simonaan
27.11.08, 13:14
Mojej babci odbiło - problem nie wiedzieć, czy z nią, czy ogólnie z nami, z
rodziną. Babcia ma 78 lat, jest wdową spod znaku Radia Ma(w)ryja, generalnie
jej życie to był zawsze church, plotkowanie, wyprowadzanie zdychającego
pudelka do parku i sranie nim sąsiadom pod oknami tudzież wyrabianie makatek i
sianie klasowej nienawiści a rebours z marzeniami o oddaniu jednego procenta
podatku na inkwizycję IPN włącznie. I to była moja babcia, jaką znałam i do
jakiej byłam przyzwyczajona. I wot sytuacja rodem z taniego serialu - babcia
pojechała do sanatorium, gdzie poznała pana Zdzisia czy innego Tadzia w wieku
adekwatnym i się zaczęło. Zniknęła gdzieś babcia, pojawiła się podstarzała
flirciara która szaleje na wieczorkach tanecznych dla seniorów (pan Tadzio
bądź Zdzisio mieszka też w Wawie), czyta Tinę i kupuje obcisłe ciuszki
obciskające babcine obfite kształty, nauczyła się obsługiwać kompa i czatuje
na czacie towarzyskim dla seniorów, lata do fryzjera... Słowem - zaczęła
gorszyć otoczenie na maksa. Skłóciła się z rodziną (jej dzieci niezadowolone i
oskarżają, że szydzi z pamięci ich taty, a mojego dziadka - zmarł jakieś
dziesięc lat temu). Z jednej strony rozumiem, że chce się cieszyć życiem,
ale...? Nigdy się tak nie zachowywała. Opanowywać ją jakoś? Czy niech się
bawi, a rodzinie nic do tego? W sumie sama nie wiem po której jestem stronie -_-