Dodaj do ulubionych

Dojrzalosc.....

11.10.03, 20:24
Przed dwoma laty zamiescilem ten cytat na innym forum... Mysle, ze ksiazki
Kanta sa ponadczasowe. Moze przeczytacie ponownie i zrozumiecie co Kant
niejaki Immanuel mial na mysli wtedy przed laty...

Pozdrawiam Mamusie:) i Tatusia :)
i musze juz isc, gdyz "gosc w dom Bog w dom".
Klaniam sie.
M.S.
Jesli I. Kant nie spotka sie z zainteresowaniem, nikt nie bedzie lal
krokodylich lez. Kant jest jednym z najwybitniejsyzch filozofow
w ...Niemczech ..i nie tylko* :)

*tylko oznacza swiat*
swiat oznacza mala przestrzen pomiedzy...
itd :)
jeszcze raz spoznione buziaki dla rodzicow-awanturnikow :)
3:0 :)
-----------
O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
haslo Oswiecenia.
Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo
wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes),
pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny
sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...)
Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast
mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje
myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma
sie ta klopotliwa sytuacja. (...)
Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z
niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet,
te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac
poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet
uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia
rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to
dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek
pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob
przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego
poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z
niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na
swych wlasnych nogach.
Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej
mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc.
Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet
posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo
niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci
wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu.
(...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do
Oswiecenia.. (...)
Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to
wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia,
mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego
rozumu. (...)

I. Kant „Was ist Aufklaerung ?” , przeklad Adam Landman, I wyd. W
tomie „Kant” T. Kronskiego.
Obserwuj wątek
    • Gość: girlfriend Immanuel, optymista :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.03, 20:46
      Rozum to mało :)
      Jedną z cech głupstwa jest logika. Wszak.
      (to nie ja! to Steinhaus! ;)
      • kardiolog Re: Immanuel, optymista :) 13.10.03, 14:55
        To i ja dorzuce, a raczej ponownie w dniu dzsiejszym przekopiuje garsc
        ciekawych informacji. Polecam naturalnie wersje obszerniejsza.
        Mathias zapraszam na forum, na ktorym od kilku miesiecy tocza sie ciekawe
        dyskusje (folozofia, psychologia, socjologia itp). (wiadomosc na skrzynce)

        Girlfriend, jesli interesuje Cie Immanuel Kant i znasz niemiecki, to zajrzyj na
        strone www.immanuel-kant.de

        Pozdrawiam obie osoby w watku i pedze dalej!
        kardiolog
        ------------------------
        Nauczanie logiki. Tezy do dyskusji

        Ryszard Wójcicki

        Instytut Filozofii i Socjologii PAN


        1. Dlaczego należy uczyć logiki?

        Tradycyjna odpowiedź na to pytanie brzmi: bo logika uczy precyzyjnego
        myślenia, ścisłego formułowania swoich sądów, unikania błędów logicznych w
        rozumowaniach. Obawiam się, że opieranie uniwersyteckich kursów logiki na tych
        założeniach jest nieporozumieniem. Sprawności logicznych student uczy się na
        każdym dobrze prowadzonym wykładzie, w tym logiki. Każdym źle prowadzony
        wykład, również logiki, oswaja go z logiczną bylejakością.
        Logika jest jedną z dyscyplin badawczych współczesnej nauki i punktem
        wyjścia każdego wykładu logiki winno być uświadomienie studentom tego faktu.
        Winni oni na samym wstępie dowiedzieć się, że ucząc się logiki posiądą pewna
        wiedzę. Mogą też utrwalić i pogłębić pewne cenne nawyki i umiejętności, które
        określa się mianem kultury logicznej. Logika jest jednak przede wszystkim sumą
        pewnych wiadomości, a nie zbiorem reguł, których opanowanie pozwoli unikać gaf
        logicznych.
        Skoro logika jest dyscypliną badawczą, student zechce uzyskać odpowiedź
        na dwa pytania. Pierwsze: czym zajmuje się logika? Drugie: w jakiej mierze
        znajomość logiki może mu być przydatna.

        2. Czym zajmuje się logika?

        Współczesna logika nie jest jednorodną dyscypliną. Jest konglomeratem
        wielu kierunków badawczych. Predyspozycje i zdolności wykładowcy mogą
        usprawiedliwiać, a nawet czynić pożądanym prezentowanie studentom "post-
        klasycznej" logiki. Jak zawsze jednak, wykład akademicki na poziomie
        podstawowym powinna cechować spora konserwatywność ujęcia. Dlatego pytanie czym
        zajmuje się logika rozumieć należy jako pytanie o to, co stanowi jądro dobrze
        ugruntowanych i sprawdzonych badań logicznych. Czym zatem zajmuje się logika?
        Spróbuję odpowiedzieć zarówno na to pytanie jaki i na pytanie, które go
        dopełnia: czym nie potrafi zająć się i nie powinna zajmować się logika.
        Centralnym pojęciem logiki jest pojęcie wynikania. Analiza tego pojęcia
        ujawnia, że w wielu kontekstach, pojęcie to jest trudno uchwytne. Dzieje się
        tak dlatego, że tezy i założenia traktowane jako punkt wyjścia podejmowanych
        analiz są często, a niekiedy muszą być, formułowane w sposób "miękki". Są
        wyrażane nieprecyzyjnie, niekompletnie, prowizorycznie.
        Logicy skłonni są ganić ten stan rzeczy ponieważ im mniej "twardo"
        sformułowane są założenia wyjściowe, tym mniej jasne jest co dokładnie z nich
        wynika. Pretensje logików do wypowiadania się kompetentnie o wszelkich
        rodzajach rozumowań prowadzą do klęski. Dlaczego? Znakomicie udokumentowaną
        odpowiedź na to pytanie zawiera rozprawa Teresy Hołówki Błedy, spory,
        argumenty, 1988 . Polecam uważną lekturę tej świetnej książki tym wszystkim
        kolegom logikom, którzy wierzą, że znajomość logiki pozwoliłaby znakomicie
        poprawić jakość wszelkich możliwych rozumowań.
        W jakiej mierze i w jakich przypadkach "twarde" formułowanie tez
        wyjściowych jest możliwe i celowe? Jeśli jest możliwe to prawie zawsze jest
        celowe. Możliwe jest natomiast tylko wówczas, gdy jasno sobie uświadamiamy
        naturę podejmowanego problemu. Gdy wiemy, jak powinniśmy definiować kluczowe
        pojęcia i gdy jesteśmy pewni przesłanek na jakich winniśmy opierać podejmowane
        próby rozwiązania problemu.
        Czy sytuacje takie są czymś wyjątkowym, czy raczej dość częstym? To
        zależy od dyscypliny badawczej, od rodzaju podejmowanej problematyki, od fazy w
        jakiej znajdują się badania. Ponieważ logik może kompetentnie zajmować się
        jedynie "twardymi" rozumowaniami ważne jest uświadomienie studentom, że ten
        rodzaj rozumowań nie jest czymś egzotycznym. Przykładem twardego rozumowania
        jest każdy dowód matematyczny i każde dobre rozumowanie wykorzystujące techniki
        matematyczne. To wiele ale nie wszystko. Również niezmatematyzowane rozważania
        mogą być twarde.
        Konkluzja, do której zmierzały te wywody: Badając pojęcie wynikania
        logika bada warunki jakie winny być spełnione aby pojęcie to było dobrze
        określone. Tym właśnie zajmuje się logika.

        3. Dlaczego warto studiować logikę?

        Z tych samych powodów z jakich warto studiować statystykę matematyczna
        (jeśli posiada się aspiracje badawcze), teorię argumentacji (jeśli myśli się o
        aktywnym udziale w życiu społecznym), filozofię (jeśli posiada się daleko idące
        aspiracje światopoglądowe). Logika pozwala uświadamiać sobie w jaki sposób i w
        jakiej mierze dostępne środki językowe wyznaczają zarówno nasze możliwości
        poznawcze jak i nasze możliwości komunikowania posiadanej wiedzy.
        Kwestionuje się niekiedy zaliczanie logiki do dyscyplin
        teoriopoznawczych. A jednak logika jest taką dyscypliną, co więcej jest przede
        wszystkim taką dyscypliną. Wnioskowanie (a więc wykazywanie wynikania między
        przesłankami a konkluzja) jest zarazem jedną z podstawowych metod poszerzania
        naszej wiedzy i jest jedną z podstawowych metod sprawdzania jej jakości.

        4. Czy usiłując uwypuklać teoriopoznawcze aspekty badań logicznych nie
        stawiamy studentów wobec problemów przekraczających ich możliwości
        intelektualne?

        To pytanie doprowadza mnie do (starannie ukrywanej?) furii. Traktowanie
        studentów jak głupków tylko dlatego, że bardzo często wykazują daleko idącą
        nieporadność wobec prostych zadań jakimi częstuje ich logik jest przejawem
        defektów intelektualnych nie studentów lecz logików.
        Przyswajanie wiedzy wymaga dwóch rzeczy. Przyswajania pewnych
        umiejętności. Aby nauczyć się arytmetyki, trzeba nauczyć się dodawać. Aby
        opanować analizę matematyczną trzeba nauczyć się różniczkować. Ale prócz
        uczenia umiejętności dobry nauczyciel akademicki winien umieć uczyć czegoś co
        nie jest sprawdzalne za pomocą egzaminacyjnego testu. Co więcej często objawia
        się nie od razu - posiada określony czas dojrzewania. Powinien uczyć zdolności
        postrzegania rzeczy w odpowiednio szerokim kontekście. Aby naprawdę rozumieć
        arytmetykę trzeba uświadomić sobie bardzo różne i bardzo bogate związki tej
        dyscypliny z innymi. Aby zrozumieć czym jest analiza matematyczna trzeba
        dostrzec jej ogromnie bogate i ogromnie ważne zastosowania.
        Logika winna być wykładana serio. A wykładem serio nie jest wykład, na
        którym na plan pierwszy wysuwa się wiedzę o zbyt szerokich i zbyt wąskich
        definicjach, o podziałach nierozłącznych, niepoprawnym odwracaniu implikacji
        itp. itp. Taki wykład infatylizuje logikę i jest złą przysługą wyrządzaną i
        studentom i logice. Ci zdolniejsi naucza się ją lekceważyć zanim jeszcze będą
        mieli okazję ją poznać. Owszem, wykład logiki stanowi dobrą okazję do
        przypomnienia, że definicje bywają za szerokie a z prawdziwości następnika nie
        wynika prawdziwość poprzednika. Ale prawdy te są zbyt banalne aby szanujący się
        logik mógł traktować je jako jądro wiedzy logicznej. A tak niestety bywa. Bywa
        o wiele za często.
        • Gość: girlfriend Re: Immanuel, optymista :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.03, 15:31
          Kanta czytałam tylko w przekładzie, bo nie mowię po niemiecku.

          Nie mam szczegolnego nabożeństwa do Immanuela, ale za to nadrabiam miłością
          weilką do Wittgensteina i Russela :))))

          pzdr :)
        • Gość: girlfriend i jeszcze, chłopaki... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 16:40
          > Mathias zapraszam na forum, na ktorym od kilku miesiecy tocza sie ciekawe
          > dyskusje (folozofia, psychologia, socjologia itp). (wiadomosc na skrzynce)

          czy to jest zamknięty męski klub (no trudno, wybaczę)
          czy dziewczyny tam też dopuszczacie? ;)

          a konkretnie mam siebie na myśli :)
          bo bym się chętnie dowiedziała którędy do tamtąd.

          :)

          pzdr :)
          • mathias_sammer Re: i jeszcze, chłopaki... :) 12.11.03, 19:20
            cierpliwosci dziewczynko w wianku na glowie :)

            Poki co- mam dla przyjaciol w watku super dobra wiadomosc!

            Kochani!!! Postanowilem do Was systematycznie wpadac, aby umilac Wam czas.
            Cieszycie sie? Wiem Bulterierko, wiem, dziekuje za wpisy na priv, wzruszylem
            sie. Nie opuszcze Cie- bede dalej pisywal. Dzis juz nie, ale nie martw sie,
            wroce. Przyprowadze tez kolegow i kolezanki :) . Bedzie wesolo. Milego wieczoru!
            Klaniam sie,
            M.S. Bez podawania pory, kiedy wpadnie nastepnym razem.
            • Gość: girlfriend Re: i jeszcze, chłopaki... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 19:30
              Wpadaj, wpadaj, ale nie tak nagle, bom walnęła głową w sufit, podskoczywszy
              uprzednio i teraz będę gupia ;)

              dygam grzecznie ;)
              gf
        • mathias_sammer jak was widza tak... 17.11.03, 13:41
          kardiolog napisał:
          Czesc kardiolog,
          jak minal urodzinowy weekeend na wyjezdzie? Mam nadzieje, ze swietnie.
          Wyobraz sobie, ze do nas przyjechali goscie z Polski i oprocz wyzywienia ( w
          Niemczech bieda straszna panuje, bez flaszki zurku i polskiego bialego sera
          (wole ricotte) nie przezyjesz) nawiezli stosy gazet przeroznych, lacznie z
          pismami babskimi. Tych ostatnich u nas nie czytuje sie w zadnym jezyku,
          jednakowoz zachecony zdjeciami pieknych, na wpol rozebranych w zimie Polek
          zahaczylem o niektore teksty. 90% to oczywiscie rady jak byc wiecznie mloda,
          piekna i do tego swiadoma, 9% to zdjecia kosmetykow, ktore producenci daja
          dziennikarkom w prezencie, aby te zachwalaly marke, 0,5% (czesc najciekawsza bo
          podana nad wyraz zwiezle i na temat) spis tresci. Zostalo jeszcze 0,5% ktore
          postanowilem czesciowo przytoczyc. Ewentualnych zainteresowanych (moze
          bulterierce bedzie sie chcialo, choc mocno powatpiewam) odsylam na forum
          Kobieta lub tez do zrodla czyli samego Elle.

          Oto co wyczytalem siedzac na klopie :ß

          “Jak pozbyc sie faceta” Natrafilam niedawno na wielostronicowa dyskusje na
          forum internetowym Kobieta i skrzydla mi opadly. Mezczyzna, z ktorym mieszkam,
          a takze funkcjonuje tez przegladal to forum i chyba sie przestraszyl- pisze Ewa
          Winnicka.

          W wirualnej odnodze opiniotworczego (??? Przypis Mathiasa) dziennika rozszalala
          sie ostatnio burzliwa dyskusja. Miescila sie tematycznie w zakresie spraw
          definiowalnych haslem “Kobieta”. Sprawy poruszane na tym forum w zalozeniu
          swoim sluzyc maja samopomocy i solidarnosci kobiecej . (..) Natrafiam na
          dyskusje i skrzydla mi opadly. Sprawe zaczela uzytkowniczka imieniem Kocurek.
          Kocurek potrzebowala porady. Chciala pozbyc sie faceta. (..) Kocurek jednak
          miala faceta dosc. Dwa lata temu rozwiodla sie ze swoim mezem, jednak dalej z
          nim mieszkala (...)
          “Nie udalo sie przeprowadzic rozwodu z jego winy, choc probowalam. Co
          najgorsze : nie udaje mi sie go sprowokowac do rekoczynow, jak to kiedys, za
          dawnych lat, udawalo. (..)Nie wiem jak go podejsc, zeby sie wyprowadzil.
          Poradzcie, bo dluzej nie wytrzymam.”
          Zdesperowanemu Kocurkowi ruszyly na odsiecz pomocnice z calej Polski .
          Najbardziej optymistyczna byla ixi “Kochana zabierz sie za sprawe powaznie.
          Radze uzyc alkoholu, wrzucic mu jakiegos kwasa albo LSD. Masz dziada z glowy.
          Bron i walcz o swoje. Zabierz mu dzieciaki”
          Kocurek byla pesymistyczna (..) Przeciez juz w czasie rozwodu probowala wmowic
          policji, ze znecal sie nad rodzina. Jaga poradzila: Wejdz mu na ambicje”
          Wchodzenie na ambicje juz bylo. (...)Nic to nie dalo, dran sie nie wyprowadzil,
          nie jest honorowy”. Trzeba dodac, ze wyrzucenie bylego meza z jego wlasnego
          mieszkania sluzyc ma Kocurkowi jako moralna rekompensata za lata spedzone w
          malzenstwie. Maz, Kocurek przyznaje, sterowal wszystkim (..) I nie chce juz zyc
          w cieniu pana i wladcy. Chce miec wlasne zycie. Wsrod dyskutantek pojawilo sie
          jedno niesmiale pytanie o wczesniejsze zasady funkcjonowania ich zwiazku. Oraz
          o to, dlaczego Kocurek nie spakuje sie sama i nie zacznie wlasnego,
          niezaleznego zycia za pieniadze przyznane po podziale majatku. Na te pytania na
          razie nie ma odpowiedzi. Dyskusja trwa. (..)
          Facet, z ktorym funkicjonuje (a takze mieszkam) tez ostatnio przegladal
          forum “Kobieta” . Chyba sie wystraszyl. Chyba jest nienowoczesny, bo byl
          szczerze zdziwiony, ze na forum “Kobieta” nie znajduje juz przepisow na potrawy
          kulinarne ani domowych spososbow wywabiania plam. Tez czasem, ale bardzo
          rzadko, mysle, ze to szkoda.”

          Kardiologu, widze, ze inni dochodza do podobnych wnioskow.
          Pozdrawiam pania Ewe Winnicka a zwlaszcza Jej mezczyzne.

          Klaniam sie i do zobaczenia za jakis czas. Moze kiedys i tu na Psychologii
          przybedzie choc kilka naprawde ciekawych, tematow (nie zwiazanych wylacznie z
          jednym problemem).
          M.S.
          • Gość: girlfriend czy ja mogę mieć nieuprawnione życzenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.03, 13:47
            > Klaniam sie i do zobaczenia za jakis czas.

            byle krótki.


            pzdr ;)
            • mathias_sammer Re: czy ja mogę mieć nieuprawnione życzenie? 17.11.03, 13:51
              a jaki wg Ciebie to czas krotki? Wg mnie krotki znaczy sie dluzszy:)
              • Gość: girlfriend Re: czy ja mogę mieć nieuprawnione życzenie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.03, 13:54
                Maksymalny dopuszczalny to 3 dni :))))

                ale to jest tylko moje skromne "chciałabym" :)
                • mathias_sammer Re: czy ja mogę mieć nieuprawnione życzenie? 17.11.03, 13:57
                  Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                  > Maksymalny dopuszczalny to 3 dni :))))
                  >
                  > ale to jest tylko moje skromne "chciałabym" :)

                  Zobacze, co da sie w tej kwestii czaso-przestrzennej zrobic.
                  Nic nie obiecuje

                  Do nastepnego razu!
                  Czesc
                  bez odbioru
          • kardiolog Re: 20.11.03, 11:55
            Czesc,
            kilka dni temu wrocilem do mojej ulubionej ksiazki Zimbardo.
            Zastanowil mnie pewien rozdzial, w zwiazku z tym, chcialbym nawiazac do
            wypowiedzi Mathiasa o kotku (dla Girlfrend podkresle zdanie, ktore
            przypuszczam, warte jest kilkuminutowego zastanowienia). Wczoraj wrzucilem
            tekst w komputer, dzis go tylko „rozdyndam“.
            Poza tym, u mnie bez zmian. Milego dnia.
            kardiolog
            ---------

            Rasizm: uprzedzenia poparte wladza. Przez cale dziesieciolecia psychologowie
            badali wyznaczniki, funkcje i skutki uprzedzen wystepujacych u poszczegolnych
            jednostek. Psychologowie o orientacji spolecznej probowali opracowac programy
            zmierzajace do modyfikowania uprzedzen sfanatyzowanych jednostek. Ta
            koncentracja psychologii na jednostce doprowadzila do ignorowania szerszego
            kontekstu politycznego , spolecznego i ekonomicznego, w ktorym indywidualne
            uprzedzenia sa pielegnowane i podtrzymywane. Roznica miedzy uprzedzeniem a
            rasizmem jest roznica miedzy jednostkami a systemami, miedzy molekularnym a
            molarnym poziomem analizy, miedzy preferencjami indywidualnymi a wladza
            sprawowana przez grupy w taki spososb, jaki uwazaja one za niezbedny do swego
            przetrwania. Podczas gdy uprzedzenie jest charakterystyczne dla pogladow i
            dzialan jednostek, to rasizm jest przekazywany z... pokolenia na pokolenie
            przez prawa, ustawy, normy grupowe i obyczaje. Jest on upowszechniany przez
            dzienniki, podrecznkiki szkolne i srodki masowego przekazu. Dominujaca w danej
            kulturze ideologia rasistowska nieustannie.. dostarcza „informacyjnego“ i
            spolecznego poparcia dla dyskryminacji, wbrem osobistemu doswiadczeniu, ktore
            dowodzi jej nieslusznosci i niesprawiedliwosci. Idee takie staja sie
            niekwestionowanymi zalozeniami, ktore uwaza sie nie za tendencyjne opinie czy
            wypaczone wartosci, lecz za oczywiste prawdy.

            Pod sztandarem „obowiazku bialego czlowieka“ kolonialisci mogli eksloploatowac
            zasoby czarnej Afryki-Indianie zas mogli byc pozbawieni ziemi, wolnosci i
            srodowiska ekologicznego w Stanach Zjedonoczonych przez nowo przybylych z
            Europy emigrantow, ktorych pragnienie bogactwa, posiadania gospodarstw rolnych
            i nowych obszarow ziemi pozostawaly w konflikcie z „zagrozeniem ze strony
            czerwonych dzikusow“.
            „Zolte niebezpieczenstwo“ bylo inna dziennikarska fikcja majaca nastawic ludzi
            przeciwko Amerykanom pochodzenia orientalnego. (..) Czy wiesz, ze ponad 100 000
            Amerykanow japonskiego pochodzenia na poczatku drugiej wojny swiatowej
            umieszczono w obozach koncentracyjnych (znajdujacych sie w zachodnich stanach),
            ze wywlaszczono ich z majatku za niewielkim odszkodowaniem, a miliony dolarow,
            bedace ich wlasnoscia, zostaly przejete przez rzad i obracano nimi w bankach az
            do 1973 roku (bez zadnych procentow)? Zadnych podobnych krokow nie
            przedsiewzieto przeciw Amerykanom pochodzenia niemieckiego czy wloskiego-
            chociaz Niemcy i Wlosi tez byli wrogami Stanow Zjednoczonych w czasie tej samej
            wojny...

            Gdy jakas grupa staje sie obiektem uprzedzen i dyskryminacji, wowczas zostaje
            ona odizolowana spolecznie, przeszkadza sie jej w normalnych kontaktach i
            likwiduje lub blokuje kanaly przekazywania informacji. Ta izolacja z kolei
            sprawia, ze plotki i stereotypy pozostaja nie sprawdzone i nie skorygowane,
            fantastyczne wyobrazenia pojawiaja sie i rozwijaja „obcosc“ danej grupy,
            prawdziwa i urojona z czasem wzrasta. Odizolowanie Indian w rezerwatach i
            segregacja w obrebie dzielnic mieszkaniowych w miastach amerykanskich wzmaga
            miedzy grupami i uniemozliwia zarowno sprawdzanie rzeczywistosci, jak i
            zdawkowe interakcje. Odmiennosc izolowanej grupy moze byc nie tyle przyczyna
            dyskryminacji i segregacji, ile ich wynikiem...

            „W koncu kazdy majacy sukces nauczyciel powie ci, ze mozesz nauczyc tylko tych
            rzeczy, ktorymi sam zyjesz. Jesli praktykujemy rasizm, to rasizm jest tym,
            czego uczymy.“
            Max Lerner „Actions and Passions“

            (A teraz do Girfrend i Mathiasa o kotku)

            „Twardoglowi nie smieja sie z Archiega Bunkera“
            Popularny w USA program „All in the Family“ wzbudzil znaczne kontrowersje
            poniewaz jego bohater jest przedstawiony jako zupelny fanatyk. Archie Bunker
            nie przebiera w swej dyskryminacji: okazuje on otwarta pogarde dla wszystkich
            roznych od niego ludzi- roznych pod wzgledem rasy, wiary, plci, kraju
            pochodzenia czy przekonan politycznych. Niektorzy krytycy argumentuja, ze
            program ten propaguje uprzedzenia pokazujac je i sankcjonujac poslugiwanie sie
            stereotypami. Zwolennicy programu podkreslali, ze wywiera on pozytywny
            wplyw „przewietrzajac“ publicznie uprzedzenia i wysmiewajac skrajnosci, do
            ktorych prowadzi sposob myslenia Archie’ego.

            Jak sadzisz, ktory z tych pogladow jest prawdopodobnie zgodny z rzeczywistoscia?

            Niedawno przeprowadzona ankieta zdaje sie swiadczyc, ze krytycy maja wiecej
            racji. Ankieta ta, ktora objela 237 amerykanskich nastolatkow ze Srodkowego
            Zachodu oraz 130 doroslych z miejscowosci London w stanie Ontario, badala
            reakcje respondentow na ten program w ogole oraz ich stosunek do Archie’ego.
            Badacze Nel Vidmar oraz Milton Rokeach (1974) doszli do wniosku, ze program
            ten „raczej wzmacnia uprzedzenia i rasizm, niz zwalcza je“(podkreslenie zdania
            dla Girlfrend).
            Wielu widzow nie dostrzeglo w nim nawet zadnej satyry na fanatyzm. Zamiast tego
            zgadzali sie oni z obrazliwymi uwagami Archie’ego dotyczacymi ludzi o odmiennym
            pochodzeniu etnicznym. Ci , ktorzy regularnie ogladali ten program, w
            porownaniu z rzadko go ogladajacymi, byli bardziej uprzedzeni, wykazywali
            wieksza tolerancje dla pogladow Archie’ego, bardziej podziwiali oraz uwazali,
            ze w koncu Archie odniosl triumf.

            „Psychologia i zycie“ Philip G. Zimbardo
            Floyd L. Ruch

            Dzial: Spoleczne podstawy zachowania

            Rozdzial: Uprzedzenia i rasizm.

            • mathias_sammer Re: 20.11.03, 18:40
              No! :)

              Kardiologu, jak tak dalej pojdzie to na 100 wpis w naszym watku bedziemy pic na
              pewnym weselu :)

              Milego weekendu i do zobaczenia w przyszlym tygodniu!:)
              M.S.
            • Gość: girlfriend Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:35
              Kardiologu :)

              W Polandii 60% telewidzów nie rozumie o czym mówi się w "Wiadomościach", a
              jakiejś specjalnej rafinady tam przecież nie ma, moim skromnym zdaniem ;D
              Dlaczego więc ci sami (czy tacy sami) odbiorcy mieliby rozumieć ironię, co, jak
              mi się wydaje, wymaga większej sprawności umysłowej? :)

              Bez względu na to, co napiszesz, zagrasz czy powiesz, odbiorca i tak przeczyta,
              zobaczy lub usłyszy to, co zechce :) innymi słowy - to, co potwierdzi jego
              wizję świata. No niestety. Jedyna rzecz w którą wierzę, to magia osobistego
              doświadczenia :)

              pozdrawiam :)


              • kardiolog Re: 21.11.03, 11:26
                Czesc Mathias I Girlfriend,

                Mathias, eeee.. zepsules cala zabawe juz w pierwszym akcie! Nie mozna na
                Ciebie w ogole liczyc ;). Dobrze jednak, ze nadrzedny cel zostal wyraznie przez
                Ciebie nakreslony- chcesz wprosic sie niezuwazony ( w dodatku bez prezentu) na
                darmowe party . Jak Cie znam, wykonasz jeszcze niejedna wolte, nie zbaczaj
                jednak z obranego kursu. Bedzie dobrze, zobaczysz!

                Mam jeszcze kilka tematow do wrzucenia m.in. o pomiarze osobowosci czy o
                emocjach i kontroli poznawczej- stres, jego formy, sposoby radzenia sobie ze
                stresem (jesli mnie pamiec co do rozdzialow nie myli). Nikt o tym na
                Psychologii nie pisze, a warto. Nie ma sensu wywazac otwartych (przez
                swietnych psychologow) drzwi. Zreszta juz wczesniej pisales (choc gdzie
                indziej) o wynikach rozczepiania i rozpraszania atomow.

                Girlfriend, ile osob tyle interpretacji – i dobrze. Kazda jednostka
                wnosi „added value“ i to jest najwazniejsze. Mnie nie zalezy zbytnio na
                rozumieniu mojej osoby, ale na propagowaniu okreslonych tresci. Nie zabiegam
                tez o forumowa akceptacje spoleczna, jestem przyzwyczajony do samotnosci i jest
                mnie z nia bardzo dobrze. Poza tym, mam Mathiasa, na ktorego moge liczyc.
                Jezeli masz ochote podjac dyskusje na jakikolwiek temat to zapraszam, jesli
                nie, to zostaw nas samych- nie bedziesz miec klopotow z tego tytulu, ani
                wyrzutow sumienia...
                Od czasu do czasu prowadzona rozmowa o filozofii, psychologii , wartosciach,
                upodobaniach nie jest zadna zdrada. Jesli uwazasz, ze rozmawiajac z nami
                dopuszczasz sie zdrady idealow...nie wchodz i nie czytaj. Ja nie bede czesto
                pisywal o ile w ogole (zreszta i tak mam niewiele czasu, tylko do konca
                miesiaca, potem 3-4 tyg. przerwa), gdyz nie zniknely przeszkody, o ktorych
                pisalem wczesniej. Natomiast wiem, ze Mathias bedzie wpadal od czasu do czasu i
                zadna sila go stad nie wykurzy, brak interlokutorow tez nie. Zreszta, gdy mu
                bedzie smutno- ma mnie. Poza tym pisujemy jeszcze w innym miejscu , w ktorym
                poznalismy kilku ciekawych ludzi i fascynujace poglady. Moze kiedys cos
                przeniose, chociaz nie, jestem zwolennikiem przynaleznosci danych tresci do
                danego miejsca....(bez zlosliwosci).

                Rowniez zycze milego weekendu i do zobaczenia nie wczesniej jak w przyszlym
                tygodniu.


                Kardiolog

                PS. nie wiem, czy mnie sie zadawalo, czy cos zaszelescilo...? O widze, jakis
                chitynowy pancerzyk.
                Nadepnac?
                Nie nadepnac?
                Nadepnac?
                Nie nadepnac..?

                Jezeli nie zabijam pajakow to karaluchow tez nie powinienen. Niech zyje
                wiec...:)
                • Gość: gf Re: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.03, 14:45
                  > Od czasu do czasu prowadzona rozmowa o filozofii, psychologii , wartosciach,
                  > upodobaniach nie jest zadna zdrada. Jesli uwazasz, ze rozmawiajac z nami
                  > dopuszczasz sie zdrady idealow...nie wchodz i nie czytaj.

                  ?

                  pozdrawiam serdecznie :)
      • kardiolog Re: Immanuel, optymista :) 28.02.04, 18:08
        Wprawdzie slowa girlfriend, a wlasciwie kogos innego, urzekl mnie jednak
        temat..immanuel optymista...

        Mathiasie pozwol, ze spojrze w gore i w dol o czym to rozmawia sie na forum
        psychologia. Acha, juz wiem, o milosci, o zdradzie i kurwwa jeszcze o czyms
        waznym.
        • kardiolog Re:wpis numer 989898 28.02.04, 18:13
          zostaly jeszcze dwa: to moze troche historii?

          www.oskarschindler.com/Albums5/album.htm
          • kardiolog nr 999999 28.02.04, 18:14
            www.shoah.dk/Hitler/
            • kardiolog [...] 28.02.04, 18:18
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.10.03, 15:26
      Ten tekst tez jest ciekawy. Pozdrawiam i do nastepnego razu !
      kardiolog
      --------------
      Horror veritatis

      Elżbieta Kałuszyńska

      Instytut Filozofii i Socjologii
      Polskiej Akademii Nauk


      Prawda i jej krytycy

      Większość już chyba filozofów nauki i epistemologów od dłuższego czasu
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.10.03, 15:28
        Chodzi im zapewne o jakąś wyczerpującą, pełną wiedzę o rzeczywistości czy
        choćby o jej fragmencie lub aspekcie. Konstatacje o niemożności osiągnięcia
        prawdy, pojawiają się zwykle w kontekście rozważań dotyczących prawdziwości
        teorii naukowych, zadań nauki czy realizmu. Są one prostą konsekwencją uznania,
        że stanowisko realistyczne polega, po pierwsze, na przeświadczeniu o istnieniu
        obiektywnej rzeczywistości (obiektywnej ontologicznie, w sensie "niezależnej od
        poznającego podmiotu w swym istnieniu, własnościach i strukturze"), a nadto, o
        możliwości zdobycia literalnie prawdziwej o niej wiedzy. Celem nauki,
        realizowanym przez poszczególne dyscypliny naukowe poprzez powstające w ich
        ramach teorie, jest dostarczenie owego literalnie prawdziwego opisu
        rzeczywistości, owej PRAWDY. U podstaw tych rozważań leży wyobrażenie, które
        bodaj Dewey pierwszy ironicznie nazwał spectator theory of knowledge: dana,
        ready made, obiektywna rzeczywistość ma jakąś stałą strukturę, jest jakaś;
        toteż związany jest z nią jej obiektywny obraz, prawda o niej. Celem nauki jest
        dotarcie do tej prawdy, dostarczenie językowej reprezentacji rzeczywistości.
        Teoria jest prawdziwa, gdy odsłoni fragment tej gigantycznej "zdrapki".
        Najpierw tony atramentu, a potem toneru zużyto na dyskusje problemu, czy
        nauka może osiągnąć lub choćby progresywnie zbliżać się do tak rozumianej
        prawdy. Ponieważ jest dosyć jasne, że żadną miarą nie może, obrońców było
        niewielu, toteż zabierali głos głównie krytycy tego pomysłu, spierając się na
        ogół z papierowym przeciwnikiem, z "reprezentacjonistą" jako takim. Sceptycy
        stosowali różne strategie, aby wyzwolić się spod presji spectator theory of
        knowledge: odrzucali klasyczne pojęcie prawdy, opowiadając się za relatywizmem,
        głosili antyrealizm, bądź opatrywali "swój" realizm dodatkowymi etykietkami
        (wewnętrzny, naiwny, naukowy, naturalistyczny itp.) kwestionowali
        (epistemologiczną) obiektywność nauki, poddawali w wątpliwość (ontologiczną)
        obiektywność rzeczywistości, przyznawali teoriom naukowym, a tym samym i nauce
        jedynie wartość instrumentalną i wiele, wiele innych, aż po
        konstruktywistyczne "odkrycia", zgodnie z którymi tak prawda, jak i
        rzeczywistość są społecznymi instytucjami (konstruktami) narzucanymi i
        utrzymywanymi przemocą. Tymczasem dyskutowane zagadnienie nie jest w
        rzeczywistości problemem. Jest pseudoproblemem, czy może lepiej artefaktem.
        Artefaktami nazywam problemy, których źródłem są wadliwe definicje bądź
        błędne założenia lub supozycje, przez analogię do sytuacji w naukach
        empirycznych, gdzie zdarza się, że pewne cechy obrazu generowane są przez użytą
        aparaturę diagnostyczno pomiarową
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 13.10.03, 15:29
          ale dugiieee, a tak fajnie sie czytalo. Skroce liczac, ze zaciekawilem.

          Hej!
          k.
          • Gość: girlfriend Re: Dojrzalosc..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.03, 15:32
            zostawiam sobie to na wieczór
            mersiboku :))))
            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 17.10.03, 12:16

              Przesylam tym razem nie cytat (jestem zwolennikiem podawania "czystego tekstu",
              a nie interpretacji, niezaleznie, czy jest to filozofia, psychologia czy
              wydarzenia polityczno-spoleczno-gospodarcze), ale skrocona, polska wersje
              zyciorysu pewnego filozofa. Niestety, niewiele jest w necie po polsku. Polecam
              go tym, ktorzy lubia i maja czas na rozwazania CZYSTO filozoficzne.
              Dlaczego Russell?
              Russell ma duzo wspolnego z Wittgenstein'em, jednoczesnie rozni ich wiele-
              girlfriend na pewno bedziesz wiedziala, o czym mowie :).

              Kardiolog, dzis na szybko do Ciebie- stad takie niedbale informacje o
              Bertrandzie, choc z wielka przyjemnoscia napisalbym obszerniej o nim. Erudyta
              wszech czasow!
              Do konca przyszlego tygodnia jestem poza netem. Po powrocie zajrze do Ciebie (u
              Ciebie), przede wszystkim by kontynuowac rozpoczete juz dyskusje.

              Pozdrawiam wsiech,
              M.S.
              politycznie: bezpartyjny

              ------------
              Russell Bertrand (1872-1970), filozof angielski, przedstawiciel filozofii
              analitycznej. W metafizyce zastosował redukcjonizm, stojąc na stanowisku
              izomorfizmu, wg którego powinna istnieć ścisła zależność pomiędzy językiem i
              rzeczywistością, tak, by kategoria wyrażeń dokładnie odpowiadała kategorii
              przedmiotów.

              Rozwijając teorię deskrypcji, opierał się na przeświadczeniu, że język
              potoczny, jako niedoskonały, musi być zinterpretowany, jeśli ma zostać
              zachowane zwykłe poczucie rzeczywistości. Istotą teorii deskrypcji jest
              odróżnienie formy gramatycznej od formy logicznej wypowiedzi.

              W stworzonej przez siebie doktrynie atomizmu logicznego Russell sformułował
              trzy tezy o świecie i równoległe do nich trzy tezy o języku. Tezy o świecie
              głoszą, że: 1) istnieją fakty, 2) fakty są obiektywne, 3) nie ma faktów
              prawdziwych lub fałszywych, mogą być jednostkowe i ogólne, pozytywne i
              negatywne.

              Swój system filozoficzny oparł Russell na następujących przesłankach:

              1) istnieją dwa obrazy świata: fizykalny (świat obiektów hipotetycznych nauki)
              i zdroworozsądkowy (świat danych zmysłowych).

              2) świat fizykalny jest podobny do świata danych zmysłowych.

              3) możemy widzieć i obserwować tylko to, co zachodzi w naszej świadomości:
              odległe skutki odległych przyczyn.

              4) to, że nie zawsze spostrzegamy wszystkie rzeczy, bierze się stąd, iż szeregi
              przyczynowe mogą się gubić.

              Do najważniejszych prac Russella należą: Zagadnienia filozofii (1912, wydanie
              polskie 1913), Wstęp do filozofii matematyki (1919, wydanie polskie 1958), Mój
              rozwój filozoficzny (1959, wydanie polskie 1971).

              W 1950 otrzymał literacką Nagrodę Nobla.

              • Gość: girlfriend Re: Dojrzalosc..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.03, 15:49
                > jestem zwolennikiem podawania "czystego tekstu",
                >
                > a nie interpretacji, niezaleznie, czy jest to filozofia, psychologia czy
                > wydarzenia polityczno-spoleczno-gospodarcze)

                Z grubsza zgoda, pod warunkiem, że "czysty tekst" jest w oryginale :)

                języki indoeuropejskie to pikuś, ale kto raz widział 2 tłumaczenia tego samego
                z ideograficznych na "nasze" (i nie padł przy okazji ;) ten doceni wartość
                profesjonalnej egzegezy :))))))


                pozdrawiam serdecznie :)

                ---
                "Strzeżcie się uroczystych - najczęściej sa głupcami" (powiedział Bertrand
                widząc oczami wyobraźni niektóre panny z tego Forum ;)))
              • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 26.10.03, 21:01
                Witaj Mathias,
                oddzywam sie, zebys nie pomyslal, ze umarlem. Znajdziesz mnie na innym forum.
                Do poczytania wrzucam cos z sieci, moze juz to znasz, mnie rozbawilo.
                Girlfriend-mam nadzieje, ze ponizszy tekst zadowoli Cie w kwestii egzegezy :),
                natomiast jesli interesujesz sie filozofia to polecam podobienstwa i roznice w
                pogladach dwoch panow: Schopenhauera i Hegla. Czy wiesz dlaczego Hegel mial
                zawsze pelna aule? (uwaga - to moze byc intelektualna zasadzka :)
                pozdro,
                kardiolog
                ***************




                Dlaczego kura przekroczyła ulicę?

                Odpowiedzi:

                · PANI PRZEDSZKOLANKA: Zeby przejsc na druga strone.

                · PLATON: Dla wazniejszego dobra

                · ARYSTOTELES: Taka jest natura kur, ze przekraczaja ulice.

                · KAROL MARX: To bylo historycznie nie do unikniecia.

                · TIMOTHY LEARY: Poniewaz to byla jedyna wycieczka, na ktora chcial zezwolic
                kurze rzad.

                · SADDAM HUSSAJN: To byl nie sprowokowany akt rebelii i mamy prawo, zrzucic 50
                ton gazu nerwowego na te kure.

                · RONALD REAGAN: Zapomnialem.

                · KAPITAN JAMES T. KIRK: Zeby pojsc tam, gdzie jeszcze nigdy zadna kura nie byla.

                · HIPPOKRATES: Wegen eines Überschusses an Trägheit in ihrer Bauchspeicheldrüse.

                · ANDERSEN CONSULTING: Deregulacja na dotychczasowej stronie ulicy zagrazala
                dominujacej pozycji rynkowej kury. Kura rozpoznala wyzwanie w rozwinieciu swoich
                kompetencji, ktore sa niezbedne do przetrwania na nowych rynkach nacechowanych
                wysoka konkurencja. W partnerskiej wspolpracy z klientem Andersen Consulting
                pomogl kurze przemyslec fizyczna strategie dystrybucji i procesow przetworstwa.
                Stosujac Model Integracji Drobiu (MID) Andersen pomogl kurze zastosowac jej
                umiejetnosci, metodologie, wiedze, kapital i doswiadczenie, w celu
                nakierunkowania pracownikow, procesow i technologii kury w ramach
                Programm-Management na wspomaganie jej calosciowej strategii. Andersen
                Consulting zaangazowal zroznicowane Cross-Spectrum analitykow ulic i najlepsze
                kur, jak rowniez doradcow Andersena z szerokimi doswiadczeniami w przemysle
                transportowym, ktorzy podczas dwudniowych narad sprowadzili swoj osobisty
                kapital wiedzy do wspolnego poziomu i stworzyli synergie, aby osiagnac konieczny
                cel, a mianowicie wypracowanie i wdrozenie ogolnoprzedsiebiorczej ramy wartosci
                w procesie drobiowym sredniego szczebla. Spotkanie mialo miejsce w parkowej
                okolicy, aby zapewnic atmosfere testowa, ktora bazeje na strategiach, na ktorych
                skupia sie przemysl, i ktora zaowocowala w jasnej i jedynej w swoim rodzaju
                teori rynku. Andersen Consulting pomogl kurze przemienic sie, zeby stac sie
                bardziej kura sukcesu.

                · MARTIN LUTHER KING, JR.: Widze Swiat, w ktorym wszystkie kury sa wolne i moga
                przekraczac ulice, nie bedac pytanymi o motywy.

                · MOJZESZ: I Bog zstapil z niebios, i Bog przemowil do kury: "Masz przekroczyc
                ulice!". I kura przekroczyla ulice.

                · FOX MULDER: Zobaczyliscie na wlasne oczy, ze kura przekroczyla ulice. Ile kur
                przekraczajacych ulice musicie jeszcze zobaczyc, zanim w to uwierzycie?

                · RICHARD M. NIXON: Kury nie przekroczyla ulicy. Powtarzam, kura NIE
                przekroczyla ulicy.

                · VMACHIAVELLI: Decydujace jest to, ze kury przekroczyla ulice. Kogo interesuja
                powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.

                · JERRY SEINFELD: Dlaczego ktos przekracza ulice? Mam na mysli, dlaczego nikomu
                nie przyjdzie na mysl zapytac: "Co do diabla ta kura w ogole tam robila?"

                · FREUD: Fakt, ze sie w ogole ta sprawa interesujecie, ze kura przekroczyla
                ulice, ujawnia wasza seksualna niepewnosc.

                · BILL GATES: Akurat wypuscilem na rynek nowy KuraOffice 2000, ktory nie tylko
                bedzie przekraczal ulice, ale rowniez bedzie znosil jaja, zarzadzal waznymi
                dokumentami i wyrownywal stan waszego konta.

                · OLIVER STONE: Pytaniem nie jest "Dlaczego kura przekroczyla ulice", tylko
                "Kto przekroczyl ulice w tym samym momencie, kogo przeoczylismy w naszej
                nienawisci, podczas gdy obserwowalismy kure"

                · DARWIN: Kury zostaly w dluzszym okresie przez nature tak wybrane, ze teraz sa
                genetycznie do tego uwarunkowane, aby przekraczac ulice.

                · EINSTEIN: Czy to kura przekroczyla ulice, czy tez to ulica się przesunela pod
                kura, zalezy od waszego punktu odniesienia.

                · BUDDA: Tym pytaniem ujawniasz twoja wlasna kurza nature.

                · ERNEST HEMIGWAY: Aby umrzec. W deszczu.

                · COLONEL SANDERS: Przeoczylem jakas?

                · KRZYSZTOF HOŁOWCZYC: W zeszłym roku na polskich drogach zginęło 3 tony kur.
                Dlatego nigdy nie przekraczam ulic po alkoholu. Pijane kury niosą śmierć.

                · DOWOLNY POLITYK ROSYJSKI: To poważny błąd. Co czeka kurę po tamtej stronie
                ulicy? Ona wciąż rozumuje w kategoriach zimnowojennych.

                · CLINTON: W zadnym momencie nie bylem z ta kura sam na sam.

                · ADOLF HITLER: Aryjskich kur nie powstrzymaja drogi wytyczone na mapie swiata
                przez judejska plutokracje

                · ERNESTO CHE GUEVARA: Kura jest jak rower - kiedy nie jedzie to sie przewraca

                · JOZEF PILSUDSKI: Wysiadla z czerwonego tramwaju na przystanku niepodleglosc.

                · NAPOLEON BONAPARTE: Uciekla. W milosci jest tylko jedno wyjscie: ucieczka.

                · BUDKA SUFLERA: Skad wzial sie ten ptak po srodku drogi ?

                · ANDRZEJ LEPPER: Oswiadczam, ze jezeli rzad bedzie dalej niszczyl polskie
                rolnictwo niedlugo na wszystkie drogi w kraju wyjda kury i beda przechodzic na
                druga strone tak dlugo dopoki ten rzad zlodziejow i slugusow Unii Europejskiej
                nie podda sie do dymisji.

                · RZECZNIK PRASOWY POLICJI: Trwaja czynnosci procesowe zmierzajace do ustalenia
                przebiegu zdarzenia. Ze wzgledu na dobro sprawy na obecnym etapie śledztwa nie
                moge nic wiecej Panstwu powiedziec.

                · LEIBNITZ: Szuka najlepszego ze swiatow

                · LECH WALESA: Nie potwierdzam i nie zaprzeczam

                · BOGUSLAW LINDA: Bo to zla kura byla



                • malvvina Re: Dojrzalosc..... 26.10.03, 23:33
                  nie czytaj schopenhauera nieszczesniku !
    • bulterier Re: Dojrzalosc..... 01.11.03, 18:03
      Witam Panie i Panow w watku, ktory co jakis czas jakas niewierna dusza powinna
      podnosic do gory :-).

      Pomyslalam sobie, ze skoro juz przepisalam fragment ksiazki -moge rowniez i
      tu.. tj. na GW zadac pytanie- zagadke. Pytanie naturalnie adresowane do tych,
      ktorych interesuja rozwazania nt sensu egzystencji ludzkiej. Dzis dzien
      melancholii, swiece dla Zmarlych czlonkow rodziny, przyjaciol, zmajomych plona
      od kilku godzin. Czy macie tez takie dni, ktore sa dla Was Swietem, dniem, gdy
      skladacie bron oraz zbroje i zakladacie jedwab lub len?

      Dziwny ten dzisiejszy dzien, jak co roku.. Gdy wspominam tych, ktorzy odeszli i
      patrze na niektorych zyjacych zadaje sobie pytanie, czy nie szkoda marnotrawic
      czasu na rzeczy nie/istotne, nie/wazne, nie/zmieniajace rzeczywistosci,
      znaczaco nie/wplywajace, juz od lat, na terazniejszosc czy przyszlosc? Czy
      warto poraz 1000-ny klocic sie o te same rzeczy, warczec na siebie wciaz od
      nowa, by poraz 1000-ny dochodzic do jakze odleglego ale i znajomego... punktu
      wyjscia? Wiadomo, zawsze bedzie mozna powiedziec, ze przede mna kolejny
      tysiecznik do zdobycia.... Czy jednak nie szkoda czasu, zdrowia, zycia...?

      Zapalona swiece i te slowa dedykuje mojej niezyjacej Mamie. Moze gdybym przed
      laty wiedziala tyle co dzisiaj zylaby do dzis?

      Moja Mama dotarla na szczyt dwutysiecznika...

      Serce i dusza nie wytrzymaly wysokosci...

      Zmarla pewnego zimowego popoludnia...

      Mamo, jesli pewnego dnia okaze sie, ze jest Bog- a tym samym niebo lub pieklo-
      to obiecuje Ci, ze odszukam Cie gdzies tam, posrod nas - zmarlych i powiem
      wszystko to, na co nie starczylo czasu...........gdyz starczylo go tylko na
      rzeczy niewazne. Niestety. .................... Przerwa w pisaniu.
      ---------
      A teraz cytat dla Panow Matiejasa Hammera i Kardiologa. Jesli Girlfriend masz
      ochote po-rozwazac to zapraszam rowniez. Acha i jeszcze jedno. Mimo, ze jestem
      bulterierem cytaty pozbawione sa tym razem (przy 1 listopada) drugiego dna.
      Zainteresowala mnie natomiast ocena autora odnoszaca sie do istoty-czlowieka.

      Pytanie natomiast brzmi nie z jakiej ksiazki pochodzi cytat, to za proste, ale
      teoriami jakich filozof/a/ow posluzyl sie przedstawiony beletrystyk? Dodam
      tylko co stoi na okladce „Ksiazka, ktora uswieca i ocala to, co dla nas
      najwazniejsze w jednym z najwazniejszych poetyckich mitow naszej tradycji“
      Newsweek , „(..) zasluzyl, zeby stanac na polce obok Wladcy Much, Kociej
      Kolyski i Buszujacego w zbozu.“ Christian Science Monitor.

      „(..)-Ludzie- rzekl smok i zamilkl na dluzsza chwile. Powietrze jaskini
      nasiaknelo pogarda jak smoczy oddech jadem.-Widze, ze rozumiesz ludzi. Pomiary,
      rachunki, teoryjki. –Gry i gierki- parsknal smiechem. –Oni tylko mysla, ze
      mysla. Brak im zupelnie calosciowego systemu, calosciowych wizji. Rozumuja za
      pomoca schematow opartych na powierzchownych analogiach, tozsamych z
      rzeczywistoscia mniej wiecej tak, jak tozsame sa mosty i pajeczy. Buduja z tych
      pajeczyn mosty nad otchlaniami, a kiedy czasem uda sie po nich przejsc, mysla,
      ze juz wszystko wiedza. Przy pomocy swoich teoryjek probuja wytyczyc droge
      przez pieklo, a co maja naprawde? Dluga jak stad do ksiezyca liste rozmaitych,
      nieistotnych faktow. To czyste szalenstwo, zreszta jak mozna wymyslic: bierzemy
      odrebne, odosobnione fakty i inne fakty, ktore je lacza, te wszystkie „i“
      i „ale“, i oto widzimy sine qua non ich wiekopomnych odkryc. (...wycinam ze
      wzgledu na dalej nastepujace okrucienstwo slow, ktore moglby ktos wziac do
      siebie, poproszona dosztukuje) . (...) . Smok spochmurnial, wzial gleboki
      oddech, ulozyl wygodniej przednie lapy i po chwili namyslu rozpoczal: – Kiedy
      mowa jest o naturze- nie wolno tracic z oczu roznic skali, szczegolnie zas
      roznic w rozciaglosci czasowej. Za wyznaczniki skali czasu zwyklismy bowiem
      przyjmowac okres i sposob funkcjonowania naszych cial. W rzeczywistosci
      rozciaganie wnioskow plynacych z obserwacji na obszary o skali krancowo roznej
      od tej, w ktorej dokonana zostala obserwacja, to postepowanie wyjatkowo
      pochopne. I tak: brak wyraznych zmian w na przestrzeni jedenej sekundy mowi nic
      o zmianach jakie moglyby zajsc w ciagu tysiaca lat. Rowniez pojawienie sie
      takich zmian w ciagu tysiaclecia nie mowi nic o tym, co mogloby zajsc w ciagu ,
      powiedzmy, miliona lat. Milion lat nie wzbogaci naszej wiedzy o miliardzie.
      Mozemy rozwijac ten ciag w nieskonczonosc, gdyz nie istnieje tu zadna wielkosc
      podstawowa. Kazdy element ciagu jest olbrzymi w porownaniu z poprzednim i
      niewielki w porownaniu z nastepnym. (...)- Czym rozni sie dzban od materii
      ozywionej?- Z powrotem odstawil dzban w bezpieczne miejsce- Organizacja, rzecz
      jasna. Organizacja atomow dzbana jest w pelni demokratyczna. Dzban posiada wiec
      waznosc lub, jesli wolisz, obecnosc, ale brak mu zupelnie expresji, czyli
      ogolnie mowiac, ho-ho!-sci. Waznosc jest w jej odniesieniu do wszechswiata
      monistyczna: jesli ograniczyc ja do skonczonego, pojedynczego przypadku,
      waznosc przestaje byc wazna. W pewnym sensie-darujmy sobie szczegoly-waznosc
      jest pochodna immanentnej niespokonczonosci w tym, co skonczone. Natomiast
      ekspresja- sluchaj teraz uwaznie- ekspresja opiera sie na skonczonosci, jest
      dzialaniem skonczonosci, ktora odciska sie na otoczeniu. Waznosc przechodzi ze
      swiata bedacego jednoscia do swiata bedacego wieloscia, podczas, gdy ekspresja
      jest darem swiata jako wielosci dla swiata jako jednosci. Prawa natury to tylko
      niedostrzegalna wladza zasad statystyki bezososbowo dazacych do
      wyposrodkowania , gdyz jest ona z zasady swojej indywidualna. Wezmy na przyklad
      jedna molekule... (..)“

      Moze byc wiecej. Mozna tez zglaszac zastrzezenia do przedstawionej tresci :-).


      Zycze milego weekendu,

      bulterier

      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 01.11.03, 19:45
        Czesc bul.
        Skad taka pokora dzisiaj, czyzby przezycia powalily Cie na chwilke? Nie martw
        sie, jutro tez jest dzien- a co jest ciekawsze jutro jest juz 2 listopada...

        Mialem nie odpisywac dzisiaj, ale czekam, az skonczy sie transmisja futbolowa i
        ide jesc. Na temat zagadki bedzie za chwile, natomiast przypomnial mi sie
        dzisiaj pewien epizod. Czy pasuje on do watku "dojrzalosc" nie wiem-sama ocen.

        Oto, kilka dni temu wybralem sie ze swoja malzonka na kolacje do tureckiej
        dzielnicy. Ide sobie, ide i nagle widze Turka (nie mam nic do nich do momentu
        az zaczynaja mi cytowac Koran i przekonywac, ze Katolik to szajs). I ten
        stojacy na bocznej ulicy Turek, wzrostu jakies 160cm w czapce krzyczy cos
        niewyraznie, ze Niemcy to h. a Niemki to fotze. Slucham, slucham, az wreszcie
        podchodze go goscia, lapie go za grdyke i prosze, zeby powtorzyl. Hasir sie
        wystraszyl i wykrztusil, zebym spojrzal do gory. Patrze przeto, a na 2 pietrze
        stoi w oknie, chyba matka, patrzac po gabarytach i przyglada sie calej
        sytuacji. Pytam wiec gostka co ma do Niemcow? On na to ze nic, ale chcialby,
        aby jego matka wierzyla, ze ma, bo taka tendencja wsrod Turkow, wiec przed
        matka ten cyrk robi. Wzialem gostka do bramy i uwalniajac lekko grdyke kaze mu
        wszystko powtorzyc. Cos krzaka i wypluwa niewyraznie , ze jak matki nie ma na
        podoredziu to Niemcow on nie wyzywa. Pytam wiec po co caly ten cyrk? On na to,
        ze jak przychodzi potem do domu to mu mama wstawke umoralniajaca serwuje bo
        matriarchat u Turkow musi byc, ona ma poczucie spelnionego obowiazku a on i tak
        wie swoje. A Niemcy? No Niemcy, sa inteligentni, maja doktoraty to moze sie
        domysla, ze im dobrze zyczy. Puscilem wypierdka i kazalem mu podrosnac. Podobno
        niektorzy po przekroczeniu 30 roku wciaz rosna. Co do mamusi natomiast,
        powiedzialem, ze my Niemcy wychowani na roznej kuchni nie musimy codziennie
        jadac tureckich kebabow pachnacych czosnkiem. Obawiam sie, ze nie zrozumial, ze
        mozna zyc bez kebabu. No! Teraz ide jesc do Wlocha. O Smoku bedzie w nastepnym
        odcinku.
        Hej!
        M.S.
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 04.11.03, 16:10
          „Miasto zostalo spalone w kolejnych etapach, ktorych
          warstwy
          ukladaja sie piramidalnie w Cokol
          bedacy dowodem istnienia rzeczy niemozliwych.
          Miato zas
          bylo mozliwe, totez mozliwym sie stalo spalenie go
          tak doszczetnie, by nikt i w zadnej sytuacji
          nie byl go w stanie odnowic, a nawet podjac prob
          udanych czy nieudanych
          odnowienia.
          Spalono wszystkie sily osobowe, rzeczowe
          i teoretyczne,
          spalono metody, formy, pytania i racje,
          takze Najwyzsza racje i konsekwencje palenia,
          spalono stosy.
          Jedyny byt spalonego miasta trwa w idealnej sferze
          Cokolu,
          ktory w istocie rzeczy jest zlozony, lecz
          jednorodny,
          jednoznaczny i niemozliwy oraz
          nie daje sie spalic...“


          Bulterierko oraz Mathiasie,
          wczoraj podczas kameralnego spotkania ze znajomymi doszlo to pewnego incydentu.
          Pod wplywem nadmiernego spozycia alkoholu przez niektorych, plugawiacych
          wszystko co moze miec jakokolwiek wartosc nie wylaczajac czlowieczenstwa moja
          zona!!!!!, ktora pragnela poznac ciekawych ludzi, zostala uderzona.
          Zareagowalem tak, jak zareagowalby kazdy mezczyzna broniacy rodziny- uderzylem
          goscia w twarz. Nie za mocno, nie wybilem mu zebow, pomyslalem jednak wtedy z
          przerazeniem, ze w obronie rodziny, naszego istnienia jak najbardziej realnego,
          moglbym bez mrugniecia powieki zabic. Czy naprawde bylbym do tego zdolny?!!!!
          Ogarnal mnie potworny strach przed wlasna nieobliczalnoscia...........
          Wyszlismy z restauracji. Do konca pobytu moja zona nie doczekala sie od
          zadnego ze sprawcow przeprosin. Nie doczekalem sie tez i ja.
          Wrocilismy do domu, nalalem jej kieliszek wina i zastanawialem sie co powie.
          Bardzo cicho i nad wyraz spokojnie rzekla tylko: „ chcialabym abys juz nigdy
          nie grzebal w gnijacym smietniku. Bardzo cie o to prosze. Za bardzo cie kocham
          i szanuje...“. Nic nie odpowiedzialem. Dlugo nie moglem zasnac caly czas
          slyszac wypowiedziane slowo: smietnik, smietnik!, smietnik!!!!,
          smietnik!!!!!!!!!!!!!!!!!.... Nie wiem, czy bardziej bolala swiadomosc, ze
          zobaczylem upadek czlowieka, czy to, ze sam pomyslalem o bliznim podobnie, czy
          tez to, iz ONA uswiadomila mi jakze wazny poglad: tolerancja dla pogladow i
          bytu drugiego czlowieka musi miec granice...
          Rano, po przebudzeniu, pierwsza, odczytana w glowie mysla bylo nieodpuszczenie
          sytuacji i zgodnie z kodeksem Hammurabiego odplacenie pieknym za nadobne.
          Chwile pozniej, (tak jak juz kiedys), gdy minela zlosc, uswiadomilem sobie, iz
          musialbym stac sie taki sam, stac sie identycznym odpadkiem na wysypisku
          blazenady, aby dopelnic slow:„oko za oko zab za zab“. Wiedzac duzo o swoich
          znajomych owe „oko“, czy kazdy „zab“ musialby byc ostrzem skierowanym w serce.
          I oto, poraz kolejny (inni nazywaja te postawa tchorzliwa) uzmyslowilem sobie,
          ze postepujac w ten sposob skazalbym na spalenie na stosie zdrady wszystkie
          przeczytane przeze mnie ksiazki filozoficzne. Zdradzilbym zatem mysli Platona,
          Kanta, Wittgensteina, Schopenhauera nawet i slowa samego Hegla.... Nagle w
          glowie uslyszalem Tadeusza Kotarbinskiego, ktory chyba specjalnie do mnie
          krzyknal „Nie mam czasu, zeby tracic czas!“ . Aby ponownie spotykac sie
          z „tamtymi“ musialbym wyrzec sie swojej wiary, poradzic sobie z niechecia i co
          najgorsze pogarda. Poczulem jednoczesnie ogromna pogarde do siebie za to, ze
          zywie podobne uczucie do innych / tych ktorzy uderzyli moja zone/, nie moge
          jednak okielznac owego niskiego uczucia zarowno w stosunku do siebie jak i
          innych. Poczulem sie maly, brzydki, kostropaty i postanowilem w zwiazku z tym
          dac sobie troche czasu , by w swojej jaskini uporac sie z wezem trawiacym mozg.

          A teraz odnosnie forum i watku. Bulterier, pytanie o doktryne smoka jest dosc
          proste, sama slonko sprobuj odpowiedziec. Smok mowi o roznicy na skali czasu
          oraz o organizacji atomow. A zatem niedefiniowalna i umowna jednostka oraz
          idealnie uporzadkowana struktura molekularna, mozesz oczywiscie pojsc dalej i
          zahaczyc o kwanty, ale Smok okresla tylko zalozenia poczatkowe.
          Nie mam zastrzezen do tekstu- traktuje on o cudzej mysli, spostrzezeniach,
          jest proba interpretacji pewnej hipotezy. Bylbym glupcem, gdybym probowal
          udowadniac, ze wiem lepiej..........

          Mili moi interlokutorzy, chcialbym pozegnac sie na jakis czas. Za nadchodzace
          zyczenia urodzinowe z gory serdecznie dziekuje. Nie chcialbym, aby ktos w
          podziekowaniach poczul sie pominiety, wiec czynie to na zapas (adresuje do
          tych, ktorzy znaja date i ktorzy napisza na priv).

          Pozostalym forumowiczom zycze udanego forumowania. Z uwagi na czyniona przerwe
          nie bede mogl uczestniczyc w jakze licznie... odwiedzanych dyskusjach tu i na
          forum kobieta pt: „Czym jest kobiecosc?“, „Idealna kobieta?“, „Co oznacza miec
          klase?, „Wrazliwosc duszy“ i tym podobne... Mam nadzieje jednak, ze inni
          uczestnicy latwo uporaja sie z definicja, wiedzac z wlasnego doswiadczenia o
          czym oczywiscie mowa...

          Na koniec, tuz przed pozegnaniem czasowym, bedzie jeszcze jeden wierszyk z
          tomiku, po ktory nie siegalem od lat. Dedykuje Marinecie i Markowi.

          Mathiasie i Bulterier, jesli Wy chcecie dalej pisac na GW o filozofii czy
          czymkolwiek, co Was interesuje to smialo piszcie, zamieszczajcie cytaty, linki
          itp. itd.. Mnie jest wszystko jedno, znajdziecie mnie raz-dwa razy w tygodniu z
          tekstami do dyskusji na innym forum.

          I jeszcze cusik na samsiejszy koniec. Bullterier_ko...pamietasz przed laty
          fajnego faceta, ktorego pisanie, przemyslenia itp. tak bardzo przemawialy do
          Ciebie, byly dla Ciebie dojrzale........?............?

          Pozdrawiam i ide juz do domu,
          Skazany na kobiety..
          kardiolog

          ps. Prosilbym, aby tym razem , po uplywie 10-15minut nie powstala w
          watku „Dojrzalosc“ zadna recenzja... wiersza. Niech choc raz, dla odmiany,
          przenicuje nas prawdziwa cisza.
          ....
          „Zaraza“
          Gdy patrzymy na siebie w milosnym uscisku ,
          chorobe nasza widzi
          Pan blota naszych cial.-Bo wlasnie choroba,
          zbutwieniem
          plynie do Jego zrenic goraczka krwi,
          a w gorze szumi obalany las,
          wiatr chloszcze noc
          odbita w trzesawisku – -
          Choc zapada sie pora jak milosc prostacka,
          choc usmiech siny chlod zadaje sercu,
          mozemy trwac! Pan Blota naszych cial
          nie calkiem jeszcze rozblysnal w zachmurzonym
          niebie,
          gdzie rozpalone mrozem zwloki zarazy
          jak rdzawa stal
          trwaja nad moczarem –
          A ksiezyc mknie wsrod wiatru - zelazny waz,
          cien wszystkich diablow i Blota cien panski
          czola nam znaczac filetowym cieniem - -
          Cien rwie sie, roztargany o gwiazdy
          pod batem budzacego sie sumienia!
          Mozemy byc! Coz z tego, ze sledzi,
          ze wie, ze wszystko minie, i jasnoscia wzroku
          przypisze nas na zawsze w swiety szlam pod stopa,
          ze zetrze w dzien najczystszego naszego czuwania - -
          Niech zgnilizna twych dloni moja sie oslania,
          badz...
          U.B.
          -----------
          Oszczedzaj lez twoim dzieciom, aby mialy czym plakac na twoja trumna. Pitagoras
          • mathias_sammer Dojrzalosc? o nie! ten tekst malo dojrzaly jest:) 04.11.03, 17:50
            Hej Kardiolog!
            jestes tam jeszcze? (lepiej dalbys tutaj ten tekst z innego foruma, jest
            calkiem calkiem do rzeczy. O Leibnizu jeszcze nie bylo :)

            Wpadnij chlopie do mnie, super balanga jest! Troche usmiechu nie zaszkodzi :))).
            A ten wierszyk co to zadedykowales MiM to jak? podobal sie?
            Nie wierze, ze komus przyszlo do glowy, zeby ROSCIC SOBIE PRAWA DO TWOJEJ
            PRYWATNEJ, REALNEJ!!!!!! ZONY!!!
            Nie uwierzysz, kiedys pewien gosc ze sklepu spozywczego byl zazdrosny o moja
            wlasna!!!! zone z krwi i kosci. Myslalem, ze umre ze smiechu :)choc w sumie
            wystrzalowa babka z niej :)))

            Dobra, rob jak chcesz. Ja tam od czasu do czasu wpadne do kabaretu Zielona Ges.
            Bilety ostatnio potanialy, jakbys chcial tez to daj cynk, wybierzemy sie razem.
            A teraz grzecznie odmaszeruj precz celem leczenia swojego nabrzmialego
            pogardulus pospolitus. Wez kilka aspiryn, potem no.. wiesz..co Ci bede mowil...
            a potem bedzie lekko i przyjemnie :)))
            Wesolego wieczoru! Hej!
            klaniam sie,
            M.S.
            • bulterier pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne :) 05.11.03, 13:23
              Czesc Mathiasie i Kardiologu,
              wpadlam na chwilke zrobic prasowke i biegne dalej.
              Skopiowalam cos dla Ciebie, zdaje sie , ze na innym watku cos
              podobnego...mowiles. Milej lektury i narazie. Jednoczesnie przypomnial mi sie
              cytat z Marka Twaina "Dziennikarze zawsze oddzwierciedlaja glupote opinii
              publicznej" . Czy zgodzilbys sie z tym stwierdzeniem w kontekscie nizej
              zamieszczonej kopii?
              *********************+
              Kardiologu,
              ciesze sie, ze wpadles wczoraj do naszego watku. I ja rowniez naleze do osob
              wybitnie tolerancyjnych (wierz mi na slowo, ci, ktorzy mnie znaja wiedza, ze to
              prawda). Wydaje mi sie jednak, ze nie wszystkie sytuacje mozna zwyczajnie
              skwitowac i zbagatelizowac slowami: ech, nie warto zawracac sobie glowy lub: to
              typowe, czego wiec oczekiwac wiecej? Wlasnie trzeba i nalezy oczekiwac wiecej.
              Jesli Twoich znajomych nie stac na wyartykulowanie przeprosin, ba! nie czuja
              sie winni. radze dac sobie z nimi spokoj (co mogloby pewnie niektorych
              ucieszyc) lub wrecz odwrotnie- przypominac sie systematycznie. Nie nalezy
              bowiem mylic zlosliwosci , ironii (i autoironii) z chamstwem i wulgarnoscia.
              Granica jest zbyt widoczna, by jej nie zauwazac. Jezeli nie zrobiles nic zlego,
              ani Twoja zona, a smiem sadzic , iz nie, to pileczka jest teraz po ich stronie.
              Nie mowie o niczym innym jak tylko o honorze i odwadze cywilnej...

              Co zas tyczy sie smoka...:-) to nie zgadles..to.. to byl Smok wawelski :-)
              Zartowalam oczywiscie, przemysle Twoja teze, ale odkryje juz info o ksiazce
              Pozdrawiam i odfruwam :)

              "Grendel" John Gardner
              I jeszcze dla M.S.
              Niemiecka prasa: Polska irytuje



              Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" poświęcił główny komentarz polskim
              obawom związanym z procesem wstępowania do Unii Europejskiej oraz europejską
              konstytucją, pisząc o nieufności między Polską i UE.

              Komentator nawiązuje na wstępie do unijnego raportu wytykającego Polsce liczne
              zaniedbania w przygotowaniu do wstąpienia do UE i zauważa: "Takie zaniedbania
              są kłopotliwe, lecz prawdziwe problemy leżą głębiej. Ostatnie miesiące przed
              osiągnięciem europejskiej jedności nacechowane są wzajemną nieufnością".
              Zdaniem "SZ", spór o konstytucję europejską ujawnił z całą mocą istniejącą
              nieufność.

              Jak podkreśla komentator, Polska "irytuje" swoich partnerów ostrym tonem, jakim
              przedstawia swoje argumenty. Szereg polskich polityków nie uważa hasła "Nicea
              albo śmierć" za coś niestosownego - ubolewa "SZ" i zauważa ironicznie: "Wobec
              takiej retoryki polski obywatel może sądzić, że jego ojczyźnie grozi co
              najmniej wzięcie w kleszcze przez mongolskich jeźdźców, osmańskie hordy lub
              szwedzką piechotę".

              Niemiecka gazeta krytycznie ocenia polski styl negocjacji: "Polacy wiedzą, jak
              negocjuje się wejście do Unii. Sztukę negocjacji w UE muszą jeszcze poćwiczyć".

              Komentator poddaje surowej krytyce politykę polskiego rządu: "Autorem mocnych
              haseł jest słaby rząd. Polski premier Leszek Miller utracił zaufanie obywateli.
              Afery korupcyjne i gospodarcze porażki zrujnowały wizerunek Millera i
              wstrząsnęły jego poczuciem pewności siebie. (Miller) zrezygnował z wyznaczania
              Polakom kierunku, a zamiast tego sam kieruje się populistycznymi nastrojami.
              Inaczej niż prezydent Aleksander Kwaśniewski, nie tłumi obaw, lecz wzmacnia je".

              Zdaniem "SZ", polityka rządu w sporze o Centrum przeciwko Wypędzeniom
              była "ryzykowna", natomiast w konflikcie o przyszłość Europy działa
              ona "destrukcyjnie". "Polski rząd powołuje się w czasie negocjacji w sprawie
              konstytucji na obawy ludności, w których podsycaniu sam brał udział".

              Komentator dodaje, że polska opozycja pogarsza jeszcze sytuację,
              ponieważ "radykalizuje" rząd, zamiast działać na niego w sposób hamujący.

              "Polskie troski mogą być przesadzone, nie są jednak irracjonalne. Związane są z
              realnie istniejącą Europą" - czytamy w dalszej części materiału.

              Komentator podkreśla, że Niemcy i Francja tkwią w gospodarczym kryzysie i
              sprawiają wrażenie "kasjerów". W gospodarczej pogoni za najbardziej
              rozwiniętymi krajami Unii nowi członkowie otrzymają mniejszą pomoc niż
              Irlandia, Grecja, Hiszpania czy Portugalia. W Europie Wschodniej wywołuje to
              frustrację - twierdzi dziennikarz. To powoduje, że Niemcy i Francja krytykowane
              są jako kraje, które wystawiają na szwank zasadę europejskiej solidarności.

              Komentator zauważa, że Berlin i Paryż stały się w oczach Polaków "symbolem
              wroga". Prezydent Francji Jacques Chirac przyczynił się do tego swoją arogancją
              wobec nowych krajów. Umiarkowane siły w Warszawie zdają sobie jednak sprawę z
              tego, że rozbita i sparaliżowana Europa nie leży w interesie Polski i że
              postawa konfrontacyjna nie przyczyni się do solidarności.

              • Gość: tandori Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : IP: 217.245.71.* 06.11.03, 19:20
                ja tez.napiszcie co sadzicie:
                Histeria, nerwica, której charakterystycznymi cechami są: przesada, teatralność
                w zachowaniu się, egocentryzm, duża sugestywność, różnorodność objawów.
                Niektórzy uważają histerię za wrodzone zaburzenia osobowości, które mają
                ujawniać się pod postacią reakcji nerwicowych, zaburzeń zachowania się, ale
                również psychoz.

                Histeria może imitować różne choroby. Najczęściej występują objawy: porażenia,
                niemożność stania i chodzenia (abasia-astasia), ślepota, głuchota, bezgłos
                (aphonia), drżenie mięśniowe, tępy ból, uczucie jakby gwoździa w głowie
                (globus), uczucie duszenia w gardle (clavus). Opisane objawy somatyczne
                obejmuje się ogólną nazwą konwersji histerycznej. Mówi się także o osobowości
                histerycznej.

                U histeryków szczególnie łatwo dochodzi do opisanych objawów oraz do reakcji
                histerycznej, kiedy to pod wpływem jakiegoś bodźca występują objawy
                konwersyjne, na ogół szybko cofające się.

                Histeria może również objawiać się pod postacią zaburzeń świadomości
                (przytonmość), np. amnezją (niepamięć lub jasnym stanem pomrocznym. Histerycy
                mają skłonności do nadmiernej afektacji, np. w stosunku do lekarzy. Uczucie
                miłości i przywiązania może jednak bardzo łatwo zmienić się w niechęć, a nawet
                nienawiść.

                Powiązania
                Głuchota, Psychopatia, Mitomania, Arc de cercle, Astazja, Charcot Jean Martin,
                Zasadowica, Brain-fag, Ekstaza, Dysfagia, Sâya, Poriomania, Fugi, Wiktorianizm,
                Janet Pierre, Psychoanaliza, Abazja, więcej »

                • malvvina Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 19:30
                  histeria juz nie jest modna
                  wiec znika
                  czas zaprzeszly

                  a propos , slowo histeria (uterus po fr) to macica ktora to miala sie u kobiet
                  przemieszczac czyli perambulowac wywolujac przy tym humory az do skrajnego
                  trzasniecia w leb
                  stara histo(-e)ria : kobieta = macica= choroba psychiczna

                  jestem przeciwko "mizoginowej" histerii i walcze przeciwko zyciu intymnemu
                  jajnikow
                  • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 21:22
                    malvvina napisała:

                    > histeria juz nie jest modna
                    > wiec znika
                    > czas zaprzeszly
                    >
                    > a propos , slowo histeria (uterus po fr) to macica ktora to miala sie u
                    kobiet
                    > przemieszczac czyli perambulowac wywolujac przy tym humory az do skrajnego
                    > trzasniecia w leb
                    > stara histo(-e)ria : kobieta = macica= choroba psychiczna
                    >
                    > jestem przeciwko "mizoginowej" histerii i walcze przeciwko zyciu intymnemu
                    > jajnikow


                    Znakomity tekst! Popieram w calej swej fizycznej rozciaglosci :)

                    Uklon dla Pani:)
                    dla przyjaciol Mathias:)
                • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 21:20
                  tandori witamy w klubie nawiedzonych einsteinpodobnych :)

                  Histeria? Mnie nie interesuje. Kardiolog cytowal kiedy swietnego psychologa
                  Zimbardo (jesli dobrze pamietam). Jak sie odobrazi to moze cusik dopisze.
                  Klaniam sie,
                  M.S.
                • mathias_sammer Re: pogrubiam : 27.11.03, 19:24
                  tandori i aspiryna :)
                  nie wiem dlaczego tak stalo sie, ze do tej pory nie odpowiedzialem na Wasze
                  listy. Przepraszam za zwloke. Dziekuje za to, co napisalyscie. Aspi:)ryna
                  przypomniala mi o mojej sympatii do niemieckiej literatury oraz o fakcie, ze w
                  jej propagowaniu bylem kiedys bardzo aktywny: Walter Benjamin, Karol Sauerland,
                  Franz Hessel (czy pisalem tez o Georgu Heym?)czy ulubiony nie-niemiecki
                  Baudelaire. Pewnie jeszcze do nich (i innych ) wroce. Tyle jest jeszcze
                  nieodkrytych, nieprzeczytanych mysli...

                  Kardiolog,
                  wiem, ze ze wzgledu na ograniczenia czasowe w tym roku juz nie zacytujesz
                  Zimbardo. Moze po powrocie w 2004......?
                  Zycze zdrowych Swiat oraz milego Sylwestra Tobie oraz wszystkim
                  uczestnikom "Dojrzalosci" nie wylaczajac przypadkowych czytaczy.
                  Z racji, iz bedziesz nieobecny postanowilem zawiesic swoj udzial i wrocic w
                  przyszlym roku, jak tylko Cie zobacze "antenie" ;))).

                  Chociaz nie mam w zwyczaju skladac zyczen imieninowych czy urodzinowych
                  (wirtualnie) to zlamie teraz te zasade.
                  Solenizantowi i Jubilatce (wg nastepowania dat) zycze przed wszystkim
                  zdrowia, "reszte mozecie sobie kupic" (jak mawial pewien znajomy wyspiarz).

                  I jeszcze najwazniejsze moje zyczenie: aby za rok- w dniu Waszego Swieta
                  tegoroczne zmartwienia, smutki i stresy byly wspomnieniem wywolujacym jedynie
                  cieply, przyjazdny usmiech.

                  Do zobaczenia w 2004! (choc chwilke jeszcze sie tu pokrece :)
                  M.S.
                  • mathias_sammer Re: pogrubiam : 27.11.03, 19:27
                    sorry za literowki, ale ledwo widze (padam ze zmeczenia, dopiero co wrocilem z
                    podrozy).
                    Klaniam sie,
                    M.S.
                  • Gość: kardiolog hej koleda koleda ! IP: 5.3.1R* / 208.147.1.* 17.12.03, 05:25
                    witaj Mathias,
                    musze szybko pisac, bo co chwile wylaczaja prad.
                    Zanim krotko zapoznam sie z trescia wpisow szacownego gremium zloze zyczenia
                    swiateczne. Chcialem wpasc w Wigilie, ale akurat bede zmienial miejsce pobytu,
                    potem trzeba bedzie zorganizowac sobie jakas strawe wigilijna, nie bedzie
                    pewnie kompa itd itp...wiec teraz zdrowych i wesolych Swiat i niech Jezusek w
                    swoje urodziny zamienia wode w wino tak, aby 2004 okazal sie jak najlepszym
                    rocznikiem ... :)

                    Obecnie moje mysli wedruja ku pewnej hipotezie, ktora dreczy mnie nocami, a
                    raczej dniami. Jak tylko wroce na swoje wlosci musze natychmiast poszukac
                    materialow dodatkowych, gdyz w teorii dwoch powyzszych psychologow (Freuda i
                    Junga) znajduje luke. Chodzi oczywiscie o sny i ich interpretacje. Wiadomo, ze
                    wszystko co nas otacza na nasze wlasne zyczenie jest swiatem umownych symboli (
                    o tym pisze kilku filozofow, najprosciej wyjasnia pozniejszy Fromm), ktore
                    pozostaja ze soba w okreslonych relacjach. Jezeli snimy interpretujemy powyzsze
                    zjawiska tak jak Freud, Jung lub wierzacy czyli projektujemy (lub przepowiadamy
                    przyszlosc- jak kto woli. Symbole ze snu sa dla nas czesto niezrozumiale. Co w
                    sytuacji gdy popelniamy blad interpretujac sny na bazie umownych, przyjetych
                    wczesnierj symboli? Logika czy jej wieloznacznosc (ty wiesz, ktorz to filozof) ?
                    Moze trzeba dodatkowego klucza z repliki DNA i kodu genetycznego (tu uklon w
                    kierunku Junga)? A jesli wierzacy przyjmujac okreslone symbole powtarzajace sie
                    np male dziecko lub brudna woda oznacza nieszczescie nie przepowiada
                    przyszlosci tylko opisuje wydarzenia juz majace miejsce w przeszlosci?
                    Samoreplikujacy sie genetyczny kod informacyjny wystepujacy w okreslonych
                    cyklach? Mnostwo pytan, nie mam zadnej ksiazki u boku, by zglebiac podobne
                    zagadnienia. No dobra. Musze usystematyzowac swoje mysli- jak dojde do wnioskow
                    popartych czymkolwiek, czego jeszcze nie wyczytalem- to doniose. Strasznie mnie
                    to nurtuje.
                    To tyle. Jeszcze raz milego Swietowania!
                    kardiolog
                    • kardiolog Re: hej koleda koleda ! 17.12.03, 05:51
                      i jeszcze dopisek na koniec.
                      Przejrzalem pobieznie wpisy z pierwszej strony. Dzisiaj mamy chyba 17.12.2003.
                      Czy zagladajac na forum 17.11.03, 17.10.03 czy 17.01.04, 17.02.04.. dojde do
                      wniosku- znanego wszystkim- ze historia ludzkosci zaczynajac od homo erectusa
                      (wiesz, ze mial juz wyksztalcony system mowy i byl pierwszym "czlowiekiem,
                      ktory wydawal sensowne dzwieki), poprzez neardentala, wojny, sredniowiecze,
                      odrodzenie, oswiecenie a moze odwrotnie..potrzebuje dziesiatkow lat jesli nie
                      tysiecy na dokonanie zwrotow tzw historycznych re-wolt.
                      Ciekawy jestem, czy 17 grudnia 2010 roku (jesli dozyje) wyciagne ten wpis z
                      archiwum pamieci GW i podpisze sie pod nim...?
                      Technologicznie w ciagu 4 lat chyba nie ruszymy zbytnio do przodu...

                      To tyle. Do zobaczenia w 2004..moze pewnego 17tego...
                      kardiolog
                      • kardiolog Re: hej koleda koleda ! up! :) 2003rok 14.09.05, 12:20
                        jeszcze dopisek na koniec.
                        Przejrzalem pobieznie wpisy z pierwszej strony. Dzisiaj mamy chyba 17.12.2003.
                        Czy zagladajac na forum 17.11.03, 17.10.03 czy 17.01.04, 17.02.04.. dojde do
                        wniosku- znanego wszystkim- ze historia ludzkosci zaczynajac od homo erectusa
                        (wiesz, ze mial juz wyksztalcony system mowy i byl pierwszym "czlowiekiem,
                        ktory wydawal sensowne dzwieki), poprzez neardentala, wojny, sredniowiecze,
                        odrodzenie, oswiecenie a moze odwrotnie..potrzebuje dziesiatkow lat jesli nie
                        tysiecy na dokonanie zwrotow tzw historycznych re-wolt.
                        Ciekawy jestem, czy 17 grudnia 2010 roku (jesli dozyje) wyciagne ten wpis z
                        archiwum pamieci GW i podpisze sie pod nim...?
                        Technologicznie w ciagu 4 lat chyba nie ruszymy zbytnio do przodu...

                        To tyle. Do zobaczenia w 2004..moze pewnego 17tego...
                        kardiolog
                        • kardiolog Re: hej koleda koleda ! up! :) 2003rok 14.09.05, 12:21
                          Technologicznie w ciagu 4 lat chyba nie ruszymy zbytnio do przodu...

                          Hhahaha

                          kardiolog 2003 plus 4 lata= 2007
              • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 21:28
                Bulterierko,
                ach jein!!! jesli wiesz co to znaczy :)

                Z przyjemnoscia napisze co mysle o dziennikarzach i polityce zagranicznej
                Niemiec, ale teraz futbol jest, wybacz wiec.
                Musze ogladac futbol. Moja druzyna miala male potkniecie z Sochoux, ale zolto-
                czarne paski
                jeeeeeszcze nie zgineeeely
                dopoki
                farby saaaaa!
                No, ide ogladac dalej. Kant Spi.
                Klaniam sie i rozyczka dla pieknej Pani )
                M.S.
                • mathias_sammer Re: pogrubiam watek o nowe kieszenie tematyczne : 06.11.03, 22:14
                  No prosze!
                  cichutko, bez problemu ruszylismy nozka i oto 2:2.
                  Nie wiedzialem , ze tak lekko Borussia bedzie pykac bramki. Jeszcze 10 minut do
                  koncA, ale zegnam sie: BulTERIER. Odejdz od TV; zrob sobie herbate _a odpocznij
                  sobie. Jutro Wochenende..!
                  Do nastepnego tygodnia!
                  Milo znow Was bedzie zobaczyc :).
                  Juz tesknie :)
                  Matt
                  (a propos-pogramy w szachy? :))
          • Gość: aspidistra Re: Dojrzalosc..... IP: 217.245.69.* 13.11.03, 18:41


            Z cyklu „Ni-czyja ziemia glosy“

            Inside out outside in


            Smietnik sprzetow polyka ekranowy sen, co dzien wzrok
            Przywiera do pojemnikow oblepionych
            Powiedzeniami gwiazd i prezentow, ryczace
            Odbiorniki graja ostatnie przeboje
            Rozdartym materacom, poduszkom tlustym od deszczu,
            Podsciolce minionych cial, calowan,
            Sprytnych rypan. Spoza firanek
            Blekitne migotanie w tle wieczoru, nuda
            Familijny szmer przechodzacy w charkot.
            Kazdy mord to nazajutrz naglowek, poszlaka
            Przeciwko zastojowi por roku
            I generacji. Chlod
            Ochlodzilo sie, przez jedna noc mroz,
            Szron na maskach samochodow. Pomiedzy palcami
            Na nowo lsnia jesienne liscie, cyrylica
            Nasiakl papier, Rosja Zebrana, jak gabka


            -----Napity sterczalem
            sterczalem byle gdzie w slowach, w zdaniach, we flegmie
            Sygnifikantow , o Kantowskie kanty
            Zraniony... Czas i przestrzen.
            Trynaksyjski czlowiek marksjanski, merkantylny,
            Spieniezyciel cienia, iksista bez losu, trofeum Freuda,
            Zakochany w Potedze Podswiadomosci, w zapominaniu
            Szczescia..polslepy od zludzen.

            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem,
            Owiniety o moj pusty srodek, ja, zwierze metafizyczne.

            ------Wyniosly glos, szpieg
            Rozpadu bez nadziei na rozpad we wnetrzu,
            Tam gdzie jeczy pamiec, gdzie jazn jeszcze
            Skupia sie rozbita elektroniczna sniezyca,
            Euforrczna kupko, cialo, czyzbys z wolna wiotczalo?
            Narodzone, oblizane, sine w swietle sali operacyjnej,
            jeszcze przed pierwszym krzykiem omal nie uduszone powietrzem.
            Twoim krotkim procesem byl ten scisk w podbrzuszu,
            Ten dziwny akt, co wykluczyl ciebie jako swiadka,
            Ten boski pomysl „Dziecko“ Dziecko!“.
            Byles w wiosennych wirach najpierw emocja
            Endorfina z tubki, wstrzyknieta do mozgu
            „jak wiecie szalejemy za chwila“.

            Tamte lata jak wlosy w odplywie wanny, mlodosc, przemoc
            Rozmazana po kaflach klopow, starta, juz za mlodu
            Stawanie wobec stluczen, zdeflorowany srom, strach,
            horror harcow na motorach, czasy kielbie we lbie.
            Cokolwiek bylo, bylo, bylo odlotowe poki potajemne
            Rozpierzchle jak znaki puste w podziemnym kienie
            Toczace Sie Kamienie w alkoholu, co znaczyla zlosc?

            Z dziadkowym zegarkiem na szyi zdobylem najwyzsze drzewp,
            W nagich galeziach stalem cudoreki, dorosly, lato za latem
            Zegnajac szyderczym usmiechem, szare od kurzu przedmiescie
            W bawelnianym podkoszulku, dziecinstwo bez konca wnet minelo.
            Kolo poludnia szlismy polowac na wysypiskach smieci,
            Zle lobuzyna skraju miasta, posrod torow i gruzu,
            Zwabieni przez fetor i tabu krajobrazu,
            Ktorego nikt nie chcial znac, podejrzany grunt
            Skladownisko trucizn, truizm, kazda piedz ziemi zryta.
            Ogrodzenie zdradzalo pole bitwy.
            Na horyzoncie spychacze, koparki, ciezarowki.
            --------------- ---------------Wszyscy, wszystko
            Bylo poza podejrzeniem. Ludziom tutaj
            Mozna bylo ufac... Zywi ugrzezli na dzialkach
            I ociekali dozywotnio na wieszaku.
            Czy to tu uczylismy sie mowic, jak w obledzie, glusi?
            Oslupienie zastapila w oczach pustka, cel
            Zeby wypruwac ze szczurow embriony i plody
            Czerwone mordki z brzuchow, rozdarte cisnieniem powietrza.
            Czty to tu dreczylismy zwierzeta, na czworakach
            Wsrod smieci , pod pustymi niebiosami prychajacy,
            Wyuzdani od dymu, wpatrzeni w zgaszone dezszcem ogniska.

            Znuzeni opuszczaniem powiek
            Zapadlismy w sen.


            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem o tym,
            Jak my mokrzy, zmarznieci patrzylismy w ogniska
            Jak wiatr wtargnal w nasze zyciorysy
            Jak drgaly w popiele tamte zwloki, szara sierc
            W gniezdzie z samochodowych opon. Te zweglone cialo
            Bylo punktem zerowym, tu sie zaczelo jakanie,
            Tu cieniem polozyla sie na jezykach afazja.

            „Nie, juz nic wiecej nie wysnie“. „Chory jestes?“
            „To slowa, slyszysz?“ „Odpocznij troche...“
            „To jest targowanie sie, nie dzwiek“. „Byc moze“.
            „My wszyscy tkwimy w jezyku, w pustej przestrzeni“.

            „Myslisz, ze jestes...“ „Wez te szczury-fiolkowce,
            „Napalone na zapach fiolkow. Substancje aromatyczna
            „Wstrzykuje sie do macicy, przez co one
            „Szaleja za wszystkim co pachnie fiolkami jak matka“.

            Zapomnij
            Niezapominajko-

            „Zaraz w tej szklanej stajni zacznie sie zycie milosne“.

            Ni-czyja ziemia glosy...
            Pod jaki ekran zlozonym, iloma dziurami
            Bezglosnie wchlonietym, tutaj nigdy pojac
            Nigdzie nigdy spoczac lub byc lekkim
            Az serce nie wydola.

            Ni-czyja ziemia...
            ...we wczesnych godzinach rannych, jeszcze w pijanym zwidzie,
            --widzeniach
            Kiedy we wnetrzu zewnetrze, a w zewnetrzu wnetrze
            Sciete jak bialko, kiedy po nocy pielegniarka wraca do domu
            I zaczyna sie poranna zmiana, kiedy juz
            Przypiety szczur w laboratorium dogorywa,
            Ten mozg i jego jazn przechodzi na zwykly odbior
            Lapie od razu, europejskim kodem, jak nerwowe radio
            Dosiadajace psychofal az po pierwsze wyrazne slowo.

            Ni-czyja ziemia...
            ...w srodowisku bialych komor deprywacyjnych.
            W higienicznym studio, w przemierzanych ultradzwiekiem komorkach
            Gdzie polaczone z aparatura leza ciala do przejrzenia,
            Dawcy czesci zamiennych, gdzie pod namiotem tlenowym
            Umieranie zbiega sie z urodzeniem wczesniaka
            Tam pamiec zamrozona szuka w spiaczce drogi
            Od zygoty w probowce do sekcji.

            Lezac w owocu maku lekarskiego snilem,
            Owiniety wokol pustego srodka w sobie, na pepowienie
            Odwijany i z powrotem zwijany poprzez mlode lata.

            Jeszcze bylem plodem/A juz uwieziony
            Labirynt lozyska/Byl mi cieplym domem
            Sam ze soby rok blisko/Gdy niosly mnie wody
            Jak morze

            Diorama dziecinstwa gdzies wsiakla wraz z tymi bunkrami.

            Na jej scianach pierwszy zegar, bez wskazowek, zakurzony
            Nie mierzy skoku znad znakowkreda na ziemi...Abecadlo
            Geste od gestow, ukryte za tym, co jest Dobrze i Zle.

            Z plecakiem pelnym ksiazek stalem przed zejsciem do metra
            Wahajac sie, wzrok rozkojarzony zgielkiem ulicy
            Znuzony niemym czytaniem. Moj dokladny wiek
            Data w legitymacji nie miala nic wspolnego
            Z tym ruchem ani z tym zimnym powietrzem od dolu.
            Skoro schody byly statystyka, a wypadek
            Przerwa w numerycznym jeczeniu
            Czym bylo bicie mojego serca przy zasadzce z czasu?
            Kiedy stanalem wobec siebie w monitorze
            Mialem za soba moj juz zapomniany szlak.
            W czternascie dni przez poezje niemiecka.
            W miesiac przez powojenna mysl
            Ze wszystkim co ktos gwizdzac wyciagnal sposrod chlamu
            Jesli choc troche blyszczalo pod czystym wstretem.
            „W niszczarce zer umarlych...wytarte, wytarte“.
            Jakis przeskok, a potem roj much przy kazdym obrazie.
            Za kazde zwiedle zdjecie zielnik na wysoki polysk.
            „100 slow i poczujesz sie u siebie!“

            Swobodne spadanie przez zgielk az skurcz pusci
            Az wystapia te czarne zylki, miasto bez rzeki,
            Od wszystkich morz opuszczone, ponizej zera, znieruchomiale,
            Pod spodem na blotnistym dnie w tunelach metra.
            W momencie uderzenia slyszalem chrzest kostek,
            Krew lomotala w czaszce kiedy obiektyw pekl.
            Split-brain scalil na nowo okruchy
            W pryzmat, ktory wokolo rozrzucal ukladanki.
            Moje kroki niosly sie echem po kawalku epoki Bismarcka.
            Kazda martwa stacja byla schronieniem przed znakami.
            Z podrapanymi dlonmi sunalem wzdluz przeciwpozarowych scian.
            W kaluzach stala woda gruntowa jak w basniach cicha.
            Wszedzie na scianach nagryzmolone kutasy i cipy
            Psi rewir, znaczony swiecacymi graffiti.
            Tabliczki ochorny przeciwlotniczej i teksty w rodzaju
            Tu Herman Goering dal sobie obciagnac
            --- ---Smierc to zycie spalone na gowno
            Zgubilem serce w dworcowej klozetce
            --- ---Lize moj wilczur a mysle o tobie
            Jak to niebo niebieszczeje
             ---Panie: juz czas
            - --- -- Czeka nas zemsta wszechswiata.

            Niejasnosc. Przeszlosc. Pierzasta strzalka
            Czarna i wskazujaca w obie strony, pod nia
            Kredowobiala szwabacha Godzina Zero.

            „Jestesmy, jestesmy, doszlismy!“
            Poumierali umarli, zywi poumykali
            „Cokolwiek kora mozgowa nadaje, ty w to nie wierz, nie wierz“.
            Inflacja i metafora. Duzo za duza euforia
            Jak na kraj c
            • Gość: aspidistra Re: Dojrzalosc..... IP: 217.245.69.* 13.11.03, 18:43

              „Jestesmy, jestesmy, doszlismy!“
              Poumierali umarli, zywi poumykali
              „Cokolwiek kora mozgowa nadaje, ty w to nie wierz, nie wierz“.
              Inflacja i metafora. Duzo za duza euforia
              Jak na kraj co nie raz budzi sie w katatonii.

              Rano wynurzyc sie, zniknac w tlumie, nijakim
              Wrocic w ten trojfazowy prad, do sieci, na ulice.
              Jaka tam w gorze pora roku, jakie flagi na mokrej galezi?
              Kazde drzewo to szkielet obwieszony zielona lameta
              Ktorej brzek w deszczu przestrzega przed rozpoczeciem od nowa.
              Na skraju siatkowki fantazyjne paprocie, w niszach
              Trwa wojna pojazdowa, jakanie, konanie.
              O kazdy blok walka z kazdego przedpokoju czuc gaz,
              Elektronika stylizowane samobojstwa.

              Raptem wyrwac sie i od samej krawedzi wyglaszac obrazki
              W tym wartkim stop and go. Ruchliwe rodziny
              Przed blyskawica skryte po autach tkwia w korku.
              Zwarcie pragnien, tam gdzie tasmowo toczy sie wypoczynek
              A w nim dawkowane uczucia, idole pakowane w folie
              Przed chwila biale jak jednorazowa chusteczka ze sperma i krwia.
              Gra losowa, znieczulenie, zabojstwo z zagarnieciem lat.

              „Zadnych falszywych ruchow!“ mamrocze w megafon ped powietrza.
              Ale imiona odchodza z niczym

              Puscic, pora
              Wylezc z tych dziur, oczy
              Szeroko otwarte, w innym nurcie lekka stopa.
              Wrzaskliwe i zawile rzeczy mijaja cie plynac.
              Czy byl jakis mit co temu odpowiada?
              Czy byl jakis mit
              Jakis mit co
              Opowiadaj.

              Durs Gruenbein
              Przelozyl Jakub Ekier


              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 17.11.03, 13:48
                Bardzo dobry wiersz, choc troche przydlugi.
                Zanotowalem nazwisko autora, poszukam sobie cos na jego temat. Dziekuje bardzo.
                Klniam sie,
                M.S.
              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....aspiryna :) 17.11.03, 13:56

                Mam na pozegnanie. Jak wpadne nastepnym razem po dluzszo-krotkiej przerwie to
                wrzuce cos na temat. Znasz niejakiego Thomasa Rosenlöcher'a? Polecam. Milego
                dnia , wieczoru, poranka itd.
                Klaniam sie wymeldowawszy juz swe jestestwo
                M.S.
                ----------
                Durs Grünbein


                [Heimliche Rückkehr]

                Wie schön das war, Leben, als noch alles im Argen lag.
                Verfallene Häuser, Matratzen, die unter Birken schwelten.
                Eine Kindheit vor Dresden bis zum Einmarsch in Prag ...
                Und der Traum restaurierte, was draußen fehlte.

                Solche Ferne auf engstem Raum. Grauzone morgens,
                Das fing auf der Netzhaut an, im vernebelten Denken.
                Hier geboren sein, hieß nicht, man war hier geborgen.
                Am Polarkreis, wer lebt da gern? Tschuktschen, Ewenken?

                Staub oder Dunst oder Ruß - das Gemüt, früh bedrückt
                Von der Landschaft in Bleisatz, dem Graudruck ringsum,
                Federt spät erst wie Tundra, gefrorener Boden, zurück,
                Bis als letzter der Zeugen das Gedächtnis verstummt.


                Februar 2002

    • marusia_ogoniok Re: Dojrzalosc..... 12.11.03, 19:45
      Kartezjusz stwierdza: zwierzęta to maszyny, które nie czują...
      Kant dokłada do tego: "Zwierzęta są środkiem do celu, a celem jest człowiek..."
      Mój pies by się o własną budę zabił gdyby przeczytał takich dojrzałych
      człowieków jak mathias_sammer, Kant, kardiolog czy Kartezjusz. Boszszszszse, a
      takich logików mieć na codzień w domu i ocierać się o nich????!!!!! .......
      zaraz pojadę do Rygi... a co znaczy mathias, to jakiś rodzaj śledzia?
      • Gość: girlfriend oho! marusia walczy o pozycję samca alfa ;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 19:51
        hihihi ;)))

        Lepiej się zabierz za te ciotki "ah tak, rozumiem cię doskonale, że chcesz
        popełnić harakiri, ja tez tak miałam i nawet dzis rano w autobusie, nic nie
        jest proste i wszystko musimy zanalizować"

        wot szto! :D
        • marusia_ogoniok Mów do mnie jeszcze girlf... 12.11.03, 20:15
          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

          > hihihi ;)))
          >
          > Lepiej się zabierz za te ciotki "ah tak, rozumiem cię doskonale, że chcesz
          > popełnić harakiri, ja tez tak miałam i nawet dzis rano w autobusie, nic nie
          > jest proste i wszystko musimy zanalizować"
          >
          a najlepiej
          > wot szto! :D

          .......... bo nie pojmuję... czy to ostrzeżenie.... czy ja juz padnięta?... nie
          mam zamiaru nawet czytać tych smutnych panów i innych rozmaitych, logicznych
          erotomanów... do mnie pająki i ryby przychodzą na zawołanie nie mówiąc o
          wilkach i innych... takich. Sądzisz, że mi Kant straszny czy filet ze śledzia??
          Krugłyje duraki, wot szto!

          • komandos57 Marusia 12.11.03, 20:21
            Wycieli cie wczoraj.Ale zrobilem wydruk twojej wypowiedzi.Byla super.Tylko mnie nie opierdalaj dzisiaj. Mam i tak dola.
            • marusia_ogoniok Re: Marusia 12.11.03, 20:31
              Ja nie świruję z tym brakiem czasu... serio ostatnio go nie mam ale niech no
              tylko się obrobię, najdalej sądzę do końca stycznia to mam od dawna w zamyśle
              chyba niezłą niespodziankę... póki co nie powiem ale będziesz kontent... a może
              da się wcześniej zrobić.....:)
              • komandos57 Re: Marusia 12.11.03, 20:36
                Zes potrzebny do utrzymania balansu.Tego pozytywnego.Trzymaj sie.
                • Gość: girlfriend Re: Marusia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 20:46
                  Nie podrywaj mi marusi ;P
                  • komandos57 Re: Marusia 12.11.03, 20:48
                    Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                    > Nie podrywaj mi marusi ;P
                    XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX
                    nie czuj zagrozenia z mojej strony.Zem hetero.
                    • Gość: girlfriend Re: Marusia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 20:50
                      A kto Cię tam wie, jak Ty częściej buziaczki do chłopaków ślesz ;)
      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 17.11.03, 13:47
        marusia_ogoniok napisała:

        > Kartezjusz stwierdza: zwierzęta to maszyny, które nie czują...
        > Kant dokłada do tego: "Zwierzęta są środkiem do celu, a celem jest
        człowiek..."
        >
        > Mój pies by się o własną budę zabił gdyby przeczytał takich dojrzałych
        > człowieków jak mathias_sammer, Kant, kardiolog czy Kartezjusz. Boszszszszse,
        a
        > takich logików mieć na codzień w domu i ocierać się o nich????!!!!! .......
        > zaraz pojadę do Rygi... a co znaczy mathias, to jakiś rodzaj śledzia?

        Tak, Marusiu-tak, mathias oznacza rodzaj sledzia. I pozostanmy juz przy tej
        fantastycznej hipotezie, chyba, ze zechcesz rozszerzyc swoj wywod o wyjasnienie
        podobienstw Kanta i Kartezjusza (oprocz wspolnej literka "K" na poczatku
        nazwiska :)
        A poza tym:"Gosc w dom, Bog w dom".

        Witam wiec na wlosciach :) Czuj sie tak jak w innych watkach..jak u siebie w
        domu :)

        M.S.
        • marusia_ogoniok Panowie mathias_sammer & kardiolog 18.12.03, 11:16
          mathias_sammer napisał:
          >
          > Tak, Marusiu-tak, mathias oznacza rodzaj sledzia. I pozostanmy juz przy tej
          > fantastycznej hipotezie, chyba, ze zechcesz rozszerzyc swoj wywod o
          wyjasnienie
          >
          > podobienstw Kanta i Kartezjusza (oprocz wspolnej literka "K" na poczatku
          > nazwiska :)
          > A poza tym:"Gosc w dom, Bog w dom".
          >
          > Witam wiec na wlosciach :) Czuj sie tak jak w innych watkach..jak u siebie w
          > domu :)
          >
          > M.S.

          Nie musi mnie zapewniać gf, że jesteście chłopcy w porzo:), co zawsze czyni gdy
          gdzieś takich dostrzerze. Nie mniej, na dzień dzisiejszy przynajmniej gramy w
          innych drużynach. Otóż jest pewna, drobna acz istotna różnica pomiędzy mną,
          Kantem, Kartezjuszem i wieloma innymi. Zasadza się ona w tym, że jeśli uważam,
          że coś jest białe i przypadkiem lub z głębszegogo namysłu, któryś z tych panów
          też tak uważał, chwała mu, zasługuje na czekoladkę. Jeśli zaś zdarzyło mu się
          twierdzić inaczej, powinien się wstydzić i .... niepokoić, gdyż marny jego los
          w zaświatach:) Nigdy odwrotnie!:). Jaki z tego płynie logiczny wniosek? Tak,
          oczywiście, że masz rację specjalisto od logiki Kardiologu:):). Gdyby ci
          panowie nie urodzili się zbyt wcześnie, a chodzili wśród nas.... co by robili?
          Śpiewaliby: "Uczę się ciebie na pamięć... Marusiu"..... i TO właśnie byłoby
          oznaką ich dojrzałości.
          Ponieważ wtargnęłam z buciorami w Wasz wątek, należy się wyjaśnienie:
          Wyskoczył on na wierzch w momencie mojego stanu psychicznego, który medycyna
          określa mianem: wqrwienie. W innym miejscu wprowadzałam akurat temat "duszy
          zwierząt". Temat rzeka, zakrojony na nieskończoną ilość wypowiedzi, fachowców i
          laików, dzieci i dorosłych - jak nieskończona jest ilość "zachowań"
          zwierzęcych, które można spokojnie zakwalifikować jako "wyższe". Temat
          praktyczny, nie mający na celu jałowych popisów z wątpliwej wiedzy, zwłaszcza
          filozoficznej, czyli tzw. ściągania skórki z gówna:):) ale uwrażliwiający
          ludzi na wiadome sprawy. Praktyczny - to także szukający przyczyn np. ludzkiej
          niechęci do czarnych kotów i kotów w ogóle, wilków itd. Ktoś kiedyś, w sobie
          tylko znanym celu rozpuszczał bajki wśród ciemnoty, które na trwałe weszły w
          podświadomość dzisiejszych, zdawałoby się światłych ludzi jako niby przesądy
          ale................. Ktoś, przypuszczalnie znaczący filozoficznie wpłynął na
          papieża Innocentego VIII, że w 1484r, oficjalnie nakazał palenie na stosach
          kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez
          trwający setki lat okres polowań na czarownice i do dziś pozostawił ślady w
          stosunku niktórych ludzi do kotów. Jak to pięknie i teatralnie wyglądało
          mogłaby pewnie opowiedzieć Malvina, gdyż największymi specjalistami od takich
          spektali byli zwyrodniali Walezjusze. Do dziś ludzie francuscy znają imię kota,
          któremu jako jedynemu z paryskich udało się zwiać z rusztowania i mimo płonącej
          kity zmylić królewsko - papieski pościg.
          Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
          trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
          powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
          nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
          znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
          i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
          zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
          Girlfriend.
          Jeśli idzie o ten, Wasz wątek, k sażaleniju - nie przydam się. Choć nie jestem
          kuzynką Izabeli Łęckiej i mój stosunek do handlarzy, sorry Marketingowców, nie
          jest aż tak "nie dobry", nie mniej poszukiwanie słabości ludzkich aby wcisnąć
          im bubel nie uważam za szczytną idee i zwyczajnie - nie rajcuje mnie. Poza tym
          nie jestem teoretykiem tańca......:):):)
          Z szacunkiem Marusia




          • mathias_sammer Re: "deszcze niespokojne- Marusia 29.12.03, 11:00

            potargaly sad
            a my na tej wojnie
            ladnych pare lat


            do domu wrocimy
            w piecu napalimy
            nakarmimy psa
            przed noca zdazymy
            tylko zwyciezymy
            bo to wazna gra............"
            -----

            Sprawdzajac poczte odnalazlem ninijeszy list, a takowych nigdy nie pozostawiam
            bez odpowiedzi. Taki juz jestem- w porzo :).
            Marusiu_Ogoniok, pozwol, ze potne odrobine Twoja odpowiedz, latwiej bedzie do
            niej sie odniesc- choc ze smutkiem przyznam odpowiedz bedzie szybka i dosc
            niedbala.
            +++++
            Nie musi mnie zapewniać gf, że jesteście chłopcy w porzo:), co zawsze czyni gdy
            gdzieś takich dostrzerze. Nie mniej, na dzień dzisiejszy przynajmniej gramy w
            innych drużynach.++++++++
            Byc moze gramy w innych druzynach, nie jestem co do tego w pelni przekonany
            zwazywszy na podobienstwo celow. Idac jednak dalej tym krokiem
            czyli „sportowym“ jestem zwolennikiem gier, w ktorych stawia sie przede
            wszystkim na dobra zabawe i nie-pomijanie zasad „fair play“. Nie jestem
            natomiast zwolennikiem gier zespolowych (poza futbolem z pozycji fotela
            oddalonego 40cm od ekranu) , gdyz zawodnicy takowych- mnie krotkowidzowi-
            zlewaja sie w jedna mase i nie moge dostrzec indywidualnosci. Co nie oznacza,
            ze widzac zadowolonych kibicow swietujacych dobre wyniki swoich druzyn czuje
            nieklamana radosc. Jednoczesnie pragne dodac, ze dobra gra kojarzona jest
            przeze mnie z fajnym jej przebiegiem, a nie samym wynikiem. Moze rozczaruje
            kibicow futbolu, ale wynik oraz plasowanie sie druzyn jest ostatnia informacja
            jaka sprawdzam w tabeli..
            +++++++
            Otóż jest pewna, drobna acz istotna różnica pomiędzy mną,
            Kantem, Kartezjuszem i wieloma innymi. Zasadza się ona w tym, że jeśli uważam,
            że coś jest białe i przypadkiem lub z głębszegogo namysłu, któryś z tych panów
            też tak uważał, chwała mu, zasługuje na czekoladkę. Jeśli zaś zdarzyło mu się
            twierdzić inaczej, powinien się wstydzić i .... niepokoić, gdyż marny jego los
            w zaświatach:) Nigdy odwrotnie!:). Jaki z tego płynie logiczny wniosek? Tak,
            oczywiście, że masz rację specjalisto od logiki Kardiologu:):). Gdyby ci
            panowie nie urodzili się zbyt wcześnie, a chodzili wśród nas.... co by robili?
            Śpiewaliby: "Uczę się ciebie na pamięć... Marusiu"..... i TO właśnie byłoby
            oznaką ich dojrzałości.
            +++++++
            :D
            Lubie zabawne kobiety z duza domieszka wysublimowanej ironii:)(wszak oto tutaj
            przez caly czas chodzi:)). Ja tez mam niczym pewnien autor „pociag...do
            groteski“ .....
            Nie odpowiem za Kardiologa, gdyz nie wiem co mu w duszy gra. Widzialem go
            zreszta na kozetce zawziecie cos liczacego, sapiacego i ciagle drapiacego sie
            po glowie.
            Od siebie: Biada! Marusiu biada! wiec tym, ktorzy Twoje biale dostrzegaja na
            czarno a Twoje czarne w niezmaconej, macznej biali...:)
            Czyz jednak nie ciekawym jest wlasnie owa roznorodnosc? Nie plochy Twych
            przekonani odwaznie odpowiem „TAK!“
            I jeszcze na marginesie, Kardiolog nie jest specjalista od logiki :) Nie
            istnieje bowiem jej wieloznacznosc, nie ma takiego pojecia- ani ukrytego pod
            nim racjonalnego znaczenia- co moge mu latwo udowodnic... Nie ma
            wieloznacznosci logiki drogi Kolego- nawet gdybys stanal na uszach i probowal
            jej ze wszech miar dowodzic....................................... :)
            ++++++++
            Ponieważ wtargnęłam z buciorami w Wasz wątek, należy się wyjaśnienie:
            Wyskoczył on na wierzch w momencie mojego stanu psychicznego, który medycyna
            określa mianem: wqrwienie.
            ++++++++
            Nie szkodzi. Mam nadzieje, iz przy nastepnej okazji wynurzania sie watku trafie
            na inne Twoje stany ducha :) Stan okreslony przez Ciebie „wqurwieniem“ uznaje
            za wyjatkowo niezdrowy dla zoladka, od dawna wiec nie praktykuje- czego
            oczywiscie zycze i Tobie .
            ++++++++++
            W innym miejscu wprowadzałam akurat temat "duszy
            zwierząt". Temat rzeka, zakrojony na nieskończoną ilość wypowiedzi, fachowców i
            laików, dzieci i dorosłych - jak nieskończona jest ilość "zachowań"
            zwierzęcych, które można spokojnie zakwalifikować jako "wyższe". Temat
            praktyczny, nie mający na celu jałowych popisów z wątpliwej wiedzy, zwłaszcza
            filozoficznej, czyli tzw. ściągania skórki z gówna:):) ale uwrażliwiający
            ludzi na wiadome sprawy.
            +++++++
            Wybacz, ale tutaj podkresle roznice naszych „druzyn“, o ktorej wspominasz
            powyzej. Uwazam temat o „duszy zwierzat“ za wyjatkowo ograniczony i nieciekawy.
            Nie zgodze sie , aby zachowania kotow (ad rem ponizej), psow oraz innej masci
            gadziny dowodzily o ich „wyzszosci“ oraz ich nieskonczonosci (chyba ze wliczamy
            nieustajaca powtarzalnosc). Filozofia zwlaszcza ta zwiazana z matematyka i
            fizyka nie jest nauka watpliwa, choc w rzeczy samej, nie wszystkich musi
            interesowac. Filozofia moze zostac uznana za watpliwa i jalowa (tu sie zgodze)
            jesli odnosi sie jedynie do Boga i sensu zycia.
            Marusiu, zapytam troche z innej beczki. Czy zadalas sobie kiedys trudu,a by
            przeanalizowac watki pisane przez Kobiety ? (pisze przez duze K, bo Kobiety
            zawsze rozumiem przez duze K ). Czy nie zauwazylas, ze Kobiety wola dyskutowac
            np. na tematy swojego wygladu, kremow czy ubioru (ciekawy niegdys zamieszczony
            watek: dlaczego filozofia nie jest dla kobiet? Czy jakos tak. Posunalbym sie
            dalej w pytaniu: dlaczego patrzac na historie ludzkosci kobiety w zadnej
            dziedzinie nie posunely swiata naprzod, nie odniosly znaczacych sukcesow???
            (poza Fracuzka:)Maria Curie korzystajaca zreszta z pomocy meza) ??? Mam nam
            mysli fizyke, chemie, muzyke, literature , medycyne itp itd. Czy brak ich
            obecnosci dowodzi mniejszej niz meska inteligencji, dyskryminacji przez
            mezczyzn, czy moze z faktu, ze kobiety tylko jednej sprawie potrafia oddac sie
            w calosci: wychowaniu dzieci i bezgranicznej, bezkompromisowej milosci do
            swojego mezczyzny (czytaj Pana i Wladcy)..??????????
            Od dawna zadaje sobie to pytanie i tylko do takiej (jak wyzej) odp. doszedlem .
            Moge natomiast sie mylic, co przyznalbym z ulga.

            „ściągania skórki z gówna:):) „ swietnie napisane :). Naprawde!

            Aleeeee......Czy sciaganie mozna podobnie rozumiec jak nakladanie skorki na
            gowno?:).
            ++++++
            Praktyczny - to także szukający przyczyn np. ludzkiej
            niechęci do czarnych kotów i kotów w ogóle, wilków itd. Ktoś kiedyś, w sobie
            tylko znanym celu rozpuszczał bajki wśród ciemnoty, które na trwałe weszły w
            podświadomość dzisiejszych, zdawałoby się światłych ludzi jako niby przesądy
            ale.................
            +++++++
            no coz... historia dowodzi rowniez, ze nie wszyscy wierzyli w bajki i przesady.

            +++++++
            Ktoś, przypuszczalnie znaczący filozoficznie wpłynął na
            papieża Innocentego VIII, że w 1484r, oficjalnie nakazał palenie na stosach
            kotów domowych razem z czarownicami. Zwyczaj ten był praktykowany przez
            trwający setki lat okres polowań na czarownice i do dziś pozostawił ślady w
            stosunku niktórych ludzi do kotów. Jak to pięknie i teatralnie wyglądało
            mogłaby pewnie opowiedzieć Malvina, gdyż największymi specjalistami od takich
            spektali byli zwyrodniali Walezjusze. Do dziś ludzie francuscy znają imię kota,
            któremu jako jedynemu z paryskich udało się zwiać z rusztowania i mimo płonącej
            kity zmylić królewsko - papieski pościg.
            :):):)
            +++++
            Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
            trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
            powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
            nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
            znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
            i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
            zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
            Girlfriend.
            ++++++
            Marusiu, obok Kartezjusza mozna wymienic jeszcze wielu myslicieli, ktorych
            wplyw „po linii“ zdziesiatkowal szeregi ludzkie- zwlaszcza u
            • mathias_sammer Re: "deszcze niespokojne- Marusia 29.12.03, 11:02

              Tak więc widzisz drogi mathias_sammer, ludzie typu Kartezjusza, pozostawiający
              trwały, zły ślad na stosunku ludzi do przyrody to dla mnie gówniarze, którzy
              powinni radować się w piekle, że w ogóle znam ich nazwisko. Poza tym na mnie
              nazwiska filozofów nie robią żadnego wrażenia. Na wielu - robią. Ja ich nie
              znam - ale Ty ich znasz i pewnie Kardiolog ich zna. Jeśli więc znajdziecie czas
              i dobrą wolę, i zechcecie dorzucić cegiełkę w w/w /moim/ temacie poczujemy się
              zaszczyceni. Czas i miejsce akcji:):) poda Wam czuwająca na wszystkim
              Girlfriend.
              ++++++
              Marusiu, obok Kartezjusza mozna wymienic jeszcze wielu myslicieli, ktorych
              wplyw „po linii“ zdziesiatkowal szeregi ludzkie- zwlaszcza uwaznie obserwujac
              rozwoj chrzescijanstwa.
              Cos nie znajduje czuwajacej Girlfriend..moze spi...a moze jest w lesie...?:)
              Ale to chyba dobrze, ze nie ma Jej tutaj, prawda? :)
              ++++++
              Jeśli idzie o ten, Wasz wątek, k sażaleniju - nie przydam się. Choć nie jestem
              kuzynką Izabeli Łęckiej i mój stosunek do handlarzy, sorry Marketingowców, nie
              jest aż tak "nie dobry", nie mniej poszukiwanie słabości ludzkich aby wcisnąć
              im bubel nie uważam za szczytną idee i zwyczajnie - nie rajcuje mnie. Poza tym
              nie jestem teoretykiem tańca......:):):)
              ++++++
              Dzieki za poswiecenie „Waszego“ cennego czasu Marusiu. My tez czujemy sie
              zaszczyceni. Najbardziej mnie w Tobie podoba sie Twoj ciety jezyk oraz to , ze
              trzymasz sie granicy dobrego smaku :)

              Dopoki naiwni beda kupowac buble „hadlarzy“, dopoty handlarze bez mrugniecia
              powieki beda im trefny towar sprzedawac. Takie jest prawo rynku Marusiu.
              Bledem niektorych konsumentow wg mnie jest natomiast myslenie prowadzace do
              nikad czyli marketing to wylacznie rywalizacja (proba sil), wynik finansowy
              oraz % udzial w rynku (zwyciestwo?).
              Ja Marusiu- w przeciwienstwie na przyklad do Kanta- jestem jak najbardziej
              praktykiem.
              W tancu rowniez :).

              +++++++++
              Z szacunkiem Marusia

              Z szacunkiem i usmiechem,
              Mathias_Sammer
              -------

              Kardiologu,
              jesli pochylisz sie nad wpisem do Marusi znajdziesz kilka uwag dla siebie. Ze
              wzgledu na ograniczenia czasowe nie chcialbym i nie moge sie powtarzac.
              Pozdro i dzieki za zyczenia swiateczne :)


              • kardiolog Re: "deszcze niespokojne- Mat i Marusia 30.12.03, 07:44
                Czesc Mathias,
                po 20h podrozy cierpie na zmiane czasu stad moja obecnosc o tak wczesnej porze.

                hahahahahaha

                Wybacz, ale nie potrafie powstrzymac sie od powalajacego smiechu.
                No przyznaj sie czekales na mnie, co? hahahahahaha


                No nie moge, skonczylem wlasnie czytac posty te z godziny 3.00 o dzieciach.
                Bezsennosc w Seattle....?
                Cos czuje , ze w roku 2004 Polska bedzie wychodzic z nizu demograficznego :).
                Nieprawdopodobne :D, tylu zainteresowanych dziecmi i to o roznym odcieniu skory.
                hehehehe
                A teraz na temat:

                Chcesz, zebym udowodnil, ze niektorzy wierza w tzw. nakladanie...sie logiki?
                Potrzebuje do tego od 5 do 7minut, moge podac 5 przykladow :)No dobra, jeden
                podam :) Na poczatek :)
                Nie, nie bede psul calej zabawy z samego rana, zwlaszcza tuz przed Nowym Rokiem.
                A propos 2004 slyszalem takie zyczenia: nasze zycie w naszych rekach! Niech rok
                2004 bedzie lepszy. DLa mnie rok 2003 byl calkiem niezly, a 2004 bedzie super
                dobry (mam wiele planow zawodowych i rodzinnych, o ktorych oczywiscie nie bede
                informowal na forum) . A wiesz dlaczego rowniez bedzie lepszy tzn.tu: weselszy?
                Bo wydusze z kazdych 24h z 365 dni (rok przestepny, musze na nowo policzyc haha)
                ostatnia krople potu :)

                Pomyslnosci, nastepnym razem wpadne.. tj. jak bede. Mozesz na mnie liczyc, nie
                przyjde z pustymi rekami :):)
                ***************

                Witaj Marusia,
                milo widziec u nas. Chcesz z nami rozmawiac to rozmawiaj (bedzie nam wyjatkowo
                milo), nie chcesz to nie pisz (tez OK, zyl sobie nie podetniemy... hahaha-ten
                smiech to absolutnie nie do Ciebie).
                Uzupelnie komentarz M.S. o jedna dodatkowa uwage odnosnie handlarzy. Wole
                ludzi, ktorzy zajmuja sie marketingiem, gdyz to jest ich praca, nawet jesli u
                jej podstaw lezy naciaganie wrecz "oklamywanie" klienta. Kliencie -badz madry -
                nie kupuj, bo potem mozesz miec pretensje wylacznie do siebie.
                Natomiast ludziom, ktorzy bezplatnie! oszukuja innych, klamia bez mrugniecia
                powieki, sa hipokrytami i zlodziejami cudzej wlasnosci wypowiadam wojne. Wybacz
                wiec z gory, jesli bede pietnowal kazde oszustwo i hipokryzje, ktore wykryje-
                amam juz calkiem spory dorobek. Jezeli ktos zaslania sie uczciwoscia i
                czystoscia intencji niechze wreszcie! zacznie tak czynic- w przeciwnym razie
                bedzie mial ze mna do czynienia :)
                Chce abys wiedziala, ze NIC do Ciebie nie mam, czytajac Twoje wpisy podpisze
                sie jednak pod Twoim komentarzem- jestesmy w innych druzynach ( tym roznie sie
                od Mathiasa, ale jestem w jednym podobny-zawsze stane pos tonie kobiet). Jestes
                w porzo, choc potrafisz zalezc za skore :), ale lubie Cie- gdyz i ja lubie
                kobiety duzego formatu. Nie lubie natomiast ludzi malego formatu, jesli wiec
                staniesz w ich obronie, co oczywiscie obroci sie szybko przeciwko Tobie,
                wowczas wybacz, ale bede zmuszony i Ciebie o tym solidnie poinformowac...

                To tyle ode mnie w tzw. " swiatecznej godzinie szczerosci z Kardiologiem"

                Pozdrawiam i jeszcze raz zycze wszystkiego dobrego (tego, czego nie mozna sobie
                kupic) i nie powtarzania w 2004 bledow z roku 2003.
                (To do Ciebie Matt..).

                Klaniam sie,
                kardiolog

                PS1 dobra wiadomosc dla Bulterierki jest taka, ze nie zamierzam w roku 04
                zwiekszac czestotliwosci pisania.
                PS2, druga dobra wiadomosc- widzialem na forum Petre. Dawno jej nie bylo......
                Ciekawe co z nia sie dzialo.....? :) Moze napisze :)
                • mathias_sammer Re: kardiolog 30.12.03, 10:53
                  Czesc Kardiolog,
                  oj cieniutko cieniutko- takie ledwie ruszanie paluchem w bucie:)))))))))))))
                  Wysil sie troche :)

                  Tak sobie wlasnie tele-expressowo (od 15-20 minut) czytam i mam nieodparta chec
                  dorzucenia co-nie-co.
                  Kardiologu, nie koncentrujesz sie na problemie tylko slizgasz po nim- co w
                  istocie doprowadza Cie na wyspisko przeszlosci. Po co? Mowa bowiem nie o
                  przeszlosci, (choc jak pisala Maruska- co chlopcy (czyt. filozofowie) by
                  robili, gdyby zyli w Jej czasach-), ale o terazniejszosci. Zaglebiasz sie w
                  faldy sprzed lat dochodzac jedynie do wniosku, ze „niby gdzies dzwoni, ale nie
                  wiesz gdzie, a wiec daleko, glucho i nieistotnie”..............;). A czy
                  zdajesz sobie sprawe, ze przeszlosc np. rzeczywisty udzial Marksa, ucznia
                  Hegla, a moze Hegla ucznia Marksa..? wygladal, byc moze, o 180 stopni inaczej,
                  niz podaja zrodla biograficzne......??? No powiedz, czy pomyslales o tym, ze
                  prawdziwe historyczne asy caly czas drzemia w rekawie ? Moze toczy sie gra
                  stara jak swiat czyli w „plotki” , gdy rekiny spia lub w bierki? Ach..
                  zagralbym wreszcie w prawdziwego pokera :) nawet jedna lichutka para waletow ,
                  a nie tzw. wojne, gdzie wygrywa ten, ktory pierwszy „wypstryka” sie ze
                  wszystkich kart :).
                  Do czego nawiazuje moj rozmowco?
                  Ano do ostatniego numeru Spiegla (wiem, ze znasz rowniez niemiecki, czego dales
                  dowod na innym forum). Rok 2004 rokiem Immanuela Kanta (200 rocznica). Poczytaj
                  cover story „Das reine Gold des Denkens”, bardzo ciekawa i pouczajaca lektura,
                  a zwlaszcza szokujacy na swoj sposob wywiad z Manfredem Geierem „Die
                  Arbeitsmoral des Handwerkers”, ktory stara sie dziennikarzowi odpowiedziec na
                  wyjatkowo trudne pytania dotyczace moralnosci..
                  Jesli przeczytasz napisz prosze, czy pomyslales choc raz, ze historia mogla
                  wygladac zupelnie inaczej niz ja dotychczas szeroko i glosno...opisywano......?
                  Pamietaj jednak, ze nie mowimy o szalenie odleglej dla mnie przeszlosci, ktorej
                  nie mam zamiaru przytaczac, gdyz od dawna szczegolowe noty biograficzne uwazam
                  za nieistotne dla terazniejszosci. Mowimy o roku 2004, ktory moze stac sie
                  prawdziwa pozywka intelektualna dla myslicieli czy tez mysliwych.
                  W tym kontekscie interesuje mnie zwlaszcza wydana w 1781 roku „Kritik der
                  reinen Vernuft”, fragmenty ktorej w tlumaczeniu ,tez zdaje sie, zamieszczalem.
                  Jesli nie zamieszczalem, nie bede sie upieral :)

                  I ja ubawilem sie dzis setnie, ale czas juz na powazniejsza pauze- obowiazki
                  czekaja, najpierw te sylwestrowe :)

                  Do nastepnego razu czyli do kolejnego , uroczego „zachciejstwa” :)

                  M.S.
    • mathias_sammer marketing bez tajemnic 25.11.03, 13:43
      Czesc Kariologu,
      mam dokladnie 20 minut i postanowilem je Tobie poswiecic. Dlaczego? Ano
      dlatego, ze bedziesz z nami jeszcze 4 dni, potem juz laba. Zaszczepiles sie?
      Jesli bedziesz mogl i mial ochote to stuknij pozdrowienia z dzungli.

      Mam tu w biurze kilka ksiazek marketingowych, wszystkie tomiska (m.in.
      Bennetta) po angielsku i za dlugo, by tlumaczyc- zreszta leniwy jestem.
      Znalazlem jednak mala dziecinna ksiazeczke wydana po polsku (nawet nie wiem
      skad sie wziela), ktora mnie zaciekawila. Wydanie z 1996 wiec dosc leciwe, ale
      tresci podane w sposob bardzo przystepny i zrozumialy nawet dla tych, ktorzy
      wczesniej nie mieli kontaktu z marketingem. Przymknij oko na czeste powtorzenia
      w tekscie-osobiscie nie lubie.
      Al Ries
      Jack Trout (:), cos mnie sie przypomnialo)
      „22 niezmienne prawa marketingu“
      ----
      Naruszasz je na wlasne ryzyko!

      Spis tresci interesujacy wiec, zamieszcze i wrzuce tez kopie jednego z dzialow.
      PRAWO:
      1. pierwszenstwa
      2. kategorii
      3. pierwszenstwa mysli
      4. percepcji
      5. koncentracji
      6. wylacznosci
      7. drabiny
      8. dwoch
      9. przeciwienstwa
      10. podzialu
      11. perspektywy
      12. rozszerzania asorytmentu
      13. rezygnacji
      14. wlasnosci
      15. szczerosci
      16. jedynego rozwiazania
      17. nieprzewidywalnosci
      18. sukcesu
      19. niepowodzenia
      20. przesady
      21. trendu
      22. i zasobow

      Wszystkie prawa sa ze soba polaczone, ale kazde stanowi niezalezna calosc- co
      oznacza, ze mozna cytowac w dowolnej konfiguracji. Moze jeszcze przed Twoim
      wyjazdem cos dorzuce.
      Klaniam sie,
      M.S.

      Punkt 18 (skroty)
      SUKCES CZESTO PROWADZI DO AROGANCJI; A AROGANCJA DO KLESKI

      Zadowolenie z siebie jest wrogiem skutecznego marketingu. Konieczny
      jest obiektywizm.
      Kiedy ludzie osiagaja sukces, sa sklonni do mniejszej obiektywnosci. Czesto
      biora swoj wlasny poglad, za to, czego chce rynek.
      Przyklad czlowieka zaslepionego szybko odniesionym sukcesem i nieskazonego
      skromnoscia to Donald Trump. A kiedy sie jest zaslepionym, trudno skupic uwage
      na rzeczywistosci.
      Strategia Trumpa polegala na umieszczeniu swojego nazwiska na wszystkim, przez
      co popelnial grzech glowny rozszerzania asortymentu.(Wydaje sie, ze
      sprotostowania nieodlacznie towarzysza nadmiernemu zadowoleniu z siebie. Kiedy
      po raz pierwszy spotkalismy sie z Wielkim Donaldem, zaczal rozmowe od tego, jak
      to ludzie oskarzaja go o przesadne mniemanie o sobie. Nastepnie stwierdzil, iz
      nieprawda jest, jakoby mial o sobie nadmiernie dobre mniemanie. Jednak trudno
      bylo nie dostrzec metrowej litery „T“ z mosiadzu, ustawionej obok jego biurka).
      Sukces czesto prowadzi do fatalnego w skutkach rozszerzania asortymentu. Kiedy
      marka osiagnie powodzenie, firma zaklada, ze to nazwa jest glowna przyczyna
      sukcesu marki. Szybko wiec szuka dalszych wyrobow, do ktorych moglaby
      przyczepic nazwe swojej marki.
      W rzeczywistosci jest odwrotnie. To nie nazwa powoduje, ze marka staje sie
      slynna (chociaz zle dobrana nazwa moze uniemozliwic zdobycie przez marki
      slawe). Marka stala sie slynna, bo podjeto wlasciwie dzialania marketingowe.
      Inaczej mowiac, podjete dzialania byly zgodne z podstawowymi prawami marketingu.
      (..)

      Powodzenie rozdyma firme do tego stopnia, ze nadaje ona slynna marke swoim
      wyrobom. Skutek: poczatkowe sukcesy i niepowodzenia w dalszej perspektywie.
      Vide upadek Donalda Trumpa.
      Im silniej sie identyfukuje ze swoja marka czy nazwa korporacji, tym wieksze
      prawdopodobienstwo, ze sie wpadnie w pulapke rozszerzania. Gdy sprawy ida zle,
      byc moze pomysli sie: „to nie moze byc wina nazwy. Nasza nazwa jest znakomita“.
      Przed zguba idzie pycha, a przed upadkiem duch sie wynosi (Ksiega Przypowiesci
      16, 18).
      Tom Monaghan z Domino Pizza jest jednym z nielicznych menedzerow, ktorzy zdaja
      sobie sprawe z tego, jak zadowolenie z siebie moze czlowieka sprowadzic na
      manowce.“Zaczyna sie myslec, ze czlowiek moze dokonac wszystkiego. Taki bylem
      na poczatku. Zajmowalem sie przez pewien czas mrozonymi pizzami i to byla
      katastrofa. Gdybym sie nie bawil sie w te mrozone pizze przez blisko rok,
      probujac sprzedawac je barom i restauracjom, zapewne byloby znacznie wiecej
      sklepow Domino“.
      W istocie wiara w siebie jest potrzebna. Moze stanowic sile napedowa w
      tworzeniu przedsiebiorstwa. Grozne jest zadowolenie z siebie w procesie
      marketingu. Najzdolniejsi marketingowcy potrafia myslec tak, jak potencjalny
      klient. Stawiaja siebie w jego sytuacji. Nie dostosowuja jej do swojego
      swiatopogladu. (..)
      W miare odnoszenia coraz wiekszych sukcesow, narastala arogancja takich firm
      jak General Motors, Sears, Roebuck i IBM. Uwazali, ze moga na rynku zrobic to,
      co chca.
      Popatrzymy na Digital Equipment Corp. (DEC), firma, ktora dala nam
      minikomputery. DEC, ktora zaczynala od zera, jest dzisiaj niezwykle skuteczna
      firma o obrotach 14 mld USD.
      Zalozycielem DEC jest Kenneth Olsen. Powodzenie, ktore osiagnal, spowodowalo,
      ze uwierzywszy we wlasna nieomylnosc w sprawach komputerow, wysmial komputery
      osobiste, systemy otwarte , a na koniec RISC (reduces instruction set
      computers).
      Inaczej mowiac, Ken Olsen zlekcewazyl trzy z najwiekszych osiagniec w
      kategorii komputerow. Dzisiaj Ken Olsen wypadl juz z obiegu. (..)
      Ilustracja tej sprawy (utrata kontaktu z linia frontu przez dyrektora
      naczelnego w wielkich firmach-przyp. M.S.) byl konflikt miedzy Rogerem Smithem
      i Rossem Perotem w General Motors. Ross Perot, kiedy byl czlonkiem rady
      nadzorczej GM, w weekendy odwiedzal dealerow i kupowal u nich samochody.
      Krytykowal Rogera S. za to, ze tego nie robil.
      Perot powiedzial: „Musimy rzucic bombe atomowa na system GM“ Chcial zlikwidowac
      ogrzewane garaze, luksusowe limuzyny z szoferami, jadalnie dla menedzerow.
      Luksusowe limuzyny z szoferami w firmie, ktora usiluje sprzedawac samochody..?
      Jezeli sie jest mocno zajetym dyrektorem (okropne tlumaczenie- przyp. M.S.,
      chyba tego „dluzej nie zniese“. Trzym sie Mathias, dotrwaj do konca!), to w
      jaki sposob zbierac informacje o tym, co sie dzieje naprawde? Jak obejsc
      sklonnosc kierownikow sredniego szczebla do mowienia tego, co sadza, ze sie
      chce od nich uslyszec? Jak zapewnic sobie doplyw zlych informacji obok dobrych?
      Jedna z metod jest chodzenie incognito albo w sposob niezapowiedziany. Jest to
      szczegolnie przydatne na szczeblu dystrybutorow i w detalu. Pod wieloma
      wzgledami przypomina to krola, ktory przebiera sie w zwyczajny stroj i idzie
      miedzy poddanych (ach to amerykanskie zadecie!- przyp. M.S.). cel:uzyskac
      bezstronne opinie o tym, co sie dzieje.
      Podobnie jak krolowie, naczelni dyrektorzy rzadko kiedy uzyskuje szczere
      informacje od swoich ministrow. Na dworze jest zbyt wiele intryg.
      Innym aspektem sprawy jest podziala czasu. Bardzo czesto naczelny dyrektor zbyt
      wiele swojego czasu poswieca na zebrania organizacji dobroczynnnych (?),
      dzialalnosc stowarzyszen branzowych, posiedzenia rad nadzorczych innych firm,
      uroczyste przyjecia. Wg jednego z sondazy, dyr. Naczelny poswieca przecietnie
      18godz /tyg na „zajecia zewnetrzne“.
      Innym zlodziejem czasu sa narady wewnetrzne. Dyr poswieca przecietnie 17
      godzin /tyg na udzial w naradach w przedsiebiorstwie i dalsze 6h na
      przygotowanie sie do nich. Skoro typowy naczelny pracuje 61 godz tygodniowo,
      pozostaje mu zaledwie 20 godzin na wszystko inne, w tym na kierowanie
      operacjami i na zwiedzanie linii frontu.
      Marnotrawstwem czasu jest tez zbyt czesty udzial w konferencjach. Zamiast
      omawiac sprawy, lepiej wyjsc i zobaczyc samemu.
      Jak powiedzial Grobaczow Reaganowi: „Lepiej raz zobaczyc niz 100 razy uslyszec“.


      Al Ries I Jack Trout sa autorami opublikowanej w 1980 klasycznej
      ksiazki „Positioning: The Battle for Your Mind“, oraz „Bottom-Up Marketing“
      (1985), „Horse Sense“ (1990) oraz ksiazeczki , u ktorej zaczerpnalem cytaty
      Tlumaczenie jest tak fatalne, ze wpisze rowniez
      • mathias_sammer Re: marketing bez tajemnic 25.11.03, 13:45
        pozarlo ogonek :)
        ------

        Al Ries I Jack Trout sa autorami opublikowanej w 1980 klasycznej
        ksiazki „Positioning: The Battle for Your Mind“, oraz „Bottom-Up Marketing“
        (1985), „Horse Sense“ (1990) oraz ksiazeczki , u ktorej zaczerpnalem cytaty
        Tlumaczenie jest tak fatalne, ze wpisze rowniez nazwisko autora i wydawnictwo:
        Andrzej Ehrich (panie Andrzeju- ehrlich jest, ale czy dobrze...? :)) Polskie
        Wydawnictwo Ekonomiczne.

        Do jutra jak zdaze
        lub do po-ju-trza!

    • mathias_sammer mikroswiat- kardiolog 30.12.03, 12:41

      Kardiolog, jeszcze jestem na chwilke w necie. Kurde musze juz isc a ja
      zakleszczylem sie przed kompem czy jak? :)
      Z humorem u mnie caly czas w porzadku, tak dalej trzymac. Znalazlem miejsce, z
      ktorego sciagasz teksty, ale tego na pewno nie czytales. Podrzucam- gdyz wydaje
      mi sie wyjatkow ciekawy w odniesieniu do Twoich rozwazan o replice komorek.
      W Nowym Roku, jak tylko czas pozwoli, bede wieszal teksty z literatury
      niemieckiej powojennej. Wykopalem kilka fajnych ksiazek.

      Pozdrowka i milego czytania:

      Michał Tempczyk
      Uniwersytet Stefana Wyszyńskiego
      w Warszawie

      D O P I S Z K O M E N T A R Z
      (komentarze znajdziesz poniżej tekstu)(opuscilem :)

      --------------------------------------------------------------------------------
      ------------
      Fizyka jest podstawową nauką przyrodniczą, dlatego jej zakres obejmuje
      także zjawiska i obszary odległe od naszego codziennego doświadczenia, których
      strukturę poznajemy za pośrednictwem zaawansowanych zmatematyzowanych teorii,
      takich jak mechanika kwantowa lub ogólna teoria względności. Teorie te
      postulują istnienie obiektów, których nie można bezpośrednio obserwować,
      dlatego problem istnienia tych obiektów nabiera szczególnego znaczenia i ma
      wyjątkowe aspekty. Są one konsekwencją tego, że w przeciwieństwie do ciał
      znanych nam z bezpośredniej obserwacji, o istnieniu obiektów takich jak partony
      lub czarne dziury dowiadujemy się głównie dzięki teorii. Zmiana teorii, lub
      inne względy niezależne od doświadczenia, może doprowadzić do zmiany poglądów,
      jakie obiekty istnieją w dziedzinie zjawisk opisywanych przez teorię. Z tego
      powodu przekonanie o tym, jakie obiekty opisuje taka teoria wymaga szczególnej
      analizy. Nawet uczeni pracujący w ramach jednej teorii mogą mieć różniące się
      poglądy na ten temat. W przypadku mikroświata analiza zagadnienia istnienia
      jego składników musi brać pod uwagę kilka podstawowych trudności, wynikających
      z istoty tego obszaru zjawisk. Trudności te można scharakteryzować w kilku
      punktach:

      1. Obserwowalność mikroobiektów.

      Mikroświat zdefiniuję jako sferę obiektów fizycznych i zachodzących w
      nich procesów, obejmujących atomy, ich proste połączenia i części. Ponad sto
      lat temu, gdy atomowa teoria budowy materii stała się podstawą fizyki i chemii,
      nie było możliwości obserwowania pojedynczych atomów ani dokonywania pomiarów
      procesów zachodzących w atomach. Uczeni mogli obserwować i mierzyć przebieg
      procesów zachodzących w małych, z makroskopowego punktu widzenia, próbkach
      materii, jednak próbki te zawierały ogromne ilości atomów. Zdumiewająca
      pomysłowość fizyków pozwoliła im pomierzyć wielkości tak małe, jak elektryczny
      ładunek elektronu lub wyliczyć masy atomowe poszczególnych pierwiastków,
      pomiary te nie były jednak oparte na obserwacji pojedynczych mikroobiektów,
      których istnienie wynikało z teorii. Z tego powodu Mach i inni empiryści mogli
      powątpiewać w istnienie atomów, traktując je jako jedynie zręczną konstrukcję
      teoretyczną.
      Od tego czasu sytuacja radykalnie się zmieniła. Techniki eksperymentalne
      pozwalają obecnie manipulować poszczególnymi atomami, na przykład umieszczać je
      w sieci krystalicznej innego pierwiastka, zatrzymywać pojedyncze atomy,
      obserwować ich promieniowanie itp. Można także, używając mikroskopu tunelowego,
      obserwować pojedyncze atomy. Techniki pracy z pojedynczymi atomami lub jonami
      są obecnie powszechnie stosowane w mikroelektronice, teorii ciała stałego i
      fizyce atomowej. Dzięki nim można atomy uznać za obiekty obserwowalne. Są one
      obserwowalne w takim samym stopniu w jakim obserwuje się drobne organizmy pod
      mikroskopem. Różnica polega jedynie na innym promieniowaniu używanym w
      mikroskopach tunelowych, elektronowych i optycznych. W tych wszystkich
      przypadkach bada się obiekty zbyt małe, by można było ich istnienie sprawdzić
      gołym okiem.

      2. Pośrednia obserwowalność cząstek elementarnych.

      Bardziej skomplikowana jest sprawa obserwacji składników atomów, czyli
      jąder i cząstek elementarnych. Swoje uwagi ograniczę do tych ostatnich. Cząstki
      elementarne tworzą bogaty zbiór różnych mikroobiektów, który ze względu na
      obserwowalność można podzielić na trzy klasy. Podstawą wyróżnienia tych klas
      jest czas życia cząstek.
      Najważniejsze są cząstki żyjące dowolnie długo, z których są zbudowane
      atomy: elektrony, protony i neutrony. Neutrony w stanie swobodnym rozpadają się
      z okresem rozpadu około 500 s., jednak tym nie będę się zajmował. Podstawą
      makroskopowych obserwacji cząstek jest ich oddziaływanie z atomami, oparte na
      siłach elektrycznych, dlatego neutrony nie są pod tym względem obserwowalne.
      Można je obserwować dzięki powodowanym przez nie procesom jądrowym, lecz o tym
      nie będę mówił. Z cząstek żyjących dowolnie długo pozostają protony i
      elektrony. Na szczęście sytuacja nie jest tak zła, ponieważ istnieje kilka
      typów cząstek, które wprawdzie rozpadają się, istnieją jednak wystarczająco
      długo, aby ich tory mogły być zarejestrowane przez klisze fotograficzne, komory
      Wilsona lub liczniki. Z tego powodu cząstki te można obserwować tak jak protony
      i elektrony, licząc z parametrów toru ich masy i ładunki elektryczne.
      Tych kilka rodzajów długożyjących cząstek lub jąder atomowych (cząstki
      alfa) jest rozpraszanych w najrozmaitszych akceleratorach i w rezultacie
      otrzymuje się bogactwo pozostałych cząstek, które nazywane są rezonansami,
      ponieważ o ich istnieniu fizycy dowiadują się tylko obserwując rezonanse w
      macierzy rozpraszania protonów, mezonów pi, antyprotonów. Rezonanse żyją
      niesłychanie krótko, przeważnie tak długo ile wynosi czas przelotu światła na
      odległość w przybliżeniu równą ich rozmiarom (rzędu 10-23s), fizycy uznają
      jednak, że są to samodzielne cząstki, z teoretycznego punktu widzenia
      równorzędne cząstkom trwałym. Zgodnie z tym starają się zbudować schematy
      klasyfikujące w jednakowy sposób wszystkie cząstki. Udanym schematem jest grupa
      SU(3), która stała się podstawą fizyki cząstek elementarnych.

      3. Kwarki.

      Sukces klasyfikacji cząstek, opartej na schematach grupy SU(3) był taki
      wielki, że fizycy uwierzyli w nią i postanowili do końca wykorzystać możliwości
      teoretyczne, jakie daje. Zgodnie z teorią grup Liego każda grupa daje określone
      schematy klasyfikacyjne, zwane reprezentacjami, które można zbudować drogą
      kolejnego składania kilka najprostszych schematów, czyli elementarnych
      reprezentacji tej grupy. W przypadku grupy obrotów SO(3) podstawowy jest stan o
      momencie pędu 1/2 i z niego można zbudować układy o dowolnym momencie pędu
      połówkowym lub całkowitym. Grupa SU(3) ma dwie takie podstawowe reprezentacje,
      nazwane przez Gell-Manna kwarkami i antykwarkami. Teoretyczny model składania
      wszystkich rodzajów cząstek z kwarków, prosty i efektywny, doprowadził fizyków
      do przekonania, że kwarki istnieją. Najpierw byli oni przekonani, że kwarki
      istnieją tak jak inne cząstki, dlatego chcieli zaobserwować kwarki swobodne,
      jednak po latach nieudanych poszukiwań doszli do wniosku, że występują one
      tylko w cząstkach jako ich składniki opisane za pomocą reprezentacji grupy SU
      (3), natomiast nie mogą tworzyć odrębnych, samodzielnych obiektów fizycznych.
      Kwarki istnieją więc w stanie 'uwięzionym'. Wytłumaczyli to tworząc teorię
      uwięzienia kwarków i opracowali dynamikę oddziaływania kwarków wewnątrz
      cząstek - chromodynamikę. Doprowadziła ona do następnego sposobu rozumienia
      istnienia mikroobiektów - istnienia niesamodzielnego.

      4. Istnienie uwięzione.

      Kwarki istnieją lecz nie mogą występować jako obiekty pojedyncze. Fizycy
      zgromadzili ogromny materiał obserwacji potwierdzających samo istnienie kwarków
      oraz ich własności, przede wszystkim ułamkowych ładunków elektrycznych. Pod tym
      względem pomysłowość fizyków jest ogromna. Są oni przekonani, że empiria
      całkowicie potwierdza teorię, którą w związku z t
      • mathias_sammer Re: mikroswiat- kardiolog cd 30.12.03, 12:43
        tu: o kwarkach jest bardzo malo, przy okazji uzupelnie szerzej bo warto.

        4. Istnienie uwięzione.

        Kwarki istnieją lecz nie mogą występować jako obiekty pojedyncze. Fizycy
        zgromadzili ogromny materiał obserwacji potwierdzających samo istnienie kwarków
        oraz ich własności, przede wszystkim ułamkowych ładunków elektrycznych. Pod tym
        względem pomysłowość fizyków jest ogromna. Są oni przekonani, że empiria
        całkowicie potwierdza teorię, którą w związku z tym nazywają teorią
        standardową. Uważają, że każda podstawowa teoria budowy materii będzie musiała
        zawierać teorię kwarków jako swoją część. Z filozoficznego punktu widzenia
        kwarki są obiektami teoretycznymi, dlatego wydaje się, że poważna zmiana teorii
        musiałaby doprowadzić do zmiany koncepcji ich istnienia, o czym fizycy nie chcą
        mówić. Dla nich kwarki istnieją. Budują coraz bardziej skomplikowane modele
        wewnętrznej struktury cząstek elementarnych. Prócz kwarków zawierają one siły
        łączące kwarki. Ich nośniki nazywane są gluonami. Niesprowadzalne do kwarków są
        leptony, czyli elektrony, miony i ich neutrina. Zgodnie z teorią standardową
        kwarki i leptony są podstawowymi składnikami materii.
        Problem istnienia kwarków jest wyjątkowo ciekawy. Po pierwsze,
        skuteczność zastosowania w teorii cząstek elementarnych metod grupy SU(3) nie
        zmusza wcale do przekonania, że muszą istnieć najprostsze reprezentacje tej
        grupy. Prostota matematyczne nie wymusza istnienia odpowiednich obiektów tylko
        dlatego, że w modelach procesów realnych istnienie takie doprowadziłoby do
        uproszczenia obrazu całości. Mamy tutaj więc do czynienia z istnieniem bardzo
        uzależnionym od teorii. Jednak to nie wszystko. Zgodnie z prawami mechaniki
        kwantowej, zwłaszcza z zakazem Pauliego, takie same kwarki nie mogą występować
        koło siebie wewnątrz jednej cząstki, a tymczasem w kwarkowych modelach cząstek
        sytuacja taka zdarza się często. Fakt ten stanowił trudny problem teorii. Aby
        się z nim uporać fizycy wymyślili nową własność kwarków - kolor. Kwarki takie
        same pod każdym innym względem, występując w jednej cząstce, różnią się
        kolorem. Ponieważ bariony składają się z trzech kwarków, kolory są trzy -
        czerwony, zielony i niebieski. Oddziaływanie kwarków polega na przenoszeniu
        koloru, dlatego nośników tego oddziaływania - gluonów - jest osiem (9 minus
        jeden warunek dodatkowy). W tej teorii widać jak fizycy z trudności z zakazem
        Pauliego zrobili mechanizm sił wiążących składniki cząstek elementarnych. Na
        razie są oni przekonani, że mają rację. Wydaje mi się jednak, że rezygnacja z
        tezy o istnieniu kwarków jako samodzielnych składników cząstek znacznie
        uprościłaby teorię i obraz oddziaływań elementarnych. Cząstki mogą w
        oddziaływaniach wykazywać istnienie wewnętrznej struktury, która nie musi być
        konsekwencją istnienia w nich jakichś całkowicie niezależnych składników. Na
        przykład, protony mają określony rozkład ładunku elektrycznego, co nie zmusza
        do przekonania, że składają się z jakichś mniejszych jednolicie naładowanych
        części. Podobnie może być z kwarkami.

        5. Typy idealne.

        Powyższe uwagi pokazują, że cząstki elementarne i ich składniki są
        tworami wysoce teoretycznymi. Przekonanie o ich istnieniu zależy bardzo od
        teorii, w ramach której się je bada. Ta sytuacja ma jednak jedna istotną
        zaletę. Świat mikroobiektów jest kompletny i czysty. Nie ma w nim elementów
        zaburzających ani przypadkowych. Na tym poziomie materia składa się tylko z
        cząstek elementarnych, dlatego wszystko co bierze udział w procesach
        elementarnych jest cząstką. Z praw mechaniki kwantowej wynika ponadto, że
        wszystkie cząstki jednego rodzaju są idealnie takie same. Są one w związku z
        tym nierozróżnialne. Nierozróżnialność jest ważnym postulatem statystyk
        kwantowych i z niej wynika odmienność tych statystyk od klasycznej. Na poziomie
        budowy atomów prowadzi to do antysymetryzacji stanów elektronów znajdujących
        się na jednej powłoce. Każdy z nich znajduje się w każdym z dopuszczalnych
        stanów, co trudno sobie wyobrazić myśląc klasycznie, a jednak bez tego nie było
        by wiązań chemicznych ani powłok. Materia makroskopowa istnieje dzięki
        nieodróżnialności elektronów i zakazowi Pauliego. Inne zadziwiające procesy,
        takie jak nadciekłość i nadprzewodnictwo, również powstają dzięki
        nieodróżnialności atomów lub ich składników. W ciele stałym wzbudzenia sieci
        krystalicznej także dają statystkę Bosego-Einsteina, wynikającą z
        nieodróżnialności tych stanów. Z tego powodu obiekty mikroświata są przykładem
        typów idealnych, podobnych do obiektów matematyki, gdzie obiekty izomorficzne
        są nieodróżnialne. Jest to ważna cecha mikroświata.
        • bulterier Most na rzece Kwai 31.12.03, 11:04
          Czesc Wam,

          ogladaliscie ten film? Wlasnie zastanawiam sie nad zakonczeniem. Nie moge sobie
          przypomniec czy wysadzili ten piekny most.

          Z 32 kart w talii dobralam sobie dwie pary- chyba wiec niezle :)

          Wpadlam jedynie celem zabrania kilku swoich (uzytkowanych przez innych........)
          rzeczy....... oraz powieszenia zyczen noworocznych w mysl zasady „nie odkladaj
          do jutra tego co masz zrobic dzis” -a dzis Sylwester w koncu, no i ....imieniny
          Hermesa :). Ach, jak ja lubie Grecje i jej mitologie!

          Ksiazki i plyty postanowilam zostawic czyli ododac do pewnego domu dziecka,
          gdyz nic bardziej nie cieszy, jak swiadomosc, ze komus moga sie przydac a nawet
          sprawic duza przyjemnosc. Niech wiec „beda dalej podawane”.
          Ciesze sie Panowie, ze zaprosiliscie mnie w inne miejsce, ktore od czasu do
          czasu bede nawiedzac celem siania zametu :) Nie chce zbytnio prowokowac
          tamtejszych pisarzy, niech sympatyczne zycie plynie spokojnym jak do tej pory
          tempem. Ciesze sie jednak, ze nie rozpromowaliscie tego „waszego” miejsca w
          innych mediach.

          Co do Waszej logiki to nie zgodze sie z Wami odnosnie roli kobiet. Ja tam
          lepiej wiem co nalezy zrobic z tymi no... skwarkami, o ktorych piszecie. Sprawa
          jest wyjatkowo prosta- trzeba je dobrze wysmazyc! Ot co! Odnosnie zas samego
          bycia mezczyna to powiem Wam, ze zdarza sie niekiedy, ze to kobieta znajdujaca
          sie pomiedzy facetami okazuje sie byc prawdziwym mezczyzna, ktory wie kiedy
          nalezy wstac i wyjsc.
          Pamietacie jeszcze moj hymn Perfektu „Niepokonani”?
          Stare ale zawsze aktualne.

          A teraz bardziej na temat. Co do tej calej Waszej logiki to mam pewna uwage.
          Mianowicie, mnie kiedys zastanowil rachunek prawdopodobienstwa , ktory mogl
          stac sie kluczem, choc klucz lezy gdzie indziej. Rachunek pr. zawiera bowiem
          zbyt wielka, trudna do zrealizowania liczbe. Istota natomiast sa wykonywane
          dzialania: dodawania, mnozenia (niekiedy tez dzielenia) , ktore doprowadzaja
          do takiego a nie innego rezultatu czyli wyniku....... Podazacie jeszcze za
          mna?:)
          Matematyka to wspaniala rzecz! Na przyklad wykorzystuje ja do sporzadzania
          listy zakupow, kilogram kaczki, 5 pomaranczy, sto butelek wina ect :) Czyz to
          nie genialne?:)

          Musze juz isc. Na koniec zyczenia noworoczne dla Wszystkich (rowniez nie
          wymienionych i tych, ktorzy nie przychodza mi teraz do glowy) starenkich i
          mniej starych MOICH.. osobistych przyjaciol oraz innych znajomych internetowych.

          Zyczenia skladam w kolejnosci znajomosci :
          Wszystkiego dobrego w nowym 2004 roku:
          KimB
          Jarkowi
          Kozie
          Klarze
          Petrze
          Maja Maya (dodatkowy calus za jej slynne : pomozcie, jestem tu nowa!)
          Slimaczkowi
          Mrowce
          Kosmatemu
          Nivei
          Nowemu
          Andromedzie itd.

          Wystarczy, zasapalam sie.
          Sciskam pod kolankiem i wszystkiego dobrego !

          Bulterier czyli Dorota*

          * info dla tych, ktorzy nie wiedzieli kiedy skladac mi zyczenia imieninowe :)

          PS tak tak, zdaje sie wysadzili ten most...

          bez odbioru
          • kardiolog dojrzalosc 2004 04.01.04, 12:31
            Witam,
            zaczne po kolei.

            Czesc Dorotko..Bulterierko
            Przykro, ze rezygnujesz z forum Gazety Wyborczej. Ja zostaje, i tak jak
            napisalem powyzej, bede w 2004 zagladal od czasu do czasu na jego strony.
            Widze, ze „zaciagnelas sie feromonem” (to ze Shreka) czyli Klubowym z filtrem...
            Kiedys tez toto palilem. Prawda, ze smak kiepsciutenki? Dla mnie dzisiaj
            rowniez wybitnie wymiotny. Mam nadzieje, ze wiesz, ze prawie przez dwa lata
            fabryka produkowala papierosy W POLSCE BEZ zagranicznych licencji..? Dopiero
            pozniej Philip Morris zostal ponownie wlaczony. Uzupelniam, bo widze, ze
            niektorzy palacze pragna wykorzystac owa sytuacje celem ochrony pluc wlasnych i
            ubieganie sie o odszkodowanie?! To tak jakby morderca powiedzial: „tak zabilem,
            ale to wszystko z milosci do ciebie kotku”. Cytat z filmu, zdaje sie z 45 roku,
            nie pamietam.
            Mowiac o kinie, mimo wszystko, najciekawsze produkcje wyemitowano w minionym
            roku, zupelnie inne, ale zgodze sie poraz 50ty- nie ma sensu pisac o filmach,
            ktore ogladalo sie wiele razy. Filmy sprzed wojny, jak wiesz, zniszczono. Nie
            wszystkie jednak, ale to tak staaara historia, ze naprawde juz szkoda czasu na
            odgrzebywanie.

            Dlaczego? Dlaczego wczesniej nie pisalem o filmach?
            Moze wiec cos z marketingu.
            Dam taki przyklad. Wyobraz sobie, ze zostalas ankieterka i musisz zebrac
            opinie. Grupa jakosciowa 100 osob, grupa docelowa: 50/50 kobiety mezczyzni,
            dorosli, wygladem sugerujacy wiek pow. 30lat. Badanie przeprowadzasz na
            najbardziej ruchliwej ulicy w Twoim miescie. Pytanie brzmi: Wygral/a Pan/i
            wlasnie na loterii 20 mln nowych zlotych. Jak spozytkuje Pan/i wygrana?
            Zalozmy, ze mezczyzni powiedza: kupie dom, mercedesa, pojade (jesli ma rodzine-
            pojedziemy) na dlugie wakacje dookola swiata, zainwestuje itp. Kobieta : kupie
            dom, kupie mieszkania dzieciom, wykupie polisy ubezpieczeniowe dla dzieci,
            zadnych inwestycji, wplace czesc na ksiazeczke oszczednosciowa, co z reszta nie
            wiem, musze sie zastanowic. Podobnie moglyby odpowiedziec pozostale osoby.
            Badacze skierowaliby uwage na preferencje konsupcyjne damskie i meskie
            dokonujac po drodze analizy osobowosci , sklonnosci do podejmowania
            dlugofalowego ryzyka etc. Mozna zatem dlugo „wedrowac” w tym kierunku.
            Pytanie bylo jednak inne. Ile z przebadanych osob potrafi w ciagu kilku minut
            odpowiedziec: 20 mln zlotych przeznaczam na: zakup domu, zostaje mi X, ktore
            przeznaczam na zakup samochodu kosztujacy Y, potem kwote Z przeznaczam na
            inwestycje, inna kwote A+B na fundusz taki i taki, czesc pozostawiam w banku, w
            ktorym odsetki wynosza tyle i tyle czyli... . A zatem po zsumowaniu wszystkich
            wydatkow wychodzi dokladnie wygrana kwota 20 mln.
            Jak myslisz ile osob mogloby tak odpowiedziec?
            Tez nie wiem, nie znam podobnego badania. Niemniej szczerze zapytam (nie, nie
            to nie arogancja): czy gdybys wygrala 20 mln zl wiedzialabys co z owa wygrana
            zrobic.........?
            Czyli jak widzisz- ulubione przez wszystkich statystyki bywaja na-ogol mylne-
            to jak ze szklanka do polowy pusta lub do polowy pelna... Tyle, ze tym razem
            ulalo sie jednak...

            Wracajac jeszcze do pokera czyli do samej gry. Zeby grac w pokera i KAZDA
            partie wygrywac musisz miec kogos za plecami , kto podsunie „wlasciwa dla
            Ciebie” decyzje kiedy zwiekszyc pule (tak samo jak w filmie z Banderasem i
            Angelika Jolie, ktory obejrzalem na urlopie na pewnej stacji).
            Mozesz jednak sprobowac zagrac bez niczyjej pomocy. Bedziesz mogla powiedziec,
            ze jest to wtedy Twoja wlasna wygrana lub przegrana.. Ja gram w pojedynke,
            czasem wygrywam, czasem przegrywam. Ot zycie po prostu. Gram jednak dalej.

            Czesc Mathias,
            zdaje sie, ze jeszcze nie skonczylismy rozmowy o kwarkach. Zaraz wychodze do
            kina, ale wpadne za kilka dni liczac, ze cos nowego napiszesz, bo jak na razie
            to widze, ze historia zaczyna sie powtarzac. Nie staraj sie smiercia Kanta
            uszlachetniac Schopenhauera...chyba, ze potrafisz odwrocic historie do gory
            nogami- wtedy bede zmuszony przyznac, ze miales racje a raczej profesor
            Warwick* i nie pozostanie mi nic innego jak uchylic kapelusza dla geniuszu i
            oddalic sie w milczeniu...

            Klaniam sie i do nastepnego,
            kardiolog

            PS. Mathias nie probuj mnie wykurzyc, bo nie uda sie :)
            Mozesz ze mna nie rozmawiac- Jak najbardziej OK. Dopoki jednak bedziesz mowil
            o mnie czuje sie do rozmowy zaproszony...
            PS2 * Profesor Warwick twierdzil, ze prawda nie istnieje.


            • mathias_sammer "Proba ognia i proba wody" 04.01.04, 20:20
              Kardiolog, przerywam pisanie na dwa- trzy tygodnie, ale wrzuce cos na odchodne
              niejako zamykajac temat ze swojej strony (chyba, ze nalegalbys, by kontynuowac,
              ale ja nie lubie powtorzen).
              Jedyne co moge Tobie zarzucic to fakt, ze popelniasz mase bledow
              stylistycznych, gramatycznych i ortograficznych. Nie mart sie jednak- na
              Zachodzie ludzie z tym „problemem” (tak samo jak z samoczynnie piszaca lewa
              reka w przeciwienstwie do tej no..prawej) calkiem dobrze funkcjonuja.

              „ W ostatnim tygodniu swego zycia Marcel Proust zrobil cos, z czym badacze pod
              dzis dzien nie umieja sobie poradzic. Jak odkryto dopiero 10 lat temu,
              wykreslil dwie trzecie topograficznego skladu „Albertyny”. Do dzis nie wiadomo,
              co zamyslal, ale pewna wskazowka kaze domniemywac, ze smierc przerwala mu prace
              nad jakas wieksza przerobka. Otoz w finale tej czesci cyklu Proust zostawia
              koniec pewnej intrygi, ktora nie ma poczatku i po smierci autora musiala zostac
              uzupelniona przez jego brata na podstawie rekopisu. Rozwiazanie jest
              niezrozumiale bez wezla; Proust musialby zatem dolaczyc wezel, albo usunac
              rozwiazanie . Przy zalozeniu, (...), i ze zdecydowalby sie na drugi wariant-
              wykluczenie rozwiazania razem z wezlem-cos by zawalilo w swiecie. Albowiem w
              takim przypadku „Poszukiwanie” utraciloby to, co mozna poczytac za ustepstwo na
              rzecz ludzkiej ograniczonosci: jedyny powazny blad w sztuce.
              Jestesmy w przedostatnim tomie cyklu. Narrator Marcel otrzymal telegram:
              Albertyna, ukochana, uwieziona i zbiegla Albertyna spadla z konia. Albertyna
              nie zyje. Nastepuje okres zaloby, kiedy Marcel zamyka sie z czytelnikiem na
              caly jeden ponury tom. Potem odwaza sie znowu wrocic do swiata i jedzie z matka
              do Wenecji. Tam dostaje depesze o tresci: „drogi Przyjacielu, myslisz, ze
              umarlam, ale ja zyje, chce Cie zobaczyc, pomowic o projektach matrymonialnych,
              kiedy wracasz? Albertyna”. Jak to, wiec Alberrtyna zyje? Marcel w to nie watpi,
              ale o dziwo wiadomosc o jej zmartwychwstaniu nie moze mu sprawic spodziewanej
              radosci. Dokonuje rozrachunku z samym soba i przekonuje sie, ze nie jest zdolny
              wskrzesic ani dawnej Albertyny, ani swojego dawnego, obumarlego Ja: ze slusznie
              obawial sie potwora zapomnienia, ktory pochlonie jego milosc; ze wierzyl, iz
              kocha dziewczeta, a tymczasem kocha tylko odblask jutrzenki, ktory na krotko
              rozjasnia twarze; az wreszcie takze nasza milosc do zycia to tylko dawne
              _liaison_, ktorego nie umiemy zerwac, wszelako smierc, ktora je niszczy,
              potrafi nas uleczyc z pragnienia niesmiertelnosci.
              Cudowne chociaz smutne. I teraz Proust popelnia jedyny kapitalny blad w sztuce
              swojej powiesci. (...dokladny opis bledu wyciety przez M.S.) Czytelnik jest
              oburzony; oburza go nie nagle rozwiazanie, ale wirtuozerski spacer, ktory je
              poprzedzil.
              Proust popelnil blad, tak gleboko zakorzeniony w naturze powiesciopisarstwa, ze
              nawet olbrzym nie zdola go usunac. Proust zapomina, ze wprawdzie on sam zna
              plan, ale nie zna go czytelnik. (...jw) Totez autor stara sie pociagnac
              czytelnika za soba w glebine. Chce go wygnac ze stanu niewinnosci, i ma na to
              jeden sposob, musi zachecic czytelnika do recydywy. Kolega Prousta Tomasz Mann,
              nie poprzestal na zachecie i posunal sie do jawnego wezwania. W wykladzie dla
              studentow w Princeton wystapil z zadaniem, by zechcieli jego powiesc o
              straconym czasie przeczytac dwa razy. Dopiero wtedy bowiem beda mogli ogarnac
              caly muzyczno-ideowy zespol odniesien i w obie strony interpretowac symboliczne
              aluzje formul slownych; jak muzyke, ktora tez trzeba pierwej znac, aby
              prawdziwie sie nia delektowac (Tomasz Mann „Wstep do Czarodziejskiej gory”).
              Tomasz Mann, ktory okreslil to zadanie jako „bardzo aroganckie”, wyrazil tylko
              nadzieje, jaka zywi kazdy powazny autor. Kazdy autor, ktory pisze cos wiecej
              niz broszurki- choc niekoniecznie musza to byc od razu _Cahiers_-oczekuje w
              skrytosci ducha, ze sie go bedzie wielokrotnie czytalo. Ponowne czytanie to
              podzieka, na jaka zasluguje kazdy autor, ktory wklada miedzy wiersze wiecej niz
              mozna z nich mimochodem wydobyc. Poczciwi niewinni czytelnicy-jakze by mogli za
              pierwszym razem docenic cos wiecej niz tylko czastke wszystkich tych skarbow,
              ktore obmyslil dla nich autor? Pierwsza lektura jest jak powitanie, stan
              cokolwiek upokarzajacy, ktory kazdy czytelnik musi przejsc, zeby dorosnac;
              lektura konieczna, ale nie tyle ze wzgledu na nia sama, ale po to, by umozliwic
              te druga, powazna, ukierunkowana przez rozeznanie, uwolniona od ciezkich
              pierwiastkow materialu. Gdyby nie bylo tej drugiej, poglebionej lektury,
              skrupulatni autorzy na darmo by sie trudzili. Przy pierszej lekturze nikt nie
              moze wiedziec, na co ma w szczegolnosci zwrocic uwage, przeciwnie, jezeli od
              razu na to cos szczegolnego wpada i cwierkaja o tym wszystkie wroble na dachu,
              to dowod, ze autor jest partaczem, a zatem poniewaz czytelnik nie moze tego
              wiedziec, musi z koniecznosci ujsc jego uwagi, jak kunsztownie autor
              uporzadkowal motywy i jak gesto utkal materie. Poniewaz czytelnik nie zna
              konca, mozna sie tylko domyslac, jak wczesnie i jak wyraznie wszystko ten
              koniec zapowiada. Po dziesieciu tomach Prousta czytelnik zapomnial juz
              pierwszego slowa –Longtemps- do ktorego nawraca ostatnie slowo-temps; szedl po
              wyznaczonej linii i myslal, ze porusza sie prosto; dopiero za drugim
              przebiegiem moze odkryc, ze autor zakrzywil linie i poruszamy sie po ogromnym
              kole, jak w „Finnegans Wake” , gdzie ostatnie slowo bez kropki nawraca do
              poczatku mala litera. Dopiero przy drugiej lekturze czytelnik moze zrozumiec
              plan i spostrzec, jak to na kazdym pietrze autor przyczynial sie do jego
              realizacji. Nie przy pierwszej, naiwnej pospiesznej lekturze, lecz przy
              drugiej, statecznie powsciagliwej, moze studiowac glosy gornego i nizszego
              rejestru, aby ogarnac polifoniczna calosc; (..)Autorzy aleksandryniczni jak
              Tomasz Mann albo Joyce bardziej od innych blagaja, by nie odkladac ich po
              pierwszym razie. Kto uczyni tym blaganiom zadosc i przeczyta jeszcze raz,
              doswiadczy, jak swobodna, afunkcjonalna powodz szczegolow traci stopniowo impet
              i zostaje skanalizowana. Na koniec w Ulissesie i w Czarodziejskiej gorze kazdy
              prawie detal jest dobrze osadzony w porzadku motywow lub symboli; nawet cygara
              nie zarza sie juz ot tak sobie, i nawet protoduszne biurka albo kominki nie
              sluza tylko wygodzie suchotnikow........(..)”.

              Michael Maar
              (ur. 1960) eseista niemiecki: studiowal germanistyke i psychologie. W 1995 r
              opublikowal prace doktorska „Geister und Kunst, Neuigkeiten aus dem
              Zauberberg”. Zostala nagrodzona przez Deutsche Akademie für Sprache und
              Dichtung. Maar mieszka w Bambergu, wspolpracuje literacko z „Frankfurter
              Allgemeine Zeitung” i mies. „Merkur”. W 1997 opublikowal ksiazke „Die Feuer –
              und die Wasserprobe”.



              • kardiolog Re: "Proba ognia i proba wody" 04.01.04, 21:31
                Zajrzalem jeszcze przed tak zwanym snem.., ale wychodze z sieci zaraz po
                wyslaniu. Otoz chlopcze- nie ciesz sie przedwczesnie, bo Twoja uciecha oznacza
                ni mniej ni wiecej, ze Prousta sam czytales tylko raz..
                Dwa, trzy tygodnie powiadasz..? Z kim wiec bede dyskutowal, jesli opuscisz
                forum na tak dlugo, chyba nie sam ze soba..:DD
                Z racji Twojej nieobecnosci odloze wiec egzekucje na pozniej, mozesz byc jednak
                pewny, ze jestem po stronie srodka z dodatkiem Bulterierki:) Ona, na szczescie,
                tak jak i ja, samotny bialy ster i okret (czy jakos tak), wiec poradzi sobie
                swietnie beze mnie. Obysmy tylko nie zastali siebie za trzy tygodnie w tym
                samym miejscu dziejowym, bo bedzie przykro patrzec na kolejna masakre.
                Licze, ze rok 2004 bedzie ciekawszy- no chyba, ze bedziesz caly czas pisal te
                same smutne bajki o wielkim kancie... w mysl adolfowskiej zasady "klamstwo
                powtorzone 100 razy..." wtedy trzeba bedzie cie zlikwidowac trzema strzalami w
                glowe:) (podpatrzylem te metode w filmie o glorii gestapo lub o innej glorii)
                To tyle, bo mam dzis dobry humor, goscie poszli, ja tez oddalam sie ku swemu
                jestestwu.
                kardiolog

                Zobaczymy co wykombinujesz jak znowu sie pojawie tzn pod moja nieobecnosc, bo
                to, ze przylutowano cie do klawiatury to widze i bez okularow.
                • kardiolog zapomnialem- film- do Bulterierki 04.01.04, 21:37
                  Swietny film graja "Calendar Girls" koniecznie obejrzyj- bardzo poprawia
                  kobietom samopoczucie. Facetom tez sie podobal..czyli mnie

                  Pozdrawiam wylogowawszy sie
                  k
                • mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" 08.01.04, 11:49
                  czesc Kardiolog,
                  wiem, ze nie jestes pod stalym kablem (zajrzalem na chwile po poczte- a skoro
                  zajrzalem to nie udam, ze mnie nie bylo :)
                  Raz, dwa razy w tygodniu mozesz pisac- czesciej nie przewiduje odpowiadac :).

                  A teraz krociutko w odpowiedzi na list.
                  Mysle, ze bedziesz musiac jednak uchylic kapelusza :) Pamietaj- nie jest hanba
                  oddac uklon lepszemu...:)Zrobie to naprawde bez cienia zazenowania- jesli
                  zasluzysz ;))))
                  Czy bede arogancki jesli skieruje slowa do Bulterierki..?
                  Hmm- moze jednak nie.
                  Szanowna Bu-ko,
                  Decydujac sie na zejscie i odwiedziny piwnicy klubowej (tej co miesci sie pod
                  uniwersytetem) powinnas zabrac ze soba latarke i klucz do pierwszych drzwi).
                  Latarke ma Kardiolog, ja mam klucz.
                  Czy naprawde chcesz wchodzic w te ciemnosci i wilgoc...?
                  Zostan lepiej na powierzchni mowiac- "mam to gdziesz; zyje dalej, malo tego
                  zaczynam zyc pelna (piekna a jakze..piersia)!!"
                  Wybor jednak nalezy do Ciebie.
                  Kardiolog nie ma interesu podawac o-garka a ja wskazywac drzwi...
                  O co chodzi wiec?
                  Aby deklaracje roku obrachunkowego 2004 na jego zakonczenie byly zgodne z
                  podawanym stanem kasy oraz rachunkiem wynikow. Czyz nie po to jest Urzad
                  Skarbowy by przypominac, iz skladanie falszywych zeznan podatkowych grozi
                  wysokimi karami? Wchodzimy do Unii, powinnismy wiec dostosowac nasze prawo i
                  sankcjonowanie do unijnego... Nie badz cierpniaca Matka Teresa- zyj jak
                  przystalo na tak atrakcyjna kobiete jak Ty- a zobaczysz, ze zaroja sie faceci
                  wokol Ciebie jak mrowki:) Juz sie.. roja :))))))) Tak trzymac! :)

                  Moze wiec teraz latwiej zrozumiesz - miliony osob graja codziennie na loterii,
                  w Lotto itp. , ale tylko garstka wygrywa. Po co grac, jesli z gory wiadomo, ze
                  na koncu losowania i tak nie ma i nie bedzie nic wiecej.....................?
                  Toz to nic innego jak grzech popelniony na logice..

                  klaniam sie rowniez
                  i cieplo pozdrawiam
                  uczestnikow forum Psy-chol-og-i-a
                  • bul-terierka Re: "Proba ognia i proba wody" 09.01.04, 15:23
                    mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.

                    1. piszesz na forum za duzo
                    2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                    3. piszesz na forum za czesto
                    4. piszesz na forum za rzadko
                    5. jestes slepcem
                    6. mialo cie nie byc a jestes znow
                    7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna jest
                    przeciwko mnie
                    8. mnozysz sie na potege
                    9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym wyprzedzeniem
                    poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                    10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                    intymnosc
                    11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie- nienawidze
                    cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak na
                    balkany, irak i wszystko inne
                    12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglosci
                    13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                    14. –II- gdzie mieszkasz
                    15. co mowisz
                    16. jak mowisz
                    17. wykurze cie stad!
                    18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                    19. nie interesujesz mnie
                    20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                    21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz w
                    domu na zasilku pilnujac dzieci siostry

                    to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestraszysz
                    sie mieczaku?!hehe
                    • Gość: Oleńka/gf ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.04, 16:08
                      Jeszcze używa słów, których nie ma w słowniku, co ma na celu umniejszenie
                      interlokutora ;D
                    • Gość: mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" IP: 80.51.234.* 13.01.04, 16:12
                      bul-terierka napisała:

                      > mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.
                      >
                      > 1. piszesz na forum za duzo
                      > 2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                      > 3. piszesz na forum za czesto
                      > 4. piszesz na forum za rzadko
                      > 5. jestes slepcem
                      > 6. mialo cie nie byc a jestes znow
                      > 7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna jest
                      > przeciwko mnie
                      > 8. mnozysz sie na potege
                      > 9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym
                      wyprzedzeniem
                      >
                      > poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                      > 10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                      > intymnosc
                      > 11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie-
                      nienawidze
                      > cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak na
                      > balkany, irak i wszystko inne
                      > 12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglosci
                      > 13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                      > 14. –II- gdzie mieszkasz
                      > 15. co mowisz
                      > 16. jak mowisz
                      > 17. wykurze cie stad!
                      > 18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                      > 19. nie interesujesz mnie
                      > 20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                      > 21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz w
                      > domu na zasilku pilnujac dzieci siostry
                      >
                      > to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestraszysz
                      > sie mieczaku?!hehe


                      Do powyzszych tresci ustosunkuje sie po powrocie do BRD.

                      M.S.
                      • Gość: mathias_sammer Re: "Proba ognia i proba wody" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.04, 23:51
                        Gość portalu: mathias_sammer napisał(a):

                        > bul-terierka napisała:
                        >
                        > > mathias_sammer postanowilam do ciebie napisac i oto moje uwagi.
                        > >
                        > > 1. piszesz na forum za duzo
                        > > 2. piszesz na forum za malo, bez skladu i ladu
                        > > 3. piszesz na forum za czesto
                        > > 4. piszesz na forum za rzadko
                        > > 5. jestes slepcem
                        > > 6. mialo cie nie byc a jestes znow
                        > > 7. masz inne zdanie niz a ja, a ja tego nie znosze, kto nie jest ze mna je
                        > st
                        > > przeciwko mnie
                        > > 8. mnozysz sie na potege
                        > > 9. przychodzisz po 13.00 jak do monopolu zamiast z dwutygodniowym
                        > wyprzedzeniem
                        > >
                        > > poprosic o pozwolenie na wejscie do klubu
                        > > 10. nie jestes tu mile widziany, to jest moj dom a w nim moja prywatnosc i
                        >
                        > > intymnosc
                        > > 11. udawalam, ze cie toleruje, ale nie moge oszukiwac samej siebie-
                        > nienawidze
                        > > cie, jestes odpowiedzialny za I wojne swiatowa, druga wojne swiatowa, atak
                        > na
                        > > balkany, irak i wszystko inne
                        > > 12. trzymaj sie z daleka ode mnie tj. zachowaj co najmniej 2 metry odleglo
                        > sci
                        > > 13. mi sie nie podoba jak wygladasz
                        > > 14. –II- gdzie mieszkasz
                        > > 15. co mowisz
                        > > 16. jak mowisz
                        > > 17. wykurze cie stad!
                        > > 18. klamiesz, masz to w genach jak ten lekarzyna, ktorego mam gdzies
                        > > 19. nie interesujesz mnie
                        > > 20. nie interesuje mnie co piszesz, nie czytam twoich wypocin
                        > > 21. nie wierze, ze pracujesz, jestes pewnie pucybutem u turka lub siedzisz
                        > w
                        > > domu na zasilku pilnujac dzieci siostry
                        > >
                        > > to tyle na poczatek. licze, ze wypowiesz sie. a moze jak zwykle przestrasz
                        > ysz
                        > > sie mieczaku?!hehe
                        >
                        >
                        > Do powyzszych tresci ustosunkuje sie po powrocie do BRD.
                        >
                        > M.S.

                        Tia..., ja jeszcze pobede troche w Polsce. Siedze cholera! nad chrzaniona
                        prezentacja, ktora musze jutro przeslac. Wlalem sobie kieliszek wina
                        hiszpanskiego, przemaszerowalem 7 razy pokoj, pogimnastykowalem cialo i umysl,
                        po czym postanowilem na chwile zajrzec na GW celem oderwania mysli od pisaniny
                        (nie, to nie tlumaczenie co robie i nie powod, by wpisywac sie do watku
                        doktorki z przychodni publicznej, ktora nie moze juz sluchac zwierzen
                        pacjentow..- tak misie tylko przypomnialo).

                        I wiesz co? Moglbym odpowiedziec rowniez w punktach ( obszernie i w kazdym
                        ustepie..)na przedstawione przez Ciebie argumenty (?) , ale zaczyna nareszcie
                        do mnie docierac, ze ta dyskusja jak rowniez kazda nastepna nie ma juz sensu.
                        Mam nadzieje, ze pokusilas sie chociaz o chwile refleksji... nade/mna,
                        nad/soba, swiatem, zyciem i cala (zdaje sie poza Toba) niepotrzebna reszta.
                        I zamiast napisac w taki sposob, abys poczula sie zle (wiesz, ze potrafie i
                        moge zbic powyzsze uwagi) uznalem, ze pkt 17 zaczyna nabierac dla mnie coraz
                        wiekszego znaczenia.

                        Nie czuje juz nic, tylko dziwna kwasnosc w ustach. Nie, to nie jest smak
                        wina... Jakas dziwna , bezkresna pustka.
                        Sa chwile w zyciu, podczas ktorych nawet agnostyk zastanawia sie nad istnieniem
                        jakiegokolwiek boga, sprawcza czy na-prawcza sily...? I wlasnie w takich
                        momentach jak ten poraz kolejny dochodze do wniosku, ze nie. boga nie ma.

                        Mam nadzieje-tak jak i Ty- ze w prawdziwym ( a nie wymyslonym, nie/istniejacym
                        zyciu) nasze drogi nigdy nie skrzyzuja sie...

                        Nie chce mi/sie z Toba walczyc, nie czuje takiej potrzeby- chce aby Wasze zycie
                        i wpisy w tym watku...(tak jak chcecie) przestaly mnie dotyczyc. Czy jesli
                        przestane pisac to zajmiecie sie tylko soba? Czy tez tak bardzo wroslem w kazdy
                        Wasz dzien, ze nie potraficie beze mnie juz zyc...? Udowodnijcie prosze,ze sie
                        myle. Tak bardzo chcialöbym sie mylic...
                        I cos jeszcze. Myslalem, ze z "owym lekarzyna" (jak go pogardliwie nazywasz)
                        mozemy od czasu do czasu poklepac na neutralne, nudne tematy (takie o
                        szydelkowaniu i gotowaniu). Jednak nie mozemy. Skoro nie mozemy, bo i ja juz
                        nie widze sensu to nalezy podac sobie dlon na odchodne i nie przeszkadzac
                        nawzajem w zyciu.

                        "Nie wywolujcie wilka z lasu" a i on nie bedzie sie wywolywal..a gdy pewnego
                        dnia zajrzy do lasu i nie znajdzie koszyczka, babci czy czerwonego kapturka w
                        milczeniu podrepcze do innego zoo..........................


                        mathias sammer

                        • Gość: OIeńka mathiasie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 00:15
                          Czort Cię wie, kiedy Ty serio gadasz, a kiedy nie ;) zresztą pora późna i
                          mój "zmysł tekstu" nieco uległ anihibi stępieniu poważnemu :))

                          Ale, chciałam rzec, choć to zapewne nie argument, że jak przestaniecie tu pisać
                          to, co piszecie, to a/będzie mi smutno b/obrażę się ;) c/współczynnik sensu na
                          Psach wyraźnie spadnie. Wiem, że masz to tam, gdzie Twoje plecy tracą swoją
                          szlachetną linię ;))

                          Niemniej chciałam zeznać, jak wyżej :)

                          pozdrawiam,
                          Oleńka/gf
                        • bulterier Re: "Proba ognia i proba wody" 29.01.04, 00:34
                          mathiasie
                          pozwol ze bede dzis acz jednorazowo pisac z malej litery tak jak-hiczkok i ja
                          kocham forme wypowiedzi bez przecinkow i znakow zapytania i kropek widze kazdy
                          szuka potwierdzenia teorii prawa buszu cos ci pokaze z zegarkiem w reku 14,5
                          stopnia w skali czasu'' bylam na aktual jak telexpress ludzki czas
                          insitoris1hymenada08 abstrakt2003andrzejgsowiesomat_teuszpollak(wszystko w
                          czerni pogrubionej)miriamfirst_ kkaczory_piss_btohers_panidanka!
                          sceptykjaceknierownyjw(zal)reszte tez widze oczy wykolec '?wykole a jakzewszak
                          widzec nie wolno i to tutaj pomalutku namalowano kropeczkie:)
                          szkodaze tracicie czas na gmeranie po przeszlosci tu chodzi o przyszlosc
                          no cuz w tem tenmacie juz nie wyjdzie zadne jajo
                          spokojnej nocy mnie zaczyna sie za chwile wam pewnie 0 4
                          busiamilaladnaiprzyjemna:)ups
                        • bulterier juz blisko konca czyli okraglej setki 17.02.04, 21:17

                          > Tia..., ja jeszcze pobede troche w Polsce. Siedze cholera! nad chrzaniona
                          > prezentacja, ktora musze jutro przeslac. Wlalem sobie kieliszek wina
                          > hiszpanskiego, przemaszerowalem 7 razy pokoj, pogimnastykowalem cialo i
                          umysl,
                          > po czym postanowilem na chwile zajrzec na GW celem oderwania mysli od
                          pisaniny
                          >
                          > (nie, to nie tlumaczenie co robie i nie powod, by wpisywac sie do watku
                          > doktorki z przychodni publicznej, ktora nie moze juz sluchac zwierzen
                          > pacjentow..- tak misie tylko przypomnialo).
                          >
                          > I wiesz co? Moglbym odpowiedziec rowniez w punktach ( obszernie i w kazdym
                          > ustepie..)na przedstawione przez Ciebie argumenty (?) , ale zaczyna nareszcie
                          > do mnie docierac, ze ta dyskusja jak rowniez kazda nastepna nie ma juz
                          sensu.
                          > Mam nadzieje, ze pokusilas sie chociaz o chwile refleksji... nade/mna,
                          > nad/soba, swiatem, zyciem i cala (zdaje sie poza Toba) niepotrzebna reszta.
                          > I zamiast napisac w taki sposob, abys poczula sie zle (wiesz, ze potrafie i
                          > moge zbic powyzsze uwagi) uznalem, ze pkt 17 zaczyna nabierac dla mnie coraz
                          > wiekszego znaczenia.
                          >
                          > Nie czuje juz nic, tylko dziwna kwasnosc w ustach. Nie, to nie jest smak
                          > wina... Jakas dziwna , bezkresna pustka.
                          > Sa chwile w zyciu, podczas ktorych nawet agnostyk zastanawia sie nad
                          istnieniem
                          >
                          > jakiegokolwiek boga, sprawcza czy na-prawcza sily...? I wlasnie w takich
                          > momentach jak ten poraz kolejny dochodze do wniosku, ze nie. boga nie ma.
                          >
                          > Mam nadzieje-tak jak i Ty- ze w prawdziwym ( a nie wymyslonym,
                          nie/istniejacym
                          > zyciu) nasze drogi nigdy nie skrzyzuja sie...
                          >
                          > Nie chce mi/sie z Toba walczyc, nie czuje takiej potrzeby- chce aby Wasze
                          zycie
                          >
                          > i wpisy w tym watku...(tak jak chcecie) przestaly mnie dotyczyc. Czy jesli
                          > przestane pisac to zajmiecie sie tylko soba? Czy tez tak bardzo wroslem w
                          kazdy
                          >
                          > Wasz dzien, ze nie potraficie beze mnie juz zyc...? Udowodnijcie prosze,ze
                          sie
                          > myle. Tak bardzo chcialöbym sie mylic...
                          > I cos jeszcze. Myslalem, ze z "owym lekarzyna" (jak go pogardliwie nazywasz)
                          > mozemy od czasu do czasu poklepac na neutralne, nudne tematy (takie o
                          > szydelkowaniu i gotowaniu). Jednak nie mozemy. Skoro nie mozemy, bo i ja juz
                          > nie widze sensu to nalezy podac sobie dlon na odchodne i nie przeszkadzac
                          > nawzajem w zyciu.
                          >
                          > "Nie wywolujcie wilka z lasu" a i on nie bedzie sie wywolywal..a gdy pewnego
                          > dnia zajrzy do lasu i nie znajdzie koszyczka, babci czy czerwonego kapturka w
                          > milczeniu podrepcze do innego zoo..........................
                          >
                          >
                          > mathias sammer
                          > .........

                          Melduje sie, ze jestem od 10 minut (ale i tak pewnie siedzicie na czacie:),
                          pobede jeszcze z kilka, zeby dopisac to i owo i znikam:)

                          Czesc mathiasie i kardiologu,
                          w zyciu jak to w zyciu ... z krociutkich obserwacji wynika, ze kroliczek
                          podwinal kite i kica sobie gdzies po kolorach :) ( z tego miejsca pozdrawiam
                          krolika siedzacego w kolorach:))........ a mysliwi, panie, za nim,:) cala
                          czereda... to tak na marginesie tytulem mysli optymistycznej...Moze wreszcie
                          zlapia kroliczka :)Oby i ja potem "tam bylam wino pilam i zyli dlugo i
                          szczesliwie"

                          Ja tylko dzisiaj z pewnym newsem, gdybym nie powiedziala czulabym sie jakos
                          tak... no... nie jak ja:)

                          A wiec- jak mawiaja w szkole tworzac poczatek zdania.........- w czwartek,
                          mathiasie, jestem na Targach w Twoim miescie na (nie bylo mnie tam ponad dwa
                          lata) . I wiesz... pomyslalam sobie, ze moglabym odwiedzic Cie, zobaczyc jak
                          wygladasz, jak mieszkasz no i jaki masz komputer :) . Zrobilbys kawe, ja
                          przynioslabym ciasteczka i wiesz..no wiesz...byloby milo....:)

                          Jednak- jak mawiaja juz po szkole, na zakonczenie zdania............- tak
                          sklada sie niefortunnie, ze nie bede mogla przyjsc z ciasteczkami i nie bede
                          mogla wpasc do Ciebie czy tez do pobliskiej kawiarni.

                          Dlaczego o tym pisze tu a nie na priv...? (Tylko nie pisz prosze czasem, ze nie
                          zapraszales kumpeli na zwykla kawe, gdyby byla w oklicy)

                          Nie mam mathiasie nic do ukrycia: zarowno faktu, ze bede w Twoim miescie, jak
                          i faktu, ze nasza wirtualna i tylko wirtualna znajomosc pomalutku drepcze
                          (niczym stare, wirtualne slonie) na netowe cmentarzysko...
                          Za duzo dzieje sie zlego Kolego, wciaz na nowo i od nowa...........juz za
                          duzo............

                          Zaluje, ze nie potrafilismy sie porozumiec, by zostac wirtualnymi znajomymi.
                          Odnosilam wrazenie, ze jednak potrafimy ze soba rozmawiac. Chcialam, aby Twoje
                          zycie ulozylo sie jak najlepiej, tak samo jak kArdiologa- o czym Ty doskonale
                          wiesz. Zawsze wiedziales- przeciez Cie informowalam.
                          Widzisz...., ja w rozmowie z Toba (od tzw. nowych czasow) staralam sie byc
                          otwarta i serdeczna, poniewaz wyznawalam zasade, ze ZAWSZE mozna sie dogadac,
                          jesli tylko strony dysponuja tzw. dobra wola. Owa wola byla z dwoch stron,
                          zabraklo tylko odwagi z jednej, by przyznac sie do zwyklych, niezobowiazujacych
                          dyskusji... Pisze tu na forum, poniewaz nasze (podkreslam nasze) rozmowy nie
                          naruszaly zadnych granic. O tym tez wiesz. Ty jednak chciales i prowokowales
                          innych, by moja osobe wciagali w rozne historie, potem juz sam, najczesciej
                          sam.... tworzyles “spiskowa teorie dziejow”.....choc gdzie indziej byles innym
                          czlowiekiem... Dlaczego ciagle sprawiasz ludziom przykrosc, ludziom, ktorzy
                          poswiecili dla Ciebie kawalek swojego zycia ...? DLACZEGO IM TO ROBISZ..?
                          Zadaje Tobie to pytanie. Ja znam juz odpowiedz...Zastanawiam sie tylko, czy
                          jest jeszcze ktos kto jest w stanie Cie powstrzymac........Ja juz rezygnuje z
                          kolejnych prob.....


                          Nie.................., nie jest to moje netowe pozegnanie. Ja pisze,
                          uczestnicze w roznych dyskusjach w necie, niekiedy zagladam do Was. Pewnie
                          gdzies na siebie wpadniemy. I pewnie od czasu do czasu i tu wrzuce kilka slow .
                          Ilekroc zajrze (tak jak dzisiaj) odezwe sie. Tak jak teraz .

                          To tyle ode mnie bezposrednio do Ciebie- czyli osobisty.

                          Nie dopisuj tresci, ktore nie zostaly tu wypowiedziane.
                          Wciaz mam nadzieje, ze pewnego dnia obudzisz sie ze zlego stanu KOMa (czyli tu:
                          destrukcji), w ktorym tkwisz- zycze z calego serca.

                          Pomacham do Ciebie Mathiasie, gdy bede w Twoim miescie...

                          Twoja byla kumpelka
                          Bulterier
                          -------

                          “Nie moge was odprowadzic, bo musialbym przyznac wam prawo do posiadania dachu
                          nad glowa, a zawsze sam tego prawa sie domagalem.”
                          Rabi Mazlia


                          • bulterier jeszcze jedno mathias 17.02.04, 21:42
                            przeczytalam, ale zapomnialam dodac, a chcialabym,abys wiedzial , iz jestem
                            swiadoma dziewczyna- zatem wiem, ze w tym czasie, gdy ja bede w .. Ty
                            pragniesz odwiedzic kArdiologa.
                            uff, zeby z tego tytulu nie bylo nieporozumien.

                            W tym czy innym czasie, zycze WAM udanego spotkania i bawcie sie dobrze:).

                            ufff, aby bylo bez prostowania wlosow na gofrownicy uff uff :):)
                          • kardiolog Re: juz blisko konca czyli okraglej setki 18.02.04, 18:46
                            JESTEM W TOTALNYM SZOKU.

                            nie mam nic wiecej do powiedzenia.

                            Milego pobytu bulterierko w Mathijasowie i wpadnij na forum po powrocie.

                            kardiolog wylogowujacy sie juz
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 27.01.04, 19:14
      jeszcze dla Ciebie Kardiologu do poczytania.

      Od siebie dodam: po to Pan Bucek (nie mylic z Buckiem od Wiesi) dal ludziom 10
      przykazan na kamiennych tablicach, aby je przestrzegali.
      Moge oczywiscie sie mylic co do jego intencji.
      M.S.
      > -----------
      > O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
      > popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
      > poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
      > n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
      > lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
      > aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
      > haslo Oswiecenia.
      > Lenistwo i tchorzostwo to przyczyny, dla ktorych tak wielka czesc ludzi, mimo
      > wyzwolenia ich przez nature z obcego kierownictwa (naturalieter maiorennes),
      > pozostaje chetnie niepelnoletnimi przez cale swoje zycie. Te same przyczyny
      > sprawiaja, ze inni moga tak latwo narzucic sie im jako opiekunowie. (...)
      > Jesli posiadam ksiazke, ktora zastepuje rozum, (...) lekarza, ktory zamiast
      > mnie ustala diete itd itd.- nie musze sam o nic sie troszczyc. Nie potrzebuje
      > myslec, jesli tylko moge za wszystko zaplacic; inni juz zamiast mnie zajma
      > sie ta klopotliwa sytuacja. (...)
      > Totez kazdemu pojedynczemu czlowiekowi trudno jest wydobyc sie z
      > niepelnoletnosci, ktora stala sie prawie druga jego natura. Polubil ja nawet,
      > te swoja niepelnoletnosc i nie jest rzeczywiscie zdolny tak od razu zaczac
      > poslugiwac sie swym wlasnym rozumem- nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet
      > uczynic proby w tym kierunku. Dogmaty i formulki-owe mechaniczne narzedzia
      > rozumnego uzywania, a raczej naduzywania swych naturalnych zdolnosci- to
      > dzwoneczki blazenskie wiecznie trwajacej niepelnoletnosci. Gdyby czlowiek
      > pojedynczy nawet od nich sie uwolnil, nie potrafilby w jakis pewny sposob
      > przeskoczyc nawet najwezszego rowu-nie przywykl bowiem do tak swobodnego
      > poruszania sie. Totez t y l k o n i ew i e l u ludziom udalo sie wydobyc z
      > niepelnoletnosci dzieki w l a s n e j pracy swojego ducha i stanac pewnie na
      > swych wlasnych nogach.
      > Natomiast taki wypadek, by publicznosc oswiecila sie sama, jest raczej
      > mozliwy; co wiecej nawet nieunikniony, jesli pozostawic publicznosci wolnosc.
      > Znajda sie bowiem wsrod nich zawsze ludzie samodzielnie myslacy, i to nawet
      > posrod opiekunow duzego stada, ktorzy zrzuciwszy z siebie jarzmo
      > niepelnoletnosci, szerzyc beda dokola siebie ducha rozumnej oceny wartosci
      > wlasnej kazdego czlowieka i samodzielnego myslenia o jego przeznaczeniu.
      > (...) Dlatego tez publicznosc moze- tylko- p o w o l i dojrzec do
      > Oswiecenia.. (...)
      > Do wejscia na droge Oswiecenia nie potrzeba niczego oprocz wolnosci: i to
      > wolnosci najnieszkodliwszej sposrod wszystkiego, co nazwac mozna wolnoscia,
      > mianowicie wolnosci czynienia wszechstronnego publicznego uzytku ze swego
      > rozumu. (...)
      >
      > I. Kant „Was ist Aufklaerung ?” , przeklad Adam Landman, I wyd. W
      > tomie „Kant” T. Kronskiego.
      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 27.01.04, 19:15
        dobranoc
        (ucielo)
        • mathias_sammer bez tytulu tym razem..... 28.01.04, 13:28
          Tak, tak kardiologu, chcialem, zebys przeczytal fragment Kanta jeszcze raz.
          To wielki i niesmiertelny mysliciel.

          Nie tak dawno odwiedzilem wystawe prac Augusta Sandera. O nim i o jeszcze
          wiekszym artyscie XX w Helmucie Newtonie (tragicznie zmarlym) chcialem troche
          popisac, bo sam jest dla mnie nie tylko zrodlem inspiracji, ale przede
          wszystkim znakomita przygotowalnia warsztatowa. Zajrzalem z ciekawosci na forum
          fotografia GW zastanawiajac sie jak odbierane sa dwa najwieksze swiatowe
          nazwiska, ale niewiele znalazlem. Jesli interesuje Cie rowniez fotografia (a
          wiesz, ze mnie od lat) to wrzuc sobie nazwiska na wyszukiwarke. Samego Newtona
          mozesz chocby znalezc na www.helmut-newton.de , ale oczywiscie innych stron, w
          innych jezykach sa tysiace.
          Polecam w wolnym czasie. Skracam dzis temat wylacznie do formy
          zaznaczenia.Zstanawiam sie czy kazdy pasjonat fotografii „przerobil” juz obu
          panow...? Szkoda, ze Newton podzielil los osob, ktore za szybko
          odeszly.........

          Zauwazylem tez, ze forum GW zaczelo robic sie wlasciwie prywatne.., a forum
          prywatne ma to do siebie, ze do takowego idywidualnie zaprasza sie gosci lub
          tez ich indywidualnie sie wyprasza... Rozumiem teraz co miala na mysli
          Bulterierka powyzej.
          Obawiam sie, ze na GW nie ma juz wielu miejsc , ktorymi „nie opiekowaliby sie”
          administratorzy. Nawet w najbardziej zabitej dechami dziurze poczujesz, ze
          zajma sie Toba i Twoimi wpisami.
          To tyle razie. Spadywuje sobie, jak mnie cos zakreci tematycznie to oczywiscie
          wrzuce.
          Acha, jeszcze jedno. Don Juan z Sewerynem byl sredni, warto bylo jednak sie
          przewietrzyc.
          ...........

          Olenka, wczoraj nie zauwazylem Twoich wpisow. Dzieki za cieple slowo:) Jesli
          cos ciekawego znajde lub przeczytam zamieszcze. Nie lubie pisac o ksiazkach,
          lubie je natomiast prezentowac we fragmentach nie narzucajac potencjalnemu
          czytelnikowi swojej opinii. To do czytelnika nalezy wybor, czy ksiazke warto
          zakupic a po przecztyaniu uznac za dobra, czy tez nie.
          Zreszta pojecie dobra ksiazka lub zla jest szalenie wzgledne. To co podoba sie
          jednemu „czytkowi” nie musi podobac sie innemu (np- le Carre czy B.Walter). Owa
          roznorodnosc myslenia, odczuwania –jakze inna u kazdego- jest wlasnie
          najfajniejsza. Kocham ksiazki, teatr, malarstwo, wystawy, kocham ten caly
          roznobarwny i wciaz, wciaz nie-odkryty swiat. Posiadania tego uczucia zycze Cie
          przy poznawaniu kolejnych tajemnic, ktore czekaja na Ciebie tuz za prawdziwym
          czy tez wirtualnym zakretem.

          ..............

          Bull_ta_reiko,
          bodajze z rok temu napisalem, ze jestem mocno zdziwiony w jakis sposob jestes w
          stanie podzielic czas jednego dnia na pielegnacje ogrodu, prace zawodowa,
          wychowanie dziecka .

          Przypatrujac sie zdjeciom zwlaszcza Twojego ogrodu kazdego dnia wymagajacego
          wielu godzin podlewania, pielenia, porzadkowania itp itd. uswiadomilem sobie,
          ze sa to zajecia absorbujace Twoj czas od switu do nocy. Ten zaczarowany ogrod
          z taka iloscia kwiatow, krzewow i warzywek przeroznych, porzadkowanych sciezek
          i sciezynek nawet przy pomocy bardzo pomagajacego na gospodarstwie meza,
          ktory zaraz po Tobie (lub przed Toba) zasiewaja drugie (pierwsze) ziarno nowej
          czy tez kwitnacej w zeszlym roku roslinki nie utrzymalby sie sam, bez
          codziennej orki. Powiedzialem Tobie wtedy: „calymi dniami siedzisz wylacznie w
          ogrodzie i w ogrodzie, jak mozesz wiec pracowac? A kino, teatr, ksiazka,
          spotkania z najblisza rodzina, dzieckiem, przyjaciolmi? Pamietam bylas bardzo
          zla, nie odpowiedzialas. Dopiero teraz, wlasciwie wczoraj, po roku,
          uswiadomilem sobie, ze mimo tak znakomitego, mlodego wygladu Ty musisz byc juz
          na emeryturze lub na rencie...
          Przepraszam wiec za tamte slowa. Nie pomyslalem wtedy w ten sposob.

          Kazdy ma prawo spedzac swoj wlasny, wolny czas jak chce...

          Te przeprosiny to nie jest zlosliwosc, tylko przyznanie sie do wlasnej glupoty,
          iz nie dostrzeglem prawdy wczesniej...

          Zostawiam Cie wiec wsrod Twoich prywatnych drzew i kwiatow a na Gazete zajrze
          od czasu do czasu (raz-dwa razy w tygodniu czytam newsy z PL tu i na Rzepie i z
          tego nie zrezygnuje). Jesli zajrze natomiast na forum to zamelduje sie, ale
          tylko wtedy, gdy znajde cos dla siebie ciekawego i nowego.
          Wstyd przyznac, ale ja jakis taki zmanierowany jestem, szybko sie nudze , a
          rozmowy o Polsce nie sa dla mnie tak wazne jak dla osob mieszkajacych w tym
          kraju.
          Chyba pomalu sie „zniemczam”...:)

          Klaniam sie i do nastepnego,
          M.S.
          PS.
          Olenko, dbaj o swoja kolezanke......:)
          • kardiolog Re: bez tytulu tym razem..... 28.01.04, 16:35
            Kant? hahahahah

            Matiasie, Ty to potrafisz czlowieka rozbawic :)))))

            Wlasnie wrocilem z portalu o2, gdzie wpadlem na gorace rozmowe pewnego pana i
            pewnej pani.
            Jak oni pieknie ze soba rozmawiaja , mowie Ci. Nie uwierzylbys :)))))))))))

            Najpierw wybaluszylem oczy a potem dostalem ataku smiechu :DDDDDDDD

            Ten pan i ta pani pisuja na portalu GW (ale tylko od czasu do czasu bo sa
            hmmm :) bardzo zapracowani :). Musisz koniecznie poczytac ich watki. Gdybys
            mial ochote to pisza o etyce, kulturze i poszanowaniu jednostki........
            przepraszam, ale musialem wyjsc po wode.....zaksztusilem sie...........
            chyba cos wpadlo mi do gardla ..........hahahaha... ach juz wiem, wpadla mi do
            gardla delikatna kropla wody, ktora z trzaskiem rozbila sie o rozdygotana
            tkanke krtani (tu zaszlochalem ze wzruszenia). Przypomnialy mi sie pewne
            wiersze i proza.............znowu musialem sie napic. Chyba dzis juz nie
            opanuje smiechu....:DDDDDDD
            Takiego kabaretu nie jeszcze bylo.............hihihi

            Choc mathias, pojdziemy do siebie :)))))))))))))
            Wiem, wiem cala przyjemnosc po twojej stronie.

            przed wyjsciem nie zapomnij uklonic sie osobom starszym z fakultetami i dobrym
            pochodzeniem...........
            wymaga tego....jak to bylo....zerkne na O2.....juz wiem........KULTURA
            OSOBISTA:DDDDDDDDDDD.

            hahahah

            szacuneczek,
            kardiolog

            bye
            bez odbioru
            • kardiolog Re: bez tytulu tym razem..... 28.01.04, 16:37
              prosze mathiasku popraw moje bledy gramatyczne i stylistyczne...plisssssssssss

              :DDDDDDDDD
              • mathias_sammer Re: kardiologu 28.01.04, 22:25
                no dobrze pierodolo:)- odpisze. Jestem w necie dokladnie od 6.5 minuty (juz
                idzie dalej czas, wartosc bez-wzgledna ), zjadlem kolacje, nie, nie zagrzeje
                dlugo (moze z 15 minut.......ihhhh.......hmmm......?), dopijam jeszcze lampke i
                popatrze. no wiesz, popatrze. jak w kinie. no co?! wredny nie jestem ,melduje
                sie(by w spokoku i ciszy popatrzec na.....zycie)

                wiesz?, wiem....mam plan.
                szczerze mowiac wymyslilem sobie, ze doprowadze adminow nie-spolecznych, tylko
                za pensyjke 14000 brutto do sytuacji, ze mnie zbanuja :))))))zrobie to w tym
                roku, "naprowde"! :) Nie zbanuja innych a, ale mnie zbanuja :))))

                rozbawiles mnie dzis, wiec wybacz , ze smieje sie :)))))))))))
                • mathias_sammer Re: kardiologu 28.01.04, 23:11


                  Slucham wciaz Schumanna (melom/anik jestem (stare!)). Jeszcze dwie minuty, ale
                  ide juz se;

                  Wiesz co najbardziej lubie obserwowac?
                  Jak w Polsce "gonca ze zlymi wiadomosciami rozstrzeliwuja " :)
                  Mnie juz to nie bawi, naprawde.
                  Mysle , ze za jakies 15- 20 lat moze byc inaczej..Mnie juz na pewno na tym
                  swiecie nie bedzie...
                  Tyle dzisiaj.
                  M.S.
                  PS mysle, ze , jest Tobie smutno, iz musialem to obejrzec. To nie Twoja sprawa
                  kardiologu, nie Twoje zycie. Jesli ktos woli ciernie zamiast roz po
                  szosie ..chocbys stanal na glowie (a dla innych, jezyk intelektualistow, by
                  zrozumieli: zesral sie)...to nie przydasz sie w szopce. Chyba, ze do wbijania
                  cierni, bo tylko taka nowomowe moga rozumiec (pamietasz, zacytowalem parwie
                  cala ksiazke).

                  Czas juz, Schumann wybija ostatnie takty na fortepianie.

                  M.S.
                  To byl list tylko do moje kardiologa
                  Tchüss
                  • kardiolog do kolezanki 29.01.04, 13:25
                    Kolezanko
                    jedna rzecz jeszcze na odchodne lub nie (zalezy to od ciebie).


                    Dopoki bedziesz o mnie pisala bede czul sie zaproszony do kazdej dyskusji.
                    Bede pisal dokladnie w taki sam sposob jak zwracasz sie do mnie.
                    To byla odpowiedz na "zlizywanie z butow".
                    Nie ma dnia, zebys w swoich wypowiedziach nie wycierala sie mna.
                    Skor sie tak brzydzisz to po co to robisz?

                    Mathias prosil, zeby go nie wywolywac z lasu.

                    I zostaw wreszcie moje rzeczy! Przeszukalas juz wszystkie magazyny?
                    Znalazlas cos?
                    Skoro nie lubisz second-handow czy innej Terranovy to nie siegaj po nie swoja
                    wlasnosc. Jesli natomiast chcesz kupic cos co sie podoba to nalezy zaplacic, w
                    niektorych sklepach wystarczy nawet symboliczna zlotowka i slowo dziekuje.

                    Jesli nie zamilczysz na moj temat nie zamilcze i ja.

                    Negocjacje zakonczone.

                    Zegnam.

                    I jeszcze
                    • kardiolog i jeszcze jedno 29.01.04, 13:39
                      krotko, bo szkoda mi czasu na czytanie i odpisywanie na to guwno (jak przez u
                      to moze nie wytna).

                      Mathiasie, byli tu kiedys ludzie z Poznania, pokazali zdjecia, ktos ich pogonil
                      a komus zabroniono z nimi rozmawiac. Byli ludzie z Wrocka, tez ich nie ma.
                      Byli tez jeszcze inni...
                      Zalogowalem sie kiedys na stara polonie , by zlozyc ludziom zyczenia (chyba z
                      1,5 temu czy rok) to we Wrocku byla histeria i zadyma "jak smie tam
                      przychodzic???!!!! jakim prawem!!!!!?????" . Wrzuc na wyszukiwarke jesli nie
                      wisz o czym mowie.

                      Ja wiem, kto powinien isc do prawdziwego lekarza.

                      Jezeli ty nie wiesz to trudno.

                      Wychodze stad bo weekend sie zbliza. Jesli po weekendzie kolezanka dalej bedzie
                      pisac tak jak na o2 oraz w innych tekstach to ja zwyczajnie przeoram, a
                      materialu mam co najmniej na roczna orke.
                      Hej!
                      • mathias_sammer Re: 03.03.04, 12:22
                        Walter Benjamin:
                        Das Kunstwerk im Zeitalter seiner technischen Reproduzierbarkeit
                        (1935/36 )


                        --------------------------------------------------------------------------------

                        Der unter schwierigen Bedingungen 1935/36 im Pariser Exil entstandene Aufsatz
                        des Philosophen und Kulturkritikers Walter Benjamin kann als zentraler Text der
                        modernen Kultur- und Medientheorie gelten. Angesichts der historischen
                        Situation, die Benjamin, aus materialistischer Sicht, als einen katastrophalen
                        Rückfall hinter die Möglichkeiten eines revolutionären sozialen Wandels deutet,
                        richtet er sich am Beispiel des faschistischen Führerkults gegen
                        die "Ästhetisierung der Politik"(S. 168). Diese Ästhetisierung basiere auf
                        einer vormodernen Rezeptionshaltung des Publikums, während das "Zeitalter der
                        technischen Reproduzierbarkeit" nicht allein neue Rezeptionsweisen, sondern
                        auch eine neue Kunst (Film) erzeugt sowie den "Verfall der Aura" (S. 142)
                        bewirkt habe. Aura - die "einmalige Erscheinung einer Ferne, so nah sie sein
                        mag" (142) - der Begriff ist verbunden mit dem Kultwert eines Kunstwerks,
                        seiner Einmaligkeit und seiner Dauer. Diese Unnahbarkeit spiegelt sich in
                        seiner ursprünglichen Aufgabe im Ritual, zeigt sich aber noch beim
                        zeitgenössischen Kunstsammler.

                        Die massenhafte technische Reproduktion, die mit der Erfindung der Fotografie
                        1839 begann und von Benjamin vor allem anhand der neuen Filmkunst diskutiert
                        wird, beendet die daraus erwachsenen Vorstellungen von "Schöpfertum und
                        Genialität" (S. 137), von Originalität und Ursprung: "die Frage nach dem echten
                        Abzug hat keinen Sinn" (S. 145) mehr. Die Aufforderung an den Betrachter, sich
                        kontemplativ in ein Gemälde zu versenken, tritt in umgekehrter Form in
                        fotografischen Bildern wieder auf: "Ihnen ist die freischwebende Kontemplation
                        nicht angemessen. Sie beunruhigen den Betrachter; er fühlt: zu ihnen muß er
                        einen bestimmten Weg suchen. Wegweiser beginnen ihm gleichzeitig die
                        illustrierten Zeitschriften aufzustellen. Richtige oder falsche - gleichviel."
                        (S. 148) Extremer ist die "Chockwirkung" noch im Film, dessen Bilder wie
                        ein "Geschoß" dem Betrachter entgegentreten, im nächsten Augenblick aber dem
                        Massenpublikum, schon wieder entrissen werden und "wie jede Chockwirkung [nur]
                        durch gesteigerte Geistesgegenwart aufgefangen" (S. 165) werden können.

                        Benjamin behauptet eine neuartige, von "Flüchtigkeit und Wiederholbarkeit" (S.
                        143) geprägte Wahrnehmungsweise, "deren ‚Sinn für das Gleichartige in der Welt'
                        so gewachsen ist, daß sie es mittels der Reproduktion auch dem Einmaligen
                        abgewinnt." (S. 143) Überkommene Vorstellungen von Tradition sind damit
                        grundsätzlich in Frage gestellt. Vorformen der mit der Kunstform Film
                        verbundenen Wirkung finden sich in Werken der künstlerischen Avantgarde,
                        beispielsweise im Dadaismus: Dort wurde mit allen (handwerklichen!) Mitteln
                        versucht, dem Kunstwerk den Charakter eines Originals zu nehmen und eine
                        physisch-moralische "Chockwirkung" beim Publikum zu erzeugen. Auch die Aura des
                        Schauspielers - seine unmittelbare Präsenz im Hier und Jetzt - geht durch den
                        Filter der Apparatur im Film verloren: "Das Publikum fühlt sich in den
                        Darsteller nur ein, indem es sich in den Apparat einfühlt." (S. 151) Positiv
                        bewertet Benjamin die Verquickung von Kunst und Wissenschaft im Film, der
                        aufgrund seiner objektiven Registrierung aller Details der sozialen Analyse der
                        Wirklichkeit genauere Dienste leisten könne als Malerei oder Theater. Bizarr
                        erscheint in diesem Zusammenhang, daß die Filmindustrie mit allen Mitteln
                        versucht, gegen die von ihrem Medium geprägte Wahrnehmungsweise auratische
                        Wirkungen auszulösen. Der von ihnen gepflegte Starkult unterlaufe, so Benjamin,
                        das revolutionäre Potential des Films.

                        © pflug




                        Walter Benjamin: Das Kunstwerk im Zeitalter seiner technischen
                        Reproduzierbarkeit, in: ders.: Illuminationen. Ausgewählte Schriften I,
                        Frankfurt/M. 1977, S. 136-169. .

      • kardiolog Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 09:55
        Tylko dla Mathiasa Sammera/

        Wpadlem wczoraj na ten tekst. Zamieszczam dzisiaj.
        Ciewawy jestem ile osob czeka juz na Lisa na czacie :)
        Pewnie wydrukuja przebieg, trzeba bedzie zerknac.

        Do milego...!
        kardiolog
        .............

        Nadmierne zageszczenie

        „W jakim stopniu fizyczny fakt nadmiernego zageszczenia ludnosci prowadzi do
        wrogosci i schorzen spolecznych-widocznych w takich miastach, jak Nowy Jork,
        Filadelfia, Newark, Detroit, Chicago, Tokio, Kalkuta, Londyn i inne?

        Najbardziej dokladne badania nad zwiazkami pomiedzy liczebnoscia populacji,
        srodowiskiem fizycznym i spoleczno-emocjonalnym zachowaniem zwierzat prowadzil
        w ciagu 20lat John Calhoun w National Institute of Mental Health . Kolonie
        dzikich badz oswojonych szczurow lub myszy hodowano w sztucznych srodowiskach,
        w ktorych skutki wzrostu liczebnosci populacji mozna bylo obserwowac w ciagu
        kilku pokolen.

        „W jednej serii eksperymentow stworzono cos w rodzaju „osiedla mieszkaniowego“,
        w ktorym byly cztery polaczone ze soba pomieszczenia mieszkalne, do ktorych
        zwierzeta mogly przedostac sie po kreconych schodach. Aby dojsc do koncowych
        pomieszczen, zwierzeta musialy przechodzic przez pomieszczenia srodkowe, ktore
        wkrotce staly sie osrodkami aktywnosci spolecznej. Gdy populacja wzrosla do
        ponad 80 szczurow-optymalna liczba bylo 48 zwierzat-zaczely u nich wystepowac
        destrukcyjne, zagrazajace zyciu zachowania.
        Pomimo obfitosci zasobow fizycznych, takich jak pokarm i materialy do budowy
        gniazd, wystepowaly czesto zlosliwe walki miedzy samcami, jak rowniez
        niesprowokowane napasci na samice i mlode. Niektore samce byly niezwykle
        agresywne, podczas gdy inne „wycofywaly sie“ i staly sie bierne. Ogromnie
        wzrosla czestosc przypadkow hiperseksualizmu, homoseksualizmu oraz
        biseksualizmu. Porzadek spoleczny zalamal sie calkowicie, do tego stopnia, ze
        samice ignorowaly takie normalne czynnosci, jak budowanie gniazd i opieka nad
        mlodymi, zdarzaly sie przypadki kanibalizmu i zadne z mlodych nie osiagnelo
        dojrzalosci.

        W innej wersji, w ktorej pomieszczenia mieszkalne byly usytuowane wokol
        otwartej przestrzeni, przy czym rowniez zapewniono obfitosc pokarmu i materialu
        do budowy gniazd, jak rowniez ochrone przed zarazkami, przesladowcami oraz
        deszczem czy sniegiem, oznaki zalamania wystapily wtedy, gdy wszystkie pozadane
        miejsca przestrzeni fizycznej oraz wszystkie role spoleczne zostaly zajete.
        Dominujace samce zaczely sie zalamywac wyczerpane obrona wlasnych terytoriow.
        Samice wczesniej wypedzaly swe mlode z gniazd i stawaly sie bardziej agresywne
        i dominujace. Mlode, dorosle osobniki przestaly walczyc o wlasne terytorium i
        przyjely patologiczny sposob zycia „na ulicach“, na duzej otwartej przestrzeni.
        Zwierzeta przestaly sie rozmnazac. Ostatnia mysz zdechla przed uplywem pieciu
        lat od rozpoczecia badania.““

        Jane Elliott, Riceville, Iowa, Public School


        • kardiolog Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 10:26
          zAkonczylem wlasnie prasowke, czas do roboty a potem juz weekend! Hurra!
          Musze wreszcie obejrzec oslawiona "Pasje". Swoja droga polecam Gothike,
          Mathiasie.

          DLa bulterierki mam zdjecie i cytat aktorki KH.

          film.onet.pl/osoba.asp?DB=144&ITEM=1361
          Rozesmiany od ucha do ucha
          i wylagowujacy sie z jasnie wielmoznego portalu GW
          kardiolog
          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 12:56
            kardiolog napisał:

            > zAkonczylem wlasnie prasowke, czas do roboty a potem juz weekend! Hurra!
            > Musze wreszcie obejrzec oslawiona "Pasje". Swoja droga polecam Gothike,
            > Mathiasie.
            >
            > DLa bulterierki mam zdjecie i cytat aktorki KH.
            >
            > film.onet.pl/osoba.asp?DB=144&ITEM=1361
            > Rozesmiany od ucha do ucha
            > i wylagowujacy sie z jasnie wielmoznego portalu GW
            > kardiolog


            Ja tez ide. Zaczynam sie juz nudzic. Zdaje sie, ze w Polsce wiosna idzie a wraz
            z nia kolejna fala prob eksmisji. Jakiez to wtorne zachowanie az smiac mi sie
            chce. Zdecydowanie dobry a przede wszystkim zabawny mialem poranek!
            :D

            Nara! Spadywuje.
            M.S.


          • mathias_sammer tematyka niemiecka-kardiolog tylko 26.03.04, 19:04
            Kardiologu, jesli interesuje Cie jak w Niemczech komentuje sie wydarzenia w
            Polsce, wspolprace pol-niem etc. to polecam zajrzec do Aktualnosci.
            Teraz pedze dalej bo musze dopisac komentarze (nie na GW tylko tam), rozmowcy
            kurka wodna strasznie wymagajacy a ja ostatnio opuscilem sie i krzycza na mnie.
            Ide wiec skrobac a dla Ciebie cos z polskiego podworka. Mnie rozbawilo.
            Czolgiem
            M.S.
            .........
            HITLER



            (wbiega Hitler, chodzi nerwowo tam i z powrotem, za nim służący Johan)

            Hitler ? Hańba! Doner veter! Obelga! Ein zwei! Wstyd! Hańba! Niemcy! Eine
            kleine madchen! RMF FM!!!

            Johan ? Co się dzieje panie Hitlerze? Co się dzieje?

            Hitler ? Zejdź mi z oczu!

            Johan ? (Johan zawija się w kurtynę)

            Hitler ? Co ja ludziom powiem? Przegrałem wojnę! Oj, jak się Goebels dowie!..
            Będzie bił trzcinką. Nie mogę nikomu tego powiedzieć! (podchodzi do kurtynki)
            Johan, udawaj, że mnie nie słyszysz? Przegrałem wojnę!

            Johan ? O mein Gott! (pada zemdlony)

            Hitler ? Johan nie szalej, nie szalej! Dawać mi tu Kronnenberga!

            Johan ? Dawać mi tu Kronnenberga!

            Hitler ? Johan wąsy.

            Johan ? (odchyla poły marynarki, na których ma rząd wąsów. Hitler zmienia wąsy)

            Kronnenberg ? (w geście Heil) Myłem!

            Hitler ? Myłem!

            Kronnenberg ? Przepraszam za tę szopkę, ale wiecie? Goebels.

            (wszyscy leciutko się rozbiegają sycząc)

            Hitler ? A zresztą. Goebels Goebels głupi mebel.

            Kronnenberg ? Co?

            Hitler ? Goebels Goebels głupi mebel.

            Kronnenberg ? Co?

            Hitler ? Kapusta i kwas? nieważne! Kronnenberg ty szmato, przegrałem wojnę!

            Johan ? O mein Gott! (pada zemdlony)

            Kronnenberg ? A co ja winien? To nie ja! To Niemcy!

            Hitler ? Milcz! To przez ciebie!

            Kronnenberg ? Przez mnie? Ja otrzymałem tylko złe wychowanie. Wiecie przecież?
            Goebels.

            (rozbiegają się sycząc)

            Hitler ? Przyznaj się. Nic ci się nie stanie. Jezu, jak ja cię będę katował.

            Kronnenberg ? Słucham?

            Hitler ? Słucham?

            Kronnenberg ? (!?)

            Hitler ? Aaa kapusta i kwas?nieważne. Kronnenberg, inaczej z tobą pogadam.
            Johan, czerwone wąsy.

            Johan ? (daje czerwone wąsy)

            Hitler ? (nakłada) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Niebieskie! (nakłada niebieskie) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Czarne. (nakłada czarne) Jak wyglądam?

            Johan ? Jak idiota.

            Hitler ? Dobrze. (szepcząc do Kronenberga) Posłuchaj mnie hitlerowcu. Jak
            zaczynałem w 39 to nie tak to miało wyglądać! (rozkleja się) Moje gestapo, mój
            Wermacht... (pada na kolana) Teraz będą musieli pójść do uczciwej pracy.

            Kronnenberg ? (kurczy się leciutko) Do pracy? To obrzydliwe!

            Hitler ? Tak, do pracy. I powiedz mi Kronnenberg, tak po niemiecku, czy ktoś
            powinien za to odpowiadać?

            Kronnenberg ? Tak.

            Hitler ? - Po niemiecku! Czy ktoś za to odpowiada?

            Kronnenberg ? Ja!

            Hitler ? Brać go!

            Johan ? Jawohl! Myłem!

            Hitler ? Myłem!



            KONIEC


            autor? Klub Literatów Zeppelin na podstawie opowiadania Joanny Kołaczkowskiej
            pod tym samym tytułem.


            • mathias_sammer Re: tematyka niemiecka-kardiolog tylko 26.03.04, 20:21
              Miod na dusze i to po polsku! Koniecznie siegnij nie po opracowania ale po
              dziela. Polecam na chlodne wiosenne wieczory - prawdziwa uczta dla duszy

              M.S. stary flaneur
              ----
              Flâneurie istota zjawiska i transformacje
              Piotr Dejneka
              Konstancin 2 maja 2000


              --------------------------------------------------------------------------------

              Spis Treści
              Wstęp
              Rozdział 1: Społeczne tło narodzin Flâneura
              Rozwój prasy
              Procesy modernizacyjne
              Bulwary paryskie
              Paryż II Cesarstwa
              Rozdział 2: Flâneur - bohater dziewiętnastowiecznej literatury
              "Fizjologia małżeństwa"
              "Tajemnice Paryża"
              "Człowiek Tłumu"
              "Szkoła Uczuć"
              Rozdział 3: Spacer w twórczości Charlesa Baudelaiere`a
              Romantyczny spleen
              "Kwiaty Zła"
              Doświadczenie i przeżycie
              Rozdział 4: Postać flâneura w twórczości Waltera Benjamina
              Pasaż - przestrzeń życiowa flâneura
              Inne Inspiracje
              Rozdział 5: Idea spaceru - kontynuacje
              Współczesny dom towarowy
              Nowe media
              Architektura
              Intelektualne nawiązania
              Zakończenie
              Literatura

              --------------------------------------------------------------------------------

              Wstęp
              Kryzys jest immanentną kategorią naszego ponowoczesnego stylu bycia, twierdzą
              już od ponad trzydziestu lat teoretycy kultury, socjologowie, antropolodzy,
              filozofowie mówiąc o zmianie paradygmatu, momencie przesilenia, punkcie
              przejściowym, epoce kryzysu, zmierzchu wielkich narracji, zmianie świadomości
              podmiotu oraz jego stosunku do historii i czasu.
              Człowiek ponowoczesny przestał wierzyć w metaopowieść. Lyotard w swojej
              rozprawie "La condition postmoderne. Rapport sur le savoir"1 wyraźnie stwierdza
              że przestała istnieć bezpowrotnie legitymizująca siła meta-narracji. Człowiek
              współczesny przestał w nią wierzyć. Trzy wielkie meta-opowieści nowoczesności -
              emancypacja podmiotu, urzeczywistnienie ducha, kapitalizm, są już ideami
              przeszłości i jako takie nie stanowią sił napędowych teraźniejszości. Trudno
              jednak całkowicie wyeliminować ich siłę sprawczą i powiedzieć że nie są one już
              obecne w kulturze, i że nie mogą nadal służyć ludziom jako punkty orientacyjne
              oraz wyzwalać ich zaangażowania. Chodzi o to, że te meta-narracje nie mają już
              powszechnej mocy obowiązującej i legitymizującej siły. Forma meta-narracji,
              która jako dominująca idea byłaby w stanie wyjaśnić każde teoretyczne i
              praktyczne postępowanie epoki i nim kierować, stała się przestarzała. Jak mówi
              Wolfgang Welsch ,,Metanarracje są dzisiaj podwójnie niemożliwe. Po pierwsze
              dlatego że nie ma żadnej takiej na widoku, co rzeczywiście mogłaby przynajmniej
              wydawać się uniwersalna (...).Po drugie i przede wszystkim dlatego, że
              niemożliwość takiej wszechobejmującej meta-narracji pojawiła się w naszej
              świadomości. Przejrzeliśmy oszustwo całości, zamiast niej nauczyliśmy się
              rozpoznawać i uznawać wielość; na projektach całości zaobserwowaliśmy, że im
              więcej ich usilnych starań, tym wyraźniej zaznacza się ich partykularność. W
              zarysach całości nauczyliśmy się odkrywać sygnaturę wielości. Prawda, moc
              prawna, człowieczeństwo leżą dla nas po tej stronie owego konwulsyjnego,
              pełnego napięcia wysiłku meta-narracji."2
              Można powiedzieć, że współczesność jest epoką, której mitem jest utrata
              ośrodka , pewnej utopii - wyobrażenia jedynego zbawienia, jedynej słusznej
              drogi i zastąpienie jej nową utopią zupełnie innego rodzaju - "utopią
              wielości". Tak więc utopia ta paradoksalnie jawi się jednak jako nowa meta-
              narracja.
              Jeżeli utrata ośrodka staje się nowym mitem współczesnej świadomości to
              należałoby się zastanowić, czy rzeczywiście istnieje jakieś radykalne cięcie
              epistemologiczne oddzielające świadomość współczesnego podmiotu od świadomości
              podmiotu epok wcześniejszych, czy też mamy tu do czynienia ze stopniowym
              przekształcaniem systemu od wewnątrz ? "Chronicznym atrybutem ponowoczesnego
              stylu życia wydaje się być niespójność, niekonsekwencja postępowania,
              fragmentaryzacja i epizodyczność rozmaitych sfer aktywności jednostek"3 pisze o
              ponowoczesności Zygmunt Bauman. Taka sytuacja jest niewątpliwie konsekwencją
              utraty jednolitego ośrodka. Jednak wydaje się że źródła ponowoczesnego stylu
              myślenia sięgają korzeniami dziewiętnastego wieku, kiedy to doszło do
              przekształcenia sfery publicznej, rozwoju domów towarowych, masowej turystyki,
              rozrywek, prasy, kapitalistycznego rynku towarowego itp. Zmianom tym
              towarzyszyła postać flâneura, spacerowicza, który stał się jednym z głównych
              wzorów nowoczesnego podmiotu . Jaki był ten podmiot? Chyba można zaryzykować
              twierdzenie iż mimo że jego tożsamość ewoluowała w czasie, zawsze był postacią
              wieloznaczną .,,Z pewnością był pozbawiony tożsamośc, "zdecentralizowany" -
              odpowiedzą natychmiast Jacques Derrida, Jacques Lakan, Gilles Delazue, Jean -
              Francois Lyotardi inni orędownicy ponowoczesnej filozofii - był wiecznym
              obserwatorem, widzem, pragnącym zachować anonimowość, podchwytującym wszystko,
              ale pozostającym w ukryciu"4 Zygmunt Bauman pisze ,,włóczyć się (flâner)
              oznacza przeprowadzać próby przygodności znaczenia; życie jako wór pełen
              epizodów, z których żaden nie jest określony, jednoznaczny, nieodwracalny;
              życie jako sztuka5 [...]._Aby tkać swoją materię fantazji, przechodzić
              niezłomnie przez próby namiętnej wyobraźni, flâneur musi zachować dla siebie
              wolną przestrzeń "człowieka niezaangażowanego", będąc zarazem zatopiony w
              tłumie ; musi widzieć, nie będąc widzianym; to właśnie niestrudzona ciekawość
              widza wyczarowuje i jedno i drugie - tłum jako teatr i wolność spacerowicza
              jako scenarzysty. U flâneura ,,triumfuje radość obserwowania'' flâneur ,,nie
              zamiera z otwartymi ustami", jest "detektywem-amatorem"6 . Praca flâneura jest
              przyjemna choć niełatwa. I nie może być wykonywana po prostu gdziekolwiek.
              Społeczeństwo które wysłało flâneura w wieczną podróż odkrywania, które zrobiło
              z niego gracza, spodziewającego się, iż świat jest zabawą, musiało wyposażyć go
              w świat właściwy zabawie odkrywania. Takim światem była pierwotnie ulica
              nowożytnej metropolii. Rytm życia flâneura, jak zauważył Benjamin stanowi
              odbicie tempa życia wielkiego miasta. Flâneur "chwyta rzeczy w locie". W
              zatłoczonych ulicach metropolii rzeczy istotnie są w locie."7
              Spojrzenie stało się czynnikiem konstytutywnym nowego podmiotu. Flâneur,
              wałęsający się bez celu, rozglądający po ulicach i witrynach sklepowych mający
              w sobie coś z dandysa, poety, detektywa i zbrodniarza zarazem stał się
              nieoczekiwanie metaforą sytuacji współczesnego człowieka, jego bycia w świecie
              ponowoczesnym: niespójnym, fragmentarycznym, z jego sztandarową epizodycznością
              rozmaitych sfer aktywności jednostek -które to atrybuty z jednej strony dają mu
              poczucie wszechogarniającej wolności lecz z drugiej skazują go na nią. nie
              dając mu w zamian poczucia bezpieczeństwa i wizji jedynej słusznej drogi,
              stawiając go nieustannie przed nowymi fragmentarycznymi wyborami, które muszą
              ciągle od nowa na bieżąco go konstytuować.
              W pracy tej postaram się prześledzić drogę jaką przebył spacerowicz już w ponad
              200 letniej wędrówce przez czas i przestrzeń. Osią konstrukcyjną na której oprę
              swój wywód będzie typologia historyczna. Spróbuję śledząc transformacje w
              czasie i przestrzeni tej metafory szukać kolejnych jej wcieleń.
              W rozdziale pierwszym pt: "Społeczne i kulturowe tło narodzin flâneura"
              spróbuję, opisując życie dziewiętnastowiecznego Paryża, uchwycić te aspekty
              jego funkcjonowania, które przyczyniły się do narodzin form spacerowania,
              utożsamianych z flâneriie.
              W rozdziale drugim, poświęconym flâneurowi, jako bohaterowi
              dziewiętnastowiecznej literatury postaram się ukazać - jak metafora ta
              funkcjonowała w dziewiętnastowiecznej prozie.
              Rozdział trzeci, poświęcony twórczości Charlesa Baudelaiere`a, celowo został
              potraktowany przeze mnie jako konstrukcyjnie odrębna całość. Stało się tak
              dlatego że twórczość autora "Kwiatów Zła" zakorzeniła się w analizach
              kulturowych
              • mathias_sammer Re: moja literatura- kardiolog tylko 26.03.04, 20:25
                robie ciach i wiecej juz nie bedzie---------------------------------------------
                -----------------------------------

                Rozdział 1
                Społeczne tło narodzin Flâneura
                "Typ Flâneura powołał do życia Paryż - przypomina Walter Benjamin w recenzji
                książki swojego przyjaciela Franza Hessela który próbował zachęcić do tej
                sztuki Berlińczyków. To nie obcy przybysze ale sami Paryżanie uczynili swoje
                miasto ojczyzną Flâneura"8 Swój sąd Benjamin oparł na rzetelnych studiach
                filozoficzno-historycznych, których efektem były prace zamieszczone w
                nieukończonej nigdy miazdze tematycznej "Passanger Werk". Ja także spróbuję
                pokrótce przyjrzeć się pewnym aspektom życia dziewiętnastowiecznego Paryża,
                starając się wychwycić aspekty jego funkcjonowania, mające wpływ na
                ukształtowanie się figury flâneura o którym w tej pracy będzie mowa. Pisząc
                pracę o flâneurze (spacerowiczu) trzeba się odnieść do społeczeństwa
                francuskiego wieku XIX z jego monarchiami i dyktaturami, światowymi wystawami i
                rewolucjami. Społeczeństwo to jest bezpośrednim prekursorem społeczeństwa
                nowoczesnego . Nie tylko dlatego że dokonują się w nim narodziny gospodarki
                światowej, ale również dlatego, że dochodzi w nim do przekształcenia sfery
                publicznej, rozwoju domów towarowych, masowej turystyki, rozrywek, prasy itp.
                Dziewiętnastowieczny Paryż jest widownią szeregu wydarzeń społecznych,
                politycznych i artystycznych o pierwszorzędnym znaczeniu i jedynym miejscem,
                którego historia stanowi historię Europy, a nawet świata. Stąd też można mówić
                o Paryżu jako stolicy dziewiętnastego wieku.9 Dla moich rozważań istotne będą
                trzy kwestie, którym, każdej z osobna należało by poświęcić chwilę uwagi, zanim
                przejdziemy do obserwacji postaci flâneura śledząc jego transformacje w czasie
                i przestrzeni. Mianowicie chodzi o rozwój prasy i jej upowszechnienie, w czym
                niemałą rolę odegrało drukowanie powieści w odcinkach; w tym z naszego punktu
                widzenia ważnej "Tajemnic Paryża" Eugeniusza Sue, zapoczątkowania wielkich
                procesów modernizacyjnych, jak i rozwoju mody na przesiadywanie na Paryskich
                bulwarach. W "szlifowaniu" miejskich bruków gustowała początkowo arystokracja
                (dandysi)10 i artystyczna bohema-dając zarazem tym zwyczajem podstawy do
                narodzin flâneura - typowo miejskiej istoty kulturowej,11 która w przyszłości w
                różnego rodzaju włóczęgach znajdowała różnego rodzaju upodobania i cele.

                Rozwój Prasy
                Do lat czterdziestych XIX wieku gazety były organami politycznymi. Co za tym
                idzie zwracały się do kręgu czytelników, o takich samych zapatrywaniach, kręgu
                z konieczności ograniczonego, albowiem dla pokrycia kosztów własnych wydawcy
                gazet pobierali od abonenta wysoką opłatę: 80 franków. Obalił ten system i
                zindustrializował prasę Emile Girardin, który wpadł na pomysł, by dochód, jaki
                ma przynieść gazeta, czerpać nie tyle z abonamentów, ile z ogłoszeń. Rozumował
                on tak: obniżając opłaty abonamentowe, zwiększy się nakład gazety a zwiększony
                nakład pociągnie za sobą siłą rzeczy wzrost liczby anonsów. Zakładając w
                1836 "La Presse", po raz pierwszy urzeczywistnił ideę nowoczesnej gazety.
                Opłata za ogłoszenie, zamieszczona w "La Presse", była nieco wyższa od
                obowiązującej, ale za to prenumerata wynosiła już teraz nie 80, lecz 40
                franków. Zdecydowany sukces "La Presse" wywołał w branży gazetowej rewolucję
                Girardin nie przewidział daleko idących skutków, jakie pociągnęła za sobą jego
                reforma gazety. Mianowicie na skutek uzależnienia prasy od anonsu pieniądz stał
                się wyznacznikiem rozwoju życia duchowego. Skomercjalizowana gazeta znalazła
                się właściwie poza obrębem sporów wynikających z różnicy poglądów i od tej pory
                broniła tego czy innego stanowiska tylko wtedy, kiedy nie było ono sprzeczne z
                przesłankami ekonomicznymi, na jakich się opierała. To uzależnienie nie
                docierało jednak do świadomości abonentów tak wyraźnie jak fakt, że gazeta
                stała się teraz organem neutralnym, w którym duch czasu mógł poczynać sobie
                nieporównanie swobodniej niż w gazetach utrzymanych w starym stylu. Znalazłszy
                mocne oparcie w pieniądzu, duch ten uwolnił się z wielu więzów i manifestował
                się jako duch sam w sobie. W pierwszym numerze swej "La Presse" Girardin
                zaznaczył , że chce szerzyć wszystkie autentyczne poglądy i że będzie się
                starał godzić sprzeczności, zapomniał przy tym dodać, że ta wspaniałomyślność
                zwiększa szanse bytu jego gazety.12 Sama neutralność nie mogła jednak
                wystarczyć; należało zadbać o atrakcyjność tej gazety. Interesujące artykuły,
                opowiadania i pogawędki stały się towarem bardzo pożądanym, a wkrótce pojawiła
                się na jej łamach powieść w odcinkach. Wszyscy pisarze i poeci, zachęceni
                korzyściami natury materialnej i ideowej, ofiarowali gazetom swoje usługi.
                Balzak, Dumas Victor Hugo, George Sand, zaczęli drukować swoje utwory w "La
                Presse" i w innych gazetach, które dzięki tym współpracownikom mogły wychodzić
                w ogromnych nakładach. W konsekwencji tego zaczęła się konkurencyjna walka o
                pozyskanie co lepszych autorów; ich honoraria szybko się zwiększały w miarę jak
                rosły nakłady. Jednym z najlepiej opłacanych autorów był Eugeniusz Sue. To on
                pierwszy zrozumiał, że powieść w odcinkach należy pisać inaczej niż książkę.
                Jego powieść "Tajemnice Paryża" drukowana w "Le Journal des Debats" trzymała w
                napięciu cały Paryż. Gdy któregoś dnia zabrakło w gazecie kolejnego odcinka
                miasto popadło w głęboką depresję.13 Rozrywka nie mogła oczywiście wyprzeć z
                łam gazet reklam i anonsów. Współzawodniczono w wynajdywaniu nowych sposobów
                lansowania dóbr i usług. Jak pisze Siegfried Kracauer "pewien pomysłowy młody
                człowiek, wydawca małego żurnala mód, co tydzień publikował w "La Presse"
                felieton zachwalający ten czy inny modny wyrób; za taki felieton dostawał
                każdorazowo 100 franków, a oprócz tego oczywiście dobrą zapłatę od osób
                zainteresowanych reklamą. Pomysł był jego zaś felietony pisali mu inni".14 W
                wyniku szybkiego rozwoju produkcji gazet na skalę przemysłową, wzrosło
                zapotrzebowanie na żurnalistów. Pojawili się żurnaliści nowego typu. Byli
                oczywiście uzależnieni od ekonomicznych zasad wydawania nowoczesnej gazety,
                jakimi kierował się również Girardin. Ale zależność ta wcale im nie ciążyła, a
                to dlatego, że rozwój przemysłu nie doprowadził jeszcze do ostrych konfliktów
                społecznych. Obracali się oni w sferze neutralnej; mogli więc korzystać z
                wolności przekonań i cieszyć się intelektualną niezależnością. Wyzwoliwszy się
                spod wpływu tradycyjnych poglądów, związali się z bohemą i oddali się
                przyjemności "bujania" po świecie. Przy sposobności zauważyli, oczywiście, że
                niejeden przedmiot czci to napuszona nicość i że za fasadą wielu ideałów kryją
                się jedynie materialne zainteresowania. Pieniądz od którego byli bezpośrednio
                uzależnieni, rozwinął w nich zdolność widzenia spraw zakulisowych. Tak oto
                dziennikarze stali się sceptyczni. Inna rzecz że można ich było sobie kupić. To
                oni właśnie stają się pierwowzorem Baudelairowskiego flâneura.

                Procesy modernizacyjne
                W połowie dziewiętnastego stulecia ukształtowało się również nowożytne
                społeczeństwom. Było to następstwem rozwoju przemysłu, rozwoju uwarunkowanego
                prawdziwie gwałtowną falą wynalazków. Przewrotu dokonała przede wszystkim kolej
                żelazna, która zmieniła oblicze ziemi i przeobraziła stosunki między ludźmi.
                Również inne wynalazki zrewolucjonizowały ludzkie życie. Doprowadziły do
                niesłychanego rozkwitu już istniejące gałęzie przemysłu, spowodowały powstanie
                nowych branż, a wszystkie przenikały, bardziej lub mniej bezpośrednio, do życia
                codziennego - począwszy od oświetlenia gazowego czy też dagerotypii,
                skończywszy na galwanicznej technice złocenia, dzięki której stan średni mógł
                pysznić się naczyniami stołowymi łudząco podobnymi do tych jakie miała wielka
                burżuazja. Wskutek żywiołowego rozwoju produkcji przemysłowej budziła się
                świadomość, że właśnie produkcja stanowi potężną siłę społeczną. Jej z
                • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:11
                  Czesc Mathias, mysle, ze zaciekawi cie ten felieton. Skroty zamiescilem tez w
                  innym miejscu, ale tu przytocze calosc. Zrobilem szybko dzienna prasowke,
                  dzieki za informacje w Aktualnosciach . Nie podbijam, bo Polacy juz dawno
                  zapomnieli, ze poza Polska istnieja jeszcze inne kraje. Wybacz, ale nie bede
                  sugerowal czegos innego.
                  Milej niedzieli oraz kolejnych dni i wypadam. Pewnie zajrze w przyszlym
                  tygodniu, na pewno zdaze przed Swietami z zyczeniami.
                  kardiolog
                  ----




                  28.03.2004



























                  eseje, artykuły, opracowania
                  teatr

                  Jacek Sieradzki
                  TRUDNA WOLNOŚĆ
                  Dramaturgia po 1989 roku

                  wersje językowe: polska


                  1.

                  Rok 1989 dla polskich dramatopisarzy był rokiem euforii, ulgi i nadziei - jak
                  dla całego społeczeństwa, może poza grupą satelitów odchodzącej władzy i
                  zupełnie znikomą garstką komunistycznych ortodoksów. Dalibóg nikomu już nie
                  chciało się ze swoimi utworami dreptać przed drukiem lub wystawieniem do
                  państwowej cenzury (która, zwłaszcza w schyłkowej dobie działalności, wydawała
                  decyzje kuriozalne, jak z kabaretu), nikomu też się nie chciało uzgadniać
                  repertuarów teatrów z wytycznymi odpowiednich towarzyszy z wszechwładnej
                  partii. Uzyskana wolność była dla twórców darem wspaniałym; umieli - w
                  większości - go cenić. Nie zdawali jednak sobie sprawy z tego, że w nowej
                  sytuacji w kraju zmieni się wszystko, a część tych zmian boleśnie dotknie
                  właśnie ich; że, paradoksalnie, będąc beneficjentami przewrotu, będą
                  równocześnie jego ofiarami. W wielu przypadkach euforia prędzej czy później
                  zmieniała się w - mniejsze lub większe - rozgoryczenie, a tak czy owak wybuch
                  wolności narodowej i intelektualnej nie zaowocował taką erupcją twórczości
                  artystycznej, jakiej można się było spodziewać.

                  Ale też punkt wyjścia - nastrój z czasów bezpośrednio poprzedzających ów, co tu
                  dużo mówić, niespodziany wybuch wolności - był wysoce niesprzyjający. Trudno o
                  gorszy.

                  Polska sztuka sceniczna drugiej połowy dwudziestego wieku miała swoje dwa
                  podniebne wzloty. Pierwszym był okres tak zwanej odwilży, po październiku 1956
                  roku. Wówczas to, po odejściu od stalinizmu w Związku Radzieckim i odpowiedniej
                  wymianie władz również w Polsce, unieważniono obowiązującą, ideologicznie
                  sztywną i jałową doktrynę realizmu socjalistycznego, tudzież podniesiono
                  żelazną kurtynę odcinającą polskie sceny od zachodniego repertuaru. Efekt był
                  piorunujący. W europejskim dramacie już od końca lat czterdziestych działo się
                  dużo i ciekawie; fala nowości estetycznych, formalnych, treściowych wlała się
                  jak powódź przez otwarte śluzy, wypełniając bez reszty teatralne afisze. Ponad
                  wszelką wątpliwość dramat i teatr były w tamtych czasach jednym z
                  najważniejszych narzędzi artystycznej wypowiedzi o rzeczywistości. Inwazji
                  zachodnich dramatopisarzy towarzyszyło też pojawienie się równych im rangą
                  twórców rodzimych; debiutowali najwybitniejsi polscy pisarze teatralni całej
                  połówki wieku - Tadeusz Różewicz i Sławomir Mrożek w otoczeniu mniej sławnych,
                  lecz również cenionych autorów.

                  Drugi tak płodny okres zdarzył się półtorej dekady później w czasach, które
                  można by uznać za zwieńczenie polskiej mutacji ruchów kontrkulturowych. Na
                  przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Wrocław ze swoim
                  MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALEM TEATRU OTWARTEGO był jedną ze światowych stolic
                  buntowniczych ruchów scenicznych; u szczytu teatralnej sławy (a chwilę przed
                  odejściem od tworzenia widowisk) znajdował się Jerzy Grotowski, powstawały nowe
                  ensamble, ostro i nowocześnie (w miarę, rzecz jasna, cenzuralnych możliwości,
                  ale i niekiedy niejako ponad tę miarę) artykułujące niepokoje społeczne,
                  polityczne, etyczne, egzystencjalne. Epoka ta nie wydała swojej "osobnej"
                  dramaturgii, ale "pisane na scenie" scenariusze, powstające na próbach
                  (częściowo z improwizacji), podtrzymywały żywy, gorący charakter scenicznych
                  wypowiedzi. I stymulowały, rzecz jasna, tradycyjny teatr i dramaturgię, choć do
                  obowiązującego tonu należało zaprzeczanie tym wpływom.

                  W latach osiemdziesiątych z tamtych płomiennych okresów pozostało już tylko
                  wspomnienie. Postarzała się i osłabła popaździernikowa dramaturgia, wypalił się
                  kontrkulturowy bunt. Traumatycznym doświadczeniem Polaków były wydarzenia lat
                  1980-1981: powstanie wielomilionowego, nominalnie związkowego, a realnie po
                  prostu żywiołowego ruchu społecznego "Solidarność", usiłującego bezkrwawo
                  poszerzyć granice wolności - i siłowe stłumienie tego ruchu w ramach stanu
                  wojennego wprowadzonego przez władzę komunistyczną przeciw własnemu narodowi.
                  Represje nie miały charakteru fizycznej pacyfikacji, ale o pacyfikacji
                  psychicznej można mówić: odbierały nadzieję. Nie licząc pojedynczych tekstów,
                  przedstawień i zjawisk teatralnych, dekadę wypełniły jałowe próby sił między
                  twórcami i cenzurą; sporo tryumfalnie "przepchniętych" wówczas utworów już parę
                  lat później było całkowicie anachroniczne. Stan wojenny podciął też skrzydła
                  całemu pokoleniu wchodzącemu w dorosłe, twórcze życie; wypalili się szybciej,
                  niż przewidują normy, pozostały po nich vacaty we wszystkich dziedzinach
                  twórczości, w teatrze i dramaturgii też.

                  Czy można się więc dziwić, że po 1989, kiedy komunistyczną cenzurę odesłano do
                  lamusa, wszelkie nadzieje na genialne utwory pisane ponoć "do szuflady" okazały
                  się płonne? Szuflady były puste. Rzekłoby się, krzycząco puste.


                  2.

                  Niczego nie mieli w nich starzy mistrzowie. Tadeusz Różewicz ostatnie swoje
                  dzieło dramatyczne - PUŁAPKĘ, pół-biograficzne, pół-fantasmagoryczne dzieło o
                  Franzu Kafce napisał na początku lat osiemdziesiątych. Później zajął się już
                  tylko poezją, co jakiś czas mamiąc ludzi teatru obietnicami nowego dramatru.
                  Nie sprzyjały tym obietnicom ani apatyczne lata osiemdziesiąte, ani czas
                  wolności, gdy wznowione, dawne jego sztuki - DO PIACHU z nieheroicznym obrazem
                  wojny sprzed pół wieku i BIAŁE MAŁŻEŃSTWO o fin-de-siecle'owych wstydach i
                  marzeniach erotycznych - okazały się sprzeczne z aktualnym decorum. Jako
                  dramatopisarz nowej epoki Różewicz, owszem, zaistniał, ale tylko pośrednio. Dał
                  się namówić na poprowadzenie serii prób z KARTOTEKI, rewolucyjnego debiutu z
                  1960 roku; na potrzeby owych prób przekomponował utwór i dopisał wiele nowych
                  scen. Ta nowa wersja, nazwana KARTOTEKĄ ROZRZUCONĄ została potem (1994)
                  opublikowana i - przy całej zależności od pierwowzoru - jest jedną z
                  najciekawszych wypowiedzi o współczesności; nowatorstwu formy (zakładającej
                  kolażowe łączenie cytatów, dokumentów codzienności z fikcją) towarzyszy
                  imponująca celność kpin; pisarz pokazał pazur satyryka najwyższej klasy.

                  Innym przykładem "pośredniego" życia dramatopisarskiego Różewicza jest RAJSKI
                  OGRÓDEK (2001) brawurowy scenariusz złożony przez młodego reżysera Pawła
                  Miśkiewicza z eksperymentalnych jednoaktówek Różewicza z lat sześćdziesiątych.
                  Jedna z tych jednoaktówek - NASZA MAŁA STABILIZACJA - dała niegdyś nazwę całej
                  pod epoce tamtych lat; Miśkiewicz we współczesności nowego przełomu wieków
                  odnalazł w niczym nie postarzałe elementy tamtej "małej stabilizacji", z jej
                  nieustannym lękiem o cokolwiek stałego i niewzruszonego w życiu, z jej
                  egzystencjalną niepewnością pokrywaną liczmanami, paplaniną i dobrą miną do
                  złej gry. Po czterdziestu latach Różewicz okazał się wciąż aktualnym piewcą
                  postaw rodaków, a "nowy dramat" złożony z jego starych tekstów - celniejszy od
                  wielu dzieł pisanych na bieżąco.

                  Drugi z wielkich polskiej dramaturgii, Sławomir Mrożek swoje rozliczenie z
                  komunistycznym systemem - nie uproszczone, mocno relatywizujące schemat "kat-
                  ofiara" - napisał chwilę za wcześnie; PORTRET opublikowano w 1987. Dramat
                  musiał jeszcze przejść przez aberracyjną cenzurę, arbitralnie zmieniającą
                  pisarzowi jedne słowa na inne, a i pewna dezynwoltura w konfrontowanych
                  postawac
                  • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:13
                    niewzruszonego w życiu, z jej egzystencjalną niepewnością pokrywaną
                    liczmanami, paplaniną i dobrą miną do złej gry. Po czterdziestu latach Różewicz
                    okazał się wciąż aktualnym piewcą postaw rodaków, a "nowy dramat" złożony z
                    jego starych tekstów - celniejszy od wielu dzieł pisanych na bieżąco.

                    Drugi z wielkich polskiej dramaturgii, Sławomir Mrożek swoje rozliczenie z
                    komunistycznym systemem - nie uproszczone, mocno relatywizujące schemat "kat-
                    ofiara" - napisał chwilę za wcześnie; PORTRET opublikowano w 1987. Dramat
                    musiał jeszcze przejść przez aberracyjną cenzurę, arbitralnie zmieniającą
                    pisarzowi jedne słowa na inne, a i pewna dezynwoltura w konfrontowanych
                    postawach stalinowskiego donosiciela i nieoczekiwanie skorego do bicia pokłonów
                    przed portretem satrapy "męczennika", w latach niewoli nie miała szans na
                    właściwe wybrzmienie. Polska wolność zastała pisarza w Meksyku, gdzie mieszkał
                    z żoną na rancho o pięknie brzmiącej nazwie "La Epifania". Pisał wówczas, po
                    dość poważnych perturbacjach zdrowotnych, groteskę WDOWY (1990), gdzie akcję
                    wypełniają, jak zwykle u niego, dowcipne dialogi pełne absurdalnych paradoksów,
                    ale trzecia, milcząca przez całą sztukę wdowa, ma pod żałobnym welonem
                    prawdziwą trupią czaszkę.

                    Następna sztuka Mrożka, MIŁOŚĆ NA KRYMIE (1993) zasłynęła z powodu
                    niecodziennych okoliczności towarzyszących. Autor obłożył utwór
                    dziesięciopunktową klauzulą obligującą teatry do nie stosowania skrótów,
                    zbudowania realistycznej dekoracji, respektowania układu aktów, używania
                    tradycyjnej kurtyny, etc. Polecił również opublikować te żądania w programie
                    pod tytułem "Autor zwariował, albo ostatni Mohikanin". Klauzula okazała się
                    kłopotliwa nie tyle z powodu radykalizmu, ile z powodu mniejszej, niż można
                    było przewidywać, atrakcyjności samej sztuki; mało który teatr decydował się na
                    trzyaktową kolubrynę stanowiącą dziwny - choć miejscami olśniewający - pastisz
                    idiomów rosyjskich (pierwszy akt był ekstraktem Czechowa, drugi - powiedzmy
                    Bułhakowa, trzeci - niejasną groteską o Rosji współczesnej). Na sztukę tę nie
                    rzuciły się wszystkie liczące się teatry w kraju, jak to z propozycjami Mrożka
                    bywało w latach prosperity. Następnego dzieła - dwóch jednoaktówek pod wspólnym
                    tytułem PIĘKNY WIDOK (1999) nie zagrał już nikt. Szkoda: dobrze wykonany,
                    błyskotliwy dyskurs dwóch męsko-damskich par w niejasno groźnej sytuacji,
                    pełnej niesprecyzowanego, wojennego napięcia (inspirację stanowił tu konflikt
                    bałkański) mógł być kanwą ciekawego widowiska. Ostatnią opublikowaną dotąd
                    sztukę WIELEBNI (1999) sam autor uznał, jak się zdaje, za rzecz niezbyt udaną.
                    Absurdalna farsa o anglikańskiej parafii, na którą przez pomyłkę skierowanie
                    dostają równocześnie proboszcz-kobieta i proboszcz-Żyd nie wie, jak się
                    skończyć; trzeba zesłać helikopter (niczym deus ex machina), żeby móc opuścić
                    kurtynę.

                    Do grona mistrzów starszego pokolenia dołączył Janusz Głowacki. Ten prozaik,
                    felietonista, dramato- i scenariopisarz, przytrzaśnięty przez stan wojenny w
                    Nowym Jorku, podjął heroiczną próbę utrzymania się w USA tylko z pisania - i
                    przeszedł, można rzec, morderczą szkołę zawodowego przetrwania. Z wygnania
                    przywiózł dwa dramaty. POLOWANIE NA KARALUCHY (wydanie krajowe 1990), sztuka o
                    upokarzającej egzystencji polskich wygnańców w Stanach - temat ten podejmie
                    też, ale w dużo bardziej ostrej, paszkwilanckiej formie, inny prozaik, Edward
                    Redliński w sztuce CUD NA GREENPOINCIE (1995) - sztuka ta cieszyła się sporym
                    powodzeniem na krajowych scenach. Aliści już następna pozycja, FORTYNBRAS SIĘ
                    UPIŁ (1990), mogłaby stanowić modelowy przykład dramaturgii z epoki ancien
                    regime'u, gdzie obserwacje mechanizmów rządzących życiem społeczno-politycznym
                    były kamuflowane w kostiumie historycznym, bądź literackim (Dania Hamleta jest
                    Polską, a Norwegia Fortynbrasa - Związkiem Radzieckim). Ten typ dramaturgii
                    aluzyjnej, rozpowszechniony w epoce komunistycznej, wolność zmiotła ze scen bez
                    reszty. Niekiedy do spółki z jej autorami.

                    Co, rzecz jasna, nie dotyczy Głowackiego, który parę sezonów później
                    zaproponował teatrom bodaj najciekawszy utwór dramatyczny dekady - ANTYGONĘ W
                    NOWYM JORKU (1992). Z antycznego mitu pozostały tylko rudymenty: konieczność
                    sprawienia pogrzebu najbliższemu człowiekowi wbrew wszelkim przeciwnościom.
                    Rzecz przeniosła się do Tompkins Square Park w Nowym Jorku, w środowisko
                    bezdomnych, zdeklasowanych wygnańców, pazernych egoistycznych i chytrych, ale
                    zdobywających się na szeroki, altruistyczny gest w chwili próby. Swoim
                    zwyczajem Głowacki pozbawił bohaterów patosu, opowiedział ich losy z
                    sarkastycznym, chwilami makabrycznym humorem. Funkcję greckiego chóru
                    powierzył, też nie bez złośliwości, bezgranicznie zachwyconemu sobą
                    nowojorskiemu policjantowi. W dialogach Polaka, Rosjanina i Portorykanki
                    osiągnął to, co najważniejsze: zuniwersalizował dramat i ból, nie odbierając
                    postaciom oryginalności i wyrazistości.

                    Dużo gorzej niż Antygona przyjęta została kolejna sztuka Głowackiego CZWARTA
                    SIOSTRA (1999). Być może powodem irytacji było ponowne - po Mrożku - sięgnięcie
                    przez polskiego autora do swoistego współczesnego folkloru rosyjskiego;
                    zarzucono dramatopisarzowi niezgodne ze poprawnością polityczną łatwe
                    dowcipkowanie ze znienawidzonego niegdyś sąsiada. Niechętni nie zauważyli, że
                    przedmiotem gier pisarskich Głowackiego w tej sztuce, już tytułem nawiązującej
                    wprost do Czechowa, jest nie tyle rosyjska rzeczywistość, ile pewien zasób
                    stereotypów kulturowo-literackich. I to nie tylko wschodnich; punktem
                    odniesienia groteskowej akcji jest wszakże dokumentarny film kręcony przez
                    Amerykanina i szykowany pod Oscara, zatem wszelkie celowe łatwizny brane są w
                    podwójny nawias, a wszystko razem służy ujawnieniu nieskrywanego przerażenia
                    współczesną naskórkowością i gruboskórnością w odbieraniu i rozumieniu świata,
                    czemu globalizacyjne zmniejszenie odległości między kontynentami bynajmniej nie
                    zapobiega. Raczej przeciwnie.

                    Wśród zasłużonych pisarzy starszego pokolenia, obok prozy parających się także
                    pisarstwem dla teatru, wypada wymienić Wiesława Myśliwskiego, znakomitego
                    reprezentanta "nurtu chłopskiego" w polskiej powieści. Jego dramat REQUIEM DLA
                    GOSPODYNI (2000) można wziąć za rodzaj ultrakonserwatywnego manifestu; ujętym w
                    wizyjne, poetyckie retrospekcje wspomnieniom o dawnych czasach wiejskiego,
                    patriarchalnego ładu towarzyszą namiętne filipiki przeciwko współczesnemu
                    zepsuciu obyczajów. Jak zwykle w takich przypadkach nieco rażące bezsilnością -
                    chociaż klątwie podstawowej "wszyscyście dzieci jednej matki: telewizji",
                    trudno odmówić słuszności.


                    3.

                    Niewątpliwą gwiazdą wśród dramatopisarzy średniego pokolenia - tego najmocniej
                    dotkniętego nieprzychylnością najnowszej historii - jest Tadeusz Słobodzianek.
                    Ten mieszkaniec wschodnich kresów Polski zasłynął już chwilę po studiach, gdy
                    pod arystokratycznym pseudonimem "Jan Koniecpolski" wszedł w rolę enfant
                    terrible polskiej krytyki teatralnej: w imię elementarnego sensu i logiki
                    atakował świętości sceny i literatury. Po wprowadzeniu stanu wojennego
                    zrezygnował z recenzenctwa, zaczął studiować reżyserię lalkową i zajął się
                    pisaniem. Jego debiut dramatyczny, CAR MIKOŁAJ (1987), został przyjęty z
                    wielkimi nadziejami, choć przesiąknięta mieszczańskimi nawykami polska scena
                    nie bardzo wiedziała, jak się zabrać do tej, pełnej soczystych przekleństw
                    opowieści o mieszkańcach zapadłych kresów z lat trzydziestych ubiegłego wieku.
                    Następna sztuka, OBYWATEL PEKOSIEWICZ została osadzona już bliżej
                    współczesności, w niesławnej pamięci 1968 roku, kiedy to walki frakcyjne w
                    łonie partii komunistycznej zaowocowały rozpętaną odgórnie, haniebną
                    antysemicką nagonką. W sztuce Słobodzianka wypadki te ukazane są od dołu, z
                    perspektywy zabitego dechami miasteczka; ofiara prowokacji i zmagań dwóch
                    prowincjonalnych "włodarzy dusz": sekretarza pa
                    • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:15
                      "włodarzy dusz": sekretarza partii i katolickiego biskupa ląduje w
                      szpitalu wariatów. Dramat zdobył nagrodę na oficjalnym konkursie
                      dramaturgicznym, po czym cenzura przyaresztowała go skutecznie; mógł się ukazać
                      w druku i na scenie dopiero nieomal równo z wyborami w 1989 roku.

                      Słobodzianek jest moralistą, choć unika kaznodziejstwa jak ognia a swoje
                      przesłania ukrywa w szorstkiej, nie upiększanej formie. Portretuje ludzi
                      zrozpaczonych, przepełnionych atawistycznym marzeniem o uwzniośleniu,
                      usensownieniu egzystencji. Tak dzieje się w PROROKU ILJI (1992), drugiej po
                      CARZE MIKOŁAJU opowieści z wschodnich kresach, osnutej wokół autentycznej
                      postaci wiejskiego proroka uważającego się za nowe wcielenie Syna Bożego.
                      Rozpacz jego współplemieńców, poczucie zachwianego porządku świata rodzi
                      oszalałą ideę ukrzyżowania Mesjasza - skazania się na wieczne potępienie, by
                      przywrócić właściwe urządzenie kosmosu. Przedsięwzięcie kończy się, rzecz
                      jasna, groteskowo, ale ból jego uczestników (ledwie uświadomiony, przeczuty
                      raczej) nie traci mocy.

                      Kwestia bezpośredniej odpowiedzialności Boga za ziemskie zło, ujmowana w
                      przejmujące, rozpaczliwe skargi-wyrzuty-oskarżenia jest częstym motywem
                      dramatów Słobodzianka. Pojawia się też w dwóch moralitetowych przypowieściach
                      scenicznych. W MERLINIE (1993), w manichejski, miejscami bluźnierczy sposób
                      odwracającym chrześcijańskie dogmaty moralne i kreującym postać czarownika z
                      legend arturiańskich wręcz na antychrysta - oraz w KOWALU MALAMBO (1993)
                      stylizowanej "legendzie argentyńskiej", gdzie Pan Jezus wysłuchuje skarg
                      zgnębionych ziemian i nie potrafi ukryć swej bezsilności. Obie sztuki,
                      niezwykle ciekawe, nie zaistniały w polskim życiu scenicznym tak, jak by na to
                      zasługiwały, być może dlatego, że pisane były na specjalny "instrument":
                      wędrowny Teatr Towarzystwa Wierszalin, łączący sceniczne techniki lalkowe z
                      żywym planem. Niestety, chwilę po napisaniu wymienionych sztuk, rozeszły się
                      drogi Słobodzianka i współzałożyciela sceny, reżysera i dramatopisarza Piotra
                      Tomaszuka. Przedtem zdążyli jednak razem napisać znakomitego TURLAJGROSZKA
                      (1990) gorzką baśń o współczesnej rodzinie, jej podatności na wszelkie,
                      najprymitywniejsze nawet formy kuszenia, brak elementarnej miłości, tryumf
                      czorta, bezsilność porządnych. Moralitetowa opowieść o osamotnionym dziecku,
                      porzucanym przez rodziców dla marnego grosza, nie kończyła się nawet namiastką
                      happy endu. "Nie pokochali. Boli" - konkludował chór.

                      Po dłuższym milczeniu Słobodzianek opublikował w 1999 roku SEN PLUSKWY, jeszcze
                      jedną pozycję z trudno wytłumaczalnego nurtu rosyjskich reminiscencji w
                      dramaturgii wolnej Polski. Tym razem fabularną kanwą opowieści był ciąg dalszy
                      losów Prysypkina, bohatera PLUSKWY Majakowskiego, wypuszczonego z klatki po
                      upadku komunizmu. Jak Mrożek i Głowacki, również i Słobodzianek potraktował
                      Rosję bardziej jako rezerwuar motywów literackich, niż jako realność. Jednak i
                      w tę opowieść, pełną aluzji do Bułhakowa czy Jerofiejewa, włożył swe pytania o
                      możliwość realizacji przyrodzonych ludzkich wyobrażeń kosmicznego ładu wśród
                      chaosu i o utopijność wszelkich rajów, z rajem chrześcijańskim włącznie.
                      Realizujący prapremierę weteran polskiego teatru o jednoznacznie lewicowym
                      obliczu, Kazimierz Dejmek, wolał przeczytać w ŚNIE PLUSKWY jeszcze jedno
                      rozliczenie z bolesnymi złudzeniami politycznymi minionego wieku, co nieco
                      nieoczekiwanie spotkało się z całkiem żywym odbiorem współczesnej publiczności,
                      raczej pozbawionej podobnych okazji w ostatnich sezonach.


                      4.

                      Czytelników tego sprawozdania z życia dramaturgii w wolnej Polsce zadziwi być
                      może pewien rzucający się w oczy brak. Brak dzieł w jakikolwiek sposób
                      odnotowujących sam fakt odzyskania niepodległości, odnoszących się do
                      historycznych zdarzeń bezpośrednio poprzedzającej owo szczęśliwe wydarzenie,
                      biorących się za bary z nowymi problemami, przed którymi stanął kraj. Cóż, ten
                      brak, bolesny zwłaszcza w pierwszych latach po 1989, jest nie do ukrycia i
                      stanowi jedną z największych słabości sztuki scenicznej naszej współczesności.

                      W roku przemiany szuflady, jako się rzekło, były puste. Wydarzenia polityczne
                      pierwszych lat niepodległości galopowały tak wariacko, że nikt nie kwapił się
                      utrwalać ich w formie dzieł dramatycznych (generalnie: w sztuce). Napięcia i
                      wyrzeczenia, jakich wymagała transformacja ustrojowa, stymulowały wśród
                      popierających ją w większości twórców postawę państwowotwórczą: raczej
                      łagodzenie konfliktów, niż ukazywanie ich w pełnej skali, raczej konsolidowanie
                      społeczeństwa, niż jątrzenie. Tymczasem właśnie owe napięcia z jednej strony,
                      pewien nadmiar kaznodziejstwa (zwłaszcza w publicystyce i w massmediach) z
                      drugiej, inwazja czysto komercyjnej rozrywki z trzeciej, wywołały niezwykle
                      szybko odruch niechęci wobec wszystkiego, co wiązało się z problematyką
                      polityczną. Wyrzucono precz tematy historyczne, opędzano się przed
                      najniewinniejszymi nawet formami "kombatanctwa" jak przed stadem os,
                      słowo "etos", kluczowe dla pokojowego przecież, zwycięskiego
                      ruchu "Solidarności", trafiło do kabaretu. Ogarnięci biernością twórcy
                      wszystkich pokoleń nie umieli temu przeciwdziałać.

                      A przecież istniało pole do zagospodarowania. Największym sukcesem widowiskowym
                      pierwszych lat niepodległości był musical METRO (1991), pierwsza w Warszawie
                      prawdziwie "zachodnia" produkcja widowiskowa, próba powołania prywatnego
                      komercyjnego teatru. O sukcesie tego spektaklu przesądziły jednak nie tylko
                      nowoczesna wystawa, szalona dynamika młodych wykonawców i utarcie nosa
                      stetryczałym środowiskowych elitom. Także libretto: prościutka i głupiutka w
                      gruncie rzeczy opowieść o grupie młodych ludzi, którzy, odtrąceni przez
                      establishment, jadą do Paryża, grają w metrze i odnoszą sukces na oszołamiającą
                      skalę. Młodzi widzowie, tysiącami zjeżdżający na musical z odległych zakątków
                      Polski, potrzebowali swojego mitu, swojej legendy, potwierdzenia nowej
                      tożsamości. Wolno wierzyć, że przyjęliby i zaakceptowali również treści na
                      wyższym poziomie umysłowym, niż prymitywne libretto; kłopot w tym, że i teatr,
                      i dramaturgia nie miała im zupełnie nic do zaoferowania.

                      Sztuka sceniczna była bezradna wobec emocjonalnych potrzeb najmłodszej widowni,
                      zbuntowanej przeciw frazesom i egzaltacjom starszych pokoleń. Bezradna była też
                      wobec nowej, nie całkiem różowej rzeczywistości: wobec bandytyzmu, który zjawił
                      się w kraju w ślad za prawdziwymi (a nie komunistycznymi) pieniędzmi, wobec
                      przemocy, narkomanii, etc. Artyści żyli w mylnym przekonaniu, że widz szuka w
                      teatrze przede wszystkim rozrywki, zabawy, lekkiego spędzenia wieczoru. I
                      dostarczali mu tę lekkość - głównie za sprawą importowanych fars. Że owo
                      rozpoznanie potrzeb było fałszywe, może świadczyć kariera sztuki, a ściśle
                      mówiąc cyklu jednoaktówek MŁODA ŚMIERĆ (1995). Jej autor, dziś już nieżyjący
                      Grzegorz Nawrocki, był zapoznanym reportażystą i dramatopisarzem minorum
                      gentium, dysponował jednak dobrym słuchem społecznym. W utworze, opartym na
                      autentycznych faktach, opisał bez osłonek i zabezpieczeń, bezmyślne, okrutne
                      morderstwa popełniane przez młodocianych przestępców, dzieci właściwie, na
                      rówieśnikach i na bezbronnych starszych. W prostych formalnie zapisach
                      dramatycznych sytuacji otworzyła się cała otchłań immoralizmu, odczłowieczenia,
                      bezduszności. Sztukę po prapremierze w Teatrze Współczesnym w Szczecinie
                      (czyniącym rozmaite i spore wysiłki aby zdobyć dla teatru nowych autorów)
                      zagrało sporo scen w kraju; funkcja trzeźwiąca i ostrzegawcza, przyrodzona
                      teatrowi, niejako wracała do łask. Ów powrót nie zaowocował jednak urodzajem
                      podobnych tekstów; teatr, owszem, przestał wreszcie stronić od drażliwych
                      tematów, ale do podejmowania ich musiał używać dramaturgii obcojęzycznej.
                      Głównie z tzw. "brutalistycznego" nurtu, jaki z Anglii przez Niemcy miał się
                      rozlać po całej Europie koń
                      • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:19
                        Sztukę po prapremierze w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (czyniącym
                        rozmaite i spore wysiłki aby zdobyć dla teatru nowych autorów) zagrało sporo
                        scen w kraju; funkcja trzeźwiąca i ostrzegawcza, przyrodzona teatrowi, niejako
                        wracała do łask. Ów powrót nie zaowocował jednak urodzajem podobnych tekstów;
                        teatr, owszem, przestał wreszcie stronić od drażliwych tematów, ale do
                        podejmowania ich musiał używać dramaturgii obcojęzycznej. Głównie z
                        tzw. "brutalistycznego" nurtu, jaki z Anglii przez Niemcy miał się rozlać po
                        całej Europie końca XX wieku.

                        Najciekawsi autorzy młodszych pokoleń woleli z potocznej rzeczywistości uciekać
                        w osobne, wysublimowane, ale przy tym nieraz bardzo ciekawe światy. Swoje
                        miejsce na scenach zdobyła wreszcie, z ogromnymi oporami Lidia Amejko. Z
                        oporami, ponieważ jej dramaturgia bardziej przypomina misterne i delikatne jak
                        stare koronki traktaty filozoficzne, niż sprawny, łatwy do wystawienia materiał
                        sceniczny. Ogromnym wyzwanim dla inscenizatów jest choćby taka MĘKA PAŃSKA W
                        BUTELCE (1995), opowieść o amsterdamskiej kloszardce znajdującej na wysypisku
                        laskę, w której zaklęta została dusza Uriela d'Acosty, średniowiecznego mistyka
                        i heretyka, czy butelkę w której zatrzaśnięta jest i spetryfikowana Golgota z
                        dwoma żołdakami pilnującymi Chrystusowej kaźni. Największy sukces sceniczny
                        przyniosła autorce sarkastyczna komedia FARRAGO (1997), łącząca przewrotny
                        dowcip z refleksją i dająca znakomite pole do popisu aktorom. Przed obliczem
                        Boga (zwanego z ziemska Ekscelencją) i świętego Piotra staje popularny aktor
                        drugorzędnych filmów akcji: akt oskarżenia przeciw obwinionemu o czynienie
                        najwymyślniejszego zła w fikcyjnych fabułach, nieoczekiwanie łatwo da się
                        ekstrapolować na samego Sędziego; i on przecież odpowiedzialny jest za zło
                        świata, który można uznać za boską, bynajmniej nie zawsze pierwszorzędną
                        fabułę. W najnowszej sztuce Lidii Amejko, NONDUM (2001), kanwą przypowieści
                        jest jedno z najbardziej znanych zdań Starego Testamentu. Skoro na początku
                        było słowo - więc i na końcu być musi. "Jak na wszystko, tak i na człowieka los
                        gadaniem spływa z Boskich ust i jak się człowiek rodzi, to z takiej opowieści
                        dostaje jakiś kawałek nieduży". A jak umiera, to musi ten kawałek - Boską
                        pożyczkę - zwrócić. Tylko że to już nie jest takie proste.

                        Swoje miejsce na teatralnych afiszach zdobył też krajan Lidii Amejko, jak i ona
                        wrocławianin - Jerzy Łukosz. Ten ceniony germanista pracę doktorską pisał o
                        Tomaszu Mannie i niejako jej produktem ubocznym była sztuka poświęcona
                        niemieckiemu pisarzowi. TOMASZ MANN (1995) to ironiczna opowieść o kuszeniu
                        (sławą, zaszczytami, a przede wszystkim "misją dziejową") jakie wobec Manna
                        podjęte zostało ze strony hitlerowskiego rządu. Opowieść o kuszeniu
                        niespełnionym, ale eksponującym słabsze strony natury artysty, próżność i
                        naiwność nierozerwalnie splecione z przenikliwą mądrością. Obok portretu samego
                        Manna równie ciekawy, przewrotnie ironiczny zda się tu portret kusiciela,
                        chamskiego fryzjera i funkcjonariusza, który w końcu stanie się najbliższym
                        powiernikiem Mannów i egzegetą twórczości pisarza. Kontynuując zainteresowania
                        wielkimi postaciami niemieckiej literatury Łukosz opublikował w 2001 roku
                        Hauptmanna: jednoaktowy obrazek przedstawiający spotkanie tuż po wojnie, w 1945
                        roku, niemieckiego noblisty, rezydującego w swym majątku na ziemiach
                        przypadających, decyzją aliantów, Polsce - z całkiem dobrze wykształconym
                        literacko oficerem radzieckich służb specjalnych. Ich rozmowa ma te same
                        zalety, co sztuka o Mannie: pokazuje tak mądrość pisarza, jak jego rozczulające
                        słabostki i jego nieprzystawalność do nadchodzących czasów. Spośród utworów
                        Łukosza na uwagę zasługuje też monodram GRABARZ KRÓLÓW (1997): relacja
                        polskiego gastarbeitera, który, pracując w obsłudze niemieckiego cmentarza
                        znalazł sposób na wyrównywanie krzywd i niesprawiedliwości świata poprzez
                        przenoszenie prochów skremowanych maluczkich do grobowców możnych, tych
                        ostatnich zaś wykwaterowując do donic i pod rabaty.

                        Niewątpliwą gwiazdą polskiej dramaturgii ostatnich lat stał się Ingmar
                        Villqist. Imię i nazwisko tego autora nieprzypadkowo brzmi obco: to element
                        autokreacji cenionego historyka sztuki, który na użytek dramatopisarskiego i
                        reżyserskiego wcielenia stworzył sobie norweską tożsamość, biografię i całą
                        mapę z mitycznym Ellmit, miastem wśród nadmorskich fiordów, gdzie toczy się
                        większość jego dramatów. Łatwo odczytać w nich fascynację skandynawskimi
                        mistrzami intymnego dramatu psychologicznego, od Ibsena i Strindberga po
                        Bergmana. Dramaturgię Villqista można pogrupować w dwa cykle. W pierwszym z
                        nich fabuły rozgrywają się w realiach wyraźnie fikcyjnych, ale wzorowanych na
                        historii Europy lat trzydziestych - w realiach państwa pozostającego pod presją
                        sił szowinistycznych i faszystowskich. NOC HELVERA (2000), to studium dramatu
                        dwojga ludzi: nieszczęśliwej dziewczyny, i opóźnionego w rozwoju chłopca,
                        którego wzięła na wychowanie; ich psychologicznego splecenia, dialektyki
                        miłości i poniżania. Aby ratować wychowanka przed bojówkami likwidującymi
                        niepełnosprawnych i "nieczystych", dziewczyna woli zabić go sama
                        przedawkowanymi lekarstwami. Inną sztuką z tego cyklu jest ENTARTETE KUNST
                        (2001), rzecz o urzędniczo-wojskowych komisjach prowadzących upokarzające
                        reedukowanie artystów, wybijanie im z głowy "zdegenerowanej sztuki".

                        Drugi cykl Villqista rozgrywa się współcześnie. Składają się nań nade wszystko
                        jednoaktówki z serii nazwanej BEZTLENOWCE (2000). Autor opowiada tu o ludziach
                        z psychiczną skazą, o współczesnych odmieńcach, tworzących na obrzeżach
                        normalnego (rzekomo) społeczeństwa inne, zwichrowane życie. Pisarz imponuje
                        subtelnością i precyzją portretowania swoich "beztlenowców", związków damsko-
                        damskich, męsko-męskich, małżeństwa z urojonym dzieckiem, etc. Zarzucano mu
                        wyabstrahowanie tego świata z rozpoznawalnych realiów, swoistą laboratoryjność:
                        mityczne Ellmit, mówiono, mogłoby się znajdować właściwie wszędzie. Czy jednak
                        tego rodzaju uniwersalność doprawdy jest grzechem?


                        5.

                        W tym opisie losów polskiej dramaturgii po 1989 roku, niewiele brzmi tonów
                        euforycznych, wniebowziętych. Cóż, jest jak jest. Przy wszystkich rangach i
                        zasługach dramatopisarzy, polski teatr nie tylko ostatniej dekady, ale i może
                        całego dwudziestego wieku, stał głównie siłą swych inscenizatorów i aktorów;
                        komentatorzy opisujący te dziedziny sztuki scenicznej mają z pewnością więcej
                        powodów do radości. Choć i w powyższym zestawieniu jest się, wolno sądzić, parę
                        tytułów sztuk znakomitych, które mogłyby śmiało zainteresować widzów również
                        daleko od krainy nad Wisłą. Wypada bez obaw życzyć im tej konfrontacji.

                        Zniżona ranga dramatopisarza w polskim życiu scenicznym w ostatnich latach
                        zaczyna się zresztą systematycznie poprawiać. Od 1994 roku działa konkurs
                        Ministerstwa Kultury, w wyniku którego twórcy najlepszych realizacji rodzimych
                        sztuk współczesnych otrzymują nagrody, a teatry podejmujące ryzyko prapremiery
                        mają prawo do zwrotu części poniesionych kosztów. Kampanię promującą młodych
                        dramatopisarzy toczy największy polski dziennik - "Gazeta Wyborcza". Działa
                        także przemożnie przykład zewnętrzny: bujny rozwój młodej dramaturgii, jako
                        podstawowej składowej młodego teatru za miedzą - w Niemczech czy w Skandynawii.
                        Przykładem tych właśnie krajów coraz więcej polskich teatrów organizuje
                        warsztaty lub staże dla adeptów, chcących uczyć się pisania dla teatru;
                        warsztaty te coraz częściej mają charakter międzynarodowy. Coraz więcej teatrów
                        zaprasza też widzów na prezentacje nowych utworów w formie mniej lub bardziej
                        podreżyserowanych prób czytanych. Prezentacje takie cieszą się powodzeniem, co
                        tylko potwierdza niezaspokojone potrzeby widowni w tej dziedzinie.

                        Być może już za chwilę na polskie deski sceniczne wkroczy rosnące właśnie
                        interesujące pokol
                        • kardiolog Re: teatr- mathias tylko 28.03.04, 13:20

                          Być może już za chwilę na polskie deski sceniczne wkroczy rosnące właśnie
                          interesujące pokolenie nowych autorów. O ich sukcesach lub porażkach wypadnie
                          jednak napisać dopiero przy jakiejś następnej okazji.

                          Tekst został opublikowany w miesięczniku "Ade Teatro"
                          wrzesień 2002


                          © Copyright by Instytut Adama Mickiewicza
                          Centrum Międzynarodowej Współpracy Kulturalnej


                          --------

                          uff! niezly kawalek. czesc.
                      • bulterier Re: teatr- mathias tylko 12.04.04, 19:50
                        Mathias, czytam cie od kilku dobrych minut.
                        Czytam jak ronisz krople (potu.. ze zmeczenia?) pochylajac sie nad Kaczmarskim
                        ze swa nadobna..??? ma-zl-z-o-nka. Ta poch!la sie z toba nam bledami, jakze
                        milo
                        pochYlac sie wspolnie nad czyms, dopoki wci_z jest nad czym.Jakze dobrze, ze
                        Kaczmarski zdechl.. Wielki byl przeciez, nie? Dobry, jak kazdy inny. Umarl we
                        wlasciwym czasie.. No i Daria tez umarla, Jak dobrze. Te smierci takie
                        sposobne.. Jak fajnie. Moze jutro tez ktos umrze? Mozna bedzie swieczke
                        zaswiecic. Zeby tylko ktos w tym tygodniu umarl. Koniecznie. Kocham pogrzeby, a
                        wy?
                        eee tam, wracajac do watku.
                        Musicie teraz przedyskutowac kwestie gramatyczna, mozecie tez kwestie uprawy
                        ogrodka oraz uwentualnie wsadzania kija w pochwe po mieczu (wymiennie, toz to
                        seks przeciez czyli OBS). Nie zapomnijcie o gumce, zeby z tego dzieci nie bylo.
                        Zaden z moich realnych znajomych nawet mocno alkoholizowany (znane nazwiska w
                        prasie i TV) nie uprawial takiego upadku, ale moze dlatego, ze oni sa ciut
                        znani.. Tak sadze. Ludzie ciut znani maja gleboko w powazaniu zageszczajacy sie
                        moj/Loch.?? Nie wiem, nie wiem, nie mnie to wiedziec.
                        Zdrowych i Wesolych Swiat i piszcie, piszcie nie ustawajcie.
                        Ktos moglby napisac o was ksiazke znaczy sie broszurke,by uniknac powtorzen.
                        Przypadek wciaz powtarzajacy sie? Nie, o! nie. Alfabet ma 24 litery i mozna
                        zaczac od konca, jak zwykle. Ksiazki, ksiazki, teatr, teatr, film, film, zycie,
                        zycie. Czy znajde juz wszystko na www. mat-sam-rix. pl? Nie trac/cie jednak
                        ducha i wiary ani czasu. A moze kiedys posmiernie.. ktos popelni na sobie
                        przestepstwo? By potem na was? W koncu kiedys przychodzi moment, ze kazdy nawet
                        najwiekszy przyglup -jak ja- bierze sie za uprawianie rzekomej sztuki.
                        Wielkich. Przepraszam, mialo byc .. szutki, skoro rozum krotki...
                        Majac uprawnienia strata czasu. Toz to dopiero choroba,
                        kardiologu, nie? Przypadek nieuleczalny.
                        Bog jest!
                        Boga nie ma!
                        Zesz kuwra mac! Dno!Nie? Jeszcze nie? Mozna jeszcze nizej! Opla!!!! Moze
                        lepiej
                        wygodniej? Spadochron, kanapki i...internet?

                        bulterier


                        Pozdrow tych , ktorzy pewnie sie pochyla by opowiedziec ..zgroma..dzonym, co
                        zobaczyli.
                        Chocby sc_ut, den_li, m_d_me, m_kh, crist_, kosm_, si_kie, aaaa PaniSf_nks by
                        opowiedziec nam NOWA, niepowtarzalna basn wigilijna. A ty wtoruj w basni o
                        krolowej i krolu. O krolestwie niebieskim tez opowiedz. Nie zapomnij aby
                        piesni o piskach!
                        Pa.
                        O Pieskach mialo byc, naucz sie wreszcie cz<t'c
                        naucz tez innych, kuwra!
                        Korzystajac z moim slow i mowia po latach co poprawnie a co nie. Chrystytusi
                        Narodow w daupe mac!

                        Tirli tirli! Smingus dyngus.
                        Wesolych Swiat .
                        Niech Was Bog blogoslawi..!Kuwra, innych slow nie znajduje
                        • kardiolog Re: teatr- 14.04.04, 12:53
                          bulterier napisał:


                          ) Zesz kuwra mac! Dno!Nie? Jeszcze nie? Mozna jeszcze nizej! Opla!!!! Moze
                          ) lepiej
                          ) wygodniej? Spadochron, kanapki i...internet?
                          )
                          .........
                          No dobrze bulterierko! Skoro tak bardzo prosisz, aby odpowiedziec na Twoje
                          wpisy to zaczynam i na tym komentarzu poprzestane. Zaznaczam jednak, ze
                          postaram sie w przeciwienstwie do Ciebie nawiazac do tematu w sposob zwiezly.

                          Jak ladnie potrafisz rzucac miesem niejednokrotnie udowodnilas. Jesli chodzi o
                          moja osobe dalas temu wyraz juz w 2002 oraz 2003 roku. Pogardliwych,
                          ponizajacych i opluwajacych komentarzy rasowych, seksistowskich, wzywania do
                          bitwy za stodola itp. itd. (odnosnie rasy znajdziesz cos w moim 2 watku) nie
                          bylo konca. Czyzbys znowu zapomniala o tym, co wczesniej pisalas...? Kiedys
                          owszem tak, ale obecnie Twoje bluzgi nie robia na mnie juz zadnego wiekszego
                          wrazenia. Zastanawiam sie jedynie czy Ty aby naprawde jestes kobieta... Skoro
                          lubisz i skoro chcesz byc taka sama jak ci, ktorych pietnujesz za chamstwo to
                          kontynuuj ku uciesze gawiedzi. Zadasz pewnie pytanie co zmienilo sie od tamtej
                          pory, ze ja postanowilem wreszcie zareagowac na Twoje komentarze? Ano to, ze
                          moja tolerancja i proba zrozumienia Twojej sytuacji wyczerpala sie do zera.
                          Jezeli piszesz O MNIE (nie DO mnie, czujesz roznice ?) SAMA nadajesz mi
                          automatycznie prawo odnoszenia sie do Twoich wypowiedzi. Niektore Twoje wpisy
                          komentuje, zawsze powolujac sie na zrodla, niektore wpisy olewam, wielu
                          zwyczajnie nie czytam. Czy wciaz czujesz roznice.....?

                          Natomiast co do Twoich powyzszych uwag ...- chcialbym, abys wreszcie cos
                          zrozumiala:

                          Pkt. 1. forum nalezy do Gazety Wyborczej niezaleznie czy jest Twoim prywatnym
                          folwarkiem i niezaleznie czy spedzasz na nim godzine czy 22,5h na dobe. Dla
                          mnie mozesz spac nawet na klawiaturze, nie ruszam zadnego z Twoich wpisow,
                          jesli mnie nie dotyczy, chyba, ze pomylkowo wpisze sie tam, gdzie akurat nie
                          mowisz o sobie....

                          Pkt. 2. nie widze juz dluzej powodu, by tlumaczyc sie przed Toba z
                          czegokolwiek, poniewaz wszelkie proby nawiazania kontaktu zawsze koncza sie
                          niepowodzeniem. Dlaczego? Dlatego, ze wszystkich naokolo oskarzasz o wciaz na
                          nowo popelniane bledy, niewlasciwe traktowanie Twojej osoby, brak wrazliwosci,
                          niewlasciwy jezyk, wnikanie w Twoje zycie itp itd. nie zauwazajac, ze sama:
                          wykazujesz kompletny brak wrazliwosci,
                          popelniasz wciaz te same bledy,
                          uzywasz niewlasciwego jezyka i
                          obgadujesz innych za plecami mieszajac sie do ich zycia.
                          W ciagu godziny potrafisz wyglosic jakas uwage by zaraz zaprzeczyc sobie.
                          Dlaczego? Rozszczepienie osobowosci? Nie. Po prostu sama nie wierzysz w to co
                          mowisz lub wierzysz na okolicznosc danego momentu. Pozniej o wygloszonej
                          kwestii oczywiscie zapominasz..
                          Ja mam to w nosie, ale nie wymagaj konsekwencji od innych jesli sama jestes
                          niekonsekwentna... Co do dalszej wymiany zdan -podpisuje sie pod Twoim
                          komentarzem. Kolejnych prob psuedo-dialogu juz nie bedzie. Jesli wciaz
                          bedziesz chciala uprawiac pyskowke w zaleznosci od mojego humoru wymienimy sie
                          blockiem (od blota) lub dostaniesz , jak znam siebie, ignora. Wiesz bulterierko
                          na czym naprawde polega ignor? Tak, tak... ignor? Nie na tym, ze nie odpiszesz
                          na moj post, ale jak tylko odstawie palce od klawiatury biegniesz do forumowego
                          magla, by natychmiasz skomentowac z bracmi i nie-bracmi w wierze co i jak
                          zostalo powiedziane. Ignor polega na "calkowitym zaniechaniu", czyli „jak
                          kamien w studnie”, totalne milczenie, jakby czlowiek nigdy dla Ciebie nie
                          istnial.... Rozumiesz? Jakby czlowieka nie bylo.... Choc RAZ! sprobuj wreszcie
                          zrobic to -o co Cie od dwoch lat prosze... Wlacz wreszcie pod moim
                          nickiem „ignora” i udowodnij, ze naprawde odprowadzilas moja osobe w obojetny
                          niebyt, zapalilas swieczke i powiedzialas amen... Nie wiem tylko czy potrafisz,
                          sprobuj jednak...moze tym razem sie uda...?.
                          Na niczym bardziej mi nie zalezy....

                          I jeszcze w uzupenieniu odnosnie pseudo-dyskusji jaka miedzy nami odbyla sie.
                          Mnie interesuje wiele rzeczy nie tylko Twoja osobka, czego tematycznie dalem
                          dowod w niejednym watku. Ty moje zainteresowania odbierasz (czego dajesz wyraz
                          pisemnie) jako mdlawe, nudne, nieistotne bazgrolenie. Otoz bulterierko, swiat
                          to nie tylko krecenie sie na lancuchu wokol wlasnej budy.... Nie interesuje Cie
                          o czym pisze? PO PROSTU NIE CZYTAJ.
                          Chcialbym, abys uzmyslowila sobie jedna rzecz. NIE WSZYSCY mysla tak jak Ty, i
                          Twoje priorytety nie musza byc priorytetami innych. Mozesz nie wierzyc, Twoje
                          prawo, ale tak jest w istocie.

                          Pkt. 3.
                          Ten temat najbardziej Cie interesuje spedzajac sen z powiek.. Chodzi
                          oczywiscie o Mathiasa i moj „uklad „ z nim. Niewazne co dalej napisze, Ty i tak
                          wiesz swoje, prawda? Nie mozesz zrozumiec, ze ja i Mathias nie jestesmy
                          pedalami tylko kumplami, ktorzy nieraz ze soba rozmawiaja nieraz bija sie po
                          pyskach, ale z tego ciasta zadnych dzieci ..nie bedzie. Mathias jest dla mnie
                          znajomoscia wirtualna tak jak ja dla niego i tak pozostanie. Nie ukrywam, ze sa
                          tematy, na ktore z nim chetnie rozmawiam i pewnie niekiedy rozmawiac bede.
                          Jakze uroczo wsciekasz sie, jesli chlop Cie podpusci i napisze pare slow do
                          mnie. Przeciez Ty nie mozesz zniesc mysli, ze moglby ze mna korespondowac,
                          prawda? Widzisz bulterierko, on z tego sie smieje , ja tez z tego sie smieje,
                          a Ty sie denerwujesz. On Cie podpuszcza, a Ty lykasz przynete jak rybka.
                          Moglismy tu rozmawiac o pupie Maryni, ale Ty nie moglabys scierpiec naszego
                          dialogu krecac sie po swoich rewirach jak zraniony pies, ktoremu co 5 minut
                          trzeba byloby udawadniac, ze jest najwazniejeszym i najpiekniejszym na swiecie.
                          Takie proby przeciez tez juz byly. Nie wiem, czy zauwazylas, ze Ty samma
                          wmawiasz nam, ze jest inaczej. Namawiasz Mathiasa, zeby ze mna rozmawial, ale
                          nie dlatego, ze interesuje Cie o czym bedziemy klepac. Interesuje Cie, zeby
                          jego i moje zachowanie potwierdzilo Twoje przypuszczenia, iz oboje jestesmy
                          ch... a Ty szlachetna i ze ZAWSZE mialas racje. Nie moj interes, by Cie
                          uswiadamiac, ze jest i bedzie inaczej... no ale chcialem, zebys wiedziala jak
                          Twoje zachowanie jest odbierane. Na nic ten komentarz, tak sobie tylko „pieklo
                          brukuje...”

                          Czy ja szukam poparcia u Ciebie..?
                          Szanowna bulterierko, podpisze sie pod kazda opinia, z ktora po zapoznaniu
                          zgadzam sie niezaleznie czy jest ona przez Ciebie wygloszona czy przez
                          Mathiasa, tak samo nie mam problemow z przyznaniem sie do bledu i odstapieniem
                          od pierwotnej mysli. Chodzi o ZASADY a nie o ludzi. Ty odbierasz sytuacje
                          zupelnie odwrotnie. Jesli zgodze sie z czyms z M.S. wpadasz w furie i
                          lamentujesz nad swoim biednym, pokiereszowanym losem. Jesli zgodze sie z Toba
                          uznajesz, ze szukam poparcia u Ciebie bo taki biedny malutki jestem i moze
                          wreszcie dobierzemy sie koledze do d.... Prawda jest jednak taka, ze wiesz
                          bardzo niewiele na moj i M.S. temat i to nie ja szukam poparcia, ale Ty zawsze
                          wtedy, gdy Twoja pozycja jako nieskazitelnego, inteligentnego przywodcy.. (???)
                          duchowego jest zagrozona . Tak naprawde inni ludzie i ich losy nigdy Cie nie
                          interesowali, byli wylacznie narzedziem do zaspakajania Twoich potrzeb. Jak
                          jest w prawdziwym zyciu, nie wiem, pisze o wirtualnym, wykreowanym przez Ciebie
                          bycie. Dlatego niekiedy stajesz sie falszywym przyjacielem, by wyszlo chwilowo
                          na Twoje. Jestes w stanie podac reke wrogowi i temu, ktorego uwazasz za smiecia
                          i gnide. Twoja sprawa, nie przypisuj jednak swoich „zasad” innym. Konczac
                          punkt. 3. Czyli rzecz o mnie i M.S. Jesli ja bede mial ochote na rozmowe z M.S.
                          i on bedzie mial ochote na rozmowe ze mna to porozmawiamy, a Ty nie bedziesz
                          juz wiedziala. Po co masz wiedziec, ze gadamy o polityce czy gospodarce skoro w
                          ogole nie radzisz sobie ze swiadomoscia, iz na swiecie zyje nie tylko jedna
                          pani bulterierka? My z Mathiasem potra
                          • kardiolog Re: teatr- 14.04.04, 12:55
                            Tak naprawde inni ludzie i ich losy nigdy Cie nie interesowali, byli wylacznie
                            narzedziem do zaspakajaniaTwoich potrzeb. Jak jest w prawdziwym zyciu, nie
                            wiem, pisze o wirtualnym, wykreowanym bycie. Dlatego niekiedy stajesz sie
                            falszywym przyjacielem, by wyszlo chwilowo na Twoje. Jestes w stanie podac reke
                            wrogowi i temu, ktorego uwazasz za smiecia i gnide. Twoja sprawa, nie przypisuj
                            jednak swoich „zasad” innym. Konczac punkt. 3. Czyli rzecz o mnie i M.S. Jesli
                            ja bede mial ochote na rozmowe z M.S. i on bedzie mial ochote na rozmowe ze mna
                            to porozmawiamy, a Ty nie bedziesz juz wiedziala. Po co masz wiedziec, ze
                            gadamy o polityce czy gospodarce skoro w ogole nie radzisz sobie ze
                            swiadomoscia, iz na swiecie zyje nie tylko jedna pani bulterierka? My z
                            Mathiasem potrafimy tez sobie dolozyc do pieca, ale ja wciaz widze w nim
                            czlowieka a nie bydlaka i nie jest to bynajmniej proba dowartosciowania jego
                            ego. Poza tym, na Mathiasie swiat nie zaczyna sie i nie konczy, tak samo jak
                            swiat nie zaczyna sie i nie konczy na kardiologu, dlatego nasze rozmowy wciaz
                            sa mozliwe. Mathias jest przecietnym gosciem, tak jak ja i Ty tez, jeden zna
                            sie na tym inny na czyms innym, dlatego rozmowy mogly byc ciekawe ze wzgledu na
                            rozne doswiadczenia i poglady. Ty za to chcesz znac sie na wszystkim i kazdego
                            o tym znamienitym fakcie informowac, dlatego nie dziw sie prosze, ze przy
                            potknieciach w nie-swoich tematach kazdy dostrzega mocno falszywa ryse i kiwa
                            jedynie glowa ze smutnym zrozumieniem. Chcialem rozmawiac z M.S tu i tylko tu
                            bo nie mam nic do ukrycia. Skoro nie chcesz, to nie.
                            Z interentu nie zrezygnuje, mojego nowego nicka nigdy nie rozpoznasz, chyba ze
                            M.S. Cie poinformuje. Jesli oczywiscie nie zapragnie pobawic sie i po-
                            podpuszczac bialymi myszkami..

                            Tak. Oczywiscie... Ten list napisany jest nie tak jak Ty bys sobie zyczyla.
                            Pisze go jednak ja i wybacz, ale Ty nie masz skrupolow w nazywaniu rzeczy po
                            imieniu, ja tez wiec nie powinienem.
                            Jezli pragniesz zrobic dodatkowy rys psychologiczny mojej osoby chetnie
                            poczytam. Uwazaj jednak, aby uzywac argumentow i wlasnych wnioskow, a nie
                            wnioskow zaslyszanych, moga okazac sie mylne. Bardzo, ale to bardzo malo o mnie
                            wiesz. Ja bardzo rzadko pisze o sobie... Erudycja to nie wszystko, za ladnie
                            zbudowanym zdaniempowinna pojsc jeszcze mysl.

                            Podsumowanie:
                            Zrobisz co uznasz za stosowne. Twoja sprawa i Twoj czas poswieciony w necie.
                            Nie widze tak jak Ty obecnie mozliwosci zawarcia kompromisu. Dlaczego? Dlatego,
                            ze caly czas stawiasz na osoby a ja na to, co maja do powiedzenia. Powiesz
                            oczywiscie, ze przeciez czepiam sie nickow: bula, bulka, bulterrierka itp. Tak,
                            to prawda. Czepiam sie tych, wypowiedzi ktorych o mnie traktuja. Pisanie na
                            NOWY temat nie polega na doborze innych slow by walkowac wciaz te same stare
                            rzeczy, lecz na calkowitej zmianie myslenia. Watpie, czy jestes w stanie
                            przeszkoczyc sama siebie..... Jesli tak -bede pierwszy, choc obawiam sie z
                            opoznieniem, ktory zlozy uklony szacunku i przesle gratulacje....

                            Milego dnia zycze,
                            kardiolog
                        • kardiolog demokracje ideologiczne 14.04.04, 12:57
                          Rozdział 5



                          DEMOKRACJE IDEOLOGICZNE

                          (hodowla ludzi II kategorii)



                          Państwa demokratyczne mają swoją (ideologiczną) koncepcję światopogladową, za
                          którą optują. Ideologie pojałtańskiego demokratyzmu, ekonomizmu i masonerii nie
                          mają na celu tworzenia nowego, lepszego społeczeństwa, tylko utrzymanie
                          supremacji swojej antynaukowej koncepcji świata i barbarzyńskiego status quo.



                          Totalna propaganda destruktywnej, demokratycznej polityki społecznej radośnie
                          głosi: „kres ery ideologii”, „wolność słowa nie ograniczona przez żadne tabu
                          ideologiczne”, „prawo do nieskrępowanego wyrażania opinii”, „neutralność
                          światopoglądowa państwa”… i tym podobne ślicznostki. Spróbujmy skonfrontować te
                          demagogizmy z rzeczywistością i totalną, międzynarodową ideologizacją życia
                          społecznego.

                          ¢ ZAŁGANA do granic absurdu demokracja ideologiczna głosi, że to bardzo brzydko
                          kategoryzować ludzi, bo przecież „wszyscy jesteśmy równi”. Otóż nie jesteśmy
                          równi. Należy zwrócić uwagę, że to nie „rasiści” kategoryzują ludzi, lecz sama
                          Natura. To Natura od tysięcy lat dzieli, kategoryzuje i szufladkuje ludzi na
                          genetycznie szlachetnych, pospolitych, prymitywnych, podłych i potwornych; na
                          ładnych, brzydkich, cofniętych umysłowo, zdegenerowanych, wynaturzonych,
                          zboczonych, upośledzonych, inteligentnych, nieinteligentnych, na genetycznie
                          złych, dobrych, lepszych, gorszych, normalnych i nienormalnych. Wszystkie wyżej
                          wymienione kategorie istniały już w epoce kamienia łupanego i istnieją do dziś
                          niezależnie od tego, czy „rasiści” kategoryzują ludzi, i czy „poprawnie
                          myślące” przygłupy wierzą w jakąś tam urojoną „równość”. Skrajnie prymitywne,
                          marksistowskie, bolszewickie, chrześcijańskie, pseudonaukowe teorie o „równości
                          ludzi” są w swych konsekwencjach wybitnie destruktywne społecznie ponieważ,
                          wypaczając obraz rzeczywistości, utrudniają zrozumienie, rasowych,
                          eugenicznych, genetycznych i arystokratycznych praw rządzących naturą i
                          ewolucją gatunku ludzkiego.

                          ¢ ŚWIADECTWEM ciężkiego niedorozwoju światopoglądowego demokratycznej,
                          pojałtańskiej, ideologicznej epoki, jest upatrywanie przez nią wyłącznie
                          społecznych, środowiskowych i kulturowych (czyli nabytych) uwarunkowań wyższej
                          czy niższej inteligencji człowieka, jak też szlachetnej, prymitywnej,
                          chamskiej, podłej, czy psychopatycznej osobowości. Państwowe instytucje
                          demokratyczne („neutralne” światopoglądowo) potwierdzają, nobilitują i
                          sankcjonują — na każdym kroku — ideologiczne, marksistowskie głuptactwo
                          głoszące, iż „byt kształtuje świadomość”, broniąc przy tym tej destruktywnej
                          cywilizacyjnie bzdury konsekwentnie i w sposób arbitralny.

                          ¢ DEMOKRATYCZNIE wyselekcjonowany, ideologicznie poprawny polityk, eks-kanclerz
                          Niemiec i laureat pokojowej nagrody Nobla Willy Brandt, popisał się kiedyś swą
                          nieinteligentną wypowiedzią — ale ideologicznie słuszną — oświadczając
                          publicznie, że „granica pomiędzy dobrem i złem nie przebiega między
                          poszczególnymi ludźmi, czy grupami ludzkimi, lecz przebiega w każdym
                          człowieku”.

                          Prawda, jakie to kochane?… Chrześcijańskie, demokratyczne, „poprawne
                          politycznie”, neobolszewickie i czyniące automatycznie wszystkich ludzi
                          równymi? Automatycznie wszyscy jesteśmy równi i tacy sami, nikt nie może być od
                          nikogo lepszy! Wszyscy jesteśmy ludźmi I kategorii! Tak, to prawda, że
                          aresztowany w 1992 r. w USA ludożerca, koprofag, sadysta, zwyrodnialec i
                          nekrofil Jeffrey Dahmer, dla przyjemności seksualnej torturował, ćwiartował,
                          gotował, smażył i żarł ludzi (zjadł około 20 ludzi). Tak, to prawda, że w 1994
                          r. wykonano wyrok śmierci na psychopacie Johnie Gacy, który zatorturował na
                          śmierć 33 chłopców i młodych mężczyzn zaspokajając swój zdegenerowany
                          genetycznie popęd seksualny. Tak to prawda, że Czikatiło torturował i żarł
                          ludzi… Tak to prawda, że inni psychopaci zabijają ludzi, by pozyskać w ten
                          sposób trupa dla swojej przyjemności seksualnej. Tak, to prawda, że takich
                          ludzi jest wielu (około 5 tysięcy samych tylko dzieci ginie rocznie w USA bez
                          wieści), ale czy JA mogę powiedzieć, że jestem LEPSZY? Przecież i JA bywam
                          także ZŁY i NIEDOSKONAŁY: niedawno zdenerwowałem się na swoją ciocię a na
                          kolegę, ze złości, powiedziałem „głupek”.

                          Prawda, jakie to kochane?… WSZYSCY JESTEŚMY WINNI… Nikt nie jest LEPSZY od
                          drugiego… Wszyscy jesteśmy RÓWNI ponieważ… „granica pomiędzy dobrem i złem
                          przebiega w każdym z nas”…

                          Zgroza, prymityw, kołtuństwo, marksizm, chrześcijaństwo i patologiczna
                          demokracja ideologiczna! I destruktywna cywilizacyjnie ideologia równości!
                          Chyba nie może być już bardziej obłąkanej, pomylonej, poniżającej, niemoralnej,
                          nieetycznej, destruktywnej i degeneratywnej społecznie ideologii, jak ideologia
                          równości: — jak zrównywanie zwyczajnych, normalnych, prostych i szlachetnych
                          ludzi z nekrofilami, sadystami, psychopatami- potworami, zoofilami,
                          koprofagami, zwyrodnialcami, kryminalistami i wszelkim innym, mieniącym się w
                          tysięcznych odmianach zdegenerowanym motłochem, prymitywem i kanalią.

                          Bądźmy odporni na tego rodzaju pranie mózgu i nachalną, totalną,
                          międzynarodową, neokomunistyczno- demokratyczno- chrześcijańsko- masońską
                          ideologizację życia społecznego!

                          Granica pomiędzy dobrem i złem przebiega właśnie między ludźmi lepszymi i
                          gorszymi: między ludźmi szlachetnymi z wrodzonej etyczno-moralnej natury i
                          nieszlachetnymi z urodzenia. Granica pomiędzy dobrem i złem przebiega między
                          ludźmi I kategorii a ludźmi II kategorii; między ludźmi I kategorii a ludźmi
                          niższego rzędu — ludźmi, których kiedyś nie będzie.

                          ¢ OBECNIE (2000 r.), zgodnie z „ogólnohumanistycznymi ideałami i wartościami
                          demokracji”, prawie 2 mln członków „wielkiego społeczeństwa” siedzi w więzieniu
                          a 3 mln przebywa stale na warunkowym zwolnieniu. W listopadzie 1992 r.
                          specjalna komisja National Research Council do spraw walki z przestępczością
                          wystąpiła do rządu Stanów Zjednoczonych, aby ten przeznaczył więcej pieniędzy
                          na badania prowadzące do zapobiegania przestępczości oraz pozwalające
                          stwierdzić, jakie czynniki społeczne i ekonomiczne doprowadzają ludzi do
                          zbrodni.

                          Zwróćmy uwagę, iż według demokracji ideologicznej i chrześcijańskiej,
                          metafizycznej koncepcji światopoglądowej (nie mówiąc już o ciężkiej patologii
                          komunistycznej), do zbrodni doprowadzają ludzi wyłącznie czynniki społeczne i
                          ekonomiczne!

                          Ciężki prymitywizm, zgroza i marksizm… Oczywiście nikt w „specjalnej komisji”
                          nie piśnie ani słówka o istniejących także biologicznych, dziedzicznych,
                          genetycznych uwarunkowaniach aspołecznych, patologicznych, zbrodniczych
                          osobowości, ponieważ w tym cudownym „kraju wolności słowa” wywalonoby takiego
                          śmiałka z roboty na zbitą twarz jako „rasistę”, którego poglądy stoją w
                          jaskrawej sprzeczności ze „szlachetnymi ideałami równości ludzi”!



                          Stały, biologiczny przyrost naturalny kryminalistów zapewnia obowiązująca
                          kryminogenna

                          polityka antyeugenicznej ideologii: sankcjonowanie anarchii rozrodczej

                          i gwałcenie praw higieny rasowej.



                          ¢ W CHICAGO prowadzone są od początku 1996 r. zakrojone na szeroką skalę i
                          obliczone na kilka lat „badania”, które mają stanowić próbę znalezienia
                          odpowiedzi na pytanie (uwaga!) Jak powstaje przestępca? Zaangażowane są w nie
                          najwyższe autorytety. Finansuje je National Institute of Justice, działający
                          przy amerykańskim Ministerstwie Sprawiedliwości i Fundacja John D. & Catherine
                          T. MacArthur. W przedsięwzięciu biorą udział naukowcy z całego kraju —
                          kryminolodzy, psychologowie, psychi
                          • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 14.04.04, 12:59
                            Finansuje je National Institute of Justice, działający przy amerykańskim
                            Ministerstwie Sprawiedliwości i Fundacja John D. & Catherine T. MacArthur. W
                            przedsięwzięciu biorą udział naukowcy z całego kraju — kryminolodzy,
                            psychologowie, psychiatrzy, socjologowie i przedstawiciele wielu innych
                            dyscyplin naukowych pokrewnych naukom o środowisku społecznym.

                            Przygotowania do podjęcia tych ideologicznych „badań” trwały 10 lat! Nie mam
                            żadnych wątpliwości, iż poczyniono odpowiednie kroki (aby utrzymać zbrodniczy
                            dozór ideologii nad nauką), aby żaden naukowiec nie wyrwał się przypadkiem z
                            cechami wrodzonymi, degeneracją pokoleń, czy jakimiś tam (nie daj Boże!)
                            uwarunkowaniami genetycznymi i nie zepsuł „najwyższym autorytetom” dobrego
                            samopoczucia. A więc całe przedsięwzięcie, ogromne pieniądze i ludzką nadzieję
                            na lepsze życie zeżre znowu moloch ideologii.



                            Tragiczną głupotą jest maniakalne poszukiwanie rozwiązań problemów społecznych,
                            które zawsze muszą być zgodne z ideologią. Naukową, ewolucjonistyczną,
                            eugeniczną — ponad 100-letnią już, koncepcję człowieka — państwo i policja
                            wyciągną z szuflady dopiero wtedy, kiedy nastąpi całkowite załamanie i
                            zbarbaryzowanie życia społecznego.

                            ¢ W LIPCU 1994 r. Wspólna Komisja Senatu i Izby Reprezentantów uchwaliła ustawę
                            o zaostrzeniu walki z przestępczością. Przewiduje ona m.in. wydanie 8,8
                            miliarda dolarów na budowę nowych więzień (rośnie nam nowy „Archipelag Gułag”,
                            ale „z ludzką twarzą”… bo amerykański!) oraz 8,8 miliarda dolarów
                            na „prewencję” i „resocjalizację”. Ogółem w ciągu sześciu lat na walkę z
                            kryminalistami ma być przeznaczona dodatkowo ogromna kwota w wysokości ponad 30
                            miliardów dolarów! Nie mam żadnych wątpliwości, że te wielkie pieniądze będą
                            precyzyjnie utopione w błocie demokracji ideologicznej, i irracjonalnej,
                            marksistowskiej interpretacji zarówno przestępczości, prewencji,
                            resocjalizacji, jak i samego człowieka.

                            „Podjęliśmy najostrzejszy, najbardziej zmasowany i najmądrzej zaplanowany atak
                            na świat przestępczy w historii naszego kraju” stwierdził — zadowolony z
                            uchwalenia ustawy demokratyczny ideolog — prezydent USA Bill Clinton. Do
                            publicznej wiadomości podano przy tym niezmiernie istotną informację, iż
                            odnośny akt prawny mierzy aż 18 centymetrów grubości!

                            Ile zaś waży ta cała makulatura — nie podano. Tajemnica, czy ki diabeł?

                            ¢ CHYBA NAJBARDZIEJ nachalna bzdura propagandowa w USA głosi codziennie (z
                            konsekwencją automatu) we wszystkich środkach masowego przekazu, że niby to
                            Ameryka stwarza „równe szanse dla wszystkich” (equal opportunity for all).

                            A więc niby 40 mln Amerykanów wegetujących i gnijących w nędzy, znajduje się w
                            tej sytuacji tylko dlatego, ponieważ „nie chcą” skorzystać z „równych szans”
                            jakie daje im dobra Ameryka! Ot, uparli się dranie i nie chcą być zamożni! Wolą
                            tragedię nędzy, poniżenia, „nurkowania” w śmietnikach, głód a nawet śmierć…
                            byle tylko nie żyć w przyzwoitych warunkach! By to jasna cholera! Wspaniała,
                            hojna i bogata Ameryka daje im wszystko, a oni… „nie chcą”!

                            …Niby, że dziesiątki milionów mało inteligentnych, tępych ludzi,
                            upośledzonych, „odchylonych”, prymitywnych, niezupełnych, wybrakowanych, czy
                            innych nieszczęsnych, poszkodowanych przez naturę, dziedzicznych, genetycznych
                            przygłupów ma jakieś tam urojone przez obłąkańczą propagandę i ideologię „równe
                            szanse”, czy „równy start” ! Przerażająca głupota i kołtuństwo.

                            ¢ W STANACH ZJEDNOCZONYCH 4,3 miliona dzieci było maltretowanych w 1994 r.
                            (Instytut Gallupa, grudzien 1995 r.) Z rąk rodziców lub bliskich opiekunów
                            ginie w USA ponad 2000 dzieci rocznie. Dane mówią, że morderstwo popełnione na
                            dziecku nie jest na ogół popełniane z premedytacją. W większości przypadków
                            dzieci są katowane, torturowane i mordowane, gdy nie potrafią zachować
                            dyscypliny wymaganej przez rodziców-psychopatów. Wymienia się tu także motyw
                            zwrócenia na siebie uwagi otoczenia. Motyw ten „naukowcy” nazwali syndromem
                            Munchausena, „choroby”, na którą cierpią przede wszystkim kobiety pozorujące
                            jakoby niezawinioną przez siebie śmierć dziecka, aby zyskać współczucie
                            otoczenia.

                            I znowu ta sama bzdura! Jakiś „SYNDROM” i oczywiście „CHOROBA”! A wszystko po
                            to, by nisko wykształcone światopoglądowo i samozakłamujące się społeczeństwo
                            nie dopuściło do świadomości faktu istnienia genetycznej, dziedzicznej
                            degeneracji psycho- etycznych cech człowieka, aby nie dotknąć tylko
                            biologicznej prawdy o człowieku. Są zdegenerowane matki i ojcowie, którzy
                            całymi miesiącami, a nawet latami katują i torturują własne dzieci: przypalają
                            im genitalia, łamią kości, głodzą na śmierć i wyczyniają niewyobrażalne
                            okrucieństwa zanim dziecko wyzionie ducha.

                            A nawet ugotują dzieciaka i zeżrą: 3 miesięczny chłopczyk, Rubin Almeyda;
                            zdegenerowani rodzice byli w wieku 20-tu lat; przed ugotowaniem dziecko było
                            okrutnie bite i miało liczne złamania kości; zdarzenie – Nowy Jork, Manhattan,
                            lipiec 1977 rok. Inny przypadek człowieka zdegenerowanego:

                            22 listopada 1995 r. w Nowym Jorku, na Manhattanie, 29 letnia Avilda Lopez,
                            matka sześcioletniej Elisy Izquiedro zatłukła swoje dziecko na śmierć. Twarz i
                            okolice skroni dziewczynki pokryte były pokaźnymi siniakami a na całym ciele
                            widniały zaczerwienione ślady, jak od poparzeń papierosem. W rejonie genitaliów
                            widniały rany niewiadomego pochodzenia. Kość ze złamanego palca u prawej ręki
                            przebijała na wylot skórę. Matka torturowała córkę od maja 1994 r. kiedy umarł
                            na raka ojciec dziewczynki, Gus Izquiedro, który ją szalenie kochał. Matka
                            zabraniała dziecku wychodzić z pokoju, oglądać telewizję czy bawić się razem z
                            przyrodnim rodzeństwem. Mała Eliza załatwiała się w łóżku albo do nocnika,
                            który nie był przez matkę opróżniany. Ekskrementy spływały do sąsiadów, którzy
                            narzekali na zacieki na ścianach i suficie. Matka kazała dziecku zjadać własne
                            ekskrementy, wieszała ją często do góry nogami, gwałciła córkę szczotką do
                            włosów i wkładała jej do gardła węże. (Na podstawie Newsweeka i Time’a)



                            Tylko patrzeć jak jakiś pseudonaukowiec zatrudniony w
                            służbie „ogólnohumanistycznych ideałów demokracji” ogłosi, że to też jest taki
                            a taki „syndrom” i jednocześnie „CHOROBA”! Aby tylko utrzymać priorytet
                            ideologii nad nauką, aby tylko utrzymać, że psychopatia jest jednak nabyta, a
                            nie broń Boże wrodzona i dziedziczna! Aby tylko nie przyznać, że psychopatyczne
                            uczucia, emocje i zachowania mogą pochodzić z przekazu genetycznego. Aby tylko
                            nie przyznać, że rzeczywiście istnieją ludzie II kategorii. Aby tylko nie
                            przyznać, że matka zamęczyła na śmierć własne dziecko, ponieważ jest po prostu
                            genetycznie, dziedzicznie, pokoleniowo zdegenerowana, zwyrodniała i
                            wynaturzona. I że taka przyszła na świat. Aby tylko nie przyznać, że psychopaci
                            mordują z powodu złych genów a nie tylko złej woli. Aby tylko nie dotknąć
                            biologicznej prawdy o człowieku. Aby tylko nie przyznać, że dzieje się tak
                            przerażające Zło, ponieważ istnieje patologiczny (uwarunkowany ideologicznie)
                            stan anarchii rozrodczej, w którym gwałcenie etycznych praw eugeniki socjalnej
                            powoduje rzeczywistą hodowlę ludzi II kategorii, gdzie masowo przychodzi na
                            świat wszelka zmutowana i zdegenerowana genetycznie kanalia, która istnieje,
                            żyje i oddycha przeciwko społeczeństwu, człowieczeństwu, miłości, szczęściu i
                            życiu!

                            I tak więc — pracujący na rzecz „ideologicznych faktów równości ludzi”
                            i „ideologii cech nabytych” — pseudonaukowcy wymyślają rozmaite
                            psychiczne „syndromy” i „
                            • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 14.04.04, 13:00


                              I tak więc — pracujący na rzecz „ideologicznych faktów równości ludzi”
                              i „ideologii cech nabytych” — pseudonaukowcy wymyślają rozmaite
                              psychiczne „syndromy” i „choroby”, a otumanione, nieszczęsne społeczeństwo
                              cierpi piekło, barbarzyństwo, ideologiczną demokrację, poniżenie, upodlenie, i
                              degeneruje się dalej i głębiej

                              Począwszy od 1907 roku w 30 stanach USA uchwalono jakże humanitarne i etyczne
                              prawa eugeniki socjalnej zezwalające na sterylizację osób cofniętych umysłowo i
                              chorych psychicznie. Po wojnie zaś w USA i prawie wszystkich krajach
                              zablokowano realizację dobrych, uszlachetniających, etycznych praw eugeniki
                              (jako przejaw „rasistowskiej ideologii”), skazując tym samym niemalże cały
                              świat na piekło genetycznej degeneracji pokoleń.



                              Gdyby etyczne prawa eugeniki socjalnej, prawa higieny rasowej, wdrożone w USA

                              na początku XX wieku, były przestrzegane do chwili obecnej, to dzisiaj nie
                              byłoby

                              takich potworów, bestii ludzkich, takiej kanalii…



                              Ale kiedyś ludzie nie będą swoich dzieci katować, torturować na śmierć i
                              wkładać im węży do gardła. Nadejdzie czas, kiedy takich, zdegenerowanych ludzi
                              już nigdy nie będzie. Pierestrojka Michaiła Gorbaczowa zlikwidowała zbrodniczą
                              komunistyczną paranoję. Obecnie, na swoją pierestrojkę czeka — również ciężko
                              chora na ideologię, na „poprawność politycznego myślenia”, na chrześcijańskie
                              wartości „absolutne” — cywilizacja zachodnia.

                              Dopóki nie nastąpi transformacja „ideałów cywilizacji zachodniej” i obecnej
                              demokracji ideologicznej ku demokracji postideologicznej, ku demokracji
                              eugenicznej, ku eudemokracji dopóty będziemy cierpieć coraz większe
                              zagęszczenie ludzi II kategorii, motłochu, barbarzyństwa, piekła i dekadencji.
                              Obecny kurs cywilizacji zachodniej nie służy sprawie wzniesienia ludzkości na
                              wyższy poziom rozwojowy, ale utrwala i pogłębia poniżenie człowieka.

                              ¢ DEMOKRACJA W KLESZCZACH IDEOLOGII. Zwyrodniała, zdegenerowana, genetycznie
                              pozbawiona ludzkich uczuć, mało inteligentna, agresywna, psychopatyczna matka
                              katuje i torturuje własne dziecko, które umiera w długiej agonii w męczarniach,
                              a otumaniona opinia publiczna — zainfekowana religiami, ideologiami i
                              metafizyką — wrzeszczy, że to „JEJ WINA”.



                              Człowiek jest istotą powszechnie źle (bo ideologicznie) interpretowaną.



                              Ciekawe jakim cudem potwór ten ponosi „WINĘ” za to, że jest psychopatycznym
                              potworem?? Z jakiej niby racji ponosi „WINĘ” za to, że jest pozbawiony
                              uczuciowości wyższej, szlachetnej, że ma zwyrodniałą, zdegenerowaną genetycznie
                              osobowość, psychikę i niską inteligencję?? Dlaczego ma ponosić „WINĘ” za takie
                              a nie inne wydzielanie się adrenaliny i potężny ośrodek agresji w swym mózgu??
                              Dlaczego w końcu ta potworna istota ludzka ma ponosić „ODPOWIEDZIALNOŚĆ” za swą
                              złą i podłą biologicznie istotę? Że niby ma „wolną wolę”, „duszę”?? A jakąż ta
                              zatracona, rzekoma „wolna wola”, czy „dusza” pełni funkcję u milionów
                              psychopatów, prymitywów, kryminalistów, przygłupów, ludzi mało
                              inteligentnych…?!

                              Każdy działa, myśli, odczuwa i postrzega świat według swojej wrodzonej natury
                              (szlachetnej, pospolitej lub podłej), a nie według jakiejś magicznej, naiwnej,
                              urojonej, pseudonaukowej „wolnej woli” czy jakiejś tam „duszy”. Człowiek nie
                              może ponosić odpowiedzialności za swoje chromosomy, a więc także i za swoją
                              osobowość i psychikę.

                              Zła chrześcijańsko- marksistowska cywilizacja winy i kary cały czas tylko
                              oskarża: TO TWOJA WINA! — usprawiedliwiając tym samym swoje marne wartości,
                              ciemny światopogląd, ideologiczne prawo i barbarzyńskie, pełne okrucieństwa,
                              nędzy, kołtuństwa i głupoty status quo.



                              Światem cywilizacji zachodniej w dalszym ciągu rządzi ideologia. I dlatego
                              walka o naukowe preferencje światopoglądowe jest ze wszech miar słuszna,
                              zasadna i konieczna. Wszelkie patologie społeczne wynikają bowiem z
                              ideologicznej, antynaukowej polityki władz państwowych, z ideologicznego prawa
                              i z ideologicznej nienaukowej interpretacji istoty ludzkiej.



                              Wybitnie kryminogenna jest tu postawa otumanionego, ujarzmionego ideologią
                              społeczeństwa, które przypisuje „winę” konkretnemu psychopacie- potworowi i
                              obarcza go „odpowiedzialnością” za zbrodnie, których się dopuścił. W ten sposób
                              walczymy ze skutkami, a nie przyczynami zbrodni. W ten sposób możemy walczyć z
                              genetycznie obciążoną kanalią do „końca świata”, podczas kiedy za zbrodnie,
                              barbarzyństwo i zło nie jest tyle odpowiedzialny zdegenerowany osobnik, ile
                              jego zdegenerowane złe geny.



                              I oczywiście najbardziej kryminogenne i apokaliptycznie złe prawo nieszczęsnego

                              społeczeństwa ideologicznego: PRAWO KAŻDEGO DO PROKREACJI.



                              Zwyczajni ateiści rozumieją doskonale, że pojęcie „grzechu” jest absurdem.
                              Natomiast mądrzejsi ateiści, myślący w kategoriach ponadkomunistycznych,
                              ponadideologicznych, uświadamiają sobie, iż także pojęcia „winy”
                              i „odpowiedzialności” są absurdalne.



                              „Winę”, czy „grzech” możemy „udowodnić” człowiekowi wyłącznie na podstawie
                              ideologicznych przesłanek. W naukowej interpretacji człowieka „wina” jest
                              równie absurdalna jak „grzech”.



                              ¢ LUDZIE ZDEGENEROWANI. W listopadzie 1994 r. w Łodzi, trzej nieletni chłopcy
                              pochodzący z inteligenckich, nieźle sytuowanych rodzin, dla psychopatycznej
                              przyjemności zakatowali na śmierć pijanego człowieka. Wpierw kopali kilkanaście
                              minut, potem rozebrali ofiarę do naga i przypalali jej genitalia. Jeden z
                              sadystów oddał mocz na konającego i błagającego o litość mężczyznę. Następnie
                              dużym, siedmio- kilogramowym kamieniem kolejno rzucali na brzuch i nogi ofiary.
                              Zmasakrowane ciało wepchnęli do pobliskiego rowu. Media w Polsce zastanawiają
                              się w związku z tym barbarzyństwem „skąd się bierze tyle agresji u dzieci?”. I
                              znów ta sama bzdura! Ten sam ogłupiający, ordynarny, tandetny, demokratyczny
                              neomarksizm, którym nieustannie karmi się otumanione społeczeństwo!

                              Prawda jakie to proste? Chłopcy mieli „za dużo agresji”! Inni chrześcijanie i
                              neobolszewicy polscy piszą, że chłopcy byli „zdemoralizowani”, „sfrustrowani”,
                              że „brak perspektyw”, że „dewaluacja wartości”, że nuda, brak obowiązków, że
                              telewizja… Gdzie indziej znajdujemy — obowiązujący w „wyjaśnianiu” podobnych
                              aktów okrucieństwa, psychopatii i zwyrodnienia — marksistowski bełkot o…
                              bezrobociu! Inni środowiskowcy kombinują, że to może „kompleksy albo urazy
                              nabyte w okresie wczesnego dzieciństwa”: może kompleks Edypa? A może kompleks
                              cioci, wujka, albo żaby? A może kompleks nietoperza?… Świętego Mikołaja, albo
                              jelenia?¼ A może to jakiś syndrom?… A może CHOROBA?…

                              Brak słów pogardy, by wyrazić tu właściwy stosunek do tego całego bezmiaru
                              samozakłamania, głupoty, tchórzostwa i klinicznych przypadków marksistowskiego
                              i ideologicznego „myślenia”. Brane są pod uwagę najbardziej dziwaczne absurdy,
                              aby tylko nie dotknąć biologicznej prawdy o człowieku, która mówi, że chłopcy
                              torturowali z powodu złych genów, że chodzi tu o zdegenerowane genetycznie
                              dobre cechy etyczno- moralnej, wrodzonej natury ludzkiej, aby tylko utrzymać
                              priorytet ideologii nad nauką. A przecież oczywistym powinno być, że jeżeli
                              dziecko, młodzieniec, lub dorosły odczuwa sadystyczną przyjemność, rozkosz,
                              upojenie, satysfakcję i fascynację w zadawaniu wyrafinowanych cierpień podczas
                              aktu okrucieństwa i t
                              • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 14.04.04, 13:04

                                Prawda jakie to proste? Chłopcy mieli „za dużo agresji”! Inni chrześcijanie i
                                neobolszewicy polscy piszą, że chłopcy byli „zdemoralizowani”, „sfrustrowani”,
                                że „brak perspektyw”, że „dewaluacja wartości”, że nuda, brak obowiązków, że
                                telewizja… Gdzie indziej znajdujemy — obowiązujący w „wyjaśnianiu” podobnych
                                aktów okrucieństwa, psychopatii i zwyrodnienia — marksistowski bełkot o…
                                bezrobociu! Inni środowiskowcy kombinują, że to może „kompleksy albo urazy
                                nabyte w okresie wczesnego dzieciństwa”: może kompleks Edypa? A może kompleks
                                cioci, wujka, albo żaby? A może kompleks nietoperza?… Świętego Mikołaja, albo
                                jelenia?¼ A może to jakiś syndrom?… A może CHOROBA?…

                                Brak słów pogardy, by wyrazić tu właściwy stosunek do tego całego bezmiaru
                                samozakłamania, głupoty, tchórzostwa i klinicznych przypadków marksistowskiego
                                i ideologicznego „myślenia”. Brane są pod uwagę najbardziej dziwaczne absurdy,
                                aby tylko nie dotknąć biologicznej prawdy o człowieku, która mówi, że chłopcy
                                torturowali z powodu złych genów, że chodzi tu o zdegenerowane genetycznie
                                dobre cechy etyczno- moralnej, wrodzonej natury ludzkiej, aby tylko utrzymać
                                priorytet ideologii nad nauką. A przecież oczywistym powinno być, że jeżeli
                                dziecko, młodzieniec, lub dorosły odczuwa sadystyczną przyjemność, rozkosz,
                                upojenie, satysfakcję i fascynację w zadawaniu wyrafinowanych cierpień podczas
                                aktu okrucieństwa i torturowania człowieka, czy zwierzęcia, wykazując przy tym
                                jeszcze gorliwość i zapamiętanie, to ma po prostu zdegenerowane uczucia wyższe,
                                czyniące go tym samym psychopatą, czyli człowiekiem nieszlachetnym, jakościowo
                                gorszym od zwykłych ludzi, podłym, wybrakowanym, niepełnowartościowym i
                                potencjalnym, lub rzeczywistym antyspołecznym potworem.

                                Nie jest tu również istotne pochodzenie społeczne psychopatów, lecz pochodzenie
                                genetyczne, dziedziczne, rasowe. A więc nie należy takich osobników ani „karać”
                                (nikt nie jest przecież winny temu, że jest psychopatą) ani też poddawać
                                jakiejś metafizyczno- bolszewicko- chrześcijańskiej „resocjalizacji”, czy
                                żenująco infantylnej „psychoterapii” lecz eliminacji, izolacji, sterylizacji
                                lub kastracji. Tego rodzaju zdegenerowanych ludzi niższego rzędu, ludzi II
                                kategorii, należy przede wszystkim pozbawiać płodności: jedynie dzięki temu
                                takiego motłochu i takiej kanalii w przyszłości nie będzie.



                                Przestrzeganie etycznych, uszlachetniających praw eugeniki

                                socjalnej wiedzie do autentycznej wolności socjalnej.



                                Jeśli zaś chodzi o agresję, to potężną agresję miewają ludzie całkiem
                                szlachetni, wyżsi i dostojni. Jednakże wektor ich agresji jest prospołeczny,
                                twórczy czy też kulturotwórczy. Z chwilą, kiedy potężny ośrodek agresji w mózgu
                                ma jakiś prymityw, przygłup, cham, czy sadysta, prędzej czy później dochodzi do
                                tragedii. Okrucieństwo nie musi być wcale skutkiem agresji ponieważ wielu
                                psychopatów torturuje dzieci, czy dorosłych dla czystej radości i przyjemności,
                                często seksualnej, nie wykazując przy tym nawet cienia agresji.

                                Najokrutniej, ze wszystkich przywar, nienawidzę okrucieństwa, i z natury, i z
                                zastanowienia, jako ostatecznego ze wszystkich błędów (…). Żyję w czasach
                                obfitujących w niewiarygodne wprost przykłady okrucieństwa, a to przez
                                rozpasanie wojen domowych. W całych starożytnych dziejach nie znajduję nic
                                straszliwszego nad to, czego doświadczamy każdego dnia: ale w niczym mnie to
                                nie oswoiło. Ledwie mogłem przypuszczać, nim sam ujrzałem, aby się mogły
                                znaleźć tak okrutne dusze; aby dla samej rozkoszy mordu możebne było rąbać i
                                ćwiartować członki ludzkie, wysilać dowcip na wymyślanie nieznanych mąk i
                                nowych rodzajów śmierci bez nienawiści, bez pożytku, jeno dla prostego
                                nasycenia się widowiskiem drgań i poruszeń kurczowch, żałośliwych jęków i
                                głosów takiego człowieka umierającego w mękach. Oto najwyższy punkt, którego
                                okrucieństwo może dosięgnąć: Aby człowiek zabijał człowieka bez gniewu, bez
                                trwogi, tylko by na to patrzeć. Michel de Montaigne, zmarły w 1592 r.



                                Michel de Montaigne jakoś nie zauważył w opisywanym przez siebie akcie
                                okrucieństwa takich marksistowsko- chrześcijańskich przyczyn jak frustracja,
                                agresja, brak perspektyw, obowiązków, dewaluacja wartości, nuda, czy…
                                bezrobocie. Najdziwniejsze jest jednak to, że istniało wówczas okrucieństwo,
                                chociaż nie było… telewizji. Dzisiaj zaś otumanione, zmanipulowane i
                                napompowane „ideologią cech nabytych” nieszczęsne społeczeństwo znajduje w
                                okrucieństwie wszystko, tylko nie jego wrodzoną biologiczną istotę.

                                Rozdział 6; (R1); (R2); (R3); (R4); (R5); (R6); (R7); (R8); (R9); (R10);

                                ...............

                                Mathias, dosc cierpko napisane, fajny temat do dyskusji. Przenosze skroty gdzie
                                indziej ze wzgledu na kilka dobrych sformulowan.
                                Milego dnia,
                                kardiolog
                                out of the game
                                • mathias_sammer Re: demokracje ideologiczne 19.04.04, 10:49
                                  Witaj kardiologu,
                                  wlasciwie mialem juz nic nie pisac , nawet jesli Twoje slowa przemawiaja same...
                                  Zdecydowalem sie jednak dodac krotki komentarz.
                                  Ode mnie i tylko do Ciebie.
                                  Niejednokrotnie podkreslalem, ze z teoriami natywistow akceptujacych
                                  antropomorfizm NIE MOGE SIE ZGODZIC, gdyz sa jawnym zaprzeczeniem
                                  humanistycznego rozwoju jednostki, jakiego jestem wyznawca. Majac wiec wybor
                                  moge naprzemiennie kontynuowac szlifowanie wlasnych teorii opierajac je na
                                  operacjonizmie i funcjonalnej analogii lub tez porzucic precz, wyjsc na slonce
                                  stajac sie hedonista, ktorym i tak po czesci jestem. Co zrobie ponad napisanie
                                  kilku slow przekonasz sie wkrotce, czas bowiem bedzie jedynym swiadkiem
                                  podjetych przeze mnie decyzji. Na poszerzenie ogolnych informacji o genetyce
                                  polecam opublikowany niedawno (bodajze w Polityce) artykul o „genach
                                  samolubnych”, ktorego zawartosc w pewnym stopniu potwierdza jak i jednoczesnie
                                  zaprzecza zacytowanej przez Ciebie „ekumenice”.
                                  Mam nadzieje, ze dobrze zrozumielismy sie...
                                  Dodatkowo, wyraze ogromne zdziwienie i niesmak po skonsumowaniu steku ...( w
                                  miejsce kropek wpisz dowolny rodzaj miesa i czas jego przygotowania), ktorego
                                  stales sie kucharzem.
                                  Wlasciwie.. szczerze mowiac.. takich wlasnie zachowan obawialem sie
                                  najbardziej, ale z drugiej strony czy powinienem dziwic sie, ze z „bogatego”
                                  Zachodu do sklepow krajow socjalistycznych i innych z rynkow rozwijajacych sie
                                  tylko coca cola i hamburgery trafily na wiele lat przed prawdziwymi
                                  inwestycjami....?
                                  I jeszcze jedno na zakonczenie (przed przypowiastka ) . Nie wiedzialem, ze I TY
                                  masz moje gg, ze Ciebie rowniez powinienem informowac o wszystkim meldujac sie
                                  usluznie na apelu.
                                  Nie wiedzialem, jednak mnie zaskoczyles..
                                  Odnosnie polityki natomiast- niejednokrotnie (jak wiesz, glownie w innym
                                  miejscu) dowodzilem potrzeby zmiany systemu socjalistycznego, ktorego proces
                                  transformacji musi byc rozlozony na dwa, trzy pokolenia. Nie sadzilem jednak,
                                  ze spoleczenstwo polskie tak dalece bylo w stanie wykreowac, wprowadzic w zycie
                                  i umocnic doktryne zaprzeczajaca wszelkim zasadom rozwoju cywilizacyjnego ,
                                  rozwoju ktory ludzkosc przez dziesiatki tysiecy lat formowala w pocie czola , i
                                  za ktory niejednokrotnie przychodzilo i przychodzi jej umierac.

                                  Klaniam sie zyczac milego dnia.
                                  M.S.
                                  Skoro zamiescilem gdzie indziej wszak i tu moge przekopiowac (w drugim liscie).
                                  Przeciez i tak bez znaczenia.
                                  ----


                                  Wio , Siwy!

                                  „Napuszony stary pastor, ktory co niedziele jezdzil na swym koniu do kosciola,
                                  kazal dwom mlodym chlopcom czyscic tego konia oraz spelniac inne poslugi bez
                                  zaplaty i podziekowania. Aby mu odplacic, wytresowali konia w ten sposob, ze
                                  jezdzac na nim wolali „wio!”, po czym kluli go w zad szpilka. Pewnej niedzieli
                                  na oczach gromadzacych sie przed kosciolem wiernych, gdy kon klusowal do
                                  kosciola, pastor siedzacy dumnie na jego grzbiecie i spogladajacy z wyzszoscia
                                  na ludzi usmiechnal sie szeroko po czym glosno zawolal znane koniowi oraz
                                  chlopcom „Wio!”.......
                                  • mathias_sammer Re: modlitwa 19.04.04, 10:50
                                    skopiowane z sieci
                                    ....

                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                    MATERIAŁY PRAKTYCZNEMATERIAŁY PRAKTYCZNE


                                    Katarzyna Walkowiak


                                    Na podstawie modlitwy "Ojcze nasz"


                                    OSOBY: B. - Bóg, Cz. - Człowiek

                                    Cz.: Ojcze nasz, który jesteś w Niebie...

                                    B.: Tak, słucham...

                                    Cz.: Nie przeszkadzaj mi, modlę się.

                                    B.: Przecież Mnie wezwałeś.

                                    Cz.: Wezwałem? Ciebie? Nie wzywałem Cię. Ja tylko się modlę. Ojcze nasz,
                                    który jesteś w Niebie...

                                    B.: Widzisz, znowu to zrobiłeś.

                                    Cz.: Niby co?

                                    B.: Wezwałeś Mnie. Powiedziałeś: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie" - i
                                    oto jestem. Co miałeś na myśli mówiąc to?

                                    Cz.: Tak właściwie to nic nie miałem na myśli... Ja po prostu odmawiam
                                    swoją codzienną modlitwę. Zawsze odmawiam: "Ojcze nasz". To sprawia, że czuję
                                    się jakoś lepiej, jak po spełnionym obowiązku.

                                    B.: No dobrze, mów dalej.

                                    Cz.: Święć się Imię Twoje...

                                    B.: Zaczekaj moment. Co przez to rozumiesz?

                                    Cz.: Przez co?

                                    B.: Przez: "święć się Imię Twoje".

                                    Cz.: To znaczy... To znaczy, że... A niby skąd mam wiedzieć? To jest po
                                    prostu część modlitwy. A tak właściwie to co to znaczy?

                                    B.: To znaczy godzien najwyższego szacunku, święty, wspaniały...

                                    Cz.: Ooo, to zaczyna nabierać jakiegoś sensu! Nigdy wcześniej nie
                                    rozmyślałem nad tym, co "święć się" oznacza. "Przyjdź Królestwo Twoje bądź wola
                                    Twoja jako w niebie tak i na ziemi..."

                                    B.: Czy naprawdę tego chcesz?

                                    Cz.: Pewnie, czemu nie.

                                    B.: A co robisz, żeby tak się stało?

                                    Cz.: Robię? Chyba nic. Tylko tak sobie myślę, że byłoby całkiem fajnie,
                                    gdybyś zaczął kontrolować tu na dole wszystko - tak jak to robisz na górze...

                                    B.: A czy Ja mam kontrolę nad tobą?

                                    Cz.: No... chodzę do kościoła...

                                    B.: Nie o to pytałem. A co z twoimi przyzwyczajeniami kierowanymi
                                    pożądaniem? Co z tak częstym brakiem opanowania? To są naprawdę problemy. A
                                    teraz spójrzmy na to, jak wydajesz swoje pieniądze - wszystko tylko dla siebie.
                                    A co z książkami i czasopismami, jakie czytasz?

                                    Cz.: Przestań się mnie tak czepiać! Jestem tak samo dobry jak reszta
                                    udawaczy, którzy przychodzą do kościoła.

                                    B.: Przepraszam. Myślałem, że modlisz się o to, żeby stała się Moja wola.
                                    Jeśli ma się tak stać, wszystko musi się zacząć od tych, którzy się o to modlą.

                                    Cz.: No tak. Widzę, że mam jednak sporo niedociągnięć. Teraz, gdy o nich
                                    powiedziałeś, mógłbym dodać jeszcze parę innych...

                                    B.: Ja też.

                                    Cz.: Nigdy nie myślałem w ten sposób o tym, co robię - aż do tej chwili.
                                    Naprawdę chciałbym odrzucić parę z tych rzeczy. Chciałbym być... prawdziwie
                                    wolny.

                                    B.: Dobrze. Teraz już dokądś zmierzamy. Będziemy pracowali razem: ty i Ja.

                                    Cz.: Słuchaj Panie... Muszę już kończyć. To naprawdę trwa o wiele dłużej
                                    niż zwykle. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...

                                    B.: Powinieneś zrezygnować trochę z tego "chleba". Zdaje Mi się, że ważysz
                                    sporo ponad normę...

                                    Cz.: Zaraz, zaraz! A co to ma być? Światowy Dzień Krytyki???

                                    B.: Modlitwa może być rzeczą niebezpieczną. Mógłbyś się jakoś zmienić. To
                                    właśnie próbuję ci uświadomić. Wezwałeś Mnie i oto jestem. Módl się dalej.
                                    Jestem ciekawy następnej części twojej modlitwy. No, dalej.

                                    Cz.: Boję się...

                                    B.: Obawiasz się? Czego?

                                    Cz.: Wiem, co powiesz...

                                    B.: Spróbuj, a przekonasz się.

                                    Cz.: I przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym winowajcom...

                                    B.: A co z Darkiem?

                                    Cz.: Widzisz? Wiedziałem! Wiedziałem, że będziesz o tym mówił. Panie, to on
                                    o mnie opowiadał te kłamstwa! Nigdy nie oddał mi tych pieniędzy, które był mi
                                    winien! Mam powody, żeby mu się zrewanżować.

                                    B.: A twoja modlitwa? Co z twoją modlitwą?

                                    Cz.: Wcale o tym nie myślałem.

                                    B.: Przynajmniej jesteś szczery. Chyba nie jest rzeczą fajną nosić taki
                                    ciężar goryczy gdzieś w środku..., racja?

                                    Cz.: No tak. Ale poczuję się lepiej, jak tylko wyrównam rachunki.

                                    B.: Wcale nie poczujesz się lepiej. Będziesz czuł się o wiele gorzej. Taki
                                    rewanż nie niesie za sobą słodyczy. Pomyśl jak nieszczęśliwy już jesteś. Ale ja
                                    mogę to wszystko zmienić.

                                    Cz.: Możesz? Jak?

                                    B.: Przebacz Darkowi. Wtedy Ja przebaczę tobie. A wtedy nienawiść i grzech
                                    będą problemem Darka, a nie twoim. Możliwe, że stracisz pieniądze, ale zyskasz
                                    spokój w swoim sercu.

                                    Cz.: Boże, ja nie potrafię przebaczyć Darkowi...

                                    B.: Więc Ja nie mogę przebaczyć tobie.

                                    Cz.: Masz rację, Ty jak zwykle masz rację. No dobra, dobra. Przebaczę mu,
                                    Panie, pomóż mu znaleźć właściwą drogę w życiu. On musi być strasznie
                                    nieszczęśliwy. Każdy kto robi takie rzeczy jak on, powinien przestać. W jakiś
                                    sobie znany sposób, pokaż mu drogę prawdy.

                                    B.: No, no. Świetnie. Jak się teraz czujesz?

                                    Cz.: Hmmm... Całkiem nieźle. Naprawdę nieźle. Prawdę mówiąc, po raz
                                    pierwszy odkąd pamiętam, pójdę spać bez obciążeń.

                                    B.: Jeszcze nie skończyłeś swojej modlitwy. Mów dalej.

                                    Cz.: I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego...

                                    B.: Dobrze, dobrze. Zrobię to. Tylko nie wpychaj się w miejsca, w których
                                    możesz ulec pokusie.

                                    Cz.: Co przez to rozumiesz?

                                    B.: Przestań wałęsać się wokół kiosków, gdzie sprzedawany jest Playboy.
                                    Zmień swoje przyjaźnie. Niektórzy z twoich tzw. przyjaciół zaczynają
                                    przystępować do ciebie. Wplączą cię w jakieś złe sprawy. Nie daj się "robić w
                                    konia". I nie traktuj Mnie jak drogi ucieczki.

                                    Cz.: Nie bardzo rozumiem.

                                    B.: Oczywiście, że rozumiesz. Robiłeś to wiele razy. Pakujesz się w jakąś
                                    brzydką sytuację, w jakieś kłopoty - a potem dopiero uciekasz się do
                                    Mnie. "Panie, pomóż mi wydostać się z tego bałaganu, a przyrzekam, że nigdy
                                    więcej tego nie zrobię". Pamiętasz parę takich transakcji, które próbowałeś ze
                                    Mną zrobić?

                                    Cz.: Tak, Panie, pamiętam. I bardzo się wstydzę. Naprawdę.

                                    B.: Którą z tych "transakcji" pamiętasz?

                                    Cz.: Kiedyś jedna kobieta mieszkająca obok widziała, jak wychodziłem z
                                    sąsiedniego baru. Powiedziałem wtedy matce, że idę do sklepu. Pamiętam jak Cię
                                    prosiłem: "Boże, nie dopuść, żeby powiedziała o tym mojej matce... Obiecuję, że
                                    w każdą niedzielę będę na Mszy św.".

                                    B.: Ona nic nie powiedziała twojej mamie, ale ty nie dotrzymałeś słowa, czy
                                    nie tak?

                                    Cz.: Przepraszam, Panie, naprawdę. Do dziś byłem przekonany, że jeśli
                                    odmawiam codziennie "Ojcze nasz"... mogę robić co mi się podoba. Prawdę mówiąc
                                    nie oczekiwałem, że coś takiego - jak dziś - mogłoby się wydarzyć.

                                    B.: Mów dalej i dokończ swoją modlitwę.

                                    Cz.: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i
                                    zawsze i na wieki wieków. Amen.

                                    B.: Czy wiesz, co przyniosłoby Mi chwałę? Co by naprawdę Mnie uszczęśliwiło?

                                    Cz.: Nie, ale bardzo chciałbym wiedzieć. Chcę sprawić Ci przyjemność. Teraz
                                    widzę, jak wspaniale jest być Twoim naśladowcą.

                                    B.: Właśnie odpowiedziałeś sobie na to pytanie.

                                    Cz.: Jak to?

                                    B.: Tak. Największą chwałę mogą mi przynieść ludzie tacy jak ty, ludzie,
                                    którzy naprawdę Mnie kochają. Widzę, że coś takiego ma miejsce między nami.
                                    Teraz, gdy część twoich starych grzechów została ujawniona i oddalona, kto wie,
                                    co możemy razem zdziałać...

                                    Cz.: Panie, spróbujmy coś ze mnie zrobić.

                                    B.: Tak, spróbujmy.

                                    (Rozważanie przeprowadzone podczas rekolekcji przez członków Przymierza
                                    Rodzin z Lubonia).

                                  • kardiolog Re: demokracje ideologiczne 23.04.04, 11:52
                                    mathiasie_samerze

                                    :-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD :-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                    DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                    DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                    :-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                                    :-OOOOOOOO
                                    :-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                    ;-)))))):-DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

                                    i to wszystko calkowcie bezplatnie:)

                                    Pokiwam sobie palcem w bucie, porysuje kolka na blacie politura na wysoooki
                                    polysk i dodam jeszcze jeden plomienny (az po osemki) usmiech ocierajac lze
                                    roniana w smiechu. Ode mnie dla Ciebie: ... :-DDD




                                    Milego weekendu (u mnie mam byc 24 stopnie) i do nastepnego!
                                    kardiolog
                                • kardiolog Re: 14.04.04 13.09.05, 11:12
                                  -up-
                                  ---

                                  Prawda jakie to proste? Chłopcy mieli „za dużo agresji”! Inni chrześcijanie i
                                  neobolszewicy polscy piszą, że chłopcy byli „zdemoralizowani”, „sfrustrowani”,
                                  że „brak perspektyw”, że „dewaluacja wartości”, że nuda, brak obowiązków, że
                                  telewizja… Gdzie indziej znajdujemy — obowiązujący w „wyjaśnianiu” podobnych
                                  aktów okrucieństwa, psychopatii i zwyrodnienia — marksistowski bełkot o…
                                  bezrobociu! Inni środowiskowcy kombinują, że to może „kompleksy albo urazy
                                  nabyte w okresie wczesnego dzieciństwa”: może kompleks Edypa? A może kompleks
                                  cioci, wujka, albo żaby? A może kompleks nietoperza?… Świętego Mikołaja, albo
                                  jelenia?¼ A może to jakiś syndrom?… A może CHOROBA?…

                                  Brak słów pogardy, by wyrazić tu właściwy stosunek do tego całego bezmiaru
                                  samozakłamania, głupoty, tchórzostwa i klinicznych przypadków marksistowskiego
                                  i ideologicznego „myślenia”. Brane są pod uwagę najbardziej dziwaczne absurdy,
                                  aby tylko nie dotknąć biologicznej prawdy o człowieku, która mówi, że chłopcy
                                  torturowali z powodu złych genów, że chodzi tu o zdegenerowane genetycznie
                                  dobre cechy etyczno- moralnej, wrodzonej natury ludzkiej, aby tylko utrzymać
                                  priorytet ideologii nad nauką. A przecież oczywistym powinno być, że jeżeli
                                  dziecko, młodzieniec, lub dorosły odczuwa sadystyczną przyjemność, rozkosz,
                                  upojenie, satysfakcję i fascynację w zadawaniu wyrafinowanych cierpień podczas
                                  aktu okrucieństwa i torturowania człowieka, czy zwierzęcia, wykazując przy tym
                                  jeszcze gorliwość i zapamiętanie, to ma po prostu zdegenerowane uczucia wyższe,
                                  czyniące go tym samym psychopatą, czyli człowiekiem nieszlachetnym, jakościowo
                                  gorszym od zwykłych ludzi, podłym, wybrakowanym, niepełnowartościowym i
                                  potencjalnym, lub rzeczywistym antyspołecznym potworem.

                                  Nie jest tu również istotne pochodzenie społeczne psychopatów, lecz pochodzenie
                                  genetyczne, dziedziczne, rasowe. A więc nie należy takich osobników ani „karać”
                                  (nikt nie jest przecież winny temu, że jest psychopatą) ani też poddawać
                                  jakiejś metafizyczno- bolszewicko- chrześcijańskiej „resocjalizacji”, czy
                                  żenująco infantylnej „psychoterapii” lecz eliminacji, izolacji, sterylizacji
                                  lub kastracji. Tego rodzaju zdegenerowanych ludzi niższego rzędu, ludzi II
                                  kategorii, należy przede wszystkim pozbawiać płodności: jedynie dzięki temu
                                  takiego motłochu i takiej kanalii w przyszłości nie będzie.



                                  Przestrzeganie etycznych, uszlachetniających praw eugeniki

                                  socjalnej wiedzie do autentycznej wolności socjalnej.



                                  Jeśli zaś chodzi o agresję, to potężną agresję miewają ludzie całkiem
                                  szlachetni, wyżsi i dostojni. Jednakże wektor ich agresji jest prospołeczny,
                                  twórczy czy też kulturotwórczy. Z chwilą, kiedy potężny ośrodek agresji w mózgu
                                  ma jakiś prymityw, przygłup, cham, czy sadysta, prędzej czy później dochodzi do
                                  tragedii. Okrucieństwo nie musi być wcale skutkiem agresji ponieważ wielu
                                  psychopatów torturuje dzieci, czy dorosłych dla czystej radości i przyjemności,
                                  często seksualnej, nie wykazując przy tym nawet cienia agresji.

                                  Najokrutniej, ze wszystkich przywar, nienawidzę okrucieństwa, i z natury, i z
                                  zastanowienia, jako ostatecznego ze wszystkich błędów (…). Żyję w czasach
                                  obfitujących w niewiarygodne wprost przykłady okrucieństwa, a to przez
                                  rozpasanie wojen domowych. W całych starożytnych dziejach nie znajduję nic
                                  straszliwszego nad to, czego doświadczamy każdego dnia: ale w niczym mnie to
                                  nie oswoiło. Ledwie mogłem przypuszczać, nim sam ujrzałem, aby się mogły
                                  znaleźć tak okrutne dusze; aby dla samej rozkoszy mordu możebne było rąbać i
                                  ćwiartować członki ludzkie, wysilać dowcip na wymyślanie nieznanych mąk i
                                  nowych rodzajów śmierci bez nienawiści, bez pożytku, jeno dla prostego
                                  nasycenia się widowiskiem drgań i poruszeń kurczowch, żałośliwych jęków i
                                  głosów takiego człowieka umierającego w mękach. Oto najwyższy punkt, którego
                                  okrucieństwo może dosięgnąć: Aby człowiek zabijał człowieka bez gniewu, bez
                                  trwogi, tylko by na to patrzeć. Michel de Montaigne, zmarły w 1592 r.



                                  Michel de Montaigne jakoś nie zauważył w opisywanym przez siebie akcie
                                  okrucieństwa takich marksistowsko- chrześcijańskich przyczyn jak frustracja,
                                  agresja, brak perspektyw, obowiązków, dewaluacja wartości, nuda, czy…
                                  bezrobocie. Najdziwniejsze jest jednak to, że istniało wówczas okrucieństwo,
                                  chociaż nie było… telewizji. Dzisiaj zaś otumanione, zmanipulowane i
                                  napompowane „ideologią cech nabytych” nieszczęsne społeczeństwo znajduje w
                                  okrucieństwie wszystko, tylko nie jego wrodzoną biologiczną istotę.

                                  Rozdział 6; (R1); (R2); (R3); (R4); (R5); (R6); (R7); (R8); (R9); (R10);

                                  ...............
                        • mathias_sammer Re: teatr- kardiolog tylko 07.05.04, 15:48
                          Kardiologu, badz tak uprzejmy i nie przysylaj mi na moja skrzynke domowa wirusa
                          pod tytulem kardiologkasia itd.

                          Jesli chcialbys abym napisal cos o Kancie lub Schopenhauerze to mozna
                          bezposrednio tutaj, na forum. Musialem obskoczyc jeszcze jedno forum, skoro
                          wolne mam dzisiaj a tu.. tez tak milo:). Wiesz juz o Milewiczu.. Moi
                          przyjaciele pracujacy w redakcjach przyslali dwa smsy. Straszna wiadomosc.
                          Naprawde dotknela mnie jego smierc, choc nie znalem go osobiscie.





                          Koncze na dzis bo to piatek i przede mna szparagowy weekend.
                          W przyszylm tygodniu jestem w Polsce to poklonie sie i pomacham bialo-czerwona
                          chusteczka.
                          Hej!
                          M.S.
                          • kardiolog re zu re: 08.05.04, 15:45
                            Cezar ave!
                            A moze:
                            Ave Cezar tfu Mathias!
                            Zna sie jezyki, nie...? :)

                            Wrzucam zagadke. Czy wiesz kto jest autorem ponizszych fragmentow?
                            Zapytam sie tez szerszej publicznosci, ciekawy jestem czy ktos z GW bedzie znal
                            odpowiedz.
                            Gdzies indziej , jak wiesz, musialem przytaszczyc jeszcze 4 fragmenty, zeby
                            wygrali ode mnie „podstawke pod lutownice“, ale udalo sie :). Oto fragm.
                            ***
                            „Kupilem kawalek gruntu w Marne-la-Vallee, zeby pochowac moj stary sweter z
                            zakardowym wzorem. Jakos nie moglem go tak po prostu wyrzucic do smieci. Byl
                            tak popruty, pogryziony przez mole, poplamiony farba olejna, ze nie osmielilbym
                            sie dac go zadnej istocie ludzkiej, nawet bardzo potrzebujacej. Nie bylo tez
                            mowy, zeby zrobic z niego szmate. Zdecydowalem sie wiec na pochowek.
                            Uroczystosc byla bardzo udana.
                            Zlozenie do grobu odbylo sie przy dzwiekach „Marszu zalobnego“ Gosseca.
                            Polozylem kamien nagrobny, na ktorym wyrzezbilem moj sweter, jak spruty do
                            polowy staje sie na powrot kosmicznym klebkiem welny, ktorym jest nasza
                            planeta. Nastepnie spozylem posilek na swiezym powietrzu, skladajacy sie z
                            puszki kawioru i butelki wodki. Bylem leciutko wstawiony, ale w znakomitym
                            humorze.
                            Nigdy nie wiedzialem, co ze soba zrobic w niedziele. Programy w telewizji sa
                            oslabiajace. A wciaz tylko pracowac i pracowac to zaczyna byc niezdrowe. Teraz
                            znalazlem sobie ekscytujaca rozrywke. Ba, namietnosc. W przyszla niedziele
                            pojade pochowac stara pare butow kupionych w Nowym Jorku. A potem zuzyte
                            jednorazowe maszynki do golenia. Mam jeszcze imbryczek, ktory bardzo lubilem i
                            ktory uparcie przechowuje mimo przetraconego dziobka i uszka..(..)


                            Tak czesto slyszalem, jak mowiono o mnie, ze w koncu goraco zapragnalem sie
                            poznac. Wspolny przyjaciel zaproponowal, ze mnie sobie przedstawi. I oto
                            znalazlem sie- bardzo oniesmielony- twarza w twarz z soba samym .
                            -Dzien dobry - wykrztusilem ze scisnietym gardlem.
                            -Czesc.
                            Gestem wskazalem sobie krzeslo.
                            -Moze wina?
                            -Nie dziekuje, ostatnimi czasy staram sie ograniczyc picie.
                            Rozesmialem sie. Smiechem rozpoznawalnym na kilometr, bardzo cieplym, bardzo
                            mlodzienczym albo jak utrzymuja ci, ktorzy mnie nie lubia- „histerycznym“.
                            -Podziwiam moja cudowna zdolnosc do ciaglej pracy. Czy zdarza mi sie lek przed
                            pustka kartka? Czy doswiadczam strachu przed bezplodnoscia?
                            -Jestem takim czlowiekiem jak inni.
                            -Istota niepowtarzalna.
                            -Niepowatarzalna jak inni.
                            Rozmowa ruszyla z kopyta. Bez falszywej skromnosci i prawie bez skrepowania.
                            (..)
                            -Sam zastanawiam sie, skad ja biore te wszystkie moje pomysly.
                            Wzruszylem ramionami.
                            -Od innych, oczywiscie.
                            Zawsze zgadzam sie ze swoim zdaniem. Ot caly sekret mojego spokojnego snu i
                            wysmienitego humoru. Ludzie zbyt czesto czuja sie nieswojo we wlasnej skorze.
                            -Zyje tylko raz, lepiej wiec utrzymywac ze soba dobre stosunki.
                            -Z ust sobie to wyjalem. Ale zarty na bok. Co z kobietami? W moim zyciu nie ma
                            kobiet?
                            -Jestem takze kobieta. Bardzo piekna, inteligentna , sexy. Czasem nawet
                            zaczynam byc o siebie zazdrosny. Na szczescie to mija.
                            -A zwierzeta? Ani psa, ani kota, ani zlotych rybek?
                            -Nieprawda. Uwielbiam zwierzeta. Jestem kotem, psem, zlota rybka. A nawet oslem.
                            Tu mnie przytkalo.
                            -Zupelnie zapomnialem, ze jestem tym wszystkim. Juz nie ta pamiec, to
                            naturalne, czlowiek sie starzeje.
                            Mrucze, bo glaszcze sobie kolana. Drapie sie po glowie i macham ogonem.
                            Puszczam banki do akwarium. Zacieram kopytka, przygotowujac sie do dedykacji na
                            stronie przedtytulowej mojej najnowszej ksiazki.
                            -Ktora bedzie moze ostatnia- stwierdzam z nagla powaga.
                            Pisze: mojemu najlepszemu, mojemu jedynemu przyjacielowi, z podziwem i
                            sympatia. „ i podpsisuje „Ja“.
                            Lzy naplywaja mi do oczu. Serdecznie sciskam sobie reke. Patrzcie panstwo,
                            jeden „ja“ jest mankutem. Mam cos z Leonarda da Vinci.
                            I juz stoje na klatce schodowej obok drzwi mieszkania i windy. Nogi mi sie
                            trzesa.
                            Wiec jestem tu. Nie odszedlem od siebie.
                            Od czasu tego spotkania nie odstepuje sie siebie na krok.
                            To jedyna rzecz, ktora mnie u siebie meczy.
                            Jestem symapatyczny i w ogole, ale jest pewien klopot.
                            Jak juz sie przyczepie...Strasznie jestem namolny.


                            Niektorym sie wydaje, ze czubkiem mozna zostac, ot tak, ni z gruchy, nie
                            pietruchy. Ze na przyklad najspokojniej w swiecie spacerujesz sobie z rodzinka,
                            az tu nagle doskakujesz do drzewa i zaczynasz kopac, dopadasz wozeczka i
                            plujesz dzidziusiowi w twara, podnosisz noge i obsikujesz kule kaleki, jednym
                            slowem-odbija ci. Albo inaczej, zwyczajnie szykujesz sie do spania, ucalowales
                            rodzicow, przyjaciol, zone, dzieci, meble, oszczednosci, ubranka, bojler,
                            umywalke, podeszwy swoich butow, muszle klozetowa. Po prostu dostajesz hyzia.
                            Nie, nie i jeszcze raz nie...“

                            kardiolog
                            Acha! zapomnialbym. To nie ja wrzucam wirusy tylko Wlodek. Nie moglbys z nim
                            porozmawiac, zeby przestal...?
                            • kardiolog kacik rozluzniajacy :) 08.05.04, 16:16
                              Przed chwila przeczytalem w mojej ulubionej gazecie i dostalam ataku smiechu.
                              Zamieszczam, tylko Mathiasie nie traktuj tego zartu osobiscie- zreszta zanjac
                              Ciebie nie bedziesz.
                              No poczytaj :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))).

                              Rysiek
                              Żona faceta zaczyna mówić przez sen. Jakieś jęki i imię Rysiek. Jedyny możliwy
                              wniosek - kobieta go zdradza. Postanawia to jednak sprawdzić i zamiast pójść do
                              pracy, chowa się w szafie. Ţona najpierw idzie pod prysznic, potem układa sobie
                              włosy, maluje się, perfumuje i w nocnej koszulce wraca do łóżka. W tym momencie
                              otwierają się drzwi i wchodzi Rysiek! Superprzystojny, wysoki, śniada cera,
                              czarne, bujne włosy - bóstwo. Facet w szafie myśli:
                              - Muszę przyznać, że Rysiek ma klasę!
                              Rysiek zdejmuje powoli koszulę i spodnie. Ma stylowe ciuchy, najmodniejsze i
                              najdroższe w tym sezonie. Facet w szafie myśli:
                              - W mordę, ale ten Rysiek to jednak jest
                              zajebisty!
                              Rysiek kończy się rozbierać od pasa w górę, a tu na brzuchu krateczka,
                              umięśniony,
                              wysportowany, na całej klacie grają mięśnie. Facet w szafie myśli:
                              - A niech mnie, ten Rysiek, to ekstragość!
                              Rysiek zdejmuje supertrendy bokserki, a tu pała aż do kolan. Facet w szafie
                              myśli:
                              - Ale ten Rysiek to zajebisty buhaj!
                              W tym momencie żona zdejmuje koszulę nocną i pojawia się brzuch z cellulitisem
                              i obwisłe piersi aż do pasa. Facet umiera z zażenowania:
                              - O w mordę! Ale wstyd przed Ryśkiem.
                              • kardiolog Re: kacik rozluzniajacy :) 08.05.04, 16:33
                                juz na zakonczenie. Ide "se".Zycze milego pobytu w Polsce.
                                kardiolog
                                b.o.

                                Uchwała
                                Międzynarodowy kongres feministek. Na podium wchodzi jedna z delegatek i rzuca
                                hasło.
                                — Siostry, dość wyzysku. Nie będziemy im prać i gotować.
                                Uchwałę przyjęto jednogłośnie. Na kolejnym spotkaniu wojowniczych pań,
                                delegatki dzielą się swymi spostrzeżeniami. Zaczyna Angielka.
                                — Wróciłam do domu i mówię: John, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję. Pierwszego
                                dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia — widzę —
                                gotuje jajko.
                                Sala zatrzęsła się od oklasków. Na mównicę wchodzi Francuzka.
                                — Wróciłam do domu i mówię: Pierre, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję.
                                Pierwszego dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia
                                widzę — pierze majtki.
                                Owacje na stojąco. Na podium wchodzi Rosjanka.
                                — Wróciłam do domu i mówię: Iwan, od dzisiaj nie piorę i nie gotuję. Pierwszego
                                dnia — nic nie widzę, drugiego dnia — nic nie widzę, trzeciego dnia nadal nic
                                nie widzę. Czwartego dnia – zaczynam widzieć na prawe oko.


                                • mathias_sammer Re: kacik rozluzniajacy :) 10.05.04, 11:03
                                  :-)))))) Ajajaj, jak ja lubie ten sport :)))))

                                  Ode mnie tez troche smiechu i zegmam sie juz bo mnie transport odjedzie.
                                  Co mowisz? ze bigos i pierogi z kapusta dobre? Zjem, naturalnie, bez mrugania
                                  powiekami. Pomlaskam tylko troszku :)))) Do zobaczenia! Oczywiscie, gdy bede
                                  mial wiecej czasu to wroce tu pryyjemnoscia. Przyjemnosc po mojej stronie,
                                  oczywiscie :))))))
                                  ***

                                  Komandos
                                  Chłopak zaciągnął się do komandosów. Po przeszkoleniu, razem z innymi rekrutami
                                  zabrany został na pierwszy skok ze spadochronem. Następnego dnia dostał
                                  przepustkę do domu. Wita się z ojcem, a ten pyta - jak było. - Gdy samolot
                                  osiągnął odpowiednią wysokość, sierżant otworzył drzwi i spytał, kto skoczy na
                                  ochotnika. Skoczyła połowa z nas. - I ty synu? - Jeszcze nie. Wtedy sierżant
                                  zaczął nas po kolei wyrzucać. - I skoczyłeś, synu? - Jeszcze nie. Zostałem sam.
                                  Sierżant próbował mnie wyrzucić, ale ja uczepiłem się drzwi i nie puszczałem.
                                  Wtedy on, a facet ma 2 metry wzrostu i waży 120 kilogramów, wyjął kij
                                  bejsbolowy i wrzasnął: "Albo skoczysz, albo wsadzę ci to w tyłek!". - I wtedy
                                  skoczyłeś? - No, troszkę? Na początku...

                                  Grzechy młodości
                                  Pewien turysta wybrał się na wakacje do Szkocji. Pewnego dnia postanowił
                                  spędzić wieczór w starym pubie w niewielkiej miejscowości. Siadł przy barze i
                                  rozejrzał się dookoła. Niedaleko siedział stary człowiek o pomarszczonej i
                                  smutnej twarzy. Turysta poczuł do? sympatię i postawił mu piwo. Staruszek
                                  wypił, otarł usta i przemówił: - A on widzi tę stodołę tam na wzgórzu? Jam ją
                                  wybudował. Sam narysował plany w mojej piwnicy, sam zwiózł materiał i sam ją
                                  postawił. I co? Myśli może, że nazywają mnie "McDonald Budowniczy"? Nie. I
                                  zapadł w zadumę. Po kilku minutach zaczął znowu. - A widzi to ogrodzenie, tam?
                                  Jam je wybudował. W swojej piwnicy nocami plany rysował, kamienie ciężkie
                                  zwoził i sam postawił. I co, myśli może, że nazywają mnie "McDonald
                                  budowniczy"? Nie. Mija chwila i staruszek zaczyna znów. - A widzi ten most, tam
                                  niedaleko? Jam go wybudował. We własnej piwnicy plany nocą robił, materiał
                                  zwoził i tymi rękami go zbudował. I co, myśli, że nazywają mnie we
                                  wsi "McDonald budowniczy"? Nie, bo wystarczy, że człowieka raz w życiu, w
                                  młodości, słabość najdzie i zabawi się z owieczką?

                                  Desperacja
                                  Do gabinetu dentystycznego wchodzi para. Kobieta już od progu zaczyna mówić: -
                                  Proszę o wyrwanie zęba, bez znieczulenia i to najszybciej jak to tylko możliwe.
                                  Bardzo się spieszę. Dentysta popatrzył na przybyłych: - Jest pani niezwykle
                                  odważną kobietą. Proszę mi pokazać, o który to ząb chodzi? Kobieta odwraca się
                                  w stronę mężczyzny: - Stefan, natychmiast otwórz usta i pokaż panu ten ząb.

                                  Speed king
                                  Do baru wchodzi klient z żółwiem pod pachą. Zwierzątko jest w opłakanym stanie:
                                  popękana skorupa sklejona taśmą, jedna z nóżek owinięta bandażem, opuszczona
                                  smutno główka. Barman patrzy na zwierzę z litością. - Co mu jest? - Wszystko w
                                  porządku. Wygląda może nienajlepiej, ale jest w świetnej formie. Czy pan wie,
                                  że on jest szybszy od psa? Barman patrzy na właściciela żółwia ze zdziwieniem. -
                                  To niemożliwe! - No, to możemy się założyć. Zanim pański pies ruszy swój
                                  tłusty tyłek, mój żółw będzie już przy drzwiach. Barman ustawia psa,
                                  odliczanie, rusza. W tym momencie mężczyzna chwyta swojego żółwia, bierze
                                  potężny zamach i rzuca nim w stronę drzwi. Pies jest w połowie drogi, kiedy
                                  jego konkurent z hukiem ląduje na framudze. - A nie mówiłem, że będzie
                                  pierwszy?

                                  Pora relaksu
                                  Na stację benzynową podjeżdża samochód. Facet obsługujący pompę widzi na tylnym
                                  siedzeniu auta dwa pingwiny. Zaskoczony pyta kierowcę. - Co robią tu te dwa
                                  pingwiny? - Znalazłem je i nie wiem, co z nimi zrobić. Pompowy bez namysłu
                                  odpowiada: - Powinien je pan zawieść do zoo. - O, to doskonały pomysł,
                                  dziękuję! I zadowolony kierowca odjechał. Następnego dnia znów pojawia się na
                                  stacji, a na tylnym siedzeniu jego auta siedzą te same pingwiny. Pracownik
                                  stacji mówi: - Hej, myślałem, że zabrał je pan do zoo. - Zabrałem, zabrałem!
                                  Spędziliśmy wspaniały dzień. Dzisiaj idziemy na plażę.


                                  Macho
                                  Mama, tata i synek wybrali się do cyrku. Gdy na arenie pojawił się sło?, tata
                                  poszedł kupić słodycze. Nagle chłopiec wstaje i wyciągając rękę, krzyczy: -
                                  Mamo, mamo, co to jest? Zaskoczona pytaniem mama odpowiada: - To jest ogon
                                  słonia. Syn jednak wykrzykuje dalej: - Nie! Pod spodem. Zakłopotana mama
                                  odpowiada: - Tooo... nic takiego. Wraca tata, ale zapomniał kupić napojów, więc
                                  idzie po nie mama. Gdy tylko się oddaliła, synek wiesza się ojcu na ramieniu. -
                                  Tato, tato, co to jest? - To jest ogon, synu. - Nie, pod spodem. - To jest
                                  siusiak słonia. Chłopiec chwilę się zastanawia, po czym mówi: - A mama
                                  powiedziała, że to "nic takiego". Ojciec z dumą rozpiera się na fotelu: - No
                                  cóż, synku. Tatuś trochę mamusię rozpuścił.



                                  • kardiolog Re: kacik rozluzniajacy :) 10.05.04, 12:08
                                    hahahahaha!

                                    Moze jeszcze zdaze cie pozegnac, mathiasie. Tylko wroc koniecznie! :)))))

                                    Nie bylo mnie , bo musialem do Krakowa:) ale jazzik graja, hehehehe!

                                    Oczywiscie, ze Topor to Topor..- poznasz go zawsze po stylu, a
                                    wszyszukiwarka..fajna rzecz:).

                                    No wystarczy tych slownych frykasow. Baw sie dobrze w ty Polsze!

                                    Czesc!
                                    kardiolog
                                    • Gość: mathias_sammer Re: kacik rozluzniajacy :) IP: *.warszawa.silverscreen.pl 11.05.04, 14:09
                                      Czesc Kardiolog,
                                      jako sie rzeklo kobylka u plota ;).
                                      Co tu mowic duzo-miasto jak ciasto-..rosnie. Obok dworca C. wyrosl budowlany
                                      straszak, na pewno wschodnioeuroepejska siedziba Unii Europejskiej :))))))))).
                                      Co jeszcze? Noo, dziewczyny! Wciaz ladne, ale bardzo upodobnily sie do tych z
                                      zachodu. Nie ma juz krotkich spodniczek, zastapily je przyduze spodnie po
                                      starszym bracie,a lniane wlosy, no wiesz..wiatr we wlosach..juz nie potragane a
                                      zastygle od zelu w pozie na bacznosc. Zeby juz nie wspominac o bucikach..Ach,
                                      a buty w tesknocie za wyzszym obcasem rozplaszczone na deformujacych swe
                                      wlascicielki stopkach zdaja sie krzyczec: "gdzie dziewczyny z tamtych lat?
                                      wiatr zatarl slad.."
                                      Czy jakos tak..:))). A jak! A ja samotny cudzoziemiec polujacy na Poleczki ide
                                      na zurek i pierogi z kapusta . Jakos zajrze, jesli bede mial czas, ale nie licz
                                      na mnie zbytnio. Nie przyjechalem do Polszy by po polsku w internecie
                                      rozmawiac :D.
                                      Bede prawie 2 tygodnie. Nara!


                                      M.S.
                            • mathias_sammer Re: re zu re: 10.05.04, 10:03
                              Czesc kardiolog,
                              tu masz odpowiedz na moje pytanie

                              www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.glowna?str=fis178848&skad=uzkmucpmny
                              Badz tak uprzejmy nie zadawac prostych zagadek, a przynajmniej nie umieszczac
                              tekstu z okladki:)
                              Wygralem juz cztery podstawki pod lutownice, chcialbym teraz, abys zafundowal
                              inna nagrode.. Nie mam jeszcze wiertarki:))))

                              Jako, ze juz nie mamy tajemnicy literackiej dorzuce fragmencik ww autora, ktory
                              znalazlem. Jesli lubisz takie pisarstwo to ten fragment powinien przypasc Ci
                              do gustu.
                              Przy okazji dedykuje go 100%- netowej kobiecie, ktora bardzo mi sie podoba.
                              Chcialbym, aby wiedziala od poczatku jakiej urody jestem, wiec bedzie troche
                              jak o mnie ..:).

                              M_O , dla Ciebie:

                              „Florence robi sie nie do wytrzymania.
                              Zatruwa mi zycie zazdroscia.
                              Florence jest obrzydliwie bogata. Wlasnie obchodzila dziewietnaste urodziny.
                              Gdziekolwiek sie pojawia, faceci odprowadzaja ja wzrokiem jak pilke tenisowa
                              podczas meczu na Wimbledonie. Mowi biegle piecioma jezykami, zna tak samo
                              dobrze historie Sforcow, jak teorie zbiorow. A ponadto szaleje na moim punkcie.
                              Ja jestem stary, paskudny, bez grosza przy duszy. Po angielsku potrafie
                              wybelkotac co najwyzej dwa zdania, z matematyki jestem noga, a Sforzowie myla
                              mi sie z Medyceuszami. Tym, ktorzy maja kosmate mysli, wyjasniam, ze moje
                              milosne wyczyny nie w rodzaju tych niezapomnianych.
                              A jednak Florence darzy mnie uczuciem drapieznym i nienasyconym. Nigdy jej nie
                              dosc wywalania na mnie gal. Kiedy mowie, omdlewa. Moje pomiete spodnie,
                              wyswiechtane koszule, trzydniowy zarost, rzadkie siwe wlosy, ostatni swiadkowie
                              czarnej, gestej czupryny, zolte zeby, przyszcze na podbrodku- wprost rozplywa
                              sie nad tym wszystkim.
                              Kocha mnie miloscia niedorzeczna, bezwzgledna i godna pozalowania. Mysl, ze
                              moglbym ja zostawic dla innej kobiety, doprowadza ja do szalenstwa. Zyje
                              owladnieta masochistyczna obsesja, wciaz czujna, gotowa wykryc rywalke w
                              pierwszej babci klozetowej.
                              Przykladowo w restauracji, gdy wracam z toalety, rzuca niby od niechcenia:
                              - Jak wygladala?
                              - Kto?
                              - Pisuardesa!
                              Biada, jesli opowiem, ze juz nie pamietam.
                              - Na to mnie nie nabierzesz. Wymysl cos bardziej przekonywujacego!
                              Po czym nastepuja lzy, grozenie samobojstwem i przyobiecywanie zemsty.
                              Przewaznie kresle lapidarny portret, starajac sie, by mial charakter obiektywny:
                              - Blondynka, jakies trzydziesci lat, w miare korpulentna, w ciemnych
                              ponczochach.
                              Florence przyglada mi sie uwaznie.
                              - Nie klam. Wiesz, ze pojde sprawdzic.
                              I naprawde idzie. Doprowadzila do tego, zeby aby nie dac sie przylapac na
                              niescislosciach, ryzykujac posadzenie o jakies odchylenia od normy, z
                              najwieksza uwaga przygladam sie babciom klozetowym i staram sie zapamietac
                              kazdy szczegol.
                              - A jej nogi, slynne nogi w ciemnych ponczochach, do jakiej wysokosci mogles je
                              widziec?
                              - Do kolan. Miala suknie do kolan.
                              - Siedziala czy stala?
                              - Siedziala.
                              - Z nogami szeroko rozstawionymi czy skrzyzowanymi?
                              Tutaj dam juz spokoj, ale przyznacie, ze to nie do wytrzymania.
                              Poza tym wiem doskonale, ze przed pojsciem na obiad Florence przeprowadzila
                              sledztwo na temat pisuardes. Wybor restauracji uzalezniala do wygladu babci
                              klozetowej. I oczywiscie urody kelnerek, choc te ostatnie tak bardzie jej nie
                              niepokoily, gdyz kontakt z nimi przebiegal w jej obecnosci.
                              Najczesciej babcia klozetowa dostawala ladna sumke za szczegolowe sprawozdanie
                              na temat mojego zachownia podczas pobytu w toalecie.
                              Pisuardesy ze wszytkic eleganckich restauracji i modnych lokali w Paryzu staly
                              sie przeklenstwem Florence.
                              Doszlo do tego, ze powstrzymywalem sie od sikania, zeby tylko nie dac sie
                              wciagnac w to wariactwo. Ale we Florence budzilo to nieufnosc.
                              - Cos takiego, pijesz juz trzecia pollitrowa szklanice piwa i nie idziesz do
                              toalety? Nie pragniesz spotkac sie ze swoja Dulcynea?
                              - Jak znowu Dulcynea?
                              - - Z ta dziwka, pisuardesa. Jestem przekonana, ze cos jest miedzy wami!
                              - -Dajze spokoj, Florence, nie pojmuje cie. Nawet nie wiem, jak ona wyglada!
                              - - Akurat! Jestesmy tutaj juz trzeci raz, a ty nie pamietasz? Brunetka z duzym
                              biustem, takim jak lubisz.
                              - _ Brunetka? Byc moze...
                              Florence wybucha.
                              - - Uprzedzam cie, wlasnie kupilam te firme. Wyrzuce ja, twoja pisuardese. W
                              zawodze jest skonczona. Zostanie wpisana na czarna liste.
                              - -A tam!
                              Udaje niewzruszonego, choc daleki jestem od tego stanu, bo teraz to juz
                              naprawde okropnie chce mi sie lac, ale to najmniej wlasciwy moment. Florence
                              gotowa pomyslec, ze ide wygadac w toalecie to, co przed chwila uslyszalem.
                              I w rezulatacie? Robie w gacie, co podkresla moj styl kloszarda.
                              Rozsiewam zapach bialego burgunda.
                              W gruncie rzeczy, moze to wlasnie ten niepowtarzalny aromat podoba sie
                              Florence?“


                              Milego dnia,
                              M.S.

                    • mathias_sammer Polska 29.03.04, 16:50
                      Kardiolog, takie wypadki jak ponizej odnotowano w 2001r. Jak jest teraz? Rzadko
                      bywam, moze wiesz cos wiecej?
                      ......

                      P O L A N D

                      Reports of police failure to protect the victims and to investigate incidents
                      of racist violence

                      In September AI wrote to the Minister of Justice, Stanis»aw Iwanicki,
                      expressing concern about reports of racist harassment and violence in which the
                      police authorities apparently failed in their duty adequately to protect the
                      victims. The organization was also concerned that the reported incidents have
                      not been investigated thoroughly and impartially as required by international
                      human rights standards, and that those allegedly responsible for racist
                      violence had not been brought to justice.
                      According to the information received from the European Roma Rights Center
                      (ERRC), a regional non-governmental human rights organization, on 29 September
                      2000, in Warsaw, Nicolae Gheorghe, advisor on Roma and Sinti issues for the
                      Organisation for Security and Co-operation in Europe, and four other people,
                      all of whom are of Romani origin, were refused service in the Guiness Pub, on
                      Koszykowa Street. The waitress and then the manager asked Nicolae Gheorghe and
                      his companions to leave. Shortly after they refused to do so, five guards of a
                      private security company arrived and manhandled and dragged Nicolae Gheorghe,
                      Salome Hirvaskoski and Gabriel Babus out of the restaurant. Nicolae Gheorghe,
                      whose jacket had been ripped by the guards, then called the police from outside
                      the restaurant to complain about the ill-treatment and the denial of access to
                      a public service on the basis of his ethnic background. Police officers who
                      arrived promptly took statements from the complainants. However, an
                      investigation into the incident subsequently initiated by the District Public
                      Prosecutor was reportedly closed on 20 December 2000, as the conduct of the
                      security guards involved was not considered to be a criminal offence.
                      Another ERRC report described repeated racist harassment of Romani residents of
                      Brzeg in early December 2000. Members of extremist right-wing groups sprayed
                      racist graffiti on Romani houses in three streets, breaking windows and in
                      several instances attempting to break down the entrance doors. The police were
                      reportedly called, but failed to arrive in time to apprehend the perpetrators
                      of the racist violence. The commander of the local police, Officer S.(18),
                      reportedly dismissed the attacks as false allegations and stated that the Roma
                      had painted the racist graffiti themselves. According to the representatives of
                      Never Again, a non-governmental organization based in Warsaw, Officer S.
                      accused the Roma of paying each other to make false witness statements, and
                      that the Roma only pretend to be persecuted in order to claim political asylum
                      abroad.
                      AI also received reports indicating that people who are of obvious non-European
                      origin have also been subjected to racist violence. On 9 May, at around 2pm,
                      Florence Balagiza, an 18-year-old orphan from Rwanda who is seeking asylum in
                      Poland, was walking alone through a forest close to the refugee camp at Dabak.
                      Suddenly she was approached by three men, who started to hit her on her head,
                      back and legs and pulled her to the ground, calling her ''czerna" (black). They
                      also took her bag containing some documents and money. Florence Balagiza then
                      went back to the refugee camp and called the police but was told that they were
                      busy and would only be able to come to speak to her the following day. On 10
                      May the police came and interviewed her. As a result of the assault she
                      suffered several bruises but she did not go to be examined by a forensic
                      medical expert, and have the minor injuries properly documented, as she was
                      unable to pay for this service. When she mentioned this to the officers who
                      questioned her, Florence Balagiza was told that the police could not offer her
                      any assistance ''because it was not their business". Florence Balagiza was not
                      sure if her complaint had been registered officially as she was given no
                      reports nor was she asked to sign any document. Several weeks later when she
                      called the police to inquire about any progress in the investigation of her
                      complaint the officers said they had nothing to report.
                      On 2 June 2001 at a bus stop in Bankowy Square in Warsaw, Simon Moleke Njie,
                      who is from Cameroon and has been granted asylum in Poland, and Dr Issa Amadou
                      Tall, who is a Senegalese national visiting Poland as a guest of the Institute
                      of Mathematics of the Polish Academy of Sciences, were approached by four men.
                      One of the men told Dr Tall that they were going to meet the Polish football
                      team, returning from a match in Norway. As one of the football players on the
                      national team is of African origin, they assumed that they were being engaged
                      in a friendly conversation. Suddenly one of the men hit Dr Issa Amadou Tall.
                      Then the four men, one of whom had a wooden bat, surrounded Simon Moleke Njie
                      and punched him while shouting: ''Bamboo! Black whore!''. Following one of the
                      punches on the head Simon Moleke Njie briefly lost consciousness. As a result
                      of the blow his left eye was injured, impairing his vision. Simon Moleke Njie
                      managed to stop a taxi, whose driver had witnessed some of the incident, and he
                      and Dr Issa Amadou Tall went to the police station at Nowolipie 2,
                      approximately 200 metres away from the bus stop where the assault took place.
                      In front of the station there were three officers, none of whom wore any
                      identification badge. One police officer reportedly laughed when he saw Simon
                      Moleke Njie's head injury. Another officer to whom Simon Moleke Njie complained
                      about the attack, indicating that the perpetrators might still be at the bus
                      stop, asked him for his passport and reportedly stated that Poles were also
                      victims of aggression. They refused to call an ambulance or to take contact
                      details for the taxi driver, as a witness of the assault, who waited in front
                      of the station for about 10 minutes. Finally Simon Moleke Njie told the
                      officers that he wanted to speak to their superior and entered the station. The
                      officer on duty to whom he reported the attack, refused to give him his name.
                      After about 25 minutes a patrol car arrived. A further 10-minute-long exchange
                      took place concerning his passport before Simon Moleke Njie was taken to the
                      scene of the attack. Afterwards he was taken to a hospital for treatment. Simon
                      Moleke Njie was assaulted again on 14 June 2001, at around 8.30pm, in front of
                      his apartment house on Grzybowska street no. 30, by three young men and a women
                      who came running after him. After one of the men attempted to punch him in the
                      face he managed to run back to his apartment. Simon Moleke Njie then waited for
                      two friends before they then proceeded to the police station. He had to wait
                      for over 45 minutes for a police patrol which was to take him back to the area
                      where the assault took place, in order to identify if possible any of the
                      perpetrators. At the time of writing no progress has been reported in the
                      investigations of these two incidents of alleged racist violence.
                      AI urged the Polish authorities to ensure equal treatment and protection to all
                      people on its territory. The organization also urged the authorities to
                      thoroughly and impartially investigate the reported incidents, including the
                      conduct of the police officers involved.

                      • kardiolog Re: Polska 04.04.04, 12:14
                        Czesc M. ,
                        widze, ze Twoje mysli zdominowal jeden temat...rasizm.
                        Drogia Kolego, jakby to powiedziec przy niedzieli... temat stary jest jak
                        swiat. Motywy te same, reakcje te same, nie ma znaczenia czy Johny ze stanu
                        Arisona, Wladek z Podola czy Hans z bylego NRD podejmuja dzialania majace na
                        celu... kruszenie.... kopii....

                        Pisalem juz o rasizmie (bodajze w tym watku lub we watku zalozonym osobno, nie
                        pamietam), w ktorym podkreslalem, ze analize problemu nalezy zawsze
                        przeprowadzac... dwojako.
                        Przede wszystkim mam na mysli interpretacje zachowan grupy oraz jej
                        poszczegolnych jednostek zwlaszcza przeprowadzenie analizy „reakcji szarych
                        czlonkow“* (* nie mylic z tzw. „szara eminencja“). Pytanie jest wiec nie „Jak?“
                        tylko „Dlaczego?“. O tym jednak juz innym razem. Moge oczywiscie podac kilka
                        modelowych odpowiedzi z zakresu psychologii ..mam jednak nadzieje, ze w ciagu
                        najblizszych dni odpowiedzi same stana sie dla Ciebie czytelne i oczywiste.

                        Jak widzisz temat srednio mnie interesuje nie wywolujac wiekszych emocji
                        oprocz usmiechu..no moze troche zaciekawily mnie informacje jakie podales.
                        Jesli jednak Twoja analiza skonczy sie wnioskiem: rasisci istnieja i nalezy ich
                        tepic niczym karaluchy to niestety nie zaskoczysz mnie... Podobnie uwaza bowiem
                        99% spoleczenstwa. ... Sprobuj wymyslec cos lepszego i skuteczniejszego.....

                        To tyle ode mnie w „Slowie na niedziele“ :-).
                        Jako, ze mam dobry humor, podrzucam kilka dowcipow. Wszak smiech to zdrowie :-
                        )))))))))))))))

                        +++++++++++++++
                        Śliski temat
                        Idzie przez las wycieczka z przewodnikiem. Przewodnik zabawia grupę jak potrafi
                        i opowiada różne banały: na lewo mijamy wspaniały zagajnik sosnowy, na prawo
                        szpaler dębów z XVIII wieku itp. W pewnym momencie wycieczka weszła na polanę
                        całą zasłaną gównem. Ludzie zaczęli się dopytywać, skąd tyle tu tego.
                        Przewodnik na to:
                        - Bo, proszę państwa, to jest taka legenda. Dawno, dawno temu było sobie w tym
                        miejscu wielkie zamczysko, w którym mieszkał król z królową. Pewnego razu
                        urodziła im się córka, która wyrosła na piękną kobietę. Tak więc jak to w
                        zwyczaju bywało, król ogłosił turniej o rękę córki, na który zjechali się
                        rycerze z całego świata. I wtedy stało się coś strasznego, turniej został
                        wygrany przez paskudnego gnoma, który pokonał wszystkich przybyłych rycerzy.
                        Był on taki paskudny, że królewna za żadne skarby nie chciała go poślubić. Za
                        karę zamknięto ją w najwyższej zamkowej wieży, gdzie królewna płakała, płakała
                        i umarła. I to koniec legendy.
                        Ludzie patrzą ogłupiali na przewodnika i w końcu jeden zdziwiony pyta:
                        - No dobrze, ale skąd wzięły się te gówna na polanie?
                        - A nie wiem, pewnie ktoś nasrał!
                        ++++++++++++++
                        Prosto z mostu
                        Wyjeżdżając na wczasy, facet
                        zostawił swojemu bratu pod opieką kota. Dzwoni po tygodniu z Mazur i pyta, jak
                        tam jego kot.
                        - Niestety, przykro mi, ale kot zdechł.
                        - Ech, musiałeś tak walić prosto z mostu? Przez ciebie będę miał zepsutą resztę
                        urlopu. Mogłeś mi powiedzieć, że kot siedzi na dachu i nie chce zejść. Póęniej
                        zadzwoniłbym za dwa dni, a ty powiedziałbyś, że kot spadł z dachu i leży u
                        weterynarza, a kiedy zadzwoniłbym za kolejne dwa dni, usłyszałbym, że mimo
                        wysiłków weterynarza mój kociak zdechł. No ale cóż, stało się, powiedz mi
                        lepiej, co tam u mamy?
                        - No więc mama siedzi na dachu i nie chce zejść...
                        ++++++++++++
                        Rozmowa króla z królem
                        Wiesz, zwolniłem tego swojego jasnowidza! - mówi jeden król.
                        Na to drugi król:
                        - A to czemu? Przecież bardzo dobrze wszystko przepowiadał!
                        - No tak. Ale poszedłem do niego do wieży, pukam do drzwi, a on: kto tam?

                        :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                        Zebys zrozumialia z czego kardiolog sie smieje dorzuce jeszcze jeden zamykajacy
                        temat zart.......
                        W Prima Aprilis przeczytalem w gazecie, ze wskutek kontroli technicznej
                        Germanii Wings* (*tanie polaczenia lotnicze) zostaja odwolane wszystkie
                        przeloty z Niemiec do innych miast europejskich z komentarzem, ze pasazerowie
                        powinni rozpaczac, bo tanie przeloty nie beda juz nigdy wznowione. W ciagu
                        godziny podobno zablokowano wszystkie pasy startowe i wycofano maszyny.
                        I wiesz co, pomyslalem sobie jak zabawnie dla oczekujacych na lotnisku
                        pasazerow musialo wygladac natychmiastowe odwolywanie juz lecacych maszyn..:-
                        ) . Pod warunkiem oczywiscie, ze pasazerowie mieli poczucie humoru a rzecz
                        dziala sie w dniu 1 kwietnia. Swoja droga.... hmm... przymusowe ladowanie na
                        najblizszym lotnisku w Timbuktu? :-)))))) . A mowia w Polsce, ze Niemcy nie sa
                        zabawni. Ach te...no wlasnie.... uprzedzenia etniczne :-
                        )))))))))))))))))))))))))))))))))).


                        Na razie.
                        Kardiologa nie bedzie juz przed Swietami- wiec zyczy on Wesolych Swiat,
                        smacznych jajek i znakomicie wypieczonych mazurkow!


                        kardiolog
                        • kardiolog Re: Polska 04.04.04, 12:18
                          Mathias, sorki za literowki...
                          Nieopacznie popelnilem na Twojej plci.

                          Chyba niegdfy nie naucze sie poprawnie pisac. Najwyzszy czas zainstalowac w
                          programie korektora :-)

                          kardiolog
                  • mathias_sammer Re: kardiolog 29.03.04, 11:02
                    kardiolog napisał:

                    > Czesc Mathias, mysle, ze zaciekawi cie ten felieton. Skroty zamiescilem tez w
                    > innym miejscu, ale tu przytocze calosc. Zrobilem szybko dzienna prasowke,
                    > dzieki za informacje w Aktualnosciach . Nie podbijam, bo Polacy juz dawno


                    Czesc Kardiolog. Dzieki za tekst i fakt, ze zamiesciles go w calosci. Okrojony
                    mocno stracilby na wartosci, chyba, ze jak wspomniales chcesz skoncentowac sie
                    na jednym utworze.
                    co do tekstow na Aktualnosciach- nie ma dla mnie wiekszego znaczenia, ile osob
                    przeczyta, czy ktokolwiek przeczyta. Zyczeniem miejsca, z ktorego te teksty
                    zamieszczam jest propagowanie informacji w rowniez Polsce- stad tlumaczenia.
                    Wypelniam wylacznie prosbe tamtej strony.

                    W przeciwnienstwie do Ciebie ja od czasu do czasu bede zagladal na GW.

                    Narazie!
                    M.S.
                • mathias_sammer Re: moja literatura- kardiolog odp 06.04.04, 13:40

                  Kardiologu, dzieki za wpis i postawione ostatnio pytanie... Jeszcze nie pora na
                  odpowiedz. Z racji, ze utrzymales moje zaciekawienie tematem cale dwa dni,
                  zorganizowalem dla Ciebie kawalek prozy do poczytania.
                  Ode mnie na razie to wszystko. Nie widze powodu, by zwiekszac tempo dyskusji
                  czy rozszerzac zainteresowanie. Ja, jak wiesz, mam czas, duuuzo czasu -w sensie
                  abstrakcyjnym oczywiscie. Mam tez inne zajecia na glowinie.

                  Klaniam sie i w calosci oddaje sie juz rodzinie. Swieta niebawem. W Niemczech
                  piatek wolny, pewnie beda korki na drogach. Mam nadzieje, ze atmosfere Swiat w
                  Polsce nie zdominuje temat dymisji Cimoszewicza , jej odrzucenia oraz pytania
                  co moze byc na twardych dyskach z MSZ...?...?

                  Jezeli temat jajek i zurku nie wyprze codziennej polskiej, politycznej
                  biezaczki oznaczac bedzie fatalne uzaleznienie nastrojow Polakow od sceny
                  politycznej i rychlego uzdrowienia gospodarki czy cial politycznych nie
                  bedzie mozna rychlo sie spodziewac....

                  Wesolych Swiat i juz dzisiaj poraz ostatni (choc jeszcze ze dwa zdania dopisze).
                  M.S.

                  --
                  Thomas Rosenlöchen
                  „Sprzedane kamienie z bruku“ Dziennik drezdenski
                  (skroty)

                  Czesc I

                  8 IX 89
                  Gosc: U. Hegewald. Pol nocy przegadane o infantylizmie i sluzalczosci ludzi,
                  ktorzy sie tutaj wychowali. Cos takiego wciaz widac nawet po Wolfgangu, ktory
                  wyjechal juz 5lat temu.
                  Skruszone twarze.
                  Ospowate domy.
                  Zapach moczu i policja kolejowa.
                  Mnie oczywiscie sprawdzaja. Klaruje policjantom, ze jestem sprawdzany od
                  dwudziestu lat, ale to juz niedlugo potrwa. Oczywiscie, w tym, ze dworcowi
                  gliniarze legitymuja mnie ze szczegolna luboscia, jest tez cos pocieszajacego:
                  musze wygladac jeszcze nie calkiem jak prawdziwy obywatel. (..) Przez
                  zamartwianie sie wlasnym krajem czlowiek popada w zasciankowosc, a przez
                  niezmienne biadolenie nad niezyczliwoscia i dengregolada traci zdolnosc do
                  utopii czyli sztuki....

                  12 IX

                  W zachodnim radio ciagle reportaze o przekraczaniu granicy. Nieustanne
                  marudzenie tych, ktorzy zostali. Co to bedzie...- zadnej solidarnosci.....

                  Canetti w ksiazce „Masa i wladza“- szkoda, ze oddalem - mowi o pewnym
                  orientalnym despocie, ktory zarzadza ewakulacje swojego miasta. Samotnej wladzy
                  nie ma kto przeszkadzac. Ona jest naprawde niepodzielna tylko wtedy, kiedy
                  wokol niej nie ma zywej duszy....

                  Wywiady z przekraczajacymi granice:
                  - Dlaczego opuscil pan NRD?
                  - No bo zawsze najwazniejsza jez wolnos.
                  Niedobor slow. Czesto, tak jak u nas, ludzie czym predzej serwuja to, czego
                  ktos od nich oczekuje. Ten sam czlowiek przed tutejszym mikrofonem zaraz
                  wpadlby w ton dzialacza....

                  Wspolwina, wspolodpowiedzialnosc, za to, ze obecna sytuacja jest, jaka jest
                  (..) Coz, ta moja diabelska saksonska grzecznosc.

                  13 IX

                  Wczoraj jesienny wieczor w ogrodku piwnym. Jakis czlowiek chcial sikac na
                  brzozke tuz przy naszym stoliku. Brigit wola:
                  - Nie tutaj!
                  Pijak wytacza sie na otwarta lake nad Laba, po czym chwiejnie wraca do naszego
                  stolika:
                  - Kto wolal „nietutaj“. To moja brzozka, trzydziesci lat jom pryskam.
                  Rzeczywiscie, w tym rzadku to najdorodniejsza brzoza...

                  15 IX

                  Wczoraj piesza wycieczka. W Königstein posilek w barze samoobslugowym. Stara
                  kobieta na twoich oczach drobiazgowo uklada reka kartofle i kapuste na talerzu.
                  Balon ciala , wypelniony ciezarem , grawituje na swoim wschodnioniemieckim
                  krzesle. Ale potem jednak sie podnosze. Brigit zarzadza wedrowke szybkim
                  krokiem. (..) Powrot koleja (...) Czy jeszcze kiedys na to spojrze? Czy
                  zasmakuje tutejszej stechlizny zanim odjade w tamten wystrojony kraj?

                  19 IX

                  „ Uzasadnij potrzebe dalszego umacniania panstwa socjalistycznego“....- Moritz
                  odrabia lekcje. Szybko pisze te klamstewka, chce je „odwalidz i jusz“. Ale tak
                  to sie zaczyna i tak toczy dalej, a potem masz czterdziestke i juz straciles
                  polowe okazji, by za cos w zyciu nadstawic glowe....

                  22 IX

                  Zwalanie wszystkiego na ustroj, na dzialaczy, zdejmuje z poszczegolnego
                  czlowieka wine, przed ktora nie sposob uciec. Badz co badz dosyc niewielka
                  dawka represji stworzyla to represyjne spoleczenstwo. Czasem jednak bywaly to
                  zwykle pomylki: na przyklad wywlaszczenia w drobnym przemysle na poczatku lat
                  siedemdziesiatych. Ta mala drukarnia w Zschachwitz, gdzie klarowalem ludziom:
                  teraz bedziecie miec swietlice....- Oni pewnie od razu wiedzieli, jaki duren do
                  nich mowi. Inny rodzaj konformizmu: krytycyzm, ktory samym sposobem
                  formulowania krytyki sygnalizuje rozmowcy czyjas jednomyslnosc i bycie „pro“,
                  niezupelne odzegnanie sie od stalinizmu. ....

                  Przebudzenie dzis w nocy: sam siebie we snie wezwalem, by jechac do Lipska i
                  wziac udzial w ktorejs z tamtejszych demonstracji. (..)
                  Slysze zdanie: kraj, w ktorym pociagi przestaja jezdzic punktualnie, jest
                  zgubiony. ...

                  23 IX

                  Czesto obecnie stwierdzany fakt, ze ten kraj mozna odchorowac, widze po sobie.
                  Brigit po wizycie w domu towarowym nasladuje ekspedientki, postacie z krainy
                  cieni, jak prawie bez slowa z kamienna twarza pokazuja i znow chowaja sweter,
                  jak urywaja rozmowe (E? eeee...nieee...), definitywnie potrzasajac glowa i juz
                  odwracajac sie plecami. Co w tym kraju najgorsze, to oprocz dengrengolady,
                  ruiny i oficjalnego zalgania wlasnie ten zanik form w obcowaniu z ludzmi,
                  panujaca miedzy nami niezyczliwosc, to ta niechec od dawna wypisana na
                  twarzach. Jawnie naruszajac konstytucje, uznano ugrupowanie Neues Forum za
                  antypanstwowe. (...)

                  Wole juz zaplacic 4 marki za pudelko twarozku, niz nadal wyciagac te zalgane
                  pismidla ze skrzynki na listy, bo juz i to chyba odciska sie na fizjonomii. Na
                  pewno mam juz od dawna enerdowskie spojrzenie. Mozna mnie poznac chocby po
                  wadliwym zgryzie...

                  Piatek, 6 X

                  Dzis przed poludniem Centrum Muz. Wspolczesnej. Kazdy, nawet sposrod ludzi
                  dotychczas ostroznych, nagle za reformami. Niektorzy jednak pelni strachu, jak
                  to nazywaja, przed motlochem. Poczucie, ze nie ma odwrotu. Kraj juz inny.
                  Slychac skargi na brak koncepcji. Mowie cos, co i tak powtarzam od dziesieciu
                  lat....ale z teatru wypada rezyser Engel i ruga nas: cosmy sie tutaj rozsiedli,
                  to juz nic nas nie ruszy? Przeciez na ulicach plynie krew! (..) Podobno
                  zdemolowano dworzec i przewrocono samochod policyjny.

                  Okolo 19.00 szybko na Prager Strasse. Na szczescie cisza, spokoj. Lecz potem
                  widze wielka mase policjantow pilnujacych betonowego Lenina. Policjanci maja
                  tarcze i helmy i wygladaja zupenie tak jak na Zachodzie. Ciekawskich sporo- ale
                  tych sprawcow zla, przeciw ktorym wszystko sie w koncu obroci, musze dlugo
                  szukac. Owszem, naprzeciw hotelu kilka gwizdzacych i jodlujacych grupek.
                  Oczyszczanie placu, robie unik w bok. (..) Widze jak zabieraja ludzi, jak
                  policjanci lomoczacy w tarcze niczym Siuksowie, rzucaja sie takze na zwykle
                  zbiegowsko widzow; widze to, ale wszystko wydaje sie czyms odleglym, a moze po
                  prostu snem. Na obrzezach starsi ludzie, niektorzy rzeczywiscie probuja rozmowy
                  z policja. Wielu z nich, ze zloscia:
                  -Takie rzeczy to sie widzi tylko u rzeznika.
                  -Tys chyba jeszcze nie slyszal o Gorbaczowie.
                  -Porozmawiajmy o reformach.
                  Policjanci:
                  - To skladajcie podanie o paszport.
                  Odpowiedz:
                  - Ale my chcemy zostac.
                  Ja, niestety, ze smieszna emocja:
                  - Wy chyba chcecie zostac sami w kraju. Wstyd mowic takie rzeczy mlodym ludziom.
                  Ale jedyna szansa jest spokoj. Golymi rekami nie przekona sie czolgow i pepesz
                  do reform, zwlaszcza, ze ten system predzej czy pozniej i tak sam bedzie musial
                  sie do zmian przekonac. ...

                  8 X

                  Panstwo, ktore nie przyznaje prawa do manifestacji obywatelom, samo jest
                  sprawca nielegalnych demonstracji.
                  (...). Dzwonie do Drezna- Klotsche, czy przypadkiem nie wiedza czegos wiecej.
                  Glos Angeliki z bardzo daleka. Dzwonie do Amsterdamu. Aleksander calkiem z
                  bliska, jak gdyby siedzial w sasiednim pokoju. Martin zabiera mnie na kawe.
                  Podobno odwola
                  • mathias_sammer Re: moja literatura- kardiolog odp 06.04.04, 13:42


                    8 X

                    Panstwo, ktore nie przyznaje prawa do manifestacji obywatelom, samo jest
                    sprawca nielegalnych demonstracji.
                    (...). Dzwonie do Drezna- Klotsche, czy przypadkiem nie wiedza czegos wiecej.
                    Glos Angeliki z bardzo daleka. Dzwonie do Amsterdamu. Aleksander calkiem z
                    bliska, jak gdyby siedzial w sasiednim pokoju. Martin zabiera mnie na kawe.
                    Podobno odwolano demonstracje na Theaterplatz. Aresztowano Uwe Lohsego. Pozorny
                    spokoj jego zony: nic gorszego juz mu sie nie przytrafi. (..) W radio Christa
                    Wolf prosi, by zastanowic sie, kto korzysta na demonstracjach, bo przeciez cos
                    takiego usztywnia przywodztwo. ... Ale samymi petycjami tez sie nie wskora.
                    (...)

                    Ale co dzieje sie na Prager Strasse? (ok. 22.00) Juz niemal stale blokady. W
                    srodku wzieto w kociol duza grupe, ale swiatlo neonow swieci cieplej, w niemal
                    spokojnie czekajacych ludziach jest cos kojacego. Oddzialy zolnierzy tez stoja
                    swobodnioej, tarcze trzymaja opuszczone. Przez x warstw policyjnego kordonu
                    wjezdza czarna limuzyna, nierzeczywista niczym nadciagajacy statek –widmo.
                    Oklaski! Czyzby wladza chciala z nami rozmawiac? Czyzbym byl na Hawajach? To
                    jak slysze, biskup. Rzeczywiscie maja byc rozmowy z burmistrzem. Chocby chciano
                    zyskac tylko na czasie, posrednio jednak oznacza to zalegalizowanie
                    demonstracji.

                    Poniedzialek , 9 X

                    Nasz dekarz tlumaczy mi, ze bicie nie jest takie straszne, bo przeiez przy
                    bijatyce tez mozna dostac. Da sie przezyc. Taki jest chyba cel tego walenia:
                    wylaczyc intelekt, obrocic argumentacje w jek. Dowiaduje sie okropnych detali,
                    najwyrazniej po demonstracjach tez bito aresztowanych-wole jednak zapisac
                    dopiero rzeczy w miare potwierdzone.

                    Uwe L. nadal w areszcie.

                    Wieczorem kosciol sw. Krzyza: mieszanina postaci, poniekad rzeczywiscie narod.
                    Wychodze. Ale bylem swiadkiem czegos, co tak naprawde sie nie dzarza, co nie
                    moze sie zdarzyc: „zgromadzenia narodowego“ zlozonego z tysiecy ludzi. Jakis
                    mezczyzna twierdzi, ze widzial, jak policja sama burzy ogrodzenie placu budowy,
                    ktore wedlug „Sächsische Zeitung“ zdemolowali rzekomo demonstranci. W rzedzie
                    za nimi kobieta, ktorej syn siedzi w Bautzen (piekne miasto, przyp. M.S.).
                    W ogole duze rozczarowanie, bo z natury rzeczy jednynym prawie osiagnieciem
                    jest sam dialog, i rzeczywiscie grozi niebezpieczenstwo, ze batiuszka Stalin
                    zakpi sobie ze wszystkich. Owszem, aparatczykom potrzebny jest czas... Trzeba,
                    by istniejacy na pewno wsrod nich reformatorzy doszli do glosu, i zeby miedzy
                    nimi nie wcisneli sie pseudoreformatorzy.
                    Wedlug naocznych swiadkow wtedy, kiedy ludzie zbierali sie po kosciolach...., w
                    pewnej odleglosci za krzakami staly wojskowe ciezarowki i wojskowe karetki.
                    Nadal klaniaja sie Chiny....
                    ............
                    To dopiero poczatek.

                    cdn
                    • joanna51 Re: moja literatura- kardiolog odp 06.04.04, 14:41
                      tu jestes Mathiasie!.
                      Przylaczam sie do watku choc na szybko bo przerwa obiadowa w fabryce maszyn
                      tloczonych dobiega konca. Bede informowac cie co jakis czas co w polskich
                      mediach piszczy, choc na polityce nie znam sie. Podobno zapanowala nerwowosc na
                      Wiejskiej, cos idzie nie po ich mysli:-)
                      Jak pisal Kapuscinski- w chwili zagozenia trzeba natychmiast szukac
                      koalicjantow :-)

                      Czytales wczesniej ten artykul. Jak wiesz Hiszpania wycofala sie z ukladu.
                      Wiesz, powiem w zaufaniu, jesli chcesz pisac na forum GW to musisz najpierw
                      zlozyc danine kierownictwu, potem pasc na kolana i zapytac o czym wolno mowic.
                      Podobno mozna glaskac po glowach, ale tylko z wlosem. :-)
                      Powiedz Mathiasie, boisz sie, no powiedz boisz sie? :-DDDD
                      Joanna
                      PS czy postulaty Polski byly realne? Pytam Cie, bo reprezentujesz Niemcy i moze
                      wiesz cos wiecej ze swojej prasy
                      Ewa Zarzycka
                      Spokojnie, to tylko konstytucja


                      Na kilka dni przed szczytem UE w Brukseli, na ktorym ma byc ustalony ostateczny
                      ksztalt unijnej konstytucji, szansa jej podpisania przez 25 krajow jest jeszcze
                      bardziej mglista niz przed rozpoczeciem konferencji miedzyrzadowej. W
                      najostrzejszym sporze, o system podejmowania decyzji w Radzie UE, nie ma nawet
                      cienia kompromisu. Zwolennicy szybkiego podpisania traktatu europejskiego
                      alarmuja, ze jesli w Brukseli 25 panstw go nie podpisze, Europa "moze sie
                      polamac". Nic sie nie stanie - ripostuje szef polskiego MSZ

                      Im blizej spotkania w Brukseli, tym wieksza nerwowosc w obozie zwolennikow
                      przygotowanego przez Konwent projektu. Oslabieni podczas obrad w Neapolu, gdzie
                      minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii niespodziewanie oglosil, ze
                      debate o odejsciu od ustalonego w Nicei sposobu podejmowania decyzji w Radzie
                      UE mozna odlozyc na kilka lat, przystapili do kontrataku. Za Nicea twardo stoja
                      Polska i Hiszpania, nie mniej zdecydowanie przeciw sa Niemcy, Francja,
                      przewodniczace do konca tego roku UE Wlochy, a takze szereg mniejszych panstw,
                      dla ktorych wazniejsze od sposobu podejmowania decyzji w Radzie UE jest to, aby
                      w Komisji Europejskiej kazde panstwo mialo jednego komisarza i aby byli oni
                      sobie rowni.

                      Silni, zwarci, gotowi

                      Kilka dni po spotkaniu w Neapolu, 4 grudnia, Parlament Europejski przyjal
                      uchwale w sprawie przyszlej unijnej konstytucji. Ponownie poparl w niej
                      odejscie od nicejskiego systemu glosowania w Radzie Unii Europejskiej i wyrazil
                      zaniepokojenie "kwestionowaniem przez niektore panstwa czlonkowskie zgloszonych
                      przez Konwent Europejski propozycji reformy instytucjonalnej". Ta formula
                      zastapiono wczesniejszy zapis, w ktorym parlament wyrazil "ubolewanie z powodu
                      prob dwoch krajow, zeby zniszczyc sposob glosowania ustalony w Konwencie".
                      Nazajutrz eurodeputowani poszli jeszcze dalej - przyjeli przez aklamacje
                      oswiadczenie wzywajace szefow panstw i rzadow do uzgodnienia na szczycie w
                      Brukseli konstytucji UE z nowym systemem podejmowania decyzji, zgodnym z
                      propozycjami Konwentu. Odezwali sie tez dyplomaci. Niemiecki minister spraw
                      zagranicznych Joschka Fischer powiedzial w wywiadzie dla dziennika "Financial
                      Times Deutschland" (FTD), ze zasada podwojnej wiekszosci przy podejmowaniu
                      decyzji w Radzie Unii Europejskiej jest dla Niemiec sprawa nie do negocjacji, a
                      konstytucja bez tego punktu nie jest konstytucja. Jeszcze mniej zawoalowanym
                      jezykiem posluzyl sie szef Komisji Europejskiej Romano Prodi w wypowiedzi dla
                      irlandzkiego "The Irish Times": jesli jakis kraj mowi : "Nie, nie, nie", wtedy
                      jest to decyzja tego kraju, zeby pozostac na zewnatrz. Nie potrzeba nawet go
                      wyrzucac (z Unii). Odnosilo sie to glownie do ewentualnego odrzucenia przyszlej
                      konstytucji w jednym z referendow, ktore odbeda sie w tej sprawie w panstwach
                      Unii (na pewno w Irlandii), lecz bylo rowniez ostrzezeniem pod adresem Polski,
                      ktora zapowiada, ze nie podpisze konstytucji, jesli bedzie przewidywala
                      odejscie od nicejskiego systemu glosowania.

                      - Nasze stanowisko znajduje coraz wiecej zwolennikow i my sie nikogo nie
                      przestraszymy. Jezeli ktos sobie wyobraza, ze Polska to bedzie taki partner,
                      ktory stoi w kacie ze spuszczona glowa i boi sie odezwac, to sie gleboko
                      pomylil - skomentowal te wypowiedz premier Miller.

                      Pojawily sie tez informacje, jakoby polscy urzednicy zatrudnieni w Brukseli
                      mieli zarabiac mniej niz ich koledzy z innych panstw. Zdementowal je komisarz
                      Unii Europejskiej ds. rozszerzenia Guenter Verheugen.

                      Konstytucja albo smierc

                      Rownolegle z demonstrowaniem sily i jednomyslnosci pogladow roztaczana jest
                      kasandryczna wizja przyszlosci Europy w wypadku nie podpisania konstytucji w
                      Brukseli. Zdaniem szefa niemieckiej dyplomacji w przypadku fiaska konstytucji
                      nastapi "koniec zjednoczonej Europy". Unia zostanie "polamana",
                      powstanie "Europa roznych predkosci" - w UE powstanie grupa krajow bardzo
                      scisle ze soba wspolpracujacych, wyprzedzajacych w rozwoju pozostale.
                      Konstytucja natomiast, ktora koniecznie musi byc podpisana podczas szczytu w
                      Brukseli, jest warunkiem uzyskania przez Europejczykow "zdolnosci do
                      partnerstwa". Minister spraw zagranicznych Wloch Franco Frattini postraszyl w
                      wywiadzie dla wloskiego dziennika "Corriere della Sera", ze rowniez Polska i
                      Hiszpania zaplaca wysoka cene, jesli nie uda sie uchwalic konstytucji
                      europejskiej, bo Unia straci wiarygodnosc. Odezwal sie tez byly przewodniczacy
                      Konwentu, glowny tworca projektu, byly prezydent Francji Giscard d'Estaing.
                      Wedlug niego, "zla", czyli nie taka jak zaprojektowana konstytucja, moglaby
                      pociagnac za soba "stopniowy rozpad Unii".

                      Jesli w Brukseli 25 panstw nie dojdzie do porozumienia, negocjacje nadal beda
                      prowadzone, a koordynowac je beda juz nie Wlochy, lecz obejmujaca w styczniu
                      przewodnictwo UE Irlandia. Byc moze 25. zdola sie porozumiec po dluzszej
                      dyskusji. A jesli nawet nie i Europa nie bedzie miala - przynajmniej na razie
                      konstytucji - to obowiazywac bedzie przyjety w Nicei traktat.

                      Wspolne,
                      ale nie do konca

                      Do projektu Konwentu, ktory, jak poczatkowo gloszono, mial byc nienaruszalny,
                      zgloszono juz ok. 1500 poprawek. Na kilka dni przed szczytem w Brukseli nie ma
                      jeszcze jasnosci m.in co do tak waznych spraw, jak wspolna polityka obronna.
                      Niby wszyscy mowia, ze nie ma mowy o dublowaniu NATO i tworzenia dlan
                      konkurencji, ale Paryz i Berlin daza do tego, by powstal samodzielny sztab
                      wojskowy UE, rownolegle do europejskiej komorki planistycznej w naczelnym
                      dowodztwie sil NATO w Europie. Polska - mowil minister Cimoszewicz - podziela
                      amerykanskie watpliwosci, czy istnieje potrzeba tworzenia jakichkolwiek
                      odrebnych struktur europejskich, chociazby o charakterze planistycznym, skoro
                      struktury NATO-wskie (...) sa Unii dostepne.

                      Bardzo wazna, budzaca spory sprawa jest wspolna polityka zagraniczna. Wlochy,
                      ktore przewodnicza w tym polroczu UE, zaproponowaly, aby w tej dziedzinie
                      pozbawic kraje czlonkowskie prawa weta i odejsc w podejmowaniu decyzji od
                      dotychczas obowiazujacej zasady consensusu. Decyzje mialby przedstawiac Radzie
                      UE unijny minister spraw zagranicznych. Tymczasem np. Londyn twardo obstaje
                      przy tym, ze zablokuje przyjecie konstytucji, jesli znajdzie sie w niej zapis,
                      iz w sprawach polityki zagranicznej decyzje podejmowane sa wiekszoscia glosow.

                      Minister Wlodzimierz Cimoszewicz zapewnia, ze polska delegacja zrobi absolutnie
                      wszystko, by konferencja miedzyrzadowa zakonczyla sie sukcesem w Brukseli i
                      traktat konstytucyjny zostal przyjety, ale nie bedzie zgody na cokolwiek, co by
                      sie mialo nazywac kompromisem, ale nie uwzglednialoby naszych argumentow i
                      racji w stopniu co najmniej rownym racjom i interesom innych partnerow
                      europejskich.

                      Tymczasem zdaniem szefa sejmowej komisji europejskiej Jozefa Oleksego (SLD)
                      weto nie byloby dobrym rozwiazaniem. Przyznal tez, ze za duzo slyszy o uporze
                      Polski" w dyskusji nad unijna konstytucja.

                      *

                      W przeciwienstwie np. do niemieckiej pras
                      • joanna51 Re: moja literatura- kardiolog odp 06.04.04, 14:43

                        *

                        W przeciwienstwie np. do niemieckiej prasy, ktora na ogol nie wrozy
                        brukselskiemu szczytowi sukcesu (obwiniajac o niepowodzenie glownie Polske),
                        premier Wloch tryska optymizmem: jest przekonany, ze rozbieznosci dotycza juz
                        tylko dwoch kwestii i da sie je przezwyciezyc, kompromis w sprawie jednego
                        unijnego komisarza z prawem glosu z kazdego z 25 panstw jest juz prawie
                        dogadany, a rozwiazanie sporu o system glosowania ma juz w kieszeni.

                        Ewa Zarzycka

                        Postulaty Polski

                        Utrzymanie uzgodnionego w Nicei w 2000 roku systemu glosowania w Radzie UE.
                        Naszym zdaniem system nicejski, opracowany z mysla o rozszerzonej Unii, w
                        wiekszym stopniu rownowazy wplywy malych, srednich i duzych panstw
                        czlonkowskich.

                        Wprowadzenie do wstepu Traktatu Konstytucyjnego odwolania do tradycji
                        chrzescijanskich.

                        Zachowanie zasady "jeden kraj - jeden komisarz" i jednakowego statusu
                        wszystkich komisarzy.

                        Nie wprowadzanie do konstytucji klauzuli dotyczacej wzajemnych zobowiazan
                        obronnych ( ryzyko powielania NATO). Silniejsze zaakcentowanie w konsytucji
                        koniecznosci wpolpracy z Paktem.

                        Wprowadzenie do Traktatu Konstytucyjnego koncepcji prezydencji grupowej UE. W
                        jej ramach grupa czterech panstw przez dwa lata dzielilaby miedzy siebie
                        przywilej i obowiazek przewodniczenia poszczegolnym formacjom Rady Ministrow
                        UE.

                        Nie powolywanie ministra spraw zagranicznych UE.



                        pa!pa!
                        • mathias_sammer Re: moja literatura- kardiolog odp 06.04.04, 17:21
                          Joanno, czy o tym mowisz mowic o daninie i kolanach...?
                          Internet jest skarbnica wiedzy. Znajdziesz w nim
                          wszystko....................................................

                          Wyrok Trybunalu Najwyzszej Inkwizycji przeciw Galileo Galilei wydany 22 czerwca
                          roku 1633:

                          „Jest prawda, ze ty, Galileo, syn zmarlego Vinzenzio Galilei i Florentyny,
                          majacej obecnie lat siedemdziesiat, zostales oskarzony w tym Swietym Officjum w
                          1615 roku:

                          Ze uznajesz za prawdziwa falszywa doktryne gloszone przez czlowieka, iz Slonce
                          stanowi centrum Wszechswiata i jest nieruchome, i ze Ziemia porusza sie i ma
                          takze ruch dzienny; ze w tej samej sprawie prowadziles korespondencje z pewnymi
                          matematykami niemieckimi; ze spowodowales wydrukowanie pewnych listow
                          zatytulowanych „Istoria e dimostrazioni intorno alle macchie solari“, w ktorych
                          dowodziles, ze rzeczona doktryna jest prawdziwa (..)
                          Ten Swiety Trybunal pragnac zapobiec zamieszaniu i szkodom, ktore stad wynikly
                          i ktore stale rosly z uszczerbkiem dla wiary Swietej, z polecenia naszego Pana
                          (Papieza) i najdostojniejszych Panow Kardynalow tej najwyzszej powszechnej
                          Inkwizycji, te dwa twierdzenia o nieruchomosci Slonca i ruchu Ziemi osadzil
                          przez kwalifikowanych teologow jak nastepuje:
                          Ze Slonce jest srodkiem wszechwiata i nie porusza sie ze swego miejsca, jest
                          twierdzeniem absurdalnym, falszywym filozoficznie i formalnie heretyckim,
                          bedacym w wyraznej sprzecznosci z Pismem Swietym; ze Ziemia nie jest srodkiem
                          wszechswiata ani ze nie jest nieruchoma, lecz sie porusza, nawet ruchem
                          dziennym, podobnie jest twierdzeniem absurdalnym i falszywym filozoficznie -
                          uwazanym w teologii za szkodliwy blad w wierze.
                          My stwierdzamy, orzekamy, wyrokujemy i oglaszamy, ze ty rzeczony Galileo, w
                          wyniku spraw dowiedzionych w trakcie tego procesu i wyznanych przez ciebie jak
                          wyzej stales sie silnie podejrzany o herezje przez to Swiete Officjum, to jest
                          o uznawanie doktryny, ktora jest falszywa i sprzeczna z Pismem Swietym, z
                          rozumem: ze Slonce jest srodkiem wszechswiata i nie porusza sie ono ze wschodu
                          na zachod i ze Ziemia porusza sie i nie jest srodkiem wszechswiata, i ze poglad
                          ten mozna uznawac i bronic go jako prawdopodobny, po okresleniu go i ogloszeniu
                          za sprzeczny z Pismem Swietym; i w nastepstwie naraziles sie na wszelkie nagany
                          i kary przewidziane w Swietych Kanonach i innych Dekretach, zarowno w ogolnych
                          jak i szczegolowych, przeciw takim winowajcom wydanych i ogloszonych“

                          Uroczyste wyrzeczenie sie bledow przez Galileusza

                          „Ja, Galileo Galilei, (..) po otrzymaniu napomnienia od tego Swietego Officjum,
                          aby wyrzec sie calkowicie falszywej doktryny, ze Slonce jest srodkiem
                          wszechswiata i jest nieruchome, i ze Ziemia nie jest srodkiem tegoz, i ze sie
                          porusza, i aby nie wyznawac ani bronic, ani nauczac w zaden sposob, ani ustnie
                          ani pisemnie rzeczonej falszywej doktryny, i po otrzymaniu orzeczenia, iz
                          rzeczona doktryna jest sprzeczna z Pismem Swietym, napisalem i spowodowalem
                          wydrukowanie ksiazki, w ktorej omawiam rzeczona, juz potepiona doktryne i
                          wysuwam na jej rzecz argumenty o duzej sile (...)

                          Ze szczerym sercem i nieudawana wiara wyrzekam sie, przeklinam i nienawidze
                          rzeczonych bledow i herezji, i w gole wszelkich bledow i sekt
                          przeciwstawiajacych sie Swietemu Kosciolowi Katolickiemu. I przysiegam, ze w
                          przyszlosci nie wypowiem ani nie stwierdze, w mowie ani w pismie, takich
                          rzeczy, ktore moga narazic mnie na podobne podejrzenie. „(..)

                          To chcialas przeczytac? Prosze bardzo, oto wyczerpujacy cytat. Nie mam nic
                          wiecej do dodania .

                          Roku Panskiego 2004

                          Zegnam i bez odbioru
                          M.S.
                          PS. to nie Galileo powinien byl pozniej dowodzic , ze Slonce jest nieruchome...
                          Niestety uplynie jeszcze troche lat zanim pojawi sie Kopernik......
                          Pa!
                          • kardiolog Re: moja literatura- 07.09.04, 12:54
                            www.sgi.promyczek.com/artykul.php?sec=literatura&nr=104
                            kardiolog
                            • kardiolog brzdeku brzdeku.. 10.09.04, 12:23
                              niezle- znaczy sie muzyka i fraszki tez.

                              www.fraszka.pdi.pl/new_page_2.htm
                              • kardiolog Re: brzdeku brzdeku.. 10.09.04, 12:27
                                iha!!!!
                                umpa umpa :))))))))))))))))

                                www.fraszka.pdi.pl/new_page_1.htm
                                • bulterier Re: brzdeku brzdeku.. 10.09.04, 14:29
                                  juz mam weekend!!!!!!!!!!!!

                                  hurraaa! ciesze sie bardzo bo moj maz dzis tez bedzie wczesniej w domu.

                                  weszlam jeszcze przed wylaczeniem kompa i poogladalam
                                  dzieki za nutki usmialam sie

                                  ...ale...panowie....

                                  czy to wszystko dla mnie...?! :D
                                  az tyle muzyki?

                                  jak dla mnie to naprawde nie trzeba.


                                  milego weekendu.
                            • mathias_sammer Re: moja literatura.. 08.10.04, 10:39
                              .
                              ***********************

                              Moje ostatnie (przed dwoma dniami) odkrycie spowodowalo, ze poczulem sie maly,
                              malutki, malusi, maciupenki. W miescie, w ktorym mieszkam na glowe mieszkanca
                              przypada chyba z 10 antykwariatow. Oczywiscie, ze nie znam statystyk i dazenie
                              ich poznania w tym wypadku przechadza sie po krawedzi znaku zapytania i
                              kropki. Niczym wydawca prozy francuskiej XVIIIw moglbym stwierdzic: "Swietnie
                              swietnie! My mieszkancy naszej krainy mamy wybor. I to jaki!". Wyszedl jednak
                              wykrzyknik, ale czym jest moja ogromna radosc odkrywcy w porownaniu z
                              narysowana na predce laseczka i wczesniej wycisnietej z piora kropka?
                              Cale, okragle jedno euro kosztowala ksiazka lezaca na stosie usypanym z
                              przyniesionych przez zone antykwarycznych wydan.
                              -Spojrz- mowi- co kupilam. Prawdziwe cacko- i polozyla ksiazke na stoliku do
                              kawy.
                              Nim podnioslem ja do mych ocz wyprostowalem sie wpierwej, dlonie polozylem na
                              scisnietych kolanach. Czulem jak z kazda uplywajaca sekunda kregoslup
                              bezwiednie coraz bardziej mnie prostuje, az przybralem poze na wspol smieszna
                              na wpol sceniczna.
                              "Nie znam autora, nie znam, nigdy nie slyszalem!" grzmialo w mojej wypelnionej
                              pustka glowie.
                              Wreszcie zdjety odwaga przeczytalem kilka zdan z pierwszej strony:

                              "Soll man Memoiren schreiben?

                              Was, zum Teufel, gehen eingentlich andere Leute meine Erlebnisse an?! Du hast,
                              sagen meine Freunde, mehr erlebt als die meinsten; du solltest, wo du jetzt an
                              die Fünfzig herankommst, deine Memoiren schreiben.
                              Mehr erlebt? Niemand erlebt mehr als ein anderer; jeder erlebt im Maße der
                              Zeit, und dieses Maß hat nur eine Eichung, faßt nicht verschiedene Mengen..."


                              Wiem, ze przeczytam do konca, choc lektura wszakze bardzo nie-obowiazkowa.

                              Erich Mühsam

                              Namen und Menschen
                              Unpolitische Erinnerungen


                              Czytales cokolwiek E.M. kardiologu?

                              Juz przewertowalem net. Jest sporo nt- chocby tu:
                              www.muehsam.de/cp/emt/emt.html
                              Klaniam sie,
                              M.S.
                              ps. GW nie chodzi, probuje 2x, moze uda sie zamiescic wpis.
                              • mathias_sammer Re: moja literatura.. 08.10.04, 10:41
                                Wycisnieta- mialo byc, hahaha lubie cie mathiasie, naprawde :o)
                                • mathias_sammer Re: moja literatura.. 10.10.04, 23:37
                                  Krotko bardzo, odwiedzilem wszystkie moje deforum i spac ide.
                                  Zapakowalismy sie wczoraj w tzw. auto i pojechalismy do Rheinsbergu. Byl "targ
                                  garnkow" zaskoczyl nas, mnie zwlaszcza- nigdy nie doswiadczylem//nie
                                  spodziewalismy sie uswiadczyc tylu ludzi//, der Schloss i "Rheinsberg" (Kurt
                                  Tucholsky)//,przygnebiajaca klinika, mozna kupowac immo´billia. Ksiazka tez z
                                  ostatnio przyniesionego stosu. Nastepna do czytania. Erich juz do przejecia.
                                  Zawladam od jutra.

                                  Wpadlem tez na forum GW: veni vidi poplakalem sie
                                  wlasciwie
                                  vino veritas i udaje ze nie widze, w sumie jak zwykle nic nowego
                                  fajnie jest, ciesze sie, norma.

                                  Pozdrawiam kardiologa, jak zwykle odwiedze. Chyba juz ustalilismy terminy
                                  wizyt ;) Nie za czesto bo za drogo i leczenia nie trzeba nam nazbyt
                                  intensywnego.

                                  PS. acha, i cUs jeszcze. Wlasnie wrocil niemiecki kolega z Polski. Zapytalem co
                                  przyniosl mu tydzien. Odpowiedzial: ich hab`geschaft oraz "piwo szybko"
                                  i "prywatna dyskretna.."...Cos jeszcze "dla ciebie" rzecze w dziwnym
                                  narzeczu "dobranoc moj sliczna..." poczochralem czupryne i odprawilem goscia
                                  spac na lozko goscinne, ktore mam na widoku.

                                  POLSKA

                                  TAK

                                  POLSKA

                                  Kolega odniosl sukces w dyskotece, reszta i tak mu wisi.

                                  Nie pierwszy raz zreszta. W POLSCE. Kolejny sukces. Nie dawalem adresow.
                                  Byl ponad 20x na Kubie. Mowi, ze tam szybko, Kuba lepsza, Polska szybka i
                                  chetna. Nic nie mowie tylko slucham.

                                  Nie pytalem o statystyki, gdyby dzisiaj przeprowadzono wybory (vide newsy z
                                  Pl). Blisko 50% ankietowanych opowiedzialo sie przeciwko demokracji. Takiej
                                  Polski nie mielismy ani przed wojna, ani po wojnie. A o 1989 i 1994 nawet nie
                                  wspomne, kleczec trzeba.

                                  Ruki wierch i chodu doma
                                  M.S.

                                  Der Revoluzzer
                                  Der deutschen Sozialdemokratie gewidmet

                                  War einmal ein Revoluzzer,
                                  im Zivilstand Lampenputzer;
                                  ging im Revoluzzerschritt
                                  mit den Revoluzzern mit.

                                  Und er schrie: "Ich revolüzze!"
                                  Und die Revoluzzermütze
                                  schob er auf das linke Ohr,
                                  kam sich höchst gefährlich vor.

                                  Doch die Revoluzzer schritten
                                  mitten in der Straßen Mitten,
                                  wo er sonsten unverdrutzt
                                  alle Gaslaternen putzt.

                                  Sie vom Boden zu entfernen,
                                  rupfte man die Gaslaternen
                                  aus dem Straßenpflaster aus,
                                  zwecks des Barrikadenbaus.

                                  Aber unser Revoluzzer
                                  schrie: "Ich bin der Lampenputzer
                                  dieses guten Leuchtelichts.
                                  Bitte, bitte, tut ihm nichts!

                                  Wenn wir ihn' das Licht ausdrehen,
                                  kann kein Bürger nichts mehr sehen.
                                  Laßt die Lampen stehn, ich bitt! -
                                  Denn sonst spiel ich nicht mehr mit!"

                                  Doch die Revoluzzer lachten,
                                  und die Gaslaternen krachten,
                                  und der Lampenputzer schlich
                                  fort und weinte bitterlich.

                                  Dann ist er zu Haus geblieben
                                  und hat dort ein Buch geschrieben:
                                  nämlich, wie man revoluzzt
                                  und dabei doch Lampen putzt.


                                  E.M.
                                  • kardiolog Re: moja literatura.. 12.10.04, 09:49
                                    Witaj Mathiasie z rana dnia 12 pazdziernika roku panskiego 2004,

                                    jezeli skonczylo sie szkole srednia (co jest niejako pewnego rodzaju
                                    nobilitacja i zobowiazaniem do zachowan na poziomie sredniej szkoly
                                    ogolnoksztalcacej by nie wchodzic w dalsze rozszerzenia) oraz umysl trawi
                                    zaciekawienie swiatem, ktore nie zostalo zamkniete w szafce z juniorkami z
                                    chwila opuszczenia murow LO to chcialbym zaproponowac pewna lekture.
                                    Mowa o "Erystyce czyli sztuce prowadzenis sporow"
                                    www.merlin.com.pl/sklep/sklep/strona.glowna?str=fis45154&skad=uzkmucpmny
                                    Pozycja kosztowa przystepna, a wierze, ze moze byc pouczajaca- jak kazda
                                    ksiazka- nawet Harlequin.

                                    Gdybys kiedykolwiek trafil na realne lub wirtualne wyklady pewnego profesora to
                                    idz w ciemno bez zastanawiania sie, czy cokolwiek wniosa. Wrocisz z nich
                                    zmniejszony o polowe (gabarytowo), ale madrzejszy i...chyba lepszy. Chyba
                                    lepszy....

                                    www.miks.uj.edu.pl/800/instytuty/iz/katedry/kpsm.htm



                                    Jestem zmeczony.





                                    Bede wpadal niekiedy na kawe lub piwko.
                                    Trzymaj sie!

                                    kardiolog
                                    • kardiolog Re: moja literatura.. 12.10.04, 10:10
                                      jeszcze jedno.
                                      Nie wiem co Ty na to, ale wydaje mi sie sluszynm skasowac caly
                                      watek "Dojrzalosc..". Nie wiem, czy dokonam dziela kasacji (mozliwosci
                                      naciskania koszyczkow), ale ten watek nie pasuje tutaj. To nie to forum.
                                      Ja tez tu nie pasuje i dziekuje za uswiadomienie mi tego.


                                      Zaczynam naduszac koszyczki. Jesli zostana to tylko w wyniku niemocy.

                                      kardiolog.
                                      • mathias_sammer Re: moja literatura.. 12.10.04, 10:18
                                        kardiolog napisał:

                                        > jeszcze jedno.
                                        > Nie wiem co Ty na to, ale wydaje mi sie sluszynm skasowac caly
                                        > watek "Dojrzalosc..". Nie wiem, czy dokonam dziela kasacji (mozliwosci
                                        > naciskania koszyczkow), ale ten watek nie pasuje tutaj. To nie to forum.
                                        > Ja tez tu nie pasuje i dziekuje za uswiadomienie mi tego.
                                        >
                                        >
                                        > Zaczynam naduszac koszyczki. Jesli zostana to tylko w wyniku niemocy.
                                        >
                                        > kardiolog.


                                        Hej, jestem.
                                        Mysle, ze masz racje.
                                        Kontynuuje wersje kasowania. Nacisnalem kilka razy.
                                        Czy skasuja czy nie- nie przejmuj sie to nie ma znaczenia. Za dzien spadnie na
                                        druga strone, za dwa dni na trzecia.. Nie wyciagaj juz i tym samym NIE PISZ JUZ
                                        NIGDY DO MNIE, nie uzywaj cytatow ze mnie, nie pisz o ksiazkach, muzyce. Tak
                                        jakbym nigdy nie istnial. Po prostu badz choc raz Swietym Mikolajem i spelnij
                                        zyczenia wlasne i innych i to jeszcze przed Swietami.

                                        M.S.

                                        Necki jest genialny, znam go z innych wykladow. Nie sadze, ze jest to wlasciwe
                                        miejsce, ale prof. pewnie ucieszylby sie wiedzac, ze o nim gdzies tam cos
                                        napisano.
                                        hej!
                                      • mathias_sammer Re: moja literatura.. 12.10.04, 10:58
                                        Poprzenosilem niektore podwatki naszej dyskusji na inne forum, glownie
                                        literature i dzwieki.
                                        Moga kasowac. Klikam
                                        M.S.
                                        • mathias_sammer kardiologu 12.10.04, 12:25
                                          moglbys kliknac na forum o moderacji, zeby skasowali watek?
                                          Kardiologu kliknij prosze

                                          M.S.
                                          • kardiolog Re: kardiologu 12.10.04, 12:39
                                            Eeeee, bylem. Tebe powiedzial, ze zyczen nie spelnia , bo to nie Swieta
                                            jeszcze, ani Twoje urodziny..czy jakos tak.

                                            Zatem: pacjencie lecz sie sam!

                                            kardiolog
                                            • mathias_sammer Re: kardiologu/moja literatura 12.10.04, 19:05
                                              Czesc, widze, ze watek nie wycieto. Dorzucam, dalej wiec.

                                              Uzupelniam wypowiedz, rzecz o ksiazkach i autorach
                                              www.satt.org/literatur/03_11_skull.html
                                              Moze jest cos po polsku, poszukam, bo musze tez po sasiedzku.
                                              • mathias_sammer Re: kardiologu/moja literatura 12.10.04, 19:10
                                                Nie ma w polskich wyszukiwarkach Fioretosa.
                                      • kardiolog Re: moja literatura..Twoja? 20.09.05, 19:02
                                        • kardiolog Re: moja literatura..Twoja? 20.09.05, 19:06
                                          Na pewno o nim slyszales, jeszcze tutaj znalazlem, przenose od razu do sasiadow.


                                          --------------------------------------------------------------------------------

                                          Presseschau vom 3. Januar 2003
                                          Eine literarische Filmvorlage, das Recht der Völker und Bahnhofsprosa
                                          © Die Berliner Literaturkritik, 03.01.03

                                          BERLIN (BLK) – Ist Bodo Kirchhoff in Wirklichkeit eine Frau? Oder ist Hannelore
                                          Elsner in Wirklichkeit Bodo Kirchoff? Diese Fragen stellt sich die Süddeutsche
                                          Zeitung bei der Besprechung von Bodo Kirchhoffs literarischer Vorlage zu „Mein
                                          letzer Film“ mit Hannelore Elsner. Drei Romane deutschsprachiger Autoren sowie
                                          das Metzler Lexikon Gender Studies sind weitere Themen der Presseschau.

                                          In „Das Recht der Völker“ vertieft John Rawls die philosophische Frage nach der
                                          Gerechtigkeit und wendet sie auf das Verhältnis zwischen den Völkern an, so
                                          Detlef Horster in der Süddeutschen Zeitung (SZ). Am historischen Material führe
                                          der Autor in diesem letzten Band einer Triologie vor, wie ein verbindlicher
                                          Maßstab zu bilden sei. Leitidee sei für John Rawls eine gleichberechtigte
                                          Beziehung zwischen Nationen und Staaten, bei der der eigene Nutzen nicht mehr
                                          auf Kosten des Anderen erzielt werde.

                                          Bodo Kirchhoff ist mit „Mein letzter Film“ eine wunderbare Einfühlung in das
                                          weibliche Wesen gelungen, schreibt Kristina Maidt-Zinke in der SZ. Sein Buch
                                          sei speziell als Vorlage für die Schauspielerin Hannelore Elsner geschrieben,
                                          die diesen exzessiven Monolog in der Kinoversion dem Publikum präsentiert. Die
                                          Kritikerin merkt an, dass „Mein letzter Film“ eine interessante Abrundung durch
                                          ein Nachwort erfährt, wo die Geschichte der Zusammenarbeit der beiden Künstler
                                          dokumentiert wird.

                                          Bahnhofsprosa

                                          Peters Webers „Bahnhofsprosa“ ist ein Sprachexperiment der besonderen Art,
                                          schreibt Meike Fessmann in der SZ. Der Schweizer Autor spiele Möglichkeiten
                                          durch, ob man sich ein Sesshaftwerden in den unbewohnbaren Räumen des Transits
                                          vorstellen kann. Wie alle Bücher, die auf Immaterielles zielen, lese sich das
                                          Buch nicht leicht. Der Leser merke ihm auf jeder Seite die Anstrengung an,
                                          etwas Undarstellbares zu beschreiben. In diesem Ansinnen aber stecke der Reiz
                                          von „Bahnhofsprosa“.

                                          Karsten Krampitz’ Roman „Der Kaiser vom Knochenberg“ gleicht trotz schwarzen
                                          Humors eher einem Kumpelgespräch als einem durchkonzipierten Buch, schreibt
                                          Gisa Funck in der Frankfurter Allgemeinen Zeitung (FAZ). Der Autor erzähle
                                          engagiert und redundant zugleich, benutze offenherzige Rotzlöffeligkeiten
                                          ebenso wie flapsige Binsenweisheiten. Dies führe bei der Kritikerin zum
                                          Eindruck eines schnellgeschriebenen Buches, an dem man noch hätte feilen müssen.

                                          „Fremd Gehen“

                                          Als dünnes, berechenbares und allzu konstruiertes Ergebnis bezeichnet Jörg
                                          Magenau in der FAZ Antje Rávic Strubels neuen Roman „Fremd Gehen“. Die
                                          Geschichte könne keine Sogkraft entwickeln und verliere durch sinnlose
                                          Verrätselung jegliche Richtung. Die vielen Leerstellen habe die Autorin mit
                                          bedeutungsschweren Sentenzen vollgestopft, was noch lange keine gelungene
                                          Literatur ausmache.

                                          Bei der Lektüre des „Metzler Lexikon Gender Studies / Geschlechterforschung“
                                          drängt sich Wiebke Hüster in der FAZ die Frage nach dem Sinn eines solchen
                                          Nachschlagewerkes auf. Selbst für Studierende der Geschlechterforschung seien
                                          die Maßstäbe ästhetischer Beurteilung zu sehr verschoben, wenn etwa Sigmund
                                          Freud quantitativ dieselbe Aufmerksamkeit gelte wie der Autorin Marilyn French.
                                          Weiter spricht sich die Kritikerin für den Verzicht auf allzu kleinliche
                                          Verweispfeile zugunsten präziserer Erläuterungen aus. (eis/tür/fab)

                                          Literaturangaben:
                                          KIRCHHOFF, BODO: Mein letzter Film. Frankfurter Verlagsanstalt, Frankfurt am
                                          Main 2002. 92 S., €14,90.
                                          KRAMPITZ, KARSTEN: Der Kaiser vom Knochenberg. Ullstein Verlag, Berlin 2002.
                                          192 S. €18,50.
                                          KROLL, RENATE (Hg.): Metzler Lexikon Gender Studies / Geschlechterforschung.
                                          Verlag J. B. Metzler, Stuttgart 2002. 450 S., €39,90.
                                          RÁVIC STRUBEL, ANTJE: Fremd Gehen. Ein Nachtstück. Marebuchverlag, Hamburg
                                          2002. 192 S., €18.
                                          RAWLS, JOHN: Das Recht der Völker. Walter de Gruyter Verlag, Berlin / New York
                                          2002. 258 S., €24,95.
                                          WEBER, PETER: Bahnhofsprosa. Suhrkamp Verlag, Frankfurt am Main 2002. 132 S.,
                                          €18,90.


                                          Weitere Presseschauen der letzten Tage:

                                          Presseschau vom 2. Januar 2003|Porträt eines Killers, Genremalerei und
                                          seelische Gebrechen.
                                          Presseschau an Silvester|Nina Hagen, Franz Kafka und Durs
                                          Grünbeins „Kinderalbum in Versen“
                                          Presseschau vom 30. Dezember|Kritik der Gleichheit, moderner Fundamentalismus
                                          und Weltarchitektur heute
                                          • mathias_sammer Re: moja literatura..Twoja? 20.09.05, 19:12
                                            Czesc brat,
                                            w ciagu 30 minut dostalem 12 maili, na ktore musze odpowiedziec, a powiedzialem
                                            sobie, ze juz dzisiaj nie zajrze do krzyni.

                                            Znam, w wolnej chzili rozwine ntjego ksiazki "Der Sommer nach dem
                                            Jahrhundertsommer" . Cegla, czyta sie wolno, ale apetycznie.

                                            Dodatkowo, pisze wlasnie jeszcze jedna rzecz (tez podrzuce), tytul
                                            oryginalny "Ja, ksiaze kloszardow" (byl o tym program w RBB i jest nota w
                                            necie) . Ciekawa persona, Polak, pilem z nim dwukrotnie piwo. Chcialbym, aby
                                            kiedys zrobiono i nim program w TVP. Moze kiedy sie uda..?


                                            M.S.
                                            • kowianeczka Re: moja literatura.. 20.09.05, 22:25
                                              Mlodosc wymienilismy
                                              na dojrzaly wiek.
                                              Wieloskrzydly pieknoduch
                                              ulecial w powietrze.
                                              Stlukla sie porcelanowa tancerka.
                                              Rezerwujemy arogancki apartament
                                              w hotelu Beethoven.
                                              Pokojowka przypomina nam
                                              o niestalosci uczuc.
                                              Rozklada wizytowki przescieradel.

                                              Wiem juz wszystko o przydatnosci wiary
                                              hormonow i retoryki
                                              Nie dziwi nas intryga czasu
                                              ani dewocja wspomnien.

                                              Otwieramy szeroko okna
                                              Niepelnoletni usmiech
                                              ginie w wilgotnej
                                              strychninie powietrza.

                                              Ewa Lipska
                                              • mathias_sammer Re: moja literatura.. 20.09.05, 22:26
                                                Dziekuje , kowianeczko, za piekny wiersz.
                                                Mialem dzis piekny dzien i piekny wieczor.

                                                Dobranoc.
                                                M.S.
                                              • mathias_sammer Re: moja literatura.. 20.09.05, 22:37
                                                Wiesz, jeszcze przed wylaczeniem komputera przyszlo mi do glowy cos naprawde
                                                przyjemnego i fajnego. I mysle sobie dlaczego wlasciwie znowu nie..?
                                                Pisz, prosze kowianeczko, pisz i cytuj piekne wiersze o milosci, tesknotach.

                                                Bede czytal w cichosci i milczeniu, bedzie nam tu milo, bedzie milej niz
                                                przedtem, a z "przedtem" zrobimy wspanialy uzytek dla "teraz" i "potem".

                                                Czy posiedzisz ze mna niekiedy i potrzymasz mnie za reke i poczytasz mmnie
                                                slepcowi?


                                                W uklonach,
                                                M.S.
                                                • kowianeczka Re: moja literatura.. 20.09.05, 22:46
                                                  Masz racje, Mateuszu, po co nam zwady, po co klotnie, po co biegania i
                                                  nawolywania, ktory polityk jest lepszy czy gorszy, kto jest wiekszym patriota,
                                                  a kto mniejszym, kto wiekszym filantropem, a kto zadnym?

                                                  Przysiadzmy w Twojej od wiek wiekow "jaskini" i porozmawiajmy o tym, co
                                                  najbardziej ludzi laczy: porozmawiajmy o milosci, a jesli nie znajdziemy slow
                                                  wsluchajmy sie w cisze i co w niej gra :)


                                                  Zatrzymaj ten karawan. Zreszta i tak sam stanie.
                                                  Wypowiedz kilka slow w urzedowym jezyku.
                                                  Mozesz podziwiac bogactwa naturalne kraju
                                                  do ktorego jedziesz. Metryczny system miar.
                                                  Diamenty. Cukier. Wyroby tytoniowe.
                                                  Nie probuj udowadniac
                                                  ze prawda jest nieparzysta.
                                                  Nie licz na zadna odpowiedz.
                                                  Kraj do ktorego wjezdzasz
                                                  nazywa sie Katarakta.

                                                  EL


                                                  Dobranoc,
                                                  kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: moja literatura.. 20.09.05, 22:57
                                                    Masz racje , kowianeczko :)))))))
                                                    Spojrz- jak wciaz na sluzbie zasnac nie mogac, ale musze, juz musze spac isc,
                                                    by cielesnosc swa pachnaca (vide historie kardiologa, hihi) na poscieli
                                                    wizytowkach zlozyc:).

                                                    Bedzie nam tu milo, bardzo milo, a i strudzony wedrowiec, gdy zajdzie:) bedzie
                                                    mogl na starych kamieniach usiasc, nad miloscia pomyslec, wiersz ze soba na
                                                    pamiatke zabrac:)


                                                    Bez obietnic, bez zbednych slow tylko nasza literatura, nasza muzyka:)


                                                    Z szacunkiem,
                                                    M.S.
                                                  • kowianeczka Re: moja literatura.. 20.09.05, 23:22
                                                    Wiesz, tez nie moge jakos spac, choc pora :DDDDD
                                                    Smieje sie, niebawem 24.oo skonczy sie magiczna, piekna noc, a jutro do pracy,
                                                    a czas dla forum za kilka dni. Wrocimy jednak do naszych jakze mile
                                                    rozpoczetych rozmow, my nie odchodzimy :)

                                                    Mysle, ze MY sobie juz wszystko wyjasnilismy, nie widze powodu by sie
                                                    powtarzac, a jak Ty to widzisz? Mam nadzieje, ze podobnie. Ktory dzis jest?
                                                    Czyz niebawem jesien sie zacznie? Ale ten czas leci:)Jesien roku 2005.

                                                    Tez dziekuje, bo WIEM za co:)

                                                    Jeszcze w drodze, jeszcze flaneur (czytalam jeszcze raz dzisiaj)

                                                    kowianeczka

                                                    Nie planujemy podrozy
                                                    W zylach zeki antyczna tragedia
                                                    Na stole biale truskawki.

                                                    Incydent przy kolacji
                                                    wyniknal z utraty sluchu i pozadania.
                                                    Podejrzliwie przygladamy sie
                                                    zachodowi slonca.
                                                    Widok pozbawiony ambicji.

                                                    Naszych gosci przyciaga dzisiaj
                                                    obsesyjna biel serwety.
                                                    Owacja deseru.

                                                    Rozmowy podobne do egzaltowanego bezu.
                                                    Nie mozemy uporac sie z terrorem
                                                    blyskawicznego zamka.
                                                    Zbija nas z tropu
                                                    nieudolna skladnia guzikow.

                                                    Do tego polityka polityka
                                                    nieuleczalny klimat
                                                    na oddziale intensywnej terapii.

                                                    EL
                                                  • kowianeczka Re: moja literatura.. 21.09.05, 00:06
                                                    No dobrze, juz po 24.oo, pojde juz spac, naprawde juz
                                                    pojde :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                                                    kowianeczka
                                                  • mathias_sammer Re: moja literatura.. 21.09.05, 00:19
                                                    Moja droga, no cUz bylas bardzo uwaznym swiadkiem pewnego zjawiska (mam
                                                    nadzieje, ze przy okazji wykonalas porzadki w szafie typu koszule na srodkowa
                                                    polke, podkuszulki i bielizna victoria's secret, a jak dla Ciebie lejaby na
                                                    inna. Porzadki bardzo pomagaja:)). Moglo byc ciekawie zwazywszy na Twoje
                                                    zainteresowanie oraz chec popatrzenia w ocz glebie:) Zadaj sobie jednak
                                                    pytanie, czy bylabys w stanie zyc tak przez kilka lat, wiedzac, ze kazdy rok to
                                                    365 dni? Tu robie passe:).

                                                    Wiem o czym myslisz (czy wiem?). Siedzisz w kawiar.ni. Ktos (bez-domny)prosi o
                                                    pieniadze.
                                                    Nie obejmujesz umyslem, jesli obejmiesz wlaczasz opcje buntu, ale dzis jestes
                                                    spokojna, lekko zaskoczona, odrobine oszolomiona.
                                                    Sen, tez bede spal dobrze:)choc to pytanie wciaz nie dajace spokoju
                                                  • kowianeczka Re: moja literatura.. 21.09.05, 00:45
                                                    Nie, Mateuszu, nawet przez chwile dzisiaj nie wlaczyla sie mnie opcja buntu w
                                                    pojeciu przez Ciebie ujetym i delikatnie zaznaczonym. Zerknelam, przeczytalam,
                                                    zrozumialam, cos na ksztalt Vini Vidi Nievidi. Nie chcialabym o tym rozmawiac,
                                                    rozumiem juz, a i na pytanie znajdziesz i Ty odpowiedz. Raczej zapytalabym :
                                                    dlaczego?

                                                    Zrobmy tak, obiecalismy sobie, ze bedzie milo no to sprobujmy:)))

                                                    No to, bo jeszcze nie mowilam:))))))

                                                    dobranoc
                                                    pchly na noc
                                                    karaluchy pod poduchy
                                                    a szczypakiw do zabawki.

                                                    kowianeczka
                                                  • kowianeczka Re: moja literatura.. 21.09.05, 00:47
                                                    szczypawki :-/
                                                    :))))

                                                  • kowianeczka polityka na jedna noge 21.09.05, 09:26
                                                    Hej M.S. i kardiologu,

                                                    podrzucam garsci informacji/komentarzy prasowych.

                                                    Ten zaliczam do jednego z najciekawszych wartych przemyslenia.

                                                    Pozdrawiam i pedze,
                                                    kowianeczka
                                                    ----

                                                    LONDYN
                                                    Z dyskusji nt. europejskiego modelu społecznego
                                                    Mart in Wolf, "Europejczycy powinni wziąć bolesną lekcję jeden od drugie
                                                    go", "Financial Times" z dn. 14.09.05. Posługując się podziałem stw orzonym
                                                    przez Andre Sapira, belgijskiego ekonomistę, autor analizuje zale ty
                                                    poszczególnych odmian europejskiego modelu społecznego. Zgodnie z ws pomnianą
                                                    klasyfikacją, istnieją co najmniej cztery modele:
                                                    * nord ycki (Dania, Finlandia, Szwecja, Holandia): najwyższy poziom wydatków p
                                                    ublicznych na opiekę społeczną, rynek pracy regulowany w stosunkowo n iewielkim
                                                    stopniu i aktywna polityka w tym zakresie, silne związki zawodo we;
                                                    * anglosaski (Irlandia, WB): stosunkowo hojna opieka społeczna, s łabe związki
                                                    zawodowe, transfery gotówkowe przekazywane głównie p racującym obywatelom,
                                                    względnie nieuregulowany rynek pracy;
                                                    * reń ski (Austria, Belgia, Francja, Niemcy, Luksemburg): ubezpieczenia społecz
                                                    ne dla bezrobotnych, zabezpieczenia emerytalne, polityka ochrony zatrudnien ia
                                                    silniejsza niż w modelu nordyckim, silne związki zawodowe;
                                                    * ś ródziemnomorski (Grecja, Włochy, Portugalia, Hiszpania): wydatki public zne
                                                    ukierunkowane na emerytury, regulacja zatrudnienia, hojne wsparcie dla osób
                                                    decydujących się na odejście na wcześniejszą emeryturę.< BR> Autor analizuje
                                                    skuteczność w/w modeli w osiąganiu wysokiego pozi omu zatrudnienia i eliminacji
                                                    ubóstwa. Stwierdza, że - w przeciwieńst wie do modelu śródziemnomorskiego -
                                                    model nordycki sprawdza się w obu aspektach. Model anglosaski jest dobry w
                                                    odniesieniu do zatrudnienia, ale nieskuteczny w zwalczaniu biedy, natomiast
                                                    model reński - na odwrót. Ge neralnie, modele anglosaski i nordycki okazują się
                                                    być najbardziej ef ektywne. Autor doradza, aby kraje śródziemnomorskie i
                                                    reńskie przyj ęły bardziej "nordyckie" lub "anglosaskie" podejście w polityce
                                                    spo łecznej, zwłaszcza, że ich znaczenie dla UE jest duże: wytwarzają 2/3
                                                    unijnego PKB. Stwierdza jednocześnie, że możliwość udanego p rzejęcia w/w
                                                    modeli przez te kraje jest dyskusyjna. Autor konkluduje jedn ak, że Europa
                                                    posiada model społeczny (nordycki), który działa rela tywnie dobrze i jest
                                                    daleki od "dzikiego kapitalizmu". Stwierdza też, ż e uczenie się od innych może
                                                    być trudne, ale opieranie się zmianom będzie gospodarczo i politycznie zabójcze.
                                                  • mathias_sammer Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 17:41
                                                    Kirchof raz byl za nordyckim, raz za anglosaskim modelem, ale chyba do konca
                                                    nie mogl sie zdecydowac, co odbilo sie rikoszetem w Angie.

                                                    Czysto politycznie wydukalem, ide dalej, ale nie bede za bardzo dzis przystawal.
                                                    M.S.
                                                  • psychopata.z.borderline Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 17:42
                                                    przypomnij prosze jak brzmiało prawo Kirchofa, bo cos mi sie zaświeciło
                                                  • mathias_sammer Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 18:05
                                                    Twierdzil, ze zyciowa rola kobiet jest gotowanie, rodzenie dzieci i opiekowanie
                                                    sie rodzina. Mezyzczyni powinni zajac sie praca, zarabianie pieniedzy na dom, w
                                                    ktorym czeka jego ukochan malzonka i pociechy. reszta nienawna, ale jesli chcesz
                                                    wiecej komentarzy tutaj:

                                                    43968.forum.onetwomax.de/topic=100481262393&startid=10
                                                  • mathias_sammer Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 18:06
                                                    Sorry za bledy, ale jestem zmeczony i nic nie widze liter. :(

                                                    M.S.
                                                  • psychopata.z.borderline Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 18:07
                                                    ja go kojarze z jakichś zajec ekonomicznych o ile dobrze pamietam.

                                                    ale jak jest tak jak mówisz, to ciul z nim
                                                  • mathias_sammer Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 18:13
                                                    W moim watku nie przeklinamy, OK?

                                                    A poza tym, to rzeczywiscie ciul z nim.

                                                    M.S.
                                                  • psychopata.z.borderline Re: polityka na jedna noge 21.09.05, 18:14
                                                    emocje, nic wiecej
                                                  • mathias_sammer Re: z netu 21.09.05, 22:32
                                                    www.laf.kompas.net.pl/wywmonodram.htm
                                          • mathias_sammer kardiologu, skype 20.09.05, 19:22
                                            O 20.00 wchodze na skype'a. Nawet nie wiesz jak sie ciesze! Bede mogl
                                            porozmawiac z moimi przyjaciolmi z Nowego Jorku, ktorzy sila rzeczy nie mogli
                                            byc na moim przyjeciu. A jednak dobrze, ze zajrzalem


                                            O ksiazkach przy okazji, jak najdzie mnie wena.

                                            M.S.
                                            • mathias_sammer Re: kardiologu, skype/zagladanie do poczty 20.09.05, 20:21
                                              Cos nas rozlacza, spotykamy sie o 21.00

                                              Zobacz, co dostalismy tez w ostatniej przesylce, Pani jest Niemka , ale pieknie
                                              mowi po polsku (dla mnie pieknie , jestem wzruszony)

                                              "xx" <hx.xx@web.de> schrieb:
                                              Kochana Y,

                                              chcialam Tobie i Z serdecznie dziekowac za Wasza udana Party. Bylo wspaniale
                                              dla mnie. Dobrze sie bawilam i tyle milych ludzi poznalam (naprawde
                                              miedzynarodowa party!). Ty i Z, byliscie wspanialymi Gastgeberami!!! (..). No,
                                              i wodki Twojego tata ...

                                              Jakie Ty masz plany? Napisz mi, jak znajdziesz troche czasu.

                                              pozdrawiam z slonecznego Wroclawia,

                                              Deine X"


                                              Jestem pewny, ze moja zona znajdzie troche czasu dla tak fantastycznych ludzi.
                                              Talalalala.

                                              M.S.

                                              Lacza sie znowu, moze sie uda, iiiii

                                              • mathias_sammer kardiologu 20.09.05, 22:29
                                                Poczucie, ze jest sie potrzebnym i waznym jest naprawde piekne.
                                                Warto je pielegnowac, warto dla takiej chwili zrobic duzo.

                                                Naprawde fajny wieczor, za co Tobie tez dziekuje, stales sie jego czescia i
                                                czescia mojej telefonicznej wyprawy na Time Square.

                                                M.S.
                                                • kardiolog Re: kardiologu 21.09.05, 16:03
                                                  Poforumowalem troche, choc musze przyznac, ze az tak czesto mnie nie bylo,
                                                  tylko ja- stary leniwiec- umyslilem sobie cus i postukalem troche. Mathiasie,
                                                  gdybys chcial cos dorzucic w kwestii obierania jajek i cieploty jajka po
                                                  gotowaniu znajdziesz mnie na towarzyskim- moze cos wpadnie Cie do glowy:).
                                                  Porobilem troche cwierc-porzadkow w szufladach, choc jestem zyciowym
                                                  balaganiarzem, no ale Swieta niedlugo..:)

                                                  Na razie,
                                                  czas do domu spedzic wieczor na balkonie- ostatnie cieple dni,
                                                  kardiolog
                                                  • mathias_sammer Re: kardiologu 22.09.05, 11:03
                                                    Zrobilem na szybko prasowke (rece opadaja) i wychodze. Robie przerwe od forum,
                                                    forum- hehehehe, dobra nazwa. Zerkne jednynie jak moi wspaniali rodacy wkrotce
                                                    zaglosuja.

                                                    Tschüss,
                                                    M.S.
                                    • mathias_sammer Re: moja literatura.. 12.10.04, 19:22
                                      Nie pamietam, czy o nim juz pisalem, ale wspomniano w Polityce. Szukam
                                      fragmentu z innej ksiazki, ktora mam pod kopulka, ide sobie gmerac:

                                      polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1080851
                                      • mathias_sammer Re: moja literatura.. 12.10.04, 19:27
                                        Juz blizej, ale jeszcze nie to
                                        www.tvp.pl/pegaz/Strony/_121/121_1literatura.html
                                        • mathias_sammer Re: moja literatura.. 12.10.04, 19:45
                                          Szukam i szukam kawalka, w ktorym Brussig odwoluje sie do Hansa Joachima Maaza
                                          i jego "Gefuhlstau". Nie ma, musialbym przepisywac, a zaraz ide sobie, wiec nie.

                                          Polecam jednak autora, naprawde ciekawe spostrzezenia. Zreszta nie tylko on
                                          jeden w niemieckiej literaturze powojennej pisze naprawde interesujaco.
                                          M.S.
                                          • mathias_sammer Re: moja literatura..cd 12.10.04, 20:04

                                            Wyszukalem jeszcze i przepisalem ze strony 100

                                            " Skrzynie i kosze staly jedne na drugich, worki, rzemienie, dzwonki, sznury,
                                            pulapki na myszy, wezy i wszelkiego rodzaju okrycia zwisaly z belek. W kacie
                                            tuba basowa przeswiecala matowo spod pokrywajacej ja warstwy kurzu, obok na
                                            niegdys czerwonym piernacie znajdowalo sie kolosalne, dawno opuszczone gniazdo
                                            os, i oba przedmioty, mosiezna tuba oraz szare, papierowe kruche gniazdo,
                                            znamionowaly powolny rozklad w panujaca na strychu zupelna cisze. A jednak tej
                                            ciszy nie mozna bylo zawierzyc. Ze skrzyn, komodek i kuferkow o na wpol
                                            uchylonych wiekach, drzwiczkach i pokrywach wylewaly sie wszelkie mozliwe
                                            przedmioty uzytkowe i czesci garderoby. Mozna bylo sobie latwo wyobrazic, ze
                                            cale to zgromadzenie najprzerozniejszych rzeczy do chwili, gdysmy wkroczyli,
                                            znajdowalo sie w ruchu, w ewolucji, i tylko teraz, ze wzgledu na nasza
                                            obecnosc, zastyglo bezdzwiecznie, jakby nigdy nic".
                                            Sebald
                                          • kardiolog miedzy brzegiem pucharu z kawa a lunchem 13.10.04, 15:21
                                            Czesc Mathias,

                                            Wrzucam cos ciekawego (dla mnie przynajmniej). Sam poczytam jeszcze raz i na
                                            spokojnie w wolnej chwili. Zainteresowala mnie pozycja ksiazkowa, nie znam

                                            Pozdrawiam,
                                            kardiolog
                                            bronowski.pl/~omek/pomocni/wyklady/osobowosci/ps_osob_tworczosc_a_afantazja_ss.htm
                                          • mathias_sammer moja literatura 04.11.04, 21:02
                                            W czerwu 2002 w Zamku Ujazdowskim odbyly sie Warszawskie spotkania z niemiecka
                                            lieteratura wspolczesna. Bylem, herbatke pilem i sluchaelm. Malin sama
                                            przeczytala fragment.
                                            Fajna ksiazka , polecam:

                                            www.literatur-fast-pur.de/2saratoga.html
                                            M.S.
                                            • mathias_sammer Re: moja literatura 04.11.04, 21:04
                                              Przy okzacji kardiologu, skoro juz jestes gostkiem od przecinkow, poprawiaj i
                                              moje bledy, bede wdzieczny i taniej niz u korektorki wyjdzie ;o)
                                              M.S.
                                              • kardiolog Re: moja literatura 05.11.04, 09:32
                                                mathias_sammer napisał:

                                                > Przy okzacji kardiologu, skoro juz jestes gostkiem od przecinkow, poprawiaj i
                                                > moje bledy, bede wdzieczny i taniej niz u korektorki wyjdzie ;o)
                                                > M.S.


                                                Juz naforumowalem sie dzisiaj.
                                                kardiolog

                                                ps.

                                                juz przywyklem, ale czasami piers rosnie. Mathiasie, nie znasz mojej tajemnicy.
                                                Otoz, jestem n i e s m i e r t e l n y!

                                                Dziwne uczucie, mnie sie podoba, coraz bardziej :)))))).

                                                Do nastepnego!

                                                kardiolog
                        • mathias_sammer do Joanny 07.04.04, 12:01
                          Oj, Asiu, Asiu,
                          przykro, ze jestem zmuszony do napisania tego listu, ale chcialbym , abysmy
                          jedna rzecz sobie ustalili.
                          Pisze tutaj, gdyz nie prowadze prywatnej korespondencji, o czym od dawna
                          informowalem moich znajomych i czego niejednokrotnie znajdowali
                          potwierdzenie.... .....

                          Dlatego na otrzymany prywanie od Ciebie list odpowiem tutaj, wierzac, ze
                          specjalnie sprawa nie przejmiesz sie, bo rzecz jest nad wyraz blaha.
                          A zatem, jezeli mam cos do powiedzenia lub cos mnie zainteresuje i zdecyduje
                          sie skomentowac wowczas znajdziesz moje wypowiedzi tu lub w innym stosownym
                          watku danego autora z forum GW.
                          Natomiast, gdy mam ochote na rozmowe z dzieciakami (tak jak wczoraj na
                          Wirtualnej Polsce), to wybacz, ale chyba nie musze podpisywac u Ciebie listy
                          obecnosci? Czy potrafie rozmawiac z dzieciakami? Zalezy kto jest akurat w
                          sieci. Kiedys placono mi za rozmowy z mlodymi ludzmi, wiec jesli uznano, ze
                          wlasnie to ja powinienen niekiedy prowadzic pewne rozmowy oznaczac moze, ze nie
                          jestem wylacznie stetryczalym, do niczego nie nadajacym sie dziadem..
                          Informowalem takze, ze w polskim necie na kazdym znanym mi portalu, gdzie jest
                          sporo ludzi, wystepuja blokersi...Nic nowego.
                          Wybacz, niezaleznie gdzie pisze (poza niektorymi portalami w Niemczech)
                          blokersi obecni sa tak czy inaczej..
                          Czy jest to moj, personalny problem?
                          Nie.
                          Nie widze powodu by rezygnowac z wlasnych drobnych przyjemnosci tylko dlatego,
                          ze moge akurat trafic na takiego z wirtualnym bejsbolem.
                          Czy rozmawiajac z dzieciakami dostaje bejsbolem?
                          Nigdy.
                          Dlaczego?
                          Zawsze klaniam sie grzecznie, troche pobazgrze srednio-tworczo, troche pokrece
                          sie po tematach i juz.
                          Najczesciej zartuje.
                          Nic wiecej.
                          Czy dlatego, ze Polska jest krajem blokersow (w koncu komuna pobudowala iles
                          tam setek tysiecy klockow z wielkiej plyty..) powinenen popelnic wirtualne
                          samobojstwo tzn. usiasc w domowym kacie i zaplakac sie na amen ?
                          Nie.
                          W necie jest duzo ludzi, bardzo duzo ludzi. Nie widze powodu, by rezygnowac z
                          kontaktow z nimi. Oczywiscie na blokersow uwazam i jesli widze, ze maja nicki
                          podobne do moich to zwracam uwage.

                          Ja _nigdy_ nie siegnalem po cudza wlasnosc!
                          Do swojej, rzecz jasna, jestem przywiazany, ale nie na tyle, by chowac ja w
                          sejmie otwieranym szyfrem...

                          Dlatego jeszcze raz pragne podkreslic ,to- co mam do powiedzenia- znajdziesz
                          tu, choc sadze, ze i tak bedzie tego juz duzo mniej niz w ostatnich dwoch
                          tygodniach. Obawiam sie, ze nie mam nic nowego do dodania, a przy powtarzaniu
                          tych samych melodii wyszloby by od razu, ze falszuje...
                          Nie znosze powtorzen i staram sie ich unikac jak ognia, choc i tak pewnie sie
                          zdarzaly. W koncu jestem tylko soba: mathiasem_sammerem. Jesli jednak sam
                          dostrzegam, ze zaczynam sie kopiowac natychmiast musze cos z tym zrobic..
                          Pragne jednak jeszcze raz dodac, ze jesli moje palce przenicuje ochota
                          bazgrolenia to i tak wpadne na Wirtualna Polske tam i cos „pomodze“...
                          Meldowanie Tobie swojej obecnosci w sieci byloby absurdem. Zdajesz sobie chyba
                          z tego sprawe... Ja nie robie nic przeciwko Tobie o czym bys sama ode mnie nie
                          dowiedziala sie. Pod warunkiem oczywiscie, ze moje dzialania za takowe
                          pojmujesz.....

                          Nie moim problemem ani udzialem jest to, co pisza inni...........
                          JA ODPOWIADAM TYLKO ZA SIEBIE I ZA SWOJE SLOWA.

                          Mam nadzieje, ze wyjasnilismy juz kwestie i nie bedziemy musieli do niej
                          wracac. Wyjasnienie jest dosc niezdarne, wiem, ale i podjety temat jest jakis
                          taki... niefajny i nieistotny. Chcialem jednak, abys otrzymala odpowiedz na
                          swoje pytania.
                          I jeszcze jedna sprawa na koniec. Tak. Ja tez przed laty prowadzilem dialogi z
                          kobietami podszczypujac i ciagajac je za warkocze. W koncu urodzilem sie
                          mezczyzna...............Nikogo w tej kwestii nie nasladuje..chyba, ze samego
                          siebie.

                          Klaniam sie Asiu
                          i po raz ostatni przed SW zycze
                          smacznej swieconki (tej tradycji akurat mi brakuje), slonecznej pogody
                          i w ogole duuzo umiechu.
                          I zycze tez, zebys przestala przejmowac sie drobiazgami.

                          Spakowany juz i zatankowany,
                          M.S.

                          PS . blokersom z GW mimo wszystko!!! rowniez zycze Milych Swiat Wielkanocnych
                          b.o.
                  • kardiolog z cyklu "poczytaj mi mamo" 27.04.04, 14:05
                    TYLKO DLA MATHIASA

                    Czesc Mathias, dla ciebie sciagniete z sieci, w sumie smieszne zwazyc na date
                    wpisow oraz na fakt, ze dzis mamy 27 kwietnia roku panskiego 2004, zerkne
                    godzina 14.04 O cholera!.
                    Czesc!
                    LIBERUM VETO CZYLI MOJA WALKA Z WIATRAKAMI (Listy od 20.02.2000 - 08.05.2002)


                    Przedmowa do cyklu !!! pobierz wersje mówioną: (519 KB)


                    Liberum Veto I (20.02.2000)

                    Wy wszyscy głoszący teorię dobrobytu i procentowego wzrostu gospodarczego
                    przypominacie mi czasy socrealizmu a wasz śpiew niczym się nie różni. Tamtym
                    baranom zawsze czegoś brakowało. To susza, to powódź zawsze jakieś braki. Wy
                    natomiast w swoim geniuszu macie procenty spore wzrosty. Tylko gdzie książęta
                    III Rzeczypospolitej one są. Wystarczy wsiąść nie do rządowej Lancii i
                    posłuchać opinii obywateli. Spojrzeć wokoło by zobaczyć ich bez perspektyw i
                    środków do życia, bo nie ma dla nich pracy. Rozwalające się fabryki i totalny
                    brak nadziei, ludzi wyrzucanych na śmietnik polskiej historii współczesnej.
                    Wydaje wam się, że uzdrowiliście Złodziejski Układ Społeczny ZUS (...)

                    Liberum Veto II (10.12.2000)

                    W ostatnich tygodniach wiele czasu poświęca się sprawie p.t . bezrobocie. Mówi
                    się o tym w mediach a i Rząd III Rzeczypospolitej raczył skupić swe zmęczone
                    reformowaniem Państwa oczęta i coś zauważyć. Jestem głęboko poruszony i mam
                    nadzieję, że nie jest to modą, która jak retro nie przeminie. Prawica i Lewica
                    różne stroje już przywdziewała zostawiając jednakże zawsze część ciała odkrytą.
                    No cóż jako wyrozumiały obywatel pojąłem, że winny jest nie krawiec.
                    Winowajcami są, zatem wszyscy tylko nie on (...)

                    Liberum Veto III (07.04.2001)

                    Jestem poirytowany treścią artykułu "Jak wykończyć matkę z dzieckiem" Wyobraźmy
                    sobie, iż nie poruszając tej sprawy w prasie byłoby już po niej. Wszystkie
                    petycje pisane do posłów nie mają najmniejszego sensu. To, o czym piszecie
                    zdarza się w państwie gdzie istnieją wartości chrześcijańskie i są ponoć przez
                    rządzących przestrzegane. Ludzie elit, którzy takim i innym sytuacjom nie
                    potrafią zaradzić są nic nie warci. Winno się ich wyrzucać ze stanowisk jak
                    wściekłe psy gdyż są społecznym zagrożeniem. Tylko, kto to zrobi? Tu właśnie
                    społeczeństwo nie dostrzega swej potężnej siły, jaką jest ich głos wyborczy.
                    Jeden czy kilka tysięcy nie zdziała nic, ale setki tysięcy i miliony to potęga,
                    która zmiecie wszystkich tych , którzy są kłamcami , oszustami (...)

                    Liberum Veto IV (24.04.2001)

                    Jestem mężczyzną w sile wieku. Nie jestem ni młody ni stary. Powiedzmy w sam
                    raz by mieć ustabilizowaną pozycję finansową. Problem w tym, że tak nie jest.
                    Dlaczego? Nie zrzucam winy ani nawet nie zamierzam na nikogo. Nie ukrywam, że
                    popełniłem wiele błędów pracując na własny rachunek. Niezaprzeczalny błąd to
                    naturalna wiara w odpowiedzialność i uczciwość. Nie jestem też nikomu nic
                    winien. Skarb państwa otrzymuje terminowo zawsze to, co mu się należy (...)


                    Liberum Veto VII (27.05.2001)

                    Każdego dnia bardziej upewniam się, że racje są po mojej stronie. Miałem
                    nadzieję, że moje spostrzeżenia to tylko przywidzenia chorej wyobraźni. W
                    przedostatnim liście napisałem, że producenci samochodów będą zwalniać
                    pracowników. Jest potwierdzenie tej tezy. Powołuję się tu na Puls Biznesu z
                    dnia 18 maja str. 9 , czyli tylko jeden dzień dzielił mnie od prawdy. Jakąż
                    inną informację można było podać skoro wszyscy dokoła znali odpowiedź (...)

                    Liberum Veto VIII (06.06.2001)

                    Myślę iż wielu ten tekst zrozumie. Co z tego wyniknie? Społeczeństwo po raz
                    czwarty pójdzie głosować. Trafimy w środek czy nie? Pokażmy wreszcie naszą
                    siłę. Niechaj ukaże się zjednoczona siła społecznej normalności. Pokażmy
                    dojrzałe społeczeństwo i dajmy odpust tym którzy doprowadzili do tego, że
                    jesteśmy zerem Europy (...)

                    Liberum Veto IX (08.06.2001)

                    W kraju nad Wisłą wystarczy mieć nazwisko western i na dźwięk jego cały nasz
                    polski sezam staje otworem. Mr. Western nie musi prosić to i wiele przywilejów
                    otrzymuje do dyspozycji natychmiast. Swoją pańszczyznę w tych firmach odrabiają
                    nasi współplemieńcy. Przybysze z innego świata zbierają więc złote runo. Jak to
                    jest i jak to się ma do potrzeb państwa w kwestii pozyskiwania podatku ? (...)

                    Liberum Veto X (17.06.2001)

                    Myślę od paru dni nad sprawą polityki państwa i jej ukierunkowaniem na
                    obywatela. Czy taka polityka w ogóle jest prowadzona i do czego zmierza ? Na
                    politycznym horyzoncie widać już tylko trzęsących się władców przed wyborem być
                    albo nie być (...)

                    Liberum Veto XI (23.06.2001)

                    Chcę tym razem poruszyć sprawy dotyczące utrudnień finansowych, które są w
                    sprzeczności z oczekiwaniami małych i średnich firm. Utrudnienia te są
                    niezamierzone, ale ich dalsze uprawomocnione trwanie w systemie gospodarczym
                    powoduje destabilizację i upadek wielu z nich. O czym mowa i jakie to
                    utrudnienia? (...)

                    Liberum Veto XII (06.07.2001)

                    Życie w Ojczyźnie toczy się tak samo i niezmiennie. Bieda nadal nas otacza.
                    Zmiany następują tylko w fotelach wstecznych wstęgowców. Rzeczy cudowne są
                    powoli nam pisane, gdyż zbliża się czas gonitwy ssaków do korytek. Obserwując
                    te działania stwierdzam, że wielu z nich nie da się już wykorzystać do niczego.
                    Inne ich pokolenie prosić nas będzie o ponowne i długie zachowanie wszystkich
                    wartości dotychczas zdobytych łącznie z biedą. Obietnice padać będą zewsząd i
                    już padają. Wszystko będzie super. Kraj mlekiem i miodem płynący widzę od
                    wschodniej strony na horyzoncie zachodu. Czyż nie będzie wspaniale szanowni
                    rodacy. Czegóż więcej chcieć ? (...)

                    Liberum Veto XIII (10.07.2001)

                    Świat się śmieje wokół Nas, do Europy goni czas. Rządni twórcy nasi wielcy
                    humor mają wręcz wisielczy. Zegar tyka wielkim pędem. Wrzesień straszy większym
                    spędem. Porównamy Wasze zyski aby dać znów złote miski (...)

                    Liberum Veto XIV (26.07.2001)

                    Moje przewidywania się potwierdzają. Tragizm sytuacji polityczno społecznej, w
                    jakim znalazł się naród polski jest faktem i nie ma w tym krzty demagogii.
                    Wielcy, którzy nie tak dawno przekonywali nas do pozytywów wynikających z
                    ustawy budżetowej przeforsowanej przez durniów z SWA i WU starają się nam
                    wmówić, że nie będzie cięć i w ogóle nic złego się nie dzieje (...)

                    Liberum Veto XV (05.08.2001)

                    Wielu ludzi i to głównie młodych dostrzega zagrożenia globalizacyjne. Dochodzi
                    do poważnych starć, sporych zniszczeń z tych starć wynikających. Czegóż takiego
                    chcą antyglobaliści ? Czy bieg globalizacji da się zatrzymać ? Jako niezależny
                    obserwator twierdzę, że nie (...)

                    Liberum Veto XVI (09.08.2001)

                    Piszę, krytykując i wielu może zarzucić mi stronniczość. Nie ważne jest dla
                    mnie czy rządzić mną będzie lewica czy prawica. Chcę postępu i nadziei dla mego
                    i następnych pokoleń. Polityka państwa i jej przemożny wpływ na nasze życie
                    osobiste nie może wciąż działać destrukcyjnie (...)

                    Liberum Veto XVII (11.08.2001)

                    Oglądając ostatni telewizyjny tygodnik polityczny jedynki stwierdzam z całą
                    stanowczo?cią, że debilizm, narcyzm, niektórych z postaci publicznych jest
                    czymś, co osiągnąć można w ostatnim stadium rozkładu. Pan Prezydent pewnego
                    miasta stołecznego będący na liściu Platformy Obywatelskiej z uporem maniaka
                    tłumaczył coś o 10 % wzroście byłemu premierowi J.O. Ów starał się
                    przetłumaczyć uciekinierowi unijnemu, że obecnie jest tylko 2% (...)

                    Liberum Veto XVIII (23.08.2001)

                    Rzecz jest o królestwie, królach, naszym śnie o potędze. fatalnym przebudzeniu
                    i panującej nicości. Zaradności krasnali i nachalnej roli gnomów zaklętych w
                    swej pysze, aby trwać mogła niekończąca się opowieść. Opowieść o od lat
                    obiecanej, lecz wciąż nieobecnej księżniczce spełniającej życzenia swego ludu.
                    Władcy słowem swym obiecują ludowi dobrobyt, od 1389 kiedy to wschodnie hordy
                    pogoniła zachodnia cywilizacja rodem z krasnalskiego ludu (...)

                    Liberum Veto XIX (02.09.2001)

                    Chciałbym jasno powiedzieć jeszcze mocniej zaznaczyć. Bardzo
              • mathias_sammer Re: tematyka niemiecka- 01.04.04, 21:06
                Kardiolog, o rasizmie porozmawiamy innym razem, moze w przyszlym tygodniu jesli
                wyrobie sie.
                Natomiast rozbawila mnie jedna sytuacja. Z mojego podworka:
                "Wbrem zapowiedziom Polacy po wstapieniu Polski do EU maja zamiar czesto
                odwiedzac sasiadow. Wlasciciele hoteli i pensjonatow zacieraja juz rece".

                Ja jestem z innej branzy, ale chetnie poobserwuje, zwlaszcza, ze "ruch w
                interesie" zaczyna sie nie gdzie indziej, ale w kraju, w ktory mieszkam.

                Nalezy cieszyc sie wiec z wymiany, o ktorej wroble w polskiej prasie cwierkaja.

                To tyle i do nastepnego.
                M.S.

                informacje oczywiscie znajdziesz na www.polen-total.de ...
                • mathias_sammer Re: tematyka niemiecka- 01.04.04, 21:15
                  oczywiscie mialo byc polonia-total.de
                  :)))))))

                  Przepraszam za te naprawde nieswiadoma pomylke, ale adres i tak znany.

                  A przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelnikow watku Dojrzalosc :))))
                  a pozdrowienia wcale nie z okazji prima aprilis
                  M.S. wylogowawszy sie
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 11:52
          Nie chce mi sie dzis zbytnio pracowac (lenius defectus), wiec zajrzalem sobie
          do Gazetki i prosze...jaka niespodziewajka!
          Czesc Kardiologu!

          Przygnebiajace te badania, ktore opisales, ale rzeczywiscie mozna dopatrzec sie
          pewnej prawidlowosci analizujac zycie w duzych skupiskach np. w Mexico City.

          Zastanawia mnie jednak, czy powstawanie dzielnic slumsowych moze byc wynikiem
          opisywanego tutaj "wycofywania sie" czy jest wylacznie wynikiem biedy?

          Gdybys zechcial dygnac palcami i napisac jak postrzegany przez ekspertow jest
          ow problem- bylbym wdzieczny. Czuje niedosyt informacyjny, chociaz.. z drugiej
          strony..moze warto odrobine nadwyrezyc komorki mozgowe i samemu sklecic jakas
          teorie...?
          Hmm..musze to sobie przemyslec. Milego weekendu kardiologu!
          M.S.
          • marusia_ogoniok Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 12:04
            Dlaczego tylko dla Mathiasa:(:(:( ?
            Tak silne zagęszczenie na jednym łóżku nie załamuje tylko pewnej, coraz
            liczniejszej grupy ludzi, skupiającej się wokół nieformalnych organizacji typu
            Gangbank. Organizują sobie spotkanie w całym kraju, a ostatni ich rekord to
            jedenastu dżentelmenów na jedną niewiastę. Wiarygodne źródła potwierdzające
            mogę dostarczyć:) Co ciekawe, a wiążę się to z tematem wątku, ludzie ci uważają
            siebie za bardzo DOJRZAŁYCH, a już na pewno dojrzalszych od panienek
            posiadających wielu "partnerów" pojedynczo jak np. nasza Triss Merigold.
            Zadaniem nauki, byłoby określić: gdzie jest większa różnica w dojrzałości-
            między grupowymi a Triss czy między Triss a cnotkami, wielokrotnie tu
            piętnowanymi jako NIEDOJRZAŁE i wysyłanymi na badania psychosex nawet przez
            tutejszego seksuologa forumowego.
            Pozdrowienia dla pań i panów filozofów:):):)

            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..drzwi szeroko otwarte 26.03.04, 13:01
              oj przepraszam, nie zauwazylem wpisu szanownej Pani. Wyskoczyl przy
              wylogowywaniu.
              Czuje sie zaszczycony obecnoscia i publicznie przyznaje, ze od dzis jest Pani
              moja Muza. Prosze sie Marusiu nie opedzac od tego uczucia tylko je z godnoscia
              znosic. W koncu od nadmiaru adoratorow glowa przeciez nie boli :)

              O czym teraz doniesiono
              M.S.
              b.o.
        • kardiolog Re: 26 marzec rok 2004-up- 14.09.05, 13:58
          Nadmierne zageszczenie

          „W jakim stopniu fizyczny fakt nadmiernego zageszczenia ludnosci prowadzi do
          wrogosci i schorzen spolecznych-widocznych w takich miastach, jak Nowy Jork,
          Filadelfia, Newark, Detroit, Chicago, Tokio, Kalkuta, Londyn i inne?

          Najbardziej dokladne badania nad zwiazkami pomiedzy liczebnoscia populacji,
          srodowiskiem fizycznym i spoleczno-emocjonalnym zachowaniem zwierzat prowadzil
          w ciagu 20lat John Calhoun w National Institute of Mental Health . Kolonie
          dzikich badz oswojonych szczurow lub myszy hodowano w sztucznych srodowiskach,
          w ktorych skutki wzrostu liczebnosci populacji mozna bylo obserwowac w ciagu
          kilku pokolen.

          „W jednej serii eksperymentow stworzono cos w rodzaju „osiedla mieszkaniowego“,
          w ktorym byly cztery polaczone ze soba pomieszczenia mieszkalne, do ktorych
          zwierzeta mogly przedostac sie po kreconych schodach. Aby dojsc do koncowych
          pomieszczen, zwierzeta musialy przechodzic przez pomieszczenia srodkowe, ktore
          wkrotce staly sie osrodkami aktywnosci spolecznej. Gdy populacja wzrosla do
          ponad 80 szczurow-optymalna liczba bylo 48 zwierzat-zaczely u nich wystepowac
          destrukcyjne, zagrazajace zyciu zachowania.
          Pomimo obfitosci zasobow fizycznych, takich jak pokarm i materialy do budowy
          gniazd, wystepowaly czesto zlosliwe walki miedzy samcami, jak rowniez
          niesprowokowane napasci na samice i mlode. Niektore samce byly niezwykle
          agresywne, podczas gdy inne „wycofywaly sie“ i staly sie bierne. Ogromnie
          wzrosla czestosc przypadkow hiperseksualizmu, homoseksualizmu oraz
          biseksualizmu. Porzadek spoleczny zalamal sie calkowicie, do tego stopnia, ze
          samice ignorowaly takie normalne czynnosci, jak budowanie gniazd i opieka nad
          mlodymi, zdarzaly sie przypadki kanibalizmu i zadne z mlodych nie osiagnelo
          dojrzalosci.

          W innej wersji, w ktorej pomieszczenia mieszkalne byly usytuowane wokol
          otwartej przestrzeni, przy czym rowniez zapewniono obfitosc pokarmu i materialu
          do budowy gniazd, jak rowniez ochrone przed zarazkami, przesladowcami oraz
          deszczem czy sniegiem, oznaki zalamania wystapily wtedy, gdy wszystkie pozadane
          miejsca przestrzeni fizycznej oraz wszystkie role spoleczne zostaly zajete.
          Dominujace samce zaczely sie zalamywac wyczerpane obrona wlasnych terytoriow.
          Samice wczesniej wypedzaly swe mlode z gniazd i stawaly sie bardziej agresywne
          i dominujace. Mlode, dorosle osobniki przestaly walczyc o wlasne terytorium i
          przyjely patologiczny sposob zycia „na ulicach“, na duzej otwartej przestrzeni.
          Zwierzeta przestaly sie rozmnazac. Ostatnia mysz zdechla przed uplywem pieciu
          lat od rozpoczecia badania.““

          Jane Elliott, Riceville, Iowa, Public School


          • mathias_sammer nie wyciagaj rupieci 14.09.05, 16:07
            www.prportal.de/19-08-05-452407.html?rss=true
            • mathias_sammer Re: 14.09.05, 16:09
              Lately, we have celebrated the 60th anniversary of the liberation of the
              Auschwitz camp. Polish media have reported on publications in foreign media, in
              which the term "Polish death camps" was often used. The examples of such
              articles in mainstream foreign press, including the New York Times, Guardian,
              Le Soir Illustre, Bild, Stern, Corriere della Sera, Der Spiegel and Le Monde,
              were shocking for Polish public opinion. Politicians, journalists, historians
              and readers asked for reminding foreign journalists that reckless and
              intentional use of such a term is offending and disgraceful. Also, Polish
              government and ministry of foreign affairs were asked to put attention of
              foreign countries to the fact that this term is inconsistent with the
              historical truth. Some European media supported this action. Because of such an
              amount of unfavorable publications, we started to ask ourselves about the image
              of Poland abroad in connection to "Polish death camps" and what should we do to
              make it more favorable. That's why PRoto decided to ask foreign PR specialists
              whether this term can influence image of Poland and what should we do to do to
              improve it. Below you'll find answers we received. There's also space for
              adding comments.


              Let me first share with you the view that, seen from abroad, the distinction is
              clearly made between the fact that some nazi camps were located on Polish
              territory, and the decision center which made this happen, which clearly was
              not Polish. The depth and acuteness of feelings around any form of local
              collaboration with nazi undertakings is to be found in all the countries where
              the nazi domination prevailed for a time. France, like Poland, does not escape
              this self-questioning. Today still, many French will avoid using the
              word “collaboration” because of its specific connotation in this respect. This
              does not mean that this question of responsibility of a nation would form the
              core of perceptions of that nation by any other one.
              One cannot change facts. One can continue to condemn criminal facts, and
              associate with the memory of criminal facts to keep the memory in the
              conscience of most. This, I feel, is what the Polish authorities did in
              contributing to the commemoration in Auschwitz with a number of heads of States
              and governments. A ceremony strong in its simplicity, dignified in its protocol
              putting not powers but memory, in this case survivors, at the center.
              Denying any involvment of Poland or the Poles in any past event taking place on
              their territory would only seem to express guilt, where solidarity is the only
              need. Poland and the Poles have a historic track record not unlike that of our
              other ancient European nations, neither black nor white, but made of all the
              shades of grey, with dark spots and brilliant ones at places. We only need to
              remember where they were dark and strive to stay on the side as brilliant as
              possibly human nature and individual conscience will allow us.
              This is no answer to your question “how to” change this aspect in the image of
              Poland. As you well know, there is no such recipe. It is mostly a question of
              coming to terms with history, and to peace with oneself.

              Jean-Pierre Beaudoin, Managing Director of Groupe i&e, www.i-e.fr, France


              It is a very complicated issue to deal with, and as it often is in these
              matters, there are no quick solutions. Only solution is to plan for a long term
              effect, meaning that your country has to develop and implement a communications
              plan targeting the international community in general and the international
              press in particular. One comment: When the phrase "Polish Death Camps" is being
              used, I honestly believe that the majority of all stakeholders understand it
              as "The Nazi death camps in occupied Poland", meaning that the general
              perception is that the death camps relate to the Nazi-period in Germany and not
              to Poland as such.
              My suggestion would be:
              - I do not believe that Poland has a very bad press all over the world. It must
              have been concentrated on a few countries/media. Therefore identify those
              countries/media, who has given you bad press, and start a dialogue with them
              directly.
              - Profile Poland as a EU country who shares all the basic values and rights of
              a modern democracy, using a variety of tools and activities.
              - On a regular basis invite foreign journalists and various KOLs to visit and
              experience "modern" Poland, give them an introduction to your democracy, to
              your political life, to your business life, to the educational system, etc. in
              order to create "ambassadors" for Poland
              - Whenever there is a possibility, try to have major events take place in
              Poland (Sports, Business, Political, Cultural etc) - and provide the
              international press with all relevant info of modern Poland
              - Use your embassies all over the world = let them be visible in their local
              communities. Have your embassies invite journalists, business people, KOLs etc.
              to meetings, seminars, lunchons etc. in the embassies
              - Let your government enter an agreement with one of the truly global PR
              agencies (such as Edelman, which is the world's 4th largest with offices and
              affiliates on all continents - see www.edelman.com) - In Poland the Edelman
              network is affiliated Business Communications Associates in Warsaw, who will be
              able to plan, coordinate and implement activities all over the world.

              Nils Rasmus Hansen, President BPRV (www.bprv.dk) of Managing Director
              InformationsGruppen/Edelman Affiliate, Denmark


              In Belgium we have always identified Auschwitz with the brutality of the Nazi
              regime. We still do not identify Auschwitz with Poland in the first place. Many
              citizens do not even realize that the Auschwitz camp is on Polish territory.
              Personally, I think that Poland should make an effort in clarifying the role
              its government played during WWII with regard to the Jewish community and the
              attitude it took opposing to the German occupation forces, especially with
              regard to the conditions that made the Warsaw ghetto drama possible. I would
              strongly recommend that this be done via a major information campaign in
              collaboration with the press in Europe.

              Erwin De Weerdt, Managing Director, ECCO Belgium, PR & EU Affairs


              Who says "Poland has a bad press around the world" - I think that's rubbish!
              You cannot escape the reality of Auschwitz which I – and I am sure the vast
              majority of Brits - identify consciously and sub-consciously as NAZI death-
              camps. The worst happen to be in Poland but on a smaller scale were to be found
              in Germany too. There has always been a feeling of fondness for the Poles since
              the war when so many of your brave young men played a key role fighting the
              Germans –especially the bravery of those slaughtered in the Warsaw uprising. A
              different form of bravery was shown by Lech Walesa and in a real sense Poland
              was the first country to effectively throw-off the yoke of Communism. Communism
              has held back the country's growth but now you are in the EU there is a real
              sense that Poland is beginning to motor economically and the poverty of the
              past is rapidly disappearing. I have not been to Poland myself but I have
              several friends who have and they all talk about the transformation and the
              restoration of many beautiful buildings. If there is a downside to the image
              this will be cured by tourism - getting as many opinion formers as possible
              from other countries to see for themselves what is happening in the country.
              But Rome wasn't built in a day and a new perception of Poland can't be created
              overnight. But with the ever growing thirst for new travel experiences that
              Europeans have, I'm sure the right way to go is strong investment in tourism
              and everything associated with giving the tourist an interesting and enjoyable
              • mathias_sammer Re: kardiologu 14.09.05, 16:16
                Czy zapoznales sie juz z ankieta GW dot. lekow przeciwbolowych? Przeprowadzenie
                jej zajmie Ci zaledwie 2 minuty:)

                M.S.
                • mathias_sammer Re: 14.09.05, 16:18


                  DIE WISSENSCHAFT HAT FESTGESTELLT

                  Wie unseriöse PR-Lobbyisten Journalisten und Verbraucher täuschen

                  Viele freie Journalisten drücken in den PR-Markt, um zu überleben, und viele
                  Redaktionen kommen wegen Personalabbaus ihrer Sorgfaltspflicht nicht genügend
                  nach.


                  Berlin (ddp). Eine Schreckensmeldung über eine angeblich unmittelbar
                  bevorstehende "Influenza-Pandemie" sorgte Anfang August in Deutschland für
                  Wirbel. Ein "Institut für Gesundheitsaufklärung (IFGA)" hatte in einer
                  Mitteilung an die Medien "mindestens 160 000 Tote befürchtet" - falls
                  nicht "umfassende Vorbereitungsmaßnahmen und Bevorratung" mit einem bestimmten
                  Impfstoff erfolgten. Wie ddp-Recherchen ergaben, handelt es sich dabei
                  offensichtlich um PR-Arbeit zugunsten der Pharmaindustrie, die als
                  wissenschaftliche Aufklärung getarnt wurde.

                  Veröffentlicht wurde die Mitteilung genau an dem Tag, als die Weltorganisation
                  für Tiergesundheit in Paris meldete, dass die Vogelgrippe durch Zugvögel von
                  China aus westwärts nach Kasachstan vorgedrungen war. Verbreitet wurde sie über
                  die Internet- Plattform Presseportal.de, einer dpa-Tochterfirma. Der Absender,
                  das IFGA im niederrheinischen Geldern, meldete sich wenig später telefonisch
                  auch bei der ddp. Ein Herr Adel Massaad drängte auf Veröffentlichung der
                  Pressemitteilung, weil sie "sehr wichtig" sei.

                  Massaad behauptete, dass das nordrhein-westfälische Gesundheitsministerium
                  statt wie angekündigt für 33,4 Millionen Euro nur für 17,4 Millionen Euro den
                  Influenza-Impfstoff Oseltamivir (Hersteller Hoffmann-La Roche) bestellt habe
                  und sprach von "einem der größten, menschenverachtenden Skandale der
                  Nachkriegszeit". In Wirklichkeit hatte das Ministerium für den Rest der Summe
                  das Influenza-Medikament Relenza des Pharmaherstellers GlaxoSmithKline -
                  Konkurrent von Hoffmann-La Roche - geordert, wie Sprecher Ulrich Lensing auf
                  ddp-Nachfrage sagte.

                  Am nächsten Tag ging Massaad noch einen Schritt weiter: In der
                  Fernsehsendung "WDR aktuell" behauptete er: "Im Prinzip ist der Kauf von
                  Relenza zur Vorbeugung und zur Hilfe bei der Vogelgrippe rausgeschmissenes
                  Geld." Beim Robert-Koch-Institut (RKI) schüttelt man über diese Äußerung den
                  Kopf: "Relenza ist ein geprüftes und zugelassenes Medikament, das im Nationalen
                  Pandemieplan vorgesehen ist", sagt RKI-Sprecherin Susanne Glasmacher. Das IFGA
                  kenne man im Übrigen nicht. Der WDR hat den Mitschnitt der Sendung inzwischen
                  gesperrt, "weil wir Grund zu der Annahme haben, dass Herr Massaad nicht seriös
                  sein könnte", sagt eine Redaktionsmitarbeiterin.

                  Auf ddp-Nachfrage beschrieb Massaad die IFGA als "Zusammenschluss von
                  Medizinern und Journalisten". Nachforschungen ergaben, dass das IFGA nicht im
                  Handelsregister eingetragen ist. Das Institut führt auch kein Impressum auf
                  seiner Internetseite. Es gibt lediglich eine Telefon- und Faxnummer unter
                  Massaads Namen in Geldern. Er ist nach eigenen Angaben "Betriebswirt und
                  Journalist".

                  Massaad ist schon früher als Produktwerber aufgefallen. 2002 trat er in einer
                  SWR- Fernsehsendung auf, wo er für Botox-Spritzen zur Gesichtsglättung warb. Im
                  April dieses Jahres verbreitete er für die IFGA eine Pressemitteilung, wonach
                  angeblich "60 Milliarden Euro" an jährlichen volkswirtschaftlichen Schäden in
                  Deutschland entstünden. Der Grund sei mangelnde Arbeitsleistung infolge
                  sexueller Unzufriedenheit, habe eine "Levitra-Studie" ergeben - Levitra ist das
                  Bayer-Konkurrenzprodukt zu Pfizers Viagra.

                  Wie weitere ddp-Recherchen ergaben, war Massaad bis 2004 für die Düsseldorfer
                  Medical Consulting Group (MCG) tätig, eine PR-Firma, die nach Eigenangaben für
                  Ärzte, Pharma- und Medizinprodukthesteller arbeitet. Die Firma informiert auf
                  ihrer Homepage: "Als Folge der veränderten Rahmenbedingungen durch die
                  Gesundheitspolitik werden Pharma- und Medizintechnikunternehmen ihre Marketing-
                  und Vertriebsaktivitäten grundsätzlich neu ausrichten müssen." MCG-
                  Geschäftsführer Guido Mecklenbeck hat nach eigener Aussage "keinen Kontakt zur
                  IFGA" und möchte mit dieser auch "nicht in Verbindung gebracht werden".

                  Peter Sawicki, Leiter des unabhängigen Instituts für Qualität und
                  Wirtschaftlichkeit im Gesundheitswesen, erklärt: "Der PR-Journalismus ist ein
                  wachsender Markt in Deutschland." Die Pharma-Industrie kooperiere zunehmend mit
                  kleinen Firmen, die für sie - auch ohne dass es einen offiziellen Auftrag gibt -
                  Lobbyarbeit betreiben. "Und wenn das auffliegt, dann wird die Firma eben
                  aufgelöst", so Sawicki.

                  Nach Ansicht des Vorsitzenden des Deutschen Journalisten-Verbandes, Michael
                  Konken, gibt es beim PR-Journalismus "eine starke Grauzone". Das Problem sei,
                  dass "viele freie Journalisten in den Markt drücken, um zu überleben, und viele
                  Redaktionen wegen Personalabbaus ihrer Sorgfaltspflicht nicht genügend
                  nachkommen". Ein Mindestmaß an Vorsicht sei dennoch unverzichtbar: "Die zehn
                  Minuten für ein Telefongespräch oder eine Internet-Gegenrecherche kann man
                  immer leisten."







                  • mathias_sammer Re:co robie? clipping(bt) 14.09.05, 16:19
                    • kardiolog Re:co robie? clipping(bt) 14.09.05, 17:52
                      To Clippaj

                      Kazdy Clippac moze
                      troche lepi trochy gorzej

                      A placa za c(H)lippanie? :)

                      kardiolog
                  • kardiolog Re: 14.09.05, 17:53
                    Phi..

                    kardiolog
                    • mathias_sammer Re:kardiolog 15.09.05, 11:05
                      Przejrzalem stara "dojrzalosc.." i pomyslalem sobie, ze po odpuszczeniu tego,
                      co mnie rzeczywiscie wiazalo z miejscem pochodzenia czyli polityka pozostaje
                      filozofia (ale dyskusje nie powinny byc tu kontynuowane) i "dupa maryni", o
                      ktorej juz nie moge mowic, bo nic nie zmienia sei ani z tych dyskusji nic poza
                      strata czasu nie wynika. Jest jeszcze moja milosc- ksiazki, ale tez jakos nie
                      mam ochoty ich cytoiwac, ani o nich tu pisywac. Dlugo nad tym myslalem, moja
                      rodzina , ktora mnie odwiedzila (jeszcze mam w domu niedobitkow towarzystkich)
                      stwierdzila, ze nie moge tak po prostu nie isc do urny (jeszcze nie swojej).
                      Powiedzialem: -owszem moge i pierwszy raz w zyciu, odkad nadano mi prawo do
                      glosowania nie pojde.
                      -No ale musisz!- krzyczano prawie na mnie. Nie musze. Moge zajmowac sie dalej
                      tym, co robie do tej pory, a ta czesc nie ma nic wspolnego z polityka. Poza
                      tym, po latach mieszkania na emigracji dochodze do tego samego wniosku, ktorym
                      czesto posluguja sie Polacy mieszkajacy w Polsce: Ludzie, ktorzy zdecydowali
                      sie na emigracje nie powinni swoim glosem wplywac na polityczny ksztalt kraju
                      pochodzenia, (gospodarczy owszem- ale tylko w perspektywie wlasnych zyskow)- I
                      maja racje. Dlaczego mialbym wyrazac swoje poglady, dyskutowac z ludzmi, co
                      jest dla nich lepsze? Moze wlasnie Lepper albo Giertych albo Kaczynski jest
                      lepszy?

                      Pierwszy raz w moim domu nie rozmawiano o polityce. Powiedzialem im
                      tylko: "Glosujecie tak, jak podpowiada Wam Wasze sumienie i wiedza- bo tak jak
                      zaglosujecie taka bedziecie miec Polske"


                      Na forum bede oczywiscie niekiedy pisywal.
                      M.S.
                      • kardiolog Re:kardiolog 15.09.05, 11:36
                        Mysle, ze powinienes kiedys powaznie rozwazyc opcje zmiany obywatelstwa, ale
                        nie wiem, czy bycie Niemcem Cie zadowoli - oczywiscie przy opcji rezygnacji z
                        pierwszego paszportu (innych opcji nie dopuszczam). Pomysl do czego potrzebny
                        jest Tobie polski paszport? Nie chcesz glosowac, nie bedziesz kupowal zadnych
                        gruntow/neruchomosci w Polsce wzorem wielu emigrantow, a jesli juz to w
                        Hiszpanii albo na Kubie, nie utozsamiasz sie z narodem, a rodzina? Rodzina
                        pozostanie rodzina, jest ponadterytorialna. Jakis paszport musisz miec, nawet
                        jesli czujesz sie bezpanstwowcem, moze wiec niemiecki?

                        kardiolog
                        • mathias_sammer Re:kardiolog 15.09.05, 11:50
                          Od kilku miesiecy zastanawiam sie nad tym, choc nigdy nie przyznalem sie zonie.
                          Jakos tak..wstyd., ale wiesz ona ma podobnie, ona tez jest w pewnym stopniu
                          bezpanstwowa w sercu i w glowie, wiec zmiana obywatelstwa nic nie daje. Ona
                          oczywiscie do wyborow pojdzie.
                          A Kuba? Owszem, nawet od dawna rozwazamy te opcje.

                          Na razie, musze zajac sie tym, co nie-polityczne, a clipping uprawiaja inni, ja
                          niekiedy uzupelniam:)

                          Bis bald,
                          M.S.
                          • kardiolog Re:kardiolog 15.09.05, 12:24
                            Pogadamy innym razem, musze zajac sie pewna robotka.

                            kardiolog
                            • mathias_sammer Re:kardiolog 16.09.05, 11:08
                              Ja tez, milego weekendu zycze Ci, kardiologu.

                              M.S.
                            • mathias_sammer Re:kardiolog 20.09.05, 11:20
                              Kardiologu, jesli znajdziesz wolna chwile przeczytaj ponizszy link.
                              Jest w nim cos, co mnie zastanawia, jestem ciekawy, czy zwrocisz uwage na to
                              samo. Jestm tez ciekawy co nt myslisz.

                              free.polbox.pl/k/konpluc/KUL.htm
                              M.S.
                              • kardiolog Re:kardiolog 20.09.05, 11:38
                                mathias_sammer napisał:

                                > Kardiologu, jesli znajdziesz wolna chwile przeczytaj ponizszy link.
                                > Jest w nim cos, co mnie zastanawia, jestem ciekawy, czy zwrocisz uwage na to
                                > samo. Jestm tez ciekawy co nt myslisz.
                                >
                                > free.polbox.pl/k/konpluc/KUL.htm
                                > M.S.

                                Jestem, jestem.
                                Ozarlem sie lekartw przeciwko grypie, siedze w domu pod kocykiem i przygotowuje
                                po angielsku workshop. Zajrzalem dla rozluznienia, by poczytac, co tam u Was w
                                wielkiej Germanii sie odbywa? No to kto w koncu u was bedzie rzadzil, bo ze
                                Kirchofa nie bedzie to jasne..?

                                Co do linku, tekst jasno i przejrzyscie napisany. Nie nalezy wywazac otwartych
                                drzwi.

                                kardiolog
                                • kardiolog ReM.S. 20.09.05, 11:42
                                  W odpowiedz znalazlem rowniez ciekawy artykul, choc dosc stary. Przydalaby sie
                                  czasowa korekta, gdzies juz ja widzialem, niemniej przeczytaj te wersje:

                                  www.vagla.pl/skrypts/uzaleznienie.htm
                                  • kardiolog uzaleznienia 20.09.05, 12:12

                                    wydruk pochodzi ze strony www.psychologia.edu.pl

                                    Życie kontrolowane

                                    Sławomir Grab 2000 Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia 2000
                                    Uznawanie bezsilności wobec alkoholu zadziwiająco często przekłada się na
                                    uznawanie niemożności wpływania na kształt swojego życia

                                    Doświadczenie utraty kontroli związanej z używaniem alkoholu i poczucie
                                    ograniczonego wpływu na swoje zachowanie jest dla alkoholika jednym z
                                    najtrudniejszych do zaakceptowania problemów.

                                    Dla terapeutów całkowita abstynencja jest ważnym kryterium zdrowienia dla
                                    pacjentów stanowi wyzwanie związane z nadzieją na powrót do picia
                                    kontrolowanego. Widać, iż cele terapeuty i pacjenta rozmijają się zupełnie
                                    praktycy psychoterapii uzależnień nader często spotykają się z tęsknotami
                                    swoich pacjentów za możliwością zmiany życia bez zmiany przyzwyczajeń i
                                    zachowań. Nie ma wątpliwości, że przyznanie się do porażki i uznanie braku
                                    wpływu na dotychczasowe życie daje początek zdrowieniu. Jednak uznawanie
                                    bezsilności wobec alkoholu zadziwiająco często przekłada się na uznawanie
                                    niemożności wpływania na kształt swojego życia. Pozostaje więc do
                                    rozstrzygnięcia problem, jak dalece zdrowiejący alkoholik ma wpływ na swoje
                                    trzeźwienie i może kontrolować własne zachowania. Innymi słowy, czy proces
                                    trzeźwienia może być rozważany jako rozwój zdolności do samokontroli? Z pewną
                                    obawą przed oskarżeniami o nadmierne "spsychologizowanie" terapii alkoholików
                                    proponuję, aby rozważyć również ten aspekt trzeźwienia.

                                    * * *
                                    Czym jest samokontrola? Dla wielu stanowi niebezpieczeństwo
                                    samowystarczalności, dla innych jest przejawem nadużywania siły woli lub
                                    bezgranicznego zaufania "sile ego". Zgodnie z tradycyjnym rozumieniem, człowiek
                                    ma być zdolny do samoregulacyjnych czynności dzięki silnej woli. W tym
                                    znaczeniu "samokontrola" jest posiadaną właściwością, a nie zdolnością nabywaną
                                    w procesie uczenia i treningu. Prawdopodobnie konsekwencją takiego stanowiska
                                    jest zanegowanie samokontroli przez niektóre nurty leczenia alkoholików nawet,
                                    jeżeli kontrola nie odnosi się do samego picia lecz również do wszelkich
                                    działań, które zmierzały do regulowania zachowań w procesie trzeźwienia. Nurt
                                    behawioralno-poznawczy coraz silniej akcentuje znaczenie samokontroli w
                                    powrocie do zdrowia. Traktuje ją nie jako cechę osobowości, lecz raczej jako
                                    opis działania człowieka w szczególnej sytuacji. W tym znaczeniu samokontrola
                                    jest związana z możliwością nabywania i poszerzania kompetencji przez pacjentów
                                    na różnych etapach trzeźwienia. Wprowadzane do programów terapeutycznych
                                    procedury, dotyczą nie tylko uczenia kontroli własnych zachowań, ale też
                                    myślenia i procesów emocjonalnych.

                                    PROCES SAMOKONTROLI
                                    Proces samokontroli można opisać jako złożenie trzech elementów:

                                    Samoobserwacja określana jako skierowanie wzmożonej uwagi na własne zachowanie
                                    oraz wewnętrzne doznania jednostki (reakcje sensoryczne i afektywne). Może mieć
                                    charakter selektywny, co wpływa na różnice indywidualne w sposobach
                                    samoobserwacji.
                                    Samoocenianie porównanie efektów własnego zachowania z kryteriami dla niego
                                    przyjętymi. Zachodzi tu reakcja różnicowania pomiędzy tym, co człowiek
                                    faktycznie robi, a tym co powinien robić. Istotnym czynnikiem przy ocenie
                                    efektu zachowania jako sukcesu lub porażki jest dobór kryteriów, według których
                                    ocena się dokonuje.
                                    Samowzmacnianie dostarczenie samonagradzania lub samokarania w zależności od
                                    stopnia rozbieżności pomiędzy zachowaniem, a przyjętymi przez jednostkę
                                    standardami wykonania.
                                    Do podjęcia zachowań autokorygujących konieczne jest świadome zaangażowanie
                                    samego pacjenta, przyjmującego kryteria, według których powinna dokonywać się
                                    zmiana. Działanie mechanizmów utrudniających, a czasem uniemożliwiających
                                    pacjentowi ocenę siebie, otoczenia oraz swojego wpływu na różne aspekty życia,
                                    wyklucza możliwość uczenia się. Nabywanie zdolności do samokontroli jest
                                    możliwe wyłącznie w przypadku osób podejmujących leczenie, a nie w oparciu o
                                    utrzymanie samej abstynencji.

                                    SAMOKONTROLA JAKO ATRYBUT ROZWOJU TOŻSAMOŚCI ALKOHOLIKA
                                    Jeżeli przyjmiemy, że proces trzeźwienia jest nabywaniem i rozwojem tożsamości
                                    alkoholika, to zdolność do samokontroli będzie zróżnicowana w zależności od
                                    etapu rozwoju tożsamości. Zróżnicowanie to dotyczy poczucia stopnia i
                                    lokalizacji samokontroli.

                                    POCZUCIE STOPNIA SAMOKONTROLII
                                    Początkowo doświadczenie utraty kontroli przekłada się na okresy picia i okresy
                                    całkowitej abstynencji, kiedy to narastające napięcie dezorganizuje normalne
                                    funkcjonowanie. Charakterystyczne dla dynamiki tego procesu jest zmieniające
                                    się przekonanie o możliwości wpływu na swoje postępowanie. Z jednej strony
                                    pojawia się ścisła samokontrola dotycząca uczestniczenia w sytuacjach
                                    alkoholowych, z drugiej zaś istnieje przekonanie o obecności szeregu
                                    obiektywnych przyczyn, z powodu których całkowita abstynencja jest niemożliwa.
                                    Poczucie sprawowania kontroli nad własnymi zachowaniami związanymi z piciem
                                    jest jeszcze podstawą do wyznaczania celów osobistych, jednak umiejętność
                                    dokonywania oceny siebie i podejmowanych efektywnych działań jest już znikoma.
                                    Zaprzeczanie uniemożliwia obiektywną weryfikację celów, a wszelkie
                                    niepowodzenia przypisywane są zewnętrznym czynnikom. Z czasem rośnie poczucie
                                    braku wpływu na własne zachowania, ale nie jako braku kompetencji, lecz jako
                                    bezradność wobec przytłaczającego i zniewalającego środowiska.

                                    We wstępnym etapie leczenia większość pacjentów przyznaje się do utraty
                                    zaufania do siebie i do osłabionej samokontroli. Coraz wyraźniej dostrzegana
                                    destrukcja pogłębia poczucie słabości oraz przekonanie o utracie zdolności do
                                    kierowania swoim życiem. Na przemian pojawia się podporządkowanie w stosunku do
                                    terapeutów oraz zachowania świadczące o niechęci wobec leczenia, buntowniczość
                                    i opór. Część pacjentów po uzyskaniu podstawowych informacji o naturze
                                    uzależnienia i elementarnych wskazówek, dotyczących umiejętności koniecznych do
                                    utrzymania abstynencji, rezygnuje z terapii, podejmując kolejną najczęściej
                                    nieudaną próbę zmiany swojego funkcjonowania. Dla większości jest to jednak
                                    okres, w którym dokonuje się krytyczna autodiagnoza własnych umiejętności, a
                                    wraz z nią pojawiają się próby tworzenia nowych jakości w oparciu o normy
                                    przyjmowane z zewnątrz. To czas szczególnie ważny dla procesu rozwoju zdolności
                                    do samokontroli. Zachowanie zdominowane jest przez dostarczane z zewnątrz
                                    zasady, a próbom wprowadzania konstruktywnych zmian w życiu towarzyszy unikanie
                                    odpowiedzialności za ich konsekwencje. Wprawdzie pacjenci poświęcają dużo uwagi
                                    kontrolowaniu własnych zachowań i emocji, jednak w ocenie konsekwencji nadal
                                    pozostaje tendencja do przypisywania odpowiedzialności czynnikom zewnętrznym.

                                    W miarę trwania procesu psychoterapii pojawia się coraz więcej prób
                                    kontrolowania swoich zachowań, myślenia i emocji. W przypadku kontroli zachowań
                                    zaczyna dominować realizacja zaleceń oraz postawa "muszę wytrzymać". Jest to
                                    ważny etap budowania odpowiedzialności za proces trzeźwienia. Kontrolowanie
                                    emocji często sprowadza się jeszcze do ich tłumienia, ale pojawiają się już
                                    pierwsze konstruktywne sposoby wyrażania uczuć i powstrzymywania impulsywnych
                                    reakcji. Trudne jest kontrolowanie myślenia, przede wszystkim ze względu na
                                    brak kompetencji w wyznaczaniu celów i planowaniu własnej aktywności.
                                    Świadomość tych deficytów jest jednak niewielka, więc konfrontacja
                                    nieumiejętnie wyznaczanych celów z trudnościami w ich realizacji rodzi
                                    frustrację i wzrost napięcia. Taki stan jest często pierwszym etapem w rozwoju
                                    nawrotu choroby.

                                    W miarę realizacji programu terapii nastawionego na uczenie nowych umiejętności
                                    rośnie zarówno świadomość własnych kompetencji, jak i ograniczeń. Ocena
                                    możliwości kierowania swoim postępowaniem oraz samokontroli emocji i procesów
                                    • kardiolog Re: uzaleznienia2 20.09.05, 12:13


                                      W miarę realizacji programu terapii nastawionego na uczenie nowych umiejętności
                                      rośnie zarówno świadomość własnych kompetencji, jak i ograniczeń. Ocena
                                      możliwości kierowania swoim postępowaniem oraz samokontroli emocji i procesów
                                      poznawczych oparta jest, w coraz większym stopniu, na obiektywnych kryteriach.
                                      Wśród nich istotne są wskaźniki skuteczności planowego działania, realizacji
                                      stawianych sobie celów i przyjętych wartości. Na tym etapie budowanie zdolności
                                      do samokontroli opiera się zarówno na ocenie własnego zachowania, jak i
                                      gotowości do przyjmowania oceny z zewnątrz. Ocena jest ważnym elementem
                                      weryfikacji swoich umiejętności. Czynnik wyróżniający ten etap to poświęcenie
                                      uwagi nie tylko zachowaniom abstynenckim, ale i wszelkim innym, które są dla
                                      pacjenta źródłem negatywnych konsekwencji (zachowania nałogowe). Rosnące
                                      kompetencje w zakresie radzenia sobie z głodem, zapobiegania nawrotom, kontroli
                                      zachowań nałogowych są dla pacjentów bardzo dużym źródłem wzmocnień.

                                      POCZUCIE LOKALIZACJI KONTROLI
                                      Istotnym dla opisu rozwoju zdolności do samokontroli u osób uzależnionych jest
                                      zagadnienie poczucia lokalizacji kontroli. W literaturze przyjmuje się dwa typy
                                      samokontroli: osoby o poczuciu kontroli wewnętrznej oraz osoby o poczuciu
                                      kontroli zewnętrznej. Bez szczegółowego wdawania się w różnicowanie, można
                                      stwierdzić, iż osoby pierwszego typu kierują się w swoich zachowaniach
                                      wewnętrznymi, osobistymi kryteriami (można mówić tutaj o pewnej niezależności,
                                      autonomii, kreatywności w realizacji planów, większej akceptacji siebie), a u
                                      osób drugiego typu samokontrola jest wynikiem nacisków z zewnątrz ze strony
                                      środowiska i społeczeństwa (oparcie, jakie znajdują w innych, zapewnia im
                                      ochronę, sprawdzają siebie w porównaniu z innymi, są bardziej podatne na
                                      sugestię, dążą do zrutynizowania życia).

                                      Osoba decydująca się na podjęcie leczenia kieruje się przede wszystkim
                                      naciskami z zewnątrz oraz negatywną opinią społeczną. Towarzyszy temu obawa
                                      bycia alkoholikiem oraz złość na otoczenie, a podporządkowanie występuje na
                                      przemian z buntem i wojowniczością. Wielu pacjentów przyznaje, że decyzja o
                                      rozpoczęciu leczenia była jedynie próbą uniknięcia dalszych, przykrych
                                      konsekwencji związanych z piciem alkoholu, a towarzyszyło temu poczucie
                                      niesprawiedliwości i przekonanie o możliwości powrotu do picia kontrolowanego.
                                      Pierwszy etap leczenia charakteryzuje się wzrostem zależności dominującą
                                      postawą jest próba przerzucenia ciężaru odpowiedzialności za postępy w terapii
                                      na terapeutów, a czasem na otoczenie. Obecne są przekonania typu: "jestem chory
                                      więc mnie leczcie", "bliscy powinni mnie wspierać" lub "oni nie powinni mnie
                                      denerwować". Jednocześnie część celów terapeutycznych akcentuje konieczność
                                      budowania zewnętrznego oparcia, korzystania z grup samopomocowych lub
                                      sponsoringu, jednak ważna jest aktywność własna pacjenta w aranżowaniu takich
                                      sytuacji.

                                      Nabywanie kompetencji, stabilizacja życia i poprawa sytuacji społecznej sprzyja
                                      poszukiwaniu nowych norm, chociaż często motywacją do pozostawania w terapii
                                      nadal jest obawa przed konsekwencjami i brak innej alternatywy. Sama
                                      abstynencja zaczyna być dla pacjentów źródłem poczucia wartości, rośnie także
                                      przekonanie o możliwościach dokonywania samodzielnych zmian.

                                      Stopniowo uwewnętrzniane są normy przekazywane w terapii. Przy rosnącej
                                      świadomości własnych ograniczeń i możliwości dokonuje się budowanie adekwatnego
                                      obrazu siebie. Potwierdzenie swojego uzależnienia i akceptacja faktu bycia
                                      alkoholikiem związane są z rosnącą autonomią i przyjęciem odpowiedzialności za
                                      własne wybory.

                                      PROCEDURA PRACY NAD SAMOKONTROLĄ
                                      Samokontrola związana jest z wytworzeniem jakiejś reakcji kontrolującej
                                      dotychczasowe zachowanie, którego konsekwencje stały się uciążliwe i
                                      przewyższają osiągane gratyfikacje. Pracę nad rozwojem zdolności do kierowania
                                      sobą można rozpocząć, gdy pacjent zaczyna zdawać sobie sprawę z problemu,
                                      podejmuje decyzję o rozpoczęciu pracy nad nim i oczekuje poprawy, jako efektu
                                      swoich wysiłków. W przypadku osób uzależnionych spełnienie każdego z tych
                                      warunków utrudnione jest działaniem silnych mechanizmów zaprzeczania.
                                      Uświadomienie problemu to zwykle długotrwały proces, angażujący otoczenie
                                      alkoholika, wymagający niekiedy określonych strategii postępowania i oparty
                                      przede wszystkim na postępującej destrukcji w różnych obszarach życia. Podjęcie
                                      decyzji o leczeniu nigdy nie jest równoznaczne z aktywną współpracą pacjenta.
                                      Motywacja do rozpoczęcia i kontynuowania terapii jest bardzo niestabilna i
                                      wymaga stałej uwagi terapeuty. Rozbieżność pomiędzy oceną własnych kompetencji,
                                      a faktycznym ich poziomem zwykle dla alkoholika jest nieczytelna oczekiwanie
                                      zmian staje się więc źródłem frustracji i postępującego spadku motywacji do
                                      leczenia.

                                      Naturalne zjawiska w pracy z osobami uzależnionymi to: obecność nałogowych
                                      zachowań oraz szczególnej "nałogowej logiki", służącej do interpretacji siebie
                                      i otoczenia. Wzmacniają one obawy przed nieznanym i potencjalnie "mniej
                                      przyjemnym" stylem życia, opartym na abstynencji oraz obniżają zdolność do
                                      krytycznej oceny dotychczasowego życia. Zaangażowanie w pracę nad zwiększaniem
                                      zdolności do samokontroli zależy od obecności wielu czynników. Pierwszą grupą
                                      są czynniki zwiększające motywację do zmiany przede wszystkim silny dyskomfort
                                      związany z dotychczasowym zachowaniem i chęć uniknięcia dezaprobaty społecznej.
                                      Ważna jest także obecność innych leczących się alkoholików i trzeźwych
                                      terapeutów, jako element presji zewnętrznej i źródło modelowania. Wreszcie samo
                                      podjęcie decyzji o leczeniu i towarzysząca temu aprobata społeczna dają
                                      satysfakcję i poczucie znaczenia. Druga grupa to czynniki utrudniające
                                      zaangażowanie podstawowe wydaje się być tutaj traktowanie przez pacjenta
                                      swojego zachowania jako pozostającego poza wszelką kontrolą i zbyt trudnego do
                                      modyfikacji. Przez wielu pacjentów abstynencja, jako podstawowe kryterium
                                      zmiany jest spostrzegana jako nieosiągalna tym bardziej, że praktycznie w
                                      historii każdego z nich były już obietnice jej utrzymania. Całości dopełniają
                                      utrwalone schematy używania alkoholu i presja innych, pijących w środowisku.
                                      Biorąc pod uwagę fakt, iż działanie alkoholu jest źródłem ulgi, a bezpośrednie,
                                      pozytywne skutki wyprzedzają negatywne konsekwencje, to próby zmiany mogą być
                                      podejmowane tylko w oparciu o ustrukturalizowany program terapeutyczny.

                                      Taki program zawiera szereg procedur, które mają pomóc pacjentowi w realizacji
                                      celów terapeutycznych, związanych z nabywaniem kompetencji do kontrolowania
                                      swoich zachowań, uczuć i myślenia. Niektóre z omówionych poniżej procedur,
                                      chociaż standardowo używane w terapii uzależnień, nie zawsze traktowane są jako
                                      narzędzia do uczenia samokontroli.

                                      KONTRAKT TERAPEUTYCZNY
                                      Zwykle jest to pierwszy element programu terapeutycznego, z którym styka się
                                      pacjent. Poprzez wzajemne ustalenia, dotyczące czasu trwania i warunków
                                      realizacji kontraktu, tworzymy podstawy kontroli, akcentując jednocześnie
                                      własną odpowiedzialność pacjenta za udział w leczeniu. Początkowo kierujemy
                                      jego uwagę na zachowania związane z udziałem w programie, podkreślając
                                      znaczenie abstynencji, uczestnictwa i zaangażowania. Ważnym elementem w
                                      przypadku budowania zdolności do samokontroli jest porządkujący charakter
                                      kontraktu. Stabilizacja życia i koncentracja zachowań wokół ustalonych
                                      kryteriów pomaga pacjentowi w utrzymaniu pożądanego kierunku zmian i umożliwia
                                      ocenę dokonanych postępów to z kolei wzmacnia przekonanie o możliwości
                                      wywierania wpływu na własne życie. Odpowiednio zbudowany kontrakt akcentuje
                                      znaczenie własnej aktywności pacjenta, wyznacza ramy współpracy i mobilizuje go
                                      do kontrolowania swoich zachowań w celu utrzymania się w programie. Początkowo
                                      dominują tu zachowania abstynenckie, pojawiające się w sytuacjach związanych
                                      dotychcza
                                      • kardiolog Re: uzaleznienia 20.09.05, 12:13
                                        Stabilizacja życia i koncentracja zachowań wokół ustalonych kryteriów pomaga
                                        pacjentowi w utrzymaniu pożądanego kierunku zmian i umożliwia ocenę dokonanych
                                        postępów to z kolei wzmacnia przekonanie o możliwości wywierania wpływu na
                                        własne życie. Odpowiednio zbudowany kontrakt akcentuje znaczenie własnej
                                        aktywności pacjenta, wyznacza ramy współpracy i mobilizuje go do kontrolowania
                                        swoich zachowań w celu utrzymania się w programie. Początkowo dominują tu
                                        zachowania abstynenckie, pojawiające się w sytuacjach związanych dotychczas z
                                        piciem. Mają one za zadanie nie tyle zmniejszyć samą chęć napicia się lub
                                        doświadczenia ulgi, co dotrzymanie warunków kontraktu. W rezultacie takiego
                                        zachowania pojawia się satysfakcja wynikająca z realizacji nowych wartości,
                                        nabywanych w trakcie leczenia.

                                        REALIZOWANIE ZADAŃ W OSOBISTYM PLANIE TERAPII
                                        W programie terapeutycznym ukierunkowanym na uczenie się samokontroli,
                                        określenie zadań jest elementem o podstawowym znaczeniu. W ciągu wielu lat
                                        choroby narasta przekonanie o niemożności dokonania zmiany swojego życia. Stale
                                        obecne jest także wynikające z natury uzależnienia przekonanie o częściowej
                                        przynajmniej odpowiedzialności otoczenia za zaistniałą sytuację. Procedura OPT,
                                        dzięki diagnozie problemowej, pozwala na precyzyjny dobór i stopniowanie
                                        trudności zadań. Stworzenie warunków do szybkiej weryfikacji ich rezultatów
                                        jest podstawą budowania umiejętności samoobserwacji i oceny efektów.
                                        Dokonywanie małych zmian podnosi motywację i zwiększa zaangażowanie pacjenta,
                                        zaś konieczność realizowania "prac domowych" daje możliwość stałej ewaluacji
                                        wprowadzanych, konstruktywnych zachowań. Proces terapii wykracza tym sposobem
                                        poza ściany gabinetu i strukturalizuje życie codzienne pacjenta. Niebagatelnego
                                        znaczenia nabiera tu interakcja z osobą pomagającą wykorzystanie do planowania
                                        dalszej aktywności dotychczasowych doświadczeń pacjenta, buduje poczucie
                                        współtworzenia procesu. Jest to kolejny element ugruntowania odpowiedzialności
                                        za własne postępy w leczeniu.

                                        TRENOWANIE NOWYCH ZACHOWAŃ
                                        Szczególne miejsce w procesie nabywania zdolności do samokontroli ma trenowanie
                                        zachowań konstruktywnych. Przeważająca część pacjentów w początkach swojego
                                        leczenia jest przekonana o posiadaniu kompetencji niezbędnych do wprowadzania
                                        pożądanych zachowań. Na taki stan rzeczy wpływają nie tylko mechanizmy obronne,
                                        lecz także sposób realizacji programów terapeutycznych. Dominują niekiedy w
                                        nich intensywne oddziaływania, mające na celu przekazanie pacjentom niezbędnej
                                        wiedzy. Przy braku odpowiednich warunków umożliwiających porównanie posiadanych
                                        informacji z własnymi umiejętnościami, pacjenci nabierają przekonania o
                                        możliwościach wywierania wpływu i kontrolowania różnych sytuacji. Nie ma to
                                        najczęściej żadnego pokrycia w rzeczywistości, ale staje się potencjalnym
                                        źródłem napięcia i sprzyja budowaniu nieadekwatnego obrazu siebie jako
                                        alkoholika. Z drugiej strony ogromnie ważne jest, aby wprowadzanie trenowania
                                        nowych zachowań nie wyprzedzało zbytnio postępów w pracy nad identyfikacją i
                                        bezsilnością. O ile w pierwszej fazie terapii ważne jest dostarczenie pacjentom
                                        umiejętności służących do zachowania abstynencji jako warunku kontynuacji
                                        programu (i nie jest tu najistotniejsze, czy pacjent uznaje się już za
                                        alkoholika, czy też nie), o tyle utrwalanie na dalszych etapach przekonania, że
                                        do utrzymania abstynencji wystarczą jedynie zachowania konstruktywne,
                                        uniemożliwia praktycznie trzeźwienie.

                                        Zgodnie z założeniami Teorii Uczenia Społecznego, braki w zakresie zachowań
                                        konstruktywnych są czynnikiem wysokiego ryzyka. W połączeniu z wymaganiami
                                        sytuacyjnymi mogą osłabiać zdolność pacjenta do skutecznego radzenia sobie z
                                        trudnościami. Jedna z głównych tez programu leczenia opartego na TUS zakłada,
                                        iż deficyty umiejętności interpersonalnych zmniejszają poziom kontroli nad
                                        sytuacją oraz utrudniają podjęcie zachowań alternatywnych. Dalszą konsekwencją
                                        tychże deficytów jest mała skuteczność w budowaniu systemu wsparcia społecznego
                                        i większa "interpersonalna wrażliwość", której efektem może być znaczny wzrost
                                        napięcia w sytuacjach społecznych. Trenowanie deficytowych zachowań stanowi
                                        podstawę w nabywaniu nowych umiejętności, pozwalających na lepsze radzenie
                                        sobie w sytuacjach zagrażających, dostarcza także narzędzi umożliwiających
                                        korzystanie ze wsparcia innych ludzi.

                                        Podobnie rzecz się ma z czynnikami intrapersonalnymi. Oczekiwanie na szybki
                                        efekt działania alkoholu w postaci obniżenia napięcia, czy bardziej ogólnie
                                        doświadczenia ulgi jest podstawową motywacją picia w sytuacjach związanych z
                                        radzeniem sobie z przykrymi emocjami. Repertuar innych zachowań, których
                                        zastosowanie nie pociąga za sobą negatywnych konsekwencji, jest dla pacjentów
                                        na ogół nieznany. Ćwiczenia poznawcze np. zatrzymywanie myśli, powtarzanie
                                        określonych treści, używanie przedmiotów przypominających ważne informacje,
                                        przyczyniają się do utrzymania w świadomości zarówno negatywnych konsekwencji
                                        zachowań alkoholowych, jak i pozytywnych efektów zachowań abstynenckich.
                                        Pozwala to na świadome podjęcie decyzji o zaniechaniu niepożądanej aktywności.
                                        Z drugiej strony nabywanie efektywnych sposobów radzenia sobie z napięciem np.
                                        trening relaksacyjny, rozpoznawanie elementów sytuacji trudnej i ocena
                                        możliwości zmiany zachowań, zwiększają poczucie samokontroli i ułatwiają
                                        radzenie sobie w sytuacjach stresowych.

                                        MODYFIKACJA OTOCZENIA
                                        Osoby uzależnione mają z reguły za sobą wielokrotne, nieudane próby utrzymania
                                        abstynencji, podejmowane w różnych okresach życia. Jako najczęstsze źródło
                                        niepowodzeń wskazują zwykle niesprzyjające środowisko namawiających kolegów,
                                        obyczaj picia w pracy, stałą obecność alkoholu w domu itp. Terapeuci
                                        wyjaśnienia te traktują jako przejaw działania psychologicznych mechanizmów
                                        uzależnienia, bliscy jako wykręty i kłamstwa. Jednak trzeba stwierdzić, iż to,
                                        co dla czynnego alkoholika jest pretekstem do picia, dla osoby leczącej się
                                        stanowi rzeczywiste i poważne źródło zagrożeń. Niesprzyjające środowisko
                                        społeczne z całą pewnością wpływa na jakość trzeźwienia, chociaż błędem byłoby
                                        przypisywanie mu znaczenia podstawowego dla tego procesu. W różnych momentach
                                        realizacji programu terapeutycznego pacjent dokonuje oceny sytuacji trudnych, a
                                        wraz z nią planuje własną aktywność, która ma zabezpieczyć go przed negatywnymi
                                        konsekwencjami. Ocenia tym sposobem swój wpływ na daną sytuację oraz stopień, w
                                        jakim kontroluje różne jej aspekty. Oczywiście podstawą planowania są postępy w
                                        terapii, związane z rosnącą świadomością uzależnienia i coraz wyższym poziomem
                                        kompetencji. Jednak w początkowej fazie leczenia ani świadomość uzależnienia,
                                        ani kompetencje nie są na poziomie gwarantującym utrzymanie abstynencji.
                                        Istotną rolę w tej sytuacji może odgrywać modyfikacja otoczenia, której
                                        procedury służą do kreowania warunków minimalizujących wystąpienie
                                        niepożądanego zachowania. Zalecane tu sposoby kontroli obejmują wprowadzanie
                                        zmian:

                                        w otoczeniu tak, aby uniemożliwić wystąpienie niepożądanego zachowania
                                        podstawowym sposobem jest usuwanie alkoholu z domu, umowa z bliskimi i
                                        znajomymi o nieużywaniu alkoholu w obecności pacjenta, unikanie sytuacji
                                        alkoholowych, bezalkoholowe imprezy, zmiana drogi do pracy, jeśli zachodziło
                                        prawdopodobieństwo napicia się, itp.,
                                        w otoczeniu społecznym tak, aby inne osoby miały kontrolę nad okolicznościami
                                        sprzyjającymi wystąpieniu określonych zachowań najczęściej jest to zapewnienie
                                        sobie wsparcia ze strony sponsora lub innych trzeźwych alkoholików w
                                        sytuacjach, które pacjent uznaje za niebezpieczne dla swojej abstynencji,
                                        umawianie się z bliskimi na informacje o zachowaniu w różnych sytuacjach
                                        potencjalnie zagrażających, zmiana miejsca zamieszkania np. na hotel, by
                                        uniknąć powrotu do patologicznego środowiska,
                                        fizycznych lub fizjologicznych wa run
                                        • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 12:14

                                          w otoczeniu społecznym tak, aby inne osoby miały kontrolę nad okolicznościami
                                          sprzyjającymi wystąpieniu określonych zachowań najczęściej jest to zapewnienie
                                          sobie wsparcia ze strony sponsora lub innych trzeźwych alkoholików w
                                          sytuacjach, które pacjent uznaje za niebezpieczne dla swojej abstynencji,
                                          umawianie się z bliskimi na informacje o zachowaniu w różnych sytuacjach
                                          potencjalnie zagrażających, zmiana miejsca zamieszkania np. na hotel, by
                                          uniknąć powrotu do patologicznego środowiska,
                                          fizycznych lub fizjologicznych wa runków funkcjonowania człowieka, tak aby nie
                                          dopuścić do niepożądanego zachowania w tym przypadku chodzi głównie o używanie
                                          środków farmakologicznych jako "zabezpieczenia" przed wypiciem alkoholu.
                                          Skuteczność tego sposobu jest ograniczona, a stosowanie go bez psychoterapii
                                          praktycznie nie rokuje poprawy. Szczególne miejsce ma w naszym kraju używanie
                                          anticolu jako stosunkowo taniego i bardzo rozpowszechnionego środka. Wprawdzie
                                          krytykowany, służy niekiedy do kontroli abstynencji w sytuacji, w której
                                          pacjent podejmujący leczenie ambulatoryjne, nie jest pewny jej utrzymania, a
                                          anticolu używa w bardzo ograniczonym zakresie i czasie.
                                          Wszystkie te przypadki zakładają ograniczenie własnej kontroli na rzecz
                                          zewnętrznych czynników, pozwalających na uniknięcie niepożądanego zachowania.
                                          Metoda ta spełnia ogromną rolę w rozwijaniu zdolności do samokontroli, ale
                                          stosowanie jej bez jednoczesnego uczestnictwa w terapii i uczenia się nowych
                                          umiejętności jest niecelowe.

                                          SAMOOBSERWACJA I SAMOWZMACNIANIE
                                          Samoobserwacja i samowzmacnianie to elementy procesu samokontroli, ale i metody
                                          pracy nad osiąganiem zmiany. Już na bardzo wczesnym etapie terapii pacjenci
                                          otrzymują zadanie zapisywania w określony sposób uczuć towarzyszących różnym
                                          sytuacjom. Procedura ta zwana "Dzienniczkiem uczuć" stała się jednym z
                                          podstawowych sposobów samoobserwacji. Początkowo dotyczyła ogólnie pracy nad
                                          uczuciami, obecnie w różnych odmianach stanowi skuteczne narzędzie pracy nad
                                          złością, głodem alkoholowym, nawrotami choroby. Strategia, polegająca na
                                          systematycznym zapisywaniu emocji towarzyszących konkretnym zachowaniom czy
                                          wydarzeniom, okazała się bardzo użytecznym narzędziem budowania wglądu,
                                          rozpoznawania dynamiki własnych reakcji i planowania określonych zachowań.
                                          Obserwacja i notowanie własnych myśli, uczuć czy zachowań pomaga w większym
                                          stopniu zdać sobie sprawę z ich występowania w przeciągu określonego czasu
                                          pozwala również na obserwację zachodzących zmian i dokonywanie autokorekty.
                                          Satysfakcjonujące zmiany są źródłem pozytywnych wzmocnień i ważną informacją o
                                          nabywanych, nowych umiejętnościach oraz możliwościach większego wpływu na
                                          siebie i swoje otoczenie. Istotne jest, by proces ten był monitorowany i
                                          konsultowany przez terapeutę działanie psychologicznych mechanizmów
                                          uzależnienia może bowiem wpływać na nieadekwatną ocenę swoich możliwości.
                                          Pacjent zaczyna wtedy myśleć o kontrolowaniu i zmianie sytuacji, na które nie
                                          ma właściwie żadnego wpływu lub wpływ ograniczony. Szczególnie chodzi tutaj o
                                          nadmiarowe planowanie, pomijanie niektórych istotnych aspektów rzeczywistości,
                                          przecenianie swoich umiejętności, nieliczenie się z obiektywnymi przeszkodami.
                                          Równie ważna jest tendencja do koncentracji na natychmiastowych efektach swoich
                                          zachowań, a przez to pomijanie działań przynoszących pozytywne rezultaty
                                          dopiero po pewnym czasie.

                                          Wiedza o własnych zachowaniach, schematach myślenia i emocjach pochodząca z
                                          samoobserwacji jest podstawą do wprowadzania nowych technik samokontroli.
                                          Wymienić trzeba tutaj: techniki pracy nad zapobieganiem nawrotom choroby
                                          rozpoznawanie sytuacji zagrażających, techniki zatrzymywania myśli, planowanie
                                          na wypadek wystąpienia sytuacji kryzysowych. Następnie kontrolowanie złości,
                                          gdzie znajomość powtarzających się wczesnych sygnałów pomaga w osłabianiu jej
                                          eskalacji i ułatwia konstruktywne wyrażanie. Wreszcie rozpoznawanie i praca nad
                                          nałogowymi schematami, których obecność zdecydowanie obniża jakość życia
                                          pacjentów.

                                          Obok samoobserwacji istotny element budowania samokontroli to samowzmacnianie.
                                          Jego podstawą jest reflektowanie pozytywnych zmian zachodzących w życiu pod
                                          wpływem podjętych działań. Może przyjmować formę nagradzania siebie w postaci
                                          konkretnych zachowań czy rytuałów np. obchodzenie rocznic abstynencji, czy też
                                          w postaci afirmacji lub werbalnych wzmocnień np. stwierdzenie "dzisiaj się nie
                                          napiłem", "już mnie nie namawiają". Ważny jest tu związek przyczynowo-skutkowy
                                          pomiędzy świadomym realizowaniem pewnego programu, a jego pozytywnymi skutkami.
                                          Demotywującą rolę odgrywa gotowość do krytykowania siebie i porównywanie z
                                          innymi.

                                          PODSUMOWANIE
                                          Proces nabywania zdolności do samokontroli dokonuje się w oparciu o nabywanie
                                          nowych umiejętności oraz, w pewnym stopniu, poprzez przekształcanie swojego
                                          otoczenia. Zdolność ta koreluje z rozwojem oparcia w sobie i budowaniem
                                          zintegrowanego obrazu własnej osoby. Dokonuje się w trakcie realizacji programu
                                          psychoterapii uzależnienia od alkoholu i stanowi pewien jego aspekt.
                                          Szczególnie istotne dla uczenia się samokontroli są:

                                          diagnoza problemowa: określenie deficytów i umiejętności pacjenta oraz zasoby w
                                          środowisku, które można by wykorzystać do zmiany,
                                          proces identyfikacji siebie jako alkoholika niezbędny do budowania motywacji
                                          oraz adekwatnego wykorzystywania nowych umiejętności,
                                          opracowanie planu uczenia i zastosowanie odpowiednich procedur modyfikacji
                                          zachowań, kontroli uczuć i myślenia,
                                          częsta zewnętrzna kontrola postępu w realizacji programu, analiza czynników
                                          utrudniających i modyfikacja planu,
                                          monitorowanie zmian jakościowych i ilościowych zachodzących w terapii,
                                          zwiększanie roli samowzmacniania w procesie nabywania samokontroli,
                                          podejmowanie własnych inicjatyw i omawianie lub korygowanie tych zachowań.
                                          Nawet ogólne spojrzenie na problematykę samokontroli u osób uzależnionych
                                          pokazuje ten proces jako złożenie wielu czynników wewnętrznych i zewnętrznych.
                                          Zapewne ważną rolę odgrywają różnice indywidualne oraz osobowość
                                          przedchorobowa. Pozostaje otwartym pytanie, na ile deficyty samokontroli
                                          wynikają z braków rozwojowych, a na ile z destrukcyjnego wpływu chemii na
                                          procesy samoregulacji. Dlatego osiągnięcie ostatecznego rezultatu może znacznie
                                          różnić się co do stopnia samokontroli, możliwości jej rozwoju i stosowanych
                                          strategii terapeutycznych.

                                          Sławomir Grab

                                          Autor jest psychologiem, wykładowcą w STU. pracuje w Wojewódzkim Ośrodku
                                          Terapii Uzależnienia i Współuzależnienia w Stalowej Woli.

                                          Bibliografia:

                                          Brown S., Leczenie alkoholików, PZL 1990. Gossop Michael, Nawroty w
                                          uzależnieniach,

                                          PARPA 1997. Jakubik A., Kowaluk B., Wsparcie społeczne a utrzymanie
                                          abstynencji, Alkoholizm i Narkomania 1/26/1997.

                                          Kanfer F., Metody kierowania sobą, Nowiny Psychologiczne, nr 4-5/85.

                                          Monti P., Psychologiczna terapia uzależnienia od alkoholu, IPZ 1989.

                                          Muszyńska A, Jak zapobiegać nawrotom picia, IPZ 1994.

                                          Potter R. i P., Złość, alkoholizm i inne uzależnienia, IPZ 1994.

                                          Psychoterapia i zmiana zachowania, red. S.Garfild, A.Bergin, IPN 1990.

                                          Psychoterapia, red. L.Grzesiuk, PWN 1995. Rosenhan D.L., Seligman M.E.P.,
                                          Psychopatologia, PTP 1994.

                                          Siek S., Wybrane metody badania osobowości, ATK 1993.

                                          Siek S., Osobowość, ATK 1982.

                                          • mathias_sammer Re: uzaleznienia4 20.09.05, 14:08
                                            Przejrzalem wlasnie nasz stary watek o "Ewie Bialej" i "Czarnej", przeczytalem
                                            i musze dorzucic jedna uwage, abysmy mogli dobrze sie zrozumiec, bo widze, ze
                                            znow dryfujemy w roznych kierunkach.
                                            Otoz, jej zycie (jak cytowales w czesci) kreci sie WYLACZNIE wokol jednego
                                            tematu mianowicie porzucenia jej przez mezczyzne, niedotrzymania zlozonych przez
                                            niego obietnic, pernamentnego oczuwania goryczy, samotnosci, odrzucenia,
                                            ukladanych w puzzle ze sztuczna euforia.
                                            Z racji, iz jej wartoscia zycia jest tylko ten mezczyzna (prezenter
                                            telewizyjny) wszystkie przedmioty, stol, telefon sluzacy do zamawiania jedzenia
                                            a nie utrzymywania kontaktu ze swiatem ustawione zostaly przy sofie, by
                                            egsystowac (czyt.wegetowac) w zasiegu pilota i ekranu. Spi tez zapewne na sofie
                                            przy wlaczonym telewizorze. Taka jest jej percepcja- jedyna sluszna i mozliwa,
                                            jaka doswiadcza i jaka jest w stanie posiasc swoim rozumem.
                                            W ten sam tez spoosb bedzie odbierac caly swiat zewnetrzny, osoby z zewnatrz
                                            stana sie dla niej i jej milosci zagrozeniem, ich reakcje bedzie odbierac
                                            wylacznie poprzez pryzmat swojego "ja" i swoich misternie ulepionych,
                                            nierzeczywistych wartosci. Nie moze wiec znalezc sie miejsce na informacje,
                                            ktore nie przystaja do ustalonego modelu. A zatem majac obsesje na jednym
                                            punkcie swiecie wierzy, ze wszyscy maja tez obsesje na punkcie wyniesionym
                                            przez nia na piedestal i przez nia ukochanym. Nie mnalezy mylic z zazdrosica,
                                            czy zaborczoscia, lecz obsesja i degradajca zycia do jedynego, istniejacego
                                            odniesienia. Czyli znow: jesli ona jest opentanczo zakochana w swoim
                                            prezenterze wierzy, ze wszyscy inni tez sa zakochani, jesli on ja rozczarowal
                                            wierzy, ze inni przezywaja bol rozczarowania identycznie. Bedac na miejscu
                                            prezentera (gdybym o tym wiedzial) zacieralbym rece z radosci trzymajac
                                            oczywiscie swoja fanke na odleglosc, a nuz w szale milosci rzuci sie na mnie z
                                            nozem, iz zawiodlem ja jako "jej" mezczyzna odrzucajac awanse czynione do
                                            ekranu telewizora lub plakatow jak bylo w przypadkach fanek zespolow
                                            bigbitowych (casus chlopakow z Manchesteru).

                                            Dlatego wszystko jesz przyjemne do czasu, dopoki nie stanie sie obsesja, a
                                            ktora nalezy trzymac na odleglosc o czym przekonuje sie czytajac rozne
                                            publikacje.

                                            M.S.
                                            • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 16:41
                                              Mathiasie,
                                              obserwuje wciaz powtarzajacy sie syndrom "odmrazania sobie uszu" u osob
                                              uzaleznionych. Polega on na tym, ze osoba uzalezniona chce zachowac sie (uznaje
                                              za swoj obowiazek) wbrew temu, co do/o niej sie mowi, jakby temat jej nie
                                              dotyczyl. dodatkowo pije (jesli mowa o alkoholiku)pod prtekstem podtekstem: "No
                                              i co mi zrobisz jesli bede pic? Odbierzesz mi butelke? Kupie piec nowych.
                                              Zamkniesz mnie w zakladzie? Wyjde szybko dobrze i obiecujaco sie sprawujac. Nic
                                              nie mozesz zrobic".

                                              Rzecz w tym, ze w takim dzialaniu osoba uzalezniona zapomina, ze nie komus robi
                                              na zlosc tylko wylacznie sobie. Sobie na zlosc odmraza uszy, jesli wypije
                                              wiecej to jej organizm a nie osob postronnych bedzie ponosil konsekwencje
                                              wypicia podwojnej dawki, braku snu itd.

                                              Dlatego ni moze byc mowy o jakiejkolwiek spojnosci celow osoby uzaleznionej nie
                                              chcacej sie lezcyc z sobami wspoluzaleznionymi zdajacymi sobie sprawe z choroby.

                                              Casus Evy dotyczy zachowan paranoidalnych, alkohol moze byc ich nastepstwem,
                                              ale nie musi.

                                              kardiolog
                                              • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 16:42
                                                Sorry za bledy, ale zmeczony jestem, poza tym chorym.

                                                kardiolog
                                              • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 16:50
                                                Jeszcze raz z pelna swiadomoscia i bez bledu:

                                                "Casus Evy dotyczy zachowan paranoidalnych, alkohol moze byc ich nastepstwem,
                                                ale nie musi."

                                                kardiolog
                                                • amino_kwas Re: uzaleznienia4 20.09.05, 16:55
                                                  nie wiedziales smutnej dziwki?
                                                  to idz popatrz, bo za darmo jest.

                                                  a_k
                                                  • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 16:59
                                                    Rozejrze sie, ale smutnych..nie lubie:), darmowe owszem:)))

                                                    kardiolog
                                                  • mathias_sammer Re: uzaleznienia4 20.09.05, 17:09
                                                    Popatrz na cos wartosciowszego:

                                                    Piekna kobieta:)

                                                    www.fembio.org/frauen-biographie/sophia-loren.shtml
                                                  • mathias_sammer Re: uzaleznienia4 20.09.05, 17:11
                                                    Jak tu pieknie, kocham piekne kobiety.

                                                    Popatrze sobie jeszcze:


                                                    www.poster.de/Loren-Sophia/Loren-Sophia-Photo-Sophia-Loren-6230363.html
                                                  • mathias_sammer Re: uzaleznienia4 20.09.05, 17:12
                                                    www.poster.de/Loren-Sophia/Loren-Sophia-Photo-Sophia-Loren-6230453.html
                                                  • mathias_sammer Re: 20.09.05, 17:13
                                                    mniam:)

                                                    www.poster.de/Loren-Sophia/Loren-Sophia-Photo-XL-Sophia-Loren-6230367.html

                                                    Przyznaje, jestem uzalezniony od Zosi Lorenowej, jest piekna, nie moge sie
                                                    napatrzyc

                                                    M.S
                                                  • mathias_sammer Re: 20.09.05, 17:18
                                                    Mmmmm..

                                                    www.poster.de/Loren-Sophia/Loren-Sophia-Photo-Sophia-Loren-6230450.html
                                                  • kardiolog Re:obgaduje:) 20.09.05, 17:37
                                                    Lubie piekno w czystej postaci:).

                                                    Zbieram sie pomalutku, inne obrazy zalosne do bolu (na szczescie nie mojego),
                                                    no ale przeciez do dna jeszcze daleko. Teraz nastapi faza laszenia sie, jakiez
                                                    to przwidywalne, niech szlag trafi wszystkich psychologow i psychitrow, ze nie
                                                    ma niezwyklosci tylko sztampa.

                                                    Z drugije strony jednak i ja musze przyznac (a ciezko mi przez gradlo
                                                    przechodzi), ze im dluzej jestem na forum tym bardziej rozumiem reakcje i
                                                    zachowania kolegi boskiego:)))))))))))

                                                    Ale on musi stanac dzis na wysokosci zadania, podniesc niewiaste z ulicy i
                                                    przytulic ja do serca. Innego rozwiazania na dzisiaj nie widze. Gdyby jeszcze
                                                    zamowil tylko pizze dla niej, byloby naprawde prima:DDDDDDDDDDDD

                                                    kardiolog
                                                  • kardiolog rozmyslilem sie 20.09.05, 18:18
                                                    Stwierdzam, ze dzis spedze dzien w internecie. Popatrze kto co pisuje, czy ktos
                                                    byl na pizzy, moze czegos ciekawego sie dowiem o ludziach, o ich
                                                    zainteresowaniach, czasie wolnym:) Jest takie miejsce "czas wolny" ,popatrze
                                                    wiec tu i tam:)

                                                    kardiolog
                                                  • kardiolog Re: rozmyslilem sie 20.09.05, 18:48
                                                    Do boskiego powiedzialem, ze kobieta. Bidus obrazil sie i szelesci, laseczki
                                                    piszcza ze szczescia. Ale ksiaze i swita :-)))


                                                    kardiolog
                                                  • kardiolog Re: uzaleznienia4 20.09.05, 17:31
                                                    Widze, juz przyszla druga zmiana...

                                                    Piekna:) Chcialbys miec taka zone? Piekna, madra i bogata? :D

                                                    kardiolog

                                                  • mathias_sammer Re: uzaleznienia4 20.09.05, 17:06
                                                    Widzialem juz.

                                                    To bezsilnosc i rozpacz.

                                                    Nie kaz nam tego ogladac.

                                                    M.S.
                                    • kutet33 Re: uzaleznienia 30.12.14, 03:04
                                      kwintesencja tkwi w akceptacji ale i AA i terapia to moze byc za malo czasami potrzeba czegos wiecej polecam terapiee AA i baklofen dziala nie na kazdego trzeba w to uwiezyc efekt placebo ulecza rowniez sprobujcie zanim umrzecie ja tak robie i dzala w 100% polecam moze choc i komus jeszcze pomoze to bedzie rownowarte zyciu
                • kardiolog Re: kardiologu 14.09.05, 17:51
                  Wypelnilem, moze przesla probke ibuprofenu:D

                  lardiolog
              • kardiolog Re: 14.09.05, 18:08
                "Polish death camps"
                unudzonym.

                Co by tu zaspiewac na koniec, hmmmm

                Hej bystra woda
                bystra wodiczka
                sikalo dziewcze do nocniczka
                hej lesie ciemny wirsku zielony
                kaj moj nocniczek umilony?



    • orla_cien TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA 02.02.04, 14:59
      troche estetyki :)

      do zas!:)

      spydersempire.com/sophia/images2/4b.jpg
      www.schwarzkopf-schwarzkopf.de/images/peterbasch0273kellygrace.jpg
      userpage.fu-berlin.de/~cimen/classic_moviestars/grace_kelly/start.htm
      www.romy.de/lebenswerk/Galerie/galerie1_bild_7.htm

      • mathias_sammer Re: TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA 02.02.04, 17:42
        Czesc Kardiolog
        mialem dzis juz nie pisac, choc " muszem choc nie chcem".
        Widze, ze myslenie jak zwykle idzie nie w tym kierunku co powinno.
        Popatrz, jeszcze jeden, ale chyba juz ostatni malenki, banalny przykladzik,
        zeby udowodnic, ze nic nie zmieni sie nawet za sto lat:))))
        Nudzi mnie zabawa w duce na betonie...

        Napisalem tekst na aktualnosciach, a w nim o kontroli powierzonego (ewentualnie
        z naciskiem na nawias)terytorium oraz prawa do wlasnego wyznania. Dlugo trzeba
        bylo czekac? Oczywiscie, ze nie:).
        Twoje zycie to wieczne tlumaczenie co zrobiles a czego nie i wieczne klekanie
        na kleczniku. Twoja sprawa. mnie do klecznika daleko:) . Moje zycie to
        tlumaczenie, co tyzrobiles, czego nie zrobiles, a zycie osoby....psss... to
        co... no co?:). Osatni raz usprawiedliwiam sie, choc zupelnie nie rozumiem
        dlaczego to robie. Moze, zebys spedzil ze swoja zonka spokojny wieczor. Ostatni
        raz. Wiecej tlumaczen, ze zyje, nie bedzie.
        Gnebi mnie jednak pewne pytanie. Nie obraz sie, ale powiedz z reka na sercu
        (jesli masz odwage :) w jakim celu potrzebujesz "jeszcze i mnie do pieczenia
        chleba?" Skoro stac cie tylko na usprawiedliwianie sie? Niby jaka role mialbym
        pelnic? Chcesz rozmawiac ale nie mozesz, bo nie wolno :) Chcesz nowych ludzi na
        forum, ale bez pozwolenia to nawet do toalety nie mozesz wyjsc. A moze chcesz,
        zeby ktos za ciebie wygral TWOJA WLASNA wojenke? :) Eee, czyz nie lepiej jednak
        samemu zawalczyc o prawo do zycia dla SIEBIE.... ??
        To bylo niezlosliwe, zreszta poprosiles o kilka slow prawdy, a ja zawsze do
        uslug:). Mam nadzieje, " zes" nieobrazony. Obrazaj sie tylko sluzace (ze
        powtorze za kims). A moze...ty tylko potrzebujesz kogos do sluchania, takiego
        aktora w niemym teatrze, ktoremu opowiesz o tym co chcialbys zmienic a czego
        nie potrafisz...?:). No jak mi idzie, bliski jestem odgadniecia zgadywanki?:)

        Jezeli cie interesuje powazniejsze podejscie do tematu to przeczytaj moj wpis,
        staralem sie opisac tam fakty a nie pobozne zyczenia.
        Zreszta gumke do majtek mozna rozciagnac tylko na okreslona odleglosc...
        Z psutego to i Salmon wedzony nie naleje:)
        -------------

        Orle, ach te twoje orle oczy :)
        Dzieki za odrobine "estetyki".
        Nosilem sie z zamiarem zalozenia watku ze zdjeciami, ale ubiegles mnie:).

        Zapraszam Cie na inne forum (adres wysylam mailem). To tyle w odpowiedzi na
        zdjecia orla:)

        Tchüss,
        M.S.
        ----
        Gdyby Palestynczycy chcieli utworzyc choc 50 osobowa dobrze uzbrojona armie po
        tysiacach Izraelczykow nie pozostaloby nawet wspomnienie. No nie,
        jastrzebiec....? Tylko po co...
        • kardiolog Re: TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA 02.02.04, 19:19
          mathias_sammer napisał:

          > Czesc Kardiolog
          > mialem dzis juz nie pisac, choc " muszem choc nie chcem".
          > Widze, ze myslenie jak zwykle idzie nie w tym kierunku co powinno.
          > Popatrz, jeszcze jeden, ale chyba juz ostatni malenki, banalny przykladzik,
          > zeby udowodnic, ze nic nie zmieni sie nawet za sto lat:))))
          > Nudzi mnie zabawa w duce na betonie...
          >
          > Napisalem tekst na aktualnosciach, a w nim o kontroli powierzonego
          (ewentualnie
          >
          > z naciskiem na nawias)terytorium oraz prawa do wlasnego wyznania. Dlugo
          trzeba
          > bylo czekac? Oczywiscie, ze nie:).
          > Twoje zycie to wieczne tlumaczenie co zrobiles a czego nie i wieczne
          klekanie
          > na kleczniku. Twoja sprawa. mnie do klecznika daleko:) . Moje zycie to
          > tlumaczenie, co tyzrobiles, czego nie zrobiles, a zycie osoby....psss... to
          > co... no co?:). Osatni raz usprawiedliwiam sie, choc zupelnie nie rozumiem
          > dlaczego to robie. Moze, zebys spedzil ze swoja zonka spokojny wieczor.
          Ostatni
          >
          > raz. Wiecej tlumaczen, ze zyje, nie bedzie.
          > Gnebi mnie jednak pewne pytanie. Nie obraz sie, ale powiedz z reka na sercu
          > (jesli masz odwage :) w jakim celu potrzebujesz "jeszcze i mnie do pieczenia
          > chleba?" Skoro stac cie tylko na usprawiedliwianie sie? Niby jaka role
          mialbym
          >
          > pelnic? Chcesz rozmawiac ale nie mozesz, bo nie wolno :) Chcesz nowych ludzi
          na
          >
          > forum, ale bez pozwolenia to nawet do toalety nie mozesz wyjsc. A moze
          chcesz,
          > zeby ktos za ciebie wygral TWOJA WLASNA wojenke? :) Eee, czyz nie lepiej
          jednak
          >
          > samemu zawalczyc o prawo do zycia dla SIEBIE.... ??
          > To bylo niezlosliwe, zreszta poprosiles o kilka slow prawdy, a ja zawsze do
          > uslug:). Mam nadzieje, " zes" nieobrazony. Obrazaj sie tylko sluzace (ze
          > powtorze za kims). A moze...ty tylko potrzebujesz kogos do sluchania, takiego
          > aktora w niemym teatrze, ktoremu opowiesz o tym co chcialbys zmienic a czego
          > nie potrafisz...?:). No jak mi idzie, bliski jestem odgadniecia zgadywanki?:)
          >
          > Jezeli cie interesuje powazniejsze podejscie do tematu to przeczytaj moj
          wpis,
          > staralem sie opisac tam fakty a nie pobozne zyczenia.
          > Zreszta gumke do majtek mozna rozciagnac tylko na okreslona odleglosc...
          > Z psutego to i Salmon wedzony nie naleje:)
          > -------------


          Czesc Mathias,
          hihihihi idzie niezle, zgodnie z planem B :).
          Tak sadzilem wlasnie, ze siegniesz do metod u zrodel. Nic tak nie jednoczy
          ludzi (nawet pokloconych) jak wspolny wrog. Beda wtedy ponad podzialami. Moze
          wreszcie Lewica dogada sie z Prawica w Polsce i cos z tego bedzie:)? Odnosnie
          twojego tekstu i wspierania Izraela przez USA i USA przez Izrael to
          niejednokrotnie media podawaly ile i gdzie plyna i poplyna miliony. Wiesz to
          taki bilateralny uklad, duzo o nim na innych forach.


          Wracajac jednak do meritum szczerze mowiac czekalem, az siegniesz po plan B.
          Nic tak nie urozmaica zycia jak przygladanie sie jego wdrazaniu. To dziala
          bracie naprawde! (jak zwykle)hihihi.

          Przeczytalem uwaznie twoj wpis i mam kilka uwag w innej kwestii:

          powinnoscia czlowieka posiadajacego narkomana w swoim otoczeniu jest
          ofiarowanie mu pomocy nawet przy uzyciu niezbyt pedagogicznych metod. Za cene
          ratowania mu zycia. Powinnoscia czlowieka posiadajacego alkoholika w swoim
          otoczeniu jest doprowadzenie go do meijesca terapeutycznego (jesli ktos bardzo
          bliski) lub zwrocenie uwagi na koniecznosc leczenia.
          Powinnoscia czlowieka widzacego innego w pozie, ktora mu uwlacza, jest
          przemilczenie tematu (powiedzenie nie pomaga, wyzwala agresje), inaczej ow
          czlowiek bedzie uznany za tego kto sie wtraca w nie swoje sprawy. Zrobmy tak,
          ty nie wtracasz sie i nie komentujesz "moich kolan czy lokci" a ja nie wtracam
          sie do ciebie i twoch wpisow?
          W ten sposob dojdziemy do etapu, o ktory prosisz czyli naturalnego bana w
          kolorze zoltym :). Chcialbym, bo wiem, ze na to liczysz, aby udalo sie
          doprowadzic do takiej sytuacji, aby inni wreszcie zajeli sie wylacznie swoimi
          sprawami i sprawami...Zycze ci tego, Mathias.

          Mam nadzieje wiec, ze ustalilismy norme ko-egzystencj, ktorej granice czytelnie
          okreslono.
          A teraz pozwol, ze pojde na kolacje a Ty pojdziesz do siebie. Zachecam do
          lektury Kapuscinskiego. W Lapidarium jest duzo o kreowaniu wspolnego wroga,
          walki z nim, a przede wszystkim wzmacniajacej solidarnosci prowadzacej..tam do
          nikad... tu...kto wie... moze wreszcuie do ozenku zwanego zwyciestwem kast.

          I jeszcze jedno. W twojej wypowiedzi jest o tym, ze przez "2o lat nie bedzie
          zmian". Tu sie zgadzamy, nie bedzie dopoki Sharon I Arafat beda u wladzy. ALe
          to tez nie jest twoja sprawa - przeciez nie zyjesz w Izraelu ani Palestynie.
          Oczywiscie, jesli bede pisac na temat bezposrednio cie tyczacy (tfu! tfu!
          obiecuje, ze juz NIGDY) to zapraszam do komentarzy).

          Cos jeszcze......Mathias, czy ty wierzysz w cuda i masz jeszcze plan C...?

          dobranoc
          kardiolog

          PS, uff, nareszcie od tej chwili nikt nie bedzie czytal naszego watku. Bedziemy
          mogli rozmawiac do
          woli na wszystko co nas interesuje :) Tyle juz osiagnales i za to wielkie
          dzieki
          chlopie :)
          • Gość: Oleńka hihihihi ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 19:26
            a właśnie, że ktoś będzie czytał :)

            pozdrawiam :))
          • kardiolog Re: TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA i Olenki:) 02.02.04, 19:34
            jeszcze jedna informacja chcialem cie zainteresowac. Ale to juz na inny temat
            Pamietam wiele bylo w prasie polskiej o zle o Niemcach i zacieraniu historii.
            Zachecony orla_cieniem przeszukalem nie tylko fotki, ale i inne informacje.
            Polecam.
            kardiolog. juz dobranoc

            www.dhm.de/lemo/objekte/pict/684_4/index.html

            Olenko, myslalem, ze nie czytasz:)
            rowniez dobranoc
            • kardiolog Re: TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA i Olenki:) 02.02.04, 19:35
              Weszlo tylko zdjecie. Moze za kilka dni dorzuce wlasciwy link. Musze isc. Sorry
              za bledy powyzej.
            • mathias_sammer Re: TYLKO i WYLACZNIE DLA MATHIASA i Olenki:) 03.02.04, 10:11
              Kardiolog,
              czesc i na szybko.

              Ciesze sie, ze ustalilismy zasady. Bede sie ich trzymal, wierze, ze ty rowniez
              czyli vuce versa;). Jestem bardzo przeciwny stosowaniu „lokci” w stosunku do
              kogolwiek (o czym niejednokrotnie pisalem), ale masz racje, mnie ta sprawa nie
              powinna dotyczyc. Ja tez nie chce uzywac lokci, chociaz byly potrzebne do
              okreslenia granic. Wole rozmowy wylacznie na przyjemne ( inne, niez personalne)
              tematy. Jesli skierujesz uwagi w moja strone (tudziez lokcie) a ja trafie na
              tekst, wowczas oczywiscie odpowiem. I mnie, mimo wszystko, blizsza jest
              rozmowa oparta na konkretnych argumentach. O zapraszaniu mojej skromnej osoby
              do rozmow juz tez pisalem, nie chcialbym sie powtarzac, czas mnie mocno goni.
              Bez zaproszenia nie bede pisal, jak obiecalem.

              Patrzac po ilosci wpisow na moim watku przewiduje niedlugo maly jubileusz ( 100-
              ny wpis pewnie wypadnie za jakies dwa tygodnie, a moze nawet pozniej). Bede
              musial przygotowac jakiegos „kroliczka w torcie”:) . Hej, to bedzie juz cala,
              okraglutka setka:)

              I jeszcze dwie sprawy:
              1. tak, mam. Mam tez plan D.
              2. OK, jasne.

              Nastepnym razem, gy sie pojawie (a wciaz licze na spelnianie sie marzen
              odnosnie nie-udazialu w dyskusjach prywatnych) chcialbym wrocic do watkow
              glownych a mianowicie: filozofii, psychologii, lieratury znanej i nie-znanej
              (czy tez szerzej pojetej sztuki) oraz po zachecie poszerzac „galerie zdjec”
              (byles kiedys wirtualnie w Muzeum zagranica? Ja bede miec wiecej czasu to
              podrzuce kilka ciekawych linkow). Chcialbym tez dokladac zdjecia nie tylko (jak
              sugeruje orla_cien) pieknych kobiet, ale rowniez innych ,
              interesujacych „obiektow”. Helmut Newton zrobil mnostwo doskonalych zdjec, ale
              nie wszystkie te, ktore mam w albumie (niestety) sa w necie . Moze uda sie
              znalezc wiecej, wowczas moglbym pokazac na czym polegalo slynne
              Jego „oszpecanie” i „upiekszanie”.

              Cienko z czasem teraz. Zajrze za kilka dni (nie bede i nie chce zagladac
              prywatnie do netu w godzinach mojej pracy, a teraz wlasnie jestem w robocie.
              Poniedzialki z reguly mam wolne)

              Milego dnia
              (rowniez dla naszego cenzoka Olenki :)

              Klaniam sie,
              M.S.
              • bulterier gdy dymi spod pokrywki 06.02.04, 18:52
                Wpadlam na sekunde odebrac poczte. Dzis zagladam czesto, telefony odbieram. No,
                raduje sie:) (wlasnie drugi raz dzwoni moj tatus zeby dac mi buziaka)No,
                szczesliwa dzisiaj jestem :))))) Imieniny mam:)
                Dziekuje za wszystkie dziesijesze serdecznosci, Panowie... Sciskam za nie pod
                kolankiem;)
                Jesli wolno niesmialo zaproponowac to chcialabym, abyscie nie przekraczali juz
                setki.
                Mysle, ze wystarczy. Naprawde. Liczylam wprawdzie, ze przy "setce" wypije za
                cos szczegolnego, jakies party, slub czy insze fajne cudo. Wciaz nie trace
                nadziei, poki co delektujac sie tylko de perriere, taniutkim brutem dla
                sluzby ;). Zycze Wam z calego serca tego uczucia, ktore mnie wypelnia. Dzis
                wszyscy bliscy sa ze mna. Bezgraniczna radosc. Wy tez, przeczytalam, dziekuje...

                Pozdrawiam i do nastepnego, gdzies w Alasce...
                bulterier
                -----
                maly bialy pies bez.....
                • Gość: Oleńka Re: gdy dymi spod pokrywki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 20:32
                  Wszystkiego słodkiego! :D
                  Dorota? ;)))
      • mathias_sammer Re:do orla i leniwca zwanego kardiologiem 19.05.04, 18:16
        orla_cien napisała:

        > troche estetyki :)
        >
        > do zas!:)
        >
        > spydersempire.com/sophia/images2/4b.jpg
        > www.schwarzkopf-schwarzkopf.de/images/peterbasch0273kellygrace.jpg
        > userpage.fu-berlin.de/~cimen/classic_moviestars/grace_kelly/start.htm
        > www.romy.de/lebenswerk/Galerie/galerie1_bild_7.htm
        >

        Czesc Orle_w_cieniu :)

        Ja to zawsze zagapie sie tam gdzie nie trzeba:). Bardzo ladne zdjecia, prosze
        kontynuowac. Jestem fanem Jolie z duzymi ustami i duzemi cyckami. Mozna prosić?

        Kardiologu, przerabiam kraj Kwitnacej Wierzby Polskiej (tak tak wciąąąążżżżż
        pyli).
        Przeczytalem artykul w przedostatniej Polityce i musze przyznac, ze bezczelnie
        zaadopotowalem jedno zdanie (ponizej), ktore oddaje wiele. Cytat pochodzi z
        wydania "bezrobotni nierobotni"...
        Tyle ode mnie. I cos naprawde waznego. Wygralem kontrakt (wprowadzam klienta na
        zachodnioeuropejski rynek, nasi gora! yeah!) w zwiazku tym bede zagladal na
        forum wybitnie sporadycznie.
        Nie, nie kasa- ambicja po prostu, by wykonac robote jak najlepiej.
        Jeszcze stukne ze trzy zdania i ide pic ( z tej okazji wlasnie).
        Zegnam sie wiec (nie na zawsze tylko jak zwykle do "zas"), pozdrow ode mnie
        wszystkich wesolych o rozczochranych myslach ludzikow. Gdy mnie zaswedza
        opuszki palcow to nacisne, rzecz jasna.
        M.S.

        Dzieki
        • mathias_sammer Re:do orla i leniwca zwanego kardiologiem 19.05.04, 18:18
          zabraklo sygnaturki czyli cytatu. Z pospiechu>

          A wiec podaje
          M.S.
          ....

          " Nie robim bo sie ujebiem"...
          Polityka
          • joanna51 Re:czesc 10.08.04, 14:12
            witaj Mathiasie! Co prawda nie zajrzales do swojego watku, ale ja z
            przyjemnoscia podbije go do gory, skoro widze, ze jestes.

            Popatrz, jak ladne temaciki masz do obrobki, najlepsze te o filozoficznej
            wrazliwosci. Moze moglbys naklonic kardiologa, zeby wrocil i pisal dalej o
            zachowaniach ludzkich w oparciu o badania i doswiadczenia specjalistow..?
            Jak czlowieka odrobine odslonisz to wychodzi z niego cale jego dobro, hihi:)

            Cos znalazlam. Tyle juz o tym bylo na forum (nie wiem czy wiesz, ale lubimy sie
            powtarzac, wiec wrzucam cos).
            Pa! Mathiasku

            Nie moze Cie zabraknac, koniecznie pisz

            Joanna
            -------------
            "Sai Baba mówi o związkach"

            Zazdrość
            Odwrotną stroną uwodzenia jest zazdrość. Większość związków rozpada się w
            dzisiejszych czasach z powodu zazdrości. Nie wierzysz? Sądzisz, że to wielka
            przesada? Mylisz się. Mam przed oczyma miliony przypadków, w których zazdrość
            ma niszczący wpływ na związek prowadząc w końcu do rozpadu. Istniej pięć
            wariantów zazdrości. Po pierwsze, zazdrość chorobliwa. Jedno z partnerów
            przypisuje tu drugiemu wszelkie dające się pomyśleć wykroczenia przeciwko
            małżeńskiej wierności nie posiadając żadnych rzeczywistych dowodów. Insynuuje
            mu tak wiele, tak bardzo go rani, tak ogranicza, że ten drugi w końcu
            faktycznie robi to, o co był dotychczas bezpodstawnie obwiniony – albo też mści
            się w inny sposób. Druga forma zazdrości dotyczy poprzedniego (poprzednich)
            związku (związków) partnera. Cierpi się tu na skutek świadomości, że dzielił on
            już swą intymność z kimś innym, czy wręcz z wieloma ludźmi. Tego rodzaju
            zazdrość jest dzisiaj wyszydzana, bo większość ludzi sądzi, że może czy musi
            często zmieniać partnerów. Z reguły nie ma już obecnie miejsca dla zazdrości o
            poprzednie związki partnera. Dlatego trzeba ją często zachować. Dla samego
            siebie, co naturalnie zazwyczaj się nie udaje i kiedyś następuje wybuch. Po
            trzecie, z powodu tłumienia zazdrości pod presją otoczenia, korzyść odnoszą ci,
            którzy nie uświadamiają sobie tego uczucia. Dlatego wydaje im się, że nie
            mają „z tym wszystkim” nic wspólnego. Błądzą oni, bo nieświadomie zachowują się
            inaczej niż to przedstawiają. W rzeczywistości nie angażują się głębiej w
            partnera. Ciągle stoją jak gdyby jedną nogą poza związkiem. Pogrążają się np. w
            pracy zawodowej, w hobby, w wychowywaniu dzieci czy w innej, szczególnie ich
            spełniającej działalności. Również flirtując z innymi, jak gdyby wcale nie żyli
            w stałym związku, dowodzą jak słabo czują się powiązanie z partnerem. Niektórym
            partner jest tak dalece obojętny, że nie przeszkadzają im jego miłostki.
            Najpóźniej w tym miejscu widać wyraźnie, jak bardzo odcięli się od uczuć, także
            zazdrości, i jak mało im zależy na partnerze. Ta postawa prowadzi naturalnie do
            tego, że sami nie są wierni i wręcz nie widzą w zdradzie małżeńskiej żadnego
            problemu. Chciałbym tu jeszcze raz wyraźnie rozróżnić: nie wszyscy ludzie
            nieświadomi swej zazdrości są też niewierni. Prawdą jest jednak, że nie
            angażują się w związek, że nie mogą tego robić, bo „odcięcie” się od zazdrości
            stwarza w nich blokadę. U niektórych blokada ta jest tak silna, że niemal w
            ogóle nie czują się związani z partnerem i dlatego potrafią nie przejmować się
            w szczególności własną, ale także i jego zdradą. Istnieje też
            oczywiście „wariant macho”, w którym jedno z partnerów przyznaje sobie pełną
            swobodę odnośnie pozamałżeńskich związków, natomiast na zdradę drugiego reaguje
            zazdrością. Jest to śmieszne, bo wierność małżeńska to całość złożona z dwóch
            części. Jeśli jeden partner nie wnosi swojej części do tej całości, jest ona
            zagrożona. Po czwarte, istnieje jeszcze zazdrość „aktualna”: jedno z partnerów
            jest zazdrosne o sposób, w jaki drugie odnosi się do innych ludzi (kiedy jest
            uwodzicielski, gdy flirtuje z innymi oraz wkracza w intymną sferą). Tego
            rodzaju zazdrość jest dziś również często wyszydzana – i oddziałuje
            destrukcyjnie na związek. Po piąte, istnieje zazdrość dotycząca traktowania
            poprzednich partnerów. Występuje tu pokrewieństwo z „aktualną” zazdrością, bo
            odnosi się ona również do teraźniejszych zachowań, ale jest też różnica, gdy
            jej powody leżą w przeszłości.


            • mathias_sammer Re:czesc 10.08.04, 14:51
              Czesc Joasiu, bede pisal, nie martw sie nie zabraknie mnie:-).

              Nieraz jestem bardzo zajety, niekiedy cierpie na zwykle lenistwo, poza tym inne
              obowiazki a i olimpiada wkrotce. Nie mam czasu ani ochoty (dzis 35stopni u
              mnie, klima wysiada)przesiadywac calymi dniami na forum, ale z przyjemnoscia
              wpadam od czasu do czasu by poczytac "teleexpress"..:-)
              Dlatego prosilbym, abys nie uzywala slow "wroc" bo ja jestem, pisze na roznych
              forach, czasami tez na Gazecie. I mam dla Ciebie dobra wiadomosc, bede
              kontynuowal pisanine, moze tu, na pewno w innym miejscu. Dlaczego? Bo nie
              bedzie mi "moja droga przyjaciolka" bulterierka mowic, gdzie mam pisywac, z kim
              rozmawiac, na jaki temat albo ze w ogole mam nie stukac na tym orwellowskim
              folwarku. Dziwie sie kobiecie. Gdyby byla madrzejsza to spokojnie wlaczylaby
              olewator i juz. A tak? Daje mi pozywke do smiechu a potem dziwi sie, ze
              wszyscy chichocza. Mam nadzieje, ze jak wpadnie to nie powie " albo ja albo
              mathias" bo wtedy musielibysmy wszyscy lezec na podlodze posikani ze smiechu.
              No dobra, nie bede taki niemilosierny dla cudownych istot. Dalej juz "no
              comments" .

              Sciskam Cie Aska pod kolankiem i oczywiscie ze wroce bo stosunki "polsko-
              niemieckie" dla mnie sa duzo wazniejsze niz jakies poszczekiwania.
              klaniam sie,
              M.S.



    • ewa.11 Re: Dojrzalosc..... 29.02.04, 21:03
      "A wiec nigdy nie przyjdzie dojrzalosc
      zawsze bedzie nie to i za malo"
    • Gość: mathias_sammer dobiega konca.. IP: 217.245.68.* 01.06.04, 15:05
      Siedze sobie wlasnie w domu (najdluzszy weekend w Niemczech), pakuje sie na
      poranny wyjazd do Pragi i postanawiam jeszcze raz zajrzec do
      dojrzalosci..Wcinam salatke ziemniaczana i czytam pierwszy wpis widzac, iz W
      pazdzierniku zeszlego roku zamiescilem cytat z Kanta. POpilam salatke
      mineralka, stukam jednym palcem i mysle- jak to strasznie dawno juz bylo, jakby
      za innego zycia... Krotko przeslizgnalem sie po tematach innych- stare
      znajomosci, stare sympatie i nienawisci... Dopieprze troche- mysle o salatce.
      I nagle uswiadamiam sobie, ze solic juz nie bede, wylize reszte, wylacze
      komputer i pojde odebrac zamowione nowe siodelko do mojego roweru oraz nowe
      szkla kontaktowe, ktore przyjaciele przez pomylke wylali do zlewu po naszym
      ostatnim, wspolnym pijanstwie.
      Pamietam niektore dyskusje zmierzajace do naprawy forum, pytania o czym pisac i
      jak pisac, by utrzymac "oczekiwany poziom" itd. itp. Wciaz konsumujac salatke
      zagladajac po dluzszej przerwie na forum uswiadomilem sobie swoj
      stan "mniemania" odnosnie tamtych dyskusji. Otoz bez pomocy kolegi kardiologa
      zastosowalem analize przedszkolaka- marketingowca (w koncu to elementarz jest)
      i doszedlem do wniosku, ze tak jak kazdy produkt tak i forum (w koncu tez
      produkt) podlega cyklowi zycia. Mlaskam sobie wciaz przesuwajac kartofelki w
      majonezie po implantach ;)i dochodze do wniosku, ze produkt "forum" oraz
      produkt "mathias_sammer" w polaczeniu doszly juz do kresu "swej wspolnej drogi
      zycia". Wszelkie relaunche i refrishmenty nie ozywia trupa jakim jest
      produkt "mathias_sammer na forum".Rzecz w tym, ze onego nie interesuja juz
      dyskusje, ze on nawet nie potrafi juz ocenic co jest ciekawe, co glupie a co
      madre i warte zastanowienia, co swieze a co tysieczny raz powtorzone bo
      produkt "mathias_sammer" patrzy dzis na forum jak na plansze kolorowych znakow
      bez znaczenia... Kazdy z biegiem czasu zyskuje lub traci zainteresowanie
      dowolnie wybranym tematem, tumiwisizm zatem ogarnal tez i mathiasa_sammera
      (szkoda jedynie, ze tego prawdziwego, bylego trenera borussii-dortmund tez).
      Dlatego, gdyby ktos mnie dzisiaj zapytal, czy to forum jest dobre czy zle nie
      potrafilbym sensownie odpowiedziec. Jestem juz poza i nie ma juz dla mnie
      znaczenia kto o czym pisze.Ten wniosek bynajmniej nie jest forma lekcewazenia
      dawnych rozmowcow- mam nadzieje, ze marketingowcy rozumieja o czym mowie.

      Zjadlem juz salatke, wypilem ostatnie lyki mineralki, za chwile wylacze
      komputer. Wszystkim, ktorzy przeczytaja moj wpis zycze wszystkiego najlepszego
      i chcialbym aby wpisu nie traktowali osobiscie. Starym znajomym, ktorzy produkt
      wirtualny "mathias_sammer" moze zapamietaja (np. kardiolog czy bulterierka)
      niekiedy bede przesylal widokowke z urlopu lub kartke swiateczna.

      Wszystkim - niezaleznie od sympatii lub dawnych antypatii- zycze zdrowia i to
      zdecydowanie nie!wirtualnego.

      Zegnam sie.

      Cykl zycia produktu
      jakim tu bylem zostal wlasnie zakonczony.

      M.S.
    • mathias_sammer kardiologu 10.08.04, 16:28
      Meinungsmacher gegen Rechtschreibreform



      Nach sechs Jahren: Kommando zurück zur alten Rechschreibung



      Immer wenn man fürchtet ins Sommerloch zu fallen, kommt jemand und füllt
      schnell das drohende Vakuum. In diesem Jahr machen es "Springer" und "Spiegel"
      gleich selbst: Sie kehren zur alten Rechtschreibung zurück.

      Die nachrichtenarme Zeit – auch "Sommerloch" genannt - wird dieses Jahr in
      Deutschland ausgefüllt mit heftigen Debatten über Reformen. Reformen, die aus
      dem wirtschaftlichen Tief herausführen sollen - meinen die einen. Oder die das
      Land noch erst recht in die Verarmung stürzen werden – meinen die anderen. Zur
      Sprachlosigkeit vieler Bürger über die neuen Bestimmungen gesellt sich nun ein
      Eingriff in die Sprache selbst: Einige der wichtigsten Presseverlage kündigten
      an, dass sie künftig wieder so schreiben würden wie früher.

      Jahrhundertwerk hält sechs Jahre

      "Früher", das heißt vor der Einführung einer umfassenden Rechtschreibreform,
      die von ihren Autoren als "Jahrhundertwerk" gefeiert wurde: Im August 1998
      hatte sich eine Kommission von Vertretern der Kultusministerien und prominente
      Germanisten aus Deutschland, Österreich und der Schweiz darauf geeinigt, die
      Orthografie der deutschen Sprache grundlegend zu vereinfachen. Sollte künftigen
      Generationen der Umgang mit der deutschen Sprache erleichtert werden, so
      erreichte man genau das Gegenteil:

      Von Anfang an gab es heftige Diskussionen und Widerstände gegen die neuen
      Buchstabier-Regeln. Zwar war man sich einig, dass Schulanfänger damit kein
      Problem habe würden, weil sie die alten Regeln ja nicht kennen. Was aber mit
      älteren Menschen? So ergab die "Reform" das merkwürdige Ergebnis, dass die
      angesehensten Schriftsteller der deutschen Sprache plötzlich ihre liebe Not
      gehabt hätten mit der Rechtschreibung. Die meisten von ihnen blieben deswegen
      bei den alten Regeln. Ebenso die Buchverlage, die ihre Werke veröffentlichen.

      "FAZ" von Anfang an dagegen

      Das Volk war gespalten: In solche, die nach den neuen Regeln buchstabieren, und
      jene, die (noch) die alten anwenden. Und natürlich die wachsende Gruppe derer,
      die vor lauter Verunsicherung ein Mischmasch von Alt und Neu erzeugten.

      Ein wichtiger Schritt zur Umerziehung des Volkes war die Einführung der neuen
      Rechtschreibung in den Medien: Wenn man die neuen Regeln täglich in der Zeitung
      lese, dann werde man auch selbst darauf umsteigen, war das Kalkül der
      Strategen. Die Zeitungen und ihre Text-Lieferanten - in erster Linie die
      Agenturen - stiegen auf die neue Rechtschreibung um. Aber schon bald kam die
      erste irritierende Nachricht: Die renommierte "Frankfurter Allgemeine Zeitung"
      (FAZ) machte den Schritt rückgängig und kehrte zur alten Form zurück.

      Interessante Allianz: "Springer" und "Spiegel"

      Was zunächst belächelt wurde als Auswuchs des "FAZ"-Konservatismus, ist
      inzwischen Vorbild für andere geworden: Der "Springer-Verlag" - der zahlreiche
      auflagenstarke Tageszeitungen und Zeitschriften veröffentlicht, gab gemeinsam
      mit dem Nachrichtenmagazin "Spiegel" bekannt, dass man den Versuch abbreche und
      wieder wie früher buchstabieren werde. Andere Zeitungen und Medienunternehmen
      haben angekündigt, dass sie dem Beispiel folgen werden.

      Der Ausstieg aus der Reform erfolgt nur wenige Wochen, nachdem die
      Kultusminister der deutschen Bundesländer beschlossen hatten, die neue
      Rechtschreibung ab 1. August 2005 für verbindlich zu erklären. Die "Testphase"
      habe sich bewährt. Genau das aber bestreiten die Aussteiger.

      Offener Ausgang

      Besser dran sind offenbar die Österreicher und Schweizer: Pressehäuser in
      beiden Ländern hatten sich entweder gar nicht oder nur teilweise der Reform
      angeschlossen, auch hatten beide Länder immer schon ihre spezifischen
      Eigenarten der Orthografie. Und man sieht den nächsten Entwicklungen dort mit
      einiger Gelassenheit entgegen.

      Solche Gelassenheit wäre vielleicht auch in Deutschland angemessen gewesen:
      Statt die Sprache per "Anweisung von oben" reformieren zu wollen, hätten die
      Reformer vielleicht einfach mehr Freiheit zu geben brauchen. Oder sie hätten
      dem Volk "auf's Maul - beziehungsweise den Griffel - schauen" sollen: Sprache
      ist nun einmal ein eigenständiges Lebewesen und nicht eine abstrakte Kunstform.
      Ein Blick in einen älteren "Duden" hätte die Reformer auch eines Besseren
      belehrt. Das Standardwerk der deutschen Sprache stellte da nämlich fest, dass
      es keine Regeln festlege, sondern nur widerspiegle, wie der Sprachgebrauch sei.

      Peter Philipp


      • mathias_sammer Re: kardiologu, do diaska 10.08.04, 16:50
        Pomylily mnie sie teksty (ten o reformie) mialem wklepac gdzie indziej. Shit!
        sorki, natomiast mial oisc tekst o demonstracjach, a dla Ciebie Ciebie
        odnosnik ksiazkowy. Tamto sie skasowalo, wrzucam skor jestem wlasciwie tylko
        tekst o demostrancjach, ale nie tu jego miejsce tylko w czesci informacyjnej.
        ----------------------------
        Powrót "Poniedziałkowych demonstracji"


        "Hartz IV to prawnie nakazana bieda. Precz z tym!" - głoszą transparenty.


        W poniedziałek odbywały się w całych Niemczech masowe demonstracje przeciwko
        reformom społecznym rządu Schrödera. Organizatorzy protestów nawiązywali przy
        tym świadomie do tradycji tzw. „Montagsdemonstrationen” czyli „Demonstracji
        poniedziałkowych”, które stały się początkiem końca enerdowskiego reżymu.

        Demonstracje skierowane są przede wszystkim przeciwko tzw. reformie Hartz IV.
        Hartz to nazwisko ekonomisty i szefa komisji, która na zlecenie rządu
        opracowała pakiet reform. Czwarta część tego pakietu została uchwalona w lipcu
        przez niemiecki parlament i wejdzie w życie z nowym rokiem.

        Demonstracje zapowiadane są przede wszystkim w miastach na wschodzie Niemiec.
        Właśnie nowe landy dotknięte są najwyższym bezrobociem w skali całych Niemiec.
        Czwarty pakiet reform Hartza zajmuje się właśnie reformą systemu zasiłków dla
        długookresowych bezrobotnych. W samym Magdeburgu oczekiwano co najmniej 10 tys.
        demonstrantów. Do protestów wezwały związki zawodowe, organizacje bezrobotnych
        oraz część polityków partii PDS. W Lipsku w demonstracji weźmie co najmniej 3
        tys. osób. Ks. Christian Führer, proboszcz słynnego kościoła św. Mikołaja, od
        którego rozpoczęła się pokojowa rewolucja 1989 roku w NRD, zapowiedział, że
        demonstracja rozpocznie się tak jak niegdyś - od modlitwy. Jego zdaniem
        protesty są w pełni uzasadnione, a demonstracje legalnym środkiem wyrażania
        opinii

        “Jako Kościół nie możemy stać z boku, lecz tak jak za czasów NRD musimy stanąć
        po stronie ludzi” – tłumaczył.

        Jednak zawłaszczanie terminu “Demonstracje poniedziałkowe” spotkało się nie
        tylko z krytyką rzecznika rządu, ale i ze sprzeciwem dawnych enerdowskich
        opozycjonistów. Przynależność partyjna nie odgrywała tu żadnej roli. Jeden z
        najbardziej znanych – Joachim Gauck - nazwał tego rodzaju próby “nieroztropnymi
        i ahistorycznymi”. Inna dysydentka, Vera Lengsfeld, dziś posłanka CDU do
        Bundestagu, sformułowała to tak:

        “Wtedy w 1989 roku, kiedy poniedziałkowe demonstracje skierowane były przeciwko
        brutalnemu reżymowi, chodziło o wolność. A dziś chodzi o protest przeciwko
        niezbędnym reformom, które mają na celu ratowanie państwa opiekuńczego. Przy
        całej krytyce rządu Schroedera – nie można go porównywać z rządem Honeckera”.





        • joanna51 Re: kardiologu, do diaska 16.08.04, 14:27
          Czesc Mathias,

          krotka mam dzis przerwe lunchowa (przykrecanie srubek na akord, wyrownywanie
          zaleglosci z zeszlego tygodnia, srubka na raz, srubka na dwa, srubka raz dwa
          trzy)wiec tylko kilka luznych uwag:
          1. Fajna stronke znalazlem, tez juz wisi w innym miejscu. Jak dla mnie autor
          autor godny polecenia wiec zawieszam i tutaj:

          www.soc.uni.torun.pl/str/zbk/szlendak/psychologiaewol/program.html
          2. Wiem, ze parasz sie podsylaniem informacji o Polsce w Niemczech, w Polsce o
          Niemczech i stosunkach bilateralnych. Ostatnio w dwoch wydaniach internetowych
          gazet po polsku znalazlem linki do forum dyskusyjnego Gazety W. Linki zostaly
          zrobione przez tamtejszych dziennikarzy . Mialem nawet forumowiczom powiedziec,
          ze ich czytaja, ale chyba sami sobie z tego zdaja sprawe piszac na forum
          najwiekszego dziennika w Polsce. Dlatego chetnie podziele sie z Toba pozyskana
          wiedza i polece wrzucanie informacyjnych tekstow z prasy zachodniej, choc w
          Polsce niepopularne i nudne (tylko te sa ciekawe, w ktorych Steinbach atakuje
          Polakow) warto pokazywac, iz istnieja.

          3. Zapytany o zazdrosc.. Tyle juz bylo tekstow, ksiazek, wierszy na temat, ze
          ja nie wniose juz nic nowego, mimo, ze moj ulubiony Zimbardo prezentuje kilka
          cennych spostrzezen.

          Od siebie skomentuje jedynie w formie dwoch cytatow:
          "Nienawisc, ktora jest calkowicie pokonana przez milosc zmienia sie w milosc, a
          milosc ta jest wowczas wieksza, niz gdyby nie poprzedzala ja nienawisc"
          Baruch Spinoza Ethica, 1677

          oraz

          "Piekno zdobywa to, co najlepsze na tym swiecie."
          Don Marquis

          dlatego warto skoncentrowac sie na tym co piekne w czlowieku, partnerze
          zyciowym. Efekty beda widoczne natychmiast :-)

          Strzalka!
          kardiolog
          • mathias_sammer Re: kardiologu, do diaska 16.08.04, 14:54
            Czesc Joaska!

            bardzo ladna "pacynka", sam nabralbym sie gdyby nie wrodzona czujnosc wazki:)
            Mysle, ze nawet najpieknieszymi "podkladami" nie wywolasz wilka z lasu...


            Dzieki za informacje i rowniez Twoja uwage, ze dzialalnosc informacyjna tez
            jest potrzebna.

            Pozdrawiam i podpisuje sie pod Twoim zdaniem pod cytatami.


            Milego, slonecznego dnia
            M.S.
            • kardiolog Re: kardiologu, do diaska 17.08.04, 10:56
              Witam po przerwie,
              skoro kobieta ( i to jak!) ladnie mnie prosi nie moge odmowic pojawienia sie
              tutaj:)
              Krotko rozejrzalem sie po tematach, mam 7 minut , wiec wrzucam cos
              psychologicznego na zeba i wypadam.
              Dzieki za wskrzeszanie, prosilbym jednak o nieprzywiazywanie sie do mojej
              szacownej:) osoby.

              Pozdrawiam, kardiolog

              ##########################################

              Temat: Manipulacja - nasz chleb powszedni
              Autor: Matter Jacek


              Manipulacja – nasz chleb powszedni
              Manipulacja to zespół świadomych lub nieświadomych działań,
              podejmowanych w celu wywarcia na określoną osobę (lub grupę) wpływu,
              skłaniającego do zachowań odpowiadających planom sprawcy manipulacji. Istotą
              prezentowanego zjawiska jest ukrycie rzeczywistych zamierzeń, ich konsekwencji,
              a nade wszystko – samego faktu wywierania wpływu.

              Już w samej definicji wynika, iż osoba dopuszczająca się manipulacji nie
              zawsze zdaje sobie sprawę z nieczystości prowadzonej gry, zwłaszcza jeśli
              towarzyszą jej dobre intencje. Typowym przykładem działań manipulacyjnych
              podejmowanych zarówno w dobrej jak i złej wierze są poczynania przywódców
              politycznych i religijnych. Kłamstwa czynione „dla dobra narodu” i oszustwa w
              wykładni Pisma Świętego „dla dobra Kościoła” są tego odzwierciedleniem.
              (Jestem przekonany, że przynajmniej niektórzy z manipulatorów istotnie wierzą w
              dobroczynność swych przedsięwzięć i utrzymując masy w niewiedzy działają dla
              ich szczęścia. Wsparciem tego typu postaw może być już samo zachowanie osób
              manipulowanych, np. w okresie kampanii wyborczej tłumy łapczywie
              pożerają „kiełbasę wyborczą” choć przynajmniej po części muszą zdawać sobie
              sprawę z niestrawności tego pożywienia).

              Manipulacje czynione są nie tylko za pośrednictwem słów (werbalne).
              Określona pozycja ciała, gest, mimika, chrząknięcie, ziewnięcie itp. Oddziałują
              czasem silniej, mogąc zniweczyć cały klimat tworzony długo i stopniowo w
              warstwie werbalnej.

              Z manipulacją spotykamy się na każdym kroku: w domu, w pracy, w sklepie,
              podczas wypoczynku. Nawet poczciwy Kubuś Puchatek nie jest od niej wolny, gdy
              poleca Krzysiowi przechadzać się z parasolem pod drzewem, podczas gdy on sam –
              udając chmurkę deszczową – wznosi się przy pomocy balonika w pobliże dziupli,
              wypełnionej miodem. Przez cały czas zapewnia przy tym pszczoły o swych rzekomo
              dobrych zamiarach zroszenia ziemi deszczem i zupełnym braku zainteresowania ich
              produkcją.

              Przyjrzyjmy się różnym formom manipulacji, stwarzanym przez:

              I. Presje zewnętrzne
              1. Pośpiech.

              - Jedyna okazja!... Wyłącznie dla wybranych członków klubu!... Decyzję
              trzeba podjąć natychmiast!...

              Oto fragment pewnej rozmowy telefonicznej, jaka przeprowadziła
              ze mną miła panienka, oferują unikalną - naturalnie - książkę. Komplement
              wobec potencjalnego nabywcy został wzmocniony podkreśleniem wyjątkowości oferty
              i koniecznością błyskawicznego podjęcia decyzji. Pośpiech z reguły nie jest
              dobrym doradcą, o czym wie choćby wielu kupujących samochody. Zespół różnych
              form manipulacji został tu wykorzystany dla uzyskania finalnego efektu –
              zakupie książki. Metoda ta jest szeroko stosowana także przez osoby trudniące
              się tzw. Dystrybucją bezpośrednią. Podczas domowych prezentacji wyrobów
              nakłania się uczestników do natychmiastowego podejmowania decyzji.

              2. Komplement W bajce „Kruk i Lis” chytry rudzielec prezentuje równie prosty
              co nienaturalnie przesadny zachwyt nad umiejętnościami wokalnymi kruka. Celem
              jest trzymany przez ptaka w dziobie ser. Manipulacja jest przejrzysta i aż
              dziw, że choć wciąż praktykowana przez ludzi, święci triumfy mimo swego
              oczywistego prostactwa. Widać próżność zaćmiewa nawet elementarne umiejętności
              samooceny. Istnieją jednak bardziej wyrafinowane sposoby komplementowania,
              przybierające formą samoponiżenia, np. w molierowskim „Świętoszku” tytułowy
              bohater nieustannie ubolewa nad własną niegodnością, wynosząc zarazem cnoty
              gospodarza domu, na koszt którego żyje i którym kieruje wedle własnego
              upodobania. Działaniem odwrotnym lecz również należącym do grupy manipulacji
              jest samowywyższenie – szczególnie często dziś spotykane. Klasycznym przykładem
              jest „Rewizor” oraz „Kapitan z Koeppenig”. W obu przypadkach przeciętne osoby
              wcielają się w osobistości o nadzwyczajnych uprawnieniach, dokonując niemałego
              zamieszania. Niedawno, pewna zagraniczna jejmość tak dalece oczarowała władze
              miasta Książ, iż te zawarły z nią umowę na dzierżawę i restaurację zamku.
              Wielomiesięczny pobyt rzekomej prominentki zaowocował dalszą dewastacją
              obiektu.

              3. Akcentacja

              - Izrael zerwał porozumienie pokojowe! Dziś ranoIzrael zaatakował bazy
              wojowników palestyńskich w odpowiedzi na ich ostrzał pozycji, położonych na
              Wzgórzach Golan...

              Podobne komunikaty co rusz pojawiają się w mediach. Manipulacja kryje się w
              sposobie przekazania informacji. Fakty świadczą, iż pierwotny atak
              palestyńczyków spowodował reakcję Izraela, co zaowocowało zerwaniem układu.
              Wyciągając jednak skutek na pierwsze miejsce ukrywa się istotną przyczynę
              zajścia. Czytelnik lub słuchacz zapamięta pierwszą kwestię: „Izrael złamał
              porozumienie pokojowe...” – gdyż taka jest natura rejestrowania informacji.
              Pozostała część wypowiedzi traktowania jest nieświadomie jako komentarz lub
              zbędny balast i podlega usunięciu. W ten sposób można poprzez samo tylko
              przestawienie faktów spowodować odpowiednią reakcję opinii publicznej w
              dowolnej kwestii. Tym samym traci wiarygodność twierdzenie o rzekomej
              obiektywności samych faktów.

              4. Przeciwieństwa

              Na tym skrzyżowaniu zielone światło dla skręcających w lewo zapala się rzadko
              i na krótko. Wie o tym około dwudziestoletnia dziewczyna, ubrana w bluzkę,
              umożliwiającą szybkie odsłonięcie zniekształconej lewej kończyny. Spaceruje po
              pasie zieleni, rozdzielającym jezdnie. Podchodzi kolejno do samochodów i bez
              słowa prezentuje kalectwo; zdrową ręką inkasuje datki. Prawie nikt nie opiera
              się nachalnemu zestawieniu swej fizycznej normalności i bogactwa z podstawioną
              pod nos ułomnością, kojarzoną natychmiast z biedą, choć dziewczyna nie wygląda
              na zaniedbaną. Mamy do czynienia z efektem kontrastu, wywołującym poczucie
              winy: - Ty jesteś zdrowy, a ja?! Skoro widzisz ile nas dziali, sięgnij do
              portfela, by bodaj w części zniwelować dzielącą nas niesprawiedliwą różnicę.

              Ciekawe, iż pomimo oczywistego braku winy postronnych w krzywdzie
              dziewczyny, ostre zestawienie przeciwieństw wywiera pożądany przez
              manipulatorkę wpływ.

              Innym, podobnym zachowaniem jest głośne wołanie żebraczki, połączone z
              uchwyceniem ręki lub rękawa: - Panie, daj dwa złote na mleko dla dziecka. Osoba
              zaczepiona znajduje się najczęściej w ruchliwym miejscu, przez co natychmiast
              skupia na sobie wzrok przechodniów, czując się po trosze niczym aktor
              wypchnięty na scenę przed rzetelnym opanowaniem roli. Wywiera tu wpływ element
              zaskoczenia, czasu (należy szybko podjąć decyzję), poczucia winy oraz
              zaangażowania opinii publicznej (nawet bierne – odnosi skutek).

              5. Wzajemność

              Ubrani w tradycyjne, pomarańczowe stroje wyznawcy ruchu Hare Kriszna wręczają
              pasażerom kwiat lub książkę – gratis; bez żadnych zobowiązań. Ot, z czystej
              sympatii dla podróżnych zmęczonych długim lotem. Nieco dalej, w pobliży wyjścia
              stoi inna grupa podobnie odzianych wiernych, zbierająca wolne datki na
              wspierania ich działalności . Praktyka ta opiera się an głęboko zakorzenionym
              poczuciu konieczności regulowania zadłużeń, odwzajemniania dobra dobrem.
              Naturalnie, cała przymilność zachowań (uśmiechy, pozdrowienia) nie mają nic
              wspólnego z bezint
              • kardiolog Re: kardiologu, do diaska 17.08.04, 10:57

                Naturalnie, cała przymilność zachowań (uśmiechy, pozdrowienia) nie mają nic
                wspólnego z bezinteresownością, a są przejawem wyrachowania w dążeniu do
                zdobycia cudzych pieniędzy.

                Obliczone na podobny efekt są np. stoiska w wielkich sklepach
                samoobsługowych, gdzie częstuje się darmo potencjalnych klientów sokami,
                słodyczami, sałatkami. Zamiana bierności potencji w kinetyzm decyzji owocuje
                np. (niezamierzonym uprzednio) nabyciem kompletu noży kuchennych, miksera itp.

                6. Opiniowanie

                Część reklam telewizyjnych bazuje na opinii ekspertów nieprofesjonalnych, a
                więc zwykłych użytkowników. Gdyby ludzie ci polecili nam jakiś wyrób podczas
                przypadkowego spotkania na ulicy, przypuszczalnie nie mielibyśmy kłopotu z
                uznaniem ich niekompetencji. Kiedy jednak osoby te przemawiają z ekranu,
                przypisywane im jest szczególne znaczenie, a tym samym ich opinie stają się
                miarodajne. Grono pań może w najbardziej nieudolny sposób wykrzykiwać
                słowo „szok” jako podsumowanie rzekomej doskonałości podsuniętego proszku do
                prania. Mimo to ich wiarygodność jako osób władnych rozstrzygania problemów
                przynosi konkretne zyski producentom.

                Wiele firm farmaceutycznych proponuje lekarzom wyrażenie opinii,
                zapraszając np. do przetestowania produkowanego przez nich preparatu. Zapisując
                go pacjentowi wypełnia się prostu formularz, nie mający nic wspólnego z naukową
                dokumentacją, towarzyszącą próbom klinicznym; stanowi on jedynie potwierdzenie
                wystawienia recepty. Po pewnym czasie, przedstawiciel medyczny firmy zbiera
                wypełnione formularze, pytając taktownie o ocenę przydatności preparatu, a przy
                okazji zostawia drobny upominek w postaci stetoskopu, aparatu do mierzenia
                ciśnienia itp. W istocie firmom zależy nie tyle na opinii szeregowego lekarza,
                gdyż przed wprowadzeniem leku do aptek został od należycie sprawdzony i posiada
                wszelkie niezbędne atesty, co na zwielokrotnieniu zysków ze sprzedaży. Wszelako
                uhonorowanie kogoś mianem eksperta, danie do zrozumienia jakoby jego głos był
                oczekiwany i ważny dla producenta – mile łechce człowieczą próżność.

                7. Zaskoczenie

                W książce Roberta Cialdini pt. „Wywieranie wpływu na ludzi” czytamy na str. 57:

                „Gdybyś sprzedawał stoły bilardowe, to reklamowałbyś stół kosztujący 329
                dolarów czy też taki, który kosztuje 3000 dolarów? Jest duża szansa, że
                reklamowałbyś tańszy, mając nadzieję, że kiedy klient już się pojawi w sklepie,
                to zdołasz go jakoś namówić na droższą pozycję. G. Warren Kelly, nowy kierownik
                promocji w Brunswicku twierdzi, że nie miałbyś racji... Na dowód przytacza
                faktyczne dane o sprzedaży z przeciętnego sklepu... Jednego tygodnia wszystkie
                oferty zaczynano w nim od dołu, od stołów najtańszych, a dopiero potem
                pozwalano na rozważenie kosztowniejszych modeli. Zastosowano więc tradycyjną
                metodę „podciągania” klienta... Przeciętna wartość sprzedaży stołów wyniosła w
                tym tygodniu 550 dolarów dziennie... Jednakże następnego tygodnia wszyscy
                klienci byli – niezależnie od sowich własnych zamiarów – podprowadzani
                początkowo do stołu w cenie 3000$. Dopiero potem pozwalano im na zejście w dół,
                jeżeli takie mieli życzenie. Dzienna wartość sprzedaży wyniosła w tym tygodniu
                1000 dolarów.”

                Przywykliśmy już do zaskakujących ofert związanych z sezonowymi
                obniżkami cen, sięgającymi 40,50,60 i więcej procent. Należałoby oczekiwać, że
                niebawem nadejdzie czas, gdy szczęśliwy nabywca przecenionego obuwia otrzyma
                dopłatę przekraczającą wartość produktu. W istocie, niektóre firmy postępują w
                ten sposób, ustalając cenę towaru poniżej jego rzeczywistej wartości, w nadziei
                przyciągnięcia klientów do innych wyrobów lub w celu utrzymania poziomu
                sprzedaży na odpowiednim poziomie (tak uczynił koncern Daewoo z modelem Matiz).
                Inne, świadome nieznajomości rzeczywistych cen swych wyrobów przez większość
                potencjalnych klientów sugerują obniżenie ceny towaru oszacowanego pierwotnie
                znacznie wyżej, nież należało. Jeszcze inne oferują produkty lub usługi (np.
                telefoniczne) wabiąc kolorowymi folderami usianymi gwiazdkami z rewelacyjnie
                konkurencyjnymi cenami; i tylko staranne przestudiowanie całego tekstu, łącznie
                z fragmentami pisanymi najdrobniejszą czcionką pozwala zorientować się, iż np.
                podane kwoty nie obejmują 22% podatku VAT, że umowa związuje nabywcę na 2 lub 3
                lata, a zerwanie jej obciążone jest znacznymi kosztami itp.

                8. Strach

                Spotykany jest poza branżą handlową. Wykorzystywany bywa np. podczas
                przesłuchań, gdzie człowiek znajdujący się w obskurnym, ciasnym pomieszczeniu,
                często pozbawiony snu i posiłku, poddawany zostaje na przemian: to intratnym
                propozycjom ujawnienia informacji w zamian za wolność i określone gratyfikacje,
                to znów zastraszany jest perspektywą tortur, gnębienia bliskich, skrytobójstwa.
                Czynnik ten wykorzystują niektóre ugrupowania religijne, siejące grozę np.
                opowieściami o kataklizmach Armagedonu lub głoszącymi doktryny o wyłączności
                zbawienia w obrębie własnej wspólnoty.

                9. Oszustwo

                Ongiś, stałym zjawiskiem małomiasteczkowych, cotygodniowych targów byli
                specjaliści od gry w „trzy karty” lub proponujący odgadnięcie położenia
                ziarenka grochu pod jedną z trzech połówek orzecha. W równie prostych, co
                naiwnych rymowankach sugerowali, iż każdy może szybko stać się milionerem.
                Chętnych do błyskawicznego zdobycia gotówki - rzecz jasna – nidgy nie
                brakowało, choć oczywistym celem oszustów była chęć wzbogacenia siebie, a nie
                bliźnich. Nierzadko ich współpracownicy mieszali się z tłumem i jako pierwsi
                zgłaszali akces do gry. Ich „wygrane” działały niczym magnes i rozpalały
                pożądanie. Innym także dawano wygrywać raz i drugi, po czym – rozpalonych
                chęcią rewanżu za pierwsze przegrane – puszczano bez grosza, a czasem i bez
                spodni.

                O wiele poważniejsze w skutkach są oszustwa dokonywane przez osoby na
                eksponowanych stanowiskach. W bieżącym roku obchodziliśmy 75. rocznicę zamachu
                stanu, dokonanego przez Józefa Piłsudskiego. Pogwałcenie prawa odbywało się w
                majestacie górnolotnych haseł ratowania Ojczyzny. Gloryfikowanie osoby wodza
                przesłoniło i nadal przesłania fakt, iż dopuścił się czynu przestępczego, w
                wyniku którego zginęło około 400 ludzi, a blisko 1000 zostało rannych. Co
                więcej, zamach nie był doraźną reakcją na jakąś dziejową tragedię narodu lub
                potrzebę chwili, ale akcją planowaną już cztery lata wcześniej. Jak pisze
                Andrzej Garlicki w „Polityce” z dn. 12 maja b.r. w artykule pt. „Spotkanie na
                Trzecim Moście” – Piłsudski uznał w pewnej chwili, iż „system polityczny
                stworzony przez Konstytucję Marcową ma zgubne dla Polski konsekwencje. Należało
                go zmienić i w tym celu należeło zdobyć władzę. Pierwotnie scenariusz zakładał
                wykorzystanie i pogłębienie destabilizacji władzy państwowej, w której to
                sytuacji marszałek Piłsudski miał na czele wojska wkroczyć na scenę polityczną,
                aby zaprowadzić porządek . Po raz pierwszy pomysł ten zrodził się po
                zamordowaniu Narutowicza (16.XII.1921 – przyp. J.M.), po raz wtóry w
                listopadzie 1923 (…)”

                Wiele oszustw kryje też nauka. Kłamstwa Teilhard’a de Chardin, dr.
                Black’a, Louis’a Leakey’a i innych, polegające na zatajaniu faktów
                wykopaliskowych, preparowaniu znalezisk, rozmyślnych, fałszywych
                interpretacjach lansowanych mimo sprzeciwu uznanych i rzetelnych osobistości
                naukowych wyniosły absurdalną koncepcję ewolucjonizmu do rangi obowiązującej
                teorii. Zbyt wielu zrobiło na niej kariery, by można dziś było oczekiwać
                uczciwego jej publicznego rozliczenia i skazania na wyrzucenie do kosza
                historii.

                10. Autorytet

                W słynnym eksperymencie Stanley’a Milgrama z 1974 roku uczestnicy mieli pełnić
                rolę nauczycieli osoby znajdującej się w sąsiednim pokoju, mającej wy
                • kardiolog Re: kardiologu, do diaska 17.08.04, 10:58


                  10. Autorytet

                  W słynnym eksperymencie Stanley’a Milgrama z 1974 roku uczestnicy mieli pełnić
                  rolę nauczycieli osoby znajdującej się w sąsiednim pokoju, mającej wykonać
                  pewne zadanie. Każdy błąd miał być karany wysłaniem impulsu
                  elektrycznego „uczniowi”. W rzeczywistości nikt nie był drażniony prądem,
                  chodziło jedynie o sprawdzenie, jak daleko potrafi posunąć się przeciętny
                  człowiek w gnębieniu bliźniego, jeśli tylko odpowiednio zasugerować mu
                  konieczność takich działań. Analiza sięgnęła jeszcze głębiej. Milgram poprosił
                  grupę profesorów i studentów Uniwersytetu w Yale by po zapoznaniu się z
                  planowanym przez siebie badaniem oszacowali, ile osób zdecyduje się na zadanie
                  maksymalnego wstrząsu, o sile 450 voltów. Uzyskano odpowiedź: 1-2%. Inna grupa
                  psychiatrów, pytana o tę samą kwestię oceniła prawdopodobieństwo na 0,1%.
                  Naturalnie, rzekomy uczeń jęczał za ścianą, krzyczał i błagał o litość,
                  gdy „nauczyciel” – zgodnie z instrukcją wymierzał mu coraz mocniejsze bodźce.
                  Wielu chciał przerwać badanie, lecz czuwający na jego przebiegiem asystent
                  (odziany w biały kitel) perswadował, odwołując się do: wyrażonej wcześniej
                  przez uczestników zgody, złożonych podpisów, wreszcie - autorytetów
                  planujących eksperyment i gwarantujących jego bezpieczeństwo. Wynik jest
                  zatrważający: ponad 62% badanych zadawało bliźnim elektrowstrząsy aż do końca
                  skali. Byli to normalni, przeciętni ludzie, bez skłonności do sadyzmu i nie
                  pozbawieni wrażliwości na cierpienie drugiego człowieka.

                  Oczywiście, rodzą się natychmiast refleksje dotyczące posłuszeństwa
                  rozkazom przełożonych w wojsku, pytania odnoszące się do zachowań w obozach
                  koncentracyjnych itp. ale dokładniejsza analiza tematu wykracza poza ramy
                  niniejszej pracy. Należy jednak podkreślić, iż potęga autorytetu i towarzyszące
                  jej ograniczenia wolności święcą coraz większe triumfy mimo faktycznego i
                  rzekomego poszerzania zakresu swobód człowieka. Stajemy się społeczeństwami o
                  wzrastającej wrażliwości na wpływ „specjalistów”, co uwidacznia się choćby w
                  reklamach: jegomość w białym fartuchu z pewnością nie znoszącą sprzeciwu poleca
                  ten a nie inny zestaw witaminowy; mechanik wypowiada się o ochronnym działaniu
                  dla pralki jakiegoś preparatu itp. Zaobserwowano, iż nawet ewidentne błędy
                  doświadczonych pilotów samolotów pasażerskich nie są początkowo korygowane
                  przez personel pomocniczy, w myśl zasady: „szef wie lepiej”.

                  Być może w grę wchodzi także chęć pozbycia się odpowiedzialności (to
                  istotnie spory ciężar) w zamian za częściowe podporządkowanie. Ludzie rządni
                  władzy wykorzystują słabość maluczkich i utrwalają w nich przekonanie o swej
                  wyjątkowej wiedzy i możliwościach.

                  Prawdopodobnie powyższy mechanizm uruchomiły systemy religijne, w
                  których klasa „wyższa” (kapłani) pełni faktyczną, choć kamuflowaną, władzę nad
                  masami (wierni). Majac do dyspozycji pewne specjalistyczne narzędzia (uzurpacja
                  odpuszczania win, pośrednictwa między człowiekiem a Bogiem, kwalifikacji do
                  Nieba, rozdawnictwa sakramentów wykładni doktryny wiary itp.) mogą dowolnie
                  manipulować tymi, którym nie staje odwagi by samodzielnie stanąć przed Bogiem,
                  dokonać rozliczenia i na bieżąco wsłuchiwać się w Jego głos. I tu wkraczamy w
                  obręb drugiej, wielkiej grupy czynników sprawczych manipulacji, jakimi są

                  II. Presje wewnętrzne
                  wynikające z charakteru. Przychodzimy na
                  świat wyposażeni w pewne skłonności, cechy. W toku wychowania rozwijamy jedne,
                  a zaniedbujemy inne, wszelako ogólny plan konstytucyjny naszego ciała i ducha
                  został określony przez genetykę (jak z astenika nigdy nie wyhoduje się atlety,
                  tak z osoby nie przejawiającej skłonności do refleksji nie uczyni się filozofa).

                  Czy wobec tego możemy czuć się zwolnieni z odpowiedzialności za uleganie
                  manipulacjom? Z pozoru - tak. Przypuszczalnie nie odkryjemy nawet większości
                  oddziaływań manipulacyjnych, jakimi atakują nas wciąż środki masowego przekazu.
                  Możemy jednak dołożyć starań by nie żyć bezmyślnie, od jednego do
                  drugiego „Życia na gorąco” lecz zastanawiać się nad zachodzącymi przemianami;
                  stawiać samemu sobie nawet niewygodne, ale istotne pytania, uciekać od
                  schematyzmu i ulegania autorytetom innym, niż Bóg. Ten bowiem jest Jedynym
                  wiarygodnym i o dobrych intencjach. Jego działania są przejrzyste i czyste, w
                  odróżnieniu od poczynań Jego przeciwnika (manipulacje szatana i otwartość
                  Bożych reakcji uwidacznia Pismo Święte już w historii upadku Adama i Ewy). Jego
                  celem – szczęście człowieka. On tez może nas ocalić przed różnymi
                  niebezpieczeństwami szerzącej się epidemii manipulowania, a więc prze uleganiem
                  wpływom innych wbrew własnej woli i przed sprowadzaniem bliźnich do roli
                  nieświadomych wykonawców naszych projektów. Jeśli tylko poświęcić Bogu dość
                  czasu, skuteczność Jego ochrony da się zauważyć nawet w zwykłej, szarej
                  powszedniości. Nie trzeba być doskonale zaznajomionym z teorią i rodzajami
                  działań manipulacyjnych, by przestać ulegać ich wpływom. Ten, który prawdziwie
                  jest dobrym Ojcem, który z własnego doświadczenia zna skutki manipulacji,
                  potrafi zachować każde swe dziecko w wolności, niosącej pokój wewnętrzny i
                  radość.





                  • mathias_sammer Re: kardiologu, do diaska 18.08.04, 12:38
                    Czesc Kardiologu,
                    aleeee znalazlem fajny portal. Nawet maja forum dyskusyjne. Ide popatrzec.
                    A tymczasem by nie wpadac z pustymi rekami zamieszczam czesc. Drugi odcinek
                    jest jeszcze ciekawszy. Ile tam dobra wszelakiego, nie wspominajac o poczuciu
                    humoru i genialnym widzeniu ubranym w slowa.
                    :o)
                    M.S.
                    -------------Autor tekstu: Andrzej S. Przepieździecki; Oryginał:
                    Mafia - Przegląd Historyczny
                    Autor tekstu: Andrzej S. Przepieździecki


                    Odcinek pierwszy - O czasach, które były przed mafią
                    Według ocen archeologicznych najstarszym miastem Starego Świata było Jerycho.
                    Skupienie ludzi na małej przestrzeni, przeważnie otoczonej murami, powodowało
                    konieczność wprowadzenia wielu regulacji prawnych, które dla ludności wiejskiej
                    nie były tak potrzebne. Tam gdzie istnieją nakazy i zakazy zawsze znajdzie się
                    wielu ludzi, którzy te normy starają się przekraczać dla własnej korzyści. W
                    mieście zarówno ci którzy te normy przekraczają jak i ci, którzy stają się ich
                    ofiarami, a także ci którzy mają pilnować przestrzegania prawa, pozostają w
                    bezpośredniej bliskości. To zagęszczenie stwarza szczególny klimat. W
                    średniowieczu w miastach Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego mówiono:
                    Powietrze miejskie czyni wolnym. Jednak z tego co dzisiaj wiemy, względy
                    religijne, zawodowe i organizacyjne ogromnie krępowały życie ówczesnych
                    mieszczuchów.

                    Ponieważ tych, którzy chcieli sobie ułatwić trudne życie własne, drobnym
                    uszczerbkiem dobra cudzego, było zawsze wielu, zaś zbyt duża ich ilość
                    powodowała zagrożenie dla wszystkich, więc powstały bractwa złodziejskie tak
                    romantycznie opisywane przez Wiktora Hugo. Rzeczywistość była o wiele bardziej
                    prozaiczna. Zanim jeszcze Gerard Albert Philip zaczął z ogromnym sukcesem
                    podrywać na ekranie we śnie i na jawie Piękności Nocy, to studiował prawo. Na
                    temat bractw złodziejskich Francji przedrewolucyjnej pisał w akademickim
                    periodyku CDP-Confre'rie E'tudiant Paris 1943 Nr 7 s. 16 co następuje: ...także
                    monarchia Burbonów cechowała się zakłamaniem we wszystkich swoich legalnych i
                    nielegalnych instytucjach. Oto na przykład aby rozpocząć "legalną" karierę
                    złodziejską w Paryżu czy w Marsylii, należało zdać złodziejski egzamin przed
                    komisją tego szacownego bractwa. Oficjalnie celem egzaminu było dopuszczanie do
                    zawodu jedynie w pełni uzdolnionych i przygotowanych specjalistów. Faktycznie
                    mechanizm przyjmowania był dwojaki. Po pierwsze, tak jak w dzisiejszej
                    palestrze paryskiej adwokatem może zostać tylko ten kto ma w rodzie wysoko
                    postawionych w tym mieście adwokatów lub prokuratorów, tak samo było z
                    dopuszczeniem do wykonywania zawodu złodziejskiego nowego adepta. Po drugie
                    jedynym uzasadnieniem łożenia pieniędzy na aparat ścigania jest istnienie
                    przestępczości, zaś policja musi się wykazywać sukcesami w swojej pracy. Aby to
                    zapewnić bez ryzyka dla uprzywilejowanych członków bractwa przyjmowano wielu
                    nieudaczników i wystawiano ich policji.

                    Tyle późniejszy Fanfan Tulipan.

                    Te bractwa złodziejskie obejmujące pierwotnie, to jest do końca XVIII wieku,
                    wyłącznie doliniarzy [_1_], krawców [_2_] i tycerów [_3_] w dalszym swoim
                    rozwoju wytworzyły organizacje przestępcze, czyli bezpośrednie poprzedniczki
                    zorganizowanej przestępczości (mafii).

                    Dawno, dawno temu, zanim jeszcze w pierwszym kraju starego świata, czyli na
                    Sycylii, zaczęła działać zorganizowana przestępczość, to jest mafia, we
                    wszystkich większych miastach wszystkich państw europejskich światem
                    przestępczym rządziły przestępcze organizacje. Organizacje te w przeciwieństwie
                    do mafii nie prowadziły działalności kryminalnej ani też nie zajmowały się w
                    wolnych chwilach wzajemnym mordowaniem. Organizacje przestępcze stanowiły po
                    prostu władzę administracyjną świata przestępczego. Organizacje te oprócz
                    władzy administracyjnej, która była najważniejszą ich funkcją, sprawowały w
                    świecie przestępczym władzę porządkową i sądowniczą. Ponieważ ich działalność
                    sądownicza, kończąca się ewidentnymi morderstwami, była ze wszystkich rodzajów
                    działalności najbardziej spektakularna - i dlatego dla wielu ludzi dintojra to
                    po prostu sąd złodziejski. Faktycznie władza sądownicza i jej sprawowanie to
                    tylko jedna z wielu funkcji dintojry. Sama nazwa pochodzi od słów (hebr.) din -
                    sąd i tora - prawo.

                    Dziś trudno już ewidentnie określić kompletny zakres działań dintojry. Na pewno
                    w zakres tych działań wchodziły systemy asekuracyjne. W pierwszym rzędzie tak
                    zwana "pecyna", czyli pomoc materialna dla rodzin tych kryminalistów, którzy
                    właśnie odsiadywali karę. Druga forma asekuracji nazywała się w zaborze
                    austriackim "co łaska, ale nie za mało" a w pruskim i rosyjskim "nasz bank".
                    Rzecz polegała na tym, że z każdego "skoku" "człowiek" oddawał część "pożytku"
                    władzom dintojry na gorsze czasy. Władza dintojry obejmowała wszelkie
                    specjalizacje kryminalne, z nielicznymi wyjątkami, a więc podlegał jej zarówno
                    parjas tego świata, czyli tycer będący pomocnikiem doliniarza albo krawca,
                    poprzez specjalistów hawirowych, czyli złodziei mieszkaniowych a także
                    włamywaczy, aż do kasiarzy włącznie. Także paserzy podlegali władzy dintoiry,
                    ale łącznie z rzemieślnikami legalnie działającymi, a oprócz tego wykonującymi
                    usługi głównie dla majstrów hawirowych i kasiarzy, płacili oni "dolę" od usługi
                    na rzecz dintoiry nie podlegając jej organizacyjnie.

                    Oprócz specjalizacji typowo kryminalnych władzy dintojry podlegali także ludzie
                    parający się działalnością legalną. Tu należałoby wymienić prostytucję i
                    żebractwo. Nazwa dintojra używana była w krajach habsburskich i Rosji Carskiej.
                    W Prusach ta sama organizacja nosiła nazwę Herren Ferein czyli "związek panów",
                    a we Włoszech mówiło się o Autorita Nostra czyli "naszej władzy".

                    Jak precyzyjnie działała ta nielegalna administracja terenem miast niech
                    świadczy zdarzenie opowiedziane memu ojcu przez lwowskiego adwokata.

                    - ...powiedz mi Waldek czy ta dintojra rzeczywiście kontroluje cały świat
                    przestępczy.

                    - Nie wiem czy cały, ale kontroluje i to bardzo precyzyjnie. Opowiem ci taki
                    fakt. Było to pół roku temu, jeszcze w lecie czy na wiosnę. Byłem umówiony
                    tutaj w kancelarii z bardzo ważnym klientem. Śpieszyłem się, aby zdążyć na
                    spotkanie, bo w sądzie sprawa się przeciągnęła i miałem niewiele czasu. Szedłem
                    szybko Sykstuską i co chwilę patrzyłem na zegarek. Następnie chowałem cebulę do
                    kieszonki i szedłem dalej. Do kancelarii dotarłem przed wyznaczonym terminem,
                    ale kiedy chciałem spojrzeć na zegarek okazało się, że już go nie mam. Ten
                    ważny klient w ogóle nie przyszedł. Następnym klientem był znany mi od lat
                    doliniarz, czyli niższej rangi kieszonkowiec, który nie osiągnął jeszcze
                    perfekcji predysponującej do tytułu "krawiec". Kiedy ten złodziejaszek wszedł,
                    całą złość wyładowałem na nim. Opieprzałem go chyba z dziesięć minut za
                    kradzież mojego zegarka, z którą ten człowiek nie miał nic wspólnego. On
                    grzecznie słuchał a kiedy skończyłem zapytał: "Panie mecenasie a którędy pan
                    szedł do domu?". "Jak to którędy, szedłem Sykstuską". "A po której stronie?".
                    Zdenerwował mnie tymi pytaniami, ale powiedziałem mu, po której. "A kiedy
                    ostatnio widział pan swojego sikora?". "Dwie przecznice stąd, ale co to ma do
                    rzeczy?". Facet nie odpowiedział i wyszedł. Po około trzech godzinach wrócił i
                    oddał mi zegarek. "Ja pana mecenasa bardzo przepraszam za te pytania, które
                    pana zdenerwowały, ale teren podzielony jest między wielu naszych ludzi.
                    Musiałem wiedzieć, po której stronie ulicy i w którym miejscu panu ten zegarek
                    zginął, bo inaczej nie trafiłbym do właściwego człowieka".

                    Mój tato pomyślał sobie, że gdyby organizacja państwowa była tak precyzyjna jak
                    złodziejska to i ludziom i władzy byłoby o wiele lżej na tym świecie.

                    - Waldek. Powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Słyszałem, że dintojra wywiera swoją
                    zemstę na tych ludziach, którzy w jakiś sposób krzywdzą policję.

                    - Tak, to pra
                    • mathias_sammer Re: kardiologu, do diaska 18.08.04, 12:40


                      - Waldek. Powiedz mi jeszcze jedną rzecz. Słyszałem, że dintojra wywiera swoją
                      zemstę na tych ludziach, którzy w jakiś sposób krzywdzą policję.

                      - Tak, to prawda - odpowiedział mecenas.

                      - No dobrze, ale czym to jest podyktowane?

                      - Widzisz na całym świecie, z wyjątkiem Anglii, policję uważa się za
                      zbiorowisko baranów. Otóż ta opinia, jak zresztą wiele innych stereotypów, jest
                      zupełnie błędna. Na pewno jest tam sporo tumanów, ale tak jest przecież w
                      każdym środowisku. Wróćmy jednak do twego pytania. Jeśli ktoś należący do
                      środowiska kryminalnego zabije policjanta to cała policja w danym mieście
                      zaczyna ostro szykanować całe to towarzystwo. Właściwie trudno nawet nazwać to
                      szykanami. Oni po prostu pewnego dnia zaczynają skutecznie tępić kryminalistów.

                      Bolek się zastanowił a następnie zapytał:

                      - Rozumiem, że jest to rodzaj zemsty, ale nie rozumiem, dlaczego ci policjanci
                      nie robią tego zanim coś się któremuś z nich stanie.

                      - Przecież gdyby tak postępowali na co dzień, to łatwo mogliby zlikwidować całe
                      kryminalne podziemie, a istnienie kryminalistów jest jedynym uzasadnieniem
                      utrzymywania przez społeczeństwo policji kryminalnej. Zresztą są jeszcze inne
                      powody.

                      - Jakie?

                      - Widzisz policja nigdy nie likwiduje w stu procentach konkretnego kryminalnego
                      środowiska, ponieważ nowe środowisko będzie się ogniskować wokół tych
                      pozostawionych na wolności bandziorów czy złodziei a jest o wiele lepiej mieć
                      przeciwnika znanego niż nieznanego.

                      Tak to przed dawnymi laty zorganizowane było środowisko kryminalne. Reguły były
                      święte i nienaruszalne, a dzięki temu do krwawych porachunków wśród zawodowych
                      kryminalistów dochodziło rzadko. Były one raczej domeną chuliganów, pijaków i
                      młodocianych latorośli, które w ten sposób chciały zademonstrować swoją
                      dorosłość i siłę. Cały czas omawiamy organizacje, które parały się
                      administrowaniem świata kryminalnego nie uczestnicząc (jako organizacje) w
                      kryminalnej działalności.

                      Pierwszym krajem w którym rozwinęła się zorganizowana przestępczość były
                      południowe Włochy, a głównie "Isola", (wyspa) czyli Sycylia. Wczesnych form z
                      których rozwinęła się mafia należy szukać na biednej włoskiej prowincji a nie
                      na jej obecnie głównym terenie działań czyli w wielkich miastach Włoch i USA.

                      Już na temat samej etymologii tego słowa można by napisać całą monografię.
                      Monografię zjawiska nieistniejącego oficjalnie do niedawna, bo na przykład do
                      roku 1868 w żadnym słowniku włoskim takiego słowa nie uświadczysz. Pierwszym
                      słownikiem włosko-sycylijskim w którym figuruje słowo mafia jest Nuovo
                      Vocabolario Siciliano-Italiano Alessandro Traina Casa editrice ASP Palermo
                      s.435. Słowo mafia bywa wyprowadzane od arabskich słów ma-afir - nazwa
                      plemienia, mu'afah - bezpieczeństwo, marfa - kryjówka, tajemnica. Bardziej
                      nowoczesne wersje, a jest ich wiele, to na przykład z okresu Nieszporów
                      Sycylijskich [_4_]: Morte Alla Francja, Italia Anela. Za narodziny mafii w
                      obecnym zrozumieniu przyjmuje się rok lądowania Garibaldiego w Marsali
                      (południowa Sycylia) latem 1860 roku. W pięć lat później o istnieniu mafii
                      dowiedział się trochę przymusowo rząd włoski. Komisarz z miejscowości Carini
                      donosi szefowi policji w Palermo w raporcie z 10.08.1865 roku o istnieniu
                      organizacji przestępczej o nazwie mafia. No temu prowincjuszowi można taką
                      informację darować, ale że szef policji w Palermo, Filippo Antonio Gualtiero,
                      jest na tyle naiwny, że pisze o tym raport do rządu w Rzymie, to już skrajny
                      debilizm. No i już władza nie może powiedzieć, że nie wie. Jak już nawet rząd
                      wie, to dziennikarze też mogą eksploatować tak atrakcyjny temat. Wspólnymi
                      siłami gazet rzymskich i neapolitańskich powstaje obraz JEDNOLITEJ organizacji
                      przestępczej, która terroryzuje całą Wyspę.

                      Ale zacznijmy od początku.

                      W 1818 roku w Rzymie kończył studia teologiczny angielski kleryk Fred Graham

                      W rok później nastąpiła w Londynie koronacja królowej Wiktorii. Angielscy
                      katolicy spodziewali się zaostrzenia kursu przeciwko kościołowi rzymskiemu w
                      Anglii, zresztą niesłusznie. Nasz kleryk po wyświęceniu w Rzymie nie wykazywał
                      wielkiej chęci powrotu do mglistego Albionu, a ponieważ jego koledzy po fachu
                      ogromnie chcieli pełnić służę bożą w wielkich miastach na bogatych parafiach,
                      więc nasz bohater bez trudności uzyskał przydział do najuboższej parafii na
                      Sycylii we wsi Nuovaborgata. W siedem lat później ten bardzo lubiany padre
                      Blanco, bo jak przystało na Anglika był świńskim blondynem, napisał książkę My
                      Parish Anderneath Saltry Sun (Moja parafia pod gorącym słońcem) wznowienie:
                      Londyn - Stanford cc Pablishing House Atlas 1840 s 121-130. Ten poczciwy ksiądz
                      na pewno przesadnie usprawiedliwia działania swoich bardzo biednych parafian,
                      ale istota atmosfery ówczesnej wsi sycylijskiej która była pierwotną przyczyną
                      zrodzenia się mafii na wsi, jest na pewno wiernie przytoczona. Ksiądz opisuje
                      poziom kulturowo-cywilizacyjny zapadłej wsi sycylijskiej. Pisze o tym jak to
                      wieśniakom było trudno załatwić nawet najprostszą sprawę w gminie. Z dziedzicem
                      wszelkie sprawy były załatwiane na zasadzie wiary w dobrą wolę tego obszarnika.
                      Jedynymi ludźmi u których ci niepiśmienni wieśniacy powinni znaleźć pomocną
                      dłoń, byli księża. Jednak włoscy księża unikali jak ognia załatwiania wszelkich
                      spraw, oprócz posług religijnych, z obawy przed narażeniem się latyfundystom
                      lub władzom porządkowym. Rzeczywistość nie znosi próżni, więc powiernikiem,
                      doradcą a nawet przedstawicielem analfabety rolnika staje się najmądrzejszy we
                      wsi człowiek. Czasami bywa on tak wykształcony, że potrafi napisać podanie do
                      gminy lub skargę do sądu. Ponieważ takie działania są wielce ryzykowne, więc
                      mafioso woli udzielać pomocy ludziom z odległych wiosek. Tutaj, zdaniem księdza
                      F. Graham'ai moim, należy szukać pierwocin mafii.

                      Wróćmy do roku 1865. Sycylią rządzi generał Luigi Medici posiadający od Rzymu
                      daleko idące uprawnienia, których celem jest poskromienie Wyspy. Na Sycylii
                      wrze. Główny ferment stanowią chłopi, którym Garibaldi naobiecywał wiele a
                      konkretnie ziemię i wolność. Teraz zwolennicy konserwatywnego rządu z Rzymu a
                      głównie ich najbardziej prawicowe skrzydło nazywane "Nieumiarkowanymi", śmieją
                      się z chłopów i tłumaczą im, że ziemi mają dużo w doniczkach na oknie a
                      wolności też sporo, bo na przykład mogą się kochać ze swoimi żonami o dowolnej
                      porze nocnej, co nie było dozwolone w komunistycznym państwie założonym w XVI
                      wieku przez Jezuitów w Peru, bo tam dzwony wskazywały dozwolony czas, w ilości
                      piętnastu minut, na te obowiązki małżeńskie. O mafii zaczynają pisać gazety.
                      Obraz stworzony przez jurnalistów zupełnie nie pasuje do rzeczywistości, bo ani
                      na Sycylii ani nigdzie na świecie nie istniała jednolita organizacja mafijna
                      obejmująca cały kraj. Sycylia liczy pięć milionów dusz i objęcie tej populacji
                      jedną organizacją legalną jest nie możliwe a cóż dopiero tajną.

                      Na czele policji w Palermo stoi wspomniany już obcy (nie Sycylijczyk)
                      Gualtiero. Ma on duże trudności z rozeznaniem się w miejscowej specyfice więc
                      bardzo nietrafnie zauważa zmiany ówczesnej mafii. Otóż od czasów księdza F.
                      Grahama, kiedy to mafiosi pomagali najuboższym, mafia zorientowała się, że
                      dobrze jest troszeczkę pomagać ciemnym rolnikom ale równocześnie trzeba służyć
                      wiernie obszarnikom i arystokracji rodowej, czyli siłom politycznym. Gualtiero
                      widzi powiązania mafii z polityką ale twierdzi wbrew prawdzie (może świadomie),
                      że mafia to ogromna monolityczna hydra, która współdziała z demokratami.

                      Najlepszym znawcą mafii takiej jaką znamy od czasów Garibaldiego do czasów
                      Breżniewa jest piszący około 1880 roku Giuseppe Pitre' lekarz z zawodu, a
                      mówiąc po "dzisiejszemu", najlepszy socjolog społeczności sycylijskich.
                      Niezwykle trafne i do dzisiaj aktualne oceny tego speca od mafii podaję wg
                      Gabor Gellert: Mafia - Kossuth Konyvkiado, Budap
                      • mathias_sammer Re: kardiologu, do diaska 18.08.04, 12:41

                        Najlepszym znawcą mafii takiej jaką znamy od czasów Garibaldiego do czasów
                        Breżniewa jest piszący około 1880 roku Giuseppe Pitre' lekarz z zawodu, a
                        mówiąc po "dzisiejszemu", najlepszy socjolog społeczności sycylijskich.
                        Niezwykle trafne i do dzisiaj aktualne oceny tego speca od mafii podaję wg
                        Gabor Gellert: Mafia - Kossuth Konyvkiado, Budapest 1978 s.12-31.

                        Po pierwsze, wbrew raportowi Gualtiero, mafioso to nie to samo co zwykły
                        przestępca. Mafioso to człowiek przestrzegający specyficznych zasad honoru.
                        Jest on przekonany o swojej wyższości w stosunku do szarych obywateli tej małej
                        społeczności wśród której działa. On się nie para pospolitymi przestępstwami w
                        rodzaju kradzieży czy rabunku. Jeśli zachodzi tego niezbędna konieczność to
                        posługuje się pospolitym przestępcą z konieczności. Z konieczności, bo mafioso
                        domaga się szacunku od swoich klientów, których też bardzo szanuje. Jeśli
                        jednak ten porządny mafioso nie widzi innego rozwiązania, to złamanie prawa
                        nawet w formie najgorszej zbrodni jest dla niego dopuszczalne. Jest oczywiste,
                        że tak prezentujący się mafioso nie będzie zamieszkiwał wiejskiej chaty na
                        zapadłej prowincji.

                        Mafioso przenosi się do miasteczka. Do takiego małego miasteczka w którym
                        wszyscy się znają i dlatego wszyscy będą mu okazywać szacunek.

                        Tutaj kończy się okres poprzedzający dzisiejszą zorganizowaną przestępczość.


                        Dodaj komentarz do strony..

                        • mathias_sammer a takie maja linki, kolejni do kolekcji 18.08.04, 13:05
                          To tyle, ide juz jestem znudzony. Ale tamten portal, miodzio.
                          Klaniam sie,
                          M.S.

                          ---Oto ostatnio dodane linki:
                          Tolerancja to obowiązujące prawo (12-08-2004)
                          Autor: Stanisław Podemski
                          Źrodło: gazeta.pl
                          W Polsce tolerancja dla wolności słowa i religii, zgromadzeń, swobód
                          artystycznych jest wciąż jeszcze w powijakach
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Michael Moore: prowokator i demaskator (04-08-2004)
                          Autor: Artur Domosławski
                          Źrodło: gazeta.pl
                          Film Michaela Moore'a "Fahrenheit 9/11" przywraca wiarę w obywatelską krytykę i
                          demokrację rozumianą nie jako chodzenie na wybory co cztery lata, lecz jako
                          nieustanne patrzenie władzy na ręce
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Mikrofon lepszy od laptopa: Ranking najlepiej zarabiających (22-07-2004)
                          Autor: R.Omachel, D. Styczek (oo! Styczek w Bankierze? Nie wiedzialem , po
                          Inforze a potem G Bankowej, to od M.S.)
                          Źrodło: Bankier.pl
                          Jaki sens ma studiowanie medycyny albo prawa, skoro showman i piosenkarz Michał
                          Wiśniewski w rok zarabia tyle, co lekarz w ciągu 166 lat?
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Niezła kabała (17-07-2004)
                          Autor: YOSSI KLEIN HALEVI
                          Źrodło: Forum tygodnik
                          Największe sławy kina i estrady oszalały na punkcie żydowskiej mistyki. Madonna
                          i Mick Jagger, Demi Moore i Britney Spears uwierzyli, że charyzmatyczny rabin z
                          Los Angeles zapewni im nieśmiertelność. Za obietnicę wiecznej młodości
                          seksidole oddadzą ostatni grosz.
                          Zgłosił: ephesis
                          Czytaj..


                          Jeszcze pożyjemy (16-07-2004)
                          Autor: WALDEMAR SADOWSKI
                          Źrodło: Polityka online
                          Rozum wybiera więc wiarę w Boga...
                          Zgłosił: jeyes
                          Czytaj..


                          Sprawiedliwość mierzona w płomieniach (13-07-2004)
                          Autor: MIROSŁAW IKONOWICZ
                          Źrodło: Przegląd
                          Inkwizycja była machiną kontroli wiernych i poddanych - potwierdza to 800-
                          stronicowy dokument Watykanu.
                          Zgłosił: jeyes
                          Czytaj..


                          Wszyscy mecenasi Kościoła (12-07-2004)
                          Autor: Ewa K. Czaczkowska
                          Źrodło: www.rzeczpospolita.pl
                          Kulczyk, Starak, Jopek, Kluska... - największe tuzy polskiego biznesu wspierają
                          finansowo Kościół. Pomagają w renowacji klasztoru na Jasnej Górze, budują
                          ośrodki rekolekcyjne, kościoły, hospicja, katolickie szkoły, wspierają akcje
                          Caritasu. Jedni dają pieniądze z głębokiej potrzeby wewnętrznej, inni traktują
                          finansowanie przedsięwzięć Kościoła jako jeszcze jedno działanie public
                          relations.
                          Zgłosił: ephesis
                          Czytaj..


                          Więcej światła (08-07-2004)
                          Autor: MICHAŁ PIETRZAK
                          Źrodło: Bussinessman Magazine
                          Kościół Katolicki w Polsce obraca ponad miliardem złotych rocznie. Część z tych
                          pieniędzy inwestuje w hotele, biurowce, media, sklepy i szpitale. Skoro już
                          uczestniczy w grze rynkowej, to czy - dla dobra własnego, wiernych i
                          gospodarki - nie powinien wycofać się z nieprzejrzystego, ale wygodnego układu
                          podatkowego i upublicznić niedającej się zweryfikować struktury finansowej?
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Huelle posiedzi przez chwilę? (07-07-2004)
                          Autor: Antoni Pawlak
                          Źrodło: Newsweek Polska
                          Nieznalska obraziła tylko uczucia religijne Polaków. Występek Huellego jest
                          groźniejszy - on obraził księdza prałata Jankowskiego.
                          Zgłosił: jeyes
                          Czytaj..


                          Państwo jak zbój czyli powrót Janosika 3 i 1/3 (06-07-2004)
                          Autor: Piotr Skwirowski
                          Źrodło: gazeta.pl
                          Rząd prawdopodobnie zgłosi wkrótce oficjalnie propozycję odebrania prawa do
                          odliczania kwoty wolnej od podatku osobom, których dochody roczne mieszczą się
                          w drugim i trzecim przedziale skali podatkowej.
                          Zgłosił: mariusz
                          Czytaj..


                          Kapłan sieje nienawiść (02-07-2004)
                          Autor: Notował Piotr Pacewicz
                          Źrodło: Gazeta Wyborcza
                          Ksiądz Michał M., proboszcz podrzeszowskiej Tylawy, dostał dwa lata w
                          zawieszeniu za molestowanie dziewczynek. O wyroku i sytuacji w parafii mówi Ewa
                          Orłowska, która pierwsza złamała zmowę milczenia kryjącą praktyki księdza
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Geje i homofobi (02-07-2004)
                          Autor: Magda Pustoła
                          Źrodło: Gazeta Wyborcza
                          Czy prawo do zachowania odmiennej tożsamości płciowej daje prawo do jej
                          zwalczania? Czy prawo do bycia gejem daje prawo do bycia homofobem?
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Don Kobylański, sponsor ojca Rydzyka (28-06-2004)
                          Autor: Mikołaj Lizut
                          Źrodło: Gazeta.pl
                          Kto ratuje Rydzyka przed bankructwem?
                          Zgłosił: webmaster
                          Czytaj..


                          Religia w pracy (24-06-2004)
                          Autor: Dawid Warszawski
                          Źrodło: gazeta.pl
                          Duch projektowanej ustawy "O swobodzie religijnej w miejscu pracy" zgodny jest
                          z klimatem społecznym w USA, gdzie religijni fundamentaliści różnych wyznań, w
                          tym chrześcijańska część elektoratu Busha, coraz bardziej nadają ton.
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Polska jest chłopcem do bicia (16-06-2004)
                          Autor: A.Brzeziecki, J.Makowski
                          Źrodło: gazeta.pl
                          Trudno znaleźć kogoś, kto nie zgodziłby się z modną mantrą, że w tym kraju nie
                          da się żyć, że ludzie dzielą się na biednych i biedniejszych, wszyscy kradną, a
                          państwo jest w kryzysie. Społeczeństwo tęskni za Gierkiem, zaś prawica ogłasza
                          ustrojową klęskę III RP. W kraju ludzi obrażonych na wszystko pojawiają się
                          takie teksty, jak niedawne "Żegnaj, Polsko"
                          Zgłosił: Mariusz
                          Czytaj..


                          Fiskus przeciwko Klusce (08-06-2004)
                          Źrodło: Nowy Przemysł, Bankier.pl
                          Roman Kluska ujawnia nowe fakty o akcji fiskusa skierowanej przeciwko niemu
                          czyli jak urząd może
                          • kardiolog Re: a takie maja linki, kolejni do kolekcji 18.08.04, 14:39
                            Czesc, dzieki.
                            Milem wrzucic tez rozweselacza, ale przeszlo mi.

                            Link i zegnam sie.

                            poradnia.ids.bielsko.pl/aktualnosci/agresja.html
                            Zajrze w przyszlym tygodniu ,
                            kardiolog

                            PS bylem swiadkiem wyzwisk forumowych i zamiecenie ich przez adminow pod dywan.
                            Ide jeszcze wyrazic glosno protest i wylaczam sie.
                            • bulterier Re: a takie maja linki, kolejni do kolekcji 23.08.04, 21:26
                              no co jest? slaskie dumplingi jecie ze wam usta zatkalo?

                              nic to, nie przejmujcie sie mna. mnie tu nie ma i nie bylo. choc mysle, ze jak
                              sie juz klocic to o cos sensownego a nie kto w nowej komunie (tfu!) ma rzadzic
                              i na kogo wyborcy powinni glosowac, nie mowiac juz o tym, kto jest lepszy czy
                              gorszy w te klocki wyborcze.

                              uzupelniam bo kardiolog nie zrozumial.

                              nara i czolgiem!
                              wasza ukochana bulterierka
                              ----
                              lepper na prezydenta!!!
                              giertych na prezydenta!!!
                              prezydent na prezydenta!!!
                              • mathias_sammer to juz jest dla mnie 24.08.04, 17:18
                                nie do zniesienia.

                                Czesc , wpadlem na krotko bo dostalem dzis smsa , ze o moich bliskich pisza w
                                gazecie. Ucieszylem sie, bo wiem ile wlozyli trudu by zrobic cos pozytecznego w
                                tym kraju. W§padlem szybko ze spotkania i co widze? Widze znowu hieny, ktore
                                wytra sie kazdym czlowiekiem tylko po to by wyrzucic z siebie frustracje,
                                niezadowolenie na czyjs temat. HHuj, ze komus mozna zniszczyc zycie lub
                                pozbawic swoimi uwagami pracy, wazne, zeby po trupach wykrzyczec prawo
                                zabierania publicznie glosu .
                                To forum nie ma juz nic wspolnego z forum dyskusyjnym i jego idea. Stalo sie
                                chorym miejscem i NIGDY Nie bedzie juz innym dopoki niektorzy beda na nim
                                pisywac.
                                ----------------

                                Bulterierko,
                                ja do ciebie nic nie mam (smieszna bylas wczoraj jak krotko cie przeczytalem),
                                uwazam, ze jesli nie jestes sprowokowana ( a dajesz sie jednak zbyt czesto
                                prowokowac) to fajna i wesola babka z ciebie. moze to taka twoja
                                obrona...musisz kiedys sobie z tym poradzic, bo zostaniesz strzepkiem
                                czlowieka, bo strzepkiem nerwow juz jestes. Trzymaj sie i nie daj sie
                                przeciwnosciom.

                                kardiologu,
                                - pierdo.le to forum i pierd.ole ciebie.


                                musialem zgupiec, ze chcialem pisywac. niech steinbach i cala reszta robi co
                                chce, a polacy w odpowiedzi niech pisza co im slina na jezyk przyniesie. no nie
                                dam rady juz dluzej. bardzo wam dziekuje, ze skutecznie wypierdo.liliscie mnie
                                z tego forum i i innego tez. wyswiadczyliscie mi naprawde przysluge i
                                przepraszam, ze bylem na was za to zyl. dzis i na przyszle dni jestem i bede
                                wam zawsze za uratowanie mnie wdzieczny...
                                tyle mam do powiedzenia.

                                wylogowujacy sie
                                M.S.
                                • bulterier Re: to juz jest dla mnie 24.08.04, 20:17
                                  czesc mathias- i bardzo dobrze, ze nie dla ciebie. ufff, nareszcie ulga.
                                  obiecujesz, grozisz odejsciem, ja ciesze sie juz na te okazje, kupuje wino w
                                  supermarkecie. a ty? zwyczajnie, gdy juz licze, ze me piekne zielone oczeta
                                  nigdy wiecej cie nie ujrza ty! jak gdyby nigdy nic wracasz i mnie znowu
                                  denerwujesz. to nic, ze do mnie ani o mnie nie mowisz, to nic, ze byles
                                  pozytywny na moj temat. nie! nie! o nie! choc mowilam, ze swiat sklada sie z
                                  wielu odcieni szarosci a nie bieli i czerni to nie wiem co to znaczy. mowie
                                  sloganami , rzadko mysle zanim napisze. wlasciwie w ogole juz nie mysle, w
                                  mojej glowie nie ma miejsca na refleksje. trudno mi uwierzyc, ze inni moga
                                  myslec, ba! mowic nie o mnie. jestem calym swiatem, caly swiat jest mna. jestem
                                  bogiem!!! jestem napoleonem!!! jestem panem swiata!!!

                                  zanim postanowilam odpisac na twoj jakze wulgarny jezyk (wiesz, ze takiej
                                  damie jak ja brzydkie slowo nawet przez mysl nie przejdzie a co dopiero przez
                                  palce)- wyznaczasz bowiem bardzo mizerny poziom intelektualny, ale pochyle sie
                                  nad twoja miernota, by cie docenic robaczku. jutro juz zapomne o tobie i nie
                                  wspomne ani slowkiem- przyrzekam jakom bog wam milosciwie panujacy.
                                  a w tak zwanym miedzyczasie
                                  przejrzalam nowa opcje jaka dala forumowiczom gazeta. nazywa sie "archiwum" ,
                                  prosza by "sprawdzic" 2,5 mln tekstow. sprawdzilam wyrywkowo o czym rozmawiano
                                  na forum kilka miesiecy temu, o czym przed rokiem i dwoma laty. zajrzalam nawet
                                  do wczesniejszych postow. co znalazlam? jesli masz czas przejrzyj archiwum.
                                  wrazenia pozostawiam juz bez komentarza zwazywszy jednak na czestotliwosc
                                  okreslonych tematow jest wielce prawdopodobne, ze trafisz na podobne watki co i
                                  ja...nie popelnie wiec gafy jesli wlacze sie w nurt za jakis czas i rozmowy
                                  beda podobne czyli o..filozofii, psychologii, sztuce, literaturze...

                                  zycze udanej zabawy, bo wszystko jest zabawa. ze swego zycia zrobilam zabawe.


                                  bulterier_ka

                                • kardiolog Re: to juz jest dla mnie 25.08.04, 09:04
                                  mysle, ze wreszcie bedzie z tego jakis slub czyli nie ma tego zlego coby na
                                  dobre nie wyszlo.

                                  trzymajcie sie, zajrze za jakis czas

                                  kardiolog
                                • bulterier przerwa lunchowa!!! 25.08.04, 13:20
                                  tak bardzo przywiazalam sie do forum, ze poswiece swoja przerwe lunchowa na
                                  czytanie zamiast na spozywanie cieplego posilku w zawodowym towarzystwie.
                                  czy to juz uzaleznienie?

                                  mathias tymczasem dla ciebie, zeby nie bylo ze mnie nie bylo:)
                                  www.chaplin.pl/fotos/praca/3.jpg
                                  a teraz poczytam sobie co kardiolog wysmarowal

                                  bulterierka
                                  • bulterier Re: przerwa lunchowa!!! 25.08.04, 13:56
                                    oj!
                                    www.chaplin.pl/fotos/rozne/1.jpg:))))))))))

                                    jednak pojde cos zjesc. juz siem znudzilam walkowaniem chaplina.
                                    ilez mozna o tym samym..? juz misie nie chce.

                                    czesc, ide do dentysty na polerke kielkow. niezaleznie od stanu uzebienia (a
                                    zdrowa jestem jak wol) robie przerwe .

                                    nooo hurra! "czwartek dzis mamy" :)))))))))))))))))))

                                    out
                                    b.
        • kowianeczka Mathiasie, 16.11.05, 16:52
          czy majac wolna chwile napiszesz cd o kantowskim "praktycznym rozumie"?

          kowianeczka
          • mathias_sammer Re: Mathiasie, 17.11.05, 10:27
            Obecnie przerabiam inna lekture. Nie widze sensu podjemowania dyskusji na
            forum "psychologia".

            Pozdrawiam z rana, na szybko,

            M.S.
            • kowianeczka Re: Mathiasie, 17.11.05, 13:15
              Ale i tak sie rozgadales, a juz 13.15.

              W takim razie pisz "o powstancach":)

              kowianeczka
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 18.08.04, 15:24
      Siedze, kiwam palcem w bucie i zastanawiam sie czy przypie.rdolic jednemu
      gosciowi za obrazanie kobiet.. Czujny admin (zawsze bylem przeciwny pracom
      spolecznym) niestety zmiotl posty pod dywan i nie mam do czego sie odniesc.
      Zostalo zamiecione, wiec moze to byla "tylko" malzenska sprzeczka..? Do takich
      nie mieszam sie zgodnie z zasada o poslaniu i poduszce oraz na wczesniejsze
      prosby. A jesli nie byla to malzenska sprzeczka i jakis cham obraza Bogu winna
      kobiete to przypier.dolic musze. No ale skad wiem, ze to nie malzenska
      sprzeczka i nie wyskoczy jakas Konopia z Filipa i powie, zebym sie nie wtracal?
      Niech pomysle.. a mysle caly czas na glos. Zrobie krotka analize, najpierw
      zbiore dane:

      1.Czy to pierwsza tego typu sytuacja na forum?
      Tak/Nie (zakreslam tak, to wiedza wszyscy nawet ja rzadko bywajacy)

      2. Jak zachowaly i zachowywaly sie pozniej osoby wyzywajace?

      3. Jak zachowaly i zachowywaly sie pozniej osoby wyzywane?

      4. Co uleglo zmianie w zachowaniu wyzywanych i wzywajacych po omawianych
      sytuacjach?

      5. Czy nastapily zmiany na lepsze?

      6. Co nalezy zrobic aby nie dochodzilo do podobnych sytuacji?
      a) ban-an na osobe wyzywajaca?
      b) wdawanie sie w pyskowki?
      c) ignor tekstow i wyzywajacej osoby?
      d) bojkot osoby w calosci lacznie z dobrymi tekstami?

      11. Ktora z metod wydaje sie najskuteczniejsza?

      12. Ktora metode zastosowano i z jakim rezultatem?

      No..mysle sobie dalej... i dochodze do wniosku, ze zbliza sie pora lunchu i
      jest to najwazniejsza nowina zaprzataja moja glowna kapuste.

      Wniosek z powyzszych rozwazan- Clou analizy:

      Zjem dzis kurczaka.

      Dziekuje za uwage,
      kardiolog
      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 19.08.04, 11:01
        Czesc Kariodiogu i Joanno51,
        Joannie dziekuje za wczorajsza kolorowa wycieczke :o)
        Kardiologu podoba mi sie wynik Twojej analizy. Najwazniejsze, by wyluskiwac
        istote rzeczy :o)

        Bede sobie dalej pisal w czestotliwosci dla mnie dogodnej(Joanno51, ja nigdzie
        nie wychodze, caly czas konsekwentnie pisze na tematy, ktore mnie interesuja
        (poza Josephem Beuys'em). Ot, egoizm oraz niepohamowane zamilowanie do nauki i
        wiedzy.

        Pod linkiem, ktory zamieszczam sa dwa przeklady, interesujaca polemika i
        spojrzenie na istote Boga. Nie czytalem wczesniej oryginalu ani zadnego z
        podawanych tlumaczen (teraz tylko czesc, dokoncze sobie pozniej, gdy dokoncze
        rozpoczeta rzecz w robocie.

        www.filozof.uni.lodz.pl/hybris/Start.htm
        Klaniam sie,
        M.S.

        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 19.08.04, 11:03
          nie wszedl caly link , ale mam na mysli "przeklady", potem "sade" i "Dialog
          między księdzem a umierającym (przekład Marka Bastera)"

          M.S.
          • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 19.08.04, 12:03
            mathias_sammer napisał:

            > nie wszedl caly link , ale mam na mysli "przeklady", potem "sade" i "Dialog
            > między księdzem a umierającym (przekład Marka Bastera)"
            >
            > M.S.

            Mathias, czy Ty aby nie przesadzasz z wiedza. Juz mnie glowa boli.

            Nie chce misie. Ide poklepac z kobitkami. Kawe wlasnie pije, klepne wiec sobie
            beleco, a ty od razu z Sade. Sade to ja lubie w niektorych niektorych albumach
            (starych).

            kardiolog
            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 19.08.04, 13:54
              kardiolog napisał:

              > mathias_sammer napisał:
              >
              > > nie wszedl caly link , ale mam na mysli "przeklady", potem "sade" i "Dial
              > og
              > > między księdzem a umierającym (przekład Marka Bastera)"
              > >
              > > M.S.
              >
              > Mathias, czy Ty aby nie przesadzasz z wiedza. Juz mnie glowa boli.
              >
              > Nie chce misie. Ide poklepac z kobitkami. Kawe wlasnie pije, klepne wiec
              sobie
              > beleco, a ty od razu z Sade. Sade to ja lubie w niektorych niektorych
              albumach
              > (starych).
              >
              > kardiolog


              ????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????
              ???????????????????????????????????????????????????????????


              oj kardiologu, niedobrze, niedobrze z Toba:)

              Uprzedzam - jak wystepuje u mnie pospolitus humorus w stanie stezenia powyzej
              75% to szybko dostaje glupawki i nie moge przestac sie smiac.
              Nie rozmieszaj mnie, powaga ma byc. Skupiam sie na historii bo chce wykazac
              zaleznosci polsko-niemieckie na przestrzeni wiekow.

              Klaniam sie,
              M.S.
              • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 19.08.04, 15:43
                Alez Mathiasie, nic przeciwko Tobie nie odbywa sie, na Murgrabiego Zloty
                Pieniazek!
                Jesli bedziesz taki powazny w kwestii Twojej osoby, to naprawde z Toba bedzie
                niedobrze i bede musial wpasc do gabinetu po recepty:)

                Nic nie dzieje sie za Twoimi plecami i na Twoj temat- mozesz wierzyc lub nie.
                A teraz dlugo wyczekiwana wiadomosc: Czwartek dzis, melduje sie wiec dopiero po
                niedzieili- oczywiscie moge klamac:)

                czesc!
                kardiolog
              • mathias_sammer zanim... 27.09.04, 14:42
                czyli teleexpress wirtualny.

                Tak przy poniedzialku (ach.. oczekiwania na dobry tydzien ;))postawilem po
                przerwie ( chyba okolo 2tyg, jakos tak) zerknac na forum GW.

                _Zanim_ otworzylem kilka watkow zrobilem krotki rekonesans o czym w Polsce
                rozmawia sie dnia 27 -go miesiaca wrzesnia roku 2004-go. Wpisem powyzszym
                akcentuje 17 minutowy teleexpress´wirtualny.
                (I co z tego zapytasz kardiologu?
                Nic, kompletnie nic z tego. Ciiiii... ciiiiii....)
                Odmeldowalem sie zgodnie z poczynionym przedzialkiem na srodku glowiny w
                poniedzialek czyli
                u mienia poziom czerwonych cialek we krwi w normie, cholesterol tez jak trzeba,
                po regularnych pobytach w saunie grypa mnie sie nie ima.
                Norma. Wszystko w porzadku. Slowem: constans, w poriadku.

                Klaniam sie,
                M.S.

                *************************** TELEEXPRESS WIRTUALNY**********************

                *****************Doniesienia z kraju***********************


                Rzucony na tory, przejechany i ...ukarany przez... (239) Gość: Tutu 27.09.04,
                14:16
                Lepper wreszcie przed sądem (30) Gość: macov 27.09.04, 14:16
                Bunt księdza Jankowskiego (469) Gość: Katolik Polski 27.09.04, 14:15
                ABW zatrzymała znanego lobbystę (8) stalowy_szczur1 27.09.04, 14:13
                Korona Chrobrego wraca po ponad 200 latach! (47) artx 27.09.04, 14:09
                • Jankowski+Urban+Michnik+Rydzyk=do ciupy! (1) maniekxxx 27.09.04, 14:06
                Ks. Sobański: to jak schizma (15) Gość: kg 27.09.04, 13:58
                Rządy Polski i Niemiec razem przeciw pozwom (57) Gość: m 27.09.04, 13:56
                Czarna lista premiera Belki (37) Gość: Mark 27.09.04, 13:56
                Paszporty dla psów już od piątku (18) Gość: Przemo 27.09.04, 13:54
                Prezes rady komorniczej: Zaskarżymy ustawę do T... (46) Gość: V 27.09.04,
                13:54
                • Brawo Leszek Miller ! (21) bronek.bronek 27.09.04, 13:53
                Zaskakujący powrót prokuratora Kapusty (5) feliks-50 27.09.04, 13:52
                • PRZEKŁADANIEC MAFIJNO-PAŃSTWOWY (2) Gość: Dziadek 27.09.04, 13:50
                "Wybryki" prałata Jankowskiego (6) Gość: Brt 27.09.04, 13:46
                • Rocznica śmierci Kisiela (1) yossarian18 27.09.04, 13:39
                • DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA (1472) Gość: KAGAN 27.09.04,
                13:37
                • Brawo SLD ! Skończyć z pazernością kleru !!! (54) Gość: Obiektywny
                27.09.04, 13:31
                • Miller, ty Geobbelsie! (71) kataryna.kataryna 27.09.04, 13:30
                • Gronkiewicz Waltz zagrozi Gilowskiej? (3) strajker 27.09.04, 13:21
                • O "POLACTWIE" Ziemkiewicza jeden raz jeszcze ... (2) Gość: Dziadek
                27.09.04, 13:13
                • J. M. Jackowski w Rozmowach Niedokończonych (18) yossarian18 27.09.04,
                13:11
                • Jak postkomuna rozbija polskie rodziny (5) nowy.oszolom.z.radia.maryja
                27.09.04, 13:08
                • Kuba Wojewódzki deprawował Otylię Jedzrejczak! (10)
                nowy.oszolom.z.radia.maryja 27.09.04, 13:08
                Przełom w aferze bydgoskiej (11) Gość: jarl 27.09.04, 12:55
                Siemiątkowski oskarży eksperta komisji śledczej (12) Gość: tokot 27.09.04,
                12:53
                • KOMPROMITACJA KOMENDY GŁÓWNEJ (1) Gość: Matylda 27.09.04, 12:53
                • Ciemno już (5779) goniacy.pielegniarz 27.09.04, 12:53
                • Kto jest za polaczeniem LPR i UPR? (122) przycinek.usa 27.09.04, 12:51
                • dla rozluźnienia nastrojów zwieraczy (24) katarsis 27.09.04, 12:41
                • Tylawa a sprawa Prałata (14) Gość: ciekawy 27.09.04, 12:38
                • Z Kanady lepiej i ostrzej widać (1) Gość: Dziadek 27.09.04, 12:38
                Abp Głódź idzie do cywila (8) Gość: Zenon 27.09.04, 12:35
                • Czy jestem katolikiem??? (20) kicior99 27.09.04, 12:29
                • Co z tą Polską? (1) Gość: błahy 27.09.04, 12:07
                Oskarżeni o łapownictwo wygrywają przetarg (8) Gość: Byśko 27.09.04, 12:04
                • Koniec afery Rywina (49) strajker 27.09.04, 12:00
                Ks. kard. Glemp: Myślę, że Jankowski odejdzie (4) Gość: Tez-spokojny
                27.09.04, 11:59
                • Co tam Kolczyk ciekawego powiedział Najsztubowi??? (11) strajker 27.09.04,
                11:55
                • Wybory - czy będzie antykomunistyczna lewica? (2) Gość: Slon 27.09.04,
                11:55
                Parole: policjanci byli bezbronni (55) Gość: przestępca 27.09.04, 11:54
                • Czy posłowie powinni mieć wyższe wykształcenie? (240) katarsis 27.09.04,
                11:54
                Moja randka, moja sprawa (232) Gość: Moja randka moja s 27.09.04, 11:54
                • KTO PŁACI KATARZYNIE.KATARZYNIE I BASI.BASI (63) Gość: JAC 27.09.04,
                11:51
                Giertych o pomyśle, by ks. Jankowski kandydował... (5) Gość: Andrzej L.
                27.09.04, 11:15
                • Dziewulski pozywa Kaczora (23) kataryna.kataryna 27.09.04, 11:04
                Ujawniamy transakcje mieszkaniowe Jana Marii Ja... (211) Gość: lord cox
                27.09.04, 11:00
                • Test na uczciwość Giertycha. (9) warka_strong 27.09.04, 10:56
                • Łapiński przerywa milczenie (55) Gość: siker 27.09.04, 10:52
                Rada Krajowa Samoobrony. Będzie wojna z Platfor... (17) Gość: obserwator
                27.09.04, 10:45



                *****************Doniesienia ze swiata************************



                Nabałaganiłeś, to posprzątaj (38) Gość: SABAŁA 27.09.04, 14:17
                • buaah..arabowie znow zdradzili braci z palestyny:D (1) Gość:
                marcus_crassus 27.09.04, 14:15
                "New York Times" zamieszcza opowieść uwolnionej... (31) Gość: Pipipipipilum
                27.09.04, 14:14
                • polowanko w dzeninie :)))) dobre lowy :)) (4) Gość: marcus_crassus
                27.09.04, 14:12
                Czechy podarują Afganistanowi amunicję? (7) Gość: Józef Sz. Wojak 27.09.04,
                14:12
                Pekin cenzuruje Google (65) Gość: Suinsyny 27.09.04, 14:12
                Osiem ofiar w katastrofie budowlanej w Dubaju (2) Gość: Lotnik(nie LOTnik)
                27.09.04, 14:09
                Czeczenia: Zginęło pięciu bojowników, w tym Turek (19) Gość: rusofil
                27.09.04, 14:09
                Kandydat władzy na prezydenta Ukrainy trafiony ... (6) Gość: Serhij 27.09.04,
                14:06
                Irańscy konserwatyści wymazują reformy gospodar... (48) Gość: tom 27.09.04,
                14:06
                • ...nie powinni przetrwac zydowskiego holocaust (1) Gość: !!! 27.09.04,
                14:06
                Chiny: SMS-owe konkursy tylko za zgodą władz (2) Gość: Obywatelka 27.09.04,
                14:03
                Prezydent Ukrainy o 60. rocznicy wysiedlenia Uk... (79) Gość: ciekawy
                27.09.04, 13:55
                Parlament w Turcji przyjął nowy kodeks karny (15) Gość: tom 27.09.04, 13:45
                Strajk transportowców w Amsterdamie (5) Gość: swebe 27.09.04, 13:41
                • BOŻE CHROŃ AMERYKĘ a Ona ochroni nas (67) Gość: kecaw 27.09.04, 13:41
                Reklamowa ekspansja wyszukiwarek w USA (8) Gość: FT 27.09.04, 13:40
                • Dlaczego Bush jest debilem (5) indris 27.09.04, 13:38
                • Dostalem rachunek od polskiego Konsulatu (2) fredzio54 27.09.04, 13:38
                • FORUM CURIOSUM (2) marcuss_crassus 27.09.04, 13:35
                • Jesteście za przyjęciem Turcji do Unii (31) wpia 27.09.04, 13:30
                • WAZNA INFORMACJA!!!!! DLA WSZYSTKICH !!!! (10) marcuss_crassus 27.09.04,
                13:28
                • MECZET NA GORZE SWIATYNI ZAGROZONY (5) Gość: OSKAR 27.09.04, 13:21
                Rosja: Maschadow wiedział o planie szturmu w Bi... (5) Gość: bagarmosen
                27.09.04, 13:17
                • NIE UWIERZYCIE!!!!! (1) marcuss_crassus 27.09.04, 13:11
                • Przypomnienie dla krętaczy- krytyka Izraela to nie (1) wqrwiony2 27.09.04,
                13:04
                • antysemici wszystkich krajow, laczcie sie!!!! (94) Gość: dana33 27.09.04,
                13:01
                Włoskie zakładniczki w Iraku żyją - twierdzi kr... (3) Gość: ahmad 27.09.04,
                12:57
                Rodzina brytyjskiego zakładnika wierzy, że on ż... (5) Gość: Mamlas 27.09.04,
                12:49
                Afganistan: trzech żołnierzy USA rannych po ata... (5) Gość: pacyfista
                27.09.04, 12:49
                Rosjanie muszą dowieść czynem, nie słowem, że s... (14) Gość: Eva 27.09.04,
                12:49
                • Obejrzałem właśnie film o drze Henryku Sławiku (12) Gość: Cep 27.09.04,
                12:44
                Niebezpieczny terrorysta zginął w Pakistanie (11) Gość: Mike79 27.09.04,
                12:43
                • WAŻNE SPROSTOWANIE!!!!!!!!!!!!!!!!! (1) Gość: BRAHMAN 27.09.04, 12:33
                Izraelski pisarz i dy
                • mathias_sammer Re: zanim... 27.09.04, 14:44

                  • antysemici wszystkich krajow, laczcie sie!!!! (94) Gość: dana33 27.09.04,
                  13:01
                  Włoskie zakładniczki w Iraku żyją - twierdzi kr... (3) Gość: ahmad 27.09.04,
                  12:57
                  Rodzina brytyjskiego zakładnika wierzy, że on ż... (5) Gość: Mamlas 27.09.04,
                  12:49
                  Afganistan: trzech żołnierzy USA rannych po ata... (5) Gość: pacyfista
                  27.09.04, 12:49
                  Rosjanie muszą dowieść czynem, nie słowem, że s... (14) Gość: Eva 27.09.04,
                  12:49
                  • Obejrzałem właśnie film o drze Henryku Sławiku (12) Gość: Cep 27.09.04,
                  12:44
                  Niebezpieczny terrorysta zginął w Pakistanie (11) Gość: Mike79 27.09.04,
                  12:43
                  • WAŻNE SPROSTOWANIE!!!!!!!!!!!!!!!!! (1) Gość: BRAHMAN 27.09.04, 12:33
                  Izraelski pisarz i dyplomata pisze o wspólnych ... (65) Gość: Edward
                  27.09.04, 12:09
                  • Zagraniczni specjaliści wamerykańskiej gospodarce. (1) Gość: BRAHMAN
                  27.09.04, 12:03
                  • OCENIAMY NOWYCH CZŁONKÓW RB ONZ!!!!!!!! (4) Gość: BRAHMAN


                  *********************Psychologia zycia /Filozofia********************



                  jakie są szanse.... (48) Gość: February 27.09.04, 14:13
                  • jak przełamać tę gierkę? (43) Gość: k;) 27.09.04, 14:11
                  • marzenia (10) Gość: migdalek 27.09.04, 14:00
                  • Lepiej być nieczułą, niż obolałą (5) Gość: Renata 27.09.04, 13:57
                  • nie wiem co poradzic przyjacielowi (6) oka2 27.09.04, 13:48
                  • JAK POZNAĆ ŻE SIĘ KOGOS NAPRAWDĘ KOCHA?? (1) Gość: mimi 27.09.04, 13:45
                  • Agresywny mąż, czy już rozwód???? (31) Gość: żona 32 27.09.04, 13:38
                  • Czy poczucie, że ma się na dysku.... (3) Gość: Js 27.09.04, 13:36
                  • kiedy Cię zapytają... (21) Gość: eris 27.09.04, 13:29
                  • czego oczekujemy od siebie?... (71) alfika 27.09.04, 12:55
                  • kochac za bardzo (8) Gość: eva 27.09.04, 12:15
                  • jak wasze plany na wieczór moi drodzy ? (35) brunonx 27.09.04, 11:48
                  • ))dobry sposób na samobója(( (26) umfana 27.09.04, 11:45
                  • Jak wmówić komuś, że ma schizofrenię? (3) Gość: wypierdek mamuta 27.09.04,
                  11:41
                  • ludzie odezwijcie się ,proszę (33) Gość: frustro 27.09.04, 11:31
                  • Jestem zrozpaczony i zalamany (24) bonobo44 27.09.04, 10:08
                  • Zazdrośc o przeszłość.... (22) alterna 27.09.04, 09:57
                  • najpiękniejszy moment w młości to... (18) Gość: eho 27.09.04, 09:43
                  • Dlaczego nie moge byc taka jak bardzo CHCE?:( (12) marciia 27.09.04,
                  09:28
                  • Magia Zycia (55) Gość: Luty 27.09.04, 09:26
                  • Przykład (5) caorle 27.09.04, 08:53
                  • uzalezniony od internetu (15) Gość: Tumek 27.09.04, 08:37
                  • jak się pozbierac gdy..? (7) Gość: geronimo



                  ********************Wszystko o Polkach i Kobietach**********************



                  • jak... (20) mario2 27.09.04, 14:21
                  • do facetów (40) sweetsusana 27.09.04, 14:21
                  • jak... (25) borsuczyca 27.09.04, 14:20
                  • matki i ich cudowne urocze dzieci (64) hehe.he 27.09.04, 14:20
                  • Czy tylek w stringach jest .... (2) niuniek6 27.09.04, 14:19
                  • mam obwisly biust (33) Gość: Kinga 27.09.04, 14:19
                  • czy moglabys by z takim facetem? (13) Gość: x 27.09.04, 14:18
                  • Za tani prezent ? (65) balbinaa2 27.09.04, 14:18
                  • Czy dzis jest juz poniedzialek? (35) mario2 27.09.04, 14:18
                  Ile kosztuje dziecko (146) Gość: lola 27.09.04, 14:15
                  • panie krzysztofie (1) 1975a2 27.09.04, 14:13
                  • Jaka bedzie jej reakcja ? (18) Gość: Tomasz 27.09.04, 14:13
                  • Zazdrośc o jego byłą, jak się zachowac? (1) Gość: kims 27.09.04, 14:11
                  • Ktoś ma problem z imprezami firmowymi faceta? (11) Gość: nox 27.09.04,
                  14:09
                  • Podział obowiązków domowych (43) sarna32 27.09.04, 14:06
                  • Moja żona chce odejść.... (52) Gość: Krzysztof 27.09.04, 14:05
                  • Zwrot naturze (3) Gość: boski.inaczej 27.09.04, 13:56
                  • Czy Polki są łatwe? (39) andrew_eldtrich1 27.09.04, 13:35
                  • czy to normalne, że facet... (9) Gość: zdezorientowana 27.09.04, 13:21
                  Zemfira, rosyjska piosenkarka rockowa (47) Gość: 6 27.09.04, 13:16
                  • 61kg przy 174cm wzrostu (9) Gość: ciekawy 27.09.04, 13:16
                  • Dostalam malo od chrzesnego z okazji slubu:( (104) Gość: Roksana 27.09.04,
                  13:07
                  Quirkyalone, czyli życie w pojedynkę (189) Gość: Arni 27.09.04, 13:07
                  • Leon do nogi! (15) Gość: obierzyna 27.09.04, 13:02
                  • WYŻSZA KOBIETA NIŻSZY FACET (198) maxine2 27.09.04, 13:01
                  • Czy wy też tak to kochacie? (6) josie69 27.09.04, 12:44
                  • Czy kobiety w polsce lubia seks? (16) Gość: Jacek 27.09.04, 12:40
                  • Dlaczego fajne kobiety starzeją się w samotności? (21) Gość: a444
                  27.09.04, 12:38
                  • SMS (46) kopov 27.09.04, 12:29
                  • Kredyt mieszkaniowy - jak z nim zyjecie? (26) Gość: Gianna Nannini
                  27.09.04, 12:24
                  • teksty waszych kobiet (24) Gość: pokrybala 27.09.04, 12:23
                  • dwoch na raz? (18) Gość: dziewczyna 27.09.04, 12:20
                  • Moj maz dzis napisal sms-a tej tresci ...... (53) Gość: ola 27.09.04,
                  12:17
                  • rozstanie z tatą mojej córki (8) Gość: isteria 27.09.04, 12:16
                  • Kiedy zmieniamy czas? (3) kwiatek-822 27.09.04, 12:12
                  • młode mamy, dbajcie o siebie, do cholery! (29) Gość: virtuallady 27.09.04,
                  11:58
                  • Rozwód w Warszawie?? (6) Gość: maluuuuutka 27.09.04, 11:27
                  • Żal mi... (9) listek_a 27.09.04, 11:20
                  • facet mało zdecydowany... (6) Gość: Kokosanka 27.09.04, 11:16
                  • KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO (9) Gość: asiula 27.09.04, 11:13
                  • Pobolewanie w piersi. Miałyście to? (3) marianna32 27.09.04, 11:06
                  Skutki stosowania pigułek antykoncepcyjnych (54) Gość: ukucie 27.09.04,
                  10:54
                  • czy tez tak macie przed okresem?? (25) Gość: ja 27.09.04, 10:36
                  Antoni J. Pastwa, rzeźbiarz (2) Gość: GM 27.09.04, 09:54
                  • Gdzie w warszawie mozna zjesc obiad na miescie ?? (10) Gość: Erynia
                  27.09.04, 09:53
                  • piwo i hormony (3) tralalumpek 27.09.04, 09:50
                  • czy...? (12) awga 27.09.04, 09:49
                  • Zostawiam rodzinę... (7) abra_kadabra 27.09.04, 09:39
                  • o czym ..... (6) tomekchcialbywiedziec 27.09.04, 09:39
                  • reszcie znalazłam !!!!!!!!!!!!! (5) Gość: znalazłam 27.09.04, 08:29

                  ***********Czego slucha sie w Polsce czyli Hirek.. Wrona ;)************


                  • Plagiaty... (3) dlugi_22 27.09.04, 14:24
                  Rammstein: 11 nowych utworów (15) piterkiera 27.09.04, 14:09
                  • Kobranocka-pierwsza płyta. (1) Gość: (!) 27.09.04, 13:55
                  • JEFF BUCKLEY "FORGET HER" !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (21) Gość: grace
                  27.09.04, 13:39
                  • ktos sie zna na LADYTRON? (6) tuti 27.09.04, 13:39
                  • Czego słuchacie w tej chwili ? (1280) Gość: As 27.09.04, 13:38
                  • Sidnej Polak -najwiekszy kaszaniarz szolbiznesu (25) rockefella 27.09.04,
                  13:04
                  • Dieter Bohlen - ostatni niemiecki romantyk. (1) Gość: Kasyx 27.09.04,
                  13:04
                  • Massive Attack - Mezzanine (7) blackened1 27.09.04, 12:58
                  U2: lista utworów (2) Gość: Kurakos 27.09.04, 12:37
                  • Wasze najlepsze kapele Metalowe (32) lopp1 27.09.04, 12:15
                  • ONE LOVE SOUND FEST 2004 (1) Gość: LionStage 27.09.04, 12:10
                  • Którą z grup uwielbiacie i dlaczego AUDIOSLAVE? ;) (4) Gość: kris
                  27.09.04, 11:53
                  • co to za piosenka??? (1) Gość: kasia 27.09.04, 11:52
                  • The Living Jarboe (6) kaszkur 27.09.04, 11:32
                  Chylińska, "Winna" (53) cobolt 27.09.04, 10:00
                  • piosenka olimpijska (4) asiak44 27.09.04, 09:03
                  • Cenione zespolych,ktorych nie lubicie. (93) haribo_goldbaren 27.09.04,
                  08:56
                  • jaki jest tytul?? prosze o pomoc !! :) (2) Gość: JA 27.09.04, 08:36
                  • mathias_sammer Re: zanim... 27.09.04, 14:45

                    • jaki jest tytul?? prosze o pomoc !! :) (2) Gość: JA 27.09.04, 08:36
                    • LUBIĘ ZASYPIAĆ PRZY............................... (43) trujaca_strzalka
                    27.09.04, 08:28
                    • Edyta Gorniak (1) Gość: Dorota 27.09.04, 08:11
                    • "Syndrom drógiej płyty" (12) film-maker 27.09.04, 07:36
                    Natchniony Nick Cave (30) Gość: Szaman 27.09.04, 01:34
                    • Wpisujcie najbardziej obciachowych ale.... (9) Gość: Marek 27.09.04,
                    01:23
                    • jaka kapele zaprosilibyscie na swoje wesele? :] (13) zoe82 27.09.04,
                    01:16
                    • muzyka irlandzka (15) rafaldona 27.09.04, 00:23
                    • Bracia Cugowscy.!!! (2) ele7 26.09.04, 23:57
                    Cinq G "P.I.Ę.Ć.G.I.E. Panama" Funky Dub (3) Gość: wj 26.09.04, 23:18
                    • Assal & Zenn (1) Gość: Janusz 26.09.04, 22:57
                    • Najlepiej "gadający" saksofoniści. (3) madziuszek 26.09.04, 22:54
                    • największe wtopy polskiego jazzu (16) teddy4


                    *********************Co nowego w sporcie wg Szaranowicza**********
                    • Cracovia - Groclin 2 : 0 !!!!! (8) Gość: Cyfra 27.09.04, 13:57
                    • małe pytanko (8) Gość: yeti 27.09.04, 13:51
                    • ZNOWU O TYM MAŁYSZU - ILE MOŻNA? DOŚĆ !!!!!!!!!! (4) Gość: marek 27.09.04,
                    13:50
                    Konkurs w Hakubie. Małysz trzeci (4) Gość: M@ciek 27.09.04, 13:29
                    • "Franek" w kadrze (2) Gość: mmm 27.09.04, 11:48
                    Bereś i Skoczylas: Grad piłkarskich rekordów (7) Gość: gru. 27.09.04, 11:06
                    Unia Tarnów mistrzem Polski (35) Gość: czerczil 27.09.04, 08:12
                    Bereś, Skoczylas: Zygmunta bije dzwon (6) Gość: bb 27.09.04, 03:08
                    Polacy na Paraolimpiadzie: Nadzieja na inne życie (6) Gość: cyg@nek 27.09.04,
                    01:53
                    • Rasiak rusza pod Wiedeń??? (5) a.adas 26.09.04, 22:19
                    • z relacji na żywo w GW... (3) bazyliszek4 26.09.04, 21:56
                    • Czyzby Chovanec? (11) Gość: Bonhart 26.09.04, 21:44
                    • Janas nie powołał Rasiaka (10) Gość: ant Z 26.09.04, 21:40
                    Glencoffe Johnson znokautował Roya Jonesa Jr (6) Gość: Bartek 26.09.04,
                    21:18
                    Paraolimpiada. Brązowy medal Tomasza Hamerlaka ... (3) Gość: Żymant 26.09.04,
                    19:06
                    Mistrzostwa Polski w boksie - wyniki finałów (4) Gość: gosc 26.09.04, 18:38
                    Adamek idzie w ślady Gołoty (16) Gość: ja 26.09.04, 16:16
                    • Znaczek z Otylią!!! (1) kurioza 26.09.04, 15:41
                    Barrichello wygrał w Szanghaju (9) Gość: Damian 26.09.04, 15:34
                    • Dawid Kostecki to jest GOŚĆ. (3) Gość: majrix 26.09.04, 14:09
                    Garri Kasparow pokonał 20 przeciwników (6) ssech84 26.09.04, 13:27
                    Rafał Stec: Superprodukcja (16) a.adas 26.09.04, 13:03
                    • Dlaczego Kukiełka nie gra w pierwszym składzie ? (5) a.adas 26.09.04,
                    12:13
                    • live z Hakuby (1) Gość: Lila 26.09.04, 03:20
                    Amerykanie w finale Pucharu Davisa (2) Gość: kaka 26.09.04, 01:52
                    Rafał Stec: Życzę Polsce klęski (240) Gość: me 25.09.04, 23:32
                    GP Chin. Barrichello z pole position (4) Gość: LoRd QulaG 25.09.04, 23:05
                    Przed Grand Prix F1 w Chinach - zdjęcia (6) Gość: afroman 25.09.04, 22:06
                    Małysz siódmy w Hakubie (4) Gość: jebacwisle 25.09.04, 19:48
                    Małysz najlepszy w kwalifikacjach w Hakubie (12) Gość: atos 25.09.04, 19:27
                    Rafał Stec: Bandyci są OK (12) Gość: torek 25.09.04, 19:15
                    • *****[TYPOWANIE]***** Liga Polska: 7 kolejka (44) bachus69 25.09.04,
                    18:17
                    Polska przegrała z Anglią 1:2 - zdjęcia z meczu (21) Gość: k0n0p 25.09.04,
                    15:50
                    NHL: arbitraż rozstrzygnął na korzyść Fedotenki (2) Gość: deINO 25.09.04,
                    14:10
                    • frkwencja na lechu - 700 widzów :))))))))))))))))) (3) Gość: Gucwa
                    o w sporcie


                    Jeszcze jest troche o kulturze , o motoryzacji ale nie zmiesci sie w 17
                    minutowym wydaniu.
                    Na koniec pan Maciej Orlos powinien odczytac dowcip dnia, ktory przyslal wierny
                    czytelnik. O jest!

                    Metoda
                    Małżeństwo wybrało się na zakupy do olbrzymiego domu towarowego. Po jakimś
                    czasie mężczyzna gubi z oczu swoją małżonkę, rozgląda się lekko zaniepokojony i
                    nagle spostrzega niezwykle atrakcyjną, młodą kobietę. Nie namyślając się długo,
                    podchodzi do niej z zalotnym uśmiechem.
                    — Przepraszam, czy nie zechciałaby pani przez chwilę ze mną porozmawiać?
                    — O co chodzi?
                    — Zgubiłem gdzieś swoją małżonkę, a ona natychmiast się zjawia, gdy zaczynam
                    rozmawiać z atrakcyjną nieznajomą.


                    Szanowni Panstwo nastepny telexpress wirtualny juz za tydzien!

                    Maciej... Orlos ;)

                    :)
                    • joanna51 Re: zanim... 28.09.04, 19:52
                      dedykuje ten utwor wszystkim rodzicom, ktorzy zaplataja sie do watku
                      Dojrzalosci
                      Mysle o swoich dziatkach

                      www.nickcaveandthebadseeds.com/

                      Trzeba nadusic utwor:
                      The Ship Song /Windows media/
                      • mathias_sammer Re: zanim... 28.09.04, 21:24
                        Jeszcze jedno moja Joanno51 tytulem 198 wpisu w watku Dojrzalosc.

                        Chcesz pisac na forum GW musisz pozbyc sie calej swojej tozsamosci, niech nie
                        przychodzi Ci do glowy siegac po..swoje, bo nie masz nic.
                        Za rok pewnie przeczytasz, ze niejaki Emanuel Abebe Kantowski z domu
                        Prukawiecki urodzon w powiecie Kalenisko wielkim polskim filozofem byl (nie w
                        plci rzecz), choc Ty Kanta cenisz ponad wszystko- wiem, bo rozmawiam o tym z
                        Toba na innym forum.

                        Chcesz pisac na tym forum ? Musisz zamknac oczy i udawac, ze nic nie widzisz,
                        wtedy bedzie fajnie i nie daj buk wspominac o swoich ksiazkach czy muzyce bo
                        zaraz za rogiem napierdalanka bedzie.
                        A poza tym jestes zdzira bo powinnas obok meza i dzieci na dupie siedziec a nie
                        na forum bo tak w przykazaniach zakonu przenajswietszych madrych stoi.

                        Cokolwiek napiszesz Aska51 na tym forum bedzie zawsze zle, bo zawsze sie
                        znajdzie ktos niezadowolony, zasmucony, wkurwiony.

                        Jako bylo na poczatku
                        po wsze czasy
                        Amen.

                        PS- chesz jeszcze tutaj pisywac?
                        Chaby postawilem pytanie retoryczne
            • bulterier Re: Dojrzalosc..... 23.08.04, 11:04
              Panowie- Mathias i kardiolog- Eisntein powiedzial (juz cytowany na forum)
              "Dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i głupota ludzka. Co do tej
              pierwszej istnieją jeszcze wątpliwości."

              Powyzsze zdanie pragne wam zadedykowac w proporcjach 50%/50% .

              czesc!

              bulterier
              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 28.09.04, 21:05
                bulterier napisał:


                > "Dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i głupota ludzka. Co do tej
                > pierwszej istnieją jeszcze wątpliwości."


                Nic dodac nic ujac :o)
                a co gorsze na glupote nie ma zadnych pigulek.
                Wszechswiat wileeeka rzecz.
                M.S.
    • kardiolog Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 07.09.04, 12:52
      > O s w i e c e n i e m nazywamy wyjscie czlowieka z niepelnoletnosci, w ktora
      > popadl z wlasnej winy. Niepelnoletnosc to niezdolnosc czlowieka do
      > poslugiwania sie swym wlasnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Z a w i n i o
      > n a jest ta niepelnoletnosc wtedy, kiedy przyczyna jej jest nie brak rozumu,
      > lecz decyzji i odwagi poslugiwania sie nim bez obcego kierownictwa. Sapere
      > aude! Miej odwage poslugiwac sie s w y m w l a s n y m rozumem- tak oto brzmi
      > haslo Oswiecenia.

      www.unus.psychologia.uni.wroc.pl/teksty/ak/reality.html#rs
      kardiolog
      • bulterier Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 08.09.04, 16:16
        kardiolog,
        musze to wreszcie napisac, bo mnie naprawde nurtuje pewna rzecz.

        powiedz mi szanowny kolego, skoro nie chcesz ze mna rozmawiac na temat np.
        polityki w sposob czysty i polityczny to dlaczego chcesz (o czym informujesz
        dosc szeroko) zebym pisywala?
        do czego potrzebna jest ci moja obecnosc?
        do czytania twoich postow?

        zastanow sie na spokojnie...

        skoro juz po namowach decyduje sie na rozmowe to ty dajesz nagle dyla na tyly.
        i na tylach komentujesz.
        co ja jestem? lekkoatletka, zeby przeskakiwac z biezni na bieznie, bo ze nie
        jestem maratonczykiem to wiesz od dawna.
        nie jestem i nie bede maratonczykiem... przeciez wiesz- to nie moj sport,
        uprawiam inne i te inne mnie ciesza.
        komentujesz do mathiasa kazde wypowiedziane prze mnie slowo. w jakim celu?
        ze moj ogon mniej lub bardziej sterczacy , ucho mniej lub bardziej klapniete?
        my z mathiasem mamy umowe i staramy sie jej przestrzegac. nie raz nam cos sie
        wymsknie na swoj temat, ale generalnie trzymamy fason i dotrzymujemy slowa.
        ty chcesz, zeby mathias ze mna zaczal rozmawiac. on moze rozmawiac na swoich
        warunkach. glupi nie jest, nie daje sie wypuszczac i slusznie. i ja na swoich
        warunkach. o warunkach i o checiach stwarzania takowych nie rozmawialismy
        jeszcze.

        przeciez to proste jest.

        wszelkich zmian w umowie zawartej na czas nieokreslony pomiedzy mathiasem a
        bulterierem moga dokonac wylacznie strony bezposrednio zainteresowane. nie
        mozesz byc tutaj zadna ze stron, kardiologu- chyba, ze mathias wyznaczy cie na
        swojego adwokata, ale nie wiem, czy ja polkne te zabe.

        swoimi wygibasami wprawiasz w zaklopotanie to mnie, to mathiasa , no i samego
        siebie.

        "dajze juz chlopie pokoj" jak mawiaja gorale.

        chcesz rozmawiac to rozmawiaj, nie chcesz to nie. tu nie trzeba fizyki
        kwantowej by ogarnac prosta zaleznosc.


        tylko nie mow, ze mathias bedzie krzywil nos, gdy ty rozmawiasz ze mna o
        polityce. przeciez o dupie pameli anderson nie rozmawiamy i rozmawiac nie
        bedziemy, bo dupa pameli anderson mnie nie interesuje- mowa oczywiscie o
        szerszym kontekscie bo dupy jako takie tez sama lubie poogladac.

        wiesz, czuje sie przytloczona moim monologiem. ide na polane.

        chcialabym poprosic cie o przeprowadzenie pewnego eksperymentu psychologicznego.
        zrobisz jak bedziesz chcial, ale mysle, ze warto dla wlasnych wynikow.

        eksperyment polegalby na tym, ze przez jeden dzien nie mowisz o konotacjach w
        polityce (czyli zaraz dopisze sie do watku, ktory mam na mysli), nie mowisz o
        swojej rodzinie i nie mowisz o mnie- wirtualnym psie, ktory gdzies tam szweda
        sie na obrzezach cywilizacji ludzkiej. mowisz np. o sobie- jaki jestes, co
        lubisz i dlaczego, co cie smieszy, jakie ksiazki czytywales, gdy byles
        mlodziencem i dlaczego te a nie inne, jakich lubisz malarzy itp itd- a
        wszystkie komentarze w INNEJ, NOWEJ perspektywie.
        mozesz tez pisac na inne tematy, ktore ciebie interesuja poza wymienionymi do
        porzucenia na jeden dzien.
        wiesz, to jest taka dieta detoksujaca umysl . istnieje dieta ooczyszczajaca
        organizm (nie jesz przez tydzien, pijesz tylko wode i soki warzywne- organizm
        oczyszcza sie z toksyn).

        co ty na to?
        tylko jeden pelny dzien.
        jest to realne?

        zrobisz oczywiscie jak zechcesz, ale pomysl choc chwile nad moja propozycja i
        wynikajaca z niej korzysci dla ogolu.

        strzalka!

        bulterier
        • bulterier Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 08.09.04, 16:50
          jeszcze nie wyszlam i tak patrze po poprzednich twoich watkach w dojrzalosci..


          teraz to nie wiem czy smiac sie czy plakac.


          czyli znow sprawdza sie zasada: uderz w stol a nozyce sie odezwa. ojoj.


          zeby mAthias opacznie nie zrozumial to powiem:

          list jest do kardiologa podszywki.

          mAthias obudz siem kobito w meskich gaciach!

          b.

        • kardiolog Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 10.09.04, 11:43
          Witaj Bula,
          nie mam zbytnio czasu, aby odpowiadac na Twoj list zwlaszcza, ze dzisiaj piatek
          i szykuje sie sloneczny (chyba jeden z ostatnich tego lata) weekened.
          Nawiaze jednak do postu.

          Widzisz, tak sobie czytam i rozmyslam. Kiedys, przed laty, wynaleziono
          telewizor: wielkie pudlo w szafie i obraz czarno-bialy. Pozniej pudlo bylo
          modyfikowane, zwiekszono ramowke nadawania i ilosc programow dla widza. Z
          czasem dorzucono kolor. Pudla sie zmienialy z biegiem czasu, az do momentu, gdy
          staly sie calkowicie plaskie by plasko zawisnac na scianach w sasiedztwie van
          Goghow i innych reprodukcji. Zaczelismy odbierac w kwadrofonii (to tylko
          zludzenie, istnieje wylacznie stereo- przyp. tech.).
          Tempo, pospiech, rozwoj technologii- tak szybko, iz nawet sami nie zdajemy
          sobie sprawy z uplywania jednostek czasu. A jednostki czasu- wiadomo-rzecz
          umowna.
          Zapomnialbym, a czekasz na clou.
          Mamy jeszcze 3D czyli obraz trojwymiarowy czyli taki jak widzimy w
          rzeczywistosci. 3D bulterierko to nie trzy wymiary osobno, niech liczba trzy
          nie kojarzy sie Tobie tylko w ten jeden jedyny sposob. Obraz trojwymiarowy to
          dymensja widzenia w trzech roznych plaszczyznach tego samego obiektu.
          Lubie filmy i programy czarno-biale, gdyz kojarza sie z przeszloscia i
          dziecinstwem. Oby nie za czesto.

          Gdzie clou, zapytasz?
          Choc na pytanie nie odpowiada sie pytaniem zadam i ja:
          Jak sadzisz, czy w dobie zmian i rewolucji technogicznych zasiade przed
          odbiornikiem typu "rubin", czy tez majac ograniczony i zerezerwowany czas na TV
          wlacze "loewe"...?

          pozdrawiam,
          kardiolog
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 10.09.04, 13:06
          Nie wiem jak kardiolog, ale ja wchodze w eksperyment "jeden dzien bez.."
          Wlasciwie to chetnie zaproponowalbym jeszcze jeden eksperyment, ale obawiam
          sie, ze nierealny.. Polegalby na .. ee innym razem.

          Kardiolog, przekopiowalem muzyczne fraszki w inne miejsce (rozczulilem sie nad
          wersja "piszcie do nas"..:)

          Milego weekendu,
          M.S.
          • bulterier Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 10.09.04, 16:38
            mathias_sammer napisał:

            > Nie wiem jak kardiolog, ale ja wchodze w eksperyment "jeden dzien bez.."
            > Wlasciwie to chetnie zaproponowalbym jeszcze jeden eksperyment, ale obawiam
            > sie, ze nierealny.. Polegalby na .. ee innym razem.
            >
            > Kardiolog, przekopiowalem muzyczne fraszki w inne miejsce (rozczulilem sie
            nad
            > wersja "piszcie do nas"..:)
            >
            > Milego weekendu,
            > M.S.


            "jeden dzien bez".... forum...?
            buhahahahahahahaha
            w zyciu nigdy!! po moim trupie, pierwej padne niz przestane pisac:)

            bulterier
            • kardiolog obraz i dzwiek 13.09.04, 11:36
              Nie chce mi sie z wami gadac.

              Skoro jednak przyczlapalem wieszam kilka muzycznych obrazkow z mojej domowej
              biblioteczki i spadywuje.

              kardiolog

              dla bulterier:

              www.comeddy.com/merrywizzmas.cfm
              dla mathiasa

              www.animaturk.com/films/ada.htm
              dla joanny51

              www.animaturk.com/films/kurbaga.htm
              dla mojej osobistej zony (juz wyslalem)

              www.dwd.hu/
              oraz cos dla siebie..

              www.animaturk.com/films/sihirbaz.htm
              czesc.
              • mathias_sammer Re: obraz i dzwiek 13.09.04, 17:57
                Czesc kardiolog,
                bardzo dziekuje za "obraz i dzwiek" . Trafiles w sedno, to caly ja.

                Musze jednak dodac, ze jestem nie tylko "wyspisrzem", ale przede wszystkim
                zyciowym flanuer'em i tymze krokiem spacerowym udaje sie na niemieckie forum
                (troche je niestety zaniedbalem kosztem pobytu tutaj) propagowac moje milosci
                czyli Waltera Benijamina, Franza Hessela i oczywiscie niezawodnego i niebywale
                smiesznego Kurta Tucholsky'ego (tego ostatniego bardzo malo w necie po polsku-
                a szkoda).
                Wpadlem podrzucic cos, na co natknalem sie przypadkiem, warto zastosowac nie
                tyle opcje dokladnego co szybkiego czytania z uwzglednieniem komentarzy
                dotyczacych forum Gazety Wyborczej.

                Ot, taka zwyczajna ciekawostka.

                www.cyberforum.edu.pl/teksty.php3?ITEM=56

                Zerkne sobie jeszcze na co ciekawsze obrazki i zmykam nadrobic zaleglosci.
                M.S.
                • mathias_sammer Re: obraz i dzwiek 13.09.04, 18:12
                  Jednak Tucholsky doceniony

                  www.teatry.art.pl/!recenzje/oczywm_gli/krystynat.htm
                  W moim miescie sa takie "zadymione" teatry. Uwielbiam dwudziestolecie
                  miedzywojenne -polskie oczyiwscie! ale i niemieckie.
                  Zaraz sobie wlacze "Opere za trzy grosze".

                  M.S.
                  do zas
                  • joanna51 Re: obraz i dzwiek/tak sobie 28.09.04, 19:15
                    Witajcie chlopaki,
                    jestem na innym forum po sasiedzku, (za chwile sport w TV co mnie jako
                    kobiecie oczywiscie niezmiernie nudzi. Zawsze krzycze "hurra goool!" nie tej 11-
                    stce co trzeba ;))

                    Przykucne jednak na chwilke.
                    Od lat jestem fanka swoistego wirtualnego e-Pegaza ("obraz i dzwiek") i
                    widzac Cie mathiasie przemykajacego dzis na skroty po/olimpijska bieznia tez
                    zadu/mialam sie. Zaduma tez przyszla po przyswojeniu watkow kardiologa. Jakas
                    korzysc w koncu nastala z Twojej pisaniny;). Jakas nastala. Mam przeczucie
                    mathiasie, ze jednak nie usmiechasz sie tutaj, jakbys przychodzac do kina
                    wszedl do sali 6 miast 5, gdzie nie zagrano poraz setny ulubionego "Egzorcysty"
                    czy "Zabic Billa" . Mam chwilke, pojde poszperac muzycznie, moze cos dorzuce.
                    Poki co :
                    www.blueman.com/about_bmg/index.shtml
                    czy dobrze mysle o lysinie?

                    pozdrawiam,
                    Joanna
                    • mathias_sammer Re: obraz i dzwiek/tak sobie 28.09.04, 20:55
                      Hej,
                      fajnie, ze jestes tez po sasiedzku- nie czuje sie sam wsrod obcych :o).
                      Za chwile ide jednak na mecz, bo w przeciwienstwie do Ciebie lubie fußball.
                      Wiesz, ze moje dziatki a wlasciwie jedna pociecha tez bardzo lubi te
                      piosenke. Spi przy niej jak aniolek. Sliczny teledysk.
                      Koncze wlasnie sluchac ( www.piano-midi.de/beeth_d.htm Sonate no 21 Op
                      53 53 Waldstein, 3 Satz Allegro Moderato) i przerzucam sie na SAT ! i FC
                      Bayern gegen A Amsterdam.

                      Zajalem sie czyms innym a przeciez tak latwo moglem dojsc dzis do 200 wpisu. Oj
                      Mathias popraw sie ;o)

                      M.S.
        • kardiolog Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 30.09.04, 13:04
          bulterier napisał:

          (..)
          > chcialabym poprosic cie o przeprowadzenie pewnego eksperymentu
          psychologicznego
          > .
          > zrobisz jak bedziesz chcial, ale mysle, ze warto dla wlasnych wynikow.
          >
          > eksperyment polegalby na tym, ze przez jeden dzien nie mowisz o konotacjach w
          > polityce (czyli zaraz dopisze sie do watku, ktory mam na mysli), nie mowisz o
          > swojej rodzinie i nie mowisz o mnie- wirtualnym psie, ktory gdzies tam szweda
          > sie na obrzezach cywilizacji ludzkiej. mowisz np. o sobie- jaki jestes, co
          > lubisz i dlaczego, co cie smieszy, jakie ksiazki czytywales, gdy byles
          > mlodziencem i dlaczego te a nie inne, jakich lubisz malarzy itp itd- a
          > wszystkie komentarze w INNEJ, NOWEJ perspektywie.
          > mozesz tez pisac na inne tematy, ktore ciebie interesuja poza wymienionymi do
          > porzucenia na jeden dzien.
          > wiesz, to jest taka dieta detoksujaca umysl . istnieje dieta ooczyszczajaca
          > organizm (nie jesz przez tydzien, pijesz tylko wode i soki warzywne- organizm
          > oczyszcza sie z toksyn).
          >
          > co ty na to?
          > tylko jeden pelny dzien.
          > jest to realne?
          >
          > zrobisz oczywiscie jak zechcesz, ale pomysl choc chwile nad moja propozycja i
          > wynikajaca z niej korzysci dla ogolu.
          >
          > strzalka!
          >
          > bulterier


          Czesc bulterierko,
          wpadlem jeszcze na momencik. Widze, ze mathiasowi sie poprawilo, cierpial
          biedaczek na "biegunke myslowa" albo inaczej pozyczajac od pewnej kolezanki "na
          koltun mysli w glowie" :). Wierze, ze z czasem wyjdziemy na prosta, na asfalcie
          ktorej t(uz przy lewym krawezniku) szczerzenie klow bedzie wywolywac jedynie
          salwy smiechu, a aroganckie kmioty stojace pod podstawionym im pod nos lustrem
          beda w zawstydzeniu i cichcem chowac sie pod dywan. A jesli z wlasnej
          nieprzymuszonej woli nie beda.. to znam kilku boyzband-bolistow: silnych,
          chetnych, niekoniecznie z rozumem lubiacych czasem przywalic w pusta makowke:)

          Tyle moich wnioskow na ten tydzien, chcac nie chcac spedzilem jego kawalek z
          Wami, chcac nie chcac spedziliscie go po czesci ze mna.

          Pozostali zablakani czytelnicy ;)
          ponawiam prosbe bulterierki: choc jeden dzien WYLACZNIE na sprawianiu sobie
          przyjemnosci. Zadnych dyskusji o psach, filozoniach i innych zembardach..
          Tylko "niebo gwiazdziste nad wami..":)

          Na koniec dobrego poczatku konca krociutki teledysk

          www.comeddy.com/dirtybaby.cfm
          :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))


          Nie zegnam sie
          lecz mowie do widzenia

          Humpfrey Gogart;)

          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 01.10.04, 11:52


            witajcie internauci,
            dostalem wczoraj newsa na skrzynke, musze zaraz wirualnie do Katowic ratowac
            miasteczko. Wpisze zaledwie pare slow choc wczesniej mialem zamiar prosic Was o
            pomoc taka "ponad podzialami", by w koncu zrobic cos waznego w tym kraju, jesli
            jest ku temu potencjal (ilosc internautow).
            Ale Wy jak zwykle nie mozecie wyjsc poza narysowane kolo o promieniu 1 metra
            czyli dokladnie tyle powierzchni, by zmiescil sie wasz wlasny tylek.
            Szkoda, ze tak malo Was interesuje i nie mowa tu tylko o jakims tam
            nieznaczacym miasteczku.

            Maruska nie przekonasz mnie. Swiat wielu kreci sie wylacznie wokol DUPY.

            DUSZY nie ma, nie wierza w nia nawet katolicy, a jesli wierza to ich wiara ma
            slomiany zapal..jak kazda wiara, ktora jest nieprawdziwa.

            kardiologu i bulterierko,
            prosze dac kiedys znak jak nastapi "ten dzien bez". Chetnie zajrze i cos
            dopisze, jesl bede mial cos do powiedzenia (po proznicy geby nie pruje bo sie
            wstydze).

            klaniam sie,
            M.S.

            • bulterier Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 01.10.04, 13:13
              mathias, a co nas to obchodzi? jakies katowice, w ktorych nigdy nie byslismy
              jakies nikomu nie potrzebne miasteczka.?!


              kogo obchodzi historia polski? znalazles frajera wsrod patriotow na odkrecanie
              historii i tym no..zzapomnialam juz..tam, gdzie polakow przed westerplatte
              wymordowali???

              im wiecej piszesz tym wiekszego idiote z siebie robisz.

              frajer!
              frajer!

              dopoki nie zmienisz swojej postawy wzgledem polski czyli na taka jaka ma kazdy
              nie bede grzecznie z toba rozmawiac.

              bulterierka
              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 01.10.04, 14:52
                bulterier napisał:

                > mathias, a co nas to obchodzi? jakies katowice, w ktorych nigdy nie byslismy
                > jakies nikomu nie potrzebne miasteczka.?!
                >
                >
                > kogo obchodzi historia polski? znalazles frajera wsrod patriotow na
                odkrecanie
                > historii i tym no..zzapomnialam juz..tam, gdzie polakow przed westerplatte
                > wymordowali???
                >
                > im wiecej piszesz tym wiekszego idiote z siebie robisz.
                >
                > frajer!
                > frajer!
                >
                > dopoki nie zmienisz swojej postawy wzgledem polski czyli na taka jaka ma
                kazdy
                > nie bede grzecznie z toba rozmawiac.
                >
                > bulterierka

                Sluchaj, troche zawalilem sobie ten tydzien i jestem zly na siebie- tu mnie
                masz rzeczywiscie.
                Za duzo i za czesto (co widac, bo zawsze sie melduje) bywalem na forum w
                godzinach pracy. Zaczynam okradac samego siebie i to mnie upokarza, a nie lubie
                sie zle czuc.
                Gdyby nie list nie byloby mnie do przyszlego tygodnia, ktory zamierzalem wziac
                pod ostrzejsza kontrole. Stracilem kilka godzin, wiec zrozum moja zlosc, ktora
                i tak mi juz przeszla.

                Wydawalo mi sie, ze sa sprawy, ktore moga byc naglosnione "opinia internautow"
                skoro tyle na rozne..tematy sie mowi. Liczylem, ze istnieje cos "ponad
                podzialami" czyli spontaniczna reakcja, ze cos jest nie tak, cos trzeba zrobic,
                komus moze dziac sie krzywda- tak bylo w przypadku checi powiedzenia o
                poczatkach wojny oraz w sprawie miasteczka. Tak samo rozumiem reakcje, gdy ktos
                rzuca haslo pomocy dzieciom. Powiem szczerze ucieszylem sie, gdy zobaczylem w
                Katowicach wpisy pod tematem i dziekuje za nie, bo byly pisane (jesli sie
                wczytasz) uczciwie, wylacznie dla sprawy. Wiem , bo w kwestii miasteczka
                prosilem, choc nie wiedzialem o artykule, ktory dostalem od swoich znajomych z
                reala. Wierze, ze przyszlosc miasteczka uda sie jakos pozytywnie zbudowac.
                jesli nie- zostanie zamkniete. Trudno, nie pierwsza i nie ostatnia w Polsce
                tego typu sprawa.
                Przekonalem sie jednak (do trzech razy sztuka, raz na zdrowiu-temat osobisty
                dwa razy ww politycznie) czym jest internet, czy jestesmy w stanie mimo roznic
                zrobic cos dobrego, jak reagujemy w bezposredniej konfrontacji z cudzym
                problemem. Znalazlem odpowiedzi, ktore zachowam dla siebie. Dzisiejszy dzien
                jest dopelnieniem.

                Jest wiele sytuacji, na ktore nie mamy wplywu i nalezy je pozostawic swojemu
                biegowi- bo przeciez" nie szkoda roz gdy plona lasy", nie szkoda miasteczka,
                historii i smiertelnie chorego czlowieka, gdy nasze doswiadczenia podpowiadaja
                nam inaczej. "Jestesmy wiazka elektronow i tak powinnismy sie traktowac"
                napisal przed laty pewien Polak mieszkajacy w Australii, czasami o nim mysle,
                bo brakuje mi tamtych dyskusji. Mial racje, zbyt wiele oczekujemy od zapisanych
                slow na monitorze, to slowa, tylko slowa- dlatego ci, ktorzy wierza w cos
                wiecej sa rozczarowani. Im szybciej uzmyslowimy sobie, iz _naprawde_ istnieje
                tylko zycie w realu, tym lepiej. Ja o tym wiem wlasciwie w 99%, ten jeden
                zagubiony procent wlasnie znalazlem .

                Nie, nie wycofuje sie z forum, bede wpadal po nadrobieniu niepotrzebnych ( a
                wlasciwie potrzebnych..) zaleglosci, bede pisywal..jeszcze nie wiem o
                czym..zalezne od nastroju, chwili, wydarzen, ktorym poddaje sie w realu.

                Inaczej mowiac- bede, ale uzywajac Twojego jezyka "klade laske".

                Moze kiedys powiem koledze z Australii jak wiele mial racji i ciesze sie, ze
                moglem go poznac.

                Teraz juz wychodze z pracy. Wroce. Nie umawiajmy sie na zadne terminy.
                Wroce, gdy misie zachce. Mam plany byc w kinie i beda goscie- moze czegosc
                ciekawego sie dowiem, moze przywleke. Nie wiem. Przeciez i tak nie ma znaczenia.
                Tylko nie pisz, ze czujesz moje rozczarowanie. Nie mozna byc rozczarowanym
                czyms co od lat sie powtarza.
                M.S.
                • kardiolog Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 04.10.04, 09:48
                  helo M.S.,
                  szfifuja u mnie progi i schody na taras, juz zaczynaja lakierowac, smierdzi,
                  maja jednak nowe lakiery w sumie nie jest zle.
                  -..-
                  Wzialem przyklad z Ciebie i obejrzalem kilka rzeczy w niemieckiej telewizji
                  jako , ze po niemiecku calkiem dobrze sobie radze, nawet nagralem do domowego
                  kina: 3 razy juz widziane "Mulholland Drive", klasyke Greena z '49 roku "Der
                  dritte Mann" oraz z wczorajszego, genialnego wydania SAT3 ekranizacje mojego
                  kochanego le Carre'a z Richardem Burtonem w roli glownej.

                  Lakier wyschnie za godzine, troche kreci w nosie zaraz lakierman konczy, kicham
                  jak wariat.

                  Acha, nawiaze do Twoich wczesniejszych wypowiedzi- trudna sytuacja finansowa
                  parku chorzowskiego, fabryk, kopalni, hut itp- jest nie tylko scheda po
                  systemie komunistyczym, ale wynikiem zlego zarzadzania po '89. Nie bede plotl
                  andronow, kazde dziecko to wie. Jesli masz juz pieniadze powinines rozwazyc
                  opcje zostania politykiem (kolejnosc etapow obowiazkowa), jesli "kladziesz
                  laske" mozesz byc tylko bogaty :).

                  A' propos politykow i tu niemieckich obejrzalem sobie tez te Wasza Christiansen
                  i problem Karlstadt Quelle. Ten z CDU to wariat jakis byl. I jeszcze pytanie,
                  dlaczego Angela M. odmawia wizyty u stylisty? W kabaretonach np. chocby w rbb o
                  tym tez mowia, doprawdy nie rozumiem. W sumie czerwona marynarka moglaby byc
                  OK, ale te wlosy, moze grzywke do gory albo na bok jakos..? W Monachium (wiem
                  bo bylem) widzisz na ulicy osoby jak z zurnala, swietne kreacje, na ekranie
                  nawet Stoiber w znakomicie skrojonym garniturze. Myslalem, ze naturalnosc to
                  domena Zielonych 90?

                  Natomiast co do roznych partii politycznych na polskiej scenie miedzynarodowej-
                  ze tak ujme . Nie uwierzysz, ale nie trzeba nawet sie wysilac, nic nie trzeba
                  juz robic, sami sie wyrzna w pien, wykrwawia z ostatniej kropli krwi. To tylko
                  kwestia czasu. Lubie tez horrory, wazne, zeby produkcja byla na wysokim
                  poziomie jak Dracula zaraz z roku..kurcze zapomnialem jeden z najwazniejszych
                  filmow i najlepsza wersja- jeszcze przedwojenna.

                  A tak poza tym, w porzadku tylko kicham. Schody juz skonczyli, maluja wlasnie
                  prog w sypialni.


                  M.S.
                  • kardiolog Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 04.10.04, 09:49
                    Sorrki, wszedl mi Twoj podpis, bo robilem na nim kopie i nie wycialem.

                    kardiolog
                    • kardiolog mathias, 04.10.04, 10:31
                      zapomnialem o najwazniejszym. To juz 15 lat minelo, Check Point Charlie,
                      ambasada niemiecka w Pradze i balkonowe (historyczne) wystapienie Hansa
                      Dietricha Genschera. A kilkunasto-dziesiecio? kilometrowy tunel? I rybak tuz
                      przy granicy mowil, ze po latach watlusza widzial w rzece, a inny 18 godzin w
                      wodzie dopoki nie wylowili go ci z promu. I powtarzajace sie strajki w
                      poniedzialki, ktore nie maja nic wspolnego z pierwotna idea.

                      Jak wyglada bilans?
                      Jak?

                      kardiolog

                      jeszcze dwa progi, juz nie kicham, ale mam przeciag. Wietrze.
                      • mathias_sammer Re: mathias, 04.10.04, 11:32
                        Czesc kardiologu,
                        mam nadzieje, ze juz parkiety odrestaurowane, pomieszczenia
                        wywietrzone, "lackmanny" poza domem, slowem w pelnej gotowosci do wyjscia.

                        Zeby nie wpadac z pustymi rekami cos z newsow sprzed dwoch dni, juz drukowanych
                        o nastepnym biskupie kosciola katolickiego, ktory z niejakim Peatzem ma wiele
                        wspolnego.
                        Ot, ciekawostka, nie wieszam na forum aktualnosci, bo po co.
                        Jesli lubisz kino zwane europejskim polecam "mlode" kino niemieckie. Dzis w
                        TV "Sonnenallee".
                        M.S.
                        ##########
                        04. Oktober 2004
                        11:18 Salzburger Pfarrer nach Belästigung von Jugendlichen abgezogen
                        Zurück ins Stift versetzt - Erzabt informierte am Wochenende Kirchenvolk



                        Salzburg - Einen Fall von sexuellen Übergriffen eines katholischen Pfarrers
                        gibt es nun auch im Bundesland Salzburg: Der Pfarrer der Tennengauer Gemeinde
                        Annaberg-Lungötz wurde am Wochenende vom Stift St. Peter von seinem Posten
                        abgezogen und ins Stift zurückversetzt, berichten die "Salzburger Nachrichten"
                        (SN) in ihrer Montagausgabe. Der Geistliche soll vor etlichen Jahren
                        Jugendliche sexuell belästigt haben.

                        Die Vorfälle liegen bereits mehrere Jahre zurück. Angeblich soll der Pfarrer
                        Jugendlichen an die Oberschenkel gegriffen haben. Vor einigen Wochen wurden die
                        Fälle bekannt. Bereits Mitte der vergangenen Woche wurde der Pfarrgemeinderat
                        bei seiner Sitzung über die bevorstehende Ablöse informiert. Am Samstag teilte
                        Erzabt Edmund Wagenhofer am Ende des Gottesdienstes auch dem Kirchenvolk den
                        Wechsel mit.

                        Erzabt bestätigt zwei Fälle

                        Erzabt Edmund Wagenhofer bestätigte gegenüber der APA, dass dem Pfarrer von
                        Annaberg-Lungötz zwei Fälle vorgeworfen werden, die beide etwa zehn Jahre
                        zurückliegen und vom Pfarrer selbst auch nicht bestritten werden. Es gehe bei
                        beiden Fällen um "Berührungen, die auch als sexueller Übergriff gedeutet werden
                        können", sagte Wagenhofer, der aber diese Berührungen nicht im Detail
                        beschreiben wollte. Beide Male seien es Buben im Kindesalter gewesen, die
                        mittlerweile erwachsen sind.

                        Er habe die Vorwürfe vor etwa drei Monaten gehört und sofort Untersuchungen
                        eingeleitet, schilderte der Erzabt. Die Fälle seien von ihm selbst, aber auch
                        von einer unabhängigen Stelle geprüft worden, alle Beteiligten seien dazu
                        befragt worden. Bei einer gemeinsame Besprechung habe er schließlich seine
                        Entscheidung bekannt gegeben, dass der Pater aus der Pfarre abgezogen werde.
                        Die Zurückberufung ins Kloster ist mit Ende September erfolgt, ein neuer
                        Pfarrer wurde bereits bestellt.

                        Der Geistliche wird nun zunächst im Kloster bleiben "und soll hier zur Ruhe
                        kommen", so Wagenhofer. Danach werde man eine neue Tätigkeit für ihn suchen,
                        bei der er in keinen direkten Kontakt mit Kindern komme.

                        (APA)

              • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 05.10.04, 12:09
                bulterier napisał:

                > mathias, a co nas to obchodzi? jakies katowice, w ktorych nigdy nie byslismy
                > jakies nikomu nie potrzebne miasteczka.?!
                >
                >
                > kogo obchodzi historia polski? znalazles frajera wsrod patriotow na
                odkrecanie
                > historii i tym no..zzapomnialam juz..tam, gdzie polakow przed westerplatte
                > wymordowali???
                >
                > im wiecej piszesz tym wiekszego idiote z siebie robisz.
                >
                > frajer!
                > frajer!
                >
                > dopoki nie zmienisz swojej postawy wzgledem polski czyli na taka jaka ma
                kazdy
                > nie bede grzecznie z toba rozmawiac.
                >
                > bulterierka

                Wydaje mi sie, ze potrzebne dodatkowe uzupelnienie do mojego wczesniejszego
                wpisu, jak to mowie-ku lepszemu rozumieniu.
                Po pierwsze- nie specjalnie mi zalezy, co myslicie na moj temat. Kiedys owszem
                tak, ale juz od miesiecy, z kazdym dniem mniej i mniej. Obecnie doszedlem do
                takiego momentu swiadomosci, ze moj wlasny papierek lakmusowy nie rejestruje
                juz barwy- zreszta zgodnie, jak sadze, z waszymi zyczeniami.
                Po drugie- zawsze (i tak jest i bedzie w zyciu realnym ) wydawalo mi sie, iz
                slusznym jest stawanie po stronie kobiety, ktora wskutek genetycznych
                uwarunkowan z zalozenia moze byc bardziej pokrzywdzona. W zyciu wirtualnym
                nie bede mieszal sie w prywatne dyskusje kobiety z mezczyzna, podczas ktorej on
                wyzywa ja od..(tu padaja najgorsze epitety), a ona rownie kwieciscie nie
                pozostaje mu dluzna. Proba sil? Jakich sil? Czym jest sila?
                Jesli ktos lubi sado-maso, by po chwili zapomniec i padac sobie w objecia i tak
                az do nastepnych rekoczynow i wyzwisk- nie jest moja sprawa. Nie jest prawda,
                ze sa sytacje bez wyjscia ( poza smiercia, a jak ktos sprytny to moze sie i jej
                wywinac). ZAWSZE JEST JAKIES WYJSCIE I ROZWIAZANIE, trzeba tylko chciec z niego
                skorzystac. Jesli ktos rzuca bluzgami to go ignoruje i nie rozmawiam z nim-
                wystarczy zastosowac prosto zasade bojkotu, jezeli tlumaczenie zasad
                wspolistnienia nie pomaga. Skoro jednak sa tacy, ktorym zalezy na dolewaniu
                oliwy i uczestnicza we wszelkiego rodzaju nagonkach- sa wspolodpowiedzialni
                (slowo "odpowiedzialnosc" i "wspolodpowiedzialnosc" mozna znalezc w
                slownikach). Powtorze na koniec punktu drugiego: bicie i wyzywanie sie w
                malzenstwie (?) jest WYLACZNIE prywatna sprawa malzonkow, dzieje sie za ich
                obopolnym przyzwoleniem i byloby dobrze, gdyby pranie wlasnych brudow nie
                odbywalo sie publicznie na forum, lecz w korespondencji prywatnej. Mimo
                wszystko- odrobina jakiejkolwiek prywatnosci winna byc gdzies indziej stworzona-
                jesli mowa oczywiscie o zwiazku malzenskim.
                Po trzecie i najwazniejsze, jezeli na forum wasz haniebny stosunek do innych
                narodow, ludzi (vide uczestnicy forum z Poznania, dziewczyna z Krakowa,
                nauczyciel z Jaroslawia, nacja zydowska lub powojennie urodzone pokolenie
                niemieckie) wciaz bedzie odzwierciedlal wylacznie zaspakajanie egoistycznych
                pobudek wlasnego chorego, wypalonego umyslu bede zmuszony podejmowac kolejne
                dzialania majace na celu przestrzeganie przez was regulaminu forum GW,
                konstytucji kraju, na terenie ktorego pisujecie oraz praw czlowieka.
                Jezeli przez kolejne miesiace beda niczym grzyby po deszczu rosly wpisy
                obrazajace inne nacje w sposob prymitywny i niewybredny zmuszony bede
                powiadomic policje specjalizujaca sie w wykrywaniu przestepstw netowych.
                Zdaje sobie jednoczesnie sprawe z konsekwencji, gdyz laczac sie przez nescape,
                jak niektorzy, moge byc w pierwszym rzedzie wezwany na przesluchanie. Moze
                zdarzyc sie rowniez (co mialo miejsce w przeszlosci),iz lacze sie z IP
                zblizonego do kogos, kto dziala na szkode obu krajow. Musze sie liczyc z taka
                ewentualnoscia. Nie pozwole jednak, by wciaz za przyzwoleniem i biernoscia
                Gazety Wyborczej padaly hasla typu "dobry Niemiec to martwy Niemiec" i choc
                mysle o autorze wpisu, iz zycie bywa na tyle przewrotne, ze znajdujac sie poza
                granicami kraju byc moze kiedys bedzie potrzebowal pomocy lekarskiej (moze
                wlasnie niemieckiego lekarza) i wtedy lekarz nie zdazy przyjsc mu z pomoca, bo
                zgodnie z zyczeniem Polaka umrze na wylew lub zginie w wypadku. Jesli bardzo
                czegos chcemy mozemy spowodowac realizacje marzen, prawda?
                W archiwum GW znajduje sie wiele materialow od roku 2001 do 2004, ktore moga
                byc przydatne. Jest wszystko: tresc, osoby- nicki oraz gdy bedzie taka
                koniecznosc IP i adresy. To juz nie jest zwykla zabawa w piaskownicy dwoch
                chorych dzieciakow-egoistow.
                To tyle ode mnie.
                Listy do konsulatow wyszly wczoraj, zrobilem back up na wszelki wypadek, gdyby
                spoleczni administratorzy zaczeli czyscic wpisy. Jezeli dobrze znam osoby z
                dyplomacji, a troche znam, nie powinni reagowac. Sadze jednak, ze musza miec
                swiadomosc kim my-pisujacy na forum GW- jestesmy...

                M.S.
                • bulterier Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 05.10.04, 15:23
                  hmmm.....
                  to juz nie bede mogla cie nazwac gupim (nie glupim) niemieckim frajerem i nie
                  bede mogla powiedziec, ze niemcy to narod do zyci?

                  moglbys dokladniej dopamperyzowac jak bedziesz nastepnym razem, bo pomysle, ze
                  cenzure chcesz zaprowadzic.
                  mow- ino wartko i jak na spowiedzi!

                  bulterierka
                  • mathias_sammer Re: Dojrzalosc.....mimo--chodem sladowym 05.10.04, 16:56
                    halo,
                    zwrocilem rowniez uwage na interesujace i ciekawe wywody niejakiego andrzejag,
                    napisalem przed chwila cos, ale komputer skasowal i jest juz
                    nie.do.odtworzenia...


                    Co do Twoich zyczen- niekontaktowanie sie z Toba masz u mnie jak w banku do
                    momentu, az nie zaczniesz z innymi rozmawiac na moj temat w maglu i komentowac
                    moich wypowiedzi. Zaczniesz maglowac za plecami, to rozjade cie walcem, po
                    calosci- nie trudno, paradujesz niczym czlonek FKK ze wszystkim na wierzchu.
                    Jestem dla Ciebie powietrzem to udowodnij mi wreszcie, ze tak jest- a nie tylko
                    obiecanki caacanki. Sprobuj chociaz skoro tak bardzo chcesz ciszy.

                    Co do tematow niemieckich- nie zamierzam nikogo ograniczac, natomiast doloze
                    staran, aby przestrzegano regulaminu. Nie raz jeden uczestniczylem na forach w
                    watkach krytykujacych Niemcow, niech ta krytka bedzie rzeczowa.

                    M.S.
                    • bulterier odp i moje netowe wedrowki:) 06.10.04, 11:48

                      >
                      > Co do Twoich zyczen- niekontaktowanie sie z Toba masz u mnie jak w banku do
                      > momentu, az nie zaczniesz z innymi rozmawiac na moj temat w maglu i
                      komentowac
                      > moich wypowiedzi.

                      ma., jedno zdanie jako uzupelnienie wypowiedzi i koncze temat: wirtualny zlepek
                      slow, kilobajtow odmawia mnie- wirtualnemu bytowi- prawa do wirtualnego
                      (nierzeczywistego) istnienia, ktore tak jak i twoje zwyczajnie nie istnieje.
                      oj! mathias za te slowa- dostajesz ode mnie najladnieszy wieniec z calej wsi.
                      popros kardiologa , zeby ze mna nie rozmawial, jego wybor lub jego-twoj wybor.
                      ustalcie sobie, a ja tymczasem zajme sie innymi sprawami, ktore mnie bardziej
                      nurtuja i przyciagaja. temat z mojej strony uwazam za zamkniety az do odwolania
                      (jak napisano powyzej)
                      ######
                      a teraz przekopiowane z sieci, po odkryciu bardzo ciekawej stronki. teksty w
                      wolnej chwili po dalszym czatniu ponanosze tez gdzie indziej.
                      ten ponizszy fajny jest, napisany przez pewnego polskiego mlodzienca- ubawil
                      mnie:
                      acha, ten tekst nie do ciebie ustalmy to juz z gory, ze takowych wiecej nie
                      bedzie. aluzji do ciebie tez zadnych nie ma i nie bedzie. spokoj masz juz.

                      "Na zadupiu


                      Twierdzenie nr 1: Polska jest zadupiem Europy, i to po trzykroć:

                      a) geograficznie - dla statystycznego mieszkańca Unii Europejskiej zachodnią
                      granicą oddzielającą Europę od azjatyckiej dziczy jest Odra;

                      b) politycznie - wymyślone przez nas samych pojęcie "strategicznego położenia"
                      pomiędzy dwoma mocarstwami polega na tym, że ilekroć jeden z sąsiadów raczy
                      wziąć za łeb drugiego, zawsze nadepnie swym buciorem - czy to lśniącą niemiecką
                      oficerką, czy rozklapciałym rosyjskim gumofilcem - na Polskę;

                      c) ekonomicznie - koń, jaki jest, każdy widzi.


                      Twierdzenie nr 2: Rzeczona zadupiastość wcale nie musi być nam kulą u nogi, a
                      nawet wprost przeciwnie, o czym poniżej.

                      Zacznę od Andrzeja Stasiuka, którego relacje z wędrówek po prowincjach Europy
                      Centralnej - Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Słowenii, Albanii, Mołdawii i, last
                      but not least, Polski - znalazły się w książce "Jadąc do Babadag".

                      Z kart książki Stasiuka wyłania się Europa bezrobocia, zniechęcenia i marazmu.
                      Ta Europa, do której i my należymy, nie jest w stanie oczarować przybysza z
                      Zachodu typowymi dla Zachodu atrakcjami. Z pewnością nie zaimponujemy mu
                      architekturą, którą tak uparcie promujemy, bo jak równać Kraków z Rzymem,
                      Londynem, Wiedniem czy Paryżem? Ba, lata świetlne dzielą nas od Zachodu nawet
                      na poziomie podstawowej infrastruktury, takiej jak choćby poręcze niegrożące
                      przylepieniem się do gumy do żucia, przydrożne stacje benzynowe z czystą,
                      bezpłatną toaletą czy taksówki, które zawiozą turystę z warszawskiego Okęcia do
                      centrum miasta bez zaglądania do Milanówka.

                      Ale opisywana przez Stasiuka Europa jest także Europą ciszy, spokoju i
                      niespotykanego na Zachodzie luzu. A tego właśnie mieszkaniec dynamicznego,
                      wielkomiejskiego Zachodu potrzebuje jak ryba wody. I tu jest dla Europy
                      Centralnej interes do zrobienia. Interes tym większy, że turystyka jest w
                      ostatnich latach najprężniej rozwijającą się gałęzią światowej gospodarki. Na
                      turystycznym rynku Europy, gdzie za największe atrakcje uchodzą lokalne
                      odrębności, a zachodnie kraje zgrały do ostatniego euro hiszpańskie corridas,
                      francuskie wino czy angielskie czerwone budki telefoniczne, nienerwowa
                      zadupiastość naszego regionu może stać się prawdziwym skarbem.

                      Nieraz goszcząc zachodnich przyjaciół, zauważyłem, że ich najlepsze wspomnienia
                      wiążą się właśnie z naszą zadupiastością. Wyjątkową estymą cieszą się wśród
                      nich nasze alkoholowe obrzędy. Należący do intelektualnej elity w swoim kraju
                      znajomi Holendrzy ze łzami w oczach wracają pamięcią do pewnej letniej nocy nad
                      Biebrzą, kiedy podczas biwaku ? la polonaise ukatrupili się dokumentnie bimbrem
                      na kartoflach, po czym umierali na trzydniowego kaca - wszystko w błogim
                      przekonaniu, że dane im było wziąć udział w mistycznym rytuale, który dumni
                      Słowianie kultywują od czasów, kiedy byli jeszcze Indianami. Goszcząc rok
                      później z rewizytą w ich miasteczku, ja, przybysz z mitycznego Wschodu,
                      zostałem dosłownie zmuszony w ramach polsko-holenderskiego pojedynku do
                      zwalenia z nóg za pomocą pół litra wódki "najmocniejszej głowy w okolicy", po
                      którym to wyczynie zyskałem sobie miano legendy i holenderskiej wersji "równego
                      ziomala".

                      Wielkie wrażenie na turystach robi tutejszy organizacyjny bajzel. Przyjaciel z
                      Japonii - kraju, gdzie dopuszczalny margines odstępstwa od rozkładu jazdy dla
                      kolejek metra wynosi cztery sekundy - dopiero po kilku dniach pobytu
                      przyzwyczaił się do permanentnych spóźnień polskich środków transportu
                      publicznego. Lecz w stan bezgranicznego zachwytu wprawił go dopiero autobus,
                      który odjechał 20 minut przed czasem. W efekcie byliśmy zmuszeni odbyć
                      czterokilometrowy spacer do miejsca przeznaczenia. Jak się później okazało,
                      była to najdłuższa piesza trasa, jaką mój przyjaciel pokonał w swoim niespełna
                      trzydziestoletnim życiu.

                      Jednak największe uznanie wzbudza nasz luz - takiego nie spotyka się w żadnym
                      innym zakątku świata. Kiedy mój znajomy, Polak, przybył do portugalskiego
                      miasta Braga na miesięczne stypendium, portugalscy przyjaciele zaprosili go w
                      dzień przyjazdu do wykwintnej restauracji na uroczysty obiad, który przeciągnął
                      się do wczesnych godzin wieczornych. Na zakończenie imprezy, około siódmej
                      wieczorem, znajomy zapytał, czy ktoś ze zgromadzonych nie orientuje się
                      przypadkiem, gdzie w tym mieście można znaleźć nocleg. To niewinne pytanie
                      sprawiło, że tubylcom, według wiarygodnych relacji, dosłownie poopadały
                      szczęki. Nawet luzaccy Portugalczycy nie byli w stanie wyobrazić sobie aż
                      takiego luzu.

                      Ma rację Andrzej Stasiuk, ten niestrudzony kronikarz i bywalec zadupiów,
                      wyobrażając sobie w godle Europy Środkowej konia zaprzężonego w furmankę. Takie
                      godło przyciągnie do nas rzesze ludzi spragnionych wypoczynku i prawdziwej
                      odmiany. Nawet jeśli każdego wieczora będą musieli czyścić podwozia swoich
                      samochodów z zaschniętego krowiego gówna.


                      Marcin Wyrwał



                      • bulterier moje wedrowki/marcin jest fajny 06.10.04, 12:02

                        cd
                        ####

                        Buraki



                        Więcej buraków jest na wsi. A mniej w mieście. I to wynika z okoliczności
                        przyrody. Burak siedzi w ziemi. Na wsi jest dużo ziemi, a w mieście jest
                        głównie beton. Zwarte szwadrony buraków tępią różnorodne, lecz niezorganizowane
                        truskawki i wisienki.

                        Najbardziej buraczane buraki, ze względu na wysokie stężenie buraka w buraku,
                        cieszą się wśród pospolitych buraków wyjątkową estymą. Po wykoszeniu wszystkich
                        parszywych truskawek i wisienek najbardziej prominentne buraki jadą do miasta,
                        aby tam promować kulturę buraka.

                        W mieście nie ma truskawek i wisienek. Są za to motocykle, rowery i łyżworolki.
                        Tych buraki nie lubią. Tyle że - zgodnie z okolicznościami przyrody - każda
                        akcja rodzi kontrakcję. Inne buraki, które do tej pory rosły spokojnie na
                        ukrytych wśród betonu poletkach, podnoszą głowy, by zakrzyknąć: Nie będzie
                        burak pluł nam w twarz! (Burak wiejski, rzecz jasna). Ażeby nikt nie pomylił
                        buraków miejskich z ich wiejskimi odpowiednikami, przyjmują one dumnie brzmiącą
                        nazwę: bóraki.

                        Bóraki szczerze gardzą burakami, a buraki - bórakami. Bóraki zarzucają burakom,
                        że na ich polach rosną truskawki nawożone jakimś chemicznym świństwem spoza
                        Buraklandii, a nie ekologicznym, zdrowym i pożywnym krowim gównem. Natomiast
                        buraki mają pretensje do bóraków, że zakładają na swoje rowery zagraniczne
                        przerzutki, liczniki, bidony i inne cudactwa, co jest jawną oznaką, że
                        miastowym do reszty we łbach się poprzewalało. Prawdziwy buraklandzki rower
                        powinien być, jak pan Bóg przykazał, czyli każdy taki sam, najlepiej starej
                        wypróbowanej marki Ukraina.

                        W dwóch kwestiach pomiędzy skłóconymi stronami panuje zgoda. Zarówno buraki,
                        jak i bóraki gardzą łyżworolkami. Bo to ani łyżwy, ani rolki - po prostu
                        zboczeńce jakieś.

                        Drugim wspólnym wrogiem jest Zrzeszenie Postępowych Motocykli, na którego czele
                        stoi motorynka. Bóraki sugerują, że kiedy motocykle ze Zrzeszenia były jeszcze
                        małe, pan mechanik porobił im specjalne nacięcia na wentylkach, co
                        dyskwalifikuje je w społeczności buraklandzkich motocykli, które na swoich
                        wentylkach takich nacięć nie posiadają. Zaś buraki w mocnych burackich słowach
                        żądają: Motorynka musi odejść!

                        Chociaż z zewnątrz wyglądają jak jedna buraczana masa, w ich szeregach trwa
                        zaciekła rywalizacja o miano Prawdziwego Buraka. Nowa frakcja, buuraki,
                        twierdzi na przykład, że koncentrując się na sprawach buraków, buraki
                        niedostatecznie bronią interesów truskawek i wisienek, a buuraki ogłaszają się
                        obrońcami wszystkich warzyw i owoców. W tym samym czasie grupa bóraków oskarża
                        inne bóraki o niedostateczny radykalizm w tępieniu łyżworolek i demaskowaniu
                        motocykli z naciętymi wentylkami, zakładając własne ugrupowanie pod nazwą:
                        bóóraki. Ugrupowania dzielą się i łączą, tworząc coraz to nowe hybrydy:
                        Bóraczaną Sprawiedliwość, Ligę Buraklandzkich Bóóraków, Buraklandzkie
                        Stronnictwo Buuraczane, Sojusz Buraczany, Socjal-Buractwo Republiki Buraczanej,
                        a także Samoburactwo.

                        Z każdym sezonem buraki pęcznieją i rosną w siłę.

                        Ja, prosty mazowiecki buraczek, znam wielu buraków, bóraków, buuraków, a nawet
                        jednego bóóraka. Jednak od tego, co bure, wolę to, co kolorowe: motocykle,
                        łyżworolki, a także rowery.

                        Te z przerzutkami.


                        Marcin Wyrwał

                        • bulterier mathias mathias!!!!! 06.10.04, 12:15
                          szybko szybko! weole miasteczko uratowane!!!! ale sie krajani uciesza!!!!!

                          super!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                          dirli dirli, ide spiewac, ale mi dobrze na duszy, tfu! na dupie

                          dirli dirli!

                          tak tak tak!!!!!!!!!!!!!
                          hauuuuuuuuuu!hauuuuuuu!
                          b.
                        • bulterier Re: moje wedrowki/blazej tez fajny:) 06.10.04, 14:40
                          W pogoni za rozumem


                          Edukacja z zaskoczenia


                          Niewiele mam czasu na powitanie Czytelników. Od tygodnia suterena, w której
                          mieszkam, jest pełna skrzywdzonych sąsiadów, wystrychniętych na dudka
                          glazurników i płaczliwych babuleniek, co to zbierały spokojnie kasztany, dopóki
                          im rura w łazience nie pękła. Cały ten rozkrzyczany ludek uwieszony u mego
                          rękawa wysuwa roszczenia: O tym napisz! Napiętnuj świekrę! Obnaż brak
                          wychowania u młodzieży! Zniszcz pan siłą słowa pomnik Boya-Żeleńskiego!

                          Mnożą się skargi i biadolenia. Wysłuchuję wszystkich poza tym młodzieńcem od
                          pomnika, któremu pokazałem drzwi, ale niestety nie trafił i uderzył głową w
                          ścianę; na szczęście jego bliscy nie spostrzegli różnic w zachowaniu. Notuję
                          bolączki petentów i mówię: Pomału, po kolei - dla każdego z was znajdę trochę
                          miejsca. Cichną na chwilę, rozkładają śpiwory, siadają w kucki pod stołem,
                          czekają na swoją kolej. Dobiegają mnie tylko szepty, kiedy maczam pióro i
                          rozpoczynam następny akapit.

                          Porozmawiamy dziś o edukacji.

                          - A czego nie o moji rurze, co pękła? - pyta babcia Paproczko przez lufcik.

                          - Bo edukacja to podstawa - odpowiadam twardo.

                          Studentom czasem trudno zrozumieć, że narodowi brakuje jeszcze trochę do
                          oświecenia. Uczęszczają na renomowane uczelnie, rysują ludziki i kwiatki
                          podczas wykładów najbardziej światłych umysłów, wyskrobują wagoniki na stołach,
                          na których lokomotywę w chwili czarnej nudy wyryły stalówką historyczne figury
                          w rodzaju Brzozowskiego czy Malinowskiego. W takich warunkach trudno mieć
                          pojęcie o tym, co przeciętnemu obywatelowi w głowie iskrzy. Czasem można
                          przekonać się o poziomie wykształcenia ogółu podczas wizyty u rodziców bądź na
                          urodzinach wujka, gdzie dowiadujemy się, że gdy ciężarna kobieta zobaczy ogień
                          i z przerażenia chwyci się za jakąś część ciała (z przerażenia najczęściej
                          chwytamy się za głowę), to dziecko będzie miało czerwoną plamę w tym samym
                          miejscu, albo wysłuchujemy przemówienia dziadka, z którego wynika, że w rządzie
                          jest więcej semitów niż w całej Ziemi Obiecanej. Wyobrażenie o poziomie
                          intelektualnym przeciętnego Polaka daje tak zwane bywanie - ja sam na wystawie
                          grafik Goi słyszałem, jak pewna oburzona pani narzeka na lichotę muzeum, które
                          zamiast oryginałów sprowadziło kserokopie. Obcowanie z matołkami zapewnia też
                          lektura prasy codziennej, żeby wspomnieć po raz kolejny sprawę z pomnikiem
                          Boya: jego wrogowie nie dostrzegają, że samo wystawienie pomnika rzecznikowi
                          odbrązawiania jest surową karą i świadectwem, że idea zeszła na manowce i
                          smętnie na nich wyje.

                          Ostatnio do refleksji na temat stanu świadomości moich rodaków skłonił mnie
                          niedzielny spacer. Podczas przechadzki lubię poczytać, co też lud wypisuje na
                          murach domów. I tak na ścianie podziemnego dworca kolejki WKD napotkałem
                          wojownicze zdanie: "Precz z tymi, co sprzedali Polskę!". Ten, kto to pisał, nie
                          był jednak do końca zadowolony. Najwyraźniej uznał, że to za mało i może się
                          zdarzyć, że wynikną jakieś różnice zdań co do tożsamości osób, które piętnuje
                          napis. Wyjaśnił więc poniżej mniejszymi literami: "To żydzi".

                          Widziałem też inne kuriozum, tym razem wykonane flamastrem na ścianie
                          przystanku. Wśród swastyk i antysemickich haseł pysznił się imponujący
                          napis: "Alfred Hitler". Zrobiło mi się naprawdę przykro. Pomyślcie o poziomie
                          wykształcenia w tym kraju: nawet rzutcy członkowie organizacji
                          neofaszystowskich nie są pewni imienia swego idola.

                          Zrobiłem szybki rachunek sumienia i choć byłem raczej zadowolony z wyniku,
                          stwierdziłem u siebie mnogość informacji zdumiewających i niepotrzebnych. Znam
                          skład proszku do prania. Umiem powiedzieć: "Wypróbuj orzeźwiającą piankę do
                          golenia Palmolive" w dziewięciu językach. Jestem świadom niebezpieczeństwa
                          zespołu wstrząsu toksycznego i wiem, jak zmniejszyć ryzyko jego wystąpienia,
                          chociaż klnę się, że nigdy nie używałem tamponów.

                          Przypomniało mi to, jak kolega przeczytał całego Ulissesa dzięki postanowieniu:
                          jedna wizyta w toalecie równa się minimum dziesięć stron lektury. Doznałem
                          oświecenia. Aby podnieść poziom kultury w narodzie, powinno się zawsze wstawiać
                          do nudnych z natury rzeczy pomieszczeń sanitarnych książki z tzw. wysokiej
                          półki, może na specjalnym stoliczku albo przynajmniej na pralce. Zawstydzony
                          sytuacją, w jakiej się znalazł, umysł szuka duchowej zasłony pod postacią
                          lektury, a parę stron z Kafki lepiej wpłynie na rozwój osobniczy niż poznanie
                          właściwości glinki zielonej w tubach. Pomyślcie, jaką miłą niespodziankę i
                          ożywienie stanowi gość, który po krótkiej nieobecności wraca do salonu i mówi
                          tonem światowca: "Czy wiecie, że nigdy żadna epoka nie wpajała nikomu raz po
                          raz z taką siłą myśli o śmierci, jak czynił to wiek XV?". Pod warunkiem że
                          jakiś chamuś nie odpowie: "Wiem, też byłem w kiblu", nasz młodzieniec od razu
                          zyska opinię erudyty.

                          W toaletach publicznych, gdzie ludzie brzydzą się brać do ręki woluminy, które
                          nie wiadomo jaki brudas przeglądał, drzwi powinno się pokrywać cytatami z
                          wielkich myślicieli, ewentualnie krótkimi informacjami. Na
                          przykład: "Egzystencja wyprzedza esencję". Albo: "Poczet królów polskich".
                          Jestem pewien, że te działania odniosłyby wspaniały skutek; pewnym
                          niebezpieczeństwem jest zapadnięcie entuzjastów takiej edukacji na przykrą
                          chorobę. Gwiżdżmy na to. Głupotę trudniej ukryć niż hemoroidy.


                          Błażej Dzikowski

    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 28.09.04, 21:24
      199
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 28.09.04, 21:24
      200
      • bulterier Re: Dojrzalosc..... 28.09.04, 21:45
        mathias przestan obiecywac i wiecznie sie powtarzac!!!! nie masz ochoty ogladac
        _tych_ (literacko) gab (wlasnie wrocilam z dyskusji na forum wprost) to nie
        wchodz i nie czytaj. zarzucasz innym powtarzalnosc a co robisz sam?
        powtarzasz sie. wez no wreszcie i pieprznij _to_ (literacko) wariatkowo.

        201 i ostatni hehehe
        bulterier
        ps zaczynam naprawde coraz czesciej wstydzic sie za ciebie. dejze pokoj chlopie.
        idz do rodziny, nic tu po tobie. chyba cie kiedys naprawde tak przywale, ze
        zrozumiesz.
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 28.09.04, 21:55
          No dobrze, dobrze juz psino. Jeszcze kardiolog pomysli, ze do niego mowisz a ty
          tylko sama do siebie :o)))) A propos 3:0 nasi gora! Jak zawsze Niemcy lepsi
          byli po prostu :o))

          Acha, ale o czym to ja mowilem, ze tchorze? No jak tchorze jak trzy do zera.
          A juz wiem.

          Z tego ciasta chleba nie bedzie chyba ze trucizna.
          • mathias_sammer 4.: 0 28.09.04, 21:57
            hahahaha!
            no ale o czym mowilem?
            Mloda, zdrowa jestes, zycie przed toba ide juz juz bo okrzyki radosci u mnie w
            domu .

            A Niemcy sa najlepsi i basta!

            M.S. trala lala la!
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 29.09.04, 11:28


          bulterier napisał:

          > mathias przestan obiecywac i wiecznie sie powtarzac!!!! nie masz ochoty
          ogladac
          >
          > _tych_ (literacko) gab (wlasnie wrocilam z dyskusji na forum wprost) to nie
          > wchodz i nie czytaj. zarzucasz innym powtarzalnosc a co robisz sam?
          > powtarzasz sie. wez no wreszcie i pieprznij _to_ (literacko) wariatkowo.
          >
          > 201 i ostatni hehehe
          > bulterier
          > ps zaczynam naprawde coraz czesciej wstydzic sie za ciebie. dejze pokoj
          chlopie
          > .
          > idz do rodziny, nic tu po tobie. chyba cie kiedys naprawde tak przywale, ze
          > zrozumiesz.


          Bulterierko (cytat) traktuj innych tak jak sama chcialabys byc traktowana.
          Opcja niebytu dla Twojego swietego spokoju przy zalozeniu ciaglego lamania
          przez Ciebie zasad ko-egsystencji i braku elementarnego szacunku dla drugiego
          czlowieka jako istoty zyjacej i myslacej nie wychodzi w gre.

          Klaniam sie jak to robi Mathias Sammer
          i zycze milego dnia.

          kardiolog
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 30.09.04, 11:34
          Szanowna bulterierko,
          tak bardzo wsiaklas w forum, ze nie wyobrazam sobie "dojrzalosci.." bez Ciebie.

          Wlasnie takie powinno byc forum..jak szklanka.. do polowy pelna lub do polowy
          pusta. Zalezy od punktu stania przy krawedzi stolu, doswiadczenia a priori.

          Ale nie o tym chcialem.
          Jak wiesz, Kanta (oprocz mojej osobistej rodziny) postawilem na najwyzszym
          piedestale wlasnych maslow'owych hierarchi wartosci (natepnym razem przyniose
          ze soba kolejny fragment z Oswiecenia) . Przeczytalem w zyciu wiele ksiazek
          filozoficznych i wiele opracowan tychze. Mimo, ze oczy szybko i sprawnie
          wedruja po wszelakich interpretacjach-powiem szczerze- nigdy nie osmielilbym
          sie powiedziec o sobie, iz jestem tym, ktory wie, dlaczego I.Kant tworzyl czy
          postepowal tak a nie inaczej lub jakie motywy kierowaly nim piszac "niebo
          gwiazdziste nade mna i prawo moralne we mnie", rozszerzone "pojecie
          celu", "spor fakultetow" czy krytyke " praktycznego" i "czystego rozumu".
          Wielu probowalo i wielu poleglo gubiac sie w meandrach mysli nie-swoich.
          Nie odwazylbym sie swiadomie polozyc wienca na wlasnej trumnie niewiedzy.
          Na to jestem zbyt odwazny...
          Zreszta jesli czytalas Tischnera, Kolakowskiego czy nawet Kapuscinskiego-
          tworcow ze wszech miar wybitnych (moja ocena subiektywna) pamietasz zapewne,
          ile w nich pokory dla rozumu. Im wiecej rozumu tym wiecej pokory.
          Swoja malenka niczym atom pokore i wiedze nosze w sobie- jesli rozumiesz o czym
          mowie
          I starcza mi odwagi by malenkosci wlasnego atomu nie kryc.

          Klaniam sie,
          M.S.
    • kardiolog Zimbardo cd 29.09.04, 10:44
      Czesc mathias,
      wyspalem sie, mam troche czasu z przyjemnoscia spedze wiec kilka chwil na forum
      GW.
      Dawno (choc nie mielismy ale mus to mus) nie wysypywalismy notatek z teczki
      psychologia. Dzis bedzie mowa na jden z dwoch tematow. Jako nawiazanie do
      tematu przytaczam zamieszczony sprzed okolo 1,5r. wpis o niektorych zmianach
      osobowosci. Po nim ciag dalszy :

      --
      ----
      Zniszczenia przez hitlerowski faszyzm i zagrozenie jakie
      stanowil dla demokratycznych spoleczenstw spowodowaly, ze
      reprezentanci nauk spolecznych (Adorno,
      Frenkel-Brunschwick, Lewinson i Standford, 1950)
      postanowili przekonac sie, czy istnieje zespol postaw
      politycznych, wartosci ekonomicznych i spolecznych oraz
      cech osobowosci, ktory charakteryzowalby „osobowosc
      antydemokratyczna”. Badacze ci zaczeli od skonstruowania
      skali majacej mierzyc ETNOCENTRYZM- sklonnosc do
      przyjmowania negatywnych postaw wobec wszelkich grup
      innych niz wlasna. Osoby uzyskujace wysokie wyniki na tej
      skali, wykazuja ogolna tendencje do dzielenia swiata na
      „szlachetne” grupy, ktorych sami sa czlonkami
      (in-groups), ktore nalezy popierac, oraz odrazajace grupy
      zewnetrzne (out-groups), ktorych trzeba unikac lub tez
      odrzucac je i atakowac, gdy zaczna zagrazac. Skala ta
      zbadano wielka grupe osob i do dalszych systematycznych
      badan wybrano te ososby, ktore uzyskaly bardzo niskie
      albo bardzo wysokie wyniki (to jest osoby skrajnie
      tolerancyjne i skrajnie nietolerancyjne). Nastepnie
      zaczeto poszukiwac struktur charakterologicznych w staly
      sposob zwiazanych z tymi przeciwstawnymi typami:
      Stwierdzono, ze osoby, ktore przejawialy nietolerancje na
      skali etnocentryzmu, podawaly takze w sposob
      systematyczny sztywne, ograniczone, wyrazajace
      uprzedzenia odpowiedzi na skali antysemityzmu, na skali
      konserwatyzmu politycznego i ekonomicznego oraz na skali
      faszyzmu. Ta ostatnia ukryta pod nazwa „skali F”
      pozwolila wykryc zespol osobowosci skupionych wokol
      nastepujacych wlasciwosci:
      1. konwencjonalizm- posluszenstwo i szacunek wobec autorytetu
      2. autorytarna uleglosc- idealizowanie autorytetu,
      polaczone z niezdolnoscia kwestionowania czy krytykowania go
      3. autorytarna agresja- odrzucenie wszelkiego naruszania
      konwencjonalnych wartosci
      4. anty-intracepcjonizm- niechec do wgladania w motywy,
      odrzucanie introspecji czy analizy psychologicznej
      5. przesady i stereotypy- myslenie sztywnymi kategoriami,
      potrzeba ladu i formalnej rutyny
      6. zaabsorbowanie sila i „twardoscia”- spostrzeganie
      ludzi jako silnych i dominujacych lub jako slabych i
      podporzadkujacych sie
      7. destruktywnosc i cynizm- ponizanie wszystkich ludzi
      nie nalezacych do tej rodziny czy grupy, ktorej jest sie
      czlonkiem
      8. wystepowanie projekcji w spostrzezeniach- dyspozycja
      do spostrzegania zlych sil dzialajacych we wrogim
      srodowisku, pelnym zagrazajacych ludzi
      9. nadmierne interesowanie sie sprawami seksualnymi-
      przesadne potepienie (i ambiwalencja) w odniesieniu do
      przejawow seksualizmu i swobody seksualnej

      Wysokie wyniki na tych 4 skalach sa charakterystyczne dla
      OSOBOWOSCI AUTORYTARNEJ , ktora jeden z autorow opisuje
      nastepujaco: „ slaba w zasadzie i zalezna jednostka,
      ktora poswiecila zdolnosc autentycznego przezywania
      siebie lub innych, po to, by utrzymac watpliwy lad i
      bezpieczenstwo. W typowym przypadku przybierajac pozory
      falszywej sily staje ona wobec swiata, w ktorym sztywne,
      stereotypowe kategorie zastepuja uczuciowe,
      zindywidualizowane doznania, do ktorych jest ona
      niezdolna. Taka osoba pozbawiona wewnetrznych wartosci,
      wskazuje brak samoswiadomosci i unika introspekcji. W
      swych ocenach kieruje sie punitywna (nastawiona na kary)
      konwencjonalna moralnoscia bedaca odbiciem zewnetrznych
      standardow, wobec ktorych czuje sie niepewna, poniewaz
      nie udalo jej sie uczynic ich naprawde wlasnymi. Jej
      stosunki z innymi sa uzaleznione od takich wzgledow, jak
      wladza, sukces, i przystosowanie; w tych stosunkach
      ludzie sa raczej srodkiem niz celem, a osiagniec nie ceni
      sie dla ich samych. W jej swiecie – dobra, potezna grupa,
      ktorej ona jest czlonkiem (in-group) jest w zasadniczy
      sposob przeciwstawiona slabej grupie zewnetrznej. Z tych
      wszystkich wzgledow stara sie ona zwiazac z ta pierwsza,
      a jej fundamentalne poczucie slabosci i pogardy zmuszaja
      ja do nieustajacej, zaprawionej gorycza walki
      zmierzajacej do udowodnienia sobie i innym, ze w
      rzeczywistosci nalezy do tego co dobre i silne.
      Uprzedzenia do wszelkiego rodzaju grup zewnetrznych i
      barw, sa bezposrednia konsekwencja takiej struktury
      osobowosci . „( Smith, 1950)

      W innych badaniach stwierdzono, ze „autorytarysci”
      wykazywali wieksza sztywnosc przy rozwiazywaniu problemow
      w warunkach ZAGROZENIA EGO, zachowywali sie w sposob
      punitywny i protekcjonalny wobec osob z nizszych warstw
      spolecznych, gdy pelnili na obozach funkcje doradcow,
      mniej chetnie uczestniczyli w eksperymentach
      psychologicznych jako osoby badane, czesciej przypisywali
      swoje WLASNE postawy innym, oceniali preferencje swych
      rowiesnikow (w przeciwienstwie do osob, ktore uzyskiwaly
      niskie wyniki na skali autotaryzmu), wykazywali wieksza
      wrogosc wobec osoby o niskiej pozycji niz wobec osoby o
      wysokiej pozycji, jesli obie POPELNILY TEN SAM BLAD.

      --------------
      PSYCHOLOGY AND LIFE z dzialu: Teoria i pomiar osobowosci
      (Niektore zmiany osobowosciowe i typy osobowosci).
      ------------------------------------------------
      ------------------------------------------------


      cd.

      Najbardziej skrajna forma dysocjacji jest OSOBOWOSC WIELOKROTNA (naprzemienne
      rozczepienie osobowosci). W tym typie reakcji, ktora jest bardzo rzadka, mimo,
      ze tak czesto dostarcza tematow do dramatow filmowych i telewizyjnych-dana
      jednostka moze wytworzyc dwie (niekiedy wiecej)odrebne osobowosci, ktore
      wystepuja na zmiane w jej swiadomosci, a kazda z nich sprawuje swiadoma
      kontrole nad ta osoba w odrebnym czasie. Kazda czesc zwielokrotnionej
      osobowosci opiera sie na zbiorze motywow, ktore pozostaja w konflikcie z
      motywami "drugiej" jej czesci. Te konfliktowe uklady motywowo pierwotnie
      istnialy rownoczesnie w jednej osobowosci, lecz byly niemozliwe do pogodzenia-
      a jednoczesnie tak trwale- ze dana osoba mogla zaspokoic je wszystkie jedynie w
      ten spoosb, ze wypierala czasowo ze swiadomosci jeden zbior motywow, zaspakajac
      w tym czasie drugi zbior. Zazwyczaj, chociaz nie zawsze, jedna osobowosc jest
      zupelnie nieswiadoma istnienia drugiej. W niektorych przypadkach jedna
      osobowosc moze zdawac sobie sprawe z istnienia drugiej, lecz nie na odwrot.
      Studenci popelniaja czesto blad polegajacy na myleniu takich przypadkow
      wielokrotnej osobowosci z tak zwana OSOBOWSCIA ROZSZCZEPIONA, ktora w
      terminologii psychiatrycznej nosi nazwe schizofrenii- jest to choroba
      psychiczna, w ktorej jednostka jest "oddzielona od rzeczywisotsci (split off).
      W przypadku swiadomosci wielokrotnej, swiadoma czesc osobowosci pozostaje w
      kontakcie z rzeczywisotscia, aczkolwiek reaguje na nia neurotycznie.

      Przykladem tej dramatycznej postaci reakcji nerwicowej jest szeroko
      spopularyzowany przypadek Eve White (Ewy "Bialej"). Ewa, 25-letnia kobieta
      zyjaca w separacji ze swym mezem, zglosila sie do terapeuty z powodu silnych
      powodujacych zaburzenia wzroku bolow glowy, po ktorych czesto
      nastepowaly "zamroczenia swiadomosci". Podczcas jednego z pierwszych posiedzen
      terapeutycznych Ewa byla bardzo podniecona; powiedziala, ze niedawno slyszala
      glosy. Nagle przycisnela obie rece do skroni, potem spojrzala na lekarza z
      prowokacyjnym usmiechem i przedstawila sie jako Eve Black (Ewa "Czarna")
      Glos, gesty i maniery drugiej Ewy swiadczyly wyraznie, ze byla ona odrebna
      osobowoscia. Byla ona w pelni swiadoma uczynkow Ewy "Bialej", natomiast
      Ewa "Biala" nie zdawala sobie do konca sprawy z istnienia Ewy "Czarnej".
      Zamroczenia Ewy "Bialej" byly w rzeczywistosci okresami, kiedy "u wladzy" byla
      Ewa "Cza
      • kardiolog Re: Zimbardo cd 29.09.04, 10:45

        Przykladem tej dramatycznej postaci reakcji nerwicowej jest szeroko
        spopularyzowany przypadek Eve White (Ewy "Bialej"). Ewa, 25-letnia kobieta
        zyjaca w separacji ze swym mezem, zglosila sie do terapeuty z powodu silnych
        powodujacych zaburzenia wzroku bolow glowy, po ktorych czesto
        nastepowaly "zamroczenia swiadomosci". Podczcas jednego z pierwszych posiedzen
        terapeutycznych Ewa byla bardzo podniecona; powiedziala, ze niedawno slyszala
        glosy. Nagle przycisnela obie rece do skroni, potem spojrzala na lekarza z
        prowokacyjnym usmiechem i przedstawila sie jako Eve Black (Ewa "Czarna")
        Glos, gesty i maniery drugiej Ewy swiadczyly wyraznie, ze byla ona odrebna
        osobowoscia. Byla ona w pelni swiadoma uczynkow Ewy "Bialej", natomiast
        Ewa "Biala" nie zdawala sobie do konca sprawy z istnienia Ewy "Czarnej".
        Zamroczenia Ewy "Bialej" byly w rzeczywistosci okresami, kiedy "u wladzy" byla
        Ewa "Czarna", zas "glosy" oznaczaly nieskuteczne proby ujawnienia sie
        Ewy "Czarnej". Po dluzszej terapii stalo sie oczywiste, ze Ewa "Czarna"
        istniala od dziecinstwa Ewy "Bialej", kiedy to od czasu do czasu przejmowala
        kontrole i pozwalala sobie na zakazane przyjemnosci, pozostawiajac drugiej Ewie
        ponoszenie konsekwencji. Ewa "Biala" czesto cierpiala z powodu "kaca",
        zawinionego przez Ewe "Czarna".
        (tabela)
        Dwie osobowosci w jednym ciele. Podano tu niektore sposrod cech osobowsci Ewy "
        Bialej" i Ewy "Czarnej", jakie charakteryzowaly dwie pierwsze "twarze Ewy"

        EWA " BIALA"-------------------------------EWA "CZARNA"
        Spokojna, zamknieta w sobie------------zywa, towarzyska
        twarz mila, spokojna--------------------figlarny, zalotny wyraz twarzy
        ubiera sie zwyczajnie, skromnie---------ubiera sie atrakcyjnie, wyzywajaco
        czyta i pisze wiersze-------------------niegdy nie bywa powazna i zamyslona
        glos lagodny, kobiecy-------------------glos szorstki, drazniacy
        powsciagliwy sposob wyraznania mysli-
        • kardiolog Re: Zimbardo cd/urojenia 29.09.04, 10:56
          (...)
          Urojenia (skroty)

          Urojenia wielkosciowe- pacjent jest wielkim czlowiekiem, lecz nieustannie
          przeciwstawiaja mu sie zle sily.
          The Federal Communications Commission otrzymuje wiele listow od ludzi
          uskarzajacych sie na to, ze w programach radiowych i telewizyjnych mowi sie o
          nich, rozpowszechnia sie ich adresy, nazwiska i informacje o sprawach
          osobistych. Autorzy tych listow czesto domagaja sie wysledzenia i ukarania
          winowajcow.
          Niedawno prasa opisala przypadek pewnej straszej pani, ktora prawie caly swoj
          czas (poza kilkoma godzinami snu) spedzala przed odbiornikiem telewizyjnym.
          Byla ona tak przekonana, ze spikerzy mowia tylko do niej, ze chciwie sluchala
          ogloszen reklamowych, potem wybiegala do magazynu, aby zakupic reklamowe
          produkty i wracala akurat na czas, by wysluchac nastepnej serii reklam.
          Poniewaz kobieta nie miala zadnych przyjaciol ani krewnych, ktorzy by ja
          powstrzymali, ten wyczerpujacy ekonomicznie i fizycznie proces moglby trwac
          jeszcze dluzszy czas. Na sczescie jeden pracownik wydzialu przeciwpozarowego w
          czasie okresowej inspekcji jej mieszkania zrozumial, co sie dzieje i przekonal
          starsza pania, aby oddala sie pod opieke psychiatrow.

          (...)

          Zimbardo
          "Psychologia i zycie"

          Utrata kontaktu z rzeczywistoscia
          • mathias_sammer Re: Zimbardo cd/urojenia 29.09.04, 15:51
            Czesc kardiolog-
            jak zwykle dzieki za dawke Zimbardo. Swoja droga wlasnie rechocze
            bo "wyszukiwarka" furczy tak, ze az na forum ciezko wejsc :o))))). Dobrze, ze
            zawod detektywa w cenie, szkoda tylko, iz nie w Polsce- kilku bezrobotnych
            mialo by co robic do emerytury :o)))))

            Pozyjemy popatrzymy- wiesz jakby co to ja tez uruchomie wyszukiwarke, ale
            uprzedzam ubawu bedzie kupa :). Posmiejemy sie wszyscy z wlasnej i cudzej
            glupoty. Ze swojej lubie najbardziej :o)))

            Poza tym wnioskow null, ale nie liczylem. Spodziewam sie reakcji na temat ok.
            2014 roku. Oczywiscie, ze wtedy bede :)))


            M.S.
        • mathias_sammer Re: Zimbardo cd 30.09.04, 10:25
          kardiologu,
          czuje sie powoli "nasycony". Bede sie pomalutku zbieral jeszcze czytajac co
          nieco.

          czyli do "zas"
          M.S.
        • kardiolog casus Evy, 29.04.04 20.09.05, 16:31
          Przykladem tej dramatycznej postaci reakcji nerwicowej jest szeroko
          spopularyzowany przypadek Eve White (Ewy "Bialej"). Ewa, 25-letnia kobieta
          zyjaca w separacji ze swym mezem, zglosila sie do terapeuty z powodu silnych
          powodujacych zaburzenia wzroku bolow glowy, po ktorych czesto
          nastepowaly "zamroczenia swiadomosci". Podczcas jednego z pierwszych posiedzen
          terapeutycznych Ewa byla bardzo podniecona; powiedziala, ze niedawno slyszala
          glosy. Nagle przycisnela obie rece do skroni, potem spojrzala na lekarza z
          prowokacyjnym usmiechem i przedstawila sie jako Eve Black (Ewa "Czarna")
          Glos, gesty i maniery drugiej Ewy swiadczyly wyraznie, ze byla ona odrebna
          osobowoscia. Byla ona w pelni swiadoma uczynkow Ewy "Bialej", natomiast
          Ewa "Biala" nie zdawala sobie do konca sprawy z istnienia Ewy "Czarnej".
          Zamroczenia Ewy "Bialej" byly w rzeczywistosci okresami, kiedy "u wladzy" byla
          Ewa "Czarna", zas "glosy" oznaczaly nieskuteczne proby ujawnienia sie
          Ewy "Czarnej". Po dluzszej terapii stalo sie oczywiste, ze Ewa "Czarna"
          istniala od dziecinstwa Ewy "Bialej", kiedy to od czasu do czasu przejmowala
          kontrole i pozwalala sobie na zakazane przyjemnosci, pozostawiajac drugiej Ewie
          ponoszenie konsekwencji. Ewa "Biala" czesto cierpiala z powodu "kaca",
          zawinionego przez Ewe "Czarna".
          (tabela)
          Dwie osobowosci w jednym ciele. Podano tu niektore sposrod cech osobowsci Ewy "
          Bialej" i Ewy "Czarnej", jakie charakteryzowaly dwie pierwsze "twarze Ewy"

          EWA " BIALA"-------------------------------EWA "CZARNA"
          Spokojna, zamknieta w sobie------------zywa, towarzyska
          twarz mila, spokojna--------------------figlarny, zalotny wyraz twarzy
          ubiera sie zwyczajnie, skromnie---------ubiera sie atrakcyjnie, wyzywajaco
          czyta i pisze wiersze-------------------niegdy nie bywa powazna i zamyslona
          glos lagodny, kobiecy-------------------glos szorstki, drazniacy
          powsciagliwy sposob wyraznania mysli-
      • bulterier Re: Zimbardo cd 05.10.04, 16:21
        jeszcze jedno do kardiologa, telefon mnie oderwal a i wiedze musialam
        uzupelnic.
        napisalas wiele cennych uwag, przeczytalam.


        musze sie zastanowic.

        mam nadzieje, ze poswiecony czas _wszystkich_ nie zostanie zmarnowany.

        bulterier
        • bulterier Re: Zimbardo cd 05.10.04, 16:22
          "napisales"

          mialo oczywiscie byc.....

          b.
    • mathias_sammer mijaly godzina za godzina 30.09.04, 10:21
      a my z kanapka w lewej dloni butelka wody w prawej posluszni bezwolni
      oczekujacy posuwalismy sie krok po kroku niczym slepcy pozbawieni mocy i
      zdolnosci widzenia czegos wiecej niebo strumieniami chlostalo nasze skupione
      twarze ale bylismy mu wdzieczni za deszcz wykruszyl wielu z nas choc nadal
      liczni nieprzerwanie trwalismy na posterunku cel coraz blizej juz niedlugo
      podnosilismy sie wzajemnie na duchu pelni wiary choc z kazda chwila czulismy
      sie coraz bardziej oszukani ruch byl zaledwie pozorny transowe zamyslenie
      przerwal wesoly kataryniarz poplynela stara melodia a my jak dzieci
      rozklaskalismy sie na dobre komus wzruszonemu wypadla i roztrzaskala sie
      szklana butelka ktos podal zastepcza wszyscy przeciez mielismy zapasy "brothers
      in arms" jeden obok drugiego w narastajacym nieznosnym napieciu z czasem
      konczyny zaczely odmawiac posluszenstwa osuwalismy sie kolejno na poukladana
      sterte gazet papierow i plastikowych reklamowek hipnotycznie zapatrzeni w ten
      jeden magiczny punkt wciaz czekalismy wreszcie po czterech godzinach dotarlismy
      do bram do celu

      veni vidi


      www.das-moma-in-berlin.de/
      M.S.
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 14.10.04, 16:01
      Czesc Mathias, pedze niczym strus pedziwiatr.
      Cos do poczytania dzieciom po dobranocce..

      hej!
      eduseek.interklasa.pl/artykuly/artykul/ida/1096/idc/90/

      Lypne jeszcze okiem,
      kardiolog
      • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 14.10.04, 16:53
        Mathias, nie bede czekal na Twoje przyjscie, cos wspominales przez GG, ze nie
        bardzo mozesz wdepnac na GW z racji zajec.

        Posegreguj co masz do posegregowania (czyli badz doradca do spraw kurzu w
        podworzu;)i trzymanko.

        Ciekawi mnie, czy byles w teatrze Bertolda Brechta, a jesli nie to dlaczego
        nie, a jesli zamierzasz to kiedy, a jesli tak to jak bylo?
        Przycisne Cie z tym pytaniem:), bo chodzi za mna temat.

        Milego weekendu, do zobaczenia w przyszlym tygodniu,

        kardiolog
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 14.10.04, 17:02
          Juz wypadam, jeszcze tylko jedna uwaga. Napisales w jednym z watkow o probie
          interpretowania Kanta. Przeczytalem to i owo i nie odwaze sie interpretowac
          Immanuela, ktorego nie znam, lub znam za malo, lub tez wydaje mi sie ze znam.

          Kolejny grzech cywilizacyjny ,ktory wbija mnie w dno kopca mrowczego i grzebie
          zywcem.

          Pozdrawiam cieplo i serdecznie. Gdybys trafil na moje wynurzenia- sa
          spowodowane jesienna melancholia. Niczym wiecej.

          Nara!

    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 18.10.04, 11:24
      Hej kardiolog,
      przejrzalem Twoje wynurzenia. Podrzucam fragm. przepisany w weekend i
      oczywiscie zamieszczony tez gdzie indziej. Spedzilem ciekawy wieczor na
      rozmowie o Derridzie. O tyle ciekawy, ze przez kilka godzin ani mnie ani innym
      uczestnikom kolacji milosnik Derridy nie byl w stanie sprecyzowac na czym
      polega fenomen jego guru.


      Uprzedzam, trzeba pomyslec i przeczytac jeszcze raz albo i dwa a nawet trzy.
      Klaniam sie,
      M.S.
      ###############

      Niemoznosc ontologicznego dowodu istnienia Boga.

      (...) /Istnieje wszak, powiadacie/ jedno i tylko jedno pojecie, w ktorym
      nieistnienie lub usuniecie jego przedmiotu jest samo w sobie sprzeczne, a jest
      nim pojecie istoty najrealniejszej (z wszystkiego). Istota ta, powiadacie,
      posiada wszelka realnosc- i jestescie uprawnieni do przyjecia takiej istoty za
      mozliwa (na co wyrazam na razie swa zgode, jakkolwiek pojecie w sobie
      niesprzeczne bynajmniej nie udowadnia jezcze mozliwosci przedmiotu). Otoz
      wszelka realnosc zawiera takze istnienie (Dasein), a wiec istnienie lezy w
      pojeciu tego, co mozliwe. Jezeli przeto rzecz ta zostanie usunieta, to zostanie
      usunieta wewnetrzna mozliwsoc rzeczy, co stanowi juz sprzecznosc.

      Odpowiadam: _ Popelniliscie juz sprzecznosc_, gdy _ w pojecie rzeczy_, ktora
      chcieliscie pomyslec jedynie jako mozliwa, _wprowadziliscie juz_, chocby pod
      ukrytym imieniem, _pojecie jej istnienia_. Jezeli sie na to zgodzimy, to na
      pozor wygraliscie sprawe, w rzeczywistosci jednak nic nie powiedzieliscie:
      popelniliscie bowiem tylko prosta tautologie. Pytam was, czy zdanie: ta lub owa
      rzecz (co do ktorej zgadzam sie, ze jest mozliwa, bez wzgledu na to, czym by
      byla) istnieje- czy zdanie to, powiadam, jest zdaniem analitycznym, czy
      syntentycznym? (Jak znajde czas w tym tygodniu to dorzuce dla lepszego
      rozumienia "O sadach analitycznych i syntetycznych"- luzny dopisek M.S.)
      Jezeli jest pierwszym z nich, to _przez istnienie rzeczy nic nie dodajecie do
      naszej mysli o tej rzeczy_, ale wowczas albo mysl, ktora jest w was, musialaby
      byc sama ta rzecza, albo tez zalozyliscie istnienie jako przynalezne do
      mozliwosci,a potem wywnioskowaliscie istnienie rzekomo z mozliwosci
      wewnetrznej, co nie jest niczym innym jak nedzna tautologia Slowo "realnosc"
      (Realität), ktore w pojeciu rzeczy inaczej brzmi niz "istnienie" (Existenz) w
      pojeciu orzeczenia, niczego tu nie zmienia. Albowiem, jezeli nawet wszelkie
      uznawanie w istnieniu (das Setzen) niezaleznie od tego, co w istnieniu
      uznajecie, nazywacie realnoscia, to juz w pojeciu podmiotu uznaliscie w
      istnieniu i za rzeczywista przyjeliscie rzecz ze wszystkimi jej cechami, zas w
      orzeczeniu juz tylko to powtarzacie. Jezeli zas przyznacie, jak to slusznie
      musi przyznac kazdy rozumny czlkowiek, ze kazde zdanie egzystencjalne jest
      syntetyczne, to jakze chcecie wtedy twierdzic, ze orzeczenie przyznajace
      istnienie nie da sie bez sprzecznosci uchylic- zaleta ta bowiem przysluguje
      swoiscie tylko zdaniom analitycznym, ktorych charakter wlasnie na tym polega.
      (...)

      _"Istnienie" nie jest oczywiscie realnym orzeczeniem_, tzn. pojeciem czegos, co
      moze dolaczac sie do pojecia pewnej rzeczy. _ Jest ono jedynie uznaniem w
      istnieniu (Position) pewnej rzeczy lub pewnych wlasnosci samymch w sobie_. W
      logicznym uzyciu jest to jedynie copula w pewnym sadzie. Zdanie: "Bog jest
      wszechmocny" zawiera dwa pojecia, ktore posiadaja swoj podmiot "Bog"
      i "wszechmoc". Slowko "jest" nie jest jeszcze ponadto jakims orzeczeniem, lecz
      jest tylko tym, co odnoszac orzeczenie do podmiotu przyznaje mu je. Jezeli tedy
      biore podmiot (Boga) wraz ze wszystkimi jego orzeczeniami (Praedikate) (do
      ktorych nalezy i wszechmoc) i powiadam "Bog istnieje" (Gott ist) lub
      tez "istnieje jakis Bog" (es ist ein Gott), to nie dodaje zadnego nowego
      orzeczenia do pojecia Boga, lecz tylko uznaje w istnieniu podmiot sam w sobie
      ze wszystkimi jego orzeczeniami, a mianowicie podmiot w jego stosunku do mego
      pojecia: Obydwa musza zawierac calkiem dokladnie to samo, i do pojecia, ktore
      wypowidada te mozliwosc, nie moze sie przeto nic dolaczyc dzieki temu, ze mysle
      o jego przedmiocie jako o bezwzglednie danym (przez wyrazenie:on jest). _ I w
      taki to sposob to, co rzeczywiste, nie zawiera nic wiecej niz to, co jedynie
      mozliwe_ . Sto rzeczywistych talarow nie zawiera nic wiecej niz sto mozliwych
      (..)

      Immanuel Kant "Krytyka czystego rozumu"
      BKF, Warszawa 1957, t.II, s.337-344; przeklad: Roman Ingarden
      • bulterier dedykacje wieczorowa pora 18.10.04, 21:17
        czesc chlopacy, ooo! goscia macie!

        wpadlam sprawdzic, myslalam cisza pewnie, przed telewizorami albo w kinie
        siedzicie, ale nie! wy na posterunku - :-)

        a teraz beda dedykacje
        mathias-
        www.dkd.impreza.pl/dzwieki.html
        nacisnac "piosenka o wilekich wartosciach

        kardiolog:
        www.dkd.impreza.pl/dzwieki.html
        nacisnac "jaja"

        cos dla goscia czyli gf tez jest:
        www.dkd.impreza.pl/dzwieki.html
        jak zajrzysz tu gf to nacisnij "gdy dotykam siebie"

        no i cos dla mnie- najlepsze!
        www.dkd.impreza.pl/dzwieki.html
        "twoj biust"

        ech..rozmarzylam sie..romantycznie zrobilo sie jakos. lza plynie mi po rzesie

        bulterier
      • mathias_sammer jezyk gietki... 25.10.04, 09:29

        Morgen!
        ............
        “Habseligkeiten” najpiękniejszym niemieckim słowem

        Niemiecka Rada Języka rozstrzygnęła międzynarodowy konkurs na najładniejsze
        niemieckie słowo. Jury składające się z językoznawców, dziennikarzy, artystów i
        literatów zdecydowało się na wybór pojęcia “Habseligkeiten” –
        oznaczającego “dobytek”. W języku niemieckim składa się ono z dwóch sprzecznych
        właściwie pojęć :”mieć, posiadać” i niematerialnej "duszy ".

        Na konkurs ten zorganizowany przez Radę językową, Instytuty Goethego i naszą
        rozgłośnię nadeszły 23 000 zgłoszeń ze stu krajów.
        DW
        ................

        Fajny pomysl z tym "najpiekniejszym slowem". Ciekawy jestem jakie slowo my
        uznalibysmy za najfajniesze w naszym jezyku?
        Swoja droga musze przyznac, ze jestem ogromnym fanem wszelkich niemieckich
        koniunktivow (zwlaszcza I), futurow dokonanych i niedokonanych w dalekiej
        przyszlosci oraz innych wygibasow. Czytajac np. filozofie po niemiecku i
        polskie przeklady widac, ze jezyk niemiecki jest bogatszy, polski ma za to duzo
        wiecej zdrobnien. A przede mna lezy malenka, niepozorna i cienka (uff! jak
        dobrze) ksiazeczka (140str). Na razie mysle nad okladka, nad zawartoscia
        pomysle pozniej.
        Jacques Derrida
        Die Stimme und das Phänonen
        (Einführung in das Problem des Zeichens in der Phänomenologie Husserls).

        M.S.
        • mathias_sammer Re: jezyk gietki... 25.10.04, 09:54
          i jeszcze jedno wazne (ze tez ja zawsze musze mowic duzymi literami i powoli..).

          Jak wspominalem, najwazniejsze dla mnie JEST DOBRO MOJEJ RODZINY, a na forum
          (pozeracz czasu, ktory mozna spozytkowac inaczej) przestrzeganie regulaminu bez
          konsekwencji w realu.

          Co do tego pierwszego mocno przykladam sie, zeby moja ukochana zona rzucila
          wreszcie palenie. Dla siebie dodatkowo ( personalnie i egoistycznie) wspieram
          ja, namawiam i czekam naprawde z niecierpliwoscia, chce jej pokazac, ze i ja
          moge. A moge.

          M.S.

          bylem w miescie Caputh, gdzie stoi dom Einsteina (mieszkal w nim przez kilka
          lat). Bedzie otwarty w 2005, ale i tak warto bylo wspiac sie na gorke i
          zobaczyc rozciagajacy sie widok ponad dachami miasta . I to wszystko oczami
          Albercika.
          M.S.
        • Gość: gf mathias... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 10:54
          pogadalabym kiedys o Derridzie...
          • mathias_sammer Re:gf 25.10.04, 11:24
            Gość portalu: gf napisał(a):

            > pogadalabym kiedys o Derridzie...


            Witaj gf w naszych skromnych progach. Z przyjemnoscia porozmawiam z Toba, choc
            niekoniecznie o Derridzie. Nie bardzo mnie interesuje i ksiazki prawdopodobnie
            nie zmecze. A poza tym, lubie od czasu do czasu z Toba pogadac, wiec moze
            urodzi nam sie inny temat do dys-kursu..?
            pozdrawiam :o)
            M.S.
            • Gość: gf Re:gf IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 11:28
              Dobrze Panie Bobrze :))

              pzdr ;)
              • mathias_sammer Re:gf 25.10.04, 11:43
                Gość portalu: gf napisał(a):

                > Dobrze Panie Bobrze :))
                >
                > pzdr ;)


                Fajnie, bo myslsalem juz (po przeturlaniu sie z innego forum), ze nie chcesz z
                nami tj mna i kardiologiem rozmawiac. Poki co musze chwilowo sie oddalic.
                Wysmazyzmy sobie jeszcze temat, prawda?

                Poki co pozdrawiam, zycze usmiechu i do zobaczenia w tym tygodniu!

                M.S.
              • mathias_sammer Re:gf 25.10.04, 14:04
                Gość portalu: gf napisał(a):

                > Dobrze Panie Bobrze :))
                >
                > pzdr ;)


                gf, ej gf :o)
                hahahaha

                Przed laty, oj przed laty jako dziecko bez przerwy powatarzalem jeden wierszyk,
                a wlasciwie dwa.
                Pierwszy: ukasila misia pszczola
                o ty brzydka misio wola
                za te meki za te bole
                porozbijam wszystkie ule (wersja dla dzieci)
                Przyjal sie o dzwio, fajnie, panie z przedszola beda niezapomniane

                Drugi:
                edin dedin di u wala;)
                wase kinda cziku czala
                czuk!

                Ten nieco trudniejszy, do dzis nie wiem w jakim jezyku do mnie mowiono w czasie
                hibernacji czy hipnozy..;)

                Tak czy inaczej, dla mnie bez znaczenia, dla Ciebie- wierze, ze tez.


                A zatem..mialo _nie byc_ o Derridzie:o))))))))))))))))))))))


                I co? Przemilczym go w ciszy i nie tylko przez minute :DDDDDDDDDDDD

                Do poczytania z mojej nowej gazety:
                www.efakt.pl/artykuly/artykul.aspx/Artykul/33967
                Przyznaje sie, ze jestem od 7 minut, ale biegne dalej, jeszcze tylko cos
                wrzuce:o).
                nara!
                • mathias_sammer Re:gf 25.10.04, 14:05
                  ech te bledy. Biednys mathiasku oj biednys, a glupis!
                  :o)
                  • Gość: gf Tromf, tromf, misia bela... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 14:13
                    ...misia, kasia, komfacela.
                    Misia a, misia b,
                    misia, kasia, komface!

                    Bardzo Was obu lubie, czytam ten watek od zawsze, mozemy nie przemilczywac (nie
                    przemilczawac? ;)) Derridy lub tak. Kak chocziesz.

                    Mozemy tez znalezc sobie jakis inny, poboczny acz bliski temat. Musze pomyslec.
                    Mam tylko problem ze skupieniem sie, bo mi kvinna percepcje zaburzyla dzis ;)
                    • mathias_sammer Re: Tromf, tromf, misia bela... 25.10.04, 17:35
                      Gość portalu: gf napisał(a):

                      > ...misia, kasia, komfacela.
                      > Misia a, misia b,
                      > misia, kasia, komface!
                      >
                      > Bardzo Was obu lubie, czytam ten watek od zawsze, mozemy nie przemilczywac
                      (nie
                      >
                      > przemilczawac? ;)) Derridy lub tak. Kak chocziesz.
                      >
                      > Mozemy tez znalezc sobie jakis inny, poboczny acz bliski temat. Musze
                      pomyslec.
                      > Mam tylko problem ze skupieniem sie, bo mi kvinna percepcje zaburzyla dzis ;)


                      Wpadlem na chwile i w innej kwestii.
                      Porozmawiamy przy okazji musze pedzic juz do domku.
                      Hej!
                      • bulterier Re: Tromf, tromf, misia bela... 31.10.04, 01:57
                        pitu pitu bedziem w raju baju baju wszak na skraju

                        ale pytam bo przy okazji jestem.

                        wlasciwie mam pytanie do kardiologa, nurtuje mnie troszeczku, ale zyl sobie nie
                        potne i od ustek nie odejme, jesli kardiolog nie odpowie.


                        interesuje mnie otoz problem taki.

                        jak miewa sie statystyka. wiem, ze to z socjologii i temat patologii
                        spolecznych, ale mnie jakos kreci.
                        pytanie:
                        na sto (%) notorycznie popelnianych wykroczen (kradziezy, morderstw, wlaman,
                        gwaltow, itp)ile razy rodzina w imie milosci i dobra wlasnego zamyka oczy i
                        przed wladza udaje, ze nie bylo zajscia? znaczy udaje, ze bylo.
                        statystyka mnie interesuje.

                        interesuje mnie dlatego, ze mathias czesto mowi o niemcach i o ich
                        przestepstwach, ale przeciez mowi tylko po to, zeby pokazac, ze mowic trzeba.
                        mowa-piana. lubie folklor.
                        b.
                        • kardiolog Re: Tromf, tromf, misia bela... 01.11.04, 11:10

                          > wlasciwie mam pytanie do kardiologa, nurtuje mnie troszeczku, ale zyl sobie
                          nie
                          >
                          > potne i od ustek nie odejme, jesli kardiolog nie odpowie.
                          >
                          >
                          > interesuje mnie otoz problem taki.
                          >
                          > jak miewa sie statystyka. wiem, ze to z socjologii i temat patologii
                          > spolecznych, ale mnie jakos kreci.
                          > pytanie:
                          > na sto (%) notorycznie popelnianych wykroczen (kradziezy, morderstw, wlaman,
                          > gwaltow, itp)ile razy rodzina w imie milosci i dobra wlasnego zamyka oczy i
                          > przed wladza udaje, ze nie bylo zajscia? znaczy udaje, ze bylo.
                          > statystyka mnie interesuje.
                          >
                          > interesuje mnie dlatego, ze mathias czesto mowi o niemcach i o ich
                          > przestepstwach, ale przeciez mowi tylko po to, zeby pokazac, ze mowic trzeba.
                          > mowa-piana. lubie folklor.
                          > b.


                          Nie odpowiem na pytanie. W necie mozesz poszukac.

                          kardiolog
    • mathias_sammer kardiolog/zootechnika 18.10.04, 15:17
      mam jeszcze pytanko na odchodne. Czy moglbys, jak sie pojawisz, napisac na
      temt, ktory mnie chwilowo zainteresowal czyli wielkosc mozgu kury.
      Mieszkam w miescie i dosc obca jest mi wiejska wiedza. Jak bylem u znajomego to
      widzialem kurki w zagrodzie ,a na stole "Poradnik drobiarski" dr nauk wet.
      Hanny Niemczak.

      Znasz sie na kurach troche (masz pewnie podreczniki), czy moglbys mi powiedziec
      jaki mozg na kura i czy zajmuje sie czyms jeszcze procz szukaniem ziaren i
      dziobaniem.

      Jak bylem dzieckiem dostalem od taty taka nakrecana metalowa kurke, ruszala
      glowka w dol i w gore, az do momentu, gdy sprezynka calkowicie rozluznila sie.
      Potem trzeba bylo od nowa nakrecac kurke.

      Kury nie specjalnie mnie interesuja, zeby powiedziec w ogole, ale z ciekawosci
      pytam. W koncu swiat jest pelny roznych zyjatek.
      M.S.
      • kardiolog Re: kardiolog/zootechnika 18.10.04, 15:56
        No dobra! Nie sadzilem, ze przyprawisz mnie az o taka wesolosc:))))))))))))
        Kant za trudny jest, na pewno byl idiota:)
        Co do kurek, zwlaszcza tych z Streptococcosis, to wybacz, ale mnie nie
        interesuja. Ka-Pe-Wu mathias? To naprawde nie jest trudne, sprobuj :)))))

        Cos jeszcze do poczytania w linku. A wiesz, ze forum GW zaczyna mi sie coraz
        bardziej podobac. Spotkalem sie ostatnio z komentarzem, ze polski kabareton
        umarl. A przeciez gdyby tylko chciano zaczerpnac pomyslow na przyklad z forum
        (idee bezplatne- wlasnoc GW a i odpowiedzialnosci zadnej) to mozna byloby
        stworzyc calkiem fajna i wesola serie.:))))))))))))))))


        www.omp.org.pl/gruszecki.htm
        Jeszcze chwilke posmieje sie i spadam :)))))))))))))

        kardiolog






        • mathias_sammer Re: kardiolog/zootechnika 18.10.04, 17:09
          No dobra, wystarczy juz smiechu, chociaz i ja chichocze i to podwojnie.
          "Problem postepu" zacytuje nastepnym razem.
          M.S.
        • mathias_sammer Re: 19.10.04, 11:24
          Mam chwilke na krotka przerwe, wiec jestem- nie bede oczywiscie wykorzystywal
          wszystkich przerw, zeby wpadac na forum. Ciekywy tekst wczoraj znalazlem, o tym
          jak Polacy oceniaja politykow (chodzi mi o glosy zewnetrzne), wrzucam teraz,
          czytam jeszcze raz i konfrontuje z wlasnymi pogladami.

          Czesc gf, widze, ze wdrapalas sie na 250 pietro naszego Word Trade Centre ;)
          Nie mamy zbyt wielu wygod, zwykly stol miejscami nadjedzony przez korniki,
          kilka krzesel, lampa z zarowka 100W do czytania oraz kilkanascie rodzajow
          Ayurvedischer Tee (nie wiem jak przetlumaczyc przymiotnik na polski). Jesli
          jestes jednorazowo- pozdrawiamy jednorazowo(mowie-mam nadzieje- rowniez za
          kardiologa) , jesli chcesz zagladac do nas regularnie dostaniesz herbatke,
          natomiast w przypadku glodu musisz radzic sobie sama czyli przynosic ze soba
          kanapki ;)
          bulterier- dzieki za kabaret.

          Klaniam sie,
          M.S.

          ########

          Szary, nijaki, bez wyrazu. Portret polskiego polityka

          Polskich polityków, poza nielicznymi wyjątkami, nie sposób zapamiętać. Nie
          zasłużyli sobie na trwanie dłuższe niż czas ich kadencji. Nie dlatego, by
          wszyscy byli nieuczciwi, leniwi, tępawi, słabi. Zapewne tłum polityków podobny
          jest każdemu innemu tłumowi, w którym jest tyle samo osób rzetelnych i
          poważnych, co cwaniaków i lawirantów. Znikają z naszej pamięci, dlatego że mało
          który z nich wyróżniał się silną indywidualnością. Oczywiście w pamięci
          najchętniej trwają szwarccharaktery, pośród których rej wodzą pierwszy minister
          prezydenta Wałęsy, grupa posłów SLD znanych z kryminalnych zachowań,
          krąg "wybitnych" polityków z towarzystwa Lwa Rywina, liderzy Samoobrony. Gazety
          lubią sensacje i ciemne strony życia. Więc piszą chętniej o postępkach ludzi
          nikczemnych i małodusznych. Ale było też wielu polityków, o których pisze się
          mało, choć zasługują na szacunek swoją pracowitością i odpowiedzialnością. Są
          również pośród ministrów, posłów, senatorów osoby godne poważania, a więc
          wszelkie łatwe i krzywdzące uogólnienia na temat polityków zawsze mnie drażnią.

          Baron i jego ludzie
          Jak w każdym zgromadzeniu dzielimy się na liderów, sierżantów oraz szeregowców.
          Wszyscy są w tej armii potrzebni. Szeregowcy i sierżanci trwają na swoich
          miejscach ze względu na lojalność i użyteczność dla zwierzchników. Tworzy się
          układ klientelistyczny.
          Lokalny baron skupia wokół siebie zaufanych, których winduje na stanowiska
          burmistrzów czy posłów w zamian oczekując wsparcia w zmaganiach z centralą.
          Siła barona jest przede wszystkim funkcją jego lokalnych układów. A każdej
          partii są one nieodzowne, bo aparat może załatwić coś w terenie, jest w stanie
          zorganizować kampanię, zgromadzić fundusze. Siła partii zależy w dużej mierze
          od ilości stanowisk, które ma do obsadzenia. Partia staje się atrakcyjna w
          miarę, jak staje się partią władzy. A przy rozwoju instytucji samorządowych
          każda duża formacja ma coś do ugrania i do zdobycia choćby na poziomie gmin czy
          powiatów.
          Baron, jak w dobrych feudalnych czasach, ma swoich wasali i sam wobec
          centralnych władz pełni rolę wasala. Tyle że bywa dopuszczany już do
          ważniejszych oraz poufnych informacji (jak akcja policji w Starachowicach) i
          bierze udział w posiedzeniach kluczowych gremiów. Jego głos liczy się tyle, ile
          ma szabel w swojej dyspozycji i jaka stoi za nim kasa. Czasem o pozycji
          decydują dawne układy koleżeńskie, przysługi, niekiedy indywidualność. Ale
          fakt, że ktoś zasiada w sztabach i ma obok siebie barona baronów - osobistość
          typu Millera - nie oznacza, że podemuje najważniejsze decyzje.
          Życie polityczne w Polsce od lat wyznacza zasada drugiego pokoju. Zawsze jest
          ten "drugi pokój" (salon premiera, prezydenta, szefa partii), w którym zapada
          ta ostateczna decyzja, nawet jeśli będzie sprzeczna z decyzjami podjętymi w
          szerszym a miarodajnym gremium. Dlatego nie sposób często ustalić kto w istocie
          podejmuje decyzje. Plotki i pogłoski są różne. Jedni twierdzą, że polityk
          podejmuje decyzje w obecności największego potentata finansowego. Jeszcze inni
          sądzą, że nic się nie dzieje bez udziału służb specjalnych.

          Wejście w stolicę
          Polityką rządzi zasada układu, czy jak inni ją nazywają korytarza. Polityk
          przeniesiony do stolicy musi mieć kilka par oczu, by wiedzieć, kto z kim i po
          co przechadza się po korytarzu lub nie daj Boże zamyka w jakimś gabineciku lub
          razem je kolację w najokropniejszej ze znanych mi restauracji, znajdującej się
          w nowym domu poselskim.
          Im bardziej ktoś wchodzi w stolicę i im dłużej przebywa w gmachach rządowych,
          tym bardziej jest związany z korytarzem, a jego pogląd na świat i na strategie
          partyjne wyznaczają współplemieńcy.
          Oczywiście całe społeczne otoczenie znika i polityk mówi o swoich
          wyborcach "oni", "społeczeństwo", nigdy "my". Zanik kontaktu z rzeczywistością
          zachodzi zadziwiająco szybko i bezboleśnie. Zresztą wyborców nie traktuje się
          jako podmioty, ale jako masę, którą należy zjednać, podbić, uwieść, mając
          zapewne pogląd dość cyniczny, że lud i tak niewiele się na polityce wyznaje i
          mało z tego pojmuje.
          Tym też bym po części tłumaczył ograniczony, zbiorowy instynkt życia polityków.
          Już przynajmniej trzy poważne formacje (myślę tu o AWS, UW i SLD) wykazały się
          po wejściu na korytarze kompletnym brakiem wyczucia rzeczywistości społecznej i
          jawnie samobójczą skłonnością do unikania kontaktu ze światem zewnętrznym.
          Utonęli zapewne dlatego, że bardziej liczyły się układy i roszady personalne
          niż wyborcy, którzy dali im mandat do rządzenia.

          Inteligencja manipulacyjna
          Poseł nie zadaje pytań zasadniczych. On pyta, co o tym sobie pomyśli ten a ten,
          co opozycja, kto na kogo ma haka. (O istnieniu "grupy hakowej" szumią korytarze
          sejmowe). Można z całym przekonaniem stwierdzić, że polityk musi mieć bardzo
          rozbudowaną wiedzę przede wszystkim o tym, co inni sądzą, zamierzają i do tej
          wiedzy dopasowywać swoje poczynania. Ci inni mogą być wrogami, sojusznikami,
          współpracownikami. Jedno jest pewne: od nich zależy przyszłość i wolę,
          szczególnie liderów, należy skrzętnie odczytywać. Oni wiedzą czy żona Millera
          robi jeszcze zakupy z żoną Kaczmarka i czy poseł X jeszcze mieszka ze znaną
          dziennikarką, kto opłaca którego posła i czy działka kupiona w atrakcyjnym
          miejscu jest legalna. Z tych rzekomo tajemnych informacji potrafią układać
          arcyzłożone towarzysko-polityczne puzzle. Ostatnio mówi się nie tyle o
          inteligencji czystej, ale o inteligencji emocjonalnej czy inteligencji
          matematycznej. W polityce występuje zapewne jakaś odmiana inteligencji, którą
          nazwałbym inteligencją manipulacyjną.
          W tej sytuacji pragmatyka czy taktyka całkowicie wygrywa nad strategią. Nie ma
          partii, która dysponuje realną, a nie tylko propagandową, wizją państwa, ładu
          społecznego. A nawet jeśli ma jej zarys, to i tak bieżączka polityczna wygrywa.
          Jest tyle decyzji, spraw, okoliczności, że nikt tam nie ma czasu na to, by
          poważnie zastanawiać się nad sprawami pierwszorzędnymi. Jest problem własnego
          dostosowania, a nie dostosowywania innych polityków do swoich politycznych
          kalkulacji.
          W tej sytuacji musi wygrywać umiejętność gry, zwodów, zawierania i zrywania
          sojuszy, ogrywania przeciwników, wyniuchania układu sił. I ten, kto te
          umiejętności zdobędzie i zyska nawet w tym przyjemność, nie mówiąc o wprawie,
          ten w polityce przetrwa. Niezależnie od tego kim jest jako człowiek, co umie,
          jak mówi, jak się ubiera i z kim romansuje. Oczywiście są posłowie fachowcy,
          rzetelni w swojej wiedzy i oni tyrają w komisjach. Ich baronowie baronów cenią,
          ale raczej nimi się wysługują niż ich stawiają za wzór.

          Zawód: aktor
          W tej sytuacji wygrywa polityk, który swój zawód pojmuje niemal wyłącznie jako
          grę, lepszy lub gorszy spektakl i który posiada dość talentów manipulacyjnych
          oraz niezbędną dawkę charyzmy, by mógł zgromadzić popleczników.
          Słuchałem wielu wystąpień poselskich. Zarówno tych oficjalnych, jak i
          nieformalnyc
          • mathias_sammer Re: cd/Pawel Spiewak 19.10.04, 11:26

            Zawód: aktor
            W tej sytuacji wygrywa polityk, który swój zawód pojmuje niemal wyłącznie jako
            grę, lepszy lub gorszy spektakl i który posiada dość talentów manipulacyjnych
            oraz niezbędną dawkę charyzmy, by mógł zgromadzić popleczników.
            Słuchałem wielu wystąpień poselskich. Zarówno tych oficjalnych, jak i
            nieformalnych i nie mogę powiedzieć, że pośród nich spotkałem (poza wyjątkami)
            osoby naprawdę wybitne czy zadziwiające trafnością sądów. Do polityki nie garną
            się ani akademicy, ani osoby o dużej, wewnętrznej niezależności. Są tu po
            większej części osoby nieco tylko wykształcone i dlatego też język ich
            wystąpień zwykle jest bardzo ubogi i pozbawiony tej przyprawy, która czyni go
            jędrnym, wyrazistym. Brak im poczucia humoru (szczególnie na własny temat) i
            jasnego stylu. Chyba że wpadają w jakieś anegdoty i popisują się erudycją.
            Brak im jeszcze jednej cennej umiejętności, której nabywa się tylko w dobrych
            szkołach humanistycznych, a mianowicie zdolności abstrakcyjnego myślenia, czy
            inaczej rzecz nazywając, umiejętności szybkiego odróżniania spraw ważnych od
            mniej ważnych, bardziej ogólnych od konkretnych. Ten defekt sprawia, że widzą
            niewiele poza końcem swojego nosa i zagrywki taktyczne im zupełnie wystarczają.
            Zależy im na tym, by jak najczęściej trafiać do mediów. Bardzo zabiegają o to,
            by byli obecni w telewizji i by lud mógł zobaczyć ich zatroskane losem
            Rzeczpospolitej oblicza. Czasem próbują podrywać młode dziennikarki (co im
            zwykle słabo wychodzi) albo sprzedają jakieś cenne informacje w zamian za
            dostęp do gazet czy stacji radiowych. Liczy się występ, mniej jego jakość. Bo
            występy oznaczają, że jest się zapamiętanym, a to sprawia, że ktoś jest, jak to
            usłyszałem, "wybieralny". Bo trudno wystawić na listę człowieka, który może ma
            coś w głowie, ale nie schlebia swoim wyborcom.
            Przeciętny polityk jest skazany na grę i mimikrę. Roztapia się w tłumie jemu
            podobnych facetów w garniturach lub tłustawych dam w garsonkach. Gdy jest w
            grze traktuje się go z powagą należną immunitetowi, potem zakrywa go cień
            anonimowości i niepamięci.


            Paweł Śpiewak (52 l.)
            historyk idei, socjolog, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.
            Współpracuje z tygodnikiem "Wprost", "Życiem Warszawy" oraz
            kwartalnikami "Przegląd Polityczny" i "Res Publica Nowa".

            Polityków polskich, poza nielicznymi wyjątkami, nie sposób zapamiętać. Nie
            zasłużyli sobie na trwanie dłuższe niż czas ich kadencji

            Wyborców traktuje się jako masę, którą należy zjednać i uwieść, bo wychodzi się
            z założenia, że lud i tak niewiele pojmuje

            Poseł nie zadaje pytań zasadniczych. On pyta, co o tym sobie pomyśli ten a ten
            i kto na kogo ma haka

            Politycy bardzo zabiegają o to, by byli obecni w telewizji i by lud mógł
            zobaczyć ich zatroskane losem Rzeczpospolitej oblicza


            PAWEŁ ŚPIEWAK


            Artykuł pochodzi z wydania (276) 219/04 (17.09.2004) z działu IDEE ze strony 12

            • mathias_sammer niemozliwe a jednak..?:o) 25.10.04, 11:21
              A ja ich niedawno odkrylem. Czytam to i owo.

              ..............
              Debatę intelektualną w Fakcie śledzą setki tysięcy Polaków


              Intelektualiści o Fakcie
              Rok od powstania Faktu to najlepsza pora do pierwszych podsumowań. Nasza
              gazeta - o czym Czytelnicy doskonale wiedzą - składa się nie tylko z bieżących
              informacji. Wiele miejsca poświęcamy poważnej publicystyce. Oprócz komentarzy
              zamieszczanych na drugiej stronie i działu Idee do Faktu dołączany jest także w
              każdą środę tygodnik "Europa". Wiemy, że publicystyka w naszej gazecie cieszy
              się dużym uznaniem Czytelników. Najlepszym dowodem są zamieszczone obok opinie
              najwybitniejszych polskich intelektualistów oraz znanych polityków na temat
              publicystyki w Fakcie.

              Zygmunt Bauman
              profesor socjologii
              Przejrzałem wszystkie numery dołączanego do Faktu tygodnika "Europa", jakie
              ukazały się do tej pory, przeczytałem niemal połowę zawartości i z podziwu
              wyjść nie mogę. To chyba najlepsze pismo intelektualne w Polsce i chyba nie
              tylko w Polsce. I co ważne, znakomicie redagowane.

              Andrzej Dobosz
              krytyk literacki
              Kiedyś dawno temu Europa była miejscem, które bardzo chciałem zobaczyć na
              własne oczy. Przed trzydziestu laty wyruszyłem w swą niezakończoną jeszcze
              podróż. Najdłużej mieszkam we Francji, ale mam za sobą wielokrotne pobyty w
              dziewięciu innych krajach naszego kontynentu. Pozwoliło mi to zdać sobie sprawę
              z tego, jak bardzo Europa jest ciekawa i zróżnicowana. Nauczyłem się
              powstrzymywać od sądów ogólnych i ostatecznych. Wciąż mam ogromną ochotę ją
              poznawać. Zarowno wyruszając fizycznie w podróż, jak i biorąc do ręki każdy
              nowy numer "Europy", wiem już, że czekają mnie nowe, nieprzeczuwane jeszcze
              przygody. Zarazem, w obu tych sytuacjach, nigdy dotąd moje wyobrażenia o
              wysokich standardach cywilizacyjnych i intelektualnych nie zostały naruszone.

              Jarosław Kaczyński
              prezes PiS, doktor prawa
              Tygodnik "Europa" to niezwykle interesujące pismo. Przeznaczone jest wyraźnie
              dla inteligencji. Warto więc czytać ten magazyn. Jeśli zaś idzie o publicystykę
              i komentarze w Fakcie, to mogę zapewnić, że moje są zawsze bardzo dobre.

              Zdzisław Krasnodębski
              profesor socjologii i filozofii
              Dołączany do Faktu tygodnik "Europa" wniósł do polskiego życia intelektualnego
              świeży powiew. Wprowadził w obieg idee wybitnych intelektualistów zachodnich,
              dotąd w Polsce prawie nieznanych. Innych, już znanych, uczynił uczestnikami
              intelektualnej debaty, zamieszczając regularnie ich aktualne teksty, które
              inaczej pozostałyby niezauważone. "Europa" skupiła wokół siebie grupę
              najbardziej interesujących polskich autorów. Wprowadziła nowe wątki i tematy do
              naszych dyskusji, a o dawnych sporach zaczęła pisać w zupełnie innym poważnym
              tonie. Jednym słowem zgodnie ze swą nazwą rzeczywiście przybliżyła Polskę do
              Europy - i vice versa. O jej sukcesie świadczy, że początkowo bardzo
              sceptyczne "salony" zawyrokowały, że środa (gdy ukazuje się kolejny numer
              tygodnika) należy tylko do "Europy".

              Marcin Król
              profesor filozofii
              Publicystyka w Fakcie stoi na bardzo wysokim poziomie. Artykuły są zawsze
              ciekawe, nie są stronnicze i podejmują ważne tematy. Także ich autorzy są
              wyśmienici i sprawdzeni. W publicystyce Faktu najważniejsze jest jednak to, że
              na jeden temat wypowiada się często kilku autorów. To pozwala czytelnikom
              poznać rozmaite problemy z wielu punktów widzenia. Takie kontynuowanie różnych
              tematów było dotąd niespotykane w polskich gazetach. Fakt zrywa w ten sposób z
              tendencją do doraźności, a to wielki plus. Trudno się zatem dziwić, że Fakt
              jest cytowany w innych gazetach i w mediach. Można tam także znaleźć polemiki z
              tekstami publikowanymi na kolumnach Idei. Podobnie jest z dołączanym do Faktu
              tygodnikiem "Europa". Jego jakość jest bardzo wysoka i publikowane tam artykuły
              zapewne także staną się ważnym elementem debaty publicznej. Czego życzę sobie i
              wszystkim Czytelnikom.

              Ireneusz Krzemiński
              profesor socjologii
              Od początku ukazywania się Faktu niezwykle ważnym elementem tego pisma jest
              publicystyka polityczna i społeczna. Ona odgrywa bardzo ważną rolę, bo nadaje
              temu pismu niepowtarzalny charakter. W takich gazetach jak Fakt na ogół nie
              publikuje się poważnych refleksji, komentarzy i uwag. Tymczasem artykuły
              zamieszczane na stronach Idei są często tak interesujące, że zdarza mi się
              czasem wyjąć je z gazety i zachować sobie na później, bo mogą mi się przydać w
              pracy. Do tej pory przechowuję kilka tekstów z komentarzami moich kolegów, bo
              wydały mi się niezwykle znaczące. Czołowe dzienniki polityczne jak "Gazeta
              Wyborcza" czy "Rzeczpospolita" nie powstydziłyby się takich znakomitych
              artykułów. Zupełnie inny jest dodatek "Europa". To niezwykłe
              przedsięwzięcie. "Europa" prezentuje myśl polską i europejską wybitnych
              filozofów, intelektualistów i naukowców. Poziom tego dodatku jest niezwykle
              wysoki. Wielu moich kolegów, także dziennikarzy niezwykle ceni ten tytuł. To
              zupełnie wyjątkowa pozycja na tle polskiej prasy codziennej.

              Marcin Kula
              profesor historii
              Dodatek "Europa" to jedno z najdziwniejszych zjawisk prasowych, jakie zdarzyło
              mi się widzieć. To superintelektualny, wręcz snobistyczny, nieraz filozoficzny
              tygodnik w otoczeniu zdumiewająco odmiennym. Nie wyobrażam sobie osoby, która
              by czytała zarazem gazetę-matkę i gazetę-dodatek. Jedni wyrzucają jedno, bo ich
              nie interesuje, a drudzy drugie - bo tego nie trawią. Jedni najpewniej
              wyrzucają bez głębszego myślenia, tak jak się wyrzuca zbędne dodatki, a drudzy
              z motywacją ideologiczną i to na tyle szybko, by ich nikt z czymś więcej
              niż "Europą" nie zobaczył. Może by więc postawić kropkę nad "i" oraz uczynić
              z "Europy" osobne pismo? Bardzo by się przydało w środowisku intelektualnym, a
              jego życie prenatalne zaświadcza, że może dobrze żyć samodzielnie.

              Roman Kuźniar
              profesor politologii
              Publicystyka Faktu zaskakuje. Zaskakuje bardzo pozytywnie. Po pierwsze,
              zaskakuje rozpiętość tematyczna i co się z tym łączy, bardzo szeroki krąg
              autorów, których gazeta zdołała przyciągnąć. I jednocześnie, choć mamy w tym
              gronie przekrój od twardej konserwy po niefrasobliwych liberałów, zaznacza się
              profil pisma, w którym ceni się zdrowy rozsądek w sprawach gospodarki i
              społeczeństwa. Zaskakuje także waga podejmowanych tematów, zasadniczych spraw
              państwa, kultury, historii czy życia międzynarodowego. Teksty są żywe, nie
              wypolerowane polityczną poprawnością czy redakcyjną cenzurą, co czyni debatę na
              łamach Faktu szczerą i nieudawaną.

              Zdzisław Najder
              publicysta, krytyk literacki
              Co przede wszystkim uderza w publicystyce Faktu i w "Europie", to konsekwentnie
              wysoki poziom zamieszczanych tam tekstów. A także ich liczba: pod tym
              względem "Europa" bije wszystkie inne polskie tygodniki. Poza tym szeroki
              zakres tematyczny i autorzy pochodzący właściwie z całego świata. A także
              śmiała oryginalność doboru: przykładem jest fascynujący dialog Habermasa z
              kardynałem Ratzingerem. Zamieszczanie na takim tle wypowiedzi polskich
              polityków może wpłynąć na rozszerzenie horyzontów intelektualnych i
              podniesienie poziomu naszych debat. Szczególne cenne powinno być przedstawianie
              poglądów zagranicznych znawców naszej sceny takich, jak znakomity David Ost w
              wywiadzie z Cezarym Michalskim. Patrząc na dotychczasowy dorobek "Europy",
              widzę, że pismo nie jest ani klanowe, ani koniunkturalne. To obiecujące!

              Tomasz Nałęcz
              poseł SDPL, historyk
              Z najwyższą przyjemnością czytam codzienną publicystykę w Fakcie i choć nie
              zawsze podzielam opinię autorów, to cenię sobie zamieszczane w tej gazecie
              obszerne eseje i wywiady. Bardzo lubię również krótkie komentarze z drugiej
              strony. One są jak pchnięcie sztyletem. Tu nie ma długiej wymiany ciosów, nie
              ma męczenia przeciwnika, od razu pchnięcie sztyletem w samo serce. Wyrażam tę
              opinię z lekkim zakłopotaniem, bo czasem sam jestem o takie komentarze
              proszon
              • mathias_sammer Re: niemozliwe a jednak..?:o) 25.10.04, 11:21


                Tomasz Nałęcz
                poseł SDPL, historyk
                Z najwyższą przyjemnością czytam codzienną publicystykę w Fakcie i choć nie
                zawsze podzielam opinię autorów, to cenię sobie zamieszczane w tej gazecie
                obszerne eseje i wywiady. Bardzo lubię również krótkie komentarze z drugiej
                strony. One są jak pchnięcie sztyletem. Tu nie ma długiej wymiany ciosów, nie
                ma męczenia przeciwnika, od razu pchnięcie sztyletem w samo serce. Wyrażam tę
                opinię z lekkim zakłopotaniem, bo czasem sam jestem o takie komentarze
                proszony. Z kolei dodawana do Faktu "Europa" to jedna z najpoważniejszych ofert
                publicystycznych na rynku. Ten tygodnik prezentuje bardzo wysoki poziom treści,
                głębię rozumowania i wysoki poziom komunikacji. Czytam ją z najwyższą
                przyjemnością i muszę powiedzieć, że skutecznie konkuruje z innymi tygodnikami.

                Janusz Reiter
                prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych
                Połączenie stylu gazety popularnej z poważną publicystyką - z czym mamy do
                czynienia w Fakcie - to ciekawy eksperyment. Gazeta popularna jest świetnym
                środkiem do przekazywania poważnych treści. Ważne jest tylko, żeby ta poważna
                publicystyka była naturalną, integralną częścią całej gazety. Innymi słowy, nie
                może być sprzeczności między tym, co niesie popularna część pisma, a tym, co
                znajdujemy w części publicystycznej. Jako czytelnik Faktu życzyłbym sobie, żeby
                gazeta jako całość trochę częściej płynęła pod prąd nastrojów. Tak jak jest w
                części publicystycznej, gdzie ukazują się zarówno opinie zgodne z powszechnymi
                nastrojami, jak i im przeciwne.

                Jan Rokita
                jeden z liderów PO
                Jeden z inteligentniejszych polityków lewicy powiedział niedawno, że dodawana
                do Faktu "Europa" to najlepszy magazyn polityczny i kulturalny w dzisiejszej
                Polsce. Podzielam to zdanie.

                Jacek Saryusz - Wolski
                wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego
                Publicystykę w Fakcie czytam zawsze z uwagą. Można tam znaleźć aktualne i
                ciekawe komentarze oraz ważne i przeprowadzone na wysokim poziomie wywiady. Z
                kolei dodatek "Europa" to najbardziej ambitny w Polsce, jedyny w swoim rodzaju
                tygodnik poświęcony problematyce europejskiej. Poruszane tam kwestie są nie
                tylko ciekawe, ale co ważne odnoszą się do aktualnej debaty intelektualnej w
                Europie.

                Paweł Śpiewak
                profesor socjologii
                Pragnę wyrazić swój wielki podziw dla dodatku do Faktu "Europa". Uważam, że to
                jest prawdziwy niezbędnik polskiego inteligenta. Podziwiam, że można robić tak
                jasne, przezroczyste, kompetentne, a jednocześnie atrakcyjne edytorsko i
                pisarsko dzieło. "Europy" nie można traktować tylko jak wkładki do gazety. To
                samodzielne pismo o własnej dynamice i konsekwentnym obrazie świata.
                W "Europie" najbardziej szanuję brak stronniczości. Pokazywane są tam różne
                obrazy świata nie po to, by je zdemaskować czy pokonać, lecz by móc z nimi
                dyskutować. Publicystyka w Fakcie robi wrażenie poważnego giganta, co wyróżnia
                się na dominującym tle całej gazety. Ważne jest także to, że Faktowi udało się
                zgromadzić wokół siebie najlepszych autorów, którzy nie udają głupszych niż są,
                tylko mówią swoim językiem.

                Bronisław Wildstein
                pisarz, publicysta "Rzeczpospolitej"
                Dodawana do Faktu "Europa" to świetny tygodnik. Daje znakomity obraz
                najważniejszych sporów intelektualnych w Europie i na świecie. Równie ciekawa
                jest publicystyka w Fakcie, mam tu na myśli publikowane na stronach Idei
                artykuły i wywiady. Można tu znaleźć naprawdę dobrych autorów, ciekawe tematy,
                a publikowane tu teksty zawsze dotyczą najbardziej aktualnych spraw.

                Edmund Wnuk - Lipiński
                profesor socjologii
                Publicystyka w Fakcie jest pewną osobliwością. Bowiem w gazecie zaliczanej do
                tabloidów znalazło się miejsce na bardzo poważne eseje, w których znakomite
                pióra krajowe i zagraniczne poruszają problemy poważne, w sposób pogłębiony i
                wymagający od czytelnika skupienia. Jestem ogromnie ciekaw, czy w związku z tym
                Fakt nie ma dwóch kategorii czytelników: jednej - zainteresowanej przede
                wszystkim tym, co znaleźć można w gazecie popularnej i drugiej - czytającej
                wyłącznie owe eseje. Mam nadzieję, że tak nie jest i że ta pogłębiona
                publicystyka trafia także do tych czytelników, którzy w innym przypadku nie
                mieliby okazji na nią natrafić.


                Napisali o nas

                Sergiusz Kowalski
                publicysta "Gazety Wyborczej"
                W Fakcie pojawił się dział Idee (...). Autorzy? Pat Cox - przewodniczący
                Parlamentu Europejskiego. Heather Grabbe - wicedyrektor Centrum Reformy
                Europejskiej. Minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz.
                Profesorowie: Marcin Król, Ireneusz Krzemiński, Andrzej Rychard, Jadwiga
                Staniszkis, Paweł Śpiewak, Edmund Wnuk-Lipiński. Publicyści: Jan Lityński,
                Janusz Rolicki, Piotr Semka, Rafał A. Ziemkiewicz. I wielu innych. Poza
                artykułami zamieszczają też krótkie komentarze na drugiej stronie. Co więcej,
                jest [także] 16-stronicowy dodatek "Europa", z fascynującą treścią i oszczędną,
                elegancką wręcz ascetyczną grafiką. Rękojmią jakości, dla mnie przynajmniej,
                jest redaktor Cezary Michalski. W "Europie" nazwiska, m.in.: Zygmunt Bauman,
                Joseph E. Stiglitz, Imre Kertesz, Ernesto Laclau, Jarosław Marek Rymkiewicz,
                Paul Johnson, Zdzisław Krasnodębski, Marcin Kula, Alain Besancon, Chlebnikow w
                przekładzie Pomorskiego. Spytałem kilku znajomych intelektualistów, dlaczego
                piszą do Faktu. Jak się okazało - z poczucia misji (...). Oto w czasach
                trudnych dla Polski pojawia się potężne medium, dające dostęp do najszerszej
                publiczności. Jest więc szansa, by włączyć w obieg zbiorowy cenne treści.
                "Gazeta Wyborcza" 24-25.07.2004

                Jan Skórzyński
                pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej"
                Fakt to tabloid z aspiracjami. Prócz sensacji i towarzyskich skandali znajduje
                miejsce na politykę, a na swoich łamach gości więcej profesorów niż niejeden
                poważny periodyk. Jego dodatek "Europa" drukuje teksty wymagające co najmniej
                doktoratu. Jak sobie z nimi radzą czytelnicy Faktu, pozostaje ich tajemnicą.
                "Press" 15.09-14.10.2004





                Artykuł pochodzi z wydania (306) 249/04 (22.10.2004) z działu IDEE ze strony 14
                • mathias_sammer Re: niemozliwe a jednak..?:o) 25.10.04, 11:46
                  kardiolog,
                  szkoda, ze "Fakt" nie ma forum. Chetnie ukokosilbym sie u nich. Moze kiedys
                  zaloza.
                  Do "zas"
                  M.S.
          • mathias_sammer i jeszcze Ziemkiewicz/ zmusza do myslenia 19.10.04, 11:34
            Bezrobotni i nierobotni, czyli zasiłek na bełta

            Nie ma pracy! - powtarzają opozycyjni politycy, komentatorzy i prości Polacy.
            Bezrobocie według wszelkich sondaży stanowi polski problem numer jeden.
            Tworzenie nowych miejsc pracy to najchętniej składana przez wszystkie partie
            obietnica.
            Z drugiej strony każdy, kto choć trochę miał do czynienia z działalnością
            gospodarczą, wie, że znalezienie u nas człowieka do roboty często graniczy z
            cudem. I to nie tylko w Warszawie - także w regionach o tak zwanym
            strukturalnym bezrobociu. Ba, po rozmowach z wieloma przedsiębiorcami skłonny
            jestem wręcz powiedzieć - zwłaszcza w tych regionach! Firma może płacić całkiem
            przyzwoite wynagrodzenia i nie stawiać szczególnych wymagań poza absolutnie
            elementarnymi - żeby pracownik przychodził punktualnie, pracował i przede
            wszystkim nie pił - a mimo ogromnego bezrobocia nie ma kim pracować. To znaczy,
            powiedzmy otwarcie, nie miałaby, gdyby trzymała się prawa i nie zatrudniała na
            czarno przybyszów ze Wschodu.

            Ratunek ze Wschodu
            No właśnie: z jednej strony kilka milionów Polaków pozostaje na bezrobociu, z
            drugiej - bez trudu znajduje tu pracę mniej więcej taka sama liczba obywateli
            krajów biedniejszych. Więc to nieprawda, że w Polsce nie ma pracy. Praca jest,
            tylko nie taka i nie za takie pieniądze, żeby Polak chciał ją wziąć. A
            Ukrainiec czy Białorusin bierze chętnie i jest zadowolony.
            Oczywiście, to jest zakazane. Ale gdyby jakiś szalony minister rzeczywiście
            chciał ten zakaz wyegzekwować, niektóre działy gospodarki w ogóle by stanęły.
            Przymyka się więc obłudnie oczy na to, o czym wszyscy wiedzą.
            Może zatem przybysze, zadowalając się groszowymi zarobkami i zwalniając
            pracodawcę od płacenia składek na ZUS, podkupują miejsca pracy Polakom i tym
            samym ponoszą, przynajmniej częściowo, winę za bezrobocie? Takie twierdzenia
            bardzo modne są w Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech i Austrii, które o
            zabieranie miejsc pracy swoim obywatelom chętnie oskarżają nas. Aż dziwne, że w
            Polsce jeszcze żaden polityk nie próbował grać na tej nucie. Ale to dobrze, bo
            takie oskarżenie jest całkowitym kłamstwem. Wystarczy zresztą chwilę pomyśleć.
            Gdyby firma X miała chętnych do pracy Polaków, a na ich miejsce zatrudniła na
            czarno Ukraińców, to pominięci przy zatrudnieniu, w słusznym przekonaniu, że te
            stanowiska pracy należą się z mocy prawa im, natychmiast ściągnęliby na firmę
            inspekcję pracy, policję, media i Bóg wie kogo jeszcze. Tymczasem, choć liczba
            cudzoziemców pracujących u nas na czarno sięga według różnych szacunków od
            miliona do dwóch, nigdy jeszcze o podobnym wypadku nie słyszano.
            Można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób: cudzoziemcy zajmują te miejsca
            pracy, którymi sami Polacy nie są zainteresowani. A pracodawcy zatrudniają ich
            wcale nie z pazerności, żeby schować do kieszeni różnicę pomiędzy tym, ile
            płacą gastarbeiterowi, a ile musieliby zapłacić Polakowi. Robią to, bo innych
            chętnych nie ma.
            No pewnie - przyzna może w tym momencie część Czytelników - leniwe polactwo po
            prostu nie ma ochoty brać się do pracy, woli leżeć brzuchem do góry i brać
            zasiłki. Nie powiem, żeby taki zarzut był zupełnie bezpodstawny - ale to
            lenistwo nie wynika wcale z naszej natury, a już zwłaszcza nie z
            jakiegoś "charakteru narodowego". Podobnie przecież zachowują się Niemcy,
            uważani za z natury pracowitych. Gdyby nie imigranci, nie zebrano by u nich ani
            jednego szparaga, bo żaden miejscowy bezrobotny nie tknie tak niewdzięcznej i
            marnie - w porównaniu do jego zasiłku - płatnej pracy. Imigranci, mają co robić
            także wśród uważanych za równie pracowitych Szwedów czy Holendrów - właściwie
            wśród wszystkich zachodnich nacji. Co więcej, na niemieckich polach
            szparagowych można spotkać tych samych Polaków, którzy pracę w kraju bez żalu
            oddają "ruskim".

            Życie w bagnie
            Lenistwo płynie tu z racjonalnej kalkulacji: taka praca, jaka jest dostępna,
            bezrobotnemu się nie opłaca. Pensję, jaką może zarobić, porównuje on z
            zasiłkiem, który dostaje za nic. Więc tak naprawdę wynosi ona dla niego "pensja
            minus zasiłek". I nawet kiedy zasiłek już się skończy, bezrobotnemu nadal może
            się bardziej kalkulować leniuchowanie. Po co chodzić do pracy przez pięć dni w
            tygodniu, skoro można utrzymać się mniejszym wysiłkiem? Można "załatwić" (nikt
            nie mówi wprost: wyłudzić) rentę inwalidzką. Można żyć z emerytury babci czy
            matki. Można dorobić sobie jakąś pracą dorywczą albo nielegalną. Można kraść,
            co w kraju zdemoralizowanym przez komunizm nie spotyka się ze społecznym
            potępieniem. Można wreszcie, zamiast myśleć o zwiększeniu swych zarobków,
            myśleć o zmniejszeniu wydatków. Zadowalać się byle jakim życiem,
            pić "taniochę", oszczędzać na jedzeniu.
            Wielu Polaków korzysta z tych możliwości. To oczywiście oznacza ich stopniowe
            staczanie się i degenerację. Takie życie wciąga jak bagno i im dłużej trwa, tym
            trudniej się z niego wydobyć. Socjologowie zbadali to dość dokładnie: człowiek,
            który nie pójdzie do pracy w ciągu roku, zazwyczaj nie umie już znaleźć jej do
            końca życia. Odzwyczaja się, nie potrafi już wstawać codziennie rano, popada w
            alkoholizm. Nawet jeśli ktoś w końcu wyciągnie do niego rękę, nie umie jej
            przyjąć. To właśnie o takich ludziach przedsiębiorcy snują niekończące się,
            pełne rozgoryczenia opowieści - o pracownikach, którzy po pierwszej wypłacie
            znikają na tydzień, którzy kradną, co im wpadnie w ręce, piją w pracy i nie
            szanują roboty, choćby im dawać nie wiedzieć jak wysokie pensje.
            Popatrzmy na to od drugiej strony: przedsiębiorca nie może zaproponować,
            zwłaszcza niewykwalifikowanemu robotnikowi, pensji znacząco większej od
            zasiłku. Musi wszak płacić państwu ogromne daniny na tzw. ubezpieczenia
            społeczne. Wielu ludzi - niestety także tych, których nieopatrznie wybrano do
            Sejmu - wciąż wyobraża sobie naiwnie, że jeśli państwu brakuje pieniędzy na
            świadczenia (które się oczywiście każdemu "należą"), to można wysokość tych
            danin podnosić w nieskończoność.
            Otóż nie można, bo w pewnym momencie przedsiębiorcy w ogóle przestaje się
            opłacać robienie czegokolwiek. Najpierw rezygnuje z co śmielszych projektów,
            odpuszcza możliwe zyski, potem poprzestaje na minimum niezbędnym, by przeżyć,
            zwalnia część pracowników, a wreszcie zamyka firmę. W Polsce ten punkt został w
            wielu dziedzinach przekroczony i to właśnie jest główną przyczyną bezrobocia!

            Bezrobotni i nierobotni
            Czytelnik ma prawo powiedzieć: tacy ludzie, o których tu piszę, są, ale to
            przecież przykłady skrajne - większość uczciwie szuka pracy i nie może jej
            znaleźć! Albo proponuje im się podle płatne zajęcia, jakieś noszenie paczek w
            hipermarkecie, bo posiadanych przez nich kwalifikacji nikt nie potrzebuje.
            Oczywiście, mówiąc tak, Czytelnik będzie miał rację. Tylko że, po pierwsze,
            państwo jednych od drugich - uczciwie szukających pracy od leniwych - nie
            odróżnia i nigdy nie będzie w stanie odróżnić. A po drugie - co tu jest
            przyczyną, a co skutkiem?
            Skoro powinniśmy odróżnić bezrobotnych od nierobotnych, to jak policzyć, ilu
            jest tych drugich? Osobiście zwróciłbym uwagę na dane organizacji
            antyalkoholowych. W Polsce jest około dwóch milionów ludzi, którzy upijają się
            codziennie. Myślę, że liczba pisarzy lub innego rodzaju tremensów z wyższych
            sfer jest w tej grupie na tyle nieliczna, że można ją w statystyce pominąć i
            uznać, iż to codzienne picie wyznacza nam dość dokładnie rozmiary polskiej
            degeneracji. Jako przesłankę dodatkową możemy uwzględnić liczbę nabywców bełta -
            obrzydliwej trucizny, popularnej jedynie z uwagi na jej "współczynnik
            kopania", jak żartobliwie nazywają degeneraci stosunek ceny do zawartości
            czystego alkoholu. Według badań rynku, jest ich właśnie około dwóch milionów.
            Wszystkich Polaków, przypomnę, jest nieco ponad 38 milionów. Z tego zdolnych do
            pracy - mniej więcej połowa. Ta połowa musi zarobić na utrzymanie dzieci,
            wych
            • mathias_sammer Re: i jeszcze Ziemkiewicz/ zmusza do myslenia 19.10.04, 11:35
              Według badań rynku, jest ich właśnie około dwóch milionów.
              Wszystkich Polaków, przypomnę, jest nieco ponad 38 milionów. Z tego zdolnych do
              pracy - mniej więcej połowa. Ta połowa musi zarobić na utrzymanie dzieci,
              wychowujących je matek i na wypłaty emerytur i rent (bo PRL dzisiejszych
              emerytów oraz inwalidów okradł i to, co wpłacali oni na zabezpieczenie swojej
              starości, roztrwonił). Musi też utrzymać państwo, w naszym wypadku przerośnięte
              urzędniczo-politycznym nowotworem. Do tego obciąża się ich jeszcze daniną na
              rozmaite dopłaty (np. do rolnictwa czy przemysłu ciężkiego). I jeszcze spada na
              nich koszt zasiłków i wyłudzonych rent dla dwóch milionów zapitych wałkoni!
              Taki układ jest po prostu niemożliwy. Żadna gospodarka nie udźwignie tylu
              ciężarów! I dopóki pozostaje nimi przytłoczona, nie będzie w stanie stworzyć
              wystarczającej liczby miejsc pracy dla tych, którzy naprawdę chcą pracować,
              przyzwoicie zarabiać i żyć jak ludzie.

              Tylko frajer pracuje
              Utrzymywanie takiego stanu rzeczy straszliwie demoralizuje naród. Skoro można
              żyć, nie pracując, to praca nie ma wartości i nie szanuje się jej. Liczna grupa
              degeneratów, którzy się nie wysilają, a jakoś zawsze mają na bełta, dostarcza
              zgubnych dla narodu antywzorców. Zamiast budzić powszechną pogardę, skutecznie
              przekonują oni innych, że "praca jest dla frajerów i murzynów".
              Każdy rok trwania takiego stanu rzeczy, to dalsze osuwanie się Polski w bagno.
              Ale nie ma wśród naszych polityków odważnego, który nazwałby rzeczy po imieniu
              i powiedział tę oczywistą prawdę, że dopóki państwo płaci każdemu, komu się nie
              chce pracować, to nigdy nie będzie pracy dla tych, którzy jej chcą. Nie będzie
              też można pomóc tym, którzy naprawdę pomocy potrzebują.
              Politycy wolą pleść głupstwa o "wrażliwości społecznej" i obwiniać o
              wszystko "dziki kapitalizm" - zapominając, że "realny socjalizm", stwarzając
              pozory pełnego zatrudnienia, opornych zaganiał do pracy (nieskutecznie - ale
              przynajmniej próbował) pałkami milicjantów i wyrokami kolegiów karno-
              orzekających.
              W wolnej Polsce, w kapitalizmie, wystarczyłoby przestać płacić degeneratom za
              nic, żeby po prostu musieli wziąć się do pracy. Czy ktoś się wreszcie na to
              odważy?!


              Rafał A. Ziemkiewicz (40 l.)
              pisarz, publicysta i felietonista.
              Ostatnio nakładem wydawnictwa Fabryka Słów ukazała się jego najnowsza
              książka "Polactwo". Na stałe współpracuje m.in. z tygodnikiem "Newsweek".

              Podobno mamy wielkie bezrobocie. Ale często znalezienie u nas człowieka
              gotowego i chętnego do pracy graniczy z cudem

              To nieprawda, że nie ma pracy. Praca jest, tylko nie taka i nie za takie
              pieniądze, żeby Polak chciał ją wziąć. A Ukrainiec czy Białorusin bierze
              chętnie

              Dopóki państwo płaci każdemu, komu się nie chce pracować, to nigdy nie będzie
              pracy dla tych, którzy jej chcą

              Jak odróżnić bezrobotnych od nierobotnych? Wystarczy sprawdzić liczbę nabywców
              bełta. To są właśnie ci, którym nie chce się pracować


              RAFAŁA A. ZIEMKIEWICZ


      • Gość: gf uprzejmie donoszę, że IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.04, 20:12
        > Znasz sie na kurach troche (masz pewnie podreczniki), czy moglbys mi
        powiedziec
        >
        > jaki mozg na kura i czy zajmuje sie czyms jeszcze procz szukaniem ziaren i
        > dziobaniem.
        >
        > Jak bylem dzieckiem dostalem od taty taka nakrecana metalowa kurke, ruszala
        > glowka w dol i w gore, az do momentu, gdy sprezynka calkowicie rozluznila
        sie.
        > Potem trzeba bylo od nowa nakrecac kurke.

        Rzeczona nie miala mozgu wcala zadnego.
        Wiem, bo osobiscie rozmontowałam jej klona ;)

    • mathias_sammer Re gietki w pretki 25.10.04, 10:39
      Kardiolog, wyeksploatowalem sie juz forumowo, robie skret w lewo i wychodze.

      Czesc!
      M.S.
    • kardiolog dla Bulterierki 02.11.04, 14:39
      sugarqube.com/Ecards/CardView.cfm?CardID=1161
      Z okazji zblizajacych sie urodzin :-))))

      kardiolog

      ale tam pieknie, zwlaszcza na peace day, ech jak ladnie
      • mathias_sammer Re: dla Bulterierki 02.11.04, 15:40
        Ladusie :-)

      • bulterier Re: dla Bulterierki 02.11.04, 22:19
        znudzilo mnie meskie towarzystwo bedace na podoredziu a lubieznie czyhajace na
        pierwsza pelna butelke piwa no i na serwujacego frajera. #mass# u was,
        towarzyszu goebbels miareczka sie .. miarka nazywa :D
        nie wiem dlaczego, ale lubie do was wpadac ze szklanica (dzis irlandzkiej
        whiskey). porozumienie na brzegach pucharu..? hehehe, ach nie, tak sobie tylko
        rechocze, bez porozumienia (?..hmmm... musze pomyslec, ach to mi doprawdy
        szkodzi) za to z fajnym trunkiem.

        zagladanie sprawia mi przyjemnosc o tyle, ze w rozumie moim malutkim staram sie
        podolac a i po stopach rozmiar 43 odbitych na piasku dreptam. tym razem za
        matjasem (chlop on na wskros prosty, mowie o naszym tutejszym, watkowym
        mathiasie o nie o innym, waszym natenprzyklad). matjas w kartoflach na zimno..
        jedza toto na mazurach, wcia.z.
        m.s. o co chodzi z tym kolega? ladny, w moim typie. taki jak ja,
        trzecioligowiec, myslisz, ze mnie poajlowiuje? :D . brac sie za niego czy on
        tez z zawadzkich? mow, no mow! chcialabym zagiac nan parola :DDD. dolary ma, a
        ja lubie doray :DDDD


        daj cynk, Okay?

        a' propos uniwersum uniwesalium jubileum:

        kardiologu, dochtorku z bozej laski:

        dziekuje bardzo, jeszcze nie , ale znalazlam cos innego na okazje przerwy u
        mnie. prosze o minute ciszy..:)

        "klaniam sie" :D





        bulterier






        sugarqube.com/Ecards/CardView.cfm?CardID=1237&L1=1&L2=67&L3=0&Page=
    • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 03.11.04, 11:40
      15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, podrzucam.

      www.filozofia.pl/teksty/intuicja_i_spekulacja.pdf
      • ty.ja Re: Dojrzalosc..... 03.11.04, 12:27
        mathias_sammer napisał:

        > 15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, podrzucam.
        >

        ile trzeba mieć tej "dojrzałości", aby bez czytania 15 stron tekstu
        psychofilozoficznego umieć samemu odróżnić intuicję od spekulacji?
        tak się tylko pytam, bo link mi się nie otwiera :)
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 02.03.05, 16:39
          ty.ja napisała:

          > mathias_sammer napisał:
          >
          > > 15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, podrzuca
          > m.
          > >
          >
          > ile trzeba mieć tej "dojrzałości", aby bez czytania 15 stron tekstu
          > psychofilozoficznego umieć samemu odróżnić intuicję od spekulacji?
          > tak się tylko pytam, bo link mi się nie otwiera :)


          Nie umiem odpowiedziec na takie pytanie. Trzeba czytac, duzo czytac.
          W "Dojrzalosci" znajdziesz duzo cytatow, wolnej mysli, zadnych gotowych recept.
          Moze wlasnie dlatego tak bardzo kocham filozofie?

          Dla cierpliwych (czyli dla siebie i wspoltowarzyszy z innych forumowych wlosci,
          moze i dla Ciebie) podrzucam:

          www.omp.org.pl/kuninski11.htm

          Tekst interesujacy dla mnie w kontekscie politycznym.


          Klaniam sie,
          M.S.
          • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 15.03.05, 11:46
            (tlumaczenie tekstu "Biderman's Chart of Coercion" z butsudo)

            "Wiekszosc ludzi zajmujacych sie "praniem mozgow" uzywa sposobow
            podobnych do tych, ktorych uzywaja straznicy w wiezieniu, ktorzy
            orientuja sie, ze fizyczny przymus nigdy nie udaje sie latwo bez
            wspolpracy wieznia. Najskuteczniejsza droga do pozyskania tej
            kooperacji wiedzie przez przewrotna manipulacje umyslem i uczuciami
            ofiary, ktora przez to staje sie rowniez psychicznym wiezniem."
            (z publikacji Amnesty International "Report on Torture", ktora
            opisuje pranie mozgow zastosowane wobec jencow wojennych)

            1.Izolacja.
            2.Monopolizacja postrzegania.
            3.Wzbudzone oglupienie i wyczerpanie.
            4.Okolicznosciowe poblazania. [indulgences]
            5.Dewaluowanie osoby.


            --------------------------------------------------------------------------------
            1.Izolacja. !

            * pozbawia osobe spolecznego oparcia, skutecznie czyniac ja
            niezdolna do stawiania oporu
            * czyni osobe zalezna od przesluchujacego
            * rozwija u niej intensywny niepokoj o siebie

            Skoro tylko osoba jest odsunieta od trwalego wsparcia emocjonalnego,
            i przez to "sprawdzania rzeczywistosci", jest duzo latwiej ustawic
            pomost do "prania mozgu". Grupy duchowego naduzywania staraja sie
            odizolowac osoby od przyjaciol i rodziny, albo bezposrednio, poprzez
            zadanie by osoba poswiecila przyjaciol i rodzine dla "Krolestwa"
            (przynaleznosci do grupy), lub posrednio, nauczajac koniecznosci by
            zademonstrowac swoja milosc dla Boga przez "nienawisc" swojego ojca,
            matki, rodziny, przyjaciol.

            Grupy naduzywania patrza nie wokol siebie, lecz wewnatrz siebie,
            upierajac sie, ze czlonkowie znajduja wszelkie pociechy i oparcie,
            i zastepcza rodzine w grupie. Odcinajac ich od przyjaciol, krewnych,
            poprzednich relacji, grupy naduzycia otaczaja rekrutow i wbijaja do
            ich swiadomosci rygorystyczne ideologie, nasycajac ich odczucia
            specyficznymi doktrynami i wymaganiami grupy.

            Odizolowani od wszystkich oprocz tych w grupie, rukruci staja sie
            zalezni od czlonkow i liderow grupy, i maja trudnosci, o ile w ogole
            jakies mozliwosci, by stawiac opor nauczaniom grupy. Zaczynaja sie
            interesowac glownie soba, staja sie nadczujni, i bardza zaleknieni
            o to, ze sciagna na siebie dezaprobate grupy, ktora teraz oferuje im
            jedyne oparcie, na jakie moga liczyc.

            Znaki ostrzegawcze.

            Zasiew ekstremizmu istnieje wszedzie gdzie tylko jakas grupa zada
            calego wolnego czasu czlonka, upierajac sie by byl on w kosciele
            zawsze gdy tylko drzwi sa otwarte i przywolujac go do porzadku gdy
            tak nie jest; jest krytyczna badz okazuje dezaprobate jesli ktos
            angazuje sie w wiezi z przyjaciolmi i rodzina poza grupa, zacheca do
            zachowania tajemnicy proszac by czlonkowie nie dzielili sie z innymi
            tym co widzieli lub slyszeli na spotkaniach, lub sprawami kosciola;
            powtarzaja sie otwarte i publiczne krytyki innych kosciolow i grup
            (zwlaszcza gdy grupa twierdzi, ze jest jedyna mowiaca w imie Boga);
            krytykuje czlonkow uczeszczajacych na konferencje, warsztaty, lub
            korzystajacych z poslugiwania innych kosciolow; w jakikolwiek sposob
            sprawdza czlonkow (np. czy powod, jaki podali na usprawiedliwienie
            nieobecnosci, byl prawdziwy); lub czyni uczeszczanie na wszystko, co
            kosciol oferuje koniecznym by uczestniczyc w korzysciach bycia w nim.

            Skoro tylko czlonek przestanie otwarcie porozumiewac sie z innymi,
            wplyw grupy jest wszystkim, co sie liczy. Jest bombardowany
            wartosciami i informacja grupy i nie ma nikogo poza grupa, z kim
            moglby sie dzielic myslami, lub kto moglby zaofiarowac umocnienie
            lub potwierdzenie gdy nie zgadza sie z nia lub watpi w jej wartosci.
            Ten proces izolacji i watpliwosci w siebie, ktory to tworzy, sprawia
            ze jest w mocy grupy i jej liderow. Liderzy moga krytykowac wieksze
            i mniejsze wady czlonkow, czasem publicznie, lub wypominac aktualne
            lub przeszle ich grzechy. Moga wymieniec ich z imienia, zniewazac
            ich, lub ich ignorowac, lub praktykowac kombinacje ignorowania ich
            na zmiane z cieplym przyjeciem, i w ten sposob utrzymywania pozycji
            sily (tzn. liderzy "wystawiaja na strzal" [call the shots]).

            Poczucie upokorzenia sprawia, ze czlonkowie czuja, ze zasluguja na
            to zle traktowanie, jakie ich spotyka, i moze spowodowac, ze pozwola
            na poddanie ich wszelkim zniewagom, z wdziecznosci, ze komus tak
            bezwartosciowemu, jak oni w swoich odczuciach sa, pozwala sie
            w ogole uczestniczyc w tej grupie.

            Kiedy liderzy okazjonalnie traktuja czlonkow dobrze, oni przyjmuje
            z wdziecznoscia wszelkie "ochlapy". W koncu, swiadomosc jak zaleza
            od grupy, i wdziecznosci za odrobine uwagi dla nich skladaja sie na
            narastajace poczucie wstydu i degradacje czesci czlonkow, ktorzy
            zaczynaja obrzucac siebie obelgami przez "litanie samoobwiniania
            sie", tj. "Niewazne co oni ze mna robia, ja na to zasluguje, taki
            grzeszny i zalosny jak jestem. Nie zasluguje na nic lepszego. Nie
            mam prawa do niczego innego jak tylko by pojsc do piekla. Powinienem
            byc wdzieczny za wszystko, co otrzymuje, nawet za kare."


            --------------------------------------------------------------------------------
            2.Monopolizacja postrzegania. !

            * ustala uwage na bezposrednich przewidywaniach; hoduje introspekcje
            * eliminuje bodzce konkurencyjne do kontrolowanych przez manipulanta
            * frustruje wszelkie dzialania niekonsystentne z dostosowaniem sie

            Naduzywajace grupy naciskaja na dostosowanie sie przez trywialne
            wymagania dotyczace wszystkich aspektow zycia: jedzenia, ubioru,
            pieniedzy, wystroju domu, dzieci, konwersacji. Nadzoruja wyglad
            czlonkow, krytykuja jezyk i sposob dbania o dzieci. Naciskaja na
            precyzyjne harmonogramy i procedury, ktore moga sie zmieniac i byc
            sprzeczne z dnia na dzien lub co chwila, zaleznie od kaprysow
            liderow grupy.

            Na poczatku, nowi czlonkowie moga myslec, ze takie oczekiwania sa
            nierozsadne, i moga je kwestionowac, ale pozniej, albo poniewaz oni
            chca miec spokoj, albo ze strachu, albo poniewaz kazdy inny ustepuje,
            staraja sie ustepowac. Badz co badz, czy to jest naprawde roznica,
            jesli czlonkowi nie wolno nosic ubrania w jakims kolorze, lub wlosow
            w jakis sposob uczesanych, jesc pewnych potraw, powiedziec pewnych
            slow, isc w pewne miejsce, patrzec na pewne rzeczy, lub wiazac sie
            z pewnymi ludzmi? W calosci spraw, czy to naprawde ma znaczenie?
            W rzeczywistosci, na dluzsza mete, czlonek zaczyna rozumowac, ze to
            pewnie jest dobre by nauczyc sie to cwiczyc, i przede wszystkim, ze
            jak sie mu o tym czesto przypomina, ma sie podporzadkowac duchowemu
            autorytetowi tak jak Bogu. Szybko staje sie jasne, ze tym zadaniom
            nie bedzie konca, i coraz wiecej czasu i energii skupia sie na
            unikaniu dezaprobaty grupy przez zrobienie czegos "zlego". Ma sie
            poczucie jakby sie spacerowalo po jajkach. Wszystko staje sie wazne
            w kategoriach jak grupa lub liderzy zareaguja, i pragnienia, uczucia,
            i idee czlonka staja sie niewazne [insignificant = nieznaczace].

            W koncu czlonkowie moga nawet juz nie wiedziec czego chca, co czuja,
            lub mysla. Grupa tak zmonopolizowala percepcje czlonkow poprzez
            trywialne wymagania, ze oni stracili swoja perspektywe sytuacji,
            w ktorej sa, a ktora jest nienormalna.

            Liderzy moga tez perswadowac czlonkom, ze oni maja wewnetrzna wiez
            z Bogiem, i dlatego wiedza, jak wszystko powinno byc robione. Kiedy
            ich postepowanie sprowadza katastrofalne skutki, jak to czesto sie
            zdarza, oskarza sie czlonkow. Czasem liderzy, zwlaszcza po epizodach
            naduzycia, moga miec chwile, gdy wyglada na to, ze sie ponizaja, ze
            wyznaja swoje wady, i kontrast tych chwil slabosci z ich zwykla poza
            bycia wszechmocnymi czyni ich milymi dal czlonkow i daje nadzieje na
            otwarte porozumiewanie sie.

            Czasem wszystki tym metodom towarzyszy straszenie. Czlonkom mowi sie,
            ze beda sadzeni przez Boga, przekleci, ukarani, c
            • kardiolog cd1 15.03.05, 11:47

              Czasem wszystki tym metodom towarzyszy straszenie. Czlonkom mowi sie,
              ze beda sadzeni przez Boga, przekleci, ukarani, chlostani, pojda do
              czyscca, jesli opuszcza grupe lub nie beda sluchac liderow. Czasami
              liderzy samodzielnie karza czlonkow, i w ten sposob czlonkowie nigdy
              nie moga byc pewni, kiedy liderzy zrobia uzytek z grozb, o ktorych
              mowia, ze pochodza od Boga. Czlonkowie zaczynaja skupiac sie na tym,
              co moga zrobic, by sprostac wszelkim wymaganiom grupy, i jak chociaz
              na krotka mete zachowac pokoj.
              Naduzywajace grupy moga zabierac dzieci od ich rodzicow, rzadzic
              wszystkimi pieniedzmi w grupie, aranzowac malzenstwa, niszczyc lub
              ukrywac osobiste rzeczy czlonkow.

              Znaki ostrzegawcze.

              Zaabsorbowanie trywialnymi wymaganiami co do codziennego zycia,
              dostosowania sie do standardow wygladu, ubioru, co sie jada lub nie
              i kiedy, harmonogramow; grozby gniewu Boga jesli reguly grupy nie
              beda przestrzegane; poczucie ze jest sie nadzorowanym, obserwowanym
              wciaz przez tych z grupy lub przez liderow. Innymi slowy, co kosciol
              chce, wierzy i mysli ze jego czlonkowie powinni czynic staje sie
              wszystkim, i czujesz sie zaabsorbowany staraniem, by miec pewnosc,
              ze spelniasz standardy. Nie ma juz znaczenia, czy zgadzasz sie, ze
              te standardy sa poprawne, a tylko ze postepujesz wedlug nich i w ten
              sposob utrzymujesz pokoj i jestes w laskach liderow.


              --------------------------------------------------------------------------------
              3.Wzbudzone oglupienie i wyczerpanie. !

              Ludzie pod wplywem tego typu duchowego naduzycia "zuzywaja sie"
              poprzez napiecie, lek, i ciagly pospiech wokol wysilku, by spelnic
              standardy grupy. Czesto musza unikac okazywania leku, zalu lub
              gniewu, gdyz moze to skutkowac wysmianiem ich lub kara.
              Rygorystyczne zadania i wymagania kaplanow, by uczeszczac na
              nierozsadne ilosci spotkan i wydarzen, powoduje wyczerpanie
              i jeszcze gorzej oslabia zdolnosc do oporu wobec presji grupy.

              Znaki ostrzegawcze.

              Poczucie, ze wymagania przerastaja mozliwosci, sklonnosc do placzu,
              poczucie winy gdy sie odmawia, lub postepuje wbrew standardom grupy.
              Jest sie oniesmielanym lub popychanym do zglaszania sie na ochotnika
              do zajec grupy, i przedmiotem pogardy lub wysmiewania gdy sie nie
              jest "ochotnikiem". Nagana lub wyrzuty, gdy odpowiedzialnosc za
              rodzine lub prace przeszkodzi w odpowiedzialnosciach grupy.


              --------------------------------------------------------------------------------
              4.Okolicznosciowe poblazania. [indulgences] !

              * dostarczaja motywacji do dostosowywania sie

              Liderzy naduzywajacych grup czesto wyczuwaja, ze czlonkowie planuja
              odejscie, i moga nieoczekiwanie zaoferowac jakis rodzaj poblazania,
              moze nawet milosc lub uczucie, uwage skierowana na cos, co przedtem
              nigdy nie bylo jej przedmiotem, slowo lub gest zainteresowania.
              Nadzieja, ze sytuacja zmieni sie, lub watpliwosc ("moze ja tylko
              sobie wyobrazam, ze jest az tak zle") zastepuje lek lub rozpacz,
              i czlonkowie decyduja sie pozostac jeszcze troche. Inne grupy
              praktykuja sporadyczne demonstracje wspolczucia lub uczucia wlasnie
              w srodku rozpaczliwego konfliktu lub epizodu naduzycia. To trzyma
              czlonkow "rozbrojonych" [off guard] i watpiacych swemu postrzeganiu
              tego, co sie dzieje.

              Niektore opisane techniki "prania mozgu" sa skrajne, niektore grupy
              moga ich uzywac w zdyscyplinowany i regularny sposob, podczas gdy
              inne uzywaja ich sporadycznie. Ale nawet lagodne, okazjonalne ich
              uzywanie jest skuteczne w uzyskiwaniu wladzy nad kims.

              Znaki ostrzegawcze.

              Uwazac, jesli sie mialo narastajace pragnienie by opuscic kosciol
              lub grupe w przekonaniu, ze jest sie naduzywanym, ale wielokrotnie
              okazywalo sie, ze zostalo sie wciagnietym z powrotem wlasnie w tej
              chwili gdy bylo sie gotowym ja opuscic, przez to, ze zawolali, ze
              cos powiedzieli, lub okazali wspolczucie. Te chwili, tak rzadkie jak
              tylko moga byc, wystarczaja by utrzymac nadzieje na zmiane zywa,
              i w ten sposob poswiecac wiele lat naduzywajacej grupie.


              --------------------------------------------------------------------------------
              5.Dewaluowanie osoby. !

              * tworzy lek przed wolnoscia i zaleznosc od naduzywajacego
              * tworzy poczucie bezsilnosci
              * rozwija brak wiary we wlasne mozliwosci

              Naduzywajacy liderzy czesto moga nieostroznie wybrac cechy z ktorych
              czlonkowie sa dumni, i uzyc tych wlasnie cech przeciw tym czlonkom.
              Tym z naturalnym darem w dziedzinie muzyki moga powiedziec, ze oni
              sa pyszni, lub nadeci, or "maja wrogi wyglad", jesli chca uzywac
              swych talentow i im sie tego zabroni. Tych, co maja rozeznanie moga
              nazwac osadzajacymi lub krytykantami, milosiernych majacymi brak
              swietosci lub dobrego osadu, czyniacym pokoj wypominac, ze Pan nie
              przyszedl przyniesc pokoj, lecz miecz. Czasami czyni sie wysilki, by
              przekonac czlonkow, ze naprawde nie sa utalentowanymi nauczycielami,
              nie maja talentu muzycznego, czy daru prorokowania, jak mysleli.

              Gdy czlonkowie zaczynaja watpic w jeden czy drugi talent, jaki maja,
              co do ktorego zawsze byli pewni, ze Bog ich nim obdarzyl, zaczynaja
              watpic we wszystko inne w co kiedykolwiek wierzyli co do siebie,
              czuc sie zaleznymi od liderow i bac sie opuscic grupe. ("Jesli sie
              mylilem nawet co do *tego*, jak moge miec zaufanie do siebie, ze
              kiedykolwiek podejme sluszna decyzje?")

              Znaki ostrzegawcze.

              Niechec by pozwolic czlonkom na uzywanie ich talentow. Ustanowienie
              rygorystycznych wymagan typu obozowego, aby wykazywac zaangazowanie
              sie dla grupy zanim talenty moga byc wyprobowane. Powtarzajace sie
              krytykowanie naturalnego utalentowania przez przypominanie czlonkom,
              ze trzeba umrzec dla swoich naturalnych darow, ze apostol Pawel,
              badz co badz, powiedzial "kiedy jestem slaby, jestem silny", i ze
              oni powinni oczekiwac, ze Bog uzyje ich na innym polu, niz na pole
              ich utalentowania. Podkreslanie pomocy lub sluzby grupie jako
              warunku wstepnego do dzialania w kosciele. To moze byc w formie, by
              ktokolwiek chcialby sluzyc w jakis sposob najpierw ma obowiazek, by
              czyscic toalety, lub spratac kosciol o okreslonej porze, ze kazdy,
              kto chcialby spiewac na nabozenstwie musi najpierw spiewac do dzieci
              w niedzielnej szkolce, lub ze przed wyprobowaniem jakichkolwiek
              talentow trzeba zademonstrowac lojalnosc wobec grupy przez wierne
              uczeszczanie na wszystkie imprezy [to mozna tez interpretowac jako
              przyjmowanie wszystkich sakramentow], i takie rzeczy jak dziesiecina.
              Nie jest wazne jak dlugo nowy czlonek jest chrzescijaninem, ile ma
              lat, jakie miejsce w zyciu, lub jakie unikalne talenty i mozliwosci.
              Te zasady stosuja sie jednakowo do wszystkich.

              Skutkiem jest zredukowanie wszystkich do rodzaju najmniejszego
              wspolnego mianownika, gdzie niczyje talenty ani naturalne mozliwosci
              nie sa cenione ani uznawane, gdzie osoba nie jest milowana za swe
              unikalne blogoslawienstwo jakie ma w ciele Chrystusa, gdzie tym, co
              sie najwyzej ceni jest usluznosc, posluszenstwo, podporzadkowanie
              sie autorytetowi, i osiagniecia bez brania pod uwage talentow,
              mozliwosci, lub, jesli ma to znaczenie, indywidualnych ograniczen.


            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 15.03.05, 13:28
              Wrcam do przerwanej dyskusji. Najpierw troche z pobocza (tez uczestnicze w
              projekcie), ale te informacje musze dokladnie przejrzec:

              rok polsko-niemiecki





              Ministrowie spraw zagranicznych Niemiec i Polski, Joschka Fischer i Adam
              Rotfeld zapowiedzieli 4 marca 2005 roku w Warszawie Rok Polsko-Niemiecki. Celem
              wspólnej inicjatywy obu rządów jest polepszenie stosunków polsko-niemieckich. W
              uroczystej inauguracji Roku Polsko-Niemieckiego, która odbędzie się 30 kwietnia
              w Berlinie wezmą udział prezydenci Polski i Niemiec, Aleksander Kwaśniewski i
              Horst Köhler, którzy objęli patronat nad projektem.

              Obchody Roku Polsko-Niemieckiego koncentrują się na istniejącej sieci kontaktów
              między obydwoma krajami, a jednocześnie stwarzają okazję do ich pogłębienia,
              poinformowali w Warszawie ministrowie w obecności koordynatorek niemiecko-
              polskiej współpracy międzyspołecznej i przygranicznej, prof. Gesine Schwan i
              prof. Ireny Lipowicz, w Warszawie. "Myślę, że największy wkład już został
              dokonany", powiedział minister Joschka Fischer, "powołując koordynatorki
              zrobiliśmy krok, który polepszy stosunki polsko-niemieckie". Ten rok powinien
              być wykorzystany, by pogłębić polsko-niemieckie stosunki na wszystkich
              płaszczyznach. Szczególnie wiele uwagi należy poświęcić działaniom i
              inicjatywom przyczyniającym się do rzetelnego wzajemnego przekazywania wiedzy
              oraz przełamywania stereotypów nadal istniejących w obydwu społeczeństwach.
              Obie koordynatorki postawiły sobie za cel zlikwidowanie asymetrii, która
              istnieje między Polską a Niemcami.

              Pośród prawie 1000 różnorodnych projektów i imprez, zaplanowanych przez
              instytucje państwowe i prywatne, znalazły się m.in.: konkurs dla młodych
              artystów, liczne wymiany dla uczniów jak i rajd kulturalny dla młodzieży od
              Paryża przez Berlin do Warszawy.

              O wydarzeniach Roku Polsko-Niemieckiego informować będzie serwis www.de-pl.info
              redagowany po polsku i niemiecku.



              NIEMCY I POLACY - RAZEM W EUROPIE

              "Niemcy i Polacy: Co myślą i wiedzą o sobie. Nowe kształtowanie sąsiedztwa -
              pomimo obciążeń przeszłością. Zbliżenie obydwu stron od 1945 w obrazach,
              informacjach i analizach." Tak zapowiadano w 1996 roku wystawę "Niemcy i Polacy
              1945 - 1995 Zbliżenia - Annaeherungen" przygotowaną przez Haus der Geschichte
              der Bundesrepublik Deutschland. Wystawa pokazywana była między 7 marca a 5 maja
              1996 roku w Bonn oraz między 15 lipca a 20 października 1996 roku w Muzeum
              Niepodległości w Warszawie. Ekspozycja ukazywała wizerunek polsko-niemieckiego
              sąsiedztwa, jego obciążenie przeszłością, wskazywała na drogi do normalizacji i
              otwierała perspektywy partnerstwa. Wystawa ta wskazywała także na białe plamy w
              historii i (często stłumione) poczucie winy po obu stronach.

              Czy byliśmy postrzegani jednocześnie jako bracia i jako rywale? Eksponowane
              zostały znamiona pojednania i obawy Polaków przed wciąż przemożnym sąsiadem.
              Przedstawiono także działanie "Solidarności" i w związku z tym postawiono
              pytanie, czy ten ruch społeczny był barierą czy pomostem. Refleksja jaka wynika
              z wystawy dotyczy przede wszytskim perspektyw partnerstwa. Ekspozycja zapowiada
              bowiem partnerstwo w Europie, związane oczywiście z wielkimi oczekiwaniami i
              przypomina jednocześnie o przemożnym wpływie historii. Historii, która bywa
              niekiedy balastem a niekiedy wyzwaniem.

              Od wystawy "Niemcy i Polacy" minęło 10 lat. 30 kwietnia 2005 rozpoczynamy w
              Berlinie Rok Polsko Niemiecki - Deutsch Polnisches Jahr 2005/2006.
              Program "Roku" postawi nowe pytania, a na te stare da nowe odpowiedzi. Akcenty
              Roku Polsko Niemieckiego - Deutsch-Polnisches Jahr 2005/2006 ukażą dekadę 1995 -
              2005 oraz te zagadnienia, które żywo interesują Polaków i Niemców. W Niemczech
              i w Polsce.

              Portal www.de-pl.info, redagowany wspólnie przez Polaków i Niemców, jest
              wyraźnym znakiem, że Polacy i Niemcy są partnerami w globalnej wiosce, w której
              coraz więcej widać i więcej słychać. Jest to przestrzeń zupełnie inna niż ta,
              która przez wieki determinowała działania kolejnych pokoleń sąsiadów. Jesteśmy
              w Europie, której granice poznawcze wyznaczane są przez nowoczesność i zasoby
              internetowe, a normą zachowań są obowiązujące, ponadnarodowe wartości - prawda,
              szacunek i tolerancja.(ws)




              Poniżej zamieszczamy pierwsze informacje o wydarzeniach związanych z programem
              kulturalnym Roku Polsko-Niemieckiego - Deutsch-Polnisches Jahr 2005-2006.
              02-03-2005 TRIDEM 2005 - "EUROPA, ALE JAZDA!"

              Minister Waldemar Dąbrowski wspólnie z ministrami kultury Niemiec - Christiną
              Weiss i Francji - Renaudem Donnedieu de Vabres, zainicjowali projekt rajdu
              kulturalnego TRIDEM 2005 - PARIS-BERLIN-WARSZAWA pod hasłem "Europa, ale
              jazda!".


              więcej

              28-02-2005 WYSTAWA ZOFII KULIK W BOCHUM

              W program ROKU POLSKO-NIEMIECKIEGO 2005/2006 najwcześniej wpisała się wystawa
              Zofii Kulik. Artystka pokazuje w Museum Bochum swoją ogromnną wystawę OD
              SYBERII DO CYBERII I INNE OBRAZY.


              więcej

              28-02-2005 KONCERT MARCINA MASECKIEGO I GRUPY "FARFARELLO"

              W Sali im. Roberta Schumanna w "Museum Kunst Palast" w Duesseldorfie odbył się
              koncert jazzowo-rockowy grupy "Farfarello" z Marcinem Maseckim przy fortepianie.


              więcej

              24-02-2005 TEATR NIEMIECKI W PLAKACIE POLSKIM

              Repertuar Tanztheater z Wuppertalu stał się tematem monograficznej wystawy
              dyplomowej Agaty Brzezińskiej, 23-letniej absolwentki Wydziału Grafiki Akademii
              Sztuk Pięknych w Warszawie.


              więcej

              21-02-2005 TYDZIEŃ KINA NIEMIECKIEGO

              W łódzkim kinie "Charlie" 24 lutego rozpoczyna się 8. TYDZIEŃ MŁODEGO KINA
              NIEMIECKIEGO. Od 27 lutego najnowsze produkcje kinematografii niemieckiej
              oglądać będzie można w warszawskim "Iluzjonie". W programie przeglądu znajdą
              się najnowsze produkcje niemieckiej kinematografii prezentowane na
              MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALU FILMOWYM w Berlinie. Wszystkie filmy prezentowane
              będą w oryginalnej wersji z polskimi napisami.


              więcej

              18-02-2005 MODERNIZM W ARCHITEKTURZE ŚLĄSKA

              Powstaje pierwszy film w ROKU POLSKO-NIEMIECKIM organizowanym ze strony
              polskiej przez Instytut Adama Mickiewicza. Reżyserzy Leszek Ptaszyński i
              Barbara Łuczak wprowadzają w marcu 2005 nowy film dokumentalno-artystyczny
              MODERNIZM W ARCHITEKTURZE ŚLĄSKA. W filmie pierwszoplanowe role grają wspaniałe
              obiekty takich gwiazd architektury, jak Dominicus Böhm, Hans Pelzig, Hans
              Scharoun, Erich Mendelsohn i Max Berg, Tadeusz Michejda oraz Leon Dietz D'Arma.
              Scenariusz i teksty filmu: Jadwiga Kocur i Tomasz Baron; kierownik artystyczny:
              Jadwiga Kocur; konsultacja naukowa: dr Ryszard Nakonieczny; kierownik projektu
              na rynku niemieckim: Tomasz Baron.


      • bulterier Re: Dojrzalosc..... 03.11.04, 13:07
        mathias_sammer napisał:

        > 15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, podrzucam.
        >
        > www.filozofia.pl/teksty/intuicja_i_spekulacja.pdf


        No takiego zbrzydzenia to juz dawno nie mialam.
        Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee bleeeeeeeeeeee
        • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 04.11.04, 19:38
          bulterier napisał:

          > mathias_sammer napisał:
          >
          > > 15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, podrzuca
          > m.
          > >
          > > www.filozofia.pl/teksty/intuicja_i_spekulacja.pdf
          >
          >
          > No takiego zbrzydzenia to juz dawno nie mialam.
          >
          Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          >
          eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          >
          eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          >
          eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          > eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          >
          bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          >
          eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          >
          eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
          > e
          > eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee bleeeeeeeeeeee

          I tu sie zgodze, lepiej juz tu nie bedzie.

          A tak przy okazji (ale cyrk, dobrze , ze to nie koniec bedzie z czego rechotac
          przez najblizsze kilka lat). Z tego co po murach napisane i na slupach
          naklejone w dzielnicy konkubin sasiadki poszedl do burdelu.
          Cala dzielnica o niczym innym nie mowi.

          Ale para, ja nie moge, hahahahahaha.

          M.S.
          • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 05.11.04, 09:22
            mathias_sammer napisał:

            > bulterier napisał:
            >
            > > mathias_sammer napisał:
            > >
            > > > 15 stron znakomitego wyjasnienia odnosnie intuicji i spekulacji, po
            > drzuca
            > > m.
            > > >
            > > > www.filozofia.pl/teksty/intuicja_i_spekulacja.pdf
            > >
            > >
            > > No takiego zbrzydzenia to juz dawno nie mialam.
            > >
            >
            Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > >
            >
            eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > >
            >
            eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > >
            >
            eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > > eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > eee
            > >
            >
            bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > >
            >
            eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > >
            >
            eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
            > > e
            > > eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee bleeeeeeeeeeee
            >
            > I tu sie zgodze, lepiej juz tu nie bedzie.
            >
            > A tak przy okazji (ale cyrk, dobrze , ze to nie koniec bedzie z czego
            rechotac
            >
            > przez najblizsze kilka lat). Z tego co po murach napisane i na slupach
            > naklejone w dzielnicy konkubin sasiadki poszedl do burdelu.
            > Cala dzielnica o niczym innym nie mowi.
            >
            > Ale para, ja nie moge, hahahahahaha.
            >
            > M.S.


            Mathiasie...?

            www.animar.com.br/horacerta.html
            To nazywa sie prawdziwe zwyciestwo :)))

            kardiolog

            • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 05.11.04, 09:23
              Tylko nie bierz doslownie lecz w pojeciu wirtualnym
              :)))
              k.
            • bulterier Re: Dojrzalosc..... 07.11.04, 11:10
              kardiolog,
              zanim zapakowalam modlitewnik do torebki obejrzalam kilka obrazkow, ktore
              zalaczasz. masz wiecej z tej samej serii?
              :-)))
              bulterier

              ps. nigdy nie uwierzylabym, ze nastapi.
          • bulterier Re: Dojrzalosc..... 07.11.04, 10:48
            mathias, no co ty, naprawde? :-))))

            nie wiem czy juz poinformowales swoje komorki mozgowe, ale twoj nowy-stary
            kolezka skrewil. przestraszyl sie polskich elit :-)))) . ostal ci sie jeno
            doktorek z bozej laski i ja, hehehe.

            znudzonam juz. przy niedzieli pojde do kosciolka.

            bulterier
    • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 14:01
      Mathias,
      tak,
      siedze.
      Gdybym stal moglbym nie trafic na krzeslo.
      Tak,
      siedze.

      Przerwa lunchowa i krotkie zajecia z logiki. Moge bardzo sie mylic, czy
      chcialbym sie mylic..?...?

      Pol godziny temu(podczas wcinania salatki upstrzonej trybula) trafilem na Twoja
      strone, widzialem zdjecia, przeczytalem informacje prywatne i wlasciwie...
      gdyby nie fakt, ze widzisz moje IP nie uwierzylbym. Sledzisz wlasnie moje ruchy
      i klikania na odstrony.

      Jak sie czuje...?
      Nie wiem jeszcze. Inaczej. Smieje sie.

      Czy znajde cos wiecej np w ksiazce adresowej..?

      kardiolog

      www.123football.com/players/s/sammer_matthias/index.htm
      • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 14:17
        kardiolog napisał:

        > Mathias,
        > tak,
        > siedze.
        > Gdybym stal moglbym nie trafic na krzeslo.
        > Tak,
        > siedze.
        >
        > Przerwa lunchowa i krotkie zajecia z logiki. Moge bardzo sie mylic, czy
        > chcialbym sie mylic..?...?
        >
        > Pol godziny temu(podczas wcinania salatki upstrzonej trybula) trafilem na
        Twoja
        >
        > strone, widzialem zdjecia, przeczytalem informacje prywatne i wlasciwie...
        > gdyby nie fakt, ze widzisz moje IP nie uwierzylbym. Sledzisz wlasnie moje
        ruchy
        >
        > i klikania na odstrony.
        >
        > Jak sie czuje...?
        > Nie wiem jeszcze. Inaczej. Smieje sie.
        >
        > Czy znajde cos wiecej np w ksiazce adresowej..?
        >
        > kardiolog
        >
        > www.123football.com/players/s/sammer_matthias/index.htm



        Naprawde szok :-))))))))))))))))))))))

        W zyciu nie uwierzylbym, ze trafie na Twoje nazwisko!

        OK, OK spokojnie, naprawde jestem w szoku.
        Wlasciwie.. logicznie rzecz biorac znajduje nbareszcie wytlumaczenie!


        Kurde!

        Mathias, znam Twoje prawdziwe nazwisko i imie!

        Ty nie nazywasz sie Mathias Sammer
        lecz...














        Matthias Sammer!!!! Przez dwa "t"..
        kardiolog
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 14:21
          mathias_sammer napisał:

          > kardiolog napisał:
          >
          > > Mathias,
          > > tak,
          > > siedze.
          > > Gdybym stal moglbym nie trafic na krzeslo.
          > > Tak,
          > > siedze.
          > >
          > > Przerwa lunchowa i krotkie zajecia z logiki. Moge bardzo sie mylic, czy
          > > chcialbym sie mylic..?...?
          > >
          > > Pol godziny temu(podczas wcinania salatki upstrzonej trybula) trafilem na
          >
          > Twoja
          > >
          > > strone, widzialem zdjecia, przeczytalem informacje prywatne i wlasciwie..
          > .
          > > gdyby nie fakt, ze widzisz moje IP nie uwierzylbym. Sledzisz wlasnie moje
          >
          > ruchy
          > >
          > > i klikania na odstrony.
          > >
          > > Jak sie czuje...?
          > > Nie wiem jeszcze. Inaczej. Smieje sie.
          > >
          > > Czy znajde cos wiecej np w ksiazce adresowej..?
          > >
          > > kardiolog
          > >
          > > www.123football.com/players/s/sammer_matthias/index.htm
          >
          >
          >
          > Naprawde szok :-))))))))))))))))))))))
          >
          > W zyciu nie uwierzylbym, ze trafie na Twoje nazwisko!
          >
          > OK, OK spokojnie, naprawde jestem w szoku.
          > Wlasciwie.. logicznie rzecz biorac znajduje nbareszcie wytlumaczenie!
          >
          >
          > Kurde!
          >
          > Mathias, znam Twoje prawdziwe nazwisko i imie!
          >
          > Ty nie nazywasz sie Mathias Sammer
          > lecz...
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          >
          > Matthias Sammer!!!! Przez dwa "t"..
          > kardiolog


          Jaja sobie ze mnie robisz mathiasie..?

          Nie szkodzi :)

          Mam Cie, znalazlem Cie

          Ide teraz posluchac na Mp3 "We are the.. shampoons, my friend"

          YES!
          k.
        • kardiolog Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 14:35
          Mathias, dla mnie Twoja obecnosc jest juz teraz zupelnie inna historia :)))))
          Moze ze dwa lata temu niezle wkurzylbym sie , ale teraz?Na stronie sa
          przeklamania, zabezpieczajace Twoj tylek, ale generalnie nie moja rzecz.
          Myslalem, ze brzydszy jestes :)))))))))))))))))))))))))

          Bede Cie oczywiscie odwiedzial wirtualnie ( po Twoim urlopie).

          Musze wracac za chwile do roboty, ale numer.

          kardiolog
          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 14:59
            kardiolog napisał:

            > Mathias, dla mnie Twoja obecnosc jest juz teraz zupelnie inna historia :)))))
            > Moze ze dwa lata temu niezle wkurzylbym sie , ale teraz?Na stronie sa
            > przeklamania, zabezpieczajace Twoj tylek, ale generalnie nie moja rzecz.
            > Myslalem, ze brzydszy jestes :)))))))))))))))))))))))))
            >
            > Bede Cie oczywiscie odwiedzial wirtualnie ( po Twoim urlopie).
            >
            > Musze wracac za chwile do roboty, ale numer.
            >
            > kardiolog


            Czy to oznacza, ze mnie nie wsypiesz? :o)

            Cholera, cholera... musze odwrocic uwage od tematu.

            Polecam filozofie
            www.irwirpan.waw.pl/~ibukraba/konspekty/procesy_rylska.html
            • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 15:19
              TRZYSETNY POST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              I taki prezent na jubileusz :o)))))))))))))))))))))
              Zycie jest piekne!

              wylogowujacy sie i pedzacy do zajec.
              M.S.
              • kardiolog do Mathiasa 08.11.04, 16:40
                Od kilku godzin nie moge na niczym sie skupic, nie moglem pracowac, jestem juz
                w domu. Przeszla fala euforii i radosci z odkrycia. Liczyles sie z faktem, ze
                kiedys odkryje prawde, zycie jednak samo pisze scenariusze..wiec trudno bylo
                dokladnie przwidzeic date i sposob.

                Siedze, juz siedze, wygodnie
                i choc wciaz nieprawdopodobna nowina teraz zastanawiam sie raczej nad
                caloksztaltem. A wiec jestem pierwszym, ktory poznal prawde, jej istotna
                czesc, dalej juz tylko po lancuszku.

                A Ty, mathiasie, jak czujesz sie ze swiadomoscia odkrycia Twojej tajemnicy?
                Czekales i smiales sie z mojego "fulla" trzymajac "karete".
                Mysle na glos co mam zrobic.
                Moge miec pokera, moge grac stritem...

                Nie wiem jeszcze...

                Mam tylko jedna prosbe. Powiedz prosze bulterierce, zeby nie mieszala sie do
                mojej z Toba dyskusji na temat Twojej prawdziwej tozsamosci. O naiwnosci!
                Czy poiwnienem z Toba rozmawiac tutaj? A moze przejsc na prywatna
                korespondencje i wyjasnic kilka waznych spraw?

                Nie wiem jeszcze...
                Piszac te slowa jestem bardzo powazny i skupiony.

                Chcialbym tylko wiedziec- jak w tym momencie sie czujesz..?

                kardiolog

                P.S. swoja droga nalezy mi sie nagroda i to nie tylko "podstawka pod lutownice"
                • mathias_sammer Re: do Mathiasa 08.11.04, 17:04
                  Czesc kardiologu,
                  wiedzialem, ze wrocisz jeszcze dzisiaj na forum. Niecodziennie stajemy sie
                  uczestnikami widowiska, podczas ktorego aktorzy sciagaja maski.

                  Ja ja czuje sie?
                  Sprobuj pomyslec.. Sam napisales, ze liczylem sie z faktem odkrycia przez
                  Ciebie moich prawdziwych danych personalnych, odkrycia mojego
                  niewirtualnego "ja". Nawet pomoglem Ci dojsc do prawdy, chociaz przez dlugo
                  lekcewazyles sygnaly. Zapytasz po co bylo to wszystko? Zyje szybko, na przekor,
                  nauczylem sie jednoczesnie wdychac powietrze i przelykac wode. Nie zachlysnalem
                  sie ciecza, nie udusil mnie strumien wiatru. Ja tak zyje, taki jestem.
                  Moge nazywac samego siebie idiota, najwiekszym oszustem jakiego poznales. Nie
                  powiesz mi jednak, ze nie bawiles sie ze mna, ze nie zapewnilem Ci rozrywki..
                  Nie odmowisz mi tego, prawda? A moze odmowisz..? Moze powiesz, ze kazda zabawa
                  ma swoiscie pojete granice i nie nalezy ich przekraczac. Czy chcesz powiedziec
                  w takim razie, ze Alicja nie powinna byla przejsc na druga strone lustra?
                  Nie wiem co masz zrobic. Jestes od dzis wlascicielem "lutownicy", podstawke
                  zatrzymam dla siebie, bede nia przytrzymywal ksiazki na polce.

                  Moge tylko obserwowac Twoje dalsze poczynania...

                  M.S.
                  Bulterierka - jak widzisz- nalezy do innego swiata. Czy chcesz ja na sile
                  uswiadamiac, czy zostawisz jej "Jej swiat" nie mnie juz decydowac, choc prosze
                  o rozsadek oraz liczenie sie z konsekwencjami.
                  • kardiolog Re: do Mathiasa 08.11.04, 17:35
                    Mathiasie, odpowiedz nie jest prosta wbrew pozorom i korzystnej ku temu
                    sytuacji.Czuje sie przytloczony wiedza, zaczynam zastanawiac sie, czy nie
                    byloby lepiej jednak nie stac sie wirtualno-realnym Pitagorasem. Nie potrafie
                    przejsc tak szybko do porzadku dziennego, przeciez nie mowimy o odkryciu Twojej
                    kolejnej pacynki. Sprawdza sie jednak zasada, ze to nie przypadki chodza po
                    ludziach a ludzie po przypadkach.
                    Posiedze jeszcze chwile na forum, poczytam, moze dopisze z jedno zdanie lub dwa?
                    Smieszne o tyle, gdyz historia nalozyla sie z inna wirtualna sprzed kilku dni
                    nie majaca ze soba nic wspolnego. Tamte wydarzenia zostaly przycmione blaskiem
                    swiatla emitowanego podczas wybuchu bomby atomowej.

                    "Wiem, ze nic nie wiem"
                    a moze

                    Mysle, wiec .. jestem..?

                    kardiolog
          • mathias_sammer Re: Dojrzalosc..... 08.11.04, 15:17
            Tak

            to
            ja!!!!!!!!!!!!! :ö))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            ))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) :o)))))))))))

            www.stuttgarter-nachrichten.de/stn/page/detail.php/736874
            Czuje sie swietnie, choc i ja musze spowrotem do papierow.

            Hura! Nareszcie mnie kardiolog przejrzal :ö))))))))))))))))))))))))))))

            A swoja droga, kardiologu, nie mowi sie: "
            "we are the shampoo" tylko "we are the champignon".
            A poza tym mozesz juz pracowac nad koniugacja, deklinacja, imieslowami,
            przeczeniami i cala juz niewazna reszta- skolka ugodno :o)

            M.S.
            Gdybym Cie aktywnie nie sledzil i nie dal sygnalu, ze ja to ja- nie wiedzialbys

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka