Dodaj do ulubionych

Czy ktoś kiedyś skorzystał

17.08.08, 15:22
Czy ktoś kiedyś skorzystał z rad danych mu na tym forum? Często
spotykam tu prośby o pomoc, radę, ale czy zdarzył się choć jeden
przypadek, że ktoś diametralnie zmienił swoje życie, bo przeczytał
coś co mu otworzyło oczy?
Chętnie bym poczytała o takich przypadkach...
Obserwuj wątek
    • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 15:33
      ymm, ja skorzystalam juz kilka razy
      ale ja ciemna bywam i metna jak sadzawka

      a jako ze zapewne ludzie najczesciej korzystaja z rad, ktore tylko podbijaja ich
      wlasne przekonania, nie sadze aby dochodzilo do rzeczywiscie ' diametralnych'
      zmian zyciowych ze wzgledu na porady z fp
      moze to bardzej taka 'kropla, co drazy skale' zewnatrzsterownych ludzi?

      • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 15:42
        lost_and_found napisała:

        > ymm, ja skorzystalam juz kilka razy
        > ale ja ciemna bywam i metna jak sadzawka


        A może zdradzić jakiego rodzaju to były decyzje?


        >
        > a jako ze zapewne ludzie najczesciej korzystaja z rad, ktore tylko
        podbijaja ic
        > h
        > wlasne przekonania,



        No, właśnie też mi się tak wydaje. Zauważyłam, że czasem ktoś prosi
        o radę, a jak czyta, że powinien zrobić to czy tamto, zaraz się
        usztywnia i broni swojego stanowiska ( które chciał ponoć zmienić).

        nie sadze aby dochodzilo do rzeczywiscie ' diametralnych'
        > zmian zyciowych ze wzgledu na porady z fp
        > moze to bardzej taka 'kropla, co drazy skale' zewnatrzsterownych
        ludzi?
        >


        • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 16:33
          duzo tego bylo, ogolnie - chodzi o spojrzenie na zycie, na siebie z innej perspektywy.
          szczegolowo - anegdotycznie, w przystepie stracenczej odwagi, napisze, ze po raz pierwszy weszlam tutaj, aby znalezc jakies rady odnosnie romansu z zonatym
          tyle sie naczytalam, ze nawet bez zakladania watku sie obylo... ;)

          'Zauważyłam, że czasem ktoś prosi
          o radę, a jak czyta, że powinien zrobić to czy tamto, zaraz się
          usztywnia i broni swojego stanowiska ( które chciał ponoć zmienić).'

          to chyba bardzo naturalne. chyba kazdy z nas czuje sie wyjatkowy, postrzega swoja sytuacje jako unikalna, skomplikowana, mysli, ze detale czynia z niej cos co odstaje od schematu, a tymczasem tutaj zostaje momentalnie w schemat wtloczony i nierzadko wysmiany, ' odwalony' jak kolejna grypa przez interniste...
          wydaje mi sie rowniez - tak chyba holistycznie - ze zmiana w jednym temacie musialaby pociagac zmiane calosci, ze problemy nie sa ani nie moga byc izolowane od siebie, stad moze ta trudnosc w akceptacji krytyki - za duzo pracy...
          inny przypadek hehe to ludzie, ktorych nie stac na glebsza autorefleksje i szukaja tutaj tylko i wylacznie cudownych sposobow na to jak zmienic wszystko na lepsze nie zmieniajac nic, ewentualnie - szukaja tu ' przyjaciol' - klakierow, ktorych glos umocni ich chybotliwe poczucie upragnionej slusznosci.

          to, ze ktos broni swojego stanowiska - nawet tego, ktore jakoby chcial zmienic - swiadczy, moim zdaniem, dosc pozytywnie o osobie. wobec zewnetrznej krytyki staje sie ona zdolna do jasniejszego wyartykulowania wlasnych racji. przenosi na zewntarz konflikt wewnetrzny, co pozwala mu sie owocniej rozwijac.
          gorzej, jesli krytyka wywoluje tylko i wylacznie prymitywna agresje, wowczas problem idzie w kat i zastepuja ja strwozona obrona ego...
          z mojego doswiadczenia w temacie wynika, jak na razie, ze czasem rozmowca nie zasluguje na nic innego niz ... wysmianie/ wytarganie za kudly.
          to tylko forum publiczne, pelne poplatanych ludzi. zle swiadczyloby, moim zdaniem, o czlowieku, jesliby przejmowal sie kazda uzyskana tu wskazowka i nigdy nie kwestionowal slusznosci innych.

          to tak z glebi sadzawki, wiec niekoniecznie jasno i na temat ;)


          • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 22:46
            lost_and_found napisała:
            > gorzej, jesli krytyka wywoluje tylko i wylacznie prymitywna
            agresje, wowczas pr
            > oblem idzie w kat i zastepuja ja strwozona obrona ego...
            > z mojego doswiadczenia w temacie wynika, jak na razie, ze czasem
            rozmowca nie z
            > asluguje na nic innego niz ... wysmianie/ wytarganie za kudly.

            Bo na takie zjeżone i nastroszone ego najlepsze jest właśnie
            wyśmianie i taki rechot prosto z brzucha :) Wtedy się ego już
            bardziej nie nadmucha :D
        • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:05
          nie czytalam zbyt wiele twoich postow, ale...
          z tego co widze dajesz bardzo fajne rady, szybko potrafisz uchwycic
          sedno problemu, najprawdopodobniej masz duza wiedze teoretyczna z
          zakresu psychologii, znasz wiele roznych mechanizmow, widzisz je u
          innych...
          i nagle zadajesz takie pytanie?

          oczekujesz, ze forum i kilka postow zmieni sposob myslenia tych
          ludzi?
          przeciez to jest czesto niemozliwe nawet jesli ktos jest gotów
          przejsc wieloletnia psychoterapie :/


          ca-ti napisała:

          > > a jako ze zapewne ludzie najczesciej korzystaja z rad, ktore
          tylko
          > podbijaja ic
          > > h
          > > wlasne przekonania,
          > No, właśnie też mi się tak wydaje. Zauważyłam, że czasem ktoś
          prosi
          > o radę, a jak czyta, że powinien zrobić to czy tamto, zaraz się
          > usztywnia i broni swojego stanowiska ( które chciał ponoć zmienić).
          i to jest najbardziej normalna (czytaj: powszechna, standardowa)
          reakcja.
          tego mechanizmu nie znasz?
          • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:23
            nienill napisała:

            > nie czytalam zbyt wiele twoich postow, ale...
            > z tego co widze dajesz bardzo fajne rady, szybko potrafisz
            uchwycic
            > sedno problemu, najprawdopodobniej masz duza wiedze teoretyczna z
            > zakresu psychologii, znasz wiele roznych mechanizmow, widzisz je u
            > innych...
            > i nagle zadajesz takie pytanie?
            >
            > oczekujesz, ze forum i kilka postow zmieni sposob myslenia tych
            > ludzi?
            > przeciez to jest czesto niemozliwe nawet jesli ktos jest gotów
            > przejsc wieloletnia psychoterapie :/
            >
            >


            Ja nie oczekuję, że ktoś zmieni swoje życie po przeczytaniu paru
            postów. Zaciekawiło mnie tylko czy to się w ogóle zdarza. Piszą tu
            osoby, które wahają sie przed podjęciem jakiejś decyzji, albo od
            dawna męczą się w jakiejś sytuacji. Dostają od ludzi z forum zwroty,
            bo o nie proszą i co potem?
            Chciałabym wiedzieć co np. zrobiła kobieta, która od kilkunastu osób
            dostała informację, że gość, z którym jest to sknera i egoista, a
            ona zastanawia się czy zrobić rewolucję w swoim życiu i pojechać z
            dziećmi do niego. Pojechała czy nie?




            > ca-ti napisała:
            >
            > > > a jako ze zapewne ludzie najczesciej korzystaja z rad, ktore
            > tylko
            > > podbijaja ic
            > > > h
            > > > wlasne przekonania,
            > > No, właśnie też mi się tak wydaje. Zauważyłam, że czasem ktoś
            > prosi
            > > o radę, a jak czyta, że powinien zrobić to czy tamto, zaraz się
            > > usztywnia i broni swojego stanowiska ( które chciał ponoć
            zmienić).
            > i to jest najbardziej normalna (czytaj: powszechna, standardowa)
            > reakcja.
            > tego mechanizmu nie znasz?


            Znam ten mechanizm, właśnie o nim wspomniałam, co zacytowałaś wyżej.
            Ale od standardowych reakcji bywaja wyjątki i o nie pytam.

            • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:33
              ca-ti napisała:

              > Ja nie oczekuję, że ktoś zmieni swoje życie po przeczytaniu paru
              > postów. Zaciekawiło mnie tylko czy to się w ogóle zdarza.
              nie wiem czy zdarza sie na TYM forum, ale sie zdarza.
              szczegolnie jesli dana osoba zechce pojsc na psychoterapie lub jest
              w jej trakcie.

              Piszą tu
              > osoby, które wahają sie przed podjęciem jakiejś decyzji, albo od
              > dawna męczą się w jakiejś sytuacji. Dostają od ludzi z forum
              zwroty,
              > bo o nie proszą i co potem?
              najczesciej nic.
              jesli tyle lat zwlekają z podjeciem jakiejs decyzji to oznacza to
              tylko tyle, ze dana sytuacja im w pelni odpowiada. moze byc to
              sytuacja niesamowicie toksyczna, ale to nie ma znaczenia, bo dla
              neurotykow WSZYSTKO jest lepsze od zmian i niepewnosci.

              > Chciałabym wiedzieć co np. zrobiła kobieta, która od kilkunastu
              osób
              > dostała informację, że gość, z którym jest to sknera i egoista, a
              > ona zastanawia się czy zrobić rewolucję w swoim życiu i pojechać
              z
              > dziećmi do niego. Pojechała czy nie?
              i ja na twoim miejscu tez pewnie bym tego chciala.

              > Znam ten mechanizm, właśnie o nim wspomniałam, co zacytowałaś
              wyżej.
              > Ale od standardowych reakcji bywaja wyjątki i o nie pytam.
              wiec nie wiesz, ze zawsze na swiecie pojawiaja sie jakies
              wyjątki?? ;)) ;p
              • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:43
                nienill napisała:

                >
                >
                > > Znam ten mechanizm, właśnie o nim wspomniałam, co zacytowałaś
                > wyżej.
                > > Ale od standardowych reakcji bywaja wyjątki i o nie pytam.
                > wiec nie wiesz, ze zawsze na swiecie pojawiaja sie jakies
                > wyjątki?? ;)) ;p


                Oj, wiem właśnie. Słuchaj, możemy tak sobie długo jeszcze pisać
                teoretycznie co robią najczęściej inni ludzie i z jakich powodów to
                wynika. Mamy podobny punkt widzenia, więc w zasadzie płaszczyzna
                porozumienia między nami jest :-)))
                Ale mnie jednak bardziej interesują konkretne przypadki i relacja z
                pierwszej ręki. Pojechała czy nie? :-)))
                • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:47
                  ca-ti napisała:

                  > Pojechała czy nie? :-)))
                  nie wiem ;p
                  • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:51
                    nienill napisała:

                    > ca-ti napisała:
                    >
                    > > Pojechała czy nie? :-)))
                    > nie wiem ;p


                    Tak, wiem i dlatego mam nadzieję, że może ona sama lub inne osoby
                    radzące się tutaj odpowiedzą na moje pytanie.
    • kaa.lka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 15:37
      ja.
      piec lat temu. ogolnie rzecz ujmujac,uwierzylam, ze nie ma
      rzeczywistosci wirtualnej i reala.przestalam dzielic wiedzac ze
      wszyscy sie miedzy soba roznimy. podlegajac tym samym prawom
      przyrody.
      pozdrawiam
      ka
    • facettt inni skorzystali na moich radach :) 17.08.08, 16:38
      nie na tym forum - coprawda...:)

      paru osobom udowodnilem, ze sa dyletantami "w temacie", o ktorym
      pisza i najlepiej - by oszczedzic sobie wstydu - opuscili owo forum
      - co tez sie stalo :)))
      • lost_and_found Re: inni skorzystali na moich radach :) 17.08.08, 16:41
        czy po tych sukcesach uderzylo ci do glowy na tyle, aby sadzic, ze skoro gdzies
        tam miales racje, to i tutaj, na psychologii?
        • facettt No viesz ? :) 17.08.08, 16:50
          Przeciez wiesz, ze tu jestem li tylko przez Ciebie i rozrywkowo :)
          Tutaj wiec raczej niezdradzam tu checi do walki i zachowuje sie
          zazwyczaj ugodowo...
          A racje moge tu przyznac ostatecznie nawet Sangri.la,
          by sprawic jej przyjemnosc...

          PS. A tak na uszko Ci powiem, ze przyznawanie racji Tobie, jak sie
          okazuje, nic mi nie daje, wiec chyba zaprzestane :)))
          • lost_and_found Re: No viesz ? :) 17.08.08, 16:53
            ha ha ha
            • facettt Re: No viesz ? :) 17.08.08, 16:55
              naturalnie zaprzestane przyznawania Ci racji - a nie adoracji :)
              coby mi tu bylo jasne :)
      • shangri.la Re: Czyli ty skorzystałeś:) 17.08.08, 16:43
        Najwyraźniej poprawiłeś sobie swoje zachwiane ego, to pewne:)
        • facettt Azaliz :) 17.08.08, 16:51
          Jako sobie zyczysz, Szanowna :)
      • ca-ti Re: inni skorzystali na moich radach :) 17.08.08, 18:08
        facettt napisał:

        > nie na tym forum - coprawda...:)
        >
        > paru osobom udowodnilem, ze sa dyletantami "w temacie", o ktorym
        > pisza i najlepiej - by oszczedzic sobie wstydu - opuscili owo
        forum
        > - co tez sie stalo :)))


        Czy te osoby pytały Cię o zdanie na swójj temat? Czy pytały co i jak
        mają pisać, a Ty im w dobroci serca udowodniłeś, że są dyletantami,
        a oni wówczas z podwiniętymi ogonami uciekli skuszeni, he he...

        Dzięki za szczerość, ale nie o takie przypadki mi jednak chodziło.
    • jan_stereo Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 17:15
      ca-ti napisała:

      > Czy ktoś kiedyś skorzystał z rad danych mu na tym forum?

      najwiecej korzystaja dajacy rady, wiec odpowiedz jest pozytywna..

      > Chętnie bym poczytała o takich przypadkach...

      W jakim celu, jako lekture 'faktu' czy tez dla zwiekszenia swej motywacji doradczej ?

      ps. jak mi dasz jakas dobra rade, to chetnie skorzystam, bedziesz miala od razu o czym czytac :")
      • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:30
        jan_stereo napisał:

        > ca-ti napisała:
        >
        > > Czy ktoś kiedyś skorzystał z rad danych mu na tym forum?
        >
        > najwiecej korzystaja dajacy rady, wiec odpowiedz jest pozytywna..


        Odpowiedź jest niestety nie na temat, przykro mi...

        >
        > > Chętnie bym poczytała o takich przypadkach...
        >
        > W jakim celu, jako lekture 'faktu' czy tez dla zwiekszenia swej
        motywacji dorad
        > czej ?


        Jako lekturę poznawczą.


        >
        > ps. jak mi dasz jakas dobra rade, to chetnie skorzystam, bedziesz
        miala od razu
        > o czym czytac :")


        Jak poprosisz, to niewykluczone że Ci dam jakąś radę, dobra ze mnie
        kobieta, he he :-)))
        • jan_stereo Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 23:01
          ca-ti napisała:


          > Odpowiedź jest niestety nie na temat, przykro mi...

          Czyzby ? Kiedy ktos komus daje tutaj rade, to w rzeczy samej, czesto robi to dla siebie, swego umyslu (niekoniecznie bezposrednio). Ludzie w ten sposob ukladaja swoj wlasny swiat, mysli, zasady, postrzeganie, wartosci, tym samym korzystaja z dawania wlasnych rad, czyli daja je sobie samym niejako..


          > Jak poprosisz, to niewykluczone że Ci dam jakąś radę, dobra ze mnie
          > kobieta, he he :-)))

          Prosze zatem o nastepujaca rade, prosze mi poradzic, czy lepiej pielegnowac w sobie spokoj (niewzruszonosc) w spojrzeniu na swiat czy tez raczej emocjonalne ozywienie na to co sie wokolo dzieje ?
          Jak najbardziej obiektywnie bym prosil, nie na zasadzie, ze tak jak ja sam najlepiej czuje, ze mi dobrze bedzie, jesli mozna...
          • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 09:51
            jan_stereo napisał:

            > Prosze zatem o nastepujaca rade, prosze mi poradzic, czy lepiej
            pielegnowac w s
            > obie spokoj (niewzruszonosc) w spojrzeniu na swiat czy tez raczej
            emocjonalne o
            > zywienie na to co sie wokolo dzieje ?
            > Jak najbardziej obiektywnie bym prosil, nie na zasadzie, ze tak
            jak ja sam najl
            > epiej czuje, ze mi dobrze bedzie, jesli mozna...
            najbardziej obiektywnie, to lepsze jest emocjonalne ozywienie, bo w
            praktyce takie "dązenie do spokoju" jest zazwyczaj tylko
            destrukcyjnym wypieraniem
          • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 14:26
            jan_stereo napisał:

            > ca-ti napisała:
            >
            >
            > > Odpowiedź jest niestety nie na temat, przykro mi...
            >
            > Czyzby ? Kiedy ktos komus daje tutaj rade, to w rzeczy samej,
            czesto robi to dl
            > a siebie, swego umyslu (niekoniecznie bezposrednio). Ludzie w ten
            sposob uklada
            > ja swoj wlasny swiat, mysli, zasady, postrzeganie, wartosci, tym
            samym korzysta
            > ja z dawania wlasnych rad, czyli daja je sobie samym niejako..
            >
            >

            Nie wiem jakie są motywacje ludzi dających rady na forum i nie o to
            pytałam. Pytałam czy ktoś, kto prosi o radę skorzystał z niej
            kiedyś. To spora różnica.
            Być może niektórzy radzący są zmotywowani tak jak piszesz, ale to
            właśnie inny temat...



            >
            > Prosze zatem o nastepujaca rade, prosze mi poradzic, czy lepiej
            pielegnowac w s
            > obie spokoj (niewzruszonosc) w spojrzeniu na swiat czy tez raczej
            emocjonalne o
            > zywienie na to co sie wokolo dzieje ?
            > Jak najbardziej obiektywnie bym prosil, nie na zasadzie, ze tak
            jak ja sam najl
            > epiej czuje, ze mi dobrze bedzie, jesli mozna...



            Moja odpowiedź jest nieobiektywna z samej istoty, iż jest moja, a
            więc subiektywna...
            Myślę, że należy dążyć do sytuacji kiedy emocje przepływają przez
            nas, tzn. pojawiają się, my je dostrzegamy, obserwujemy i pozwalamy
            im odejść. Nie trzymamy się kurczowo żadnej z nich.
            Nie jestem pewna czy niewzruszoność, jak piszesz i emocjonalne
            ożywienie to alternatywa. Bo co to znaczy "niewzruszoność", że nic
            ne czujesz? Ktoś Ci umiera, oświadczasz sie komuś, wygrywasz milion
            w totka i nic?
            Jesteśmy ludźmi, emocje są częścią naszej istoty, więc pojawiają
            się. My decydujemy co z nimi dalej będzie. My je niejako
            interpretujemy, a do tego potrzebny jest pewien dystans, lecz nie
            odcięcie się od nich. To tak jakbyś był jednocześnie obserwatorem i
            obserwowanym.

            Nie wiem czy to odpowiedź na Twoje pytanie...
            • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 16:52
              nie wiem, chyba nie chwytam tego, co napisalas, cos mi tu nie pasuje, jest
              slisko, moze zbyt wyrafinowanie jak dla mnie

              nie sadzisz, ze jesli sie pozwala emocjom przeplywac, pojawiac i znikac, i tylko
              sie je obserwuje, znika rowniez ponadwitalna, ponadpodstawowa motywacja do
              osiagania czegokolwiek? ze wlasciwie wszystko staje sie kwestia blahych emocji,
              do ktorych nie nalezy sie przywiazywac?

              czy moze chodzi ci tylko o zachowanie ODPOWIEDNIEGO dystansu do zdarzen? tylko
              jaki jest odpowiedni ?


              'To tak jakbyś był jednocześnie obserwatorem i obserwowanym.'
              ale nigdy uczestnikiem...
              co jest lepszego w byciu obserwatorem niz uczestnikiem zdarzen?
              wg ciebie lub wg psychologii
              • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 17:40
                lost_and_found napisała:

                >
                > nie sadzisz, ze jesli sie pozwala emocjom przeplywac, pojawiac i
                znikac, i tylk
                > o
                > sie je obserwuje, znika rowniez ponadwitalna, ponadpodstawowa
                motywacja do
                > osiagania czegokolwiek?


                Nie wiem. Nie wiem nawet czy "ponadwitalna" i "ponadstawowa"
                motywacja jest potrzebna do osiągania czegokolwiek. Nie rozumiem
                tych pojęć.
                Inna rzecz czy konieczne jest OSIĄGANIE czegokolwiek...



                ze wlasciwie wszystko staje sie kwestia blahych emocji,
                > do ktorych nie nalezy sie przywiazywac?


                Dlaczego błahych? Bo przemijających? a jeśli byłyby trwałe, to
                byłyby mniej błahe?
                Trwałość to jedna z iluzji, którą wytwarza nasz umysł. Pokaż mi
                jedna trwałą, tzn. niezmienną w czasie i przestrzeni rzecz...

                >
                > czy moze chodzi ci tylko o zachowanie ODPOWIEDNIEGO dystansu do
                zdarzen? tylko
                > jaki jest odpowiedni ?
                >
                > Napisałam "pewien" dystans. Ale nie wiem jaki on powinien być.
                Pewnie dla każdego inny.

                A to wszystko oczywiście jest tylko MOJĄ dywagacją na temat.


                > 'To tak jakbyś był jednocześnie obserwatorem i obserwowanym.'
                > ale nigdy uczestnikiem...
                > co jest lepszego w byciu obserwatorem niz uczestnikiem zdarzen?
                > wg ciebie lub wg psychologii


                Nie wiem co jest lepszego. Będąc obserwatorem i obserwowanym
                jednocześnie, jesteś również uczestnikiem zdarzeń. Obserwowany jest
                uczestnikiem, obserwator go obserwuje, czyli poniekąd też
                uczestniczy w tym zdarzeniu, tyle, że ma inny punkt widzenia.
                A oba te aspekty - obserwator i obserwowany to jedność...
                • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 17:53
                  ca-ti, przepraszam, że się Wam wcinam w wątek, ale czy nie wydaje Ci
                  się, że taka obserująca postawa to raczej tylko teoretycznie jest
                  korzystna?
                  Już tłumaczę, o co mi chodzi - przyjmujesz postawę obserwatora.
                  Pojawia się emocja, jako reakcja na pewne zdarzenie. Obserwujesz tę
                  emocję ALE JEJ NIE PRZEŻYWASZ, w efekcie czego przepływasz nad tym
                  zdarzeniem. Efekt? Po dłuższym przebywaniu w postawie obserwatora
                  masz nieadekwatne reakcje emocjonalne.
                  Wydaje mi się, że to jest niezdrowe.
                  • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 18:07
                    o to to, prawie...
                    to jest praktycznie niemozliwy ideal, bycie jednym i drugim rownoczesnie.
                    chyba..........
                    • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 18:27
                      Dla mnie to nie ideał, tylko życie w gorsecie, podczas gdy inni
                      chodzą w luźnych t-shirtach. Ale co kto lubi...
                      (takie podejście może być korzystne przez chwilę przy terapii, kiedy
                      chce się naprostować chore reakcje. Ale nie do życia na codzień)
                      • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 18:38


                        'Ale co kto lubi...'
                        a moglabys sprobowac wyjasnic dlaczego tobie chodzenie w tiszercie wydaje ci sie
                        lepszym rozwiazaniem zyciowym od codziennego gorsetu?
                        • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 19:02
                          Bo nie mam obsesji na punkcie swojej figury ;)
                          A serio - bo niewygodny jest, po prostu. Druciki się w skórę
                          wrzynają. To można założyć na specjalną okazję ;) ale żeby tak
                          codziennie? O nie nie.
                          • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 21:04
                            heh, tos mnie zrobila ta alegoria... coz, moze zatem to wszystko kwestia
                            lokalnej mody i osobistych preferencji zatem...
                            i niczego wiecej?
                • lost_and_found Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 18:06
                  ponadwitalna i ponadpodstawowa, ta powyzej potrzeb fizjologicznych ( piramida maslowa )

                  'Inna rzecz czy konieczne jest OSIĄGANIE czegokolwiek...'
                  nie, moim zdaniem nie jest konieczne. ale zyjemy w kulturze opartej na ambicji, osiaganiu czegos. czy warto sie wylamywac?

                  czy osiaganie dystansu jest konieczne?

                  'Dlaczego błahych? Bo przemijających?'
                  nie. dlatego, ze uznawanych za niezbyt wazne, nie warte ( chyba grozacego bledami zyciowymi? ) zaglebiania sie w nie.


                  'Nie wiem co jest lepszego. Będąc obserwatorem i obserwowanym
                  > jednocześnie, jesteś również uczestnikiem zdarzeń. Obserwowany jest
                  > uczestnikiem, obserwator go obserwuje, czyli poniekąd też
                  > uczestniczy w tym zdarzeniu, tyle, że ma inny punkt widzenia.
                  > A oba te aspekty - obserwator i obserwowany to jedność...'

                  przykro mi, ale uwazam ze to tylko oderwana od rzeczywistosci idea. uwazam, ze nie mozna byc jednym i drugim w tej samej chwili.
                  • lekarz_ogolny mozna 19.08.08, 18:19
                    lost_and_found napisała:
                    > 'Nie wiem co jest lepszego. Będąc obserwatorem i obserwowanym
                    > > jednocześnie, jesteś również uczestnikiem zdarzeń. Obserwowany
                    jest
                    > > uczestnikiem, obserwator go obserwuje, czyli poniekąd też
                    > > uczestniczy w tym zdarzeniu, tyle, że ma inny punkt widzenia.
                    > > A oba te aspekty - obserwator i obserwowany to jedność...'
                    >
                    > przykro mi, ale uwazam ze to tylko oderwana od rzeczywistosci
                    idea. uwazam, ze
                    > nie mozna byc jednym i drugim w tej samej chwili.

                    typowy przyklad to wojsko, gdy dwie strony konfliktu,
                    lezac w okopach obserwuja sie wzajemnie przez lornetki :)))
                    • lost_and_found Re: mozna 19.08.08, 18:25
                      sie wzajemnie, a nie siebie samych...
                      • lekarz_ogolny sorry 19.08.08, 19:29
                        A to przepraszam. Z cytowanego tekstu to wprost nie wynikalo.
                        Odnioslem sie tylko do cytatu :)
                        • lost_and_found Re: sorry 19.08.08, 19:58
                          zaczekaj, mowia, ze mozna...
                    • lost_and_found wersja 2 ;) 19.08.08, 18:38
                      jasne, ze mozna, ale nie - czystym obserwatorem i nie - czystym uczestnikiem,
                      takie polaczenie tworzyloby jakas nowa perspektywe.

                      sprobuj JEDNOCZESNIE przezywac, czuc radosc i obserwowac siebie jak ja
                      przezywasz, czujesz.
                      jakos mi sie to nie udaje...
                      • ca-ti Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 19:02
                        lost_and_found napisała:

                        > jasne, ze mozna, ale nie - czystym obserwatorem i nie - czystym
                        uczestnikiem,
                        > takie polaczenie tworzyloby jakas nowa perspektywe.
                        >
                        > sprobuj JEDNOCZESNIE przezywac, czuc radosc i obserwowac siebie
                        jak ja
                        > przezywasz, czujesz.
                        > jakos mi sie to nie udaje...


                        Rozwój to nie poprzestawanie na tym co jest teraz. Krok dalej może
                        być inacze, może Ci się udać...
                        • lost_and_found Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 19:53
                          dzieki za slowa otuchy, choc zdaja mi sie ironiczne :)

                          a mozesz mi powiedziec czemu sluzy ten rozwoj? co jest jego celem?

                          • ca-ti Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 20:41
                            lost_and_found napisała:

                            > dzieki za slowa otuchy, choc zdaja mi sie ironiczne :)
                            >
                            > a mozesz mi powiedziec czemu sluzy ten rozwoj? co jest jego celem?
                            >


                            Nie są ironiczne.

