Dodaj do ulubionych

K O C H A N K A

IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 09:52
Jestem wolny, z nikm nie związany, jestem jednak w relacji z kobietą, którą
szanuję, bardzo lubię, przyjaźnię się i kocham się namiętnie bardzo często,
nie chcę się wiązać z nią jednak, nie chcę tworzyć z nią związku, z wielu
powodów, o których nie będę teraz pisał, jestem przy tym szczery z nią bardzo.
Czy postępuję nagannie? Czy nie powinienem się z nią spotykać ponieważ czuję,
że ona się angażuje? dla mnie to bardzo wygodna sytuacja, ona jakby czekała.
Łączy mnie z nią ogromna namiętność, czy mam z tego zrezygnować?
Obserwuj wątek
    • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 14.10.03, 09:56
      natychmiast zerwij ta znajomosc... no .. chyba, ze wolisz za kare dwie
      zdrowaski... twoj wybor:).. i na tace daj ze 20 zlotych na wino- i bedzie
      wybaczone...:)
      • procesor Re: K O C H A N K A 14.10.03, 10:13
        Jar - nie żartuj.

        Jak to wygląda?
        Jeśli obydwie strony godza sie na taki układ i jego tymczasowośc - jest OK.
        Jeśli on widzi że z jej strony jest zaangażowanie - i że ona ma nadzieję że on
        się zmieni..
        Niech odbiezrze jej te nadzieje. Brutalne - ale jedynie uczciwe.

        Pozatym mam watpliwości czy autor ja naprawde szanuje..
        Że jest mu wygodnie - w to nie watpie.. :) Czy na pewno układ jest uczciwy -
        nie wiemy co ona o tym myśli.

        A zdrowaske zawsze sie zdaży zmówić , chocby w ostaniej chwili....
        • ivek Re: K O C H A N K A 14.10.03, 10:28
          na wstepie jedna wazna rzecz:
          Nie wierze w cos takiego jak przyjazn pomiedzy kobieta i mezczyzna. Zawsze
          ktoras ze stron oszukuje i podkochuje sie w tej drugiej stronie.
          Dlatego uwazam, ze powinienes szczerze pogadac z ta babka i powiedziec jej, ze
          nie chcesz sie angazowac, ze wlasnie jest Tobie wygodnie i nic wiecej, ale
          zdajesz sobie sprawe z tego, ze ona sie "nakreca". Wprawdzie wtedy przerzucisz
          na nia odpowiedzialnosc, ale bedzie to przynajmnie uczciwa gra.
          nie szukaj rozgrzeszenia u kogokolwiek czy tez stwierdzen majacych
          (prawdopodobnie) usmierzyc Twoje wyrzuty sumienia bo wtedy dostaniesz wlasnie
          kilka zdrowasiek albo co gorsza kopa w miejsce gdzie plecy traca swa szlachetna
          nazwe.
          Ivek

          • Gość: kochanek Re: K O C H A N K A IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 14.10.03, 16:00
            Ivek
            Dziekuję za twoją odpowiedź, dokładnie zgadzam się z twomi przeymyśleniami na
            ten temat,
            Tak jak pisałem jestem szczery, wiele razy rozmawialismy o tym, nigdy nie
            unikłem i nie unikam tematu, przez to stje się prawdopodobnie jeszcze bardziej
            atrakcyjny, bo prawdziwy.
            I z tą odpowiedzialnością jest właśnie tak jak piszesz, ona spoczywa właśnie na
            niej i znów jest mi to na rękę.
            Ponawiam pytanie. czy to jest manipulacja z mojej strony? czy przez to, że ona
            czeka gdzieś głęboko, krzywdzę ją, czy to już poprostu jej sprawa?
            • ivek Re: K O C H A N K A 15.10.03, 09:07
              Gość portalu: kochanek napisał(a):

              > Dziekuję za twoją odpowiedź

              Nie ma za co.

              > Tak jak pisałem jestem szczery, wiele razy rozmawialismy o tym, nigdy nie
              > unikłem i nie unikam tematu, przez to stje się prawdopodobnie jeszcze bardziej
              > atrakcyjny, bo prawdziwy.

              No to pewien problem, jestem juz wlasiwie pewien, ze Twoja, jak ja nazywasz
              Kochanka, jest przekonana, ze Ty rowniez zazczniesz czuc to samo co ona tyle, ze
              w stosunku do niej. Poza tym sposob w jaki ona 'rozumuje' wskazuje na spore
              zauroczenie Twoja osoba.

              > I z tą odpowiedzialnością jest właśnie tak jak piszesz, ona spoczywa właśnie na
              > niej i znów jest mi to na rękę.

              Powiem tak poniewaz jestes facetem to jednak nie zostawiaj tego problemu
              wylacznie jej. To nie jest to tylko 'jej sprawa', bo w tym zwiazku sa dwie osoby
              a nie jedna.

              > Ponawiam pytanie. czy to jest manipulacja z mojej strony? czy przez to, że ona
              > czeka gdzieś głęboko, krzywdzę ją, czy to już poprostu jej sprawa?

              Nie nazwalbym tego tak mocnymi slowami jak manipulacja. Jestes z nia szczery, z
              tego co piszesz postawiles sprawe jasno. Przeciez nie spedzasz z nia czasu
              wylacznie z wyrachowania.
              Poza tym to nie sadze, zeby ktos byl w stanie powiedziec co moze bardziej
              skrzywdzic ta dziewczyne - rozstanie, gdy wg uznawanych przez Ciebie/innych
              zasad bedziesz chcial byc w porzadku wobec niej, czy tez rozstanie po jakims
              czasie, gdy Ty jednak nie bedziesz przekonany do kontynuacji tego zwiazku.

              Dobrze, ze rozmawiacie razem na temat Waszych wzajemnych uczuc.

              Co myslisz o malej "separacji"? Ja dalbym sobie na Waszym miejscu czas na
              przemyslenie tych dylematow w odosobnieniu przez pewien okres przynajmniej.
              zycze powodzenia,
              Ivek

              • Gość: kochanek Re: K O C H A N K A IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 09:36
                myślę, że pomysł separacji jest dobry, ale na dłuższą metę nie rozwiąże
                problemu, znów oddamy się namiętności i wrócimy do punktu wyjścia.
                Myślałem o rezygnacji właśnie z tego tak naprawdę najsilniejszego wątku naszej
                znajmości (dla mnie) z seksu.
                Z tego, z czego mi byłoby najtrudniej zrezygnować, ale to właśnie to sprawia,
                że ona angażuje się, właśnie poprzez tą intymność, która wytwarza się jak się
                kochamy trudno jest jej powstrzymać budzące się uczucie.
                W dalszych postach podniosę kurtynę trochę wyżej, ta sytuacja ma swoje drugie
                dno.

                pozdrawiam
                • ivek Re: K O C H A N K A 15.10.03, 09:52
                  Gość portalu: kochanek napisał(a):

                  > myślę, że pomysł separacji jest dobry, ale na dłuższą metę nie rozwiąże
                  > problemu, znów oddamy się namiętności i wrócimy do punktu wyjścia.
                  > Myślałem o rezygnacji właśnie z tego tak naprawdę najsilniejszego wątku naszej
                  > znajmości (dla mnie) z seksu.

                  W swietle tych faktow trudno nie przyznac Ci racji, ze lepiej jak zrezygnujecie
                  z intymnego pozycia chocby dlatego wlasnie,ze jest to przeciez glowna przyczyna,
                  dla ktorej Ty sie z nia spotykasz. Bedzie tym razem Tobie o wiele latwiej ta
                  sprawe przemyslec.
                  pozdrawiam,
                  Ivek

          • jmx Re: K O C H A N K A 14.10.03, 19:16
            ivek napisał:

            > na wstepie jedna wazna rzecz:
            > Nie wierze w cos takiego jak przyjazn pomiedzy kobieta i mezczyzna. Zawsze
            > ktoras ze stron oszukuje i podkochuje sie w tej drugiej stronie.

            To, że Ty nie potrafisz przyjaźnić się z kobietami nie znaczy, że to nie jest
            możliwe...
            • Gość: kochanka Re: K O C H A N K A IP: *.energis.pl 14.10.03, 20:02
              jesli ona slyszy to od Ciebie wprost, to jest dorosla i podejmuje wlasne
              decyzje. jesli ja to boli, a mimo to decyduje sie z Toba spotykac, to widocznie
              potrzebuje takiego doswiadczenia.
              jestem z tej drugiej strony- wolny, przyjazn, namietnosc, ale nie zwiazek, z
              wielu roznych przyczyn.
              i wiecie co- on sie wlasnie przestraszyl, ze ja sie angazuje i mnie bedzie
              bolalo.
              hihi.
              jezeli obie strony decyduja sie na namietna relacje w pelnej wolnosci, to
              dlaczego ufac wlasnej wolnosci a nie ufac cudzej?
              dlaczego kazdy przejaw czulosci i serdecznosci w ktoryms momencie staje sie
              niebezpieczny, bo a nuz ktos sie uwiesza emocjonalnie?
              a moze stac go na obdarzanie dobra energia z peln mspokojem, bez oczekiwan, i
              cieszenie sie tym, co jest, niezaleznie od tego, czy bedize cos jutro, i moze
              jak powiesz, do widzenia, to podizekuje Ci za to, co bylo i z usmiechem opmacha
              na pozegnanie?
              co za glupota, traktowac kogos inaczej niz siebie. jesli jestes szczery i
              wierny sobie to czegoz wiecej oczekiwac? czemu przeceniac siebie i nie odceniac
              tej drugiej storny jesli chodzi o sile i wolnosc?
              wlasnie jestem w sytuacji tej kochanki. smieszy mnie to i smuci, ze kazdemu
              wydaje sie, ze on jeden jest taki, a inni zaraz beda chcieli go dopasc bo
              inaczej zaczna cierpiec.

              a moze i inni cenia sobie rzeczywistosc taka jaka jest? i nie maja potrzeby jej
              zmieniac?
              • Gość: kochanek Re: K O C H A N K A IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 09:56
                dziękuję za twoje mądre, zdystansowane spojrzenie, mimo tego, że jest Ci
                bliskie z twojego doświadczenia, a może właśnie dzięki temu.

                jest w tym dużo racji, jest jeden warunek osoby zaangażowane muszą być poprostu
                poukładane, wiedzieć czego chcą, mieć zdrowy dystans do siebie, do tego co
                wydarzyło się w ich przeszłości, rozumieć to.

                pozdrowienia
                • Gość: kochanka do kochanka :) IP: *.energis.pl 15.10.03, 13:33
                  czy ono jest zdystansowane? nie wiem. jest moje :)

                  Zwróciłam uwagę na sformułowanie - mieć dystans do tego co zdarzyło się w ich
                  przeszłości, rozumieć to.
                  Nie wiem, jak to ująć- u mnie to też jest kluczem. Spotykamy się w jakimś
                  punkcie naszego życia- dzieki temu, co przeszliśmy, mamy takie a nie inne
                  spojrzenie, takie, a nie inne podejscie. jesli ludzie sie rozumieją nawzajem,
                  to nie ma problemu.

                  Tylko w praktyce widzę, ze to nie takie proste... czasem strach wszystko
                  niszczy- boimy się, ze ktos mowi jedno, a czuje drugie... że twierdzi, że
                  akceptuje, a sekretnie liczy na coś więcej...w koncu w tradycyjnych związkach
                  też często zaczyna się od długiego okresu, gdy ludzie poznają się i nic nie
                  deklarują, albo deklarują niechęć do zaangażowania, a potem to się zmienia...
                  dlatego ciężko się czasem w tym wszystkim odnalesc...

                  najwazniejsze, to byc wiernym sobie, wtedy jest się autentycznym i uczciwym :).
                  Oboje jesteście dorośli. w kazdym związku ryzykuje się zranienie. jezeli ona
                  decyduje się podjąć to ryzyko, całkiem świadomie, to wszystko w porządku tak
                  długo, jak długo Tobei jest z tym dobrze. natomiast jesli Cie męczy niepewnosc
                  i poczucie winy, to albo masz jakies podstawy, znając ją dobrze, by bać się, ze
                  jej sczególna sytuacja czyni ja słabą i bezbronną wobec takiego ukladu, albo,
                  być moze, jednak nie do konca sie juz odnajdujesz w tym ukladzie i jego formuła
                  się wyczerpuje, moze powoli dojrzewasz do odejscia bo nie jest Ci, pomimo
                  plusow, w tym ukladzie wygodnie tak do konca i niewygoda jst wieksza od
                  wygody :).

                  jeszcze jedno- dlaczego zakładać ze smutek jest czyms złym- mozna w pelni
                  swiadomie i w wolnosci przezywac jakas relacje z drugim czlowiekiem, a mimo to
                  doswiadczyc smutku, jak ta relacja sie konczy - to jest normalne, piekne i
                  prawdziwe i krzywdy nikomu nie czyni- jestesmy ludzmi i nie o to chodzi, by
                  przejsc przez zycie wygodnie i bezmyslnie,tylko by go doswiadczac w całej jego
                  pełni. Oczywiscie, dąrzenie do szczęscia leży naturze ludzkiej, a wydaje nam
                  sie, ze szczescie polega na spelnianiu naszych pragnien.
                  Ale moim zdaniem by dojsc do prawdziwego szczęscia nie można ominąć etapu
                  wolności... ale to tylko moje prywatne zdanie :).

                  pozdrowienia
            • ivek Re: K O C H A N K A 15.10.03, 09:10
              jmx napisała:

              > To, że Ty nie potrafisz przyjaźnić się z kobietami nie znaczy, że to nie jest
              > możliwe...
              >

              Po pierwsze Jmx napisalem, ze to ja nie wierze w cos takiego. Moze to sie innym
              udaje chociaz w to watpie bardzo.
              Poza tym mnie osobiscie udaje sie swietnie przyjaznic z kobietami. Tylko, ze te
              wszystkie moje przyjaciolki dziwnym trafem nie znosily moich sympatii, a teraz
              nie przepadaja za nalepsza z zon ;P
              pozdrawiam,
              Ivek
              • jmx Re: K O C H A N K A 16.10.03, 02:28
                ivek napisał:

                > Po pierwsze Jmx napisalem, ze to ja nie wierze w cos takiego. Moze to sie
                innym
                > udaje chociaz w to watpie bardzo.

                No, gdybyś tego doświadczył to chyba byś uwierzył?


                > Poza tym mnie osobiscie udaje sie swietnie przyjaznic z kobietami. Tylko, ze
                te
                > wszystkie moje przyjaciolki dziwnym trafem nie znosily moich sympatii, a
                teraz
                > nie przepadaja za nalepsza z zon ;P

                Myślisz, że to z powodu tego, że były/są w Tobie zakochane? A ja je traktuje
                żona - czy też nie z "rezerwą"? No i ostatnie pytanie - jak Ty się odnosiłeś
                do męskich sympatii Twoich przyjaciółek?
                • ivek do jmx 16.10.03, 07:51
                  jmx napisała:

                  > Myślisz, że to z powodu tego, że były/są w Tobie zakochane?
                  Sadze, ze tak.

                  A ja je traktuje
                  > żona - czy też nie z "rezerwą"?
                  Akurat moja malzonka ufa mi na tyle, zeby spokojnie i bez uprzedzen sie do nich
                  odnosic.

                  No i ostatnie pytanie - jak Ty się odnosiłeś
                  > do męskich sympatii Twoich przyjaciółek?

                  Raz mialem taki przypadek, ze to ja bylem taka "oszukujaca" strona. Zaczelo sie
                  normalnie od kumplowania, pozniej gdy zaczela mi sie bardzo podobac i naiwnie
                  nazywalem ja swoja przyjaciolka to bardzo zle znosilem towarzystwo obiektow jej
                  zainteresowan.

                  pozdrawiam
                  Ivek
              • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 09:35
                > Po pierwsze Jmx napisalem, ze to ja nie wierze w cos takiego. Moze to sie
                innym
                > udaje chociaz w to watpie bardzo.
                > Poza tym mnie osobiscie udaje sie swietnie przyjaznic z kobietami. Tylko, ze
                te
                > wszystkie moje przyjaciolki dziwnym trafem nie znosily moich sympatii, a teraz
                > nie przepadaja za nalepsza z zon ;P


                hahaha...ale zaraz, tzn, ty sie przyjaznisz z nimi a one z toba nie?..one chca
                tylko wykorzystywac ciebie?... o dzizusku..to straszne
                • ivek Re: K O C H A N K A 17.10.03, 09:56
                  Gość portalu: jar napisał(a):


                  > hahaha...ale zaraz, tzn, ty sie przyjaznisz z nimi a one z toba nie?..one chca
                  > tylko wykorzystywac ciebie?... o dzizusku..to straszne

                  Jar czytaj wszystko jak sie wypowiadasz, nabijasz itd.
                  Przeciez napisalem, ze nie wierze w cos takiego jak przyjazn miedzy kobieta i
                  mezczyzna.
                  Taka relacja jest bardzo wygodna, moze infantylna jak to oceniasz, ale na pewno
                  nie ma w tym nic strasznego.


                  • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 10:05
                    > Jar czytaj wszystko jak sie wypowiadasz, nabijasz itd.

                    no ok..ot taki zarcik z rana:)

                    > Przeciez napisalem, ze nie wierze w cos takiego jak przyjazn miedzy kobieta i
                    > mezczyzna.

                    ja wierze, ale nie moze byc tutaj lozka... w mysli tak, w dziele nie

                    > Taka relacja jest bardzo wygodna, moze infantylna jak to oceniasz, ale na
                    >pewno nie ma w tym nic strasznego.

                    nie nie, nie nazwalem tego infantylnym, dobrze rozumiem akurat taka relacje
                    • ivek Re: K O C H A N K A 17.10.03, 10:20
                      Gość portalu: jar napisał(a):

                      > no ok..ot taki zarcik z rana:)

                      Ok. pozniej zalowalem, ze tak szybko napisalem ten poprzedni post.
                      Ot slabo znosze krytyke :))

                      Wracajac do tematu to pojawia sie ponownie problem definicji przyjazni.
                      Jesli ktos laduje w lozku to ciezko to odnosic do przyjazni miedzy osobnikami
                      hetero w ramach tych samych plci.
                      Dla mnie bylo wygodne to, ze sobie moge pogadac z jakimis tam kumpelami,
                      niestety nasze wzajemne stosunki psuly sie za kazdym razem jak sie w kims
                      powaznie zadurzylem. Niekoniecznie musialy sie we mnie podkochiwac, moze byla to
                      zwykla zazdrosc.
                      Pamietam tez, ze smolilem cholewy do panny, ktora mnie bardzo lubila, dlugie
                      godziny spedzalismy na rozmowach, do dzis dom jej rodzicow jest dla mnie otwarty
                      natomiast nigdy nie poczula do mnie tej niezbednej "chemii", dlatego ostatecznie
                      nic z tego nie wyszlo. Pamietam jednak, iz liczylem, ze kiedys dzieki spedzaniu
                      wspolnie czasu, podobnm zainteresowaniom rozbudze w niej uczucie ale nic takiego
                      sie nie stalo.
                      I to wlasnie nazywam oszukiwaniem drugiej strony.

                      Ivek
                      • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 10:38
                        >Pamietam jednak, iz liczylem, ze kiedys dzieki spedzaniu
                        > wspolnie czasu, podobnm zainteresowaniom rozbudze w niej uczucie ale nic
                        takiego
                        > sie nie stalo.
                        > I to wlasnie nazywam oszukiwaniem drugiej strony.


                        chcesz powiedziec, ze ona ciebie oszukiwala? bo nie kumam
                        • ivek Re: K O C H A N K A 17.10.03, 10:42
                          Gość portalu: jar napisał(a):

                          > chcesz powiedziec, ze ona ciebie oszukiwala? bo nie kumam

                          Nie no to ja oszukiwalem, bo caly czas liczylem ze sie we mnie zakocha, a
                          zachowywalem sie tak jak przyjaciel.

                          • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 10:46
                            > Nie no to ja oszukiwalem, bo caly czas liczylem ze sie we mnie zakocha, a
                            > zachowywalem sie tak jak przyjaciel.

                            alez, no cos ty, to przeciez zwykla chec zblizenia sie do babki, poznac ja,
                            oswoic, byc przyjacielem..a nie od razu, wskakuj mala do lozka..no daj
                            spokoj.,..jakie tu oszustwo, przyjacielem nie zostaje sie tak szybko jak szybko
                            sie zniecheca do kogos kto mial byc tylko do zabawy
                            • ivek Re: K O C H A N K A 17.10.03, 10:53
                              Gość portalu: jar napisał(a):
                              > alez, no cos ty, to przeciez zwykla chec zblizenia sie do babki, poznac ja,
                              > oswoic, byc przyjacielem..a nie od razu, wskakuj mala do lozka..no daj
                              > spokoj.,..jakie tu oszustwo, przyjacielem nie zostaje sie tak szybko jak szybko
                              > > sie zniecheca do kogos kto mial byc tylko do zabawy

                              ale ja sie z nia nie chcialem przyjaznic tylko "chodzic", trzymac za reke w
                              kinie i na spacerze no i wlasnie wyladowac w lozku a dopiero pozniej myslalem
                              zeby grala nam przy tym ulubiona muzyce a na seansie byl film wybranego rezysera.
                              Dam spokoj Jar juz, bo wlasnie mi kolezanka proponuje, zebym juz na portierni
                              dostawal klawiature, wtedy bede mial wiecej czasu na pisanie.
                              ciao
                              Ivek

                              • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 11:00
                                no ok..jak koniec to koniec..ale;)
                                (hahaha sorry, ale dowcip mi sie przypomnial: chciales z nia chodzic czy
                                sypac? :)

                                chciales z nia chodzic, spac z nia, a udawales przyjaciela aby do tego
                                doprowdzic i uwazasz, ze byles nie w porzadku.... stary, byles w porzadku,
                                tylko, ze ona byla na tyle rozsadna, ze sie nie spieszyla...a w zasadzie, to
                                to, ze chemii nie poczula:)... tak tez przeciez sie poznaje czlowieka, od
                                seksu do przyjazni od przyjazni do seksu...;)
                                • ivek Re: K O C H A N K A 17.10.03, 11:03
                                  no dobra to jeszcze tylko wspomne ze ja ten kawal znalem w wersji
                                  kogut do koguta:
                                  ty z ta kura chodzisz na serio czy dla jaj?


                                  pozdrawiam
                                  Ivek
                                  • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 17.10.03, 11:05
                                    > no dobra to jeszcze tylko wspomne ze ja ten kawal znalem w wersji
                                    > kogut do koguta:
                                    > ty z ta kura chodzisz na serio czy dla jaj?


                                    nie nie.. to bylo "
                                    -stary, chcesz poznac fajna babke?
                                    -ale rucha sie czy trzeba z nia chodzic?"
                                    hahahahahaaaaaaa:)
    • seksuolog Na papierze? 14.10.03, 12:29
      Gość portalu: kochanek napisał(a):

      > Jestem wolny, z nikm nie związany, jestem jednak w relacji z kobietą, którą
      > szanuję, bardzo lubię, przyjaźnię się i kocham się namiętnie bardzo często,
      > nie chcę się wiązać z nią jednak, nie chcę tworzyć z nią związku, z wielu
      > powodów, o których nie będę teraz pisał, jestem przy tym szczery z nią
      > bardzo. Czy postępuję nagannie? Czy nie powinienem się z nią spotykać
      > ponieważ czuję, że ona się angażuje? dla mnie to bardzo wygodna sytuacja,
      > ona jakby czekała. Łączy mnie z nią ogromna namiętność, czy mam z tego
      > zrezygnować?

      Czesto partner zaangazowany prowadzi gre: moze ten drugi jednak sie tez
      zaangazuje bo namietnosc przerodzi sie w przywiazanie.

      Czy dla partnerki jest absolutnie jasne to co tu piszesz? Czyli ze na pewno
      nie bedzie zadnego zwiazku?

      Jezli chcesz byc super w porzadku to chyba najbardziej idealnym rozwiazaniem
      bylaby wymiana listow miedzy wami w ktorych deklarujecie na pismie swoje
      wzajemne relacje.

      To znaczy ty stwierdzasz jej to co tutaj a ona tobie to samo. Unikneloby sie
      wtedy w najwiekszym mozliwym stopniu mozliwosci ze strona zaangazowana bedzie
      kiedys mowila: "A ja myslalam, sadzilam, marzylam ze jednak...". W razie
      takich stwierdzen mozna wyciagnac podpisany dokument i okazac. Nawiasem mowiac
      dokument taki ma czasem moc prawna co wiaze sie z tzw. obietnica malzenstwa.
      • Gość: jar Re: Na papierze? IP: 195.136.33.* 14.10.03, 12:32
        > Jezli chcesz byc super w porzadku to chyba najbardziej idealnym rozwiazaniem
        > bylaby wymiana listow miedzy wami w ktorych deklarujecie na pismie swoje
        > wzajemne relacje.

        o tak, to swietny pomysl, napisz jak to przyjela hahaha

        > kiedys mowila: "A ja myslalam, sadzilam, marzylam ze jednak...". W razie
        > takich stwierdzen mozna wyciagnac podpisany dokument i okazac.

        hahaha... nieeeeeee... sorki, ale troche mnie rozbawiles:))..

        > Nawiasem mowiac
        > dokument taki ma czasem moc prawna co wiaze sie z tzw. obietnica malzenstwa.

        ops.. no to trzeba uwazac, kiedy podpisuje sie dokument o wspolnym uprawianiu
        seksu hahaha:)
        • seksuolog Na papierze, na papierze 14.10.03, 13:33

          Mozesz sie z tego nabijac ale metoda na papier jest skuteczna
          dla ujawniania prawdziwych intencji.

          Sprawa jest bardziej powazna w przypadku wolnych zwiazkow.
          Ludzie umawiaja sie na zwiazek bez zobowiazan a gdy pewnego
          dnia partner wystawia walizki za drzwi placza i mowia ze
          obiecywal co innego. Obiecywal czy nie? Jesli bylby dokument
          na papierze to byloby to jasne ze nic nie obiecywal.
    • megxx Re: K O C H A N K A 14.10.03, 13:41
      Czy można być tak do końca pewnym samego siebie?
      Jeżeli nawet ona jakimś sposobem zdławi w sobie najmniejsze myśli o bliższym
      związku, to co zrobisz jak Tobie się odmieni? Z wiekiem na różne sprawy patrzy
      się inaczej.

      Gdyby mnie ktoś złożył taką deklarację(oczywiście w sytuacji istniejącej
      możliwości związku), to najpierw nie uwierzyłabym, potem może łudziłabym się,
      że zmieni zdanie, a potem zostawiłabym. Trudno lokować uczucia w nicość, bo czy
      istnieje opcja: nawet gdy pokocham to na odległość?
    • Gość: girlfriend Re: K O C H A N K A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 13:44
      Jeśli ją lubisz, szanujesz i dobrze jej życzysz - zerwij z nią. Przecież
      spotkasz inną.

      Ona na poziomie intelektualnym pewnie dobrze wie co jest grane, ale człowiek
      angażuje się bez związku z tym, co "wie". Innymi słowy, ona sie bedzie dalej
      angażować, wbrew rozumowi i bedzie miała za jakiś czas duży kłopot, a Ty też,
      bo będziesz miał ogromne wyrzuty sumienia (bedziesz miał, bo jesteś wrażliwy -
      skoro Cię to niepokoi).

      Oby Cie ominęły dramaty, ale znam analogiczną historię z dramatami, więc jestem
      za takim rozwiązaniem kiedy wiadomo, co jest grane (że ma być bez zobowiązań),
      a jedna strona się de facto na to nie godzi.

      • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 14.10.03, 14:29
        jestem w relacji z kobietą, którą
        szanuję, bardzo lubię, przyjaźnię się i kocham się namiętnie bardzo często,
        nie chcę się wiązać z nią jednak, nie chcę tworzyć z nią związku, z wielu
        powodów, o których nie będę teraz pisał, jestem przy tym szczery z nią bardzo.
        Czy postępuję nagannie? Czy nie powinienem się z nią spotykać ponieważ czuję,
        że ona się angażuje? dla mnie to bardzo wygodna sytuacja, ona jakby czekała.
        Łączy mnie z nią ogromna namiętność, czy mam z tego zrezygnować?






        > Jeśli ją lubisz, szanujesz i dobrze jej życzysz - zerwij z nią. Przecież
        > spotkasz inną.

        (jestem w relacji z kobietą, którą
        szanuję, bardzo lubię, przyjaźnię się i kocham się namiętnie bardzo często, )

        majac takie uczucia mozna kogos ot tak zostawic?

        > Ona na poziomie intelektualnym pewnie dobrze wie co jest grane, ale człowiek
        > angażuje się bez związku z tym, co "wie".

        (nie chcę tworzyć z nią związku, z wielu
        powodów, o których nie będę teraz pisał, jestem przy tym szczery z nią bardzo.)

        ale co ty chcesz od niego? jest szczery, uczciwie stawia sprawe, skad wiesz co
        ona akurat na poziomie intelektualnym to jedynie wie?.. a moze jej jest dobrze
        z ta nadzieja?


        >jestem
        > za takim rozwiązaniem kiedy wiadomo, co jest grane (że ma być bez
        >zobowiązań), a jedna strona się de facto na to nie godzi.

        ludzie sie zmieniaja, a ja znam akurat przypadek, gsdzie z chceci jedynie seksu
        ze strony mezczyzny powstalo sliczne uczucie miedzy nimi...
        • Gość: girlfriend Re: K O C H A N K A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 14:37
          Jar, oczywiście ze on uczciwie stawia sprawę - jeśli do niej nie dociera lub mu
          nie wierzy, że to nie Miłość, to tym gorzej dla nich. Ja zakładam lepszą
          sytuację: panna wie i nie zgadza się na to w głębi serca. Może jej jest dobrze,
          ale on piszę "czuję, że ona się angazuje" - to zwiastun eskalacji. Panna się
          zakocha i wcale jej się nie bedę dziwić. Będą więc mieli jeszcze wiekszy kłopot.

          Kochanek napisał jasno jakie są jego zamiary i decyzja w sprawie jego stosunku
          do niej - nie ma powodu tego podważać.
          • tea_time Re: K O C H A N K A 14.10.03, 15:10

            Zawsze istnieje tez mozliwosc, ze to On zakocha sie w Niej,
            a Ona pozostanie w uczuciach niezmieniona.

            Czytam Twoj post, Kochanku i tak mysle sobie na goraco, ze Ty nie widzisz na
            razie problemu, byc moze Ona rowniez powiedzialaby zapytana: gdzie jest
            problem?, nie widzisz, ale czujesz, przeczuwasz, przewidujesz? Czy wylacznie na
            postawie odczuc wlasnych, czy moze juz podswiadomie odbierasz znaki z siebie/od
            Niej, ze tak stac sie byc moze i co wowczas? Trzeba bedzie podjac decyzje, a
            tego przede wszystkim nie chcesz. Hm?:)
            Skoro jest tak dobrze jak mowisz to nie zmieniaj niczego. Lepsze jest czasem
            wrogiem dobrego:)

            Tea
            • Gość: girlfriend Re: K O C H A N K A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 15:55
              mnie sie raczej wydaje, że kochanek czuje, że z tej wygodnej dla niego sytuacji
              narodzi się jakaś klęska...tak myślę, bo sama tak miałam :)

              pzdr :)
          • Gość: kochanka Re: K O C H A N K A IP: *.energis.pl 14.10.03, 20:17
            rzecz w tym, ze kazdy ma inna nature. i to, co u niego byloby zaangazowaniem, u
            niej moze byc po prostu radoscia zycia. moze okazywac mu wiele troski,
            czulosci, zaangazowania- w sensie robienia wielu rzeczy- dla niego, poniewaz
            sprawia jej to przyjemnosc, a nie dlatego, ze sekretni marzy o slubnym
            kobiercu. moze uwielbiac robic mu masaz, bez przywiazywania sie do mysli, ze
            bedzie go robic zawsze, lub kiedykolwiek jeszcze po dzisiejsym weczorze. moze
            inteesowac sie jego sprawami, bo widzi, ze on ma potrzebe sie wygadac, i nie
            kosztuje jej nic pozwolic mu na to. moze wymyslac mu niespodzianke, bo akurat
            ma tyle w sobie radochy, ze dlaczego mu jej ma nie zobic? robi te niespodzianki
            tez innym.
            dlaczego mezczyzna nie moze uwierzyc, ze nie jest calym swiatem dla kobiety? ze
            ona cieszy sie i docenia jego obecnosc w swoim zyciu, ale czasem tez jest nim
            zmeczona, czasem tez jej fajnie, ze on jest zapracowany, bo ma ochote spedzic
            czas z kims innym albo sama ze soba, ze jesli on zechce odejsc , to ona to
            rozumie, to ona idzie dalej swoja droga? co w tym takiego niepojetego??? nie
            pojmuję :).
            • Gość: kochanka Re: K O C H A N K A IP: *.energis.pl 14.10.03, 20:19
              robi niespodzianki innym ludziom, znaczy sie. sypia z nim tylko, akurat.
        • jmx Re: K O C H A N K A 14.10.03, 19:15
          Gość portalu: jar napisał(a):


          > majac takie uczucia mozna kogos ot tak zostawic?

          Ależ skąd! Lepiej oszukiwać. Z tych głębokich uczuć, rzecz jasna.
          Jeżeli autor wątku widzi, że się coś zaczyna "dziać" to powinien porozmawiać
          ze swoją kochanką na temat jego stosunku i stopnia zaangażowania w ten
          związek. Im poźniej to zrobi tym będzie gorzej.
          No, ale jedno jest pewne - z wygody nici.
          • Gość: jar Re: K O C H A N K A IP: 195.136.33.* 15.10.03, 08:43
            > Ależ skąd! Lepiej oszukiwać.

            przeciez on nie oszukuje


            > Jeżeli autor wątku widzi, że się coś zaczyna "dziać" to powinien porozmawiać
            > ze swoją kochanką na temat jego stosunku i stopnia zaangażowania w ten
            > związek.

            a mi taka mysl naszla, ze facio po prostu zaczal sie bac, bo myslal, ze to
            zdrowy uklad oparty na przyjazni i seksie,a tu..ops... dziewcze cos poczulo...i
            on bidulek zamiast cieszyc sie, ze postawil sprawe uczciwie i jasno i jest w
            porzadku, zaczyna sie martwic, ze ja skrzywdzi... ale z drugiej strony takie
            rozmyslania sa pierwszym krokiem do tego, ze chce sie kogos zostawic.. a powod
            znaleziony dla siebie brzmi "nie chce aby ona sie zaangazowala, a widze, ze juz
            zaczyna, a ja taki be, ze napewno nic wiecej nie chce poza tym co mam".. ot i
            wsio.. tu po prostu byc moze jest zwykla chec na zmiane partnerki

    • Gość: kate Re: K O C H A N K A IP: *.b-m.pl 14.10.03, 15:51
      a ja mysle, ze powinienes bawic sie dowoli. I tak kiedys za to zaplacisz.
    • tribeca Re: K O C H A N K A 14.10.03, 15:52
      ja chyba nigdy nie zrozumiem facetów... te powody, ktorych nei zdradzasz sa
      bardzo ważne
      uważasz, ze nie jesteś związany z tą kobietą? jest przyjaźń, szacunek, seks, a
      ty nie chcesz czy nie możesz się zaangażować? proszę, niech mi ktoś wytłumaczy
      takie podejscie mężczyzny. Z jednym takim się rozstałam - było cudownie, ale on
      bał się zaangażować. To był dla mnei spory szok, bo sprawiał wrażenie bardzo
      zaangażowanego.
      • Gość: girlfriend Re: K O C H A N K A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 16:03
        to proste: mimo rozlicznych gorących uczuć, nie uważał Cię za osobę, której
        dobro skłonny byłby postawić nad swoim.
        • tribeca Re: K O C H A N K A 14.10.03, 16:06
          rzeczywiście proste, niema wszystko można w ten sposób wytłumaczyć
          • Gość: girlfriend Re: K O C H A N K A IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.03, 17:16
            bo też prawdziwą miłość poznaje sie po tym, że "jego" nad "moje".
            • tribeca Re: K O C H A N K A 15.10.03, 10:22
              Gość portalu: girlfriend napisał(a):

              > bo też prawdziwą miłość poznaje sie po tym, że "jego" nad "moje".

              hmm, czyli wygląda na to, że nigdy nie kochałam tak naprawdę, bo dla mnie
              miłość to "jego" jest równie wazne jak "moje"

              ale odchodzimy za bardzo od tematu wątku:)
    • komandos57 Re: K O C H A N K A 14.10.03, 19:22
      Gość portalu: kochanek napisał(a):

      > Jestem wolny, z nikm nie związany, jestem jednak w relacji z kobietą, którą
      > szanuję, bardzo lubię, przyjaźnię się i kocham się namiętnie bardzo często,
      > nie chcę się wiązać z nią jednak, nie chcę tworzyć z nią związku, z wielu
      //////////////////////////////////////////////////
      jestem wolny,z nikim nie zwiazany,mam dupe swoja.o reszcie wam nic nie powiem.a co wy byscie zrobili na moim miejscu?toz to swierzba mozna dostac.
    • carduus Re: K O C H A N K A 15.10.03, 13:52
      A mnie przemknęła myśl, że kochanek z jakichś, jemu tylko znanych powodów, nie
      chce (boi się?), że sam się zaangażuje i jednocześnie czuje gdzieś głęboko w
      sobie kiełkujące powolutku zaangażowanie (uczucie???). I jest na razie na
      etapie zaprzeczeń.
      To tylko hipoteza. Nieśmiała, bo po prawdzie to niewiele danych za tym
      przemawia. Ale ja czasem mam tendencję do wynajdywania najmniej
      prawdopodobnego.
      Za co sorry i juz zmykam.

      carduus
      • Gość: kochanek Re: K O C H A N K A IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 15:45
        Masz trochę racji, to mogłaby być zwyczajna moja projekcja uczuć, które sam
        czuję na nią.

        niestety raczej tak nie jest. świadomie się nie angażuję.
        • Gość: jo Re: K O C H A N K A IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.10.03, 16:13
          Kochanek- a kiedy zdradzisz to drucie dno znajomosci? Moze to byc bardzo
          istotne...

          Podobnie jak wiekszosc kobiet nie rozumiem, dlaczego nie chcesz angazowac sie
          w zwiazek z kims, kogo szanujesz, pozadasz, lubisz.

          Faceci czasem sa prosci, a czasem bardzo skomplikowani...
      • Gość: kochanek W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 15.10.03, 16:16
        Chciałbym wam podziękować, w penym sensie zrozumiałem, że ja już jestem w
        związku, co bym o tym nie pomyślał, to nasza relacja jest związkiem, tak na to
        patrzycie w postach i tak zaczeło się to jawić...
        Zbija mnie to z tropu ponieważ, właśnie przed tym najbardziej się broniłem, nie
        chcąc byśmy byli parą (ujmując to infantylnie), doprowadziłem do tego, że
        jesteśmy związani, łączą nas uczucia, np. moje obawy, że ją skrzywdzę.

        Zabrneło to jednak za daleko. moim postanowieniem po zakończeniu poprzedniego
        bardzo długiego związku, było nie wiązać się przez rok, tak jest zdrowo, tak
        radzi między innymi Eichelberger, nieświadomie nie uniknołem tego.

        Moja szczerość też w pewnym sensie okazała się wątpliwa, co również
        uświadomiliście poprzez swoje posty, Ja jej mówiłem: nie chcę się z Tobą wiązać
        TERAZ, nie mówiłem, że za rok też nie, itd. Oczywistym jest, że czeka i łudzi
        się
        Jakkolwiek nie wiem co będzie za rok i w pewnym sensie mnie to usprawiadliwia,
        to i tak nie była to szczerość pełna.

        Co postanowiłem:

        zostaje przy tym co napewno jest między nami dobre, przy przyjaźni, seks też
        jest dobry, nawet bardzo dobry, kosmiczny, ale to jest ten aspekt, który wpływa
        na to iż jest to związek.

        W pewnym sensie to co jest między nami nie pozwala jej odnaleźć prawdziwej
        miłości a ja nie chcę jej tego pozbawić tylko dlatego, że dażę ją ogromną
        namiętnością.

        Nie poradziłem sobie jeszcze z tym co było w moim poprzednim związku, nie mogę
        więc wejść w jakąkolwiek inną relację, bo wchodzę w brudnych butach.

        dziekuję wam
        • seksuolog Szlachetna postawa 15.10.03, 16:54
          Gość portalu: kochanek napisał(a):

          > W pewnym sensie to co jest między nami nie pozwala jej odnaleźć prawdziwej
          > miłości a ja nie chcę jej tego pozbawić tylko dlatego, że dażę ją ogromną
          > namiętnością.

          To jest bardzo szlachetna postawa. Jezeli istnieje mozliwosc ze druga strona
          moze oczekiwac zwiazku i uczucia to oczywiscie szlachetnosc bedzie wymagala
          zaprzestania relacji bo potencjalnie naraza ta druga osobe na zawod,
          rozczarowanie i cierpienie. Poza tym trzeba pamietac ze nasz czas na tym padole
          i kazdy jego etap jest ograniczony wiec nie nalezy narazac drugiego czlowieka
          na strate czasu z powodu naszego hedonizmu czy egoizmu. W tym czasie ta osoba
          moze znalezc prawdziwe uczucie.

          > Nie poradziłem sobie jeszcze z tym co było w moim poprzednim związku, nie
          > mogę więc wejść w jakąkolwiek inną relację, bo wchodzę w brudnych butach.

          Te brudne buty to pewnie za duza metafora. Nowy zwiazek to tez sztuka
          przeniesienia poprzedniego do archiwum.
        • Gość: kochanka Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.energis.pl 15.10.03, 18:47
          No proszę...
          U nas tak samo, ale poniewaz z obu stron, to to jakby jest oczywiste...

          Ale ile ona ma lat? czy jest jakos bardzo młodziutka, nie jest w stanie pojąć
          Twojej sytuacji? Ze poniewaz wiesz, ze nie uporałes się z przeszłoscia, to nie
          masz pojcia, czy będziesz w stanie tworzyc z nią zwiazek gdy juz się z tą
          przeszłoscią uporasz?
          Czy ona naprawdę potrzebuje tej gwarancji? nikt by jej przeciez tego nie dał,
          anwet przy najszczerszych chęciach, ze mu się nigdy nie odmieni...

          jak ktos ma spotkac "wielką miłosc" to i tak spotka, i Twoja obecnosc, chocby w
          tej chwili ona była ogromnie w Ciebie zaangazowana, to czy rzeczywiscie jej to
          pzeszkodzi? ale to tylko moje zdanie :)

          POza tym, nie wierzę, ze wchodząc w relacje po długiej przerwie, niby na
          czysto, nie wchodzimy i tak w brudnych butach- nikt nie jest doskonale
          dojrzały, kazdy wnosi jakies swoje problemy, chore wzorce, swoje lęki, blokady,
          wyparte emocje...czy one dotyczą poprzedniej ukochanej, czy mamy, czy pani
          nauczycielki- coż, oczywiscie najtrudniej sie mierzyc z tęsknota faceta za
          byłą, ale po cóz się mierzyc? nikt z nas nie jest białą kartą.

          Ja osobiscie kocham swoich ex. nawet mam z nimi kontakt, składamy sobie
          zyczenia urodzinowe, wspominamy cudowne momenty, czasem dzwonimy do siebie czy
          piszemy maile. Tatus mojego dziecka jest obecny w moim zyciu niemal codziennie.
          Cudowny facet.
          Męzczyzna z ktorym sie spotykam tez ma za sobą powazne związki. ewidentnie
          uwielbia swoją byłą zonę. No i co z tego? przeciez to normalne. gdyby tak nei
          bylo, nie ufalabym mu. dlaczego mam byc zazdrosna o przeszlosc? to ona go
          uksztaltowala. kazdy z nas potrzebuje duuzo czasu, by uwolnic sie od emocji z
          poprzedniego związku, kazdy baardzo dlugo analizuje i widzi to coraz to
          inaczej, kazdy niesie w sobie przeszlosc i zamykanie kolejnych rozdzialow jest
          czasem dlugim procesem, mimo, ze następny się juz rozpoczął.

          jezeli ludzie mają tego swiadomosc, jesli potrafią o tym rozmawiac, a
          przynajmniej to jasno sygnalizowac, jezeli rozumieją u siebie nawzajem
          przyczyny roznych zachowan, to dają sobie przestrzen.
          spotykają się tam, gdzie im po drodze, gdzie jest jakas przestrzen wspolna. i
          szanują to, ze druga osoba ma wiele obszarow, do ktorych nie mamy dostępu, na
          ktorych dzieją sie rzeczy nie z nami związane, gdzie odbywają się czasem
          podziemne procesy transformacji, gdzie czasem zamrozone cos zostało i dotykac
          nie wolno, bo potrzeba czasu, by odtajało...

          Jesli nie chcemy mieć drugiego człowieka na własnosc, jesli cieszy nas
          Spotkanie, i Tajemnica, jesli jestesmy otwarci na rzeczywistosc zamiast miec
          swoją sztywną wizję jak wyglądać powinno nasze szczęscie- maż, dzieci i dom z
          ogródkiem- to po co nam gwarancje, ze ten pan to nasz ksiąze i nasza Wielka
          Miłosc?

          Miłosc to cos wiecej niz dwoje ludzi. Mozna zyc zanurzonym w milosci
          niezaleznie od tego, czy ktos jest obok nas.

          Kochac to rozumiec, to nic nie oczekiwac. kochac to z usmiechem pozwolic
          odejsc.
          Kochac, to byc wolnym.
          • Gość: jula Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.aster.pl / *.acn.pl 15.10.03, 21:57
            tylko kto tak potrafi kochać??? zwykły smiertelnik raczej nie potrafi... kocha
            miłością pełną zachłanności, zazdrości, poczucia własności a strefa wolności
            to też rezultat jakichś wspólnych ustaleń a nie swobodna gra miłości otwartej
            na wolną przestrzeń, w które może się rozijać miłość. Podoba mi się to, co
            piszesz. Jestem pod wrażeniem. Jednak myślę, że to jest teoria, ideał miłości
            ale w życiu nie ma ideałów. My sami jesteśmy tego potwierdzeniem. Wszysycy
            jesteśmy egositami, oczywiście w mniejszym lub w więszym stopniu ale lubimy
            dawać tym, co się nam odwdzięczą sympatią za sympatię, miłością za miłość,
            seskem za seks. Twoje spojrzenie jest spojrzeniem mędraca zdystansowanego na
            rzeczywistość, który albo wiele, bardzo wiele przeszedł ale wiele przeczytał.
            jeśłi faktycznie potrafisz żyć tak jak mówisz kapelusz z głowy, szczerze. ja
            jestem na etapie myślenia, że nigdy nie uda mi się tak życ by nie wymagać od
            kogoś kogo kocham lojalności, czułosci, miłości, seksu i wielu innych rzeczy.
            Oczywiście to wszystko płynie z tej miłości i nie musze o to prosić ani tego
            żadać, to wszystko dostaję w atmosferze wolności ale tego potrzebuję, moje ego
            w tym czuję się dobrze. Niewykluczone, że jestem słabą narcystyczną osobą i
            uwielbiam być kochaną z całym arsenałem człości, namiętności, wyłączności,
            tkliwości, tęsknoty. To czasami niewygodne i podobne chore wchodzenie w taką
            symbiozę z drugim człowiekiem ale ja tak mam. Z przyjaciółmi łatwiej realizuje
            mi się model, o którym piszesz ale w miłości nie potrafię chociaż mialam różne
            etapy "ucywilizowania" jej. Pozdrawiam serdecznie.
            • Gość: kochanka Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.energis.pl 15.10.03, 23:22
              Oczywiscie Jula :)

              pewnie dlatego, ze jestem "po przejsciach" dochodzę do takiego patrzenia na
              relacje z ludzmi. czasem bardzo boli nasze ego? nie iwem co, ale cos boli- ze
              inni ludzie zachowuja sie inaczej,. niz chcielibysmy, niz od nich potrzebujemy.
              Ale, coz przeciez ja tez zachowuje sie inaczej, niz inni by chcieli. z nie
              wiedzy, niezrozumienia, niemoznosci, zagubienia, obiciązen z przeszlosci,
              wlsnych problemow... czy ze zlej woli? nie. wszyscy stramy sie jak mozemy.
              skoro ja nie chcac i nie wiedzac o tym, dopiero po fakcie ze zgrozą to
              odkrywając, ranie innych ludzi, nei rozumiem ich, rozmijam sie z nimi z
              wlasnego zaslepienia, to dlaczego sądzic, ze oni mają ianczej?
              kazdy, kogo znam , z kim bylam w relacji, dawal z siebie to co mogl, dawal to
              co mial najpiekniejszego do dania w tym momencie.
              jakos od jakiegos czasu nie potrafie patrzec inaczej- wciska mi sie w oczy to
              wszystko, co Ci ludzie robili dla mnie, jak wiele , jak pieknie mnie
              obdarzali...tyle , ile umieli. ja tez staralam sie jak moglam. Dlatego jakos
              nabralam pokory wobec swoich oczekiwan wobec innych.
              Bo nigdy nie wiem, i zwykle dowiaduje sie po fakcie, dlaczego ktos zachowal sie
              tak a nie inaczej, gdy zachowal sie niezgodnie z moimi potrzebami.

              dlatego podstawą w milosci wydajem i sie zrozumienie tego, ze ludie nie sa
              poto, zeby cos nam dawac- ze jak nas obdarzaja tym czego potrzebujemy, to
              cudownie, ale jesli nie, to nie jest to skierowane przeciwko nam.
              Ludzie są tacy piekni. zwykle jestesmy cholernie zagubieni , wszyscy, i
              szukamy, staramy sie- naprawde nie mnie sądzic, ile kogos kosztuje utrzymanie
              sie na powierzchni zdarzen, wstanie rano z łózka, ogolenie sie bez podciecia
              sobie żył. Kazdy ma swoje trupy w szafie, kazdy z czyms sie zmaga.
              Chwile bliskosci, chwile czulosci, chwile piekna sa tak cenne- dlaczego
              zachlannie chciec ich wiecej- tak, chcijmy, ale ze zrozumieniem. odczuwajmy zal
              i smutek, ze jest inaczej, ale ten smutek jest pelen slodyczy- bo jest pelen
              zrozumienia i akceptacji.

              nie wiem, pisze chaotycznie bardzo, nie umiem zupelnie wyrazic tego, na co sie
              porywam.

              moze tak: wielokrotnie w przeszlosci cierpialam, zamiast sie cieszyc. bo
              zamiast skupic sie na tym, co mam, skupialam sie na tym, czego mi brakuje.

              a jak tak sie rozejrze, to w najtrudniejszych, najczarniejszych momentach
              swojego zycia mialam tyle, zeby wystarczylo oglosic sie najszczesliwsza kobieta
              na tym globie :). no, czasem prawie najszczesliwsza, lolol.
              tylko o tym nie wiedzialam.
              teraz, po troszku, juz czesciej to widze.
              Czasem czuje sie jak staruszka na ganku w sloneczne przedpoludnie, pod
              pledzikiem... mruze oczy, usmiecham sie, i czuje taką błogość....
              hihi.
              e, no nie umiem, nie umiem.
              przepraszam :).
              • Gość: girlfriend Standing ovation, Kochanko... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.03, 23:34
                za wszystkie Twoje posty.

                pozdrawiam serdecznie :)))
              • Gość: jula Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.aster.pl / *.acn.pl 16.10.03, 19:53
                Rozumiem o czym mówisz. Ba mogę przyznac się, iż miałam etap w życiu, kiedy
                tak własnie myślałam. Wydawało mi się, iż posiadłam tę życiowa mądrość
                współistnienia, iż oto znalazłam sposób na wszystkie moje bolączki, pytania,
                rozterki "dlaczego tak a nie inaczej", "czym sobie zasłużyłam". Podobnie jak
                TY chciałam kochac ludzi takimi jakim są, ze świadomością jak to powiedziałaś
                tych wszystkich trupów w szafie. "przyjaciel to ten, kto nie pytając o powód
                Twojego smutku potrafi Cię rozweselić". Każdy jest inny mówiłam sobie, każdy
                ma to coś niepotarzalnego, tę nutę, bez brzmienia której moje zycie stałoby
                sie uboższe... I też rozkochiwałam się we wszystkich tych dobrych nutach za
                nic mając trupy w szafie choć smrodek czasami przecież musiał dolecieć.
                Stawiałam sobie tez pytanie o iluzyjnośc mojej postawy czy akceptują trupy w
                szafie nie wątpię przypadkiem w ich istnienie, co powduje, że znowu żyję
                iluzją, swoim o kimś wyobrażeniem, zmniejszam dystans, otwieram drzwi szafy i
                oto staję oko w oko i zachowuję się tak jakbym tego nie wiedziała nigdy...
                Teraz moja postawa jest bardziej krytyczna, już nie tak rozumiejąca, gdyż
                zrozumiałam, że zawsze zwłaszcza do najbliższych mamy jakieś oczekiwania.
                Jasne ideałem jest nie oczekiwać, kochać bez względu na to, co możesz o kogoś
                i czy w ogóle możesz otrzymać coś w zamian ale ja tak chyba nie potrafię.
                WKurzam się, gdy ktoś potrakutje mnie niesprawiedliwie czy nawet okrótnie
                chociaż wiem, ze sam jest sfrutrowany czy przez kogoś skrzywdzony ale czy do
                cholery musimy przekazywać ciągle palećzkę, odreagowywać na niewinnych,
                jeszcze nam życzliwych ludziach. Nie wiem czy widziałaś dogville, ten film
                stawia pytania, które my tutaj sobie stawiamy i daje odpwoeidzi, które i my
                usiłujemy sobie dać. Ja zgadzam się z ostateczną wymową tego filmu, że ludzie
                są egoistyczni i chciwi i prezej zdepczą wrażliwa jednostkę niż się pod jej
                wpływem zmienią. Wiem, że i ja jestem egoistką i chociaż lubie ludzi to wiem,
                że musze strzec się tych wszystkich trupów w szafie, chronić się przed nimi,
                zakłądać maski, stosować czasami uniki, zwiększać dystans, nie mieć oczekiwań,
                nie wymgać zbyt wiele, szukać siły w sobie, pogodzić się, że nie ma nadziei i
                nie znjadę szczęscia w ludziach jeśłi nie znajde go w sobie.
                Nie znaczy, ze ja ludzi nie kocham, są moją pasją ale patrze na nich trzeźwo i
                już nie ma we mnie tyle bezgranicznego zrozumienia co kiedyś. Jestem gotowa do
                pomocy ale i świadoma niedoskonałości i ograniczeń angażuję się z dystansem a
                może to nie jest prawdziwe zaangażowanie?? Ot może to jest taki kolejny etap,
                przejściowy jak wszystko, jak całe to istnienie tu na tym padole, które
                czasami tak powaznie, zbyt poważnie bierzemy. Dzięuje za arcyprzyjemną
                konwersację i pozdrawiam ciepło:-)
                • Gość: kochanka Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.energis.pl 17.10.03, 00:21
                  aaach.
                  jak przyjemnie się z Tobą rozmawia.

                  Trafilas w sedno tarczy :). U mnie to jest takie zataczanie kręgów. Od postawy-
                  rozumiem wszystko, akceptuje, kocham i wybaczam, ktora w istocie byla
                  wypieraniem wlasnych emocji, no bo skoro rozumiem, to nie ma juz potrzeby sie
                  wkurzac, smucic, czy czuc zranioną... poprzez uswiadamianie sobie, ze wolnosc
                  nie polega na wypieraniu uczuc czy emocji, ktorym odmowilo sie racji
                  bytu "rozumowo".. hihi, chcialam tak na skroty. byc wolna z zalozenia, bz
                  procesu uwalniania sie, :)....
                  jak odkrylam, ze w istocie wypieralam mase rzeczy, albo reagowalam ze
                  spoznionym zaplonem, po godzinach, dniach a nawet miesiacach ( sic!!!) na to,
                  co sie wydarzylo- dopiero wtedy to wyplywalo na powierzcnie..alob wybuchalo raz
                  kiedys, gdy mi sie przelalo... przeszlam wiec etap uwalniania emocji i uczenia
                  sie wyrazania ich, a najpierw odkrywania, co ja wlasciwie czuje- nie takei
                  oczywiste, jesli sie akceptuje wszystko co sie dzieje na zwenatrz w
                  wyniku "zalozenia odgornego" ( co to mowi o mozliwosciach auto-prania mozgu,
                  hmm) - i odkrywania, jak wiele tlumionego gniewu, zalu, agresji we mnei
                  siedzi...
                  potem zaczelam uczyc sie wyrazac to co czuje, i dzialac w zgodzie z
                  tym...powolutku...odkrylam, jak Ci wszyscy, co do ktorych pozwalam sobie
                  wreszcie w niczym nieskrepowany sposob przezywac emocje i uczucia, i lączyc
                  ich z pzyczynami tych uczuc i emocji, sa zagubieni zupelnie jak ja. i tez sie
                  staraja caly czas. no i znowu doszlam do etapu, ze akceptuje, ze kocham
                  niezaleznie od, etc, tylko tym razem juz umiem sie zatroszczyc o soebie, bo
                  wiem, gdzie ja jestem w tym wszystkim, czego ja potrzebuje, czego ja szukam-
                  przestalam JA sie ranic w kontaktach z innymi. to ze ja kocham i nie oceniam i
                  nie potepiam i nawet patrze na to z zachwytem, rozrzewnieniem, rozbawieniem, ze
                  smutek ma swoja slodycz- nie znaczy przeciez, ze dam sie wykorzystywac czyjemus
                  egoizmowi. mnie ten egoizm juz nie boli, ale tez nie pozostaje wobec neigo, jak
                  niegdys, bezbronna. nie boli mnie jakos tak na planie ogolnym, bo przeciez ,
                  jak mowie, nauczylam sie wreszcie odczuwac i to, ze czuje sie szczesliwa, nie
                  znaczy, ze nie skladaja sie na to rowniez odczucia bolesne, a nawet
                  rozdzierajaca rozpacz.
                  no, dalej nie umiem tego wyjasnic, ze moge czuc totalna burze emocji, bardoz
                  cos przezywac, a jednoczesnie czuc sie szczesliwa.

                  byc moze, nie wykluczam, a nawet raczej zakladam, to kolejna sztuczka mojego
                  umyslu, ktory probuje przechytrzyc sam z siebie, a goni wlasny ogon.
                  z drugiej strony, moze to warstewki cebuli, ktore obieramy, obieramy,
                  obieramy...

                  jest taki moj ukochany wiersz Rikego, jedyny ktory znam na pamiec, ale tylko po
                  niemiecku, bo nie podejmuje sie tlumaczyc:

                  Ich lebe mein Leben in wachsenden Ringen,
                  die sich uber die Dinge ziehn.
                  Ich werde den letzten vielleicht nich vollbringen,
                  aber versuchen will ich ihn.
                  Ich kreise um Gott, um den uratten Turm,
                  und ich kreise jahrtausende lang;
                  Und ich weiss noch nicht: bin ich ein Falkon, ein Sturm,
                  oder ein grosser Gesang.

                  R.M.Rilke.

                  On to lepiej ujał,:)))
                  tylko ze przepraszam wszystkich, nie mam zadnego tlumaczenia, moze ktos sie
                  podejmie albo zna jakis przeklad...

                  I dziękuję, Jula :))
                  taka rozmowa jest kwintesencja tego, o czym marzę zaglądając na to forum- zeby
                  ktos mnie przejrzał, hihi.
                  zajrzał pod powierzchnię słow i trącił czułą strunę.

                  e, no znowu sie rozpędzam,lol. mam tendencje;)
                  pozdrawiam bardzo.
                  • jmx Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H 17.10.03, 01:03

                    Bo trzeba umieć dbać o siebie by zadbać o innych :-)
                    Coś w rodzaju: kochaj bliźniego jak siebie samego.

                    Pogratulować sukcesu :-)
                  • Gość: jula Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.10.03, 19:35
                    witam:-) z przyjemnością
                    hm... jak jest ze mną aktualnie, co czuję, gdzie doszłam, jaka postae wobec
                    ludzi reprezentuję trudno byłoby mi opisać w jakichś prostych słowach na
                    dodatek jeszcze jasno rzecz ujmując, gdyż chyba jest usiłowanie zamknięcia w
                    sztywne ramy czegoś nieuchwytnego.
                    Jest we mnie dystans, jest strach, jest świadomość odniesionych ran. Jest
                    wiedza na temat źródeł ludzkiego zachowania, świadomość zdeterminowania
                    jednostki ludzkiej począwszy od narodzin a może wcześniej, jej wychowania i
                    ukształotowanie, które w wieku dorosłym włascwie stanowią constans. Jest
                    pragnienie by widzieć rzeczy takimi, jakimi są, by nie fundować sobie
                    kolejnych szybko komprpomitujących się samoszustw. I jest gdzieś tam miłosć i
                    pragnienie bliskości z drugim cżłowiekiem pomimo wszystkich jego wad i
                    ograniczeń, iluzji, którymi tak chętnie się karmimy, ryzyka porażki i
                    odniesienia rany. I jest coś jeszcze nieuchronność samotności lub
                    odosobnienia, świadomości, ze wyrzuceni w wir tego życia, przerażeni i samotni
                    nie przezwyciężymy tego stanu szukając zespolenia z drugim. Ta świadomośc jest
                    o tyle bolesna, co i wyzwalająca ostatecznie z sideł ziemskiej szarpaniny by
                    ukoić ciągle obecny ból egzystencjalny. Jesteśy samotni, pogrążeni w swoich
                    światach, w całym bagażu, który dźwigamy po przodkach, rodzicach. Samotni,
                    przerażeni, skrzywdzeni i skupieni na sobie, tak niewiele czerpiący radości z
                    życia, nie rozumiejący ile radości i wyzwaolenia kryje pznanie swojej wąłsnej
                    tajemnicy. Czuję jedna jakąś twardość serca i sama tego nie rozumiem co to
                    oznacza, czy jest to właśnie ta świadomośc ludzkiej niedoskonałości, której
                    sama jestem dowodem, czy jest to zwykły, ludzki strach i postawa obronna by
                    nie zostać znowu brutalnie sprowadzonym na ziemię. Czuję to wszystko, co
                    czasami kaze widzieć mi ten dystans. Ten dystans mnie chroni ale moze jest on
                    zwykłym egoistycznym sposobem na przetrwanie.
                    Dzisiaj jest piątek. Przyjemny dzień. Zaczyna się weekend. Tak wielu moich
                    bliższych i dalszych znajomych dało mi wyraz swojej sympatii, tak duzo rozmów,
                    propozycji, telefonów. Jakie to miłe. Jestem w swoim zywiole. Z jednej strony
                    stoi radość i chęć ogranięcia tych wszytskich ludków ramieniem a z drugiej
                    całe moje doświadczenie i ten dystans jak bym była to nawet trudno ująć,
                    jakbym gdzieś nad tym wszystkim się unosiła, cieszyła się, radowała, była
                    bliska a jednak daleka.
                    W poszukiwaniu drogi do innych i samej siebie poznałam buddyjski psychologizm
                    oraz zgłębiałam psychologię osobowości. Szukałam, szukam i szukać z pewnością
                    będę wszytskiego, co mi pomoże cieszyć się każdą chwila mojego życia i akżdym
                    człowiekiem, którego los postawi na mojej drodze. Podobno to wyzwanie na całe
                    życie więc przynajmniej nudzić się nie będę.
                    Tak wiele nie rozumiem, tak wielu rzeczy się lękam, tak wiele rzeczy kocham i
                    od tak wielu uciekam w tym wszytskim zdając sobie sprawę, ze jak spiewa
                    Staszek Sojka "życie to krótki sen"...
                    Ja również dziękuję Ci Kochanko za tę rozmowę:-)
                    pozdrawiam ciepło
        • Gość: jar Re: W I Ę C E J O K O C H A N K A C H IP: 195.136.33.* 17.10.03, 09:48
          > W pewnym sensie to co jest między nami nie pozwala jej odnaleźć prawdziwej
          > miłości a ja nie chcę jej tego pozbawić tylko dlatego, że dażę ją ogromną
          > namiętnością.

          kochanek, bujac to my ale nie nas, chcesz odejsc ale chcesz miec argumenty, ze
          to bardzo fajna dziewczyna, tylko, ..nie dla ciebie...a zrobisz to dla niej, bo
          inaczej ja skrzywdzisz, a najlepiej jak byscie zostali dobrymi przyjaciolmi do
          lozka...od czasu do czasu jak nie bedziesz z inna akurat, a w zasadzie to
          optymalnie abyscie tylko sypiali ze soba do czasu az poznasz inna, fajniejsza z
          lepszymi cyckami... twoje argumenty to klasyka rzucania baby aby dobrze sie
          samemu czuc


          ooo..jak nizej hahaha:)

          > Nie poradziłem sobie jeszcze z tym co było w moim poprzednim związku, nie
          >mogę więc wejść w jakąkolwiek inną relację, bo wchodzę w brudnych butach.
    • jmx Do Kochanka 16.10.03, 02:23

      Napisałeś, że nie chcesz się zaangażować, nie chcesz z tą kobieta tworzyć
      związku, że jeszcze nie uporałeś się z przeszłością.

      Ale...
      ...kochasz się z tą kobietą, martwisz o nią, jest Ci bliska, gdy zerwiecie to
      będzie Ci jej brakowało (tak przynajmniej wywnioskowałam z tego co napisałeś).

      Więc jakbys nazwał to co was łączy? Czy to nie jest juz związek, czy to nie
      jest już zaangażowanie? Dlaczego boisz się, że przeszłośc wam zagrozi, skoro
      teraz jest dobrze między wami, czemu nie chcesz, byście razem to przeszli?


      Zadziwia mnie ludzka naiwnośc pt. "seks bez zobowiązań", "bez zaangażowania".
      To jest moim zdaniem niemożliwe. Seks bez zobowiązań można mieć w agencji
      towarzyskiej. Według niektórych przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest
      niemożliwa (bo zawsze drugie się zakocha) a seks jest. Dla mnie to zagadka...
      Tak jakby seks nie łączył, nie stwarzał więzi, intymności, poczucia
      bliskości...

      Relacja oparta na seksie (a do seksu najczęściej dochodzą i inne rzeczy wraz z
      jej trwaniem) też stanowi związek. I warto się zastanowić nim się podejmie
      decyzję o rozpoczęciu tego typu kontaktu. Bo moim zdaniem jest on o wiele
      bardziej ryzykowny niż przyjaźń męsko-damska.
      • Gość: JO Re: Do Kochanka IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.03, 19:39
        Zgadzams ie. znam kilka kobiet, ktore chcialy utrzymywac neizobowiazujaca
        znajomosc... ale intymnosc wywolala emocje i zatracily dystans. A fececi nie.,
        i cierpialy.
        kobiety szukajac takich znajomosci szukaja raczej namiastki czegos, czego nie
        maja. rzadko samego seksu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka