ewelline
08.08.08, 19:06
Co byście zrobili jakby była następująca sytuacja?
Poznajecie kogoś w internecie, rozmawiacie codziennie przez parę
godzin przez wiele miesięcy (gg, skype, telefon, maile, forum),
rodzi się coś pięknego, co się rzadko spotyka, ale mieszkacie od
siebie parę tysięcy kilometrów, co później okazuje, że to żadna
przeszkoda, bo on kupuje bilet i chce przyjechać, ona na niego czeka
w wyznaczonym miejscu, ale on...nie przyjeżdża, bo ma wypadek i
ląduje w szpitalu... Ziemia usunęła mi się spod stóp...ryczałam
bardzo długo.
Okazało się, że nic strasznego się nie stało, wyjdzie z tego, ale
trochę to jeszcze potrwa. On jest załamany i nie chce mu się żyć -
tak przynajmniej twierdzi. Ona jest pogrążona w czarnej rozpaczy i
bliska depresji... On mówi, że się spotkamy, ale jak z tego wyjdzie,
to dopiero będzie myślał co dalej. Ona się boi, że znajomość się
rozpadnie, bo nikt nie wytrzyma tego psychicznie i fizycznie, bo
tyle rozmów przez tyle miesięcy było czasem istną męką dla obojga.
A teraz niewiadomo co dalej... To jest dla mnie straszne, bo on może
okazać się kimś naprawdę ważnym, już jest ważny i jak pomyślę, że
teraz nie wiem kiedy się spotkamy, to ogarnia mnie straszne
uczucie. Wtedy wiedziałam kiedy się spotkamy i na co mam czekać,
teraz nie wiem nic, żyć mi się odechciało. Nie wiem jak z nim teraz
postępować, nie chcę strzelać żadnych fochów, ale już naprawdę nie
mogę, on wie, że jestem z nim i za nim i może na mnie liczyć, ale ja
nie chcę się narzucać więc od dziś odsuwam się trochę w cień. Nie
wiem co dalej, nie wiem czy ta znajomość wytrzyma próbę czasu, ja po
prostu oszaleję. Boże, poradzcie co robić, bo moja koleżanka uważa,
że on zacznie mnie olewać i żeby dać sobie spokój. Ja po prostu
zwariuję jak go nie poznam...