sdfsfdsf
02.11.03, 23:56
zaczelo sie kolo poludnia, wlasnie bylem w srodku lektury ksiazki "regulamin
tloczni win" irvinga i lykalem fascynujace opisy przeprowadzania aborcji,
nagle po prostu przestalem rozrozniac poszczegolne litery, wyrazy zaczely sie
rozdwajac i rozplywac na brzegach, zupelnie jakbym patrzyl przez dno butelki,
rozpoznawalem je podswiadomie, ale byly to karkolomne akrobacje, wstalem i
poczulem sie jak po wypiciu paru piw, pomyslalem ze pogapie sie troche na tv
to mi przejdzie, jakis skok cisnienia pewnie, nic z tego - nadal lornetka,
wyszedlem z psem z nadzieja ze swieze powietrze postawi mnie na nogi, co
prawda pijacki wid sie ulotnil ale na jego miejsce pojawil sie ostry bol
prawej polkuli i oka, cholera jakby jakis obcy probowal absorbowac mnie od
srodka, absorbowac to eufemizm - on po prostu zjadal, chleptal i siorbal
resztki tego szarego o ktorym na biologii mowili, czulem ze jeszcze chwila a
wypchnie moja galke oczna, mysle - kawa, prochy i zdezaktywizuje drania,
gdzie tam, jakis odporny - szczepiony pewnie, w koncu polozylem sie spac i
jakos poszlo, czuje jeszcze swad palonej tkanki i pogorzeliska, czy to
migrena czy staje sie warzywem?