Dodaj do ulubionych

tyran zimny czy goracy?

IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 15:07
Najburzliwsze wybuchy Namietnosci: od przeklenstw po morderstwo, nie sa tak
przerazajace, jak pojedynczy akt popelnionego z zimna krwia lajdactwa: czyz
utajona wscieklosc nie jest bardziej niebezpieczna od paroskyzmow gniewu?
Czy tyranem jest ten kto wybucha z jakiegos powodu krzykiem, czy ten kto
potrafi z zimna krwia i intelektualnym wyrachowaniem mamic pozorami argumentow
i zewnetrznym spokojem?
Obserwuj wątek
    • Gość: Andrzej Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.unl.edu 18.01.02, 15:24
      Gość portalu: czarek napisał(a):

      > Najburzliwsze wybuchy Namietnosci: od przeklenstw po morderstwo, nie sa tak
      > przerazajace, jak pojedynczy akt popelnionego z zimna krwia lajdactwa: czyz
      > utajona wscieklosc nie jest bardziej niebezpieczna od paroskyzmow gniewu?
      > Czy tyranem jest ten kto wybucha z jakiegos powodu krzykiem, czy ten kto
      > potrafi z zimna krwia i intelektualnym wyrachowaniem mamic pozorami argumentow
      > i zewnetrznym spokojem?

      Ja wiem jedno, ze ani jeden ani drugi nie wie co to kontrol swych emocji.
      Z tego powodu wszystko mi jedno, czy mnie zaciuka ktos, kto ryczy z nienawisci do
      mnie, patrzac mi w oczy, czy ktos z wydeliberowanym planem cichociemnego.
      pozdr, Andrzej.
    • kwieto Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 15:29
      To nie ta kategoria. Tyran to ktos, kto ubezwlasnowolnia innych, stara sie
      czynic z nich swoich niewolnikow, ludzi poslusznych i podleglych.

      A czy jest dyszacym zloscia frustratem, czy chlodnym i wyrachowanym, to juz
      raczej nie ma znaczenia?
      • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 15:36
        kwieto napisał(a):

        > To nie ta kategoria. Tyran to ktos, kto ubezwlasnowolnia innych, stara sie
        > czynic z nich swoich niewolnikow, ludzi poslusznych i podleglych.
        >
        > A czy jest dyszacym zloscia frustratem, czy chlodnym i wyrachowanym, to juz
        > raczej nie ma znaczenia?

        ale np. w zwiazku miedzyludzkim, mowi sie, ze jesli jedna strona jest bierna, to
        druga dominuje, i tak slepy kulawego ciagnie...
        • kwieto Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 15:41
          No dobrze, kwestia czy to jest tyrania? Wiesz, ja na przyklad czesto sie lapie,
          ze dominuje dane srodowisko, ale wierz mi, rownie czesto jest mi z tym
          glupio...

          Na przyklad ostatnio na kursie angielskiego, bylem osoba, ktora najczesciej
          zabierala glos, czy dyskutowala z lektorem. Z drugiej strony, gdy nic nie
          mowilem (no bo stwierdzilem, ze trza dojsc do glosu innym w koncu) to zapadalo
          klopotliwe milczenie... Wiec jestem tyran czy nie jestem?

          A tyrania kojarzy mi sie z dominacja WBREW czyjejs woli.
          • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 15:42
            ktos kiedys powiedzial, ze wola jest zlem, bo z natury swojej jest ingerencja w
            inna wole
            • kwieto Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 15:52
              A wola wstania z lozka (spie sam) tez jest ingerencja w inna wole??
              Albo wola zrobienia sobie herbaty? Sniadania? Pojscia do kina? Pisania na
              forum?
              • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 15:56
                kwieto napisał(a):

                > A wola wstania z lozka (spie sam) tez jest ingerencja w inna wole??
                > Albo wola zrobienia sobie herbaty? Sniadania? Pojscia do kina? Pisania na
                > forum?

                czekaj, musze sie podrapac w glowe, chyba chodzilo o wole uszczesliwiania kogos
                drugiego
                • kwieto Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 16:12
                  A to niechze sie kazdy uszczesliwia na wlasna reke...

                  Jest taka przypowiesc o parze cyrkowcow, dziadku i jego wnuczce. no i
                  wykonywali taki numer, dziadek stawial tyczke na swoim czole, a dziewczynka
                  wdrapywala sie po niej na sam czubek. Pewnego dnia ow czlowiek powiedzial do
                  wnuczki: "mam pomysl, kiedy bedziemy robic ten numer, to ja bede uwazal na
                  ciebie, a ty bedziesz uwazala na mnie - w ten sposob bedziemy sobie wzajemnie
                  pomagac i sie wspierac!" Na co dziewczynka odparla rezolutnie: "mysle, ze o
                  wiele lepiej bedzie, jesli kazde z nas bedzie wystarczajaco mocno uwazalo na
                  siebie samego"

                  Ta dziewczynka miala racje... :"))
          • Gość: fnoll "tyran" gadatliwy :) IP: 195.150.224.* 18.01.02, 18:03
            a'propos tyranizowania grupy swoja aktywnoscia o ktorej wspomnial kwieto - z
            racji wlasnej gadatliwosci wyrobilem sobie zasade, ze generalnie staram sie
            nie odzywac pierwszy - najpierw slucham, potem mowie :)

            no ale na lekcjach jezyka to nie dziala - w koncu mowiac sie uczysz, wiec nie
            ma sensu rownac w dol do nieuczacej sie mowienia grupy

            pzdr

            fnoll
            • Gość: Andrzej Re: IP: *.unl.edu 18.01.02, 18:14
              Gość portalu: fnoll napisał(a):

              > a'propos tyranizowania grupy swoja aktywnoscia o ktorej wspomnial kwieto - z
              > racji wlasnej gadatliwosci wyrobilem sobie zasade, ze generalnie staram sie
              > nie odzywac pierwszy - najpierw slucham, potem mowie :)
              >
              > no ale na lekcjach jezyka to nie dziala - w koncu mowiac sie uczysz, wiec nie
              > ma sensu rownac w dol do nieuczacej sie mowienia grupy
              >
              > pzdr
              >
              > fnoll

              Fnoll cichym sciga lotem. Doczeka do konca, a potem wbija swe szpony znienacka.
              Dobrze, ze sie chociaz przyznaje do gadatliwosci. Wolalbym, by dokonal jeszcze
              jednego odkrycia, ze ilosc to niekoniecznie jakosc.
              Pozdrowienia jak zwykle od niezwykle sympatycznego Pana Andrzeja dla niewatpliwie
              rowniez sympatycznego Pana Fnolla,
              Pucio, pucio.
              • Gość: fnoll Andrzeju, zakochales sie we mnie? IP: 195.150.224.* 18.01.02, 18:37
                juz ci pisalem - zaloz osobny watek adoracyjny mojej osoby, chetnie sobie
                sobie zawsze poczytam do kawy co nowego poczules i pomyslales na moj temat :)

                pzdr

                fnoll
                • Gość: Andrzej Re: Andrzeju, zakochales sie we mnie? IP: *.unl.edu 18.01.02, 20:06
                  Gość portalu: fnoll napisał(a):

                  > juz ci pisalem - zaloz osobny watek adoracyjny mojej osoby, chetnie sobie
                  > sobie zawsze poczytam do kawy co nowego poczules i pomyslales na moj temat :)
                  >
                  > pzdr
                  >
                  > fnoll

                  Tobie tylko "malzenstwa" w glowie.
                  Pucio.
    • dorkasz Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 16:20
      moim skromnym zdaniem i jedna postawa i druga jest oparta na agresji i to, czy
      jest ona ujawniana czy tez nie nie swiadczy o jej sile i zagrozeniu, jakie
      stanowi. fakt ze dana osoba ujawnia swoje emocje jest o tyle pomocny, ze osoby
      postronne moga pewne zachowania przewidziec i moze z tego punktu widzenia
      postawa taka jest lepsza, co nie znaczy ze jest lepsza obiektywnie. a co do
      rodzaju tyranow - zalezy co na kogo dziala, ja osobiscie boje sie ludzi
      wyrachowanych, ktorych Ty nazwales zimnymi, ale sadze ze dla osoby wychowywanej
      np w domu z alkoholikiem bardziej przerazajaca jest wizja buchajacego ogniem
      gniewu czlowieka niz okrutnego z kamienna twarza - oboje sa tyranami (pozwole
      sobie pominac definiowanie slowa tyran) dla tych, na ktorych oddzialywuje ich
      sposob bycia. to tyle pozdrawiam :-)
      • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 18.01.02, 20:48
        dorkasz napisał(a):

        > moim skromnym zdaniem i jedna postawa i druga jest oparta na agresji i to, czy
        > jest ona ujawniana czy tez nie nie swiadczy o jej sile i zagrozeniu, jakie
        > stanowi. fakt ze dana osoba ujawnia swoje emocje jest o tyle pomocny, ze osoby
        > postronne moga pewne zachowania przewidziec i moze z tego punktu widzenia
        > postawa taka jest lepsza, co nie znaczy ze jest lepsza obiektywnie. a co do
        > rodzaju tyranow - zalezy co na kogo dziala, ja osobiscie boje sie ludzi
        > wyrachowanych, ktorych Ty nazwales zimnymi, ale sadze ze dla osoby wychowywanej
        >
        > np w domu z alkoholikiem bardziej przerazajaca jest wizja buchajacego ogniem
        > gniewu czlowieka niz okrutnego z kamienna twarza - oboje sa tyranami (pozwole
        > sobie pominac definiowanie slowa tyran) dla tych, na ktorych oddzialywuje ich
        > sposob bycia. to tyle pozdrawiam :-)

        no tak, ale np. po krzyku poznac ze cos nie tak i mozna jakos z tym walczyc, a
        jak poznasz po kims kto przebielegle knuje, snuje pozory milosci, uleglosci,
        zgodnosci, mamiac, ile sie da kombinujac i oszukujac, samego siebie i innych?
        • dorkasz Re: tyran zimny czy goracy? 18.01.02, 22:19
          przeciez ukrywanie tego, co naprawde tkwi w czlowieku nie moze trwac wiecznie i
          predzej czy pozniej powodujace nim motywy wyjda na jaw. co wiecej wydaje mi sie
          ze w przypadku uczucia gniewu, frustracji, a wreszcie agresji, silnie uwidatnia
          sie mechanizma przenoszenia tych uczuc z obiektow, ktore chcemy od naszego
          wybuchu jak gdyby ochronic chcby z egoistycznych pobudek, na inne obiekty - np.
          zlosc na szefa wyladowujemy w domu, z tego wniosek ze czlowiek taki w jakims z
          jego srodowisk pokaze jaki jest naprawde, wiec caly wic polega na tym, by mu
          sie dokladnie przyjrzec. brzmi prosto, ale naprawde wierze w to, ze nie mozna
          ukrywac swojej natury w nieskonczonosc. pozdrawiam
    • ta_mar_ta Re: tyran zimny czy goracy? 19.01.02, 00:59
      Jeśli do tego tyran zimny jest człowiekiem o b. wysokim ilorazie inteligencji (
      poziom emocjonalnej- b. niski), a jego tyrania ogranicza sie do czterech ścian
      własnego domu i akty "zimnej" agresji kierowane są wyłacznie przeciw
      najblizszym, to jest to KOSZMAR i manipulacja-gigant. Taki człowiek moze grać
      swoją rolę wiele lat a repertuar stosowanych przez niego "rozrywek" zdaje się
      niewyczerpany. Moim zdaniem ten "zimny" to tchórz niezdolny sprostać otwartej
      rozmowie nawet o błahym konflikcie i próbie jego rozwiazania. Umyka, knuje,
      planuje "zemstę", jeśli coś nie przebiega po jego myśli,jątrzy, manipuluje i
      rani innych i za wszelką cenę chce ich sobie podporządkować. Takie "czyhanie"
      na urojonego "przeciwnika" może trwać miesiącami i latami! I kazdy chwyt jest
      dozwolony...To ludzie z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi zupełnie nie
      radzący sobie z budowaniem więzi.Mam wrażenie,że jest to wyraz b. niskiej
      samooceny i paranoidalnej osobowości( w grubym uproszczeniu to ludzie wyznający
      spiskowa teorie dziejów). To także egoiści , którzy nie wiedzą co to empatia.
      Od takiego człowieka staram sie uwolnić...
      Co do "gorących"- tych także należy omijać z daleka, aczkolwiek ich agresja
      jest mniej pokrętna ( co tejże agresji usprawiedliwić oczywiście nie może)
      Pozdrawiam Ta_
      • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 19.01.02, 03:11
        ta_mar_ta napisał(a):

        > Jeśli do tego tyran zimny jest człowiekiem o b. wysokim ilorazie inteligencji (
        >
        > poziom emocjonalnej- b. niski), a jego tyrania ogranicza sie do czterech ścian
        > własnego domu i akty "zimnej" agresji kierowane są wyłacznie przeciw
        > najblizszym, to jest to KOSZMAR i manipulacja-gigant. Taki człowiek moze grać
        > swoją rolę wiele lat a repertuar stosowanych przez niego "rozrywek" zdaje się
        > niewyczerpany. Moim zdaniem ten "zimny" to tchórz niezdolny sprostać otwartej
        > rozmowie nawet o błahym konflikcie i próbie jego rozwiazania. Umyka, knuje,
        > planuje "zemstę", jeśli coś nie przebiega po jego myśli,jątrzy, manipuluje i
        > rani innych i za wszelką cenę chce ich sobie podporządkować. Takie "czyhanie"
        > na urojonego "przeciwnika" może trwać miesiącami i latami! I kazdy chwyt jest
        > dozwolony...To ludzie z poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi zupełnie nie
        > radzący sobie z budowaniem więzi.Mam wrażenie,że jest to wyraz b. niskiej
        > samooceny i paranoidalnej osobowości( w grubym uproszczeniu to ludzie wyznający
        >
        > spiskowa teorie dziejów). To także egoiści , którzy nie wiedzą co to empatia.
        > Od takiego człowieka staram sie uwolnić...
        > Co do "gorących"- tych także należy omijać z daleka, aczkolwiek ich agresja
        > jest mniej pokrętna ( co tejże agresji usprawiedliwić oczywiście nie może)
        > Pozdrawiam Ta_

        no wlasnie, chodzilo mi o to, ze ekspresja emocjonalna jest mniej szkodliwa, na
        poziomie indywidualnym i spolecznym, bo daje znaki, objawia problem, i tylko od
        aktywnosci ludzi zalezy czy ten problem zostanie rozwiazany, czy tez bedzie dalej
        rosl. A taki utajony, lisi egoizm, gdzie emocji nie ma,albo sa skarlowaciale,
        zdominowane przez intelekt, moze nabrzmiewac w nieskonczonosc, i zeby uchwycic
        konsekwencje takiego postepowania, trzeba nie lada sie napocic i nagimnastykowac
        sercem i umyslem. Bo w takim zimnym egoizmie, ukrywa sie zadza dominowania i
        posiadania kontroli, pod pozorami wspolczucia,czlowieczenstwa, a nawet...
        mistycyzmu. Szczegolnie jesli ktos taki ma bardzo wysublimowany intelekt, a nie
        stac go na proste akty wspolczucia (po czym go poznac). Same pozory i
        wysublimowane argumenty, sluzace tak na prawde leniwej, zmyslowej dumie i
        wygodzie wlasnej hierarchii wartosci, w ktorej nie ma miejsca dla innosci, bo ON
        posiadl jedyna prawde. Uwolnilem sie od takiego czlowieka, ktory przez wiele lat
        zwodzil mnie swoja pol-przyjaznia. Wiem, z czym walczysz Tamarto. Wiem rowniez,
        ze w takim czlowieku sa utajone problemy seksualne. Ale, wspominalas ze on
        posuwal sie rowniez do otwartej agresji. Ja doswiadczylem od takiego osobnika
        niemal 'demonicznej agresji'. Motywem dzialania takich ludzi jest zawisc wobec
        innosci i wszelkiej autentycznej indywidualnosci, choc zawsze gotowi sa sluzyc
        niby lagodna porada, a potem w razie nieposluszenstwa niezauwazalnie, jak pajaki
        z Wysp Dziewiczych, w czasie snu, wpijaja sie w ciala, i zanim zaczna wysysac,
        znieczulaja, tak zeby moc dokonac swojego aktu posiadania bezbolesnie.
        Uwazajcie na nich. Dobrym sa materialem na politykow, biznesmenow, kaplanow
        roznych srodowisk, wszelkiej masci przewodnikow. Nie dajcie sie im zwiesc.Ale
        ponoc jednym z glownych zadan czlowieka na ziemi jest opanowanie sztuki
        rozpoznawania prawdziwego przyjaciela od prawdziwego wroga. ;-))
        • Gość: Renka Re: konsumowanie ofiary IP: *.home.cgocable.net 19.01.02, 08:45
          Mowi sie , ze to co wokol widzimy i czujemy to "siedzi w naszej glowie". Wiele
          osob patrzy na ten sam obraz i kazdy widzi co innego.Ja , przyznam sie,
          wyczuwam ludzi, podobnie jak moj kot, ktory nie do wszystkich podejdzie.Jestem
          ostrozna w zawieraniu blizszych kontaktow .
          Ludzie otwarci,czasem zbyt ufni, moze nawet naiwni, sami wystawiaja sie na zer
          takiemu tyranowi, ktory ma zakodowane w glowie, ze jest tyranem i niejako z
          przymusu wewnetrznego(geny?) szuka swojej ofiary, aby ja "skonsumowac" .
          To tak, jakby nie dzialal u tych ofiar system ostrzegawczy,wszyscy wokol widza
          to czerwone, pulsujace swiatelko, a ofiara -NIE.
        • Gość: dorkasz Re: tyran zimny czy goracy? IP: 217.98.233.* 19.01.02, 09:18
          ale powiedz - w koncu tego goscia rozgryzles, w koncu powinela mu sie noga,
          fakt, ze zdazyl Ci zawiesc i rozczarowac nad czym ubolewam, ale cos sie w koncu
          stalo, ze prawda wyszla na jaw. a teraz z perspektywy czasu czy nie uwazasz, ze
          byly oznaki jego wyrachowania, ktore Ty tlumaczyles, usprawiedliwiales w inny
          sposob? tez sie spotkalam z taka osoba, i chyba dlatego pozwolilam siebie
          ranic tak dlugo, ze nie chcialam zauwazac pewnych oznak jej natury bo nie
          miescilo mi sie w glowie ze ktos taki moze istniec, ale oznaki byly i to dosc
          liczne. poza tym zgadzam sie z Ta mar ta - sa to ludzie cholernie lekliwi wbrew
          pozorom i mocno poplatani emocjonalnie. pozdrawiam
          • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 19.01.02, 10:45
            Gość portalu: dorkasz napisał(a):

            > ale powiedz - w koncu tego goscia rozgryzles, w koncu powinela mu sie noga,
            > fakt, ze zdazyl Ci zawiesc i rozczarowac nad czym ubolewam, ale cos sie w koncu
            >
            > stalo, ze prawda wyszla na jaw. a teraz z perspektywy czasu czy nie uwazasz, ze
            >
            > byly oznaki jego wyrachowania, ktore Ty tlumaczyles, usprawiedliwiales w inny
            > sposob? tez sie spotkalam z taka osoba, i chyba dlatego pozwolilam siebie
            > ranic tak dlugo, ze nie chcialam zauwazac pewnych oznak jej natury bo nie
            > miescilo mi sie w glowie ze ktos taki moze istniec, ale oznaki byly i to dosc
            > liczne. poza tym zgadzam sie z Ta mar ta - sa to ludzie cholernie lekliwi wbrew
            >
            > pozorom i mocno poplatani emocjonalnie. pozdrawiam

            zgadzam sie, znaki ostrzegawcze byly, ale pewne cechy charakteru wychodza dopiero
            po pewnym czasie wspolzycia, wiec znaki sa w tym momencie nieistotne, bo ktos
            niedoswiadczony zawsze bedzie nieodporny. Poza tym czlowiek ma wspol-czucie,
            wybacza. W wypadku takiego nieczulego wroga, jego spryt intelektualny jest tak
            doskonaly, ze dopoki nie wygra calkowitego oddania, bedzie sam udawal milosc i
            oddanie, wspolczucie i troske, a czlowiek na poczatku przeciez nie jest
            podejrzliwy.Tym bardziej ze swoje cele osiaga on totalna lagodnoscia i
            argumentacja naprowadzajaca czlowieka tak, ze zdaje sie iz to ja sam decyduje.
            Nie zgadzam sie troche z Renka, a troche zgadzam, bo to nie chodzi o to ze sa
            tacy i odpowiadajace im ofiary, ale czlowiek ktory trafi na takiego, musi natezyc
            cale swoje czlowieczenstwo, zawierzyc intuicji i wszystkim dobrym mocom, zeby sie
            wydostac z wplywu kogos kto niemal doskonale (przebiegloscia)potrafi udawac
            czlowieczenstwo. Owszem,zgadzam sie, pod tym jest lek.A czymze innym jest egoizm,
            jesli nie lekiem przed utrata czesci siebie na rzecz wspolistnienia? Dominacja
            intelektu nad uczuciem bazuje na tym leku przed utrata siebie, czyli przed
            prawdziwym wspolczuciem, i jest zabieganiem o uwiecznianie swojego ego pod
            pozorami wspol-istnienia. Wszystko to wychodzi na jaw, ale trwa w czasie. Musza
            objawic sie konsekwencje, ofiara musi otrzasnac sie z oskarzen, samooskarzen etc.
            i podjac walke. Znaki byly. Teraz np. wiem, ze jesli ktos gada o sprawach
            wielkich, mistycznych, nawet sam praktykuje medytacje, potrafi nawet wzniesc sie
            na wyzyny bezinteresownej pomocy, ale na dzwiek slowa sex zaczyna sie dziwnie
            zachowywac, jakby go laskotano, a na widok kazdej nowo poznanej, czy spotkanej
            kobiety zaczyna byc zalotny,to cos tu nie tak. Takie niedoskonalosci wydaja sie
            byc niewinne.Tym bardziej ze wobec mojej zony potrafil sie opanowywac (do czasu).
            ALbo fakt iz jego punkt widzenia zazwyczaj okazuje sie miec racje, gdyz umysl ma
            naprawde wielki, powoduje ze czyjekolwiek inne zdanie ocenia on zawsze w
            kategorii swojej hierarchii wartosci. To zajelo mi sporo czasu, zeby zrozumiec ze
            taki doskonaly rozum nie ma tolerancji dla kogos kto nawet jesli nie ma racji,
            musi sie jakos rozwijac wlasna sciezka, a nie przyjac akurat wartosc
            najdoskonalsza, ale nie swoja. Rozum, ktory dominuje popelnia bardzo nieznaczne,
            subtelne bledy. Udaje niemal doskonale czlowieczenstwo i wspolczucie.A sam
            oskarza nadmiar uczuc o brak czlowieczenstwa. To archetypalna wojna.
            • wojtekt30 Re: tyran zimny czy goracy? 20.01.02, 14:21
              Przeczytałem ten wątek, szczególnie wypowiedzi Czarka i cholera, znajduję tu
              parę swoich cech i zachowań, które mogą mnie zaklasyfikować jako zimnego. Tylko
              kilka, ale się przejąłem.
              Może nie do końca rozumiem, ale zawsze wyżej ceniłem kierowanie się intelektem
              a nie uczuciami, znam też takie gry między ludźmi o jakich wspominacie, też
              najwyżej cenię swoją hierarchię wartości, miewam kłopoty emocjonalne w
              kontaktach z kobietami. Nie zauważyłem natomiast problemów ze swoją
              sexualnością, ze współodczuwaniem i współczuciem.
              Pewnie nie ma jakiejś prostej metody by się przekonać czy jestem jeszcze OK,
              czy powinienem poważnie nad sobą popracować?
              Wojtek
    • ta_mar_ta Re: tyran zimny czy goracy? 20.01.02, 01:07
      Jeszcze raz zabiorę głos w tej dyskusji."Tyraństwo gorące" jest głośnie
      (słyszalne),widoczne i nieraz pozostawiające trwałe lub długo obecne ślady na
      ciele ofiary. Stąd jest możliwość pozyskania świadków gwałtownych zachowań i
      oczywistych dowodów stosowanej przemocy. Taką przemoc zatem łatwiej udowodnić i
      łatwiej pozyskać poparcie osób postronnych dla decyzji mających na celu
      przerwanie takiego związku."Tyraństwo zimne" wykańcza psychicznie bez świadków,
      podstępnie, z uśmiechem na ustach. Nie ma świadków = nie ma faktów. Ofiara jest
      pozbawiona wsparcia z zewnątrz, bo tyran jest często na zewnątrz uroczym
      człowiekiem. Samotność tak dręczonej osoby jest porażająca.
      Ta_
    • Gość: czarek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 20.01.02, 02:38
      czyzby najbardziej wyrahowany egoizm kryl sie pod pozorami najsubtelniejszej
      lagodnosci? (przynajmniej taka przybieral maske podczas chwytania ofiary?)
      Moze panowanie umyslem nad emocjami (tzw.samokontrola)nie ujawnia prawdziwej
      natury czlowieka, i uniemozliwia wzajemne przenikanie sie mysli i uczuc, tym
      samym duma intelektualna i ego panuja niepodzielnie. A uczuciowosc nie rozwija
      sie z poziomu instnktownej, egoistycznej zmyslowosci, na poziom glebszej
      refleksyjnej milosci(zakladajac ze prawdziwa milosc nie jest slepa na innosc,
      tylko wspol-czujaca, cierpliwa i wybaczajaca)?
      Moze wlasnie dlatego emancypacja emocjonalna w skali spolecznej jest konieczna,
      azeby rozwinac wyzszy, prawdziwszy poziom ludzkiej cywilizacji?
    • Gość: dorkasz Re: tyran zimny czy goracy? IP: 217.98.233.* 20.01.02, 10:17
      wiecie, ja sie zastanawiam nad taka sprawa: od ktorego z nich latwiej sie jest
      wyzwolic? nie wiem czemu wydaje mi sie ze wlasnie od tego, ktory miadzy swa
      inteligencja i totalnym brakiem empatii. jak sie nad tym zastanawiam przychodzi
      mi na mysl obraz kobiet bitych, ponizanych, ktore cierpia ogromnie, ale mimo to
      wystawiaja sie na kolejne ciosy i trwaja przy oprawcy. wiec jak myslicie - od
      kogo latwiej odejsc?
      • donjuan Re: tyran zimny czy goracy? 20.01.02, 12:23
        -Uczestnikom dyskusji zalecam lekture ksiazek z
        etologi zwierzat - jesli ich jeszcze nie znaja -
        autorstwa K.Lorentza, I.Eibl-Eibesfeldta, Wicklera .
        V.Droschera . Jest tam o tyranach rowniez . Osobnik o
        cechach "Tyrana " pelni w naturze role obroncy rodziny
        i grupy . W warunkach niewoli i tam gdzie nie ma
        zagrozenia np. w ZOO lub spoleczenstwie cywilizowanym,
        nie majac okazji wyladowania agresji i bycia "bohaterem
        " staje sie tchorzliwym "tyranem " Bo tak naprawde oba
        te rodzaje tyranow sa tchorzami : zamiast walczyc z
        wrogiem zewnetrznym , czesto silniejszym w obronie
        slabszych - walcza ze slabszymi od siebie aby ich
        podporzadkowac .
        • Gość: tomek Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 20.01.02, 14:10
          donjuan napisał(a):

          > -Uczestnikom dyskusji zalecam lekture ksiazek z
          > etologi zwierzat - jesli ich jeszcze nie znaja -
          > autorstwa K.Lorentza, I.Eibl-Eibesfeldta, Wicklera .
          > V.Droschera . Jest tam o tyranach rowniez . Osobnik o
          > cechach "Tyrana " pelni w naturze role obroncy rodziny
          > i grupy . W warunkach niewoli i tam gdzie nie ma
          > zagrozenia np. w ZOO lub spoleczenstwie cywilizowanym,
          > nie majac okazji wyladowania agresji i bycia "bohaterem
          > " staje sie tchorzliwym "tyranem " Bo tak naprawde oba
          > te rodzaje tyranow sa tchorzami : zamiast walczyc z
          > wrogiem zewnetrznym , czesto silniejszym w obronie
          > slabszych - walcza ze slabszymi od siebie aby ich
          > podporzadkowac .

          A czytales Ty DonJuanie u K.Lorentza o wiernosci golabkow i wrobelkow?
          • donjuan Re: tyran zimny czy goracy? 20.01.02, 14:39
            Byc moze czytalem , bo to lektury z lat 70-tych ale
            czy maja one zwiazek z tyrania ? Rozwin temat .
            • Gość: t Re: tyran zimny czy goracy? IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 20.01.02, 15:49
              moze radosc z samego latania kompensuje im bole posiadania?
    • kwieto Tyrania... 20.01.02, 21:15
      A ja sobie mysle, ze podporzadkowac sie tyranowi sami musimy chciec. Bo taki
      tyran wiele zabiera, ale daje tez cos, co jest nam potrzebne. I na zaspokajaniu
      takich naszych potrzeb buduje swoja tyranie... Na przyklad osoba ponizana nie
      odejdzie od tyrana, bo ten ktos zapewnia jej bezpieczenstwo, pozwala na
      ucieczke od leku bycia samemu... Albo ktos, kto jest nam przyjacielem
      wykorzystuje nasza chwiejnosc, niepewnosc, potrzebe oparcia... I mysle, ze im
      bardziej niezalezni jestesmy, tym trudniej jest nas tyranizowac.

      Tyran "zimny" niby lepiej sie maskuje od tego "goracego". Ale czy na prawde? Bo
      zaden czlowiek nie jest w stanie panowac nad soba przez 100% czasu. Jesli
      bedziemy uwazni, i nie bedziemy przyjmowali "opium" wspanialych gestow i idei,
      to trudno bedzie nas zmanipulowac. Czarek pisal o przyjacielu, ktory maskowal
      swoje "prawdziwe ja" pod plaszczem osoby uduchowionej. Bo osoby uduchowione
      zwykle sa traktowane jako "lepsze", swego rodzaju autorytety. To nasze
      stereotypy czy marzenia "ach byc takim jak on/ona" powoduja, ze im ulegamy...
      Jesli ktos ma wystarczajaco stabilna wlasna osobowosc, ciezko mu bedzie ulec
      tyranowi, bo rozpozna go juz po pierwszym "zimnym zagraniu". I bedzie z tego w
      stanie wyciagnac samodzielne wnioski.
      Bo kazdy tyran, nawet ten zimny i wyrachowany, w momencie kiedy tyranizuje,
      sprawia nam przykrosc. Dlaczego pozwalamy sobie sprawiac kuku i przyjmujemy to
      za dobra monete? Oto pytanie do "ofiar".

      Wiec - tyran jest osoba pokrecona, ale nie bardziej pokrecona niz jego
      ofiara...
      • Gość: czarek Re: Tyrania... IP: *.tnt1.philadelphia.pa.da.uu.net 21.01.02, 00:34
        niewatpliwie jest to korelacja. Ale jak juz sie wpadnie w te sidla, to mija
        troche czasu, musza objawic sie prawdziwe konsekwencje. Tyran maskuje sie
        lagodnoscia, pozorami wspolczucia, potrafi podbijac ludzkie serca swoja
        dobroczynnoscia. Jest niezwykle blyskotliwy intelektualnie. A byc moze
        podswiadomie, 'przypadkowo' etc. 'trafia' na takie ofiary ktrore go ujawnia.
        Ale, to musi trwac w czasie, zanim przebierze sie miarka.I zanim ofiara
        wyksztalci w sobie ten radar rozpoznajacy niewlasciwego czlowieka.
        Natomiast nie zgadze sie z pogladem ze 'ofiara' jakoby z urodzenia i
        charakteru 'zaslugiwala' na swojego tyrana. Umocnienie osobowosci moze
        przydarzyc sie kazdemu po takim stymulujacym wszelakie czynniki samoobronne
        doswiadczeniu.
        W wypadku zachowan emocjonalnych, krzyku, przeklenstw etc. z reguly jest to
        odreagowywanie, i to natury stopniowej, na zaistniale gdzies wewnatrz albo na
        zewnatrz blokady istnieniowe. Nie ma tutaj tej przebieglosci, jak w wypadku
        tego 'zimnego tyrana', ktory zawsze sobie poradzi, tylko czasem powinie mu sie
        noga, jak wpadnie w rutyne (poza tym, nie zapominajacie, ten zimny lubi
        oskarzac innych, ktorzy mu sie nie daja, o tyranie). Gdyby istnial w nim
        rzeczywisty cel dominowania drugim, to juz sam ten fakt bylby istnieniem w nim
        przebieglosci etc., wiec nie potrafilby reagowac gwaltownie, jego wybuchy
        zlosci sa tez lisiej natury, bo wybuchowosc natychmiast by go objawiala.
        Prawdziwy tyran jest urodzonym aktorem emocji lagodnych (czytaj:zimnych). A
        problem polega na tym, ze tylko ze zlem objawionym mozna walczyc. Takie
        objawianie sie emocjonalne jest wlasciwie 'blaganiem' o pomoc, wyrazem
        bezsilnosci wyrzucaniem z siebie frustracji,zla, a nie pielegnowaniem go i
        wykorzystywaniem do zdobywania pokarmu, czyli kolejnych niedoswiadczonych
        'zywicieli' podpierajacych egoistyczna hierarchie wartosci.
        W wypadku alkoholikow, czesto mowi sie ze: taki dobry czlowiek, przyloz do
        rany, ale wystarczy ze wypije... No bo wiadomo, pod wplywem alkoholu, wszystko
        wybuha w nadmiarze, a przede wszystkim natura, zwierzece instynkty. Ale akty
        agrsji takich ludzi mozna leczyc leczac alkoholizm, jak tez poprzez wszelkie
        przezywanie bycia soba na trzezwo. A sygnaly dostarczane przez takich ludzi,
        powinny dzialac alarmujaco na ludzi im bliskich, ktorzy staja sie w tym
        momencie wspolodpowiedzialni za dalsze intensyfikowanie sie objawow
        gwaltownosci czy agresji.
        • kwieto Re: Tyrania... 21.01.02, 07:56
          Sluchaj, a mozesz prosciej powiedziec o co Ci chodzilo w tym poscie? Bo ja juz
          nie wiem? A co do udzialu ofiary w calej imprezie, to jestem przekonany. Sa
          ludzie ktorzy sa podatni na "Tyranie" i wrecz jej szukaja, a sa ludzie, ktorzy
          po pierwszym przejawie uciekaja.

          Nie wmowisz mi, ze ktos jest w stanie manipulowac mna tak, zebym ja o tym nie
          wiedzial, jesli spelnione sa dwa warunki:
          1. Polegam na wlasnym rozumie
          2. Przygladam sie uwaznie temu, co sie ze mna i wokol mnie dzieje
          • Gość: onnanohi Re: Tyrania... IP: *.devs.futuro.pl 21.01.02, 09:15
            kwieto napisał(a):

            > Sluchaj, a mozesz prosciej powiedziec o co Ci chodzilo w tym poscie? Bo ja juz
            > nie wiem? A co do udzialu ofiary w calej imprezie, to jestem przekonany. Sa
            > ludzie ktorzy sa podatni na "Tyranie" i wrecz jej szukaja, a sa ludzie, ktorzy
            > po pierwszym przejawie uciekaja.
            >
            > Nie wmowisz mi, ze ktos jest w stanie manipulowac mna tak, zebym ja o tym nie
            > wiedzial, jesli spelnione sa dwa warunki:
            > 1. Polegam na wlasnym rozumie
            > 2. Przygladam sie uwaznie temu, co sie ze mna i wokol mnie dzieje

            Kwieto - i tak i nie. Czasem "przyglądanie się" na prawdę nie wystarczy.

            Szczerzen mówiąc nie wiem, czy to, co napisze będzie na temat. Na pewno będzie o
            manipulacji.
            Było tak. Kolega ze studiów, prawie przyjaciel. Poznał miłość swego życia.
            Dziewczyna ta na początku miała ogromny problem, że by mnie zaakceptować, była
            zazdrosna o naszą znajomość, nie radziłą sobie z tym. Koniec końców (twało to
            ok.l roku) - zbliżyłyśmy się do siebie. Polubiłyśmy się. Była to fantastyczna
            osoba, wesołe, miła, uczynna i miała nieamowite zdolności plastyczne. Zbiegło się
            to w czasie z "nawróceniem się" jej męża - wybrał nową religię i ochrzcił się,
            zachowywał się w sposób typowy dkla większości takich "świeżynek" - istniał dla
            niego tylko jeden temat, nasza znajomość się lekko rozluźniła, za to nz tą
            dziewczyną stawałyśmy się sobie coraz bliższe. W końcu stało się tak, że
            przeważnie spotykałyśmy się same, ale nie były to spotkania częste. Nie zapomnę
            nigdy pewnego spotkania towarzyskiego. On zadzwonił i mnie zaprosił na swoje
            urodziny. I ... było bardzo nieprzyjemnie. Wyglądało na to, że mój kiedyś tak
            bliski kolega zaczął mnie nieznosić wręcz, że ma na mnie uczulenie. Nie
            wiedziałam zupełnie czym sobie to tłumaczyć, zwaliłam to na jego nowy
            światopogląd i naszą różnicę zdań w tym względzie. "Po latach" muszę przyznać, że
            było to głupie z mojej strony i że znając Go tak dobrze powinnam starać się
            znaleźć inne dla jego zachowania wytłumaczenie. Ale czułam się skrzywdzona
            odrzucona itd. i nie bardzo się nad tym zastanawiałam. Dobrze, dobrze, już
            kończę. Po roku (sic!) takiej sytuacji okazało się (przez przypadek), że ta
            dziewczyna coraz częściej przebywała poza domem, zaniedbywała syna i ... miała
            kochanka, a mój kolega był przekonany, że cały ten czas, kiedy nie ma jej w domu
            spędza ze mną, czasem nie wracając na noc, upijając się itd. Słuchajcie, to co ta
            dziewczyna zrobiła było niesamowite: najpierw odsunęła nas od siebie - jemu
            mówiłaco ja mówię o Nim (same kłamstwa) i odwrotnie. W ten sposób doprowadziła
            do tego, że nasze kontakty stały się sporadyczne a potem zupełnie zniknęły i ...
            po prostu nie mieliśmy jak porównać jej zeznań. I wykorzystywała mnie
            jako "alibi". Cóż, szczegóły były naprawdę drastyczne .... W każdym razie do
            samego końca udawała moją "przyjaciółkę",k a po prostu wykorzystała mnie do
            swoich celów. Przyznam, że było to dla mnie dramatyczne przeżycie i od tej pory
            stałam się dużo mniej ufna w stosunku do ludzi. Nie uwierzylibyście, jaka była
            sprytna, sprawna w tych wszystkich kłamstwach. Np.;ojciec podwiózł ją raz do
            mnie, posiedziała pół godziny i poszła. Okazało się, że nie było jej do rana - ze
            mną balowała itd.
            W każdym razie - Kwieto - nie wydaje mi się, że popełniłam wtedy jakiś błąd, że
            mogłam wcześniej się zorientować, co się dzieje. Za dobra była.

            Pozdrawiam i życzę Wam wszystkim, żebyście nigdy kogoś takiego nie spotkali w
            swym życiu.
            • kwieto Ja sie czepiam 21.01.02, 11:16
              A nie wystarczylo pogadac ze znajomym, dlaczego sie od Ciebie odsunal?
              To by zalatwilo sprawe na starcie...
              • kwieto dopisek 21.01.02, 11:20
                A tak na prawde, to przegapil tu sprawe jej maz (chlopak?), ktory zamiast
                zwyczajnie porozmawiac z Toba na ten temat, wolal sie obrazic... Manipulatorzy
                wykorzystaja takie sklonnosci do obrazania sie, brak prostej i zwyczajnej
                komunikacji, i tak dalej.
            • Gość: Renka Re: Tyrania..specjalna.(Onanohi) IP: *.home.cgocable.net 21.01.02, 22:25
              Onanohi, czytajac twoj post , to jakbym czytala historie z wlasnego zycia.Byla
              i jest taka osoba, ktora tak niemozebnie manewruje ludzmi , ze wszyscy, ktorych
              miala na oku do swoich celow sa porozstawiani jak pionki w grze. Ja tez.Staram
              sie odsunac od niej, ale to jest bardziej skomplikowane, bo to rodzina. Fakt,
              ze istnieja zale, wzajemne pretensje i niedopowiedzenia. I kazdy "ma znac"
              wersje taka, jaka tyranowi odpowiada. Cholera, naprawde nie wiem jak z tego
              wybrnac, bo ja lubie sytuacje nawet bardzo trudne, ale jasne. Ta osoba lubi
              zamet.I jedynie odsuniecie sie od niej pomoglo, ale niektorzy czlonkowie
              rodziny patrza na siebie spode lba i w dodatku maja swoje wersje wydarzen, te
              prawdziwe, a nie znaja tych spreparowanych. Zgadza sie z tym wpadaniem na 5
              minut, a potem jest, ze iles godzin.. Boje sie cos przy niej powiedziec, bo nie
              wiem do kogo trafi i w jakiej wersji..
              Kilka razy wyszla niezla afera z tymi inteligentnie obmyslonymi, ale potwornie
              zamotanymi sytuacjami.Widzialam, jak ta osoba autentycznie cierpiala,bo wyszly
              na jaw jej klamstwa, ale ja, mimo, ze jestem naprawde dobrze ludziom zyczaca,
              nie potrafie sie czasem oprzec zyczeniu jej wypicia tego piwa , ktore warzy za
              naszymi plecami.Odsuniecie sie i zerwanie kontaktow pomaga, z tym, ze stawia
              mnie automatycznie w bardzo zlej sytuacji, bo to rodzina i ta lepsza(bo
              dalej?), nie dajaca sie wmanewrowac, czesc rodziny wzywa do pojednania.No i w
              koncu dla mnie rodzina naprawde jest bardzo wazna, wiec sie daje dalej
              manewrowac.
          • Gość: czarek Re: Tyrania... IP: *.philadephia-13rh15rt-pa.dial-access.att.net 21.01.02, 17:33
            kwieto napisał(a):

            > Sluchaj, a mozesz prosciej powiedziec o co Ci chodzilo w tym poscie? Bo ja juz
            > nie wiem? A co do udzialu ofiary w calej imprezie, to jestem przekonany. Sa
            > ludzie ktorzy sa podatni na "Tyranie" i wrecz jej szukaja, a sa ludzie, ktorzy
            > po pierwszym przejawie uciekaja.
            >
            > Nie wmowisz mi, ze ktos jest w stanie manipulowac mna tak, zebym ja o tym nie
            > wiedzial, jesli spelnione sa dwa warunki:
            > 1. Polegam na wlasnym rozumie
            > 2. Przygladam sie uwaznie temu, co sie ze mna i wokol mnie dzieje

            nie wiem, kwieto, co lepsze, czy doswiadczenie 'nie-szczesliwej' milosci,
            czy 'bezpieczne' zycie w ciaglej podejrzliwosci?
            • kwieto Re: Tyrania... 21.01.02, 17:41
              Po pierwsze milosc moze byc i szczesliwa i bezpieczna...

              A jesli mialbym wybierac pomiedzy - to odpowiedz mi o jakie bezpieczenstwo
              chodzi? O to, ze ktos przy Tobie jest? A co obecnosc drugiej osoby niby zmienia
              w kategoriach bezpieczenstwa??
              • Gość: c Re: Tyrania... IP: *.philadephia-13rh15rt-pa.dial-access.att.net 21.01.02, 17:58
                kwieto napisał(a):

                > Po pierwsze milosc moze byc i szczesliwa i bezpieczna...
                >
                nie przecze, ale zdanie na ten temat pozostawiam tym ktorzy jej doswiadczaja


                > A jesli mialbym wybierac pomiedzy - to odpowiedz mi o jakie bezpieczenstwo
                > chodzi? O to, ze ktos przy Tobie jest? A co obecnosc drugiej osoby niby zmienia
                >
                > w kategoriach bezpieczenstwa??

                bezpieczenstwo wynikajace z bycia podejrzliwym
                • kwieto Re: Tyrania... 21.01.02, 18:02
                  Chyba zbyt pokretne to dla mnie...
                  Ja czlek prosty, lubie upraszczac, a nie komplikowac

                  Bo jak niby mam sie czuc bezpiecznie, jesli ciagle wesze za zdrada czy innym
                  przejawem "nielojalnosci"?
                  • Gość: c Re: Tyrania... IP: *.philadephia-13rh15rt-pa.dial-access.att.net 21.01.02, 18:14
                    kwieto napisał(a):

                    > Chyba zbyt pokretne to dla mnie...
                    > Ja czlek prosty, lubie upraszczac, a nie komplikowac
                    >
                    > Bo jak niby mam sie czuc bezpiecznie, jesli ciagle wesze za zdrada czy innym
                    > przejawem "nielojalnosci"?

                    zalezy co rozumiesz po pojeciem 'polegania na wlasnym rozumie'
                    • onnanohito Re: Tyrania... 21.01.02, 22:45
                      Rachu ciachu i po strachu

                      Kwieto, czy naprawdę myślisz, że wszystko jest takie proste i jednoznaczne?

                      Starałam się, opisując tę historię nie rozwlekać, a przecież nie da się
                      opowiedzieć roku, dwóch z życia w dziesięciu zdaniach.
                      Owszem, próbowałam rozmawiać z kolegą, ale on tę rozmowę ucinał, mówił że
                      wszystko ok, albo był nieprzyjemny. A ja wróżką nie jestem i nie przychodził mi
                      do głowy prawdziwy powód jego niechęci. Gdybym się domyślała i spytała wprost,
                      czy chodzi - w skrócie - o nią, zapewne wszystko szybko by się wyjaśniło. Ale
                      nie zapytałam, bo nie miałam o tym pojęcia. A na Niego z kolei nie napierałam,
                      ale powiedz, powiedz - nie wpycham się z buciorami, gdzie mnie nie chcą, ślubu
                      nie braliśnmy.
                      Ach, zresztą nie zawsze tak jasno i wyraźnie widzi się swoje życie w danej
                      chwili, to nie była najważniejsza sprawa dla mnie wówczas, działo się milion
                      rzeczy i nie mogłam poświęcić całej swojej energii na rozwiązanie tej sprawy.
                      Uwierz mi, że gdybyś spotkał takiego / taką manipulatorkę - w sprzyjających
                      okolicznościach dałbyś się nabrać.
                      Jej kłamstwa były idealne. Np.: robiłam remont mieszkania, ona z racji zawodu i
                      zdolności pomagała mi w pewnych rzeczach. Pewnego popołudnia pojechałyśmy na
                      zakupy - farby itd. pomagała mi wybrać, trwało to max 2 godziny i pojechała do
                      domu. Później on wspomina coś o tych zakupach. I co? Wszystko się zgadza,
                      opróćz godziny powrotu, ale na ten temat nic nie powiedział. Więc obydwie
                      strony myślały, że jest tak, jak im się wydaje.
                      Eh, niełatwa to sprawa.
                      Prosze Cię, Kwieto, nie kwituj wszystkich wypowiedzi "ee, można
                      inaczej", "trzeba było", "a czemu nie" itd., podkreślając przy tym, że Ty byś
                      sobie na pewno poradził, bo po prostu przykro mi się robi.
                      To naprawdę nie była moja wina, że dałam się w to uwikłać. I to naprawdę nie
                      było takie proste, jak sie może wydawac z tego krótkiego opisu :(
                      • kwieto Re: Tyrania... 22.01.02, 01:25
                        Nie no, dobrze, ale chodzi o to, ze predzej czy pozniej sie manipulatorowi noga
                        powinie... I np. w przypadku ktory opisujesz sprawe przechlapalas nie tyle Ty
                        (narzedzie raczej niz osoba manipulowana) a sam zainteresowany (czyli
                        manipulowany chlopak). On sie wolal zaciac, obrazic i cierpiec w ciszy. Gdyby
                        byl bardziej otwarty, i staral sie wyjasniac swoje problemy a nie w nich
                        zamykac - podejrzewam, ze dogadalibyscie sie grubo, grubo wczesniej. I tyle.
                        A ona potrafila wykorzystac ta jego slabosc.

                        P.S.
                        Ja tez bylem nie raz manipulowany. Czasem w bardzo prosty sposob... Ale mysle,
                        ze teraz by bylo ciezko cos takiego uskutecznic. Za bardzo jestem
                        "wolnomyslicielem" w tej chwili, i zbyt sceptycznie podchodze do wszystkiego,
                        co mi sie wciska. A moze mi sie tylko wydaje?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka