ako17
22.03.24, 18:56
w odpowiedzi na sąsiedni wątek o Bernardzie.
Przekopując się wciąż przez archiwum, trafiłam na wątek "nieprawdopodobne sytuacje - część II", gdzie duża część wypowiedzi dotyczy sytuacji Pyzy. Czy ona się "aż" poświęciła, czy "tylko" dostosowała, czy jest w tym Oksfordzie - może nie tyle szczęśliwa, ile chociaż zadowolona ze swojego życia?
Pominąwszy całkiem źle napisany wątek ponownego porzucenia Pyzy przez Fryca na rzecz USA (który sugerowałby, że Róża jest w czarnej dziurze), w zasadzie jedyną wskazówką jest ten nieszczęsny lot, gdy Róża ma migrenę, Ziutek womituje, ktoś tam ma coś jeszcze, Łucja czyta Prousta, Fryderyk śpi. No, z tego by wynikało, że los Róży jest nie do pozazdroszczenia, ale Ida pisze o tych wydarzeniach w takim radosno-prześmiewczym tonie, że w sumie nie wiadomo, czy aby sama Róża nie uważa, że nic się nie stało. Bo ona lubi się zajmować cudzymi dziećmi bez względu na własne samopoczucie.
Czy fakt, że nie musi pracować (bo przecież nic nie umie robić, co też zostało niedawno przytoczone), może się oddać domostwu i macierzyństwu*, a Fryc robi karierę jako astrofizyk, jest dla niej źródłem satysfakcji?
Ona jest zadowolona z takiego pokierowania swoim życiem, ta rola jej odpowiada?
Wiem, że był spory fanfik na temat życia Róży w Ox, ale to była w sumie wypowiedź jednej Forumki.
BTW. Jak się ta Pyza dostała na astronomię? Tam nie trzeba być aby jakoś mocnym z przedmiotów ścisłych i interesować się tematem kosmicznym? Rozumiem, że Fryc mógł jej udzielać jakichś korków, ale czy to mogło wystarczyć podczas, gdy nie miała do tego żadnego drygu?
* cóż, jak wygląda jej macierzyństwo, odkąd jej własne dzieci wyrosły z pampersów, doskonale widzimy w CZ.
Mila i Karol rzuceni na materace we wspólnym pokoju i przeszczepieni przez cioteczną babkę Nutrię do polskiej szkoły bez cienia refleksji, czy im może trzeba czegoś więcej. A mamusia zajmuje się świeżo narodzoną bratanicą.