26.11.08, 08:25
Zainspirowałam się jednym z postów
ale przede wszystkim tym co dzieje się wokoł mnie
Jestem kontaktowa i towarzyska
mam wielu znajomych i wszystko jest super do momentu kiedy ja nie
mam ochoty sie dla odmiany pouzalac - czasem kazdy z nas ma kiepski
dzien kiedy marudzi i narzeka
niedawno bylo kilka dni wolnego i telefon dziwnie zamilkl
a ja mam w ostatnim czasie dosc trudna sytuacje i bardzo powazny
stres nia powodowany
Nie jestem juz tylko wesola i pelna energii
zdarza mi sie miec mine w podkowe i lzy w oczach
a nie jak kiedys pelno radosci i umiejetnosc sprawiaania ze ludzie
sie usmiechaja
stracilam duzo z siebie i czuje jak opadam z sil
to taki czas kiedy porzebueje aby dana innym energia zostala
mi "zwrocona" w ich wsparciu
ale to nie wraca
ludzie nie chca mnie takiej smutnej z klopotem na karku
to jest niewygodnie dla nich
nagle to teraz ja chce byc wysluchana i potrzebuje zainteresowania
Do tej pory bylo zupelnie na odwrot

dlaczego tak jest ze chetnie bierzemy od innych a kiedy oni nas
potrzebuja to udajemy ze nie mamy czasu ?

szczerze mowiac czuje sie okropnie - uzmyslowilam sobie ze jestem w
gruncie rzeczy sama
Obserwuj wątek
    • m-i-l-v-a Re: dawca? 26.11.08, 10:51
      Czytam drugi post na podobny temat i wypowiedzi, ktore z grubsza mozna zamknąć a
      jednym zdaniu: "Ludzie mają potrzebę wygadania się do konkretnego słuchacza, ale
      często sami nie potrafią wysłuchać innych". Sporo o tym myślałam. Jak każdy
      problem, tak i ten odniosłam do swojej sytuacji... i doszłam do wniosku, ze to
      czy ludzie nas słuchają zależy trochę od nas samych....
      Miałam w swoim życiu sporo bardzo trudnych przeżyć i w pewnym momencie myślałam
      podobnie jak Ty, ze jestem zupełnie sama ze swoimi problemami, a nawet może
      gorzej... bo był ktoś, kto zrobił z mojego życia prawdziwą szkołe przetrwania...
      Chociaż wcześniej nalezałam do tzw. słuchaczy, teraz nie miałam z kim
      porozmawiac o swojej matni... Przez lata wytwarzałam w sobie przekonanie, ze
      mogę liczyć tylko na siebie, nikt mi nie pomoże... Byli ludzie, ktorzy czekali
      na jakikolwiek sygnał z mojej strony, ale ja zamknęłam się w swojej skorupce i
      sprawiałam wrazenie osoby zaradnej, niepotrzebującej zadnego wsparcia,
      silnej.... a prawda była zupełnie inna. Umierałam z paniki, ze nie dam sobie z
      tym wszystkim rady...
      Wszystko zmieniło się, gdy otworzyłam się na innych. Dobitnie wyartykułowałam,
      ze potrzebuję rozmowy, ze nie dam jednak rady... Ludzie potrafią słuchać...
      Ostatecznie przekonuje się o tym teraz, kiedy pewien wypadek zupełnie uzależnił
      mnie od innych. W szpitalu jeszcze przeżywałam swoj tradycyjny bunt. Jak to,
      przecież wszystko ode mnie zależy, wszystko było na mojej głowie, jak to będzie?
      Nikt tego za mnie nie zrobi.... Swiat się nie zawalił....wszystko idzie jak w
      zegarku.... a ja jestem pewna, ze ludzie są dobrzy, bardzo dobrzy....
      Teraz czasem się ze mnie smieją...ze musiałam zostać uziemiona, żeby wreszcie
      POZWOLIC sobie pomóc.... zastanawiam się czy przypadkiem nie mają racji?...

      Pomyśl o tym...i może zastanów się nad sygnałami, które powinnaś wysłać do
      swoich znajomych...

      • shangri.la Re: dawca? 26.11.08, 10:55
        Dawca jest potrzebny , aby nie stracić do końca nadziei, wiary w drugiego
        człowieka, aby wciąż wierzyć w uzdrawiającą moc miłości.
        Jeśli jesteś dawcą, podziękuj za ten dar, a reszta zostanie ci dana:)
        • mariaeva Re: dawca? 26.11.08, 11:17
          zawsze tak myslalam
          ostanie miesiace poddaja to myslenie niestety w watpliwosc
      • mariaeva Re: dawca? 26.11.08, 11:17
        Ja wyartykuowalam potrzebe
        ale to jakby odsunelo ewentualnych pomagierow
        i slysze:
        jakos musisz sobie poradzic
        wiesz ale sie zmeinilas nic ostatnio mozna z toba porozmawiacco masz
        taka mine ciagle

        jakso poradzic sobie musze ale idzie mi to kiepsko w ostatnim czasie
        zmienialam sie bo nie jestem wesola i pewna siebie
        mam niewesola mine poniewaz chce mi sie plakac - tak prawda ze coraz
        czesciej

        mysle ze latwo akceptowac dawca a kiedy dawca zamienia sie w biorce -
        wydaje sie to koncem swiata ale głownie dla tych co dotad brali


    • xcvfpedsczjx Re: dawca? 26.11.08, 11:52
      dawca nie jest sie po to zeby dostawac cos w zamian - bo wtedy juz nie jest sie
      dawca lecz kontrahentem...
      "daje sie" bo ma sie potrzebe dawania, a nie po to zeby odebrac to sobie w
      przyszlosci
      • mariaeva Re: dawca? 26.11.08, 16:14
        a jednak relacje miedzyludzkie sa w pewnym stopniu interesem
        milosc to inna polka - wtedy dajesz bo kochasz choc i tak
        podswiadomie i tak oczekujesz ze tez dostaniesz to samo
    • teklana Re: dawca? 26.11.08, 13:14
      Nie w ludziach sie dopatruj, a w sobie.Każdemu zdarza sie miec
      lepszy ,czy tez gorszy dzień-normalka.Przyzwyczaiłąs
      wszystkich ,których znasz do swojej heroicznej postawy i masz za
      swoje.Masz takich znajomych jakich sobie wybrałąś.Rodziny sie nie
      wybiera,ale przyjaciół tak.Więc sama jesteś sobie winna.
      • mariaeva Re: dawca? 26.11.08, 16:14
        jasne - najbardziej tym ze w ogole smiem miec chimery
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka