ty
          jesteś planety. facet sobie surfuje po necie za pleckami żony, Ty sie w to
          dajesz wkręcic (swoją drogą jaką jesteś kobietą że tak żonatym mężczyznom
          pozwalasz na bliskie więzi??)na moje oko, to on po prostu się niezle napracował
          żeby się wykręcić z historii z Tobą, bo to typowy samiec -fantasta-prowadzi
          podwójne życie, tu żonka a w necie panienki. ale może się mylę. zastanawia mnie
          jedynie fakt że skoro wiedziałas że ma żonę to czemu kontynuowałaś tę
          znajomość. kto dał Tobie prawo by czyjejś żonie zabierać męża? znasz odpowiedź
          na to pytanie?moim zdaniem koleś kręci, ale Ty daj sobie z nim spokój z jednego
          powodu-ON MA żonę, kochanie.a na przyszłość to uważaj na te internetowe
          znajomości.przerzuć się lepiej na poszukiwania w realu.
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 22:09
            No wiedziałam, że ludzie potrafią być straszni, ale myślałam, że w
            sieci można mówić prawdę, a nie być dwulicowym i to kieruję do
            Ciebie wredzioszek i powiem Ci tylko jedno, że jakby tak wszyscy co
            mają żony i mężów byli szczęśliwi i nie wplątywali się w nic inego,
            to świat byłyby piękny i nie byłoby rozwodów. Gdyby faceci kochali
            swoje żony, to by nie szukali wrażen w sieci, bo jak się kogoś
            kocha, to nie myśli się o innych. A żony i mężowie to nie święte
            krowy, a ja się Ciebie może inaczej zapytam - kto daje prawo
            niektórym kobietom oszukiwać facetów i łapać ich na dziecko? Więc
            potem mają, to co same chciały.
            • spinline Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 22:40
              kto daje prawo
              niektórym kobietom oszukiwać facetów i łapać ich na dziecko? Więc
              potem mają, to co same chciały.

              .........................

              Jaki to biedny ten faxcet zlapano go na dziecko! zal takiego,
              biedaczka.

              Gdyby nie chcial tego dziecka to zrulowalby gumke na czlontasa, a
              juz za zadne skarby w swiecie nie cchialby zyc z kobieta, ktorej
              nie kocha.

              Cos mi sie przypomina ze ty juz tu pisalas, twoje dlugie i naiwne
              wywody o tym facecie. A ten facet z ciebie sie nabija i czy bez
              przyczyny?
              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 17:10
                No gdyby gumki dawały 100% pewności, to kobiety nie musiałby się
                truć tabletkami anty. Nie wiem w jakim Ty świecie żyjesz, kobiety
                jak świat stary łapią facetów na dziecko i albo jest miłość, albo
                nie, w tym przypadku była na początku, ale jak to bywa z kobietamim
                kiedy tylko facet się z nimi ożeni, osiadają na laurach i nic
                kompletnie nie robią, mało znasz takich przypadków ze swojego życia?
                Uważasz, że jak facet żeni się z kobietą, to tylko z miłości i ta
                miłość już trwa do końca życia? W życiu różnie bywa i naprawdę
                byłoby cudownie gdyby tak było, że wszystkie małżeństwa są święte i
                do końca życia, ale tak nie jest więc z jakiej racji zakładasz, że
                jego małżeństwo jest idealne? Gdyby było idealne, to by się ze mną w
                ogóle nie zadawał. To logiczne i proste. Ja jak kogoś kocham, to się
                nim zajmuję, a nie szukam atrakcji na zewnątrz.
                • spinline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 21:17
                  I nic poza tym.... Kobiety nie truja sie tabletkami. A gdy
                  mezczyzna tak naprawde nie chce miec dzieci, moze poddac sie
                  sterylizacji co jest u faceta o wiele mniej skomplikowane niz u
                  kobiet.

                  Problem to ty masz powazny, jestes zwyczajnie uzalezniona od swojej
                  uczuciowsci.Takie "motylki" bardzo pompuja hormony i adrenaline w
                  koncu staje sie ona narkotykiem, zanieczyszczajacym mozg! Widocznie
                  facet zakrecil ci niezle w glowie i poddana jestes presji
                  wypierania, podobnie jak narkoman, czy alkoholik, ktory nie widzi
                  swojego nalogu.

                  Juz sam fakt,ze facet bawi sie po forach, czy internecie szuka
                  kobiet, swiadczy ze jego zwiazek jest dysfunkcyjny dla rodziny i
                  jego dziecka. Ten czas, ktory daje innym kobietom zupelnie mu
                  nieznanym - powinien dac swojemu wlasnemu dziecku.

                  Fakt, ze tatus nie jest obecny duchowo w rodzinie odbija sie
                  szczegolnie na dzieciach.
                  Jednym slowem facet jest nieuczciwy zatail tak wazny aspekt jak
                  malzenstwo i rodzina, obraza swoja partnerke poprzez opowiadanie o
                  niej nieciekawych historii, sam wybielajac sie swiadczy ze facet
                  jest bez kultury i zalosny cham.

                  Zyjemy w XXI wieku i nikt nikogo nie musi lapac na dziecko, to sa
                  historie z ostatniego stulecia. Dzis kobieta ma wiecej do stracenia
                  niz mezczzyna i jedynie jakas oblakana na umysle lapie pare gaci na
                  dziecko, jak mowi.

                  Sam fakt, ze zaprzeczasz jawnie podanym tobie faktom, romantyzujac
                  calkiem banalana historie, swiadczy ze brak tobie poczucia nie
                  tylko rozsadku, ale i wartosci, skoro ogladasz sie za
                  takimi "resztakami kuchennymi". Radze przemyslec historie i szukac
                  kogos bardziej na poziomie i zasadami.
                  • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 21:35
                    spinline jaki z Ciebie psycholog - no tragedia. Ja tu naprawdę nie
                    szukałam rad czy on mnie oszukuje czy nie, tylko po prostu wyżaliłam
                    się, bo jest mi smutno, że nie doszło do tego spotkania... :(
                    Chyba nigdy nie byłaś zakochana, szczerze współczuję, ale i
                    zazdroszczę, bo tacy ludzie przynajmniej nie przeżywają takich
                    rozterek jak ja i wychodzą za mąż np. z rozsądku i wiodą swoje nudne
                    życie w totalnym maraźmie - praca dom dzieci praca dom dzieci. Facet
                    nie bawi się po forach, tylko siedzi na jednym i to nie żadnych
                    żałosnych portalach randkowych, tylko na specjalistycznym forum o
                    muzyce, gdzie ludzie rozmwiają o muzyce, a nie o rozterkach
                    duchowych. Facet ten nie zataił, że ma rodzinę, bo jak widzisz wiem
                    o tym więc napisałam to szczerze. Żyejmy w XXI wieku, a baby dalej
                    łapią facetów na dzieci niestety, ile małżeństw jest tylko
                    zawieranych z powodu ciąży? A to, że ktoś ma drugą żonę, to jeszcze
                    o niczym nie świadczy, oczywiste jest, że wina zawsze leży po obydwu
                    stronach, ale nic nie oznacza jeszcze, że ktoś żyje w drugim
                    małżeństwie. Fajnie by było gdyby tak wszystkim wychodziło za
                    pierwszym razem. Może z punktu widzenia osób postronnych to wcale
                    nie jest dobra partia dla mnie, ja jestem młodsza od niego o 12 lat,
                    nie mam męża ani dzieci, jestem wolna i mogę robić co chcę, a że
                    akurat mam tyle tematów z nim do rozmowy to już inna historia, bo
                    naprawdę z tym człowiekiem rozmawia mi się cudownie na wszystkie
                    tematy, tyle razem się śmialiśmy, mamy wspólne pasje, chciałam go
                    tylko poznać, a co by było dalej, to nie wiem... Zdaję sobie sprawę,
                    że po spotkaniu z nim mogłabym jeszcze bardziej cierpieć niż jak się
                    z nim nie spotkam, ale ja lubię w życiu ryzykować i nie mogę przeżyć
                    tego, że nie doszło do tego spotkania i nie wiem co dalej będzie, bo
                    on teraz nie jest w najlepszym stanie psychicznym i fizycznym... :(
                    A ja zamiast spokojnie poczekać na to co dalej, to go zwyzywałam od
                    tchórzy... :(
                    • spinline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 21:43
                      Echhh z ciebie taki psycholog, jak malo ktory:))) nawet szczelilas
                      jak w szparke miedzy zebami z tym portretem
                      psychologicznym....moim. Naprawde zaimponowalo mi:)))))

                      Nie masz nic innego do roboty jedynie rozmyslac o tym facecie.
                      Piszesz, ze chcialas jedynie go zobaczyc. Ale czyzby_ W tym jest
                      jakies oczekiwanie na cos jeszcze i oprocz tego wiecej, niz jedynie
                      zwykla znajomosc bez zobowiazan. Do tego zwyzywalas go od @tchorzy@
                      No coz tak sie demaskuja ludzie zakochanni.
                      • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 21:49
                        No i szczerze Ci zazdroszczę życia bez miłości, bo to naprawdę
                        przesrane :) Jak sama zresztą widzisz po mnie - zakochałam się w
                        facecie, którego nigdy na oczy nie widziałam, a i on nie lepszy, bo
                        też już od jakiegoś czasu mówi, że mnie kocha. No cóż - ja lubię
                        takie szaleństwa, a dla innych to może być śmieszne, ale dopóki nie
                        przeżyje się tego na własnej skórze, to się nie wie, ale ja Ci
                        powiem, że to wcale nie jest już śmieszne...
                        Tak chciałam go zobaczyć i po cichu liczyłam tak samo jak i on na
                        coś więcej, ale jesteśmy dorosłymi ludźmi i wiemy, że jakbyśmy się
                        spotkali, to jeszcze nic nie oznacza, choć ja po cichu jestem pewna,
                        żebym go pokochała od razu :) Wiem, że mogłabym cierpieć po
                        spotkaniu, ale ja bardziej cierpię, że go nie zobaczyłam. No tak,
                        zwyzywałam go od tchórzy, sama nie wiem dlaczego, a on się nieźle
                        wkurzył i się obraził.
                        • spinline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:11
                          Przesrane jest zycie z miloscia? Echhh nie rozumiemy się....

                          Gdyby wszystko bylo okej nie czulabys sie teraz tak jak czujesz.
                          Widac nawet mowiac o miłosci nie zbudowaliscie jeszcze czegoś
                          bardzo cennego - zaufania do siebie. Gdyby ono było nie pisałabyś
                          tu na forum.

                          Bez zaufania nie ma miłosci, jest tylko oglądanie jej przez szybę.
                          • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:21
                            No masz rację z ty zaufaniem, ale nie wiem czy w naszym przypadku
                            można mówić o pełnym zaufaniu, chyba raczej nie, to znaczy wygląda
                            to tak, że ja jestem z reguły osobą bardzo nieufną i podejrzliwą, a
                            on przeciwnie - on mi ufa i twierdzi, że ja mogę zaufać jemu. I
                            wydaje mi się, że to jest mój problem z zaufaniem i boję się, że
                            mogę przez to zniszczyć coś cennego. Ja nie wiem co mam teraz robić
                            i jak postępować...
                            • spinline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:32
                              Weż to na spokojnie, możesz wysłać maila w twoim stylu, jeżeli są
                              uczucia to napewno się jakoś spotkacie:)Może w połowie drogi?

                              Choć w moich oczach to Mjetek:)))) Niestey.... ale to twoje zycie i
                              twoje wybory...

                              Wez na spokoj, to cenna rzecz w relkacjach miedzyludzkich.
                              • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:50
                                Ale on mówi, że jak stanie na nogi, to wtedy będzie myślał co dalej.
                                Jaki znowu "Mietek"?
                                Spokój w tym momencie jest mi obcy... Wczoraj jak go zwyzywałam od
                                tchórzy, to bardzo się zdenerwował i nie chciał ze mną rozmawiać i
                                pierwszy raz poszedł sobie, a dziś nie odbiera moich tel., choć
                                nawet nie wie, że to ja dzwonię, ale nie odbiera... Pierwszy raz tak
                                się stało... Ale też pierwszy raz byłam dla niego taka chamska i nie
                                wiem już czy miałam powód do tego czy nie...
                                • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:51
                                  Bo napisałam mu, że się zastanawiam czy warto jechać pół świata dla
                                  takiego tchórza jak on i wtedy się zaczęło na dobre...
                        • nulka0 Re: Stereotypy myslowe....kit! 10.08.08, 12:26
                          ewelinko!dobrze ci radze zastanów sie nad tym co robisz..sama zylam
                          w zwiazku na odleglosc a potem zycie i codziennosc wszystko
                          zweryfikowalo niestety. okazuje sie bardzo czesto ze wielogodzinne
                          rozmowy, zapewnienia o milosci, oddaniu sa czasami iluzja...zyjesz
                          wyobrazeniami o tym czlowieku a tak naprawde go nie znasz. ja
                          spróbowalam takiego zwiazku i przekonalam sie ze duzo slów bylo
                          nieszczerych..ty chyba tez musisz sie o tym przekonac.wiec na twoim
                          miejscu kupowalabym bilet, zalatwiala wize,itd i pojechala do niego
                          zeby sie przekonac.czy to kretacz czy nie. faceci sa dobrymi
                          aktorami i egoistami,byc moze ta przygoda nauczy cie czegos...
                          • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 10.08.08, 21:54
                            nulka właśnie zaczynam się zastanawiać...na poważnie. Ale może jest
                            jakiś sposób żeby go umiejętnie podejść. On teraz nie chce ze mną
                            gadać, nadal się obraża za tego tchórza, albo tak tylko udaje...ale
                            tak nagle nastąpiła u niego odmiana o 180 stopni, choć tak widzę, że
                            on się chyba wyżywa na wszystkich dookoła za ten swój wypadek i, że
                            nie może nic robić poza siedzeniem w domu, a to bardzo aktywny
                            człowiek.
                            • leda16 Re: Stereotypy myslowe....kit! 13.08.08, 09:03
                              on się chyba wyżywa na wszystkich dookoła za ten swój wypadek i, że
                              > nie może nic robić poza siedzeniem w domu,


                              W domu??? O, a pisałaś, że wylądował w szpitalu...


                              a to bardzo aktywny
                              > człowiek.


                              Na pewno ma teraz doskonałe warunki do kierowania swojej aktywności w stronę żony i dziecka ;). Pewnie drugi miesiąc miodowy mają, że nawet telefonu nie odbiera...
                    • buena.vista.sc Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 21:54
                      Ja tu naprawdę nie
                      szukałam rad czy on mnie oszukuje czy nie, tylko po prostu wyżaliłam
                      się, bo jest mi smutno, że nie doszło do tego spotkania... :(


                      Trzeba było tak od wstepu - tytuł wątku był mylący.



                      jestem wolna i mogę robić co chcę,



                      To w czym problem?
                      • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:23
                        buena vista nie dołuj mnie ;) Tylko poradź co teraz z nim zrobić, bo
                        zwariuję.
                        • buena.vista.sc Re: Stereotypy myslowe....kit! 09.08.08, 22:36
                          Kąpiel w gorącej wodzie tu nie pomoże.
                          Raczej zimne okłady na głowę. ;D


                          Czekać. Czas przyniesie rozwiązanie.



                          ( Widzę twoją minę ;))))
                    • leda16 Re: Stereotypy myslowe....kit! 13.08.08, 08:51
                      He,he, Bóg go za łamanie przysięgi małżeńskiej chorobą pokarał, nierychliwie lecz sprawiedliwie. I Ciebie pokarze, jeśli będziesz nadal przyssywać się jak pijawka do żonatych i dzieciatych chłopów. Pewnie Boga się eweline nie boisz, ale żony chyba trochę tak, bo gotowa kopniakami od łóżka chorego Cię odścigać a portierowi nakazać nie wpuszczanie nahalnej rozbijaczki rodzin.


                      wychodzą za mąż np. z rozsądku i wiodą swoje nudne
                      > życie w totalnym maraźmie - praca dom dzieci praca dom dzieci.


                      To jest naiwna frajerko samo SEDNO MAŁŻEŃSTWA a nie romantyczne pomiałkiwanie przy Księżycu, jak Ci się wydaje :))). Dom, mąż, dzieci i harówka na utrzymanie rodziny. A Ty na łeb i na szyję chcesz się w taki właśnie "nudny marazm" wkręcić bo z braku kandydata do założenia z Tobą rodziny, przyssałaś się do żonatego i dzieciatego chłopa. Jego dziecku rodzinę chcesz rozwalić i szalejesz, że konsumpcja "miłości" w niebyt się odsunęła :). Czy na dziecko, na swoje IQ czy na vaginę, a może na majątek teściów go złapała, to nie Twój zakichany interes. Swojej zdobyczy na pewno w prezencie Ci nie odda. Jej przysięgał i jego psi obowiązek tych przysiąg dotrzymać. Dziecku też musi pełną rodzinę zapewnić a nie dla pierwszego spotkanego w internecie babskiego tyłka w patologię rozbitej rodziny wpychać.


                      A to, że ktoś ma drugą żonę, to jeszcze
                      > o niczym nie świadczy, oczywiste jest, że wina zawsze leży po obydwu
                      > stronach, ale nic nie oznacza jeszcze, że ktoś żyje w drugim
                      > małżeństwie

                      Jak trochę poznasz życie i psychikę mężczyzn dzierlatko, może zrozumiesz, że to wcale nie jest takie "oczywiste". Niektórym, choćbyś tyłek miodem smarowała i zlizywała i tak zdradzać polecą, a wina z reguły leży po stronie ich instynktu poligamicznego, nieodpowiedzialności i nieumiejętności współżycia w rodzinie.


                      i nie wiem co dalej będzie, bo
                      > on teraz nie jest w najlepszym stanie psychicznym i fizycznym... :(


                      Oj, pewnie żona solidnie patelnią w łeb przyłożyła :)))


                      A ja zamiast spokojnie poczekać na to co dalej, to go zwyzywałam od
                      > tchórzy... :(


                      Pewnie, skoro boi się własną rodzinę rozpierdzielić dla internetowej znajomości, to ani chybi - tchórz!
                      • ewelline Re: Stereotypy myslowe....kit! 13.08.08, 09:26
                        leda16 co za mocne słowa. Może pewnie kiedyś bym tak samo komuś
                        napisała, ale teraz jest teraz. A Boga w to nie mieszaj i nikogo nim
                        nie strasz, bo to śmieszne, a co najważniejsze - to prywatna sprawa
                        każdego.
                        A co do reszty, to on miał już jedną żonę i swojego psiego obowiązku
                        nie dotrzymał, bo ją zostawił i jak tą będzie chciał zostawić, to
                        też to zrobi. Niestety, ale życie jest takie, a nie inne. Po za tym
                        wściekasz się niewiadomo o co, bo ja już chyba zrozumiałam powoli co
                        to za typ... I nikomu żadnej rodziny nie rozbijam, bo się z
                        człowiekiem na oczy nie widziałam. Ja nie mam męża, ani dzieci więc
                        mogę robić co chcę, jeśli ktoś jest nie w porządku, to on, bo to on
                        komuś przysięgał, a nie ja. I jeszcze jedno - on nie ma zamiaru
                        rozpie..ć rodziny dla internetowej znajomości, mieliśmy się tylko
                        spotkać, a co by było dalej, to niewiadomo.
            • wredzioszek Re: Co byście zrobili??? 08.08.08, 22:48
              ewelline napisała:

              > No wiedziałam, że ludzie potrafią być straszni, ale myślałam, że w
              > sieci można mówić prawdę, a nie być dwulicowym i to kieruję do
              > Ciebie wredzioszek i powiem Ci tylko jedno, że jakby tak wszyscy co
              > mają żony i mężów byli szczęśliwi i nie wplątywali się w nic inego,
              > to świat byłyby piękny i nie byłoby rozwodów. Gdyby faceci kochali
              > swoje żony, to by nie szukali wrażen w sieci, bo jak się kogoś
              > kocha, to nie myśli się o innych. A żony i mężowie to nie święte
              > krowy, a ja się Ciebie może inaczej zapytam - kto daje prawo
              > niektórym kobietom oszukiwać facetów i łapać ich na dziecko? Więc
              > potem mają, to co same chciały.
              ależ można i trzeba mówić prawdę. nie wiem natomiast gdzie widzisz dwulicowość.
              KAŻDY ma prawo do swojego zdania i ja też je mam.i nie będę zmieniać bo Ci nie
              pasuje. nie do konca, moim zdaniem, masz rację z tymi facetami w sieci. a nawet
              jeżeli komuś nie wiedzie się w małżenstwie to nie widzę powodu by otwierać mu
              furtkę w internecie. że niby, co -akcja chrytatywna?niech się trochę zatroszczy
              o swoją miłość a nie siedzi plecami do żonki z nosem w kompie.zresztą to kwestia
              tego jak definiujesz miłość.ja uważam że to decyzja trwała by razem budowac
              związek. oczywiście, nikt nie daje prawa kobietom by zwodziły facetów na
              dziecko- ale wiesz takie kobiety szybko odczuwają zwykle skutki tego że w ten
              sposób gościa nabrały. rozumiem że zabolało Cię moje zdanie bo generalnie jestem
              przeciw temu co zaprezentowałaś. masz prawo. rob jak uwazasz. ja tylko wyraziłam
              swoją opinię. i na tym to chyba ma polegac że objawiając prawdę możesz usłyszeć
              różne głosy a nie tylko tych co Ci schlebiają. nie musisz się ze mną zgadzać ale
              po prostu ja to tak widzę. ale oczywiście, może się mylę. cała moja opinia
              wynika oczywiście z faktu że nie rozumiem, nie zgadzam się i nie akceptuję
              kobiet które świadomie wdają się w gierki z żonatymi facetami. możesz mieć inne
              zdanie. i dlatego niech każda z nas pozostanie przy tym co uwaza za słuszne. ale
              nie oczekuj że wszyscy pogłaszczą Cię po główce. chcesz prawdy to ją masz.
              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 17:36
                Tylko, że to co piszesz, to wcale nie jest żadna prawdą, tylko Twoją
                subiektywną opinią, do ktorej oczywiście masz prawo i którą ja wbrew
                temu co myślisz trochę podzielam, ale wiesz ja też zawsze byłam
                radykalna w pewnych poglądach, dopóki sama czegoś nie doświadczyłam.
                Ja też zawsze uważałam, że nigdy bym się nie wdała w żadne gierki z
                żonatym mężczyzną, byłam tego pewna w 100% i wiesz jak go poznałam,
                to nie wiedziałam, że ma żonę, zresztą nikt nikogo wtedty nie pytał
                o żadne prywatne szczegoły, gdyż nasze dyskusje i rozmowy dotyczyły
                tylko wspólnych zainteresowań. Potem rozmowy weszły na dalszy poziom
                i mi powiedział, że jest żonaty i opowiedział swoją historię, a że
                ja jestem raczej bardzo podejrzliwa, to mu nie uwierzyłam (i nie
                wiem czy wierzę do tej pory) i sama go namawiałam żeby ratował swoje
                małżeństwo, gdyż był mi wtedy obojętny, po prostu lubiłam z nim
                pisać na tematy naszych wspólnych pasji i nic więcej. Kazałam mu
                ratować co się da, ale on twierdził, że jest już za późno, że się
                starał, ale, że to żona nie chce już ani dbać o siebie, ani z nim
                razem realizować jego pasji, że myślał, że jak się z nią żenił, że
                będą wszystko robić razem, a teraz on sam wszystko musi robić, a ona
                ma wszystko w dupie i nie robi nic. Na pewno on też nie jest winy,
                ale ja znam tylko jego wersję, jego żony nie znam. Wiem tylko tyle,
                że cały swój czas przez ładnych parę miesięcy poświęcał mi i bardzo
                się starał żeby nasza znajomość weszła w kolejny poziom i żebyśmy
                mogli się poznać na żywo i przekonać co by z tego mogło być. Ja o
                niego nie zabiegałam, to on był uparty i mówił, że się nie podda.
            • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 14:38
              kto daje prawo
              > niektórym kobietom oszukiwać facetów i łapać ich na dziecko?


              Kto daje ci prawo ferować wyroki w danej sprawie?
              Na podstawie jednostronnych, subiektywnych "zeznań"?
              Skad wiesz, jak wyglądają fakty i kto kogo faktycznie "łapał"?

              Więc
              > potem mają, to co same chciały.


              zauważ,ze ty też masz to co chciałaś. ;)


              Na moje, to facet trzymał cię przy nadziei na spotkanie a w
              kulminacyjnym momencie omsknął się na skórce od banana i rozciął
              sobie wargę - stąd jego belkotliwa mowa.;)


              Aby stwierdzić,że powyższe zdanie jest nieprawdą, poczekajcie oboje
              na jego powrót do zdrowia. Jeśli kocha, to przyleci. Prawdziwemu
              uczuciu nic nie stanie na przeszkodzie i kwestia paru tygodni czy
              miesiecy nie stanowi problemu.
              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 09.08.08, 17:14
                buena vista tu masz rację w 100% Jak się nic nie zmieniło, to
                wiadomo, że się spotkamy. Tylko ja jak niektórzy tu zresztą słusznie
                zauważyli reaguję trochę histerycznie i jestem niecierpliwa, ale nie
                wiem jak to zmienić i boję się, że przez to ja sama mogę to wszystko
                zepsuć, jeśli już wczoraj tego nie zrobiłam... :(
    • spinline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 08.08.08, 21:44
      sa ze sie wyleczysz i nabierzesz zdrowego rozsadku.Z postu wynika
      zes rozhisteryzowana.

      Kto on taki? Jakies Bostwo? Czlowiek z ktorym jedynie sobie
      pogadalas tu i tam, nikt wiecej. Ani ty nie wiesz kto on taki. Co
      on robil w przeszlosci, jakie ma cechy charakteru, po prostu nic o
      nim nie wiesz, jeszcze itp.

      Naprawde nie warto sie excytowac para nieznanych spodni.
      • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 08.08.08, 21:52
        To się nie ekscytuj, nikt Ci przecież nie każe.
        • spinline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 08.08.08, 21:55
          ja sie nie excytuje;=)

          Jedynie tobie radze wziac to na spokojnie.
          • sbelatka Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 08.08.08, 22:28
            oj oj, spokojnie..
            no faktycznie poki co nie bardzo możesz cos zrobic - bo u loza
            lubego siedzi zapewne żona...
            jest duża szansa, ze on ten wypadek odczyta jako znak na :"nie"..

            ale swoja droga faktycznie sie wplątalas dziewczyno.
            rozwalanie malzenstwa jedynie w oparciu o pozarealne kontakty...no
            cóz... widocznie lubisz kąplikacje
            i to po drugiej stronie ocenanu...
            jakies w najlepszym razie dramaty tu przeczuwam..
            i to Twoje też.. rozterki i klopoty...
            no ale milośc to milośc i ma swoje prawa

            a co do tego, ze cie atakują... szukaj wsparcia na forum dla
            kovchanek czy jakos tak (o ile jest)
            w tak zwanym normalnym świecie bycie kochanka czyjegoś męża nie
            budzi wilekiej symaptii ... to chyba juz wiesz
            • marzeka1 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 13:26
              "Ale jest jedno duże "ALE" - żona..."- no i wszytko jasne, teraz dodaj: żona nie rozumie, nie uprawia seksu , bo kocha tylko ciebie i czeka tylko na ciebie(no bo wy pokrewne dusze jesteście, platońskie połówki, tóre stworzą jedność).Potem będzie: nawalił samolot, kłopoty z wizą,pewnie jakieś chore dziecko lub chora matka.Oj, naiwna,ale o tym musisz przekonać się sama, bo na razie masz klapki na oczach i nieco histerycznie reagujesz, gdy ktoś próbuje ci uświadomic, że być może wszystko wygląda inaczej.
              • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 16:58
                No być może wszystko wygląda inaczej, nie zapieram się nogami i
                rękami, że tak może być. Ale zastanawiam się jak to sprawdzić i jak
                jego sprawdzić.
                • marzeka1 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 20:20
                  "Ale zastanawiam się jak to sprawdzić i jak
                  > jego sprawdzić."- ale co chcesz sprawdzić? bo pewnie może być i tak,że on ma rodzinę, żonę i ty byłas fajną odskocznią od codzienności.Zrozum, to że ma żonę, rodzinę zmienia postać rzeczy, naprawdę wierzysz, że facet rzuci dla ciebie wszystko, przecież wy jeszcze nigdy nie spotkaliście się twarzą w twarz, a takie spotkania często zmieniają wszystko, nie wiesz, jaki jest na co dzień, jakie ma wady i przywary (bo każdy ma).
                  • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 20:35
                    Chcę sprawdzić czy mnie może nie oszukał albo nie oszukuje, jak
                    większość z Was mi tu sugeruje. Ja w nic nie wierzę, ja się chciałam
                    tylko z nim spotkać i go poznać, a potem się zastanawiać ewentualnie
                    co dalej i tyle.
                    Ale co najbardziej mnie denerwuje, to jak ktoś pisze, że faceci
                    nigdy nie rzucają swoich żon, to skąd tyle rozwodów? Ludzie się
                    pobierają, żyją w szczęściu albo w nieszczęściu, albo się rozwodzą,
                    albo mają kochanków - takie życie niestety jest. A on już miał jedną
                    żonę, którą zostawił więc jak będzie chciał zostawić drugą, to też
                    to zrobi więc po co takie czcze gadanie, że faceci nigdy nie
                    zostawiają swoich żon?
                    Ja od niego niczego nie oczekuję, my się chcieliśmy tylko spotkać ze
                    sobą, a teraz to się skomplikowało, bo on nie może chodzić, zresztą
                    tak mi tu już wodę z mógzy zrobiliście, że przestałam już nawet
                    wierzyć, że miał wypadek. Tylko po co z kimś tyle czasu rozmawiać,
                    angażować się, kupować bilet na samolot, który zresztą widziałam na
                    własne oczy, żeby potem nie przylecieć, nie spotkać się z tą osobą,
                    nie spojrzeć jej w oczy i potem się zastanawiać co ew. dalej. Jakby
                    był oszustem jak tu sugerujecie, to by takiej okazji nie odpuścił i
                    by się spotkał chociażby po to żeby mnie może wykorzystać, a potem
                    kopnąć w dupę. Napisałam tu, bo chciałam jakiejś rady, ale ludzie to
                    jednak są straszni nawet w sieci. Po prostu jestem rozdarta i nie
                    wiem co dalej będzie... :( Nie wiem jak z nim dalej postępować... :(
                    • marzeka1 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 20:52
                      "A on już miał jedną
                      żonę, którą zostawił więc jak będzie chciał zostawić drugą, to też
                      to zrobi więc po co takie czcze gadanie, że faceci nigdy nie
                      zostawiają swoich żon?"- wiesz, dla mnie byłby to dzwonek alarmowy, że facet ma kłopoty z tworzeniem związku, bo motyle w brzuchu i poczucie cudowności to jeszcze nie związek.Raz- może nie udać się każdemu, więcej- to już problem.
                      "Napisałam tu, bo chciałam jakiejś rady"- dostałaś różne rady i uznałaś,że ludzie są straszni, nie- wszyscy, którzy się tu wypowiedzieli patrzą na to na zimno i radzą ci uważać.
                      Jak dalej postępować?- odpuścić sobie pana i poszukać jakiegoś fajnego wolnego chłopaka, od któego nie będzie dzielić cię taaaka odległość.Poza tym, w ogóle nie wierzę w związki na odległość, z reguły się nie udają (są wyjątki).
                      • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 21:11
                        Ale ja to wszystko wiem. Uważam, ale właściwie to na co mam uważać?
                        Teraz to nie wiem co będzie, bo nie wiem kto to wszystko jeszcze
                        wytrzyma, bo wczoraj rozmowa z nim przekształciła się w bardzo
                        niemiłą dyskusję :( Łatwo dawać rady typu - odpuścić sobie pana jak
                        się nie jest w takiej samej sytuacji, bardzo ciekawe gdybyś była
                        zakochana, nawet w kimś z sieci i już byś nie mogła wytrzymać, a ja
                        bym Ci napisała - odpuść sobie pana, super by było gdyby było to
                        takie łatwe. A co do odległości, to ja się jej nie boję, bo gdbyny
                        miało coś wyjść z nim, to dla mnie żadnym problemem nie byłoby
                        spakowanie walizki i wyjechanie.
                        • buena.vista.sc Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 21:51
                          Teraz to nie wiem co będzie, bo nie wiem kto to wszystko jeszcze
                          > wytrzyma, bo wczoraj rozmowa z nim przekształciła się w bardzo
                          > niemiłą dyskusję :(


                          Na czym polegała ta "niemiłość' dyskusji?
                          Kto zaczął byc niemiły?

                          Może własnie o to chodzi, żeby ciebie 'delikatnie' zniechęcić?


                          Jesteś zakochana powiadzasz.... chyba wizerunku tej osoby, który
                          sobie stworzyłaś w ramach fantazji. Gdy real stawia ci przeszkody,
                          zaraz tupiesz nózkami na cały świat i na forumowiczow.Najpierw
                          zadajesz pytanie: co byście zrobili? a nastepnie złościsz się, gdy
                          odpowiedzi nie pokrywają się z tym co pragnelaś usłyszeć.
                          Świadczy to o małej dojrzałosci i labilnej psychice.


                          Ostatecznie zawsze podejmiesz jakąkolwiek decyzję jednoosobowo i
                          takoż poniesiesz jej konsekwencje- dobre czy złe.


                          • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 22:37
                            Ja zaczęłam być niemiła, bo on był jakiś dziwny - oschły, ale
                            wcześniej mi już tłumaczył, że bierze silne leki i nie ma po nich
                            nastroju na nic i, że jak stanie na nogi, to to wszystko odkręci i
                            wróci jego dawny humor. No więc ja w pewnym momencie nie
                            wytrzymałam, bo on zaczął mówić mi, że ja zaczynam bredzić i
                            wymyślać coś w swojej głowie i, że zawsze wiem lepiej wszystko, a
                            jak on coś mówi, to tak jest i tyle i żebym nie przeinaczała faktów
                            i zrobiło się bardzo niemiło. Powiedział, że jak stanie na nogi, to
                            będzie myślał co dalej, na co ja nie wiem dlaczego zwyzywałam go od
                            tchórzy i się wkurzył. Wiesz powiem Ci, że wtedy też pomyślałam, że
                            on chce mnie zniechęcić :( Ale nie mam pojęcia dlaczego :( Ale to ja
                            zaczęłam być niemiła, ale dlatego, że on był jakiś dziwnie oschły i
                            wiedziałam, że źle się czuje ale miałam to chyba gdzieś... Nie wiem
                            po co miałby mnie zniechęcać. Nawet sama mu o tym napisałam, to mi
                            powiedział, że jakby chciał, to już bym była zniechęcona i żebym nie
                            wymyślała znowu czegoś, czego nie ma w swojej głowie...

                            "Jesteś zakochana powiadzasz.... chyba wizerunku tej osoby, który
                            > sobie stworzyłaś w ramach fantazji. Gdy real stawia ci przeszkody,
                            > zaraz tupiesz nózkami na cały świat i na forumowiczow.Najpierw
                            > zadajesz pytanie: co byście zrobili? a nastepnie złościsz się, gdy
                            > odpowiedzi nie pokrywają się z tym co pragnelaś usłyszeć.
                            > Świadczy to o małej dojrzałosci i labilnej psychice."
                            No masz rację w tym co piszesz, nie jesteś pierwsza, która mi to
                            uświadamia, on mi też to mówi, że świat nie jest taki jakbyśmy
                            chcieli i nikt nie jest pępkiem świata i, że ja nie usłyszę od
                            niego, tego co sobie wymyśliłam, to od razu jest źle. Wiem, wiem, że
                            tak ze mną jest... :( On mi mówi to samo, nie tylko on i dlatego
                            boję się, że ja to mogę zepsuć przez tą swoją paskudną cechę, choć
                            powoli i ja to zaczynam rozumieć, że czasem nie jest tak jakbyśmy
                            tego chcieli i trzeba sobie radzić. Ale jak to zmienić? Może to
                            wszystko przez moją dużą wrażliwość i zdolność do histerii i może
                            nawet do jakichś paranoi. Poradź coś buena vista jak z nim to dobrze
                            rozegrać teraz.
                            • buena.vista.sc Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 22:44
                              Poradź coś buena vista jak z nim to dobrze
                              rozegrać teraz.

                              Po co rozgrywać? To nie twój wróg ani przeciwnik, prawda?


                              Kontaktuj sie z nim raz dziennie ( nie co godzinę), pytaj o
                              samopoczucie.
                              Gdy wroci mu zdrowie, to może i też humor.


                              Czekac, cwiczyć cierpliwośc,czas zrobi swoje. ;))
                              • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 22:56
                                Wczoraj doprowadził mnie do ostateczności, zaczęłam na nim wymuszać
                                żeby odebrał mój tel., on powiedział, że ma dość na dziś, a ja
                                dzwoniłam ze 30 razy... Wstyd mi teraz przed nim i przed samą sobą.
                                Boję się, że to mogło przelać czarę goryczy i jak zwykle w głowie
                                wymyśliłam sobie, że on to zrobił specjalnie żeby osiągnąć właśnie
                                taki efekt jak wczoraj, zdaję sobie sprawę, że musiałby być naprawdę
                                chory na głowę żeby tak robić, ale przecież to możliwe, sami mi
                                sugerujecie, że może chciał mnie celowo zniechęcić.
                                • leda16 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 09:48
                                  > Wczoraj doprowadził mnie do ostateczności, zaczęłam na nim wymuszać
                                  > żeby odebrał mój tel., on powiedział, że ma dość na dziś, a ja
                                  > dzwoniłam ze 30 razy...


                                  Ach, więc jednak to Ty nachalnie zakłócasz mu spokój i życie rodzinne. Dzwonisz po 30 razy, on ani razu. Facet w kiblu - telefon od Ciebie, w wannie - dzwonisz, z żoną w łóżku - telefon, z przyjaciółmi przy brydżu - dzwonek, otwiera lodówkę - molestowanie telefoniczne itd. No, to już wszystko wiadomo...W USA to jest karalne. Czy on na prawdę musi zmieniać numer telefonu, żebyś się od niego odczepiła? Wypadek miał, silne leki bierze...Widać jeszcze zbyt "słabe", żeby Cię od siebie odkopać...
                                  • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 09:58
                                    Odpie..się leda ode mnie, a ja coś piszesz, to najpierw czytaj ze
                                    zrozumieniem, bo ja napisałam wyraźnie, że w ciągu tej półrocznej
                                    znajomości raz tylko jak mnie doprowadził do takiego stanu, to może
                                    zadzwoniłam, ale na pewno nie 30 razy. A tak to przez pół roku, może
                                    wykonałam do niego 2, góra 3 telefony, zawsze to on dzwonił do mnie
                                    więc daj sobie spokój, bo mnie nie rusza Twoje wyżywanie się.
                        • sbelatka Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 21:58
                          tak sobie przeczytalam caly watek i nasuwa mi sie nieodparte uczuie,
                          ze chcesz nas wszytskich tutaj pzrkoanac, ze my sie mylimy...
                          PO CO nas przekonujesz?
                          Nas nie musisz pzrekonywac do niczego
                          napisals swoj post, niektorzy znas wyrazli mniej lub bardziej
                          oglednie swoje przekonania - a Ty z nami dyskutujesz...

                          jezeli to jest Twoj sposob na rozmowę z sama soba - to ok. Ale jesli
                          nie slyszysz co do Ciebie mówimy - to szkoda kazdego naszego i
                          Twoejgo slowa w tym wątku napisanego.

                          Nie dyslutuj z tym co napisaliśmy.
                          Przeczytaj, pomyśl nad tym pzrez chwile. I sobie zdecyduj co z tym
                          co od nas uslyszalas zrobisz...
                          Bo mozemy sie mylic i mozliwe, ze wlasnie na Twoej drodze stanęla
                          wielka milosc i ze nie wolno Ci jej zaniechac.

                          ale nie oczekuj, ze bedziemy Cie zachecac do rozbijania cudzego
                          małżeństwa, ze bedziemy usprawiedliwaC faceta, ktory zdradza zone.
                          Ze bedziemy nim tak samo zachwyceni jak Ty...I ze bedziemy przezywac
                          Twoje rozterki.

                          Mimo wszystko zycze Ci powodzenia. Choc uważam, ze wiązanie sie z
                          duzo starszym facetem po przejściach - jesli jest sie mloda i świeża
                          dziewczyna - to błąd.. W kazdych okolicznosciach. Choćby początkowo
                          najbardziej romantycznych...
                          Ale ostateznie nie mam patentu na prawdy absolutne...


                          • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 09.08.08, 22:43
                            To co ja mam teraz zrobić z nim? Może on naprawdę chce mnie
                            zniechęcić, bo boi się uczciwie do czegoś przyznać, tylko nie wiem
                            do czego w sumie... Ale pytałam go już o to czy chce mnie
                            zniechęcić, napisał, żebym sobie znowu nie wymyślała nic i, że ja
                            specjalnie popadam w takie stany wew. i jestem zdołowana, a jakbym
                            chciał mnie zniechęcić, to już dawno bym była zniechęcona. Ja już
                            nie wiem co mam robić. Masz rację z tym wszystkim co napisałaś o
                            mnie, nawet nie zaprzeczę.
                            • marzeka1 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 10.08.08, 10:51
                              "Wiesz powiem Ci, że wtedy też pomyślałam, że
                              on chce mnie zniechęcić :( Ale nie mam pojęcia dlaczego :( "- naprawdę nie wiesz dlaczego???? bo z opisu waszych kontaktów widać, że pan widzi komplikacje (te telefony po 30 razy to przegięcie) i chce się wycofać. Naprawdę nie widzisz, że nic z tego nie będzie? ale pewnie musi minąć trochę czasu, nim sama to spostrzeżesz.Pan w twoim opisie (pewnie nieświadomie) wygląda tragicznie,od takich się zwiewa, a ty , nie znajc go w realu i naprawdę, stworzyłaś sobie w głowie nieistniejącą postać i historie. Żyje się jednak w realu.
                              • marzeka1 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 10.08.08, 10:59
                                "A co do odległości, to ja się jej nie boję, bo gdbyny
                                miało coś wyjść z nim, to dla mnie żadnym problemem nie byłoby
                                spakowanie walizki i wyjechanie."- zaproponuj mu to, zobaczysz, jaka będzie reakcja, taki test na "wielką miłość".
                              • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 10.08.08, 21:50
                                Te 30 telefonów to był jednorazowy wyskok :) który nigdy więcej nie
                                miał miejsca i miejsca mieć już nie będzie. To mi się zdarzyło
                                pierwszy i ostatni raz. Jakie on widzi komplikacje? I dlaczego on
                                wygląda tragicznie? Być może tak jest, że sobie go wyobraziłam, a
                                jest inny, ale po to chciałam się z nim spotkać żeby się o tym
                                przekonać.
                    • leda16 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 09:31
                      Chcę sprawdzić czy mnie może nie oszukał albo nie oszukuje, jak
                      > większość z Was mi tu sugeruje.


                      Nie zauważyłam, żeby ktoś Ci to sugerował. On szczerze powiedział, że ma już drugą żonę i dziecko. Wnioski należą do Ciebie. Na razie wysnułaś jeden - że to drobiazg bez znaczenia i masz nadzieję zostać trzecią żoną. Ty złapiesz go "na muzykę", po czym czeka Cię "nudne pełne marazmu życie" od którego wybawi Cię czwarta żona :).


                      Ja w nic nie wierzę, ja się chciałam
                      > tylko z nim spotkać i go poznać, a potem się zastanawiać ewentualnie
                      > co dalej i tyle.Ale co najbardziej mnie denerwuje, to jak ktoś pisze, że faceci nigdy nie rzucają swoich żon...


                      Skoro nie chcesz zostać jego trzecią żoną, czemu się tak denerwujesz na sugestię, że nigdy nią nie zostaniesz? Mnie by raczej wkurzyły przewidywania, że nie będę nią zawsze ;).


                      Tylko po co z kimś tyle czasu rozmawiać,
                      > angażować się, kupować bilet na samolot, który zresztą widziałam na
                      > własne oczy,


                      Widziałaś przez internet skan biletu na samolot? Ooo, to na prawdę dużo widziałaś...:))). Ale jak to się stało, że nie widziałaś nawet jego zdjęcia i paszportu?

                      Jakby
                      > był oszustem jak tu sugerujecie, to by takiej okazji nie odpuścił i
                      > by się spotkał chociażby po to żeby mnie może wykorzystać, a potem
                      > kopnąć w dupę.


                      I po to, żeby "wykorzystać" takie wyjątkowe cudo jak Ty, miałby tracić parę tysięcy dolarów na bilet do Polski i z powrotem? Przecież za tą kwotę miałby na miejscu 10 luksusowych młodych dziwek do "wykorzystania", białych, zółtych, czarnych, jakie by zechciał. Mężczyźni zwykle są pragmatyczni. Prawdopodobnie to mitoman. Pewnie nie zamierzał przyjechać, tylko tak Ci nawijał i tym się nakręcał naiwniaczko.
                      • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 09:45
                        Już się leda16 wyżyłaś? Wiesz, naprawdę Twoje słowa mnie nie
                        ruszają, a to, co piszesz tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie
                        rozumiesz tej sytuacji, zresztą nie musisz jej rozumieć.
                        A to czy chcę zostać trzecią żoną, a potem ma mnie wygryźć czwarta,
                        to już mój problem. Podobno do 3 razy sztuka ;)
                        Co do dziwek, to może i miało by to rację bytu gdyby miał 20-30 lat,
                        ale faceci w pewnym wieku potrzebują czegoś więcej niż tylko seksu,
                        potrzebują przyjaciółki, partnerki do rozmowy i do życia a nie
                        szparki do przelecenia.
                        • leda16 Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 10:04
                          Nie wyżywam się eweline. Piszę, co myślę o Twoim problemie, z dystansu, bez rózowych okularów jakie zakłada miłość. Jeśli Ci moja ocena przedstawionych przez Ciebie faktów nie pasuje, to Twój problem. Z dotychczasowych Twoich stwierdzeń jasno wynika zę liczysz na dużo, dużo więcej niż tylko obejrzenie go w realu. Faceci w pewnym wieku potrzebują "przyjaciółki" w postaci młodej d... bo partnerki mają w pracy a żony w domu. Natomiast odnoszę wrażenie, że ten potrzebuje manipulować i wstawiać bajer.Nie zależy mi, żebym miała rację.Dziwię się tylko, że jeszcze wierzysz w coś takiego jak "przyjaźń" mężczyzny z młodszą o 20 lat kobietą ;).
                          • ewelline Re: Leczyc sie bo jeszcze takowe nadzieje 13.08.08, 10:34
                            A gdzie ja napisałam, że jestem od niego młodsza o 20 lat? Jest ode
                            mnie starszy, ale nie o 20 lat, tylko o 12 więc różnica wieku jest
                            ok, moim ojcem by nie mógł być :)
                            Ja po prostu postawię wszystko na jedną kartę i wtedy się okaże
                            jakie on ma zamiary i czy bajerował czy nie. Powiem mu po prostu, że
                            jeśli mu zależy, to teraz ja oczekuję dowodu wypadku i daty
                            spotkania i tyle. I wszystko będzie jasne.
    • phalaenopsis Re: Co byście zrobili??? 10.08.08, 16:05
      Może miał wypadek przy praniu, jak ten pan:

      www.youtube.com/watch?v=GUJUcWc4cnk&feature=related
    • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 11.08.08, 19:31
      Jakie aktualności? W jakim kierunku posuwa się akcja?


      Tak sobie pomyslałam, że mogłabyś sobie wydrukować wszystkie wpisy
      na tym wątku i za jakiś czas porównać opinie i sugestie tu spisane
      ze scenariuszem , który napisał ci los.

      Jestem ciekawa, czy zdobędziesz się kiedyś na komentarz, z
      perspektywy czasu i chłodniejszą głową.

      pozdrawiam
      b.v.sc
      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 11.08.08, 23:35
        Dzięki buena vista za zainteresowanie, dziś nie miałam czasu tu
        napisać, a teraz nie mam siły... :(
        Akcja posuwa się chyba w bardzo złym kierunku. Zwyzywał mnie dziś od
        nienormalnych i, że powinnam się leczyć, napisał, że jestem
        agresywna wobec nie niego i stawiam tylko warunki i żądania i
        traktuję jak niewolnika, a on ma dość takiego traktowania. Od razu
        zaznaczam, że w ciągu pół roku naszej znajomości nigdy do niego nie
        wydzwaniałam ani razu, po za tym co Wam tu napisałam, to było raz,
        pojedyńczy incydent, kiedyś te emocje spowodowane jego wypadkiem i
        wielkim oczekiwaniem na spotkanie, do którego nie doszło musiały
        ujść i wybuchnąć. Powiedział, że go nie będę terroryzowała
        psychicznie. Mówię Wam tu szczerze jak się to toczy. Jak mu
        delikatnie zasugerowałam, że to chyba koniec znajomości, to zapytał
        gdzie on napisał, że coś się skończyło. Mam dość... Nie wiem czy on
        robi to specjalnie żebym to ja miała dość, ale jeśli tak, to mu
        wychodzi bardzo dobrze, a jeśli rzeczywiście to ja przegięłam pałę,
        to nie wiem co będzie... Mam dość... Jestem psychicznie i fizycznie
        wykończona...
        • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 09:20
          "Mam dość... Jestem psychicznie i fizycznie
          wykończona..."- a co? masz skłonności do masochizmu, by dręczyć się takim dupkiem??? szkoda życia na tak pokręconego i porąbanego faceta.Przeczytaj jeszcze raz to, co opisałaś, gdy o nim mówiłaś: dla mnie to obraz tragicznego faceta,takiego, od któego zwiewa się z krzykiem, by nie zmarnować sobie życia na durnia.Bo na durnia trafiłąś i dałaś sie takiemu omamić.
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 16:57
            marzeka łatwo Ci mówić, jak ktoś się zaangażował, to nie da się tak
            po prostu uciąć wszystkiego. Po za tym dręczy mnie to, dręczy mnie
            to, co się takiego nagle stało, że nastąpił zwrot o 180 stopni.
            Wszystko było zajebiście do dnia wyjazdu i spotkania. Jeszcze
            pamiętam jak gadaliśmy czy się spakowałam i co biorę do siebie i, że
            on się już nie może doczekać... I nagle jak się okazało, że on nie
            przyjechał, wszystko zaczęło się walić. Naprawdę zastanawiam się czy
            nie ma w tym też mojej winy, może naprawdę go czymś zdenerwowałam,
            może rzeczywiście mam ciężki charakter, nie wiem, ale wiem, że on
            chce mnie wpędzić w poczucie winy, ale tak łatwo się nie dam. Wiem
            gdzie zawiniłam i go za to przeprosiłam...
            Czemu mówisz o nim, że jest tragiczny???
        • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 10:18
          W dalszym ciągu nie jestem w stanie pojąć, jak można się zakochać w
          facecie żonatym, na taką odległość, po półrocznym kontakcie netowo-
          telefonicznym. Najwidoczniej coś mnie w życiu ominęło.;)

          Zwyzywał mnie dziś od
          > nienormalnych i, że powinnam się leczyć, napisał, że jestem
          > agresywna wobec nie niego i stawiam tylko warunki i żądania i
          > traktuję jak niewolnika, a on ma dość takiego traktowania.

          Nieładnie.Sam dzwonił aby ciebie zwyzywać?
          Może odpowiedz mu tym samym: że masz dosyć takiego traktowania,
          choroba chorobą ale trochę kultury i zrozumienia dla ciebie też masz
          prawo wymagać.

          Na twoim miejscu nie odzywałabym się do niego, i zaznaczyłabym,że
          jeśli nadal w tym tonie bedzie odzywać się do ciebie, nie widzisz
          sensu dalszej znajomości. Jakikolwiek związek to nie zabawa w
          przeciąganie liny.

          Cóż, wydaje mi się, że facet nie gra czysto i chciałby zachować
          dotychczasowy stan rzeczy tzn. kontakty virtualne.

          Ciekawi mnie, z jakiego kręgu kulturowego pochodzi ten facet.Polak?

          I pamiętaj , że do tanga trzeba dwojga. Jeśli dajesz przyzwolenie na
          terroryzowanie się, facet to wykorzystuje. Może gdybyś podeszła w
          rozmowach do sprawy z większym dystansem ( wiem, trudne), nawet z
          uśmieszkiem i pewną dozą lekkości, on zmieniłby swoje zachowanie.
          Tak czy siak sprawa by się wyjaśniła.


          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 17:05
            Po prostu beuna vista zaangażowałam się w tę znajomość bardzo... Ja
            go traktowałam z dystansem, ale to on nalegał i się tak starał żeby
            tego dystanu nie było...
            Nie, nie sam dzwonił, rozmawialiśmy przez tel. i było ok, a potem
            był na skype i się zaczęło, ja go zaczęłam atakować, a potem byłam
            już tak roztrzęsiona całą sytuacją i poprosiłam żeby zadzwonił, ale
            on powiedział, że nie chce, to ja mu powiedziałam w amoku, że jak
            nie zadzwoni, to się normalnie zabiję i to go chyba tak wku..ło...
            Bo potem mnie zwyzywał od nienormalnych i, że żaden normalny
            człowiek się tak nie zachowuje i żebym się nawet nie
            usprawiedliwiała. To mu napisałam, że nawet normalni ludzie robią
            czeem głupstwa, których się wstydzą i żałują, ale grunt to wyciągnąć
            wnioski i nie popełniać drugi raz tego samego błędu. I, że znamy się
            już tyle, a to był jeden, jedyny raz, kiedy emocje wzięły górę, ale
            nie dziwne wcale, kiedyś musiało to wybuchnąć, to, że miał ten
            wypadek, że nie doszło do spotkania, że ja przepłakałam wiele
            godzin...
            Tak, to jest Polak, mieszka od ponad 20 lat za granicą.
            buena vista o jakim podejściu z dystansem do sprawy mówisz?
            • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 18:17
              buena vista o jakim podejściu z dystansem do sprawy mówisz?

              Nie kontaktuj się z nim, nie błagaj o kontakt.
              Jeśli zadzwoni - rozmawiaj krótko - własnie wychodzisz do kina, masz
              gości itp. Opowiadaj o swoich planach na weekend - wyjazd do
              koleżanki itp Bądź usmiechnięta - właśnie kupiłaś sobie superciuch i
              kolega powiedział,że wyglądasz bosko.:-)

              To taka akcja, aby wyczuć zamiary faceta i spowodowac, że zacznie
              się zastanawiać. Bardziej terapia odwykowa dla ciebie, bo czuję,że
              nie potrafisz tak rach-ciach, zaczynasz przypisywać sobie winę za
              całokształt... no nie tędy droga. Zacznij się szanować i cenić. Dbaj
              o SWOJE dobre samopoczucie.Przecież z taką "histeryczką" nie można
              utrzymywać kontaktu.;)

              Mówisz, ze chcesz się dowiedzieć, dlaczego?
              I co ci to da? On oczywiście zwali winę na ciebie - na bank.
              Poszuka sobie innej panienki w necie dla poprawy samopoczucia a ty
              będziesz leczyć deprechę.Wybór nalezy do ciebie.

              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 18:27
                Już nie piszę do niego, nie odzywam się, nie dzwonię, siedzę cicho.
                W czasie tcyh dni on mówił parokrotnie, że jak mu przejdzie, to się
                sam odezwie, ale jakoś mu nie wierzę...ale już nic nie robię...
                "Przecież z taką "histeryczką" nie można utrzymywać kontaktu.;)" -
                co masz na myśli?
                Nie wiem co robić, bo za 2 tyg.mam okazję wyjechać daleko na 2 tyg.,
                myślałam, że pojadę do niego, ale w takim wypadku chyba muszę się
                ratować jakoś, ale jestem w takim stanie, że nie wiem czy wyjazd
                pomoże... Nie wiem...
                • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 19:07
                  "Przecież z taką "histeryczką" nie można utrzymywać kontaktu.;)" -
                  co masz na myśli?


                  Oj ciężko kojarzysz;)

                  facet maluje przed tobą piekne wizje, prawi czułe słówka ( nic nie
                  kosztuje), obiecuje przylot. Raptem coś nie wychodzi, domagasz się
                  wyjasnien, masz podejrzenia,stajesz się rozchwiana emocjonalnie i w
                  ten sposob dajesz mu argument do ręki - jesteś histeryczka, powinnaś
                  się leczyć, jak się uspokoisz to MOŻE przyjadę itd. Czyli jest na
                  prostej drodze do przypisania ci winy za rozpad układu.Jeszcze
                  trochę a obwinisz się za jego wypadek(?) i padniesz na kolana
                  błagając o przebaczenie.

                  Jaśniej nie potrafię.


                  Co do wyjazdu - jak najbardziej.Nabierzesz dystansu, odwrócisz uwagę.
                  No zawsze możesz nie wyjechać, jeszcze bardziej się zamęczac( komu
                  to służy?), zapisac się do psychoterapeuty, leczyć nerwicę....
                  możliwości jest dużo, a ty przecież uwielbiasz rządzić swoim życiem,
                  więc rządź - z korzyścią dla siebie.

                  • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 09:38
                    Oj buena vista no ciężko ostatnio kojarzę, ale powiem Ci, że
                    otworzyiście mi tu oczy na pewne sprawy, a Ty już w ogóle... Wczoraj
                    spotkałam się z koleżankami i one też stwierdziły, że nieciekawy
                    typ...
                    Ale to może ze mną jest coś nie tak naprawdę?
                    Ale to, że cały czas od pt wpędza mnie w poczucie winy, to jest
                    niestety bardzo przykre... Nawet wpadłam na pomysł, że on tyle
                    rzeczy mi mówił i nie chcąc wyjść na durnia, omota mnie tak, że to
                    ja sama skończę znajomość, a nie on, ale nie wiem czy mi już na
                    dekiel nie wali. Wczoraj sam się odezwał, a jak mu znowu
                    powiedziałam żeby nie owijał w bawełnę, to powiedział, że nie chcę
                    się wycofywać z tej przyjaźni i, że nadal czuje do mnie, to co czuł,
                    ale pewnych rzeczy nie jest w stanie zaakceptować i dopóki to się
                    nie zmieni, to będzie jak będzie. A ja na razie siedzę cicho i
                    spokojnie, ale mam ochotę kopnąć go dupę i powiedzieć co myślę,
                    powiedzieć, że nigdy nie wmówi mi, że to moja wina i jeśli ktoś
                    skończył tą znajomość, to na pewno nie byłam to ja. Tak się zbieram
                    w sobie żeby to wszystko powiem dosadnie pie..ąć. I powiedzieć mu
                    jeszcze, że nie wierzę mu już w żaden wypadek, a jak naprawdę mu
                    zależy na mnie, to mi wszystko udowodni i po prostu się spotkamy.
                    Czekam dziś na odpowiedź w sprawie swojego urlopu, ale to dopiero za
                    2 tyg. i nic mu nie powiem, że wyjeżdżam. I jeszcze mu napiszę to,
                    co mi mówisz, że niedługo to mnie jeszcze obarczy za jego wypadek,
                    który niewiadomo tak naprawdę czy był czy nie...
                    Ja sobie zdaję sprawę, że mogę być ciężka, czasem histerycznie
                    reaguję, ale czy to może być moja wina i czy zasługuję na takie
                    traktowanie z jego strony?
        • daisy56 Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 14:17
          Ewelline, wiadomo że jak ktoś jest zakochany to wiele niemiłych
          sytuacji przetłumacza sobie na miłe.
          Nie zadręczaj się dalej psychicznie tylko skończ definitywnie taką
          znajomość. Zobaczysz, że za jakiś czas gdy poznasz kogos godnego
          siebie będziesz sobie w brodę pluła, że nie skończyłas tego
          wcześniej. Szkoda jest tylko Twojego zdrowia!!
          W tej sytuacji pozostaje kierować się rozsądkiem... Powodzenia
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 17:07
            daisy56 a dlaczego uważasz, że to on jest zły? Może to ja jestem ta
            zła i ze mną nie da się wytrzymać? :(
            • mortior Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 19:18
              a może oboje jesteście równie do kitu i dlatego się do siebie zbliżyliście?
              on- żonaty pragnący niezobowiązująco pobajerować młodą pupcię a w razie kłopotów
              ją spławić jednym słowem i zwalić na nią ciężar emocjonalny własnego kurestwa..

              ty- włażąca z butami ślepo w cudzy związek i zakochująca się "na śmierć i życie"
              w internetowym tworze swojej spragnionej uczucia wyobraźni, którego na oczy nie
              widziałaś i nie masz pojęcia kim ten człowiek naprawdę jest... a juz go kochasz
              i bezkrytycznie mu wierzysz? opamiętaj się dziewczyno bo marnie skończysz z
              takim podejściem do zwiazków...
              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 09:52
                Masz rację mortior w swoim opisie niestety... A dobitnie to ująłeś,
                że on chce zwalić na mnie ciężar emocjonalny swojego kurestwa. Chyba
                nawet powiem mu tak samo, bo niestety tak się właśnie czuję. Bo
                kłótnia była, słowa padły, a on nadal przeżywa zamiast zapomnieć,
                tylko dalej wpędza mnie w poczucie winy myśląc chyba i chcąc żeby to
                ja pie..ęła tą znajomością i żeby on nie miał sobie nic do
                zarzucenia, ale jeśli tak się stanie, to tylko on pie..ął tą
                znajomością, a nie ja, bo ja byłam gotowa się spotkać w każdym
                momencie.
    • koto.podobna Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 10:44
      Naiwna jesteś straszliwie, Eweline.... gołym okiem widać, że facet Cię zrobił w balona - a Ty go (i tej Waszej znajomości) bronisz, tłumacząc wypadkiem itd..... Założę się, że żadnego wypadku nie było. No i ta żona.... szkoda gadać. Otrząśnij się z tej ułudy, urwij z nim kontakt i zacznij nowy etap w życiu.

      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 17:14
        Tylko, że ja jestem taka, że chciałabym wiedzieć dlaczego tak się
        stało, dlaczego rozmawiałam z kimś pół roku i było super, mieliśmy
        się spotkać, a wypadek był na 100% raczej, nie sądzę żeby jego
        rodzina brała udział w jakichś kłamstwach i matactwach, bo czekali
        na niego na litnisku itd. i do spotkania nie doszło. I teraz taki
        kryzys... Nie rozumiem tego...
        • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 18:19
          Rodzina miała go oczekiwać na lotnisku a ty gdzieś w pobliżu czy
          razem z nimi?
          • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 12.08.08, 19:57
            "a dlaczego uważasz, że to on jest zły?"- do tego uważam,,że jest tragiczny, to taki toksyczny typ,zbajerował młodą dziewczynę (a przy okazji ile masz lat, a ile on?), nagadał głupot, ona łykała to jak młody pelikan ryby, uwierzyła we wszsytko, gdy zaczęła naciskać na real, a ne wirtualny swiat, zaczęły się schody:a to histeryczka, a to wypadek, a to żona, która złapała go na dzieciaka i jest bee, no dupek jakich mało.
            Założę się, że jest starszy od ciebie (min.10 lat), a ty masz 20+? mam rację?- to też by wiele tłumaczyło.
            • marysia.9 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 02:03
              chciałabym wiedzieć dlaczego tak się
              stało, dlaczego rozmawiałam z kimś pół roku i było super, mieliśmy
              się spotkać ?????????????

              Dlatego ,że takie jest życie .........Super to może być tylko w świecie
              wirtualnym a w realu to wygląda inaczej.
              Chcesz to sobie dalej żyj w złudzeniach ,wielkiej miłości ,wspaniałego mężczyzny
              ,uniesienia,szczęśliwego dostatniego życia,zero problemów ................
              lecz musisz w tamtym świecie pozostać .Twórz swoje iluzje i nie pytaj nikogo czy
              to słuszne .

            • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:08
              Uważasz, że jest tragiczny? Toksyczny? Ja powoli też tak uważam i
              czekam chyba na odpowiedni moment żeby to urwać, a na pewno to
              zrobię jeśli uda mi się za 2 tyg. daleko wyjechać, a ja jestem taką
              zadaniową osobą i nie lubię niedkończonych spraw i mam zamiar zanim
              wyjadę zamknąć tę sprawę i postawić ją jasno. Mam ochotę postawić
              wszystko na jedną kartę. Chcę mu powiedzieć, że jeśli mu naprawdę na
              mnie zależy, to wiem gdzie mnie szukać, to sam mi udowodni, że miał
              wypadek, to sam przyleci, a nie będzie robił problem, bo wbrew
              pozorom to wszystko jest proste. Mylę się? To jest dobry pomysł żeby
              tak mu napisać i powiedzieć jasno wszystko, że nie wpędzi mnie w
              poczucie winy, że jeśli ktoś tą znajomość zerwał, to nie byłam to
              ja, tylko on i, że jeśli mu zależy jak pisze znowu zresztą sam, że
              czuje nadal do mnie to samo co wcześniej, to niech coś z tym zrobi?
              Czy może jednak wymagam za dużo i powinnam poczekać na rozwój
              wypadków? Ale tak czekać to ja mogę niewiadomo ile...
              • encefalopatia Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:21
                Ewelline...ja Cię chyba pamiętam:)
                a jak tam sprawy z Twoim chłopakiem? zakończyliście związek?
                postawiłaś wszystko na jedna kartę? :D
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 09:55
            A ja się z nim umówiłam w innym miejscu, ale jego siostra się do
            mnie odezwała, że żałuje, że nie mogła mnie poznać itd. Ale jak
            wracałam z tego nieszczęsnego wyjazdu, to się z nią spotkałam.
        • leda16 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:20
          nie sądzę żeby jego
          > rodzina brała udział w jakichś kłamstwach i matactwach, bo czekali
          > na niego na litnisku itd. i do spotkania nie doszło.


          Ach, to on do rodziny planował przyjechać, o Ciebie tylko zahaczyć przy okazji...Pewnie żona z dzieckiem też chcieli teściów i dziadków odwiedzić. I Ty się napatoczyłaś. Ot, "wypadek". Pewnie kiedyś przyleci, gdy zyska pewność, że się mu na lotnisku nie napatoczysz. Albo przyleci gdy już z nim zerwiesz. Dlaczego? Bo taka jest męska natura w realu.
          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:46
            No skoro jest Polakiem i jechał do Polski, to chyba logiczne jest,
            że jedzie również do rodziny. Tylko, że on miał się przywitać z
            rodziną, a już 4 godziny później miał się spotkać ze mną. No zerwę z
            nim, taki mam zamiar, bo tylko wtedy się przekonam czy mnie
            oszukiwał czy nie.
            • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:48
              "tylko wtedy się przekonam czy mnie
              oszukiwał czy nie."- nie ma ani jednej osoby z odpowiadających ci, która miałaby w tym wzgledzie wątpliwości, ale tak- przekonaj się na własne uszy/oczy jak wielki popapraniec ci się trafił i jak wiele czasu na niego zmarnowałaś.
              • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 10:54
                Spotkaj się z jego rodziną. Zobaczysz jak czyste są jego intencje - i może
                oświeci Cię jak czyste są Twoje intencje...
                • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:33
                  No już przecież pisałam, że spotkałam się z jego siostrą.
                  • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:53
                    mówię o jego żonie i dziecku. To jest jego rodzina.

                    Masz czyste intencje - spotkanie żony "przyjaciela" to żaden problem. Jesteś
                    zakłamaną złodziejką cudzych mężów - wtedy spojrzec im w oczy to faktycznie
                    strach... prawda?
                    • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 12:54
                      Tak, a on jest biedny bo dał się tak omotać - co za myślenie. Jacy
                      to faceci są biedni.
                      • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 13:27
                        to, że facet jest "be" nie implikuje tego, ze ty stajesz się "cacy".... rozumiesz?
                        to że on zachowuje się beznadziejnie - nie znaczy, że ty zachowujesz się super.
                        to że ty zachowujesz się beznadziejnie- nie znaczy, że on jest rewelacyjny

                        może zwyczajnie "jesteście siebie warci" ?
                        • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 13:57
                          No być może jesteśmy siebie warci :) Już gdzieś tu ktoś to napisał i
                          mu przyznałam rację :)
                          Żeby wszyscy byli święci i dotrzymywali obietnic i przysięg, to
                          życie byłoby naprawdę piękne i bez problemów. Ale to ja nikomu nic
                          nie przysięgałam, to on ma problem z dotrzymywaniem danych przysięg,
                          nie ja.
                          • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:00
                            a ty z czym masz problem? jak myślisz?
                            • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:06
                              A ja mam problem z tym, że zamiast to pie..ąć wszystko jednym
                              ruchem, to dociekam jak głupia jaka jest prawda i skąd nagle taka
                              zmiania o 180 stopni. Z tym mam największy problem, że zawsze lubię
                              wiedzieć dlaczego. Mam problem, bo nie rozumiem jego zachowania i
                              dlaczego tak nagle się zmienił.
                              • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:32
                                -czy przeszkadza ci że facet ma żonę i dziecko?
                                -czy uważasz, że głupotą jest angażować się w faceta którego się na oczy nie
                                widziało?
                                -czy myślisz, że wszystko co ci powie wirtualny byt w internecie to jest święta
                                prawda w którą należy wierzyć?
                                -czy byłaś już pewna udanego związku z tym panem na podstawie waszych
                                internetowych rozmów?
                                - czy uważasz, że jeśli ty wyobraziłaś sobie na podstawie rozmów internetowych,
                                że ktoś jest murzynem a potem on daje ci do zrozumienia, że jest chińczykiem -
                                to on ma obowiązek wytłumaczyć się dlaczego nie jest murzynem? czy to może ty
                                powinnaś zastanowić się dlaczego uznałaś go za murzyna?


                                DLACZEGO taka sytuacja jaka jest obecnie zaistniała?
                                z czym TY masz problem że w takie sytuacje wchodzisz?
                                • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 17:54
                                  > -czy przeszkadza ci że facet ma żonę i dziecko?
                                  Przeszkadza i to bardzo, zawsze mówiłam, że nigdy w życiu bym się
                                  nie zainteresowała żonatym facetem...
                                  > -czy uważasz, że głupotą jest angażować się w faceta którego się
                                  na oczy nie
                                  > widziało?
                                  Uważam, że głupotą było się tak zaangażować jak ja, nasza znajomość
                                  na początku miała bardzo luzacki charakter, a ja miałam do niej
                                  spory dystans, dopóki on nie zaczął do mnie dzwonić i starać się
                                  żeby tego dystansu nie było i przekonywać, że można mu zaufać.
                                  Pamiętam jak jeszcze mi pisał smsy, że teraz jak mnie już trochę
                                  poznał, to już nie odpuści...
                                  > -czy myślisz, że wszystko co ci powie wirtualny byt w internecie
                                  to jest święta
                                  > prawda w którą należy wierzyć?
                                  Nie.
                                  > -czy byłaś już pewna udanego związku z tym panem na podstawie
                                  waszych
                                  > internetowych rozmów?
                                  Nie, ale wiedziałam, czułam, że to ciekawy człowiek, którego
                                  chciałam poznać.
                                  > - czy uważasz, że jeśli ty wyobraziłaś sobie na podstawie rozmów
                                  internetowych,
                                  > że ktoś jest murzynem a potem on daje ci do zrozumienia, że jest
                                  chińczykiem -
                                  > to on ma obowiązek wytłumaczyć się dlaczego nie jest murzynem? czy
                                  to może ty
                                  > powinnaś zastanowić się dlaczego uznałaś go za murzyna?
                                  Może i tak, ale nie wiem czy to jest dobre porównanie. Ja tylko nie
                                  chcę i nie dam mu się wpędzić w poczucie winy, ale coraz bardziej
                                  się zastanawiam czy on aby z tą winą nie ma racji?
                                  >
                                  >
                                  > DLACZEGO taka sytuacja jaka jest obecnie zaistniała?
                                  > z czym TY masz problem że w takie sytuacje wchodzisz?
                                  Taka sytuacja zaistniała, bo jestem głupia i tyle i wpakowałam się w
                                  jakiś bagno, bo zaufałam komuś, że ktoś ma szczere intencje...
              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:02
                No zrobię to, ale ciężko mi to zrobić... :((( Uważacie, że to dobry
                pomysł napisać mu nie w jakimś histerycznym tonie, tylko spokojnie,
                ale jasno i konkretnie, że jak mu zależy, to niech to udowodni, a
                jak nie, to jest tchórzem i oszustem?
                • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:15
                  "dobry
                  pomysł napisać mu nie w jakimś histerycznym tonie, tylko spokojnie,
                  ale jasno i konkretnie, że jak mu zależy, to niech to udowodni, a
                  jak nie, to jest tchórzem i oszustem?"- NIE ROZUMIESZ, że jemu wisi, jakim tonem to napiszesz, bo on nie traktuje cię poważnie??? jak ma to udowodnić? Zostawi żonę nr2 , a z ciebie zrobi żonę nr3???? MYŚL.
                  • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:25
                    Jak ma to udowodnić? Normalnie - spotkać się i tyle. A jak nie, to
                    wszystko co mówił, to kłamał i chciał mnie wpędzić w poczucie winy,
                    a nazwanie go tchórzem było jak najbardziej na miejscu. Jak ma to
                    udowodnić? Najprościej jak się da. Powiedzieć, że już nie chce ze
                    mną mieć nic wspólnego i fajnie by jeszcze było jakby powiedział
                    skąd taka nagła zmiana o 180 stopni i tyle, pożegnać się i dać sobie
                    spokój. To takie trudne? Jak mu zasugerowałam już ze 2 razy, że to
                    już chyba koniec, to mógł powiedzieć, że tak i tyle zamiast wczoraj
                    mówić, że nic się nie zmieniło, a jak poszłam z gg żeby się uwolnić
                    od niego i spotkać się z żywymi ludźmi, to od razu jak tylko
                    przyszłam, to się pytał dlaczego mu nie odpisuje. I, że on się nie
                    wycofuje itd. On jest jakiś porąbany, w końcu to do mnie powoli
                    dociera... Ale w tym wszystkim nie ma tak naprawdę nic trudnego,
                    jest bardzo proste rozwiązanie - SPOTKANIE, spotkać się i tyle. Czy
                    to takie trudne?
                • leda16 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 11:39
                  ewelline napisała:

                  > No zrobię to, ale ciężko mi to zrobić... :(((


                  A po co? Skoro to tylko przyjaciel, to raczej rozejrzyj się za mężem, bo prawdziwa przyjaźń trwa całe życie. Nie służą jej rojenia o miłości, szantaż, nachalność i histeria. Zdaje się pisałaś, że on potrzebuje przyjaciółki. A już się zachowujesz jak zazdrosna kochanka. Właśnie z takich powodów przyjaźń między kobietą i męzczyzną nie jest możliwa.


                  Uważacie, że to dobry
                  > pomysł napisać mu nie w jakimś histerycznym tonie, tylko spokojnie,
                  > ale jasno i konkretnie, że jak mu zależy, to niech to udowodni,


                  Przyjaciele nie muszą sobie niczego "udowadniać". Po prostu są. Ty jesteś tak zakłamana, że nawet sama przed sobą nie chcesz się przyznać do tego, że już się widzisz w roli trzeciej żony.

                  a
                  > jak nie, to jest tchórzem i oszustem?


                  Wiesz co, on zdaje się ma na swój temat dawno wyrobione zdanie. Nie potrzebuje Twojej diagnozy. Ty aż się skręcasz z niecierpliwości aby wyrypać mu "prawdę". Wywrzeszczeć swoje, wyładować wściekłość zawiedzionych rojeń. Zostawić po sobie niesmak, jak jarmarczna przekupka bez klasy. Nie potrafisz po prostu więcej się do gostka nie odezwać? Potrzebował poflirtować. Nic Ci nie zabrał. Więc po co ten patos i te prostackie wyzwiska? Spędziłaś dzięki niemu w internecie miłe chwile - powiedz mu to gdy zadzwoni i odłóż słuchawkę. Ja bym tak zrobiła.
                  • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 12:40
                    Weź Ty się leda ode mnie odpie..i przestań mnie nękać swoimi
                    agresywnymi wypowiedziami. Ja nic złego nie zrobiłam, po prostu
                    zaangażowałam się i chciałam go poznać, mam się zabić z tego powodu?
                    On potrzebował tego samego co ja i obydwoje to jasno mówiliśmy do
                    siebie, ale jesteśmy dorośli i doskonale sobie zdawaliśmy sprawę, że
                    jak się spotkamy, to różnie może być, choć zakładaliśmy, że będzie
                    dobrze. On mi pisał, że on musi się przekonać czy jestem tą, której
                    szuka i kupił wtedy bilet na samolot więc jak sama widzisz nie tylko
                    o przyjaźń chodziło. Przyjaźń miała być bez względu na wszystko. A
                    zakłamana to ja na pewno nie jestem, bo i ja i on liczyliśmy na coś
                    więcej, ale aż tacy nienormalni byliśmy żeby wiedzieć na 100% że
                    będzie tak jakbyśmy chcieli. Ja się do niego od nd wcale nie
                    odzywam, sam pierwszy nawiązuje rozmowę więc przestań mnie nękać
                    dziewczyno, bo ja sobie tego nie życzę. Już ja wiem lepiej od Ciebie
                    co mam zrobić żeby się przekonać co to za typ naprawdę, a Ty masz
                    jakieś rozdwojenie jaźni chyba, bo raz go bronisz, a raz uważasz za
                    oszusta więc się zdecyduj.
                    • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 13:17
                      I po co tyle agresji, gdy słyszysz sensowne rady?? Powiem ci więcej, z takim podejściem do mężczyzn, tylko ich wystarszysz i nie masz szans na sensowny związek w realu.
                      "On potrzebował tego samego co ja "- NIE, ty sobie wyorraziłaś,że on tego potrzebuje, widziałaś sie jako żona nr 3, a słodkie dzieciątko pewnie miało ukoronować waszą wirtualną miłość.No ale o tym, że NIC z tego nie bedzie, że głupi facet bawił się tobą- wkrótce sama się przekonasz. Ależ jesteś, dziewczyno, odporna na racjonalne argumenty!
                      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:03
                        Sensowne rady to mi daje tu. np. buena vista, a Ty i leda tylko po
                        mnie po chamsku jeżdzicie i robicie w sumie to samo co on, chcecie
                        mnie wpędzić w poczucie winy, że to jeszcze moja wina może jest,
                        może niedługo będzie moją winą to, że on miał wypadek. Ja sobie nic
                        nie wyobraziłam, on to do mnie codziennie mówił i pisał, jasno i
                        dosadnie. To on tak nalegał na to żebym pozbyła się dystansu do
                        niego, to on sam chciał przyjechać. On jest dorosły i ma swoje lata
                        więc chyba bierze jakąś odpowiedzialność za swoje słowa, a nie bawi
                        się kimś, chyba, że jest jakimś popaprańcem.
                        • marzeka1 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:09
                          "chyba, że jest jakimś popaprańcem." jest, nikt po tobie nie jeździ, co najwyżej próbuje pokazać (darmny to trud!) w jak głupią sytuację dałaś wmanewrować się dupkowi.
                          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:30
                            To się wymanewruję, ale na pewno nie będzie to tak, że on mnie
                            wpędzi w jakieś poczucie winy. Wymanewruję się już wkrótce, ale
                            zrobię to tak żeby on jasno wiedział, że jest porąbany i, że to on
                            skończył znajomość, a nie ja jestem chora. Zrobię to i jak się uda
                            to za 2 tyg. wyjeżdżam daleko i mam nadzieję, że to pomoże i szybko
                            zapomnę... :(
                            • mortior Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:39
                              poczucie winy to powinnas mieć wobec jego żony którą już w myslach oczerniałas
                              od najgorszych ... , i wobec ich dziecka któremu zamierzałaś rozbić rodzinę.
                              Jego nie obchodzi co o nim myslisz.
                              Nie rób z siebie skrzywdzonej cierpiętnicy bo nią nie jesteś. "Zapominanie" o
                              jakims żonatym pacanie z inetrnetu to naprawde nie jest wielki wysiłek. Lecz
                              Zapominanie o własnej głupocie która do tej sytuacji doprowadziła(i wybielanie
                              się) to.... hipokryzja? Oboje stosujecie te samą metodę - zwalić całośc winy na
                              drugą osobę. "Bo to gó.. to nie ja zrobiłam/em" . fe.
                              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:52
                                Gó.. wiesz, ale się wymądrzasz. Od razu założyłaś, że to on jest
                                zły, a ona niczemu winna. A skąd wiesz kim ona jest i co robi?
                                Dlaczego zakładasz, że ona jest pokrzywdzona? Wina zawsze leży po
                                obydwu stronach więc nie wybielaj tej kobiety jak nie masz pojęcia
                                co to za człowiek.
                                O bardzo się mylisz jeśli uważasz, że jego nie obchdzi co o nim
                                myślę, jeśli by go to nie obchodziło, to by tak nie reagował na to
                                co mówię. Ja nie chcę zwalać żadnej winy na niego, ale skoro on to
                                robi i nie wiem dlaczego, to ja nie będę dawała mu się znęcać nade
                                mną psychicznie. Ja nic nie zrobiłam złego, chciałam poznać tego
                                człowieka i zobaczyć kto to jest, a nie wychodzić za niego za mąż, a
                                co sobie wyobrażałam to już jest to moja sprawa i moja wyobraźnia.
                                Ja na początku tej znajomości nawet próbowałam mu wmówić żeby
                                ratował związek z żoną, żeby ratował to, co się jeszcze da, to on
                                twierdził, że to już niemożliwe i, że nie może już na nią patrzeć i
                                nie ma z nią o czym rozmawiać, bo ona ma wszystko w dupie. Nie wiem
                                czy to była prawda, czy nie, wiem tylko, że jakby był taki
                                szczęśliwy, to by ze mną po parę godzin codziennie nie rozmawiał.
                                • mortior ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 14:54
                                  bo bez solidnej i długiej terapii to do ciebie dziewczyno nic nie dotrze.
                                  forum nie poradzi na twoje problemy - są zakotwiczone zbyt "u podstaw"..
                                  • ewelline Re: ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 15:10
                                    No dotarło do mnie to, że jest popaprańcem, ale dlaczego mam się
                                    dawać wpędzić w poczucie winy, bo on to właśnie przecież robi?
                                    • mortior Re: ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 15:13
                                      do psychologa się udać żeby do ciebie dotarło kim ty sama jesteś.
                                      Paniatno?
                                      • ewelline Re: ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 15:23
                                        A ja jestem głupia i tyle. Po prostu zajebiście mi się z nim
                                        rozmawiało więc mam sie z tego powodu zabić?
                                        • mortior Re: ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 15:24
                                          pomysły masz bardzo ciekawe - zapytaj psychologa, na pewno ci odpowie.
                                          • ewelline Re: ja ci proponuję pilną wizytę u psychologa 13.08.08, 18:09
                                            Nie pójdę do psychologa, choć może i bym poszła, ale nie znam
                                            żadnego. Myślę, że dam sobie radę z tym człowiekiem. Wiem już, że za
                                            2 tyg. mogę wyjechać więc urwę z nim kontakt definitywnie na pewno
                                            na ponad 2 tygodnie.

                        • leda16 Re: Co byście zrobili??? 13.08.08, 14:51
                          On jest dorosły i ma swoje lata
                          > więc chyba bierze jakąś odpowiedzialność za swoje słowa,


                          Nie koniecznie ;). Dla niego słowa są niczym plewy na wietrze, skoro dwóm kobietom już przysięgał miłość, wierność i uczciwość małżeńską, słowa te własnym podpisem w obecności urzędnika państwowego i świadków zatwierdził, a teraz trzeciej o miłości nawija. Jest skłonny własnemu dziecku rodzinę rozwalić, na żonę pluje do Ciebie - obcej w końcu kobiety i niedwuznacznie sugeruje stały związek. To wg. Ciebie jest człowiek odpowiedzialny? To jest daleki od odpowiedzialności za rodzinę chłystek.

                          a nie bawi
                          > się kimś, chyba, że jest jakimś popaprańcem.


                          Taka jest niestety, czy to Ci się podoba czy nie - męska natura całkowicie NORMALNYCH panów pod 40-stkę. Bawić się, uwodzić, podrywać. Co mu w końcu szkodzi przy okazji wizyty u rodziny trochę się zabawić? Młoda jesteś, naiwna, hifa pewnie jeszcze nie zdążyłaś złapać więc na małym skoku w bok nic nie traci. A potem...do następnej wizyty za parę lat albo - wybacz, to nie to ;).
                          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 15.08.08, 14:24
                            A więc poszłam za Waszą radą i na razie przestałam się do niego w
                            ogóle odzywać i jak przestałam, to on zaczął, zaczął się pytać
                            dlaczego się nie odzywam, co robię, z kim gadam i co jest grane.
                            Powiedziałam mu, że nie wiem czy on chce ze mną gadać, na co on, że
                            wcale tak nie jest, że jego uczucia do mnie się nie zmieniły i gdyby
                            było inaczej wcale by już ze mną nie rozmawiał. Powiedział, że
                            musiał mi uświadomić parę spraw, że życie nie kręci się wokół mnie i
                            trzeba się liczyć ze zdaniem innym i, że czasem los płata figle i
                            nie jest tak jak to sobie zaplanowaliśmy. I powiedział, że jeśli
                            myślę, że się nie spotkamy, to znaczy, że zwariowałam, na co ja, że
                            już na nic nie liczę i dla własnego zdrowia psychicznego wolę
                            myśleć, że to raczej nigdy nie nastąpi...
                            Niestety niesmak po tej sytuacji nadal jest i podejrzewam, że ta
                            cała sytuacja wpłynęła na naszą znajomość tak, że spojrzałam na
                            niego w inny sposób... On cały czas chce gadać ze mną, a jak tylko
                            się chwilę nie odzywam zaraz się pyta o co chodzi i mówi żeby nie
                            rozpamiętywać złego, tylko myśleć o przyszłości... Nie wiem...
                            Wyjeżdżam za parenaście dni na ponad 2 tyg. i nie będę mieć dostępu
                            do sieci i bardzo dobrze, zobaczymy jak wtedy się będzie zachowywał,
                            bo ja mam zamiar mu nic nie mówić, że wyjeżdżam... Za dużo mnie to
                            kosztowało wszystko, muszę wyjechać daleko i pomyśleć sama o tym
                            wszystkim...
                            • ewelline Re: Co byście zrobili??? 19.08.08, 14:59
                              Już wcale do niego pierwsza się nie odzywam, a on jak mnie tylko
                              zobaczy na gg i widzi, że się nie odzywam zaraz pisze czego się nie
                              odzywam i co robię i dlaczego mnie nie ma. I, że jak mnie nie ma 1
                              dzień czy dwa, to on już nie wytrzymuje. No to teraz zobaczymy co
                              zrobi jak wyjadę i mnie wcale nie będzie, bo mu nic nie powiem...
                              Wszystko już zmierza powoli ku końcowi, choć on mówi, że wszystko
                              jest jak wcześniej i, że przyjedzie, to ja już mam nadzieję, że jak
                              wrócę, to już będę patrzeć na niego inaczej i przejrzę na oczy w
                              końcu... Powiedziałam mu żeby był świadomy tego, że ja mogę bez
                              niego żyć i sobie poradzę, to się wkuzył i zapytał do czego dążę, a
                              ja, że do szczerości... Boże, chcę już jechać i się od niego
                              uwolnić... :"(
                              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 17:47
                                Boże, pomóżcie mi, nie chcę być teraz sama, a nikomu ze znajomych o
                                tej sprawie nie mówiłam, tu się tylko wygadałam. Nie zostawiajcie
                                mnie samej z tym teraz, bo oszaleję :(:(:(:(:(:( Ja już wiem, że to
                                jest głupi ch.., ch.. jakich mało. Ale ja nie rozumiem DLACZEGO.
                                To "dlaczego" mnie wykończy. Nie rozumiem dlaczego do momentu tego
                                wypadku (czy on był czy nie) wszystko było super, wszystko układało
                                się zajebiście i nagle po tym wypadku wszystko się zmieniło o 180
                                stopni :( Ja tego nie rozumiem. A on jeszcze twierdzi, że nic się
                                nie zmieniło i idzie w zaparte. A dziś do mnie pisze żebym się
                                zastanowiła nad tym co mówię i piszę, bo to do niczego dobrego nie
                                prowadzi, a ja nic takiego nie napisałam. Kiedy ja do niego pisałam
                                poważnie, to on był wyluzowany, a teraz role się odwróciły, kiedy ja
                                się wyluzowałam, to on zaczął pisać do mnie poważnie, pisze jakieś
                                brednie, że aż szok, żebym nie stawiała mu żadnych wymagań, ani
                                warunków, bo nikt nie będzie mu dyktował co ma robić, nikt. A
                                wczoraj do mnie się jeszcze odezwał i zaczął pytać się czy wytrzymam
                                do spotkania, które jak napisał, że aż tak prędko to do niego nie
                                dojdzie, ale on wytrzyma na 100% ale się o mnie obawia, więc mu
                                napisałam, że też wytrzymam (głupia). Czy tak się zachowuje facet,
                                któremu zależy na kobiecie? Powiedzcie. Bo może to on rzeczywiście
                                ma rację, że coś ze mną jest nie tak. Ale ja myślałam, że jak ktoś
                                się chce spotkać, to się spotyka i tyle i nieważne czy dzieli kogoś
                                ocean czy nie. No powiedzcie mi, bo może to źle myślę. A teraz do
                                mnie przed chwilą dzwoni i pie.. jakieś głupoty, że ja muszę
                                zrozumieć pewne rzeczy, że świat nie kręci się wokół mnie i muszę
                                się liczyć z innymi, ale on widzi, że do mnie to wcale nie dociera
                                i, że muszę się leczyć!!! Tak powiedział! Zresztą nie pierwszy raz
                                od tych paru tygodni to powiedział. Na początku brałam to za żart,
                                ale potem przestało to być dla mnie śmieszne i po prostu płakać mi
                                się chciało, wpadłam w bardzo zły stan psychiczny, mam huśtawkę
                                nastrojów, źle się czuję przez niego. Kiedy mu mówię teraz, że
                                zasugerowałam mu żeby po prostu powiedział, że nie chce ze mną
                                gadać, to powiedział, że on chce, ale muszą do mnie dotrzeć pewne
                                informacje i on będzie je mówił tyle razy aż do mnie dotrą, że nie
                                jest tak, że ja muszę mieć wszystko czarno na białym (bo tak akurat
                                jest, ale co w tym złego?), a on musi mnie tego oduczyć, bo świat
                                taki nie jest i tak mi truł przez telefon. A ja oszaleję! Czuję się
                                strasznie. Mówię mu, że mnie nie szanuje i obraża cały czas, to on
                                mówi, że w takim razie nic nie zrozumiałam, bo nadal twierdzę, że to
                                mi się dzieje krzywda, a wg tak wcale nie jest. Zwariuję, ten
                                człowiek mnie niszczy...obwinia mnie...a ja zaczynam już od jakiegoś
                                czasu winy szukać w sobie...może rzeczywiście ma rację...Mam
                                nadzieję, że Wam to jakoś dobrze nakreśliłam, ale mam taki chaos w
                                głowie, że szok... Poradzcie mi coś...tylko już nie dołujcie...
                                • evaczarna Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 18:03
                                  Eweline,
                                  Zerwij całkowicie kontakt z tym facetem. Powiedz mu wyraźnie i jasno, że nie życzysz sobie z nim żadnych rozmów i nie chcesz się spotkać. Wiem, że to trudne ale najlepsze dla Ciebie. Nie pozwól sobą manipulować. Nie pozwól by jakiś dupek Cię niszczył. To tylko moja rada, a decyzja należy do Ciebie.
                                  pozdrawiam
                                  • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 18:22
                                    Zrobię tak, w przyszłym tygodniu wyjeżdżam za granicę na ponad 2
                                    tygodnie więc tak czy siak dostępu do internetu mieć nie będę. Ja
                                    tylko nie wiem po co on mnie tak katuje psychicznie skoro dałam mu
                                    już do zrozumienia, że mogę bez niego żyć i jak nie chce ze mną
                                    gadać, to niech mi to powie, przecież trzeba być skończonym
                                    psychopatą żeby tak postępować. A on mi jeszcze mówi, że chce ze mną
                                    porozmawiać dziś w nocy. Co za człowiek... :( Było wszystko tak
                                    dobrze, nigdy nie zrozumiem dlaczego taka zmiana o 180 stopni i to
                                    mnie wykończy...
                                    • zmienilamnicka Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 18:29
                                      sama się katujesz.
                                      nikt ci nie każe ciągle się z nim kontaktować, rozmawiać, odbierac telefonów,
                                      itd. To twój wybór że kontakt ciągle trwa.

                                      • buena.vista.sc Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 18:37
                                        Dokładnie.
                                        Sugerowano ci wcześniej, Eweline, że facet wpędzi cię w paranoję,
                                        jest manipulantem.
                                        Ciągniesz to, bo chcesz się dowiedzieć , dlaczego?
                                        Prawdopodobnie nigdy prawdy z jego ust nie usłyszysz, albo dalej
                                        będzie motał.

                                        Urwij kontakt - po co ten kiepski cyrk?
                                        • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 19:27
                                          Czyli uważacie, że to jest jego wina? I mam nie zastanawiać się nad
                                          tym co ja może źle robię?
                                      • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 19:32
                                        Wiem, że sama się katuję, ale łatwo jest mówić, a kiedy coś dzieje
                                        się na własnej skórze to już trudniej zrobić pewne, oczywiste dla
                                        innych z boku sprawy. Bo ja ciągle z nim gadam, bo on sam się odzywa
                                        pierwszy, a ja łudzę, że w końcu to minie i on się zastanowi i
                                        otrząśnie, nie wiem. Ale masz rację - sama się katuję. Tylko bym
                                        chciała wiedzieć DLACZEGO taka nagła zmiana, przecież zawsze jest
                                        jakiś POWÓD. Ale to się skończy, bo wyjeżdżam i nie będę mieć
                                        dostępu do sieci, zostanie tylko tel. Na pewno wielce się zdziwi jak
                                        zobaczy, że mnie nie ma na internecie, tym bardziej, że odkąd się
                                        znamy (ponad pół roku) to nie było dnia w którym byśmy nie
                                        rozmawiali. Bogu chyba podziękuję, że mogę teraz wyjechać daleko...
                                        • zmienilamnicka Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 19:40
                                          problem masz w tym, że to TY nic nie chcesz zakończyć.
                                          żyjesz tylko i wyłącznie kontaktami z nim i rozmyslaniem co on, kiedy i dlaczego
                                          i wymyslisz milion powodów by znowu odebrać telefon lub odpisać mu na maila...
                                          a dostałaś już trylion informacji by zweryfikowa swoje pierwotne różnowe
                                          wyobrażenie o nim i określić SIEBIE czy chcesz cos z TAKIM facetem kontynuować
                                          czy nie.
                                          jak widać CHCESZ w tym się babrać... twoja wola, nikt cię na siłę ratował nie
                                          będzie, on też za ciebie tego nie zrobi(usiłujesz na niego zrzucić decyzję o
                                          zakończeniu) bo ty sama musisz to skończyć.
                                          chcesz - to skończ. nie chcesz - to nie kończ i cierp.
                                          • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 20:04
                                            Nie chcę z takim facetem jak teraz jest mieć nic wspólnego. Ale
                                            postawcie się trochę w mojej sytuacji, gadałam z nim pół roku i
                                            przez pół roku było zawsze super, zawsze...tylko nagle teraz taka
                                            nagła zmiana... Ciężko to tak wszystko zakończyć jednym ruchem. Mam
                                            mu to powiedzieć sama, że to koniec i mu wszystko na koniec wygarnąć
                                            co o nim myślę, czy po prostu zerwać znajomość nic nie mówiąc? Nigdy
                                            tak nie potrafiłam kończyć znajomości, bo skoro sama wymagam od
                                            kogoś powodów i odp. na odwieczne pytanie "dlaczego", to i sama
                                            kończę znajomości w ten sposób. Ale jemu mam wielką ochotę wszystko
                                            wygarnąć i to dosadnie i wyjechać i wtedy niech sobie pisze i robi
                                            co chce, bo mnie to już obchodzić na pewno nie będzie.
                                            • wjw2 Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 21:03
                                              > Ale jemu mam wielką ochotę wszystko
                                              > wygarnąć i to dosadnie

                                              Proszę Cię, zrób to wreszcie. Nie będę uzasadniać, bo powyżej
                                              dziewczyny już napisały.
                                              Zrób to i "odetnij" się od znajomosci z tym żałosnym dupkiem...

                                              Powodzenia życzę

                                              p.s. daj znać po powrocie jak się sprawy mają:)
                                              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 22.08.08, 21:25
                                                Dzięki za te słowa. Jeszcze chwila, a może mnie wpędzić w wielkie
                                                poczucie winy i jakąś depresję. Zrobię to, ale wygarnę mu wszystko
                                                co myślę i koniec i wyjadę, za mniej niż tydzień mnie tu już nie
                                                będzie, a tam gdzie jadę nie będę mieć czasu na internet, po za tym
                                                nawet nie będę miała dostępu. Mam nadzieję, że ten wyjazd uratuje
                                                mnie od wpadnięcia w jakiś poważny stan depresyjny... Zrobię to,
                                                teraz już widzę to innymi oczami i dzięki Wam widzę, że to nie jest
                                                moja wina, ale jeszcze trochę czasu minie zanim się z tego otrząsnę.
                                                Wygarnę ch..owi wszystko, uświadomię, że jest dupkiem i tchórzem i
                                                żeby nie liczył, że wpędzi mnie w jakiekolwiek poczucie winy, że to
                                                wszystko to wyłącznie jego wina, w zasadzie tylko czekałam na to
                                                żeby mu to wygarnąć, ale od jakiegoś czasu zwlekałam z tym, bo się
                                                łudziłam, że będzie jak dawniej. I muszę się pogodzić z tym, że nie
                                                dowiem się DLACZEGO...
                                              • ewelline Re: Co byście zrobili??? 16.09.08, 14:22
                                                wjw2 no i wróciłam z podróży... Bardzo się cieszę, że podjęłam taką
                                                decyzję i mogłam wyjechać, bo w przeciwnym razie bliska bym była
                                                jakiejś poważnej depresji i chyba bym zwariowała. Pojechałam i
                                                odpoczęłam na pewno psychicznie, choć trudno było wytrzymać przez
                                                ponad 2 tygodnie bez internetu i bez...niego...ale dałam radę. Nie
                                                wzięłam ze sobą nr tel. na który on zawsze dzwonił, ale jak
                                                wróciłam, to zobaczyłam, że chyba nie dzwonił, napisał mi tylko
                                                maila pierwszego dnia jak pojechałam, że on ma teraz bardzo dużo
                                                pracy i nie ma czasu rozmawiać tyle ile bym chciała. Nie wiedział,
                                                że pojechałam, nic mu nie powiedziałam. Ani jednego telefonu czy
                                                żyję, co się ze mną dzieje. Parę razy odezwał się tylko czy jestem
                                                na gg. Wysłał chyba tylko kolegów na zwiady, bo pisali do mnie co
                                                się ze mną dzieje. Oczywiście nie odpisałam. Wróciłam w weekend,
                                                widzę, że jest na internecie, a ja się nie ujawniam wcale, on nie
                                                wie, że jestem... I powiem Wam, że aż muszę tu pisać, bo ciężko
                                                mi...i to strasznie... Nie napisałam mu przed wyjazdem co tak
                                                naprawdę o nim myślę, tak jak się tu Wam odgrażałam, nie mogłam tego
                                                zrobić, bo ja zazwyczaj w takich sytuacjach palę za sobą wszystkie
                                                mosty, a tu nie chciałam tego robić. Pomyślałam, że taka przerwa
                                                może dobrze nie tylko mi, ale i jemu. Nie wiem co on teraz myśli i
                                                boję się dowiedzieć, ale dość też mam ukrywania się przed nim - na
                                                gg, skype czy na forum, gdzie pisałam też z innymi fajnymi ludźmi.
                                                Boję się po prostu konfrontacji z nim, nie chcę usłyszeć nic złego.
                                                Ciężko mi, bo trudno tak przekreślić tyle miesięcy takiej
                                                znajomości, nawet nie spotkawszy się...to jest wielki żal, większy
                                                nawet od tego jakbyśmy się w końcu spotkali i przekonali się jakby
                                                było. Może lżejszy od takiego cierpienia jak się już kogoś widziało
                                                i nie wyszło, ale ja jednak żałuję, że czegoś nie zrobiłam od
                                                żałowania czegoś, co się jednak zrobiło...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka