bez.tytulu
23.08.08, 03:11
Jestem inna. Odkad pamietam, zawsze strasznie wszystko przezywalam,
interpretowalam. Czesto miewalam czarne dni. Nie chce za dlugo o tym wiec
przejde do sedna sprawy: od poltora roku chodze na terapie. Od zeszlej
jesieni bylam na lekach antydepresyjnych.
I musze sie ukrywac. Bo to jest cos wstydliwego. Bo ludziom sie wydaje, ze
to taki moj wybor, ze jestem smutna, ze jestesm maruda (bardzo czesty epitet).
Ludzie nie chca przebywac ze smutnymi ludzmi. Ja sama tez nie chce byc
smutna. Stad decyzja o terapii i wspolna z lekarzem o lekach.
Gdy wspomnialam mojej mamie o tym, ze zaczelam brac leki, ona na to: nieee,
nie bierz TEGO. Tak jakby to byl narkotyk, uzywka. A ja jak zwykle PRZESADZAM.
Leki pomagaly mi. Poraz pierwszy w zyciu czulam sie jakas taka "zwarta".
Jakbym w koncu byla jakas caloscia. Nie musialam codziennie tylko walczyc o
przezycie dnia: czy dam sobie rade z moimi nastrojami. Mialam lepsze i gorsze
dni, ale nie mialam "kryzysow", uciskow w piersi, paniki, nie bylo telefonow
do meza w srodku dnia, bo sobie nie radze ze soba.
Jakis miesiac temu odstawilam leki, bo chcemy z mezem sprobowac zajsc w ciaze.
Niestety, moje symptomy wrocily. W tym tygodniu mialam "czarny tydzien".
Odwolalam obiad z przyjaciolka. Powiedzialam jej, ze bylam na lekach
antydepresyjnych, ze teraz nie jestem i jest gorzej, i ze chce znow zaczac
brac. A ona, dokladnie jak moja matka: nie bierz tego. Dlaczego, skad sie to
bierze? Co jej w ogole do tego? Spytala sie jeszcze, czy nie wydaje mi sie,
ze to tylka taka podswiadomosc, ze jak biore to sie czuje lepiej, a czuje sie
gorzej tylko dlatego, ze WIEM ze nie biore?
Dlaczego ta choroba (u mnie jest to chroniczna depresja i chroniczne stany
lekowe) jest w spoleczenstwie negowana? Jesli ktos bierze powiedzmy,
lekarstwo na serce, to tez nie powinien brac, tylko po prostu zignorowac bol.
Nikt chyba mu nie powie, ze przesadza.
I jeszcze dzwonie do kolezanki drugiej, chce uratowac wieczor od kompletnej
czerni, pytam czy nie chce isc do kina, a ona: a co ty dzisiaj taka skwaszona?
Do jasnej nedzy, co to za spoleczenstwo, gdzie wszyscy musza byc non stop
szczesliwi. I jesli taka jest norma, to jak nie brac tych lekow? Przeciez
trzeba sie przypasowac.
Czy ja naprawde tego chce? Chce miec te depresje? A po co mi ona? Do czego
mi potrzebna?
Wlasciwie to nawet nie wiem, czy to jest wlasciwe forum, by pisac na ten
temat, jesli nie to skierujcie. Dzieki.