                            Czemu służy rozwój? Hm...a to dobre pytanie!
                            Rozwój to wzrastanie, przechodzenie na wyższy poziom...
                            Ale czemu służy to chyba za trudne dla mnie.
                            W każdym razie tak "z marszu" nie umiem odpowiedzieć.
                            To pytanie do filozofów, a może do Boga, jeśli ktoś w niego wierzy...
                            • lost_and_found Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 21:13
                              czemu wybralas taka a nie inna droge rozwoju?

                              • ca-ti Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 21:16
                                lost_and_found napisała:

                                > czemu wybralas taka a nie inna droge rozwoju?

                                Bo cierpiałam, a nie chciałam już cierpieć.

                                • lost_and_found Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 21:26
                                  rozumiem, wspolczuje.
                                  ale moze wystarczyloby zaakceptowac fakt, ze zycie przynosi tez cierpienie i
                                  probowac je zmieniac nie uciekajac dalej dalej ( w zamierzeniu chyba ) od
                                  wszelkich emocji, od tego, co mogloby zburzyc spokoj?
                                  • ca-ti Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 21:53
                                    lost_and_found napisała:

                                    > rozumiem, wspolczuje.
                                    > ale moze wystarczyloby zaakceptowac fakt, ze zycie przynosi tez
                                    cierpienie i
                                    > probowac je zmieniac nie uciekajac dalej dalej ( w zamierzeniu
                                    chyba ) od
                                    > wszelkich emocji, od tego, co mogloby zburzyc spokoj?


                                    Nie uciekam od emocji, mam je w sobie, ale nie są one dla mnie tak
                                    destrukcyjne jak niegdyś. Przeżywam całe spektrum emocji, dostepne
                                    człowiekowi, zapewniam Cię.
                                    Właśnie droga rozwoju, na jaką weszłam pozwala mi zaakceptować
                                    istnienie cierpienia, podobnie jak i szczęścia, dokładnie na takich
                                    samych prawach.
                                    Ale nie przeczę, że akceptacja cierpienia wciąż jest dla mnie
                                    trudniejsza do wykonania, niż akceptacja szczęścia czy zwykłej
                                    przyjemności...


                                    • lost_and_found Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 21:59
                                      to bardzo dobrze.
                                      cierpienie jest i bedzie, trzeba z nim walczyc i akceptowac tam, gdzie wywalczyc
                                      nic sie juz nie da.
                                      mozna sobie do tego dorobic jakas filozofie albo wiare.
                                      pozdrawiam :)
                                      • ca-ti Re: wersja 2 ;) 19.08.08, 22:02
                                        lost_and_found napisała:

                                        > to bardzo dobrze.
                                        > cierpienie jest i bedzie, trzeba z nim walczyc i akceptowac tam,
                                        gdzie wywalczy
                                        > c
                                        > nic sie juz nie da.
                                        > mozna sobie do tego dorobic jakas filozofie albo wiare.
                                        > pozdrawiam :)


                                        Owszem cierpienie jest, ale nie trzeba z nim walczyć, tylko
                                        akceptować jego istnienie.

                                        I również pozdrawiam :-)))
                                        • lost_and_found poprawka 19.08.08, 22:06

                                          no, wlasnie, ubieglas mnie
                                          juz sie politycznie poprawiam:
                                          trzeba znalezc jakis sposob, aby poradzic sobie z cierpieniem
                                          niekoniecznie walke, niekoniecznie akceptacje.
                                          to ja sklaniam sie ku markowi aureliuszowi
                                          a czasem nie bardzo
                                          heh

                                          powodzenia
            • jan_stereo Ca-ti... 18.08.08, 21:43
              ca-ti napisała:


              > Moja odpowiedź jest nieobiektywna z samej istoty, iż jest moja, a
              > więc subiektywna...

              To, ze jest Twoja, nie musi oznaczac z istoty, ze ma byc subiektywna, chodzilo mi o taka chlodna analize, jak w matematyce, kiedy pada pytanie i nastepuje rozebranie na skladowe lub zwyczajnie dowod. Przykladowo, kiedy ktos wykazuje ze:3+3=6, wowczas nie bedzie to subiektywne, tylko raczej, obiektywne. To tak w uproszczeniu, ale pal to licho.

              > Myślę, że należy dążyć do sytuacji kiedy emocje przepływają przez
              > nas, tzn. pojawiają się, my je dostrzegamy, obserwujemy i pozwalamy
              > im odejść. Nie trzymamy się kurczowo żadnej z nich.

              A moze nawet pomagamy im odejsc, czy juz nie ? Czy utrzymywanie danych emocji, ma jakies minusy, czy tez chodzi o nie stawianie oporu emocjom ?

              > Nie jestem pewna czy niewzruszoność, jak piszesz i emocjonalne
              > ożywienie to alternatywa. Bo co to znaczy "niewzruszoność", że nic
              > ne czujesz? Ktoś Ci umiera, oświadczasz sie komuś, wygrywasz milion
              > w totka i nic?

              Niewzruszonosc, raczej nie bedzie popychac do wielu z powyzszych dzialan, albo moze wedle mojego rozumienia, bedzie to stan w ktorym nie zaglebimy sie w te przeplywajace emocje, one przejda przez nas (po nas) powierzchownie, bez rozkwitu. I nie mowie tu o jakiejs depresji, czy tez hamowaniu sie,ale zwyczajnie lenistwie w reagowaniu na bodzce, uznajac takie czyny za zbyteczne w koncowym efekcie, rozrachunku, maszerujac po linji najmniejszego wysilku, ale nie mniejszego niz potrzebny do zycia w 'spokoju'.


              > Jesteśmy ludźmi, emocje są częścią naszej istoty, więc pojawiają
              > się. My decydujemy co z nimi dalej będzie. My je niejako
              > interpretujemy, a do tego potrzebny jest pewien dystans, lecz nie
              > odcięcie się od nich. To tak jakbyś był jednocześnie obserwatorem i
              > obserwowanym.


              No ja wlasnie mowie o tak wielkim dystansie, ze te emocje z owej odleglosci wygladaja jak jakies pokurcze i nie maja juz ludzkiej formy, perspektywy, nasilenia, a zwyczajnie sa niczym pylek w galaktyce.

              > Nie wiem czy to odpowiedź na Twoje pytanie...

              Wstep do odpowiedzi jak najbardziej...

              wielkie dzieki
              • ca-ti Re: jan_stereo 19.08.08, 12:35
                jan_stereo napisał:

                > chodzilo
                > mi o taka chlodna analize, jak w matematyce, kiedy pada pytanie i
                nastepuje roz
                > ebranie na skladowe lub zwyczajnie dowod. Przykladowo, kiedy ktos
                wykazuje ze:3
                > +3=6, wowczas nie bedzie to subiektywne, tylko raczej, obiektywne.


                Gdybyż tak można było z człowiekiem i jego emocjami, 3+3=6, ale się
                nie da, może na szczęście...
                Poza tym 6 to czasem jest 2+4, 5+1, 7-1, ...itd....

                Ale zostawmy matematykę :-)))



                >
                > > Myślę, że należy dążyć do sytuacji kiedy emocje przepływają
                przez
                > > nas, tzn. pojawiają się, my je dostrzegamy, obserwujemy i
                pozwalamy
                > > im odejść. Nie trzymamy się kurczowo żadnej z nich.
                >
                > A moze nawet pomagamy im odejsc, czy juz nie ? Czy utrzymywanie
                danych emocji,
                > ma jakies minusy, czy tez chodzi o nie stawianie oporu emocjom ?


                Raczej nie stawianie oporu emocjom; pomaganie im odejść - to zależy
                co przez to rozumieć. Odcinanie się - zdecydowanie nie, ale jakieś
                łagodniejsze formy, to może tak...
                Ale nie wiem , nie zastanawiałam się chyba aż tak głęboko nad tym.

                Nie wiem jak "technichnicznie" można by "pomóc im odejść".

                >
                > > Nie jestem pewna czy niewzruszoność, jak piszesz i emocjonalne
                > > ożywienie to alternatywa. Bo co to znaczy "niewzruszoność", że
                nic
                > > ne czujesz? Ktoś Ci umiera, oświadczasz sie komuś, wygrywasz
                milion
                > > w totka i nic?
                >
                > Niewzruszonosc, raczej nie bedzie popychac do wielu z powyzszych
                dzialan, albo
                > moze wedle mojego rozumienia, bedzie to stan w ktorym nie
                zaglebimy sie w te pr
                > zeplywajace emocje, one przejda przez nas (po nas) powierzchownie,
                bez rozkwitu
                > . I nie mowie tu o jakiejs depresji, czy tez hamowaniu sie,ale
                zwyczajnie lenis
                > twie w reagowaniu na bodzce, uznajac takie czyny za zbyteczne w
                koncowym efekci
                > e, rozrachunku, maszerujac po linji najmniejszego wysilku, ale nie
                mniejszego n
                > iz potrzebny do zycia w 'spokoju'.
                >

                Ogólnie się z Toba zgadzam, z tą różnicą, że nie robię świadomej
                kalkulacji co mi się opłaca w ostatecznym rozrachunku, a co nie.
                Raczej poddaję się nurtowi życia, nie stawiam mu oporu. Nie
                powstrzymuję się też od działań, przeciwnie działam, ale emocje
                pojawiące się we mnie nie targają mną, w zależności od wyniku,
                efektów tych działań. To trochę tak jakby na zewnątrz domu szalała
                burza, a ja wwewnątrz nie odczuwam jej skutków, tam leje deszcz,
                łamią się gaęzie, ja to widzę, ale nie ma to wpływu na mnie.
                >

                > > Jesteśmy ludźmi, emocje są częścią naszej istoty, więc pojawiają
                > > się. My decydujemy co z nimi dalej będzie. My je niejako
                > > interpretujemy, a do tego potrzebny jest pewien dystans, lecz
                nie
                > > odcięcie się od nich. To tak jakbyś był jednocześnie
                obserwatorem i
                > > obserwowanym.
                >
                >
                > No ja wlasnie mowie o tak wielkim dystansie, ze te emocje z owej
                odleglosci wyg
                > ladaja jak jakies pokurcze i nie maja juz ludzkiej formy,
                perspektywy, nasileni
                > a, a zwyczajnie sa niczym pylek w galaktyce.

                Hm, Twoje metafory nie do końca do mnie przemawiają, ale o to mniej
                więcej chodzi...

                Gdybyż to jeszcze było trochę w codziennej praktyce :-)))
                >
                > > Nie wiem czy to odpowiedź na Twoje pytanie...
                >
                > Wstep do odpowiedzi jak najbardziej...
                >
                > wielkie dzieki
                • lost_and_found Re 19.08.08, 16:22
                  'Nie powstrzymuję się też od działań, przeciwnie działam, ale emocje pojawiące
                  się we mnie nie targają mną, w zależności od wyniku, efektów tych działań. To
                  trochę tak jakby na zewnątrz domu szalała
                  burza, a ja wwewnątrz nie odczuwam jej skutków, tam leje deszcz,
                  łamią się gaęzie, ja to widzę, ale nie ma to wpływu na mnie.'

                  znaczy co? rejestrujesz znak ze zrobilas cos nie tak, wiec zmieniasz kierunek
                  dzialania, zamiast szlochac nad polamanymi drzewami, tak?
                  ale to by znaczylo, ze jednak to co sie dzieje na zewnatrz ma na ciebie wplyw.
                  nie poddajesz sie fali uczuc, za to czerpiesz z nich wskazowki co do dalszych
                  dzialan. to bardzo zdrowe, zdaje sie. wydaje mi sie jednak, ze jan stereo mial
                  na mysli nieco inny, mniej 'zdrowy' stan. i ze raczej nie ma powodu aby
                  zazdroscic perspektywy, w ktorej emocje sa tylko pylkiem...

                  • ca-ti Re: Re 19.08.08, 16:29
                    lost_and_found napisała:

                    > 'Nie powstrzymuję się też od działań, przeciwnie działam, ale
                    emocje pojawiące
                    > się we mnie nie targają mną, w zależności od wyniku, efektów tych
                    działań. To
                    > trochę tak jakby na zewnątrz domu szalała
                    > burza, a ja wwewnątrz nie odczuwam jej skutków, tam leje deszcz,
                    > łamią się gaęzie, ja to widzę, ale nie ma to wpływu na mnie.'
                    >
                    > znaczy co? rejestrujesz znak ze zrobilas cos nie tak, wiec
                    zmieniasz kierunek
                    > dzialania, zamiast szlochac nad polamanymi drzewami, tak?


                    Niekoniecznie trzeba zmieniac kierunek działania.


                    > ale to by znaczylo, ze jednak to co sie dzieje na zewnatrz ma na
                    ciebie wplyw.
                    > nie poddajesz sie fali uczuc, za to czerpiesz z nich wskazowki co
                    do dalszych
                    > dzialan. to bardzo zdrowe, zdaje sie. wydaje mi sie jednak, ze jan
                    stereo mial
                    > na mysli nieco inny, mniej 'zdrowy' stan. i ze raczej nie ma
                    powodu aby
                    > zazdroscic perspektywy, w ktorej emocje sa tylko pylkiem...
                    >


                    Kto zazdrości tej perspektywy?

                    Myślę, że poruszanie po takim obszarze jak ten, który tu w naszej
                    rozmowie powstał, jest dość trudne. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo
                    niemożności uzgodnieninia stanowisk.
                    To jest poziom na tyle subiektywnych odczuć, że naprawdę ciężko o
                    jednoznaczność.
                    Poza tym słowa nie zawsze wiernie oddają nasz stan, a jak dodać do
                    tego indywidualne ograniczenia ( jak choćby blokady, nie pozwalające
                    nam sięgnąć do pewnych obszarów w sobie), to już jest całkiem
                    ciężko...

                    :-)))))

                    • lost_and_found Re: Re 19.08.08, 17:15
                      'Niekoniecznie trzeba zmieniac kierunek działania.'

                      tzn? po prostu trwac, obserwowac?

                      'gdybyz tak mozna'
                      wydalo mi sie westchnieniem tesknoty za wymarzonym stanem

                      bazuje na tym, co czytam, fakt ze moze byc to mylne
                      tak samo jak moja interpretacja
                • jan_stereo ca-ti 19.08.08, 21:20
                  ca-ti napisała:


                  > Hm, Twoje metafory nie do końca do mnie przemawiają, ale o to mniej
                  > więcej chodzi...

                  Sek w tym, ze to nie sa zadne metafory :")

                  > Gdybyż to jeszcze było trochę w codziennej praktyce :-)))

                  ...tylko doslownosc tegoz w codziennej praktyce :"))
    • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 17:46
      Myślę, że bardzo niewiele osób tworzy watki, oczekując rzeczywistej rady.
      Większość chyba chciała by po prostu poznać opinię innych, bezstronnych, czasem
      doświadczonych podobnie osób.
      I jeśli tak traktują to miejsce , chyba nie czeka ich rozczarowanie:)
      • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:13
        shangri.la napisała:

        > Większość chyba chciała by po prostu poznać opinię innych,
        bezstronnych, czasem
        > doświadczonych podobnie osób.
        szukają osób, ktore czarno na bialym napiszą im to, co i tak juz od
        lat siedzi im gleboko w glowach, ale boja sie/nie chca z roznych
        powodow sie do tego przyznać/itd.. szukają autorytetu, bo sami nie
        potrafia podjąć decyzji i ponieśc odpowiedzialnosci za swoje czyny.
        wszystkie inne informacje odbiegające od ich życiowego schematu sa
        ślicznie pomijane lub wypierane.
        ale to tylko moja skromna opinia

        • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:17
          Poznałam na tym forum co najmniej dwie osoby, z którymi jestem w kontakcie
          osobistym od miesięcy i wiem, że ich ówczesne posty były pisane w desperacji.
          Nie szukali rozwiązań, raczej "wygadania się" z czegoś , co rujnowało im
          psychikę całymi latami.
          • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:21
            to co mozesz napisac o tym watku?
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83477029
            • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:29
              Nie zabieram głosu w wątkach w których nie mam nic do powiedzenia ze względu na
              brak wiedzy i doświadczenia oraz takich , które nie są przekonujące:)
              • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:35
                shangri.la napisała:

                > Nie zabieram głosu w wątkach w których nie mam nic do powiedzenia
                ze względu na
                > brak wiedzy i doświadczenia oraz takich , które nie są
                przekonujące:)
                nie chodzi mi o doradzaniej tej pani, tylko o probe dopasowania
                etykietki.
                ta pani jest zdesperowana? zalamana? chce sie wygadac?
                niby dlaczego napisala ten post?
                • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:39
                  Etykietkowanie jest krzywdzące:)
                  A jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego ten wątek mnie nie przekonuje, to wiek autorki
                  i jej problemy oraz forma tekstu nie są kompatybilne:)
                  Ale to tylko moje zdanie.
                  • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:41
                    shangri.la napisała:

                    > Etykietkowanie jest krzywdzące:)
                    > A jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego ten wątek mnie nie przekonuje,
                    to wiek autork
                    > i
                    > i jej problemy oraz forma tekstu nie są kompatybilne:)
                    to miłe, że wiek autorki nie wpłynął na ocenę jej postu i w tym
                    przypadku nie posluzylas sie zadna etykietką
                    • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:57
                      To niemiłe , że usiłujesz się doszukać braku obiektywizmu, tam gdzie go nie ma.
                      Mój post nie etykietkował , ale wskazywał na brak korelacji miedzy
                      wiekiem-treścią i formą tekstu.
                      Koniec kropka.
                      Nie wszyscy są wredni i złośliwi, pamiętaj a będzie Ci się żyło milej, również w
                      realu:)
                      • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 22:33
                        shangri.la napisała:

                        > To niemiłe , że usiłujesz się doszukać braku obiektywizmu, tam
                        gdzie go nie ma.
                        obiektywizmu? nie wiem o co ci chodzi
                        to _hipokryzja_ mnie drażni, tak juz mam
                  • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:49
                    shangri.la napisała:

                    > A jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego ten wątek mnie nie przekonuje,
                    to wiek autork
                    > i
                    > i jej problemy oraz forma tekstu nie są kompatybilne:)
                    >

                    Mogłabyś to wyjaśnić?
                • ca-ti Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 19:01
                  nienill napisała:

                  >
                  > nie chodzi mi o doradzaniej tej pani, tylko o probe dopasowania
                  > etykietki.


                  Etykietki dopasowywać nie będę...

                  > ta pani jest zdesperowana? zalamana? chce sie wygadac?
                  > niby dlaczego napisala ten post?


                  Nie wiem dlaczego napisała, najpewniej dlatego że ma problem, jak
                  sama pisze. Gorzej, że nie potrafi go zidentyfikować. Męczy się, coś
                  ją uwiera, a nie ma pojęcia co.
                  Próbuje "naukowo" podejść do tematu - "diagnozuje". Myśli sobie
                  pewnie, że to co nazwane, to od tak jakby uzdrowione.
                  Ma dysonans poznawczy, możliwe, że i poczucie winy ( matka ją
                  ostrzega,a ona nie słucha).
                  Najprawdopodobniej jednak jest współuzależniona - cierpi, a
                  jednocześnie w sytuacji kiedy ktoś okaże zrozumienie jej cierpieniu
                  natychmiast przechodzi do ataku i broni swojego domniemanego
                  prześladowcy.
                  Doradzanie komuś takiemu, próba pomocy są szalenie frustrujące, bo
                  taka osoba samą siebie sabotuje, co normalnemu człowiekowi trudno
                  jest pojąć.
                  • shangri.la Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 17.08.08, 19:05
                    Diagnoza dobra na wszelkie dolegliwości z bólem zębów włącznie:)
                    Sorry, ale dajcie spokój z tym wyeksploatowanym terminem, który , tak naprawdę,
                    nic nie znaczy.
                    • shangri.la Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 17.08.08, 19:15
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=81393008&a=81393008
                      • ca-ti Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 17.08.08, 19:37
                        shangri.la napisała:

                        >
                        Współczesna psychologia operuje terminami nieścisłymi, o czym w tym
                        miejscu
                        wielokrotnie już była mowa.


                        I co z tego?




                        Nieścisłości powyższe mają często bardzo szkodliwe i dalekosiężne
                        skutki na
                        psychikę osób, które zamiast fachowej pomocy otrzymują
                        etykietkę "neurotyk,
                        depresant, DDA, DDR, współuzależniony"
                        Każda z tych etykietek wywołuje poczucie winy i pogłębia traumę
                        wyołaną
                        konkretnym problemem, który wymaga rozwiązania ,a nie klasyfikowania,
                        taksowania i wyowoływania niepotrzebnego poczucia winy.


                        To prawda, ale tylko w przypadku gdy terapeuta zatrzyma się na
                        etykietowaniu, a nie pójdzie dalej, tzn. nie da wsparcia, nie pomoże
                        w rozwiązaniu problemu.
                        Ale to raczej problem braku fachowości, anie nieścisłości nauki.

                        Nie ma osób współuzależnionych.


                        Są, zdecydowanie są.




                        Są ofiary przemocy psychicznej i fizycznej.



                        Bycie ofiarą nie wyklucza bycia osobą współuzależnioną.
                        Zdrowa emocjonalnie ofiara nie będzie broniła sie przed pomocą,
                        współuzależniona tak.



                        Jedne radzą sobie z własnym nieszczęściem, inne nie, ale wszystkie
                        bezwzględnie potrzebują fachowej pomocy.


                        To prawda.

                        Nie z powodu "wpółuzależnienia",
                        tylko dlatego, że każdy zasługuje na życie w poczuciu bezpieczeństwa
                        i
                        zachowania godności własnej.
                        Każdy zasługuje na szczeście, miłość i troskę o jego indywidualne
                        dobro.


                        I to również prawda.


                        Pozdrawiam.
                        • nienill Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 17.08.08, 22:40
                          ca-ti napisała:

                          > Nie z powodu "wpółuzależnienia",
                          > tylko dlatego, że każdy zasługuje na życie w poczuciu
                          bezpieczeństwa
                          > i
                          > zachowania godności własnej.
                          > Każdy zasługuje na szczeście, miłość i troskę o jego indywidualne
                          > dobro.
                          >
                          >
                          > I to również prawda.
                          >
                          >
                          > Pozdrawiam.
                          dlaczego napisalas taki post?
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83463130&a=83480985
                          myslisz, ze to pomoze temu czlowiekowi wyjsc z wlasnej glowy?


                          przykro mi bylo, gdy to zobaczylam
                          • ca-ti Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 18.08.08, 07:58
                            nienill napisała:

                            > ca-ti napisała:
                            >
                            > > Nie z powodu "wpółuzależnienia",
                            > > tylko dlatego, że każdy zasługuje na życie w poczuciu
                            > bezpieczeństwa
                            > > i
                            > > zachowania godności własnej.
                            > > Każdy zasługuje na szczeście, miłość i troskę o jego
                            indywidualne
                            > > dobro.
                            > >
                            > >
                            > > I to również prawda.
                            > >
                            > >
                            > > Pozdrawiam.
                            > dlaczego napisalas taki post?
                            > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83463130&a=83480985
                            > myslisz, ze to pomoze temu czlowiekowi wyjsc z wlasnej glowy?
                            >
                            >
                            > przykro mi bylo, gdy to zobaczylam


                            Uff, w pierwszej chwili nie zrozumiałam o co Ci chodzi, bo
                            zacytowałaś moją polemikę z postem shangri, a dopiero niżej
                            zobaczyłam link, dotyczący innej dyskusji.

                            Ale dalej nie wiem co mam Ci powiedzieć. Napisałam co napisałam, a
                            Ty powiedz dlaczego zrobiło Ci się przykro, będzie jakaś podstawa do
                            dyskusji.
                            • nienill Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 18.08.08, 09:55
                              zrobilo mi sie przykro, bo wiem i rozumiem, ze takie slowa wpedzaja
                              tylko w niesamowite poczucie winy-i na tym sie konczy. po co kopac
                              leżącego, jezeli wiemy, ze to osłabi go jeszcze bardziej?
                              żal mi go
                              jednak chlopak probuje cos ze sobą zrobic, szuka. pewnie marnie mu
                              wychodzi, ale robi co moze. i w tym momencie dostale kijem w łeb. po
                              co?
                              dla zasady?

                              napiasałas tam prawde, fakt
                              ale jaki to mialo cel?
                              • malawinka Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 18.08.08, 10:16
                                oj,cel trywialny,odkuć się za niepowodzenia,jakie to psychologiczne
                                • ca-ti Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 18.08.08, 12:18
                                  malawinka napisała:

                                  > oj,cel trywialny,odkuć się za niepowodzenia,jakie to
                                  psychologiczne


                                  Co wiesz o moich niepowodzeniach?
                                  • shangri.la Re:Ona wie wszystko:) 18.08.08, 12:23
                                    Albo tak jej się wydaje;)
                                    To alter ego ledy, a prywatnie baskervilica, która nie bardzo może się
                                    zdecydować na płeć:)
                                    Postać w sumie dość zabawna, ale szkodliwa w realu.
                                    Jeśli jej podpadniesz to np możesz dostać od niej serię maili z opisami Twojej
                                    śmierci w detalach lub zostać posądzona o zniszczenie jej autka.
                                    Dlatego radzę omijać szerokim łukiem.
                              • ca-ti Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 18.08.08, 12:17
                                nienill napisała:

                                > zrobilo mi sie przykro, bo wiem i rozumiem, ze takie slowa
                                wpedzaja
                                > tylko w niesamowite poczucie winy-i na tym sie konczy. po co kopac
                                > leżącego, jezeli wiemy, ze to osłabi go jeszcze bardziej?
                                > żal mi go
                                > jednak chlopak probuje cos ze sobą zrobic, szuka. pewnie marnie mu
                                > wychodzi, ale robi co moze. i w tym momencie dostale kijem w łeb.
                                po
                                > co?
                                > dla zasady?
                                >
                                > napiasałas tam prawde, fakt
                                > ale jaki to mialo cel?


                                Napisałam to co myślę na ten temat. A co innego miałam napisać?
                                Nie mam pojęcia jak odbierze moje słowa adresat, on sam jedynie to
                                wie.
                                To co piszesz o kopaniu leżącego i wzbudzaniu poczucia winy jest
                                tylko Twoim domysłem; być może Ty tak byś się poczuła, ale on może
                                zupełnie inaczej...
                                Nie znam go, czytam tylko to co pisze o swoim problemie, odpowiadam
                                zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniami.
                    • ca-ti Re: Współuzależnienie-słowo klucz;) 17.08.08, 19:29
                      shangri.la napisała:

                      > Diagnoza dobra na wszelkie dolegliwości z bólem zębów włącznie:)
                      > Sorry, ale dajcie spokój z tym wyeksploatowanym terminem, który ,
                      tak naprawdę,
                      > nic nie znaczy.


                      Lepiej byłoby gdybyś powiedziała, że dla Ciebie nic nie znaczy.
                      Nie możesz wiedzieć co dla mnie ma znaczenie i jakie.




                  • nienill Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 22:36
                    to bylo pytanie tylko do shangri
          • shangri.la Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 17.08.08, 18:25
            Aha, chciałam dodać, że obie osoby okazały się żyć wówczas w głębokiej depresji
            z obsesją myśli samobójczych.
            Dlatego proszę, aby wszelkie opinie wypowiadane przez forumowiczów były życzliwe
            i pozbawione wulgarnych zwrotów, krzywdzących domniemywań, pomówień itp vide
            leda16 i spółka jej klonów
    • olofstrom Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 08:47
      ca-ti napisała:

      > Czy ktoś kiedyś skorzystał z rad danych mu na tym forum?



      nie


      Często
      > spotykam tu prośby o pomoc, radę, ale czy zdarzył się choć jeden
      > przypadek, że ktoś diametralnie zmienił swoje życie, bo przeczytał
      > coś co mu otworzyło oczy?

      moj watek niestety nie wzbudzil zainteresowania
      totez rad w nim bylo jak na lekarstwo
      raczej byly pytania i zdziwienie



      • malawinka Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 09:39
        a jaki wątek ???
        • olofstrom Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 18.08.08, 20:09
          malawinka napisała:

          > a jaki wątek ???

          a taki:

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=81351383&a=81351966

          łee zapomnialem odpisac, ups


    • spinline Re: Forum ma swoj sens. 18.08.08, 23:38
      Przekonal sie o tym nie jeden. Dlatego ludzie tu pisza dla zasady
      popytu i podazy. Nie mysl, ze ktos odwala te rady, ktore dostaje.
      Pisze tu duzo osob sporo wiedzacych, o zyciu i ich rady sa cenne.
    • wredzioszek Re: Czy ktoś kiedyś skorzystał 19.08.08, 22:47
      czasami warto jest poczytać o podobnych doswiadczeniach innych osob. to daje do
      myslenia. a czasami podnosi na duchu że ktos sensownie cos odpowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka