lakshmee
29.09.08, 09:44
Mam 24 lata, a czuję się kompletnie nieprzygotowana do samodzielnego
życia. Mieszkam co prawda sama, sama się utrzymuję, ale ile mnie to
kosztuje, wiem tylko ja. Studia na początku szły nieźle, momentami
nawet świetnie, a potem coś się załamało. Posypały się warunki,
egzaminy, na które nawet nie szłam...
Trzy miesiące nie pokazywałam się na uczelni, siedziałam w domu i
wychodziłam na dłużej jedynie do pracy w weekendy. Mogłam to
naprawić, ale nie zrobiłam tego, bo... No właśnie, dlaczego? Mam
problem z tak głupią rzeczą jak pójście do dziekanatu i załatwienie
swoich spraw. Wszystko zawsze odkładam na ostatnią chwilę - płacenie
rachunków, załatwianie różnych spraw. Moja praca wymaga kontaktu
telefonicznego z klientami, a ja boję się dzwonić. Tak naprawdę
siedzę w pracy, czekając już tylko, żeby iść do domu. Nie mam odwagi
(a może mi się nie chce?) szukać odpowiedniej pracy dla siebie, nie
potrafię z siebie wykrzesać najmniejszej inicjatywy.
Wszystko to wynika pewnie z tego, co spotkało mnie w przeszłości.
Rozwód rodziców, brak kontaktu z ojcem przez kilkanaście lat,
depresja mamy...
Nie wiem, dokąd zmierzam, co ze mną będzie, ciągle coś przygniata mi
duszę, nie umiem sama o siebie zadbać, a co dopiero o kogoś...
Chciałabym pójść do psychologa, ale... nie potrafię nawet zadzwonić
i umówić się na wizytę. Prosiłam przyjaciół, żeby mnie umówili,
następnego dnia każdy o tym zapominał. Nie wiem, dlaczego boję się
sama zadzwonić. Poza tym obawiam się, że wydziwiam, wymyślam sobie
problemy (zewsząd to słyszę...)
Jest mi wstyd, że takie rzeczy kosztują mnie tyle wysiłku. W
zasadzie nie wiem, dlaczego piszę to wszystko. Nie usłyszę tu żadnej
wielkiej prawdy na swój temat. Może przynajmniej dostanę
motywacyjnego kopniaka, żeby zrobić coś ze sobą... :)
Pozdrawiam ciepło wszystkich, którym chciało się to wszystko czytać.