Gość: fnoll
IP: 195.150.224.*
13.01.02, 13:02
zakladam ten watek w kontekscie watku "malzenstwa gejow", zeby zastanowic sie,
co to znaczy byc rodzicem/opiekunem, i czy orientacja homoseksualna
uniemozliwia podjecie tej roli, czy tez nie
na wstepie zacytuje swoja wlasna wypowiedz sprzed paru miesiecy [z lenistwa :)]
Moze wielu wyda sie to delikatnie mowiac kontrowersyjne, ale osobiscie
nie jestem przeciwny posiadaniu dzieci przez pary homoseksualne.
Swoja postawe postaram sie uzasadnic:
Instynkty ojcowsko/macierzynskie nie sa zalezne od orientacji seksualnej.
Zatem w biologicznej naturze czlowieka nie ma czegos takiego, co by
uniemozliwialo nawiazanie relacji rodzic/opiekun-dziecko osobie
homoseksualnej, a w swoich mozliwosciach rozwoju osobowosciowego osoby
homoseksualne nie roznia sie zasadniczo od osob heteroseksualnych, mieszcza
sie w granicach tzw. normy.
Zatem powstanie rodzin z rodzicami homoseksualnymi jest bardziej kwestia
kultury, czynnikow spolecznych niz indywidualnych. Glowna przeciwnoscia dla
powstania takiej rodziny jest charakterystyczna dla naszej
judeochrzescijanskiej kultury homofobia, majaca swe zrodla kulturze
judaistycznej i nauczaniu Kosciola Katolickiegio, irracjonalny lek przed tym,
ze homoseksualisci zaleja swiat, jesliby przestac ich zwalczac, wiara w to, iz
homoseksualizm jest ciezkim grzechem, sprzeniewierzeniem sie ludzkiej naturze,
ze jest nienaturalny. Jednak z punktu widzenia wspolczesnej nauki
homoseksualizm nie jest dewiacja, jest naturalny i poza zmiana biologicznie
zakodowanej orientacji seksualnej nie laczy sie z jakimis szczegolnymi
zaburzeniami osobowosci. Slowem - homoseksualista tak samo jak
heteroseksualista moze stac sie dojrzalym czlowiekiem, podejmujacym z
powodzeniem rozne role spoleczne i nawiazujacym satysfakcjonujace relacje z
ludzmi. I tak sie przeciez dzieje od setek lat.
W innych kulturach bywalo roznie. Sokrates kochal sie z Platonem, Platon z
Arystotelesem, byla to czesc zwiazku mistrz-uczen i nikt z ich wspolczesnych
nie byl tym zgorszony. W kulturach poligamicznych homoseksualizm mezczyzn jest
czyms sila rzeczy naturalnym - kobiet nie starcza dla wszystkich.
Inna sprawa, ze homoseksualizm "wrodzony" (ok. 2-4% kazdej populacji - dotyczy
mezczyzn) i "nabyty" moze roznicowac homoseksualistow pod katem mozliwosci
podjecia roli rodzica. Homoseksualizm "nabyty", ze wzgledu na mechanizm jego
wytworzenia, przynajmniej w naszej kulturze (uwiedzenie, zaburzony rozwoj
psychoseksualny, nerwica na tle seksualnym) wiaze sie z wieloma osobistymi
problemami, ktore moga znacznie utrudniac lub uniemozliwiac satysfakcjonujace
odnalezienie sie w roli rodzica. Homoseksualizm "nabyty" jako uwarunkowany
srodowiskowo, wykazuje w ogole duza roznorodnosc, zaleznie od kultury, i jest
wlasciwie biseksualizmem z silniejsza tendencja w strone tej samej plci. Czy
biseksualizm stoi w sprzeczosci z rola rodzica? Ta kwestia chyba nie byla
jeszcze przedmiotem dyskusji - ale mysle ze stosuja sie argumenty podobne do
tu wyrazonych.
Uwazam, ze para dojrzalych gejow czy lesbijek, MOZE BYC DOBRYMI RODZICAMI dla
dziecka. To bardziej kwestia ich dojrzalosci, niz orientacji seksualnej. Fakt,
ze taka rodzina homoseksualna napotyka na problemy nieznane rodzinie hetero,
ale czy sa to problemy nierozwiazywalne?
Zarowno para homo jak i hetero moze byc zlymi rodzicami, jak i dobrymi,
to zalezy od osob tworzacych dana pare, od charakteru ich zwiazku. Jesli
dziecko jest szczesliwe ze swoimi rodzicami, a o to przeciez chodzi, to ja
jestem 100% przeciwny robieniu im trudnosci i rozbijania tej rodziny tylko
dlatego, ze tworza ja osoby homoseksualne. Gej czy lesbijka tez moze byc
zdolna zapewnic opieke i dobre warunki rozwoju dziecku, stajac jedynie przed
wyzwaniem, jak opowiedziec dziecku o swojej homoseksualnosci i o tym, ze ono
samo moze miec inna orientacje seksualna, o tym jak ludzie sie roznia w tych
kwestiach. Co wiecej, uczucia laczace pary homoseksualne to przeciez te same
uczucia ktore lacza osoby heteroseksualne - staly zwiazek homoseksualny to de
facto malzenstwo, a mozliwosc zawarcia zwiazku malzenskiego przez taka pare to
tylko symbol uznania jej przez spolecznosc.
Inna sprawa, ze z tego co mi wiadomo wiekszosc homoseksualistow ze
wzgledu na klimat w ktorym wzrastali, ktory niejednokrotnie, szczegolnie w
Polsce, nie jest im przychylny, delikatnie mowiac - kompletnie do zalozenia
rodziny sie nie nadaje. Maja zbyt wiele problemow sami z soba.
Takze - zachowalbym ostroznosc, ale nie jestem przeciw. Analogicznie
moznaby zapytac, czemuby nie zakazac zakladania rodzin wielu innym
osobom mogacym miec potencjalnie problemy z wychowywaniem
dziecka ze szkoda dla niego? Moznaby tu wliczyc osoby neurotyczne,
po epizodach psychotycznych, z rodzin patologicznych lub z domow
dziecka, karane itp, itd. Czemu im nie odbierze sie praw rodzicielskich
w imie dobra dziecka?
Bylbym za traktowaniem homoseksualistow jako dojrzalych, odpowiedzialnych
ludzi, ktorzy tak jak i rodzice hetero odpowiadaja przed spolecznoscia z
wywiazywania sie ze swoich obowiazkow rodzicielskich, niech maja mozliwosc
samodzielnego decydowania, zgodnie ze swym sumieniem, co jest dobre a co zle w
kwestii rodzicielstwa.
Ta zmiana kulturowa nie jest latwa takze i z tego powodu, ze w stosunku
wiekszosci hetero do mniejszosci homo odbija sie stosunek tej wiekszosci do
seksu w ogole, a sfera seksualna wciaz stanowi dla nas obszar pelen napiec i
konfliktow. Spojrzmy na samo postrzeganie pary seksualnej - powszechnie
dostrzega sie w niej "obrzydliwa" strone fizykalna, nie dostrzegajac milosci.
To cos mowi o naszym stosunku do seksu, do wiazania sie w pary.
Niewatpliwie podejscie do homoseksualizmu sie zmienia, np. najnowsze
klasyfikacje zaburzen psychicznych czlowieka (amerykanskie DSM-IV i europejskie
ICD-10) uznaja homoseksualizm, biseksualizm i heteroseksualizm
za rownorzedne, niepatologiczne odmiany orientacji seksualnej. A jeszcze
niedawno homoseksualizm probowano leczyc! Podobnie jak zmuszano dzieci
leworeczne do pisania prawa reka, a dzieci "talomidowe" bez nog do chodzenia
na niewygodnych protezach, mimo, ze poruszanie sie jedynie przy pomocy rak
bylo dla nich bardziej naturalne.
Umiejetnosc akceptacji tego, co naturalne, lecz do niedawna sprzeczne z
kultura, to wyzwanie. Dostrzeganie czlowieka jakim jest, a nie przez pryzmat
zastanych stereotypow nie jest latwa sztuka. Ale to jedna z najbardziej
cnotliwych rzeczy, na jakie mozemy sie zdobyc.
pzdr
fnoll